Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling E-Fed Tygodniówki Elysium #1 - Chicago, Illinois - 18.07.2026r.

Elysium #1 - Chicago, Illinois - 18.07.2026r.

Elysium #1 - Chicago, Illinois - 18.07.2026r.

Strony (2): 1 2 Dalej
18.07.2026, 22:27
#1
[Obrazek: 3bvyb55.jpeg]


Na arenie słyszymy "Heavy is the Crown" od Linkin Park, a światła zaczynają migotać na niebieskie i złote kolory - to oznacza, iż w końcu rozpoczynamy pierwsze w historii Elysium! Kamera przejeżdża po zebranych na arenie fanach, z których wielu trzyma transparenty wspierając nimi swoich ulubieńców! Muzyka cichnie, wszyscy czekają w napięciu na to co wydarzy się teraz... 
Rozbrzmiewa FATE! A to oznacza, że Jose Lopez przybywa na Elysium! Są fani, którzy usilnie cheerują byłego idola, ale nie oszukujmy się, większość buczy i to sążnie. Hiszpan z lekkim uśmiechem wymalowanym na ustach pojawia się na rampie w TYM STROJU. Chico Malo pewnym siebie krokiem zmierza w kierunku ringu, przed wejściem do niego odbiera mikrofon od pracownika. Gdy jest już w kwadratowym pierścieniu, to ma zamiar coś powiedzieć. Fani jeszcze przed tym, gdy Jose zdążył zabrać głos, zaczęli skandować ''ELYSIUM! ELYSIUM!''.

Jose Lopez: Elizjum... cieszę się, że LPW uczy i bawi, przez co poznaliście prawdopodobnie najtrudniejsze słowo w swoim życiu. *heat* Piękna nazwa, serio! Do tego, jak pasuje.. to zdecydowanie będzie coś na wzór pól elizejskich. Jestem wam w stanie to obiecać! Jednak nic nie będzie tutaj takie idealne jak w tych mitach... nie ma tak dobrze. To show będzie grobowcem rodem z mitologii dla tych wszystkich ''bohaterów'', których kochacie i którzy wejdą do ringu z Jose Lopezem. Z ciał waszych herosów z OGROMNĄ chęcią zbuduję sobie tron. *heat i wredny uśmiech Lopeza* Nie bierzcie może tego zbyt dosłownie.. już jeden proces w tej federacji mamy, a sam Axel Blaze ostatnio bardzo zainspirował się niejakim Otungą i użył słów, że ''za współpracę wyrok będzie mniejszy''. *parsknięcie* Cóż... jak dobrze wiecie, nie współpracowałem, ba! Ponownie go zaatakowałem i dorzuciłem kolejną cegiełkę do gniewu waszego ulubieńca *ogromny heat* A zamierzam dorzucić jeszcze jedną i następną.. będzie tyle tego, że Axel będzie mógł wybudować sobie z nich swoje własne, jebane, Koloseum, gdzie będzie mógł spełniać jeszcze bardziej chore fantazje niż te, których dopuszcza się na rejsach i zapleczach koncertów. *krótka pauza, a fani nie dowierzają* Myślicie, że to jest coś WOW? Że to jest coś niesamowitego? Nie, nie, nie.. prawdziwe interesujące zachowania ujrzycie u niego niebawem. *uśmiecha się kącikiem ust* No chyba, że.. nienajlepsza wizytówka ludzi z psychiatryka.. ten, który jest z ''potencjałem'' na więcej, ale ciekawi ludzi, dopóki nie otworzy gęby.. Edgar Dickinson.. uratuje Blaze'a przed tym wszystkim i dziś mnie pokona…

Dalsze słowa Lopezzo zostały przerwane przez The Eagle Has Landed. U szczytu rampy pojawia się nie kto jak Edgar Dickinson. Pojawieniu się poety towarzyszy wybuch radości na arenie. Ciężko powiedzieć, czy to ze względu na postać pisarza, czy po prostu jest to reakcja na przerwanie hiszpanowi. Tak czy inaczej ,pisarz pewnie zmierza w kierunku ringu. Artysta się jednak nie spieszy, każdy krok stawia jakby z pieczołowitością i uwagą. Podpierając się swoją laską, za pomocą prawej dłoni i trzymając się klapy płaszcza lewą, sprawia wrażenie jakby przechadzał się przez park. Kiedy artysta dociera do krawędzi ringu, nie wskakuje do jego wnętrza, zamiast tego okrąża go powoli, raz i drugi, pozwalając, żeby utwór mu towarzyszący wybrzmiał w pełni. Publika wyraźnie podłapała zamysł poety i kiedy piosenka dobiegła końca, jeszcze chwilę nuciła głośno melodię, ku niezadowoleniu czekającego w ringu Spanish Star. Edgar w tym czasie spokojnie odebrał mikrofon od jednego z technicznych i po schodkach wspiął się do wnętrza kwadratowego pierścienia. Dalej jednak nie odezwał się ani słowem, pozwalając fanom wypełniać ciszę melodią utworu Avatara. Zamiast tego nie spuszczał wzroku z Jose, uśmiechając się szczerze do niego. W końcu jednak przyłożył, palec wskazujący do ust, a na arenie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zapadła cisza.

Edgar Dickinson: Dzień dobry Panie Lopez. Słyszę, że moje słowa są Panu nie w smak. A jednak wywołał mnie Pan do tablicy, mimo, że ani Ja nie mam ochoty z Panem rozmawiać, ani Chicago słuchać Pańskich wynurzeń. *krótki okrzyk aprobaty wypełnił arenę* Będę się więc streszczał. Kłuje Pana, że jestem przeszkodą na Pańskiej drodze, do realizacji historii upadłego anioła, który to z sprytem i arogancją Lucyfera, sięga po wszystko co mu się zamarzy. Bardzo mi przykro, ale to historia dla nastolatków z kompleksami, która nie jest częścią mojej opowieści. Zbyt wiele wysiłku zostało włożone w rozdział Pana Blaze, żeby mógł się Pan w niego wtryniać, w imię tylko i wyłącznie swojego ego. Muszę więc stanąć na pańskiej drodze, a zapewniam, że nie chce mieć Pan kolejnych złych snów o strasznym panu w czarnym płaszczu. Chętnie jednak polecę wtedy Panu psychiatrę, jak sam Pan zauważył, mam rozeznanie.

Jose lekko uśmiecha się pod nosem i przechadza się wokół Edgara. W końcu zatrzymuje się i spogląda tylko na płaszcz, w który odziany jest The Poet.

Jose Lopez: Historia dla nastolatków z kompleksami powiadasz..ciekawe. *kiwa głową* Wymalowany gość, noszący płaszcz i bawiący się w obrońcę sprawiedliwości, to za to historia, której nikt jeszcze nigdy nie widział! Najoryginalniejsza rzecz na świecie! To jest dopiero ambitne! Sam pierdolony Dan Dowson by bił brawo. *prychnięcie* ABSOLUTNIE nie było czegoś podobnego w legendarnym WCW i to nie w tym, w którym zawsze mogłeś oglądać, jak ja jestem na szczycie, a ty? *spogląda z pogardą* Po co ty tam właściwie byłeś, Edgar? Chyba tylko po to, by promować swoją tanią poezję, bo z wrestlingu ciężko cokolwiek spamiętać o tobie. *heat* I nie myśl, że kłuje mnie fakt, że to akurat ty stoisz mi na drodze do Blaze'a. jest wręcz przeciwnie... bardzo się cieszę, że będę mógł obić ten twój umalowany, przereklamowany ryj. Pokażę i tobie i IM *wskazuje palcem na fanów*, że nic się nie zmieniło.. bo za zapożyczonymi cytatami od ambitniejszych twórców niż ty i ''otoczką'', na którą się ludzie nabierają... stoi dalej ten sam przeciętniak co kiedyś. *heat, Lopez uśmiecha się kącikiem ust* A wiesz, co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Nawet sam Blaze w głębi pragnie, bym to JA wygrał...po co miałby pokazywać ci miejsce w szeregu po raz... trzeci?

Poeta śledząc cały czas ruchy Jose, pozostał niewzruszony i dalej uśmiechał się uprzejmie, jakby przysłuchiwał się jak ktoś opowiada nam o hobby o którym nie mamy pojęcia.

Edgar Dickinson: Ahhh, czyta Pan mojego X. Bardzo dobrze, poszerzy Pan słownictwo, na czytanie ze zrozumieniem przyjdzie jeszcze czas. Na ten moment pozwolę sobie, odrobinę sprostować parę spraw. Przede wszystkim, myślałem, że na Ascension rozstał się Pan z przeszłością. A jednak, podpiera się Pan nostalgią, słusznie minionej federacji, w dniu kiedy stoimy w domu Legion Pro Wrestling! *LPW! LPW! wypełniło na chwilę arenę w Chicago* To nie pomaga Pana sprawie, tak samo jak mylenie mnie z archetypem Zorro czy też innego Mrocznego Rycerza. *Pisarz spoważniał, a uśmiech w końcu zniknął z jego twarzy.* Nie jestem obrońcą sprawiedliwości, przynajmniej nie w prymitywnej formie, w jakiej Pan ją pojmuje. Dbam tylko i wyłącznie o prawidłowy przebieg tej historii. Jose Lopez który stoi przede mną tu i teraz, nie ma miejsca w jej głównym wątku i albo wykrzesze z siebie coś wartościowego, albo będzie musiał w końcu wyleczyć swój kompleks głównego bohatera. Ale do uświadomienia Panu, że na razie próbuje Pan tylko ukraść nie swój rozdział, rwie się ktoś nazbyt stosowny. *Dickinson bezrefleksyjnie odwraca się plecami do Lopeza i spogląda w kierunku publiki.* Panie Blaze doceniam poetyckość, czempion ludzi ruszający spośród nich z orężem w dłoni, to jest dokładnie to czego nam trzeba.

W tym momencie rozbrzmiewa I gotsa get paid, a publiczność reaguje mocnym cheerem. Jednak Blaze nie pojawia się na rampie, kamera nagle przenosi się na wejście na halę od strony publiczności, dokładnie z tej samej strony, w którą odwrócił się Edgar. Tam już stoi LPW World Champion z pasem na biodrach i kijem baseballowym w dłoni, którym wskazuje na ring. Axel rusza między fanami, którzy szaleją i poklepują go po plecach. Zawodnik jest zdeterminowany, zdaje się w ogóle nie mrugać i cały czas prze naprzód. Kiedy jednak dociera do barierek, tam już czeka na niego trzech ochroniarzy, którzy zaczynają spokojnie z nim rozmawiać. Mr. Forever jest pobudzony, wyraźnie nie podoba mu się kierunek tej rozmowy, ale ostatecznie ustępuje i oddaje im kij baseballowy. Dopiero wtedy sprawnie przeskakuje przez barierki, odbiera mikrofon od pracownika technicznego i wchodzi do ringu. Wbija swój wzrok w Lopeza, a na Dickinsona nawet nie zwraca uwagi

Axel Blaze: Masz takiego farta, że nawet z ustawionej talii wyciągnąłbyś dobrą kartę... Lopez. Powinieneś bardzo podziękować ochronie i po gali nosić ich na rękach, bo właśnie oszczędzili Ci bardzo ciężkiego urazu. Ale spokojnie, co się odwlecze, to nie uciecze. Próbowałem Cię znaleźć przez ostatnie dwa tygodnie i zdążyłem uświadomić sobie, że nie ma to już znaczenie, czy kara przyjdzie dzisiaj, czy jutro. Ważne, że Cię nie ominie. A nie ominie, gwarantuję Ci to. Ostatnio pozwalałeś sobie na bardzo dużo. Szkoda tylko, że byłeś taki odważny nie patrząc mi w oczy. To takie wygodne, nieprawdaż? Przez dwa miesiące nikt nie zwracał na Ciebie uwagi, każdy żył turniejem i tym, kto stanie się pierwszym LPW World Championem. A Ty potrzebowałeś uwagi. Przez te wszystkie lata tak rozpaczliwie jej szukałeś, że kiedy w końcu przypełzłeś do LPW i wystarczająco wylizałeś buty Van Dama, żeby tylko dał Ci szansę, nie spodziewałeś, że to będzie tak wyglądało. Biedny Jose Lopez, gwiazda nad gwiazdami, weteran sceny... blaknie przy świeżej krwi i nikt o nim nie mówi. Trzeba było strzelić focha, mówić dookoła, że nie będziesz walczyć, bo przecież Ty od razu idziesz po mistrza. A to wszystko dlatego, że jesteś tylko zwykłą dziwką, która domaga się atencji! A co jeszcze bardziej obrzydliwe, Ty doskonale zdajesz sobie sprawę, z tego co robisz. Wiesz, że zajmujesz się najstarszym zawodem świata i tak bardzo Ci wstyd z tego powodu, że nawet nie byłeś w stanie spojrzeć mi w oczy. Zrobiłeś swoje atakując mnie z zaskoczenia. Bez honoru! Bez ambicji! Bez zasad! Potem zabrakło Ci jaj, żeby pojawić się na Colosseum. Wolałeś wysłać nagranie, niż stawić czoła konsekwencjom. Wspomniałeś o koncertach, które tak bardzo wielbię - masz rację, wychowałem się na koncertach. I wiesz czego się dzięki nim nauczyłem? Że czasami na scenę może dostać się każdy... ale to nie czyni z niego gwiazdy wieczoru, Lopez. A Ty jeszcze masz czelność nazywać Edgara przeciętniakiem? On przynajmniej próbuje napisać swoją własną historię. A Ty? Ty próbujesz dopisać się do mojej! *whoa!* Ale niestety, w jednym muszę przyznać Ci rację. Tak, zdecydowanie pragnę, żebyś wygrał dzisiejszą walkę. *Blaze pierwszy raz odrywa wzrok od Lopeza* Bez urazy, Edgar, my jeszcze będziemy mieć okazje, żeby dać czadu, ale dzisiejszy wynik nie może być inny. Bo jeśli Lopez dzisiaj zostanie pretendentem do mojego pasa, *Blaze odpina pas i podnosi go do góry* to będę miał go na widelcu i już mi nie ucieknie.

Nick Aldis:
Spokojnie, Panowie! 

Całą rozmowę przerywa Generalny Manager Elysium, wychodząc bez muzyki na rampę.

Nick Aldis:
Widzę, że mamy tu dużo emocji, rozumiem też ich przyczynę. Dlatego postawiłem na pewne dodatkowe zabezpieczenia. *Wskazuje na ochroniarzy* Wiem Axel, że bardzo chcesz dorwać Jose. Nie może się to jednak wydarzyć w sposób niewłaściwy. Także przychodzę do was z małym ogłoszeniem. Jeśli Axel Blaze zaingeruje w walkę wieczoru, w jakikolwiek sposób, pretendentami do tytułu zostaną zarówno Edgar Dickinson, jak i Jose Lopez. *spogląda na Blaze'a* Wiem, że może Ci się to nie podobać, ale muszę zapewnić odpowiednią jakość widowiska i sprawiedliwe rozwiązania. Potem nie zamierzam już ingerować w żadne spory. *Uśmiech, Blaze w końcu kiwa głową, na reszcie akceptując słowa swojego przełożonego* Jednak zapraszam Cię na czas tej walki do specjalnej loży przeznaczonej tylko i wyłącznie dla Ciebie, byś mógł z uwagą obserwować to co będzie się działo w dzisiejszym Main Evencie. Natomiast teraz... czeka Cię walka z Robem McŁowiczem, czyż nie? Dlatego Edgar, Jose - zapraszam z powrotem na zaplecze. I nie chcę was tu widzieć do walki wieczoru, w innym wypadku zostaniecie automatycznie zdyskwalifikowani. 
Aldis opuszcza mikrofon i obraca się, schodząc za kulisy. Lopez z kwaśną miną choć niechętnie, jest już również w drodze, natomiast Edgar przygląda się jeszcze przez chwilę Blaze'owi... Jednak po chwili również opuszcza ring. 

REKLAMY

[Obrazek: ledaVEB.png]
Non-Title Singles Match
Axel Blaze vs Rob McŁowicz

Wracamy do ringu po reklamach. W tym momencie Axel Blaze znajduje się w narożniku, a Rob McŁowicz zawija jego ręce za liny. Nie zastanawia się długo i od razu serwuje potężny Spatula Slap! Echo uderzenie rozniosło się momentalnie po całej arenie, aż publiczność ucichła. Kucharz natomiast przykłada palce do ust, mlaska i próbuje ocenić "smak" walki. Zaskoczony z aprobatą kiwa głową. Następnie szybko dokłada Eye Rake, po którym udaje, że sypie pieprzem w oczy rywala. Mr. Forever zasłania twarz dłońmi, co daje możliwość do ataku Królowi Kiełbasy. Nie zastanawiając się zbyt długo chwyta głowę przeciwnika i wykonuje Running Bulldog. Rob potrzebuje chwili, aby się odwrócić i przechodzi do pinu. 1... 2... Kick Out! Skoro to nie przyniosło efektu, stwierdza, że danie nie jest jeszcze wystarczająco dobrze przygotowane. Wstaje i od razu przechodzi do stompowania. Cała seria szybkich stompów spada prosto na klatę mistrza, a zanim sędzia zdążył go dobrze pouczyć o nadmiernej brutalności McŁowicz dokłada jeszcze Leg Drop. Trafiony zatopiony! Jeszcze raz przechodzi do pinu. 1... 2... Shoulder Up! Kucharz wstaje, przekręca głowę i zdaje się jakby coś w nim pękło. Nawet nie kłóci się z sędzią, po prostu pomaga wstać przeciwnikowi, który już sam zaczynał się zbierać, aby stojąc z nim twarzą w twarz poczęstować go Soleniem Rywala! Po serii szybkich ciosów na brzuch Blaze zgiął się w pół. Szybki Snapmare sadza Amerykanina na tyłku, sam odbija się od lin i z ogromnym impetem wyprowadza Dropkick prosto w twarz siedzącego rywala! Ależ to było uderzenie! Real Rock 'n' Roller wyraźnie to odczuwa, przekręca się na brzuch, aby łatwiej było mu wstać, najpierw podnosi się delikatnie na kolanach... i już z okrzykiem "SMAKUJE?!" nadciąga Polak, aby popisać się Degustacją Goryczy! Nic z tego! Blaze odsuwa się w ostatnim momencie i momentalnie zrywa się na równe. Zaskoczony Master Chef of Chaos odwraca się w kierunku swojego przeciwnika i od razu inkasuje potężny Bicycle Knee Strike. Rob daje się tracić czucie w nogach, ale High Life Warrior nie pozwala mu upaść. Od razu chwyta go za nadgarstek i posyła do narożnika Irish Whipem. Kucharz wbija się w niego z ogromnym impetem i nie daje rady utrzymać pionowej pozycji. Natychmiast siada, a mistrz już pędzi w jego kierunku i wbija się w niego przy pomocy Meteory! Fani szaleją! Axel wstaje i odwraca się w ich kierunku. Gestem ręki pobudza publiczność do jeszcze większego dopingu i go otrzymuje. Z zadowoleniem kiwa głową, uśmiecha i odwraca się znowu do przeciwnika. Okazuje się, że The Sausage King miał dość, wyturlał się z ringu i teraz opiera się o apron odzyskując siły. Legend in Making przykłada palec do ust, dając znać publiczności, żeby go nie wydali, sam również opuszcza ring. Rob tego nie widzi, wciąż jeszcze łapie oddech oparty o apron. I mamy Drive by! Mistrz natychmiast chwyta rywala, robi z nim kółeczko i wrzuca do ringu. Tauntuje do publiczności pokazując gest rock 'n' rolla, a oni reagują cheerem. Blaze wślizguje się do ringu, ale na to tylko czekał McŁowicz! Od razu rusza na przeciwnika, który okazuje się być bardzo szybki, przepuszcza oponenta na liny, aby odbił się od nich jeszcze raz. Sam ustawia się na środku ringu. Polak naciera i wpada wprost na Fade To Black! Ależ impet, to musiało boleć. Mistrz przechodzi do pinu. 1... 2... 3! Axel Blaze wygrywa starcie!

Cytat:Kamera przenosi nas po chwilowej przerwie na zaplecze. W kadrze widzimy ponownie Roba McŁowicza, przemieszczającego się korytarzem. Na karku ma zarzucony ręcznik i wyraźnie odczuwa trudy swojej dzisiejszej walki z Axelem Blazem, bo idąc trzyma się za swoje plecy.

???: Proszę, proszę, kogo my tutaj mamy.

Teraz w kadrze pojawia się Lord Sebastien.

Lord Sebastien: To Rob McŁowicz, człowiek który dzisiaj dostał sromotny łomot od naszego mistrza. *na ustach arystokraty maluje się szyderczy uśmiech* Cholera, to wyglądało horrible. Jak się czujesz, Rob? *Lord mierzy Roba wzrokiem od góry do dołu* Chyba nie najlepiej? Jednak walki nie są takie łatwe jak przyrządzanie hot doga dla zdegenerowanych Amerykanów? Może po prostu ty, Rob, nie nadajesz się do toczenia walk w ringu, a twoje miejsce powinno pozostać na zawsze w kuchni. Mam dla Ciebie małą propozycję. Nie powinno się wpuszczać tam ludzi twojego pokroju, ale trudno - zrobię le exception. Może zasiądziesz dzisiaj w mojej loży VIP? Miałbyś okazję zobaczyć, jak w ringu prezentuje się prawdziwy zawodnik. *The Noble One pokazuje palcem na siebie* Może mógłbyś się czegoś nawet ode mnie nauczyć oglądając jak rozprawiam się z le pantin z kocimi uszami. Możesz to potraktować jak zaproszenie. *Lord poklepuje Roba po ramieniu* Tylko weź się trochę ogarnij zanim przyjdziesz na lożę, żebyś mi wstydu nie przyniósł.

Rob przez chwilę patrzy na dłoń Lorda na swoim ramieniu, po czym powoli ją strąca. Widać, że odczuwa skutki swojego pojedynku, ale nie daje tego po sobie poznać.

Rob McŁowicz: Sebastien, jak na człowieka, który tyle mówi o klasie, bardzo chętnie podchodzisz do poobijanego gościa, żeby poprawić sobie humor. To nie arystokracja, to zwykłe podjadanie resztek z cudzego talerza. *Rob poprawia ręcznik na karku i delikatnie krzywi się z bólu* Tak, dostałem dzisiaj od Axela. I co z tego? Przynajmniej byłem w ringu z mistrzem, a nie stałem z boku i tylko ładnie pachniałem. *Rob mierzy Lorda wzrokiem od góry do dołu.* Ale dobra. Przyjmuję zaproszenie do loży VIP. Chętnie zobaczę, czy za tą całą szlachecką oprawą faktycznie spotka mnie coś ekskluzywnego, czy tylko drogi obrus na pustym stole. A skoro ty robisz dla mnie wyjątek, ja zrobię wyjątek dla ciebie.*Rob podchodzi pół kroku bliżej.* Za dwa tygodnie przyjdziesz do Pobitych Garów. Będziemy tam Ty, ja i blat. Sprawdzę, czy Lord Sebastien ma jakikolwiek smak… czy tylko dobrze wygląda w menu.

Lord Sebastien: Lord Sebastien zawsze wygląda dobrze, Rob, a dzisiaj w ringu udowodnię Ci, że smaku również mi nie brakuje. Mówisz o podjadaniu resztek jedzenia z cudzego talerza, ale to Ty jesteś marną inspiracją pewnego europejskiego kulinarnego celebryty. *teraz Lord zasłania usta palcem w geście milczenia* Ups, nie mówmy o tym głośno, bo Twój cały czar pryśnie. Więc jedyną osobą, która dostaje resztki z cudzego talerza jesteś Ty, Rob. Twierdzisz też, że tylko stoję z boku i ładnie pachnę? To prawda, ładnie pachnę, ale jak przyjdzie odpowiedni czas to zdominuję swojego rywala, co pokaże Ci dzisiaj w ringu. Chciałem ci tylko pokazać moją propozycją, że czasem trochę luksusu może pomóc człowiekowi w życiu, ale widzę, że jesteś jak typowy Amerykanin - musisz wszystko po swojemu. Dobrze więc, przyjmuję twoje zaproszenie do Pobitych Garów. Mam tylko nadzieję, że przygotujesz na tą edycję coś więcej niż to co ostatnio. Moje kubki smakowe zasługują na coś więcej niż na takie malbouffe.

Sebastien odchodzi i znika z kadru, a Rob cały czas wodzi z nieufnością za nim wzrokiem. Obraz z kamery gaśnie.


Światła na arenie przygasają, a po chwili rozbrzmiewają pierwsze dźwięki „Bodies” Drowning Pool. Reakcja publiczności jest mieszana — część fanów od razu zaczyna buczeć, pamiętając pierwsze tygodnie Extrememaniaca w LPW, jednak nie brakuje również osób, które zaczynają skandować jego nazwisko po tym, co wydarzyło się na Ascencion. Po chwili na rampie pojawia się Mike F’N Brutal. Extremely Mad Dog ma w dłoni charakterystyczne już dla siebie wytarte, ewidentnie przetestowane w boju krzesło, a w drugiej mikrofon. Szybkim krokiem zmierza w kierunku ringu, jakby adrenalina zebrana podczas Ascencion nadal w nim była, a kiedy w końcu znalazł się w środku kwadratowego pierścienia rozłożył krzesło i usiadł na nim spoglądając z uśmiechem w tę stronę areny, która skanduje ,,Brutal! Brutal! Brutal", choć nie jest to wielka część, ale po chwili więcej osób się przyłącza.

Mike F'N Brutal:: Wiedziałem! No ja po prostu wiedziałem, że jak fani LPW zobaczą, a niektórzy przypomną sobie na co tak naprawdę mnie stać, to część z nich stanie się wyznawcami religii ekstremy. No więc moi drodzy... Wita Was najbardziej ekstremalna, hardkorowa i spektakularna gwiazda LPW, największy fan klocków Lego w LPW - Mike Fucking Brutal! *mieszana reakcja tłumu, lecz cheer się bardziej przebija*. Ale po kolei, wydaje mi się że nowym fanom jestem winny że tak powiem - pewne podsumowanie. A więc kilka tygodni temu, kiedy wyszedłem na Colosseum po raz pierwszy mówiłem, że wrestling nie polega na ładnych obrazkach, chwytliwych hasełkach. Że ten biznes został zbudowany na bólu, pocie, krwi i momentach zwątpienia w siebie i wszystko dookoła. I wiecie co? Nadal tak uważam, ale przyznać muszę jedno, LPW nie jest tym czego się spodziewałem.

*Concrete Saint w tym momencie wstaje i opiera się o narożnik plecami spoglądając w stronę stage'u.*

Mike F'N Brutal: Bo kiedy tu przychodziłem myślałem, że zobaczę to samo co widziałem już setki razy. Kolejne miejsce pełne ludzi, którzy dużo mówią, a kiedy przychodzi moment próby nagle szukają wymówek. Ale zamiast tego dostałem kilka rzeczy, których nie przewidziałem. Na pierwszy ogień dostałem gościa, który był o włos od wygrania mistrzostwa LPW na Ascencion. Człowieka, który udowodnił mi, że czasami nie potrzebujesz krzesła, nie potrzebujesz chaosu i nie potrzebujesz zamienić ringu w miejsce zbrodni, żeby wygrać. Riddle sprawił, że klepałem. Nie będę stał tutaj i udawał, że to się nie wydarzyło, bo to byłoby dokładnie to, czym gardzę najbardziej. Ludźmi, którzy po porażce tworzą sobie własną rzeczywistość, żeby tylko ich ego nie ucierpiało. Potem w turnieju wylosowano mi Sabre Juniora. Kolejnego człowieka, który reprezentował wszystko to, czego nie znoszę. Niespotykaną technikę, nadzwyczajną kontrolę. Wrestlera który wierzy, że każdy człowiek ma swój punkt w którym można go złamać. I nie uwierzycie - ktoś znowu miał rację. Po raz drugi w tym miejscu ktoś zmusił mnie do poddania. I wtedy wielu z was pomyślało, że to jest moment, w którym Mike Brutal się kończy. A potem pojawił się ten dzieciak - Shadow. I tutaj robi się naprawdę zabawnie. Bo Elias myślał, że rozumie mój świat. Myślał, że wystarczy trochę chaosu, trochę dziwactwa, trochę szaleństwa i już jest kimś takim jak ja. Nie byłbym sobą, gdybym nie chciał pokazać mu jak ekstremalne różnice są między nami. Chciałem pokazać mu, że prawdziwa ciemność nie polega na udawaniu, że jest się innym, tylko na tym, że kiedy wszystko zostaje zabrane, kiedy zostaje sam ból i cierpienie nadal jesteś w stanie wstać.

*W tym momencie Brutal patrzy się prosto w kamerę*

Mike F'N Brutal: I dokładnie to mu pokazałem! On wciąż wstawał. I wstawał! I wstawał! I goddammit, on nadal się podnosił! Mimo całej jego głupoty muszę powiedzieć jedną rzecz. Ten dzieciak ma jaja. *publika reaguje mieszanie, ale raczej pozytywnie*. Czy dalej uważam, że jest dziwnym dzieciakiem, który czasami sam nie wie co chce osiągnąć? Hell F'N yeah! Ale zasłużył na mój szacunek.

*King of Extreme spogląda na logo LPW Elysium na stage'u.*

Mike F'N Brutal: Więc teraz nasuwa się pytanie: Co dalej? Fani LPW już wiedzą kim jestem i do czego jestem zdolny. Tak samo jak cała szatnia i te klauny w garniturach za sceną. Nie wyszedłem do ringu dzisiaj, aby szukać jakiejś akceptacji, jakiejś szansy po losowym zaatakowaniu kogoś, to nie mój styl. Nie jestem tu też po to, żeby udowadniać, że Extreme wciąż istnieje, to już zostało pokazane na Ascencion. Chcę teraz zobaczyć kto ma większe jaja niż Shadow, żeby wyjść do mnie twarzą w twarz po karuzeli na jaką posadziłem tego dzieciaka! Czy będzie to jakiś pseudo-prawnik? Czy będzie to jakiś zabogacony dzieciak, któremu ewidentnie brakowało uwagi ojca w życiu? A może będzie to pieprzona Kobieta Kot?! Nie wiem, ale jedno wiem na pewno. The Human Wrecking Riot nigdzie się nie wybiera i przyszedł na Elysium żeby kontynuować swoje dawno zaczęte dzieło i jeśli Aldis chce się przekonać co jeszcze potrafi Mike Brutal - to ma mój numer. Bo choćby ktoś stanął z bronią w ręku przede mną i wystrzelił w moją stronę kulę... to może być pewny, że nie będę się bawił w Matrixa, przechwycę tę kulę zębami i wypluję ją prosto w niego! Także panie i panowie, ciekaw jestem czy ktoś jeszcze to pamięta. Raise your chairs... 'n' get Extreeeemeee!!

*I w tym momencie widokiem uradowanego Brutala na narożniku z wysoko uniesionym krzesłem w jednej ręce i żywą reakcją publiczności obraz gaśnie.*

REKLAMY

[Obrazek: GGFefNA.png]
Singles Match
Elias Shadow vs Derrick Mantel

Wracamy po reklamach do ringu, gdzie widzimy aktualnie Mantela kompletnie znęcającego się nad swoim rywalem w narożniku. Aktualnie jest to seria stompów spadająca na klatkę piersiową Eliasa, do przerwania której dość szybko zostaje zmuszony jego oprawca, by uniknąć dyskwalifikacji. Ale po chwili oczywiście ponawia tą samą czynność, co znowu sprawia, iż sędzia zaczyna odliczać. 1...2...3...4... Mantel przerywa i podnosi do góry ręce, jakby był niewiniątkiem. Sędzia zaczyna go upominać, że następna taka akcja poskutkuje automatyczną dyskwalifikacją. Wywiązuje się pomiędzy nimi dłuższa dyskusja, aż w końcu Derrick prycha, macha ręką i powraca do wstającego już w narożniku Eliasa... Tylko po to by nadziać się na kopnięcie! A po chwili młodziak dokłada jeszcze Elbow Strike! Publiczność o dziwo przyjmuje to z lekką radością, chyba jednak bardziej nienawidzą "Normal" Guy'a. Widzimy jak Shadow bierze rozbieg, odbija się od lin, jednak Mantel jest sprytniejszy, bowiem unika ataku, po czym sam wykonuje Scoop Slam! Pinuje! 1...2. Elias podrywa bark, a sfrustrowany Derrick od razu podnosi go do stójki za włosy, zostawia zamroczonego na środku ringu, odsuwa się kawałek i dokłada Discus Lariat! Tym razem jednak nawet nie próbuje zakończyć walki, tylko przeciąga oponenta pod narożnik, na który sam się wdrapuje i wykonuje 450 Splash! Shadow w ostatniej chwili podciąga jednak kolana do góry, a następnie od razu przekręca Mantela i sam go pinuje! 1...2... Kick Out! Publiczność podrywa się z dopingiem dla Beta Wolfa, a ten o dziwo sam zaczyna powoli ładować baterie i lekko wycofuje się do narożnika. Derrick jednak dochodzi do siebie szybciej, rusza w kierunku przeciwnika i trafia w narożnik, ponieważ Elias unika jego szarży! Odsuwa się na środek ringu, po czym nadbiegającemu po raz kolejny rywalowi wykonuje Clothesline! A po chwili jeszcze jeden! Następnie unika ataku od rozwścieczonego i skonfundowanego Mantela, wyprostowuje się... I mamy Skibidi Kick prosto w szczękę! 1...2...3.  KICK OUT! Elias zawiedziony podchodzi powoli do narożnika, po drodze łapiąc oddech, po czym sam zaczyna się na niego wspinać! Jednak zanim obraca się do przeciwnika, ten dopada do narożnika resztką sił i spycha Beta Wolfa z lin, tak że ten upada na jaja! To chyba nie może się dobrze dla niego skończyć. Z tej pozycji Derrick przechwytuje go i wykonuje Spin-Out Powerbomb! Zamiast pinować, zamyka Eliasa w swojej koronnej dźwigni, Last Sentence! Nie ma innego wyjścia, Shadow klepie! Zwycięzcą walki zostaje Derrick Mantel!


Cytat:Kamera przenosi się na zaplecze gdzie widzimy Nicka Aldisa pogrążonego w konwersacji, jednak nie wiemy kto stoi poza kadrem. Po chwili kamera odjeżdża kawałek dalej i naszym oczom ukazuje się... Paddy Jackson! A to Ci dopiero niespodzianka!


Nick Aldis: ...tak jak mówiłem przez telefon - to prosta robota. Trzymasz mikrofon, zadajesz pytania, Twój rozmówca na nie odpowiada.

Paddy Jackson: Zaufaj mi, Nick! Jestem dobry w gadaniu. Poza tym, takiej encyklopedii jak ja w temacie innych zawodników nigdzie nie znajdziesz. *śmiech* Już wiem o nich więcej, niż oni wiedzą o sobie samych! *przyjaźnie szturcha Nicka w ramię z uśmiechem*

Nick Aldis: *Przyjaźnie się uśmiecha i klepie Paddy'ego w bark* Cieszę się że Jack podsunął mi Twoją kandydaturę... *Aldis zawiesza na chwilę głos, mruży oczy patrząc w dal, po czym lekko wypycha Paddy'ego do przodu* Widzisz tego tam? Atakuj. To Twoja pierwsza 'ofiara'.

Paddy Jackson: Się robi, szefie!

Paddy podbiega do wskazanego zawodnika, a okazuje się nim być... Derrick Mantel, który ledwo zdążył wrócić na zaplecze po zwycięskiej walce z Eliasem.

Paddy Jackson: Derrick! Derrick! *zaskoczony Mantel odwraca się w stronę Jacksona* Twoja kariera w federacji to kompletna sinusoida - zwycięstwa przeplatasz porażkami. Czy nie boisz się, że podczas następnego pojedynku znowu coś pójdzie nie tak? Nie sądzisz, że po wygranych starciach za bardzo osiadasz
na laurach?

Derrick Mantel: Ty tak zawsze? Lubisz bawić się w krótkie streszczenie przygody różnych osób? *spogląda na Jacksona z pogardą.* Widzisz, ja nie zamartwiam się tym, co było. Wszystkie poprzednie walki - one są już przeszłością. Zamiast tego wolę skupić się na tym, co dopiero nadejdzie. Może i dotychczas więcej przegrywałem, niż wygrywałem, ale wszystko uległo zmianie. Walka z Shadowem jest jedynie zapowiedzią, a to, co nastąpi po niej, będzie dowodem na to, że słowa przeradzam w czyny. Zatem odpuść smutne gadanie o lęku przed tym, że coś pójdzie nie tak. Takie myślenie pasuje do słabych ludzi, a ja zdecydowanie się do nich nie zaliczam.

Paddy Jackson: Czy można więc powiedzieć, że Derrick Mantel ma już swoją receptę na sukces?

Derrick Mantel: Receptę na sukces? Nie potrzebuję żadnej recepty, tylko konkretnych działań, które nakierunkują mnie na to, do czego dążę od samego początku. Nie lubię się powtarzać, gdyż swoje zdążyłem już powiedzieć. Mogę jedynie dodać, że dawny Mantel pełen zwątpienia i chwili słabości stał się przeszłością i teraz każdy może czuć się zagrożony. W szczególny pewien Kociarz, który swoją obecnością od dawna mocno mi działa na nerwy.

Z nikąd za plecami Derricka pojawia się zamaskowany miłośnik kotów - El Garra De Gato. Ten poklepuje lekko ramie Mantela i gdy ten się odwraca, Koci Luchador wchodzi w kadr i staje twarzą w twarz z gościem wywiadu uśmiechając się przy tym.

El Garra De Gato: Van Helsing we własnej osobie, łowca odmieńców i potworów.

Na chwilę El Garra odwraca się do Paddy'ego.

El Garra De Gato: Niech Ci opowie o swoich sukcesach na tym polu, może szybciej się uwiniesz i będziesz mógł spędzić dzień w lepszy sposób, amigo.

Kociarz ponownie odwraca się do Derricka.

El Garra De Gato: Mantel... rób, myśl co chcesz i mów co chcesz... ale to się wydarzyło na ostatnim Colosseum, jest dokładnie tym, przed czym Cie ostrzegałem. Widzisz we mnie odmieńca, ale zadarłeś ze mną, z Kocim Pazurem! Wspomniałem Ci o tym, jak moja wiara daje mi siłe, starałem się Cie przestrzec, ale nie chciałeś słuchać. Wiesz... może teraz najwyższa pora skupić się na swoich problemach? Zamiast gonić za potworami z osikowym kołkiem i nożem ze srebra... popracuj nad tym co robisz w ringu i jak współpracujesz z innymi.

Kociarz staje krok dalej od Derricka, by w razie czego uniknąć potencjalnego ataku fizycznego.

El Garra De Gato: Ostatnio na Colosseum współpraca Ci się trochę posypała. Może ja i Edgar jesteśmy dobrą drużyną...? A może... spodobała Ci się idea porażki z Kocią Maską?

El Gato uśmiecha się z dużą dawką pewności siebie, ale z dozą postawy gotowej do obrony. Mantel tymczasem z widocznym grymasem na twarzy spogląda na Garrę i bez słowa obraca się, udając się w stronę szatni, zostawiając przy tym zdezorientowanego Jacksona oraz El Gato.


Wracamy do ringu w którym widzimy... Salvadora? Kamera pokazuje jednak rampę, a światła w hali lekko przygasają. Z głośników słychać krótki szum starej kasety, a następnie spokojne kliknięcie dyktafonu. Na stage’u pojawia się mężczyzna ubrany w długi, ciemny płaszcz, trzyma w jednej dłoni teczkę z dokumentacją, a w drugiej stary dyktafon. Za nim, powoli i bez żadnych emocji, ogromny, zamaskowany zawodnik. Człowiek w masce zmierza do ringu z opuszczoną głową. Nie patrzy na publiczność. Nie patrzy nawet na Salvadora. Po prostu idzie przed siebie.
???: Proszę zachować spokój. To, co za chwilę zobaczycie, nie jest aktem przemocy. To procedura.* zatrzymuje się przed ringiem i spogląda na Salvadora*. Ja nazywam się Dr. Victor Kline i chcę coś obwieścić zarówno Panu jak i całemu LPW. Panie Salvadorze, pańska obecność w tym ringu została odnotowana. Waga, wzrost, reakcja źrenic, napięcie mięśniowe… wszystko wskazuje na umiarkowany poziom strachu. To dobrze. Strach jest pierwszym etapem leczenia.

Zamaskowany zawodnik wchodzi po schodkach, przechodzi nad górną liną i staje na środku ringu. Salvador cofa się o krok. Kline zostaje przy linach, nie spuszczając wzroku ze swojego podopiecznego.

Dr Victor Kline: To co tutaj widzicie nazywa się Silas Crowe. Przez lata próbowano go zamknąć, wyciszyć i naprawić. Każda metoda zawiodła. Każdy pas bezpieczeństwa pękł. Każde zabezpieczenie okazało się tymczasowe.*Kline powoli unosi dyktafon bliżej ust.* Ale proszę się nie obawiać. Mój pacjent nie przyszedł tutaj, by pana skrzywdzić bez celu. Przyszedł, by rozpocząć terapię.

Doktor naciska przycisk na dyktafonie. Z urządzenia rozlega się zniekształcony, archiwalny głos:

Nagranie: Sesja rozpoczęta. Pacjent musi współpracować.

Silas Crowe powoli podnosi głowę i po raz pierwszy patrzy prosto na Salvadora. Kline uśmiecha się pod nosem

Dr Victor Kline: Rozpoczynamy leczenie.

W tej samej chwili słyszymy gong, co oznacza rozpoczęcie walki!

[Obrazek: vm8AZh5.png]
Singles Match
Silas Crowe vs Salvador

Gong rozpoczyna pojedynek, a Salvador od razu robi kilka nerwowych kroków po ringu, jakby bardziej szukał drogi ucieczki niż sposobu na pokonanie rywala. Silas Crowe stoi nieruchomo na środku areny zmagań z opuszczonymi rękami i wzrokiem ukrytym za maską. Broom Guy próbuje jednak pokazać charakter i rusza na większego przeciwnika z serią ciosów w korpus, ale The Uncured nawet nie drgnął. Jose El Grande Salvatore odbija się od lin, próbując nabrać rozpędu, lecz Subject 00 nagle wystawia nogę i ścina go potężnym Big Bootem. Sweeping Man pada na matę, a Dr Victor Kline przygląda się temu bez najmniejszych emocji, trzymając w dłoni stary dyktafon. Janitor próbuje podciągnąć się przy linach, ale zostaje złapany za kark i przeciągnięty do narożnika. Tam Silas wbija bark w jego żebra, raz, drugi, trzeci, aż sędzia zaczyna go odliczać. Crowe puszcza dopiero przy czterech, bardziej po spokojnym geście doktora niż z powodu polecenia arbitra. Salvador osuwa się na matę, lecz po chwili desperacko chwyta nogę rywala, próbując przejść do Sweep it Back. Manewr nie ma jednak żadnych szans powodzenia. Patient Zero nawet nie traci równowagi. Chwyta argentyńskiego maniaka porządku oburącz, odrywa go od maty i ciska nim przez pół ringu Fallaway Slamem. Broom Guy ledwo się porusza, ale Silas nie przechodzi do pinu. Zamiast tego podchodzi powoli, stawia ciężki but obok jego głowy i przez moment tylko patrzy w dół. Następnie podnosi go z maty i dokłada brutalny Blackridge Drop, po którym Salvador zostaje rozłożony na środku ringu. Crowe klęka obok przeciwnika i przykłada dwa palce do jego szyi, sprawdzając puls. Sędzia próbuje upewnić się, czy Janitor może kontynuować walkę, ale Silas powoli odwraca głowę w stronę Dr. Kline’a.
Dr Victor Kline: Reakcja zachowana. Możemy przejść do etapu końcowego.
Doktor naciska przycisk dyktafonu, a z urządzenia wydobywa się zniekształcony głos z archiwalnego nagrania.
Nagranie: Pacjent musi współpracować.
Subject 00 od razu podnosi Salvadora. Zaciska dłoń na jego twarzy, unosi go bez większego wysiłku i wbija w matę przy pomocy Code Zero. Tym razem pinuje rywala kładąc jedną ręką na klatce piersiowej.Sędzia odlicza… 1… 2… 3! Silas Crowe wygrywa swój debiutancki pojedynek w całkowicie dominującym stylu. Nie świętuje, nie reaguje na publiczność i nie unosi rąk. Ponownie klęka przy Salvadorze, jeszcze raz sprawdza jego puls, po czym spogląda na doktora.
Dr Victor Kline: Leczenie zakończone.
The Uncured powoli wstaje i bez słowa opuszcza ring za swoim doktorem, zostawiając obolałego Salvadora na macie.


Cytat:W tle słychać ten utwór, a kamera przenosi nas do...Montany! Konkretniej mówiąc znajdujemy się w barze "The Maverick". W środku nie jest zbyt tłoczno, widzimy może dwie grupy ludzi, rozmawiających ze sobą i jednego faceta, który rozmawia z barmanem. Operator robi właśnie zbliżenie na tę postać, a ona odwraca się w kierunku kamery i widzimy, że to nie kto inny, jak James River Waters! JRW ma na sobie jeansowe spodnie z szerokimi nogawkami, buty kowbojki i czarną koszulę.

Barman: Słyszałem plotki, że nie zabawisz u nas już zbyt długo, ponoć wracasz na wielkie sceny. uśmiecha się

James River Waters: Ludzie z LPW skontaktowali się ze mną, mam kontrakt na stole. Wystarczy podpisać. popija whisky Tylko wiesz co, Steve? Nie wiem, czy chce się to wszystko bawić, nawet nie wiem w sumie, czy dalej potrafię to robić. Nie chodzi mi o umiejętności, bo przecież po WCW walczyłem jeszcze w paru niezależnych federacjach i nie czuje się zardzewiały, ale...czy warto? Pójdę tam i znowu będzie ten sam schemat. "Bla bla bla, Rivers okupuje połowę gali, bla bla, nie rozwijamy innych, bla bla niszczyciel dobrej zabawy, bla bla..."

Barman: Obchodziło Cię to wcześniej? Chyba nie. Przecież ty gruboskórny jesteś. polewa Jamesowi kolejnego drinka

James River Waters: Obchodziło, czy nie, to bez znaczenia. Po prostu LPW nie może mi wiele dać, a ja mogę stracić coś, co bardzo sobie cenię - święty spokój. bierze kolejny łyk Wiesz ile trzeba się ujebać, żeby naprawdę coś znaczyć? Ja nie mogę przyjść do LPW i po prostu być kolejnym gościem, który "spełnia marzenia". Ja muszę od razu być TYM kolesiem. Miałem ten swój znienawidzony streak, skończyłem WCW będąc World Heavyweight Championem, zresztą wiesz o tym świetnie, bo ten przeklęty pas cały czas tu wisi. Mamy zbliżenie na drzwi frontowe i rzeczywiście, wisi nad nimi pas WHC z WCW

Barman: No dobra, ale skoro to oni do Ciebie zadzwonili i dali Ci ten kontrakt, to chyba im na Tobie zależy, nie?

James River Waters: wygląda na rozbawionego Nie. Nie zależy im na mnie, tego akurat jestem pewien. Wiesz, wrestling jest trochę jak telewizja śniadaniowa, jak się dobrze sprzedajesz i jesteś "klikalny" na socialach to Cię trzymają, ale jak tylko twoje liczby zaczynają lecieć w dół, to wiedz, że na twoje miejsce mają już nastepnęgo. W LPW ktoś właśnie przestał się sprzedawać, albo oni są na tyle sprytni, że już widzą to na horyzoncie. wzdycha Nie wiem, co zrobię, szczerze Ci mówię, nie wiem. Może po prostu do nich zadzwonię i powiem "chłopaki, przecież macie już gwiazdy, po co wam wrestler?" Równie dobrze może się skończyć tak, że dziś się uchleje, wsiądę w mojego jeepa i ruszę na podbój LPW.

Obraz z kamery urywa się, a my zostajemy na rozdrożu, niczym PSL przed każdymi wyborami.


Na arenie rozbrzmiewa ten theme song, a to oznacza tylko i wyłącznie, że za chwilę na arenie pojawi się pierwszy LPW Eternal Champion, Derek Halloway! Jednak w pierwszej chwili nie pojawia się on sam. Z Backstage’u wychodzą postacie w różnym wieku, wzroście o różnych kolorach skóry. Wszyscy mają na głowie charakterystyczne czapeczki foliowe. Około 20 osób robi szpaler na rampie. Gdy już wszyscy ustawią się na swoich miejscach z backstage’u wychodzi sam zainteresowany, Derek Halloway z pasem na biodrach. Spotyka się z mieszaną reakcją ludzi na trybunach, a ludzie biorący udział w szpalerze zaczynają oklaskiwać mistrza. Ten z uśmiechem na ustach i wyraźną skromnością przechodzi przez rampę i dochodzi do apronu. Spokojnie wchodzi po schodach na apron, a w tym momencie ludzie ze szpaleru podchodzą do ringu i go otaczają. The Truth Seeker wchodzi teraz między drugą, a trzecią liną do kwadratowego pierścienia, podchodzi do jednych lin i wyciąga ręce na boki prezentując swój pas. Po tym prosi jednego z ludzi o przyniesienie mu mikrofonu.

Derek Halloway: Witam wszystkich oświeconych! *słychać zdecydowanie mieszane odczucia, najgłośniej wiwatuje grupka trzech ludzi z foliowymi czapkami na głowie i odpowiednimi koszulkami przy barykadzie* Dziękuję wam za przybycie! Widzicie? Nic tylko brać przykład z takich ludzi, którzy doznali oświecenia. Wasz przywódca, w mojej skromnej osobie, jest z was dumny. A teraz wy wszyscy, niedowiarki, możecie spoglądać jak daleko może was zaprowadzić mówienie prawdy taką jaka ona jest. Teraz Elysium to moje królestwo, mój własny raj i wszyscy będziecie słyszeć to, co jest właściwe. A właściwe jest to, że tak naprawdę to kolejny przekręt wężookiego Roba. Mianowicie człowiek, którego właściwie już wziąłem pod swoje skrzydła, miał szansę na konkretny rozwój, wyjście z tej Krakowskiej patologii umysłowej, pozostał na Colosseum. Przecież to jest jakaś prowokacja! Specjalnie dogadali się z Aldisem, bo wiedzieli, że we dwóch byśmy rozmontowali ich elitarne spiski. No ale trudno i tak nie będziecie mieli ze mną lekko, wy nędzni marionetkarze. By zdobyć to mistrzostwo pokonałem połowę zawodników, którzy byli w stanie oddać wszystko, by zwyciężyć w tej walce. A ja po prostu zrobiłem swoje! Ostatnio nawet pofrunąąąąął pięknie, a szczyci się, że walczył na całym świecie. A w tej jego Wielkiej Brytanii nawet nie wiedzą do końca jak powstało Stonehenge, a prawda jest taka, że sam należy do jakichś obrzydliwych Iluminatów, którzy czczą przy tej budowli swoich bożków. Ale na końcu to ja zdobyłem Elysium i na Ascension zdobyłem tutaj nieśmiertelność!

Mother od Idles przerywa monolog mistrza i zatrzymuje się na rampie z mikrofonem. Wyraźnie zdegustowany krzyczy po chwili, żeby wyłączono jego muzykę, ponieważ chce coś powiedzieć

Zack Sabre Jr.: Nie mogę, nie mogę na to patrzeć, aż łeb mnie boli.

Zack robi kilka kroków w tył i wydaje się, jakby chciał wrócić na backstage, Brytyjczyk jednak wraca wzorkiem na ring i zaczyna ruszać w stronę kwadratowego pierścienia.

Zack Sabre Jr.: Kim Wy do cholery jesteście? <wskazuje na postaci otaczające ring> Kim Ty... jesteś? <ZSJ pokazuje palcem na Halloway'a> Bo nie jesteś mistrzem. Masz pas, tak. Ale mistrzem nie jesteś.

Sabre przechodzi przez ludzi Halloway'a, wskakuje na apron, a następnie wchodzi do ringu.

Zack Sabre Jr.: Dziś powinniśmy otwierać nową erę LPW. Powinniśmy świętować debiut Elysium. Powinniśmy otwierać szampany z powodu koronacji nowego mistrza. I niby wszystko się zgadza. Jest Elysium, jest celebracja, jest nawet pas... ale ja nie widzę mistrza. Nie wygrałeś tego pasa Derek. Ja go przegrałem. Sam ze sobą. Jesteś papierowym mistrzem, A to znaczy, że twoje dni są policzone. Co sprowadza mnie do tego, dlaczego tutaj jestem. Połóż ten pas na szali. Daj mi tę walkę. Doskonale wiesz, że kiedy wejdziemy do tego ringu jeden na jednego, to będzie moment, w którym będziesz musiał się z TYM pożegnać. <ZSJ wskazuje na pas> Tak, jesteś w stanie mnie pokonać w walce wieloosobowej z drabinami w środku, gdy będę miał jeden z gorszych dni w karierze. Ale i ty to wiesz i ja to wiem... jesteś tchórzem. Uciekasz. Wiesz, że jedyną taktyką na trzymanie się złota, jest zbywanie mnie. Dość tego. Dziś rozwiązujemy ten temat. Daj mi tę walkę! Możemy to zrobić już teraz! Ba! Możecie nawet tu zostać <wskazuje na ludzi wokół> to od razu zrobimy kolejną celebrację, tym razem moją, za jakieś kilka minut, gdy już będę nowym mistrzem.

Derek Halloway: Przede wszystkim, witaj Zack. Możesz rozgościć się w moim ringu, ale tylko na chwilę, bo zaraz będziesz musiał zmykać. Jestem człowiekiem, który potrafi słuchać między słowami, to też wiem kto kłamie i manipuluje faktami, a nie potrafi dobrze podać składu szczepionki, która powoduje różne choroby, zamiast ich leczyć. Wiesz co można wyczytać spomiędzy Twoich słów? *Derek odciąga okulary bardziej na czubek nosa, żeby spojrzeć Zackowi prosto w oczy* bycie przegrywem. *poprawia okulary,żeby były na swoim miejscu.* Swoją nieudolność ringową zasłaniasz tym, że ktoś jest tchórzem, ktoś miał farta, a jeszcze inny, że jest stary. Ale na koniec dnia to Ty jesteś winien tego, że przegrałeś walkę o finał LPW World Championship, to Ty poleciałeś z drabiny niczym, swego czasu, Rosyjscy oligarchowie, którzy oczywiście nie robili tego sami. Twoje rozgoryczenie jest tylko i wyłącznie Twoją wina. Niezależnie ile razy będziesz przekłamywać rzeczywistość, prawda jest prosta. Po prostu otwórz oczy, owco, bo żaden z Ciebie goat! Wielce szanowany na całym świecie, a w takiej małej federacji nie potrafił sobie poradzić!

Zack Sabre Jr.: Jesteś głuchy? To pytanie retoryczne, bo to co właśnie powiedziałeś, jest idealnym dowodem, że coś u Ciebie nie tak ze słuchem. Dosłownie przed chwilą mówiłem, że przegrałem sam ze sobą, nie z Tobą. Co czyni Cię tylko przechowalnią, dla mojego złota. I tak Derek... walczyłem na całym świecie. Od sal gimnastycznych, w których było pięćdziesiąt osób, po Tokyo Dome wypełnione po brzegi, czterdziestoma tysiącami fanów z całego świata. Dlatego właśnie nie mogę przełknąć, że ktoś taki jak Ty, jest mistrzem. Jesteś żartem, zabawnym, ale żartem. Umniejszasz profesji, którą ja i moi mistrzowie doprowadzili do perfekcji. Dodatkowo, idealnie pokazujesz, że nie jesteś człowiekiem formatu mistrzowskiego, nie powinieneś być twarzą Elysium. Mówisz o LPW jako o małej federacji w momencie, gdy jesteśmy po pierwszym PPV, jesteśmy na premierowej gali Elysium i tak... mogę być wygwizdywany czy po prostu mniej popularny wśród tych ludzi, bo ktoś woli takich pokemonów jak ty. Nie kalkuluję i mówię co myślę. Mam gdzieś, co ktoś o mnie pomyśli. Ale wiesz czego nie mam gdzieś? Tego biznesu. Dlatego dziś, zakończę ten freak show, Twoje pięć minut się kończy.

Zack zbliża się do Dereka na bliską odległość, co powoduje, że po chwili panowie mają intensywny face-off. Zack pierwszy przechodzi do fizycznej potyczki, ponieważ popchnął mistrza. Halloway nie pozostał jednak dłużny i odwdzięczył się w ten sam sposób Zackowi. Zarówno Derek, jak i ZSJ krzyczą na siebie i napięcie można kroić nożem. W tym momencie na rampie po raz kolejny dnia dzisiejszego pojawia się Nick Aldis! 

Nick Aldis: Panowie, spokój! Zack, jeśli chcesz walki z Derekiem to proszę bardzo - dostaniesz ją! Ale nie będzie to walka o pas. Na to musisz zasłużyć. W przyszłym tygodniu zmierzycie się w tym ringu. *cheer* Jednak, nie będzie to zwykła walka jeden na jednego. Będzie to Tag Team Match! *cheer* Co do waszych partnerów, cóż... Jakby to powiedzieć... Musicie sami ich sobie znaleźć! *cheer, Sabre i Halloway są trochę zdziwieni* Dokładnie, dobrze mnie słyszeliście. W Main Evencie następnego Elysium zmierzą się ze sobą mistrz Eternal Derek Halloway wraz z wybranym przez siebie partnerem, oraz Zack Sabre Jr. również z osobą wybraną przez siebie. A teraz żegnam, zróbcie miejsce w ringu, bo czas na kolejną walkę.

Widzimy kłócących się jeszcze w ringu Sabre i Hallowaya, jednak po chwili obraz z kamery gaśnie...

REKLAMY


[Obrazek: QlC7qG1.png]
Singles Match
El Garra de Gato vs Lord Sebastien

Wracamy po reklamach do walki i widzimy, że zamaskowany wrestler posyła Lorda w liny Irish Whipem. Francuz odbija się od nich i próbuje powalić rywala Running Lariatem, ten jednak robi unik, a następnie podnosi oponenta w górę i wykonuje Atomic Drop. Lord nie upadł, jednak inicjatywa pozostaje po stronie Kociarza. Obraca on rywala i wykonuje Belly-to-belly Suplex, po którym następuje próba przypięcia. 1...kickout! Następnie Garra De Justicia powraca do pozycji stojącej, przy okazji oddalając się na kilka kroków od wstającego rywala. Sebastien podnosi się, zaś Kociarz biegnie w jego stronę i mamy Running Elbow Strike! Albo i nie mamy, bo Lord zrobił unik. Następnie wyprowadza Knife-edge Chop, a bezpośrednio potem European Uppercut. Ten cios prawie zwalił Kociarza z nóg, jednak przed upadkiem uratowały go liny. Lord nie zatrzymuje się - mamy Irish Whip, odbicie Meksykanina od lin, po czym trafia on na Tilt-a-Whirl Backbreaker. Tym razem to Europejczyk podejmuje próbę odliczenia rywala. 1...2...nic z tego. Arystokrata ma już jednak kolejny pomysł, w tym celu kieruje się w stronę jednego z narożników. W tym czasie Koci Luchador podnosi się przy pomocy przeciwległego narożnika. Gdy jest już na nogach, francuski zapaśnik biegnie w jego kierunku i wykonuje Courtoisie Kick! Trafiony! Lord jednak nie dopada do rywala z kolejną próbą odliczenia, tylko postanawia wdrapać się na narożnik. Staje na równych nogach, po czym wykonuje Sang Bleu Elbow! Nie! El Garra w ostatnim momencie unika zderzenia! Przez kilkanaście sekund obaj panowie leżą na macie. Sędzia ich wylicza, jednak podwójny nokaut im nie grozi, bo już przy 5 widać, że obaj wstają. Mamy Irish Whip w wykonaniu Lorda, po odbiciu od lin Kociarz unika ciosu, odbija się ponownie i wykonuje Running Crossbody! Kolejna próba przypięcia kończy się niepowodzeniem. Meksykanin praktycznie od razu podnosi przeciwnika, po czym podrzuca go i aplikuje Pop-up Uppercut! Po wykonaniu tej akcji chce ruszyć dalej...jednak w tym momencie spostrzega, że z trybun wyłonił się Derrick Mantel, który właśnie przeskakuje nad barierką! Normal Guy patrzy prosto w oczy Luchadorowi, powoli krążąc wokół kwadratowego pierścienia. Meksykanin krzyczy w jego kierunku, żeby nie mieszał się w ten pojedynek. Zupełnie zapomina przy tym o swoim przeciwniku, który zdążył już wstać, a teraz jest dokładnie za jego plecami! Mantel jedynie się uśmiecha i pokazuje palcem, by Garra się odwrócił, co ten czyni i niemal od razu zostaje złapany przez Lorda, który wykonuje Le Execution! Francuz odlicza rywala. 1...2...3! To koniec! Wygrał Lord, a Derrick wygląda na bardzo zadowolonego z takiego zakończenia.

Po walce Mantel wślizguje się do ringu, mierzy wzrokiem Lorda... Po czym wykonuje Head Crusher na powoli podnoszącym się Kociarzu! Francuski wrestler stwierdza, że nie warto się w to mieszać i wychodzi z ringu, pozostawiając Kociego Luchadora na pastwę Normal Guy'a. A ten nie zamierza wcale poprzestawać na ataku... Tylko chwyta za maskę bezbronnego De Gato i zrywa ją z jego głowy! Ten od razu zasłania twarz, tak że nikt nie zdołał jej zobaczyć, a po chwili sędzia zarzuca ręcznik na głowę Meksykanina! Mantel obserwuje to wszystko z uśmiechem, unosząc maskę do góry niczym trofeum...

Cytat:Kamera przenosi się na zaplecze gdzie widzimy Nicka Aldisa pod drzwiami swojego biura. Ma już wejść do środka, jednak w tym momencie przed nim pojawia się... po raz kolejny Paddy Jackson, który trzyma pod pachą jakiś pakunek! 

Nick Aldis: No witaj Paddy! Widziałem wywiad z Derrickiem, muszę powiedzieć, że sprawdziłeś się w nowej roli.

Paddy Jackson: Mówiłem, że to nic trudnego Nick!

Paddy uśmiecha się szeroko, a Nick zerka na paczkę pod pachą rozmówcy. 

Nick Aldis: A co tam masz? Już prezenty od fanów? *śmiech*

Paddy Jackson: Tak właściwie... To dla Ciebie, szefie! *Aldis ze zdziwieniem patrzy na twarz Jacksona* Znaczy, nie ode mnie, ktoś mi to dał, ale w sumie to nie znam gościa, nawet nie zdążyłem go zapytać o imię... Ale poprosił tylko, żebym przekazał to Generalnemu Managerowi Elysium, bo sam bardzo się śpieszył... Więc jestem szefie!

Paddy przekazuje pakunek w ręce Aldisa, po czym z uśmiechem odchodzi. Nick za to w końcu otwiera drzwi do swojego biura, siada przy biurku i kładzie na blacie paczkę. Po chwili bierze nóż do ręki, przecina taśmę i odchyla zawiniątko... W środku widzimy czerwoną różę, bez łodygi. Skonsternowany Aldis podnosi różę do góry i chwilę się jej przygląda, a obraz z kamery gaśnie...

INHALE! Możemy teraz usłyszeć olbrzymi cheer, a już po chwili na rampie pojawia się Maxwell Ransom! Wilg... Ech, ciężko go już tak nazywać ze względu na brak nienagannie wilgotnych włosów. A więc łysy Maksiu wygląda dosyć poważnie, dokładnie tak jak podczas Ascension. Zawodnik ogląda się po fanach, którzy skandują jego imię, a następnie rusza w stronę ringu. Po drodze widzowie przy barierkach wyciągają w jego stronę ręce w celu przybicia piątki, co Maxwell kwituje delikatnym uśmiechem i każdemu stara się odwzajemnić gest. Gdy jest już w kwadratowym pierścieniu, odbiera mikrofon i ogląda się po zebranych fanach, którzy w dalszym ciągu nie przestają skandować imienia Ransoma. Maksiu wygląda na lekko wzruszonego i po chwili nasłuchiwania chantów w końcu zbiera się na wypowiedzenie pierwszych słów...

Maxwell Ransom: Na wstępie muszę wam bardzo gorąco podziękować za tak miłe przyjęcie. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. *cheer, Maksiu odwraca się w każdą stronę z wyniesioną ręką ku górze w geście podziękowania* Jestem też każdemu z was winny przeprosiny. Pojawiłem się znienacka i mogło to wyglądać tak, jakbym zapomniał o swoich fanach, w końcu nie powiedziałem w waszym kierunku ani słowa... Nie jest tak, naprawdę. *głębszy oddech* Musiałem w pierwszej kolejności skierować kilka słów prawdy w kierunku jednej osoby. Uwierzcie mi, nie było to dla mnie jakkolwiek łatwe i chciałem mieć to po prostu za sobą...  Czułem wewnętrznie, że trzeba jak najszybciej zamknąć temat Jeana... I temat ten już zamknąłem. *zawód fanów* Rozumiem was, ale proszę... Zrozumcie też mnie. Opowiedziałem wam moją perspektywę dotyczącą tej relacji, a teraz przyszedł czas na głębsze wyjaśnienia w waszym kierunku, bo padło wtedy z mojej strony trochę słów, które mogły wam namieszać w głowie. *głębszy oddech* Bez zbędnego przeciągania muszę wam wyznać, że po prostu... życie przestało mi sprawiać radość. *poruszenie widowni, Maxwell nerwowo chodzi po ringu* Zacząłem odczuwać "bezsens", straciłem chęci do czegokolwiek, zaczęło mi brakować... Sam nawet nie wiem czego... Kochani, ja po prostu z niewiadomych przyczyn zacząłem wpadać w spiralę nieustającego smutku. *skrywa twarz w dłoniach* Próbowałem zmienić swoje nawyki, rutyny, *gładzi się po głowie* doszedłem nawet do takiego szaleństwa, że pewnego wieczoru zgoliłem głowę, jakby to miało cokolwiek zmienić! Rozumiecie?! To jest jakiś obłęd, paranoja! *wzdycha i kręci głową* Szukałem różnych rozwiązań  i odpowiedzi w głowie na pytanie "co się do cholery stało?"... I myślę, że dzięki pewnym podjętym decyzjom, a także zaangażowaniu kilku osób jest dla mnie szansa, żeby  wyjść na prostą. *cheer* Sam fakt, że stoję tu przed wami *wskazuje palcem na widownię* i mam odwagę o tym mówić jest dla mnie naprawdę ogromnym krokiem, nie jesteście sobie w stanie nawet wyobrazić jak olbrzymim... Oczywiście, nic jeszcze nie jest absolutnie takie, jak było i jak być powinno... ale W KOŃCU  jestem gotów o to zawalczyć. *cheer* W tym ringu, przed każdym z was zaczęło się dla mnie wszystko, co najlepsze. NIE MA lepszego miejsca żeby uporać się z tym "czymś", co zawładnęło moją głową! *cheer* I dziękuję wam po prostu, za wszystko... *wzruszenie Ransoma, olbrzymie brawa od widowni* Głęboko wierzę, że także dzięki wam, właśnie tutaj, odkryję w sobie siły, znajdę odpowiedzi... I wygram walkę o siebie. *Maxwell obraca się wokół własnej osi przy olbrzymich owacjach*

SATELLITE! Fani reagują cheerem, chociaż nieco mniejszym niż zazwyczaj. Dolnick zjawia się na rampie i standardowo jest ubrany w hawajską koszulę. Puszysty zapaśnik wlecze się w kierunku ringu, przybijając piąteczki po drodze. Cały czas jednak patrzy na Ransoma, który odwzajemniając spojrzenie, nie jest zachwycony widokiem Jeana. Grubas włazi do kwadratowego pierścienia, chwilę przed tym odbiera mikrofon od pracownika.

Jean-Pierre Dolnick: Max... co ty jakieś smuty wygadujesz! Weź no uśmiechnij się chłopie trochę. *Dolnick niezręcznie się uśmiecha, Ransom tego nie odwzajemnia ani trochę* Emmm... *zastanawia się* ja wiem, że ten mój SMS nie był zbyt fajny, ale no ja pamiętałem o tobie! Naprawdę! Cały ten czas... tylko jakoś tak... okazji nie było, żeby się odezw...

I w tym momencie Maxwell wyrzuca mikrofon i bez słowa odpowiedzi wychodzi z ringu! Publika wygląda na poruszoną, Jean-Pierre jest za to mocno zaskoczony, a Ransom? Ewidentnie nie ma już tej werwy jak pod koniec swojej wypowiedzi i po prostu nie oglądając się na nic, z kamienną twarzą kieruje się na zaplecze. Kamera ponownie pokazuje nam Dolnicka, który do końca nie wie co ze sobą zrobić, a obraz z kamery gaśnie...

Ben Zamora
Streak: 3/0/1
Last Match: lost vs Kenneth Riddle (Last Man Standing)

James Wallace
Streak: 4/0/1
Last Match: win vs WRECKD via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/3
Last Match: lost vs Mike F'N Brutal via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/11
Last Match: lost vs Jean-Pierre Dolnick (Battle Royal)
Odpowiedz
Cytuj
Jakub
Moderatorzy
18.07.2026, 22:27 #1
[Obrazek: 3bvyb55.jpeg]


Na arenie słyszymy "Heavy is the Crown" od Linkin Park, a światła zaczynają migotać na niebieskie i złote kolory - to oznacza, iż w końcu rozpoczynamy pierwsze w historii Elysium! Kamera przejeżdża po zebranych na arenie fanach, z których wielu trzyma transparenty wspierając nimi swoich ulubieńców! Muzyka cichnie, wszyscy czekają w napięciu na to co wydarzy się teraz... 
Rozbrzmiewa FATE! A to oznacza, że Jose Lopez przybywa na Elysium! Są fani, którzy usilnie cheerują byłego idola, ale nie oszukujmy się, większość buczy i to sążnie. Hiszpan z lekkim uśmiechem wymalowanym na ustach pojawia się na rampie w TYM STROJU. Chico Malo pewnym siebie krokiem zmierza w kierunku ringu, przed wejściem do niego odbiera mikrofon od pracownika. Gdy jest już w kwadratowym pierścieniu, to ma zamiar coś powiedzieć. Fani jeszcze przed tym, gdy Jose zdążył zabrać głos, zaczęli skandować ''ELYSIUM! ELYSIUM!''.

Jose Lopez: Elizjum... cieszę się, że LPW uczy i bawi, przez co poznaliście prawdopodobnie najtrudniejsze słowo w swoim życiu. *heat* Piękna nazwa, serio! Do tego, jak pasuje.. to zdecydowanie będzie coś na wzór pól elizejskich. Jestem wam w stanie to obiecać! Jednak nic nie będzie tutaj takie idealne jak w tych mitach... nie ma tak dobrze. To show będzie grobowcem rodem z mitologii dla tych wszystkich ''bohaterów'', których kochacie i którzy wejdą do ringu z Jose Lopezem. Z ciał waszych herosów z OGROMNĄ chęcią zbuduję sobie tron. *heat i wredny uśmiech Lopeza* Nie bierzcie może tego zbyt dosłownie.. już jeden proces w tej federacji mamy, a sam Axel Blaze ostatnio bardzo zainspirował się niejakim Otungą i użył słów, że ''za współpracę wyrok będzie mniejszy''. *parsknięcie* Cóż... jak dobrze wiecie, nie współpracowałem, ba! Ponownie go zaatakowałem i dorzuciłem kolejną cegiełkę do gniewu waszego ulubieńca *ogromny heat* A zamierzam dorzucić jeszcze jedną i następną.. będzie tyle tego, że Axel będzie mógł wybudować sobie z nich swoje własne, jebane, Koloseum, gdzie będzie mógł spełniać jeszcze bardziej chore fantazje niż te, których dopuszcza się na rejsach i zapleczach koncertów. *krótka pauza, a fani nie dowierzają* Myślicie, że to jest coś WOW? Że to jest coś niesamowitego? Nie, nie, nie.. prawdziwe interesujące zachowania ujrzycie u niego niebawem. *uśmiecha się kącikiem ust* No chyba, że.. nienajlepsza wizytówka ludzi z psychiatryka.. ten, który jest z ''potencjałem'' na więcej, ale ciekawi ludzi, dopóki nie otworzy gęby.. Edgar Dickinson.. uratuje Blaze'a przed tym wszystkim i dziś mnie pokona…

Dalsze słowa Lopezzo zostały przerwane przez The Eagle Has Landed. U szczytu rampy pojawia się nie kto jak Edgar Dickinson. Pojawieniu się poety towarzyszy wybuch radości na arenie. Ciężko powiedzieć, czy to ze względu na postać pisarza, czy po prostu jest to reakcja na przerwanie hiszpanowi. Tak czy inaczej ,pisarz pewnie zmierza w kierunku ringu. Artysta się jednak nie spieszy, każdy krok stawia jakby z pieczołowitością i uwagą. Podpierając się swoją laską, za pomocą prawej dłoni i trzymając się klapy płaszcza lewą, sprawia wrażenie jakby przechadzał się przez park. Kiedy artysta dociera do krawędzi ringu, nie wskakuje do jego wnętrza, zamiast tego okrąża go powoli, raz i drugi, pozwalając, żeby utwór mu towarzyszący wybrzmiał w pełni. Publika wyraźnie podłapała zamysł poety i kiedy piosenka dobiegła końca, jeszcze chwilę nuciła głośno melodię, ku niezadowoleniu czekającego w ringu Spanish Star. Edgar w tym czasie spokojnie odebrał mikrofon od jednego z technicznych i po schodkach wspiął się do wnętrza kwadratowego pierścienia. Dalej jednak nie odezwał się ani słowem, pozwalając fanom wypełniać ciszę melodią utworu Avatara. Zamiast tego nie spuszczał wzroku z Jose, uśmiechając się szczerze do niego. W końcu jednak przyłożył, palec wskazujący do ust, a na arenie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zapadła cisza.

Edgar Dickinson: Dzień dobry Panie Lopez. Słyszę, że moje słowa są Panu nie w smak. A jednak wywołał mnie Pan do tablicy, mimo, że ani Ja nie mam ochoty z Panem rozmawiać, ani Chicago słuchać Pańskich wynurzeń. *krótki okrzyk aprobaty wypełnił arenę* Będę się więc streszczał. Kłuje Pana, że jestem przeszkodą na Pańskiej drodze, do realizacji historii upadłego anioła, który to z sprytem i arogancją Lucyfera, sięga po wszystko co mu się zamarzy. Bardzo mi przykro, ale to historia dla nastolatków z kompleksami, która nie jest częścią mojej opowieści. Zbyt wiele wysiłku zostało włożone w rozdział Pana Blaze, żeby mógł się Pan w niego wtryniać, w imię tylko i wyłącznie swojego ego. Muszę więc stanąć na pańskiej drodze, a zapewniam, że nie chce mieć Pan kolejnych złych snów o strasznym panu w czarnym płaszczu. Chętnie jednak polecę wtedy Panu psychiatrę, jak sam Pan zauważył, mam rozeznanie.

Jose lekko uśmiecha się pod nosem i przechadza się wokół Edgara. W końcu zatrzymuje się i spogląda tylko na płaszcz, w który odziany jest The Poet.

Jose Lopez: Historia dla nastolatków z kompleksami powiadasz..ciekawe. *kiwa głową* Wymalowany gość, noszący płaszcz i bawiący się w obrońcę sprawiedliwości, to za to historia, której nikt jeszcze nigdy nie widział! Najoryginalniejsza rzecz na świecie! To jest dopiero ambitne! Sam pierdolony Dan Dowson by bił brawo. *prychnięcie* ABSOLUTNIE nie było czegoś podobnego w legendarnym WCW i to nie w tym, w którym zawsze mogłeś oglądać, jak ja jestem na szczycie, a ty? *spogląda z pogardą* Po co ty tam właściwie byłeś, Edgar? Chyba tylko po to, by promować swoją tanią poezję, bo z wrestlingu ciężko cokolwiek spamiętać o tobie. *heat* I nie myśl, że kłuje mnie fakt, że to akurat ty stoisz mi na drodze do Blaze'a. jest wręcz przeciwnie... bardzo się cieszę, że będę mógł obić ten twój umalowany, przereklamowany ryj. Pokażę i tobie i IM *wskazuje palcem na fanów*, że nic się nie zmieniło.. bo za zapożyczonymi cytatami od ambitniejszych twórców niż ty i ''otoczką'', na którą się ludzie nabierają... stoi dalej ten sam przeciętniak co kiedyś. *heat, Lopez uśmiecha się kącikiem ust* A wiesz, co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Nawet sam Blaze w głębi pragnie, bym to JA wygrał...po co miałby pokazywać ci miejsce w szeregu po raz... trzeci?

Poeta śledząc cały czas ruchy Jose, pozostał niewzruszony i dalej uśmiechał się uprzejmie, jakby przysłuchiwał się jak ktoś opowiada nam o hobby o którym nie mamy pojęcia.

Edgar Dickinson: Ahhh, czyta Pan mojego X. Bardzo dobrze, poszerzy Pan słownictwo, na czytanie ze zrozumieniem przyjdzie jeszcze czas. Na ten moment pozwolę sobie, odrobinę sprostować parę spraw. Przede wszystkim, myślałem, że na Ascension rozstał się Pan z przeszłością. A jednak, podpiera się Pan nostalgią, słusznie minionej federacji, w dniu kiedy stoimy w domu Legion Pro Wrestling! *LPW! LPW! wypełniło na chwilę arenę w Chicago* To nie pomaga Pana sprawie, tak samo jak mylenie mnie z archetypem Zorro czy też innego Mrocznego Rycerza. *Pisarz spoważniał, a uśmiech w końcu zniknął z jego twarzy.* Nie jestem obrońcą sprawiedliwości, przynajmniej nie w prymitywnej formie, w jakiej Pan ją pojmuje. Dbam tylko i wyłącznie o prawidłowy przebieg tej historii. Jose Lopez który stoi przede mną tu i teraz, nie ma miejsca w jej głównym wątku i albo wykrzesze z siebie coś wartościowego, albo będzie musiał w końcu wyleczyć swój kompleks głównego bohatera. Ale do uświadomienia Panu, że na razie próbuje Pan tylko ukraść nie swój rozdział, rwie się ktoś nazbyt stosowny. *Dickinson bezrefleksyjnie odwraca się plecami do Lopeza i spogląda w kierunku publiki.* Panie Blaze doceniam poetyckość, czempion ludzi ruszający spośród nich z orężem w dłoni, to jest dokładnie to czego nam trzeba.

W tym momencie rozbrzmiewa I gotsa get paid, a publiczność reaguje mocnym cheerem. Jednak Blaze nie pojawia się na rampie, kamera nagle przenosi się na wejście na halę od strony publiczności, dokładnie z tej samej strony, w którą odwrócił się Edgar. Tam już stoi LPW World Champion z pasem na biodrach i kijem baseballowym w dłoni, którym wskazuje na ring. Axel rusza między fanami, którzy szaleją i poklepują go po plecach. Zawodnik jest zdeterminowany, zdaje się w ogóle nie mrugać i cały czas prze naprzód. Kiedy jednak dociera do barierek, tam już czeka na niego trzech ochroniarzy, którzy zaczynają spokojnie z nim rozmawiać. Mr. Forever jest pobudzony, wyraźnie nie podoba mu się kierunek tej rozmowy, ale ostatecznie ustępuje i oddaje im kij baseballowy. Dopiero wtedy sprawnie przeskakuje przez barierki, odbiera mikrofon od pracownika technicznego i wchodzi do ringu. Wbija swój wzrok w Lopeza, a na Dickinsona nawet nie zwraca uwagi

Axel Blaze: Masz takiego farta, że nawet z ustawionej talii wyciągnąłbyś dobrą kartę... Lopez. Powinieneś bardzo podziękować ochronie i po gali nosić ich na rękach, bo właśnie oszczędzili Ci bardzo ciężkiego urazu. Ale spokojnie, co się odwlecze, to nie uciecze. Próbowałem Cię znaleźć przez ostatnie dwa tygodnie i zdążyłem uświadomić sobie, że nie ma to już znaczenie, czy kara przyjdzie dzisiaj, czy jutro. Ważne, że Cię nie ominie. A nie ominie, gwarantuję Ci to. Ostatnio pozwalałeś sobie na bardzo dużo. Szkoda tylko, że byłeś taki odważny nie patrząc mi w oczy. To takie wygodne, nieprawdaż? Przez dwa miesiące nikt nie zwracał na Ciebie uwagi, każdy żył turniejem i tym, kto stanie się pierwszym LPW World Championem. A Ty potrzebowałeś uwagi. Przez te wszystkie lata tak rozpaczliwie jej szukałeś, że kiedy w końcu przypełzłeś do LPW i wystarczająco wylizałeś buty Van Dama, żeby tylko dał Ci szansę, nie spodziewałeś, że to będzie tak wyglądało. Biedny Jose Lopez, gwiazda nad gwiazdami, weteran sceny... blaknie przy świeżej krwi i nikt o nim nie mówi. Trzeba było strzelić focha, mówić dookoła, że nie będziesz walczyć, bo przecież Ty od razu idziesz po mistrza. A to wszystko dlatego, że jesteś tylko zwykłą dziwką, która domaga się atencji! A co jeszcze bardziej obrzydliwe, Ty doskonale zdajesz sobie sprawę, z tego co robisz. Wiesz, że zajmujesz się najstarszym zawodem świata i tak bardzo Ci wstyd z tego powodu, że nawet nie byłeś w stanie spojrzeć mi w oczy. Zrobiłeś swoje atakując mnie z zaskoczenia. Bez honoru! Bez ambicji! Bez zasad! Potem zabrakło Ci jaj, żeby pojawić się na Colosseum. Wolałeś wysłać nagranie, niż stawić czoła konsekwencjom. Wspomniałeś o koncertach, które tak bardzo wielbię - masz rację, wychowałem się na koncertach. I wiesz czego się dzięki nim nauczyłem? Że czasami na scenę może dostać się każdy... ale to nie czyni z niego gwiazdy wieczoru, Lopez. A Ty jeszcze masz czelność nazywać Edgara przeciętniakiem? On przynajmniej próbuje napisać swoją własną historię. A Ty? Ty próbujesz dopisać się do mojej! *whoa!* Ale niestety, w jednym muszę przyznać Ci rację. Tak, zdecydowanie pragnę, żebyś wygrał dzisiejszą walkę. *Blaze pierwszy raz odrywa wzrok od Lopeza* Bez urazy, Edgar, my jeszcze będziemy mieć okazje, żeby dać czadu, ale dzisiejszy wynik nie może być inny. Bo jeśli Lopez dzisiaj zostanie pretendentem do mojego pasa, *Blaze odpina pas i podnosi go do góry* to będę miał go na widelcu i już mi nie ucieknie.

Nick Aldis:
Spokojnie, Panowie! 

Całą rozmowę przerywa Generalny Manager Elysium, wychodząc bez muzyki na rampę.

Nick Aldis:
Widzę, że mamy tu dużo emocji, rozumiem też ich przyczynę. Dlatego postawiłem na pewne dodatkowe zabezpieczenia. *Wskazuje na ochroniarzy* Wiem Axel, że bardzo chcesz dorwać Jose. Nie może się to jednak wydarzyć w sposób niewłaściwy. Także przychodzę do was z małym ogłoszeniem. Jeśli Axel Blaze zaingeruje w walkę wieczoru, w jakikolwiek sposób, pretendentami do tytułu zostaną zarówno Edgar Dickinson, jak i Jose Lopez. *spogląda na Blaze'a* Wiem, że może Ci się to nie podobać, ale muszę zapewnić odpowiednią jakość widowiska i sprawiedliwe rozwiązania. Potem nie zamierzam już ingerować w żadne spory. *Uśmiech, Blaze w końcu kiwa głową, na reszcie akceptując słowa swojego przełożonego* Jednak zapraszam Cię na czas tej walki do specjalnej loży przeznaczonej tylko i wyłącznie dla Ciebie, byś mógł z uwagą obserwować to co będzie się działo w dzisiejszym Main Evencie. Natomiast teraz... czeka Cię walka z Robem McŁowiczem, czyż nie? Dlatego Edgar, Jose - zapraszam z powrotem na zaplecze. I nie chcę was tu widzieć do walki wieczoru, w innym wypadku zostaniecie automatycznie zdyskwalifikowani. 
Aldis opuszcza mikrofon i obraca się, schodząc za kulisy. Lopez z kwaśną miną choć niechętnie, jest już również w drodze, natomiast Edgar przygląda się jeszcze przez chwilę Blaze'owi... Jednak po chwili również opuszcza ring. 

REKLAMY

[Obrazek: ledaVEB.png]
Non-Title Singles Match
Axel Blaze vs Rob McŁowicz

Wracamy do ringu po reklamach. W tym momencie Axel Blaze znajduje się w narożniku, a Rob McŁowicz zawija jego ręce za liny. Nie zastanawia się długo i od razu serwuje potężny Spatula Slap! Echo uderzenie rozniosło się momentalnie po całej arenie, aż publiczność ucichła. Kucharz natomiast przykłada palce do ust, mlaska i próbuje ocenić "smak" walki. Zaskoczony z aprobatą kiwa głową. Następnie szybko dokłada Eye Rake, po którym udaje, że sypie pieprzem w oczy rywala. Mr. Forever zasłania twarz dłońmi, co daje możliwość do ataku Królowi Kiełbasy. Nie zastanawiając się zbyt długo chwyta głowę przeciwnika i wykonuje Running Bulldog. Rob potrzebuje chwili, aby się odwrócić i przechodzi do pinu. 1... 2... Kick Out! Skoro to nie przyniosło efektu, stwierdza, że danie nie jest jeszcze wystarczająco dobrze przygotowane. Wstaje i od razu przechodzi do stompowania. Cała seria szybkich stompów spada prosto na klatę mistrza, a zanim sędzia zdążył go dobrze pouczyć o nadmiernej brutalności McŁowicz dokłada jeszcze Leg Drop. Trafiony zatopiony! Jeszcze raz przechodzi do pinu. 1... 2... Shoulder Up! Kucharz wstaje, przekręca głowę i zdaje się jakby coś w nim pękło. Nawet nie kłóci się z sędzią, po prostu pomaga wstać przeciwnikowi, który już sam zaczynał się zbierać, aby stojąc z nim twarzą w twarz poczęstować go Soleniem Rywala! Po serii szybkich ciosów na brzuch Blaze zgiął się w pół. Szybki Snapmare sadza Amerykanina na tyłku, sam odbija się od lin i z ogromnym impetem wyprowadza Dropkick prosto w twarz siedzącego rywala! Ależ to było uderzenie! Real Rock 'n' Roller wyraźnie to odczuwa, przekręca się na brzuch, aby łatwiej było mu wstać, najpierw podnosi się delikatnie na kolanach... i już z okrzykiem "SMAKUJE?!" nadciąga Polak, aby popisać się Degustacją Goryczy! Nic z tego! Blaze odsuwa się w ostatnim momencie i momentalnie zrywa się na równe. Zaskoczony Master Chef of Chaos odwraca się w kierunku swojego przeciwnika i od razu inkasuje potężny Bicycle Knee Strike. Rob daje się tracić czucie w nogach, ale High Life Warrior nie pozwala mu upaść. Od razu chwyta go za nadgarstek i posyła do narożnika Irish Whipem. Kucharz wbija się w niego z ogromnym impetem i nie daje rady utrzymać pionowej pozycji. Natychmiast siada, a mistrz już pędzi w jego kierunku i wbija się w niego przy pomocy Meteory! Fani szaleją! Axel wstaje i odwraca się w ich kierunku. Gestem ręki pobudza publiczność do jeszcze większego dopingu i go otrzymuje. Z zadowoleniem kiwa głową, uśmiecha i odwraca się znowu do przeciwnika. Okazuje się, że The Sausage King miał dość, wyturlał się z ringu i teraz opiera się o apron odzyskując siły. Legend in Making przykłada palec do ust, dając znać publiczności, żeby go nie wydali, sam również opuszcza ring. Rob tego nie widzi, wciąż jeszcze łapie oddech oparty o apron. I mamy Drive by! Mistrz natychmiast chwyta rywala, robi z nim kółeczko i wrzuca do ringu. Tauntuje do publiczności pokazując gest rock 'n' rolla, a oni reagują cheerem. Blaze wślizguje się do ringu, ale na to tylko czekał McŁowicz! Od razu rusza na przeciwnika, który okazuje się być bardzo szybki, przepuszcza oponenta na liny, aby odbił się od nich jeszcze raz. Sam ustawia się na środku ringu. Polak naciera i wpada wprost na Fade To Black! Ależ impet, to musiało boleć. Mistrz przechodzi do pinu. 1... 2... 3! Axel Blaze wygrywa starcie!

Cytat:Kamera przenosi nas po chwilowej przerwie na zaplecze. W kadrze widzimy ponownie Roba McŁowicza, przemieszczającego się korytarzem. Na karku ma zarzucony ręcznik i wyraźnie odczuwa trudy swojej dzisiejszej walki z Axelem Blazem, bo idąc trzyma się za swoje plecy.

???: Proszę, proszę, kogo my tutaj mamy.

Teraz w kadrze pojawia się Lord Sebastien.

Lord Sebastien: To Rob McŁowicz, człowiek który dzisiaj dostał sromotny łomot od naszego mistrza. *na ustach arystokraty maluje się szyderczy uśmiech* Cholera, to wyglądało horrible. Jak się czujesz, Rob? *Lord mierzy Roba wzrokiem od góry do dołu* Chyba nie najlepiej? Jednak walki nie są takie łatwe jak przyrządzanie hot doga dla zdegenerowanych Amerykanów? Może po prostu ty, Rob, nie nadajesz się do toczenia walk w ringu, a twoje miejsce powinno pozostać na zawsze w kuchni. Mam dla Ciebie małą propozycję. Nie powinno się wpuszczać tam ludzi twojego pokroju, ale trudno - zrobię le exception. Może zasiądziesz dzisiaj w mojej loży VIP? Miałbyś okazję zobaczyć, jak w ringu prezentuje się prawdziwy zawodnik. *The Noble One pokazuje palcem na siebie* Może mógłbyś się czegoś nawet ode mnie nauczyć oglądając jak rozprawiam się z le pantin z kocimi uszami. Możesz to potraktować jak zaproszenie. *Lord poklepuje Roba po ramieniu* Tylko weź się trochę ogarnij zanim przyjdziesz na lożę, żebyś mi wstydu nie przyniósł.

Rob przez chwilę patrzy na dłoń Lorda na swoim ramieniu, po czym powoli ją strąca. Widać, że odczuwa skutki swojego pojedynku, ale nie daje tego po sobie poznać.

Rob McŁowicz: Sebastien, jak na człowieka, który tyle mówi o klasie, bardzo chętnie podchodzisz do poobijanego gościa, żeby poprawić sobie humor. To nie arystokracja, to zwykłe podjadanie resztek z cudzego talerza. *Rob poprawia ręcznik na karku i delikatnie krzywi się z bólu* Tak, dostałem dzisiaj od Axela. I co z tego? Przynajmniej byłem w ringu z mistrzem, a nie stałem z boku i tylko ładnie pachniałem. *Rob mierzy Lorda wzrokiem od góry do dołu.* Ale dobra. Przyjmuję zaproszenie do loży VIP. Chętnie zobaczę, czy za tą całą szlachecką oprawą faktycznie spotka mnie coś ekskluzywnego, czy tylko drogi obrus na pustym stole. A skoro ty robisz dla mnie wyjątek, ja zrobię wyjątek dla ciebie.*Rob podchodzi pół kroku bliżej.* Za dwa tygodnie przyjdziesz do Pobitych Garów. Będziemy tam Ty, ja i blat. Sprawdzę, czy Lord Sebastien ma jakikolwiek smak… czy tylko dobrze wygląda w menu.

Lord Sebastien: Lord Sebastien zawsze wygląda dobrze, Rob, a dzisiaj w ringu udowodnię Ci, że smaku również mi nie brakuje. Mówisz o podjadaniu resztek jedzenia z cudzego talerza, ale to Ty jesteś marną inspiracją pewnego europejskiego kulinarnego celebryty. *teraz Lord zasłania usta palcem w geście milczenia* Ups, nie mówmy o tym głośno, bo Twój cały czar pryśnie. Więc jedyną osobą, która dostaje resztki z cudzego talerza jesteś Ty, Rob. Twierdzisz też, że tylko stoję z boku i ładnie pachnę? To prawda, ładnie pachnę, ale jak przyjdzie odpowiedni czas to zdominuję swojego rywala, co pokaże Ci dzisiaj w ringu. Chciałem ci tylko pokazać moją propozycją, że czasem trochę luksusu może pomóc człowiekowi w życiu, ale widzę, że jesteś jak typowy Amerykanin - musisz wszystko po swojemu. Dobrze więc, przyjmuję twoje zaproszenie do Pobitych Garów. Mam tylko nadzieję, że przygotujesz na tą edycję coś więcej niż to co ostatnio. Moje kubki smakowe zasługują na coś więcej niż na takie malbouffe.

Sebastien odchodzi i znika z kadru, a Rob cały czas wodzi z nieufnością za nim wzrokiem. Obraz z kamery gaśnie.


Światła na arenie przygasają, a po chwili rozbrzmiewają pierwsze dźwięki „Bodies” Drowning Pool. Reakcja publiczności jest mieszana — część fanów od razu zaczyna buczeć, pamiętając pierwsze tygodnie Extrememaniaca w LPW, jednak nie brakuje również osób, które zaczynają skandować jego nazwisko po tym, co wydarzyło się na Ascencion. Po chwili na rampie pojawia się Mike F’N Brutal. Extremely Mad Dog ma w dłoni charakterystyczne już dla siebie wytarte, ewidentnie przetestowane w boju krzesło, a w drugiej mikrofon. Szybkim krokiem zmierza w kierunku ringu, jakby adrenalina zebrana podczas Ascencion nadal w nim była, a kiedy w końcu znalazł się w środku kwadratowego pierścienia rozłożył krzesło i usiadł na nim spoglądając z uśmiechem w tę stronę areny, która skanduje ,,Brutal! Brutal! Brutal", choć nie jest to wielka część, ale po chwili więcej osób się przyłącza.

Mike F'N Brutal:: Wiedziałem! No ja po prostu wiedziałem, że jak fani LPW zobaczą, a niektórzy przypomną sobie na co tak naprawdę mnie stać, to część z nich stanie się wyznawcami religii ekstremy. No więc moi drodzy... Wita Was najbardziej ekstremalna, hardkorowa i spektakularna gwiazda LPW, największy fan klocków Lego w LPW - Mike Fucking Brutal! *mieszana reakcja tłumu, lecz cheer się bardziej przebija*. Ale po kolei, wydaje mi się że nowym fanom jestem winny że tak powiem - pewne podsumowanie. A więc kilka tygodni temu, kiedy wyszedłem na Colosseum po raz pierwszy mówiłem, że wrestling nie polega na ładnych obrazkach, chwytliwych hasełkach. Że ten biznes został zbudowany na bólu, pocie, krwi i momentach zwątpienia w siebie i wszystko dookoła. I wiecie co? Nadal tak uważam, ale przyznać muszę jedno, LPW nie jest tym czego się spodziewałem.

*Concrete Saint w tym momencie wstaje i opiera się o narożnik plecami spoglądając w stronę stage'u.*

Mike F'N Brutal: Bo kiedy tu przychodziłem myślałem, że zobaczę to samo co widziałem już setki razy. Kolejne miejsce pełne ludzi, którzy dużo mówią, a kiedy przychodzi moment próby nagle szukają wymówek. Ale zamiast tego dostałem kilka rzeczy, których nie przewidziałem. Na pierwszy ogień dostałem gościa, który był o włos od wygrania mistrzostwa LPW na Ascencion. Człowieka, który udowodnił mi, że czasami nie potrzebujesz krzesła, nie potrzebujesz chaosu i nie potrzebujesz zamienić ringu w miejsce zbrodni, żeby wygrać. Riddle sprawił, że klepałem. Nie będę stał tutaj i udawał, że to się nie wydarzyło, bo to byłoby dokładnie to, czym gardzę najbardziej. Ludźmi, którzy po porażce tworzą sobie własną rzeczywistość, żeby tylko ich ego nie ucierpiało. Potem w turnieju wylosowano mi Sabre Juniora. Kolejnego człowieka, który reprezentował wszystko to, czego nie znoszę. Niespotykaną technikę, nadzwyczajną kontrolę. Wrestlera który wierzy, że każdy człowiek ma swój punkt w którym można go złamać. I nie uwierzycie - ktoś znowu miał rację. Po raz drugi w tym miejscu ktoś zmusił mnie do poddania. I wtedy wielu z was pomyślało, że to jest moment, w którym Mike Brutal się kończy. A potem pojawił się ten dzieciak - Shadow. I tutaj robi się naprawdę zabawnie. Bo Elias myślał, że rozumie mój świat. Myślał, że wystarczy trochę chaosu, trochę dziwactwa, trochę szaleństwa i już jest kimś takim jak ja. Nie byłbym sobą, gdybym nie chciał pokazać mu jak ekstremalne różnice są między nami. Chciałem pokazać mu, że prawdziwa ciemność nie polega na udawaniu, że jest się innym, tylko na tym, że kiedy wszystko zostaje zabrane, kiedy zostaje sam ból i cierpienie nadal jesteś w stanie wstać.

*W tym momencie Brutal patrzy się prosto w kamerę*

Mike F'N Brutal: I dokładnie to mu pokazałem! On wciąż wstawał. I wstawał! I wstawał! I goddammit, on nadal się podnosił! Mimo całej jego głupoty muszę powiedzieć jedną rzecz. Ten dzieciak ma jaja. *publika reaguje mieszanie, ale raczej pozytywnie*. Czy dalej uważam, że jest dziwnym dzieciakiem, który czasami sam nie wie co chce osiągnąć? Hell F'N yeah! Ale zasłużył na mój szacunek.

*King of Extreme spogląda na logo LPW Elysium na stage'u.*

Mike F'N Brutal: Więc teraz nasuwa się pytanie: Co dalej? Fani LPW już wiedzą kim jestem i do czego jestem zdolny. Tak samo jak cała szatnia i te klauny w garniturach za sceną. Nie wyszedłem do ringu dzisiaj, aby szukać jakiejś akceptacji, jakiejś szansy po losowym zaatakowaniu kogoś, to nie mój styl. Nie jestem tu też po to, żeby udowadniać, że Extreme wciąż istnieje, to już zostało pokazane na Ascencion. Chcę teraz zobaczyć kto ma większe jaja niż Shadow, żeby wyjść do mnie twarzą w twarz po karuzeli na jaką posadziłem tego dzieciaka! Czy będzie to jakiś pseudo-prawnik? Czy będzie to jakiś zabogacony dzieciak, któremu ewidentnie brakowało uwagi ojca w życiu? A może będzie to pieprzona Kobieta Kot?! Nie wiem, ale jedno wiem na pewno. The Human Wrecking Riot nigdzie się nie wybiera i przyszedł na Elysium żeby kontynuować swoje dawno zaczęte dzieło i jeśli Aldis chce się przekonać co jeszcze potrafi Mike Brutal - to ma mój numer. Bo choćby ktoś stanął z bronią w ręku przede mną i wystrzelił w moją stronę kulę... to może być pewny, że nie będę się bawił w Matrixa, przechwycę tę kulę zębami i wypluję ją prosto w niego! Także panie i panowie, ciekaw jestem czy ktoś jeszcze to pamięta. Raise your chairs... 'n' get Extreeeemeee!!

*I w tym momencie widokiem uradowanego Brutala na narożniku z wysoko uniesionym krzesłem w jednej ręce i żywą reakcją publiczności obraz gaśnie.*

REKLAMY

[Obrazek: GGFefNA.png]
Singles Match
Elias Shadow vs Derrick Mantel

Wracamy po reklamach do ringu, gdzie widzimy aktualnie Mantela kompletnie znęcającego się nad swoim rywalem w narożniku. Aktualnie jest to seria stompów spadająca na klatkę piersiową Eliasa, do przerwania której dość szybko zostaje zmuszony jego oprawca, by uniknąć dyskwalifikacji. Ale po chwili oczywiście ponawia tą samą czynność, co znowu sprawia, iż sędzia zaczyna odliczać. 1...2...3...4... Mantel przerywa i podnosi do góry ręce, jakby był niewiniątkiem. Sędzia zaczyna go upominać, że następna taka akcja poskutkuje automatyczną dyskwalifikacją. Wywiązuje się pomiędzy nimi dłuższa dyskusja, aż w końcu Derrick prycha, macha ręką i powraca do wstającego już w narożniku Eliasa... Tylko po to by nadziać się na kopnięcie! A po chwili młodziak dokłada jeszcze Elbow Strike! Publiczność o dziwo przyjmuje to z lekką radością, chyba jednak bardziej nienawidzą "Normal" Guy'a. Widzimy jak Shadow bierze rozbieg, odbija się od lin, jednak Mantel jest sprytniejszy, bowiem unika ataku, po czym sam wykonuje Scoop Slam! Pinuje! 1...2. Elias podrywa bark, a sfrustrowany Derrick od razu podnosi go do stójki za włosy, zostawia zamroczonego na środku ringu, odsuwa się kawałek i dokłada Discus Lariat! Tym razem jednak nawet nie próbuje zakończyć walki, tylko przeciąga oponenta pod narożnik, na który sam się wdrapuje i wykonuje 450 Splash! Shadow w ostatniej chwili podciąga jednak kolana do góry, a następnie od razu przekręca Mantela i sam go pinuje! 1...2... Kick Out! Publiczność podrywa się z dopingiem dla Beta Wolfa, a ten o dziwo sam zaczyna powoli ładować baterie i lekko wycofuje się do narożnika. Derrick jednak dochodzi do siebie szybciej, rusza w kierunku przeciwnika i trafia w narożnik, ponieważ Elias unika jego szarży! Odsuwa się na środek ringu, po czym nadbiegającemu po raz kolejny rywalowi wykonuje Clothesline! A po chwili jeszcze jeden! Następnie unika ataku od rozwścieczonego i skonfundowanego Mantela, wyprostowuje się... I mamy Skibidi Kick prosto w szczękę! 1...2...3.  KICK OUT! Elias zawiedziony podchodzi powoli do narożnika, po drodze łapiąc oddech, po czym sam zaczyna się na niego wspinać! Jednak zanim obraca się do przeciwnika, ten dopada do narożnika resztką sił i spycha Beta Wolfa z lin, tak że ten upada na jaja! To chyba nie może się dobrze dla niego skończyć. Z tej pozycji Derrick przechwytuje go i wykonuje Spin-Out Powerbomb! Zamiast pinować, zamyka Eliasa w swojej koronnej dźwigni, Last Sentence! Nie ma innego wyjścia, Shadow klepie! Zwycięzcą walki zostaje Derrick Mantel!


Cytat:Kamera przenosi się na zaplecze gdzie widzimy Nicka Aldisa pogrążonego w konwersacji, jednak nie wiemy kto stoi poza kadrem. Po chwili kamera odjeżdża kawałek dalej i naszym oczom ukazuje się... Paddy Jackson! A to Ci dopiero niespodzianka!


Nick Aldis: ...tak jak mówiłem przez telefon - to prosta robota. Trzymasz mikrofon, zadajesz pytania, Twój rozmówca na nie odpowiada.

Paddy Jackson: Zaufaj mi, Nick! Jestem dobry w gadaniu. Poza tym, takiej encyklopedii jak ja w temacie innych zawodników nigdzie nie znajdziesz. *śmiech* Już wiem o nich więcej, niż oni wiedzą o sobie samych! *przyjaźnie szturcha Nicka w ramię z uśmiechem*

Nick Aldis: *Przyjaźnie się uśmiecha i klepie Paddy'ego w bark* Cieszę się że Jack podsunął mi Twoją kandydaturę... *Aldis zawiesza na chwilę głos, mruży oczy patrząc w dal, po czym lekko wypycha Paddy'ego do przodu* Widzisz tego tam? Atakuj. To Twoja pierwsza 'ofiara'.

Paddy Jackson: Się robi, szefie!

Paddy podbiega do wskazanego zawodnika, a okazuje się nim być... Derrick Mantel, który ledwo zdążył wrócić na zaplecze po zwycięskiej walce z Eliasem.

Paddy Jackson: Derrick! Derrick! *zaskoczony Mantel odwraca się w stronę Jacksona* Twoja kariera w federacji to kompletna sinusoida - zwycięstwa przeplatasz porażkami. Czy nie boisz się, że podczas następnego pojedynku znowu coś pójdzie nie tak? Nie sądzisz, że po wygranych starciach za bardzo osiadasz
na laurach?

Derrick Mantel: Ty tak zawsze? Lubisz bawić się w krótkie streszczenie przygody różnych osób? *spogląda na Jacksona z pogardą.* Widzisz, ja nie zamartwiam się tym, co było. Wszystkie poprzednie walki - one są już przeszłością. Zamiast tego wolę skupić się na tym, co dopiero nadejdzie. Może i dotychczas więcej przegrywałem, niż wygrywałem, ale wszystko uległo zmianie. Walka z Shadowem jest jedynie zapowiedzią, a to, co nastąpi po niej, będzie dowodem na to, że słowa przeradzam w czyny. Zatem odpuść smutne gadanie o lęku przed tym, że coś pójdzie nie tak. Takie myślenie pasuje do słabych ludzi, a ja zdecydowanie się do nich nie zaliczam.

Paddy Jackson: Czy można więc powiedzieć, że Derrick Mantel ma już swoją receptę na sukces?

Derrick Mantel: Receptę na sukces? Nie potrzebuję żadnej recepty, tylko konkretnych działań, które nakierunkują mnie na to, do czego dążę od samego początku. Nie lubię się powtarzać, gdyż swoje zdążyłem już powiedzieć. Mogę jedynie dodać, że dawny Mantel pełen zwątpienia i chwili słabości stał się przeszłością i teraz każdy może czuć się zagrożony. W szczególny pewien Kociarz, który swoją obecnością od dawna mocno mi działa na nerwy.

Z nikąd za plecami Derricka pojawia się zamaskowany miłośnik kotów - El Garra De Gato. Ten poklepuje lekko ramie Mantela i gdy ten się odwraca, Koci Luchador wchodzi w kadr i staje twarzą w twarz z gościem wywiadu uśmiechając się przy tym.

El Garra De Gato: Van Helsing we własnej osobie, łowca odmieńców i potworów.

Na chwilę El Garra odwraca się do Paddy'ego.

El Garra De Gato: Niech Ci opowie o swoich sukcesach na tym polu, może szybciej się uwiniesz i będziesz mógł spędzić dzień w lepszy sposób, amigo.

Kociarz ponownie odwraca się do Derricka.

El Garra De Gato: Mantel... rób, myśl co chcesz i mów co chcesz... ale to się wydarzyło na ostatnim Colosseum, jest dokładnie tym, przed czym Cie ostrzegałem. Widzisz we mnie odmieńca, ale zadarłeś ze mną, z Kocim Pazurem! Wspomniałem Ci o tym, jak moja wiara daje mi siłe, starałem się Cie przestrzec, ale nie chciałeś słuchać. Wiesz... może teraz najwyższa pora skupić się na swoich problemach? Zamiast gonić za potworami z osikowym kołkiem i nożem ze srebra... popracuj nad tym co robisz w ringu i jak współpracujesz z innymi.

Kociarz staje krok dalej od Derricka, by w razie czego uniknąć potencjalnego ataku fizycznego.

El Garra De Gato: Ostatnio na Colosseum współpraca Ci się trochę posypała. Może ja i Edgar jesteśmy dobrą drużyną...? A może... spodobała Ci się idea porażki z Kocią Maską?

El Gato uśmiecha się z dużą dawką pewności siebie, ale z dozą postawy gotowej do obrony. Mantel tymczasem z widocznym grymasem na twarzy spogląda na Garrę i bez słowa obraca się, udając się w stronę szatni, zostawiając przy tym zdezorientowanego Jacksona oraz El Gato.


Wracamy do ringu w którym widzimy... Salvadora? Kamera pokazuje jednak rampę, a światła w hali lekko przygasają. Z głośników słychać krótki szum starej kasety, a następnie spokojne kliknięcie dyktafonu. Na stage’u pojawia się mężczyzna ubrany w długi, ciemny płaszcz, trzyma w jednej dłoni teczkę z dokumentacją, a w drugiej stary dyktafon. Za nim, powoli i bez żadnych emocji, ogromny, zamaskowany zawodnik. Człowiek w masce zmierza do ringu z opuszczoną głową. Nie patrzy na publiczność. Nie patrzy nawet na Salvadora. Po prostu idzie przed siebie.
???: Proszę zachować spokój. To, co za chwilę zobaczycie, nie jest aktem przemocy. To procedura.* zatrzymuje się przed ringiem i spogląda na Salvadora*. Ja nazywam się Dr. Victor Kline i chcę coś obwieścić zarówno Panu jak i całemu LPW. Panie Salvadorze, pańska obecność w tym ringu została odnotowana. Waga, wzrost, reakcja źrenic, napięcie mięśniowe… wszystko wskazuje na umiarkowany poziom strachu. To dobrze. Strach jest pierwszym etapem leczenia.

Zamaskowany zawodnik wchodzi po schodkach, przechodzi nad górną liną i staje na środku ringu. Salvador cofa się o krok. Kline zostaje przy linach, nie spuszczając wzroku ze swojego podopiecznego.

Dr Victor Kline: To co tutaj widzicie nazywa się Silas Crowe. Przez lata próbowano go zamknąć, wyciszyć i naprawić. Każda metoda zawiodła. Każdy pas bezpieczeństwa pękł. Każde zabezpieczenie okazało się tymczasowe.*Kline powoli unosi dyktafon bliżej ust.* Ale proszę się nie obawiać. Mój pacjent nie przyszedł tutaj, by pana skrzywdzić bez celu. Przyszedł, by rozpocząć terapię.

Doktor naciska przycisk na dyktafonie. Z urządzenia rozlega się zniekształcony, archiwalny głos:

Nagranie: Sesja rozpoczęta. Pacjent musi współpracować.

Silas Crowe powoli podnosi głowę i po raz pierwszy patrzy prosto na Salvadora. Kline uśmiecha się pod nosem

Dr Victor Kline: Rozpoczynamy leczenie.

W tej samej chwili słyszymy gong, co oznacza rozpoczęcie walki!

[Obrazek: vm8AZh5.png]
Singles Match
Silas Crowe vs Salvador

Gong rozpoczyna pojedynek, a Salvador od razu robi kilka nerwowych kroków po ringu, jakby bardziej szukał drogi ucieczki niż sposobu na pokonanie rywala. Silas Crowe stoi nieruchomo na środku areny zmagań z opuszczonymi rękami i wzrokiem ukrytym za maską. Broom Guy próbuje jednak pokazać charakter i rusza na większego przeciwnika z serią ciosów w korpus, ale The Uncured nawet nie drgnął. Jose El Grande Salvatore odbija się od lin, próbując nabrać rozpędu, lecz Subject 00 nagle wystawia nogę i ścina go potężnym Big Bootem. Sweeping Man pada na matę, a Dr Victor Kline przygląda się temu bez najmniejszych emocji, trzymając w dłoni stary dyktafon. Janitor próbuje podciągnąć się przy linach, ale zostaje złapany za kark i przeciągnięty do narożnika. Tam Silas wbija bark w jego żebra, raz, drugi, trzeci, aż sędzia zaczyna go odliczać. Crowe puszcza dopiero przy czterech, bardziej po spokojnym geście doktora niż z powodu polecenia arbitra. Salvador osuwa się na matę, lecz po chwili desperacko chwyta nogę rywala, próbując przejść do Sweep it Back. Manewr nie ma jednak żadnych szans powodzenia. Patient Zero nawet nie traci równowagi. Chwyta argentyńskiego maniaka porządku oburącz, odrywa go od maty i ciska nim przez pół ringu Fallaway Slamem. Broom Guy ledwo się porusza, ale Silas nie przechodzi do pinu. Zamiast tego podchodzi powoli, stawia ciężki but obok jego głowy i przez moment tylko patrzy w dół. Następnie podnosi go z maty i dokłada brutalny Blackridge Drop, po którym Salvador zostaje rozłożony na środku ringu. Crowe klęka obok przeciwnika i przykłada dwa palce do jego szyi, sprawdzając puls. Sędzia próbuje upewnić się, czy Janitor może kontynuować walkę, ale Silas powoli odwraca głowę w stronę Dr. Kline’a.
Dr Victor Kline: Reakcja zachowana. Możemy przejść do etapu końcowego.
Doktor naciska przycisk dyktafonu, a z urządzenia wydobywa się zniekształcony głos z archiwalnego nagrania.
Nagranie: Pacjent musi współpracować.
Subject 00 od razu podnosi Salvadora. Zaciska dłoń na jego twarzy, unosi go bez większego wysiłku i wbija w matę przy pomocy Code Zero. Tym razem pinuje rywala kładąc jedną ręką na klatce piersiowej.Sędzia odlicza… 1… 2… 3! Silas Crowe wygrywa swój debiutancki pojedynek w całkowicie dominującym stylu. Nie świętuje, nie reaguje na publiczność i nie unosi rąk. Ponownie klęka przy Salvadorze, jeszcze raz sprawdza jego puls, po czym spogląda na doktora.
Dr Victor Kline: Leczenie zakończone.
The Uncured powoli wstaje i bez słowa opuszcza ring za swoim doktorem, zostawiając obolałego Salvadora na macie.


Cytat:W tle słychać ten utwór, a kamera przenosi nas do...Montany! Konkretniej mówiąc znajdujemy się w barze "The Maverick". W środku nie jest zbyt tłoczno, widzimy może dwie grupy ludzi, rozmawiających ze sobą i jednego faceta, który rozmawia z barmanem. Operator robi właśnie zbliżenie na tę postać, a ona odwraca się w kierunku kamery i widzimy, że to nie kto inny, jak James River Waters! JRW ma na sobie jeansowe spodnie z szerokimi nogawkami, buty kowbojki i czarną koszulę.

Barman: Słyszałem plotki, że nie zabawisz u nas już zbyt długo, ponoć wracasz na wielkie sceny. uśmiecha się

James River Waters: Ludzie z LPW skontaktowali się ze mną, mam kontrakt na stole. Wystarczy podpisać. popija whisky Tylko wiesz co, Steve? Nie wiem, czy chce się to wszystko bawić, nawet nie wiem w sumie, czy dalej potrafię to robić. Nie chodzi mi o umiejętności, bo przecież po WCW walczyłem jeszcze w paru niezależnych federacjach i nie czuje się zardzewiały, ale...czy warto? Pójdę tam i znowu będzie ten sam schemat. "Bla bla bla, Rivers okupuje połowę gali, bla bla, nie rozwijamy innych, bla bla niszczyciel dobrej zabawy, bla bla..."

Barman: Obchodziło Cię to wcześniej? Chyba nie. Przecież ty gruboskórny jesteś. polewa Jamesowi kolejnego drinka

James River Waters: Obchodziło, czy nie, to bez znaczenia. Po prostu LPW nie może mi wiele dać, a ja mogę stracić coś, co bardzo sobie cenię - święty spokój. bierze kolejny łyk Wiesz ile trzeba się ujebać, żeby naprawdę coś znaczyć? Ja nie mogę przyjść do LPW i po prostu być kolejnym gościem, który "spełnia marzenia". Ja muszę od razu być TYM kolesiem. Miałem ten swój znienawidzony streak, skończyłem WCW będąc World Heavyweight Championem, zresztą wiesz o tym świetnie, bo ten przeklęty pas cały czas tu wisi. Mamy zbliżenie na drzwi frontowe i rzeczywiście, wisi nad nimi pas WHC z WCW

Barman: No dobra, ale skoro to oni do Ciebie zadzwonili i dali Ci ten kontrakt, to chyba im na Tobie zależy, nie?

James River Waters: wygląda na rozbawionego Nie. Nie zależy im na mnie, tego akurat jestem pewien. Wiesz, wrestling jest trochę jak telewizja śniadaniowa, jak się dobrze sprzedajesz i jesteś "klikalny" na socialach to Cię trzymają, ale jak tylko twoje liczby zaczynają lecieć w dół, to wiedz, że na twoje miejsce mają już nastepnęgo. W LPW ktoś właśnie przestał się sprzedawać, albo oni są na tyle sprytni, że już widzą to na horyzoncie. wzdycha Nie wiem, co zrobię, szczerze Ci mówię, nie wiem. Może po prostu do nich zadzwonię i powiem "chłopaki, przecież macie już gwiazdy, po co wam wrestler?" Równie dobrze może się skończyć tak, że dziś się uchleje, wsiądę w mojego jeepa i ruszę na podbój LPW.

Obraz z kamery urywa się, a my zostajemy na rozdrożu, niczym PSL przed każdymi wyborami.


Na arenie rozbrzmiewa ten theme song, a to oznacza tylko i wyłącznie, że za chwilę na arenie pojawi się pierwszy LPW Eternal Champion, Derek Halloway! Jednak w pierwszej chwili nie pojawia się on sam. Z Backstage’u wychodzą postacie w różnym wieku, wzroście o różnych kolorach skóry. Wszyscy mają na głowie charakterystyczne czapeczki foliowe. Około 20 osób robi szpaler na rampie. Gdy już wszyscy ustawią się na swoich miejscach z backstage’u wychodzi sam zainteresowany, Derek Halloway z pasem na biodrach. Spotyka się z mieszaną reakcją ludzi na trybunach, a ludzie biorący udział w szpalerze zaczynają oklaskiwać mistrza. Ten z uśmiechem na ustach i wyraźną skromnością przechodzi przez rampę i dochodzi do apronu. Spokojnie wchodzi po schodach na apron, a w tym momencie ludzie ze szpaleru podchodzą do ringu i go otaczają. The Truth Seeker wchodzi teraz między drugą, a trzecią liną do kwadratowego pierścienia, podchodzi do jednych lin i wyciąga ręce na boki prezentując swój pas. Po tym prosi jednego z ludzi o przyniesienie mu mikrofonu.

Derek Halloway: Witam wszystkich oświeconych! *słychać zdecydowanie mieszane odczucia, najgłośniej wiwatuje grupka trzech ludzi z foliowymi czapkami na głowie i odpowiednimi koszulkami przy barykadzie* Dziękuję wam za przybycie! Widzicie? Nic tylko brać przykład z takich ludzi, którzy doznali oświecenia. Wasz przywódca, w mojej skromnej osobie, jest z was dumny. A teraz wy wszyscy, niedowiarki, możecie spoglądać jak daleko może was zaprowadzić mówienie prawdy taką jaka ona jest. Teraz Elysium to moje królestwo, mój własny raj i wszyscy będziecie słyszeć to, co jest właściwe. A właściwe jest to, że tak naprawdę to kolejny przekręt wężookiego Roba. Mianowicie człowiek, którego właściwie już wziąłem pod swoje skrzydła, miał szansę na konkretny rozwój, wyjście z tej Krakowskiej patologii umysłowej, pozostał na Colosseum. Przecież to jest jakaś prowokacja! Specjalnie dogadali się z Aldisem, bo wiedzieli, że we dwóch byśmy rozmontowali ich elitarne spiski. No ale trudno i tak nie będziecie mieli ze mną lekko, wy nędzni marionetkarze. By zdobyć to mistrzostwo pokonałem połowę zawodników, którzy byli w stanie oddać wszystko, by zwyciężyć w tej walce. A ja po prostu zrobiłem swoje! Ostatnio nawet pofrunąąąąął pięknie, a szczyci się, że walczył na całym świecie. A w tej jego Wielkiej Brytanii nawet nie wiedzą do końca jak powstało Stonehenge, a prawda jest taka, że sam należy do jakichś obrzydliwych Iluminatów, którzy czczą przy tej budowli swoich bożków. Ale na końcu to ja zdobyłem Elysium i na Ascension zdobyłem tutaj nieśmiertelność!

Mother od Idles przerywa monolog mistrza i zatrzymuje się na rampie z mikrofonem. Wyraźnie zdegustowany krzyczy po chwili, żeby wyłączono jego muzykę, ponieważ chce coś powiedzieć

Zack Sabre Jr.: Nie mogę, nie mogę na to patrzeć, aż łeb mnie boli.

Zack robi kilka kroków w tył i wydaje się, jakby chciał wrócić na backstage, Brytyjczyk jednak wraca wzorkiem na ring i zaczyna ruszać w stronę kwadratowego pierścienia.

Zack Sabre Jr.: Kim Wy do cholery jesteście? <wskazuje na postaci otaczające ring> Kim Ty... jesteś? <ZSJ pokazuje palcem na Halloway'a> Bo nie jesteś mistrzem. Masz pas, tak. Ale mistrzem nie jesteś.

Sabre przechodzi przez ludzi Halloway'a, wskakuje na apron, a następnie wchodzi do ringu.

Zack Sabre Jr.: Dziś powinniśmy otwierać nową erę LPW. Powinniśmy świętować debiut Elysium. Powinniśmy otwierać szampany z powodu koronacji nowego mistrza. I niby wszystko się zgadza. Jest Elysium, jest celebracja, jest nawet pas... ale ja nie widzę mistrza. Nie wygrałeś tego pasa Derek. Ja go przegrałem. Sam ze sobą. Jesteś papierowym mistrzem, A to znaczy, że twoje dni są policzone. Co sprowadza mnie do tego, dlaczego tutaj jestem. Połóż ten pas na szali. Daj mi tę walkę. Doskonale wiesz, że kiedy wejdziemy do tego ringu jeden na jednego, to będzie moment, w którym będziesz musiał się z TYM pożegnać. <ZSJ wskazuje na pas> Tak, jesteś w stanie mnie pokonać w walce wieloosobowej z drabinami w środku, gdy będę miał jeden z gorszych dni w karierze. Ale i ty to wiesz i ja to wiem... jesteś tchórzem. Uciekasz. Wiesz, że jedyną taktyką na trzymanie się złota, jest zbywanie mnie. Dość tego. Dziś rozwiązujemy ten temat. Daj mi tę walkę! Możemy to zrobić już teraz! Ba! Możecie nawet tu zostać <wskazuje na ludzi wokół> to od razu zrobimy kolejną celebrację, tym razem moją, za jakieś kilka minut, gdy już będę nowym mistrzem.

Derek Halloway: Przede wszystkim, witaj Zack. Możesz rozgościć się w moim ringu, ale tylko na chwilę, bo zaraz będziesz musiał zmykać. Jestem człowiekiem, który potrafi słuchać między słowami, to też wiem kto kłamie i manipuluje faktami, a nie potrafi dobrze podać składu szczepionki, która powoduje różne choroby, zamiast ich leczyć. Wiesz co można wyczytać spomiędzy Twoich słów? *Derek odciąga okulary bardziej na czubek nosa, żeby spojrzeć Zackowi prosto w oczy* bycie przegrywem. *poprawia okulary,żeby były na swoim miejscu.* Swoją nieudolność ringową zasłaniasz tym, że ktoś jest tchórzem, ktoś miał farta, a jeszcze inny, że jest stary. Ale na koniec dnia to Ty jesteś winien tego, że przegrałeś walkę o finał LPW World Championship, to Ty poleciałeś z drabiny niczym, swego czasu, Rosyjscy oligarchowie, którzy oczywiście nie robili tego sami. Twoje rozgoryczenie jest tylko i wyłącznie Twoją wina. Niezależnie ile razy będziesz przekłamywać rzeczywistość, prawda jest prosta. Po prostu otwórz oczy, owco, bo żaden z Ciebie goat! Wielce szanowany na całym świecie, a w takiej małej federacji nie potrafił sobie poradzić!

Zack Sabre Jr.: Jesteś głuchy? To pytanie retoryczne, bo to co właśnie powiedziałeś, jest idealnym dowodem, że coś u Ciebie nie tak ze słuchem. Dosłownie przed chwilą mówiłem, że przegrałem sam ze sobą, nie z Tobą. Co czyni Cię tylko przechowalnią, dla mojego złota. I tak Derek... walczyłem na całym świecie. Od sal gimnastycznych, w których było pięćdziesiąt osób, po Tokyo Dome wypełnione po brzegi, czterdziestoma tysiącami fanów z całego świata. Dlatego właśnie nie mogę przełknąć, że ktoś taki jak Ty, jest mistrzem. Jesteś żartem, zabawnym, ale żartem. Umniejszasz profesji, którą ja i moi mistrzowie doprowadzili do perfekcji. Dodatkowo, idealnie pokazujesz, że nie jesteś człowiekiem formatu mistrzowskiego, nie powinieneś być twarzą Elysium. Mówisz o LPW jako o małej federacji w momencie, gdy jesteśmy po pierwszym PPV, jesteśmy na premierowej gali Elysium i tak... mogę być wygwizdywany czy po prostu mniej popularny wśród tych ludzi, bo ktoś woli takich pokemonów jak ty. Nie kalkuluję i mówię co myślę. Mam gdzieś, co ktoś o mnie pomyśli. Ale wiesz czego nie mam gdzieś? Tego biznesu. Dlatego dziś, zakończę ten freak show, Twoje pięć minut się kończy.

Zack zbliża się do Dereka na bliską odległość, co powoduje, że po chwili panowie mają intensywny face-off. Zack pierwszy przechodzi do fizycznej potyczki, ponieważ popchnął mistrza. Halloway nie pozostał jednak dłużny i odwdzięczył się w ten sam sposób Zackowi. Zarówno Derek, jak i ZSJ krzyczą na siebie i napięcie można kroić nożem. W tym momencie na rampie po raz kolejny dnia dzisiejszego pojawia się Nick Aldis! 

Nick Aldis: Panowie, spokój! Zack, jeśli chcesz walki z Derekiem to proszę bardzo - dostaniesz ją! Ale nie będzie to walka o pas. Na to musisz zasłużyć. W przyszłym tygodniu zmierzycie się w tym ringu. *cheer* Jednak, nie będzie to zwykła walka jeden na jednego. Będzie to Tag Team Match! *cheer* Co do waszych partnerów, cóż... Jakby to powiedzieć... Musicie sami ich sobie znaleźć! *cheer, Sabre i Halloway są trochę zdziwieni* Dokładnie, dobrze mnie słyszeliście. W Main Evencie następnego Elysium zmierzą się ze sobą mistrz Eternal Derek Halloway wraz z wybranym przez siebie partnerem, oraz Zack Sabre Jr. również z osobą wybraną przez siebie. A teraz żegnam, zróbcie miejsce w ringu, bo czas na kolejną walkę.

Widzimy kłócących się jeszcze w ringu Sabre i Hallowaya, jednak po chwili obraz z kamery gaśnie...

REKLAMY


[Obrazek: QlC7qG1.png]
Singles Match
El Garra de Gato vs Lord Sebastien

Wracamy po reklamach do walki i widzimy, że zamaskowany wrestler posyła Lorda w liny Irish Whipem. Francuz odbija się od nich i próbuje powalić rywala Running Lariatem, ten jednak robi unik, a następnie podnosi oponenta w górę i wykonuje Atomic Drop. Lord nie upadł, jednak inicjatywa pozostaje po stronie Kociarza. Obraca on rywala i wykonuje Belly-to-belly Suplex, po którym następuje próba przypięcia. 1...kickout! Następnie Garra De Justicia powraca do pozycji stojącej, przy okazji oddalając się na kilka kroków od wstającego rywala. Sebastien podnosi się, zaś Kociarz biegnie w jego stronę i mamy Running Elbow Strike! Albo i nie mamy, bo Lord zrobił unik. Następnie wyprowadza Knife-edge Chop, a bezpośrednio potem European Uppercut. Ten cios prawie zwalił Kociarza z nóg, jednak przed upadkiem uratowały go liny. Lord nie zatrzymuje się - mamy Irish Whip, odbicie Meksykanina od lin, po czym trafia on na Tilt-a-Whirl Backbreaker. Tym razem to Europejczyk podejmuje próbę odliczenia rywala. 1...2...nic z tego. Arystokrata ma już jednak kolejny pomysł, w tym celu kieruje się w stronę jednego z narożników. W tym czasie Koci Luchador podnosi się przy pomocy przeciwległego narożnika. Gdy jest już na nogach, francuski zapaśnik biegnie w jego kierunku i wykonuje Courtoisie Kick! Trafiony! Lord jednak nie dopada do rywala z kolejną próbą odliczenia, tylko postanawia wdrapać się na narożnik. Staje na równych nogach, po czym wykonuje Sang Bleu Elbow! Nie! El Garra w ostatnim momencie unika zderzenia! Przez kilkanaście sekund obaj panowie leżą na macie. Sędzia ich wylicza, jednak podwójny nokaut im nie grozi, bo już przy 5 widać, że obaj wstają. Mamy Irish Whip w wykonaniu Lorda, po odbiciu od lin Kociarz unika ciosu, odbija się ponownie i wykonuje Running Crossbody! Kolejna próba przypięcia kończy się niepowodzeniem. Meksykanin praktycznie od razu podnosi przeciwnika, po czym podrzuca go i aplikuje Pop-up Uppercut! Po wykonaniu tej akcji chce ruszyć dalej...jednak w tym momencie spostrzega, że z trybun wyłonił się Derrick Mantel, który właśnie przeskakuje nad barierką! Normal Guy patrzy prosto w oczy Luchadorowi, powoli krążąc wokół kwadratowego pierścienia. Meksykanin krzyczy w jego kierunku, żeby nie mieszał się w ten pojedynek. Zupełnie zapomina przy tym o swoim przeciwniku, który zdążył już wstać, a teraz jest dokładnie za jego plecami! Mantel jedynie się uśmiecha i pokazuje palcem, by Garra się odwrócił, co ten czyni i niemal od razu zostaje złapany przez Lorda, który wykonuje Le Execution! Francuz odlicza rywala. 1...2...3! To koniec! Wygrał Lord, a Derrick wygląda na bardzo zadowolonego z takiego zakończenia.

Po walce Mantel wślizguje się do ringu, mierzy wzrokiem Lorda... Po czym wykonuje Head Crusher na powoli podnoszącym się Kociarzu! Francuski wrestler stwierdza, że nie warto się w to mieszać i wychodzi z ringu, pozostawiając Kociego Luchadora na pastwę Normal Guy'a. A ten nie zamierza wcale poprzestawać na ataku... Tylko chwyta za maskę bezbronnego De Gato i zrywa ją z jego głowy! Ten od razu zasłania twarz, tak że nikt nie zdołał jej zobaczyć, a po chwili sędzia zarzuca ręcznik na głowę Meksykanina! Mantel obserwuje to wszystko z uśmiechem, unosząc maskę do góry niczym trofeum...

Cytat:Kamera przenosi się na zaplecze gdzie widzimy Nicka Aldisa pod drzwiami swojego biura. Ma już wejść do środka, jednak w tym momencie przed nim pojawia się... po raz kolejny Paddy Jackson, który trzyma pod pachą jakiś pakunek! 

Nick Aldis: No witaj Paddy! Widziałem wywiad z Derrickiem, muszę powiedzieć, że sprawdziłeś się w nowej roli.

Paddy Jackson: Mówiłem, że to nic trudnego Nick!

Paddy uśmiecha się szeroko, a Nick zerka na paczkę pod pachą rozmówcy. 

Nick Aldis: A co tam masz? Już prezenty od fanów? *śmiech*

Paddy Jackson: Tak właściwie... To dla Ciebie, szefie! *Aldis ze zdziwieniem patrzy na twarz Jacksona* Znaczy, nie ode mnie, ktoś mi to dał, ale w sumie to nie znam gościa, nawet nie zdążyłem go zapytać o imię... Ale poprosił tylko, żebym przekazał to Generalnemu Managerowi Elysium, bo sam bardzo się śpieszył... Więc jestem szefie!

Paddy przekazuje pakunek w ręce Aldisa, po czym z uśmiechem odchodzi. Nick za to w końcu otwiera drzwi do swojego biura, siada przy biurku i kładzie na blacie paczkę. Po chwili bierze nóż do ręki, przecina taśmę i odchyla zawiniątko... W środku widzimy czerwoną różę, bez łodygi. Skonsternowany Aldis podnosi różę do góry i chwilę się jej przygląda, a obraz z kamery gaśnie...

INHALE! Możemy teraz usłyszeć olbrzymi cheer, a już po chwili na rampie pojawia się Maxwell Ransom! Wilg... Ech, ciężko go już tak nazywać ze względu na brak nienagannie wilgotnych włosów. A więc łysy Maksiu wygląda dosyć poważnie, dokładnie tak jak podczas Ascension. Zawodnik ogląda się po fanach, którzy skandują jego imię, a następnie rusza w stronę ringu. Po drodze widzowie przy barierkach wyciągają w jego stronę ręce w celu przybicia piątki, co Maxwell kwituje delikatnym uśmiechem i każdemu stara się odwzajemnić gest. Gdy jest już w kwadratowym pierścieniu, odbiera mikrofon i ogląda się po zebranych fanach, którzy w dalszym ciągu nie przestają skandować imienia Ransoma. Maksiu wygląda na lekko wzruszonego i po chwili nasłuchiwania chantów w końcu zbiera się na wypowiedzenie pierwszych słów...

Maxwell Ransom: Na wstępie muszę wam bardzo gorąco podziękować za tak miłe przyjęcie. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. *cheer, Maksiu odwraca się w każdą stronę z wyniesioną ręką ku górze w geście podziękowania* Jestem też każdemu z was winny przeprosiny. Pojawiłem się znienacka i mogło to wyglądać tak, jakbym zapomniał o swoich fanach, w końcu nie powiedziałem w waszym kierunku ani słowa... Nie jest tak, naprawdę. *głębszy oddech* Musiałem w pierwszej kolejności skierować kilka słów prawdy w kierunku jednej osoby. Uwierzcie mi, nie było to dla mnie jakkolwiek łatwe i chciałem mieć to po prostu za sobą...  Czułem wewnętrznie, że trzeba jak najszybciej zamknąć temat Jeana... I temat ten już zamknąłem. *zawód fanów* Rozumiem was, ale proszę... Zrozumcie też mnie. Opowiedziałem wam moją perspektywę dotyczącą tej relacji, a teraz przyszedł czas na głębsze wyjaśnienia w waszym kierunku, bo padło wtedy z mojej strony trochę słów, które mogły wam namieszać w głowie. *głębszy oddech* Bez zbędnego przeciągania muszę wam wyznać, że po prostu... życie przestało mi sprawiać radość. *poruszenie widowni, Maxwell nerwowo chodzi po ringu* Zacząłem odczuwać "bezsens", straciłem chęci do czegokolwiek, zaczęło mi brakować... Sam nawet nie wiem czego... Kochani, ja po prostu z niewiadomych przyczyn zacząłem wpadać w spiralę nieustającego smutku. *skrywa twarz w dłoniach* Próbowałem zmienić swoje nawyki, rutyny, *gładzi się po głowie* doszedłem nawet do takiego szaleństwa, że pewnego wieczoru zgoliłem głowę, jakby to miało cokolwiek zmienić! Rozumiecie?! To jest jakiś obłęd, paranoja! *wzdycha i kręci głową* Szukałem różnych rozwiązań  i odpowiedzi w głowie na pytanie "co się do cholery stało?"... I myślę, że dzięki pewnym podjętym decyzjom, a także zaangażowaniu kilku osób jest dla mnie szansa, żeby  wyjść na prostą. *cheer* Sam fakt, że stoję tu przed wami *wskazuje palcem na widownię* i mam odwagę o tym mówić jest dla mnie naprawdę ogromnym krokiem, nie jesteście sobie w stanie nawet wyobrazić jak olbrzymim... Oczywiście, nic jeszcze nie jest absolutnie takie, jak było i jak być powinno... ale W KOŃCU  jestem gotów o to zawalczyć. *cheer* W tym ringu, przed każdym z was zaczęło się dla mnie wszystko, co najlepsze. NIE MA lepszego miejsca żeby uporać się z tym "czymś", co zawładnęło moją głową! *cheer* I dziękuję wam po prostu, za wszystko... *wzruszenie Ransoma, olbrzymie brawa od widowni* Głęboko wierzę, że także dzięki wam, właśnie tutaj, odkryję w sobie siły, znajdę odpowiedzi... I wygram walkę o siebie. *Maxwell obraca się wokół własnej osi przy olbrzymich owacjach*

SATELLITE! Fani reagują cheerem, chociaż nieco mniejszym niż zazwyczaj. Dolnick zjawia się na rampie i standardowo jest ubrany w hawajską koszulę. Puszysty zapaśnik wlecze się w kierunku ringu, przybijając piąteczki po drodze. Cały czas jednak patrzy na Ransoma, który odwzajemniając spojrzenie, nie jest zachwycony widokiem Jeana. Grubas włazi do kwadratowego pierścienia, chwilę przed tym odbiera mikrofon od pracownika.

Jean-Pierre Dolnick: Max... co ty jakieś smuty wygadujesz! Weź no uśmiechnij się chłopie trochę. *Dolnick niezręcznie się uśmiecha, Ransom tego nie odwzajemnia ani trochę* Emmm... *zastanawia się* ja wiem, że ten mój SMS nie był zbyt fajny, ale no ja pamiętałem o tobie! Naprawdę! Cały ten czas... tylko jakoś tak... okazji nie było, żeby się odezw...

I w tym momencie Maxwell wyrzuca mikrofon i bez słowa odpowiedzi wychodzi z ringu! Publika wygląda na poruszoną, Jean-Pierre jest za to mocno zaskoczony, a Ransom? Ewidentnie nie ma już tej werwy jak pod koniec swojej wypowiedzi i po prostu nie oglądając się na nic, z kamienną twarzą kieruje się na zaplecze. Kamera ponownie pokazuje nam Dolnicka, który do końca nie wie co ze sobą zrobić, a obraz z kamery gaśnie...

Ben Zamora
Streak: 3/0/1
Last Match: lost vs Kenneth Riddle (Last Man Standing)

James Wallace
Streak: 4/0/1
Last Match: win vs WRECKD via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/3
Last Match: lost vs Mike F'N Brutal via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/11
Last Match: lost vs Jean-Pierre Dolnick (Battle Royal)
Odpowiedz
Cytuj
18.07.2026, 22:29
#2
[Obrazek: fJcdBLz.png]
Singles Match for #1 Contender to LPW World Championship
Jose Lopez vs Edgar Dickinson

Wracamy do walki, gdzie to obaj zawodnicy wymieniają się punchami. W końcu Jose wypłaca kolano na brzuch przeciwnika sprytnie przejmując inicjatywę. Lopez teraz dokłada do zgiętego oponenta Step-up Enzuigiri. Edgar pada na matę, jednak po niedługim czasie się podnosi, a Hiszpan, odbija się od lin umiejscowionych za rywalem i dokłada One Handed Bulldog. Od razu próba pinu, 1… nie, Kickout. Teraz Lopezzo podnosi oponenta we Front Facebooku. Trzyma go w tej pozycji, dokłada jeszcze dwa kolana i wpycha w narożnik. Krótki rozpęd i mamy jeszcze Corner Clothesline. Jose na fali rozgrywa Edgara. Hiszpan bierze jeszcze jeden rozbieg, ale tym razem trafia w pusty narożnik. The Poet sprytnie przeszedł między linami na apron i teraz atakuje mocnym punchem zdezorientowanego przeciwnika. Dickinson teraz bierze rywala za tył głowy i ciska nim mocniej w szczyt narożnika. Ten po uderzeniu odchodzi od rogu ringu trzymając się za głowę, a Irlandczyk wskakuje na szczyt narożnika. Jose się odwraca z powrotem w stronę rywala, a ten atakuje go poprzez Diving Crossbody. Od razu pin, 1… nie, Kickout. Teraz obaj dosyć żwawo wstają, ale Dickinson podbiega do rywala i dokłada Russian Leg Sweep. Od razu po akcji wykonuje przewrót w tył i podnosi za pas przeciwnika. Teraz Poeta jeszcze dokłada German Suplex. Ależ jest natchniony jakby piórem pisał swój pojedynek. Teraz nie próbuje przypiąć, tylko po tym ataku wchodzi na apron i już za chwilę melduje się na szczycie narożnika. Szybki taunt, po którym publika szaleje i mamy 450 Splash! Prosto na matę! Jose w porę przetoczył się na bok i to on będzie tutaj rozdawał karty. Hiszpan podnosi przeciwnika do góry i ustawia go przy linach. Poeta na wpół zgięty stoi przy boku ringu, a Lopezzo łapie go za podbródek prostując i dokłada jeszcze Dropkick, po którym Irlandczyk wylatuje ponad trzecią liną na matę otaczającą ring. Jose wzrusza ramionami kierując się do heatującej publiczności. Jednak widzi, że jego przeciwnik już wstaje, więc Hiszpan czym prędzej odbija się od przeciwległych lin i mamy piękny Suicide Dive! Lopezzo zadowolony z siebie wstaje i podnosi ręce w geście zwycięstwa jakby już to czuł. Jose teraz wysyła Irish Whipem przeciwnika w stalowe schody i bum. Stalowa konstrukcja rozpada się na dwie części. Sędzia w międzyczasie odliczył już do 5 i zaprasza zawodników do kwadratowego pierścienia. Hiszpan podnosi oponenta za głowę posyła go do ringu. Sam się tam wślizguje i od razu próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Uderzenie w schody było mocne, ale nie na tyle, by dać zwycięstwo zawodnikowi z Półwyspu Iberyjskiego. Teraz mocne stompy lecą na głowę i tors leżącego na macie poety. Jose podnosi przeciwnika za rękę i Irish Whipem wysyła go na liny. Próba Clothesline’u, jednak Edgar uchyla się pod ręką i odbija od przeciwległych lin. Lopez odwraca się twarzą do przeciwnika i mamy Powieść! Ależ zaskoczony Hiszpan teraz przez Irlandczyka, który nie traci czasu i od razu rzuca się do przypięcia, 1… 2… nie, Kickout! To za mało na Lopezzo. Powtórka ukazuje teraz spryt Poety, który nie zwalnia tempa i podnosi przeciwnika w Inverted Facelock’u. Wyniesienie i mamy Skywalker! Jednak nie, Jose w powietrzu wykręca się i upada na nogi za swoim rywalem. Teraz Hiszpan atakuje szybkim łokciem na plecy przeciwnika. Poeta odgina się aż do tyłu, ale nie zamierza poprzestawać i wypłaca Pele Kick na głowę oponenta! Jose aż się zachwiał, a Edgar łapie przeciwnika w Front Facelock i za chwilę będzie DDT. Jednak nie, Lopez wykręca się z ręką przeciwnika i nie puszczając jej wynosi go w Fireman’s Carry! Czy będzie Lop-ez?! Connected! ależ potężne kopnięcie teraz sprawia, że Dickinson pada zamroczony. Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Irlandczyk odkopuje! Ależ teraz Jose wstaje wściekły i wykłóca się z sędzią, że powinno być już 3. Sędzia się nie zgadza i nakazuje wrócić temperamentnemu zawodnikowi do walki. Poeta już przy linach spokojnie odpoczywa i wstaje. Lopez postanawia skończyć zabawę i łapie swojego przeciwnika Hasta Luego! Jednak nie, Dickinson wykręca się razem z ręką rywala, szybko przechodzi za jego plecy i wyprowadza Last Word! Jednak nie, gdy tylko Irlandczyk wskakuje na barki przeciwnika, od razu go zrzuca, przez co Poeta robi salto w tył w powietrzu i ląduje na nogi. Edgar wyprowadza punch, jednak Hiszpan uchyla się pod ręką łapiąc ją i wykręcając się ponownie w Hasta Luego! Tym razem udane! Od razu próba pinu 1… 2… 3?! Tak, to Jose Lopez zwycięża w tym starciu i zostaje pretendentem do LPW World Championship! 

Kamera przenosi się do loży VIP, w której do tej pory siedział Axel Blaze. Zawodnik teraz już stoi, trzyma swój pas na ramieniu i wbija wzrok w zwycięzcę walki wieczoru. Nie ukrywa zadowolenia, uśmiech gości na jego twarzy i bije brawo. Po chwili jednak łapie za mikrofon.

Axel Blaze: Lepiej zacznij oglądać się za siebie, Lopez. Dobrze Ci radzę. Możesz próbować uciekać. To nic nie da. Ostatecznie i tak spotkamy się w ringu.

To przykuło uwagę Hiszpana, który zadowolony z siebie podchodzi do narożnika, na wysokości, którego znajduje się loża Blaze'a. Jose coś mówi do mistrza, ale nie ma przy sobie mikrofonu i nie jesteśmy w zarejestrować tych słów. Z pyszałkowatym uśmieszkiem Lopez wspina się na narożnik i z wyższością spogląda na rywala. Blaze'owi się to coraz mniej podoba, uśmiech zadowolenia powoli znika z jego twarzy i zastępuje go złość. Patrzy na pretendenta, jakby chciał go zabić, aż zaczyna drgać mu powieka. To działa jednak jak woda na młyn dla Jose, który jest jeszcze bardziej zadowolony z siebie. Obraz przenosi się z jednego zawodnika na drugiego, pokazując jak bardzo różnie reagują, jednak w dalszym ciągu patrzą wprost na siebie. Axel napiera coraz bardziej swoim wzrokiem, ale Lopez bez problemu to wytrzymuje i patrzy na niego lekceważąco. W końcu kamera zatrzymuje się dłużej na mistrzu, który zdejmuje pas z barku i unosi go wysoko. I tym widokiem...

pierwsza odsłona Elysium schodzi z anteny!

Ben Zamora
Streak: 3/0/1
Last Match: lost vs Kenneth Riddle (Last Man Standing)

James Wallace
Streak: 4/0/1
Last Match: win vs WRECKD via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/3
Last Match: lost vs Mike F'N Brutal via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/11
Last Match: lost vs Jean-Pierre Dolnick (Battle Royal)
Odpowiedz
Cytuj
Jakub
Moderatorzy
18.07.2026, 22:29 #2
[Obrazek: fJcdBLz.png]
Singles Match for #1 Contender to LPW World Championship
Jose Lopez vs Edgar Dickinson

Wracamy do walki, gdzie to obaj zawodnicy wymieniają się punchami. W końcu Jose wypłaca kolano na brzuch przeciwnika sprytnie przejmując inicjatywę. Lopez teraz dokłada do zgiętego oponenta Step-up Enzuigiri. Edgar pada na matę, jednak po niedługim czasie się podnosi, a Hiszpan, odbija się od lin umiejscowionych za rywalem i dokłada One Handed Bulldog. Od razu próba pinu, 1… nie, Kickout. Teraz Lopezzo podnosi oponenta we Front Facebooku. Trzyma go w tej pozycji, dokłada jeszcze dwa kolana i wpycha w narożnik. Krótki rozpęd i mamy jeszcze Corner Clothesline. Jose na fali rozgrywa Edgara. Hiszpan bierze jeszcze jeden rozbieg, ale tym razem trafia w pusty narożnik. The Poet sprytnie przeszedł między linami na apron i teraz atakuje mocnym punchem zdezorientowanego przeciwnika. Dickinson teraz bierze rywala za tył głowy i ciska nim mocniej w szczyt narożnika. Ten po uderzeniu odchodzi od rogu ringu trzymając się za głowę, a Irlandczyk wskakuje na szczyt narożnika. Jose się odwraca z powrotem w stronę rywala, a ten atakuje go poprzez Diving Crossbody. Od razu pin, 1… nie, Kickout. Teraz obaj dosyć żwawo wstają, ale Dickinson podbiega do rywala i dokłada Russian Leg Sweep. Od razu po akcji wykonuje przewrót w tył i podnosi za pas przeciwnika. Teraz Poeta jeszcze dokłada German Suplex. Ależ jest natchniony jakby piórem pisał swój pojedynek. Teraz nie próbuje przypiąć, tylko po tym ataku wchodzi na apron i już za chwilę melduje się na szczycie narożnika. Szybki taunt, po którym publika szaleje i mamy 450 Splash! Prosto na matę! Jose w porę przetoczył się na bok i to on będzie tutaj rozdawał karty. Hiszpan podnosi przeciwnika do góry i ustawia go przy linach. Poeta na wpół zgięty stoi przy boku ringu, a Lopezzo łapie go za podbródek prostując i dokłada jeszcze Dropkick, po którym Irlandczyk wylatuje ponad trzecią liną na matę otaczającą ring. Jose wzrusza ramionami kierując się do heatującej publiczności. Jednak widzi, że jego przeciwnik już wstaje, więc Hiszpan czym prędzej odbija się od przeciwległych lin i mamy piękny Suicide Dive! Lopezzo zadowolony z siebie wstaje i podnosi ręce w geście zwycięstwa jakby już to czuł. Jose teraz wysyła Irish Whipem przeciwnika w stalowe schody i bum. Stalowa konstrukcja rozpada się na dwie części. Sędzia w międzyczasie odliczył już do 5 i zaprasza zawodników do kwadratowego pierścienia. Hiszpan podnosi oponenta za głowę posyła go do ringu. Sam się tam wślizguje i od razu próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Uderzenie w schody było mocne, ale nie na tyle, by dać zwycięstwo zawodnikowi z Półwyspu Iberyjskiego. Teraz mocne stompy lecą na głowę i tors leżącego na macie poety. Jose podnosi przeciwnika za rękę i Irish Whipem wysyła go na liny. Próba Clothesline’u, jednak Edgar uchyla się pod ręką i odbija od przeciwległych lin. Lopez odwraca się twarzą do przeciwnika i mamy Powieść! Ależ zaskoczony Hiszpan teraz przez Irlandczyka, który nie traci czasu i od razu rzuca się do przypięcia, 1… 2… nie, Kickout! To za mało na Lopezzo. Powtórka ukazuje teraz spryt Poety, który nie zwalnia tempa i podnosi przeciwnika w Inverted Facelock’u. Wyniesienie i mamy Skywalker! Jednak nie, Jose w powietrzu wykręca się i upada na nogi za swoim rywalem. Teraz Hiszpan atakuje szybkim łokciem na plecy przeciwnika. Poeta odgina się aż do tyłu, ale nie zamierza poprzestawać i wypłaca Pele Kick na głowę oponenta! Jose aż się zachwiał, a Edgar łapie przeciwnika w Front Facelock i za chwilę będzie DDT. Jednak nie, Lopez wykręca się z ręką przeciwnika i nie puszczając jej wynosi go w Fireman’s Carry! Czy będzie Lop-ez?! Connected! ależ potężne kopnięcie teraz sprawia, że Dickinson pada zamroczony. Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Irlandczyk odkopuje! Ależ teraz Jose wstaje wściekły i wykłóca się z sędzią, że powinno być już 3. Sędzia się nie zgadza i nakazuje wrócić temperamentnemu zawodnikowi do walki. Poeta już przy linach spokojnie odpoczywa i wstaje. Lopez postanawia skończyć zabawę i łapie swojego przeciwnika Hasta Luego! Jednak nie, Dickinson wykręca się razem z ręką rywala, szybko przechodzi za jego plecy i wyprowadza Last Word! Jednak nie, gdy tylko Irlandczyk wskakuje na barki przeciwnika, od razu go zrzuca, przez co Poeta robi salto w tył w powietrzu i ląduje na nogi. Edgar wyprowadza punch, jednak Hiszpan uchyla się pod ręką łapiąc ją i wykręcając się ponownie w Hasta Luego! Tym razem udane! Od razu próba pinu 1… 2… 3?! Tak, to Jose Lopez zwycięża w tym starciu i zostaje pretendentem do LPW World Championship! 

Kamera przenosi się do loży VIP, w której do tej pory siedział Axel Blaze. Zawodnik teraz już stoi, trzyma swój pas na ramieniu i wbija wzrok w zwycięzcę walki wieczoru. Nie ukrywa zadowolenia, uśmiech gości na jego twarzy i bije brawo. Po chwili jednak łapie za mikrofon.

Axel Blaze: Lepiej zacznij oglądać się za siebie, Lopez. Dobrze Ci radzę. Możesz próbować uciekać. To nic nie da. Ostatecznie i tak spotkamy się w ringu.

To przykuło uwagę Hiszpana, który zadowolony z siebie podchodzi do narożnika, na wysokości, którego znajduje się loża Blaze'a. Jose coś mówi do mistrza, ale nie ma przy sobie mikrofonu i nie jesteśmy w zarejestrować tych słów. Z pyszałkowatym uśmieszkiem Lopez wspina się na narożnik i z wyższością spogląda na rywala. Blaze'owi się to coraz mniej podoba, uśmiech zadowolenia powoli znika z jego twarzy i zastępuje go złość. Patrzy na pretendenta, jakby chciał go zabić, aż zaczyna drgać mu powieka. To działa jednak jak woda na młyn dla Jose, który jest jeszcze bardziej zadowolony z siebie. Obraz przenosi się z jednego zawodnika na drugiego, pokazując jak bardzo różnie reagują, jednak w dalszym ciągu patrzą wprost na siebie. Axel napiera coraz bardziej swoim wzrokiem, ale Lopez bez problemu to wytrzymuje i patrzy na niego lekceważąco. W końcu kamera zatrzymuje się dłużej na mistrzu, który zdejmuje pas z barku i unosi go wysoko. I tym widokiem...

pierwsza odsłona Elysium schodzi z anteny!

Ben Zamora
Streak: 3/0/1
Last Match: lost vs Kenneth Riddle (Last Man Standing)

James Wallace
Streak: 4/0/1
Last Match: win vs WRECKD via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/3
Last Match: lost vs Mike F'N Brutal via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/11
Last Match: lost vs Jean-Pierre Dolnick (Battle Royal)
Odpowiedz
Cytuj
19.07.2026, 00:00
#3
Elysium wleciało, więc lecimy z komentarzem, by nie było tutaj zbyt pusto.

Lopez/Dickinson/Blaze: na start otrzymujemy segment z ich udziałem i przeleciałem przez niego w dość sprawnym tempie. Jose bardzo fajnie otworzył, dając przy tym spore pole do popisu dla reszty. Nie było tutaj w jego przypadku zbędnego lania wody, tylko przejście do konkretów i było to całkiem smaczne. Pojawia się Edgar i odpowiada mu całkiem sensownie i podobały mi się jego nawiązania do sprytu i arogancji Lucyfera, co bardzo pasuje do obecnej postaci Lopeza. Widać, że Edgar nie pojawił się tutaj, aby przyjmować kolejne ciosy i po chwilowym kryzysie w jego wykonaniu wracamy do dość wysokiego poziomu w jego wykonaniu. Końcówka z psychiatrą mogła być w jego przypadku dość ryzykowna, ale Edgar bardzo płynnie się z tego wybronił, przy okazji odpowiadając na szpileczki Hiszpana. Ten za to fajnie odpowiedział mu nawiązując do jego słów o historii dla nastolatków i bardzo płynnie obrócił to przeciwko niemu. Jest i wstawka z Dowsonem, który pasował tutaj wybitnie do tego fragmentu. Mamy tutaj pewną opowieść o historii Edgara z WCW i pocisk po jego promocji poezji. No Jose poleciał tutaj mocno, ale mogło się to podobać i to bardzo. Chłopaki trzymają tutaj dość wysoki poziom, dlatego czytanie tego było tak przyjemne. Odpowiedź Edgara dobra, ale jakbym odnosiłem wrażenie, że nie zdołał on w pełni odbić piłek rzuconych przez Lopeza. Mimo wszystko jego część była dość mocna i fajnie podbudowano ich walkę wieńczącą pierwsze Elysium. Pojawił się i Blaze, który odpalił się dość mocno i pocisnął dość konkretnie po Lopezie, wytykając mu co tylko się dało. Widać, że pojawił się mistrz, który nie zamierza brać jeńców. Podobało mi się mocno to, że skupił się tak mocno na Lopezie i jednocześnie nie zapomniał w pełni o Edgarze i ich historii. No ładnie tutaj Axel poleciał i za to leci pochwałka. Na końcu wpada Aldis i no trochę pogroził sobie i przy okazji dał wszystkim do zrozumienia, że nie ma tutaj miejsca na zbędną samowolkę.

Axel Blaze vs Rob McŁowicz: dość ciekawa walka otwarcia w ich wykonaniu i otrzymaliśmy tutaj dość solidne tempo, przez co akcji ringowej było tutaj dość sporo. Fajnie, że nie dostaliśmy tutaj jednostronnego pokazy siły Blaze’a, przez co McŁowicz zaprezentował się z całkiem dobrej strony, przegrywając ostatecznie po dość ciekawym widowisku. Axel zgarnął dość cenny skalp a Kucharz nie stracił na tym za wiele.

Lord/McŁowicz: Francuz postanowił sobie zrobić lekką szyderkę z Kucharza i powbijał kilka szpilek. Porównując to z tym, co otrzymujemy od niego w newsach, jest to lepsze. Nie ma tutaj zbędnego narzekania na hotele i inne pierdoły. W tym co mówi jest dużo sensu i przez to jego wypowiedź jest ciekawsza. Oczywiście mamy dla niego klasyczne ciśnięcie po Amerykanach i ich preferencjach kulinarnych. Lekko zaciekawił ze swoją propozycją dla Roba, by zasiadł w jego loży VIP. Widać jednak po nim, że bardzo ceni sobie stawianie swojej wyższości nad resztą. Rob nie pozostał mu jednak dłuższy i fajny był ten fragment z podjadaniem resztek z cudzego talerza, co pasuje trochę do Sebastiena i jego poczynań. No widać, że McŁowicz nie zamierza być jakiś milusiński dla niego i mu odpowiedział dość fajnie, przy okazji przyjmując zaproszenie do loży. Przy okazji zaprosił go do Pobitych Garów, co może zwiastował masę mocniejszego materiału. No Lord mu tam odpowiedział i było to jako tako solidne, ale wydaje mi się, że pierwsza część w jego wykonaniu była trochę ciekawsza. Sam segment zwiastuje ich rywalizację i ciekawy jestem, jaki zostanie tutaj obrany kierunek, bo widzę w tym dość spory potencjał i przy okazji zobaczymy, na co tak naprawdę stać Lorda, bo nadal jest taką trochę zagadką.

Mike F’N Brutal: No chyba mamy dopełnienie tego, co pojawiło się w newspacku, bo widać tutaj coraz więcej czynników wskazujących na przekształcenie Brutala w tego dobrego. Bardzo przyjemny speech w jego wykonaniu, który czytało się dość płynnie. Fajną historię opowiedział w swoim przemówieniu. Odniósł się do swoich początków i późniejszej przygody i w sumie widać po nim, że wyciągnął pewne wnioski i nie zamierza w dalszym ciągu powielać pewnych błędów. No podobał mi się tutaj ten Brutal i fajnie, że nie ma tutaj męczenia nas gadaniem o ECW, tylko przechodzimy do rzeczy bez zbędnego zanudzania. Docenił też tutaj w pewnym sensie Eliasa za to, że jednak próbował walczyć. Ostatecznie wiemy jak to się zakończyło, ale rozumiem cały zamysł odniesienia się właśnie do Shadowa. Całość zaprezentowana w dość przejrzysty sposób i widać, że Mike po lekko mizernym starcie wraca na właściwą drogę i z czasem może się dopominać o największe trofea, jakie mamy tutaj do zaoferowania. Osobiście zostałem kupiony tym speechem i czekam na dalszy rozwój wydarzeń w jego wykonaniu.

Derrick Mantel vs Elias Shadow: No ciężko nie napisać o tej walce tego, że no miała na celu dać mojemu Mantelowi wygraną do bilansu, Fajnie, że nie otrzymaliśmy tutaj jednostronnego squashu. W sumie po dzisiejszym odpałach jego dawnego prowadzącego nawet mam lekką satysfakcję z jego, że walczyłem właśnie z nim. No ta końcówka z klepaniem mi się tutaj bardzo podoba i widać, że Mantel przestał był jedynie tłem wydarzeń, tylko stara się korzystać z okazji, by zaprezentować się z jak najlepszej strony. Sam fakt, że walka była stosunkowo wyrównana była nawet na plus, bo taki przebieg walki może bardziej mi pomóc niż zaszkodzić.

Wywiad po walce: No ten wybór Jacksona na reportera pewnie może zaskoczyć i sam byłem zdziwiony, gdy otrzymałem zapytanie od Pantera o jego używaniu w takich celach. Fajnie, że Paddy nie idzie na zmarnowanie i zostaje użyty w takiej a nie innej roli. Widać też, że Panter dość dobrze się czuje pisząc nim, bo nawet w tak krótkich kwestiach fajnie tutaj podkreślono jego charakter. No fakt, że upolował akurat Mantela może być nieco zabawny z racji, że moja obecna postać bierze udział w wywiadzie mojej ex. Postaci, ale to właściwie taki detal. Przechodząc do rzeczy, Paddy ładnie kąsał przy pierwszym pytaniu, wspominając o sinusoidzie i obawach Mantela, że coś pójdzie nie tak. Na Derricka musiało to trochę zadziałać niczym płachta na byka i jak widać lekko się odpalił, co może mniej lub bardziej pasować do jego obecnej postaci. No moja odpowiedź była tutaj dość poprawna i właściwie z ust Mantela padło to, co właściwie by mogło paść z ust kogokolwiek innego. Nie ma jednak co się bawić w odpowiedzi przesadnie gimmickowe. Przez to może Mantel nie brzmi nieco sztucznie. No kolejne pytanie Jacksona i odpowiedź Mantela to było oczywiste zaproszenie dla Kociarza, który jak widać je przyjął. Swoją drogą lekko mnie Gara rozśmieszył swoim wstępem, udało mu się to. Widać, że przestał on bawić się w przesadną ilość hiszpańskich wstawek, co jest dla mnie dość sporym plusem, bo nie każdy lubi czytać krótki fragment z 20 zwrotami z innego języka, które trzeba sobie tłumaczyć albo spoglądać na przypisy. Ogólnie Garra bardzo fajnie mu tam odpowiedział i jak widać Derricka to zabolało, bo jednak pozostawił to bez odpowiedzi. Zwiastuje to jednak, że tego tak nie pozostawi.

Silas Crowe vs Salvador: Najpierw odniosę się do tego, co miało miejsce przed walką. No jakoś nie kupiono mnie tym, co padło z ust Doktorka i było to dla mnie takie noo dość dziwne. Ciężko mi jakoś konkretniej rozpisać co do tego projektu. Widać jednak, że otrzymujemy tutaj gościa będącego chyba wynikiem pewnych eksperymentów(?). Ma to swój klimat i pewnie jednym może się to podobać, ale póki co nie wyjebało mnie to z fotela. Sama walka na zasadzie wprowadzenia nowej postaci, która wręcz zmasakrowała Salvadora, którego czeka przecież rozprawa na Colosseum. Zobaczymy jednak czy po tych wydarzeniach zdoła się on jakoś poskładać do kupy, by pojawić się bez incydentu kałowego.

JRW: Więc newsy pojawiające się w paczkach mają pewne przełożenie do tego, że Waters pojawia się w takiej formie na Elysium. Pamiętając jego poczynania z WCW oczekiwania od samego startu są cholernie wysokie i na ten moment zostały one tym zaspokojone. Póki co otrzymujemy tutaj takiego segmenty na zasadzie „Czy Waters zawita do LPW?” Wszyscy jednak wiemy do czego to zmierza i widać w tym, co zostało tutaj zaprezentowane pewien zarys charakteru tej postaci. James ewidentnie nie będzie wygodnym pracownikiem, posłusznie wykonującym zlecone mu zadania. Jego run w WCW i jego otoczka sprawiają, że on z marszu chce być wyżej niż reszta. Wszystkie gwiazdy mają być skierowane dla niego. To właśnie mi się w nim podoba. Nie ma tutaj sztucznej skromności ani nędznego wkupywania się w łaski. Pozostaje on w tym wszystkim sobą i to jest najważniejsze. Z biegiem czasu doczekamy się zapewne kontynuacji historii z jego udziałem, która zostanie zwieńczona jego zawitaniem do LPW i zapewne nastąpi to na Elysium, bo pojawienie się tego właśnie na tej tygodniówce nie jest drogą przypadku.

Halloway/Sabre Jr.: Pojawia się mistrz, otrzymując przy tym dość ciekawe wejście i od razu mamy wypowiedź w jego stylu, okraszoną tym, że jest mistrzem i przez to jego teorie spiskowe nabierają na sile rażenia. Pozornie zdobycie pasa i bycie jego posiadaczem mógłby obrócić w intrygę ze strony Roba, ale póki co tego nie otrzymaliśmy. Jednak by nie było Derek odniósł się do wężookiego Roba (śmiechłem przy tym) i przy okazji pocisnął po nim i po Aldisie za to, że Mateusz pozostał na Colosseum, przez co ich duet został rozłączony. Pocisnął tutaj trochę po Zacku i właściwie wywołał go to tablicy. Ten pojawia się i postanowił podważyć fakt, iż Derek jest mistrzem, nazywając papierowym mistrzem, co można uznać za dość ewidentny brak szacunku w stronę mistrza. Ciekawa ta odpowiedź w jego wykonaniu i było to lepsze niż na ostatnim Colosseum. Jednak czy nawiązał tym do poziomu Dereka? Osobiście wydaje mi się, że Halloway póki co wypada na jego tle aż za dobrze, przez co Zack ma problem, by wejść na wyższy poziom. Derek mu bardzo konkretnie odpowiedział i przy okazji dał mu do zrozumienia, kto tu jest mistrzem. Bardzo smaczna ta jego odpowiedź była i nawiązał do klęsk Sabre Jr, przy okazji nawiązując do swoich teorii spiskowych, połączonych z drobną lekcją historii. Podobało mi się to Panie Halloway. Anglik za to srogo się odpalił i widać, że go to mocno ruszyło. Zrobiło się tutaj dość gorąco i Zack aż rwie się do walki. Niewiele zapewne brakowało aż doszło by do jakiejś bójki między nimi. W porę jednak temu zaradził Aldis, który dał Zackowi do zrozumienia, że na swoją szansę musi sobie zasłużyć. Bardzo dobrze, nic za darmo. Przy okazji zapowiedź tag team matchu z ich udziałem i muszą sobie dobrać partnerów do tańca. Chciałbym tutaj zobaczyć duety Lorda z Zackiem i Dereka z Robem, co fajnie by mogło budować ich story, ale czy nie za wiele tagów dla Sebastiena? Mimo wszystko jestem ciekawy jak to zostanie rozwiązane i kto będzie ich wspierał.

Lord Sebastien vs El Garra De Gato: Trzecia walka i fajnie podbudowano mój feud z Garrą i zgodnie z przewidywaniami większość Lord zgarnia wygraną po ingerencji ze strony Mantela. Kociarz na tym za wiele nie traci a sam Lord zgarnia cenną wygraną, która go podbudowuje na cel rywalizacji z Kucharzem. Walka dość ciekawa i widać było, że Garra mógł to wygrać, ale Mantel zemścił się na nim za słowa, które padło z jego ust po przerwaniu wywiadzie Derricka. Atak po walce i zerwanie maski są dość ciekawymi smaczkami i sam jestem ciekawy do czego to prowadzi. Widać jednak, że Mantel nie boi się konsekwencji a Gato po takiej akcji potraktuje ich feud jako coś zdecydowanie bardziej oczywistego.

Aldis/Jackson: No krótki segmencik z nimi na zapleczu będący kontynuacją tego, co miało miejsce przez wywiadem z udziałem Derricka. Jackson się spisał w swojej roli i został słusznie pochwalony. Ciekawy mnie jednak od kogo była ta dostawa dla Aldisa. Swoją drogą Jackson to człowiek orkiestra. Tu wrestler, tam reporter, tutaj znowu kurier. Aldis powinien przygotować dla niego solidną premię i ciekawe od kogo jest ta róża. Musi być w tym jakaś symbolika i zobaczymy, do czego to będzie zmierzało.

Ransom/Dolnick: Pojawił się Ransom i było to fajne, mocno emocjonalne. Nie ma tutaj komediowego Maxwella, tylko wersja zdecydowanie bardziej poważna z konkretnymi motywami. Podobała mi się historia opowiadana przez niego i widać, że Ransom jest kimś po przejścia, dla kogo życie jest czymś, co w zasadzie przeszedł i nie widział dla siebie lepszego jutra. Jak widać udało mu się powstać na nogi i przy okazji wyjaśnił co się stało z jego włosami. W sumie, skoro nie mamy Wilgnotniaka w komediowej wersji, to nawet i dobrze, że dokonano tutaj tak poważnej zmiany. Fajne to było z jego strony i jeszcze raz chciałbym pochwalić ukazane tutaj przez niego emocje, bo widać było, że on żyje a nie tylko sprawia pozory. Przy okazji dał do zrozumienia, że z jego perspektywy rozdział z Dolnickiem dobiegł końca. Dolnick wpada i sam sobie komplikuje sytuację. Właściwie po tym, co padło z ust Ransoma na Ascension w sumie nie dziwi mnie jego reakcja a Jean wychodzi w sumie na dupka, który sam go ingorował i gdy teraz jest w potrzebie, to nagle sobie przypomniał o dawnym przyjacielu, by ogrzać się w blasku jego fleszy.

Jose Lopez vs Edgar Dickinson: Bardzo przyjemny Main Event w ich wykonaniu, gdzie widać było dobitnie stawkę tego pojedynku. Jose wchodził do ringu jako faworyt i musiał potrzymać taką opinię i widać było, że Edgar nie zamierzał mu ułatwiać tego zadania. Starcie Europejczyków było bardzo, ale to bardzo ciekawe i szala przechylała się raz na jedną a raz na drugą stronę. Ostatecznie wygrał ten, który uchodził za faworyta i otrzymamy jednocześnie to, co można była uznać za nieuniknione. Dla Dickinsona to jednak żaden powód do wstydu, bo postawił się on bardzo mocno i dało się chwilami nawet uwierzyć w to, że uda mu się zgarnąć wygraną. Sytuacja po walce jedynie zaognia konflikt na linii między Blazem a Lopezem i prędzej czy później Axel pęknie, co spowoduje konkretne kłopoty dla Lopeza, który pcha się w gips coraz mocniej i czuje się bezkarny.

Podsumowanie: Bardzo fajne Elysium i widać, że podział brandów robi swoje, bo każdy otrzymał swoje pięć minut, przez co gala była ciekawsza. Jej długość na plus, bo pisanie komentarzy jest zdecydowanie przyjemniejsze niż dotychczas.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
Slayer
Zawodowiec
19.07.2026, 00:00 #3
Elysium wleciało, więc lecimy z komentarzem, by nie było tutaj zbyt pusto.

Lopez/Dickinson/Blaze: na start otrzymujemy segment z ich udziałem i przeleciałem przez niego w dość sprawnym tempie. Jose bardzo fajnie otworzył, dając przy tym spore pole do popisu dla reszty. Nie było tutaj w jego przypadku zbędnego lania wody, tylko przejście do konkretów i było to całkiem smaczne. Pojawia się Edgar i odpowiada mu całkiem sensownie i podobały mi się jego nawiązania do sprytu i arogancji Lucyfera, co bardzo pasuje do obecnej postaci Lopeza. Widać, że Edgar nie pojawił się tutaj, aby przyjmować kolejne ciosy i po chwilowym kryzysie w jego wykonaniu wracamy do dość wysokiego poziomu w jego wykonaniu. Końcówka z psychiatrą mogła być w jego przypadku dość ryzykowna, ale Edgar bardzo płynnie się z tego wybronił, przy okazji odpowiadając na szpileczki Hiszpana. Ten za to fajnie odpowiedział mu nawiązując do jego słów o historii dla nastolatków i bardzo płynnie obrócił to przeciwko niemu. Jest i wstawka z Dowsonem, który pasował tutaj wybitnie do tego fragmentu. Mamy tutaj pewną opowieść o historii Edgara z WCW i pocisk po jego promocji poezji. No Jose poleciał tutaj mocno, ale mogło się to podobać i to bardzo. Chłopaki trzymają tutaj dość wysoki poziom, dlatego czytanie tego było tak przyjemne. Odpowiedź Edgara dobra, ale jakbym odnosiłem wrażenie, że nie zdołał on w pełni odbić piłek rzuconych przez Lopeza. Mimo wszystko jego część była dość mocna i fajnie podbudowano ich walkę wieńczącą pierwsze Elysium. Pojawił się i Blaze, który odpalił się dość mocno i pocisnął dość konkretnie po Lopezie, wytykając mu co tylko się dało. Widać, że pojawił się mistrz, który nie zamierza brać jeńców. Podobało mi się mocno to, że skupił się tak mocno na Lopezie i jednocześnie nie zapomniał w pełni o Edgarze i ich historii. No ładnie tutaj Axel poleciał i za to leci pochwałka. Na końcu wpada Aldis i no trochę pogroził sobie i przy okazji dał wszystkim do zrozumienia, że nie ma tutaj miejsca na zbędną samowolkę.

Axel Blaze vs Rob McŁowicz: dość ciekawa walka otwarcia w ich wykonaniu i otrzymaliśmy tutaj dość solidne tempo, przez co akcji ringowej było tutaj dość sporo. Fajnie, że nie dostaliśmy tutaj jednostronnego pokazy siły Blaze’a, przez co McŁowicz zaprezentował się z całkiem dobrej strony, przegrywając ostatecznie po dość ciekawym widowisku. Axel zgarnął dość cenny skalp a Kucharz nie stracił na tym za wiele.

Lord/McŁowicz: Francuz postanowił sobie zrobić lekką szyderkę z Kucharza i powbijał kilka szpilek. Porównując to z tym, co otrzymujemy od niego w newsach, jest to lepsze. Nie ma tutaj zbędnego narzekania na hotele i inne pierdoły. W tym co mówi jest dużo sensu i przez to jego wypowiedź jest ciekawsza. Oczywiście mamy dla niego klasyczne ciśnięcie po Amerykanach i ich preferencjach kulinarnych. Lekko zaciekawił ze swoją propozycją dla Roba, by zasiadł w jego loży VIP. Widać jednak po nim, że bardzo ceni sobie stawianie swojej wyższości nad resztą. Rob nie pozostał mu jednak dłuższy i fajny był ten fragment z podjadaniem resztek z cudzego talerza, co pasuje trochę do Sebastiena i jego poczynań. No widać, że McŁowicz nie zamierza być jakiś milusiński dla niego i mu odpowiedział dość fajnie, przy okazji przyjmując zaproszenie do loży. Przy okazji zaprosił go do Pobitych Garów, co może zwiastował masę mocniejszego materiału. No Lord mu tam odpowiedział i było to jako tako solidne, ale wydaje mi się, że pierwsza część w jego wykonaniu była trochę ciekawsza. Sam segment zwiastuje ich rywalizację i ciekawy jestem, jaki zostanie tutaj obrany kierunek, bo widzę w tym dość spory potencjał i przy okazji zobaczymy, na co tak naprawdę stać Lorda, bo nadal jest taką trochę zagadką.

Mike F’N Brutal: No chyba mamy dopełnienie tego, co pojawiło się w newspacku, bo widać tutaj coraz więcej czynników wskazujących na przekształcenie Brutala w tego dobrego. Bardzo przyjemny speech w jego wykonaniu, który czytało się dość płynnie. Fajną historię opowiedział w swoim przemówieniu. Odniósł się do swoich początków i późniejszej przygody i w sumie widać po nim, że wyciągnął pewne wnioski i nie zamierza w dalszym ciągu powielać pewnych błędów. No podobał mi się tutaj ten Brutal i fajnie, że nie ma tutaj męczenia nas gadaniem o ECW, tylko przechodzimy do rzeczy bez zbędnego zanudzania. Docenił też tutaj w pewnym sensie Eliasa za to, że jednak próbował walczyć. Ostatecznie wiemy jak to się zakończyło, ale rozumiem cały zamysł odniesienia się właśnie do Shadowa. Całość zaprezentowana w dość przejrzysty sposób i widać, że Mike po lekko mizernym starcie wraca na właściwą drogę i z czasem może się dopominać o największe trofea, jakie mamy tutaj do zaoferowania. Osobiście zostałem kupiony tym speechem i czekam na dalszy rozwój wydarzeń w jego wykonaniu.

Derrick Mantel vs Elias Shadow: No ciężko nie napisać o tej walce tego, że no miała na celu dać mojemu Mantelowi wygraną do bilansu, Fajnie, że nie otrzymaliśmy tutaj jednostronnego squashu. W sumie po dzisiejszym odpałach jego dawnego prowadzącego nawet mam lekką satysfakcję z jego, że walczyłem właśnie z nim. No ta końcówka z klepaniem mi się tutaj bardzo podoba i widać, że Mantel przestał był jedynie tłem wydarzeń, tylko stara się korzystać z okazji, by zaprezentować się z jak najlepszej strony. Sam fakt, że walka była stosunkowo wyrównana była nawet na plus, bo taki przebieg walki może bardziej mi pomóc niż zaszkodzić.

Wywiad po walce: No ten wybór Jacksona na reportera pewnie może zaskoczyć i sam byłem zdziwiony, gdy otrzymałem zapytanie od Pantera o jego używaniu w takich celach. Fajnie, że Paddy nie idzie na zmarnowanie i zostaje użyty w takiej a nie innej roli. Widać też, że Panter dość dobrze się czuje pisząc nim, bo nawet w tak krótkich kwestiach fajnie tutaj podkreślono jego charakter. No fakt, że upolował akurat Mantela może być nieco zabawny z racji, że moja obecna postać bierze udział w wywiadzie mojej ex. Postaci, ale to właściwie taki detal. Przechodząc do rzeczy, Paddy ładnie kąsał przy pierwszym pytaniu, wspominając o sinusoidzie i obawach Mantela, że coś pójdzie nie tak. Na Derricka musiało to trochę zadziałać niczym płachta na byka i jak widać lekko się odpalił, co może mniej lub bardziej pasować do jego obecnej postaci. No moja odpowiedź była tutaj dość poprawna i właściwie z ust Mantela padło to, co właściwie by mogło paść z ust kogokolwiek innego. Nie ma jednak co się bawić w odpowiedzi przesadnie gimmickowe. Przez to może Mantel nie brzmi nieco sztucznie. No kolejne pytanie Jacksona i odpowiedź Mantela to było oczywiste zaproszenie dla Kociarza, który jak widać je przyjął. Swoją drogą lekko mnie Gara rozśmieszył swoim wstępem, udało mu się to. Widać, że przestał on bawić się w przesadną ilość hiszpańskich wstawek, co jest dla mnie dość sporym plusem, bo nie każdy lubi czytać krótki fragment z 20 zwrotami z innego języka, które trzeba sobie tłumaczyć albo spoglądać na przypisy. Ogólnie Garra bardzo fajnie mu tam odpowiedział i jak widać Derricka to zabolało, bo jednak pozostawił to bez odpowiedzi. Zwiastuje to jednak, że tego tak nie pozostawi.

Silas Crowe vs Salvador: Najpierw odniosę się do tego, co miało miejsce przed walką. No jakoś nie kupiono mnie tym, co padło z ust Doktorka i było to dla mnie takie noo dość dziwne. Ciężko mi jakoś konkretniej rozpisać co do tego projektu. Widać jednak, że otrzymujemy tutaj gościa będącego chyba wynikiem pewnych eksperymentów(?). Ma to swój klimat i pewnie jednym może się to podobać, ale póki co nie wyjebało mnie to z fotela. Sama walka na zasadzie wprowadzenia nowej postaci, która wręcz zmasakrowała Salvadora, którego czeka przecież rozprawa na Colosseum. Zobaczymy jednak czy po tych wydarzeniach zdoła się on jakoś poskładać do kupy, by pojawić się bez incydentu kałowego.

JRW: Więc newsy pojawiające się w paczkach mają pewne przełożenie do tego, że Waters pojawia się w takiej formie na Elysium. Pamiętając jego poczynania z WCW oczekiwania od samego startu są cholernie wysokie i na ten moment zostały one tym zaspokojone. Póki co otrzymujemy tutaj takiego segmenty na zasadzie „Czy Waters zawita do LPW?” Wszyscy jednak wiemy do czego to zmierza i widać w tym, co zostało tutaj zaprezentowane pewien zarys charakteru tej postaci. James ewidentnie nie będzie wygodnym pracownikiem, posłusznie wykonującym zlecone mu zadania. Jego run w WCW i jego otoczka sprawiają, że on z marszu chce być wyżej niż reszta. Wszystkie gwiazdy mają być skierowane dla niego. To właśnie mi się w nim podoba. Nie ma tutaj sztucznej skromności ani nędznego wkupywania się w łaski. Pozostaje on w tym wszystkim sobą i to jest najważniejsze. Z biegiem czasu doczekamy się zapewne kontynuacji historii z jego udziałem, która zostanie zwieńczona jego zawitaniem do LPW i zapewne nastąpi to na Elysium, bo pojawienie się tego właśnie na tej tygodniówce nie jest drogą przypadku.

Halloway/Sabre Jr.: Pojawia się mistrz, otrzymując przy tym dość ciekawe wejście i od razu mamy wypowiedź w jego stylu, okraszoną tym, że jest mistrzem i przez to jego teorie spiskowe nabierają na sile rażenia. Pozornie zdobycie pasa i bycie jego posiadaczem mógłby obrócić w intrygę ze strony Roba, ale póki co tego nie otrzymaliśmy. Jednak by nie było Derek odniósł się do wężookiego Roba (śmiechłem przy tym) i przy okazji pocisnął po nim i po Aldisie za to, że Mateusz pozostał na Colosseum, przez co ich duet został rozłączony. Pocisnął tutaj trochę po Zacku i właściwie wywołał go to tablicy. Ten pojawia się i postanowił podważyć fakt, iż Derek jest mistrzem, nazywając papierowym mistrzem, co można uznać za dość ewidentny brak szacunku w stronę mistrza. Ciekawa ta odpowiedź w jego wykonaniu i było to lepsze niż na ostatnim Colosseum. Jednak czy nawiązał tym do poziomu Dereka? Osobiście wydaje mi się, że Halloway póki co wypada na jego tle aż za dobrze, przez co Zack ma problem, by wejść na wyższy poziom. Derek mu bardzo konkretnie odpowiedział i przy okazji dał mu do zrozumienia, kto tu jest mistrzem. Bardzo smaczna ta jego odpowiedź była i nawiązał do klęsk Sabre Jr, przy okazji nawiązując do swoich teorii spiskowych, połączonych z drobną lekcją historii. Podobało mi się to Panie Halloway. Anglik za to srogo się odpalił i widać, że go to mocno ruszyło. Zrobiło się tutaj dość gorąco i Zack aż rwie się do walki. Niewiele zapewne brakowało aż doszło by do jakiejś bójki między nimi. W porę jednak temu zaradził Aldis, który dał Zackowi do zrozumienia, że na swoją szansę musi sobie zasłużyć. Bardzo dobrze, nic za darmo. Przy okazji zapowiedź tag team matchu z ich udziałem i muszą sobie dobrać partnerów do tańca. Chciałbym tutaj zobaczyć duety Lorda z Zackiem i Dereka z Robem, co fajnie by mogło budować ich story, ale czy nie za wiele tagów dla Sebastiena? Mimo wszystko jestem ciekawy jak to zostanie rozwiązane i kto będzie ich wspierał.

Lord Sebastien vs El Garra De Gato: Trzecia walka i fajnie podbudowano mój feud z Garrą i zgodnie z przewidywaniami większość Lord zgarnia wygraną po ingerencji ze strony Mantela. Kociarz na tym za wiele nie traci a sam Lord zgarnia cenną wygraną, która go podbudowuje na cel rywalizacji z Kucharzem. Walka dość ciekawa i widać było, że Garra mógł to wygrać, ale Mantel zemścił się na nim za słowa, które padło z jego ust po przerwaniu wywiadzie Derricka. Atak po walce i zerwanie maski są dość ciekawymi smaczkami i sam jestem ciekawy do czego to prowadzi. Widać jednak, że Mantel nie boi się konsekwencji a Gato po takiej akcji potraktuje ich feud jako coś zdecydowanie bardziej oczywistego.

Aldis/Jackson: No krótki segmencik z nimi na zapleczu będący kontynuacją tego, co miało miejsce przez wywiadem z udziałem Derricka. Jackson się spisał w swojej roli i został słusznie pochwalony. Ciekawy mnie jednak od kogo była ta dostawa dla Aldisa. Swoją drogą Jackson to człowiek orkiestra. Tu wrestler, tam reporter, tutaj znowu kurier. Aldis powinien przygotować dla niego solidną premię i ciekawe od kogo jest ta róża. Musi być w tym jakaś symbolika i zobaczymy, do czego to będzie zmierzało.

Ransom/Dolnick: Pojawił się Ransom i było to fajne, mocno emocjonalne. Nie ma tutaj komediowego Maxwella, tylko wersja zdecydowanie bardziej poważna z konkretnymi motywami. Podobała mi się historia opowiadana przez niego i widać, że Ransom jest kimś po przejścia, dla kogo życie jest czymś, co w zasadzie przeszedł i nie widział dla siebie lepszego jutra. Jak widać udało mu się powstać na nogi i przy okazji wyjaśnił co się stało z jego włosami. W sumie, skoro nie mamy Wilgnotniaka w komediowej wersji, to nawet i dobrze, że dokonano tutaj tak poważnej zmiany. Fajne to było z jego strony i jeszcze raz chciałbym pochwalić ukazane tutaj przez niego emocje, bo widać było, że on żyje a nie tylko sprawia pozory. Przy okazji dał do zrozumienia, że z jego perspektywy rozdział z Dolnickiem dobiegł końca. Dolnick wpada i sam sobie komplikuje sytuację. Właściwie po tym, co padło z ust Ransoma na Ascension w sumie nie dziwi mnie jego reakcja a Jean wychodzi w sumie na dupka, który sam go ingorował i gdy teraz jest w potrzebie, to nagle sobie przypomniał o dawnym przyjacielu, by ogrzać się w blasku jego fleszy.

Jose Lopez vs Edgar Dickinson: Bardzo przyjemny Main Event w ich wykonaniu, gdzie widać było dobitnie stawkę tego pojedynku. Jose wchodził do ringu jako faworyt i musiał potrzymać taką opinię i widać było, że Edgar nie zamierzał mu ułatwiać tego zadania. Starcie Europejczyków było bardzo, ale to bardzo ciekawe i szala przechylała się raz na jedną a raz na drugą stronę. Ostatecznie wygrał ten, który uchodził za faworyta i otrzymamy jednocześnie to, co można była uznać za nieuniknione. Dla Dickinsona to jednak żaden powód do wstydu, bo postawił się on bardzo mocno i dało się chwilami nawet uwierzyć w to, że uda mu się zgarnąć wygraną. Sytuacja po walce jedynie zaognia konflikt na linii między Blazem a Lopezem i prędzej czy później Axel pęknie, co spowoduje konkretne kłopoty dla Lopeza, który pcha się w gips coraz mocniej i czuje się bezkarny.

Podsumowanie: Bardzo fajne Elysium i widać, że podział brandów robi swoje, bo każdy otrzymał swoje pięć minut, przez co gala była ciekawsza. Jej długość na plus, bo pisanie komentarzy jest zdecydowanie przyjemniejsze niż dotychczas.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
19.07.2026, 08:37
#4
Logo: już to chyba mówiłem przy okazji komentarza do PPV, ale zajebiste to logo. Klimatyczne, czuć w nim potęgę tego brandu.

Theme: Fajne theme, było głosowanie a propos niego? Bo chyba nie pamiętam XD.

Segment mistrza i pretendentów: Lopezzo w leganckim stroju. Krwisty jak krew jego pokonanych przeciwników (ach te metafory). Pierwsze słowa i nawiązania do nazwy. Myślę, że większość pierwszych przemów będzie do tego nawiązywać (Halloway’a nawiązuje, ależ kurwa jestem oryginalny XD). Dobre nawiązanie do tronu z ciał, naprawdę niezła ta wypowiedź. Oho, czyżby Jose miał jakieś taśmy na Blaze’a jak Wardęga? XD. Bardzo dobra ta pierwsza wypowiedź. Fajna zabawa z widownią po stronie Edgara. Tak tylko powiem, że to „panowanie” innym zawodnikom mi dosyć imponuje, albo po prostu podoba się. Czuć ten artyzm w tej wypowiedzi. Tak jakby pisał swoje wiersze stałe, będąc nawet oderwanym od kartki. Czuć, że gorsza jest ta wypowiedź od tej Jose, nie ma w niej tej mocy. Chociaż z artysty nie powinno się wylewać gówno na oponenta. No jest tutaj lepszy Lopez. Z całą sympatią do Dickinsona, Hiszpan jest lepszy. Ooo, ta druga wypowiedź o wiele bardziej mi się podobała. Te takie nagłe zmiany nastroju, widzę oczami wyobraźni tę mimikę. Fajnie trzyma się gimmicku. Wciąż uważam, że Jose lepiej się zaprezentował, jednak tutaj Edgar też pokazał co potrafi. Oho, Blaze idzie zajebać Lopeza, tak jak to dzisiaj próbował to zrobić pewien użytkownik, który otrzymał bana XDDDDDD. Wow, wjechał i rozjechał. Wypunktował przeciwnika niesamowicie. Tylko to takie wiadomo, że z zemsty takie coś w stronę Lopeza, ale stoi tam jeszcze Edgar i mistrz nawet o nim nie wspomniał mimo, że niewiadomo jeszcze kto wygra w ME. Wiadomo, że po ataku miało to swoje podłoże osobiste, ale szkoda, że Dickinson został pominięty. W sensie na końcu wzmianka, ale to i tak niezbyt wiele. Niemniej walka o pas będzie raczej z jakaś stypulacją. „Specjalna loża” żeby Axel go nie zabił, to chyba ciasna klatka by była potrzebna XD. Bardzo fajny seg, naprawdę.

Walka 1: wynik do przewidzenia.

Segment McŁowicza i Francuzika: wyniosły chujek XD. Dobry jest ten zawodnik. Zaprosił go na loże (co jest dzisiaj z tą lożą? jakieś specjalne miejsce będzie już co hale czy coś?), ale w taki sposób, że niewiadomo czy kucharz zaraz mu nie jebnie. Oo, Lord w Pobitych garach, zajebiscie. Będą przypalone wypowiedzi zawodników. Dobre z tą inspiracją celebrytą. Ale znów, kiedyś już to pisałem a propos jakiegoś innego zawodnika. On tak odpowiada pytaniem i w tym pytaniu jest zarzut jego przeciwnika, a za chwilę odpowiedź. To takie dziwne, bo to nie wygląda jak rozmowa tylko widać, że gościu ma to przygotowane. Odniesienie się może do jednego zarzutu i tyle, rozmowa czy przerzucanie się argumentami tak nie wygląda zazwyczaj. Lord jeszcze musi trochę podszlifować swoje umiejętności, natomiast Rób tradycyjnie, na swoim, wysokim poziomie.

Brutalny brutal: ach ten theme, po co on tam tak drze tę mordę XD. Nie no, fajna ta piosenka. 2 tygodnie minęły od PPV, a w tym adrenalina dalej napierdala. Niesamowity zawodnik. Ten spot na klocki Lego był epicki, chyba najbardziej brutalny spot o jakim słyszałem o czytałem. Te pinezki to gówno przy tym. To prawda, Majkel nie miał łatwej przeprawy na początku swojej drogi, można powiedzieć, że chyba wszystkich najtrudniejszych ma za sobą. No, Elias i Brutal to w sumie dosyć podobny case, bo i tu, i tu jest ten mrok, jest ten mocny klimat. Chociaż po tych dzisiejszych ekscesach szkoda, że Elias jeszcze bardziej nie dostał na ryj. Shadow zdobył szacunek brutala, może już kończyć karierę, bo nic lepszego go w życiu nie spotka. Dobre pociski w inne postacie, szczególnie w swoją drugą postać XD. Chociaż jak mają feudowac, skoro są na dwóch innych brandach? Fajny ten speech Brutala, podoba mi się to podsumowanie górek i dołków. Brakuje mi jedynie tutaj jego przeciwnika. Następnego, z którym będzie się mierzył. Szkoda, że nikt nie wyszedł, no ale zobaczymy.

Walka 2: jak już pisałem w komentarzu do karty: łatwe zwycięstwo Mantela, można się rozejść.

Aldis i Jackson: o kurde, Paddy w federacji XD. To też ciekawa postać. Jeszcze będzie dziennikarzem, złoto XD. Krótkie streszczanie różnych osób, doskonale nawiązanie XD. Nie mogę z tego wywiadu. O, tu podkreślenie tego feudu z Kociarzem, fajnie. Jest i sam zainteresowany, zaraz będzie bitka. Fajne nawiązanie do Van Helsinga, szanuję. Bardzo fajne wypowiedzi ze strony Kocura, naprawdę świetnie przedstawione gimmicki, panowie.

Salvador i jakiś ktoś: kurde, fajne rozpoznanie na początku tego strachu u Salvadora. O, to jest chyba ten co miał zadebiutować. No nigdy bym nie zgadł raczej. Ua przechodzi ponad trzecią liną, naprawdę musi być wielki. Aha czyli to taka postać doktora, który leczy przypadkowo napotkanych zawodników/ludzi przy pomocy Siliasa.podoba mi się, czekam na więcej. Zajebiste to jest, serio.

James River Waters: pan rzeka. I znów, kojarzę postać, nie kojarzę za cholerę co się z nim działo na WCW. Okupuje połowę gali? Taki był ważny czy nachalny? Czy jeszcze co? Jak był taki dobry, to czemu by nie. LPW zweryfikuje streak, już jest tutaj taki z mocnym steakiem. Dobre z tym PSLem na koniec XD. Dobry był ten segment. Czekam na dalszy rozwój wydarzeń.

Sabre i Halloway: powiem wam że swojej perspektywy dlaczego tak wygląda podejście Dereka do tego. Od kiedy chyba Raptor napisał, że nie potrafi poważnie traktować tej postaci, postanowiłem coś zmienić. Nadal chcę, żeby Derek był odklejony i zabawny, ale jak najbardziej rywalizujący z przeciwnikami. A że Jakub dał mi wolną rękę do celebracji mistrzostwa, to wymyśliłem coś takiego XD. Tutaj Halloway dostał Zacka, czyli no niezłego przeciwnika i będzie musiał się napocić, żeby obronić ten tytuł. Bo ZSJ wciąż jest mocnym zawodnikiem i wypadł tutaj bardzo dobrze. A co do TT partnera to muszę się zastanowi, jeszcze nie mam koncepcji XD.

Walka 3: wygrał jednak Francuz, czyli jednak dobrze obstawiłem.

Po walce: o kurczę, pierwsze miesiące Kociarza i już ktoś mu zrywa maskę. Poważna sprawa, bo to dla luchadora jednak konkretna ujma. A jeszcze po tym co było między panami to Garra będzie chciał chyba go zabić normalnie za to.

Aldis i Paddy: moja ignorancja sięga zenitu, bo nie mam pojęcia o co może chodzić XD. A Paddy tak dosyć normalnie, nie próbował streścić kariery Aldisa. Dziwne.

Ransom i Dolnick: no nareszcie, może się czegoś dowiemy a propos tej sytuacji. Jak łysy to nie znaczy, że nie może być wilgotny, zapytajcie MateuszaMW. O kurcze, tutaj mamy jakieś symptomy depresji. No, mocna ta wypowiedź. Wiadomo, że to tylko postać, a to jest tylko taka gra, ale jakoś tak człowiek potrafi go zrozumieć. W końcu w jakiś tam serial też można się dobrze wczuć. No właśnie, smutno Ci? Jaki obłęd? Weź się uśmiechnij XD. To jest złota porada w takiej sytuacji, naprawdę. Jestem poruszony tym segmentem. Znało się gdzieś tam ludzi z większymi i mniejszymi problemami psychicznymi, kilku z nich nawet już nie ma na tym świecie. Potężna sprawa dla mnie ten segment, naprawdę.

ME; jak ktoś czyta całe walki, to tę pisałem ja, życzę miłej lektury. A jednak wygrywa Lopez, muszę przyznać, że po tym dzisiejszym segmencie sam dałbym tego pretendenta dla Jose. Ale i tak bardzo podoba mi się postać Dickinsona i to w jaki sposób użytkownik ją prowadzi.

Po walce: aż dziw, że nie doszło między panami do starcia. Gęsta atmosfera, a Blaze miał nie ingerować jedynie w pojedynek, a po walce co zrobi to już inna sprawa. No ale tak to się zakończyło, czuć tą złość. Raczej dostaniemy stypulację, ale jaka to będziecie? Zakładam, że przekonamy się niebawem.

Ogółem: bardzo fajna gala. Czytało mi się to naprawdę dobrze. Mamy świetny roster tutaj, naprawdę dużo perełek i dobrych zawodników. Elysium tu króluje! Big Grin

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
Zimny
Zawodowiec
19.07.2026, 08:37 #4
Logo: już to chyba mówiłem przy okazji komentarza do PPV, ale zajebiste to logo. Klimatyczne, czuć w nim potęgę tego brandu.

Theme: Fajne theme, było głosowanie a propos niego? Bo chyba nie pamiętam XD.

Segment mistrza i pretendentów: Lopezzo w leganckim stroju. Krwisty jak krew jego pokonanych przeciwników (ach te metafory). Pierwsze słowa i nawiązania do nazwy. Myślę, że większość pierwszych przemów będzie do tego nawiązywać (Halloway’a nawiązuje, ależ kurwa jestem oryginalny XD). Dobre nawiązanie do tronu z ciał, naprawdę niezła ta wypowiedź. Oho, czyżby Jose miał jakieś taśmy na Blaze’a jak Wardęga? XD. Bardzo dobra ta pierwsza wypowiedź. Fajna zabawa z widownią po stronie Edgara. Tak tylko powiem, że to „panowanie” innym zawodnikom mi dosyć imponuje, albo po prostu podoba się. Czuć ten artyzm w tej wypowiedzi. Tak jakby pisał swoje wiersze stałe, będąc nawet oderwanym od kartki. Czuć, że gorsza jest ta wypowiedź od tej Jose, nie ma w niej tej mocy. Chociaż z artysty nie powinno się wylewać gówno na oponenta. No jest tutaj lepszy Lopez. Z całą sympatią do Dickinsona, Hiszpan jest lepszy. Ooo, ta druga wypowiedź o wiele bardziej mi się podobała. Te takie nagłe zmiany nastroju, widzę oczami wyobraźni tę mimikę. Fajnie trzyma się gimmicku. Wciąż uważam, że Jose lepiej się zaprezentował, jednak tutaj Edgar też pokazał co potrafi. Oho, Blaze idzie zajebać Lopeza, tak jak to dzisiaj próbował to zrobić pewien użytkownik, który otrzymał bana XDDDDDD. Wow, wjechał i rozjechał. Wypunktował przeciwnika niesamowicie. Tylko to takie wiadomo, że z zemsty takie coś w stronę Lopeza, ale stoi tam jeszcze Edgar i mistrz nawet o nim nie wspomniał mimo, że niewiadomo jeszcze kto wygra w ME. Wiadomo, że po ataku miało to swoje podłoże osobiste, ale szkoda, że Dickinson został pominięty. W sensie na końcu wzmianka, ale to i tak niezbyt wiele. Niemniej walka o pas będzie raczej z jakaś stypulacją. „Specjalna loża” żeby Axel go nie zabił, to chyba ciasna klatka by była potrzebna XD. Bardzo fajny seg, naprawdę.

Walka 1: wynik do przewidzenia.

Segment McŁowicza i Francuzika: wyniosły chujek XD. Dobry jest ten zawodnik. Zaprosił go na loże (co jest dzisiaj z tą lożą? jakieś specjalne miejsce będzie już co hale czy coś?), ale w taki sposób, że niewiadomo czy kucharz zaraz mu nie jebnie. Oo, Lord w Pobitych garach, zajebiscie. Będą przypalone wypowiedzi zawodników. Dobre z tą inspiracją celebrytą. Ale znów, kiedyś już to pisałem a propos jakiegoś innego zawodnika. On tak odpowiada pytaniem i w tym pytaniu jest zarzut jego przeciwnika, a za chwilę odpowiedź. To takie dziwne, bo to nie wygląda jak rozmowa tylko widać, że gościu ma to przygotowane. Odniesienie się może do jednego zarzutu i tyle, rozmowa czy przerzucanie się argumentami tak nie wygląda zazwyczaj. Lord jeszcze musi trochę podszlifować swoje umiejętności, natomiast Rób tradycyjnie, na swoim, wysokim poziomie.

Brutalny brutal: ach ten theme, po co on tam tak drze tę mordę XD. Nie no, fajna ta piosenka. 2 tygodnie minęły od PPV, a w tym adrenalina dalej napierdala. Niesamowity zawodnik. Ten spot na klocki Lego był epicki, chyba najbardziej brutalny spot o jakim słyszałem o czytałem. Te pinezki to gówno przy tym. To prawda, Majkel nie miał łatwej przeprawy na początku swojej drogi, można powiedzieć, że chyba wszystkich najtrudniejszych ma za sobą. No, Elias i Brutal to w sumie dosyć podobny case, bo i tu, i tu jest ten mrok, jest ten mocny klimat. Chociaż po tych dzisiejszych ekscesach szkoda, że Elias jeszcze bardziej nie dostał na ryj. Shadow zdobył szacunek brutala, może już kończyć karierę, bo nic lepszego go w życiu nie spotka. Dobre pociski w inne postacie, szczególnie w swoją drugą postać XD. Chociaż jak mają feudowac, skoro są na dwóch innych brandach? Fajny ten speech Brutala, podoba mi się to podsumowanie górek i dołków. Brakuje mi jedynie tutaj jego przeciwnika. Następnego, z którym będzie się mierzył. Szkoda, że nikt nie wyszedł, no ale zobaczymy.

Walka 2: jak już pisałem w komentarzu do karty: łatwe zwycięstwo Mantela, można się rozejść.

Aldis i Jackson: o kurde, Paddy w federacji XD. To też ciekawa postać. Jeszcze będzie dziennikarzem, złoto XD. Krótkie streszczanie różnych osób, doskonale nawiązanie XD. Nie mogę z tego wywiadu. O, tu podkreślenie tego feudu z Kociarzem, fajnie. Jest i sam zainteresowany, zaraz będzie bitka. Fajne nawiązanie do Van Helsinga, szanuję. Bardzo fajne wypowiedzi ze strony Kocura, naprawdę świetnie przedstawione gimmicki, panowie.

Salvador i jakiś ktoś: kurde, fajne rozpoznanie na początku tego strachu u Salvadora. O, to jest chyba ten co miał zadebiutować. No nigdy bym nie zgadł raczej. Ua przechodzi ponad trzecią liną, naprawdę musi być wielki. Aha czyli to taka postać doktora, który leczy przypadkowo napotkanych zawodników/ludzi przy pomocy Siliasa.podoba mi się, czekam na więcej. Zajebiste to jest, serio.

James River Waters: pan rzeka. I znów, kojarzę postać, nie kojarzę za cholerę co się z nim działo na WCW. Okupuje połowę gali? Taki był ważny czy nachalny? Czy jeszcze co? Jak był taki dobry, to czemu by nie. LPW zweryfikuje streak, już jest tutaj taki z mocnym steakiem. Dobre z tym PSLem na koniec XD. Dobry był ten segment. Czekam na dalszy rozwój wydarzeń.

Sabre i Halloway: powiem wam że swojej perspektywy dlaczego tak wygląda podejście Dereka do tego. Od kiedy chyba Raptor napisał, że nie potrafi poważnie traktować tej postaci, postanowiłem coś zmienić. Nadal chcę, żeby Derek był odklejony i zabawny, ale jak najbardziej rywalizujący z przeciwnikami. A że Jakub dał mi wolną rękę do celebracji mistrzostwa, to wymyśliłem coś takiego XD. Tutaj Halloway dostał Zacka, czyli no niezłego przeciwnika i będzie musiał się napocić, żeby obronić ten tytuł. Bo ZSJ wciąż jest mocnym zawodnikiem i wypadł tutaj bardzo dobrze. A co do TT partnera to muszę się zastanowi, jeszcze nie mam koncepcji XD.

Walka 3: wygrał jednak Francuz, czyli jednak dobrze obstawiłem.

Po walce: o kurczę, pierwsze miesiące Kociarza i już ktoś mu zrywa maskę. Poważna sprawa, bo to dla luchadora jednak konkretna ujma. A jeszcze po tym co było między panami to Garra będzie chciał chyba go zabić normalnie za to.

Aldis i Paddy: moja ignorancja sięga zenitu, bo nie mam pojęcia o co może chodzić XD. A Paddy tak dosyć normalnie, nie próbował streścić kariery Aldisa. Dziwne.

Ransom i Dolnick: no nareszcie, może się czegoś dowiemy a propos tej sytuacji. Jak łysy to nie znaczy, że nie może być wilgotny, zapytajcie MateuszaMW. O kurcze, tutaj mamy jakieś symptomy depresji. No, mocna ta wypowiedź. Wiadomo, że to tylko postać, a to jest tylko taka gra, ale jakoś tak człowiek potrafi go zrozumieć. W końcu w jakiś tam serial też można się dobrze wczuć. No właśnie, smutno Ci? Jaki obłęd? Weź się uśmiechnij XD. To jest złota porada w takiej sytuacji, naprawdę. Jestem poruszony tym segmentem. Znało się gdzieś tam ludzi z większymi i mniejszymi problemami psychicznymi, kilku z nich nawet już nie ma na tym świecie. Potężna sprawa dla mnie ten segment, naprawdę.

ME; jak ktoś czyta całe walki, to tę pisałem ja, życzę miłej lektury. A jednak wygrywa Lopez, muszę przyznać, że po tym dzisiejszym segmencie sam dałbym tego pretendenta dla Jose. Ale i tak bardzo podoba mi się postać Dickinsona i to w jaki sposób użytkownik ją prowadzi.

Po walce: aż dziw, że nie doszło między panami do starcia. Gęsta atmosfera, a Blaze miał nie ingerować jedynie w pojedynek, a po walce co zrobi to już inna sprawa. No ale tak to się zakończyło, czuć tą złość. Raczej dostaniemy stypulację, ale jaka to będziecie? Zakładam, że przekonamy się niebawem.

Ogółem: bardzo fajna gala. Czytało mi się to naprawdę dobrze. Mamy świetny roster tutaj, naprawdę dużo perełek i dobrych zawodników. Elysium tu króluje! Big Grin

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
19.07.2026, 16:57
#5
Opener segment: Od razu dostajemy segment, żadnych komentatorów? To tak na stałe czy jednorazowo? Ładny początek Lopeza, jak zwykle najpierw jakieś uderzenie w fanów na początek. Fajnie się odniósł do Axela, ale trochę mi brakło więcej w stronę Edgara. Zapewne jeszcze dostaniemy, bo Poeta wywołany mu przerywa. Długie trochę to wejście Edgara jak na zwykłe pojawienie się w segmencie, ale klimatyczne i pasujące do jego gimmicku. Fajne robi też tutaj gierki psychologiczne z krążeniem dookoła ringu. Wypowiedź cały czas trzyma się jego klimatu. Dobre porównanie Lopeza do Lucyfera, pasuje to do sytuacji i gimmicku Poety. Lopez dobrze odpowiada, chociaż zabrakło mi trochę, żeby odniósł się do nazwania go Lucyferem. Edgar w WCW nie był tak wysoko postawiony w karcie, więc tutaj Jose mógł postrzelać w jego przeszłość. Fajnie, że dostajemy odniesienia do postów postaci z X. Ostatnio mało kto coś tam dodaje, a dobrze tak zobaczyć, że federacje poza galami też jakoś żyje. Edgar dobrze odbija Lopezowi, swojej przeszłości nie chce wspominać, ale cudzą to już chętnie pożyje. Na koniec dostajemy Blaze`a. Trochę mało trzech ochroniarzy a głównego mistrza i to jeszcze z kijem. Jak pamiętam to w WWE zawsze takie kozaki bez sprzętu składały takich ochroniarzy. No i trochę tu mi nie pasuje takie oddanie kija po dobroci. Na Colosseum był żywiołowy i chciał Lopeza od razu, a tutaj oddaje ochronie baseballa, bo go o to poprosili. Dobra, jednak w promo wyjaśnił. Ma to sens, może legalnie dostać Lopeza na PPV, więc warto poczekać. Mocne te argumenty Axela, czuć wielką złość do Lopeza po atakach, więc logiczne, że to jego chciałby dostać do ukarania. Może zabrakło tutaj jakiejś małej odbitki ze strony Jose. Z drugiej strony jeśli Lopez wygra to na pewno będą mieli jeszcze okazję do przerzucania się argumentami, a szkoda tak przeciągać segment w nieskończoność. Aldis od razu w debiucie w nowej roli pokazuje się z dobrej strony. Od razu mocną ręką wchodzi i pokazuje, że panuje nad sytuacją.

Blaze vs. McŁowicz: mocny początek ma tutaj Rob. Walczy z głównym mistrzem, a prawie pół walki dominuje nad nim. Trochę kontr mi zabrakło w tej walce. Nie za dużo ich mieliśmy. Blaze pewnym zwycięzcą oczywiście po wyproszeniu pretendentów.

Brutal: Fajnie, że w opisie dostajemy kontynuację przemiany Mike`a, a w sumie to bardziej zmianę reakcji publiczności na niego. bo w sumie to po prostu fani pokochali jego wyczyny w ringu, a nie to co mówił do nich. Pokazuje to też, że Brutal nie jest kimś kto zaraz obróci się o 180 stopni i zacznie tańczyć tak jak fani mu zagrają. Bardziej face`owe wydanie może być czymś ciekawym. Na pewno bardzo fajnym elementem jest to, że nie zapomina o przeszłości, a wręcz się z niej uczy. To pokazuje, że nie jest tylko takim jednowymiarowym extrememniaciem, za jakiego można było go kiedyś uważać. Początek w LPW miał naprawdę słaby, albo może niefortunny lepiej to odda. Teraz odbudował się na Eliasie, pokazał, że nie musi być jednowymiarowy. Dla mnie segment na plus i to zdecydowany.

Elias vs. Derrick: Całkiem dobrze zabookowany Elias w tej walce, pomimo faktu, że jest jobberem. Dobrze, że Mantel dostał go na lekką odbudowę. Mimo wszystko on lekko stracił na porażkach turniejowych, a El Garra budował się już poza turniejem w pozytywny sposób, więc Normal Guy`owi jakieś czyste zwycięstwa były potrzebne.

Jackson/Mantel/Gato: Paddy jako gość od wywiadów może być dobrą inwestycją w brandzie. Na pewno da to dużo możliwości na interakcję z zawodnikami. Od razu dostajemy sprawdzenie w boju. Tutaj co prawda dużego pola do popisu ze streszczeniem kariery nie miał, bo Derrick dopiero zaczął w LPW. Mantel w wywiadzie potwierdza swoją odbudowę. Pasuje to do jego nowego podejścia. Zmienił trochę swoją psychologię to i przeszłość zostawia za sobą. Kociarz też był dobry w segmencie, dobrze oddał zapał do bronienia swojego honoru luchadora.

Silas Crowe: To chyba jakaś nowa postać? Nie kojarzę jej. Fajnie, że doktorek nazywa swojego “pacjenta” to. Dużo nam to może mówić o jego podejściu naukowym. Podoba mi się ten pomysł z niemą bestią i doktorem, który go prowadzi i to on będzie za niego wypowiadał się z bestię. Przynajmniej na razie na to wygląda. Dlaczego zawsze to ten biedny Salvador musi być rzucany na pożarcie dla innych psycholów? Za tydzień ma rozprawę na Colosseum, a tu go zaraz jeszcze debiutant połamie. Nie powiem, Silas mocarnie został tutaj zabookowany. To może być pewnym problemem. Skoro teraz bez żadnego problemu poradził sobie z Salvadorem, to jak będzie z innymi zawodnikami? Jeżeli miałby z kimś przegrać to dużo straci na swojej postaci.

Waters: Podoba mi się, że pokazujemy, że poza efedami też istnieje świat i James funkcjonował w niezależnych federacjach w międzyczasie. Czuć tutaj od Jamesa w słowach swojskość kowboja. Taka postać na pewno zawsze znajdzie miejsce dla siebie w rosterze. Dobre zakończenie segmentu z tym PSLem, trochę pasuje do nich takie coś.

Halloway/ZSJ: Ciekawy pomysł, żeby Derek przyprowadził swoich wyznawców na galę. Pytanie czy to będzie standard, czy tylko jednorazowo. No i pytanie, czy nie przejdą kiedyś do czynów będąc przy ringu, żeby pomóc swojemu guru? Derek mówi, że z Mateuszem rozmontowałby spiski? Czyli samodzielnie nie dałby rady? Fajne nawiązanie Dereka do narodowości Zacka z tym Stonehenge. Trochę nie kupuje tych tłumaczeń Zacka. Jako doświadczony zawodnik chyba powinien umieć wziąć porażkę na klatę? Aldis ładnie stopuje panów tutaj przed bójką. Widać, że nowy GM od początku chce pokazać, że panuje nam tutaj nad sytuacją. Kogo mogą sobie znaleźć panowie jako partnerów? Dla Dereka najbardziej by pasował Mateusz, ale oni chyba zostali rozdzieleni. Dla Zacka najbardziej pasowałby chyba Lord. Europejczyk, techniczny zawodnik, pasują do siebie. Derek mógłby wziąć Roba, który spiął się dzisiaj z Lordem.

El Garra vs. Sebastien: Dobra techniczna walka, dużo kontr tutaj mieliśmy. Rozwiązanie chyba najlepsze jakie mogło być. Dla obu Panów szykują się rywalizacje, więc szkoda, żeby ktoś tutaj zjadł czysty pin. Fajnie też, że Derrick nie podszedł do tematu prostolinijnie, tylko bardziej psychologicznie krążył dookoła ringu. No i Derrick dopiął swego i ściągnął maskę Kociarzowi. Teraz pewnie za dwa tygodnie będzie z nią paradował na gali i program będzie nam się kręcił dookoła tego. Szkoda, że nie pojawiła się tutaj ochrona. Delikatny minus dla Aldisa jako zarządcy tutaj za to. Nawet na koniec mogła się ta ochrona pojawić, żeby wyprowadzić tylko Derricka z maską w ręku.

Paddy/Aldis: Szybki segmencik, zapowiadający, w sumie to nawet nie mam pojęcia co. Obstawiałbym jakiegoś nowego zawodnika, ale nie mam pojęcia jakiego.

Ransom/Dolnick: Spodziewałem się, że po poróżnieniu się z face`owym Jean Pierrem to Ransom będzie teraz trochę bardziej heelowy, a tutaj dostaję zaskoczenie i cały czas pozostaje na jasnej stronie mocy. Podoba mi się tutaj Dolnick. Chłop mówi o depresji, a ten przychodzi i do niego weź się uśmiechnij. Jeszcze zaraz po tym, jak Max wylał mu żale, że się do niego nie odzywał. Max cały czas nieugięty nie chce mieć z nim nic wspólnego. W którąś stronę to będzie musiało pójść. Albo pogódka, albo walka. Ja obstawiałbym raczej to drugie, ale to może oznaczać heel turn dla Ransoma. Może mógłby wtedy dostać jakiś bardziej poważny run w federacji.

Main Event: Dało się odczuć w tym pojedynku, że jest o wysoką stawkę i zawodnicy czują to. Walka zabookowana bardzo równo, więc nawet taka porażka nie szkodzi bardzo Edgarowi. Prawda, przegrał, ale z Lopezem i to po bardzo równej walce. Po walce fajny opis face to face mistrza i pretendenta. Czuć między nimi napięcie, a to dopiero początek podbudowy do PPV. Czeka nas na pewno jeszcze wiele dobrych segmentów z udziałem tych dwóch.
Odpowiedz
Cytuj
Cavazos
Zawodowiec
19.07.2026, 16:57 #5
Opener segment: Od razu dostajemy segment, żadnych komentatorów? To tak na stałe czy jednorazowo? Ładny początek Lopeza, jak zwykle najpierw jakieś uderzenie w fanów na początek. Fajnie się odniósł do Axela, ale trochę mi brakło więcej w stronę Edgara. Zapewne jeszcze dostaniemy, bo Poeta wywołany mu przerywa. Długie trochę to wejście Edgara jak na zwykłe pojawienie się w segmencie, ale klimatyczne i pasujące do jego gimmicku. Fajne robi też tutaj gierki psychologiczne z krążeniem dookoła ringu. Wypowiedź cały czas trzyma się jego klimatu. Dobre porównanie Lopeza do Lucyfera, pasuje to do sytuacji i gimmicku Poety. Lopez dobrze odpowiada, chociaż zabrakło mi trochę, żeby odniósł się do nazwania go Lucyferem. Edgar w WCW nie był tak wysoko postawiony w karcie, więc tutaj Jose mógł postrzelać w jego przeszłość. Fajnie, że dostajemy odniesienia do postów postaci z X. Ostatnio mało kto coś tam dodaje, a dobrze tak zobaczyć, że federacje poza galami też jakoś żyje. Edgar dobrze odbija Lopezowi, swojej przeszłości nie chce wspominać, ale cudzą to już chętnie pożyje. Na koniec dostajemy Blaze`a. Trochę mało trzech ochroniarzy a głównego mistrza i to jeszcze z kijem. Jak pamiętam to w WWE zawsze takie kozaki bez sprzętu składały takich ochroniarzy. No i trochę tu mi nie pasuje takie oddanie kija po dobroci. Na Colosseum był żywiołowy i chciał Lopeza od razu, a tutaj oddaje ochronie baseballa, bo go o to poprosili. Dobra, jednak w promo wyjaśnił. Ma to sens, może legalnie dostać Lopeza na PPV, więc warto poczekać. Mocne te argumenty Axela, czuć wielką złość do Lopeza po atakach, więc logiczne, że to jego chciałby dostać do ukarania. Może zabrakło tutaj jakiejś małej odbitki ze strony Jose. Z drugiej strony jeśli Lopez wygra to na pewno będą mieli jeszcze okazję do przerzucania się argumentami, a szkoda tak przeciągać segment w nieskończoność. Aldis od razu w debiucie w nowej roli pokazuje się z dobrej strony. Od razu mocną ręką wchodzi i pokazuje, że panuje nad sytuacją.

Blaze vs. McŁowicz: mocny początek ma tutaj Rob. Walczy z głównym mistrzem, a prawie pół walki dominuje nad nim. Trochę kontr mi zabrakło w tej walce. Nie za dużo ich mieliśmy. Blaze pewnym zwycięzcą oczywiście po wyproszeniu pretendentów.

Brutal: Fajnie, że w opisie dostajemy kontynuację przemiany Mike`a, a w sumie to bardziej zmianę reakcji publiczności na niego. bo w sumie to po prostu fani pokochali jego wyczyny w ringu, a nie to co mówił do nich. Pokazuje to też, że Brutal nie jest kimś kto zaraz obróci się o 180 stopni i zacznie tańczyć tak jak fani mu zagrają. Bardziej face`owe wydanie może być czymś ciekawym. Na pewno bardzo fajnym elementem jest to, że nie zapomina o przeszłości, a wręcz się z niej uczy. To pokazuje, że nie jest tylko takim jednowymiarowym extrememniaciem, za jakiego można było go kiedyś uważać. Początek w LPW miał naprawdę słaby, albo może niefortunny lepiej to odda. Teraz odbudował się na Eliasie, pokazał, że nie musi być jednowymiarowy. Dla mnie segment na plus i to zdecydowany.

Elias vs. Derrick: Całkiem dobrze zabookowany Elias w tej walce, pomimo faktu, że jest jobberem. Dobrze, że Mantel dostał go na lekką odbudowę. Mimo wszystko on lekko stracił na porażkach turniejowych, a El Garra budował się już poza turniejem w pozytywny sposób, więc Normal Guy`owi jakieś czyste zwycięstwa były potrzebne.

Jackson/Mantel/Gato: Paddy jako gość od wywiadów może być dobrą inwestycją w brandzie. Na pewno da to dużo możliwości na interakcję z zawodnikami. Od razu dostajemy sprawdzenie w boju. Tutaj co prawda dużego pola do popisu ze streszczeniem kariery nie miał, bo Derrick dopiero zaczął w LPW. Mantel w wywiadzie potwierdza swoją odbudowę. Pasuje to do jego nowego podejścia. Zmienił trochę swoją psychologię to i przeszłość zostawia za sobą. Kociarz też był dobry w segmencie, dobrze oddał zapał do bronienia swojego honoru luchadora.

Silas Crowe: To chyba jakaś nowa postać? Nie kojarzę jej. Fajnie, że doktorek nazywa swojego “pacjenta” to. Dużo nam to może mówić o jego podejściu naukowym. Podoba mi się ten pomysł z niemą bestią i doktorem, który go prowadzi i to on będzie za niego wypowiadał się z bestię. Przynajmniej na razie na to wygląda. Dlaczego zawsze to ten biedny Salvador musi być rzucany na pożarcie dla innych psycholów? Za tydzień ma rozprawę na Colosseum, a tu go zaraz jeszcze debiutant połamie. Nie powiem, Silas mocarnie został tutaj zabookowany. To może być pewnym problemem. Skoro teraz bez żadnego problemu poradził sobie z Salvadorem, to jak będzie z innymi zawodnikami? Jeżeli miałby z kimś przegrać to dużo straci na swojej postaci.

Waters: Podoba mi się, że pokazujemy, że poza efedami też istnieje świat i James funkcjonował w niezależnych federacjach w międzyczasie. Czuć tutaj od Jamesa w słowach swojskość kowboja. Taka postać na pewno zawsze znajdzie miejsce dla siebie w rosterze. Dobre zakończenie segmentu z tym PSLem, trochę pasuje do nich takie coś.

Halloway/ZSJ: Ciekawy pomysł, żeby Derek przyprowadził swoich wyznawców na galę. Pytanie czy to będzie standard, czy tylko jednorazowo. No i pytanie, czy nie przejdą kiedyś do czynów będąc przy ringu, żeby pomóc swojemu guru? Derek mówi, że z Mateuszem rozmontowałby spiski? Czyli samodzielnie nie dałby rady? Fajne nawiązanie Dereka do narodowości Zacka z tym Stonehenge. Trochę nie kupuje tych tłumaczeń Zacka. Jako doświadczony zawodnik chyba powinien umieć wziąć porażkę na klatę? Aldis ładnie stopuje panów tutaj przed bójką. Widać, że nowy GM od początku chce pokazać, że panuje nam tutaj nad sytuacją. Kogo mogą sobie znaleźć panowie jako partnerów? Dla Dereka najbardziej by pasował Mateusz, ale oni chyba zostali rozdzieleni. Dla Zacka najbardziej pasowałby chyba Lord. Europejczyk, techniczny zawodnik, pasują do siebie. Derek mógłby wziąć Roba, który spiął się dzisiaj z Lordem.

El Garra vs. Sebastien: Dobra techniczna walka, dużo kontr tutaj mieliśmy. Rozwiązanie chyba najlepsze jakie mogło być. Dla obu Panów szykują się rywalizacje, więc szkoda, żeby ktoś tutaj zjadł czysty pin. Fajnie też, że Derrick nie podszedł do tematu prostolinijnie, tylko bardziej psychologicznie krążył dookoła ringu. No i Derrick dopiął swego i ściągnął maskę Kociarzowi. Teraz pewnie za dwa tygodnie będzie z nią paradował na gali i program będzie nam się kręcił dookoła tego. Szkoda, że nie pojawiła się tutaj ochrona. Delikatny minus dla Aldisa jako zarządcy tutaj za to. Nawet na koniec mogła się ta ochrona pojawić, żeby wyprowadzić tylko Derricka z maską w ręku.

Paddy/Aldis: Szybki segmencik, zapowiadający, w sumie to nawet nie mam pojęcia co. Obstawiałbym jakiegoś nowego zawodnika, ale nie mam pojęcia jakiego.

Ransom/Dolnick: Spodziewałem się, że po poróżnieniu się z face`owym Jean Pierrem to Ransom będzie teraz trochę bardziej heelowy, a tutaj dostaję zaskoczenie i cały czas pozostaje na jasnej stronie mocy. Podoba mi się tutaj Dolnick. Chłop mówi o depresji, a ten przychodzi i do niego weź się uśmiechnij. Jeszcze zaraz po tym, jak Max wylał mu żale, że się do niego nie odzywał. Max cały czas nieugięty nie chce mieć z nim nic wspólnego. W którąś stronę to będzie musiało pójść. Albo pogódka, albo walka. Ja obstawiałbym raczej to drugie, ale to może oznaczać heel turn dla Ransoma. Może mógłby wtedy dostać jakiś bardziej poważny run w federacji.

Main Event: Dało się odczuć w tym pojedynku, że jest o wysoką stawkę i zawodnicy czują to. Walka zabookowana bardzo równo, więc nawet taka porażka nie szkodzi bardzo Edgarowi. Prawda, przegrał, ale z Lopezem i to po bardzo równej walce. Po walce fajny opis face to face mistrza i pretendenta. Czuć między nimi napięcie, a to dopiero początek podbudowy do PPV. Czeka nas na pewno jeszcze wiele dobrych segmentów z udziałem tych dwóch.
Odpowiedz
Cytuj
19.07.2026, 19:23
#6
Lopez/Dickinson/Blaze/Aldis: Lopez otwiera show z wysokiego C, nie było żadnych speechów powitalnych nowego GM-a, nie. Mamy speech prawdopodobnie pierwszego pretendenta do tytułu LPW World w posiadaniu Blaze'a - to od razu pokazuje jak władze LPW poważnie traktują Lopezzo. Zastanawiałem się jak długo zajmie komuś połączyć nazwę Elysium z mitologią i herosami - długo czekać nie musiałem, bo stało się to w praktycznie pierwszej kwestii pierwszej gali xd. No dobra, ale gdzie komentatorzy? xD Czyżbyśmy od nich odeszli na jakiś czas, albo jest to po prostu taki wyjątek, czy Bryksiasty po prostu nie wyrobił, ewentualnie zapomniał o tej gali? Edgar coś taki spokojniejszy, widać terapia ma jakieś tam pożądane efekty, zobaczymy tylko na jak długo haha. Swoją drogą taka rozmowa Lopezza z federacyjnym psychiatrą mogłaby wyglądać interesująco - jest to coś co w razie porażki z Blazem miałoby prawo bytu, jakieś tam. Dobra ale mieliśmy chyba raz przeklnięte, teraz drugi raz przeklnięte ja nadal będę się dopytywał - u Brutala postaci nadwyraz ordynarnej to było sztampowe i złe, ale u Lopeza to jest zajebiste i w ogóle 10/10? I to nawet nie jest pytanie do Carniego, a do innych komentujących których to tak kłuło w oczy xD. Lopez w tym co mówi praktycznie zawsze ma dużo racji jednak, Edgara podsumował dość trafnie. Myślałem, że po drugiej kwestii Lopeza ciężko będzie się Dickinsonowi podnieść, ale dał radę z tą odpowiedzią, ich segment spokojnie mógłby trwać i trwać i nie znudziłby mi się, a zapowiada się jeszcze lepiej bo wszedł właśnie mistrz. Champ podsumował sytuację tak jak trzeba było ją podsumować, szkoda tylko że zanim Aldis nie wyszedł to Lopez czegoś nie odszczekał, aż się prosiło, ale na pewno będzie na to czas. Aldis od samych początków Elysium pokazuje, że ma większe jaja niż Van Dam - choć to nie jest jakieś wielkie wyzwanie.

Blaze vs. McŁowicz: No tu w zasadzie nie mogłoby być innego wyniku, McŁowicz nie jest na razie materiałem na ME więc musiał umoczyć z zawodnikiem już ściśle w tym topie ugruntowanym, zwłaszcza że mieliśmy rozwiązanie fabularne. Ciekaw jestem jakby to wyszło na Promo Zone'ie, Rysiek w proma przecież potrafi. Ciekaw też jestem drugiej rzeczy - czy Blaze obróci jakąś obronę przed drugim PPV? Przydałoby się pokazać, że jest gotowy nie tylko na Lopeza.

LS/McŁowicz: O ile ostatnio w niuspaku czy w innych miejscach przejeżdżałem się po naszym francuskim szlachcicu (być może dlatego że newsy z nim związane są jednym i tym samym, naprawdę czasem może lepiej nie wysyłać tych niusów Carniemu niż co tydzień wypuszczać te same? Przynajmniej nie miałbym złych skojarzeń), tak tutaj wyszedł zaskakująco dla mnie dobrze, to jest wydaje mi się jedna z tych postaci której jak damy się rozgrzać to pokaże na co ją stać - taką mam nadzieję, zresztą każda z naszych postaci taka jest, trzeba tylko czasem się czegoś po prostu uprzeć. Co do McŁowicza? No powiem tak, zdążyłem się stęsknić za Pobitymi Garami przez te kilkanaście dni i fajnie, że akurat LS został do nich zaproszony. Dlaczego? Bardzo interesuje mnie spojrzenie Roba na francuską kuchnię. Ślimaki to jest must be, albo jakby to powiedział sam Lord - doit être w dosłownym tłumaczeniu.

Brutal: Czy tylko według mnie Brutal z tygodnia na tydzień jest coraz bardziej zjadliwy i nawet już nie wyjaśnia sam siebie we własnych kwestiach?

Shadow vs. Mantel: Doczekałem się dnia w którym Król Klepania został przypisany do kogoś innego w tej federacji, chwała Ci wielki panie. Ciekaw jestem czy ten werdykt był klepnięty po odpale użytnika tej postaci, czy przed, bo jak przed - to ja się boję co tam CT ma w planach po odpale tego czubka xD. Mantel musiał tu wygrać - widziałem jakieś update'y w jego karcie postaci więc wyczuwam jakieś nieśmiałe zmiany w postaci, które zwłaszcza w jego wypadku są naturalną koleją rzeczy.

Aldis/Paddy/EGDG: Czy właścicielem Paddy'ego jest Slayer? Ciekaw jestem w takim układzie losów Mantela, czy kolega skupi się na Jacksonie w 100%-ach, czy będzie prowadził równolegle te postacie. No z tego co kojarzę Paddy to nie jest na pewno Normal Guyem xD. A gdzie sssssą te kwesssssstiee EGDG pisssane w taki sssspossssób? Kurde mega mi się to w nim podobało i szkoda że Spaźmiasty od tego odszedł, albo po prostu o tym zapomniał. Paddy na razie wydaje mi się taką satyrą na poziomie Dolnicka - poczytać spoko, ale poważniej ciężko mi go na razie potraktować. Swoją drogą Mantel potrzebowałby wyrazistego menadżera - może to o to w tym chodzi? Może spotkanie Derricka to nie przypadek? Damian coś tu chyba gotuje...

Crowe: Dobra, znałem koncept tej postaci przed większością z Was. Otóż był ciepły, słoneczny dzień kiedy wychylaliśmy piwo z Rysiem i jego wybranką przy krakowskim Hotelu Forum i tam pokazał mi zapis tej postaci, prawdopodobnie szablon nie pamiętam już dokładnie, ale zaciekawiła mnie ta postać od razu, szczerze to nie pamiętam czy Bartek mi mówił, że ta postać będzie na pierwszym Elysium, czy kiedy ma się pojawić ale cieszę się że w końcu się pojawiła. Wstęp Kline'a bardzo klimatyczny, taki trochę Frankentstein vibe, jak ktoś kojarzy fabułę Tekkena to taki Dr Bosconovitch vibe, a Silas to taki Bryan Fury. No dobra, wszystko fajnie, mocny, klimatyczny debiut Silasa ale ja widzę jeden problem. Salvador został wplątany troszkę w sytuacje bez wyjścia niekoniecznie za jego zgodą - jak na to zapatrują się władze federacji i prawnik LPW Otunga? Chciałbym w sumie uzyskać odpowiedź bo będziemy prawdopodobnie karać jakoś Hilla za pastwienie się nad Salvadorem, a Crowe'owi to ujdzie na sucho? W sensie naprawdę rozumiem zamysł tego debiutu, ale naprawde kiedy za tydzień Salvador ma rozprawę pozwalamy Silasowi go zeszmacić na Elysium? Toć przecież można było naprawdę byle kogo tu dać, nie wiem jakiegoś DVB czy Browna, większy sens imo by to miało, bardziej konsekewentny na pewno.

JRW: Goddamn kiedy przestaniemy umieszczać segi albo cokolwiek związanego z postaciami, których nawet zapisu nie ma w dziale do tego przeznaczonym? O ile Reapera rozumiałem, to był występ gościnny, choć też nie obraziłbym się za symboliczne umieszczenie jego karty postaci, żeby tacy laicy jak ja którzy pamiętają go przez mgłę mogli sobie o nim przypomnieć. Silasa też rozumiałem przez chwilę, no ale dobra, pojawiła się pierwsza rzecz związana z Crowem i już mamy jego zapis w dziale. JRW nie kojarzę w ogóle i totalnie nie mam punktu odniesienia co do niego, fajnie by było jakiś zapis jego zobaczyć, żeby chociaż wiedzieć po krótce czego się po nim można spodziewać. Czyli to będzie kolejna z tych postaci która nie wiedzieć czemu znajdzie się pewnie od kopa w Upper Midcardzie albo już w ogóle w ME od razu po zapisie. Mam nadzieję, że nie xD. Niech tak jak sam powiedział - się trochę ujebie zanim tam dotrze.

Halloway/ZSJ/Aldis: Szczerze? (Nie kurwa Michał, okłam nas) Halloway'owi ten pas był bardziej potrzebny niż myślałem - dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny, nadał mu on powagi. Dlaczego nadał a nie nadaje? Bo nawet jak Derek straci pas od razu na drugim PPV (Goddamn, wybierzmy w końcu nazwę tego pjeperwiu, bo męczy mnie pisanie o tej gali jako o drugim pjeperwiu, a nie po prostu z nazwy), czego totalnie mu nie życzę, to ten reign i tak go wypcha ponad niektórych jeśli chodzi o hierarchię i odrobinę powagi, przynajmniej według mnie. Od razu lepiej czyta się jego rzeczy, nie wiem czy Zimnemu dał ten pas takiego kopa, czy to po prostu moje placebo bo Derek przez pas Eternal stał się poważniejszy. Ale ten tekst z pasem i faktem bycia, bądź nie bycia mistrzem od Zacka zajebiście tutaj siadł. Wiecie jakie mam przekonanie na temat Zacka? Ostatnie tygodnie tylko mnie w tym utwierdzają. Zack żeby być mocnym potrzebuje wyrazistej postaci na przeciwko, ale tak zajebiście wyrazistej i ukierunkowanej na jedną rzecz. Z Brutalem siedział zajebiście, wszystkim dosłownie. Tutaj moim zdaniem Zack zbliża się mocno do poziomu jak w segach z Brutalem albo o Brutalu, grunt to wykorzystywać takie rzeczy, nie wszyscy to potrafią. Derek za to ładnie odszczekuje, nie jest to gra do jednej bramki, strasznie wyrównane mamy strony w tych segach dzisiaj i bardzo qrwa dobrze, bo Promo Zone'y na drugim PPV (kurwa dajcie tę nazwę) będą o niebo ciekawsze niż były w przypadku Ascencion - przynajmniej mam nadzieję. No dobra zapowiedzieliśmy ten tag-team match ale jakby chyba coś ominąłem. W sensie jak Zack i jego wybranek pokonają Dereka i jego wybranka to Zack zyskuje title-shota na pas Eternal? A jaki interes ma w tym reszta stawki? Szkoda, że nie zostało to wyjaśnione szerzej tylko zapowiedziane i elo pora na CS'a.

EGDG vs. LS: Aż się prosiło o rozstrzygnięcie w Promo Zone'ie, nasz Kociarz zasługuje na większą wygraną niż nad jobberami. No ale dzięki Mantelowi szlachcic wygrał, okej, też mi to pasuje bo to oznacza program Normal Guya z Kociarzem który wbrew pozorom może być całkiem interesujący, taki idealny na środek karty. Uuu maska zdjęta, El Garra został ośmieszony. Szczerze? Aż się kurwa prosi o interwencję Cavazosa w tej sprawie który owszem maski nie nosi, ale gdzieś tam jakieś podrygi w tej kwestii były, a sam Jorge przecież na pewno ma duży szacunek do Lucha Libre. No aż się kurwa prosi o Cavazos vs. Mantel w obronie Kociarza. 

Aldis/Paddy: No i co z tą różą? Czyli mamy Blaze'a w LPW i czyżby Mickey Page wjechał? Ta róża - nie wiem skąd ale pierwsze skojarzenie to Page Remualda, na pewno jest to zgubne skojarzenie bo raczej nie ma na to szans, ale tak mi się ubzdurało, nic na to nie poradzę xd

Ransom/JPRDL: Wszystko fajnie, ale jak widzę opisanie Ransoma jako Maksiu to zaczynam wymiękać xdd. No mamy kolejną postać kwalifikującą się na rozmowy terapeutyczne z naszą panią psycholog federacyjną. Szczerze przyjemny speech Ransoma, już lubię tę postać, ale dajmy mu kogoś poważniejszego niż Dolnick, niech on się już od tej sagi odłączy, bo zaczyna mnie ona męczyć, to przeciąganie tej nitki z przeszłością, Dolnickiem i tak dalej. Być może dlatego tak czuję że nie bardzo znam tę przeszłość i dla kogoś kto jest obyty w tym temacie jest to dobre. Nie wiem co to wyjście Ransoma właściwie oznacza, chyba nie rozumiem tego sega xD.

Lopez vs. Dickinson: No i mamy creme de la creme, śmietankę dzisiejszej gali w całej swej okazałości. Trzeba przyznać, że Main Eventy serwowane nam ostatnio na tygodniówkach naprawdę oddają i one już na papierze są zajebiste. Widziałem te proma i faktycznie Carni bardziej tutaj pasuje do bycia pretendentem, już nawet nie tylko storyline'owo, ale także poziomowo (jakkolwiek dziwnie to brzmi). Zresztą tak naprawdę to był jedyny słuszny wynik tej walki. Chyba nie ma osoby niezadowolonej z tego wyniku, Blaze się cieszy, Lopez się cieszy, myślę że nawet w głębi duszy Emiel się cieszy bo wie, że to był jedyny słuszny wynik. No jak na razie program na linii Blaze-Lopez zapowiada się na razie na najlepszy z jakim mamy/mieliśmy do czynienia, nie widzę na razie żadnej rywalizacji tutaj która zapowiadałaby się czy wyglądałaby lepiej przed samą walką.

Faktycznie spoko się to komentowało, zawsze powtarzałem, że rozmiar ma znaczenie. Panowie z NWE wzieli sobie to któregoś dnia za bardzo do serca.

[Obrazek: wrestlers-on-the-road.jpg]
Odpowiedz
Cytuj
Michał
Zawodowiec
19.07.2026, 19:23 #6
Lopez/Dickinson/Blaze/Aldis: Lopez otwiera show z wysokiego C, nie było żadnych speechów powitalnych nowego GM-a, nie. Mamy speech prawdopodobnie pierwszego pretendenta do tytułu LPW World w posiadaniu Blaze'a - to od razu pokazuje jak władze LPW poważnie traktują Lopezzo. Zastanawiałem się jak długo zajmie komuś połączyć nazwę Elysium z mitologią i herosami - długo czekać nie musiałem, bo stało się to w praktycznie pierwszej kwestii pierwszej gali xd. No dobra, ale gdzie komentatorzy? xD Czyżbyśmy od nich odeszli na jakiś czas, albo jest to po prostu taki wyjątek, czy Bryksiasty po prostu nie wyrobił, ewentualnie zapomniał o tej gali? Edgar coś taki spokojniejszy, widać terapia ma jakieś tam pożądane efekty, zobaczymy tylko na jak długo haha. Swoją drogą taka rozmowa Lopezza z federacyjnym psychiatrą mogłaby wyglądać interesująco - jest to coś co w razie porażki z Blazem miałoby prawo bytu, jakieś tam. Dobra ale mieliśmy chyba raz przeklnięte, teraz drugi raz przeklnięte ja nadal będę się dopytywał - u Brutala postaci nadwyraz ordynarnej to było sztampowe i złe, ale u Lopeza to jest zajebiste i w ogóle 10/10? I to nawet nie jest pytanie do Carniego, a do innych komentujących których to tak kłuło w oczy xD. Lopez w tym co mówi praktycznie zawsze ma dużo racji jednak, Edgara podsumował dość trafnie. Myślałem, że po drugiej kwestii Lopeza ciężko będzie się Dickinsonowi podnieść, ale dał radę z tą odpowiedzią, ich segment spokojnie mógłby trwać i trwać i nie znudziłby mi się, a zapowiada się jeszcze lepiej bo wszedł właśnie mistrz. Champ podsumował sytuację tak jak trzeba było ją podsumować, szkoda tylko że zanim Aldis nie wyszedł to Lopez czegoś nie odszczekał, aż się prosiło, ale na pewno będzie na to czas. Aldis od samych początków Elysium pokazuje, że ma większe jaja niż Van Dam - choć to nie jest jakieś wielkie wyzwanie.

Blaze vs. McŁowicz: No tu w zasadzie nie mogłoby być innego wyniku, McŁowicz nie jest na razie materiałem na ME więc musiał umoczyć z zawodnikiem już ściśle w tym topie ugruntowanym, zwłaszcza że mieliśmy rozwiązanie fabularne. Ciekaw jestem jakby to wyszło na Promo Zone'ie, Rysiek w proma przecież potrafi. Ciekaw też jestem drugiej rzeczy - czy Blaze obróci jakąś obronę przed drugim PPV? Przydałoby się pokazać, że jest gotowy nie tylko na Lopeza.

LS/McŁowicz: O ile ostatnio w niuspaku czy w innych miejscach przejeżdżałem się po naszym francuskim szlachcicu (być może dlatego że newsy z nim związane są jednym i tym samym, naprawdę czasem może lepiej nie wysyłać tych niusów Carniemu niż co tydzień wypuszczać te same? Przynajmniej nie miałbym złych skojarzeń), tak tutaj wyszedł zaskakująco dla mnie dobrze, to jest wydaje mi się jedna z tych postaci której jak damy się rozgrzać to pokaże na co ją stać - taką mam nadzieję, zresztą każda z naszych postaci taka jest, trzeba tylko czasem się czegoś po prostu uprzeć. Co do McŁowicza? No powiem tak, zdążyłem się stęsknić za Pobitymi Garami przez te kilkanaście dni i fajnie, że akurat LS został do nich zaproszony. Dlaczego? Bardzo interesuje mnie spojrzenie Roba na francuską kuchnię. Ślimaki to jest must be, albo jakby to powiedział sam Lord - doit être w dosłownym tłumaczeniu.

Brutal: Czy tylko według mnie Brutal z tygodnia na tydzień jest coraz bardziej zjadliwy i nawet już nie wyjaśnia sam siebie we własnych kwestiach?

Shadow vs. Mantel: Doczekałem się dnia w którym Król Klepania został przypisany do kogoś innego w tej federacji, chwała Ci wielki panie. Ciekaw jestem czy ten werdykt był klepnięty po odpale użytnika tej postaci, czy przed, bo jak przed - to ja się boję co tam CT ma w planach po odpale tego czubka xD. Mantel musiał tu wygrać - widziałem jakieś update'y w jego karcie postaci więc wyczuwam jakieś nieśmiałe zmiany w postaci, które zwłaszcza w jego wypadku są naturalną koleją rzeczy.

Aldis/Paddy/EGDG: Czy właścicielem Paddy'ego jest Slayer? Ciekaw jestem w takim układzie losów Mantela, czy kolega skupi się na Jacksonie w 100%-ach, czy będzie prowadził równolegle te postacie. No z tego co kojarzę Paddy to nie jest na pewno Normal Guyem xD. A gdzie sssssą te kwesssssstiee EGDG pisssane w taki sssspossssób? Kurde mega mi się to w nim podobało i szkoda że Spaźmiasty od tego odszedł, albo po prostu o tym zapomniał. Paddy na razie wydaje mi się taką satyrą na poziomie Dolnicka - poczytać spoko, ale poważniej ciężko mi go na razie potraktować. Swoją drogą Mantel potrzebowałby wyrazistego menadżera - może to o to w tym chodzi? Może spotkanie Derricka to nie przypadek? Damian coś tu chyba gotuje...

Crowe: Dobra, znałem koncept tej postaci przed większością z Was. Otóż był ciepły, słoneczny dzień kiedy wychylaliśmy piwo z Rysiem i jego wybranką przy krakowskim Hotelu Forum i tam pokazał mi zapis tej postaci, prawdopodobnie szablon nie pamiętam już dokładnie, ale zaciekawiła mnie ta postać od razu, szczerze to nie pamiętam czy Bartek mi mówił, że ta postać będzie na pierwszym Elysium, czy kiedy ma się pojawić ale cieszę się że w końcu się pojawiła. Wstęp Kline'a bardzo klimatyczny, taki trochę Frankentstein vibe, jak ktoś kojarzy fabułę Tekkena to taki Dr Bosconovitch vibe, a Silas to taki Bryan Fury. No dobra, wszystko fajnie, mocny, klimatyczny debiut Silasa ale ja widzę jeden problem. Salvador został wplątany troszkę w sytuacje bez wyjścia niekoniecznie za jego zgodą - jak na to zapatrują się władze federacji i prawnik LPW Otunga? Chciałbym w sumie uzyskać odpowiedź bo będziemy prawdopodobnie karać jakoś Hilla za pastwienie się nad Salvadorem, a Crowe'owi to ujdzie na sucho? W sensie naprawdę rozumiem zamysł tego debiutu, ale naprawde kiedy za tydzień Salvador ma rozprawę pozwalamy Silasowi go zeszmacić na Elysium? Toć przecież można było naprawdę byle kogo tu dać, nie wiem jakiegoś DVB czy Browna, większy sens imo by to miało, bardziej konsekewentny na pewno.

JRW: Goddamn kiedy przestaniemy umieszczać segi albo cokolwiek związanego z postaciami, których nawet zapisu nie ma w dziale do tego przeznaczonym? O ile Reapera rozumiałem, to był występ gościnny, choć też nie obraziłbym się za symboliczne umieszczenie jego karty postaci, żeby tacy laicy jak ja którzy pamiętają go przez mgłę mogli sobie o nim przypomnieć. Silasa też rozumiałem przez chwilę, no ale dobra, pojawiła się pierwsza rzecz związana z Crowem i już mamy jego zapis w dziale. JRW nie kojarzę w ogóle i totalnie nie mam punktu odniesienia co do niego, fajnie by było jakiś zapis jego zobaczyć, żeby chociaż wiedzieć po krótce czego się po nim można spodziewać. Czyli to będzie kolejna z tych postaci która nie wiedzieć czemu znajdzie się pewnie od kopa w Upper Midcardzie albo już w ogóle w ME od razu po zapisie. Mam nadzieję, że nie xD. Niech tak jak sam powiedział - się trochę ujebie zanim tam dotrze.

Halloway/ZSJ/Aldis: Szczerze? (Nie kurwa Michał, okłam nas) Halloway'owi ten pas był bardziej potrzebny niż myślałem - dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny, nadał mu on powagi. Dlaczego nadał a nie nadaje? Bo nawet jak Derek straci pas od razu na drugim PPV (Goddamn, wybierzmy w końcu nazwę tego pjeperwiu, bo męczy mnie pisanie o tej gali jako o drugim pjeperwiu, a nie po prostu z nazwy), czego totalnie mu nie życzę, to ten reign i tak go wypcha ponad niektórych jeśli chodzi o hierarchię i odrobinę powagi, przynajmniej według mnie. Od razu lepiej czyta się jego rzeczy, nie wiem czy Zimnemu dał ten pas takiego kopa, czy to po prostu moje placebo bo Derek przez pas Eternal stał się poważniejszy. Ale ten tekst z pasem i faktem bycia, bądź nie bycia mistrzem od Zacka zajebiście tutaj siadł. Wiecie jakie mam przekonanie na temat Zacka? Ostatnie tygodnie tylko mnie w tym utwierdzają. Zack żeby być mocnym potrzebuje wyrazistej postaci na przeciwko, ale tak zajebiście wyrazistej i ukierunkowanej na jedną rzecz. Z Brutalem siedział zajebiście, wszystkim dosłownie. Tutaj moim zdaniem Zack zbliża się mocno do poziomu jak w segach z Brutalem albo o Brutalu, grunt to wykorzystywać takie rzeczy, nie wszyscy to potrafią. Derek za to ładnie odszczekuje, nie jest to gra do jednej bramki, strasznie wyrównane mamy strony w tych segach dzisiaj i bardzo qrwa dobrze, bo Promo Zone'y na drugim PPV (kurwa dajcie tę nazwę) będą o niebo ciekawsze niż były w przypadku Ascencion - przynajmniej mam nadzieję. No dobra zapowiedzieliśmy ten tag-team match ale jakby chyba coś ominąłem. W sensie jak Zack i jego wybranek pokonają Dereka i jego wybranka to Zack zyskuje title-shota na pas Eternal? A jaki interes ma w tym reszta stawki? Szkoda, że nie zostało to wyjaśnione szerzej tylko zapowiedziane i elo pora na CS'a.

EGDG vs. LS: Aż się prosiło o rozstrzygnięcie w Promo Zone'ie, nasz Kociarz zasługuje na większą wygraną niż nad jobberami. No ale dzięki Mantelowi szlachcic wygrał, okej, też mi to pasuje bo to oznacza program Normal Guya z Kociarzem który wbrew pozorom może być całkiem interesujący, taki idealny na środek karty. Uuu maska zdjęta, El Garra został ośmieszony. Szczerze? Aż się kurwa prosi o interwencję Cavazosa w tej sprawie który owszem maski nie nosi, ale gdzieś tam jakieś podrygi w tej kwestii były, a sam Jorge przecież na pewno ma duży szacunek do Lucha Libre. No aż się kurwa prosi o Cavazos vs. Mantel w obronie Kociarza. 

Aldis/Paddy: No i co z tą różą? Czyli mamy Blaze'a w LPW i czyżby Mickey Page wjechał? Ta róża - nie wiem skąd ale pierwsze skojarzenie to Page Remualda, na pewno jest to zgubne skojarzenie bo raczej nie ma na to szans, ale tak mi się ubzdurało, nic na to nie poradzę xd

Ransom/JPRDL: Wszystko fajnie, ale jak widzę opisanie Ransoma jako Maksiu to zaczynam wymiękać xdd. No mamy kolejną postać kwalifikującą się na rozmowy terapeutyczne z naszą panią psycholog federacyjną. Szczerze przyjemny speech Ransoma, już lubię tę postać, ale dajmy mu kogoś poważniejszego niż Dolnick, niech on się już od tej sagi odłączy, bo zaczyna mnie ona męczyć, to przeciąganie tej nitki z przeszłością, Dolnickiem i tak dalej. Być może dlatego tak czuję że nie bardzo znam tę przeszłość i dla kogoś kto jest obyty w tym temacie jest to dobre. Nie wiem co to wyjście Ransoma właściwie oznacza, chyba nie rozumiem tego sega xD.

Lopez vs. Dickinson: No i mamy creme de la creme, śmietankę dzisiejszej gali w całej swej okazałości. Trzeba przyznać, że Main Eventy serwowane nam ostatnio na tygodniówkach naprawdę oddają i one już na papierze są zajebiste. Widziałem te proma i faktycznie Carni bardziej tutaj pasuje do bycia pretendentem, już nawet nie tylko storyline'owo, ale także poziomowo (jakkolwiek dziwnie to brzmi). Zresztą tak naprawdę to był jedyny słuszny wynik tej walki. Chyba nie ma osoby niezadowolonej z tego wyniku, Blaze się cieszy, Lopez się cieszy, myślę że nawet w głębi duszy Emiel się cieszy bo wie, że to był jedyny słuszny wynik. No jak na razie program na linii Blaze-Lopez zapowiada się na razie na najlepszy z jakim mamy/mieliśmy do czynienia, nie widzę na razie żadnej rywalizacji tutaj która zapowiadałaby się czy wyglądałaby lepiej przed samą walką.

Faktycznie spoko się to komentowało, zawsze powtarzałem, że rozmiar ma znaczenie. Panowie z NWE wzieli sobie to któregoś dnia za bardzo do serca.

[Obrazek: wrestlers-on-the-road.jpg]
Odpowiedz
Cytuj
19.07.2026, 23:55
#7
Nie no, nie mogę nie zacząć od ponownego propsowania tych grafik. Są wybitne, absolutne wybitne. Aż się miło siada do komentarza od razu. Theme też całkiem ładnie siadł. Co prawda mega mi się z lolem kojarzy, bo chyba na ostatnich Worldsach to był theme, ale przyjemnie to siada. Tak jak nie jestem fanem nowego Linkin Park, tak tutaj mi to pasuje. Ten refren dobrze siada, widzę to na rozpoczęcie gali, jak wjeżdża logo.

Opener Segment - Na samym początku gigantyczne propsy za brak komentatorów, no od razu humor gitówa. Od samego początku powtarzam, że są całkowicie zbędni, na ostatnim Colosseum przerwano im na samym początku i to była ich najlepsza odsłona ever, tutaj poziom poszedł jeszcze bardziej do przodu. Mam nadzieję, że to będzie trend, który się utrzyma, bo to tylko niepotrzebnie zapycha galę i sztucznie ją wydłuża, nie wnosząc zupełnie nic. Co do samego segmentu to oczywiście miałem okazję widzieć go wcześniej i czytając go byłem pod wrażeniem, jak bardzo mi siada kontrast między tymi wypowiedziami. Dickinson się w ogóle nie próbuje dopasować, jest dokładnie taki jak powinien być, wnosi mega dużo spokoju, dużo klasy do tego segmentu i ten chaos i niechlujność, wręcz bym powiedział, że prostactwo Lopeza... to się tak cudownie równoważy. Bardzo szybko i sprawnie przeszedłem przez to co chłopaki mi podali i muszę przyznać, że nie miałem w ogóle problemu, żeby się w tym odnaleźć. Odnosząc się już szczegółowiej do moich przedmówców w tym segmencie - Lopez zrobił bardzo dobrą robotę na początku. Super, że jest nawiązanie do nazwy, że jest to początek nowego brandu. To jest mega, bo sprzedaje ten brand, zagnieżdża nazwę w pamięci fanów i od razu ustawia wysoki poziom, którym mam nadzieję, że Elysium będzie się mogło pochwalić. Dobrze, że od razu mamy nawiązanie do Blaze'a, to jest teraz tak naprawdę najważniejszy temat w LPW. Świetna zabawa słowem, zawsze to bardzo lubiłem i doceniam w Carnim, jak zgrabnie i naturalnie to robi. Gdyby skończyło się na tym jednym przekleństwie w pierwszej wypowiedzi to powiedziałbym, że imo niepotrzebne, ale nie jedno nie kłuje aż tak bardzo, ale overall poszło tego za dużo. Może i będę nudny i pewnie większość będzie uważać, że się czepiam niepotrzebnie, bo przekleństwa to nic takiego, ale będę się powtarzać. W poważnej federacji bardzo mocno się zwraca na to uwagę. Sam byłem bardzo mocno ciśnięty, że muszę uważać na język, nawet jak nie mam mikrofonu w rękach, trzeba uważać co się mówi, jako zawodnik. Dodatkowo, jak dablju było długo zwracane na to uwagę, żeby nie było żadnych wulgaryzmów, to potem jak się pojawiło głupie "Bitch" to był efekt wow, że ludzie się za głowę łapali co się odwaliło. I nie mówię, że nie można przeklinać w ogóle, ale no to powinno być po prostu rzadkie, na takie naprawdę mocne podkreślenie emocji, że jak już jest przekleństwo to wszyscy wiedzą, że shit is real. Jeszcze na koniec spropsuje nawiązania do forumowych sociali i newsów, to też jest mega mocny punkt Carniego, to bardzo uwiarygadnia wypowiedź. Edgar, tak jak już mówiłem, dużo smaku, dużo klasy. Bardzo gładkie są tego wypowiedzi i mega klimatyczne. Uważam, że bardzo ładnie odbił piłeczki Lopeza, siadło mi bardzo to polecenie psychiatry i porównanie do diabła. Sprawdza się ten Edgar w roli narratora, dalej jest intrygujący i chyba to w nim najbardziej cenię. To i ten klimat, który zawsze ze sobą wnosi. Aldis z kolei robi swoją robotę, dobrze wywiązuje się z roli GMa i pokazuje, że ma kontrolę nad wydarzeniami. Jeszcze może tutaj dodam, że wcale nie jest "nijaki", jak się niektórym wydaje. On nie ma roli zawodnika, żeby gasić wrestlerów jak pety, nie ma ich podgryzać, ani się odszczekiwać. On ma panować nad tym co się dzieje i wręcz budować zawodników, a nie się z nimi cisnąć. I jak najbardziej spełnia swoje zadanie. Bardzo mi się podoba, że wręcz na końcu dodał, że potem się już nie wtrąca, bo to super pokazuje, że nie jest przeciwko Blaze'owi, a tak mógłby to mistrz odbierać, przez ostatnie dwie gale.


Makłowicz i Lord Sebastien - Nie no, ten Rob to jest impostor. Co on selluje teraz plecy, jak Blaze w ogóle mu pleców nie atakował, tylko twarz xD Lord Sebastien z kolei w swoim stylu, są smaczki z francuskiego, jest pokazana wyższość. Jest to poprawne. Ciężko mi coś więcej o tym powiedzieć, bo na razie nie rozumiem interakcji między nimi i dlaczego Lord Sebastien ją inicjuje i jeszcze go zaprasza do loży VIP, ale myślę, że to jeszcze przede mną. Rob odpowiada bardzo dobrze, fajnie, gimmickowo, ograniczenie kulinarnych porównań bardzo dużo dało tej postaci. Na koniec jeszcze tak fajnie, zaczepnie wrzuca to zaproszenie Lordowi. Podobało mi się to. Ojej, ale co się wydarzyło w tej drugiej wypowiedzi. Po pierwsze to przecież Makłowicz właśnie powiedział, że dobrze wygląda, po co to powtarzać? Po drugie, Lord jest Francji, dlaczego mówi o europejskim celebrycie? Sam jest z Europy, dużo naturalniej by było, jakby powiedział o polskim celebrycie kulinarnym, z tym, że tutaj też chyba reserchu zabrakło, bo patrząc w KP McŁowicza można się domyślać, że Robert Makłowicz to jest brat Roba. No uważam, że tutaj zupełnie niepotrzebnie próbował odbijać strzały Roba, bo sam przy okazji strzelił sobie w kolano. Ta odpowiedź z resztkami, że to jednak Rob jest nietrafiona. O tym, że ładnie pachnie też w sumie tak z dupy, bo mam wrażenie, że już na siłę chciał do tego nawiązać, ale nie wiedział jak, bo to w sumie nie jest pocisk xD no i zachował się tak, jakby nigdy w życiu nie słyszał o tym, że jak się nic nie robi to mówi się, że się leży i pachnie, do czego Rob ewidentnie nawiązywał.

Brutal - No Brutal wszedł i opowiedział swoją historię i kontynuuję transformacje w face'a. Swoją drogą, takie opowiedzenie swojej historii mega mi się skojarzyło z segmentem Blaze'a i Cavazosa z Colosseum. Ależ przyjemnie się pisało tamten segment, bardzo miło będę go wspominał. Cavazos tam dowiózł, jak najbardziej, a Blaze zrobił swoje, patrząc na to, że to było dwóch fejsów to ciężko było, żeby to ugryźć inaczej. Tutaj w sumie to było do publiczności adresowane, bez przeciwnika, ale no vibe wypowiedzi jest bardzo podobny, do tego co zaproponował Cavazos. Ja się cieszę, że już się turniej skończył i mam program tym Blaze'em, bo już się trochę dusiłem takim gadaniem bez żadnego programu. Nie lubię tak przez dwa miesiące gadać tylko o jednym, bo wtedy tylko o turnieju i tylko rywale się zmieniali, a teraz to jest elegancko ukierunkowane i nie będzie już gadania do ściany. Coś pięknego. Serio, już potrzebowałem tego Lopeza jak tlenu. Chociaż zobaczymy, bo może jednak wygra Edgar i wtedy będzie z nim program i to też będzie dobre, ale co się odwlecze to nie uciecze.

Aldis/Jackson/Mantel/Kociarz - Paddy w federacji, coś pięknego. Można śmiało powiedzieć, że to jest swego rodzaju legenda WCW, także zawsze jak go widzę to się mordka uśmiecha. Paddy, jako gość od wywiadów, jest moim zdaniem świetnym pomysłem. Bo to zawsze jest dodatkowy smaczek, który pozwala przełamać monotonię tej formy wypowiedzi. A tu jeszcze Paddy dostaje robotę po znajomości, no to się musi sprawdzić. Ahh i od razu mamy pierwsze streszczenie, coś pięknego. W ogóle, bez kitu, jakie złoto, że jego pierwszy wywiad jest akurat z Mantelem, piękną klamrą to się spina. Mantel spoko, dość sporo jadu w tej wypowiedzi, ale wybrnął z pytania i to w postaci wszystko, więc jest elegancko. Podoba mi się, że jasno zaznaczamy, że Mantel przechodzi przemianę. Chyba nie rozumiem, czemu Kociarz się tutaj przedstawia jako Van Helsing. Przecież to on jest przedstawiany jako odmieniec, a nie jako ich łowca, coś tutaj w złą stronę poszło. Nie wiem, nie siedzi mi szczerze mówiąc ten monolog Kociarza. Jakoś taki, w ogóle nie gimmickowy, uparł się na tego Van Helsinga, a na koniec jeszcze ta insynuacja, że spodobał mu się pomysł porażki z kocia maską? Ja nie rozumiem. A bardzo bym chciał rozumieć.

Jekyll i Hyde - Bardzo mocno mi się kojarzy z taką postacią z WCW, gdzie ziomek wprowadzał mięśniaka na łańcuchu i go spuszczał z tego łańcucha do ringu, żeby zrobił rozpierdol. Silas Crowe, coś mi się kojarzy z postacią wilkołaka z The Quarry Tak jeszcze zanim przejdę do oceny - Czy Salvador jest w stroju Argentyny? Haaaaa Tfuuuuu! Ależ mu się teraz należy wpierdziel za ten Mundial, oj niech się na nim Silas wyżyje. Klimatyczne to było, ten zabieg z dyktafonem jest strzałem w 10. Dobrze to siada. Od razu widzę, że Rysiu może wpadać w pułapkę, jak z Robem, widzę, że będzie dużo o leczeniu i może się to stać męczące. Nie rozumiem dlaczego Crowe sprawdza puls, on nie miał być w zamyśle zimną maszyną do zabijania? To wygląda jakby się przejmował. Dużo lepiej by było, gdyby to jednak sędzia go sprawdzał. Dobrze, że dostał od razu tego Salvadora na mocne wejście, Monster Heeli trzeba odpowiednio wprowadzić. No i fajnie, że wychodzi pojedynek bezpośrednio z w trakcie gali, a nie wszystko było zapowiedziane. P.S fajny ten debiut nowej postaci xD tak informacyjnie do ludzi, którzy myślą, że wszystko spoileruje - to, że część rzeczy na gali jest ze mną konsultowana i wiem, że ktoś się pojawi, to nie znaczy, że dotyczy to mojej postaci Wink Ale nie ma się co gniewać, jak ktoś to łyknął, jak pelikan, fizycznie nie dało się zgadnąć postaci, której karty postaci nie było na forum i jest to jej debiut na fedach.

Jakub Rzeka Wody - Szkoda, że się kodowanie zepsuło, bo to jednak śmiesznie wygląda, jakby barman na głos komentował to, co akurat robi. Spoko przerywnik, pokazał się, skoro to widzimy to już wiemy, że jednak kontrakt podpisany. Na razie nie jestem w stanie stwierdzić, czy on tu przychodzi jako face, czy jako heel, bo nie da się z tego wywnioskować. Nawet klimacik spoko zaznaczył tym barem i pogawędką z tym barmanem. Na razie ciężko coś więcej powiedzieć, no ale zobaczymy co będzie miał do zaprezentowania.

Halloway i ZSJ - eleganckie kodowanie i od razu lepiej to wygląda :p Zastanawiałem się, jaką teraz teorię spiskową będzie miała Derek, skoro udało mu się zdobyć pas i złośliwi mogliby powiedzieć, że musiał wejść w jakiś układ z masonerią, żeby tego dokonać. Ale tutaj ładnie poleciał, że to dalej spisek Roba, szanuję. Fajne nawiązanie do Stonehenge i że Brytyjczycy nawet nie wiedzą, jak zostało zbudowane. Ale ZSJ też super wjeżdża, jak rasowy heel się tłumaczy z porażki, od razu chce kolejnej walki. Fajnie to wyszło, bardzo mi to do niego pasuje. Podoba mi się ta jego irytacja. On jest przecież pan wrestler i jemu się należy. Kupuję to. No ale Derek też jak dobrze odpowiada. Ale fajnie poleciał z tym byciem przegrywem. I na koniec z owcą i goatem, no coś pięknego. Ale mnie tutaj zaskoczył Derek, nie spodziewałem się, że on będzie potrafił być taki fajnie ofensywny. A ZSJ dalej swoje, w tym samym stylu. Fajnie się to czyta, sprawnie przez to przeszedłem. Kupuję argumenty Zacka, dobrze stawia się roli tego purysty wrestlingowego, który na swój sposób chce jej bronić i dlatego postrzega Dereka jako klauna. No i fajnie, że znowu Aldis pokazuje, że ma nad wszystkim kontrolę. Siedzi mi w roli tego GMa. Sam pomysł na walkę tag teamową, w której sami sobie szukają partnera otwiera wiele drzwi. Jest duży potencjał do wykorzystania i minimum dwa segmenty z poszukiwań. Podoba się to dla mnie.

Po walce - Uuu, mocno, nawet bardzo mocno. Zdjęcie maski to jest bardzo duży deal, dobrze, że nie pokazał twarzy, tylko ładnie zostało to opisane z ręcznikiem. Ale tutaj story między nimi to z miejsca wystrzeliło. Już nie trzeba będzie podnosić temperatury, już jest ok. Teraz to się nie mogę doczekać co się wydarzy między nimi na kolejnej gali.

Aldis i Jackson - O proszę, znowu Paddy. Jakoś mi to nie przeszkadza, że ta pocieszna mordka znowu się pojawia. Ciekawy ten segment. Ciekawi mnie co może oznaczać ta róża bez łodygi i do czego to jest nawiązanie. No i przede wszystkim od kogo to prezent. Może Waters? Nie wiem w sumie czy to w jego stylu, ale nikt inny mi nie przychodzi do głowy. Zaintrygowało mnie i mam nadzieję, że szybko dostaniemy rozwinięcie tematu.

Ransom i Dolnick - No nie powiem, wzięło mnie to z zaskoczenia. Poczułem najpierw starego, dobrego Maxwella. Aż się prawie zarumieniłem. A potem jak wszedł z tą depresją. Nieźle to sobie wymyśliliście. Nie spodziewałem się, że Wilgotniak mógł się mierzyć z depresją, po tym jak go Dolnick olał. Dobrze napisany ten monolog, łapie ze serce. Z miejsca kupuje sobie współczucie w oczach fanów, IRL można byłoby z tego zrobić dobrą akcję, że jak się ma problemy ze sobą to warto udać się do specjalisty, a nie dusić to w sobie, same plusy. A ten Dolnick jak tu wjeżdża xDDDDDDDDDDDD uśmiechnij się xD no zabrakło mi tu tylko, żeby jeszcze mu powiedział, żeby poszedł pobiegać xD No śmiechłem, nie powiem. Ale mega mi to pasuje do Dolnicka. Bardzo mnie ciekawi do czego ma to prowadzić, czy faktycznie będzie tak, że dojdzie do walki i będą przeciwko sobie, czy jednak będzie to historia pojednania i znowu dostaniemy te wspaniały duet ramię w ramię. Osobiście wolałbym pojednanie, ale nie będę narzekał, jak pójdzie w jedną czy drugą stronę.

Stare down - No i jednak Lopez. No to było im po prostu pisane od pierwszej gali. To się musiało wydarzyć i już nie mogę się doczekać, jak to poprowadzimy. Na razie stare down to spoko pomysł, to jest dobry motyw na skończenie gali. Tutaj już wrze, nie trzeba podnosić temperatury, trzeba tylko to przelać na papier. Dobrze, że o takim smaczku tutaj pomyślano, żeby ta wymiana spojrzeń była. Ich zachowanie też fajnie pokazało kontrast między postaciami. Już wiem, że się będzie działo, a to dopiero początek.

Podsumowanie - Dobrze wyszła ta gala, mocny start. Dokładnie tak, jak oczekiwałem. Mega propsy za brak komentatorów, no i jest to dużo krótsze. Na przeczytanie i komentarz poświęciłem 2,5 godziny vs średnio 7 godzin na wcześniejsze "tygodniówki". No jest to ogromna różnica. Większość rzeczy dojechało, zawodnicy dowieźli. Widać, że wszystko jest przemyślane i z czegoś wynika, albo będzie do czegoś prowadzić. Jest to ładnie poukładane. W zasadzie tylko ten segment McŁowicza z Lordem Sebastienem wyszedł tak z dupy moim zdaniem, bo nie rozumiem z czego wynika, że go akurat randomowo zaczepił i zaprosił do loży. A tak to wszystko elegancko. Najmocniejszym punktem gali było otwarcie, ale to dobrze, bo patrząc na skład to tak dokładnie powinno być. Mega doceniam jak Aldis jest pokazywany, on ogarnia, trzyma rękę na pulsie.

[Obrazek: 4295.png]
9/0/2
1x LPW World Champion

[Obrazek: 6651.png]
4/0/0
1x Eternal Champion [current]
Odpowiedz
Cytuj
Remik
Eternal Champion
19.07.2026, 23:55 #7
Nie no, nie mogę nie zacząć od ponownego propsowania tych grafik. Są wybitne, absolutne wybitne. Aż się miło siada do komentarza od razu. Theme też całkiem ładnie siadł. Co prawda mega mi się z lolem kojarzy, bo chyba na ostatnich Worldsach to był theme, ale przyjemnie to siada. Tak jak nie jestem fanem nowego Linkin Park, tak tutaj mi to pasuje. Ten refren dobrze siada, widzę to na rozpoczęcie gali, jak wjeżdża logo.

Opener Segment - Na samym początku gigantyczne propsy za brak komentatorów, no od razu humor gitówa. Od samego początku powtarzam, że są całkowicie zbędni, na ostatnim Colosseum przerwano im na samym początku i to była ich najlepsza odsłona ever, tutaj poziom poszedł jeszcze bardziej do przodu. Mam nadzieję, że to będzie trend, który się utrzyma, bo to tylko niepotrzebnie zapycha galę i sztucznie ją wydłuża, nie wnosząc zupełnie nic. Co do samego segmentu to oczywiście miałem okazję widzieć go wcześniej i czytając go byłem pod wrażeniem, jak bardzo mi siada kontrast między tymi wypowiedziami. Dickinson się w ogóle nie próbuje dopasować, jest dokładnie taki jak powinien być, wnosi mega dużo spokoju, dużo klasy do tego segmentu i ten chaos i niechlujność, wręcz bym powiedział, że prostactwo Lopeza... to się tak cudownie równoważy. Bardzo szybko i sprawnie przeszedłem przez to co chłopaki mi podali i muszę przyznać, że nie miałem w ogóle problemu, żeby się w tym odnaleźć. Odnosząc się już szczegółowiej do moich przedmówców w tym segmencie - Lopez zrobił bardzo dobrą robotę na początku. Super, że jest nawiązanie do nazwy, że jest to początek nowego brandu. To jest mega, bo sprzedaje ten brand, zagnieżdża nazwę w pamięci fanów i od razu ustawia wysoki poziom, którym mam nadzieję, że Elysium będzie się mogło pochwalić. Dobrze, że od razu mamy nawiązanie do Blaze'a, to jest teraz tak naprawdę najważniejszy temat w LPW. Świetna zabawa słowem, zawsze to bardzo lubiłem i doceniam w Carnim, jak zgrabnie i naturalnie to robi. Gdyby skończyło się na tym jednym przekleństwie w pierwszej wypowiedzi to powiedziałbym, że imo niepotrzebne, ale nie jedno nie kłuje aż tak bardzo, ale overall poszło tego za dużo. Może i będę nudny i pewnie większość będzie uważać, że się czepiam niepotrzebnie, bo przekleństwa to nic takiego, ale będę się powtarzać. W poważnej federacji bardzo mocno się zwraca na to uwagę. Sam byłem bardzo mocno ciśnięty, że muszę uważać na język, nawet jak nie mam mikrofonu w rękach, trzeba uważać co się mówi, jako zawodnik. Dodatkowo, jak dablju było długo zwracane na to uwagę, żeby nie było żadnych wulgaryzmów, to potem jak się pojawiło głupie "Bitch" to był efekt wow, że ludzie się za głowę łapali co się odwaliło. I nie mówię, że nie można przeklinać w ogóle, ale no to powinno być po prostu rzadkie, na takie naprawdę mocne podkreślenie emocji, że jak już jest przekleństwo to wszyscy wiedzą, że shit is real. Jeszcze na koniec spropsuje nawiązania do forumowych sociali i newsów, to też jest mega mocny punkt Carniego, to bardzo uwiarygadnia wypowiedź. Edgar, tak jak już mówiłem, dużo smaku, dużo klasy. Bardzo gładkie są tego wypowiedzi i mega klimatyczne. Uważam, że bardzo ładnie odbił piłeczki Lopeza, siadło mi bardzo to polecenie psychiatry i porównanie do diabła. Sprawdza się ten Edgar w roli narratora, dalej jest intrygujący i chyba to w nim najbardziej cenię. To i ten klimat, który zawsze ze sobą wnosi. Aldis z kolei robi swoją robotę, dobrze wywiązuje się z roli GMa i pokazuje, że ma kontrolę nad wydarzeniami. Jeszcze może tutaj dodam, że wcale nie jest "nijaki", jak się niektórym wydaje. On nie ma roli zawodnika, żeby gasić wrestlerów jak pety, nie ma ich podgryzać, ani się odszczekiwać. On ma panować nad tym co się dzieje i wręcz budować zawodników, a nie się z nimi cisnąć. I jak najbardziej spełnia swoje zadanie. Bardzo mi się podoba, że wręcz na końcu dodał, że potem się już nie wtrąca, bo to super pokazuje, że nie jest przeciwko Blaze'owi, a tak mógłby to mistrz odbierać, przez ostatnie dwie gale.


Makłowicz i Lord Sebastien - Nie no, ten Rob to jest impostor. Co on selluje teraz plecy, jak Blaze w ogóle mu pleców nie atakował, tylko twarz xD Lord Sebastien z kolei w swoim stylu, są smaczki z francuskiego, jest pokazana wyższość. Jest to poprawne. Ciężko mi coś więcej o tym powiedzieć, bo na razie nie rozumiem interakcji między nimi i dlaczego Lord Sebastien ją inicjuje i jeszcze go zaprasza do loży VIP, ale myślę, że to jeszcze przede mną. Rob odpowiada bardzo dobrze, fajnie, gimmickowo, ograniczenie kulinarnych porównań bardzo dużo dało tej postaci. Na koniec jeszcze tak fajnie, zaczepnie wrzuca to zaproszenie Lordowi. Podobało mi się to. Ojej, ale co się wydarzyło w tej drugiej wypowiedzi. Po pierwsze to przecież Makłowicz właśnie powiedział, że dobrze wygląda, po co to powtarzać? Po drugie, Lord jest Francji, dlaczego mówi o europejskim celebrycie? Sam jest z Europy, dużo naturalniej by było, jakby powiedział o polskim celebrycie kulinarnym, z tym, że tutaj też chyba reserchu zabrakło, bo patrząc w KP McŁowicza można się domyślać, że Robert Makłowicz to jest brat Roba. No uważam, że tutaj zupełnie niepotrzebnie próbował odbijać strzały Roba, bo sam przy okazji strzelił sobie w kolano. Ta odpowiedź z resztkami, że to jednak Rob jest nietrafiona. O tym, że ładnie pachnie też w sumie tak z dupy, bo mam wrażenie, że już na siłę chciał do tego nawiązać, ale nie wiedział jak, bo to w sumie nie jest pocisk xD no i zachował się tak, jakby nigdy w życiu nie słyszał o tym, że jak się nic nie robi to mówi się, że się leży i pachnie, do czego Rob ewidentnie nawiązywał.

Brutal - No Brutal wszedł i opowiedział swoją historię i kontynuuję transformacje w face'a. Swoją drogą, takie opowiedzenie swojej historii mega mi się skojarzyło z segmentem Blaze'a i Cavazosa z Colosseum. Ależ przyjemnie się pisało tamten segment, bardzo miło będę go wspominał. Cavazos tam dowiózł, jak najbardziej, a Blaze zrobił swoje, patrząc na to, że to było dwóch fejsów to ciężko było, żeby to ugryźć inaczej. Tutaj w sumie to było do publiczności adresowane, bez przeciwnika, ale no vibe wypowiedzi jest bardzo podobny, do tego co zaproponował Cavazos. Ja się cieszę, że już się turniej skończył i mam program tym Blaze'em, bo już się trochę dusiłem takim gadaniem bez żadnego programu. Nie lubię tak przez dwa miesiące gadać tylko o jednym, bo wtedy tylko o turnieju i tylko rywale się zmieniali, a teraz to jest elegancko ukierunkowane i nie będzie już gadania do ściany. Coś pięknego. Serio, już potrzebowałem tego Lopeza jak tlenu. Chociaż zobaczymy, bo może jednak wygra Edgar i wtedy będzie z nim program i to też będzie dobre, ale co się odwlecze to nie uciecze.

Aldis/Jackson/Mantel/Kociarz - Paddy w federacji, coś pięknego. Można śmiało powiedzieć, że to jest swego rodzaju legenda WCW, także zawsze jak go widzę to się mordka uśmiecha. Paddy, jako gość od wywiadów, jest moim zdaniem świetnym pomysłem. Bo to zawsze jest dodatkowy smaczek, który pozwala przełamać monotonię tej formy wypowiedzi. A tu jeszcze Paddy dostaje robotę po znajomości, no to się musi sprawdzić. Ahh i od razu mamy pierwsze streszczenie, coś pięknego. W ogóle, bez kitu, jakie złoto, że jego pierwszy wywiad jest akurat z Mantelem, piękną klamrą to się spina. Mantel spoko, dość sporo jadu w tej wypowiedzi, ale wybrnął z pytania i to w postaci wszystko, więc jest elegancko. Podoba mi się, że jasno zaznaczamy, że Mantel przechodzi przemianę. Chyba nie rozumiem, czemu Kociarz się tutaj przedstawia jako Van Helsing. Przecież to on jest przedstawiany jako odmieniec, a nie jako ich łowca, coś tutaj w złą stronę poszło. Nie wiem, nie siedzi mi szczerze mówiąc ten monolog Kociarza. Jakoś taki, w ogóle nie gimmickowy, uparł się na tego Van Helsinga, a na koniec jeszcze ta insynuacja, że spodobał mu się pomysł porażki z kocia maską? Ja nie rozumiem. A bardzo bym chciał rozumieć.

Jekyll i Hyde - Bardzo mocno mi się kojarzy z taką postacią z WCW, gdzie ziomek wprowadzał mięśniaka na łańcuchu i go spuszczał z tego łańcucha do ringu, żeby zrobił rozpierdol. Silas Crowe, coś mi się kojarzy z postacią wilkołaka z The Quarry Tak jeszcze zanim przejdę do oceny - Czy Salvador jest w stroju Argentyny? Haaaaa Tfuuuuu! Ależ mu się teraz należy wpierdziel za ten Mundial, oj niech się na nim Silas wyżyje. Klimatyczne to było, ten zabieg z dyktafonem jest strzałem w 10. Dobrze to siada. Od razu widzę, że Rysiu może wpadać w pułapkę, jak z Robem, widzę, że będzie dużo o leczeniu i może się to stać męczące. Nie rozumiem dlaczego Crowe sprawdza puls, on nie miał być w zamyśle zimną maszyną do zabijania? To wygląda jakby się przejmował. Dużo lepiej by było, gdyby to jednak sędzia go sprawdzał. Dobrze, że dostał od razu tego Salvadora na mocne wejście, Monster Heeli trzeba odpowiednio wprowadzić. No i fajnie, że wychodzi pojedynek bezpośrednio z w trakcie gali, a nie wszystko było zapowiedziane. P.S fajny ten debiut nowej postaci xD tak informacyjnie do ludzi, którzy myślą, że wszystko spoileruje - to, że część rzeczy na gali jest ze mną konsultowana i wiem, że ktoś się pojawi, to nie znaczy, że dotyczy to mojej postaci Wink Ale nie ma się co gniewać, jak ktoś to łyknął, jak pelikan, fizycznie nie dało się zgadnąć postaci, której karty postaci nie było na forum i jest to jej debiut na fedach.

Jakub Rzeka Wody - Szkoda, że się kodowanie zepsuło, bo to jednak śmiesznie wygląda, jakby barman na głos komentował to, co akurat robi. Spoko przerywnik, pokazał się, skoro to widzimy to już wiemy, że jednak kontrakt podpisany. Na razie nie jestem w stanie stwierdzić, czy on tu przychodzi jako face, czy jako heel, bo nie da się z tego wywnioskować. Nawet klimacik spoko zaznaczył tym barem i pogawędką z tym barmanem. Na razie ciężko coś więcej powiedzieć, no ale zobaczymy co będzie miał do zaprezentowania.

Halloway i ZSJ - eleganckie kodowanie i od razu lepiej to wygląda :p Zastanawiałem się, jaką teraz teorię spiskową będzie miała Derek, skoro udało mu się zdobyć pas i złośliwi mogliby powiedzieć, że musiał wejść w jakiś układ z masonerią, żeby tego dokonać. Ale tutaj ładnie poleciał, że to dalej spisek Roba, szanuję. Fajne nawiązanie do Stonehenge i że Brytyjczycy nawet nie wiedzą, jak zostało zbudowane. Ale ZSJ też super wjeżdża, jak rasowy heel się tłumaczy z porażki, od razu chce kolejnej walki. Fajnie to wyszło, bardzo mi to do niego pasuje. Podoba mi się ta jego irytacja. On jest przecież pan wrestler i jemu się należy. Kupuję to. No ale Derek też jak dobrze odpowiada. Ale fajnie poleciał z tym byciem przegrywem. I na koniec z owcą i goatem, no coś pięknego. Ale mnie tutaj zaskoczył Derek, nie spodziewałem się, że on będzie potrafił być taki fajnie ofensywny. A ZSJ dalej swoje, w tym samym stylu. Fajnie się to czyta, sprawnie przez to przeszedłem. Kupuję argumenty Zacka, dobrze stawia się roli tego purysty wrestlingowego, który na swój sposób chce jej bronić i dlatego postrzega Dereka jako klauna. No i fajnie, że znowu Aldis pokazuje, że ma nad wszystkim kontrolę. Siedzi mi w roli tego GMa. Sam pomysł na walkę tag teamową, w której sami sobie szukają partnera otwiera wiele drzwi. Jest duży potencjał do wykorzystania i minimum dwa segmenty z poszukiwań. Podoba się to dla mnie.

Po walce - Uuu, mocno, nawet bardzo mocno. Zdjęcie maski to jest bardzo duży deal, dobrze, że nie pokazał twarzy, tylko ładnie zostało to opisane z ręcznikiem. Ale tutaj story między nimi to z miejsca wystrzeliło. Już nie trzeba będzie podnosić temperatury, już jest ok. Teraz to się nie mogę doczekać co się wydarzy między nimi na kolejnej gali.

Aldis i Jackson - O proszę, znowu Paddy. Jakoś mi to nie przeszkadza, że ta pocieszna mordka znowu się pojawia. Ciekawy ten segment. Ciekawi mnie co może oznaczać ta róża bez łodygi i do czego to jest nawiązanie. No i przede wszystkim od kogo to prezent. Może Waters? Nie wiem w sumie czy to w jego stylu, ale nikt inny mi nie przychodzi do głowy. Zaintrygowało mnie i mam nadzieję, że szybko dostaniemy rozwinięcie tematu.

Ransom i Dolnick - No nie powiem, wzięło mnie to z zaskoczenia. Poczułem najpierw starego, dobrego Maxwella. Aż się prawie zarumieniłem. A potem jak wszedł z tą depresją. Nieźle to sobie wymyśliliście. Nie spodziewałem się, że Wilgotniak mógł się mierzyć z depresją, po tym jak go Dolnick olał. Dobrze napisany ten monolog, łapie ze serce. Z miejsca kupuje sobie współczucie w oczach fanów, IRL można byłoby z tego zrobić dobrą akcję, że jak się ma problemy ze sobą to warto udać się do specjalisty, a nie dusić to w sobie, same plusy. A ten Dolnick jak tu wjeżdża xDDDDDDDDDDDD uśmiechnij się xD no zabrakło mi tu tylko, żeby jeszcze mu powiedział, żeby poszedł pobiegać xD No śmiechłem, nie powiem. Ale mega mi to pasuje do Dolnicka. Bardzo mnie ciekawi do czego ma to prowadzić, czy faktycznie będzie tak, że dojdzie do walki i będą przeciwko sobie, czy jednak będzie to historia pojednania i znowu dostaniemy te wspaniały duet ramię w ramię. Osobiście wolałbym pojednanie, ale nie będę narzekał, jak pójdzie w jedną czy drugą stronę.

Stare down - No i jednak Lopez. No to było im po prostu pisane od pierwszej gali. To się musiało wydarzyć i już nie mogę się doczekać, jak to poprowadzimy. Na razie stare down to spoko pomysł, to jest dobry motyw na skończenie gali. Tutaj już wrze, nie trzeba podnosić temperatury, trzeba tylko to przelać na papier. Dobrze, że o takim smaczku tutaj pomyślano, żeby ta wymiana spojrzeń była. Ich zachowanie też fajnie pokazało kontrast między postaciami. Już wiem, że się będzie działo, a to dopiero początek.

Podsumowanie - Dobrze wyszła ta gala, mocny start. Dokładnie tak, jak oczekiwałem. Mega propsy za brak komentatorów, no i jest to dużo krótsze. Na przeczytanie i komentarz poświęciłem 2,5 godziny vs średnio 7 godzin na wcześniejsze "tygodniówki". No jest to ogromna różnica. Większość rzeczy dojechało, zawodnicy dowieźli. Widać, że wszystko jest przemyślane i z czegoś wynika, albo będzie do czegoś prowadzić. Jest to ładnie poukładane. W zasadzie tylko ten segment McŁowicza z Lordem Sebastienem wyszedł tak z dupy moim zdaniem, bo nie rozumiem z czego wynika, że go akurat randomowo zaczepił i zaprosił do loży. A tak to wszystko elegancko. Najmocniejszym punktem gali było otwarcie, ale to dobrze, bo patrząc na skład to tak dokładnie powinno być. Mega doceniam jak Aldis jest pokazywany, on ogarnia, trzyma rękę na pulsie.

[Obrazek: 4295.png]
9/0/2
1x LPW World Champion

[Obrazek: 6651.png]
4/0/0
1x Eternal Champion [current]
Odpowiedz
Cytuj
303
20.07.2026, 11:03
#8
Bardzo ładne grafiki, mam nadzieję, że to nie koniec zalet jakie ma ta gala. 

Theme Song znałem wcześniej więc generalnie jest to ok i fajnie pasuje do gali, co do loga to podeślę Kubusiowi ładną wersję bez tła, która będzie wyglądać lepiej. Przechodzimy do komentar... Oh wait ich tu nie ma i muszę przyznać, że jest to ciekawy zabieg, o którym też wiedziałem wcześniej. Patrząc na to co mnie czeka za chwilę, chyba to kupuję i muszę się zastanowić czy nie pożyczyć tego pomysłu na Colosseum. 

Opener Segment: Galę zaczyna Jose Lopez, który tak naprawdę teraz dostaje poważny program. Bardzo podoba mi się jego pierwsza kwestia, Carnival czyta skrupulanie gale, topki i newsy, które zresztą wydaje, a dodatkowo potrafi to wykorzystać w swoich wypowiedziach. Jest to bardzo dobra cecha, której wiele z osób musi się jeszcze nauczyć, na początek dokładne czytanie gali wystarczy. Pojawia się Poeta i muszę przyznać, że zdecydowanie dowozi poziomem. Mi zapadł w pamięć tekst o czarnym płaszczu, który wiadomo będzie też kojarzył się z Reaperem, dobrze odbito też wcześniejsze słowa o psychiatrze. W dalszej części wymiany zdań panowie trzymają naprawdę równy poziom, widać że na każdą piłeczkę wystrzeloną przez Jose, Edgar ma odpowiedź, tak samo jak Lopez na te wypuszczone przez Dickinsona. Nawet sam Emiel uznał, że Carni czyta X'y itd. naprawdę przyjemnie się to czytało. Mamy i naszego mistrza, który wchodzi i atakuje z naprawdę wysokiego C. Naprawdę czuć w nim emocje po tym, jak Jose zniszczył jego moment, jest to duża rana, którą Lopez konsekwentnie rozdrapuje i to czuć w każdym słowie mistrza. Bardzo dobre słowa o skupieniu uwagi na turnieju, przez co Lopez nie mógł być w centrum wydarzeń, do czego zdążył nas już przyzwyczaić. Jedynie co to trochę szkoda, że Blaze nie do końca wierzy w Edgara w tym pojedynku, mówiąc że Jose to właściwie musi to wygrać, ale to taki drobny minus imo. Aldis rozgania całe towarzystwo pokazując, że nie będzie z nim zabawy jak w przypadku początków RVD. Całościowo segment bardzo dobry.

Pierwsza walka - widać, ze Rob stawiał jakiś opór mistrzowi więc za to dziękuję osobie, która pisała to starcie. Przecież Rob finalnie skończył 2-1, więc coś tam potrafi, dobra robota. Odniosę się też tutaj do segmentu po walce, niestety nie znałem jej przebiegu więc z góry zaznaczyłem, że Roba bolą plecy od zbyt dużej ilości rzutów, które mógł zainkasować, ale to akurat małe przewinienie xD Sam segment pozostawiam do oceny Wam, ale uważam że druga kwestia Lorda była tutaj zbędna. 

Brutal: No muszę przyznać, że Michał tutaj dalej konsekwentnie buduje sobie relację Brutala z fanami. Ja nawet jestem w stanie zrozumieć tych fanów, że im zaczyna się podobać to co Mike robi. Na plus zasługuje również to, że Michał trzyma się wydarzeń, które daje w newsach, wszystkie puzzle tej układanki zaczynają powoli tworzyć jedną logiczną całość, za co należą się słowa uznania. Brutal wygrzebał się z niezłego zakrętu i mam wrażenie, że teraz zaczyna zmierzać w dobrym kierunku. 

Walka - Wynik do przewidzenia, fajnie że Elias klepie, ale myślę że to i tak mała kara za to co zrobił i w sumie co powtórzył w weekend, więc na następnych galach raczej nie będzie oszczędzany.

Padula - Tęskniłem xD Wiadomo, że Slayer nie chciał wracać nim jako zawodnik, ale pomysł z gościem od wywiadów jest naprawdę bardzo dobry. Slayer musiał mieć niezły ubaw krytykując streszczanie karier przez Padyego, no chyba że tylko mnie to bawi xD Sam wywiad ok, Mantel dobrze w nim wypadł, odbijał pytania Jacksona w bardzo sprawny sposób przez co całość wypadała na jego korzyść. Kociarz się pojawia i bardzo podoba mi się to odniesienie do Łowcy Potworów, pokazał nam coś innego w tym segmencie i osobiście mnie zaciekawił swoją postacią. Podobnie jak Mantel, myślę że na chwilę obecną obaj są na równym poziomie i dadzą nam fajną rywalizację. 

Czas płynie nam jak rzeka - Myślałem, że Game będzie dłużej trzymał tą postać w szafie i mam trochę wrażenie, że jest on tutaj przedstawiony za szybko, ale co do samego promo to jest ono w jego stylu, widać że za bardzo nie przejmuje się innymi, podobał mi się tekst o tym, że ktoś w LPW widocznie przestał się klikać skoro zgłoszono się po niego. Generalnie dobra robota, ale czekam na więcej i tak jak wspomniałem, dla mnie jest za wcześnie na jego pojawienie się. 

Derek - ZSJ: No nasz foliarz ma swoje pięć minut, piękny to był szpaler, aż zazdroszczę tym, którzy byli na trybunach. Czyli nawet to, że MateuszMW nie jest tam gdzie Derek to spisek, no kto by pomyślał? Tylko wredny RVD. Derek zawsze dopisywał poziomem na galach i nie inaczej było tym razem, naprawdę sympatycznie się to czytało, nawet jest odniesienie do pofrunął, pięknie. ZSJ się pojawia i marudzi, jak to Brytole mają w zwyczaju. Jest w tym cholernie dobry trzeba mu przyznać, ale Derek nie pozostaje dłużny. Na miejscu ZSJ uważałbym ze słowem że Derek tylko przechowuje jego złoto, bo jak on je schowa to już bęben się na żaden matchcard nie zmieści xD Ponownie pojawia się Aldis, który ,,gasi pożar", a przy okazji ogłasza Main Event najbliższego Elysium. 

Garra vs Lord:  Walka napisana poprawnie, ale to co się działo poza nią to zdecydowanie rzecz ważniejsza od samego pojedynku. Mamy zdarcie maski, więc nasz Van Helsing upolował swojego pierwszego potwora xD To na pewno nada rozpędu tej rywalizacji, która mam nadzieję będzie jeszcze trwać. Czekam na więcej bo Kociarz na pewno tego tak nie zostawi. 

Róża: Ciekawe od kogo ten prezent dla Aldisa, a Paddy to taki pocieszny jest, że wziął bez większego zastanowienia i nawet nie powiedział od kogo, no pewnie nie pamięta w końcu we wcześniejszej pracy to raczej on był prezentem na podbicie streaku, a nie on je dostawał więc ja chłopa rozumiem. Jestem ciekaw dalszego rozwinięcia tego wątku.

Ransom - Dolnick: Czy wiedziałem jak będzie wyglądać Ransom jeśli chodzi o nastawienie nim wiedział to Kuba? Oczywiście, że tak. Czy mówiłem mu o tym? Oczywiście, że nie, ale też byłem cholernie ciekawy tego jak Panter będzie pisał tą postacią w tym wydaniu. Nie zawiodłem się, czuć ten jest egzystencjalny ból istnienia przez jaki musiał nasz Maksio przejść, a wiec zgolił głowę w akcie desperacji, ale one na pewno odrosną jeszcze dłuższe i silniejsze więc dasz radę Max. Jean wchodzi i w śmieszkuje, a wiadomo że z depresji nie wolno żartować, więc został w sumie olany i pewnie jest mu z tego powodu wszystko jedno, ale zobaczymy co przyniesie czas.

Main Event: Bardzo przyjemna walka do czytania, działo się dużo, każdy z zawodników miał swój lepszy moment więc nie ma się do czego przyczepić. Po walce mamy krótki aczkolwiek intenswyny staredown i o to w tym chodzi, mają być emocje, a od tej dwójki aż one kipią, dobre zwieńczenie gali.

Podsumowując:  No jest lepiej niż 2/10, więc brawo Jakub progresujesz finalna ocena to  3 na szynach/6 solidne 4/6

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
20.07.2026, 11:03 #8
Bardzo ładne grafiki, mam nadzieję, że to nie koniec zalet jakie ma ta gala. 

Theme Song znałem wcześniej więc generalnie jest to ok i fajnie pasuje do gali, co do loga to podeślę Kubusiowi ładną wersję bez tła, która będzie wyglądać lepiej. Przechodzimy do komentar... Oh wait ich tu nie ma i muszę przyznać, że jest to ciekawy zabieg, o którym też wiedziałem wcześniej. Patrząc na to co mnie czeka za chwilę, chyba to kupuję i muszę się zastanowić czy nie pożyczyć tego pomysłu na Colosseum. 

Opener Segment: Galę zaczyna Jose Lopez, który tak naprawdę teraz dostaje poważny program. Bardzo podoba mi się jego pierwsza kwestia, Carnival czyta skrupulanie gale, topki i newsy, które zresztą wydaje, a dodatkowo potrafi to wykorzystać w swoich wypowiedziach. Jest to bardzo dobra cecha, której wiele z osób musi się jeszcze nauczyć, na początek dokładne czytanie gali wystarczy. Pojawia się Poeta i muszę przyznać, że zdecydowanie dowozi poziomem. Mi zapadł w pamięć tekst o czarnym płaszczu, który wiadomo będzie też kojarzył się z Reaperem, dobrze odbito też wcześniejsze słowa o psychiatrze. W dalszej części wymiany zdań panowie trzymają naprawdę równy poziom, widać że na każdą piłeczkę wystrzeloną przez Jose, Edgar ma odpowiedź, tak samo jak Lopez na te wypuszczone przez Dickinsona. Nawet sam Emiel uznał, że Carni czyta X'y itd. naprawdę przyjemnie się to czytało. Mamy i naszego mistrza, który wchodzi i atakuje z naprawdę wysokiego C. Naprawdę czuć w nim emocje po tym, jak Jose zniszczył jego moment, jest to duża rana, którą Lopez konsekwentnie rozdrapuje i to czuć w każdym słowie mistrza. Bardzo dobre słowa o skupieniu uwagi na turnieju, przez co Lopez nie mógł być w centrum wydarzeń, do czego zdążył nas już przyzwyczaić. Jedynie co to trochę szkoda, że Blaze nie do końca wierzy w Edgara w tym pojedynku, mówiąc że Jose to właściwie musi to wygrać, ale to taki drobny minus imo. Aldis rozgania całe towarzystwo pokazując, że nie będzie z nim zabawy jak w przypadku początków RVD. Całościowo segment bardzo dobry.

Pierwsza walka - widać, ze Rob stawiał jakiś opór mistrzowi więc za to dziękuję osobie, która pisała to starcie. Przecież Rob finalnie skończył 2-1, więc coś tam potrafi, dobra robota. Odniosę się też tutaj do segmentu po walce, niestety nie znałem jej przebiegu więc z góry zaznaczyłem, że Roba bolą plecy od zbyt dużej ilości rzutów, które mógł zainkasować, ale to akurat małe przewinienie xD Sam segment pozostawiam do oceny Wam, ale uważam że druga kwestia Lorda była tutaj zbędna. 

Brutal: No muszę przyznać, że Michał tutaj dalej konsekwentnie buduje sobie relację Brutala z fanami. Ja nawet jestem w stanie zrozumieć tych fanów, że im zaczyna się podobać to co Mike robi. Na plus zasługuje również to, że Michał trzyma się wydarzeń, które daje w newsach, wszystkie puzzle tej układanki zaczynają powoli tworzyć jedną logiczną całość, za co należą się słowa uznania. Brutal wygrzebał się z niezłego zakrętu i mam wrażenie, że teraz zaczyna zmierzać w dobrym kierunku. 

Walka - Wynik do przewidzenia, fajnie że Elias klepie, ale myślę że to i tak mała kara za to co zrobił i w sumie co powtórzył w weekend, więc na następnych galach raczej nie będzie oszczędzany.

Padula - Tęskniłem xD Wiadomo, że Slayer nie chciał wracać nim jako zawodnik, ale pomysł z gościem od wywiadów jest naprawdę bardzo dobry. Slayer musiał mieć niezły ubaw krytykując streszczanie karier przez Padyego, no chyba że tylko mnie to bawi xD Sam wywiad ok, Mantel dobrze w nim wypadł, odbijał pytania Jacksona w bardzo sprawny sposób przez co całość wypadała na jego korzyść. Kociarz się pojawia i bardzo podoba mi się to odniesienie do Łowcy Potworów, pokazał nam coś innego w tym segmencie i osobiście mnie zaciekawił swoją postacią. Podobnie jak Mantel, myślę że na chwilę obecną obaj są na równym poziomie i dadzą nam fajną rywalizację. 

Czas płynie nam jak rzeka - Myślałem, że Game będzie dłużej trzymał tą postać w szafie i mam trochę wrażenie, że jest on tutaj przedstawiony za szybko, ale co do samego promo to jest ono w jego stylu, widać że za bardzo nie przejmuje się innymi, podobał mi się tekst o tym, że ktoś w LPW widocznie przestał się klikać skoro zgłoszono się po niego. Generalnie dobra robota, ale czekam na więcej i tak jak wspomniałem, dla mnie jest za wcześnie na jego pojawienie się. 

Derek - ZSJ: No nasz foliarz ma swoje pięć minut, piękny to był szpaler, aż zazdroszczę tym, którzy byli na trybunach. Czyli nawet to, że MateuszMW nie jest tam gdzie Derek to spisek, no kto by pomyślał? Tylko wredny RVD. Derek zawsze dopisywał poziomem na galach i nie inaczej było tym razem, naprawdę sympatycznie się to czytało, nawet jest odniesienie do pofrunął, pięknie. ZSJ się pojawia i marudzi, jak to Brytole mają w zwyczaju. Jest w tym cholernie dobry trzeba mu przyznać, ale Derek nie pozostaje dłużny. Na miejscu ZSJ uważałbym ze słowem że Derek tylko przechowuje jego złoto, bo jak on je schowa to już bęben się na żaden matchcard nie zmieści xD Ponownie pojawia się Aldis, który ,,gasi pożar", a przy okazji ogłasza Main Event najbliższego Elysium. 

Garra vs Lord:  Walka napisana poprawnie, ale to co się działo poza nią to zdecydowanie rzecz ważniejsza od samego pojedynku. Mamy zdarcie maski, więc nasz Van Helsing upolował swojego pierwszego potwora xD To na pewno nada rozpędu tej rywalizacji, która mam nadzieję będzie jeszcze trwać. Czekam na więcej bo Kociarz na pewno tego tak nie zostawi. 

Róża: Ciekawe od kogo ten prezent dla Aldisa, a Paddy to taki pocieszny jest, że wziął bez większego zastanowienia i nawet nie powiedział od kogo, no pewnie nie pamięta w końcu we wcześniejszej pracy to raczej on był prezentem na podbicie streaku, a nie on je dostawał więc ja chłopa rozumiem. Jestem ciekaw dalszego rozwinięcia tego wątku.

Ransom - Dolnick: Czy wiedziałem jak będzie wyglądać Ransom jeśli chodzi o nastawienie nim wiedział to Kuba? Oczywiście, że tak. Czy mówiłem mu o tym? Oczywiście, że nie, ale też byłem cholernie ciekawy tego jak Panter będzie pisał tą postacią w tym wydaniu. Nie zawiodłem się, czuć ten jest egzystencjalny ból istnienia przez jaki musiał nasz Maksio przejść, a wiec zgolił głowę w akcie desperacji, ale one na pewno odrosną jeszcze dłuższe i silniejsze więc dasz radę Max. Jean wchodzi i w śmieszkuje, a wiadomo że z depresji nie wolno żartować, więc został w sumie olany i pewnie jest mu z tego powodu wszystko jedno, ale zobaczymy co przyniesie czas.

Main Event: Bardzo przyjemna walka do czytania, działo się dużo, każdy z zawodników miał swój lepszy moment więc nie ma się do czego przyczepić. Po walce mamy krótki aczkolwiek intenswyny staredown i o to w tym chodzi, mają być emocje, a od tej dwójki aż one kipią, dobre zwieńczenie gali.

Podsumowując:  No jest lepiej niż 2/10, więc brawo Jakub progresujesz finalna ocena to  3 na szynach/6 solidne 4/6

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
20.07.2026, 20:04
#9
Logo piękne, kocham taką kolorystykę. Theme też mnie się podoba, co mam więcej dodać? 67. No i piszę to jako członek CT Elysium, więc muszę odrobinę inaczej niż zawsze.

Opening - Siebie oceniać nie będę, ale fajnie było mieć realnego rywala na mikrofonie, a nie Dolnicka. Edgar fajnie, walczenie z Lopezem na mikrofonie nie należy do najprostszych, zwłaszcza jak on łapie za każde słowo możliwe, ale Dickinson sobie poradził. Raczej nie pierdyknął tutaj jakimiś bombami, ale zrobił wszystko zgodnie ze swoją postacią i nie dał się wciągnąć właśnie na terytorium Jose, jeśli chodzi o takie potyczki słowne. Wejściówkę też warto u niego docenić, Panterowi również mocno się podoba. Progres względem WCW jest ewidentnie widoczny u Edgara i ten gimmick siada nawet lepiej. Teraz Blaze,czytałem to już, ale odświeżę sobie. Duże pole do popisu ma. Raczej nie czepiałbym się, że nie bawił się w nadczłowieka i najebał trzech ochroniarzy. W dodatku to jest face i nawet ta nienawiść TERAZ nie powinna dać mu się aż tak ponieść...więc normalna sprawa, że się uspokoił. Sam speech bardzo mocny, cieszy mnie, że sam pobawił się w smaczki i nawiązał do newsów. Do tego nadal jest ogromna złość i słuszne sprucie się o to, co wydarzyło się na poprzedniej gali, bo to tylko dodało oliwy do ognia. Końcówka to już w ogóle miodna, jak tam zaczął miotać tekstami i odbijać. To o koncercie jest mega fajnie odbite, w dodatku pociągnięte dalej, no podoba mi się to. Mistrz cały czas trzymał wysoki poziom, ale teraz przy rywalu, mogę nawiązać w sumie do swoich własnych słów - rozwija skrzydła. Ciekawe, co jeszcze jest nam w stanie zaprezentować, a patrząc, że ten program jest już nieukniony, to jestem podekscytowany. Aldis zrobił robotę i był spoiwem tego wszystkiego, bo jednak trzeba było jakoś Blaze'a uspokoić i sprawić, by nic nie odwalił, także GM wywiązał się ze swojego obowiązku i spoko. Nie będzie on na pewno wycieraczką do podłogi. Nie licząc siebie, to i tak oceniam, że ten segment miał bardzo wysoki poziom i nowe show otwarte w taki sposób, to chyba coś, czego każdy oczekiwał. Na brak komentatorów nie narzekam, odejmuje to robotę i osobie piszącej i tym, co muszą czytać, bo przydatność komentatorów czasem się zdarza, ale zazwyczaj to strata energii.

Axel Blaze vs Rob McŁowicz - No co.. no poprawnie rozpisana walka. Rob nie wypadł jak leszcz przy mistrzu, więc ta porażka nie powinna jakoś mocno go zaboleć, a Blaze przejebać prawa nie miał, a kolejna interwencja, druga z rzędu.. to chyba by was znudziła? Król Kiełbasy musiał uznać wyższość.

Rob i Sebastien - Musiałem sprawdzić, czy po francusku horrible to to samo co po angielsku, żeby się nie czepiać, że pisze słówka po angielsku, gdy speech i tak jest po angielsku, ale no.. VAR sprawdził i jest to francuskie słówko również! Kończmy jednak gadanie o pierdołach, przejdźmy do oceny. Niezbyt mnie kupiła pierwsza kwestia arystokraty. Po pierwsze to Rob trochę tych walk wygrał i przez turniej do momentu szedł jak burza. A teraz przesrał na mistrza i najlepiej zbudowaną postać, czy to mu tak ujmuje, żeby on przyszedł go wyśmiewać? No ale rozumiem, to taki fiutek, że jak będzie chciał, to się może doczepić do wszystkiego, więc odrobinę oko przymknąć mogę. Rob ma łatwiej, bo odpowiada, ale no mocno ze smakiem to jest. Mnie SMAKUJE. Pięknie odbite piłki i dopasowane do jego charakteru. No z bardzo fajnej strony Rob się pokazał w tej kwestii. Krótkie i nie lał wody, tylko wleciał w niego. Lord ma jeszcze jedną kwestię i o ile lubię łamanie czwartej ściany, to są już pewne momenty, że nie powinno się. Typu Makłowicz. To równie dobrze Lopezowi można powiedzieć, że Zayna Malika przypomina. Ewentualnie Waters coś mocno podobny do Rivera Phoenixa i chyba Moxley w WCW coś takiego palnął i to mocno skrytykowałem. Trzeba uważać już w jakie tony łamania czwartej ściany uderzamy. Reszta taka mocno przeciętna, Cavazos zaczyna uskuteczniać to, co kiedyś - czyli postać heela, która jest spoza Ameryki i takie prymitywne wjazdy na ich kraj. Zbyt tanie to jest, a przecież ta postać ma być droga. To taka uwaga, by nie wpadł w wir generic heela spoza USA, który opiera swoją postać na tym, że jest dupkiem spoza USA, a ci ze Stanów to podludzie dla niego. Mi tutaj o wiele bardziej przypadł do gustu Rob, ale ich połączenie jest całkiem ciekawe.

Brutal - No to lecimy z naturalnym dojrzewaniem charakteru Mike'a, fajnie. Michał mi zaimponował jak na razie, że teraz historia wygląda inaczej. Zazwyczaj to znikał, a Brutal kończył spuszczany w klopie. Tutaj nawet jak miał ciężkie początki, to się nie poddał i stara się obrócić to wszystko w coś pozytywnego dla swojej postaci, z którą już przez tyle lat musi być mocno związany. Oby nie zepsuł tego. Przedstawienie się jako największy fan klocków lego mnie rozbawiło. No i bardzo sympatyczne rozliczenie z przeszłością. Elysium to nowy początek dla niego i wzięcie wszystkiego na klate i pokazanie, że dojrzał i był w stanie zmienić zdanie na pewne tematy, to jest mądra decyzja. Takiego Mike'a chce się czytać, nabrał więcej wymiarów, hehe. Długość nie razi, bo była tu jakość i nadchodzi ta chwila, gdzie ja nie mogę się czepiać nic do niego. No chyba, że o jego brak doinformowania, jakie postacie trafiły podczas draftu do nas.. ale no nie musi się tym interesować. xD Także dobra robota, Brutalowi ten speech dużo dał i oczyścił się ze swoich grzeszków.

Elias Shadow vs Derrick Mantel - Czytałem to głównie, bo liczyłem na coś bekowego, ale no.. 1..2...3 KICKOUT? To odkopał po 3, także Elias to wygrał w sumie. XDD Sędzia wałek jakiś odjebał, czyżby ai to pisało i się jebło? Czy booker, no kurde, to jest dosyć poważny błąd. XD Derrick słusznie wygrywa, Elias mimo wszystko nadal ekskluzywnie jobbuje i jest w stanie coś wykrzesać w tych walkach. Tutaj w końcu przypiął i odliczył do 3 Mantela. xxD

Kotek, Mantel i Aldis oraz PADDY! - Cieszę się, że Paddy dostał robotę. Każdy wspomina sympatycznie go. Smaczku dodaje fakt, że debiutuje akurat przy Mantelu. xD Smaczny segment. Bawiłby mnie widok tego Mantela akurat obok Jacksona. Wypowiedź Derricka jak najbardziej poprawna. Kotek też z fajnej strony się pokazał i wyciągnięcie Val Helsinga i porównanie tego do Mantela to mądry wybór i pasuje to tutaj. Fajnie, bo wychodzi na to, że Kociarz potrafi coś więcej powiedzieć niż tylko wedle swojego gimmicku i jest w stanie walnąć czymś w rywala. Przyjemny segment. A no o Paddym nie zapominajmy.. dał radę, ale poczekajmy, aż trafi kogoś na wywiadzie, co ma bogatą karierę. Wtedy Jackson pokaże pełnie możliwości streszczeniowych.

Nowi - Czemu zawsze Salvador musi mieć aż tak przejebane? Kto w ogóle jest jego stwórcą, ktoś pamięta? Podoba mi się ten motyw z dyktafonem. Fajny klimat to miało. Doktorek robi robotę. W walce podobał mi się spokój naszego nowego nabytku. No ma to duży potencjał, zwłaszcza jak się zerknie w gimmick. Widać, że na to wszystko jest pomysł. Jedyne co tutaj było złe, to kodowanie i oddzielenie tego, ale ja sam zauważyłem na pw, że jak się wysyła w kodzie, to się często może nie łączy ze sobą, ale odwrotnie - robią się ogromne przerwy. Całość jednak oceniam na plus, lubię takie klimaty.

Rivers - Oj, padło tu kodowanie. Trochę jakby to było z Discorda wzięte, gdzie po użyciu * * tekst zlewa się w jedność. No to co, czekamy na niego? Całość przyjemna i sensowna. Można wyczuć te rozterki u niego i słusznie. W WCW był juz postacią wręcz... mityczną, chociaż miał Lopezowi oddać grzecznie pas, ale no uratował go upadek, hehe. Także teraz nadal może robić z siebie niepokonanego, chociaż to już tej mocy nie będzie miało. Jednak to jest w tym ciekawe, jak on sobie poradzi bez tego Nitro, gdzie był wszechmogący, widać też, że trochę dojrzał, w końcu jest starszy. Także to będzie jego nowa odmiana. Poziomem dowiezie na luzie i tutaj mamy tego zalążek. Miło go widzieć, bo można z nim zrobić ciekawe rzeczy, na przykład podłożyć Dolnickowi, tak jak też kiedyś w planach było. Smile A właśnie, ich interakcja też może być fajna, chociaż Grubas jest aktualnie zajęty czymś innym.

Derek i Zack - Niezły sobie szpaler zajebał. XD  Śmieszne w sumie. Jest i nawiązanie do Elizjum, nie byłem jedyny. Spisek. Fajna kwestia. Miło, że nie zapomniał o naszym kochanym, naoliwionym patusie i to też przeobraźił w spisek RVD. Jak oni nie zawalczą przeciwko sobie, to nie wierzę w spiski. Dereka plusem jest brak przynudzania i że zapodaje coś ciekawego prawie co chwilę. Zack za to.. dalej trzyma się tej swojej narracji, która jest słuszna, ale to wszystko jest max solidne, a oczekiwania wobec tej postaci są większe. Nie jest to nic, co jakoś by w ogóle postać Sabre'a wyróżniała na tle innych. Bardzo nierówny jest moim zdaniem. Ta odpowiedź Hallowaya mocna, o kurde. Kto by się spodziewał, że tak groteskowa postać, z dosyć kiepskimi początkami, teraz jest mistrzem i takie teksty sadzi na tym mikrofonie. No przeorał Sabre'a nieźle, ale może ten odpowie coś fajnego. No średnio nadal, nie jest to zbliżone poziomem do Dereka. Próby odbijania tych piłek wyszły tak sobie. Aldis spoko, że się pojawił i wymyślił takie coś, to daje pole do popisu dla obu na następnej gali. xD W tym segmencie Derek mi się bardzo spodobał, zaskoczenie, że on z tym pasem radzi sobie nawet lepiej, myślałem, że będzie mu wadzić, a tutaj proszę. U Zacka liczę, że będzie w stanie wejść na obroty typu czasy jak parodiował Brutala, bo aktualnie to Derek po raz kolejny go zjada.

El Garra de Gato vs Lord Sebastien - Wszystko zmierzało do tego, by Mantel się pojawił i jest. Francuz sobie chujkowatą wygraną zgarnia, co dla niego jest spoko. A Derrick.. odjebał ostrą akcje, to już jest przegięcie i bardzo dobrze. Wszystko idzie u nich naprawdę płynnie i do przodu.

Jak róża to Liam Rooses wraca.

Maxwell - Bardzo dobry speech. Z perspektywy osoby, która mierzyła się z wieloma zbliżonymi rzeczami, mogę docenić bardziej speech Ransoma. Ogólnie jako społeczeństwo możemy i gdyby to było prawdziwe, na pewno byłoby przydatne. Interesuję się też psychologią, więc widzę tutaj dużo pasujących rzeczy. Na przykład kompulsywne zachowanie Maksia i jego zgolenie włosów, które były bardzo ważne, Ba, cały charakter opierał się na ich wilgotności, a teraz dostajemy zupełnie coś innego, czego raczej nikt się nie spodziewał.

ME i końcówka - Front Facebook? Śmieszna literówka. Zawodnik z półwyspu iberyjskiego to bardzo ładne określenie. Chociaż teraz nerdowskie actually, ale sam ostatnio się doedukowałem w tym, gdy chciałem tak Lopeza nazwać, że w sumie to nie... on jest z Wysp Kanaryjskich i dokładnie, to niby nie powinno się tak mówić. xDD Musiałem się tym podzielić, bo mi to serce złamało i sam żyłem tyle czasu w błędnym przekonaniu. Walka fajna, dynamiczna, z wieloma momentami rozpisanymi z obu stron. Do tego łatwo się połapać, co i jak. Także git. Cieszy wygrana i wiedziałem, że muszę spiąć poślady, bo to nie będzie takie łatwe. Jakbym przegrał, starałem się nie dopuszczaj tej myśli, ale no coś tam w głowie planowałem w razie W. W życiu bym się nie zgodził, by po takim czymś mnie ktoś dodał i tak do walki o pas, ani też raczej nikt nie byłby tym po prostu zainteresowany. Staredown po walce fajnie rozpisany, podoba mi się. Dwa światy i budowanie napięcia. Fajne zakończenie gali.

Bardziej niż poprawna gala. Uświadczyliśmy konkretne momenty głównie. Takich jakichś mocno słabych to nie było wcale. Kilka co najwyżej trochę gorszych. Idzie to w dobrym kierunku.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
Carnival
World Champion
20.07.2026, 20:04 #9
Logo piękne, kocham taką kolorystykę. Theme też mnie się podoba, co mam więcej dodać? 67. No i piszę to jako członek CT Elysium, więc muszę odrobinę inaczej niż zawsze.

Opening - Siebie oceniać nie będę, ale fajnie było mieć realnego rywala na mikrofonie, a nie Dolnicka. Edgar fajnie, walczenie z Lopezem na mikrofonie nie należy do najprostszych, zwłaszcza jak on łapie za każde słowo możliwe, ale Dickinson sobie poradził. Raczej nie pierdyknął tutaj jakimiś bombami, ale zrobił wszystko zgodnie ze swoją postacią i nie dał się wciągnąć właśnie na terytorium Jose, jeśli chodzi o takie potyczki słowne. Wejściówkę też warto u niego docenić, Panterowi również mocno się podoba. Progres względem WCW jest ewidentnie widoczny u Edgara i ten gimmick siada nawet lepiej. Teraz Blaze,czytałem to już, ale odświeżę sobie. Duże pole do popisu ma. Raczej nie czepiałbym się, że nie bawił się w nadczłowieka i najebał trzech ochroniarzy. W dodatku to jest face i nawet ta nienawiść TERAZ nie powinna dać mu się aż tak ponieść...więc normalna sprawa, że się uspokoił. Sam speech bardzo mocny, cieszy mnie, że sam pobawił się w smaczki i nawiązał do newsów. Do tego nadal jest ogromna złość i słuszne sprucie się o to, co wydarzyło się na poprzedniej gali, bo to tylko dodało oliwy do ognia. Końcówka to już w ogóle miodna, jak tam zaczął miotać tekstami i odbijać. To o koncercie jest mega fajnie odbite, w dodatku pociągnięte dalej, no podoba mi się to. Mistrz cały czas trzymał wysoki poziom, ale teraz przy rywalu, mogę nawiązać w sumie do swoich własnych słów - rozwija skrzydła. Ciekawe, co jeszcze jest nam w stanie zaprezentować, a patrząc, że ten program jest już nieukniony, to jestem podekscytowany. Aldis zrobił robotę i był spoiwem tego wszystkiego, bo jednak trzeba było jakoś Blaze'a uspokoić i sprawić, by nic nie odwalił, także GM wywiązał się ze swojego obowiązku i spoko. Nie będzie on na pewno wycieraczką do podłogi. Nie licząc siebie, to i tak oceniam, że ten segment miał bardzo wysoki poziom i nowe show otwarte w taki sposób, to chyba coś, czego każdy oczekiwał. Na brak komentatorów nie narzekam, odejmuje to robotę i osobie piszącej i tym, co muszą czytać, bo przydatność komentatorów czasem się zdarza, ale zazwyczaj to strata energii.

Axel Blaze vs Rob McŁowicz - No co.. no poprawnie rozpisana walka. Rob nie wypadł jak leszcz przy mistrzu, więc ta porażka nie powinna jakoś mocno go zaboleć, a Blaze przejebać prawa nie miał, a kolejna interwencja, druga z rzędu.. to chyba by was znudziła? Król Kiełbasy musiał uznać wyższość.

Rob i Sebastien - Musiałem sprawdzić, czy po francusku horrible to to samo co po angielsku, żeby się nie czepiać, że pisze słówka po angielsku, gdy speech i tak jest po angielsku, ale no.. VAR sprawdził i jest to francuskie słówko również! Kończmy jednak gadanie o pierdołach, przejdźmy do oceny. Niezbyt mnie kupiła pierwsza kwestia arystokraty. Po pierwsze to Rob trochę tych walk wygrał i przez turniej do momentu szedł jak burza. A teraz przesrał na mistrza i najlepiej zbudowaną postać, czy to mu tak ujmuje, żeby on przyszedł go wyśmiewać? No ale rozumiem, to taki fiutek, że jak będzie chciał, to się może doczepić do wszystkiego, więc odrobinę oko przymknąć mogę. Rob ma łatwiej, bo odpowiada, ale no mocno ze smakiem to jest. Mnie SMAKUJE. Pięknie odbite piłki i dopasowane do jego charakteru. No z bardzo fajnej strony Rob się pokazał w tej kwestii. Krótkie i nie lał wody, tylko wleciał w niego. Lord ma jeszcze jedną kwestię i o ile lubię łamanie czwartej ściany, to są już pewne momenty, że nie powinno się. Typu Makłowicz. To równie dobrze Lopezowi można powiedzieć, że Zayna Malika przypomina. Ewentualnie Waters coś mocno podobny do Rivera Phoenixa i chyba Moxley w WCW coś takiego palnął i to mocno skrytykowałem. Trzeba uważać już w jakie tony łamania czwartej ściany uderzamy. Reszta taka mocno przeciętna, Cavazos zaczyna uskuteczniać to, co kiedyś - czyli postać heela, która jest spoza Ameryki i takie prymitywne wjazdy na ich kraj. Zbyt tanie to jest, a przecież ta postać ma być droga. To taka uwaga, by nie wpadł w wir generic heela spoza USA, który opiera swoją postać na tym, że jest dupkiem spoza USA, a ci ze Stanów to podludzie dla niego. Mi tutaj o wiele bardziej przypadł do gustu Rob, ale ich połączenie jest całkiem ciekawe.

Brutal - No to lecimy z naturalnym dojrzewaniem charakteru Mike'a, fajnie. Michał mi zaimponował jak na razie, że teraz historia wygląda inaczej. Zazwyczaj to znikał, a Brutal kończył spuszczany w klopie. Tutaj nawet jak miał ciężkie początki, to się nie poddał i stara się obrócić to wszystko w coś pozytywnego dla swojej postaci, z którą już przez tyle lat musi być mocno związany. Oby nie zepsuł tego. Przedstawienie się jako największy fan klocków lego mnie rozbawiło. No i bardzo sympatyczne rozliczenie z przeszłością. Elysium to nowy początek dla niego i wzięcie wszystkiego na klate i pokazanie, że dojrzał i był w stanie zmienić zdanie na pewne tematy, to jest mądra decyzja. Takiego Mike'a chce się czytać, nabrał więcej wymiarów, hehe. Długość nie razi, bo była tu jakość i nadchodzi ta chwila, gdzie ja nie mogę się czepiać nic do niego. No chyba, że o jego brak doinformowania, jakie postacie trafiły podczas draftu do nas.. ale no nie musi się tym interesować. xD Także dobra robota, Brutalowi ten speech dużo dał i oczyścił się ze swoich grzeszków.

Elias Shadow vs Derrick Mantel - Czytałem to głównie, bo liczyłem na coś bekowego, ale no.. 1..2...3 KICKOUT? To odkopał po 3, także Elias to wygrał w sumie. XDD Sędzia wałek jakiś odjebał, czyżby ai to pisało i się jebło? Czy booker, no kurde, to jest dosyć poważny błąd. XD Derrick słusznie wygrywa, Elias mimo wszystko nadal ekskluzywnie jobbuje i jest w stanie coś wykrzesać w tych walkach. Tutaj w końcu przypiął i odliczył do 3 Mantela. xxD

Kotek, Mantel i Aldis oraz PADDY! - Cieszę się, że Paddy dostał robotę. Każdy wspomina sympatycznie go. Smaczku dodaje fakt, że debiutuje akurat przy Mantelu. xD Smaczny segment. Bawiłby mnie widok tego Mantela akurat obok Jacksona. Wypowiedź Derricka jak najbardziej poprawna. Kotek też z fajnej strony się pokazał i wyciągnięcie Val Helsinga i porównanie tego do Mantela to mądry wybór i pasuje to tutaj. Fajnie, bo wychodzi na to, że Kociarz potrafi coś więcej powiedzieć niż tylko wedle swojego gimmicku i jest w stanie walnąć czymś w rywala. Przyjemny segment. A no o Paddym nie zapominajmy.. dał radę, ale poczekajmy, aż trafi kogoś na wywiadzie, co ma bogatą karierę. Wtedy Jackson pokaże pełnie możliwości streszczeniowych.

Nowi - Czemu zawsze Salvador musi mieć aż tak przejebane? Kto w ogóle jest jego stwórcą, ktoś pamięta? Podoba mi się ten motyw z dyktafonem. Fajny klimat to miało. Doktorek robi robotę. W walce podobał mi się spokój naszego nowego nabytku. No ma to duży potencjał, zwłaszcza jak się zerknie w gimmick. Widać, że na to wszystko jest pomysł. Jedyne co tutaj było złe, to kodowanie i oddzielenie tego, ale ja sam zauważyłem na pw, że jak się wysyła w kodzie, to się często może nie łączy ze sobą, ale odwrotnie - robią się ogromne przerwy. Całość jednak oceniam na plus, lubię takie klimaty.

Rivers - Oj, padło tu kodowanie. Trochę jakby to było z Discorda wzięte, gdzie po użyciu * * tekst zlewa się w jedność. No to co, czekamy na niego? Całość przyjemna i sensowna. Można wyczuć te rozterki u niego i słusznie. W WCW był juz postacią wręcz... mityczną, chociaż miał Lopezowi oddać grzecznie pas, ale no uratował go upadek, hehe. Także teraz nadal może robić z siebie niepokonanego, chociaż to już tej mocy nie będzie miało. Jednak to jest w tym ciekawe, jak on sobie poradzi bez tego Nitro, gdzie był wszechmogący, widać też, że trochę dojrzał, w końcu jest starszy. Także to będzie jego nowa odmiana. Poziomem dowiezie na luzie i tutaj mamy tego zalążek. Miło go widzieć, bo można z nim zrobić ciekawe rzeczy, na przykład podłożyć Dolnickowi, tak jak też kiedyś w planach było. Smile A właśnie, ich interakcja też może być fajna, chociaż Grubas jest aktualnie zajęty czymś innym.

Derek i Zack - Niezły sobie szpaler zajebał. XD  Śmieszne w sumie. Jest i nawiązanie do Elizjum, nie byłem jedyny. Spisek. Fajna kwestia. Miło, że nie zapomniał o naszym kochanym, naoliwionym patusie i to też przeobraźił w spisek RVD. Jak oni nie zawalczą przeciwko sobie, to nie wierzę w spiski. Dereka plusem jest brak przynudzania i że zapodaje coś ciekawego prawie co chwilę. Zack za to.. dalej trzyma się tej swojej narracji, która jest słuszna, ale to wszystko jest max solidne, a oczekiwania wobec tej postaci są większe. Nie jest to nic, co jakoś by w ogóle postać Sabre'a wyróżniała na tle innych. Bardzo nierówny jest moim zdaniem. Ta odpowiedź Hallowaya mocna, o kurde. Kto by się spodziewał, że tak groteskowa postać, z dosyć kiepskimi początkami, teraz jest mistrzem i takie teksty sadzi na tym mikrofonie. No przeorał Sabre'a nieźle, ale może ten odpowie coś fajnego. No średnio nadal, nie jest to zbliżone poziomem do Dereka. Próby odbijania tych piłek wyszły tak sobie. Aldis spoko, że się pojawił i wymyślił takie coś, to daje pole do popisu dla obu na następnej gali. xD W tym segmencie Derek mi się bardzo spodobał, zaskoczenie, że on z tym pasem radzi sobie nawet lepiej, myślałem, że będzie mu wadzić, a tutaj proszę. U Zacka liczę, że będzie w stanie wejść na obroty typu czasy jak parodiował Brutala, bo aktualnie to Derek po raz kolejny go zjada.

El Garra de Gato vs Lord Sebastien - Wszystko zmierzało do tego, by Mantel się pojawił i jest. Francuz sobie chujkowatą wygraną zgarnia, co dla niego jest spoko. A Derrick.. odjebał ostrą akcje, to już jest przegięcie i bardzo dobrze. Wszystko idzie u nich naprawdę płynnie i do przodu.

Jak róża to Liam Rooses wraca.

Maxwell - Bardzo dobry speech. Z perspektywy osoby, która mierzyła się z wieloma zbliżonymi rzeczami, mogę docenić bardziej speech Ransoma. Ogólnie jako społeczeństwo możemy i gdyby to było prawdziwe, na pewno byłoby przydatne. Interesuję się też psychologią, więc widzę tutaj dużo pasujących rzeczy. Na przykład kompulsywne zachowanie Maksia i jego zgolenie włosów, które były bardzo ważne, Ba, cały charakter opierał się na ich wilgotności, a teraz dostajemy zupełnie coś innego, czego raczej nikt się nie spodziewał.

ME i końcówka - Front Facebook? Śmieszna literówka. Zawodnik z półwyspu iberyjskiego to bardzo ładne określenie. Chociaż teraz nerdowskie actually, ale sam ostatnio się doedukowałem w tym, gdy chciałem tak Lopeza nazwać, że w sumie to nie... on jest z Wysp Kanaryjskich i dokładnie, to niby nie powinno się tak mówić. xDD Musiałem się tym podzielić, bo mi to serce złamało i sam żyłem tyle czasu w błędnym przekonaniu. Walka fajna, dynamiczna, z wieloma momentami rozpisanymi z obu stron. Do tego łatwo się połapać, co i jak. Także git. Cieszy wygrana i wiedziałem, że muszę spiąć poślady, bo to nie będzie takie łatwe. Jakbym przegrał, starałem się nie dopuszczaj tej myśli, ale no coś tam w głowie planowałem w razie W. W życiu bym się nie zgodził, by po takim czymś mnie ktoś dodał i tak do walki o pas, ani też raczej nikt nie byłby tym po prostu zainteresowany. Staredown po walce fajnie rozpisany, podoba mi się. Dwa światy i budowanie napięcia. Fajne zakończenie gali.

Bardziej niż poprawna gala. Uświadczyliśmy konkretne momenty głównie. Takich jakichś mocno słabych to nie było wcale. Kilka co najwyżej trochę gorszych. Idzie to w dobrym kierunku.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
23.07.2026, 10:37
#10
Lopez/Edgar/Blaze - Zaczynamy galę od Lopeza. Jakaś chaotyczna jest trochę ta wypowiedź. Mam wrażenie jakby była trochę pisana na szybko. Bardzo duży natłok myśli wciśnięty w krótką wypowiedź. Edgar odbija piłeczkę i robi to całkiem nieźle. Jak na to jak ostatnio obniżył loty, tak ta wypowiedź mi się podobała. Lopez po raz drugi i tu już idzie mu zdecydowanie lepiej. Podoba mi się, że Jose nie rzuca słów na wiatr tylko celnie argumentuje swoje ataki. Wow co tu się dzieje Pan Poeta mnie mocno zaskakuje. Jeszcze chwile temu spisywałem go na straty, a teraz daje solidne proma. Jak na moje to dobrze służy mu jak poetyckość traktuje jako dodatek do wypowiedzi, a bardziej odzywa się w stosunku do rywala. Ostatnio wyglądało to tak jakby głównie jechał zgodnie z gimmickiem, a rywala pomijał. Wchodzi Blaze i zamiata Lopezem. Za każdym razem czytam jego wypowiedzi i na początku się zastanawiam czy tym razem dorówna poziomem czy obniży lot, a on podnosi poprzeczkę. Trzeba przyznać, że mistrza mamy solidnego. Jakbym miał ocenić występy to Blaze najlepszy, dalej Edgar i trzecie miejsce Jose, ale też nie wiele gorzej od Dickinsona. Ta 1 wypowiedź lekko gorsza od drugiej stąd niżej.

Mcłowicz vs Blaze - Walka nieźle napisana. Rob wypadł całkiem dobrze był nawet blisko wygrania z mistrzem co mnie trochę zaskoczyło. Na końcu Axel wyjaśnia dlaczego jest mistrzem. Jeszcze raz pochwalę, że przeszliśmy na końcówki walk. Ogólnie doszliśmy z galami chyba do perfekcji. Smile

Mcłowicz/Lord - Ta gala mnie nie przestaje zaskakiwać. Lord, którego nie trawiłem od samego początku zaczyna mi się podobać. Niezłe proma w jego wykonaniu. McŁowicz niestety opadł trochę z formą. Mam wrażenie jakby wyparował z niego ten ostry charakter i stąd brzmi on gorzej. Lord za to ze spokojem, ale celnie podgryza McŁowicza. Oby Pobite Gary nie wyglądały tak, że Rob sam się ugotuje.

Brutal - Niezłe promo od Brutala. Nie ukrywam sam myślałem, że Mike się nie podniesie po tych przegranych, a jest tutaj i wydaje się nawet lekko odmieniony. A ta odmiana wyszła mu zdecydowanie na plus. Bardzo dobre promo w jego wykonaniu i odbicie na Eliasie może mu dać teraz niezły konflikt z aktywnym graczem. Szacun Michał za pozbieranie się.

Mantel vs Shadow - Dobrze napisana walka, Mantel podbudowuje postać na Eliasie. Muszę się przyczepić do jednej rzeczy, która mnie irytuje. Nie podoba mi się pisanie 1.2.3 i Kick out. Jakby 3 od razu sugeruje wygraną. Powinno być 2.99 conajwyżej. No jakoś mnie to drażni bo zawsze byłem przyzwyczajony do 1...2..2.99

Mantel/Kociarz - Wraca Paddy Jackson w ciekawej roli. Mantel wypadł całkiem dobrze w tym segmencie. Może trochę brakowało mu pazura, ale było całkiem git. Co do Kociarza to trochę zawiódł. Do tej pory jego wypowiedzi ociekały gimmickiem i były na wysokim poziomie. Teraz lekko obniżył lot. Praktycznie zero wtrąceń z hiszpańskiego. Proszę o poprawę.


Silas Crowe - Ale oryginalny gimmick, podoba mi się. Klimat wylewa się z ekranu. Dobrze, że biedny Salvador miał puls bo byłby niezły bs jakby uśmiercił chłopa.

James River - Wraca chłop i coś tam go pamiętam. Jak przez mgłę oczywiście, ale skoro był WHC championem to musiał być kimś. Segment jak najbardziej poprawny i tyle mogę o nim napisać bo dostaliśmy zaledwie zajawkę. Czekamy na pełnoprawny debiut na LPW.

Halloway/ZSJ - Jestem pod wrażeniem jaki progres zrobił Derek jako mistrz. Jeszcze po PPV uważałem, że nie zasługuje na pas, ale w konfrontacji z Zackiem wypadł nieźle, a to jednak wysoka półka. Sprytnie zaczęliśmy kolejny program i fajnie, że rozwiązanie nie będzie już teraz w pojedynku tylko powoli będziemy budowali napięcie, a Sabre jeśli chce wygrać pas musi zapracować, zamiast dostać title shot od strzała.

Kociarz vs Lord - Sebastian zgarnia zwycięstwo przy okazji nie umniejszając luchadorowi. Interwencja była jak najbardziej spodziewana, program między obydwoma postaciami jak najbardziej spójny i logiczny. Normal Guy nienawidzący odchyłów kontra przerysowany luchador. Ciekawe jak potoczy się dalej ten konflikt.

Paddy Jackson - Dziwna sprawa z tą różą. Jeśli nie wprowadzamy jakiejś divy to czy Aldis ma tajemniczego wielbiciela spośród mężczyzn?

Ransom/Dolnick - Grubas ze złamanym serduszkiem. Max go olewa wcześniej waląc ckliwie promo. Chyba chce się odciąć od Grubaska.

Lopez vs Poeta - Hmm Lopez wygrywa to starcie i zostaje pretendentem. No ciekawie to wygląda. Czy zasługiwał na to? No może ja bym jeszcze chwilę go potrzymał w tym miejscu, w którym jest szczególnie, że to Edgar wypadł lepiej na tej gali. Na obecną chwilę Jose raczej nie ma szans z Blazem. Dziwna sprawa, że Riddle jest poza tym kręgiem walczących o pas, ale co zrobić.

Podsumowanie - Gala wypadła całkiem nieźle. Super, że w końcu mamy te krótsze gale bo ile można czytać tasiemce. Były mocniejsze momenty, potem trochę gorsze. Generalnie pierwsza połowa gali podobała mi się bardziej od drugiej. W skali 1-6 daje 4/6

Zbyszek Uszczelka
Streak:

8/0/2
Last match:
Zbyszek Uszczelka
def. Preston Steele
Achievements:
1 x
LPW Valor Champion

Cheis Finnegan
Streak:
1/0/2
Last match:
Chris Finnegan
 def. Alistair Fraser Jr
Odpowiedz
Cytuj
Varost
Zawodowiec
23.07.2026, 10:37 #10
Lopez/Edgar/Blaze - Zaczynamy galę od Lopeza. Jakaś chaotyczna jest trochę ta wypowiedź. Mam wrażenie jakby była trochę pisana na szybko. Bardzo duży natłok myśli wciśnięty w krótką wypowiedź. Edgar odbija piłeczkę i robi to całkiem nieźle. Jak na to jak ostatnio obniżył loty, tak ta wypowiedź mi się podobała. Lopez po raz drugi i tu już idzie mu zdecydowanie lepiej. Podoba mi się, że Jose nie rzuca słów na wiatr tylko celnie argumentuje swoje ataki. Wow co tu się dzieje Pan Poeta mnie mocno zaskakuje. Jeszcze chwile temu spisywałem go na straty, a teraz daje solidne proma. Jak na moje to dobrze służy mu jak poetyckość traktuje jako dodatek do wypowiedzi, a bardziej odzywa się w stosunku do rywala. Ostatnio wyglądało to tak jakby głównie jechał zgodnie z gimmickiem, a rywala pomijał. Wchodzi Blaze i zamiata Lopezem. Za każdym razem czytam jego wypowiedzi i na początku się zastanawiam czy tym razem dorówna poziomem czy obniży lot, a on podnosi poprzeczkę. Trzeba przyznać, że mistrza mamy solidnego. Jakbym miał ocenić występy to Blaze najlepszy, dalej Edgar i trzecie miejsce Jose, ale też nie wiele gorzej od Dickinsona. Ta 1 wypowiedź lekko gorsza od drugiej stąd niżej.

Mcłowicz vs Blaze - Walka nieźle napisana. Rob wypadł całkiem dobrze był nawet blisko wygrania z mistrzem co mnie trochę zaskoczyło. Na końcu Axel wyjaśnia dlaczego jest mistrzem. Jeszcze raz pochwalę, że przeszliśmy na końcówki walk. Ogólnie doszliśmy z galami chyba do perfekcji. Smile

Mcłowicz/Lord - Ta gala mnie nie przestaje zaskakiwać. Lord, którego nie trawiłem od samego początku zaczyna mi się podobać. Niezłe proma w jego wykonaniu. McŁowicz niestety opadł trochę z formą. Mam wrażenie jakby wyparował z niego ten ostry charakter i stąd brzmi on gorzej. Lord za to ze spokojem, ale celnie podgryza McŁowicza. Oby Pobite Gary nie wyglądały tak, że Rob sam się ugotuje.

Brutal - Niezłe promo od Brutala. Nie ukrywam sam myślałem, że Mike się nie podniesie po tych przegranych, a jest tutaj i wydaje się nawet lekko odmieniony. A ta odmiana wyszła mu zdecydowanie na plus. Bardzo dobre promo w jego wykonaniu i odbicie na Eliasie może mu dać teraz niezły konflikt z aktywnym graczem. Szacun Michał za pozbieranie się.

Mantel vs Shadow - Dobrze napisana walka, Mantel podbudowuje postać na Eliasie. Muszę się przyczepić do jednej rzeczy, która mnie irytuje. Nie podoba mi się pisanie 1.2.3 i Kick out. Jakby 3 od razu sugeruje wygraną. Powinno być 2.99 conajwyżej. No jakoś mnie to drażni bo zawsze byłem przyzwyczajony do 1...2..2.99

Mantel/Kociarz - Wraca Paddy Jackson w ciekawej roli. Mantel wypadł całkiem dobrze w tym segmencie. Może trochę brakowało mu pazura, ale było całkiem git. Co do Kociarza to trochę zawiódł. Do tej pory jego wypowiedzi ociekały gimmickiem i były na wysokim poziomie. Teraz lekko obniżył lot. Praktycznie zero wtrąceń z hiszpańskiego. Proszę o poprawę.


Silas Crowe - Ale oryginalny gimmick, podoba mi się. Klimat wylewa się z ekranu. Dobrze, że biedny Salvador miał puls bo byłby niezły bs jakby uśmiercił chłopa.

James River - Wraca chłop i coś tam go pamiętam. Jak przez mgłę oczywiście, ale skoro był WHC championem to musiał być kimś. Segment jak najbardziej poprawny i tyle mogę o nim napisać bo dostaliśmy zaledwie zajawkę. Czekamy na pełnoprawny debiut na LPW.

Halloway/ZSJ - Jestem pod wrażeniem jaki progres zrobił Derek jako mistrz. Jeszcze po PPV uważałem, że nie zasługuje na pas, ale w konfrontacji z Zackiem wypadł nieźle, a to jednak wysoka półka. Sprytnie zaczęliśmy kolejny program i fajnie, że rozwiązanie nie będzie już teraz w pojedynku tylko powoli będziemy budowali napięcie, a Sabre jeśli chce wygrać pas musi zapracować, zamiast dostać title shot od strzała.

Kociarz vs Lord - Sebastian zgarnia zwycięstwo przy okazji nie umniejszając luchadorowi. Interwencja była jak najbardziej spodziewana, program między obydwoma postaciami jak najbardziej spójny i logiczny. Normal Guy nienawidzący odchyłów kontra przerysowany luchador. Ciekawe jak potoczy się dalej ten konflikt.

Paddy Jackson - Dziwna sprawa z tą różą. Jeśli nie wprowadzamy jakiejś divy to czy Aldis ma tajemniczego wielbiciela spośród mężczyzn?

Ransom/Dolnick - Grubas ze złamanym serduszkiem. Max go olewa wcześniej waląc ckliwie promo. Chyba chce się odciąć od Grubaska.

Lopez vs Poeta - Hmm Lopez wygrywa to starcie i zostaje pretendentem. No ciekawie to wygląda. Czy zasługiwał na to? No może ja bym jeszcze chwilę go potrzymał w tym miejscu, w którym jest szczególnie, że to Edgar wypadł lepiej na tej gali. Na obecną chwilę Jose raczej nie ma szans z Blazem. Dziwna sprawa, że Riddle jest poza tym kręgiem walczących o pas, ale co zrobić.

Podsumowanie - Gala wypadła całkiem nieźle. Super, że w końcu mamy te krótsze gale bo ile można czytać tasiemce. Były mocniejsze momenty, potem trochę gorsze. Generalnie pierwsza połowa gali podobała mi się bardziej od drugiej. W skali 1-6 daje 4/6

Zbyszek Uszczelka
Streak:

8/0/2
Last match:
Zbyszek Uszczelka
def. Preston Steele
Achievements:
1 x
LPW Valor Champion

Cheis Finnegan
Streak:
1/0/2
Last match:
Chris Finnegan
 def. Alistair Fraser Jr
Odpowiedz
Cytuj
Strony (2): 1 2 Dalej
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości