Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling E-Fed Tygodniówki Elysium #3 - Oklahoma City, Oklahoma - 15.08.2026r.

Elysium #3 - Oklahoma City, Oklahoma - 15.08.2026r.

Elysium #3 - Oklahoma City, Oklahoma - 15.08.2026r.

Strony (2): 1 2 Dalej
15.08.2026, 21:26
#1
Earlier today...

Obraz z kamery przenosi nas do Scissortail Park w Oklahoma City. Widzimy, że został tutaj przygotowany event Make A Wish, w kadrze widoczne są przygotowane stoiska z logiem, wszędzie kręcą się wolontariusze w charakterystycznych niebieskich koszulkach. W kadr w końcu wchodzą Axel Blaze oraz Jose Lopez. Obaj zawodnicy ubrani są elegancko, garnitury, koszule, Blaze ma swój pas na ramieniu. Pełna kultura. Lopez zdaje się być niezwykle rozluźniony, zachowuje się bardzo swobodnie, czego nie można powiedzieć o Axelu. Ten wyraźnie się stresuje, bardziej spostrzegawczy widzowie mogą dostrzec krople potu pojawiające się na jego czole. Jest napięty, stara się utrzymywać dystans dwóch kroków od Hiszpana.

Axel Blaze: Dzisiaj odbywa się nabór na wolontariuszy fundacji. Rekruci dobiorą się w dwójki lub trójki i zostaną wprowadzeni w model działania fundacji. Będzie też kilka dzieciaków. Nasz plan jest taki, żeby popracować chwilę z tymi dwójkami, które będą już pracować z dziećmi, chcemy im pomóc pokazać, że marzenia naprawdę mogą się spełnić. Twierdziłeś, że jesteśmy tacy sami i gramy w jednej drużynie, prawda? *Lopez kiwa głową na potwierdzenie, Blaze wyraźnie się rozluźnia i klepie Lopeza w bark* Chodź, przekonajmy się, czy faktycznie miałeś rację.

Zawodnicy na przyspieszonym tempie podchodzą do głównego stoiska, gdzie ustalają plan z organizatorami. Następnie widzimy time lapsa, jak witają się  z wolontariuszami i nowymi kandydatami na nich. W końcu pojawiają się dzieciaki, zawodnicy rozmawiają z nimi oraz z kandydatami, robią sobie zdjęcia. Blaze pozwala pozować dzieciakom z pasem, pożycza im swoje okulary. Nagle mamy cięcie, kamera przenosi nas do przyczepy, w której zorganizowano coś na wzór garderoby dla gwiazd. Blaze siedzi zadowolony w krześle, jest uśmiechnięty od ucha do ucha i widać, że jest już zrelaksowany. Lopez stoi oparty o ścianę przyczepy.

Axel Blaze: Dobra robota, Jose. Odwaliliśmy kawał dobrej roboty. Widziałeś uśmiech tych dzieciaków? Ależ musiało Ci tego brakować przez tyle czasu. Przepraszam, że tak długo mi zajęło zauważenie Twojego wołania o pomoc. Ale teraz rozdamy karty od nowa. *Blaze rozgląda się po przyczepie* Cholera, zjadłbym coś. Idziemy na stołówkę? Potem możemy jeszcze chwilę pogadać z Organizatorami i trzeba się będzie zbierać na halę. Ring sam się nie skręci.

W tym momencie Lopez wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki idealnie czerwone jabłko i pociera je o marynarkę, a następnie rzuca je Blaze'owi Ten pewnie chwyta jabłko, dziękuje skinieniem głowy i wgryza się w soczyste jabłko. Po przełknięciu pierwszego gryza uśmiech powoli schodzi mu z twarzy, a obraz z kamery gaśnie...

[Obrazek: cNDyCwA.png]

Na arenie zamiast standardowego już "Heavy is the Crown" od razu rozbrzmiewa "I Cunfirenti", a na rampie pojawia się brodaty jegomość, odpowiedzialny za wydarzenia z zakończenia ostatniego Elysium. Mężczyzna ubrany jest w elegancki czarny garnitur, do klapy garnituru przypiętą ma czerwoną różę, a pod szyją perfekcyjnie zawiązany krawat w tym samym kolorze. Uśmiechnięty brodacz powoli rusza w stronę ringu, a tuż za nim wyłania się dwójka wyższych mężczyzn. Ten średni również ubrany jest w garnitur, pod krawatem, natomiast najwyższy z nich ma na sobie strój do walki oraz długi, elegancki płaszcz - udaje mu się zachować styl i klasę, ale jednocześnie przygotowany jest do akcji w każdej chwili. Dwójka z tyłu idzie równo, ramię w ramię, trzymając się za swoim przywódcą. Wspólnie powolnym krokiem wędrują do ringu. Na arenie panuje absolutna cisza, nikt nie buczy, nikt nie bije brawo. Nawet komentatorzy milczą, stoją teraz na baczność, trzymając w rękach swoje notatki, gotowi do ucieczki w każdej chwili. Przerażenie na ich twarzach widocznie jest gołym okiem. Lider wchodzi do ringu po schodkach, natomiast dwójka jego ludzi podchodzi do strefy technicznej odebrać mikrofon. Pracownik techniczny dosłownie się trzęsie, jednak natychmiast sięga po mikrofon i podaje go drżącą rękę, po czym odsuwa się maksymalnie pod barierki, jakby zwiększenie dystansu miało zapewnić mu bezpieczeństwo. Brodaty jegomość ustawia się na środku ringu i powoli poprawia mankiety garnituru, ukazując złote spinki koszuli, a w tym czasie dołącza do niego pozostała dwójka. Lider wyciąga otwartą rękę w bok, a średni zawodnik ze czcią układa mikrofon w jego dłoni.

Tony Leone: Dobry wieczór, Oklahomo, widzowie. *grzeczny ukłon głową w stronę widowni, potem w stronę kamery, długa pauza, absolutna cisza* Jestem Wam winien wyjaśnienia. Absolutnym nietaktem z mojej strony byłoby pozostawienie wydarzeń sprzed dwóch tygodni bez komentarza, tym bardziej, że przez ten czas nasłuchałem się wiele plotek na nasz temat. Wiele krzywdzących, nieprawdziwych plotek, które napełniają moje serce goryczą. To nie był żaden atak. To nie było ostrzeżenie. Nie było to również wypowiedzenie wojny. Nie... *pauza* To była jedynie demonstracja. Zaledwie próbka naszych możliwości. Chciałem, żeby każdy w tej szatni... każdy pracownik... każdy ochroniarz... i przede wszystkim nasz Generalny Manager, Nick Aldis... zrozumiał jedną rzecz. *pauza* Kiedy THE OUTFIT czegoś chce - zawsze znajduje sposób. Dokładnie tak. Nazywam się Tony Leone, zapamiętajcie to dobrze. Moja prawa ręka i osobisty doradca *wskazują głową na średniego zawodnika* - Vincenzo Vizzini. Oraz człowiek, nazwijmy to, zajmujący się HR w naszej Organizacji *wskazują głową na najwyższego zawodnika* - Enzo Sacrale. Teraz, skoro już się poznaliśmy, mam nadzieję na owocną współpracę oraz na liczne wspólne interesy. Bo z The Outfit można załatwić dosłownie wszystko. Oczywiście za odpowiednią cenę. *pauza* Aldis, posłuchaj mnie uważnie. Nie przyszliśmy tutaj odebrać Ci pracy. Nie przyszliśmy przejąć Twojego biura. Nie przyszliśmy też mówić Ci, jak masz zarządzać Elysium. *Tony spokojnie poprawia krawat* Wręcz przeciwnie. Zależy nam, żebyś jak najlepiej wykonywał swoje zadanie. Dobrze prowadzony biznes przynosi zyski wszystkim. I widzimy w tym obopólną korzyść. Nie musisz się mnie obawiać. Nie musisz obawiać się The Outfit. Tak długo, jak będziemy grali do jednej bramki. *Tony gładzi ręką różę przy klapie marynarki* Widzisz tę różę? Na Sycylii *Tony unosi dłoń i całuje swój własny sygnet, na którym znajduje się kontur wspomnianej wyspy* róża jest symbolem odrodzenia. W Legion Pro Wrestling jest naszym podpisem. Niech to będzie dobra wróżba na przyszłość.

W tym momencie na arenie pojawia się Nick Aldis, w towarzystwie około 20 ochroniarzy. Generalny Manager z mikrofonem w ręku przystaje przez chwilę na stage'u, mówi coś do zebranych dookoła niego mężczyzn, po czym razem z nimi zmierza do ringu. Gdy do niego dociera, ochroniarze rozstawiają się dookoła ringu, a Nick wchodzi do środka po schodkach. Utrzymuje cały czas kontakt wzrokowy z Leone, na przeciwko którego staje i podnosi mikrofon do ust... i w tym momencie Mike F'N Brutal pojawia się na stage'u. Nie wychodzi przy swojej muzyce, nie ma żadnej efektownej prezentacji. Po prostu wychodzi zza kulis, z wyraźnie wkurwioną miną, i od razu rusza w stronę ringu. W dłoni trzyma mikrofon. Kiedy jednak zbliża się do okolicy ringu - kilku ochroniarzy natychmiast wychodzi mu naprzeciw. Dwóch staje przed nim, a kolejni ustawiają się za nimi, blokując mu drogę. Brutal zatrzymuje się, patrzy na nich przez chwilę, po czym powoli unosi mikrofon do ust.

Mike F'N Brutal: Co jest kurwa?

Jeden z ochroniarzy coś tłumaczy, wskazując najpierw na ring, a następnie na samego Brutala. King of Hardcore przez kilka sekund patrzy na niego z niedowierzaniem, po czym prycha pod nosem.

Mike F'N Brutal: Czyli tak to teraz ma wyglądać? Nie wpuścicie mnie nawet do ringu?

Brutal robi krok do przodu, ale ochroniarze ponownie go zatrzymują. Extremely Mad Dog zaciska szczękę, wyraźnie tracąc cierpliwość. W końcu w ringu do mikrofonu odchrząkuje Nick Aldis. Generalny Manager przez chwilę obserwuje całą sytuację, po czym macha ręką w stronę patrzących na niego ochroniarzy, nakazując im przepuścić Brutala. Ci niechętnie odsuwają się na bok. Mike przez chwilę patrzy na Aldisa, kiwa mu głową, po czym rusza dalej. Wchodząc po schodkach, nie spuszcza wzroku z Tony'ego Leone i jego ludzi. W końcu przechodzi przez liny i staje naprzeciwko The Outfit.

Mike F'N Brutal: No nareszcie. Nadeszła ta wiekopomna chwila. Słuchałem sobie wasze bzdurne gadanie o interesach, organizacjach, różach, Sycylii i całej reszcie tego gówna... I wiecie co? Chyba nawet trochę was rozumiem. Jeszcze niedawno sam byłem po drugiej stronie barykady. Sam miałem swoje powody, żeby wejść tutaj i zrobić komuś naprawdę wielką krzywdę. Sam nie zawsze przejmowałem się tym czy ktoś po wszystkim będzie jeszcze w stanie się podnieść i normalnie funkcjonować.

South Philly Scumbag robi dwa kroki w stronę Leone, na co automatycznie reaguje Sacrale, wysuwający się przed szereg. Tony jednak zagradza mu drogę ręką i nawet na niego nie patrząc kręci lekko głową, dając do zrozumienia, że ma wrócić na swoje miejsce.

Mike F'N Brutal: Więc tak. Rozumiem, że mieliście coś do załatwienia. Rozumiem, że chcieliście pokazać wszystkim, kim jesteście. Rozumiem nawet tę całą waszą demonstrację. Ale jest jeden mały problem. Weszliście za bardzo w moje interesy, lub jak to się tam u was mówi - w moją dzielnicę. *publika zaczyna lekko ożywać, a Brutal zaciska pięść* A ja miałem wtedy naprawdę zajebiście ważną robotę do wykonania. Najważniejszą rzecz jaką człowiek może zrobić w swoim życiu. Spuszczałem komuś wpierdol. I wy mi to kurwa przerwaliście. Więc teraz mam dla was propozycję nie do odrzucenia. Bardzo prostą zresztą. Nie potrzeba mi waszych pieniędzy, interesów, czy tej taniej i zawszonej róży. Chcę was wszystkich. Całą pieprzoną trójkę. Jednocześnie. *publika zaczyna reagować trochę głośniej, nakręca przez Mike'a.* Może mnie zwalcujecie, nie powiem że nie. Może we trzech zrobicie ze mnie worek treningowy. Może po pięciu minutach będę leżał i rzygał krwią. Ale zanim mnie położycie... porządnie przyłożę każdemu z was. A skoro tak bardzo lubicie swoje zasady, swoje interesy i swoje demonstracje... To załatwmy to w walce bez dyskwalifikacji. *Publika po raz pierwszy dzisiejszego wieczora wybucha mocnym cheerem. Brutal nie spuszcza jednak wzroku z The Outfit.* Żadnego sędziego, który będzie nam mówił kiedy przestać. Żadnych zasad za którymi możecie się schować. Tylko ja... wy.. i wszystko co znajdzie się pod tym ringiem. Chcieliście makaroniarze, żebym odpokutował za swoje winy? Ekstremalnie świetnie się składa. Bo teraz nadeszła chwila, abyście wy odpokutowali za swoje.

Brutal rzuca mikrofon na matę, nie spuszczając wzroku z The Outfit. Zanim jednak dochodzi do jakichkolwiek rękoczynów, głos zabiera Aldis.

Nick Aldis: Czy wy wszyscy myślicie, że możecie tu robić co wam się żywnie podoba? To moje show, to ja tutaj podejmuję decyzję. Po pierwsze *obraca się w kierunku Leone* nie wierzę w ani jedno Twoje słowo. Zniszczyliście walkę wieczoru ostatniej gali, wysłaliście Edgara Dickinsona do szpitala, bez żadnych skrupułów zaatakowaliście również naszego mistrza Dereka Halloway'a, oraz tu obecnego Mike'a Brutala... Którego, szczerze? W pełni rozumiem. A teraz próbujesz mi wmówić, że chcesz dla Elysium jak najlepiej? Nie ufam niczemu co wyszło z Twoich ust. Ale skoro już tu jesteście i twierdzicie, że chcecie współpracować... To świetnie! Bo dzięki temu przechodzimy do punktu drugiego. W ramach pierwszego kroku ku owocnej współpracy Tony, wybierz kto zawalczy z Brutalem w Main Evencie dzisiejszej gali. I zanim ktokolwiek zacznie zadawać pytania - tak uważam, że walka bez dyskwalifikacji to idealny pomysł.

Na propozycję walki ponownie od razu reaguje Sacrale, napinając się za plecami swojego szefa. Zaczyna nawet coś mówić pod nosem i wskazuje na siebie palcem, jednak ma w głowie poprzednie ostrzeżenie od Dona, dlatego to jedyne na co sobie pozwala. Sam Tony spogląda zaś na Aldisa ze szczerym, ciepłym uśmiechem.

Tony Leone: Świetny garnitur, Nick. Pasuje do Ciebie idealnie. Będę musiał później wziąć od Ciebie namiary na krawca, myślę, że może przydać się i nam. *pauza, Tony poprawia mankiety* Wierzę w przyjaźń i jestem skłonny okazać ją pierwszy. Dlatego osobiście stanę do ustalonej przez Ciebie walki. Potraktuj to jako prezent powitalny na Elysium. To zaledwie drobna uprzejmość, na znak naszej owocnej współpracy. Chcę, żebyś wiedział, Nick, że jeżeli będziesz nas potrzebować, to zawsze będziemy do Twojej dyspozycji.

Aldis kiwa głową, akceptując wybór Leone.

Nick Aldis: Dobrze więc, w takim razie dzisiejszą walką wieczoru będzie starcie Mike'a Brutala z Tonym Leone w NO DQ Matchu! *Aldis opuszcza mikrofon i prosi Brutala, by zszedł na zaplecze. Ten niezbyt słucha, jednak w momencie w którym Nick "grozi" mu ochroną, Mike w końcu daje za wygraną i wychodzi z ringu, odgrażając się jeszcze Włochom pod drodze. GM Elysium również przechodzi pomiędzy linami, ale w ostatniej chwili zatrzymuje się i spogląda jeszcze na Enzo.* Ej Ty tam, przypomnij jak się nazywasz? *Enzo z wyraźnym zdenerwowaniem reaguje na te słowa* Skoro tak wyrywasz się do walki, to dla Ciebie też coś mam. Ktoś tu dzisiaj ma urodziny. Ktoś bardzo lubiany. I prosił mnie wcześniej o walkę. Cóż... *uśmiech* nie mogę mu odmówić...

W tym momencie wybrzmiewa Inhale! Na rampie pojawia się Maxwell Ransom, gotowy do walki! Powoli zmierza do ringu, obserwując swojego rywala. Ten zostaje poklepany po plecach przez Leone oraz Vizziniego, którzy schodzą na zaplecze, stając na drodze Maxwella. Panowie stają naprzeciwko siebie, Tony zagląda głęboko w oczy Maxwella, a ten wytrzymuje spojrzenie. Leone nagle uśmiecha się serdecznie i wyciąga rękę do solenizanta i życzy wszystkiego dobrego z okazji urodzin. Ransom przyjmuje życzenia i pewnym krokiem zmierza do ringu. Kiedy już się w nim znajduje jego muzyka wyłącza się, a publiczność zaczyna śpiewać "Happy Birthday" coraz głośniej.

[Obrazek: 83NK4ST.png]
Singles Match
Enzo Sacrale vs Maxwell Ransom

Wracamy do ringu po reklamach, gdzie już jakiś czas trwa opener dzisiejszego wieczoru. Obecnie w narożniku Sacrale obija pięściami Ransoma, który próbuje się bronić, jednak ofensywa Włocha jest zbyt silna. Włoch po chwili oddala się od kornera, bierze rozbieg... I mamy unik! Messina odbija się od poduszek, a Ex-Wilgotniak wyprowadza trzymającemu się za bok rywalowi Enzuigiri! I Reverse STO! 1... 2... I kickout. Maxwell nie zamierza się załamywać, w miarę szybko stara się podnieść swojego przeciwnika... Jednak otrzymuje mocny Elbow Smash! Ransom jest lekko zamroczony, co Capo wykorzystuje dorzucając ponownie tą samą akcję. Mamy teraz całą serię Elbow Smashy, która momentalnie doprowadza byłego przyjaciela Dolnicka prosto do narożnika. Akcja trwa tam jednak za długo i w końcu sędzia musi ruszyć z interwencją. Zadowolonego z siebie Sacrale jednak to nie martwi, bierze rozbieg... Running Corner Elbow! Back Elbow! I jeszcze jeden Back Elbow! Big Handsome Man odchodzi od kornera i pada na matę, a Enzo przypina. 1... 2... Nie! Ku uciesze fanów dzisiejszy solenizant jest dalej w grze! Messina wydaje się być zaskoczony, ale nie ma czasu na stracenie. Dorzuca jeszcze kilka Elbow Smashy w głowę przeciwnika, a następnie wstaje i zerka na widownię. Towarzyszy temu spore buczenie, z czego Włoch nic sobie nie robi. Z lekką pogardą obserwuje z trudem podnoszącego się Ransoma, po czym bierze rozbieg... I trafia na mocny Lariat! Enzo z dużą siłą uderza w matę i wstaje teraz przy pomocy narożnika... Corner Splash! Maxwell cofa się do środka ringu i ku uciesze publiki wydaje z siebie bojowy okrzyk, zaś Sacrale resztkami sił również Lariatem próbuje zaatakować przeciwnika... Jednak mamy unik! Messina siłą rozpędu odbija się od lin i mamy Spinning Spinebuster! 1... 2... Nie! Ransom tylko kręci głową, jednak nadal jest nabuzowany. Wstaje i pokazuje widowni, że czas przypieczętować urodziny zwycięstwem. Enzo powoli się podnosi... Il Rosario! Spinning Kneeling Uranage z zaskoczenia wbija Maxwella prosto w matę! 1... 2... Nie! Sacrale pozostaje po akcji chwilę w pozycji klęczącej i z zamkniętymi oczami bierze głębszy oddech, wyraźnie potrzebuje chwili na odpoczynek. Enzo w końcu wstaje na nogi obserwując Ex-Wilgotniaka, a ten zdołał doturlać się do narożnika, przy pomocy którego się podnosi. Il Santo nie czekając dłużej ponownie przechodzi do ofensywy wyprowadzając kolejną serię Elbow Smashy w głowę Ransoma... Ten jednak niespodziewanie odpowiada sporą ilością punchy! Widownia szaleje, bo teraz to Maxwell jest w ofensywie! Amerykanin przy pomocy rąk wskakuje na linę, siada na narożniku i od góry dorzuca następne ciosy... Jednak zostaje złapany za gardło pod Chokeslam! Big Handsome Man krzywi się z bólu i próbuje zerwać uścisk poprzez uderzenia w rękę Sacrale, co ostatecznie kończy się sukcesem. Ransom dodaje do tego solidne kopnięcie w twarz Capo, przez co ten robi kilka kroków w tył. Maxwell nie chce na tym poprzestać, staje na drugiej linie od wewnętrznej strony ringu oglądając się po wiwatującej widowni, skacze... Lupara! Ransom w locie nadziewa się na piekielnie mocny Discus Elbow, po którym znokautowany pada na matę! Messina wydaje z siebie głośny okrzyk jednocześnie uderzając się w łokieć, po czym przypina 1... 2... 3! Enzo Sacrale w swoim debiucie pokonuje Maxwella Ransoma!

A więc koniec! Maxwell Ransom odnosi porażkę i ewidentnie nie zapamięta najlepiej tegorocznych urodzin! Enzo tymczasem świętuje swoje zwycięstwo ku sporemu rozczarowaniu zebranej widowni, a wszystkiemu towarzyszy "Ghost Love Score" zespołu Nightwish. Do Sacrale po chwili dołączają Tony Leone oraz Vincenzo Vizzini. The Sicillian Don z uznaniem mówi coś w kierunku Sacrale, a następnie układa wyciągniętą z marynarki różę na wciąż leżącym Ransomie. Messina dorzuca jeszcze w kierunku Maxwella "wszystkiego najlepszego", jednak Leone ostatecznie tonuje jego iście bojowy nastrój, a wszystkiemu ze stoickim spokojem przygląda się Vizzini. Obraz z kamery gaśnie...


Kamera pokazuje Zacka Sabre Jr., który stoi oparty o ścianę. Ma typowy dla siebie wyraz twarzy, który za chwilę przeradza się w zdenerwowanie gdy patrzy w jedną stronę. Z kadru wyłania się Derek Halloway uśmiechnięty od ucha do ucha.

Derek Halloway: No proszę, proszę, kogo my tutaj mamy. Czy to nie nasz nadworny purysta wrestlingowy? Uważasz się tutaj za Boga, a ostatnimi czasy nie potrafisz wygrać. Według tego co mówisz, powinieneś tutaj co najmniej dominować, a na razie zawodzisz niczym Diana zawiodła Karola, przez co spotkał ją straszliwy los z rąk MI6.

Zack Sabre Jr: Jaka Diana, jakie MI6? Z choinki się urwałeś, karykaturo wrestlera? Dawaj mi moje mistrzostwo! *Sabre wzdycha* Zawsze coś! Nie dość, że się z Tobą męczę od kilku tygodni, pieprzysz mi tu o jakichś dyrdymałach, to jeszcze te włoskie pipy mi wchodzą w paradę. Daj mi już tą walkę o pas, pokonam Cię, zostanę prawdziwym mistrzem, a Ty będziesz się mógł babrać w tych swoich idiotycznych teoriach spiskowych!

Derek Halloway: Tak, tak! MI6, nie zakłamiesz tej historii. Wiem, że prawda Cię w oczy kole. Ale abstrahując od tego, to w tym jest właśnie cały szkopuł. Ty się męczysz. Przecież to jest zabawne jak sam to mówię na głos. Ty się męczysz z takimi papierowymi mistrzami, wrestlerami. Skoro Ty męczysz się z nami, to co z Ciebie za wrestler? Do Blaze’a nawet się nie dostałeś na krok, a męczysz się z, w Twoim mniemaniu, byle wrestlerami!

Zack Sabre Jr: Ty teraz tak na poważnie? Poważnie mówisz? Ty, ty, ty... Ty chory jakiś jesteś! Męczę się bo mi wszyscy na złość tu robią, co nie jestem blisko wygranej, to zawsze się jakiś pokemon pojawi i potem się cieszy, że mi pranka zrobił. W dupie te wasze pranki mam, w dupie te wasze głupie zabawy. Przeliteruję Ci to półgłówku! W-A-L-K-A! 1v1! Na Heatwave! Już, teraz! Dawaj mi to!

Derek Halloway: Już, już, ogarnij swoje angielskie dupsko. Nie widzę z Twojej strony żadnego zagrożenia. Żyjesz w swojej bańce doskonałości, którą dawno powinna pęknąć, nieudaczniku. Twoje porażki są jedynie Twoim problemem. Ale spokojnie, naprostuję Cię, jeśli tylko dasz mi szansę. Pokażę Ci świat prawdy, świat świadomy. Nawet jeśli będzie to oznaczało walkę z Tobą, mogę się zgodzić, jednakże na walkę o to złoto musiałbyś sobie zasłużyć, a to już nie będzie takie łatwe, bo papierowi zawodnicy staną Ci na drodze i znów nie dasz rady do mnie dotrzeć. Poza tym, ta ekipa z poprzedniego Elysium bardziej mi teraz zaprząta głowę, niż Twoje niekończące się jojczenie o walkę.

Zack Sabre Jr: Zasłużyć? *prychnięcie* A co Ty zrobiłeś niby takiego, żeby sobie w ogóle zasłużyć, żeby ten pas mieć? W walce z drabinami go zdobyłeś! Z drabinami! Wszyscy wiedzą, że nienawidzę drabin! To przeciwko mnie tutaj cały czas jakieś spiski są! Ja mam oczy otwarte, o zobacz! *Zack przybliża twarz do Halloway'a i pociąga za powiekę do góry* A Ci makaroniarze mi też nadepnęli na odcisk i jakbym tylko mógł, to poskładałbym jak origami każdego po kolei! *Zack łapie się za głowę i wydaje z siebie jakiś nieartykułowany dźwięk, po czym spogląda z powrotem na Dereka* Zresztą dobra, co Ty możesz wiedzieć, jak ten bebzon przegania Twoje myśli! Idę do Aldisa, on na pewno mnie zrozumie!

Zack obraca się na pięcie i... widzi właśnie zbliżającego się w ich kierunku GM'a. Od razu do niego podbiega.

Zack Sabre Jr: Nick, Nickuś! Mój ulubiony Generalny Manager Elysium! Jakże się cieszę, że Cię widzę! *Aldis odrywa wzrok od telefonu i podnosi do góry brew* Weź wytłumacz tutaj temu foliarzowi-sroliarzowi, że żadnym mistrzem to on nie jest, tylko pas mój przetrzymuje chwilowo. I no ten, no... Walkę na Heatwave bym chciał w końcu, tą obiecaną. To co, da się coś z tym zrobić?

Nick Aldis: Nie bardzo rozumiem o czym mówisz, ale słyszę walka i Heatwave... I mam pewien pomysł. I tak miałem z wami o tym porozmawiać. Skoro macie dzisiaj obaj walki, zrobimy więc z tego Beat the Clock Challenge. Jeśli Zack pokona swojego przeciwnika szybciej niż Derek, to dostanie to czego chce - walkę o pas Eternal na Heatwave. Życzę obu powodzenia.

Aldis wymija zawodników, którzy patrzą na siebie przez chwilę, Sabre jest wyraźnie zadowolony. Obraz z kamery gaśnie...

Spokojny wieczór na Bondi Beach w Australii. Pośród rozpalonego ogniska zebrała się grupka ludzi. W tle słychać delikatne struny gitary akustycznej i strzelanie płomieni. Jeden z siedzących przy ognisku pociąga łyk z butelki. Obok niego siedzi dziewczyna o czarnych, kręconych włosach wtulona w jego pierś i spoglądająca w sam środek ogniska. Błękit jej oczu przeradza się w ostrą czerwień pod wpływem odbijających się płomieni.

Chloe: Podziwiam to, że chce Ci się narażać własne życie dla ratowania cudzego.

Chris: Bo kiedy widzisz kogoś walczącego o każdy oddech, nie myślisz o sobie. Myślisz tylko o tym, żeby zdążyć. Na Bondi Beach nauczyłem się, że bohaterem nie jest ten, kto się nie boi. Bohaterem jest ten, kto mimo strachu wskakuje do wody.

Chris uśmiecha się delikatnie i obejmuje Chloe mocniej.

Chris: Jasne, bywało niebezpiecznie. Silne prądy, wysokie fale, rekiny gdzieś na horyzoncie... Ale każdy uratowany człowiek przypomina mi, dlaczego wybrałem tę drogę.

Chris na chwilę spogląda w płomienie ogniska.

Chris: Życie to najcenniejszy dar, jaki możemy dostać. Nie da się go niczym zastąpić i nie można go tak po prostu odebrać. Dlatego, dopóki mam siłę oddychać, zrobię wszystko, żeby dać komuś jeszcze jedną szansę. To uczucie... świadomość, że wrócił do swojej rodziny, do przyjaciół, do swoich marzeń... jest warte każdego ryzyka. Chloe..

Chris zauważa, że Chloe zasnęła wtulona w jego ramię. Z delikatnym uśmiechem okrywa ją kocem i jeszcze przez chwilę wpatruje się w tańczące płomienie. Kamera powoli oddala się od obojga. Szum fal miesza się z cichym brzmieniem gitary, a ostatnim kadrem pozostaje migoczące ognisko na tle rozgwieżdżonego nieba nad Bondi Beach.

Przenosimy się na zaplecze, gdzie widzimy rozgrzewającego się... Yoshiego Tatsu! 名誉ある戦士 wykonuje w powietrzu kopnięcia i ciosy łokciami, a towarzyszą temu wydawane odgłosy - no takie jak robi w filmach każdy Japończyk podczas walki, wiadomo o co chodzi. Nowy nabytek Elysium nie orientuje się, że jest w ujęciu kamery, a jego uwagę przykuwa dopiero nadchodzący Paddy Jackson.

Paddy Jackson: Yoshi! Miło Cię widzieć na Elysium! serdeczny przytulas Widzę, że jesteś w totalnie bojowym nastroju przed debiutem. Jakie inne emocje Ci towarzyszą?

Yoshi Tatsu: やあ、パディ! 本当にワクワクしてて…… O rany! Wybacz! Pomylił mi się język, haha! Jestem tak podekscytowany powrotem do Stanów, że zapomniałem, iż muszę się przestawić! *śmieje się* Niesamowite uczucia mi towarzyszą! Jestem bardzo zadowolony, że mogę pomóc tej federacji wybić się, a jednocześnie samemu pokazać, że wiek to żadna przeszkoda. Do tego odczuwam ogromny szacunek do władz, że tak łatwo było się z nimi dogadać i widzę tu wiele młodych, utalentowanych adeptów, co też napawa mnie jeszcze większym szacunkiem i nadzieją na honorowe pojedynki.

Paddy Jackson: Myślisz, że twoje doświadczenie będzie wystarczające podczas pojedynków z młodymi, wygłodniałymi wilkami? Nie da się ukryć, masz za sobą wiele lat spędzonych w boju. Co więcej, w tym czasie zwiedziłeś największe światowe federację, gdzie osiągałeś różne sukcesy. Przede wszystkim, jesteś wielokrotnym uczestnikiem walk typu Battle Royal. *uśmiech*

Yoshi Tatsu: Widzę, że jesteś świetnie przygotowany. *dumnie klepie go honorowo po ramieniu* Battle Royal to zdecydowanie mój konik i zjadłem zęby na tego typu walkach. Prawdopodobnie mój wrodzony spokój i instynkt pozwalają mi idealnie odnaleźć się w tym chaosie. *uśmiecha się honorowo* Wracając do twojego pytania Paddy-san. Wierzę, że dam radę. Dawne atuty zastąpiłem nowymi atutami. Tak działa zdobywanie doświadczenia i przystosowywanie się. Topowy zawodnik zawsze sobie poradzi.

Paddy Jackson: Powiesz nam coś więcej o tych atutach, czy ich namiastkę zobaczymy dopiero podczas walki z Eliasem?

Yoshi Tatsu: Chcę was trochę zaskoczyć. *honorowo puszcza oczko* Prawdziwy samuraj.. nie zdradza takich rzeczy, on... *myśli dłuższy czas* chce was zaskoczyć. Wiedzcie, że jestem w formie życia i Elias przekona się o tym, ale w bardzo honorowy sposób. Wy również. Już dzisiaj! LPW robi wielki krok do przodu. Wraz ze mną ta federacja jest w stanie nawet na rynku azjatyckim być numerem jeden.

Paddy Jackson: Chcesz coś jeszcze powiedzieć fanom, jak i swojemu rywalowi tuż przed pojedynkiem?

Yoshi Tatsu: Paddy - San.. znasz zasadę, którą wyznaje się w górach Japonii? Brzmi ona - ring zweryfikuje. To mogę powiedzieć. Po prostu poczekajmy.

Yoshi kłania się honorowo przed Paddym, czym oddaje mu dużo szacunku. Paddy - san nie chce być gorszy i robi to samo. Zadowolony Yoshi idzie w sobie bliżej znanym kierunku, wydając jeszcze jakieś okrzyki bojowe. Obraz z kamery znika...

[Obrazek: KLti1sW.png]
Singles Match
Yoshi Tatsu vs Elias Shadow

Obaj zawodnicy w ringu, sędzia też... Zaraz zaraz! Czy to Jack Anderson?! Tak to on! Wygląda na to, że on również dostał angaż na Elysium! Jack daje znak pracownikowi technicznemu i mamy gong, a to oznacza start walki! Yoshi pierwsze co robi, to podchodzi na środek ringu i kłania się nisko, a następnie wyciąga do Eliasa rękę. Cóż za honorowe zachowanie. Ten jednak jest w szoku, chyba pierwszy raz to on został zaskoczony przez zachowanie przeciwnika. No i oczywiście, co robi? Zaczyna machać tymi swoimi krzywymi łapami i drzeć się "Six Seven! Six Seven!". No to akurat było bardzo niehonorowe zachowanie. Tatsu jednak tylko się uśmiecha i dalej trzyma rękę w powietrzu. To już porządnie podkurwiło Lone Wolfa, który bez żadnego szacunku (jak tak w ogóle można?!) odkopuje wyciągniętą kończynę 名誉ある戦士. I od razu rzuca się na Japończyka! Ten jednak zgrabnie uchyla się przed ciosem, po czym wyprowadza... Klepnięcie w potylicę??? O co tu w ogóle chodzi? Battle Royal Specialist teraz tylko kręci przecząco głową i pierdoli coś po japońsku o szacunku i honorze. No oczywiście, wszyscy Cię zrozumieli. Legenda chyba chce dać szansę na zreflektowanie się Shadowowi, ponieważ od razu wyciąga do niego rękę po raz drugi, a na jego ustach znowu pojawia się uśmiech. Noo, teraz to już tak porządnie wkurzył Młodziaka, który znowu się na niego rzuca, lecz sytuacja się powtarza - Yoshi unika ciosu i za plecami rywala podnosi rękę do góry. Ten jednak przytomnie zasłania potylicę... Tylko po to, by zostać poklepanym lekko po czubku głowy. Elias wzdycha tylko i spogląda w górę, prosząc Boga o siły... Następnie obraca się powoli do wciąż uśmiechniętego Staruszka i momentalnie wyprowadza Gut Kicka! Jego noga zostaje jednak złapana, a on sam ląduje na macie po podcięciu ze strony World Famous Strikera, czemu towarzyszyło głośne "Hiaaaaaaaa!". No na szczęście ta niehonorowa zagrywka ze strony Beta Wolfa została w bardzo honorowy sposób powstrzymana. Tatsu momentalnie rusza na liny, Shadow rzuca mu się pod nogi, lecz Japończyk zgrabnie nad nim przeskakuje, ponownie odbija się od lin, widzi przed sobą stojącego już rywala. Teraz z kolei to on przeskakuje nad biegnącym Yoshim, który ponownie odbija się od lin i nadziewa się na Hip Toss! A jednak nie, w ostatniej chwili zapiera się, lekko uderza w brzuch Eliasa, po czym zmienia chwyt i sam wykonuje Hip Tossa! Publiczność nagradza to gromkimi brawami, na co The World Famous wykonuje piękny ukłon. No i to jest iście honorowy występ! Młody wytacza się z ringu i zaczyna kląć do siedzących najbliżej fanów, a Ci jeszcze robią mu na złość, wykonując gest 8-9. Shadow kopie mocno w barierkę, ale robi to tak niefortunnie, że obija sobie dość mocno wielki paluch u stopy i zaczyna z bólu podskakiwać, cofając się z powrotem do ringu. Legenda pojawia się już na apronie, ale zanim jest w stanie cokolwiek zrobić, zostaje pociągnięta za kostki i ściągnięta na ziemię, a następnie wrzucona w barierki! Zero szacunku do starszego od siebie ma ten Elias. Gnojek teraz podnosi szybko przeciwnika i wrzuca go do ringu, samemu również się do niego wślizgując. I od razu wpada na leżącego rywala z Running Sentonem i pinuje! 1... Kick out! Zdenerwowany Beta Wolf zaczyna stompować leżącego przeciwnika, po czym podnosi go i wykonuje mu Suplexa! Znowu pin. 1...2. Kick Out! Elias teraz wchodzi na narożnik i wyskakuje w powietrze, jednak nadziewa się na Dropkick, któremu towarzyszy bardzo głośne "Łaaaaaaahaaaaa!". 名誉ある戦士 bardzo ładnie to skontrował, jednak zamiast pinować to rusza na liny. Shadow w międzyczasie zmienia pozycję na siedzącą, przez co otrzymuje Leg Lariat, oczywiście połączony z bardzo głośnym "Hajaaaaaaaaaa!"! I kolejna próba pinu! 1...2. Kick Out! Yoshi od razu przechodzi do dalszej inicjatywy, wchodząc samemu na narożnik... I mamy Missile Dropkick! Coraz poważniejsze rzeczy wyciąga z arsenału ten Tatsu! Tym razem jednak nie pinuje, tylko czeka chwilę za plecami oponenta aż ten całkowicie się podniesie... Roundhouse Kick! 1...2..! Kick Out! No chyba zbliżamy się do końca walki, bowiem Legenda wspina się na narożnik i chyba zamierza wykonać swój finisher! Tak jest, Diving Spinning Wheel Kick! Jednak nietrafiony! Shadow w ostatniej chwili upada na matę, dzięki czemu unika marnego losu! Gdy tylko poobijany Tatsu się podnosi otrzymuje Torta Killer! NIE MOŻE BYĆ! SHADOW wspina się na narożnik, Yoshi dalej nie reaguje... 67 Splash! CONNECTED! 1...2...3...! Koniec walki! ELIAS SHADOW POKONUJE DEBIUTUJĄCEGO YOSHIEGO!

Znajdujemy się teraz w biurze Generalnego Managera Elysium, gdzie w towarzystwie czterech ochroniarzy siedzą Derrick Mantel, oraz El Garra de Gato. Obaj patrzą w zupełnie inne strony. Wielkim niedopowiedzeniem byłoby rzec iż wyglądają, jakby chcieli się pozabijać, jednak obecność ochroniarzy skutecznie im to uniemożliwia. Po chwili do pomieszczenia wchodzi Aldis, zamyka za sobą drzwi oraz zasiada za swoim biurkiem.

Nick Aldis: Dobrze panowie. Nie będę ukrywał, że nie mam niestety dzisiaj zbyt dużo czasu, więc chciałbym to załatwić szybko, w cywilizowany sposób. Nie da się was raczej cofnąć z tej wojennej ścieżki... Zresztą, myślę, że nikt by tego nie chciał. A tutaj, na Elysium, najważniejsze jest jedno. SHOW. Dlatego pozwoliłem wam dwa tygodnie temu na trochę wolności i danie upustu swoim emocjom. Teraz jednak mam nadzieję, iż będziemy teraz w stanie porozmawiać na spokojnie, bez targających wami emocji. Mam dla was pewne informacje, które na pewno ucieszą obu, jednak zanim to nastąpi - proszę o waszą perspektywę. Derrick *wskazuje ręką na zawodnika* Ty zacznij proszę.

Derrick Mantel: Nick, nie widzę sensu, byśmy rozmawiali na temat mojej perspektywy. Opowiadałem o tym wielokrotnie i swojej opinii nie zmienię. Widząc Garrą i wszystko z nim związane, odczuwam nic innego, jak pogardę ukierunkowaną na jego osobę. Jego durna maska, zgrywanie groźnego na pokaz. Tego nie da się traktować poważnie. Ring powinien być miejscem dla ludzi, którzy nie bawią się w bycie postaciami rodem z bajek. Ten ring jest miejscem, gdzie powinno się przelewać krew, pot i łzy. Tymczasem spoglądając na niego, *wskazuje palcem na Gato* nie odczuwam niczego innego, jak bycia oszukanym. On jest...

El Garra De Gato: Señor Nick, *agresywne wskazuje rękoma na Derricka* sam słyszysz z kim i z czym mam doczynienia! Odkąd tutaj jestem słyszę od Mantela ciągłe i niepotrzebne komentarze co do maski i tego co nią reprezentuję! Lunático! Ten człowiek nie ma pojęcia o dziedzictwie przekazywanym z pokolenia na pokolenie! Mam dość jego bredni! Nie zamierzam spędzać ani chwili dłużej w pobliżu tego szaleńca. Jeżeli chce Pan znać moją perspektywę, señor Nick, uważam że...

Derrick Mantel: Nikogo nie interesuje to, co sobie uważasz. *wrednie śmieje się prosto w twarz Garry* Momentami odnoszę wrażenie, że żyjesz w swoim świecie i nie wiesz nawet, co właściwie się wokół Ciebie dzieje. Biedny Garra pogubił się w całej swojej obłudzie i szuka winnych wszędzie dookoła, zapominając o tym, że największym winnym jego sytuacji, jest on sam. Widzisz, Nick. Możesz słuchać tego szaleńca, który ukrywa prawdziwą twarz pod swoją maską, ale nie możesz dać mu się zwieść. On chce Ci mydlić oczy, abyś zlitował się nad nim, jak każda inna osoba, którą udawało mu się skutecznie manipulować. Ten wariat nie zasługuje na choćby gram uwagi i może darujmy sobie dalszą pogawędkę, bo ten gość...

El Garra De Gato: Manipulować..? Czy Tobie już doszczędnie rozum odjęło? Twoje pomylenie sięga poziomu Hallowaya! Ludzie stoją po mojej stronie, bo jako jedyny wyznaję wartości ważniejsze od czubka własnego nosa... albo co gorsze, ważniejsze od fałszywego pojęcia tego co zasługuje na miano pro wrestlingu, a co nie! A jeśli według Ciebie, moja maska służy mi do ukrywania się, ya es hora... To jest najwyższa pora, żebyś spojrzał na siebie imbécilo *zaczyna agresywnie wytykać na Mantela*, bo to Tobie przydałaby się maska, idiota feo! Señor Nick, jeśli to ja jestem szaleńcem, to spójrz posłuchaj jego, tego człowieka tym bardziej trzeba zamknąć w zakładzie! Przecież to jest...

Derrick Mantel: Możesz okłamywać wszystkich dookoła, wciskając tani kit. Ja jednak jestem inny niż oni. *na jego twarzy pojawia się delikatny, wredny uśmieszek* Twoja maska nie jest kontynuacją waszej durnej tradycji. Mówisz coś o tym, że pod twoją maską nic się nie ukrywa, odnoszę zupełnie inne wrażenie. Możesz być mieszanką gościa, który udaje, że jest groźny. Możesz być osobą, która bardzo chętnie manipuluje wszystkimi i dzięki temu ma przychylnych nędznej publiczności. Mimo wszystko nie widzę pod twoją maską nikogo innego, jak przetraszonego gościa, który obawia się konsekwencji, które na niego czyhają na każdym kroku. Co więcej, boisz się przyjrzeć własnemu odbiciu w lustrze, wiedząc, że jesteś tanią kopią swoich przodków, którzy rozsławili lucha libre. Możesz wciskać ludziom gówno owinięte w papierek, licząc na same pozytywne recenzje. Jednak nie każdy jest tak naiwny, by łykać bajeczki o bohaterskim obrońcy braci mniejszych. *spogląda prosto w oczy Garry* I co najważniejsze, twoja maska oraz kultywowanie dziedzictwa lucha libre w twoim przypadku nie przedstawia większej wartości, bo jako człowiek jesteś po prostu żałosną imitacją ludzi, na których postanowiłeś się wzorować. Zatem Nick, nie sądzę, żeby nasza dalsza rozmowa miała większy sens, skoro Garra dalej brnie w swoje brednie.

El Garra De Gatto: Mam dość Twojego pieprzenia Derrick *wstaje tak agresywnie, że krzesło za nim upada*! Nie mogę znieść Twoich chorych teorii, Twojego zakłamanego tonu... plujesz swoimi złotymi myślami i szczerzysz się jak opętany... *wystawia rękę przed siebie z zaciśniętą pięścią*, ale to mój pazur wyznaczy tutaj prawdę, entonces... więc zanim postanowisz kontynuować swoją durną krucjatę przeciwko mnie, perdedor engañoso, zastanów się czy jesteś gotowy lizać rany, cabron!

Nick Aldis: SPOKÓJ! *zawodnicy momentalnie się zatrzymują, a Aldis zaczyna masować skronie* Za dużo dzisiaj tego wszystkiego... *mówi pod nosem* Wiecie co, nie ma problemu. Chcecie się bić? Macie to jak w banku. Heatwave. Derrick Mantel kontra El Garra de Gato. Jeden na jednego. Ale, żeby nie było wam zbyt wesoło... Do Heatwave macie zakaz bójek i przepychanek, w innym wypadku wasza walka zostanie odwołana, a wy zawieszeni. Zrozumiano? *niechętnie, ale obaj kiwają głowami* Świetnie. A żebyście za dwa tygodnie się nie nudzili... To wystąpicie w jednej walce. *Aldis podnosi wzrok* Jako drużyna. D-R-U-Ż-Y-N-A. Zrozumiano? Wasi przeciwnicy... Cóż, nie mam jeszcze na to odpowiedzi, ale na pewno kogoś znajdę. Jednak o tym kto to będzie, przekonacie się dopiero na samej gali. A teraz żegnam, mam jeszcze dużo roboty w dniu dzisiejszym. A wy swoje walki do odbycia.

Mantel wstaje odpychając ze zgrzytem krzesło i szturmem wychodzi z biura. De Gato natomiast powoli wstaje i skinięciem głowy pozdrawia Aldisa, wychodząc za Derrickiem...

Kamera ukazuje nam szpitalne łóżko, oddzielone od reszty pomieszczenia zielonkawymi parawanami. Leży w nim postać której można w pierwszej chwili nie rozpoznać, jednak fani LPW szybko zauważą, że to Edgar Dickinson tylko pozbawiony charakterystycznego makijażu i ubioru. Poeta jest blady i wygląda jakby spał, w jego rękę wpięty jest wenflon, poza kroplówką nie jest jednak podpięty do żadnej aparatury. Przez chwilę oglądamy ten statyczny obraz, dostając tylko powolne zbliżenie na twarz artysty. Finalnie, oczy pisarza gwałtownie się otworzyły i ten poderwał się gwałtownie na łóżku biorąc gwałtowny haust powietrza w płuca. Dickinson chwilę bierze szybkie oddechy, rozglądając się panicznie wokół siebie. W końcu jednak odrobinę się uspokaja, i obmacując swoją poobijaną szyję zaczyna mamrotać do siebie, co świetne mikrofony LPW oczywiście wyłapują.

Edgar Dickinson: Gdzie jestem, gdzie jestem, gdzie jestem. *zerka na wenflon* Szpital, jestem w szpitalu, dlaczego jestem w szpitalu. *chwila konsternacji* Elysium, ktoś mnie zaatakował w trakcie walki, mnie, Pana Mike i Pana Dereka ale kto… Tam nikogo nie powinno być, nikogo nie miało być, coś jest nie tak. To musi być jakieś zaburzenie, ale kto mógł je wprowadzić, przecież to niemożliwe. Jaki mamy dzień, muszę wiedzieć jaki mamy dzień.

Artysta zaczął rozglądać się dookoła i ku swojemu zadowoleniu, w szufladzie szafki nocnej znalazł trochę swoich rzeczy, zegarek i przede wszystkim telefon.

Edgar Dickinson: Szlag piętnasty sierpnia. Elysium, co się miało zdarzyć, muszę sobie przypomnieć. Sabre… nie na to nie mam już czasu, co jest potem. *Nagle na twarz Poety wpływa jednocześnie olśnienie i strach* Na piersi Świętej Agaty, Mike. Muszę się tam dostać i go wyciągnąć. Potrzebuję go, żeby to wszystko przepisać.

Edgar bez większego namysłu wyrwał wenflon, zabrał swoje rzeczy i w samej szpitalnej koszuli, delikatnie utykając, wymknął się spomiędzy parawanów i zniknął w głębi szpitala.


[Obrazek: c437fCW.png]
Beat the Clock Challenge
El Garra de Gato vs Derek Halloway

Kamera przenosi nas do ringu, w którym Derek Halloway znęca się nad El Garrą De Gato. Foliarz okopuje w narożniku leżącego Kociarza. Sędzia wkracza i zaczyna odliczać. 1… 2… Derek odpuszcza i wycofuje się parę kroków łapiąc oddech po swojej ofensywie. Teraz bierze rozbieg i rusza na Kociego Luchadora, który stoi już w narożniku. Running Corner Clothesline? Nie, Meksykanina nie ma już w narożniku. Halloway odwraca się i inkasuje Sitting Jawbreaker. Derek chwilę się chwieje na nogach, ale ostatecznie przegrywa z grawitacją, a zawodnik z Meksyku nie marnuje czasu i wspina się na narożnik. Diving Elbow Drop? Connected! Pin! 1… 2… Kickout! Kociarz pyta sędziego czy na pewno było tylko dwa, ale sędzia jest pewny swego. El Garra rusza ponownie na oponenta, ale Derek wykorzystuje sytuację i Meksykanin uderza mocno twarzą o matę po Flapjacku. The Truth Seeker nie odpuszcza, odbija się od liny i dokłada Running Senton! Zawodnik z Denver sygnalizuje, że będzie chciał teraz przejść do kluczowego momentu starcia. Czeka aż rywal podniesie się na równe nogi. Piledriver! Nie! Zamaskowany zawodnik w ostatniej chwili wymyka się spod akcji i wyprowadza szybki Atomic Drop. Derek aż łapie się za swoje plecy, a Gato Oscuro odbija się od liny i dokłada Running Crossbody! Udane! Pin! 1… 2… Kickout! Derek powoli zbiera się na równe nogi, a zawodnik z Rosarito łapie oddech po wykonanej ofensywie. Halloway wstał, El Garra odbił się od lin, ale tylko po to, żeby zaliczyć STO, którym ścina Mistrz Eternal swojego przeciwnika. Koci Luchador wyturlał się z ringu, a Derek rusza za nim. Zamaskowany zawodnik robi okrążenie dookoła ringu, a mistrz za nim podąża. Kociarz wturlał się do ringu, Derek za nim, ale inkasuje tylko Spinebuster od Kociego Wojownika. Widać, że Meksykanina trochę kosztowała ta akcja, pada bezwładnie na przeciwnika, a sędzia liczy. 1… 2… Kickout! Obaj leżą na macie, a sędzia zaczyna liczyć. 1… 2… 3… Przy trójce mamy już pierwsze oznaki życia zawodników, więc wiemy, że nie będzie tutaj wyliczenia. Przy 7 obaj są już na nogach. Gato Oscuro wyprowadza puncha na głowę Dereka, a ten nie jest dłużny i odpowiada tym samym. Wymiana trwa dobre kilka sekund, Foliarz zdobywa wyraźną przewagę i dokłada Headbutt. Koci Wojownik aż przyklęknął na jedno kolano. Czy to będzie Awakening?! Nie, El Garra szarpie się i wyrywa mistrzowi z uchwytu. Od razu odbija się od liny, ponowne Runinng Crossbody?! Mistrz schyla się pod rywalem, odwraca się i od razu wypłaca rywalowi Belly to Belly Overhead Suplex! Kociarz wylądował po drugiej stronie ringu! Derek nie odpuszcza! Sygnalizuje, że będzie chciał zakończyć walkę, a Kociarz wstaje! Third Eye! Connected! Pin! 1… 2… 3! Zegar zatrzymuje się na 10:57 i to Mistrz Eternal zostaje zwycięzcą tego pojedynku!

Kamera przenosi nas teraz do szatni, a tam widzimy siedzącego na ławce Maxwella Ransoma, który przy uchu trzyma telefon. Ex-Wilgotniak doszedł już do siebie po dzisiejszej walce i widać, że jest przygotowany do opuszczenia areny. Zanim to jednak nastąpi możemy przypuszczać, że chce wcześniej zakończyć rozmowę...

Maxwell Ransom: *słucha* Ach, cały Pan Terry. *lekki śmiech* Podziękuj mu za życzenia, miło mi. *słucha* Tobie również. I pamiętaj, że jak będę w pobliżu to na pewno zadz...

Rozmowę przerywa pukanie do drzwi i natychmiastowe ich otwarcie. Do pomieszczenia wchodzi.. nie, tylko nie to.. to Jean-Pierre Dolnick! Grubas z zacieszem na twarzy wprasza się do szatni i ma ze sobą.. klauna. Chryste panie, to się nie dzieje. Maxwell patrzy i po prostu nie dowierza. Myśli, że zmysły go okłamują. Dolnick jest bardzo zadowolony z towarzysza, którego sprowadził ze sobą. Obaj mają w rękach trąbki. Jean klika w nos panu podobnemu do Ronalda McDonalda i to jest najwidoczniej znak, bo obaj zaczynają grać na wyżej wymienionych instrumentach. Nie ma tu za grosz synchronizacji i idzie ogłuchnąć. Do szatni włazi żongler, który zaczyna żonglować. Jakby co innego miał robić? Skrada się również mim! Ten po cichu idzie, ale Maksio nie zwraca już nawet uwagi na to, tego wszystkiego i tak jest za wiele.

Jean-Pierre Dolnick: Niespodziankaaa! *zaciesz* Ostatnio jakiś smutny jesteś i teraz przegrałeś, więc chciałem cię poci...

Maxwell Ransom: Czekaj! Stop, Jean! *odkłada telefon do kieszeni* Możesz mi powiedzieć, co to jest?

Jean-Pierre Dolnick: No jak to co? No niespodzianka - przegrywanka to jest, mówiłem przed chwilą! *ponownie ściska piszczący nos klauna* I to nie byle jaka! Przygotowałem wiele atrakcji! Patrz na tego minima! *mim zarumienił się*

Maxwell Ransom: *strapionym głosem* Jean, widzę co ty chciałeś zrobić, ale...

Jean-Pierre Dolnick: Wiedziałem! Po prostu wiedziałem! Wypierdalać! *patrzy na klauna i tego żonglera* Won! Raz!

Smutny klaun przed opuszczeniem pomieszczenia wydał jeszcze żałosny dźwięk trąbką, a żonglerowi powypadały jego przedmioty i musiał je zbierać. Zły Grubas pogania ich. Mim schował się w rogu i Jean totalnie o nim zapomniał. Maxwell dalej wygląda, jakby nie mógł dobudzić się ze złego snu.

Jean-Pierre Dolnick: Tak żem czuł, że nie tego potrzebujesz... dlatego mam plan B! Chooodźcie! *zaciesz na ryju*

Do szatni wchodzą... nie no, błagam.. do szatni wchodzą... Ben Zamora, Jon Moxley, Wes Wallace oraz Jose Lopez... w wersji karłów. Wszyscy w buzi mają rozwijane trąbko - gwizdki No to cancel Elysium jest coraz bliżej. Cała czwórka jest idealnie ubrana tak samo, jak wcześniej wymienieni wrestlerzy. Grubas jest zachwycony widokiem tych panów. Maxwella sami możecie sobie wyobrazić, ta scena jest tak żałosna. Niskorośli idą na krzesła, które są w tym pomieszczeniu. Ten, który jest Jose Lopezem ma schowaną pod koszulką poduszke pierdziuszkę, którą właśnie wyjął i wrednie się uśmiecha, po czym kładzie ją na krzesło, na którym siada mini - Wes Wallace.. no i mamy pierda. Tak jest. Peak komedia. Grubas zaraz posra się z tego żartu. Mim przerażony widząc to, zamyka się w niewidzialnej klatce.

Jean-Pierre Dolnick: Hahaha! Widzisz? Pamiętasz tych kutasów, ile nam złego zrobili, a teraz tacy malutcy przy nas!

Maxwell Ransom: *zszokowany i zażenowany* Jean, nie teraz proszę, skońc...

Dolnick niezbyt słucha Maxwella, bo jest zaabsorbowany tym, że mini - Moxley podchodzi i podaje mu rękę. Grubas przystaje na to i... zostaje porażony prądem. Tego żartu również tutaj brakowało. Karły są bardzo rozbawione, mim patrzy na swoją dłoń, jakby się bał, że ktoś również mu to zrobi. Dolnick zaczyna gonić mini - Moxleya za ten żart, krzycząc ''pierdol się Moxley!''. Groteskowa gonitwa ma miejsce wokół krzeseł. Klaun zza progu wystaje i zaczyna grać na trąbce coś w stylu muzyki Benny Hilla.

Maxwell Ransom: Stop! *brak reakcji* Proszę, skończcie to! *żałosna zabawa trwa w najlepsze* STOP!

Po tym wyraźnie głośniejszym okrzyku wszyscy w końcu zatrzymali się i zamilkli, a Maxwell całkowicie załamany zaistniałą sytuacją skrywa twarz w dłoniach. Cóż więcej rzec - najlepszy prezent urodzinowy to nie był, nie był nawet średni. Ransom po chwili zbiera się w sobie i odsłania głowę, po czym odwraca się w stronę Dolnicka.

Maxwell Ransom: *zrezygnowany* Czy ty mógłbyś kiedykolwiek potraktować coś co mówię POWAŻNIE? Czy to dla Ciebie za dużo? Co to jest? *wskazuje na ekipę Dolnicka* Nie, nic już nie mów, Jean... Nie, jestem przebodźcowany, nie mam na to siły...

Wszyscy patrzą w osłupieniu na Ransoma, który właśnie kieruje się do wyjścia ze spuszczoną głową. Gdy jest już przy drzwiach obraca się jeszcze w stronę Dolnicka...

Maxwell Ransom: *stłamszonym głosem* Idę do domu, ale zanim to... Zajdę jeszcze do Aldisa i zgłoszę mu pewną propozycję. Powiedziałbym, że chętnie zobaczę, czy z tych wszystkich rzeczy, które olałeś poważnie potraktowałeś chociaż TĄ jedną... Tylko że obaj znamy odpowiedź na to pytanie... W końcu widziałem Cię w akcji.

Ransom opuszcza pomieszczenie zostawiając pozostałych w dużym szoku (jakby to było jakieś zaskoczenie, że tak się ta niespodzianka skończy). Jedna osoba jednak żyje w innym świecie - mim dalej siedzi w klatce nie mogąc się uwolnić i "woła" o pomoc. Kamerzysta lituje się i podchodzi do niego otwierając niewidzialną klatkę, a zadowolony artysta z uśmiechem podaje mu rękę dziękując. Obraz z kamery gaśnie...

MAMA RYSZARDA BAWI SIĘ NA KARNAWALE

Kamera przenosi się na zaplecze, gdzie Paddy Jackson rozmawia z Nickiem Aldisem.

Nick Aldis: Super Ci idzie, naprawdę. Jestem pod wrażeniem, jak walczysz o każdy wywiad. Cathy nie ma szans Cię prześcignąć. *śmiech*

Paddy Jackson: Pewnie, że nie ma. Jestem szybki jak puma, zwinny jak sarna. *klepie Aldisa po plecach* Dziękuję za te miłe słowa Nick, jesteś super szefem!

Nagle w kadrze za plecami GM'a zupełnym przypadkiem pojawia się uśmiechnięty Tony Leone, bez swoich podopiecznych. Paddy'ego momentalnie paraliżuję strach i aż sztywnieje, a Aldis obraca się do niego, zupełnie zapominając o Paddym.

Tony Leone: Panowie... Nick. *Tony wskazuje palcem bezpośrednio na Paddy'ego, jednak nawet na niego nie patrzy* Paddy, masz już dzisiaj wolne.

Paddy Jackson: A-ale...

Tony Leone: Baw się dobrze i pozdrów ode mnie żonę.

Paddy początkowo wycofuje się powoli, krocząc w tył, jakby nie chciał tracić Tony'ego z widoku, jednak w końcu nagle odwraca się i zwiewa ile sił w nogach. Nick uśmiecha się dość krzywo do przybyłego zawodnika i pytająco na niego spogląda.

Nick Aldis: W czymś mogę pomóc? Myślałem, że wszelkie kwestie poruszyliśmy już wcześniej w ringu?

Tony Leone: Jak ja się cieszę, że Cię widzę, Nick. *przyjaźnie poklepuje Nicka po ramieniu* Chciałem z Tobą porozmawiać, podzielić się pewną ciekawostką. *Tony wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki elegancka papierośnicę i częstuje papierosem Nicka, ten jednak odmawia, więc Tony również rezygnuje i chowa papierośnicę* Bardzo nie lubię frustratów. Frustraci mają specyficzny zapach. *Tony podchodzi bardzo blisko Nicka, wącha powietrze blisko niego* Gorzki, lekko kwaśny, *szeptem do ucha Nicka* odrobinę stęchły. *Tony cofa się na normalna odległość i mówi normalnie* Tego Brutala wywąchałbym nawet, gdybyś zawiązał mi oczy i zagralibyśmy ciuciubabkę. *szczere rozbawienie, nagła zmiana na pełną powagę* Dużo szczeka. Wiesz, że ten kto dużo szczeka lubi sprowadzać na siebie kłopoty? Frustraci lubią robić głupie rzeczy, lepiej się trzymać od takich z daleka. A chyba nie chcielibyśmy, żeby przed tak ważną walką, jak ta nasza, kogoś musiała spotkać drobna nieprzyjemność, prawda? Chyba dasz radę utrzymać go na smyczy do samej walki, prawda? Mogę na Ciebie liczyć, Nick?

Tony wyciąga dłoń do Aldisa... Której ten nie ściska, tylko patrzy w oczy Leone.

Nick Aldis: Niestety, Mike nie jest moim pieskiem. Ale postaram się z nim porozmawiać. Zresztą... Myślę, że jest on ostatnią osobą, która mogłaby zrobić cokolwiek przed walką. Słyszałeś go wcześniej - był gotów walczyć z całą waszą trójką. Mogę więc chyba z czystym sumieniem powiedzieć, że poczeka do walki wieczoru. Jeśli jednak nadal się tym martwisz, Tony, to mogę Ci przydzielić kilku ochroniarzy... Myślałem jednak, że jesteś w stanie samodzielnie zadbać o swoje interesy. *uśmiech, w końcu również ściska rękę Leone, po czym gestem ręki przywołuje dwóch ochroniarzy* Mark, James... Pan Leone potrzebuje waszej ochrony. 

Tony Leone: Obawiam się, że zaszło drobne nieporozumienie, ale doceniam tę drobną uprzejmość z Twojej strony Nick. Oczywiście masz rację, sam potrafię zadbać o swoje interesy. Bardziej martwiłem się o Mike'a i jego występ w dzisiejszej walce wieczoru. Skoro jednak jesteś przekonany, że grzecznie zaczeka... to bardzo sympatycznie, po koleżeńsku. *uśmiech* Najważniejsze, żeby show nie ucierpiało.

Po tych słowach Tony odwraca się i odchodzi, zostawiając obu ochroniarzy w tyle. Obraz z kamery gaśnie...

[Obrazek: cZtWRi9.png]
Singles Match
Rob McŁowicz vs Silas Crowe

Wracamy po przerwie reklamowej i jesteśmy już w okolicach połowy pojedynku. Podczas reklam Silas Crowe konsekwentnie wykorzystywał przewagę warunków fizycznych, obijając plecy i żebra Roba McŁowicza. Zawodnik z Krakowa próbował odpowiadać przede wszystkim szybkością oraz atakami na nogi, ale każde dłuższe zwarcie kończyło się na korzyść Patienta Zero. Mimo tego The Culinary Butcher nadal stoi na nogach i próbuje znaleźć sposób na znacznie większego przeciwnika. The Uncured rusza z Discus Clothesline'em, lecz McŁowicz schyla się pod ramieniem! Crowe obraca się, a Rob natychmiast trafia Dropkickiem prosto w kolano. Potwór cofa nogę. Drugi Dropkick! Tym razem potężny zawodnik z Blackridge zostaje zmuszony do zejścia na jedno kolano. The Culinary Butcher chce pójść za ciosem, ale Silas podnosi się i rusza w jego stronę. McŁowicz czeka do ostatniej chwili. Kitchen Sink! Kolano wbija się w brzuch nadbiegającego Crowe'a. Olbrzym pochyla się, a Rob odbija się od lin. Gulasz-line! Patient Zero chwieje się, ale nadal stoi. Zawodnik z Krakowa ponownie nabiera rozpędu. Drugi Gulasz-line! Tym razem oponent pada na plecy. McŁowicz nie traci okazji. Wchodzi na narożnik, przeciąga charakterystyczne „EEEEEEEEEEEE...”, po czym skacze. Eeee-mak-łowicz-bow! Elbow Drop trafia w klatkę piersiową Crowe'a! The Culinary Butcher od razu pinuje. 1... 2... NIE! Subject 00 wyrzuca Roba z siebie z ogromną siłą. McŁowicz szybko podnosi się, ale Blackridge Patient również wraca na nogi. Rob próbuje jeszcze Dropkicku, jednak Silas odsuwa się i zawodnik z Krakowa ląduje na macie. Crowe natychmiast chwyta go za kark. Biel Throw! The Culinary Butcher przelatuje przez ring i zatrzymuje się dopiero przy narożniku. Patient Zero rusza za nim. ISOLATION! Całe 157 kilogramów wbija McŁowicza w poduszki. Rob osuwa się, ale Crowe łapie go pod ramiona, stawia z powrotem na nogach i zaciska dłonie na jego gardle. BLACKRIDGE DROP! wbija The Culinary Butchera w matę! Silas nie przypina. Powoli klęka obok przeciwnika i przykłada dwa palce do jego szyi. Przez kilka sekund nieruchomo sprawdza puls McŁowicza. Rob porusza ręką i próbuje odsunąć dłoń Crowe'a. Subject 00 przechyla głowę. Następnie spogląda w stronę Dr. Victora Kline'a i czeka. Doktor obserwuje zawodnika z Krakowa jeszcze przez chwilę.

Dr Victor Kline: Reakcja zachowana. Pacjent nadal odpowiada na bodźce. Kontynuować leczenie.

Patient Zero natychmiast podnosi przeciwnika i umieszcza go na plecach pod Failed Procedure. McŁowicz znajduje się w Backbreaker Racku, ale zaczyna uderzać łokciem w bok głowy Crowe'a. Raz! Drugi! Trzeci! The Uncured w końcu puszcza. Rob zsuwa się za jego plecy, szybko obchodzi większego rywala z boku, przechwytuje go za głowę i rusza. Running Bulldog! Crowe uderza twarzą o matę! The Culinary Butcher podnosi się i widzi, że Subject 00 zaczyna wracać na kolana. Natychmiast cofa się o kilka kroków. Smakuje?! DEGUSTACJA GORYCZY! NIE! Patient Zero prostuje się w odpowiednim momencie. McŁowicz przebiega obok niego, zatrzymuje się przy linach i odwraca. DISCUS CLOTHESLINE! Rob zostaje niemal obrócony w powietrzu! Blackridge Patient spokojnie podnosi przeciwnika. FAILED PROCEDURE! The Culinary Butcher z ogromną siłą uderza o matę. Crowe ponownie klęka obok niego. Dwa palce trafiają na szyję McŁowicza. Tym razem Rob prawie się nie porusza. The Uncured sprawdza jego puls dłużej niż poprzednio, po czym powoli podnosi głowę i spogląda na Kline'a. Doktor uruchamia dyktafon.

Nagranie: Zakończyć procedurę.

Subject 00 podnosi Roba. McŁowicz próbuje jeszcze Punchu. Trafia. Drugi również dochodzi celu. The Culinary Butcher zamachuje się po raz trzeci, ale Crowe blokuje uderzenie, łapie sympatycznego kucharza i wykonuje FINAL TREATMENT! Patient przechodzi do pinu, kładąc jedną dłoń na klatce piersiowej przeciwnika. 1... 2... 3! Silas Crowe odnosi kolejne zwycięstwo. McŁowicz sprawił mu więcej problemów niż wcześniejsi „pacjenci”, ale końcowy wynik pozostaje taki sam.

Sang Bleu! Na arenie rozbrzmiewa muzyka Lorda Sebastiena i to on pojawia się teraz na arenie. W jednym ręku ma swoją laskę Margaux, w drugim mikrofon, a na twarzy szyderczy uśmiech. Po drodze mija Doktora Kline`a oraz Silasa Crowe`a, Doktor daje wyraźny znak swojemu pacjentowi, że leczenie się już zakończyło i Lord ich nie interesuje. Idąc przez rampę Lord przykłada mikrofon do ust cały czas kierując się w stronę ringu.

Lord Sebastien: Bonjour Rob, jak się czujesz? Chyba nie najlepiej?

Po wypowiedzeniu tych słów na twarzy Francuza pojawia się jeszcze większy uśmiech, a publiczność zaczyna buczeć. The Noble One zdaje sobie z tego nic nie robić i wchodzi powoli schodkami do kwadratowego pierścienia.

Lord Sebastien: Spójrz na siebie, McŁowicz. Leżysz u moich stóp. Poobijany, bezradny i wyczerpany. Wyglądasz dokładnie tak jak powinien wyglądać człowiek należący do twojego stanu społecznego. Chciałem być dla Ciebie miłosierny i zaoszczędzić Tobie tego co stało się tydzień temu, a ty pogardziłeś moją wspaniałomyślną propozycją. Dlatego mam teraz dla Ciebie nie propozycję, a le defi. Lepiej, żebyś przyjął to wyzwanie bo ja nie odpuszcze i zostaniesz moim kucharzem czy Tobie się to podoba, czy nie. To nie jest kwestia twojej decyzji. Ja i Ty za tydzień zmierzymy się w tym ringu. A jeżeli Ciebie pokonam to zostaniesz moim kucharzem i będziesz mi przygotowywał takie potrawy, jakie tylko sobie zażyczę. Czasu za dużo na odpowiedź nie masz, bo oczekuje jej teraz.

Lord rzuca mikrofon Robowi, który cały czas leży na ziemi obolały po swojej walce z Silasem Crowem. Robi to jednak w taki sposób, że Rob musi się jeszcze trochę wychylić, aby go dosięgnąć.

Rob z trudem sięga po mikrofon. Przez chwilę łapie oddech, nadal leżąc na macie, po czym spogląda na Lorda.

Rob McŁowicz: Sebastien... znowu przychodzisz wtedy, kiedy twój rywal jest bezbronny. Chcesz mnie za swojego kucharza? Przyjmuję Twoje wyzwanie.

Rob upuszcza mikrofon, po czym obolały udaje się na zaplecze.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.08.2026, 22:15 przez Panter.

Ben Zamora
Streak: 1/0/0
Last Match: win vs Kenneth Riddle via Pinfall

James Wallace
Streak: 2/0/0
Last Match: win vs Dale Rucker via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/0
Last Match: win vs Yoshi Tatsu & Elias Shadow via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/10
Last Match: lost vs The Outfit via Pinfall
Odpowiedz
Cytuj
Jakub
Moderatorzy
15.08.2026, 21:26 #1
Earlier today...

Obraz z kamery przenosi nas do Scissortail Park w Oklahoma City. Widzimy, że został tutaj przygotowany event Make A Wish, w kadrze widoczne są przygotowane stoiska z logiem, wszędzie kręcą się wolontariusze w charakterystycznych niebieskich koszulkach. W kadr w końcu wchodzą Axel Blaze oraz Jose Lopez. Obaj zawodnicy ubrani są elegancko, garnitury, koszule, Blaze ma swój pas na ramieniu. Pełna kultura. Lopez zdaje się być niezwykle rozluźniony, zachowuje się bardzo swobodnie, czego nie można powiedzieć o Axelu. Ten wyraźnie się stresuje, bardziej spostrzegawczy widzowie mogą dostrzec krople potu pojawiające się na jego czole. Jest napięty, stara się utrzymywać dystans dwóch kroków od Hiszpana.

Axel Blaze: Dzisiaj odbywa się nabór na wolontariuszy fundacji. Rekruci dobiorą się w dwójki lub trójki i zostaną wprowadzeni w model działania fundacji. Będzie też kilka dzieciaków. Nasz plan jest taki, żeby popracować chwilę z tymi dwójkami, które będą już pracować z dziećmi, chcemy im pomóc pokazać, że marzenia naprawdę mogą się spełnić. Twierdziłeś, że jesteśmy tacy sami i gramy w jednej drużynie, prawda? *Lopez kiwa głową na potwierdzenie, Blaze wyraźnie się rozluźnia i klepie Lopeza w bark* Chodź, przekonajmy się, czy faktycznie miałeś rację.

Zawodnicy na przyspieszonym tempie podchodzą do głównego stoiska, gdzie ustalają plan z organizatorami. Następnie widzimy time lapsa, jak witają się  z wolontariuszami i nowymi kandydatami na nich. W końcu pojawiają się dzieciaki, zawodnicy rozmawiają z nimi oraz z kandydatami, robią sobie zdjęcia. Blaze pozwala pozować dzieciakom z pasem, pożycza im swoje okulary. Nagle mamy cięcie, kamera przenosi nas do przyczepy, w której zorganizowano coś na wzór garderoby dla gwiazd. Blaze siedzi zadowolony w krześle, jest uśmiechnięty od ucha do ucha i widać, że jest już zrelaksowany. Lopez stoi oparty o ścianę przyczepy.

Axel Blaze: Dobra robota, Jose. Odwaliliśmy kawał dobrej roboty. Widziałeś uśmiech tych dzieciaków? Ależ musiało Ci tego brakować przez tyle czasu. Przepraszam, że tak długo mi zajęło zauważenie Twojego wołania o pomoc. Ale teraz rozdamy karty od nowa. *Blaze rozgląda się po przyczepie* Cholera, zjadłbym coś. Idziemy na stołówkę? Potem możemy jeszcze chwilę pogadać z Organizatorami i trzeba się będzie zbierać na halę. Ring sam się nie skręci.

W tym momencie Lopez wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki idealnie czerwone jabłko i pociera je o marynarkę, a następnie rzuca je Blaze'owi Ten pewnie chwyta jabłko, dziękuje skinieniem głowy i wgryza się w soczyste jabłko. Po przełknięciu pierwszego gryza uśmiech powoli schodzi mu z twarzy, a obraz z kamery gaśnie...

[Obrazek: cNDyCwA.png]

Na arenie zamiast standardowego już "Heavy is the Crown" od razu rozbrzmiewa "I Cunfirenti", a na rampie pojawia się brodaty jegomość, odpowiedzialny za wydarzenia z zakończenia ostatniego Elysium. Mężczyzna ubrany jest w elegancki czarny garnitur, do klapy garnituru przypiętą ma czerwoną różę, a pod szyją perfekcyjnie zawiązany krawat w tym samym kolorze. Uśmiechnięty brodacz powoli rusza w stronę ringu, a tuż za nim wyłania się dwójka wyższych mężczyzn. Ten średni również ubrany jest w garnitur, pod krawatem, natomiast najwyższy z nich ma na sobie strój do walki oraz długi, elegancki płaszcz - udaje mu się zachować styl i klasę, ale jednocześnie przygotowany jest do akcji w każdej chwili. Dwójka z tyłu idzie równo, ramię w ramię, trzymając się za swoim przywódcą. Wspólnie powolnym krokiem wędrują do ringu. Na arenie panuje absolutna cisza, nikt nie buczy, nikt nie bije brawo. Nawet komentatorzy milczą, stoją teraz na baczność, trzymając w rękach swoje notatki, gotowi do ucieczki w każdej chwili. Przerażenie na ich twarzach widocznie jest gołym okiem. Lider wchodzi do ringu po schodkach, natomiast dwójka jego ludzi podchodzi do strefy technicznej odebrać mikrofon. Pracownik techniczny dosłownie się trzęsie, jednak natychmiast sięga po mikrofon i podaje go drżącą rękę, po czym odsuwa się maksymalnie pod barierki, jakby zwiększenie dystansu miało zapewnić mu bezpieczeństwo. Brodaty jegomość ustawia się na środku ringu i powoli poprawia mankiety garnituru, ukazując złote spinki koszuli, a w tym czasie dołącza do niego pozostała dwójka. Lider wyciąga otwartą rękę w bok, a średni zawodnik ze czcią układa mikrofon w jego dłoni.

Tony Leone: Dobry wieczór, Oklahomo, widzowie. *grzeczny ukłon głową w stronę widowni, potem w stronę kamery, długa pauza, absolutna cisza* Jestem Wam winien wyjaśnienia. Absolutnym nietaktem z mojej strony byłoby pozostawienie wydarzeń sprzed dwóch tygodni bez komentarza, tym bardziej, że przez ten czas nasłuchałem się wiele plotek na nasz temat. Wiele krzywdzących, nieprawdziwych plotek, które napełniają moje serce goryczą. To nie był żaden atak. To nie było ostrzeżenie. Nie było to również wypowiedzenie wojny. Nie... *pauza* To była jedynie demonstracja. Zaledwie próbka naszych możliwości. Chciałem, żeby każdy w tej szatni... każdy pracownik... każdy ochroniarz... i przede wszystkim nasz Generalny Manager, Nick Aldis... zrozumiał jedną rzecz. *pauza* Kiedy THE OUTFIT czegoś chce - zawsze znajduje sposób. Dokładnie tak. Nazywam się Tony Leone, zapamiętajcie to dobrze. Moja prawa ręka i osobisty doradca *wskazują głową na średniego zawodnika* - Vincenzo Vizzini. Oraz człowiek, nazwijmy to, zajmujący się HR w naszej Organizacji *wskazują głową na najwyższego zawodnika* - Enzo Sacrale. Teraz, skoro już się poznaliśmy, mam nadzieję na owocną współpracę oraz na liczne wspólne interesy. Bo z The Outfit można załatwić dosłownie wszystko. Oczywiście za odpowiednią cenę. *pauza* Aldis, posłuchaj mnie uważnie. Nie przyszliśmy tutaj odebrać Ci pracy. Nie przyszliśmy przejąć Twojego biura. Nie przyszliśmy też mówić Ci, jak masz zarządzać Elysium. *Tony spokojnie poprawia krawat* Wręcz przeciwnie. Zależy nam, żebyś jak najlepiej wykonywał swoje zadanie. Dobrze prowadzony biznes przynosi zyski wszystkim. I widzimy w tym obopólną korzyść. Nie musisz się mnie obawiać. Nie musisz obawiać się The Outfit. Tak długo, jak będziemy grali do jednej bramki. *Tony gładzi ręką różę przy klapie marynarki* Widzisz tę różę? Na Sycylii *Tony unosi dłoń i całuje swój własny sygnet, na którym znajduje się kontur wspomnianej wyspy* róża jest symbolem odrodzenia. W Legion Pro Wrestling jest naszym podpisem. Niech to będzie dobra wróżba na przyszłość.

W tym momencie na arenie pojawia się Nick Aldis, w towarzystwie około 20 ochroniarzy. Generalny Manager z mikrofonem w ręku przystaje przez chwilę na stage'u, mówi coś do zebranych dookoła niego mężczyzn, po czym razem z nimi zmierza do ringu. Gdy do niego dociera, ochroniarze rozstawiają się dookoła ringu, a Nick wchodzi do środka po schodkach. Utrzymuje cały czas kontakt wzrokowy z Leone, na przeciwko którego staje i podnosi mikrofon do ust... i w tym momencie Mike F'N Brutal pojawia się na stage'u. Nie wychodzi przy swojej muzyce, nie ma żadnej efektownej prezentacji. Po prostu wychodzi zza kulis, z wyraźnie wkurwioną miną, i od razu rusza w stronę ringu. W dłoni trzyma mikrofon. Kiedy jednak zbliża się do okolicy ringu - kilku ochroniarzy natychmiast wychodzi mu naprzeciw. Dwóch staje przed nim, a kolejni ustawiają się za nimi, blokując mu drogę. Brutal zatrzymuje się, patrzy na nich przez chwilę, po czym powoli unosi mikrofon do ust.

Mike F'N Brutal: Co jest kurwa?

Jeden z ochroniarzy coś tłumaczy, wskazując najpierw na ring, a następnie na samego Brutala. King of Hardcore przez kilka sekund patrzy na niego z niedowierzaniem, po czym prycha pod nosem.

Mike F'N Brutal: Czyli tak to teraz ma wyglądać? Nie wpuścicie mnie nawet do ringu?

Brutal robi krok do przodu, ale ochroniarze ponownie go zatrzymują. Extremely Mad Dog zaciska szczękę, wyraźnie tracąc cierpliwość. W końcu w ringu do mikrofonu odchrząkuje Nick Aldis. Generalny Manager przez chwilę obserwuje całą sytuację, po czym macha ręką w stronę patrzących na niego ochroniarzy, nakazując im przepuścić Brutala. Ci niechętnie odsuwają się na bok. Mike przez chwilę patrzy na Aldisa, kiwa mu głową, po czym rusza dalej. Wchodząc po schodkach, nie spuszcza wzroku z Tony'ego Leone i jego ludzi. W końcu przechodzi przez liny i staje naprzeciwko The Outfit.

Mike F'N Brutal: No nareszcie. Nadeszła ta wiekopomna chwila. Słuchałem sobie wasze bzdurne gadanie o interesach, organizacjach, różach, Sycylii i całej reszcie tego gówna... I wiecie co? Chyba nawet trochę was rozumiem. Jeszcze niedawno sam byłem po drugiej stronie barykady. Sam miałem swoje powody, żeby wejść tutaj i zrobić komuś naprawdę wielką krzywdę. Sam nie zawsze przejmowałem się tym czy ktoś po wszystkim będzie jeszcze w stanie się podnieść i normalnie funkcjonować.

South Philly Scumbag robi dwa kroki w stronę Leone, na co automatycznie reaguje Sacrale, wysuwający się przed szereg. Tony jednak zagradza mu drogę ręką i nawet na niego nie patrząc kręci lekko głową, dając do zrozumienia, że ma wrócić na swoje miejsce.

Mike F'N Brutal: Więc tak. Rozumiem, że mieliście coś do załatwienia. Rozumiem, że chcieliście pokazać wszystkim, kim jesteście. Rozumiem nawet tę całą waszą demonstrację. Ale jest jeden mały problem. Weszliście za bardzo w moje interesy, lub jak to się tam u was mówi - w moją dzielnicę. *publika zaczyna lekko ożywać, a Brutal zaciska pięść* A ja miałem wtedy naprawdę zajebiście ważną robotę do wykonania. Najważniejszą rzecz jaką człowiek może zrobić w swoim życiu. Spuszczałem komuś wpierdol. I wy mi to kurwa przerwaliście. Więc teraz mam dla was propozycję nie do odrzucenia. Bardzo prostą zresztą. Nie potrzeba mi waszych pieniędzy, interesów, czy tej taniej i zawszonej róży. Chcę was wszystkich. Całą pieprzoną trójkę. Jednocześnie. *publika zaczyna reagować trochę głośniej, nakręca przez Mike'a.* Może mnie zwalcujecie, nie powiem że nie. Może we trzech zrobicie ze mnie worek treningowy. Może po pięciu minutach będę leżał i rzygał krwią. Ale zanim mnie położycie... porządnie przyłożę każdemu z was. A skoro tak bardzo lubicie swoje zasady, swoje interesy i swoje demonstracje... To załatwmy to w walce bez dyskwalifikacji. *Publika po raz pierwszy dzisiejszego wieczora wybucha mocnym cheerem. Brutal nie spuszcza jednak wzroku z The Outfit.* Żadnego sędziego, który będzie nam mówił kiedy przestać. Żadnych zasad za którymi możecie się schować. Tylko ja... wy.. i wszystko co znajdzie się pod tym ringiem. Chcieliście makaroniarze, żebym odpokutował za swoje winy? Ekstremalnie świetnie się składa. Bo teraz nadeszła chwila, abyście wy odpokutowali za swoje.

Brutal rzuca mikrofon na matę, nie spuszczając wzroku z The Outfit. Zanim jednak dochodzi do jakichkolwiek rękoczynów, głos zabiera Aldis.

Nick Aldis: Czy wy wszyscy myślicie, że możecie tu robić co wam się żywnie podoba? To moje show, to ja tutaj podejmuję decyzję. Po pierwsze *obraca się w kierunku Leone* nie wierzę w ani jedno Twoje słowo. Zniszczyliście walkę wieczoru ostatniej gali, wysłaliście Edgara Dickinsona do szpitala, bez żadnych skrupułów zaatakowaliście również naszego mistrza Dereka Halloway'a, oraz tu obecnego Mike'a Brutala... Którego, szczerze? W pełni rozumiem. A teraz próbujesz mi wmówić, że chcesz dla Elysium jak najlepiej? Nie ufam niczemu co wyszło z Twoich ust. Ale skoro już tu jesteście i twierdzicie, że chcecie współpracować... To świetnie! Bo dzięki temu przechodzimy do punktu drugiego. W ramach pierwszego kroku ku owocnej współpracy Tony, wybierz kto zawalczy z Brutalem w Main Evencie dzisiejszej gali. I zanim ktokolwiek zacznie zadawać pytania - tak uważam, że walka bez dyskwalifikacji to idealny pomysł.

Na propozycję walki ponownie od razu reaguje Sacrale, napinając się za plecami swojego szefa. Zaczyna nawet coś mówić pod nosem i wskazuje na siebie palcem, jednak ma w głowie poprzednie ostrzeżenie od Dona, dlatego to jedyne na co sobie pozwala. Sam Tony spogląda zaś na Aldisa ze szczerym, ciepłym uśmiechem.

Tony Leone: Świetny garnitur, Nick. Pasuje do Ciebie idealnie. Będę musiał później wziąć od Ciebie namiary na krawca, myślę, że może przydać się i nam. *pauza, Tony poprawia mankiety* Wierzę w przyjaźń i jestem skłonny okazać ją pierwszy. Dlatego osobiście stanę do ustalonej przez Ciebie walki. Potraktuj to jako prezent powitalny na Elysium. To zaledwie drobna uprzejmość, na znak naszej owocnej współpracy. Chcę, żebyś wiedział, Nick, że jeżeli będziesz nas potrzebować, to zawsze będziemy do Twojej dyspozycji.

Aldis kiwa głową, akceptując wybór Leone.

Nick Aldis: Dobrze więc, w takim razie dzisiejszą walką wieczoru będzie starcie Mike'a Brutala z Tonym Leone w NO DQ Matchu! *Aldis opuszcza mikrofon i prosi Brutala, by zszedł na zaplecze. Ten niezbyt słucha, jednak w momencie w którym Nick "grozi" mu ochroną, Mike w końcu daje za wygraną i wychodzi z ringu, odgrażając się jeszcze Włochom pod drodze. GM Elysium również przechodzi pomiędzy linami, ale w ostatniej chwili zatrzymuje się i spogląda jeszcze na Enzo.* Ej Ty tam, przypomnij jak się nazywasz? *Enzo z wyraźnym zdenerwowaniem reaguje na te słowa* Skoro tak wyrywasz się do walki, to dla Ciebie też coś mam. Ktoś tu dzisiaj ma urodziny. Ktoś bardzo lubiany. I prosił mnie wcześniej o walkę. Cóż... *uśmiech* nie mogę mu odmówić...

W tym momencie wybrzmiewa Inhale! Na rampie pojawia się Maxwell Ransom, gotowy do walki! Powoli zmierza do ringu, obserwując swojego rywala. Ten zostaje poklepany po plecach przez Leone oraz Vizziniego, którzy schodzą na zaplecze, stając na drodze Maxwella. Panowie stają naprzeciwko siebie, Tony zagląda głęboko w oczy Maxwella, a ten wytrzymuje spojrzenie. Leone nagle uśmiecha się serdecznie i wyciąga rękę do solenizanta i życzy wszystkiego dobrego z okazji urodzin. Ransom przyjmuje życzenia i pewnym krokiem zmierza do ringu. Kiedy już się w nim znajduje jego muzyka wyłącza się, a publiczność zaczyna śpiewać "Happy Birthday" coraz głośniej.

[Obrazek: 83NK4ST.png]
Singles Match
Enzo Sacrale vs Maxwell Ransom

Wracamy do ringu po reklamach, gdzie już jakiś czas trwa opener dzisiejszego wieczoru. Obecnie w narożniku Sacrale obija pięściami Ransoma, który próbuje się bronić, jednak ofensywa Włocha jest zbyt silna. Włoch po chwili oddala się od kornera, bierze rozbieg... I mamy unik! Messina odbija się od poduszek, a Ex-Wilgotniak wyprowadza trzymającemu się za bok rywalowi Enzuigiri! I Reverse STO! 1... 2... I kickout. Maxwell nie zamierza się załamywać, w miarę szybko stara się podnieść swojego przeciwnika... Jednak otrzymuje mocny Elbow Smash! Ransom jest lekko zamroczony, co Capo wykorzystuje dorzucając ponownie tą samą akcję. Mamy teraz całą serię Elbow Smashy, która momentalnie doprowadza byłego przyjaciela Dolnicka prosto do narożnika. Akcja trwa tam jednak za długo i w końcu sędzia musi ruszyć z interwencją. Zadowolonego z siebie Sacrale jednak to nie martwi, bierze rozbieg... Running Corner Elbow! Back Elbow! I jeszcze jeden Back Elbow! Big Handsome Man odchodzi od kornera i pada na matę, a Enzo przypina. 1... 2... Nie! Ku uciesze fanów dzisiejszy solenizant jest dalej w grze! Messina wydaje się być zaskoczony, ale nie ma czasu na stracenie. Dorzuca jeszcze kilka Elbow Smashy w głowę przeciwnika, a następnie wstaje i zerka na widownię. Towarzyszy temu spore buczenie, z czego Włoch nic sobie nie robi. Z lekką pogardą obserwuje z trudem podnoszącego się Ransoma, po czym bierze rozbieg... I trafia na mocny Lariat! Enzo z dużą siłą uderza w matę i wstaje teraz przy pomocy narożnika... Corner Splash! Maxwell cofa się do środka ringu i ku uciesze publiki wydaje z siebie bojowy okrzyk, zaś Sacrale resztkami sił również Lariatem próbuje zaatakować przeciwnika... Jednak mamy unik! Messina siłą rozpędu odbija się od lin i mamy Spinning Spinebuster! 1... 2... Nie! Ransom tylko kręci głową, jednak nadal jest nabuzowany. Wstaje i pokazuje widowni, że czas przypieczętować urodziny zwycięstwem. Enzo powoli się podnosi... Il Rosario! Spinning Kneeling Uranage z zaskoczenia wbija Maxwella prosto w matę! 1... 2... Nie! Sacrale pozostaje po akcji chwilę w pozycji klęczącej i z zamkniętymi oczami bierze głębszy oddech, wyraźnie potrzebuje chwili na odpoczynek. Enzo w końcu wstaje na nogi obserwując Ex-Wilgotniaka, a ten zdołał doturlać się do narożnika, przy pomocy którego się podnosi. Il Santo nie czekając dłużej ponownie przechodzi do ofensywy wyprowadzając kolejną serię Elbow Smashy w głowę Ransoma... Ten jednak niespodziewanie odpowiada sporą ilością punchy! Widownia szaleje, bo teraz to Maxwell jest w ofensywie! Amerykanin przy pomocy rąk wskakuje na linę, siada na narożniku i od góry dorzuca następne ciosy... Jednak zostaje złapany za gardło pod Chokeslam! Big Handsome Man krzywi się z bólu i próbuje zerwać uścisk poprzez uderzenia w rękę Sacrale, co ostatecznie kończy się sukcesem. Ransom dodaje do tego solidne kopnięcie w twarz Capo, przez co ten robi kilka kroków w tył. Maxwell nie chce na tym poprzestać, staje na drugiej linie od wewnętrznej strony ringu oglądając się po wiwatującej widowni, skacze... Lupara! Ransom w locie nadziewa się na piekielnie mocny Discus Elbow, po którym znokautowany pada na matę! Messina wydaje z siebie głośny okrzyk jednocześnie uderzając się w łokieć, po czym przypina 1... 2... 3! Enzo Sacrale w swoim debiucie pokonuje Maxwella Ransoma!

A więc koniec! Maxwell Ransom odnosi porażkę i ewidentnie nie zapamięta najlepiej tegorocznych urodzin! Enzo tymczasem świętuje swoje zwycięstwo ku sporemu rozczarowaniu zebranej widowni, a wszystkiemu towarzyszy "Ghost Love Score" zespołu Nightwish. Do Sacrale po chwili dołączają Tony Leone oraz Vincenzo Vizzini. The Sicillian Don z uznaniem mówi coś w kierunku Sacrale, a następnie układa wyciągniętą z marynarki różę na wciąż leżącym Ransomie. Messina dorzuca jeszcze w kierunku Maxwella "wszystkiego najlepszego", jednak Leone ostatecznie tonuje jego iście bojowy nastrój, a wszystkiemu ze stoickim spokojem przygląda się Vizzini. Obraz z kamery gaśnie...


Kamera pokazuje Zacka Sabre Jr., który stoi oparty o ścianę. Ma typowy dla siebie wyraz twarzy, który za chwilę przeradza się w zdenerwowanie gdy patrzy w jedną stronę. Z kadru wyłania się Derek Halloway uśmiechnięty od ucha do ucha.

Derek Halloway: No proszę, proszę, kogo my tutaj mamy. Czy to nie nasz nadworny purysta wrestlingowy? Uważasz się tutaj za Boga, a ostatnimi czasy nie potrafisz wygrać. Według tego co mówisz, powinieneś tutaj co najmniej dominować, a na razie zawodzisz niczym Diana zawiodła Karola, przez co spotkał ją straszliwy los z rąk MI6.

Zack Sabre Jr: Jaka Diana, jakie MI6? Z choinki się urwałeś, karykaturo wrestlera? Dawaj mi moje mistrzostwo! *Sabre wzdycha* Zawsze coś! Nie dość, że się z Tobą męczę od kilku tygodni, pieprzysz mi tu o jakichś dyrdymałach, to jeszcze te włoskie pipy mi wchodzą w paradę. Daj mi już tą walkę o pas, pokonam Cię, zostanę prawdziwym mistrzem, a Ty będziesz się mógł babrać w tych swoich idiotycznych teoriach spiskowych!

Derek Halloway: Tak, tak! MI6, nie zakłamiesz tej historii. Wiem, że prawda Cię w oczy kole. Ale abstrahując od tego, to w tym jest właśnie cały szkopuł. Ty się męczysz. Przecież to jest zabawne jak sam to mówię na głos. Ty się męczysz z takimi papierowymi mistrzami, wrestlerami. Skoro Ty męczysz się z nami, to co z Ciebie za wrestler? Do Blaze’a nawet się nie dostałeś na krok, a męczysz się z, w Twoim mniemaniu, byle wrestlerami!

Zack Sabre Jr: Ty teraz tak na poważnie? Poważnie mówisz? Ty, ty, ty... Ty chory jakiś jesteś! Męczę się bo mi wszyscy na złość tu robią, co nie jestem blisko wygranej, to zawsze się jakiś pokemon pojawi i potem się cieszy, że mi pranka zrobił. W dupie te wasze pranki mam, w dupie te wasze głupie zabawy. Przeliteruję Ci to półgłówku! W-A-L-K-A! 1v1! Na Heatwave! Już, teraz! Dawaj mi to!

Derek Halloway: Już, już, ogarnij swoje angielskie dupsko. Nie widzę z Twojej strony żadnego zagrożenia. Żyjesz w swojej bańce doskonałości, którą dawno powinna pęknąć, nieudaczniku. Twoje porażki są jedynie Twoim problemem. Ale spokojnie, naprostuję Cię, jeśli tylko dasz mi szansę. Pokażę Ci świat prawdy, świat świadomy. Nawet jeśli będzie to oznaczało walkę z Tobą, mogę się zgodzić, jednakże na walkę o to złoto musiałbyś sobie zasłużyć, a to już nie będzie takie łatwe, bo papierowi zawodnicy staną Ci na drodze i znów nie dasz rady do mnie dotrzeć. Poza tym, ta ekipa z poprzedniego Elysium bardziej mi teraz zaprząta głowę, niż Twoje niekończące się jojczenie o walkę.

Zack Sabre Jr: Zasłużyć? *prychnięcie* A co Ty zrobiłeś niby takiego, żeby sobie w ogóle zasłużyć, żeby ten pas mieć? W walce z drabinami go zdobyłeś! Z drabinami! Wszyscy wiedzą, że nienawidzę drabin! To przeciwko mnie tutaj cały czas jakieś spiski są! Ja mam oczy otwarte, o zobacz! *Zack przybliża twarz do Halloway'a i pociąga za powiekę do góry* A Ci makaroniarze mi też nadepnęli na odcisk i jakbym tylko mógł, to poskładałbym jak origami każdego po kolei! *Zack łapie się za głowę i wydaje z siebie jakiś nieartykułowany dźwięk, po czym spogląda z powrotem na Dereka* Zresztą dobra, co Ty możesz wiedzieć, jak ten bebzon przegania Twoje myśli! Idę do Aldisa, on na pewno mnie zrozumie!

Zack obraca się na pięcie i... widzi właśnie zbliżającego się w ich kierunku GM'a. Od razu do niego podbiega.

Zack Sabre Jr: Nick, Nickuś! Mój ulubiony Generalny Manager Elysium! Jakże się cieszę, że Cię widzę! *Aldis odrywa wzrok od telefonu i podnosi do góry brew* Weź wytłumacz tutaj temu foliarzowi-sroliarzowi, że żadnym mistrzem to on nie jest, tylko pas mój przetrzymuje chwilowo. I no ten, no... Walkę na Heatwave bym chciał w końcu, tą obiecaną. To co, da się coś z tym zrobić?

Nick Aldis: Nie bardzo rozumiem o czym mówisz, ale słyszę walka i Heatwave... I mam pewien pomysł. I tak miałem z wami o tym porozmawiać. Skoro macie dzisiaj obaj walki, zrobimy więc z tego Beat the Clock Challenge. Jeśli Zack pokona swojego przeciwnika szybciej niż Derek, to dostanie to czego chce - walkę o pas Eternal na Heatwave. Życzę obu powodzenia.

Aldis wymija zawodników, którzy patrzą na siebie przez chwilę, Sabre jest wyraźnie zadowolony. Obraz z kamery gaśnie...

Spokojny wieczór na Bondi Beach w Australii. Pośród rozpalonego ogniska zebrała się grupka ludzi. W tle słychać delikatne struny gitary akustycznej i strzelanie płomieni. Jeden z siedzących przy ognisku pociąga łyk z butelki. Obok niego siedzi dziewczyna o czarnych, kręconych włosach wtulona w jego pierś i spoglądająca w sam środek ogniska. Błękit jej oczu przeradza się w ostrą czerwień pod wpływem odbijających się płomieni.

Chloe: Podziwiam to, że chce Ci się narażać własne życie dla ratowania cudzego.

Chris: Bo kiedy widzisz kogoś walczącego o każdy oddech, nie myślisz o sobie. Myślisz tylko o tym, żeby zdążyć. Na Bondi Beach nauczyłem się, że bohaterem nie jest ten, kto się nie boi. Bohaterem jest ten, kto mimo strachu wskakuje do wody.

Chris uśmiecha się delikatnie i obejmuje Chloe mocniej.

Chris: Jasne, bywało niebezpiecznie. Silne prądy, wysokie fale, rekiny gdzieś na horyzoncie... Ale każdy uratowany człowiek przypomina mi, dlaczego wybrałem tę drogę.

Chris na chwilę spogląda w płomienie ogniska.

Chris: Życie to najcenniejszy dar, jaki możemy dostać. Nie da się go niczym zastąpić i nie można go tak po prostu odebrać. Dlatego, dopóki mam siłę oddychać, zrobię wszystko, żeby dać komuś jeszcze jedną szansę. To uczucie... świadomość, że wrócił do swojej rodziny, do przyjaciół, do swoich marzeń... jest warte każdego ryzyka. Chloe..

Chris zauważa, że Chloe zasnęła wtulona w jego ramię. Z delikatnym uśmiechem okrywa ją kocem i jeszcze przez chwilę wpatruje się w tańczące płomienie. Kamera powoli oddala się od obojga. Szum fal miesza się z cichym brzmieniem gitary, a ostatnim kadrem pozostaje migoczące ognisko na tle rozgwieżdżonego nieba nad Bondi Beach.

Przenosimy się na zaplecze, gdzie widzimy rozgrzewającego się... Yoshiego Tatsu! 名誉ある戦士 wykonuje w powietrzu kopnięcia i ciosy łokciami, a towarzyszą temu wydawane odgłosy - no takie jak robi w filmach każdy Japończyk podczas walki, wiadomo o co chodzi. Nowy nabytek Elysium nie orientuje się, że jest w ujęciu kamery, a jego uwagę przykuwa dopiero nadchodzący Paddy Jackson.

Paddy Jackson: Yoshi! Miło Cię widzieć na Elysium! serdeczny przytulas Widzę, że jesteś w totalnie bojowym nastroju przed debiutem. Jakie inne emocje Ci towarzyszą?

Yoshi Tatsu: やあ、パディ! 本当にワクワクしてて…… O rany! Wybacz! Pomylił mi się język, haha! Jestem tak podekscytowany powrotem do Stanów, że zapomniałem, iż muszę się przestawić! *śmieje się* Niesamowite uczucia mi towarzyszą! Jestem bardzo zadowolony, że mogę pomóc tej federacji wybić się, a jednocześnie samemu pokazać, że wiek to żadna przeszkoda. Do tego odczuwam ogromny szacunek do władz, że tak łatwo było się z nimi dogadać i widzę tu wiele młodych, utalentowanych adeptów, co też napawa mnie jeszcze większym szacunkiem i nadzieją na honorowe pojedynki.

Paddy Jackson: Myślisz, że twoje doświadczenie będzie wystarczające podczas pojedynków z młodymi, wygłodniałymi wilkami? Nie da się ukryć, masz za sobą wiele lat spędzonych w boju. Co więcej, w tym czasie zwiedziłeś największe światowe federację, gdzie osiągałeś różne sukcesy. Przede wszystkim, jesteś wielokrotnym uczestnikiem walk typu Battle Royal. *uśmiech*

Yoshi Tatsu: Widzę, że jesteś świetnie przygotowany. *dumnie klepie go honorowo po ramieniu* Battle Royal to zdecydowanie mój konik i zjadłem zęby na tego typu walkach. Prawdopodobnie mój wrodzony spokój i instynkt pozwalają mi idealnie odnaleźć się w tym chaosie. *uśmiecha się honorowo* Wracając do twojego pytania Paddy-san. Wierzę, że dam radę. Dawne atuty zastąpiłem nowymi atutami. Tak działa zdobywanie doświadczenia i przystosowywanie się. Topowy zawodnik zawsze sobie poradzi.

Paddy Jackson: Powiesz nam coś więcej o tych atutach, czy ich namiastkę zobaczymy dopiero podczas walki z Eliasem?

Yoshi Tatsu: Chcę was trochę zaskoczyć. *honorowo puszcza oczko* Prawdziwy samuraj.. nie zdradza takich rzeczy, on... *myśli dłuższy czas* chce was zaskoczyć. Wiedzcie, że jestem w formie życia i Elias przekona się o tym, ale w bardzo honorowy sposób. Wy również. Już dzisiaj! LPW robi wielki krok do przodu. Wraz ze mną ta federacja jest w stanie nawet na rynku azjatyckim być numerem jeden.

Paddy Jackson: Chcesz coś jeszcze powiedzieć fanom, jak i swojemu rywalowi tuż przed pojedynkiem?

Yoshi Tatsu: Paddy - San.. znasz zasadę, którą wyznaje się w górach Japonii? Brzmi ona - ring zweryfikuje. To mogę powiedzieć. Po prostu poczekajmy.

Yoshi kłania się honorowo przed Paddym, czym oddaje mu dużo szacunku. Paddy - san nie chce być gorszy i robi to samo. Zadowolony Yoshi idzie w sobie bliżej znanym kierunku, wydając jeszcze jakieś okrzyki bojowe. Obraz z kamery znika...

[Obrazek: KLti1sW.png]
Singles Match
Yoshi Tatsu vs Elias Shadow

Obaj zawodnicy w ringu, sędzia też... Zaraz zaraz! Czy to Jack Anderson?! Tak to on! Wygląda na to, że on również dostał angaż na Elysium! Jack daje znak pracownikowi technicznemu i mamy gong, a to oznacza start walki! Yoshi pierwsze co robi, to podchodzi na środek ringu i kłania się nisko, a następnie wyciąga do Eliasa rękę. Cóż za honorowe zachowanie. Ten jednak jest w szoku, chyba pierwszy raz to on został zaskoczony przez zachowanie przeciwnika. No i oczywiście, co robi? Zaczyna machać tymi swoimi krzywymi łapami i drzeć się "Six Seven! Six Seven!". No to akurat było bardzo niehonorowe zachowanie. Tatsu jednak tylko się uśmiecha i dalej trzyma rękę w powietrzu. To już porządnie podkurwiło Lone Wolfa, który bez żadnego szacunku (jak tak w ogóle można?!) odkopuje wyciągniętą kończynę 名誉ある戦士. I od razu rzuca się na Japończyka! Ten jednak zgrabnie uchyla się przed ciosem, po czym wyprowadza... Klepnięcie w potylicę??? O co tu w ogóle chodzi? Battle Royal Specialist teraz tylko kręci przecząco głową i pierdoli coś po japońsku o szacunku i honorze. No oczywiście, wszyscy Cię zrozumieli. Legenda chyba chce dać szansę na zreflektowanie się Shadowowi, ponieważ od razu wyciąga do niego rękę po raz drugi, a na jego ustach znowu pojawia się uśmiech. Noo, teraz to już tak porządnie wkurzył Młodziaka, który znowu się na niego rzuca, lecz sytuacja się powtarza - Yoshi unika ciosu i za plecami rywala podnosi rękę do góry. Ten jednak przytomnie zasłania potylicę... Tylko po to, by zostać poklepanym lekko po czubku głowy. Elias wzdycha tylko i spogląda w górę, prosząc Boga o siły... Następnie obraca się powoli do wciąż uśmiechniętego Staruszka i momentalnie wyprowadza Gut Kicka! Jego noga zostaje jednak złapana, a on sam ląduje na macie po podcięciu ze strony World Famous Strikera, czemu towarzyszyło głośne "Hiaaaaaaaa!". No na szczęście ta niehonorowa zagrywka ze strony Beta Wolfa została w bardzo honorowy sposób powstrzymana. Tatsu momentalnie rusza na liny, Shadow rzuca mu się pod nogi, lecz Japończyk zgrabnie nad nim przeskakuje, ponownie odbija się od lin, widzi przed sobą stojącego już rywala. Teraz z kolei to on przeskakuje nad biegnącym Yoshim, który ponownie odbija się od lin i nadziewa się na Hip Toss! A jednak nie, w ostatniej chwili zapiera się, lekko uderza w brzuch Eliasa, po czym zmienia chwyt i sam wykonuje Hip Tossa! Publiczność nagradza to gromkimi brawami, na co The World Famous wykonuje piękny ukłon. No i to jest iście honorowy występ! Młody wytacza się z ringu i zaczyna kląć do siedzących najbliżej fanów, a Ci jeszcze robią mu na złość, wykonując gest 8-9. Shadow kopie mocno w barierkę, ale robi to tak niefortunnie, że obija sobie dość mocno wielki paluch u stopy i zaczyna z bólu podskakiwać, cofając się z powrotem do ringu. Legenda pojawia się już na apronie, ale zanim jest w stanie cokolwiek zrobić, zostaje pociągnięta za kostki i ściągnięta na ziemię, a następnie wrzucona w barierki! Zero szacunku do starszego od siebie ma ten Elias. Gnojek teraz podnosi szybko przeciwnika i wrzuca go do ringu, samemu również się do niego wślizgując. I od razu wpada na leżącego rywala z Running Sentonem i pinuje! 1... Kick out! Zdenerwowany Beta Wolf zaczyna stompować leżącego przeciwnika, po czym podnosi go i wykonuje mu Suplexa! Znowu pin. 1...2. Kick Out! Elias teraz wchodzi na narożnik i wyskakuje w powietrze, jednak nadziewa się na Dropkick, któremu towarzyszy bardzo głośne "Łaaaaaaahaaaaa!". 名誉ある戦士 bardzo ładnie to skontrował, jednak zamiast pinować to rusza na liny. Shadow w międzyczasie zmienia pozycję na siedzącą, przez co otrzymuje Leg Lariat, oczywiście połączony z bardzo głośnym "Hajaaaaaaaaaa!"! I kolejna próba pinu! 1...2. Kick Out! Yoshi od razu przechodzi do dalszej inicjatywy, wchodząc samemu na narożnik... I mamy Missile Dropkick! Coraz poważniejsze rzeczy wyciąga z arsenału ten Tatsu! Tym razem jednak nie pinuje, tylko czeka chwilę za plecami oponenta aż ten całkowicie się podniesie... Roundhouse Kick! 1...2..! Kick Out! No chyba zbliżamy się do końca walki, bowiem Legenda wspina się na narożnik i chyba zamierza wykonać swój finisher! Tak jest, Diving Spinning Wheel Kick! Jednak nietrafiony! Shadow w ostatniej chwili upada na matę, dzięki czemu unika marnego losu! Gdy tylko poobijany Tatsu się podnosi otrzymuje Torta Killer! NIE MOŻE BYĆ! SHADOW wspina się na narożnik, Yoshi dalej nie reaguje... 67 Splash! CONNECTED! 1...2...3...! Koniec walki! ELIAS SHADOW POKONUJE DEBIUTUJĄCEGO YOSHIEGO!

Znajdujemy się teraz w biurze Generalnego Managera Elysium, gdzie w towarzystwie czterech ochroniarzy siedzą Derrick Mantel, oraz El Garra de Gato. Obaj patrzą w zupełnie inne strony. Wielkim niedopowiedzeniem byłoby rzec iż wyglądają, jakby chcieli się pozabijać, jednak obecność ochroniarzy skutecznie im to uniemożliwia. Po chwili do pomieszczenia wchodzi Aldis, zamyka za sobą drzwi oraz zasiada za swoim biurkiem.

Nick Aldis: Dobrze panowie. Nie będę ukrywał, że nie mam niestety dzisiaj zbyt dużo czasu, więc chciałbym to załatwić szybko, w cywilizowany sposób. Nie da się was raczej cofnąć z tej wojennej ścieżki... Zresztą, myślę, że nikt by tego nie chciał. A tutaj, na Elysium, najważniejsze jest jedno. SHOW. Dlatego pozwoliłem wam dwa tygodnie temu na trochę wolności i danie upustu swoim emocjom. Teraz jednak mam nadzieję, iż będziemy teraz w stanie porozmawiać na spokojnie, bez targających wami emocji. Mam dla was pewne informacje, które na pewno ucieszą obu, jednak zanim to nastąpi - proszę o waszą perspektywę. Derrick *wskazuje ręką na zawodnika* Ty zacznij proszę.

Derrick Mantel: Nick, nie widzę sensu, byśmy rozmawiali na temat mojej perspektywy. Opowiadałem o tym wielokrotnie i swojej opinii nie zmienię. Widząc Garrą i wszystko z nim związane, odczuwam nic innego, jak pogardę ukierunkowaną na jego osobę. Jego durna maska, zgrywanie groźnego na pokaz. Tego nie da się traktować poważnie. Ring powinien być miejscem dla ludzi, którzy nie bawią się w bycie postaciami rodem z bajek. Ten ring jest miejscem, gdzie powinno się przelewać krew, pot i łzy. Tymczasem spoglądając na niego, *wskazuje palcem na Gato* nie odczuwam niczego innego, jak bycia oszukanym. On jest...

El Garra De Gato: Señor Nick, *agresywne wskazuje rękoma na Derricka* sam słyszysz z kim i z czym mam doczynienia! Odkąd tutaj jestem słyszę od Mantela ciągłe i niepotrzebne komentarze co do maski i tego co nią reprezentuję! Lunático! Ten człowiek nie ma pojęcia o dziedzictwie przekazywanym z pokolenia na pokolenie! Mam dość jego bredni! Nie zamierzam spędzać ani chwili dłużej w pobliżu tego szaleńca. Jeżeli chce Pan znać moją perspektywę, señor Nick, uważam że...

Derrick Mantel: Nikogo nie interesuje to, co sobie uważasz. *wrednie śmieje się prosto w twarz Garry* Momentami odnoszę wrażenie, że żyjesz w swoim świecie i nie wiesz nawet, co właściwie się wokół Ciebie dzieje. Biedny Garra pogubił się w całej swojej obłudzie i szuka winnych wszędzie dookoła, zapominając o tym, że największym winnym jego sytuacji, jest on sam. Widzisz, Nick. Możesz słuchać tego szaleńca, który ukrywa prawdziwą twarz pod swoją maską, ale nie możesz dać mu się zwieść. On chce Ci mydlić oczy, abyś zlitował się nad nim, jak każda inna osoba, którą udawało mu się skutecznie manipulować. Ten wariat nie zasługuje na choćby gram uwagi i może darujmy sobie dalszą pogawędkę, bo ten gość...

El Garra De Gato: Manipulować..? Czy Tobie już doszczędnie rozum odjęło? Twoje pomylenie sięga poziomu Hallowaya! Ludzie stoją po mojej stronie, bo jako jedyny wyznaję wartości ważniejsze od czubka własnego nosa... albo co gorsze, ważniejsze od fałszywego pojęcia tego co zasługuje na miano pro wrestlingu, a co nie! A jeśli według Ciebie, moja maska służy mi do ukrywania się, ya es hora... To jest najwyższa pora, żebyś spojrzał na siebie imbécilo *zaczyna agresywnie wytykać na Mantela*, bo to Tobie przydałaby się maska, idiota feo! Señor Nick, jeśli to ja jestem szaleńcem, to spójrz posłuchaj jego, tego człowieka tym bardziej trzeba zamknąć w zakładzie! Przecież to jest...

Derrick Mantel: Możesz okłamywać wszystkich dookoła, wciskając tani kit. Ja jednak jestem inny niż oni. *na jego twarzy pojawia się delikatny, wredny uśmieszek* Twoja maska nie jest kontynuacją waszej durnej tradycji. Mówisz coś o tym, że pod twoją maską nic się nie ukrywa, odnoszę zupełnie inne wrażenie. Możesz być mieszanką gościa, który udaje, że jest groźny. Możesz być osobą, która bardzo chętnie manipuluje wszystkimi i dzięki temu ma przychylnych nędznej publiczności. Mimo wszystko nie widzę pod twoją maską nikogo innego, jak przetraszonego gościa, który obawia się konsekwencji, które na niego czyhają na każdym kroku. Co więcej, boisz się przyjrzeć własnemu odbiciu w lustrze, wiedząc, że jesteś tanią kopią swoich przodków, którzy rozsławili lucha libre. Możesz wciskać ludziom gówno owinięte w papierek, licząc na same pozytywne recenzje. Jednak nie każdy jest tak naiwny, by łykać bajeczki o bohaterskim obrońcy braci mniejszych. *spogląda prosto w oczy Garry* I co najważniejsze, twoja maska oraz kultywowanie dziedzictwa lucha libre w twoim przypadku nie przedstawia większej wartości, bo jako człowiek jesteś po prostu żałosną imitacją ludzi, na których postanowiłeś się wzorować. Zatem Nick, nie sądzę, żeby nasza dalsza rozmowa miała większy sens, skoro Garra dalej brnie w swoje brednie.

El Garra De Gatto: Mam dość Twojego pieprzenia Derrick *wstaje tak agresywnie, że krzesło za nim upada*! Nie mogę znieść Twoich chorych teorii, Twojego zakłamanego tonu... plujesz swoimi złotymi myślami i szczerzysz się jak opętany... *wystawia rękę przed siebie z zaciśniętą pięścią*, ale to mój pazur wyznaczy tutaj prawdę, entonces... więc zanim postanowisz kontynuować swoją durną krucjatę przeciwko mnie, perdedor engañoso, zastanów się czy jesteś gotowy lizać rany, cabron!

Nick Aldis: SPOKÓJ! *zawodnicy momentalnie się zatrzymują, a Aldis zaczyna masować skronie* Za dużo dzisiaj tego wszystkiego... *mówi pod nosem* Wiecie co, nie ma problemu. Chcecie się bić? Macie to jak w banku. Heatwave. Derrick Mantel kontra El Garra de Gato. Jeden na jednego. Ale, żeby nie było wam zbyt wesoło... Do Heatwave macie zakaz bójek i przepychanek, w innym wypadku wasza walka zostanie odwołana, a wy zawieszeni. Zrozumiano? *niechętnie, ale obaj kiwają głowami* Świetnie. A żebyście za dwa tygodnie się nie nudzili... To wystąpicie w jednej walce. *Aldis podnosi wzrok* Jako drużyna. D-R-U-Ż-Y-N-A. Zrozumiano? Wasi przeciwnicy... Cóż, nie mam jeszcze na to odpowiedzi, ale na pewno kogoś znajdę. Jednak o tym kto to będzie, przekonacie się dopiero na samej gali. A teraz żegnam, mam jeszcze dużo roboty w dniu dzisiejszym. A wy swoje walki do odbycia.

Mantel wstaje odpychając ze zgrzytem krzesło i szturmem wychodzi z biura. De Gato natomiast powoli wstaje i skinięciem głowy pozdrawia Aldisa, wychodząc za Derrickiem...

Kamera ukazuje nam szpitalne łóżko, oddzielone od reszty pomieszczenia zielonkawymi parawanami. Leży w nim postać której można w pierwszej chwili nie rozpoznać, jednak fani LPW szybko zauważą, że to Edgar Dickinson tylko pozbawiony charakterystycznego makijażu i ubioru. Poeta jest blady i wygląda jakby spał, w jego rękę wpięty jest wenflon, poza kroplówką nie jest jednak podpięty do żadnej aparatury. Przez chwilę oglądamy ten statyczny obraz, dostając tylko powolne zbliżenie na twarz artysty. Finalnie, oczy pisarza gwałtownie się otworzyły i ten poderwał się gwałtownie na łóżku biorąc gwałtowny haust powietrza w płuca. Dickinson chwilę bierze szybkie oddechy, rozglądając się panicznie wokół siebie. W końcu jednak odrobinę się uspokaja, i obmacując swoją poobijaną szyję zaczyna mamrotać do siebie, co świetne mikrofony LPW oczywiście wyłapują.

Edgar Dickinson: Gdzie jestem, gdzie jestem, gdzie jestem. *zerka na wenflon* Szpital, jestem w szpitalu, dlaczego jestem w szpitalu. *chwila konsternacji* Elysium, ktoś mnie zaatakował w trakcie walki, mnie, Pana Mike i Pana Dereka ale kto… Tam nikogo nie powinno być, nikogo nie miało być, coś jest nie tak. To musi być jakieś zaburzenie, ale kto mógł je wprowadzić, przecież to niemożliwe. Jaki mamy dzień, muszę wiedzieć jaki mamy dzień.

Artysta zaczął rozglądać się dookoła i ku swojemu zadowoleniu, w szufladzie szafki nocnej znalazł trochę swoich rzeczy, zegarek i przede wszystkim telefon.

Edgar Dickinson: Szlag piętnasty sierpnia. Elysium, co się miało zdarzyć, muszę sobie przypomnieć. Sabre… nie na to nie mam już czasu, co jest potem. *Nagle na twarz Poety wpływa jednocześnie olśnienie i strach* Na piersi Świętej Agaty, Mike. Muszę się tam dostać i go wyciągnąć. Potrzebuję go, żeby to wszystko przepisać.

Edgar bez większego namysłu wyrwał wenflon, zabrał swoje rzeczy i w samej szpitalnej koszuli, delikatnie utykając, wymknął się spomiędzy parawanów i zniknął w głębi szpitala.


[Obrazek: c437fCW.png]
Beat the Clock Challenge
El Garra de Gato vs Derek Halloway

Kamera przenosi nas do ringu, w którym Derek Halloway znęca się nad El Garrą De Gato. Foliarz okopuje w narożniku leżącego Kociarza. Sędzia wkracza i zaczyna odliczać. 1… 2… Derek odpuszcza i wycofuje się parę kroków łapiąc oddech po swojej ofensywie. Teraz bierze rozbieg i rusza na Kociego Luchadora, który stoi już w narożniku. Running Corner Clothesline? Nie, Meksykanina nie ma już w narożniku. Halloway odwraca się i inkasuje Sitting Jawbreaker. Derek chwilę się chwieje na nogach, ale ostatecznie przegrywa z grawitacją, a zawodnik z Meksyku nie marnuje czasu i wspina się na narożnik. Diving Elbow Drop? Connected! Pin! 1… 2… Kickout! Kociarz pyta sędziego czy na pewno było tylko dwa, ale sędzia jest pewny swego. El Garra rusza ponownie na oponenta, ale Derek wykorzystuje sytuację i Meksykanin uderza mocno twarzą o matę po Flapjacku. The Truth Seeker nie odpuszcza, odbija się od liny i dokłada Running Senton! Zawodnik z Denver sygnalizuje, że będzie chciał teraz przejść do kluczowego momentu starcia. Czeka aż rywal podniesie się na równe nogi. Piledriver! Nie! Zamaskowany zawodnik w ostatniej chwili wymyka się spod akcji i wyprowadza szybki Atomic Drop. Derek aż łapie się za swoje plecy, a Gato Oscuro odbija się od liny i dokłada Running Crossbody! Udane! Pin! 1… 2… Kickout! Derek powoli zbiera się na równe nogi, a zawodnik z Rosarito łapie oddech po wykonanej ofensywie. Halloway wstał, El Garra odbił się od lin, ale tylko po to, żeby zaliczyć STO, którym ścina Mistrz Eternal swojego przeciwnika. Koci Luchador wyturlał się z ringu, a Derek rusza za nim. Zamaskowany zawodnik robi okrążenie dookoła ringu, a mistrz za nim podąża. Kociarz wturlał się do ringu, Derek za nim, ale inkasuje tylko Spinebuster od Kociego Wojownika. Widać, że Meksykanina trochę kosztowała ta akcja, pada bezwładnie na przeciwnika, a sędzia liczy. 1… 2… Kickout! Obaj leżą na macie, a sędzia zaczyna liczyć. 1… 2… 3… Przy trójce mamy już pierwsze oznaki życia zawodników, więc wiemy, że nie będzie tutaj wyliczenia. Przy 7 obaj są już na nogach. Gato Oscuro wyprowadza puncha na głowę Dereka, a ten nie jest dłużny i odpowiada tym samym. Wymiana trwa dobre kilka sekund, Foliarz zdobywa wyraźną przewagę i dokłada Headbutt. Koci Wojownik aż przyklęknął na jedno kolano. Czy to będzie Awakening?! Nie, El Garra szarpie się i wyrywa mistrzowi z uchwytu. Od razu odbija się od liny, ponowne Runinng Crossbody?! Mistrz schyla się pod rywalem, odwraca się i od razu wypłaca rywalowi Belly to Belly Overhead Suplex! Kociarz wylądował po drugiej stronie ringu! Derek nie odpuszcza! Sygnalizuje, że będzie chciał zakończyć walkę, a Kociarz wstaje! Third Eye! Connected! Pin! 1… 2… 3! Zegar zatrzymuje się na 10:57 i to Mistrz Eternal zostaje zwycięzcą tego pojedynku!

Kamera przenosi nas teraz do szatni, a tam widzimy siedzącego na ławce Maxwella Ransoma, który przy uchu trzyma telefon. Ex-Wilgotniak doszedł już do siebie po dzisiejszej walce i widać, że jest przygotowany do opuszczenia areny. Zanim to jednak nastąpi możemy przypuszczać, że chce wcześniej zakończyć rozmowę...

Maxwell Ransom: *słucha* Ach, cały Pan Terry. *lekki śmiech* Podziękuj mu za życzenia, miło mi. *słucha* Tobie również. I pamiętaj, że jak będę w pobliżu to na pewno zadz...

Rozmowę przerywa pukanie do drzwi i natychmiastowe ich otwarcie. Do pomieszczenia wchodzi.. nie, tylko nie to.. to Jean-Pierre Dolnick! Grubas z zacieszem na twarzy wprasza się do szatni i ma ze sobą.. klauna. Chryste panie, to się nie dzieje. Maxwell patrzy i po prostu nie dowierza. Myśli, że zmysły go okłamują. Dolnick jest bardzo zadowolony z towarzysza, którego sprowadził ze sobą. Obaj mają w rękach trąbki. Jean klika w nos panu podobnemu do Ronalda McDonalda i to jest najwidoczniej znak, bo obaj zaczynają grać na wyżej wymienionych instrumentach. Nie ma tu za grosz synchronizacji i idzie ogłuchnąć. Do szatni włazi żongler, który zaczyna żonglować. Jakby co innego miał robić? Skrada się również mim! Ten po cichu idzie, ale Maksio nie zwraca już nawet uwagi na to, tego wszystkiego i tak jest za wiele.

Jean-Pierre Dolnick: Niespodziankaaa! *zaciesz* Ostatnio jakiś smutny jesteś i teraz przegrałeś, więc chciałem cię poci...

Maxwell Ransom: Czekaj! Stop, Jean! *odkłada telefon do kieszeni* Możesz mi powiedzieć, co to jest?

Jean-Pierre Dolnick: No jak to co? No niespodzianka - przegrywanka to jest, mówiłem przed chwilą! *ponownie ściska piszczący nos klauna* I to nie byle jaka! Przygotowałem wiele atrakcji! Patrz na tego minima! *mim zarumienił się*

Maxwell Ransom: *strapionym głosem* Jean, widzę co ty chciałeś zrobić, ale...

Jean-Pierre Dolnick: Wiedziałem! Po prostu wiedziałem! Wypierdalać! *patrzy na klauna i tego żonglera* Won! Raz!

Smutny klaun przed opuszczeniem pomieszczenia wydał jeszcze żałosny dźwięk trąbką, a żonglerowi powypadały jego przedmioty i musiał je zbierać. Zły Grubas pogania ich. Mim schował się w rogu i Jean totalnie o nim zapomniał. Maxwell dalej wygląda, jakby nie mógł dobudzić się ze złego snu.

Jean-Pierre Dolnick: Tak żem czuł, że nie tego potrzebujesz... dlatego mam plan B! Chooodźcie! *zaciesz na ryju*

Do szatni wchodzą... nie no, błagam.. do szatni wchodzą... Ben Zamora, Jon Moxley, Wes Wallace oraz Jose Lopez... w wersji karłów. Wszyscy w buzi mają rozwijane trąbko - gwizdki No to cancel Elysium jest coraz bliżej. Cała czwórka jest idealnie ubrana tak samo, jak wcześniej wymienieni wrestlerzy. Grubas jest zachwycony widokiem tych panów. Maxwella sami możecie sobie wyobrazić, ta scena jest tak żałosna. Niskorośli idą na krzesła, które są w tym pomieszczeniu. Ten, który jest Jose Lopezem ma schowaną pod koszulką poduszke pierdziuszkę, którą właśnie wyjął i wrednie się uśmiecha, po czym kładzie ją na krzesło, na którym siada mini - Wes Wallace.. no i mamy pierda. Tak jest. Peak komedia. Grubas zaraz posra się z tego żartu. Mim przerażony widząc to, zamyka się w niewidzialnej klatce.

Jean-Pierre Dolnick: Hahaha! Widzisz? Pamiętasz tych kutasów, ile nam złego zrobili, a teraz tacy malutcy przy nas!

Maxwell Ransom: *zszokowany i zażenowany* Jean, nie teraz proszę, skońc...

Dolnick niezbyt słucha Maxwella, bo jest zaabsorbowany tym, że mini - Moxley podchodzi i podaje mu rękę. Grubas przystaje na to i... zostaje porażony prądem. Tego żartu również tutaj brakowało. Karły są bardzo rozbawione, mim patrzy na swoją dłoń, jakby się bał, że ktoś również mu to zrobi. Dolnick zaczyna gonić mini - Moxleya za ten żart, krzycząc ''pierdol się Moxley!''. Groteskowa gonitwa ma miejsce wokół krzeseł. Klaun zza progu wystaje i zaczyna grać na trąbce coś w stylu muzyki Benny Hilla.

Maxwell Ransom: Stop! *brak reakcji* Proszę, skończcie to! *żałosna zabawa trwa w najlepsze* STOP!

Po tym wyraźnie głośniejszym okrzyku wszyscy w końcu zatrzymali się i zamilkli, a Maxwell całkowicie załamany zaistniałą sytuacją skrywa twarz w dłoniach. Cóż więcej rzec - najlepszy prezent urodzinowy to nie był, nie był nawet średni. Ransom po chwili zbiera się w sobie i odsłania głowę, po czym odwraca się w stronę Dolnicka.

Maxwell Ransom: *zrezygnowany* Czy ty mógłbyś kiedykolwiek potraktować coś co mówię POWAŻNIE? Czy to dla Ciebie za dużo? Co to jest? *wskazuje na ekipę Dolnicka* Nie, nic już nie mów, Jean... Nie, jestem przebodźcowany, nie mam na to siły...

Wszyscy patrzą w osłupieniu na Ransoma, który właśnie kieruje się do wyjścia ze spuszczoną głową. Gdy jest już przy drzwiach obraca się jeszcze w stronę Dolnicka...

Maxwell Ransom: *stłamszonym głosem* Idę do domu, ale zanim to... Zajdę jeszcze do Aldisa i zgłoszę mu pewną propozycję. Powiedziałbym, że chętnie zobaczę, czy z tych wszystkich rzeczy, które olałeś poważnie potraktowałeś chociaż TĄ jedną... Tylko że obaj znamy odpowiedź na to pytanie... W końcu widziałem Cię w akcji.

Ransom opuszcza pomieszczenie zostawiając pozostałych w dużym szoku (jakby to było jakieś zaskoczenie, że tak się ta niespodzianka skończy). Jedna osoba jednak żyje w innym świecie - mim dalej siedzi w klatce nie mogąc się uwolnić i "woła" o pomoc. Kamerzysta lituje się i podchodzi do niego otwierając niewidzialną klatkę, a zadowolony artysta z uśmiechem podaje mu rękę dziękując. Obraz z kamery gaśnie...

MAMA RYSZARDA BAWI SIĘ NA KARNAWALE

Kamera przenosi się na zaplecze, gdzie Paddy Jackson rozmawia z Nickiem Aldisem.

Nick Aldis: Super Ci idzie, naprawdę. Jestem pod wrażeniem, jak walczysz o każdy wywiad. Cathy nie ma szans Cię prześcignąć. *śmiech*

Paddy Jackson: Pewnie, że nie ma. Jestem szybki jak puma, zwinny jak sarna. *klepie Aldisa po plecach* Dziękuję za te miłe słowa Nick, jesteś super szefem!

Nagle w kadrze za plecami GM'a zupełnym przypadkiem pojawia się uśmiechnięty Tony Leone, bez swoich podopiecznych. Paddy'ego momentalnie paraliżuję strach i aż sztywnieje, a Aldis obraca się do niego, zupełnie zapominając o Paddym.

Tony Leone: Panowie... Nick. *Tony wskazuje palcem bezpośrednio na Paddy'ego, jednak nawet na niego nie patrzy* Paddy, masz już dzisiaj wolne.

Paddy Jackson: A-ale...

Tony Leone: Baw się dobrze i pozdrów ode mnie żonę.

Paddy początkowo wycofuje się powoli, krocząc w tył, jakby nie chciał tracić Tony'ego z widoku, jednak w końcu nagle odwraca się i zwiewa ile sił w nogach. Nick uśmiecha się dość krzywo do przybyłego zawodnika i pytająco na niego spogląda.

Nick Aldis: W czymś mogę pomóc? Myślałem, że wszelkie kwestie poruszyliśmy już wcześniej w ringu?

Tony Leone: Jak ja się cieszę, że Cię widzę, Nick. *przyjaźnie poklepuje Nicka po ramieniu* Chciałem z Tobą porozmawiać, podzielić się pewną ciekawostką. *Tony wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki elegancka papierośnicę i częstuje papierosem Nicka, ten jednak odmawia, więc Tony również rezygnuje i chowa papierośnicę* Bardzo nie lubię frustratów. Frustraci mają specyficzny zapach. *Tony podchodzi bardzo blisko Nicka, wącha powietrze blisko niego* Gorzki, lekko kwaśny, *szeptem do ucha Nicka* odrobinę stęchły. *Tony cofa się na normalna odległość i mówi normalnie* Tego Brutala wywąchałbym nawet, gdybyś zawiązał mi oczy i zagralibyśmy ciuciubabkę. *szczere rozbawienie, nagła zmiana na pełną powagę* Dużo szczeka. Wiesz, że ten kto dużo szczeka lubi sprowadzać na siebie kłopoty? Frustraci lubią robić głupie rzeczy, lepiej się trzymać od takich z daleka. A chyba nie chcielibyśmy, żeby przed tak ważną walką, jak ta nasza, kogoś musiała spotkać drobna nieprzyjemność, prawda? Chyba dasz radę utrzymać go na smyczy do samej walki, prawda? Mogę na Ciebie liczyć, Nick?

Tony wyciąga dłoń do Aldisa... Której ten nie ściska, tylko patrzy w oczy Leone.

Nick Aldis: Niestety, Mike nie jest moim pieskiem. Ale postaram się z nim porozmawiać. Zresztą... Myślę, że jest on ostatnią osobą, która mogłaby zrobić cokolwiek przed walką. Słyszałeś go wcześniej - był gotów walczyć z całą waszą trójką. Mogę więc chyba z czystym sumieniem powiedzieć, że poczeka do walki wieczoru. Jeśli jednak nadal się tym martwisz, Tony, to mogę Ci przydzielić kilku ochroniarzy... Myślałem jednak, że jesteś w stanie samodzielnie zadbać o swoje interesy. *uśmiech, w końcu również ściska rękę Leone, po czym gestem ręki przywołuje dwóch ochroniarzy* Mark, James... Pan Leone potrzebuje waszej ochrony. 

Tony Leone: Obawiam się, że zaszło drobne nieporozumienie, ale doceniam tę drobną uprzejmość z Twojej strony Nick. Oczywiście masz rację, sam potrafię zadbać o swoje interesy. Bardziej martwiłem się o Mike'a i jego występ w dzisiejszej walce wieczoru. Skoro jednak jesteś przekonany, że grzecznie zaczeka... to bardzo sympatycznie, po koleżeńsku. *uśmiech* Najważniejsze, żeby show nie ucierpiało.

Po tych słowach Tony odwraca się i odchodzi, zostawiając obu ochroniarzy w tyle. Obraz z kamery gaśnie...

[Obrazek: cZtWRi9.png]
Singles Match
Rob McŁowicz vs Silas Crowe

Wracamy po przerwie reklamowej i jesteśmy już w okolicach połowy pojedynku. Podczas reklam Silas Crowe konsekwentnie wykorzystywał przewagę warunków fizycznych, obijając plecy i żebra Roba McŁowicza. Zawodnik z Krakowa próbował odpowiadać przede wszystkim szybkością oraz atakami na nogi, ale każde dłuższe zwarcie kończyło się na korzyść Patienta Zero. Mimo tego The Culinary Butcher nadal stoi na nogach i próbuje znaleźć sposób na znacznie większego przeciwnika. The Uncured rusza z Discus Clothesline'em, lecz McŁowicz schyla się pod ramieniem! Crowe obraca się, a Rob natychmiast trafia Dropkickiem prosto w kolano. Potwór cofa nogę. Drugi Dropkick! Tym razem potężny zawodnik z Blackridge zostaje zmuszony do zejścia na jedno kolano. The Culinary Butcher chce pójść za ciosem, ale Silas podnosi się i rusza w jego stronę. McŁowicz czeka do ostatniej chwili. Kitchen Sink! Kolano wbija się w brzuch nadbiegającego Crowe'a. Olbrzym pochyla się, a Rob odbija się od lin. Gulasz-line! Patient Zero chwieje się, ale nadal stoi. Zawodnik z Krakowa ponownie nabiera rozpędu. Drugi Gulasz-line! Tym razem oponent pada na plecy. McŁowicz nie traci okazji. Wchodzi na narożnik, przeciąga charakterystyczne „EEEEEEEEEEEE...”, po czym skacze. Eeee-mak-łowicz-bow! Elbow Drop trafia w klatkę piersiową Crowe'a! The Culinary Butcher od razu pinuje. 1... 2... NIE! Subject 00 wyrzuca Roba z siebie z ogromną siłą. McŁowicz szybko podnosi się, ale Blackridge Patient również wraca na nogi. Rob próbuje jeszcze Dropkicku, jednak Silas odsuwa się i zawodnik z Krakowa ląduje na macie. Crowe natychmiast chwyta go za kark. Biel Throw! The Culinary Butcher przelatuje przez ring i zatrzymuje się dopiero przy narożniku. Patient Zero rusza za nim. ISOLATION! Całe 157 kilogramów wbija McŁowicza w poduszki. Rob osuwa się, ale Crowe łapie go pod ramiona, stawia z powrotem na nogach i zaciska dłonie na jego gardle. BLACKRIDGE DROP! wbija The Culinary Butchera w matę! Silas nie przypina. Powoli klęka obok przeciwnika i przykłada dwa palce do jego szyi. Przez kilka sekund nieruchomo sprawdza puls McŁowicza. Rob porusza ręką i próbuje odsunąć dłoń Crowe'a. Subject 00 przechyla głowę. Następnie spogląda w stronę Dr. Victora Kline'a i czeka. Doktor obserwuje zawodnika z Krakowa jeszcze przez chwilę.

Dr Victor Kline: Reakcja zachowana. Pacjent nadal odpowiada na bodźce. Kontynuować leczenie.

Patient Zero natychmiast podnosi przeciwnika i umieszcza go na plecach pod Failed Procedure. McŁowicz znajduje się w Backbreaker Racku, ale zaczyna uderzać łokciem w bok głowy Crowe'a. Raz! Drugi! Trzeci! The Uncured w końcu puszcza. Rob zsuwa się za jego plecy, szybko obchodzi większego rywala z boku, przechwytuje go za głowę i rusza. Running Bulldog! Crowe uderza twarzą o matę! The Culinary Butcher podnosi się i widzi, że Subject 00 zaczyna wracać na kolana. Natychmiast cofa się o kilka kroków. Smakuje?! DEGUSTACJA GORYCZY! NIE! Patient Zero prostuje się w odpowiednim momencie. McŁowicz przebiega obok niego, zatrzymuje się przy linach i odwraca. DISCUS CLOTHESLINE! Rob zostaje niemal obrócony w powietrzu! Blackridge Patient spokojnie podnosi przeciwnika. FAILED PROCEDURE! The Culinary Butcher z ogromną siłą uderza o matę. Crowe ponownie klęka obok niego. Dwa palce trafiają na szyję McŁowicza. Tym razem Rob prawie się nie porusza. The Uncured sprawdza jego puls dłużej niż poprzednio, po czym powoli podnosi głowę i spogląda na Kline'a. Doktor uruchamia dyktafon.

Nagranie: Zakończyć procedurę.

Subject 00 podnosi Roba. McŁowicz próbuje jeszcze Punchu. Trafia. Drugi również dochodzi celu. The Culinary Butcher zamachuje się po raz trzeci, ale Crowe blokuje uderzenie, łapie sympatycznego kucharza i wykonuje FINAL TREATMENT! Patient przechodzi do pinu, kładąc jedną dłoń na klatce piersiowej przeciwnika. 1... 2... 3! Silas Crowe odnosi kolejne zwycięstwo. McŁowicz sprawił mu więcej problemów niż wcześniejsi „pacjenci”, ale końcowy wynik pozostaje taki sam.

Sang Bleu! Na arenie rozbrzmiewa muzyka Lorda Sebastiena i to on pojawia się teraz na arenie. W jednym ręku ma swoją laskę Margaux, w drugim mikrofon, a na twarzy szyderczy uśmiech. Po drodze mija Doktora Kline`a oraz Silasa Crowe`a, Doktor daje wyraźny znak swojemu pacjentowi, że leczenie się już zakończyło i Lord ich nie interesuje. Idąc przez rampę Lord przykłada mikrofon do ust cały czas kierując się w stronę ringu.

Lord Sebastien: Bonjour Rob, jak się czujesz? Chyba nie najlepiej?

Po wypowiedzeniu tych słów na twarzy Francuza pojawia się jeszcze większy uśmiech, a publiczność zaczyna buczeć. The Noble One zdaje sobie z tego nic nie robić i wchodzi powoli schodkami do kwadratowego pierścienia.

Lord Sebastien: Spójrz na siebie, McŁowicz. Leżysz u moich stóp. Poobijany, bezradny i wyczerpany. Wyglądasz dokładnie tak jak powinien wyglądać człowiek należący do twojego stanu społecznego. Chciałem być dla Ciebie miłosierny i zaoszczędzić Tobie tego co stało się tydzień temu, a ty pogardziłeś moją wspaniałomyślną propozycją. Dlatego mam teraz dla Ciebie nie propozycję, a le defi. Lepiej, żebyś przyjął to wyzwanie bo ja nie odpuszcze i zostaniesz moim kucharzem czy Tobie się to podoba, czy nie. To nie jest kwestia twojej decyzji. Ja i Ty za tydzień zmierzymy się w tym ringu. A jeżeli Ciebie pokonam to zostaniesz moim kucharzem i będziesz mi przygotowywał takie potrawy, jakie tylko sobie zażyczę. Czasu za dużo na odpowiedź nie masz, bo oczekuje jej teraz.

Lord rzuca mikrofon Robowi, który cały czas leży na ziemi obolały po swojej walce z Silasem Crowem. Robi to jednak w taki sposób, że Rob musi się jeszcze trochę wychylić, aby go dosięgnąć.

Rob z trudem sięga po mikrofon. Przez chwilę łapie oddech, nadal leżąc na macie, po czym spogląda na Lorda.

Rob McŁowicz: Sebastien... znowu przychodzisz wtedy, kiedy twój rywal jest bezbronny. Chcesz mnie za swojego kucharza? Przyjmuję Twoje wyzwanie.

Rob upuszcza mikrofon, po czym obolały udaje się na zaplecze.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.08.2026, 22:15 przez Panter.

Ben Zamora
Streak: 1/0/0
Last Match: win vs Kenneth Riddle via Pinfall

James Wallace
Streak: 2/0/0
Last Match: win vs Dale Rucker via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/0
Last Match: win vs Yoshi Tatsu & Elias Shadow via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/10
Last Match: lost vs The Outfit via Pinfall
Odpowiedz
Cytuj
15.08.2026, 21:26
#2
Przenosimy się do Los Angeles! Naszym oczom ukazuje się długi podjazd pod ogromną rezydencje, przy której widać pokaźny basen. Widzowie, którzy śledzili poczynania nowożytnego WCW już wiedzą gdzie jesteśmy. Panie i panowie...willa Jamesa Rivera Watersa stoi przed wami otworem! No, może nie przed wami, ale przed Nickiem Aldisem już tak. Widzimy własnie jak GM Elysium zostaje wpuszczony przez dwójkę ochroniarzy i kieruje się w stronę największego budynku jaki widzimy w pobliżu. Po chwili dojeżdża do swojego celu i zostaje tam powitany przez jednego z pracowników Watersa.

Lokaj: Witam pana, panie Aldis. Pan oczekuje w sali dla gości.

Nick Aldis: Witam. Prowadź więc, nie mogę się już doczekać spotkania z Twoim szefem.

Teraz obaj wchodzą do środka i po chwili widzimy już, że wchodzą do wspomnianej sali, która jest ewidentnie inspirowana stylem gotyckim - gargulce na ścianach, zwisające żyrandole ze świecami, czy nawet plakat z filmu "Batman Returns z 1992". W środku widzimy długi stół, przy którym zmieściłoby się spokojnie 20 osób. Siedzi tam jednak tylko jedna - James River Waters. Na widok Nicka wznosi właśnie butelkę białego, musującego wina.

James River Waters: Dobrze Cię widzieć, Nick. Cieszę się, że skorzystałeś z mojego zaproszenia. Widzisz, choć wielu uważa, że wszystko jest już jasne, my obaj zdajemy sobie sprawę, że...zostały pewne szczegóły do dopięcia. *uśmiecha się lekko* Wierzę jednak w to, że kiedy dwójka dorosłych ludzi chce tego samego, to na pewno uda im się dogadać.

Widzimy jak Waters poprzez delikatne skinięcie głowy wyprasza lokaja z pomieszczenia, a następnie SAM odsuwa Nickowi krzesło i wskazuje mu miejsce, tuż obok siebie. Następnie proponuje mu kieliszek wina. Nick siada, dziękując skinieniem głowy.

Nick Aldis: Dziękuję za propozycję James, ale nie jestem fanem wina. Za to gdybym mógł poprosić o whiskey z lodem... *Waters natychmiastowo jednym klaśnięciem przywołuje lokaja z powrotem, a po kilku sekundach ten pojawia się przy Aldisie ze szklanką whiskey, którą stawia przed nim* Cóż za obsługa, dziękuję bardzo. *łyk* Wdzięczny jestem za zaproszenie i gościnę. Ale tak jak mówisz - zostały pewne szczegóły do dopięcia. Nie będę jednak ukrywał, James. Chcę Cię na Elysium. Zawsze potrafiłeś przyciągnąć uwagę, zawsze potrafiłeś wzbudzić zainteresowanie. Nieważne jakim kosztem. Takich właśnie ludzi *pociąga kolejny łyk ze szklanki* chcę mieć w swoim rosterze. Powiedz zatem *Nick pochyla się lekko do Watersa* jakie są Twoje warunki. Bez owijania w bawełnę, bez podchodów, bez domysłów - czyste, twarde warunki Jamesa Rivera Watersa by ten dołączył do rosteru Elysium.

James River Waters: *lokaj polewa także jemu whisky i zabiera kieliszek po winie, które zostało ledwie ruszone* Czyli mówisz, że tak rozmawiamy? *uśmiecha się do Nicka* Świetnie. Jak Ci zapewne wiadomo, na WCW klepałem kulawych i bezbronnych, tak powstał mój streak. Potem musiałem pokonać takich z dwoma nogami, no i to też mi się udało. *rozgląda się wokół* Na 22 razy jak wychodziłem do ringu nie udało mi się tylko jednego - przegrać. Zdobyłem pas WHC, który najpierw był pożądany przez wszystkich, a potem nagle stracił na wartości. Pewnie dlatego, że jak znalazł się w moich rękach, to magicznie stracił na ważności, ewentualnie problemem byli poprzedni mistrzowie, którym nie chciało się ruszyć dupska na gale. *marszczy czoło* Wiesz czego przede wszystkim chcę? Żebyście nie popełnili tych błędów, które wtedy doprowadziły do zagłady WCW. *popija whisky* A jeśli mówimy o konkretach, to może coś typowego dla mnie? Walka o główny pas, bo jestem ładny i mi się należy? *śmieje się* Spokojnie, Nick. To był taki żart...Tak serio, to ty nie musisz się o wiele martwić. Daj mi 20 minut czasu w PRIME TIME, a ja zrobię co trzeba. Będą fajerwerki, będzie na bogato, będzie o nas głośno.

Nick Aldis: Wiem, że w przeszłości zdarzało Ci się spotykać z niekompetencją wśród zarządców nowożytnego WCW. Tutaj masz moje słowo, zapewniam Cię - nie musisz się o to martwić. Ale... 20 minut? Trochę dużo, nie sądzisz? *Nick zastanawia się chwilę po czym kiwa głową* Cóż, biznes to biznes. 20 minut na start gali. Wielki powrót Jamesa Rivera Watersa do poważnego wrestlingu. 29 sierpnia, Elysium #4. Zapraszam.

Nick podnosi się i wyciąga rękę, a James River uśmiecha się i również wyciąga rękę. Widzimy męski uścisk dłoni, a następnie panowie ponownie zasiadają do stołu.

James River Waters: Wielu pomyśli, że wpuszczasz właśnie wilka do swojej zagrody. Wiedz jednak, że razem możemy dokonać wielkich rzeczy, panie Aldis. *nachyla się lekko nad Nickiem i zmienia ton na szept* Strasznych, ale wielkich.

Obraz z kamery urywa się.

[Obrazek: fwezHx3.png]
Beat the Clock Challenge
Zack Sabre Jr. vs Derrick Mantel

Wracamy do walki, gdzie to Zack wstaje z maty, a Mantel szybkim krokiem do niego podchodzi. Sabre wyprowadza w porę łokieć na brzuch przeciwnika. ZSJ szybko wstaje, od bija się od lin i mamy Swinging Neckreaker od Anglika. Purysta nie traci czasu i dokłada jeszcze Knee Drop. Próba pinu, 1… nie, Kickout. ZSJ wysyła teraz Irish Whipem przeciwnika do narożnika, rusza w jego stronę i mamy Corner Dropkick. Mantel z grymasem bólu klęka trzymając się drugiej liny. Zack nadal jest nakręcony i atakuje rywala punchami na głowę. W końcu goni go czas. Sabre Irish Whipem wysyła oponenta na liny, jednak kontra w takiej postaci, że Derrick wykręca się z ręką rywala i staje przed nim twarzą w twarz. Od razu Gut Kick ze strony Amerykanina wyniesienie i mamy Powerbomb. Sędzia rzuca się do odliczania, jednak Mantel tylko poprawia pozycję i mamy jeszcze Deadlift Powerbomb! Ależ mocne akcje teraz w wykonaniu Normaly Guy’a. Teraz dopiero próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Derrick podnosi przeciwnika za głowę i wyrzuca go ponad trzecią liną poza ring, jednak ten w porę orientuje się w sytuacji, chwyta za górną linę i pozostaje na apronie. Gdy Mantel się w tym orientuje od razu podchodzi do przeciwnika, który atakuje go łokciem na głowę. Derrick się zatacza, ale nie pozwala wejść rywalowi do kwadratowego pierścienia, bo gdy ten się pochyla żeby wejść między drugą, a trzecią liną, Mantel atakuje go poprzez Dropkick. Po tym ataku ZSJ spływa po linach i sam spada z apronu poza ring. Mantel również wytacza się poza kwadratowy pierścień i stompami okopuje przeciwnika. Chwyt za rękę i Irish Whipem posyła Anglika prosto w stalowe schody. Jednak nie, ZSJ wskakuje na nie i odwraca się do przeciwnika. Derrick do niego dopada, jednak nic nie może zrobić, bo Purysta wyprowadza Dropkick wybijając się z tych schodów. Amerykanin pada na matę dookoła ringu i teraz to Zack przejmuje kontrolę. Od razu chwyta przeciwnika za głowę i mocnym pchnięciem wysyła go w stronę ring postu, z którym spotyka się głowa Normal Guy’a. Mantel aż syczy z bólu, a Sabre kontynuuje obijanie przeciwnika. W końcu podnosi go i wysyła do ringu, sam również się do niego wślizguje i od razu próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Zack się spieszy, przeciąga przeiciwnika na środek i zapina Guillotine Choke! Ależ teraz walczy Derrick, aby tylko nie odklepać. Słychać jak Zack krzyczy do rywala „Tap! Tap, you peace of shit!”. Amerykanin jednak się nie poddaje i usiłuje się wyswobodzić. Sabre jakby mocniej zaciskał uchwyt, Mantel obija żebra przeciwnika co na pewno nie pomaga w poddaniu przez ZSJ. Normal Guy zaczyna opadać z sił, jednak powoli przesuwa się do lin. Anglik to widzi i próbuje dopiąć jak najmocniej uchwyt. Czy Derrick to wytrzyma? Tak, Mantel dociera do lin i kładzie na najniższej swoją nogę. Sabre jednak ani myśli go puścić, aż sędzia musi interweniować. Wściekły Zack puszcza w końcu uchwyt kopiąc ze wściekłości w narożnik. Arbiter go upomina, jednak ten nie zwraca na niego uwagi, podnosi swojego rywala do stójki i Irish Whipem wysyła go w narożnik. Krótki rozpęd i mamy Yakuza Kick od Derricka! Ależ teraz odwrócenie sytuacji, dopiero co wydawało się, że Mantel się podda, a teraz to Anglik leży obolały na macie. Ten fakt postanawia wykorzystać Amerykanin pakując się na szczyt narożnika. Normalny koleś poprawia pozycję i mamy 450 Splash! Ależ akcja, próba pinu. 1… 2… 3?! Nie, Anglik odkopuje! Derrick również nie zastanawia się długo i ustawia w narożniku. Szykuje się Head Crusher! Mamy rozpęd i chybiony! Zack teraz zachodzi za przeciwnika, łapie go w Full Nelson i mamy Dragon Suplex Hold razem z pinem! 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Sabre nie traci czasu, podnosi rywala i mamy Zack Driver! Jednak nie, Normal Guy odpycha się w odpowiednim momencie od oponenta, wyprowadza Gut Kick, ustawia przeciwnika pod Fatal Blow! Wyniesienie i… mamy Fatal Blow! Od razu próba pinu, 1… 2… 3?! Tak jest, Derrick Mantel wygrywa to starcie! Zack Sabre Jr. niespodziewanie przegrywa walkę i cały Beat the Clock Challenge!

Po walce od razu rozbrzmiewa ten theme song i za chwilę pojawia się Derek Halloway ze swoim pasem i mikrofonem w ręku. Muzyka cichnie.

Derek Halloway: Co to ma być? Znowu próbujecie mnie wykiwać? Aldis, wiem, że jestem ci nie na rękę, RVDouche przekazał Ci to kierując mnie na Elysium, ale nie po to przepycham się z tym Brytolem od czasu Ascension, żeby teraz z nim nie walczyć. Ja tu jestem mistrzem Elysium i to ja rozdaję tutaj karty, a zatem to ja wyznaczam Zacka Sabre Jr. jako swojego przeciwnika w Non-title Matchu na Elysium 4! Chcę się z Tobą rozprawić, wielki wrestelrze, zanim wezmę się za następny problem. Natomiast ta grupa z łysym brodaczem na czele zaczyna mnie już doprowadzać do ogromnych nerwów. Ewidentnie są to członkowie Gladio, która nie została zamknięta za czasów zimnej wojny. Dlatego odstaw swoje pieski na Backstage i stań ze mną do walki na Heatwave o ten pas, makaroniarzu! *Derek unosi mistrzostwo ponad głowę*

W tym momencie wybrzmiewa God save the King co oznacza pojawienie się na arenie Nicka Aldisa. Generalny Manager Elysium wychodzi na rampę i zmierza powoli do ringu. Po chwili do niego wchodzi, a muzyka cichnie, gdy ten podnosi mikrofon do ust.

Nick Aldis: Słuchaj Derek. To ja jestem Generalnym Managerem i to JA rozdaję tutaj karty. Ale... Nie zawadzasz mi. Wręcz przeciwnie, myślę, że jesteś świetnym pierwszym mistrzem Eternal. Dlatego mogę Ci pójść na rękę w obu kwestiach. Na Elysium 4 zmierzysz się z obecnym tu Zackiem w Non-Title Matchu! To masz jak w banku. Natomiast co do Heatwave i walki z Leone - wykluczone. Nie dam nowemu zawodnikowi z miejsca walki o pas. Jednakże... dam mu szansę, by takową walkę mógł sobie wywalczyć. Skoro mamy już zapowiedzianą walkę Mike Brutal vs Tony Leone na dzisiejszej gali, to dodajmy tam jeden malutki szczegół... Zwycięzca tej walki zostanie pretendentem do Twojego mistrzostwa i zawalczysz z nim na Heatwave! *cheer publiki* Mam nadzieję, że jest to wystarczające. Przemyśl tylko dobrze, czy na pewno tego chcesz.

Derek Halloway: Nie bałbym się nawet, gdyby to był Benito Mussolini! Choć i tak będą próbować się mnie pozbyć tylnym wyjściem, bo znając historię wystarczy troszkę posmarować, prawda, calciopoli? *część fanów cheeruje, śmieje się* Gdy się tu zjawiłem nikt na mnie nie stawiał. Wszyscy się tylko śmiali za plecami! Dużo ludzi nadal to robi, ale w tej chwili to ja stoję tutaj dumnie z tym pasem na stage’u i żadni Gladio w garniturkach nie wystraszą mnie. Only the truth can set you free!

Derek wyrzuca mikrofon i ponownie wznosi pas do góry. Publika oczywiście nagradza to cheerem. Ale teraz - pora na reklamy nowego modułu 5g.

NOWY MODUŁ 5G - BĄDŹ W KONTAKCIE Z RODZINĄ I ZNAJOMYMI BEZ ŻADNYCH PRZESZKÓD

Na arenie wybrzmiewa FATE! To zapowiada pojawienie się Jose Lopeza! Oznacza to także buczenie oraz gwizdy fanów, ostatnie zachowanie Lopezzo nie polepszyło wcale jego wizerunku. Jose pojawia się na rampie i bez większych emocji na twarzy zmierza w kierunku ringu. Hiszpan ubrany jest tak jak podczas swoich ostatnich występów. Chico Malo bierze mikrofon od jednego z pracowników i po schodkach elegancko wchodzi do kwadratowego pierścienia. Chwilę gładzi swoją brodę, w końcu zabiera głos.

Jose Lopez: Szczerze? Wolałoby mnie tu nie być, bo przyjście i przyznanie się do błędu, w dodatku jeszcze przed WAMI... cholernie wiele mnie kosztuje. *konsternacja publiki*  Jestem tutaj, bo tak... Jose Lopez się mylił. *Lopez jest niezadowolony*  Zgadza się, dobrze słyszycie! Nie miałem racji, ba, nawet nie byłem jej blisko! *pauza* Praktycznie od początku mojego pobytu w LPW Axel bardzo mnie intrygował, widziałem w nim samego siebie, ale ja.. ja byłem naiwny. Najwidoczniej nie znam się na ludziach tak, jak myślałem i widziałem to, co prawdopodobnie chciałem widzieć. *głębszy wdech* A prawda jest taka, że... nigdy nie byłem tak paskudnym człowiekiem, jakim jest Axel Blaze! *heat* Nie byłem nawet blisko tego! Nie jestem kimś, kto wyciera sobie dupsko akcjami charytatywnymi, a potem... no właśnie, potem co? Jesteście ciekawi? Chcecie wiedzieć, dlaczego Axela dzisiaj nie ma na  gali? Hmm? Może dlatego?!

Lopez z bezczelnym uśmiechem na twarzy patrzy na titantron, a tam ukazuje nam się zdjęcie numer jeden, a na nim... Axel leży przytulony do jakiejś kobiety z rozmazanym makijażem na twarzy, opierając swoją głowę o jej klatkę piersiową. Na szczęście w większości są pod kołdrą, więc nie widać nagości. Na pewno uwagę może zwrócić także pełno białego proszku rozsypanego w wielu miejscach, nawet na leżącym gdzieś w kącie tytule mistrzowskim, który dzierży Blaze. To nie jest koniec, bo w kadrze widzimy też nogę jakiegoś mężczyzny i torby, w których tego białego proszku może być więcej. Publika nie jest zachwycona, widząc to wszystko. Po chwili widzimy zdjęcie numer dwa, gdzie ta sama kobieta ma już ręcznik na sobie, a Blaze tym razem siedzi w tym łóżku, a na jego kolanach jest inna dziewczyna, jeszcze ubrana, zasłania nam ona twarz Axela. Obok jest za to.. mężczyzna, do którego prawdopodobnie należy noga z poprzedniej fotografii. Facet ten jest nagi, ale ma na biodrach założone mistrzostwo LPW World, co ratuje nas przed widokiem jego miejsc intymnych. Wygląda, jakby też zmierzał w kierunku łóżka. Publiczność sama nie wie, co ma myśleć po zobaczeniu tego wszystkiego.

Jose Lopez: Nie mogę nawet się z was śmiać, bo wiem, co czujecie... jestem tak samo zażenowany tym wszystkim i wściekły! Na najbliższym PPV chciałem mieć jak najsilniejszego rywala! Kogoś, kto przypomni mi, dlaczego pokochałem wrestling i kogoś, z kim dam niezapomniane widowisko, godne tego sprzed 6 lat, kiedy również w lato zmierzyłem się z Wesem Wallacem. *cheer* Tymczasem... *zażenowany* sami widzieliście. *kręci głową* Nie sądzę, by to był należyty trening przed najważniejszą walką w jego życiu. A jeśli nie jest w stanie nawet sprawić, by takie rzeczy nie wypływały, to marny będzie jego los, bo JA na pewno zadbam o to, by Heatwave było taką falą, która nigdy już nie pozwoli mu wypłynąć.

Jose rzuca mikrofonem i wybrzmiewa jego theme song. Zdegustowany wychodzi z ringu i zmierza na zaplecze. Fani buczą na niego, chociaż na pewno udało mu się zasiać w nich ziarno niepewności. Hiszpan jeszcze chwilę przygląda się, po czym opuszcza arenę.

BÓG HONOR OJCZYZNA - YOSHI TATSU TO PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA

[Obrazek: rKsW8o6.png]
No DQ Match for #1 Contender to LPW Eternal Championship
Mike F'N Brutal vs Tony Leone

Wracamy do ringu po reklamach, gdzie Mike właśnie spogląda na leżącego Tony'ego i nie myśląc zbyt długo opuszcza ring. Podnosi materiał i zagląda pod ring. Po krótkiej chwili wyłania się spod niego z uśmiechem na ustach, a w rękach trzyma stół, który zaczyna wyciągać. Fani szaleją z zachwytu, czego zdecydowanie nie można powiedzieć o Enzo oraz Vincenzo, którzy bardzo powolnym krokiem zbliżają się do Brutala. Ten jednak totalnie nic sobie z tego nie robi, wyciąga stół do końca i wrzuca go do ringu, a sam wślizguje się zaraz za nim. Król Hardcore'u spokojnie rozstawia stół na środku kwadratowej konstrukcji, kompletnie nie zwracając uwagi na The Outfit. Dwójka zawodników rezygnuje z interwencji, stając z spokojnie z rękami założonymi za plecami. W międzyczasie Leone zdążył już doczołgać się do narożnika i wstać przy jego pomocy, teraz stoi oparty o liny. The Concrete Saint po rozłożeniu stołu odwraca się w stronę rywala i rusza z pełną prędkością, lecz Don już doszedł do siebie i podnosi nogę w górę. Amerykanin nadziewa się twarzą na podeszwę, zaskoczony cofa się i odwraca, aby oprzeć o rozłożony stół. Nie było jednak nawet blisko, aby upadł. Teraz to Sycylijczyk rusza do ataku, ale zostaje przechwycony. Factory Reset na stół! Stół łamie się na pół, a Mike natychmiast przechodzi do pinu! 1... 2... Kick Out! Ależ to było bliskie! Tony odrywa bark dosłownie na 2,99! Brutal niedowierza, że to nie było 3, stare odruchy biorą nad nim górę, zrywa się na równe nogi i zaczyna dyskutować z sędzią. Ten jednak tłumaczy, że wcale nie było 3, tylko 2 i prosi zawodnika o spokój, bo jest oficjalnym przedstawicielem federacji i należy mu się szacunek. The Concrete Saint z bezradności chowa twarz w dłoniach i głośno krzyczy, aby uwolnić swoje emocje, a jednak oszczędzić niewinnego arbitra. W końcu odkopuje na boki połówki stołu, lekko przesuwa rywala i udaje się do narożnika. Tam, ku zaskoczeniu wszystkich, wspina się na 3 linę. Fani wstają z miejsc. Frog Splash na dobicie! Ale zanim Extremely Mad Dog łapie równowagę na linach, na równe nogi zrywa się The Godfather i chwytając jedną ręką liny wyskakuje wysoko popisując się perfekcyjnym Rope Hung Enzuigiri! Mike siada na linach, a sam Tony powoli zaczyna wspinać się do Brutala. Co on kombinuje? Wchodzi powoli, po jednej linie, aż w końcu wstaje twarzą w twarz z rywalem, chwyta go za szyję i wyciąga w górę. Obaj zawodnicy stoją twarzą w twarz... i to Amerykanin atakuje pierwszy. Wyprowadza silny Headbutt, po którym wciska głowę rywala pod pachę. Holy Shit! Holy Shit! Holy... jednak nic z tego. Leone zdecydowanie za bardzo się rzuca i nie pozwala złapać równowagi przeciwnikowi. Aż w końcu zaczyna okładać go pięściami i gryzie go bok! Król Hardcore'u krzyczy z bólu i puszcza uchwyt, a szybko wykorzystuje to Sycylijczyk. Wybija się w górę i wykonuje Frankensteiner! Co za akcja! Wygląda na to, że obaj mocno ucierpieli. Mike wygina się i trzyma za plecy, zaś Tony leży płasko na macie z grymasem bólu i stopą kopie w matę, aby sobie ulżyć. W tym momencie do akcji wyrywa się porywczy Sacrale. Jednym susem wskakuje na apron i zaczyna wchodzić do ringu, lecz w tym momencie spotyka wzorkiem swojego Dona. Ten mierzy go wzrokiem i kręci głową. Dając jasno do zrozumienia, że nie chce pomocy. Enzo aż pali się do walki, z niedowierzaniem patrzy jeszcze na Vizziniego, ale ten również posyła mu lodowate spojrzenie pozbawione emocji. Capo rozumie i szanuje rozkazy, więc tak szybko jak wskoczył na apron, tak szybko z niego zeskoczył i ustawił się obok The Consigliere. W tym momencie słychać poruszenie wśród fanów. Okazuje się, że na rampie pojawia się Edgar Dickinson w samej szpitalnej koszuli. Zawodnik pozbawiony jest charakterystycznego makijażu, jest blady i wygląda jakby jeszcze przed chwilą spał. Lekko utykając prze dzielnie naprzód w stronę ringu. Leone już siedzi w narożniku, rozmasowując kark, kiedy zauważa co się dzieje szybko łapie kontakt wzrokowy ze swoimi podwładnymi i machnięciem głowy wskazuje nieproszonego gościa. Panowie natychmiast ruszają mu na spotkanie i wdają się w wymianę ciosów. Edgar nie dość, że jest wyraźnie osłabiony, to jeszcze jego przeciwnicy są w przewadze, więc nie bardzo jest w stanie im odpowiedzieć. Szybko zostaje zepchnięty do defensywy i przyjmuje całą nawałnicę ciosów, aż w końcu zostaje sprowadzony do Parteru i przekopany. To jednak wciąż nie koniec, szybko zostaje podniesiony i przytrzymany przez Vincenzo, tylko po to, aby Enzo dołożył wykonał na nim Lupara! Poeta pada, ale wciąż nie może zaznać spokoju, bo Vizzini zakłada na nim Anesthesię. Edgar wygląda jakby dosłownie walczył o życie, aż w końcu zaczyna gasnąć. I dopiero kiedy gaśnie całkowicie Angelo Della Morte zwalnia uchwyt. W międzyczasie do siebie doszedł już Brutal. Bardzo nie podoba mu się widok brutalnie obijanego Dickinsona i zaczyna krzyczeć do napastników. Zaczyna nawet iść w ich stronę z zamiarem opuszczenia ringu, lecz nagle zatrzymuje go w miejscu dźwięk lądującego tuż za nim krzesła! Mike zastyga w bezruchu na ułamek sekundy i to wystarczy, aby zainkasował Final Warning! Amerykanin uderza potylicą w leżące krzesło! Sycylijczyk podnosi go do siadu i szepcze do ucha - "Przepraszam, że musiało do tego dojść." Wzrok Króla Hardcore'u jest dość nieobecny, nie rusza się. Leone ściąga ochraniacz z kolana i odrzuca go na bok, następnie odbija się od lin i gołym kolanem wykonuje La Famiglia Greetings! Brutal pada jak rażony piorunem. Pin i 1... 2... 3! Tony Leone wygrywa walkę!

Don podnosi się powoli, trzymając się za obolały kark. Po chwili dołączają do niego Sacrale oraz Vizzini, ten drugi wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki czerwoną różę i podaje ją Tony'emu, który układa ją na klatce piersiowej pokonanego Brutala. Tym widokiem...

TYM WIDOKIEM KOŃCZY SIĘ ELYSIUM #3!

Ben Zamora
Streak: 1/0/0
Last Match: win vs Kenneth Riddle via Pinfall

James Wallace
Streak: 2/0/0
Last Match: win vs Dale Rucker via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/0
Last Match: win vs Yoshi Tatsu & Elias Shadow via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/10
Last Match: lost vs The Outfit via Pinfall
Odpowiedz
Cytuj
Jakub
Moderatorzy
15.08.2026, 21:26 #2
Przenosimy się do Los Angeles! Naszym oczom ukazuje się długi podjazd pod ogromną rezydencje, przy której widać pokaźny basen. Widzowie, którzy śledzili poczynania nowożytnego WCW już wiedzą gdzie jesteśmy. Panie i panowie...willa Jamesa Rivera Watersa stoi przed wami otworem! No, może nie przed wami, ale przed Nickiem Aldisem już tak. Widzimy własnie jak GM Elysium zostaje wpuszczony przez dwójkę ochroniarzy i kieruje się w stronę największego budynku jaki widzimy w pobliżu. Po chwili dojeżdża do swojego celu i zostaje tam powitany przez jednego z pracowników Watersa.

Lokaj: Witam pana, panie Aldis. Pan oczekuje w sali dla gości.

Nick Aldis: Witam. Prowadź więc, nie mogę się już doczekać spotkania z Twoim szefem.

Teraz obaj wchodzą do środka i po chwili widzimy już, że wchodzą do wspomnianej sali, która jest ewidentnie inspirowana stylem gotyckim - gargulce na ścianach, zwisające żyrandole ze świecami, czy nawet plakat z filmu "Batman Returns z 1992". W środku widzimy długi stół, przy którym zmieściłoby się spokojnie 20 osób. Siedzi tam jednak tylko jedna - James River Waters. Na widok Nicka wznosi właśnie butelkę białego, musującego wina.

James River Waters: Dobrze Cię widzieć, Nick. Cieszę się, że skorzystałeś z mojego zaproszenia. Widzisz, choć wielu uważa, że wszystko jest już jasne, my obaj zdajemy sobie sprawę, że...zostały pewne szczegóły do dopięcia. *uśmiecha się lekko* Wierzę jednak w to, że kiedy dwójka dorosłych ludzi chce tego samego, to na pewno uda im się dogadać.

Widzimy jak Waters poprzez delikatne skinięcie głowy wyprasza lokaja z pomieszczenia, a następnie SAM odsuwa Nickowi krzesło i wskazuje mu miejsce, tuż obok siebie. Następnie proponuje mu kieliszek wina. Nick siada, dziękując skinieniem głowy.

Nick Aldis: Dziękuję za propozycję James, ale nie jestem fanem wina. Za to gdybym mógł poprosić o whiskey z lodem... *Waters natychmiastowo jednym klaśnięciem przywołuje lokaja z powrotem, a po kilku sekundach ten pojawia się przy Aldisie ze szklanką whiskey, którą stawia przed nim* Cóż za obsługa, dziękuję bardzo. *łyk* Wdzięczny jestem za zaproszenie i gościnę. Ale tak jak mówisz - zostały pewne szczegóły do dopięcia. Nie będę jednak ukrywał, James. Chcę Cię na Elysium. Zawsze potrafiłeś przyciągnąć uwagę, zawsze potrafiłeś wzbudzić zainteresowanie. Nieważne jakim kosztem. Takich właśnie ludzi *pociąga kolejny łyk ze szklanki* chcę mieć w swoim rosterze. Powiedz zatem *Nick pochyla się lekko do Watersa* jakie są Twoje warunki. Bez owijania w bawełnę, bez podchodów, bez domysłów - czyste, twarde warunki Jamesa Rivera Watersa by ten dołączył do rosteru Elysium.

James River Waters: *lokaj polewa także jemu whisky i zabiera kieliszek po winie, które zostało ledwie ruszone* Czyli mówisz, że tak rozmawiamy? *uśmiecha się do Nicka* Świetnie. Jak Ci zapewne wiadomo, na WCW klepałem kulawych i bezbronnych, tak powstał mój streak. Potem musiałem pokonać takich z dwoma nogami, no i to też mi się udało. *rozgląda się wokół* Na 22 razy jak wychodziłem do ringu nie udało mi się tylko jednego - przegrać. Zdobyłem pas WHC, który najpierw był pożądany przez wszystkich, a potem nagle stracił na wartości. Pewnie dlatego, że jak znalazł się w moich rękach, to magicznie stracił na ważności, ewentualnie problemem byli poprzedni mistrzowie, którym nie chciało się ruszyć dupska na gale. *marszczy czoło* Wiesz czego przede wszystkim chcę? Żebyście nie popełnili tych błędów, które wtedy doprowadziły do zagłady WCW. *popija whisky* A jeśli mówimy o konkretach, to może coś typowego dla mnie? Walka o główny pas, bo jestem ładny i mi się należy? *śmieje się* Spokojnie, Nick. To był taki żart...Tak serio, to ty nie musisz się o wiele martwić. Daj mi 20 minut czasu w PRIME TIME, a ja zrobię co trzeba. Będą fajerwerki, będzie na bogato, będzie o nas głośno.

Nick Aldis: Wiem, że w przeszłości zdarzało Ci się spotykać z niekompetencją wśród zarządców nowożytnego WCW. Tutaj masz moje słowo, zapewniam Cię - nie musisz się o to martwić. Ale... 20 minut? Trochę dużo, nie sądzisz? *Nick zastanawia się chwilę po czym kiwa głową* Cóż, biznes to biznes. 20 minut na start gali. Wielki powrót Jamesa Rivera Watersa do poważnego wrestlingu. 29 sierpnia, Elysium #4. Zapraszam.

Nick podnosi się i wyciąga rękę, a James River uśmiecha się i również wyciąga rękę. Widzimy męski uścisk dłoni, a następnie panowie ponownie zasiadają do stołu.

James River Waters: Wielu pomyśli, że wpuszczasz właśnie wilka do swojej zagrody. Wiedz jednak, że razem możemy dokonać wielkich rzeczy, panie Aldis. *nachyla się lekko nad Nickiem i zmienia ton na szept* Strasznych, ale wielkich.

Obraz z kamery urywa się.

[Obrazek: fwezHx3.png]
Beat the Clock Challenge
Zack Sabre Jr. vs Derrick Mantel

Wracamy do walki, gdzie to Zack wstaje z maty, a Mantel szybkim krokiem do niego podchodzi. Sabre wyprowadza w porę łokieć na brzuch przeciwnika. ZSJ szybko wstaje, od bija się od lin i mamy Swinging Neckreaker od Anglika. Purysta nie traci czasu i dokłada jeszcze Knee Drop. Próba pinu, 1… nie, Kickout. ZSJ wysyła teraz Irish Whipem przeciwnika do narożnika, rusza w jego stronę i mamy Corner Dropkick. Mantel z grymasem bólu klęka trzymając się drugiej liny. Zack nadal jest nakręcony i atakuje rywala punchami na głowę. W końcu goni go czas. Sabre Irish Whipem wysyła oponenta na liny, jednak kontra w takiej postaci, że Derrick wykręca się z ręką rywala i staje przed nim twarzą w twarz. Od razu Gut Kick ze strony Amerykanina wyniesienie i mamy Powerbomb. Sędzia rzuca się do odliczania, jednak Mantel tylko poprawia pozycję i mamy jeszcze Deadlift Powerbomb! Ależ mocne akcje teraz w wykonaniu Normaly Guy’a. Teraz dopiero próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Derrick podnosi przeciwnika za głowę i wyrzuca go ponad trzecią liną poza ring, jednak ten w porę orientuje się w sytuacji, chwyta za górną linę i pozostaje na apronie. Gdy Mantel się w tym orientuje od razu podchodzi do przeciwnika, który atakuje go łokciem na głowę. Derrick się zatacza, ale nie pozwala wejść rywalowi do kwadratowego pierścienia, bo gdy ten się pochyla żeby wejść między drugą, a trzecią liną, Mantel atakuje go poprzez Dropkick. Po tym ataku ZSJ spływa po linach i sam spada z apronu poza ring. Mantel również wytacza się poza kwadratowy pierścień i stompami okopuje przeciwnika. Chwyt za rękę i Irish Whipem posyła Anglika prosto w stalowe schody. Jednak nie, ZSJ wskakuje na nie i odwraca się do przeciwnika. Derrick do niego dopada, jednak nic nie może zrobić, bo Purysta wyprowadza Dropkick wybijając się z tych schodów. Amerykanin pada na matę dookoła ringu i teraz to Zack przejmuje kontrolę. Od razu chwyta przeciwnika za głowę i mocnym pchnięciem wysyła go w stronę ring postu, z którym spotyka się głowa Normal Guy’a. Mantel aż syczy z bólu, a Sabre kontynuuje obijanie przeciwnika. W końcu podnosi go i wysyła do ringu, sam również się do niego wślizguje i od razu próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Zack się spieszy, przeciąga przeiciwnika na środek i zapina Guillotine Choke! Ależ teraz walczy Derrick, aby tylko nie odklepać. Słychać jak Zack krzyczy do rywala „Tap! Tap, you peace of shit!”. Amerykanin jednak się nie poddaje i usiłuje się wyswobodzić. Sabre jakby mocniej zaciskał uchwyt, Mantel obija żebra przeciwnika co na pewno nie pomaga w poddaniu przez ZSJ. Normal Guy zaczyna opadać z sił, jednak powoli przesuwa się do lin. Anglik to widzi i próbuje dopiąć jak najmocniej uchwyt. Czy Derrick to wytrzyma? Tak, Mantel dociera do lin i kładzie na najniższej swoją nogę. Sabre jednak ani myśli go puścić, aż sędzia musi interweniować. Wściekły Zack puszcza w końcu uchwyt kopiąc ze wściekłości w narożnik. Arbiter go upomina, jednak ten nie zwraca na niego uwagi, podnosi swojego rywala do stójki i Irish Whipem wysyła go w narożnik. Krótki rozpęd i mamy Yakuza Kick od Derricka! Ależ teraz odwrócenie sytuacji, dopiero co wydawało się, że Mantel się podda, a teraz to Anglik leży obolały na macie. Ten fakt postanawia wykorzystać Amerykanin pakując się na szczyt narożnika. Normalny koleś poprawia pozycję i mamy 450 Splash! Ależ akcja, próba pinu. 1… 2… 3?! Nie, Anglik odkopuje! Derrick również nie zastanawia się długo i ustawia w narożniku. Szykuje się Head Crusher! Mamy rozpęd i chybiony! Zack teraz zachodzi za przeciwnika, łapie go w Full Nelson i mamy Dragon Suplex Hold razem z pinem! 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Sabre nie traci czasu, podnosi rywala i mamy Zack Driver! Jednak nie, Normal Guy odpycha się w odpowiednim momencie od oponenta, wyprowadza Gut Kick, ustawia przeciwnika pod Fatal Blow! Wyniesienie i… mamy Fatal Blow! Od razu próba pinu, 1… 2… 3?! Tak jest, Derrick Mantel wygrywa to starcie! Zack Sabre Jr. niespodziewanie przegrywa walkę i cały Beat the Clock Challenge!

Po walce od razu rozbrzmiewa ten theme song i za chwilę pojawia się Derek Halloway ze swoim pasem i mikrofonem w ręku. Muzyka cichnie.

Derek Halloway: Co to ma być? Znowu próbujecie mnie wykiwać? Aldis, wiem, że jestem ci nie na rękę, RVDouche przekazał Ci to kierując mnie na Elysium, ale nie po to przepycham się z tym Brytolem od czasu Ascension, żeby teraz z nim nie walczyć. Ja tu jestem mistrzem Elysium i to ja rozdaję tutaj karty, a zatem to ja wyznaczam Zacka Sabre Jr. jako swojego przeciwnika w Non-title Matchu na Elysium 4! Chcę się z Tobą rozprawić, wielki wrestelrze, zanim wezmę się za następny problem. Natomiast ta grupa z łysym brodaczem na czele zaczyna mnie już doprowadzać do ogromnych nerwów. Ewidentnie są to członkowie Gladio, która nie została zamknięta za czasów zimnej wojny. Dlatego odstaw swoje pieski na Backstage i stań ze mną do walki na Heatwave o ten pas, makaroniarzu! *Derek unosi mistrzostwo ponad głowę*

W tym momencie wybrzmiewa God save the King co oznacza pojawienie się na arenie Nicka Aldisa. Generalny Manager Elysium wychodzi na rampę i zmierza powoli do ringu. Po chwili do niego wchodzi, a muzyka cichnie, gdy ten podnosi mikrofon do ust.

Nick Aldis: Słuchaj Derek. To ja jestem Generalnym Managerem i to JA rozdaję tutaj karty. Ale... Nie zawadzasz mi. Wręcz przeciwnie, myślę, że jesteś świetnym pierwszym mistrzem Eternal. Dlatego mogę Ci pójść na rękę w obu kwestiach. Na Elysium 4 zmierzysz się z obecnym tu Zackiem w Non-Title Matchu! To masz jak w banku. Natomiast co do Heatwave i walki z Leone - wykluczone. Nie dam nowemu zawodnikowi z miejsca walki o pas. Jednakże... dam mu szansę, by takową walkę mógł sobie wywalczyć. Skoro mamy już zapowiedzianą walkę Mike Brutal vs Tony Leone na dzisiejszej gali, to dodajmy tam jeden malutki szczegół... Zwycięzca tej walki zostanie pretendentem do Twojego mistrzostwa i zawalczysz z nim na Heatwave! *cheer publiki* Mam nadzieję, że jest to wystarczające. Przemyśl tylko dobrze, czy na pewno tego chcesz.

Derek Halloway: Nie bałbym się nawet, gdyby to był Benito Mussolini! Choć i tak będą próbować się mnie pozbyć tylnym wyjściem, bo znając historię wystarczy troszkę posmarować, prawda, calciopoli? *część fanów cheeruje, śmieje się* Gdy się tu zjawiłem nikt na mnie nie stawiał. Wszyscy się tylko śmiali za plecami! Dużo ludzi nadal to robi, ale w tej chwili to ja stoję tutaj dumnie z tym pasem na stage’u i żadni Gladio w garniturkach nie wystraszą mnie. Only the truth can set you free!

Derek wyrzuca mikrofon i ponownie wznosi pas do góry. Publika oczywiście nagradza to cheerem. Ale teraz - pora na reklamy nowego modułu 5g.

NOWY MODUŁ 5G - BĄDŹ W KONTAKCIE Z RODZINĄ I ZNAJOMYMI BEZ ŻADNYCH PRZESZKÓD

Na arenie wybrzmiewa FATE! To zapowiada pojawienie się Jose Lopeza! Oznacza to także buczenie oraz gwizdy fanów, ostatnie zachowanie Lopezzo nie polepszyło wcale jego wizerunku. Jose pojawia się na rampie i bez większych emocji na twarzy zmierza w kierunku ringu. Hiszpan ubrany jest tak jak podczas swoich ostatnich występów. Chico Malo bierze mikrofon od jednego z pracowników i po schodkach elegancko wchodzi do kwadratowego pierścienia. Chwilę gładzi swoją brodę, w końcu zabiera głos.

Jose Lopez: Szczerze? Wolałoby mnie tu nie być, bo przyjście i przyznanie się do błędu, w dodatku jeszcze przed WAMI... cholernie wiele mnie kosztuje. *konsternacja publiki*  Jestem tutaj, bo tak... Jose Lopez się mylił. *Lopez jest niezadowolony*  Zgadza się, dobrze słyszycie! Nie miałem racji, ba, nawet nie byłem jej blisko! *pauza* Praktycznie od początku mojego pobytu w LPW Axel bardzo mnie intrygował, widziałem w nim samego siebie, ale ja.. ja byłem naiwny. Najwidoczniej nie znam się na ludziach tak, jak myślałem i widziałem to, co prawdopodobnie chciałem widzieć. *głębszy wdech* A prawda jest taka, że... nigdy nie byłem tak paskudnym człowiekiem, jakim jest Axel Blaze! *heat* Nie byłem nawet blisko tego! Nie jestem kimś, kto wyciera sobie dupsko akcjami charytatywnymi, a potem... no właśnie, potem co? Jesteście ciekawi? Chcecie wiedzieć, dlaczego Axela dzisiaj nie ma na  gali? Hmm? Może dlatego?!

Lopez z bezczelnym uśmiechem na twarzy patrzy na titantron, a tam ukazuje nam się zdjęcie numer jeden, a na nim... Axel leży przytulony do jakiejś kobiety z rozmazanym makijażem na twarzy, opierając swoją głowę o jej klatkę piersiową. Na szczęście w większości są pod kołdrą, więc nie widać nagości. Na pewno uwagę może zwrócić także pełno białego proszku rozsypanego w wielu miejscach, nawet na leżącym gdzieś w kącie tytule mistrzowskim, który dzierży Blaze. To nie jest koniec, bo w kadrze widzimy też nogę jakiegoś mężczyzny i torby, w których tego białego proszku może być więcej. Publika nie jest zachwycona, widząc to wszystko. Po chwili widzimy zdjęcie numer dwa, gdzie ta sama kobieta ma już ręcznik na sobie, a Blaze tym razem siedzi w tym łóżku, a na jego kolanach jest inna dziewczyna, jeszcze ubrana, zasłania nam ona twarz Axela. Obok jest za to.. mężczyzna, do którego prawdopodobnie należy noga z poprzedniej fotografii. Facet ten jest nagi, ale ma na biodrach założone mistrzostwo LPW World, co ratuje nas przed widokiem jego miejsc intymnych. Wygląda, jakby też zmierzał w kierunku łóżka. Publiczność sama nie wie, co ma myśleć po zobaczeniu tego wszystkiego.

Jose Lopez: Nie mogę nawet się z was śmiać, bo wiem, co czujecie... jestem tak samo zażenowany tym wszystkim i wściekły! Na najbliższym PPV chciałem mieć jak najsilniejszego rywala! Kogoś, kto przypomni mi, dlaczego pokochałem wrestling i kogoś, z kim dam niezapomniane widowisko, godne tego sprzed 6 lat, kiedy również w lato zmierzyłem się z Wesem Wallacem. *cheer* Tymczasem... *zażenowany* sami widzieliście. *kręci głową* Nie sądzę, by to był należyty trening przed najważniejszą walką w jego życiu. A jeśli nie jest w stanie nawet sprawić, by takie rzeczy nie wypływały, to marny będzie jego los, bo JA na pewno zadbam o to, by Heatwave było taką falą, która nigdy już nie pozwoli mu wypłynąć.

Jose rzuca mikrofonem i wybrzmiewa jego theme song. Zdegustowany wychodzi z ringu i zmierza na zaplecze. Fani buczą na niego, chociaż na pewno udało mu się zasiać w nich ziarno niepewności. Hiszpan jeszcze chwilę przygląda się, po czym opuszcza arenę.

BÓG HONOR OJCZYZNA - YOSHI TATSU TO PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA

[Obrazek: rKsW8o6.png]
No DQ Match for #1 Contender to LPW Eternal Championship
Mike F'N Brutal vs Tony Leone

Wracamy do ringu po reklamach, gdzie Mike właśnie spogląda na leżącego Tony'ego i nie myśląc zbyt długo opuszcza ring. Podnosi materiał i zagląda pod ring. Po krótkiej chwili wyłania się spod niego z uśmiechem na ustach, a w rękach trzyma stół, który zaczyna wyciągać. Fani szaleją z zachwytu, czego zdecydowanie nie można powiedzieć o Enzo oraz Vincenzo, którzy bardzo powolnym krokiem zbliżają się do Brutala. Ten jednak totalnie nic sobie z tego nie robi, wyciąga stół do końca i wrzuca go do ringu, a sam wślizguje się zaraz za nim. Król Hardcore'u spokojnie rozstawia stół na środku kwadratowej konstrukcji, kompletnie nie zwracając uwagi na The Outfit. Dwójka zawodników rezygnuje z interwencji, stając z spokojnie z rękami założonymi za plecami. W międzyczasie Leone zdążył już doczołgać się do narożnika i wstać przy jego pomocy, teraz stoi oparty o liny. The Concrete Saint po rozłożeniu stołu odwraca się w stronę rywala i rusza z pełną prędkością, lecz Don już doszedł do siebie i podnosi nogę w górę. Amerykanin nadziewa się twarzą na podeszwę, zaskoczony cofa się i odwraca, aby oprzeć o rozłożony stół. Nie było jednak nawet blisko, aby upadł. Teraz to Sycylijczyk rusza do ataku, ale zostaje przechwycony. Factory Reset na stół! Stół łamie się na pół, a Mike natychmiast przechodzi do pinu! 1... 2... Kick Out! Ależ to było bliskie! Tony odrywa bark dosłownie na 2,99! Brutal niedowierza, że to nie było 3, stare odruchy biorą nad nim górę, zrywa się na równe nogi i zaczyna dyskutować z sędzią. Ten jednak tłumaczy, że wcale nie było 3, tylko 2 i prosi zawodnika o spokój, bo jest oficjalnym przedstawicielem federacji i należy mu się szacunek. The Concrete Saint z bezradności chowa twarz w dłoniach i głośno krzyczy, aby uwolnić swoje emocje, a jednak oszczędzić niewinnego arbitra. W końcu odkopuje na boki połówki stołu, lekko przesuwa rywala i udaje się do narożnika. Tam, ku zaskoczeniu wszystkich, wspina się na 3 linę. Fani wstają z miejsc. Frog Splash na dobicie! Ale zanim Extremely Mad Dog łapie równowagę na linach, na równe nogi zrywa się The Godfather i chwytając jedną ręką liny wyskakuje wysoko popisując się perfekcyjnym Rope Hung Enzuigiri! Mike siada na linach, a sam Tony powoli zaczyna wspinać się do Brutala. Co on kombinuje? Wchodzi powoli, po jednej linie, aż w końcu wstaje twarzą w twarz z rywalem, chwyta go za szyję i wyciąga w górę. Obaj zawodnicy stoją twarzą w twarz... i to Amerykanin atakuje pierwszy. Wyprowadza silny Headbutt, po którym wciska głowę rywala pod pachę. Holy Shit! Holy Shit! Holy... jednak nic z tego. Leone zdecydowanie za bardzo się rzuca i nie pozwala złapać równowagi przeciwnikowi. Aż w końcu zaczyna okładać go pięściami i gryzie go bok! Król Hardcore'u krzyczy z bólu i puszcza uchwyt, a szybko wykorzystuje to Sycylijczyk. Wybija się w górę i wykonuje Frankensteiner! Co za akcja! Wygląda na to, że obaj mocno ucierpieli. Mike wygina się i trzyma za plecy, zaś Tony leży płasko na macie z grymasem bólu i stopą kopie w matę, aby sobie ulżyć. W tym momencie do akcji wyrywa się porywczy Sacrale. Jednym susem wskakuje na apron i zaczyna wchodzić do ringu, lecz w tym momencie spotyka wzorkiem swojego Dona. Ten mierzy go wzrokiem i kręci głową. Dając jasno do zrozumienia, że nie chce pomocy. Enzo aż pali się do walki, z niedowierzaniem patrzy jeszcze na Vizziniego, ale ten również posyła mu lodowate spojrzenie pozbawione emocji. Capo rozumie i szanuje rozkazy, więc tak szybko jak wskoczył na apron, tak szybko z niego zeskoczył i ustawił się obok The Consigliere. W tym momencie słychać poruszenie wśród fanów. Okazuje się, że na rampie pojawia się Edgar Dickinson w samej szpitalnej koszuli. Zawodnik pozbawiony jest charakterystycznego makijażu, jest blady i wygląda jakby jeszcze przed chwilą spał. Lekko utykając prze dzielnie naprzód w stronę ringu. Leone już siedzi w narożniku, rozmasowując kark, kiedy zauważa co się dzieje szybko łapie kontakt wzrokowy ze swoimi podwładnymi i machnięciem głowy wskazuje nieproszonego gościa. Panowie natychmiast ruszają mu na spotkanie i wdają się w wymianę ciosów. Edgar nie dość, że jest wyraźnie osłabiony, to jeszcze jego przeciwnicy są w przewadze, więc nie bardzo jest w stanie im odpowiedzieć. Szybko zostaje zepchnięty do defensywy i przyjmuje całą nawałnicę ciosów, aż w końcu zostaje sprowadzony do Parteru i przekopany. To jednak wciąż nie koniec, szybko zostaje podniesiony i przytrzymany przez Vincenzo, tylko po to, aby Enzo dołożył wykonał na nim Lupara! Poeta pada, ale wciąż nie może zaznać spokoju, bo Vizzini zakłada na nim Anesthesię. Edgar wygląda jakby dosłownie walczył o życie, aż w końcu zaczyna gasnąć. I dopiero kiedy gaśnie całkowicie Angelo Della Morte zwalnia uchwyt. W międzyczasie do siebie doszedł już Brutal. Bardzo nie podoba mu się widok brutalnie obijanego Dickinsona i zaczyna krzyczeć do napastników. Zaczyna nawet iść w ich stronę z zamiarem opuszczenia ringu, lecz nagle zatrzymuje go w miejscu dźwięk lądującego tuż za nim krzesła! Mike zastyga w bezruchu na ułamek sekundy i to wystarczy, aby zainkasował Final Warning! Amerykanin uderza potylicą w leżące krzesło! Sycylijczyk podnosi go do siadu i szepcze do ucha - "Przepraszam, że musiało do tego dojść." Wzrok Króla Hardcore'u jest dość nieobecny, nie rusza się. Leone ściąga ochraniacz z kolana i odrzuca go na bok, następnie odbija się od lin i gołym kolanem wykonuje La Famiglia Greetings! Brutal pada jak rażony piorunem. Pin i 1... 2... 3! Tony Leone wygrywa walkę!

Don podnosi się powoli, trzymając się za obolały kark. Po chwili dołączają do niego Sacrale oraz Vizzini, ten drugi wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki czerwoną różę i podaje ją Tony'emu, który układa ją na klatce piersiowej pokonanego Brutala. Tym widokiem...

TYM WIDOKIEM KOŃCZY SIĘ ELYSIUM #3!

Ben Zamora
Streak: 1/0/0
Last Match: win vs Kenneth Riddle via Pinfall

James Wallace
Streak: 2/0/0
Last Match: win vs Dale Rucker via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/0
Last Match: win vs Yoshi Tatsu & Elias Shadow via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/10
Last Match: lost vs The Outfit via Pinfall
Odpowiedz
Cytuj
15.08.2026, 23:52
#3
ET: Lecimy więc z kontynuację tego, czego zarys otrzymaliśmy już na Colosseum. Była wtedy mowa o tym wypadzie Lopeza i Blaze’a na event Make A Wish, który tutaj otrzymaliśmy. Po ich ostatnich ekscesach i po tym, jak Axel postanowił „naprawić” Hiszpana przeszliśmy do dalszej części budowania ich konfliktu, rozwijającego się coraz mocniej. Na początkowym etapie ich rywalizacji był głównie ogień i od ostatniego Colosseum skręciliśmy też w nieco inne wątki, inne aspekty są poruszane, co zdecydowanie wpływa dobrze na ich całą historię. Zobaczymy jednak czym konkretnie nas tutaj uświadczono. No pierwsza część segmentu z ich udziałem bardziej służyła za wprowadzenie ich do tego eventu i fajnie podkreślono ten lekki stresik u Axela i ten pełen luz u Lopeza, co pokazuje, jaki mamy kontrast między nimi. Fajnie wygląda ta cała gierka Jose i ta wiara Axela, że Hiszpana można serio zmienić. Mistrz jest człowiekiem bardzo wielkiej wiary, ale nie powinien przesadnie ufać swojemu rywalowi, który postanowił nim zakręcić tak, by dać mu pozorną kontrolę. Ten ślepo uwierzył w to, że takową posiada i Hiszpan jednocześnie kontroluje każdy ruch Blaze’a, szykując jakąś pułapkę na niego, w którą planuje go władować. Najbardziej istotną sprawą w tym segmencie było budowanie napięcia i wyczekiwania na konkretniejszy ruch ze strony Lopeza, który skutecznie uśpił czujność swojego wroga. Końcówka zresztą mocno sugeruje to, że jabłko było ewidentnie czymś „nafaszerowane”, aby otruć Axela albo uśpić go nie tylko w przenośni, ale i też dosłownie. Fajny start z ich udziałem i otrzymamy bez wątpienia coś z ich udziałem w dalszej części gali. Na ten moment leci do nich spory plus, bo fajnie to wyglądało i ładnie budowało całą otoczkę ich rywalizacji, rozwijając to o kolejne wątki.

Leone/Brutal/Aldis: Po ostatnich wydarzeniach i zapowiedzianym występie Leone i jego ekipy, wyczekiwałem na dalszy rozwój wydarzeń, bo nie powiem - zaintrygowano mnie tym ich wprowadzeniem, gdzie jasno pokazano, że mogą być oni bez wątpienia dominującą siłą na Elysium, której trochę nam tutaj brakowało. Przejdę jednak do samej treści, bo trochę jej tutaj zaserwowano. Kupuję te tłumaczenia Włocha, który mówił o tym, że ich pojawienie się nie było atakiem a demonstracją ich siły. Widać, że dla nich to nie tylko chwilowa przygoda a konkretna misja, której nie zamierzają w żaden sposób lekceważyć czy też robić coś, co nie zapewni im odpowiednich owoców. Otrzymaliśmy też przedstawienie jego towarzyszy, z uwzględnieniem ich „funkcji” jakie pełnią. The Outfit jako nazwa stajni nawet do nich pasuje, bo jednak reprezentują oni swoją elegancję i styl wypowiedzi daleko odbiega od typowej prostackiej klepaniny dziobem. Przy okazji pierwszego Elysium był moment, gdy Paddy wręczał różę Aldisowi od tajemniczego nadawcy i tutaj ten motyw został fajnie wyjaśniony i poznaliśmy przy okazji konkretne znaczenie wiadomości, jaką wtedy Tony przekazał GM’owi Elysium. No bardzo fajny wstęp z jego udziałem. Mamy pojawienie się Aldisa z ochroną, na co dość szybko reaguje Brutal, który z wielką chęcią by rozpierdolił całe towarzystwo. Ochrona go zatrzymuje, co w sumie jest niby zrozumiałe, ale na poprzednim Elysium Aldis kazał im się odjebać od Mantela oraz Garry, by dalej się napierdalali. No ciekawe, ale może to też fakt, że ruszyłby on na pewne ścięcie. W pełni zrozumiałe jest tutaj te wkurwienie Mike’a, który z chęcią, by wskoczył do ringu i napierdalał się z Panami Włochami. Po chwili jednak mamy refleksję ze strony Aldisa, który umożliwia mu konfrontację. Można? Można. Fajnie Brutal nawiązał tutaj do swojej przeszłości, która w jego przypadku była mocno „różna” i dopiero niedawno przeszedł on konkretniejszą przemianę swojej postaci. Jednak widać, że mimo tego nie utracił on dawnego parcia na ładowanie się w problemy. Mamy wyzwanie ze strony Brutala, skierowane w stronę Leone. W dodatku ta stypulacja dodaje dodatkowych emocji i oczywiście więcej możliwości, w jakich można to zakończyć. Jak widać Aldisowi puściły zwieracze i przyklepał walkę, dodatkowo jeszcze „wynagrodził” Enzo Sacrale debiutancką walkę przeciwko Ramsomowi. No fajnie tutaj polecieliśmy i zdecydowanie mocno występ Leone. To samo mogę powiedzieć o Brutalu, który nie zamierza bawić się w przepraszanie za to, że żyje.

Walka 1: Lecimy więc z pierwszą walką, która pojawiła się na wskutek wydarzeń sprzed chwili. Maksiu ma zapracowany dzień i w dodatku to jeszcze urodzinki, więc dodaje mu to jeszcze więcej presji a wyzwanie przed nim stoi konkretne. No w sumie fajna walka na wprowadzenie Enzo, która może ukazać go jako konkretną siłę Elysium. Ransom ze swoim doświadczeniem starał się być jak najmocniejszym wyzwaniem i w sumie szło mu całkiem dobrze. Było tutaj fajne tempo, bez zbędnego srania ofensywą wyłącznie z jednej strony, co budowało jednocześnie Maksia, jak i Sacrale, który w ostatecznym rozrachunku zgarnia wygraną. No cóż… Max po udanym debiucie teraz przegrywa i ten urodzinowy wieczór zdecydowanie nie przebiega po jego myśli, czego nie może powiedzieć „The Outfit”, dla którego ten wieczór jest póki co sporym sukcesem. No będą oni budowani i nie zdziwi mnie, jeśli oni będą dłuższy czas zgarniać wygraną za wygraną.

Halloway/Sabre Jr.: Lecimy więc z kontynuacją historii z ich udziałem. No Derek coraz lepiej prezentuje się z gali na galę i zdobycie mistrzostwa zdecydowanie pomogły mu rozwinąć skrzydła. W sumie chłop mnie zadziwia coraz bardziej, wyciągając z rękawa kolejne „ciekawostki”, którymi się dzieli z oświeconymi. No ładnie opluł Sabre Jr. na starcie. Jeszcze te nawiązanie do Diany i MI6. Prawie się oplułem przy tym, więc musiało to być mocne. Szczerze, nie wiem czy dalej Jakub odpowiada za tego Zacka czy nie, ale w sumie nawet jeśli to on, to wypada on tutaj solidnie. Widać w nim tą złość, desperację uwidaczniającą się z powodu braku większych sukcesów. Jednak porównując jego sytuację sprzed Ascension i po, to nie ma tutaj w zasadzie żadnego porównania. Zresztą wiele o tym mówi fakt, że walcząc z Mantelem, nie jest faworytem bukmacherów. Jeszcze niedawno ten by nim wytarł ring niczym szmacianą lalką a tutaj nastąpiła szybka zmiana sytuacji. Pięknie mu w odpowiedzi dojebał Derek, zgrabnie odbijając piłeczkę. Wyleciał do niego Zack z karykaturą wrestlera i zarobił własnym pociskiem, który Halloway skontrował bez większego wysiłku, ale w sumie taka prawda. Skoro Zack męczy się z „karykaturami”, to jakim cudem trzyma dalej głowę tak wysoko. Powinien się on zapaść pod ziemię, skoro „papierowy” mistrz oraz karykatura jest tutaj stroną dominującą. No Zack wygląda na coraz mocniej zdesperowanego i widać to coraz wyraźniej. Wylatuje tutaj niczym jakiś spiskowiec z teoriami, że cały świat się na niego uwziął. Ojej, jacy Ci ludzi źli gnoją biednego Zacka. No dalsza ich rozmowa to dalsze ukazywanie przepaści między Derekiem a Zackiem, który coraz mocniej się pogrąża i wręcz utknął w swoim wyimaginowanym świecie, w którym on jest najlepszy. Derek słusznie dał mu do zrozumienia, że nie zasłużył na to i właściwie, to Włosi są dla niego większym problemem. To było pięknie, Panie Halloway. Na końcu Aldis fajnie dał Zackowi do zrozumienia, że nic nie ma za free i musi udowodnić, że zasługuje na swoją szansę. Ten Beat The Clock Challenge to w sumie ciekawa sprawa, bo nawet jedna sekunda może definitywnie wykreślić go z walki o mistrzostwo. No ładnie tutaj polecieliśmy i zdecydowanie Derek skradł ten segment.

Chris: Lecimy więc tutaj z wprowadzeniem drugiej postaci Zarosta i zobaczymy, czym nas tutaj uraczył. No fajny ten opisik na starcie, wyczuć się dało ten klimat i otoczkę związaną z Chrisem. Przejdę jednak do samej wypowiedzi. Fajnie nam tutaj się „wprowadził” Finnegan i widać, że nie będzie to kolejny złol a raczej ten dobry ziomeczek, który bawi się w „bohatera”, a może i nawet nim jest. Było to zdecydowanie utrzymane w pewnym klimacie i jest przedstawiony zarys samej postaci. Podobało mi się to, jak opowiadał „koleżance” o swoim bohaterstwie, o zagrożeniach oraz o tym, jakim darem jest życie. Wypływa z tego pewna mądrość i widać, że Chris jest raczej typem inteligenta, osoby, która wie jak mówić, aby zdobyć sympatię innych, przy okazji nie robiąc z siebie debila. Fajnie nam tutaj Zarościk wprowadził swoją postać i zobaczymy, co zaprezentuje nią podczas kolejnych występów.

Tatsu/Jackson: Lecimy zatem z kolejnym wywiadem, który zostanie przeprowadzony przez naszego ulubieńca. Tatsu już na samym początku wyjebał ze zwrotem po japońsku, co było raczej celowym zabiegiem, by jakoś „wyśmiać” spam zwrotami z języków obcych w wykonaniu innych osób. Jednak widać u niego ekscytację możliwością występów dla LPW, bo jednak od WWE minęło trochę latek a poza NOAH to o nim za zbytnio nie słyszałem. Bardzo „honorowy” jest ten Tatsu widzę xD. No to musi być komediowa postać, nie ma opcji by było inaczej. W sumie zalatuje mi podobnym vibem do tego, który sobą reprezentował Bo Dallas w PHW (długi czas jobbował i nagle potrafił zdobyć pas Television). Oczywiście nie mogło zabraknąć streszczenia kariery w wykonaniu Jacksona, który w idealny sposób opisał epizod Yoshiego z WWE. Tatsu oczywiście dalej bardzo „honorowo” i to będzie raczej jego znak rozpoznawczy. Wywiad sam w sobie miał przedstawić Japończyka i zdecydowanie to zrobił, przez co wiadomo, czego się można po nim spodziewać. Fajny ten honorowy gość.

Walka 2: Kurwa ten Jack Anderson xD. Dość często o nim na chacie wspominałem i mamy go tutaj jako sędziego. Tutaj musi być wesoło oj musi. Sam przebieg walki mocno komediowy. Mamy „Six Seven” i jakieś okrzyki. No kurde utwierdzacie mnie mocno z tym, że Tatsu to będzie odpowiednik Dallasa z PHW. No kurde za wiele na to wskazuje. Jeszcze ten wynik walki traktuję jako sporą niespodziankę i w sumie zobaczymy, jak potoczą się ich losy, bo póki co widać, że Elias po serii łomotów wreszcie wygrywa a Tatsu zalicza srogą wpadkę.

Aldis/Mantel/Gato: To teraz kolej na segment z moim udziałem. Nicka jakoś mocniej nie będę tutaj opisywać, bo po prostu spełnił swoją rolę. Bardziej istotniejsze było tutaj to, co padnie z ust Mantela oraz Garry. Uchylając rąbka tajemnicy, instrukcje mówiły o tym, byśmy się wzajemnie przegadywali, wchodzili sobie w słowo itd. Założenie tutaj zostało wypełnione i wydaje mi się, że podziałaliśmy zgodnie z wytycznymi. Co do samej treści, będę jednak nieco krytyczny, bo nie jestem w pełni zadowolony z tego, co tutaj zaprezentowaliśmy. Więcej krytyki spadnie raczej na to, co wyszło spod mojej ręki, bo naprawdę nie jestem zadowolony ze swojej roboty. No miał Derrick przejść pewne zmiany, by być bardziej wyrazisty. Niby jest okej, ale kurde no sam sobie mocno zaprzeczyłem, gdzie zasugerowałem najpierw, że Garra udaje groźnego a potem robi z niego szaleńca, manipulanta. To ewidentnie się ze sobą nie klei i kurde byłem na siebie bardzo wściekły po tym jak to wysłałem i się skapnąłem, że walnąłem takiego byka. Ostatnią kwestią próbowałem to jakoś naprawić, ale no bardzo mocno to może wpłynąć na ocenę Mantela. Gato natomiast całkiem przyjemnie tutaj mu odpowiadał i w sumie słusznie zasugerował, że to Derrick jest szaleńcem. No kurde o ile po pierwszej kwestii wypadało to po równo, to już później raczej Garra bardzo mocno wykorzystał wpadkę Mantela i mimo że próbowałem wypaść na jego tle lepiej, to raczej Gato będzie tym, który był bardziej konkretny w tym wszystkim. No jedynym minusem była przesadna ilość używanych zwrotów, których jego postaci naprawdę nie potrzebuje. Aldis na końcu ustawił chłopaków do pionu i pokazał im, kto tutaj rządzi. Ciekawi mnie, czy wytrzymają oni bez jatki, zwłaszcza, że mają stworzyć oni drużynę.

Edgar: Na starcie zaznaczę, że „piersi Świętej Agaty” tutaj zdecydowanie skradły całość. No widać, że oberwał on bardzo mocno od Włochów na ostatnim Elysium. Chłop musiał mieć srogiem mindfucka w chwili, gdy się obudził. Podoba mi się to, że jakby kojarzy fakty i orientuje się nieco w tym, co miało miejsce. Z drugiej strony jednak nie ma on pewności, czy nie są to jakieś urojenia, co pasuje do jego postaci. Jak widać, Edgar za wszelką cenę będzie chciał pojawić się na gali i zobaczymy, czy i jak się to dla niego zakończy. Samo promo w jego wykonaniu jednak fajnie zaintrygowało i podoba mi się te budowanie w nim niepewności obrazu, który ukazywał mu się przed oczami.

Walka 3: No tutaj faworyt był dla mnie dość wyraźny, bo raczej nikt nie spodziewał się tutaj wygranej w wykonaniu Garry. Mimo wszystko próbowano go w tym pojedynku zaprezentować jako solidne wyzwanie dla mistrza, który musiał się trochę natrudzić. Ostatecznie, jak widać wygrał i zrobił to w dobrym stylu, nie potrzebując przy tym żadnej pomocy. Widzisz, Panie Sabre? Papierowy mistrz potrafi wygrywać walki, a Ty? Powinieneś się wstydzić „purysto”.

Ransom/Dolnick: No skoro widzę segment z ich udziałem, to musi być „grubo”, i to po całości. Zobaczymy, czy podobnie też było w tym przypadku. W sumie Maxwell po porażce musiał być wkurwiony i nagle wpada Jean ze swoimi niespodziankami, aby go dodatkowo dobić, mimo swoim rzekomo innych zamiarów. Widać było po Ransomie, że nie chciał towarzystwa ze strony towarzysza z Kongo i chciał się go jak najszybciej pozbyć. Pierdolnik za to robił wszystko, aby Maksiu wyszedł z siebie i powiedział w jego stronę kilka słów za dużo. W sumie Pierre dobrze wypełniał swoje zadanie, bo mnie osobiście mocno wkurwiał w tym segmencie swoim zachowaniem, więc no spełnił swoją rolę jak należy. On nie miał tutaj nikogo rozśmieszyć a jedynie zadziałać na nerwy, by ludzie jeszcze bardziej wspierali Maxwella i jednocześnie jebali po nim jak po psie. W newspacku wspomniano o możliwych występach Moxleya czy Zamory i je otrzymaliśmy… w wersji mini. Kurwa, no to akurat mu się udało. Ale no niesmak mimo wszystko pozostał po zachowaniu Pierdolnika. Jak widać, nie chce odpuścić Ransomowi, aż temu zwieracze w pełni puszczą i stłucze go na kwaśne jabłko.

Paddy/Aldis/Leone: No Paddy zdecydowanie zasługuje na pochwały, bo na każdym kroku stara się wykonywać swoją robotę jak najlepiej, przez co na tle reszty ludzi od tego fachu wypada zdecydowanie najlepiej. Nie dziwi mnie zatem pochwała w jego stronę. Szybko przerywa im Leone i jak widać, chce mieć on pełną kontrolę nad Elysium, co zdecydowanie nie pasuje Aldisowi, który powinien mu jakoś mocniej się postawić. Tony swoją przebiegłością może zdziałać wiele i w sumie przy tym myśli dość trzeźwo. Jak widać, obawia się tego, że Brutal będzie chciał mu urwać głowę jeszcze przed walką. Ta prośba o trzymanie Brutala na smyczy przed Aldisa musiała wywołać niemały ogień. Nick go niby uspokoił i jednocześnie lekko z niego zadrwił, załatwiając mu ochronę, mającą go ochronić przed Brutalem. Fajnie, że budujemy napięcie na tle między nimi, bo to zdecydowanie może zaowocować.

Walka 4: Walka dwóch postaci Ryse’a, gdzie faworyt był raczej zdecydowany, gdyż nikt nie spodziewał się tutaj wygranej Roba. Silas musiał nieco nieco napocić, ale była to bardzo jednostronna walka z chwilowym przebłyskiem ze strony McŁowicza. Ostatecznie Crowe zgarnia cenną wygraną, pokazując wszystkim, że z nim nie ma żartów i każdy powinien zacząć się z nim poważnie liczyć. Po walce dostaliśmy jeszcze pojawienie Sebastiena, który postanowił zadrwić z Roba, przy okazji rzucając mu wyzwanie, na które mamy akceptację ze strony McŁowicza. W ten sposób otrzymujemy walkę z ich udziałem na najbliższym Elysium, gdzie nie może to się zakończyć czystym wynikiem, bo to rywalizacja, która musi mieć swój finał na Heatwave.

JRW/Aldis: Odnoszę wrażenie, że tutaj było trochę za wiele Aldisa podczas tej gali. Praktycznie w każdym istotniejszym segmencie jest jego udział, w większym, bądź w mniejszym stopniu. Tutaj pojawia się ponownie, ale no da się to zrozumieć, bo jednak był w tym przypadku wręcz konieczny. Dostajemy dalsze ekscesy z udziałem Watersa, który już zmierza w stu procentach na Elysium i po wywalczonych warunkach, które zagwarantowały mu określony czas antenowy wpadnie, by zrobić srogi rozpierdol. W czasach WCW była to konkretna maszyna i zobaczymy, czy takową będzie w dalszym ciągu, teraz w LPW.

Walka 5: Walka z moim udziałem. Jeszcze niedawno Sabre Jr. wygrałby to po dość jednostronnym starciu. Wszystko jednak uległo gwałtownej zmianie i jak widać, wystarczy lekki spadek Zacka i mocny awans Mantela, by w krótkim czasie Sabre nie wychodził do tej walki jako faworyt. Sam przebieg pojedynku sugerował, że Zack znajdował się w nieco lepszym położeniu, jednak ostatnie tygodnie kosztowały go sporo nerwów, co miało spory wpływ na jego koncentrację. Jak widać, wpłynęło to na końcowy wynik i Derrick zgarnął zaskakującą dla mnie wygraną w tym pojedynku. Jak widać, Zack jest w szczytowej formie i udowodnił to porażką z Mantelem.

Halloway/Aldis: Derek jak widać, nie zamierza odpuścić sobie możliwość sprawienia oklepu Zackowi i mimo porażki sprzed chwili, postanowił go wyzwać do walki bez pasa na szali. Przy obecnej dyspozycji Zacka, to Halloway zgarnie sobie cenną wygraną. Uderzył on w stronę Leone, dając do zrozumienia, że poluje również na niego. Wszystko przerwał Aldis, dając mu walkę z Sabrem i przy okazji dał do zrozumienia, że Derek nie zawalczy z Leone, póki ten nie udowodni, że zasługuje na swoją szansę. Niby mamy przesyt Nicka, ale lecą też za tym konkrety, których mi momentami brakowało u RVD na Colosseum z początku istnienia federacji.

Lopez: No kurde, tego właściwie się po nim spodziewałem. Wykorzystał on wypad z Blazem na Make A Wish, aby potem wrobić go w takie rzeczy. Jestem bardziej niż pewny, że te jabłko, które mu podał, było czymś „nafaszerowane”. To zdecydowanie może tłumaczyć zachowanie Axela, który zdecydowanie nie mógł kontrolować nad sobą. Fajnie to sobie ukartował Jose. Najpierw próbował zdobyć zaufanie Blaze’a, by potem go oczernić w taki sposób, aby wyjść na tego dobrego, który musi zatrzymać panowanie wielkiego złoczyńcy. Jednak ja się nie nabiorę Panie Lopez. Co by nie było, fajnie nam tutaj zakręcił całością.

Walka 6: Lecimy więc z walką o miano pretendenta do pasa dzierżonego przez Hallowaya. Po ostatnich tygodniach Brutal zasługiwał mocno na swoją szansę, ale Leone zrobił istne wejście smoka i ciężko było mi uwierzyć w to, że czysto przegra w tym pojedynku. Spodziewałem się tutaj jednak braku rozstrzygnięcia z racji ataku zarówno na Brutala przez pomoc włoskiego wrestlera, jak i atak na Tony’ego ze strony Dereka oraz Edgara w zemście za to, co miało miejsce na poprzednim Elysium. Było sporo zamieszania pod koniec z udziałem Edgara, który pojawił się, aby zebrać łomot od Sacrale i kolegi. Brutal zamiast skupić się na pojedynku, skupił się na nich i ostatecznie kosztowało go wygraną w tym pojedynku. Zatem Leone rusza na mistrza a Brutal zapewne połączy siły z Edgarem, by stawić czoło ludziom Tony’ego. Fajnie tutaj rozwiązaną całą sytuację.

Ocena gali: Niby nie udało się tego pomieścić w jednym poście, co dla wielu może być oburzeniem. Jednak sama gala i treść, która na niej się pojawiła, zdecydowanie powinna zrekompensować wszelkie narzekanie. Były lepsze momenty, jak i te gorsze. W skali od 1 do 6 dałbym tej dali mocne 4+, ewentualnie 5-, bo jednak nie wszystko było idealnie (sam trochę się przyczyniłem do tego) a też nie było źle. Także dobra robota i obyśmy na następnym Elysium zmieścili się w jednym poście, bez większych komplikacji.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
Slayer
Zawodowiec
15.08.2026, 23:52 #3
ET: Lecimy więc z kontynuację tego, czego zarys otrzymaliśmy już na Colosseum. Była wtedy mowa o tym wypadzie Lopeza i Blaze’a na event Make A Wish, który tutaj otrzymaliśmy. Po ich ostatnich ekscesach i po tym, jak Axel postanowił „naprawić” Hiszpana przeszliśmy do dalszej części budowania ich konfliktu, rozwijającego się coraz mocniej. Na początkowym etapie ich rywalizacji był głównie ogień i od ostatniego Colosseum skręciliśmy też w nieco inne wątki, inne aspekty są poruszane, co zdecydowanie wpływa dobrze na ich całą historię. Zobaczymy jednak czym konkretnie nas tutaj uświadczono. No pierwsza część segmentu z ich udziałem bardziej służyła za wprowadzenie ich do tego eventu i fajnie podkreślono ten lekki stresik u Axela i ten pełen luz u Lopeza, co pokazuje, jaki mamy kontrast między nimi. Fajnie wygląda ta cała gierka Jose i ta wiara Axela, że Hiszpana można serio zmienić. Mistrz jest człowiekiem bardzo wielkiej wiary, ale nie powinien przesadnie ufać swojemu rywalowi, który postanowił nim zakręcić tak, by dać mu pozorną kontrolę. Ten ślepo uwierzył w to, że takową posiada i Hiszpan jednocześnie kontroluje każdy ruch Blaze’a, szykując jakąś pułapkę na niego, w którą planuje go władować. Najbardziej istotną sprawą w tym segmencie było budowanie napięcia i wyczekiwania na konkretniejszy ruch ze strony Lopeza, który skutecznie uśpił czujność swojego wroga. Końcówka zresztą mocno sugeruje to, że jabłko było ewidentnie czymś „nafaszerowane”, aby otruć Axela albo uśpić go nie tylko w przenośni, ale i też dosłownie. Fajny start z ich udziałem i otrzymamy bez wątpienia coś z ich udziałem w dalszej części gali. Na ten moment leci do nich spory plus, bo fajnie to wyglądało i ładnie budowało całą otoczkę ich rywalizacji, rozwijając to o kolejne wątki.

Leone/Brutal/Aldis: Po ostatnich wydarzeniach i zapowiedzianym występie Leone i jego ekipy, wyczekiwałem na dalszy rozwój wydarzeń, bo nie powiem - zaintrygowano mnie tym ich wprowadzeniem, gdzie jasno pokazano, że mogą być oni bez wątpienia dominującą siłą na Elysium, której trochę nam tutaj brakowało. Przejdę jednak do samej treści, bo trochę jej tutaj zaserwowano. Kupuję te tłumaczenia Włocha, który mówił o tym, że ich pojawienie się nie było atakiem a demonstracją ich siły. Widać, że dla nich to nie tylko chwilowa przygoda a konkretna misja, której nie zamierzają w żaden sposób lekceważyć czy też robić coś, co nie zapewni im odpowiednich owoców. Otrzymaliśmy też przedstawienie jego towarzyszy, z uwzględnieniem ich „funkcji” jakie pełnią. The Outfit jako nazwa stajni nawet do nich pasuje, bo jednak reprezentują oni swoją elegancję i styl wypowiedzi daleko odbiega od typowej prostackiej klepaniny dziobem. Przy okazji pierwszego Elysium był moment, gdy Paddy wręczał różę Aldisowi od tajemniczego nadawcy i tutaj ten motyw został fajnie wyjaśniony i poznaliśmy przy okazji konkretne znaczenie wiadomości, jaką wtedy Tony przekazał GM’owi Elysium. No bardzo fajny wstęp z jego udziałem. Mamy pojawienie się Aldisa z ochroną, na co dość szybko reaguje Brutal, który z wielką chęcią by rozpierdolił całe towarzystwo. Ochrona go zatrzymuje, co w sumie jest niby zrozumiałe, ale na poprzednim Elysium Aldis kazał im się odjebać od Mantela oraz Garry, by dalej się napierdalali. No ciekawe, ale może to też fakt, że ruszyłby on na pewne ścięcie. W pełni zrozumiałe jest tutaj te wkurwienie Mike’a, który z chęcią, by wskoczył do ringu i napierdalał się z Panami Włochami. Po chwili jednak mamy refleksję ze strony Aldisa, który umożliwia mu konfrontację. Można? Można. Fajnie Brutal nawiązał tutaj do swojej przeszłości, która w jego przypadku była mocno „różna” i dopiero niedawno przeszedł on konkretniejszą przemianę swojej postaci. Jednak widać, że mimo tego nie utracił on dawnego parcia na ładowanie się w problemy. Mamy wyzwanie ze strony Brutala, skierowane w stronę Leone. W dodatku ta stypulacja dodaje dodatkowych emocji i oczywiście więcej możliwości, w jakich można to zakończyć. Jak widać Aldisowi puściły zwieracze i przyklepał walkę, dodatkowo jeszcze „wynagrodził” Enzo Sacrale debiutancką walkę przeciwko Ramsomowi. No fajnie tutaj polecieliśmy i zdecydowanie mocno występ Leone. To samo mogę powiedzieć o Brutalu, który nie zamierza bawić się w przepraszanie za to, że żyje.

Walka 1: Lecimy więc z pierwszą walką, która pojawiła się na wskutek wydarzeń sprzed chwili. Maksiu ma zapracowany dzień i w dodatku to jeszcze urodzinki, więc dodaje mu to jeszcze więcej presji a wyzwanie przed nim stoi konkretne. No w sumie fajna walka na wprowadzenie Enzo, która może ukazać go jako konkretną siłę Elysium. Ransom ze swoim doświadczeniem starał się być jak najmocniejszym wyzwaniem i w sumie szło mu całkiem dobrze. Było tutaj fajne tempo, bez zbędnego srania ofensywą wyłącznie z jednej strony, co budowało jednocześnie Maksia, jak i Sacrale, który w ostatecznym rozrachunku zgarnia wygraną. No cóż… Max po udanym debiucie teraz przegrywa i ten urodzinowy wieczór zdecydowanie nie przebiega po jego myśli, czego nie może powiedzieć „The Outfit”, dla którego ten wieczór jest póki co sporym sukcesem. No będą oni budowani i nie zdziwi mnie, jeśli oni będą dłuższy czas zgarniać wygraną za wygraną.

Halloway/Sabre Jr.: Lecimy więc z kontynuacją historii z ich udziałem. No Derek coraz lepiej prezentuje się z gali na galę i zdobycie mistrzostwa zdecydowanie pomogły mu rozwinąć skrzydła. W sumie chłop mnie zadziwia coraz bardziej, wyciągając z rękawa kolejne „ciekawostki”, którymi się dzieli z oświeconymi. No ładnie opluł Sabre Jr. na starcie. Jeszcze te nawiązanie do Diany i MI6. Prawie się oplułem przy tym, więc musiało to być mocne. Szczerze, nie wiem czy dalej Jakub odpowiada za tego Zacka czy nie, ale w sumie nawet jeśli to on, to wypada on tutaj solidnie. Widać w nim tą złość, desperację uwidaczniającą się z powodu braku większych sukcesów. Jednak porównując jego sytuację sprzed Ascension i po, to nie ma tutaj w zasadzie żadnego porównania. Zresztą wiele o tym mówi fakt, że walcząc z Mantelem, nie jest faworytem bukmacherów. Jeszcze niedawno ten by nim wytarł ring niczym szmacianą lalką a tutaj nastąpiła szybka zmiana sytuacji. Pięknie mu w odpowiedzi dojebał Derek, zgrabnie odbijając piłeczkę. Wyleciał do niego Zack z karykaturą wrestlera i zarobił własnym pociskiem, który Halloway skontrował bez większego wysiłku, ale w sumie taka prawda. Skoro Zack męczy się z „karykaturami”, to jakim cudem trzyma dalej głowę tak wysoko. Powinien się on zapaść pod ziemię, skoro „papierowy” mistrz oraz karykatura jest tutaj stroną dominującą. No Zack wygląda na coraz mocniej zdesperowanego i widać to coraz wyraźniej. Wylatuje tutaj niczym jakiś spiskowiec z teoriami, że cały świat się na niego uwziął. Ojej, jacy Ci ludzi źli gnoją biednego Zacka. No dalsza ich rozmowa to dalsze ukazywanie przepaści między Derekiem a Zackiem, który coraz mocniej się pogrąża i wręcz utknął w swoim wyimaginowanym świecie, w którym on jest najlepszy. Derek słusznie dał mu do zrozumienia, że nie zasłużył na to i właściwie, to Włosi są dla niego większym problemem. To było pięknie, Panie Halloway. Na końcu Aldis fajnie dał Zackowi do zrozumienia, że nic nie ma za free i musi udowodnić, że zasługuje na swoją szansę. Ten Beat The Clock Challenge to w sumie ciekawa sprawa, bo nawet jedna sekunda może definitywnie wykreślić go z walki o mistrzostwo. No ładnie tutaj polecieliśmy i zdecydowanie Derek skradł ten segment.

Chris: Lecimy więc tutaj z wprowadzeniem drugiej postaci Zarosta i zobaczymy, czym nas tutaj uraczył. No fajny ten opisik na starcie, wyczuć się dało ten klimat i otoczkę związaną z Chrisem. Przejdę jednak do samej wypowiedzi. Fajnie nam tutaj się „wprowadził” Finnegan i widać, że nie będzie to kolejny złol a raczej ten dobry ziomeczek, który bawi się w „bohatera”, a może i nawet nim jest. Było to zdecydowanie utrzymane w pewnym klimacie i jest przedstawiony zarys samej postaci. Podobało mi się to, jak opowiadał „koleżance” o swoim bohaterstwie, o zagrożeniach oraz o tym, jakim darem jest życie. Wypływa z tego pewna mądrość i widać, że Chris jest raczej typem inteligenta, osoby, która wie jak mówić, aby zdobyć sympatię innych, przy okazji nie robiąc z siebie debila. Fajnie nam tutaj Zarościk wprowadził swoją postać i zobaczymy, co zaprezentuje nią podczas kolejnych występów.

Tatsu/Jackson: Lecimy zatem z kolejnym wywiadem, który zostanie przeprowadzony przez naszego ulubieńca. Tatsu już na samym początku wyjebał ze zwrotem po japońsku, co było raczej celowym zabiegiem, by jakoś „wyśmiać” spam zwrotami z języków obcych w wykonaniu innych osób. Jednak widać u niego ekscytację możliwością występów dla LPW, bo jednak od WWE minęło trochę latek a poza NOAH to o nim za zbytnio nie słyszałem. Bardzo „honorowy” jest ten Tatsu widzę xD. No to musi być komediowa postać, nie ma opcji by było inaczej. W sumie zalatuje mi podobnym vibem do tego, który sobą reprezentował Bo Dallas w PHW (długi czas jobbował i nagle potrafił zdobyć pas Television). Oczywiście nie mogło zabraknąć streszczenia kariery w wykonaniu Jacksona, który w idealny sposób opisał epizod Yoshiego z WWE. Tatsu oczywiście dalej bardzo „honorowo” i to będzie raczej jego znak rozpoznawczy. Wywiad sam w sobie miał przedstawić Japończyka i zdecydowanie to zrobił, przez co wiadomo, czego się można po nim spodziewać. Fajny ten honorowy gość.

Walka 2: Kurwa ten Jack Anderson xD. Dość często o nim na chacie wspominałem i mamy go tutaj jako sędziego. Tutaj musi być wesoło oj musi. Sam przebieg walki mocno komediowy. Mamy „Six Seven” i jakieś okrzyki. No kurde utwierdzacie mnie mocno z tym, że Tatsu to będzie odpowiednik Dallasa z PHW. No kurde za wiele na to wskazuje. Jeszcze ten wynik walki traktuję jako sporą niespodziankę i w sumie zobaczymy, jak potoczą się ich losy, bo póki co widać, że Elias po serii łomotów wreszcie wygrywa a Tatsu zalicza srogą wpadkę.

Aldis/Mantel/Gato: To teraz kolej na segment z moim udziałem. Nicka jakoś mocniej nie będę tutaj opisywać, bo po prostu spełnił swoją rolę. Bardziej istotniejsze było tutaj to, co padnie z ust Mantela oraz Garry. Uchylając rąbka tajemnicy, instrukcje mówiły o tym, byśmy się wzajemnie przegadywali, wchodzili sobie w słowo itd. Założenie tutaj zostało wypełnione i wydaje mi się, że podziałaliśmy zgodnie z wytycznymi. Co do samej treści, będę jednak nieco krytyczny, bo nie jestem w pełni zadowolony z tego, co tutaj zaprezentowaliśmy. Więcej krytyki spadnie raczej na to, co wyszło spod mojej ręki, bo naprawdę nie jestem zadowolony ze swojej roboty. No miał Derrick przejść pewne zmiany, by być bardziej wyrazisty. Niby jest okej, ale kurde no sam sobie mocno zaprzeczyłem, gdzie zasugerowałem najpierw, że Garra udaje groźnego a potem robi z niego szaleńca, manipulanta. To ewidentnie się ze sobą nie klei i kurde byłem na siebie bardzo wściekły po tym jak to wysłałem i się skapnąłem, że walnąłem takiego byka. Ostatnią kwestią próbowałem to jakoś naprawić, ale no bardzo mocno to może wpłynąć na ocenę Mantela. Gato natomiast całkiem przyjemnie tutaj mu odpowiadał i w sumie słusznie zasugerował, że to Derrick jest szaleńcem. No kurde o ile po pierwszej kwestii wypadało to po równo, to już później raczej Garra bardzo mocno wykorzystał wpadkę Mantela i mimo że próbowałem wypaść na jego tle lepiej, to raczej Gato będzie tym, który był bardziej konkretny w tym wszystkim. No jedynym minusem była przesadna ilość używanych zwrotów, których jego postaci naprawdę nie potrzebuje. Aldis na końcu ustawił chłopaków do pionu i pokazał im, kto tutaj rządzi. Ciekawi mnie, czy wytrzymają oni bez jatki, zwłaszcza, że mają stworzyć oni drużynę.

Edgar: Na starcie zaznaczę, że „piersi Świętej Agaty” tutaj zdecydowanie skradły całość. No widać, że oberwał on bardzo mocno od Włochów na ostatnim Elysium. Chłop musiał mieć srogiem mindfucka w chwili, gdy się obudził. Podoba mi się to, że jakby kojarzy fakty i orientuje się nieco w tym, co miało miejsce. Z drugiej strony jednak nie ma on pewności, czy nie są to jakieś urojenia, co pasuje do jego postaci. Jak widać, Edgar za wszelką cenę będzie chciał pojawić się na gali i zobaczymy, czy i jak się to dla niego zakończy. Samo promo w jego wykonaniu jednak fajnie zaintrygowało i podoba mi się te budowanie w nim niepewności obrazu, który ukazywał mu się przed oczami.

Walka 3: No tutaj faworyt był dla mnie dość wyraźny, bo raczej nikt nie spodziewał się tutaj wygranej w wykonaniu Garry. Mimo wszystko próbowano go w tym pojedynku zaprezentować jako solidne wyzwanie dla mistrza, który musiał się trochę natrudzić. Ostatecznie, jak widać wygrał i zrobił to w dobrym stylu, nie potrzebując przy tym żadnej pomocy. Widzisz, Panie Sabre? Papierowy mistrz potrafi wygrywać walki, a Ty? Powinieneś się wstydzić „purysto”.

Ransom/Dolnick: No skoro widzę segment z ich udziałem, to musi być „grubo”, i to po całości. Zobaczymy, czy podobnie też było w tym przypadku. W sumie Maxwell po porażce musiał być wkurwiony i nagle wpada Jean ze swoimi niespodziankami, aby go dodatkowo dobić, mimo swoim rzekomo innych zamiarów. Widać było po Ransomie, że nie chciał towarzystwa ze strony towarzysza z Kongo i chciał się go jak najszybciej pozbyć. Pierdolnik za to robił wszystko, aby Maksiu wyszedł z siebie i powiedział w jego stronę kilka słów za dużo. W sumie Pierre dobrze wypełniał swoje zadanie, bo mnie osobiście mocno wkurwiał w tym segmencie swoim zachowaniem, więc no spełnił swoją rolę jak należy. On nie miał tutaj nikogo rozśmieszyć a jedynie zadziałać na nerwy, by ludzie jeszcze bardziej wspierali Maxwella i jednocześnie jebali po nim jak po psie. W newspacku wspomniano o możliwych występach Moxleya czy Zamory i je otrzymaliśmy… w wersji mini. Kurwa, no to akurat mu się udało. Ale no niesmak mimo wszystko pozostał po zachowaniu Pierdolnika. Jak widać, nie chce odpuścić Ransomowi, aż temu zwieracze w pełni puszczą i stłucze go na kwaśne jabłko.

Paddy/Aldis/Leone: No Paddy zdecydowanie zasługuje na pochwały, bo na każdym kroku stara się wykonywać swoją robotę jak najlepiej, przez co na tle reszty ludzi od tego fachu wypada zdecydowanie najlepiej. Nie dziwi mnie zatem pochwała w jego stronę. Szybko przerywa im Leone i jak widać, chce mieć on pełną kontrolę nad Elysium, co zdecydowanie nie pasuje Aldisowi, który powinien mu jakoś mocniej się postawić. Tony swoją przebiegłością może zdziałać wiele i w sumie przy tym myśli dość trzeźwo. Jak widać, obawia się tego, że Brutal będzie chciał mu urwać głowę jeszcze przed walką. Ta prośba o trzymanie Brutala na smyczy przed Aldisa musiała wywołać niemały ogień. Nick go niby uspokoił i jednocześnie lekko z niego zadrwił, załatwiając mu ochronę, mającą go ochronić przed Brutalem. Fajnie, że budujemy napięcie na tle między nimi, bo to zdecydowanie może zaowocować.

Walka 4: Walka dwóch postaci Ryse’a, gdzie faworyt był raczej zdecydowany, gdyż nikt nie spodziewał się tutaj wygranej Roba. Silas musiał nieco nieco napocić, ale była to bardzo jednostronna walka z chwilowym przebłyskiem ze strony McŁowicza. Ostatecznie Crowe zgarnia cenną wygraną, pokazując wszystkim, że z nim nie ma żartów i każdy powinien zacząć się z nim poważnie liczyć. Po walce dostaliśmy jeszcze pojawienie Sebastiena, który postanowił zadrwić z Roba, przy okazji rzucając mu wyzwanie, na które mamy akceptację ze strony McŁowicza. W ten sposób otrzymujemy walkę z ich udziałem na najbliższym Elysium, gdzie nie może to się zakończyć czystym wynikiem, bo to rywalizacja, która musi mieć swój finał na Heatwave.

JRW/Aldis: Odnoszę wrażenie, że tutaj było trochę za wiele Aldisa podczas tej gali. Praktycznie w każdym istotniejszym segmencie jest jego udział, w większym, bądź w mniejszym stopniu. Tutaj pojawia się ponownie, ale no da się to zrozumieć, bo jednak był w tym przypadku wręcz konieczny. Dostajemy dalsze ekscesy z udziałem Watersa, który już zmierza w stu procentach na Elysium i po wywalczonych warunkach, które zagwarantowały mu określony czas antenowy wpadnie, by zrobić srogi rozpierdol. W czasach WCW była to konkretna maszyna i zobaczymy, czy takową będzie w dalszym ciągu, teraz w LPW.

Walka 5: Walka z moim udziałem. Jeszcze niedawno Sabre Jr. wygrałby to po dość jednostronnym starciu. Wszystko jednak uległo gwałtownej zmianie i jak widać, wystarczy lekki spadek Zacka i mocny awans Mantela, by w krótkim czasie Sabre nie wychodził do tej walki jako faworyt. Sam przebieg pojedynku sugerował, że Zack znajdował się w nieco lepszym położeniu, jednak ostatnie tygodnie kosztowały go sporo nerwów, co miało spory wpływ na jego koncentrację. Jak widać, wpłynęło to na końcowy wynik i Derrick zgarnął zaskakującą dla mnie wygraną w tym pojedynku. Jak widać, Zack jest w szczytowej formie i udowodnił to porażką z Mantelem.

Halloway/Aldis: Derek jak widać, nie zamierza odpuścić sobie możliwość sprawienia oklepu Zackowi i mimo porażki sprzed chwili, postanowił go wyzwać do walki bez pasa na szali. Przy obecnej dyspozycji Zacka, to Halloway zgarnie sobie cenną wygraną. Uderzył on w stronę Leone, dając do zrozumienia, że poluje również na niego. Wszystko przerwał Aldis, dając mu walkę z Sabrem i przy okazji dał do zrozumienia, że Derek nie zawalczy z Leone, póki ten nie udowodni, że zasługuje na swoją szansę. Niby mamy przesyt Nicka, ale lecą też za tym konkrety, których mi momentami brakowało u RVD na Colosseum z początku istnienia federacji.

Lopez: No kurde, tego właściwie się po nim spodziewałem. Wykorzystał on wypad z Blazem na Make A Wish, aby potem wrobić go w takie rzeczy. Jestem bardziej niż pewny, że te jabłko, które mu podał, było czymś „nafaszerowane”. To zdecydowanie może tłumaczyć zachowanie Axela, który zdecydowanie nie mógł kontrolować nad sobą. Fajnie to sobie ukartował Jose. Najpierw próbował zdobyć zaufanie Blaze’a, by potem go oczernić w taki sposób, aby wyjść na tego dobrego, który musi zatrzymać panowanie wielkiego złoczyńcy. Jednak ja się nie nabiorę Panie Lopez. Co by nie było, fajnie nam tutaj zakręcił całością.

Walka 6: Lecimy więc z walką o miano pretendenta do pasa dzierżonego przez Hallowaya. Po ostatnich tygodniach Brutal zasługiwał mocno na swoją szansę, ale Leone zrobił istne wejście smoka i ciężko było mi uwierzyć w to, że czysto przegra w tym pojedynku. Spodziewałem się tutaj jednak braku rozstrzygnięcia z racji ataku zarówno na Brutala przez pomoc włoskiego wrestlera, jak i atak na Tony’ego ze strony Dereka oraz Edgara w zemście za to, co miało miejsce na poprzednim Elysium. Było sporo zamieszania pod koniec z udziałem Edgara, który pojawił się, aby zebrać łomot od Sacrale i kolegi. Brutal zamiast skupić się na pojedynku, skupił się na nich i ostatecznie kosztowało go wygraną w tym pojedynku. Zatem Leone rusza na mistrza a Brutal zapewne połączy siły z Edgarem, by stawić czoło ludziom Tony’ego. Fajnie tutaj rozwiązaną całą sytuację.

Ocena gali: Niby nie udało się tego pomieścić w jednym poście, co dla wielu może być oburzeniem. Jednak sama gala i treść, która na niej się pojawiła, zdecydowanie powinna zrekompensować wszelkie narzekanie. Były lepsze momenty, jak i te gorsze. W skali od 1 do 6 dałbym tej dali mocne 4+, ewentualnie 5-, bo jednak nie wszystko było idealnie (sam trochę się przyczyniłem do tego) a też nie było źle. Także dobra robota i obyśmy na następnym Elysium zmieścili się w jednym poście, bez większych komplikacji.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
16.08.2026, 16:26
#4
ET: Make A Wish zawsze kojarzyło mi się z pozbawionym programów ewenement, a tutaj Lopez i Blaze, no zobaczymy. Tak ten segment żeby był, nic mi nie powiedział w sumie. Ciekawe czym było doprawione to jabłko. Myślę, że z czasem trwania Elysium dowiem się tego.

Segment, dużo osób XD: elegancka ekipa z Włoch rozpoczyna Elysium. Nic dziwnego, że komentatorzy nawet chcą uciekać, skoro ostatnio zrobili takie spustoszenie. Każdy się boi, każdy taki respekt czuje, a on taki ładnie ułożony, ładnie ubrany i spokojny. A zatem stajnia The Outfit. Mocna ekipa się szykuje. Nie musisz się nas obawiać i nie będziemy ci mówić jak masz prowadzić galę, dopóki gramy do jednej bramki, czyli rób co ci każemy, bo będzie źle XD. Fajnie, taki mafijny/gangsterski klimat. Można się wczuć. No, 20 ochroniarzom może i by nie dali rady, ale w tamtym tygodniu pokazali, że potrafią sobie z nimi poradzić. O, jeszcze Brutala tu brakuje do pełni szczęścia XD. Ach, ten Majkel z wiecznie wkurwioną mina, powinni zrobić kiedyś takie story, że Mike idzie na terapię czy coś dla wkurwionych ludzi i powoli zmienia się w uśmiechniętego człowieka, chociaż zmarszczki od wkurwionej gęby mu zostaną XD. Co jest, kurwa XD Jeszcze bez przecinka przed kurwa, król interpunkcji Brutal jego mać. Tak bardzo chciał komuś krzywdę zrobić że Elias do tej pory to odczuwa. Ten się odpala i klnąc zaczyna. Ale to typowy brutalny Brutal. Nie ma ważniejszej rzeczy, niż wpierdol. Tacy gangsterzy z takim Michaelem raczej wątpię, żeby chcieli robić interesy, raczej woleliby go odjebac czy coś. Ma jajca ten Brutal. A raczej tyle razy w łeb dostał krzesłem, że jest po prostu głupi, żeby handicap walić trzech na jednego i to No DQ. To proszenie się o szpital. Kurde, trzeba zmienić to malaroniarze, bo Derek później też tak nazwie Leone’a XD. Zamiast ekstremalnie świetnie się składa lepiej by brzmiało ekstremalnie się składa, albo mi się tylko tak wydaje. Ale ogólnie dobre wypowiedzi Brutala, zgodne z jego postacią. Dobrze, Nick, to nie Colosseum, żeby i nie jesteś RVD, żeby nie panować nad sytuacją jakkolwiek. O, Dickinson pauzuje, mocny wpierdol dostali wszyscy uczestnicy ME w sumie, poza Sabre. Najpierw mówi, że to jego show i on tu panuje, a później mówi do Leone, żeby wybrał kto zmierzy się z Brutalem w ME, czyli panuje czy jednak daje wybrać antagoniście? XD ależ często poprawia swój ubiór pan Tony. Jakaś nerwica, coś? Nie no, wiadomo, że zawsze chce się pokazać z jak najlepszej strony, przynajmniej jeśli chodzi o wygląd. No DW Match to dla Brutala jak Singles zwykły. Jest solenizant. Ciekawy był ten uścisk dłoni, potrafi stworzyć pozory ten Tony. Spoko segment, dosyć płynnie się to czytało i jest to ciekawy majn iwent.

Walka 1: raczej spodziewane zwycięstwo Włocha mimo, że był to pojedynek urodzinowy dla (już nie)wilgotniaka.

Po walce: Nightwish zawsze na propsie, lubię ten zespół. Każdemu zostawiają różę jako taki swoisty podpis, ciekawe czy za każdym razem jak kogoś pokonają, czy na przykład jak dojebali ostatnio Brutalowi na Elysium, to teraz w ME też mu zostawi gdy wygra? Przekonamy się. Ale Leone tutaj takie bojowe nastawienie, jednak tonuje swoich zawodników i mod pozwala na eskalację konfliktu. Także niby taka gangsterka, ale jednak trzeba utrzymywać ten balans. Napisałem „gangsterka” chociaż bardziej tutaj to wszystko ma mafijny wydźwięk patrząc z perspektywy choćby pochodzenia.

Sabre i Derek: pisaliśmy ja i Jakub, miłej lektury.

Segment Chloe i Chris: na początku ładny, taki prozowy wręcz opis. Ahaa, przypomniałem sobie, to jest ten surfer od Varosta. A to nie tylko surfer, ale też ratownik wodny, spoko. Chujowa robota jak sobie tak pomyślę, bo jak ktoś tonie to naprawdę są sekundy czy kogoś uratujesz od utonięcia, czy nie. I to wszystko może wydarzyć się na oczach ratownika w zasadzie. Bardzo ładnie to wszystko opisane. Noo, potrafisz, panie Zarost w takie romantyczne tony uderzyć.

Wywiad Paddy i Yoshi: o matko, japońskie wstawki. Super, fajnie zawsze poszukać znaczenia danych słów. Kolejny honorowy wojownik z Japonii. W tym kraju to tylko honor jeszcze chyba cos jest warty. Oczywiście, że wiadomo o co chodzi XD. Ale ciekawe czy jest na te okrzyki jakaś nazwa. Paddy już w pierwszej wypowiedzi nie streszcza? Szok. No jak się tak zastanowić to naprawdę Battle Royale to jakaś ulubiona stypulacja dla tego zawodnika XD. Dobra, widzę, że komedia też będzie tutaj grana z tym honorem wszędzie gdzie tylko się da XD. To jeśli tego typu walka jest jego ulubiona, to w RR honorowo wszystkim najebie i wywali resztę. Jak to jest uśmiechnąć się honorowo XD. Kurde czym dalej idę tym większą mam z tego bekę, naprawdę. I jeszcze Paddy-san, typowe dla japońców. Nie będę się powtarzał z tymi honorowymi tekstami, ale to jest złoto i to już widzę. A to już nie myśli honorowo dłuższy czas? Zajebisty ten segment, naprawdę prosty taki, a uśmiałem się. Obraz z kamery też powinien zniknąć honorowo, no jak to tak.

Walka 2: i ten honorowy, doświadczony gość przegrał jeszcze XD To akurat widziałem na live, szok.”NIE MOŻE BYĆ” XD

Segment u Aldisa na kwadracie: siedzą jak obrażeni chłopcy u dyrektorki albo wychowawczyni na dywaniku. Mantel jak mantrę swoje teksty wygaduje. Fałsz skrywany za maską, to go wręcz jakby obrzydzało. Ależ się ten gimmick zmienił i poszedł w naprawdę dobrą stronę. Taka pogarda w tym krótkim wystąpieniu to aż kipi. A Garra dobrze odpowiada trzymając się również przy swoim. Szkoda, że użytkownik tak mało aktywny, widzę potencjał w kociarzu. Oj za cholerę panowie nie dojdą do porozumienia. Eee ale od poziomu pomylenia Halloway’a to się proszę odczepić XD. Ale fajnie to jest widać jak bardzo się nie lubią i wchodzą sobie w zdanie. Mocny ten segment, naprawdę czuć te emocje i tą nienawiść w słowach i o mało też w czynach, ale to też było widać w poprzednich odsłonach Elysium. Są panowie mocni i to nie ulega żadnej wątpliwości. No i mamy kolejne starcie na PPV, mocna walka nam się szykuje. Myślałem, że jakaś stypulacja będzie tutaj też grana, ale Singles również będzie spoko.

Edgar w szpitalu: oj, biedny Edgar dostał na dziąsło aż wylądował z hukiem w szpitalu. To chyba nie było w najnowszej fabule jego książki zwanej życiem. Ależ to jest fajnie napisane takie nagłe zderzenie z rzeczywistością po przebudzeniu, po otrzymaniu takiego wpierdolu. Piersi świętej Agaty? XD cycki świętej Agaty to takie ciasto, może o to chodzi, tylko Dickinson nie jest taki wulgarny. Wyrwał wenflon, matko jedyna, przecież to taki ból musi być, kurwa jego mać. Zawsze jak o tym czytam gdzieś to mam małe ciarki na plecach. Nie pamiętam czy kiedyś miałem wenflon, ale moja żona czy tam córka miały i to jest normalnie igła wjebana dosyć głęboko, masakra. Jeszcze jak wbije na Elysium w tej koszuli szpitalnej to będzie hit XD. Czytam dalej.

Walka 3: spodziewana przegrana Kociarza, dobry czas jak na walkę na tygodniówce ostatnio WWE rzadko serwuje takie długości.

Ransom i Dolnick: czytałem trochę na live, ale chętnie przeczytam jeszcze raz XD. Pan Terry życzy wszystkiego dobrego, no, no, no, ciekawe kiedy pójdzie zapis postaci od Pantera, bo zaczyna się powoli pojawiać. „nie, tylko nie to” XD. Oj Dolnick się stara, jako kompan z dawnych lat przygotował mu prezent i próbuje rozweselić w swoim stylu. Niespodzianka-przegrywanka XD taki przyjaciel to skarb. Jak się szybko zmieniło, fajnie fajnie, ale teraz wypierdalac XD. O nie i teraz wchodzą karły XD Cancel Elysium XD rozbraja mnie ten segment. Peak komedia XD Zajebisty kabaret. Pod koniec to już taki rozpierdol, że jakby naprawdę to był segment, to bym się dawno zgubił i jeszcze przebodźcował na koniec. No nie był najlepszy, to prawda, ale znając Dolnicka i tak dał z siebie wszystko, całe 40%. O i sam Ransom jest przebodźcowany, więc mamy podobne odczucia. Szykuje się walka między nimi? Czy to tylko tak ogólnie wygląda? Dobrze, że operator kamery zauważył mima, bo tak by został w szatni niewiadomo jak długo. Fenomenalny segment, bardzo zabawny.

O kurde czy to pierwsze reklamy? My tu na Elysium nie lecimy na kasę jak na oColosseum co chwila reklamy. Mama Rysz teżg arda, ale którego - Varosta czy Ryse (choć to nie Ryszard w sumie)

Nick, Paddy, Tony: no Paddy to chyba jedyny dziennikarz, Cathy chyba nie widziałem wcześniej ani teraz na Elysium. Zupełnym przypadkiem Tony się pojawia. A to ci niespodzianka. Nie lubisz frustratów? No to trafiłeś idealnie, bo Mike jest znany z bycia wyluzowanym kolesiem. Brutal jest ostatni do wymierzania sprawiedliwości na własną rękę? To chyba nie o tym samym człowieku jest mowa co ja myślę XD. Mike właśnie kojarzy mi się z takim gościem, który jak się ktoś tylko krzywo spojrzy, to by rozjebał. Jakie zadrwienie z Leone, że nie ogarnie ochrony czy tam że w ogóle oczekuje ochroniarzy od Aldisa, a pewnie jest zupełnie na odwrót. No i to właśnie Tony mówi. Spoko segment, naprawdę. Ciekawe czy na następnej gali też będą takie sugestie co chwila.

Walka 4: aj, potężny Rob dostał bęcki od Silasa. Spodziewane to było, jednak McŁowicz jawił mi się wcześniej jako ktoś taki, kto raczej będzie sobie radził. Ale taki Crowe jest nie do ruszenia jak na razie. A tam na końcu nie było zawsze komenda, że proszę zakończyć w sensie, że po pinfallu jeszce było, że koniec bo inaczej dalej Silas będzie napierdalal oponenta? Tak pytam, bo tak mi się wydawało.

Po walce: jest Francuzik. O mały włos, a też zostałby zmiażdżony XD. Ciekawe wyzwanie, w sumie w interesującą stronę poszedłby ten feud, jakby Rob to przegrał i faktycznie był tym nadwornym kucharzem. Dwie osobne kursywy mogłyby być połączone w jedną. Wiadomo, że najpierw jeden skończył, a później swoją kwestię zaczynał drugi, ale można to było skleić w jedność. Ale to takie tylko czepialstwo małe. Czyli będzie pojedynek, ale jak pisałem, wyczuwam, że nawet dla dobra feudu McŁowicz mógłby to przegrać. Spoko segmencik.

Aldis i Wody: wbrew pozorom nie chodzi o jezioro czy coś. Bogaty chłop z tego Jamesa. Dorobił się w WCW. Kurwa, ten klasnął, a lokaj w kilka sekund whiskey nalał. Ja w kilka sekund to tak bym się spieszył, że raczej bym butelkę rozjebal, niż nalał XD. Utalentowany gość. Stracił na wartości, za chwilę magicznie stracił na ważności, wygląda jak mała pomyłka, ale spoko, bo całość czyta się świetnie. 20 minut nie powiem, mógłby skraść show. Jeszcze pan nie zadebiutował w LPW, ale te proma ma niesamowite. Strasznych, ale wielkich, co to może oznaczać? Nie wiem, w każdym razie mamy nareszcie Watersa w ringu na następnej gali i zakładam, że będzie to naprawdę jasny punkt tej gali.

Walka 5: pisałem ja, miłej lektury. Wiadome było, że wygra to Mantel, aktywność ShowOffa jest mierna, a znowu Slayer wykazuje się ogromną aktywnością, więc wielką krzywdą byłoby odbierać mu to zwycięstwo. I jest to wybicie Derricka w górę jak jasny chuj, a z drugiej zakopanie raczej Sabre’a.

Segment po walce: chcę tylko zwrócić uwagę na reklamy Jakuba, zajebista sprawa z tym 5G, roześmiałem się po tym grubo XD.

Lopezzo: Jezu, trzy razy czytam pierwsze zdanie wypowiedzi i wiadomo o co chodzi, ale aż człowiek głupieje XD. Oho, rozkręcił się. Pewnie zatruł mu jabłko, jak w tej bajce, przez co Blaze coś zacznie odpierdalać. No fajnie, ale na obu zdjęciach też, z tego co rozumiem, nie widać twarzy Axela i czy był to on. Taką tez mam nadzieję. Nie no raczej wiadomo, że chodzi o to, iż to podpucha ze strony Lopeza i albo Jose otruł go tym jabłkiem przez co ten zasnął i to jest ktoś podobny, albo Lopez otruł go i go do tego pod wpływem otrucia namówił, a narkotyki itp. podrzucił. Ciekawe co na to Axel.

Honorowy Yoshi byłby dobrym Polakiem.

ME: no i cóż, Brutal przegrał w swojej płaszczyźnie. A znowu Leone pierwsza walka, pierwsza gala, pierwsza wygrana i od razu pretendent. Wymarzony debiut. A czyli róża będzie za każdym razem, gdy kogoś pokonają, ciekawy motyw.

Ogółem: bardo dobra gala, było kilka potknięć, ale fajnie się nam to wszystko rozwija i tylko czekać na kontynuację, ostatnią galę przed PPV.

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
Zimny
Zawodowiec
16.08.2026, 16:26 #4
ET: Make A Wish zawsze kojarzyło mi się z pozbawionym programów ewenement, a tutaj Lopez i Blaze, no zobaczymy. Tak ten segment żeby był, nic mi nie powiedział w sumie. Ciekawe czym było doprawione to jabłko. Myślę, że z czasem trwania Elysium dowiem się tego.

Segment, dużo osób XD: elegancka ekipa z Włoch rozpoczyna Elysium. Nic dziwnego, że komentatorzy nawet chcą uciekać, skoro ostatnio zrobili takie spustoszenie. Każdy się boi, każdy taki respekt czuje, a on taki ładnie ułożony, ładnie ubrany i spokojny. A zatem stajnia The Outfit. Mocna ekipa się szykuje. Nie musisz się nas obawiać i nie będziemy ci mówić jak masz prowadzić galę, dopóki gramy do jednej bramki, czyli rób co ci każemy, bo będzie źle XD. Fajnie, taki mafijny/gangsterski klimat. Można się wczuć. No, 20 ochroniarzom może i by nie dali rady, ale w tamtym tygodniu pokazali, że potrafią sobie z nimi poradzić. O, jeszcze Brutala tu brakuje do pełni szczęścia XD. Ach, ten Majkel z wiecznie wkurwioną mina, powinni zrobić kiedyś takie story, że Mike idzie na terapię czy coś dla wkurwionych ludzi i powoli zmienia się w uśmiechniętego człowieka, chociaż zmarszczki od wkurwionej gęby mu zostaną XD. Co jest, kurwa XD Jeszcze bez przecinka przed kurwa, król interpunkcji Brutal jego mać. Tak bardzo chciał komuś krzywdę zrobić że Elias do tej pory to odczuwa. Ten się odpala i klnąc zaczyna. Ale to typowy brutalny Brutal. Nie ma ważniejszej rzeczy, niż wpierdol. Tacy gangsterzy z takim Michaelem raczej wątpię, żeby chcieli robić interesy, raczej woleliby go odjebac czy coś. Ma jajca ten Brutal. A raczej tyle razy w łeb dostał krzesłem, że jest po prostu głupi, żeby handicap walić trzech na jednego i to No DQ. To proszenie się o szpital. Kurde, trzeba zmienić to malaroniarze, bo Derek później też tak nazwie Leone’a XD. Zamiast ekstremalnie świetnie się składa lepiej by brzmiało ekstremalnie się składa, albo mi się tylko tak wydaje. Ale ogólnie dobre wypowiedzi Brutala, zgodne z jego postacią. Dobrze, Nick, to nie Colosseum, żeby i nie jesteś RVD, żeby nie panować nad sytuacją jakkolwiek. O, Dickinson pauzuje, mocny wpierdol dostali wszyscy uczestnicy ME w sumie, poza Sabre. Najpierw mówi, że to jego show i on tu panuje, a później mówi do Leone, żeby wybrał kto zmierzy się z Brutalem w ME, czyli panuje czy jednak daje wybrać antagoniście? XD ależ często poprawia swój ubiór pan Tony. Jakaś nerwica, coś? Nie no, wiadomo, że zawsze chce się pokazać z jak najlepszej strony, przynajmniej jeśli chodzi o wygląd. No DW Match to dla Brutala jak Singles zwykły. Jest solenizant. Ciekawy był ten uścisk dłoni, potrafi stworzyć pozory ten Tony. Spoko segment, dosyć płynnie się to czytało i jest to ciekawy majn iwent.

Walka 1: raczej spodziewane zwycięstwo Włocha mimo, że był to pojedynek urodzinowy dla (już nie)wilgotniaka.

Po walce: Nightwish zawsze na propsie, lubię ten zespół. Każdemu zostawiają różę jako taki swoisty podpis, ciekawe czy za każdym razem jak kogoś pokonają, czy na przykład jak dojebali ostatnio Brutalowi na Elysium, to teraz w ME też mu zostawi gdy wygra? Przekonamy się. Ale Leone tutaj takie bojowe nastawienie, jednak tonuje swoich zawodników i mod pozwala na eskalację konfliktu. Także niby taka gangsterka, ale jednak trzeba utrzymywać ten balans. Napisałem „gangsterka” chociaż bardziej tutaj to wszystko ma mafijny wydźwięk patrząc z perspektywy choćby pochodzenia.

Sabre i Derek: pisaliśmy ja i Jakub, miłej lektury.

Segment Chloe i Chris: na początku ładny, taki prozowy wręcz opis. Ahaa, przypomniałem sobie, to jest ten surfer od Varosta. A to nie tylko surfer, ale też ratownik wodny, spoko. Chujowa robota jak sobie tak pomyślę, bo jak ktoś tonie to naprawdę są sekundy czy kogoś uratujesz od utonięcia, czy nie. I to wszystko może wydarzyć się na oczach ratownika w zasadzie. Bardzo ładnie to wszystko opisane. Noo, potrafisz, panie Zarost w takie romantyczne tony uderzyć.

Wywiad Paddy i Yoshi: o matko, japońskie wstawki. Super, fajnie zawsze poszukać znaczenia danych słów. Kolejny honorowy wojownik z Japonii. W tym kraju to tylko honor jeszcze chyba cos jest warty. Oczywiście, że wiadomo o co chodzi XD. Ale ciekawe czy jest na te okrzyki jakaś nazwa. Paddy już w pierwszej wypowiedzi nie streszcza? Szok. No jak się tak zastanowić to naprawdę Battle Royale to jakaś ulubiona stypulacja dla tego zawodnika XD. Dobra, widzę, że komedia też będzie tutaj grana z tym honorem wszędzie gdzie tylko się da XD. To jeśli tego typu walka jest jego ulubiona, to w RR honorowo wszystkim najebie i wywali resztę. Jak to jest uśmiechnąć się honorowo XD. Kurde czym dalej idę tym większą mam z tego bekę, naprawdę. I jeszcze Paddy-san, typowe dla japońców. Nie będę się powtarzał z tymi honorowymi tekstami, ale to jest złoto i to już widzę. A to już nie myśli honorowo dłuższy czas? Zajebisty ten segment, naprawdę prosty taki, a uśmiałem się. Obraz z kamery też powinien zniknąć honorowo, no jak to tak.

Walka 2: i ten honorowy, doświadczony gość przegrał jeszcze XD To akurat widziałem na live, szok.”NIE MOŻE BYĆ” XD

Segment u Aldisa na kwadracie: siedzą jak obrażeni chłopcy u dyrektorki albo wychowawczyni na dywaniku. Mantel jak mantrę swoje teksty wygaduje. Fałsz skrywany za maską, to go wręcz jakby obrzydzało. Ależ się ten gimmick zmienił i poszedł w naprawdę dobrą stronę. Taka pogarda w tym krótkim wystąpieniu to aż kipi. A Garra dobrze odpowiada trzymając się również przy swoim. Szkoda, że użytkownik tak mało aktywny, widzę potencjał w kociarzu. Oj za cholerę panowie nie dojdą do porozumienia. Eee ale od poziomu pomylenia Halloway’a to się proszę odczepić XD. Ale fajnie to jest widać jak bardzo się nie lubią i wchodzą sobie w zdanie. Mocny ten segment, naprawdę czuć te emocje i tą nienawiść w słowach i o mało też w czynach, ale to też było widać w poprzednich odsłonach Elysium. Są panowie mocni i to nie ulega żadnej wątpliwości. No i mamy kolejne starcie na PPV, mocna walka nam się szykuje. Myślałem, że jakaś stypulacja będzie tutaj też grana, ale Singles również będzie spoko.

Edgar w szpitalu: oj, biedny Edgar dostał na dziąsło aż wylądował z hukiem w szpitalu. To chyba nie było w najnowszej fabule jego książki zwanej życiem. Ależ to jest fajnie napisane takie nagłe zderzenie z rzeczywistością po przebudzeniu, po otrzymaniu takiego wpierdolu. Piersi świętej Agaty? XD cycki świętej Agaty to takie ciasto, może o to chodzi, tylko Dickinson nie jest taki wulgarny. Wyrwał wenflon, matko jedyna, przecież to taki ból musi być, kurwa jego mać. Zawsze jak o tym czytam gdzieś to mam małe ciarki na plecach. Nie pamiętam czy kiedyś miałem wenflon, ale moja żona czy tam córka miały i to jest normalnie igła wjebana dosyć głęboko, masakra. Jeszcze jak wbije na Elysium w tej koszuli szpitalnej to będzie hit XD. Czytam dalej.

Walka 3: spodziewana przegrana Kociarza, dobry czas jak na walkę na tygodniówce ostatnio WWE rzadko serwuje takie długości.

Ransom i Dolnick: czytałem trochę na live, ale chętnie przeczytam jeszcze raz XD. Pan Terry życzy wszystkiego dobrego, no, no, no, ciekawe kiedy pójdzie zapis postaci od Pantera, bo zaczyna się powoli pojawiać. „nie, tylko nie to” XD. Oj Dolnick się stara, jako kompan z dawnych lat przygotował mu prezent i próbuje rozweselić w swoim stylu. Niespodzianka-przegrywanka XD taki przyjaciel to skarb. Jak się szybko zmieniło, fajnie fajnie, ale teraz wypierdalac XD. O nie i teraz wchodzą karły XD Cancel Elysium XD rozbraja mnie ten segment. Peak komedia XD Zajebisty kabaret. Pod koniec to już taki rozpierdol, że jakby naprawdę to był segment, to bym się dawno zgubił i jeszcze przebodźcował na koniec. No nie był najlepszy, to prawda, ale znając Dolnicka i tak dał z siebie wszystko, całe 40%. O i sam Ransom jest przebodźcowany, więc mamy podobne odczucia. Szykuje się walka między nimi? Czy to tylko tak ogólnie wygląda? Dobrze, że operator kamery zauważył mima, bo tak by został w szatni niewiadomo jak długo. Fenomenalny segment, bardzo zabawny.

O kurde czy to pierwsze reklamy? My tu na Elysium nie lecimy na kasę jak na oColosseum co chwila reklamy. Mama Rysz teżg arda, ale którego - Varosta czy Ryse (choć to nie Ryszard w sumie)

Nick, Paddy, Tony: no Paddy to chyba jedyny dziennikarz, Cathy chyba nie widziałem wcześniej ani teraz na Elysium. Zupełnym przypadkiem Tony się pojawia. A to ci niespodzianka. Nie lubisz frustratów? No to trafiłeś idealnie, bo Mike jest znany z bycia wyluzowanym kolesiem. Brutal jest ostatni do wymierzania sprawiedliwości na własną rękę? To chyba nie o tym samym człowieku jest mowa co ja myślę XD. Mike właśnie kojarzy mi się z takim gościem, który jak się ktoś tylko krzywo spojrzy, to by rozjebał. Jakie zadrwienie z Leone, że nie ogarnie ochrony czy tam że w ogóle oczekuje ochroniarzy od Aldisa, a pewnie jest zupełnie na odwrót. No i to właśnie Tony mówi. Spoko segment, naprawdę. Ciekawe czy na następnej gali też będą takie sugestie co chwila.

Walka 4: aj, potężny Rob dostał bęcki od Silasa. Spodziewane to było, jednak McŁowicz jawił mi się wcześniej jako ktoś taki, kto raczej będzie sobie radził. Ale taki Crowe jest nie do ruszenia jak na razie. A tam na końcu nie było zawsze komenda, że proszę zakończyć w sensie, że po pinfallu jeszce było, że koniec bo inaczej dalej Silas będzie napierdalal oponenta? Tak pytam, bo tak mi się wydawało.

Po walce: jest Francuzik. O mały włos, a też zostałby zmiażdżony XD. Ciekawe wyzwanie, w sumie w interesującą stronę poszedłby ten feud, jakby Rob to przegrał i faktycznie był tym nadwornym kucharzem. Dwie osobne kursywy mogłyby być połączone w jedną. Wiadomo, że najpierw jeden skończył, a później swoją kwestię zaczynał drugi, ale można to było skleić w jedność. Ale to takie tylko czepialstwo małe. Czyli będzie pojedynek, ale jak pisałem, wyczuwam, że nawet dla dobra feudu McŁowicz mógłby to przegrać. Spoko segmencik.

Aldis i Wody: wbrew pozorom nie chodzi o jezioro czy coś. Bogaty chłop z tego Jamesa. Dorobił się w WCW. Kurwa, ten klasnął, a lokaj w kilka sekund whiskey nalał. Ja w kilka sekund to tak bym się spieszył, że raczej bym butelkę rozjebal, niż nalał XD. Utalentowany gość. Stracił na wartości, za chwilę magicznie stracił na ważności, wygląda jak mała pomyłka, ale spoko, bo całość czyta się świetnie. 20 minut nie powiem, mógłby skraść show. Jeszcze pan nie zadebiutował w LPW, ale te proma ma niesamowite. Strasznych, ale wielkich, co to może oznaczać? Nie wiem, w każdym razie mamy nareszcie Watersa w ringu na następnej gali i zakładam, że będzie to naprawdę jasny punkt tej gali.

Walka 5: pisałem ja, miłej lektury. Wiadome było, że wygra to Mantel, aktywność ShowOffa jest mierna, a znowu Slayer wykazuje się ogromną aktywnością, więc wielką krzywdą byłoby odbierać mu to zwycięstwo. I jest to wybicie Derricka w górę jak jasny chuj, a z drugiej zakopanie raczej Sabre’a.

Segment po walce: chcę tylko zwrócić uwagę na reklamy Jakuba, zajebista sprawa z tym 5G, roześmiałem się po tym grubo XD.

Lopezzo: Jezu, trzy razy czytam pierwsze zdanie wypowiedzi i wiadomo o co chodzi, ale aż człowiek głupieje XD. Oho, rozkręcił się. Pewnie zatruł mu jabłko, jak w tej bajce, przez co Blaze coś zacznie odpierdalać. No fajnie, ale na obu zdjęciach też, z tego co rozumiem, nie widać twarzy Axela i czy był to on. Taką tez mam nadzieję. Nie no raczej wiadomo, że chodzi o to, iż to podpucha ze strony Lopeza i albo Jose otruł go tym jabłkiem przez co ten zasnął i to jest ktoś podobny, albo Lopez otruł go i go do tego pod wpływem otrucia namówił, a narkotyki itp. podrzucił. Ciekawe co na to Axel.

Honorowy Yoshi byłby dobrym Polakiem.

ME: no i cóż, Brutal przegrał w swojej płaszczyźnie. A znowu Leone pierwsza walka, pierwsza gala, pierwsza wygrana i od razu pretendent. Wymarzony debiut. A czyli róża będzie za każdym razem, gdy kogoś pokonają, ciekawy motyw.

Ogółem: bardo dobra gala, było kilka potknięć, ale fajnie się nam to wszystko rozwija i tylko czekać na kontynuację, ostatnią galę przed PPV.

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
18.08.2026, 16:53
#5
ET - Ostatnio chłopaki poszli w znaczne wyłagodzenie konfliktu, jeśli można to tak w ogóle nazwać. Czy jestem tego fanem? Na razie ciężko powiedzieć, obaj mają wobec tego plan i z osądami poczekam do momentu, aż rozegrana zostanie całość. Mimo wszystko uważam ten plot twist za ciekawy, zwłaszcza że ostatnio zaczynała nam się jazda bez trzymanki. Co do segmentu - podoba mi się tu oddanie zupełnie innych emocji na początku. Z biegiem czasu logiczne, że napięcie u Axela mogło się zmniejszyć, tym bardziej, że wszystko poszło po jego myśli. Ciężko mi tu rozpisywać się konkretnie nad jego kwestią, bo najważniejsze było jednak przedstawienie sytuacji, po prostu Axel wypadł w porządku. Końcówka już daje nam do myślenia, w dobrym momencie to zostało ucięte. Plus za ten segment, przyjemne ET.

Opener segment - Spodziewałem się tu od Brothera Remika czegoś dobrego, ale nie ma co ukrywać - bardzo to przerosło moje oczekiwania. Zajebiście to zostało rozpisane i gra mi tu wszystko - od samego opisu wejścia i reakcji wszystkich zebranych, po sam speech. Przekaż, dobór słownictwa, budowa zdań, gestykulacja etc. to jest po prostu klasa sama w sobie i ten Leone na otwarcie to myślę, że jedna z najlepszych rzeczy jakie czytałem na LPW. No jestem pod ogromnym wrażeniem, bo da się w to wczuć i wzbudza odpowiednie dla mnie emocje. Brałem czynny udział w ustalaniu jak to ma wyglądać (i byłem za tym, żeby w ten sposób to było przedstawione), więc w dalszej części tak naprawdę mogę dalej chwalić bardzo dobrze zrobione opisy przy wejściu Aldisa i pojawieniu się Brutala. Mike ładnie buduje swoją wypowiedź. Początek wydaje się być spokojniejszy, ale z czasem pojawiają się tu coraz większe emocje. Spełnił swoją rolę i zdecydowanie ten występ pasuje do jego postaci i ładnie go boostuje - pokazał w końcu, że nie będzie przed Włochami chował się po krzakach a wręcz przeciwnie - woli najebać nawet 3 jednocześnie. Dobrze do wszystkiego się odniósł Aldis, podobało mi się to. Jest pokazana nieufność wobec Outfit, zostały podjęte konkretne decyzje, które nie wzbudzają moim zdaniem kontrowersji, więc to zdecydowanie na plus. Tony ponownie rozpoczyna swoje gierki względem Nicka i tak wypowiedź - no ponownie klasa. Totalnie mi siedzi jak Brother Remik wczuł się w Dona, jak na razie jest to dla mnie po prostu dojebane. Fajny ten pstryczek w Enzo od Aldisa, który dorzuca fanom jeszcze jeden ciekawy pojedynek i to na same otwarcie gali. Bardzo przyjemnie zostało rozpisane to wejście Maksia, Tony i te składanie życzeń tak jakby miały potwierdzić wszystkie jego słowa, które dzisiaj padły. Wynik walki inny nie mógł być, aczkolwiek rozpisane to zostało specjalnie równo. Opis po walce mój. Podsumowując - wyobrażam sobie być fanem podczas tej gali i z tej właśnie perspektywy powiem, że to było dla mnie Absolute Cinema. Totalnie się wczułem i wszystko mi tu grało, od wypowiedzi na bardzo wysokim poziomie, po sam klimat tego wszystkiego. W moim odczuciu piekielnie mocne otwarcie i ogromne brawa dla chłopaków.

Derek i Zack - Halloway jak zawsze ładnie wplata teorie spiskowe w swoje segmenty, tu nie było inaczej. Przyjemnie wyszła ta rozmowa na zapleczu. Derek wybrał zdecydowanie prowokacyjny ton i bardzo dobrze odpalał Sabre, którego emocje również zostały tu dobrze ukazane. Był zły, nie miał cierpliwości, kolejny raz musiał gadać to samo, jak o tych drabinach. Aldis krótko i konkretnie, w teorii zaoferował pomocną dłoń Zackowi i dobrze, że na końcu pokazano jego zadowolenie i pewność siebie, tak jakby sukces tego wieczoru był mu po prostu pisany. Całość na plus, dobrze się Zimny z Kubą tu uzupełnili i spełnili swoje zadania tak jak trzeba.

Surfer - Bardzo przyjemne te video promo nowego nabytku Elysium. Ładne opisy, dobrze zrobiony klimat całości i trzeba przyznać, że mądrze pogadał. W takim krótkim segmencie mamy w zasadzie nakreślone wszystko co trzeba - jasno wskazane nastawienie, gimmick, a w dodatku uroku całości dodaje naprawdę fajnie oddany klimat. Całość na plus i zdecydowanie czekam na więcej.

Tatsu - XD. Piękny jest ten Tatsu, idealny, taki jak miał być. Zauroczyły mnie jego odpowiedzi i bardzo przyjemnie pisało mi się ten segment z Carnim. Super pokazano te bojowe nastawienie, nakreślone plany, zapowiedź sukcesów i to wszystko tylko po to, żeby na start wyrwać na ryj od Eliasa xD. Super kontrast moim zdaniem udało nam się tu zrobić względem przyszłych wydarzeń i zajebiście, że wyjaśniliśmy typujących, w końcu nikt nie przewidział porażki honorowego Japończyka. Waleczka też przednia, jestem totalnie fanem bojowych okrzyków od 名誉ある戦士.

Garra i Mantel - No i dostaliśmy obiecane wezwanie na dywanik przez Aldisa. Pierwsze co się rzuca w oczy i na duży plus, że chłopaki posłuchali instrukcji i nie rzucali tutaj monologów, tylko dobrze się zgrali i przerywali sobie wypowiedzi. Wypada całość przez to naturalnie, i to nam właśnie chodziło. Pierwsza konfrontacja moim zdaniem na korzyść Kociarza, ładnie tu skontrował temat tej maski nawiązując do dziedzictwa. Ogólnie większość segmentu bardziej siedzą mi wypowiedzi Gato i myślę, że Slayera stać na trochę więcej. Mantel rozkręcił nam się bardziej w swojej końcowej wypowiedzi, gdzie nawiązał do strachu dwa razy i dotyczyło to dwóch różnych sytuacji, to chyba najlepsza część jego wypowiedzi. Kociarz cały segment na podobnym poziomie i aż szkoda, że Spazm nie ma czasu na grę, bo Garra jest na pewno wartością dodatnią dla Elysium. Te wstawki z obcego języka nawet dla mnie nie były tu upierdliwe, bo jednak mieliśmy w tym segmencie emocje, a w takim stanie łatwiej się zapominać i ciężej o kontrolę, mogło mu się parę razy wypsnąć. Ogólnie w porządku była ta pogawędka, a raczej kłótnia. Obaj mieli swoje argumenty, tak jak wspomniałem - oddane zostały odpowiednie emocje, całość na plus. Aldis miał już dość przekrzykiwania się i jego reakcja była na miejscu. Kolejny raz był konkretny, Kuba dobrą robotę robi naszym GM'em moim zdaniem. Podsumowując - nie było to przesadnie długie, z ust każdego uczestnika padły odpowiednie słowa, poziom zachowany, feud leci do przodu - także w porządku ten segment. Szkoda tylko, że z miejsca znamy wyniki walki na PPV, aczkolwiek Slayer jak mało kto zasłużył na boost w postaci takiej wygranej. Jego postać się rozwija tak jak trzeba i oby tak dalej.

Edgar - Krótko, ale zdecydowanie spełnił swój zamysł ten segment. Ładnie ukazany szok po przebudzeniu i rozkmina, co tu się wydarzyło. Edgar na tyle poważnie traktuje pisanie swojej historii, że postanawia jak najszybciej opuścić szpital, swego rodzaju też jest to taki smaczek. Przyjemny segment, nie mam żadnych zarzutow. Tak pozwolę się Emiel jeszcze odnieść do ostatniego komentarza - ja nie uważam, żeby Edgar został jakoś opluty, a to że nie wszystko zostało poprowadzone do końca na ostatniej gali to też jest swego rodzaju plus. Też tworzymy tutaj jakąś historię i nie wszystko musi zamykać się w obrębie jednej gali. Motywy, jakie mogły towarzyszyć Edgarowi względem współpracy z Sabre też się ukażą i moim zdaniem będą jak najbardziej logiczne i zgodne z jego postacią. Też trzeba wziąć pod uwagę kogo Sabre spotykał. Nie chciał mu pomóc największy heel federacji, Ransoma to on po jednym zdaniu sam nie chciał słuchać (a biorąc pod uwagę jaką postać przybiera Maksio - no nie odmówiłby Zackowi, sam zdecydowałem żeby to uciąć w takim momencie właśnie z tego powodu), do olbrzyma Silasa to sam nie podszedł, a kilku bęcwałów po prostu olal. Oczywiście szanuję twoją opinię i też rozumiem same odczucia, które mogły towarzyszyć biorąc pod uwagę samo Elysium 2. Mam nadzieję, że jak to wyjaśnimy to będziesz zadowolony z efektu.

Dolnick - Perfekcyjna robota Carniego. Miało być kontrowersyjnie, miało nie być zbyt przyjemne (bo zdaję sobie sprawę, że nie będzie to najłatwiejszy do odbioru segment biorąc pod uwagę postać Ransoma), ale udało się w to wpleść też trochę komedii - reakcje podczas live'u oddały. Razem to zaplanowaliśmy, a Carni większą część segmentu opisał zdecydowanie tak jak trzeba. Dolnick zrobił w zasadzie najgorsze co mógł, w najgorszym sposób jaki mógł i fani naprawdę mogą się na niego wkurwić. Co tu więcej dodać, lecimy z programem dalej.

Aldis i Leone - Podoba mi się wstęp z Paddym gdzie widać, że mimo słów Leone z początku gali dalej czuć strach przed nową frakcją. Tony znowu wchodzi jak szef, ależ on mi siedzi na tej gali, nawet takie proste zdanie o pozdrowieniu żony robi robotę . Nie no, świetnie się dla mnie prezentuje Don D... Leone. Narracja, sposób wypowiedzi, gestykulacja, dalej wszystko mi tutaj gra. Sposób odniesienia do Brutala to topowy poziom zdecydowanie. Aldis bardzo pomysłowa szpilka z tą ochroną, szanuje mocno za pomysł. Można kupić co mówi o Mike'u, faktycznie mógłby chcieć ich w pełni sił i dopiero po gongu pokazać, co potrafi będąc wkurwiony. Tony ładnie odbija piłeczkę, końcówka iście w stylu Dario
[*]. Krótki, ale bardzo dobry segment, mamy dalej pokazane intencje Leone względem Aldisa, a czy szczere, czy nieszczere - to pozostawiam do oceny użytkownikom.

Lord - Najpierw walka. Silas dostał mocniejszego rywala, zwycięstwo logiczne i dobrze, że nie zakończyło się to przez squash. Na plus na pewno nawiązanie do Silasa przy wejściu Lorda. Speech Francuza szałowy nie był, po prostu okey. Czasem mam wrażenie, że Cavazos nie czuje tak jakby chciał tego gimmicku arystokraty, niektóre zdania czasem mi nie pasują. Aczkolwiek było to poprawne, została zachowana ta złośliwość, której możemy od Lorda oczekiwać, co widać chociażby przy tym rzuceniu mikrofonu. Nie przyjmuje odmowy, po prostu wymaga i brnie w swoją narrację, co jest w porządku. Propozycja walki przyjęta, więc widzimy się na następnym Elysium.

Waters i Aldis - Ładnie opisany początek, widzimy tu już duży kontrast względem ostatnich tygodni i pięknych widoków Montany. Nie ma co, zainwestował James w obsługę, skoro tak szybko podali Nickowi trunek. Chociaż z drugiej strony to bogacz, mógł zalecić w momencie przyjazdu Aldisa nalać co się da żeby go zaskoczyć. Stać go. Nasz GM w wykonaniu Kuby pokazuje to co zwykle - konkrety, bez lania wody. Waters zgryźliwie w stosunku do innych odniósł się do swojej przeszłości. Jak dla mnie to pasuje, pamięta się jednak reakcje na tą postać i jej booking - komentarze zostały tu tak jakby "wspomniane" w jego narracji, a wiadomo, on może mieć swoje racje, inni mogli mieć swoje. Jakby nie patrzeć, wymagania nie są wygórowane, zwłaszcza, że Aldis chce zainwestować w Watersa, nic więc dziwnego, iż szybko następuje porozumienie. Końcówka fajna, zasiała trochę niepewności względem tego, w jakiej postaci będziemy oglądać tutaj Jamesa. Przyjemny był to segment, obaj wypadli na spełnił swoją rolę, czekamy na rozwój wypadków.

Halloway - Odniosę się jeszcze do walki, Slayer dostał zasłużonego boosta, a my myślę, że logicznie domkniemy wątek "Sabre i pas Eternal" - nie było sensu dawać walki o tytuł z NPC i tego wspólnie z Kubą i Zimnym ciągnąć. No to pora na naszego Mistrza. Ależ ładne włoskie smaczki nam tu wyciągnął Derek - Gladio, czy w późniejszej części calciopoli, klasa. Jestem ciekaw, czy to taka obszerna wiedza, czy też się posiłkujesz Zimny pomocami z internetu (jeśli tak, to nic złego, ważne jak to wypada przy postaci, a wypada super). Żądanie walki z Sabre jest tu logiczne, brak pasa na szali też, skoro Zack swoją szansę przegrał, Derek po prostu chce domknąć ten wątek. Przy okazji mógł się bardziej skupić na Włochach, którzy też zaszli mu za skórę. I bardzo ładny statemant na koniec, sama prawda względem Hallowaya. Mistrz na swoim wysokim poziomem. Aldis bardzo sprawnie reaguje, od razu znalazł możliwość na wyłonienie nowego pretendenta i w dodatku udało się uwzględnić samą wolę Dereka. I na plus na pewno kolejne podkreślenie swojej roli, że on tu dyktuje warunki, jednak jeśli same propozycje czy żądania mu nie wadzą, nie ma zamiaru protestować i robić pod górkę. Powoli zamykamy jeden wątek i zaczynamy nowy dla Halloway'a. Naprawdę dobry segment.

Lopez - Bardzo dobry, sarkastyczny wstęp. Sam bardzo przy Wesie lubiłem używać takiej formy i z perspektywy fana na trybunach - no mogło to otwarcie spowodować huśtawkę emocji. Niby Jose się kaja, żeby zaraz odpalić bombę. Ajaj, jak dobrze są opisane te zdjęcia, zadbano o każdy szczegół, zarówno o scenerię, jak i opisy zachowań. Same fotografie wydają się przez to być bardzo naturalne i ogólnie widać, że zarysowanie nam przedstawionych scen nie jest zrobione na odpierdol. Duży plus za to. Bardzo mocna ta druga wypowiedź. Dalej lecimy sarkazmem, a zagrywka z wspomnieniem naszego Iron Mana jest strzałem w dziesiątkę, bo zdecydowanie wzbudziłoby reakcje prawdziwego fana. Końcówka też klasa. Dojebany jest ten segment moim zdaniem, cała jego budowa, narracja, sposób wypowiedzi, użyte szpilki i wzbudzanie reakcji widowni, no wszystko tu mi gra. Nie zapomnijmy też o opisach zdjęć. Nie było to długie, ale bardzo dobrze buduje nam dalej feud i wykonanie jest świetne. Super robota Carni. A Blaze? Teraz naprawdę będzie mógł odpalić, bo nie ma co ukrywać, te jabłko od Jose powinno mieć wpływ na wydarzenia przedstawione przez Cwelopeza. Chłopaki zmniejszyli nam wcześniej napięcie, żeby wrzucić teraz bombę, która może wywołać spustoszenie w ich dalszej rywalizacji. Bardzo podoba mi się budowa tego feudu i z niecierpliwością czekam na reakcję Axela na Colo, a powinniśmy jakąś otrzymać.

ME - Dobrze rozpisana walka, w sumie nie wiedziałem do momentu napisania, czy będzie tu większy brawl, czy skończy się to w ten sposób jaki mogliśmy ujrzeć. Edgar pokazał odwagę i hart ducha wybiegając w szpitalnym stroju, ale umówmy się - był osłabiony i nie mógł tu nic zdziałać tłukąc się 2 na 1. Leone w debiucie wygrywa z nie byle kim (a patrząc na to jak się pokazał przy mikrofonie na tej gali, to wróżę mu więcej mocnych zwycięstw), a Brutalowi ta porażka nic nie ujmuje. Wszystko moim zdaniem na tu ręce i nogi. Dalej powinno być ciekawie, tak uważam znając te plany. Bardzo dobry finisz gali i warto tu zwrócić uwagę, że każde Elysium kończymy mocnym akcentem.

Naprawdę dobra gala moim zdaniem, dużo mocnych rzeczy mieliśmy, feudy się rozwijają. Z minusów co wychwyciłem to faktycznie, za dużo Aldisa, zwrócimy na to większą uwage. Dzięki wszystkim za te kolejne wydanie Elysium i widzimy się przy czwórce.

Pozdrawiam,

Pan Terry
User bez osiągnięć
Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.08.2026, 17:14 przez Panter.

3/0/2
 
5/0/2
Golden Laurel Briefcase (2026)
Odpowiedz
Cytuj
Panter
Moderatorzy
18.08.2026, 16:53 #5
ET - Ostatnio chłopaki poszli w znaczne wyłagodzenie konfliktu, jeśli można to tak w ogóle nazwać. Czy jestem tego fanem? Na razie ciężko powiedzieć, obaj mają wobec tego plan i z osądami poczekam do momentu, aż rozegrana zostanie całość. Mimo wszystko uważam ten plot twist za ciekawy, zwłaszcza że ostatnio zaczynała nam się jazda bez trzymanki. Co do segmentu - podoba mi się tu oddanie zupełnie innych emocji na początku. Z biegiem czasu logiczne, że napięcie u Axela mogło się zmniejszyć, tym bardziej, że wszystko poszło po jego myśli. Ciężko mi tu rozpisywać się konkretnie nad jego kwestią, bo najważniejsze było jednak przedstawienie sytuacji, po prostu Axel wypadł w porządku. Końcówka już daje nam do myślenia, w dobrym momencie to zostało ucięte. Plus za ten segment, przyjemne ET.

Opener segment - Spodziewałem się tu od Brothera Remika czegoś dobrego, ale nie ma co ukrywać - bardzo to przerosło moje oczekiwania. Zajebiście to zostało rozpisane i gra mi tu wszystko - od samego opisu wejścia i reakcji wszystkich zebranych, po sam speech. Przekaż, dobór słownictwa, budowa zdań, gestykulacja etc. to jest po prostu klasa sama w sobie i ten Leone na otwarcie to myślę, że jedna z najlepszych rzeczy jakie czytałem na LPW. No jestem pod ogromnym wrażeniem, bo da się w to wczuć i wzbudza odpowiednie dla mnie emocje. Brałem czynny udział w ustalaniu jak to ma wyglądać (i byłem za tym, żeby w ten sposób to było przedstawione), więc w dalszej części tak naprawdę mogę dalej chwalić bardzo dobrze zrobione opisy przy wejściu Aldisa i pojawieniu się Brutala. Mike ładnie buduje swoją wypowiedź. Początek wydaje się być spokojniejszy, ale z czasem pojawiają się tu coraz większe emocje. Spełnił swoją rolę i zdecydowanie ten występ pasuje do jego postaci i ładnie go boostuje - pokazał w końcu, że nie będzie przed Włochami chował się po krzakach a wręcz przeciwnie - woli najebać nawet 3 jednocześnie. Dobrze do wszystkiego się odniósł Aldis, podobało mi się to. Jest pokazana nieufność wobec Outfit, zostały podjęte konkretne decyzje, które nie wzbudzają moim zdaniem kontrowersji, więc to zdecydowanie na plus. Tony ponownie rozpoczyna swoje gierki względem Nicka i tak wypowiedź - no ponownie klasa. Totalnie mi siedzi jak Brother Remik wczuł się w Dona, jak na razie jest to dla mnie po prostu dojebane. Fajny ten pstryczek w Enzo od Aldisa, który dorzuca fanom jeszcze jeden ciekawy pojedynek i to na same otwarcie gali. Bardzo przyjemnie zostało rozpisane to wejście Maksia, Tony i te składanie życzeń tak jakby miały potwierdzić wszystkie jego słowa, które dzisiaj padły. Wynik walki inny nie mógł być, aczkolwiek rozpisane to zostało specjalnie równo. Opis po walce mój. Podsumowując - wyobrażam sobie być fanem podczas tej gali i z tej właśnie perspektywy powiem, że to było dla mnie Absolute Cinema. Totalnie się wczułem i wszystko mi tu grało, od wypowiedzi na bardzo wysokim poziomie, po sam klimat tego wszystkiego. W moim odczuciu piekielnie mocne otwarcie i ogromne brawa dla chłopaków.

Derek i Zack - Halloway jak zawsze ładnie wplata teorie spiskowe w swoje segmenty, tu nie było inaczej. Przyjemnie wyszła ta rozmowa na zapleczu. Derek wybrał zdecydowanie prowokacyjny ton i bardzo dobrze odpalał Sabre, którego emocje również zostały tu dobrze ukazane. Był zły, nie miał cierpliwości, kolejny raz musiał gadać to samo, jak o tych drabinach. Aldis krótko i konkretnie, w teorii zaoferował pomocną dłoń Zackowi i dobrze, że na końcu pokazano jego zadowolenie i pewność siebie, tak jakby sukces tego wieczoru był mu po prostu pisany. Całość na plus, dobrze się Zimny z Kubą tu uzupełnili i spełnili swoje zadania tak jak trzeba.

Surfer - Bardzo przyjemne te video promo nowego nabytku Elysium. Ładne opisy, dobrze zrobiony klimat całości i trzeba przyznać, że mądrze pogadał. W takim krótkim segmencie mamy w zasadzie nakreślone wszystko co trzeba - jasno wskazane nastawienie, gimmick, a w dodatku uroku całości dodaje naprawdę fajnie oddany klimat. Całość na plus i zdecydowanie czekam na więcej.

Tatsu - XD. Piękny jest ten Tatsu, idealny, taki jak miał być. Zauroczyły mnie jego odpowiedzi i bardzo przyjemnie pisało mi się ten segment z Carnim. Super pokazano te bojowe nastawienie, nakreślone plany, zapowiedź sukcesów i to wszystko tylko po to, żeby na start wyrwać na ryj od Eliasa xD. Super kontrast moim zdaniem udało nam się tu zrobić względem przyszłych wydarzeń i zajebiście, że wyjaśniliśmy typujących, w końcu nikt nie przewidział porażki honorowego Japończyka. Waleczka też przednia, jestem totalnie fanem bojowych okrzyków od 名誉ある戦士.

Garra i Mantel - No i dostaliśmy obiecane wezwanie na dywanik przez Aldisa. Pierwsze co się rzuca w oczy i na duży plus, że chłopaki posłuchali instrukcji i nie rzucali tutaj monologów, tylko dobrze się zgrali i przerywali sobie wypowiedzi. Wypada całość przez to naturalnie, i to nam właśnie chodziło. Pierwsza konfrontacja moim zdaniem na korzyść Kociarza, ładnie tu skontrował temat tej maski nawiązując do dziedzictwa. Ogólnie większość segmentu bardziej siedzą mi wypowiedzi Gato i myślę, że Slayera stać na trochę więcej. Mantel rozkręcił nam się bardziej w swojej końcowej wypowiedzi, gdzie nawiązał do strachu dwa razy i dotyczyło to dwóch różnych sytuacji, to chyba najlepsza część jego wypowiedzi. Kociarz cały segment na podobnym poziomie i aż szkoda, że Spazm nie ma czasu na grę, bo Garra jest na pewno wartością dodatnią dla Elysium. Te wstawki z obcego języka nawet dla mnie nie były tu upierdliwe, bo jednak mieliśmy w tym segmencie emocje, a w takim stanie łatwiej się zapominać i ciężej o kontrolę, mogło mu się parę razy wypsnąć. Ogólnie w porządku była ta pogawędka, a raczej kłótnia. Obaj mieli swoje argumenty, tak jak wspomniałem - oddane zostały odpowiednie emocje, całość na plus. Aldis miał już dość przekrzykiwania się i jego reakcja była na miejscu. Kolejny raz był konkretny, Kuba dobrą robotę robi naszym GM'em moim zdaniem. Podsumowując - nie było to przesadnie długie, z ust każdego uczestnika padły odpowiednie słowa, poziom zachowany, feud leci do przodu - także w porządku ten segment. Szkoda tylko, że z miejsca znamy wyniki walki na PPV, aczkolwiek Slayer jak mało kto zasłużył na boost w postaci takiej wygranej. Jego postać się rozwija tak jak trzeba i oby tak dalej.

Edgar - Krótko, ale zdecydowanie spełnił swój zamysł ten segment. Ładnie ukazany szok po przebudzeniu i rozkmina, co tu się wydarzyło. Edgar na tyle poważnie traktuje pisanie swojej historii, że postanawia jak najszybciej opuścić szpital, swego rodzaju też jest to taki smaczek. Przyjemny segment, nie mam żadnych zarzutow. Tak pozwolę się Emiel jeszcze odnieść do ostatniego komentarza - ja nie uważam, żeby Edgar został jakoś opluty, a to że nie wszystko zostało poprowadzone do końca na ostatniej gali to też jest swego rodzaju plus. Też tworzymy tutaj jakąś historię i nie wszystko musi zamykać się w obrębie jednej gali. Motywy, jakie mogły towarzyszyć Edgarowi względem współpracy z Sabre też się ukażą i moim zdaniem będą jak najbardziej logiczne i zgodne z jego postacią. Też trzeba wziąć pod uwagę kogo Sabre spotykał. Nie chciał mu pomóc największy heel federacji, Ransoma to on po jednym zdaniu sam nie chciał słuchać (a biorąc pod uwagę jaką postać przybiera Maksio - no nie odmówiłby Zackowi, sam zdecydowałem żeby to uciąć w takim momencie właśnie z tego powodu), do olbrzyma Silasa to sam nie podszedł, a kilku bęcwałów po prostu olal. Oczywiście szanuję twoją opinię i też rozumiem same odczucia, które mogły towarzyszyć biorąc pod uwagę samo Elysium 2. Mam nadzieję, że jak to wyjaśnimy to będziesz zadowolony z efektu.

Dolnick - Perfekcyjna robota Carniego. Miało być kontrowersyjnie, miało nie być zbyt przyjemne (bo zdaję sobie sprawę, że nie będzie to najłatwiejszy do odbioru segment biorąc pod uwagę postać Ransoma), ale udało się w to wpleść też trochę komedii - reakcje podczas live'u oddały. Razem to zaplanowaliśmy, a Carni większą część segmentu opisał zdecydowanie tak jak trzeba. Dolnick zrobił w zasadzie najgorsze co mógł, w najgorszym sposób jaki mógł i fani naprawdę mogą się na niego wkurwić. Co tu więcej dodać, lecimy z programem dalej.

Aldis i Leone - Podoba mi się wstęp z Paddym gdzie widać, że mimo słów Leone z początku gali dalej czuć strach przed nową frakcją. Tony znowu wchodzi jak szef, ależ on mi siedzi na tej gali, nawet takie proste zdanie o pozdrowieniu żony robi robotę . Nie no, świetnie się dla mnie prezentuje Don D... Leone. Narracja, sposób wypowiedzi, gestykulacja, dalej wszystko mi tutaj gra. Sposób odniesienia do Brutala to topowy poziom zdecydowanie. Aldis bardzo pomysłowa szpilka z tą ochroną, szanuje mocno za pomysł. Można kupić co mówi o Mike'u, faktycznie mógłby chcieć ich w pełni sił i dopiero po gongu pokazać, co potrafi będąc wkurwiony. Tony ładnie odbija piłeczkę, końcówka iście w stylu Dario
[*]. Krótki, ale bardzo dobry segment, mamy dalej pokazane intencje Leone względem Aldisa, a czy szczere, czy nieszczere - to pozostawiam do oceny użytkownikom.

Lord - Najpierw walka. Silas dostał mocniejszego rywala, zwycięstwo logiczne i dobrze, że nie zakończyło się to przez squash. Na plus na pewno nawiązanie do Silasa przy wejściu Lorda. Speech Francuza szałowy nie był, po prostu okey. Czasem mam wrażenie, że Cavazos nie czuje tak jakby chciał tego gimmicku arystokraty, niektóre zdania czasem mi nie pasują. Aczkolwiek było to poprawne, została zachowana ta złośliwość, której możemy od Lorda oczekiwać, co widać chociażby przy tym rzuceniu mikrofonu. Nie przyjmuje odmowy, po prostu wymaga i brnie w swoją narrację, co jest w porządku. Propozycja walki przyjęta, więc widzimy się na następnym Elysium.

Waters i Aldis - Ładnie opisany początek, widzimy tu już duży kontrast względem ostatnich tygodni i pięknych widoków Montany. Nie ma co, zainwestował James w obsługę, skoro tak szybko podali Nickowi trunek. Chociaż z drugiej strony to bogacz, mógł zalecić w momencie przyjazdu Aldisa nalać co się da żeby go zaskoczyć. Stać go. Nasz GM w wykonaniu Kuby pokazuje to co zwykle - konkrety, bez lania wody. Waters zgryźliwie w stosunku do innych odniósł się do swojej przeszłości. Jak dla mnie to pasuje, pamięta się jednak reakcje na tą postać i jej booking - komentarze zostały tu tak jakby "wspomniane" w jego narracji, a wiadomo, on może mieć swoje racje, inni mogli mieć swoje. Jakby nie patrzeć, wymagania nie są wygórowane, zwłaszcza, że Aldis chce zainwestować w Watersa, nic więc dziwnego, iż szybko następuje porozumienie. Końcówka fajna, zasiała trochę niepewności względem tego, w jakiej postaci będziemy oglądać tutaj Jamesa. Przyjemny był to segment, obaj wypadli na spełnił swoją rolę, czekamy na rozwój wypadków.

Halloway - Odniosę się jeszcze do walki, Slayer dostał zasłużonego boosta, a my myślę, że logicznie domkniemy wątek "Sabre i pas Eternal" - nie było sensu dawać walki o tytuł z NPC i tego wspólnie z Kubą i Zimnym ciągnąć. No to pora na naszego Mistrza. Ależ ładne włoskie smaczki nam tu wyciągnął Derek - Gladio, czy w późniejszej części calciopoli, klasa. Jestem ciekaw, czy to taka obszerna wiedza, czy też się posiłkujesz Zimny pomocami z internetu (jeśli tak, to nic złego, ważne jak to wypada przy postaci, a wypada super). Żądanie walki z Sabre jest tu logiczne, brak pasa na szali też, skoro Zack swoją szansę przegrał, Derek po prostu chce domknąć ten wątek. Przy okazji mógł się bardziej skupić na Włochach, którzy też zaszli mu za skórę. I bardzo ładny statemant na koniec, sama prawda względem Hallowaya. Mistrz na swoim wysokim poziomem. Aldis bardzo sprawnie reaguje, od razu znalazł możliwość na wyłonienie nowego pretendenta i w dodatku udało się uwzględnić samą wolę Dereka. I na plus na pewno kolejne podkreślenie swojej roli, że on tu dyktuje warunki, jednak jeśli same propozycje czy żądania mu nie wadzą, nie ma zamiaru protestować i robić pod górkę. Powoli zamykamy jeden wątek i zaczynamy nowy dla Halloway'a. Naprawdę dobry segment.

Lopez - Bardzo dobry, sarkastyczny wstęp. Sam bardzo przy Wesie lubiłem używać takiej formy i z perspektywy fana na trybunach - no mogło to otwarcie spowodować huśtawkę emocji. Niby Jose się kaja, żeby zaraz odpalić bombę. Ajaj, jak dobrze są opisane te zdjęcia, zadbano o każdy szczegół, zarówno o scenerię, jak i opisy zachowań. Same fotografie wydają się przez to być bardzo naturalne i ogólnie widać, że zarysowanie nam przedstawionych scen nie jest zrobione na odpierdol. Duży plus za to. Bardzo mocna ta druga wypowiedź. Dalej lecimy sarkazmem, a zagrywka z wspomnieniem naszego Iron Mana jest strzałem w dziesiątkę, bo zdecydowanie wzbudziłoby reakcje prawdziwego fana. Końcówka też klasa. Dojebany jest ten segment moim zdaniem, cała jego budowa, narracja, sposób wypowiedzi, użyte szpilki i wzbudzanie reakcji widowni, no wszystko tu mi gra. Nie zapomnijmy też o opisach zdjęć. Nie było to długie, ale bardzo dobrze buduje nam dalej feud i wykonanie jest świetne. Super robota Carni. A Blaze? Teraz naprawdę będzie mógł odpalić, bo nie ma co ukrywać, te jabłko od Jose powinno mieć wpływ na wydarzenia przedstawione przez Cwelopeza. Chłopaki zmniejszyli nam wcześniej napięcie, żeby wrzucić teraz bombę, która może wywołać spustoszenie w ich dalszej rywalizacji. Bardzo podoba mi się budowa tego feudu i z niecierpliwością czekam na reakcję Axela na Colo, a powinniśmy jakąś otrzymać.

ME - Dobrze rozpisana walka, w sumie nie wiedziałem do momentu napisania, czy będzie tu większy brawl, czy skończy się to w ten sposób jaki mogliśmy ujrzeć. Edgar pokazał odwagę i hart ducha wybiegając w szpitalnym stroju, ale umówmy się - był osłabiony i nie mógł tu nic zdziałać tłukąc się 2 na 1. Leone w debiucie wygrywa z nie byle kim (a patrząc na to jak się pokazał przy mikrofonie na tej gali, to wróżę mu więcej mocnych zwycięstw), a Brutalowi ta porażka nic nie ujmuje. Wszystko moim zdaniem na tu ręce i nogi. Dalej powinno być ciekawie, tak uważam znając te plany. Bardzo dobry finisz gali i warto tu zwrócić uwagę, że każde Elysium kończymy mocnym akcentem.

Naprawdę dobra gala moim zdaniem, dużo mocnych rzeczy mieliśmy, feudy się rozwijają. Z minusów co wychwyciłem to faktycznie, za dużo Aldisa, zwrócimy na to większą uwage. Dzięki wszystkim za te kolejne wydanie Elysium i widzimy się przy czwórce.

Pozdrawiam,

Pan Terry
User bez osiągnięć
Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.08.2026, 17:14 przez Panter.

3/0/2
 
5/0/2
Golden Laurel Briefcase (2026)
Odpowiedz
Cytuj
19.08.2026, 15:42
#6
ET - Czyli mamy Make A Wish, o którym była ostatnio mowa. Podoba mi się, sposób w jaki zostało to przygotowane i rozpisane. Widać, ze Blaze rzeczywiście ma pozytywne nastawienie, stara się zaufać Lopezowi, że ten rzeczywiście gdzieś w głębi jest lepszym człowiekiem, niż ostatnio widzieliśmy. Tak ogólnie to też fajnie buduje postać Axela jako tego face'a nr 1 w federacji, tym bardziej, że ma pas, więc pasuje do takiego eventu idealnie. Naprawdę doceniam realizm, to jak zostało to wszystko oddane i sam pomysł. No, a jabłko na koniec - no cóż, cuda zdarzają się znacznie rzadziej, niż nam się wydaje ; ) Poza tym u Lopeza zawsze musi być jakaś symbolika, więc zobaczymy co tam dalej z nimi będzie. Piękne z wierzchu, zepsute od środka?
 
Potrafiłem sobie wyobrazić całe to wejście, tę niepewność publiki, przerażenie komentatorów i obsługi. Bardzo mocno mamy podkreślone, że Włosi ostatnio naprawdę narobili zamieszania i Elysium po poprzedniej gali już nie jest takie, jak wcześniej. Tony Leone nawet nie zaczynając tego speechu jest już kimś, z kim należy się liczyć i kto zaczyna rozdawać karty, ledwo po tym jak się pojawił. To z pewnością duża umiejętność tak zbudować postać. W samej wypowiedzi idzie od razu wyczuć ten klimat mafijnego południa Włoch, gdzie mamy bardzo kulturalny język, wyważone słowa, które brzmią jak zaproszenie do wspólnego biznesu. Wszyscy wiemy jednak, że za tymi słowami kryją się bardzo niebezpieczni ludzie i działanie, które zdecydowanie może bardziej niszczyć niż budować. Cieszę się jednak, że całość tej wypowiedzi bardzo pasuje do tego, co widzimy w gimmickach, co widzimy w ich przedstawieniu - tutaj nie ma buty, nie ma krzyku, nie ma jazgotu. Jest informacja i w tle tej informacji mamy lekkie ostrzeżenie - możecie ułatwić nam drogę, a możecie skończyć tak jak ostatnio skończyliście. Ważne jest też to, że najpierw mieliśmy ten pokaz siły, a teraz mamy całą resztę, bo to nadaje od razu powagi tej grupie. Wejście Aldisa i Brutala też odpowiednio pokazane. Dobrze, że Brutal wszedł bez muzyki, bo to też taka prosta sugestia, że on nie przychodzi tu dziś by robić show, tylko ma coś naprawdę ważnego do załatwienia. No, a Nick standardowo stara się wyglądać na kogoś ogarniętego. Sama wypowiedź Mike'a to jest tak kompletna przeciwwaga do tego, co widzieliśmy u Leone. On tutaj wyrywa się jak pies, którego ktoś trzyma na smyczy. Widać w nim, że rzeczywiście jest wkurwiony i w swoim stylu nie zważa na to, że ich jest trzech, a on jeden. On chce im się odpłacić. Bardzo to wszystko "Brutalowe" i teraz myślę, że nie dało się wybrać lepszej osoby do konfrontacji z THE OUTFIT. Fajnie też, że cała ta wypowiedź to nie była ściana tekstu, tylko zostało to przedstawione tak, że on od początku jest cały w emocjach, ale Aldis gdzieś tam z tyłu głowy ma "tutaj zaraz może być rozpierdol" i stara się trzymać tego Mike'a na lekki dystans. Mądrze zrobione, doceniam.
Potem mamy kontynuację właśnie tego - Nick przypomina, że to nie chlew i on w przeciwieństwie do niektórych stara się panować nad swoją galą. Logiczne posunięcie, żeby zrobić jakaś walkę 1 vs 1 i po tym co się stało ostatnio, no i po propozycji Brutala - dobrze, że będzie to NO DQ. Reakcja na to wszystko od Leone - jak najbardziej na miejscu, jest tutaj głową rodziny, więc wiadomo, że w takiej sytuacji musi pokazać siłę. Fajna też ta wstawka o garniturze Nicka, pasuje do nich, jak ulał. Potem mamy potwierdzenie i od razu znajduje się coś dla Sacrale - to też pasuje do tego, co było tu pokazywane, bardzo chciał walki, więc ją dostaje. Szczerze? Chyba najlepsze otwarcie do tej pory, jakie na LPW widziałem. Pod względem oddania postaci, klimatu, tego jak zostały te wypowiedzi ułożone, to naprawdę jest takie TOP. Każdy wypadł na swój sposób kompetentnie, a przy okazji mamy w dalszym ciągu pokazywane, ze THE OUTFIT to coś zupełnie nowego, coś z czym każdy będzie się musiał liczyć.
 
Po tym co widzieliśmy, Sacarle musiał to wygrać i tak też się dzieje. Ransom to nie jest byle kto, więc takie zwycięstwo w dalszym ciągu buduje grupę z Sycylii. Na koniec mamy jeszcze symboliczne rzucenie róży na ofiarę, wszystko dopięte na ostatni guzik.

ZSJ i Derek - xD Halloway od razu przechodzi do rzeczy, tak tak...wiemy jak to z Dianą było. Oglądało się The Crown i kilka dokumentów. A MI6 to niebezpieczna organizacja. Zack tu wyszedł komicznie, ale to był taki komizm, który ja lubię i szanuję - to pokazywanie, że oczy ma otwarte, te teksty, że się na niego uwzięli, że nienawidzi drabin. Wszystko to fajnie u niego współgra i pasuje też do Dereka i jego charakteru postaci, bo on samym swoim stylem bycia jeszcze bardziej nakręcaj ZSJ. Obaj więc spełnili tu swoje zadanie, no i na koniec mamy już jasną sprawę, czyli Beat The Clock Challenge. Myśle, że to spoko rozwiązanie.

Chris i jego promo. Dało się wyczuć dobrze wprowadzony klimat plaży. Bardzo to było face'owe i myślę, że przy obecnym rosterze Elysium, to dobrze. Przyda się taka postać, która będzie wprowadzała trochę światła. Naprawdę spoko wprowadzenie nowej postaci, zrobił dobrą robotę w tym krótkim promo, a to też jest umiejętność.

Paddy i Yoshi to czyta komedia i uwypuklenie pewnych cech u pewnych postaci. Teksty, że zastąpił dawne atuty nowymi, czy to "honorowe puszczanie oczka". No powiem wam, że jakbyśmy mieli wygenerować postać i byłby to honorowy Japończyk, to nie byłoby to aż tak GENERIC, jak tu. A WIEM, że taki był zamysł, więc gratuluję, my friend.

Aldis to musi dobrze płacić tej ochronie, oni są non stop na posterunku. Teraz mamy Mantela i Kociarza. No i powiem szczerze, że dłużyło mi się to. Szczególnie, że to taka zwykła dyskusja z biura, no i umówmy się - argumenty były proste. Derrick wspominał o tym, że gardzi Kociarzem i uważa go za kolesia, który ukrywa swoje prawdziwe zamiary, a EL Garra bronił swojej kultury i narzekał na to, że Mantel zachowuje się jak wyrocznia, która mówi, co jest dobre, a co kiczowate. Można to było mniej rozwlec, bo tutaj w pewnym momencie zamiast zyskać "pazura" wytraciliśmy tempo, przynajmniej ja to tak odczułem. Same ich kwestie pasowały do tego, co widzieliśmy wcześniej, do gimmicków i obecnej sytuacji też pasują, więc pod tym względem nie mam żadnych uwag. Walka TT to taki standard przed walką na PPV, więc tutaj wielkiego zaskoczenia nie ma. Rzeczywiście sporo jest tego Nicka na tej gali, zaczyna to być mocno widoczne.

Trochę dziwne z tym Edgarem, bo niby nie jest podłączony do żadnej aparatury, a chłop zachowuje się dosłownie jakby nie wiedział, gdzie i ile czasu jest. (Mamy to wprost przekazane) Więc tutaj nie zgrywa mi się to ze sobą. No i potem spierdala sobie ze szpitala. Odważny jest, patrząc na to, jak się przed chwilą zachowywał. No, ale nie takie rzeczy widzieliśmy we wrestlingu, więc rozumiem zamysł. Poza tym Edgar to zawsze była waleczna bestia, więc to pasuje do jego charakteru.

Ex-Wilgotniak, xD Jakoś mnie to rozśmieszyło. PEAK COMEDY. Taka prawda. Początek wydawał się łagodny, ale wejście karłów w postaci 4 gwiazd WCW to jest to, czego nam brakowało xD Moxley rażący prądem Grubasa i ten biedny MIM, ehhh. Widać, że kolega Carnival to najlepiej sprawdza się w takich własnie segmentach. No, a Ransom...ewidentnie ma już zrytą głowę przez Dolnicka i sam za bardzo nie wie, co z tym wszystkim począć. Z jednej strony zachowanie Jean Pierra jest żenujące i wręcz chore, ale z drugiej? On jest tak głupi, że trzeba docenić sam pomysł.

Paddy i Aldis. Powiem wam, ze Sarny to może i są zwinne, ale nie na drogach. Przy okazji są bardzo głupie. Potem już zaczynamy prawdziwą dyskusję, wchodzi nasz Don. Bardzo doceniam, że pofatygował się sam, w końcu przyszedł w interesach. Doceniam też, że przedstawił Aldisowi taką, a nie inną ofertę, a Nick...zastanawiam się, czy serio nie skumał, czy raczej to było na zasadzie - wiem, co knujesz, ale jakby nie chcę o tym myśleć, więc udam, że chodzi o twoje bezpieczeństwo. Ciekawie to było przedstawione. Też fajnie pasuje to do otwarcia gali, gdzie Włosi wprost mówili o tym, że można trzymać z nimi, a można iść swoją drogą i wtedy może być różnie ; ) Czuć było dalej dobry klimat, bardzo złych ludzi, dobra robota.

W walce Silasa z McŁowiczem mamy sporo powtórzeń "Zawodnik z Krakowa". Nawet na to, że te walki na tygodniówkach czytam bardzo wyrywkowo, to mi się rzuciło w oczy. Mamy tutaj dalszy ciąg promowania Silasa. Zobaczymy, gdzie nas to zaprowadzi, bo zdecydowanie jest to moment, w którym powinien otrzymać konkretny program. Lord Sebastien wykorzystuje sytuację i męczy biednego Roberta. Widać, że rzeczywiście mu zasmakowało jedzenie, no albo tak bardzo go boli, ze ktoś mu mógł odmówić. Trudno mi tutaj cokolwiek ocenić, bo wszystko to było raczej dosyć krótkie i konkretne, więc bardziej musimy czekać na rozwój sytuacji. Na razie jednak są to te słabsze fragmenty Elysium, jeśli patrzymy na ogół.

Aldis i Waters. No dużo tego Nicka, dużo. Jakbym wiedział, to może byśmy to jakoś inaczej rozegrali, ale z drugiej strony tutaj wydawał się niezbędny. Sam segment jak zapewne widzicie jest takim zasianiem ziarna, które wkrótce da plony. Czy wyrośnie z tego chwast, czy piękny kwiat? Wkrótce się dowiecie. Doceniam współpracę z Jakubem, bo do tej pory wszystko, co zaplanowaliśmy robimy bardzo zgrabnie.

RVDouche xD Heh. Derek w tym segmencie to już rzeczywiście mocno odpłynął, nawet słynne calciopoli się pojawiło. Ahh, piękne czasy włoskiej piłki. Przynajmniej wtedy Roma mogła być przez chwilę pierwsza, znaczy się druga. To już sukces, nie? No, dobra. Wracając do całej sytuacji, ZSJ pomimo porażki dostanie walkę z Derekiem, logiczne w tym wypadku, że nie będzie to walka o pas, bo jednak to by się nie obroniło. Mamy za to wyjaśnione to, o czym było w newsach. Leone rzeczywiście dostaje ogromną szanse na początku swojej kariery w LPW. Mogą sobie psy szczekać, czy to dobra decyzja, czy nie, ale prawda jest taka, że po tym co widzieliśmy, to tylko uwiarygodnia całą sytuację związaną z THE OUTFIT.

Ahhh czyli on go naćpał tym jabłkiem xD Ogólnie to tutaj znowu Lopez wychodzi na tego, który kieruje sobie tą rywalizacją, a Blaze jest teraz ofiarą. Wiadomo jednak, że po czymś takim, co tu zostało pokazane, Axel będzie szukał rewanżu. No i teraz nie uwierzy już w dobrą wolę Jose, domyślam się, że będzie jeszcze bardziej wkurwiony niż miesiąc temu. Ten feud ma różną dynamikę, ale to jest to, o czym chyba Remik pisał w swoim poście i generalnie ja się mocno z tym zgadzam. Trudno przez 2 miesiące będąc na obu galach utrzymać odpowiedni poziom zaciekawienia wśród czytelników. Wiadomo, że obie postacie są prowadzone dobrze i że mamy dwóch ogarniętych userów, którzy mają w sobie dużo kreatywności, ale wydaje mi się, że po Heatwave trzeba będzie tutaj czegoś nowego poszukać i zapewne tak będzie. Same te kadry to mocna rzecz naprawdę, wstyd się tak bawić.

Zakończenie. Przeczytałem całą walkę, bo domyślałem się, że może się sporo tam dziać. Mieliśmy oczywiście Edgara, który wyjedzie stąd jeszcze bardziej poobijany, niż przyszedł. Mieliśmy też totalny pokaz siły THE OUTFIT, jako grupy. Wygrana Tony'ego Leone ni może dziwić, po tym wszystkim, co ostatnio czytaliśmy i widzieliśmy. 

Podsumowując: Dużo THE OUTFIT, za to zdecydowanie plus. No i dużo za dużo Aldisa, ale już nie płaczmy nad tym. Po prostu trzeba bardziej uważać przy tworzeniu planu na galę i tyle. Dobrze się to czytało. Szczególnie wyróżniam tu otwarcie gali. Robi się coraz gęściej w górnych rejonach rosteru Elysium, fajnie.
Odpowiedz
Cytuj
The Game
Valor Champion
19.08.2026, 15:42 #6
ET - Czyli mamy Make A Wish, o którym była ostatnio mowa. Podoba mi się, sposób w jaki zostało to przygotowane i rozpisane. Widać, ze Blaze rzeczywiście ma pozytywne nastawienie, stara się zaufać Lopezowi, że ten rzeczywiście gdzieś w głębi jest lepszym człowiekiem, niż ostatnio widzieliśmy. Tak ogólnie to też fajnie buduje postać Axela jako tego face'a nr 1 w federacji, tym bardziej, że ma pas, więc pasuje do takiego eventu idealnie. Naprawdę doceniam realizm, to jak zostało to wszystko oddane i sam pomysł. No, a jabłko na koniec - no cóż, cuda zdarzają się znacznie rzadziej, niż nam się wydaje ; ) Poza tym u Lopeza zawsze musi być jakaś symbolika, więc zobaczymy co tam dalej z nimi będzie. Piękne z wierzchu, zepsute od środka?
 
Potrafiłem sobie wyobrazić całe to wejście, tę niepewność publiki, przerażenie komentatorów i obsługi. Bardzo mocno mamy podkreślone, że Włosi ostatnio naprawdę narobili zamieszania i Elysium po poprzedniej gali już nie jest takie, jak wcześniej. Tony Leone nawet nie zaczynając tego speechu jest już kimś, z kim należy się liczyć i kto zaczyna rozdawać karty, ledwo po tym jak się pojawił. To z pewnością duża umiejętność tak zbudować postać. W samej wypowiedzi idzie od razu wyczuć ten klimat mafijnego południa Włoch, gdzie mamy bardzo kulturalny język, wyważone słowa, które brzmią jak zaproszenie do wspólnego biznesu. Wszyscy wiemy jednak, że za tymi słowami kryją się bardzo niebezpieczni ludzie i działanie, które zdecydowanie może bardziej niszczyć niż budować. Cieszę się jednak, że całość tej wypowiedzi bardzo pasuje do tego, co widzimy w gimmickach, co widzimy w ich przedstawieniu - tutaj nie ma buty, nie ma krzyku, nie ma jazgotu. Jest informacja i w tle tej informacji mamy lekkie ostrzeżenie - możecie ułatwić nam drogę, a możecie skończyć tak jak ostatnio skończyliście. Ważne jest też to, że najpierw mieliśmy ten pokaz siły, a teraz mamy całą resztę, bo to nadaje od razu powagi tej grupie. Wejście Aldisa i Brutala też odpowiednio pokazane. Dobrze, że Brutal wszedł bez muzyki, bo to też taka prosta sugestia, że on nie przychodzi tu dziś by robić show, tylko ma coś naprawdę ważnego do załatwienia. No, a Nick standardowo stara się wyglądać na kogoś ogarniętego. Sama wypowiedź Mike'a to jest tak kompletna przeciwwaga do tego, co widzieliśmy u Leone. On tutaj wyrywa się jak pies, którego ktoś trzyma na smyczy. Widać w nim, że rzeczywiście jest wkurwiony i w swoim stylu nie zważa na to, że ich jest trzech, a on jeden. On chce im się odpłacić. Bardzo to wszystko "Brutalowe" i teraz myślę, że nie dało się wybrać lepszej osoby do konfrontacji z THE OUTFIT. Fajnie też, że cała ta wypowiedź to nie była ściana tekstu, tylko zostało to przedstawione tak, że on od początku jest cały w emocjach, ale Aldis gdzieś tam z tyłu głowy ma "tutaj zaraz może być rozpierdol" i stara się trzymać tego Mike'a na lekki dystans. Mądrze zrobione, doceniam.
Potem mamy kontynuację właśnie tego - Nick przypomina, że to nie chlew i on w przeciwieństwie do niektórych stara się panować nad swoją galą. Logiczne posunięcie, żeby zrobić jakaś walkę 1 vs 1 i po tym co się stało ostatnio, no i po propozycji Brutala - dobrze, że będzie to NO DQ. Reakcja na to wszystko od Leone - jak najbardziej na miejscu, jest tutaj głową rodziny, więc wiadomo, że w takiej sytuacji musi pokazać siłę. Fajna też ta wstawka o garniturze Nicka, pasuje do nich, jak ulał. Potem mamy potwierdzenie i od razu znajduje się coś dla Sacrale - to też pasuje do tego, co było tu pokazywane, bardzo chciał walki, więc ją dostaje. Szczerze? Chyba najlepsze otwarcie do tej pory, jakie na LPW widziałem. Pod względem oddania postaci, klimatu, tego jak zostały te wypowiedzi ułożone, to naprawdę jest takie TOP. Każdy wypadł na swój sposób kompetentnie, a przy okazji mamy w dalszym ciągu pokazywane, ze THE OUTFIT to coś zupełnie nowego, coś z czym każdy będzie się musiał liczyć.
 
Po tym co widzieliśmy, Sacarle musiał to wygrać i tak też się dzieje. Ransom to nie jest byle kto, więc takie zwycięstwo w dalszym ciągu buduje grupę z Sycylii. Na koniec mamy jeszcze symboliczne rzucenie róży na ofiarę, wszystko dopięte na ostatni guzik.

ZSJ i Derek - xD Halloway od razu przechodzi do rzeczy, tak tak...wiemy jak to z Dianą było. Oglądało się The Crown i kilka dokumentów. A MI6 to niebezpieczna organizacja. Zack tu wyszedł komicznie, ale to był taki komizm, który ja lubię i szanuję - to pokazywanie, że oczy ma otwarte, te teksty, że się na niego uwzięli, że nienawidzi drabin. Wszystko to fajnie u niego współgra i pasuje też do Dereka i jego charakteru postaci, bo on samym swoim stylem bycia jeszcze bardziej nakręcaj ZSJ. Obaj więc spełnili tu swoje zadanie, no i na koniec mamy już jasną sprawę, czyli Beat The Clock Challenge. Myśle, że to spoko rozwiązanie.

Chris i jego promo. Dało się wyczuć dobrze wprowadzony klimat plaży. Bardzo to było face'owe i myślę, że przy obecnym rosterze Elysium, to dobrze. Przyda się taka postać, która będzie wprowadzała trochę światła. Naprawdę spoko wprowadzenie nowej postaci, zrobił dobrą robotę w tym krótkim promo, a to też jest umiejętność.

Paddy i Yoshi to czyta komedia i uwypuklenie pewnych cech u pewnych postaci. Teksty, że zastąpił dawne atuty nowymi, czy to "honorowe puszczanie oczka". No powiem wam, że jakbyśmy mieli wygenerować postać i byłby to honorowy Japończyk, to nie byłoby to aż tak GENERIC, jak tu. A WIEM, że taki był zamysł, więc gratuluję, my friend.

Aldis to musi dobrze płacić tej ochronie, oni są non stop na posterunku. Teraz mamy Mantela i Kociarza. No i powiem szczerze, że dłużyło mi się to. Szczególnie, że to taka zwykła dyskusja z biura, no i umówmy się - argumenty były proste. Derrick wspominał o tym, że gardzi Kociarzem i uważa go za kolesia, który ukrywa swoje prawdziwe zamiary, a EL Garra bronił swojej kultury i narzekał na to, że Mantel zachowuje się jak wyrocznia, która mówi, co jest dobre, a co kiczowate. Można to było mniej rozwlec, bo tutaj w pewnym momencie zamiast zyskać "pazura" wytraciliśmy tempo, przynajmniej ja to tak odczułem. Same ich kwestie pasowały do tego, co widzieliśmy wcześniej, do gimmicków i obecnej sytuacji też pasują, więc pod tym względem nie mam żadnych uwag. Walka TT to taki standard przed walką na PPV, więc tutaj wielkiego zaskoczenia nie ma. Rzeczywiście sporo jest tego Nicka na tej gali, zaczyna to być mocno widoczne.

Trochę dziwne z tym Edgarem, bo niby nie jest podłączony do żadnej aparatury, a chłop zachowuje się dosłownie jakby nie wiedział, gdzie i ile czasu jest. (Mamy to wprost przekazane) Więc tutaj nie zgrywa mi się to ze sobą. No i potem spierdala sobie ze szpitala. Odważny jest, patrząc na to, jak się przed chwilą zachowywał. No, ale nie takie rzeczy widzieliśmy we wrestlingu, więc rozumiem zamysł. Poza tym Edgar to zawsze była waleczna bestia, więc to pasuje do jego charakteru.

Ex-Wilgotniak, xD Jakoś mnie to rozśmieszyło. PEAK COMEDY. Taka prawda. Początek wydawał się łagodny, ale wejście karłów w postaci 4 gwiazd WCW to jest to, czego nam brakowało xD Moxley rażący prądem Grubasa i ten biedny MIM, ehhh. Widać, że kolega Carnival to najlepiej sprawdza się w takich własnie segmentach. No, a Ransom...ewidentnie ma już zrytą głowę przez Dolnicka i sam za bardzo nie wie, co z tym wszystkim począć. Z jednej strony zachowanie Jean Pierra jest żenujące i wręcz chore, ale z drugiej? On jest tak głupi, że trzeba docenić sam pomysł.

Paddy i Aldis. Powiem wam, ze Sarny to może i są zwinne, ale nie na drogach. Przy okazji są bardzo głupie. Potem już zaczynamy prawdziwą dyskusję, wchodzi nasz Don. Bardzo doceniam, że pofatygował się sam, w końcu przyszedł w interesach. Doceniam też, że przedstawił Aldisowi taką, a nie inną ofertę, a Nick...zastanawiam się, czy serio nie skumał, czy raczej to było na zasadzie - wiem, co knujesz, ale jakby nie chcę o tym myśleć, więc udam, że chodzi o twoje bezpieczeństwo. Ciekawie to było przedstawione. Też fajnie pasuje to do otwarcia gali, gdzie Włosi wprost mówili o tym, że można trzymać z nimi, a można iść swoją drogą i wtedy może być różnie ; ) Czuć było dalej dobry klimat, bardzo złych ludzi, dobra robota.

W walce Silasa z McŁowiczem mamy sporo powtórzeń "Zawodnik z Krakowa". Nawet na to, że te walki na tygodniówkach czytam bardzo wyrywkowo, to mi się rzuciło w oczy. Mamy tutaj dalszy ciąg promowania Silasa. Zobaczymy, gdzie nas to zaprowadzi, bo zdecydowanie jest to moment, w którym powinien otrzymać konkretny program. Lord Sebastien wykorzystuje sytuację i męczy biednego Roberta. Widać, że rzeczywiście mu zasmakowało jedzenie, no albo tak bardzo go boli, ze ktoś mu mógł odmówić. Trudno mi tutaj cokolwiek ocenić, bo wszystko to było raczej dosyć krótkie i konkretne, więc bardziej musimy czekać na rozwój sytuacji. Na razie jednak są to te słabsze fragmenty Elysium, jeśli patrzymy na ogół.

Aldis i Waters. No dużo tego Nicka, dużo. Jakbym wiedział, to może byśmy to jakoś inaczej rozegrali, ale z drugiej strony tutaj wydawał się niezbędny. Sam segment jak zapewne widzicie jest takim zasianiem ziarna, które wkrótce da plony. Czy wyrośnie z tego chwast, czy piękny kwiat? Wkrótce się dowiecie. Doceniam współpracę z Jakubem, bo do tej pory wszystko, co zaplanowaliśmy robimy bardzo zgrabnie.

RVDouche xD Heh. Derek w tym segmencie to już rzeczywiście mocno odpłynął, nawet słynne calciopoli się pojawiło. Ahh, piękne czasy włoskiej piłki. Przynajmniej wtedy Roma mogła być przez chwilę pierwsza, znaczy się druga. To już sukces, nie? No, dobra. Wracając do całej sytuacji, ZSJ pomimo porażki dostanie walkę z Derekiem, logiczne w tym wypadku, że nie będzie to walka o pas, bo jednak to by się nie obroniło. Mamy za to wyjaśnione to, o czym było w newsach. Leone rzeczywiście dostaje ogromną szanse na początku swojej kariery w LPW. Mogą sobie psy szczekać, czy to dobra decyzja, czy nie, ale prawda jest taka, że po tym co widzieliśmy, to tylko uwiarygodnia całą sytuację związaną z THE OUTFIT.

Ahhh czyli on go naćpał tym jabłkiem xD Ogólnie to tutaj znowu Lopez wychodzi na tego, który kieruje sobie tą rywalizacją, a Blaze jest teraz ofiarą. Wiadomo jednak, że po czymś takim, co tu zostało pokazane, Axel będzie szukał rewanżu. No i teraz nie uwierzy już w dobrą wolę Jose, domyślam się, że będzie jeszcze bardziej wkurwiony niż miesiąc temu. Ten feud ma różną dynamikę, ale to jest to, o czym chyba Remik pisał w swoim poście i generalnie ja się mocno z tym zgadzam. Trudno przez 2 miesiące będąc na obu galach utrzymać odpowiedni poziom zaciekawienia wśród czytelników. Wiadomo, że obie postacie są prowadzone dobrze i że mamy dwóch ogarniętych userów, którzy mają w sobie dużo kreatywności, ale wydaje mi się, że po Heatwave trzeba będzie tutaj czegoś nowego poszukać i zapewne tak będzie. Same te kadry to mocna rzecz naprawdę, wstyd się tak bawić.

Zakończenie. Przeczytałem całą walkę, bo domyślałem się, że może się sporo tam dziać. Mieliśmy oczywiście Edgara, który wyjedzie stąd jeszcze bardziej poobijany, niż przyszedł. Mieliśmy też totalny pokaz siły THE OUTFIT, jako grupy. Wygrana Tony'ego Leone ni może dziwić, po tym wszystkim, co ostatnio czytaliśmy i widzieliśmy. 

Podsumowując: Dużo THE OUTFIT, za to zdecydowanie plus. No i dużo za dużo Aldisa, ale już nie płaczmy nad tym. Po prostu trzeba bardziej uważać przy tworzeniu planu na galę i tyle. Dobrze się to czytało. Szczególnie wyróżniam tu otwarcie gali. Robi się coraz gęściej w górnych rejonach rosteru Elysium, fajnie.
Odpowiedz
Cytuj
20.08.2026, 06:29
#7
ET: po ostatnim tygodniu dostajemy wspólny wypad Axela i Jose. Szczerze, domyślam się, że to pewnie jakiś stan przejściowy przed tym zanim nam się historia rozkręci, ale jakoś dziwnie mi się patrzy jak dwóch zawodników, którzy ze sobą rywalizują o główny pas chodzą na wspólne imprezy. Sam segment dobrze napisany, czuć było w nim niepokój Axela nadchodzącą zdradą Jose. Później ta czujność została uśpiona i pewnie dalej dostaniemy rozwinięcie zakończenia segmentu, bo wygląda na to, że Axel chyba wpadł w jakąś pułapkę Jose.

Leone/Brutal/Aldis: Czuć tutaj w opisie wejścia powagę i obawę wszystkich dookoła, czy zaraz nie skończy się jak tydzień temu. No ta zapowiedź, że mafiozi nie chcą rządzić na Elysium brzmi jak taka cicha groźba do Aldis, że albo będzie z nimi współpracował, albo może skończyć źle. Na pewno nie brzmi jak wiarygodna zapowiedź, że nie chcą mieć nic wspólnego z układaniem przyszłości Elysium. Nie no, ale, że Brutal teraz tak po prostu idzie sobie sam po sprawiedliwość? Rozumiem, że chłop jest porywczy i na pewno chce się odegrać, ale wychodzenie jeden na trzech to już bardziej głupota niż porywczość. Nie pasuje mi to do takiego weterana jak Brutal. Taki ktoś bardziej powinien się zastanawiać jakie mogą być tego efekty. Dobrze, że go chociaż ta ochrona powstrzymała. Pasuje mi do Brutala tekst, że najważniejszą rzeczą jaką człowiek może zrobić to spuszczenie komuś wpierdolu. Propozycja jeden na trzy za to już średnio mi pasuje, pisałem już wcześniej. Sam zresztą Brutal mówi, że zdaje sobie sprawę z tego, jakie to może mieć konsekwencje. Nie no, jeszcze walka bez dyskwalifikacji. Tak jakby chciał sam na siebie podpisać wyrok. Dobrze, że Aldis pokazuje, że nie boi się The Outfit i jednocześnie im nie ufa po tym zrobili na poprzednim Elysium. Tylko skoro nie chce powtórki sprzed tygodnia to po co dawać tutaj walkę bez dyskwalifikacji? Aż się prosi o ponowną destrukcję w ringu przy czymś takim, i to przy samotnym Brutalu w ringu. Jakiś zakaz dla pozostałych z grupy by się przydał na przebywanie przy ringu. Nie spodziewałem się tutaj, że od razu Leone stanie do walki. Bardziej bym stawiał na to, że wystawi kogoś ze swoich ludzi do walki debiutanckiej, a sam zaczeka na odpowiednią okazję. No i od razu Enzo też dostaje swoje zajęcie na dzisiejszy wieczór. Pasowałoby, żeby jeszcze dać coś do roboty dla Vincenzo.

Sacrale vs. Ransom: Na mocnego strikera wyszedł w tej walce Sacrale, wręcz niewiele zrobił poza uderzeniami. Skojarzył mi się nawet trochę tą serią uderzeń łokciem ze stylem walki Gunthera z WWE. Szkoda trochę Ransoma, że przegrał we własne urodziny, ale to jest też trochę zrozumiałe. Chłopy weszły mocno w swoim debiucie do Elysium, więc gdyby przegrał w debiutanckiej walce to odebrałoby to trochę powagi grupie. Fajnie też, że Enzo zaczął od uczciwej wygranej, bez pomocy kolegów.

Derek/ZSJ: no ostatnio Zack nie ma chyba najlepszego czasu co bez skrupułów wykorzystuje Derek na początku swojej wypowiedzi. Ładnie też, w swoim stylu łączy to z teorią spiskową o księżnej Dianie - dobry początek ze strony mistrza. Zack cały czas stawia się postawie żądającej walki o pas z Derekiem, a ten go trochę wyjaśnia. Co tydzień się wywyższa, a tak naprawdę nikogo wielkiego jeszcze nie pokonał na Elysium. Przy drugim wejściu Zacka już myślałem, że zaraz sam wejdzie w sferę spiskowych teorii jak zaczął gadać, że wszyscy dookoła robią mu na złość. Nietrafione to pytanie z tym, czy Derek zasłużył. Sam poniekąd potem przyznaje, że Derek pokonał kilku przeciwników w walce i o pas i to jeszcze z drabinami. To, że Zack nie lubi drabin to nie umniejsza osiągnięciom Dereka. Ale by taki moment z pojawieniem się Aldisa zadziałał komediowo w TV. Ciekawy pomysł z tym Beat the Clock. Zwykle jednak dwóch pretendentów się ściga, a teraz Zack musi się ścigać z mistrzem. Teraz ma okazję pokazać, że faktycznie zasługuje nie tylko na szansę o pas, ale i na sam pas.

Chris: Niewiele tutaj na razie dostaliśmy, takie krótkie przedstawienie postaci. Czuć tutaj na pewno luźny klimat surferów z opisu. Zastanawiam się tylko jak surfer będzie chciał pogodzić chęć ratowania życia ludzkiego z walkami w ringu.

Yoshi: Pasuje tutaj do Yoshiego ten początek wywiadu po japońsku. Było nawet zabawne i mogliśmy się poczuć jak prawdziwi fani z ameryczki, którzy słuchają japońskiego proma. Początek miał jak przystało na face`owego Japońca, może Paddy pytaniami i streszczeniem wyciśnie z niego coś więcej. Rozumiem, że te wstawki honorowe (klepie go honorowo po ramieniu, uśmiecha się honorowo) to mają być dla wyśmiania typowego japońskiego wojownika, co mówi o honorze w każdym promie? Nie no, trochę go poniosło z tym numerem jeden na rynku azjatyckim. Jeden czy dwóch Japońców nie wygryzie takiego NJPW czy AJPW. Chyba. że to też miał być komediowy element. Ring zweryfikuje - zaleciało mi tu trochę polskimi freak fightami - oktagon zweryfikuje. Piękny debiut zaliczył Yoshi. miał wybijać federację w Azji, a tu mamy porażkę i to z Eliasem, który chyba wygrywa swoją pierwszą walkę, co jest warte odnotowania.

Mantel/Kociarz: trochę na wyrost to stwierdzenie Aldisa o rozmowie na spokojnie, w ich przypadku chyba już na to za późno. Derrick zaczyna krótko, w sumie już ciężko się rozwijać tutaj. Wszystko co mógł powiedzieć na temat Kociarza, już zostało powiedziane. Jedno tylko mi tu nie pasuje. Czy ubieranie maski dyskwalifikuje zawodnika z tego, że nie może w walkach wylewać krwi, potu i łez. Jest to o czym mówiłem. Nie ma już miejsca na spokojną dyskusję, panowie non stop sobie przerywają tą konwersację. Tutaj przy pierwszym wejściu Kociarz nawet nie zdążył się dobrze rozkręcić, a Mantel już mu przerwał. Jako jedyny wyznaję wartości ważniejsze o czubka własnego nosa - jestem w stanie zrozumieć, że to może być spowodowane złością Kociarza, kiedy słyszy Mantela, ale no nie jest to prawda. Mamy różne postacie w fedce i różne motywacje, a nie tylko tej dwójki. No gadka o tym, że Kociarz nie dorównał swoim przodkom z lucha libre średnio mi tu pasuje. W końcu wyszedł ze swojej bańki i walczy w USA, nawet z jakimiś sukcesami, a nie wszystkim luchadorom to się udało. Ciekawy twist na koniec ich rywalizacji. Walka ich dwóch w jednej drużynie może być ciekawa do zobaczenia. Co prawda, z góry już wiemy, że to się pewnie skończy katastrofą, ale mimo wszystko ciekawie będzie przeczytać tą walkę.

Edgar: no po ostatnim spotkaniu z włoskimi mafiozami nie dziwne, że Poeta wylądował w szpitalu. Podoba mi się tutaj ze strony Edgara, że gimmickowo udaje chłopa, co jest autorem swojej własnej historii jako pisarz, ale w aktualnej sytuacji nie udaje, że on to wszystko przewidział i zaplanował. Fajnie widzieć u niego taką niepewność względem tego co się stało na poprzednik Elysium. No wydarzenia z przed tygodnia i słowa z Edgara chyba nam sugerują, że dostaniemy tutaj współpracę dwóch przeciwnych światów - Edgar i Brutala.

Ransom/Dolnick: Dolnick chyba nie odpuści nigdy i będzie musiało się to skończyć albo pogódką albo po prostu dostanie w łeb od Maxa. Tania próba poprawienia humoru Maxa, ale pasuje to do Dolnicka, w końcu zawsze miał trochę wręcz dziecinne zachowania. Trochę jak wąż się zachował Jean. Najpierw z zacieszem na twarzy przyprowadza tutaj ludzi, a potem im każe tak po prostu wpierdalać. Wszystko zrobi, żeby tylko pogodzić się z Maxem. I oczywiście on wiedział o początku, że tego nie potrzebuje, dlatego właśnie ich sprowadził xD Mamy tutaj chyba wszystkie żenujące żarty jakie można było wymyślić. No i na koniec mamy nie wprost, ale chyba zapowiedź walki Ransoma z Dolnickiem, o musiało się tak w końcu skończyć. Idealne zamknięcie tego rozdziału dla Maxa, który chciałby być teraz bardziej poważny. A może dostaniemy jeszcze twist i chłopaki się pogodzą podczas walki.

Tony Leone: ładnie jest budowana atmosfera strachu wobec mafiozy na każdym kroku. To chyba z jakiegoś filmu tekst o tym zapachu frustratów. No już trochę Tony zaczyna się tutaj panoszyć. Wziął i zaatakował chłopa na poprzednim Elysium, więc logiczne, że taki Brutal jest wkuriwony. A ten jeszcze każe mu cicho siedzieć? Aldis chyba powinien mu pokazać, że nie będą tu tańczyć tak jak im Włosi zagrają. Dobrze odpowiada mu Aldis, Mike teoretycznie dostał to co chciał na początku gali, więc raczej wątpię, żeby teraz chciał sam się pakować w kłopoty i atakować sam na trzech na zapleczu.

McŁowicz vs. Crowe: dobrze oddana tutaj w walce różnica gabarytów pomiędzy zawodnikami. Silas zdominował rywala, w sumie ciężko było o coś innego przy takiej różnicy. W końcu Crowe miał jakieś problemy w walce, ale i tak sobie nawet z trudniejszym McŁowiczem poradził. Zresztą trochę by stracił na wiarygodności gdyby tak po prostu przegrał od razu walkę z trudniejszym przeciwnikiem.

JRW: czuć tutaj po opisie, że mamy do czynienia z kimś kto już coś osiągnął. Sam James zresztą wspomina swoje osiągnięcia. No dorobił się jebany i jeszcze mu mało. Aldis jako GM nie powinien się tak łatwo zgodzić na zagarnięciu sobie Prime Timu federacji dla jednego zawodnika bez walki. Mógł mu chociaż zaproponować, żeby sobie ten przywilej wywalczył. Trochę ustępliwie wypadł tutaj Nick.

ZSJ vs. Mantel: Dobra, techniczna walka, ale czego się spodziewać jak dostajemy dwóch takich zawodników. Zack nie spełnił nawet głównego założenia walki, czyli jej wygrania. Po walce pojawią nam się Derek i trochę dziwnie wypada. Wcześniej na gali mówił, że Zack musi sobie zasłużyć na walkę z nim, a teraz tak po prostu mówi, że chce z nim walczyć? No rozszalał się tutaj Derek. Ustala walki z jednym, z drugim jakby to on był GMem tutaj. Ni o wchodzi Aldis i gasi jego zapędy kierownicze. Swoją drogą sporo mamy Aldisa na dzisiejszej gali. Już po początku wypowiedzi Nicka myślałem, że Tony dostanie walkę tak naprawdę nie tocząc jeszcze żadnej walki w ringu. Dobrze, że tutaj Nick nie chce mu dać tak łatwo tej szansy. Reklama nowego modułu 5G zapewne celowo umieszczona zaraz bo Dereku xD

Lopez: no i przed samą walką wieczoru dostaniemy rozwinięcie końcówki segmentu z początku gali. “Wolałoby mnie tu nie być”? Zwykle nie czepiam się do błędów językowych, ale to chyba nie brzmi poprawnie. Przez chwilę był moment, że można było pomyśleć, że Jose przemyśli swoje zachowanie i powróci do swojego dawnego wydania. Szybko jednak fanów wyprowadził z błędu. Ale z niego żmija zdradziecka. Żeby tak się zbliżyć do przeciwnika tylko po to, aby cyknąć fotki z jego imprez i móc je udostępnić publicznie. Nie wiem w sumie co by miało być w tym złego. Axel nie za bardzo krył się przecież z tym kim jest i z tym, że lubi sobie imprezować. Ale z drugiej strony tutaj już pretensje do Axela może mieć. Chciał jego najsilniejsza wersję i mówił o tym wprost, a tu chłop sobie po prostu imprezuje w niedługim czasie do walki. Trochę szkoda, że Axel tutaj nie przyszedł i nie odpowiedział nic Jose.

ME: mamy No DQ Match i czuć tutaj, że Brutal jest w swoim żywiole. Dobrze, że mamy tutaj brak interwencji ze strony the Outfit. tony debiutuje i do tego jeszcze w walce o pretendenta to przydałoby się, żeby sam się wykazał w akcji. Fajnie, że się Edgar pojawił, widać, że chce się odgryźć za poprzednie Elysium, ale ruszanie prosto ze szpitala samemu na dwóch nie brzmi jak rozsądny pomysł. No nie mieli szans tutaj chłopaki w walce dwóch na trzech, będą sobie musieli poszukać jakiegoś wsparcia w przyszłości. Trochę mało widzieliśmy hardcoru w tej walce, ale to tylko tygodniówka, więc to zrozumiałe.
Odpowiedz
Cytuj
Cavazos
Zawodowiec
20.08.2026, 06:29 #7
ET: po ostatnim tygodniu dostajemy wspólny wypad Axela i Jose. Szczerze, domyślam się, że to pewnie jakiś stan przejściowy przed tym zanim nam się historia rozkręci, ale jakoś dziwnie mi się patrzy jak dwóch zawodników, którzy ze sobą rywalizują o główny pas chodzą na wspólne imprezy. Sam segment dobrze napisany, czuć było w nim niepokój Axela nadchodzącą zdradą Jose. Później ta czujność została uśpiona i pewnie dalej dostaniemy rozwinięcie zakończenia segmentu, bo wygląda na to, że Axel chyba wpadł w jakąś pułapkę Jose.

Leone/Brutal/Aldis: Czuć tutaj w opisie wejścia powagę i obawę wszystkich dookoła, czy zaraz nie skończy się jak tydzień temu. No ta zapowiedź, że mafiozi nie chcą rządzić na Elysium brzmi jak taka cicha groźba do Aldis, że albo będzie z nimi współpracował, albo może skończyć źle. Na pewno nie brzmi jak wiarygodna zapowiedź, że nie chcą mieć nic wspólnego z układaniem przyszłości Elysium. Nie no, ale, że Brutal teraz tak po prostu idzie sobie sam po sprawiedliwość? Rozumiem, że chłop jest porywczy i na pewno chce się odegrać, ale wychodzenie jeden na trzech to już bardziej głupota niż porywczość. Nie pasuje mi to do takiego weterana jak Brutal. Taki ktoś bardziej powinien się zastanawiać jakie mogą być tego efekty. Dobrze, że go chociaż ta ochrona powstrzymała. Pasuje mi do Brutala tekst, że najważniejszą rzeczą jaką człowiek może zrobić to spuszczenie komuś wpierdolu. Propozycja jeden na trzy za to już średnio mi pasuje, pisałem już wcześniej. Sam zresztą Brutal mówi, że zdaje sobie sprawę z tego, jakie to może mieć konsekwencje. Nie no, jeszcze walka bez dyskwalifikacji. Tak jakby chciał sam na siebie podpisać wyrok. Dobrze, że Aldis pokazuje, że nie boi się The Outfit i jednocześnie im nie ufa po tym zrobili na poprzednim Elysium. Tylko skoro nie chce powtórki sprzed tygodnia to po co dawać tutaj walkę bez dyskwalifikacji? Aż się prosi o ponowną destrukcję w ringu przy czymś takim, i to przy samotnym Brutalu w ringu. Jakiś zakaz dla pozostałych z grupy by się przydał na przebywanie przy ringu. Nie spodziewałem się tutaj, że od razu Leone stanie do walki. Bardziej bym stawiał na to, że wystawi kogoś ze swoich ludzi do walki debiutanckiej, a sam zaczeka na odpowiednią okazję. No i od razu Enzo też dostaje swoje zajęcie na dzisiejszy wieczór. Pasowałoby, żeby jeszcze dać coś do roboty dla Vincenzo.

Sacrale vs. Ransom: Na mocnego strikera wyszedł w tej walce Sacrale, wręcz niewiele zrobił poza uderzeniami. Skojarzył mi się nawet trochę tą serią uderzeń łokciem ze stylem walki Gunthera z WWE. Szkoda trochę Ransoma, że przegrał we własne urodziny, ale to jest też trochę zrozumiałe. Chłopy weszły mocno w swoim debiucie do Elysium, więc gdyby przegrał w debiutanckiej walce to odebrałoby to trochę powagi grupie. Fajnie też, że Enzo zaczął od uczciwej wygranej, bez pomocy kolegów.

Derek/ZSJ: no ostatnio Zack nie ma chyba najlepszego czasu co bez skrupułów wykorzystuje Derek na początku swojej wypowiedzi. Ładnie też, w swoim stylu łączy to z teorią spiskową o księżnej Dianie - dobry początek ze strony mistrza. Zack cały czas stawia się postawie żądającej walki o pas z Derekiem, a ten go trochę wyjaśnia. Co tydzień się wywyższa, a tak naprawdę nikogo wielkiego jeszcze nie pokonał na Elysium. Przy drugim wejściu Zacka już myślałem, że zaraz sam wejdzie w sferę spiskowych teorii jak zaczął gadać, że wszyscy dookoła robią mu na złość. Nietrafione to pytanie z tym, czy Derek zasłużył. Sam poniekąd potem przyznaje, że Derek pokonał kilku przeciwników w walce i o pas i to jeszcze z drabinami. To, że Zack nie lubi drabin to nie umniejsza osiągnięciom Dereka. Ale by taki moment z pojawieniem się Aldisa zadziałał komediowo w TV. Ciekawy pomysł z tym Beat the Clock. Zwykle jednak dwóch pretendentów się ściga, a teraz Zack musi się ścigać z mistrzem. Teraz ma okazję pokazać, że faktycznie zasługuje nie tylko na szansę o pas, ale i na sam pas.

Chris: Niewiele tutaj na razie dostaliśmy, takie krótkie przedstawienie postaci. Czuć tutaj na pewno luźny klimat surferów z opisu. Zastanawiam się tylko jak surfer będzie chciał pogodzić chęć ratowania życia ludzkiego z walkami w ringu.

Yoshi: Pasuje tutaj do Yoshiego ten początek wywiadu po japońsku. Było nawet zabawne i mogliśmy się poczuć jak prawdziwi fani z ameryczki, którzy słuchają japońskiego proma. Początek miał jak przystało na face`owego Japońca, może Paddy pytaniami i streszczeniem wyciśnie z niego coś więcej. Rozumiem, że te wstawki honorowe (klepie go honorowo po ramieniu, uśmiecha się honorowo) to mają być dla wyśmiania typowego japońskiego wojownika, co mówi o honorze w każdym promie? Nie no, trochę go poniosło z tym numerem jeden na rynku azjatyckim. Jeden czy dwóch Japońców nie wygryzie takiego NJPW czy AJPW. Chyba. że to też miał być komediowy element. Ring zweryfikuje - zaleciało mi tu trochę polskimi freak fightami - oktagon zweryfikuje. Piękny debiut zaliczył Yoshi. miał wybijać federację w Azji, a tu mamy porażkę i to z Eliasem, który chyba wygrywa swoją pierwszą walkę, co jest warte odnotowania.

Mantel/Kociarz: trochę na wyrost to stwierdzenie Aldisa o rozmowie na spokojnie, w ich przypadku chyba już na to za późno. Derrick zaczyna krótko, w sumie już ciężko się rozwijać tutaj. Wszystko co mógł powiedzieć na temat Kociarza, już zostało powiedziane. Jedno tylko mi tu nie pasuje. Czy ubieranie maski dyskwalifikuje zawodnika z tego, że nie może w walkach wylewać krwi, potu i łez. Jest to o czym mówiłem. Nie ma już miejsca na spokojną dyskusję, panowie non stop sobie przerywają tą konwersację. Tutaj przy pierwszym wejściu Kociarz nawet nie zdążył się dobrze rozkręcić, a Mantel już mu przerwał. Jako jedyny wyznaję wartości ważniejsze o czubka własnego nosa - jestem w stanie zrozumieć, że to może być spowodowane złością Kociarza, kiedy słyszy Mantela, ale no nie jest to prawda. Mamy różne postacie w fedce i różne motywacje, a nie tylko tej dwójki. No gadka o tym, że Kociarz nie dorównał swoim przodkom z lucha libre średnio mi tu pasuje. W końcu wyszedł ze swojej bańki i walczy w USA, nawet z jakimiś sukcesami, a nie wszystkim luchadorom to się udało. Ciekawy twist na koniec ich rywalizacji. Walka ich dwóch w jednej drużynie może być ciekawa do zobaczenia. Co prawda, z góry już wiemy, że to się pewnie skończy katastrofą, ale mimo wszystko ciekawie będzie przeczytać tą walkę.

Edgar: no po ostatnim spotkaniu z włoskimi mafiozami nie dziwne, że Poeta wylądował w szpitalu. Podoba mi się tutaj ze strony Edgara, że gimmickowo udaje chłopa, co jest autorem swojej własnej historii jako pisarz, ale w aktualnej sytuacji nie udaje, że on to wszystko przewidział i zaplanował. Fajnie widzieć u niego taką niepewność względem tego co się stało na poprzednik Elysium. No wydarzenia z przed tygodnia i słowa z Edgara chyba nam sugerują, że dostaniemy tutaj współpracę dwóch przeciwnych światów - Edgar i Brutala.

Ransom/Dolnick: Dolnick chyba nie odpuści nigdy i będzie musiało się to skończyć albo pogódką albo po prostu dostanie w łeb od Maxa. Tania próba poprawienia humoru Maxa, ale pasuje to do Dolnicka, w końcu zawsze miał trochę wręcz dziecinne zachowania. Trochę jak wąż się zachował Jean. Najpierw z zacieszem na twarzy przyprowadza tutaj ludzi, a potem im każe tak po prostu wpierdalać. Wszystko zrobi, żeby tylko pogodzić się z Maxem. I oczywiście on wiedział o początku, że tego nie potrzebuje, dlatego właśnie ich sprowadził xD Mamy tutaj chyba wszystkie żenujące żarty jakie można było wymyślić. No i na koniec mamy nie wprost, ale chyba zapowiedź walki Ransoma z Dolnickiem, o musiało się tak w końcu skończyć. Idealne zamknięcie tego rozdziału dla Maxa, który chciałby być teraz bardziej poważny. A może dostaniemy jeszcze twist i chłopaki się pogodzą podczas walki.

Tony Leone: ładnie jest budowana atmosfera strachu wobec mafiozy na każdym kroku. To chyba z jakiegoś filmu tekst o tym zapachu frustratów. No już trochę Tony zaczyna się tutaj panoszyć. Wziął i zaatakował chłopa na poprzednim Elysium, więc logiczne, że taki Brutal jest wkuriwony. A ten jeszcze każe mu cicho siedzieć? Aldis chyba powinien mu pokazać, że nie będą tu tańczyć tak jak im Włosi zagrają. Dobrze odpowiada mu Aldis, Mike teoretycznie dostał to co chciał na początku gali, więc raczej wątpię, żeby teraz chciał sam się pakować w kłopoty i atakować sam na trzech na zapleczu.

McŁowicz vs. Crowe: dobrze oddana tutaj w walce różnica gabarytów pomiędzy zawodnikami. Silas zdominował rywala, w sumie ciężko było o coś innego przy takiej różnicy. W końcu Crowe miał jakieś problemy w walce, ale i tak sobie nawet z trudniejszym McŁowiczem poradził. Zresztą trochę by stracił na wiarygodności gdyby tak po prostu przegrał od razu walkę z trudniejszym przeciwnikiem.

JRW: czuć tutaj po opisie, że mamy do czynienia z kimś kto już coś osiągnął. Sam James zresztą wspomina swoje osiągnięcia. No dorobił się jebany i jeszcze mu mało. Aldis jako GM nie powinien się tak łatwo zgodzić na zagarnięciu sobie Prime Timu federacji dla jednego zawodnika bez walki. Mógł mu chociaż zaproponować, żeby sobie ten przywilej wywalczył. Trochę ustępliwie wypadł tutaj Nick.

ZSJ vs. Mantel: Dobra, techniczna walka, ale czego się spodziewać jak dostajemy dwóch takich zawodników. Zack nie spełnił nawet głównego założenia walki, czyli jej wygrania. Po walce pojawią nam się Derek i trochę dziwnie wypada. Wcześniej na gali mówił, że Zack musi sobie zasłużyć na walkę z nim, a teraz tak po prostu mówi, że chce z nim walczyć? No rozszalał się tutaj Derek. Ustala walki z jednym, z drugim jakby to on był GMem tutaj. Ni o wchodzi Aldis i gasi jego zapędy kierownicze. Swoją drogą sporo mamy Aldisa na dzisiejszej gali. Już po początku wypowiedzi Nicka myślałem, że Tony dostanie walkę tak naprawdę nie tocząc jeszcze żadnej walki w ringu. Dobrze, że tutaj Nick nie chce mu dać tak łatwo tej szansy. Reklama nowego modułu 5G zapewne celowo umieszczona zaraz bo Dereku xD

Lopez: no i przed samą walką wieczoru dostaniemy rozwinięcie końcówki segmentu z początku gali. “Wolałoby mnie tu nie być”? Zwykle nie czepiam się do błędów językowych, ale to chyba nie brzmi poprawnie. Przez chwilę był moment, że można było pomyśleć, że Jose przemyśli swoje zachowanie i powróci do swojego dawnego wydania. Szybko jednak fanów wyprowadził z błędu. Ale z niego żmija zdradziecka. Żeby tak się zbliżyć do przeciwnika tylko po to, aby cyknąć fotki z jego imprez i móc je udostępnić publicznie. Nie wiem w sumie co by miało być w tym złego. Axel nie za bardzo krył się przecież z tym kim jest i z tym, że lubi sobie imprezować. Ale z drugiej strony tutaj już pretensje do Axela może mieć. Chciał jego najsilniejsza wersję i mówił o tym wprost, a tu chłop sobie po prostu imprezuje w niedługim czasie do walki. Trochę szkoda, że Axel tutaj nie przyszedł i nie odpowiedział nic Jose.

ME: mamy No DQ Match i czuć tutaj, że Brutal jest w swoim żywiole. Dobrze, że mamy tutaj brak interwencji ze strony the Outfit. tony debiutuje i do tego jeszcze w walce o pretendenta to przydałoby się, żeby sam się wykazał w akcji. Fajnie, że się Edgar pojawił, widać, że chce się odgryźć za poprzednie Elysium, ale ruszanie prosto ze szpitala samemu na dwóch nie brzmi jak rozsądny pomysł. No nie mieli szans tutaj chłopaki w walce dwóch na trzech, będą sobie musieli poszukać jakiegoś wsparcia w przyszłości. Trochę mało widzieliśmy hardcoru w tej walce, ale to tylko tygodniówka, więc to zrozumiałe.
Odpowiedz
Cytuj
21.08.2026, 22:47
#8
Pobrałem sobie stronę w PDF i zacznę właśnie skubać komentarz do gali lecąc w samolocie, bo i tak nie ma internetu. Za kwiatki, jakie będa tu miały miejsce nie biorę odpowiedzialności.

Bardzo dobrze jest to rozpisane, ja już jak pierwszy raz to zobaczyłem, to byłem zachwycony, jak idealnie Remik to napisał. Cieszy mnie, że akurat jemu przypadła ta część story do wyskrobania, bo detale i wszystko zostały nam mega podane. Ja pewnie miałbym z tym trochę problem, Remik swoim Blazem tutaj ładnie to wszystko prowadził i widać, że on jest po prostu w środku dobrym gościem… chyba Smile Także ten jego entuzjazm tutaj zagrał nam jak należy. Motyw jabłka akurat ja bardzo chciałem i dziwię się, że większość ludzi niezbyt jakkolwiek zwróciło uwagę, dlaczego to było jabłko i jaka banalna symbolika za tym idzie. Wracając do segmentu, to mamy bardzo solidne otwarcie.



Już sam wstęp buduje konkretną grozę i mocna otoczkę wokół całej grupy, przy czym zachowujemy konsekwencję, co jest na plus. Mądrze to wejście napisane, trzeba docenić. To są podstawy, ale tego brak niektórym niestety, a tutaj to jest podane bardzo smacznie. Klasa, cała kwestia Tony’ego klasa jak i klasa bijąca od niego. Z jaką kultura, ale jednocześnie jak bezwzględnie to wszystko jest przedstawione. Siedzi mi to, jeszcze ma wygląd psychola Ciampy xD. To też dodaje uroku tutaj. Wejście Brutala w jego stylu. Jego speech też w jego stylu, ale tym dobrym. No Mike dobrze tutaj wypada, krejzol straszny, ale to wszystko tutaj dobrze pasuje. A to, że chce nawet 1v3, żeby im tylko wpierdzielić, też go w dobrym świetle stawia jako fejsa. Kupuję jego narrację jak najbardziej, fajna robota. Odżyła ta postać naprawdę. Nadal jest głupkowaty, ale nie jest bezmózgi i mówi że sensem, ta charyzma też lepiej u niego wygląda. Nasz GM  z sensem gada i to jest porządna kwestia. Podoba mi się to jego właśnie przejście do tego punktu drugiego i złapanie go za słówko z tą współpracą i doprowadzenie do takiego czegoś. Leone pięknie to obraca. Totalna olewka, gadanie o czym innym i jeszcze prezent w postaci samego siebie. To jest mega fajne i nieoczywiste rozwiązanie. Klasycznym schematem, to by wleciało jakieś cipo heelowe gadanie, a on takie coś zapisane. No Tony bardzo błyszczy w tym segmencie, ale innym nie można odebrać też bardzo solidnej pracy włożonej w to i utrzymywanie wysokiego poziomu. Nie widziałem chyba nigdy dłuższego użycia czegoś między * * niż to, co Aldis zapodał tutaj, można już było na luzie kursywy użyć i rozdzielić te kwestię. Fun fact, tego dnia ja też miałem urodziny… także nie przypominam, bym wtedy prosił o jakąś walkę. O, nawet rękę Maksiowi podano, podoba mi się ta ich kultura. A, no i zapomniałbym.. w końcu mamy całowanie sygnetu, ale niestety nie ten sygnet, którego byśmy chcieli.. może kiedyś.



Kolejny typ, co nabija wygrane na własnej postaci. Max tanio skóry nie sprzedał, ale no nie potrzebował tutaj wygranej i w gównianym świetle by stawiało to The Outfit, jakby Enzo sobie wdupił debiut.

Bawi mnie w sumie ten Sabre w wersji groteskowego frustrata. Jakoś trzeba było się nim zająć i to prowadzić, a pasuje idealnie do jego męczenia buły z poprzednich tygodni. Derek tu trudnego zadania nie ma, żeby go orać, bo Zack mu w tym pomaga i też Halloway ma wszystkie karty po swojej stronie. Mistrz spełnia rolę i bardzo z rigczem wypada, aż szkoda, że mu się ten program tak wykrzaczył, bo on tym, co prezentuje, to nie zasługuje na takie coś. Pięknie to wygląda, jak Zack sam bardziej gada w foliarski sposób niż Derek, a to trzeba było się postarać. Także dobra robota w wykonaniu Brytola. Taka jego wersja dobrym cipoheelem by była. Aldis na koniec powiedział, co powinien powiedzieć i to tyle. Segment jak najbardziej spoko, nie jest to coś, co by mnie w zachwyt wprawiło, ale solidny poziom utrzymany.

Mocno filmowy segment, co jest na pewno komplementem dla niego. Jest klimat, jest jakieś przesłanie i wszystko opisane ładnymi słowami, także można to pochwalić. Chris bardzo przyjemną zajawkę strzelił, nawet nie mam się do czego przyczepić, szkoda, bo nie umiem komentować. Umiem szukać tylko punktów zaczepienia, peszek. Albo… rekiny wcale nawet nie są jakieś groźne, są bardzo demonizowane przez pop kulturę. Macie ciekawostkę godną Las Palmas i bycia Iberyjczykiem.

Mam nadzieję, że duża dawka honoru umiliła wam dzień. Sorry za typera, ale no żeście się dali… Panter Paddym ułatwiał mi zadanie, walka też bardzo fajna, Elias was może zawsze zaskoczyć, uważajcie. Smile)


Jest i dywanik. Zgadza się panie Aldis, pan czasu nie ma, bo co chwilę coś robi na tej gali. XD  Na pewno na plus to, jak Mantel uparcie wpiera to wszystko im i się cieszy, a Kociarz tam mało nie wybucha przez to i już sił nie ma, nie dziwię się. Derrick to ktoś, komu nie przemówisz do rozsądku, wracając.. no właśnie ta dynamika jest fajna. Same kwestie nie robią jakiegoś szału i dłużył mi się ten segment, ale też nie mogę powiedzieć, że to było kijowe. Dłużył mi się pewnie bardziej przez to, że w obesranym samolocie to piszę. Emocje na pewno tutaj fajnie grały. Argumenty ma lepsze Kociarz, bo Mantel przez swój gimmick pieprzy rzeczy z czapy, ale nie można go winić za to. Taki musi być, nie będzie miał racji w większości sytuacji i będzie wpierał swoje i tyle. Także ciężko mi tutaj szukać jakiegoś wygranego tego segmentu. Koniec końców na pewno poziom jakiś utrzymał i jest dla mnie na plus. Tylko przepaść w aktywności obu panów zabija tutaj bardzo wiele. Aldis to wiadomo, że daje radę. Tylko już tutaj widzimy go za często, a wiem, że dalej będzie również.



Wygląda jakby spał. XD Zawsze bawi. Oj, coś się tutaj wkradło powtórzeń, na pewno dzięki nim, możemy wiedzieć, że wszystko robił gwałtownie, ale no bez przesady. XD Się Emiel zakręcił trochę. Wyczuwał ciszę przed burzą, a teraz zaskoczony? Gryzie mi się to. Najwidoczniej czego innego szukał. No spoko ten segment, przede wszystkim łączy kilka wątków, także robotę spełnia. Opisy też dobre, jeśli nie będziemy aż tak doczepiać się do tych powtórzeń.

No Derek wygrał, jakby innej opcji nie było - to oczywiste. 10 minut to trochę się pomeczyl, ale Sabre to na pewno nie przebije tego i tak.

Segment w wykonaniu Dolnicka jest niesmaczny i sam to czułem, gdy to wszystko pisałem. Trzeba tu było przegiąć, bo Grubas nie jest zbyt inteligentny, więc próbuje rozwiązywać problemy po swojemu. Maxwell swoją rolę spełnił tu idealnie, po prostu nie dowierzał i nie miał siły. Tutaj było za dużo, o wiele za dużo dla niego i to jest oczywiste. Jak ktoś czyta newsy to wiedzial, że takie gwiazdy się pojawią.

Bardzo smaczna reklama i prawdziwa.

Kolejny zajebisty występ Leone, ale on ma aurę dobrze zbudowaną wokół siebie. Też jak emocje tu są idealnie dobrane i czynności, które on robi w danym momencie, to wszystko robi robotę. Plus wyjaśnił tu Brutala i go podsumował w interesujący sposób. Aldis mu fajnie szpilkę wbija z tym przydzielaniem ochroniarzy, w końcu się odrobinę odgryzł. Następny mocny punkt gali. Good job.


Rob stawiał dosyć twarde warunki i nie wypadł wcale jak leszcz, ale no nie mogło być innego wyniku, jeśli chcemy zrobić monster heela.

Seba lepiej wygląda niż ostatnio, gdy słynne zabawy z kanapką były grane. Tutaj już jest więcej tej wyższości i pokazywania, że Rob nie ma wyboru. No i że przylazl po walce dodaje mu jako heelowi, także teraz idzie to w lepszą stronę. W porządku segment.

Dajcie temu Aldisowi odpocząć, bo zmarznie niebawem z przemęczenia.

Dobrych opisów od Watersa zawsze można  się spodziewać i je mamy. Ciekawe, czy ten stół byłby w stanie ugościć wszystkie postacie, jakimi nas Gejm raczył w WCW. Surykatek i hien nie będę liczył. W ogóle to Waters tutaj z klasą się zachowuje niczym Tony Leone. Teraz mi daje do myślenia, czy te 20 miejsc to liczba ofiar Watersa w WCW, bo z kimś mógł walczyć kilka razy i może by to pasowało. Nie sprawdzę, bo nie mam internetu. Rzeka bardzo z sensem tutaj gada, podobają mi się szpile w WCW, które są bardzo prawdziwe niestety. Też ten segment daje mu bardzo dużo pod wzgledem Star Poweru. Zna swoją wartość jak malo kto. Widać, że jest pożądany, on to wie, GM to wie, fani to wiedzą. Ładnie to jest poprowadzone. Siada mi James tutaj jak najbardziej, płynie ten segment idealnie. Końcówka to wisienka na Dolnicku. Bardzo fajny segment. Tutaj Aldis był potrzebny.

Zaskoczenie? Niezbyt. Slayer zapierdziela na to, żeby wygrywać i fajnie, że Zack przegrał swój czelendż. Dosłownie.


Teraz mamy foliarskie tematy w wersji włoskiej. Fakt, że posiadamy tyle postaci z różnych krajów ułatwia sprawę Derekowi zdecydowanie i może czerpać sobie. Włochy to jest wręcz idealny klimat i się w tym odnalazł mistrz. Przyjemne speeche w jego wykonaniu i nie ma się co dziwić mu, że już sam chciałby tego Zacka uwalić, skoro tamten nawet z Mantelem dostaje i nie potrafi walczyć w czelendzu. Da się tutaj kupić foliarskiego zapaśnika i jego teksty. Trochę sensownego gadania przeplatane z foliarstwem, to jest chyba taki złoty środek u niego. Aldis jak to Aldis, wie, co jest 5 i wie, żeby nie dawać walki za darmo komuś. To trzeba cenić w tym GMie.

5G akurat po Hallowayu? Przeginka.

Nie wiem, co ja sobie ubzdurałem z tym “wolałoby”, ale no zjebalem i można to biczować. Coś sobie myślałem, że to archaiczna, ale prawidłowa forma, a nie jest. xd Takze no. Reszta jednak mam nadzieję, że wam odpowiada.

Zgadza się. Nikt nie jest tak męski jak honorowy Japoniec.

No konkretna walka. Obaj się pokazali. Wiadomo, że końcówka najlepsza. Edgar mega zaplusował tym wejściem, no bardzo to do niego pasuje. Wiadomo, że trochę w ten sposób jednak rozproszył Brutala, ale chciał dla niego dobrze. Mike przegrywa, ale był rozproszony mimo wszystko, bo najwidoczniej jest w nim to dobro i chciał pomóc Poecie. Fajny koniec gali.

Powoli dolatuję do Warszawy. Udało mi się skończyć komentarz. XD Gala udana, poziomowi nawet bardzo, bo dużo bangerow, a też nic słabego nie pojawiło się. Jedyny minus i to niestety spory.. to jest Aldis i to, że było go o wiele, wiele za dużo. Bierzemy to na klatę i na pewno nie powtórzy się takie coś, bo jego obecność co chwilę była bardzo męcząca mimo poziomu, który on prezentuje, bo o to nie można mieć do niego żadnych problemów. Ciężko pisać te komentarze na telefonie.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
Carnival
World Champion
21.08.2026, 22:47 #8
Pobrałem sobie stronę w PDF i zacznę właśnie skubać komentarz do gali lecąc w samolocie, bo i tak nie ma internetu. Za kwiatki, jakie będa tu miały miejsce nie biorę odpowiedzialności.

Bardzo dobrze jest to rozpisane, ja już jak pierwszy raz to zobaczyłem, to byłem zachwycony, jak idealnie Remik to napisał. Cieszy mnie, że akurat jemu przypadła ta część story do wyskrobania, bo detale i wszystko zostały nam mega podane. Ja pewnie miałbym z tym trochę problem, Remik swoim Blazem tutaj ładnie to wszystko prowadził i widać, że on jest po prostu w środku dobrym gościem… chyba Smile Także ten jego entuzjazm tutaj zagrał nam jak należy. Motyw jabłka akurat ja bardzo chciałem i dziwię się, że większość ludzi niezbyt jakkolwiek zwróciło uwagę, dlaczego to było jabłko i jaka banalna symbolika za tym idzie. Wracając do segmentu, to mamy bardzo solidne otwarcie.



Już sam wstęp buduje konkretną grozę i mocna otoczkę wokół całej grupy, przy czym zachowujemy konsekwencję, co jest na plus. Mądrze to wejście napisane, trzeba docenić. To są podstawy, ale tego brak niektórym niestety, a tutaj to jest podane bardzo smacznie. Klasa, cała kwestia Tony’ego klasa jak i klasa bijąca od niego. Z jaką kultura, ale jednocześnie jak bezwzględnie to wszystko jest przedstawione. Siedzi mi to, jeszcze ma wygląd psychola Ciampy xD. To też dodaje uroku tutaj. Wejście Brutala w jego stylu. Jego speech też w jego stylu, ale tym dobrym. No Mike dobrze tutaj wypada, krejzol straszny, ale to wszystko tutaj dobrze pasuje. A to, że chce nawet 1v3, żeby im tylko wpierdzielić, też go w dobrym świetle stawia jako fejsa. Kupuję jego narrację jak najbardziej, fajna robota. Odżyła ta postać naprawdę. Nadal jest głupkowaty, ale nie jest bezmózgi i mówi że sensem, ta charyzma też lepiej u niego wygląda. Nasz GM  z sensem gada i to jest porządna kwestia. Podoba mi się to jego właśnie przejście do tego punktu drugiego i złapanie go za słówko z tą współpracą i doprowadzenie do takiego czegoś. Leone pięknie to obraca. Totalna olewka, gadanie o czym innym i jeszcze prezent w postaci samego siebie. To jest mega fajne i nieoczywiste rozwiązanie. Klasycznym schematem, to by wleciało jakieś cipo heelowe gadanie, a on takie coś zapisane. No Tony bardzo błyszczy w tym segmencie, ale innym nie można odebrać też bardzo solidnej pracy włożonej w to i utrzymywanie wysokiego poziomu. Nie widziałem chyba nigdy dłuższego użycia czegoś między * * niż to, co Aldis zapodał tutaj, można już było na luzie kursywy użyć i rozdzielić te kwestię. Fun fact, tego dnia ja też miałem urodziny… także nie przypominam, bym wtedy prosił o jakąś walkę. O, nawet rękę Maksiowi podano, podoba mi się ta ich kultura. A, no i zapomniałbym.. w końcu mamy całowanie sygnetu, ale niestety nie ten sygnet, którego byśmy chcieli.. może kiedyś.



Kolejny typ, co nabija wygrane na własnej postaci. Max tanio skóry nie sprzedał, ale no nie potrzebował tutaj wygranej i w gównianym świetle by stawiało to The Outfit, jakby Enzo sobie wdupił debiut.

Bawi mnie w sumie ten Sabre w wersji groteskowego frustrata. Jakoś trzeba było się nim zająć i to prowadzić, a pasuje idealnie do jego męczenia buły z poprzednich tygodni. Derek tu trudnego zadania nie ma, żeby go orać, bo Zack mu w tym pomaga i też Halloway ma wszystkie karty po swojej stronie. Mistrz spełnia rolę i bardzo z rigczem wypada, aż szkoda, że mu się ten program tak wykrzaczył, bo on tym, co prezentuje, to nie zasługuje na takie coś. Pięknie to wygląda, jak Zack sam bardziej gada w foliarski sposób niż Derek, a to trzeba było się postarać. Także dobra robota w wykonaniu Brytola. Taka jego wersja dobrym cipoheelem by była. Aldis na koniec powiedział, co powinien powiedzieć i to tyle. Segment jak najbardziej spoko, nie jest to coś, co by mnie w zachwyt wprawiło, ale solidny poziom utrzymany.

Mocno filmowy segment, co jest na pewno komplementem dla niego. Jest klimat, jest jakieś przesłanie i wszystko opisane ładnymi słowami, także można to pochwalić. Chris bardzo przyjemną zajawkę strzelił, nawet nie mam się do czego przyczepić, szkoda, bo nie umiem komentować. Umiem szukać tylko punktów zaczepienia, peszek. Albo… rekiny wcale nawet nie są jakieś groźne, są bardzo demonizowane przez pop kulturę. Macie ciekawostkę godną Las Palmas i bycia Iberyjczykiem.

Mam nadzieję, że duża dawka honoru umiliła wam dzień. Sorry za typera, ale no żeście się dali… Panter Paddym ułatwiał mi zadanie, walka też bardzo fajna, Elias was może zawsze zaskoczyć, uważajcie. Smile)


Jest i dywanik. Zgadza się panie Aldis, pan czasu nie ma, bo co chwilę coś robi na tej gali. XD  Na pewno na plus to, jak Mantel uparcie wpiera to wszystko im i się cieszy, a Kociarz tam mało nie wybucha przez to i już sił nie ma, nie dziwię się. Derrick to ktoś, komu nie przemówisz do rozsądku, wracając.. no właśnie ta dynamika jest fajna. Same kwestie nie robią jakiegoś szału i dłużył mi się ten segment, ale też nie mogę powiedzieć, że to było kijowe. Dłużył mi się pewnie bardziej przez to, że w obesranym samolocie to piszę. Emocje na pewno tutaj fajnie grały. Argumenty ma lepsze Kociarz, bo Mantel przez swój gimmick pieprzy rzeczy z czapy, ale nie można go winić za to. Taki musi być, nie będzie miał racji w większości sytuacji i będzie wpierał swoje i tyle. Także ciężko mi tutaj szukać jakiegoś wygranego tego segmentu. Koniec końców na pewno poziom jakiś utrzymał i jest dla mnie na plus. Tylko przepaść w aktywności obu panów zabija tutaj bardzo wiele. Aldis to wiadomo, że daje radę. Tylko już tutaj widzimy go za często, a wiem, że dalej będzie również.



Wygląda jakby spał. XD Zawsze bawi. Oj, coś się tutaj wkradło powtórzeń, na pewno dzięki nim, możemy wiedzieć, że wszystko robił gwałtownie, ale no bez przesady. XD Się Emiel zakręcił trochę. Wyczuwał ciszę przed burzą, a teraz zaskoczony? Gryzie mi się to. Najwidoczniej czego innego szukał. No spoko ten segment, przede wszystkim łączy kilka wątków, także robotę spełnia. Opisy też dobre, jeśli nie będziemy aż tak doczepiać się do tych powtórzeń.

No Derek wygrał, jakby innej opcji nie było - to oczywiste. 10 minut to trochę się pomeczyl, ale Sabre to na pewno nie przebije tego i tak.

Segment w wykonaniu Dolnicka jest niesmaczny i sam to czułem, gdy to wszystko pisałem. Trzeba tu było przegiąć, bo Grubas nie jest zbyt inteligentny, więc próbuje rozwiązywać problemy po swojemu. Maxwell swoją rolę spełnił tu idealnie, po prostu nie dowierzał i nie miał siły. Tutaj było za dużo, o wiele za dużo dla niego i to jest oczywiste. Jak ktoś czyta newsy to wiedzial, że takie gwiazdy się pojawią.

Bardzo smaczna reklama i prawdziwa.

Kolejny zajebisty występ Leone, ale on ma aurę dobrze zbudowaną wokół siebie. Też jak emocje tu są idealnie dobrane i czynności, które on robi w danym momencie, to wszystko robi robotę. Plus wyjaśnił tu Brutala i go podsumował w interesujący sposób. Aldis mu fajnie szpilkę wbija z tym przydzielaniem ochroniarzy, w końcu się odrobinę odgryzł. Następny mocny punkt gali. Good job.


Rob stawiał dosyć twarde warunki i nie wypadł wcale jak leszcz, ale no nie mogło być innego wyniku, jeśli chcemy zrobić monster heela.

Seba lepiej wygląda niż ostatnio, gdy słynne zabawy z kanapką były grane. Tutaj już jest więcej tej wyższości i pokazywania, że Rob nie ma wyboru. No i że przylazl po walce dodaje mu jako heelowi, także teraz idzie to w lepszą stronę. W porządku segment.

Dajcie temu Aldisowi odpocząć, bo zmarznie niebawem z przemęczenia.

Dobrych opisów od Watersa zawsze można  się spodziewać i je mamy. Ciekawe, czy ten stół byłby w stanie ugościć wszystkie postacie, jakimi nas Gejm raczył w WCW. Surykatek i hien nie będę liczył. W ogóle to Waters tutaj z klasą się zachowuje niczym Tony Leone. Teraz mi daje do myślenia, czy te 20 miejsc to liczba ofiar Watersa w WCW, bo z kimś mógł walczyć kilka razy i może by to pasowało. Nie sprawdzę, bo nie mam internetu. Rzeka bardzo z sensem tutaj gada, podobają mi się szpile w WCW, które są bardzo prawdziwe niestety. Też ten segment daje mu bardzo dużo pod wzgledem Star Poweru. Zna swoją wartość jak malo kto. Widać, że jest pożądany, on to wie, GM to wie, fani to wiedzą. Ładnie to jest poprowadzone. Siada mi James tutaj jak najbardziej, płynie ten segment idealnie. Końcówka to wisienka na Dolnicku. Bardzo fajny segment. Tutaj Aldis był potrzebny.

Zaskoczenie? Niezbyt. Slayer zapierdziela na to, żeby wygrywać i fajnie, że Zack przegrał swój czelendż. Dosłownie.


Teraz mamy foliarskie tematy w wersji włoskiej. Fakt, że posiadamy tyle postaci z różnych krajów ułatwia sprawę Derekowi zdecydowanie i może czerpać sobie. Włochy to jest wręcz idealny klimat i się w tym odnalazł mistrz. Przyjemne speeche w jego wykonaniu i nie ma się co dziwić mu, że już sam chciałby tego Zacka uwalić, skoro tamten nawet z Mantelem dostaje i nie potrafi walczyć w czelendzu. Da się tutaj kupić foliarskiego zapaśnika i jego teksty. Trochę sensownego gadania przeplatane z foliarstwem, to jest chyba taki złoty środek u niego. Aldis jak to Aldis, wie, co jest 5 i wie, żeby nie dawać walki za darmo komuś. To trzeba cenić w tym GMie.

5G akurat po Hallowayu? Przeginka.

Nie wiem, co ja sobie ubzdurałem z tym “wolałoby”, ale no zjebalem i można to biczować. Coś sobie myślałem, że to archaiczna, ale prawidłowa forma, a nie jest. xd Takze no. Reszta jednak mam nadzieję, że wam odpowiada.

Zgadza się. Nikt nie jest tak męski jak honorowy Japoniec.

No konkretna walka. Obaj się pokazali. Wiadomo, że końcówka najlepsza. Edgar mega zaplusował tym wejściem, no bardzo to do niego pasuje. Wiadomo, że trochę w ten sposób jednak rozproszył Brutala, ale chciał dla niego dobrze. Mike przegrywa, ale był rozproszony mimo wszystko, bo najwidoczniej jest w nim to dobro i chciał pomóc Poecie. Fajny koniec gali.

Powoli dolatuję do Warszawy. Udało mi się skończyć komentarz. XD Gala udana, poziomowi nawet bardzo, bo dużo bangerow, a też nic słabego nie pojawiło się. Jedyny minus i to niestety spory.. to jest Aldis i to, że było go o wiele, wiele za dużo. Bierzemy to na klatę i na pewno nie powtórzy się takie coś, bo jego obecność co chwilę była bardzo męcząca mimo poziomu, który on prezentuje, bo o to nie można mieć do niego żadnych problemów. Ciężko pisać te komentarze na telefonie.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
22.08.2026, 14:07
#9
ET - podoba mi się, jak jeden drugiego próbuje podejść z każdej możliwej strony. Dobrze pokazany jest Blaze, ta jego niepewność co do Lopeza, który w każdym momencie może coś odjebać. Skoro dostali tak dużo segmentów między sobą przed pierwszą walką, to coś muszą robić, a takie spokojne budowanie tej wojny psychologicznej to zawsze jest jakieś wyjście. Jabłko się pojawiło. Ciekawe czy to będzie punkt zwrotny w fabule, czy raczej zasłona dymna przed prawdziwym pierdolnięciem. To jest wrestling, także na pewno któreś z tych dwóch.

Ale nastrojowy jest ten theme song. Dziękuję za link, odpalam sobie zawsze przy czytaniu segmentów tej postaci. Ale on dostanie dospermione wejście na PPV, ja już to widzę. Jestem fanem tego gościa. Zaśmiałem się, jak nazwał Enzo Sacrale "gościem od HR" XD muszę powiedzieć, że robi to ogromne wrażenie. Cała ta otoczka, nastawienie Leone, chłop czuje że ma absolutną kontrolę nad wszystkim, a Aldis zdaje się tylko to potwierdzać, skoro na trzech typów wychodzi z 20-osobową obstawą. Jaka tu jest zmiana klimatu, jak wszedł Brutal. Nie wiem, czy nie za duża. Od gości, przed którymi nawet GM trzęsie portkami, do "co jest kurwa" i "najważniejsza rzecz w życiu to spuścić komuś wpierdol". Dość groteskowo to wygląda XD chociaż z perspektywy samego Brutala to musi mieć sens. No dostał po mordzie, ale nie pierwszy raz, także teraz dla niego to po prostu kolejni goście, którzy chcą się napierdalać. I tak będzie myślał dopóki ktoś mu ryja nie urwie. Czy to gimmickowo jest na miejscu? No jasne, że tak. Teraz to nawet bardziej jestem ciekaw, co mafiozi wymyślą, żeby do Brutala cokolwiek dotarło. No i mamy bardzo ciekawą walkę wieczoru. Ty już tam Aldis nie bądź taki chojrak, że nagle nie wiesz jak nazywa się twój wrestler. Dopiero trząsłeś gaciami i chowałeś się za dwudziestką ochroniarzy. Podobało mi się to rozpoczęcie gali, myślę że wszystko było na swoim miejscu. Czekam jeszcze na odpowiedź w tym temacie ze strony Hallowaya, ciekawe czy on zejdzie na ziemię w przeciwieństwie do Brutala.

Wiadomo, że Sacrale nie mógł przegrać debiutanckiej walki. Przy okazji tutaj taka mała uwaga ode mnie. Zauważyłem, że często pojawia się ta tendencja przy walkach i matchcardach, żeby faworyta zapisywać jako pierwszego. Ja proponuję to usystematyzować i fejsów dawać z lewej strony, a heelów z prawej (tak jak zawsze jest w WWE), bo po co spoilerować rezultat na samym początku. W walkach mistrzowskich wiadomo, mistrz z lewej.

Grubo tam poleciał kolega Derek z tym nawiązaniem do brytyjskiej korony XD w sumie tej teorii spiskowej dawno nie słyszałem. Sabre to chyba się zaciął, znowu to samo mówi co ostatnio. No i nawet foliarz go punktuje. Czy jest w ogóle sens dalej ciągnąć wątek Sabre'a, skoro gracz położył lachę na fedkę? Tak na dobrą sprawę to on nie ma argumentów, by walczyć z Hallowayem o pas. Na PPV przejebał, potem znowu cos tam przejebał i jeszcze ucieka, kiedy coś się dzieje. No z czym ten koleś startuje XD no ale poniekąd rozumiem, że chcecie doprowadzić ten program do końca, żeby było zgodnie ze sztuką.

Chris - znowu nie ma pełnego ringname'u. A powinno być, tym bardziej że to pierwszy segment z jego udziałem. Nie widzę tu żadnego powodu do ukrywania swojej tożsamości, zresztą ten gość wcale tego nie robi. Raczej sympatyczne promo. Bardzo fejsowe, w sumie może się ktoś taki przydać na Elysium, jak patrzę na tych dotychczasowych fejsów. No bo jest Blaze, ale poza nim to mamy foliarza pokrzywionego poetę i typa, dla którego wpierdol to styl życia XD no i jest jeszcze Kociarz, ale jego prawie nie widać ostatnimi czasy i w sumie to nawet nie wiem, czy będzie kontynuował grę po PPV. Zobaczymy, jak ten surfer się rozwinie, jakiś potencjał z pewnością jest.

Paddula, no witam. Kurwa, te wstawki z japońskiego XD ja wiem, że to satyra na tych wszystkich graczy, którzy raz za razem muszą wpleść obcojęzyczne słówka, ale do chuja, mnie się tego nie chce googlować xd *uśmiecha się honorowo* no kurwa XDDDDDD dobra, cały ten segment to jedna wielka parodia, ale dobrze się bawiłem. Niech on sobie egzystuje w tym rosterze. Fun fact - Yoshi Tatsu kiedyś faktycznie wygrał 26-osobowy Battle Royal i to w dodatku na WrestleManii! Pewnie stąd to zamiłowanie do takich walk. Walkę sobie przeczytam, bo może też będzie ciekawie. O, Jack Anderson, jak ja dawno o nim nie słyszałem. Swoją drogą zajebiste są te pseudonimy Tatsu - "World Famous". Tak żeby w ogóle nie było wiadomo, o kogo chodzi. No i jeszcze przegrał XD fantastyczny debiut, nie zapomnę go nigdy. W sumie mógł się podłożyć Eliasowi, jak taki honorowy.

Aldis już trzeci raz? A podobno to RVD ma parcie na szkło XD (no bo ma, ale jak widać nie tylko on) Rozmowa dwóch wrestlerów w biurze? W sumie dawno czegoś takiego nie widziałem na żadnej gali. Widzę, że da się zrobić rozmowę, a nie tylko strzelanie długimi speechami, szanuję. Okej, rozmowa generalnie ma sens, ale wg mnie mogłaby być krótsza, bo oni de facto niczego konkretnego tutaj nie przekazują, tylko się kłócą. U Mantela ta jego paranoja ma nawet jakiś sens. Mam wrażenie, że to taka postać, która cały czas może się rozwijać. W Kociarzu trochę za mało tego...kota. Całościowo było to poprawne, chociaż można było to skrócić.

Interesująca wstawka z Edgarem. Masz moją atencję.

O, Dolnick i Ransom. Czyli Grubas jednak ma gest. Nie jest to jakaś szczególnie ambitna próba podniesienia kogoś na duchu, no ale zawsze coś. Jak to by durnie wyglądało w rzeczywistości XD no i szybko stracił cierpliwość, typowy Dolnick. No nie, jeszcze karłów tu brakło. Kurwa, jakby to było WWE, to po zobaczeniu czegoś takiego już bym wyłączył, ale Dolnick i Ransom to co innego. Oni mają specjalne miejsce w moim sercu. Nie dziwię się, że Ransom miał dość.

Aldisium #3. Tak powinna się nazywać ta gala. Już myślałem, że nawet segment z Paddym się tu znajdzie, ale na szczęście jest tu coś jeszcze. Pamiętajmy, że Paddy nie jest tylko szybki jak puma. On jest jak bulterier, jak wściekły byk, jak Tommy Lee Jones w Ściganym. Sam go tego nauczyłem. No, to jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, kto tu sprawuje władzę XD no nie dziwię się, że Brutala by wywąchał z łatwością i coś mi się wydaje, że nie chodzi tu o jego frustrację. Widzę, że motyw Brutala-psa nie został jeszcze porzucony. Ten Leone to naprawdę nie ma żadnych zahamowań, dosłownie zaprezentował tu inną scenkę z Kilera - "ty myślisz, że oni bronią mnie przed tobą? nie, oni bronią ciebie przede mną!", no jak pewnym siebie trzeba być, żeby poprosić o ochronę dla swojego przeciwnika XD kozacko jest napisana ta postać. Ja tylko jestem ciekaw jednego - jak on zareaguje, kiedy przyjdzie mu zmierzyć się z porażką. W sensie, czy ta cała magia nie wyparuje, no bo nie da się pozostać niepokonanym do końca świata, a jednak w razie porażki będzie musiał przyjąć do wiadomości, że wcale nie jest taki nietykalny, jak się mu wydaje.

Rob znowu wyłapał na pizdę. Coś mu słabo idzie na tym Elysium, a mógł nie odchodzić. Myślałem, że może Lord się wmiesza, ale widzę, że to jest padliniarz, dopiero po walce przylazł. No ja na jego miejscu bym nie był taki zadowolony z siebie, przechodząc tuż obok gigantycznej kupy mięsa z kawałkiem węgla zamiast mózgu i jego nieobliczalnym doktorkiem. No ale Lord się niczego nie boi, widać że całe życie spędził w luksusie. Ok, ta wypowiedź z jego strony mimo że krótka, to chyba lepsza od tego, co zaprezentował w Pobitych garach.

Witam pana, panie Aldis, już po raz piąty. Przy okazji przydałoby się poinformować, że to było nagrane wcześniej, a nie że Aldis sobie uciekł z Oklahomy do Los Angeles w trakcie gali. Rivers robi to, co powinien robić Lord w swoich segmentach. Pokazuje na każdym kroku swoją przynależność do "wyższych sfer". "Zdobyłem pas WHC" - czy tylko mi to przeszkadza, kiedy wrestler mówi w ten sposób? To jest mistrzostwo świata wagi ciężkiej, a nie jakiś "pas WHC". Brakuje tylko, żeby powiedział "dali mi jakiś tam pasek od spodni", brzmi niewiele gorzej. Dalej bije od niego ogromne poczucie wyższości nad wszystkim i wszystkimi wokół. Swoją drogą to kolejna postać, która owija sobie Aldisa wokół palca. 20 minut dostał. To raczej walczył nie będzie, bo jemu tyle czasu zajmuje powiedzenie wszystkim, jaki jest zajebisty. No generalnie jestem ciekaw, co zostanie przyszykowane dla niego, bo można zrobić duże rzeczy. Na razie ten Rivers jest budowany całkiem sensownie.

No i Sabre ujebał challenge, co za zaskoczenie. Serio, doprowadźcie już ten temat do końca. Na szczęście ma być bezpośrednia walka na kolejnej gali, to może wreszcie uda się to zamknąć. RVDouche xd  ja myślę Derek, że ta ekipa łysego to są ci Iluminaci, ty lepiej uważaj na nich. Halloway też się nie boi, drugi Brutal normalnie. Mussoliniego się nie boi, ciekawe czy Goebbelsa też (jest jakaś teoria spiskowa o Goebbelsie i częstotliwości, chyba nawet któryś z tych czubków z naszej polityki w nią wierzy). To nawiązanie do calciopoli XD głupawy jest ten gościu, niestety trochę mało poważnie wygląda w porównaniu do Leone. Ciekawe, co Tony zrobi, jeśli z nim przegra.

Lopez nawet nie gadał za dużo, dziękuję. Dobra, co tutaj się odwaliło XD czyżby jabłko było "winowajcą"? Nie zdziwiłbym się. Wygląda mi to na intrygę ze strony Lopeza. No chyba że tu jest jeszcze jakiś inny twist, o którym dopiero się przekonamy. Na razie wygląda to na kolejną gierkę Lopeza. Ogólnie bardzo ciekawy pomysł. Panowie nie dają chwili wytchnienia widzowi, aż chce się czekać na kolejny segment.

Leone musiał wygrać.

Mimo, że trochę mnie wymęczyła ta gala, głównie przez długość niektórych segmentów, to do poziomu nie mam dużych zastrzeżeń. Ten Aldis to z siedem tysięcy razy tu wystąpił, to chyba największy problem, jaki tutaj miałem. Co do segmentów, może niektóre wyszły średnio, ale chyba ani jednego słabego nie było. Większość na wysokim poziomie. Tak trzymać.
Odpowiedz
Cytuj
Raptor
Moderatorzy
22.08.2026, 14:07 #9
ET - podoba mi się, jak jeden drugiego próbuje podejść z każdej możliwej strony. Dobrze pokazany jest Blaze, ta jego niepewność co do Lopeza, który w każdym momencie może coś odjebać. Skoro dostali tak dużo segmentów między sobą przed pierwszą walką, to coś muszą robić, a takie spokojne budowanie tej wojny psychologicznej to zawsze jest jakieś wyjście. Jabłko się pojawiło. Ciekawe czy to będzie punkt zwrotny w fabule, czy raczej zasłona dymna przed prawdziwym pierdolnięciem. To jest wrestling, także na pewno któreś z tych dwóch.

Ale nastrojowy jest ten theme song. Dziękuję za link, odpalam sobie zawsze przy czytaniu segmentów tej postaci. Ale on dostanie dospermione wejście na PPV, ja już to widzę. Jestem fanem tego gościa. Zaśmiałem się, jak nazwał Enzo Sacrale "gościem od HR" XD muszę powiedzieć, że robi to ogromne wrażenie. Cała ta otoczka, nastawienie Leone, chłop czuje że ma absolutną kontrolę nad wszystkim, a Aldis zdaje się tylko to potwierdzać, skoro na trzech typów wychodzi z 20-osobową obstawą. Jaka tu jest zmiana klimatu, jak wszedł Brutal. Nie wiem, czy nie za duża. Od gości, przed którymi nawet GM trzęsie portkami, do "co jest kurwa" i "najważniejsza rzecz w życiu to spuścić komuś wpierdol". Dość groteskowo to wygląda XD chociaż z perspektywy samego Brutala to musi mieć sens. No dostał po mordzie, ale nie pierwszy raz, także teraz dla niego to po prostu kolejni goście, którzy chcą się napierdalać. I tak będzie myślał dopóki ktoś mu ryja nie urwie. Czy to gimmickowo jest na miejscu? No jasne, że tak. Teraz to nawet bardziej jestem ciekaw, co mafiozi wymyślą, żeby do Brutala cokolwiek dotarło. No i mamy bardzo ciekawą walkę wieczoru. Ty już tam Aldis nie bądź taki chojrak, że nagle nie wiesz jak nazywa się twój wrestler. Dopiero trząsłeś gaciami i chowałeś się za dwudziestką ochroniarzy. Podobało mi się to rozpoczęcie gali, myślę że wszystko było na swoim miejscu. Czekam jeszcze na odpowiedź w tym temacie ze strony Hallowaya, ciekawe czy on zejdzie na ziemię w przeciwieństwie do Brutala.

Wiadomo, że Sacrale nie mógł przegrać debiutanckiej walki. Przy okazji tutaj taka mała uwaga ode mnie. Zauważyłem, że często pojawia się ta tendencja przy walkach i matchcardach, żeby faworyta zapisywać jako pierwszego. Ja proponuję to usystematyzować i fejsów dawać z lewej strony, a heelów z prawej (tak jak zawsze jest w WWE), bo po co spoilerować rezultat na samym początku. W walkach mistrzowskich wiadomo, mistrz z lewej.

Grubo tam poleciał kolega Derek z tym nawiązaniem do brytyjskiej korony XD w sumie tej teorii spiskowej dawno nie słyszałem. Sabre to chyba się zaciął, znowu to samo mówi co ostatnio. No i nawet foliarz go punktuje. Czy jest w ogóle sens dalej ciągnąć wątek Sabre'a, skoro gracz położył lachę na fedkę? Tak na dobrą sprawę to on nie ma argumentów, by walczyć z Hallowayem o pas. Na PPV przejebał, potem znowu cos tam przejebał i jeszcze ucieka, kiedy coś się dzieje. No z czym ten koleś startuje XD no ale poniekąd rozumiem, że chcecie doprowadzić ten program do końca, żeby było zgodnie ze sztuką.

Chris - znowu nie ma pełnego ringname'u. A powinno być, tym bardziej że to pierwszy segment z jego udziałem. Nie widzę tu żadnego powodu do ukrywania swojej tożsamości, zresztą ten gość wcale tego nie robi. Raczej sympatyczne promo. Bardzo fejsowe, w sumie może się ktoś taki przydać na Elysium, jak patrzę na tych dotychczasowych fejsów. No bo jest Blaze, ale poza nim to mamy foliarza pokrzywionego poetę i typa, dla którego wpierdol to styl życia XD no i jest jeszcze Kociarz, ale jego prawie nie widać ostatnimi czasy i w sumie to nawet nie wiem, czy będzie kontynuował grę po PPV. Zobaczymy, jak ten surfer się rozwinie, jakiś potencjał z pewnością jest.

Paddula, no witam. Kurwa, te wstawki z japońskiego XD ja wiem, że to satyra na tych wszystkich graczy, którzy raz za razem muszą wpleść obcojęzyczne słówka, ale do chuja, mnie się tego nie chce googlować xd *uśmiecha się honorowo* no kurwa XDDDDDD dobra, cały ten segment to jedna wielka parodia, ale dobrze się bawiłem. Niech on sobie egzystuje w tym rosterze. Fun fact - Yoshi Tatsu kiedyś faktycznie wygrał 26-osobowy Battle Royal i to w dodatku na WrestleManii! Pewnie stąd to zamiłowanie do takich walk. Walkę sobie przeczytam, bo może też będzie ciekawie. O, Jack Anderson, jak ja dawno o nim nie słyszałem. Swoją drogą zajebiste są te pseudonimy Tatsu - "World Famous". Tak żeby w ogóle nie było wiadomo, o kogo chodzi. No i jeszcze przegrał XD fantastyczny debiut, nie zapomnę go nigdy. W sumie mógł się podłożyć Eliasowi, jak taki honorowy.

Aldis już trzeci raz? A podobno to RVD ma parcie na szkło XD (no bo ma, ale jak widać nie tylko on) Rozmowa dwóch wrestlerów w biurze? W sumie dawno czegoś takiego nie widziałem na żadnej gali. Widzę, że da się zrobić rozmowę, a nie tylko strzelanie długimi speechami, szanuję. Okej, rozmowa generalnie ma sens, ale wg mnie mogłaby być krótsza, bo oni de facto niczego konkretnego tutaj nie przekazują, tylko się kłócą. U Mantela ta jego paranoja ma nawet jakiś sens. Mam wrażenie, że to taka postać, która cały czas może się rozwijać. W Kociarzu trochę za mało tego...kota. Całościowo było to poprawne, chociaż można było to skrócić.

Interesująca wstawka z Edgarem. Masz moją atencję.

O, Dolnick i Ransom. Czyli Grubas jednak ma gest. Nie jest to jakaś szczególnie ambitna próba podniesienia kogoś na duchu, no ale zawsze coś. Jak to by durnie wyglądało w rzeczywistości XD no i szybko stracił cierpliwość, typowy Dolnick. No nie, jeszcze karłów tu brakło. Kurwa, jakby to było WWE, to po zobaczeniu czegoś takiego już bym wyłączył, ale Dolnick i Ransom to co innego. Oni mają specjalne miejsce w moim sercu. Nie dziwię się, że Ransom miał dość.

Aldisium #3. Tak powinna się nazywać ta gala. Już myślałem, że nawet segment z Paddym się tu znajdzie, ale na szczęście jest tu coś jeszcze. Pamiętajmy, że Paddy nie jest tylko szybki jak puma. On jest jak bulterier, jak wściekły byk, jak Tommy Lee Jones w Ściganym. Sam go tego nauczyłem. No, to jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, kto tu sprawuje władzę XD no nie dziwię się, że Brutala by wywąchał z łatwością i coś mi się wydaje, że nie chodzi tu o jego frustrację. Widzę, że motyw Brutala-psa nie został jeszcze porzucony. Ten Leone to naprawdę nie ma żadnych zahamowań, dosłownie zaprezentował tu inną scenkę z Kilera - "ty myślisz, że oni bronią mnie przed tobą? nie, oni bronią ciebie przede mną!", no jak pewnym siebie trzeba być, żeby poprosić o ochronę dla swojego przeciwnika XD kozacko jest napisana ta postać. Ja tylko jestem ciekaw jednego - jak on zareaguje, kiedy przyjdzie mu zmierzyć się z porażką. W sensie, czy ta cała magia nie wyparuje, no bo nie da się pozostać niepokonanym do końca świata, a jednak w razie porażki będzie musiał przyjąć do wiadomości, że wcale nie jest taki nietykalny, jak się mu wydaje.

Rob znowu wyłapał na pizdę. Coś mu słabo idzie na tym Elysium, a mógł nie odchodzić. Myślałem, że może Lord się wmiesza, ale widzę, że to jest padliniarz, dopiero po walce przylazł. No ja na jego miejscu bym nie był taki zadowolony z siebie, przechodząc tuż obok gigantycznej kupy mięsa z kawałkiem węgla zamiast mózgu i jego nieobliczalnym doktorkiem. No ale Lord się niczego nie boi, widać że całe życie spędził w luksusie. Ok, ta wypowiedź z jego strony mimo że krótka, to chyba lepsza od tego, co zaprezentował w Pobitych garach.

Witam pana, panie Aldis, już po raz piąty. Przy okazji przydałoby się poinformować, że to było nagrane wcześniej, a nie że Aldis sobie uciekł z Oklahomy do Los Angeles w trakcie gali. Rivers robi to, co powinien robić Lord w swoich segmentach. Pokazuje na każdym kroku swoją przynależność do "wyższych sfer". "Zdobyłem pas WHC" - czy tylko mi to przeszkadza, kiedy wrestler mówi w ten sposób? To jest mistrzostwo świata wagi ciężkiej, a nie jakiś "pas WHC". Brakuje tylko, żeby powiedział "dali mi jakiś tam pasek od spodni", brzmi niewiele gorzej. Dalej bije od niego ogromne poczucie wyższości nad wszystkim i wszystkimi wokół. Swoją drogą to kolejna postać, która owija sobie Aldisa wokół palca. 20 minut dostał. To raczej walczył nie będzie, bo jemu tyle czasu zajmuje powiedzenie wszystkim, jaki jest zajebisty. No generalnie jestem ciekaw, co zostanie przyszykowane dla niego, bo można zrobić duże rzeczy. Na razie ten Rivers jest budowany całkiem sensownie.

No i Sabre ujebał challenge, co za zaskoczenie. Serio, doprowadźcie już ten temat do końca. Na szczęście ma być bezpośrednia walka na kolejnej gali, to może wreszcie uda się to zamknąć. RVDouche xd  ja myślę Derek, że ta ekipa łysego to są ci Iluminaci, ty lepiej uważaj na nich. Halloway też się nie boi, drugi Brutal normalnie. Mussoliniego się nie boi, ciekawe czy Goebbelsa też (jest jakaś teoria spiskowa o Goebbelsie i częstotliwości, chyba nawet któryś z tych czubków z naszej polityki w nią wierzy). To nawiązanie do calciopoli XD głupawy jest ten gościu, niestety trochę mało poważnie wygląda w porównaniu do Leone. Ciekawe, co Tony zrobi, jeśli z nim przegra.

Lopez nawet nie gadał za dużo, dziękuję. Dobra, co tutaj się odwaliło XD czyżby jabłko było "winowajcą"? Nie zdziwiłbym się. Wygląda mi to na intrygę ze strony Lopeza. No chyba że tu jest jeszcze jakiś inny twist, o którym dopiero się przekonamy. Na razie wygląda to na kolejną gierkę Lopeza. Ogólnie bardzo ciekawy pomysł. Panowie nie dają chwili wytchnienia widzowi, aż chce się czekać na kolejny segment.

Leone musiał wygrać.

Mimo, że trochę mnie wymęczyła ta gala, głównie przez długość niektórych segmentów, to do poziomu nie mam dużych zastrzeżeń. Ten Aldis to z siedem tysięcy razy tu wystąpił, to chyba największy problem, jaki tutaj miałem. Co do segmentów, może niektóre wyszły średnio, ale chyba ani jednego słabego nie było. Większość na wysokim poziomie. Tak trzymać.
Odpowiedz
Cytuj
22.08.2026, 14:54
#10
opening segment: mafijny vibe, bardzo mi przypomina to co stworzone zostało w NXT dla Tony'ego D'Angelo, nawet imię "lidera" to samo. dość standardowy pomysł na stajnię, zobaczymy jak to się rozwinie, jestem dobrej myśli. debiut stajni (domyślam się, że to nie jest ten debiut, tylko pojawili się oni jako zamaskowani galę temu) na rozpoznawalnej postaci to dobry wybór. świetnie wypadł mike brutal, podobała mi się ta nieprzesadzona agresja w słowach - chęć walki 1v3 to jeden z takich pomysłów, który niby jest dobry, ale może za dużo pogrzebać z jednej strony, a z drugiej - zrobić z walczącego przeciwko trzem terminatora. okej, czyli mamy klaryfikację - jednak 1v1 w no dq, jeżeli mike brutal wygra tutaj bez pomocy kogokolwiek.. to mam złe wieści dla stajni Tony'ego Leone. segment mocno na plus, fajne wprowadzenie i fajne proma.

sacrale vs ransom: walka bardzo fajna i bardzo wyrównana, zwycięzca raczej dobry - da mu to boosta i stajni w której jest też. mały segment po walce.. klimatyczny, pytanie jak duża będzie dominacja stajni Leone na Elysium, oby nie Bloodline style..

segment z zackiem sabre jr i hallowayem: Derek tutaj walił do pustej bramki, Zack Sabre Jr został tu tak *ujowo napisany, że aż się ciężko czytało - i to nie przez to, że jest dobrym heelem, jest po prostu słabą postacią.. w sumie jak dawny Zack Sabre Jr, który walił wszystko w ring skille, a mic skille zupełnie, kurwa, nic. fajnie, że wyszedł z tej "wymiany" Beat the Clock Challenge, bo uwielbiam zestawienia tego typu. Nick Aldis na propsie.

segment chris and chloe: gimmickowo - klasa, fajnie wyszło, nie jestem fanem czegoś tak ckliwego, ale podchodząc obiektywnie jak najbardziej na plus segmencik wprowadzający do postaci.

wywiad yoshi tatsu: ja nie dam rady tego czytać na poważnie, bardzo głupkowato tutaj Yoshi wypadł, żadnej deklaracji nie można brać na poważnie. jak się uśmiecha honorowo? to będzie dla mnie malutka zagwozdka. bardzo cocky jest, oby szybka weryfikacja wjechała.

elias shadow vs yoshi tatsu: i mamy weryfikację, Yoshi z porażką w debiucie, bardzo dobrze tbh. postać Eliasa wydaje mi się po prostu ciekawsza.. może też tu działać niechęć do Japończyka, chuj wie. w każdym razie ciekawe, w którą stronę pójdzie tutaj motyw z Tatsu.

segment z mantelem i de gatto: szczerze? na początku myślałem, że Mantel jest facem, a de Gatto heelem.. ale nagle dynamika się zmieniła w segmencie, chociaż ciężko wychwycić czasami tę różnicę między nimi. ogólnie luchador wypadł dla mnie o wiele lepiej, za dużo lania wody ze strony Mantela tbh. motyw z ogarnięciem im tag team matchu.. okej, ale wiadomo jak to będzie wyglądać, w końcu jeden drugiego opierdoli na winka, predictable mocno, chyba, że się pozytywnie zaskoczę za tydzień.

edgar dickinson w szpitalu: zabawny przerywnik, chociaż pewnie nie dla samego Edgara, który trafił do placówki. ciekawy bardzo segmencik, mocny plusik, fajne oderwanie od wrestlingowego show.

btc challenge #1: wygrana Dereka raczej przewidywalna, prawie 11 minut to dobry czas akurat na tę walkę, nie za krótko żeby przeciwnika nie podkopać, ale też nie za długo żeby Sabre Jr. miał jakieś szanse.

ransom i dolnick segment: zabawny w sumie, niezrozumienie Dolnicka w żadnym aspekcie jest dość ujmujące, Ransom wkurwiony, będzie napierdalanka coś czuję, więc fajnie. nie znam postaci Jean-Pierre'a, ale to przekręcani słów fajne, pytanie czy zamierzone? na plus.

leone z aldisem: dalsze podbudowywanie main eventu, fajnie wypadł Tony w tym segmencie, trochę podlatuje gimmickiem bardziej bogatego snoba niż mafijnego bossa, ale to tylko czasami. poza tymi malutkimi mankamentami bardzo fajnie się czytało.

mcłowicz vs silas crowe: zajebisty motyw z tym Silasem, Matanza Cueto, ale podkręcony, przerobiony w fajniejszy sposób, podoba mi się w chuj. wynik nie mógł być inny, walkę czytało się świetnie.

segment po walce: czytałem wcześniej kartę, więc wiedziałem do czego to doprowadzi - dobry wybór, fajnie podpromowany program, zobaczymy jak się rozwinie za tydzień, bo przegrana McŁowicza daje więcej możliwości, więc liczę na takie rozwiązanie. segment fajny, od Lorda czuć ten vibe, dobry gimmick.

river waters segment z aldisem: czemu mam dziwne wrażenie, że ten Waters dostanie wpierdol przy pierwszej lepszej okazji? najpierw przeciąganie debiutu, a potem szybciutki wpierdol i do bazy. liczę na to. końcówka mi się podobała, wyobraziłem to sobie i poczułem ciarki.. więc może zmienię zdanie? chociaż nie, dobre by to było, że w końcu znalazł się ktoś kto dużo pierdoli, ale pokazuje mało.

sabre jr vs mantel: liczyłem na taki outcome, walka do samego końca, ale jednak się nie udaje. Zack dał się poznać jako miałki na mikrofonie klaun, w ringu myślałem, że da radę się odkuć, ale w tych realiach.. nie miało to racji bytu. dobry wybór, Halloway zasługuje na więcej.

segment po walce: już się bałem, że Sabre Jr powącha tutaj walki o pas, na szczęście tylko non-title match i zakończenie "przepychanek" między panami. bardzo dobrze. fajny wybór pretendenta, szybki push dla Leone, dobre decyzje Aldisa i dorzucenie stypulacji do main eventu - zupełna klasa, świetnie napisane, choć bałem się o coś innego. Halloway jako odklejus mi się podoba, fajne nawiązania.

jose lopez w ringu: tak myślałem, że nie skończy się na przyjacielskiej walce między obydwoma panami i Lopez się na pewnym etapie wykruszy, motyw z wrobieniem go w narko-party ciekawy. wszyscy jednak wiemy, że to nie "proszek" zawinił.. podoba mi się wężowatość Jose, jest niesamowitą kurewką, ale to dobrze. program leci dalej, emocje są coraz bardziej wyczuwalne, dajcie mi już tę napierdalankę na Heatwave.

mike brutal vs tony leone: nie mogło być inaczej, ten gimmick match.. ta cała sytuacja nie dawała innych możliwości niż wygrana Leone. próba interwencji Edgara dość zabawna.. szans nie miał, ale liczą się chęci. co dalej z Brutalem? bo chyba nie odpuści tak łatwo.. zobaczymy, czekam na kolejne "perypetie".

gala sama w sobie bardzo dobra, dużo mocnych punktów, trochę śmieszków na rozluźnienie. mocna ósemeczka się należy.

Fenrir (Colosseum): 4/0/1
(ostatnio: pokonał Thora w Holmgang Nordic War Match)
---
"Rocks" Xebec (Elysium): 2/0/1
(ostatnio: wyeliminowany z Battle Royalu przez duo Sacrale/Vizzini)
---
Kontakt na Discordzie pod nickiem: levandowski
Odpowiedz
Cytuj
Dziadek
Zawodowiec
22.08.2026, 14:54 #10
opening segment: mafijny vibe, bardzo mi przypomina to co stworzone zostało w NXT dla Tony'ego D'Angelo, nawet imię "lidera" to samo. dość standardowy pomysł na stajnię, zobaczymy jak to się rozwinie, jestem dobrej myśli. debiut stajni (domyślam się, że to nie jest ten debiut, tylko pojawili się oni jako zamaskowani galę temu) na rozpoznawalnej postaci to dobry wybór. świetnie wypadł mike brutal, podobała mi się ta nieprzesadzona agresja w słowach - chęć walki 1v3 to jeden z takich pomysłów, który niby jest dobry, ale może za dużo pogrzebać z jednej strony, a z drugiej - zrobić z walczącego przeciwko trzem terminatora. okej, czyli mamy klaryfikację - jednak 1v1 w no dq, jeżeli mike brutal wygra tutaj bez pomocy kogokolwiek.. to mam złe wieści dla stajni Tony'ego Leone. segment mocno na plus, fajne wprowadzenie i fajne proma.

sacrale vs ransom: walka bardzo fajna i bardzo wyrównana, zwycięzca raczej dobry - da mu to boosta i stajni w której jest też. mały segment po walce.. klimatyczny, pytanie jak duża będzie dominacja stajni Leone na Elysium, oby nie Bloodline style..

segment z zackiem sabre jr i hallowayem: Derek tutaj walił do pustej bramki, Zack Sabre Jr został tu tak *ujowo napisany, że aż się ciężko czytało - i to nie przez to, że jest dobrym heelem, jest po prostu słabą postacią.. w sumie jak dawny Zack Sabre Jr, który walił wszystko w ring skille, a mic skille zupełnie, kurwa, nic. fajnie, że wyszedł z tej "wymiany" Beat the Clock Challenge, bo uwielbiam zestawienia tego typu. Nick Aldis na propsie.

segment chris and chloe: gimmickowo - klasa, fajnie wyszło, nie jestem fanem czegoś tak ckliwego, ale podchodząc obiektywnie jak najbardziej na plus segmencik wprowadzający do postaci.

wywiad yoshi tatsu: ja nie dam rady tego czytać na poważnie, bardzo głupkowato tutaj Yoshi wypadł, żadnej deklaracji nie można brać na poważnie. jak się uśmiecha honorowo? to będzie dla mnie malutka zagwozdka. bardzo cocky jest, oby szybka weryfikacja wjechała.

elias shadow vs yoshi tatsu: i mamy weryfikację, Yoshi z porażką w debiucie, bardzo dobrze tbh. postać Eliasa wydaje mi się po prostu ciekawsza.. może też tu działać niechęć do Japończyka, chuj wie. w każdym razie ciekawe, w którą stronę pójdzie tutaj motyw z Tatsu.

segment z mantelem i de gatto: szczerze? na początku myślałem, że Mantel jest facem, a de Gatto heelem.. ale nagle dynamika się zmieniła w segmencie, chociaż ciężko wychwycić czasami tę różnicę między nimi. ogólnie luchador wypadł dla mnie o wiele lepiej, za dużo lania wody ze strony Mantela tbh. motyw z ogarnięciem im tag team matchu.. okej, ale wiadomo jak to będzie wyglądać, w końcu jeden drugiego opierdoli na winka, predictable mocno, chyba, że się pozytywnie zaskoczę za tydzień.

edgar dickinson w szpitalu: zabawny przerywnik, chociaż pewnie nie dla samego Edgara, który trafił do placówki. ciekawy bardzo segmencik, mocny plusik, fajne oderwanie od wrestlingowego show.

btc challenge #1: wygrana Dereka raczej przewidywalna, prawie 11 minut to dobry czas akurat na tę walkę, nie za krótko żeby przeciwnika nie podkopać, ale też nie za długo żeby Sabre Jr. miał jakieś szanse.

ransom i dolnick segment: zabawny w sumie, niezrozumienie Dolnicka w żadnym aspekcie jest dość ujmujące, Ransom wkurwiony, będzie napierdalanka coś czuję, więc fajnie. nie znam postaci Jean-Pierre'a, ale to przekręcani słów fajne, pytanie czy zamierzone? na plus.

leone z aldisem: dalsze podbudowywanie main eventu, fajnie wypadł Tony w tym segmencie, trochę podlatuje gimmickiem bardziej bogatego snoba niż mafijnego bossa, ale to tylko czasami. poza tymi malutkimi mankamentami bardzo fajnie się czytało.

mcłowicz vs silas crowe: zajebisty motyw z tym Silasem, Matanza Cueto, ale podkręcony, przerobiony w fajniejszy sposób, podoba mi się w chuj. wynik nie mógł być inny, walkę czytało się świetnie.

segment po walce: czytałem wcześniej kartę, więc wiedziałem do czego to doprowadzi - dobry wybór, fajnie podpromowany program, zobaczymy jak się rozwinie za tydzień, bo przegrana McŁowicza daje więcej możliwości, więc liczę na takie rozwiązanie. segment fajny, od Lorda czuć ten vibe, dobry gimmick.

river waters segment z aldisem: czemu mam dziwne wrażenie, że ten Waters dostanie wpierdol przy pierwszej lepszej okazji? najpierw przeciąganie debiutu, a potem szybciutki wpierdol i do bazy. liczę na to. końcówka mi się podobała, wyobraziłem to sobie i poczułem ciarki.. więc może zmienię zdanie? chociaż nie, dobre by to było, że w końcu znalazł się ktoś kto dużo pierdoli, ale pokazuje mało.

sabre jr vs mantel: liczyłem na taki outcome, walka do samego końca, ale jednak się nie udaje. Zack dał się poznać jako miałki na mikrofonie klaun, w ringu myślałem, że da radę się odkuć, ale w tych realiach.. nie miało to racji bytu. dobry wybór, Halloway zasługuje na więcej.

segment po walce: już się bałem, że Sabre Jr powącha tutaj walki o pas, na szczęście tylko non-title match i zakończenie "przepychanek" między panami. bardzo dobrze. fajny wybór pretendenta, szybki push dla Leone, dobre decyzje Aldisa i dorzucenie stypulacji do main eventu - zupełna klasa, świetnie napisane, choć bałem się o coś innego. Halloway jako odklejus mi się podoba, fajne nawiązania.

jose lopez w ringu: tak myślałem, że nie skończy się na przyjacielskiej walce między obydwoma panami i Lopez się na pewnym etapie wykruszy, motyw z wrobieniem go w narko-party ciekawy. wszyscy jednak wiemy, że to nie "proszek" zawinił.. podoba mi się wężowatość Jose, jest niesamowitą kurewką, ale to dobrze. program leci dalej, emocje są coraz bardziej wyczuwalne, dajcie mi już tę napierdalankę na Heatwave.

mike brutal vs tony leone: nie mogło być inaczej, ten gimmick match.. ta cała sytuacja nie dawała innych możliwości niż wygrana Leone. próba interwencji Edgara dość zabawna.. szans nie miał, ale liczą się chęci. co dalej z Brutalem? bo chyba nie odpuści tak łatwo.. zobaczymy, czekam na kolejne "perypetie".

gala sama w sobie bardzo dobra, dużo mocnych punktów, trochę śmieszków na rozluźnienie. mocna ósemeczka się należy.

Fenrir (Colosseum): 4/0/1
(ostatnio: pokonał Thora w Holmgang Nordic War Match)
---
"Rocks" Xebec (Elysium): 2/0/1
(ostatnio: wyeliminowany z Battle Royalu przez duo Sacrale/Vizzini)
---
Kontakt na Discordzie pod nickiem: levandowski
Odpowiedz
Cytuj
Strony (2): 1 2 Dalej
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości