Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling E-Fed Tygodniówki Elysium #2 - Kansas City, Missouri - 01.08.2026r.

Elysium #2 - Kansas City, Missouri - 01.08.2026r.

Elysium #2 - Kansas City, Missouri - 01.08.2026r.

Strony (2): 1 2 Dalej
01.08.2026, 00:25
#1
Earlier this week...

Obraz z kamery przenosi nas do baru. Widać wiele osób, które żyją swoim życiem i przeżywają własne historie. Zbiry, kobiety szukające przygód, szarzy ludzie, którzy potrzebują ukojenia. Miejsce to łączy tych wszystkich osobników. Słychać, że jest dosyć głośno. W pewnym momencie kamera robi zbliżenie na Axela Blaze'a! Mistrz siedzi przy barze, mając obok siebie piękną niewiastę, której właśnie Blaze ubrany w ramoneskę się przysłuchuje i przytakuje. Nie widzimy już w nim tej agresji, do której mogliśmy przywyknąć przez jego ostatnie występki. To jest jego miejsce resetu oraz relaksu, można jedynie lekko dostrzec, że myślami nie jest do końca tutaj, mimo że zapewne bardzo by tego chciał... Obok Axela po jego lewej stronie dosiada się pewien mężczyzna, przyodziany jest w zwykłe czarne proste spodnie, martensy oraz białą koszulkę, siedzi tyłem do nas, ale do złudzenia kogoś przypomina.. Facet ten prostym gestem prosi, by barman zapodał mu tak zwaną kolejkę i czeka. Niczego nieświadomy Amerykanin nadal gawędzi z kobietą, którą tu poznał. Koleś z krótszymi czarnymi włosami odbiera kieliszek, po czym.. wylewa go i mówi, że on nie będzie propagować alkoholu. Ten głos rozpoznaje Axel, który odwraca się szybko, ale jest już za późno, bo to Jose Lopez, który wypłaca Headbutt! Mistrz momentalnie łapie się za twarz,a przerażona kobieta odchodzi. Lopezzo kopie Blaze'a w brzuch i ciska nim na jeden ze stolików i ten rozwala się, nie wspominając o rzeczach, które były na nim. Ludzie zaczynają odchodzić, a niektóre rzezimieszki z uśmiechem na ustach przyglądają się temu i kibicują, by bójka trwała. Jose rzuca się na leżącego Blaze'a i wykrzykuje z sadystycznym uśmiechem wymalowanym na facjacie, że Axel miał być gotów, a wcale nie jest. Mr. Forever instynktownie łapie Jose za twarz i próbuje go zepchnąć, jako tako udaje mu się to, obaj podnoszą się, jednak niewiele to daje, bo Anti Heroe sięga po metalową tackę, która jest w pobliżu i wali nią prosto w głowę Amerykanina! Blaze konkretnie cierpi, a Jose przechwytuje jego głowę i robi Hasta Luego na wcześniej rozwalony stolik! Barman wykrzykuje, że policja jest już w drodze. Jose spogląda tylko na zdewastowanego LPW World Championa i odchodzi. Kilka osób próbuje udzielić pomocy Legend In Makingowi. Widok z kamery znika...

[Obrazek: cNDyCwA.png]
Elysium #2
Kansas City, Missouri - 01.08.2026r.



Wybrzmiewa "Heavy is the Crown" od Linkin Park a to może oznaczać tylko jedno w terminarzu gal wrestlingowych - czas na drugą odsłonę Elysium! Kamera przejeżdża po całej hali, ujmując fanów zebranych na trybunach. Większość z nich z transparentami w ręku oraz w koszulkach swoich ulubieńców. Kamera zatrzymuje się na chwilę na grupce oddanych wyznawców Maxwella Ransoma, którzy skandują jego imię, po czym przejeżdża na środek, pokazując ring w którym stoi już Samantha Irvin, czekająca na możliwość zapowiedzenia pierwszej z walk!

[Obrazek: lMYDu1Y.png]
Singles Match
Derrick Mantel vs El Garra de Gato

Derrick Mantel stoi w bojowym nastawieniu w swoim narożniku, natomiast El Garra De Gato właśnie kończy swoje wejście. Z rozpędu wślizguje się do ringu... i Mantel zrywa się do ataku. Kociarz jest na to przygotowany i nie daje się zaskoczyć. Obaj rzucają się w wir wymiany punchy, który jest tak niezwykle intensywny. W końcu obaj lewą ręką chwytają się za karki, a prawą ręką wyprowadzają ciosy bezpośrednio na twarz. Sędzia próbuje interweniować, rozdzielić obu zawodników, ale jest bezsilny. Wrestlerzy zwarli się zbyt mocno. Kolejne razy spadają na twarze obu zawodników i zrozpaczony arbiter postanawia poprosić o pomoc. Patrzy błagalnie w stronę rampy i zamaszystym ruchem wzywa wsparcie. Ochroniarze działają niezwykle sprawnie, momentalnie wybiega pierwszy, za nim kolejny i jeszcze jeden, aż w końcu zjawia widzimy już całą grupę ochroniarzy pędzących prosto do ringu. Jednak zaraz za nimi pojawia się Nick Aldis, który uzbrojony w mikrofon zatrzymuje się na rampie i... gestem ręki zatrzymuje ochronę?

Nick Aldis: Ochrona STAĆ! *wśród wszystkich na arenie zapada konsternacja* Obiecaliśmy Kansas City starcie Derricka Mantela z El Garra de Gatą, tak? *Publiczność zgadza się głośnym "YES!" w trakcie gdy Mantel z Kociarzem dalej okładają się w najlepsze* No więc Kansas City dostanie to na co liczyło!

Ochroniarze na te słowa otaczają ring szczelnym pierścieniem, zakładają ręce za plecami i obserwują dalszy przebieg wydarzeń. Tam zawodnicy zdają się kompletnie nie przejmować zamieszaniem dookoła i dalej wymieniają się ciosami. Nagle Mantel zmienia strategię i wyprowadza szybki Headbutt, który lekko oszałamia przeciwnika, więc dokłada kolejny i jeszcze jeden. Kociarz cofa się o krok, a Ego Top postanawia wykorzystać nadarzającą się okazję i rusza z Running Clothesline'em. Jednak Meksykanin jest na to przygotowany, unika ręki schylając się, szybko odwraca się w stronę rywala i teraz to on zaskakuje go błyskawicznym Low Kickiem, po którym dokłada jeszcze Mule Kick. Amerykanin zgina się w pół, a Koci Luchador od razu wciska jego głowę pod pachę. Lone Wolf jednak doskonale wie co się szykuje. Natychmiast następuje piętą na stopę Zamaskowanego Kociarza, a następnie napierając całym ciała pcha spycha go do narożnika. Natychmiast wykorzystuje pozycję, aby dołożyć całą serię Shoulder Thrustów. W końcu się prostuje i dokłada jeszcze Knife-Edge Chop! Ależ to huknęło! Nakręcony Souvenir Collector wykonuje Irish Whip i wysyła rywala w podróż do przeciwległego narożnika, a sam rusza zaraz za nim. Jednak El Garra De Gato popisuje się wspaniałym Up and Over i ląduje bezpośrednio za plecami Mantela, który zaliczył nieprzyjemnie zderzenie z narożnikiem. Zamaskowany Kociarz nie traci czasu, łapie oponenta za głowę i wielokrotnie uderza nią o narożnik. W końcu szarpie go do tyłu, Derrick cofa się o krok, natomiast Koci Luchador jednym susem wskakuje na druga linę, płynnie odwraca się do środka ringu i od razu wyskakuje wykonując Doble Axe Handle! Amerykanin upada na plecy, jednak od razu przeholowuje się przez bark i natychmiast zrywa się na równe nogi. Obaj znajduję się praktycznie w narożnikach, przez pół sekundy rzucają sobie nienawistne spojrzenie, jednak od razu ruszają do ataku. Obaj pędzą przed siebie i w tym samym momencie wyskakują! Double Running Crossbody! Co za zderzenie! Zawodnicy leżą na macie, trzymając się za brzuchy i zwijając z bólu.

Nick Aldis: Dobra, ochrona, do dzieła. Koniec przedstawienia. *publiczność przyjmuje te słowa dość chłodno* Zabrać ich na oddział medyczny. A co do was Derrick, El Garra - dzisiaj dam wam już odpocząć. Ale na następnym Elysium mamy do pogadania. Dostajecie wezwanie na dywanik.

Po tych słowach Aldis schodzi na zaplecze, a ochrona wkracza do ringu, aby zapobiec dalszej przemocy i pomaga się zebrać zawodnikom. Widzimy jeszcze jak wyprowadzają ich osobno na zaplecze, jednak Mantel wyrywa się smutnym panom i ku uciesze publiczności rzuca się na Kociarza! Nie trwa to za długo, ochroniarze od razu ich odesparowują, jednak Derrickowi na odchodne udaje się jeszcze napluć na twarz, a w zasadzie maskę Luchadora! Niezłe zamieszanie, ale w końcu udaje się je opanować...

Przenosimy się teraz na zaplecze, gdzie widzimy nerwowo chodzącego w tę i z powrotem Zacka Sabre Jr! Zawodnik przemierza całą długość korytarza od lewej do prawej, mamrocząc coś pod nosem.

Zack Sabre Jr: Pieprzony foliarz... I pieprzony Aldis... Zawsze muszą coś wymyślić, żebym tylko nie mógł walczyć w normalnej, standardowej walce! A srał na to Brutal!

W tym momencie zza rogu wychodzi Elias ze słuchawkami na uszach, nucąc coś pod nosem. Na pewno jest to coś bezsensownego, jak to gnojek ma w zwyczaju. Nie zauważa on pogrążonego w myślach Zacka i wpada na niego, przez co obaj się prawie przewracają.

Zack Sabre Jr: Uważaj jak łazisz pajacu! *patrzy na Shadowa i chwilę się zastanawia* Ty, młody, a co Ty w ogóle dzisiaj robisz? Bo potrzebuję partnera na walkę wieczoru. *mierzy wzrokiem Eliasa* Nie jest to szczyt moich marzeń, ale z braku laku i taki pokemon się nada.

Elias skrzywiony zerka na Zacka.

Elias Shadow: Brat co się wczuł. Essa bratku, dasz sobie radę, pozdro.

Po tych ledwie zrozumiałych słowach Elias wsadza z powrotem słuchawki do uszu, robi do Zacka 67, obraca się i odchodzi, na co zażenowany Sabre tylko zwiesza głowę. Po chwili dostrzega jednak stojącego pod ścianą Dolnicka, który zawzięcie klika tymi swoimi tłustymi paróweczkami w ekran telefonu. Anglik podchodzi bliżej.

Jean-Pierre Dolnick: 101 sposobów na poprawę komuś humoru, a tylko 100 było! Co za gówno oszukane! (spogląda na Zacka) C-cco ty się tak przybliżasz do mnie? Czego chcesz?!

Zack Sabre Jr: spokojnie Snorlax, przynieść Ci ciasteczko ze stołówki? Na znak pokoju?

Jean-Pierre Dolnick: Snorlax, srollax, nawet nie wiem co to, ale skoro taki uczynny jesteś, to śmiało, przydaj się i mi przynieś, bo po wysiłku intelektualistycznym to ja głodny się robię odrobinę. Tylko odrobinę.

Zack Sabre Jr: *zaszkowany jego głupotą patrzy na Dolnicka* Ty tak na serio teraz? Ty gru... A zresztą, sam sobie idź to może choć trochę schudniesz!

Zack obraca się na pięcie i zostawia Kongijczyka, który chyba nie bardzo wie o co tu właściwie chodzi. Kamera jednak przez chwilę pozostaje jeszcze z Jean-Pierrem, który wygląda jakby się nad czymś zastanawiał... Po czym chowa telefon do kieszeni i rusza w kierunku dużych drzwi z napisem "stołówka". Kamera wraca do Sabre, który nie bardzo wie co ze sobą począć.

Zack Sabre Jr: Nie wiem, tu nie ma nikogo normalnego? A pieprzyć to... Dzwonię do niego! *Wyciąga z kieszeni telefon, wybiera numer i do kogoś dzwoni* Halo, Will? No cześć, dawno się nie słyszeliśmy... Słuchaj, mam taką sprawę, bo widziałem, że jesteś w Saint Louis, to kawałek drogi, może chciałbyś dzisiaj mi pomóc? No w walce a gdzie... Jaki kurwa znowu Omega? Jakie AEW?! A CHUJ MNIE OBCHODZI, ŻE TY SIĘ DO JAKIEJŚ WALKI O PAS PRZYGOTOWUJESZ, JA TU Z HALLOWAYEM DZISIAJ WALCZĘ, ROZUMIESZ?! I PARTNERA POTRZEBUJĘ! *chwilę słucha rozmówcy* Aha. Obyś się posrał na miętowo.

Zdenerwowany Zack rozłącza się i wzdycha. Kątem oka zauważa jednak Maxwella Ransoma zmierzającego w jego stronę. Szybko podbiega i zatrzymuje się przed nim.

Zack Sabre Jr: MAKSIU! Odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu! Wiesz, że ja Cię zawsze lubiłem, nie? *Maxwell spogląda na Zacka, ten przełyka ślinę* No dobra, w sumie to Cię wcześniej nie znałem, ale od razu mi zaimponowałeś jak się tu pojawiłeś, przynajmniej Ty jeden nie gadasz od rzeczy... Nie chciałbyś może mi dzisiaj pomóc i zawalczyć ze mną jako drużyna w walce wieczoru?

Maxwell Ransom: Zack, ale ja już mam dzisiaj swoją walkę. I to może b...

Zack Sabre Jr: Jaką walkę? Co jest ważniejsze, niż walka ze mną w drużynie niby co? Z drzewa spadłeś? Zresztą *macha reką* nie tłumacz się już. Nie interesuje mnie to.

Zack obraca się na pięcie i zostawia Ransoma za plecami, który kręci głową z lekkim smutkiem. Widzimy jak załamany już wręcz Sabre przystaje pod ścianą i wznosi oczy ku górze, jakby szukał pomocy u Boga. W tym momencie zza rogu wyskakuje Dick A'Very Big, który... Rozkłada swój płaszcz! Zack tylko mierzy go wzrokiem od stóp do głów, wzdycha, wyciąga telefon, robi szybkie zdjęcie i wymija swojego "rozmówcę". Obraz z kamery gaśnie...

***Dr Kline z główną rolą w reklamie Dr Oetker!***

Kamera zabiera nas do gabinetu, który uważni widzowie LPW bez trudu rozpoznają. Eleganckie wnętrze dalej wypełnione jest mnóstwem dekoracji i bibelotów, wraz ogromem książek i okazałym wahadłem Newtona. Ponownie cała przestrzeń jest chirurgicznie czysta. Każdy cal przestrzeni, wygląda jak świeżo przetarty. W szczególności dębowe biurko, przy którym siedzą starszy Pan w białej koszuli oraz kamizelce i Edgar Dickinson.

W rogu ekranu wyświetla się krótka adnotacja: “29.07.2026 - Edgar Dickinson - Dr. N. Med. Robert Chambers”

Ciszę w końcu przerywa gospodarz.


Robert Chambers: Śledziłem na bieżąco wydarzenia dziejące się wokół Pana. Całą drogę, od powolnego wejścia do Legion Pro Wrestling, przez aktywny Pana udział w turnieju i finałową walkę tegoż. Obserwowałem utarczki z takimi postaciami jak Zack Sabre Jr. czy Zbigniew Uszczelka. Szczególnie jednak, w kontekście Pana przypadłości, zdały mi się ostatnie wydarzenia. Spotkanie z Jose Lopezem i starcie o miano pretendenta do LPW World Championship. Chciałbyś mi opowiedzieć, o tym etapie?

Poeta nie patrzy na swojego rozmówcę. Zamiast tego przygląda się równo ustawionym na półkach książkom. Jakby podziwiając kolekcję eleganckich wydań, starannie pogrupowanych tematyką i ustawionych w kolejności alfabetycznej. Mimo to odpowiada doktorowi.

Edgar Dickinson: Wszystko zmierza w prawidłowym kierunku. Ogrom pracy musiał zostać wykonany, żeby Pan Lopez i Pan Blaze mogli stanąć naprzeciw siebie jako silni rywale, z złością i zaciekłością gotowi stoczyć między sobą bój. Nie trzeba włożyć wiele trudu, żeby zauważyć, jak często delikatnie dbałem, żeby obydwoje byli tam gdzie być powinni w stanie w jakim być powinni.

Robert Chambers: Rozumiem. Więc dalej utrzymujesz, że historia która dzieje się wokół Ciebie, tak naprawdę wychodzi spod twojego pióra?

Edgar Dickinson: Ehh *Westchnął artysta nie odrywając wzroku od książek* Oczywiście, że tak. Wszystko wokół dzieje się tak naprawdę niewolnie. Tak i ziemia w swoim pędzie krąży wskutek wielkich sił. Siły te muszą mieć jednak pewne punkty zakotwiczenia. Jak gwiazdy dla planet.

Mi przypadło być słońcem Legion Pro Wrestling. Pan Lopez, Pan Blaze i mistrzostwo są już pchnięte na właściwą orbitę. Teraz hmmm. Teraz po prostu czekam. Kolejna historia o którą będę musiał zadbać jest tuż za rogiem, tylko jeszcze nie wiem o kim ona będzie. 

Robert Chambers: Rozumiem. Z racji na to, że czas naszej sesji powoli się kończy zapytam się tylko o jedno. Dlaczego dzisiaj nie poruszyłeś wahadła Newtona?

Edgar Dickinson: Bo teraz jest czas ciszy przed burzą. 

Po tych słowach nagranie dobiega końca.

[Obrazek: qDMoZHs.png]
Singles Match
Jeff Brown vs Silas Crowe

Gong rozpoczyna pojedynek. Jeff Brown przez chwilę krąży wokół większego przeciwnika, próbując pokazać, że obecność Silasa Crowe’a nie robi na nim żadnego wrażenia. Mr. Street Cred poprawia bandanę, kieruje kilka słów w stronę rywala, po czym wymierza mu solidny policzek. The Uncured powoli odwraca głowę w jego stronę, ale poza tym nie reaguje. Fake Thug próbuje wykorzystać sytuację i dokłada serię Punchów oraz Kicków, jednak żaden z nich nie jest w stanie zmusić Subjecta 00 do wykonania kroku w tył. Neighborhood Menace odbija się od lin, lecz Silas przechwytuje go oburącz i ciska nim o matę potężnym Biel Throwem. Jeff błyskawicznie przestaje udawać twardziela i zaczyna wycofywać się do narożnika, ale Blackridge Patient rusza za nim. Crowe miażdży przeciwnika Running Body Avalanchem, a następnie wyciąga go na środek ringu i powala Short-Arm Clothesline’em. Brown zostaje niemal odwrócony w powietrzu, lecz Silas nawet nie myśli o przypięciu. The Almost Gangster próbuje ratować się nieczystym zagraniem i wbija palce w okolice oczu rywala. Crowe cofa głowę, ale po chwili ponownie spogląda na Jeffa, jakby ta próba jedynie zwróciła jego uwagę. Mr. Street Cred chce jeszcze wyprowadzić Running Knee Strike, lecz wpada prosto w uścisk Silasa, który podnosi go i wykonuje Failed Procedure. Brown odbija się od maty, po czym zostaje ponownie poderwany i wbity w nią Blackridge Dropem. The Uncured klęka obok rywala i przykłada dwa palce do jego szyi, sprawdzając puls. Następnie kieruje wzrok na Dr. Victora Kline’a.

Dr Victor Kline: Reakcje słabną. Przechodzimy do ostatniej fazy.*Doktor uruchamia dyktafon.*

Nagranie: Zakończyć procedurę.

Silas podnosi bezwładnego Browna, wynosi go do Final Treatment i z ogromną siłą wbija w matę. Crowe kładzie jedną rękę na klatce piersiowej przeciwnika, a sędzia rozpoczyna liczenie…1…2…3! Gong kończy pojedynek, ale nie zatrzymuje Subjecta 00. Silas natychmiast podnosi Jeffa i rzuca nim w narożnik, gdzie zasypuje go kolejnymi uderzeniami w korpus. Arbiter próbuje wejść między zawodników, lecz Crowe odpycha go na bok i ponownie chwyta Fake Thuga za gardło. Kline odtwarza nagranie jeszcze raz, jednak jego podopieczny nie reaguje.

Nagranie: Sesja zakończona. Przerwać leczenie.

The Uncured postanawia zacząć dusić rywala przy użyciu The Restraint, mimo że walka dawno dobiegła końca. Jeff nie jest już w stanie się bronić. Doktor zwiększa głośność urządzenia niemal do maksimum. Zniekształcony komunikat rozbrzmiewa w całej hali.

Nagranie: SUBJECT ZERO! SESJA ZAKOŃCZONA! NATYCHMIAST PRZERWAĆ LECZENIE!

Dopiero wtedy Silas zwalnia uchwyt. Przez kilka sekund siedzi nieruchomo obok Browna, po czym sprawdza jego puls i spogląda na wyraźnie poważniejszego Kline’a.

Dr Victor Kline: Leczenie zakończone.

Crowe powoli wstaje i opuszcza ring za doktorem. Chwilę później przy ringu pojawiają się medycy, którzy zabezpieczają szyję Jeffa, przekładają go na nosze i zabierają Neighborhood Menace na zaplecze.

Kamera przenosi nas jakieś niezwykłe, malownicze miejsce. Słońce dopiero wstaje, a krajobraz rozciąga się aż po góry, których wierzchołki pokryte są śniegiem, wokół widzimy potężne lasy, teraz mamy zbliżenie na wypasające się w pobliżu bydło i...James River Waters! Nie, to nie on jest tym bydłem, o którym była mowa. Widzimy, że James River zsiada właśnie z konia i podchodzi do jakiegoś faceta, który ma na sobie typowy kowbojski kapelusz, czarne wysokie buty, jeansowe spodnie i jasną, skórzaną kurtkę.

JRW: Strasznie nalegałeś na to, żeby się spotkać.

???: Wypadałoby się pożegnać, zanim stąd odjedziesz, nie uważasz?

JRW: Przecież jeszcze nic nie jest...

???: *przerywa Jamesowi* Nie bądź śmieszny, Waters. Wszyscy wiemy, że nic Cię nie powstrzyma przed powrotem, ani Evelyn, ani twój syn. Ani nawet te widoki. *uśmiecha się* Pamiętasz, jak to było jak wprowadziłeś się tu 6 lat temu? Nie wierzyłeś, że można tak żyć. Myślałeś, że to jakiś rodzaj zaklętej magii, niedostępny dla zwykłych śmiertelników. Zresztą, chyba przydała Ci się ta magia? *Waters nie odpowiada nic, wpatruje się tylko rzekę, która przepływa obok* Oj wiem, że Ci się przydała...byłeś wtedy wrakiem człowieka, miałeś w sobie tyle gniewu, że nawet ta woda nie była w stanie go zmyć.

JRW: W końcu się udało.

???: Udało się. *wyjmuje papierosa i zapala go* Jesteś pewien, że chcesz to wszystko przekreślić? Przecież wiesz, że jeśli wrócisz, to ten gniew, ten ból, to niezrozumienie, to wszystko wróci? Znowu będziesz tym małym, sfrustrowanym człowiekiem, któremu ciągle jest mało. Znowu będziesz chciał się piąć na szczyt, nie patrząc na koszt. Znalazłeś swoje miejsce na świecie, tu w Montanie. *przechadza się nieco do przodu, by lepiej widzieć rzekę*

JRW: Nie wiem, czy w moim wypadku można mówić o "swoim miejscu na ziemi". Jestem raczej...poszukujący. Widzisz, ja nie potrafię do końca być szczęśliwy. Zawsze będę szukał, zawsze będę chciał czegoś więcej albo po prostu czegoś innego. Nie potrafię być zaspokojony. Nie wiem, czy Legion Pro Wrestling zaspokoi mój głód, nie wiem czy cokolwiek...czy ktokolwiek jest w stanie to zrobić.

???: *bierze głęboki oddech* Niech więc tak będzie. Szukaj dalej. Pamiętaj jednak, że masz tu rodzinę. Pamiętaj, że masz tu przyjaciół i wbrew temu co mówisz - masz też dom. Ja wiem, że to twoje miejsce na ziemi. To, że ty jeszcze nie zdajesz sobie z tego sprawy, no cóż...*uśmiecha się. Wciąż jesteś młody.

JRW: W sierpniu wyjeżdzam. Mamy więc jeszcze trochę czasu, może skoczymy dziś do baru? Chociaż Evelyn po ostatnim nie daje mi żyć, więc może po prostu zaproszę was do mnie. Dziś o 17, co ty na to? Bierz ze sobą Beth, a ja po drodze dam znać reszcie.

Obraz z kamery urywa się.

***Czy Maxwell Ransom przerzuci się na oliwkę?***


Przenosimy się na zaplecze, a tam ponownie naszym oczom ukazuje się Zack Sabre Jr! Niepocieszony zawodnik przemierza arenę rozglądając się w różne strony, gdy nagle mijają go... lekarze, którzy na noszach karetkowych szybko transportują Jeffa Browna! Gangster podłączony jest pod butle tlenową i mając na uwadze głośne reakcje personelu medycznego, dosłownie trwa walka o jego życie. No powiedzmy sobie szczerze, Silas Crowe to były dla niego ciut za wysokie progi. Zack na chwilę przystaje i z politowaniem na twarzy obserwuje bieg lekarzy do karetki, po czym kręci głową i zniechęcony idzie dalej. Sabre rozgląda się i ewidentnie poszukuje kogokolwiek wartego uwagi, gdy nagle robi wielkie oczy. Kamera odwraca się, a tam widzimy właśnie Silasa Crowe, a wraz z nim stoi Dr Victor Kline! Obaj uważnie obserwują Zacka, ten zatrzymuje się, robi krok w przód... po czym przełyka jedynie ślinę i odchodzi dalej. Cóż, Technical Wizard mając w głowie obrazki sprzed chwili woli nie konfrontować się z ową dwójką w żaden sposób. Sabre podąża wiec dalej, a na jego twarzy maluje się spora irytacja. Anglik zauważa w końcu kogoś przy automacie z napojami i po kilku sekundach zastanowienia decyduje się podejść. Osobą tą jest... Jose Lopez!

Zack Sabre Jr: Słuchaj, sprawa jest. *Jose odwraca się* Potrzebuję dzisiaj partnera do walki wieczoru. To jest niepojęte, ile spotkałem tu dzisiaj pokemonów, którym nie zbiera się na jakąkolwiek ewolucję. *składa teatralnie ręce w geście modlitwy i wznosi głowę w górę* Może cholerna opatrzność zesłała mi w końcu kogoś normalnego... To jak będzie?

Jose Lopez: Aktualnie jest tylko jedna osoba, której pomagam, więc limit dobroci wyczerpany... Także zabieraj stąd swoje brytolskie dupsko i szukaj dalej, czas ucieka. *wredny uśmiech*

Zszokowany Sabre odwraca się na pięcie i odchodzi, a będąc już kawałek od Lopeza macha ręką i zaczyna zirytowany kląć sam do siebie. Zack po chwili mija odwróconego tyłem Paddy'ego Jacksona, którego jedynie zjeżdża wzrokiem nie zatrzymując się, jednak zrezygnowany postanawia zawrócić. Cóż, to już chyba akt desperacji...

Zack Sabre Jr: Ty coś kiedyś walczyłeś, nie? Może zdjął byś dzisiaj marynarkę i postał w moim narożniku? Nie wiem, zrobisz za backup, wejdziesz na chwilę do ringu... Tyle jeszcze chyba pamiętasz, co?

Paddy Jackson: Zack! Ja pamiętam wszystko! *szeroki uśmiech* Twoja kariera to prawdziwa sinusoida, jak z resztą wielu w LP...

Zack Sabre Jr: Po pierwsze, nie jestem jak wielu, zważaj na sło...

Paddy Jackson: Porażki przeplatasz zwycięstwami, jednak ostatni czas to dla Cieb...

Zack Sabre Jr: Czy ja mówiłem, że mam ochotę na wywiad? Jesteś kolejnym z tych zdolnych inaczej?

Paddy Jackson: Zack, ale fani chcieliby wiedzieć...

Zack Sabre Jr: A wiesz czego ja bym chciał? Móc przeprowadzić dialog z KIMKOLWIEK z... kim... A, pieprzyć to. *odwraca się* Nic do mnie już nie mów! NIC!

Anglik pośpiesznie opuszcza Jacksona i zmierza dalej. Cóż, Zack chyba nie będzie zachwycony, bo kolejna osoba, która spotyka się z jego wzrokiem to sam Salvador! Argentyńczyk zamiata właśnie korytarz, gdy nagle postanawia zrobić coś dziwnego - otóż wznosi miotłę lekko w górę... i całuje jej czubek. Miotlarz po chwili słyszy tylko "Oh, God" wypowiedziane bardzo załamanym głosem Sabre, po czym dostrzega, że jest obserwowany przez Anglika. Salvador wyraźnie zawstydzony peszy się, a następnie obraca w stronę ściany i kontynuuje zamiatanie. Spytacie co z ZSJ? Na widok całej sytuacji po prostu łapie się za głowę i wściekły mamrocze coś pod nosem. Ewidentnie jego cierpliwość jest już na skraju, ale nie może się poddawać, partner w końcu sam się nie znajdzie. Kawałek dalej dostrzega kolejnego asa, którego opisałby jako ten z gatunku "niepełnosprytnych"... To Pill Tautu we własnej osobie! Pill the Bill przybrał tym razem wcielenie, którego do tej pory nie mogliśmy oglądać. Ubrany jest w płaszcz, twarz ma wymalowaną na biało i... recytuje jakiś wiersz. Trzeba pochwalić jednak ekspresję i emocje, które wkłada w szerzenie sztuki, Tautu na pewno daje z siebie wszystko. Zack obserwuje go chwilę i o dziwo nie wygląda kolejny raz na sfrustrowanego, załamanego i zniecierpliwionego, a wręcz przeciwnie. Sabre wydaje się być zaintrygowany zaistniała sytuacją... Kamera tymczasem przemieszcza się lekko, zostawiając Sabre w spokoju, ale pokazując teraz jak zadowolony z siebie korytarzem przechadza się Jose Lopez. Zawodnik, który totalnie nie pochodzi z Półwyspu Iberyjskiego, tylko z Wysp Kanaryjskich, zostaje zatrzymany przez uśmiechniętego od ucha do ucha Paddy'ego Jacksona! Totalnie podekscytowany Paddula nie traci czasu, chce szybko przeprowadzić wywiad i pochwalić się Aldisowi jego przebiegiem.

Paddy Jackson: Witaj Jose, to dla mnie prawdziwy zaszczyt. Twoja kariera zaczęła się...

Reporter nagle przerywa, rzuca mikrofon i zaczyna uciekać potykając się przy tym kilkukrotnie o własne nogi. Niezwykle rozbawiony Lopez odwraca się sprawdzić co tak wystraszyło Paddulę i w tym momencie nadziewa się na potężny punch, który momentalnie ściera mu ten uśmiech z twarzy. Axel Blaze wyprowadza potężny sierpowy, potem następny i jeszcze jeden. Nie zwalania tempa i ciska Jose na ścianę, od której ten się odbija, jednak wciąż nie upada. Mistrz od razu go przechwytuje i natychmiast wrzuca w skrzynie ze sprzętem technicznym. Chico Malo wpada w nie na wysokości brzucha i rozpłaszcza się tułowiem na wierzchu skrzyń. Niestety, nie ma jednak ani chwili, aby w ten sposób odpocząć, bo momentalnie dopada do niego High Life Warrior, podnosi za włosy i zaczyna uderzać jego twarzą o skrzynie. Przechodząca obok pracowniczka aż krzyknęła na widok Axela masakrującego rywala o skrzynię i zaczęła wzywać pomocy. To jednak w żadnym wypadku nie przeszkadza Blaze'owi w kontynuowaniu ataku. Przekręca jęczącego z bólu Spanish Stara i zaczyna dusić układając przedramię na jego gardle. Drugą ręką natomiast dokłada od czasu do czasu brutalne łokcie bezpośrednio na twarz. Lopezzo zaczyna krwawić! Na korytarzu słychać coraz większe poruszenie, Axel wie, że musi się śpieszyć. Wciąga Jose do końca na skrzynię, następnie odwraca się i chwyta za nogi. Szybko dźwiga go, odwraca się znowu w stronę skrzyni i wykonuje Reverse Alabama Slam! Prosto na skrzynię! Hiszpan leży, nawet nie reaguje, ale to wciąż zdecydowanie za mało dla Mistrza. Sam wchodzi na górę, podnosi rywala trzymając go za włosy, a następnie dokłada jeszcze Fade To Black! Blaze powoli wstaje i wciąż jeszcze trzęsie się z wściekłości, ale nie ma już szans na dalszy atak. W końcu dopada do niego cała grupa ochroniarzy i odciągają Mistrza od Lopeza, Blaze wcale nie stawia oporu. Do Hiszpana przychodzi lekarz, aby sprawdzić jego stan. Obraz z kamery gaśnie.

[Obrazek: 36ctt9U.png]
Singles Match
Maxwell Ransom vs Elias Shadow

Wracamy do ringu po przerwie, gdzie Elias stompuje przeciwnika w narożniku. Sędzia zaczyna odliczać, więc Lone Wolf odpuszcza, a Maxwell pokasłując powoli próbuje się podnieść. Próbę tą ucina jednak kopniak w wątrobę, po którym Ex-Wilgotniak ponownie upada na deski i zaczyna głośno pokasływać. Sędzia podchodzi do niego i sprawdza jego stan. Ransom jednak mówi mu, że jest w stanie kontynuować walkę, toteż arbiter dopuszcza do dalszej konfrontacji. Elias wykorzystuje to momentalnie i zaczyna pogardliwie obcierać butem o twarz siedzącego w narożniku oponenta, a po chwili biegnie na liny, odbija się od nich i wykonuje Facewash! Publiczność daje z siebie wszystko, by wybuczeć młodziaka jak tylko się da. Ten zaczyna się śmiać, obraca do publiczności, po czym... Oczywiście... Robi 67... To jeszcze bardziej wzmaga negatywną reakcję fanów zebranych na arenie. Beta Wolf powraca jednak do Maxwella i ponownie zaczyna obcierać mu butem po twarzy i krzycząc do niego. *I co Maksiu, gdzie jest ta wielka torta?! Gdzie ten grubas?! Widziałem przed walką, jak wchodził na stołówkę! Pewnie znowu WPIERDALA, zamiast zająć się swoim "przyjacielem"!* Shadow znowu zaczyna się zanosić śmiechem i po raz kolejny obciera twarz rywala swoim butem. Ten jednak jakby nagle nic sobie z tego nie robił... Powoli zaczyna wstawać?! W oczach Ransoma widać nowe pokłady determinacji, która pomaga mu wrócić powoli do stójki mimo ciągłego bycia upokarzanym... Ojjjj, Elias chyba się doczekał! Lekko wystraszony młokos biegnie na liny, wskakuje na nie i leci na Big Handsome Mana ze Springobard Crossbody... Ten jednak go łapie i zostaje na nogach! Publiczność zaczyna wrzeć, dopingując swojego ulubieńca, który rozgląda się dookoła, widać że ma już pewien pomysł! Jednak zaskakują go dwa szybkie łokcie wyprowadzone w bok głowy, po których upuszcza Shadowa na matę. Ten momentalnie się podnosi i wyprowadza Skibidi Kick! Jednak Maxwell unika i sam rusza na liny! I wyprowadza Running Lariat, po którym Elias robi pełne salto i upada na ten głupi ryj! Publiczność eksploduje głośnym cheerem, a młodziak po chwili odtacza się do narożnika, gdzie powoli wstaje. Maksiu za to jakby odnalazł w sobie drugie życie, zaczyna zbierać energię z dopingu publiczności! I rusza na oponenta gdy tylko ten wraca do stójki w narożniku! Corner Splash! Ex-Wilgotniak odsuwa się na środek ringu, zaciska pięści i wydaje z siebie głośny okrzyk bojowy! W tym czasie Elias ostatkiem sił próbuje go ponownie zaatakować, tym razem Clotheslinem, który ku jego zgrozie zostaje uniknięty! Rozpędzony Lone Wolf wpada na liny, odbija się od nich, wraca do Ransoma i inkasuje Spinning Spinebuster! Cała hala wybucha gromkim dopingiem, mamy pin! 1...2.. Kick Out! Zawodnik pochodzący z Ediny jednak ma już gotowy dalszy plan! Chwyta za ręce Shadowa, publiczność zaczyna skandować "HANDSOMER! HANDSOMER! HANDSOMER!", Maxwell rozgląda się dookoła, potrząsa głową, podnosi przeciwnika i wykonuje Swinging Side Slam! To coś nowego! Mamy pin! 1...2...3...! Koniec walki, zwycięzcą Maxwell Ransom!

A więc koniec! Ransom odnosi swoje pierwsze zwycięstwo po latach! Ex-Wilgotniak z lekkim uśmiechem na ustach wstaje, żeby podziękować widowni za doping... Gdy nagle na rampie pojawia się Paddy Jackson! Reporter Elysium niezdarnie biegnie w kierunku ringu, zwycięzca pojedynku Maxwell spogląda na to już bez większych emocji na twarzy, ale Jackson dzielnie mknie przed siebie i w końcu wślizguje się do kwadratowego pierścienia.

Paddy Jackson: Maxwell! Po pierwsze gratu... *jest lekko zdyszany* Gratulacje, wybacz, nie ta kondycja co kiedyś. *uśmiech* A więc Maxwell.. pojawiłeś się w LPW i zwyciężyłeś swój pierwszy pojedynek! Jakie to uczucie?

Maxwell Ransom: Witaj, Paddy. Miło Cię widzieć po takim czasie. *klepie go po ramieniu* To... Przyjemne. Nie ma co ukrywać, bardzo mi tego brakowało. To jednak dopiero początek. Nie mogę poprzestać na jednej wybranej. *zdyszany bierze kilka oddechów* Chcę udowodnić wszystkim, że Maxwell Ransom tym razem jest poważnym graczem... A nie jedynie maskotką widowni. *zerka na publikę, której część wydaje się być zaskoczona* Z całym szacunkiem do was wszystkich, to żaden atak w stronę kogokolwiek. Po prostu... Wspólnie z wami chcę też odnosić sukcesy, dokładnie tu gdzie stoję. *wskazuje na ring* Bo chociaż teraz nie ma dawnego mnie to wiem, że bez was nigdy by go nie było... I nie miałbym kogo odnaleźć na nowo.*cheer* Szukam każdego możliwego klucza. Jeśli miałby być nim prawdziwy sukces w ringu, którego tak naprawdę do tej pory nigdy nie osiągnąłem, to muszę zrobić WSZYSTKO, by ten stan rzeczy zmienić. I chcę to zrobić z WAMI! *wskazuje na widownię, która skanduje imię Ransoma*

Paddy Jackson: Swoją poważną karierę zacząłeś w WCW, od słynnego: ''are you at home?'', przekręciłeś tam też pseudonim *przełyka ślinę* Wesa Wallace'a i nazwałeś go ''May of Mahen'', do tego później oblałeś go wodą, zarzucając mu brak wilgotnych włosów. *nie może powstrzymać uśmiechu* Ogólnie szło różnie, ale na pewno trzeba przypomnieć, że byłeś tam mistrzem drużynowym wraz ze swoim przyjacielem Jean-Pierre Dolnickiem, z którym przeżyłeś wiele przygód, jak wyrywanie ''panienek'' czy  też słynne pójście na grzyby... Czy nie tęsknisz za tym? Czy w LPW nie będzie ci tego brak?

Maxwell Ransom: *wpatruje się w matę i kilkanaście sekund rozmyśla nad odpowiedzią* To wszystko jest słodko-gorzkie. Towarzyszy mi obecnie paskudne uczucie, kiedy po latach te najlepsze wspomnienia stają się neutralne, a nawet bardzo, bardzo przykre... Chcę tego czy nie, to po prostu boli... *poruszenie widowni* Tak, to okrutnie boli, kiedy etap życia, który w mojej głowie zawsze miał specjalnie miejsce, z pewnego względu zaczął stawać się moim koszmarem. Myślę, że większość z nas *patrzy na publikę* coś takiego przeżyła. Ty pewnie też, Paddy, to w końcu spotyka wszystkich, niezależnie od grubości portfela, statusu społecznego, popularności... Jestem więc pewien, że dosłownie każdy obecny obecnie na arenie jest w stanie zrozumieć uczucie, jaki mi towarzyszy... I to chyba jedyne, co mogę i chcę powiedzieć..

Max obojętnym wzrokiem wpatruje się przed siebie, a Paddy stoi chwilę w niezręcznej ciszy i drapie się po karku.

Paddy Jackson: Cieszymy się, że wróciłeś Maxwell, jesteś wzorem dla wielu. *klepie go po ramieniu* Ostatnie pytanie, by cię nie przemęczać. Może nie jest to do końca na miejscu, ale wielu twoich fanów chciałoby to wiedzieć... czy usłyszymy jeszcze ''I AM HANDSOMER''? *publika powtarzała to za Paddym*

Maxwell Ransom: Może? Nie wiem... *zawstydzony gładzi się po łysinie* W każdym razie, na pewno nie teraz. *lekki śmiech* To też sprawa przeszłości i... *wzdycha* To skomplikowane. Przepraszam, ale nie wiem do końca co na to odpowiedzieć... *zwiesza głowę*

Paddy Jackson: Najważniejsze, by wszystko ci się układało. Jeszcze raz gratuluję wygranej! I dziękuję ci za rozmowę mimo zmęczenia.

Panowie podają sobie rękę, a fani nagradzają to cheerem, obaj też powoli udają się na zaplecze, a obraz z kamery znika.

Odpala się przednia kamera w telefonie i od razu widać z bliska twarz Dereka Halloway’a jakby stary odpalał przednią kamerkę. Sprawdza czy wszystko działa.

Derek Halloway: Halo, słychać mnie? *Derek coś czyta na telefonie* Kurde, zdecydujcie się, a nie trollujecie! *Halloway znów coś czyta* Dobra, jak nie słychać to trudno. Witam wszystkich oświeconych! Widzowie, tym razem na wstępie chciałem wam się zaprezentować.

Derek dziś się nie przygotował i po prostu oparł telefon o jakiś kubek. Halloway cofa się kilka kroków i prezentuje taką pozę. Przez chwilę widać Dereka, ale za moment telefon przeważa kubek, przez co ten spada kamerą w dół i teraz widać ciemność. Za chwilę jednak, Halloway podnosi urządzenie i sprawdza czy nie zalał go napojem.

Derek Halloway: Cholerni producenci kubków! Nawet oni czyhają na moje nerwy, ale nie dam się! Zaprezentowałem się wam, żebyście zobaczyli, że wszystko ze mną dobrze. To teraz oficjalnie zaczynamy nasz przebudzony live stream! Zadawajcie pytania, a ja będę na nie odpowiadał zgodnie z prawdą. *Derek czyta czat* Człowiek o nicku Mr. Terry pyta: „czy teoria spiskowa związana z gołębiami to prawda”. *Derek wali facepalma takiego, że echo się poniosło* Już to kiedyś tłumaczyłem. Po pierwsze, to nie są teorie spiskowe, tylko objawiona prawda na temat świata. Ludzie próbujący nas zdyskredytować będą tak mówić, żeby zrobić z nas wariantów, ale nie dajcie się temu nigdy! Po drugie owszem. Przecież sami widzicie co robią nie tylko gołębie, ale również inne ptaki. Siadają na liniach energetycznych i jakoś nic one im nie robią. To przecież oczywiste, że ptaki to tak naprawdę drony, które ładują się w ten sposób, żeby latać dalej i zbierać informacje. Zapytacie czyje są te drony, to przecież oczywiste. Prawdopodobnie wywiad każdego państwa ma z tych dronów pożytek. Strzeżcie się ptaków! *Halloway milknie i czyta dalej* JacobSmallTerrace69 pyta: „co sądzisz o zamachach z 11 września”. Słuchaj, no to co powinni sądzić wszyscy, ale z jakiegoś powodu tego nie robią. To był zamach, ale rządu USA na swoich własnych obywateli. To była zbrodnia na skalę światową i ten smród będzie się ciągnął za USA po wieki wieków. Jesteście kanaliami na czele z tym pieprzonym Bushem, który bez najmniejszego problemu wszystko zatwierdził. Dobra już kończę ten temat, bo zaraz się zagotuję. *Derek się uspokaja i czyta dalej czat*. MateuszMW pisze: „siema, kurwa, kto będzie Twoim Tag Team partnerem?” Fajnie by było jakby ktoś z Krakowa. Pozdrawiam Mateusza, gdybyś był na Elysium, to byłbyś nim Ty oczywiście, ale tak to jest bardzo dobre pytanie kto to będzie.

W tym momencie Derek zauważa przechodzącego za nim Mike’a Brutala.

Derek Halloway: Ej Mike, poczekaj!

Brutal się zatrzymał i spogląda teraz na Halloway’a. Derek podchodzi z telefonem do zaczepionego.

Derek Halloway: Szukam partnera do walki wieczoru. Chciałbyś zawalczyć ze mną ramię w ramię?

Extrememaniac zerka na telefon, po czym znowu na Truth Seekera i wzrusza ramionami

Mike F'N Brutal: Nie wiem, o czym do mnie mówisz - zresztą nie pierwszy raz Cię nie rozumiem typie i nie wiem nawet z kim mamy walczyć. Ale skoro natrafiła się okazja komuś spuścić wpierdol, to nie potrzebuję wiedzieć nic więcej.

Extremely Mad Dog spogląda prosto w telefon mistrza Eternal

Mike F'N Brutal: LET THE BODIES HIT THE FLOOR!

Po tych słowach Mike odchodzi w dalszą podróż po hali, a Derek z powrotem wraca wzrokiem do live’a.

Derek Halloway: No, partner znaleziony, to pora na CS’a *Derek zaśmiewa się i macha ręką* żartowałem. Widzisz, Mateusz, może nie udało się wziąć kogoś z Krakowa, ale jak się nie ma co się lubi, to się mówi prawdę gdzie popadnie. Dobra, kończymy tego live’a, bo za niedługo nasz Main Event. Nie przegapcie go. I pamiętajcie, only the truth can set you free.

Po tych słowach live się kończy.

***Zapraszamy na wykład hiszpańskiego profesora przyrody: hodowla kanarków, a studia z iberystyki***

Kamera przenosi nas do ringu w którym znajduje się rozłożone stanowisko do gotowania.. Tym razem na blacie znajdują się kromki pieczywa, sos beszamelowy, ser gruyère, musztarda, sos barbecue oraz miska wypełniona charakterystycznymi dla Kansas City kawałkami wołowych burnt ends. Obok składników ustawiono niewielką tabliczkę z napisem „Croque Monsieur de Kansas City à la McŁowicz”. Rob McŁowicz stoi za blatem w kolorowej koszuli, z ręcznikiem przewieszonym przez ramię i szerokim uśmiechem na twarzy, wyraźnie zadowolony z przygotowanej przez kombinacji składników.

Rob McŁowicz: Witajcie ponownie w Pobitych Garach, miejscu, w którym kuchnia nie zna granic, rozsądek od czasu do czasu wychodzi na przerwę. Dzisiejsze menu powstało z bardzo prostego pytania: co się stanie, jeżeli francuska elegancja przyjedzie do Kansas City, poczuje zapach dymu, zobaczy porządny kawał wołowiny i nagle zrozumie, że sam ser, którego nazwa jest trudna do wymówienia nie wystarczy, żeby człowiek był syty? *Rob smaruje kromkę pieczywa beszamelem, po czym sięga po ser.* Dlatego dziś przygotujemy croque monsieur w wersji, której zapewne nie zatwierdziłaby żadna paryska akademia, bo zamiast delikatnej szynki mamy tutaj burnt ends, czyli wołowinę tak miękką, dymną i przypieczoną, że nawet człowiek bez tytułu szlacheckiego potrafi rozpoznać w niej coś wyjątkowego. *Rob układa mięso na pieczywie i dodaje niewielką ilość sosu barbecue.* Dorzucimy gruyère, beszamel, odrobinę musztardy i właśnie w ten sposób Kansas City spotka się z Francją, choć mam dziwne przeczucie, że Francja za chwilę zacznie narzekać na sposób podania, temperaturę czy brak srebrnych sztućców *Rob przykrywa kanapkę drugą kromką, dociska ją dłonią i spogląda w stronę wejścia.* Na szczęście zaprosiłem dziś człowieka, który o francuskiej klasie potrafi opowiadać dłużej, niż większość ludzi gotuje obiad, a przy okazji jest przekonany, że luksus może zastąpić charakter. Panie i panowie, mój dzisiejszy gość - Lord Sebastien!

Sang Bleu! Lord pojawia się teraz na arenie przy akompaniamencie swojej muzyki. Na sobie ma jedwabny płaszcz w kolorze burgundowym, a w ręku swoją laskę Margaux. Sel de la Terre powolnym krokiem zmierza do ringu, a kiedy któryś z fanów próbuje go dosięgnąć, żeby poklepać go po plecach, ten odsuwa się z obrzydzeniem. W końcu powolnym, dostojnym krokiem wchodzi do ringu i odbiera mikrofon od jednego z pracowników technicznych.

Lord Sebastien: Zastanawiałem się od czasu ostatniego Elysium, czy dobrze zrobiłem, że przyjąłem zaproszenie do twojego programu, Rob. Nie będę kłamał, obawiałem się, że moje wyrafinowane kubki smakowe mogą zostać zniszczone i nie myliłem się. Na początku dobrze się zapowiadało - sos beszamelowy, ser gruyère. Nawet na tą musztardę mogłem przymknąć oko, pomimo, że nie jest to pewnie musztarda Dijon. Ale te amerykańskie wytwory tutaj? Sos barbecue, wołowina w stylu Kansas? *Lord imituje teraz odruch wymiotny, a publiczność zaczyna buczeć* Nie wiem jak można to jeść i nie zwymiotować. Ale skoro tu już jestem to poświęcę swoje kubki smakowe i spróbuję tego, no dobrze nazwijmy to daniem. Gdzie są sztućce? *The Noble One rozgląda się po otoczeniu i nie widzi nigdzie sztućcy* Nie widzę ich nigdzie, chyba nie chcesz, żebym jadł to rękami jak jakieś zwierze?

Rozbawiony Rob spogląda na Lorda, a następnie przekrawa kanapkę na pół. Z wnętrza wypływa roztopiony ser, a zapach mięsa i sosu barbecue roznosi się po całym ringu.

Rob McŁowicz: Sebastien, to jest kanapka, a nie kolacja w Wersalu, więc sztućce do niej są tak samo potrzebne jak Twoja laska podczas degustacji dania. To proste, bierzesz ją w dłonie, gryziesz i pozwalasz, aby przez kilka sekund to smak przemawiał za Ciebie, co jak podejrzewam może być dla Ciebie zupełnie nowym doświadczeniem. *Rob podaje Lordowi jedną połowę kanapki* Mówisz o swoich wyrafinowanych kubkach smakowych, więc chyba odrobina wołowiny z Kansas City nie będzie w stanie ich pokonać. No dalej, udowodnij wszystkim, że pod tym płaszczem który tak dumnie nosisz kryje się coś więcej niż człowiek, który boi się pobrudzić sobie palce.

Lord odkłada laskę opierając ją o linę, a następnie odbiera kanapkę od Roba.

Lord Sebastien: Dobrze, niech będzie, zaryzykuję. Mam nadzieję, że jeżeli coś mi się stanie po zjedzeniu tego czegoś *Lord patrzy teraz z obrzydzeniem na podaną mu kanapkę* to ktoś tutaj zadzwoni po karetkę. *Lord robi gest przeżegnania się, jakby szykował się do modlitwy i bierze gryza kanapki, po którym robi wielkie oczy* To… to… jest niezłe. Kanapkę zabieram dla siebie. *Lord zwraca się w stronę Kucharza* Nie sądziłem, że ktoś twojego pochodzenia będzie w stanie stworzyć coś, co nie przypomina karmy dla ulicznych kundli. Muszę przyznać, ten smak, kompozycja i aromat są godne moich królewskich kubków smakowych. Od dzisiaj zostajesz moim prywatnym kucharzem. Od jutra będziesz przygotowywał wszystkie posiłki dla mnie. Śniadania, obiady, kolacje, przekąski między posiłkami. Wszystko. O pieniądze się nie martw, mogę ci zaoferować więcej niż zarabiasz za prowadzenie tego swojego marnego programu. Pakuj się, po gali mamy samolot do Francji. *Lord bierze teraz swoją laskę Margaux do ręki i daje sygnał Robowi, że pora na nich i muszą już opuszczać arenę*

Rob przez chwilę patrzy na Lorda w kompletnej ciszy, po czym wybucha śmiechem i opiera dłonie o blat.

Rob McŁowicz: Sebastien, przed chwilą udawałeś, że od samego zapachu tej kanapki możesz stracić swoje drogocenne kubki smakowe, a teraz zabierasz ją na później i proponujesz mi posadę w swojej kuchni. Muszę przyznać, że błyskawicznie przeszedłeś od pogardy do rekrutacji.*Rob zabiera Lordowi kanapkę i odkłada ją na blat *Ale odpowiedź brzmi nie!. Nie gotuję na rozkaz, nie podaję do stołu bogaczom i na pewno nie będę czekał w fartuchu, aż wrócisz z ringu i zaczniesz narzekać, że sos nie ukłonił ci się wystarczająco nisko. Skoro jednak przedstawiłeś mi oficjalną propozycję, przygotowałem dla ciebie równie oficjalną odpowiedź. Panowie… puśćcie bit.



Lord po wysłuchaniu dissu uśmiecha się ironicznie pod nosem kręcąc głową… Po czym Rob dostaje prosto w głowę laską Lorda i pada jak rażony piorunem! Lordowi teraz uśmiech zszedł z ust i widać na twarzy duży gniew. W końcu podnosi mikrofon do ust, aby coś powiedzieć.

Lord Sebastien: Chyba czegoś nie zrozumiałeś! To nie była propozycja! Ja zawsze dostaję to czego chcę!

Teraz Lord upuszcza mikrofon na matę ringu i go opuszcza, idąc dynamicznym krokiem w stronę zaplecza. Na twarzy cały czas maluje się wielka złość, a Rob powoli podnosi się w ringu. Obraz z kamery gaśnie.

***BREAKING NEWS! Pan Terry podczas karnawału siedział na tarasie!***

[Obrazek: DWDxyqN.png]
Tag Team Match
Derek Halloway & Mike F'N Brutal vs Zack Sabre Jr. & Edgar Dickinson

Zawodnicy już stoją przy swoich narożnikach. Po krótkich naradach w ringu zostają Brutal i Edgar. Sędzia sprawdza gotowość zawodników i nakazuje bić w gong. Panowie mierzą się wzrokiem okrążając się w ringu. Panowie się zbliżają i będzie klasyczny klincz. Jednak nie, Mike od razu i bezpardonowo atakuje oponenta Gut Kickiem. Ależ potężny heat ze strony publiczności. Double Axe Handle na zgiętym przeciwniku. Dickinson pada na matę z grymasem bólu, a Extremaniac chwyta go za rękę i wykręca w Wrist Lock. Już zaczyna się znęcać nad rywalem. Ten jednak robi przewrót w przód, piękny przerzut w przód wydostając się z uchwytu i jeszcze, na deser, atakuje Low Kickiem oponenta. Teraz to Poeta chwyta w Side Headlock rywala. Amerykanin chwilę stoi w tym potrzasku, jednak zaraz odbija się od lin razem z Edgarem i popycha go na przeciwległe liny. Dickinson wraca i mamy Shoulder Black. Mike odbija się od lin w okolicach Sabre’a, który atakuje go łokciem. Sędzia interweniuje, a Brutal rzuca się sam na Zacka. Arbiter go odciąga, a Extremaniac odwraca się w stronę oponenta, który Dropkickiem wrzuca go do narożnika, gdzie właśnie stoi ZSJ. Teraz zmiana i to Anglik wchodzi do ringu. Sabre zaczyna punchami atakować rywala i na koniec dorzuca Corner Dropkick, który wbija Mike’a w narożnik. Zack odciąga przeciwnika od lin i mamy próbę pinu, jednak zakończoną tylko na jeden. ZSJ stompuje teraz rywala. Anglik podnosi teraz za głowę oponenta w Front Facelocku i dokłada Suplex. Jednak nie, Amerykanin blokuje akcję i nie daje się wynieść. Druga próba również kończy się fiaskiem. Teraz to Brutal trzykrotnie atakuje swojego rywala punchem na brzuch i mamy Snap Suplex. Extremaniac wstaje, dokłada jeszcze stompy na rywalu i zaciąga go do swojego narożnika. Zmiana i teraz to Derek wchodzi do ringu. Zack w międzyczasie wstaje i otrzymuje Gut Kick od Halloway’a. DDT na zawodniku z Anglii. Próba pinu, 1… nie, Kickout. Mistr Eternal teraz bierze rozpęd i mamy Senton na dokładkę. Prosto na pustą matę. ZSJ w porę zdążył się przetoczyć. Foliarz trzymając się za plecy wstaje i otrzymuje Discus Elbow Smash od oponenta. Ależ teraz mocne uderzenie i próba pinu. 1… 2… nie, Kickout. Mike już chciał wkroczyć, ale sędzia go powstrzymał. Zack teraz wstaje i chwyta przeciwnika za rękę pomagając mu wstać. Mamy Enzuigiri od Anglika. Jednak nie, Halloway się pochyla pod nogą oponenta. Teraz Foliarz jest za plecami przeciwnika i wykonuje na nim Atomic Drop. Wyrównana walka między panami. Sabre nie pada na matę, jednak Halloway dokonuje po prostu zmiany i teraz to Brutal jest w kwadratowym pierścieniu. Pochylony ZSJ odwraca się twarzą do swojego przeciwnika, który wyprowadza punch na jego głowę. Anglik próbuje się odpłacić tym samym, jednak Extremaniac się pochyla, chwyta odpowiednio przeciwnika i mamy Uranage. Po tym ataku Brutal atakuje Dickinsona, żeby ten spadł z apronu. Teraz odwraca się do Sabre’a, który powoli się podnosi. Chwyta go w pasie będąc za jego plecami i będzie Hardcore City! Wyniesienie i piękne salto w tył ze strony Zacka. Teraz próba zmiany, ale Edgar jeszcze nie wrócił na apron. ZSJ patrzy teraz w stronę Mike’a, który biegnie w jego stronę i chce wbić go w narożnik. Anglik w ostatniej chwili ucieka w bok, Extremaniac wpada w pusty narożnik, a Zack ogłusza przeciwnika poprzez Pele Kick! Mocne kopnięcie, w międzyczasie Edgar wrócił na apron. Sabre go zaczyna rugać za to, że go nie było w narożniku jak potrzebował zmiana. Teraz to następuje, a Zack powala oponenta na matę. Amerykanin leżący na macie wygląda na zamroczonego, a Poeta wskakuje do ringu i niemal z miejsca dokłada jeszcze Epilog! Prosto na kolana Brutala! Ależ teraz Irlandczyk zwija się z bólu, a Brutal powoli zmierza do swojego narożnika. Zmiana z Derekiem, międzyczasie Dickinson jest już na nogach wciąż trzymając się za brzuch. Halloway dokłada jeszcze Gut Kick i wyniesienie na barki przeciwnika. Szykuje się Corner Powebomb! Jednak nie, Edgar atakuje głowę przeciwnika i spada za niego. Irlandczyk szybko odbija się od lin i wyprowadza Powieść na mistrzu Eternal! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Ależ tempo akcji. Teraz Edgar postanawia wejść na szczyt narożnika, ale Brutal wchodzi do ringu i łokciem sprowadza go na matę. W tym momencie ZSJ również wchodzi do ringu i atakuje trzema punchami rywala. Irish Whip w stronę narożnika i Sabre dopada do oponenta, jednak kontra ze strony Extremaniaca. Jednak nie, po prostu przyciąga do siebie przeciwnika i mamy Dead Static! Ależ mocna akcja, po której Zack pada na matę. Brutal odwraca się w stronę Edgara i ten wypłaca mu jeszcze Superkick! Jednak też zmęczony pada na matę i teraz wszyscy czterej zawodnicy leżą plackiem na macie. Po kilku chwilach widać mały ruch wśród dwójki z leżących w ringu zawodników - Sabre oraz Halloway wytaczają się poza liny i powoli wstają na nogi, po dwóch różnych stronach ringu. Z lekkimi problemami, jednak trzymają się na nogach i zaczynają coś do siebie krzyczeć... Jednak nagle obaj zostają ściągnięci za nogi z ringu i zostają wrzuceni przez dwóch niezidentyfikowanych osobników w pobliskie im barierki! Na hali zapada cisza, nikt nie ma pojęcia co się dzieje, sędzia również, jednak po krótkiej chwili zawahania zarządza No Contest!

Tymczasem tajemniczy zawodnicy wślizgują się do ringu i od razu wskakują na Brutala oraz Dickinsona którzy właśnie próbowali wstać! Zaczynają ich okładać pięściami gdzie popadnie, wszyscy dookoła są w szoku, nikt nie ma pojęcia o co chodzi... W tej chwili na arenie wybrzmiewa Salvatore Macheda - l Cunfirenti a na rampę wychodzi TEN Mężczyzna. Chwilę rozgląda się po zebranych dookoła ludziach, którzy z automatu zaczynają go wygwizdywać. Uśmiecha się jednak życzliwie, po czym spogląda w stronę ringu, gdzie jak na komendę dwaj agresorzy stają na baczność. Po chwili nieznajomy na rampie podnosi do góry kciuk i... obraca go na dół, a następnie przejeżdża nim po swojej szyi! Rozkaz zostaje wykonany! Jeden z mężczyzn podnosi Brutala, po czym popycha go w kierunku drugiego, wyższego, a ten wykonuje mu Discus Elbow który totalnie odcina Extremaniaca! Niższy z napastników natomiast od razu dopada do leżącego wciąż Dickinsona i zapina mu Muta Lock! Mija zaledwie kilka chwil, a Poeta od razu odpływa! W międzyczasie widzimy, jak - najprawdopodobniej - przywódca zmierza powoli do ringu, wciąż z szerokim uśmiechem na ustach. Nie pokrywa się to jednak z jego oczami, bowiem te są zimne niczym lód. Nagle przed nim wyrasta Halloway, który zaczyna krzyczeć coś o jednym wielkim spisku... Jednak od razu zostaje zaatakowany od tyłu, kolejnym Discus Elbowem! Co tu się dzieje! Widzimy również, że Zack Sabre podnosi się i zaczyna powoli wycofywać... Jednak trafia plecami na coś... A w zasadzie kogoś! Powoli obraca się przerażony i zaczyna przepraszać i się tłumaczyć... Kiedy nagle słyszy głośne "BUUUUUU" w swoim uchu, od drugiego z napastników! Od razu zaczyna biec i wskakuje w publiczność, uciekając jak najdalej od całej tej sytuacji i pozostawiając nie tylko swoich rywali, ale również partnera drużynowego na pastwę przybyszów! Ci natomiast wrzucają mistrza Eternal do ringu, sami również do niego wchodzą i stają nad trójką poległych ofiar. Na całe szczęście w tym momencie przybywa ratunek! Nick Aldis wybiega na rampę i zaczyna głośno wzywać ochronę! Jednak... Nikt się nie pojawia?! O co tu chodzi?! Jedna z kamer będąca do tej pory na hali przenosi się biegiem na głębsze obszary zaplecza... Gdzie widzimy jednego z ochroniarzy leżącego na podłodze, z twarzą wklejoną w posadzkę. Tuż za nim leży kolejny, tym razem jednak na plecach. Kamera przybliża się i pokazuje rzecz leżącą na klatce piersiowej mężczyzny - czerwoną różę! Obraz rozszerza się teraz i widzimy całe pobojowisko, pełno nieprzytomnych mężczyzn, również członków ekipy technicznej, a przy ciele każdego z nich spoczywa czerwona róża! Wizja wraca na arenę zmagań, gdzie widzimy uśmiechniętego przywódcę grupy, a po chwili mamy również zbliżenie na twarz przerażonego wręcz zaistniałą sytuacją Generalnego Managera Elysium! Tymczasem w ringu Derek zostaje posadzony, jedynie po to by zainkasować od przywódcy Inverted Shining Wizard które odcina mu prąd! Wyższy z pierwotnych napastników podnosi natomiast Dickinsona i dokłada mu jeszcze Running Sitout Chokeslam, a niższy zapina Brutalowi Pentagram Choke! Po chwili cała trójka jest nieprzytomna! Przywódca teraz zaczyna... małą wyliczankę?! I pada na Edgara! Ten zostaje podniesiony i wyrzucony poza ring! Przywódca oprawców wyciąga spod ringu krzesełko, które podaje drugiemu z nich, ten nakłada je na głowę Poety, a trzeci, najwyższy i najbardziej wyrywny z całej trójki wynosi go do góry, trzymając za jego ręce. I O ZGROZO! CRUCIFIX POWERBOMB NA STÓŁ KOMENTATORSKI! W międzyczasie lider ponownie wsuwa się do ringu i dokłada Brutalowi oraz Halloway'owi po jeszcze jednym Inverted Shining Wizard! A poza ringiem, niższy z dwójki zapina jeszcze Edgarowi Pentagram Choke, wciąż z krzesełkiem na szyi! I nie zamierza odpuścić! Przywódca po chwili wychodzi z ringu i nakazuje przerwanie dźwigni, a następnie z kieszeni wewnątrz płaszcza wyciąga różę, którą kładzie na Edgarze. Obaj po tym ponownie wślizgują się do kwadratowego pierścienia, gdzie spokojnie oczekuje na nich najwyższy napastnik. Szef bandy kładzie teraz różę na piersi znokautowanego Halloway'a oraz Brutala, a po chwili cała trójka staje w linii wpatrując się w publikę. Kamera pokazuje nam jeszcze Aldisa, u którego na twarzy w dalszym ciągu wymalowane jest przerażenie. I tym widokiem...

KOŃCZY SIĘ DRUGA GALA SPOD SZYLDU ELYSIUM!

Elias Shadow
 
Streak: 1/0/5
Last Match: lost vs Maxwell Ransom
Odpowiedz
Cytuj
Jakub
Moderatorzy
01.08.2026, 00:25 #1
Earlier this week...

Obraz z kamery przenosi nas do baru. Widać wiele osób, które żyją swoim życiem i przeżywają własne historie. Zbiry, kobiety szukające przygód, szarzy ludzie, którzy potrzebują ukojenia. Miejsce to łączy tych wszystkich osobników. Słychać, że jest dosyć głośno. W pewnym momencie kamera robi zbliżenie na Axela Blaze'a! Mistrz siedzi przy barze, mając obok siebie piękną niewiastę, której właśnie Blaze ubrany w ramoneskę się przysłuchuje i przytakuje. Nie widzimy już w nim tej agresji, do której mogliśmy przywyknąć przez jego ostatnie występki. To jest jego miejsce resetu oraz relaksu, można jedynie lekko dostrzec, że myślami nie jest do końca tutaj, mimo że zapewne bardzo by tego chciał... Obok Axela po jego lewej stronie dosiada się pewien mężczyzna, przyodziany jest w zwykłe czarne proste spodnie, martensy oraz białą koszulkę, siedzi tyłem do nas, ale do złudzenia kogoś przypomina.. Facet ten prostym gestem prosi, by barman zapodał mu tak zwaną kolejkę i czeka. Niczego nieświadomy Amerykanin nadal gawędzi z kobietą, którą tu poznał. Koleś z krótszymi czarnymi włosami odbiera kieliszek, po czym.. wylewa go i mówi, że on nie będzie propagować alkoholu. Ten głos rozpoznaje Axel, który odwraca się szybko, ale jest już za późno, bo to Jose Lopez, który wypłaca Headbutt! Mistrz momentalnie łapie się za twarz,a przerażona kobieta odchodzi. Lopezzo kopie Blaze'a w brzuch i ciska nim na jeden ze stolików i ten rozwala się, nie wspominając o rzeczach, które były na nim. Ludzie zaczynają odchodzić, a niektóre rzezimieszki z uśmiechem na ustach przyglądają się temu i kibicują, by bójka trwała. Jose rzuca się na leżącego Blaze'a i wykrzykuje z sadystycznym uśmiechem wymalowanym na facjacie, że Axel miał być gotów, a wcale nie jest. Mr. Forever instynktownie łapie Jose za twarz i próbuje go zepchnąć, jako tako udaje mu się to, obaj podnoszą się, jednak niewiele to daje, bo Anti Heroe sięga po metalową tackę, która jest w pobliżu i wali nią prosto w głowę Amerykanina! Blaze konkretnie cierpi, a Jose przechwytuje jego głowę i robi Hasta Luego na wcześniej rozwalony stolik! Barman wykrzykuje, że policja jest już w drodze. Jose spogląda tylko na zdewastowanego LPW World Championa i odchodzi. Kilka osób próbuje udzielić pomocy Legend In Makingowi. Widok z kamery znika...

[Obrazek: cNDyCwA.png]
Elysium #2
Kansas City, Missouri - 01.08.2026r.



Wybrzmiewa "Heavy is the Crown" od Linkin Park a to może oznaczać tylko jedno w terminarzu gal wrestlingowych - czas na drugą odsłonę Elysium! Kamera przejeżdża po całej hali, ujmując fanów zebranych na trybunach. Większość z nich z transparentami w ręku oraz w koszulkach swoich ulubieńców. Kamera zatrzymuje się na chwilę na grupce oddanych wyznawców Maxwella Ransoma, którzy skandują jego imię, po czym przejeżdża na środek, pokazując ring w którym stoi już Samantha Irvin, czekająca na możliwość zapowiedzenia pierwszej z walk!

[Obrazek: lMYDu1Y.png]
Singles Match
Derrick Mantel vs El Garra de Gato

Derrick Mantel stoi w bojowym nastawieniu w swoim narożniku, natomiast El Garra De Gato właśnie kończy swoje wejście. Z rozpędu wślizguje się do ringu... i Mantel zrywa się do ataku. Kociarz jest na to przygotowany i nie daje się zaskoczyć. Obaj rzucają się w wir wymiany punchy, który jest tak niezwykle intensywny. W końcu obaj lewą ręką chwytają się za karki, a prawą ręką wyprowadzają ciosy bezpośrednio na twarz. Sędzia próbuje interweniować, rozdzielić obu zawodników, ale jest bezsilny. Wrestlerzy zwarli się zbyt mocno. Kolejne razy spadają na twarze obu zawodników i zrozpaczony arbiter postanawia poprosić o pomoc. Patrzy błagalnie w stronę rampy i zamaszystym ruchem wzywa wsparcie. Ochroniarze działają niezwykle sprawnie, momentalnie wybiega pierwszy, za nim kolejny i jeszcze jeden, aż w końcu zjawia widzimy już całą grupę ochroniarzy pędzących prosto do ringu. Jednak zaraz za nimi pojawia się Nick Aldis, który uzbrojony w mikrofon zatrzymuje się na rampie i... gestem ręki zatrzymuje ochronę?

Nick Aldis: Ochrona STAĆ! *wśród wszystkich na arenie zapada konsternacja* Obiecaliśmy Kansas City starcie Derricka Mantela z El Garra de Gatą, tak? *Publiczność zgadza się głośnym "YES!" w trakcie gdy Mantel z Kociarzem dalej okładają się w najlepsze* No więc Kansas City dostanie to na co liczyło!

Ochroniarze na te słowa otaczają ring szczelnym pierścieniem, zakładają ręce za plecami i obserwują dalszy przebieg wydarzeń. Tam zawodnicy zdają się kompletnie nie przejmować zamieszaniem dookoła i dalej wymieniają się ciosami. Nagle Mantel zmienia strategię i wyprowadza szybki Headbutt, który lekko oszałamia przeciwnika, więc dokłada kolejny i jeszcze jeden. Kociarz cofa się o krok, a Ego Top postanawia wykorzystać nadarzającą się okazję i rusza z Running Clothesline'em. Jednak Meksykanin jest na to przygotowany, unika ręki schylając się, szybko odwraca się w stronę rywala i teraz to on zaskakuje go błyskawicznym Low Kickiem, po którym dokłada jeszcze Mule Kick. Amerykanin zgina się w pół, a Koci Luchador od razu wciska jego głowę pod pachę. Lone Wolf jednak doskonale wie co się szykuje. Natychmiast następuje piętą na stopę Zamaskowanego Kociarza, a następnie napierając całym ciała pcha spycha go do narożnika. Natychmiast wykorzystuje pozycję, aby dołożyć całą serię Shoulder Thrustów. W końcu się prostuje i dokłada jeszcze Knife-Edge Chop! Ależ to huknęło! Nakręcony Souvenir Collector wykonuje Irish Whip i wysyła rywala w podróż do przeciwległego narożnika, a sam rusza zaraz za nim. Jednak El Garra De Gato popisuje się wspaniałym Up and Over i ląduje bezpośrednio za plecami Mantela, który zaliczył nieprzyjemnie zderzenie z narożnikiem. Zamaskowany Kociarz nie traci czasu, łapie oponenta za głowę i wielokrotnie uderza nią o narożnik. W końcu szarpie go do tyłu, Derrick cofa się o krok, natomiast Koci Luchador jednym susem wskakuje na druga linę, płynnie odwraca się do środka ringu i od razu wyskakuje wykonując Doble Axe Handle! Amerykanin upada na plecy, jednak od razu przeholowuje się przez bark i natychmiast zrywa się na równe nogi. Obaj znajduję się praktycznie w narożnikach, przez pół sekundy rzucają sobie nienawistne spojrzenie, jednak od razu ruszają do ataku. Obaj pędzą przed siebie i w tym samym momencie wyskakują! Double Running Crossbody! Co za zderzenie! Zawodnicy leżą na macie, trzymając się za brzuchy i zwijając z bólu.

Nick Aldis: Dobra, ochrona, do dzieła. Koniec przedstawienia. *publiczność przyjmuje te słowa dość chłodno* Zabrać ich na oddział medyczny. A co do was Derrick, El Garra - dzisiaj dam wam już odpocząć. Ale na następnym Elysium mamy do pogadania. Dostajecie wezwanie na dywanik.

Po tych słowach Aldis schodzi na zaplecze, a ochrona wkracza do ringu, aby zapobiec dalszej przemocy i pomaga się zebrać zawodnikom. Widzimy jeszcze jak wyprowadzają ich osobno na zaplecze, jednak Mantel wyrywa się smutnym panom i ku uciesze publiczności rzuca się na Kociarza! Nie trwa to za długo, ochroniarze od razu ich odesparowują, jednak Derrickowi na odchodne udaje się jeszcze napluć na twarz, a w zasadzie maskę Luchadora! Niezłe zamieszanie, ale w końcu udaje się je opanować...

Przenosimy się teraz na zaplecze, gdzie widzimy nerwowo chodzącego w tę i z powrotem Zacka Sabre Jr! Zawodnik przemierza całą długość korytarza od lewej do prawej, mamrocząc coś pod nosem.

Zack Sabre Jr: Pieprzony foliarz... I pieprzony Aldis... Zawsze muszą coś wymyślić, żebym tylko nie mógł walczyć w normalnej, standardowej walce! A srał na to Brutal!

W tym momencie zza rogu wychodzi Elias ze słuchawkami na uszach, nucąc coś pod nosem. Na pewno jest to coś bezsensownego, jak to gnojek ma w zwyczaju. Nie zauważa on pogrążonego w myślach Zacka i wpada na niego, przez co obaj się prawie przewracają.

Zack Sabre Jr: Uważaj jak łazisz pajacu! *patrzy na Shadowa i chwilę się zastanawia* Ty, młody, a co Ty w ogóle dzisiaj robisz? Bo potrzebuję partnera na walkę wieczoru. *mierzy wzrokiem Eliasa* Nie jest to szczyt moich marzeń, ale z braku laku i taki pokemon się nada.

Elias skrzywiony zerka na Zacka.

Elias Shadow: Brat co się wczuł. Essa bratku, dasz sobie radę, pozdro.

Po tych ledwie zrozumiałych słowach Elias wsadza z powrotem słuchawki do uszu, robi do Zacka 67, obraca się i odchodzi, na co zażenowany Sabre tylko zwiesza głowę. Po chwili dostrzega jednak stojącego pod ścianą Dolnicka, który zawzięcie klika tymi swoimi tłustymi paróweczkami w ekran telefonu. Anglik podchodzi bliżej.

Jean-Pierre Dolnick: 101 sposobów na poprawę komuś humoru, a tylko 100 było! Co za gówno oszukane! (spogląda na Zacka) C-cco ty się tak przybliżasz do mnie? Czego chcesz?!

Zack Sabre Jr: spokojnie Snorlax, przynieść Ci ciasteczko ze stołówki? Na znak pokoju?

Jean-Pierre Dolnick: Snorlax, srollax, nawet nie wiem co to, ale skoro taki uczynny jesteś, to śmiało, przydaj się i mi przynieś, bo po wysiłku intelektualistycznym to ja głodny się robię odrobinę. Tylko odrobinę.

Zack Sabre Jr: *zaszkowany jego głupotą patrzy na Dolnicka* Ty tak na serio teraz? Ty gru... A zresztą, sam sobie idź to może choć trochę schudniesz!

Zack obraca się na pięcie i zostawia Kongijczyka, który chyba nie bardzo wie o co tu właściwie chodzi. Kamera jednak przez chwilę pozostaje jeszcze z Jean-Pierrem, który wygląda jakby się nad czymś zastanawiał... Po czym chowa telefon do kieszeni i rusza w kierunku dużych drzwi z napisem "stołówka". Kamera wraca do Sabre, który nie bardzo wie co ze sobą począć.

Zack Sabre Jr: Nie wiem, tu nie ma nikogo normalnego? A pieprzyć to... Dzwonię do niego! *Wyciąga z kieszeni telefon, wybiera numer i do kogoś dzwoni* Halo, Will? No cześć, dawno się nie słyszeliśmy... Słuchaj, mam taką sprawę, bo widziałem, że jesteś w Saint Louis, to kawałek drogi, może chciałbyś dzisiaj mi pomóc? No w walce a gdzie... Jaki kurwa znowu Omega? Jakie AEW?! A CHUJ MNIE OBCHODZI, ŻE TY SIĘ DO JAKIEJŚ WALKI O PAS PRZYGOTOWUJESZ, JA TU Z HALLOWAYEM DZISIAJ WALCZĘ, ROZUMIESZ?! I PARTNERA POTRZEBUJĘ! *chwilę słucha rozmówcy* Aha. Obyś się posrał na miętowo.

Zdenerwowany Zack rozłącza się i wzdycha. Kątem oka zauważa jednak Maxwella Ransoma zmierzającego w jego stronę. Szybko podbiega i zatrzymuje się przed nim.

Zack Sabre Jr: MAKSIU! Odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu! Wiesz, że ja Cię zawsze lubiłem, nie? *Maxwell spogląda na Zacka, ten przełyka ślinę* No dobra, w sumie to Cię wcześniej nie znałem, ale od razu mi zaimponowałeś jak się tu pojawiłeś, przynajmniej Ty jeden nie gadasz od rzeczy... Nie chciałbyś może mi dzisiaj pomóc i zawalczyć ze mną jako drużyna w walce wieczoru?

Maxwell Ransom: Zack, ale ja już mam dzisiaj swoją walkę. I to może b...

Zack Sabre Jr: Jaką walkę? Co jest ważniejsze, niż walka ze mną w drużynie niby co? Z drzewa spadłeś? Zresztą *macha reką* nie tłumacz się już. Nie interesuje mnie to.

Zack obraca się na pięcie i zostawia Ransoma za plecami, który kręci głową z lekkim smutkiem. Widzimy jak załamany już wręcz Sabre przystaje pod ścianą i wznosi oczy ku górze, jakby szukał pomocy u Boga. W tym momencie zza rogu wyskakuje Dick A'Very Big, który... Rozkłada swój płaszcz! Zack tylko mierzy go wzrokiem od stóp do głów, wzdycha, wyciąga telefon, robi szybkie zdjęcie i wymija swojego "rozmówcę". Obraz z kamery gaśnie...

***Dr Kline z główną rolą w reklamie Dr Oetker!***

Kamera zabiera nas do gabinetu, który uważni widzowie LPW bez trudu rozpoznają. Eleganckie wnętrze dalej wypełnione jest mnóstwem dekoracji i bibelotów, wraz ogromem książek i okazałym wahadłem Newtona. Ponownie cała przestrzeń jest chirurgicznie czysta. Każdy cal przestrzeni, wygląda jak świeżo przetarty. W szczególności dębowe biurko, przy którym siedzą starszy Pan w białej koszuli oraz kamizelce i Edgar Dickinson.

W rogu ekranu wyświetla się krótka adnotacja: “29.07.2026 - Edgar Dickinson - Dr. N. Med. Robert Chambers”

Ciszę w końcu przerywa gospodarz.


Robert Chambers: Śledziłem na bieżąco wydarzenia dziejące się wokół Pana. Całą drogę, od powolnego wejścia do Legion Pro Wrestling, przez aktywny Pana udział w turnieju i finałową walkę tegoż. Obserwowałem utarczki z takimi postaciami jak Zack Sabre Jr. czy Zbigniew Uszczelka. Szczególnie jednak, w kontekście Pana przypadłości, zdały mi się ostatnie wydarzenia. Spotkanie z Jose Lopezem i starcie o miano pretendenta do LPW World Championship. Chciałbyś mi opowiedzieć, o tym etapie?

Poeta nie patrzy na swojego rozmówcę. Zamiast tego przygląda się równo ustawionym na półkach książkom. Jakby podziwiając kolekcję eleganckich wydań, starannie pogrupowanych tematyką i ustawionych w kolejności alfabetycznej. Mimo to odpowiada doktorowi.

Edgar Dickinson: Wszystko zmierza w prawidłowym kierunku. Ogrom pracy musiał zostać wykonany, żeby Pan Lopez i Pan Blaze mogli stanąć naprzeciw siebie jako silni rywale, z złością i zaciekłością gotowi stoczyć między sobą bój. Nie trzeba włożyć wiele trudu, żeby zauważyć, jak często delikatnie dbałem, żeby obydwoje byli tam gdzie być powinni w stanie w jakim być powinni.

Robert Chambers: Rozumiem. Więc dalej utrzymujesz, że historia która dzieje się wokół Ciebie, tak naprawdę wychodzi spod twojego pióra?

Edgar Dickinson: Ehh *Westchnął artysta nie odrywając wzroku od książek* Oczywiście, że tak. Wszystko wokół dzieje się tak naprawdę niewolnie. Tak i ziemia w swoim pędzie krąży wskutek wielkich sił. Siły te muszą mieć jednak pewne punkty zakotwiczenia. Jak gwiazdy dla planet.

Mi przypadło być słońcem Legion Pro Wrestling. Pan Lopez, Pan Blaze i mistrzostwo są już pchnięte na właściwą orbitę. Teraz hmmm. Teraz po prostu czekam. Kolejna historia o którą będę musiał zadbać jest tuż za rogiem, tylko jeszcze nie wiem o kim ona będzie. 

Robert Chambers: Rozumiem. Z racji na to, że czas naszej sesji powoli się kończy zapytam się tylko o jedno. Dlaczego dzisiaj nie poruszyłeś wahadła Newtona?

Edgar Dickinson: Bo teraz jest czas ciszy przed burzą. 

Po tych słowach nagranie dobiega końca.

[Obrazek: qDMoZHs.png]
Singles Match
Jeff Brown vs Silas Crowe

Gong rozpoczyna pojedynek. Jeff Brown przez chwilę krąży wokół większego przeciwnika, próbując pokazać, że obecność Silasa Crowe’a nie robi na nim żadnego wrażenia. Mr. Street Cred poprawia bandanę, kieruje kilka słów w stronę rywala, po czym wymierza mu solidny policzek. The Uncured powoli odwraca głowę w jego stronę, ale poza tym nie reaguje. Fake Thug próbuje wykorzystać sytuację i dokłada serię Punchów oraz Kicków, jednak żaden z nich nie jest w stanie zmusić Subjecta 00 do wykonania kroku w tył. Neighborhood Menace odbija się od lin, lecz Silas przechwytuje go oburącz i ciska nim o matę potężnym Biel Throwem. Jeff błyskawicznie przestaje udawać twardziela i zaczyna wycofywać się do narożnika, ale Blackridge Patient rusza za nim. Crowe miażdży przeciwnika Running Body Avalanchem, a następnie wyciąga go na środek ringu i powala Short-Arm Clothesline’em. Brown zostaje niemal odwrócony w powietrzu, lecz Silas nawet nie myśli o przypięciu. The Almost Gangster próbuje ratować się nieczystym zagraniem i wbija palce w okolice oczu rywala. Crowe cofa głowę, ale po chwili ponownie spogląda na Jeffa, jakby ta próba jedynie zwróciła jego uwagę. Mr. Street Cred chce jeszcze wyprowadzić Running Knee Strike, lecz wpada prosto w uścisk Silasa, który podnosi go i wykonuje Failed Procedure. Brown odbija się od maty, po czym zostaje ponownie poderwany i wbity w nią Blackridge Dropem. The Uncured klęka obok rywala i przykłada dwa palce do jego szyi, sprawdzając puls. Następnie kieruje wzrok na Dr. Victora Kline’a.

Dr Victor Kline: Reakcje słabną. Przechodzimy do ostatniej fazy.*Doktor uruchamia dyktafon.*

Nagranie: Zakończyć procedurę.

Silas podnosi bezwładnego Browna, wynosi go do Final Treatment i z ogromną siłą wbija w matę. Crowe kładzie jedną rękę na klatce piersiowej przeciwnika, a sędzia rozpoczyna liczenie…1…2…3! Gong kończy pojedynek, ale nie zatrzymuje Subjecta 00. Silas natychmiast podnosi Jeffa i rzuca nim w narożnik, gdzie zasypuje go kolejnymi uderzeniami w korpus. Arbiter próbuje wejść między zawodników, lecz Crowe odpycha go na bok i ponownie chwyta Fake Thuga za gardło. Kline odtwarza nagranie jeszcze raz, jednak jego podopieczny nie reaguje.

Nagranie: Sesja zakończona. Przerwać leczenie.

The Uncured postanawia zacząć dusić rywala przy użyciu The Restraint, mimo że walka dawno dobiegła końca. Jeff nie jest już w stanie się bronić. Doktor zwiększa głośność urządzenia niemal do maksimum. Zniekształcony komunikat rozbrzmiewa w całej hali.

Nagranie: SUBJECT ZERO! SESJA ZAKOŃCZONA! NATYCHMIAST PRZERWAĆ LECZENIE!

Dopiero wtedy Silas zwalnia uchwyt. Przez kilka sekund siedzi nieruchomo obok Browna, po czym sprawdza jego puls i spogląda na wyraźnie poważniejszego Kline’a.

Dr Victor Kline: Leczenie zakończone.

Crowe powoli wstaje i opuszcza ring za doktorem. Chwilę później przy ringu pojawiają się medycy, którzy zabezpieczają szyję Jeffa, przekładają go na nosze i zabierają Neighborhood Menace na zaplecze.

Kamera przenosi nas jakieś niezwykłe, malownicze miejsce. Słońce dopiero wstaje, a krajobraz rozciąga się aż po góry, których wierzchołki pokryte są śniegiem, wokół widzimy potężne lasy, teraz mamy zbliżenie na wypasające się w pobliżu bydło i...James River Waters! Nie, to nie on jest tym bydłem, o którym była mowa. Widzimy, że James River zsiada właśnie z konia i podchodzi do jakiegoś faceta, który ma na sobie typowy kowbojski kapelusz, czarne wysokie buty, jeansowe spodnie i jasną, skórzaną kurtkę.

JRW: Strasznie nalegałeś na to, żeby się spotkać.

???: Wypadałoby się pożegnać, zanim stąd odjedziesz, nie uważasz?

JRW: Przecież jeszcze nic nie jest...

???: *przerywa Jamesowi* Nie bądź śmieszny, Waters. Wszyscy wiemy, że nic Cię nie powstrzyma przed powrotem, ani Evelyn, ani twój syn. Ani nawet te widoki. *uśmiecha się* Pamiętasz, jak to było jak wprowadziłeś się tu 6 lat temu? Nie wierzyłeś, że można tak żyć. Myślałeś, że to jakiś rodzaj zaklętej magii, niedostępny dla zwykłych śmiertelników. Zresztą, chyba przydała Ci się ta magia? *Waters nie odpowiada nic, wpatruje się tylko rzekę, która przepływa obok* Oj wiem, że Ci się przydała...byłeś wtedy wrakiem człowieka, miałeś w sobie tyle gniewu, że nawet ta woda nie była w stanie go zmyć.

JRW: W końcu się udało.

???: Udało się. *wyjmuje papierosa i zapala go* Jesteś pewien, że chcesz to wszystko przekreślić? Przecież wiesz, że jeśli wrócisz, to ten gniew, ten ból, to niezrozumienie, to wszystko wróci? Znowu będziesz tym małym, sfrustrowanym człowiekiem, któremu ciągle jest mało. Znowu będziesz chciał się piąć na szczyt, nie patrząc na koszt. Znalazłeś swoje miejsce na świecie, tu w Montanie. *przechadza się nieco do przodu, by lepiej widzieć rzekę*

JRW: Nie wiem, czy w moim wypadku można mówić o "swoim miejscu na ziemi". Jestem raczej...poszukujący. Widzisz, ja nie potrafię do końca być szczęśliwy. Zawsze będę szukał, zawsze będę chciał czegoś więcej albo po prostu czegoś innego. Nie potrafię być zaspokojony. Nie wiem, czy Legion Pro Wrestling zaspokoi mój głód, nie wiem czy cokolwiek...czy ktokolwiek jest w stanie to zrobić.

???: *bierze głęboki oddech* Niech więc tak będzie. Szukaj dalej. Pamiętaj jednak, że masz tu rodzinę. Pamiętaj, że masz tu przyjaciół i wbrew temu co mówisz - masz też dom. Ja wiem, że to twoje miejsce na ziemi. To, że ty jeszcze nie zdajesz sobie z tego sprawy, no cóż...*uśmiecha się. Wciąż jesteś młody.

JRW: W sierpniu wyjeżdzam. Mamy więc jeszcze trochę czasu, może skoczymy dziś do baru? Chociaż Evelyn po ostatnim nie daje mi żyć, więc może po prostu zaproszę was do mnie. Dziś o 17, co ty na to? Bierz ze sobą Beth, a ja po drodze dam znać reszcie.

Obraz z kamery urywa się.

***Czy Maxwell Ransom przerzuci się na oliwkę?***


Przenosimy się na zaplecze, a tam ponownie naszym oczom ukazuje się Zack Sabre Jr! Niepocieszony zawodnik przemierza arenę rozglądając się w różne strony, gdy nagle mijają go... lekarze, którzy na noszach karetkowych szybko transportują Jeffa Browna! Gangster podłączony jest pod butle tlenową i mając na uwadze głośne reakcje personelu medycznego, dosłownie trwa walka o jego życie. No powiedzmy sobie szczerze, Silas Crowe to były dla niego ciut za wysokie progi. Zack na chwilę przystaje i z politowaniem na twarzy obserwuje bieg lekarzy do karetki, po czym kręci głową i zniechęcony idzie dalej. Sabre rozgląda się i ewidentnie poszukuje kogokolwiek wartego uwagi, gdy nagle robi wielkie oczy. Kamera odwraca się, a tam widzimy właśnie Silasa Crowe, a wraz z nim stoi Dr Victor Kline! Obaj uważnie obserwują Zacka, ten zatrzymuje się, robi krok w przód... po czym przełyka jedynie ślinę i odchodzi dalej. Cóż, Technical Wizard mając w głowie obrazki sprzed chwili woli nie konfrontować się z ową dwójką w żaden sposób. Sabre podąża wiec dalej, a na jego twarzy maluje się spora irytacja. Anglik zauważa w końcu kogoś przy automacie z napojami i po kilku sekundach zastanowienia decyduje się podejść. Osobą tą jest... Jose Lopez!

Zack Sabre Jr: Słuchaj, sprawa jest. *Jose odwraca się* Potrzebuję dzisiaj partnera do walki wieczoru. To jest niepojęte, ile spotkałem tu dzisiaj pokemonów, którym nie zbiera się na jakąkolwiek ewolucję. *składa teatralnie ręce w geście modlitwy i wznosi głowę w górę* Może cholerna opatrzność zesłała mi w końcu kogoś normalnego... To jak będzie?

Jose Lopez: Aktualnie jest tylko jedna osoba, której pomagam, więc limit dobroci wyczerpany... Także zabieraj stąd swoje brytolskie dupsko i szukaj dalej, czas ucieka. *wredny uśmiech*

Zszokowany Sabre odwraca się na pięcie i odchodzi, a będąc już kawałek od Lopeza macha ręką i zaczyna zirytowany kląć sam do siebie. Zack po chwili mija odwróconego tyłem Paddy'ego Jacksona, którego jedynie zjeżdża wzrokiem nie zatrzymując się, jednak zrezygnowany postanawia zawrócić. Cóż, to już chyba akt desperacji...

Zack Sabre Jr: Ty coś kiedyś walczyłeś, nie? Może zdjął byś dzisiaj marynarkę i postał w moim narożniku? Nie wiem, zrobisz za backup, wejdziesz na chwilę do ringu... Tyle jeszcze chyba pamiętasz, co?

Paddy Jackson: Zack! Ja pamiętam wszystko! *szeroki uśmiech* Twoja kariera to prawdziwa sinusoida, jak z resztą wielu w LP...

Zack Sabre Jr: Po pierwsze, nie jestem jak wielu, zważaj na sło...

Paddy Jackson: Porażki przeplatasz zwycięstwami, jednak ostatni czas to dla Cieb...

Zack Sabre Jr: Czy ja mówiłem, że mam ochotę na wywiad? Jesteś kolejnym z tych zdolnych inaczej?

Paddy Jackson: Zack, ale fani chcieliby wiedzieć...

Zack Sabre Jr: A wiesz czego ja bym chciał? Móc przeprowadzić dialog z KIMKOLWIEK z... kim... A, pieprzyć to. *odwraca się* Nic do mnie już nie mów! NIC!

Anglik pośpiesznie opuszcza Jacksona i zmierza dalej. Cóż, Zack chyba nie będzie zachwycony, bo kolejna osoba, która spotyka się z jego wzrokiem to sam Salvador! Argentyńczyk zamiata właśnie korytarz, gdy nagle postanawia zrobić coś dziwnego - otóż wznosi miotłę lekko w górę... i całuje jej czubek. Miotlarz po chwili słyszy tylko "Oh, God" wypowiedziane bardzo załamanym głosem Sabre, po czym dostrzega, że jest obserwowany przez Anglika. Salvador wyraźnie zawstydzony peszy się, a następnie obraca w stronę ściany i kontynuuje zamiatanie. Spytacie co z ZSJ? Na widok całej sytuacji po prostu łapie się za głowę i wściekły mamrocze coś pod nosem. Ewidentnie jego cierpliwość jest już na skraju, ale nie może się poddawać, partner w końcu sam się nie znajdzie. Kawałek dalej dostrzega kolejnego asa, którego opisałby jako ten z gatunku "niepełnosprytnych"... To Pill Tautu we własnej osobie! Pill the Bill przybrał tym razem wcielenie, którego do tej pory nie mogliśmy oglądać. Ubrany jest w płaszcz, twarz ma wymalowaną na biało i... recytuje jakiś wiersz. Trzeba pochwalić jednak ekspresję i emocje, które wkłada w szerzenie sztuki, Tautu na pewno daje z siebie wszystko. Zack obserwuje go chwilę i o dziwo nie wygląda kolejny raz na sfrustrowanego, załamanego i zniecierpliwionego, a wręcz przeciwnie. Sabre wydaje się być zaintrygowany zaistniała sytuacją... Kamera tymczasem przemieszcza się lekko, zostawiając Sabre w spokoju, ale pokazując teraz jak zadowolony z siebie korytarzem przechadza się Jose Lopez. Zawodnik, który totalnie nie pochodzi z Półwyspu Iberyjskiego, tylko z Wysp Kanaryjskich, zostaje zatrzymany przez uśmiechniętego od ucha do ucha Paddy'ego Jacksona! Totalnie podekscytowany Paddula nie traci czasu, chce szybko przeprowadzić wywiad i pochwalić się Aldisowi jego przebiegiem.

Paddy Jackson: Witaj Jose, to dla mnie prawdziwy zaszczyt. Twoja kariera zaczęła się...

Reporter nagle przerywa, rzuca mikrofon i zaczyna uciekać potykając się przy tym kilkukrotnie o własne nogi. Niezwykle rozbawiony Lopez odwraca się sprawdzić co tak wystraszyło Paddulę i w tym momencie nadziewa się na potężny punch, który momentalnie ściera mu ten uśmiech z twarzy. Axel Blaze wyprowadza potężny sierpowy, potem następny i jeszcze jeden. Nie zwalania tempa i ciska Jose na ścianę, od której ten się odbija, jednak wciąż nie upada. Mistrz od razu go przechwytuje i natychmiast wrzuca w skrzynie ze sprzętem technicznym. Chico Malo wpada w nie na wysokości brzucha i rozpłaszcza się tułowiem na wierzchu skrzyń. Niestety, nie ma jednak ani chwili, aby w ten sposób odpocząć, bo momentalnie dopada do niego High Life Warrior, podnosi za włosy i zaczyna uderzać jego twarzą o skrzynie. Przechodząca obok pracowniczka aż krzyknęła na widok Axela masakrującego rywala o skrzynię i zaczęła wzywać pomocy. To jednak w żadnym wypadku nie przeszkadza Blaze'owi w kontynuowaniu ataku. Przekręca jęczącego z bólu Spanish Stara i zaczyna dusić układając przedramię na jego gardle. Drugą ręką natomiast dokłada od czasu do czasu brutalne łokcie bezpośrednio na twarz. Lopezzo zaczyna krwawić! Na korytarzu słychać coraz większe poruszenie, Axel wie, że musi się śpieszyć. Wciąga Jose do końca na skrzynię, następnie odwraca się i chwyta za nogi. Szybko dźwiga go, odwraca się znowu w stronę skrzyni i wykonuje Reverse Alabama Slam! Prosto na skrzynię! Hiszpan leży, nawet nie reaguje, ale to wciąż zdecydowanie za mało dla Mistrza. Sam wchodzi na górę, podnosi rywala trzymając go za włosy, a następnie dokłada jeszcze Fade To Black! Blaze powoli wstaje i wciąż jeszcze trzęsie się z wściekłości, ale nie ma już szans na dalszy atak. W końcu dopada do niego cała grupa ochroniarzy i odciągają Mistrza od Lopeza, Blaze wcale nie stawia oporu. Do Hiszpana przychodzi lekarz, aby sprawdzić jego stan. Obraz z kamery gaśnie.

[Obrazek: 36ctt9U.png]
Singles Match
Maxwell Ransom vs Elias Shadow

Wracamy do ringu po przerwie, gdzie Elias stompuje przeciwnika w narożniku. Sędzia zaczyna odliczać, więc Lone Wolf odpuszcza, a Maxwell pokasłując powoli próbuje się podnieść. Próbę tą ucina jednak kopniak w wątrobę, po którym Ex-Wilgotniak ponownie upada na deski i zaczyna głośno pokasływać. Sędzia podchodzi do niego i sprawdza jego stan. Ransom jednak mówi mu, że jest w stanie kontynuować walkę, toteż arbiter dopuszcza do dalszej konfrontacji. Elias wykorzystuje to momentalnie i zaczyna pogardliwie obcierać butem o twarz siedzącego w narożniku oponenta, a po chwili biegnie na liny, odbija się od nich i wykonuje Facewash! Publiczność daje z siebie wszystko, by wybuczeć młodziaka jak tylko się da. Ten zaczyna się śmiać, obraca do publiczności, po czym... Oczywiście... Robi 67... To jeszcze bardziej wzmaga negatywną reakcję fanów zebranych na arenie. Beta Wolf powraca jednak do Maxwella i ponownie zaczyna obcierać mu butem po twarzy i krzycząc do niego. *I co Maksiu, gdzie jest ta wielka torta?! Gdzie ten grubas?! Widziałem przed walką, jak wchodził na stołówkę! Pewnie znowu WPIERDALA, zamiast zająć się swoim "przyjacielem"!* Shadow znowu zaczyna się zanosić śmiechem i po raz kolejny obciera twarz rywala swoim butem. Ten jednak jakby nagle nic sobie z tego nie robił... Powoli zaczyna wstawać?! W oczach Ransoma widać nowe pokłady determinacji, która pomaga mu wrócić powoli do stójki mimo ciągłego bycia upokarzanym... Ojjjj, Elias chyba się doczekał! Lekko wystraszony młokos biegnie na liny, wskakuje na nie i leci na Big Handsome Mana ze Springobard Crossbody... Ten jednak go łapie i zostaje na nogach! Publiczność zaczyna wrzeć, dopingując swojego ulubieńca, który rozgląda się dookoła, widać że ma już pewien pomysł! Jednak zaskaku