Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling E-Fed Tygodniówki Colosseum #3 - Louisville, Kentucky - 13.06.2026

Colosseum #3 - Louisville, Kentucky - 13.06.2026

Colosseum #3 - Louisville, Kentucky - 13.06.2026

Strony (2): 1 2 Dalej
297
13.06.2026, 10:19
#1
Earlier This Week
Kamera przenosi nas do lasku nieopodal Taylorsville Lake. Z pordzewiałego Renault Kangoo wysiadło dwóch mężczyzn. Wysiada to jednak za dużo powiedziane. Jeden wysiada i asekuruje wyjście tego drugiego. Wstawiony osobnik unosi jednak ręce w górę i stanowczo gestykuluje w stronę kompana na znak, że sam da radę wysiąść. Obaj mężczyźni w rękach trzymają dwa wiklinowe kosze oraz noże typu kozik.

Uszczelka: Widzisz Zygmunt mówiłem, że tu nikt łaził nie będzie. John mi opowiadał, że to jakiś jego "honey hole". Ja tu miodu nie widzę bracie, ale grzybów to tu jest jak mrówków.

Butla o dziwo był dzisiaj ubrany całkiem normalnie - jak na niego, bo część ubrań i tak i tak była poszarpana. Oprócz koszyka miał też ze sobą małą torebkę, w której rzecz jasna trzymał parę flaszek, ale zdecydowanie mniej, niż można było się po nim spodziewać.

Butla: -No… no miał ten John rację. Ale powiem ci, Uszczelka, że ja to na grzybach znam się jak na odwyku od alkoholu… czyli nijak. To może by się jakiś ekspert przydał. Ale liczę na ciebie, Zbychu.

Zygmunt podrapał się po brodzie i rozejrzał po lesie. Po chwili schylił się, podniósł coś z ziemi i wrzucił do koszyka.

Butla: Ale wiesz... ja to też mam metodę. Jak coś wygląda na grzyba, to jest grzybem. Jak nie jest grzybem... to najwyżej się człowiek dowie.

Po chwili zastanowienia spojrzał do koszyka, a następnie do torby z butelkami i powiedział:

Butla: Albo to lekarz się czegoś dowie…

Uszczelka spojrzał na zdobycz kompana i surowo go zganił.

Uszczelka: Popatrz na to! Widzisz te rurki? * Uszczelka nacina kapelusz grzyba * To jest goryczak żółciowy, szatan jebany, a nie borowik! Przez jednego takiego skurwiela cały kocioł bigosu psu w dupe. Tobie to i bez różnicy bo przechlane gardło przyjmie każdą gorycz, ale dla mnie ten bigos to świętość przepis mojej babuni. Szwagier przysłał mi kiełbasę z dzika zza oceanu specjalnie na te okazję, a ty chcesz mi to spieprzyć.

Butla: No dobra, dobra, Uszczelka, spokojnie… bo ty od razu z tym bigosem jak ksiądz z kazaniem. Ja nie wiedziałem, że grzyby mają jakieś przebrania. Patrzę: stoi w lesie, kapelusz ma, nogę ma, nie szczeka, nie ucieka, no to dla mnie grzyb. A tu się okazuje, że jeden udaje borowika, drugi robi za szatana, trzeci pewnie jeszcze alimenty ma niespłacone. Tylko mi powiedz jedną rzecz… jak grzyb jest taki gorzki, to może on nie do bigosu, tylko do ludzi? Dasz takiemu cwaniakowi w federacji do kanapki i od razu mniej gada. Nie mówię, że tak zrobimy… ja tylko mówię, że natura czasem sama podsuwa rozwiązania.

Nagle spojrzał na pewnego grzyba, który był wbity w ziemię przy podstawie dębu. Była to ogromna Żagwica listkowata, czego Zygmunt rzecz jasna nie wiedział.

Butla:Zbychu… a ten tutaj to dobry? Bo wygląda jakby komuś kura w ziemię wrosła.

Uszczelka widząc, że kolega znalazł bardzo rzadkiego grzyba lekko się zagotował, a po chwili doprowadził się do porządku i oznajmił do kompana.

Uszczelka: To jest gówno Zygmunt, weź to zostaw bo następną walkę stoczysz w krzakach, a nie w ringu. Grzyby mój przyjacielu to są jak ludzie. Spójrz na to tak. W turnieju awansowali już McŁowicz, Riddle i Blaze. Taki Rob na ten przykład to jest taka Kurka. Ma pieprzny język, ale tak naprawdę jest to tylko przystawka do dania głównego. Kolejny z kolei Riddle to jest proszę ja ciebie typowy smardz. Niby taki elitarny, pojawi się nagle w sezonie, ale na dłuższą metę zniknie i musi ustąpić miejsca konkurencji. No i ostatni Axel Blaze, whisky i rock'n'roll to nic innego jak Muchomor czerwony. Niby jest taki groźny, ale obgotuj go parę razy i zmięknie.. o cholera Kania!

Uszczelka przerywa i biegnie do zdobyczy. Butla przez chwilę patrzył na miejsce, w którym jeszcze przed sekundą stał Uszczelka. Zamrugał kilka razy, spojrzał na grzyba, którego kazał mu wyrzucić, a potem na koszyk. Ewidentnie połowa wywodu o turnieju przeleciała mu przez głowę, ale coś jednak zostało.

Butla: Czekaj, czekaj… czyli ten McŁowicz to kurka, Riddle to… smarkacz?

Zygmunt zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć właściwe słowo.

Butla: Smar… smardz! No. A ten cały Blaze to muchomor, tak? Czyli wszyscy tu jakieś ładne grzyby, sezonowe grzyby, modne grzyby… A ja co?

Butla podrapał się po brzuchu, po czym podniósł pustą butelkę z dna koszyka, jakby przez przypadek znalazł tam odpowiedź na sens życia.

Butla: Ja to chyba jestem taki grzyb, co rośnie za sklepem, pod płotem, w miejscu, gdzie pies leje i nikt go nie chce dotykać. Ale widzisz, Zbychu… taki grzyb też żyje. Deszcz go bije, ludzie depczą, robaki gryzą, a on dalej stoi. Krzywy, śmierdzący, ale stoi. Może to kwestia szczęścia a… może i czegoś innego.

Butla spojrzał potem na swój koszyk, a następnie na Zbyszka i wziął łyka z jednej z otwartych wcześniej butelek.

Butla: No widzisz, Zbychu… ty masz wiedzę, ja mam szczęście. Osobno to może i gówno warte, ale razem? Razem to już prawie drużyna.

Zygmunt uśmiechnął się krzywo i ruszył za kompanem. Uszczelka wzdycha i czeka na Butle. Ten po drodze wywraca się o własne nogi. Zbyszek podaje mu rękę i podnosi go do góry.

Uszczelka: Zygmunt.. w królestwie grzybów to ty jesteś papierzak.

W trakcie podnoszenia swojego przyjaciela Uszczelka zauważa dwóch mężczyzn ścinających grzyby w niewielkiej odległości. Puszcza rękę kolegi i ten pada z powrotem wprost w mrowisko.

Uszczelka: E co jest kurwa! To nasza miejscówka, wynocha, już was tu nie ma! *Zagraniczni grzybiarze nie rozumieją co krzyczy wymachujący rękami polski hydraulik i odpowiadają tylko "I dont understand"* Jaki stend? To jest nasza miejscówka, nasz glory hole wypierdalać mi stąd bo mi wszystkie grzyby podepczecie! * Osobnicy pukają się po głowie w stronę Uszczelki, a ten rusza na nich wściekły i wywiązuje się bijatyka * Bierz ich Zygmunt, będą nam tu cwaniaki borowiki wycinać!

Między grzybiarzami wywiązuje się starcie fizyczne, a kamera powoli gaśnie.

[Obrazek: 0e916733f1788.png]



Na hali wybrzmiewa dobrze znana muzyka a na titaronie wyświetlają się kolejno zawodnicy rosteru LPW. Po chwili widzimy skromny pokaz pirotechniczny, a następnie kamera przenosi nas do stolika komentatorskiego.

Przy stoliku komentatorskim siedzą już uśmiechnięci (Hajto nawet za bardzo) komentatorzy, wspomniany już Tomasz Hajto oraz Michael Cole...Panowie nie odzywają się, w ogóle jakby na coś czekając, po czym słyszymy...theme Ricoche'ta! Rico pojawia się w LPW zasiadając przy stoliku komentatorskim!

Michael Cole: Niesamowite, gwiazda za gwiazdą przy stoliku, a tutaj również kolejny wielki strzał - Ricochet!

Tomasz Hajto: Właśnie, ja też kiedyś Ricochetem strzeliłem bramkę. Nie wiedziałem, że to w rzeczywistości tak wygląda.

Ricochet: Co? Zresztą nieważne, wiedziałem, co mnie czeka, słysząc twoje nazwisko. Ta gala zapowiada się świetnie i bardzo cieszę się, że mogę być jej częścią. Już walka Jorge Cavazos kontra Zygmunt Butla wywołuje u mnie ciarki. Dwa światy, ale tylko ten Cavazosa może wygrać.

Michael Cole: Ja nie skreślałbym tutaj Butli.

Tomasz Hajto: Ja też nie...

Michael Cole: Mi jednak chodzi na pewno o coś innego. Mianowicie, odkąd Zygmunt dołączył do LPW, nie ma negatywnych komentarzy na jego temat.

Tomasz Hajto: Dokładnie. Zjada, a właściwie wypija tę scenę wrestlingową.

Michael Cole: Salvador kontra Derek Halloway. Walka, która powinna pójść tylko w jedną stronę. Myślę, że Derek jest tutaj zdecydowanym faworytem.

Ricochet: Trudno się nie zgodzić. Tak naprawdę jedyne, co ratowałoby tutaj Salvadora przed porażką, to fakt, gdyby jego rywal się nie pojawił.

Tomasz Hajto: Salvador? Lepiej se stań dali, hehe.

Michael Cole: Ja pier... to znaczy, chciałem zapowiedzieć walkę Edgar Dickinson kontra Derrick Mantel, czyli pojedynek, w którym jest dość wyraźny faworyt. Pytanie, czy jednak wywiąże się on ze swojej roli?

Ricochet: Myślę, że tak. Derrick stara się tutaj jak może, ale chyba jeszcze nie czas na tę postać.

Michael Cole: Więc błyskawicznie ruszamy dalej. Lord Sebastien de Montclair kontra Mateusz MW. Moim zdaniem nie jest tak łatwo wskazać faworyta, jak mogłoby się wydawać.

Tomasz Hajto: Jak dla mnie to Sebastien ma te kocie ruchy. Ruchy Mateusza w ringu są jakieś takie sztywne, robotyczne, nie wiem, jak to nazwać. Wydaje mi się, że faworyt jest jeden.

Ricochet: A ja patrzę na walkę Ryback kontra Preston Steele i wydaje mi się, że Ryback może mieć bardzo duże problemy w tym starciu.

Michael Cole: To prawda. The Big Guy nie ma ostatnio dobrej prasy, natomiast Preston z każdym kolejnym występem rośnie w siłę.

Tomasz Hajto: A ja sobie pozwolę rzucić okiem na ostatnie starcie. Jack Sabre SR kontra Mike RMF'Fn Brutal to gigantyczny Main Event...

Michael Cole: Nie no, jak Rob nic z nim nie zrobi, to ja chyba stąd pójdę. Zack Sabre Jr. kontra Mike F'N Brutal. Pełen szacunek, bo to jest największy Main Event Colosseum, odkąd mamy tę federację!

Ricochet: Dokładnie. I moim zdaniem Brutal udowodni, dlaczego ma taki człon w nazwie.

Na arenie rozbrzmiewa muzyka Roba McŁowicza. Po chwili zawodnik pojawia się na stage’u w kolorowej koszuli, z ręcznikiem przewieszonym przez ramię i szerokim uśmiechem na twarzy. Rob spokojnym krokiem zmierza do ringu, po drodze wskazując na fanów pokazując na plakaty z jego wizerunkiem. Wchodzi między liny, odbiera mikrofon i przez moment rozgląda się po publiczności w Louisville.

Rob McŁowicz: Witam państwa bardzo serdecznie. Proszę spojrzeć, jaka odmiana. Nie widzicie mnie zza blatu, nie stoję nad patelnią, nikt obok mnie nie próbuje sprzedać tequili, a żadna kanapka nie walczy o życie. <Rob uśmiecha się lekko, poprawiając ręcznik na ramieniu.> Dzisiaj stoję przed wami w ringu, tutaj w Louisville, czyli w miejscu, gdzie o kurczaku, bourbonie i ogniu ludzie wiedzą całkiem sporo, więc skoro już mówimy o ogniu, pozwólcie, że przypomnę jedną rzecz. Rob McŁowicz przeszedł przez pierwsze dwie rundy turnieju i, jak państwo widzą, nadal nie został przypalony. <Rob unosi dwa palce w górę.> Dwa pojedynki, dwa zwycięstwa, bilans 2–0, a to oznacza, że dzisiaj mogę stać tutaj spokojnie, oddychać pełną piersią i oglądać, jak inni walczą z presją, gotując się w wielkim kotle, który z każdą minutą robi się coraz bardziej gorący. Jedni będą walczyć o przetrwanie, inni o nadzieję, a ja mogę obserwować, wyciągać wnioski, sprawdzać temperaturę i patrzeć, komu ręce zaczynają drżeć, kiedy nagle okazuje się, że turniej to nie elegancka kolacja przy świecach, tylko kuchnia w godzinach szczytu, gdzie jeden błąd potrafi zrujnować cały wieczór. Bo w tej federacji wielu potrafi wejść do ringu z wielką zapowiedzią czy piękną historią, ale dopiero pod presją widać, kto jest daniem głównym, a kto tylko ładnym opisem w karcie. Niektórzy tylko ładnie pachnieli przed podaniem na stół, inni natomiast okażą się zwykłymi zamiennikami produktów premium, na które próbowali się kreować, bo kiedy przychodzi prawdziwy ogień, etykieta przestaje mieć znaczenie. A ja? Ja nie muszę dzisiaj nikogo kroić, smażyć ani doprawiać, ponieważ swoją robotę wykonałem wcześniej, ale to nie znaczy, że kucharz przestał patrzeć na składniki. Mogę stać z boku i czekać, aż turniej pokaże mi, który składnik jako następny trafi do mojej kuchni. <Rob przechadza się powoli po ringu.> Nie pomylcie jednak spokoju z lenistwem, bo kucharz, który nie stoi przy ogniu, nadal myśli o następnym daniu, o konkretnej temperaturze, o tym jednym ruchu, który zdecyduje, czy wszystko wyjdzie idealnie, czy ktoś skończy jako przypalony eksperyment. A ja cały czas myślę o LPW World Championship. <Rob zatrzymuje się na środku ringu i patrzy prosto w kamerę.> Kuchnia dzisiaj odpoczywa. Pobite Gary mają wolne. Ale apetyt? Mój apetyt dopiero rośnie.

Axel Blaze: Czy ktoś tutaj wspominał o ogniu beze mnie?!

Na hali zaczyna grać "I Gotsta Get Paid" i dziarskim krokiem na rampę wchodzi Axel Blaze. Ma na sobie wysokie buty, niebieski jeansy, czarną skórę i swoje okulary przeciwsłoneczne. Mr. Forever rozpoczyna swoją przemową nie zatrzymując się i cały czas zmierzając do ringu.

Axel Blaze: Rob, Rob, Rob... <macha do kucharza> mamy kontakt z bazą? Już 3 galę z rzędu słucham jak to grillujesz, smażysz, doprawiasz, a cały świat jest daniem, które przygotowujesz i chyba po prostu już mi się to, o ironio, przejadło. Ale co do jednego na pewno masz rację - tutaj ludzie znają się na Bourbonie. <cheer>

Mr. Forever wchodzi po schodach, staje przy narożniku i wyciąga z wewnętrznej kieszeni kurtki piersiówkę.

Axel Blaze: Old Forester, wasze zdrowie! <cheer, solidny łyk z piersiówki, Blaze wchodzi do ringu> Wybitny trunek, aby uczcić okazję, nieprawdaż? 2 walki. 2 wygrane. Ćwierćfinał. Nie każdy może to powiedzieć. Zdecydowanie zasłużyłeś sobie na ten spokój, o którym mówisz. Daliśmy z siebie wszystko i odebraliśmy za to bardzo cenną nagrodę. Ale jedno nas różni, Rob. Powiedziałeś, że możesz teraz stać i obserwować. Ja tak nie potrafię. Widzisz, nie przyszedłem tutaj po prostu przejść przez życie. Zamierzam przez nie przejechać z piskiem opon. Dlatego nie będę patrzeć, kalkulować, ani analizować. Bez względu na to, kogo przyjdzie mi spotkać w kolejnej rundzie, po prostu dam kolejne show. Niektórzy mówią, że w ringu zostawia się krew, pot i łzy - nie w moim przypadku. Ja pocę się krwią, aby zrobić kolejny krok ku wieczności, zostawić po sobie ślad, trwale wypalić swoje nazwisko. I nic nie pozwoli zrobić tego lepiej, niż zostanie pierwszym mistrzem LPW w historii! <cheer> Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to nie będzie łatwe, ale ja na łatwiznę nie chodzę. Turniej trwa, widziałem kilku naprawdę twardych skurczybyków, którzy tanio skóry nie sprzedadzą. Swoją drogą, <Axel patrzy prosto w kamerę> powodzenia Panowie. "Tym, którzy zaraz dadzą czadu, salutujemy!"* <krótki salut> Wiem, że każdy z nich, z którym przyjdzie mi się zmierzyć, będzie próbował urwać mi głowę, aby tylko przejść dalej. Ale nie ze mną te numery, przygotowywałem się do tego przez całe życie. <Axel unosi w górę zaciśniętą pięść z wyprostowanym palcem wskazującym i małym, jednocześnie dając pokaz ostrego headbangingu> Nie ma przypadków, Rob. Znalazłem się w tym miejscu, dokładnie w tym czasie z jakiegoś powodu. I ja wierzę, że tym powodem jest wygrana w turnieju - sięgnięcie gwiazd. Nie obraź się, Rob, ale nie chcę być daniem głównym. Chcę być powodem, dla którego Ci ludzie kupili bilety. <cheer>

*"For those about to rock, we salute you" - ACDC

Na arenie rozbrzmiewa nowy theme song Zbyszka Uszczelki i na rampie ukazuje się postać Fachowca. W ręce trzyma pismo święte. Unosi on je w górę i obserwuje zgromadzoną publiczność. Na końcu jego wzrok kieruje się na środek ringu, w którym znajdują się Axel Blaze i Rob McŁowicz. Hydraulik się uśmiecha, a następnie przykłada mikrofon do ust

Zbyszek Uszczelka: Szanowni państwo, kochani moi słyszycie to co ja? Tych dwóch tutaj opowiada bajki, który z nich zostanie mistrzem, a ja się pytam! Jaki wy dajecie przykład tym ludziom? Ja może i święty nie jestem, ale jako prawdziwy Polak, a przede wszystkim katolik muszę uderzyć pięścią w stół, jak ludziom przekazujecie takie złe wartości. <Uszczelka kieruje się w stronę ringu, a następnie staje przed nim dalej kontynuując> Pan, panie Robie to by się za jaką uczciwą robotę wziął. Robisz pan te wykwintne dania, a prawda jest taka, że ci wszyscy ludzie tak jak i ja nie mamy kasy na te pana rarytasy. W piątki pan mięso sprzedajesz, zamiast podawać rybkę. Wiesz pan ile taka ryba ma witamin? Grzech obżarstwa panie Robie przez pana przemawia. No i drugi z kolei satanista. Rockowa muzyka, alkohol, seks i nie wiadomo co jeszcze. Mówię ci człowieku obłudny zejdź z tej drogi. Pijesz te świństwa pędzone na myszach zamiast normalnej, polskiej dajmy na to śliwowicy. Same witaminy jakbyś pan kompot pił i wszystkie diabły panu z głowy wyjdą. Ja może i jestem człowiek skromny, ale jestem też człowiek ludu. Jako przodownik mógłbym iść z tym pasem i prowadzić ludzi właściwą ścieżką. Robicie wszystko pod publikę, a ja jestem mentorem. Patrzcie jak postawiłem kolegę Butlę do pionu. To jest znak, że to mnie należy się tytuł. Czeka mnie jeszcze dalsza część turnieju, ale ja jestem człowiek pracowity, a z dobrym zamiarem na sercu wygrana jest moja.

Kolejny theme song rozbrzmiewa na arenie, ratując fanów zgromadzonych na arenie od dalszego indoktrynowania przez Zbyszka. Skoro w ringu mamy już trzech zawodników z bilansem 2-0, to wypadałoby, aby dołączył do nich czwarty! Na arenie słychać już Evil Ways, a po chwili na stage wychodzi Kenneth Riddle. Sacramento Saint pewnym krokiem zmierza do ringu i staje pośrodku kwadratowego pierścienia, niejako otaczając się rywalami, którzy skupiają na nim swój wzrok, co chwilę zerkając także na pozostałych. Napięcie rosło z nadejściem każdego kolejnego zawodnika, aż do teraz.

Kenneth Riddle: Gratulacje, Panowie. Znajdujemy się w elitarnym gronie tych, którzy nic dziś nie muszą. To jednak dopiero połowa drogi od 2-0 do 4-0. Fakt, zasady turnieju sprzyjają dawaniu drugich szans, ale chyba wszyscy chcieliby, aby pierwszy LPW World Champion szczycił się rekordem bez skazy. Jeżeli ktoś śledzi mnie nie tylko w LPW, to będzie doskonale wiedział, skąd wypływa następna metafora... <Riddle obraca się stopniowo, patrząc na każdego z rywali po kolei, wypowiadając następne zdania> W play-offowej koszykówce pokonanie kogoś 4-0 oznacza sweep. Trzeba być jednym z najlepszych, aby tego dokonać, półkę wyżej od swojego rywala. Póki co każdemu z nas idzie doskonale, ale nadciąga moment, kiedy ktoś będzie musiał zaakceptować pierwszą porażkę... i wiem, że nie będę to ja. <Kenneth zatrzymuje swój wzrok na McŁowiczu> Rob, znasz się na kuchni jak nikt inny. Z pewnością potrafiłbyś przyrządzić Cheese Skirt Burger lepiej niż moja matka i z taką samą celnością wyczułbyś smak wina z regionu Napa Valley. Całe szczęście, że dziś rezygnujesz z Pobitych Garów! Może tym razem włodarze nie będą musieli płacić kary za przekroczenie czasu antenowego. <Teraz osobą, na której Kenneth skupia wzrok, jest Axel Blaze> Twój image, Axel, jest dla wielu pociągający. Zresztą nie trzeba daleko szukać, tydzień temu kilkoma zdaniami poderwałeś naszą kochaną Marię! Poznałem już jednak wielu rock'n'rollowców i łączy ich jedna wspólna cecha... zawsze przedwcześnie wysiada im serducho. Ciesz się każdym dniem, mój drogi. <Teraz The Icon zbliża się do Zbyszka Uszczelki> Zbyszku... <długa pauza> jestem przekonany... że nie ma lepszego hydraulika w tym ringu od Ciebie! Niestety wszyscy wiemy, że kłamiesz. Widzieliśmy, jak tydzień temu kolega Butla zdecydowanie nie znajdował się w pozycji pionowej, kiedy wpadał do jeziora <Publika reaguje śmiechem, tak jak i sam Riddle>. Żaden z Was nie przeszedł trudniejszej drogi do bilansu 2-0 niż ja. Mimo tego, to właśnie Wy <Riddle wskazuje na Blaze'a i McŁowicza> znajdujecie się nade mną w Power Rankingu LPW?! Ktoś powie, że to mało znacząca bzdura, ale nie... to pokazuje pewien wzorzec. Wiecie, jaki jest najsłabszy punkt Kennetha Riddle'a? Że nazywa się Kenneth Riddle. Osiągnięcia, które u innych zostałyby uznane za wybitne, w moim przypadku są zaledwie poprawne. "Stać go na więcej", "Czekamy aż się rozkręci", "Spodziewam się lepszych rzeczy", "Jego sufit jest wyżej"... Przyjmuję to na klatę, bo taka jest rola lidera, ale jeżeli dla kogoś pokonanie Mike'a F'N Brutala i Rybacka w dwóch pierwszych walkach od wielu lat, to kaszka z mleczkiem, to ja spodziewałem się lepszego zachowania od Was. <Kenneth, po wypowiedzeniu słowa "Ryback", wyraźnie zmienił wyraz twarzy i zacisnął szczękę. Teraz zwraca się bezpośrednio do kamery> No właśnie... Ryback... ewidentnie popełniłem jeden z największych błędów w życiu, pozwalając Ci odejść cało z naszego starcia. Jak przyznałem od razu, ruszyło mnie sumienie i czułem wręcz obowiązek dania Ci uczciwej walki, przez wzgląd na dawne czasy. Mogłem się jednak spodziewać, że okażesz się zwykłą szmatą! <Riddle systematycznie podnosi ton głosu, zbliżając się już do krzyku> Jeżeli myślałeś, że to na mnie wystarczy, to byłeś w olbrzymim błędzie! Przyjąłem Twoje najmocniejsze ciosy i nadal stoję! Baw się w rzeźnika, jeśli tak teraz zarabiasz na życie, bo na pewno nie robisz tego wygrywaniem pojedynków... tylko trzymaj się z dala ode mnie! Przysięgam na swoją rodzinę, że jeśli choć raz spróbujesz mi przeszkodzić w mojej drodze po LPW World Championship, to tym razem nie wypuszczę Twojej ręki z Wonderment, gdy będziesz żałośnie klepał!

Publiczność reaguje głośnym cheerem, gdy rozpoczyna grać muzyka, a na rampie pojawia się Rob Van Dam. RVD ubrany w elegancki garnitur wchodzi do ringu i prosi o mikrofon.

Rob Van Dam: Panowie, panowie... spokojnie. Widzę, że zrobiło się tutaj małe spotkanie klubu 2-0. <RVD rozgląda się po zawodnikach stojących w ringu i z lekkim uśmiechem kiwa głową.> Rob, Axel, Zbyszek, Kenneth... gratulacje. Każdy z was zrobił dokładnie to, co miał zrobić. Weszliście do turnieju, wygraliście dwie walki i zasłużyliście na miejsce w kolejnej fazie. To nie był przypadek ani prezent, tylko robota wykonana w tym ringu. Ale skoro już wszyscy tutaj stoicie, wyjaśnijmy sobie jedną rzecz. Dzisiaj odbędą się kolejne walki turniejowe i chcę, żeby rozstrzygnęły się uczciwie. Bez ataków z boku, bez odwracania uwagi sędziego i bez zabawy w kreatorów cudzej kariery. <RVD robi krótką pauzę, a jego ton staje się wyraźnie bardziej stanowczy.> Jeśli którykolwiek z was spróbuje dzisiaj zaingerować w pozostałe starcia turniejowe, zostanie natychmiast zdyskwalifikowany z turnieju. Każdy może dostać szansę, ale nikt nie będzie niszczył turnieju, który ma wyłonić pierwszego mistrza. <RVD uśmiecha się lekko i wskazuje ręką w stronę jednej z części areny.> Dlatego, żeby zminimalizować ryzyko, przygotowałem dla was coś specjalnego. Dzisiejszy wieczór spędzicie w loży VIP. Wygodne miejsca, dobry widok, coś do picia, może coś do jedzenia. Będziecie mogli spokojnie oglądać galę i analizować potencjalnych rywali. <RVD opuszcza na moment mikrofon, po czym dodaje chłodniejszym tonem.> Ale jeśli komuś przyjdzie do głowy opuścić tę lożę i popsuć zabawę innym, jego droga do LPW World Championship skończy się szybciej, niż zdąży powiedzieć „2-0”. Panowie, gratuluję raz jeszcze. A teraz zapraszam do loży.

RVD opuszcza mikrofon, a kamera pokazuje czterech zawodników z bilansem 2-0. Napięcie nadal wisi w powietrzu, ale stanowiska GM’a jest jasne. Zawodnicy powoli opuszczają ring, kierując się w stronę przygotowanej dla nich loży VIP.

Video Promo
Obraz staje się kompletnie czarny, kompletna ciemność, w której nie widać żywej duszy. Coraz bardziej słyszalne dźwięki miauczących kotów, najpierw cicho, lecz po chwili stają się głośne i wyraźne. Z mroku wyłania się zamaskowana postać trzymająca kota na rękach. Im bliżej kamery podchodzi, miejsce, w którym się znajduje, zaczyna się rozjaśniać, a w tle dostrzec można znacznie większą ilość kotów. Zamaskowany kociarz podchodzi blisko i zmienia swój punkt zainteresowania z kota na obiektyw kamery.

El Garra De Gato: Niech was nie zmyli to jak wyglądam.

Luchador delikatnie głaszcze kota, którego trzyma na rękach.

El Garra De Gato: No soy un gatito pequeño. Moje futrrro nie jest miękkie, a pazurrry nie są pozbawione śladów moich ofiarrr.

Koci wojownik wypuszcza zwierzę, które z gracją zeskakuje z rąk swojego właściciela. El Garra zakłada ręce, z pokerową twarzą patrzy wprost w obiektyw tak, jakby chciał wymienić spojrzenia z każdym odbiorcą.

El Garra De Gato: Nie przybyłem tutaj by mrrruczeć i beztrosko się bawić. Nie interesują mnie trrrofea, czy błyskotki na skórzanych pasach.

Gdy El Garra wspomina o trofeach, na ekranie pojawią się ujęcia legendarnych luchadorów dzierżących pasy mistrzowskie wielkich meksykańskich federacji. Obraz przechodzi ponownie do zamaskowanego kociarza, jednakże ten już nie ma założonych rąk, tym razem stoi w pozycji otwartej z delikatnym uśmiechem na twarzy.

El Garra De Gato: Moim jedynym celem jest by zadbać o tych, którzy głosu nie mają. Pobres animales... Jestem tutaj, bo najwyższy czas zmienić ten świat na lepszy, życzliwszy, pozbawiony niepotrzebnego cierrrhpienia. Wszyscy możemy to zrobić, razem, jako jedność, jak jedno kocie brrractwo. Hermandad de gatos!

Kamera delikatnie się oddala, ukazując dziesiątki kotów w towarzystwie gospodarza nagrania.

El Garra De Gato: Nie jestem waszym fałszywym prorokiem. Nie będę zasiadał na złotym trrronie. Nie będę kultywował tradycji, które nigdy nie były mi przekazane.

Wideo ponownie zmienia swój obraz, tym razem są to szybkie slajdy z fotografiami luchadorów, masek oraz legendarnych walki, ale i tradycyjnych latynoskich obrzędów, czy symboli kultury. Po tym na chwilę pojawia się zdjęcie młodego El Garra, które płynnie przechodzi z powrotem do kociego luchadora.

El Garra De Gato: No soy heredero de luchadores. Nie będę bronił wartości, które są mi obce. Ale będę walczył, w imię większego dobrrra, naszych braci mniejszych.

Koci Pazur podchodzi powolnym, ale pewnym krokiem do kamery, delikatny uśmiech zmienia się w grymas, El Garra przyjmuje potężną pozę, wyciąga rękę, którą wskazuje prosto w obiektyw.

El Garra De Gato: El Garra De Gato zawsze spada na cztery łapy, bo choć jest to tylko jedna maska, to kryje w sobie dziewięć żyć. Una máscara, nueve vidas!

Po tych słowach El Garra ponownie się uśmiecha. Na ramiona wskakuje mu czarny kot, który natychmiastowo przykuwa jego uwagę, natychmiastowo zapominając o kamerze. Przenosi kota na ręce i odwracając się na pięcie, wycofuje się za siebie. Obraz powoli ciemnieje, pozostawiając ciche miauczenie kotów.

Third Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Jorge Cavazos vs Zygmunt butla
[Obrazek: 51DYGRW.png]

Wracamy do pojedynku po reklamach i widzimy, że kontrolę przejął Zygmunt Butla, który trzyma swojego przeciwnika w Headlocku. Próba wyniesienia Cavazosa na barki...nieudana. Po chwili druga...również bez powodzenia. Operator w tym momencie robi przebitkę na obserwującego starcie z uwagą Zbyszka Uszczelkę, który przebywa w loży VIP. Dopinguje on swojego kolegę. Zygmunt jakby zdawał się czuć to wsparcie. W końcu podejmuje trzecią próbę podniesienia rywala, wydając z siebie głośne westchnięcie (niczym stary podnoszący się z kanapy) i w końcu udaje mu się podnieść Cavazosa! Utrzymuje go przez kilka sekund na swoim barku, chwiejąc się nieco, po czym aplikuje Body Slam! Zbychu klaszcze z podziwem, zaś fanatyk taniego alkoholu idzie za ciosem, częstując Meksykanina serią stompów. Zaraz potem dokłada Leg Drop...no i wylądował na dupsku, bo Cavazos w porę uniknął. Jorge natychmiast korzysta ze zdobytej przewagi, dopadając do podnoszącego się oponenta, po czym wykonuje Gutwrench Suplex. Próba przypięcia kończy się jednak niepowodzeniem. Fiesta Master nie odpuszcza jednak. Przechwytuje stałego bywalca bydgoskich pubów, zanim ten zdążył jeszcze się pozbierać. Podnosi go i wykonuje Overhead Belly-to-belly Suplex! Zygmunt po wylądowaniu na macie stara się przeczołgać w kierunku lin w celu opuszczenia ringu, jednak zawodnik z Meksyku w porę zauważa jego zamiary, kolejny raz podnosząc go, a następnie wynosi go wysoko w górę chwytem Gorilla Press! Bone Breaker demonstruje swoją siłę, utrzymując rywala w górze przez kilka sekund i powoli obracając się we wszystkich kierunkach areny. Zygmunt wygląda, jakby za chwilę miał zwymiotować, ale na szczęście nic takiego się nie dzieje - rzecz jasna o szczęściu w tej sytuacji może mówić jedynie Cavazos, który po kilku sekundach wbija Polaka w matę potężnym Gorilla Press Slamem! Próba przypięcia. 1...2...kickout! Kilka uderzeń o matę to zbyt mało, by pokonać Zygmunta. Przewagę nadal ma jednak ten lepiej prowadzący się wrestler, który ponownie postanawia podnieść samozwańczego króla butelek i Irish Whipem skierować w stronę lin. Po chwili bydgoski wojownik odbija się od nich, a Cavazos chce wykonać Big Boot. Zygmunt jednak robi unik, odbija się po raz kolejny i uderza Jorge Clotheslinem! Cavazos jednak nie padł! Ba, nie zrobiło to na nim zbyt wielkiego wrażenia. Kolega Zbyszka Uszczelki patrzy zaskoczony, bo miało wyjść inaczej. Postanawia wykonać Backhand Chop! Znowu nic! Cavazos jedynie lekko się zirytował. Zygmunt decyduje się znów odbić od lin....CLOTHESLINE FROM TIJUANA!!! Zygmunt padł! Ależ brutalne sprowadzenie na ziemię! Siedzący w loży Zbyszek ukrył twarz w dłoniach, nie mogąc na to patrzeć! Cavazos mógłby teraz odliczyć rywala, jednak nie decyduje się na to. Postanawia podnieść ledwo żywego Zygmunta, a następnie, z pewnymi trudnościami spowodowanymi zmęczeniem, wynosi na swoje barki. Kilka kroków, po których Jorge prostuje ręce....C-Factor! Czy to koniec? 1...2...3! Tak jest, Jorge Cavazos awansuje do finału!



Na arenie rozlega się Hollywood Undead "Undead", co oznacza, że w drodze na ring Dan Dowson! Ten wychodzi ubrany w jeansy, luźną koszulę. Powoli ściąga okulary z nosa, po czym odbiera mikrofon od annoucera.

Dan Dowson: Minęło zbyt wiele czasu, kiedy stanąłem w ringu poważnej federacji czy może miejsca, które do tego miana aspiruje. Każdy może stwierdzić, że to nowa organizacja, świeży start, a czyjeś ciągłe porażki odejdą w zapomnienie. W momencie, kiedy zdecydowałem się ponownie ubrać swój strój, wrócić do reżimu i etyki treningu zastanawiałem się - czy warto. Pytanie, które kłębiło się w głowie w każdym momencie, przy każdej chwili zwątpienia. Przecież według paru pseudo kanapowych znawców, zasiadających na widowni czy przed monitorem jestem "dziadem", "emerytem"... Kurwa, to dość zabawne, prawda?

Dowson zaczyna bawić się nieco mikrofonem, po czym usiadł na narożniku i ponownie spojrzał na widownię.

Dan Dowson: Jak szybko ktoś potrafi wyrobić sobie opinię o drugiej osobie? Jak łatwo ludzie, którzy płacą niezłą kasę za oglądanie, jak dwóch alkoholików naparza się w walce, którą można porównać do starcia pod barem o flaszkę? Dobra, może z tym spasuję, krążyły kiedyś fotki mnie zalanego w trupa - cóż, warto było pod wieloma względami. *Dowson uśmiecha się kącikiem ust* Patrząc przez pryzmat widowni wątpię, że ktoś by chciał usłyszeć o tym, co wtedy się działo, więc może przejdę do meritum.

Dowson chwilowo przerywa, spoglądając na sufit, aby przejść dalej do monologu.

Dan Dowson: Po moim ostatnim pojawieniu się na konferencji pewnie krążyło wiele pytań, na jaką cholerę taki "dziad" wrócił do aktywnej kariery. Przecież kończył, mówił ckliwe historyjki, co chce robić, blah, blah, blah. Okazało się, że ten sam "dziad" jakoś nie za specjalnie się wykazał, pewnie według typów na zapleczu i przed telewizorami się wypaliłem i nie przedstawię wartości dodanej, czyż nie? To powiedzcie mi w tym momencie, kto ma być tą nową gwiazdą, twarzą tej federacji? Powiem szczerze... Mam to głęboko w dupie. *heat* Nie przyszedłem do tej federacji, aby po raz kolejny uczestniczyć w wyścigu szczurów po pas, widzieć podobne twarze w walkach. Moja misja jest inna, ale aby ją zrozumieć, trzeba dokładnie posłuchać.

Dowson ponownie przerywa, po czym dopowiada.

Dan Dowson: Zabawię się w pana marudę, niszczyciela dobrej zabawy dla wszelkich kretynów, których podnieca oglądanie, jak ktoś się przekrzykuje, myli ring z partaczeniem roboty, czy uprawia jakieś kulinarne show w ringu. *heat* Przeżyłem gościa robiącego pseudo koncert country, organizowanie horroru klasy C w ringu, widziałem wiele dziwnego gówna, wychodząc do ringu, więc powiem krótko. *heat* Jako dawny widz jestem tym cholernie zmęczony - dlatego takie coś znajdzie się niemal od razu na mojej liście. A jeśli jakiś typ znajdzie jaja w gaciach... Zapraszam.

Dowson bezceremonialnie rzuca mikrofonem o matę, po czym z uśmiechem na twarzy schodzi z ringu.

Earlier Tonight
Obraz z kamery przenosi nas... na parking! Możemy zobaczyć TAKI SAMOCHÓD, który właśnie wjechał. Przybliżenie na okno przy drzwiach auta wskazuje nam na Jose Lopeza. Hiszpan ubrany jest w dżinsową kurtkę, proste czarne spodnie i martensy. Na szyi ma zsunięte słuchawki. Lopezzo wysiada z auta i idzie w kierunku bagażnika. Stamtąd wyjmuje torbę, zakłada ją na ramię i zamyka furę oraz ją zabezpiecza. Chico Malo wyciaga telefon z kieszeni i najwidoczniej włącza sobię muzykę, bo zakłada słuchawki na uszy po czym wkłada komórkę do kieszeni. Mało sympatyczny zawodnik rodem z Hiszpanii idzie sobie przez parking, mija trochę pracowników, ale nie jest zbytnio nimi zainteresowany. Co innego swoim smartfonem.. bo chyba dostał jakieś powiadomienie i wyciąga go. Wgapia się w niego jak typowy człowiek 21 wieku, a wiecie, jak to może się skończyć, prawda? Zwłaszcza że przechodzi obok bufetu, z którego z sążną ilością jadła wychodzi... Jean-Pierre Dolnick! To się może źle skończyć, Grubas wychodzi wgapiony w swoje jedzonko, ślinka cieknie i nie widzi nic, Lopez zapatrzony w telefon, więc... Kongijczyk wpada w niego z żarciem i upierdziela go masakrycznie! Co tu się właśnie wydarzyło?! Jean-Pierre jest zirytowany, widzi swoje jedzenia na podłodze i nawet nie wie, kogo właśnie tym żarciem uwalił, więc rzuca tekstem, przy okazji podnosząc resztki na tacę.

Jean-Pierre Dolnick: Kurwa! Co to ma być, moje maleństwa... Balasie ty.. uważaj jak cho...

Jose Lopez: Już nie żyjesz.

Big Jean spogląda do góry na swoją ofiarę, która patrzy martwym wzrokiem na niego. No to ma porządnie przesrane... Dolnick przełyka ślinę, wstaje i zaczyna wycofywać się niczym w jakiejś komedii. Jose nawet się jeszcze nie ruszył, nadal spogląda na Grubego, daleko on i tak nie ucieknie. Przyjaciel Maxwella Ransoma cofa się dalej i próbuje przyspieszyć, odwracając się, co skutkuje... wpadnięciem na General Managera Roba Van Dama! No to mamy kabaret. Legendarny zawodnik również zostaje uwalony jedzeniem i widać poirytowanie na jego twarzy. Kongijczyk chowa się za jego plecami, ponieważ Lopezzo rusza w ich kierunku. Wygląda to groteskowo, rodem ze słynnego obrazka, gdzie słoń stoi za drzewem i widać go bardzo dobrze.

Rob Van Dam: No nie wierzę... przedszkole. Po prostu przedszkole. *kiwa głową z zażenowaniem, patrząc najpierw na ubrudzone ubranie, potem na Lopeza i Dolnicka.* Próbowałem dać wam więcej wolnej ręki, ale najwyraźniej niektórzy pomylili backstage z placem zabaw. Jose, wiem, że lubisz wybierać, kto jest godny twojej uwagi, ale mam dla ciebie złą wiadomość. W LPW to nie ty układasz kartę walk. Tylko ja. A skoro tak bardzo chcesz wszystkim przypominać, że jesteś ponad resztą, to dzisiaj dostaniesz okazję, żeby udowodnić to w ringu.*RVD spogląda z lekkim zażenowaniem na Dolnicka, który próbuje schować się za jego plecami.* Tutaj jest twój rywal. Jose Lopez kontra Jean-Pierre Dolnick. Już podczas dzisiejszej gali. Tam sobie wyjaśnicie, co macie do wyjaśnienia. Nie na parkingu, czy przy bufecie tylko w ringu. *RVD zerka na plamy po jedzeniu na swoim ubraniu.* A ty, Jean... za pranie potrącę ci z pensji.

Jose Lopez: No pewnie... SZEFIE. Twoja wola jest naszym rozkazem, no, chyba że nazywam się Allan Hill, nikt mnie nie zna i mogę tobą pomiatać. *Lopez ironicznie się uśmiecha* Wiesz... cały ten czas wykazywałem gest dobroci, ale jesteście ślepi, może Butla jakiś lewy alkohol wam podaje? *parsknięcie* Pozwoliłem budować wam fundamenty, dałem wam czas, by wasze ''gwiazdki'' rosły... Chociaż idzie to średnio, skoro zainteresowanie galą spada, a w Power Rankingach jestem ja ponad twoich ''gladiatorów'', a nie zrobiłem jeszcze nic. *ironiczny uśmiech* Nie doceniasz jednak mojej dobroci. Szkoda, wielka szkoda. Może być tak, że skażesz kogoś bardziej obiecującego niż ten żenujący prymityw na walkę ze mną. *Lopez spogląda z ogromną pogardą na Dolnicka* I co wtedy? Szybka weryfikacja i pokazanie, jaka BYŁA, JEST i BĘDZIE różnica między kimś takim jak Jose Lopez, a innymi członkami rosteru. Jako wieczny B+ wrestler powinieneś to bardzo dobrze zrozumieć...*wredny uśmiech* A co do mojego braku zainteresowania turniejem... Rzygać mi się chce od słuchania tego, nigdy nie powiedziałem, że ten turniej mnie nie interesuje, jest odwrotnie. Muszę śledzić tego, kto będzie moją przyszłą ofiarą, a reszta... Przyjemnie się ogląda, jak upokarzają siebie oraz przy okazji federację.

Rob Van Dam: Jose, zdecydowanie masz gadane. Problem w tym, że gadanie nadal nie jest zwycięstwem. Możesz mówić o Power Rankingach, możesz obrażać roster, możesz udawać, że jesteś ponad turniejem, ponad tą federacją i ponad wszystkimi wokół. Ale dopóki nie wejdziesz do ringu i nie zaczniesz wygrywać, to wszystko jest tylko hałasem. *RVD robi krok bliżej, ale nadal zachowuje spokojny ton.* Nie pozwolę, żeby ta federacja zamieniła się w Real Madryt, który tak bardzo lubisz. Tutaj nazwisko, ego i ładne wejście nie dają nikomu specjalnego traktowania. Mogę być w twoich oczach B+ zawodnikiem, nic mi to nie zmienia, ale wiedz, że będę S tier General Managerem *RVD wskazuje na Dolnicka* Decyzja zapadła. Dostosuj się albo dalej testuj moją cierpliwość. Wybór należy do Ciebie, ale pamiętaj kto tutaj rządzi.

RVD wymija Dolnicka, który nadal jest z letsza obsrany, Jose spogląda na swojego dzisiejszego rywala z diabelskim uśmiechem, a Big Jean zaczyna szybko jak na siebie próbę ulotnienia się z tego miejsca. Obraz z kamery znika...

Singles Match: Salvador vs Derek Halloway
[Obrazek: Kl0S95U.png]

Gong rozpoczyna walkę, a Salvador od razu unosi ręce, jakby chciał pokazać, że przybył w pokojowych zamiarach. Derek Holloway stoi po drugiej stronie ringu i patrzy na niego z absolutnym niedowierzaniem. The Truth Seeker wskazuje palcem na miotłę zostawioną przy stalowych schodkach, po czym zaczyna tłumaczyć sędziemu, że to na pewno element większego planu kontroli nad społeczeństwem. Broom Guy w tym czasie zauważa jakiś paproszek na macie i odruchowo schyla się, próbując zgarnąć go dłonią do narożnika. Derek nie czeka dłużej. Rusza do przodu, łapie Salvadora za kark i bez żadnego problemu rzuca go do narożnika. Janitor odbija się plecami od poduszek, po czym próbuje wyślizgnąć się bokiem, ale The Red Pill One odcina mu drogę i wbija go w narożnik samym ciężarem ciała. Salvador nie próbuje walczyć. Zasłania się rękami i pokazuje na matę, jakby chciał powiedzieć, że najpierw trzeba tu posprzątać. Holloway łapie go za rękę i Irish Whipem posyła na liny. Sweeping Man wraca kompletnie bez kontroli nad własnym biegiem, a Derek ścina go potężnym Big Bootem. Salvador pada na matę, po czym natychmiast turla się w stronę lin, ale The Enlightened podnosi go z powrotem. Belly-to-belly Overhead Suplex! Argentyńczyk przelatuje przez ring i ląduje tak nieszczęśliwie, że aż siada zdezorientowany, poprawiając niewidzialną fałdkę na macie. Derek patrzy na niego jak na dowód spisku, po czym podnosi go jeszcze raz. Gutwrench Suplex! Salvador zostaje wbity w matę, a publiczność zaczyna śmiać się, kiedy próbuje instynktownie otrzepać ring dłonią. Holloway ma dość. Podnosi rywala wysoko i wykonuje Awakeing! Broom Guy leży bez ruchu, ale The Awakened nie przypina klasycznie. Siada na nim całym ciężarem, przygniatając go brzuchem i klatką piersiową. Sędzia liczy. 1... 2... 3! Derek Holloway wygrywa, a Salvador no cóż…. nie zdążył nawet wyprowadzić jednego ciosu.



Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie Maria Kanellis stoi z mikrofonem LPW. Obok niej znajduje się Derrick Mantel, zawodnik stoi spokojnie i patrzy przed siebie.

Maria Kanellis: Panie i panowie, moim gościem jest Derrick Mantel. Derrick, ostatnio wiele osób zaczęło zadawać sobie pytanie, kim tak naprawdę jesteś w LPW. Jedni mówią, że jesteś nieprzewidywalny, inni, wręcz przeciwnie, że jesteś zbyt normalny, zbyt spokojny, zbyt trudny do rozczytania. Dlatego zapytam najprościej jak się da: czy ten „Normal Guy” to naprawdę ty… czy tylko maska, za którą ukrywa się coś znacznie mniej zwyczajnego?

Derrick Mantel: Nie jestem typem osoby, preferującej udawanie kogoś, kim właściwie nie jest. Przy każdej możliwej okazji ukazuje pewną pogardę w stosunku do osób, które udają na siłę kogoś, by przypodobać się innym. Może dlatego dla ludzi jestem zbyt normalny, czy też zbyt spokojny. Nie próbuję na siłę robić niczego, aby stać się gwiazdą. Więc jeśli ktoś mnie pyta, czy to naprawdę ja, to odpowiedź jest prosta… tak. Ludzie mają to do siebie, że na siłę starają się wszędzie szukać drugiego dna, nawet jeśli go w danej sytuacji nie ma. Jeśli ktoś oczekuje, że zrobię coś szalonego, będącego częścią marnej kreacji pokazywanej na pokaz to niestety, ale… to nie jest część tego, co mam do zaprezentowania.

Maria Kanellis: Rozumiem, ale LPW to miejsce dużych osobowości. Ludzie chcą zapamiętać gest, hasło, coś charakterystycznego. Ty mówisz, że nie zamierzasz niczego udawać, ale czy nie boisz się, że sama normalność sprawi, że publiczność po prostu przejdzie obok ciebie obojętnie?

Derrick Mantel: Gest? Hasło? Czy to część jakiejś kampanii reklamowej? To wrestling a nie jakiś cyrk. Jeśli definiować mnie mają takie drobiazgi, to jaki właściwie jest sens stawania się częścią tego biznesu? <wzdycha> Autentyczność! < wypowiedziane lekko podniesionym głosem> To się liczy. Nie jakieś gesty, które mogą uczynić kogoś wyjątkowym. To pasuje do tych marnych ludzików, które muszą usilnie zakładać te paskudne maski. Bez nich boją się spojrzeć we własne odbicie w lustrze. Wbrew pozorom publiczność nie jest taka głupia. Nawet moja pozornie nudna normalność nie sprawi, że przejdą obok mnie obojętnie. Jestem czymś, czego potrzebują najbardziej. Nawet dla nich te marne pokazy z czasem stają się nudne i szukają czegoś, co jest im najbliższe. Tym czymś jestem ja.

Maria Kanellis: Mówisz o autentyczności, ale jednocześnie nazywasz innych „marnymi ludzikami” i sugerujesz, że publiczność potrzebuje właśnie ciebie. To już nie brzmi jak zwykła normalność, Derrick. To brzmi jak przekonanie, że jesteś ponad tym wszystkim. Czy właśnie taki jesteś naprawdę?

Derrick Mantel: Mylę się? Czy farbowane lisy są lepsze od kogoś, kto nie potrzebuje kreacji, by zaprezentować się przed tłumami. Jeśli ktoś uważa, że stawiam się ponad wszystkimi to ma rację. Nie zamierzam nikogo jakoś specjalnie oszukiwać. Ciężko abym nie stawiał siebie ponad bandę przebierańców, których kreacje pozornie są różne a gdy się im przyjrzysz, to różnice z czasem się zacierają. Dlatego wolę być sobą niż stawać się kimś, kogo odbicia w lustrze wstydziłbym się najmocniej. To są te detale, które nas definiują nie tylko jako wrestlerów, ale także i ludzi na co dzień.

Maria Kanellis: Derrick, tylko czy w tym wszystkim nie zaczynasz robić dokładnie tego, czym tak bardzo gardzisz? Mówisz, że nie potrzebujesz maski, nie potrzebujesz kreacji i nie chcesz niczego udawać, ale coraz mocniej budujesz obraz człowieka, który jako jedyny jest prawdziwy, a cała reszta jest tylko bandą przebierańców. Więc zapytam wprost: gdzie kończy się twoja autentyczność, a zaczyna kolejna rola, w którą sam zaczynasz wierzyć?

Derrick Mantel: Nie buduję żadnego obrazu. Skoro mam okazję, by przedstawić swoje spojrzenie na pewne tematy… To czemu miałbym z tego nie skorzystać? Zresztą co jest złego w tym, że mówię to, co boli najbardziej. Trzeba mieć klapki na oczach, by serio wierzyć, że te kreacje hydraulików, alkoholików, foliarzy i innych cyrkowców są prawdziwe. Rozumiem desperację pewnych osób, ale… są pewne granice. Jeśli serio uważasz, że to są oni, w całej okazałości nie tylko w ringu a poza nim, to muszę cię zmartwić. Oni was oszukują. Skoro ludzie chcą prawdy, to ją mówię i nie jest to część żadnej roli. Jeśli ktoś we mnie wątpi, to jego indywidualny problem i skoro dalej to ma tak wyglądać, to uważam naszą rozmowę za zakończoną.

Mantel oddaje mikrofon Marii i lekko rozdrażniony opuszcza miejsce, w którym odbywał się wywiad

Video

Początkowo obraz jest czarny, za wyjątkiem notki w prawym dolnym rogu, o treści “Earlier Today”. Po chwili zmienia się on jednak w relację z wnętrza garderoby. Ta mimo surowych ścian, wzbogacona jest o mnóstwo rekwizytów, sprawiających, że przypomina teatralną.
Kilka wieszaków z strojami, w których dominuje czerń i czerwień.  Manekin krawiecki, na którym upstrzony mnóstwem szpilek, wisi niedokończony płaszcz.W rogu, na stoliku ustawiony jest gramofon, grający cichą melodię. Centralna i kluczowa jest jednak staroświecka toaletka, z lustrem oświetlonym mnóstwem żarówek, biegnących wzdłuż całej jego długości. To właśnie przy nim zasiada Edgar Dickinson, powoli i starannie nanoszący charakteryzację na swoją twarz. Kamera zbliża się do poety, a ten zaczyna mówić, nie przerywając malowania.


Edgar Dickinson: Dotarło do mnie wiele głosów, że nie udzielam się w trakcie gal, że nie konfrontuję się słownie z moimi rywalami, oraz że nikt nie wie o mi tak naprawdę chodzi. W pełni to rozumiem, i proszę was drodzy fani Legion Pro Wrestling o wybaczenie. Obiecuję wam też uroczyście, że już niebawem nie zabraknie wam mojego głosu.

Po tych słowa artysta nieco odchylił się w krześle, oceniając w lustrze charakteryzację. Najwyraźniej zadowolony z efektu, odłożył pędzelek na toaletkę i zwrócił się bezpośrednio do kamery.

Edgar Dickinson: Jestem wam jednak winny coś więcej, niż tylko obietnice, a konkretnie wyjaśnienia. Moi drodzy, na przestrzeni ostatnich lat, świat nieco mnie przytłoczył. Musiałem się zamknąć w mojej samotni i próbowałem go napisać na nowo, raz po raz. Ciągle przegrywając z ogromem tego zadania. Z tej syzyfowej pracy, wyrwało mnie jednak Legion Pro Wrestling właśnie. Samozapisująca się kartka, płótno samo pokrywające się farbami. W końcu samospełniająca  się przepowiednia, która potrzebuje tylko strażnika i redaktora. Mały wycinek świata, który mogę przepisać. Nie zapewniam was, że lada dzień sięgnę po najwyższe tytuły i zaszczyty, lub że rozniosę w ringu każdego rywala. Gwarantuję wam tylko, że zawsze pojawię się tam, gdzie moja interwencja będzie niezbędna i że zawsze, nawet ukryty poza okiem kamer będę czuwał. Nie musicie moi drodzy w zasadzie tego rozumieć, wystarczy, że mi zaufacie i będziecie cieszyć się opowieścią.

Artysta jeszcze raz zerknął w lustro, jakby upewniając się czy przez te kilka chwil jego charakteryzacja się nie rozmazała. Po czym wstał i wyszedł z pomieszczenia. Pozostawiając nas na chwilę samych w garderobie zanim video się zakończyło.

Third Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Edgar Dickinson vs Derrick Mantel
[Obrazek: LIwrJ7m.png]

Derrick wykonuje rywalowi Back Suplex, jednak Edgar dzięki saltu do tyłu staje za nim na nogi. Normal Guy od razu to zauważa i próbuje wyprowadzić Clothesline, ale The Poet robi unik pod jego ręką i wykonuje Enzuigiri w tył głowy. Mantel chwieje się na nogach, a Irlandczyk wskazuje z szalonym wzrokiem na publiczność sugerując, że ta akcja będzie specjalnie dla nich. Crow Prince odbija się od lin, rywal się odwraca i mamy Powieść, po której od razu przypina…1…2…break. Dickinson przez moment patrzy na sędziego wzrokiem pozbawionym emocji, ale w końcu wraca do walki. Pomaga wstać przeciwnikowi, ale Amerykanin wykorzystuje chwilę odpoczynku i mamy Dropkick, po którym rywal ledwo stoi na nogach, a Derrick dokłada mu jeszcze Spin-Out Powerbomb, po którym od razu pinuje…1…2…Edgar kładzie nogę na linach. Normal Guy nie jest z tego zadowolony, ale kontynuuje walkę wchodząc na narożnik i szykując się do 450 Splash, lecz oponent wytacza się z ringu. Amerykanin to dostrzega i wychodzi za nim i wykonuje mu Death Valley Driver. Mantel przez moment patrzy na publiczność, która wykazuje się mieszaną reakcją na niego, ale on się tym nie przejmuje i wrzuca rywala do ringu i czeka aż wróci na nogi. Lyrical Assasin wraca do pionu, więc Derrick chce mu wyprowadzić Discus Lariat, ale The Dreamer w ostatniej chwili robi unik pod jego ręką i wykonuje mu Russian Leg Sweep, po którym natychmiast dokłada Epilog i pinuje…1…2…w ostatniej chwili break. Edgar wykorzystuje swoją przewagę, wchodzi na narożnik i mamy 450 Splash, lecz wprost na kolana przeciwnika. Normal Guy nie czeka tylko od razu podnosi rywala i wynosi go pod Vertical Suplex. Amerykanin z uśmiechem na twarzy robi przysiady z przeciwnikiem w górze ku mieszanej reakcji fanów, a następnie z dużym impetem wbija go w matę. Mantel nie zamierza dłużej czekać i chce wykonać rywalowi Head Crusher, jednak Dickinson w ostatniej chwili to zauważa i wykonuje Spinning Heel Kick z zaskoczenia! Walka ewidentnie zbliża się do końca. Derrick powoli wraca na nogi, a The Poet chce wykorzystać moment z zaskoczenia i wykonać Last Word, ale przeciwnik daje radę go obrócić i mamy potężny Sit-Out Powerbomb z przypięciem…1…2…kickout. Fani coraz bardziej żyją poczynaniami zawodników w ringu, a Normal Guy pokazuje publiczności, że będzie kończył już ten pojedynek. Wisdom Keeper powoli wraca na nogi, a Amerykanin chce mu wykonać Fatal Blow, jednak Irlandczyk jakimś cudem daje radę wyrwać się z uchwytu przerzucić go Back Body Dropem za siebie. Mantel od razu wraca na nogi, lecz Edgar od razu gasi go za pomocą Plot Twist, po którym pada zmęczony na rywala…1…2…break. Panowie leżą zmęczeni na macie, a fani nagradzają ich owacją za walkę jaką jak na razie im zgotowali. Oboje powoli wracają na nogi i to Dickinson pierwszy na nich jest co próbuje wykorzystać za pomocą Powieści, jednak Derrick jakimś cudem przechwycił go w locie i mamy Uranage, po którym wchodzi na narożnik i dokłada 450 Splash, przed którym przeciwnik zdążył uciec, a Derrick wbił się w matę. Lyrical Assasin nie zamierza dłużej czekać i teraz to on wchodzi na narożnik, aby wykonać The End. Udane! Mamy przypięcie…1…2…3! Edgar Dickinson zwycięzcą tego pojedynku.

Earlier This Week
Znajdujemy się w miejscu, które ostatnio już widzieliśmy. Jest to jeden z najbardziej wartościowych budynków w historii wrestlingu. Oczywiście nie mówimy o żadnej siedzibie federacji czy mieszkaniu, któregoś z włodarzy. To miejsce to willa rodziny Escobar. Miejsce szczególne dla Miguela Escobara. To tutaj może on odciąć się od całego świata…a jednak dzisiaj postanowił, że nie będzie tu sam. Wśród licznych dzieł sztuki, a także antycznych mebli widzimy dwie postaci - gospodarza domu oraz Prestona Steele'a. Jak widać historia z ostatniego Colosseum nie została nagle ucięta i dzisiaj panowie ponownie mogą ze sobą porozmawiać. W scenerii, która idealnie pasuje do korzeni obu dżentelmenów, Preston siada w fotelu “Smoki” (a raczej w jego wiernej replice, zamówionej przez ojca Miguela tuż po ślubie z jego matką). Miguel podchodzi do barku wzorowanego na The Timothy Oulton Bar (z dodatkowymi antycznymi okuciami z brązu). Spogląda on na Prestona, a następnie na zawartość barku i szeroko się uśmiecha. Po chwili wyciąga butelkę Macallan 1926. Steele spogląda na trunek i kiwa głową z aprobatą. Divine polewa whisky do tradycyjnych tumblerów old fashioned i podaję jedną ze szklanek Prestonowi. Hiszpan jeszcze zanim sam zasiadł w fotelu już zaczął mówić.

Miguel Escobar: Dziękuję ci, że skorzystałeś z mojego zaproszenia. Od razu wiedziałem, że nie mylę się co do twojej osoby. Tutaj będziemy mogli porozmawiać na osobności, w komfortowych warunkach.

Preston Steele: Sam nie jestem do końca przekonany czy to mi się opłaci, ale zawsze warto rozważyć wszystkie opcje. W końcu kto nie ryzykuje ten nie pije szampana.

Escobar te słowa kwituje skinieniem głowy i wzniesieniem toastu.

Miguel Escobar: A w tym przypadku, nie pije whisky. Wiesz Prestonie, może ty tego do końca nie widzisz, ale moim zdaniem jesteśmy do siebie bardzo podobni. Jest jednak jedna znacząca różnica między nami. Ja nie próbuję udawać kogoś kim nie jestem.

W tym momencie na twarzy Prestona pojawiło się zdenerwowanie, chciał on wstać z fotela, ale Hiszpan szybko ostudził jego zapędy i wyciągnął przed siebie rękę.

Miguel Escobar: Spokojnie przyjacielu. Nie mam zamiaru cię urazić. Po prostu spoglądam na to wszystko obiektywnie. Wiem, że nie jest to dla ciebie łatwa sytuacja i próbujesz się pozbyć pewnej łatki, ale chyba ten sposób nie jest najlepszy i nie do końca ci to wychodzi. Chcesz się odciąć od ojca, a jednocześnie ciągle o nim wspominasz.

Preston próbuje przerwać wypowiedź Miguela, ale Escobar nie ma zamiaru ustępować.

Miguel Escobar: Daj mi dokończyć…to nie jest atak na ciebie, chcę żebyś przejrzał na oczy. Drogie samochody, zegarki, ubrania. To wszystko nadal prowadzi do jednego, jesteś bogaty i tego nie zmienisz, a to wszystko dzięki twojemu ojcu. Nie musisz tego ukrywać, ale też nie musisz się z tym obnosić. Po prostu jesteś sobą, nikim innym. Nikomu nie robisz krzywdy tym, że masz od kogoś lepszego warunki do życia. Nie musisz za to pokutować. Po co ta cała szopka? Ostatnio dałeś się ośmieszyć dwóm facetom wyglądającym jak żebraki. Jesteś ponad to i dobrze to wiesz. Ja też to wiem, dlatego tu teraz siedzimy. Nasza współpraca byłaby czymś wielkim.

Preston Steele: Nie jestem do końca przekonany czy jesteś najlepszym doradcą w tej kwestii. Mi co prawda nie udało się ostatnio osiągnąć zwycięstwa w turnieju, ale o ile się nie mylę to ty przegrałeś swoje obydwie walki.

Preston bierze do ręki szklankę, przez chwilę obracając ją w dłoni, po czym spogląda prosto na Miguela.

Preston Steele: Widzisz, właśnie dlatego trudno mi traktować twoje słowa jak objawienie. Mówisz o tym, że dałem się ośmieszyć, że powinienem przestać przejmować się opiniami innych, a jednocześnie sam próbujesz wmówić wszystkim, że jesteś ponad innymi zawodnikami. Problem w tym, że każdą wielką deklarację prędzej czy później trzeba zweryfikować w ringu. A tam, przynajmniej na razie, nie widzę człowieka tak nieomylnego, za jakiego próbujesz uchodzić.

Miguel najpierw marszczy czoło, a później delikatnie się uśmiecha, po czym odpowiada Prestonowi.

Miguel Escobar: Wiem, że nie znasz mnie ani trochę, więc wyjaśnię ci to o czym wspomniałeś. Wynik walki nie jest czymś, co może określać mnie jako osobę. Te fartowne wygrane moich rywali nic dla mnie nie znaczą. To, że jestem ponad innymi to jest niezaprzeczalny fakt. Prędzej czy później każdy się o tym przekona…ale ja nie o tym. Widzisz Prestonie, chodzi o to, że ja nie chcę nikomu niczego udowadniać. Jestem tu po to żeby być największą gwiazdą i rozpływać się w blasku fleszy, a do tego żaden tytuł nie jest mi potrzebny. Myślisz, że byłem święcie przekonany, że będę nowym mistrzem? Oczywiście, że nie. Nie jestem głupi, po prostu dbam o swoje interesy. Jedno zdanie i już było o mnie głośno. Niektórzy tutaj zachowują się jak wykastrowani, ja taki nie jestem i nigdy nie będę. Tak samo wiem, że ty też taki nie jesteś. Widzę to w tobie. Chcesz czegoś więcej, ale z jakiegoś powodu blokujesz tę myśl.

Preston przez kilka sekund milczy. Odstawia szklankę na stolik i opiera się wygodniej w fotelu. Po raz pierwszy od początku rozmowy nie wygląda na człowieka, który szuka kolejnego argumentu do sprzeczki.

Preston Steele: Może właśnie w tym tkwi problem. Może za bardzo skupiam się na tym, co było, zamiast na tym, co może być. Nie zamierzam udawać, że kupuję wszystko, co właśnie powiedziałeś. Nadal uważam, że momentami za bardzo wierzysz we własną legendę. Powiem ci, że Ty przynajmniej wydajesz się być szczery w swoich ambicjach. I chyba faktycznie dostrzegłeś coś, czego ja sam nie chciałem zauważyć. Jeżeli mam naprawdę odciąć się od przeszłości, to nie zrobię tego ciągle oglądając się za siebie. Nieważne czy chodzi o mojego ojca, czy o ludzi, którzy próbują mnie przez niego oceniać.

Preston wyciąga rękę w stronę Escobara.

Preston Steele: Nie obiecuję ci przyjaźni. Nie obiecuję też, że nagle zaczniemy się ze sobą zgadzać. Ale jeśli rzeczywiście uważasz, że możemy na tym obaj zyskać... jestem gotów spróbować.

Escobar wydaje się być zadowolony tą odpowiedzią i szybko odpowiada.

Miguel Escobar: I o to właśnie chodzi. Nie mamy nagle się zaprzyjaźnić, nic z tych rzeczy. Różnice między nami są spore, ale obaj chcemy odcisnąć swoje piętno na LPW, a razem może to nam przyjść znacznie łatwiej. Tylko błagam, niech to będzie ostatni raz kiedy wspomniałeś o swoim ojcu.

W tym momencie panowie lekko się zaśmiali, a Miguel wyciągnął rękę w kierunku Prestona. Ten spojrzał na Hiszpana i z lekką dozą niepewności uścisnął jego dłoń.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
13.06.2026, 10:19 #1
Earlier This Week
Kamera przenosi nas do lasku nieopodal Taylorsville Lake. Z pordzewiałego Renault Kangoo wysiadło dwóch mężczyzn. Wysiada to jednak za dużo powiedziane. Jeden wysiada i asekuruje wyjście tego drugiego. Wstawiony osobnik unosi jednak ręce w górę i stanowczo gestykuluje w stronę kompana na znak, że sam da radę wysiąść. Obaj mężczyźni w rękach trzymają dwa wiklinowe kosze oraz noże typu kozik.

Uszczelka: Widzisz Zygmunt mówiłem, że tu nikt łaził nie będzie. John mi opowiadał, że to jakiś jego "honey hole". Ja tu miodu nie widzę bracie, ale grzybów to tu jest jak mrówków.

Butla o dziwo był dzisiaj ubrany całkiem normalnie - jak na niego, bo część ubrań i tak i tak była poszarpana. Oprócz koszyka miał też ze sobą małą torebkę, w której rzecz jasna trzymał parę flaszek, ale zdecydowanie mniej, niż można było się po nim spodziewać.

Butla: -No… no miał ten John rację. Ale powiem ci, Uszczelka, że ja to na grzybach znam się jak na odwyku od alkoholu… czyli nijak. To może by się jakiś ekspert przydał. Ale liczę na ciebie, Zbychu.

Zygmunt podrapał się po brodzie i rozejrzał po lesie. Po chwili schylił się, podniósł coś z ziemi i wrzucił do koszyka.

Butla: Ale wiesz... ja to też mam metodę. Jak coś wygląda na grzyba, to jest grzybem. Jak nie jest grzybem... to najwyżej się człowiek dowie.

Po chwili zastanowienia spojrzał do koszyka, a następnie do torby z butelkami i powiedział:

Butla: Albo to lekarz się czegoś dowie…

Uszczelka spojrzał na zdobycz kompana i surowo go zganił.

Uszczelka: Popatrz na to! Widzisz te rurki? * Uszczelka nacina kapelusz grzyba * To jest goryczak żółciowy, szatan jebany, a nie borowik! Przez jednego takiego skurwiela cały kocioł bigosu psu w dupe. Tobie to i bez różnicy bo przechlane gardło przyjmie każdą gorycz, ale dla mnie ten bigos to świętość przepis mojej babuni. Szwagier przysłał mi kiełbasę z dzika zza oceanu specjalnie na te okazję, a ty chcesz mi to spieprzyć.

Butla: No dobra, dobra, Uszczelka, spokojnie… bo ty od razu z tym bigosem jak ksiądz z kazaniem. Ja nie wiedziałem, że grzyby mają jakieś przebrania. Patrzę: stoi w lesie, kapelusz ma, nogę ma, nie szczeka, nie ucieka, no to dla mnie grzyb. A tu się okazuje, że jeden udaje borowika, drugi robi za szatana, trzeci pewnie jeszcze alimenty ma niespłacone. Tylko mi powiedz jedną rzecz… jak grzyb jest taki gorzki, to może on nie do bigosu, tylko do ludzi? Dasz takiemu cwaniakowi w federacji do kanapki i od razu mniej gada. Nie mówię, że tak zrobimy… ja tylko mówię, że natura czasem sama podsuwa rozwiązania.

Nagle spojrzał na pewnego grzyba, który był wbity w ziemię przy podstawie dębu. Była to ogromna Żagwica listkowata, czego Zygmunt rzecz jasna nie wiedział.

Butla:Zbychu… a ten tutaj to dobry? Bo wygląda jakby komuś kura w ziemię wrosła.

Uszczelka widząc, że kolega znalazł bardzo rzadkiego grzyba lekko się zagotował, a po chwili doprowadził się do porządku i oznajmił do kompana.

Uszczelka: To jest gówno Zygmunt, weź to zostaw bo następną walkę stoczysz w krzakach, a nie w ringu. Grzyby mój przyjacielu to są jak ludzie. Spójrz na to tak. W turnieju awansowali już McŁowicz, Riddle i Blaze. Taki Rob na ten przykład to jest taka Kurka. Ma pieprzny język, ale tak naprawdę jest to tylko przystawka do dania głównego. Kolejny z kolei Riddle to jest proszę ja ciebie typowy smardz. Niby taki elitarny, pojawi się nagle w sezonie, ale na dłuższą metę zniknie i musi ustąpić miejsca konkurencji. No i ostatni Axel Blaze, whisky i rock'n'roll to nic innego jak Muchomor czerwony. Niby jest taki groźny, ale obgotuj go parę razy i zmięknie.. o cholera Kania!

Uszczelka przerywa i biegnie do zdobyczy. Butla przez chwilę patrzył na miejsce, w którym jeszcze przed sekundą stał Uszczelka. Zamrugał kilka razy, spojrzał na grzyba, którego kazał mu wyrzucić, a potem na koszyk. Ewidentnie połowa wywodu o turnieju przeleciała mu przez głowę, ale coś jednak zostało.

Butla: Czekaj, czekaj… czyli ten McŁowicz to kurka, Riddle to… smarkacz?

Zygmunt zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć właściwe słowo.

Butla: Smar… smardz! No. A ten cały Blaze to muchomor, tak? Czyli wszyscy tu jakieś ładne grzyby, sezonowe grzyby, modne grzyby… A ja co?

Butla podrapał się po brzuchu, po czym podniósł pustą butelkę z dna koszyka, jakby przez przypadek znalazł tam odpowiedź na sens życia.

Butla: Ja to chyba jestem taki grzyb, co rośnie za sklepem, pod płotem, w miejscu, gdzie pies leje i nikt go nie chce dotykać. Ale widzisz, Zbychu… taki grzyb też żyje. Deszcz go bije, ludzie depczą, robaki gryzą, a on dalej stoi. Krzywy, śmierdzący, ale stoi. Może to kwestia szczęścia a… może i czegoś innego.

Butla spojrzał potem na swój koszyk, a następnie na Zbyszka i wziął łyka z jednej z otwartych wcześniej butelek.

Butla: No widzisz, Zbychu… ty masz wiedzę, ja mam szczęście. Osobno to może i gówno warte, ale razem? Razem to już prawie drużyna.

Zygmunt uśmiechnął się krzywo i ruszył za kompanem. Uszczelka wzdycha i czeka na Butle. Ten po drodze wywraca się o własne nogi. Zbyszek podaje mu rękę i podnosi go do góry.

Uszczelka: Zygmunt.. w królestwie grzybów to ty jesteś papierzak.

W trakcie podnoszenia swojego przyjaciela Uszczelka zauważa dwóch mężczyzn ścinających grzyby w niewielkiej odległości. Puszcza rękę kolegi i ten pada z powrotem wprost w mrowisko.

Uszczelka: E co jest kurwa! To nasza miejscówka, wynocha, już was tu nie ma! *Zagraniczni grzybiarze nie rozumieją co krzyczy wymachujący rękami polski hydraulik i odpowiadają tylko "I dont understand"* Jaki stend? To jest nasza miejscówka, nasz glory hole wypierdalać mi stąd bo mi wszystkie grzyby podepczecie! * Osobnicy pukają się po głowie w stronę Uszczelki, a ten rusza na nich wściekły i wywiązuje się bijatyka * Bierz ich Zygmunt, będą nam tu cwaniaki borowiki wycinać!

Między grzybiarzami wywiązuje się starcie fizyczne, a kamera powoli gaśnie.

[Obrazek: 0e916733f1788.png]



Na hali wybrzmiewa dobrze znana muzyka a na titaronie wyświetlają się kolejno zawodnicy rosteru LPW. Po chwili widzimy skromny pokaz pirotechniczny, a następnie kamera przenosi nas do stolika komentatorskiego.

Przy stoliku komentatorskim siedzą już uśmiechnięci (Hajto nawet za bardzo) komentatorzy, wspomniany już Tomasz Hajto oraz Michael Cole...Panowie nie odzywają się, w ogóle jakby na coś czekając, po czym słyszymy...theme Ricoche'ta! Rico pojawia się w LPW zasiadając przy stoliku komentatorskim!

Michael Cole: Niesamowite, gwiazda za gwiazdą przy stoliku, a tutaj również kolejny wielki strzał - Ricochet!

Tomasz Hajto: Właśnie, ja też kiedyś Ricochetem strzeliłem bramkę. Nie wiedziałem, że to w rzeczywistości tak wygląda.

Ricochet: Co? Zresztą nieważne, wiedziałem, co mnie czeka, słysząc twoje nazwisko. Ta gala zapowiada się świetnie i bardzo cieszę się, że mogę być jej częścią. Już walka Jorge Cavazos kontra Zygmunt Butla wywołuje u mnie ciarki. Dwa światy, ale tylko ten Cavazosa może wygrać.

Michael Cole: Ja nie skreślałbym tutaj Butli.

Tomasz Hajto: Ja też nie...

Michael Cole: Mi jednak chodzi na pewno o coś innego. Mianowicie, odkąd Zygmunt dołączył do LPW, nie ma negatywnych komentarzy na jego temat.

Tomasz Hajto: Dokładnie. Zjada, a właściwie wypija tę scenę wrestlingową.

Michael Cole: Salvador kontra Derek Halloway. Walka, która powinna pójść tylko w jedną stronę. Myślę, że Derek jest tutaj zdecydowanym faworytem.

Ricochet: Trudno się nie zgodzić. Tak naprawdę jedyne, co ratowałoby tutaj Salvadora przed porażką, to fakt, gdyby jego rywal się nie pojawił.

Tomasz Hajto: Salvador? Lepiej se stań dali, hehe.

Michael Cole: Ja pier... to znaczy, chciałem zapowiedzieć walkę Edgar Dickinson kontra Derrick Mantel, czyli pojedynek, w którym jest dość wyraźny faworyt. Pytanie, czy jednak wywiąże się on ze swojej roli?

Ricochet: Myślę, że tak. Derrick stara się tutaj jak może, ale chyba jeszcze nie czas na tę postać.

Michael Cole: Więc błyskawicznie ruszamy dalej. Lord Sebastien de Montclair kontra Mateusz MW. Moim zdaniem nie jest tak łatwo wskazać faworyta, jak mogłoby się wydawać.

Tomasz Hajto: Jak dla mnie to Sebastien ma te kocie ruchy. Ruchy Mateusza w ringu są jakieś takie sztywne, robotyczne, nie wiem, jak to nazwać. Wydaje mi się, że faworyt jest jeden.

Ricochet: A ja patrzę na walkę Ryback kontra Preston Steele i wydaje mi się, że Ryback może mieć bardzo duże problemy w tym starciu.

Michael Cole: To prawda. The Big Guy nie ma ostatnio dobrej prasy, natomiast Preston z każdym kolejnym występem rośnie w siłę.

Tomasz Hajto: A ja sobie pozwolę rzucić okiem na ostatnie starcie. Jack Sabre SR kontra Mike RMF'Fn Brutal to gigantyczny Main Event...

Michael Cole: Nie no, jak Rob nic z nim nie zrobi, to ja chyba stąd pójdę. Zack Sabre Jr. kontra Mike F'N Brutal. Pełen szacunek, bo to jest największy Main Event Colosseum, odkąd mamy tę federację!

Ricochet: Dokładnie. I moim zdaniem Brutal udowodni, dlaczego ma taki człon w nazwie.

Na arenie rozbrzmiewa muzyka Roba McŁowicza. Po chwili zawodnik pojawia się na stage’u w kolorowej koszuli, z ręcznikiem przewieszonym przez ramię i szerokim uśmiechem na twarzy. Rob spokojnym krokiem zmierza do ringu, po drodze wskazując na fanów pokazując na plakaty z jego wizerunkiem. Wchodzi między liny, odbiera mikrofon i przez moment rozgląda się po publiczności w Louisville.

Rob McŁowicz: Witam państwa bardzo serdecznie. Proszę spojrzeć, jaka odmiana. Nie widzicie mnie zza blatu, nie stoję nad patelnią, nikt obok mnie nie próbuje sprzedać tequili, a żadna kanapka nie walczy o życie. <Rob uśmiecha się lekko, poprawiając ręcznik na ramieniu.> Dzisiaj stoję przed wami w ringu, tutaj w Louisville, czyli w miejscu, gdzie o kurczaku, bourbonie i ogniu ludzie wiedzą całkiem sporo, więc skoro już mówimy o ogniu, pozwólcie, że przypomnę jedną rzecz. Rob McŁowicz przeszedł przez pierwsze dwie rundy turnieju i, jak państwo widzą, nadal nie został przypalony. <Rob unosi dwa palce w górę.> Dwa pojedynki, dwa zwycięstwa, bilans 2–0, a to oznacza, że dzisiaj mogę stać tutaj spokojnie, oddychać pełną piersią i oglądać, jak inni walczą z presją, gotując się w wielkim kotle, który z każdą minutą robi się coraz bardziej gorący. Jedni będą walczyć o przetrwanie, inni o nadzieję, a ja mogę obserwować, wyciągać wnioski, sprawdzać temperaturę i patrzeć, komu ręce zaczynają drżeć, kiedy nagle okazuje się, że turniej to nie elegancka kolacja przy świecach, tylko kuchnia w godzinach szczytu, gdzie jeden błąd potrafi zrujnować cały wieczór. Bo w tej federacji wielu potrafi wejść do ringu z wielką zapowiedzią czy piękną historią, ale dopiero pod presją widać, kto jest daniem głównym, a kto tylko ładnym opisem w karcie. Niektórzy tylko ładnie pachnieli przed podaniem na stół, inni natomiast okażą się zwykłymi zamiennikami produktów premium, na które próbowali się kreować, bo kiedy przychodzi prawdziwy ogień, etykieta przestaje mieć znaczenie. A ja? Ja nie muszę dzisiaj nikogo kroić, smażyć ani doprawiać, ponieważ swoją robotę wykonałem wcześniej, ale to nie znaczy, że kucharz przestał patrzeć na składniki. Mogę stać z boku i czekać, aż turniej pokaże mi, który składnik jako następny trafi do mojej kuchni. <Rob przechadza się powoli po ringu.> Nie pomylcie jednak spokoju z lenistwem, bo kucharz, który nie stoi przy ogniu, nadal myśli o następnym daniu, o konkretnej temperaturze, o tym jednym ruchu, który zdecyduje, czy wszystko wyjdzie idealnie, czy ktoś skończy jako przypalony eksperyment. A ja cały czas myślę o LPW World Championship. <Rob zatrzymuje się na środku ringu i patrzy prosto w kamerę.> Kuchnia dzisiaj odpoczywa. Pobite Gary mają wolne. Ale apetyt? Mój apetyt dopiero rośnie.

Axel Blaze: Czy ktoś tutaj wspominał o ogniu beze mnie?!

Na hali zaczyna grać "I Gotsta Get Paid" i dziarskim krokiem na rampę wchodzi Axel Blaze. Ma na sobie wysokie buty, niebieski jeansy, czarną skórę i swoje okulary przeciwsłoneczne. Mr. Forever rozpoczyna swoją przemową nie zatrzymując się i cały czas zmierzając do ringu.

Axel Blaze: Rob, Rob, Rob... <macha do kucharza> mamy kontakt z bazą? Już 3 galę z rzędu słucham jak to grillujesz, smażysz, doprawiasz, a cały świat jest daniem, które przygotowujesz i chyba po prostu już mi się to, o ironio, przejadło. Ale co do jednego na pewno masz rację - tutaj ludzie znają się na Bourbonie. <cheer>

Mr. Forever wchodzi po schodach, staje przy narożniku i wyciąga z wewnętrznej kieszeni kurtki piersiówkę.

Axel Blaze: Old Forester, wasze zdrowie! <cheer, solidny łyk z piersiówki, Blaze wchodzi do ringu> Wybitny trunek, aby uczcić okazję, nieprawdaż? 2 walki. 2 wygrane. Ćwierćfinał. Nie każdy może to powiedzieć. Zdecydowanie zasłużyłeś sobie na ten spokój, o którym mówisz. Daliśmy z siebie wszystko i odebraliśmy za to bardzo cenną nagrodę. Ale jedno nas różni, Rob. Powiedziałeś, że możesz teraz stać i obserwować. Ja tak nie potrafię. Widzisz, nie przyszedłem tutaj po prostu przejść przez życie. Zamierzam przez nie przejechać z piskiem opon. Dlatego nie będę patrzeć, kalkulować, ani analizować. Bez względu na to, kogo przyjdzie mi spotkać w kolejnej rundzie, po prostu dam kolejne show. Niektórzy mówią, że w ringu zostawia się krew, pot i łzy - nie w moim przypadku. Ja pocę się krwią, aby zrobić kolejny krok ku wieczności, zostawić po sobie ślad, trwale wypalić swoje nazwisko. I nic nie pozwoli zrobić tego lepiej, niż zostanie pierwszym mistrzem LPW w historii! <cheer> Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to nie będzie łatwe, ale ja na łatwiznę nie chodzę. Turniej trwa, widziałem kilku naprawdę twardych skurczybyków, którzy tanio skóry nie sprzedadzą. Swoją drogą, <Axel patrzy prosto w kamerę> powodzenia Panowie. "Tym, którzy zaraz dadzą czadu, salutujemy!"* <krótki salut> Wiem, że każdy z nich, z którym przyjdzie mi się zmierzyć, będzie próbował urwać mi głowę, aby tylko przejść dalej. Ale nie ze mną te numery, przygotowywałem się do tego przez całe życie. <Axel unosi w górę zaciśniętą pięść z wyprostowanym palcem wskazującym i małym, jednocześnie dając pokaz ostrego headbangingu> Nie ma przypadków, Rob. Znalazłem się w tym miejscu, dokładnie w tym czasie z jakiegoś powodu. I ja wierzę, że tym powodem jest wygrana w turnieju - sięgnięcie gwiazd. Nie obraź się, Rob, ale nie chcę być daniem głównym. Chcę być powodem, dla którego Ci ludzie kupili bilety. <cheer>

*"For those about to rock, we salute you" - ACDC

Na arenie rozbrzmiewa nowy theme song Zbyszka Uszczelki i na rampie ukazuje się postać Fachowca. W ręce trzyma pismo święte. Unosi on je w górę i obserwuje zgromadzoną publiczność. Na końcu jego wzrok kieruje się na środek ringu, w którym znajdują się Axel Blaze i Rob McŁowicz. Hydraulik się uśmiecha, a następnie przykłada mikrofon do ust

Zbyszek Uszczelka: Szanowni państwo, kochani moi słyszycie to co ja? Tych dwóch tutaj opowiada bajki, który z nich zostanie mistrzem, a ja się pytam! Jaki wy dajecie przykład tym ludziom? Ja może i święty nie jestem, ale jako prawdziwy Polak, a przede wszystkim katolik muszę uderzyć pięścią w stół, jak ludziom przekazujecie takie złe wartości. <Uszczelka kieruje się w stronę ringu, a następnie staje przed nim dalej kontynuując> Pan, panie Robie to by się za jaką uczciwą robotę wziął. Robisz pan te wykwintne dania, a prawda jest taka, że ci wszyscy ludzie tak jak i ja nie mamy kasy na te pana rarytasy. W piątki pan mięso sprzedajesz, zamiast podawać rybkę. Wiesz pan ile taka ryba ma witamin? Grzech obżarstwa panie Robie przez pana przemawia. No i drugi z kolei satanista. Rockowa muzyka, alkohol, seks i nie wiadomo co jeszcze. Mówię ci człowieku obłudny zejdź z tej drogi. Pijesz te świństwa pędzone na myszach zamiast normalnej, polskiej dajmy na to śliwowicy. Same witaminy jakbyś pan kompot pił i wszystkie diabły panu z głowy wyjdą. Ja może i jestem człowiek skromny, ale jestem też człowiek ludu. Jako przodownik mógłbym iść z tym pasem i prowadzić ludzi właściwą ścieżką. Robicie wszystko pod publikę, a ja jestem mentorem. Patrzcie jak postawiłem kolegę Butlę do pionu. To jest znak, że to mnie należy się tytuł. Czeka mnie jeszcze dalsza część turnieju, ale ja jestem człowiek pracowity, a z dobrym zamiarem na sercu wygrana jest moja.

Kolejny theme song rozbrzmiewa na arenie, ratując fanów zgromadzonych na arenie od dalszego indoktrynowania przez Zbyszka. Skoro w ringu mamy już trzech zawodników z bilansem 2-0, to wypadałoby, aby dołączył do nich czwarty! Na arenie słychać już Evil Ways, a po chwili na stage wychodzi Kenneth Riddle. Sacramento Saint pewnym krokiem zmierza do ringu i staje pośrodku kwadratowego pierścienia, niejako otaczając się rywalami, którzy skupiają na nim swój wzrok, co chwilę zerkając także na pozostałych. Napięcie rosło z nadejściem każdego kolejnego zawodnika, aż do teraz.

Kenneth Riddle: Gratulacje, Panowie. Znajdujemy się w elitarnym gronie tych, którzy nic dziś nie muszą. To jednak dopiero połowa drogi od 2-0 do 4-0. Fakt, zasady turnieju sprzyjają dawaniu drugich szans, ale chyba wszyscy chcieliby, aby pierwszy LPW World Champion szczycił się rekordem bez skazy. Jeżeli ktoś śledzi mnie nie tylko w LPW, to będzie doskonale wiedział, skąd wypływa następna metafora... <Riddle obraca się stopniowo, patrząc na każdego z rywali po kolei, wypowiadając następne zdania> W play-offowej koszykówce pokonanie kogoś 4-0 oznacza sweep. Trzeba być jednym z najlepszych, aby tego dokonać, półkę wyżej od swojego rywala. Póki co każdemu z nas idzie doskonale, ale nadciąga moment, kiedy ktoś będzie musiał zaakceptować pierwszą porażkę... i wiem, że nie będę to ja. <Kenneth zatrzymuje swój wzrok na McŁowiczu> Rob, znasz się na kuchni jak nikt inny. Z pewnością potrafiłbyś przyrządzić Cheese Skirt Burger lepiej niż moja matka i z taką samą celnością wyczułbyś smak wina z regionu Napa Valley. Całe szczęście, że dziś rezygnujesz z Pobitych Garów! Może tym razem włodarze nie będą musieli płacić kary za przekroczenie czasu antenowego. <Teraz osobą, na której Kenneth skupia wzrok, jest Axel Blaze> Twój image, Axel, jest dla wielu pociągający. Zresztą nie trzeba daleko szukać, tydzień temu kilkoma zdaniami poderwałeś naszą kochaną Marię! Poznałem już jednak wielu rock'n'rollowców i łączy ich jedna wspólna cecha... zawsze przedwcześnie wysiada im serducho. Ciesz się każdym dniem, mój drogi. <Teraz The Icon zbliża się do Zbyszka Uszczelki> Zbyszku... <długa pauza> jestem przekonany... że nie ma lepszego hydraulika w tym ringu od Ciebie! Niestety wszyscy wiemy, że kłamiesz. Widzieliśmy, jak tydzień temu kolega Butla zdecydowanie nie znajdował się w pozycji pionowej, kiedy wpadał do jeziora <Publika reaguje śmiechem, tak jak i sam Riddle>. Żaden z Was nie przeszedł trudniejszej drogi do bilansu 2-0 niż ja. Mimo tego, to właśnie Wy <Riddle wskazuje na Blaze'a i McŁowicza> znajdujecie się nade mną w Power Rankingu LPW?! Ktoś powie, że to mało znacząca bzdura, ale nie... to pokazuje pewien wzorzec. Wiecie, jaki jest najsłabszy punkt Kennetha Riddle'a? Że nazywa się Kenneth Riddle. Osiągnięcia, które u innych zostałyby uznane za wybitne, w moim przypadku są zaledwie poprawne. "Stać go na więcej", "Czekamy aż się rozkręci", "Spodziewam się lepszych rzeczy", "Jego sufit jest wyżej"... Przyjmuję to na klatę, bo taka jest rola lidera, ale jeżeli dla kogoś pokonanie Mike'a F'N Brutala i Rybacka w dwóch pierwszych walkach od wielu lat, to kaszka z mleczkiem, to ja spodziewałem się lepszego zachowania od Was. <Kenneth, po wypowiedzeniu słowa "Ryback", wyraźnie zmienił wyraz twarzy i zacisnął szczękę. Teraz zwraca się bezpośrednio do kamery> No właśnie... Ryback... ewidentnie popełniłem jeden z największych błędów w życiu, pozwalając Ci odejść cało z naszego starcia. Jak przyznałem od razu, ruszyło mnie sumienie i czułem wręcz obowiązek dania Ci uczciwej walki, przez wzgląd na dawne czasy. Mogłem się jednak spodziewać, że okażesz się zwykłą szmatą! <Riddle systematycznie podnosi ton głosu, zbliżając się już do krzyku> Jeżeli myślałeś, że to na mnie wystarczy, to byłeś w olbrzymim błędzie! Przyjąłem Twoje najmocniejsze ciosy i nadal stoję! Baw się w rzeźnika, jeśli tak teraz zarabiasz na życie, bo na pewno nie robisz tego wygrywaniem pojedynków... tylko trzymaj się z dala ode mnie! Przysięgam na swoją rodzinę, że jeśli choć raz spróbujesz mi przeszkodzić w mojej drodze po LPW World Championship, to tym razem nie wypuszczę Twojej ręki z Wonderment, gdy będziesz żałośnie klepał!

Publiczność reaguje głośnym cheerem, gdy rozpoczyna grać muzyka, a na rampie pojawia się Rob Van Dam. RVD ubrany w elegancki garnitur wchodzi do ringu i prosi o mikrofon.

Rob Van Dam: Panowie, panowie... spokojnie. Widzę, że zrobiło się tutaj małe spotkanie klubu 2-0. <RVD rozgląda się po zawodnikach stojących w ringu i z lekkim uśmiechem kiwa głową.> Rob, Axel, Zbyszek, Kenneth... gratulacje. Każdy z was zrobił dokładnie to, co miał zrobić. Weszliście do turnieju, wygraliście dwie walki i zasłużyliście na miejsce w kolejnej fazie. To nie był przypadek ani prezent, tylko robota wykonana w tym ringu. Ale skoro już wszyscy tutaj stoicie, wyjaśnijmy sobie jedną rzecz. Dzisiaj odbędą się kolejne walki turniejowe i chcę, żeby rozstrzygnęły się uczciwie. Bez ataków z boku, bez odwracania uwagi sędziego i bez zabawy w kreatorów cudzej kariery. <RVD robi krótką pauzę, a jego ton staje się wyraźnie bardziej stanowczy.> Jeśli którykolwiek z was spróbuje dzisiaj zaingerować w pozostałe starcia turniejowe, zostanie natychmiast zdyskwalifikowany z turnieju. Każdy może dostać szansę, ale nikt nie będzie niszczył turnieju, który ma wyłonić pierwszego mistrza. <RVD uśmiecha się lekko i wskazuje ręką w stronę jednej z części areny.> Dlatego, żeby zminimalizować ryzyko, przygotowałem dla was coś specjalnego. Dzisiejszy wieczór spędzicie w loży VIP. Wygodne miejsca, dobry widok, coś do picia, może coś do jedzenia. Będziecie mogli spokojnie oglądać galę i analizować potencjalnych rywali. <RVD opuszcza na moment mikrofon, po czym dodaje chłodniejszym tonem.> Ale jeśli komuś przyjdzie do głowy opuścić tę lożę i popsuć zabawę innym, jego droga do LPW World Championship skończy się szybciej, niż zdąży powiedzieć „2-0”. Panowie, gratuluję raz jeszcze. A teraz zapraszam do loży.

RVD opuszcza mikrofon, a kamera pokazuje czterech zawodników z bilansem 2-0. Napięcie nadal wisi w powietrzu, ale stanowiska GM’a jest jasne. Zawodnicy powoli opuszczają ring, kierując się w stronę przygotowanej dla nich loży VIP.

Video Promo
Obraz staje się kompletnie czarny, kompletna ciemność, w której nie widać żywej duszy. Coraz bardziej słyszalne dźwięki miauczących kotów, najpierw cicho, lecz po chwili stają się głośne i wyraźne. Z mroku wyłania się zamaskowana postać trzymająca kota na rękach. Im bliżej kamery podchodzi, miejsce, w którym się znajduje, zaczyna się rozjaśniać, a w tle dostrzec można znacznie większą ilość kotów. Zamaskowany kociarz podchodzi blisko i zmienia swój punkt zainteresowania z kota na obiektyw kamery.

El Garra De Gato: Niech was nie zmyli to jak wyglądam.

Luchador delikatnie głaszcze kota, którego trzyma na rękach.

El Garra De Gato: No soy un gatito pequeño. Moje futrrro nie jest miękkie, a pazurrry nie są pozbawione śladów moich ofiarrr.

Koci wojownik wypuszcza zwierzę, które z gracją zeskakuje z rąk swojego właściciela. El Garra zakłada ręce, z pokerową twarzą patrzy wprost w obiektyw tak, jakby chciał wymienić spojrzenia z każdym odbiorcą.

El Garra De Gato: Nie przybyłem tutaj by mrrruczeć i beztrosko się bawić. Nie interesują mnie trrrofea, czy błyskotki na skórzanych pasach.

Gdy El Garra wspomina o trofeach, na ekranie pojawią się ujęcia legendarnych luchadorów dzierżących pasy mistrzowskie wielkich meksykańskich federacji. Obraz przechodzi ponownie do zamaskowanego kociarza, jednakże ten już nie ma założonych rąk, tym razem stoi w pozycji otwartej z delikatnym uśmiechem na twarzy.

El Garra De Gato: Moim jedynym celem jest by zadbać o tych, którzy głosu nie mają. Pobres animales... Jestem tutaj, bo najwyższy czas zmienić ten świat na lepszy, życzliwszy, pozbawiony niepotrzebnego cierrrhpienia. Wszyscy możemy to zrobić, razem, jako jedność, jak jedno kocie brrractwo. Hermandad de gatos!

Kamera delikatnie się oddala, ukazując dziesiątki kotów w towarzystwie gospodarza nagrania.

El Garra De Gato: Nie jestem waszym fałszywym prorokiem. Nie będę zasiadał na złotym trrronie. Nie będę kultywował tradycji, które nigdy nie były mi przekazane.

Wideo ponownie zmienia swój obraz, tym razem są to szybkie slajdy z fotografiami luchadorów, masek oraz legendarnych walki, ale i tradycyjnych latynoskich obrzędów, czy symboli kultury. Po tym na chwilę pojawia się zdjęcie młodego El Garra, które płynnie przechodzi z powrotem do kociego luchadora.

El Garra De Gato: No soy heredero de luchadores. Nie będę bronił wartości, które są mi obce. Ale będę walczył, w imię większego dobrrra, naszych braci mniejszych.

Koci Pazur podchodzi powolnym, ale pewnym krokiem do kamery, delikatny uśmiech zmienia się w grymas, El Garra przyjmuje potężną pozę, wyciąga rękę, którą wskazuje prosto w obiektyw.

El Garra De Gato: El Garra De Gato zawsze spada na cztery łapy, bo choć jest to tylko jedna maska, to kryje w sobie dziewięć żyć. Una máscara, nueve vidas!

Po tych słowach El Garra ponownie się uśmiecha. Na ramiona wskakuje mu czarny kot, który natychmiastowo przykuwa jego uwagę, natychmiastowo zapominając o kamerze. Przenosi kota na ręce i odwracając się na pięcie, wycofuje się za siebie. Obraz powoli ciemnieje, pozostawiając ciche miauczenie kotów.

Third Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Jorge Cavazos vs Zygmunt butla
[Obrazek: 51DYGRW.png]

Wracamy do pojedynku po reklamach i widzimy, że kontrolę przejął Zygmunt Butla, który trzyma swojego przeciwnika w Headlocku. Próba wyniesienia Cavazosa na barki...nieudana. Po chwili druga...również bez powodzenia. Operator w tym momencie robi przebitkę na obserwującego starcie z uwagą Zbyszka Uszczelkę, który przebywa w loży VIP. Dopinguje on swojego kolegę. Zygmunt jakby zdawał się czuć to wsparcie. W końcu podejmuje trzecią próbę podniesienia rywala, wydając z siebie głośne westchnięcie (niczym stary podnoszący się z kanapy) i w końcu udaje mu się podnieść Cavazosa! Utrzymuje go przez kilka sekund na swoim barku, chwiejąc się nieco, po czym aplikuje Body Slam! Zbychu klaszcze z podziwem, zaś fanatyk taniego alkoholu idzie za ciosem, częstując Meksykanina serią stompów. Zaraz potem dokłada Leg Drop...no i wylądował na dupsku, bo Cavazos w porę uniknął. Jorge natychmiast korzysta ze zdobytej przewagi, dopadając do podnoszącego się oponenta, po czym wykonuje Gutwrench Suplex. Próba przypięcia kończy się jednak niepowodzeniem. Fiesta Master nie odpuszcza jednak. Przechwytuje stałego bywalca bydgoskich pubów, zanim ten zdążył jeszcze się pozbierać. Podnosi go i wykonuje Overhead Belly-to-belly Suplex! Zygmunt po wylądowaniu na macie stara się przeczołgać w kierunku lin w celu opuszczenia ringu, jednak zawodnik z Meksyku w porę zauważa jego zamiary, kolejny raz podnosząc go, a następnie wynosi go wysoko w górę chwytem Gorilla Press! Bone Breaker demonstruje swoją siłę, utrzymując rywala w górze przez kilka sekund i powoli obracając się we wszystkich kierunkach areny. Zygmunt wygląda, jakby za chwilę miał zwymiotować, ale na szczęście nic takiego się nie dzieje - rzecz jasna o szczęściu w tej sytuacji może mówić jedynie Cavazos, który po kilku sekundach wbija Polaka w matę potężnym Gorilla Press Slamem! Próba przypięcia. 1...2...kickout! Kilka uderzeń o matę to zbyt mało, by pokonać Zygmunta. Przewagę nadal ma jednak ten lepiej prowadzący się wrestler, który ponownie postanawia podnieść samozwańczego króla butelek i Irish Whipem skierować w stronę lin. Po chwili bydgoski wojownik odbija się od nich, a Cavazos chce wykonać Big Boot. Zygmunt jednak robi unik, odbija się po raz kolejny i uderza Jorge Clotheslinem! Cavazos jednak nie padł! Ba, nie zrobiło to na nim zbyt wielkiego wrażenia. Kolega Zbyszka Uszczelki patrzy zaskoczony, bo miało wyjść inaczej. Postanawia wykonać Backhand Chop! Znowu nic! Cavazos jedynie lekko się zirytował. Zygmunt decyduje się znów odbić od lin....CLOTHESLINE FROM TIJUANA!!! Zygmunt padł! Ależ brutalne sprowadzenie na ziemię! Siedzący w loży Zbyszek ukrył twarz w dłoniach, nie mogąc na to patrzeć! Cavazos mógłby teraz odliczyć rywala, jednak nie decyduje się na to. Postanawia podnieść ledwo żywego Zygmunta, a następnie, z pewnymi trudnościami spowodowanymi zmęczeniem, wynosi na swoje barki. Kilka kroków, po których Jorge prostuje ręce....C-Factor! Czy to koniec? 1...2...3! Tak jest, Jorge Cavazos awansuje do finału!



Na arenie rozlega się Hollywood Undead "Undead", co oznacza, że w drodze na ring Dan Dowson! Ten wychodzi ubrany w jeansy, luźną koszulę. Powoli ściąga okulary z nosa, po czym odbiera mikrofon od annoucera.

Dan Dowson: Minęło zbyt wiele czasu, kiedy stanąłem w ringu poważnej federacji czy może miejsca, które do tego miana aspiruje. Każdy może stwierdzić, że to nowa organizacja, świeży start, a czyjeś ciągłe porażki odejdą w zapomnienie. W momencie, kiedy zdecydowałem się ponownie ubrać swój strój, wrócić do reżimu i etyki treningu zastanawiałem się - czy warto. Pytanie, które kłębiło się w głowie w każdym momencie, przy każdej chwili zwątpienia. Przecież według paru pseudo kanapowych znawców, zasiadających na widowni czy przed monitorem jestem "dziadem", "emerytem"... Kurwa, to dość zabawne, prawda?

Dowson zaczyna bawić się nieco mikrofonem, po czym usiadł na narożniku i ponownie spojrzał na widownię.

Dan Dowson: Jak szybko ktoś potrafi wyrobić sobie opinię o drugiej osobie? Jak łatwo ludzie, którzy płacą niezłą kasę za oglądanie, jak dwóch alkoholików naparza się w walce, którą można porównać do starcia pod barem o flaszkę? Dobra, może z tym spasuję, krążyły kiedyś fotki mnie zalanego w trupa - cóż, warto było pod wieloma względami. *Dowson uśmiecha się kącikiem ust* Patrząc przez pryzmat widowni wątpię, że ktoś by chciał usłyszeć o tym, co wtedy się działo, więc może przejdę do meritum.

Dowson chwilowo przerywa, spoglądając na sufit, aby przejść dalej do monologu.

Dan Dowson: Po moim ostatnim pojawieniu się na konferencji pewnie krążyło wiele pytań, na jaką cholerę taki "dziad" wrócił do aktywnej kariery. Przecież kończył, mówił ckliwe historyjki, co chce robić, blah, blah, blah. Okazało się, że ten sam "dziad" jakoś nie za specjalnie się wykazał, pewnie według typów na zapleczu i przed telewizorami się wypaliłem i nie przedstawię wartości dodanej, czyż nie? To powiedzcie mi w tym momencie, kto ma być tą nową gwiazdą, twarzą tej federacji? Powiem szczerze... Mam to głęboko w dupie. *heat* Nie przyszedłem do tej federacji, aby po raz kolejny uczestniczyć w wyścigu szczurów po pas, widzieć podobne twarze w walkach. Moja misja jest inna, ale aby ją zrozumieć, trzeba dokładnie posłuchać.

Dowson ponownie przerywa, po czym dopowiada.

Dan Dowson: Zabawię się w pana marudę, niszczyciela dobrej zabawy dla wszelkich kretynów, których podnieca oglądanie, jak ktoś się przekrzykuje, myli ring z partaczeniem roboty, czy uprawia jakieś kulinarne show w ringu. *heat* Przeżyłem gościa robiącego pseudo koncert country, organizowanie horroru klasy C w ringu, widziałem wiele dziwnego gówna, wychodząc do ringu, więc powiem krótko. *heat* Jako dawny widz jestem tym cholernie zmęczony - dlatego takie coś znajdzie się niemal od razu na mojej liście. A jeśli jakiś typ znajdzie jaja w gaciach... Zapraszam.

Dowson bezceremonialnie rzuca mikrofonem o matę, po czym z uśmiechem na twarzy schodzi z ringu.

Earlier Tonight
Obraz z kamery przenosi nas... na parking! Możemy zobaczyć TAKI SAMOCHÓD, który właśnie wjechał. Przybliżenie na okno przy drzwiach auta wskazuje nam na Jose Lopeza. Hiszpan ubrany jest w dżinsową kurtkę, proste czarne spodnie i martensy. Na szyi ma zsunięte słuchawki. Lopezzo wysiada z auta i idzie w kierunku bagażnika. Stamtąd wyjmuje torbę, zakłada ją na ramię i zamyka furę oraz ją zabezpiecza. Chico Malo wyciaga telefon z kieszeni i najwidoczniej włącza sobię muzykę, bo zakłada słuchawki na uszy po czym wkłada komórkę do kieszeni. Mało sympatyczny zawodnik rodem z Hiszpanii idzie sobie przez parking, mija trochę pracowników, ale nie jest zbytnio nimi zainteresowany. Co innego swoim smartfonem.. bo chyba dostał jakieś powiadomienie i wyciąga go. Wgapia się w niego jak typowy człowiek 21 wieku, a wiecie, jak to może się skończyć, prawda? Zwłaszcza że przechodzi obok bufetu, z którego z sążną ilością jadła wychodzi... Jean-Pierre Dolnick! To się może źle skończyć, Grubas wychodzi wgapiony w swoje jedzonko, ślinka cieknie i nie widzi nic, Lopez zapatrzony w telefon, więc... Kongijczyk wpada w niego z żarciem i upierdziela go masakrycznie! Co tu się właśnie wydarzyło?! Jean-Pierre jest zirytowany, widzi swoje jedzenia na podłodze i nawet nie wie, kogo właśnie tym żarciem uwalił, więc rzuca tekstem, przy okazji podnosząc resztki na tacę.

Jean-Pierre Dolnick: Kurwa! Co to ma być, moje maleństwa... Balasie ty.. uważaj jak cho...

Jose Lopez: Już nie żyjesz.

Big Jean spogląda do góry na swoją ofiarę, która patrzy martwym wzrokiem na niego. No to ma porządnie przesrane... Dolnick przełyka ślinę, wstaje i zaczyna wycofywać się niczym w jakiejś komedii. Jose nawet się jeszcze nie ruszył, nadal spogląda na Grubego, daleko on i tak nie ucieknie. Przyjaciel Maxwella Ransoma cofa się dalej i próbuje przyspieszyć, odwracając się, co skutkuje... wpadnięciem na General Managera Roba Van Dama! No to mamy kabaret. Legendarny zawodnik również zostaje uwalony jedzeniem i widać poirytowanie na jego twarzy. Kongijczyk chowa się za jego plecami, ponieważ Lopezzo rusza w ich kierunku. Wygląda to groteskowo, rodem ze słynnego obrazka, gdzie słoń stoi za drzewem i widać go bardzo dobrze.

Rob Van Dam: No nie wierzę... przedszkole. Po prostu przedszkole. *kiwa głową z zażenowaniem, patrząc najpierw na ubrudzone ubranie, potem na Lopeza i Dolnicka.* Próbowałem dać wam więcej wolnej ręki, ale najwyraźniej niektórzy pomylili backstage z placem zabaw. Jose, wiem, że lubisz wybierać, kto jest godny twojej uwagi, ale mam dla ciebie złą wiadomość. W LPW to nie ty układasz kartę walk. Tylko ja. A skoro tak bardzo chcesz wszystkim przypominać, że jesteś ponad resztą, to dzisiaj dostaniesz okazję, żeby udowodnić to w ringu.*RVD spogląda z lekkim zażenowaniem na Dolnicka, który próbuje schować się za jego plecami.* Tutaj jest twój rywal. Jose Lopez kontra Jean-Pierre Dolnick. Już podczas dzisiejszej gali. Tam sobie wyjaśnicie, co macie do wyjaśnienia. Nie na parkingu, czy przy bufecie tylko w ringu. *RVD zerka na plamy po jedzeniu na swoim ubraniu.* A ty, Jean... za pranie potrącę ci z pensji.

Jose Lopez: No pewnie... SZEFIE. Twoja wola jest naszym rozkazem, no, chyba że nazywam się Allan Hill, nikt mnie nie zna i mogę tobą pomiatać. *Lopez ironicznie się uśmiecha* Wiesz... cały ten czas wykazywałem gest dobroci, ale jesteście ślepi, może Butla jakiś lewy alkohol wam podaje? *parsknięcie* Pozwoliłem budować wam fundamenty, dałem wam czas, by wasze ''gwiazdki'' rosły... Chociaż idzie to średnio, skoro zainteresowanie galą spada, a w Power Rankingach jestem ja ponad twoich ''gladiatorów'', a nie zrobiłem jeszcze nic. *ironiczny uśmiech* Nie doceniasz jednak mojej dobroci. Szkoda, wielka szkoda. Może być tak, że skażesz kogoś bardziej obiecującego niż ten żenujący prymityw na walkę ze mną. *Lopez spogląda z ogromną pogardą na Dolnicka* I co wtedy? Szybka weryfikacja i pokazanie, jaka BYŁA, JEST i BĘDZIE różnica między kimś takim jak Jose Lopez, a innymi członkami rosteru. Jako wieczny B+ wrestler powinieneś to bardzo dobrze zrozumieć...*wredny uśmiech* A co do mojego braku zainteresowania turniejem... Rzygać mi się chce od słuchania tego, nigdy nie powiedziałem, że ten turniej mnie nie interesuje, jest odwrotnie. Muszę śledzić tego, kto będzie moją przyszłą ofiarą, a reszta... Przyjemnie się ogląda, jak upokarzają siebie oraz przy okazji federację.

Rob Van Dam: Jose, zdecydowanie masz gadane. Problem w tym, że gadanie nadal nie jest zwycięstwem. Możesz mówić o Power Rankingach, możesz obrażać roster, możesz udawać, że jesteś ponad turniejem, ponad tą federacją i ponad wszystkimi wokół. Ale dopóki nie wejdziesz do ringu i nie zaczniesz wygrywać, to wszystko jest tylko hałasem. *RVD robi krok bliżej, ale nadal zachowuje spokojny ton.* Nie pozwolę, żeby ta federacja zamieniła się w Real Madryt, który tak bardzo lubisz. Tutaj nazwisko, ego i ładne wejście nie dają nikomu specjalnego traktowania. Mogę być w twoich oczach B+ zawodnikiem, nic mi to nie zmienia, ale wiedz, że będę S tier General Managerem *RVD wskazuje na Dolnicka* Decyzja zapadła. Dostosuj się albo dalej testuj moją cierpliwość. Wybór należy do Ciebie, ale pamiętaj kto tutaj rządzi.

RVD wymija Dolnicka, który nadal jest z letsza obsrany, Jose spogląda na swojego dzisiejszego rywala z diabelskim uśmiechem, a Big Jean zaczyna szybko jak na siebie próbę ulotnienia się z tego miejsca. Obraz z kamery znika...

Singles Match: Salvador vs Derek Halloway
[Obrazek: Kl0S95U.png]

Gong rozpoczyna walkę, a Salvador od razu unosi ręce, jakby chciał pokazać, że przybył w pokojowych zamiarach. Derek Holloway stoi po drugiej stronie ringu i patrzy na niego z absolutnym niedowierzaniem. The Truth Seeker wskazuje palcem na miotłę zostawioną przy stalowych schodkach, po czym zaczyna tłumaczyć sędziemu, że to na pewno element większego planu kontroli nad społeczeństwem. Broom Guy w tym czasie zauważa jakiś paproszek na macie i odruchowo schyla się, próbując zgarnąć go dłonią do narożnika. Derek nie czeka dłużej. Rusza do przodu, łapie Salvadora za kark i bez żadnego problemu rzuca go do narożnika. Janitor odbija się plecami od poduszek, po czym próbuje wyślizgnąć się bokiem, ale The Red Pill One odcina mu drogę i wbija go w narożnik samym ciężarem ciała. Salvador nie próbuje walczyć. Zasłania się rękami i pokazuje na matę, jakby chciał powiedzieć, że najpierw trzeba tu posprzątać. Holloway łapie go za rękę i Irish Whipem posyła na liny. Sweeping Man wraca kompletnie bez kontroli nad własnym biegiem, a Derek ścina go potężnym Big Bootem. Salvador pada na matę, po czym natychmiast turla się w stronę lin, ale The Enlightened podnosi go z powrotem. Belly-to-belly Overhead Suplex! Argentyńczyk przelatuje przez ring i ląduje tak nieszczęśliwie, że aż siada zdezorientowany, poprawiając niewidzialną fałdkę na macie. Derek patrzy na niego jak na dowód spisku, po czym podnosi go jeszcze raz. Gutwrench Suplex! Salvador zostaje wbity w matę, a publiczność zaczyna śmiać się, kiedy próbuje instynktownie otrzepać ring dłonią. Holloway ma dość. Podnosi rywala wysoko i wykonuje Awakeing! Broom Guy leży bez ruchu, ale The Awakened nie przypina klasycznie. Siada na nim całym ciężarem, przygniatając go brzuchem i klatką piersiową. Sędzia liczy. 1... 2... 3! Derek Holloway wygrywa, a Salvador no cóż…. nie zdążył nawet wyprowadzić jednego ciosu.



Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie Maria Kanellis stoi z mikrofonem LPW. Obok niej znajduje się Derrick Mantel, zawodnik stoi spokojnie i patrzy przed siebie.

Maria Kanellis: Panie i panowie, moim gościem jest Derrick Mantel. Derrick, ostatnio wiele osób zaczęło zadawać sobie pytanie, kim tak naprawdę jesteś w LPW. Jedni mówią, że jesteś nieprzewidywalny, inni, wręcz przeciwnie, że jesteś zbyt normalny, zbyt spokojny, zbyt trudny do rozczytania. Dlatego zapytam najprościej jak się da: czy ten „Normal Guy” to naprawdę ty… czy tylko maska, za którą ukrywa się coś znacznie mniej zwyczajnego?

Derrick Mantel: Nie jestem typem osoby, preferującej udawanie kogoś, kim właściwie nie jest. Przy każdej możliwej okazji ukazuje pewną pogardę w stosunku do osób, które udają na siłę kogoś, by przypodobać się innym. Może dlatego dla ludzi jestem zbyt normalny, czy też zbyt spokojny. Nie próbuję na siłę robić niczego, aby stać się gwiazdą. Więc jeśli ktoś mnie pyta, czy to naprawdę ja, to odpowiedź jest prosta… tak. Ludzie mają to do siebie, że na siłę starają się wszędzie szukać drugiego dna, nawet jeśli go w danej sytuacji nie ma. Jeśli ktoś oczekuje, że zrobię coś szalonego, będącego częścią marnej kreacji pokazywanej na pokaz to niestety, ale… to nie jest część tego, co mam do zaprezentowania.

Maria Kanellis: Rozumiem, ale LPW to miejsce dużych osobowości. Ludzie chcą zapamiętać gest, hasło, coś charakterystycznego. Ty mówisz, że nie zamierzasz niczego udawać, ale czy nie boisz się, że sama normalność sprawi, że publiczność po prostu przejdzie obok ciebie obojętnie?

Derrick Mantel: Gest? Hasło? Czy to część jakiejś kampanii reklamowej? To wrestling a nie jakiś cyrk. Jeśli definiować mnie mają takie drobiazgi, to jaki właściwie jest sens stawania się częścią tego biznesu? <wzdycha> Autentyczność! < wypowiedziane lekko podniesionym głosem> To się liczy. Nie jakieś gesty, które mogą uczynić kogoś wyjątkowym. To pasuje do tych marnych ludzików, które muszą usilnie zakładać te paskudne maski. Bez nich boją się spojrzeć we własne odbicie w lustrze. Wbrew pozorom publiczność nie jest taka głupia. Nawet moja pozornie nudna normalność nie sprawi, że przejdą obok mnie obojętnie. Jestem czymś, czego potrzebują najbardziej. Nawet dla nich te marne pokazy z czasem stają się nudne i szukają czegoś, co jest im najbliższe. Tym czymś jestem ja.

Maria Kanellis: Mówisz o autentyczności, ale jednocześnie nazywasz innych „marnymi ludzikami” i sugerujesz, że publiczność potrzebuje właśnie ciebie. To już nie brzmi jak zwykła normalność, Derrick. To brzmi jak przekonanie, że jesteś ponad tym wszystkim. Czy właśnie taki jesteś naprawdę?

Derrick Mantel: Mylę się? Czy farbowane lisy są lepsze od kogoś, kto nie potrzebuje kreacji, by zaprezentować się przed tłumami. Jeśli ktoś uważa, że stawiam się ponad wszystkimi to ma rację. Nie zamierzam nikogo jakoś specjalnie oszukiwać. Ciężko abym nie stawiał siebie ponad bandę przebierańców, których kreacje pozornie są różne a gdy się im przyjrzysz, to różnice z czasem się zacierają. Dlatego wolę być sobą niż stawać się kimś, kogo odbicia w lustrze wstydziłbym się najmocniej. To są te detale, które nas definiują nie tylko jako wrestlerów, ale także i ludzi na co dzień.

Maria Kanellis: Derrick, tylko czy w tym wszystkim nie zaczynasz robić dokładnie tego, czym tak bardzo gardzisz? Mówisz, że nie potrzebujesz maski, nie potrzebujesz kreacji i nie chcesz niczego udawać, ale coraz mocniej budujesz obraz człowieka, który jako jedyny jest prawdziwy, a cała reszta jest tylko bandą przebierańców. Więc zapytam wprost: gdzie kończy się twoja autentyczność, a zaczyna kolejna rola, w którą sam zaczynasz wierzyć?

Derrick Mantel: Nie buduję żadnego obrazu. Skoro mam okazję, by przedstawić swoje spojrzenie na pewne tematy… To czemu miałbym z tego nie skorzystać? Zresztą co jest złego w tym, że mówię to, co boli najbardziej. Trzeba mieć klapki na oczach, by serio wierzyć, że te kreacje hydraulików, alkoholików, foliarzy i innych cyrkowców są prawdziwe. Rozumiem desperację pewnych osób, ale… są pewne granice. Jeśli serio uważasz, że to są oni, w całej okazałości nie tylko w ringu a poza nim, to muszę cię zmartwić. Oni was oszukują. Skoro ludzie chcą prawdy, to ją mówię i nie jest to część żadnej roli. Jeśli ktoś we mnie wątpi, to jego indywidualny problem i skoro dalej to ma tak wyglądać, to uważam naszą rozmowę za zakończoną.

Mantel oddaje mikrofon Marii i lekko rozdrażniony opuszcza miejsce, w którym odbywał się wywiad

Video

Początkowo obraz jest czarny, za wyjątkiem notki w prawym dolnym rogu, o treści “Earlier Today”. Po chwili zmienia się on jednak w relację z wnętrza garderoby. Ta mimo surowych ścian, wzbogacona jest o mnóstwo rekwizytów, sprawiających, że przypomina teatralną.
Kilka wieszaków z strojami, w których dominuje czerń i czerwień.  Manekin krawiecki, na którym upstrzony mnóstwem szpilek, wisi niedokończony płaszcz.W rogu, na stoliku ustawiony jest gramofon, grający cichą melodię. Centralna i kluczowa jest jednak staroświecka toaletka, z lustrem oświetlonym mnóstwem żarówek, biegnących wzdłuż całej jego długości. To właśnie przy nim zasiada Edgar Dickinson, powoli i starannie nanoszący charakteryzację na swoją twarz. Kamera zbliża się do poety, a ten zaczyna mówić, nie przerywając malowania.


Edgar Dickinson: Dotarło do mnie wiele głosów, że nie udzielam się w trakcie gal, że nie konfrontuję się słownie z moimi rywalami, oraz że nikt nie wie o mi tak naprawdę chodzi. W pełni to rozumiem, i proszę was drodzy fani Legion Pro Wrestling o wybaczenie. Obiecuję wam też uroczyście, że już niebawem nie zabraknie wam mojego głosu.

Po tych słowa artysta nieco odchylił się w krześle, oceniając w lustrze charakteryzację. Najwyraźniej zadowolony z efektu, odłożył pędzelek na toaletkę i zwrócił się bezpośrednio do kamery.

Edgar Dickinson: Jestem wam jednak winny coś więcej, niż tylko obietnice, a konkretnie wyjaśnienia. Moi drodzy, na przestrzeni ostatnich lat, świat nieco mnie przytłoczył. Musiałem się zamknąć w mojej samotni i próbowałem go napisać na nowo, raz po raz. Ciągle przegrywając z ogromem tego zadania. Z tej syzyfowej pracy, wyrwało mnie jednak Legion Pro Wrestling właśnie. Samozapisująca się kartka, płótno samo pokrywające się farbami. W końcu samospełniająca  się przepowiednia, która potrzebuje tylko strażnika i redaktora. Mały wycinek świata, który mogę przepisać. Nie zapewniam was, że lada dzień sięgnę po najwyższe tytuły i zaszczyty, lub że rozniosę w ringu każdego rywala. Gwarantuję wam tylko, że zawsze pojawię się tam, gdzie moja interwencja będzie niezbędna i że zawsze, nawet ukryty poza okiem kamer będę czuwał. Nie musicie moi drodzy w zasadzie tego rozumieć, wystarczy, że mi zaufacie i będziecie cieszyć się opowieścią.

Artysta jeszcze raz zerknął w lustro, jakby upewniając się czy przez te kilka chwil jego charakteryzacja się nie rozmazała. Po czym wstał i wyszedł z pomieszczenia. Pozostawiając nas na chwilę samych w garderobie zanim video się zakończyło.

Third Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Edgar Dickinson vs Derrick Mantel
[Obrazek: LIwrJ7m.png]

Derrick wykonuje rywalowi Back Suplex, jednak Edgar dzięki saltu do tyłu staje za nim na nogi. Normal Guy od razu to zauważa i próbuje wyprowadzić Clothesline, ale The Poet robi unik pod jego ręką i wykonuje Enzuigiri w tył głowy. Mantel chwieje się na nogach, a Irlandczyk wskazuje z szalonym wzrokiem na publiczność sugerując, że ta akcja będzie specjalnie dla nich. Crow Prince odbija się od lin, rywal się odwraca i mamy Powieść, po której od razu przypina…1…2…break. Dickinson przez moment patrzy na sędziego wzrokiem pozbawionym emocji, ale w końcu wraca do walki. Pomaga wstać przeciwnikowi, ale Amerykanin wykorzystuje chwilę odpoczynku i mamy Dropkick, po którym rywal ledwo stoi na nogach, a Derrick dokłada mu jeszcze Spin-Out Powerbomb, po którym od razu pinuje…1…2…Edgar kładzie nogę na linach. Normal Guy nie jest z tego zadowolony, ale kontynuuje walkę wchodząc na narożnik i szykując się do 450 Splash, lecz oponent wytacza się z ringu. Amerykanin to dostrzega i wychodzi za nim i wykonuje mu Death Valley Driver. Mantel przez moment patrzy na publiczność, która wykazuje się mieszaną reakcją na niego, ale on się tym nie przejmuje i wrzuca rywala do ringu i czeka aż wróci na nogi. Lyrical Assasin wraca do pionu, więc Derrick chce mu wyprowadzić Discus Lariat, ale The Dreamer w ostatniej chwili robi unik pod jego ręką i wykonuje mu Russian Leg Sweep, po którym natychmiast dokłada Epilog i pinuje…1…2…w ostatniej chwili break. Edgar wykorzystuje swoją przewagę, wchodzi na narożnik i mamy 450 Splash, lecz wprost na kolana przeciwnika. Normal Guy nie czeka tylko od razu podnosi rywala i wynosi go pod Vertical Suplex. Amerykanin z uśmiechem na twarzy robi przysiady z przeciwnikiem w górze ku mieszanej reakcji fanów, a następnie z dużym impetem wbija go w matę. Mantel nie zamierza dłużej czekać i chce wykonać rywalowi Head Crusher, jednak Dickinson w ostatniej chwili to zauważa i wykonuje Spinning Heel Kick z zaskoczenia! Walka ewidentnie zbliża się do końca. Derrick powoli wraca na nogi, a The Poet chce wykorzystać moment z zaskoczenia i wykonać Last Word, ale przeciwnik daje radę go obrócić i mamy potężny Sit-Out Powerbomb z przypięciem…1…2…kickout. Fani coraz bardziej żyją poczynaniami zawodników w ringu, a Normal Guy pokazuje publiczności, że będzie kończył już ten pojedynek. Wisdom Keeper powoli wraca na nogi, a Amerykanin chce mu wykonać Fatal Blow, jednak Irlandczyk jakimś cudem daje radę wyrwać się z uchwytu przerzucić go Back Body Dropem za siebie. Mantel od razu wraca na nogi, lecz Edgar od razu gasi go za pomocą Plot Twist, po którym pada zmęczony na rywala…1…2…break. Panowie leżą zmęczeni na macie, a fani nagradzają ich owacją za walkę jaką jak na razie im zgotowali. Oboje powoli wracają na nogi i to Dickinson pierwszy na nich jest co próbuje wykorzystać za pomocą Powieści, jednak Derrick jakimś cudem przechwycił go w locie i mamy Uranage, po którym wchodzi na narożnik i dokłada 450 Splash, przed którym przeciwnik zdążył uciec, a Derrick wbił się w matę. Lyrical Assasin nie zamierza dłużej czekać i teraz to on wchodzi na narożnik, aby wykonać The End. Udane! Mamy przypięcie…1…2…3! Edgar Dickinson zwycięzcą tego pojedynku.

Earlier This Week
Znajdujemy się w miejscu, które ostatnio już widzieliśmy. Jest to jeden z najbardziej wartościowych budynków w historii wrestlingu. Oczywiście nie mówimy o żadnej siedzibie federacji czy mieszkaniu, któregoś z włodarzy. To miejsce to willa rodziny Escobar. Miejsce szczególne dla Miguela Escobara. To tutaj może on odciąć się od całego świata…a jednak dzisiaj postanowił, że nie będzie tu sam. Wśród licznych dzieł sztuki, a także antycznych mebli widzimy dwie postaci - gospodarza domu oraz Prestona Steele'a. Jak widać historia z ostatniego Colosseum nie została nagle ucięta i dzisiaj panowie ponownie mogą ze sobą porozmawiać. W scenerii, która idealnie pasuje do korzeni obu dżentelmenów, Preston siada w fotelu “Smoki” (a raczej w jego wiernej replice, zamówionej przez ojca Miguela tuż po ślubie z jego matką). Miguel podchodzi do barku wzorowanego na The Timothy Oulton Bar (z dodatkowymi antycznymi okuciami z brązu). Spogląda on na Prestona, a następnie na zawartość barku i szeroko się uśmiecha. Po chwili wyciąga butelkę Macallan 1926. Steele spogląda na trunek i kiwa głową z aprobatą. Divine polewa whisky do tradycyjnych tumblerów old fashioned i podaję jedną ze szklanek Prestonowi. Hiszpan jeszcze zanim sam zasiadł w fotelu już zaczął mówić.

Miguel Escobar: Dziękuję ci, że skorzystałeś z mojego zaproszenia. Od razu wiedziałem, że nie mylę się co do twojej osoby. Tutaj będziemy mogli porozmawiać na osobności, w komfortowych warunkach.

Preston Steele: Sam nie jestem do końca przekonany czy to mi się opłaci, ale zawsze warto rozważyć wszystkie opcje. W końcu kto nie ryzykuje ten nie pije szampana.

Escobar te słowa kwituje skinieniem głowy i wzniesieniem toastu.

Miguel Escobar: A w tym przypadku, nie pije whisky. Wiesz Prestonie, może ty tego do końca nie widzisz, ale moim zdaniem jesteśmy do siebie bardzo podobni. Jest jednak jedna znacząca różnica między nami. Ja nie próbuję udawać kogoś kim nie jestem.

W tym momencie na twarzy Prestona pojawiło się zdenerwowanie, chciał on wstać z fotela, ale Hiszpan szybko ostudził jego zapędy i wyciągnął przed siebie rękę.

Miguel Escobar: Spokojnie przyjacielu. Nie mam zamiaru cię urazić. Po prostu spoglądam na to wszystko obiektywnie. Wiem, że nie jest to dla ciebie łatwa sytuacja i próbujesz się pozbyć pewnej łatki, ale chyba ten sposób nie jest najlepszy i nie do końca ci to wychodzi. Chcesz się odciąć od ojca, a jednocześnie ciągle o nim wspominasz.

Preston próbuje przerwać wypowiedź Miguela, ale Escobar nie ma zamiaru ustępować.

Miguel Escobar: Daj mi dokończyć…to nie jest atak na ciebie, chcę żebyś przejrzał na oczy. Drogie samochody, zegarki, ubrania. To wszystko nadal prowadzi do jednego, jesteś bogaty i tego nie zmienisz, a to wszystko dzięki twojemu ojcu. Nie musisz tego ukrywać, ale też nie musisz się z tym obnosić. Po prostu jesteś sobą, nikim innym. Nikomu nie robisz krzywdy tym, że masz od kogoś lepszego warunki do życia. Nie musisz za to pokutować. Po co ta cała szopka? Ostatnio dałeś się ośmieszyć dwóm facetom wyglądającym jak żebraki. Jesteś ponad to i dobrze to wiesz. Ja też to wiem, dlatego tu teraz siedzimy. Nasza współpraca byłaby czymś wielkim.

Preston Steele: Nie jestem do końca przekonany czy jesteś najlepszym doradcą w tej kwestii. Mi co prawda nie udało się ostatnio osiągnąć zwycięstwa w turnieju, ale o ile się nie mylę to ty przegrałeś swoje obydwie walki.

Preston bierze do ręki szklankę, przez chwilę obracając ją w dłoni, po czym spogląda prosto na Miguela.

Preston Steele: Widzisz, właśnie dlatego trudno mi traktować twoje słowa jak objawienie. Mówisz o tym, że dałem się ośmieszyć, że powinienem przestać przejmować się opiniami innych, a jednocześnie sam próbujesz wmówić wszystkim, że jesteś ponad innymi zawodnikami. Problem w tym, że każdą wielką deklarację prędzej czy później trzeba zweryfikować w ringu. A tam, przynajmniej na razie, nie widzę człowieka tak nieomylnego, za jakiego próbujesz uchodzić.

Miguel najpierw marszczy czoło, a później delikatnie się uśmiecha, po czym odpowiada Prestonowi.

Miguel Escobar: Wiem, że nie znasz mnie ani trochę, więc wyjaśnię ci to o czym wspomniałeś. Wynik walki nie jest czymś, co może określać mnie jako osobę. Te fartowne wygrane moich rywali nic dla mnie nie znaczą. To, że jestem ponad innymi to jest niezaprzeczalny fakt. Prędzej czy później każdy się o tym przekona…ale ja nie o tym. Widzisz Prestonie, chodzi o to, że ja nie chcę nikomu niczego udowadniać. Jestem tu po to żeby być największą gwiazdą i rozpływać się w blasku fleszy, a do tego żaden tytuł nie jest mi potrzebny. Myślisz, że byłem święcie przekonany, że będę nowym mistrzem? Oczywiście, że nie. Nie jestem głupi, po prostu dbam o swoje interesy. Jedno zdanie i już było o mnie głośno. Niektórzy tutaj zachowują się jak wykastrowani, ja taki nie jestem i nigdy nie będę. Tak samo wiem, że ty też taki nie jesteś. Widzę to w tobie. Chcesz czegoś więcej, ale z jakiegoś powodu blokujesz tę myśl.

Preston przez kilka sekund milczy. Odstawia szklankę na stolik i opiera się wygodniej w fotelu. Po raz pierwszy od początku rozmowy nie wygląda na człowieka, który szuka kolejnego argumentu do sprzeczki.

Preston Steele: Może właśnie w tym tkwi problem. Może za bardzo skupiam się na tym, co było, zamiast na tym, co może być. Nie zamierzam udawać, że kupuję wszystko, co właśnie powiedziałeś. Nadal uważam, że momentami za bardzo wierzysz we własną legendę. Powiem ci, że Ty przynajmniej wydajesz się być szczery w swoich ambicjach. I chyba faktycznie dostrzegłeś coś, czego ja sam nie chciałem zauważyć. Jeżeli mam naprawdę odciąć się od przeszłości, to nie zrobię tego ciągle oglądając się za siebie. Nieważne czy chodzi o mojego ojca, czy o ludzi, którzy próbują mnie przez niego oceniać.

Preston wyciąga rękę w stronę Escobara.

Preston Steele: Nie obiecuję ci przyjaźni. Nie obiecuję też, że nagle zaczniemy się ze sobą zgadzać. Ale jeśli rzeczywiście uważasz, że możemy na tym obaj zyskać... jestem gotów spróbować.

Escobar wydaje się być zadowolony tą odpowiedzią i szybko odpowiada.

Miguel Escobar: I o to właśnie chodzi. Nie mamy nagle się zaprzyjaźnić, nic z tych rzeczy. Różnice między nami są spore, ale obaj chcemy odcisnąć swoje piętno na LPW, a razem może to nam przyjść znacznie łatwiej. Tylko błagam, niech to będzie ostatni raz kiedy wspomniałeś o swoim ojcu.

W tym momencie panowie lekko się zaśmiali, a Miguel wyciągnął rękę w kierunku Prestona. Ten spojrzał na Hiszpana i z lekką dozą niepewności uścisnął jego dłoń.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
297
13.06.2026, 10:27
#2
Video Promo
Widzimy TO miejsce, a po chwili z półmroku pojawia się ON w TEJ koszulce. The Big Guy podchodzi do jednego z haków, na którym widnieje napis "Kenneth Riddle".

Ryback: Widzę, że nadal pływasz Kenny... pływaj, pływaj, i nie martw się głęboką wodą, bo... co ma wisieć, nie utonie.

Ryback podchodzi do niemożliwie obskórnej szafy, w której rączki szuflady wyglądają jak umazane smalcem jeszcze z czasów, gdy rzeźnia funkcjonowała, i chce ją otworzyć, jednak... urywa klamkę. "Ale tandeta" mówi półgłosem The Butcherback, po czym wyciąga całą szufladę, chwyta za największy możliwy tasak, który waży dobre 5 kilogramów, a następnie siada na krześle widocznym na wyżej załączonym obrazku.

Ryback: Gdybym teraz miał zacząć gryźć się w język, to prawdopodobnie bym się wykrwawił, tak więc nie liczcie na to. Gdy Rob Van Dam napisał do mnie, że zaczynamy nową przygodę i chciałby widzieć mnie w federacji, natychmiast się zgodziłem. Nie wiem nawet dlaczego. Nawet nie zdążyłem zadzwonić do jednego z moich dwóch przyjaciół w świecie wrestlingu, Jona Moxleya. Ruszyłem swoje mięśnie, poszedłem na trening i zechciałem być częścią tego świata. Wówczas jednak dostałem SMS od drugiego z moich przyjaciół w świecie wrestlingu, Paula Heymana.

Fani zaczynają nieśmiało skandować "ECW!".

Ryback: Macie w federacji już kogoś blisko związanego z terminem ECW, nie Brut?

Ryback puszcza oczko do kamery, a w tle narasta buczenie.

Ryback: Treść tego SMS-a brzmiała: RYAN, ONI WCIĄŻ SIĘ Z CIEBIE ŚMIEJĄ. I wówczas uświadomiłem sobie coś, czego nie mogłem przeoczyć. Wy wciąż mieliście mnie za komedianta, za kogoś, kto przyjdzie, pożartuje i pójdzie. Otóż mam ważny komunikat... Ja przyszedłem... zniszczę... i nigdy stąd nie pójdę...

The Butcherback zaczyna podrzucać swój przeogromny tasak.

Ryback: Kenneth Riddle... Tyle osób pyta mnie, dlaczego Cię zaatakowałem. I będę zupełnie szczery — wkurwiłeś mnie. Bo gdy na pierwszym spotkaniu w szatni Rob Van Dam przeczytał nam roster, byłem pierwszym, który zapytał: gdzie jest Kenneth Riddle? Miałem nadzieję, że przyjdziesz tutaj i udowodnisz młodym, gdzie jest ich miejsce. Ale Ty zapragnąłeś czegoś innego, zapragnąłeś przyjść i zniszczyć tego, który najbardziej może Ci zagrozić. I tak naprawdę, gdyby nasza walka przebiegła normalnie, nic by Ci się nie stało. Ale nie, Ty, wielki Kenny, chciałeś więcej, chciałeś mojego upokorzenia... mojego poddania bądź... czegoś więcej... więc wówczas byłem już pewny — zniszczę Cię, niezależnie od wyniku. Wygrałeś, ale pieszy, gdy wchodzi na pasy tuż przed rozpędzonym tirem, również prawnie i prawie wygrywa... jednak przegrywa dużo więcej... i Ty...

Ryback patrzy na całą stertę tasaków z szuflady.

Ryback: Skończysz jak ta zarżnięta świnia w... klatce... tylko jeszcze o tym nie wiesz...

The Big Guy wstaje i rusza w kierunku drzwi.

Ryback: Zapomniałbym... Preston Steele. Nie mogę Cię tak pozostawić samopas, bo jeszcze szkód narobisz, dzieciaku, tak więc zrobiłem sobie research Twojej chujni z grzybnią... yyy, chciałem powiedzieć kariery. Chcesz wyjść z cienia ojca, ale jesteś jak kroczący nocą pustelnik błagający o wodę napotkane skorpiony... To nie jest Twoje miejsce i nikt Ci tutaj nie pomoże... oczywiście poza mną. Twój stary chciał, żebyś został kimś wykształconym, więc jak już Cię zniszczę, to wyciągnę do Ciebie rękę. Jutro rzeźnia zacznie działać od nowa, przyjedzie nowa dostawa świń... nauczę Cię je obrabiać, o ile nie boisz się ubrudzić nowego Rolexa, bo w przeciwnym razie... na zawsze pozostaniesz wstydem dla tego, kto pchnął Twoją mamę, by pchnęła coś takiego jak Ty na ten świat...

Ryback z pogardą spluwa przed siebie, po czym oblizuje gigantyczny tasak, a kamera powoli ściemnia obraz...

Singles Match: Lord Sebastien vs Mateusz MW 
[Obrazek: zq4KDaa.png]

Kamera przenosi nas teraz do ringu, w którym Lord Sebastien wyraźnie dominuje wykręcając rękę Wrist Lockiem Mateuszowi MW. Mateusz wyraźnie cierpi i chwilę mu to zajmuje, żeby się pozbierać i wstać. Kiedy już to zrobił, wypłacił parę łokci na tułów przeciwnika. Ten puścił uchwyt, a Polak odbija się od lin... I inkasuje Tilt a Whirl Backbreaker, po którym pada z bólem na matę. Sebastien nie śpieszy się, poprawia powoli swoje włosy, łapie rywala za nogę i przekręca zapinając Single Leg Boston Crab. Krakus ponownie w tarapatach, wyraźnie cierpi na środku ringu, ze po paru sekundach podnosi się delikatnie na rękach. Czołga się w kierunku lin i po paru chwilach udało mu się w końcu to zrobić. Sędzia rozpoczyna liczenie. 1... 2... 3... 4... Lord zna swoją strategię i w ostatniej chwili puszcza uchwyt. Polish Fucker teraz powoli podnosi się w oparciu o liny, a Francuz łapie oddech w tym czasie. Kiedy łysy zawodnik jest już na nogach Sebastien rusza w jego kierunku, ale obrywa tylko solidnym łokciem na szczękę. Zawodnik z Paryża lekko zamroczony, a Polak nie chce marnować czasu. Jumping Clothesline, dokłada od razu drugi. Lord wstaje i od razu inkasuje Super Kick... nie! Sel de la Terre przechwytuje nogę przeciwnika i zakłada Ankle Lock! Ewidentnie The Noble One bierze sobie za cel osłabienie nogi przeciwnika, ale Polish Fucker robi przewrót w przód, a Sebastien z dużym impetem uderza w narożnik. Krakowianin nie czeka i biegnie na przeciwnika...  Corner Splash?! Connected! Francuz spływa na ziemię, a Mateusz wchodzi na narożnik. Trochę to trwa, zmęczenie daje o sobie nać, ale w końcu jest już na górze i wykonuje Swanton Bomb! Udane! Pin! 1... 2... Kickout! Big MW łapie chwilę oddechu, a w tym czasie Lord powoli wstaje na równe nogi. Kiedy to się stało, Polak wykręca rękę, ale rywal od razu kontruje i teraz to krakowianin ma wykręconą rękę... Artisto Suplex?! Connected! Pin! 1... 2... Kickout! Polish Fucker odkopuje, a Francuz sygnalizuje, że już dość ma tego starcia i chce je zakończyć. Zawodnik z Krakowa powoli wstaje na nogi, a The Sovereign wkłada jego głowę między swoje. Le Execution?!… Nie! Mateusz w ostatniej chwili wyrywa się przeciwnikowi! DDT! Lord Sebastien potężnie wbity głową w ziemię! Pin! 1... 2... w ostatniej chwili odkopuje! Big MW nie może uwierzyć, że ta walka dalej trwa i próbuje przetłumaczyć sędziemu, że słyszał trzecie uderzenie w matę. W tym czasie The Noble One wstaje na równe nogi.Polish Fucker od razu rusza w jego kierunku, ale Artist of Pain sprytnie chowa się za linami, co zmusza sędziego do interwencji. Mateusz nie odpuszcza, a sędzia odlicza. 1… 2… 3… 4… W ostatniej chwili opanowuje się i wycofuje, a Lord bierze rozbieg i wypłaca Forearm Smash prosto na szczękę przeciwnika, który wpada teraz do narożnika. Sel de la Terre nie zamierza czekać, odbija się od przeciwnego narożnika… Curtoisie Kick! Polak pada półprzytomny na matę, a Francuz od razu wchodzi na narożnik. Sang Bleu Elbow?! Connected! Polish Fucker chyba ledwo żyje, a The Noble One nie odpuszcza. Poprawia tylko swoje włosy i łapie nogi rywala… Crown Jewel! Dźwignia zapięta! Tym razem Mateusz nie znajduje ratunku i odklepuje! Lord Sebastien zwycięzcą tej walki.

Kamera pozostaje cały czas w ringu. Mateusz MW trzymając się powoli za swoje obolałe nogi doczołgał się do lin i próbuje wstać opierając się na nich. W tym czasie Lord Sebastien wyszedł z ringu, zabrał swoją laskę znajdującą się obok ringu i z powrotem się do niego wturlał. Tam Mateusz już na wyprostowanych nogach odwraca się w stronę Lorda... Margaux`s Kiss! Polak otrzymuje potężne uderzenie laską w głowę, które powala go na ziemię! Wyturluje się teraz pół przytomny z ringu, a Lord Sebastien odbiera mikrofon od pracownika technicznego i poprawia swoje włosy stojąc już na środku ringu.

Lord Sebastien: Nie zasługujecie na to by się znajdować z nami w ogóle w jednym pomieszczeniu, ale przedstawię się, żebyście mieli świadomość z kim macie do czynienia. *na publiczności zaczyna przebijać się lekki heat* Nazywam się Lord Sebastien de Montclair, a tutaj znajduje się ktoś ważniejszy nawet ode mnie. *mówiąc to unosi swoją laskę do góry cały czas na nią patrząc* To jest moja ukochana Margaux. Pochodzimy ze starej, francuskiej rodziny szlacheckiej, ale tacy américains dégénérés z pewnością nie będą w stanie tego zrozumieć. W Europie jesteśmy szanowani, tutaj wszyscy mówią o Amerykańskim śnie. Tutaj wszyscy mówią, że każdy ma równe szanse. Brzydzę się tym i brzydzę się wami. *buczenie zaczyna bardziej narastać* Spróbujmy spojrzeć faktom w oczy. Chociaż to może być trudne, postaram się to wyjaśnić takim niewykształconym *prychnięcie* ludziom jak wy.  W historii naszej cywilizacji przez większość czasu takie atrybuty jak chwała, władza, pieniądze i wszelkiego rodzaju honneurs należały od nas, szlachetnie urodzonych. W ostatnim czasie zaczęło się to zmieniać za sprawą waszego kraju i was wszystkich. Zaczęliście zagarniać sobie zaszczyty, które wam się nie należą. I po to tutaj jesteśmy wraz z moją ukochaną Margaux. *mówiąc to unosi swoją laskę do góry i ją całuje* Nie będziemy wam odbierać żadnych zaszczytów. My po prostu odzyskamy to co zawsze nam się należało. Możecie krzyczeć, możecie jęczeć, nic wam to nie da. Nie ważne czy będziecie chcieli, czy nie, my i tak przyjdziemy i odzyskamy to co nam się zawsze należało. A najlepszym miejscem, żeby rozpocząć naszą misję jest amérique dégénérée.

Mówiąc to nie rzuca mikrofonu na matę, tylko spokojnie, powoli go odkłada. Przez chwilę jeszcze napawa się buczeniem fanów zgromadzonych na arenie, po czym wychodzi z ringu i udaje się w stronę zaplecza. Nie zwracając uwagi na heat poprawia swoje włosy i znika nam z areny schodząc na zaplecze, a obraz z kamery gaśnie.

LPW Ascension odbędzie się Credit Union 1 Arena w Chciago bilety dostępne na oficjalnej stronie LPW w zakładce bilety.

Kamera przenosi nas na zaplecze,widzimy jak Salvador siedzi na podłodze oparty o ścianę, a obok niego leży jego miotła. Janitor najwidoczniej odpoczywa po zamiataniu zaplecza. Nagle znikąd pojawia się The Broken Prodigy i siada obok niego. The Rogue przez długi czas siedzi w ciszy obok niego co zaczęło mocno niepokoić Salvadora, który delikatnie się od niego odsunął.

Allan Hill: To była ciężka noc dla ciebie, prawda? Nie dość, że dostałeś łomot w ringu to jeszcze musisz zasuwać tutaj na miotle. Oglądałem. Naprawdę się starałeś. Ludzie lubią takich jak ty. Niepozornych zawodników. Takich co dostają po mordzie i wstają. Dostają drugi czy trzeci raz, a oni cały czas wstają. <patrzy pustym wzrokiem przed siebie> Kiedyś też taki byłem. <uśmiecha się pod nosem> Wiesz co dostałem w zamian za dawanie z siebie w walce wszystkiego? Absolutnie nic. Jedna sekunda. Jeden faul, który wszystko zmienił. Jeden tchórzowski cios, po którym nic już nie jest takie samo. <pociera tył głowy> Wszyscy zapomnieli jak w ogóle mam na nazwisko. <patrzy na Salvadora> Ale wiesz co? Ciebie nie zapomną. Przynajmniej przez te kilka godzin będą mieli ubaw z tego jak męczyłeś się w ringu. <krótki śmiech> Potem pojawi się następna osoba, z której będą mieli ubaw. I następna. I następna. Wiesz, co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Ty nadal myślisz, że jesteś tym wyjątkowym gościem, na którego występ wszyscy czekają.

Salvador jest coraz bardziej zaniepokojony monologiem Allana i chce już odejść, ale The Broken Prodigy łapie go za ramię nie pozwalając mu się oddalić.

Allan Hill: Nie, nie, nie. Jeszcze nie skończyłem. Powiedz mi jak to jest cały czas ślepo wierzyć, że jutro nadejdzie lepszy dzień? Że jutro w końcu ktoś zacznie sam z siebie zwracać na ciebie większą uwagę? Ja już nie pamiętam jak to jest.

The Rogue podnosi Janitora i z wielką siłą wbija go wręcz w ścianę! Salvador zwija się z bólu na podłodze, a Hill dopada go w Ground & Pound i zadaje serie ciosów.

Allan Hill: <cały czas zadając ciosy w głowę> Wstawaj! No dalej! Przecież walczyłeś przed chwilą do końca! Wstawaj! Ja też wstawałem! Za każdym razem wstawałem! Mówili mi, że będę mistrzem! Słyszysz!? Miałem być mistrzem!

Nagle w okolicach obu zawodników pojawia się masa ochrony, a także sam RVD, który wraz z ochroniarzami odciąga Hilla od biednego Salvadora. Hill reaguje na wszystko szerokim, niepokojącym uśmiechem, a następnie zawiesza wzrok na włodarzu LPW.

Rob Van Dam: Allan, koniec. Tydzień temu wparowałeś do mojego biura, zniszczyłeś mój telefon i położyłeś na mnie ręce. Dzisiaj zaatakowałeś człowieka, który siedział tutaj po swojej walce i nie zrobił ci absolutnie nic. To nie jest temperament. To nie jest głód walki. To jest przekroczenie granicy.<RVD robi krok bliżej, patrząc Hillowi prosto w oczy.> Nie będziesz robił tego, co ci się podoba. Nie będziesz napadał na zawodników na zapleczu i nie będziesz wymuszał swojej pozycji strachem. Chciałeś mojej uwagi? Masz ją. Od tej chwili dostajesz zakaz wstępu na kolejne Colosseum. A ponieważ najwyraźniej nie potrafisz się zatrzymać, najbliższe PPV możesz poobserwować co najwyżej z trybun.<RVD wskazuje ochroniarzom korytarz.>Dobrze Ci radzę nie próbuj łamać tych zakazów, a na razie potraktuj to jako drugie ostrzeżenie. Wyprowadzić go! A Salvadorowi wezwijcie medyków.

Ochroniarze zaczynają odciągać Allana Hilla w stronę wyjścia. The Broken Prodigy jeszcze przez chwilę szarpie się z nimi, nie spuszczając wzroku z RVD. Generalny Menedżer stoi nieruchomo, obserwując całą sytuację bez cienia uśmiechu. Kamera pokazuje leżącego Salvadora, do którego podbiegają medycy.

Third Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Ryback vs Preston Steele
[Obrazek: 4B99mWu.png]

Wracamy do ringu po reklamach, gdzie Ryback trzyma Prestona Steele’a przy linach i próbuje narzucić swoją siłową dominację. The Big Guy trafia potężnym ciosem w korpus, po czym posyła rywala Irish Whipem na liny. The Heir Apparent wraca i inkasuje brutalny Shoulderblock, po którym aż przekręca się na macie. Ryback od razu przechodzi do pinu. 1... 2... kickout! Przy ringu Miguel Escobar momentalnie zaczyna krzyczeć w stronę Rybacka, że ten potrzebuje przewagi gabarytów, bo inaczej nie potrafi walczyć. Human Wrecking Ball odwraca głowę w jego stronę, wyraźnie zirytowany, a Preston wykorzystuje tę sekundę. Dropkick prosto w kolano! Ryback pada na jedno kolano, a Legacy Breaker dokłada Enzuigiri! Olbrzym z Las Vegas chwieje się, a Steele odbija się od lin i trafia Springboard Dropkickiem! Mamy pin! 1... 2... nie! Preston łapie rytm. Podnosi Rybacka, próbuje Northern Lights Suplexu, ale różnica masy robi swoje. The Butcher blokuje wyniesienie, chwyta rywala i wykonuje Powerslam! Pin! 1... 2... kickout! Miguel znowu zaczyna uderzać dłonią w apron i krzyczy do sędziego, że Ryback trzymał Prestona za strój. Arbiter podchodzi do lin, żeby go uciszyć, a Ryback traci cierpliwość. Wychyla się przez liny i zaczyna grozić Escobarowi. To daje Steele’owi kolejną szansę. Codebreaker! Ryback odchodzi zamroczony, a Preston wskakuje na liny. Golden Divident! Connected! Mamy pin! 1... 2... nie! The Big Guy odkopuje w ostatniej chwili! Preston wie, że musi zaryzykować. Wchodzi na narożnik i szykuje 450 Splash, ale Miguel znowu zaczyna prowokować Rybacka, tym razem obchodząc ring i pokazując mu gest „chodź tutaj”. Sędzia ma już dość ciągłego chaosu przy linach. Przerywa sytuację, wychyla się przez liny i jasno pokazuje Escobarowi, że ma opuścić okolice ringu. Prince of Spain protestuje, rozkłada ręce i udaje oburzenie, ale decyzja jest ostateczna. Miguel zostaje wyproszony! Preston przez moment śledzi tę sytuację wzrokiem, Ryback tymczasem zdążył się już podnieść. Dopada do narożnika i zachwiewa Steele’em. The Rebel One spada na matę, próbuje natychmiast wstać, ale wpada prosto pod Meat Hock Clothesline! Preston obraca się po uderzeniu i pada na kolana. Ryback nie czeka. Podnosi go, wynosi na barki i wykonuje Shell Shocked! Pin! 1... 2... 3! Ryback wygrywa

Kamera przenosi nas na zaplecze gdzie widzimy Renee Paquette, która przygotowuje się do wywiadu. Wkrótce obok niej pojawia się Mike F'N Brutal

Renee Paquette: Witaj Mike, w dzisiejszym Main Evencie zmierzysz się z Zackiem Sabre Jr., a stawka jest brutalnie prosta - przegrany odpada z turnieju o LPW World Championship. Po tym, jak dwie galę temu odklepałeś w walce z Kennethem, a na ostatnim Colosseum nazwałeś Zacka kolejnym „technicznym pajacem”, którego możesz złożyć w pięć sekund… czy dzisiejszy wieczór jest dla ciebie tylko walką o przetrwanie w turnieju, czy przede wszystkim szansą, żeby udowodnić wszystkim, że Mike F’N Brutal nadal jest najgroźniejszym człowiekiem w tym ringu?

Mike F’N Brutal:: Najgroźniejszy? Pff… Nie interesuje mnie udowadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Riddle mnie poddał, świetnie, stało się, żyję nadal i mam się lepiej niż kiedykolwiek. Bo zrobiłem po tym to, co należało zrobić - wyszedłem na Shadowa i zaprezentowałem wam wypisz wymaluj to, co zrobię dzisiaj temu zadufanemu brytolowi. Zack może być najlepszym technikiem w LPW, który zna tysiące chwytów, łamać przeciwnikom każdy z palców po kolei, ale jest jedna rzecz której nie nauczy cię żadna szkoła. Jak postępować, kiedy naprzeciwko stoi ktoś, kto ma gdzieś porażkę? Po kim całkowicie spływa ból i kogo totalnie nie obchodzi jego zdrowie fizyczne, a tym bardziej psychiczne? Dzisiaj ,,techniczny pajac” jak zapragnęłaś Renee przypomnieć będzie miał okazję przekonać się na własnej skórze dosłownie i w przenośni, czym jest hardcore w czystej postaci. To nie zawsze są krzesła, stoły, czy kije do kendo używane do siania zniszczenia. To nie zawsze są stypulacje i zasady walk. Hardcore to jest moja mentalność, wstawanie kiedy nie masz prawa się podnieść, to parcie naprzód kiedy cały świat jest przeciwko tobie i wyczekuje twojego upadku, Zack. To umiejętność spojrzenia komuś prosto w oczy i przyznanie, że jeśli bardzo pragniesz mnie pokonać - przejdziesz przez cholerne piekło. A ja w piekle czuję się jak we własnym domu.

Renee Paquette: Mówisz, że porażka z Kennethem Riddle’em po tobie spłynęła, ale z zaplecza docierają inne sygnały. Mówi się, że reagujesz agresywnie na samo wspomnienie tamtego odklepania, że izolujesz się od reszty i że jesteś obsesyjnie skupiony na Zacku Sabre Jr. Skoro naprawdę masz to wszystko gdzieś, Mike… to dlaczego wszyscy dookoła widzą człowieka, który wygląda, jakby właśnie ta jedna porażka nadal siedziała mu w głowie?

Mike F’N Brutal: Sygnały z zaplecza… To zabawne Renee, z twoich ust zabrzmiało to tak, jakby to było coś poważnego. Prawda jest taka, że mówią to wannabes, którzy nie mają odwagi powiedzieć tego wprost, straight to my freakin’ face. Dlatego zamiast tego wolą powiedzieć to albo niespełnionej redaktorce sportowej, albo po kątach między sobą, bo nie mają innych ciekawszych tematów do rozmów. I nagle zaczynają powstawać historie o rozsypce psychicznej w mojej głowie, że mi ,,siada psycha”. Jeśli ktoś faktycznie traci kontrolę, to robi miazgę z kolejnych przeciwników? Bo właśnie to wydarzyło się tydzień temu i to samo wydarzy się dzisiaj. I’m still standing here. Walczę w turnieju o najważniejsze złoto w federacji. Nie tak chyba wygląda człowiek który się sypie, prawda? Cały roster widzi we mnie zagrożenie - bo kto inny dwukrotnie main eventował Colosseum? A to jest dopiero początek, gdyż najlepsze rzeczy w tej federacji są dopiero przede mną. Żarty zaczynają się kończyć, ja nie gram pod wasze reakcje, nie gram pod wyświetlenia i znikąd zrobiłem się niewygodny? Taki połamaniec jak Zack obchodzi mnie tylko dlatego, że stanął mi na drodze już tydzień temu. Oprócz nie obchodzi mnie jeszcze jeden fakt - kto wyjdzie z tego ringu o własnych siłach - spoiler alert! Na pewno nie Sabre. A jeśli macie z tym problem, ktokolwiek z was na zapleczu to przestańcie na mnie patrzeć z bezpiecznej odległości, podejdźcie i powiedzcie to prosto w twarz, cioty!

Renee Paquette: Mike, mówisz, że niczego nie musisz nikomu udowadniać, ale każde twoje słowo brzmi tak, jakbyś chciał uciszyć nie tylko Zacka, ale całe zaplecze, publiczność i każdego, kto choć raz wspomniał o twojej porażce. Więc zapytam Cię wprost: jeśli dziś naprawdę przegrasz i odpadniesz z turnieju… co zostanie z Mike’a F’N Brutala poza gniewem?

Mike F’N Brutal: Ja nie bawię się w gierki typu ,,co jeśli?”. Ja żyję tym co się dzieje i tym co się stanie. Ale jeśli już muszę zaszczycić to swoją odpowiedzią, zrobię to z szacunku do tego, że jesteś kobietą. Jeśli ktoś taki jak ja odpadnie z turnieju - to nie dlatego, że się skończył. To będzie oznaczało tylko to, że ktoś zapłacił srogą cenę za to, żeby zatrzymać takiego złego sukinsyna jak ja. Ale nie musisz się nad tym zastanawiać i nawet zakładać takiego scenariusza. Bo jedyne co może się zmienić to ogrom destrukcji jaki za sobą zostawię. Mike Brutal pozostanie Mike’iem Brutalem, zasady pozostaną zasadami, a przegrany pozostanie przegranym. I dziś nie będę nim ja.

Nagle na Brutala ktoś wpada. Chłopak, w czarnym kapturze, ze słuchawkami w uszach, mruczący coś pod nosem.

???: Próbowałem parę razy świat zrozumieć, może zmądrzeć...

Po kraksie z Brutalem chłopak wyrywa słuchawki z uszu i szybkim ruchem zsuwa kaptur z głowy - ukazuje się twarz Eliasa Shadowa!

Elias Shadow: Aaa, to Tyy, mordo... Przeszkadzam? *Elias patrzy w kamerę i lekko się uśmiecha* W sumie to jak już Cię spotkałem, to chciałem Cię o coś zapytać. *Elias wyciąga ręce w kierunku Brutala* Jebniesz ze mną 67? *Brutal od razu łapie Eliasa za fraki i zaczyna go szarpać* Ej dobra dobra, czekaj, puść mnie to coś Ci pokażę! Zrobiłem to specjalnie dla Ciebie!

Elias zrzuca z siebie ręce Mike'a i rozpina bluzę. Pod nią wyłania się koszulka, z twarzą Brutala i dymkiem tekstowym "E-C-Tap!". Brutal od razu wyprowadza prawy sierpowy młodziakowi, ten wywraca się, Brutal do niego doskakuje i zaczyna go okładać na glebie! Na szczęście w pobliżu dość szybko pojawia się ochrona, która odciąga Mike'a, robi się niezłe zamieszanie! Elias odpycha ochroniarzy i wyciera koszulką pokrwawione usta.

Elias Shadow: Do następnego klepnięcia, Mike!

Brutal szarpie się z ochroniarzami, jednak Ci zdecydowanie go przeważają, a Elias uśmiecha się i wzrusza ramionami, następnie odchodząc od całego zamieszania, ze słuchawkami w uszach, śpiewając.

Elias Shadow: Tinder love, instagramowe serduszka dlaaa mnieeee...

Video Promo
Kamera śledzi wysokiego, szczupłego mężczyznę, który wchodzi do pomieszczenia, w którym znajduje się już kilka osób. Część z nich siedzi na krzesłach rozłożonych w kształcie okręgu. Inni kręcą się gdzieś przy stołach, na których znajdowało się jedzenie i picie. Osoba, zza której pleców śledzimy całą sytuację, siada na jednym z dostępnych siedzeń. Po chwili słyszymy donośny głos, jednego z mężczyzn.

???: Moi drodzy, zapraszam wszystkich już do zajęcia miejsc. Zacznijmy kolejne z naszych spotkań.

Wszyscy zainteresowani usiedli we wspomnianym wcześniej okręgu, szum zmieszanych ze sobą rozmów ustał.

Prowadzący: Witam Was. Zarówno osoby, które są z nami po raz kolejny, jak i tych, przybywających po raz pierwszy. Czy chciałby ktoś z Was zacząć i podzielić się swoją historią? Pamiętajcie, że nie będziecie oceniani, możecie być szczerzy i chodzi przede wszystkim o to, żeby wypowiedzieć pewne rzeczy na głos. Przyznać się do własnych grzechów. Także... ktoś chętny?

Osoba, którą śledziliśmy, podniosła rękę i teraz już mamy pewność, że jest to Zack Sabre Jr.

Prowadzący: Proszę bardzo. Przedstaw się i powiedz, co Cię tu sprowadza, zwłaszcza że o ile pamiętam, jesteś tu dziś po raz pierwszy.

Zack Sabre Jr.: Cześć. Mam na imię Mike.

Reszta uczestników spotkania rzuca niemal w jednym tempie: „Cześć Mike!”

Zack Sabre Jr.: Jestem tu dziś, ponieważ muszę w końcu kurwa, przestać uciekać. Muszę stanąć przed jebaną prawdą o sobie samym. Moim uzależnieniem jest przede kurwa wszystkim to, że ja pierdole... nie mogę przestać przeklinać. Staram się. Staram się z tym gównem walczyć, ale nie ma w zasadzie jebanego zdania, w którym nie wrzucę kurwy. Ale gdyby tylko chodziło o to...

Zack, a w zasadzie „Mike” robi dramatyczną pauzę, chcąc pokazać, że próbuje powstrzymać emocje

Zack Sabre Jr.: Jestem hipokrytą. Wytykam wszystkim dookoła błędy. Mówię, że są produktami, że jestem ponad nimi.... że ja jestem prawdziwy, podczas gdy sam wpadam w te same, jebane kalki. Jestem wrestlerem... znaczy. Tak jakby. Bo to, co ja robię, to nie jest wrestling. Ja po prostu krzyczę głośno i pierdolę na prawo i lewo, że bym sobie ponapierdalał przedmiotami. Jest jeszcze gorzej.

Sabre teatralnym gestem zakrywa na chwilę swoją twarz, chowając ją w dłoniach. Po chwili wraca do wyznania

Zack Sabre Jr.: Jestem jebanym cosplayerem. Udaje kogoś, kim nie jestem. Wożę się na tym, że jestem hardcore'owy, wzruszam się na myśl o ECW, ale ja... ja nigdy tam nawet kurwa nie byłem. Ja po prostu oglądałem to wszystko w telewizji i chciałem być jak oni. Ale nigdy mi się nie udało. Gram kogoś, kim nie jestem. Te wszystkie jebane przekleństwa, to wkurwienie to jest maska. Maska, którą zakładam, ponieważ nigdy nie udało mi się osiągnąć tego, co chciałem. Bo na zewnątrz mówię, że mam wyjebane na fanów, ale tak naprawdę chciałbym, by mnie podziwiali. By krzyczeli „Brutal! Brutal!”, tak jak krzyczą po dziś dzień o ECW. Ale to się nie dzieje, to się nigdy nie dzieję. Zaczynam czuć, że chyba się poddam... że chyba odklepie pod natłokiem tych wszystkich moich wad...

Zapada cisza i po chwili głos przejmuje prowadzący, dziękując za wyznanie. Obraz z kamery po chwili znika.

Singles Match: Jose Lopez vs Jean-Pierre Dolnick
[Obrazek: edotvK3.png]
Jesteśmy w ringu. Tutaj nas czeka epokowe starcie. W jednym narożniku gwiazda, idol wielu, aktor, streamer i ogólnie człowiek orkiestra - Jean-Pierre Dolnick! W drugim jakiś Jose Lopez, który nie wydaje się wykazywać zbytniego entuzjazmu. U Big Jeana goszczą inne emocje, można to nazwać obsraniem, można to także nazwać odwróconą psychologią. Sędzia daje znak, słyszymy gong i jazda! Jose robi gest ziewania, co z letsza prowokuje Jeana, który mówi: ''spałem, to ja wiesz z kim''. Grubas jest bardzo odważny, ale coś nadal nie ruszył się nawet o krok. Hiszpan za to w końcu idzie w jego kierunku, na prowokacje niezbyt reaguje. Dolnick wykazuje właśnie ogromne ringowe IQ, bo się chowa za linami. To do hejterów, którzy mają go za głupka. Niestety nie daje to zbyt wiele, bo Lopez ma to w dupie i okłada go kilkoma punchami w brzuch i Front Kickiem, auć. Tego gwiazda z Kongo nie przewidziała, trochę go to boli, opuszcza bezpieczną przystań zwaną linami i lekko skulony opiera się o narożnik. Sędzia odciąga Lopeza i go ostrzega, tak nie robimy. Jose z lekkim uśmiechem pokazuje gest, że wszystko jest w porządku, po czym od razu doskakuje do cornera i tam dalej okłada Kongijczyka. Chico Malo odchodzi kawałek, by wziąć rozbieg i rusza... Użytkownik portalu X z nazwą JeanPierre69 robi fenomenalny unik, bo kuca! No jest to prawie unik, bo Lopezzo się zatrzymuje i z politowaniem spogląda na oponenta. Następnie częstuje go kolanem w narożniku i zaczyna je mocno wpychać w piękną twarz czarnoskórego zawodnika. A jeśli nie piękną, to na pewno sympatyczną. Ponownie mamy interwencje arbitra. El Hermoso rzuca tekstem, że tego nawet walką nie da się nazwać i ma nadzieję, że RVD jest zadowolony z tego gównianego starcia. Poirytowany Hiszpan podchodzi do podnoszącego się Grubcia i wypłaca Gut Kick. Następnie łapie jego głowę i będzie DDT? Nie będzie! Jean-Pierre zapodaje kilka punchy na korpus i odpycha od siebie rywala. Teraz czas na inicjatywę naszego cudownego aktora, bierze zamach swoją wielką łapą i... inkasuje Enzuigiri od Lopeza! No chwieje się nam na nogach po tym przyjaciel Maxwella Ransoma. Nie potrzebuje do tego nawet tequilli od Cavazosa. Anti Heroe nie traci czasu i dorzuca Springboard DDT! No, no, nasz kibic Realu Madryt jeszcze coś potrafi. Podnosi się z maty i nasłuchuje gwizdów od publiki, które są dosyć głośne. Jose Lopez czeka, aż jego ''przeciwnik'' się podniesie, a że Dolnick ma co podnieść, to trochę to zajmuje. W końcu Kongijczyk staje na dwie nogi i Lopezzo wykonuje La patada de las palmas, a jak nie pamiętacie co to, to jest to Flying Chuck Kick! Grubas z Konga ponownie wita się z deskami. A El Hermoso nie traci czasu i zmierza w kierunku narożnika, wchodzi tyłem na trzecią linę i czy to będzie... Es El Final? Znane jako Phoenix Splash, Jose jest już idealnie ustawiony i... pokazuje fanom środkowy palec, a nawet dwa! Teraz gwizdy są jeszcze mocniejsze, w takiej atmosferze to Uszczelka i Butla na pewno by nie mogli łowić rybek. Zawodnik rodem z Hiszpanii wrednie się uśmiecha i zeskakuje z rogu. Pokazuje do fanów gest, że mogą tylko ujadać. Jest tyłem do swojego oponenta, a to jest błąd, bo Big Jean robi Roll-Up! 1..i tyle, Spanish Star momentalnie się wyrywa z tego i sprzedaje Shining Wizard! Kolejne spotkanie naszego otyłego śmieszka z matą. Zażenowany tym starciem Lopezzo zapina Sin Aire! Kojarzycie to jako Koji Clutch! Fani dopingują ulubieńca... ten jednak nie wytrzymuje i klepie, co kończy się porażką Dolnicka i buczeniem ze strony fanów. Jose Lopez zalicza udany debiut, Jean mniej. 5-stara Dave Meltzer to tutaj nie da.

Wybrzmiewa theme song Hiszpana i ten jest jedynie zniesmaczony oraz poirytowany. Sędzia próbuje podnieść jego rękę, ale Lopezzo ją wyrywa. Arbiter opuszcza ring. Coś tu się święci, prawdopodobnie wpierdol dla Dolnicka, bo Jose zaczyna kopać leżącego Kongijczyka. Do tego robi to nonszalancko po twarzy. No teraz to fani są wkurzeni konkretnie. Jose chyba od początku planował prawdziwą rzeź po walce, siada w dosiadzie i zaczyna uderzać Big Jeana po gębie ze swojej otwartej dłoni. Teraz Ground and Pound proszę państwa jest grany, Chico Malo krzyczy z sadystycznym uśmiechem, że dał mu ostrzeżenie, ale ten jest najwidoczniej za głupi... UDERZA TEN THEME SONG! TO SIĘ NIE DZIEJE, CO ZA CHEER! Ta muzyka oznacza jedno... MAXWELL RANSOM w LPW! Fani go wyczekiwali, prawdziwy młyn na publice. Jose patrzy w kierunku rampy i podnosi się z Jean-Pierre'a, który obolały też spogląda tam i nie dowierza. Muzyka leci dalej i nikt się nie pojawia, aż... agresywnym krokiem wychodzi... no to nie jest Maxwell Ransom. Oj nie, o nie, nie, nie.. to PILL TAUTU! Błazen z WCW, który wiecznie mylił własną tożsamość! Zawodnik z czarnymi długimi włosami i białymi gaciami. Prawie jak Maxwell, ale to nie jest on! Tak się nie robi, oj tak się nie robi. Fani zaczynają buczeć, bo co z tego, że pojawia się znana morda, skoro robi takie świństwo? Lopezzo jest jeszcze bardziej poirytowany tym cyrkiem niż wcześniej. Pillwell Tausom w jednym ręku ma krzesło, w drugim udaje, że ma butelkę, co ma być nawiązaniem do uwilgotniacza 3000. Pillwell ma ogromny uśmiech na twarzy, robi gest polewania głowy wodą, nie mylić z oliwką i biegnie do ringu. Co za odwaga, szybko wbiega do kwadratowego pierścienia, no ale nie jest to zbyt mądre. Muzyka gaśnie. El Hermoso rzuca się na niego w parterze i go pacyfikuje, wyrywa mu krzesło, odsuwa je i zaczyna z łokcia tłuc w twarz Tausoma. Następnie wstaje z nim, łapie jego łeb od tyłu i Hasta Luego! No cóż, próbował. Dolnick sprytnie chce się wyczołgać z ringu, ale Anti Heroe to wszystko widzi, sięga po krzesełko i chairshot w plecy! Ałć, drugi! Trzeci! Spanish Star dokłada czwarte uderzenie w leżącego Jean-Pierre'a. Przybiega ochrona, którą przyprowadził sędzia, ależ genialne zachowanie z jego strony. W samą porę, bo mogło tu dojść do o wiele gorszych rzeczy. Kilku byczków wbiega do kwadratowego pierścienia i chce zatrzymać to wszystko. Hiszpan wie, że nie ma sensu walczyć z nimi i wypuszcza ''broń'' z rąk. Głośne buczenie oraz widok leżącego Jean-Pierre'a, którego jeden z ochroniarzy pyta, czy potrzebuje pomocy medycznej, kończy nam akcję. Obraz z kamery znika.

Przednia kamera telefonu włącza się, a obraz ukazuje Dereka Halloway’a, który ustawia na statywie swój telefon. Patrząc na niego cofa się kilka kroków wstecz i wywraca stolik, na którym stał wcześniej jego napój w kubku oraz kanapka na talerzu. Wszystko się rozwaliło, majonez rozsmarował się po podłodze. The Truth Seeker przeklina coś pod nosem i bierze tę kanapkę. Ogląda ją, odmuchuje z okruchów, przeciera przedramieniem i bierze gryza. Pod nosem mówi, że jeszcze dobra, po czym przypomina sobie, że chwilę temu odpalił już nagrywanie. Orientuje się, wywala kanapkę do kosza, przeciera rękawem usta, poprawia okulary i zaczyna.

Derek Halloway: Witam wszystkich oświeconych! Jak widzicie marnowanie produktów uważam za zniewagę oraz brnięcie w otchłań rządzących, którzy za nic mają sobie tych najniżej postawionych, ale najważniejszych ludzi na naszym płaskim świecie. Potwierdzenie tych słów mamy również w tej federacji. Mały głosicie prawdy, którym niewątpliwie jestem, nie został wysłuchany i nie zostanie wysłuchany przez większe grono, bo ukartowane porażki nie zaprowadziły mnie do mistrzostwa świata, dzięki któremu szersze grono poznałoby prawdę o świecie. Reptiliański guru uruchomił swoją sat-elitę i dzięki wszczepionemu chipowi, który znalazł się pod skórą sędziego, poprowadził mnie do porażki. Nie zgadzam się z werdyktem i na pewno nie przegrałem przez żadną swoją słabość, bo nie mogę jej dostrzec.

Przed kadrem pojawia się MateuszMW, który bez pardonu idzie przed kamerą. Zdaje się nawet nie zauważył, że jest tutaj nagranie. W ręce trzyma worek z lodem przystawiony do głowy.

Derek Halloway: Ej, ej, gościu. Dlaczego wpychasz mi się przed obiektyw?! <Derek spogląda na worek przystawiony do głowy> Zaraz, zaraz, co Ci się stało? Czyżby ten wężooki wódz federacji Cię skrzywdził? Na pewno wszczepił Ci szczepionkę, gdy sobie smacznie spałeś w domu i teraz też masz chipa, a przez tę sat-elitę wywołał w Tobie ból głowy. Szpiedzy takich potężnych ludzi potrafią wkraść się wszędzie. Ten guru jest jak Voldemort, brzydzę się wymieniać jego imienia. Ja jestem odporny na te sygnały sat-elitarne, bo mam moją ochronną czapkę. Powiedz, często Cię to męczy?

MateuszMW zatrzymuje się przed kamerą, dalej trzymając worek lodu przy czole. Patrzy na Dereka jak na kompletnego odklejeńca. Przez chwilę milczy, potem prycha śmiechem.

MateuszMW: Ty, królu foliowych beretów, o czym ty w ogóle gadasz? Jaki chip, jaka sat-elita? Mnie po prostu chłop tak pobił na gali, że do teraz mi dzwoni w bani. Żaden Voldemort, żadne jaszczury. Normalna, staropolska petarda na łeb i tyle.

Patrzy podejrzliwie na czapkę Dereka.

MateuszMW: A w ogóle to co to za czapka? Ty mówisz, że ona cię chroni przed sygnałami? To chyba przed rozumem cię ochroniła, bo dawno nie widziałem takiego odlotu. Za chwilę mi powiesz, że majonez z tej kanapki układał się w tajne znaki masońskie.

Mateusz krzywi się i wskazuje kosz, do którego przed chwilą poleciała kanapka.

MateuszMW: I nie gadaj mi o szacunku do jedzenia. Pięć sekund temu żarłeś bułę z podłogi jak bezdomny gołąb na Rynku. Widziałem wszystko. Cała Polska zobaczy.

MateuszMW: A co do twojej walki... Ty serio uważasz, że przegrałeś przez kosmitów, satelity i sędziego-robota? Bracie, przegrałeś przez to, że przeciwnik cię lał częściej niż budzik dzwoni rano. Taka jest moja teoria spiskowa.

Poprawia worek z lodem na głowie.

MateuszMW: A teraz odsuń tę kamerę, bo jeszcze ktoś pomyśli, że stoję obok ciebie dobrowolnie. Jak mi od tych twoich teorii wyrośnie antena na głowie, to przyjdę po odszkodowanie.

Mateusz odchodzi z kadru, mrucząc pod nosem.

MateuszMW: Jeszcze sat-elita... chłopie, ciebie to chyba gołębie z Plant namierzały...

Derek ściąga okulary na nos i spogląda podejrzliwie na MateuszaMW. Po chwili jego wzrok powolnie przenosi się na kamerę. Halloway marszczy brwi i kręci przecząco głową, poprawia okulary i zaczyna idąc powoli do tyłu.

Derek Halloway: Widzicie? Tak właśnie działa indoktrynacja w szkole. Widać, że ten człowiek zbyt wiele nie spędził w tych instytucjach, jednak ja byłem w nich na tyle długo, żeby znać odpowiedź: to agresywne, autystyczne zachowanie jest jedynie przez szczepionki, które zaaplikowali mu rodzice, a on sam dał sobie wstrzyknąć chipa i teraz jest oznaczony jak byk. Nawet gorzej, ponieważ takim degeneratem jeszcze potrafią sterować. Oj czarno to...

W tej chwili Derek poślizgnął się na wcześniej rozsmarowanym na podłodze majonezie i jebnął plecami w cały ten syf. Zdenerwowany Halloway mruczy coś pod nosem, że ten Jaszczur specjalnie nie przysłał tu nikogo, żeby to posprzątał, przez co on się wywrócił. The Truth Seeker wstał, wytarł ręce w koszulkę, podszedł powolnym, śliskim krokiem do telefonu, po czym wyłączył nagrywanie.

Video Promo

Kamera przenosi nas na meksykańskie ulicę. Z nieba mocno praży słońce, a centralnie przed kamerą widzimy wejście na siłownię, a na niej szyld “Cava Gym”. Drzwi otwierają się, a z siłowni w dresach i ze swoją torbą sportową wychodzi Jorge Cavazos.

Jorge Cavazos: Madre de Dios! Ten Brandon to mnie wykończy! Ledwo żyję, ale to konieczne. Wygrana z Zygmuntem Butlą to moja ostatnia szansa na zachowanie dla siebie miejsca w turnieju.

Do Jorge podbiega gromadka dzieci.

Dziecko 1: Jorge, jesteśmy twoimi największymi fanami!

Dziecko 2: Możemy, zdjęcie?! Prosimy!

Jorge Cavazos: No pewnie chłopaki!

Jorge zaczyna sobie robić zdjęcia z fanami. Kiedy już zrobił sobie zdjęcie z każdym z dala zaczyna dobiegać głos starszej osoby.

Starsza osoba: Pablo, chodź tu szybko! On nie jest przykładem dla Ciebie!

Dziecko 1: Ale dziadku…

Starsza osoba: Chodź tu do mnie! Ten człowiek nie może być dla Ciebie przykładem!

W połowie tego zdania z siłowni wychodzi jeden z mężczyzn, który właśnie zakończył swój trening.

Młoda osoba: Jakiś problem?

Starsza osoba: Jakiś problem?! Ty wiesz kto to jest!? To człowiek, który hańbi nasze lucha libre! Amigo, od lat wszyscy nasi luchadorzy byli enmascarado. Cavazos łamie wszystkie nasze zasady i tradycje. Nasi przodkowie wszystko to wypracowywali dekadami, a tutaj przychodzi taki młokos i wszystko rujnuje.
Młoda osoba: Człowieku, czy ty w ogóle wiesz o czym w ty mówisz?! Niewielu luchadorów na tym świecie rozsławiło tak lucha libre i naszą kulturę jak Jorge Cavazos.

Po tych słowach Jorge pokręcił tylko z rezygnacją głową i ruszył dalej przed siebie.

Jorge Cavazos: Ehhh, zawsze to samo, chyba nigdy tego nie zrozumieją. Widzicie, amigos? Tak wyglądała moja droga, którą odbyłem. Ale może od początku. To nie zaczęło się tutaj, to ma dużo głębsze dno. Kiedyś były takie czasy, że Jorge Cavazos nie był znany w świecie wrestlingu. Kiedyś nie byłem znany nawet w Meksyku. Kiedyś, jedynym miejscem gdzie byłem znany w zasadzie nie ja, a moja rodzina to oczywiście moje rodzinne miasto, Tijuana. Moja familia słynęła tam z naszej tequili, którą aktualnie rozsławiłem na całym świecie. W naszym mieście panowało jednak wielkie bezrobocie i bieda, co powodowało, że musieliśmy sobie od zawsze radzić z lokalnymi gangami. To w ten sposób nauczyłem się radzić sobie za pomocą własnych pięści. Pewnego dnia podczas jednej z bójek zauważył mnie jeden lokalnych trenerów zapasów. Kiedy zobaczył moje umiejętności, zaproponował mi trenowanie w jego klubie. Nie miałem dużo pieniędzy, więc zgodził się to robić w zamian za sprzątanie sali po treningach. No dobra, przyznam się po latach. Dodatkowym plusem było to, że posmakowała mu nasza rodzinna tequila. Życie toczyło się tak spokojnie z dnia na dzień do pewnego wypadku, który się wydarzył. Pewnego dnia jeden z lokalnych gangsterów przyszedł i chciał mojemu dziadkowi zabrać pieniądze. Postawiłem się mu i wywiązała się bójka. Niestety ta bójka zakończyła się tragicznie. Ten gangster upadł i uderzył głową w ścianę. Cały czas znajduje się w śpiączce w szpitalu, a dla mnie skończyło się to dla mnie skazaniem i odsiadką. W więzieniu nie było łatwo, to było jeszcze większe piekło niż ulice Tijuany. Ale wieczorem przychodził czas na oglądania telewizji w celi, a w niej były tylko dwa wybory: latynoskie telenowele albo lucha libre. Wybór był prosty. Wtedy to zakochałem się w lucha libre, które pomogło mi jakoś przetrwać trudny czas w prision. Kiedy wyszedłem z więzienia, nie miałem dokąd wracać. Rodzina się mnie wyparła, uznała mnie za kryminalistę, z którym nie chce mieć nic do czynienia. Nie miałem więc wyboru - sam musiałem dołączyć do gangu. Jednak pewnego dnia spotkał mnie jedyny człowiek, który wówczas we mnie uwierzył. Był to mój trener sprzed czasu mojej odsiadki. Zdziwił się jak skończyłem, ale nie ocenił mnie kiedy przedstawiłem mu swoją historię i swoje motywy. Zaproponował ponowne treningi ze względu na mój talent. Ja się zgodziłem, ale pod jednym warunkiem - mieliśmy spróbować sił nie w zapasach, a w lucha libre. Trener zgodził się i zapytał jaką maskę będę chciał założyć. Ja jednak nie chciałem nosić żadnej maski. Byłem na dnie, prawie nikt we mnie nie chciał uwierzyć. Chciałem, żeby to było symbolem tego, że nie mam nic do ukrycia. Kiedy rozpocząłem swoją przygodę z lucha libre głosy były podzielone. Jedni mówili, że bycie luchadorem bez maski jest hańbą dla naszej tradycji. Drudzy za to mówili, że dobrze, że idę swoją drogą i chcę pokazać prawdziwą twarz. I tak to się ciągnie po dzień dzisiejszy. Dlatego pamiętajcie, co by się nie działo, nigdy nie bójcie się pokazać swojej prawdziwej twarzy. ¡Sin máscara, sin miedo!

Po tych słowach Jorge wsiadł w samochód i odjechał, a obraz z kamery gaśnie.

Main Event
Third Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Zack Sabre Jr. vs Mike F'N Brutal
[Obrazek: dLxd671.png]

Wracamy do ringu po reklamach. Aktualnie Brutal stoi nad leżącym Zackiem i rytmicznie zaciska, i rozluźnia pięść, po czym strzepuje ją w dół. Jest to efekt niezwykle skrupulatnej pracy jego rywala, który przez całą walką metodycznie osłabiał lewą rękę Mike'a. Teraz jednak to King of Extreme może mu za to odpłacić. Po serii brutalnych stompów na twarz rywala podnosi swoją ofiarę i silnym Irih Whipem posyła do narożnika. Nie czeka, od razu rusza w pościg, aby zgnieść przeciwnika. Niespodziewanie ZSJ nie wbija się w narożnik, a chwyta się rękami lin i przeskakuje nad pędzącym heavyweightem i to jednak on wbija się w narożnik! Obolały Król Hardcore'u cofa się o kilka kroków trzymając za klatę, a Technician Wizard częstuje go kopniakiem w zgięcie kolana. Mike przyklęknął i mamy Crossface Chickenwing! W oczach Violence Bastardach pojawia się panika. Wolną ręką próbuje poluzować uścisk na szczęce, ale Sabre Jr. doskonale wie co robi i nie daje najmniejszych szans, aby to zrobić. Brutal bardzo cierpi, w końcu przestaje próbować, podnosi rękę, wygląda na to, że będzie klepać! Jednak nie! Ze wszystkich sił wyciąga rękę przed siebie i wykorzystuje fakt, że narożnik jest całkiem blisko i chwyta za jedną z lin! Rope Break! Mimo wszystko Anglik nie odpuszcza, a sędzia odlicza. 1... 2... 3... 4... Dopiero pod groźbą dyskwalifikacji Amerykanin w końcu może spokojnie odetchnąć. The Concrete Saint powoli wstaje i widać, że jest nieźle wkurzony i to delikatnie mówiąc. Z całej siły uderza pięścią w narożnik i rozjuszony odwraca się w kierunku środka ringu. Submission Master rusza, ale to samo robi Mike. Clothesline! ZSJ pada, ale od razu wstaje. Kolejny Clothesline! Tym razem Anglik nie jest już tak szybki, wstaje sam, lecz Brutal od razu łapie go za rękę i częstuje potężnym Dead Static. Publiczność umilkła, Zack padł, jak rażony piorunem, a sędzia już miał sprawdzać, czy na pewno wszystko z nim w porządku, ale South Philly Scumbag nie pozwala na to. Od razu rzuca się do pinu. 1... 2.. Kick Out Amerykanin jest jeszcze bardziej wkurzony, ale nie traci energii na kłótnie z arbitrem. Klęka przy rywlu i wypłaca mu całą serię punchy prosto w twarz. Sędzia poucza o nadmiernej brutalności, jednak to nie robi wrażenia na oprawcy. 1... 2... 3... 4... Król Hardcore'u powstrzymał się w ostatniej chwili. Krzyczy coś prosto w twarz przeciwnika i jeszcze raz przechodzi do pinu. 1... Roll Up! 1... 2... Bark w górze! Ale ZSJ nie odpuszcza, od razu widzi okazje do ataku. Sięga po rękę i zakłada Armbar. To zdaje się odblokowywać wspomnienia z Wietnamu, albo przynajmniej z pierwszej gali. Brutal zdaje się przeklinać pod nosem Kenny'ego Riddle i rozpoczyna swoją walkę o życie. Szamocze się ze wszystkich sił, aż w końcu  udaje mu się odbić barkiem od maty i przerolować na rywala, jednocześnie pinując. 1... The Technical Wizard puszcza dźwignię. Zawodnicy powoli wstają... gdy nagle na arenie gasną światła. Gdy ponownie się zapalają wrestlerzy już stoją rozglądają się dookoła, chcąc zrozumieć co się wydarzyło. Nagle kamera przenosi nas tuż przed ringiem, zaraz za rampą. Stoi tam nikt inny jak Elias Shadow. Chaotycznie gestykuluje, coś mówi, ale nie słyszmy co dokładnie. Jego oczy są  nieobecne. Brutal chyba to słyszy, odwraca się do niego i sam lirycznie równa go z ziemią. Mike nie wytrzymuje ciśnienia, wychyla się między linami, chcąc złapać za włosy niespodziewanego gościa, jednak ten w ostatniej chwili odchyla się i powoli cofa się na zaplecze wykonując jednocześnie "charakterystyczny gest Jeffa Hardy'ego" (nie pytajcie który). Król Hardcore'u już ma wracać do swojego przeciwnika, kiedy ten nagle chwyta go za rękę i kark, aby przekręcić w kierunku środka ringu. Anglik wygina rękę Amerykanina i zapina Jim Breaks Armbar! Brutal natychmiast odklepuje nogą, jednocześnie krzycząc do sędziego, że się poddaje! Zack Sabre Jr. przechodzi do kolejnej rundy!

Po zakończeniu main eventu kamera pozostaje na arenie. W ringu ustawiony jest elegancki stolik przykryty czarnym materiałem z logo LPW. Na nim stoją dwa przezroczyste pojemniki wypełnione kulkami. Jedno z nich oznaczone jest jako zawodnicy z bilansem 2-0, drugie jako zawodnicy z bilansem 2-1. Obok stolika stoją Renee Paquette oraz Maria Kanellis, a po chwili na stage’u rozbrzmiewa muzyka, Roba Van Dama. Generalny Menedżer Colosseum pojawia się na rampie z mikrofonem w dłoni i kieruje się do ringu.

Rob Van Dam: Louisville, to był długi wieczór. Turniej o miano pierwszego LPW World Championa właśnie wszedł w etap, w którym nie ma już miejsca na przypadek. Część zawodników zrobiła swoje wcześniej i miała dzisiaj wolne. Część musiała dzisiaj walczyć o przetrwanie, a po main evencie poznaliśmy ostatniego uczestnika kolejnej rundy.

Kamera pokazuje pracownika technicznego, który podchodzi do stolika i wrzuca ostatnią kulę z nazwiskiem zwycięzcy main eventu do pojemnika zawodników z bilansem 2-1. Publiczność reaguje głośnym popem, a kamera robi zbliżenie na dwa pojemniki.

Rob Van Dam: Zasady są proste. Zawodnicy z bilansem 2-0 zmierzą się z zawodnikami, którzy zakończyli fazę z bilansem 2-1. Jedna kula z pierwszego pojemnika. Jedna kula z drugiego. I w ten sposób poznamy pary, które zrobią kolejny krok w stronę finału turnieju.

RVD odwraca się w stronę loży VIP i wskazuje dłonią na zawodników, którzy oglądali dzisiejszą galę z góry.

Rob Van Dam: Panowie, wasz wieczór obserwacji właśnie się zakończył. Zapraszam do ringu.

Kamera przenosi się na lożę VIP. Rob McŁowicz, Axel Blaze, Zbyszek Uszczelka i Kenneth Riddle wstają ze swoich miejsc i przy reakcji publiczności kierują się w stronę ringu. Każdy z nich wygląda inaczej: jedni idą z pewnością siebie, inni są mocno skoncentrowani, ale wszyscy wiedzą, że za chwilę poznają swoich kolejnych rywali.

Po chwili w ringu pojawiają się również zawodnicy, którzy dzisiaj wygrali swoje walki i zakończyli fazę turnieju z bilansem 2-1: Jorge Cavazos, Edgar Dickinson, Ryback oraz Zack Sabre Jr., który dołącza do pozostałej trójki, która właśnie weszła do ringu. Ustawiają się po przeciwnej stronie ringu, naprzeciwko grupy 2-0. Atmosfera robi się coraz bardziej napięta.

Rob Van Dam: Wszyscy jesteście tutaj z jednego powodu. Każdy z was przetrwał drogę, która miała odsiać przypadkowych zwycięzców pojedynczych walk od prawdziwych pretendentów. Od tego momentu nie liczą się już wcześniejsze wymówki, pechowe wieczory ani piękne zapowiedzi. Liczy się tylko następna walka.

RVD odwraca się do Renee i Marii.

Rob Van Dam: Renee, Maria... zaczynamy.

Renee Paquette podchodzi do pojemika z nazwiskami zawodników 2-0. Miesza kulki przez kilka sekund, po czym wyciąga pierwszą z nich i podaje ją RVD. Generalny Menedżer otwiera kulę, wyjmuje kartkę i odczytuje nazwisko.

Rob Van Dam: Pierwszym wylosowanym zawodnikiem z bilansem 2-0 jest... Rob McŁowicz.

Kamera pokazuje Roba McŁowicza, który uśmiecha się pod nosem i poprawia ręcznik przewieszony przez ramię. Maria Kanellis podchodzi do drugiego pojeminika, miesza kulki z nazwiskami zawodników 2-1 i wyciąga jedną z nich. Podaje ją RVD.

Rob Van Dam: A jego rywalem będzie... Ryback.

Publiczność reaguje na pierwsze zestawienie. Kamera pokazuje obu zawodników, którzy przez chwilę mierzą się wzrokiem z przeciwnych stron ringu.

Renee Paquette: Pierwsza para kolejnej rundy turnieju o LPW World Championship: Rob McŁowicz kontra Ryback.

Renee ponownie podchodzi do pojemnika z kulkami zawodników 2-0 i losuje kolejną kulę.

Rob Van Dam: Kolejny zawodnik z bilansem 2-0 to... Axel Blaze.

Axel Blaze uśmiecha się szeroko, rozkłada ręce i przez chwilę chłonie reakcję publiczności. Maria losuje jego przeciwnika z drugiego pojeminika.

Rob Van Dam: Zmierzy się on z ... Jorge Cavazosem.

Axel kiwa głową, jakby już w tej chwili przyjmował wyzwanie. Kamera pokazuje jego przeciwnika, który odpowiada mu spojrzeniem.

Maria Kanellis: Druga para: Axel Blaze kontra Jorge Cavazos.

Renee sięga po trzecią kulę z pojemnika z kulkami zawodników 2-0.

Rob Van Dam: Kolejny gladiator z bilansem 2-0 to... Zbyszek Uszczelka.

Zbyszek Uszczelka poprawia swoje rzeczy i z poważną miną patrzy w stronę pojemnika z kulkami zawodników 2-1. Maria losuje kolejną kulę i podaje ją RVD.

Rob Van Dam: A jego przeciwnikiem będzie... Edgar Dickinson.

Na twarzy Uszczelki pojawia się grymas, jakby od razu oceniał, czy wylosowany rywal nadaje się do „naprawy”.

Renee Paquette: Trzecia para: Zbyszek Uszczelka kontra Edgar Dickinson.

W pojemniku zawodników 2-0 zostaje już tylko jedna kula. Renee wyciąga ją formalnie, ale wszyscy w ringu wiedzą, czyje nazwisko się w niej znajduje.

Rob Van Dam: I ostatni zawodnik z bilansem 2-0... Kenneth Riddle.

Kenneth Riddle robi krok do przodu, spokojny, skupiony i pewny siebie. Maria podchodzi do drugiego pojeminika, w którym również została ostatnia kula. Wyciąga ją i przekazuje RVD.

Rob Van Dam: A jego rywalem będzie... Zack Sabre Jr.

Publiczność reaguje głośno, gdy ostatnie zestawienie staje się oficjalne. Kamera pokazuje Kennetha Riddle’a i jego przeciwnika, a napięcie w ringu wyraźnie rośnie.

Maria Kanellis: Czwarta para: Kenneth Riddle kontra Zack Sabre Jr..

RVD staje między obiema grupami zawodników. Renee i Maria odsuwają się lekko od stolika, a kamera powoli pokazuje wszystkich uczestników kolejnej rundy turnieju.

Rob Van Dam: Pary zostały rozlosowane czas na ostatnią fazę turnieju o LPW World Championship. Cztery walki. Ośmiu zawodników. Każdy z was jest bliżej niż kiedykolwiek, ale od tego momentu każdy błąd będzie kosztował więcej niż wcześniej.<RVD rozgląda się po zawodnikach stojących w ringu.> Teraz zobaczymy, co jest ważniejsze: perfekcyjny start czy umiejętność powrotu po otrzymanym ciosie.

Zawodnicy zaczynają spoglądać na swoich wylosowanych rywali. Jedni podchodzą bliżej, inni zachowują dystans, ale każdy wie co czeka go za tydzień.

Rob Van Dam: Panowie, gratuluję. Następna runda pokaże, kto naprawdę zasługuje, aby na LPW: Ascension walczyć o miano pierwszego mistrza LPW.
RVD opuszcza mikrofon, a kamera pokazuje stolik z pustymi pojemnikami, po czym przechodzi na zawodników stojących twarzą w twarz ze swoimi rywalami. Publiczność reaguje coraz głośniej, gdy na ekranie pojawiają się wszystkie pary kolejnej rundy turnieju.

Obraz powoli gaśnie, Ryback nagle rusza w stronę Kennetha Riddle’a i potężnym ciosem powala go na matę! Zack Sabre Jr. natychmiast dopada The Big Guya, ale po chwili w bójkę włączają się pozostali uczestnicy turnieju. W ringu wybucha kompletny chaos. Rob McŁowicz zasypuje Rybacka serią uderzeń, Axel Blaze rzuca się na Jorge Cavazosa, a Zbyszek Uszczelka próbuje zepchnąć Edgara Dickinsona do narożnika. Renee Paquette i Maria Kanellis szybko opuszczają ring, podczas gdy RVD bezskutecznie próbuje przywrócić porządek. Kenneth Riddle wraca do walki i rzuca się na Rybacka, odpłacając mu za niespodziewany atak. Zack Sabre Jr. sprowadza Zbyszka Uszczelkę do parteru, ale po chwili zostaje staranowany przez Axela Blaze’a. Rob McŁowicz próbuje wykorzystać zamieszanie, jednak Edgar Dickinson chwyta go od tyłu i wyrzuca poza ring. Ryback rozpędza się i przewraca kilku rywali naraz, lecz Kenneth oraz Zack wspólnymi siłami wyrzucają go poza ring. Cavazos powala Axela efektownym kopnięciem, unika szarży Uszczelki i posyła go poza ring, a następnie zaskakuje Dickinsona kolejnym szybkim atakiem. Zack próbuje złapać Cavazosa w uchwyt, ale Jorge wyrywa się i wyrzuca go za liny. Kenneth Riddle rusza na niego jako ostatni, lecz Cavazos schodzi z linii ataku i potężnym ciosem posyła go na matę. Po kilku sekundach w ringu pozostaje już tylko Jorge Cavazos. Pozostali zawodnicy leżą na macie albo poza ringiem, a Fiesta Master staje na środku kwadratowego pierścienia. RVD stoi przy linach, obserwując cały chaos z wyraźnym niezadowoleniem, podczas gdy Cavazos wskazuje na logo LPW: Ascension zawieszone na arenie. Colosseum dobiega końca
Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2026, 13:17 przez Ryse.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
13.06.2026, 10:27 #2
Video Promo
Widzimy TO miejsce, a po chwili z półmroku pojawia się ON w TEJ koszulce. The Big Guy podchodzi do jednego z haków, na którym widnieje napis "Kenneth Riddle".

Ryback: Widzę, że nadal pływasz Kenny... pływaj, pływaj, i nie martw się głęboką wodą, bo... co ma wisieć, nie utonie.

Ryback podchodzi do niemożliwie obskórnej szafy, w której rączki szuflady wyglądają jak umazane smalcem jeszcze z czasów, gdy rzeźnia funkcjonowała, i chce ją otworzyć, jednak... urywa klamkę. "Ale tandeta" mówi półgłosem The Butcherback, po czym wyciąga całą szufladę, chwyta za największy możliwy tasak, który waży dobre 5 kilogramów, a następnie siada na krześle widocznym na wyżej załączonym obrazku.

Ryback: Gdybym teraz miał zacząć gryźć się w język, to prawdopodobnie bym się wykrwawił, tak więc nie liczcie na to. Gdy Rob Van Dam napisał do mnie, że zaczynamy nową przygodę i chciałby widzieć mnie w federacji, natychmiast się zgodziłem. Nie wiem nawet dlaczego. Nawet nie zdążyłem zadzwonić do jednego z moich dwóch przyjaciół w świecie wrestlingu, Jona Moxleya. Ruszyłem swoje mięśnie, poszedłem na trening i zechciałem być częścią tego świata. Wówczas jednak dostałem SMS od drugiego z moich przyjaciół w świecie wrestlingu, Paula Heymana.

Fani zaczynają nieśmiało skandować "ECW!".

Ryback: Macie w federacji już kogoś blisko związanego z terminem ECW, nie Brut?

Ryback puszcza oczko do kamery, a w tle narasta buczenie.

Ryback: Treść tego SMS-a brzmiała: RYAN, ONI WCIĄŻ SIĘ Z CIEBIE ŚMIEJĄ. I wówczas uświadomiłem sobie coś, czego nie mogłem przeoczyć. Wy wciąż mieliście mnie za komedianta, za kogoś, kto przyjdzie, pożartuje i pójdzie. Otóż mam ważny komunikat... Ja przyszedłem... zniszczę... i nigdy stąd nie pójdę...

The Butcherback zaczyna podrzucać swój przeogromny tasak.

Ryback: Kenneth Riddle... Tyle osób pyta mnie, dlaczego Cię zaatakowałem. I będę zupełnie szczery — wkurwiłeś mnie. Bo gdy na pierwszym spotkaniu w szatni Rob Van Dam przeczytał nam roster, byłem pierwszym, który zapytał: gdzie jest Kenneth Riddle? Miałem nadzieję, że przyjdziesz tutaj i udowodnisz młodym, gdzie jest ich miejsce. Ale Ty zapragnąłeś czegoś innego, zapragnąłeś przyjść i zniszczyć tego, który najbardziej może Ci zagrozić. I tak naprawdę, gdyby nasza walka przebiegła normalnie, nic by Ci się nie stało. Ale nie, Ty, wielki Kenny, chciałeś więcej, chciałeś mojego upokorzenia... mojego poddania bądź... czegoś więcej... więc wówczas byłem już pewny — zniszczę Cię, niezależnie od wyniku. Wygrałeś, ale pieszy, gdy wchodzi na pasy tuż przed rozpędzonym tirem, również prawnie i prawie wygrywa... jednak przegrywa dużo więcej... i Ty...

Ryback patrzy na całą stertę tasaków z szuflady.

Ryback: Skończysz jak ta zarżnięta świnia w... klatce... tylko jeszcze o tym nie wiesz...

The Big Guy wstaje i rusza w kierunku drzwi.

Ryback: Zapomniałbym... Preston Steele. Nie mogę Cię tak pozostawić samopas, bo jeszcze szkód narobisz, dzieciaku, tak więc zrobiłem sobie research Twojej chujni z grzybnią... yyy, chciałem powiedzieć kariery. Chcesz wyjść z cienia ojca, ale jesteś jak kroczący nocą pustelnik błagający o wodę napotkane skorpiony... To nie jest Twoje miejsce i nikt Ci tutaj nie pomoże... oczywiście poza mną. Twój stary chciał, żebyś został kimś wykształconym, więc jak już Cię zniszczę, to wyciągnę do Ciebie rękę. Jutro rzeźnia zacznie działać od nowa, przyjedzie nowa dostawa świń... nauczę Cię je obrabiać, o ile nie boisz się ubrudzić nowego Rolexa, bo w przeciwnym razie... na zawsze pozostaniesz wstydem dla tego, kto pchnął Twoją mamę, by pchnęła coś takiego jak Ty na ten świat...

Ryback z pogardą spluwa przed siebie, po czym oblizuje gigantyczny tasak, a kamera powoli ściemnia obraz...

Singles Match: Lord Sebastien vs Mateusz MW 
[Obrazek: zq4KDaa.png]

Kamera przenosi nas teraz do ringu, w którym Lord Sebastien wyraźnie dominuje wykręcając rękę Wrist Lockiem Mateuszowi MW. Mateusz wyraźnie cierpi i chwilę mu to zajmuje, żeby się pozbierać i wstać. Kiedy już to zrobił, wypłacił parę łokci na tułów przeciwnika. Ten puścił uchwyt, a Polak odbija się od lin... I inkasuje Tilt a Whirl Backbreaker, po którym pada z bólem na matę. Sebastien nie śpieszy się, poprawia powoli swoje włosy, łapie rywala za nogę i przekręca zapinając Single Leg Boston Crab. Krakus ponownie w tarapatach, wyraźnie cierpi na środku ringu, ze po paru sekundach podnosi się delikatnie na rękach. Czołga się w kierunku lin i po paru chwilach udało mu się w końcu to zrobić. Sędzia rozpoczyna liczenie. 1... 2... 3... 4... Lord zna swoją strategię i w ostatniej chwili puszcza uchwyt. Polish Fucker teraz powoli podnosi się w oparciu o liny, a Francuz łapie oddech w tym czasie. Kiedy łysy zawodnik jest już na nogach Sebastien rusza w jego kierunku, ale obrywa tylko solidnym łokciem na szczękę. Zawodnik z Paryża lekko zamroczony, a Polak nie chce marnować czasu. Jumping Clothesline, dokłada od razu drugi. Lord wstaje i od razu inkasuje Super Kick... nie! Sel de la Terre przechwytuje nogę przeciwnika i zakłada Ankle Lock! Ewidentnie The Noble One bierze sobie za cel osłabienie nogi przeciwnika, ale Polish Fucker robi przewrót w przód, a Sebastien z dużym impetem uderza w narożnik. Krakowianin nie czeka i biegnie na przeciwnika...  Corner Splash?! Connected! Francuz spływa na ziemię, a Mateusz wchodzi na narożnik. Trochę to trwa, zmęczenie daje o sobie nać, ale w końcu jest już na górze i wykonuje Swanton Bomb! Udane! Pin! 1... 2... Kickout! Big MW łapie chwilę oddechu, a w tym czasie Lord powoli wstaje na równe nogi. Kiedy to się stało, Polak wykręca rękę, ale rywal od razu kontruje i teraz to krakowianin ma wykręconą rękę... Artisto Suplex?! Connected! Pin! 1... 2... Kickout! Polish Fucker odkopuje, a Francuz sygnalizuje, że już dość ma tego starcia i chce je zakończyć. Zawodnik z Krakowa powoli wstaje na nogi, a The Sovereign wkłada jego głowę między swoje. Le Execution?!… Nie! Mateusz w ostatniej chwili wyrywa się przeciwnikowi! DDT! Lord Sebastien potężnie wbity głową w ziemię! Pin! 1... 2... w ostatniej chwili odkopuje! Big MW nie może uwierzyć, że ta walka dalej trwa i próbuje przetłumaczyć sędziemu, że słyszał trzecie uderzenie w matę. W tym czasie The Noble One wstaje na równe nogi.Polish Fucker od razu rusza w jego kierunku, ale Artist of Pain sprytnie chowa się za linami, co zmusza sędziego do interwencji. Mateusz nie odpuszcza, a sędzia odlicza. 1… 2… 3… 4… W ostatniej chwili opanowuje się i wycofuje, a Lord bierze rozbieg i wypłaca Forearm Smash prosto na szczękę przeciwnika, który wpada teraz do narożnika. Sel de la Terre nie zamierza czekać, odbija się od przeciwnego narożnika… Curtoisie Kick! Polak pada półprzytomny na matę, a Francuz od razu wchodzi na narożnik. Sang Bleu Elbow?! Connected! Polish Fucker chyba ledwo żyje, a The Noble One nie odpuszcza. Poprawia tylko swoje włosy i łapie nogi rywala… Crown Jewel! Dźwignia zapięta! Tym razem Mateusz nie znajduje ratunku i odklepuje! Lord Sebastien zwycięzcą tej walki.

Kamera pozostaje cały czas w ringu. Mateusz MW trzymając się powoli za swoje obolałe nogi doczołgał się do lin i próbuje wstać opierając się na nich. W tym czasie Lord Sebastien wyszedł z ringu, zabrał swoją laskę znajdującą się obok ringu i z powrotem się do niego wturlał. Tam Mateusz już na wyprostowanych nogach odwraca się w stronę Lorda... Margaux`s Kiss! Polak otrzymuje potężne uderzenie laską w głowę, które powala go na ziemię! Wyturluje się teraz pół przytomny z ringu, a Lord Sebastien odbiera mikrofon od pracownika technicznego i poprawia swoje włosy stojąc już na środku ringu.

Lord Sebastien: Nie zasługujecie na to by się znajdować z nami w ogóle w jednym pomieszczeniu, ale przedstawię się, żebyście mieli świadomość z kim macie do czynienia. *na publiczności zaczyna przebijać się lekki heat* Nazywam się Lord Sebastien de Montclair, a tutaj znajduje się ktoś ważniejszy nawet ode mnie. *mówiąc to unosi swoją laskę do góry cały czas na nią patrząc* To jest moja ukochana Margaux. Pochodzimy ze starej, francuskiej rodziny szlacheckiej, ale tacy américains dégénérés z pewnością nie będą w stanie tego zrozumieć. W Europie jesteśmy szanowani, tutaj wszyscy mówią o Amerykańskim śnie. Tutaj wszyscy mówią, że każdy ma równe szanse. Brzydzę się tym i brzydzę się wami. *buczenie zaczyna bardziej narastać* Spróbujmy spojrzeć faktom w oczy. Chociaż to może być trudne, postaram się to wyjaśnić takim niewykształconym *prychnięcie* ludziom jak wy.  W historii naszej cywilizacji przez większość czasu takie atrybuty jak chwała, władza, pieniądze i wszelkiego rodzaju honneurs należały od nas, szlachetnie urodzonych. W ostatnim czasie zaczęło się to zmieniać za sprawą waszego kraju i was wszystkich. Zaczęliście zagarniać sobie zaszczyty, które wam się nie należą. I po to tutaj jesteśmy wraz z moją ukochaną Margaux. *mówiąc to unosi swoją laskę do góry i ją całuje* Nie będziemy wam odbierać żadnych zaszczytów. My po prostu odzyskamy to co zawsze nam się należało. Możecie krzyczeć, możecie jęczeć, nic wam to nie da. Nie ważne czy będziecie chcieli, czy nie, my i tak przyjdziemy i odzyskamy to co nam się zawsze należało. A najlepszym miejscem, żeby rozpocząć naszą misję jest amérique dégénérée.

Mówiąc to nie rzuca mikrofonu na matę, tylko spokojnie, powoli go odkłada. Przez chwilę jeszcze napawa się buczeniem fanów zgromadzonych na arenie, po czym wychodzi z ringu i udaje się w stronę zaplecza. Nie zwracając uwagi na heat poprawia swoje włosy i znika nam z areny schodząc na zaplecze, a obraz z kamery gaśnie.

LPW Ascension odbędzie się Credit Union 1 Arena w Chciago bilety dostępne na oficjalnej stronie LPW w zakładce bilety.

Kamera przenosi nas na zaplecze,widzimy jak Salvador siedzi na podłodze oparty o ścianę, a obok niego leży jego miotła. Janitor najwidoczniej odpoczywa po zamiataniu zaplecza. Nagle znikąd pojawia się The Broken Prodigy i siada obok niego. The Rogue przez długi czas siedzi w ciszy obok niego co zaczęło mocno niepokoić Salvadora, który delikatnie się od niego odsunął.

Allan Hill: To była ciężka noc dla ciebie, prawda? Nie dość, że dostałeś łomot w ringu to jeszcze musisz zasuwać tutaj na miotle. Oglądałem. Naprawdę się starałeś. Ludzie lubią takich jak ty. Niepozornych zawodników. Takich co dostają po mordzie i wstają. Dostają drugi czy trzeci raz, a oni cały czas wstają. <patrzy pustym wzrokiem przed siebie> Kiedyś też taki byłem. <uśmiecha się pod nosem> Wiesz co dostałem w zamian za dawanie z siebie w walce wszystkiego? Absolutnie nic. Jedna sekunda. Jeden faul, który wszystko zmienił. Jeden tchórzowski cios, po którym nic już nie jest takie samo. <pociera tył głowy> Wszyscy zapomnieli jak w ogóle mam na nazwisko. <patrzy na Salvadora> Ale wiesz co? Ciebie nie zapomną. Przynajmniej przez te kilka godzin będą mieli ubaw z tego jak męczyłeś się w ringu. <krótki śmiech> Potem pojawi się następna osoba, z której będą mieli ubaw. I następna. I następna. Wiesz, co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Ty nadal myślisz, że jesteś tym wyjątkowym gościem, na którego występ wszyscy czekają.

Salvador jest coraz bardziej zaniepokojony monologiem Allana i chce już odejść, ale The Broken Prodigy łapie go za ramię nie pozwalając mu się oddalić.

Allan Hill: Nie, nie, nie. Jeszcze nie skończyłem. Powiedz mi jak to jest cały czas ślepo wierzyć, że jutro nadejdzie lepszy dzień? Że jutro w końcu ktoś zacznie sam z siebie zwracać na ciebie większą uwagę? Ja już nie pamiętam jak to jest.

The Rogue podnosi Janitora i z wielką siłą wbija go wręcz w ścianę! Salvador zwija się z bólu na podłodze, a Hill dopada go w Ground & Pound i zadaje serie ciosów.

Allan Hill: <cały czas zadając ciosy w głowę> Wstawaj! No dalej! Przecież walczyłeś przed chwilą do końca! Wstawaj! Ja też wstawałem! Za każdym razem wstawałem! Mówili mi, że będę mistrzem! Słyszysz!? Miałem być mistrzem!

Nagle w okolicach obu zawodników pojawia się masa ochrony, a także sam RVD, który wraz z ochroniarzami odciąga Hilla od biednego Salvadora. Hill reaguje na wszystko szerokim, niepokojącym uśmiechem, a następnie zawiesza wzrok na włodarzu LPW.

Rob Van Dam: Allan, koniec. Tydzień temu wparowałeś do mojego biura, zniszczyłeś mój telefon i położyłeś na mnie ręce. Dzisiaj zaatakowałeś człowieka, który siedział tutaj po swojej walce i nie zrobił ci absolutnie nic. To nie jest temperament. To nie jest głód walki. To jest przekroczenie granicy.<RVD robi krok bliżej, patrząc Hillowi prosto w oczy.> Nie będziesz robił tego, co ci się podoba. Nie będziesz napadał na zawodników na zapleczu i nie będziesz wymuszał swojej pozycji strachem. Chciałeś mojej uwagi? Masz ją. Od tej chwili dostajesz zakaz wstępu na kolejne Colosseum. A ponieważ najwyraźniej nie potrafisz się zatrzymać, najbliższe PPV możesz poobserwować co najwyżej z trybun.<RVD wskazuje ochroniarzom korytarz.>Dobrze Ci radzę nie próbuj łamać tych zakazów, a na razie potraktuj to jako drugie ostrzeżenie. Wyprowadzić go! A Salvadorowi wezwijcie medyków.

Ochroniarze zaczynają odciągać Allana Hilla w stronę wyjścia. The Broken Prodigy jeszcze przez chwilę szarpie się z nimi, nie spuszczając wzroku z RVD. Generalny Menedżer stoi nieruchomo, obserwując całą sytuację bez cienia uśmiechu. Kamera pokazuje leżącego Salvadora, do którego podbiegają medycy.

Third Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Ryback vs Preston Steele
[Obrazek: 4B99mWu.png]

Wracamy do ringu po reklamach, gdzie Ryback trzyma Prestona Steele’a przy linach i próbuje narzucić swoją siłową dominację. The Big Guy trafia potężnym ciosem w korpus, po czym posyła rywala Irish Whipem na liny. The Heir Apparent wraca i inkasuje brutalny Shoulderblock, po którym aż przekręca się na macie. Ryback od razu przechodzi do pinu. 1... 2... kickout! Przy ringu Miguel Escobar momentalnie zaczyna krzyczeć w stronę Rybacka, że ten potrzebuje przewagi gabarytów, bo inaczej nie potrafi walczyć. Human Wrecking Ball odwraca głowę w jego stronę, wyraźnie zirytowany, a Preston wykorzystuje tę sekundę. Dropkick prosto w kolano! Ryback pada na jedno kolano, a Legacy Breaker dokłada Enzuigiri! Olbrzym z Las Vegas chwieje się, a Steele odbija się od lin i trafia Springboard Dropkickiem! Mamy pin! 1... 2... nie! Preston łapie rytm. Podnosi Rybacka, próbuje Northern Lights Suplexu, ale różnica masy robi swoje. The Butcher blokuje wyniesienie, chwyta rywala i wykonuje Powerslam! Pin! 1... 2... kickout! Miguel znowu zaczyna uderzać dłonią w apron i krzyczy do sędziego, że Ryback trzymał Prestona za strój. Arbiter podchodzi do lin, żeby go uciszyć, a Ryback traci cierpliwość. Wychyla się przez liny i zaczyna grozić Escobarowi. To daje Steele’owi kolejną szansę. Codebreaker! Ryback odchodzi zamroczony, a Preston wskakuje na liny. Golden Divident! Connected! Mamy pin! 1... 2... nie! The Big Guy odkopuje w ostatniej chwili! Preston wie, że musi zaryzykować. Wchodzi na narożnik i szykuje 450 Splash, ale Miguel znowu zaczyna prowokować Rybacka, tym razem obchodząc ring i pokazując mu gest „chodź tutaj”. Sędzia ma już dość ciągłego chaosu przy linach. Przerywa sytuację, wychyla się przez liny i jasno pokazuje Escobarowi, że ma opuścić okolice ringu. Prince of Spain protestuje, rozkłada ręce i udaje oburzenie, ale decyzja jest ostateczna. Miguel zostaje wyproszony! Preston przez moment śledzi tę sytuację wzrokiem, Ryback tymczasem zdążył się już podnieść. Dopada do narożnika i zachwiewa Steele’em. The Rebel One spada na matę, próbuje natychmiast wstać, ale wpada prosto pod Meat Hock Clothesline! Preston obraca się po uderzeniu i pada na kolana. Ryback nie czeka. Podnosi go, wynosi na barki i wykonuje Shell Shocked! Pin! 1... 2... 3! Ryback wygrywa

Kamera przenosi nas na zaplecze gdzie widzimy Renee Paquette, która przygotowuje się do wywiadu. Wkrótce obok niej pojawia się Mike F'N Brutal

Renee Paquette: Witaj Mike, w dzisiejszym Main Evencie zmierzysz się z Zackiem Sabre Jr., a stawka jest brutalnie prosta - przegrany odpada z turnieju o LPW World Championship. Po tym, jak dwie galę temu odklepałeś w walce z Kennethem, a na ostatnim Colosseum nazwałeś Zacka kolejnym „technicznym pajacem”, którego możesz złożyć w pięć sekund… czy dzisiejszy wieczór jest dla ciebie tylko walką o przetrwanie w turnieju, czy przede wszystkim szansą, żeby udowodnić wszystkim, że Mike F’N Brutal nadal jest najgroźniejszym człowiekiem w tym ringu?

Mike F’N Brutal:: Najgroźniejszy? Pff… Nie interesuje mnie udowadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Riddle mnie poddał, świetnie, stało się, żyję nadal i mam się lepiej niż kiedykolwiek. Bo zrobiłem po tym to, co należało zrobić - wyszedłem na Shadowa i zaprezentowałem wam wypisz wymaluj to, co zrobię dzisiaj temu zadufanemu brytolowi. Zack może być najlepszym technikiem w LPW, który zna tysiące chwytów, łamać przeciwnikom każdy z palców po kolei, ale jest jedna rzecz której nie nauczy cię żadna szkoła. Jak postępować, kiedy naprzeciwko stoi ktoś, kto ma gdzieś porażkę? Po kim całkowicie spływa ból i kogo totalnie nie obchodzi jego zdrowie fizyczne, a tym bardziej psychiczne? Dzisiaj ,,techniczny pajac” jak zapragnęłaś Renee przypomnieć będzie miał okazję przekonać się na własnej skórze dosłownie i w przenośni, czym jest hardcore w czystej postaci. To nie zawsze są krzesła, stoły, czy kije do kendo używane do siania zniszczenia. To nie zawsze są stypulacje i zasady walk. Hardcore to jest moja mentalność, wstawanie kiedy nie masz prawa się podnieść, to parcie naprzód kiedy cały świat jest przeciwko tobie i wyczekuje twojego upadku, Zack. To umiejętność spojrzenia komuś prosto w oczy i przyznanie, że jeśli bardzo pragniesz mnie pokonać - przejdziesz przez cholerne piekło. A ja w piekle czuję się jak we własnym domu.

Renee Paquette: Mówisz, że porażka z Kennethem Riddle’em po tobie spłynęła, ale z zaplecza docierają inne sygnały. Mówi się, że reagujesz agresywnie na samo wspomnienie tamtego odklepania, że izolujesz się od reszty i że jesteś obsesyjnie skupiony na Zacku Sabre Jr. Skoro naprawdę masz to wszystko gdzieś, Mike… to dlaczego wszyscy dookoła widzą człowieka, który wygląda, jakby właśnie ta jedna porażka nadal siedziała mu w głowie?

Mike F’N Brutal: Sygnały z zaplecza… To zabawne Renee, z twoich ust zabrzmiało to tak, jakby to było coś poważnego. Prawda jest taka, że mówią to wannabes, którzy nie mają odwagi powiedzieć tego wprost, straight to my freakin’ face. Dlatego zamiast tego wolą powiedzieć to albo niespełnionej redaktorce sportowej, albo po kątach między sobą, bo nie mają innych ciekawszych tematów do rozmów. I nagle zaczynają powstawać historie o rozsypce psychicznej w mojej głowie, że mi ,,siada psycha”. Jeśli ktoś faktycznie traci kontrolę, to robi miazgę z kolejnych przeciwników? Bo właśnie to wydarzyło się tydzień temu i to samo wydarzy się dzisiaj. I’m still standing here. Walczę w turnieju o najważniejsze złoto w federacji. Nie tak chyba wygląda człowiek który się sypie, prawda? Cały roster widzi we mnie zagrożenie - bo kto inny dwukrotnie main eventował Colosseum? A to jest dopiero początek, gdyż najlepsze rzeczy w tej federacji są dopiero przede mną. Żarty zaczynają się kończyć, ja nie gram pod wasze reakcje, nie gram pod wyświetlenia i znikąd zrobiłem się niewygodny? Taki połamaniec jak Zack obchodzi mnie tylko dlatego, że stanął mi na drodze już tydzień temu. Oprócz nie obchodzi mnie jeszcze jeden fakt - kto wyjdzie z tego ringu o własnych siłach - spoiler alert! Na pewno nie Sabre. A jeśli macie z tym problem, ktokolwiek z was na zapleczu to przestańcie na mnie patrzeć z bezpiecznej odległości, podejdźcie i powiedzcie to prosto w twarz, cioty!

Renee Paquette: Mike, mówisz, że niczego nie musisz nikomu udowadniać, ale każde twoje słowo brzmi tak, jakbyś chciał uciszyć nie tylko Zacka, ale całe zaplecze, publiczność i każdego, kto choć raz wspomniał o twojej porażce. Więc zapytam Cię wprost: jeśli dziś naprawdę przegrasz i odpadniesz z turnieju… co zostanie z Mike’a F’N Brutala poza gniewem?

Mike F’N Brutal: Ja nie bawię się w gierki typu ,,co jeśli?”. Ja żyję tym co się dzieje i tym co się stanie. Ale jeśli już muszę zaszczycić to swoją odpowiedzią, zrobię to z szacunku do tego, że jesteś kobietą. Jeśli ktoś taki jak ja odpadnie z turnieju - to nie dlatego, że się skończył. To będzie oznaczało tylko to, że ktoś zapłacił srogą cenę za to, żeby zatrzymać takiego złego sukinsyna jak ja. Ale nie musisz się nad tym zastanawiać i nawet zakładać takiego scenariusza. Bo jedyne co może się zmienić to ogrom destrukcji jaki za sobą zostawię. Mike Brutal pozostanie Mike’iem Brutalem, zasady pozostaną zasadami, a przegrany pozostanie przegranym. I dziś nie będę nim ja.

Nagle na Brutala ktoś wpada. Chłopak, w czarnym kapturze, ze słuchawkami w uszach, mruczący coś pod nosem.

???: Próbowałem parę razy świat zrozumieć, może zmądrzeć...

Po kraksie z Brutalem chłopak wyrywa słuchawki z uszu i szybkim ruchem zsuwa kaptur z głowy - ukazuje się twarz Eliasa Shadowa!

Elias Shadow: Aaa, to Tyy, mordo... Przeszkadzam? *Elias patrzy w kamerę i lekko się uśmiecha* W sumie to jak już Cię spotkałem, to chciałem Cię o coś zapytać. *Elias wyciąga ręce w kierunku Brutala* Jebniesz ze mną 67? *Brutal od razu łapie Eliasa za fraki i zaczyna go szarpać* Ej dobra dobra, czekaj, puść mnie to coś Ci pokażę! Zrobiłem to specjalnie dla Ciebie!

Elias zrzuca z siebie ręce Mike'a i rozpina bluzę. Pod nią wyłania się koszulka, z twarzą Brutala i dymkiem tekstowym "E-C-Tap!". Brutal od razu wyprowadza prawy sierpowy młodziakowi, ten wywraca się, Brutal do niego doskakuje i zaczyna go okładać na glebie! Na szczęście w pobliżu dość szybko pojawia się ochrona, która odciąga Mike'a, robi się niezłe zamieszanie! Elias odpycha ochroniarzy i wyciera koszulką pokrwawione usta.

Elias Shadow: Do następnego klepnięcia, Mike!

Brutal szarpie się z ochroniarzami, jednak Ci zdecydowanie go przeważają, a Elias uśmiecha się i wzrusza ramionami, następnie odchodząc od całego zamieszania, ze słuchawkami w uszach, śpiewając.

Elias Shadow: Tinder love, instagramowe serduszka dlaaa mnieeee...

Video Promo
Kamera śledzi wysokiego, szczupłego mężczyznę, który wchodzi do pomieszczenia, w którym znajduje się już kilka osób. Część z nich siedzi na krzesłach rozłożonych w kształcie okręgu. Inni kręcą się gdzieś przy stołach, na których znajdowało się jedzenie i picie. Osoba, zza której pleców śledzimy całą sytuację, siada na jednym z dostępnych siedzeń. Po chwili słyszymy donośny głos, jednego z mężczyzn.

???: Moi drodzy, zapraszam wszystkich już do zajęcia miejsc. Zacznijmy kolejne z naszych spotkań.

Wszyscy zainteresowani usiedli we wspomnianym wcześniej okręgu, szum zmieszanych ze sobą rozmów ustał.

Prowadzący: Witam Was. Zarówno osoby, które są z nami po raz kolejny, jak i tych, przybywających po raz pierwszy. Czy chciałby ktoś z Was zacząć i podzielić się swoją historią? Pamiętajcie, że nie będziecie oceniani, możecie być szczerzy i chodzi przede wszystkim o to, żeby wypowiedzieć pewne rzeczy na głos. Przyznać się do własnych grzechów. Także... ktoś chętny?

Osoba, którą śledziliśmy, podniosła rękę i teraz już mamy pewność, że jest to Zack Sabre Jr.

Prowadzący: Proszę bardzo. Przedstaw się i powiedz, co Cię tu sprowadza, zwłaszcza że o ile pamiętam, jesteś tu dziś po raz pierwszy.

Zack Sabre Jr.: Cześć. Mam na imię Mike.

Reszta uczestników spotkania rzuca niemal w jednym tempie: „Cześć Mike!”

Zack Sabre Jr.: Jestem tu dziś, ponieważ muszę w końcu kurwa, przestać uciekać. Muszę stanąć przed jebaną prawdą o sobie samym. Moim uzależnieniem jest przede kurwa wszystkim to, że ja pierdole... nie mogę przestać przeklinać. Staram się. Staram się z tym gównem walczyć, ale nie ma w zasadzie jebanego zdania, w którym nie wrzucę kurwy. Ale gdyby tylko chodziło o to...

Zack, a w zasadzie „Mike” robi dramatyczną pauzę, chcąc pokazać, że próbuje powstrzymać emocje

Zack Sabre Jr.: Jestem hipokrytą. Wytykam wszystkim dookoła błędy. Mówię, że są produktami, że jestem ponad nimi.... że ja jestem prawdziwy, podczas gdy sam wpadam w te same, jebane kalki. Jestem wrestlerem... znaczy. Tak jakby. Bo to, co ja robię, to nie jest wrestling. Ja po prostu krzyczę głośno i pierdolę na prawo i lewo, że bym sobie ponapierdalał przedmiotami. Jest jeszcze gorzej.

Sabre teatralnym gestem zakrywa na chwilę swoją twarz, chowając ją w dłoniach. Po chwili wraca do wyznania

Zack Sabre Jr.: Jestem jebanym cosplayerem. Udaje kogoś, kim nie jestem. Wożę się na tym, że jestem hardcore'owy, wzruszam się na myśl o ECW, ale ja... ja nigdy tam nawet kurwa nie byłem. Ja po prostu oglądałem to wszystko w telewizji i chciałem być jak oni. Ale nigdy mi się nie udało. Gram kogoś, kim nie jestem. Te wszystkie jebane przekleństwa, to wkurwienie to jest maska. Maska, którą zakładam, ponieważ nigdy nie udało mi się osiągnąć tego, co chciałem. Bo na zewnątrz mówię, że mam wyjebane na fanów, ale tak naprawdę chciałbym, by mnie podziwiali. By krzyczeli „Brutal! Brutal!”, tak jak krzyczą po dziś dzień o ECW. Ale to się nie dzieje, to się nigdy nie dzieję. Zaczynam czuć, że chyba się poddam... że chyba odklepie pod natłokiem tych wszystkich moich wad...

Zapada cisza i po chwili głos przejmuje prowadzący, dziękując za wyznanie. Obraz z kamery po chwili znika.

Singles Match: Jose Lopez vs Jean-Pierre Dolnick
[Obrazek: edotvK3.png]
Jesteśmy w ringu. Tutaj nas czeka epokowe starcie. W jednym narożniku gwiazda, idol wielu, aktor, streamer i ogólnie człowiek orkiestra - Jean-Pierre Dolnick! W drugim jakiś Jose Lopez, który nie wydaje się wykazywać zbytniego entuzjazmu. U Big Jeana goszczą inne emocje, można to nazwać obsraniem, można to także nazwać odwróconą psychologią. Sędzia daje znak, słyszymy gong i jazda! Jose robi gest ziewania, co z letsza prowokuje Jeana, który mówi: ''spałem, to ja wiesz z kim''. Grubas jest bardzo odważny, ale coś nadal nie ruszył się nawet o krok. Hiszpan za to w końcu idzie w jego kierunku, na prowokacje niezbyt reaguje. Dolnick wykazuje właśnie ogromne ringowe IQ, bo się chowa za linami. To do hejterów, którzy mają go za głupka. Niestety nie daje to zbyt wiele, bo Lopez ma to w dupie i okłada go kilkoma punchami w brzuch i Front Kickiem, auć. Tego gwiazda z Kongo nie przewidziała, trochę go to boli, opuszcza bezpieczną przystań zwaną linami i lekko skulony opiera się o narożnik. Sędzia odciąga Lopeza i go ostrzega, tak nie robimy. Jose z lekkim uśmiechem pokazuje gest, że wszystko jest w porządku, po czym od razu doskakuje do cornera i tam dalej okłada Kongijczyka. Chico Malo odchodzi kawałek, by wziąć rozbieg i rusza... Użytkownik portalu X z nazwą JeanPierre69 robi fenomenalny unik, bo kuca! No jest to prawie unik, bo Lopezzo się zatrzymuje i z politowaniem spogląda na oponenta. Następnie częstuje go kolanem w narożniku i zaczyna je mocno wpychać w piękną twarz czarnoskórego zawodnika. A jeśli nie piękną, to na pewno sympatyczną. Ponownie mamy interwencje arbitra. El Hermoso rzuca tekstem, że tego nawet walką nie da się nazwać i ma nadzieję, że RVD jest zadowolony z tego gównianego starcia. Poirytowany Hiszpan podchodzi do podnoszącego się Grubcia i wypłaca Gut Kick. Następnie łapie jego głowę i będzie DDT? Nie będzie! Jean-Pierre zapodaje kilka punchy na korpus i odpycha od siebie rywala. Teraz czas na inicjatywę naszego cudownego aktora, bierze zamach swoją wielką łapą i... inkasuje Enzuigiri od Lopeza! No chwieje się nam na nogach po tym przyjaciel Maxwella Ransoma. Nie potrzebuje do tego nawet tequilli od Cavazosa. Anti Heroe nie traci czasu i dorzuca Springboard DDT! No, no, nasz kibic Realu Madryt jeszcze coś potrafi. Podnosi się z maty i nasłuchuje gwizdów od publiki, które są dosyć głośne. Jose Lopez czeka, aż jego ''przeciwnik'' się podniesie, a że Dolnick ma co podnieść, to trochę to zajmuje. W końcu Kongijczyk staje na dwie nogi i Lopezzo wykonuje La patada de las palmas, a jak nie pamiętacie co to, to jest to Flying Chuck Kick! Grubas z Konga ponownie wita się z deskami. A El Hermoso nie traci czasu i zmierza w kierunku narożnika, wchodzi tyłem na trzecią linę i czy to będzie... Es El Final? Znane jako Phoenix Splash, Jose jest już idealnie ustawiony i... pokazuje fanom środkowy palec, a nawet dwa! Teraz gwizdy są jeszcze mocniejsze, w takiej atmosferze to Uszczelka i Butla na pewno by nie mogli łowić rybek. Zawodnik rodem z Hiszpanii wrednie się uśmiecha i zeskakuje z rogu. Pokazuje do fanów gest, że mogą tylko ujadać. Jest tyłem do swojego oponenta, a to jest błąd, bo Big Jean robi Roll-Up! 1..i tyle, Spanish Star momentalnie się wyrywa z tego i sprzedaje Shining Wizard! Kolejne spotkanie naszego otyłego śmieszka z matą. Zażenowany tym starciem Lopezzo zapina Sin Aire! Kojarzycie to jako Koji Clutch! Fani dopingują ulubieńca... ten jednak nie wytrzymuje i klepie, co kończy się porażką Dolnicka i buczeniem ze strony fanów. Jose Lopez zalicza udany debiut, Jean mniej. 5-stara Dave Meltzer to tutaj nie da.

Wybrzmiewa theme song Hiszpana i ten jest jedynie zniesmaczony oraz poirytowany. Sędzia próbuje podnieść jego rękę, ale Lopezzo ją wyrywa. Arbiter opuszcza ring. Coś tu się święci, prawdopodobnie wpierdol dla Dolnicka, bo Jose zaczyna kopać leżącego Kongijczyka. Do tego robi to nonszalancko po twarzy. No teraz to fani są wkurzeni konkretnie. Jose chyba od początku planował prawdziwą rzeź po walce, siada w dosiadzie i zaczyna uderzać Big Jeana po gębie ze swojej otwartej dłoni. Teraz Ground and Pound proszę państwa jest grany, Chico Malo krzyczy z sadystycznym uśmiechem, że dał mu ostrzeżenie, ale ten jest najwidoczniej za głupi... UDERZA TEN THEME SONG! TO SIĘ NIE DZIEJE, CO ZA CHEER! Ta muzyka oznacza jedno... MAXWELL RANSOM w LPW! Fani go wyczekiwali, prawdziwy młyn na publice. Jose patrzy w kierunku rampy i podnosi się z Jean-Pierre'a, który obolały też spogląda tam i nie dowierza. Muzyka leci dalej i nikt się nie pojawia, aż... agresywnym krokiem wychodzi... no to nie jest Maxwell Ransom. Oj nie, o nie, nie, nie.. to PILL TAUTU! Błazen z WCW, który wiecznie mylił własną tożsamość! Zawodnik z czarnymi długimi włosami i białymi gaciami. Prawie jak Maxwell, ale to nie jest on! Tak się nie robi, oj tak się nie robi. Fani zaczynają buczeć, bo co z tego, że pojawia się znana morda, skoro robi takie świństwo? Lopezzo jest jeszcze bardziej poirytowany tym cyrkiem niż wcześniej. Pillwell Tausom w jednym ręku ma krzesło, w drugim udaje, że ma butelkę, co ma być nawiązaniem do uwilgotniacza 3000. Pillwell ma ogromny uśmiech na twarzy, robi gest polewania głowy wodą, nie mylić z oliwką i biegnie do ringu. Co za odwaga, szybko wbiega do kwadratowego pierścienia, no ale nie jest to zbyt mądre. Muzyka gaśnie. El Hermoso rzuca się na niego w parterze i go pacyfikuje, wyrywa mu krzesło, odsuwa je i zaczyna z łokcia tłuc w twarz Tausoma. Następnie wstaje z nim, łapie jego łeb od tyłu i Hasta Luego! No cóż, próbował. Dolnick sprytnie chce się wyczołgać z ringu, ale Anti Heroe to wszystko widzi, sięga po krzesełko i chairshot w plecy! Ałć, drugi! Trzeci! Spanish Star dokłada czwarte uderzenie w leżącego Jean-Pierre'a. Przybiega ochrona, którą przyprowadził sędzia, ależ genialne zachowanie z jego strony. W samą porę, bo mogło tu dojść do o wiele gorszych rzeczy. Kilku byczków wbiega do kwadratowego pierścienia i chce zatrzymać to wszystko. Hiszpan wie, że nie ma sensu walczyć z nimi i wypuszcza ''broń'' z rąk. Głośne buczenie oraz widok leżącego Jean-Pierre'a, którego jeden z ochroniarzy pyta, czy potrzebuje pomocy medycznej, kończy nam akcję. Obraz z kamery znika.

Przednia kamera telefonu włącza się, a obraz ukazuje Dereka Halloway’a, który ustawia na statywie swój telefon. Patrząc na niego cofa się kilka kroków wstecz i wywraca stolik, na którym stał wcześniej jego napój w kubku oraz kanapka na talerzu. Wszystko się rozwaliło, majonez rozsmarował się po podłodze. The Truth Seeker przeklina coś pod nosem i bierze tę kanapkę. Ogląda ją, odmuchuje z okruchów, przeciera przedramieniem i bierze gryza. Pod nosem mówi, że jeszcze dobra, po czym przypomina sobie, że chwilę temu odpalił już nagrywanie. Orientuje się, wywala kanapkę do kosza, przeciera rękawem usta, poprawia okulary i zaczyna.

Derek Halloway: Witam wszystkich oświeconych! Jak widzicie marnowanie produktów uważam za zniewagę oraz brnięcie w otchłań rządzących, którzy za nic mają sobie tych najniżej postawionych, ale najważniejszych ludzi na naszym płaskim świecie. Potwierdzenie tych słów mamy również w tej federacji. Mały głosicie prawdy, którym niewątpliwie jestem, nie został wysłuchany i nie zostanie wysłuchany przez większe grono, bo ukartowane porażki nie zaprowadziły mnie do mistrzostwa świata, dzięki któremu szersze grono poznałoby prawdę o świecie. Reptiliański guru uruchomił swoją sat-elitę i dzięki wszczepionemu chipowi, który znalazł się pod skórą sędziego, poprowadził mnie do porażki. Nie zgadzam się z werdyktem i na pewno nie przegrałem przez żadną swoją słabość, bo nie mogę jej dostrzec.

Przed kadrem pojawia się MateuszMW, który bez pardonu idzie przed kamerą. Zdaje się nawet nie zauważył, że jest tutaj nagranie. W ręce trzyma worek z lodem przystawiony do głowy.

Derek Halloway: Ej, ej, gościu. Dlaczego wpychasz mi się przed obiektyw?! <Derek spogląda na worek przystawiony do głowy> Zaraz, zaraz, co Ci się stało? Czyżby ten wężooki wódz federacji Cię skrzywdził? Na pewno wszczepił Ci szczepionkę, gdy sobie smacznie spałeś w domu i teraz też masz chipa, a przez tę sat-elitę wywołał w Tobie ból głowy. Szpiedzy takich potężnych ludzi potrafią wkraść się wszędzie. Ten guru jest jak Voldemort, brzydzę się wymieniać jego imienia. Ja jestem odporny na te sygnały sat-elitarne, bo mam moją ochronną czapkę. Powiedz, często Cię to męczy?

MateuszMW zatrzymuje się przed kamerą, dalej trzymając worek lodu przy czole. Patrzy na Dereka jak na kompletnego odklejeńca. Przez chwilę milczy, potem prycha śmiechem.

MateuszMW: Ty, królu foliowych beretów, o czym ty w ogóle gadasz? Jaki chip, jaka sat-elita? Mnie po prostu chłop tak pobił na gali, że do teraz mi dzwoni w bani. Żaden Voldemort, żadne jaszczury. Normalna, staropolska petarda na łeb i tyle.

Patrzy podejrzliwie na czapkę Dereka.

MateuszMW: A w ogóle to co to za czapka? Ty mówisz, że ona cię chroni przed sygnałami? To chyba przed rozumem cię ochroniła, bo dawno nie widziałem takiego odlotu. Za chwilę mi powiesz, że majonez z tej kanapki układał się w tajne znaki masońskie.

Mateusz krzywi się i wskazuje kosz, do którego przed chwilą poleciała kanapka.

MateuszMW: I nie gadaj mi o szacunku do jedzenia. Pięć sekund temu żarłeś bułę z podłogi jak bezdomny gołąb na Rynku. Widziałem wszystko. Cała Polska zobaczy.

MateuszMW: A co do twojej walki... Ty serio uważasz, że przegrałeś przez kosmitów, satelity i sędziego-robota? Bracie, przegrałeś przez to, że przeciwnik cię lał częściej niż budzik dzwoni rano. Taka jest moja teoria spiskowa.

Poprawia worek z lodem na głowie.

MateuszMW: A teraz odsuń tę kamerę, bo jeszcze ktoś pomyśli, że stoję obok ciebie dobrowolnie. Jak mi od tych twoich teorii wyrośnie antena na głowie, to przyjdę po odszkodowanie.

Mateusz odchodzi z kadru, mrucząc pod nosem.

MateuszMW: Jeszcze sat-elita... chłopie, ciebie to chyba gołębie z Plant namierzały...

Derek ściąga okulary na nos i spogląda podejrzliwie na MateuszaMW. Po chwili jego wzrok powolnie przenosi się na kamerę. Halloway marszczy brwi i kręci przecząco głową, poprawia okulary i zaczyna idąc powoli do tyłu.

Derek Halloway: Widzicie? Tak właśnie działa indoktrynacja w szkole. Widać, że ten człowiek zbyt wiele nie spędził w tych instytucjach, jednak ja byłem w nich na tyle długo, żeby znać odpowiedź: to agresywne, autystyczne zachowanie jest jedynie przez szczepionki, które zaaplikowali mu rodzice, a on sam dał sobie wstrzyknąć chipa i teraz jest oznaczony jak byk. Nawet gorzej, ponieważ takim degeneratem jeszcze potrafią sterować. Oj czarno to...

W tej chwili Derek poślizgnął się na wcześniej rozsmarowanym na podłodze majonezie i jebnął plecami w cały ten syf. Zdenerwowany Halloway mruczy coś pod nosem, że ten Jaszczur specjalnie nie przysłał tu nikogo, żeby to posprzątał, przez co on się wywrócił. The Truth Seeker wstał, wytarł ręce w koszulkę, podszedł powolnym, śliskim krokiem do telefonu, po czym wyłączył nagrywanie.

Video Promo

Kamera przenosi nas na meksykańskie ulicę. Z nieba mocno praży słońce, a centralnie przed kamerą widzimy wejście na siłownię, a na niej szyld “Cava Gym”. Drzwi otwierają się, a z siłowni w dresach i ze swoją torbą sportową wychodzi Jorge Cavazos.

Jorge Cavazos: Madre de Dios! Ten Brandon to mnie wykończy! Ledwo żyję, ale to konieczne. Wygrana z Zygmuntem Butlą to moja ostatnia szansa na zachowanie dla siebie miejsca w turnieju.

Do Jorge podbiega gromadka dzieci.

Dziecko 1: Jorge, jesteśmy twoimi największymi fanami!

Dziecko 2: Możemy, zdjęcie?! Prosimy!

Jorge Cavazos: No pewnie chłopaki!

Jorge zaczyna sobie robić zdjęcia z fanami. Kiedy już zrobił sobie zdjęcie z każdym z dala zaczyna dobiegać głos starszej osoby.

Starsza osoba: Pablo, chodź tu szybko! On nie jest przykładem dla Ciebie!

Dziecko 1: Ale dziadku…

Starsza osoba: Chodź tu do mnie! Ten człowiek nie może być dla Ciebie przykładem!

W połowie tego zdania z siłowni wychodzi jeden z mężczyzn, który właśnie zakończył swój trening.

Młoda osoba: Jakiś problem?

Starsza osoba: Jakiś problem?! Ty wiesz kto to jest!? To człowiek, który hańbi nasze lucha libre! Amigo, od lat wszyscy nasi luchadorzy byli enmascarado. Cavazos łamie wszystkie nasze zasady i tradycje. Nasi przodkowie wszystko to wypracowywali dekadami, a tutaj przychodzi taki młokos i wszystko rujnuje.
Młoda osoba: Człowieku, czy ty w ogóle wiesz o czym w ty mówisz?! Niewielu luchadorów na tym świecie rozsławiło tak lucha libre i naszą kulturę jak Jorge Cavazos.

Po tych słowach Jorge pokręcił tylko z rezygnacją głową i ruszył dalej przed siebie.

Jorge Cavazos: Ehhh, zawsze to samo, chyba nigdy tego nie zrozumieją. Widzicie, amigos? Tak wyglądała moja droga, którą odbyłem. Ale może od początku. To nie zaczęło się tutaj, to ma dużo głębsze dno. Kiedyś były takie czasy, że Jorge Cavazos nie był znany w świecie wrestlingu. Kiedyś nie byłem znany nawet w Meksyku. Kiedyś, jedynym miejscem gdzie byłem znany w zasadzie nie ja, a moja rodzina to oczywiście moje rodzinne miasto, Tijuana. Moja familia słynęła tam z naszej tequili, którą aktualnie rozsławiłem na całym świecie. W naszym mieście panowało jednak wielkie bezrobocie i bieda, co powodowało, że musieliśmy sobie od zawsze radzić z lokalnymi gangami. To w ten sposób nauczyłem się radzić sobie za pomocą własnych pięści. Pewnego dnia podczas jednej z bójek zauważył mnie jeden lokalnych trenerów zapasów. Kiedy zobaczył moje umiejętności, zaproponował mi trenowanie w jego klubie. Nie miałem dużo pieniędzy, więc zgodził się to robić w zamian za sprzątanie sali po treningach. No dobra, przyznam się po latach. Dodatkowym plusem było to, że posmakowała mu nasza rodzinna tequila. Życie toczyło się tak spokojnie z dnia na dzień do pewnego wypadku, który się wydarzył. Pewnego dnia jeden z lokalnych gangsterów przyszedł i chciał mojemu dziadkowi zabrać pieniądze. Postawiłem się mu i wywiązała się bójka. Niestety ta bójka zakończyła się tragicznie. Ten gangster upadł i uderzył głową w ścianę. Cały czas znajduje się w śpiączce w szpitalu, a dla mnie skończyło się to dla mnie skazaniem i odsiadką. W więzieniu nie było łatwo, to było jeszcze większe piekło niż ulice Tijuany. Ale wieczorem przychodził czas na oglądania telewizji w celi, a w niej były tylko dwa wybory: latynoskie telenowele albo lucha libre. Wybór był prosty. Wtedy to zakochałem się w lucha libre, które pomogło mi jakoś przetrwać trudny czas w prision. Kiedy wyszedłem z więzienia, nie miałem dokąd wracać. Rodzina się mnie wyparła, uznała mnie za kryminalistę, z którym nie chce mieć nic do czynienia. Nie miałem więc wyboru - sam musiałem dołączyć do gangu. Jednak pewnego dnia spotkał mnie jedyny człowiek, który wówczas we mnie uwierzył. Był to mój trener sprzed czasu mojej odsiadki. Zdziwił się jak skończyłem, ale nie ocenił mnie kiedy przedstawiłem mu swoją historię i swoje motywy. Zaproponował ponowne treningi ze względu na mój talent. Ja się zgodziłem, ale pod jednym warunkiem - mieliśmy spróbować sił nie w zapasach, a w lucha libre. Trener zgodził się i zapytał jaką maskę będę chciał założyć. Ja jednak nie chciałem nosić żadnej maski. Byłem na dnie, prawie nikt we mnie nie chciał uwierzyć. Chciałem, żeby to było symbolem tego, że nie mam nic do ukrycia. Kiedy rozpocząłem swoją przygodę z lucha libre głosy były podzielone. Jedni mówili, że bycie luchadorem bez maski jest hańbą dla naszej tradycji. Drudzy za to mówili, że dobrze, że idę swoją drogą i chcę pokazać prawdziwą twarz. I tak to się ciągnie po dzień dzisiejszy. Dlatego pamiętajcie, co by się nie działo, nigdy nie bójcie się pokazać swojej prawdziwej twarzy. ¡Sin máscara, sin miedo!

Po tych słowach Jorge wsiadł w samochód i odjechał, a obraz z kamery gaśnie.

Main Event
Third Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Zack Sabre Jr. vs Mike F'N Brutal
[Obrazek: dLxd671.png]

Wracamy do ringu po reklamach. Aktualnie Brutal stoi nad leżącym Zackiem i rytmicznie zaciska, i rozluźnia pięść, po czym strzepuje ją w dół. Jest to efekt niezwykle skrupulatnej pracy jego rywala, który przez całą walką metodycznie osłabiał lewą rękę Mike'a. Teraz jednak to King of Extreme może mu za to odpłacić. Po serii brutalnych stompów na twarz rywala podnosi swoją ofiarę i silnym Irih Whipem posyła do narożnika. Nie czeka, od razu rusza w pościg, aby zgnieść przeciwnika. Niespodziewanie ZSJ nie wbija się w narożnik, a chwyta się rękami lin i przeskakuje nad pędzącym heavyweightem i to jednak on wbija się w narożnik! Obolały Król Hardcore'u cofa się o kilka kroków trzymając za klatę, a Technician Wizard częstuje go kopniakiem w zgięcie kolana. Mike przyklęknął i mamy Crossface Chickenwing! W oczach Violence Bastardach pojawia się panika. Wolną ręką próbuje poluzować uścisk na szczęce, ale Sabre Jr. doskonale wie co robi i nie daje najmniejszych szans, aby to zrobić. Brutal bardzo cierpi, w końcu przestaje próbować, podnosi rękę, wygląda na to, że będzie klepać! Jednak nie! Ze wszystkich sił wyciąga rękę przed siebie i wykorzystuje fakt, że narożnik jest całkiem blisko i chwyta za jedną z lin! Rope Break! Mimo wszystko Anglik nie odpuszcza, a sędzia odlicza. 1... 2... 3... 4... Dopiero pod groźbą dyskwalifikacji Amerykanin w końcu może spokojnie odetchnąć. The Concrete Saint powoli wstaje i widać, że jest nieźle wkurzony i to delikatnie mówiąc. Z całej siły uderza pięścią w narożnik i rozjuszony odwraca się w kierunku środka ringu. Submission Master rusza, ale to samo robi Mike. Clothesline! ZSJ pada, ale od razu wstaje. Kolejny Clothesline! Tym razem Anglik nie jest już tak szybki, wstaje sam, lecz Brutal od razu łapie go za rękę i częstuje potężnym Dead Static. Publiczność umilkła, Zack padł, jak rażony piorunem, a sędzia już miał sprawdzać, czy na pewno wszystko z nim w porządku, ale South Philly Scumbag nie pozwala na to. Od razu rzuca się do pinu. 1... 2.. Kick Out Amerykanin jest jeszcze bardziej wkurzony, ale nie traci energii na kłótnie z arbitrem. Klęka przy rywlu i wypłaca mu całą serię punchy prosto w twarz. Sędzia poucza o nadmiernej brutalności, jednak to nie robi wrażenia na oprawcy. 1... 2... 3... 4... Król Hardcore'u powstrzymał się w ostatniej chwili. Krzyczy coś prosto w twarz przeciwnika i jeszcze raz przechodzi do pinu. 1... Roll Up! 1... 2... Bark w górze! Ale ZSJ nie odpuszcza, od razu widzi okazje do ataku. Sięga po rękę i zakłada Armbar. To zdaje się odblokowywać wspomnienia z Wietnamu, albo przynajmniej z pierwszej gali. Brutal zdaje się przeklinać pod nosem Kenny'ego Riddle i rozpoczyna swoją walkę o życie. Szamocze się ze wszystkich sił, aż w końcu  udaje mu się odbić barkiem od maty i przerolować na rywala, jednocześnie pinując. 1... The Technical Wizard puszcza dźwignię. Zawodnicy powoli wstają... gdy nagle na arenie gasną światła. Gdy ponownie się zapalają wrestlerzy już stoją rozglądają się dookoła, chcąc zrozumieć co się wydarzyło. Nagle kamera przenosi nas tuż przed ringiem, zaraz za rampą. Stoi tam nikt inny jak Elias Shadow. Chaotycznie gestykuluje, coś mówi, ale nie słyszmy co dokładnie. Jego oczy są  nieobecne. Brutal chyba to słyszy, odwraca się do niego i sam lirycznie równa go z ziemią. Mike nie wytrzymuje ciśnienia, wychyla się między linami, chcąc złapać za włosy niespodziewanego gościa, jednak ten w ostatniej chwili odchyla się i powoli cofa się na zaplecze wykonując jednocześnie "charakterystyczny gest Jeffa Hardy'ego" (nie pytajcie który). Król Hardcore'u już ma wracać do swojego przeciwnika, kiedy ten nagle chwyta go za rękę i kark, aby przekręcić w kierunku środka ringu. Anglik wygina rękę Amerykanina i zapina Jim Breaks Armbar! Brutal natychmiast odklepuje nogą, jednocześnie krzycząc do sędziego, że się poddaje! Zack Sabre Jr. przechodzi do kolejnej rundy!

Po zakończeniu main eventu kamera pozostaje na arenie. W ringu ustawiony jest elegancki stolik przykryty czarnym materiałem z logo LPW. Na nim stoją dwa przezroczyste pojemniki wypełnione kulkami. Jedno z nich oznaczone jest jako zawodnicy z bilansem 2-0, drugie jako zawodnicy z bilansem 2-1. Obok stolika stoją Renee Paquette oraz Maria Kanellis, a po chwili na stage’u rozbrzmiewa muzyka, Roba Van Dama. Generalny Menedżer Colosseum pojawia się na rampie z mikrofonem w dłoni i kieruje się do ringu.

Rob Van Dam: Louisville, to był długi wieczór. Turniej o miano pierwszego LPW World Championa właśnie wszedł w etap, w którym nie ma już miejsca na przypadek. Część zawodników zrobiła swoje wcześniej i miała dzisiaj wolne. Część musiała dzisiaj walczyć o przetrwanie, a po main evencie poznaliśmy ostatniego uczestnika kolejnej rundy.

Kamera pokazuje pracownika technicznego, który podchodzi do stolika i wrzuca ostatnią kulę z nazwiskiem zwycięzcy main eventu do pojemnika zawodników z bilansem 2-1. Publiczność reaguje głośnym popem, a kamera robi zbliżenie na dwa pojemniki.

Rob Van Dam: Zasady są proste. Zawodnicy z bilansem 2-0 zmierzą się z zawodnikami, którzy zakończyli fazę z bilansem 2-1. Jedna kula z pierwszego pojemnika. Jedna kula z drugiego. I w ten sposób poznamy pary, które zrobią kolejny krok w stronę finału turnieju.

RVD odwraca się w stronę loży VIP i wskazuje dłonią na zawodników, którzy oglądali dzisiejszą galę z góry.

Rob Van Dam: Panowie, wasz wieczór obserwacji właśnie się zakończył. Zapraszam do ringu.

Kamera przenosi się na lożę VIP. Rob McŁowicz, Axel Blaze, Zbyszek Uszczelka i Kenneth Riddle wstają ze swoich miejsc i przy reakcji publiczności kierują się w stronę ringu. Każdy z nich wygląda inaczej: jedni idą z pewnością siebie, inni są mocno skoncentrowani, ale wszyscy wiedzą, że za chwilę poznają swoich kolejnych rywali.

Po chwili w ringu pojawiają się również zawodnicy, którzy dzisiaj wygrali swoje walki i zakończyli fazę turnieju z bilansem 2-1: Jorge Cavazos, Edgar Dickinson, Ryback oraz Zack Sabre Jr., który dołącza do pozostałej trójki, która właśnie weszła do ringu. Ustawiają się po przeciwnej stronie ringu, naprzeciwko grupy 2-0. Atmosfera robi się coraz bardziej napięta.

Rob Van Dam: Wszyscy jesteście tutaj z jednego powodu. Każdy z was przetrwał drogę, która miała odsiać przypadkowych zwycięzców pojedynczych walk od prawdziwych pretendentów. Od tego momentu nie liczą się już wcześniejsze wymówki, pechowe wieczory ani piękne zapowiedzi. Liczy się tylko następna walka.

RVD odwraca się do Renee i Marii.

Rob Van Dam: Renee, Maria... zaczynamy.

Renee Paquette podchodzi do pojemika z nazwiskami zawodników 2-0. Miesza kulki przez kilka sekund, po czym wyciąga pierwszą z nich i podaje ją RVD. Generalny Menedżer otwiera kulę, wyjmuje kartkę i odczytuje nazwisko.

Rob Van Dam: Pierwszym wylosowanym zawodnikiem z bilansem 2-0 jest... Rob McŁowicz.

Kamera pokazuje Roba McŁowicza, który uśmiecha się pod nosem i poprawia ręcznik przewieszony przez ramię. Maria Kanellis podchodzi do drugiego pojeminika, miesza kulki z nazwiskami zawodników 2-1 i wyciąga jedną z nich. Podaje ją RVD.

Rob Van Dam: A jego rywalem będzie... Ryback.

Publiczność reaguje na pierwsze zestawienie. Kamera pokazuje obu zawodników, którzy przez chwilę mierzą się wzrokiem z przeciwnych stron ringu.

Renee Paquette: Pierwsza para kolejnej rundy turnieju o LPW World Championship: Rob McŁowicz kontra Ryback.

Renee ponownie podchodzi do pojemnika z kulkami zawodników 2-0 i losuje kolejną kulę.

Rob Van Dam: Kolejny zawodnik z bilansem 2-0 to... Axel Blaze.

Axel Blaze uśmiecha się szeroko, rozkłada ręce i przez chwilę chłonie reakcję publiczności. Maria losuje jego przeciwnika z drugiego pojeminika.

Rob Van Dam: Zmierzy się on z ... Jorge Cavazosem.

Axel kiwa głową, jakby już w tej chwili przyjmował wyzwanie. Kamera pokazuje jego przeciwnika, który odpowiada mu spojrzeniem.

Maria Kanellis: Druga para: Axel Blaze kontra Jorge Cavazos.

Renee sięga po trzecią kulę z pojemnika z kulkami zawodników 2-0.

Rob Van Dam: Kolejny gladiator z bilansem 2-0 to... Zbyszek Uszczelka.

Zbyszek Uszczelka poprawia swoje rzeczy i z poważną miną patrzy w stronę pojemnika z kulkami zawodników 2-1. Maria losuje kolejną kulę i podaje ją RVD.

Rob Van Dam: A jego przeciwnikiem będzie... Edgar Dickinson.

Na twarzy Uszczelki pojawia się grymas, jakby od razu oceniał, czy wylosowany rywal nadaje się do „naprawy”.

Renee Paquette: Trzecia para: Zbyszek Uszczelka kontra Edgar Dickinson.

W pojemniku zawodników 2-0 zostaje już tylko jedna kula. Renee wyciąga ją formalnie, ale wszyscy w ringu wiedzą, czyje nazwisko się w niej znajduje.

Rob Van Dam: I ostatni zawodnik z bilansem 2-0... Kenneth Riddle.

Kenneth Riddle robi krok do przodu, spokojny, skupiony i pewny siebie. Maria podchodzi do drugiego pojeminika, w którym również została ostatnia kula. Wyciąga ją i przekazuje RVD.

Rob Van Dam: A jego rywalem będzie... Zack Sabre Jr.

Publiczność reaguje głośno, gdy ostatnie zestawienie staje się oficjalne. Kamera pokazuje Kennetha Riddle’a i jego przeciwnika, a napięcie w ringu wyraźnie rośnie.

Maria Kanellis: Czwarta para: Kenneth Riddle kontra Zack Sabre Jr..

RVD staje między obiema grupami zawodników. Renee i Maria odsuwają się lekko od stolika, a kamera powoli pokazuje wszystkich uczestników kolejnej rundy turnieju.

Rob Van Dam: Pary zostały rozlosowane czas na ostatnią fazę turnieju o LPW World Championship. Cztery walki. Ośmiu zawodników. Każdy z was jest bliżej niż kiedykolwiek, ale od tego momentu każdy błąd będzie kosztował więcej niż wcześniej.<RVD rozgląda się po zawodnikach stojących w ringu.> Teraz zobaczymy, co jest ważniejsze: perfekcyjny start czy umiejętność powrotu po otrzymanym ciosie.

Zawodnicy zaczynają spoglądać na swoich wylosowanych rywali. Jedni podchodzą bliżej, inni zachowują dystans, ale każdy wie co czeka go za tydzień.

Rob Van Dam: Panowie, gratuluję. Następna runda pokaże, kto naprawdę zasługuje, aby na LPW: Ascension walczyć o miano pierwszego mistrza LPW.
RVD opuszcza mikrofon, a kamera pokazuje stolik z pustymi pojemnikami, po czym przechodzi na zawodników stojących twarzą w twarz ze swoimi rywalami. Publiczność reaguje coraz głośniej, gdy na ekranie pojawiają się wszystkie pary kolejnej rundy turnieju.

Obraz powoli gaśnie, Ryback nagle rusza w stronę Kennetha Riddle’a i potężnym ciosem powala go na matę! Zack Sabre Jr. natychmiast dopada The Big Guya, ale po chwili w bójkę włączają się pozostali uczestnicy turnieju. W ringu wybucha kompletny chaos. Rob McŁowicz zasypuje Rybacka serią uderzeń, Axel Blaze rzuca się na Jorge Cavazosa, a Zbyszek Uszczelka próbuje zepchnąć Edgara Dickinsona do narożnika. Renee Paquette i Maria Kanellis szybko opuszczają ring, podczas gdy RVD bezskutecznie próbuje przywrócić porządek. Kenneth Riddle wraca do walki i rzuca się na Rybacka, odpłacając mu za niespodziewany atak. Zack Sabre Jr. sprowadza Zbyszka Uszczelkę do parteru, ale po chwili zostaje staranowany przez Axela Blaze’a. Rob McŁowicz próbuje wykorzystać zamieszanie, jednak Edgar Dickinson chwyta go od tyłu i wyrzuca poza ring. Ryback rozpędza się i przewraca kilku rywali naraz, lecz Kenneth oraz Zack wspólnymi siłami wyrzucają go poza ring. Cavazos powala Axela efektownym kopnięciem, unika szarży Uszczelki i posyła go poza ring, a następnie zaskakuje Dickinsona kolejnym szybkim atakiem. Zack próbuje złapać Cavazosa w uchwyt, ale Jorge wyrywa się i wyrzuca go za liny. Kenneth Riddle rusza na niego jako ostatni, lecz Cavazos schodzi z linii ataku i potężnym ciosem posyła go na matę. Po kilku sekundach w ringu pozostaje już tylko Jorge Cavazos. Pozostali zawodnicy leżą na macie albo poza ringiem, a Fiesta Master staje na środku kwadratowego pierścienia. RVD stoi przy linach, obserwując cały chaos z wyraźnym niezadowoleniem, podczas gdy Cavazos wskazuje na logo LPW: Ascension zawieszone na arenie. Colosseum dobiega końca
Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2026, 13:17 przez Ryse.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
13.06.2026, 19:28
#3
Komentatorzy - Wypadli moim zdaniem bardzo dobrze. W końcu doszliśmy z tą formułą do perfekcji. Jest trochę żartów, ale nie dominują one całości. Wypowiedzi są krótkie i to na duży plus.

McŁowicz/Blaze/Uszczelka/Riddle - Rob zaczyna w miarę dobrze. Może przytłacza ilość tych odwołań do kuchni. Jeśli jest takim szefem kuchni też mógłby wtrącać historie gdzie lub komu to nie gotował na świecie. Blaze jak zwykle dobrze, może tu troszkę słabiej, może trochę mało w nim agresji, a więciej takiego luzu, gdzie taki twardziel bardziej mi na agresora pasuje, ale pewnie się czepiam niepotrzebnie. Tak czy siak obydwaj panowie nieźle i jak na ich bilans przystało. Wow Riddle bardzo mocno. Chyba najlepsze promo jakie póki co przeczytałem w tej federacji. Widać, że jego miejsce to ścisły top. Liczę, że teraz poziom zostanie utrzymany. Każdego rywala mocno wypunktował, mojego Uszczelkę ustrzelił praktycznie jednym punchem. Zbyszek w specjalnej loży to jak ryba w wodzie. Szkoda, że nie było możliwości wywiadów w trakcie gali jakie opinie mają panowie z 2-0. Coś bym nam wykombinował.

Kociarz - Bardzo przyjemny segment. Świeża postać, ale przedstawiona bardzo dobrze. Może lekko trąci komedią jako człowiek-kot, ale wczucie w postać i opisy wyszły nieźle. Podoba mi się też to, że wtrąca te słówka po hiszpańsku jak na luchadora przystało. Dawałbym ich tylko może mniej. Wiem głupi zarzut bo do innych miałem pretensje, że ich nie wrzucali, ale tu akurat było ich dla mnie za dużo.

Cavazos vs Butla - Szkoda mi przegranej Zygmunta, szczególnie, że kolega Loliksbol coraz lepiej sobie radzi, ale fakt, że Cavazos też jest dosyć mocny obecnie. Patrząc na to, że Zygmunt ma obok siebie Uszczelke to nie skreśla go na przyszłość bo kolega na pewno podniesie go na duchu.

Dan Dowson - Mamy Pana dziada, który strzela w kilku zawodników. Może i by to było ostre, ale póki co zakrawa o groteskę. Zamiast profesjonalisty, który ma wszystko w dupie sprawia on wrażenie dziada, który uważa, że jemu się należy bo był kiedyś kimś tymczasem wokół ma dużo innych zawodników, którzy przelewają pot, żeby sobie na te miejsce zasłużyć. Będzie trochę śmiesznie, jak przez aktywność Shiro na forum, push poleci mu tak nisko, że wpierdoli mu każdy i Dan zawinie karierę we wstydzie.

Jose Lopez/Jean Pierre Dolnick - Fajnie, że naprawiamy postać Roba po cyrku z Hillem. Niech GM nie daje sobie w kasze dmuchać bo po pierwsze jest legendą, a po drugie po co taka funkcja jakby nie miał na nic wpływu. Jean Pierre mi się tu dużo bardziej podobał niż ostatnio. Może nie mówił za wiele, ale jego zachowanie mi dużo bardziej odpowiadało. Za to Lopeza też muszę tutaj bardzo pochwalić. Podobno sytuacja jak z Riddlem, chyba nasze legendy w końcu wchodzą na swój optymalny poziom. Podoba mi się, że też aż tak nie fikał do GM mimo, że jest kozakiem i dał odbudować mu autorytet.

Salvador vs Halloway - A więc jednak Halloway wygrywa. To fakt, że potrzebował odbudowania po porażkach, ale styl pozostawia wiele do życzenia. W końcu jego przeciwnik nie oddał ani jednego ciosu. Szkoda bo z jego postaci naprawdę można dużo wyciągnąć jak się ma pomysły.

Derrick Mantel - Na początku był to bardzo dobry segment, ale im dalej w las tym bardziej to Marii przyklaskiwałem, a Mantel stawał się nieznośny. Widać, że przechodzi przemianę bo wie, że zwykły chłopak nie może tu ugrać zbyt wiele. Zarzuty w stronę Uszczelki, Butli, Hallowaya są średnie. To jednak właśnie oni są jacyś, a tacy goście jak Riddle, Blaze czy Lopez są niby różni, ale jednak styl mają dosyć podobny. Derrick atakuje nie tu gdzie trzeba. Atak na komediowe postacie za wiele nie przyniesie, powinien celować w topke. Obecnie to nie wiem na czym stoi Mantel i na co się decyduje. Czy małymi krokami chce zerwać łatkę Normal Guy, ale zmiana gimmicku już po dwóch galach no mam mieszane uczucia.

Edgar Dickinson - Tutaj poeta trochę słabiej niż dotychczas. Fakt, że właśnie przydałaby mu się jakaś konfrontacja słowna na gali, bo te klimatyczne segmenty same w sobie nie wystarczą. Ewidentnie mamy tutaj skręt w stronę gimmicku Jokera, a poeta jest tylko przykrywką. Trochę też dziwne to jest, że jest to poeta, a jednak wychodzi na to, że również aktor teatralny. Mało było poezji w tym segmencie i zaczyna się ta postać trochę rozjeżdżać. W walce wygrywa Edgar, ale była ona dosyć wyrównana. Derrick już zaczynał się robić konkretny, kiedy nagle skręcił w inny gimmick. Z drugiej strony Dickinson też jest na takim zakręcie między poetą, aktorstwem i Bóg wie czym jeszcze. Co do wyniku to nie wiem czy tak bym wybrał. Normal Guy bardziej potrzebował tej wygranej, bo Edgar już był jakiś.

Escobar/Steele - Mamy rozwinięcie historii z bogaczami. Escobar całkiem nieźle operuje tu słowem i praktycznie on ciągnie ten segment. Steele wypada tu na zagubionego, sam nie wie czy już zmienia zdanie i nie odcina od ojca czy jednak dalej chce się odciąć, ale wszystko wychodzi mu nie tak jak chce. Miguel może tutaj wiele dać Prestonowi, ale czy sam będzie miał z niego jakąkolwiek korzyść? Powinien mu w późniejszym czasie wbić nóż w plecy bo obecnie nie widzę, żeby miał zyskać na tej przyjaźni.

Ryback - O Panie to jest zajebiste! Ryback ciśnie ostro i gniecie Riddla, a ze Steela zrobił chusteczkę w którą nasmarkał i wyrzucił. Podoba mi się w jaką stronę poszedł tu z gimmickiem. Zero tu komedii tylko prawdziwy rzeźnik. Nie mogę się doczekać w przyszłości konfrontacji mojego Uszczelki z kimś o takim gimmicku. Mogłoby być bardzo ciekawie.

LSDM - Pokonuje Mateusza, ale nie jest to żadne zaskoczenie po ostatnich wybrykach Pana MW. Dalej nie kupuje tego Lorda do końca. Już zaczyna się jakoś klarować także szansa jest, ale na dziś to jest trochę nijaki. Trochę się poodgraża, ale na dłuższą metę strzela w powietrze. Zobaczymy jak będzie wyglądał w konfrontacji słownej z innym zawodnikiem.

Allan Hill - Leje kolejną osobę. Przydałby się w końcu ktoś kto by go usadził. Od debiutu panoszy się po gali i atakuje, a tak naprawdę nie pokazał jeszcze nic konkretnego w ringu. Liczę, że w końcu przyjdzie któryś z zawodników i go zleje, tylko że taki wynik mógłby być dla niego zabójczy. Zgrywać kozaka przy NPC i dostać pierwszy wpierdol od zawodnika to trochę wstyd jeśli kreujesz się na takiego zabijake.

Ryback vs Steele - Ryback zalicza zwycięstwo jak najbardziej zasłużenie, za to Steele już jest naprawdę w nieciekawe sytuacji. Oby ten pomysł z Miguelem wypalił bo jak nie to postać do zaorania.

Mike Brutal - Poprzednie wkurwienie wypadło mu bardzo dobrze. Tu zaczyna się chwiać emocjonalnie. Nie wiem w jaką stronę to pójdzie. Na pewno bardzo potrzebuje tej wygranej. Zniszczenie Shadowa na duży plus dla jego postaci, czyli możemy się kategorycznie pożegnać z Panem Eliasem. Segment na razie na lekki plus. Czuć te rozdroże, na którym jest Brutal.

ZSJ - Ale grillowanko Brutala xD Ciężko będzie się mu po tym pozbierać. Super ruch ze strony Zacka. Jeden z lepszych segmentów jakie tu czytałem. Po takim zezłomowaniu nie widzę, żeby Mike miał tu jakiekolwiek szanse. W końcu Jr zaczyna mieć charakter, bo na początku go nie kupowałem.

Lopez vs Dolnick - Zajebista walka xD Lopez podbija sobie streak, a Jean Pierre dostaje bęcki. Ciekawe jakie będzie miał na to wytłumaczenie później. Może to takie odcięcie się Lopeza ostateczne od Jean Pierra, ale wątpię, że grubasek tak łatwo odpuści. Końcowy chaos to już w ogóle jest tragikomedia.

Halloway/Mateusz - Derek w swoim żywiole. Mateusz też całkiem nieźle. Trochę fail z tym "Cała Polska zobaczy". Legion to w końcu federacja amerykańska i mówi do amerykanina, ale no cóż kolega nic za bardzo nie czyta tylko leci botem. Dobrze, że Derek się pokazuje i daje o sobie znać. Szkoda, żeby zakopali taką postać.

Cavazos - Ładnie przedstawił nam całą swoją historię. Z gali na galę robi się coraz lepszy. Powoli ten midcard i main event robi się klarowniejszy jednocześnie te miejsca są przydzielane zasłużenie. Każdy wchodzi na swój prawidłowy poziom i stawka jest coraz ciekawsza.

Brutal vs ZSJ - Kurwa znowu odklepał? No ile można xD Elias zaczyna mi robić mindfucka nie rozumiem co z tym gościem jest. Walka napisana bardzo dobrze. Opisy emocji zawodników dobrze współgrają z akcją i czyta się to po prostu dobrze. Zack wygrywa i melduje się dalej. Wynik jest bolesny dla Mikea ale spodziewany po segach, ale żeby znowu odklepał? XD

Turniej - Kolejne zestawienia wyglądają już kozacko. Fajnie będzie zmierzyć sie z poetą. Jest to na pewno mocny przeciwnik, ale na każdego się coś znajdzie.

Gale czytało mi się najprzyjemniej póki co. Już większość topki dobija do swojego poziomu i to cieszy.

Zbyszek Uszczelka
Streak:

8/0/2
Last match:
Zbyszek Uszczelka
def. Preston Steele
Achievements:
1 x
LPW Valor Champion

Cheis Finnegan
Streak:
1/0/2
Last match:
Chris Finnegan
 def. Alistair Fraser Jr
Odpowiedz
Cytuj
Varost
Zawodowiec
13.06.2026, 19:28 #3
Komentatorzy - Wypadli moim zdaniem bardzo dobrze. W końcu doszliśmy z tą formułą do perfekcji. Jest trochę żartów, ale nie dominują one całości. Wypowiedzi są krótkie i to na duży plus.

McŁowicz/Blaze/Uszczelka/Riddle - Rob zaczyna w miarę dobrze. Może przytłacza ilość tych odwołań do kuchni. Jeśli jest takim szefem kuchni też mógłby wtrącać historie gdzie lub komu to nie gotował na świecie. Blaze jak zwykle dobrze, może tu troszkę słabiej, może trochę mało w nim agresji, a więciej takiego luzu, gdzie taki twardziel bardziej mi na agresora pasuje, ale pewnie się czepiam niepotrzebnie. Tak czy siak obydwaj panowie nieźle i jak na ich bilans przystało. Wow Riddle bardzo mocno. Chyba najlepsze promo jakie póki co przeczytałem w tej federacji. Widać, że jego miejsce to ścisły top. Liczę, że teraz poziom zostanie utrzymany. Każdego rywala mocno wypunktował, mojego Uszczelkę ustrzelił praktycznie jednym punchem. Zbyszek w specjalnej loży to jak ryba w wodzie. Szkoda, że nie było możliwości wywiadów w trakcie gali jakie opinie mają panowie z 2-0. Coś bym nam wykombinował.

Kociarz - Bardzo przyjemny segment. Świeża postać, ale przedstawiona bardzo dobrze. Może lekko trąci komedią jako człowiek-kot, ale wczucie w postać i opisy wyszły nieźle. Podoba mi się też to, że wtrąca te słówka po hiszpańsku jak na luchadora przystało. Dawałbym ich tylko może mniej. Wiem głupi zarzut bo do innych miałem pretensje, że ich nie wrzucali, ale tu akurat było ich dla mnie za dużo.

Cavazos vs Butla - Szkoda mi przegranej Zygmunta, szczególnie, że kolega Loliksbol coraz lepiej sobie radzi, ale fakt, że Cavazos też jest dosyć mocny obecnie. Patrząc na to, że Zygmunt ma obok siebie Uszczelke to nie skreśla go na przyszłość bo kolega na pewno podniesie go na duchu.

Dan Dowson - Mamy Pana dziada, który strzela w kilku zawodników. Może i by to było ostre, ale póki co zakrawa o groteskę. Zamiast profesjonalisty, który ma wszystko w dupie sprawia on wrażenie dziada, który uważa, że jemu się należy bo był kiedyś kimś tymczasem wokół ma dużo innych zawodników, którzy przelewają pot, żeby sobie na te miejsce zasłużyć. Będzie trochę śmiesznie, jak przez aktywność Shiro na forum, push poleci mu tak nisko, że wpierdoli mu każdy i Dan zawinie karierę we wstydzie.

Jose Lopez/Jean Pierre Dolnick - Fajnie, że naprawiamy postać Roba po cyrku z Hillem. Niech GM nie daje sobie w kasze dmuchać bo po pierwsze jest legendą, a po drugie po co taka funkcja jakby nie miał na nic wpływu. Jean Pierre mi się tu dużo bardziej podobał niż ostatnio. Może nie mówił za wiele, ale jego zachowanie mi dużo bardziej odpowiadało. Za to Lopeza też muszę tutaj bardzo pochwalić. Podobno sytuacja jak z Riddlem, chyba nasze legendy w końcu wchodzą na swój optymalny poziom. Podoba mi się, że też aż tak nie fikał do GM mimo, że jest kozakiem i dał odbudować mu autorytet.

Salvador vs Halloway - A więc jednak Halloway wygrywa. To fakt, że potrzebował odbudowania po porażkach, ale styl pozostawia wiele do życzenia. W końcu jego przeciwnik nie oddał ani jednego ciosu. Szkoda bo z jego postaci naprawdę można dużo wyciągnąć jak się ma pomysły.

Derrick Mantel - Na początku był to bardzo dobry segment, ale im dalej w las tym bardziej to Marii przyklaskiwałem, a Mantel stawał się nieznośny. Widać, że przechodzi przemianę bo wie, że zwykły chłopak nie może tu ugrać zbyt wiele. Zarzuty w stronę Uszczelki, Butli, Hallowaya są średnie. To jednak właśnie oni są jacyś, a tacy goście jak Riddle, Blaze czy Lopez są niby różni, ale jednak styl mają dosyć podobny. Derrick atakuje nie tu gdzie trzeba. Atak na komediowe postacie za wiele nie przyniesie, powinien celować w topke. Obecnie to nie wiem na czym stoi Mantel i na co się decyduje. Czy małymi krokami chce zerwać łatkę Normal Guy, ale zmiana gimmicku już po dwóch galach no mam mieszane uczucia.

Edgar Dickinson - Tutaj poeta trochę słabiej niż dotychczas. Fakt, że właśnie przydałaby mu się jakaś konfrontacja słowna na gali, bo te klimatyczne segmenty same w sobie nie wystarczą. Ewidentnie mamy tutaj skręt w stronę gimmicku Jokera, a poeta jest tylko przykrywką. Trochę też dziwne to jest, że jest to poeta, a jednak wychodzi na to, że również aktor teatralny. Mało było poezji w tym segmencie i zaczyna się ta postać trochę rozjeżdżać. W walce wygrywa Edgar, ale była ona dosyć wyrównana. Derrick już zaczynał się robić konkretny, kiedy nagle skręcił w inny gimmick. Z drugiej strony Dickinson też jest na takim zakręcie między poetą, aktorstwem i Bóg wie czym jeszcze. Co do wyniku to nie wiem czy tak bym wybrał. Normal Guy bardziej potrzebował tej wygranej, bo Edgar już był jakiś.

Escobar/Steele - Mamy rozwinięcie historii z bogaczami. Escobar całkiem nieźle operuje tu słowem i praktycznie on ciągnie ten segment. Steele wypada tu na zagubionego, sam nie wie czy już zmienia zdanie i nie odcina od ojca czy jednak dalej chce się odciąć, ale wszystko wychodzi mu nie tak jak chce. Miguel może tutaj wiele dać Prestonowi, ale czy sam będzie miał z niego jakąkolwiek korzyść? Powinien mu w późniejszym czasie wbić nóż w plecy bo obecnie nie widzę, żeby miał zyskać na tej przyjaźni.

Ryback - O Panie to jest zajebiste! Ryback ciśnie ostro i gniecie Riddla, a ze Steela zrobił chusteczkę w którą nasmarkał i wyrzucił. Podoba mi się w jaką stronę poszedł tu z gimmickiem. Zero tu komedii tylko prawdziwy rzeźnik. Nie mogę się doczekać w przyszłości konfrontacji mojego Uszczelki z kimś o takim gimmicku. Mogłoby być bardzo ciekawie.

LSDM - Pokonuje Mateusza, ale nie jest to żadne zaskoczenie po ostatnich wybrykach Pana MW. Dalej nie kupuje tego Lorda do końca. Już zaczyna się jakoś klarować także szansa jest, ale na dziś to jest trochę nijaki. Trochę się poodgraża, ale na dłuższą metę strzela w powietrze. Zobaczymy jak będzie wyglądał w konfrontacji słownej z innym zawodnikiem.

Allan Hill - Leje kolejną osobę. Przydałby się w końcu ktoś kto by go usadził. Od debiutu panoszy się po gali i atakuje, a tak naprawdę nie pokazał jeszcze nic konkretnego w ringu. Liczę, że w końcu przyjdzie któryś z zawodników i go zleje, tylko że taki wynik mógłby być dla niego zabójczy. Zgrywać kozaka przy NPC i dostać pierwszy wpierdol od zawodnika to trochę wstyd jeśli kreujesz się na takiego zabijake.

Ryback vs Steele - Ryback zalicza zwycięstwo jak najbardziej zasłużenie, za to Steele już jest naprawdę w nieciekawe sytuacji. Oby ten pomysł z Miguelem wypalił bo jak nie to postać do zaorania.

Mike Brutal - Poprzednie wkurwienie wypadło mu bardzo dobrze. Tu zaczyna się chwiać emocjonalnie. Nie wiem w jaką stronę to pójdzie. Na pewno bardzo potrzebuje tej wygranej. Zniszczenie Shadowa na duży plus dla jego postaci, czyli możemy się kategorycznie pożegnać z Panem Eliasem. Segment na razie na lekki plus. Czuć te rozdroże, na którym jest Brutal.

ZSJ - Ale grillowanko Brutala xD Ciężko będzie się mu po tym pozbierać. Super ruch ze strony Zacka. Jeden z lepszych segmentów jakie tu czytałem. Po takim zezłomowaniu nie widzę, żeby Mike miał tu jakiekolwiek szanse. W końcu Jr zaczyna mieć charakter, bo na początku go nie kupowałem.

Lopez vs Dolnick - Zajebista walka xD Lopez podbija sobie streak, a Jean Pierre dostaje bęcki. Ciekawe jakie będzie miał na to wytłumaczenie później. Może to takie odcięcie się Lopeza ostateczne od Jean Pierra, ale wątpię, że grubasek tak łatwo odpuści. Końcowy chaos to już w ogóle jest tragikomedia.

Halloway/Mateusz - Derek w swoim żywiole. Mateusz też całkiem nieźle. Trochę fail z tym "Cała Polska zobaczy". Legion to w końcu federacja amerykańska i mówi do amerykanina, ale no cóż kolega nic za bardzo nie czyta tylko leci botem. Dobrze, że Derek się pokazuje i daje o sobie znać. Szkoda, żeby zakopali taką postać.

Cavazos - Ładnie przedstawił nam całą swoją historię. Z gali na galę robi się coraz lepszy. Powoli ten midcard i main event robi się klarowniejszy jednocześnie te miejsca są przydzielane zasłużenie. Każdy wchodzi na swój prawidłowy poziom i stawka jest coraz ciekawsza.

Brutal vs ZSJ - Kurwa znowu odklepał? No ile można xD Elias zaczyna mi robić mindfucka nie rozumiem co z tym gościem jest. Walka napisana bardzo dobrze. Opisy emocji zawodników dobrze współgrają z akcją i czyta się to po prostu dobrze. Zack wygrywa i melduje się dalej. Wynik jest bolesny dla Mikea ale spodziewany po segach, ale żeby znowu odklepał? XD

Turniej - Kolejne zestawienia wyglądają już kozacko. Fajnie będzie zmierzyć sie z poetą. Jest to na pewno mocny przeciwnik, ale na każdego się coś znajdzie.

Gale czytało mi się najprzyjemniej póki co. Już większość topki dobija do swojego poziomu i to cieszy.

Zbyszek Uszczelka
Streak:

8/0/2
Last match:
Zbyszek Uszczelka
def. Preston Steele
Achievements:
1 x
LPW Valor Champion

Cheis Finnegan
Streak:
1/0/2
Last match:
Chris Finnegan
 def. Alistair Fraser Jr
Odpowiedz
Cytuj
13.06.2026, 20:03
#4
Dobra, kurwa, trzeba sobie przypomnieć, jak to się robiło Big Grin

Gala git gud, udana, wszystko pasowało, 10/10

[Obrazek: d8304c91dfbd0c457e5c6025667ed2ed32163461.gif]

Dan Dowson

W:0 D:0 L:0



ET - doborowe towarzystwo na grzybobraniu, aż się przypomniał Kapitan Bomba. Kocioł bigosu i przepis babuni to świętość, prawda, prawda. Nic lepiej nie wychodzi, jak babcine przepisy, chociaż za cholerę nie idzie tego dobrze odwzorować... John chyba sprzedał miejscówkę innym, bo Uszczelka się odpalił na przybyszy. Przyjemny wstęp, panowie mogą jeszcze ciekawie podziałać w duecie.

Komentatorzy - jak rzadko ich czytam (sorry, dla mnie wielokrotnie zapychacz), tak tutaj aż się oplułem słysząc Hajto i że strzelił Ricochetem :v Mieli sporo zabawnych komentarzy, Hajto pewnie na wskaźniku zasiadł za stolikiem, ale mamy dwóch profesjonalistów, aby to wyprostować.

Opener segment - śledziłem resztę gal (komentarze wpadną kiedy indziej), ale kuźwa kolejne Pobite Gary to byłoby już dla mnie za dużo. Cholernie długa ściana tekstu. Fajne metafory przeciwników do potraw, za to plus dla kucharza, jako ten otwierający wypadł dobrze, nie miał aż tak długiego pola do popisu, punktu odniesień, ale wyszedł mocno. Blaze i alegoria nickname = ogień to w sumie była oczywistość. Miał nieco łatwiejsze pole, co wyraźnie widać, bo głównie punktował prawie że całe promo Roba. Wypada poprawnie, celnie pokazał swoją różnicę w podejściu, gimmick gościa, co idzie z rozpędu przez życie daje spory zakres manewru. Kolejny grzybiarz - kurwa serio? Szybkie przejście od zapalonego zbieracza runa leśnego do kaznodziei... Nie, ja się poddaję. To to już za dużo, staph. Kenny wychodzi i w inteligentny sposób ripostuje. W sumie za wiele nie musi udowadniać, kariera długa, a teraz używa języka faktów. Jakby nie patrzeć w naszej fedowej społeczności Riddle był bardzo długo, więc to jasne, że się do tego odniesie, jako do skali, co zrobił wcześniej, teraz i dalej. Jest niczym ikona i od niego wymaga się więcej, co wyartykułował w dobry sposób. Pewnie jego case z Rybackiem nie skończył się wtedy i może w każdej chwili powrócić w niespodziewany sposób. RVD ogłasza w sumie oczywistość, a dodanie zasady, aby było zero ingerencji pozostawia jednak pewne furtki.

El Garra - nowa postać? Strzelam, nie kojarzę tego typa. Robi nam się niezła różnorodność w rosterze. Mamy fachowców, kucharzy, ikony, teraz gościa, co stawia sobie za cel zrobienie kociego bractwa? Brzmi poniekąd ciekawie, gimmick wstępnie oddany, czekam na coś więcej.

Dolnick/Lopez - ten bufet to był niczym szwedzki stół, czy pobyt all in dla naszego sympatycznego pana z nadwagą? Biedny, prawie całe jedzenie się wywaliło na Lopeza, a potem RVD... Swoją RVD jest bardzo aktywny, nie pokazuje się tylko raz a potem odpala cygaro za biurkiem licząc kasę. Swoją drogą Dolnick przy Lopezie najwyraźniej wygląda, jak chłopczyk z nadwagą naprzeciwko swojego oprawcy, brutalnie. Lopez idzie po całości, B+ rate dla RVD to jak plaskacz, Jose leci po całości, ale riposta od GM poszła solidna. Zobaczymy, czy gość będzie S Tier managerem, czy jednak niedługo włodarze mu nie podziękują za współpracę.

Derrick - chyba po raz pierwszy widzę gimmick Normal Guy, albo pamięć zawodzi. Wywiad nie był zbyt długi (na szczęście), a argumentacja jego postawy może przemawiać, chociaż może się nieco gryźć wyróżnianie siebie za tego normalnego, gdzie świat jest inny - chociaż też z drugiej strony idealnie przedstawia społeczeństwo. Gimmick może nieco ograniczać podczas konfrontacji z innymi, chociaż real talk często łatwo się sprzedaje.

Edgar - "nie wie o mi" - chyba zjadło się "co". Kolejne indywiduum na liście. Ciekawi mnie, w jaki sposób Edgar zamierza być tym strażnikiem, planuje bycie stróżem prawa? Czymś ponad to? Wytłumaczenie introwertyzmu można kupić, tylko pytanie, w jaki sposób nasz kolega spełni te swoje obietnice.

Escobar/Steele - nie zaglądałem w kartę Escobara, jakieś korzenie z pewnym biznesmenem? Cała ich rozmowa w sumie skupia się na tym, że jeden drugiemu tłumaczy, że nie ma wpływu na pochodzenie (prawda), wdupił dwie walki i vice versa. Sam sojusz między nimi widać, że będzie na bardzo kruchych zasadach. Pragmatyzm Prestona bardziej do mnie przemawia, widzi w tym biznes, tak samo jak druga strona. Oszczędził nieco czasu na przystopowaniu rozwodzenia się nad pochodzeniem. Escobar ma siebie za gwiazdę (ciekawe jak długo) - ten duet może nieco namieszać (może zasponsorują prezesowi nową furę, RVD spojrzy przychylniejszym wzrokiem).

Ryback - czyżby samozaoranie na wspomnienie po pamiętnym odpłynięciu? Big Grin No Riddle pewnie liczył na Armbar 2.0, a Ryback tego nie lubić. Heel destruktor Ryback może być miłą odmianą, brakuje jeszcze w sumie Paddy'ego, aby przedstawił jego karierę jako niszczyciela, z pominięciem co po niektórych złych elementów.

Lord - okay, przebrnąłem przez to, ale argument, że Jankesi zjebali system klasowy to solidny błąd - upadek szlachty nastąpił zdecydowanie wcześniej, zwłaszcza podczas rewolucji przemysłowej. Dobrze oddaje, że szlachta chciałaby powrócić tam, gdzie była, kiedyś żyli dawną chwalą i mogą to robić dalej. Teraz tylko potrzebuje odpowiedniego przeciwnika, który może pochodzić z innej kasty, to powinno dać spore pole do popisu.

Hill - ejj no kurwa, zostaw miotlarza, tak się nie robi... Biedny Salvador, co federacja to to samo Sad Ciekawie oddany gimmick złamanego gościa, który nie poddawał się wcześniej, a teraz dopadł go kryzys tożsamości i motywacji. RVD konsekwentnie podchodzi, tylko pytanie, czy Allanek się posłucha, czy czasami nie wjedzie po kogoś innego.

Brutal - dobra, to mamy dwóch dziennikarzy na zapleczu, czy każdy ściąga sam sobie dziennikarza? Muszę przejrzeć poprzednią galę, czy dołączył do grona Rybacka, czy jednak Riddle zachował tylko jedno nazwisko w tej kolekcji... Aaa dobra, odklepał. Czyli bulterier, który dużo gada, a potem robi za Najmana, w sumie to dość się gryzie z jego gimmickiem twardziela, ECW fanatyka etc. Pomimo jego słów widać, że ma nieco mental breakdown i pewnie PTSD po tej pamiętnej nocy, skoro następnie okłada jakiegoś dzieciaka. Ten zaczął... Kurwa nie trawię tego słownictwa niesamowicie. Mordo i 67 brzmi jak typowy Sebix na ławce, który chce być cool. Ta koszula wejdzie do merchu LPW? Chętnie bym kupił Big Grin

Spotkanie - wygląda jak typowe spotkanie AA czy innego tego typu rzeczy, a odpowiedź kółka różańcowego - czytając jakbym to słyszał. Widzę, że kolega na szczęście nie jest uzależniony od energetyków czy czegoś mocniejszego, a od przeklinania. Kryzys tożsamości i chęć bycia extreme to najwyraźniej najbardziej bolesna rzecz, która go spotkała... Cóż, może dostanie kiedyś osobny program z Brutalem i zrobią ECW Match, coś takiego i pójdzie ekstremalna walka.

Wydarzenia po walce - obvious win dla Lopeza, ale bardziej liczy się to, co po walce. Boże z tą oliwką to już przesada, lubię czarny humor, ale to już za daleko. Pill Tautu, może jeszcze Triple B przybędzie? Szkoda, że Ransom nie pojawił się, byśmy mieli z powrotem najbardziej lubiany duet WCW.

Derek - chyba zgubiła się literka przy jednym słowie, głosiciel powinno być. O chuj foliarz level hard, spiski, konspiracje, szczepionki, globaliści, wszystko dostajemy w jego wypowiedzi. Biedny Mati, trafił niczym na jakiegoś dobrego wujka foliarza, co to wieści, że wszystko walnie. Mati nie tak ostro, z drugiej strony foliarz nie skuma, o co chodzi, co zresztą udowodnił. Idealnie to pokazuje wszelkie dyskusje z ludźmi, co to "wiedzą więcej". Wyjebka na koniec pewnie by trafiła do "Śmiechu warte", szkoda, że tego nie emitują #pamiętamy.

Jorge - okay, jak dobrze rozumiem, starcie z dziadkiem wyznającym tradycyjne lucha libre kontra modern lucha libre? Dobre tło do rozpoczęcia proma, pokazanie właśnie, że świat idzie do przodu, a nie stoi w miejscu (Dowson powinien się tego nauczyć ;v). Dzieciak się wyłamuje a dziadek, że nie wolno. Hmm pokazanie Cavazosa, jako "ikony" nowoczesnego lucha brzmi ciekawie. Jeśli jego rodzina była znana z tequilli na rodzimym rynku to jednak chyba nie byli aż tak biedni? Nie znam realiów Meksyku, niech ktoś poprawi. Gość z przeszłością (nieco vibe Riddle'a który też oglądał świat w kratki), i wyjście z tego za pomocą wrestlingu może nieco brzmieć generycznie, chociaż taka historia idealnie się sprzedaje. Pokonanie samego siebie i inne tego typu rzeczy.

ME - w sumie walka, która mnie interesowała, ale no kuźwa, gdzie znowu poddanie Brutala... Gość się załamie już totalnie i widząc innych będzie widział jedynie klepanie w matę... Mam nadzieję, że to jest jedynie zrobione po to, aby rozpocząć program Elias vs Brutal i skończy się epickim wpierdolem dla tego pierwszego.

Segment zamykający - system nieco przypomina rozstawienie niczym na Worldsach w Ligę. Pary są dość ciekawie złożone, nie widzę jakieś specjalnie dużej przewagi w nich, co, jak wspomniał nasz bardzo aktywny GM, powoduje brak przypadku w wygranych. Kolejna gala zapowiada się przez to o wiele ciekawiej. Turniej wchodzi w kluczowy etap.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.06.2026, 20:19 przez Shiro.


[Obrazek: d8304c91dfbd0c457e5c6025667ed2ed32163461.gif]

Dan Dowson

W:0 D:0 L:0
Odpowiedz
Cytuj
Shiro
Jobber
13.06.2026, 20:03 #4
Dobra, kurwa, trzeba sobie przypomnieć, jak to się robiło Big Grin

Gala git gud, udana, wszystko pasowało, 10/10

[Obrazek: d8304c91dfbd0c457e5c6025667ed2ed32163461.gif]

Dan Dowson

W:0 D:0 L:0



ET - doborowe towarzystwo na grzybobraniu, aż się przypomniał Kapitan Bomba. Kocioł bigosu i przepis babuni to świętość, prawda, prawda. Nic lepiej nie wychodzi, jak babcine przepisy, chociaż za cholerę nie idzie tego dobrze odwzorować... John chyba sprzedał miejscówkę innym, bo Uszczelka się odpalił na przybyszy. Przyjemny wstęp, panowie mogą jeszcze ciekawie podziałać w duecie.

Komentatorzy - jak rzadko ich czytam (sorry, dla mnie wielokrotnie zapychacz), tak tutaj aż się oplułem słysząc Hajto i że strzelił Ricochetem :v Mieli sporo zabawnych komentarzy, Hajto pewnie na wskaźniku zasiadł za stolikiem, ale mamy dwóch profesjonalistów, aby to wyprostować.

Opener segment - śledziłem resztę gal (komentarze wpadną kiedy indziej), ale kuźwa kolejne Pobite Gary to byłoby już dla mnie za dużo. Cholernie długa ściana tekstu. Fajne metafory przeciwników do potraw, za to plus dla kucharza, jako ten otwierający wypadł dobrze, nie miał aż tak długiego pola do popisu, punktu odniesień, ale wyszedł mocno. Blaze i alegoria nickname = ogień to w sumie była oczywistość. Miał nieco łatwiejsze pole, co wyraźnie widać, bo głównie punktował prawie że całe promo Roba. Wypada poprawnie, celnie pokazał swoją różnicę w podejściu, gimmick gościa, co idzie z rozpędu przez życie daje spory zakres manewru. Kolejny grzybiarz - kurwa serio? Szybkie przejście od zapalonego zbieracza runa leśnego do kaznodziei... Nie, ja się poddaję. To to już za dużo, staph. Kenny wychodzi i w inteligentny sposób ripostuje. W sumie za wiele nie musi udowadniać, kariera długa, a teraz używa języka faktów. Jakby nie patrzeć w naszej fedowej społeczności Riddle był bardzo długo, więc to jasne, że się do tego odniesie, jako do skali, co zrobił wcześniej, teraz i dalej. Jest niczym ikona i od niego wymaga się więcej, co wyartykułował w dobry sposób. Pewnie jego case z Rybackiem nie skończył się wtedy i może w każdej chwili powrócić w niespodziewany sposób. RVD ogłasza w sumie oczywistość, a dodanie zasady, aby było zero ingerencji pozostawia jednak pewne furtki.

El Garra - nowa postać? Strzelam, nie kojarzę tego typa. Robi nam się niezła różnorodność w rosterze. Mamy fachowców, kucharzy, ikony, teraz gościa, co stawia sobie za cel zrobienie kociego bractwa? Brzmi poniekąd ciekawie, gimmick wstępnie oddany, czekam na coś więcej.

Dolnick/Lopez - ten bufet to był niczym szwedzki stół, czy pobyt all in dla naszego sympatycznego pana z nadwagą? Biedny, prawie całe jedzenie się wywaliło na Lopeza, a potem RVD... Swoją RVD jest bardzo aktywny, nie pokazuje się tylko raz a potem odpala cygaro za biurkiem licząc kasę. Swoją drogą Dolnick przy Lopezie najwyraźniej wygląda, jak chłopczyk z nadwagą naprzeciwko swojego oprawcy, brutalnie. Lopez idzie po całości, B+ rate dla RVD to jak plaskacz, Jose leci po całości, ale riposta od GM poszła solidna. Zobaczymy, czy gość będzie S Tier managerem, czy jednak niedługo włodarze mu nie podziękują za współpracę.

Derrick - chyba po raz pierwszy widzę gimmick Normal Guy, albo pamięć zawodzi. Wywiad nie był zbyt długi (na szczęście), a argumentacja jego postawy może przemawiać, chociaż może się nieco gryźć wyróżnianie siebie za tego normalnego, gdzie świat jest inny - chociaż też z drugiej strony idealnie przedstawia społeczeństwo. Gimmick może nieco ograniczać podczas konfrontacji z innymi, chociaż real talk często łatwo się sprzedaje.

Edgar - "nie wie o mi" - chyba zjadło się "co". Kolejne indywiduum na liście. Ciekawi mnie, w jaki sposób Edgar zamierza być tym strażnikiem, planuje bycie stróżem prawa? Czymś ponad to? Wytłumaczenie introwertyzmu można kupić, tylko pytanie, w jaki sposób nasz kolega spełni te swoje obietnice.

Escobar/Steele - nie zaglądałem w kartę Escobara, jakieś korzenie z pewnym biznesmenem? Cała ich rozmowa w sumie skupia się na tym, że jeden drugiemu tłumaczy, że nie ma wpływu na pochodzenie (prawda), wdupił dwie walki i vice versa. Sam sojusz między nimi widać, że będzie na bardzo kruchych zasadach. Pragmatyzm Prestona bardziej do mnie przemawia, widzi w tym biznes, tak samo jak druga strona. Oszczędził nieco czasu na przystopowaniu rozwodzenia się nad pochodzeniem. Escobar ma siebie za gwiazdę (ciekawe jak długo) - ten duet może nieco namieszać (może zasponsorują prezesowi nową furę, RVD spojrzy przychylniejszym wzrokiem).

Ryback - czyżby samozaoranie na wspomnienie po pamiętnym odpłynięciu? Big Grin No Riddle pewnie liczył na Armbar 2.0, a Ryback tego nie lubić. Heel destruktor Ryback może być miłą odmianą, brakuje jeszcze w sumie Paddy'ego, aby przedstawił jego karierę jako niszczyciela, z pominięciem co po niektórych złych elementów.

Lord - okay, przebrnąłem przez to, ale argument, że Jankesi zjebali system klasowy to solidny błąd - upadek szlachty nastąpił zdecydowanie wcześniej, zwłaszcza podczas rewolucji przemysłowej. Dobrze oddaje, że szlachta chciałaby powrócić tam, gdzie była, kiedyś żyli dawną chwalą i mogą to robić dalej. Teraz tylko potrzebuje odpowiedniego przeciwnika, który może pochodzić z innej kasty, to powinno dać spore pole do popisu.

Hill - ejj no kurwa, zostaw miotlarza, tak się nie robi... Biedny Salvador, co federacja to to samo Sad Ciekawie oddany gimmick złamanego gościa, który nie poddawał się wcześniej, a teraz dopadł go kryzys tożsamości i motywacji. RVD konsekwentnie podchodzi, tylko pytanie, czy Allanek się posłucha, czy czasami nie wjedzie po kogoś innego.

Brutal - dobra, to mamy dwóch dziennikarzy na zapleczu, czy każdy ściąga sam sobie dziennikarza? Muszę przejrzeć poprzednią galę, czy dołączył do grona Rybacka, czy jednak Riddle zachował tylko jedno nazwisko w tej kolekcji... Aaa dobra, odklepał. Czyli bulterier, który dużo gada, a potem robi za Najmana, w sumie to dość się gryzie z jego gimmickiem twardziela, ECW fanatyka etc. Pomimo jego słów widać, że ma nieco mental breakdown i pewnie PTSD po tej pamiętnej nocy, skoro następnie okłada jakiegoś dzieciaka. Ten zaczął... Kurwa nie trawię tego słownictwa niesamowicie. Mordo i 67 brzmi jak typowy Sebix na ławce, który chce być cool. Ta koszula wejdzie do merchu LPW? Chętnie bym kupił Big Grin

Spotkanie - wygląda jak typowe spotkanie AA czy innego tego typu rzeczy, a odpowiedź kółka różańcowego - czytając jakbym to słyszał. Widzę, że kolega na szczęście nie jest uzależniony od energetyków czy czegoś mocniejszego, a od przeklinania. Kryzys tożsamości i chęć bycia extreme to najwyraźniej najbardziej bolesna rzecz, która go spotkała... Cóż, może dostanie kiedyś osobny program z Brutalem i zrobią ECW Match, coś takiego i pójdzie ekstremalna walka.

Wydarzenia po walce - obvious win dla Lopeza, ale bardziej liczy się to, co po walce. Boże z tą oliwką to już przesada, lubię czarny humor, ale to już za daleko. Pill Tautu, może jeszcze Triple B przybędzie? Szkoda, że Ransom nie pojawił się, byśmy mieli z powrotem najbardziej lubiany duet WCW.

Derek - chyba zgubiła się literka przy jednym słowie, głosiciel powinno być. O chuj foliarz level hard, spiski, konspiracje, szczepionki, globaliści, wszystko dostajemy w jego wypowiedzi. Biedny Mati, trafił niczym na jakiegoś dobrego wujka foliarza, co to wieści, że wszystko walnie. Mati nie tak ostro, z drugiej strony foliarz nie skuma, o co chodzi, co zresztą udowodnił. Idealnie to pokazuje wszelkie dyskusje z ludźmi, co to "wiedzą więcej". Wyjebka na koniec pewnie by trafiła do "Śmiechu warte", szkoda, że tego nie emitują #pamiętamy.

Jorge - okay, jak dobrze rozumiem, starcie z dziadkiem wyznającym tradycyjne lucha libre kontra modern lucha libre? Dobre tło do rozpoczęcia proma, pokazanie właśnie, że świat idzie do przodu, a nie stoi w miejscu (Dowson powinien się tego nauczyć ;v). Dzieciak się wyłamuje a dziadek, że nie wolno. Hmm pokazanie Cavazosa, jako "ikony" nowoczesnego lucha brzmi ciekawie. Jeśli jego rodzina była znana z tequilli na rodzimym rynku to jednak chyba nie byli aż tak biedni? Nie znam realiów Meksyku, niech ktoś poprawi. Gość z przeszłością (nieco vibe Riddle'a który też oglądał świat w kratki), i wyjście z tego za pomocą wrestlingu może nieco brzmieć generycznie, chociaż taka historia idealnie się sprzedaje. Pokonanie samego siebie i inne tego typu rzeczy.

ME - w sumie walka, która mnie interesowała, ale no kuźwa, gdzie znowu poddanie Brutala... Gość się załamie już totalnie i widząc innych będzie widział jedynie klepanie w matę... Mam nadzieję, że to jest jedynie zrobione po to, aby rozpocząć program Elias vs Brutal i skończy się epickim wpierdolem dla tego pierwszego.

Segment zamykający - system nieco przypomina rozstawienie niczym na Worldsach w Ligę. Pary są dość ciekawie złożone, nie widzę jakieś specjalnie dużej przewagi w nich, co, jak wspomniał nasz bardzo aktywny GM, powoduje brak przypadku w wygranych. Kolejna gala zapowiada się przez to o wiele ciekawiej. Turniej wchodzi w kluczowy etap.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.06.2026, 20:19 przez Shiro.


[Obrazek: d8304c91dfbd0c457e5c6025667ed2ed32163461.gif]

Dan Dowson

W:0 D:0 L:0
Odpowiedz
Cytuj
13.06.2026, 23:54
#5
ETW: Najlepszy tag team wybrał się na grzyby, więc rozrywka gwarantowana Big Grin. Butla do Uszczelki po nazwisku, a wiadomo, że jak po nazwisku, to po pysku. Tako rzecze prawo ulicy. Po grzybach to będzie lepsza faza, niż po tym alkoholu. Szatan jebany, a nie borowik, dobre XD. Butla knuje spisek, to zadanie dla Halloway’a. Świetne te porównania zawodników do grzybów. „Jaki stend? To jest nasza miejscówka, nasz glory hole” XDDDDDDDDDDDDDDDDD to jest złoto, do takiego poziomu to ja Halloway’em nie dotrę raczej. Eee, kamera zgasła w najlepszym momencie. Świetny ten segmentn bawiłem się naprawdę dobrze.   

Komentatorzy: Ricochet, to jest ciekawy pick. Nie spodziewałbym się tego. Wiedziałem, że będzie coś o rykoszecie, świetne to było XD. Komentatorzy poprawni, zawsze fajny dodatek.

Klub 2-0 i Jaszczuroczłek: Wo, wo, wo, wo, zaraz, zaraz nie ma pobitych garów w tym tygodniu?! Przewinąłem galę do spodu i potwierdzam, nie ma pobitych garów tym tygodniu! To nie są ćwiczenia! Poważna sprawa. Może w końcu gary się zbiły (śmiech z puszki). Bardzo dobrze jest prowadzona ta postać. Gimmick aż kipi tutaj w prawie każdym tekście, który jest pełen porównań i fajnych smaczków. Ale Axel nie pozostał tutaj dłużny. Naprawdę fajnie się to czytało. Ciekawe wejście w postać face’a, bo jako rock’n’rollowiec można by domniemać, i w ogóle jest tutaj duże pole do tego, żeby właśnie był to heel nie liczący się z nikim. Ale szanuję za dobre podejście do face’owej postaci. Nie jest to typowe włażenie w dupę. Uszczelka wypadł również dobrze, naprawdę panowie trzymają poziom. Z tą biblią pokazał jak prawdziwy katolik jest „pracowity”. Nie ma lepszych wartości, niż fachowo spieprzona robota. Uch, Kenneth jeszcze na koniec zesłał taką potężną bombę. FoTI jednak trzyma ten poziom sprzed lat i tego nie można mu zabrać. 4-0 w jak najbardziej realnym zasięgu. Trudno wytypować w tym segmencie zwycięzcę, ale jak już musiałbym jakoś to uszeregować, to taka kolejność: Axel, Kenneth, Rob i Uszczelka. No i dobre podsumowanie i postawienie warunków. Szacun za ten segment.

VP: O, mamy naszego nowego Meksykańca. Ciekawe czy podczas jego segmentów kamera zmienia kolor na pomarańczowy XD. Czy ten chłop ma wadę wynmowy, że to „r” jest tak podkreślane czy to przez jakiś meksykański akcent? Bo na tym się akurat nie znam. Ciekawy zarys gimmicku. Sugeruje, spryt, przebiegłość i analizę, jaką koty często przejawiają. Ciekaw jestem co to będzie za postać i jak się będzie odnajdywać. Zapowiada się obiecująco.

Cavazos vs Butla: No i Cava wykorzystał nadążającą się okazję do awansu. Szkoda Butli, ale wygrał lepszy.

Niezniszczalny Dan Dowson: Undead, o matko, ależ mi się to kojarzy z NWE i wcześniejszymi czasami, bo ta grupa swego czasu naprawdę często to leciało. Oj tam dziad od razu, Dziad to tylko w wąskim gronie ludzi. Poprawny segment pana Shiro, powrocik do akcji. Zobacymy co z tego wyniknie dalej, znając Shiro może być tylko lepiej.

ET: „Alfa przyjechała”? Przecież to oksymoron. Chyba, że na lawecie XD. Balasie Ty Big Grin. Dobre to chowanie się za RVD. Taki trochę skecz kabaretowy z tego wyszedł, ale takie głupoty też są dobre. Surowy GM no i bardzo dobrze. Sam sobie przeciwnikiem. Bardziej Lopez mi się podoba, niż na tamtej tygodniówce. Naprawdę spoko postać. Brakuje mi tutaj może jeszcze jednej wypowiedzi Dolnicka, jednak cały segment w porządku. 

Walka Halloway’a: ależ squash, jeny kochany. No ale cóż, udało mi się jakoś ubić tego npc, zawsze to jakieś zwycięstwo. Choć kto wie, Javy Raptor ogarnął bilet na mistrzostwa świata, to może by się udało to przegrać XD.

Wywiad Derricka: Chociaż tym razem Maria nie będzie podrywana (chyba). „Pokazywanej na pokaz” mówisz? Oj, można było inaczej to napisać na przykład „prezentowanej na pokaz” to już lepiej wygląda. Do znudzenia powtarza swoje wartości Derrick, ciekawie się to czyta, choć trzeba przyznać, że powoluuutku staje się to monotonne. Ale wciąż, podane w fajnej formie czyta się nienajgorzej. Wywiad w porządku, jednak ten seg z poprzedniego tygodnia jakoś lepiej mi siadł.

Wideło: Fajnie zarysowany klimacik tym wstepniakiem. Właśnie za każdym razem jak widzę Dicksona to bardziej niż poeta, na myśl mi przychodzi sceneria teatralna. Chociaż nie raz już tak było, że te dwie profesje się łączą. Nie za długie, ale treściwe i fajne. Podoba mi się ta postać za swój charakterystyczny styl. I jeszce zwyciężył. Zestawiając tutaj tych dwóch zawodników na tej konkretnej gali wygrał Edgar, więc tak jakby zasłużenie.

Latynoskie ETW: „jeden z najbardziej wartościowych budynków w historii wrestlingu” przeczytałem to i myślę sobie kurde, o jaki może budynek chodzić? Madison Square Garden? Po chwili czytam „willa rodziny Escobar” i się normalnie na głos zaśmiałem jak bardzo sam sobie coś takiego wkręciłem XD. Spotkali się dwaj mistrzowie przepychu. Rozumiem, że te nazwy to są alkohole jakieś drogie, ale mój brak wiedzy bądź ignorancja nie pomaga w rozróżnianiu tych trunków. To że są bardzo do siebie podobni to nie ma się co zgadać, bo to widać gołym okiem. No i zawiązuje się coś na zasadzie współpracy, ale wiadomo, że jak któryś z nich będzie słabszy, to drugi bez wahania wbije mu nóż w plecy. Jednakże też taki ship od początku mi się układał jak tylko przeczytałem kwestie jednego i drugiego. Bardzo dobry i rozbudowany segment.

Rybackie VP: Może i Kenneth pływa, ale Ryback odpływa. Ileż ten gość ma przyjaciół w świecie wrestlingu. W świecie wrestlingu, wspaniała postać. W pierwszej chwili myślę „jak fani w jakiejś rzeźni mają krzyczeć ECW” ale później pomyślałem, że faktycznie przecież trwa tygodniówka XD. Taki gimmick psychopaty, tylko dziwnie się to miesza z tym, że mimo wszystko ostatnio przegrał z Riddlem i chyba pierwszą walkę też przegrał. Także to brzmi jak takie czcze pierdolenie bez pokrycia. Taki całkiem, całkiem ten segment. Heelowy psychopata. Tak cały czas myślę co mi się tu gryzie i gryzie mi się to, że ciężko mi jest traktować tak bardzo poważnie tego Rybacka. Zarówno przez to jakim jest człowiekiem naprawdę i przez te poprzednie sytuacje. I cały czas mam w głowie obraz jego w tych kolorowych, zapaśniczych strojach. Nie mogę się przemóc za cholerę. Ale może z czasem mi to minie. Segment oceniam na taki średni mimo wszystko.

Walka: Ale Mateusz na pizde dostał i to mocno XD.

Po walce: Kurde, ale ja mam problem ze słowem „wyturluje” to brzmi jakby to nie był język polski XD. Niedość, że w pizde dostał, to jeszcze tą laską go najebał, masakra. Ależ mi się ta postać podoba, od pierwszego segmentu, jeny kochany. Mam wrażenie, że push będzie szedł mocno do przodu. Czyta mi się to wyśmienicie.

Allan i Rob: Kurde, od razu zaczynamy od pseudonimu. Wiadomo w tym przypadku który jest który, jednak uważam, że pierwszy powinienbyc ring name. Nie znam tak dobrze historii tej postaci, ciężko mi jest się odnieść do tego jak bardzo został oszukany czy coś. Ale srogo się wyżywa na tym biednym Salvadorze. Niedość, że dostał od Halloway’a, to jeszcze teraz od Hilla. Aa, to jest ten, co ma problem z emocjami i jest taki stiffowy, RVD mi przypomniał. No to grubo, jestem pewien, że i tak wparuje na Colosseum kogoś najebać. Spoko ten segment, Slavador to chyba będzie pauzował teraz po takim ogólnym wpierodlu. Segment w porządku, nie mam zastrzeżeń. Fajnie się czytało.

Walka: Ryback wygrał, ciekawa sprawa. Myślałem, że Steele to ogarnie.


Brutalny majkel i Elias: Spoko gimmick zarysowany w pierwszej wypowiedzi, podoba mi się. Muszę przyznać, że naprawdę dobrze mi się czyta również drugą kwestię. Widać, że jest to przemyślane i ładnie sklecone. Dobrze operujesz słowem, panie Fiv. Kurwa ta część z Eliasem mistrzostwo świata XD. No jest potencjał komediowy i to jaki. E-C-Tap mnie położył na podłodze ze śmiechu XDDDDDD. Świetny jest, wiadomo, że to nie Elias, bo prawdziwy Elias nie zrobiłby tak dobrego kodowania, a po drugie pewnie by pierdolil coś o ćpaniu. Dziwny i zagadkowy człowiek to jest. Mike, bardzo dobry wywiad, szanuję.

VP: Co to kurwa, jakieś spotkanie aa, albo ogólnie terapia? Oho, ZSJ przedstawia się jako Mike (w domyślnie wiadomo jaki) coś wyczuwam, że się zaraz zesram ze śmiechu XD.  No i miałem rację XD. Aż mi głupio, że tą kurwą na początku rzuciłem, ale już trudno. Doskonała karykatura, śmiałem się w głos na przerwie w pracy, dobrze, że nikogo nie było obok. No i mam dylemat który z was wypadł lepiej na tej gali. Mega remisowy pojedynek z lekką przewagą w stronę ZSJ.

Walka: Koji Clutch na takim grubasie nie należy raczej do najłatwiejszych chwytów. Dobre zdanie podsumowujące, zabawne.

Sytuacja po walce: no, no, kolejny NPC, jest potencjał komediowy. Lopez w ogóle ma ciekawe programy początkowe, będzie napierdalal sobie tych NPC. Ale ogólnie też ciekawy zamysł z tym kradnięciem postaci przez Phila, jako NPC naprawdę spoko.

Derek i Mateusz: od siebie dodam tylko, że Mateusz wszedł na wyżyny chyba swoich możliwości, bo chyba najlepszy segment e jego wykonaniu porównując do pierwszych gal. Oby tak dalej.

VP: o matko, jaka ściana tekstu z tą historią. Ogólnie taaakie całkiem, całkiem, zarysowanie gimmicku, ciekawe, że ten dziadek się przypierdolił o brak maski. Ciekawe czy w ogóle w Meksyku tak jest, że są jacyś og fani, którzy za wszelką cenę chcieliby, żeby wszyscy luchadorzy byli zmaskowani. Tak poza tym taki sobie ten face wyszedl w tym tygodniu. Mimo wszystko miałkość tej opowiastki chyba mnie najbardziej znużyła.

ME: Two times! He tap two times XD. Michał się musiał zagotować gdy to przeczytał XD. 

Losowanie: o, losowanie od razu po gali, ciekawe, fajnie. Dumny jestem, że Zbysiu Uszczelka jest tak daleko w turnieju, bo to taki nieoczywisty wybór jak się patrzy na całe zestawienie. Jeszcze Derek się do tego przyczynił XD. Pierwsze zestawienie odbędzie się w kuchni, gdzie Mcłowicz przygotuje kanapeczki, Ryback zaśnie i zrób odliczy go do trzech. Drugie zestawienie ciekawe, ciekawe. Mam gdzieś tam swój typ z tyłu głowy, ale nie będę mówił na razie na głos. No właśnie, jeszcze mi uświadomiono, że co ciekawe Uszczelka zakończył z wynikiem 2-0, niebywałe XD. Też ciekawe zestawienie. Edgar coś przeczyta Uszczelce, a ten powie i wyprowadzi swoje panie, kto panu to tak spierdolił. Ostatnia walka chyba najlepsza i najciekawsza z całego zestawienia. Obiecuję dać z siebie wszystko pisząc tę walkę. Będzie jadła bez trzymanki w technicznym stylu. Zaś ten Ryback nie wytrzymał ciśnienia w spodniach i ruszył. Niby chaos, ale naprawdę dobrze napisany i dobrze się to czytało. Szkoda, że nie padł żaden finisher, ale też rozumiem, że nie chcieliście po prostu nikogo ewentualnie faworyzować. Podobało mi się, czekam na więcej.

Podsumowanie: nareszcie skończyłem tego kolosa XD. Wrażenia mam takie różne jak już pisałem. Były wzloty o upadki, ale ogólna tendencja jest wzrostowa. Dlatego nie pozostaje mi nic innego, jak ocenić.

Ocena: 5=\6
Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.06.2026, 23:05 przez Zimny.

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
Zimny
Zawodowiec
13.06.2026, 23:54 #5
ETW: Najlepszy tag team wybrał się na grzyby, więc rozrywka gwarantowana Big Grin. Butla do Uszczelki po nazwisku, a wiadomo, że jak po nazwisku, to po pysku. Tako rzecze prawo ulicy. Po grzybach to będzie lepsza faza, niż po tym alkoholu. Szatan jebany, a nie borowik, dobre XD. Butla knuje spisek, to zadanie dla Halloway’a. Świetne te porównania zawodników do grzybów. „Jaki stend? To jest nasza miejscówka, nasz glory hole” XDDDDDDDDDDDDDDDDD to jest złoto, do takiego poziomu to ja Halloway’em nie dotrę raczej. Eee, kamera zgasła w najlepszym momencie. Świetny ten segmentn bawiłem się naprawdę dobrze.   

Komentatorzy: Ricochet, to jest ciekawy pick. Nie spodziewałbym się tego. Wiedziałem, że będzie coś o rykoszecie, świetne to było XD. Komentatorzy poprawni, zawsze fajny dodatek.

Klub 2-0 i Jaszczuroczłek: Wo, wo, wo, wo, zaraz, zaraz nie ma pobitych garów w tym tygodniu?! Przewinąłem galę do spodu i potwierdzam, nie ma pobitych garów tym tygodniu! To nie są ćwiczenia! Poważna sprawa. Może w końcu gary się zbiły (śmiech z puszki). Bardzo dobrze jest prowadzona ta postać. Gimmick aż kipi tutaj w prawie każdym tekście, który jest pełen porównań i fajnych smaczków. Ale Axel nie pozostał tutaj dłużny. Naprawdę fajnie się to czytało. Ciekawe wejście w postać face’a, bo jako rock’n’rollowiec można by domniemać, i w ogóle jest tutaj duże pole do tego, żeby właśnie był to heel nie liczący się z nikim. Ale szanuję za dobre podejście do face’owej postaci. Nie jest to typowe włażenie w dupę. Uszczelka wypadł również dobrze, naprawdę panowie trzymają poziom. Z tą biblią pokazał jak prawdziwy katolik jest „pracowity”. Nie ma lepszych wartości, niż fachowo spieprzona robota. Uch, Kenneth jeszcze na koniec zesłał taką potężną bombę. FoTI jednak trzyma ten poziom sprzed lat i tego nie można mu zabrać. 4-0 w jak najbardziej realnym zasięgu. Trudno wytypować w tym segmencie zwycięzcę, ale jak już musiałbym jakoś to uszeregować, to taka kolejność: Axel, Kenneth, Rob i Uszczelka. No i dobre podsumowanie i postawienie warunków. Szacun za ten segment.

VP: O, mamy naszego nowego Meksykańca. Ciekawe czy podczas jego segmentów kamera zmienia kolor na pomarańczowy XD. Czy ten chłop ma wadę wynmowy, że to „r” jest tak podkreślane czy to przez jakiś meksykański akcent? Bo na tym się akurat nie znam. Ciekawy zarys gimmicku. Sugeruje, spryt, przebiegłość i analizę, jaką koty często przejawiają. Ciekaw jestem co to będzie za postać i jak się będzie odnajdywać. Zapowiada się obiecująco.

Cavazos vs Butla: No i Cava wykorzystał nadążającą się okazję do awansu. Szkoda Butli, ale wygrał lepszy.

Niezniszczalny Dan Dowson: Undead, o matko, ależ mi się to kojarzy z NWE i wcześniejszymi czasami, bo ta grupa swego czasu naprawdę często to leciało. Oj tam dziad od razu, Dziad to tylko w wąskim gronie ludzi. Poprawny segment pana Shiro, powrocik do akcji. Zobacymy co z tego wyniknie dalej, znając Shiro może być tylko lepiej.

ET: „Alfa przyjechała”? Przecież to oksymoron. Chyba, że na lawecie XD. Balasie Ty Big Grin. Dobre to chowanie się za RVD. Taki trochę skecz kabaretowy z tego wyszedł, ale takie głupoty też są dobre. Surowy GM no i bardzo dobrze. Sam sobie przeciwnikiem. Bardziej Lopez mi się podoba, niż na tamtej tygodniówce. Naprawdę spoko postać. Brakuje mi tutaj może jeszcze jednej wypowiedzi Dolnicka, jednak cały segment w porządku. 

Walka Halloway’a: ależ squash, jeny kochany. No ale cóż, udało mi się jakoś ubić tego npc, zawsze to jakieś zwycięstwo. Choć kto wie, Javy Raptor ogarnął bilet na mistrzostwa świata, to może by się udało to przegrać XD.

Wywiad Derricka: Chociaż tym razem Maria nie będzie podrywana (chyba). „Pokazywanej na pokaz” mówisz? Oj, można było inaczej to napisać na przykład „prezentowanej na pokaz” to już lepiej wygląda. Do znudzenia powtarza swoje wartości Derrick, ciekawie się to czyta, choć trzeba przyznać, że powoluuutku staje się to monotonne. Ale wciąż, podane w fajnej formie czyta się nienajgorzej. Wywiad w porządku, jednak ten seg z poprzedniego tygodnia jakoś lepiej mi siadł.

Wideło: Fajnie zarysowany klimacik tym wstepniakiem. Właśnie za każdym razem jak widzę Dicksona to bardziej niż poeta, na myśl mi przychodzi sceneria teatralna. Chociaż nie raz już tak było, że te dwie profesje się łączą. Nie za długie, ale treściwe i fajne. Podoba mi się ta postać za swój charakterystyczny styl. I jeszce zwyciężył. Zestawiając tutaj tych dwóch zawodników na tej konkretnej gali wygrał Edgar, więc tak jakby zasłużenie.

Latynoskie ETW: „jeden z najbardziej wartościowych budynków w historii wrestlingu” przeczytałem to i myślę sobie kurde, o jaki może budynek chodzić? Madison Square Garden? Po chwili czytam „willa rodziny Escobar” i się normalnie na głos zaśmiałem jak bardzo sam sobie coś takiego wkręciłem XD. Spotkali się dwaj mistrzowie przepychu. Rozumiem, że te nazwy to są alkohole jakieś drogie, ale mój brak wiedzy bądź ignorancja nie pomaga w rozróżnianiu tych trunków. To że są bardzo do siebie podobni to nie ma się co zgadać, bo to widać gołym okiem. No i zawiązuje się coś na zasadzie współpracy, ale wiadomo, że jak któryś z nich będzie słabszy, to drugi bez wahania wbije mu nóż w plecy. Jednakże też taki ship od początku mi się układał jak tylko przeczytałem kwestie jednego i drugiego. Bardzo dobry i rozbudowany segment.

Rybackie VP: Może i Kenneth pływa, ale Ryback odpływa. Ileż ten gość ma przyjaciół w świecie wrestlingu. W świecie wrestlingu, wspaniała postać. W pierwszej chwili myślę „jak fani w jakiejś rzeźni mają krzyczeć ECW” ale później pomyślałem, że faktycznie przecież trwa tygodniówka XD. Taki gimmick psychopaty, tylko dziwnie się to miesza z tym, że mimo wszystko ostatnio przegrał z Riddlem i chyba pierwszą walkę też przegrał. Także to brzmi jak takie czcze pierdolenie bez pokrycia. Taki całkiem, całkiem ten segment. Heelowy psychopata. Tak cały czas myślę co mi się tu gryzie i gryzie mi się to, że ciężko mi jest traktować tak bardzo poważnie tego Rybacka. Zarówno przez to jakim jest człowiekiem naprawdę i przez te poprzednie sytuacje. I cały czas mam w głowie obraz jego w tych kolorowych, zapaśniczych strojach. Nie mogę się przemóc za cholerę. Ale może z czasem mi to minie. Segment oceniam na taki średni mimo wszystko.

Walka: Ale Mateusz na pizde dostał i to mocno XD.

Po walce: Kurde, ale ja mam problem ze słowem „wyturluje” to brzmi jakby to nie był język polski XD. Niedość, że w pizde dostał, to jeszcze tą laską go najebał, masakra. Ależ mi się ta postać podoba, od pierwszego segmentu, jeny kochany. Mam wrażenie, że push będzie szedł mocno do przodu. Czyta mi się to wyśmienicie.

Allan i Rob: Kurde, od razu zaczynamy od pseudonimu. Wiadomo w tym przypadku który jest który, jednak uważam, że pierwszy powinienbyc ring name. Nie znam tak dobrze historii tej postaci, ciężko mi jest się odnieść do tego jak bardzo został oszukany czy coś. Ale srogo się wyżywa na tym biednym Salvadorze. Niedość, że dostał od Halloway’a, to jeszcze teraz od Hilla. Aa, to jest ten, co ma problem z emocjami i jest taki stiffowy, RVD mi przypomniał. No to grubo, jestem pewien, że i tak wparuje na Colosseum kogoś najebać. Spoko ten segment, Slavador to chyba będzie pauzował teraz po takim ogólnym wpierodlu. Segment w porządku, nie mam zastrzeżeń. Fajnie się czytało.

Walka: Ryback wygrał, ciekawa sprawa. Myślałem, że Steele to ogarnie.


Brutalny majkel i Elias: Spoko gimmick zarysowany w pierwszej wypowiedzi, podoba mi się. Muszę przyznać, że naprawdę dobrze mi się czyta również drugą kwestię. Widać, że jest to przemyślane i ładnie sklecone. Dobrze operujesz słowem, panie Fiv. Kurwa ta część z Eliasem mistrzostwo świata XD. No jest potencjał komediowy i to jaki. E-C-Tap mnie położył na podłodze ze śmiechu XDDDDDD. Świetny jest, wiadomo, że to nie Elias, bo prawdziwy Elias nie zrobiłby tak dobrego kodowania, a po drugie pewnie by pierdolil coś o ćpaniu. Dziwny i zagadkowy człowiek to jest. Mike, bardzo dobry wywiad, szanuję.

VP: Co to kurwa, jakieś spotkanie aa, albo ogólnie terapia? Oho, ZSJ przedstawia się jako Mike (w domyślnie wiadomo jaki) coś wyczuwam, że się zaraz zesram ze śmiechu XD.  No i miałem rację XD. Aż mi głupio, że tą kurwą na początku rzuciłem, ale już trudno. Doskonała karykatura, śmiałem się w głos na przerwie w pracy, dobrze, że nikogo nie było obok. No i mam dylemat który z was wypadł lepiej na tej gali. Mega remisowy pojedynek z lekką przewagą w stronę ZSJ.

Walka: Koji Clutch na takim grubasie nie należy raczej do najłatwiejszych chwytów. Dobre zdanie podsumowujące, zabawne.

Sytuacja po walce: no, no, kolejny NPC, jest potencjał komediowy. Lopez w ogóle ma ciekawe programy początkowe, będzie napierdalal sobie tych NPC. Ale ogólnie też ciekawy zamysł z tym kradnięciem postaci przez Phila, jako NPC naprawdę spoko.

Derek i Mateusz: od siebie dodam tylko, że Mateusz wszedł na wyżyny chyba swoich możliwości, bo chyba najlepszy segment e jego wykonaniu porównując do pierwszych gal. Oby tak dalej.

VP: o matko, jaka ściana tekstu z tą historią. Ogólnie taaakie całkiem, całkiem, zarysowanie gimmicku, ciekawe, że ten dziadek się przypierdolił o brak maski. Ciekawe czy w ogóle w Meksyku tak jest, że są jacyś og fani, którzy za wszelką cenę chcieliby, żeby wszyscy luchadorzy byli zmaskowani. Tak poza tym taki sobie ten face wyszedl w tym tygodniu. Mimo wszystko miałkość tej opowiastki chyba mnie najbardziej znużyła.

ME: Two times! He tap two times XD. Michał się musiał zagotować gdy to przeczytał XD. 

Losowanie: o, losowanie od razu po gali, ciekawe, fajnie. Dumny jestem, że Zbysiu Uszczelka jest tak daleko w turnieju, bo to taki nieoczywisty wybór jak się patrzy na całe zestawienie. Jeszcze Derek się do tego przyczynił XD. Pierwsze zestawienie odbędzie się w kuchni, gdzie Mcłowicz przygotuje kanapeczki, Ryback zaśnie i zrób odliczy go do trzech. Drugie zestawienie ciekawe, ciekawe. Mam gdzieś tam swój typ z tyłu głowy, ale nie będę mówił na razie na głos. No właśnie, jeszcze mi uświadomiono, że co ciekawe Uszczelka zakończył z wynikiem 2-0, niebywałe XD. Też ciekawe zestawienie. Edgar coś przeczyta Uszczelce, a ten powie i wyprowadzi swoje panie, kto panu to tak spierdolił. Ostatnia walka chyba najlepsza i najciekawsza z całego zestawienia. Obiecuję dać z siebie wszystko pisząc tę walkę. Będzie jadła bez trzymanki w technicznym stylu. Zaś ten Ryback nie wytrzymał ciśnienia w spodniach i ruszył. Niby chaos, ale naprawdę dobrze napisany i dobrze się to czytało. Szkoda, że nie padł żaden finisher, ale też rozumiem, że nie chcieliście po prostu nikogo ewentualnie faworyzować. Podobało mi się, czekam na więcej.

Podsumowanie: nareszcie skończyłem tego kolosa XD. Wrażenia mam takie różne jak już pisałem. Były wzloty o upadki, ale ogólna tendencja jest wzrostowa. Dlatego nie pozostaje mi nic innego, jak ocenić.

Ocena: 5=\6
Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.06.2026, 23:05 przez Zimny.

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
14.06.2026, 18:37
#6
Uszczelka i Butla: Mamy kolejne czynności związane z typowymi Januszami. Najpierw wędkowanie, a teraz grzyby. Nie no, na grzybach to ja się nie znam, ale jak wygooglowałem tą żagwicę listkowatą to z daleka to wygląda jakby było trujące. Porównania do grzybów ciężko mi ocenić, nie znam się, ale sama koncepcja pasuje do Uszczelki. Porównanie Butli do papierzaka dobre xD Z jednej strony segment dobrze napisany, postacie dobrze w nim oddane. Z drugiej przydałoby się dać im jakąś interakcję z innymi zawodnikami. Już wiemy, że chłopaki dobrze się dogadują, a na dłuższą metę takie segmenty niewiele wnoszące mogą zacząć męczyć.

Komentatorzy: W tym tygodniu dostajemy tematycznie Ricocheta związanego z Kentucky. Podoba mi się ten styl Hajty. Chłop nie do końca ogarnia, bo jest w sumie z innej bajki. Dobrze się to komponuje z profesjonalnym Michaelem. Trochę dziwny ten tekst o zjadaniu/wypijaniu sceny wrestlingowej. Chłop ma 1-1 w turnieju. Takie określenie bardziej by mi pasowało do kogoś kto się wyróżnia zarówno streakiem jak i prezencją w segmentach. Ale może po prostu Hajto go lubi, bo Zygmunt lubi alko. "Salvador, lepiej sobie stań dali" - chyba jestem głupi, bo totalnie nie rozumiem tego żartu. Wydaję mi się, że Hajto powinno być bliżej do Mateusz niż do Lorda, chociażby ze względy na pochodzenie. Ładnie Hajto poprzekręcał te ringamy Brutala i Zacka. Ja bym chyba nie nazwał tej walki najlepszym ME w historii. Może jeszcze dużo ich nie było, ale chyba na pierwszej gali był on lepszy.

edit: nie znam się na malarstwie, nie wiedziałem, że w tym żarcie o Salvadorze chodzi o Salvadora Dali. Jak Bryx wyjaśnił to ma to w sumie sens.

Opener segment: Rob ma trochę ciężkie zadanie. Po raz pierwszy bez otoczki swojego programu i od razu zaczyna segment, a pisanie pierwszym segmentu nie zawsze jest łatwe. Trafne kulinarne porównanie z kuchnią w godzinach szczytu. Spójnie też mówi o wolnym i spokoju w tym tygodniu, więc nie odnosi się póki co do żadnego ze swoich potencjalnych turniejowych przeciwników. Wchodzi Axel, trochę łagodnie, ale da się to zrozumieć. Jeszcze nawet nie wie kto ma być jego przeciwnikiem, więc nawet nie ma do kogo się odnieść. Prawię się nie odniósł do nikogo konkretnego, ale tak samo jak Rob jeszcze nie wie z kim przyjdzie mu się zmierzyć. Następnego mamy Uszczelkę. Trochę średnio mi pasuje argument do Roba, żeby się wziął za prawdziwą robotę. Może trochę telewizyjny, ale jednak kucharz, to chyba jakąś robota jest? W drugą stronę też by przecież można było odbić, że Uszczelka w sumie to nie jest hydraulikiem, tylko wrestlerem zgrywającym hydraulika. Chyba, że po prostu Zbyszek nie uznaje kucharza jaką prawdziwą robotę. Dobra widzę, że tu mamy konwencję takich "januszowych argumentów". Z jednej strony jest to spójne z czymś co by powiedział typowy Janusz, z drugiej nie koniecznie pokrywa się to z logiką. Blaze nazwany satanistą - klasyczny januszowy argument do fana rocka. Bourbon nie dobry, ale śliwowica to już witaminy? XD Odlatuje ładnie Zbyszek. Jak powiedział, że on to jest człowiek ludu to trochę mi to Wałęsą zajechało. No średnio mi siada taka januszowa gadka w tak poważnym programie. Wjeżdża Riddle i od razu kontynuuje nam koszykarskie motywy swojej postaci. Pasuje to do niego i pokazuje, że naprawdę żyje on tym NBA. Celny strzał na początek w stronę Roba o czasie antenowym, łatwy, ale celny. Argument w stronę Axela już nie aż tak celny. Z jednej strony prawda, rock`n`rollowcom często wysiada serducho z powodu ich trybu życia. Z drugiej za to na pewno jakąś częścią życia Axela jako wrestlera jest sport. Do Uszczelki też mało celnie. Jaki związek ma ze sobą to jakim Uszczelka jest hydraulikiem z tym, że Butla wpadł do Jeziora podczas wspólnego wędkowania? Celnie z tym, że miał nacięższa drogę turniejową z tej całej czwórki. Fajnie też, że odnosi się do Power Rankingu. Pokazuje to, że wrestlerzy nie żyją tylko galami, ale też rzeczami, które dzieją się dookoła niej. Trochę dziwne, że Riddle z zawodu będący psychologiem tak prosto się odpalił. Rybacka nawet tam nie było. On odpalił się po prostu, bo o nim sam wspomniał. Następnie pora na naszego GMa. Szczerze to trochę ciężko mi wyobrazić sobie Roba Van Dama w garniturze. Na plus decyzja o zakazie interwencji pod groźbą dyskwalifikacji. Trochę to może wyjaśniać dlaczego taki choćby Riddle nie przeszkodzi w walce turniejowej Rybackowi, z którym jest skonfliktowany. Dobry pomysł z loża, od razu widać gdzie są zawodnicy z rekordem 2-0 i wiadomo czy nie interweniują w walce. Dobrze też, że w końcu Rob został pokazany jako bardziej zdecydowany chłop. Ogółem trochę szkoda, że nie mieli tutaj szansy na jakieś odbicie argumentów w segmencie, ale z drugiej strony mogłoby wyjść trochę długo wtedy.

edit: mój błąd, nie zczaiłem, że tekst o jeziorze był odniesieniem do słów Uszczelki. Błędnie myślałem, że ma jakiś związek z tym, że jest hydrualikiem xD

De Gato: Późno w stosunku do gali została założona KP dla tej postaci, więc fajnie dla niego, że nie musiał czekać do następnego tygodnia i już teraz mógł się na zaprezentować. Nie jestem pewien, czy gimmcik takiego kociarz to dobry pomysł. Wydaje mi się, że całkiem szybko może nabrać komediowego charakteru, ale zobaczymy w jaki kierunku jeszcze poprowadzi tą postać Spazmbite. Druga uwaga to takie dłuższe wstawki hiszpańskie mogą być trochę męczące do czytania, jak będzie trzeba je sobie tłumaczyć. Same wstawki nie są takie złe, zawsze podkreślają pochodzenie i charakter postaci, ale jak są za długie to ich tłumaczenie może być trochę męczyć. Przeciąganie literki r w słowach fajne, podkreśla koci gimmick jego postaci. Trochę mam pewien zgrzyt. Po co dawać wstawki z występów legendarnych luchadorów, żeby potem mówić, że nie zamierza kontynuować tradycji? Na plus wykorzystanie na koniec motywu z dziewięcioma życiami kota i przerobienie tego na swoje motto, dodaje o smaczku jego postaci.

Dan Dowson: Najpierw Dan mówi, że minęło zbyt dużo czasu, więc albo nie mógł, albo nie miał po prosu gdzie się pokazać. Potem mówi, że miał wątpliwości czy powrócić? Trochę mi się kłócą ze sobą te dwa stwierdzenia. Tym bardziej zresztą, skoro jest prawdziwym zawodnikiem, który chce po wyjaśniać celebrytów to powinien być chętny na powrót. Trochę się wydaje niespójny między tym co mówi, a motywacją o której mówi. Może jak dostanie już jakiegoś rywala do walki na argumenty to będzie to wyglądało już lepiej.

Dolnick/Lopez: Grubas ja kto zwykle on, najważniejsza rzecz na świecie to jego jedzenie. Już nie żyjesz i patrzy martwym wzrokiem. Trochę mi taki tekst pasuje bardziej do kogoś, kto jest wściekły. Rob w turnieju chce być sprawiedliwy i żadnej interwencji w walce. Ale za to jak ktoś już wpadł na niego i go uświnił, to chce się zemścić i ustala Jeanowi walkę z Lopezem. Jose wbił kilka celnych szpileczek, dobrze to się czytało z jego strony. Na plus też wykorzystanie Power Rankingu jak Riddle wcześniej. GM dalej pokazywany bardzie w sposób zdecydowany, dużo lepiej czyta się go w takiej formie. No i Panie Rob, proszę mi nie obrażać Realu Madryt.

Wywiad Mantel: tutaj chyba Derrick pokazał nam się najlepiej ze wszystkich tygodniówek do tej pory. Pokazał swój charakter, pokazał też, że w swojej normalności jest na swój sposób inny od wszystkich. Jedyne do czego mogę się trochę przyczepić to tekst, że między pozostałymi zawodnikami granice trochę się zacierają. Mamy tyle różnych postaci, że ciężko się z czymś takim zgodzić. Prawda, niektóre postaci można powiedzieć, że są ze sobą w pewnym sensie zbliżone - np. Miguel Escobar i Prestol Steele. Ale w większości to te postacie bardzo się od siebie różnią, przynajmniej moim zdaniem.

Edgar: nareszcie dostajemy chociaż trochę dłuższą wypowiedź od Edgara w porównaniu z ostatnimi tygodniami. Dostaliśmy lekkie przebitki w zeszłym tygodniu, teraz dostajemy już konkretniejsze wyjaśnienia co się działo z jego postacią. Dobrze się tak dowiedzieć, że coś się z nim działo pomiędzy obecnością na efedach, a nie jego życie tak o prostu ustało. Podoba mi się, że Legion Pro Wrestling wyrwało go z pracy nad swoją psychiką. To może być sygnał dający nam do zrozumienia, że ta postać dostanie jakiś pierwiastek szaleństwa, co może u niego zadziałać tylko na plus. Mam nadzieję, że jego postać jeszcze się rozwinie, w następnym etapie turnieju będzie miał do tego okazję na pewno.

Escobar/Steele: To co na początku można napisać to na pewne można było skrócić opis wprowadzający nas do segmentu, trochę to za długie się wydaje. Zdania takie jak: " Jak widać historia z ostatniego Colosseum nie została nagle ucięta i dzisiaj panowie ponownie mogą ze sobą porozmawiać." Na spokojnie można wyciąć, sami dojdziemy do takiego wniosku już czytając segment. Z drugiej strony trzeba oddać, że ten opis mocno klimatyczny, wprowadzający w świat bogaczy. Wstęp Miguela dobrze pasuje do wypowiedzi takiego bogacza, dobrze dobrane argumenty, zresztą ciężko nie dobrać dobrych argumentów skoro Preston jest od początku w pewnego rodzaju kryzysie. Steele zaczyna od ładnej odbitki w stronę swojego rozmówcy. No nie no, jak Escobar przegrywa dwie pierwsze walki w sposób czysty i mówi, że to było fartowne to nie brzmi to dobrze. Jak mówi że chciałby być największą gwiazdą to właśnie zgarnięcie głównego tytułu jest najlepszym sposobem na zrobienie tego. Ogólnie mam takie wrażenie jakby Escobar nie za bardzo wiedział czego chce od życia. Raz chce być największą gwiazdą, potem nie musi niczego udowadniać. Trochę się to gryzie. Preston trochę wychodzi tutaj niezdecydowany co chce ze sobą zrobić, ale to można wytłumaczyć tym, że dostał ciekawą propozycję i warto ją rozważyć. Złe zakończenie Escobara tego segmentu. Mówi: "Tylko błagam, niech to będzie ostatni raz kiedy wspomniałeś o swoim ojcu." Problem polega na tym, że to on jest jedyną osobą w tym segmencie, która wspominała o ojcu Steel`a.

Ryback: Chyba Ryback nie powinien się w video promo odnosić do chantów fanów? Bo chyba z założenia jest to nagrywane wcześniej, więc skąd ma znać reakcję fanów? Na początku myślałem, że Ryback nie będzie miał żadnej jasnej motywacji, to by było trochę dziwne. Im dalej w segment tym bardziej ukazał nam swoją motywację. Taki powrót i odbudowa wielkiego potwora zawsze brzmi dobrze. Porównanie do pieszego i tira całkiem trafne. Początkowo się udało Riddle`owi, ale cały czas może się to jeszcze skończyć dla niego źle (z perspektywy przyszłości Ryback wygrał i cały czas może trafić na niego w turnieju). Dobrze, ze pomimo konfliktu z Kennym nie zapomina o swoim dzisiejszym przeciwniku i też się do niego odnosi. Troszkę wulgarnie w stronę Prestona, ale pasuje to do rzeźnika. Trochę szkoda, że nie dostaliśmy konfrontacji słownej tej dwójki, ale to też zrozumiałe, obaj mają jakieś rywalizacje i historie przed sobą.

Allan Hill: Allan trochę lepiej tutaj pokazany, niż w ostatnich tygodniach. Zarazem zajął się kolejną swoją ofiarą, ale pokazał też, że nie jest tylko zwykły troglodytą i umie otworzyć usta i coś powiedzieć. Jeden tchórzowski cios? Nie no, nie jestem w stanie uwierzyć, że jeden cios w tył głowy zrobi z chłopa wariata. Seria może i tak, ale nie jeden cios. Już drugi raz dostaje w łeb dzisiaj Salvador. Chyba będzie sobie musiał po takim ataku zrobić przerwę. Hill pokazany tutaj jako taki psychol, który lubi nie tylko niszczyć ludzi, ale też zastraszać. Dobrze, że nie jest tylko taki jednowymiarowy. No i to jest taki RVD jakiego powinniśmy widzieć. Zdecydowany, jako weteran nie boi się swoich zawodników. No i trochę późno, ale w końcu Allan dostaje jakieś konsekwencje swoich działań. Co prawda ciężko mi uwierzyć, że chłop ta po prostu grzecznie teraz pojedzie do domu i nie pojawi się za dwa tygodnie na gali.

Brutal/Shadow: Początek Brutal miał całkiem zgrabny. Jedyne do czego mogę się przyczepić - jak Zack ma się przekonać czym jest hardcore skoro będą walczyć w Normal Matchu? Dobrze, że ucina plotki o swojej klękającej psychice. Jeżeli można mówić o jakiejkolwiek psychice u człowieka, który robił takie rzeczy jak Brutal. To co na pewno trzeba pochwalić to pytania Renee. Są bardzo kąśliwe i trafne, adekwatne, żeby wyciągnąć emocje z aktualnego rozmówcy. Jak Brutal mówi, że ktoś ewentualnie zapłacił, żeby go wyeliminować z turnieju to zajechało to trochę Halloway`em. Może jakaś wspólna przyszłość gdyby Brutal odpadł z turnieju. O, mamy Eliasa pomimo tego, że usunął już swoją postać i w sumie też siebie forum. Kurwa, ale tu jest zmiana postaci diametralna. Chłop zgrywał jakiegoś mrocznego gościa co nie do końca wiedział co chce ze sobą zrobić, a teraz od tak napierdala 67 XD Elias w takim wykonaniu pasowałby, aby chodził za tym Brutalem i denerwował go co tydzień. Jakoś tak pasowałoby mi to XD No i chyba Mike powinien dostać konsekwencje do RVD za swój atak na Shadowa. No i sama ta wstawka z tym Eliasem pokazała, że Brutal jednak aż tak silnej psychy nie ma.

ZSJ: Kto by szedł na terapię dlatego, że nie umie przestać przeklinać XD Dobry segment, nawet bardzo dobry. Nie wpadłbym na wykorzystanie grupy terapeutycznej do parodiowania swojego przeciwnika. Zwłaszcza jeszcze takiego przeciwnika jak Brutal. Postać jest dosyć jednowymiarowa i zostały tutaj odkryte jego wszystkie wady, a tekst o odklepaniu na zakończenie był najlepszy.

Lopez vs. Dolnick: Mściwy ten Jose. Rozwalił w walce Dolnicka i jeszcze mu mało. Nie kojarzę tego Pilla Tautu, ale chłop wydaje się mieć duży potencjał komediowy. Szkoda tylko, że nie pojawił się prawdziwy Ransom, chłop był mega zabawny.

Halloway: Tutaj mamy klasyczek. To było wiadome, że nasz foliarz po odpadnięciu z turnieju będzie zwalał całą winę na spisek. Fajna gra słów z sat-elitą, przydałoby się nazywać tylko rzeczy po imieniu kto to jest tym reptiliańskim guru. Mateusza to ja tutaj w tym towarzystwie bym się nie spodziewał. Szczerze, to tutaj Mateusz wypadł chyba najlepiej do tej pory. Użył nawet jakiś argumentów w swojej wypowiedzi, czuć, że jest lepiej niż było. Na koniec trochę Derek zaprzecza sam sobie. Najpierw mówi o indoktrynacji w szkole, a potem, że on był w tej szkole a Mateusz nie. Więc wychodzi na to, że to Derek powinien być bardziej zindoktrynowany od Mateusza.

ME: Fajnie, że Brutal klepał.

Losowanie po ME: Od razu po walce dostajemy losowanie dalszej fazy turniejowej. Pary dosyć ciekawie się wylosowały, tutaj już łatwych przeciwników nie będzie. Mojemu Cavie ciężkie się wylosowało, Axel jest mocny, trzeba będzie mocno się postarać. Dobrze, że dostaliśmy od razu małą konfrontację fizyczną, pokazuje to, że każdy zawodnik ma cały czas chęć, żeby pozostać w tym turnieju. No i mocne wyróżnienie dla mojego Jorge, że to kadr na niego zamyka show.

PS. Ciężko mi się jakoś dłużej rozpisywać o walkach na tygodniówkach z racji tego, że są krótkie, więc chciałem je pominąć w komentarzu.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2026, 20:00 przez Cavazos.
Odpowiedz
Cytuj
Cavazos
Zawodowiec
14.06.2026, 18:37 #6
Uszczelka i Butla: Mamy kolejne czynności związane z typowymi Januszami. Najpierw wędkowanie, a teraz grzyby. Nie no, na grzybach to ja się nie znam, ale jak wygooglowałem tą żagwicę listkowatą to z daleka to wygląda jakby było trujące. Porównania do grzybów ciężko mi ocenić, nie znam się, ale sama koncepcja pasuje do Uszczelki. Porównanie Butli do papierzaka dobre xD Z jednej strony segment dobrze napisany, postacie dobrze w nim oddane. Z drugiej przydałoby się dać im jakąś interakcję z innymi zawodnikami. Już wiemy, że chłopaki dobrze się dogadują, a na dłuższą metę takie segmenty niewiele wnoszące mogą zacząć męczyć.

Komentatorzy: W tym tygodniu dostajemy tematycznie Ricocheta związanego z Kentucky. Podoba mi się ten styl Hajty. Chłop nie do końca ogarnia, bo jest w sumie z innej bajki. Dobrze się to komponuje z profesjonalnym Michaelem. Trochę dziwny ten tekst o zjadaniu/wypijaniu sceny wrestlingowej. Chłop ma 1-1 w turnieju. Takie określenie bardziej by mi pasowało do kogoś kto się wyróżnia zarówno streakiem jak i prezencją w segmentach. Ale może po prostu Hajto go lubi, bo Zygmunt lubi alko. "Salvador, lepiej sobie stań dali" - chyba jestem głupi, bo totalnie nie rozumiem tego żartu. Wydaję mi się, że Hajto powinno być bliżej do Mateusz niż do Lorda, chociażby ze względy na pochodzenie. Ładnie Hajto poprzekręcał te ringamy Brutala i Zacka. Ja bym chyba nie nazwał tej walki najlepszym ME w historii. Może jeszcze dużo ich nie było, ale chyba na pierwszej gali był on lepszy.

edit: nie znam się na malarstwie, nie wiedziałem, że w tym żarcie o Salvadorze chodzi o Salvadora Dali. Jak Bryx wyjaśnił to ma to w sumie sens.

Opener segment: Rob ma trochę ciężkie zadanie. Po raz pierwszy bez otoczki swojego programu i od razu zaczyna segment, a pisanie pierwszym segmentu nie zawsze jest łatwe. Trafne kulinarne porównanie z kuchnią w godzinach szczytu. Spójnie też mówi o wolnym i spokoju w tym tygodniu, więc nie odnosi się póki co do żadnego ze swoich potencjalnych turniejowych przeciwników. Wchodzi Axel, trochę łagodnie, ale da się to zrozumieć. Jeszcze nawet nie wie kto ma być jego przeciwnikiem, więc nawet nie ma do kogo się odnieść. Prawię się nie odniósł do nikogo konkretnego, ale tak samo jak Rob jeszcze nie wie z kim przyjdzie mu się zmierzyć. Następnego mamy Uszczelkę. Trochę średnio mi pasuje argument do Roba, żeby się wziął za prawdziwą robotę. Może trochę telewizyjny, ale jednak kucharz, to chyba jakąś robota jest? W drugą stronę też by przecież można było odbić, że Uszczelka w sumie to nie jest hydraulikiem, tylko wrestlerem zgrywającym hydraulika. Chyba, że po prostu Zbyszek nie uznaje kucharza jaką prawdziwą robotę. Dobra widzę, że tu mamy konwencję takich "januszowych argumentów". Z jednej strony jest to spójne z czymś co by powiedział typowy Janusz, z drugiej nie koniecznie pokrywa się to z logiką. Blaze nazwany satanistą - klasyczny januszowy argument do fana rocka. Bourbon nie dobry, ale śliwowica to już witaminy? XD Odlatuje ładnie Zbyszek. Jak powiedział, że on to jest człowiek ludu to trochę mi to Wałęsą zajechało. No średnio mi siada taka januszowa gadka w tak poważnym programie. Wjeżdża Riddle i od razu kontynuuje nam koszykarskie motywy swojej postaci. Pasuje to do niego i pokazuje, że naprawdę żyje on tym NBA. Celny strzał na początek w stronę Roba o czasie antenowym, łatwy, ale celny. Argument w stronę Axela już nie aż tak celny. Z jednej strony prawda, rock`n`rollowcom często wysiada serducho z powodu ich trybu życia. Z drugiej za to na pewno jakąś częścią życia Axela jako wrestlera jest sport. Do Uszczelki też mało celnie. Jaki związek ma ze sobą to jakim Uszczelka jest hydraulikiem z tym, że Butla wpadł do Jeziora podczas wspólnego wędkowania? Celnie z tym, że miał nacięższa drogę turniejową z tej całej czwórki. Fajnie też, że odnosi się do Power Rankingu. Pokazuje to, że wrestlerzy nie żyją tylko galami, ale też rzeczami, które dzieją się dookoła niej. Trochę dziwne, że Riddle z zawodu będący psychologiem tak prosto się odpalił. Rybacka nawet tam nie było. On odpalił się po prostu, bo o nim sam wspomniał. Następnie pora na naszego GMa. Szczerze to trochę ciężko mi wyobrazić sobie Roba Van Dama w garniturze. Na plus decyzja o zakazie interwencji pod groźbą dyskwalifikacji. Trochę to może wyjaśniać dlaczego taki choćby Riddle nie przeszkodzi w walce turniejowej Rybackowi, z którym jest skonfliktowany. Dobry pomysł z loża, od razu widać gdzie są zawodnicy z rekordem 2-0 i wiadomo czy nie interweniują w walce. Dobrze też, że w końcu Rob został pokazany jako bardziej zdecydowany chłop. Ogółem trochę szkoda, że nie mieli tutaj szansy na jakieś odbicie argumentów w segmencie, ale z drugiej strony mogłoby wyjść trochę długo wtedy.

edit: mój błąd, nie zczaiłem, że tekst o jeziorze był odniesieniem do słów Uszczelki. Błędnie myślałem, że ma jakiś związek z tym, że jest hydrualikiem xD

De Gato: Późno w stosunku do gali została założona KP dla tej postaci, więc fajnie dla niego, że nie musiał czekać do następnego tygodnia i już teraz mógł się na zaprezentować. Nie jestem pewien, czy gimmcik takiego kociarz to dobry pomysł. Wydaje mi się, że całkiem szybko może nabrać komediowego charakteru, ale zobaczymy w jaki kierunku jeszcze poprowadzi tą postać Spazmbite. Druga uwaga to takie dłuższe wstawki hiszpańskie mogą być trochę męczące do czytania, jak będzie trzeba je sobie tłumaczyć. Same wstawki nie są takie złe, zawsze podkreślają pochodzenie i charakter postaci, ale jak są za długie to ich tłumaczenie może być trochę męczyć. Przeciąganie literki r w słowach fajne, podkreśla koci gimmick jego postaci. Trochę mam pewien zgrzyt. Po co dawać wstawki z występów legendarnych luchadorów, żeby potem mówić, że nie zamierza kontynuować tradycji? Na plus wykorzystanie na koniec motywu z dziewięcioma życiami kota i przerobienie tego na swoje motto, dodaje o smaczku jego postaci.

Dan Dowson: Najpierw Dan mówi, że minęło zbyt dużo czasu, więc albo nie mógł, albo nie miał po prosu gdzie się pokazać. Potem mówi, że miał wątpliwości czy powrócić? Trochę mi się kłócą ze sobą te dwa stwierdzenia. Tym bardziej zresztą, skoro jest prawdziwym zawodnikiem, który chce po wyjaśniać celebrytów to powinien być chętny na powrót. Trochę się wydaje niespójny między tym co mówi, a motywacją o której mówi. Może jak dostanie już jakiegoś rywala do walki na argumenty to będzie to wyglądało już lepiej.

Dolnick/Lopez: Grubas ja kto zwykle on, najważniejsza rzecz na świecie to jego jedzenie. Już nie żyjesz i patrzy martwym wzrokiem. Trochę mi taki tekst pasuje bardziej do kogoś, kto jest wściekły. Rob w turnieju chce być sprawiedliwy i żadnej interwencji w walce. Ale za to jak ktoś już wpadł na niego i go uświnił, to chce się zemścić i ustala Jeanowi walkę z Lopezem. Jose wbił kilka celnych szpileczek, dobrze to się czytało z jego strony. Na plus też wykorzystanie Power Rankingu jak Riddle wcześniej. GM dalej pokazywany bardzie w sposób zdecydowany, dużo lepiej czyta się go w takiej formie. No i Panie Rob, proszę mi nie obrażać Realu Madryt.

Wywiad Mantel: tutaj chyba Derrick pokazał nam się najlepiej ze wszystkich tygodniówek do tej pory. Pokazał swój charakter, pokazał też, że w swojej normalności jest na swój sposób inny od wszystkich. Jedyne do czego mogę się trochę przyczepić to tekst, że między pozostałymi zawodnikami granice trochę się zacierają. Mamy tyle różnych postaci, że ciężko się z czymś takim zgodzić. Prawda, niektóre postaci można powiedzieć, że są ze sobą w pewnym sensie zbliżone - np. Miguel Escobar i Prestol Steele. Ale w większości to te postacie bardzo się od siebie różnią, przynajmniej moim zdaniem.

Edgar: nareszcie dostajemy chociaż trochę dłuższą wypowiedź od Edgara w porównaniu z ostatnimi tygodniami. Dostaliśmy lekkie przebitki w zeszłym tygodniu, teraz dostajemy już konkretniejsze wyjaśnienia co się działo z jego postacią. Dobrze się tak dowiedzieć, że coś się z nim działo pomiędzy obecnością na efedach, a nie jego życie tak o prostu ustało. Podoba mi się, że Legion Pro Wrestling wyrwało go z pracy nad swoją psychiką. To może być sygnał dający nam do zrozumienia, że ta postać dostanie jakiś pierwiastek szaleństwa, co może u niego zadziałać tylko na plus. Mam nadzieję, że jego postać jeszcze się rozwinie, w następnym etapie turnieju będzie miał do tego okazję na pewno.

Escobar/Steele: To co na początku można napisać to na pewne można było skrócić opis wprowadzający nas do segmentu, trochę to za długie się wydaje. Zdania takie jak: " Jak widać historia z ostatniego Colosseum nie została nagle ucięta i dzisiaj panowie ponownie mogą ze sobą porozmawiać." Na spokojnie można wyciąć, sami dojdziemy do takiego wniosku już czytając segment. Z drugiej strony trzeba oddać, że ten opis mocno klimatyczny, wprowadzający w świat bogaczy. Wstęp Miguela dobrze pasuje do wypowiedzi takiego bogacza, dobrze dobrane argumenty, zresztą ciężko nie dobrać dobrych argumentów skoro Preston jest od początku w pewnego rodzaju kryzysie. Steele zaczyna od ładnej odbitki w stronę swojego rozmówcy. No nie no, jak Escobar przegrywa dwie pierwsze walki w sposób czysty i mówi, że to było fartowne to nie brzmi to dobrze. Jak mówi że chciałby być największą gwiazdą to właśnie zgarnięcie głównego tytułu jest najlepszym sposobem na zrobienie tego. Ogólnie mam takie wrażenie jakby Escobar nie za bardzo wiedział czego chce od życia. Raz chce być największą gwiazdą, potem nie musi niczego udowadniać. Trochę się to gryzie. Preston trochę wychodzi tutaj niezdecydowany co chce ze sobą zrobić, ale to można wytłumaczyć tym, że dostał ciekawą propozycję i warto ją rozważyć. Złe zakończenie Escobara tego segmentu. Mówi: "Tylko błagam, niech to będzie ostatni raz kiedy wspomniałeś o swoim ojcu." Problem polega na tym, że to on jest jedyną osobą w tym segmencie, która wspominała o ojcu Steel`a.

Ryback: Chyba Ryback nie powinien się w video promo odnosić do chantów fanów? Bo chyba z założenia jest to nagrywane wcześniej, więc skąd ma znać reakcję fanów? Na początku myślałem, że Ryback nie będzie miał żadnej jasnej motywacji, to by było trochę dziwne. Im dalej w segment tym bardziej ukazał nam swoją motywację. Taki powrót i odbudowa wielkiego potwora zawsze brzmi dobrze. Porównanie do pieszego i tira całkiem trafne. Początkowo się udało Riddle`owi, ale cały czas może się to jeszcze skończyć dla niego źle (z perspektywy przyszłości Ryback wygrał i cały czas może trafić na niego w turnieju). Dobrze, ze pomimo konfliktu z Kennym nie zapomina o swoim dzisiejszym przeciwniku i też się do niego odnosi. Troszkę wulgarnie w stronę Prestona, ale pasuje to do rzeźnika. Trochę szkoda, że nie dostaliśmy konfrontacji słownej tej dwójki, ale to też zrozumiałe, obaj mają jakieś rywalizacje i historie przed sobą.

Allan Hill: Allan trochę lepiej tutaj pokazany, niż w ostatnich tygodniach. Zarazem zajął się kolejną swoją ofiarą, ale pokazał też, że nie jest tylko zwykły troglodytą i umie otworzyć usta i coś powiedzieć. Jeden tchórzowski cios? Nie no, nie jestem w stanie uwierzyć, że jeden cios w tył głowy zrobi z chłopa wariata. Seria może i tak, ale nie jeden cios. Już drugi raz dostaje w łeb dzisiaj Salvador. Chyba będzie sobie musiał po takim ataku zrobić przerwę. Hill pokazany tutaj jako taki psychol, który lubi nie tylko niszczyć ludzi, ale też zastraszać. Dobrze, że nie jest tylko taki jednowymiarowy. No i to jest taki RVD jakiego powinniśmy widzieć. Zdecydowany, jako weteran nie boi się swoich zawodników. No i trochę późno, ale w końcu Allan dostaje jakieś konsekwencje swoich działań. Co prawda ciężko mi uwierzyć, że chłop ta po prostu grzecznie teraz pojedzie do domu i nie pojawi się za dwa tygodnie na gali.

Brutal/Shadow: Początek Brutal miał całkiem zgrabny. Jedyne do czego mogę się przyczepić - jak Zack ma się przekonać czym jest hardcore skoro będą walczyć w Normal Matchu? Dobrze, że ucina plotki o swojej klękającej psychice. Jeżeli można mówić o jakiejkolwiek psychice u człowieka, który robił takie rzeczy jak Brutal. To co na pewno trzeba pochwalić to pytania Renee. Są bardzo kąśliwe i trafne, adekwatne, żeby wyciągnąć emocje z aktualnego rozmówcy. Jak Brutal mówi, że ktoś ewentualnie zapłacił, żeby go wyeliminować z turnieju to zajechało to trochę Halloway`em. Może jakaś wspólna przyszłość gdyby Brutal odpadł z turnieju. O, mamy Eliasa pomimo tego, że usunął już swoją postać i w sumie też siebie forum. Kurwa, ale tu jest zmiana postaci diametralna. Chłop zgrywał jakiegoś mrocznego gościa co nie do końca wiedział co chce ze sobą zrobić, a teraz od tak napierdala 67 XD Elias w takim wykonaniu pasowałby, aby chodził za tym Brutalem i denerwował go co tydzień. Jakoś tak pasowałoby mi to XD No i chyba Mike powinien dostać konsekwencje do RVD za swój atak na Shadowa. No i sama ta wstawka z tym Eliasem pokazała, że Brutal jednak aż tak silnej psychy nie ma.

ZSJ: Kto by szedł na terapię dlatego, że nie umie przestać przeklinać XD Dobry segment, nawet bardzo dobry. Nie wpadłbym na wykorzystanie grupy terapeutycznej do parodiowania swojego przeciwnika. Zwłaszcza jeszcze takiego przeciwnika jak Brutal. Postać jest dosyć jednowymiarowa i zostały tutaj odkryte jego wszystkie wady, a tekst o odklepaniu na zakończenie był najlepszy.

Lopez vs. Dolnick: Mściwy ten Jose. Rozwalił w walce Dolnicka i jeszcze mu mało. Nie kojarzę tego Pilla Tautu, ale chłop wydaje się mieć duży potencjał komediowy. Szkoda tylko, że nie pojawił się prawdziwy Ransom, chłop był mega zabawny.

Halloway: Tutaj mamy klasyczek. To było wiadome, że nasz foliarz po odpadnięciu z turnieju będzie zwalał całą winę na spisek. Fajna gra słów z sat-elitą, przydałoby się nazywać tylko rzeczy po imieniu kto to jest tym reptiliańskim guru. Mateusza to ja tutaj w tym towarzystwie bym się nie spodziewał. Szczerze, to tutaj Mateusz wypadł chyba najlepiej do tej pory. Użył nawet jakiś argumentów w swojej wypowiedzi, czuć, że jest lepiej niż było. Na koniec trochę Derek zaprzecza sam sobie. Najpierw mówi o indoktrynacji w szkole, a potem, że on był w tej szkole a Mateusz nie. Więc wychodzi na to, że to Derek powinien być bardziej zindoktrynowany od Mateusza.

ME: Fajnie, że Brutal klepał.

Losowanie po ME: Od razu po walce dostajemy losowanie dalszej fazy turniejowej. Pary dosyć ciekawie się wylosowały, tutaj już łatwych przeciwników nie będzie. Mojemu Cavie ciężkie się wylosowało, Axel jest mocny, trzeba będzie mocno się postarać. Dobrze, że dostaliśmy od razu małą konfrontację fizyczną, pokazuje to, że każdy zawodnik ma cały czas chęć, żeby pozostać w tym turnieju. No i mocne wyróżnienie dla mojego Jorge, że to kadr na niego zamyka show.

PS. Ciężko mi się jakoś dłużej rozpisywać o walkach na tygodniówkach z racji tego, że są krótkie, więc chciałem je pominąć w komentarzu.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2026, 20:00 przez Cavazos.
Odpowiedz
Cytuj
15.06.2026, 13:22
#7
ET - od razu powiem, że na grzybach to ja się raczej nie znam, czyli tak jak Zygmuś. Ale on jest odklejony. Mam wrażenie, że Zbychu wszystko co robi, to robi z pasją, w sumie cenię go za to. Ciekawe czy będzie kontynuacja wątku z grzybiarzami, jakiś potencjał widzę.

Komentatorzy bez kultury, żaden się nie przywitał. Dlaczego w tym uniwersum każdy wrestler wie, kim jest Tomasz Hajto? W sumie ten suchar o Salvadorze to akurat było bardzo w jego stylu XD dalej o kocich ruchach też pasuje. W końcu poczułem tutaj tego Hajtę z jego komentarzy meczowych. Mike RMF'Fn XD spoko że są takie głupie wstawki, grunt żeby z nimi nie przesadzić. Tu myślę, że się udało to zbalansować, póki co najlepszy stolik jak dotychczas. Tylko że te gościnne występy dalej wnoszą tyle co nic.

Oho, już na dzień dobry się rozgadali. Nawet spoko theme song. Ten Rob to ma wbite jedno ustawienie fabryczne - "jesteś kucharzem, porównuj wszystko do gotowania i żarcia". Poprawne promo, ale nie wybitne. Widzę, że on zyskuje na takich specyficznych formatach jak Pobite Gary, bo tutaj jedyne co było, to zaznaczanie swojego gimmicku, aż do przesady.

Blaze to się z lekka spóźnił z tym wjazdem, bo o ogniu było już na początku speecha. No i już jednym zdaniem podsumował przemowę poprzednika. Lubię typa. Fajne promo, może na lekkiej wyjebce, ale ciągle z charyzmą. Czekam na jakiś feud dla niego, ciekawe jak będzie sobie radził w storyline'ach.

Widzę, że Uszczelarz to się napracował przy okazji tej gali. Jak przeczytałem że przyniósł biblię, to od razu mi się przypomniał segment z WCW, gdzie Maxwell Ransom recytował grzechy jakiegoś innego typa, a najpoważniejszym były oczywiście suche włosy. Swoją drogą naprawdę komicznie to by wyglądało, jakby typ z takim theme songiem przyszedł na ring z biblią XD satanista i alkohol pędzony na myszach mnie kupiły. Tak szczerze to mam lekki problem z oceną tego speecha, bo z jednej strony jest to fajne, śmieszne (jak dla mnie śmieszniejsze od grzybobrania), a z drugiej trochę się czuję tak, jakby facet z przypadku przyszedł robić zamieszanie pomiędzy main eventerami. Tylko że to nie jest po prostu komediowa wstawka a'la R-Truth, a pełnoprawny rywal, który ma ten sam bilans co jego rozmówcy. Dlatego trochę mi się to gryzie.

Riddle - tu jakiś research został zrobiony z tego co widzę, po szybkim googlowaniu znalazłem, że Napa Valley jest znane z produkcji wina. Takie smaczki zawsze na plus. Nasz czas antenowy na szczęście jest z gumy, także Rob nie musi się obawiać. No postarał się chłop. Każdemu wbił jakąś szpilę. Potem trochę pick me, takie domaganie się uznania jest mało fejsowe. Fajnie, że pokazał jakieś emocje, wspominając o Rybacku. Tworzenie takich kuloodpornych postaci, po których wszystko spływa, to nie jest właściwa droga. Tu widać, że go to obeszło i dobrze. Propsy, chyba najlepszy segment Riddle'a jak dotąd.

Nie wiem, czy jest sens oceniać RVD. Zrobił to, co do niego zależało. Dobrze, że wprowadził jakiś rygor. Niech wiedzą, kto tu rządzi.

A propos czasu antenowego z gumy, to kolega został dopisany w ostatniej chwili. No ogólnie fajnie, że są te wstawki z hiszpańskiego, tylko problem w tym, że niektórych nie rozumiem XD róbcie jakieś przypisy czy coś, w sumie ciekawe czy by się dało na tym forum coś takiego, żeby po najechaniu się pokazywał dymek z tłumaczeniem. To "rrrrr" to ma być taki element gimmicku, że mruczy jak kot? W sumie niech będzie, nie przeszkadza mi. Nawet spoko jak na początek. Widać już jakiś kierunek rozwoju tej postaci, na razie wygląda bardzo fejsowo.

Po walce powinien być jakiś przerywnik, choćby reklamowy.

Dan Dowson sobie ponarzekał. Nie było to zbyt porywające jak na mój gust. Ot taki zwykły dziad, któremu się nic nie podoba. Pewnie warto poczekać na jakąś rywalizację dla niego, może rozwinie skrzydła, ale póki co niewiele wnosi do tej federacji.

Lopez mnie drażni, ale chyba tak powinno być, skoro jest heelem. Ważne żeby RVD nie dał sobie pluć w mordę. Zresztą nie wiem co ten grubas taki obsrany, jedno potężne odepchnięcie i Lopez by się znalazł w Meksyku. Brakuje Ransoma obok niego, nikt tak nie potrafił zmotywować Dolnicka jak on.

Albo mi się zdaje, albo Mantel po raz pierwszy w tym całym swoim byciu nijakim odnalazł (może przypadkiem) jakiś drobny moment, przy którym można się zatrzymać. Może to powinien być kierunek dla niego, żeby chciał wpychać tę swoją "normalność" ludziom do gardeł. To będzie do rozważenia w jego kontekście, ale pewnie nie tylko to.

Lubię tego Edgara. To taka postać, która z jednej strony zdaje się nie pasować do tego wrestlingowego świata, a z drugiej fajnie, że tutaj jest, bo zawsze dodaje kolorytu. Spoko segment, na razie wolno się chłopak rozkręca, ale w tym przypadku na pewno warto czekać na więcej.

Co jak co, Escobar potrafi stworzyć odpowiedni klimat wokół swojej osoby. Od razu lepiej to wygląda, jak się wyzbył tych tandetnych obelg pasujących najwyżej do patusa spod budki z piwem. Trudno mi się wypowiadać o poziomie tego segmentu, gdyż pomysł na to był w głównej mierze mój, ale założenia spełnili. Escobar musiał prowadzić tę rozmowę, także miał większe pole do popisu. Dobrze, że nie dał się sprowokować, tylko spokojnie kontynuował. Musiał zachować właściwy ton, skoro zamierzał przekonać Prestona do współpracy. Steele też musi mieć wątpliwości co do swoich dalszych poczynań, skoro jego dotychczasowa kreacja nie przysporzyła mu zbyt wielu fanów. Ogólnie uważam, że ten segment wypadł tak, jak powinien, ale pewnie nie jestem odpowiednią osobą, by to stwierdzić.

Bryx chyba zapomniał o linku przy "ON". Idziemy dalej w temat rzeźnictwa. Bardzo klimatyczny jest ten segment. Odpuścił te głupawe teksty i chwała mu za to. Butcherback to nawet całkiem zgrabny nickname. Z tym pieszym na pasach go chyba z lekka poniosło XD ale mi to nie przeszkadza, ciekawe w sumie co inni na to. Prestona to już totalnie opluł, chociaż to ostatnie zdanie akurat można było sobie odpuścić. Tak czy siak bardzo dobra robota, na pewno najlepszy segment Rybacka jak dotąd.

Ja nie umiem traktować poważnie postaci o pseudonimie "Polish Fucker", tu z kilometra widać, że ambitnie nie jest. Lord oczywiście musiał wygrać (w ramach ciekawostki mogę powiedzieć, że nawet gdyby w ringu stanęło trzech Mateuszów MW, to nadal w arkuszu wygrałby Lord). Fajnie, że Cavazos posłuchał naszej sugestii i skrócił ringname tego zawodnika, teraz powinien przestać kojarzyć się z LSD i BDSM. No nie spodziewałem się, że ta laska, która dopiero co wylądowała na cymbale Mateusza, jest dla niego aż taka ważna. Ktoś tam chyba wcześniej wspominał, że historycznie to nie było do końca tak jak on mówi, jeśli chodzi o system klasowy, ale w sumie takie skojarzenie jest zrozumiałe. Dobrze, że ta postać idzie w nieco innym kierunku niż taki np. Escobar, bo za dużo by było podobnych do siebie gimmicków. Tu widać, że pomysł jest, a dobranie mu przeciwnika to kwestia czasu.

O, typ niepokorny. Oby RVD tym razem nie zapomniał kim jest. Na miejscu Salvadora też bym się zmartwił. Na początku to nawet brzmiał trochę jak jakiś coach motywator, jeszcze chwila i zrobiłby z Salvadora maszynę do zabijania XD a tak serio to podoba mi się ta gadka. Czuję w nim tego skurwiela zabijakę. Dobrze, że Yarek posłuchał sugestii, że ta postać powinna być bardziej pewna siebie niż w tym poprzednim segmencie. Na razie jest nierówny, ale generalnie kupuję tę postać. RVD tym razem zrobił to, co do niego należy, chociaż pewnie każdy czuje jak to się skończy, bo każdy z nas oglądał kiedyś wrestling.

Początkowo zamierzałem odpuścić sobie komentowanie segmentów Brutala, bo jeżeli ktoś nie potrafi pogodzić się z negatywną opinią, to chyba nie ma sensu tej opinii przedstawiać. Mimo to jednak coś powiem, najwyżej sobie podaruję następnym razem, jeśli znowu będą jakieś płacze, bo szkoda mi nastroju na czytanie gorzkich żali. Przede wszystkim wypada pochwalić tę formułę pisania wywiadów w dwie osoby. Tak samo jak u Mantela, tak i tu widać różnicę na plus, kiedy zawodnik dostaje pytanie, którego niekoniecznie się spodziewał i musi się zastanowić nad odpowiedzią. Od razu wygląda to bardziej naturalnie niż te słodko pierdzące wywiady, gdzie sami sobie zadajemy pytania i przeważnie nic z nich nie wynika. Co do samego Brutala, jest to zrozumiałe, że ma jakieś tam rozterki, skoro został sprowadzony na ziemię na pierwszej gali. Takie zgrywanie twardszego niż się jest również ma sens, pasuje do tej postaci. Do tego fragmentu o Zacku można się przyczepić, bo oczywiście że da się nauczyć postępowania wobec straceńców. No ale ok, Brutal nie musi tego wiedziec. W sumie wiele rzeczy można w ten sposób wytłumaczyć, bo ta postać ma swoje ograniczenia i tytanem intelektu nigdy nie będzie. Ogólnie było to poprawne, spójne, bez jakichś fajerwerków, ale miało sens.

Elias - no ja się spodziewałem czegoś innego, w sumie nie wiem czego, ale nie tego co tu zobaczyłem

Zack - piękne XD no w zasadzie idealnie oddał te wszystkie problemy z postacią Brutala, a przy tym zrobił to w naprawdę przystępny sposób, przebrnąłem z tego bardzo lekko i z przyjemnością. Facet się rozkręcił i to konkretnie, już poprzedni segment miał spoko, ale ten jest chyba nawet lepszy. Wiadomo, że Brutal to łatwy cel do takiego wyśmiania, ale to nie powinno w żaden sposób ujmować temu, który po prostu zrobił porządną robotę. Bo wiecie, bramka z 3 metrów do pustaka liczy się za tyle samo, co strzał z wolnego w okienko z 25 metrów.

Dolnick ewidentnie potrzebuje Ransoma, bo z motywacją u niego kiepsko. Nawet swojej koronnej akcji nie zdążył wykonać. Przypominam raz jeszcze - jedno potężne odepchnięcie i dzisiaj Lopez leżałby pewnie gdzieś na podwórku Kennetha Riddle'a w Sacramento. No muszę powiedzieć, że gdybym nie był w CT i nie wiedział o tym, to bym się konkretnie wkurwił na widok fejkowego Maxwella. Gorsze niż fejkowy Carni w wykonaniu Pantera. Tak jak sami napisaliście - tak się nie robi. Mimo, że nie jestem fanem Lopeza (zwłaszcza za to, co robi biednemu Grubasowi), tak tutaj popieram, jebać Pilla Tautu.

O, jest i kolega w foliowej czapce. Halloway to chyba dostanie na stałe to miejsce przed walką wieczoru, bo nikt tak nie nastroi fanów przed daniem głównym jak on. "mały głosiciel prawdy" - no rzeczywiście bardzo mały XD kurwa, mózg boli od szczepionki XD i widzę, że jednak da się napisać kwestię Mateusza MW bez AI, tak trudno było? Chociaż w sumie ciekawe, czy rzeczywiście Mateusz to pisał, czy może jednak ktoś musiał zrobić to za niego. Największy paradoks w tym wszystkim jest taki, że te kilka zdań wygląda na ciekawsze od tego, co serwował na poprzednich galach. Po co te przerwy między kwestiami, skoro nie ma tam didaskaliów? Jednym ciągiem proszę to pisać. Zresztą te wstawki można dodawać w taki sposób, jak zrobił to Halloway, czyli w nawiasach, czy tam w gwiazdkach jak inni. Tak wam powiem szczerze, że do tego Mateusza to by nawet pasowało, gdyby uwierzył w którąś z tych teorii spiskowych. Co do Hallowaya mam jeden zarzut - trochę za dużo ośmieszania samego siebie, on się co chwilę wypierdala o własne nogi albo teraz znowu na majonezie. Jak my potem mamy mu bookować wiarygodne zwycięstwa nad innymi zawodnikami, skoro on sam siebie przedstawia jako totalną łamagę?

Cavazos z bardzo klimatycznym segmentem. Kupuję tę historię o dziadku niechętnym do luchadora bez maski. Trochę nam brakło pomysłów na segment z inną osobą, także dostajecie takie przybliżenie jego historii. Tutaj jest przykład, jak można stworzyć postać, która nikogo nie udaje, ale jednocześnie potrafi być przy tym ciekawa. Drobne błędy wychwyciłem, jak np. "dla mnie skończyło się to dla mnie", trzeba bardziej uważnie czytać swoje proma. Nie pamiętam już, czy w WCW przybliżał swoją historię, czy nie. Zawsze spoko, kiedy postać ma jakiś swój background, nawet niekoniecznie wypracowany na e-fedach, a wymyślony przez gracza. Dla mnie Cavazos to podobny case do Edgara - też niby ten sam charakter, a jednak widzę w nim progres względem dawnych czasów, dojrzał w porównaniu do WCw. Jak dobrze pamiętam, to wtedy on był raczej takim gościem w stylu "halo witam, fiesta dzisiaj", a teraz jest bardziej poukładany. Segment może nie był jakiś wybitny, ale ogólnie w porządku. Z Cavą mam tylko jeden mały problem - jest nierówny. Tu mamy dobry segment Jorge i nieco gorszy od Lorda. Na BS było bardzo dobre promo Lorda i słabsze w wykonaniu Jorge (wygrał tak naprawdę aktywnością i poziomem na galach, z samych postów na BS nieco lepszą średnią dostał Zygmunt). Trochę jak z Hallowayem, który na BS nie dojeżdżał i dlatego przegrał obie walki turniejowe.

Brutal klepie, no cóż, tyle pluł na ten techniczny wrestling, że to musiało ugryźć go w dupę. W końcu mamy jakieś zamknięcie gali inne niż po prostu wygrana w walce wieczoru. Cavazos wychodzi zwycięsko z brawla, potężnie się zbudował na tej gali. Promo z aurą, dominujące zwycięstwo, a teraz ma ostatnie słowo przeciwko elicie LPW. Dobre czasy dla niego, myślę że fiesta coraz bliżej. Chociaż z drugiej strony rywala ma trudnego, więc może jednak lepiej się wstrzymać ze świętowaniem.

Dużo dobrych rzeczy było. Mało takich, do których można się przyczepić na dłużej. To chyba znaczy, że się rozwijamy. Tak trzymać, chyba najlepsza gala jak dotychczas.
Odpowiedz
Cytuj
Raptor
Moderatorzy
15.06.2026, 13:22 #7
ET - od razu powiem, że na grzybach to ja się raczej nie znam, czyli tak jak Zygmuś. Ale on jest odklejony. Mam wrażenie, że Zbychu wszystko co robi, to robi z pasją, w sumie cenię go za to. Ciekawe czy będzie kontynuacja wątku z grzybiarzami, jakiś potencjał widzę.

Komentatorzy bez kultury, żaden się nie przywitał. Dlaczego w tym uniwersum każdy wrestler wie, kim jest Tomasz Hajto? W sumie ten suchar o Salvadorze to akurat było bardzo w jego stylu XD dalej o kocich ruchach też pasuje. W końcu poczułem tutaj tego Hajtę z jego komentarzy meczowych. Mike RMF'Fn XD spoko że są takie głupie wstawki, grunt żeby z nimi nie przesadzić. Tu myślę, że się udało to zbalansować, póki co najlepszy stolik jak dotychczas. Tylko że te gościnne występy dalej wnoszą tyle co nic.

Oho, już na dzień dobry się rozgadali. Nawet spoko theme song. Ten Rob to ma wbite jedno ustawienie fabryczne - "jesteś kucharzem, porównuj wszystko do gotowania i żarcia". Poprawne promo, ale nie wybitne. Widzę, że on zyskuje na takich specyficznych formatach jak Pobite Gary, bo tutaj jedyne co było, to zaznaczanie swojego gimmicku, aż do przesady.

Blaze to się z lekka spóźnił z tym wjazdem, bo o ogniu było już na początku speecha. No i już jednym zdaniem podsumował przemowę poprzednika. Lubię typa. Fajne promo, może na lekkiej wyjebce, ale ciągle z charyzmą. Czekam na jakiś feud dla niego, ciekawe jak będzie sobie radził w storyline'ach.

Widzę, że Uszczelarz to się napracował przy okazji tej gali. Jak przeczytałem że przyniósł biblię, to od razu mi się przypomniał segment z WCW, gdzie Maxwell Ransom recytował grzechy jakiegoś innego typa, a najpoważniejszym były oczywiście suche włosy. Swoją drogą naprawdę komicznie to by wyglądało, jakby typ z takim theme songiem przyszedł na ring z biblią XD satanista i alkohol pędzony na myszach mnie kupiły. Tak szczerze to mam lekki problem z oceną tego speecha, bo z jednej strony jest to fajne, śmieszne (jak dla mnie śmieszniejsze od grzybobrania), a z drugiej trochę się czuję tak, jakby facet z przypadku przyszedł robić zamieszanie pomiędzy main eventerami. Tylko że to nie jest po prostu komediowa wstawka a'la R-Truth, a pełnoprawny rywal, który ma ten sam bilans co jego rozmówcy. Dlatego trochę mi się to gryzie.

Riddle - tu jakiś research został zrobiony z tego co widzę, po szybkim googlowaniu znalazłem, że Napa Valley jest znane z produkcji wina. Takie smaczki zawsze na plus. Nasz czas antenowy na szczęście jest z gumy, także Rob nie musi się obawiać. No postarał się chłop. Każdemu wbił jakąś szpilę. Potem trochę pick me, takie domaganie się uznania jest mało fejsowe. Fajnie, że pokazał jakieś emocje, wspominając o Rybacku. Tworzenie takich kuloodpornych postaci, po których wszystko spływa, to nie jest właściwa droga. Tu widać, że go to obeszło i dobrze. Propsy, chyba najlepszy segment Riddle'a jak dotąd.

Nie wiem, czy jest sens oceniać RVD. Zrobił to, co do niego zależało. Dobrze, że wprowadził jakiś rygor. Niech wiedzą, kto tu rządzi.

A propos czasu antenowego z gumy, to kolega został dopisany w ostatniej chwili. No ogólnie fajnie, że są te wstawki z hiszpańskiego, tylko problem w tym, że niektórych nie rozumiem XD róbcie jakieś przypisy czy coś, w sumie ciekawe czy by się dało na tym forum coś takiego, żeby po najechaniu się pokazywał dymek z tłumaczeniem. To "rrrrr" to ma być taki element gimmicku, że mruczy jak kot? W sumie niech będzie, nie przeszkadza mi. Nawet spoko jak na początek. Widać już jakiś kierunek rozwoju tej postaci, na razie wygląda bardzo fejsowo.

Po walce powinien być jakiś przerywnik, choćby reklamowy.

Dan Dowson sobie ponarzekał. Nie było to zbyt porywające jak na mój gust. Ot taki zwykły dziad, któremu się nic nie podoba. Pewnie warto poczekać na jakąś rywalizację dla niego, może rozwinie skrzydła, ale póki co niewiele wnosi do tej federacji.

Lopez mnie drażni, ale chyba tak powinno być, skoro jest heelem. Ważne żeby RVD nie dał sobie pluć w mordę. Zresztą nie wiem co ten grubas taki obsrany, jedno potężne odepchnięcie i Lopez by się znalazł w Meksyku. Brakuje Ransoma obok niego, nikt tak nie potrafił zmotywować Dolnicka jak on.

Albo mi się zdaje, albo Mantel po raz pierwszy w tym całym swoim byciu nijakim odnalazł (może przypadkiem) jakiś drobny moment, przy którym można się zatrzymać. Może to powinien być kierunek dla niego, żeby chciał wpychać tę swoją "normalność" ludziom do gardeł. To będzie do rozważenia w jego kontekście, ale pewnie nie tylko to.

Lubię tego Edgara. To taka postać, która z jednej strony zdaje się nie pasować do tego wrestlingowego świata, a z drugiej fajnie, że tutaj jest, bo zawsze dodaje kolorytu. Spoko segment, na razie wolno się chłopak rozkręca, ale w tym przypadku na pewno warto czekać na więcej.

Co jak co, Escobar potrafi stworzyć odpowiedni klimat wokół swojej osoby. Od razu lepiej to wygląda, jak się wyzbył tych tandetnych obelg pasujących najwyżej do patusa spod budki z piwem. Trudno mi się wypowiadać o poziomie tego segmentu, gdyż pomysł na to był w głównej mierze mój, ale założenia spełnili. Escobar musiał prowadzić tę rozmowę, także miał większe pole do popisu. Dobrze, że nie dał się sprowokować, tylko spokojnie kontynuował. Musiał zachować właściwy ton, skoro zamierzał przekonać Prestona do współpracy. Steele też musi mieć wątpliwości co do swoich dalszych poczynań, skoro jego dotychczasowa kreacja nie przysporzyła mu zbyt wielu fanów. Ogólnie uważam, że ten segment wypadł tak, jak powinien, ale pewnie nie jestem odpowiednią osobą, by to stwierdzić.

Bryx chyba zapomniał o linku przy "ON". Idziemy dalej w temat rzeźnictwa. Bardzo klimatyczny jest ten segment. Odpuścił te głupawe teksty i chwała mu za to. Butcherback to nawet całkiem zgrabny nickname. Z tym pieszym na pasach go chyba z lekka poniosło XD ale mi to nie przeszkadza, ciekawe w sumie co inni na to. Prestona to już totalnie opluł, chociaż to ostatnie zdanie akurat można było sobie odpuścić. Tak czy siak bardzo dobra robota, na pewno najlepszy segment Rybacka jak dotąd.

Ja nie umiem traktować poważnie postaci o pseudonimie "Polish Fucker", tu z kilometra widać, że ambitnie nie jest. Lord oczywiście musiał wygrać (w ramach ciekawostki mogę powiedzieć, że nawet gdyby w ringu stanęło trzech Mateuszów MW, to nadal w arkuszu wygrałby Lord). Fajnie, że Cavazos posłuchał naszej sugestii i skrócił ringname tego zawodnika, teraz powinien przestać kojarzyć się z LSD i BDSM. No nie spodziewałem się, że ta laska, która dopiero co wylądowała na cymbale Mateusza, jest dla niego aż taka ważna. Ktoś tam chyba wcześniej wspominał, że historycznie to nie było do końca tak jak on mówi, jeśli chodzi o system klasowy, ale w sumie takie skojarzenie jest zrozumiałe. Dobrze, że ta postać idzie w nieco innym kierunku niż taki np. Escobar, bo za dużo by było podobnych do siebie gimmicków. Tu widać, że pomysł jest, a dobranie mu przeciwnika to kwestia czasu.

O, typ niepokorny. Oby RVD tym razem nie zapomniał kim jest. Na miejscu Salvadora też bym się zmartwił. Na początku to nawet brzmiał trochę jak jakiś coach motywator, jeszcze chwila i zrobiłby z Salvadora maszynę do zabijania XD a tak serio to podoba mi się ta gadka. Czuję w nim tego skurwiela zabijakę. Dobrze, że Yarek posłuchał sugestii, że ta postać powinna być bardziej pewna siebie niż w tym poprzednim segmencie. Na razie jest nierówny, ale generalnie kupuję tę postać. RVD tym razem zrobił to, co do niego należy, chociaż pewnie każdy czuje jak to się skończy, bo każdy z nas oglądał kiedyś wrestling.

Początkowo zamierzałem odpuścić sobie komentowanie segmentów Brutala, bo jeżeli ktoś nie potrafi pogodzić się z negatywną opinią, to chyba nie ma sensu tej opinii przedstawiać. Mimo to jednak coś powiem, najwyżej sobie podaruję następnym razem, jeśli znowu będą jakieś płacze, bo szkoda mi nastroju na czytanie gorzkich żali. Przede wszystkim wypada pochwalić tę formułę pisania wywiadów w dwie osoby. Tak samo jak u Mantela, tak i tu widać różnicę na plus, kiedy zawodnik dostaje pytanie, którego niekoniecznie się spodziewał i musi się zastanowić nad odpowiedzią. Od razu wygląda to bardziej naturalnie niż te słodko pierdzące wywiady, gdzie sami sobie zadajemy pytania i przeważnie nic z nich nie wynika. Co do samego Brutala, jest to zrozumiałe, że ma jakieś tam rozterki, skoro został sprowadzony na ziemię na pierwszej gali. Takie zgrywanie twardszego niż się jest również ma sens, pasuje do tej postaci. Do tego fragmentu o Zacku można się przyczepić, bo oczywiście że da się nauczyć postępowania wobec straceńców. No ale ok, Brutal nie musi tego wiedziec. W sumie wiele rzeczy można w ten sposób wytłumaczyć, bo ta postać ma swoje ograniczenia i tytanem intelektu nigdy nie będzie. Ogólnie było to poprawne, spójne, bez jakichś fajerwerków, ale miało sens.

Elias - no ja się spodziewałem czegoś innego, w sumie nie wiem czego, ale nie tego co tu zobaczyłem

Zack - piękne XD no w zasadzie idealnie oddał te wszystkie problemy z postacią Brutala, a przy tym zrobił to w naprawdę przystępny sposób, przebrnąłem z tego bardzo lekko i z przyjemnością. Facet się rozkręcił i to konkretnie, już poprzedni segment miał spoko, ale ten jest chyba nawet lepszy. Wiadomo, że Brutal to łatwy cel do takiego wyśmiania, ale to nie powinno w żaden sposób ujmować temu, który po prostu zrobił porządną robotę. Bo wiecie, bramka z 3 metrów do pustaka liczy się za tyle samo, co strzał z wolnego w okienko z 25 metrów.

Dolnick ewidentnie potrzebuje Ransoma, bo z motywacją u niego kiepsko. Nawet swojej koronnej akcji nie zdążył wykonać. Przypominam raz jeszcze - jedno potężne odepchnięcie i dzisiaj Lopez leżałby pewnie gdzieś na podwórku Kennetha Riddle'a w Sacramento. No muszę powiedzieć, że gdybym nie był w CT i nie wiedział o tym, to bym się konkretnie wkurwił na widok fejkowego Maxwella. Gorsze niż fejkowy Carni w wykonaniu Pantera. Tak jak sami napisaliście - tak się nie robi. Mimo, że nie jestem fanem Lopeza (zwłaszcza za to, co robi biednemu Grubasowi), tak tutaj popieram, jebać Pilla Tautu.

O, jest i kolega w foliowej czapce. Halloway to chyba dostanie na stałe to miejsce przed walką wieczoru, bo nikt tak nie nastroi fanów przed daniem głównym jak on. "mały głosiciel prawdy" - no rzeczywiście bardzo mały XD kurwa, mózg boli od szczepionki XD i widzę, że jednak da się napisać kwestię Mateusza MW bez AI, tak trudno było? Chociaż w sumie ciekawe, czy rzeczywiście Mateusz to pisał, czy może jednak ktoś musiał zrobić to za niego. Największy paradoks w tym wszystkim jest taki, że te kilka zdań wygląda na ciekawsze od tego, co serwował na poprzednich galach. Po co te przerwy między kwestiami, skoro nie ma tam didaskaliów? Jednym ciągiem proszę to pisać. Zresztą te wstawki można dodawać w taki sposób, jak zrobił to Halloway, czyli w nawiasach, czy tam w gwiazdkach jak inni. Tak wam powiem szczerze, że do tego Mateusza to by nawet pasowało, gdyby uwierzył w którąś z tych teorii spiskowych. Co do Hallowaya mam jeden zarzut - trochę za dużo ośmieszania samego siebie, on się co chwilę wypierdala o własne nogi albo teraz znowu na majonezie. Jak my potem mamy mu bookować wiarygodne zwycięstwa nad innymi zawodnikami, skoro on sam siebie przedstawia jako totalną łamagę?

Cavazos z bardzo klimatycznym segmentem. Kupuję tę historię o dziadku niechętnym do luchadora bez maski. Trochę nam brakło pomysłów na segment z inną osobą, także dostajecie takie przybliżenie jego historii. Tutaj jest przykład, jak można stworzyć postać, która nikogo nie udaje, ale jednocześnie potrafi być przy tym ciekawa. Drobne błędy wychwyciłem, jak np. "dla mnie skończyło się to dla mnie", trzeba bardziej uważnie czytać swoje proma. Nie pamiętam już, czy w WCW przybliżał swoją historię, czy nie. Zawsze spoko, kiedy postać ma jakiś swój background, nawet niekoniecznie wypracowany na e-fedach, a wymyślony przez gracza. Dla mnie Cavazos to podobny case do Edgara - też niby ten sam charakter, a jednak widzę w nim progres względem dawnych czasów, dojrzał w porównaniu do WCw. Jak dobrze pamiętam, to wtedy on był raczej takim gościem w stylu "halo witam, fiesta dzisiaj", a teraz jest bardziej poukładany. Segment może nie był jakiś wybitny, ale ogólnie w porządku. Z Cavą mam tylko jeden mały problem - jest nierówny. Tu mamy dobry segment Jorge i nieco gorszy od Lorda. Na BS było bardzo dobre promo Lorda i słabsze w wykonaniu Jorge (wygrał tak naprawdę aktywnością i poziomem na galach, z samych postów na BS nieco lepszą średnią dostał Zygmunt). Trochę jak z Hallowayem, który na BS nie dojeżdżał i dlatego przegrał obie walki turniejowe.

Brutal klepie, no cóż, tyle pluł na ten techniczny wrestling, że to musiało ugryźć go w dupę. W końcu mamy jakieś zamknięcie gali inne niż po prostu wygrana w walce wieczoru. Cavazos wychodzi zwycięsko z brawla, potężnie się zbudował na tej gali. Promo z aurą, dominujące zwycięstwo, a teraz ma ostatnie słowo przeciwko elicie LPW. Dobre czasy dla niego, myślę że fiesta coraz bliżej. Chociaż z drugiej strony rywala ma trudnego, więc może jednak lepiej się wstrzymać ze świętowaniem.

Dużo dobrych rzeczy było. Mało takich, do których można się przyczepić na dłużej. To chyba znaczy, że się rozwijamy. Tak trzymać, chyba najlepsza gala jak dotychczas.
Odpowiedz
Cytuj
15.06.2026, 17:12
#8
ET - Grzyby, ja pamiętam, że Dolnick i Ransom byli chyba kiedyś na grzybach, słabo to pamiętam, ale to chyba jakiś kultowy segment wtedy był. Wracając do panów, to Butla przechodzi transformacje, skoro już mniej flaszek zbiera. Utożsamiam się z Zygmuntem, podobnie się na grzybach znam, w naszym segmencie Panter robił robotę wtedy. Nic nie rozumiem z tych porównań grzybów do wrestlerów, ale banglają, wierzę, że są dobre. Riddle'owi to akurat daleko do smarkacza. xD Nie no, chłopie, Butla.. no to twoje porównanie jest trafne, ale smutne.. Nie wolno tak. Glory hole XD, zaśmiane mocno. Starcia fizycznego się nie spodziewałem. Komentuję to wszystko z zapaleniem ucha i ten segment mi osłodził życie. Ładnie napisany, bywało momentami nawet głęboko, były porównania, była akcja, no to człowiek może być zadowolony. Panowie po raz kolejny dobrze się uzupełniali.

Komentatorzy - Rykoszet, ja go znam z cudownych walk, z mówienia raczej mniej, ale przekonajmy się. Hajto z jakim sucharem. xD Tekst z Dali też fajny, Hajto coś mega błyskotliwy dzisiaj. Nawiązanie do AI w jego wykonaniu też fajne. Nasz Tomek serio na sterydach intelektualnych dzisiaj. Michaela poniosła fantazja z tym, że to największy ME. Brutal z tego co wiem, to wyruchany został w ringu w ME, to może i udowodnił. Dobrze się to czytało. Rykoszet totalnie tłem był, ale Tomek błyszczał konkretnie i puścił do nas kilka razy oczko swoimi tekstami, więc jestem usatysfakcjonowany.

Opener - Rob w nowym wydaniu i jestem nawet pod wrażeniem, ile on tutaj porównań zapodał zgodnych ze swoim gimmickiem i pasujących do sytuacji. Nawet zbytnio pauz nie robiłem podczas czytania, bo mogłem przejść przez to płynnie. Tylko mam taką myśl, że to się może PRZEJEŚĆ, te porównania zaczną się powtarzać i będzie trudno wymyślić coś nowego, pula jest duża, ale no on sporo już tego wystrzelił z siebie, ale to tylko takie przewidywanie przyszłości. Teraz to było sympatyczne i oceniam pozytywnie jego kwestię. Fajny theme Blaze'a. Jednak Whole lotta love Page'a na zawsze będzie w serduszku. To była topka moich ulubionych theme songów. Kurwa, Axel dosłownie użył tego, co ja w komentarzu teraz. xDD No tak jak mówiłem, to się może przejeść i Blaze to celnie punktuje. O rany, to jest federacja alkusów. Bardzo ładna kwestia, od razu poziom segmentu podniesiony. Rob wniósł to na naprawdę fajny level, ale no Blaze miał łatwiej i konkretnie się przejechał, dodał sporo od siebie. Bardzo dobrze się to czytało, pokazał, że segmenty ''opisowe'' to nie jest jedyne, co potrafi. Bo gadane ma również. Ciekawe czy reszta nawiąże do tego poziomu. Teraz Uszczelka, też ma ai piosenkę, okej. Trochę to odbiera zawodnikowi, nie będę udawał, że nie, ale on ma i tak taki gimmick, że to nie ma wielkiego znaczenia. Ten ich umoralnia, satanista mnie rozbawiło. Takie to, no.. można się uśmiechnąć momentami, więc zrobił robotę, ale zdecydowanie najgorsze jak na razie w tym segmencie. Raczej też nie mogłem oczekiwać czegoś innego, skoro mimo wszystko to postać komediowa i te 2-0 nie zmienia za bardzo jego odbioru. Z Zygmuntem w segmentach raczej zawsze będzie lepiej wyglądać niż w tak poważnej sytuacji. Riddle ma teraz sporo materiału, żeby przeorać towarzystwo. Miłe nawiązanie Kennego do jego działań poza LPW. Robi to, co powinien, wyjaśnia tu każdego po kolei. To akurat do Blaze'a jest takie najbardziej mid. Uszczelke za to wyjaśnił konkretnie, trudne to nie było, ale człowiek się uśmiechnął. Sam używam tego, co tutaj Foti zrobił, czyli nawiązania do Power Rankingów itp. Cenię to sobie. To z nazwiskiem Kenneth Riddle mocne i prawdziwe przede wszystkim. Ta część z kwestią do Rybacka wygląda mi wymuszenie strasznie i zapewne takie coś było w instrukcjach, żeby grzać ten temat. Trochę to jednak odebrało tej kwestii moim zdaniem. RVD stanowczo, tak jak powinno być, Dobra decyzja, by zabronić tych ingerencji. To pomaga, bo akurat ciężko by było inaczej wyjaśnić, ze taki Riddle i Ryback sobie nie przeszkadzają. Fajna kwestia Roba. Musi mieć cojones. Sam segment, no dobry, co nie? GM raczej nie będę oceniał z innymi, bo on tu spełnił swoją robotę i się odbudował względem poprzednich gal. Riddle miał najłatwiej i szedł jak burza, tylko mi ta końcówka trochę odebrała wydźwięk tego speechu. On i Blaze najlepiej, potem Rob i na koniec Uszczelka.

Kotek - Trochę powtórzeń dużo jest na początku. Trzeba znaleźć inne określenie na słowo kot. Zabieg z wydłużaniem literki r spoko, pasuje to do kociego wojownika. Klimat jest, łatwo można wczuć się i zrozumieć postać, więc to wszystko na plus. Sama treść raczej okej, trochę ciężko brać taką postać na poważnie, więc jestem ciekawy czy to będzie szło w kierunku komediowym i jak rywale będą go odbierać. Trzeba z tymi powtórzeniami na pewno popracować i trochę synonimów poużywać. Ogólnie dobre przedstawienie się.

Cavazos vs Butla - Przy bodyslamie to aż sprawdziłem gabaryty obu panów. Nie spodziewałem się, że Butla to jest taki kawał chłopa. Bardzo mocno Jorge w tej walce wyglądał, najebał mu konkretnie. Przejrzyście napisane, kilka fajnych wstawek. Czytam te walki panowie bookerzy. Nie olewam, mimo, że to nie jest najważniejsza część, to miło by było, gdyby wszyscy jakkolwiek się odnosili do waszych prac, a nie osrywali walki. Wynik dobry, bo jakby Jorge to przegrał z tak zwanym menelem, to byłoby ciężko.

Dowson - Zero reakcji na niego? Trochę dziwne, jednak chyba dobrze go fani znają, to powinna być jakakolwiek, a to nie zostało w ogóle uwzględnione. Treść taka w porządku, ale to jest typowe jego narzekanie, które widziałem już x lat temu za każdym razem praktycznie, gdy on wracał.  Było kilka takich tekstów, które były puszczeniem oczka do dziadków, no to jest na plus, ale tu raczej trzeba szybko jakiegoś rywala mu dać, bo ciągłe gadanie do ściany nie będzie korzystne. A co do listy? To jeśli to jest podjebanie listy Jericho, to ja fanem tego nie będę. To był bardzo specyficzny i zajebisty gimmick Chrisa, a podbieranie go i modyfikowanie i opieranie postaci na tym jest dla mnie mocno średnie.

Clown fiesta - Nie będę pisał o swoich postaciach. Ogólnie napisałem tutaj kwestie RVD i wymyśliłem te kilka tekstów, żeby był bardziej stanowczy. Sam sobie postać cisnąłem. Rysiu to przerobił po swojemu, zachowując kształt segmentu i chyba dobrze to wyszło. Takiego RVD od razu lepiej się czyta niż tego z 1 czy 2 gali. W openerze też był konkretniejszy, więc oby tak dalej.

Miotlarz vs Foliarz - No ta, miotła to też część spisku. xxD Salvador odleci na niej. Mega występ Salvadora, podoba mi się konsekwentne rozpisanie go. xD Derek w końcu sobie coś wygrał, może nie jest to jakiś mocny rywal, ale zawsze jest 1 w rekordzie.

Derrick Mantel - Maria bardzo tutaj dobrą robotę robi i wyciska soki z Mantela. Podoba mi się to. Tak jak wywiady to zmora dla innych,  tak dla tego normalnego gościa to przydatna sprawa. xD No i chyba serio powinien iść w psycho klimaty normalności, gdzie wciska to innym. Rzeczywiście wtedy by zaciekawił. Kannelisowa tutaj super robotę zrobiła i ładnie zaginała Mantela, który w końcu pokazał coś więcej. Tylko musi być konsekwentny, bo jak potem dalej będzie strugał po prostu normalnego gościa, to zaraz wrócimy do punktu wyjścia. Maria dała mu szanse, niech korzysta.

Edgar - Upstrzony.. miło, że mogę uczyć się nowych słów w opisach Dickinsona. Dużo książek chyba było czytane. W końcu coś pogadał i w sumie to jest jak dawniej. Lepiej wypada w opisowych segmentach niż w gadce. Nie było to złe oczywiście, ale słowo ''okej'' to jest max, co ja mogę napisać o jego kwestii. Chociaż ta końcówka intrygująca i wskazująca, że poszaleje nam trochę poeta. Czekamy na jego odklejki. Oczywiście opisy bardzo ładne były w tym segmencie, nawet mnie słowa nauczyły.

Dickinson vs Mantel - Dobre zestawienie w ogóle. Odklejeniec kontra normik. Obaj nie oboje! Kurde, no tutaj było konkretne tempo i walka godna właśnie turnieju. Obaj dobrze wyglądali i akcji było pełno, ktoś się postarał. Dickinson wygrywa i wszyscy chyba tak obstawiali. 

Steele i Escobar - Samolizanie się po jajach w opisie? Fajne. xD Ładnie opisane to. No i to jest mega dobry segment w wykonaniu Escobara, opisy, kwestie. Spadł z nieba temu Steele'owi. Z sensem gadał i pokazał się tutaj o wiele lepiej niż w poprzednich tygodniach. Good job, dobrze to poprowadził. Steele wypadł gorzej, jeśli chodzi o argument z przegranymi, to akurat było trafne, brak mi jednak trochę emocji w tej końcówce i bitwy z własnymi myślami, za sztuczne to jakieś, ale panowie zaczynają interesować coraz bardziej i Preston powinien zaufać mu, bo rzeczywiście obaj mogą zyskać i tak to teraz wygląda.

Ryback - Akurat Ryback lepiej pływa niż Kenny.. Fajny tu klimat jest zbudowany. Nawiązanie do ECW spoko, Brut to taki śmieszny skrót jest. xD Spina o próbę poddania go, kupuję to. Podoba mi się taki psycho Ryback. Porównanie z pieszym fajne, kurde, podoba się mnie to. Z tekstów o chujni z grzybnią do porównań z pustelnikiem i skorpionami, hmm.. Ja pierdole, ta końcówka o Steele'u. xD Dobry segment, oj dobry. Takiego Rybacka chce się czytać. Przejechał się i po swojej obsesji w postaci Riddle'a i po aktualnym przeciwniku. Coraz lepiej nam wygląda osiłek, jak już rzeczywiście dojdzie do jego feudu z Kennym, to może być konkretnie.

Lord Sebastien vs MateuszMW i segment po  - Coś ten Mateusz za mocno rozpisany, wydaje mi się, że Montclair powinien to łatwiej wygrać. Sama walka w porządku napisana, tylko no zbyt równa chyba. Europejski atak na ameryczkę, kupuję to. Nie jest to coś odkrywczego, ale ma sens. Stany to jest naprawdę chujowe miejsce do zamieszkania, chociaż Francja.. no ja nie wiem, czy chciałbym w takim Paryżu mieszkać, ale rozumiem, że on czuje wyższość będąc z tego kraju. Ma to sens, wywyższanie się też na miejscu. Ogólnie robota wykonania odpowiednio. Zniechęcał do siebie, pokazał wyższość i ta laska będzie dla niego charakterystyczna. Git.

Czym jest arena w ''CHCIAGO''???

Allan Hill i RVD - Nasz GM to jest ostro zarobiony na tej gali. Salvador też widzę zapracowany. xD Nieźle obsrany on by tam siedział. Ostry monolog zajebany, odklejone to trochę i niezbyt ma to sens w przypadku Salvadora, ale da się to kupić, w końcu Hill daje psycho vibe. Jest i wpierdol, to było oczywiste, to nie mogła być normalna rozmowa. No i RVD króciutko, chociaż wiadomo, że to doprowadzi do czegoś większego. Przyjemny segment, Hill dobrze tu sprzedany został i mądrze użyto naszego kochanego NPC. GM też nie wchodził nawet w większą dyskusję tylko szybko zajął się swoim ''ulubieńcem''. Pcha to ekscesy Roba i Allana do przodu, więc można być usatysfakcjonowanym.

Ryback vs Preston Steele - Jest i Escobar, przyjaźń zaczyna kwitnąć. Kiedy pasy tag team? Tautu i Dolnick rączki zacierają. Zajebista pomoc w wykonaniu Escobara. xD Bardziej mu przeszkodził niż pomógł, ale Ryback musiał to wygrać. Jest konkretniejszą postacią, a Preston teraz będzie miał materiał do dyskusji z Miguelem na temat takiej pomocy.

Brutal i Elias - Tutaj też mamy pani od wywiadów, która zadaje sensowne pytania. Jednak ta zmiana i pisanie przez kogoś innego jest dobra. Brutal widzę delulu jest, ale to pasuje do niego. To jego gadania o hardcorze i mentalu podoba mi się, fajnie to połączył ze sobą. Dobrze Renee, bierz go pod chuja tymi pytaniami. xD Siada psycha, zawiało mi to Rafonixem. Podoba mi się taki Brutal, dobrze tutaj gada. Z szacunku, że jesteś kobietą? Gdzie równouprawnienie i co to za traktowanie kobiet jako innych istot, które są ponad czymkolwiek? Mam nadzieję, że to po prostu Brutal ma takie przestarzałe myślenie. 67 w LPW, mamy odhaczone. xDD Nadchodzą lepsze czasy dla Eliasa, w końcu jest używany wedle swego komediowego przeznaczenia. Ochrona robi robotę na tej gali. Shadow będzie fajnym wkurwiającym edgy dzieciakiem. Dobrze tutaj rozjuszył Brutala. xD Segment całościowo jak najbardziej na plus.

Zack Sabre jr - Fajny zamysł i fajna parodia. Pasująca do Zacka i konkretnie nasrał tu na Mike'a. Jak miałbym się czepiać, to na pewno do treści, którą po prostu wziął z postu na PZ, ja wiem, że większość tam nie zagląda, ale po co używać tego samego. Akurat pech chciał, że czytałem oba te posty. Jednak ogólnie podoba mi się ten segment, bo jest taki luźny, fajny obśmiewa rywala i jest to po prostu bardzo celne wypunktowanie naszego fana ECW, co nie jest jakieś trudne, bo Mikey się sam na taki deszcz wystawia swoją osobą.

Szur - Jak obraz z przedniej kamery telefonu odpala się, to wiedz, że będzie grubo. Reptiliański guru jest pięknym określeniem. RVD zaraz będzie walczył i z Hillem i z Hallowayem i Lopezem. Łatwo odbite porażki, jedna z nielicznych postaci, która może jednym zdaniem tak o odbić sobie każdą porażkę i na spisek to zwalić. On temu Van Damowi już tyle ksywek wymyślił. Mateusza tu jeszcze brakowało, mnie ciekawi, czy to on w ogóle te kwestie pisał. Bo kodowanie byłoby dobre, gdyby nie to, że ciągle te kwestie rozdzielano niepotrzebnie. W ogóle postać Mateusza jest tutaj idealna, bo przecież ile teorii krąży na temat jego i ai, to jest dobra rozkmina. Serio, gubię się, czy on to pisał, ale te kwestię są spoko. Autyzm w szczepionkach. xD To klasyk jest. Miły segment, no co ja mogę powiedzieć. Derek zawsze dowozi z tym swoim gimmickiem, a ''krakus'' pasował do tego wszystkiego.

Cavazos - Dawno nie było Jorge w siłowni. Śmieszki, śmieszkami, ale on tutaj naprawdę fajny segment nam przestawił. Sam zamysł, czyli te dzieci, starszy facet i hańbienie lucha libre - to dało takie pole do popisu. Jorge to wykorzystał, w końcu wiemy jeszcze więcej, dlaczego on garował i jak zakochał się we wrestlingu. To się wszystko ładnie łączy. Dobra robota Cava, to dobry segment jest i potrafił zaciekawić, mimo że sciana tekstu mogła odstraszyć. Interesująca historia.

Brutal vs Sabre jr - Sporo literówek tutaj można wyłapać. O Elias się pojawił. XD Beka z tego gestu Hardy'ego na plus. Niby skazał go na porażkę, ale jednocześnie uratował, także Mike może być wdzięczny, że nie przejebał tego czysto. Sam przebieg walki dobrze rozpisany, tylko te literówki się często przytrafiały. Zack był faworytem i wygrał. Co teraz z Brutalem? Pewnie się zajmie katowaniem Eliasa. Oby 67 zrobili.

Losowanie - Ciekawe pary zostały rozlosowane. Ogólnie podoba mi się, że to zrobiono tak oficjalnie i nadano temu wagę. Fajny brawl, mocny młyn miał miejsce. Cavazos ze sporym wyróżnieniem. Dobrze to rozpisane, tutaj nie mam się nad czym rozwodzić ani do czego przyczepić.

Kurde no.. dobra gala, najlepsza raczej, bo nie było takiego segmentu, żeby jechać tutaj po kimkolwiek, więc dobra robota panowie. Nikt się jakoś negatywnie nie wyróżnił, zapewne spory wpływ miało przejęcie Shadowa.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
Carnival
World Champion
15.06.2026, 17:12 #8
ET - Grzyby, ja pamiętam, że Dolnick i Ransom byli chyba kiedyś na grzybach, słabo to pamiętam, ale to chyba jakiś kultowy segment wtedy był. Wracając do panów, to Butla przechodzi transformacje, skoro już mniej flaszek zbiera. Utożsamiam się z Zygmuntem, podobnie się na grzybach znam, w naszym segmencie Panter robił robotę wtedy. Nic nie rozumiem z tych porównań grzybów do wrestlerów, ale banglają, wierzę, że są dobre. Riddle'owi to akurat daleko do smarkacza. xD Nie no, chłopie, Butla.. no to twoje porównanie jest trafne, ale smutne.. Nie wolno tak. Glory hole XD, zaśmiane mocno. Starcia fizycznego się nie spodziewałem. Komentuję to wszystko z zapaleniem ucha i ten segment mi osłodził życie. Ładnie napisany, bywało momentami nawet głęboko, były porównania, była akcja, no to człowiek może być zadowolony. Panowie po raz kolejny dobrze się uzupełniali.

Komentatorzy - Rykoszet, ja go znam z cudownych walk, z mówienia raczej mniej, ale przekonajmy się. Hajto z jakim sucharem. xD Tekst z Dali też fajny, Hajto coś mega błyskotliwy dzisiaj. Nawiązanie do AI w jego wykonaniu też fajne. Nasz Tomek serio na sterydach intelektualnych dzisiaj. Michaela poniosła fantazja z tym, że to największy ME. Brutal z tego co wiem, to wyruchany został w ringu w ME, to może i udowodnił. Dobrze się to czytało. Rykoszet totalnie tłem był, ale Tomek błyszczał konkretnie i puścił do nas kilka razy oczko swoimi tekstami, więc jestem usatysfakcjonowany.

Opener - Rob w nowym wydaniu i jestem nawet pod wrażeniem, ile on tutaj porównań zapodał zgodnych ze swoim gimmickiem i pasujących do sytuacji. Nawet zbytnio pauz nie robiłem podczas czytania, bo mogłem przejść przez to płynnie. Tylko mam taką myśl, że to się może PRZEJEŚĆ, te porównania zaczną się powtarzać i będzie trudno wymyślić coś nowego, pula jest duża, ale no on sporo już tego wystrzelił z siebie, ale to tylko takie przewidywanie przyszłości. Teraz to było sympatyczne i oceniam pozytywnie jego kwestię. Fajny theme Blaze'a. Jednak Whole lotta love Page'a na zawsze będzie w serduszku. To była topka moich ulubionych theme songów. Kurwa, Axel dosłownie użył tego, co ja w komentarzu teraz. xDD No tak jak mówiłem, to się może przejeść i Blaze to celnie punktuje. O rany, to jest federacja alkusów. Bardzo ładna kwestia, od razu poziom segmentu podniesiony. Rob wniósł to na naprawdę fajny level, ale no Blaze miał łatwiej i konkretnie się przejechał, dodał sporo od siebie. Bardzo dobrze się to czytało, pokazał, że segmenty ''opisowe'' to nie jest jedyne, co potrafi. Bo gadane ma również. Ciekawe czy reszta nawiąże do tego poziomu. Teraz Uszczelka, też ma ai piosenkę, okej. Trochę to odbiera zawodnikowi, nie będę udawał, że nie, ale on ma i tak taki gimmick, że to nie ma wielkiego znaczenia. Ten ich umoralnia, satanista mnie rozbawiło. Takie to, no.. można się uśmiechnąć momentami, więc zrobił robotę, ale zdecydowanie najgorsze jak na razie w tym segmencie. Raczej też nie mogłem oczekiwać czegoś innego, skoro mimo wszystko to postać komediowa i te 2-0 nie zmienia za bardzo jego odbioru. Z Zygmuntem w segmentach raczej zawsze będzie lepiej wyglądać niż w tak poważnej sytuacji. Riddle ma teraz sporo materiału, żeby przeorać towarzystwo. Miłe nawiązanie Kennego do jego działań poza LPW. Robi to, co powinien, wyjaśnia tu każdego po kolei. To akurat do Blaze'a jest takie najbardziej mid. Uszczelke za to wyjaśnił konkretnie, trudne to nie było, ale człowiek się uśmiechnął. Sam używam tego, co tutaj Foti zrobił, czyli nawiązania do Power Rankingów itp. Cenię to sobie. To z nazwiskiem Kenneth Riddle mocne i prawdziwe przede wszystkim. Ta część z kwestią do Rybacka wygląda mi wymuszenie strasznie i zapewne takie coś było w instrukcjach, żeby grzać ten temat. Trochę to jednak odebrało tej kwestii moim zdaniem. RVD stanowczo, tak jak powinno być, Dobra decyzja, by zabronić tych ingerencji. To pomaga, bo akurat ciężko by było inaczej wyjaśnić, ze taki Riddle i Ryback sobie nie przeszkadzają. Fajna kwestia Roba. Musi mieć cojones. Sam segment, no dobry, co nie? GM raczej nie będę oceniał z innymi, bo on tu spełnił swoją robotę i się odbudował względem poprzednich gal. Riddle miał najłatwiej i szedł jak burza, tylko mi ta końcówka trochę odebrała wydźwięk tego speechu. On i Blaze najlepiej, potem Rob i na koniec Uszczelka.

Kotek - Trochę powtórzeń dużo jest na początku. Trzeba znaleźć inne określenie na słowo kot. Zabieg z wydłużaniem literki r spoko, pasuje to do kociego wojownika. Klimat jest, łatwo można wczuć się i zrozumieć postać, więc to wszystko na plus. Sama treść raczej okej, trochę ciężko brać taką postać na poważnie, więc jestem ciekawy czy to będzie szło w kierunku komediowym i jak rywale będą go odbierać. Trzeba z tymi powtórzeniami na pewno popracować i trochę synonimów poużywać. Ogólnie dobre przedstawienie się.

Cavazos vs Butla - Przy bodyslamie to aż sprawdziłem gabaryty obu panów. Nie spodziewałem się, że Butla to jest taki kawał chłopa. Bardzo mocno Jorge w tej walce wyglądał, najebał mu konkretnie. Przejrzyście napisane, kilka fajnych wstawek. Czytam te walki panowie bookerzy. Nie olewam, mimo, że to nie jest najważniejsza część, to miło by było, gdyby wszyscy jakkolwiek się odnosili do waszych prac, a nie osrywali walki. Wynik dobry, bo jakby Jorge to przegrał z tak zwanym menelem, to byłoby ciężko.

Dowson - Zero reakcji na niego? Trochę dziwne, jednak chyba dobrze go fani znają, to powinna być jakakolwiek, a to nie zostało w ogóle uwzględnione. Treść taka w porządku, ale to jest typowe jego narzekanie, które widziałem już x lat temu za każdym razem praktycznie, gdy on wracał.  Było kilka takich tekstów, które były puszczeniem oczka do dziadków, no to jest na plus, ale tu raczej trzeba szybko jakiegoś rywala mu dać, bo ciągłe gadanie do ściany nie będzie korzystne. A co do listy? To jeśli to jest podjebanie listy Jericho, to ja fanem tego nie będę. To był bardzo specyficzny i zajebisty gimmick Chrisa, a podbieranie go i modyfikowanie i opieranie postaci na tym jest dla mnie mocno średnie.

Clown fiesta - Nie będę pisał o swoich postaciach. Ogólnie napisałem tutaj kwestie RVD i wymyśliłem te kilka tekstów, żeby był bardziej stanowczy. Sam sobie postać cisnąłem. Rysiu to przerobił po swojemu, zachowując kształt segmentu i chyba dobrze to wyszło. Takiego RVD od razu lepiej się czyta niż tego z 1 czy 2 gali. W openerze też był konkretniejszy, więc oby tak dalej.

Miotlarz vs Foliarz - No ta, miotła to też część spisku. xxD Salvador odleci na niej. Mega występ Salvadora, podoba mi się konsekwentne rozpisanie go. xD Derek w końcu sobie coś wygrał, może nie jest to jakiś mocny rywal, ale zawsze jest 1 w rekordzie.

Derrick Mantel - Maria bardzo tutaj dobrą robotę robi i wyciska soki z Mantela. Podoba mi się to. Tak jak wywiady to zmora dla innych,  tak dla tego normalnego gościa to przydatna sprawa. xD No i chyba serio powinien iść w psycho klimaty normalności, gdzie wciska to innym. Rzeczywiście wtedy by zaciekawił. Kannelisowa tutaj super robotę zrobiła i ładnie zaginała Mantela, który w końcu pokazał coś więcej. Tylko musi być konsekwentny, bo jak potem dalej będzie strugał po prostu normalnego gościa, to zaraz wrócimy do punktu wyjścia. Maria dała mu szanse, niech korzysta.

Edgar - Upstrzony.. miło, że mogę uczyć się nowych słów w opisach Dickinsona. Dużo książek chyba było czytane. W końcu coś pogadał i w sumie to jest jak dawniej. Lepiej wypada w opisowych segmentach niż w gadce. Nie było to złe oczywiście, ale słowo ''okej'' to jest max, co ja mogę napisać o jego kwestii. Chociaż ta końcówka intrygująca i wskazująca, że poszaleje nam trochę poeta. Czekamy na jego odklejki. Oczywiście opisy bardzo ładne były w tym segmencie, nawet mnie słowa nauczyły.

Dickinson vs Mantel - Dobre zestawienie w ogóle. Odklejeniec kontra normik. Obaj nie oboje! Kurde, no tutaj było konkretne tempo i walka godna właśnie turnieju. Obaj dobrze wyglądali i akcji było pełno, ktoś się postarał. Dickinson wygrywa i wszyscy chyba tak obstawiali. 

Steele i Escobar - Samolizanie się po jajach w opisie? Fajne. xD Ładnie opisane to. No i to jest mega dobry segment w wykonaniu Escobara, opisy, kwestie. Spadł z nieba temu Steele'owi. Z sensem gadał i pokazał się tutaj o wiele lepiej niż w poprzednich tygodniach. Good job, dobrze to poprowadził. Steele wypadł gorzej, jeśli chodzi o argument z przegranymi, to akurat było trafne, brak mi jednak trochę emocji w tej końcówce i bitwy z własnymi myślami, za sztuczne to jakieś, ale panowie zaczynają interesować coraz bardziej i Preston powinien zaufać mu, bo rzeczywiście obaj mogą zyskać i tak to teraz wygląda.

Ryback - Akurat Ryback lepiej pływa niż Kenny.. Fajny tu klimat jest zbudowany. Nawiązanie do ECW spoko, Brut to taki śmieszny skrót jest. xD Spina o próbę poddania go, kupuję to. Podoba mi się taki psycho Ryback. Porównanie z pieszym fajne, kurde, podoba się mnie to. Z tekstów o chujni z grzybnią do porównań z pustelnikiem i skorpionami, hmm.. Ja pierdole, ta końcówka o Steele'u. xD Dobry segment, oj dobry. Takiego Rybacka chce się czytać. Przejechał się i po swojej obsesji w postaci Riddle'a i po aktualnym przeciwniku. Coraz lepiej nam wygląda osiłek, jak już rzeczywiście dojdzie do jego feudu z Kennym, to może być konkretnie.

Lord Sebastien vs MateuszMW i segment po  - Coś ten Mateusz za mocno rozpisany, wydaje mi się, że Montclair powinien to łatwiej wygrać. Sama walka w porządku napisana, tylko no zbyt równa chyba. Europejski atak na ameryczkę, kupuję to. Nie jest to coś odkrywczego, ale ma sens. Stany to jest naprawdę chujowe miejsce do zamieszkania, chociaż Francja.. no ja nie wiem, czy chciałbym w takim Paryżu mieszkać, ale rozumiem, że on czuje wyższość będąc z tego kraju. Ma to sens, wywyższanie się też na miejscu. Ogólnie robota wykonania odpowiednio. Zniechęcał do siebie, pokazał wyższość i ta laska będzie dla niego charakterystyczna. Git.

Czym jest arena w ''CHCIAGO''???

Allan Hill i RVD - Nasz GM to jest ostro zarobiony na tej gali. Salvador też widzę zapracowany. xD Nieźle obsrany on by tam siedział. Ostry monolog zajebany, odklejone to trochę i niezbyt ma to sens w przypadku Salvadora, ale da się to kupić, w końcu Hill daje psycho vibe. Jest i wpierdol, to było oczywiste, to nie mogła być normalna rozmowa. No i RVD króciutko, chociaż wiadomo, że to doprowadzi do czegoś większego. Przyjemny segment, Hill dobrze tu sprzedany został i mądrze użyto naszego kochanego NPC. GM też nie wchodził nawet w większą dyskusję tylko szybko zajął się swoim ''ulubieńcem''. Pcha to ekscesy Roba i Allana do przodu, więc można być usatysfakcjonowanym.

Ryback vs Preston Steele - Jest i Escobar, przyjaźń zaczyna kwitnąć. Kiedy pasy tag team? Tautu i Dolnick rączki zacierają. Zajebista pomoc w wykonaniu Escobara. xD Bardziej mu przeszkodził niż pomógł, ale Ryback musiał to wygrać. Jest konkretniejszą postacią, a Preston teraz będzie miał materiał do dyskusji z Miguelem na temat takiej pomocy.

Brutal i Elias - Tutaj też mamy pani od wywiadów, która zadaje sensowne pytania. Jednak ta zmiana i pisanie przez kogoś innego jest dobra. Brutal widzę delulu jest, ale to pasuje do niego. To jego gadania o hardcorze i mentalu podoba mi się, fajnie to połączył ze sobą. Dobrze Renee, bierz go pod chuja tymi pytaniami. xD Siada psycha, zawiało mi to Rafonixem. Podoba mi się taki Brutal, dobrze tutaj gada. Z szacunku, że jesteś kobietą? Gdzie równouprawnienie i co to za traktowanie kobiet jako innych istot, które są ponad czymkolwiek? Mam nadzieję, że to po prostu Brutal ma takie przestarzałe myślenie. 67 w LPW, mamy odhaczone. xDD Nadchodzą lepsze czasy dla Eliasa, w końcu jest używany wedle swego komediowego przeznaczenia. Ochrona robi robotę na tej gali. Shadow będzie fajnym wkurwiającym edgy dzieciakiem. Dobrze tutaj rozjuszył Brutala. xD Segment całościowo jak najbardziej na plus.

Zack Sabre jr - Fajny zamysł i fajna parodia. Pasująca do Zacka i konkretnie nasrał tu na Mike'a. Jak miałbym się czepiać, to na pewno do treści, którą po prostu wziął z postu na PZ, ja wiem, że większość tam nie zagląda, ale po co używać tego samego. Akurat pech chciał, że czytałem oba te posty. Jednak ogólnie podoba mi się ten segment, bo jest taki luźny, fajny obśmiewa rywala i jest to po prostu bardzo celne wypunktowanie naszego fana ECW, co nie jest jakieś trudne, bo Mikey się sam na taki deszcz wystawia swoją osobą.

Szur - Jak obraz z przedniej kamery telefonu odpala się, to wiedz, że będzie grubo. Reptiliański guru jest pięknym określeniem. RVD zaraz będzie walczył i z Hillem i z Hallowayem i Lopezem. Łatwo odbite porażki, jedna z nielicznych postaci, która może jednym zdaniem tak o odbić sobie każdą porażkę i na spisek to zwalić. On temu Van Damowi już tyle ksywek wymyślił. Mateusza tu jeszcze brakowało, mnie ciekawi, czy to on w ogóle te kwestie pisał. Bo kodowanie byłoby dobre, gdyby nie to, że ciągle te kwestie rozdzielano niepotrzebnie. W ogóle postać Mateusza jest tutaj idealna, bo przecież ile teorii krąży na temat jego i ai, to jest dobra rozkmina. Serio, gubię się, czy on to pisał, ale te kwestię są spoko. Autyzm w szczepionkach. xD To klasyk jest. Miły segment, no co ja mogę powiedzieć. Derek zawsze dowozi z tym swoim gimmickiem, a ''krakus'' pasował do tego wszystkiego.

Cavazos - Dawno nie było Jorge w siłowni. Śmieszki, śmieszkami, ale on tutaj naprawdę fajny segment nam przestawił. Sam zamysł, czyli te dzieci, starszy facet i hańbienie lucha libre - to dało takie pole do popisu. Jorge to wykorzystał, w końcu wiemy jeszcze więcej, dlaczego on garował i jak zakochał się we wrestlingu. To się wszystko ładnie łączy. Dobra robota Cava, to dobry segment jest i potrafił zaciekawić, mimo że sciana tekstu mogła odstraszyć. Interesująca historia.

Brutal vs Sabre jr - Sporo literówek tutaj można wyłapać. O Elias się pojawił. XD Beka z tego gestu Hardy'ego na plus. Niby skazał go na porażkę, ale jednocześnie uratował, także Mike może być wdzięczny, że nie przejebał tego czysto. Sam przebieg walki dobrze rozpisany, tylko te literówki się często przytrafiały. Zack był faworytem i wygrał. Co teraz z Brutalem? Pewnie się zajmie katowaniem Eliasa. Oby 67 zrobili.

Losowanie - Ciekawe pary zostały rozlosowane. Ogólnie podoba mi się, że to zrobiono tak oficjalnie i nadano temu wagę. Fajny brawl, mocny młyn miał miejsce. Cavazos ze sporym wyróżnieniem. Dobrze to rozpisane, tutaj nie mam się nad czym rozwodzić ani do czego przyczepić.

Kurde no.. dobra gala, najlepsza raczej, bo nie było takiego segmentu, żeby jechać tutaj po kimkolwiek, więc dobra robota panowie. Nikt się jakoś negatywnie nie wyróżnił, zapewne spory wpływ miało przejęcie Shadowa.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
15.06.2026, 20:48
#9
Zbyszek Uszczelka, Zygmunt Butla
Zacznijmy od tego, że ich segmenty dostarczają bardzo dużą dawkę dobrego humoru. To wypad na ryby, teraz grzybobranie. Co ciekawe, są to tematy dość „bliskie” życiu codziennemu. Nie ma tutaj budowanego odklejenia, a stawia się na rzeczywiste wydarzenia z życia codziennego. Bardzo podobało mi się w tym segmencie, jak Uszczelka opierdalał Butlę za zbieranie trujących grzybów, by potem dawać mu kazanie o rywalach z turnieju i o tym, kto jakim grzybem jest. Bardzo fajnie to wszystko zostało zobrazowane, a jednocześnie segment zachował dość przyjemny klimat, co bardzo mocno wpłynęło na jego odbiór. Im dalej w las, tym lepsza robota ze strony chłopaków i pozostaje mi czekać na dalsze przygody z ich udziałem.

Komentatorzy
Postawiono tutaj na to, o co ludzie tak mocno prosili. Nie ma tutaj przesadnej długości, a jednocześnie komentatorzy nie są odarci z charakterów, jak było to przy okazji poprzedniej gali. Wybór Ricocheta do grona komentatorskiego początkowo dziwił, ale okej, niech sobie będzie. Przejdę jednak do tego, co właściwie padało z ich ust. Dla mnie najlepszym momentem był ten żart w wykonaniu Hajto, gdzie nawiązał do Salvadora Dalego. Odnoszę jednak wrażenie, że Tomek został tutaj przedstawiony aż za inteligentnie - jak na niego. Sama robota w ich wykonaniu była dość solidna. Oczywiście zawsze znajdzie się jakieś „ale”. W tym przypadku jednak uniknę zbędnego narzekania i przejdę do kolejnych etapów gali.

Opener Segment
Zacznę od tego, że otrzymaliśmy tutaj dość interesujący segment w ich wykonaniu. Na pierwszy ogień poszedł Rob, który wyjątkowo przemawia w ringu, co jest pewną odmianą dla jego postaci. Kulinarne metafory w jego wykonaniu jak zwykle robią robotę. Miał on przed sobą dość ciężkie wyzwanie, gdyż to on zaczynał i musiał zawiesić poprzeczkę jak najwyżej. Jego kwestia była dość solidna, ale aż prosiło się o coś więcej, by postawić pewną kropkę nad „i”. Kolejny wpadł Blaze i było to niezłe. Bardzo fajnie podsumował Roba, ale widać było, że przez fakt, iż nie zna kolejnego rywala, nie mógł się jakoś szczególnie mocno rozkręcić. Swoją robotę jednak wykonał i podniósł poprzeczkę ustawioną przez McŁowicza na jeszcze wyższy poziom. Wejście Uszczelki i jego kwestia... miałem z tym pewien problem. Mając na uwadze, że przed nim przemawiali Rob z Blazem, jego obecność w tym gronie trochę mi się gryzie. Mam dość podobny problem z jego kwestią co Raptor i przez to dość ciężko mi to jakoś konkretnie ocenić. Mimo wszystko nie było to złe i czytało się nawet nieźle. Skoro jednak był Uszczelka, to musimy przejść do tego, który moim zdaniem zdecydowanie skradł ten segment i konkretnie pozamiatał, pokazując reszcie, jak to się robi. Fajnie, że trzymamy się w przypadku Riddle’a tego motywu z koszykówką i podobają mi się te nawiązania. Charakterystyka osób znajdujących się w ringu oraz odniesienie się do tego, że miał najtrudniejszych rywali, również były bardzo trafne. Mając na uwadze to, że za czasów PHW miał gimmick Prisonera i była tam wzmianka o tym, że był dawniej psychologiem, lekko dziwił mnie fakt, że tak bardzo odpalił się w stronę Rybacka, mimo że nie było go w ringu. Rozumiem chęć ukazania emocji, by nie było, że gość jest odporny na wszelkie zaczepki, ataki itd. Właściwie jest to jedyna rzecz, do której mógłbym się przyczepić w jego wykonaniu.

El Garra De Gato
Było to fajne, bardzo klimatyczne promo z jego strony. W ciekawy sposób zarysowano tutaj gimmick reprezentowany przez postać i w sumie ciekawi mnie, jak daleko zajdzie w federacji, gdyż konkurencja nie śpi i zapiernicza mniej lub bardziej, co może mu nieco utrudnić zadanie. Nie zmienia to faktu, że leci tutaj z mojej strony plusik w stronę piszącego to promo, bo czytało się przyjemnie i fajnie wplątano tutaj smaczki związane z wadą wymowy. Dla jednych jego postać może być nieco komediowa, a dla mnie to kolejna barwna postać w naszym jakże różnorodnym rosterze.

Jorge Cavazos vs Zygmunt Butla
Nie będę się specjalnie mocno rozpisywał co do wyniku walki czy samego jej przebiegu. Dla mnie wygrał tutaj ten, który bardziej zasłużył sobie na zgarnięcie wygranej.

Dan Dowson
No, dla mnie jest to lepsze niż to, co zaprezentował Dan podczas konferencji na poprzedniej gali. Tutaj wszystko już miało ręce i nogi. Nadal nie jesteśmy w posiadaniu wielkiej ilości informacji, ale czy to jakiś specjalny minus? Dowson jest postacią, która jest klasą samą w sobie i właściwie nie musi za wiele niczego udowadniać. Skoro wspomniał o tym, że nie chce uczestniczyć w wyścigu szczurów po pas, to ciekawe, w jakim kierunku uderzy. Są pewne opcje, ale którą wybierze? Na ten moment jest jednak więcej pytań niż odpowiedzi, jeśli chodzi o Dana.

Jose Lopez, Jean Pierre-Dolnick
Dostaliśmy kontynuację wydarzeń na linii między jakimś tam Lopezem a człowiekiem orkiestrą. Wszystko okraszone w pewnym stopniu komedią oferowaną przez Jeana oraz Lopezem, który musi się użerać z tym sympatycznym koleżką. Było to dla mnie, podobnie jak w przypadku Dowsona, lepsze niż na poprzedniej gali i tutaj zdecydowanie bardziej spodobał mi się Lopez w porównaniu z poprzednim Colosseum. Takiego Jose właśnie oczekiwałem! Cieszy również to, że Rob wreszcie pokazuje, kim jest, i nie sra pod siebie na widok innych.

Derek Halloway vs Salvador
Zgodnie z przewidywaniami wygrał Derek, co mnie niezwykle cieszy, bo szkoda go na ciągłe podkładanie pod innych. Nawet wygrana nad kimś takim jak 
Salvador zawsze daje mu zwycięstwo do bilansu, które trochę pomaga wyjść z niezwykle nieprzyjemnego położenia.

Derrick Mantel
Swojego wywiadu w sumie mógłbym nie oceniać, bo mogę być nieco subiektywny, ale co mi tam. Osobiście cieszę się z tego, że nie musiałem denerwować się zadawaniem samemu sobie pytań, i dobrze, że Ryse rozpisywał Marię, przez co pytania umożliwiły mi nieco rozwinąć Mantela tak, aby pokazać nim odrobinę więcej niż dotychczas. Chciałbym odnieść się też do ostatniej kwestii Mantela, gdzie ten uderzył w stronę komediowych postaci. I tak, spierdoliłem to w tym momencie, co też mogło nieco umniejszyć odbiór całego wywiadu. W sumie umożliwiło mi to sprawdzenie, czy taka formuła daje możliwość poprawy tego, co leży najmocniej, i wbrew pewnym opiniom wydaje mi się, że jest spora poprawa, ale nadal są rzeczy, nad którymi muszę konkretniej popracować.

Edgar Dickinson
Mam pewien problem z tym, co wyszło spod pióra Edgara. Jakoś bardziej preferowałem to, co pokazywał na poprzednich galach. Tutaj zaobserwowałem lekki regres i nie wiem, czy to kwestia tego, że Dick pokazuje się lepiej w kwestiach typowo opisowych niż mówionych. Na tym etapie nie odgrywa to aż tak dużej roli, ale na dłuższą metę będzie to dość duży hamulec, który może uniemożliwić mu wspięcie się na sam szczyt federacji.

Edgar Dickinson vs Derrick Mantel
Edgar wygrał zasłużenie i nie ma o czym tu w ogóle mówić. Pozostaje mi życzyć mu powodzenia na dalszym etapie turnieju.

Miguel Escobar, Preston Steele
Tutaj, moim zdaniem, zdecydowanie lepiej zaprezentował się Escobar, który wreszcie zaczyna pokazywać się z lepszej strony. Jarek może się pewnie obrazić o to, ale no kurde, nie potrafię kupić tego Prestona. Na jego miejscu Hilla uznałbym za postać priorytetową, bo moim zdaniem prezentuje się dużo lepiej niż Steele. Było to lepsze niż to, co zaprezentowali na poprzedniej gali, ale nadal czegoś mi tu brakuje. Nie wiem dokładnie czego, ale odnoszę wrażenie, jakby można było to jeszcze jakoś „wzmocnić”.

Ryback
Jak ty mi, Bryx, zaimponowałeś tym segmentem. Zdecydowanie najlepsze dzieło spod jego ręki dotychczas w LPW. Ryback po porzuceniu komedii i przejściu w poważny tryb stał się dla mnie zdecydowanie ciekawszą postacią, którą śledzi się znacznie chętniej. Najbardziej podobało mi się w tym końcowe oplucie Prestona, który po prostu został tutaj porozrzucany niczym gnój po polu. Było to naprawdę dobre i należą się słowa pochwały dla Bryxa.

Lord Sebastien vs Mateusz MW + promo po walce
Sam wynik pojedynku nie jest w żadnym wypadku zaskoczeniem i wygrał ten, który zdecydowanie bardziej potrzebował wygranej i na nią zasługiwał. Z każdą galą coraz bardziej zaczynam się wkręcać w postać Lorda, która im bardziej się rozwija, tym bardziej na tym zyskuje. Co do jego proma po walce... było ono całkiem przyjemne i podoba mi się ukierunkowanie tej postaci. Same wstawki wyglądają całkiem dobrze w tym promie i widać, że jest to postać rozpisywana z głową, gdzie raczej nie powinniśmy się martwić z biegiem czasu o poziom, który powinien jedynie wzrastać.

Allan Hill
Tym dziełem Yarek dał mi konkretne powody ku temu, by Allana stawiać jako priorytet kosztem Prestona, do którego nie potrafię się przekonać. Jakoś ta postać mi nie siada. Tego samego nie mogę powiedzieć o Hillu, który jako psychiczny pojeb robiący szum wygląda zdecydowanie lepiej niż Steele. Oberwało się też Salvadorowi, dla którego ten wieczór i tak był już wystarczająco bolesny. Podoba mi się mocno w Hillu to, że niczego nie robi na chama i nawet taki detal, jak zatrzymanie Salvadora, by mu powiedzieć to i owo, a następnie go skasować, bardzo mi się podobał. Rob za to stopniowo odbudowuje się i wyciągnął jaja z gardła, bo w porównaniu z ich poprzednią konfrontacją dostrzegam dość spory postęp w jego wykonaniu.

Ryback vs Preston Steele
Kursy na ten pojedynek były stosunkowo wyrównane, czego nie potrafiłem w żaden sposób pojąć. Dla mnie między Rybackiem a Steelem jest przepaść, a Preston jest jedną z nielicznych postaci, do których nie mam większego przekonania (nie licząc pewnych „gwiazd”). Sama walka została rozpisana dość przyjemnie, tylko nie podoba mi się to, że Miguel rozprasza sędziego właśnie w chwili, gdy Preston chce wykonać jedną z akcji ze swojego repertuaru. Lekko skurwiono tutaj logikę, ale fajnie, że podkreślono „sojusz” Miguela z Prestonem.

Mike F'N Brutal, Elias Shadow
Wywiad z udziałem Brutala był dość solidny i zostały tutaj w pewnym stopniu odbite piłeczki w związku z tym, co znalazło się w newspacku. Da się nawet kupić podejście Mike'a związane z porażką z Riddlem i jego nastawieniem na kolejne wyzwania. Po usunięciu zbędnych wstawek o ECW widoczny jest pewien progres, co jest zdecydowanie bardziej plusem niż minusem dla jego postaci. Jakby nie było, lekko go to ograniczało. Nie powiem, fajny był ten wywiad. Co do części Eliasa, to zaryzykuję stwierdzeniem, że jest to lepsze od oryginału i po części nawet dobrze, że user odpowiedzialny za niego odpuścił granie, bo chociaż dostarczy on content komediowy. Być może kiedyś Shorter wróci do Sludge Factory, którego Shadow mógłby śmiało dostać twarzą.

Zack Sabre Jr
Na starcie wielki szacun za takie piękne dzieło sztuki. Parodia Brutala wyszła tak dobrze, że czytałem to z bananem na ryju. Sam zamysł z pojawieniem się na terapii i podszyciem się pod rywala był czymś bardzo kreatywnym. Nie wiem, ile w tym jest instrukcji HB, a ile pomysłu ShowOffa, ale wyszło to bardzo dobrze. Jeśli miałbym wskazać kogoś, kto swoim występem skradł show, to wskazałbym właśnie Zacka. Dobra robota!

Jose Lopez vs Jean-Pierre Dolnick + Pillwell Tausom
Zacznę od tego, że opis tej walki to jebane złoto. Sposób, w jaki rozpisano ten pojedynek, by było jak najbardziej komediowo, uznaję za bardzo duży plus. Nad wynikiem nie będę się rozwodził, bo nie ma to sensu, ale po samej walce było jeszcze ciekawiej niż w czasie jej trwania. Odkopanie Pilla Tautu, by wepchnąć go w dalszą historię między Lopezem a Dolnickiem, doda temu jeszcze więcej komedii. Pozostaje jednak pytanie - kiedy dobiegnie to końca? Osobiście uważam, że Lopez po Ascension powinien już obrać bardziej konkretny kierunek, czyli zgodnie z zapowiedziami rozpocząć marsz po główne mistrzostwo.

Derek Halloway, Mateusz MW
Na starcie chciałbym wyhaczyć pewną literówkę u Dereka, która mocno rzucała się w oczy. Pewnie miało być „głosiciel”, ale ostatnią literkę gdzieś ucięło. Sama kwestia Hallowaya, jak to u niego bywa, utrzymana jest w mocno komediowym charakterze. Coraz mocniej zaczynam odnosić wrażenie, że formuła tej postaci nie zostanie tak łatwo wyczerpana. On ma naturalny talent do tego, by bez problemu odbić się po każdej porażce jedną wypowiedzią. Takich postaci nie ma za wiele, ale Halloway zdecydowanie do nich należy. Reptiliański guru i sat-elity dość mocno pasują do tej postaci. Jego teorie i cała ta otoczka czytają się bardzo przyjemnie, za co Zimny ma u mnie małego plusika. Mateusz MW za to, o dziwo, wypadł dość dobrze. Nie wiem, ile w tym roboty AI, a ile jego własnej pracy, ale zdecydowanie jest to najlepsza rzecz od niego do tej pory i wreszcie nie zanotował większej wpadki w segmencie, jak bywało to na poprzednich galach. Jednak to Derek zdecydowanie skradł ten segment.

Jorge Cavazos
Widać tutaj coraz większą poprawę i Jorge nabiera odpowiednich kształtów oraz kolorów, co zdecydowanie może mu pomóc. Brakuje mi tutaj większej ilości wstawek, które mogłyby dodać temu klimatu, ale i bez tego nie jest źle. Fajnie opisana została jego historia oraz uzasadnienie tego, dlaczego nie nosi maski. Patrząc na tradycję lucha libre, odbierane jest to jako rzadkość (bardziej dawniej, ale sam fakt pozostaje). Nie powiem, Cavazos się postarał i zrobił swoje.

Zack Sabre Jr. vs Mike F'N Brutal
Sam w typerze stawiałem na wygraną Brutala, bo dotychczas nie widziałem w Zacku aż takiego potencjału. Po tej gali jednak definitywnie zamknął mi mordę i zrobił swoje. Plusem jest to, że Sabre nie wygrał tego w pełni czysto, przez co Mike nie został jakoś mocno osłabiony, poza faktem ponownego klepania. Idziemy więc w dalsze story z Shadowem, który końcowo powinien zostać doszczętnie zmasakrowany przez Brutala, by potem ten ruszył po coś większego.

Losowanie
Zacznę może od oceny par, bo to jest najważniejsze. McŁowicz vs Ryback po tej gali wygląda dużo ciekawiej, niż miałoby to miejsce jeszcze jakiś czas temu. Bardzo wiele dobrego zrobił Rybackowi ten turn na Riddle'u. Po porzuceniu komedii jest on całkowicie inną, zdecydowanie lepszą postacią. McŁowicz za to po dwóch wygranych powinien zderzyć się ze ścianą, której nie będzie w stanie sforsować. Axel vs Cavazos pozornie ma dość wyraźnego faworyta, ale mimo wszystko nie chcę też w pełni przekreślać Jorge, który na tej gali pokazał się nadzwyczaj dobrze, a dodatkowo został mocno wyeksponowany w późniejszym brawlu. Uszczelka vs Edgar to chyba „najdziwniejsza” para turniejowa i sama obecność Zbyszka jest dość sporą niespodzianką. Raczej jego udział zakończy się na walce z Dickinsonem, którego obecność w finale wydaje się wręcz obowiązkowa. Ostatnia para jest zdecydowanie najciekawsza i o ile Kenneth jest faworytem, to Sabre jak najbardziej jest w stanie nawiązać z nim równą walkę.

Podsumowanie
Gala zdecydowanie najlepsza z tych, które wyszły do tej pory. Fajnie byłoby zobaczyć dalszą tendencję wzrostową, co powinno być możliwe, o ile nikt nie wypadnie, a poszczególne postacie zaprezentują oczekiwany progres.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.06.2026, 22:20 przez Slayer.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
Slayer
Zawodowiec
15.06.2026, 20:48 #9
Zbyszek Uszczelka, Zygmunt Butla
Zacznijmy od tego, że ich segmenty dostarczają bardzo dużą dawkę dobrego humoru. To wypad na ryby, teraz grzybobranie. Co ciekawe, są to tematy dość „bliskie” życiu codziennemu. Nie ma tutaj budowanego odklejenia, a stawia się na rzeczywiste wydarzenia z życia codziennego. Bardzo podobało mi się w tym segmencie, jak Uszczelka opierdalał Butlę za zbieranie trujących grzybów, by potem dawać mu kazanie o rywalach z turnieju i o tym, kto jakim grzybem jest. Bardzo fajnie to wszystko zostało zobrazowane, a jednocześnie segment zachował dość przyjemny klimat, co bardzo mocno wpłynęło na jego odbiór. Im dalej w las, tym lepsza robota ze strony chłopaków i pozostaje mi czekać na dalsze przygody z ich udziałem.

Komentatorzy
Postawiono tutaj na to, o co ludzie tak mocno prosili. Nie ma tutaj przesadnej długości, a jednocześnie komentatorzy nie są odarci z charakterów, jak było to przy okazji poprzedniej gali. Wybór Ricocheta do grona komentatorskiego początkowo dziwił, ale okej, niech sobie będzie. Przejdę jednak do tego, co właściwie padało z ich ust. Dla mnie najlepszym momentem był ten żart w wykonaniu Hajto, gdzie nawiązał do Salvadora Dalego. Odnoszę jednak wrażenie, że Tomek został tutaj przedstawiony aż za inteligentnie - jak na niego. Sama robota w ich wykonaniu była dość solidna. Oczywiście zawsze znajdzie się jakieś „ale”. W tym przypadku jednak uniknę zbędnego narzekania i przejdę do kolejnych etapów gali.

Opener Segment
Zacznę od tego, że otrzymaliśmy tutaj dość interesujący segment w ich wykonaniu. Na pierwszy ogień poszedł Rob, który wyjątkowo przemawia w ringu, co jest pewną odmianą dla jego postaci. Kulinarne metafory w jego wykonaniu jak zwykle robią robotę. Miał on przed sobą dość ciężkie wyzwanie, gdyż to on zaczynał i musiał zawiesić poprzeczkę jak najwyżej. Jego kwestia była dość solidna, ale aż prosiło się o coś więcej, by postawić pewną kropkę nad „i”. Kolejny wpadł Blaze i było to niezłe. Bardzo fajnie podsumował Roba, ale widać było, że przez fakt, iż nie zna kolejnego rywala, nie mógł się jakoś szczególnie mocno rozkręcić. Swoją robotę jednak wykonał i podniósł poprzeczkę ustawioną przez McŁowicza na jeszcze wyższy poziom. Wejście Uszczelki i jego kwestia... miałem z tym pewien problem. Mając na uwadze, że przed nim przemawiali Rob z Blazem, jego obecność w tym gronie trochę mi się gryzie. Mam dość podobny problem z jego kwestią co Raptor i przez to dość ciężko mi to jakoś konkretnie ocenić. Mimo wszystko nie było to złe i czytało się nawet nieźle. Skoro jednak był Uszczelka, to musimy przejść do tego, który moim zdaniem zdecydowanie skradł ten segment i konkretnie pozamiatał, pokazując reszcie, jak to się robi. Fajnie, że trzymamy się w przypadku Riddle’a tego motywu z koszykówką i podobają mi się te nawiązania. Charakterystyka osób znajdujących się w ringu oraz odniesienie się do tego, że miał najtrudniejszych rywali, również były bardzo trafne. Mając na uwadze to, że za czasów PHW miał gimmick Prisonera i była tam wzmianka o tym, że był dawniej psychologiem, lekko dziwił mnie fakt, że tak bardzo odpalił się w stronę Rybacka, mimo że nie było go w ringu. Rozumiem chęć ukazania emocji, by nie było, że gość jest odporny na wszelkie zaczepki, ataki itd. Właściwie jest to jedyna rzecz, do której mógłbym się przyczepić w jego wykonaniu.

El Garra De Gato
Było to fajne, bardzo klimatyczne promo z jego strony. W ciekawy sposób zarysowano tutaj gimmick reprezentowany przez postać i w sumie ciekawi mnie, jak daleko zajdzie w federacji, gdyż konkurencja nie śpi i zapiernicza mniej lub bardziej, co może mu nieco utrudnić zadanie. Nie zmienia to faktu, że leci tutaj z mojej strony plusik w stronę piszącego to promo, bo czytało się przyjemnie i fajnie wplątano tutaj smaczki związane z wadą wymowy. Dla jednych jego postać może być nieco komediowa, a dla mnie to kolejna barwna postać w naszym jakże różnorodnym rosterze.

Jorge Cavazos vs Zygmunt Butla
Nie będę się specjalnie mocno rozpisywał co do wyniku walki czy samego jej przebiegu. Dla mnie wygrał tutaj ten, który bardziej zasłużył sobie na zgarnięcie wygranej.

Dan Dowson
No, dla mnie jest to lepsze niż to, co zaprezentował Dan podczas konferencji na poprzedniej gali. Tutaj wszystko już miało ręce i nogi. Nadal nie jesteśmy w posiadaniu wielkiej ilości informacji, ale czy to jakiś specjalny minus? Dowson jest postacią, która jest klasą samą w sobie i właściwie nie musi za wiele niczego udowadniać. Skoro wspomniał o tym, że nie chce uczestniczyć w wyścigu szczurów po pas, to ciekawe, w jakim kierunku uderzy. Są pewne opcje, ale którą wybierze? Na ten moment jest jednak więcej pytań niż odpowiedzi, jeśli chodzi o Dana.

Jose Lopez, Jean Pierre-Dolnick
Dostaliśmy kontynuację wydarzeń na linii między jakimś tam Lopezem a człowiekiem orkiestrą. Wszystko okraszone w pewnym stopniu komedią oferowaną przez Jeana oraz Lopezem, który musi się użerać z tym sympatycznym koleżką. Było to dla mnie, podobnie jak w przypadku Dowsona, lepsze niż na poprzedniej gali i tutaj zdecydowanie bardziej spodobał mi się Lopez w porównaniu z poprzednim Colosseum. Takiego Jose właśnie oczekiwałem! Cieszy również to, że Rob wreszcie pokazuje, kim jest, i nie sra pod siebie na widok innych.

Derek Halloway vs Salvador
Zgodnie z przewidywaniami wygrał Derek, co mnie niezwykle cieszy, bo szkoda go na ciągłe podkładanie pod innych. Nawet wygrana nad kimś takim jak 
Salvador zawsze daje mu zwycięstwo do bilansu, które trochę pomaga wyjść z niezwykle nieprzyjemnego położenia.

Derrick Mantel
Swojego wywiadu w sumie mógłbym nie oceniać, bo mogę być nieco subiektywny, ale co mi tam. Osobiście cieszę się z tego, że nie musiałem denerwować się zadawaniem samemu sobie pytań, i dobrze, że Ryse rozpisywał Marię, przez co pytania umożliwiły mi nieco rozwinąć Mantela tak, aby pokazać nim odrobinę więcej niż dotychczas. Chciałbym odnieść się też do ostatniej kwestii Mantela, gdzie ten uderzył w stronę komediowych postaci. I tak, spierdoliłem to w tym momencie, co też mogło nieco umniejszyć odbiór całego wywiadu. W sumie umożliwiło mi to sprawdzenie, czy taka formuła daje możliwość poprawy tego, co leży najmocniej, i wbrew pewnym opiniom wydaje mi się, że jest spora poprawa, ale nadal są rzeczy, nad którymi muszę konkretniej popracować.

Edgar Dickinson
Mam pewien problem z tym, co wyszło spod pióra Edgara. Jakoś bardziej preferowałem to, co pokazywał na poprzednich galach. Tutaj zaobserwowałem lekki regres i nie wiem, czy to kwestia tego, że Dick pokazuje się lepiej w kwestiach typowo opisowych niż mówionych. Na tym etapie nie odgrywa to aż tak dużej roli, ale na dłuższą metę będzie to dość duży hamulec, który może uniemożliwić mu wspięcie się na sam szczyt federacji.

Edgar Dickinson vs Derrick Mantel
Edgar wygrał zasłużenie i nie ma o czym tu w ogóle mówić. Pozostaje mi życzyć mu powodzenia na dalszym etapie turnieju.

Miguel Escobar, Preston Steele
Tutaj, moim zdaniem, zdecydowanie lepiej zaprezentował się Escobar, który wreszcie zaczyna pokazywać się z lepszej strony. Jarek może się pewnie obrazić o to, ale no kurde, nie potrafię kupić tego Prestona. Na jego miejscu Hilla uznałbym za postać priorytetową, bo moim zdaniem prezentuje się dużo lepiej niż Steele. Było to lepsze niż to, co zaprezentowali na poprzedniej gali, ale nadal czegoś mi tu brakuje. Nie wiem dokładnie czego, ale odnoszę wrażenie, jakby można było to jeszcze jakoś „wzmocnić”.

Ryback
Jak ty mi, Bryx, zaimponowałeś tym segmentem. Zdecydowanie najlepsze dzieło spod jego ręki dotychczas w LPW. Ryback po porzuceniu komedii i przejściu w poważny tryb stał się dla mnie zdecydowanie ciekawszą postacią, którą śledzi się znacznie chętniej. Najbardziej podobało mi się w tym końcowe oplucie Prestona, który po prostu został tutaj porozrzucany niczym gnój po polu. Było to naprawdę dobre i należą się słowa pochwały dla Bryxa.

Lord Sebastien vs Mateusz MW + promo po walce
Sam wynik pojedynku nie jest w żadnym wypadku zaskoczeniem i wygrał ten, który zdecydowanie bardziej potrzebował wygranej i na nią zasługiwał. Z każdą galą coraz bardziej zaczynam się wkręcać w postać Lorda, która im bardziej się rozwija, tym bardziej na tym zyskuje. Co do jego proma po walce... było ono całkiem przyjemne i podoba mi się ukierunkowanie tej postaci. Same wstawki wyglądają całkiem dobrze w tym promie i widać, że jest to postać rozpisywana z głową, gdzie raczej nie powinniśmy się martwić z biegiem czasu o poziom, który powinien jedynie wzrastać.

Allan Hill
Tym dziełem Yarek dał mi konkretne powody ku temu, by Allana stawiać jako priorytet kosztem Prestona, do którego nie potrafię się przekonać. Jakoś ta postać mi nie siada. Tego samego nie mogę powiedzieć o Hillu, który jako psychiczny pojeb robiący szum wygląda zdecydowanie lepiej niż Steele. Oberwało się też Salvadorowi, dla którego ten wieczór i tak był już wystarczająco bolesny. Podoba mi się mocno w Hillu to, że niczego nie robi na chama i nawet taki detal, jak zatrzymanie Salvadora, by mu powiedzieć to i owo, a następnie go skasować, bardzo mi się podobał. Rob za to stopniowo odbudowuje się i wyciągnął jaja z gardła, bo w porównaniu z ich poprzednią konfrontacją dostrzegam dość spory postęp w jego wykonaniu.

Ryback vs Preston Steele
Kursy na ten pojedynek były stosunkowo wyrównane, czego nie potrafiłem w żaden sposób pojąć. Dla mnie między Rybackiem a Steelem jest przepaść, a Preston jest jedną z nielicznych postaci, do których nie mam większego przekonania (nie licząc pewnych „gwiazd”). Sama walka została rozpisana dość przyjemnie, tylko nie podoba mi się to, że Miguel rozprasza sędziego właśnie w chwili, gdy Preston chce wykonać jedną z akcji ze swojego repertuaru. Lekko skurwiono tutaj logikę, ale fajnie, że podkreślono „sojusz” Miguela z Prestonem.

Mike F'N Brutal, Elias Shadow
Wywiad z udziałem Brutala był dość solidny i zostały tutaj w pewnym stopniu odbite piłeczki w związku z tym, co znalazło się w newspacku. Da się nawet kupić podejście Mike'a związane z porażką z Riddlem i jego nastawieniem na kolejne wyzwania. Po usunięciu zbędnych wstawek o ECW widoczny jest pewien progres, co jest zdecydowanie bardziej plusem niż minusem dla jego postaci. Jakby nie było, lekko go to ograniczało. Nie powiem, fajny był ten wywiad. Co do części Eliasa, to zaryzykuję stwierdzeniem, że jest to lepsze od oryginału i po części nawet dobrze, że user odpowiedzialny za niego odpuścił granie, bo chociaż dostarczy on content komediowy. Być może kiedyś Shorter wróci do Sludge Factory, którego Shadow mógłby śmiało dostać twarzą.

Zack Sabre Jr
Na starcie wielki szacun za takie piękne dzieło sztuki. Parodia Brutala wyszła tak dobrze, że czytałem to z bananem na ryju. Sam zamysł z pojawieniem się na terapii i podszyciem się pod rywala był czymś bardzo kreatywnym. Nie wiem, ile w tym jest instrukcji HB, a ile pomysłu ShowOffa, ale wyszło to bardzo dobrze. Jeśli miałbym wskazać kogoś, kto swoim występem skradł show, to wskazałbym właśnie Zacka. Dobra robota!

Jose Lopez vs Jean-Pierre Dolnick + Pillwell Tausom
Zacznę od tego, że opis tej walki to jebane złoto. Sposób, w jaki rozpisano ten pojedynek, by było jak najbardziej komediowo, uznaję za bardzo duży plus. Nad wynikiem nie będę się rozwodził, bo nie ma to sensu, ale po samej walce było jeszcze ciekawiej niż w czasie jej trwania. Odkopanie Pilla Tautu, by wepchnąć go w dalszą historię między Lopezem a Dolnickiem, doda temu jeszcze więcej komedii. Pozostaje jednak pytanie - kiedy dobiegnie to końca? Osobiście uważam, że Lopez po Ascension powinien już obrać bardziej konkretny kierunek, czyli zgodnie z zapowiedziami rozpocząć marsz po główne mistrzostwo.

Derek Halloway, Mateusz MW
Na starcie chciałbym wyhaczyć pewną literówkę u Dereka, która mocno rzucała się w oczy. Pewnie miało być „głosiciel”, ale ostatnią literkę gdzieś ucięło. Sama kwestia Hallowaya, jak to u niego bywa, utrzymana jest w mocno komediowym charakterze. Coraz mocniej zaczynam odnosić wrażenie, że formuła tej postaci nie zostanie tak łatwo wyczerpana. On ma naturalny talent do tego, by bez problemu odbić się po każdej porażce jedną wypowiedzią. Takich postaci nie ma za wiele, ale Halloway zdecydowanie do nich należy. Reptiliański guru i sat-elity dość mocno pasują do tej postaci. Jego teorie i cała ta otoczka czytają się bardzo przyjemnie, za co Zimny ma u mnie małego plusika. Mateusz MW za to, o dziwo, wypadł dość dobrze. Nie wiem, ile w tym roboty AI, a ile jego własnej pracy, ale zdecydowanie jest to najlepsza rzecz od niego do tej pory i wreszcie nie zanotował większej wpadki w segmencie, jak bywało to na poprzednich galach. Jednak to Derek zdecydowanie skradł ten segment.

Jorge Cavazos
Widać tutaj coraz większą poprawę i Jorge nabiera odpowiednich kształtów oraz kolorów, co zdecydowanie może mu pomóc. Brakuje mi tutaj większej ilości wstawek, które mogłyby dodać temu klimatu, ale i bez tego nie jest źle. Fajnie opisana została jego historia oraz uzasadnienie tego, dlaczego nie nosi maski. Patrząc na tradycję lucha libre, odbierane jest to jako rzadkość (bardziej dawniej, ale sam fakt pozostaje). Nie powiem, Cavazos się postarał i zrobił swoje.

Zack Sabre Jr. vs Mike F'N Brutal
Sam w typerze stawiałem na wygraną Brutala, bo dotychczas nie widziałem w Zacku aż takiego potencjału. Po tej gali jednak definitywnie zamknął mi mordę i zrobił swoje. Plusem jest to, że Sabre nie wygrał tego w pełni czysto, przez co Mike nie został jakoś mocno osłabiony, poza faktem ponownego klepania. Idziemy więc w dalsze story z Shadowem, który końcowo powinien zostać doszczętnie zmasakrowany przez Brutala, by potem ten ruszył po coś większego.

Losowanie
Zacznę może od oceny par, bo to jest najważniejsze. McŁowicz vs Ryback po tej gali wygląda dużo ciekawiej, niż miałoby to miejsce jeszcze jakiś czas temu. Bardzo wiele dobrego zrobił Rybackowi ten turn na Riddle'u. Po porzuceniu komedii jest on całkowicie inną, zdecydowanie lepszą postacią. McŁowicz za to po dwóch wygranych powinien zderzyć się ze ścianą, której nie będzie w stanie sforsować. Axel vs Cavazos pozornie ma dość wyraźnego faworyta, ale mimo wszystko nie chcę też w pełni przekreślać Jorge, który na tej gali pokazał się nadzwyczaj dobrze, a dodatkowo został mocno wyeksponowany w późniejszym brawlu. Uszczelka vs Edgar to chyba „najdziwniejsza” para turniejowa i sama obecność Zbyszka jest dość sporą niespodzianką. Raczej jego udział zakończy się na walce z Dickinsonem, którego obecność w finale wydaje się wręcz obowiązkowa. Ostatnia para jest zdecydowanie najciekawsza i o ile Kenneth jest faworytem, to Sabre jak najbardziej jest w stanie nawiązać z nim równą walkę.

Podsumowanie
Gala zdecydowanie najlepsza z tych, które wyszły do tej pory. Fajnie byłoby zobaczyć dalszą tendencję wzrostową, co powinno być możliwe, o ile nikt nie wypadnie, a poszczególne postacie zaprezentują oczekiwany progres.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.06.2026, 22:20 przez Slayer.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
297
16.06.2026, 09:00
#10
ETW:  Gdy widzisz ten duet to wiedz, że coś się dzieje. Varost w sumie sam jest content creatorem tego co widzicie w wykonaniu tej dwójki. Więc jako CT to w sumie tylko mówimy mu dobra zrób co chcesz tylko nakieruj to w taką, a nie inną stronę xD Co do samego segmentu to widać powolną przemianę Butli, mnie osobiście to cieszy bo przy byciu tylko zabawnym pijakiem to zbyt wiele nie osiągnie. Ewidentnie Uszczelka jest tutaj tym prowadzącym segment, ale fragment Butli, że on to jest taki grzyb zapomniany to aż złapał za serduszko. Później mamy jakiś innych grzybiarzy to nie może tak być Uszczelka powinien krzyknąć This is My Yard now. Przyjemny segment niby komediowy, ale jednak z przesłaniem. 

Komentatorzy:  Chyba udało nam się osiągnąć kompromis jeżeli chodzi o ich długość. Naprawdę w takiej formie są oni akceptowalni do czytania, a Pan Hajto w końcu zabrzmiał jak on. Choć muszę się też zgodzić z głosami, które mówią że jest aż nader inteligentny w tym co mówi. Widać, że Bryx się rozkręca jeśli chodzi o tą formę pisania i być może Hajto nie zostanie wywalony na zbity pysk, oczywiście o ile znowu czegoś nie odwali. Trochę dziwi mnie to, że taki Rico wie kto to jest Hajto, bo wątpię że nasi gościnny komentatorzy to sobie googlują gościa co kiedyś grał w polskiej reprezentacji. Tak całościowo co do gości na komentatorce, to na razie poza sprzeczkami z Hajto za wiele nie wnoszą i uważam, że należałoby to zmienić. 

Opener seg:  Miałem przyjemność zaczynać, bo jak to stwierdzili koledzy z CT tutaj nie będę miał jak się bronić. Może mieli rację natomiast postanowiłem pójść tutaj po najmniejszej linii oporu i po prostu nasycić to promo gimmickiem. Myślę, że pod tym kątem wyszło naprawdę ok, pamiętajcie że Rob nie wiedział kto wejdzie po nim więc jakieś słowo in person byłyby tutaj zbędne. Wchodzi Blaze i no cóż może sobie postrzelać w to co powiedziałem Robem. Udaje mu się to zrobić w sposób bardzo zgrabny, do tego oczywiście gra swoim gimmickiem co wychodzi u naprawdę dobrze od samego startu LPW.  Czytało się to dobrze, a chyba to jest najważniejsze, że nie musimy robić sobie zbędnych pauz. Kolejny gagatek to Uszczelka i o ile dalej było to komediowe tak przy nazwijmy to ,,poważnych graczach" wypadło to aż nader komicznie. Typowy argument do postaci pokroju Blaze'a że to satanista, a do Roba żeby wziął się za robotę - ktoś tu chyba nie czytał newsów, że McŁowicz gotował w knajpce ostatnio. Więc no robi też coś dla ludzi, równie dobrze mógłbym odbić to tym, że Zbychu to w sumie udaje hydraulika a nim nie jest, a tego jego historię z budowlanki to opowiada chyba po zbyt częstym obcowaniu z otoczeniem Butli. Na koniec wchodzi Kenneth, który w sumie ma najłatwiejsze zadanie, widział co powiedzieli jego rywale miał więc pole do popisu. Wywiązał się z tego zadania bardzo dobrze bo tak naprawdę każdy został dobrze zaczepiony i wypunktowany. Power rnaking i czas antenowy no cóż jest jak jest, nie wszystko jest dla pana panie Riddle, to Rob nosi to samo imię co nasz włodarz xD W dalszej części Kenny musiał przejść do Rybacka, no bo olanie ataku od tak byłoby po prostu słabe. Uważam, że zrobił to dość zgrabnie na razie to był tylko atak, ale widać że Riddle o tym nie zapomni i to daje nam naprawdę duży potencjał na później. RVD to moja sprawka, bo wziąłem go na siebie aby w końcu brzmiał tak jak powinien według waszych sugestii. Widzę, że się podoba więc będę szedł dalej w tym kierunku.

Kociarz: Zdecydowanie zaciekawił pierwszym segmentem. To rrrr to wada wymowy, która jest częścią gimmicku i mi na ten moment nie przeszkadza. Jestem ciekaw jego promo w kierunku rywala czy też jakieś konfrontacji słownej podczas samej gali. Bo z jednej strony może to wyglądać jak gimmick nieco komediowy, bo gość udaje kota, ale jeśli zrobi to dobrze to naprawdę widzę w tym potencjał na coś więcej. Jak zauważył Raptor kreuje on się na mocnego face'a przynajmniej w tym promie i z jednej strony to błogosławieństwo, a z drugiej przekleństwo bo takimi postaciami pisze się znacznie trudniej. Na razie jestem tym zaciekawiony i oby to zainteresowanie mi nie przeszło.

Walka: Wygrywa ją zasłużenie Cavazos, a Butla miał w niej swojej momenty więc myślę że całościowo wyszło to ok. Warto odnotować że tym razem Uszczelka nie mógł mu pomagać przy ringu więc pewnie to osłabiło motywację Butli.

Dowson:  Gdzieś już to czytałem, Dan ma zazwyczaj podobny schemat na powrót. Czyli od czasów WCW jest po prostu takim marudą jak sam się określił. Czy jest to złe? Patrząc na gimmick nie, czy jest to nowe? Również nie, a szczególnie jeśli dodamy do tego listę. Mam nadzieję, że będzie to robione nieco inaczej niż w przypadku Jericho, a co do obrażenia programu kulinarnego, to ja już wiem co z tym zrobić i komu zabrać czas antenowy na Pobite Gary xD Na razie oceniam to mocno neutralnie, czekam na więcej bo na razie CHris, to znaczy Dan nie znalazł jaj aby stoczyć walkę w ringu. 

ET: Dużo działo się podczas tej gali, teraz to RVD został upaprany przez Grubasa, który jak to on musi jeść. W tym segmencie kwestie RVD nakierował i napisał Carni, ja dokonałem lekkiej korekty a tekst o Realu to jego sprawka, a nie moja (pomimo mojej całej sympatii do mierd xD) Uważam, że Lopez wypadł tutaj lepiej niż tydzień temu, ale chyba wszyscy widzimy że miejsce Jose to nie walki z komediowymi postaciami. Lopez zdecydowanie lepiej poradził sobie z konfrontacją z GM'em, ale wydaje mi się, że piłeczki też zostały dobrze odbite. Czy doprowadzi to do czegoś w przyszłości? Patrząc na to z iloma postaciami GM ma ,,na pieńku" to być może skuszę się na jakiś krótki run tą postacią. Czas pokaże. 

Walka mojego autorstwa, miała bawić i myślę że tak wyszła, a przez idiotyczny pomysł Raptora w typerze Derek musiał to wygrać, bo nikt nie będzie biletów na mundial sponsorować, a osoby typowały Salvadora xD

Wywiad: Za kwestie reporterki odpowiadałem ja, starałem się coś wykrzesać z Mantela i chyba mi się udało. Widać, że to chce nam wręcz wepchnąć do gardła to, że on jest normalny a reszta to pozerzy. Naprawdę chyba jest to jego najlepszy występ na gali, to nie tak że nagle jest dobry, po prostu ta normalność została tutaj pokazana nam w ciekawszy sposób. A nawet możemy pokusić się o stwierdzenie, że ta normalność zaczyna Derickowi ciążyć. Dobra robota.

Edgar: Zapowiada nam to, że już wkrótce zobaczymy go w konfrontacji F2F i bardzo dobrze. Uważam, że z tych wszystkich zajawek, które dostawaliśmy do tej pory ta była najsłabsza. Nie oznacza to jakiegoś dramatycznego spadku poziomu, ale jednak Edgar sporo stracił w dłuższej formie wypowiedzi. Jestem ciekaw jego konfrontacji na mikrofonie z kimś kto będzie w stanie go punktować, bo przy jego gimmicku obrona przed słowami nie będzie wcale taka łatwa. 

Walka: No tutaj była dość duża różnica klas, ale wiadomo z każdej porażki można wyciągnąć jakąś lekcje. Głowa do góry panie Mantel

ETW: No widać, że dwa tygodnie przerwy to i zawodnicy się świetnie bawią i zdecydowanie nie próżnują. Bardzo długi opis miejsca w którym się znajdujemy, ale akurat w tym wypadku nie uważam tego za minus, ma to podkreślić klasę Escobara. Muszę tutaj docenić Kamyka, który miał za zadanie być osobą prowadzącą ten segment i wywiązał się ze swojej roli naprawdę dobrze. Zawiązuje nam się sojusz, ale jak pokaże późniejsza walka nie ma on jeszcze wypracowanych solidnych fundamentów. Naprawdę pozytywne zaskoczenie tej gali, Preston w końcu przestaje udawać że będzie facem i bardzo dobrze, bo chyba nikt z nas tego nie kupował od początku.

Ryback:  Bryx obawiał się tego jak będzie mu się pisało Rybackiem Rzeźnikiem. Uważam, że może teraz wyrzucić te obawy do kosza, bo w końcu pokazał nam się w dłuższej formie wypowiedzi i wypadł w niej naprawdę bardzo dobrze. Zdecydowanie bardziej kupuję takiego Rybacka niż tego śmieszka i myślę że pozostanie nam on tym w kształcie na dłużej. Bardzo fajnie nawiązał do genezy konfliktu z Riddlem i widać, że to jeszcze nie koniec. Dobrze, że panowie mają zakaz ingerencji w pojedynek bo Kenneth to pewnie by tego tak nie zostawił. Co do Prestona to zdecydowanie dostał tutaj przekopę od Rybacka. No promo na plus. 

Walka: No cóż jak napisał Raptor, MW dał naprawdę kiepskie promo i nawet 3 takie proma nie pokonałyby Lorda. Mateusz ma zdecydowanie najwięcej pracy do wykonania z nas wszystkich. Wiadomo nie będziemy go squashować dopóki pisze, ale Mateusz jeśli czytasz komentarze do gal to weź je sobie do serca, bo my naprawdę nie chcemy dla Ciebie źle. Co do samej wypowiedzi Lorda to jest ona utrzymana w jego gimmicku jak najbardziej. Nie wiem czy uderzenie po głowie tak dobrze nasmarowanej oliwką to by się nie omsknęło xD Klimatyczne to było i Lorda czyta się naprawdę ok od samego początku 

Hill: Widać, że dalej próbuje zwrócić na siebie uwagę. Czy mu to wychodzi? No nie wiem czy Salvador to dobry kompan do rozmowy, ale nie to jest najważniejsze w tym segmencie. Alan pokazuje nam tutaj swoją twarz psychipaty i zaczyna się znęcać nad naszym sprzątaczem. Ciekawe kogo teraz zatrudnię do zamiatania na zapleczu. W tym wypadku musiał pojawić się RVD i uważam, że taka przerwa zrobi dobrze Hillowi, niech chłop ochłonie zanim komuś stanie się większa krzywda. 

Walka: Tutaj chciałem pokazać, że współpraca Escobar-Steele ma swoje mankamenty i myślę, że wyszło to całkiem dobrze. Ryback wygrał chociaż sama walka była dość bliska. 

Wywiad: Ponownie ja miałem okazję pisać Panią od wywiadów i chciałem brać swojego rozmówcę pod włos. Zadanie chyba się udało i od tej pory wywiady będą po prostu pisane ze mną, bo myślę że daje to więcej pola do popisu dla moich rozmówców. No cóż pojawia się Elias, który na ten moment został przejęty przez Jakuba, jak widać ma on na niego nieco inny pomysł niż poprzednich. 67 nie było w moim bingo xD Ale wrócę jeszcze do samego Brutala, który pokazał nam się z zupełnie innej strony niż dotychczas w swoich wywiadach. Wiadomo on nie będzie nam tutaj filozofował bo to prosty chłopak jest, który w dodatku dostał wiele razy krzesłem. Jak do tej pory uważam to za najlepszy występ Brutala jeśli chodzi o rzeczy dostarczane na galę, w dodatku dał też całkiem dobre promo więc wydaje mi się, że zaczyna zmierzać w dobrym kierunku. Dobra robota Michał.

ZSJ:  Duży plus za sam pomysł z pójściem na terapię. Na to chyba jeszcze nikt nie wpadł na e-fedach, ale z moją pamięcią to różnie bywa więc jak kogoś uraziłem to sorki xD Czytało się to z uśmiechem na ustach, pasuje to do postaci na jaką Showoff kreuje nam Zacka. Nie było to przeciągane na siłę za co plus. Generalnie dobra robota, najlepsza parodia Brutala jak do tej pory. No chłop nie ma łatwo zdecydowanie.

Walka i po walce: Gdy już prawie spełnił się mokry sen Jakuba o powrocie Ransoma dostajemy Pilla Tautu, pierdoloną legendę, schizofremika który nie wie kim obudzi się następnego dnia. Wiadomo jak musiało się to skończyć Lopez odhacza debiut ringowy i bardzo dobrze, wiadomo że rywal taki średni, ale zawsze jest to 1 w rekordzie. Po walce również prezentuje się bardzo dobrze i myślę że nie ma co się więcej nad tym rozwodzić. Czekam co czeka dalej tą postać. 

MW-Derek: No cóż te jaszczury to są podłe stwory xD Nie no Zimny naprawdę dobrze się to czyta muszę przyznać. Mega kupuje te wszystkie teorie które głosi Derek i jestem ciekaw do czego nas to doprowadzi. Mateusz próbuje wyjaśniać chłopa i chyba to też jest jego najlepszy występ spośród wszystkich gal. Jedynie co to składnia tego wszystkiego taka dziwna jest w sensie, że nie potrzebnie są robione odstępy, Mati popatrz jak inny kodują takie rzeczy jak mają monolog i będzie git. Końcówka Dereka również klimatyczna. Cały segment na plus. 

Cavazos: Koncept tego segmentu w takiej formie to mój pomysł, Cava nieco go zmodyfikował co zaakceptował bez najmniejszego problemu. Kurczę to jest naprawdę świetnie promo jego postaci, chyba najlepsze jakie do tej pory czytałem. Jorge zaczyna nam się rozwijać i widać, że przez 6 lat od bycia Fiesta Makerem nam dojrzał i naprawdę dobrze się go czyta. Naprawdę dobrze rozegrany motyw maski i luchadorów, dokładnie o to mi chodziło gdy pisałem instrukcje. Świetna robota Cava.

Main Event: Tak wiem Brutal znowu klepie, ale w takiej walce po prostu musiał, ale nie jest to do końca czysta wygrana Sabre. Elias dorzucił tutaj swoje 3 grosze więc finalnie Mike nie traci aż tak dużo, a w kwestii zmiany jego charakteru taka porażka może tylko pomóc. To co po walce to w całości mój segment, Cava zasłużył sobie na swój moment chwały i myślę, że zmotywuje to użytkownika do jeszcze lepszego pisania. 

Podsumowując: Muszę zgodzić się z przedmówcami była to najlepsza gala LPW. Nie było Pobitych Garów co od razu podnosi ocenę xD Ale już tak całkiem na poważnie, to po prostu każdy zrobił kawał dobrej roboty i wywiązał się idealnie ze swoich zadań. Oby tak dalej panowie.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
16.06.2026, 09:00 #10
ETW:  Gdy widzisz ten duet to wiedz, że coś się dzieje. Varost w sumie sam jest content creatorem tego co widzicie w wykonaniu tej dwójki. Więc jako CT to w sumie tylko mówimy mu dobra zrób co chcesz tylko nakieruj to w taką, a nie inną stronę xD Co do samego segmentu to widać powolną przemianę Butli, mnie osobiście to cieszy bo przy byciu tylko zabawnym pijakiem to zbyt wiele nie osiągnie. Ewidentnie Uszczelka jest tutaj tym prowadzącym segment, ale fragment Butli, że on to jest taki grzyb zapomniany to aż złapał za serduszko. Później mamy jakiś innych grzybiarzy to nie może tak być Uszczelka powinien krzyknąć This is My Yard now. Przyjemny segment niby komediowy, ale jednak z przesłaniem. 

Komentatorzy:  Chyba udało nam się osiągnąć kompromis jeżeli chodzi o ich długość. Naprawdę w takiej formie są oni akceptowalni do czytania, a Pan Hajto w końcu zabrzmiał jak on. Choć muszę się też zgodzić z głosami, które mówią że jest aż nader inteligentny w tym co mówi. Widać, że Bryx się rozkręca jeśli chodzi o tą formę pisania i być może Hajto nie zostanie wywalony na zbity pysk, oczywiście o ile znowu czegoś nie odwali. Trochę dziwi mnie to, że taki Rico wie kto to jest Hajto, bo wątpię że nasi gościnny komentatorzy to sobie googlują gościa co kiedyś grał w polskiej reprezentacji. Tak całościowo co do gości na komentatorce, to na razie poza sprzeczkami z Hajto za wiele nie wnoszą i uważam, że należałoby to zmienić. 

Opener seg:  Miałem przyjemność zaczynać, bo jak to stwierdzili koledzy z CT tutaj nie będę miał jak się bronić. Może mieli rację natomiast postanowiłem pójść tutaj po najmniejszej linii oporu i po prostu nasycić to promo gimmickiem. Myślę, że pod tym kątem wyszło naprawdę ok, pamiętajcie że Rob nie wiedział kto wejdzie po nim więc jakieś słowo in person byłyby tutaj zbędne. Wchodzi Blaze i no cóż może sobie postrzelać w to co powiedziałem Robem. Udaje mu się to zrobić w sposób bardzo zgrabny, do tego oczywiście gra swoim gimmickiem co wychodzi u naprawdę dobrze od samego startu LPW.  Czytało się to dobrze, a chyba to jest najważniejsze, że nie musimy robić sobie zbędnych pauz. Kolejny gagatek to Uszczelka i o ile dalej było to komediowe tak przy nazwijmy to ,,poważnych graczach" wypadło to aż nader komicznie. Typowy argument do postaci pokroju Blaze'a że to satanista, a do Roba żeby wziął się za robotę - ktoś tu chyba nie czytał newsów, że McŁowicz gotował w knajpce ostatnio. Więc no robi też coś dla ludzi, równie dobrze mógłbym odbić to tym, że Zbychu to w sumie udaje hydraulika a nim nie jest, a tego jego historię z budowlanki to opowiada chyba po zbyt częstym obcowaniu z otoczeniem Butli. Na koniec wchodzi Kenneth, który w sumie ma najłatwiejsze zadanie, widział co powiedzieli jego rywale miał więc pole do popisu. Wywiązał się z tego zadania bardzo dobrze bo tak naprawdę każdy został dobrze zaczepiony i wypunktowany. Power rnaking i czas antenowy no cóż jest jak jest, nie wszystko jest dla pana panie Riddle, to Rob nosi to samo imię co nasz włodarz xD W dalszej części Kenny musiał przejść do Rybacka, no bo olanie ataku od tak byłoby po prostu słabe. Uważam, że zrobił to dość zgrabnie na razie to był tylko atak, ale widać że Riddle o tym nie zapomni i to daje nam naprawdę duży potencjał na później. RVD to moja sprawka, bo wziąłem go na siebie aby w końcu brzmiał tak jak powinien według waszych sugestii. Widzę, że się podoba więc będę szedł dalej w tym kierunku.

Kociarz: Zdecydowanie zaciekawił pierwszym segmentem. To rrrr to wada wymowy, która jest częścią gimmicku i mi na ten moment nie przeszkadza. Jestem ciekaw jego promo w kierunku rywala czy też jakieś konfrontacji słownej podczas samej gali. Bo z jednej strony może to wyglądać jak gimmick nieco komediowy, bo gość udaje kota, ale jeśli zrobi to dobrze to naprawdę widzę w tym potencjał na coś więcej. Jak zauważył Raptor kreuje on się na mocnego face'a przynajmniej w tym promie i z jednej strony to błogosławieństwo, a z drugiej przekleństwo bo takimi postaciami pisze się znacznie trudniej. Na razie jestem tym zaciekawiony i oby to zainteresowanie mi nie przeszło.

Walka: Wygrywa ją zasłużenie Cavazos, a Butla miał w niej swojej momenty więc myślę że całościowo wyszło to ok. Warto odnotować że tym razem Uszczelka nie mógł mu pomagać przy ringu więc pewnie to osłabiło motywację Butli.

Dowson:  Gdzieś już to czytałem, Dan ma zazwyczaj podobny schemat na powrót. Czyli od czasów WCW jest po prostu takim marudą jak sam się określił. Czy jest to złe? Patrząc na gimmick nie, czy jest to nowe? Również nie, a szczególnie jeśli dodamy do tego listę. Mam nadzieję, że będzie to robione nieco inaczej niż w przypadku Jericho, a co do obrażenia programu kulinarnego, to ja już wiem co z tym zrobić i komu zabrać czas antenowy na Pobite Gary xD Na razie oceniam to mocno neutralnie, czekam na więcej bo na razie CHris, to znaczy Dan nie znalazł jaj aby stoczyć walkę w ringu. 

ET: Dużo działo się podczas tej gali, teraz to RVD został upaprany przez Grubasa, który jak to on musi jeść. W tym segmencie kwestie RVD nakierował i napisał Carni, ja dokonałem lekkiej korekty a tekst o Realu to jego sprawka, a nie moja (pomimo mojej całej sympatii do mierd xD) Uważam, że Lopez wypadł tutaj lepiej niż tydzień temu, ale chyba wszyscy widzimy że miejsce Jose to nie walki z komediowymi postaciami. Lopez zdecydowanie lepiej poradził sobie z konfrontacją z GM'em, ale wydaje mi się, że piłeczki też zostały dobrze odbite. Czy doprowadzi to do czegoś w przyszłości? Patrząc na to z iloma postaciami GM ma ,,na pieńku" to być może skuszę się na jakiś krótki run tą postacią. Czas pokaże. 

Walka mojego autorstwa, miała bawić i myślę że tak wyszła, a przez idiotyczny pomysł Raptora w typerze Derek musiał to wygrać, bo nikt nie będzie biletów na mundial sponsorować, a osoby typowały Salvadora xD

Wywiad: Za kwestie reporterki odpowiadałem ja, starałem się coś wykrzesać z Mantela i chyba mi się udało. Widać, że to chce nam wręcz wepchnąć do gardła to, że on jest normalny a reszta to pozerzy. Naprawdę chyba jest to jego najlepszy występ na gali, to nie tak że nagle jest dobry, po prostu ta normalność została tutaj pokazana nam w ciekawszy sposób. A nawet możemy pokusić się o stwierdzenie, że ta normalność zaczyna Derickowi ciążyć. Dobra robota.

Edgar: Zapowiada nam to, że już wkrótce zobaczymy go w konfrontacji F2F i bardzo dobrze. Uważam, że z tych wszystkich zajawek, które dostawaliśmy do tej pory ta była najsłabsza. Nie oznacza to jakiegoś dramatycznego spadku poziomu, ale jednak Edgar sporo stracił w dłuższej formie wypowiedzi. Jestem ciekaw jego konfrontacji na mikrofonie z kimś kto będzie w stanie go punktować, bo przy jego gimmicku obrona przed słowami nie będzie wcale taka łatwa. 

Walka: No tutaj była dość duża różnica klas, ale wiadomo z każdej porażki można wyciągnąć jakąś lekcje. Głowa do góry panie Mantel

ETW: No widać, że dwa tygodnie przerwy to i zawodnicy się świetnie bawią i zdecydowanie nie próżnują. Bardzo długi opis miejsca w którym się znajdujemy, ale akurat w tym wypadku nie uważam tego za minus, ma to podkreślić klasę Escobara. Muszę tutaj docenić Kamyka, który miał za zadanie być osobą prowadzącą ten segment i wywiązał się ze swojej roli naprawdę dobrze. Zawiązuje nam się sojusz, ale jak pokaże późniejsza walka nie ma on jeszcze wypracowanych solidnych fundamentów. Naprawdę pozytywne zaskoczenie tej gali, Preston w końcu przestaje udawać że będzie facem i bardzo dobrze, bo chyba nikt z nas tego nie kupował od początku.

Ryback:  Bryx obawiał się tego jak będzie mu się pisało Rybackiem Rzeźnikiem. Uważam, że może teraz wyrzucić te obawy do kosza, bo w końcu pokazał nam się w dłuższej formie wypowiedzi i wypadł w niej naprawdę bardzo dobrze. Zdecydowanie bardziej kupuję takiego Rybacka niż tego śmieszka i myślę że pozostanie nam on tym w kształcie na dłużej. Bardzo fajnie nawiązał do genezy konfliktu z Riddlem i widać, że to jeszcze nie koniec. Dobrze, że panowie mają zakaz ingerencji w pojedynek bo Kenneth to pewnie by tego tak nie zostawił. Co do Prestona to zdecydowanie dostał tutaj przekopę od Rybacka. No promo na plus. 

Walka: No cóż jak napisał Raptor, MW dał naprawdę kiepskie promo i nawet 3 takie proma nie pokonałyby Lorda. Mateusz ma zdecydowanie najwięcej pracy do wykonania z nas wszystkich. Wiadomo nie będziemy go squashować dopóki pisze, ale Mateusz jeśli czytasz komentarze do gal to weź je sobie do serca, bo my naprawdę nie chcemy dla Ciebie źle. Co do samej wypowiedzi Lorda to jest ona utrzymana w jego gimmicku jak najbardziej. Nie wiem czy uderzenie po głowie tak dobrze nasmarowanej oliwką to by się nie omsknęło xD Klimatyczne to było i Lorda czyta się naprawdę ok od samego początku 

Hill: Widać, że dalej próbuje zwrócić na siebie uwagę. Czy mu to wychodzi? No nie wiem czy Salvador to dobry kompan do rozmowy, ale nie to jest najważniejsze w tym segmencie. Alan pokazuje nam tutaj swoją twarz psychipaty i zaczyna się znęcać nad naszym sprzątaczem. Ciekawe kogo teraz zatrudnię do zamiatania na zapleczu. W tym wypadku musiał pojawić się RVD i uważam, że taka przerwa zrobi dobrze Hillowi, niech chłop ochłonie zanim komuś stanie się większa krzywda. 

Walka: Tutaj chciałem pokazać, że współpraca Escobar-Steele ma swoje mankamenty i myślę, że wyszło to całkiem dobrze. Ryback wygrał chociaż sama walka była dość bliska. 

Wywiad: Ponownie ja miałem okazję pisać Panią od wywiadów i chciałem brać swojego rozmówcę pod włos. Zadanie chyba się udało i od tej pory wywiady będą po prostu pisane ze mną, bo myślę że daje to więcej pola do popisu dla moich rozmówców. No cóż pojawia się Elias, który na ten moment został przejęty przez Jakuba, jak widać ma on na niego nieco inny pomysł niż poprzednich. 67 nie było w moim bingo xD Ale wrócę jeszcze do samego Brutala, który pokazał nam się z zupełnie innej strony niż dotychczas w swoich wywiadach. Wiadomo on nie będzie nam tutaj filozofował bo to prosty chłopak jest, który w dodatku dostał wiele razy krzesłem. Jak do tej pory uważam to za najlepszy występ Brutala jeśli chodzi o rzeczy dostarczane na galę, w dodatku dał też całkiem dobre promo więc wydaje mi się, że zaczyna zmierzać w dobrym kierunku. Dobra robota Michał.

ZSJ:  Duży plus za sam pomysł z pójściem na terapię. Na to chyba jeszcze nikt nie wpadł na e-fedach, ale z moją pamięcią to różnie bywa więc jak kogoś uraziłem to sorki xD Czytało się to z uśmiechem na ustach, pasuje to do postaci na jaką Showoff kreuje nam Zacka. Nie było to przeciągane na siłę za co plus. Generalnie dobra robota, najlepsza parodia Brutala jak do tej pory. No chłop nie ma łatwo zdecydowanie.

Walka i po walce: Gdy już prawie spełnił się mokry sen Jakuba o powrocie Ransoma dostajemy Pilla Tautu, pierdoloną legendę, schizofremika który nie wie kim obudzi się następnego dnia. Wiadomo jak musiało się to skończyć Lopez odhacza debiut ringowy i bardzo dobrze, wiadomo że rywal taki średni, ale zawsze jest to 1 w rekordzie. Po walce również prezentuje się bardzo dobrze i myślę że nie ma co się więcej nad tym rozwodzić. Czekam co czeka dalej tą postać. 

MW-Derek: No cóż te jaszczury to są podłe stwory xD Nie no Zimny naprawdę dobrze się to czyta muszę przyznać. Mega kupuje te wszystkie teorie które głosi Derek i jestem ciekaw do czego nas to doprowadzi. Mateusz próbuje wyjaśniać chłopa i chyba to też jest jego najlepszy występ spośród wszystkich gal. Jedynie co to składnia tego wszystkiego taka dziwna jest w sensie, że nie potrzebnie są robione odstępy, Mati popatrz jak inny kodują takie rzeczy jak mają monolog i będzie git. Końcówka Dereka również klimatyczna. Cały segment na plus. 

Cavazos: Koncept tego segmentu w takiej formie to mój pomysł, Cava nieco go zmodyfikował co zaakceptował bez najmniejszego problemu. Kurczę to jest naprawdę świetnie promo jego postaci, chyba najlepsze jakie do tej pory czytałem. Jorge zaczyna nam się rozwijać i widać, że przez 6 lat od bycia Fiesta Makerem nam dojrzał i naprawdę dobrze się go czyta. Naprawdę dobrze rozegrany motyw maski i luchadorów, dokładnie o to mi chodziło gdy pisałem instrukcje. Świetna robota Cava.

Main Event: Tak wiem Brutal znowu klepie, ale w takiej walce po prostu musiał, ale nie jest to do końca czysta wygrana Sabre. Elias dorzucił tutaj swoje 3 grosze więc finalnie Mike nie traci aż tak dużo, a w kwestii zmiany jego charakteru taka porażka może tylko pomóc. To co po walce to w całości mój segment, Cava zasłużył sobie na swój moment chwały i myślę, że zmotywuje to użytkownika do jeszcze lepszego pisania. 

Podsumowując: Muszę zgodzić się z przedmówcami była to najlepsza gala LPW. Nie było Pobitych Garów co od razu podnosi ocenę xD Ale już tak całkiem na poważnie, to po prostu każdy zrobił kawał dobrej roboty i wywiązał się idealnie ze swoich zadań. Oby tak dalej panowie.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Strony (2): 1 2 Dalej
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości