Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling Off-Top Materiały Archiwalne Sludge Factory - rozrywkowy program WCW Anarchy

Sludge Factory - rozrywkowy program WCW Anarchy

Sludge Factory - rozrywkowy program WCW Anarchy

15.08.2026, 19:15
#1
SLUDGE FACTORY

Wraz z Jakubem i Carnivalem prowadząc na WCW brand Anarchy pewnego pięknego dnia wpadliśmy na pomysł, aby jeszcze bardziej wykorzystać jobberów, którzy przewinęli się przez naszą federację. Tak właśnie powstał Sludge Factory - program dla postaci z największym potencjałem komediowym, najbardziej gnojonych albo po prostu - porzuconych, z którymi można było zrobić coś specyficznego.

Program z zamysłu był jak bardzo głupi, mocno  wulgarny i jak najbardziej kontrowersyjny - aczkolwiek zyskał na tyle popularność, że w pewnym momencie stał się prawdopodobnie najbardziej oczekiwanym wątkiem na Anarchy xd No i cóż, robiliśmy go potem w zasadzie co tydzień. Wyszedł z tego po prostu z zamysłu komediowy przerywnik między głównymi wątkami.

Dopisze się jeszcze kto odpowiadał za jaką postać, na ten moment wrzucam otwarcie programu.

SLUDGE FACTORY
Epizod 1 - Przedstawienie uczestników

Znajdujemy się obecnie w jakimś domu. No biednie umeblowany, jakiś stół, krzesła, parę szafek. No rozrywek za dużych tutaj nie ma. W obiektywie za to widzimy również pewną postać… To Joseph E. Shorter, który najwyraźniej nie jest w humorze…

Joseph E. Shorter: Kurwa, włączać tą kamerę, bo jarać mi się chce… *słyszy głos w słuchawce* A, to się nagrywa, okey. A więc dzień dobry! Chociaż czy taki dobry, to ja kurwa nie wiem. Tutaj Joseph E. Shorter. Powoli możemy ruszać z tym jakże „ambitnym” projektem, jakim jest Sludge Factory. A czym jest ten cały projekt? Zapierdalam z odpowiedzią. Wszystkiego nie mogę zdradzić, więc króciutko - „największe” gwiazdy naszej federacji zostaną zamknięte razem w śmierdzącym kurwidołku, jakim jest ten dom, w którym się obecnie znajdujemy. Czekają ich przeróżne zadania, łatwiejsze i trudniejsze… Chociaż dla nich nawet zrobienie płatków na mleku może być problematyczne. Wzajemna rywalizacja, wypierdalanie z programu na życzenie widzów, to wszystko przed nami. Szykujcie się na wojnę tak potężną, jak moja ze skarbówką. Zanim to jednak nastąpi, pora pokazać, kim są nasi „szczęśliwcy”. A więc teraz przejdziemy do zapowiedzi naszych wspania… naszych uczestników. Na pierwszy ogień idzie wielka beznadzieja Ameryki. Tak jak ja, słowo kultura ma wytatuowane w swoim umyśle. Zaczął nieźle, skończył chujowo. No bo kurwa, jeśli ktoś znalazł się w tym miejscu, to raczej nie świadczy o nim dobrze. Tak jak on chciał zbawić Stany Zjednoczone, ja chciałem kiedyś wypłacić robolowi całą zaliczkę. No nie udało się kurwa, ale to chyba ostatnia rzecz, która nas łączy. Człowiek, który imion ma więcej niż zaliczonych wygranych… Jothan… albo Johtan Brannon!
 
Obraz z kamery przenosi nas do jakiegoś pokoju. Przy stole siedzi Jothan Brannon, który nerwowo stuka palcami w blat. Następnie Amerykanin pije wodę z kubka, na którym możemy dostrzec flagę ameryki. Gdy Brannon słyszy, że to wszystko już się kameruje, to wzdryga się.

Jothan Brannon: O, cześć. Witam rodaków! Jest mi niezmiernie miło, że mogę wystąpić w tym programie. Naprawdę cieszy mnie, że nasza AMERYKAŃSKA federacja dała mi taką szansę. Możemy być dumni z WWC. Chciałbym również podziękować Shotrerowi, że prowadzi to show. Mój rodak to jest odpowiednia osoba, by udźwignąć ten ciężar. Tak jak nasz kraj dźwiga ciężar bycia mocarstwem numer jeden na świecie. Jaki jestem? Na pewno kocham nasz nar...
 
Joseph E. Shorter: Kurwa starczy tego pierdolenia. Miało być króciutko. Naszym następnym uczestnikiem jest gość, który dostaje drugą szansę. Chyba to będzie już o dwie za dużo… *myśli* No kurwa nie wiem co o nim powiedzieć. To jest zwykła centówka pośród miliardów innych centówek… Chociaż to i tak za duży nominał. Nie wyróżnia się chyba niczym… Phill… *poprawia okulary* Pill, co to za zjebane imię… Pill Tautu.
 
Pill Tautu: Wygrywałem tutaj w WCW z najlepszymi... Ba! Byłem tutaj pierwszym mistrzem wagi ciężkiej. Po ciężkim boju pokonałem Jose Lopeza i ściągnąłem moje złoto, które później utraciłem na rzecz Page'a... Uznałem, że to czas by odejść w cień i dać szansę innym, lecz teraz poczułem, że bycie właścicielem to za mało. Chcę pokazać, że moja legenda jest wieczna! Nazywam się Dan Dowson i powiększę kolekcje trofeów, wygrywając ten program!

Kamerzysta pyta Pilla, co on pierdoli i tłumaczy mu, że nie jest żadnym Dowsonem.

Pill Tautu: C-co? T-to niemożliwe! Jak to?! W takim razie kim jestem? KIM JESTEM? Kim ja jestem...
 
Joseph E. Shorter: *trochę w szoku chłop* Uznajmy, że tego nie było. Pora przedstawić kolejnego zawodnika. Fanatyk reprezentacji Brazylii, cały dom zajebany starymi albumami z naklejkami, mentalnie na poziomie San Marino, z którym pewnie też by przepierdolił. Gość, od którego wszyscy się odwrócili… Po jego ostatnich wyczynach nie jestem tym zdziwiony. Chodząca kompromitacja, ryj mu obija dosłownie każdy, nie wychodzi mu kurwa nic. Gdzie się nie pojawia, obskakuje wpierdol. Osobiście bałbym się dać mu nawet wodę do ugotowania… I to kurwa w czajniku. I najważniejsze pytanie… Czy dał już radę *poprawia okulary, zerka na kartkę* „przełknąć gorycz porażki musząc się pogodzić z swoją klęską?” Bruno Alves, oto on.
 
Kamera przenosi się do pokoju, w którym siedzi Bruno Alves. Na stoliku, tuż obok niego leży puszka z jakimiś suplementami, oraz najnowszy Ifon X12PRO63,99GB, w kolorach - kto by się spodziewał - żółtym i zielonym. Brazylijczyk nie patrzy nawet w kamerę, tylko na swojego bicka którego cały czas napina. Po chwili kamerzysta daje mu znak, że może zacząć mówić.

Bruno Alves: Olá para todos os fanáticos por esportes! *uśmiech się szeroko do kamery, a w tle słychać tylko głośne plaśnięcie od facepalma którego zajebał kamerzysta* jak wszyscy wiecie, nazywam się Bruno Alves. Jestem tu najbardziej wysportowanym zawodnikiem ze wszystkich. Takie przeszkody, to dla mnie nic. Pokażę wam wszystkim gdzie raki zimują! A pomoże mi w tym ten oto specyfik! *Bruno unosi puchę białka firmy FAME, po czym otwiera je i od razu wpierdala do ryja całą miarkę proszku* Mmm woyy?! *kamerzysta chyba zrozumiał to pierdolenie, bo podaje mu butelkę, a ten wlewa sobie do ryja wody i wszystko połyka* Najlepsze gówno, jeśli chcecie mieć takiego bicka jak ja! Mówię wam, siłka to styl życia, który pozwoli mi wygrać ten program!

Nagle telefon zaczyna wibrować i słychać "In The End" zespołu Linkin Park. Bruno tylko wskazuje na telefon po czym go podnosi i szeroko się uśmiecha, a następnie pokazuje ekran do kamery. Osoba dzwoniąca do Bruno podpisana jest jako Mamasita.

Brunoa Alves: Cześć Mamusiu! Nie, nie przeszkadzasz, nie robię nic ważnego... Tak, jadłem obiad mamo! Ja Ciebie też kocham mamusiu...
 
Joseph E. Shorter: Kurwa, mam dość. A zostało jeszcze pięciu… *zerka w kartkę* O, teraz będzie petarda. Opluty, obsmarowany, rozjebany – tak mogę opisać następnego uczestnika. Jego pobyt w federacji był dla niego kurewsko ciężki. Można powiedzieć, że tak ciężki, jak ciężkie było oglądanie go. Gangster, raper… a raczej marna imitacja gangstera i rapera. Spełniał się także w roli prywatnego schodka, wycieraczki do butów, tarczy na ślinę, worka bokserskiego i piłki bejsbolowej – to właśnie on. Teraz dostaje kolejną szansę i nawet sam to przyznam… Chyba nikt nie nadaje się do tego programu bardziej. Najbardziej pomiatana osoba w historii tej federacji. Oto Jeff Brown, bitch. *mruga do kamery, bo wiecie, raperzy tak mówią*
 
Tym razem obraz z kamery ukazuje nam boisko do koszykówki. Na nim znajduje się Jeff Brown, który nieporadnie bawi się piłką. W końcu rusza w kierunku kosza. Oczywiście nawet nie kozłuje, no ale mniejsza... Brown wykonuje piękny przeciągnięty dwutakt, który oczywiście się nie udaje i piłka jedynie odbija się od tablicy, po czym wraca na boisko.

Jeff Brown: To się wytnie i zrobi tak, żeby wpadło, co nie? *kamerzysta mówi, że oczywiście* No i gitara. Słuchajcie kurwa czarnuchy! Jestem Jeff Brown i ze mną nie ma żartów. Właśnie tak. Właśnie taki jestem. Ostry jak... kurwa strasznie ostry! Mam zamiar wygrać ten program i usadzić resztę patałachów na dupie. O tak bejbe. Tak jest! A jeśli któryś się spruje, to mam na niego sposób... *Brown próbuje wyciągnąć klamę z tyłu spodni, ale oczywiście jej nie ma* Yyy... może dam jakiś pokaz skillsów? Sprawdzajcie to... ehe... aha... dobra, dobra... raz...raz... yo! Lepiej nie zadzierajcie ze mną ziomki, bo będziecie jeść przez słomkiii. O tak, ty sukoooo! Jebnę cię butą... czy tam butem... mniejsza w to i tak jestem super! Ty jesteś fiutem, a ja se wygram ten program tutej!
 
Joseph E. Shorter: Kurwa… *kręci głową* Przejdźmy dalej, na szczęście coraz bliżej końca. To już będzie szósty uczestnik. Pomocny, nieszkodliwy, określany mianem „dobrego kumpla”. Inne cechy charakterystyczne? Brak. *myśli* Pierdolę, nie wiem, co więcej powiedzieć. Jack Anderson.
 
Obraz z kamery pokazuje już kolejnego zawodnika. Jack siedzi przed kamerą i przegląda coś w telefonie, uśmiechając się pod nosem. Po chwili kamerzysta daje mu znak, że może zaczynać, a ten odkłada telefon i poprawia się na krześle, po czym unosi do góry rękę i macha do kamery.

Jack Anderson: Siema! *dalej macha i zadowolony patrzy w obiektyw i tak przez kilkanaście sekund. Po chwili najprawdopodobniej operator coś do niego mówi, a Jack przestaje machać i patrzy się na człowieka za kamerą.* Ale jak to więcej? Miałem się przywitać, to się przywitałem. Dobra, czekaj chwilę. *Jack poprawia się na krześle raz jeszcze, przełyka ślinę i znowu patrzy w obiektyw* Siema! Nazywam się Jack Anderson i wygram ten program! *znowu macha i patrzy na operatora z uśmiechem, a w tle słychać tylko kolejnego facepalma.*
 
Joseph E. Shorter: Ten był przynajmniej konkretny i nie pierdolił od rzeczy. A teraz przyszedł czas na kogoś, kogo nikt się nie spodziewał. Mroczny, tajemniczy, bezlitosny, potwornie groźny i prawdziwy mafiozo… Przynajmniej tak miałem o nim powiedzieć, bo dostałem jakiś dziwny list do domu… Jebać. Nienawidzi Ameryki tak mocno, jak ja podpisywania z kimś umowy o pracę. Jedyne wpływy, jakie mógł ostatnimi czasy jednak osiągnąć, to te w szpitalu, z którego wyszedł jakiś czas temu, tak zajebisty miał pobyt w federacji… Oto Magnano… *mroczny głos* Carlo Magnano.
 
Ponownie kamera przenosi nas do pewnego pokoju. Widzimy, że krzesło odwrócone jest w drugą stronę, na stole stoi szklanka i butelka whisky. Po chwili z telefonu zaczyna leżeć jakaś muzyka mafijna (akurat nie z Ojca Chrzestnego) i w tym momencie Carlo wraz z krzesłem powoli odwraca się w stronę kamery. W japie trzyma cygaro…
 
Carlo Magnano: *powoli nalewa whisky i zaczyna mówić powoli i bardzo spokojnym głosem* Gambino… Colombo… Bonnano… I wreszcie… Magnano. *zaciąga się cygarem* Te rodziny przez wiele lat terroryzowały Stany Zjednoczone. Moja familia przejęła konieczne wpływy… Kontakty w Meksyku… Kontakty w Kolumbii… Kontakty w Hondurasie… I teraz… *wytrzeszcza oczy w kamerę* Czas na ostateczną klęskę waszego narodu… *krótki śmiech* Mam dla was bardzo… Bardzo złe wieści… Sprowadzimy na wasz naród potworną plagę… *zaczyna bawić się szklanką* Zniszczymy tych, którzy będą próbowali się sprzeciwić… Rodzina Magnano przejmuje władzę… *znowu zaciąga się cygarem* Dlaczego wam o tym mówię? *krótki śmiech* Nie obawiamy się nikogo… Nikt nie będzie się w stanie przygotować na terror rodziny Magnano… Prawdziwa mafia… Powraca. *uśmiecha się, wypija łyka whisky… i skrzywił się jak ja pierdole, ojoj, ktoś tu sobie coli nie dodał* Wyłącz to, bo odjebiemy ciebie i twoją rodzinę! Wyłączyłeś to wcześniej, tak kurwa!?
 
Joseph E. Shorter: Pizda. Jakby w wykończeniówce pracował, to by wiedział, jak się wódkę do mordy leje. Ciekawi mnie, kto w tym kurwidołku będzie mu grypsy sprzedawał… Nieważne. *zerka na kartkę* O, teraz będzie nawet ciekawie. Właściciele fast-foodów go nienawidzą. Chodząca reklama… a może antyreklama? W tym wypadku na pewno musi być przez nich opłacany. Kurwa, przekręty lepsze niż te, co ja odpierdalałem… Marzył o karierze, jednak na starcie spalił się bardziej niż olej na którym w barach nakurwiają frytki… Sam w to nie wierzę… Ronald McDonald!
 
Ponownie przenosimy się do znanego już pokoju, a tam na stole mnóstwo toreb z maka. Ronald wyciąga z nich wszystko co jest, dosłownie.
 
Ronald McDonald: HAHAHAHAHA! Wspaniałe kuponiki, promocje, a to wszystko w najlepszym fast-foodzie NA ŚWIECIE! *wyciąga z toreb przeróżne burgery i rozrzuca* Cheesburger, Chikkerek, BigMaczek! Do wyboru, do koloru! A już dzisiaj promocja! Kupony na powiększony zestaw McRoyal, a także zestaw McWrap! To nie wszystko! McFlurry dwa w cenie jednego, a cheesburgery cztery w cenie dwóch! *rozrzuca dalej jedzenie* I najważniejsze, najlepsze frytki na świecie! Gdzie takie zjecie? *rozpierdala frytki po całym pomieszczeniu* Welcome to McDonald’s! *dalej rozpierdala i zaczyna wcinać BigMaczka*
 
Joseph E. Shorter: Hmm… To mnie przekonało. Może to nie gratis, ale też całkiem uczciwa cena. A na koniec chyba mój ulubieniec. Pracownik marzenie. No bo kurwa, każesz mu zapierdalać bez umowy? Będzie zapierdalał. Każesz mu zamieść podłogę? Zamiecie. Każesz mu robić bez wypłaty? Będzie robił. Każesz mu oddać wypłatę… której z drugiej strony i tak mu nie dajesz? To ci odda! A jak nie będzie miał, to ukradnie, rzuci pieniądze i jeszcze pokryje szkody! Kurwa… *zdejmuje okulary, przeciera łezkę* Gdzie ty byłeś, jak prowadziłem te wszystkie lewe biznesy… *zakłada okulary* Nieważne… Jak stąd wyjdziesz, głęboko wierzę, że razem zdołamy wyruchać państwo na wielu niezapłaconych podatkach… Oto Salvador!
 
Kamera przenosi się do pomieszczenia, w którym wcześniej przedstawiali się inni członkowie Sludge Factory, jednak tym razem nikt nie siedzi na krześle przed kamerą, za to ktoś z furią zamiata syf pozostawiony przez McDonalda. Po chwili lekkie zbliżenie na sprzątająca osobę pozwala nam stwierdzić, że jest to Salvador! Mistrz Miotły zostaje przywołany do kamery przez operatora, jednak tylko macha ręką.

Salvador: A kto to posprząta, jak ja zajmę się innymi, mniej ważnymi rzeczami? Nie mam czasu na głupoty Mark. Ktoś musi to wszystko posprzątać. Jak ja nie znoszę tego McDonalda...
 
Joseph E. Shorter: A nie mówiłem?! Salvador, razem możemy zdziałać rzeczy wielkie! Przynajmniej ja już mam swojego faworyta. No nic… To będzie zajebiście długi tydzień, ale niestety… Chociaż raczej stety, następne „wielkie emocje” związane z programem obejrzymy na następnym Anarchy. Mogę obiecać jedno… Takiej chujni jeszcze nie widzieliście. Jeśli miałbym coś poradzić, to bez widelca w ręku przy gniazdku się nie obędzie. Ewentualnie proponuję oglądać to w wannie z wodą jednocześnie susząc włosy. Kurwa, będzie się działo…
 
Joseph E. Shorter dopytuje, czy w końcu może zajarać szluga, po czym obraz z kamery gaśnie.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.08.2026, 19:16 przez Panter.

3/0/2
 
5/0/2
Golden Laurel Briefcase (2026)
Odpowiedz
Cytuj
Panter
Moderatorzy
15.08.2026, 19:15 #1
SLUDGE FACTORY

Wraz z Jakubem i Carnivalem prowadząc na WCW brand Anarchy pewnego pięknego dnia wpadliśmy na pomysł, aby jeszcze bardziej wykorzystać jobberów, którzy przewinęli się przez naszą federację. Tak właśnie powstał Sludge Factory - program dla postaci z największym potencjałem komediowym, najbardziej gnojonych albo po prostu - porzuconych, z którymi można było zrobić coś specyficznego.

Program z zamysłu był jak bardzo głupi, mocno  wulgarny i jak najbardziej kontrowersyjny - aczkolwiek zyskał na tyle popularność, że w pewnym momencie stał się prawdopodobnie najbardziej oczekiwanym wątkiem na Anarchy xd No i cóż, robiliśmy go potem w zasadzie co tydzień. Wyszedł z tego po prostu z zamysłu komediowy przerywnik między głównymi wątkami.

Dopisze się jeszcze kto odpowiadał za jaką postać, na ten moment wrzucam otwarcie programu.

SLUDGE FACTORY
Epizod 1 - Przedstawienie uczestników

Znajdujemy się obecnie w jakimś domu. No biednie umeblowany, jakiś stół, krzesła, parę szafek. No rozrywek za dużych tutaj nie ma. W obiektywie za to widzimy również pewną postać… To Joseph E. Shorter, który najwyraźniej nie jest w humorze…

Joseph E. Shorter: Kurwa, włączać tą kamerę, bo jarać mi się chce… *słyszy głos w słuchawce* A, to się nagrywa, okey. A więc dzień dobry! Chociaż czy taki dobry, to ja kurwa nie wiem. Tutaj Joseph E. Shorter. Powoli możemy ruszać z tym jakże „ambitnym” projektem, jakim jest Sludge Factory. A czym jest ten cały projekt? Zapierdalam z odpowiedzią. Wszystkiego nie mogę zdradzić, więc króciutko - „największe” gwiazdy naszej federacji zostaną zamknięte razem w śmierdzącym kurwidołku, jakim jest ten dom, w którym się obecnie znajdujemy. Czekają ich przeróżne zadania, łatwiejsze i trudniejsze… Chociaż dla nich nawet zrobienie płatków na mleku może być problematyczne. Wzajemna rywalizacja, wypierdalanie z programu na życzenie widzów, to wszystko przed nami. Szykujcie się na wojnę tak potężną, jak moja ze skarbówką. Zanim to jednak nastąpi, pora pokazać, kim są nasi „szczęśliwcy”. A więc teraz przejdziemy do zapowiedzi naszych wspania… naszych uczestników. Na pierwszy ogień idzie wielka beznadzieja Ameryki. Tak jak ja, słowo kultura ma wytatuowane w swoim umyśle. Zaczął nieźle, skończył chujowo. No bo kurwa, jeśli ktoś znalazł się w tym miejscu, to raczej nie świadczy o nim dobrze. Tak jak on chciał zbawić Stany Zjednoczone, ja chciałem kiedyś wypłacić robolowi całą zaliczkę. No nie udało się kurwa, ale to chyba ostatnia rzecz, która nas łączy. Człowiek, który imion ma więcej niż zaliczonych wygranych… Jothan… albo Johtan Brannon!
 
Obraz z kamery przenosi nas do jakiegoś pokoju. Przy stole siedzi Jothan Brannon, który nerwowo stuka palcami w blat. Następnie Amerykanin pije wodę z kubka, na którym możemy dostrzec flagę ameryki. Gdy Brannon słyszy, że to wszystko już się kameruje, to wzdryga się.

Jothan Brannon: O, cześć. Witam rodaków! Jest mi niezmiernie miło, że mogę wystąpić w tym programie. Naprawdę cieszy mnie, że nasza AMERYKAŃSKA federacja dała mi taką szansę. Możemy być dumni z WWC. Chciałbym również podziękować Shotrerowi, że prowadzi to show. Mój rodak to jest odpowiednia osoba, by udźwignąć ten ciężar. Tak jak nasz kraj dźwiga ciężar bycia mocarstwem numer jeden na świecie. Jaki jestem? Na pewno kocham nasz nar...
 
Joseph E. Shorter: Kurwa starczy tego pierdolenia. Miało być króciutko. Naszym następnym uczestnikiem jest gość, który dostaje drugą szansę. Chyba to będzie już o dwie za dużo… *myśli* No kurwa nie wiem co o nim powiedzieć. To jest zwykła centówka pośród miliardów innych centówek… Chociaż to i tak za duży nominał. Nie wyróżnia się chyba niczym… Phill… *poprawia okulary* Pill, co to za zjebane imię… Pill Tautu.
 
Pill Tautu: Wygrywałem tutaj w WCW z najlepszymi... Ba! Byłem tutaj pierwszym mistrzem wagi ciężkiej. Po ciężkim boju pokonałem Jose Lopeza i ściągnąłem moje złoto, które później utraciłem na rzecz Page'a... Uznałem, że to czas by odejść w cień i dać szansę innym, lecz teraz poczułem, że bycie właścicielem to za mało. Chcę pokazać, że moja legenda jest wieczna! Nazywam się Dan Dowson i powiększę kolekcje trofeów, wygrywając ten program!

Kamerzysta pyta Pilla, co on pierdoli i tłumaczy mu, że nie jest żadnym Dowsonem.

Pill Tautu: C-co? T-to niemożliwe! Jak to?! W takim razie kim jestem? KIM JESTEM? Kim ja jestem...
 
Joseph E. Shorter: *trochę w szoku chłop* Uznajmy, że tego nie było. Pora przedstawić kolejnego zawodnika. Fanatyk reprezentacji Brazylii, cały dom zajebany starymi albumami z naklejkami, mentalnie na poziomie San Marino, z którym pewnie też by przepierdolił. Gość, od którego wszyscy się odwrócili… Po jego ostatnich wyczynach nie jestem tym zdziwiony. Chodząca kompromitacja, ryj mu obija dosłownie każdy, nie wychodzi mu kurwa nic. Gdzie się nie pojawia, obskakuje wpierdol. Osobiście bałbym się dać mu nawet wodę do ugotowania… I to kurwa w czajniku. I najważniejsze pytanie… Czy dał już radę *poprawia okulary, zerka na kartkę* „przełknąć gorycz porażki musząc się pogodzić z swoją klęską?” Bruno Alves, oto on.
 
Kamera przenosi się do pokoju, w którym siedzi Bruno Alves. Na stoliku, tuż obok niego leży puszka z jakimiś suplementami, oraz najnowszy Ifon X12PRO63,99GB, w kolorach - kto by się spodziewał - żółtym i zielonym. Brazylijczyk nie patrzy nawet w kamerę, tylko na swojego bicka którego cały czas napina. Po chwili kamerzysta daje mu znak, że może zacząć mówić.

Bruno Alves: Olá para todos os fanáticos por esportes! *uśmiech się szeroko do kamery, a w tle słychać tylko głośne plaśnięcie od facepalma którego zajebał kamerzysta* jak wszyscy wiecie, nazywam się Bruno Alves. Jestem tu najbardziej wysportowanym zawodnikiem ze wszystkich. Takie przeszkody, to dla mnie nic. Pokażę wam wszystkim gdzie raki zimują! A pomoże mi w tym ten oto specyfik! *Bruno unosi puchę białka firmy FAME, po czym otwiera je i od razu wpierdala do ryja całą miarkę proszku* Mmm woyy?! *kamerzysta chyba zrozumiał to pierdolenie, bo podaje mu butelkę, a ten wlewa sobie do ryja wody i wszystko połyka* Najlepsze gówno, jeśli chcecie mieć takiego bicka jak ja! Mówię wam, siłka to styl życia, który pozwoli mi wygrać ten program!

Nagle telefon zaczyna wibrować i słychać "In The End" zespołu Linkin Park. Bruno tylko wskazuje na telefon po czym go podnosi i szeroko się uśmiecha, a następnie pokazuje ekran do kamery. Osoba dzwoniąca do Bruno podpisana jest jako Mamasita.

Brunoa Alves: Cześć Mamusiu! Nie, nie przeszkadzasz, nie robię nic ważnego... Tak, jadłem obiad mamo! Ja Ciebie też kocham mamusiu...
 
Joseph E. Shorter: Kurwa, mam dość. A zostało jeszcze pięciu… *zerka w kartkę* O, teraz będzie petarda. Opluty, obsmarowany, rozjebany – tak mogę opisać następnego uczestnika. Jego pobyt w federacji był dla niego kurewsko ciężki. Można powiedzieć, że tak ciężki, jak ciężkie było oglądanie go. Gangster, raper… a raczej marna imitacja gangstera i rapera. Spełniał się także w roli prywatnego schodka, wycieraczki do butów, tarczy na ślinę, worka bokserskiego i piłki bejsbolowej – to właśnie on. Teraz dostaje kolejną szansę i nawet sam to przyznam… Chyba nikt nie nadaje się do tego programu bardziej. Najbardziej pomiatana osoba w historii tej federacji. Oto Jeff Brown, bitch. *mruga do kamery, bo wiecie, raperzy tak mówią*
 
Tym razem obraz z kamery ukazuje nam boisko do koszykówki. Na nim znajduje się Jeff Brown, który nieporadnie bawi się piłką. W końcu rusza w kierunku kosza. Oczywiście nawet nie kozłuje, no ale mniejsza... Brown wykonuje piękny przeciągnięty dwutakt, który oczywiście się nie udaje i piłka jedynie odbija się od tablicy, po czym wraca na boisko.

Jeff Brown: To się wytnie i zrobi tak, żeby wpadło, co nie? *kamerzysta mówi, że oczywiście* No i gitara. Słuchajcie kurwa czarnuchy! Jestem Jeff Brown i ze mną nie ma żartów. Właśnie tak. Właśnie taki jestem. Ostry jak... kurwa strasznie ostry! Mam zamiar wygrać ten program i usadzić resztę patałachów na dupie. O tak bejbe. Tak jest! A jeśli któryś się spruje, to mam na niego sposób... *Brown próbuje wyciągnąć klamę z tyłu spodni, ale oczywiście jej nie ma* Yyy... może dam jakiś pokaz skillsów? Sprawdzajcie to... ehe... aha... dobra, dobra... raz...raz... yo! Lepiej nie zadzierajcie ze mną ziomki, bo będziecie jeść przez słomkiii. O tak, ty sukoooo! Jebnę cię butą... czy tam butem... mniejsza w to i tak jestem super! Ty jesteś fiutem, a ja se wygram ten program tutej!
 
Joseph E. Shorter: Kurwa… *kręci głową* Przejdźmy dalej, na szczęście coraz bliżej końca. To już będzie szósty uczestnik. Pomocny, nieszkodliwy, określany mianem „dobrego kumpla”. Inne cechy charakterystyczne? Brak. *myśli* Pierdolę, nie wiem, co więcej powiedzieć. Jack Anderson.
 
Obraz z kamery pokazuje już kolejnego zawodnika. Jack siedzi przed kamerą i przegląda coś w telefonie, uśmiechając się pod nosem. Po chwili kamerzysta daje mu znak, że może zaczynać, a ten odkłada telefon i poprawia się na krześle, po czym unosi do góry rękę i macha do kamery.

Jack Anderson: Siema! *dalej macha i zadowolony patrzy w obiektyw i tak przez kilkanaście sekund. Po chwili najprawdopodobniej operator coś do niego mówi, a Jack przestaje machać i patrzy się na człowieka za kamerą.* Ale jak to więcej? Miałem się przywitać, to się przywitałem. Dobra, czekaj chwilę. *Jack poprawia się na krześle raz jeszcze, przełyka ślinę i znowu patrzy w obiektyw* Siema! Nazywam się Jack Anderson i wygram ten program! *znowu macha i patrzy na operatora z uśmiechem, a w tle słychać tylko kolejnego facepalma.*
 
Joseph E. Shorter: Ten był przynajmniej konkretny i nie pierdolił od rzeczy. A teraz przyszedł czas na kogoś, kogo nikt się nie spodziewał. Mroczny, tajemniczy, bezlitosny, potwornie groźny i prawdziwy mafiozo… Przynajmniej tak miałem o nim powiedzieć, bo dostałem jakiś dziwny list do domu… Jebać. Nienawidzi Ameryki tak mocno, jak ja podpisywania z kimś umowy o pracę. Jedyne wpływy, jakie mógł ostatnimi czasy jednak osiągnąć, to te w szpitalu, z którego wyszedł jakiś czas temu, tak zajebisty miał pobyt w federacji… Oto Magnano… *mroczny głos* Carlo Magnano.
 
Ponownie kamera przenosi nas do pewnego pokoju. Widzimy, że krzesło odwrócone jest w drugą stronę, na stole stoi szklanka i butelka whisky. Po chwili z telefonu zaczyna leżeć jakaś muzyka mafijna (akurat nie z Ojca Chrzestnego) i w tym momencie Carlo wraz z krzesłem powoli odwraca się w stronę kamery. W japie trzyma cygaro…
 
Carlo Magnano: *powoli nalewa whisky i zaczyna mówić powoli i bardzo spokojnym głosem* Gambino… Colombo… Bonnano… I wreszcie… Magnano. *zaciąga się cygarem* Te rodziny przez wiele lat terroryzowały Stany Zjednoczone. Moja familia przejęła konieczne wpływy… Kontakty w Meksyku… Kontakty w Kolumbii… Kontakty w Hondurasie… I teraz… *wytrzeszcza oczy w kamerę* Czas na ostateczną klęskę waszego narodu… *krótki śmiech* Mam dla was bardzo… Bardzo złe wieści… Sprowadzimy na wasz naród potworną plagę… *zaczyna bawić się szklanką* Zniszczymy tych, którzy będą próbowali się sprzeciwić… Rodzina Magnano przejmuje władzę… *znowu zaciąga się cygarem* Dlaczego wam o tym mówię? *krótki śmiech* Nie obawiamy się nikogo… Nikt nie będzie się w stanie przygotować na terror rodziny Magnano… Prawdziwa mafia… Powraca. *uśmiecha się, wypija łyka whisky… i skrzywił się jak ja pierdole, ojoj, ktoś tu sobie coli nie dodał* Wyłącz to, bo odjebiemy ciebie i twoją rodzinę! Wyłączyłeś to wcześniej, tak kurwa!?
 
Joseph E. Shorter: Pizda. Jakby w wykończeniówce pracował, to by wiedział, jak się wódkę do mordy leje. Ciekawi mnie, kto w tym kurwidołku będzie mu grypsy sprzedawał… Nieważne. *zerka na kartkę* O, teraz będzie nawet ciekawie. Właściciele fast-foodów go nienawidzą. Chodząca reklama… a może antyreklama? W tym wypadku na pewno musi być przez nich opłacany. Kurwa, przekręty lepsze niż te, co ja odpierdalałem… Marzył o karierze, jednak na starcie spalił się bardziej niż olej na którym w barach nakurwiają frytki… Sam w to nie wierzę… Ronald McDonald!
 
Ponownie przenosimy się do znanego już pokoju, a tam na stole mnóstwo toreb z maka. Ronald wyciąga z nich wszystko co jest, dosłownie.
 
Ronald McDonald: HAHAHAHAHA! Wspaniałe kuponiki, promocje, a to wszystko w najlepszym fast-foodzie NA ŚWIECIE! *wyciąga z toreb przeróżne burgery i rozrzuca* Cheesburger, Chikkerek, BigMaczek! Do wyboru, do koloru! A już dzisiaj promocja! Kupony na powiększony zestaw McRoyal, a także zestaw McWrap! To nie wszystko! McFlurry dwa w cenie jednego, a cheesburgery cztery w cenie dwóch! *rozrzuca dalej jedzenie* I najważniejsze, najlepsze frytki na świecie! Gdzie takie zjecie? *rozpierdala frytki po całym pomieszczeniu* Welcome to McDonald’s! *dalej rozpierdala i zaczyna wcinać BigMaczka*
 
Joseph E. Shorter: Hmm… To mnie przekonało. Może to nie gratis, ale też całkiem uczciwa cena. A na koniec chyba mój ulubieniec. Pracownik marzenie. No bo kurwa, każesz mu zapierdalać bez umowy? Będzie zapierdalał. Każesz mu zamieść podłogę? Zamiecie. Każesz mu robić bez wypłaty? Będzie robił. Każesz mu oddać wypłatę… której z drugiej strony i tak mu nie dajesz? To ci odda! A jak nie będzie miał, to ukradnie, rzuci pieniądze i jeszcze pokryje szkody! Kurwa… *zdejmuje okulary, przeciera łezkę* Gdzie ty byłeś, jak prowadziłem te wszystkie lewe biznesy… *zakłada okulary* Nieważne… Jak stąd wyjdziesz, głęboko wierzę, że razem zdołamy wyruchać państwo na wielu niezapłaconych podatkach… Oto Salvador!
 
Kamera przenosi się do pomieszczenia, w którym wcześniej przedstawiali się inni członkowie Sludge Factory, jednak tym razem nikt nie siedzi na krześle przed kamerą, za to ktoś z furią zamiata syf pozostawiony przez McDonalda. Po chwili lekkie zbliżenie na sprzątająca osobę pozwala nam stwierdzić, że jest to Salvador! Mistrz Miotły zostaje przywołany do kamery przez operatora, jednak tylko macha ręką.

Salvador: A kto to posprząta, jak ja zajmę się innymi, mniej ważnymi rzeczami? Nie mam czasu na głupoty Mark. Ktoś musi to wszystko posprzątać. Jak ja nie znoszę tego McDonalda...
 
Joseph E. Shorter: A nie mówiłem?! Salvador, razem możemy zdziałać rzeczy wielkie! Przynajmniej ja już mam swojego faworyta. No nic… To będzie zajebiście długi tydzień, ale niestety… Chociaż raczej stety, następne „wielkie emocje” związane z programem obejrzymy na następnym Anarchy. Mogę obiecać jedno… Takiej chujni jeszcze nie widzieliście. Jeśli miałbym coś poradzić, to bez widelca w ręku przy gniazdku się nie obędzie. Ewentualnie proponuję oglądać to w wannie z wodą jednocześnie susząc włosy. Kurwa, będzie się działo…
 
Joseph E. Shorter dopytuje, czy w końcu może zajarać szluga, po czym obraz z kamery gaśnie.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.08.2026, 19:16 przez Panter.

3/0/2
 
5/0/2
Golden Laurel Briefcase (2026)
Odpowiedz
Cytuj
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości