Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling E-Fed Tygodniówki Colosseum #2 - Rockford, Illinois - 30.05.2026

Colosseum #2 - Rockford, Illinois - 30.05.2026

Colosseum #2 - Rockford, Illinois - 30.05.2026

Strony (2): 1 2 Dalej
300
30.05.2026, 10:29
#1
Earlier Tonight
Na spotkaniu z dziennikarzami przed galą widzimy Rybacka, który trenuje bicepsy a z grupy paparazzi pokazuje się ktoś z plakatem

Dziennikarz - Czy ja mógłbym poprosić o autograf?

Ryback - No pewnie, The Big Guy nigdy nie odmawia takich rzeczy

Dziennikarz rozwija plakat, i okazuje się, że to plakat..Kennetha Riddle'a... Ryback raczej nie jest zachwycony tym widokiem

Ryback - A co to za gówno?

Dziennikarz - Na najbliższej gali zmierzysz się z Kennethem, my, dziennikarze cenimy was obu, chcielibyśmy abyś podpisał ten plakat jako największe starcie nadchodzącej gali

Ryback - Pewnie, Ryback i Kenneth, dwie wielkie postacie haha...

W tym momencie jednak... Ryback wypłaca dziennikarzowi soczystego liścia! Ten pada jak rażony piorunem, jednakże sytuacje widział GM Rob Van Dam, który zaskoczony podbiegł do Rybacka

Rob Van Dam - Ryback, co Ty do jasnej cholery wyprawiasz?!

Ryback - Ja tylko śmieszkuję, przecież w waszym mniemaniu po to tu jestem, prawda szefie?

Ryback odchodzi zostawiając zdezorientowanego GM'a



Hala zostaje wypełniona przez muzykę, kamera robi szybki przejazd na widownię, a na rampie odbywa się skromny pokaz pirotechniczny następnie kamera zmierza powoli do stanowiska komentatorów.

[Obrazek: 0e916733f1788.png]

Przy stoliku komentatorskim gotowi na gale komentatorzy Michael Cole oraz Tomasz Hajto. Chwila ciszy....Aweeesome! Publiczność zachwycona, gdyż to The Miz będzie trzecim komentatorem przy stoliku!

Michael Cole The Miz dołączył do naszego stolika, wybitny wrestler, wspaniały zawodnik, niesamowicie charyzmatyczna postać

Tomasz Hajto Wybitny wrestler i wybitny reprezentant Polski w piłce nożnej, taki stolik nie może wyglądać lepiej!

The Miz Witaj Michael, witaj Tomek, dzisiaj najważniejsze obok Miz TV show, a więc Colloseum, rozdział drugi!

Michael Cole Panowie, która walka waszym zdaniem zasługuje na największe uznanie? Moim skromnym, opener Mike F'N Brutal kontra Elias Shadow skradnie show. Mike jako wrestler robi wrażenie, podobnie jak Mike na stanowisku komentatorskim

Tomasz Hajto Jaki Mike?

The Miz Mike Mizanin kretynie. Dobra, moim zdaniem to jednak walka Axel Blaze kontra Erick Dickinson robi robote, zamyka te karte idealnie, nawet jak komuś będzie chciało się spać, to tej walki nie opuści!

Tomasz Hajto A dla mnie Zbyszek Uszczelka kontra Preston Steele to materiał na walkę gali

The Miz Patrząc na Twoje upodobania, to nic dziwnego, że Uszczelka znajdzie się zawsze w roli faworyta, a tak poza tym, czytałem o Tobie dużo, czy Ty już poniosłeś konsekwencje za...

Michael Cole Wybacz, że przerwę Mike! Jednakże mamy tutaj kartę przepełnioną nienawiścią, Riddle vs Ryback jako odwieczni rywale, Halloway vs Butla jako dwa różne światy, Mantel kontra Mateusz MW, czyli walka, która może pójść w dwie strony, Cavazos kontra McŁowicz, a więc kolejne zderzenie dwóch światów, oraz Escobar kontra Sabre Jr, tutaj również spodziewamy się wszystkiego

The Miz Masz racje, karta jest przepełniona świetnymi walkami, a my ruszajmy z akcją zanim Tomek doda coś od siebie

Kibice w Rockford są już gotowi na show. Najważniejsze pytanie, które pojawia się teraz w ich głowach, to "kto jako pierwszy pojawi się na arenie?". Publika nie była jednak pozostawiona w niepewności zbyt długo. Na hali rozbrzmiewa Evil Ways, a to może oznaczać tylko jedno - o ile na stage nie wyjdzie zaraz jakiś przebieraniec, drugą galę LPW otworzy Kenneth Riddle! Po krótkiej chwili materializuje się ten drugi scenariusz i na rampę wychodzi zwycięzca walki wieczoru premierowego odcinka Colosseum. Fani chantują jego nazwisko, a on sam z uśmiechem na ustach i widocznym luzem zmierza do ringu.

Kenneth Riddle: Dobry wieczór, Rockford! Wspaniale jest tutaj być, naprawdę. Zazwyczaj te słowa są wypowiadane wręcz mechanicznie, na tej samej zasadzie, na której każda publika jest danego wieczoru "najlepszą na świecie"... ale tym razem okoliczności są zupełnie inne. Pogodziłem się już ze swoją emeryturą sportową. Buty odwiesiłem na kołek, a stroje oddałem na aukcje charytatywne lub rozdałem dzieciom moich przyjaciół, które z niezrozumiałego dla mnie powodu marzyły o posiadaniu pary męskich legginsów treningowych <fani wybuchają śmiechem, Riddle również śmieje się lekko>. Zostawiłem przeszłość za sobą i skupiłem się na dwóch sferach życia, które zawsze zaniedbywałem - rodzinie i biznesie. Było mi dobrze z tym, gdzie jestem w życiu. Gdybym powiedział, że każdego dnia tęskniłem, to bym skłamał <z trybun słyszalne jest buczenie części fanów>. Dajcie mi dojść do puenty, dalej powinno być już lepiej, obiecuję! <Riddle gładzi brodę i kontynuuje>. Myślałem, że moja kariera wrestlingowa pozostanie czymś, o czym będę mógł wyłącznie opowiadać moim dzieciom, pokazując im archiwalne transmisje. Wtedy dostałem telefon od LPW i... początkowo odmówiłem. Dokładnie tak było. Zakopałem swoją przeszłość tak głęboko, że nie chciałem nawet myśleć o powrocie. Ten pierwszy telefon zasiał jednak ziarenko, które przez kilka kolejnych dni kiełkowało. Zacząłem oglądać stare nagrania, rozmawiać z dawnymi znajomymi... i krok po kroku przypominałem sobie, dlaczego kochałem wrestling najmocniej na świecie! Podpisałem więc kontrakt, a tydzień temu błyskawicznie przypomnieliście mi, dlaczego kochałem najmocniej na świecie także Was <duży cheer>! To dla mnie absolutny fenomen, że po tylu latach ciągle reagujecie na mnie tak żywiołowo. Czuję, że jestem w naprawdę uprzywilejowanej pozycji, jako weteran z tak mocnym wsparciem publiczności. Bałem się jednak swojej formy fizycznej. Nie oszukujmy się, lata świetności mam już za sobą. Tutaj jest trochę za dużo <Riddle chwyta się za brzuch>, tutaj z kolei za mało <Kenneth pokazuje na swój biceps> i bałem się, że w niektórych starciach to, co sobą reprezentuję, może być niewystarczające. Tydzień temu moje wątpliwości zostały jednak rozwiane. Co prawda moim rywalem nie był żaden młokos, bo Mike Brutal również należy do weteranów tej sceny... ale Mike Brutal poległ w sposób, który nie pozostawił mi złudzeń. Po naszej walce docierały do mnie głosy, które szydziły ze sposobu, w jaki mój rywal się poddał. Chciałbym, żeby to wybrzmiało... doprowadziłem do poddania, bo tego potrzebowałem. Był to dla mnie dowód, że dam radę nadrobić niedostatki fizyczne techniką, która dalej we mnie jest. Dziś wiem, że jestem w stanie pokonać każdego <cheer>! Turniej o LPW World Championship trwa w najlepsze. Dzisiaj odbędą się kolejne starcia, a ja już w tej chwili obmyślam game plan na finałowy Fatal 4 Way. Niektórzy mogą uznać to za próżność... ale Kenneth Riddle po prostu rozkwita w roli faworyta.

Monolog Kennetha przerywa rozbrzmiewająca na arenie piosenka „Mother” od IDLES, która jest muzyką wejściową Zacka Sabre Jr, ten z kolei pojawia się po chwili na rampie i pewnym krokiem z lekkim uśmiechem na twarzy, zmierza w kierunku ringu. Sabre robi kółko wokół kwadratowego pierścienia i po drodze zgarnia mikrofon. Brytyjczyk wchodzi do ringu, muzyka zostaje wyłączone, a ZSJ sam zaczyna mówić.

Zack Sabre Jr.: Kenneth, Kenny, Ken. Mogę Ci mówić Ken? <Zack macha ręką jakby sygnalizując, że nie oczekuje nawet odpowiedzi> Gratulacje zwycięstwa! Wygrałeś, ba! Poddałeś Mike'a f'n Brutala! Ale... ale czy to w ogóle jest wrestler? Czy bardziej głupkiem bez piątej klepki, który za dużo razu w swoim życiu dostał świetlówką w łeb? Nie wiem, chociaż się domyślam. Chodzi mi o to Kennedy, że może to Twoje zwycięstwo na ostatnim Colloseum nie jest wcale tak wielkim osiągnięciem, za jakie je uważasz? Może ta wygrana to wcale nie jest dowód na to, że masz w sobie jeszcze „to coś”, a bardziej, że jeden stary dziad, pokonał drugiego starego dziada? <heat> Ja tylko zadaje pytania! Żeby było jasne Kendall... ja sam chyba nie znam na to pytanie odpowiedzi. Bo ktoś jakże mądry mógłby powiedzieć, hej Zack, you dickhaed... sam przegrałeś swoją walkę z Edgarem Dickinsonem. Gdzie więc startujesz, do pana Kevina Riddlera? Macie rację. Posypuję głowę popiołem. Wiem jednak, że nie wskoczyłem na swój najwyższy poziom, wiem że mam jeszcze rezerwy. Wiem, że prawdziwy Zack Sabre Jr, technical wizard, jeszcze nie pojawił się tak naprawdę w ringu LPW. Czy ty jednak masz taką pewność Keagan? Czy w tym Riddle'u jest coś więcej, niż to co pokazałeś ostatnio? Bo dosłownie po jednym, powtarzam JEDNYM zwycięstwie, wchodzisz tutaj i niemal płaczesz ze wzruszenia, jak to pokonałeś chłopa, który prawdopodobnie przez ostatnie kilka lat tylko chlał i ćpał. Ja z kolei w końcu się rozkręcę. Najpierw wygram dziś, następnie na następnej gali, by za kilka tygodni spotkać się... może i nawet z Tobą... Keith. Może obaj będziemy w walce o pas. Mam do Ciebie prośbę. Gdy już tak będziemy <Zack robi krok w kierunku Kennetha> w tym ringu, obok dwóch innych ciołków. Gdy rozbrzmi gong, pamiętaj proszę. To nie jest Twoja historia. To nie jest disney'owski film, gdzie stary dziad pokazuje wszystkim, że jeszcze się da. Nie zamierzam grać roli statysty w Twoim kinie familijnym. Weź dużo witamin Kenneth. Przydadzą się Twoim kościom. Ponieważ może i zacząłeś turniej o pas LPW wygrywając przez poddanie. Ale na koniec dnia, to Ty będziesz klepał... myśląc o tym, że Twoja pierwsza myśl była słuszna i trzeba było siedzieć na tej wrestlingowej emeryturze. <Zack wraz z wypowiadaniem ostatniego zdania robi kolejny krok w kierunku Riddle'a, niemalże stojąc z nim już twarzą w twarz, jakby prowokując jakiś ruch Kennetha>

Zack i Kenneth stoją naprzeciw siebie, dość blisko, na arenie zrobiła się głośna wrzawa, ewidentnie publiczność oczekuje bójki między panami. Jednak wrzawę przerywają słowa ,,Let the Bodies hit the floor” I wiadomo z czym się to wiąże. Publiczność buczy, a na rampie pojawia się Mike F'N Brutal, jednak jest w nim jedna rzecz która wszystkich dzisiaj dziwi. Mike nie ma przy sobie krzesła, nie ma żadnego kija do kendo. Wściekłym krokiem idzie w stronę ringu, do którego w końcu wszedł. Publiczność skanduje ,,You tapped out!" Po wyślizgnięciu się do ringu Mike z pogardą spogląda na Zacka i Riddle'a, po czym bierze mikrofon.

Mike F'N Brutal: Chryste... Naprawdę idzie się porzygać. To ma być otwarcie gali?! Dwóch chłopów stojących w ringu i pierdolących o swoich uczuciach niczym w podcaście dla porzuconych rozwodników po czterdziestce?! <Mike w tym miejscu wskazuje palcem na Kennetha> Ty. Jedno słowo. Gratulacje. Naprawdę, Kenneth. Wyszedłeś tutaj po jednej wygranej i już gadasz jakbyś wrócił, żeby zbawić ten biznes. Miałeś szczęście i tyle. Nie myśl sobie, że odkryłeś nowego siebie, czy też jakąś drugą młodość w sobie, nie, nie. Po prostu trafiłeś w moment w którym LPW spotkało najsłabszą wersję Extrememaniaca. I radzę ci się do tego nie przyzwyczajać, bo za drugim razem, w innych okolicznościach, w innym otoczeniu - skończysz inaczej. <Mike zdjął ułamek szacunku z twarzy, który skierował do Riddle'a i ze znudzeniem spogląda w stronę Zacka> A ty? Ty mnie nawet nie wkurwiasz połamańcu. Ty po prostu brzmisz jak każdy przemądrzały, techniczny pajac, którego ten biznes wypuszcza hurtowo od piętnastu, góra dwudziestu lat. ,,Technical wizard", jakiś pierdolony ,,Submission Specialist" jakich jest na pęczki - słyszałem to gówno tyle razy, że spokojnie mógłbym za was szczyle kończyć proma słowo w słowo i nawet bym się nie pomylił. Różnica między nami jest prosta, ty potrzebujesz kilku dźwigni i tanich chwytów, żebyś myślał, że ludzie uznają cię za jakiegoś geniusza. Ja potrzebuje pięciu sekund, aby takich jak ty złożyć niczym origami! <Mike w tym miejscu podchodzi bliżej Zacka> I uwierz mi - to jest dużo bardziej prawdziwe niż twoje fikołki i łamanie ludziom palców udając, że to jakaś sztuka wojenna i geniusza taktyczna. <Publika wyraźnie buczy po słowach Brutala, choć jest część chantów ,,ECW! ECW! ECW!", które próbują się nieśmiale przebić przez hałas. Brutal słysząc to lekko się uśmiechnął, jednak robi krok do tyłu po czym spogląda wokół z obrzydzeniem> Cały ten biznes zdechł, jeden gość wychodzi tutaj opowiedzieć swoją historię życia, jakże kurwa wzruszającą, drugi brzmi jak sfrustrowany nauczyciel jogi dla socjopatów, a wy klaszczecie jakby to było jakieś kino na miarę Spielberga?! To nie jest kino, to jest wrestling! A przynajmniej kiedyś te cztery kąty nim były. <Mike wyraźnie zaciska szczękę mówiąc dalej> Jakby tego było mało, teraz muszę tu wychodzić i słuchać zapewne kolejnego zamaskowanego ćpuna, który myśli, że mrok to osobowość.  O nie, nie. Za długo już to trwa, koniec z tym! Elias Shadow! Ruszaj wreszcie to dupsko do ringu. W dupie mam twoją muzykę, w dupie mam tę ciemność na arenie i twoje cienie, wyłaź tu i dostań wpierdol jak mężczyzna, za którego podobno się masz! A wy możecie już się stąd wynosić, bo naprawdę zacznę mieć odruchy wymiotne.

Nagle z głośników rozbrzmiewa charakterystyczny bit utworu „Jebać Dorosłość” Doliego. Światła na arenie zmieniają się w mroczne, fuksjowe barwy. Na rampie pojawia się ELIAS SHADOW. Elias ignoruje napiętą atmosferę i niepewne spojrzenia przeciwników. Wygląda, jakby zupełnie nie miał zamiaru wejść do ringu. Zamiast tego okrąża ring jak łowca, czyhając na ofiarę. Niespiesznym krokiem podchodzi do stołu komentatorskiego, bierze z niego mikrofon i, kołysząc się na nogach, zaczyna śpiewać tudzież recytować kolejną piosenkę Doliego pt. „nie potrafię żyć tak jak inni" swym spokojnym, wręcz przećpanym, psychotycznym tonem.

ELIAS SHADOW
„Nie potrafię żyć tak jak inni
Nie potrafię żyć tak jak, tak jak inni
Nie potrafię żyć tak jak inni
Nie potrafię żyć tak jak, tak jak, tak jak inni
Zimny jak Ty
Nawiedzają sny pełne tragedii
Winny krzywdy, dziwny jak my
Ciągle spadamy, nie chcesz łapać mnie
Ale nie dziwię się
Z moim sercem uciekaj gdzieś, bo ja je zmarnuję
Jak najdalej, jak potrafisz, jak najdalej
Bym nie znalazł Cię
Jak najdalej, jak potrafisz, jak najdalej
Bym nie znalazł Cię"

Gdy przestaje śpiewać, nagle płynnym ruchem wślizguje się pod linami i siada okrakiem na narożniku, po czym zaczyna swą przemowę.

ELIAS SHADOW Spójrzcie na siebie... Słyszę te wasze małe, żałosne plotki za moimi plecami: „Co jest z nim nie tak?", „Czy kiedykolwiek jest czysty?", „Co on ćpa?". Chcecie rozmawiać o substancjach...? Chcecie wiedzieć, co mnie napędza...? Macie rację, mój umysł działa na zupełnie innych obrotach. Żyję w swoim własnym, pokręconym świecie, do którego wasz nudny realizm nie ma wstępu. Prawda jest taka, że Wy szukacie ucieczki w tanich iluzjach, a moim jedynym, najgorszym nałogiem... jest czysty, żywy ból. Wy potrzebujecie poukładanych, rutynowych rzeczy, żeby funkcjonować – ja potrzebuję destrukcji. Mój próg bólu jest tam, gdzie wasza odwaga nawet nie sięga. Naprawdę nie mam do Was problemu. Wszyscy mi zwisacie jak jaja przy kastracji. Jesteście dla mnie tylko kolejnym elementem tego psychodelicznego tripu, którym jest moja kariera. Jeśli Wy macie problem ze mną... jeśli myślicie, że ta maska i moja ekscentryczność to słabość... wejdźcie mi w drogę i sprawdźcie to na własnej skórze. Gwarantuję wam jedno: kiedy zgasną światła, wasz alarm na drzemkę będzie brzmiał: „Lights Out!". Witajcie w moim świecie!

Elias kieruje swój wzrok wprost na Mike'a F'N Brutala niczym wilk, który upatrzył sobie ofiarę.

ELIAS SHADOW Mike, chciałbym coś Tobie powiedzieć przed Naszą walką, lecz pozwól, że przełożę swą wypowiedź na Twój otępiały, zaściankowy język: „Ćwierćmózgu prosto z fabryki kutafonów, wsadź se tę swoją brutalność głęboko w dupę i jej nie wyjmuj, chyba że chcesz wreszcie pokazać tym idiotom z publiki, że jesteś dokładnie tym gnojarzem i gównojadem, którego skrywasz pod brutalnością. Najgorszą wiadomością dla takiej fujary jak Ty jest to, że Nasza walka odbędzie się na normalnych zasadach, a Ty jedyne, co będziesz mógł se zrobić ze swoimi krzesłami i twymi innymi duperelami, to jedynie lewatywy, po tym, jak skopię Tobie tyłek. Po Naszej walce będziesz srał fiutem, obesrańcu. Każdy, kto rozpozna Twoją wstrętną mordę na ulicy, będzie pytał „ARE YOU SIUR?" Wtedy właśnie wszyscy ujrzą, że tak naprawdę, poza posiadaniem ryja od ucha do ucha, jesteś jedynie cienką fają... jeszcze jedno, cepie, fajfusie, analfabeto, debilu i tłusta świnio: „Ciumkaj loczki, kutasie!"

Elias nagle ciska mikrofonem w Mike'a i wykonuje lekki, kpiący ukłon w stronę pozostałych rywali. Wbija się jeszcze mocniej w narożnik, siadając na nim jak drapieżnik i obracając w dłoni kastet. Zza jego długich włosów w odcieniu ciemnego blondu, błyszczą oczy – jest gotowy na to, by przyjąć każdy atak, jaki na niego przygotują.


Second Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Mike F'N Brutal vs Elias Shadow
[Obrazek: 1122b77dc95cd.png]

Przenosimy się do ringu, gdzie Elias Shadow opiera się o liny, ciężko oddychając. Mike F’N Brutal stoi kilka kroków dalej, trzymając się za kark po wcześniejszym zderzeniu z narożnikiem. Obaj mają bilans 0-1, więc przegrany kończy swoją przygodę z turniejem. Napięcie rośnie, a Young Viper nagle wskazuje palcem na Brutala, po czym wykonuje w powietrzu ironiczny gest odklepywania. Zaraz po tym łapie się za rękę, jasno przypominając mu porażkę z Kennethem Riddlem. South Philly Scumbag momentalnie zaciska pięści, a publiczność zaczyna reagować coraz głośniej. Brutal rusza jak wściekły, ale Lone Wolf robi unik pod jego ramieniem i odpowiada serią szybkich kopnięć. Mike próbuje złapać go za głowę, jednak Shadow odbija się od lin i trafia Springboard Dropkickiem! Weteran z Filadelfii cofa się do narożnika, a Elias natychmiast bierze rozpęd. Basketball Dropkick! Trafiony zatopiony! The Concrete Saint wypada z narożnika na matę, a Beta Wolf przechodzi do pinu. 1... 2... kickout! Elias od razu podnosi rywala i jeszcze raz teatralnie trzyma się za bark, prowokując go wspomnieniem poprzedniej porażki. Mike odpowiada potężnym ciosem w korpus, ale Young Viper kopie go w nogę, odbija się od lin i próbuje Enzuigiri. Jednak nie! Brutal uchyla się, łapie go przy podnoszeniu i wbija w matę przez Factory Reset! Pin! 1... 2... nie! Shadow odrywa bark od maty! The Concrete Saint nie odpuszcza. Podnosi Eliasa, posyła go Irish Whipem do narożnika i rusza za nim. Concrete Check! Corner Clothesline trafia idealnie, a po chwili Mike dokłada Running Bulldog. Mamy pin! 1... 2... kickout! Elias nadal zostaje w walce, choć coraz wolniej wraca do pionu. Brutal łapie go za włosy i próbuje ustawić pod Dead Static, ale Lone Wolf wyrywa się, przechodzi za plecy rywala i trafia Fly-Off My Knees! Mike pada na matę, a Shadow natychmiast przypina. 1... 2... nie! W ostatniej chwili! Elias łapie się za głowę, ale widzi, że Brutal jest naruszony. Mroczny high-flyer wstaje, cofa się do narożnika i ponownie pokazuje gest odklepywania w powietrzu, tym razem z jeszcze większą kpiną. King of Extreme podnosi się na kolana, wściekły i zamroczony. Shadow rusza po Ascent to Lobotomy! Jednak nie! Brutal w ostatniej chwili odsuwa głowę, a Elias przelatuje obok. Young Viper odwraca się błyskawicznie i próbuje Lights Out!, ale South Philly Scumbag schyla się pod kopnięciem. Shadow ląduje na nogach, lecz nie zdoła już uciec. Dead Static! Elias obraca się po potężnym uderzeniu i pada na kolana. Brutal przez chwilę patrzy na niego z furią, jakby cała prowokacja właśnie przelała czarę goryczy. Nie przypina. Podnosi rywala, mamy Hardcore City! Beta Wolf uderza o matę, ale Mike natychmiast ciągnie go z powrotem do pionu. To już nie jest tylko walka o przetrwanie w turnieju. To kara za wyciągnięcie na światło dzienne jego porażki z Riddlem. Elias ostatkiem sił próbuje desperackiego kopnięcia, ale Violence Bastard blokuje je, wciska głowę rywala pod pachę i ustawia go w centrum ringu. This is Gonna Hurt! Shadow zostaje wbity w matę i nieruchomieje. Mike przykrywa go całym ciężarem, patrząc wściekle w stronę publiczności. Sędzia dopada do maty. 1... 2... 3! Mike F’N Brutal wygrywa po brutalnej końcówce, zostaje w turnieju, a Elias Shadow właśnie się z nim żegna.

Earlier This Week

Kamera przenosi nas nad jeziorko. W gęstej trawie można zauważyć sylwetki dwóch mężczyzn łowiących ryby. Jeden z nich siedzi na typowym krzesełku rybackim, na głowie ma beżową czapkę typu bucket, ubrany jest w oliwkowy podkoszulek z widocznymi plamami potu pod pachami, narzuconą ma również kamizelkę również w kolorze beżowym. Na nogach ma skarpetki oraz sandały. Drugi mężczyzna, który siedzi na opróżnionej skrzynce piwa ubrany jest w wielką, zimową kurtkę, a na nogach ma dwa gumowce jeden oliwkowy, drugi czarny.

Zbyszek: Mówię Ci Zygmunt z klientem to jak z rybką. Najpierw musisz zanęcić. Najlepiej to dać się klientowi wygadać. Przychodzisz do takiego i najsampierw chwalisz na przykład samochód. Pytasz ile pali czy olej bierze. Taki klient czuje się doceniony i od razu mięknie. Kurwa Zygmunt słuchasz mnie czy ja tu sam do tych karasi nawijam?!

Zygmunt zaczął się śmiać, kompletnie nie wiedząc, o czym właśnie gadał do niego kolega. Sięgnął po Harnasia, otworzył go zębami i pociągnął solidnego łyka. Przez chwilę patrzył gdzieś w jezioro, marszcząc brwi tak, jakby nad czymś bardzo głęboko myślał.

Zygmunt: Ale ty… ty dobrze gadasz, Zbychu. Klient jak ryba. Człowiek też trochę ryba. Siedzi se… gęba zamknięta… patrzy głupio i nagle bach! Łapie haczyk.

Zygmunt wskazał palcem na wodę, choć bardziej wyglądało to tak, jakby tracił równowagę.

Zygmunt: Mnie też kiedyś zanęcili. Powiedzieli: „Zygmunt, chodź na jedno”... a dalej.. a dalej to już nie pamiętam…

Spojrzał w dół, parsknął śmiechem, po czym poprawił się na skrzynce, która zatrzeszczała niebezpiecznie.

Zygmunt: Ale powiem ci coś jeszcze… ryby to są mądre. Nie gadają głupot. Nie pożyczają pieniędzy. Nie mówią „oddam jutro”. Człowiek to najgorsza ryba.

Nagle zmrużył oczy i spojrzał podejrzliwie na spławik.

Zygmunt: Zbychu… ta ryba mnie obserwuje czy ja jestem pijany? Wydaje mi się… ty, a może ją złapiemy i damy jej się napić? Widzę to w jej oczach…

Zygmunt sam nie wiedział co mówi. Prawda jest taka, że ryby to on tam nawet nie widział, tylko spławik, ale wydawało mu się, że to tak wygląda ryba. Spojrzał wtedy na Zbyszka z zaciekawieniem, czy on też ją widzi. Uszczelkę zatkało, a po chwili wrócił do tematu o którym rozprawiał wcześniej

Zbyszek: Zygmunt.. czasami to się zastanawiam jakim geniuszem musisz być, że wpadłeś w takie odmęty szaleństwa. Wracając do pięknej sztuki wędkowania. Jak taka rybka już złapie ten haczyk to ciąg ją bracie z całych sił, ale zanim to nastąpi minie wiele czasu czyli jaka jest najważniejsza lekcja?

Zbyszek czeka na odpowiedź kompana, ale ten wydaje się jakby przysnął z otwartymi oczami

Zbyszek: Cierpliwość. Tak i na rybach jak i w ringu Zygmuś. Daj się rywalowi zmęczyć, niech zabłyszczy, a potem walisz takiego oponenta w najmniej spodziewanym momencie. Ja to już w życiu przerabiałem, norma. Pamiętam, robiliśmy kiedyś z chłopakami hydraulikę w takim nowym pensjonacie pod Augustowem. Szefas, taki warszawski cwaniaczek w gajerku, po skończonej robocie zaczął kręcić nosem. Że drogo, że poprawki, że on faktury nie zapłaci, bo mu się kolanko nie podoba. Chłopaki od razu chcieli mu maskę obić, ale ja mówię: „Spokojnie, cierpliwości”. Spakowaliśmy narzędzia, grzecznie podziękowaliśmy i pojechaliśmy. Ale muszę Ci powiedzieć jedno. Uszczelka nigdy nie odpuszcza, Zygmunt. Ja po prostu wiedziałem, co tam po sobie zostawiłem. Minęły dokładnie cztery dni, weekend, pełen pensjonat gości, a w głównym pionie puszcza takie jedno ukryte uszczelnienie, które celowo dokręciłem na słowo honoru. Jak to wszystko runęło, jak tam się, kurna, szambo na recepcji rozlało... Chłop dzwonił do mnie o drugiej w nocy, płakał do słuchawki, błagał na kolanach, żeby przyjechać. I co? Przyjechaliśmy na gotowe. Zapłacił podwójnie, jeszcze nas po rękach całował i catering z restauracji stawiał. Cierpliwość. Czekasz na ten jeden moment, aż sami przyjdą z otwartą gębą.

Zygmunt siedzi z otwartymi ustami, zapatrzony w przestrzeń, jakby wciąż próbował zwizualizować sobie zalany szambem hotel. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, krzywy badyl Zygmunta gwałtownie wygina się w pałąk, a spławik z impetem znika pod wodą. Zygmunt zrywa się na równe nogi, wywracając skrzynkę po piwie, i po chamsku, z całej siły szarpie kijem do tyłu. Z wody z wielkim pluskiem wylatuje gigantyczny, tłusty karp i ląduje prosto w gęstej trawie. Zbyszek zszokowany podbiega bliżej, mruży oczy, pochyla się nad rybą i nagle zamiera w bezruchu.

Zbyszek: Ty... Zygmunt... ty na hak nabiłeś kawałek śląskiej kiełbasy?!

Zygmunt chwiał się jeszcze chwilę po tym, jak wyłowił wielkiego karpa. Dobre 10 sekund łapał równowagę, ale od razu po tym zaczął się śmiać pod nosem, jednocześnie sięgając po kolejne piwsko - no bo trza to jakoś uczcić.

Zygmunt: Wiesz co, Zbychu...? Ty to chyba jednak mądry chłop jesteś. Z tą cierpliwością... coś w tym jest. Ja to kiedyś też cierpliwy byłem. Raz żem czekał trzy dni pod monopolowym.

Zbyszek spojrzał na niego kątem oka, już chyba żałując, że zapytał.

Zygmunt: Bo kierownik miał mi oddać dwa złote! DWA! To nie są małe pieniądze, Zbychu. Za to to kiedyś pół chleba i szczęście człowiek miał. I… oddał. Po trzech dniach oddał! Także cierpliwość działa. Ty z fakturą, ja z monopolowym… biznes.

Nagle spojrzał na wielkiego karpia, który jeszcze lekko się ruszał w trawie, sam lekko zdziwiony że wyłowił takie monstrum.

Zygmunt: Ale powiem ci coś jeszcze... ta kiełbasa to był plan. Ryba patrzy i myśli: „o kurde, śląska”. Tak właśnie myślałem, że skubana głodna była… i dobrze żem myślał!

Uniósł wtedy butelkę w górę i dopił piwo, a pozostałości, czyli flaszkę wrzucił ponownie do skrzynki, ledwo trafiając. Zbyszek z niedowierzaniem spogląda to na rybę to na kompana. W końcu z oburzeniem w głosie komentuje.

Zbyszek: To ja się produkuje o strategii, o planowaniu, historie ze swojego życia opowiadam, a ty co?! Nabijasz na haczyk kawał padliny, szarpiesz jak sprężyną w klozecie i wyciągasz taką sztukę? Przecież to jest profanacja sztuki wędkarskiej, Zygmunt! Gdzie szacunek do ryby?! Śląską?! To może jeszcze musztardę trzeba było do tej wody wrzucić, co?!

Zygmunt tylko pomrukuje coś pod nosem niezrozumiale, prawdopodobnie znowu odciął się do innego świata. Uszczelka jednak się opanowuje i kontynuuje.

Zbyszek: Ale jedno muszę Ci przyznać Zygmuś. Czy zwykłe szczęście początkującego, czy ty to wszystko zaplanowałeś ważne, że jesteś skuteczny. I wiesz co? O to właśnie chodzi w tym całym biznesie. Liczy się efekt, a nie to, czy ryba dostała menu z restauracji, czy kawał padliny z Biedronki. Rywal w ringu też ma paść i koniec. Może i jest w tym metoda, moja strategia, twój spryt i nikt nie stanie nam na przeszkodzie.

Zbyszek wstaje z krzesła i klepie swojego kompana po ramieniu, a ten spada ze skrzynki i stacza się do jeziora. Fachowiec leci za nim i stara się go wyciągnąć, a kamera powoli gaśnie.

Second Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Derek Hallowayl vs Zygmunt Butla
[Obrazek: c68a4166def02.png]

Przenosimy się do ringu, gdzie Derek Holloway trzyma Zygmunta Butlę w narożniku i wciska mu bark w żebra. The Truth Seeker wygląda na przekonanego, że rozpracował już cały układ tego pojedynku, a The King of Empty Bottles tylko potwierdza jego teorię, ledwo trzymając się na nogach. The Red Pill One odciąga rywala od lin i natychmiast wykonuje Gutwrench Suplex! Butla ląduje ciężko na macie, a Derek przechodzi do pinu. 1... 2... kickout! Przy ringu Zbyszek Uszczelka aż łapie się za głowę i krzyczy coś do Zygmunta, pokazując mu dłonią, żeby „wstał do roboty”. Holloway zerka w jego stronę i zaczyna wskazywać palcem na publiczność, potem na sędziego, jakby tłumaczył wszystkim, że nawet obecność Majstra przy ringu nie jest przypadkiem. Ta chwila wystarcza Butli, który powoli podnosi się na kolano i trafia Dereka brudnym ciosem w brzuch. The Baroom Warlord dorzuca kolejny cios, potem Low Kick, a na koniec Clothesline, po którym spiskowiec z Denver cofa się do lin. Zygmunt próbuje złapać rytm. Nie wygląda to pięknie, ale działa. Bydgoszcz City! Pierwszy rzut! Butla nie puszcza! Drugi rzut! Przy trzecim sam prawie traci równowagę, a Uszczelka przy ringu aż wyciąga ręce, jakby chciał asekurować źle zamontowaną półkę. Trzeci rzut dochodzi do skutku! The Drunk and Dangerous pada na rywala i mamy pin! 1... 2... nie! The Awakened odrywa bark od maty! Butla siedzi na macie i przez moment pokazuje sędziemu dwa palce, jakby był pewien, że to wystarczyło. Derek podnosi się pierwszy, wbija się w rywala Big Bootem, po czym podnosi go i mamy STO! Pin! 1... 2... kickout! Holloway nie dowierza. Wstaje, rozkłada ręce i zaczyna mówić coś o tym, że sędzia liczy za wolno, bo „system nie chce prawdy”. Publiczność reaguje gwizdami, a Uszczelka przy ringu tylko kiwa głową, jakby właśnie słuchał klienta tłumaczącego, że rura sama pękła. The Enlightened podnosi Butlę i szykuje Corner Powerbomb, ale Zygmunt zaczyna się szarpać. Udaje mu się zsunąć za plecy rywala, a gdy Derek odwraca się w jego stronę, inkasuje Butelkowy Łokieć! Trafiony zatopiony! Holloway chwieje się, ale nie pada. Butla bierze krótki, krzywy rozpęd i próbuje drugiego Butelkowego Łokcia, jednak The Truth Seeker blokuje go i odpowiada Belly-to-belly Overhead Suplex! Pin! 1... 2... nie! Zygmunt jeszcze zostaje w walce! Derek ma dość. Podnosi rywala wysoko i szykuje Awakeing. Jednak nie! Butla zsuwa się za plecy, odpycha go na liny i gdy Holloway wraca, trafia kolejnym Butelkowym Łokciem! Tym razem The Red Pill One pada na kolano. Uszczelka przy ringu zaczyna uderzać dłonią w apron, nakręcając Zygmunta. The Last Sip chwieje się, łapie równowagę i dokłada Mocną Głowę! Ostatnia Butelka trafia idealnie! Derek pada na matę, a Butla niemal przewraca się razem z nim, ale w ostatniej chwili opada na jego klatkę piersiową. Sędzia dopada do maty. 1... 2... 3! Zygmunt Butla wygrywa po pinie, a Zbyszek Uszczelka przy ringu świętuje tak, jakby właśnie udało mu się naprawić przeciek bez wymiany całej instalacji.

Spodziewajcie się niespodziewanego - wielkie rzeczy nadciągają do LPW

FATE! Jeśli ten theme song uderza, to wszyscy wiedzą, co ich czeka... Jose Lopez! Zawodnik pojawia się na apronie. Witany jest mieszaną reakcją, z lekką dominacją buczenia. Sporo fanów nadal jeszcze nie jest w stanie być przeciwko Hiszpanowi. Lopezzo ubrany jest tak jak ostatnio w skórzaną kurtkę, proste dżinsy i buty w stylu Martensów. Anti heroe przygląda się reakcji publiki i zmierza w stronę kwadratowego pierścienia. Przed wejściem do niego podchodzi w kierunku komentatorów i zabiera mikrofon oraz krzesło i udaje się do ringu. W nim El Hermoso rozstawia swój ''tron''. Siada nonszalancko na nim, przystawia do ust oręż, który pozwala mu walczyć słowami i czas na przemowę.

Jose Lopez: Przybyłem tu, by wyjaśnić parę spraw i doedukować was oraz... federację. Zacznijmy od tego, że to, na czym siedzę, to jest... krzesło. *Jose klepie w nie* Zgadza się. Wiecie, co można zrobić z nim sensownego? Na przykład na nim usiąść... Wiecie, czego nie powinno się robić? Tłuc nim w kamerę jak skończony debil, którym zresztą Mike Brutal jest. *Lopez szyderczo się uśmiecha* Chociaż... jest szansa, że ja się mylę! Może to jednak był... poradnik? Poradnik skierowany do innych uczestników turnieju typu Elias Shadow, Zack Sabre jr. czy też Miguel Escobar, który miał im pokazać, jaką czynność podjąć, by nie zrobić z siebie kretyna na wizji. *szyderczy śmiech* Jakby rozwalili kamery tuż przed swoimi pierwszymi wypowiedzianymi słowami, to bym im pomogło. A tak to mieliśmy dużo ujadania z ich strony, by potem mieć gorszy bilans niż hydraulik...*prychnięcie* Skoro o naszych federacyjnych ''igrzyskach'' mowa, to mam pomysł dla zarządu LPW. Gdy przeglądałem sobie pojedynki i zobaczyłem, jak niejaki Mateusz MW wciera sobie oliwkę w głowę, to poczułem natchnienie... zrozumiałem, że mam niesamowity łeb do interesów. Stwórzmy ten produkt marki Legion Pro Wrestling! Dochody mogą być z tego niesamowite, w końcu jest spory popyt na to u waszych obrzydliwych, Amerykańskich elit, które lubowały się w chorych imprezach u pewnego producenta muzycznego... *fani zaczynają skandować ''Fuck P Diddy''* Strata czasu, nie próbujcie mi się przypodobać, jesteście śliscy, jakbyście sami wysmarowali się tą oliwką... *heat* Może wróćmy do przyjemniejszego tematu.. czyli wyśmiewania zawodników, którzy biorą udział w turnieju. Nie mam aktualnie nic ciekawszego do roboty, więc zaczerpnę pomysł od programu ''Pobite Gary'' i stworzę swój odpowiednik ''Zakute łby''! Chociaż... to nie jest tak, że uważam wszystkich za niezbyt bystrych słabeuszy. Jest tam kilka sensowniejszych zawodników, prawda? Na przykład... Kenneth Riddle? *cheer* Albo Axel Bla...

WYBRZMIEWA TEN THEME SONG! NIESAMOWITE! TO SIĘ NIE DZIEJE! Nie jesteśmy tego godni, ale Lopezowi przerywa sam... Jean-Pierre Dolnick! Fani szaleją, cholera, co za cheer! Grubas z Konga pojawia się na rampie ubrany w TEN SPOSÓB. Kongijczyk jest witany taką reakcją, że chyba sam się tego nie spodziewał. W ręku ma mikrofon i jego mina jest skwaszona. Filmowa gwiazda mówi ''kurwa, nie miałem mieć znowu tej piosenki, wychujali mnie, dostaną pozew''. Niestety aktualnie nie może on nic z tym zrobić, więc idzie w stronę kwadratowego pierścienia, przybijając masę piąteczek. Prawie taką masę, jaką on ma sam. Czarnoskóry zawodnik już powoli zaczyna męczyć się tak długą drogą, będąc już przed docelowym miejscem, zabiera głos.

Jean-Pierre Dolnick: Wyłączyć muzykę, wyłączyć to gówno! *muzyka zostaje wyłączona* O, serio działa, zawsze chciałem to powiedzieć. *Gruby cieszy michę, a fani go mocno cheerują* Lopez, ty chu..*Grubas przełyka ślinę* Ty chu..dszy jakiś jesteś, weź się chłopie za siebie...

Jose Lopez: Niesamowite, jeszcze ciebie tutaj brakowało, ale wiesz co? Zapraszam. *Lopez wstaje z krzesła i wskazuje na nie Dolnickowi* Śmiało, usiądź sobie, widzę, jak bardzo zmęczyła cię ta droga tutaj. *Lopez parsknął śmiechem* Chodź, chodź, nie zrobię ci nic, masz moje słowo...

Jean-Pierre Dolnick: No-no jasne, że nic mi nie zrobisz, bo byś nie dał rady nawet! Nikt by nie dał. Co ty sobie myślisz, że się bałem? Pfff..

Grubas powoli wchodzi do ringu, trochę to trwa, gdy jest już w nim, spogląda na wolne krzesło, a potem na opartego o liny Jose.

Jean-Pierre Dolnick: Masz mnie za głąba? Już to przerabiałem. *grubas kręci głową* To jest specjalnie poluzowane krzesło, że jak usiąde na nim, to ono się rozwali i będziesz chciał zrobić ze mnie grubasa. Taki chuj! *cheer* Postoję sobie tutaj. A TY mnie posłuchasz... kutafonie! *cheer* Przychodzisz sobie do nowej federacji, ubliżasz wszystkim, ubliżasz fanom, MOIM fanom. *cheer* Oni tutaj wszyscy są dla mnie, więc nie pozwolę im słuchać twojego bełkotu! *cheer* Może kiedyś coś tam potrafiłeś, może kiedyś mnie nawet pobiłeś, ale teraz... jesteś już za stary Jose. O wiele za stary. Młodzi jak ja przejmują ten biznes... Czas płynie w przód czy tam do przodu, to akurat jeden chuj, ale.. ile ty masz właściwie lat? *Lopez mówi mu, że 37, a Gruby zaczyna liczyć na palcach* 37..mówisz.. a to ja też mam chyba tyle lat, to w dupie z tym akurat. Spieprzyłeś mi wszystko tym swoim wiekiem, miałem przygotowaną ripostę! *Lopezzo patrzy na niego z politowaniem, a fani się śmieją* Powiem ci coś, masz szczęście, że JA akurat nie występuję w turnieju, bo byś taki oklep dostał ode mnie. Naprawdę ciesz się fiucie, że nie trafisz tam na mnie.. *Jose mówi mu, że przecież jego też nie ma w tym turnieju* aha... no przecież wiedziałem o tym i sprawdzałem czujność, Pewnie się OBSRAŁEŚ, że ja tam będę i dlatego cię nie ma. No tak. Oczywiste. *Big Jean bardzo cieszy się z tego tekstu, a fani, śmiejąc się, cheerują go* Muszę ci przyznać, że wiele lat temu mnie ostro rozjuszyłeś, ale.. mogę być większą personą.. nie mylić z byciem grubym! Sprawdzałem definicję tego w internecie. Po prostu pokażę gest i jak mnie tu ładnie przeprosisz i fanów, to nie będę cię wyzywać w social mediach więcej.

Jose Lopez: Doprawdy, jesteś niesamowity Jean. I to bardzo. *Grubas ma zaciesz na twarzy* Rozumiem, dlaczego oni tak mocno cię kochają... Robią to, bo jesteś naprawdę jedną z nielicznych osób, która jest w stanie dokonać cudu.. *Dolnick jeszcze bardziej się cieszy* Cudu w postaci bycia jeszcze większym debilem niż CAŁA ta publiczność razem wzięta, a wierz mi... wśród nich jest tam pełno mężczyzn, którzy potrafią pisać na Facebooku zbereźne rzeczy wprost do reklam stworzonych poprzez sztuczną inteligencję. *heat, a Jean jest lekko naburmuszony* Są tam także kobiety, które przeglądają sobie filmiki i gdy widzą smutne zwierzątka robione również przez AI, to mają łzy w oczach i robią łańcuszki serduszek. *heat* Jest tam też dzieciarnia, która nadal tworzy ''edity'' ze mną w roli głównej i nie może pogodzić się z tym, że ja nie zapominam. GARDZĘ każdą taką osobą. *jeszcze większy heat* I TY, dokładnie TY Dolnick jesteś w stanie ich przebić, dzięki czemu dostarczasz im rozrywkę, a co nie zabija tak świetnie czasu, jak oglądanie kogoś głupszego od siebie? A że tak jak wspomniałem, jesteś być może jedyną osobą, która jest bardziej tępa niż oni, to zostałeś ich nową zabawką. *heat, a Dolnick jest już rozjuszony konkretnie* Nie.. ty nie jesteś tylko zwykłą zabawką. Ty jesteś czymś lepszym, jesteś prawdziwą REPLIKĄ... Jabby ze Star Wars, oddającą idealnie rozmiary. *heat, a Jean-Pierre odpowiada, że on jest tylko lekko puszysty.* Nie mam ochoty na dalsze użeranie się z tobą, poświęciłem ci i tak więcej czasu niż powinienem. Tak jak obiecałem, nic ci teraz nie zrobię, ale jak dalej będziesz wchodził mi w drogę... *Lopezzo przybliża się do grubasa* to pchnę twoją karierę filmową do przodu i następną rolą, w jakiej zagrasz... będą ''Nietykalni 2'', ale to nie ty będziesz tym pchającym wózek i to będzie twój PRAWDZIWY stan zdrowia.

Anti Heroe rzuca mikrofon i wychodzi z ringu. Wybrzmiewa jego theme song. Grubas jest mega wkurwiony, ale wie, że nie bardzo może zrobić z tym cokolwiek. Pod nosem jedynie mówi: ''głupi chuj''. Fani buczą na zmierzającego na rampę Hiszpana i zaczynają chantować ''Fuck you Lopez!'' Publika jest tak głośna, że prawie zagłusza jego muzykę. Chico Malo totalnie nic sobie z tego nie robi i opuszcza arenę. Ujęcie kamery wskazuje nam jeszcze smutnego Jean-Pierre'a, ale jego fani zaczynają skandować ''Dooolnick, Doooolnick''. Obraz w końcu znika.

Żartowałem musiałem zrobić przerywnik

Światła na arenie zaczynają lekko przygasać, po czym zaczyna unosić się lekki dym. Na titantronie ukazują się tymczasem rozsypane litery, które składają się z czasem w dwa wyrazy - Normal Guy. Rozbrzmiewać zaczyna 'Over and Under', co oznacza pojawienie się pierwszego z uczestników zbliżającego się pojedynku. Derrick Mantel pojawia się na arenie przy mocno mieszanych reakcjach publiczności, ubrany w swój strój ringowy. Jego twarz nie wykazuje większych emocji. Jego wzrok skierowany jest wyłącznie na jeden punkt, jakim jest ring. Rusza on w stronę ringu, nie reagując na wszelkie okrzyki ani na cokolwiek innego z otoczenia. Z upływem czasu znajduje się już w obrębie kwadratowego pierścienia i rusza on w stronę obsługi, aby odebrać mikrofon, z którym po kilkunastu sekundach pojawia się w ringu.

Derrick Mantel: Wiele pytań bez odpowiedzi przewijało się przez moją głowę. Wszystko spowodowane tym, co miało miejsce na poprzednim Colosseum. Nie zamierzam mimo wszystko bawić się w deklaracje, że dzisiaj odbiję się po jednym potknięciu. To nie jest część mnie. W przeciwieństwie do wielu osób potrafię przyznać się do popełnionych błędów i potrafię wyciągać z nich należyte wnioski. Rob wykonał swoje zadanie jak należy i tego mu nie zamierzam odbierać. Nie zmienia to faktów, że moja przygoda z turniejem nie dobiegła końca. Nie zamierzam wypowiadać słów, które potem nijak mają się z prawdą, zamiast pustych zapowiedzi, w tym ringu przemówią moje umiejętności. Dla mnie to nie jest przelotna przygoda, którą mogę zakończyć jako przegrany. Moją motywacją, aby postawić stopę, w tym ringu, było stawania się coraz lepszym w tym, co robię. Za chwilę otrzymam ku temu odpowiednią okazję, walcząc z człowiekiem, który może mówić wiele - wszystko to jednak nie ma pokrycia z rzeczywistością. Nie będę nikogo specjalnie oszukiwać. Przyglądałem się każdemu z osobna i nie mam nic dobrego do powiedzenia na temat Mateusza. Cała jego kreacja, cała jego marna otoczka. Nie widzę w tym niczego, co może na mnie zrobić wrażenia. Podobnie jest z jego umiejętnościami i cokolwiek będzie chciał zrobić - zrobię to lepiej. Nie dlatego, że zamierzam wygram. Zrobię to dlatego, że „Normal Guy” ma dość bycia tłem i zamierza stać się tym, do czego jest stworzony.

MateuszMW wyłania się zza kurtyny. Nie spieszy się. Na twarzy ma wymalowany jadowity, niesamowicie arogancki uśmiech, w pełni celebrując status przyszłej gwiazdy federacji. W dłoniach trzyma charakterystyczną buteleczkę z oliwką dla dzieci – ostentacyjnie, niespiesznie wylewa jej zawartość na dłonie, po czym powolnymi ruchami wciera płyn w ramiona i klatkę piersiową, sprawiając, że jego skóra błyszczy w świetle jupiterów. Rzuca pustą butelkę na rampę, bierze mikrofon od obsługi i pewnym krokiem wchodzi po schodkach do ringu. Przekracza liny, ignorując Derricka, robi rundkę wokół własnej osi, po czym staje z nim twarzą w twarz, bezczelnie żując gumę. *parska głośnym śmiechem prosto w mikrofon, kręcąc głową z niedowierzaniem* O rany, rany... Słyszeliście to? Zamknijcie na chwilę oczy i posłuchajcie tego jebanego dramatu. „Wiele pytań bez odpowiedzi przewijało się przez moją głowę”... (przedrzeźnia głos Derricka, udający płacz). Derrick, błagam cię, przestań! Bo jak tak dalej pójdzie, to publiczność w Chicago zaraz tu uśnie, zanim w ogóle zdążysz ściągnąć tę swoją koszulkę! „Normal Guy”? No i to się zgadza, stary. Jesteś tak cholernie normalny, tak potwornie nudny i bezpłciowy, że twój własny titantron musiał rozsypać litery, żeby ktokolwiek na trybunach w ogóle zauważył, że idziesz do ringu! Wyszedłeś tutaj, wyrecytowałeś z pamięci ładne wypracowanie o wyciąganiu wniosków, o tym, jak to „przemówią twoje umiejętności”... I co? Myślisz, że to robi na kimś wrażenie? Że te twoje mądre gierki słowne, które tak pięknie klepałeś na zapleczu z foliarzami, cokolwiek znaczą w tym kwadratowym pierścieniu?
Mówisz, że przyglądałeś się każdemu z osobna i nie masz nic dobrego do powiedzenia na mój temat. Mówisz, że moja kreacja i marna otoczka to za mało? Może i jestem ulicznym patusem, może i dla takich jak ty pachnę tanim rynsztokiem i litrem oliwki, ale w przeciwieństwie do ciebie – ja w ringu niosę ze sobą czyste, żywe emocje i destrukcję. Kiedy ty analizujesz wykresy i płaczesz po kątach, że Twój poprzedni rywal zrobił z tobą to, do czego został stworzony, ja trawię swoją porażkę z Cavazosem i zamieniam ją w czystą, jebaną furię.

MateuszMW unosi rękę, przejeżdża naoliwionym palcem po policzku Derricka, po czym ostentacyjnie wyciera go o własne spodenki.

Derrick Mantel: To wszystko, co miałeś do powiedzenia? <spogląda zirytowany na MateuszaMW> Właśnie dlatego nie będziesz nikim więcej niż krzykliwym idiotą z litrem oliwki na ryju. <śmieje się prosto w twarz Mateusza, a publiczność reaguje głośnym ‘WHAT’> Wiesz, co nas różni? Ty żyjesz ze świadomością, że wrestling polega na byciu jak największym kretynem drącym ryja i zachowującym się jak psychopata, który zapomniał wziąć lekarstw. Mnie to nie jest potrzebne. Nie potrzebuje krzyku, aby mój przekaz był dla wszystkich widoczny. Starasz się kreować na kogoś groźnego wspominając o żywych emocjach, destrukcji czy furii, a brzmi to jak gadka co drugiej osoby zaczynającej swoją przygodę. I jedyną rzeczą w tym ringu jest twoja marna gadka, która jest do bólu… przewidywalna. Wychodzisz do tego ringu, krzyczysz jak pojeb, licząc na chuj wie co a końcowo robisz za szmatę dla swoich rywali. Przypomnij mi… Jak zakończyła się twoja walka z Cavazosem? Wygrałeś ją? Oczywiście, że kurwa nie. <wypowiedziane podniesionym głosem> Zgrywasz się, udajesz nie wiadomo kogoś. Jednak gdy przychodzi weryfikacja, robisz jedynie za tło dla swoich rywali. Czemu mówię o nich w liczbie mnogiej? Widzisz... naszej walki też nie wygrasz. Podobnie może być z każdą kolejną, jeśli twoje podejście nie ulegnie zmianie. Próbujesz ze mnie robić nudziarza i kogoś bez emocji, ale nie muszę się zachowywać jak jakiś upośledzeniec szukający w desperacji, choćby grama uwagi. By wygrywać, by niszczyć ludzi... nie potrzebuję krzyku ani zbędnego chaosu. Jak wspomniałeś - lubię analizować. Zatem wygrywać mogę metodycznie, wykorzystując wszelkie potencjalne słabe strony swoich rywali. Wiesz co nas jeszcze różni. Ty chcesz, by o tobie było głośno, chcesz być zapamiętany. Ja za to chcę wygrywać, chcę wspinać się coraz wyżej niczym po drabinie. Dlatego po naszej walce będziesz niczym innym jak zwykłym przegrywem z mocną gadką, ale zerowym pokryciem w ringu. I pamiętaj o jednym... krzyk da się zagłuszyć i stanie się tak, gdy będziesz leżał nieprzytomny na macie po kolejnej, przegranej walce.

MateuszMW słucha potoku słów Mantela z kamienną twarzą, ani na sekundę nie mrugając okiem. Gdy tłum skanduje kolejne „WHAT!”, on jedynie powoli, z kpiarską satysfakcją, żuje swoją gumę, jakby przemówienie rywala było dla niego co najwyżej nudną reklamą w telewizji. Dopiero na wspomnienie o Cavazosie i „robieniu za szmatę”, na jego ustach wykwita drapieżny, psychopatyczny uśmiech. Mateusz powoli zbliża mikrofon do ust, ale nie krzyczy. Odpowiada cichym głosem.

MateuszMW: Metodyczny nudziarz się zdenerwował... No, no, no. Słyszę, że panu „Normalnemu” w końcu skoczyło ciśnienie. I bardzo dobrze, kurwa, przynajmniej wiem, że pod tą bezpłciową skorupą płynie jakakolwiek krew. Pytasz, jak skończyła się moja walka z Cavazosem? Tak, przegrałem. Dostałem po mordzie i zostałem odliczony. Różnica między mną a tobą polega jednak na tym, że po tamtej nocy całe Chicago mówiło o patolu Mateuszu, który bił się do utraty tchu, a o twojej walce z RVD ludzie zapomnieli w momencie, w którym zgasły światła na arenie! Wolę być krzykliwym idiotą, wolę być psychopatą bez leków i zbierać nienawiść tej publiki, niż być tobą – jebanym, przezroczystym duchem, na którego widok ludzie idą po popcorn! Mówisz, że analizujesz? Że wygrywasz metodycznie? To analizuj to, profesorze: w ringu nie ma algorytmów, nie ma pierdolonych tabelek w Excelu, ani drabin, po których wdrapiesz się swoimi mądrymi słówkami. W ringu liczy się to, kto potrafi znieść większy ból. Chcesz mnie uśpić na tej macie? Chcesz zagłuszyć mój krzyk? To spróbuj, kurwa! Ty chcesz wygrywać, a ja? Ja chcę czuć, jak pękają twoje kości, kiedy będę cię niszczył sekunda po sekundzie.

Po tych słowach MateuszMW upuszcza mikrofon.

Second Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Derrick Mantel vs Mateusz MW
[Obrazek: 270628bd1f650.png]

Kamera przenosi nas teraz do ringu, gdzie Derrick Mantel dominuje na środku kwadratowego pierścienia swojego przeciwnika. Mateusz MW zdecydowanie nie ma łatwego czasu, kiedy to Derrick okłada go pięścią po głowie. Teraz mamy Irish Whip w stronę lin, Mateusz się odbija i inkasuje Scoop Slam. Mantel nie czeka i już pakuje się na trzecią linę narożnika i dokłada do tego Frog Splash. Pin… 1… 2… Kickout! To wyraźnie za mało, żeby załatwić krakowskiego zawodnika. Amerykanin łapie na szybko dwa oddechy i szybko zapina Chin Lock od tyłu dla Mateusza, który aktualnie siedzi na macie. Polish Fucker chwilę walczy sam ze sobą, ale finalnie jest już na nogach i wymierza swojemu przeciwnikowi łokcie na tułów, co skutkuje rozerwaniem duszącego uścisku. Polak robi krok w tył i wymierza swojemu rywalowi Super Kicka, a ten ledwo stojąc na nogach odbija się od lin plecami…i inkasuje piękny Jumping Clothesline. Krakus nie czeka, odbija się od liny i dokłada Splash w miejscu. Pin… 1… 2… Kickout! Oboje nie chcą dać za wygraną! The Big MW kontynuuje ofensywę i wyprowadza teraz serię Elbow Dropów. Jeden, drugi, trzeci, czwarty, piąty! Polak jest teraz ewidentnie nakręcony! Wchodzi na narożnik i pokazuje, że będzie chciał wykonać jakąś akcję wysokiego ryzyka… Swanton Bomb prosto na przeciwnika! Zawodnik z Krakowa nie chce dać odpocząć swojemu przeciwnikowi i od razu wychwyca nogi oponenta i zapina Sharpshootera! Zawodnik z Sacramento chwilę nie ma pojęcia co zrobić, ale już zaczyna czołgać się w stronę lin. Nie przychodzi mu to z łatwością, ale w końcu to zrobił, na co Mateusz w ogóle nie reaguje. Sędzia zaczyna odliczać… 1… 2… 3… 4… w ostatniej chwili krakowiak opamiętał się i puścił uchwyt. Oboje odczuwają już trudy pojedynku, łapią oddech i powoli wstają. Jednak Mateusz robi to pierwszy, bierze rozbieg… Clothesline? Nie, Mantel unika… I wykonuje Potężny Spin Kick, którym ścina przeciwnika z nóg. Nie chce teraz czekać dłużej, chyba będzie chciał zakończyć dzisiejszą rywalizację. Staje w narożniku, a rywal powoli wstaje. Normal Guy biegnie… Head Crusher?!... Nie! Polish Fucker kontruje to solidnym Powerslamem i teraz pinuje swojego oponenta! 1… 2… 2.99! W ostatnie chwili Derrick ledwo żywy odkopuje tą ofensywę! Polish Fucker jest już na nogach i dyskutuje z sędzią, że było 3 klepniecię w matę, ale ten jest nieubłagany i każe mu walczyć dalej. Polak więc staje w narożniku i podnosi stojącą tam butelkę oliwki dziecięcej. Wylewa sobie ją na głowę, co nam sygnalizuje chęć rychłego zakończenia walki przez Łysy Punch. Amerykanin w końcu wstaje, a krakus nie odpuszcza. Rusza na rywala… i inkasuje potężny Discus Lariat, po którym słaniając się na nogach odbija się od lin, a Normal Guy dokłada do tego jeszcze Running Knee powalające swojego przeciwnika na ziemię! Zawodnik z Californii nie chce dłużej czekać. Sygnalizuje chęć zakończenia tej walki. Polak powoli wstaje… Czy to będzie Fatal Blow?! Nie, The Big MW wyrywa się z akcji tuż przed wyniesieniem go do góry… Łysy Punch!?… Nie! Mateusz MW ląduje samotnie i boleśnie na ziemi, a Derrick Mantel odbija się od liny… i mamy Head Crusher! Mantel od razu pinuje! 1… 2… 3! Derrick Mantel zwycięzcą tego starcia!

Kamera przenosi nas do biura, w którym widzimy, że przy biurku siedzi sam GM Colosseum, Rob Van Dam. Generalny Menedżer prowadzi jakąś rozmowę przez telefon kiedy nagle drzwi z wielkim hukiem otwierają się i do środka wparował wściekły Allan Hill.

Rob Van Dam: Chyba muszę kończyć, oddzwonię…

RVD nie zdążył skończyć zdanie, bo The Rogue wyrwał mu telefon z ręki i roztrzaskał go o ziemię.

Rob Van Dam: Chyba nie…

Allan Hill: Zamknij się! Teraz ja będę mówił. Chyba nie spodziewałeś się, że kolejny tydzień z rzędu będę grzecznie siedział w szatni i czekał na swoją szansę? Nie wiem czy jesteś może na tyle głupi, żeby mnie w ten sposób wyprowadzać z równowagi czy może jednak musisz znaleźć gdzieś swoje jaja, które zgubiłeś jak wszyscy w LPW na wieść o mnie? Nie zamierzam dłużej czekać na swoją szansę, żeby dać upust swojej agresji. Mogę walczyć z kimkolwiek? Gdzie jest ten gość, który walczył w ringu przed chwilą? Mogę go roznieść w mgnieniu oka.

Rob Van Dam: Rozumiem, Allan, że bardzo chcesz się pokazać, ale rozmawialiśmy już o tym wcześniej. Na razie skupiamy się na turnieju o LPW World Championship i ciężko jest znaleźć dla ciebie czas na Colosseum.

The Broken Prodigy wściekły wali pięścią w biurko z taką siłą, że kubek z kawą spada na dywan, którego całego zalewa.

Allan Hill: Mam już dosyć słuchania takich wymówek. Jesteś niby gościem, dla którego hardcore i ekstremalne walki nie były obce, a tak bardzo boisz się niepohamowanej agresji jaką mogę komuś zgotować w ringu? Może skoro tak bardzo dbasz o zdrowie swoich zawodników to zamiast zrobić krzywdę im w ringu wezmę się za ciebie tutaj w tym momencie?

Rob Van Dam: Uważaj sobie do kogo tak mówisz. Za długo jestem w tym biznesie…

The Unstable energicznym ruchem podnosi z krzesła Roba trzymając go za gardło.

Allan Hill: Wcale mnie to nie obchodzi kim jesteś ani ile czasu spędziłeś w tym biznesie. Jedyne co mnie interesuje to aby dać komuś posmakować bólu jaki kiedyś mi zaserwowano.

Rob Van Dam: Ochrona, zabrać tego gościa!

Do biura wpada czterech ochroniarzy z czego każdy rozmiarów Allana albo i jeszcze większy. Z trudem, ale jednak odciągają rozjuszonego Hilla i przytrzymują go z dala od GM’a.

Rob Van Dam: Możesz być pewien, że ja tego tak nie zostawię. Poniesiesz tego konsekwencje!

Po tych słowach ochroniarze wyprowadzili Allana Hilla z biura.

Earlier Today

Kamera przenosi nas na parking, który znajduje się przed halą zlokalizowaną w Rockford. Widzimy jak podjeżdża w tamto miejsce czarny, luksusowo wyglądający Rolls Royce Ghost. Limuzyna podjeżdża blisko tylnego wejścia na halę, a z tyłu samochodu wysiada z jednej strony Preston Steele ubrany w jasno beżowy garnitur, jasnobrązowe eleganckie buty oraz fioletowy krawat. Z drugiej strony wysiada osoba wyglądająca jakby była w podobnym wieku co Legacy Breaker. Ubrany jest w granatowy garnitur z białymi pionowymi paskami, czarne eleganckie buty i bordowy krawat.

Preston Steele: …Właśnie dlatego wydaje mi się, że mogę przeznaczyć na ten cel pół miliona dolarów. Dla mnie to nie zrobi, żadnej różnicy, a komuś może to odmienić jego życie.

Przyjaciel Prestona: Rozumiem Preston, że chcesz pomagać tym ludziom, którzy mieli gorzej w życiu od ciebie, ale w tym przypadku raczej nie liczy się jak dużo przekażesz na ten cel charytatywny tylko sam gest.

Preston Steele: Widzisz Andrew, ja już mam tak naprawdę wszystko to co mógłbym sobie kupić za pieniądze, więc mi tak na nich w ogóle nie zależy. Sto czy pięćset tysięcy dla chorych dzieci. Obydwie te kwoty mnie nie zabolą, a im mogą naprawdę znacząco pomóc.

Andrew: To może skoro tak ci bardzo zależy, aby innym ułatwić życie to przekażesz również na licytację zegarek, który dostałeś w prezencie od swojego ojca?

The Heir Apparent wyciąga z kieszeni spodni Rolexa Daytona z platynowym paskiem i kopertą, który na pierwszy rzut oka widać, że nie jest tani.

Preston Steele: Masz na myśli tego Rolexa? W sumie nie jest to bardzo głupi pomysł, bo i tak na co dzień go nie noszę. Ludzie zawsze myślą, że syn bogacza to musi zawsze każdemu pokazać swój status każdym możliwym sposobem, ale ja nie lubię obnosić się tym całym bogactwem. Wszystkie te pieniądze bez wahania oddałbym za to, żeby ludzie zaczęli doceniać mnie za moje dokonania niż bogactwo moje ojca.

Andrew otwiera drzwi od tylnego wejścia do hali i panowie wchodzą do środka, ale przed samym wejściem Preston dosyć niezdarnie wsuwa zegarek do kieszeni przez co ten wypada przed samym wejściem do hali czego ani Steele ani Andrew nie zobaczyli i zostawili go na parkingu wchodząc do środka. Jakieś kilkadziesiąt metrów za Andrew i Prestonem powolnym krokiem w stronę hali zmierzają Miguel Escobar oraz jego partnerka Sara Rojas. Na pewno widzieli oni Steele'a i jego przyjaciela, lecz wątpliwe by usłyszeli cokolwiek z ich rozmowy. Para jest wyraźnie zadowolona i sprawia wrażenie jakby nic dookoła ich nie obchodziło. Są zapatrzeni w siebie…aż do momentu gdy coś odbija się w okularach przeciwsłonecznych Miguela. Divine spokojnym ruchem ściąga okulary, a następnie przygląda się rzeczy leżącej na ziemii. Miguel przykuca i spogląda na Sarę. Następnie podnosi zegarek zgubiony przed chwilą przez Prestona i mówi.

Miguel Escobar: No proszę…Rolex Dayton. Mam jeden taki w swojej kolekcji…ale wiem, że nie byle kto wchodzi w jego posiadanie. Cóż za znalezisko. Nie sądziłem, że Preston mógłby być posiadaczem takiego cudeńka.

Sara Rojas: Chcesz zatrzymać ten zegarek czy oddasz go właścicielowi?

Miguel Escobar: Zobaczymy jak rozwinie się sytuacja. Chętnie pogadam z nim. To może być wartościowa znajomość. Wiesz, że mi ten zegarek normalnie nie jest do niczego potrzebny, ale teraz wyjątkowo może się przydać.

Sara Rojas: Rozumiem, znajdźmy go w takim razie.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.06.2026, 11:52 przez Ryse.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
30.05.2026, 10:29 #1
Earlier Tonight
Na spotkaniu z dziennikarzami przed galą widzimy Rybacka, który trenuje bicepsy a z grupy paparazzi pokazuje się ktoś z plakatem

Dziennikarz - Czy ja mógłbym poprosić o autograf?

Ryback - No pewnie, The Big Guy nigdy nie odmawia takich rzeczy

Dziennikarz rozwija plakat, i okazuje się, że to plakat..Kennetha Riddle'a... Ryback raczej nie jest zachwycony tym widokiem

Ryback - A co to za gówno?

Dziennikarz - Na najbliższej gali zmierzysz się z Kennethem, my, dziennikarze cenimy was obu, chcielibyśmy abyś podpisał ten plakat jako największe starcie nadchodzącej gali

Ryback - Pewnie, Ryback i Kenneth, dwie wielkie postacie haha...

W tym momencie jednak... Ryback wypłaca dziennikarzowi soczystego liścia! Ten pada jak rażony piorunem, jednakże sytuacje widział GM Rob Van Dam, który zaskoczony podbiegł do Rybacka

Rob Van Dam - Ryback, co Ty do jasnej cholery wyprawiasz?!

Ryback - Ja tylko śmieszkuję, przecież w waszym mniemaniu po to tu jestem, prawda szefie?

Ryback odchodzi zostawiając zdezorientowanego GM'a



Hala zostaje wypełniona przez muzykę, kamera robi szybki przejazd na widownię, a na rampie odbywa się skromny pokaz pirotechniczny następnie kamera zmierza powoli do stanowiska komentatorów.

[Obrazek: 0e916733f1788.png]

Przy stoliku komentatorskim gotowi na gale komentatorzy Michael Cole oraz Tomasz Hajto. Chwila ciszy....Aweeesome! Publiczność zachwycona, gdyż to The Miz będzie trzecim komentatorem przy stoliku!

Michael Cole The Miz dołączył do naszego stolika, wybitny wrestler, wspaniały zawodnik, niesamowicie charyzmatyczna postać

Tomasz Hajto Wybitny wrestler i wybitny reprezentant Polski w piłce nożnej, taki stolik nie może wyglądać lepiej!

The Miz Witaj Michael, witaj Tomek, dzisiaj najważniejsze obok Miz TV show, a więc Colloseum, rozdział drugi!

Michael Cole Panowie, która walka waszym zdaniem zasługuje na największe uznanie? Moim skromnym, opener Mike F'N Brutal kontra Elias Shadow skradnie show. Mike jako wrestler robi wrażenie, podobnie jak Mike na stanowisku komentatorskim

Tomasz Hajto Jaki Mike?

The Miz Mike Mizanin kretynie. Dobra, moim zdaniem to jednak walka Axel Blaze kontra Erick Dickinson robi robote, zamyka te karte idealnie, nawet jak komuś będzie chciało się spać, to tej walki nie opuści!

Tomasz Hajto A dla mnie Zbyszek Uszczelka kontra Preston Steele to materiał na walkę gali

The Miz Patrząc na Twoje upodobania, to nic dziwnego, że Uszczelka znajdzie się zawsze w roli faworyta, a tak poza tym, czytałem o Tobie dużo, czy Ty już poniosłeś konsekwencje za...

Michael Cole Wybacz, że przerwę Mike! Jednakże mamy tutaj kartę przepełnioną nienawiścią, Riddle vs Ryback jako odwieczni rywale, Halloway vs Butla jako dwa różne światy, Mantel kontra Mateusz MW, czyli walka, która może pójść w dwie strony, Cavazos kontra McŁowicz, a więc kolejne zderzenie dwóch światów, oraz Escobar kontra Sabre Jr, tutaj również spodziewamy się wszystkiego

The Miz Masz racje, karta jest przepełniona świetnymi walkami, a my ruszajmy z akcją zanim Tomek doda coś od siebie

Kibice w Rockford są już gotowi na show. Najważniejsze pytanie, które pojawia się teraz w ich głowach, to "kto jako pierwszy pojawi się na arenie?". Publika nie była jednak pozostawiona w niepewności zbyt długo. Na hali rozbrzmiewa Evil Ways, a to może oznaczać tylko jedno - o ile na stage nie wyjdzie zaraz jakiś przebieraniec, drugą galę LPW otworzy Kenneth Riddle! Po krótkiej chwili materializuje się ten drugi scenariusz i na rampę wychodzi zwycięzca walki wieczoru premierowego odcinka Colosseum. Fani chantują jego nazwisko, a on sam z uśmiechem na ustach i widocznym luzem zmierza do ringu.

Kenneth Riddle: Dobry wieczór, Rockford! Wspaniale jest tutaj być, naprawdę. Zazwyczaj te słowa są wypowiadane wręcz mechanicznie, na tej samej zasadzie, na której każda publika jest danego wieczoru "najlepszą na świecie"... ale tym razem okoliczności są zupełnie inne. Pogodziłem się już ze swoją emeryturą sportową. Buty odwiesiłem na kołek, a stroje oddałem na aukcje charytatywne lub rozdałem dzieciom moich przyjaciół, które z niezrozumiałego dla mnie powodu marzyły o posiadaniu pary męskich legginsów treningowych <fani wybuchają śmiechem, Riddle również śmieje się lekko>. Zostawiłem przeszłość za sobą i skupiłem się na dwóch sferach życia, które zawsze zaniedbywałem - rodzinie i biznesie. Było mi dobrze z tym, gdzie jestem w życiu. Gdybym powiedział, że każdego dnia tęskniłem, to bym skłamał <z trybun słyszalne jest buczenie części fanów>. Dajcie mi dojść do puenty, dalej powinno być już lepiej, obiecuję! <Riddle gładzi brodę i kontynuuje>. Myślałem, że moja kariera wrestlingowa pozostanie czymś, o czym będę mógł wyłącznie opowiadać moim dzieciom, pokazując im archiwalne transmisje. Wtedy dostałem telefon od LPW i... początkowo odmówiłem. Dokładnie tak było. Zakopałem swoją przeszłość tak głęboko, że nie chciałem nawet myśleć o powrocie. Ten pierwszy telefon zasiał jednak ziarenko, które przez kilka kolejnych dni kiełkowało. Zacząłem oglądać stare nagrania, rozmawiać z dawnymi znajomymi... i krok po kroku przypominałem sobie, dlaczego kochałem wrestling najmocniej na świecie! Podpisałem więc kontrakt, a tydzień temu błyskawicznie przypomnieliście mi, dlaczego kochałem najmocniej na świecie także Was <duży cheer>! To dla mnie absolutny fenomen, że po tylu latach ciągle reagujecie na mnie tak żywiołowo. Czuję, że jestem w naprawdę uprzywilejowanej pozycji, jako weteran z tak mocnym wsparciem publiczności. Bałem się jednak swojej formy fizycznej. Nie oszukujmy się, lata świetności mam już za sobą. Tutaj jest trochę za dużo <Riddle chwyta się za brzuch>, tutaj z kolei za mało <Kenneth pokazuje na swój biceps> i bałem się, że w niektórych starciach to, co sobą reprezentuję, może być niewystarczające. Tydzień temu moje wątpliwości zostały jednak rozwiane. Co prawda moim rywalem nie był żaden młokos, bo Mike Brutal również należy do weteranów tej sceny... ale Mike Brutal poległ w sposób, który nie pozostawił mi złudzeń. Po naszej walce docierały do mnie głosy, które szydziły ze sposobu, w jaki mój rywal się poddał. Chciałbym, żeby to wybrzmiało... doprowadziłem do poddania, bo tego potrzebowałem. Był to dla mnie dowód, że dam radę nadrobić niedostatki fizyczne techniką, która dalej we mnie jest. Dziś wiem, że jestem w stanie pokonać każdego <cheer>! Turniej o LPW World Championship trwa w najlepsze. Dzisiaj odbędą się kolejne starcia, a ja już w tej chwili obmyślam game plan na finałowy Fatal 4 Way. Niektórzy mogą uznać to za próżność... ale Kenneth Riddle po prostu rozkwita w roli faworyta.

Monolog Kennetha przerywa rozbrzmiewająca na arenie piosenka „Mother” od IDLES, która jest muzyką wejściową Zacka Sabre Jr, ten z kolei pojawia się po chwili na rampie i pewnym krokiem z lekkim uśmiechem na twarzy, zmierza w kierunku ringu. Sabre robi kółko wokół kwadratowego pierścienia i po drodze zgarnia mikrofon. Brytyjczyk wchodzi do ringu, muzyka zostaje wyłączone, a ZSJ sam zaczyna mówić.

Zack Sabre Jr.: Kenneth, Kenny, Ken. Mogę Ci mówić Ken? <Zack macha ręką jakby sygnalizując, że nie oczekuje nawet odpowiedzi> Gratulacje zwycięstwa! Wygrałeś, ba! Poddałeś Mike'a f'n Brutala! Ale... ale czy to w ogóle jest wrestler? Czy bardziej głupkiem bez piątej klepki, który za dużo razu w swoim życiu dostał świetlówką w łeb? Nie wiem, chociaż się domyślam. Chodzi mi o to Kennedy, że może to Twoje zwycięstwo na ostatnim Colloseum nie jest wcale tak wielkim osiągnięciem, za jakie je uważasz? Może ta wygrana to wcale nie jest dowód na to, że masz w sobie jeszcze „to coś”, a bardziej, że jeden stary dziad, pokonał drugiego starego dziada? <heat> Ja tylko zadaje pytania! Żeby było jasne Kendall... ja sam chyba nie znam na to pytanie odpowiedzi. Bo ktoś jakże mądry mógłby powiedzieć, hej Zack, you dickhaed... sam przegrałeś swoją walkę z Edgarem Dickinsonem. Gdzie więc startujesz, do pana Kevina Riddlera? Macie rację. Posypuję głowę popiołem. Wiem jednak, że nie wskoczyłem na swój najwyższy poziom, wiem że mam jeszcze rezerwy. Wiem, że prawdziwy Zack Sabre Jr, technical wizard, jeszcze nie pojawił się tak naprawdę w ringu LPW. Czy ty jednak masz taką pewność Keagan? Czy w tym Riddle'u jest coś więcej, niż to co pokazałeś ostatnio? Bo dosłownie po jednym, powtarzam JEDNYM zwycięstwie, wchodzisz tutaj i niemal płaczesz ze wzruszenia, jak to pokonałeś chłopa, który prawdopodobnie przez ostatnie kilka lat tylko chlał i ćpał. Ja z kolei w końcu się rozkręcę. Najpierw wygram dziś, następnie na następnej gali, by za kilka tygodni spotkać się... może i nawet z Tobą... Keith. Może obaj będziemy w walce o pas. Mam do Ciebie prośbę. Gdy już tak będziemy <Zack robi krok w kierunku Kennetha> w tym ringu, obok dwóch innych ciołków. Gdy rozbrzmi gong, pamiętaj proszę. To nie jest Twoja historia. To nie jest disney'owski film, gdzie stary dziad pokazuje wszystkim, że jeszcze się da. Nie zamierzam grać roli statysty w Twoim kinie familijnym. Weź dużo witamin Kenneth. Przydadzą się Twoim kościom. Ponieważ może i zacząłeś turniej o pas LPW wygrywając przez poddanie. Ale na koniec dnia, to Ty będziesz klepał... myśląc o tym, że Twoja pierwsza myśl była słuszna i trzeba było siedzieć na tej wrestlingowej emeryturze. <Zack wraz z wypowiadaniem ostatniego zdania robi kolejny krok w kierunku Riddle'a, niemalże stojąc z nim już twarzą w twarz, jakby prowokując jakiś ruch Kennetha>

Zack i Kenneth stoją naprzeciw siebie, dość blisko, na arenie zrobiła się głośna wrzawa, ewidentnie publiczność oczekuje bójki między panami. Jednak wrzawę przerywają słowa ,,Let the Bodies hit the floor” I wiadomo z czym się to wiąże. Publiczność buczy, a na rampie pojawia się Mike F'N Brutal, jednak jest w nim jedna rzecz która wszystkich dzisiaj dziwi. Mike nie ma przy sobie krzesła, nie ma żadnego kija do kendo. Wściekłym krokiem idzie w stronę ringu, do którego w końcu wszedł. Publiczność skanduje ,,You tapped out!" Po wyślizgnięciu się do ringu Mike z pogardą spogląda na Zacka i Riddle'a, po czym bierze mikrofon.

Mike F'N Brutal: Chryste... Naprawdę idzie się porzygać. To ma być otwarcie gali?! Dwóch chłopów stojących w ringu i pierdolących o swoich uczuciach niczym w podcaście dla porzuconych rozwodników po czterdziestce?! <Mike w tym miejscu wskazuje palcem na Kennetha> Ty. Jedno słowo. Gratulacje. Naprawdę, Kenneth. Wyszedłeś tutaj po jednej wygranej i już gadasz jakbyś wrócił, żeby zbawić ten biznes. Miałeś szczęście i tyle. Nie myśl sobie, że odkryłeś nowego siebie, czy też jakąś drugą młodość w sobie, nie, nie. Po prostu trafiłeś w moment w którym LPW spotkało najsłabszą wersję Extrememaniaca. I radzę ci się do tego nie przyzwyczajać, bo za drugim razem, w innych okolicznościach, w innym otoczeniu - skończysz inaczej. <Mike zdjął ułamek szacunku z twarzy, który skierował do Riddle'a i ze znudzeniem spogląda w stronę Zacka> A ty? Ty mnie nawet nie wkurwiasz połamańcu. Ty po prostu brzmisz jak każdy przemądrzały, techniczny pajac, którego ten biznes wypuszcza hurtowo od piętnastu, góra dwudziestu lat. ,,Technical wizard", jakiś pierdolony ,,Submission Specialist" jakich jest na pęczki - słyszałem to gówno tyle razy, że spokojnie mógłbym za was szczyle kończyć proma słowo w słowo i nawet bym się nie pomylił. Różnica między nami jest prosta, ty potrzebujesz kilku dźwigni i tanich chwytów, żebyś myślał, że ludzie uznają cię za jakiegoś geniusza. Ja potrzebuje pięciu sekund, aby takich jak ty złożyć niczym origami! <Mike w tym miejscu podchodzi bliżej Zacka> I uwierz mi - to jest dużo bardziej prawdziwe niż twoje fikołki i łamanie ludziom palców udając, że to jakaś sztuka wojenna i geniusza taktyczna. <Publika wyraźnie buczy po słowach Brutala, choć jest część chantów ,,ECW! ECW! ECW!", które próbują się nieśmiale przebić przez hałas. Brutal słysząc to lekko się uśmiechnął, jednak robi krok do tyłu po czym spogląda wokół z obrzydzeniem> Cały ten biznes zdechł, jeden gość wychodzi tutaj opowiedzieć swoją historię życia, jakże kurwa wzruszającą, drugi brzmi jak sfrustrowany nauczyciel jogi dla socjopatów, a wy klaszczecie jakby to było jakieś kino na miarę Spielberga?! To nie jest kino, to jest wrestling! A przynajmniej kiedyś te cztery kąty nim były. <Mike wyraźnie zaciska szczękę mówiąc dalej> Jakby tego było mało, teraz muszę tu wychodzić i słuchać zapewne kolejnego zamaskowanego ćpuna, który myśli, że mrok to osobowość.  O nie, nie. Za długo już to trwa, koniec z tym! Elias Shadow! Ruszaj wreszcie to dupsko do ringu. W dupie mam twoją muzykę, w dupie mam tę ciemność na arenie i twoje cienie, wyłaź tu i dostań wpierdol jak mężczyzna, za którego podobno się masz! A wy możecie już się stąd wynosić, bo naprawdę zacznę mieć odruchy wymiotne.

Nagle z głośników rozbrzmiewa charakterystyczny bit utworu „Jebać Dorosłość” Doliego. Światła na arenie zmieniają się w mroczne, fuksjowe barwy. Na rampie pojawia się ELIAS SHADOW. Elias ignoruje napiętą atmosferę i niepewne spojrzenia przeciwników. Wygląda, jakby zupełnie nie miał zamiaru wejść do ringu. Zamiast tego okrąża ring jak łowca, czyhając na ofiarę. Niespiesznym krokiem podchodzi do stołu komentatorskiego, bierze z niego mikrofon i, kołysząc się na nogach, zaczyna śpiewać tudzież recytować kolejną piosenkę Doliego pt. „nie potrafię żyć tak jak inni" swym spokojnym, wręcz przećpanym, psychotycznym tonem.

ELIAS SHADOW
„Nie potrafię żyć tak jak inni
Nie potrafię żyć tak jak, tak jak inni
Nie potrafię żyć tak jak inni
Nie potrafię żyć tak jak, tak jak, tak jak inni
Zimny jak Ty
Nawiedzają sny pełne tragedii
Winny krzywdy, dziwny jak my
Ciągle spadamy, nie chcesz łapać mnie
Ale nie dziwię się
Z moim sercem uciekaj gdzieś, bo ja je zmarnuję
Jak najdalej, jak potrafisz, jak najdalej
Bym nie znalazł Cię
Jak najdalej, jak potrafisz, jak najdalej
Bym nie znalazł Cię"

Gdy przestaje śpiewać, nagle płynnym ruchem wślizguje się pod linami i siada okrakiem na narożniku, po czym zaczyna swą przemowę.

ELIAS SHADOW Spójrzcie na siebie... Słyszę te wasze małe, żałosne plotki za moimi plecami: „Co jest z nim nie tak?", „Czy kiedykolwiek jest czysty?", „Co on ćpa?". Chcecie rozmawiać o substancjach...? Chcecie wiedzieć, co mnie napędza...? Macie rację, mój umysł działa na zupełnie innych obrotach. Żyję w swoim własnym, pokręconym świecie, do którego wasz nudny realizm nie ma wstępu. Prawda jest taka, że Wy szukacie ucieczki w tanich iluzjach, a moim jedynym, najgorszym nałogiem... jest czysty, żywy ból. Wy potrzebujecie poukładanych, rutynowych rzeczy, żeby funkcjonować – ja potrzebuję destrukcji. Mój próg bólu jest tam, gdzie wasza odwaga nawet nie sięga. Naprawdę nie mam do Was problemu. Wszyscy mi zwisacie jak jaja przy kastracji. Jesteście dla mnie tylko kolejnym elementem tego psychodelicznego tripu, którym jest moja kariera. Jeśli Wy macie problem ze mną... jeśli myślicie, że ta maska i moja ekscentryczność to słabość... wejdźcie mi w drogę i sprawdźcie to na własnej skórze. Gwarantuję wam jedno: kiedy zgasną światła, wasz alarm na drzemkę będzie brzmiał: „Lights Out!". Witajcie w moim świecie!

Elias kieruje swój wzrok wprost na Mike'a F'N Brutala niczym wilk, który upatrzył sobie ofiarę.

ELIAS SHADOW Mike, chciałbym coś Tobie powiedzieć przed Naszą walką, lecz pozwól, że przełożę swą wypowiedź na Twój otępiały, zaściankowy język: „Ćwierćmózgu prosto z fabryki kutafonów, wsadź se tę swoją brutalność głęboko w dupę i jej nie wyjmuj, chyba że chcesz wreszcie pokazać tym idiotom z publiki, że jesteś dokładnie tym gnojarzem i gównojadem, którego skrywasz pod brutalnością. Najgorszą wiadomością dla takiej fujary jak Ty jest to, że Nasza walka odbędzie się na normalnych zasadach, a Ty jedyne, co będziesz mógł se zrobić ze swoimi krzesłami i twymi innymi duperelami, to jedynie lewatywy, po tym, jak skopię Tobie tyłek. Po Naszej walce będziesz srał fiutem, obesrańcu. Każdy, kto rozpozna Twoją wstrętną mordę na ulicy, będzie pytał „ARE YOU SIUR?" Wtedy właśnie wszyscy ujrzą, że tak naprawdę, poza posiadaniem ryja od ucha do ucha, jesteś jedynie cienką fają... jeszcze jedno, cepie, fajfusie, analfabeto, debilu i tłusta świnio: „Ciumkaj loczki, kutasie!"

Elias nagle ciska mikrofonem w Mike'a i wykonuje lekki, kpiący ukłon w stronę pozostałych rywali. Wbija się jeszcze mocniej w narożnik, siadając na nim jak drapieżnik i obracając w dłoni kastet. Zza jego długich włosów w odcieniu ciemnego blondu, błyszczą oczy – jest gotowy na to, by przyjąć każdy atak, jaki na niego przygotują.


Second Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Mike F'N Brutal vs Elias Shadow
[Obrazek: 1122b77dc95cd.png]

Przenosimy się do ringu, gdzie Elias Shadow opiera się o liny, ciężko oddychając. Mike F’N Brutal stoi kilka kroków dalej, trzymając się za kark po wcześniejszym zderzeniu z narożnikiem. Obaj mają bilans 0-1, więc przegrany kończy swoją przygodę z turniejem. Napięcie rośnie, a Young Viper nagle wskazuje palcem na Brutala, po czym wykonuje w powietrzu ironiczny gest odklepywania. Zaraz po tym łapie się za rękę, jasno przypominając mu porażkę z Kennethem Riddlem. South Philly Scumbag momentalnie zaciska pięści, a publiczność zaczyna reagować coraz głośniej. Brutal rusza jak wściekły, ale Lone Wolf robi unik pod jego ramieniem i odpowiada serią szybkich kopnięć. Mike próbuje złapać go za głowę, jednak Shadow odbija się od lin i trafia Springboard Dropkickiem! Weteran z Filadelfii cofa się do narożnika, a Elias natychmiast bierze rozpęd. Basketball Dropkick! Trafiony zatopiony! The Concrete Saint wypada z narożnika na matę, a Beta Wolf przechodzi do pinu. 1... 2... kickout! Elias od razu podnosi rywala i jeszcze raz teatralnie trzyma się za bark, prowokując go wspomnieniem poprzedniej porażki. Mike odpowiada potężnym ciosem w korpus, ale Young Viper kopie go w nogę, odbija się od lin i próbuje Enzuigiri. Jednak nie! Brutal uchyla się, łapie go przy podnoszeniu i wbija w matę przez Factory Reset! Pin! 1... 2... nie! Shadow odrywa bark od maty! The Concrete Saint nie odpuszcza. Podnosi Eliasa, posyła go Irish Whipem do narożnika i rusza za nim. Concrete Check! Corner Clothesline trafia idealnie, a po chwili Mike dokłada Running Bulldog. Mamy pin! 1... 2... kickout! Elias nadal zostaje w walce, choć coraz wolniej wraca do pionu. Brutal łapie go za włosy i próbuje ustawić pod Dead Static, ale Lone Wolf wyrywa się, przechodzi za plecy rywala i trafia Fly-Off My Knees! Mike pada na matę, a Shadow natychmiast przypina. 1... 2... nie! W ostatniej chwili! Elias łapie się za głowę, ale widzi, że Brutal jest naruszony. Mroczny high-flyer wstaje, cofa się do narożnika i ponownie pokazuje gest odklepywania w powietrzu, tym razem z jeszcze większą kpiną. King of Extreme podnosi się na kolana, wściekły i zamroczony. Shadow rusza po Ascent to Lobotomy! Jednak nie! Brutal w ostatniej chwili odsuwa głowę, a Elias przelatuje obok. Young Viper odwraca się błyskawicznie i próbuje Lights Out!, ale South Philly Scumbag schyla się pod kopnięciem. Shadow ląduje na nogach, lecz nie zdoła już uciec. Dead Static! Elias obraca się po potężnym uderzeniu i pada na kolana. Brutal przez chwilę patrzy na niego z furią, jakby cała prowokacja właśnie przelała czarę goryczy. Nie przypina. Podnosi rywala, mamy Hardcore City! Beta Wolf uderza o matę, ale Mike natychmiast ciągnie go z powrotem do pionu. To już nie jest tylko walka o przetrwanie w turnieju. To kara za wyciągnięcie na światło dzienne jego porażki z Riddlem. Elias ostatkiem sił próbuje desperackiego kopnięcia, ale Violence Bastard blokuje je, wciska głowę rywala pod pachę i ustawia go w centrum ringu. This is Gonna Hurt! Shadow zostaje wbity w matę i nieruchomieje. Mike przykrywa go całym ciężarem, patrząc wściekle w stronę publiczności. Sędzia dopada do maty. 1... 2... 3! Mike F’N Brutal wygrywa po brutalnej końcówce, zostaje w turnieju, a Elias Shadow właśnie się z nim żegna.

Earlier This Week

Kamera przenosi nas nad jeziorko. W gęstej trawie można zauważyć sylwetki dwóch mężczyzn łowiących ryby. Jeden z nich siedzi na typowym krzesełku rybackim, na głowie ma beżową czapkę typu bucket, ubrany jest w oliwkowy podkoszulek z widocznymi plamami potu pod pachami, narzuconą ma również kamizelkę również w kolorze beżowym. Na nogach ma skarpetki oraz sandały. Drugi mężczyzna, który siedzi na opróżnionej skrzynce piwa ubrany jest w wielką, zimową kurtkę, a na nogach ma dwa gumowce jeden oliwkowy, drugi czarny.

Zbyszek: Mówię Ci Zygmunt z klientem to jak z rybką. Najpierw musisz zanęcić. Najlepiej to dać się klientowi wygadać. Przychodzisz do takiego i najsampierw chwalisz na przykład samochód. Pytasz ile pali czy olej bierze. Taki klient czuje się doceniony i od razu mięknie. Kurwa Zygmunt słuchasz mnie czy ja tu sam do tych karasi nawijam?!

Zygmunt zaczął się śmiać, kompletnie nie wiedząc, o czym właśnie gadał do niego kolega. Sięgnął po Harnasia, otworzył go zębami i pociągnął solidnego łyka. Przez chwilę patrzył gdzieś w jezioro, marszcząc brwi tak, jakby nad czymś bardzo głęboko myślał.

Zygmunt: Ale ty… ty dobrze gadasz, Zbychu. Klient jak ryba. Człowiek też trochę ryba. Siedzi se… gęba zamknięta… patrzy głupio i nagle bach! Łapie haczyk.

Zygmunt wskazał palcem na wodę, choć bardziej wyglądało to tak, jakby tracił równowagę.

Zygmunt: Mnie też kiedyś zanęcili. Powiedzieli: „Zygmunt, chodź na jedno”... a dalej.. a dalej to już nie pamiętam…

Spojrzał w dół, parsknął śmiechem, po czym poprawił się na skrzynce, która zatrzeszczała niebezpiecznie.

Zygmunt: Ale powiem ci coś jeszcze… ryby to są mądre. Nie gadają głupot. Nie pożyczają pieniędzy. Nie mówią „oddam jutro”. Człowiek to najgorsza ryba.

Nagle zmrużył oczy i spojrzał podejrzliwie na spławik.

Zygmunt: Zbychu… ta ryba mnie obserwuje czy ja jestem pijany? Wydaje mi się… ty, a może ją złapiemy i damy jej się napić? Widzę to w jej oczach…

Zygmunt sam nie wiedział co mówi. Prawda jest taka, że ryby to on tam nawet nie widział, tylko spławik, ale wydawało mu się, że to tak wygląda ryba. Spojrzał wtedy na Zbyszka z zaciekawieniem, czy on też ją widzi. Uszczelkę zatkało, a po chwili wrócił do tematu o którym rozprawiał wcześniej

Zbyszek: Zygmunt.. czasami to się zastanawiam jakim geniuszem musisz być, że wpadłeś w takie odmęty szaleństwa. Wracając do pięknej sztuki wędkowania. Jak taka rybka już złapie ten haczyk to ciąg ją bracie z całych sił, ale zanim to nastąpi minie wiele czasu czyli jaka jest najważniejsza lekcja?

Zbyszek czeka na odpowiedź kompana, ale ten wydaje się jakby przysnął z otwartymi oczami

Zbyszek: Cierpliwość. Tak i na rybach jak i w ringu Zygmuś. Daj się rywalowi zmęczyć, niech zabłyszczy, a potem walisz takiego oponenta w najmniej spodziewanym momencie. Ja to już w życiu przerabiałem, norma. Pamiętam, robiliśmy kiedyś z chłopakami hydraulikę w takim nowym pensjonacie pod Augustowem. Szefas, taki warszawski cwaniaczek w gajerku, po skończonej robocie zaczął kręcić nosem. Że drogo, że poprawki, że on faktury nie zapłaci, bo mu się kolanko nie podoba. Chłopaki od razu chcieli mu maskę obić, ale ja mówię: „Spokojnie, cierpliwości”. Spakowaliśmy narzędzia, grzecznie podziękowaliśmy i pojechaliśmy. Ale muszę Ci powiedzieć jedno. Uszczelka nigdy nie odpuszcza, Zygmunt. Ja po prostu wiedziałem, co tam po sobie zostawiłem. Minęły dokładnie cztery dni, weekend, pełen pensjonat gości, a w głównym pionie puszcza takie jedno ukryte uszczelnienie, które celowo dokręciłem na słowo honoru. Jak to wszystko runęło, jak tam się, kurna, szambo na recepcji rozlało... Chłop dzwonił do mnie o drugiej w nocy, płakał do słuchawki, błagał na kolanach, żeby przyjechać. I co? Przyjechaliśmy na gotowe. Zapłacił podwójnie, jeszcze nas po rękach całował i catering z restauracji stawiał. Cierpliwość. Czekasz na ten jeden moment, aż sami przyjdą z otwartą gębą.

Zygmunt siedzi z otwartymi ustami, zapatrzony w przestrzeń, jakby wciąż próbował zwizualizować sobie zalany szambem hotel. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, krzywy badyl Zygmunta gwałtownie wygina się w pałąk, a spławik z impetem znika pod wodą. Zygmunt zrywa się na równe nogi, wywracając skrzynkę po piwie, i po chamsku, z całej siły szarpie kijem do tyłu. Z wody z wielkim pluskiem wylatuje gigantyczny, tłusty karp i ląduje prosto w gęstej trawie. Zbyszek zszokowany podbiega bliżej, mruży oczy, pochyla się nad rybą i nagle zamiera w bezruchu.

Zbyszek: Ty... Zygmunt... ty na hak nabiłeś kawałek śląskiej kiełbasy?!

Zygmunt chwiał się jeszcze chwilę po tym, jak wyłowił wielkiego karpa. Dobre 10 sekund łapał równowagę, ale od razu po tym zaczął się śmiać pod nosem, jednocześnie sięgając po kolejne piwsko - no bo trza to jakoś uczcić.

Zygmunt: Wiesz co, Zbychu...? Ty to chyba jednak mądry chłop jesteś. Z tą cierpliwością... coś w tym jest. Ja to kiedyś też cierpliwy byłem. Raz żem czekał trzy dni pod monopolowym.

Zbyszek spojrzał na niego kątem oka, już chyba żałując, że zapytał.

Zygmunt: Bo kierownik miał mi oddać dwa złote! DWA! To nie są małe pieniądze, Zbychu. Za to to kiedyś pół chleba i szczęście człowiek miał. I… oddał. Po trzech dniach oddał! Także cierpliwość działa. Ty z fakturą, ja z monopolowym… biznes.

Nagle spojrzał na wielkiego karpia, który jeszcze lekko się ruszał w trawie, sam lekko zdziwiony że wyłowił takie monstrum.

Zygmunt: Ale powiem ci coś jeszcze... ta kiełbasa to był plan. Ryba patrzy i myśli: „o kurde, śląska”. Tak właśnie myślałem, że skubana głodna była… i dobrze żem myślał!

Uniósł wtedy butelkę w górę i dopił piwo, a pozostałości, czyli flaszkę wrzucił ponownie do skrzynki, ledwo trafiając. Zbyszek z niedowierzaniem spogląda to na rybę to na kompana. W końcu z oburzeniem w głosie komentuje.

Zbyszek: To ja się produkuje o strategii, o planowaniu, historie ze swojego życia opowiadam, a ty co?! Nabijasz na haczyk kawał padliny, szarpiesz jak sprężyną w klozecie i wyciągasz taką sztukę? Przecież to jest profanacja sztuki wędkarskiej, Zygmunt! Gdzie szacunek do ryby?! Śląską?! To może jeszcze musztardę trzeba było do tej wody wrzucić, co?!

Zygmunt tylko pomrukuje coś pod nosem niezrozumiale, prawdopodobnie znowu odciął się do innego świata. Uszczelka jednak się opanowuje i kontynuuje.

Zbyszek: Ale jedno muszę Ci przyznać Zygmuś. Czy zwykłe szczęście początkującego, czy ty to wszystko zaplanowałeś ważne, że jesteś skuteczny. I wiesz co? O to właśnie chodzi w tym całym biznesie. Liczy się efekt, a nie to, czy ryba dostała menu z restauracji, czy kawał padliny z Biedronki. Rywal w ringu też ma paść i koniec. Może i jest w tym metoda, moja strategia, twój spryt i nikt nie stanie nam na przeszkodzie.

Zbyszek wstaje z krzesła i klepie swojego kompana po ramieniu, a ten spada ze skrzynki i stacza się do jeziora. Fachowiec leci za nim i stara się go wyciągnąć, a kamera powoli gaśnie.

Second Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Derek Hallowayl vs Zygmunt Butla
[Obrazek: c68a4166def02.png]

Przenosimy się do ringu, gdzie Derek Holloway trzyma Zygmunta Butlę w narożniku i wciska mu bark w żebra. The Truth Seeker wygląda na przekonanego, że rozpracował już cały układ tego pojedynku, a The King of Empty Bottles tylko potwierdza jego teorię, ledwo trzymając się na nogach. The Red Pill One odciąga rywala od lin i natychmiast wykonuje Gutwrench Suplex! Butla ląduje ciężko na macie, a Derek przechodzi do pinu. 1... 2... kickout! Przy ringu Zbyszek Uszczelka aż łapie się za głowę i krzyczy coś do Zygmunta, pokazując mu dłonią, żeby „wstał do roboty”. Holloway zerka w jego stronę i zaczyna wskazywać palcem na publiczność, potem na sędziego, jakby tłumaczył wszystkim, że nawet obecność Majstra przy ringu nie jest przypadkiem. Ta chwila wystarcza Butli, który powoli podnosi się na kolano i trafia Dereka brudnym ciosem w brzuch. The Baroom Warlord dorzuca kolejny cios, potem Low Kick, a na koniec Clothesline, po którym spiskowiec z Denver cofa się do lin. Zygmunt próbuje złapać rytm. Nie wygląda to pięknie, ale działa. Bydgoszcz City! Pierwszy rzut! Butla nie puszcza! Drugi rzut! Przy trzecim sam prawie traci równowagę, a Uszczelka przy ringu aż wyciąga ręce, jakby chciał asekurować źle zamontowaną półkę. Trzeci rzut dochodzi do skutku! The Drunk and Dangerous pada na rywala i mamy pin! 1... 2... nie! The Awakened odrywa bark od maty! Butla siedzi na macie i przez moment pokazuje sędziemu dwa palce, jakby był pewien, że to wystarczyło. Derek podnosi się pierwszy, wbija się w rywala Big Bootem, po czym podnosi go i mamy STO! Pin! 1... 2... kickout! Holloway nie dowierza. Wstaje, rozkłada ręce i zaczyna mówić coś o tym, że sędzia liczy za wolno, bo „system nie chce prawdy”. Publiczność reaguje gwizdami, a Uszczelka przy ringu tylko kiwa głową, jakby właśnie słuchał klienta tłumaczącego, że rura sama pękła. The Enlightened podnosi Butlę i szykuje Corner Powerbomb, ale Zygmunt zaczyna się szarpać. Udaje mu się zsunąć za plecy rywala, a gdy Derek odwraca się w jego stronę, inkasuje Butelkowy Łokieć! Trafiony zatopiony! Holloway chwieje się, ale nie pada. Butla bierze krótki, krzywy rozpęd i próbuje drugiego Butelkowego Łokcia, jednak The Truth Seeker blokuje go i odpowiada Belly-to-belly Overhead Suplex! Pin! 1... 2... nie! Zygmunt jeszcze zostaje w walce! Derek ma dość. Podnosi rywala wysoko i szykuje Awakeing. Jednak nie! Butla zsuwa się za plecy, odpycha go na liny i gdy Holloway wraca, trafia kolejnym Butelkowym Łokciem! Tym razem The Red Pill One pada na kolano. Uszczelka przy ringu zaczyna uderzać dłonią w apron, nakręcając Zygmunta. The Last Sip chwieje się, łapie równowagę i dokłada Mocną Głowę! Ostatnia Butelka trafia idealnie! Derek pada na matę, a Butla niemal przewraca się razem z nim, ale w ostatniej chwili opada na jego klatkę piersiową. Sędzia dopada do maty. 1... 2... 3! Zygmunt Butla wygrywa po pinie, a Zbyszek Uszczelka przy ringu świętuje tak, jakby właśnie udało mu się naprawić przeciek bez wymiany całej instalacji.

Spodziewajcie się niespodziewanego - wielkie rzeczy nadciągają do LPW

FATE! Jeśli ten theme song uderza, to wszyscy wiedzą, co ich czeka... Jose Lopez! Zawodnik pojawia się na apronie. Witany jest mieszaną reakcją, z lekką dominacją buczenia. Sporo fanów nadal jeszcze nie jest w stanie być przeciwko Hiszpanowi. Lopezzo ubrany jest tak jak ostatnio w skórzaną kurtkę, proste dżinsy i buty w stylu Martensów. Anti heroe przygląda się reakcji publiki i zmierza w stronę kwadratowego pierścienia. Przed wejściem do niego podchodzi w kierunku komentatorów i zabiera mikrofon oraz krzesło i udaje się do ringu. W nim El Hermoso rozstawia swój ''tron''. Siada nonszalancko na nim, przystawia do ust oręż, który pozwala mu walczyć słowami i czas na przemowę.

Jose Lopez: Przybyłem tu, by wyjaśnić parę spraw i doedukować was oraz... federację. Zacznijmy od tego, że to, na czym siedzę, to jest... krzesło. *Jose klepie w nie* Zgadza się. Wiecie, co można zrobić z nim sensownego? Na przykład na nim usiąść... Wiecie, czego nie powinno się robić? Tłuc nim w kamerę jak skończony debil, którym zresztą Mike Brutal jest. *Lopez szyderczo się uśmiecha* Chociaż... jest szansa, że ja się mylę! Może to jednak był... poradnik? Poradnik skierowany do innych uczestników turnieju typu Elias Shadow, Zack Sabre jr. czy też Miguel Escobar, który miał im pokazać, jaką czynność podjąć, by nie zrobić z siebie kretyna na wizji. *szyderczy śmiech* Jakby rozwalili kamery tuż przed swoimi pierwszymi wypowiedzianymi słowami, to bym im pomogło. A tak to mieliśmy dużo ujadania z ich strony, by potem mieć gorszy bilans niż hydraulik...*prychnięcie* Skoro o naszych federacyjnych ''igrzyskach'' mowa, to mam pomysł dla zarządu LPW. Gdy przeglądałem sobie pojedynki i zobaczyłem, jak niejaki Mateusz MW wciera sobie oliwkę w głowę, to poczułem natchnienie... zrozumiałem, że mam niesamowity łeb do interesów. Stwórzmy ten produkt marki Legion Pro Wrestling! Dochody mogą być z tego niesamowite, w końcu jest spory popyt na to u waszych obrzydliwych, Amerykańskich elit, które lubowały się w chorych imprezach u pewnego producenta muzycznego... *fani zaczynają skandować ''Fuck P Diddy''* Strata czasu, nie próbujcie mi się przypodobać, jesteście śliscy, jakbyście sami wysmarowali się tą oliwką... *heat* Może wróćmy do przyjemniejszego tematu.. czyli wyśmiewania zawodników, którzy biorą udział w turnieju. Nie mam aktualnie nic ciekawszego do roboty, więc zaczerpnę pomysł od programu ''Pobite Gary'' i stworzę swój odpowiednik ''Zakute łby''! Chociaż... to nie jest tak, że uważam wszystkich za niezbyt bystrych słabeuszy. Jest tam kilka sensowniejszych zawodników, prawda? Na przykład... Kenneth Riddle? *cheer* Albo Axel Bla...

WYBRZMIEWA TEN THEME SONG! NIESAMOWITE! TO SIĘ NIE DZIEJE! Nie jesteśmy tego godni, ale Lopezowi przerywa sam... Jean-Pierre Dolnick! Fani szaleją, cholera, co za cheer! Grubas z Konga pojawia się na rampie ubrany w TEN SPOSÓB. Kongijczyk jest witany taką reakcją, że chyba sam się tego nie spodziewał. W ręku ma mikrofon i jego mina jest skwaszona. Filmowa gwiazda mówi ''kurwa, nie miałem mieć znowu tej piosenki, wychujali mnie, dostaną pozew''. Niestety aktualnie nie może on nic z tym zrobić, więc idzie w stronę kwadratowego pierścienia, przybijając masę piąteczek. Prawie taką masę, jaką on ma sam. Czarnoskóry zawodnik już powoli zaczyna męczyć się tak długą drogą, będąc już przed docelowym miejscem, zabiera głos.

Jean-Pierre Dolnick: Wyłączyć muzykę, wyłączyć to gówno! *muzyka zostaje wyłączona* O, serio działa, zawsze chciałem to powiedzieć. *Gruby cieszy michę, a fani go mocno cheerują* Lopez, ty chu..*Grubas przełyka ślinę* Ty chu..dszy jakiś jesteś, weź się chłopie za siebie...

Jose Lopez: Niesamowite, jeszcze ciebie tutaj brakowało, ale wiesz co? Zapraszam. *Lopez wstaje z krzesła i wskazuje na nie Dolnickowi* Śmiało, usiądź sobie, widzę, jak bardzo zmęczyła cię ta droga tutaj. *Lopez parsknął śmiechem* Chodź, chodź, nie zrobię ci nic, masz moje słowo...

Jean-Pierre Dolnick: No-no jasne, że nic mi nie zrobisz, bo byś nie dał rady nawet! Nikt by nie dał. Co ty sobie myślisz, że się bałem? Pfff..

Grubas powoli wchodzi do ringu, trochę to trwa, gdy jest już w nim, spogląda na wolne krzesło, a potem na opartego o liny Jose.

Jean-Pierre Dolnick: Masz mnie za głąba? Już to przerabiałem. *grubas kręci głową* To jest specjalnie poluzowane krzesło, że jak usiąde na nim, to ono się rozwali i będziesz chciał zrobić ze mnie grubasa. Taki chuj! *cheer* Postoję sobie tutaj. A TY mnie posłuchasz... kutafonie! *cheer* Przychodzisz sobie do nowej federacji, ubliżasz wszystkim, ubliżasz fanom, MOIM fanom. *cheer* Oni tutaj wszyscy są dla mnie, więc nie pozwolę im słuchać twojego bełkotu! *cheer* Może kiedyś coś tam potrafiłeś, może kiedyś mnie nawet pobiłeś, ale teraz... jesteś już za stary Jose. O wiele za stary. Młodzi jak ja przejmują ten biznes... Czas płynie w przód czy tam do przodu, to akurat jeden chuj, ale.. ile ty masz właściwie lat? *Lopez mówi mu, że 37, a Gruby zaczyna liczyć na palcach* 37..mówisz.. a to ja też mam chyba tyle lat, to w dupie z tym akurat. Spieprzyłeś mi wszystko tym swoim wiekiem, miałem przygotowaną ripostę! *Lopezzo patrzy na niego z politowaniem, a fani się śmieją* Powiem ci coś, masz szczęście, że JA akurat nie występuję w turnieju, bo byś taki oklep dostał ode mnie. Naprawdę ciesz się fiucie, że nie trafisz tam na mnie.. *Jose mówi mu, że przecież jego też nie ma w tym turnieju* aha... no przecież wiedziałem o tym i sprawdzałem czujność, Pewnie się OBSRAŁEŚ, że ja tam będę i dlatego cię nie ma. No tak. Oczywiste. *Big Jean bardzo cieszy się z tego tekstu, a fani, śmiejąc się, cheerują go* Muszę ci przyznać, że wiele lat temu mnie ostro rozjuszyłeś, ale.. mogę być większą personą.. nie mylić z byciem grubym! Sprawdzałem definicję tego w internecie. Po prostu pokażę gest i jak mnie tu ładnie przeprosisz i fanów, to nie będę cię wyzywać w social mediach więcej.

Jose Lopez: Doprawdy, jesteś niesamowity Jean. I to bardzo. *Grubas ma zaciesz na twarzy* Rozumiem, dlaczego oni tak mocno cię kochają... Robią to, bo jesteś naprawdę jedną z nielicznych osób, która jest w stanie dokonać cudu.. *Dolnick jeszcze bardziej się cieszy* Cudu w postaci bycia jeszcze większym debilem niż CAŁA ta publiczność razem wzięta, a wierz mi... wśród nich jest tam pełno mężczyzn, którzy potrafią pisać na Facebooku zbereźne rzeczy wprost do reklam stworzonych poprzez sztuczną inteligencję. *heat, a Jean jest lekko naburmuszony* Są tam także kobiety, które przeglądają sobie filmiki i gdy widzą smutne zwierzątka robione również przez AI, to mają łzy w oczach i robią łańcuszki serduszek. *heat* Jest tam też dzieciarnia, która nadal tworzy ''edity'' ze mną w roli głównej i nie może pogodzić się z tym, że ja nie zapominam. GARDZĘ każdą taką osobą. *jeszcze większy heat* I TY, dokładnie TY Dolnick jesteś w stanie ich przebić, dzięki czemu dostarczasz im rozrywkę, a co nie zabija tak świetnie czasu, jak oglądanie kogoś głupszego od siebie? A że tak jak wspomniałem, jesteś być może jedyną osobą, która jest bardziej tępa niż oni, to zostałeś ich nową zabawką. *heat, a Dolnick jest już rozjuszony konkretnie* Nie.. ty nie jesteś tylko zwykłą zabawką. Ty jesteś czymś lepszym, jesteś prawdziwą REPLIKĄ... Jabby ze Star Wars, oddającą idealnie rozmiary. *heat, a Jean-Pierre odpowiada, że on jest tylko lekko puszysty.* Nie mam ochoty na dalsze użeranie się z tobą, poświęciłem ci i tak więcej czasu niż powinienem. Tak jak obiecałem, nic ci teraz nie zrobię, ale jak dalej będziesz wchodził mi w drogę... *Lopezzo przybliża się do grubasa* to pchnę twoją karierę filmową do przodu i następną rolą, w jakiej zagrasz... będą ''Nietykalni 2'', ale to nie ty będziesz tym pchającym wózek i to będzie twój PRAWDZIWY stan zdrowia.

Anti Heroe rzuca mikrofon i wychodzi z ringu. Wybrzmiewa jego theme song. Grubas jest mega wkurwiony, ale wie, że nie bardzo może zrobić z tym cokolwiek. Pod nosem jedynie mówi: ''głupi chuj''. Fani buczą na zmierzającego na rampę Hiszpana i zaczynają chantować ''Fuck you Lopez!'' Publika jest tak głośna, że prawie zagłusza jego muzykę. Chico Malo totalnie nic sobie z tego nie robi i opuszcza arenę. Ujęcie kamery wskazuje nam jeszcze smutnego Jean-Pierre'a, ale jego fani zaczynają skandować ''Dooolnick, Doooolnick''. Obraz w końcu znika.

Żartowałem musiałem zrobić przerywnik

Światła na arenie zaczynają lekko przygasać, po czym zaczyna unosić się lekki dym. Na titantronie ukazują się tymczasem rozsypane litery, które składają się z czasem w dwa wyrazy - Normal Guy. Rozbrzmiewać zaczyna 'Over and Under', co oznacza pojawienie się pierwszego z uczestników zbliżającego się pojedynku. Derrick Mantel pojawia się na arenie przy mocno mieszanych reakcjach publiczności, ubrany w swój strój ringowy. Jego twarz nie wykazuje większych emocji. Jego wzrok skierowany jest wyłącznie na jeden punkt, jakim jest ring. Rusza on w stronę ringu, nie reagując na wszelkie okrzyki ani na cokolwiek innego z otoczenia. Z upływem czasu znajduje się już w obrębie kwadratowego pierścienia i rusza on w stronę obsługi, aby odebrać mikrofon, z którym po kilkunastu sekundach pojawia się w ringu.

Derrick Mantel: Wiele pytań bez odpowiedzi przewijało się przez moją głowę. Wszystko spowodowane tym, co miało miejsce na poprzednim Colosseum. Nie zamierzam mimo wszystko bawić się w deklaracje, że dzisiaj odbiję się po jednym potknięciu. To nie jest część mnie. W przeciwieństwie do wielu osób potrafię przyznać się do popełnionych błędów i potrafię wyciągać z nich należyte wnioski. Rob wykonał swoje zadanie jak należy i tego mu nie zamierzam odbierać. Nie zmienia to faktów, że moja przygoda z turniejem nie dobiegła końca. Nie zamierzam wypowiadać słów, które potem nijak mają się z prawdą, zamiast pustych zapowiedzi, w tym ringu przemówią moje umiejętności. Dla mnie to nie jest przelotna przygoda, którą mogę zakończyć jako przegrany. Moją motywacją, aby postawić stopę, w tym ringu, było stawania się coraz lepszym w tym, co robię. Za chwilę otrzymam ku temu odpowiednią okazję, walcząc z człowiekiem, który może mówić wiele - wszystko to jednak nie ma pokrycia z rzeczywistością. Nie będę nikogo specjalnie oszukiwać. Przyglądałem się każdemu z osobna i nie mam nic dobrego do powiedzenia na temat Mateusza. Cała jego kreacja, cała jego marna otoczka. Nie widzę w tym niczego, co może na mnie zrobić wrażenia. Podobnie jest z jego umiejętnościami i cokolwiek będzie chciał zrobić - zrobię to lepiej. Nie dlatego, że zamierzam wygram. Zrobię to dlatego, że „Normal Guy” ma dość bycia tłem i zamierza stać się tym, do czego jest stworzony.

MateuszMW wyłania się zza kurtyny. Nie spieszy się. Na twarzy ma wymalowany jadowity, niesamowicie arogancki uśmiech, w pełni celebrując status przyszłej gwiazdy federacji. W dłoniach trzyma charakterystyczną buteleczkę z oliwką dla dzieci – ostentacyjnie, niespiesznie wylewa jej zawartość na dłonie, po czym powolnymi ruchami wciera płyn w ramiona i klatkę piersiową, sprawiając, że jego skóra błyszczy w świetle jupiterów. Rzuca pustą butelkę na rampę, bierze mikrofon od obsługi i pewnym krokiem wchodzi po schodkach do ringu. Przekracza liny, ignorując Derricka, robi rundkę wokół własnej osi, po czym staje z nim twarzą w twarz, bezczelnie żując gumę. *parska głośnym śmiechem prosto w mikrofon, kręcąc głową z niedowierzaniem* O rany, rany... Słyszeliście to? Zamknijcie na chwilę oczy i posłuchajcie tego jebanego dramatu. „Wiele pytań bez odpowiedzi przewijało się przez moją głowę”... (przedrzeźnia głos Derricka, udający płacz). Derrick, błagam cię, przestań! Bo jak tak dalej pójdzie, to publiczność w Chicago zaraz tu uśnie, zanim w ogóle zdążysz ściągnąć tę swoją koszulkę! „Normal Guy”? No i to się zgadza, stary. Jesteś tak cholernie normalny, tak potwornie nudny i bezpłciowy, że twój własny titantron musiał rozsypać litery, żeby ktokolwiek na trybunach w ogóle zauważył, że idziesz do ringu! Wyszedłeś tutaj, wyrecytowałeś z pamięci ładne wypracowanie o wyciąganiu wniosków, o tym, jak to „przemówią twoje umiejętności”... I co? Myślisz, że to robi na kimś wrażenie? Że te twoje mądre gierki słowne, które tak pięknie klepałeś na zapleczu z foliarzami, cokolwiek znaczą w tym kwadratowym pierścieniu?
Mówisz, że przyglądałeś się każdemu z osobna i nie masz nic dobrego do powiedzenia na mój temat. Mówisz, że moja kreacja i marna otoczka to za mało? Może i jestem ulicznym patusem, może i dla takich jak ty pachnę tanim rynsztokiem i litrem oliwki, ale w przeciwieństwie do ciebie – ja w ringu niosę ze sobą czyste, żywe emocje i destrukcję. Kiedy ty analizujesz wykresy i płaczesz po kątach, że Twój poprzedni rywal zrobił z tobą to, do czego został stworzony, ja trawię swoją porażkę z Cavazosem i zamieniam ją w czystą, jebaną furię.

MateuszMW unosi rękę, przejeżdża naoliwionym palcem po policzku Derricka, po czym ostentacyjnie wyciera go o własne spodenki.

Derrick Mantel: To wszystko, co miałeś do powiedzenia? <spogląda zirytowany na MateuszaMW> Właśnie dlatego nie będziesz nikim więcej niż krzykliwym idiotą z litrem oliwki na ryju. <śmieje się prosto w twarz Mateusza, a publiczność reaguje głośnym ‘WHAT’> Wiesz, co nas różni? Ty żyjesz ze świadomością, że wrestling polega na byciu jak największym kretynem drącym ryja i zachowującym się jak psychopata, który zapomniał wziąć lekarstw. Mnie to nie jest potrzebne. Nie potrzebuje krzyku, aby mój przekaz był dla wszystkich widoczny. Starasz się kreować na kogoś groźnego wspominając o żywych emocjach, destrukcji czy furii, a brzmi to jak gadka co drugiej osoby zaczynającej swoją przygodę. I jedyną rzeczą w tym ringu jest twoja marna gadka, która jest do bólu… przewidywalna. Wychodzisz do tego ringu, krzyczysz jak pojeb, licząc na chuj wie co a końcowo robisz za szmatę dla swoich rywali. Przypomnij mi… Jak zakończyła się twoja walka z Cavazosem? Wygrałeś ją? Oczywiście, że kurwa nie. <wypowiedziane podniesionym głosem> Zgrywasz się, udajesz nie wiadomo kogoś. Jednak gdy przychodzi weryfikacja, robisz jedynie za tło dla swoich rywali. Czemu mówię o nich w liczbie mnogiej? Widzisz... naszej walki też nie wygrasz. Podobnie może być z każdą kolejną, jeśli twoje podejście nie ulegnie zmianie. Próbujesz ze mnie robić nudziarza i kogoś bez emocji, ale nie muszę się zachowywać jak jakiś upośledzeniec szukający w desperacji, choćby grama uwagi. By wygrywać, by niszczyć ludzi... nie potrzebuję krzyku ani zbędnego chaosu. Jak wspomniałeś - lubię analizować. Zatem wygrywać mogę metodycznie, wykorzystując wszelkie potencjalne słabe strony swoich rywali. Wiesz co nas jeszcze różni. Ty chcesz, by o tobie było głośno, chcesz być zapamiętany. Ja za to chcę wygrywać, chcę wspinać się coraz wyżej niczym po drabinie. Dlatego po naszej walce będziesz niczym innym jak zwykłym przegrywem z mocną gadką, ale zerowym pokryciem w ringu. I pamiętaj o jednym... krzyk da się zagłuszyć i stanie się tak, gdy będziesz leżał nieprzytomny na macie po kolejnej, przegranej walce.

MateuszMW słucha potoku słów Mantela z kamienną twarzą, ani na sekundę nie mrugając okiem. Gdy tłum skanduje kolejne „WHAT!”, on jedynie powoli, z kpiarską satysfakcją, żuje swoją gumę, jakby przemówienie rywala było dla niego co najwyżej nudną reklamą w telewizji. Dopiero na wspomnienie o Cavazosie i „robieniu za szmatę”, na jego ustach wykwita drapieżny, psychopatyczny uśmiech. Mateusz powoli zbliża mikrofon do ust, ale nie krzyczy. Odpowiada cichym głosem.

MateuszMW: Metodyczny nudziarz się zdenerwował... No, no, no. Słyszę, że panu „Normalnemu” w końcu skoczyło ciśnienie. I bardzo dobrze, kurwa, przynajmniej wiem, że pod tą bezpłciową skorupą płynie jakakolwiek krew. Pytasz, jak skończyła się moja walka z Cavazosem? Tak, przegrałem. Dostałem po mordzie i zostałem odliczony. Różnica między mną a tobą polega jednak na tym, że po tamtej nocy całe Chicago mówiło o patolu Mateuszu, który bił się do utraty tchu, a o twojej walce z RVD ludzie zapomnieli w momencie, w którym zgasły światła na arenie! Wolę być krzykliwym idiotą, wolę być psychopatą bez leków i zbierać nienawiść tej publiki, niż być tobą – jebanym, przezroczystym duchem, na którego widok ludzie idą po popcorn! Mówisz, że analizujesz? Że wygrywasz metodycznie? To analizuj to, profesorze: w ringu nie ma algorytmów, nie ma pierdolonych tabelek w Excelu, ani drabin, po których wdrapiesz się swoimi mądrymi słówkami. W ringu liczy się to, kto potrafi znieść większy ból. Chcesz mnie uśpić na tej macie? Chcesz zagłuszyć mój krzyk? To spróbuj, kurwa! Ty chcesz wygrywać, a ja? Ja chcę czuć, jak pękają twoje kości, kiedy będę cię niszczył sekunda po sekundzie.

Po tych słowach MateuszMW upuszcza mikrofon.

Second Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Derrick Mantel vs Mateusz MW
[Obrazek: 270628bd1f650.png]

Kamera przenosi nas teraz do ringu, gdzie Derrick Mantel dominuje na środku kwadratowego pierścienia swojego przeciwnika. Mateusz MW zdecydowanie nie ma łatwego czasu, kiedy to Derrick okłada go pięścią po głowie. Teraz mamy Irish Whip w stronę lin, Mateusz się odbija i inkasuje Scoop Slam. Mantel nie czeka i już pakuje się na trzecią linę narożnika i dokłada do tego Frog Splash. Pin… 1… 2… Kickout! To wyraźnie za mało, żeby załatwić krakowskiego zawodnika. Amerykanin łapie na szybko dwa oddechy i szybko zapina Chin Lock od tyłu dla Mateusza, który aktualnie siedzi na macie. Polish Fucker chwilę walczy sam ze sobą, ale finalnie jest już na nogach i wymierza swojemu przeciwnikowi łokcie na tułów, co skutkuje rozerwaniem duszącego uścisku. Polak robi krok w tył i wymierza swojemu rywalowi Super Kicka, a ten ledwo stojąc na nogach odbija się od lin plecami…i inkasuje piękny Jumping Clothesline. Krakus nie czeka, odbija się od liny i dokłada Splash w miejscu. Pin… 1… 2… Kickout! Oboje nie chcą dać za wygraną! The Big MW kontynuuje ofensywę i wyprowadza teraz serię Elbow Dropów. Jeden, drugi, trzeci, czwarty, piąty! Polak jest teraz ewidentnie nakręcony! Wchodzi na narożnik i pokazuje, że będzie chciał wykonać jakąś akcję wysokiego ryzyka… Swanton Bomb prosto na przeciwnika! Zawodnik z Krakowa nie chce dać odpocząć swojemu przeciwnikowi i od razu wychwyca nogi oponenta i zapina Sharpshootera! Zawodnik z Sacramento chwilę nie ma pojęcia co zrobić, ale już zaczyna czołgać się w stronę lin. Nie przychodzi mu to z łatwością, ale w końcu to zrobił, na co Mateusz w ogóle nie reaguje. Sędzia zaczyna odliczać… 1… 2… 3… 4… w ostatniej chwili krakowiak opamiętał się i puścił uchwyt. Oboje odczuwają już trudy pojedynku, łapią oddech i powoli wstają. Jednak Mateusz robi to pierwszy, bierze rozbieg… Clothesline? Nie, Mantel unika… I wykonuje Potężny Spin Kick, którym ścina przeciwnika z nóg. Nie chce teraz czekać dłużej, chyba będzie chciał zakończyć dzisiejszą rywalizację. Staje w narożniku, a rywal powoli wstaje. Normal Guy biegnie… Head Crusher?!... Nie! Polish Fucker kontruje to solidnym Powerslamem i teraz pinuje swojego oponenta! 1… 2… 2.99! W ostatnie chwili Derrick ledwo żywy odkopuje tą ofensywę! Polish Fucker jest już na nogach i dyskutuje z sędzią, że było 3 klepniecię w matę, ale ten jest nieubłagany i każe mu walczyć dalej. Polak więc staje w narożniku i podnosi stojącą tam butelkę oliwki dziecięcej. Wylewa sobie ją na głowę, co nam sygnalizuje chęć rychłego zakończenia walki przez Łysy Punch. Amerykanin w końcu wstaje, a krakus nie odpuszcza. Rusza na rywala… i inkasuje potężny Discus Lariat, po którym słaniając się na nogach odbija się od lin, a Normal Guy dokłada do tego jeszcze Running Knee powalające swojego przeciwnika na ziemię! Zawodnik z Californii nie chce dłużej czekać. Sygnalizuje chęć zakończenia tej walki. Polak powoli wstaje… Czy to będzie Fatal Blow?! Nie, The Big MW wyrywa się z akcji tuż przed wyniesieniem go do góry… Łysy Punch!?… Nie! Mateusz MW ląduje samotnie i boleśnie na ziemi, a Derrick Mantel odbija się od liny… i mamy Head Crusher! Mantel od razu pinuje! 1… 2… 3! Derrick Mantel zwycięzcą tego starcia!

Kamera przenosi nas do biura, w którym widzimy, że przy biurku siedzi sam GM Colosseum, Rob Van Dam. Generalny Menedżer prowadzi jakąś rozmowę przez telefon kiedy nagle drzwi z wielkim hukiem otwierają się i do środka wparował wściekły Allan Hill.

Rob Van Dam: Chyba muszę kończyć, oddzwonię…

RVD nie zdążył skończyć zdanie, bo The Rogue wyrwał mu telefon z ręki i roztrzaskał go o ziemię.

Rob Van Dam: Chyba nie…

Allan Hill: Zamknij się! Teraz ja będę mówił. Chyba nie spodziewałeś się, że kolejny tydzień z rzędu będę grzecznie siedział w szatni i czekał na swoją szansę? Nie wiem czy jesteś może na tyle głupi, żeby mnie w ten sposób wyprowadzać z równowagi czy może jednak musisz znaleźć gdzieś swoje jaja, które zgubiłeś jak wszyscy w LPW na wieść o mnie? Nie zamierzam dłużej czekać na swoją szansę, żeby dać upust swojej agresji. Mogę walczyć z kimkolwiek? Gdzie jest ten gość, który walczył w ringu przed chwilą? Mogę go roznieść w mgnieniu oka.

Rob Van Dam: Rozumiem, Allan, że bardzo chcesz się pokazać, ale rozmawialiśmy już o tym wcześniej. Na razie skupiamy się na turnieju o LPW World Championship i ciężko jest znaleźć dla ciebie czas na Colosseum.

The Broken Prodigy wściekły wali pięścią w biurko z taką siłą, że kubek z kawą spada na dywan, którego całego zalewa.

Allan Hill: Mam już dosyć słuchania takich wymówek. Jesteś niby gościem, dla którego hardcore i ekstremalne walki nie były obce, a tak bardzo boisz się niepohamowanej agresji jaką mogę komuś zgotować w ringu? Może skoro tak bardzo dbasz o zdrowie swoich zawodników to zamiast zrobić krzywdę im w ringu wezmę się za ciebie tutaj w tym momencie?

Rob Van Dam: Uważaj sobie do kogo tak mówisz. Za długo jestem w tym biznesie…

The Unstable energicznym ruchem podnosi z krzesła Roba trzymając go za gardło.

Allan Hill: Wcale mnie to nie obchodzi kim jesteś ani ile czasu spędziłeś w tym biznesie. Jedyne co mnie interesuje to aby dać komuś posmakować bólu jaki kiedyś mi zaserwowano.

Rob Van Dam: Ochrona, zabrać tego gościa!

Do biura wpada czterech ochroniarzy z czego każdy rozmiarów Allana albo i jeszcze większy. Z trudem, ale jednak odciągają rozjuszonego Hilla i przytrzymują go z dala od GM’a.

Rob Van Dam: Możesz być pewien, że ja tego tak nie zostawię. Poniesiesz tego konsekwencje!

Po tych słowach ochroniarze wyprowadzili Allana Hilla z biura.

Earlier Today

Kamera przenosi nas na parking, który znajduje się przed halą zlokalizowaną w Rockford. Widzimy jak podjeżdża w tamto miejsce czarny, luksusowo wyglądający Rolls Royce Ghost. Limuzyna podjeżdża blisko tylnego wejścia na halę, a z tyłu samochodu wysiada z jednej strony Preston Steele ubrany w jasno beżowy garnitur, jasnobrązowe eleganckie buty oraz fioletowy krawat. Z drugiej strony wysiada osoba wyglądająca jakby była w podobnym wieku co Legacy Breaker. Ubrany jest w granatowy garnitur z białymi pionowymi paskami, czarne eleganckie buty i bordowy krawat.

Preston Steele: …Właśnie dlatego wydaje mi się, że mogę przeznaczyć na ten cel pół miliona dolarów. Dla mnie to nie zrobi, żadnej różnicy, a komuś może to odmienić jego życie.

Przyjaciel Prestona: Rozumiem Preston, że chcesz pomagać tym ludziom, którzy mieli gorzej w życiu od ciebie, ale w tym przypadku raczej nie liczy się jak dużo przekażesz na ten cel charytatywny tylko sam gest.

Preston Steele: Widzisz Andrew, ja już mam tak naprawdę wszystko to co mógłbym sobie kupić za pieniądze, więc mi tak na nich w ogóle nie zależy. Sto czy pięćset tysięcy dla chorych dzieci. Obydwie te kwoty mnie nie zabolą, a im mogą naprawdę znacząco pomóc.

Andrew: To może skoro tak ci bardzo zależy, aby innym ułatwić życie to przekażesz również na licytację zegarek, który dostałeś w prezencie od swojego ojca?

The Heir Apparent wyciąga z kieszeni spodni Rolexa Daytona z platynowym paskiem i kopertą, który na pierwszy rzut oka widać, że nie jest tani.

Preston Steele: Masz na myśli tego Rolexa? W sumie nie jest to bardzo głupi pomysł, bo i tak na co dzień go nie noszę. Ludzie zawsze myślą, że syn bogacza to musi zawsze każdemu pokazać swój status każdym możliwym sposobem, ale ja nie lubię obnosić się tym całym bogactwem. Wszystkie te pieniądze bez wahania oddałbym za to, żeby ludzie zaczęli doceniać mnie za moje dokonania niż bogactwo moje ojca.

Andrew otwiera drzwi od tylnego wejścia do hali i panowie wchodzą do środka, ale przed samym wejściem Preston dosyć niezdarnie wsuwa zegarek do kieszeni przez co ten wypada przed samym wejściem do hali czego ani Steele ani Andrew nie zobaczyli i zostawili go na parkingu wchodząc do środka. Jakieś kilkadziesiąt metrów za Andrew i Prestonem powolnym krokiem w stronę hali zmierzają Miguel Escobar oraz jego partnerka Sara Rojas. Na pewno widzieli oni Steele'a i jego przyjaciela, lecz wątpliwe by usłyszeli cokolwiek z ich rozmowy. Para jest wyraźnie zadowolona i sprawia wrażenie jakby nic dookoła ich nie obchodziło. Są zapatrzeni w siebie…aż do momentu gdy coś odbija się w okularach przeciwsłonecznych Miguela. Divine spokojnym ruchem ściąga okulary, a następnie przygląda się rzeczy leżącej na ziemii. Miguel przykuca i spogląda na Sarę. Następnie podnosi zegarek zgubiony przed chwilą przez Prestona i mówi.

Miguel Escobar: No proszę…Rolex Dayton. Mam jeden taki w swojej kolekcji…ale wiem, że nie byle kto wchodzi w jego posiadanie. Cóż za znalezisko. Nie sądziłem, że Preston mógłby być posiadaczem takiego cudeńka.

Sara Rojas: Chcesz zatrzymać ten zegarek czy oddasz go właścicielowi?

Miguel Escobar: Zobaczymy jak rozwinie się sytuacja. Chętnie pogadam z nim. To może być wartościowa znajomość. Wiesz, że mi ten zegarek normalnie nie jest do niczego potrzebny, ale teraz wyjątkowo może się przydać.

Sara Rojas: Rozumiem, znajdźmy go w takim razie.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.06.2026, 11:52 przez Ryse.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
300
30.05.2026, 10:29
#2
Second Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Kenneth Riddle vs Ryback
[Obrazek: f923f8fb742ce.png]
Wracamy do ringu po reklamach. W tym momencie Kenneth Riddle odbija się od lin i pędzi prosto na pochylonego Rybacka. Kanadyjczyk już ma wyprowadzać cios kiedy nagle Amerykanin się prostuje i przechwytuje go pod Uranage! Connected! Human Wrecking Ball od razu przechodzi do pinu. 1... 2... Nie! The Icon podrywa bark i płynnie wyciąga rękę w kierunku publiczności, jakby chciał zebrać od nich energię. The Big Guy wstaje z niezadowoloną, pytająco patrzy na sędziego, jakby chciał się upewnić, że na pewno było tylko 2, ale sędzia twardo obstaje przy swoim. W związku z tym Ryback nie traci czasu, idzie do narożnika, gdzie zaczyna przygotowywać się do natarcia za plecami swojego przeciwnika. Rudy zawodnik w końcu się podnosi, odwraca i natychmiast zostaje zmieciony przez Meathook Clothesline. Matko Boska, to mogło urwać mu głowę! The Fearless poczuł krewa, nie daje ofierze czasu na odpoczynek. Momentalnie "pomaga" wstać Kennethowi i wynosi go na plecy, aby rozpocząć krótki marsz w miejscu. Shell Shock w drodze! Ale jednak nic z tego! Riddle zaczyna się szarpać, wyprowadza całą serię łokci w skroń olbrzyma, udaje mi się nawet trafić kolanem z drugiej strony. Ryback rozluźnia uchwyt, a The Icon ześlizguje się za jego plecy. Oszołomiony siłacz nie wie co się właśnie wydarzyło, odwraca się w poszukiwaniu przeciwnika i inkasuje pierwszego Low Kicka. To musi boleć, cofa nogę, ale jest za wolny, już dociera do niego drugi, potem trzeci i czwarty. Human Wrecking Ball aż podskakuje z bólu, lecz to wciąż nie koniec jego cierpienia. Solidny Middle Kick melduje się prosto na jego  brzuchu, a on lekko się w pół. Kanadyjczyk na krótką chwilę spogląda na publiczność, zaciska pięści i rusza do lin, aby nabrać prędkości. Running Knee Strike! Amerykanin zatoczył się, ale nie upadł, ależ to jest twarda bestia! Fani są w takim samym szoku jak Kenneth, The Big Guy sprawia wrażenie niezniszczalnego. To jednak nie podcina skrzydeł - teraz przeciągle rozgląda się po trybunach, twardo staje na nogach i czeka, aż Ryback przestanie "tańczyć". Icon's Stamp! W końcu Human Wrecking Ball pada na matę niczym kłoda! Mamy pin! 1... Kick Out! Big Guy zrzuca z siebie przeciwnika niczym robaka, ale nie wstaje od razu. Maca się ręką po twarzy sprawdzając czy wszystko w porządku, a w tym czasie Kenny już się uśmiecha. Już ma plan. Wykorzystuje powolne ruchy rywala i przechwytuje rękę, którą ten macał się po twarzy. Wonderment zapięte! Ryback podnosi rękę, będzie klepał! Jednak nie! Zaciska ją w pięść, po czym ją gryzie, aby łatwiej poradzić sobie z bólem. Nagle ręka Amerykanina opada, sędzia podnosi ją, a ona bez władnie pada na matę. Drugi raz to samo. Arbiter sprawdza jeszcze trzeci raz... i ręka zostaje w górze! Ryback zaciska zęby i z całej siły przerolowuje Sacramento Sainta do pinu. 1... 2... Kick Out! Ryback jednak nie odpłynął! Human Wrecking Ball czołga się do narożnika i tam powoli wstaje. Kanadyjczyk jest w gazie. Od razu rusza. Helluva Kick! Olbrzym pada! 1... 2... 3! To koniec, zwycięża Kenny!

Po walce Kenneth Riddle próbuje dojść do siebie przy linach, ale Ryback ani na moment nie spuszcza z niego wzroku. Wynik przestaje mieć znaczenie. The Big Guy nagle rusza i wbija Kennetha barkiem w narożnik, zasypując go serią brutalnych Shoulder Thrustów.Sędzia próbuje go odciągnąć, ale Ryback odpycha go na bok. Wyciąga Riddle’a na środek ringu i krzyczy mu prosto w twarz, że to za wszystkie lata upokorzeń, żartów i patrzenia na niego z góry. Chwilę później ścina go potężnym Meat Hook Clothesline. Kenneth pada na matę, ale Ryback jeszcze nie kończy. Podnosi go, wynosi na barki i wykonuje Shell Shocked na środku ringu. Dopiero wtedy pojawia się ochrona. Ryback cofa się powoli, wskazuje na leżącego Riddle’a i ryczy: „Feed Me More!” Po chwili schodzi z ringu tylko po to aby zabrać krzesło oraz mikrofon, po czym rozsiada się na środku ringu w ów krześle przy akompaniamencie buczącej publiczności. W tym samym czasie służby medyczne odprowadzają RIddla na zaplecze.

Ryback: Dajcie spokój, przestańcie buczeć na tego Kennetha, co on wam zrobił *ironiczny śmiech*. Kenny, to nie jest tak, że ja Cię nienawidzę. Ja Cię naprawdę lubię. Ba, lubię Cię nawet bardziej niż większość tego rosteru. Ja po prostu nienawidzę tej idei, że jesteś najlepszy na świecie...bo nie jesteś, to ja jestem najlepszy na świecie...Czekaj, to już kiedyś powiedział jeden dickrider, który nazwał mnie na komentatorce debilem na pierwszej gali. No nie mogę spoważnieć, widzicie

Buczenie na Rybacka tylko narasta z każdym słowem, jednak pojawiają się też chanty 'Why, Ryback Why'

Ryback: Nie no męczycie mnie tymi pytaniami. 'Dlaczego, Ryback Dlaczego?'. Kiedyś mi się spodobała ksywa 'Ryback', i dlatego Ryback, a co?

Fani wściekli faktem, że Ryback robi z nich idiotów buczą jeszcze bardziej, jednak wtedy Ryback zdejmuje swój ring gear, pod którym ma koszulkę ze swoim wizerunkiem i wielkim napisem 'THE BUTCHER”

Ryback: Właśnie dlatego, to ja teraz zabiorę was w podróż do rzeźni, w podróż, w której jedyny wygrany to Ryback. I jak byście nie zaklinali rzeczywistości, zrobiłem to dlatego, że jestem od was lepszy, przyszyliście mi więcej łatek niż mama krawcowa w spodniach dzieciaka grającego w piłkę na betonowym boisku, ale ja je wszystkie zrywam już dziś. Kenny Ripple...W mojej rzeźni zawiśniesz na pierwszym haku!

Po tych słowach Ryback jak gdyby nigdy nic wstaje z krzesła i rusza do szatni będąc dość mocno bluzgany przez fanów

Pobite Gary #2 - Program nagrywany 23.05.2026 r.


Kamera przenosi nas do kuchni przygotowanej na potrzeby Pobitych Garów. W tym tygodniu na blacie znajdują się: ziemniaki, ostra papryka, limonka, ser, przyprawione mięso wołowe i kilka miseczek z sosami. Rob McŁowicz stoi przy blacie w kolorowej koszuli, z ręcznikiem przewieszonym przez ramię i szerokim uśmiechem na twarzy.

[Obrazek: b78a3d4bb1d9b.png]

Rob McŁowicz: Witam państwa bardzo serdecznie w drugim odcinku Pobitych Garów. Tydzień temu było głośno, tłusto, emocjonalnie ,a pewna kanapka zakończyła swój żywot. Dzisiaj spróbujemy podejść do sprawy odrobinę spokojniej.

Rob bierze do ręki ziemniaka i obraca go w dłoni.

Rob McŁowicz: Proszę spojrzeć. Ziemniak. Rzecz prosta, warzywo obecne w kuchniach całego świata. W Polsce zrobi się z niego placki, w Ameryce frytki, a gdyby zawędrował do Tijuany, zapewne ktoś dorzuciłby mu ostrej salsy, mięsa, sera, kukurydzy i innych dodatków, po których człowiek będzie żałował, że dał się na to namówić.

Rob odkłada ziemniaka i wskazuje na przygotowane składniki.

Rob McŁowicz: Dlatego dzisiaj zrobimy danie, które łączy prostotę frytek z temperamentem mojego gościa. Będą ziemniaki, będzie ogień, będzie odrobina Rockford, odrobina Tijuany i mam nadzieję, nieco mniej przemocy wobec wyposażenia kuchennego niż ostatnio.

Rob uśmiecha się i poprawia okulary.

Rob McŁowicz: Mój dzisiejszy gość również wygrał swój poprzedni pojedynek. To oznacza, że zanim spotkamy się ze sobą i powalczymy o komfort, wolny tydzień i spokojne obserwowanie reszty możemy stanąć przy jednym blacie.

Rob bierze drewnianą łyżkę i wskazuje nią w stronę wejścia.

Rob McŁowicz: Panie i panowie, czas zaprosić człowieka z Tijuany, który nie potrzebuje maski, żeby zrobić wrażenie. Przed Państwem Jorge Cavazos!

Do kuchni wchodzi Jorge Cavazos. Rob od razu wychodzi zza blatu i podaje mu dłoń. Po uścisku przez chwilę teatralnie rozmasowuje palce, po czym wraca do składników rozłożonych na blacie: frytek, mięsa, ostrej papryki, sera i sosów.

Rob McŁowicz: Jorge Cavazos! Człowiek bez maski, bez strachu i, sądząc po uścisku dłoni bez litości dla moich stawów. Witaj w Pobitych Garach.

Rob wskazuje na przygotowane składniki.

Rob McŁowicz: Dzisiaj robimy frytki z ogniem Tijuany, ale zanim zaczniemy mieszać sosy, zapytam krótko. Obaj wygraliśmy swoje pojedynki na ostatnim Colloseum, a w przyszłym tygodniu staniemy naprzeciw siebie.  Zwycięzca ma chwilę na odpoczynek i nie musi gotować się w tym samym garnku co reszta.

Rob przesuwa w stronę Jorge miskę z ostrą papryką.

Rob McŁowicz: Powiedz mi więc, Jorge, przyszedłeś dziś tylko wspólnie gotować, czy już teraz patrzysz na mnie jak na składnik swojej drogi do bilansu 2-0 w turnieju?

Jorge Cavazos: Hola amigo! Nie, nie, Rob. Spokojnie, póki co twoje stawy mogą czuć się bezpiecznie. W sobotę, 30 maja, jednak nie będę mógł ci tego obiecać, ale dzisiaj możemy poprzestać jedynie na wspólnym gotowaniu. Jako, że dałeś się poznać w LPW na samym starcie jak człowiek z wysublimowanymi kubkami smakowymi to mam dla Ciebie mały prezent ode mnie.

Jorge teraz wyciąga z wnętrza swojej skórzanej kurtki butelkę swojej słynnej Cava Tequili i stawia ją na stole

Jorge Cavazos: Jestem pewny, że ci posmakuje, Rob. Nie wiem, czy coś tak ognistego jak to już gościło w twojej kuchni.

Teraz Jorge zwraca się w stronę kamery

Jorge Cavazos: A wy, widzowie, możecie zamówić moją Cava Tequilę już teraz na stronie www.cavatequila.mx. Utworzyliśmy również dla was specjalny kod rabatowy. Do dnia drugiego odcinka Colloseum włącznie możecie uzyskać zniżkę 10% na wszystkie produkty w naszym sklepie wykorzystując kod PotBreaker. Wchodźcie na stronę i zamówcie butelkę dla siebie!

Rob patrzy na butelkę Cava Tequili, po czym powoli poprawia okulary. Bierze ją do ręki, obraca etykietą do kamery i z uznaniem kiwa głową.

Rob McŁowicz: Proszę państwa, Jorge Cavazos przyszedł do Pobitych Garów i od razu zrobił sobie piękną reklamę. Prezent przyjęty, kod rabatowy zapamiętany, a na próbowanie przyjdzie jeszcze czas.

Rob odstawia butelkę obok mięsa, ziemniaków i ostrej papryki.

Rob McŁowicz: Skoro mamy już ogień z Tijuany, to wykorzystamy go porządnie. Dzisiaj robimy Rockford-Tijuana Chaos Fries. Ja ogarniam mięso, ziemniaki i całą trudną robotę, bo jednak nie chcielibyśmy się otruć.

Rob przesuwa w stronę Jorge miskę z papryczkami i przyprawami.

Rob McŁowicz: Ty, amigo, będziesz moim asystentem od ognia. Podawaj papryczki, pilnuj salsy i postaraj się niczego nie zniszczyć.

Rob wlewa kilka kropel Cava Tequili do marynaty i miesza mięso.

Rob McŁowicz: Odrobina Cava Tequili do marynaty. Nie za dużo, bo mięso ma nabrać charakteru, a nie zacząć krzyczeć „¡Sin máscara, sin miedo!” z patelni.

Rob wrzuca mięso na rozgrzaną patelnię. Rozlega się głośne skwierczenie.

Rob McŁowicz: Piękny dźwięk prawda? Tak właśnie brzmi dwóch zawodników z bilansem 1–0, którzy za chwilę będą walczyć o wolny tydzień oraz szansę na walkę o LPW World Championship podczas pierwszego PPV.

Rob miesza mięso na patelni, po czym zerka na Jorge z lekkim uśmiechem.

Rob McŁowicz: Powiedz mi, Jorge, w lucha libre maska często jest symbolem historii, dumy i tradycji. Ty wybrałeś drogę bez maski. Czy to znaczy, że publiczność zawsze widzi prawdziwego Cavazosa, czy nawet człowiek bez maski czasem coś ukrywa?

Jorge Cavazos: Rob, jedyna rzecz jaką ukrywam to zapach w mojej toalecie po soczystym burrito.

Jorge bierze do ręki butelkę tequili i bardzo dokładnie jej się przygląda.

Jorge Cavazos: Bo widzisz, ta butelka trochę odzwierciedla życie w mojej rodzinnej Tijuanie. Ten ognisty trunek odzwierciedla nie tylko gorącą meksykańską pogodę, ale też uroki niebezpiecznego życia na ulicach Tijuany. Ja się tam wychowałem i musiałem dostosować się do warunków, co poskutkowało wsadzeniem mnie do więzienia. To był ten moment, w którym już wiedziałem, że spadłem na samo dno. A skoro już byłem na dnie, to nie potrzebowałem nic ukrywać, nie chciałem zakładać żadnej maski. Chciałem, żeby ludzie na całym świecie zobaczyli, że można nie ukrywać swojej kryminalnej przeszłości i dawać przykład młodszym, zostawiając ją za sobą. Tak się narodził nowy Jorge Cavazos, który niczego nie ukrywał. Nawet, kiedy tydzień temu Mateusz MW mnie sprowokował na siłowni w dniu walki, wtedy także to byłem cały czas ja we własnej osobie. Długo mnie tutaj nie było i moja chęć rywalizacji była wielka, dlatego nie trzymałem wtedy ciśnienia, ale oczywiście nie wstydzę się tego - to cały czas byłem ja, Jorge Cavazos, taki jestem. Pamiętaj o tym, Rob, zawsze lepiej jest pokazać swoją prawdziwą twarz niż ukrywać się za uśmiechem czy chwytliwymi sloganami.

Rob przez chwilę patrzy na Jorge’a z uniesionymi brwiami. Najpierw wygląda, jakby chciał odpowiedzieć na żart o burrito, ale po chwili tylko uśmiecha się pod nosem i przewraca mięso na patelni.

Rob McŁowicz: No proszę. Zaczęliśmy od toalety po burrito, a skończyliśmy na filozofii życia. Jorge, ty naprawdę jesteś człowiekiem wielu warstw. Trochę jak porządna lasagna, z tym że jesteś zdecydowanie cięższy do przełknięcia.

Rob dodaje do mięsa kilka kropel Cava Tequili, po czym szybko dorzuca papryczki, przyprawy i odrobinę sosu. Na patelni rozlega się głośne skwierczenie.

Rob McŁowicz: A co do ukrywania się za uśmiechem i chwytliwymi sloganami… amigo, ja się za nimi nie chowam. Ja nimi ostrzegam. Bo kiedy Rob McŁowicz się uśmiecha, to albo danie wychodzi idealnie, albo przeciwnik jeszcze nie wie, że już trafił do przepisu.

Rob przekłada gotowe mięso na porcję chrupiących frytek, posypuje całość serem, dodaje salsę, kwaśną śmietanę, limonkę i ostatnią porcję papryczek. Następnie obraca talerz w stronę kamery.

Rob McŁowicz: I proszę bardzo. Rockford-Tijuana Chaos Fries. Frytki, mięso, ogień, salsa i tyle kalorii, że po zjedzeniu tego nawet sędzia powinien odliczać do trzech znacznie wolniej.

Rob podaje Jorge’owi widelec, a sam bierze drugi. Obaj próbują dania. Rob przez chwilę udaje pełen spokój, choć ostrość wyraźnie robi swoje.

Rob McŁowicz: Bardzo dobre. Ostre, ciężkie, konkretne. Prawie jak ty, Jorge. Tylko spotkanie z frytkami nie grozi uszkodzeniem kręgosłupa.

Rob odkłada widelec i przeciera usta ręcznikiem. Po chwili wskazuje na Cavazosa drewnianą łyżką.

Rob McŁowicz: Ale skoro danie gotowe, prezent przyjęty, reklama poszła w świat, a kuchnia nadal istnieje… to czas na tradycję Pobitych Garów. Każdy gość dostaje swoją porcję. Ty dostaniesz ją przyjaźnie, z szacunkiem i bez niepotrzebnego przypalania.

Rob uśmiecha się szerzej.

Rob McŁowicz: No… może z lekkim przypaleniem. Ale tylko dla aromatu.


Jorge Cavazos uśmiecha się pod nosem po przesłuchaniu utworu.

Jorge Cavazos: To jest właśnie to o czym mówiłem, Rob. Cały czas kryjesz się za formatami, za uśmiechami i sloganami. Możesz mówić, że to ostrzeżenie, ale szczerze mówiąc to bardziej od Ciebie przeraża mnie późniejszy efekt dużej ilości papryczki w twoim daniu. Resztę zostawmy już jednak na sobotę 30 maja. Skoro jednak ja zdegustowałem twoje danie to teraz pora, abyś ty spróbował mojej tequili.

Rob sięga po dwa kieliszki i rozkłada je na blacie, a Jorge otwiera swoją butelkę tequili i rozlewa do kieliszków, po czym oboje unoszą je do góry.

Jorge Cavazos: No to salud!

Obaj panowie wychylają teraz kieliszki.

Jorge Cavazos: I jak, Rob? Smakuje?

Rob przez moment milczy, jakby tequila uderzyła mocniej, niż się spodziewał. Mruży oczy, bierze głębszy oddech, po czym odstawia kieliszek na blat i uśmiecha się szeroko.

Rob McŁowicz: Mocne. Bardzo ostre. Ale dobre. A skoro przetrwałem Cava Tequilę, ostre papryczki i twoją filozofię życia, to w sobotę też nic nie będzie mi straszne.

Rob poprawia ręcznik na ramieniu i patrzy prosto w kamerę.
Rob McŁowicz: Pobite Gary powrócą wkrótce. Smakuje?!

Second Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Jorge Cavazos vs Rob McŁowicz
[Obrazek: 3a053b3ec4896.png]

Końcówka walki… Jorge Cavazos ma Roba McŁowicza w narożniku i narzuca jeszcze większe tempo. El Locomotora trafia potężnym ciosem w korpus, po chwili dorzuca drugi i wyciąga Roba na środek ringu. Snap Powerslam! The Master Chef of Chaos aż podkurcza nogi po zderzeniu z matą, a Jorge od razu przechodzi do pinu. 1... 2... kickout! Fiesta Master nie zwalnia. Podnosi rywala, wyrzuca go w powietrze i wykonuje Gorilla Press Slam! Rob pada na matę, ale po chwili siada, przykłada palce do ust i krzywi się, jakby oceniał, że ta akcja była „dobra, ale  bez sosu”. Cavazos patrzy na niego z niedowierzaniem, a The Culinary Butcher wykorzystuje ten moment, atakując go szybkim kopnięciem w brzuch. Rob odbija się od lin i trafia Kitchen Sink! Jorge zgina się w pół, a McŁowicz dokłada Running Bulldog. Pin! 1... 2... nie! Rob wstaje pierwszy i zaczyna swój teatr. Gest solenia nad rywalem, szybkie spojrzenie do publiczności i Solenie Rywala! Seria ciosów w brzuch trafia Bone Breakera, ale Jorge nie daje się długo trzymać w defensywie. El Desenmascarado łapie Roba, wynosi go i odpowiada T-Bone Suplexem! McŁowicz turla się pod liny, a Cavazos rusza z rozpędu. Clothesline from Tijuana! Jednak nie! Rob uchyla się, Jorge przelatuje obok, a The Sausage King trafia The Spatula Slap prosto w klatkę piersiową! Cavazos cofa się o krok, a Rob natychmiast dorzuca Gulasz-line! Meksykanin pada na matę! Pin! 1... 2... kickout! The Michelin Star Menace łapie się za głowę, ale nie traci czasu. Wchodzi na narożnik, przeciąga głośne „eeeeeeee” i skacze. Eeee-mak-łowicz-bow! Trafiony zatopiony! Rob przypina ponownie. 1... 2... nie! El Locomotora odkopuje w ostatniej chwili! McŁowicz próbuje podnieść Jorgego, ale ten nagle odpala. Potężny Big Boot zatrzymuje Roba, po chwili Cavazos dorzuca No More Tequila! The Master of the Grill zostaje wbity w matę, a Jorge przechodzi do pinu. 1... 2... nie! Rob jeszcze odrywa bark! Cavazos ustawia się w narożniku. Publiczność czuje, że szykuje się CavaShock. Rob powoli wstaje, poprawia furażerkę, którą podniósł z maty i chwieje się na nogach. Jorge rusza! CavaShock! Jednak nie! McŁowicz odskakuje w ostatniej chwili, a Fiesta Master wpada barkiem w narożnik! Jorge odwraca się zamroczony, a Rob natychmiast trafia Kitchen Sink. Cavazos pada na kolano. The Master Chef of Chaos widzi swoją szansę. Rob cofa się do lin, bierze krótki rozpęd i krzyczy w stronę większego rywala: „Smakuje?!” Degustacja Goryczy! Jorge zostaje wbity twarzą w matę, a McŁowicz od razu odwraca go na plecy i przykrywa całym ciężarem. Sędzia dopada do maty. 1... 2... 3! Rob McŁowicz wygrywa czysto po pinie, serwując Cavazosowi najbardziej gorzkie danie wieczoru.

Kamera przenosi nas na zaplecze. Widzimy uśmiechniętą Renee Paquette, która właśnie zamierza przeprowadzić wywiad z Prestonem Steelem. Renee przykłada mikrofon do ust i już ma zamiar coś powiedzieć, lecz w tym momencie w obiektywie kamery pojawia się nieproszony gość w postaci Miguela Escobara. Hiszpan mówi po cichu do dziennikarki, że chce pomówić z Prestonem i prosi żeby ta się odsunęła. Renee jest zdziwiona, ale czyni to niemal natychmiast. Prince of Spain wita się ze Steelem, a następnie wyciąga z kieszeni swoich spodni jego zegarek. Preston lekko mruży oczy, spogląda na Miguela, a następnie szuka czegoś w swoich kieszeniach. Escobar szybko go uspokaja.

Miguel Escobar: To na serio twoje, musiało ci wypaść, leżało przed wejściem na halę. Oddaję ci twoją własność i muszę przyznać, że masz dobry gust. Nikogo z ludzi obecnych w tym budynku nie posądziłbym o posiadanie takiego zegarka, a tu proszę.

Preston Steele: <szeroko się uśmiecha> To już kolejna rzecz, którą bym zgubił w tym tygodniu, ciężko zliczyć który to już raz. Widzę po twoich oczach, że bardzo ci się podoba ten Rolex. Jeżeli chcesz możesz go sobie zatrzymać, bo mi on jest zupełnie niepotrzebny.

Miguel spogląda na Prestona i lekko się uśmiecha.

Miguel Escobar: Zegarek naprawdę mi się podoba i patrzę na niego ze szczególną uwagę, ale bynajmniej nie dlatego, że chciałbym go od ciebie przejąć. Po prostu mam swojej kolekcji taki sam i rzadko się zdarza żebym widział go gdzie indziej niż w swojej szufladzie lub na swoim nadgarstku. Jest twój. Na przyszłość bądź bardziej uważny. Nie wiadomo co by się stało gdyby to ktoś inny go znalazł.

Preston Steele: Gdyby ktoś inny go znalazł to bym go najwyżej nie miał teraz w swoim ręku.

Legacy Breaker szturcha w ramię Miguela i wybucha śmiechem licząc, że Hiszpan zrozumie żart, ale ten pozostaje niewzruszony.

Preston Steele: Taki mały żarcik, ale chyba mamy inne poczucia humoru. Swoją drogą to dziwny zbieg okoliczności, że to akurat ty znalazłeś mój zegarek, a nie ktoś kto by miał na niego większą chrapkę, nie uważasz? Skoro go nie chcesz to pewnie dzieci tobie podziękują, bo miał on iść na licytację charytatywną.

Prince of Spain patrzy na Prestona z poważną miną, lecz po chwili się uśmiecha.

Miguel Escobar: Los widocznie tak chciał, że to ja byłem w odpowiednim miejscu i czasie. Zegarek oddany, by pomagać innym to szczytny gest. Kto wie może kiedyś sam coś takiego zrobię...nie...chyba nie w tym wcieleniu. Nie zmienia to faktu, iż uważam, że powinniśmy obrać ten sam kierunek. Tacy jak my powinni trzymać się razem. Tylko my tutaj wiemy co to klasa i prestiż. Co o tym sądzisz?

Steele stoi lekko zmieszany, ale widać, że jest gotowy na odpowiedź. Miguel jednak stopuje jego zamiary i sam się jeszcze wtrąca w jego słowo.

Miguel Escobar: Namyśl się spokojnie, tymczasem muszę już zwiewać, mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Do zobaczenia.

Escobar odwrócił się od Prestona o ruszył w kierunku szatni, zostawiając Legacy Breakera i Renee lekko zdzwionych całą sytuacją.

Renee Paquette: Ciekawa propozycja ze strony Miguela, Preston. Chciałbyś to jakoś skomentować?

Preston Steele: Sam tak naprawdę jeszcze nie wiem co mam o tym myśleć. Nie spodziewałem się takiej propozycji z jego strony. Niby jesteśmy z podobnych światów, ale mamy zupełnie inne podejście do ludzi. Na pewno będę musiał to rozważyć, bo każdy sprzymierzeniec może się przydać. Pytanie tylko czy będę mógł Miguelowi zaufać?

Legacy Breaker odchodzi zostawiając Renee i fanów z tym pytaniem.

Video Promo

Kamera zabiera nas do bardzo elegancko urządzonego gabinetu. Pomimo wielu bibelotów i dekoracji, jak okazałe wahadło Newtona czy ogrom książek zapełniających zabytkowe regały, wszystko jest wręcz chirurgicznie czyste. Wymyte na błysk jest również dębowe biurko, przy którym zasiada trzech mężczyzn. Na miejscu petentów zasiadają Edgar Dickinson i nieznany mężczyzna w garniturze. W fotelu gospodarza, przeglądając zawartość papierowej teczki, widzimy starszego Pana w białej koszuli i kamizelce.  Poeta zdaje się ignorować towarzyszy i intensywnie zapisuje coś w notatniku.
W trakcie tej sceny, w dole ekranu pojawia się krótka adnotacja, przedstawiająca sytuację. “1.05.2026 - Edgar Dickinson - Oficjel LPW - Dr. N. Med. Robert Chambers”
Ciszę w końcu przerywa gospodarz.


Robert Chambers: Dokładnie przeczytałem wniosek który Pan przedstawił i muszę przyznać, że bardzo długo wahałem się nad odpowiedzią. Już trzy lata prowadzę przypadek Pana Dickinsona i to jeden z najbardziej nietypowych jaki kiedykolwiek spotkałem.
Nie mogę jednak sprzeciwić się faktom jakimi się wspieraliście. Ewidentnie lekarze waszej organizacji wiedzą co robią. To prawda, że Pan Dickinson funkcjonuje obecnie samodzielnie, stawiać się musi tylko raz w miesiącu na wizytę kontrolną i nigdy żadnej nie opuścił. Muszę jednak Pana ostrze..

Doktor urwał na chwilę, kiedy Edgar przerwał pisanie i wprawił w ruch wahadło Newtona, po czym natychmiast wrócił do przerwanej czynności. Na pytające spojrzenia mruknął tylko.

Edgar Dickinson: Powinno stukać, w tej scenie stuka, dla dramatyzmu.

Robert Chambers: Ekhem, no właśnie. Pan Dickinson bardzo mocno jest w swoim świecie. Silnie wierzy w to, że kreuje historię wokół nas. Czyni to z wolą wręcz nienaturalnie skoncentrowaną, tak że czasem sam odnoszę wrażenie jakby reżyserował to co się dzieje wokół niego.

Oficjel LPW: Zdajemy sobie w pełni z tego sprawę Panie Chambers. Dokładnie przestudiowaliśmy całą przesłaną nam dokumentację i zdajemy sobie sprawę z obecnego… charakteru Pana Dickinsona. Natomiast Sam Pan Dickinson wyraził chęć wstąpienia w szeregi federacji, i ta spełnia wszelkie wymagania postawione zarówno przez pana jak i wszystkich innych zainteresowanych. Więc pytam krótko, czy mamy Pańską zgodę.

Lekarz westchnął i raz jeszcze zerknął na zawartość teczki.

Robert Chambers: W obliczu tego co przedstawiliście, nie za bardzo mogę odmówić. Podpiszę dzisiaj wszystkie dokumenty i Pan Dickinson będzie mógł wstąpić w szeregi Legion Pro Wrestling. Życzę powodzenia.

Zdawać by się mogło, że video dobiega końca, ale Poeta raz jeszcze oderwał się od swojego notatnika. Edgar skierował skupiony wzrok na lekarza

Edgar Dickinson: Dziś powinno padać, może nawet burza byłaby bardziej stosowna. Muszę to przemyśleć. Do zobaczenia Panie Doktorze, będę ciepło wspominać nasze rozmowy.

Dopiero teraz artysta wraz z oficjelem wstali z foteli, a obraz powoli się zaciemnił.

Second Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Miguel Escobar vs Zack Sabre Jr.
[Obrazek: 7bd2b427b822a.png]

Escobar podnosi Zacka w ringu i chce mu wykonać Back Suplex, ale Sabre Jr. robi salto do tyłu, staje na nogi i odpowiada wykonując Enzuigiri w tył głowy. Hiszpan chwieje się na nogach, a The Technical Wizard dokłada jeszcze Dragon Suplex Hold przytrzymując w przypięciu…1…2…break. Brytyjczyk musi kontynuować walkę, więc chce mu założyć Ankle Lock, jednak Prince of Spain w porę się tego domyślił i zdołał wyturlać się na apron przez co sędzia był zmuszony przerwać akcję. Submission Master chce ruszyć od razu z Clotheslinem, ale Divine robi unik pod jego ręką, dokłada Gut Kick i mamy Springboard Tornado DDT. Panowie obydwoje zmęczeni powoli wstają, ale to jednak Señor Destrucción jest pierwszy na nogach, więc od razu wykonuje Spanish Fly, po którym od razu zakłada przeciwnikowi Cangrejo de Palma. Zack długo walczy z bólem, ale ostatecznie udaje mu się doczołgać i złapać dolnej liny, więc sędzia ostatecznie przerywa akcję doliczając do czterech, bo Miguel nie chciał puścić do samego końca. Escobar jest zniesmaczony i krzyczy na sędziego, że ten powinien lepiej sędziować pojedynki takiej ważnej persony jak on. Dzięki temu Sabre Jr. miał sporo czasu, żeby odpocząć i wykonuje rywalowi z zaskoczenia European Clutch…1…2…kickout. Obydwaj szybko wracają na nogi, ale to Prince of Spain chce pierwszy wyjść z Dropkickiem, jednak The Technical Wizard to przewidział i kontruje Penalty Kickiem, po którym od razu zakłada Ankle Lock. Teraz to Hiszpan walczy z bólem i próbuje dosięgnąć liny, ale trochę mu brakuje, więc Sara Rojas przyciąga go za rękę, żeby ich dosięgnął. Fani buczą, jednak walka musi być kontynuowana, a sędzia w związku z ingerencją w pojedynek odsyła managerkę Miguela do szatni. ZSJ pomaga wstać przeciwnikowi, aby mu pewnie dołożyć jeszcze jakąś akcję, ale Divine zachował jeszcze resztki sił i wykonuje La Mandibula Cae, po którym pada półprzytomny na rywala…1…2…Brytyjczyk łapie się liny. Hiszpan widzi, że walka ewidentnie zbliża się do końca, więc mówi fanom, że zaraz to on będzie zwycięzcą pojedynku wywołując duże buczenie. Submission Master wraca na nogi, a przeciwnik chce mu wykonać Adios!, jednak Zack jakimś cudem się tego spodziewał i kontruje jakimś cudem wykręcając się z uchwytu i  mamy Double Underhook Snap Suplex, po którym pinuje…1…2…break. Tym razem to Anglik chce zakończyć ten pojedynek zakładając Jim Breaks Armbar, jednak Escobar szarpie się i udaje mu się w ostatniej chwili wyjść z uchwytu zanim w ogóle został dopięty. Obydwoje bardzo szybko wracają na nogi i to The Technical Wizard pierwszy wychodzi z próbą Clothesline’u, ale Divine robi unik pod jego ręką, przechwytuje jego głowę i mamy Tambor en la Lavadora, po którym pinuje…1…2…odkopuje dosłownie w ostatniej chwili! Miguel czuje, że musi już przejść do najcięższych dział w swoim arsenale, więc czeka aż wstanie oponent i ponownie próbuje wykonać Adios, jednak Sabre Jr przerzuca go za siebie Back Body Dropem. Teraz to Submission Master widzi, że nie ma na co czekać i pomaga wstać przeciwnikowi tylko po to, aby wykonać mu Zack Driver, po którym od razu przypina…1…2…3! Zack Sabre Jr zwycięzcą tego pojedynku.

Earlier Today

Ujęcie z kamery pokazuje salkę konferencyjną. Za stołem przygotowanym dla jednej osoby można ujrzeć logo LPW, mikrofony i światło są gotowe. Reporterzy i kamera kieruje wizję na wejście, w którym staje ubrany w garnitur Dan Dowson. Zawodnik powolnym ruchem zdejmuje z nosa okulary przeciwsłoneczne i zajmuje swoje miejsce. Niemal natychmiast rozlega się wrzawa.

Dan Dowson: Po kolei. Każdemu postaram się odpowiedzieć.

Reporter 1: Każdy pamięta twoje ogłoszenie końca kariery, aby poświęcić się sprawom rodzinnym. Nagle pojawiasz się w nowej federacji, która na ten moment jest bardziej zajęta ugruntowywaniem swojej pozycji. Co jest tego przyczyną?

Dan Dowson: Jeśli tego typu pytania zamierzacie zadawać to możemy zakończyć tą całą konferencję. Do czego miałbym się przyznać... Powiedzieć, że czegoś mi brakowało? Albo, że podpisałem soczysty czek na to, aby występować? Chociaż w jednym możemy się zgodzić - to mogło być zaskakujące. Za moją decyzją nie stoi sama chęć powrotu do ringu. Bardziej to, co się stało z wrestlingiem samym w sobie...

Reporter 2: *przerywając* Czy możesz rozwinąć bardziej ten wątek? W tym momencie brzmi to bardziej jak tania próba wybielenia siebie i swoich decyzji...

Dan Dowson: Dopuścił ktoś do głosu? Kultura wymaga, aby nie przerywać osobie mówiącej, a potem oczekiwać tego samego. Hipokryzja w czystej postaci, pozwalająca zmanipulować słowa dla wydawcy. Ile płaci za takie coś? *Dowson przygląda się reporterowi, który zaczął nabierać rumieńców na twarzy* Tak więc wracając do meritum przyglądając się temu, kogo tutaj ściągnął Van Dam, prezes i reszta uświadomiłem sobie, jak bardzo wrestling przestał być sztuką samą w sobie. Banda instagramowych gwiazdeczek, które z ringu robią tanie show, to nie to samo środowisko, do którego wkraczałem. Mogę wyróżnić parę nazwisk, które mają mój szacunek, ale reszta.

Dowson jedynie uśmiecha się, gestem zachęcając kolejnego reportera.

Reporter 3: Tak więc czego możemy spodziewać się od Dana Dowsona w tej federacji? Walki o najwyższe laury?

Dan Dowson: To byłoby zbyt oczywiste. Każdy przychodzi, aby być wielką gwiazdą, twarzą federacji, ale to nie jest jedyny cel. Postawiłem przed sobą zupełnie coś innego. Oglądając, co się dzieje na świecie uświadomiłem sobie, co się stało z całym środowiskiem. Zaczynając swoją karierę w czasach raczkującego Internetu i zestawiając z obecnymi czasami - mógłbym się zapytać co się liczy bardziej. Fame w Internecie, czy jednak pokazanie swoich umiejętności w ringu? Zamierzam udowodnić jedną rzecz, zanim uznam swoje zadanie za skończone - zakończenie pobytu pseudo celebrytów w tym biznesie. Wtedy zobaczymy, czy liczba like'ów pod postami wystarczy, aby się utrzymali. To będzie idealna pieprzona czystka.

Dowson powoli wstaje, dając znak ręką, że to koniec konferencji.

A może jednak to nie żarty

Video Vignette.
Kamera przenosi nas teraz na rozległe pole golfowe. Trawa jest obficie zielona, wręcz wygląda jak pomalowana. Po lewej stronie mamy piaszczysty bunkier, a przed nami widzimy postać stojącą tyłem, a przed nim w niedalekiej odległości znajduje się dołek. Postać przymierza się teraz do bardzo precyzyjnego uderzenia kończącego grę i trafia piłeczką prosto do dołka. Kamera w czasie drogi piłecki do dołka okrąża postać stojącą tyłem i rozpoznajemy w nim Lorda Sebastiena de Montclaira, który przekazuje swój kij osobie stojącej po jego prawej stronie i spogląda w stronę kamery.

de Montclair: Moi ancetres zawsze mi powtarzali, że prawdziwy szlachcic w swojej władzy nad podwładnymi musi być zawsze precyzyjny. A jedną z najlepiej uczących precyzji rzeczy jest golf. Golf jest bezlitosny - jeżeli nie będziesz precyzyjny to polegniesz. Taką samą filozofię przyjąłem w ringu - precyzja i jak największa kontrola walki.

Teraz kamera przenosi nas do wielkiej i długiej stajni z końmi, w której znajduje się kilkanaście sztuk wierzchowców najlepszej klasy. W kilku boxach widać również pracowników przerzucających widłami końskie odchody. Na drugim końcu stajni, do którego właśnie się kieruje kamera stoi Lord Sebastien de Montclair oraz jedna z jego sług przygotowujących jednego z jego koni do wyruszenia w trasę.

de Montclair: Lubię konie, bo są trochę jak ludzie. Twoje przeznaczenie zależy od tego kim się urodzisz. Jeżeli urodzisz się dumnym, wyścigowym Folblutem to twoje przeznaczenie jest jasne. Będziesz rządził na torach wyścigowych niczym szlachcic na swoim le manoir. Jeśli jednak urodzisz się jako zwykły Shire to twoja przyszłość będzie inna, ale również znana. Zostaniesz koniem do ciągnięcia wozów. Najlepszym co może Ciebie wtedy spotkać to ciągnięcie wozu z takim Folblutem w środku.

Teraz dostajemy kolejne mignięcie kamery, po którym przenosimy się na trawiaste boisko, na którym widać na jego końcach dwie bramki do gry w polo. Po boisku porusza się ośmiu zawodników na koniach, dumnie dzierżąc w swoich dłoniach mallety.

de Montclair: Polo, "le sport des rois". To mój ulubiony sport. Wiecie dlaczego? Bo jest on przeznaczony tylko dla odpowiednio urodzonych. Tutaj nie ma wstępu dla nikogo urodzonego niegodnie. Jedyne co się liczy to rywalizacja w szlacheckim gronie. Tak właśnie wygląda świat. Takie rzeczy jak pieniądze, chwała oraz władza nie są przeznaczone dla każdego, ale niestety w dzisiejszych czasach ludzie niegodni próbują wyciągać swoje mains sales po nieswoje reczy.

Kamera ponownie miga i przenosi nas na salę treningową, gdzie na środku mamy rozłożoną matę z okręgiem na środku, a na jego środku znajduje się Lord Sebastien de Montclair wraz ze swoim rywalem. Na ścianach wiszą obrazy z wizerunkami Charelsa Pacome`a oraz Emile`a Poilve`a. Sędzia stojący z boku daje znak do walki. Rywale na siebie ruszają, ale Sebastien z łatwością przechodzi za plecy oponenta. Wynosi go trzymają w pasie do góry i rzuca przeciwnikiem o matę. Sędzia przerywa walkę, a Sebastiena udaję się na bok, bierze do ręki butelkę wody i bierze solidnego łyka po czym ją odkłada i odwraca się w stronę kamery.

de Monclair: To jest jeden z moich ostatnich przystanków po tym jak postanowiłem wejść do branży wrestlingowej. Ktoś mógłby zapytać po co to robię? Otóż uważam, że nam szlachcicom, soli tej ziemi, należą się zaszczyty we wszystkich dziedzinach jakie tylko istnieją. Skoro ta niżej urodzona część społeczeństwa sobie zagarnęła prawo do chwały w tej dziedzinie to najwyższa pora, aby ktoś odpowiednio urodzony tutaj przyszedł i odzyskał to co należy się szlachcicom. A zapasy w stylu wolnym są świetną okazją, żeby się nauczyć ostatniej rzeczy, która będzie mi potrzebna w wrestlingowym ringu, czyli la dominance. To tutaj wyszkoliłem swoje umiejętności pod okiem najlepszych mistrzów w historii tej dyscypliny.

Mówiąc to wskazuje na obrazy mistrzów wiszące na ścianie.

de Montclair: Już niedługo wszyscy przekonają się co i do kogo należy.

Obaz z kamery powoli gaśnie, a na czarnej planszy unosi się złoty, bogato zdobiony napis Lord Sebastien de Montclair

Second Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match:  Zbyszek Uszczelka vs Preston Steele
[Obrazek: e25d317c57c1d.png]
Po reklamach powracamy do pojedynku młodości z doświadczeniem. Zarówno Preston Steele, jak i Zbyszek Uszczelka mają okazję wykonać milowy krok w kierunku tytułu mistrza LPW, choć z początku niewielu na nich stawiało. O odpowiednią atmosferę w trakcie tego starcia stara się zadbać towarzyszący panu fachowcowi przy ringu Zygmunt Butla, który raz za razem zachęca publiczność do żywiołowego dopingu. Zdążył już klepnąć w te deski więcej razy niż Mike Brutal na poprzedniej gali i wygląda na to, że jego wysiłki się opłacają. Zbychu aktualnie utrzymuje rywala w Wristlocku, ustawiając się za plecami Amerykanina, po czym wymierza Elbow Strike w tył głowy. Preston zostaje sprowadzony na matę, z czego szybko korzysta Zbyszek, który po uprzednim klepnięciu się w łokieć wykonuje Elbow Drop. Mamy próbę przypięcia - kickout po 1. Zawodnik z Polski nie zamierza zwalniać tempa, przechwytuje podnoszącego się oponenta i umieszcza go w narożniku. Rozpędza się - Corner Body Avalanche trafione! Po chwili jeszcze postanawia poczęstować Prestona kilkoma ciosami w narożniku. Zaraz potem przechwytuje go, by zaaplikować Vertical Suplex. To się jednak nie udaje - Legacy Breaker ześlizgnął się. Zaraz potem częstuje Uszczelkę Dropkickiem, po którym ten uderza w liny. Hydraulik krztusi się, jakby właśnie przypomniała mu się Amarena, którą dzień wcześniej wypił z Zygmuntem. Ledwo zdążył się odwrócić i od razu trafia na Spanish Fly od Prestona, po którym szybko się zbiera, ale tylko po to, by zostać poczęstowanym Enzuigiri! Betonowy Syfon chwieje się na nogach, a jego przeciwnik korzysta z sytuacji, odbijając się od lin i wykonując widowiskowe Tilt-a-whirl DDT! Zbychu czuje się teraz tak, jak dzień po wypłacie - ewidentnie ma już dość. Udaje mu się wyturlać z ringu. Preston jednak chce iść za ciosem. Bierze rozbieg, odbijając się od lin...Suicide Dive? Nie! Zygmunt Butla wylazł na apron, blokując mu drogę! Sytuacja zirytowała Prestona i wyraźnie rozbawiła Zbycha, który ma chwilę wytchnienia. Sędzia nakazuje Butli zejść poza ring. W tym samym kierunku udaje się także Legacy Breaker z zamiarem kontynuowania ofensywy. Zbyszek postanawia się oddalić, jednak Steele rusza za nim. Po chwili natrafia na Zygmunta. Niesamowite, ten pijaczyna znowu staje na jego drodze, blokując przejście! Dochodzi do krótkiej szamotaniny, po której The Heir Apparent w końcu odpycha Zygmunta na bok i może ruszyć za właściwym przeciwnikiem. Ten w międzyczasie zdążył już wrócić do ringu, gdzie także kieruje się Preston. Spinning Heel Kick w wykonaniu Steele'a nie dochodzi do celu, bo Zbyszek zrobił unik niczym przed fiskusem. Zaraz potem Zerwany Gwint wykonuje Urwany Gwint! Co, że bez sensu? Zbyszek twierdzi inaczej. To nie koniec - Uszczelka uznaje, że to doskonały moment na Przerwę Śniadaniową! (w sensie wykonał Banzai Drop, nie że poszedł na hot doga) Pinfall. 1....2....nie! Steele z trudem, ale jednak odkopał! Inicjatywę nadal jednak posiada nasz fachura, który postanawia sięgnąć po swoją tajną broń. W tym celu decyduje się wytargać swoje 115 kilogramów na najbliższy narożnik. Chwila oczekiwania, aż rywal się podniesie...Gwarancja do Bramy! Nie! Preston w ostatnim momencie odskoczył! Uszczelka zbiera się do stójki, zaś The Rebel One niemal natychmiast wykonuje Golden Divident! Jak powiedziałyby Telezakupy Mango - ale to jeszcze nie wszystko! Zawodnik, który czasami gubi drogie zegarki postanawia wdrapać się na narożnik, aby wykończyć swojego rywala! 450 Splash! Zbychu jednak był na to przygotowany, gdyż podniósł swoje kolana, na które wpada Preston! To musiało boleć. Król Syfonu może teraz iść za ciosem i tak też czyni. Chwyta swojego przeciwnika, a następnie aplikuje swoją akcję kończącą - Kto To Panu Tak Spierdolił?! Zygmunt przy ringu niemal szaleje! Mamy pinfall. 1....2....3! Koniec! Zbyszek wycyckał swojego oponenta niemal tak pięknie, jak tego klienta z Wrocławia, od którego wziął zaliczkę na tydzień przed emigracją i to on już dziś gwarantuje sobie awans do ostatniej rundy turnieju!

Odpala się kamera tylna w telefonie. Jest ciemno, słychać tylko sapiący w tle głos. Po chwili jednak światło się przedostaje, bo podnosi się jakaś klapa. Kamera obecnie prezentuje RVD rozmawiającego z jakimiś oficjelami i sędzią. Rozmawiają wesoło, śmieją się i klepią po plecach. Po chwili kamera przełącza się na przednią i oczom widzów pokazuje się Derek Halloway! Poprawia czapkę, okulary i zaczyna przyciszonym, nieco podnieconym głosem.

Derek Halloway: Witam wszystkich oświeconych. Przepraszam państwa za okoliczności i przyciszony głos, jednak intuicja podpowiedziała mi, żeby coś sprawdzić i musiałem to zrobić. Jak sami widzieliście, reptiliańskie elity robią to, co potrafią najlepiej. Spiskują za plecami innych i tylko knują jak tu się dorobić więcej. Gdy teraz tak patrzę na tego całego RVD, to wiem dlaczego ludzie tak do niego lgną. Jest przerażający, jakie on ma złe oczy! Tylko rogów jemu brakuje! I to właśnie przyciąga mniejszych i mniej ważnych do siebie. Bo to są owce, które poszukują swojego barana. Dobrze, że jestem w ukryciu, bo gdyby nie...

W tym momencie ktoś przechodzi obok śmietnika prosto w stronę RVD. Derek szybko zamyka klapę. Słychać tylko stukot obcasów, który po pewnym czasie zanika i milknie. Derek znów uchyla klapę.

Derek Halloway: Już jestem z powrotem. Ależ jest tutaj niebezpiecznie. O mały włos i moja kryjówka byłaby spalona. Ale nic z tych rzeczy. No ale wracając jak widać, w LPW również tworzony jest nowy porządek świata. Jeszcze chwila i udowodnię wam, że RVD należy do iluminatów! Jestem o krok. Oko opatrzności iluminackiej mnie nie dosięgnie i tego zła się nie ulęknę. Zobaczcie sami, zamiast pokazywać prawdę o świecie, ten cały RVD tylko pokazuje ten wrestling, czyli kontroluje narrację, dąży do zniewolenia was i waszych umysłów! Nie dajcie się skontrolować, albowiem...

Jeden z oficjeli: Hej Ty tam, w śmietniku! Możemy Ci jakoś pomóc?

Derek zdaje sobie sprawę, że wszyscy już zauważyli, iż siedział tam i gadał do telefonu. Szybko otwiera klapę na oścież, próbuje szybko wyjść, ale śmietnik się przewraca razem z nim. Oficjele i RVD patrzą na to i wybuchają śmiechem, a Halloway wyczołguje się ze śmietnika i z jakimś papierkiem przyklejonym biegnie w drugą stronę i ukrywa się za rogiem.

Derek Halloway: Ależ miałem dużo szczęścia, mogłem tam nawet zginąć! Już się wyłączam i uciekam, bo nie wiadomo co może się jeszcze wydarzyć, trzymajcie się.

Obraz z kamery zanika.

PIERWSZE PPV W HISTORII LEGION PRO WRESTLING ODBĘDZIE SIĘ 5 LIPCA!

Przenosimy się na zaplecze gdzie kamera podąża za Marią Kanellis, która szybkim krokiem przemierza zaplecze w poszukiwaniu kandyta do wywiadu. W końcu skręca w prawo i zauważa Axela Blaze'a opartego o skrzynie transportowe. Reporterka zwalnia, powoli zbliża się do zawodnika. Blaze ma na sobie swój klasyczny strój - wysokie buty, jeansy, skórzana kurtka. Kobieta podchodzi coraz bliżej, Mr. Forever lekko się uśmiecha, ale jeszcze nie patrzy na Marię. Robi to dopiero po chwili i dopiero wtedy lekko onieśmielona Maria rozpoczyna wywiad.

Maria Kanellis: Axel, tydzień temu wygrałeś swój pierwszy pojedynek w Legion Pro Wrestling. Dzisiaj będziesz brał udział w walce wieczoru. Jeśli wygrasz będziesz już w ćwierćfinale turnieju o pas LPW World Championship.

Axel Blaze: Brzmi jak dobra noc.

Maria lekko się uśmiecha.

Maria Kanellis: Nie czujesz presji? Wiele osób uważa, że możesz się stać twarzą federacji. Już dziś możesz udowodnić, że należysz do czołówki.

Axel Blaze: Maria... *uśmiech* presja istnieje tylko wtedy, kiedy boisz się coś stracić. *patrzy jej prosto w oczy* Ja od zawsze wchodzę all in. Interesują mnie tylko największe wygrane.

Reporterka wyraźnie się rozluźnia.

Maria Kanellis: To chyba dość niebezpieczny sposób życia. *lekko przygryza wargę*

Axel podchodzi o krok bliżej.

Axel Blaze: Najlepsze rzeczy z reguły takie są.

Maria się lekko się rumieni, coraz bardziej się uśmiecha. Nie może oderwać oczu od swojego rozmówcy.

Maria Kanellis: Czyli Twój plan na dzisiaj?

Axel Blaze: Wygrać, przejść dalej i udowodnić, że moje miejsce jest na szczycie. *krótka pauza* A potem...

Maria nie może doczekać się odpowiedzi, nieświadomie lekko otwiera usta.

Axel Blaze: … może na kolejnej gali będę miał pierwszy wolny wieczór od dawna.

Maria delikatnie chichocze.

Maria Kanellis: Naprawdę? I masz już pomysł jak go wykorzystasz?

Mr. Forever patrzy na jej uta. Uśmiecha się. Dopiero po chwili patrzy jej w oczy.

Axel Blaze: Może...

Reporterka przepadła, rozpłynęła się z szerokim uśmiechem na ustach.

Maria Kanellis: Powodzenia dziś wieczorem.

Axel odchodzi powoli, jednak mijając ją, delikatnie dotyka jej dłoni. Kobieta odwraca się za nim i wciąż nie może oderwać od niego wzroku. Dopiero po tym przeciągniętym ujęciu na rozanieloną reporterkę obraz z kamery gaśnie.

Main Event
Second Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Axel Blaze vs Edgar Dickinson
[Obrazek: 37e60c196d3b6.png]
Wracamy do ringu, w którym Axel wykręca przeciwnikowi rękę w Hammerlocku. Edgar usiłuje się wyrwać dynamicznymi ruchami, jednak jego rywal nie odpuszcza. W końcu The Poet postanawia po prostu zaatakować oponenta łokciem. Po trzecim takim uderzeniu Blaze w końcu odpuszcza, a Lyrical Assassin szybko odbija się od lin, jednak Legend In Making wyprowadza Flapjack. Edgar zwija się z bólu na macie, a Mr. Forever nie odpuszcza. Podnosi oponenta za głowę i wypłaca mu Clubbing Blow. Po tym ataku jego przeciwnik aż klęka na kolano z grymasem bólu. Axel błyskawicznie zachodzi przeciwnika, łapie rywala w Front Facelock i mamy DDT. Ależ teraz ofensywa ze strony Blaze’a, który próbuje pinu. 1... 2... nie, kickout. Mr. Forever nie poddaje się i podnosi przeciwnika w Back Suplex. Wyniesienie i... Edgar wykonuje salto w powietrzu, po którym znajduje się za swoim przeciwnikiem. To jest szansa tego zawodnika. The Poet popycha rywala na liny, ten się od nich odbija plecami, a The Dreamer wyprowadza Superkick. Blaze po otrzymaniu kopniaka, wytacza się poza ring i staje zamroczony przy apronie. Odwraca się jednak w stronę ringu, a Lyrical Assassin tylko na to czekał, bo dokłada Pescado. Publika szaleje, a Edgar napawa się tą wrzawą. Teraz, The Dreamer podnosi przeciwnika za rękę. Wpycha go do kwadratowego pierścienia, a sam wchodzi na apron i później na trzecią linę narożnika. Blaze wstaje w końcu, a The Dreamer dokłada Diving Crossbody. Ależ passa tego zawodnika, próba pinu. 1... 2... nie, kickout. The Poet jest teraz na fali i niesiony dopingiem oczekuje, aż jego oponent wstanie. Axel w końcu to robi, a Lyrical Assassin rozpędza się. Jednak Blaze przechwytuje jego głowę w biegu i posyła rywala nad trzecią liną. Ten łapie się w ostatniej chwili najwyższej liny i spokojnie ląduje na apronie. Gdy w końcu Edgar się prostuje od razu otrzymuje Forearm Strike od Mr. Forevera. Po tym ataku The Poet odwraca się tyłem od ringu wciąż trzymając się za górną linę, żeby nie spaść z apronu. Legend In Making nie mógł sobie wyobrazić lepszej okazji, przechwytuje głowę swojego rywala i wypłaca potężne Beats of Bodhran. Silne ciosy raz po raz spadają na klatkę piersiową Edgara, aż w końcu Axel odpuszcza ten atak. Publika szaleje równie mocno, a Edgar w końcu pada na apron. Lyrical Assassin wtacza się do ringu, a Blaze nie traci ani chwili, podnosi przeciwnika, wyniesienie na bark i mamy Snake Eyes. Edgar trzymając się za twarz odwraca do oponenta, a Mr. Forever odbija się od lin i mamy Bicycle Knee Strike! Mocne uderzenie i od razu próba pinu. 1... 2... 3?! Nie, kickout. The Poet leży lekko zamroczony, a Blaze, również odczuwający już trochę trudy tego pojedynku siada w narożniku oczekując na kolejny ruch rywala. Gdy Lyrical Assassin w końcu się podnosi, Legend In Making chwyta rywala za rękę i Irish Whipem posyła rywala na liny. Po powrocie nic się nie dzieje, bo The Dreamer prześlizguje się między nogami swojego przeciwnika za jego plecy. Po tym od razu się podnosi tyłem do rywala i mamy Pele Kick. Zaskoczony Axel z grymasem bólu chwyta się za głowę i odchodzi na kilka kroków. Edgar postanawia nie tracicć czasu, chwyta przeciwnika za głowę i dokłada piękny Skywalker. Widowiskowa akcja, po której próba pinu. 1... 2... nie, kickout. The Poet jednak nie traci werwy i widząc siedzącego już rywala odbija się od lin oraz dokłada Blockbuster. Ależ niezmordowany jest Edgar. Blaze chwyta się za plecy i widać, że cierpi. The Dreamer podnosi teraz rywala za głowę, jednak ten wyprowadza dwa punche na korpus przeciwnika. Lyrical Assassin chwyta się za brzuch, a Axel wyprowadza Big Boot. Jednak nie, The Poet przebiega pod nogą oponenta, szybko odbija się od lin. Mr. Forever odwraca się do przeciwnika przodem i mamy Powieść! Przypięcie, 1... 2... 3?! Nie, kickout! Edgar nie może w to uwierzyć. Panowie naprawdę zostawiają serce w ringu. Tutaj może zaważyć naprawdę jedna akcja i któryś z nich przegra. Obaj powoli wstają na nogi. Gdy już się to dokona, pierwszy punch wyprowadza The Poet. Axel nie jest jednak dłużny i oddaje swojemu rywalowi. The Dreamer po raz kolejny atakuje przeciwnika, jednak ten nie pozostaje dłużny. Publika podzieliła się na pół i jedni dopingują w tej bitwie na ciosy Edgara, a drudzy Blaze’a. W końcu jednak Legend In Making przerywa to przedstawienie i wypłaca przeciwnikowi Gut Kick. Mr. Forever odbija się od lin i mamy Knee Lift. Po tym Edgar wpada w narożnik. Axel rozpędza się i trafia w pusty narożnik, rywal w porę zdołał uciec. Lyrical Assassin odwraca się i mamy Enzuigiri. Blaze pada na matę, a Edgar dokłada Epilog. Bez przypięcia The Dreamer czai się za plecami, aż przeciwnik wstanie. Blaze w końcu to robi i próba Last Word! Jednak nie, w momencie, gdy Lyrical Assassin jest już na barkach Mr. Forevera, ten przechwytuje jego nogi i mamy Reverse Alabama Slam! Ależ zaskoczenie, teraz Legend In Making podnosi zamroczonego rywala za rękę, napędza go na siebie i próba Fade To Black? Connected! To musi być koniec, 1... 2... 3?! Tak, to koniec, Axel Blaze wygrywa!
Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2026, 10:35 przez Ryse.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
30.05.2026, 10:29 #2
Second Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Kenneth Riddle vs Ryback
[Obrazek: f923f8fb742ce.png]
Wracamy do ringu po reklamach. W tym momencie Kenneth Riddle odbija się od lin i pędzi prosto na pochylonego Rybacka. Kanadyjczyk już ma wyprowadzać cios kiedy nagle Amerykanin się prostuje i przechwytuje go pod Uranage! Connected! Human Wrecking Ball od razu przechodzi do pinu. 1... 2... Nie! The Icon podrywa bark i płynnie wyciąga rękę w kierunku publiczności, jakby chciał zebrać od nich energię. The Big Guy wstaje z niezadowoloną, pytająco patrzy na sędziego, jakby chciał się upewnić, że na pewno było tylko 2, ale sędzia twardo obstaje przy swoim. W związku z tym Ryback nie traci czasu, idzie do narożnika, gdzie zaczyna przygotowywać się do natarcia za plecami swojego przeciwnika. Rudy zawodnik w końcu się podnosi, odwraca i natychmiast zostaje zmieciony przez Meathook Clothesline. Matko Boska, to mogło urwać mu głowę! The Fearless poczuł krewa, nie daje ofierze czasu na odpoczynek. Momentalnie "pomaga" wstać Kennethowi i wynosi go na plecy, aby rozpocząć krótki marsz w miejscu. Shell Shock w drodze! Ale jednak nic z tego! Riddle zaczyna się szarpać, wyprowadza całą serię łokci w skroń olbrzyma, udaje mi się nawet trafić kolanem z drugiej strony. Ryback rozluźnia uchwyt, a The Icon ześlizguje się za jego plecy. Oszołomiony siłacz nie wie co się właśnie wydarzyło, odwraca się w poszukiwaniu przeciwnika i inkasuje pierwszego Low Kicka. To musi boleć, cofa nogę, ale jest za wolny, już dociera do niego drugi, potem trzeci i czwarty. Human Wrecking Ball aż podskakuje z bólu, lecz to wciąż nie koniec jego cierpienia. Solidny Middle Kick melduje się prosto na jego  brzuchu, a on lekko się w pół. Kanadyjczyk na krótką chwilę spogląda na publiczność, zaciska pięści i rusza do lin, aby nabrać prędkości. Running Knee Strike! Amerykanin zatoczył się, ale nie upadł, ależ to jest twarda bestia! Fani są w takim samym szoku jak Kenneth, The Big Guy sprawia wrażenie niezniszczalnego. To jednak nie podcina skrzydeł - teraz przeciągle rozgląda się po trybunach, twardo staje na nogach i czeka, aż Ryback przestanie "tańczyć". Icon's Stamp! W końcu Human Wrecking Ball pada na matę niczym kłoda! Mamy pin! 1... Kick Out! Big Guy zrzuca z siebie przeciwnika niczym robaka, ale nie wstaje od razu. Maca się ręką po twarzy sprawdzając czy wszystko w porządku, a w tym czasie Kenny już się uśmiecha. Już ma plan. Wykorzystuje powolne ruchy rywala i przechwytuje rękę, którą ten macał się po twarzy. Wonderment zapięte! Ryback podnosi rękę, będzie klepał! Jednak nie! Zaciska ją w pięść, po czym ją gryzie, aby łatwiej poradzić sobie z bólem. Nagle ręka Amerykanina opada, sędzia podnosi ją, a ona bez władnie pada na matę. Drugi raz to samo. Arbiter sprawdza jeszcze trzeci raz... i ręka zostaje w górze! Ryback zaciska zęby i z całej siły przerolowuje Sacramento Sainta do pinu. 1... 2... Kick Out! Ryback jednak nie odpłynął! Human Wrecking Ball czołga się do narożnika i tam powoli wstaje. Kanadyjczyk jest w gazie. Od razu rusza. Helluva Kick! Olbrzym pada! 1... 2... 3! To koniec, zwycięża Kenny!

Po walce Kenneth Riddle próbuje dojść do siebie przy linach, ale Ryback ani na moment nie spuszcza z niego wzroku. Wynik przestaje mieć znaczenie. The Big Guy nagle rusza i wbija Kennetha barkiem w narożnik, zasypując go serią brutalnych Shoulder Thrustów.Sędzia próbuje go odciągnąć, ale Ryback odpycha go na bok. Wyciąga Riddle’a na środek ringu i krzyczy mu prosto w twarz, że to za wszystkie lata upokorzeń, żartów i patrzenia na niego z góry. Chwilę później ścina go potężnym Meat Hook Clothesline. Kenneth pada na matę, ale Ryback jeszcze nie kończy. Podnosi go, wynosi na barki i wykonuje Shell Shocked na środku ringu. Dopiero wtedy pojawia się ochrona. Ryback cofa się powoli, wskazuje na leżącego Riddle’a i ryczy: „Feed Me More!” Po chwili schodzi z ringu tylko po to aby zabrać krzesło oraz mikrofon, po czym rozsiada się na środku ringu w ów krześle przy akompaniamencie buczącej publiczności. W tym samym czasie służby medyczne odprowadzają RIddla na zaplecze.

Ryback: Dajcie spokój, przestańcie buczeć na tego Kennetha, co on wam zrobił *ironiczny śmiech*. Kenny, to nie jest tak, że ja Cię nienawidzę. Ja Cię naprawdę lubię. Ba, lubię Cię nawet bardziej niż większość tego rosteru. Ja po prostu nienawidzę tej idei, że jesteś najlepszy na świecie...bo nie jesteś, to ja jestem najlepszy na świecie...Czekaj, to już kiedyś powiedział jeden dickrider, który nazwał mnie na komentatorce debilem na pierwszej gali. No nie mogę spoważnieć, widzicie

Buczenie na Rybacka tylko narasta z każdym słowem, jednak pojawiają się też chanty 'Why, Ryback Why'

Ryback: Nie no męczycie mnie tymi pytaniami. 'Dlaczego, Ryback Dlaczego?'. Kiedyś mi się spodobała ksywa 'Ryback', i dlatego Ryback, a co?

Fani wściekli faktem, że Ryback robi z nich idiotów buczą jeszcze bardziej, jednak wtedy Ryback zdejmuje swój ring gear, pod którym ma koszulkę ze swoim wizerunkiem i wielkim napisem 'THE BUTCHER”

Ryback: Właśnie dlatego, to ja teraz zabiorę was w podróż do rzeźni, w podróż, w której jedyny wygrany to Ryback. I jak byście nie zaklinali rzeczywistości, zrobiłem to dlatego, że jestem od was lepszy, przyszyliście mi więcej łatek niż mama krawcowa w spodniach dzieciaka grającego w piłkę na betonowym boisku, ale ja je wszystkie zrywam już dziś. Kenny Ripple...W mojej rzeźni zawiśniesz na pierwszym haku!

Po tych słowach Ryback jak gdyby nigdy nic wstaje z krzesła i rusza do szatni będąc dość mocno bluzgany przez fanów

Pobite Gary #2 - Program nagrywany 23.05.2026 r.


Kamera przenosi nas do kuchni przygotowanej na potrzeby Pobitych Garów. W tym tygodniu na blacie znajdują się: ziemniaki, ostra papryka, limonka, ser, przyprawione mięso wołowe i kilka miseczek z sosami. Rob McŁowicz stoi przy blacie w kolorowej koszuli, z ręcznikiem przewieszonym przez ramię i szerokim uśmiechem na twarzy.

[Obrazek: b78a3d4bb1d9b.png]

Rob McŁowicz: Witam państwa bardzo serdecznie w drugim odcinku Pobitych Garów. Tydzień temu było głośno, tłusto, emocjonalnie ,a pewna kanapka zakończyła swój żywot. Dzisiaj spróbujemy podejść do sprawy odrobinę spokojniej.

Rob bierze do ręki ziemniaka i obraca go w dłoni.

Rob McŁowicz: Proszę spojrzeć. Ziemniak. Rzecz prosta, warzywo obecne w kuchniach całego świata. W Polsce zrobi się z niego placki, w Ameryce frytki, a gdyby zawędrował do Tijuany, zapewne ktoś dorzuciłby mu ostrej salsy, mięsa, sera, kukurydzy i innych dodatków, po których człowiek będzie żałował, że dał się na to namówić.

Rob odkłada ziemniaka i wskazuje na przygotowane składniki.

Rob McŁowicz: Dlatego dzisiaj zrobimy danie, które łączy prostotę frytek z temperamentem mojego gościa. Będą ziemniaki, będzie ogień, będzie odrobina Rockford, odrobina Tijuany i mam nadzieję, nieco mniej przemocy wobec wyposażenia kuchennego niż ostatnio.

Rob uśmiecha się i poprawia okulary.

Rob McŁowicz: Mój dzisiejszy gość również wygrał swój poprzedni pojedynek. To oznacza, że zanim spotkamy się ze sobą i powalczymy o komfort, wolny tydzień i spokojne obserwowanie reszty możemy stanąć przy jednym blacie.

Rob bierze drewnianą łyżkę i wskazuje nią w stronę wejścia.

Rob McŁowicz: Panie i panowie, czas zaprosić człowieka z Tijuany, który nie potrzebuje maski, żeby zrobić wrażenie. Przed Państwem Jorge Cavazos!

Do kuchni wchodzi Jorge Cavazos. Rob od razu wychodzi zza blatu i podaje mu dłoń. Po uścisku przez chwilę teatralnie rozmasowuje palce, po czym wraca do składników rozłożonych na blacie: frytek, mięsa, ostrej papryki, sera i sosów.

Rob McŁowicz: Jorge Cavazos! Człowiek bez maski, bez strachu i, sądząc po uścisku dłoni bez litości dla moich stawów. Witaj w Pobitych Garach.

Rob wskazuje na przygotowane składniki.

Rob McŁowicz: Dzisiaj robimy frytki z ogniem Tijuany, ale zanim zaczniemy mieszać sosy, zapytam krótko. Obaj wygraliśmy swoje pojedynki na ostatnim Colloseum, a w przyszłym tygodniu staniemy naprzeciw siebie.  Zwycięzca ma chwilę na odpoczynek i nie musi gotować się w tym samym garnku co reszta.

Rob przesuwa w stronę Jorge miskę z ostrą papryką.

Rob McŁowicz: Powiedz mi więc, Jorge, przyszedłeś dziś tylko wspólnie gotować, czy już teraz patrzysz na mnie jak na składnik swojej drogi do bilansu 2-0 w turnieju?

Jorge Cavazos: Hola amigo! Nie, nie, Rob. Spokojnie, póki co twoje stawy mogą czuć się bezpiecznie. W sobotę, 30 maja, jednak nie będę mógł ci tego obiecać, ale dzisiaj możemy poprzestać jedynie na wspólnym gotowaniu. Jako, że dałeś się poznać w LPW na samym starcie jak człowiek z wysublimowanymi kubkami smakowymi to mam dla Ciebie mały prezent ode mnie.

Jorge teraz wyciąga z wnętrza swojej skórzanej kurtki butelkę swojej słynnej Cava Tequili i stawia ją na stole

Jorge Cavazos: Jestem pewny, że ci posmakuje, Rob. Nie wiem, czy coś tak ognistego jak to już gościło w twojej kuchni.

Teraz Jorge zwraca się w stronę kamery

Jorge Cavazos: A wy, widzowie, możecie zamówić moją Cava Tequilę już teraz na stronie www.cavatequila.mx. Utworzyliśmy również dla was specjalny kod rabatowy. Do dnia drugiego odcinka Colloseum włącznie możecie uzyskać zniżkę 10% na wszystkie produkty w naszym sklepie wykorzystując kod PotBreaker. Wchodźcie na stronę i zamówcie butelkę dla siebie!

Rob patrzy na butelkę Cava Tequili, po czym powoli poprawia okulary. Bierze ją do ręki, obraca etykietą do kamery i z uznaniem kiwa głową.

Rob McŁowicz: Proszę państwa, Jorge Cavazos przyszedł do Pobitych Garów i od razu zrobił sobie piękną reklamę. Prezent przyjęty, kod rabatowy zapamiętany, a na próbowanie przyjdzie jeszcze czas.

Rob odstawia butelkę obok mięsa, ziemniaków i ostrej papryki.

Rob McŁowicz: Skoro mamy już ogień z Tijuany, to wykorzystamy go porządnie. Dzisiaj robimy Rockford-Tijuana Chaos Fries. Ja ogarniam mięso, ziemniaki i całą trudną robotę, bo jednak nie chcielibyśmy się otruć.

Rob przesuwa w stronę Jorge miskę z papryczkami i przyprawami.

Rob McŁowicz: Ty, amigo, będziesz moim asystentem od ognia. Podawaj papryczki, pilnuj salsy i postaraj się niczego nie zniszczyć.

Rob wlewa kilka kropel Cava Tequili do marynaty i miesza mięso.

Rob McŁowicz: Odrobina Cava Tequili do marynaty. Nie za dużo, bo mięso ma nabrać charakteru, a nie zacząć krzyczeć „¡Sin máscara, sin miedo!” z patelni.

Rob wrzuca mięso na rozgrzaną patelnię. Rozlega się głośne skwierczenie.

Rob McŁowicz: Piękny dźwięk prawda? Tak właśnie brzmi dwóch zawodników z bilansem 1–0, którzy za chwilę będą walczyć o wolny tydzień oraz szansę na walkę o LPW World Championship podczas pierwszego PPV.

Rob miesza mięso na patelni, po czym zerka na Jorge z lekkim uśmiechem.

Rob McŁowicz: Powiedz mi, Jorge, w lucha libre maska często jest symbolem historii, dumy i tradycji. Ty wybrałeś drogę bez maski. Czy to znaczy, że publiczność zawsze widzi prawdziwego Cavazosa, czy nawet człowiek bez maski czasem coś ukrywa?

Jorge Cavazos: Rob, jedyna rzecz jaką ukrywam to zapach w mojej toalecie po soczystym burrito.

Jorge bierze do ręki butelkę tequili i bardzo dokładnie jej się przygląda.

Jorge Cavazos: Bo widzisz, ta butelka trochę odzwierciedla życie w mojej rodzinnej Tijuanie. Ten ognisty trunek odzwierciedla nie tylko gorącą meksykańską pogodę, ale też uroki niebezpiecznego życia na ulicach Tijuany. Ja się tam wychowałem i musiałem dostosować się do warunków, co poskutkowało wsadzeniem mnie do więzienia. To był ten moment, w którym już wiedziałem, że spadłem na samo dno. A skoro już byłem na dnie, to nie potrzebowałem nic ukrywać, nie chciałem zakładać żadnej maski. Chciałem, żeby ludzie na całym świecie zobaczyli, że można nie ukrywać swojej kryminalnej przeszłości i dawać przykład młodszym, zostawiając ją za sobą. Tak się narodził nowy Jorge Cavazos, który niczego nie ukrywał. Nawet, kiedy tydzień temu Mateusz MW mnie sprowokował na siłowni w dniu walki, wtedy także to byłem cały czas ja we własnej osobie. Długo mnie tutaj nie było i moja chęć rywalizacji była wielka, dlatego nie trzymałem wtedy ciśnienia, ale oczywiście nie wstydzę się tego - to cały czas byłem ja, Jorge Cavazos, taki jestem. Pamiętaj o tym, Rob, zawsze lepiej jest pokazać swoją prawdziwą twarz niż ukrywać się za uśmiechem czy chwytliwymi sloganami.

Rob przez chwilę patrzy na Jorge’a z uniesionymi brwiami. Najpierw wygląda, jakby chciał odpowiedzieć na żart o burrito, ale po chwili tylko uśmiecha się pod nosem i przewraca mięso na patelni.

Rob McŁowicz: No proszę. Zaczęliśmy od toalety po burrito, a skończyliśmy na filozofii życia. Jorge, ty naprawdę jesteś człowiekiem wielu warstw. Trochę jak porządna lasagna, z tym że jesteś zdecydowanie cięższy do przełknięcia.

Rob dodaje do mięsa kilka kropel Cava Tequili, po czym szybko dorzuca papryczki, przyprawy i odrobinę sosu. Na patelni rozlega się głośne skwierczenie.

Rob McŁowicz: A co do ukrywania się za uśmiechem i chwytliwymi sloganami… amigo, ja się za nimi nie chowam. Ja nimi ostrzegam. Bo kiedy Rob McŁowicz się uśmiecha, to albo danie wychodzi idealnie, albo przeciwnik jeszcze nie wie, że już trafił do przepisu.

Rob przekłada gotowe mięso na porcję chrupiących frytek, posypuje całość serem, dodaje salsę, kwaśną śmietanę, limonkę i ostatnią porcję papryczek. Następnie obraca talerz w stronę kamery.

Rob McŁowicz: I proszę bardzo. Rockford-Tijuana Chaos Fries. Frytki, mięso, ogień, salsa i tyle kalorii, że po zjedzeniu tego nawet sędzia powinien odliczać do trzech znacznie wolniej.

Rob podaje Jorge’owi widelec, a sam bierze drugi. Obaj próbują dania. Rob przez chwilę udaje pełen spokój, choć ostrość wyraźnie robi swoje.

Rob McŁowicz: Bardzo dobre. Ostre, ciężkie, konkretne. Prawie jak ty, Jorge. Tylko spotkanie z frytkami nie grozi uszkodzeniem kręgosłupa.

Rob odkłada widelec i przeciera usta ręcznikiem. Po chwili wskazuje na Cavazosa drewnianą łyżką.

Rob McŁowicz: Ale skoro danie gotowe, prezent przyjęty, reklama poszła w świat, a kuchnia nadal istnieje… to czas na tradycję Pobitych Garów. Każdy gość dostaje swoją porcję. Ty dostaniesz ją przyjaźnie, z szacunkiem i bez niepotrzebnego przypalania.

Rob uśmiecha się szerzej.

Rob McŁowicz: No… może z lekkim przypaleniem. Ale tylko dla aromatu.


Jorge Cavazos uśmiecha się pod nosem po przesłuchaniu utworu.

Jorge Cavazos: To jest właśnie to o czym mówiłem, Rob. Cały czas kryjesz się za formatami, za uśmiechami i sloganami. Możesz mówić, że to ostrzeżenie, ale szczerze mówiąc to bardziej od Ciebie przeraża mnie późniejszy efekt dużej ilości papryczki w twoim daniu. Resztę zostawmy już jednak na sobotę 30 maja. Skoro jednak ja zdegustowałem twoje danie to teraz pora, abyś ty spróbował mojej tequili.

Rob sięga po dwa kieliszki i rozkłada je na blacie, a Jorge otwiera swoją butelkę tequili i rozlewa do kieliszków, po czym oboje unoszą je do góry.

Jorge Cavazos: No to salud!

Obaj panowie wychylają teraz kieliszki.

Jorge Cavazos: I jak, Rob? Smakuje?

Rob przez moment milczy, jakby tequila uderzyła mocniej, niż się spodziewał. Mruży oczy, bierze głębszy oddech, po czym odstawia kieliszek na blat i uśmiecha się szeroko.

Rob McŁowicz: Mocne. Bardzo ostre. Ale dobre. A skoro przetrwałem Cava Tequilę, ostre papryczki i twoją filozofię życia, to w sobotę też nic nie będzie mi straszne.

Rob poprawia ręcznik na ramieniu i patrzy prosto w kamerę.
Rob McŁowicz: Pobite Gary powrócą wkrótce. Smakuje?!

Second Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Jorge Cavazos vs Rob McŁowicz
[Obrazek: 3a053b3ec4896.png]

Końcówka walki… Jorge Cavazos ma Roba McŁowicza w narożniku i narzuca jeszcze większe tempo. El Locomotora trafia potężnym ciosem w korpus, po chwili dorzuca drugi i wyciąga Roba na środek ringu. Snap Powerslam! The Master Chef of Chaos aż podkurcza nogi po zderzeniu z matą, a Jorge od razu przechodzi do pinu. 1... 2... kickout! Fiesta Master nie zwalnia. Podnosi rywala, wyrzuca go w powietrze i wykonuje Gorilla Press Slam! Rob pada na matę, ale po chwili siada, przykłada palce do ust i krzywi się, jakby oceniał, że ta akcja była „dobra, ale  bez sosu”. Cavazos patrzy na niego z niedowierzaniem, a The Culinary Butcher wykorzystuje ten moment, atakując go szybkim kopnięciem w brzuch. Rob odbija się od lin i trafia Kitchen Sink! Jorge zgina się w pół, a McŁowicz dokłada Running Bulldog. Pin! 1... 2... nie! Rob wstaje pierwszy i zaczyna swój teatr. Gest solenia nad rywalem, szybkie spojrzenie do publiczności i Solenie Rywala! Seria ciosów w brzuch trafia Bone Breakera, ale Jorge nie daje się długo trzymać w defensywie. El Desenmascarado łapie Roba, wynosi go i odpowiada T-Bone Suplexem! McŁowicz turla się pod liny, a Cavazos rusza z rozpędu. Clothesline from Tijuana! Jednak nie! Rob uchyla się, Jorge przelatuje obok, a The Sausage King trafia The Spatula Slap prosto w klatkę piersiową! Cavazos cofa się o krok, a Rob natychmiast dorzuca Gulasz-line! Meksykanin pada na matę! Pin! 1... 2... kickout! The Michelin Star Menace łapie się za głowę, ale nie traci czasu. Wchodzi na narożnik, przeciąga głośne „eeeeeeee” i skacze. Eeee-mak-łowicz-bow! Trafiony zatopiony! Rob przypina ponownie. 1... 2... nie! El Locomotora odkopuje w ostatniej chwili! McŁowicz próbuje podnieść Jorgego, ale ten nagle odpala. Potężny Big Boot zatrzymuje Roba, po chwili Cavazos dorzuca No More Tequila! The Master of the Grill zostaje wbity w matę, a Jorge przechodzi do pinu. 1... 2... nie! Rob jeszcze odrywa bark! Cavazos ustawia się w narożniku. Publiczność czuje, że szykuje się CavaShock. Rob powoli wstaje, poprawia furażerkę, którą podniósł z maty i chwieje się na nogach. Jorge rusza! CavaShock! Jednak nie! McŁowicz odskakuje w ostatniej chwili, a Fiesta Master wpada barkiem w narożnik! Jorge odwraca się zamroczony, a Rob natychmiast trafia Kitchen Sink. Cavazos pada na kolano. The Master Chef of Chaos widzi swoją szansę. Rob cofa się do lin, bierze krótki rozpęd i krzyczy w stronę większego rywala: „Smakuje?!” Degustacja Goryczy! Jorge zostaje wbity twarzą w matę, a McŁowicz od razu odwraca go na plecy i przykrywa całym ciężarem. Sędzia dopada do maty. 1... 2... 3! Rob McŁowicz wygrywa czysto po pinie, serwując Cavazosowi najbardziej gorzkie danie wieczoru.

Kamera przenosi nas na zaplecze. Widzimy uśmiechniętą Renee Paquette, która właśnie zamierza przeprowadzić wywiad z Prestonem Steelem. Renee przykłada mikrofon do ust i już ma zamiar coś powiedzieć, lecz w tym momencie w obiektywie kamery pojawia się nieproszony gość w postaci Miguela Escobara. Hiszpan mówi po cichu do dziennikarki, że chce pomówić z Prestonem i prosi żeby ta się odsunęła. Renee jest zdziwiona, ale czyni to niemal natychmiast. Prince of Spain wita się ze Steelem, a następnie wyciąga z kieszeni swoich spodni jego zegarek. Preston lekko mruży oczy, spogląda na Miguela, a następnie szuka czegoś w swoich kieszeniach. Escobar szybko go uspokaja.

Miguel Escobar: To na serio twoje, musiało ci wypaść, leżało przed wejściem na halę. Oddaję ci twoją własność i muszę przyznać, że masz dobry gust. Nikogo z ludzi obecnych w tym budynku nie posądziłbym o posiadanie takiego zegarka, a tu proszę.

Preston Steele: <szeroko się uśmiecha> To już kolejna rzecz, którą bym zgubił w tym tygodniu, ciężko zliczyć który to już raz. Widzę po twoich oczach, że bardzo ci się podoba ten Rolex. Jeżeli chcesz możesz go sobie zatrzymać, bo mi on jest zupełnie niepotrzebny.

Miguel spogląda na Prestona i lekko się uśmiecha.

Miguel Escobar: Zegarek naprawdę mi się podoba i patrzę na niego ze szczególną uwagę, ale bynajmniej nie dlatego, że chciałbym go od ciebie przejąć. Po prostu mam swojej kolekcji taki sam i rzadko się zdarza żebym widział go gdzie indziej niż w swojej szufladzie lub na swoim nadgarstku. Jest twój. Na przyszłość bądź bardziej uważny. Nie wiadomo co by się stało gdyby to ktoś inny go znalazł.

Preston Steele: Gdyby ktoś inny go znalazł to bym go najwyżej nie miał teraz w swoim ręku.

Legacy Breaker szturcha w ramię Miguela i wybucha śmiechem licząc, że Hiszpan zrozumie żart, ale ten pozostaje niewzruszony.

Preston Steele: Taki mały żarcik, ale chyba mamy inne poczucia humoru. Swoją drogą to dziwny zbieg okoliczności, że to akurat ty znalazłeś mój zegarek, a nie ktoś kto by miał na niego większą chrapkę, nie uważasz? Skoro go nie chcesz to pewnie dzieci tobie podziękują, bo miał on iść na licytację charytatywną.

Prince of Spain patrzy na Prestona z poważną miną, lecz po chwili się uśmiecha.

Miguel Escobar: Los widocznie tak chciał, że to ja byłem w odpowiednim miejscu i czasie. Zegarek oddany, by pomagać innym to szczytny gest. Kto wie może kiedyś sam coś takiego zrobię...nie...chyba nie w tym wcieleniu. Nie zmienia to faktu, iż uważam, że powinniśmy obrać ten sam kierunek. Tacy jak my powinni trzymać się razem. Tylko my tutaj wiemy co to klasa i prestiż. Co o tym sądzisz?

Steele stoi lekko zmieszany, ale widać, że jest gotowy na odpowiedź. Miguel jednak stopuje jego zamiary i sam się jeszcze wtrąca w jego słowo.

Miguel Escobar: Namyśl się spokojnie, tymczasem muszę już zwiewać, mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Do zobaczenia.

Escobar odwrócił się od Prestona o ruszył w kierunku szatni, zostawiając Legacy Breakera i Renee lekko zdzwionych całą sytuacją.

Renee Paquette: Ciekawa propozycja ze strony Miguela, Preston. Chciałbyś to jakoś skomentować?

Preston Steele: Sam tak naprawdę jeszcze nie wiem co mam o tym myśleć. Nie spodziewałem się takiej propozycji z jego strony. Niby jesteśmy z podobnych światów, ale mamy zupełnie inne podejście do ludzi. Na pewno będę musiał to rozważyć, bo każdy sprzymierzeniec może się przydać. Pytanie tylko czy będę mógł Miguelowi zaufać?

Legacy Breaker odchodzi zostawiając Renee i fanów z tym pytaniem.

Video Promo

Kamera zabiera nas do bardzo elegancko urządzonego gabinetu. Pomimo wielu bibelotów i dekoracji, jak okazałe wahadło Newtona czy ogrom książek zapełniających zabytkowe regały, wszystko jest wręcz chirurgicznie czyste. Wymyte na błysk jest również dębowe biurko, przy którym zasiada trzech mężczyzn. Na miejscu petentów zasiadają Edgar Dickinson i nieznany mężczyzna w garniturze. W fotelu gospodarza, przeglądając zawartość papierowej teczki, widzimy starszego Pana w białej koszuli i kamizelce.  Poeta zdaje się ignorować towarzyszy i intensywnie zapisuje coś w notatniku.
W trakcie tej sceny, w dole ekranu pojawia się krótka adnotacja, przedstawiająca sytuację. “1.05.2026 - Edgar Dickinson - Oficjel LPW - Dr. N. Med. Robert Chambers”
Ciszę w końcu przerywa gospodarz.


Robert Chambers: Dokładnie przeczytałem wniosek który Pan przedstawił i muszę przyznać, że bardzo długo wahałem się nad odpowiedzią. Już trzy lata prowadzę przypadek Pana Dickinsona i to jeden z najbardziej nietypowych jaki kiedykolwiek spotkałem.
Nie mogę jednak sprzeciwić się faktom jakimi się wspieraliście. Ewidentnie lekarze waszej organizacji wiedzą co robią. To prawda, że Pan Dickinson funkcjonuje obecnie samodzielnie, stawiać się musi tylko raz w miesiącu na wizytę kontrolną i nigdy żadnej nie opuścił. Muszę jednak Pana ostrze..

Doktor urwał na chwilę, kiedy Edgar przerwał pisanie i wprawił w ruch wahadło Newtona, po czym natychmiast wrócił do przerwanej czynności. Na pytające spojrzenia mruknął tylko.

Edgar Dickinson: Powinno stukać, w tej scenie stuka, dla dramatyzmu.

Robert Chambers: Ekhem, no właśnie. Pan Dickinson bardzo mocno jest w swoim świecie. Silnie wierzy w to, że kreuje historię wokół nas. Czyni to z wolą wręcz nienaturalnie skoncentrowaną, tak że czasem sam odnoszę wrażenie jakby reżyserował to co się dzieje wokół niego.

Oficjel LPW: Zdajemy sobie w pełni z tego sprawę Panie Chambers. Dokładnie przestudiowaliśmy całą przesłaną nam dokumentację i zdajemy sobie sprawę z obecnego… charakteru Pana Dickinsona. Natomiast Sam Pan Dickinson wyraził chęć wstąpienia w szeregi federacji, i ta spełnia wszelkie wymagania postawione zarówno przez pana jak i wszystkich innych zainteresowanych. Więc pytam krótko, czy mamy Pańską zgodę.

Lekarz westchnął i raz jeszcze zerknął na zawartość teczki.

Robert Chambers: W obliczu tego co przedstawiliście, nie za bardzo mogę odmówić. Podpiszę dzisiaj wszystkie dokumenty i Pan Dickinson będzie mógł wstąpić w szeregi Legion Pro Wrestling. Życzę powodzenia.

Zdawać by się mogło, że video dobiega końca, ale Poeta raz jeszcze oderwał się od swojego notatnika. Edgar skierował skupiony wzrok na lekarza

Edgar Dickinson: Dziś powinno padać, może nawet burza byłaby bardziej stosowna. Muszę to przemyśleć. Do zobaczenia Panie Doktorze, będę ciepło wspominać nasze rozmowy.

Dopiero teraz artysta wraz z oficjelem wstali z foteli, a obraz powoli się zaciemnił.

Second Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Miguel Escobar vs Zack Sabre Jr.
[Obrazek: 7bd2b427b822a.png]

Escobar podnosi Zacka w ringu i chce mu wykonać Back Suplex, ale Sabre Jr. robi salto do tyłu, staje na nogi i odpowiada wykonując Enzuigiri w tył głowy. Hiszpan chwieje się na nogach, a The Technical Wizard dokłada jeszcze Dragon Suplex Hold przytrzymując w przypięciu…1…2…break. Brytyjczyk musi kontynuować walkę, więc chce mu założyć Ankle Lock, jednak Prince of Spain w porę się tego domyślił i zdołał wyturlać się na apron przez co sędzia był zmuszony przerwać akcję. Submission Master chce ruszyć od razu z Clotheslinem, ale Divine robi unik pod jego ręką, dokłada Gut Kick i mamy Springboard Tornado DDT. Panowie obydwoje zmęczeni powoli wstają, ale to jednak Señor Destrucción jest pierwszy na nogach, więc od razu wykonuje Spanish Fly, po którym od razu zakłada przeciwnikowi Cangrejo de Palma. Zack długo walczy z bólem, ale ostatecznie udaje mu się doczołgać i złapać dolnej liny, więc sędzia ostatecznie przerywa akcję doliczając do czterech, bo Miguel nie chciał puścić do samego końca. Escobar jest zniesmaczony i krzyczy na sędziego, że ten powinien lepiej sędziować pojedynki takiej ważnej persony jak on. Dzięki temu Sabre Jr. miał sporo czasu, żeby odpocząć i wykonuje rywalowi z zaskoczenia European Clutch…1…2…kickout. Obydwaj szybko wracają na nogi, ale to Prince of Spain chce pierwszy wyjść z Dropkickiem, jednak The Technical Wizard to przewidział i kontruje Penalty Kickiem, po którym od razu zakłada Ankle Lock. Teraz to Hiszpan walczy z bólem i próbuje dosięgnąć liny, ale trochę mu brakuje, więc Sara Rojas przyciąga go za rękę, żeby ich dosięgnął. Fani buczą, jednak walka musi być kontynuowana, a sędzia w związku z ingerencją w pojedynek odsyła managerkę Miguela do szatni. ZSJ pomaga wstać przeciwnikowi, aby mu pewnie dołożyć jeszcze jakąś akcję, ale Divine zachował jeszcze resztki sił i wykonuje La Mandibula Cae, po którym pada półprzytomny na rywala…1…2…Brytyjczyk łapie się liny. Hiszpan widzi, że walka ewidentnie zbliża się do końca, więc mówi fanom, że zaraz to on będzie zwycięzcą pojedynku wywołując duże buczenie. Submission Master wraca na nogi, a przeciwnik chce mu wykonać Adios!, jednak Zack jakimś cudem się tego spodziewał i kontruje jakimś cudem wykręcając się z uchwytu i  mamy Double Underhook Snap Suplex, po którym pinuje…1…2…break. Tym razem to Anglik chce zakończyć ten pojedynek zakładając Jim Breaks Armbar, jednak Escobar szarpie się i udaje mu się w ostatniej chwili wyjść z uchwytu zanim w ogóle został dopięty. Obydwoje bardzo szybko wracają na nogi i to The Technical Wizard pierwszy wychodzi z próbą Clothesline’u, ale Divine robi unik pod jego ręką, przechwytuje jego głowę i mamy Tambor en la Lavadora, po którym pinuje…1…2…odkopuje dosłownie w ostatniej chwili! Miguel czuje, że musi już przejść do najcięższych dział w swoim arsenale, więc czeka aż wstanie oponent i ponownie próbuje wykonać Adios, jednak Sabre Jr przerzuca go za siebie Back Body Dropem. Teraz to Submission Master widzi, że nie ma na co czekać i pomaga wstać przeciwnikowi tylko po to, aby wykonać mu Zack Driver, po którym od razu przypina…1…2…3! Zack Sabre Jr zwycięzcą tego pojedynku.

Earlier Today

Ujęcie z kamery pokazuje salkę konferencyjną. Za stołem przygotowanym dla jednej osoby można ujrzeć logo LPW, mikrofony i światło są gotowe. Reporterzy i kamera kieruje wizję na wejście, w którym staje ubrany w garnitur Dan Dowson. Zawodnik powolnym ruchem zdejmuje z nosa okulary przeciwsłoneczne i zajmuje swoje miejsce. Niemal natychmiast rozlega się wrzawa.

Dan Dowson: Po kolei. Każdemu postaram się odpowiedzieć.

Reporter 1: Każdy pamięta twoje ogłoszenie końca kariery, aby poświęcić się sprawom rodzinnym. Nagle pojawiasz się w nowej federacji, która na ten moment jest bardziej zajęta ugruntowywaniem swojej pozycji. Co jest tego przyczyną?

Dan Dowson: Jeśli tego typu pytania zamierzacie zadawać to możemy zakończyć tą całą konferencję. Do czego miałbym się przyznać... Powiedzieć, że czegoś mi brakowało? Albo, że podpisałem soczysty czek na to, aby występować? Chociaż w jednym możemy się zgodzić - to mogło być zaskakujące. Za moją decyzją nie stoi sama chęć powrotu do ringu. Bardziej to, co się stało z wrestlingiem samym w sobie...

Reporter 2: *przerywając* Czy możesz rozwinąć bardziej ten wątek? W tym momencie brzmi to bardziej jak tania próba wybielenia siebie i swoich decyzji...

Dan Dowson: Dopuścił ktoś do głosu? Kultura wymaga, aby nie przerywać osobie mówiącej, a potem oczekiwać tego samego. Hipokryzja w czystej postaci, pozwalająca zmanipulować słowa dla wydawcy. Ile płaci za takie coś? *Dowson przygląda się reporterowi, który zaczął nabierać rumieńców na twarzy* Tak więc wracając do meritum przyglądając się temu, kogo tutaj ściągnął Van Dam, prezes i reszta uświadomiłem sobie, jak bardzo wrestling przestał być sztuką samą w sobie. Banda instagramowych gwiazdeczek, które z ringu robią tanie show, to nie to samo środowisko, do którego wkraczałem. Mogę wyróżnić parę nazwisk, które mają mój szacunek, ale reszta.

Dowson jedynie uśmiecha się, gestem zachęcając kolejnego reportera.

Reporter 3: Tak więc czego możemy spodziewać się od Dana Dowsona w tej federacji? Walki o najwyższe laury?

Dan Dowson: To byłoby zbyt oczywiste. Każdy przychodzi, aby być wielką gwiazdą, twarzą federacji, ale to nie jest jedyny cel. Postawiłem przed sobą zupełnie coś innego. Oglądając, co się dzieje na świecie uświadomiłem sobie, co się stało z całym środowiskiem. Zaczynając swoją karierę w czasach raczkującego Internetu i zestawiając z obecnymi czasami - mógłbym się zapytać co się liczy bardziej. Fame w Internecie, czy jednak pokazanie swoich umiejętności w ringu? Zamierzam udowodnić jedną rzecz, zanim uznam swoje zadanie za skończone - zakończenie pobytu pseudo celebrytów w tym biznesie. Wtedy zobaczymy, czy liczba like'ów pod postami wystarczy, aby się utrzymali. To będzie idealna pieprzona czystka.

Dowson powoli wstaje, dając znak ręką, że to koniec konferencji.

A może jednak to nie żarty

Video Vignette.
Kamera przenosi nas teraz na rozległe pole golfowe. Trawa jest obficie zielona, wręcz wygląda jak pomalowana. Po lewej stronie mamy piaszczysty bunkier, a przed nami widzimy postać stojącą tyłem, a przed nim w niedalekiej odległości znajduje się dołek. Postać przymierza się teraz do bardzo precyzyjnego uderzenia kończącego grę i trafia piłeczką prosto do dołka. Kamera w czasie drogi piłecki do dołka okrąża postać stojącą tyłem i rozpoznajemy w nim Lorda Sebastiena de Montclaira, który przekazuje swój kij osobie stojącej po jego prawej stronie i spogląda w stronę kamery.

de Montclair: Moi ancetres zawsze mi powtarzali, że prawdziwy szlachcic w swojej władzy nad podwładnymi musi być zawsze precyzyjny. A jedną z najlepiej uczących precyzji rzeczy jest golf. Golf jest bezlitosny - jeżeli nie będziesz precyzyjny to polegniesz. Taką samą filozofię przyjąłem w ringu - precyzja i jak największa kontrola walki.

Teraz kamera przenosi nas do wielkiej i długiej stajni z końmi, w której znajduje się kilkanaście sztuk wierzchowców najlepszej klasy. W kilku boxach widać również pracowników przerzucających widłami końskie odchody. Na drugim końcu stajni, do którego właśnie się kieruje kamera stoi Lord Sebastien de Montclair oraz jedna z jego sług przygotowujących jednego z jego koni do wyruszenia w trasę.

de Montclair: Lubię konie, bo są trochę jak ludzie. Twoje przeznaczenie zależy od tego kim się urodzisz. Jeżeli urodzisz się dumnym, wyścigowym Folblutem to twoje przeznaczenie jest jasne. Będziesz rządził na torach wyścigowych niczym szlachcic na swoim le manoir. Jeśli jednak urodzisz się jako zwykły Shire to twoja przyszłość będzie inna, ale również znana. Zostaniesz koniem do ciągnięcia wozów. Najlepszym co może Ciebie wtedy spotkać to ciągnięcie wozu z takim Folblutem w środku.

Teraz dostajemy kolejne mignięcie kamery, po którym przenosimy się na trawiaste boisko, na którym widać na jego końcach dwie bramki do gry w polo. Po boisku porusza się ośmiu zawodników na koniach, dumnie dzierżąc w swoich dłoniach mallety.

de Montclair: Polo, "le sport des rois". To mój ulubiony sport. Wiecie dlaczego? Bo jest on przeznaczony tylko dla odpowiednio urodzonych. Tutaj nie ma wstępu dla nikogo urodzonego niegodnie. Jedyne co się liczy to rywalizacja w szlacheckim gronie. Tak właśnie wygląda świat. Takie rzeczy jak pieniądze, chwała oraz władza nie są przeznaczone dla każdego, ale niestety w dzisiejszych czasach ludzie niegodni próbują wyciągać swoje mains sales po nieswoje reczy.

Kamera ponownie miga i przenosi nas na salę treningową, gdzie na środku mamy rozłożoną matę z okręgiem na środku, a na jego środku znajduje się Lord Sebastien de Montclair wraz ze swoim rywalem. Na ścianach wiszą obrazy z wizerunkami Charelsa Pacome`a oraz Emile`a Poilve`a. Sędzia stojący z boku daje znak do walki. Rywale na siebie ruszają, ale Sebastien z łatwością przechodzi za plecy oponenta. Wynosi go trzymają w pasie do góry i rzuca przeciwnikiem o matę. Sędzia przerywa walkę, a Sebastiena udaję się na bok, bierze do ręki butelkę wody i bierze solidnego łyka po czym ją odkłada i odwraca się w stronę kamery.

de Monclair: To jest jeden z moich ostatnich przystanków po tym jak postanowiłem wejść do branży wrestlingowej. Ktoś mógłby zapytać po co to robię? Otóż uważam, że nam szlachcicom, soli tej ziemi, należą się zaszczyty we wszystkich dziedzinach jakie tylko istnieją. Skoro ta niżej urodzona część społeczeństwa sobie zagarnęła prawo do chwały w tej dziedzinie to najwyższa pora, aby ktoś odpowiednio urodzony tutaj przyszedł i odzyskał to co należy się szlachcicom. A zapasy w stylu wolnym są świetną okazją, żeby się nauczyć ostatniej rzeczy, która będzie mi potrzebna w wrestlingowym ringu, czyli la dominance. To tutaj wyszkoliłem swoje umiejętności pod okiem najlepszych mistrzów w historii tej dyscypliny.

Mówiąc to wskazuje na obrazy mistrzów wiszące na ścianie.

de Montclair: Już niedługo wszyscy przekonają się co i do kogo należy.

Obaz z kamery powoli gaśnie, a na czarnej planszy unosi się złoty, bogato zdobiony napis Lord Sebastien de Montclair

Second Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match:  Zbyszek Uszczelka vs Preston Steele
[Obrazek: e25d317c57c1d.png]
Po reklamach powracamy do pojedynku młodości z doświadczeniem. Zarówno Preston Steele, jak i Zbyszek Uszczelka mają okazję wykonać milowy krok w kierunku tytułu mistrza LPW, choć z początku niewielu na nich stawiało. O odpowiednią atmosferę w trakcie tego starcia stara się zadbać towarzyszący panu fachowcowi przy ringu Zygmunt Butla, który raz za razem zachęca publiczność do żywiołowego dopingu. Zdążył już klepnąć w te deski więcej razy niż Mike Brutal na poprzedniej gali i wygląda na to, że jego wysiłki się opłacają. Zbychu aktualnie utrzymuje rywala w Wristlocku, ustawiając się za plecami Amerykanina, po czym wymierza Elbow Strike w tył głowy. Preston zostaje sprowadzony na matę, z czego szybko korzysta Zbyszek, który po uprzednim klepnięciu się w łokieć wykonuje Elbow Drop. Mamy próbę przypięcia - kickout po 1. Zawodnik z Polski nie zamierza zwalniać tempa, przechwytuje podnoszącego się oponenta i umieszcza go w narożniku. Rozpędza się - Corner Body Avalanche trafione! Po chwili jeszcze postanawia poczęstować Prestona kilkoma ciosami w narożniku. Zaraz potem przechwytuje go, by zaaplikować Vertical Suplex. To się jednak nie udaje - Legacy Breaker ześlizgnął się. Zaraz potem częstuje Uszczelkę Dropkickiem, po którym ten uderza w liny. Hydraulik krztusi się, jakby właśnie przypomniała mu się Amarena, którą dzień wcześniej wypił z Zygmuntem. Ledwo zdążył się odwrócić i od razu trafia na Spanish Fly od Prestona, po którym szybko się zbiera, ale tylko po to, by zostać poczęstowanym Enzuigiri! Betonowy Syfon chwieje się na nogach, a jego przeciwnik korzysta z sytuacji, odbijając się od lin i wykonując widowiskowe Tilt-a-whirl DDT! Zbychu czuje się teraz tak, jak dzień po wypłacie - ewidentnie ma już dość. Udaje mu się wyturlać z ringu. Preston jednak chce iść za ciosem. Bierze rozbieg, odbijając się od lin...Suicide Dive? Nie! Zygmunt Butla wylazł na apron, blokując mu drogę! Sytuacja zirytowała Prestona i wyraźnie rozbawiła Zbycha, który ma chwilę wytchnienia. Sędzia nakazuje Butli zejść poza ring. W tym samym kierunku udaje się także Legacy Breaker z zamiarem kontynuowania ofensywy. Zbyszek postanawia się oddalić, jednak Steele rusza za nim. Po chwili natrafia na Zygmunta. Niesamowite, ten pijaczyna znowu staje na jego drodze, blokując przejście! Dochodzi do krótkiej szamotaniny, po której The Heir Apparent w końcu odpycha Zygmunta na bok i może ruszyć za właściwym przeciwnikiem. Ten w międzyczasie zdążył już wrócić do ringu, gdzie także kieruje się Preston. Spinning Heel Kick w wykonaniu Steele'a nie dochodzi do celu, bo Zbyszek zrobił unik niczym przed fiskusem. Zaraz potem Zerwany Gwint wykonuje Urwany Gwint! Co, że bez sensu? Zbyszek twierdzi inaczej. To nie koniec - Uszczelka uznaje, że to doskonały moment na Przerwę Śniadaniową! (w sensie wykonał Banzai Drop, nie że poszedł na hot doga) Pinfall. 1....2....nie! Steele z trudem, ale jednak odkopał! Inicjatywę nadal jednak posiada nasz fachura, który postanawia sięgnąć po swoją tajną broń. W tym celu decyduje się wytargać swoje 115 kilogramów na najbliższy narożnik. Chwila oczekiwania, aż rywal się podniesie...Gwarancja do Bramy! Nie! Preston w ostatnim momencie odskoczył! Uszczelka zbiera się do stójki, zaś The Rebel One niemal natychmiast wykonuje Golden Divident! Jak powiedziałyby Telezakupy Mango - ale to jeszcze nie wszystko! Zawodnik, który czasami gubi drogie zegarki postanawia wdrapać się na narożnik, aby wykończyć swojego rywala! 450 Splash! Zbychu jednak był na to przygotowany, gdyż podniósł swoje kolana, na które wpada Preston! To musiało boleć. Król Syfonu może teraz iść za ciosem i tak też czyni. Chwyta swojego przeciwnika, a następnie aplikuje swoją akcję kończącą - Kto To Panu Tak Spierdolił?! Zygmunt przy ringu niemal szaleje! Mamy pinfall. 1....2....3! Koniec! Zbyszek wycyckał swojego oponenta niemal tak pięknie, jak tego klienta z Wrocławia, od którego wziął zaliczkę na tydzień przed emigracją i to on już dziś gwarantuje sobie awans do ostatniej rundy turnieju!

Odpala się kamera tylna w telefonie. Jest ciemno, słychać tylko sapiący w tle głos. Po chwili jednak światło się przedostaje, bo podnosi się jakaś klapa. Kamera obecnie prezentuje RVD rozmawiającego z jakimiś oficjelami i sędzią. Rozmawiają wesoło, śmieją się i klepią po plecach. Po chwili kamera przełącza się na przednią i oczom widzów pokazuje się Derek Halloway! Poprawia czapkę, okulary i zaczyna przyciszonym, nieco podnieconym głosem.

Derek Halloway: Witam wszystkich oświeconych. Przepraszam państwa za okoliczności i przyciszony głos, jednak intuicja podpowiedziała mi, żeby coś sprawdzić i musiałem to zrobić. Jak sami widzieliście, reptiliańskie elity robią to, co potrafią najlepiej. Spiskują za plecami innych i tylko knują jak tu się dorobić więcej. Gdy teraz tak patrzę na tego całego RVD, to wiem dlaczego ludzie tak do niego lgną. Jest przerażający, jakie on ma złe oczy! Tylko rogów jemu brakuje! I to właśnie przyciąga mniejszych i mniej ważnych do siebie. Bo to są owce, które poszukują swojego barana. Dobrze, że jestem w ukryciu, bo gdyby nie...

W tym momencie ktoś przechodzi obok śmietnika prosto w stronę RVD. Derek szybko zamyka klapę. Słychać tylko stukot obcasów, który po pewnym czasie zanika i milknie. Derek znów uchyla klapę.

Derek Halloway: Już jestem z powrotem. Ależ jest tutaj niebezpiecznie. O mały włos i moja kryjówka byłaby spalona. Ale nic z tych rzeczy. No ale wracając jak widać, w LPW również tworzony jest nowy porządek świata. Jeszcze chwila i udowodnię wam, że RVD należy do iluminatów! Jestem o krok. Oko opatrzności iluminackiej mnie nie dosięgnie i tego zła się nie ulęknę. Zobaczcie sami, zamiast pokazywać prawdę o świecie, ten cały RVD tylko pokazuje ten wrestling, czyli kontroluje narrację, dąży do zniewolenia was i waszych umysłów! Nie dajcie się skontrolować, albowiem...

Jeden z oficjeli: Hej Ty tam, w śmietniku! Możemy Ci jakoś pomóc?

Derek zdaje sobie sprawę, że wszyscy już zauważyli, iż siedział tam i gadał do telefonu. Szybko otwiera klapę na oścież, próbuje szybko wyjść, ale śmietnik się przewraca razem z nim. Oficjele i RVD patrzą na to i wybuchają śmiechem, a Halloway wyczołguje się ze śmietnika i z jakimś papierkiem przyklejonym biegnie w drugą stronę i ukrywa się za rogiem.

Derek Halloway: Ależ miałem dużo szczęścia, mogłem tam nawet zginąć! Już się wyłączam i uciekam, bo nie wiadomo co może się jeszcze wydarzyć, trzymajcie się.

Obraz z kamery zanika.

PIERWSZE PPV W HISTORII LEGION PRO WRESTLING ODBĘDZIE SIĘ 5 LIPCA!

Przenosimy się na zaplecze gdzie kamera podąża za Marią Kanellis, która szybkim krokiem przemierza zaplecze w poszukiwaniu kandyta do wywiadu. W końcu skręca w prawo i zauważa Axela Blaze'a opartego o skrzynie transportowe. Reporterka zwalnia, powoli zbliża się do zawodnika. Blaze ma na sobie swój klasyczny strój - wysokie buty, jeansy, skórzana kurtka. Kobieta podchodzi coraz bliżej, Mr. Forever lekko się uśmiecha, ale jeszcze nie patrzy na Marię. Robi to dopiero po chwili i dopiero wtedy lekko onieśmielona Maria rozpoczyna wywiad.

Maria Kanellis: Axel, tydzień temu wygrałeś swój pierwszy pojedynek w Legion Pro Wrestling. Dzisiaj będziesz brał udział w walce wieczoru. Jeśli wygrasz będziesz już w ćwierćfinale turnieju o pas LPW World Championship.

Axel Blaze: Brzmi jak dobra noc.

Maria lekko się uśmiecha.

Maria Kanellis: Nie czujesz presji? Wiele osób uważa, że możesz się stać twarzą federacji. Już dziś możesz udowodnić, że należysz do czołówki.

Axel Blaze: Maria... *uśmiech* presja istnieje tylko wtedy, kiedy boisz się coś stracić. *patrzy jej prosto w oczy* Ja od zawsze wchodzę all in. Interesują mnie tylko największe wygrane.

Reporterka wyraźnie się rozluźnia.

Maria Kanellis: To chyba dość niebezpieczny sposób życia. *lekko przygryza wargę*

Axel podchodzi o krok bliżej.

Axel Blaze: Najlepsze rzeczy z reguły takie są.

Maria się lekko się rumieni, coraz bardziej się uśmiecha. Nie może oderwać oczu od swojego rozmówcy.

Maria Kanellis: Czyli Twój plan na dzisiaj?

Axel Blaze: Wygrać, przejść dalej i udowodnić, że moje miejsce jest na szczycie. *krótka pauza* A potem...

Maria nie może doczekać się odpowiedzi, nieświadomie lekko otwiera usta.

Axel Blaze: … może na kolejnej gali będę miał pierwszy wolny wieczór od dawna.

Maria delikatnie chichocze.

Maria Kanellis: Naprawdę? I masz już pomysł jak go wykorzystasz?

Mr. Forever patrzy na jej uta. Uśmiecha się. Dopiero po chwili patrzy jej w oczy.

Axel Blaze: Może...

Reporterka przepadła, rozpłynęła się z szerokim uśmiechem na ustach.

Maria Kanellis: Powodzenia dziś wieczorem.

Axel odchodzi powoli, jednak mijając ją, delikatnie dotyka jej dłoni. Kobieta odwraca się za nim i wciąż nie może oderwać od niego wzroku. Dopiero po tym przeciągniętym ujęciu na rozanieloną reporterkę obraz z kamery gaśnie.

Main Event
Second Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Axel Blaze vs Edgar Dickinson
[Obrazek: 37e60c196d3b6.png]
Wracamy do ringu, w którym Axel wykręca przeciwnikowi rękę w Hammerlocku. Edgar usiłuje się wyrwać dynamicznymi ruchami, jednak jego rywal nie odpuszcza. W końcu The Poet postanawia po prostu zaatakować oponenta łokciem. Po trzecim takim uderzeniu Blaze w końcu odpuszcza, a Lyrical Assassin szybko odbija się od lin, jednak Legend In Making wyprowadza Flapjack. Edgar zwija się z bólu na macie, a Mr. Forever nie odpuszcza. Podnosi oponenta za głowę i wypłaca mu Clubbing Blow. Po tym ataku jego przeciwnik aż klęka na kolano z grymasem bólu. Axel błyskawicznie zachodzi przeciwnika, łapie rywala w Front Facelock i mamy DDT. Ależ teraz ofensywa ze strony Blaze’a, który próbuje pinu. 1... 2... nie, kickout. Mr. Forever nie poddaje się i podnosi przeciwnika w Back Suplex. Wyniesienie i... Edgar wykonuje salto w powietrzu, po którym znajduje się za swoim przeciwnikiem. To jest szansa tego zawodnika. The Poet popycha rywala na liny, ten się od nich odbija plecami, a The Dreamer wyprowadza Superkick. Blaze po otrzymaniu kopniaka, wytacza się poza ring i staje zamroczony przy apronie. Odwraca się jednak w stronę ringu, a Lyrical Assassin tylko na to czekał, bo dokłada Pescado. Publika szaleje, a Edgar napawa się tą wrzawą. Teraz, The Dreamer podnosi przeciwnika za rękę. Wpycha go do kwadratowego pierścienia, a sam wchodzi na apron i później na trzecią linę narożnika. Blaze wstaje w końcu, a The Dreamer dokłada Diving Crossbody. Ależ passa tego zawodnika, próba pinu. 1... 2... nie, kickout. The Poet jest teraz na fali i niesiony dopingiem oczekuje, aż jego oponent wstanie. Axel w końcu to robi, a Lyrical Assassin rozpędza się. Jednak Blaze przechwytuje jego głowę w biegu i posyła rywala nad trzecią liną. Ten łapie się w ostatniej chwili najwyższej liny i spokojnie ląduje na apronie. Gdy w końcu Edgar się prostuje od razu otrzymuje Forearm Strike od Mr. Forevera. Po tym ataku The Poet odwraca się tyłem od ringu wciąż trzymając się za górną linę, żeby nie spaść z apronu. Legend In Making nie mógł sobie wyobrazić lepszej okazji, przechwytuje głowę swojego rywala i wypłaca potężne Beats of Bodhran. Silne ciosy raz po raz spadają na klatkę piersiową Edgara, aż w końcu Axel odpuszcza ten atak. Publika szaleje równie mocno, a Edgar w końcu pada na apron. Lyrical Assassin wtacza się do ringu, a Blaze nie traci ani chwili, podnosi przeciwnika, wyniesienie na bark i mamy Snake Eyes. Edgar trzymając się za twarz odwraca do oponenta, a Mr. Forever odbija się od lin i mamy Bicycle Knee Strike! Mocne uderzenie i od razu próba pinu. 1... 2... 3?! Nie, kickout. The Poet leży lekko zamroczony, a Blaze, również odczuwający już trochę trudy tego pojedynku siada w narożniku oczekując na kolejny ruch rywala. Gdy Lyrical Assassin w końcu się podnosi, Legend In Making chwyta rywala za rękę i Irish Whipem posyła rywala na liny. Po powrocie nic się nie dzieje, bo The Dreamer prześlizguje się między nogami swojego przeciwnika za jego plecy. Po tym od razu się podnosi tyłem do rywala i mamy Pele Kick. Zaskoczony Axel z grymasem bólu chwyta się za głowę i odchodzi na kilka kroków. Edgar postanawia nie tracicć czasu, chwyta przeciwnika za głowę i dokłada piękny Skywalker. Widowiskowa akcja, po której próba pinu. 1... 2... nie, kickout. The Poet jednak nie traci werwy i widząc siedzącego już rywala odbija się od lin oraz dokłada Blockbuster. Ależ niezmordowany jest Edgar. Blaze chwyta się za plecy i widać, że cierpi. The Dreamer podnosi teraz rywala za głowę, jednak ten wyprowadza dwa punche na korpus przeciwnika. Lyrical Assassin chwyta się za brzuch, a Axel wyprowadza Big Boot. Jednak nie, The Poet przebiega pod nogą oponenta, szybko odbija się od lin. Mr. Forever odwraca się do przeciwnika przodem i mamy Powieść! Przypięcie, 1... 2... 3?! Nie, kickout! Edgar nie może w to uwierzyć. Panowie naprawdę zostawiają serce w ringu. Tutaj może zaważyć naprawdę jedna akcja i któryś z nich przegra. Obaj powoli wstają na nogi. Gdy już się to dokona, pierwszy punch wyprowadza The Poet. Axel nie jest jednak dłużny i oddaje swojemu rywalowi. The Dreamer po raz kolejny atakuje przeciwnika, jednak ten nie pozostaje dłużny. Publika podzieliła się na pół i jedni dopingują w tej bitwie na ciosy Edgara, a drudzy Blaze’a. W końcu jednak Legend In Making przerywa to przedstawienie i wypłaca przeciwnikowi Gut Kick. Mr. Forever odbija się od lin i mamy Knee Lift. Po tym Edgar wpada w narożnik. Axel rozpędza się i trafia w pusty narożnik, rywal w porę zdołał uciec. Lyrical Assassin odwraca się i mamy Enzuigiri. Blaze pada na matę, a Edgar dokłada Epilog. Bez przypięcia The Dreamer czai się za plecami, aż przeciwnik wstanie. Blaze w końcu to robi i próba Last Word! Jednak nie, w momencie, gdy Lyrical Assassin jest już na barkach Mr. Forevera, ten przechwytuje jego nogi i mamy Reverse Alabama Slam! Ależ zaskoczenie, teraz Legend In Making podnosi zamroczonego rywala za rękę, napędza go na siebie i próba Fade To Black? Connected! To musi być koniec, 1... 2... 3?! Tak, to koniec, Axel Blaze wygrywa!
Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2026, 10:35 przez Ryse.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
30.05.2026, 14:34
#3
Wstęp
Po pierwsze to coś w charakterze rybacka, spoko. Idąc dalej mamy klasyczny wstęp do gali, Tomasz Hajto to mój idol, a the Miza się nie spodziewałem.
Segment początkowy
Spoko słowa od kennetha, widać, że jest pewny siebie, bardzo podkreśla to, że robi jakiś comeback życia no i w sumie to robi. Na ogół mi się ta postać podoba, zapewne zobaczymy gościa w fatal 4 way.
Dużo się dzieje, ale skupiając się najpierw na dialogu Zack'a Sabre Jr., to bardzo mi się podobał. Taka trochę prowokacja, trochę jednak też tej pewności siebie, no niczego tutaj nie brakło na dobrą sprawę. Brutal wjechał i rozjechał, słownie oczywiście. Taki lekki roascik, fajne.

Nie wiem jednak o co chodzi z tym początkiem od Eliasa będąc szczerym, po co on tutaj zaczął to śpiewać? No to mi już trochę mniej tutaj pasuje.
Ogólnie tak w 100% szczerze to nie lubię charakteru Eliasa, chociaż postacie egoistyczne to jest mój typ, tak jednak w nim... no jest jakaś wielka przeszkoda, która sprawia, że nie mogę o nim zbyt wielu dobrych rzeczy powiedzieć. Tym samym ta część już średnio mi się spodobała.

Brutal vs Shadow
-Ogólnie nie typowałem tej gali, więc zanim cokolwiek, to typuję Brutala. So far so good, są akcje z obu stron, dużo się dzieje. Szczerze? Tak po prostu mega git walka i fajna koncówka, bardzo dobrze się czytało. Skoro to była walka początkowa, to już się nie mogę doczekać kolejnych.

Segment Zygmunt i Zbyszek (ponownie)
No, tak jak wspomniałem w komentarzu tamtej gali, to nie było ostatnie spotkanie tych dwóch gościów Smile. Wypad na ryby, dobra rozmowa, postacie rozwijają jakąś tam relację między sobą, mi to pasuje. A i jak coś, to Zygmunt to wszystko zaplanował... tak, wcale nie nabił tej kiełbasy przypadkiem, bo pomylił haczyk z widelcem.

Walka Halloway vs Butla
-Tym razem liczę na swoje zwycięstwo, zobaczmy. O kuźwa, że on dał radę takiego suplexa wykonać na Butli? Mocny chłop. Fajnie widzieć Usczelkę już obok ringu, to coś sygnalizuje. Na pewno pełnił tutaj kluczową rolę, bo na rybkach Zygmunt się troszkę napił. No i bomba, walka wygrana, w dobrym stylu, podobało mi się i cieszę się, że mam to zwycięstwo. Tak jeszcze powiem, że Zygmunt po tym ile razy został rzucony, to powinien chyba tam wymiotować xD.

Jose Lopez i Jean
"Fuck P diddy" XDDD, jestem fanem. O cholera, to ta legenda! No Jean'a to się tutaj nie spodziewałem, że tak o se wbije. Dobra jestem mega fanem tego gościa XD, cudowny dialog, trochę mój humor. Szkoda jedynie, że Lopez nie dostał jakiegoś łomotu, no szkoda.

Mateusz vs Mantel
Przed walką jeszcze mieliśmy segment, który mi się podobał, obaj dobrze wypadli, ale jednak Mateusz troszkę lepiej moim zdaniem, nie umniejszając Derreckowi. Widać napięcie przed walką, ja obstawiam tutaj zwycięstwo Mateusza.

O proszę, czyli tutaj się pomyliłem. Za dużo o tej walce powiedzieć nie mogę, trochę... trochę nudno mi się ją jakoś czytało, sam nie do końca wiem dlaczego. Jakbym miał teraz postawić która walka mogła być napisana przez AI, to pewnie ta, no ale nie widziałem jeszcze innych. Tak czy siak walka dobra, po prostu nie wciągająca.

Rob Van Dam i Alan Hill
Oho, jest i pan z lekkimi anger issues. No i pokazał te anger issues, co źle się dla niego skończyło. I w sumie to tyle, na tamtej gali też mi się podobał segment, uważam, że takimi postaciami łatwo się pisze, bo agresja to bardzo powszechna emocja, co nie zmienia faktu, że dobrze to wychodzi. Jest git.

Steele i Escobar
Okeeej, jak rozumiem to wstęp do jakiegoś późniejszego segmentu, więc na razie zostawię bez komentarza. Szacunek jednak dla Prestona, że taki z niego dobroczyńca.

Riddle vs Ryback
-Obstawiam Kennetha, tak po prostu. Skubany ryback twardy jest, że po takiej serii kopnięć i po signature movie odkopuje po liczeniu do jednego. Końcówka spoko, pokazuje, że Ryback to serio big guy, a całość walki się spoko czytała, lubię takie zestawienia.

O, akcji po walce się nie spodziewałem, może z tego być jakaś mała rywalizacja, no i patrząc na moje ostatnie zdanie to bym się wcale nie obraził, bo podobało mi się to co tutaj zobaczyłem.

Pobite Gary
No zobaczmy, co tym razem ugotował Rob Mcłowicz. Widzę na razie fajny klimat, bez napięcia, bo do walki im jeszcze troche zostało. Pasuje to do Cavazosa. XD, fajna ta reklama z jego strony. Szkoda tylko, że strona nie jest prawdziwa, no ale domena chyba coś tam kosztuje, więc rozumiem. No i po fajnej rozmowie mamy diss, fajny, krótki i na temat i nic więcej tutaj raczej nie potrzeba. SMAKUJE! Ponownie dowiozło, w inny sposób niż na 1 gali, ale dowiozło.

Jorge Cavazos vs Rob Mcłowicz
Szczerze? Sam nie wiem kogo tutaj obstawić, ale wiedząc, jak mój brat się potrafi wczuć w postać, to obstawiałbym Roba.

No i co, znowu mój typ się zgadza, a jak coś to mało na proma patrzyłem. Generalnie walka git, kolejna którą mi się dobrze czytało, na razie tygodniówka jest mega dobra, jeszcze trochę przede mną, ale chyba mogę powiedzieć, że lepsza od tamtej.

Kontynuacja Escobar i Steele
Oho, czyżby mały początek jakiegoś tag teamu? Jeśli tak to Butla i Uszczelka mieli by z kim rywalizować, więc fajnie by bylo. No ogólnie spoko gadka, co tu dużo mówić, zobaczymy co z tego wyjdzie.

Video Promo, Dickinson
Fajne, fajne, taki mały dodatek do postaci. Dalej jednak czekam na coś więcej, chcę zobaczyć prawdziwą sztukę w jego wykonaniu, nie tylko w ringu.

Escobar vs Zack Sabre jr.
Tutaj w sumie nie wiem kogo obstawić, ale powiedzmy, że Escobara, bo chyba bardziej mi przypadł do gustu. O, no i tym razem mi się nie trafiło z wynikiem. Ponownie dobra walka, może nie jakaś mega dobra, ale dobra, nie ma na co tutaj narzekać. Nie jestem fanem tego zestawienia, tak jakoś, znowuż argumentuję to tym, że mnie to jakoś nie wciągnęło, bo na to najbardziej zwracam uwagę.

Dan Dowson

Spoko wprowadzenie postaci, podoba mi się gimmick, no ale na razie dużo więcej powiedzieć nie można. W sumie skoro mówi, że to banda gwiazdek z instagrama, to ciekawe jak by zareagował na takiego Zygmunta, który chce się tylko napić xD.

De Montclair

Fun fact, czytam to słuchając francuskiej piosenki XD, jest klimacik. Pasuje to wszystko do postaci, bardzo fajne to porównanie do koni, nawet trafne. Chociaż fanem gimmicku może nie jestem i raczej nie będą, to dobrze zostało to napisane.

Uszczelka vs Steele
Uszczelka! Uszczelka! O cholera jakie to długie. Ogólnie dwa inne światy, więc coś czuję, że będzie to dobre. Zygmunt the goat, w końcu musiał się odwdzięczyć, bo Zbyszek też mu w jakiś sposób pomógł, doppingując go. "Zerwany Gwint wykonuje Urwany Gwint", czy szekspir na pewno umarł? No piękna walka, cudowna, może i dlatego, że moja postać coś tam zrobiła, ale to nie zmienia tego faktu. Dobrze będzie zobaczyć Zbyszka w kolejnej rundzie, myślę, że Betonowy Syfon na to zasłużył i przy okazji pokazał Prestonowi, gdzie jego miejsce.

Derek Halloway
Klasyczne pierdolenie o szopenie (no dobra, Chopinie), chyba trzeba żałować, że jeden z butelkowych łokci Zygmunta w tej walce nie trafił, może by się coś tam przestawiło. No ale segment pasuje do klimatu postaci, oczywiście, więc wszystko jest git, pod tą kwestią się podoba.

5 lipca, trochę daleko, ale będzie czas się przygotować. Oby ppv było minimum 2 razy lepsze, niż ta gala, a już będzie bomba.

Axel Blaze
Kuuurde, na następnej gali to się chyba jakieś seksy będą działy jak tak dalej pójdzie XD, skubany ma branie. No, pokazał kim jest i jakie ma dalsze zamiary...

Axel Blaze vs Edgar Dickinson - Main event

Stawiam na mojego faworyta, czyli Edgara. No nie tym razem, ale co jak co, walka bardzo, bardzo, bardzo dobra, w końcu to main event i zdecydowanie zasłużyła na to miano. Bardzo dobrze opisana, chociażby salto po nieudanym suplexie, potem ten superkick, dobrze się to wszystko wyobrażało, chociaż parę ruchów tutaj musiałem wyszukać. Szkoda jedynie, że takie postacie jak Dickinson muszą mieć jedną porażkę na koncie, no ale wygrywa tylko jeden. I tak chciałbym pana Edgara zobaczyć w tym fatal 4 way, bo postać mi przypadła do gustu.

Podsumowanie

Mega dobra gala, lepiej mi się czytało niż poprzednią. Dużo dobrych walk, mało rzeczy, które mi się nie spodobały, praktycznie nie ma na co narzekać, dobra robota. Na następnej gali czuję, że będą ciekawe zestawienia, gdy np. mój Zygmunt ma taki sam bilans jak taki Edgar. Zobaczymy jak to będzie, z mojej strony chociaż wiem, że będę mieć kompana przy ringu. Oby tak dalej szło, a co do typu, która walka została napisana przez AI to nie zmieniam zdania i dałbym Mateusz vs Mantel. Przepraszam, jeśli nie trafiłem i kogoś tutaj obraziłem XD, no ale tylko tamta mi się taka nijaka wydawała.
Odpowiedz
Cytuj
Loliksbol
Jobber
30.05.2026, 14:34 #3
Wstęp
Po pierwsze to coś w charakterze rybacka, spoko. Idąc dalej mamy klasyczny wstęp do gali, Tomasz Hajto to mój idol, a the Miza się nie spodziewałem.
Segment początkowy
Spoko słowa od kennetha, widać, że jest pewny siebie, bardzo podkreśla to, że robi jakiś comeback życia no i w sumie to robi. Na ogół mi się ta postać podoba, zapewne zobaczymy gościa w fatal 4 way.
Dużo się dzieje, ale skupiając się najpierw na dialogu Zack'a Sabre Jr., to bardzo mi się podobał. Taka trochę prowokacja, trochę jednak też tej pewności siebie, no niczego tutaj nie brakło na dobrą sprawę. Brutal wjechał i rozjechał, słownie oczywiście. Taki lekki roascik, fajne.

Nie wiem jednak o co chodzi z tym początkiem od Eliasa będąc szczerym, po co on tutaj zaczął to śpiewać? No to mi już trochę mniej tutaj pasuje.
Ogólnie tak w 100% szczerze to nie lubię charakteru Eliasa, chociaż postacie egoistyczne to jest mój typ, tak jednak w nim... no jest jakaś wielka przeszkoda, która sprawia, że nie mogę o nim zbyt wielu dobrych rzeczy powiedzieć. Tym samym ta część już średnio mi się spodobała.

Brutal vs Shadow
-Ogólnie nie typowałem tej gali, więc zanim cokolwiek, to typuję Brutala. So far so good, są akcje z obu stron, dużo się dzieje. Szczerze? Tak po prostu mega git walka i fajna koncówka, bardzo dobrze się czytało. Skoro to była walka początkowa, to już się nie mogę doczekać kolejnych.

Segment Zygmunt i Zbyszek (ponownie)
No, tak jak wspomniałem w komentarzu tamtej gali, to nie było ostatnie spotkanie tych dwóch gościów Smile. Wypad na ryby, dobra rozmowa, postacie rozwijają jakąś tam relację między sobą, mi to pasuje. A i jak coś, to Zygmunt to wszystko zaplanował... tak, wcale nie nabił tej kiełbasy przypadkiem, bo pomylił haczyk z widelcem.

Walka Halloway vs Butla
-Tym razem liczę na swoje zwycięstwo, zobaczmy. O kuźwa, że on dał radę takiego suplexa wykonać na Butli? Mocny chłop. Fajnie widzieć Usczelkę już obok ringu, to coś sygnalizuje. Na pewno pełnił tutaj kluczową rolę, bo na rybkach Zygmunt się troszkę napił. No i bomba, walka wygrana, w dobrym stylu, podobało mi się i cieszę się, że mam to zwycięstwo. Tak jeszcze powiem, że Zygmunt po tym ile razy został rzucony, to powinien chyba tam wymiotować xD.

Jose Lopez i Jean
"Fuck P diddy" XDDD, jestem fanem. O cholera, to ta legenda! No Jean'a to się tutaj nie spodziewałem, że tak o se wbije. Dobra jestem mega fanem tego gościa XD, cudowny dialog, trochę mój humor. Szkoda jedynie, że Lopez nie dostał jakiegoś łomotu, no szkoda.

Mateusz vs Mantel
Przed walką jeszcze mieliśmy segment, który mi się podobał, obaj dobrze wypadli, ale jednak Mateusz troszkę lepiej moim zdaniem, nie umniejszając Derreckowi. Widać napięcie przed walką, ja obstawiam tutaj zwycięstwo Mateusza.

O proszę, czyli tutaj się pomyliłem. Za dużo o tej walce powiedzieć nie mogę, trochę... trochę nudno mi się ją jakoś czytało, sam nie do końca wiem dlaczego. Jakbym miał teraz postawić która walka mogła być napisana przez AI, to pewnie ta, no ale nie widziałem jeszcze innych. Tak czy siak walka dobra, po prostu nie wciągająca.

Rob Van Dam i Alan Hill
Oho, jest i pan z lekkimi anger issues. No i pokazał te anger issues, co źle się dla niego skończyło. I w sumie to tyle, na tamtej gali też mi się podobał segment, uważam, że takimi postaciami łatwo się pisze, bo agresja to bardzo powszechna emocja, co nie zmienia faktu, że dobrze to wychodzi. Jest git.

Steele i Escobar
Okeeej, jak rozumiem to wstęp do jakiegoś późniejszego segmentu, więc na razie zostawię bez komentarza. Szacunek jednak dla Prestona, że taki z niego dobroczyńca.

Riddle vs Ryback
-Obstawiam Kennetha, tak po prostu. Skubany ryback twardy jest, że po takiej serii kopnięć i po signature movie odkopuje po liczeniu do jednego. Końcówka spoko, pokazuje, że Ryback to serio big guy, a całość walki się spoko czytała, lubię takie zestawienia.

O, akcji po walce się nie spodziewałem, może z tego być jakaś mała rywalizacja, no i patrząc na moje ostatnie zdanie to bym się wcale nie obraził, bo podobało mi się to co tutaj zobaczyłem.

Pobite Gary
No zobaczmy, co tym razem ugotował Rob Mcłowicz. Widzę na razie fajny klimat, bez napięcia, bo do walki im jeszcze troche zostało. Pasuje to do Cavazosa. XD, fajna ta reklama z jego strony. Szkoda tylko, że strona nie jest prawdziwa, no ale domena chyba coś tam kosztuje, więc rozumiem. No i po fajnej rozmowie mamy diss, fajny, krótki i na temat i nic więcej tutaj raczej nie potrzeba. SMAKUJE! Ponownie dowiozło, w inny sposób niż na 1 gali, ale dowiozło.

Jorge Cavazos vs Rob Mcłowicz
Szczerze? Sam nie wiem kogo tutaj obstawić, ale wiedząc, jak mój brat się potrafi wczuć w postać, to obstawiałbym Roba.

No i co, znowu mój typ się zgadza, a jak coś to mało na proma patrzyłem. Generalnie walka git, kolejna którą mi się dobrze czytało, na razie tygodniówka jest mega dobra, jeszcze trochę przede mną, ale chyba mogę powiedzieć, że lepsza od tamtej.

Kontynuacja Escobar i Steele
Oho, czyżby mały początek jakiegoś tag teamu? Jeśli tak to Butla i Uszczelka mieli by z kim rywalizować, więc fajnie by bylo. No ogólnie spoko gadka, co tu dużo mówić, zobaczymy co z tego wyjdzie.

Video Promo, Dickinson
Fajne, fajne, taki mały dodatek do postaci. Dalej jednak czekam na coś więcej, chcę zobaczyć prawdziwą sztukę w jego wykonaniu, nie tylko w ringu.

Escobar vs Zack Sabre jr.
Tutaj w sumie nie wiem kogo obstawić, ale powiedzmy, że Escobara, bo chyba bardziej mi przypadł do gustu. O, no i tym razem mi się nie trafiło z wynikiem. Ponownie dobra walka, może nie jakaś mega dobra, ale dobra, nie ma na co tutaj narzekać. Nie jestem fanem tego zestawienia, tak jakoś, znowuż argumentuję to tym, że mnie to jakoś nie wciągnęło, bo na to najbardziej zwracam uwagę.

Dan Dowson

Spoko wprowadzenie postaci, podoba mi się gimmick, no ale na razie dużo więcej powiedzieć nie można. W sumie skoro mówi, że to banda gwiazdek z instagrama, to ciekawe jak by zareagował na takiego Zygmunta, który chce się tylko napić xD.

De Montclair

Fun fact, czytam to słuchając francuskiej piosenki XD, jest klimacik. Pasuje to wszystko do postaci, bardzo fajne to porównanie do koni, nawet trafne. Chociaż fanem gimmicku może nie jestem i raczej nie będą, to dobrze zostało to napisane.

Uszczelka vs Steele
Uszczelka! Uszczelka! O cholera jakie to długie. Ogólnie dwa inne światy, więc coś czuję, że będzie to dobre. Zygmunt the goat, w końcu musiał się odwdzięczyć, bo Zbyszek też mu w jakiś sposób pomógł, doppingując go. "Zerwany Gwint wykonuje Urwany Gwint", czy szekspir na pewno umarł? No piękna walka, cudowna, może i dlatego, że moja postać coś tam zrobiła, ale to nie zmienia tego faktu. Dobrze będzie zobaczyć Zbyszka w kolejnej rundzie, myślę, że Betonowy Syfon na to zasłużył i przy okazji pokazał Prestonowi, gdzie jego miejsce.

Derek Halloway
Klasyczne pierdolenie o szopenie (no dobra, Chopinie), chyba trzeba żałować, że jeden z butelkowych łokci Zygmunta w tej walce nie trafił, może by się coś tam przestawiło. No ale segment pasuje do klimatu postaci, oczywiście, więc wszystko jest git, pod tą kwestią się podoba.

5 lipca, trochę daleko, ale będzie czas się przygotować. Oby ppv było minimum 2 razy lepsze, niż ta gala, a już będzie bomba.

Axel Blaze
Kuuurde, na następnej gali to się chyba jakieś seksy będą działy jak tak dalej pójdzie XD, skubany ma branie. No, pokazał kim jest i jakie ma dalsze zamiary...

Axel Blaze vs Edgar Dickinson - Main event

Stawiam na mojego faworyta, czyli Edgara. No nie tym razem, ale co jak co, walka bardzo, bardzo, bardzo dobra, w końcu to main event i zdecydowanie zasłużyła na to miano. Bardzo dobrze opisana, chociażby salto po nieudanym suplexie, potem ten superkick, dobrze się to wszystko wyobrażało, chociaż parę ruchów tutaj musiałem wyszukać. Szkoda jedynie, że takie postacie jak Dickinson muszą mieć jedną porażkę na koncie, no ale wygrywa tylko jeden. I tak chciałbym pana Edgara zobaczyć w tym fatal 4 way, bo postać mi przypadła do gustu.

Podsumowanie

Mega dobra gala, lepiej mi się czytało niż poprzednią. Dużo dobrych walk, mało rzeczy, które mi się nie spodobały, praktycznie nie ma na co narzekać, dobra robota. Na następnej gali czuję, że będą ciekawe zestawienia, gdy np. mój Zygmunt ma taki sam bilans jak taki Edgar. Zobaczymy jak to będzie, z mojej strony chociaż wiem, że będę mieć kompana przy ringu. Oby tak dalej szło, a co do typu, która walka została napisana przez AI to nie zmieniam zdania i dałbym Mateusz vs Mantel. Przepraszam, jeśli nie trafiłem i kogoś tutaj obraziłem XD, no ale tylko tamta mi się taka nijaka wydawała.
Odpowiedz
Cytuj
30.05.2026, 22:16
#4
Au! Au! Au! Ale mi się dłużyło do tej drugiej gali xD dawaj, lecimy z tym koksem.

Earlier Tonight - Szczerze mówiąc to było takie dosyć generyczne. Ogólnie to Ryback ma ciężko na starcie, bo na ostatniej gali miał tylko komediową wstawkę ile to on nie zje, a teraz w sumie też taka bardziej ciekawostka/wstawka, niż coś, co pozwoliłoby poznać jego postać. Trochę sztuczny ten dziennikarz, jeszcze na siłę szukający, że to niby największe starcie gali. No szkoda mi Rybacka, serio, mam nadzieję, że jeszcze coś dostanie na tej gali, bo na razie to w zasadzie to chłop wygrał pierwszą walkę, teraz ma szansę wejść do ćwierćfinału od razu, a ma czasu antenowego co kot napłakał. Jeszcze na razie trochę wypada jak Big Show kiedyś - na pierwszej gali komedia, na drugiej turn i poważna postać nagle, a na następnej znowu turn i będzie płakał? No gdzieś to już widziałem xD Na razie włodarze nie pozwalają mi kupić tej postaci, mam nadzieję, że to się zmieni. No ale niestety nie zaczynamy gali od czegoś mocnego.

Komentatorzy: Mein Got, to Hajto dalej tu jest? Ogólnie to duży plus za skrócenie komentatorów. Co ja mówię, ogromny plus. Dużo lepiej się przez to przechodzi niż ostatnio, chociaż jeszcze nie jest idealnie. Ten Hajto tam pasuje jak pięść do nosa, czytając to nie czuję realnego charakteru zawodników (w życiu bym nie powiedział, że to Miz) i warto jeszcze trochę popracować nad składnią. Ta pierwsza wypowiedź Miza to ja chyba potrzebuję tłumacza o co autorowi chodziło. W sumie to tutaj można byłoby wstawić kogokolwiek, nawet losowo stworzoną postać i już wiemy jaki jest klucz. Przychodzi gość, żeby pojebać sobie po Hajto. Nie wiem, mnie to nie bawi i skład jest do zmiany według mnie. No i tak w sumie sobie myślę, w newsach było info, że nie mamy transmisji, to w sumie po co nam komentatorzy? Dla kogo oni to komentują, skoro widzowie na arenie ich nie słyszą, a nikt nie ogląda transmisji, bo jej nie ma? Imo dalej mogłoby ich w ogóle nie być, ale nie przeszkadzają aż tak jak ostatnio. Mimo wszystko wciąż dużo pracy, żeby to było dobre.

Opener Segment - Kenny zaczął troszkę monotonnie, ale im dłużej trwała ta wypowiedź, tym bardziej z nią płynąłem. Rozkręcał się z każdym zdaniem i jeśli to celowy zabieg to czapki z głów, bo serio byłem w stanie poczuć w tym historię weterana, który najpierw w siebie nie wierzy, ale z każdą chwilą buduje siebie i swoją pewność siebie, a na końcu już jest gotowy do powrotu na pełny etat. Spoko to wyszło. Jak pisał, że za mało tutaj to myślałem, że pokaże na włosy, że mu czubek głowy łysieje xD ale biceps też dobry xD fajne to, na początku myślałem, że będę narzekał, ale na końcu zamknął mi mordę. No i plusik za nawiązanie do poddania w ostatniej walce. Szkoda, że musieliśmy przejść przez dwa pierwsze słabsze segmenty, żeby w końcu dostać na gali coś dobrego. ZSJ od razu zaczął fajnie, według mnie uderzył dokładnie w to co powinien. Może zacznę od razu od tego, do czego mogę się przyczepić - "ale czy to w ogóle jest wrestler? Czy bardziej głupkiem bez piątej klepki" no to tutaj wydaje mi się, że powinno być głupek, a nie głupkiem i "Może obaj będziemy w walce o pas. Mam do Ciebie prośbę. Gdy już tak będziemy" chyba powinno być tam, zamiast tak. Głupoty, ale jak już są to się czepiam, swoją drogą chyba pisanie z telefonu, co? No ale z dobrych rzeczy to wystarczyło zdjąć z niego ciężar wywiadu, dać normalnie mikrofon do ręki i od razu jest lepszy odbiór. No te wywiady to niewdzięczne strasznie są. Tu od razu lepiej czuję postać, podoba mi się, że jest tłumaczenie się z porażki, jak na heela przystało. Ta końcówka mi szczególnie siedzi, jakoś podoba mi się to porównanie do filmu, no i jako że mamy tutaj dwóch techników to bardzo duży plus za tą wstawkę, że będzie klepać. Dobre, kupuję to, jeszcze na odchodne szpileczka wbita, tak się wygrywa kłótnie. Wchodzi Brutal i jak było dużo smaku w segmencie, tak on się kończy. Przede wszystkim za dużo przeklinania, ja rozumiem, że heel, że my tu jesteśmy dorośli, ale w wrestlingu słowa mają swoją wagę i trzeba ich pilnować. Bo jak raz na jakiś czas rzucisz mięsem, żeby podkreślić wagę słów, swoje emocje czy coś to robi efekt wow. Ale jak kurwa jest w co drugim zdaniu to nie robi wrażenia, a wręcz staje się niesmaczna. Pod drugie, chanty ECW, będę rzygał. Nie wiem na jakiej gali fani tak z dupy sobie skandują nazwę jakiejś innej federacji. Sorry, ale trochę wrestlingu oglądam, trochę nawet od zaplecza i niedopuszczalne jest dla mnie, że coś takiego ma miejsce. To jest tragedia dla organizatora. Ogólnie kupuję tłumaczenie Brutala, że to była jedna szansa na milion, że przy następnym spotkaniu by było inaczej itd., to jest totalnie spoko. Heel się musi tłumaczyć, wiadomo. Ale to, że przegrał przez poddanie, pogratulował Kenny'emu i mówi, że złoży kogoś jak precla, sam będąc złożonym w precla tydzień temu to mi się tak gryzie z tą postacią. Zamiast mu pogrozić, że go potnie, czy rozwali głowę to on się w technika będzie bawił teraz. No nie wiem, nie pasuje mi to. Albo chcemy budować postać jako Destruction Heela, albo bawimy się w Jack of all trades i nie płaczemy, że zostaliśmy poddani, bo chcemy pokazać siłę, technikę, brutalność, skoczność, zwinność itd. Swoją drogą, od początku do końca widać, że go to boli, że został poddany. I na koniec mam jedno pytanie - co to jest geniusza taktyczna? Lepiej byłoby po ludzku powiedzieć geniusz taktyczny. No i wchodzi Elias cały na czarno. Znalazłem tą piosenkę w necie. Ale mi się zmienia odbiór jego postaci. Jeszcze na ostatniej gali myślałem, że to będzie mroczna postać, która będzie lekko szalona i nieprzewidywalna, ale dzisiaj to wychodzi na edgy emo dzieciaka, który zaraz będzie chciał się pociąć. Ehh… no i problem jest taki, że tutaj mamy kilkuosobowy segment, a Elias zamiast się do nich dopasować wychodzi i mówi jakby był sam. Kto go pyta? #niktniepytał Jak jeszcze ten początek mogę zrzucić na poczet tego, że jest niezrównoważony i on sobie w głowie buduje taką narrację, że ktoś mu takie pytania zadaje, tak tutaj mamy segment. Ja wszystko rozumiem, że to jest indywidualista i w ogóle, ale to jest wrestling, tutaj trzeba współpracować. O, no jeszcze chłop mówi, że potrzebuje bólu i destrukcji, dobrze, że zaraz wchodzi z Brutalem do ringu i będzie mógł dostać to, o co prosi xD w ogóle to wyobrażam sobie, że tu się jakaś relacja zawiąże przez to. Że teraz Elias będzie biegał za Brutalem w poszukiwaniu bólu i cierpienia, a on będzie mu robił coraz bardziej pojebany rzeczy ku zaspokojeniu swoich wzajemnych chorych potrzeb xD Nie no, ciężko mi się to czytało, za to od razu widać, że Eliasowi to w ogóle się nie czytało poprzedników, bo Mike wyjątkowo nie ma krzesła. Ciumkaj loczki xDDDDDDDDDDD jak on się potnie na następnej gali, płacząc że Naruciak jest łysy po streamie Łatwoganga to nie wierzę w miłość. Nie no, okropnie straciła ta postać w moich oczach. A ten pierwszy post na BS był naprawdę solidny. To jest serio jedno z większych rozczarowań, nie spodziewałem się.

Butelka i Uszczelka - Panowie, na samym początku to obaj zasłużyliście na ojcowskiego w potylicę za używanie samych imion. Nie ma chuja, że ja na tym etapie zapamiętam, który jest który i muszę sobie KP odpalać. Serio, jak cały ringname to jest za długie to używajcie nazwisk, bo to się tak nie da. No dobra, ale przechodząc do mięska to Uszczelka to jest taka piękna postać. Bardzo doceniam jak on tutaj takiego Pana Wiesia od Walaszka oddaje, te porównania, no złoto. Serio się czuję, jakby to sam Otyły Pan pisał, także komplement jest duży xD Z kolei utwierdziłem się w przekonaniu, że Butelka bez Uszczelki mógłby mieć bardzo ciężko. Te wypowiedzi ma trochę za bardzo rozwleczone, czasami gada głupoty, ja wiem, że taka koncepcja, ale to po prostu mało wnosi. Ogólnie moje przemyślenia są takie, że o ile Butelka to postać łatwa do odegrania w gimmicku, tak oddać gimmick i zrobić z niej ciekawą postać już nie będzie takie proste. Tutaj Uszczelka mu bardzo pomaga, nadaje większej dynamiki, trochę głębi do tej postaci i jest to ok, ale tylko ok. Czasami te dłuższe wypowiedzi się ciężko czyta. Ale nie dlatego, że są źle napisane, tylko sam charakter postaci jest jaki jest. Całość pozbawiona błędów, a przynajmniej ja nie wyłapałem, napisane na pewno poprawnie, fajny pomysł na segment. Całość jak najbardziej na plus, przy czym Uszczelka top, a Butelka po prostu ok, musi chyba trochę nad rozwojem postaci popracować, żeby do niego spróbować doskoczyć poziomem.


Lopez i Dolnick - Piękny wstęp xD W ogóle piękny segment. Mocno zaczyna Lopez i trzyma poziom przez całą wypowiedź, bardzo mi to siada, widać, że mega przemyślane, zaplanowane, płynnie przechodzi od tematu do tematu i przy okazji bardzo celnie dobiera słownictwo. Mega szanuję, że nie dokończył z Blaze'em, a tylko zahaczył o niego. Nie oszukujmy się, kontrast między tymi postaciami jest tak cholernie widoczny, jakby mieli być napisani jako swoje Yin i Yang, więc prędzej czy później będzie musiało dojść do feudu między nimi, w takich, czy innych okolicznościach. Dlatego fajnie jest teraz wrzucać takie obcierki, ale pełne strzały zachować na później. No i Dolnick, cały na biało xD tzn, nie wiem czy na biało, bo w sumie nie działa mi odnośnik, ale szczerze to go nie potrzebuję, wyobraźnia załatwia sprawę xD Grubas też fajnie leci, jest dokładnie taki jak go zapamiętałem. No czytam to i mi się gęba cieszy po prostu. Teksty o sprawdzaniu w internecie czy to, że zapomniał, że obaj nie są w turnieju, czy nie rozumie od początku, że Lopez po nim ciśnie to jest złoto. Powiedziałbym, że mają ze sobą zajebisty vibe, ale w sumie to na bank Carni sam pisał, więc się nie liczy xD No i teraz mam problem, bo z jednym strony bardzo się cieszę, że tak szybko dotarłem do tego segmentu, ale z drugiej strony jest mi przykro, bo już raczej nic lepszego na gali mnie nie spotka. Bardzo mocny segment, serio myślę, że już nic tego nie przebije. Nie ma się do czego przyczepić, tylko trzeba równać do tego poziomu. A, Panter, wiem, że to czytasz. Proszę wyciągnąć Wilgotniaka z szafy, bo to się nie godzi tak bez niego. Proszę tam wymówek żadnych nie szukać, trzeba się poświęcić dla dobra nas wszystkich xD

Mantel i Mateusz - Jezusie najsłodszy, co tu się wydarzyło. Chciałem przeczytać całość i potem się odnieść, ale się nie da. Mateusz, zobacz jak inni piszą to oznaczają w swoich wypowiedziach, tylko nie patrz akurat na Eliasa, bo on akurat też nie umie, no ale tutaj mogłeś spojrzeć jak to Slayer robi. Bo to nie może tak być, że wypowiedź zaczynasz od opisu wejścia. Jak już mówimy o tej totalnie ludzkiej i naturalnej wypowiedzi Mateusza to jest bardzo generyczna. Poza końcówką mógłby to wypowiedzieć w zasadzie każdy heel i to nie jest dobrze. W zasadzie mamy już drugą galę, a ja jedyne co wiem o tej postaci to fakt, że naprawdę zajebiście lubi oliwkę. Nie wiem czy chcę znać backstory, jakie za tym idzie xD Ta końcówka wypowiedzi już lepsza, ale niestety poziom dalej jest dosyć niski. Brakuje w tym charakteru, gimmicku, no i serio trzeba ruszyć z kopyta z rozwojem postaci. Jaka odklejka, jaka walka z RVD? Przecież Mantel walczył z Makłowiczem, a RVD to Generalny Manager. Wszyscy w domu zdrowi? Spoiler Alert - drabiny akurat w ringu wrestligowym mogą się znaleźć, no ale nie zapominajmy o przenośniach - bardzo fajna sprawa, jak dobrze użyta. Cały czas dużo pracy, żeby to miało ręce i nogi. Teraz uwaga dla obu Panów, mniej przeklinania. Pisałem już o tym przy okazji Brutala, spróbujcie użyć przekleństwa jako coś, co podbije emocje/wagę wypowiedzi. Bo jak jest tego za dużo to tylko obniża jakość i odbiera smaku całości. Mantel podobnie jak na ostatniej gali jeśli chodzi o poziom. Ogólnie musisz najbardziej zwracać uwagę na gramatykę, bo to mocno kuleje. Nie będę tutaj przytaczać każdego błędu, bo jest tego sporo, ale czasami masz niepoprawną odmianę słowa, czasami brakuje przecinka, czasami jedna myśl jest źle oddzielona od drugiej i można się pogubić. Sama wypowiedź nie jest zła, ale nie jest też dobra. Wydaje mi się, że to chyba przez konstrukcję gimmicku, bo on nie jest łatwy. Moja rada jest taka, żeby trochę ten gimmick podkręcić, o jakieś bardziej charakterystyczne cechy, wtedy to dużo łatwiej odgrywać. Wydaje mi się, że dużo lepiej by Ci było jako heel, w roli takiego ziomeczka, który się czuję lepszy od innych, bo z tej drugiej wypowiedzi bije mocno taki vibe. To jest do dopracowania, ale masz nad czym pracować, są już podstawy. Przypilnuj tej gramatyki i będzie serio bardzo duża różnica. Tutaj lepiej pokazał się właśnie Mantel i widzę, że bardzo słusznie wygrywa. Nice.

RVD i Hill - No i od razu mówię, że bardzo nie lubię jak z GMa robi się pizdę. Bardzo nie lubię. Zwłaszcza jak to jest legenda wrestlingu. Od razu kastrować takich jegomościów, gdzie jest jakiś SCSA jako GM, który by mu jeszcze Stunnera sprzedał. Serio, nie róbmy cipy z GMa, niech on ma szacunek i potrafi zarządzać ludźmi. To jest druga gala, a RVD już nie jest poważny. Najpierw mówi, że nie miał wpływu na kartę walk, będąc GMem, który ja ustala, a teraz daje sobie pluć w mordę. Ogólnie rozumiem co autor chciał osiągnąć i jak się przedstawić, ale wyszło po prostu niesmacznie. Jak już się tak odgrażał tydzień temu to może trzeba było spuścić wpierdol komuś na zapleczu? Nawet jakiemuś randomowemu pracownikowi, może nawet jednemu ochroniarzowi, którego gdzieś by dorwał 1 vs 1. Na poprzedniej gali dużo bardziej mi to siedziało, tak się fajnie sprzedał, a teraz obniżył loty. Szkoda, ale to też nie oznacza, że go skreślam, tylko oczekiwałem czegoś lepszego. Za tydzień pewnie dostanie już walkę to zobaczymy co pokaże. No i trudna postać, bo jak się okaże, że przegra to jest lipton i ciężko będzie dalej budować postać w taki sposób. Przekonamy się. Tutaj jeszcze tylko dodam, że pewnie Yarexon sam pisał za GMa i tak by wypadało, ale to dla CT sugestia na przyszłość, żeby dawać jakieś bardziej określony ramy jak można traktować różnych pracowników, żeby to się trzymało kupy.

Steele i Escobar - Kurde no... no nie potrafię kupić postaci Steele'ego. Tam jest po prostu za dużo sprzeczności w samej kreacji postaci, a przy okazji on próbuje być face'em, kiedy ta postać jest stworzona do bycia helem. Cała kreacja postaci, jej aura i zachowanie z zeszłego tygodnia jednoznacznie na to wskazują. Teraz próbuje się odkupić akcją charytatywną, ale w moim odbiorze to niewiele zmienia. No jak można powiedzieć "Ludzie zawsze myślą, że syn bogacza to musi zawsze każdemu pokazać swój status każdym możliwym sposobem, ale ja nie lubię obnosić się tym całym bogactwem." w momencie kiedy chłop wysiadł z mega drogiego, luksusowego samochodu, ma na sobie drogi garnitur, pierdoli o tym, że pół miliona to dla niego żadne pieniądze i w sumie nawet nie odczuje ich braku, bo ma dosłownie wszystko, co można kupić za pieniądze i jeszcze nosi w kieszeni ROLEXA, którego nawet nie nosi i nie używa do sprawdzania czasu, on go po prosu nosi przy sobie, tak o xD No to się po prosu kompletnie nie klei. Moim zdaniem bez zmiany nastawienia będzie ciężko iść w sensownym kierunku ta postacią, no ale zobaczymy co przyniosą kolejne gale. Trzeba też zwracać uwagę na język przed oddawaniem, bo jest sporo błędów, jak na taka krótką formę. Escobar wypowiedź poprawna, ale też nic więcej. Mam nadzieję, że z tego pójdzie jakie story, bo inaczej będę uważać tą wstawkę za zbędną. Plus, że w końcu Escobar pokazał się z partnerką, bo tego mi brakowało tydzień temu. No mam nadzieję, że coś z tego ugotują, bo jest potencjał.

Atak Rybacka - No i się doczekałem, żeby Ryback dostał coś jeszcze. Za to plus. Czyli mamy początek story Riddle vs Ryback, nie powiem, ryzykowanie. Chodzi o to, że Kenny dalej jest w turnieju, ma zagwarantowany ćwierćfinał i na kogo by nie trafił w swojej ostatniej walce eliminacyjnej to będzie faworytem do finałowej czwórki. No i gdyby się złożyło, że wygra, to moim zdaniem story Ryback vs Riddle jest bezsensu, bo właśnie pokonał go czysto w turnieju i powinien rozpocząć story o pas z kimś, kto w turnieju nie brał udziału. Byłby to jeszcze większy absurd, gdyby Ryback za tydzień wygrał i za dwa znowu trafił na Riddle'a. Albo gdyby znowu spotkali się w finale. Ja rozumiem, że trzeba już jakieś programy zaczynać, ale tu po prostu jest ryzyko. No i mamy też pierwszy odgrzewany kotlet z przeszłości. Czy krytykuję to zestawienie? Absolutnie nie, myślę, że dowiozą. Sama wypowiedź Rybacka mocno naciągana. Chłop co wpierdala 2kg jagnięciny, czy cokolwiek to było, nagle jest mastermindem ogrywającym publiczność? Nie wiem, nie rozumiem. Chciałbym rozumieć. A na razie dostaliśmy 3 segmenty i w każdym z nich zupełnie innego Rybacka. Tutaj oczekują wyklarowania się, w którą stronę będzie szedł, szczerze ten Rzeźnik mi się najbardziej podoba, tylko musi to być dobrze obudowane, bez gierek słownych z publicznością, bo to nie pasuje.

Pobite Gary - na samym początku chciałbym wytłumaczyć dlaczego miałem pretensje o długość segmentu, mimo, że Rysiu po ostatniej gali bił się w pierś i obiecywał, że będzie krócej. Na ostatniej gali segment miał prawie 2k słów, nie licząc tego co w filmiku, bo tego nie mogę wrzucić w licznik. W tym tygodniu mają około 1,5k słów, również nie licząc rapsów. Dla porównania, dzisiejszym Main Eventerom, czyli postacią, które dostały najlepsze oceny za poprzednią galę, które na tej gali są, a przynajmniej powinny być, zdecydowanie najważniejsze, poświęcono zaledwie video promo i wywiadzik. Jeśli policzymy łączną długość segmentów Blaze'a i Dickinsona z tej gali i dodamy do tego długość ich walki to wyjdzie nam zbliżony wynik do KRÓTSZEJ WERSJI pobitych garów z tego tygodnia, jak doliczyć tekst z rapsów to wychodzi identyczna długość. Rozumiesz Rysiu do czego zmierzam? W czasie Twojego jednego segmentu mieszczą się 2 inne i walka wieczoru. A Ty dostajesz dwa takie, tydzień po tygodniu i jeszcze oprócz tego masz walki, więc czas ekranowy wypierdala w kosmos. I to jeszcze jest program, który maksymalnie boostuje Twoją postać, a z góry, przez samą konwencję, stawia na przegranej pozycji gościa. Zobacz o ile masz więcej możliwości przedstawienia swojej postaci niż inni. A tłumaczenie "nie lubię oddawać byle czego" to już jest szczyt hipokryzji, bo myślę, że nikt z nas nie lubi oddawać gówna i chciałby mieć porównywalny czas ekranowy. Ogólnie to chciałem zbojkotować i nie komentować w ogóle pobitych garów, ale uważam, że Cavazos na to nie zasłużył, żeby nie dostać feedbacku, bo się postarał. Ogólnie, Rysiu, musisz przyjąć do wiadomości, że to, że "czegoś takiego jeszcze nie było" to nie jest usprawiedliwienie i trzeba wypracować po prostu inną formę. Cavazos bardzo klimatycznie, plusik za reklamę Tequilli. Super porównanie życia w Tijuanie do Tequilli, totalnie to kupuję. Plusik za odniesienie się do poprzedniej gali. Jezu, ale mnie kłuje w oczy ilość wypowiedzi Makłowicza do jednej wypowiedzi Cavazosa. No i po rapsach bardzo celnie odpowiada Cavazos, jeszcze z tym zaproponowaniem kielicha i pytaniem czy smakuje to bardzo dobrze wyszło. No smacznie Cavazos tutaj wypadł, nie złożył broni, mimo tego, że był na straconej pozycji przez format. Jak mam się do czegoś czepiać to musisz więcej uwagi do gramatyki przykładać i będzie cacy. Dużo lepiej niż w zeszłym tygodniu, właśnie taką wersję Cavazosa chcę oglądać. Oby dalej tą drogą i będzie bueno.

Escobar i Steele - no jestem trochę rozczarowany, że on po prostu mu go oddał, złożył propozycję i poszedł. Liczyłem na to, że będzie coś próbował z tego ugrać dla siebie, może użyje go w czasie walki, albo coś odwali i podrzuci, żeby zrzucić winę na Prestona. No ale chociaż tyle dobrego, że dzięki tej propozycji Preston mógłby turnować bez problemu i serio dobrze by mu to zrobiło. Sam segmencik rozpisany jak najbardziej poprawnie, przyjemnie mi się to czytało i szybko przez to przebrnąłem. Mówię, spodziewałem się, że to rozwiążą inaczej, ale to też jeszcze nie kończy tematu, także myślę, że ogólnie wychodzi na plus ten segment.

Dickinson - Edgar mnie nie rozczarowuje. Bardzo smaczne promo, powoli odsłania kolejne karty, ale mimo wszystko dalej utrzymuję aurę tajemniczości. Nie spodziewałem się pracy z psychologiem, a może nawet psychiatrą - jednak bardziej obstawiam psychiatrę. Naprawdę mi się podoba jak ta postać jest prowadzona, z każdy newsem czy segmentem chcę więcej, nie mogę się doczekać odkrycia kolejnej karty. Tak jak czytałem post na BS, czy tutaj to widzę duże nawiązanie do Stephena Kinga i jego Mrocznej Wieży, mam tylko nadzieję, że Edgar będzie pamiętać, że zaglądając w pępek Gana wcale nie jest Ganem :p Mocny punkt, bardzo mocny punkt gali i serio czekam na rozwój story.

Dowson - no nie powiem, żeby zaczął mocno. Chłop po ogłoszeniu zakończenia kariery i kilku latach przerwy wraca do wrestlingu, do nowej federacji, która jeszcze nie jest duża i nawet nie ma transmisji. Oczywistym jest, że każdy dziennikarz zapyta go o powrót. Czego on się spodziewał, że chciał po tym pytaniu kończyć? O, a jednak odpowiedział i lecimy dalej. O kurde, mamy Punchera w LPW, naaaaajs. Nie spodziewałem się, że dostaniemy postać, która będzie wyjaśniać Internetowych podrabiańców i innych przebierańców, którzy próbują swoich sił w wrestlingu. Tak więc wracając do meritum przyglądając się temu, kogo tutaj ściągnął Van Dam, prezes i reszta uświadomiłem sobie, jak bardzo wrestling przestał być sztuką samą w sobie - Tu się trochę zgubiłem o co chodzi z prezesem i resztą. W zeszłym tygodniu byłem zaskoczony, że w ogóle się nie pojawił, a teraz taka krótka konferencja. Trochę mało jak n takiego weterana. Jak chce zrobić porządek w wrestlingu to powinien świecić przykładem, a nie się tak opierniczać. W końcu jest celebryta od robienia konferencji, czy powinien pokazywać swoje umiejętności w ringu? Na razie mało, zobaczymy co dostaniemy dalej.

Montclair - solidne, dobre promo. Nie spodziewałem się niczego innego po autorze. W zasadzie tak sobie myślę, że to postać, która będzie bardzo podobna do Jorge Cavazosa, chociaż w innym klimacie. Dobrze napisane, wkradło się kilka błędów interpunkcyjnych, na które warto zwrócić uwagę, ale to pierdoły. Najważniejsze, że postać jest wyrazista, jest dobrze oddana, dobrze dobrane słownictwo. Na razie ma solowe występy i sobie w nich radzi, jestem ciekawy jak odnajdzie się w wymianie zdań z kimś innym, ale nie na zasadzie, że się obawiam, że sobie nie poradzi, tylko właśnie myślę, że to będzie mega ciekawe. Z kim by nie dostał programu to będzie tu z czego szyć.

Halloway - No i kolejny segment na plusik. Bardzo podoba mi się postać foliarza i forma, w jakiej jest nam podawana. Dlatego jestem zaskoczony, że nie wygrał swojej walki. No wszystko bym na niego postawił. Ale BS nie czytałem, więc tutaj się nie wypowiem. Wracając do segmentu, no bawi mnie strasznie. Jest dokładni taki, jak bym od niego oczekiwał, to nagrywanie wszystkiego też mega siedzi. Mówię, seria vlogów byłaby świetna i może trochę więcej paranoi? Na zasadzie, że jakiś segment, że sprawdza papier toaletowy czy nie jest podmieniony, bo będą go chcieli brutalnie wykończyć, skoro już wiedzą, że odkrył ich sekret. Widzę story, w którym Halloway fiksuje się na punkcie jednej teorii spiskowej, którą wymyśli, może być istniejąca, a może posklejać kilka w nową, ale trzyma się tylko jej i za wszelką cenę próbuje uwodnić jej słuszność. Tak sobie myślę, że jakby tak się fiksował na jednej i zmieniał co jakiś czas to na dłuższą metę może być po prostu łatwiejsze w odbiorze. A to, że robimy z niego takiego fajtłapę to jeszcze podbija wartość. Mogłem zginąć xD złoto

Blaze - Nie lubię wywiadów, to jest dla mnie najtrudniejsza forma do pisania i mega ciężko zrobić z wywiadu coś sensownego, ale zrobiłem co mogłem. Taki los, ktoś musi odwalić wywiadzik, żeby ktoś mógł mieć program na pół posta xD

Podsumowanie - Kurcze, no szczerze mówiąc to wydaje mi się, że gala wyszła trochę gorzej niż poprzednia. Nie wiem, czy byłem przy jedynce bardziej podjarany, że jest powrót do feda i dlatego byłem "łagodniejszy", czy po prostu teraz faktycznie spadła jakość, ale zdecydowanie przyczepiłem się do większej ilości rzeczy niż ostatnio. Na pewno znowu najlepiej Lopez, najbardziej klimatycznie Dickinson i to są najwięksi zwycięzcy gali. Wiadomo, inni też dowieźli, ale tutaj po prostu największe plusy. Trzeba się brać do roboty na kolejną galę, żeby iść do przodu xD Nie jest źle, ale ciut gorzej, naprawimy to na chillku. Wystarczy, że Panterowi się zachce wyciągnąć Wilgotniaka i będzie gala 10/10 xD
P.S jak gdzieś w komentarzu napisałem tydzień temu/w przyszłym tygodniu to oczywiście mam na myśli poprzednią/następną galę

[Obrazek: 4295.png]
9/0/2
1x LPW World Champion

[Obrazek: 6651.png]
4/0/0
1x Eternal Champion [current]
Odpowiedz
Cytuj
Remik
Eternal Champion
30.05.2026, 22:16 #4
Au! Au! Au! Ale mi się dłużyło do tej drugiej gali xD dawaj, lecimy z tym koksem.

Earlier Tonight - Szczerze mówiąc to było takie dosyć generyczne. Ogólnie to Ryback ma ciężko na starcie, bo na ostatniej gali miał tylko komediową wstawkę ile to on nie zje, a teraz w sumie też taka bardziej ciekawostka/wstawka, niż coś, co pozwoliłoby poznać jego postać. Trochę sztuczny ten dziennikarz, jeszcze na siłę szukający, że to niby największe starcie gali. No szkoda mi Rybacka, serio, mam nadzieję, że jeszcze coś dostanie na tej gali, bo na razie to w zasadzie to chłop wygrał pierwszą walkę, teraz ma szansę wejść do ćwierćfinału od razu, a ma czasu antenowego co kot napłakał. Jeszcze na razie trochę wypada jak Big Show kiedyś - na pierwszej gali komedia, na drugiej turn i poważna postać nagle, a na następnej znowu turn i będzie płakał? No gdzieś to już widziałem xD Na razie włodarze nie pozwalają mi kupić tej postaci, mam nadzieję, że to się zmieni. No ale niestety nie zaczynamy gali od czegoś mocnego.

Komentatorzy: Mein Got, to Hajto dalej tu jest? Ogólnie to duży plus za skrócenie komentatorów. Co ja mówię, ogromny plus. Dużo lepiej się przez to przechodzi niż ostatnio, chociaż jeszcze nie jest idealnie. Ten Hajto tam pasuje jak pięść do nosa, czytając to nie czuję realnego charakteru zawodników (w życiu bym nie powiedział, że to Miz) i warto jeszcze trochę popracować nad składnią. Ta pierwsza wypowiedź Miza to ja chyba potrzebuję tłumacza o co autorowi chodziło. W sumie to tutaj można byłoby wstawić kogokolwiek, nawet losowo stworzoną postać i już wiemy jaki jest klucz. Przychodzi gość, żeby pojebać sobie po Hajto. Nie wiem, mnie to nie bawi i skład jest do zmiany według mnie. No i tak w sumie sobie myślę, w newsach było info, że nie mamy transmisji, to w sumie po co nam komentatorzy? Dla kogo oni to komentują, skoro widzowie na arenie ich nie słyszą, a nikt nie ogląda transmisji, bo jej nie ma? Imo dalej mogłoby ich w ogóle nie być, ale nie przeszkadzają aż tak jak ostatnio. Mimo wszystko wciąż dużo pracy, żeby to było dobre.

Opener Segment - Kenny zaczął troszkę monotonnie, ale im dłużej trwała ta wypowiedź, tym bardziej z nią płynąłem. Rozkręcał się z każdym zdaniem i jeśli to celowy zabieg to czapki z głów, bo serio byłem w stanie poczuć w tym historię weterana, który najpierw w siebie nie wierzy, ale z każdą chwilą buduje siebie i swoją pewność siebie, a na końcu już jest gotowy do powrotu na pełny etat. Spoko to wyszło. Jak pisał, że za mało tutaj to myślałem, że pokaże na włosy, że mu czubek głowy łysieje xD ale biceps też dobry xD fajne to, na początku myślałem, że będę narzekał, ale na końcu zamknął mi mordę. No i plusik za nawiązanie do poddania w ostatniej walce. Szkoda, że musieliśmy przejść przez dwa pierwsze słabsze segmenty, żeby w końcu dostać na gali coś dobrego. ZSJ od razu zaczął fajnie, według mnie uderzył dokładnie w to co powinien. Może zacznę od razu od tego, do czego mogę się przyczepić - "ale czy to w ogóle jest wrestler? Czy bardziej głupkiem bez piątej klepki" no to tutaj wydaje mi się, że powinno być głupek, a nie głupkiem i "Może obaj będziemy w walce o pas. Mam do Ciebie prośbę. Gdy już tak będziemy" chyba powinno być tam, zamiast tak. Głupoty, ale jak już są to się czepiam, swoją drogą chyba pisanie z telefonu, co? No ale z dobrych rzeczy to wystarczyło zdjąć z niego ciężar wywiadu, dać normalnie mikrofon do ręki i od razu jest lepszy odbiór. No te wywiady to niewdzięczne strasznie są. Tu od razu lepiej czuję postać, podoba mi się, że jest tłumaczenie się z porażki, jak na heela przystało. Ta końcówka mi szczególnie siedzi, jakoś podoba mi się to porównanie do filmu, no i jako że mamy tutaj dwóch techników to bardzo duży plus za tą wstawkę, że będzie klepać. Dobre, kupuję to, jeszcze na odchodne szpileczka wbita, tak się wygrywa kłótnie. Wchodzi Brutal i jak było dużo smaku w segmencie, tak on się kończy. Przede wszystkim za dużo przeklinania, ja rozumiem, że heel, że my tu jesteśmy dorośli, ale w wrestlingu słowa mają swoją wagę i trzeba ich pilnować. Bo jak raz na jakiś czas rzucisz mięsem, żeby podkreślić wagę słów, swoje emocje czy coś to robi efekt wow. Ale jak kurwa jest w co drugim zdaniu to nie robi wrażenia, a wręcz staje się niesmaczna. Pod drugie, chanty ECW, będę rzygał. Nie wiem na jakiej gali fani tak z dupy sobie skandują nazwę jakiejś innej federacji. Sorry, ale trochę wrestlingu oglądam, trochę nawet od zaplecza i niedopuszczalne jest dla mnie, że coś takiego ma miejsce. To jest tragedia dla organizatora. Ogólnie kupuję tłumaczenie Brutala, że to była jedna szansa na milion, że przy następnym spotkaniu by było inaczej itd., to jest totalnie spoko. Heel się musi tłumaczyć, wiadomo. Ale to, że przegrał przez poddanie, pogratulował Kenny'emu i mówi, że złoży kogoś jak precla, sam będąc złożonym w precla tydzień temu to mi się tak gryzie z tą postacią. Zamiast mu pogrozić, że go potnie, czy rozwali głowę to on się w technika będzie bawił teraz. No nie wiem, nie pasuje mi to. Albo chcemy budować postać jako Destruction Heela, albo bawimy się w Jack of all trades i nie płaczemy, że zostaliśmy poddani, bo chcemy pokazać siłę, technikę, brutalność, skoczność, zwinność itd. Swoją drogą, od początku do końca widać, że go to boli, że został poddany. I na koniec mam jedno pytanie - co to jest geniusza taktyczna? Lepiej byłoby po ludzku powiedzieć geniusz taktyczny. No i wchodzi Elias cały na czarno. Znalazłem tą piosenkę w necie. Ale mi się zmienia odbiór jego postaci. Jeszcze na ostatniej gali myślałem, że to będzie mroczna postać, która będzie lekko szalona i nieprzewidywalna, ale dzisiaj to wychodzi na edgy emo dzieciaka, który zaraz będzie chciał się pociąć. Ehh… no i problem jest taki, że tutaj mamy kilkuosobowy segment, a Elias zamiast się do nich dopasować wychodzi i mówi jakby był sam. Kto go pyta? #niktniepytał Jak jeszcze ten początek mogę zrzucić na poczet tego, że jest niezrównoważony i on sobie w głowie buduje taką narrację, że ktoś mu takie pytania zadaje, tak tutaj mamy segment. Ja wszystko rozumiem, że to jest indywidualista i w ogóle, ale to jest wrestling, tutaj trzeba współpracować. O, no jeszcze chłop mówi, że potrzebuje bólu i destrukcji, dobrze, że zaraz wchodzi z Brutalem do ringu i będzie mógł dostać to, o co prosi xD w ogóle to wyobrażam sobie, że tu się jakaś relacja zawiąże przez to. Że teraz Elias będzie biegał za Brutalem w poszukiwaniu bólu i cierpienia, a on będzie mu robił coraz bardziej pojebany rzeczy ku zaspokojeniu swoich wzajemnych chorych potrzeb xD Nie no, ciężko mi się to czytało, za to od razu widać, że Eliasowi to w ogóle się nie czytało poprzedników, bo Mike wyjątkowo nie ma krzesła. Ciumkaj loczki xDDDDDDDDDDD jak on się potnie na następnej gali, płacząc że Naruciak jest łysy po streamie Łatwoganga to nie wierzę w miłość. Nie no, okropnie straciła ta postać w moich oczach. A ten pierwszy post na BS był naprawdę solidny. To jest serio jedno z większych rozczarowań, nie spodziewałem się.

Butelka i Uszczelka - Panowie, na samym początku to obaj zasłużyliście na ojcowskiego w potylicę za używanie samych imion. Nie ma chuja, że ja na tym etapie zapamiętam, który jest który i muszę sobie KP odpalać. Serio, jak cały ringname to jest za długie to używajcie nazwisk, bo to się tak nie da. No dobra, ale przechodząc do mięska to Uszczelka to jest taka piękna postać. Bardzo doceniam jak on tutaj takiego Pana Wiesia od Walaszka oddaje, te porównania, no złoto. Serio się czuję, jakby to sam Otyły Pan pisał, także komplement jest duży xD Z kolei utwierdziłem się w przekonaniu, że Butelka bez Uszczelki mógłby mieć bardzo ciężko. Te wypowiedzi ma trochę za bardzo rozwleczone, czasami gada głupoty, ja wiem, że taka koncepcja, ale to po prostu mało wnosi. Ogólnie moje przemyślenia są takie, że o ile Butelka to postać łatwa do odegrania w gimmicku, tak oddać gimmick i zrobić z niej ciekawą postać już nie będzie takie proste. Tutaj Uszczelka mu bardzo pomaga, nadaje większej dynamiki, trochę głębi do tej postaci i jest to ok, ale tylko ok. Czasami te dłuższe wypowiedzi się ciężko czyta. Ale nie dlatego, że są źle napisane, tylko sam charakter postaci jest jaki jest. Całość pozbawiona błędów, a przynajmniej ja nie wyłapałem, napisane na pewno poprawnie, fajny pomysł na segment. Całość jak najbardziej na plus, przy czym Uszczelka top, a Butelka po prostu ok, musi chyba trochę nad rozwojem postaci popracować, żeby do niego spróbować doskoczyć poziomem.


Lopez i Dolnick - Piękny wstęp xD W ogóle piękny segment. Mocno zaczyna Lopez i trzyma poziom przez całą wypowiedź, bardzo mi to siada, widać, że mega przemyślane, zaplanowane, płynnie przechodzi od tematu do tematu i przy okazji bardzo celnie dobiera słownictwo. Mega szanuję, że nie dokończył z Blaze'em, a tylko zahaczył o niego. Nie oszukujmy się, kontrast między tymi postaciami jest tak cholernie widoczny, jakby mieli być napisani jako swoje Yin i Yang, więc prędzej czy później będzie musiało dojść do feudu między nimi, w takich, czy innych okolicznościach. Dlatego fajnie jest teraz wrzucać takie obcierki, ale pełne strzały zachować na później. No i Dolnick, cały na biało xD tzn, nie wiem czy na biało, bo w sumie nie działa mi odnośnik, ale szczerze to go nie potrzebuję, wyobraźnia załatwia sprawę xD Grubas też fajnie leci, jest dokładnie taki jak go zapamiętałem. No czytam to i mi się gęba cieszy po prostu. Teksty o sprawdzaniu w internecie czy to, że zapomniał, że obaj nie są w turnieju, czy nie rozumie od początku, że Lopez po nim ciśnie to jest złoto. Powiedziałbym, że mają ze sobą zajebisty vibe, ale w sumie to na bank Carni sam pisał, więc się nie liczy xD No i teraz mam problem, bo z jednym strony bardzo się cieszę, że tak szybko dotarłem do tego segmentu, ale z drugiej strony jest mi przykro, bo już raczej nic lepszego na gali mnie nie spotka. Bardzo mocny segment, serio myślę, że już nic tego nie przebije. Nie ma się do czego przyczepić, tylko trzeba równać do tego poziomu. A, Panter, wiem, że to czytasz. Proszę wyciągnąć Wilgotniaka z szafy, bo to się nie godzi tak bez niego. Proszę tam wymówek żadnych nie szukać, trzeba się poświęcić dla dobra nas wszystkich xD

Mantel i Mateusz - Jezusie najsłodszy, co tu się wydarzyło. Chciałem przeczytać całość i potem się odnieść, ale się nie da. Mateusz, zobacz jak inni piszą to oznaczają w swoich wypowiedziach, tylko nie patrz akurat na Eliasa, bo on akurat też nie umie, no ale tutaj mogłeś spojrzeć jak to Slayer robi. Bo to nie może tak być, że wypowiedź zaczynasz od opisu wejścia. Jak już mówimy o tej totalnie ludzkiej i naturalnej wypowiedzi Mateusza to jest bardzo generyczna. Poza końcówką mógłby to wypowiedzieć w zasadzie każdy heel i to nie jest dobrze. W zasadzie mamy już drugą galę, a ja jedyne co wiem o tej postaci to fakt, że naprawdę zajebiście lubi oliwkę. Nie wiem czy chcę znać backstory, jakie za tym idzie xD Ta końcówka wypowiedzi już lepsza, ale niestety poziom dalej jest dosyć niski. Brakuje w tym charakteru, gimmicku, no i serio trzeba ruszyć z kopyta z rozwojem postaci. Jaka odklejka, jaka walka z RVD? Przecież Mantel walczył z Makłowiczem, a RVD to Generalny Manager. Wszyscy w domu zdrowi? Spoiler Alert - drabiny akurat w ringu wrestligowym mogą się znaleźć, no ale nie zapominajmy o przenośniach - bardzo fajna sprawa, jak dobrze użyta. Cały czas dużo pracy, żeby to miało ręce i nogi. Teraz uwaga dla obu Panów, mniej przeklinania. Pisałem już o tym przy okazji Brutala, spróbujcie użyć przekleństwa jako coś, co podbije emocje/wagę wypowiedzi. Bo jak jest tego za dużo to tylko obniża jakość i odbiera smaku całości. Mantel podobnie jak na ostatniej gali jeśli chodzi o poziom. Ogólnie musisz najbardziej zwracać uwagę na gramatykę, bo to mocno kuleje. Nie będę tutaj przytaczać każdego błędu, bo jest tego sporo, ale czasami masz niepoprawną odmianę słowa, czasami brakuje przecinka, czasami jedna myśl jest źle oddzielona od drugiej i można się pogubić. Sama wypowiedź nie jest zła, ale nie jest też dobra. Wydaje mi się, że to chyba przez konstrukcję gimmicku, bo on nie jest łatwy. Moja rada jest taka, żeby trochę ten gimmick podkręcić, o jakieś bardziej charakterystyczne cechy, wtedy to dużo łatwiej odgrywać. Wydaje mi się, że dużo lepiej by Ci było jako heel, w roli takiego ziomeczka, który się czuję lepszy od innych, bo z tej drugiej wypowiedzi bije mocno taki vibe. To jest do dopracowania, ale masz nad czym pracować, są już podstawy. Przypilnuj tej gramatyki i będzie serio bardzo duża różnica. Tutaj lepiej pokazał się właśnie Mantel i widzę, że bardzo słusznie wygrywa. Nice.

RVD i Hill - No i od razu mówię, że bardzo nie lubię jak z GMa robi się pizdę. Bardzo nie lubię. Zwłaszcza jak to jest legenda wrestlingu. Od razu kastrować takich jegomościów, gdzie jest jakiś SCSA jako GM, który by mu jeszcze Stunnera sprzedał. Serio, nie róbmy cipy z GMa, niech on ma szacunek i potrafi zarządzać ludźmi. To jest druga gala, a RVD już nie jest poważny. Najpierw mówi, że nie miał wpływu na kartę walk, będąc GMem, który ja ustala, a teraz daje sobie pluć w mordę. Ogólnie rozumiem co autor chciał osiągnąć i jak się przedstawić, ale wyszło po prostu niesmacznie. Jak już się tak odgrażał tydzień temu to może trzeba było spuścić wpierdol komuś na zapleczu? Nawet jakiemuś randomowemu pracownikowi, może nawet jednemu ochroniarzowi, którego gdzieś by dorwał 1 vs 1. Na poprzedniej gali dużo bardziej mi to siedziało, tak się fajnie sprzedał, a teraz obniżył loty. Szkoda, ale to też nie oznacza, że go skreślam, tylko oczekiwałem czegoś lepszego. Za tydzień pewnie dostanie już walkę to zobaczymy co pokaże. No i trudna postać, bo jak się okaże, że przegra to jest lipton i ciężko będzie dalej budować postać w taki sposób. Przekonamy się. Tutaj jeszcze tylko dodam, że pewnie Yarexon sam pisał za GMa i tak by wypadało, ale to dla CT sugestia na przyszłość, żeby dawać jakieś bardziej określony ramy jak można traktować różnych pracowników, żeby to się trzymało kupy.

Steele i Escobar - Kurde no... no nie potrafię kupić postaci Steele'ego. Tam jest po prostu za dużo sprzeczności w samej kreacji postaci, a przy okazji on próbuje być face'em, kiedy ta postać jest stworzona do bycia helem. Cała kreacja postaci, jej aura i zachowanie z zeszłego tygodnia jednoznacznie na to wskazują. Teraz próbuje się odkupić akcją charytatywną, ale w moim odbiorze to niewiele zmienia. No jak można powiedzieć "Ludzie zawsze myślą, że syn bogacza to musi zawsze każdemu pokazać swój status każdym możliwym sposobem, ale ja nie lubię obnosić się tym całym bogactwem." w momencie kiedy chłop wysiadł z mega drogiego, luksusowego samochodu, ma na sobie drogi garnitur, pierdoli o tym, że pół miliona to dla niego żadne pieniądze i w sumie nawet nie odczuje ich braku, bo ma dosłownie wszystko, co można kupić za pieniądze i jeszcze nosi w kieszeni ROLEXA, którego nawet nie nosi i nie używa do sprawdzania czasu, on go po prosu nosi przy sobie, tak o xD No to się po prosu kompletnie nie klei. Moim zdaniem bez zmiany nastawienia będzie ciężko iść w sensownym kierunku ta postacią, no ale zobaczymy co przyniosą kolejne gale. Trzeba też zwracać uwagę na język przed oddawaniem, bo jest sporo błędów, jak na taka krótką formę. Escobar wypowiedź poprawna, ale też nic więcej. Mam nadzieję, że z tego pójdzie jakie story, bo inaczej będę uważać tą wstawkę za zbędną. Plus, że w końcu Escobar pokazał się z partnerką, bo tego mi brakowało tydzień temu. No mam nadzieję, że coś z tego ugotują, bo jest potencjał.

Atak Rybacka - No i się doczekałem, żeby Ryback dostał coś jeszcze. Za to plus. Czyli mamy początek story Riddle vs Ryback, nie powiem, ryzykowanie. Chodzi o to, że Kenny dalej jest w turnieju, ma zagwarantowany ćwierćfinał i na kogo by nie trafił w swojej ostatniej walce eliminacyjnej to będzie faworytem do finałowej czwórki. No i gdyby się złożyło, że wygra, to moim zdaniem story Ryback vs Riddle jest bezsensu, bo właśnie pokonał go czysto w turnieju i powinien rozpocząć story o pas z kimś, kto w turnieju nie brał udziału. Byłby to jeszcze większy absurd, gdyby Ryback za tydzień wygrał i za dwa znowu trafił na Riddle'a. Albo gdyby znowu spotkali się w finale. Ja rozumiem, że trzeba już jakieś programy zaczynać, ale tu po prostu jest ryzyko. No i mamy też pierwszy odgrzewany kotlet z przeszłości. Czy krytykuję to zestawienie? Absolutnie nie, myślę, że dowiozą. Sama wypowiedź Rybacka mocno naciągana. Chłop co wpierdala 2kg jagnięciny, czy cokolwiek to było, nagle jest mastermindem ogrywającym publiczność? Nie wiem, nie rozumiem. Chciałbym rozumieć. A na razie dostaliśmy 3 segmenty i w każdym z nich zupełnie innego Rybacka. Tutaj oczekują wyklarowania się, w którą stronę będzie szedł, szczerze ten Rzeźnik mi się najbardziej podoba, tylko musi to być dobrze obudowane, bez gierek słownych z publicznością, bo to nie pasuje.

Pobite Gary - na samym początku chciałbym wytłumaczyć dlaczego miałem pretensje o długość segmentu, mimo, że Rysiu po ostatniej gali bił się w pierś i obiecywał, że będzie krócej. Na ostatniej gali segment miał prawie 2k słów, nie licząc tego co w filmiku, bo tego nie mogę wrzucić w licznik. W tym tygodniu mają około 1,5k słów, również nie licząc rapsów. Dla porównania, dzisiejszym Main Eventerom, czyli postacią, które dostały najlepsze oceny za poprzednią galę, które na tej gali są, a przynajmniej powinny być, zdecydowanie najważniejsze, poświęcono zaledwie video promo i wywiadzik. Jeśli policzymy łączną długość segmentów Blaze'a i Dickinsona z tej gali i dodamy do tego długość ich walki to wyjdzie nam zbliżony wynik do KRÓTSZEJ WERSJI pobitych garów z tego tygodnia, jak doliczyć tekst z rapsów to wychodzi identyczna długość. Rozumiesz Rysiu do czego zmierzam? W czasie Twojego jednego segmentu mieszczą się 2 inne i walka wieczoru. A Ty dostajesz dwa takie, tydzień po tygodniu i jeszcze oprócz tego masz walki, więc czas ekranowy wypierdala w kosmos. I to jeszcze jest program, który maksymalnie boostuje Twoją postać, a z góry, przez samą konwencję, stawia na przegranej pozycji gościa. Zobacz o ile masz więcej możliwości przedstawienia swojej postaci niż inni. A tłumaczenie "nie lubię oddawać byle czego" to już jest szczyt hipokryzji, bo myślę, że nikt z nas nie lubi oddawać gówna i chciałby mieć porównywalny czas ekranowy. Ogólnie to chciałem zbojkotować i nie komentować w ogóle pobitych garów, ale uważam, że Cavazos na to nie zasłużył, żeby nie dostać feedbacku, bo się postarał. Ogólnie, Rysiu, musisz przyjąć do wiadomości, że to, że "czegoś takiego jeszcze nie było" to nie jest usprawiedliwienie i trzeba wypracować po prostu inną formę. Cavazos bardzo klimatycznie, plusik za reklamę Tequilli. Super porównanie życia w Tijuanie do Tequilli, totalnie to kupuję. Plusik za odniesienie się do poprzedniej gali. Jezu, ale mnie kłuje w oczy ilość wypowiedzi Makłowicza do jednej wypowiedzi Cavazosa. No i po rapsach bardzo celnie odpowiada Cavazos, jeszcze z tym zaproponowaniem kielicha i pytaniem czy smakuje to bardzo dobrze wyszło. No smacznie Cavazos tutaj wypadł, nie złożył broni, mimo tego, że był na straconej pozycji przez format. Jak mam się do czegoś czepiać to musisz więcej uwagi do gramatyki przykładać i będzie cacy. Dużo lepiej niż w zeszłym tygodniu, właśnie taką wersję Cavazosa chcę oglądać. Oby dalej tą drogą i będzie bueno.

Escobar i Steele - no jestem trochę rozczarowany, że on po prostu mu go oddał, złożył propozycję i poszedł. Liczyłem na to, że będzie coś próbował z tego ugrać dla siebie, może użyje go w czasie walki, albo coś odwali i podrzuci, żeby zrzucić winę na Prestona. No ale chociaż tyle dobrego, że dzięki tej propozycji Preston mógłby turnować bez problemu i serio dobrze by mu to zrobiło. Sam segmencik rozpisany jak najbardziej poprawnie, przyjemnie mi się to czytało i szybko przez to przebrnąłem. Mówię, spodziewałem się, że to rozwiążą inaczej, ale to też jeszcze nie kończy tematu, także myślę, że ogólnie wychodzi na plus ten segment.

Dickinson - Edgar mnie nie rozczarowuje. Bardzo smaczne promo, powoli odsłania kolejne karty, ale mimo wszystko dalej utrzymuję aurę tajemniczości. Nie spodziewałem się pracy z psychologiem, a może nawet psychiatrą - jednak bardziej obstawiam psychiatrę. Naprawdę mi się podoba jak ta postać jest prowadzona, z każdy newsem czy segmentem chcę więcej, nie mogę się doczekać odkrycia kolejnej karty. Tak jak czytałem post na BS, czy tutaj to widzę duże nawiązanie do Stephena Kinga i jego Mrocznej Wieży, mam tylko nadzieję, że Edgar będzie pamiętać, że zaglądając w pępek Gana wcale nie jest Ganem :p Mocny punkt, bardzo mocny punkt gali i serio czekam na rozwój story.

Dowson - no nie powiem, żeby zaczął mocno. Chłop po ogłoszeniu zakończenia kariery i kilku latach przerwy wraca do wrestlingu, do nowej federacji, która jeszcze nie jest duża i nawet nie ma transmisji. Oczywistym jest, że każdy dziennikarz zapyta go o powrót. Czego on się spodziewał, że chciał po tym pytaniu kończyć? O, a jednak odpowiedział i lecimy dalej. O kurde, mamy Punchera w LPW, naaaaajs. Nie spodziewałem się, że dostaniemy postać, która będzie wyjaśniać Internetowych podrabiańców i innych przebierańców, którzy próbują swoich sił w wrestlingu. Tak więc wracając do meritum przyglądając się temu, kogo tutaj ściągnął Van Dam, prezes i reszta uświadomiłem sobie, jak bardzo wrestling przestał być sztuką samą w sobie - Tu się trochę zgubiłem o co chodzi z prezesem i resztą. W zeszłym tygodniu byłem zaskoczony, że w ogóle się nie pojawił, a teraz taka krótka konferencja. Trochę mało jak n takiego weterana. Jak chce zrobić porządek w wrestlingu to powinien świecić przykładem, a nie się tak opierniczać. W końcu jest celebryta od robienia konferencji, czy powinien pokazywać swoje umiejętności w ringu? Na razie mało, zobaczymy co dostaniemy dalej.

Montclair - solidne, dobre promo. Nie spodziewałem się niczego innego po autorze. W zasadzie tak sobie myślę, że to postać, która będzie bardzo podobna do Jorge Cavazosa, chociaż w innym klimacie. Dobrze napisane, wkradło się kilka błędów interpunkcyjnych, na które warto zwrócić uwagę, ale to pierdoły. Najważniejsze, że postać jest wyrazista, jest dobrze oddana, dobrze dobrane słownictwo. Na razie ma solowe występy i sobie w nich radzi, jestem ciekawy jak odnajdzie się w wymianie zdań z kimś innym, ale nie na zasadzie, że się obawiam, że sobie nie poradzi, tylko właśnie myślę, że to będzie mega ciekawe. Z kim by nie dostał programu to będzie tu z czego szyć.

Halloway - No i kolejny segment na plusik. Bardzo podoba mi się postać foliarza i forma, w jakiej jest nam podawana. Dlatego jestem zaskoczony, że nie wygrał swojej walki. No wszystko bym na niego postawił. Ale BS nie czytałem, więc tutaj się nie wypowiem. Wracając do segmentu, no bawi mnie strasznie. Jest dokładni taki, jak bym od niego oczekiwał, to nagrywanie wszystkiego też mega siedzi. Mówię, seria vlogów byłaby świetna i może trochę więcej paranoi? Na zasadzie, że jakiś segment, że sprawdza papier toaletowy czy nie jest podmieniony, bo będą go chcieli brutalnie wykończyć, skoro już wiedzą, że odkrył ich sekret. Widzę story, w którym Halloway fiksuje się na punkcie jednej teorii spiskowej, którą wymyśli, może być istniejąca, a może posklejać kilka w nową, ale trzyma się tylko jej i za wszelką cenę próbuje uwodnić jej słuszność. Tak sobie myślę, że jakby tak się fiksował na jednej i zmieniał co jakiś czas to na dłuższą metę może być po prostu łatwiejsze w odbiorze. A to, że robimy z niego takiego fajtłapę to jeszcze podbija wartość. Mogłem zginąć xD złoto

Blaze - Nie lubię wywiadów, to jest dla mnie najtrudniejsza forma do pisania i mega ciężko zrobić z wywiadu coś sensownego, ale zrobiłem co mogłem. Taki los, ktoś musi odwalić wywiadzik, żeby ktoś mógł mieć program na pół posta xD

Podsumowanie - Kurcze, no szczerze mówiąc to wydaje mi się, że gala wyszła trochę gorzej niż poprzednia. Nie wiem, czy byłem przy jedynce bardziej podjarany, że jest powrót do feda i dlatego byłem "łagodniejszy", czy po prostu teraz faktycznie spadła jakość, ale zdecydowanie przyczepiłem się do większej ilości rzeczy niż ostatnio. Na pewno znowu najlepiej Lopez, najbardziej klimatycznie Dickinson i to są najwięksi zwycięzcy gali. Wiadomo, inni też dowieźli, ale tutaj po prostu największe plusy. Trzeba się brać do roboty na kolejną galę, żeby iść do przodu xD Nie jest źle, ale ciut gorzej, naprawimy to na chillku. Wystarczy, że Panterowi się zachce wyciągnąć Wilgotniaka i będzie gala 10/10 xD
P.S jak gdzieś w komentarzu napisałem tydzień temu/w przyszłym tygodniu to oczywiście mam na myśli poprzednią/następną galę

[Obrazek: 4295.png]
9/0/2
1x LPW World Champion

[Obrazek: 6651.png]
4/0/0
1x Eternal Champion [current]
Odpowiedz
Cytuj
31.05.2026, 02:37
#5
ET - Kompleks Riddle'a jest grany konkretnie widzę, ale to akurat dobrze, zgrywa się z gimmickiem i historią, którą sobie cenie. O całym segmencie ciężko jakoś się rozpisać, na pewno końcówka mi się podoba, takie to trochę creepy z jego strony. Tylko czy ten Rob Van Dam zrobi coś z tym? Bo on się wtrącił, ale zaraz wyjdzie, że to jakiś kolejny leszcz jest, a nie prawdziwy General Manager. Ogólnie to poprawnie, tylko trzeba liczyć, że to poprowadzi do czegoś.

Komentatorzy - Głosy wysłuchane i mamy bardzo skróconą wersję, raczej nikt narzekać nie będzie przy tak długich galach. Ten The Miz, kurde, mam trochę problem z tym, bo to jest zawodnik WWE nadal, o ile dobrze pamiętam. Jak przy Punku przymknąć oko można było, bo to jednak Chicago, tak nie wiem czy gościem powinien być kolejny czynny wrestler. A treść no dupy nie urwała, ale nie oczekiwałem tego, w poprzednich się postarano mocno, tutaj już było krótko, lekko omówione i tyle. Nie mam z tym problemu.

Opener segment - 2026 a Riddle dalej z theme songiem innego wrestlera, eh. xD Mocno cukierkowy ten początek, oj mocno, ale dobrze, jest facem i potrzebujemy takich postaci. Żart z legginsami fajny, lekko się człowiek uśmiechnął. Reszta treści  przyjemna, nie są to na bank najwyższe obroty tej postaci, ale powiedział, co powinien powiedzieć i mogliśmy wyczuć jego charakter i przebytą historię, więc jestem usatysfakcjonowany. Końcówka dobrze zrobiona, bo właśnie tekstami o technice zaprasza nam Zacka. Ogólnie Kenny buduje coraz większą sympatię fanów do siebie, a przecież i tak na bank ma ogromną. Także robota wykonana solidnie. Dobrze wjeżdza Zack, dostał co innego niż wywiad i jest mega fajowo. Łatwo mi sobie wyobrazić to przekręcanie imienia Riddle'a. Zrównanie z ziemią tej wygranej Kenny'ego zostało tutaj ładnie rozegrane i tekst o dziadach mi się podoba. Dalej też dobrze leci, oj podoba mi się taki Zack. xD I robi dobrą robotę mimo porażki, więc szacun, bo to nie jest łatwe. Bardzo spoko speech, jestem zadowolony. Nie licząc literówek, to ja nie mogę się do niczego przyczepić. A swoją drogą to na poprzedniej gali też zajebałem trochę literówek. XD Wszystko ma ręce i nogi w tej odpowiedzi Brytola. Wjeżdza Brutal i nie czaję tego pierdolenia o uczuciach. W sensie ja nie widzę takiego czegoś u Zacka, więc nie do końca to jest trafione, a zarzuca im to obu. Tłumaczenie po porażce trochę podobne właśnie do Brytola. Okej, jako heel może sobie tak to tłumaczyć na szczęście. W sumie to ten tekst Brutala o kończeniu proma za tych techników łatwo można odbić, bo też można bez problemu kończyć proma za sfrustrowanych dziadów, którzy tylko napierdalanie się przedmiotami uważają za wrestling. Kiepsko brzmi słuchanie, że on może złożyć kogokolwiek w 5 sekund po tym, jak go 100 letni Riddle zlał. No tak gorzej idzie mu poradzenie sobie z porażką i zrobienie promo z takim utrudnieniem niż Sabre jr. Sfrustrowany nauczyciel jogi dla socjopatów akurat spoko tekścik i mi pasuje z ust Brutala. Końcówka o rywalu jego dzisiejszym taka meh. Na pewno podoba mi się kontrast w tym zestawieniu technicy vs gość od hardcore'u. Brutal jak na razie najgorzej wypadł w tym segmencie. Nie jakoś tragicznie, ale brakuje mi tu czegoś i trochę za dużo sam się orał. Tera Elias, ze wszystkiego, co możliwe, ma jakiegoś łak dzieciaka jako theme song? Jeszcze recytacja tego, o chuj. To jest tak z dupy. XD Serio. Groteska trochę, 3 typów się tutaj wykłóca, wbija ten i sobie śpiewa. xD Ogólnie to było pisane wcześniej przed dostaniem tamtych kwestii? Bo jego gadanie ma się nijak do segmentu. Mamy masochistę, oj ja tu widzę już niestety niesamowity potencjał na postać do Sludge Factory. On zarzuca prymitywność Brutalowi, a sam używa tekstów typu jak ''jaja przy kastracji''. Hmm.. Te wyzwiska to tragedia, no to ta 1 wypowiedź jego już nie zapowiadała niczego dobrego, ale przy tej drugiej to była genialna. No bardzo złe to było i psuje segment panom wyżej. Zack Sabre Jr najlepiej, potem Riddle, następnie Brutal i długo nic i gdzieś tam Elias. No nie wyglądało to dobrze, w złym kierunku to idzie, trzeba odbić o 180 stopni raczej.

Brutal vs Shadow - Spoko ta prowokacja ze strony Shadowa, jeśli chodzi o to odklepanie. Widzę, że to się przez całą walkę przewija, ten motyw. XD Okej, to nie jest głupie, jakoś psychologicznie próbuje Elias zyskać na tym. Doigrał się w końcu, można było się spodziewać. Do przewidzenia wygrana Brutala, inny poziom. Fajnie rozpisane, płynnie napisane i dobrze się to czytało.

Zbyszek i Zygmunt - A ci łowią ryby, cieszę się, że dalej mamy ten wątek. Lubię ten klimat u nich, Zbychu to jest taka piękna postać, to jest ten majster, który obserwuje, jak robią inni i polecenia wydaje. Tak go widzę, Zygmunt go dobrze dopełnia. Podobają mi się te rozkminy, mają segment z łowienia ryb? No to nawijają o rybach, ba, jakie najebańczo - poetyckie porównania tu lecą. Niezła lekcja wrestlingu tu idzie, jeszcze okraszone to anegdotkami, Varost, czy ty jesteś takim majstrem naprawdę, że tak dobrze czujesz tą postać? Uwielbiam te jego historie. Niezła przynęta, nie powiem. XD Bardzo to fajne jest, jak Uszczelka coś zapodaje i Butla daje nam porównanie, ale takie w jego skali, czyli na przykład oczekiwanie trzech dni. Podobał mi się ten segment. Dobrze to chodzi - Zbyszek prowadzi te segmenty i Zygmunt dodaje coś od siebie. Miło mi się to czytało, nawet wrestling wpleciono w to, więc dobra robota.

Halloway vs Butla - Derek nazwisko zmienił chyba, bo w zapowiedzi jest Hallowayl zamiast Halloway. Jak słodko, że Zbychu jest przy ringu. Widzę, że kolejna wersja nazwiska i Holloway jest pisane, trzy nazwiska już na tej gali ma Derek. No jest tu trochę smaczków związanych z gimmickami obu, jest Uszczelka przy ringu, można być usatysfakcjonowanym. Tylko wielokrotne przekręcanie nazwiska w tej walce to akurat kiepska sprawa. Ewentualnie spisek? Akcje dobrze rozpisane. Co do wyniku, to mam problem, bo ogólnie Butla ma to do siebie, że po porażce z nim i to czystej, to jest się zakopanym konkretnie. Jak ja lubię Zygiego, to po prostu to nie jest poważna postać i porażka z kimś, kto dosłownie jest żulem i ma nawet wygląd żula, jest niedopuszczalna dla PRAWIE każdego. Halloway będzie mógł to still zrzucić na jakiś spisek czy coś, ale co dalej? Co gdy przyjdzie do walki z jakąś poważniejszą personą i ona przesra na Zygmunta. No to jest ciężki temat.

Oczywiście 100 razy sprawdzałem swój segment, ale musiałem dać dupy. Przy wejściu miało być, że jest na rampie, a nie na apronie, ale musiałem pojebać, bo inaczej byłoby za dobrze. Eh. https://zapodaj.net/images/de66d13715900.png to link do wyglądu Dolnicka, bo się zdupcył ten podany link w segu.

Derrick i Mateusz - Ajć, Over and Under dalej nie zmienione, no szkoda. Co do treści, no niestety mocno to nijakie, oj kurcze. No Slayer wybrał sobie ciężką postać do prowadzenia, zwłaszcza na początku i to takim, gdzie już przegrał. Ja w tej pierwszej wypowiedzi niestety nie widzę nic ciekawego i jest to po prostu ok. Zbyt generic to jest, może przy jakimś programie się rozkręci, ale to naprawdę będzie mega trudne prowadzenie tej postaci. Trzymam kciuki jednak. U Mateusza kodowanie segmentu to jeszcze gorsze niż u Eliasa chyba jest. Bardzo żle się to czyta, oj bardzo. No ale jakoś trzeba przeboleć zły format wypowiedzi. Publiczność w Chicago? Nie jesteśmy w Chicago na tej gali. Reszta tej treści też generic jak u oponenta, tylko to jest generic heel, który ma jakieś zamiłowanie do oliwki, ale dobrze, no przynajmniej to go wyróżnia, Lopez miał o czym gadać dzięki temu. xDD Niby tu próbuje jakoś odbijać piłeczkę, ale mocno meh to jest. Czemu ten Derrick tak przeklina? W sensie no on taką wiązankę w jednym zdaniu posłał, po co tak? U Brutala aż tak nie zwracam uwagi na to, chociaż też sporo tego, ale on taki zawsze był i da się to przeboleć. Mantel za to jest niby taki normalny i teraz zaczyna sadzić tymi przekleństwami, nie tędy droga, tym się nie wyróżni w dobry sposób. Teksty ze wspinaniem się po drabinie to ja już tyle razy widziałem, że błagam.. Oklepane, bardzo. Kurde, mógł konkretnie wyjaśnić Mateusza, ale nie siadło to. Nadal raczej lepiej niż rywal, bo kodowanie dobre przynajmniej. Tylko no chciał sobie dodać charakteru w tej wypowiedzi, to dodał w kiepski sposób. Teraz znowu Mateusz, jaki RVD znowu? xD Skąd tu nasz General Manager się wziął, jeszcze nie zdarzyło mu się walczyć w tej federacji. Na koniec walnął tekstem w stylu Bone Breakera, po wygranej nad nim został jego mentorem? Nie no kiepskie to niestety. Mateusz więcej emocji na pewno pokazał, ale nie powiedziałbym, że wykorzystał w jakiś sensowny sposób fakt, że on odpowiadał na kwestie przeciwnika. Dużo też bullshitu tu było, typu Chicago, RVD, do tego kodowanie. No nie jest za dobrze i trzeba wziąć porady od ludzi w komentarzach i wziąć się za siebie. Nic nie jest jeszcze stracone, trzeba się uczyć. Żaden z panów niestety mnie tu nie kupił. Segment obessał konkretnie.

Mantel vs MateuszMW - Czasem brak tu przecinka, który by zachował właściwy sens zdania. Do tego widzę, że pisała to osoba z podlasia. xD Co ten Mateusz w move secie ma tak o Swanton Bomb? Jest i oliweczka. XD Jakby nie było, to byłbym smutny. No ale to taki jedyny smaczek w tej walce tak naprawdę. Nie będę się czepiał o to, to tylko walki tygodniówkowe. W porządku napisane. Wygrał zasłużenie Derrick. Akurat posty Mateusza czytałem i nie podobało mi się to, że dał je 2, plus odpowiadał sobie bezpośrednio na post Slayera i jeszcze wchodził w interakcję z jego zawodnikiem. Nie robi się tak.

RVD i Allan Hill - Eh, czyli serio będzie pizdo GM kolejny, w dodatku typ, który jest znany z hardcore zachowuje się w ten sposób, dlaczego? Po prostu dlaczego? W imię czego jest tak spokojny i pizdowaty, skoro Allan to jest random, który sobie go tutaj traktuje jak śmiecia. No potem na szczęście coś z tym zrobił jednak, bo już serio byłoby bardzo źle, jakby dalej nie reagował. Dobrze to Hilla nakreśla jako tego narwańca, no i to tyle mogę powiedzieć o tym segmencie. Bo nie ma tu za wiele treści. Ja tylko nadzieję mam, że ten RVD naprawdę wyciągnie jakieś konsekwencje, a nie tak pieprzy tylko. No i niech ten segment prowadzi do czegoś sensownego.

Preston Steele i Miguel Escobar - Dobre serce ma chłopak i to mogę głównie o nim powiedzieć. Nie ma tutaj czegoś, co przykuwa uwagę niestety. Jest tutaj dalej gadanie o tym ojcu, jak on tak co galę będzie gadać o tatusiu, to będzie przegięcie. Rozumiem, że taki jego gimmick, ale na razie to o nim można powiedzieć tylko tyle, że chce zbudować własną markę, ale w sumie co chwilę gada coś o swoim tacie i to z tego i tak jest znany i pewnie będzie. Rywale też zapewne będą nawiązywać do tego i będzie ciągle to samo, obawiam się tego, ale liczę na pozytywne zaskoczenie. Escobar to tutaj jak NPC trochę. Ratuje go fakt tej partnerki i że to dodaje mu czegokolwiek. Nie ma tu za wiele do oceny z jego strony, więc też nie ma co się czepiać. Story o zgubiony zegarek? No ja jestem ciekaw, co zostanie wymyślone z tego i do czego to doprowadzi, bo na pierwszy rzut oka to nie brzmi jakoś porywająco.

Riddle vs Ryback - Jest i wyczekiwany rewanż. ''The Big Guy wstaje z niezadowoloną'' Czym? Łodzią, na której odpłynie po armbarze? Wybaczcie, musiałem. Potem kolejny moment, gdzie zabrakło słowa. Ugryzienie, by nie odpłynąć, mądrze, bo już kolejne memy nadchodziły. Ostatecznie wygrywa Riddle. Tak obstawiałem, rozpisanie tego no takie se. Zabrakło momentami słów, wielkie historycznie starcie, ale nic tutaj ciekawego nie było.

Ryback po walce - Oho, jest atak po walce, to dobrze akurat. Bo jakby on przy całym tym swoim gimmicku zebrał czysty wpierdol i w sumie nic by się dalej nie stało, to byłoby bardzo kiepsko. Nawiązanie do pipe bombu naciągane trochę, ale o tyle właśnie ma ten sens, że Punk go na komentatorce pojechał. Ja pierdole, jakie suchary. XDD Do jego gierek słownych się nie czepiam, fajnie jest coś przekminionego poczytać czasem. Co prawda to się gryzie z postacią Rybacka, jakiego znamy z WWE. Ten nasz, e-fedowy, co już z 10 lat istnieje, to on zawsze taki był, ja go takiego pamiętam. Zapowiedź chyba feudu? No cały ten jego gimmick w postaci jest oparty o ten feud, tylko co z Riddlem i turniejem, bo tak patrząc na to wszystko, to Ryback powinien mu przeszkadzać teraz. Ogólnie poszedłbym właśnie w taką psycho stronę jego i mógłby mieć obsesję na punkcie tego Kenny'ego. Całość solidna i oby prowadziła do wielkich rzeczy.

Pobite gary  - Fajny wstęp i fakt, że te potrawy dopasowane są do Cavazosa. Fakt jego pochodzenia bardzo tutaj pomaga. Ja bym zjadł takiego ziemniaka w wersji z Tijuany, kurde, same dobre rzeczy przecież. Na razie jest klimatycznie. Chłop co sobie swoją tequille reklamuję, szanuję, podoba mi się to. xD Pasuje to tutaj i jestem w stanie to sobie wyorazić, fajnie. Fajny pocisk od McŁowicza z tym krzyczącym mięsem i charakterem. Co za prymitywny suchar od Cavazosa, ale jest git, podoba mi się taka odpowiedź na to. xD Bardzo luzacko tutaj Jorge wypada. Ta dłuższa jego wypowiedź też spoko. Rob dał kilka krótszych kwestii, ale błyskotliwe szpilki powbijał. Czas na diss. No przyjemny, bicik pasujący do Cavy, tekst git. Mam nadzieję, że to serio jest pisane samemu, bez pomocy ai. Bo o ile ja nie mam nic do używania sztucznej inteligencji, tak jeśli chodzi o kwestie kreatywne, no to nie. Nie o to chodzi, jakby to nie Ryse wymyślał całe, to byłbym bardzo zawiedziony. Całość mega spoko, Cavazos niby tu powinien być pożarty, ale nie było tak. Mimo formatu, który raczej żadnemu gościowi Roba nie sprzyja, to Jorge poradził sobie i fajnie nam sprzedał swoją postać. Podszedł z luzem do tego i wypadł tu dobrze, nie został zjedzony. Jestem usatysfakcjonowany. Po części też rozumiem zarzuty Remika co do całego tego programu.

Cavazos vs McŁowicz - Walka raczej bez większych błędów. Okej się ją czytało, co do finiszu... szkoda Cavy, szkoda przez ten segment wyżej, ale czytałem oba posty u panów i po prostu w nich wypadł lepiej Rob, więc zasłużenie.

Steele i Escobar v2 - Nikogo by nie posądził o posiadanie takiego zegarka? Myślę, że sporo zawodników, to tutaj jest zarobionych z wrestlingu i innych rzeczy. Sam Riddle to sobie udziały w klubie NBA ogarnia, a inni myślę, że też biedni nie są, ale rozumiem, że Escobar mógł tak zarozumiale myśleć. Oddał zegarek i to tyle? No okej bylo, to raczej po prostu otworzenie furtki do czegoś jeszcze większego. Ten Montclair to jeszcze bardziej by przypadł do gustu Escobarowi. Segment w porządku, nic więcej nie mogę powiedzieć, liczę, że jest na to jakiś fajny pomysł.

Dickinson - Oho, ewolucja w odklejeńca, ale pasuje mi to. Zaintrygowany jestem. Trochę podobny vibe do mojego Nathana Martina w wersji solipsysty, który też myślał, że jego mózg kreuje cały świat i był odklejony dzięki temu. Całość oceniam pozytywnie, podoba mi się to. Zgrabnie rozpisane wszystko i buduje jeszcze większą ciekawość względem naszego poety. Czekam na dalsze losy. To jest fajny kierunek, w jakim ta postać może iść. Sporo z tego można wycisnąć. 

Escobar vs Sabre jr - Ładnie rozpisana walka, dobre tempo, styl pisania przyjemny, mi się podobało. Zack na tej gali zdecydowanie lepiej wypadł, ale oni mają zupełnie dwie inne historie, plus na BS nie wiem jak było, ale no dobrze, że Brytol to ugrał, bo jakby odpadł tak szybko, to lipa, lepszy poziom prezentuje niż szybkie 0-2 i do domu.

Dan Dowson - Jest i dziadek. Jakich on się pytań spodziewał? Rozumiem, że reporterzy często są irytujący, ale serio, po takim rozbracie z ringiem, to raczej nie mieli o co innego pytać. Czuć wyższość od niego, to dobrze, w końcu jest heelowym dupkiem, jak to ma wpisane. Wszystko zgodnie z gimmickiem. Było przyzwoicie, ale to postać, od której oczekuje się więcej. Może podczas pierwszego spotkania z ringiem się bardziej wygada, no tutaj było spoko. Nie mam się co czepiać, ciekawi mnie, kto będzie jego pierwszą ''ofiarą''. Kto jest u nas taki najbardziej instagramowy? Hmm... nie wiem. Czekam na dalsze losy.

Montclair - Podoba mi się klimat i zamysł tego segmentu, czyli migawki do róznych ''bogackich'' miejsc, gdzie on nam rzuca jakieś porównania. Fajne to. Kurde no, podoba się mnie to. Wszystko ma tutaj ręce i nogi i buduje jeszcze większą antypatię do tego gościa, ale przy okazji i ciekawość. Do tego ukazuje duże ilości charakteru u niego. No jestem usatysfakcjonowany tym, co tutaj zobaczyłem i widzę potencjał w tej postaci. Był tutaj pomysł, było dobre wykonanie. Treść wypowiedzi ciekawa. Good job.

Uszczelka vs Steele - Jest i doping ze strony Zygmunta, no to takie słodziaki są... XDDDD Brutal niezły pocisk na japsko dostal tutaj. Potem też są zabawne wstawki, miło. Zygi to widzę czynny udział wręcz w tej walce bierze. Unik niczym przed fiskusem. XD Ktoś się dobrze bawił podczas pisania tego. Dużo fajnych smaczków tutaj, podoba mi się to. Dzięki temu można było przez walkę z uśmiechem przebrnąć. Akcje też spoko. No to co, turn Steele'a nadchodzi? Bo wpierdol od hydraulika, który chla.. trochę lepiej niż od Butli. Chociaż Cavazos też napierdziela tequille ciągle, ale brzmi to lepiej niż amarena po prostu, a obaj chlają. Cóż.

Derek Halloway - XDD konkretny początek. Sam zamysł na to rodem z jakiejś kreskówki, ale kupuję to i czytam z przyjemnością. Kurwa, ta końcówka. XD Nie no, piękny segment, już tyle czasu dłubię ten komentarz i cieszę się, że pod koniec trafił się ten ananasek z takim czymś. Cudowna, groteskowa scena. Podoba mi się pomysł na to, kryjówka też super. No wszystko tu grało i buczało. Szur to doprawdy piękna postać jest.

Axel Blaze - Jest i wywiad. Jak na razie wywiady wygrywają z zawodnikami. Czy tutaj też tak będzie? Aha, chłop co tutaj zaczął ją podrywać. xDDD Wyszło mu, trzeba przyznać, poleciała na to, jakie potencjalnie emocje może dostarczać.  Farciarz. Maria dobra niunia, nie wiem czy ona z Riddlem nie była powiązana kiedyś, oni nie są razem w e-fedowej rzeczywistości? Wydaje mi się, że na pewno w segmentach 100 lat temu kiedyś chyba była powiązana z Kennym, ale może mi się coś ujebało. Chociaż avatar Fotiego.. Co do segmentu, krótki, przyjemny, z fajnymi kwestiami, nakreśla nam charakter Blaze'a jako kobieciarza.  Coś więcej ciężko dodać, Remik sprytnie ominął częstą sztampowość wywiadów i przekuł to w swoje gimmickowe rzeczy.

Blaze vs Dickinson - Kurde, no konkretne tempo było i dużo akcji, postarano się, by obu tutaj dobrze pokazać. Aż ciekawe, jakby cała ich walka wyglądała. Pozytywnie oceniam rozpisanie tego pojedynkui, styl przejrzysty, tempo dobre. Czuję, że to Remik pisał. A wynik? Tak obstawiałem ja i większość. Axel ugruntował swoją pozycję jako już w sumie jeden z faworytów. Może tego odklejenia Dickinsona mi tu troszkę zabrakło? Też może on po prostu w walkach się tak nie zachowuje.

Co do podsumowania gali, no to było więcej słabych momentów niż na poprzedniej. Te dwa tygodnie temu te słabsze momenty, to zazwyczaj po prostu były przeciętne. Tutaj było nie dość, ze sporo przeciętności, to zdarzyły się dosyć kiepskie rzeczy. Na pewno odbiór poprawiają nasze wszystkie komediowe misie.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
Carnival
World Champion
31.05.2026, 02:37 #5
ET - Kompleks Riddle'a jest grany konkretnie widzę, ale to akurat dobrze, zgrywa się z gimmickiem i historią, którą sobie cenie. O całym segmencie ciężko jakoś się rozpisać, na pewno końcówka mi się podoba, takie to trochę creepy z jego strony. Tylko czy ten Rob Van Dam zrobi coś z tym? Bo on się wtrącił, ale zaraz wyjdzie, że to jakiś kolejny leszcz jest, a nie prawdziwy General Manager. Ogólnie to poprawnie, tylko trzeba liczyć, że to poprowadzi do czegoś.

Komentatorzy - Głosy wysłuchane i mamy bardzo skróconą wersję, raczej nikt narzekać nie będzie przy tak długich galach. Ten The Miz, kurde, mam trochę problem z tym, bo to jest zawodnik WWE nadal, o ile dobrze pamiętam. Jak przy Punku przymknąć oko można było, bo to jednak Chicago, tak nie wiem czy gościem powinien być kolejny czynny wrestler. A treść no dupy nie urwała, ale nie oczekiwałem tego, w poprzednich się postarano mocno, tutaj już było krótko, lekko omówione i tyle. Nie mam z tym problemu.

Opener segment - 2026 a Riddle dalej z theme songiem innego wrestlera, eh. xD Mocno cukierkowy ten początek, oj mocno, ale dobrze, jest facem i potrzebujemy takich postaci. Żart z legginsami fajny, lekko się człowiek uśmiechnął. Reszta treści  przyjemna, nie są to na bank najwyższe obroty tej postaci, ale powiedział, co powinien powiedzieć i mogliśmy wyczuć jego charakter i przebytą historię, więc jestem usatysfakcjonowany. Końcówka dobrze zrobiona, bo właśnie tekstami o technice zaprasza nam Zacka. Ogólnie Kenny buduje coraz większą sympatię fanów do siebie, a przecież i tak na bank ma ogromną. Także robota wykonana solidnie. Dobrze wjeżdza Zack, dostał co innego niż wywiad i jest mega fajowo. Łatwo mi sobie wyobrazić to przekręcanie imienia Riddle'a. Zrównanie z ziemią tej wygranej Kenny'ego zostało tutaj ładnie rozegrane i tekst o dziadach mi się podoba. Dalej też dobrze leci, oj podoba mi się taki Zack. xD I robi dobrą robotę mimo porażki, więc szacun, bo to nie jest łatwe. Bardzo spoko speech, jestem zadowolony. Nie licząc literówek, to ja nie mogę się do niczego przyczepić. A swoją drogą to na poprzedniej gali też zajebałem trochę literówek. XD Wszystko ma ręce i nogi w tej odpowiedzi Brytola. Wjeżdza Brutal i nie czaję tego pierdolenia o uczuciach. W sensie ja nie widzę takiego czegoś u Zacka, więc nie do końca to jest trafione, a zarzuca im to obu. Tłumaczenie po porażce trochę podobne właśnie do Brytola. Okej, jako heel może sobie tak to tłumaczyć na szczęście. W sumie to ten tekst Brutala o kończeniu proma za tych techników łatwo można odbić, bo też można bez problemu kończyć proma za sfrustrowanych dziadów, którzy tylko napierdalanie się przedmiotami uważają za wrestling. Kiepsko brzmi słuchanie, że on może złożyć kogokolwiek w 5 sekund po tym, jak go 100 letni Riddle zlał. No tak gorzej idzie mu poradzenie sobie z porażką i zrobienie promo z takim utrudnieniem niż Sabre jr. Sfrustrowany nauczyciel jogi dla socjopatów akurat spoko tekścik i mi pasuje z ust Brutala. Końcówka o rywalu jego dzisiejszym taka meh. Na pewno podoba mi się kontrast w tym zestawieniu technicy vs gość od hardcore'u. Brutal jak na razie najgorzej wypadł w tym segmencie. Nie jakoś tragicznie, ale brakuje mi tu czegoś i trochę za dużo sam się orał. Tera Elias, ze wszystkiego, co możliwe, ma jakiegoś łak dzieciaka jako theme song? Jeszcze recytacja tego, o chuj. To jest tak z dupy. XD Serio. Groteska trochę, 3 typów się tutaj wykłóca, wbija ten i sobie śpiewa. xD Ogólnie to było pisane wcześniej przed dostaniem tamtych kwestii? Bo jego gadanie ma się nijak do segmentu. Mamy masochistę, oj ja tu widzę już niestety niesamowity potencjał na postać do Sludge Factory. On zarzuca prymitywność Brutalowi, a sam używa tekstów typu jak ''jaja przy kastracji''. Hmm.. Te wyzwiska to tragedia, no to ta 1 wypowiedź jego już nie zapowiadała niczego dobrego, ale przy tej drugiej to była genialna. No bardzo złe to było i psuje segment panom wyżej. Zack Sabre Jr najlepiej, potem Riddle, następnie Brutal i długo nic i gdzieś tam Elias. No nie wyglądało to dobrze, w złym kierunku to idzie, trzeba odbić o 180 stopni raczej.

Brutal vs Shadow - Spoko ta prowokacja ze strony Shadowa, jeśli chodzi o to odklepanie. Widzę, że to się przez całą walkę przewija, ten motyw. XD Okej, to nie jest głupie, jakoś psychologicznie próbuje Elias zyskać na tym. Doigrał się w końcu, można było się spodziewać. Do przewidzenia wygrana Brutala, inny poziom. Fajnie rozpisane, płynnie napisane i dobrze się to czytało.

Zbyszek i Zygmunt - A ci łowią ryby, cieszę się, że dalej mamy ten wątek. Lubię ten klimat u nich, Zbychu to jest taka piękna postać, to jest ten majster, który obserwuje, jak robią inni i polecenia wydaje. Tak go widzę, Zygmunt go dobrze dopełnia. Podobają mi się te rozkminy, mają segment z łowienia ryb? No to nawijają o rybach, ba, jakie najebańczo - poetyckie porównania tu lecą. Niezła lekcja wrestlingu tu idzie, jeszcze okraszone to anegdotkami, Varost, czy ty jesteś takim majstrem naprawdę, że tak dobrze czujesz tą postać? Uwielbiam te jego historie. Niezła przynęta, nie powiem. XD Bardzo to fajne jest, jak Uszczelka coś zapodaje i Butla daje nam porównanie, ale takie w jego skali, czyli na przykład oczekiwanie trzech dni. Podobał mi się ten segment. Dobrze to chodzi - Zbyszek prowadzi te segmenty i Zygmunt dodaje coś od siebie. Miło mi się to czytało, nawet wrestling wpleciono w to, więc dobra robota.

Halloway vs Butla - Derek nazwisko zmienił chyba, bo w zapowiedzi jest Hallowayl zamiast Halloway. Jak słodko, że Zbychu jest przy ringu. Widzę, że kolejna wersja nazwiska i Holloway jest pisane, trzy nazwiska już na tej gali ma Derek. No jest tu trochę smaczków związanych z gimmickami obu, jest Uszczelka przy ringu, można być usatysfakcjonowanym. Tylko wielokrotne przekręcanie nazwiska w tej walce to akurat kiepska sprawa. Ewentualnie spisek? Akcje dobrze rozpisane. Co do wyniku, to mam problem, bo ogólnie Butla ma to do siebie, że po porażce z nim i to czystej, to jest się zakopanym konkretnie. Jak ja lubię Zygiego, to po prostu to nie jest poważna postać i porażka z kimś, kto dosłownie jest żulem i ma nawet wygląd żula, jest niedopuszczalna dla PRAWIE każdego. Halloway będzie mógł to still zrzucić na jakiś spisek czy coś, ale co dalej? Co gdy przyjdzie do walki z jakąś poważniejszą personą i ona przesra na Zygmunta. No to jest ciężki temat.

Oczywiście 100 razy sprawdzałem swój segment, ale musiałem dać dupy. Przy wejściu miało być, że jest na rampie, a nie na apronie, ale musiałem pojebać, bo inaczej byłoby za dobrze. Eh. https://zapodaj.net/images/de66d13715900.png to link do wyglądu Dolnicka, bo się zdupcył ten podany link w segu.

Derrick i Mateusz - Ajć, Over and Under dalej nie zmienione, no szkoda. Co do treści, no niestety mocno to nijakie, oj kurcze. No Slayer wybrał sobie ciężką postać do prowadzenia, zwłaszcza na początku i to takim, gdzie już przegrał. Ja w tej pierwszej wypowiedzi niestety nie widzę nic ciekawego i jest to po prostu ok. Zbyt generic to jest, może przy jakimś programie się rozkręci, ale to naprawdę będzie mega trudne prowadzenie tej postaci. Trzymam kciuki jednak. U Mateusza kodowanie segmentu to jeszcze gorsze niż u Eliasa chyba jest. Bardzo żle się to czyta, oj bardzo. No ale jakoś trzeba przeboleć zły format wypowiedzi. Publiczność w Chicago? Nie jesteśmy w Chicago na tej gali. Reszta tej treści też generic jak u oponenta, tylko to jest generic heel, który ma jakieś zamiłowanie do oliwki, ale dobrze, no przynajmniej to go wyróżnia, Lopez miał o czym gadać dzięki temu. xDD Niby tu próbuje jakoś odbijać piłeczkę, ale mocno meh to jest. Czemu ten Derrick tak przeklina? W sensie no on taką wiązankę w jednym zdaniu posłał, po co tak? U Brutala aż tak nie zwracam uwagi na to, chociaż też sporo tego, ale on taki zawsze był i da się to przeboleć. Mantel za to jest niby taki normalny i teraz zaczyna sadzić tymi przekleństwami, nie tędy droga, tym się nie wyróżni w dobry sposób. Teksty ze wspinaniem się po drabinie to ja już tyle razy widziałem, że błagam.. Oklepane, bardzo. Kurde, mógł konkretnie wyjaśnić Mateusza, ale nie siadło to. Nadal raczej lepiej niż rywal, bo kodowanie dobre przynajmniej. Tylko no chciał sobie dodać charakteru w tej wypowiedzi, to dodał w kiepski sposób. Teraz znowu Mateusz, jaki RVD znowu? xD Skąd tu nasz General Manager się wziął, jeszcze nie zdarzyło mu się walczyć w tej federacji. Na koniec walnął tekstem w stylu Bone Breakera, po wygranej nad nim został jego mentorem? Nie no kiepskie to niestety. Mateusz więcej emocji na pewno pokazał, ale nie powiedziałbym, że wykorzystał w jakiś sensowny sposób fakt, że on odpowiadał na kwestie przeciwnika. Dużo też bullshitu tu było, typu Chicago, RVD, do tego kodowanie. No nie jest za dobrze i trzeba wziąć porady od ludzi w komentarzach i wziąć się za siebie. Nic nie jest jeszcze stracone, trzeba się uczyć. Żaden z panów niestety mnie tu nie kupił. Segment obessał konkretnie.

Mantel vs MateuszMW - Czasem brak tu przecinka, który by zachował właściwy sens zdania. Do tego widzę, że pisała to osoba z podlasia. xD Co ten Mateusz w move secie ma tak o Swanton Bomb? Jest i oliweczka. XD Jakby nie było, to byłbym smutny. No ale to taki jedyny smaczek w tej walce tak naprawdę. Nie będę się czepiał o to, to tylko walki tygodniówkowe. W porządku napisane. Wygrał zasłużenie Derrick. Akurat posty Mateusza czytałem i nie podobało mi się to, że dał je 2, plus odpowiadał sobie bezpośrednio na post Slayera i jeszcze wchodził w interakcję z jego zawodnikiem. Nie robi się tak.

RVD i Allan Hill - Eh, czyli serio będzie pizdo GM kolejny, w dodatku typ, który jest znany z hardcore zachowuje się w ten sposób, dlaczego? Po prostu dlaczego? W imię czego jest tak spokojny i pizdowaty, skoro Allan to jest random, który sobie go tutaj traktuje jak śmiecia. No potem na szczęście coś z tym zrobił jednak, bo już serio byłoby bardzo źle, jakby dalej nie reagował. Dobrze to Hilla nakreśla jako tego narwańca, no i to tyle mogę powiedzieć o tym segmencie. Bo nie ma tu za wiele treści. Ja tylko nadzieję mam, że ten RVD naprawdę wyciągnie jakieś konsekwencje, a nie tak pieprzy tylko. No i niech ten segment prowadzi do czegoś sensownego.

Preston Steele i Miguel Escobar - Dobre serce ma chłopak i to mogę głównie o nim powiedzieć. Nie ma tutaj czegoś, co przykuwa uwagę niestety. Jest tutaj dalej gadanie o tym ojcu, jak on tak co galę będzie gadać o tatusiu, to będzie przegięcie. Rozumiem, że taki jego gimmick, ale na razie to o nim można powiedzieć tylko tyle, że chce zbudować własną markę, ale w sumie co chwilę gada coś o swoim tacie i to z tego i tak jest znany i pewnie będzie. Rywale też zapewne będą nawiązywać do tego i będzie ciągle to samo, obawiam się tego, ale liczę na pozytywne zaskoczenie. Escobar to tutaj jak NPC trochę. Ratuje go fakt tej partnerki i że to dodaje mu czegokolwiek. Nie ma tu za wiele do oceny z jego strony, więc też nie ma co się czepiać. Story o zgubiony zegarek? No ja jestem ciekaw, co zostanie wymyślone z tego i do czego to doprowadzi, bo na pierwszy rzut oka to nie brzmi jakoś porywająco.

Riddle vs Ryback - Jest i wyczekiwany rewanż. ''The Big Guy wstaje z niezadowoloną'' Czym? Łodzią, na której odpłynie po armbarze? Wybaczcie, musiałem. Potem kolejny moment, gdzie zabrakło słowa. Ugryzienie, by nie odpłynąć, mądrze, bo już kolejne memy nadchodziły. Ostatecznie wygrywa Riddle. Tak obstawiałem, rozpisanie tego no takie se. Zabrakło momentami słów, wielkie historycznie starcie, ale nic tutaj ciekawego nie było.

Ryback po walce - Oho, jest atak po walce, to dobrze akurat. Bo jakby on przy całym tym swoim gimmicku zebrał czysty wpierdol i w sumie nic by się dalej nie stało, to byłoby bardzo kiepsko. Nawiązanie do pipe bombu naciągane trochę, ale o tyle właśnie ma ten sens, że Punk go na komentatorce pojechał. Ja pierdole, jakie suchary. XDD Do jego gierek słownych się nie czepiam, fajnie jest coś przekminionego poczytać czasem. Co prawda to się gryzie z postacią Rybacka, jakiego znamy z WWE. Ten nasz, e-fedowy, co już z 10 lat istnieje, to on zawsze taki był, ja go takiego pamiętam. Zapowiedź chyba feudu? No cały ten jego gimmick w postaci jest oparty o ten feud, tylko co z Riddlem i turniejem, bo tak patrząc na to wszystko, to Ryback powinien mu przeszkadzać teraz. Ogólnie poszedłbym właśnie w taką psycho stronę jego i mógłby mieć obsesję na punkcie tego Kenny'ego. Całość solidna i oby prowadziła do wielkich rzeczy.

Pobite gary  - Fajny wstęp i fakt, że te potrawy dopasowane są do Cavazosa. Fakt jego pochodzenia bardzo tutaj pomaga. Ja bym zjadł takiego ziemniaka w wersji z Tijuany, kurde, same dobre rzeczy przecież. Na razie jest klimatycznie. Chłop co sobie swoją tequille reklamuję, szanuję, podoba mi się to. xD Pasuje to tutaj i jestem w stanie to sobie wyorazić, fajnie. Fajny pocisk od McŁowicza z tym krzyczącym mięsem i charakterem. Co za prymitywny suchar od Cavazosa, ale jest git, podoba mi się taka odpowiedź na to. xD Bardzo luzacko tutaj Jorge wypada. Ta dłuższa jego wypowiedź też spoko. Rob dał kilka krótszych kwestii, ale błyskotliwe szpilki powbijał. Czas na diss. No przyjemny, bicik pasujący do Cavy, tekst git. Mam nadzieję, że to serio jest pisane samemu, bez pomocy ai. Bo o ile ja nie mam nic do używania sztucznej inteligencji, tak jeśli chodzi o kwestie kreatywne, no to nie. Nie o to chodzi, jakby to nie Ryse wymyślał całe, to byłbym bardzo zawiedziony. Całość mega spoko, Cavazos niby tu powinien być pożarty, ale nie było tak. Mimo formatu, który raczej żadnemu gościowi Roba nie sprzyja, to Jorge poradził sobie i fajnie nam sprzedał swoją postać. Podszedł z luzem do tego i wypadł tu dobrze, nie został zjedzony. Jestem usatysfakcjonowany. Po części też rozumiem zarzuty Remika co do całego tego programu.

Cavazos vs McŁowicz - Walka raczej bez większych błędów. Okej się ją czytało, co do finiszu... szkoda Cavy, szkoda przez ten segment wyżej, ale czytałem oba posty u panów i po prostu w nich wypadł lepiej Rob, więc zasłużenie.

Steele i Escobar v2 - Nikogo by nie posądził o posiadanie takiego zegarka? Myślę, że sporo zawodników, to tutaj jest zarobionych z wrestlingu i innych rzeczy. Sam Riddle to sobie udziały w klubie NBA ogarnia, a inni myślę, że też biedni nie są, ale rozumiem, że Escobar mógł tak zarozumiale myśleć. Oddał zegarek i to tyle? No okej bylo, to raczej po prostu otworzenie furtki do czegoś jeszcze większego. Ten Montclair to jeszcze bardziej by przypadł do gustu Escobarowi. Segment w porządku, nic więcej nie mogę powiedzieć, liczę, że jest na to jakiś fajny pomysł.

Dickinson - Oho, ewolucja w odklejeńca, ale pasuje mi to. Zaintrygowany jestem. Trochę podobny vibe do mojego Nathana Martina w wersji solipsysty, który też myślał, że jego mózg kreuje cały świat i był odklejony dzięki temu. Całość oceniam pozytywnie, podoba mi się to. Zgrabnie rozpisane wszystko i buduje jeszcze większą ciekawość względem naszego poety. Czekam na dalsze losy. To jest fajny kierunek, w jakim ta postać może iść. Sporo z tego można wycisnąć. 

Escobar vs Sabre jr - Ładnie rozpisana walka, dobre tempo, styl pisania przyjemny, mi się podobało. Zack na tej gali zdecydowanie lepiej wypadł, ale oni mają zupełnie dwie inne historie, plus na BS nie wiem jak było, ale no dobrze, że Brytol to ugrał, bo jakby odpadł tak szybko, to lipa, lepszy poziom prezentuje niż szybkie 0-2 i do domu.

Dan Dowson - Jest i dziadek. Jakich on się pytań spodziewał? Rozumiem, że reporterzy często są irytujący, ale serio, po takim rozbracie z ringiem, to raczej nie mieli o co innego pytać. Czuć wyższość od niego, to dobrze, w końcu jest heelowym dupkiem, jak to ma wpisane. Wszystko zgodnie z gimmickiem. Było przyzwoicie, ale to postać, od której oczekuje się więcej. Może podczas pierwszego spotkania z ringiem się bardziej wygada, no tutaj było spoko. Nie mam się co czepiać, ciekawi mnie, kto będzie jego pierwszą ''ofiarą''. Kto jest u nas taki najbardziej instagramowy? Hmm... nie wiem. Czekam na dalsze losy.

Montclair - Podoba mi się klimat i zamysł tego segmentu, czyli migawki do róznych ''bogackich'' miejsc, gdzie on nam rzuca jakieś porównania. Fajne to. Kurde no, podoba się mnie to. Wszystko ma tutaj ręce i nogi i buduje jeszcze większą antypatię do tego gościa, ale przy okazji i ciekawość. Do tego ukazuje duże ilości charakteru u niego. No jestem usatysfakcjonowany tym, co tutaj zobaczyłem i widzę potencjał w tej postaci. Był tutaj pomysł, było dobre wykonanie. Treść wypowiedzi ciekawa. Good job.

Uszczelka vs Steele - Jest i doping ze strony Zygmunta, no to takie słodziaki są... XDDDD Brutal niezły pocisk na japsko dostal tutaj. Potem też są zabawne wstawki, miło. Zygi to widzę czynny udział wręcz w tej walce bierze. Unik niczym przed fiskusem. XD Ktoś się dobrze bawił podczas pisania tego. Dużo fajnych smaczków tutaj, podoba mi się to. Dzięki temu można było przez walkę z uśmiechem przebrnąć. Akcje też spoko. No to co, turn Steele'a nadchodzi? Bo wpierdol od hydraulika, który chla.. trochę lepiej niż od Butli. Chociaż Cavazos też napierdziela tequille ciągle, ale brzmi to lepiej niż amarena po prostu, a obaj chlają. Cóż.

Derek Halloway - XDD konkretny początek. Sam zamysł na to rodem z jakiejś kreskówki, ale kupuję to i czytam z przyjemnością. Kurwa, ta końcówka. XD Nie no, piękny segment, już tyle czasu dłubię ten komentarz i cieszę się, że pod koniec trafił się ten ananasek z takim czymś. Cudowna, groteskowa scena. Podoba mi się pomysł na to, kryjówka też super. No wszystko tu grało i buczało. Szur to doprawdy piękna postać jest.

Axel Blaze - Jest i wywiad. Jak na razie wywiady wygrywają z zawodnikami. Czy tutaj też tak będzie? Aha, chłop co tutaj zaczął ją podrywać. xDDD Wyszło mu, trzeba przyznać, poleciała na to, jakie potencjalnie emocje może dostarczać.  Farciarz. Maria dobra niunia, nie wiem czy ona z Riddlem nie była powiązana kiedyś, oni nie są razem w e-fedowej rzeczywistości? Wydaje mi się, że na pewno w segmentach 100 lat temu kiedyś chyba była powiązana z Kennym, ale może mi się coś ujebało. Chociaż avatar Fotiego.. Co do segmentu, krótki, przyjemny, z fajnymi kwestiami, nakreśla nam charakter Blaze'a jako kobieciarza.  Coś więcej ciężko dodać, Remik sprytnie ominął częstą sztampowość wywiadów i przekuł to w swoje gimmickowe rzeczy.

Blaze vs Dickinson - Kurde, no konkretne tempo było i dużo akcji, postarano się, by obu tutaj dobrze pokazać. Aż ciekawe, jakby cała ich walka wyglądała. Pozytywnie oceniam rozpisanie tego pojedynkui, styl przejrzysty, tempo dobre. Czuję, że to Remik pisał. A wynik? Tak obstawiałem ja i większość. Axel ugruntował swoją pozycję jako już w sumie jeden z faworytów. Może tego odklejenia Dickinsona mi tu troszkę zabrakło? Też może on po prostu w walkach się tak nie zachowuje.

Co do podsumowania gali, no to było więcej słabych momentów niż na poprzedniej. Te dwa tygodnie temu te słabsze momenty, to zazwyczaj po prostu były przeciętne. Tutaj było nie dość, ze sporo przeciętności, to zdarzyły się dosyć kiepskie rzeczy. Na pewno odbiór poprawiają nasze wszystkie komediowe misie.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
31.05.2026, 09:30
#6
Earlier tonight z Rybackiem
Fajna, nie za długa wstawka na sam początek podkreślająca, że Ryback będzie skreślał w stronę komediową i historię między oboma zawodnikami, którzy się dzisiaj zmierzą. Mam nadzieję, że da jeszcze coś od siebie na tej gali, bo w końcu chciałbym coś więcej od niego zobaczyć.

Komentatorzy
Tym razem zostali oni zdecydowanie skróceni względem ostatniej gali i nie powiem, żeby ten pomysł mi się podobał. Wypowiedzieli się tak więcej o 2-3 walkach, a wszystkie pozostałe potraktowali tak po macoszemu. Moim zdaniem mogli być tak jak było, długość ich mi nie przeszkadzała. Byle nie starali się być głównym punktem gali. Sam zamysł na nowego gościa jest bardzo fajny. Mamy kilka ciekawych wymiana zdań między Mizem, a Hajto. Koniec końców nie było to tragiczne, ale ja bym wolał, żeby było to bardziej jak na ostatniej gali, żeby o każdej walce coś powiedzieli.

Riddle/ZSJ/Brutal/Elias
Riddle nam zamyka pierwsze Colosseum i otwiera zarazem drugie. To dobitnie pokazuje kto tu będzie Maine eventerem. Same promo takie dosyć typowe jak na face'a. Fajnie objaśnił dlaczego go nie było, co go skłoniło do powrotu i tak dalej. W sumie jak tak to czytam to jakoś dupy to nie urywa. Z tego co pamiętam to FoTiego stać na dużo więcej. Potem wchodzi Sabre Jr i chyba tak trochę z dupy atakuje Kennetha, bo ani ze sobą nie walczyli na pierwszej gali ani nie mieli ze sobą jakieś wspólnej historii. Całkiem dużo wymyślił sposobów na przekręcenie jego imienia. Całe promo utrzymane w takim fajnym, heelowym charakterze. Użył też w sumie całkiem dobrych argumentów, ja tam kupuję jego promo. Moim zdaniem jest progres w porównaniu z poprzednim tygodniem i w jakiś sposób wybrnął z porażki z ciężkim rywalem. Potem pojawia się Brutal, który od razu wchodzi w swój agresywny styl i w jakiś sposób starał się odbić argumentami od porażki. On w sumie bardziej jest takim hardcorowym pojebem to bardziej by mi pasowało do niego jakby powiedział coś w stylu, że w dupie mam wynik walki. Fajnie, że Michał jakoś wypośrodkował te przekleństwa w promie, bo już kuje to tak w oczy do przesady. Nie ma tutaj tragedii, ale z tej trójki jak na razie chyba najsłabszy. Potem wchodzi Elias i muszę przyznać, że w pierwszej części naprawdę fajnie się wczuł w swoją postać. Fajnie tutaj wypadł jako taki odklejeniec. Potem w drugiej części przechodzi do Brutala i czytając to odnoszę takie wrażenie jakby Elias przypomniał sobie spiny z Michałem na chatboxie na początku xd. Trochę obniża to poziom całego jego występu na tej gali, bo dużo tutaj przekleństw, aż za dużo moim zdaniem. Brutal był w stanie to ogarnąć, żeby z tym nie przesadzać, a Elias teraz tak poszedł no dosyć słabo pod tym względem. Jest też kilka fikołków logicznych w jego promie jak lewatywa krzesłem albo stanie fiutem. Szkoda, bo miało to potencjał, ale jednak drugą częścią to zepsuł i był zdecydowanie najgorszy z tej czwórki. Nie mniej jednak przyjemne otwarcie całej gali ze strony tych zawodników.

Mike Brutal vs. Elias Shadow
W sumie nie ma co się dziwić, że Brutal tutaj wygrał. Lepiej się pokazał na samej gali, bo w moich oczach Elias popsuł sobie wszystko drugą częścią swojej wypowiedzi. Nie czytałem prom na bs’ie, ale Michał też ma większe doświadczenie i tam też pewnie był od niego lepszy.

Butla/Uszczelka
Już przy samym opisie jak panowie ubrani są można się uśmiechnąć. To jest idealna para na pierwszych mistrzów tag teamowych jeżeli kiedyś takie pasy będą stworzone xd. Naprawdę przyjemna pogadanka ze strony panów. Mimo, że było to całkiem długie jak na taki segment to wcale mi się nie dłużyło czytając ten segment. Uszczelka fajnie wrzuca w swoich wypowiedziach te hydrauliczne wstawki i fajnie przedstawia sposób w jaki liczy, że odniesie zwycięstwo. Zyga również fajnie się wczuł w swoją rolę. Widać, że z Loliksbola (jeżeli przekręciłem nick to sory) coś jeszcze będzie skoro już na początkach swojej przygody z efedami tak fajnie pisze. Bardzo przyjemny przerywnik po poważnym otwarciu gali.

Derek Halloway vs. Zygmunt Butla
Znowu mamy walkę dwóch komediowych postaci, niedługo wyczerpiemy zasoby takich pojedynków jak tak dalej pójdzie. Szczerze mówiąc to z jednej strony trochę mnie dziwi, że wygrał Butla, bo Zimny moim zdaniem jest na razie lepszy w swojej postaci, ale z drugiej strony on jednak tego zwycięstwa nie potrzebuje aż tak bardzo. Bez tego jego postać też się obroni.

Lopez/Dolnick
Bardzo fajny wstęp do tego segmentu ze strony Jose. Dobrze pokazał się z heelowej strony oraz podobało też mi się, że od razu zaczął atakować chyba wszystkich przegranych ze swoich pojedynków. Nowy program? Fajny pomysł, ale oby nie długości Pobitych Garów xd. Jedyne do czego można się przyczepić to można było chyba darować sobie wątek Paf Diddiego czy jak on tam dokładnie ma, bo dla niektórych może to być niesmaczne. Pierwszym gościem okazuje się Jean-Pierre Dolnick i od razu wiemy, że jeżeli mamy w segmencie te dwie postacie to będzie to mocny punkt gali. Podobał mi się szczególnie moment z rozkręconym krzesłem i liczeniem lat. Potem mamy odpowiedź Lopeza i szkoda, bo moim zdaniem mocno się tutaj przejechał po Dolnicku. Szkoda, bo jest to super postać co chyba każdy się zgodzi, a tutaj mi się wydaje, że Carni po prostu wystawi Jeana po to, żeby sobie podbudować Jose Lopeza. Nie mniej jednak bardzo dobry segment. Aż szkoda, że Carni spóźnił się na początek turnieju.

Mantel/Mateusz MW
Derrick otwiera nam ten segment i fajnie odniósł się do porażki z ostatniej gali. Dobrze też dodał moment podkreślenia, że jest inny niż wszyscy, bo pasuje to do jego gimmicku. Całkiem przyjemnie odniósł się również do swojego rywala. U Mateusza na pierwszy rzut oka kuje to jak skonstruował swoją część. Musimy się zastanawiać kiedy opis wejścia do ringu przechodzi do jego wypowiedzi. Zdecydowanie jest do poprawy, bo nie chodzi w tym o to, żebyśmy się domyślali kiedy zaczyna mówić. Sama wypowiedź jest tam w miarę poprawna. Bardzo agresywne jak już to przystało na Mateusza MW. Ciekawy argument, że on raczej woli czyny niż gadanie. Następnie mamy odpowiedź Mantela, który moim zdaniem w odpowiedzi do rywala wypadł tutaj bardzo dobrze w porównaniu do tego jak musiał sam zaczynać. Bardzo dobrze wypunktował chyba każdy argument jaki zdążył wysunąć Mateusz. Widać, że powoli zaczyna się nam Slayer rozkręcać. Teraz mamy odpowiedź Mateusza i gdzieś tam próbował odbić argumenty swojego rywala, jednak moim zdaniem nie wyszło mu to tak dobrze jak poprzednikowi. Pomylił fakt, że Mantel nie walczył z RVD oraz argument, że o jego walce się mówiło, a o Mantela nie jest tak trochę z dupy, bo niby czemu? Moim zdaniem Derrick wypadł tutaj lepiej, chociaż też potrzebował trochę czasu, żeby się rozkręcić.

Derrick Mantel vs. Mateusz MW
Fajnie, że Derrick odbił się po porażce z pierwszej gali, bo widać, że Slayer bardzo się stara i zasłużył na to, żeby być jeszcze w grze. Mateusz z kolei ma jeszcze trochę do poprawy w swojej postaci. Przede wszystkim mógłbym to poprawić, żeby lepiej było to sklejone, a nie, że się trzeba zastanawiać czy to opis jeszcze czy już wypowiedź.

Steele/Escobar
Swojej części nie będę oczywiście komentował. Krótkie to było, bo miało być to tylko wprowadzenie do następnego segmentu, ale Miguel fajnie nas tu zaciekawił co może mieć do powiedzenia Prestonowi, bo jednak jeden to face, drugi to heel.

Kenneth Riddle vs. Ryback
Tutaj też nie ma większego zaskoczenia, że to Riddle przechodzi dalej. Mimo tego, że moim zdaniem Riddle nieco obniżył loty w porównaniu do ostatniej gali to cały czas chyba był nieco lepszy niż Ryback. Fajnie też, że nie zostało to rozegrane tak, że Ryback przegrał i chuj, bo możemy to dalej pociągnąć w stronę ich feudy zwłaszcza biorąc pod uwagę ich całą historię.

Ryback
Przede wszystkim fajnie, że The Big Guy mimo porażki miał okazję się potem podbudować atakując rywala. Już na samym początku mamy pierwszy heel turn? Ciekawie nam się tutaj robi. Krótkie to było co prawda to co dostaliśmy od niego, ale zdecydowanie zaciekawiło jak on będzie wyglądał dalej w tej heelowej odsłonie.

Pobite Gary
Na pewno jest tutaj łatwiej przez to przebrnąć jeśli chodzi o czytanie niż tydzień temu. Było bardziej zwięźle czego każdy się domagał, ale mimo to udało się moim zdaniem zachować klimat programu. Mój brat podszedł do tego programu mniej bojowo niż ja tydzień temu i moim zdaniem wybrnął z tego swoimi pomysłami. Reklama tequili to na pewno ciekawy i oryginalny pomysł, ale czemu jak się wchodzi w link to nic tam nie ma? xd Fajnie też Cavazos przedstawił nieco nam historię swojej postaci, bo tydzień temu chyba tego nie zrobił. Na pewno na plus też wyszło skrócenie samego dissu, bo aż 2-3 minuty piosenki nie są aż potrzebne. 16 linijek (bo pewnie to tyle jest) też wyszło dobrze. Fajnie, że Jorge też nie dał za wygraną i skoro spróbowali dania to spróbowali też tequili. Meksykanin kradnie powiedzenie smakuje? Ciekawe. Całkiem fajny segment. Obydwoje pokazali się tutaj bardzo dobrze, nie dłużyło się to czytając. Moim zdaniem na teraz nieznacznie lepiej wypadł Rob.

Jorge Cavazos vs. Rob McŁowicz
Tutaj mamy walkę gdzie mi osobiście ciężko by było zdecydować kto ma to wygrać. Cavazos dobrze się pokazał na pierwszej gali, a na tej jeszcze lepiej. Rób z kolei cały czas trzyma poziom mimo narzekania na długość segmentu. Mam nadzieję, że Jorge jeszcze się odbije i powalczy o ten Fatal Four Way.

Steele/Escobar
Kolejny z moim udziałem. Miguel tak dosyć dziwnie tutaj wyszedł moim zdaniem. Najpierw jako heel przymila się do face’a co wygląda co najmniej dziwnie. Na szczęście podkreślił tam w momencie rozmowy o akcji charytatywnej swój czarny charakter. Ciekawi mnie co z tego wyniknie, bo niby panowie są teoretycznie bardzo podobni do siebie, a jednak różni.

Edgar Dickinson
Mamy znowu segment Edgara, w którym dużo nie mówi, ale przynajmniej w końcu coś nam powiedział. Nie mniej jednak mimo małomówności jego cały czas klimat jego postaci bije do nas bardzo mocno z tych segmentów i cały czas mam takie uczucie rosnącego zaciekawienia jego postacią i co dalej wymyśli. Niestety, Emiel każe nam czekać jeszcze co najmniej tydzień na jakąś dłuższą wypowiedź. Tak czy siak kolejny bardzo mocny punkt gali w jego wykonaniu.

Miguel Escobar vs. Zack Sabre Jr.
Zack moim zdaniem w tym tygodniu pokazał się znacznie lepiej niż w poprzednim. Escobar z kolei cały czas odnoszę wrażenie uczy się swojej postaci. Już ma co prawda trochę bardziej ją dopracowaną, ale cały czas może być bardziej wyrazista. Zwycięzca co prawda zasłużony i ma szansę się pomieszać jeszcze w tym turnieju jakby utrzymał poziom.

Dan Dowson
Ciekawy wybór na przedstawienie pierwszy raz postaci. Konferencji prasowej chyba jeszcze w efedach nie widzieliśmy, ale chyba z uwagi na wszystko czego dokonał już we wcześniejszych federacjach to tutaj to akurat pasuje. Dan bardzo fajnie odpowiedział na kilka pytań przedstawiając jakie ma teraz przed sobą cele. W sumie dobrze wybrnął z tych pytań od dziennikarzy. Ciekaw jestem, w którą stronę jego postać pójdzie i co pokaże jak już będzie miał segment na gali z konkretnym zawodnikiem.

Lord Sebastien de Montclair
Kolejny segment od Francuza ukazujący nam, że nie jest zwykłym szarym człowiekiem. Dalej mówi w takim tonie jakby uważał się za lepszego, ale moim zdaniem tydzień temu wypadł nieco lepiej, bo mówił takim słownictwem mocno jak typowy szlachcic i liczyłem, że w takim kierunku pójdzie, bo mocno go to wyróżniało w moich oczach. Tak czy siak cały czas jest tutaj ciekawie i jestem ciekaw co zostanie dla niego wymyślone, bo ile czasu można się opierać na takich winietach? W sumie to są trzy postacie takie zgrywające bogaczy z wyższych sfer, może jakaś stajnia?

Zbyszek Uszczelka vs. Preston Steele
No i mamy walkę mojego zawodnika, więc nie chciałbym się tutaj nad wynikiem rozwodzić za bardzo. Pewnie na excelu była tutaj bardzo wyrównana walka, więc każdemu pewnie ciężko było zdecydować w typerze kto ma to wygrać. Zbychu już ma spokój, a ja jeszcze cały czas mam szansę awansować w turnieju.

Derek Halloway
Te segmenty Dereka są poprostu świetne. Czytając to czuję się jakbym oglądał jakąś komedię w takim właśnie stylu. Wszystko jest napisane tak fajnie, że można bardzo szybko przez to przebrnąć czytając to i mieć ochotę na jeszcze czekając na następną galę. Aż szkoda, że Halloway już odpadł z turnieju, chociaż w sumie do postaci o takim gimmicku w ogóle tego nie potrzebuje. Doskonale sobie poradzi bez tego pasu.

Axel Blaze
Moim zdaniem taki dziwny jest ten segment w jego wykonaniu. Tydzień temu był zdecydowanie lepszy moim zdaniem. Tutaj była taka normalna gadka jak w wywiadzie, a Maria tak trochę z dupy zaczęła się zachowywać jak gimnazjalistka, która rozmawia z najprzystojniejszym chłopakiem w całej szkole. Nie było to złe, ale po ostatnim tygodniu spodziewałem się po nim czegoś więcej.

Axel Blaze vs. Edgar Dickinson
Zasłużona walka wieczoru. Dwóch zawodników, którzy w moich oczach najlepiej się pokazali w tamtym tygodniu. W tym tygodniu z kolei lepiej wypadł wg mnie Edgar, ale jednak to nie on zostaje zwycięzcą tego pojedynku. Axel może być już spokojny, Dickinson z kolei jestem przekonany, że w walce o wszystko sobie poradzi.

Ogólna ocena gali
Mogę się chyba zgodzić ze stwierdzeniem osób, które wyprzedziły mnie w komentarzu, że ogólny poziom nieco się obniżył względem pierwszej gali, ale nie oznacza to też, że wyszło totalne gówno. Nie mogę się doczekać aż zaczną się jakieś feudy, bo na razie to tak dziwne się to czyta jak nie ma żadnych konfliktów. Jakbym miał kogoś wyróżnić za dobre pokazanie się na gali to byliby Dickinson, Sabre Jr. i Lopez.

PRESTON STEELE 
STREAK 3-4
ACHIEVEMENTS:


ALAN HILL:
STREAK 1-2
ACHIEVEMENTS:
Odpowiedz
Cytuj
Yarexon
Colosseum
31.05.2026, 09:30 #6
Earlier tonight z Rybackiem
Fajna, nie za długa wstawka na sam początek podkreślająca, że Ryback będzie skreślał w stronę komediową i historię między oboma zawodnikami, którzy się dzisiaj zmierzą. Mam nadzieję, że da jeszcze coś od siebie na tej gali, bo w końcu chciałbym coś więcej od niego zobaczyć.

Komentatorzy
Tym razem zostali oni zdecydowanie skróceni względem ostatniej gali i nie powiem, żeby ten pomysł mi się podobał. Wypowiedzieli się tak więcej o 2-3 walkach, a wszystkie pozostałe potraktowali tak po macoszemu. Moim zdaniem mogli być tak jak było, długość ich mi nie przeszkadzała. Byle nie starali się być głównym punktem gali. Sam zamysł na nowego gościa jest bardzo fajny. Mamy kilka ciekawych wymiana zdań między Mizem, a Hajto. Koniec końców nie było to tragiczne, ale ja bym wolał, żeby było to bardziej jak na ostatniej gali, żeby o każdej walce coś powiedzieli.

Riddle/ZSJ/Brutal/Elias
Riddle nam zamyka pierwsze Colosseum i otwiera zarazem drugie. To dobitnie pokazuje kto tu będzie Maine eventerem. Same promo takie dosyć typowe jak na face'a. Fajnie objaśnił dlaczego go nie było, co go skłoniło do powrotu i tak dalej. W sumie jak tak to czytam to jakoś dupy to nie urywa. Z tego co pamiętam to FoTiego stać na dużo więcej. Potem wchodzi Sabre Jr i chyba tak trochę z dupy atakuje Kennetha, bo ani ze sobą nie walczyli na pierwszej gali ani nie mieli ze sobą jakieś wspólnej historii. Całkiem dużo wymyślił sposobów na przekręcenie jego imienia. Całe promo utrzymane w takim fajnym, heelowym charakterze. Użył też w sumie całkiem dobrych argumentów, ja tam kupuję jego promo. Moim zdaniem jest progres w porównaniu z poprzednim tygodniem i w jakiś sposób wybrnął z porażki z ciężkim rywalem. Potem pojawia się Brutal, który od razu wchodzi w swój agresywny styl i w jakiś sposób starał się odbić argumentami od porażki. On w sumie bardziej jest takim hardcorowym pojebem to bardziej by mi pasowało do niego jakby powiedział coś w stylu, że w dupie mam wynik walki. Fajnie, że Michał jakoś wypośrodkował te przekleństwa w promie, bo już kuje to tak w oczy do przesady. Nie ma tutaj tragedii, ale z tej trójki jak na razie chyba najsłabszy. Potem wchodzi Elias i muszę przyznać, że w pierwszej części naprawdę fajnie się wczuł w swoją postać. Fajnie tutaj wypadł jako taki odklejeniec. Potem w drugiej części przechodzi do Brutala i czytając to odnoszę takie wrażenie jakby Elias przypomniał sobie spiny z Michałem na chatboxie na początku xd. Trochę obniża to poziom całego jego występu na tej gali, bo dużo tutaj przekleństw, aż za dużo moim zdaniem. Brutal był w stanie to ogarnąć, żeby z tym nie przesadzać, a Elias teraz tak poszedł no dosyć słabo pod tym względem. Jest też kilka fikołków logicznych w jego promie jak lewatywa krzesłem albo stanie fiutem. Szkoda, bo miało to potencjał, ale jednak drugą częścią to zepsuł i był zdecydowanie najgorszy z tej czwórki. Nie mniej jednak przyjemne otwarcie całej gali ze strony tych zawodników.

Mike Brutal vs. Elias Shadow
W sumie nie ma co się dziwić, że Brutal tutaj wygrał. Lepiej się pokazał na samej gali, bo w moich oczach Elias popsuł sobie wszystko drugą częścią swojej wypowiedzi. Nie czytałem prom na bs’ie, ale Michał też ma większe doświadczenie i tam też pewnie był od niego lepszy.

Butla/Uszczelka
Już przy samym opisie jak panowie ubrani są można się uśmiechnąć. To jest idealna para na pierwszych mistrzów tag teamowych jeżeli kiedyś takie pasy będą stworzone xd. Naprawdę przyjemna pogadanka ze strony panów. Mimo, że było to całkiem długie jak na taki segment to wcale mi się nie dłużyło czytając ten segment. Uszczelka fajnie wrzuca w swoich wypowiedziach te hydrauliczne wstawki i fajnie przedstawia sposób w jaki liczy, że odniesie zwycięstwo. Zyga również fajnie się wczuł w swoją rolę. Widać, że z Loliksbola (jeżeli przekręciłem nick to sory) coś jeszcze będzie skoro już na początkach swojej przygody z efedami tak fajnie pisze. Bardzo przyjemny przerywnik po poważnym otwarciu gali.

Derek Halloway vs. Zygmunt Butla
Znowu mamy walkę dwóch komediowych postaci, niedługo wyczerpiemy zasoby takich pojedynków jak tak dalej pójdzie. Szczerze mówiąc to z jednej strony trochę mnie dziwi, że wygrał Butla, bo Zimny moim zdaniem jest na razie lepszy w swojej postaci, ale z drugiej strony on jednak tego zwycięstwa nie potrzebuje aż tak bardzo. Bez tego jego postać też się obroni.

Lopez/Dolnick
Bardzo fajny wstęp do tego segmentu ze strony Jose. Dobrze pokazał się z heelowej strony oraz podobało też mi się, że od razu zaczął atakować chyba wszystkich przegranych ze swoich pojedynków. Nowy program? Fajny pomysł, ale oby nie długości Pobitych Garów xd. Jedyne do czego można się przyczepić to można było chyba darować sobie wątek Paf Diddiego czy jak on tam dokładnie ma, bo dla niektórych może to być niesmaczne. Pierwszym gościem okazuje się Jean-Pierre Dolnick i od razu wiemy, że jeżeli mamy w segmencie te dwie postacie to będzie to mocny punkt gali. Podobał mi się szczególnie moment z rozkręconym krzesłem i liczeniem lat. Potem mamy odpowiedź Lopeza i szkoda, bo moim zdaniem mocno się tutaj przejechał po Dolnicku. Szkoda, bo jest to super postać co chyba każdy się zgodzi, a tutaj mi się wydaje, że Carni po prostu wystawi Jeana po to, żeby sobie podbudować Jose Lopeza. Nie mniej jednak bardzo dobry segment. Aż szkoda, że Carni spóźnił się na początek turnieju.

Mantel/Mateusz MW
Derrick otwiera nam ten segment i fajnie odniósł się do porażki z ostatniej gali. Dobrze też dodał moment podkreślenia, że jest inny niż wszyscy, bo pasuje to do jego gimmicku. Całkiem przyjemnie odniósł się również do swojego rywala. U Mateusza na pierwszy rzut oka kuje to jak skonstruował swoją część. Musimy się zastanawiać kiedy opis wejścia do ringu przechodzi do jego wypowiedzi. Zdecydowanie jest do poprawy, bo nie chodzi w tym o to, żebyśmy się domyślali kiedy zaczyna mówić. Sama wypowiedź jest tam w miarę poprawna. Bardzo agresywne jak już to przystało na Mateusza MW. Ciekawy argument, że on raczej woli czyny niż gadanie. Następnie mamy odpowiedź Mantela, który moim zdaniem w odpowiedzi do rywala wypadł tutaj bardzo dobrze w porównaniu do tego jak musiał sam zaczynać. Bardzo dobrze wypunktował chyba każdy argument jaki zdążył wysunąć Mateusz. Widać, że powoli zaczyna się nam Slayer rozkręcać. Teraz mamy odpowiedź Mateusza i gdzieś tam próbował odbić argumenty swojego rywala, jednak moim zdaniem nie wyszło mu to tak dobrze jak poprzednikowi. Pomylił fakt, że Mantel nie walczył z RVD oraz argument, że o jego walce się mówiło, a o Mantela nie jest tak trochę z dupy, bo niby czemu? Moim zdaniem Derrick wypadł tutaj lepiej, chociaż też potrzebował trochę czasu, żeby się rozkręcić.

Derrick Mantel vs. Mateusz MW
Fajnie, że Derrick odbił się po porażce z pierwszej gali, bo widać, że Slayer bardzo się stara i zasłużył na to, żeby być jeszcze w grze. Mateusz z kolei ma jeszcze trochę do poprawy w swojej postaci. Przede wszystkim mógłbym to poprawić, żeby lepiej było to sklejone, a nie, że się trzeba zastanawiać czy to opis jeszcze czy już wypowiedź.

Steele/Escobar
Swojej części nie będę oczywiście komentował. Krótkie to było, bo miało być to tylko wprowadzenie do następnego segmentu, ale Miguel fajnie nas tu zaciekawił co może mieć do powiedzenia Prestonowi, bo jednak jeden to face, drugi to heel.

Kenneth Riddle vs. Ryback
Tutaj też nie ma większego zaskoczenia, że to Riddle przechodzi dalej. Mimo tego, że moim zdaniem Riddle nieco obniżył loty w porównaniu do ostatniej gali to cały czas chyba był nieco lepszy niż Ryback. Fajnie też, że nie zostało to rozegrane tak, że Ryback przegrał i chuj, bo możemy to dalej pociągnąć w stronę ich feudy zwłaszcza biorąc pod uwagę ich całą historię.

Ryback
Przede wszystkim fajnie, że The Big Guy mimo porażki miał okazję się potem podbudować atakując rywala. Już na samym początku mamy pierwszy heel turn? Ciekawie nam się tutaj robi. Krótkie to było co prawda to co dostaliśmy od niego, ale zdecydowanie zaciekawiło jak on będzie wyglądał dalej w tej heelowej odsłonie.

Pobite Gary
Na pewno jest tutaj łatwiej przez to przebrnąć jeśli chodzi o czytanie niż tydzień temu. Było bardziej zwięźle czego każdy się domagał, ale mimo to udało się moim zdaniem zachować klimat programu. Mój brat podszedł do tego programu mniej bojowo niż ja tydzień temu i moim zdaniem wybrnął z tego swoimi pomysłami. Reklama tequili to na pewno ciekawy i oryginalny pomysł, ale czemu jak się wchodzi w link to nic tam nie ma? xd Fajnie też Cavazos przedstawił nieco nam historię swojej postaci, bo tydzień temu chyba tego nie zrobił. Na pewno na plus też wyszło skrócenie samego dissu, bo aż 2-3 minuty piosenki nie są aż potrzebne. 16 linijek (bo pewnie to tyle jest) też wyszło dobrze. Fajnie, że Jorge też nie dał za wygraną i skoro spróbowali dania to spróbowali też tequili. Meksykanin kradnie powiedzenie smakuje? Ciekawe. Całkiem fajny segment. Obydwoje pokazali się tutaj bardzo dobrze, nie dłużyło się to czytając. Moim zdaniem na teraz nieznacznie lepiej wypadł Rob.

Jorge Cavazos vs. Rob McŁowicz
Tutaj mamy walkę gdzie mi osobiście ciężko by było zdecydować kto ma to wygrać. Cavazos dobrze się pokazał na pierwszej gali, a na tej jeszcze lepiej. Rób z kolei cały czas trzyma poziom mimo narzekania na długość segmentu. Mam nadzieję, że Jorge jeszcze się odbije i powalczy o ten Fatal Four Way.

Steele/Escobar
Kolejny z moim udziałem. Miguel tak dosyć dziwnie tutaj wyszedł moim zdaniem. Najpierw jako heel przymila się do face’a co wygląda co najmniej dziwnie. Na szczęście podkreślił tam w momencie rozmowy o akcji charytatywnej swój czarny charakter. Ciekawi mnie co z tego wyniknie, bo niby panowie są teoretycznie bardzo podobni do siebie, a jednak różni.

Edgar Dickinson
Mamy znowu segment Edgara, w którym dużo nie mówi, ale przynajmniej w końcu coś nam powiedział. Nie mniej jednak mimo małomówności jego cały czas klimat jego postaci bije do nas bardzo mocno z tych segmentów i cały czas mam takie uczucie rosnącego zaciekawienia jego postacią i co dalej wymyśli. Niestety, Emiel każe nam czekać jeszcze co najmniej tydzień na jakąś dłuższą wypowiedź. Tak czy siak kolejny bardzo mocny punkt gali w jego wykonaniu.

Miguel Escobar vs. Zack Sabre Jr.
Zack moim zdaniem w tym tygodniu pokazał się znacznie lepiej niż w poprzednim. Escobar z kolei cały czas odnoszę wrażenie uczy się swojej postaci. Już ma co prawda trochę bardziej ją dopracowaną, ale cały czas może być bardziej wyrazista. Zwycięzca co prawda zasłużony i ma szansę się pomieszać jeszcze w tym turnieju jakby utrzymał poziom.

Dan Dowson
Ciekawy wybór na przedstawienie pierwszy raz postaci. Konferencji prasowej chyba jeszcze w efedach nie widzieliśmy, ale chyba z uwagi na wszystko czego dokonał już we wcześniejszych federacjach to tutaj to akurat pasuje. Dan bardzo fajnie odpowiedział na kilka pytań przedstawiając jakie ma teraz przed sobą cele. W sumie dobrze wybrnął z tych pytań od dziennikarzy. Ciekaw jestem, w którą stronę jego postać pójdzie i co pokaże jak już będzie miał segment na gali z konkretnym zawodnikiem.

Lord Sebastien de Montclair
Kolejny segment od Francuza ukazujący nam, że nie jest zwykłym szarym człowiekiem. Dalej mówi w takim tonie jakby uważał się za lepszego, ale moim zdaniem tydzień temu wypadł nieco lepiej, bo mówił takim słownictwem mocno jak typowy szlachcic i liczyłem, że w takim kierunku pójdzie, bo mocno go to wyróżniało w moich oczach. Tak czy siak cały czas jest tutaj ciekawie i jestem ciekaw co zostanie dla niego wymyślone, bo ile czasu można się opierać na takich winietach? W sumie to są trzy postacie takie zgrywające bogaczy z wyższych sfer, może jakaś stajnia?

Zbyszek Uszczelka vs. Preston Steele
No i mamy walkę mojego zawodnika, więc nie chciałbym się tutaj nad wynikiem rozwodzić za bardzo. Pewnie na excelu była tutaj bardzo wyrównana walka, więc każdemu pewnie ciężko było zdecydować w typerze kto ma to wygrać. Zbychu już ma spokój, a ja jeszcze cały czas mam szansę awansować w turnieju.

Derek Halloway
Te segmenty Dereka są poprostu świetne. Czytając to czuję się jakbym oglądał jakąś komedię w takim właśnie stylu. Wszystko jest napisane tak fajnie, że można bardzo szybko przez to przebrnąć czytając to i mieć ochotę na jeszcze czekając na następną galę. Aż szkoda, że Halloway już odpadł z turnieju, chociaż w sumie do postaci o takim gimmicku w ogóle tego nie potrzebuje. Doskonale sobie poradzi bez tego pasu.

Axel Blaze
Moim zdaniem taki dziwny jest ten segment w jego wykonaniu. Tydzień temu był zdecydowanie lepszy moim zdaniem. Tutaj była taka normalna gadka jak w wywiadzie, a Maria tak trochę z dupy zaczęła się zachowywać jak gimnazjalistka, która rozmawia z najprzystojniejszym chłopakiem w całej szkole. Nie było to złe, ale po ostatnim tygodniu spodziewałem się po nim czegoś więcej.

Axel Blaze vs. Edgar Dickinson
Zasłużona walka wieczoru. Dwóch zawodników, którzy w moich oczach najlepiej się pokazali w tamtym tygodniu. W tym tygodniu z kolei lepiej wypadł wg mnie Edgar, ale jednak to nie on zostaje zwycięzcą tego pojedynku. Axel może być już spokojny, Dickinson z kolei jestem przekonany, że w walce o wszystko sobie poradzi.

Ogólna ocena gali
Mogę się chyba zgodzić ze stwierdzeniem osób, które wyprzedziły mnie w komentarzu, że ogólny poziom nieco się obniżył względem pierwszej gali, ale nie oznacza to też, że wyszło totalne gówno. Nie mogę się doczekać aż zaczną się jakieś feudy, bo na razie to tak dziwne się to czyta jak nie ma żadnych konfliktów. Jakbym miał kogoś wyróżnić za dobre pokazanie się na gali to byliby Dickinson, Sabre Jr. i Lopez.

PRESTON STEELE 
STREAK 3-4
ACHIEVEMENTS:


ALAN HILL:
STREAK 1-2
ACHIEVEMENTS:
Odpowiedz
Cytuj
31.05.2026, 14:42
#7
ET: pop przeczytaniu KP Rybacka, że ma na wszystko wyjebane pasuje mi ten wywiad do niego. Nic go nie obchodzi, więc strzeli sobie dziennikarza z liścia jak mu się tak będzie podobać. Krótkie to, ale konkretne. Jedyne co to Rob powinien trochę zareagować. W sensie, zareagował, ale za atak na osobę trzecią to chyba jakaś kara powinna być, a nie jakieś tylko słowne upomnienie. Chyba, że to po prostu zostało ucięte i jeszcze w późniejszej części gali dostaniemy konsekwencje dla Rybacka.

Komentatorzy: lekkie zaskoczenie z tym Mizem. Chłop w żaden sposób nie związany z miejscem gali. Chociaż nie ma chyba nikogo związanego z Rockford, przynajmniej ja nie kojarzę. Na pewno fajnie, że Miz pomimo bardziej face`owego odbioru pokazuje swój zarozumiały charakter i stawia swoje Miz TV wyżej od naszego show. Trochę tylko dziwnie wygląda to jak jest z Hajtą po imieniu, w końcu się nie znają. Chociaż można to zawsze skontrować, że pewnie poznali się na zapleczu gali i tak dalej. Hajto widzę konsekwentnie pisany jak jakiś ignorant. Trochę rozumiem teraz czemu został dodany. Chłop spoza branży przychodzi i nie ogarnia co się dzieje, ma to jakiś potencjał komediowy.

Riddle/ZSJ/Brutal: Kenny zaczyna od zarysowania jego życia przed powołaniem nowej federacji. Fajnie, że dowiadujemy się co się działo z weteranem przez ten cały czas. Fajnie też brzmi to, że nie jest pewny swojej jakości i swojej formy po takim czasie w ringu, a weryfikacja nastąpiła dopiero potem. Nie zaczynał z wysokiego C i nie musi się głowić co trzeba by było pisać, gdyby miał odpaść z turnieju. Rozkręcił się i nabrał teraz pewności siebie, więc rzuca i mocniejszymi deklaracjami. Dobrze, naturalnie się tutaj Riddle pokazał. Potem wchodzi Zack, od razu ładnie zarysowuje swój gimmick i pokazuje, że gardzi takimi zawodnikami jak Brutal. Nie wiem czemu mówi do niego Kendall, aż to sprawdziłem w gogle i to są z Kennethem dwa różne imiona. Dobra, Kevin to też nie jest to samo imię, to chyba po prostu taka forma braku szacunku dla rywala. Sabre Jr. mówi, że przegrał, bo nie wskoczył na swój najwyższy poziom. W momencie, kiedy jeszcze może cały czas uratować swój udział w turnieju to jeszcze jakoś o brzmi. Ale formułował to do Riddle`a, który sam w swoim promo mówił, że też nie jest jeszcze na swoim najwyższym poziomie. Przynajmniej ja to tak odebrałem. Na pewno Zack pokazał nam w tym segmencie dużo więcej mięsa niż tydzień temu, ale dla mnie Riddle pokazał się tutaj lepiej. Dalej mamy jeszcze Brutala. Mike od razu wchodzi w promo na agresji. Nie jestem pewny, czy to taki dobry pomysł po tym jak klepał w poprzednim tygodniu, ale w sumie do takiego narwańca jak on brzmi to całkiem naturalnie. Fajnie też, że pomimo całej tej agresji i złości z powodu porażki umie przyznać, że rywal był po prostu lepszy. Dobra nie doczytałem do końca, najpierw gratuluje, a dwa zdania potem, że miał szczęście kiedy Mike klepał w walce. Mógł sobie po prostu ten tekst darować. Trochę dziwne jak Brutal mówi, że jak poprzednicy są przewidywalnie, kiedy on jest (albo był i teraz chce to zmienić) jednym z najbardziej przewidywalnych zawodników ze względu na swój gimmick, przynajmniej ja tak uważam. Dobrze, że e chanty są podkreślone, że są nieśmiałe, a nie jak co poniektórzy jeszcze nie zdążyli się odezwać na pierwszej gali, a już dostawali pełny cheer. Mike zaciska szczękę mówiać dalej? A to nie jest tak, że jak zaciskasz szczękę to nie mówisz? Brutal mógł trochę więcej o swoim dzisiejszy przeciwniku. A na koniec dostajemy jeszcze Shadowa. Na samym początku muszę napisać, że trochę mało estetycznie wygląda o promo. Mamy już wypracowany jakiś standard a propos tego jak wygląda gale i jej kodowanie, a tutaj Shadow robi to kompletnie inaczej. Ten początek bardzo poetycki, bardziej pasowałoby mi to o postaci Edgara. Trochę mam wrażenie tak jakby Elias nie wiedział sam co chce zrobić z postacią. Nie ma w tym nic złego, czasem trzeba popróbować różnych rzeczy z postacią, żeby zobaczyć co najbardziej dla niej siada. Nie brzmi ten początek za dobrze. Chłop przegrał i dalej leci agresywnie w swoim promo, trochę jakby się nic nie stało. Przy doświadczonym na efedach Brutalu to jeszcze to jakoś brzmi. Tutaj jeżeli zawodnik będzie nadał przegrywał i grał takiego kozaka to może to zaprowadzić jego postać w stronę komedii. No i też trochę słabo siada tekst, że nikt nie ma progu bólu tam gdzie on. W końcu mówi to, kiedy w ringu jest Brutal, czysta legenda hardcore wrestlingu i z bólem to on jest na ty. W końcówce już czysto do Brutala to już totalnie odleciał nam Shadow. W większości to tam były wyzwiska nie poparte nawet żadnymi argumentami, no słabo się to czytało. Blisko tu było poziomem do tego co dzieje się na konferencjach freak fightowych. I co to za zakończenie - ciumkaj loczki, kutasie? Ja totalnie nie kupuje tutaj postaci Shadowa. W tym segmencie dałbym w takiej kolejności uczestników: najlepszy Riddle, potem Zack, Brutal, długo nic i na końcu Shadow.

Brutal vs. Shadow: Trochę nie rozumiem - jak można być jednocześnie wściekły i zamroczonym. Zamroczenie nie oznacza, że nie do końca ogarniasz co się dzieje dookoła Ciebie? Nie łączy mi się to. Poza tym błędem walkę mi się czytało przyjemnie. Fajnie, że w walce mieliśmy małe odniesienie do wcześniejszych wydarzeń. Trochę szkoda, że ta końcówka była mocno jednostronna i premiująca Brutala. Rozumiem, że była tutaj przepaść poziomów, ale Shadowowi będzie teraz ciężko podnieść się z takiej porażki. Zwłaszcza, kiedy cały czas nie do końca wie co chce zrobić ze swoją postacią.

Butla/Uszczelka: Nie no, panowie, szanujmy się, skarpetki i sandały? XD Ładnie opisany początek, wprowadza w klimat wędkarski. Na pewno dobrze wychodzi Zbyszkowi wplatanie takich Januszowych tekstów jak najsampierw. Przyjemna kontynuacja naszych dwóch Polaków na rybach, czuć nawet w rozmowie ten swojski klimat. Na pierwszy rzut oka wydaje się to być trochę długie, ale mamy tutaj dużo krótkich wypowiedzi i sprawnie można przemknąć przez ten segment. Obaj dobrze oddają swoje gimmicki, przyjemnie czyta się ich kwestie.

Halloway vs. Butla: Trochę ciężko mi wyobrazić jak ktoś taki jak Zygmunt Butla robi low kicka xD Sama walka wydawała się być trochę powolna, ale dobrze się to wpasowało w gabaryty obydwu. Gimmicki obu dobrze oddane w walce. Skoro Uszczelka wspierał Zygmunta przy ringu to może szykuje nam się pierwsza drużyna w LPW. Trochę dla mnie zaskoczeniem jest zwycięstwo Butli, bardziej spodziewałem się, że to spiskowiec wygra tą walkę.

Lopez/Dolnick: Fajne na początku na pewno jest pokazanie, że przejście od cheeru do buczenie to nie jest natychmiastowy proces i będzie musiało trochę czasu minąć, żeby publiczność zaczęła nienawidzić Jose, ale on na pewno też sobie na to zapracuje. Dobry początek, podoba mi się takie aroganckie podejście w stosunku do każdego, przynajmniej póki co do każdego. Potem dostajemy Grubasa z Konga, który zawsze dowozi na tle komediowym i nie inaczej jest tym razem. Te pomyłki w trakcie proma trochę mi przypominają styl R-Trutha, zwłaszcza ta z turniejem. Lopezik pięknie wyjaśnił Grubasa, nawet chyba miał w tym trochę racji, ale wyjaśnić Grubasa to nie jest wyczyn. Czekam na konfrontację z kimś poważnym z Jose w nowej odsłonie, bo to może być coś ciekawego.

Mantel/MateuszMW: Cieszy to, że Derrick nie mówi od razu po pierwszej porażce o odbudowie i przede wszystkim przyznaje się do swojej porażki bez wymówek. Trochę mi brakowało, żeby przytoczył jakieś konkrety, skoro już mówi, że Mateusza uważa za marną kreację. Normal Guy ma dość bycia tłem i zamierza stać się tym, do czego został stworzony. A to nie jest tak, że ludzie zwyczajni (chyba na takiego się kreuje Derrick) w większości są właśnie poniekąd do przeznaczeni, żeby być tłem dla ludzi wyjątkowych. Dla mnie to trochę niespójne. U Mateusza na pewno nie fajne jest to, że nigdzie nie jest wyraźnie zaznaczone, w którym miejscu kończy się opis jego wyjścia, a w którym zaczyna jego kwestia mówiona. No i ta oliwka trochę średnio mi pasuje do takiego zawodnika, przynajmniej jeżeli chcemy go traktować na poważnie. Samo promo było okej, poprawne, bez żadnych dużych konkretów. Nie no przeczytałem ten opis przed odpowiedzią Derricka i muszę to napisać wprost - czy o ma być postać kreowana na homoseksualistę? Nie mam z tym problemu, ale taki homo gość co smaruje siebie i innych oliwką nie ma szans na inna niż komediowa kariera w federacji. Słabo mi się łączy ta odpowiedź Mantela. Z jednej strony na początku jest zirytowany, a na koniec mówi, że on lubi chłodną kalkulację i analizę. To nie są trochę dwa przeciwieństwa? Na plus odbija o kreacji Mateusza, ale tak jak wcześniej, jest tu niespójność w tym co mówi. Na jakiej podstawie Mateusz stwierdza, że o jego walce się mówiło, ale o walce Derricka już nie? To chyba tylko jego domysły, który miały mu pasować pod fabułę. Wydaje mi się, że obaj (chyba, nie kojarzę ich postaci wcześniej) przegrani debiutanci raczej nie mieliby zbyt dużo poświęconej uwagi. Przeczytałem jeszcze raz - dlaczego Mateusz pisze, że Derrick walczył z RVD? Z GMem walczył. Pomyłka niczym sprzed tygodnia z WCW Cavazosa. Tam jednak nie był obecny, więc można było jakoś usprawiedliwić ten błąd. Tutaj był uczestnikiem wydarzeń i dużo odbiera postaci taki błąd. Moim zdaniem Mantel górą w tym segmencie. Walka moja, więc nie komentuje. Derrick zwycięzcą, daje mu to oddech, bo pozostaje w turnieju i może dalej próbować coś ugrać. Mateusz za to jest teraz w trudnej pozycji. Oliwka odbierająca powagę i agresja w stosunku do przeciwników nie dają mu zwycięstwa już drugi odcinek z rzędu. Zobaczymy, czy będzie miał jakiś pomysł na odkucie się.

Allan Hill: Trochę podobna sytuacja jak na początku gali z Rybackiem. Allan atakuje go fizycznie, powinny o spotkać jakieś konsekwencje za takie coś. Rozumiem, że zapowiedział, że będą. Ale chłop tutaj zaatakował fizycznie teoretycznie najważniejszą osobę w federacji. Normalnie powinien być sprowadzony do ziemi i od razu dostać jakieś konsekwencje, które odczuje. No i został trochę słabo przedstawiony tutaj Rob ogółem. Rozumiem gdybyśmy mieli tutaj jakiegoś korpo szczura i by się bał zawodnika. Ale u Roba jako byłego zawodnika powinno to być bardziej wyraźnie zaznaczone, że nie będzie sobie pozwalał na takie rzeczy. No i problem Allana Hilla. Jest nowy w federacji, a dla mnie trochę mu się robi debiut jak dla jakiegoś Brocka Lesnara w WWE. Allan leci mocno, najpierw zlizywanie krwi z przeciwnika, a teraz atakowanie najwyższej władzy w federacji. Na czym skończymy? Na zabójstwie prezydenta?

Steele: Od razu na samym początku zgrzyt - chłop mówi, że chciałby się odciąć od ojca i jego pieniędzy pojawia się na hali wysiadając z Rolls Royce`a. Trochę się to nie klei. Dodatkowo jeszcze ten Rolex? Już pomijając to, że kolejna droga zabawka - tutaj już wprost określona jako ta od ojca. Nie nosi go, ale trzyma w kieszenie. Why? "Nie lubię się obnosić bogactwem" - to trzeba było przyjechać Toyotą a nie Rollsem. Miguel krótko, ciężko tu cokolwiek powiedzieć, ale chyba będzie miał okazję na to w przyszłości, bo zanosi się na spotkanie Prestona z Miguelem twarzą w twarz.

Ryback vs. Riddle: całkiem szybkie tempo walki. Jak dla Riddle`a to wypadło dosyć naturalnie, dla Rybacka takie tempo nie jest czymś oczywistym. Ryback miał pewnie flashbacki z Wietnamu jak Riddle zapiął mu Armbara, ale na szczęście tym razem sobie z tym poradził. Wygrywa Riddle, ma tydzień odpoczynku, a Ryback dalsza walka na następnej gali. Po walce dostajemy tak na szybko delikatne zarysowanie, w którą stronę będzie teraz szła postać Rybacka.

Pobite gary: nie będę oceniał swojego segmentu, odniosę się tylko, bo czytałem komentarz Remika. Pobite Gary są trochę problematycznym formatem. Są długie i jest to na pewno niesprawiedliwe względem innych zawodników, że dostają tyle czasu antenowego. Z drugiej też strony jakby je skrócić jeszcze bardziej to straciłyby swój telewizyjny sznyt. Jest to na pewno problemem dla Ryse`a, zobaczymy, może znajdzie na to pomysł, aby wszyscy byli zadowoleni.

Escobar/Steele: O, myślałem, że kontynuację to już zobaczymy raczej na następnej gali. Trochę końcówka nie pasuje mi do Steele`a. Mówił, że chciałby zbudować swoje nazwisko w federacji bez bogatego ojca. A bogaty kolega już mu nie przeszkadza? Chyba, że jest to po prostu taki zapychacz z pozostawieniem zagadki, a za tydzień i tak się nie zgodzi.

Edgar: Rozumiem, że to jest jakieś viedo promo z przeszłości? Bo jak inaczej wyjaśnić podpisanie zgody na wstąpienie do LPW, skoro już tydzień temu walczył w LPW. Dostajemy tutaj rozwinięcie gimmicku Edgara. Może ja słabo pamiętam, ale w WCW chyba nie miał takiego pierwiastku szaleństwa jak tutaj jest nam przedstawiane. Nie żeby to było źle, może nawet wyjść lepiej dla jego postaci i dużo wnieść do jego gimmicku, ale na ocenę takiej zmiany przyjdzie jeszcze czas.

Escobar vs. ZSJ: tam chyba powinno być, że sędzia liczył do pięciu, bo nie chciał puścić do samego końca? Fajnie na pewno, że autor walki nie zignorował i wykorzystał w walce managerkę Miguela. Walka szybka i bardzo techniczna. Mieliśmy w niej dużo submissionów, ale to chyba logiczne w walce z kimś takim jak Zack. Bez zaskoczenia wygrywa tutaj faworyt.

Dowson: Całkiem ciekawe podejście ze strony Dana dostajemy w tym wywiadzie. Stary weteran, który uważa, że coś nie działa i trzeba naprawić brzmi dla mnie całkiem logicznie. Może to zapowiadać ciekawe starcia na mikrofonie, w końcu mamy w federacji sporo nowych twarzy.

Uszczelka vs. Steele: Trochę długi i powolny ten wstęp do walki, mało wrestlingu w nim. Na szczęście potem się już trochę rozkręciła ta walka i sprawnie się przez nią przebrnęło. Wynik walki trochę bolesny dla Steele`a, przegrana z postacią komediową może zaboleć. Postów na PZ nie czytałem, ale na pewno na gali lepiej swój gimmick oddał Uszczelka. Pocieszeniem dla Prestona jest to, że ta przegrana to nie koniec świata i cały czas jest w turnieju. Grunt to się pozbierać i napisać solidnie za dwa tygodnie.

Halloway: Ale ten RVD jest biedny w tej federacji. Cały czas albo ataki słowne albo fizyczne, a teraz jeszcze na dodatek będzie się musiał użerać z Derekiem, który będzie chciał udowodnić spisek. Chowanie się w śmietniku totalnie pasuje mi do takiej postaci. Kiedy jest w swoim gronie to szerzy swoje herezje bardzo głośno. Natomiast kiedy nie ma popleczników obok to się wstydzi cokolwiek powiedzieć. Dobrze się nam Derek rozwija, stały, solidny element programu.

Axel Blaze vs. Dickinson: Krótki ten wywiad, ale to nie jest źle. W poprzednim odcinku mieliśmy dosyć wyraźnie zarysowany gimmick Axela, teraz dostaliśmy tylko kontynuację tego co widzieliśmy poprzednio. Ja póki co kupuję tą postacią, jestem ciekaw jak sobie poradzi w starciu słownym z innym rywalem. Walka była bardzo szybka, podobało mi się, że w końcówce mieliśmy dużo zwrotów akcji. Taki właśnie powinien być main event, zaskakujący. Miałem trochę problem z tym kogo wytypować do zwycięstwa, obydwie postacie są fajne. Mimo wszystko jednak delikatnie wyżej stawiałem Blaze`a. Dla Edgara to nie jest koniec świata, dalej pozostaje w turnieju i może powalczyć o swoje miejsce w Fatal 4 Way`u.
Odpowiedz
Cytuj
Cavazos
Zawodowiec
31.05.2026, 14:42 #7
ET: pop przeczytaniu KP Rybacka, że ma na wszystko wyjebane pasuje mi ten wywiad do niego. Nic go nie obchodzi, więc strzeli sobie dziennikarza z liścia jak mu się tak będzie podobać. Krótkie to, ale konkretne. Jedyne co to Rob powinien trochę zareagować. W sensie, zareagował, ale za atak na osobę trzecią to chyba jakaś kara powinna być, a nie jakieś tylko słowne upomnienie. Chyba, że to po prostu zostało ucięte i jeszcze w późniejszej części gali dostaniemy konsekwencje dla Rybacka.

Komentatorzy: lekkie zaskoczenie z tym Mizem. Chłop w żaden sposób nie związany z miejscem gali. Chociaż nie ma chyba nikogo związanego z Rockford, przynajmniej ja nie kojarzę. Na pewno fajnie, że Miz pomimo bardziej face`owego odbioru pokazuje swój zarozumiały charakter i stawia swoje Miz TV wyżej od naszego show. Trochę tylko dziwnie wygląda to jak jest z Hajtą po imieniu, w końcu się nie znają. Chociaż można to zawsze skontrować, że pewnie poznali się na zapleczu gali i tak dalej. Hajto widzę konsekwentnie pisany jak jakiś ignorant. Trochę rozumiem teraz czemu został dodany. Chłop spoza branży przychodzi i nie ogarnia co się dzieje, ma to jakiś potencjał komediowy.

Riddle/ZSJ/Brutal: Kenny zaczyna od zarysowania jego życia przed powołaniem nowej federacji. Fajnie, że dowiadujemy się co się działo z weteranem przez ten cały czas. Fajnie też brzmi to, że nie jest pewny swojej jakości i swojej formy po takim czasie w ringu, a weryfikacja nastąpiła dopiero potem. Nie zaczynał z wysokiego C i nie musi się głowić co trzeba by było pisać, gdyby miał odpaść z turnieju. Rozkręcił się i nabrał teraz pewności siebie, więc rzuca i mocniejszymi deklaracjami. Dobrze, naturalnie się tutaj Riddle pokazał. Potem wchodzi Zack, od razu ładnie zarysowuje swój gimmick i pokazuje, że gardzi takimi zawodnikami jak Brutal. Nie wiem czemu mówi do niego Kendall, aż to sprawdziłem w gogle i to są z Kennethem dwa różne imiona. Dobra, Kevin to też nie jest to samo imię, to chyba po prostu taka forma braku szacunku dla rywala. Sabre Jr. mówi, że przegrał, bo nie wskoczył na swój najwyższy poziom. W momencie, kiedy jeszcze może cały czas uratować swój udział w turnieju to jeszcze jakoś o brzmi. Ale formułował to do Riddle`a, który sam w swoim promo mówił, że też nie jest jeszcze na swoim najwyższym poziomie. Przynajmniej ja to tak odebrałem. Na pewno Zack pokazał nam w tym segmencie dużo więcej mięsa niż tydzień temu, ale dla mnie Riddle pokazał się tutaj lepiej. Dalej mamy jeszcze Brutala. Mike od razu wchodzi w promo na agresji. Nie jestem pewny, czy to taki dobry pomysł po tym jak klepał w poprzednim tygodniu, ale w sumie do takiego narwańca jak on brzmi to całkiem naturalnie. Fajnie też, że pomimo całej tej agresji i złości z powodu porażki umie przyznać, że rywal był po prostu lepszy. Dobra nie doczytałem do końca, najpierw gratuluje, a dwa zdania potem, że miał szczęście kiedy Mike klepał w walce. Mógł sobie po prostu ten tekst darować. Trochę dziwne jak Brutal mówi, że jak poprzednicy są przewidywalnie, kiedy on jest (albo był i teraz chce to zmienić) jednym z najbardziej przewidywalnych zawodników ze względu na swój gimmick, przynajmniej ja tak uważam. Dobrze, że e chanty są podkreślone, że są nieśmiałe, a nie jak co poniektórzy jeszcze nie zdążyli się odezwać na pierwszej gali, a już dostawali pełny cheer. Mike zaciska szczękę mówiać dalej? A to nie jest tak, że jak zaciskasz szczękę to nie mówisz? Brutal mógł trochę więcej o swoim dzisiejszy przeciwniku. A na koniec dostajemy jeszcze Shadowa. Na samym początku muszę napisać, że trochę mało estetycznie wygląda o promo. Mamy już wypracowany jakiś standard a propos tego jak wygląda gale i jej kodowanie, a tutaj Shadow robi to kompletnie inaczej. Ten początek bardzo poetycki, bardziej pasowałoby mi to o postaci Edgara. Trochę mam wrażenie tak jakby Elias nie wiedział sam co chce zrobić z postacią. Nie ma w tym nic złego, czasem trzeba popróbować różnych rzeczy z postacią, żeby zobaczyć co najbardziej dla niej siada. Nie brzmi ten początek za dobrze. Chłop przegrał i dalej leci agresywnie w swoim promo, trochę jakby się nic nie stało. Przy doświadczonym na efedach Brutalu to jeszcze to jakoś brzmi. Tutaj jeżeli zawodnik będzie nadał przegrywał i grał takiego kozaka to może to zaprowadzić jego postać w stronę komedii. No i też trochę słabo siada tekst, że nikt nie ma progu bólu tam gdzie on. W końcu mówi to, kiedy w ringu jest Brutal, czysta legenda hardcore wrestlingu i z bólem to on jest na ty. W końcówce już czysto do Brutala to już totalnie odleciał nam Shadow. W większości to tam były wyzwiska nie poparte nawet żadnymi argumentami, no słabo się to czytało. Blisko tu było poziomem do tego co dzieje się na konferencjach freak fightowych. I co to za zakończenie - ciumkaj loczki, kutasie? Ja totalnie nie kupuje tutaj postaci Shadowa. W tym segmencie dałbym w takiej kolejności uczestników: najlepszy Riddle, potem Zack, Brutal, długo nic i na końcu Shadow.

Brutal vs. Shadow: Trochę nie rozumiem - jak można być jednocześnie wściekły i zamroczonym. Zamroczenie nie oznacza, że nie do końca ogarniasz co się dzieje dookoła Ciebie? Nie łączy mi się to. Poza tym błędem walkę mi się czytało przyjemnie. Fajnie, że w walce mieliśmy małe odniesienie do wcześniejszych wydarzeń. Trochę szkoda, że ta końcówka była mocno jednostronna i premiująca Brutala. Rozumiem, że była tutaj przepaść poziomów, ale Shadowowi będzie teraz ciężko podnieść się z takiej porażki. Zwłaszcza, kiedy cały czas nie do końca wie co chce zrobić ze swoją postacią.

Butla/Uszczelka: Nie no, panowie, szanujmy się, skarpetki i sandały? XD Ładnie opisany początek, wprowadza w klimat wędkarski. Na pewno dobrze wychodzi Zbyszkowi wplatanie takich Januszowych tekstów jak najsampierw. Przyjemna kontynuacja naszych dwóch Polaków na rybach, czuć nawet w rozmowie ten swojski klimat. Na pierwszy rzut oka wydaje się to być trochę długie, ale mamy tutaj dużo krótkich wypowiedzi i sprawnie można przemknąć przez ten segment. Obaj dobrze oddają swoje gimmicki, przyjemnie czyta się ich kwestie.

Halloway vs. Butla: Trochę ciężko mi wyobrazić jak ktoś taki jak Zygmunt Butla robi low kicka xD Sama walka wydawała się być trochę powolna, ale dobrze się to wpasowało w gabaryty obydwu. Gimmicki obu dobrze oddane w walce. Skoro Uszczelka wspierał Zygmunta przy ringu to może szykuje nam się pierwsza drużyna w LPW. Trochę dla mnie zaskoczeniem jest zwycięstwo Butli, bardziej spodziewałem się, że to spiskowiec wygra tą walkę.

Lopez/Dolnick: Fajne na początku na pewno jest pokazanie, że przejście od cheeru do buczenie to nie jest natychmiastowy proces i będzie musiało trochę czasu minąć, żeby publiczność zaczęła nienawidzić Jose, ale on na pewno też sobie na to zapracuje. Dobry początek, podoba mi się takie aroganckie podejście w stosunku do każdego, przynajmniej póki co do każdego. Potem dostajemy Grubasa z Konga, który zawsze dowozi na tle komediowym i nie inaczej jest tym razem. Te pomyłki w trakcie proma trochę mi przypominają styl R-Trutha, zwłaszcza ta z turniejem. Lopezik pięknie wyjaśnił Grubasa, nawet chyba miał w tym trochę racji, ale wyjaśnić Grubasa to nie jest wyczyn. Czekam na konfrontację z kimś poważnym z Jose w nowej odsłonie, bo to może być coś ciekawego.

Mantel/MateuszMW: Cieszy to, że Derrick nie mówi od razu po pierwszej porażce o odbudowie i przede wszystkim przyznaje się do swojej porażki bez wymówek. Trochę mi brakowało, żeby przytoczył jakieś konkrety, skoro już mówi, że Mateusza uważa za marną kreację. Normal Guy ma dość bycia tłem i zamierza stać się tym, do czego został stworzony. A to nie jest tak, że ludzie zwyczajni (chyba na takiego się kreuje Derrick) w większości są właśnie poniekąd do przeznaczeni, żeby być tłem dla ludzi wyjątkowych. Dla mnie to trochę niespójne. U Mateusza na pewno nie fajne jest to, że nigdzie nie jest wyraźnie zaznaczone, w którym miejscu kończy się opis jego wyjścia, a w którym zaczyna jego kwestia mówiona. No i ta oliwka trochę średnio mi pasuje do takiego zawodnika, przynajmniej jeżeli chcemy go traktować na poważnie. Samo promo było okej, poprawne, bez żadnych dużych konkretów. Nie no przeczytałem ten opis przed odpowiedzią Derricka i muszę to napisać wprost - czy o ma być postać kreowana na homoseksualistę? Nie mam z tym problemu, ale taki homo gość co smaruje siebie i innych oliwką nie ma szans na inna niż komediowa kariera w federacji. Słabo mi się łączy ta odpowiedź Mantela. Z jednej strony na początku jest zirytowany, a na koniec mówi, że on lubi chłodną kalkulację i analizę. To nie są trochę dwa przeciwieństwa? Na plus odbija o kreacji Mateusza, ale tak jak wcześniej, jest tu niespójność w tym co mówi. Na jakiej podstawie Mateusz stwierdza, że o jego walce się mówiło, ale o walce Derricka już nie? To chyba tylko jego domysły, który miały mu pasować pod fabułę. Wydaje mi się, że obaj (chyba, nie kojarzę ich postaci wcześniej) przegrani debiutanci raczej nie mieliby zbyt dużo poświęconej uwagi. Przeczytałem jeszcze raz - dlaczego Mateusz pisze, że Derrick walczył z RVD? Z GMem walczył. Pomyłka niczym sprzed tygodnia z WCW Cavazosa. Tam jednak nie był obecny, więc można było jakoś usprawiedliwić ten błąd. Tutaj był uczestnikiem wydarzeń i dużo odbiera postaci taki błąd. Moim zdaniem Mantel górą w tym segmencie. Walka moja, więc nie komentuje. Derrick zwycięzcą, daje mu to oddech, bo pozostaje w turnieju i może dalej próbować coś ugrać. Mateusz za to jest teraz w trudnej pozycji. Oliwka odbierająca powagę i agresja w stosunku do przeciwników nie dają mu zwycięstwa już drugi odcinek z rzędu. Zobaczymy, czy będzie miał jakiś pomysł na odkucie się.

Allan Hill: Trochę podobna sytuacja jak na początku gali z Rybackiem. Allan atakuje go fizycznie, powinny o spotkać jakieś konsekwencje za takie coś. Rozumiem, że zapowiedział, że będą. Ale chłop tutaj zaatakował fizycznie teoretycznie najważniejszą osobę w federacji. Normalnie powinien być sprowadzony do ziemi i od razu dostać jakieś konsekwencje, które odczuje. No i został trochę słabo przedstawiony tutaj Rob ogółem. Rozumiem gdybyśmy mieli tutaj jakiegoś korpo szczura i by się bał zawodnika. Ale u Roba jako byłego zawodnika powinno to być bardziej wyraźnie zaznaczone, że nie będzie sobie pozwalał na takie rzeczy. No i problem Allana Hilla. Jest nowy w federacji, a dla mnie trochę mu się robi debiut jak dla jakiegoś Brocka Lesnara w WWE. Allan leci mocno, najpierw zlizywanie krwi z przeciwnika, a teraz atakowanie najwyższej władzy w federacji. Na czym skończymy? Na zabójstwie prezydenta?

Steele: Od razu na samym początku zgrzyt - chłop mówi, że chciałby się odciąć od ojca i jego pieniędzy pojawia się na hali wysiadając z Rolls Royce`a. Trochę się to nie klei. Dodatkowo jeszcze ten Rolex? Już pomijając to, że kolejna droga zabawka - tutaj już wprost określona jako ta od ojca. Nie nosi go, ale trzyma w kieszenie. Why? "Nie lubię się obnosić bogactwem" - to trzeba było przyjechać Toyotą a nie Rollsem. Miguel krótko, ciężko tu cokolwiek powiedzieć, ale chyba będzie miał okazję na to w przyszłości, bo zanosi się na spotkanie Prestona z Miguelem twarzą w twarz.

Ryback vs. Riddle: całkiem szybkie tempo walki. Jak dla Riddle`a to wypadło dosyć naturalnie, dla Rybacka takie tempo nie jest czymś oczywistym. Ryback miał pewnie flashbacki z Wietnamu jak Riddle zapiął mu Armbara, ale na szczęście tym razem sobie z tym poradził. Wygrywa Riddle, ma tydzień odpoczynku, a Ryback dalsza walka na następnej gali. Po walce dostajemy tak na szybko delikatne zarysowanie, w którą stronę będzie teraz szła postać Rybacka.

Pobite gary: nie będę oceniał swojego segmentu, odniosę się tylko, bo czytałem komentarz Remika. Pobite Gary są trochę problematycznym formatem. Są długie i jest to na pewno niesprawiedliwe względem innych zawodników, że dostają tyle czasu antenowego. Z drugiej też strony jakby je skrócić jeszcze bardziej to straciłyby swój telewizyjny sznyt. Jest to na pewno problemem dla Ryse`a, zobaczymy, może znajdzie na to pomysł, aby wszyscy byli zadowoleni.

Escobar/Steele: O, myślałem, że kontynuację to już zobaczymy raczej na następnej gali. Trochę końcówka nie pasuje mi do Steele`a. Mówił, że chciałby zbudować swoje nazwisko w federacji bez bogatego ojca. A bogaty kolega już mu nie przeszkadza? Chyba, że jest to po prostu taki zapychacz z pozostawieniem zagadki, a za tydzień i tak się nie zgodzi.

Edgar: Rozumiem, że to jest jakieś viedo promo z przeszłości? Bo jak inaczej wyjaśnić podpisanie zgody na wstąpienie do LPW, skoro już tydzień temu walczył w LPW. Dostajemy tutaj rozwinięcie gimmicku Edgara. Może ja słabo pamiętam, ale w WCW chyba nie miał takiego pierwiastku szaleństwa jak tutaj jest nam przedstawiane. Nie żeby to było źle, może nawet wyjść lepiej dla jego postaci i dużo wnieść do jego gimmicku, ale na ocenę takiej zmiany przyjdzie jeszcze czas.

Escobar vs. ZSJ: tam chyba powinno być, że sędzia liczył do pięciu, bo nie chciał puścić do samego końca? Fajnie na pewno, że autor walki nie zignorował i wykorzystał w walce managerkę Miguela. Walka szybka i bardzo techniczna. Mieliśmy w niej dużo submissionów, ale to chyba logiczne w walce z kimś takim jak Zack. Bez zaskoczenia wygrywa tutaj faworyt.

Dowson: Całkiem ciekawe podejście ze strony Dana dostajemy w tym wywiadzie. Stary weteran, który uważa, że coś nie działa i trzeba naprawić brzmi dla mnie całkiem logicznie. Może to zapowiadać ciekawe starcia na mikrofonie, w końcu mamy w federacji sporo nowych twarzy.

Uszczelka vs. Steele: Trochę długi i powolny ten wstęp do walki, mało wrestlingu w nim. Na szczęście potem się już trochę rozkręciła ta walka i sprawnie się przez nią przebrnęło. Wynik walki trochę bolesny dla Steele`a, przegrana z postacią komediową może zaboleć. Postów na PZ nie czytałem, ale na pewno na gali lepiej swój gimmick oddał Uszczelka. Pocieszeniem dla Prestona jest to, że ta przegrana to nie koniec świata i cały czas jest w turnieju. Grunt to się pozbierać i napisać solidnie za dwa tygodnie.

Halloway: Ale ten RVD jest biedny w tej federacji. Cały czas albo ataki słowne albo fizyczne, a teraz jeszcze na dodatek będzie się musiał użerać z Derekiem, który będzie chciał udowodnić spisek. Chowanie się w śmietniku totalnie pasuje mi do takiej postaci. Kiedy jest w swoim gronie to szerzy swoje herezje bardzo głośno. Natomiast kiedy nie ma popleczników obok to się wstydzi cokolwiek powiedzieć. Dobrze się nam Derek rozwija, stały, solidny element programu.

Axel Blaze vs. Dickinson: Krótki ten wywiad, ale to nie jest źle. W poprzednim odcinku mieliśmy dosyć wyraźnie zarysowany gimmick Axela, teraz dostaliśmy tylko kontynuację tego co widzieliśmy poprzednio. Ja póki co kupuję tą postacią, jestem ciekaw jak sobie poradzi w starciu słownym z innym rywalem. Walka była bardzo szybka, podobało mi się, że w końcówce mieliśmy dużo zwrotów akcji. Taki właśnie powinien być main event, zaskakujący. Miałem trochę problem z tym kogo wytypować do zwycięstwa, obydwie postacie są fajne. Mimo wszystko jednak delikatnie wyżej stawiałem Blaze`a. Dla Edgara to nie jest koniec świata, dalej pozostaje w turnieju i może powalczyć o swoje miejsce w Fatal 4 Way`u.
Odpowiedz
Cytuj
300
01.06.2026, 12:27
#8
ET: Krótko zwięźle i na temat tak można to podsumować. Ryback po delikatnym ataku na Roba podczas #1 teraz zaczepia dziennikarza. Robi nam się niegrzeczny. Jedyny minus i to z mojej winy to za słowa RVD, za które po prostu nie odpowiadałem. Seg ok, o ile coś za nim pójdzie

Kometatorzy: Krótko, a nawet bardzo krótko. Poszliśmy trochę ze skrajności w skrajność, w tym wariancie mam wrażenie że było to trochę po macoszemu zrobione. Do tego dalej nie mogę się przekonać do postaci Hajto i chyba będzie trzeba go podmienić.

Opener seg: Kenneth zaczyna bardzo spokojnie i zaczyna budować naprawdę solidną narrację. Naprawdę odczułem tutaj podobnie jak poprzednicy, że jest to taka napędzająca się kula śnieżna. Im dalej w segment tym lepiej. Na plus odniesienie się do tego, że nie zdecydował się od razu na powrót, ale teraz skoro wrócił to cieszy się tym na całego. Dobry strzał w stronę Brutala odnośnie poddania i w sumie to właśnie tym kreowaliśmy się przy rozpisywaniu tego starcia, bo Kenneth czy Mike to już trochę powalczyli w życiu więc muszą kombinować. Wchodzi Sabre i szczerze mówiąc to mam mieszane odczucia co do jego występu. Rozumiem koncepcje jego gimmicku i tego co tutaj mówi, ale przekręcanie imienia według mnie odbiera jakości temu segmentowi. Sama wypowiedź jak na aroganta przystało, napisana solidnie, dobry motyw z walką dwóch dziadków. Jest ok, ale bez przekręcania imion imo było by znacznie lepiej. Brutal ech, mamy według mnie regres względem gali 1 gdzie w konfrontacji z Kennethem wypadł nawet ok, choć po prawdzie to nie była to konfrontacja tylko dwa self promo. Przekleństwa jak zauważyli przedmówcy mogą się pojawiać, ale używane nader często tracą na swoim znaczeniu. Chanty ECW też są niezrozumiałe, Brutal finalnie tam nie walczył, wiadomo kojarzy się z Hardcorem itd., ale myślę że na przyszłość można to spokojnie odpuścić. No i mamy Eliasa, kurczę co by tutaj napisać. Muszę wybrać język faktów. Jest to jedno z dziwniejszych promo jakie czytałem, nie rozumiem sensu śpiewania piosenki, dodatkowo kolejne słowa rzucane w kierunku rywala, masa wulgaryzmów. Wydaje mi się, że ta postać nie powinna iść w tą stronę dodatkowo ta wypowiedź brzmi jakby Elias wcześniej nie czytał swoich rywali. Zdecydowanie najsłabszy punkt z tej 4, co tylko pokazuje że chłopak ma przed sobą jeszcze sporo pracy.

Samych walk komentować nie będę bo po 1 znałem wyniki, po 2 wiem które walki kto pisał więc nie ma sensu zabawa w pisanie. Jedynie co mogę powiedzieć, że Brutal wygrał tutaj zasłużenie

Uszczelka – Butla: Tak panowie zdecydowanie używajcie nazwisk bo idzie się w tym wszystkim zagubić. Czytając segment muszę przyznać, że panowie wzięli do siebie instrukcję mocno do serca. Jedyne co im przekazałem to zarys segmentu, a dostałem dokładnie to o co prosiłem. Bardzo ciekawie czyta się ten duet, brat zaczyna pisać coraz lepiej co mnie cieszy bo jest to dla niego zupełnie nowy świat. Varost jest po prostu na swoim solidnym poziomie, ale te historię z jego życia są po prostu cudowne.

Kolejna walka, która była niezwykle bliska w arkuszu. O ile na galach lepiej prezentuje się Derek tak w tym przypadku ponownie nie dojechał w PZ, gdzie młodemu udało się poprawić. Zwycięzca zaskakujący aczkolwiek zasłużony.

Lopez – Dolnick: Pisanie samemu ze sobą to pewnie ciekawe doświadczenie Carni. Lopez zdecydowanie nie bierze jeńców, widać że czuje się lepszy od każdego i czeka na właściwy moment aby uderzyć. Większość z nas zna Lopeza bardzo dobrze, ten gość nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Wchodzi pan puszysty i od razu micha się cieszy. Naprawdę uwielbiam tego przybysza z Kongo, mega lekko się go czyta i zawsze czymś zaskoczy. Całościowo segment na plus, ciekawe czy będzie to prowadzić do czegoś więcej, ponieważ Jean został ewidentnie nadepnięty na odcisk, ciekawe tylko czy będzie w stanie odpowiedzieć Lopezeowi.

Mantel – MW: Na temat długości nie wypada mi się wypowiadać więc to odpuszczę xD Sama treść jednak pozostawia wiele do życenia. Slayer wybrał sobie naprawdę trudny gimmick do prowadzenia bo między byciem normalnym a miałkim jest naprawdę cienka granica. Nie potrafię dobrze złapać tej postaci i wydaje mi się, że musi dostać po prostu bardziej szczegółowe instrukcje co do swojej postaci, bo szybko może zostać zapomniany. Mateusz no cóż, kolejna gala kolejny fuckup, odnoszę wrażenie że Mateusz nie czyta gal i pierdzieli kocopoły, albo ktoś pisze to za niego. Przecież RVD nie walczył na poprzedniej gali, a McŁowicz nie ma takiego pseudonimu xD Głównie przez błędy logiczne wypada tutaj słabiej, ale generalnie obaj bez szału.

Zwycięzca walki zasłużony, chociaż nie będę ukrywać że pod kątem prom było to chyba najsłabsze zestawienie gali.

Hill – RVD: Przyznaję się bez bicia do tego, że nie dopilnowałem kwestii RVD, od przyszłej gali GM’a piszę wyłącznie ja i myślę że uda mi się go zrehabilitować w oczach zawodników i odbiorców gal. Hill wypadł tutaj na dzikusa i faktycznie ma mocny start, jest na to jakiś pomysł i mam nadzieję że nie zawiedziemy waszych oczekiwań.

Steele – Escobar: Mam problem z Prestonem jako facem, jest on tutaj bardziej heelowy niż na pierwszy rzut oka może się wydawać. Z jednej strony Legacy Breaker z drugiej zaś obnosi się bogactwem, samochód, zegarek itd. Gryzie mi się to strasznie z jego zapisem i tym co próbuje mówić. Escobar ma tutaj krótką wstawkę, więc czekam na kontynuację.

Ryback przełamuje klątwę i myślę, że nie ma co ciągnąć tematu armbara dalej. Po walce dostajemy atak, który miałem okazję rozpisać więc to przemilczę. Mamy krótkie promo Rybaka, w którym niby próbuje być śmieszkiem, ale już takim bardziej z zapędem do dużej agresji. Chciałbym aby Bryx poszedł nim właśnie w stronę typowego rzeźnika i pokazał że Feed Me More to nie jedynie puste hasło.

Pobite Gary: Wiem, że znowu jest długo, ale dostaniecie teraz chwilę przerwy od tego formatu. Uważam, że dałem się pokazać tutaj Cavazosowi jako face’owi po tym jak na pierwszej gali nie wypadł najlepiej na siłowni. Założenia zostały spełnione, a co do dissów to tak piszę je sam z reguły mają 16 linijek bo to dobry układ pod szybki rap. Dodatkowo to co słyszycie to próbka mojego głosu imitującego manierę Makłowicza, cały czas pracuje aby tempo było wolniejsze.

Wygrałem chociaż walka była na żyletki i decydował dodatkowy sędzia, wiadomo że ja sam siebie nie oceniam. Daliśmy dobrą walkę na PZ i podczas segmentów, wierzę że Cava przejdzie dalej.

Druga część: Rozmowy pomiędzy Prestonem a Escobarem tutaj dostaliśmy trochę więcej Escobara i uważam, że postać zaczynam nam się rozwijać. Licytacja charytatywna dobra rzecz która działa na korzyść Prestona jako face’a, ale dla mnie nadal jest to za mało i nie mogę go do końca kupić. Jestem ciekaw co czeka na tę dwójkę na kolejnych edycjach gal.

Edgar: Wydaje mi się że postać ta będzie znacznie bardziej skomplikowana niż za czasów swoich ostatnich występów Na pewno to nagranie musiało mieć miejsce przed angażem w WCW, chyba że Edgar to wieczna sinusoida i jest badany przed każdym występem. Jestem zaciekawiony zobaczymy w jakie tony następnie uderzy nasz poeta.

Escobar Sabre to dobra walka w Promo Zone, gdzie Kamyk naprawdę się poprawił. Na razie to za mało na Showoffa, ale oby tak dalej.

Dowson: Kolejna twarz Dowsona, nie długo będzie można nagrać z tego 50 twarzy Dana. Na pewno podoba mi się to bardziej niż jego ostatnia przygoda z e-fedami, natomiast dziwi mnie jego zdziwienie pytaniami. Chyba też pytałbym o to samo co dziennikarze. Czekam na więcej bo w tej formie wydaje mi się, że Shiro nie odkrył wszystkich kart.

Lord: Mam oficjalną petycję o skrócenie tego ringnamu. Sam pomysł na winietę mega ciekawy, pokazuje to jego wyższość nad innymi. Do tego zajęcia typowo dla wyższych sfer, zdecydowanie bardziej mi to siadło niż ta zajawka w ubiegłym tygodniu. Jestem ciekaw jak będzie sobie radzić w konfrontacjach 1vs1 z innymi zawodnikami.

Uszczelka wygrywa zasłużenie, mam wrażenie że Yarek lepiej by sobie radził Hillem w tym turnieju, ale dostał prawo wyboru więc jest tak, a nie inaczej. Varost mega dobrze czuje swoją postać i na razie wypada po prostu lepiej. Tutaj duży plus za kreatywny booking ze strony osoby piszącej starcie bo naprawdę czytało się to mega przyjemnie. Można nawet powiedzieć, że mamy drobny przekręt.

Derek: Zgodnie z instrukcjami, chciałem aby dalej był kontynuowany wątek z RVD i w takiej formie gdzie GM się nie odzywa jest to ok. Jak tak dalej pójdzie to RVD będzie musiał zdjąć garniak i wskoczyć w strój z węzami, aby wyjaśnić paru gagatków. Ponownie Derek na Gali długo długo nic i Derek w Promo Zone.

Wywiad: Jak widać można zrobić wywiad w sposób ciekawy, Kamyk, Showoff uczcie się od Pana Profesora. Na poważnie to Remik dobrze przełamał tutaj sztampę wywiadu i zagrał swoim gimmickiem, jedynie co to ta Maria taka za łatwa się wydaje. Myślę, że kobita jednak wie czego chce i by się tak szybko nie zauroczyła.
 
Main Event to walka dwóch do tej pory najjaśniejszych punktów turnieju więc wiadomo było, że nawet jeśli któryś przegra to nie straci szansy na końcowy tryumf. Walka dobrze napisana, widać że zimny wziął sobie uwagi ludzi do serca, a zwycięzca w tym wypadku mógłbyś tylko jeden. Dziś został nim Blaze, ale kto wie jak sytuacja wyglądałaby chociażby za tydzień.
 
Podsumowując: Gala miała kilka słabszych momentów, ale nie były one słabe, a raczej przeciętne. Było też kilka pozytywnych zaskoczeń więc myślę, że powoli zmierzamy w kierunku stabilizacji poziomu, a także krystalizowania tego kto w jakiej dywizji się znajduje. Do usłyszenia za dwa tygodnie.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
01.06.2026, 12:27 #8
ET: Krótko zwięźle i na temat tak można to podsumować. Ryback po delikatnym ataku na Roba podczas #1 teraz zaczepia dziennikarza. Robi nam się niegrzeczny. Jedyny minus i to z mojej winy to za słowa RVD, za które po prostu nie odpowiadałem. Seg ok, o ile coś za nim pójdzie

Kometatorzy: Krótko, a nawet bardzo krótko. Poszliśmy trochę ze skrajności w skrajność, w tym wariancie mam wrażenie że było to trochę po macoszemu zrobione. Do tego dalej nie mogę się przekonać do postaci Hajto i chyba będzie trzeba go podmienić.

Opener seg: Kenneth zaczyna bardzo spokojnie i zaczyna budować naprawdę solidną narrację. Naprawdę odczułem tutaj podobnie jak poprzednicy, że jest to taka napędzająca się kula śnieżna. Im dalej w segment tym lepiej. Na plus odniesienie się do tego, że nie zdecydował się od razu na powrót, ale teraz skoro wrócił to cieszy się tym na całego. Dobry strzał w stronę Brutala odnośnie poddania i w sumie to właśnie tym kreowaliśmy się przy rozpisywaniu tego starcia, bo Kenneth czy Mike to już trochę powalczyli w życiu więc muszą kombinować. Wchodzi Sabre i szczerze mówiąc to mam mieszane odczucia co do jego występu. Rozumiem koncepcje jego gimmicku i tego co tutaj mówi, ale przekręcanie imienia według mnie odbiera jakości temu segmentowi. Sama wypowiedź jak na aroganta przystało, napisana solidnie, dobry motyw z walką dwóch dziadków. Jest ok, ale bez przekręcania imion imo było by znacznie lepiej. Brutal ech, mamy według mnie regres względem gali 1 gdzie w konfrontacji z Kennethem wypadł nawet ok, choć po prawdzie to nie była to konfrontacja tylko dwa self promo. Przekleństwa jak zauważyli przedmówcy mogą się pojawiać, ale używane nader często tracą na swoim znaczeniu. Chanty ECW też są niezrozumiałe, Brutal finalnie tam nie walczył, wiadomo kojarzy się z Hardcorem itd., ale myślę że na przyszłość można to spokojnie odpuścić. No i mamy Eliasa, kurczę co by tutaj napisać. Muszę wybrać język faktów. Jest to jedno z dziwniejszych promo jakie czytałem, nie rozumiem sensu śpiewania piosenki, dodatkowo kolejne słowa rzucane w kierunku rywala, masa wulgaryzmów. Wydaje mi się, że ta postać nie powinna iść w tą stronę dodatkowo ta wypowiedź brzmi jakby Elias wcześniej nie czytał swoich rywali. Zdecydowanie najsłabszy punkt z tej 4, co tylko pokazuje że chłopak ma przed sobą jeszcze sporo pracy.

Samych walk komentować nie będę bo po 1 znałem wyniki, po 2 wiem które walki kto pisał więc nie ma sensu zabawa w pisanie. Jedynie co mogę powiedzieć, że Brutal wygrał tutaj zasłużenie

Uszczelka – Butla: Tak panowie zdecydowanie używajcie nazwisk bo idzie się w tym wszystkim zagubić. Czytając segment muszę przyznać, że panowie wzięli do siebie instrukcję mocno do serca. Jedyne co im przekazałem to zarys segmentu, a dostałem dokładnie to o co prosiłem. Bardzo ciekawie czyta się ten duet, brat zaczyna pisać coraz lepiej co mnie cieszy bo jest to dla niego zupełnie nowy świat. Varost jest po prostu na swoim solidnym poziomie, ale te historię z jego życia są po prostu cudowne.

Kolejna walka, która była niezwykle bliska w arkuszu. O ile na galach lepiej prezentuje się Derek tak w tym przypadku ponownie nie dojechał w PZ, gdzie młodemu udało się poprawić. Zwycięzca zaskakujący aczkolwiek zasłużony.

Lopez – Dolnick: Pisanie samemu ze sobą to pewnie ciekawe doświadczenie Carni. Lopez zdecydowanie nie bierze jeńców, widać że czuje się lepszy od każdego i czeka na właściwy moment aby uderzyć. Większość z nas zna Lopeza bardzo dobrze, ten gość nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Wchodzi pan puszysty i od razu micha się cieszy. Naprawdę uwielbiam tego przybysza z Kongo, mega lekko się go czyta i zawsze czymś zaskoczy. Całościowo segment na plus, ciekawe czy będzie to prowadzić do czegoś więcej, ponieważ Jean został ewidentnie nadepnięty na odcisk, ciekawe tylko czy będzie w stanie odpowiedzieć Lopezeowi.

Mantel – MW: Na temat długości nie wypada mi się wypowiadać więc to odpuszczę xD Sama treść jednak pozostawia wiele do życenia. Slayer wybrał sobie naprawdę trudny gimmick do prowadzenia bo między byciem normalnym a miałkim jest naprawdę cienka granica. Nie potrafię dobrze złapać tej postaci i wydaje mi się, że musi dostać po prostu bardziej szczegółowe instrukcje co do swojej postaci, bo szybko może zostać zapomniany. Mateusz no cóż, kolejna gala kolejny fuckup, odnoszę wrażenie że Mateusz nie czyta gal i pierdzieli kocopoły, albo ktoś pisze to za niego. Przecież RVD nie walczył na poprzedniej gali, a McŁowicz nie ma takiego pseudonimu xD Głównie przez błędy logiczne wypada tutaj słabiej, ale generalnie obaj bez szału.

Zwycięzca walki zasłużony, chociaż nie będę ukrywać że pod kątem prom było to chyba najsłabsze zestawienie gali.

Hill – RVD: Przyznaję się bez bicia do tego, że nie dopilnowałem kwestii RVD, od przyszłej gali GM’a piszę wyłącznie ja i myślę że uda mi się go zrehabilitować w oczach zawodników i odbiorców gal. Hill wypadł tutaj na dzikusa i faktycznie ma mocny start, jest na to jakiś pomysł i mam nadzieję że nie zawiedziemy waszych oczekiwań.

Steele – Escobar: Mam problem z Prestonem jako facem, jest on tutaj bardziej heelowy niż na pierwszy rzut oka może się wydawać. Z jednej strony Legacy Breaker z drugiej zaś obnosi się bogactwem, samochód, zegarek itd. Gryzie mi się to strasznie z jego zapisem i tym co próbuje mówić. Escobar ma tutaj krótką wstawkę, więc czekam na kontynuację.

Ryback przełamuje klątwę i myślę, że nie ma co ciągnąć tematu armbara dalej. Po walce dostajemy atak, który miałem okazję rozpisać więc to przemilczę. Mamy krótkie promo Rybaka, w którym niby próbuje być śmieszkiem, ale już takim bardziej z zapędem do dużej agresji. Chciałbym aby Bryx poszedł nim właśnie w stronę typowego rzeźnika i pokazał że Feed Me More to nie jedynie puste hasło.

Pobite Gary: Wiem, że znowu jest długo, ale dostaniecie teraz chwilę przerwy od tego formatu. Uważam, że dałem się pokazać tutaj Cavazosowi jako face’owi po tym jak na pierwszej gali nie wypadł najlepiej na siłowni. Założenia zostały spełnione, a co do dissów to tak piszę je sam z reguły mają 16 linijek bo to dobry układ pod szybki rap. Dodatkowo to co słyszycie to próbka mojego głosu imitującego manierę Makłowicza, cały czas pracuje aby tempo było wolniejsze.

Wygrałem chociaż walka była na żyletki i decydował dodatkowy sędzia, wiadomo że ja sam siebie nie oceniam. Daliśmy dobrą walkę na PZ i podczas segmentów, wierzę że Cava przejdzie dalej.

Druga część: Rozmowy pomiędzy Prestonem a Escobarem tutaj dostaliśmy trochę więcej Escobara i uważam, że postać zaczynam nam się rozwijać. Licytacja charytatywna dobra rzecz która działa na korzyść Prestona jako face’a, ale dla mnie nadal jest to za mało i nie mogę go do końca kupić. Jestem ciekaw co czeka na tę dwójkę na kolejnych edycjach gal.

Edgar: Wydaje mi się że postać ta będzie znacznie bardziej skomplikowana niż za czasów swoich ostatnich występów Na pewno to nagranie musiało mieć miejsce przed angażem w WCW, chyba że Edgar to wieczna sinusoida i jest badany przed każdym występem. Jestem zaciekawiony zobaczymy w jakie tony następnie uderzy nasz poeta.

Escobar Sabre to dobra walka w Promo Zone, gdzie Kamyk naprawdę się poprawił. Na razie to za mało na Showoffa, ale oby tak dalej.

Dowson: Kolejna twarz Dowsona, nie długo będzie można nagrać z tego 50 twarzy Dana. Na pewno podoba mi się to bardziej niż jego ostatnia przygoda z e-fedami, natomiast dziwi mnie jego zdziwienie pytaniami. Chyba też pytałbym o to samo co dziennikarze. Czekam na więcej bo w tej formie wydaje mi się, że Shiro nie odkrył wszystkich kart.

Lord: Mam oficjalną petycję o skrócenie tego ringnamu. Sam pomysł na winietę mega ciekawy, pokazuje to jego wyższość nad innymi. Do tego zajęcia typowo dla wyższych sfer, zdecydowanie bardziej mi to siadło niż ta zajawka w ubiegłym tygodniu. Jestem ciekaw jak będzie sobie radzić w konfrontacjach 1vs1 z innymi zawodnikami.

Uszczelka wygrywa zasłużenie, mam wrażenie że Yarek lepiej by sobie radził Hillem w tym turnieju, ale dostał prawo wyboru więc jest tak, a nie inaczej. Varost mega dobrze czuje swoją postać i na razie wypada po prostu lepiej. Tutaj duży plus za kreatywny booking ze strony osoby piszącej starcie bo naprawdę czytało się to mega przyjemnie. Można nawet powiedzieć, że mamy drobny przekręt.

Derek: Zgodnie z instrukcjami, chciałem aby dalej był kontynuowany wątek z RVD i w takiej formie gdzie GM się nie odzywa jest to ok. Jak tak dalej pójdzie to RVD będzie musiał zdjąć garniak i wskoczyć w strój z węzami, aby wyjaśnić paru gagatków. Ponownie Derek na Gali długo długo nic i Derek w Promo Zone.

Wywiad: Jak widać można zrobić wywiad w sposób ciekawy, Kamyk, Showoff uczcie się od Pana Profesora. Na poważnie to Remik dobrze przełamał tutaj sztampę wywiadu i zagrał swoim gimmickiem, jedynie co to ta Maria taka za łatwa się wydaje. Myślę, że kobita jednak wie czego chce i by się tak szybko nie zauroczyła.
 
Main Event to walka dwóch do tej pory najjaśniejszych punktów turnieju więc wiadomo było, że nawet jeśli któryś przegra to nie straci szansy na końcowy tryumf. Walka dobrze napisana, widać że zimny wziął sobie uwagi ludzi do serca, a zwycięzca w tym wypadku mógłbyś tylko jeden. Dziś został nim Blaze, ale kto wie jak sytuacja wyglądałaby chociażby za tydzień.
 
Podsumowując: Gala miała kilka słabszych momentów, ale nie były one słabe, a raczej przeciętne. Było też kilka pozytywnych zaskoczeń więc myślę, że powoli zmierzamy w kierunku stabilizacji poziomu, a także krystalizowania tego kto w jakiej dywizji się znajduje. Do usłyszenia za dwa tygodnie.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
01.06.2026, 14:50
#9
Na początek obiecana informacja odnośnie walki. Na gali numer 1 walką napisaną przez AI był pojedynek Zygmunt Butla vs Zbyszek Uszczelka. Jak patrzyłem na komentarze, to chyba nikt z was tak nie obstawiał, co w sumie mnie martwi, bo liczyłem na to, że lepiej wam pójdzie wykrywanie AI w tekstach. Tutaj również mamy jedną walkę napisaną przez AI, jak ktoś chce to może typować która to.

ET - A co to za gówno xD na pewno nie jestem jedynym, który przeczytał to głosem Paździocha. Czyli idziemy w kierunku heelowego Rybacka, ale głupkowaty charakter pozostaje.

Widzę, że wzięliście sobie do serca rady o skróceniu stolika, doceniam. Dwukropki gdzie są? Tak trudno zapamiętać konstrukcję segmentów?

Kod:

[i]Tekst poboczny[/i]

[b]Ringname wrestlera:[/b] Kwestia mówiona

[i]Tekst poboczny[/i]

Tak ma być zakodowany każdy segment. Widzę, że Hajto został przy stoliku. Zobaczymy, kiedy gracze będą mieli go dość. Znowu "Colloseum", czy to naprawdę jest aż tak trudna nazwa? Co druga osoba ma problem. Dobrze, że już nie ma tego sztampowego wałkowania karty pojedynek po pojedynku, tylko bardziej z głową to omawiają. Wiecie czego tu brakuje? Jakiegoś przypomnienia sytuacji z poprzedniej gali. Tym bardziej, że trwa ten turniej i jego dotychczasowe wyniki są dość istotne. No ja tu zbytnio nie czuję Miza, w ogóle to zastanawiam się, czy ta obecność gościnnych komentatorów jest tu konieczna. Jak oni mają jedynie kłócić się z Hajto, to równie dobrze można obsadzić przy stoliku Kamila Grabarę i może robić dokładnie to samo. Dobrze by było, żeby ten gościnny komentator coś wnosił, może np. druga osoba wraz z Bryxem mogłaby zająć się stolikiem i odpowiadać za kwestie tego gościa?

Widzę, że koledzy się trochę nagadali w pierwszym segmencie. Rozpoczęcie gali przez zwycięzcę poprzedniej walki wieczoru raczej nie powinno nikogo dziwić. Porządne fejsowe promo w jego wykonaniu, w zasadzie trudno mieć do czegokolwiek zastrzeżenia. Dobrze, że wspomniał o fanach. Nie byłby sobą, gdyby nie podkreślił tego, że zmusił kogoś do poddania się xd cały Riddle. Generalnie promo na plus.

Zack - polecam czytać te segmenty po napisaniu, bo sporo błędów widzę. Bardzo się skupił na tym, żeby za każdym razem użyć innego imienia XD jak rozumiem chciał podkreślić, że Riddle jest dla niego postacią zupełnie nieznaną. Moim zdaniem to ma sens, że on się tutaj pojawił pomimo porażki. Trzeba było zwrócić uwagę na to, że po jednej przegranej walce nadal da się ten turniej wygrać. Dobre promo, zdecydowany progres względem wywiadu, gdzie chyba niespecjalnie miał o czym gadać. Szczególnie końcówka mi się podoba, ta część o tym, że to nie jest film z Kennethem w roli głównej. Ogólnie mogę powiedzieć, że początkowo plan na ten segment wyglądał nieco inaczej i nie byłem pewien, czy Zack sobie poradzi w tej ostatecznej wersji, ale wybrnął z tego, zdecydowanie. Duży plus.

Mike Tappin Brutal. "LPW spotkało najsłabszą wersję Extrememaniaca. I radzę ci się do tego nie przyzwyczajać" - aha XD no fajnie, że się chwali byciem w chujowej formie. No jak dla mnie niewiele ma to sensu, poza tym, że chce umniejszyć Riddle'owi, ale przy okazji samemu sobie też umniejsza. "no wygrałeś ze mną, ale to dlatego że ja byłem chujowy, więc ty też jesteś chujowy". Że specjalistów od submissionów jest na pęczki i są oni wtórni i powtarzalni? To co powiedzieć o tych, którzy przez cały czas chcą się napierdalać krzesłami i drutem kolczastym? XD To jest takie łatwe do odbicia, że aż szkoda, że Zack nie dostał takiej szansy. I już tak sobie nie uzurpuj tego całego ECW, bo nigdy w tej federacji nie było kogoś takiego jak Mike Brutal, także on prędzej by się ludziom kojarzył z jakimś backyardem. De facto sam siebie orał przez większość tego segmentu, nie dojechał zupełnie poziomem do poprzedników, mimo że oni gadali przed nim.

Elias - no ten theme song to dla mnie jest nieporozumienie. Totalnie odbiera jakąkolwiek aurę tej postaci. Jakbym ja był takim Brutalem i usłyszał takie theme w ringu, to chyba bym padł ze śmiechu. Nie rozumiem tego zabiegu ze śpiewaniem. Co to miało wnieść? Przemowa totalnie obok rywali, tak jakby ich nie było. To miało pokazać, że on jest odklejony od rzeczywistości, tak? Tak czy siak nie powinien całkowicie zignorować obecności innych osób w ringu. Totalnie nie jestem fanem tych motywów narkotykowych. "Wszyscy mi zwisacie jak jaja przy kastracji" - no tego to nie powinno tutaj być. Raz że nie pasuje, a dwa że to zdanie nawet nie ma sensu. O, zauważył w końcu, że ktoś tu jest. Ta parodia Brutala XDDDDDDDDDD nie mogę. No wczuł się pięknie. Tego nie było w instrukcji jak coś. Co się pośmiałem, to moje. Trochę poprawił swoje notowania w moich oczach tą parodią, ale tylko trochę, bo ja nie jestem pewien, czy to pasuje do tej postaci. Nawet nie wiem, jaka w końcu ma być ta postać. Mroczna, pizdowata, odklejona od rzeczywistości? Czy sam twórca w ogóle to wie? Sporo tu jest do poprawy. Obaj z Brutalem daleko w tyle za pierwszą dwójką.

Poprzednicy już mówili, że zawodnicy mają być podpisani w segmentach całym ringname'em. Interesujący dobór outfitów, zwłaszcza ta kurtka zimowa. Zygmunt nieźle popłynął XD a z tego Zbycha to chujek jest. Przyjemnie mi się to czytało. Nawet całkiem zabawne. Dobrze się panowie uzupełniają. Zygmuntowi by się przydało nadać więcej głębi, żeby nie musiał cały czas gadać o tym chlaniu.

Lopez. Od czego by tu zacząć...no mieszane odczucia, powiem szczerze. Z jednej strony przemowa na wysokim poziomie, kupy się trzyma. Z drugiej mam sporo "ale". Na pierwszej gali powiedział, że ma wyjebane w ten turniej i przyjdzie sobie po pas, a tutaj przez pół przemowy gada o uczestnikach turnieju. Czyli oglądał, czyli jednak go to interesuje. W ogóle to ja nie jestem fanem takiego podejścia. Przychodzi gość, który nie stoczył tu nawet jednej walki i ciśnie sobie całą federację jak mu pasuje. To po co on tu w ogóle jest? Zamiast Grubasa z Konga powinien mu odpowiedzieć RVD i z marszu wlepić walkę typu słynne "1 on 1 with the Undertaker". Takie coś trzeba temperować, inaczej GM wychodzi na pizdeusza, a tego nie chcemy. Osobiście totalnie nie jestem fanem postaci cierpiących na syndrom protagonisty. Ja wiem, że to jest bardzo łatwy heat generator, ale trzeba z tym uważać, bo przy zbyt dużej swobodzie jedna osoba zacznie błyszczeć kosztem całego otoczenia. Przerywa Dolnick, czyli będzie komediowo. Nie pamiętam zbytnio historii na linii Dolnick-Lopez, ale chyba jakaś musi być, skoro przyszedł. O, motyw krzesełka, widzę że mamy nawiązanie do segmentu Moxleya i Dolnicka z WCW xD tylko że pewnie większość graczy nie będzie tego kojarzyć. Tęskniłem za tobą, Jean-Pierre XD uwielbiam segmenty z jego udziałem. Trzeba jeszcze wyciągnąć jego kolegę z szafy. Lopez odpowiada tak, jak się spodziewałem. Dość łatwo jest ustawić sobie segment, odpowiadając za obydwie postacie. Na pewno jedną rzecz udało się tutaj zrobić - wzbudzić odpowiednią reakcję. Pozytywną w przypadku Dolnicka i negatywną u Lopeza. Tylko że w dalszym ciągu dyskutuje on z postacią komediową, samemu mając tu zerowe dokonania. Dwa segmenty - to wszystko, co zrobił Lopez w LPW. Teraz wchodzi w utarczki z klaunem. Jak zatem należy traktować Lopeza? Jak poważną postać, czy może również jak błazna? Mało realistyczne to wszystko jak dla mnie.

Kolejni panowie trochę przeholowali z długością segmentu. Mówiłem w instrukcji, żeby nie przekroczyć 1000 słów. "Derrick Mantel pojawia się na arenie przy mocno mieszanych reakcjach publiczności" - jak dla mnie to tu pasuje na razie brak reakcji. Przemowa Derricka...no poprawna, ale nic poza tym. Nie zaciekawił mnie. Mam problem z tą postacią - jest nijaka, trudno tu znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Rywala dostał takiego, że dało się coś ciekawego o nim powiedzieć, ale raczej nie skorzystał. Dalej Mateusz AI...znaczy MW. Co to w ogóle jest za fuszera w kodowaniu? Gdzie tu się zaczyna kwestia mówiona? Serio, ja chyba będę musiał zacząć odejmować za to punkty przy ocenie występów, bo już mnie to wkurwia. Napisałem Rysiowi, żeby od teraz przesyłał do mnie gale zanim je wstawi, to może uda się uniknąć takich paszkwili. Promo samo w sobie ma jakiś tam sens, chociaż nie ma tu nic odkrywczego. Jeżeli tu ma być uliczny patus, to ja tego nie czuję w tym segmencie. Wbrew gimmickowi jest dość nijaki. Derrick w drugiej kwestii - za dużo tych wulgaryzmów. "Próbujesz ze mnie robić nudziarza i kogoś bez emocji, ale nie muszę się zachowywać jak jakiś upośledzeniec szukający w desperacji, choćby grama uwagi." - no właśnie zasypując go wiązankami trochę sam sobie zaprzeczasz. Brakuje mi "czegoś" u Mantela. Chciałbym, żeby Slayer miał jakiś pomysł na tę postać, bo mam wrażenie, że tego brakuje. Druga kwestia Mateusza też taka sobie. Bez wyrazu. Jak jesteś kibolem-patusem, to nie możesz gadać w taki sposób. Jaka walka z RVD? Zajebiście się przygotował. Dobrze, że w ogóle trafił do ringu. Ja się utwierdzam w przekonaniu, że ta postać powinna obrać kierunek komediowy. Niech oliwka stanie się jego znakiem rozpoznawczym. Ogólnie ten segment był mocno eksperymentalny, ale nie wyszedł zbyt dobrze. Jeden nie ma gimmicku, drugi nie umie się w niego wczuć.

Allan Hill bardziej mi się podobał na poprzedniej gali, niż tu. Zabrakło mi charyzmy w tym segmencie. Ja kumam, że tu miał być motyw, że chłop oczekuje miejsca w karcie, ale nie poczułem tu tego groźnego fightera, tylko raczej spłakanego chłopaczka, który chce się pokazać. "Nie zamierzam dłużej czekać na swoją szansę, żeby dać upust swojej agresji" - serio? Postać tego typu czeka na "szansę dania upustu swojej agresji"? Nie róbmy sobie jaj. Postać taka jak Allan Hill dałaby upust swojej agresji rozpierdalając losowego leszcza na zapleczu, a dopiero potem ewentualnie zaczęłaby rozmawiać z GM'em. Albo inaczej - pretensje jeszcze bym zrozumiał, jakby to zostało inaczej ubrane w słowa, na zasadzie "nie rozumiesz, z kim masz do czynienia?", a nie gadanie o szansach i wyładowaniu agresji. Druga sprawa - znowu przedstawiamy RVD jako cieniasa. Nie może tak być. Rysiu, czy ty masz w ogóle kontrolę nad tym, jak przedstawiany jest General Manager? To naprawdę nie może iść w tym kierunku. Po pierwsze GM'a nie można sobie ustawiać jak nam się podoba, a po drugie za wszystkie kwestie GM'a (oraz za kształt segmentów z jego wykorzystaniem) powinien odpowiadać HB. Tak odpowiedzieć mógłby co najwyżej Eric Bischoff, a nie RVD.

Jeśli chodzi o segmenty Steele'a i Escobara, to niewiele mogę powiedzieć. Z tego co widzę, to spełnili założenia. Jak pewnie się domyślacie, to nie jest tylko jednorazowa interakcja między panami.

Ryback atakujący Riddle'a. Mi się to gryzie, że Kenneth wygrał czysto tę walkę. Tu raczej jakiś roll-up powinien być. Opis ataku powinien być napisany kursywą. Do heelowego Rybacka te głupawe żarciki niezbyt pasują. Znowu niewiele powiedział, chciałbym jakąś dłuższą przemowę w jego wykonaniu na kolejnej gali.

Temat Pobitych garów był dyskutowany w CT po pierwszej gali. Fajny wstęp, zgrabne przedstawienie gościa. Który raz ja już dzisiaj widzę "Colloseum"? To słowo powinno trafić do indeksu wyrazów zakazanych. Ale widać zmianę podejścia u Roba, kiedy stanął przed nim chłop ważący o 50 kg więcej od tego poprzedniego XD Cavazos znalazł miejsce na reklamę swojego produktu, w sumie spoko. Pobite Gary idealnie się do tego nadają. Fajny klimat tu jest. Bardzo spoko wypowiedź Cavazosa, takiego Jorge aż chce się czytać. Bez wielkiej filozofii, ale czuć ten fejsowy charakter. Podoba mi się to porównanie tequili z jego historią. Dobrze to zostało wykorzystane. Rob również spełnił swoje zadanie. Taki format bardziej mi podchodzi, niż to z pierwszej gali. Kurde, chyba pierwszy segment, do którego nie mam właściwie żadnych zastrzeżeń. Brawo.

Tutaj też powinien być roll-up jako zakończenie, skoro Rob wygrywa. Cavazos nie powinien przegrywać czysto z kucharzem. Swoją drogą Cava musisz zwracać większą uwagę na gramatykę w swoich postach. Tym razem błędów było tyle, że zdecydowałem się odjąć pół punktu ze swojej oceny proma. To samo tyczy się Rybacka. Zwracajcie na to uwagę, bo różnica w poziomie między graczami nie była duża i czasem nawet takie kwestie jak literówki mogą okazać się kluczowe dla wyniku.

Edgar. Wahadło Newtona od razu mi się skojarzyło z filmem Judasz vs Szatan na kanale GF Darwin (i z tą fantastyczną nutą, która leciała w tle). No nie spodziewałem się tego typu segmentu. Zaciekawiło mnie. Widzę, że Emiel ma jakiś pomysł na rozwój tej postaci, oby coś fajnego z tego wyszło.

Zack wygrywa, dalej trzymając poziom (może oprócz wywiadu), ale ja tutaj chcę docenić także Kamyka, który poprawił się na BS względem pierwszej gali i zaczyna iść we właściwą stronę ze swoją postacią. Odpadnięcie z turnieju nie przekreśla Escobara.

O, stary pierdziel Dan Dowson. Ile on miał już różnych wcieleń, to chyba sam Shiro by nie zliczył. Konferencja prasowa to zawsze jakaś odmiana w porównaniu ze standardowymi speechami. W końcu znalazł się ktoś, kto wypomniał tym wcinającym się dziennikarzom brak kultury. "reporterowi, który zaczął nabierać rumieńców na twarzy" MAXWELL RANSOM ALERT! Coraz więcej tych postaci, które narzekają na to, jak obecnie wygląda wrestling. Generalnie okej, ale też bez fajerwerków.

Tym razem dostajemy dłuższą winietę z Lordem i według mnie ta wypadła lepiej od poprzedniej. Taki ogólnie był zamysł, żeby pokazać go jako wszechstronnie uzdolnionego i zarazem sprawnego fizycznie, przy jednoczesnym podkreśleniu jego pochodzenia i charakteru. Dobrze wywiązał się z tego zadania. Dyscypliny sportu dobrane chyba idealnie, bo mamy tu rozrywki kojarzące się z wysokim statusem społecznym, ale są także zapasy, zatem wiemy, że gość z choinki się nie urwał. Podobało mi się.

"jakie on ma złe oczy! Tylko rogów jemu brakuje!" I KULTURĘ TEŻ MA NA NISKIM POZIOMIE XD no i już jest pięknie. Fajnie, że jest ten odklejeniec Halloway, przyjemnie się go czyta. Tym razem nie udało się dobrać dla niego rozmówcy, ale i tak nieźle sobie dał radę. Nie rozumiem tylko, czemu proma u Zimnego wypadają znacznie słabiej, przez co już teraz odpadł w turnieju. Znaczy, w jego przypadku to nieduża strata, ale ta różnica w poziomie jest zastanawiająca.

O nie, mizdrzenie się. Jak ja tego nie cierpię w wrestlingu XD nie no, charyzmatyczny jest Blaze. No niewiele wyszło z wywiadu, jak postanowił sobie ją zaczarować. Zostawię to raczej bez oceny, bo mało tu było treści. Pokazał się jako charyzmatyczna postać. Pytanie tylko, czy chcemy robić z tego zawodnika Mickey'ego Page'a 2.0, bo z tego co pamiętam to tamten w dużej mierze opierał swój gimmick na słabości do pięknych kobiet. Wolałbym jednak, żeby oni się różnili od siebie.

No cóż, sporo miałem zastrzeżeń przy czytaniu tej gali, jak widzicie. Ale dobrych rzeczy też było dużo. Cieszę się, że utrzymujemy aktywność. Znowu wszyscy oddali posty, nie było też spóźnień przy wysyłaniu materiałów. Pobite Gary najlepsze, kurtyna.
Odpowiedz
Cytuj
Raptor
Moderatorzy
01.06.2026, 14:50 #9
Na początek obiecana informacja odnośnie walki. Na gali numer 1 walką napisaną przez AI był pojedynek Zygmunt Butla vs Zbyszek Uszczelka. Jak patrzyłem na komentarze, to chyba nikt z was tak nie obstawiał, co w sumie mnie martwi, bo liczyłem na to, że lepiej wam pójdzie wykrywanie AI w tekstach. Tutaj również mamy jedną walkę napisaną przez AI, jak ktoś chce to może typować która to.

ET - A co to za gówno xD na pewno nie jestem jedynym, który przeczytał to głosem Paździocha. Czyli idziemy w kierunku heelowego Rybacka, ale głupkowaty charakter pozostaje.

Widzę, że wzięliście sobie do serca rady o skróceniu stolika, doceniam. Dwukropki gdzie są? Tak trudno zapamiętać konstrukcję segmentów?

Kod:

[i]Tekst poboczny[/i]

[b]Ringname wrestlera:[/b] Kwestia mówiona

[i]Tekst poboczny[/i]

Tak ma być zakodowany każdy segment. Widzę, że Hajto został przy stoliku. Zobaczymy, kiedy gracze będą mieli go dość. Znowu "Colloseum", czy to naprawdę jest aż tak trudna nazwa? Co druga osoba ma problem. Dobrze, że już nie ma tego sztampowego wałkowania karty pojedynek po pojedynku, tylko bardziej z głową to omawiają. Wiecie czego tu brakuje? Jakiegoś przypomnienia sytuacji z poprzedniej gali. Tym bardziej, że trwa ten turniej i jego dotychczasowe wyniki są dość istotne. No ja tu zbytnio nie czuję Miza, w ogóle to zastanawiam się, czy ta obecność gościnnych komentatorów jest tu konieczna. Jak oni mają jedynie kłócić się z Hajto, to równie dobrze można obsadzić przy stoliku Kamila Grabarę i może robić dokładnie to samo. Dobrze by było, żeby ten gościnny komentator coś wnosił, może np. druga osoba wraz z Bryxem mogłaby zająć się stolikiem i odpowiadać za kwestie tego gościa?

Widzę, że koledzy się trochę nagadali w pierwszym segmencie. Rozpoczęcie gali przez zwycięzcę poprzedniej walki wieczoru raczej nie powinno nikogo dziwić. Porządne fejsowe promo w jego wykonaniu, w zasadzie trudno mieć do czegokolwiek zastrzeżenia. Dobrze, że wspomniał o fanach. Nie byłby sobą, gdyby nie podkreślił tego, że zmusił kogoś do poddania się xd cały Riddle. Generalnie promo na plus.

Zack - polecam czytać te segmenty po napisaniu, bo sporo błędów widzę. Bardzo się skupił na tym, żeby za każdym razem użyć innego imienia XD jak rozumiem chciał podkreślić, że Riddle jest dla niego postacią zupełnie nieznaną. Moim zdaniem to ma sens, że on się tutaj pojawił pomimo porażki. Trzeba było zwrócić uwagę na to, że po jednej przegranej walce nadal da się ten turniej wygrać. Dobre promo, zdecydowany progres względem wywiadu, gdzie chyba niespecjalnie miał o czym gadać. Szczególnie końcówka mi się podoba, ta część o tym, że to nie jest film z Kennethem w roli głównej. Ogólnie mogę powiedzieć, że początkowo plan na ten segment wyglądał nieco inaczej i nie byłem pewien, czy Zack sobie poradzi w tej ostatecznej wersji, ale wybrnął z tego, zdecydowanie. Duży plus.

Mike Tappin Brutal. "LPW spotkało najsłabszą wersję Extrememaniaca. I radzę ci się do tego nie przyzwyczajać" - aha XD no fajnie, że się chwali byciem w chujowej formie. No jak dla mnie niewiele ma to sensu, poza tym, że chce umniejszyć Riddle'owi, ale przy okazji samemu sobie też umniejsza. "no wygrałeś ze mną, ale to dlatego że ja byłem chujowy, więc ty też jesteś chujowy". Że specjalistów od submissionów jest na pęczki i są oni wtórni i powtarzalni? To co powiedzieć o tych, którzy przez cały czas chcą się napierdalać krzesłami i drutem kolczastym? XD To jest takie łatwe do odbicia, że aż szkoda, że Zack nie dostał takiej szansy. I już tak sobie nie uzurpuj tego całego ECW, bo nigdy w tej federacji nie było kogoś takiego jak Mike Brutal, także on prędzej by się ludziom kojarzył z jakimś backyardem. De facto sam siebie orał przez większość tego segmentu, nie dojechał zupełnie poziomem do poprzedników, mimo że oni gadali przed nim.

Elias - no ten theme song to dla mnie jest nieporozumienie. Totalnie odbiera jakąkolwiek aurę tej postaci. Jakbym ja był takim Brutalem i usłyszał takie theme w ringu, to chyba bym padł ze śmiechu. Nie rozumiem tego zabiegu ze śpiewaniem. Co to miało wnieść? Przemowa totalnie obok rywali, tak jakby ich nie było. To miało pokazać, że on jest odklejony od rzeczywistości, tak? Tak czy siak nie powinien całkowicie zignorować obecności innych osób w ringu. Totalnie nie jestem fanem tych motywów narkotykowych. "Wszyscy mi zwisacie jak jaja przy kastracji" - no tego to nie powinno tutaj być. Raz że nie pasuje, a dwa że to zdanie nawet nie ma sensu. O, zauważył w końcu, że ktoś tu jest. Ta parodia Brutala XDDDDDDDDDD nie mogę. No wczuł się pięknie. Tego nie było w instrukcji jak coś. Co się pośmiałem, to moje. Trochę poprawił swoje notowania w moich oczach tą parodią, ale tylko trochę, bo ja nie jestem pewien, czy to pasuje do tej postaci. Nawet nie wiem, jaka w końcu ma być ta postać. Mroczna, pizdowata, odklejona od rzeczywistości? Czy sam twórca w ogóle to wie? Sporo tu jest do poprawy. Obaj z Brutalem daleko w tyle za pierwszą dwójką.

Poprzednicy już mówili, że zawodnicy mają być podpisani w segmentach całym ringname'em. Interesujący dobór outfitów, zwłaszcza ta kurtka zimowa. Zygmunt nieźle popłynął XD a z tego Zbycha to chujek jest. Przyjemnie mi się to czytało. Nawet całkiem zabawne. Dobrze się panowie uzupełniają. Zygmuntowi by się przydało nadać więcej głębi, żeby nie musiał cały czas gadać o tym chlaniu.

Lopez. Od czego by tu zacząć...no mieszane odczucia, powiem szczerze. Z jednej strony przemowa na wysokim poziomie, kupy się trzyma. Z drugiej mam sporo "ale". Na pierwszej gali powiedział, że ma wyjebane w ten turniej i przyjdzie sobie po pas, a tutaj przez pół przemowy gada o uczestnikach turnieju. Czyli oglądał, czyli jednak go to interesuje. W ogóle to ja nie jestem fanem takiego podejścia. Przychodzi gość, który nie stoczył tu nawet jednej walki i ciśnie sobie całą federację jak mu pasuje. To po co on tu w ogóle jest? Zamiast Grubasa z Konga powinien mu odpowiedzieć RVD i z marszu wlepić walkę typu słynne "1 on 1 with the Undertaker". Takie coś trzeba temperować, inaczej GM wychodzi na pizdeusza, a tego nie chcemy. Osobiście totalnie nie jestem fanem postaci cierpiących na syndrom protagonisty. Ja wiem, że to jest bardzo łatwy heat generator, ale trzeba z tym uważać, bo przy zbyt dużej swobodzie jedna osoba zacznie błyszczeć kosztem całego otoczenia. Przerywa Dolnick, czyli będzie komediowo. Nie pamiętam zbytnio historii na linii Dolnick-Lopez, ale chyba jakaś musi być, skoro przyszedł. O, motyw krzesełka, widzę że mamy nawiązanie do segmentu Moxleya i Dolnicka z WCW xD tylko że pewnie większość graczy nie będzie tego kojarzyć. Tęskniłem za tobą, Jean-Pierre XD uwielbiam segmenty z jego udziałem. Trzeba jeszcze wyciągnąć jego kolegę z szafy. Lopez odpowiada tak, jak się spodziewałem. Dość łatwo jest ustawić sobie segment, odpowiadając za obydwie postacie. Na pewno jedną rzecz udało się tutaj zrobić - wzbudzić odpowiednią reakcję. Pozytywną w przypadku Dolnicka i negatywną u Lopeza. Tylko że w dalszym ciągu dyskutuje on z postacią komediową, samemu mając tu zerowe dokonania. Dwa segmenty - to wszystko, co zrobił Lopez w LPW. Teraz wchodzi w utarczki z klaunem. Jak zatem należy traktować Lopeza? Jak poważną postać, czy może również jak błazna? Mało realistyczne to wszystko jak dla mnie.

Kolejni panowie trochę przeholowali z długością segmentu. Mówiłem w instrukcji, żeby nie przekroczyć 1000 słów. "Derrick Mantel pojawia się na arenie przy mocno mieszanych reakcjach publiczności" - jak dla mnie to tu pasuje na razie brak reakcji. Przemowa Derricka...no poprawna, ale nic poza tym. Nie zaciekawił mnie. Mam problem z tą postacią - jest nijaka, trudno tu znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Rywala dostał takiego, że dało się coś ciekawego o nim powiedzieć, ale raczej nie skorzystał. Dalej Mateusz AI...znaczy MW. Co to w ogóle jest za fuszera w kodowaniu? Gdzie tu się zaczyna kwestia mówiona? Serio, ja chyba będę musiał zacząć odejmować za to punkty przy ocenie występów, bo już mnie to wkurwia. Napisałem Rysiowi, żeby od teraz przesyłał do mnie gale zanim je wstawi, to może uda się uniknąć takich paszkwili. Promo samo w sobie ma jakiś tam sens, chociaż nie ma tu nic odkrywczego. Jeżeli tu ma być uliczny patus, to ja tego nie czuję w tym segmencie. Wbrew gimmickowi jest dość nijaki. Derrick w drugiej kwestii - za dużo tych wulgaryzmów. "Próbujesz ze mnie robić nudziarza i kogoś bez emocji, ale nie muszę się zachowywać jak jakiś upośledzeniec szukający w desperacji, choćby grama uwagi." - no właśnie zasypując go wiązankami trochę sam sobie zaprzeczasz. Brakuje mi "czegoś" u Mantela. Chciałbym, żeby Slayer miał jakiś pomysł na tę postać, bo mam wrażenie, że tego brakuje. Druga kwestia Mateusza też taka sobie. Bez wyrazu. Jak jesteś kibolem-patusem, to nie możesz gadać w taki sposób. Jaka walka z RVD? Zajebiście się przygotował. Dobrze, że w ogóle trafił do ringu. Ja się utwierdzam w przekonaniu, że ta postać powinna obrać kierunek komediowy. Niech oliwka stanie się jego znakiem rozpoznawczym. Ogólnie ten segment był mocno eksperymentalny, ale nie wyszedł zbyt dobrze. Jeden nie ma gimmicku, drugi nie umie się w niego wczuć.

Allan Hill bardziej mi się podobał na poprzedniej gali, niż tu. Zabrakło mi charyzmy w tym segmencie. Ja kumam, że tu miał być motyw, że chłop oczekuje miejsca w karcie, ale nie poczułem tu tego groźnego fightera, tylko raczej spłakanego chłopaczka, który chce się pokazać. "Nie zamierzam dłużej czekać na swoją szansę, żeby dać upust swojej agresji" - serio? Postać tego typu czeka na "szansę dania upustu swojej agresji"? Nie róbmy sobie jaj. Postać taka jak Allan Hill dałaby upust swojej agresji rozpierdalając losowego leszcza na zapleczu, a dopiero potem ewentualnie zaczęłaby rozmawiać z GM'em. Albo inaczej - pretensje jeszcze bym zrozumiał, jakby to zostało inaczej ubrane w słowa, na zasadzie "nie rozumiesz, z kim masz do czynienia?", a nie gadanie o szansach i wyładowaniu agresji. Druga sprawa - znowu przedstawiamy RVD jako cieniasa. Nie może tak być. Rysiu, czy ty masz w ogóle kontrolę nad tym, jak przedstawiany jest General Manager? To naprawdę nie może iść w tym kierunku. Po pierwsze GM'a nie można sobie ustawiać jak nam się podoba, a po drugie za wszystkie kwestie GM'a (oraz za kształt segmentów z jego wykorzystaniem) powinien odpowiadać HB. Tak odpowiedzieć mógłby co najwyżej Eric Bischoff, a nie RVD.

Jeśli chodzi o segmenty Steele'a i Escobara, to niewiele mogę powiedzieć. Z tego co widzę, to spełnili założenia. Jak pewnie się domyślacie, to nie jest tylko jednorazowa interakcja między panami.

Ryback atakujący Riddle'a. Mi się to gryzie, że Kenneth wygrał czysto tę walkę. Tu raczej jakiś roll-up powinien być. Opis ataku powinien być napisany kursywą. Do heelowego Rybacka te głupawe żarciki niezbyt pasują. Znowu niewiele powiedział, chciałbym jakąś dłuższą przemowę w jego wykonaniu na kolejnej gali.

Temat Pobitych garów był dyskutowany w CT po pierwszej gali. Fajny wstęp, zgrabne przedstawienie gościa. Który raz ja już dzisiaj widzę "Colloseum"? To słowo powinno trafić do indeksu wyrazów zakazanych. Ale widać zmianę podejścia u Roba, kiedy stanął przed nim chłop ważący o 50 kg więcej od tego poprzedniego XD Cavazos znalazł miejsce na reklamę swojego produktu, w sumie spoko. Pobite Gary idealnie się do tego nadają. Fajny klimat tu jest. Bardzo spoko wypowiedź Cavazosa, takiego Jorge aż chce się czytać. Bez wielkiej filozofii, ale czuć ten fejsowy charakter. Podoba mi się to porównanie tequili z jego historią. Dobrze to zostało wykorzystane. Rob również spełnił swoje zadanie. Taki format bardziej mi podchodzi, niż to z pierwszej gali. Kurde, chyba pierwszy segment, do którego nie mam właściwie żadnych zastrzeżeń. Brawo.

Tutaj też powinien być roll-up jako zakończenie, skoro Rob wygrywa. Cavazos nie powinien przegrywać czysto z kucharzem. Swoją drogą Cava musisz zwracać większą uwagę na gramatykę w swoich postach. Tym razem błędów było tyle, że zdecydowałem się odjąć pół punktu ze swojej oceny proma. To samo tyczy się Rybacka. Zwracajcie na to uwagę, bo różnica w poziomie między graczami nie była duża i czasem nawet takie kwestie jak literówki mogą okazać się kluczowe dla wyniku.

Edgar. Wahadło Newtona od razu mi się skojarzyło z filmem Judasz vs Szatan na kanale GF Darwin (i z tą fantastyczną nutą, która leciała w tle). No nie spodziewałem się tego typu segmentu. Zaciekawiło mnie. Widzę, że Emiel ma jakiś pomysł na rozwój tej postaci, oby coś fajnego z tego wyszło.

Zack wygrywa, dalej trzymając poziom (może oprócz wywiadu), ale ja tutaj chcę docenić także Kamyka, który poprawił się na BS względem pierwszej gali i zaczyna iść we właściwą stronę ze swoją postacią. Odpadnięcie z turnieju nie przekreśla Escobara.

O, stary pierdziel Dan Dowson. Ile on miał już różnych wcieleń, to chyba sam Shiro by nie zliczył. Konferencja prasowa to zawsze jakaś odmiana w porównaniu ze standardowymi speechami. W końcu znalazł się ktoś, kto wypomniał tym wcinającym się dziennikarzom brak kultury. "reporterowi, który zaczął nabierać rumieńców na twarzy" MAXWELL RANSOM ALERT! Coraz więcej tych postaci, które narzekają na to, jak obecnie wygląda wrestling. Generalnie okej, ale też bez fajerwerków.

Tym razem dostajemy dłuższą winietę z Lordem i według mnie ta wypadła lepiej od poprzedniej. Taki ogólnie był zamysł, żeby pokazać go jako wszechstronnie uzdolnionego i zarazem sprawnego fizycznie, przy jednoczesnym podkreśleniu jego pochodzenia i charakteru. Dobrze wywiązał się z tego zadania. Dyscypliny sportu dobrane chyba idealnie, bo mamy tu rozrywki kojarzące się z wysokim statusem społecznym, ale są także zapasy, zatem wiemy, że gość z choinki się nie urwał. Podobało mi się.

"jakie on ma złe oczy! Tylko rogów jemu brakuje!" I KULTURĘ TEŻ MA NA NISKIM POZIOMIE XD no i już jest pięknie. Fajnie, że jest ten odklejeniec Halloway, przyjemnie się go czyta. Tym razem nie udało się dobrać dla niego rozmówcy, ale i tak nieźle sobie dał radę. Nie rozumiem tylko, czemu proma u Zimnego wypadają znacznie słabiej, przez co już teraz odpadł w turnieju. Znaczy, w jego przypadku to nieduża strata, ale ta różnica w poziomie jest zastanawiająca.

O nie, mizdrzenie się. Jak ja tego nie cierpię w wrestlingu XD nie no, charyzmatyczny jest Blaze. No niewiele wyszło z wywiadu, jak postanowił sobie ją zaczarować. Zostawię to raczej bez oceny, bo mało tu było treści. Pokazał się jako charyzmatyczna postać. Pytanie tylko, czy chcemy robić z tego zawodnika Mickey'ego Page'a 2.0, bo z tego co pamiętam to tamten w dużej mierze opierał swój gimmick na słabości do pięknych kobiet. Wolałbym jednak, żeby oni się różnili od siebie.

No cóż, sporo miałem zastrzeżeń przy czytaniu tej gali, jak widzicie. Ale dobrych rzeczy też było dużo. Cieszę się, że utrzymujemy aktywność. Znowu wszyscy oddali posty, nie było też spóźnień przy wysyłaniu materiałów. Pobite Gary najlepsze, kurtyna.
Odpowiedz
Cytuj
01.06.2026, 16:59
#10
Earlier Tonight: Dziennikarz lubi igrać z ogniem albo jest po prostu głupi. Nawet ciężko w tym segmencie sympatyzować z tym półgłówkiem XD Chociaż może faktycznie wypłacenie liścia przez wrestlera LPW to trochę daleko idąca reakcja. RVD miał prawo się wkurzyć.

Opening i komentatorzy: Ale sztos, mamy własne intro! Muszę przyznać, że super to wygląda, mimo że oczywiście jest dość proste. Kolejna cegiełka do zwiększania immersji, moim zdaniem postawiona w bardzo dobry sposób. Przy komentatorach - widzę, że znacząco zmniejszyliśmy objętość i ograniczyliśmy głupoty Hajty. Myślę, że teraz jest to fajnie wyważone, bo kilka drobnych akcentów dostaliśmy ("czy Ty już poniosłeś konsekwencje za..." XD), ale nie męczy to w takiej formie i sprawnie można przejść dalej. Plusik ode mnie.

Pierwszy segment: O paaaaanie, jak dostałem instrukcję napisania openingu, to nie spodziewałem się, jak to będzie wyglądać dalej, a tu się pół rosteru zebrało XD O swojej części napiszę krótko - staram się tchnąć trochę charakteru w tego nowego Riddle'a, zbudować jego mindset tak, aby było to jasne zarówno dla Was, jak i dla mnie. Cały czas szukam, ale pewne elementy gimmicku już chyba dość mocno się klarują. Zresztą widzę po wypowiedziach ZSJ i Brutala, że Panowie już wiedzą, jak podchodzić Kennetha. To dobrze, bo dla mnie istotne jest żebyśmy wypadali wszyscy dobrze jako zespół, a nie że Riddle tutaj rozpierdala i nie da się go tknąć XD No, to było to "krótko" o mnie, a teraz parę słów o kolejnych wypowiedziach Smile

Zack mi się spodobał tutaj, naprawdę. Bardzo dobrze trafił w punkt, który można było zaatakować po pierwszej gali i tej wypowiedzi przed chwilą, wykorzystał to z właściwym dla siebie zarozumialstwem, tak bym rzekł. Przekręcanie imienia i nazwiska to prosty, ale skuteczny patent, jeśli jest zrobione dobrze. Tutaj fajnie pasuje. Podoba mi się też fakt, że ZSJ zbudował od razu jakąś historię i tło do potencjalnego spotkania z Riddlem w przyszłości. Pozostaje nam poczekać, aby się przekonać, kto faktycznie będzie klepał Big Grin

Brutal? Bardzo dobrze, nie odnosił się za bardzo do sposobu, w jaki przegrał ostatnio i to moim zdaniem słuszny ruch. Od razu przeszedł do ofensywy i wynik z ubiegłego tygodnia wytłumaczył szczęściem Kennetha i swoją formą, która jeszcze nie jest najwyższa. Ja to kupuję zdecydowanie - dyspozycja dnia zdecydowała, ale następnym razem Mike ma większą motywację żeby dojechać Kennetha. "A ty? Ty mnie nawet nie wkurwiasz połamańcu" XD Brutal ładnie pojechał po obu poprzednikach i przez pryzmat swojego charakteru miał tutaj dużo racji. To znaczy, gdyby Mike Brutal był prawdziwy, to pewnie miałby dokładnie takie same odczucia. A to oznacza, że Michał ponownie zrobił super robotę we wcieleniu się w swoją postać.

"Zimny jak Ty" kolego forumowy, ktoś tutaj ma problem do Ciebie widzę XD No cóż, początek u Eliasa bardzo mocno kontrastuje z poprzednikami, przez co przez moment miałem wrażenie, że czytam już inny segment. Trochę mnie to na moment wybiło, chociaż uwypukliło to odmienność Shadowa. Pierwsza część jego wypowiedzi podkreśliła to jeszcze bardziej. Pod kątem jego gimmicku chyba dobrze, że nieszczególnie nawiązał do wcześniejszych wypowiedzi. Z perspektywy forumowej traktuję to jako tani wytrych. Przy drugiej części wypowiedzi muszę przyznać, że byłem autentycznie zaskoczony XD Nie jestem pewien, jak to ocenić. Na pewno należy docenić pomysł! Było to... specyficzne XD

Brutal vs Shadow: Fajnie udało się zbudować historię starcia w tym fragmencie. Elias próbował wyprowadzić rywala z równowagi i liczył, że uda mu się w ten sposób sprowokować Brutala do błędu, który będzie można wykorzystać. Zamiast tego rozwścieczył bestię i dostał ostro w ryj, co ostatecznie kosztowało go życie w turnieju. W ten sposób udało się osiągnąć dwie rzeczy - Brutal wygrał po dominacji w końcówce, co na pewno go dobrze buduje, ale też ta dominacja ma swoje korzenie w prowokacjach Eliasa, więc to nie jest aż tak dotkliwe dla postaci przegrywającej. Po prostu taktyka wypaliła mu w twarz. Uważam, że Brutal słusznie wygrywa.

Zbyszek i Zygmunt: Ależ tu jest gęsto od życiowych mądrości. Na długo zapamiętam hasło "Człowiek to najgorsza ryba" xD Tak samo cenna lekcja od Zbyszka o cierpliwości. Jedno jest pewne, przy takich historiach z jego działalności, jakie wychodzą na światło dzienne na antenie LPW, to chyba będzie coraz trudniej o nowych klientów. W każdym razie ja byłbym sceptycznie nastawiony do zatrudnienia faceta, który przyznał się, że celowo uwolnił potok gówna w nowym pensjonacie XD Także chyba trzeba będzie się przebranżowić. Butla to jest jednak kozak, że karpia na kawałek śląskiej łowi, szanuję XD Piękny bromance to jest, obaj mają trochę inne podejście do życia, ale znajdują wspólny język... i to jest cudowne!

Halloway vs Butla: Wielka szkoda, że Halloway odpada z turnieju, ale niezmiennie czekam na kolejne rzeczy od tej postaci. Zwłaszcza wiedząc, jaki Zimny ma stosunek do teorii spiskowych, może z tego wyjść coś mega fajnego na następnych galach. Może i będzie mu teraz łatwiej pisać w tym gimmicku, jak wyjmujemy z tego aspekt turnieju, który jednak w swoich podstawach jest dość rzeczywistą rzeczą Big Grin Opis walki na plus, poprawnie po prostu.

Lopez i Dolnick: Fajnie się pisze segmenty samemu ze sobą, prawda Carni? XD Lopez trochę cierpi przez fakt, że nie ma teraz nic konkretnego do roboty, ale z drugiej strony możemy dostawać takie segmenty, jak ten, więc ja nie będę narzekał. Plus odpada poważny rywal w turnieju, i tym razem nie mam na myśli Dolnicka. Jose dobrze zaczął, rozwijając swoją heelową personę z miejsca cisnąc każdemu uczestnikowi turnieju... no, prawie każdemu ;* Jean-Pierre jest cudowny jako comedy act, jakiś tam R-Truth w rzeczywistości może mu buty czyścić. Sytuacja z wiekiem obu Panów i udziałem w turnieju mi się bardzo spodobały Big Grin Mniej spodobała mi się odpowiedź Lopeza... no bo jak to tak do naszego misiaczka tak brzydko się odnosić Sad Oczywiście tylko w tym aspekcie mi się ona nie podobała, bo gimmickowo to Jose zebrał heat, którego teraz potrzebuje. A na kim najłatwiej zebrać heat? Na ulubieńcach publiczności. Mądre zagranie. Ale my wiemy, Jose, że w głębi serca masz pełne gacie na myśl o spotkaniu w ringu z Dolnickiem XD

Mantel vs MateuszMW: Tutaj odniosę się w jednym punkcie do segmentu i samej walki, bo tak ładnie pasuje. Na pierwszy plan wyłania się jedno słowo - błędy! Interpunkcyjnych u obu naliczyłem sporo, a w pewnym momencie przerwałem już wyliczankę. MateuszMW za to ma mocnego jetlaga, bo mentalnie został w Chicago. Już pomijam, że to kodowanie jego pierwszego fragmentu jest błędne. Sporo też w obu wypowiedziach zbędnego rzucania mięsem, które nie pasuje w ogóle do sytuacji. Nie widzę tego, żeby obaj mieli być tacy pospinani. No i jak Mantel walczył z RVD, to Riddle w późniejszej walce odklepuje Rybackowi. Jest tutaj dużo do poprawy Panowie, ale wbrew pozorom wiele z tych problemów można naprawić naprawdę niewielkim kosztem. Także nie zrażać się, ale pracować nad tym! Bo swojego stylu i charakteru czasami szuka się długo, błędy też się popełnia, ale niedopuszczalne jest powtarzanie tych samych błędów przez długi czas. Zwycięstwo Mantela moim zdaniem jest dobrą decyzją Excela. O co chodzi z tą oliwką... XD

Allan Hill: To kolejny przypadek, kiedy RVD grozi, że ktoś poniesie konsekwencje swoich czynów,a zapewne nic z tego nie wyjdzie. W tej kwestii zgadzam się z kilkoma przedmówcami. Rozumiem zamiary i zapewne osoba GM'a nasuwa się na myśl jako pierwsza, kiedy chce się zrobić mocne wrażenie, ale to już było, a do tego w swoich podstawach jest problematyczne. Również sądzę, że byłoby lepiej, gdyby Hill tam odstawił Shawna Michaelsa przed WM 26 i skasował kogoś na zapleczu albo sędziego. Liczę, że przy konfrontacjach z realnymi przeciwnikami ten temat siłą rzeczy zostanie zażegnany i będzie coraz lepiej.

Steele i Escobar: Hmm... im dalej w las z tą postacią, tym bardziej mi się ona gryzie. Gimmick faceta, który może mieć hajs od ojca, ale nie chce z tego korzystać, podoba mi się u podstaw. Mam w głowie co najmniej kilka segmentów, które można by było przygotować, aby fajnie to sprzedać. Ale proszę no, jeżeli chcesz pokazać, że osiągasz sukces sam i stronisz od czerwonego dywanu wyłożonego przez starego, to raczej nie wozisz się taką furą i nie nosisz zegarka w kieszeni... nie wiem, chyba żeby w razie czego zastawić go w lombardzie XD Jeżeli Steele miałby mieć majątek na własny rachunek, to też by trzeba było jakoś wprowadzić dla widzów, ale wtedy nie ma sensu cała walka ze spuścizną tatuśka. Escobara trudno ocenić, bo to bardziej takie cameo. Zakładam, że zobaczymy ciąg dalszy i wtedy będziemy oceniać już samą interakcję między nimi.

Ryback vs Riddle: Czemu w opisie walki jest Kanadyjczyk, skoro Riddle pochodzi z Sacramento, a Ryback z Las Vegas? Big Grin Poza tym, to walka raczej okej. Trudno mi oceniać wynik. Ja wiem, że dobrze pisało mi się promo do tego starcia i raczej utrzymuję też aktywność, bo chciałbym utrzymać się przynajmniej w turnieju do finału. Szkoda, że Ryback musiał tutaj przegrać, ale po walce zrobiono moim zdaniem słuszną rzecz i Ryback wyładoał swoją frustrację. Bryx musi teraz dać z siebie wszystko i pociągnąć tego Rybacka w stronę rzeźnika. Czy faktycznie zacznie od Riddle'a? Teoretycznie może spróbować mu przeszkodzić w kolejnej walce lub Fatal 4 Wayu. Jak mam się bić z Bryxem, to pozostaję otwarty Big Grin

Pobite gary i walka: Cavazos - gratulacje, bo wyszedłeś obronną ręką z tego segmentu. Jak już większość osób zauważyła, trudno jest w tym formacie gościowi, ale Jorge pokazał, że kilka przemyślanych ruchów znacząco zwiększa twoje szanse. Fajny pomysł na to przyniesienie tequili i chamskie lokowanie produktu XD W sumie w dzisiejszych czasach to jest bardzo realistyczny ruch. Na plus od strony McŁowicza stworzenie dania, które nawiązuje mocno do jego gościa w tym tygodniu. Długość segmentu dalej potężna, ale dla mnie było już lepiej z przebrnięciem przez całość. Tutaj też układ tekstu jest oczywiście inny niż w tradycyjnych segmentach, więc faktycznych wypowiedzi jest znacznie mniej. Didaskalia są z kolei niezbędne żeby to dalej były Pobite gary. Jeśli Ryse ma skracać format, to ma trudny orzech do zgryzienia. Ewentualnie może go robić w przyszłości rzadziej i jak miałbym obstawiać, to prędzej wydarzy się ta druga rzecz. Co do walki, to chyba tym razem trochę mniej było takich Mcłowiczyzmów, z braku adekwatnego określenia Big Grin Cavazos przegrywa, ale zdecydowanie powinien mieć podniesioną głowę!

Escobar i Steele: Okej, czyli wracamy do tematu zegarka od razu. W sumie to i lepiej, że nie czekamy do kolejnej gali tylko ze strzępkiem informacji. Kurcze, nie jestem dużym fanem tego segmentu. Strasznie sztucznie ten dialog wyszedł. W rzeczywistości, gdyby Steele siedemnaście razy podkreślał, jak ma wywalone w ten zegarek, raczej nie miałby fanów po swojej stronie. Tutaj aż się prosiło o jakiś pazur, no ale charakter postaci nie pozwolił. Dalej nie wiemy, jak ta historia się potoczy, ale jest szansa żeby było z tego coś dobrego - to na pewno.

Edgar: Bardzo przyjemny segment dla czytelnika. Nakreśla dosadnie, że Dickinson ma coś nie teges na bani, ale nie jest z nim tak źle. Urzekł mnie moment z wprawianiem w ruch wahadła i tym krótkim komentarzem od Edgara. Przedstawianie tej postaci czytelnikom idzie jak dotąd bardzo dobrze i czekam na kolejne elementy układanki. Plusik ode mnie!

ZSJ vs Escobar: Zack był tutaj faworytem jak dla mnie i dobrze, że wygrał. Nie wyobrażam sobie, aby musiał się zawijać z turnieju po dwóch galach. Sama walka napisana poprawnie, czytelnie i z dobrym tempem akcji.

Dan Dowson: Jest i dziaaaad! Ajajaj, od razu widać, że dziad napięty jak plandeka na Żuku. Jak szybko można przejść od "postaram się odpowiedzieć na każde pytanie" do "a ciebie to ktoś pytał, obsrańcu?" XD Ten element trochę mi zazgrzytał na początku, muszę przyznać. Po tej konferencji mamy jakiś zarys tego, co Dowson będzie robił w LPW i to na pewno na plus. Spodziewam się jednak znacznie więcej!

de Montclair: Co może robić taki czubek w wolnym czasie? Siri, wygeneruj hobby dla faceta, który wyżej sra niż dupę ma... GOLF, JEŹDZIECTWO, POLO! Pod tym względem idealne umiejscowienie akcji w trzech pierwszych fragmentach. Na szczęście widzimy też, że Seba co nieco też ćwiczy. Spodobał mi się ten segment, był spójny i z prostym, ale dobrze wyegzekwowanym pomysłem. Wiele sobie obiecuję po tej postaci, bo na papierze to jest heel idealny.

Uczelka vs Steele: Sojusz Uszczelki z Butlą trwa już na poważnie, skoro towarzyszą sobie przy ringu. Tej siły już nie powstrzymacie! To samo mógłby zresztą wykrzyczeć Zbyszek po walce, co jest dla mnie niemałym zaskoczeniem, patrząc czysto z perspektywy memiczności tej postaci. No ale jednak trzeba umieć tchnąć w postać u podstaw komediową trochę ringowej powagi. Szkoda Steele'a, ale tutaj porażka mi pasuje. W opisach plusik za to, że mamy coś więcej niż tylko same nazwy akcji, piny i kickouty. Obecność Zygmunta przy ringu mocno w tym pomogła.

Halloway: Jeśli Derek nie odkryje spisku stojącego za RVD i LPW, to będziemy zgubieni. Wierzę w tę postać i będę jej bronił. Zimny, rób to dobrze, bo inaczej będę musiał odszczekiwać własne słowa XD Jestem ciekaw jak daleko zajdziemy z tym śledztwem Dereka.

Blaze i Main Event: Ahhh Blaze, ty podrywaczu Big Grin Carnival, ja już nie pamiętam XD Jakbym miał kopać w odmętach pamięci, to chyba Maria była jego menedżerką kiedyś, ale w LPW chyba nie zamierzam tego traktować kanonicznie. Bez sensu. Także niech Blaze sobie bierze, bo po tym segmencie ewidentnie widać, że zaiskrzyło Big Grin Remik napisał, że wywiady nie należą do jego ulubionych form i to też widać. W poprzednim tygodniu podobało mi się o wiele bardziej. To nie znaczy, że teraz jest źle. Forma po prostu mocno podcięła skrzydła. Na jego szczęście (Axela w sensie) udało się wygrać i awansować do kolejnego etapu także chyba randka z Marią dojdzie do skutku Wink Ahhh szkoda, że Edgar musiał przyjąć porażkę. W ogóle często to piszę na przestrzeni tych dwóch tygodni - taki urok turnieju.

Kenneth Riddle
Streak: 9-0-2
Last Match: Kenneth Riddle def. Ben Zamora (Last Man Standing)
(LPW Danse Macabre 2026)
Achievements:
1x LPW Global Champion (25.10.26 - present)
Odpowiedz
Cytuj
FoTi
Global Champion
01.06.2026, 16:59 #10
Earlier Tonight: Dziennikarz lubi igrać z ogniem albo jest po prostu głupi. Nawet ciężko w tym segmencie sympatyzować z tym półgłówkiem XD Chociaż może faktycznie wypłacenie liścia przez wrestlera LPW to trochę daleko idąca reakcja. RVD miał prawo się wkurzyć.

Opening i komentatorzy: Ale sztos, mamy własne intro! Muszę przyznać, że super to wygląda, mimo że oczywiście jest dość proste. Kolejna cegiełka do zwiększania immersji, moim zdaniem postawiona w bardzo dobry sposób. Przy komentatorach - widzę, że znacząco zmniejszyliśmy objętość i ograniczyliśmy głupoty Hajty. Myślę, że teraz jest to fajnie wyważone, bo kilka drobnych akcentów dostaliśmy ("czy Ty już poniosłeś konsekwencje za..." XD), ale nie męczy to w takiej formie i sprawnie można przejść dalej. Plusik ode mnie.

Pierwszy segment: O paaaaanie, jak dostałem instrukcję napisania openingu, to nie spodziewałem się, jak to będzie wyglądać dalej, a tu się pół rosteru zebrało XD O swojej części napiszę krótko - staram się tchnąć trochę charakteru w tego nowego Riddle'a, zbudować jego mindset tak, aby było to jasne zarówno dla Was, jak i dla mnie. Cały czas szukam, ale pewne elementy gimmicku już chyba dość mocno się klarują. Zresztą widzę po wypowiedziach ZSJ i Brutala, że Panowie już wiedzą, jak podchodzić Kennetha. To dobrze, bo dla mnie istotne jest żebyśmy wypadali wszyscy dobrze jako zespół, a nie że Riddle tutaj rozpierdala i nie da się go tknąć XD No, to było to "krótko" o mnie, a teraz parę słów o kolejnych wypowiedziach Smile

Zack mi się spodobał tutaj, naprawdę. Bardzo dobrze trafił w punkt, który można było zaatakować po pierwszej gali i tej wypowiedzi przed chwilą, wykorzystał to z właściwym dla siebie zarozumialstwem, tak bym rzekł. Przekręcanie imienia i nazwiska to prosty, ale skuteczny patent, jeśli jest zrobione dobrze. Tutaj fajnie pasuje. Podoba mi się też fakt, że ZSJ zbudował od razu jakąś historię i tło do potencjalnego spotkania z Riddlem w przyszłości. Pozostaje nam poczekać, aby się przekonać, kto faktycznie będzie klepał Big Grin

Brutal? Bardzo dobrze, nie odnosił się za bardzo do sposobu, w jaki przegrał ostatnio i to moim zdaniem słuszny ruch. Od razu przeszedł do ofensywy i wynik z ubiegłego tygodnia wytłumaczył szczęściem Kennetha i swoją formą, która jeszcze nie jest najwyższa. Ja to kupuję zdecydowanie - dyspozycja dnia zdecydowała, ale następnym razem Mike ma większą motywację żeby dojechać Kennetha. "A ty? Ty mnie nawet nie wkurwiasz połamańcu" XD Brutal ładnie pojechał po obu poprzednikach i przez pryzmat swojego charakteru miał tutaj dużo racji. To znaczy, gdyby Mike Brutal był prawdziwy, to pewnie miałby dokładnie takie same odczucia. A to oznacza, że Michał ponownie zrobił super robotę we wcieleniu się w swoją postać.

"Zimny jak Ty" kolego forumowy, ktoś tutaj ma problem do Ciebie widzę XD No cóż, początek u Eliasa bardzo mocno kontrastuje z poprzednikami, przez co przez moment miałem wrażenie, że czytam już inny segment. Trochę mnie to na moment wybiło, chociaż uwypukliło to odmienność Shadowa. Pierwsza część jego wypowiedzi podkreśliła to jeszcze bardziej. Pod kątem jego gimmicku chyba dobrze, że nieszczególnie nawiązał do wcześniejszych wypowiedzi. Z perspektywy forumowej traktuję to jako tani wytrych. Przy drugiej części wypowiedzi muszę przyznać, że byłem autentycznie zaskoczony XD Nie jestem pewien, jak to ocenić. Na pewno należy docenić pomysł! Było to... specyficzne XD

Brutal vs Shadow: Fajnie udało się zbudować historię starcia w tym fragmencie. Elias próbował wyprowadzić rywala z równowagi i liczył, że uda mu się w ten sposób sprowokować Brutala do błędu, który będzie można wykorzystać. Zamiast tego rozwścieczył bestię i dostał ostro w ryj, co ostatecznie kosztowało go życie w turnieju. W ten sposób udało się osiągnąć dwie rzeczy - Brutal wygrał po dominacji w końcówce, co na pewno go dobrze buduje, ale też ta dominacja ma swoje korzenie w prowokacjach Eliasa, więc to nie jest aż tak dotkliwe dla postaci przegrywającej. Po prostu taktyka wypaliła mu w twarz. Uważam, że Brutal słusznie wygrywa.

Zbyszek i Zygmunt: Ależ tu jest gęsto od życiowych mądrości. Na długo zapamiętam hasło "Człowiek to najgorsza ryba" xD Tak samo cenna lekcja od Zbyszka o cierpliwości. Jedno jest pewne, przy takich historiach z jego działalności, jakie wychodzą na światło dzienne na antenie LPW, to chyba będzie coraz trudniej o nowych klientów. W każdym razie ja byłbym sceptycznie nastawiony do zatrudnienia faceta, który przyznał się, że celowo uwolnił potok gówna w nowym pensjonacie XD Także chyba trzeba będzie się przebranżowić. Butla to jest jednak kozak, że karpia na kawałek śląskiej łowi, szanuję XD Piękny bromance to jest, obaj mają trochę inne podejście do życia, ale znajdują wspólny język... i to jest cudowne!

Halloway vs Butla: Wielka szkoda, że Halloway odpada z turnieju, ale niezmiennie czekam na kolejne rzeczy od tej postaci. Zwłaszcza wiedząc, jaki Zimny ma stosunek do teorii spiskowych, może z tego wyjść coś mega fajnego na następnych galach. Może i będzie mu teraz łatwiej pisać w tym gimmicku, jak wyjmujemy z tego aspekt turnieju, który jednak w swoich podstawach jest dość rzeczywistą rzeczą Big Grin Opis walki na plus, poprawnie po prostu.

Lopez i Dolnick: Fajnie się pisze segmenty samemu ze sobą, prawda Carni? XD Lopez trochę cierpi przez fakt, że nie ma teraz nic konkretnego do roboty, ale z drugiej strony możemy dostawać takie segmenty, jak ten, więc ja nie będę narzekał. Plus odpada poważny rywal w turnieju, i tym razem nie mam na myśli Dolnicka. Jose dobrze zaczął, rozwijając swoją heelową personę z miejsca cisnąc każdemu uczestnikowi turnieju... no, prawie każdemu ;* Jean-Pierre jest cudowny jako comedy act, jakiś tam R-Truth w rzeczywistości może mu buty czyścić. Sytuacja z wiekiem obu Panów i udziałem w turnieju mi się bardzo spodobały Big Grin Mniej spodobała mi się odpowiedź Lopeza... no bo jak to tak do naszego misiaczka tak brzydko się odnosić Sad Oczywiście tylko w tym aspekcie mi się ona nie podobała, bo gimmickowo to Jose zebrał heat, którego teraz potrzebuje. A na kim najłatwiej zebrać heat? Na ulubieńcach publiczności. Mądre zagranie. Ale my wiemy, Jose, że w głębi serca masz pełne gacie na myśl o spotkaniu w ringu z Dolnickiem XD

Mantel vs MateuszMW: Tutaj odniosę się w jednym punkcie do segmentu i samej walki, bo tak ładnie pasuje. Na pierwszy plan wyłania się jedno słowo - błędy! Interpunkcyjnych u obu naliczyłem sporo, a w pewnym momencie przerwałem już wyliczankę. MateuszMW za to ma mocnego jetlaga, bo mentalnie został w Chicago. Już pomijam, że to kodowanie jego pierwszego fragmentu jest błędne. Sporo też w obu wypowiedziach zbędnego rzucania mięsem, które nie pasuje w ogóle do sytuacji. Nie widzę tego, żeby obaj mieli być tacy pospinani. No i jak Mantel walczył z RVD, to Riddle w późniejszej walce odklepuje Rybackowi. Jest tutaj dużo do poprawy Panowie, ale wbrew pozorom wiele z tych problemów można naprawić naprawdę niewielkim kosztem. Także nie zrażać się, ale pracować nad tym! Bo swojego stylu i charakteru czasami szuka się długo, błędy też się popełnia, ale niedopuszczalne jest powtarzanie tych samych błędów przez długi czas. Zwycięstwo Mantela moim zdaniem jest dobrą decyzją Excela. O co chodzi z tą oliwką... XD

Allan Hill: To kolejny przypadek, kiedy RVD grozi, że ktoś poniesie konsekwencje swoich czynów,a zapewne nic z tego nie wyjdzie. W tej kwestii zgadzam się z kilkoma przedmówcami. Rozumiem zamiary i zapewne osoba GM'a nasuwa się na myśl jako pierwsza, kiedy chce się zrobić mocne wrażenie, ale to już było, a do tego w swoich podstawach jest problematyczne. Również sądzę, że byłoby lepiej, gdyby Hill tam odstawił Shawna Michaelsa przed WM 26 i skasował kogoś na zapleczu albo sędziego. Liczę, że przy konfrontacjach z realnymi przeciwnikami ten temat siłą rzeczy zostanie zażegnany i będzie coraz lepiej.

Steele i Escobar: Hmm... im dalej w las z tą postacią, tym bardziej mi się ona gryzie. Gimmick faceta, który może mieć hajs od ojca, ale nie chce z tego korzystać, podoba mi się u podstaw. Mam w głowie co najmniej kilka segmentów, które można by było przygotować, aby fajnie to sprzedać. Ale proszę no, jeżeli chcesz pokazać, że osiągasz sukces sam i stronisz od czerwonego dywanu wyłożonego przez starego, to raczej nie wozisz się taką furą i nie nosisz zegarka w kieszeni... nie wiem, chyba żeby w razie czego zastawić go w lombardzie XD Jeżeli Steele miałby mieć majątek na własny rachunek, to też by trzeba było jakoś wprowadzić dla widzów, ale wtedy nie ma sensu cała walka ze spuścizną tatuśka. Escobara trudno ocenić, bo to bardziej takie cameo. Zakładam, że zobaczymy ciąg dalszy i wtedy będziemy oceniać już samą interakcję między nimi.

Ryback vs Riddle: Czemu w opisie walki jest Kanadyjczyk, skoro Riddle pochodzi z Sacramento, a Ryback z Las Vegas? Big Grin Poza tym, to walka raczej okej. Trudno mi oceniać wynik. Ja wiem, że dobrze pisało mi się promo do tego starcia i raczej utrzymuję też aktywność, bo chciałbym utrzymać się przynajmniej w turnieju do finału. Szkoda, że Ryback musiał tutaj przegrać, ale po walce zrobiono moim zdaniem słuszną rzecz i Ryback wyładoał swoją frustrację. Bryx musi teraz dać z siebie wszystko i pociągnąć tego Rybacka w stronę rzeźnika. Czy faktycznie zacznie od Riddle'a? Teoretycznie może spróbować mu przeszkodzić w kolejnej walce lub Fatal 4 Wayu. Jak mam się bić z Bryxem, to pozostaję otwarty Big Grin

Pobite gary i walka: Cavazos - gratulacje, bo wyszedłeś obronną ręką z tego segmentu. Jak już większość osób zauważyła, trudno jest w tym formacie gościowi, ale Jorge pokazał, że kilka przemyślanych ruchów znacząco zwiększa twoje szanse. Fajny pomysł na to przyniesienie tequili i chamskie lokowanie produktu XD W sumie w dzisiejszych czasach to jest bardzo realistyczny ruch. Na plus od strony McŁowicza stworzenie dania, które nawiązuje mocno do jego gościa w tym tygodniu. Długość segmentu dalej potężna, ale dla mnie było już lepiej z przebrnięciem przez całość. Tutaj też układ tekstu jest oczywiście inny niż w tradycyjnych segmentach, więc faktycznych wypowiedzi jest znacznie mniej. Didaskalia są z kolei niezbędne żeby to dalej były Pobite gary. Jeśli Ryse ma skracać format, to ma trudny orzech do zgryzienia. Ewentualnie może go robić w przyszłości rzadziej i jak miałbym obstawiać, to prędzej wydarzy się ta druga rzecz. Co do walki, to chyba tym razem trochę mniej było takich Mcłowiczyzmów, z braku adekwatnego określenia Big Grin Cavazos przegrywa, ale zdecydowanie powinien mieć podniesioną głowę!

Escobar i Steele: Okej, czyli wracamy do tematu zegarka od razu. W sumie to i lepiej, że nie czekamy do kolejnej gali tylko ze strzępkiem informacji. Kurcze, nie jestem dużym fanem tego segmentu. Strasznie sztucznie ten dialog wyszedł. W rzeczywistości, gdyby Steele siedemnaście razy podkreślał, jak ma wywalone w ten zegarek, raczej nie miałby fanów po swojej stronie. Tutaj aż się prosiło o jakiś pazur, no ale charakter postaci nie pozwolił. Dalej nie wiemy, jak ta historia się potoczy, ale jest szansa żeby było z tego coś dobrego - to na pewno.

Edgar: Bardzo przyjemny segment dla czytelnika. Nakreśla dosadnie, że Dickinson ma coś nie teges na bani, ale nie jest z nim tak źle. Urzekł mnie moment z wprawianiem w ruch wahadła i tym krótkim komentarzem od Edgara. Przedstawianie tej postaci czytelnikom idzie jak dotąd bardzo dobrze i czekam na kolejne elementy układanki. Plusik ode mnie!

ZSJ vs Escobar: Zack był tutaj faworytem jak dla mnie i dobrze, że wygrał. Nie wyobrażam sobie, aby musiał się zawijać z turnieju po dwóch galach. Sama walka napisana poprawnie, czytelnie i z dobrym tempem akcji.

Dan Dowson: Jest i dziaaaad! Ajajaj, od razu widać, że dziad napięty jak plandeka na Żuku. Jak szybko można przejść od "postaram się odpowiedzieć na każde pytanie" do "a ciebie to ktoś pytał, obsrańcu?" XD Ten element trochę mi zazgrzytał na początku, muszę przyznać. Po tej konferencji mamy jakiś zarys tego, co Dowson będzie robił w LPW i to na pewno na plus. Spodziewam się jednak znacznie więcej!

de Montclair: Co może robić taki czubek w wolnym czasie? Siri, wygeneruj hobby dla faceta, który wyżej sra niż dupę ma... GOLF, JEŹDZIECTWO, POLO! Pod tym względem idealne umiejscowienie akcji w trzech pierwszych fragmentach. Na szczęście widzimy też, że Seba co nieco też ćwiczy. Spodobał mi się ten segment, był spójny i z prostym, ale dobrze wyegzekwowanym pomysłem. Wiele sobie obiecuję po tej postaci, bo na papierze to jest heel idealny.

Uczelka vs Steele: Sojusz Uszczelki z Butlą trwa już na poważnie, skoro towarzyszą sobie przy ringu. Tej siły już nie powstrzymacie! To samo mógłby zresztą wykrzyczeć Zbyszek po walce, co jest dla mnie niemałym zaskoczeniem, patrząc czysto z perspektywy memiczności tej postaci. No ale jednak trzeba umieć tchnąć w postać u podstaw komediową trochę ringowej powagi. Szkoda Steele'a, ale tutaj porażka mi pasuje. W opisach plusik za to, że mamy coś więcej niż tylko same nazwy akcji, piny i kickouty. Obecność Zygmunta przy ringu mocno w tym pomogła.

Halloway: Jeśli Derek nie odkryje spisku stojącego za RVD i LPW, to będziemy zgubieni. Wierzę w tę postać i będę jej bronił. Zimny, rób to dobrze, bo inaczej będę musiał odszczekiwać własne słowa XD Jestem ciekaw jak daleko zajdziemy z tym śledztwem Dereka.

Blaze i Main Event: Ahhh Blaze, ty podrywaczu Big Grin Carnival, ja już nie pamiętam XD Jakbym miał kopać w odmętach pamięci, to chyba Maria była jego menedżerką kiedyś, ale w LPW chyba nie zamierzam tego traktować kanonicznie. Bez sensu. Także niech Blaze sobie bierze, bo po tym segmencie ewidentnie widać, że zaiskrzyło Big Grin Remik napisał, że wywiady nie należą do jego ulubionych form i to też widać. W poprzednim tygodniu podobało mi się o wiele bardziej. To nie znaczy, że teraz jest źle. Forma po prostu mocno podcięła skrzydła. Na jego szczęście (Axela w sensie) udało się wygrać i awansować do kolejnego etapu także chyba randka z Marią dojdzie do skutku Wink Ahhh szkoda, że Edgar musiał przyjąć porażkę. W ogóle często to piszę na przestrzeni tych dwóch tygodni - taki urok turnieju.

Kenneth Riddle
Streak: 9-0-2
Last Match: Kenneth Riddle def. Ben Zamora (Last Man Standing)
(LPW Danse Macabre 2026)
Achievements:
1x LPW Global Champion (25.10.26 - present)
Odpowiedz
Cytuj
Strony (2): 1 2 Dalej
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości