Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling E-Fed Tygodniówki Colosseum #7 - San Jose, California - 08.08.2026

Colosseum #7 - San Jose, California - 08.08.2026

Colosseum #7 - San Jose, California - 08.08.2026

Strony (2): 1 2 Dalej
297
08.08.2026, 15:11
#1
Earlier This Week

Znajdujemy się wewnątrz urządzonego w nowoczesnym stylu biura. Obraz z kamery skierowany jest na biurko, na którym znajduje się laptop, a także starannie ułożony stos dokumentów. Przy biurku siedzi zadbany, szczupły mężczyzna w wieku około 55 lat, o czarnych włosach lekko przyprószonych siwizną. Jest ubrany w garnitur, a na nosie ma okulary. Jest zajęty pracą przy komputerze, którą przerywa dźwięk pukania do drzwi. Operator odwraca się w ich stronę, ukazując w progu odzianego w czarną koszulę Prestona Steele'a.

Preston Steele: Podobno chciałeś mnie widzieć...

Frank Steele: Mam ci coś ważnego do powiedzenia. Siadaj, synu.

Ojciec Prestona wskazuje na stojące z boku krzesło, które młodszy ze Steele'ów przysuwa bliżej biurka, po czym zajmuje miejsce naprzeciwko swojego ojca.

Frank Steele: Wiesz, że nie wezwałbym cię tutaj, gdybym nie miał powodu. Jestem rozczarowany. Nie podoba mi się to, co się z tobą stało, Preston. Nie chodzi mi wcale o tę twoją zabawę w wrestling. Nie przeszkadza mi to, nawet po części rozumiem, bo każdy musi mieć jakieś hobby. Większy problem stanowi twoje luźne podejście do wydawania pieniędzy. Drogie samochody, bankiety, imprezy, a prezenty przeznaczasz na akcje charytatywne. Uważasz, że Steele Industries miałoby szansę w ogóle powstać, gdybym ja przez całe życie był takim niebieskim ptakiem? Może to moja wina, nigdy nie robiłem problemu, gdy chciałeś więcej pieniędzy. Ostatnio jednak uświadomiłem sobie, że tak nie może dalej być. <Preston chce coś powiedzieć, jednak Frank zatrzymuje go> Poczekaj. Jest jeszcze jedna sprawa, ta gorsza. Chodzi o tego twojego nowego przyjaciela. Escobar, tak? Daj sobie z nim spokój. Od razu widać, że to wąż. Nic dobrego cię nie czeka, jeśli dalej będziesz się z nim bratał.

Widać, że Legacy Breakerem z każdym następnym zdaniem wypowiedzianym przez jego ojca coraz bardziej targają emocje.

Preston Steele: To ty mi mówisz, że jesteś mną rozczarowany? Od najmłodszych lat muszę wysłuchiwać co tobie się nie podoba w moim postępowaniu co tylko nie robiłem. Jedyną osobą, która może mówić o rozczarowaniu w naszej rodzinie jestem ja. Jedyne, czego chciałem od życia to ojca, który będzie przy mnie i czasem się zainteresuję moją osobą. Kiedykolwiek ciebie w ogóle obchodziło czy ja jestem szczęśliwy? Zawsze wszystko kręciło się wokół firmy i wokół tego, żeby zdobyć kontakty z jak najbardziej wpływowymi ludźmi. Zawsze chodziło o to, żeby zarobić kolejne góry pieniędzy.

The Heir Apparent bierze głęboki oddech. Widać, że emocje buzujące w nim sięgają już zenitu.

Preston Steele: Znowu znalazłem sobie przyjaciela, na którego mogę liczyć. I co ty teraz robisz? Jak za każdym razem próbujesz mi wmówić, że nie powinienem się z nim trzymać. Kolejny raz chcesz mnie odsunąć od moich przyjaciół. Miguel jednak miał rację. Jedyne co ciebie interesuje to własne interesy i reputacja twojej firmy.
 
Frank Steele: Preston, wystarczy. Dość już usłyszałem. Nie będę dalej słuchał tego użalania się nad sobą. Skoro ciągle powtarzasz, że chcesz zbudować swoje imię sam i odciąć się ode mnie - w porządku, dostaniesz taką szansę. Powinieneś być zadowolony z tego, co teraz powiem. Od teraz nic już nie łączy cię ze Steele Industries. Postanowiłem, że firma zostanie przekazana komuś innemu, kiedy ja przejdę na emeryturę. Komuś kompetentnemu, kto zna wartość pieniądza i rozumie, że w tym świecie nie ma miejsca na sentymenty. Jesteś moim synem, ale nie mogę pozwolić sobie na to, by dorobek mojego życia trafił w niewłaściwe ręce. Od dzisiaj radzisz sobie sam. Zwróć proszę swoją złotą kartę. Będziesz musiał także wyprowadzić się z apartamentu, w którym ostatnio mieszkałeś, bo od następnego miesiąca zostanie on spożytkowany na cele biznesowe. To wszystko, co miałem ci do powiedzenia, możesz odejść.

Preston Steele: Tymi słowami tylko potwierdzasz, że Miguel miał rację. Zawsze myślałeś tylko o sobie.

Preston opuszcza biuro z wyraźnie zawiedzioną miną.

[Obrazek: 0YeExQZ.png]

Na titantronie widzimy przypominajkę z wydarzeń, które miały miejsce na drugim wydaniu Elysium między mistrzem Axelem Blazem oraz Jose Lopezem. Nasze oczy są raczone przez ładnie zmontowany filmik z ataku Jose na Axela w barze i z odwetu Blaze'a na Lopezie już na samej tygodniówce. Ekran gaśnie i w końcu wybrzmiewa FATE! A to oznacza, że pretendent do głównego tytułu pojawia się na rampie. Jego pojawieniu towarzyszą mocne głosy niezadowolenia od fanów. Na twarzy Hiszpana widać wiele ran. Szwy oraz gdzieniegdzie plastry pokrywają powierzchnie jego facjaty. Ubrany jest TAK. Lopezzo przygląda się reakcji i podchodzi do jednej ze ścianek, które są na rampie i tworzą wejście. Lopez klepie w nią i mówi: ''dawno do ciebie nie gadałem''. Hiszpan prycha i odchodzi od niej, po czym zmierza do ringu. Publika wykrzykuje do niego, że zasłużył na to, co zrobił mu Blaze. Chico Malo totalnie nie zwraca na nich uwagi i odbiera od pracownika mikrofon, w końcu wślizguje się do kwadratowego pierścienia i zamierza zabrać głos.

Jose Lopez: Kilka migawek z Elysium.. tyle wystarczyło, żeby dzisiejsze Colosseum było ciekawsze i wartościowsze niż jego poprzednie wydanie. <heat> Zachwycony Rob Van Dam w przerwie od bycia sędzią będzie mógł napisać oficjalne newsy, które zapewne czyta tylko on, jego rodzina i...najwidoczniej ja.

Jose uśmiecha się i bierze głębszy wdech, po czym spogląda na chwilę do góry, muska palcami rany na swojej twarzy i widać, że jego kąciki ust lekko się unoszą.

Jose Lopez: Zbieranie plonów jest doprawdy satysfakcjonujące... <krótka pauza> Wiem, że bardzo was cieszy oglądanie mojej osoby w takim stanie. <cheer> Co ciekawe.. mnie też. Nie dlatego, że mam masochistyczne zapędy jak ten wrestlingowy iPad kid Elias. Ja po prostu wiem.. że wszystko idzie po mojej myśli. <delikatny uśmiech> Nie kręciłem się nieuważnie po zapleczu bez powodu, doskonale wiedziałem, co nadejdzie i ze spokojem wyczekiwałem tego. Bez strachu, bez wiary, że jestem stwórcą tego świata czy też odpowiadam za pisanie ''opowieści''. Wystarczyła mi do tego... znajomość ludzkiej psychiki oraz 37 lat stąpania po tym świecie. <krótka pauza> W przypadku Blaze'a, miałem jeszcze łatwiej.. w końcu on jest taki sam jak dawny ja i tylko ślepa osoba może się z tym spierać. <ironiczny uśmiech> Dlatego jestem nim tak zainteresowany, a to, co robię... to nie jest uprzykrzanie mu życia, chociaż wielu niezbyt inteligentnych ludzi może wyciągnąć takie wnioski. NIE! Koniec końców, to ja jestem tym, który chce dla niego dobrze! Jako bardziej doświadczony kolega po fachu, który przeżył ten gorszy scenariusz, wiem, co może go czekać. Wiem, jak bardzo traci na was czas, więc zareagowałem! <heat> Sztuczny uśmiech, łechtanie waszego ego i ograniczanie się, to rzeczy, które dadzą mu jedno wielkie NIC! A przecież sam przedstawia się jako Legend In Making czy też Mr Forever! On potrzebuje ognia, nie tego z tej swojej śmiesznej koszulki, którą dumnie mają nosić fani z nadwagą i zarostem jedynie pod brodą. Nie... on potrzebuje takiego, który zostanie zapamiętany na zawsze! Dałem mu tę iskrę, dałem mu warunki do bycia potworem... A on w zamian MUSI dać mi jednego z największych sukinsynów, z jakimi można się zmierzyć! Tego potrzeba zarówno mi, jak i jemu, bo czy tego chcecie.. czy też nie, wrestlerowi z wielkimi ambicjami jest potrzebny jeszcze WIĘKSZY rywal, a nie banda fałszywych ludzi, która na pewnym etapie i tak ma cię gdzieś. <heat, a Lopez bierze głębszy wdech> Pojedynek Axel Blaze kontra Jose Lopez na Heatwave wytworzy pożar i to taki, że reszcie biznesu zacznie palić się pod dupami, bo o LPW będzie naprawdę głośno... wierzcie mi, dotrzymywanie słowa ostatnio idzie mi idealnie. <patrzy w kierunku kamery> Axel! Daliśmy sobie tak konkretnie po mordach, że teraz możemy się lepiej zrozumieć...a przynajmniej taką mam nadzieję, więc czekam.

W tym momencie na arenie rozbrzmiewa "I gotsta get paid", a na rampie natychmiast pojawia się Axel Blaze z pasem mistrzowskim zapiętym na biodrach. Ubrany jest standardowo - jeansy, skórzana kurtka, swoja koszulka i okulary przeciwsłoneczne. Zawodnik ma mikrofon w ręce i powolnym krokiem zmierza do ringu.

Axel Blaze: Kolejny raz muszę się z Tobą zgodzić, Lopez. Zaczyna mnie to przerażać, ale muszę przyznać Ci rację, że pojedynek Blaze vs. Lopez na Heatwave wytworzy pożar. To będzie prawdziwy ogień, dzięki któremu na stałe wypalę swoje nazwisko w historii. <cheer> Nie mniej jednak, serio przeraża mnie to, że drugi tydzień z rzędu przyznaję Ci rację...

Mistrz wchodzi do ringu i staje twarzą w twarz z Lopezem. Podchodząc do niego zdejmuje okulary i zakłada je za koszulkę, patrząc prosto w oczy swojego przeciwnika.

Axel Blaze: W co Ty grasz, Lopez? Zaczynasz naszą znajomość od zabrania mi najważniejszego momentu w moim życiu. Dosłownie chwyciłeś marzenie w trakcie spełniania i odebrałeś mi je na zawsze. Kiedy chciałem konfrontacji udawałeś, że Cię nie ma, żeby znowu zaatakować mnie zza pleców. I kiedy w końcu udało Ci się osiągnąć swój cel i zostać pretendentem do mojego pasa znowu postanowiłeś mnie zaatakować. Rozumiem zbłądzić raz, kiedy emocje biorą górę i tkwisz sam ze sobą, nikt nie zwraca na Ciebie uwagi, możesz nie wytrzymać. Ale 3 razy? A kiedy w końcu nie było dookoła nikogo, kto mógłby Cię tym razem uratować twierdzisz, że na to czekałeś? Że pozwoliłeś się tak urządzić? Co Ty w ogóle gadasz, człowieku, obudź się. To nie jest twitter, którym tak bardzo żyjesz, tutaj przyszła weryfikacja. Jak śmiesz mówić, że chcesz dla mnie dobrze? Ciesz się, że jesteśmy w ringu, którego nie będę bezcześcił, ale wiedz, że splunąłbym Ci teraz pod nogi. Na tyle zasługujesz. Jesteś bardziej śliski, niż słój na pomyje, Lopez. Przestań w końcu kłamać. Przestań kłamać, że Twój stan Cię cieszy. Przestań kłamać, że chcesz dla mnie dobrze. Przestań kłamać, że ktokolwiek mnie ogranicza! Przestań... <głos Blaze'a lekko się załamuje> bo ja już niczego nie rozumiem. Po tym wszystkim co mi zrobiłeś, Ty naprawdę nie próbowałeś się bronić. Ja... nie wiem co powiedzieć. Cały tydzień nie mogłem spać, myśląc o tym wszystkim, co się stało. Puściły mi nerwy, zrobiłem coś złego, a Ty nie dość, że pozwoliłeś się pobić, to jeszcze nie masz do mnie o to pretensji? Przez całe swoje życie starałem się wyróżniać. Starałem się pokazać ogień, który we mnie płonie. Próbowałem zaimponować innym, potrzebowałem innych, żeby być sobą. A potem pojawiasz się Ty, zupełnie sam, mówisz mi, że jesteśmy tacy sami i chcesz mi pomóc? Chcesz mi pokazać inna drogę? Ja... nie widzę innej drogi, Jose. Nie ma innej drogi. Jestem ja i są Oni. Potrzebujemy się, jesteśmy dla siebie stworzeni. A dopiero gdzieś, za tym całym tłumem, jesteś Ty. I próbujesz mi powiedzieć, że można wejść na szczyt na skróty? Co to wszystko ma znaczyć?

Jose przechadza się po ringu przez chwilę i w końcu staje przed Blazem, widać, że na jego twarzy jest teraz wymalowana powaga.

Jose Lopez: Pozwól, że odpowiem ci na to wszystko.. samemu zadając pytania. <krótka pauza> Axel, czy ty naprawdę wierzysz w  to, że ONI <pokazuje palcem na publikę> pomagają ci i mają wpływ na cokolwiek? Czy myślisz, że gdybyś musiał walczyć bez nich, zostaliby wymazani i byłbyś TY oraz rywal, to źle na ciebie by to wpłynęło? <prychnięcie> BULLSHIT! Byłoby wręcz odwrotnie, bo wszystko zawdzięczasz SAMEMU SOBIE! Ich jęki, wymagania, krzyki.. to rozprasza, to ogranicza. Gdy wyzbywasz się zwracania uwagi na to podczas pojedynku.. możesz dać z siebie jeszcze więcej! Gdybyś teraz dostał kontuzji, która zakończyłaby ci karierę, to po pewnym czasie interesowaliby się tobą fani czy ludzie, z którymi dawałeś sobie po mordzie w ringu? Ja znam na to odpowiedź z autopsji! <głębszy wdech> Idąc dalej, dlaczego zinterpretowałeś to wszystko jako droga na skróty? <lekko poirytowany> Nie ma w tym nic łatwiejszego! Jest odwrotnie. To cięższa droga, z wieloma trupami, po których musisz przejść, z jeszcze większą ilością przemyśleń, czy robisz właściwie, ale to ona zaprowadzi cię na ten szczyt, który jest ci pisany. Tam twoje marzenia staną się rzeczywistością i to takie, o których aktualnie nawet byś nie pomyślał. Zniszczenie wymarzonej celebracji to koszt, który musiałeś ponieść, by się przebudzić. Chcesz być LEGENDĄ? <patrzy w oczy Axela> Będziesz nią, ale otwórz oczy i przemyśl to wszystko! Masz w sobie to, co nie może być zmarnowane! <krótka przerwa> A jeśli o zmarnowaniu mowa... to za chwilę masz walkę z jednym takim, który niby idealnie wpisuje się w to, ale to bzdura. Ten człowiek nie jest zmarnowany, on właśnie teraz jest na swoim miejscu i z chęcią z perspektywy twojego narożnika zobaczę, co ten desperat wymyśli, by uniknąć nieuniknionego... <wredny uśmiech>

Blaze przełyka ślinę, jakby się czymś bardzo stresował, po czym energicznie potrząsa głową, jakby budził się z rodzaju jakiegoś transu.

Axel Blaze: Czy Ty chcesz mi wmówić, że stojąc w tym ringu naprawdę wierzysz w to co mówisz? Mówisz, że Ci wszyscy ludzie, którzy kupili bilety i siedzą teraz przed telewizorami nie mają znaczenia?  Że nie mają na nic wpływu? Jose, miałem Cię za weterana, a tymczasem okazujesz się nie mieć pojęcia o wrestlingu. Bo widzisz, bez nich, nie byłoby nas. <cheer> To oni sprawiają, że to nasze "dawanie sobie po mordzie" ma sens i nie jest durnym dawaniem sobie po mordzie. Ależ Ty mi teraz otworzyłeś oczy, Jose. Chłopie, jesteś jak ser, który spadł z krakersa. Bardzo, bardzo, bardzo Ci współczuję i przepraszam za to, co zrobiłem tydzień temu. Nie zdawałem sobie sprawy, jak głęboko zagubiony i samotny się stałeś. Nie miałem pojęcia, że tak nisko można upaść, wybacz mi, Jose. Teraz już rozumiem, Ty po prostu przez ten cały czas wołałeś o pomoc, a ja tego nie potrafiłem dostrzec. Ta cała Twoja gadka, że próbujesz mi pomóc, to tak naprawdę odwrócona psychologia, to przecież totalnie w Twoim stylu. Ty po prostu potrzebowałeś kogoś, kto będzie mógł wyciągnąć Cię z tego bagna i bałeś się, że każdy inny by Cię odrzucił. Ehh, mam za miękkie serce... ale niech Ci będzie. Jak już zauważyłem Twoje wołanie o pomoc to spróbuję wciągnąć Cię znowu na prawidłową ścieżkę. Możesz porzucić tą całą obłudę, te pierdoły, które opowiadasz, żeby usprawiedliwiać swoje decyzje. Wiem, że byłeś kiedyś na moim miejscu i tak cholernie Ci tego brakuje. Dawaj, postawimy Cię na nogi. <Axel przyjaźnie klepie Jose po ramieniu> Tylko nie myśl sobie, że zapomnę o wszystkim co zrobiłeś. Jestem w stanie potępić czyn, a nie człowieka. Można powiedzieć, że Ci to wybaczam, ale nie zapominam. I dlatego chciałbym, żebyś udowodnił, że faktycznie jesteś po mojej stronie. Dzisiaj staniesz w moim narożniku, a później wpadniemy na event Make a Wish. <cheer> Małe kroczki, Jose, małe kroczki.

Mimo dziwnych zmian nastrojów Blaze'a w jego oczach wciąż widać ogromna niepewność. Co prawda Axel zaczyna się właśnie przygotowywać do starcia, zdejmuje pas, oddaje go sędziemu i rozbiera się do standardowego stroju, jednak wciąż nie odwraca się plecami do Lopeza, który zajął już swoje miejsce koło ringu. Mimo słów, które padły wciąż czuć bardzo dziwną atmosferę między tą dwójką

[Obrazek: DzMkEu9.png]
Non-Title Singles Match
Axel Blaze vs Dan Dowson

Wracamy do ringu po reklamach, gdzie właśnie obaj zawodnicy znajdują się przy linach i Axel Blaze chwyta rywala za nadgarstek. Szybko wykonuje Irish Whip, którym wysyła rywala na przeciwległe liny, sam przechodząc za nim na środek ringu. Mistrz oczekuje lekko pochylony i nadziewa się na Running DDT od wracającego Dana! Jednak nie! Mr. Forever popisuje się niesamowita sprężynką przez głowę i ląduje na równych nogach bez szwanku. Sam rusza do lin, od których się odbija i pędzi prosto na zaskoczonego One and Only. W ostatnim momencie coś jednak wpada do głowy żywej Legendy i reaguje perfekcyjnym High Dropkickiem. Legend in Making jednak nie upada, a jedynie zatacza się i szybko dochodzi do siebie. Na tyle szybko, że kiedy Dowson zrywa się na równe nogi i natychmiast rusza do ataku, Axel wykonuje Clothesline. Niestety, nie trafia, Dan z gracja przemyka pod jego ręką i pędzi do lin, od których się odbija. Bicycle Knee Strike! Jednak nie! The Cage wykonuje Baseball Slide, dzięki któremu unika ciosu i jednocześnie wyślizguje się z ringu. Blaze wskazuje na niego palcem i rozgląda się po publiczności z pytaniem czy ma za nim ruszyć, a fani reagują bardzo entuzjastycznie. Axel rusza w pościg, a Dowson salwuje się ucieczką. Pogoń trwa około pół okrążenia wokół ringu, ponieważ na widok Lopeza koło jednego z narożników zatrzymuje się, próbuje wskoczyć na apron, ale ta chwila zawahania wystarczyła, aby dopadł go Mistrz. Ten od razu chwyta go za kark i trzaska głową rywala o apron, po czym cofa się, aby nabrać rozpędu i popisuje się soczystym Drive by! Sędzia powoli wylicza obu zawodników, ale Real Rock'n'Roller nie zamierza dać się ograć, tak jak MateuszMW, na ostatnim Colosseum, wślizguje się do ringu, aby przerwać liczenie i od razu łapie za głowę The Cage'a i wciąga go na apron. Następnie odwraca go, wciska ręce pod liny i rozpoczyna wypłacanie Beats of Bodhran. Publiczność liczy znacznie szybciej niż sędzia, udaje im się doliczyć do 10 ciosów, zanim sędzia realnie grozi dyskwalifikacją. Blaze unosi ręce do góry, jakby chciał dać do zrozumienia, że przecież on nic złego nie planuje, lecz tak naprawdę nie zamierza odpuszczać. Odwraca rywala przodem do środka ringu, wciska jego głowę pod pachę i wykonuje Suplex ponad linami! Cały ring zadrżał! Obolały Dan czołga się narożnika, a tymczasem Axel wstaje przy pomocy sprężynki i wchodzi w żywiołową interakcję z publicznością. Fani szaleją, a nakręcony Mistrz szykuje się do zakończenia starcia. Jednak nic z tego. Dowson w narożniku wzywa pomocy sędziego, zgłaszając kontuzję. Arbiter zaczyna sprawdzać stan żywej Legendy, a Mistrza odsyła do narożnika. Podirytowany Mr. Forever udaje się do przeciwległego narożnika, chwyta rękami liny i zarzuca włosy na twarz, jakby brakło mu cierpliwości. Po chwili ktoś klepie go w bark. Axel podnosi głowę, nie widzi Lopeza... odwraca się i od razu wyprowadza potężny punch prosto w głowę sędziego! Mistrz powalił sędziego, będąc przekonanym, że to kolejna gierka ze strony Jose, a tymczasem arbiter chciał tylko dać znać, że walczymy dalej! Zdruzgotany Mistrz klęka przy arbitrze, sprawdza jego stan i próbuje przeprosić i ocucić. Z zamieszania korzysta Dowson, który wyczołguje się z ringu, chwyta za krzesło i wraca z nim do ringu. Ustawia się tuż za plecami Blaze'a i wyprowadza uderzenie! Jednak nie! Pusty przelot! To Lopez chwycił za krzesło i wyrwał je z rąk Dana w trakcie uderzenia! Hiszpan tylko z dezaprobatą kręci głową, a The One and Only zaczyna się tłumaczyć. W końcu odwraca się i nadziewa się na Bicycle Knee Strike! Axel nie pozwala mu upaść, od razu przechwytuje i naciąga na Fade To Black! W tym momencie nowy sędzia wślizguje się do ringu, a Lopez z niego wychodzi. Pin! 1... 2... 3! Axel Blaze wygrywa! Choć wciąż z niedowierzaniem patrzy na Lopeza i analizuje co się właśnie wydarzyło.

Jesteśmy z kamerą na zapleczu, gdzie obserwujemy, jak Kenneth Riddle idzie korytarzem. Nagle w kadrze znajduje się również Renee Paquette z mikrofonem. Kieruje ona do Sacramento Sainta pytające spojrzenie, które mówi - czy mogę zadać kilka pytań? The Icon odpowiada twierdząco skinieniem głowy i w ten oto sposób nawiązał się nam dialog proszę państwa.

Renee Paquette: Kenneth, wszyscy widzieliśmy, co wydarzyło się podczas ostatniej gali Colosseum pomiędzy Tobą a Rybackiem. Twoja reakcja na jego zaczepkę była dosyć... zdecydowana. Czy mógłbyś jednak powiedzieć nam coś więcej na temat tego napięcia, które jest między Wami?

Kenneth Riddle: Mógłbym, Renee, ale po co? Ten człowiek żywi się atencją. Przekroczył granicę, która jest dla mnie święta i odpłaciłem mu się tak, jak na to zasługiwał. Wolałbym skupić się na ludziach, którzy dla odmiany zasługują na uwagę, więc mam nadzieję, że masz też dla mnie przygotowane pytanie o Jorge Cavazosa.

Renee Paquette: Oczywiście, że tak! Nasz Valor Champion wystosował otwarte wyzwanie, na które błyskawicznie odpowiedziałeś. Dlaczego się na to zdecydowałeś? Jeszcze niedawno byłeś na najlepszej drodze do zdobycia głównego mistrzostwa federacji, a teraz patrzysz w kierunku tytułu Valor. Dla niektórych Twoja decyzja może wydawać się niezrozumiała, jakbyś uciekał od LPW World Championship po pierwszym niepowodzeniu.

Kenneth Riddle: Auć, Renee, w samo serce! Ale tak zupełnie szczerze mówiąc, nie postrzegam tej sytuacji w taki sposób i nie chciałbym, aby ktokolwiek to robił. Fakty są takie, że Axel Blaze na własne życzenie zajął się problemem, z którym ja zmagałem się już bardzo dawno temu. To, że nie jestem z nimi w radosnym trójkącie, to moja świadoma decyzja. Po prostu czekam na rozwój sytuacji i pomyślałem, że w międzyczasie poszukam możliwości do stoczenia dobrej batalii w całym rosterze Colosseum. Jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę. Zresztą Jorge Cavazos to facet, którego nie trzeba długo szukać - widać i słychać go z daleka, a błyszczący pas mistrzowski na biodrach czyni go jeszcze bardziej atrakcyjnym w roli rywala dla mnie. Bo tym jest dla mnie Jorge - rywalem, nie wrogiem.

Renee Paquette: Oczywiście. Czy zechciałbyś nam jeszcze powiedzieć...

W tym momencie jednak potężny cios krzesłem spada na  głowę Kennetha Riddle! Chair Shot! Riddle pada jak rażony piorunem. To Ryback! The Big Guy jest ze stabilizatorem na kolano, jednak z bronią w ręku, i w dość niecenzuralnych słowach nakazuje oddalić się Renee Paquette co ta niezwłocznie czyni. Następnie Big Guy urywa kabel podpięty do monitoringu w tym pomieszczeniu i powala kamerzyste ciosem! Kamera ulega zniszczeniu, więc w tym momencie przez kilkanaście sekund dostajemy tylko śnieżenie obrazu, nie wiedząc co dokładnie dzieję się na zapleczu

Earlier Tonight

Przenosimy się do biura Roba Van Dama. Widzimy, że prezes siedzi przy swoim biurku, a na ścianach wiszą obrazy z sytuacji z jego bogatej ringowej kariery. RVD kilka coś na swoim laptopie aż w końcu do biura wchodzi Allan Hill. Widać po jego minie, że nie jest zbytnio zadowolony, że musi tutaj być, ale robi dobrą minę do złej gry.

Allan Hill: Nie jestem zadowolony, że muszę tutaj przychodzić, ale uważam, że zostałem trochę nadgorliwie potraktowany. Praktycznie każdy tutaj atakuje siebie nawzajem, pozwalają sobie na wszystko, a tylko ja za to poniosłem konsekwencje. Już nie mówiąc o tym, że w procesie sądowym powinien być niezawisły i neutralny sędzia, który nie ma nic wspólnego z oskarżonym. Czy tak było w tym przypadku? Śmiem wątpić. W związku z tym powinieneś znieść konsekwencję, które na mnie nałożyłeś tydzień temu.

RVD przez chwilę patrzy na Hilla, po czym zamyka laptop i odchyla się na krześle.

Rob Van Dam: Wiesz co, Allan? Doceniam, że tym razem wszedłeś przez drzwi, zamiast je rozwalić. Doceniam też, że próbujesz rozwiązać sprawę słowami. To jakiś postęp, ale nie próbuj robić ze mnie idioty. Tak, zawodnicy w LPW atakują się nawzajem. To wrestling. Tyle że większość z nich nie napada na człowieka odpoczywającego po przegranej walce, nie demoluje mojego biura i nie próbuje rzucić się na właściciela federacji podczas rozprawy dotyczącej własnego zachowania. A co do neutralnego sędziego, to nie był sąd federalny. To była wewnętrzna rozprawa LPW, dotycząca zawodnika zakontraktowanego przez moją federację. Jestem człowiekiem, który odpowiada za porządek w tym miejscu, więc to ja podejmuję decyzje.<RVD pochyla się lekko nad biurkiem i spogląda Hillowi prosto w oczy> Zakaz zostaje. Będziesz walczył wtedy, kiedy wyznaczę ci przeciwnika, a poza oficjalnymi pojedynkami nie wejdziesz między liny. Pokaż mi, że potrafisz to uszanować, wtedy możemy wrócić do rozmowy. Allan tutaj nie chodzi o kontrolę z mojej strony. Chodzi o to, żebyś wreszcie nauczył się kontrolować samego siebie.

The Broken Prodigy zaciska szczękę, po czym bez pożegnania odwraca się i wychodzi z biura. RVD jeszcze przez chwilę obserwuje zamykające się za nim drzwi, a następnie ponownie otwiera laptop. Kamera gaśnie.

Kiedy powiem sobie dość? Pewnie nigdy ponieważ kocham to co robię ~ Autor nieznany

"Raise Your Flag" i na arenie pojawia się Shio Sakazaki, czyli jeden z nowych nabytków federacji. Japończyk ubrany rzecz jasna w strój ringowy, zielone getry, czarne buty, białe owijki oraz charakterystyczną, zieloną wiatrówkę. Rozgląda się trochę po stage'u, spoglądając w kierunku publiczności, po czym spokojnym krokiem udaje się w stronę ringu. Gdy już tam dotarł, z wiatrówki wyciągnął zapalniczkę oraz paczkę papierosów, jednak gdy chciał odpalić fajkę, wokół niego natychmiast zjawiła się obsługa techniczna. Po krótkiej dyskusji, której nie nie było słychać, Shio oddał im swoje zasoby, przy czym odebrał mikrofon i zaczął mówić...

Shio Sakazaki: Na ostatnim Colosseum zawitałem tu pierwszy raz, jednak nie miałem okazji się wtedy przedstawić a chcąc to nadrobić... Konbanwa, Watashinonamaeha.. Shio.. Sakazaki. <lekka reakcja publiczności, Shio kiwa głową> Ok, wstęp mamy za sobą, więc czas na konkrety. Dwa tygodnie temu pewien osobnik a konkretnie Jay DiMateo, postanowił w dość prymitywny sposób mnie zaczepić. W sumie to nie mam do niego oto żadnych pretensji, podobnie jak ja jest tu nowy i chcąc być tu jakkolwiek zauważonym, musi szukać wszelkich okazji do zaistnienia. Szkoda tylko że w tak słaby sposób, uciekając się do marnej prowokacji ale niech ci będzie Jay, zdobyłeś moją uwagę. Cieszy mnie to, że pomimo twojego nonszalanckiego stylu bycia, masz chociaż jaja i przyjąłeś moje wyzwanie do walki. Widzisz, ja też muszę jakoś zdobyć uwagę by zostać zauważonym, tylko że w przeciwnym kierunku do ciebie, zamierzam wywalczyć to tym <unosi do góry zaciśniętą pięść> a nie tym.<wykonuje gest "kłapania dziobem"> Co do naszych spraw Jay, przemyślałem je sobie raz jeszcze i doszedłem do wniosku, że ukaranie cię ten jeden raz, mi nie sprawi żadnej przyjemności a ciebie niczego nie nauczy. Jedna walka nie rozstrzygnie tego, który z nas jest lepszy, ja to wiem i ty to wiesz... Więc proponuje ci kolejne wyzwanie a konkretnie Best of Five Series! <doraźna reakcja publiczności> Chciałeś fejmu? Cała przyjemność po mojej stronie. Chciałeś tu wszystkich wyjaśniać, masz do tego konkretną okazje. Chcesz na własnej skórze poznać charakter i umiejętności prosto z najciemniejszych ulic Tokio? Wystarczy tylko jedno twoje słowo i twój najgorszy koszmar się ziści. Pokazałeś już jak mocny jesteś w gębie, przyjdź tu i udowodnij to teraz w tym ringu.

Shio ściąga swoją wiatrówkę i oddaje ją obsłudze technicznej, oczekując na swojego przeciwnika.

W hali rozlega się ten utwór i widzimy, że Jay DiMateo pojawia się na rampie. Ma na sobie czarną, skórzaną ramoneskę, czarne, kanciaste okulary przeciwsłoneczne i standardowy pakiet - białe gacie, białe, wysokie buty i białą frotkę, na prawej ręce. Jay podchodzi nieco bliżej do ringu, jednak w ostatniej chwili wycofuje się i prosi obsługę o mikrofon.

Jay DiMateo: Zaraz, zaraz, zaraz! Coś mi tu nie gra, panie Kobayashi Naruto Tamagotchi <pojedyncze śmiechy i buczenie> pan się uważa za człowieka honorowego i w ogóle takiego kulturalnego, ta? No to coś nie pykło, skoro wchodzisz tu jak panicz i chcesz odpalić sobie szluga. <sprawdza coś na telefonie> O, AI mówi, że palenie przy innych ludziach jest niekulturalne i pokazuje brak szacunku dla norm społecznych. A, pamiętaj też, że palenie powoduje raka płuc i inne choroby, więc jeśli chcesz się truć, to spoko, ale nie truj tych niewinnych ludzi. <konsternacja na widowni, ale słychać lekkie brawa> Brawa to się należą panu ochroniarzowi! <Jay podaje mu rękę i bije brawo> Skoro mamy już tę sprawę za sobą, to wyjaśnij mi jedno, kitajcu...co ty pierdolisz? <śmieje się> Jakby, serio. <side eye> Wyjaśnij mi, czego ty chcesz?! Mówisz, że ja się zachowałem niehonorowo i gadasz jakieś splecione farmazony, a tymczasem prawda jest taka, że to TY, TY się wpieprzyłeś w moją rozmowę! Nie wiem, może knaga Cię zaswędziała i miałeś ochotę na puśkę naszej Marii? <buczenie> Oj, już nie bądźcie tacy święci! Nie wiem i nawet nie chcę tego analizować, bo ewidentnie nie ma w twoim myśleniu żadnej logiki. <podchodzi bliżej ringu> Wciskasz jakieś głodne kawałki, o tym, że chce sławy, tymczasem to TY DZWONISZ. To ty wszystko prowokujesz! Wtedy i teraz też! <kręci głową z niedowierzania> Chcesz ze mną walczyć pięć razy? Może od razu 20? Albo 50? <śmieje się pod nosem> Nie wiem czy wystarczy Ci pary, ale jak chcesz to proszę bardzo. Tylko od razu mówię - mam zamiar wygrać pierwsze trzy starcia, więc te dwa ostatnie będą zbędne. <chwilę nad czymś rozmyśla> Ahh, jeszcze jedno - ukarać to możesz swoją gejszę, czy jak wy tam się bawicie, w tej Japonii. Ode mnie po prostu dostaniesz na PYSK! Ile razy będziesz chciał, skoro tak Cię to jara! <Jay roześmiany wchodzi do ringu> A i błagam Cię zacznij się inaczej ubierać, bo czuje się jakbym miał walczyć z jakimś pokemonem.

Jay prowokuje jeszcze publiczność i samego Shio, a następnie odrzuca mikrofon, zdejmuje swoją ramoneskę, przekazuje okulary obsłudze i zaczyna rozciągać się przy narożniku.

[Obrazek: 4AlkWPy.png]
Singles Match
Shio Sakazaki
vs Jay DiMateo

Wracamy do walki, gdzie DiMateo podchodzi do zgiętego Shio. Ten od razu wyprowadza trzy łokcie na korpus. Sakazaki chwyta przeciwnika za rękę, popycha go na liny i Irish Whipem wysyła go na przeciwległe. Po powrocie mamy Snap Scoop Powerslam od Japończyka. Od razu próba pinu, jednak kończy się to wszystko na jednym klepnięciu w matę. Zawodnik z Tokyo nie poddaje się, od razu podbiega do lin i mamy Asai Moonsault. Piękna akcja, po której obaj wstają dosyć równo, a Shio będąc za przeciwnikiem od razu go chwyta i wyprowadza Reverse Backbreaker into Jumping Neckbreaker. Ależ teraz Japończyk rozgrywa oponenta. Ponownie próba przypięcia, 1… 2… nie, Kickout. Teraz Zawodnik z Tokyo podnosi oponenta za głowę, wyprowadza Gut Kick i chwyta go w Front Facelock. Mamy Suplex od Shio. Jednak nie, Jay wykręca się w powietrzu i ląduje teraz za plecami do oponenta. Nim Japończyk orientuje się w sytuacji, DiMateo posyła rywala w narożnik uderzając jego głową w górną krawędź. Teraz Amerykanin wyciąga przeciwnika za rękę, chwyta jego głowę, rozpędza i wciska go w narożnik między drugą, a trzecią liną tak, że Sakazaki uderza barkiem w ring post. Wyraźnie zadowolony z siebie Made Man wyciąga oponenta za rękę i dokłada jeszcze Russian Leg Sweep. Próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Japończyk chwyta się za obolały bark, a Jay jeszcze go stompuje właśnie w to miejsce i po głowie. Dochodzi do tego, że sędzia musi go odciągnąć i zagrozić dyskwalifikacją, słychać również buczenie na widowni. Amerykanin tylko odchodzi od przeciwnika na chwilę i gestem ręki pokazuje, że wszyscy tylko kłapią buzią. Made Man podnosi przeciwnika za rękę i wypłaca mu łokieć na głowę. Shio odchodzi kilka kroków, żeby oprzeć się o liny. Gdy się odwraca do przeciwnika ten jeszcze atakuje go pięknym Step-up Enzuigiri. Po tej akcji Japończyk wylatuje z ringu między drugą, a trzecią liną. Jay również wytacza się z kwadratowego pierścienia i idzie w stronę rywala. Ten już powoli wstaje, a DiMateo punchami sprawia, że oponent opiera się teraz o barykady dla fanów. Widzowie protestują, a Amerykanin zbywa ich gestem ręki, po czym wyprowadza serię chopów na klatkę piersiową Sakazakiego. Ta od tych ataków już powoli robi się czerwona, a Jay nie odpuszcza, chwyta rywala za głowę i uderza nią o apron. Sędzia nakazuje wrócić im do ringu doliczając już do 6. DiMateo wpycha rywala do kwadratowego pierścienia i sam wślizguje się do środka, od razu próba pinu. 1… 2… nie, Kickout. Jay pokazuje, że zaraz będzie koniec tej walki. Teraz biegnie na liny i wybijając się z drugiej wyprowadza Springboard Moonsault! Prosto na kolana rywala. DiMateo zwija się z bólu, ale powoli wstaje. Tak samo jak Japończyk, obaj zawodnicy są już na nogach Jay próbuje zaatakować puchem przeciwnika, jednak ten pochyla się pod ręką i za chwilę Sakazaki wykonuje Tilt-a-whirl Headscissors Takedown. Piękna akcja, po której chwytając się za plecy DiMateo aż siada na macie. To idealna okazja dla Sakazakiego, który namierza przeciwnika i wyprowadza Greetings from Japan! Ależ mocne kopnięcie w wykonaniu zawodnika z Tokyo i od razu próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Teraz DiMateo leży na macie, a Shio nie zastanawia się i wchodzi na szczyt narożnika. Szykuje się Rising Sun! Japończyk ustawia się i mamy wyskok! Chybione! Shio trafia prosto w matę, a Amerykanin od razu z tej pozycji wyprowadza Springboard Moonsault tym razem trafione! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Żaden z zawodników nie chce oddać tego zwycięstwa. DiMateo teraz pochyla się, żeby podnieść przeciwnika. Mamy Roll-up pin od Sakazakiego! 1… 2… 3?! Nie, Kickout. Obaj panowie wstają w miarę szybko, Shio teraz atakuje przeciwnika punchem, jednak nie trafia i z rozpędu odbija się od lin. Po powrocie to Jay teraz wykonuje Roll-up pin z biegu! 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Jay DiMateo wygrywa to starcie!

Kamera przenosi nas teraz do biura Roba Van Dama, który rozmawia przez telefon. Niestety nie słychać jego słów. W tym czasie do biura z impetem wpada wyraźnie zdenerwowany LPW Valor Champion, Jorge Cavazos, trzymając swój pas na ramieniu.

Jorge Cavazos: Rob, musimy pogadać.

Rob Van Dam: Muszę kończyć, później do Ciebie oddzwonię.

Jorge Cavazos: Możesz mi wyjaśnić, Rob, co tutaj się dzieje? Kolejny raz ktoś atakuje mojego przeciwnika i kolejny raz nie mogę odbyć uczciwej walki. Tydzień w tydzień, to ciągle się powtarza. Powtórzę swoje pytanie sprzed tygodnia - czy ty jeszcze nad tym panujesz? Kiedy toczył się turniej o pas LPW World Championship to nie miałeś problemu, żeby grozić każdemu dookoła konsekwencjami w razie interwencji. Teraz to kompletnie nie ma miejsca. Ja rozumiem, że ten tytuł jest dla Ciebie mniej ważny <Jorge poklepuje mistrzostwo znajdujące się na swoim ramieniu>, ale to nie może mieć miejsca co tydzień. W sumie to nie powinno mieć miejsca w ogóle. Naprawdę zaczyna mnie to już męczyć.

RVD przez chwilę milczy, uważnie słuchając słów mistrza. Następnie odkłada telefon na biurko i wstaje z fotela.

Rob Van Dam: Nie próbuj mi wmówić, że Valor Championship jest dla mnie mniej ważny. Ten pas reprezentuje Colosseum, a ty jesteś jego pierwszym mistrzem. Właśnie dlatego nie zamierzam pozwolić, żeby twoja kolejna obrona została po prostu odwołana. Masz jednak rację w jednej kwestii. Kenneth Riddle został zaatakowany, a od tamtej pory nie udało nam się z nim skontaktować. W tej sytuacji nie ma możliwości, żeby wystąpił dzisiaj w ringu. Nie zamierzam udawać, że wszystko przebiega zgodnie z planem, ale nie zamierzam też zostawić cię bez przeciwnika. <RVD robi krótką pauzę>Znalazłem już rozwiązanie. Dzisiaj zmierzysz się z The Reaperem. To nie jest jedyna zmiana. Zaplanowany na dzisiaj Tornado Tag Team Match nie odbędzie się w pierwotnej formie. Jego czterech uczestników zmierzy się ze sobą w 4-Way Matchu, a zwycięzca zostanie oficjalnym pretendentem do Valor Championship. Walka o to mistrzostwo odbędzie się podczas LPW: Heatwave<]Rob spogląda na mistrzostwo znajdujące się na ramieniu Jorge.> Pozostaje jeszcze kwestia stawki twojego pojedynku. Kenneth miał dzisiaj walczyć z tobą o ten pas, ale The Reaper jest zastępczym rywalem, dlatego decyzję pozostawię tobie. Możesz zmierzyć się z nim w zwykłej walce i przełożyć obronę mistrzostwa na inny termin albo postawić Valor Championship na szali również przeciwko niemu. Co wybierasz?

Jorge Cavazos: Nic Tobie Rob nie próbuję wmówić, to jedynie wnioski jakie wyciągam z twoich czynów. One zawsze były dla mnie ważniejsze niż słowa. Szkoda, że Kenny nie będzie mógł zawalczyć, to zawsze coś wielkiego móc zmierzyć się z taką żywą legendą, ale Reaper też nie jest kimś przypadkowym. Też miał swoje sukcesy i to będzie na pewno fajny pojedynek. Mam nadzieję, że jemu się przynajmniej nic nie stanie i ten pojedynek dojdzie do skutku. A co do mojej decyzji w sprawie postawienia pasu na szali - tydzień temu zapowiadałem Open Challenge o swój tytuł i nic się nie zmieniło. Nie mam problemu, żeby postawić ten pas na szali dzisiejszego pojedynku nawet po zmianie przeciwnika. A teraz wybacz, ale muszę się udać przygotować do swojego pojedynku.

Jorge obraca się na pięcie i wychodzi z gabinetu Generalnego Managera, a obraz z kamery gaśnie.

Czerwony jak cegła, albo jakiś inny alkoholik, kto ma wiedzieć ten wie ~ Autor nieznany

[Obrazek: k6hppX1.png]
Singles Match
 Nathan Martin
vs Allan Hill

Wracamy po reklamach, gdzie to Allan wbija przeciwnika w narożnik i od razu dokłada Corner Clothesline. Wbity Martin nie pada jednak na matę, więc jego rywal atakuje go Shoulder Trustami. Teraz dopiero Nathan siada w narożniku, a Hill podnosi go za rękę. W tym momencie Nathan wyswobodzą rękę poprzez Gut Kick. Teraz Nate odbija się od lin i inkasuje jeszcze Big Boot od oponenta. Kanadyjczyk pada na matę, a czarnoskóry zawodnik próbuje przypiąć rywala, jednak na próba kończy się na dwóch. Teraz Anglik podnosi rywala za rękę i chwyta pod Fallaway Slam. Wyrzuca przeciwnika za siebie, jednak Nate upada na nogi. Allan nie zdając sobie z tego sprawy powoli wstaje i jest jeszcze odwrócony do przeciwnika plecami. Martin korzysta z tego i Dropkickiem posyła swojego rywala w stronę lin. Zaskoczony Hill chwyta się za górną linę trzymając jednocześnie za uderzone przed momentem plecy i spogląda na przeciwnika. Zawodnik z miasta Beatelsów nieco się irytuje na ten atak i rozpędza w stronę rywala, który również stoi przy przeciwległych linach. Nate sprytnie naciąga górną z nich, przez co Anglik wylatuje poza ring. Teraz Allan będąc na macie z wściekłością uderza rękami o matę otaczającą ring, jednak za chwilę przypomina sobie, żeby nie ponosiły go emocje i wykonuje gest rękami jakby się uspokajał. Martin nie traci czasu i wykorzystuje roztargnienie rywala częstując go jeszcze poprzez Suicide Dive. Publika jest zadowolona z tego co widzi, ale Kanadyjczyk nie zwraca na to uwagi i stompuje przeciwnika. Teraz podnosi go i ciska w stronę ringu, żeby go wtoczyć do środka i sam się tam wślizguje. Hill wstaje, a Martin Irish Whipem kieruje go na liny jednak nie, mamy kontrę i to Nate biegnie w stronę lin. Po prostocie Anglik próbuje Clothesline, lecz Nathan uchyla się pod ręką przeciwnika, zatrzymuje się zaraz za nim i częstuje go jeszcze poprzez Pele Kick. Od razu próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Martin wstaje i ustawia się w narożniku obserwując swojego rywala. Ten powoli się podnosi do pozycji siedzącej. Kanadyjczyk jakby tylko na to czekał. Rozpędza się i mamy Lowe Your Head! Hill przechwytuje nogę oponenta! Nathan w szoku, a Allan śmieje się w demoniczny sposób i kiwa przecząco głową. Teraz się podnosi cały czas trzymając nogę oponenta. Momentalnie Anglik przyciąga do siebie przeciwnika, obejmuje rękami i mamy Overhead Belly-to-belly Suplex. Ależ teraz akcja, po której zawodnik z miasta Beatelsów staje w narożniku i czeka jak jego przeciwnik przed momentem. Nate w końcu wstaje i mamy Spear! Potężna akcja wbija w matę Kanadyjczyka i od razu próba pinu. 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Można powiedzieć, że w ostatnim momencie. Wyraźnie rozdrażniony Anglik znów się podnosi i oczekuje na swojego rywala. Nate słyszy, jak jego rywal dyszy i zachęca go do powstania. To się w końcu dzieje i nabuzowany Hill bierze rozpęd i mamy Blackout! Chybione! Martin pochyla się pod bicepsem przeciwnika. Teraz Allan odbija się od lin, Nathan się odwraca i mamy Superman Punch! Zamroczony Allan pada na matę, a Nate próbuje przypiąć przeciwnika. 1… 2… 3?! Nie, Kickout. Ależ wytrzymały jest Anglik. Nate pomaga przeciwnikowi wstać podnosząc go za rękę i ustawia się za nim. Martin go „odwija” i mamy Kiss of Solipsism! Jednak nie, Hill w ostatnim momencie odpycha kolano przeciwnika na bok. Allan odbija się od lin i mamy Blackout! Jednak Nate znów pochyla się pod ręką, jednocześnie łapie ją w drugą i Anglik znów jest w potrzasku. Nate znów szykuje przeciwnika pod Kiss of Solipsism! Tym razem udane! Próba pinu, 1… 2… 3?! Tak, to koniec, zwycięża Nathan Martin!

Na arenie rozlega się "Undead" i wiadomo, że w drodze na ring Dan Dowson. Ten staje na rampie, wyciągając rękę w górę na co niemal natychmiast milknie jego theme song.

Dan Dowson: Przez ostatnie dni, tygodnie, wydawało mi się, że śnię. Wreszcie, po wychodzeniu jak debil i rzucaniu słów do ściany, która jedyne, co potrafiła, to buczeć nagle stał się cud! Nawet nie mówię o walce z domorosłym prawnikiem, czy gościem, co potrafi łatwo pomylić wodę z wódą. Nie, pojawił się ktoś, kto uważa siebie za stwórcę. Za kogoś, kto mocą swojej wyobraźni tworzy dzieła, które ożywają. Naprawdę fascynujące, czekające na wizytę u ludzi, którzy mu pomogą zakończyć te marzenia. Wracając do tematu - macanie po jajach nie brzmi zbyt męsko, a to właśnie robiłeś, jakbyś czegoś zazdrościł. Czyżby te twoje dzieło *Dowson wymownie robi palcami znak oznaczający cudzysłów" wyszło aż tak zajebiste? Myślałem, że to jakiś kaprys, mimowolna chęć sprawdzenia wizji przełożonej na real, ale na zeszłej gali... To przekroczyło wszelkie granice. Wydaje ci się, że możesz wyjść w moim mieście, aby spierdolić moją pierwszą od długiego czasu walkę przed mieszkańcami mojego miasta? Wychodzi na to, że zawiść, chęć zaistnienia wystarczyła, abyś udowodnił, że z tworzeniem masz tyle samego wspólnego, co Butla z byciem abstynentem.

Nathan, słysząc to wszystko, szeroko i przerażająco się uśmiecha. Następnie podnosi się, po czym bije brawo i mimo zmęczenia po walce prosi o mikrofon. Pracownik mu go wręcza. W tle Hill wyrolowuje się z ringu. Nate jeszcze przez chwilę rozgląda się dookoła i szybko mruga oczami, po czym patrzy już na pana marudę, który jest na rampie.

Nathan Martin: Hę? <wygląda, jakby nie dowierzał> Tak po prostu? Bez gaszenia świateł? Tym razem wchodzisz, gdy jest tak jasno? Niesamowite! <zaczyna bić brawo> Co za rozwój postaci! Danie Dowsonie... to może przy okazji kolejna zmiana imidżu? Hmm? <uśmiecha się> Chociaż może lepiej nie? Teraz jest idealnie! Odnalazłeś się. Do twarzy ci... z tym obrazem nędzy i rozpaczy. <prycha, po czym przeczesuje włosy palcami> Zdaję sobie sprawę, że całkiem nieźle wyglądam, ale Dan, nie musisz dorabiać takiej ideologii do mnie i do swoich jajek. Ja po prostu... po prostu.. sprawdzałem, czy ty je jeszcze w ogóle posiadasz! Mogłem się domyślić, że już ci tego brak, ale sprawdziłem i po pierwszym razie aż ciężko było uwierzyć, że ktoś, kto jest tak wyszczekany i jest odbierany jako ''legenda'' nie ma ani odrobiny.. ovoj <odchrząka> To z języka esperanto, oznacza to jaja, nie chcę być gorszy od innych, a przecież każdy język należy i tak do mnie. <uśmiech> Potem dałem ci drugą szansę i ponownie tam uderzyłem, żeby mieć już miiiiliooon procent pewności, ale mogę oficjalnie potwierdzić - tam nic nie ma... Tutaj również. <pokazuje palcem na głowę> No bo jak inaczej wyjaśnić to, co ty właśnie wygadujesz? Atakujesz mnie po mojej debiutanckiej walce i dziwisz się, że... ci się odwdzięczam? Dziwny tok myślenia, Danny, musiałbyś załatwić mnie na AMEN! A nie jest to możliwe, bo wtedy świat by sie skończył... <przerażająco się uśmiecha> Chociaż dla ciebie to może bez różnicy? W końcu jesteś już tylko popychadłem, które męczy się z Mateuszem, a śmiem stwierdzić, że jest jednym z tych moich tworów, które najwybitniejszymi zawodnikami nie są.. <wzdycha> Zmierzam do tego, że twój brak wdzięczności względem mnie jest okropny, bo prócz mnie.. to ty NIKOGO nie obchodzisz Dan.. totalnie nikogo.

Te słowa chyba poirytowały Dowsona, bo z naburmuszoną miną zmierza do ringu. Nathan czeka na niego i zaprasza go, obaj odrzucają mikrofony i Dan wślizguje się do kwadratowego pierścienia. Martin od razu rzuca się na niego i próbuje przechwycić głowę. Dan wyrywa się, sprytnie łapie jego nogę i przewala Nate'a, po czym w parterze zaczyna go obsypywać ciosami. Kanadyjczyk jednak daje rade przeturlać się i to teraz on jest w dosiadzie nad One and Only i tłucze go solidnie. Pan maruda rodem z San Diego zrzuca z siebie The Solipsista i nogami go odkopuje, po czym momentalnie wstaje. Próbuje wypłacić punch w twarz Nate'a, ale ten unika i będzie ponownie Low Blow! Albo i nie! Tym razem Dowson jest przygotowany na to i chroni krocze, łapiąc rękę Nathana. Dokłada mu szybki Headbutt i momentalnie dorzuca Kill the Lights, czyli swój własny Superkick! The Creator dosłownie pada jak rażony piorunem. Allan Hill w tle odchodzi w kierunku rampy i chwilę się temu z lekką irytacją przygląda, ale po prostu idzie na zaplecze. Na arenę wbiega za to ochrona i tym razem nie do niego. Dan Dowson coś jeszcze trashtalkuje do leżącego Nathana i gdy widzi już ochroniarzy, to szybko wychodzi z ringu z wrednym uśmiechem na twarzy. Amerykanin zadowolony z siebie idzie w kierunku wyjścia, przy okazji słyszy spore buczenie. One and Only na chwilę zatrzymuje się jeszcze i zaczyna przekomarzanie z fanami. Półprzytomny i leżący nadal w ringu The Creator podnosi mikrofon i ledwo przykłada go do ust, przy okazji śmieje się maniakalnie w dosyć obolały dla siebie sposób.

Nathan Martin: Pięknie! C-cudownie! Widzę to... musimy to zrobić. Następne Colosseum. Ja kontra ty, Dan. Burried Alive Match! Zakończmy to wszystko. Zamiast zakopać topór wojenny.. jeden zakopie drugiego żywcem!

Dan Dowson: Serio? Zakopanie żywcem? Wow, cóż za zaszczyt mnie może spotkać. Najchętniej tak tępo szukającego atencji gościa bym olał, jak większość, ale masz to. Kolejne Colloseum.

Każde pokolenie ma własny czas, a teraz czas na reklamy ~ Autor nieznany

Kamera przenosi nas na zaplecze gdzie widzimy poirytowanego Uszczelkę idącego korytarzem. W rogu korytarza stoi jego partner Zygmunt Butla z butelką.. wody??? Uszczelka podchodzi do niego i wytrąca mu ją z rąk.

Uszczelka: Słyszałeś co szef wymyślił? Zamiast rozprawić się z gówniarzami raz, a porządnie dostaliśmy walkę o miano pretendenta. Mało tego do tej stawki wsadza ciebie! Nie obraź się Zygmunt, ale przez cały ten czas wyciągałem do ciebie rękę i chciałem ci pomóc. Ty zamiast skorzystać z tej pomocy złapałeś mnie za tę rękę i ciągniesz mnie do siebie na dno. Wiesz jaka jest zasada w hydraulice? Jak jest wyciek to starasz się go zakleić, ale jak mimo to wycieka dalej to po prostu wymieniasz te rurę na nową. Gdybym nie niańczył cię cały ten czas i pilnował żebyś nie przegrał z nałogiem to spójrz gdzie bym teraz był!

Butla patrzy na rozlaną wodę, po czym ociera mokrą dłoń o spodnie i spogląda na Uszczelkę.

Butla: Zbyszek, ja kiedyś przez trzy dni piłem z takim Mietkiem spod Bydgoszczy. Cały czas gadał, że gdyby nie on, to dawno leżałbym w rowie, bo mnie pilnuje, prowadzi i wyciąga z kłopotów. Czwartego dnia przyszło dwóch chłopów upomnieć się o jego dług. Mietek zamknął się w kiblu, a ja zostałem sam. Dostałem po mordzie, oddałem mocniej, a rano ten pajac wszystkim opowiadał, że wygrał dzięki swojemu planowi. I wiesz co? Ty zaczynasz gadać dokładnie jak on. Może czasem przeszkadzałem, może czasem trzeba było po mnie poprawiać, ale kiedy wygrywaliśmy, jakoś nie mówiłeś, że ciągnę Cię na dno. Teraz RVD daje mi szansę i nagle jestem rurą do wymiany? Może szef po prostu widzi we mnie coś więcej niż Twojego pomocnika. A Ty chyba pierwszy raz zobaczyłeś, że Butla może stanąć nie za Tobą, tylko naprzeciwko. Widzę, że zaczynasz się obawiać, to dobrze, bo czasem nawet ktoś taki jak ja potrafi zaskoczyć.

Uszczelka podnosi głos na kolegę.

Uszczelka: Zygmunt ty już masz kompletnie mózg zalany dyktą! Już raz ci narobiłem guzów na głowie i myślałem, że zmądrzejesz! Jak ty chcesz walczyć o miano pretendenta, jak ty sam ze sobą i swoim nałogiem nie potrafisz wygrać?! Mnie twój kolega Mietek żul nie interesuje i nie próbuj mnie do niego porównywać! Miałem cię za kolegę i nic więcej, pomocników nie potrzebuje. Po takich pomocnikach to mój dziadek na konia wsiadał. Jedynym zaskoczeniem będzie jeśli znów nie wyjdziesz nafurkany do walki. Jak już się dotoczysz do tego ringu to siądź w kącie i chociaż ten jeden, jedyny raz daj mi wziąć sprawy w swoje ręce. Stawka jest teraz zbyt wysoka, żeby znowu puściły ci zawory, a ja bym musiał sprzątać te gówno po raz kolejny.

Po tych słowach Uszczelka wychodzi i trzaska mocno drzwiami od szatni, po tym kadrze kamera płynnie przenosi nas do szatni Miguela Escobara.The Prince of Spain siedzi na krześle i skupia się na dzisiejszym pojedynku podczas gdy Sara rozmasowuje jego barki. Drzwi do szatni się otwierają, a do środka wchodzi Legacy Breaker, po którym już na pierwszy rzut oka widać, że targają nim bardzo duże emocje. Sara kończy masaż, a Miguel patrzy na Prestona.

Preston Steele: Dużo ostatnio myślałem nad sytuacją z ostatniego Colosseum i muszę sam przyznać, że dałem ponieść się emocjom. Należą ci się przeprosiny z mojej strony. Nie powinienem się tak zachować w stosunku do ciebie. 

Na twarzy Hiszpana pojawia się delikatny uśmiech po tych słowach.

Preston Steele: Mogliśmy pokonać tych nieudaczników już drugi raz gdybym nie był samolubny. Boli mnie to tym bardziej, że jesteś jedyną osobą, która zawsze trzyma moją stronę co by się nie działo i mogę na ciebie liczyć na dobre i na złe.

Miguel twierdząco kiwa głową, a następnie oddycha z ulga.

Miguel Escobar: Cieszę się, że wreszcie to zrozumiałeś. Nigdy nie działam na twoją szkodę i wiem, że razem możemy więcej. Nie naraziłbym tej współpracy. 

Escobar w tym momencie wstaje i chwyta Prestona za bark.

Miguel Escobar: Swoją drogą RVD wprowadził niemałe zamieszanie przy naszej walce. To nie będzie walka tag teamowa.

Preston zmarszczył brwi ze zdziwienia.

Miguel Escobar: Zawalczymy w fatal 4-wayu. Ty, ja, Butla i Uszczelka, a w stawce będzie title shot na pas Valor. 

Steele zbierał jeszcze myśli, a Hiszpan kontynuował.

Miguel Escobar: Wiem, że każdy z nas będzie nastawiony na zwycięstwo i wiem, że zarówno ty jak i ja możemy to wygrać. Najważniejsze jednak jest to, że po tej walce kończy się nasza historia z tą dwójką. Zostawiamy to za sobą i rozpoczyna nową przygodę w drodze do pasa mistrzowskiego. Wygrana któregoś z nas to sukces naszej dwójki, pamiętaj o tym.

Miguel po tych słowach zbiera rękę z barku Prestona, macha głową do Sary i opuszcza szatnię.

Mogłaś być już na dnie, ale wypłynęłaś ~ Autor nieznany

Na arenie wybucha nigdy nie slyszana Muzyka Po chwili w stronę ringu zmierza wyraźnie zadowolony z tekstu utworu MateuszMW. Zawodnik leje się oliwką po czole i świeci się jak psu jajca, do tego dokłąda swój dresiarski uśmiech, a następnie przechodzi pod górną liną i melduje się w ringu

MateuszMW: Siemanko z dumą wszech i wobec oświadczam Wam, że w końcu udało mi się wejść na odpowiednie tory. Moje ostatnie dokonania bez wątpienia są tego dowodem. Tylko ja jestem w stanie w tak szybki sposób podnieść się, wstać z kolan i pokazać, czym jest prawdziwa krakowska siła! Widzicie kim powoli się staję? O czym wielokrotnie Wam mówiłem..... O czym moja mama mówiła? Pamiętacie?

 Po tych słowach MateuszMW bierze oliwkę i nakłada ją na swoją łysą głowę.

MateuszMW: Jeśli Wam gdzieś to umknęło to powtórzę jeszcze raz. JA MATEUSZ MAM WSZYSTKO, CO POTRZEBUJE PRAWDZIWA GWIAZDA FEDERACJI I NIKT NIE JEST W STANIE MI ODEBRAĆ ZAWZIĘTOŚCI, KTÓRA PRĘDZEJ, CZY PÓŹNIEJ ZAPROWADZI MNIE NA SAM SZCZYT. Wiem, że jest to żmudny proces, ale sukces jest mi pisany. W ogóle ostatnio zastanawiałem się, kim jest David Otunga? Co to za przychlast noszący garnitur i teczkę.... Czy on nie powinien walczyć? Mniejsza..... Jebać go. W tym momencie dla mnie liczy się dobra passa oraz wiara mamy i mistrza Dereka! Dziękuję Wam za wszystko, co dla mnie zrobiliście! Derek jesteś najlepszy, szkoda że nie ma Cię w moim brandzie :/ 

Na arenie rozbrzmiewa „All About The Power”. David Otunga pojawia się na rampie już w stroju ringowym. Spokojnie spogląda w stronę ringu, gdzie czeka na niego MateuszMW, po czym bez pośpiechu rusza w jego stronę. Wchodzi między liny i staje naprzeciwko swojego dzisiejszego przeciwnika. Pracownik techniczny podaje Adwokatowi mikrofon, a ten przyjmuje go bez słowa.

David Otunga: Mateusz, muszę ci coś przyznać. Jestem pod naprawdę wielkim wrażeniem. Tyle słów, tyle zapewnień, tyle wiary w siebie... że aż zacząłem się zastanawiać, ile czasu zajęło ci przygotowanie tej przemowy. Słuchając cię przez chwilę pomyślałem, że ktoś napisał tę przemowę za ciebie. Ale potem przypomniałem sobie, że nawet najlepszy program sztucznej inteligencji nie jest w stanie dopisać ci osiągnięć, których zwyczajnie nie masz. Bo jeżeli naprawdę miałeś czas, żeby to wszystko przemyśleć, a najlepszym dowodem swojej wielkości jaki udało ci się znaleźć, jest jedno zwycięstwo i remis z kimś takim jak Dan Dowson to chyba powinienem ci współczuć.

Legal Killer spogląda w stronę publiczności z wyraźnym niesmakiem, jakby zakończenie jego walki z Dowsonem na Ascencion dalej go gryzło.

David Otunga: W każdym bądź razie... Mówisz, że w końcu wszedłeś na właściwe tory. Tylko widzisz Mateusz... problem polega na tym, że ja nawet nie jestem pewien, czy my jedziemy tym samym pociągiem. No bo Ty mówisz o przyszłości, o byciu twarzą federacji, o tym co dopiero osiągniesz. Ja patrzę na to co już osiągnąłeś. I między tymi dwiema rzeczami jest kolosalna, wielotomowa wręcz różnica.

The Harvard Hammer spogląda na rozsmarowaną oliwkę na głowie Mateusza.

David Otunga: A skoro już wspomniałeś o mnie... zastanawiałeś się kim jestem. Prawnikiem, wysportowanym atletą, a przede wszystkim człowiekiem, który potrafi przygotować się do swojej sprawy i kimś kto rozumie różnicę między twierdzeniem a dowodem. Ty twierdzisz, że jesteś przyszłą gwiazdą, kiedy ja potrzebuję tylko jednej rzeczy, żeby sprawdzić wiarygodność twoich słów.

The Verdict Maker wskazuje palcem w dół, w kierunku maty.

David Otunga: Tego. Nie obchodzi mnie twoja mama. Nie obchodzi mnie, co powiedział ci ten dziwoląg z Elysium. I szczerze mówiąc nie obchodzi mnie nawet to ile oliwki potrzebujesz, żeby poczuć się jak przyszły mistrz. Uświadom sobie, że dzisiaj nie walczysz z człowiekiem którego możesz pokonać samą pewnością siebie. Skończyliśmy już z motywami. Teraz przedstawimy dowody i zakończmy już tę sprawę, za długo ona trwa.

Otunga oddaje mikrofon sędziemu i zmierza w stronę swojego narożnika.

[Obrazek: i7KUp9k.png]
Singles Match
David Otunga vs MateuszMW

Wracamy do pojedynku, gdzie to Mateusz stompuje siedzącego w narożniku przeciwnika. Przyciska go kolanem do rogu ringu, aż sędzia interweniuje i po doliczeniu do 4, Polak puszcza. Sędzia grozi mu palcem i poucza, że nie może przesadzać. Polish Fucker (nie no, nie mogę z tego XD) przepycha teraz na bok arbitra i podnosi za rękę swojego rywala. Irish Whip w przeciwległy narożnik. Otunga wbija się w narożnik, zaraz za nim biegnie Mateusz. David jednak plecami odbija się od narożnika w taki sposób, że nie odczuwa bólu i Chlothesline’m powala przeciwnika. Ten dosyć szybko wstaje, ale Adwokat podchodzi do boku rywala i od razu wypłaca mu Olympic Slam. Amerykanin od razu po tej akcji przypina, 1… nie, Kickout. Mateusz się nie poddaje. Otunga pomaga przeciwnikowi wstać chwytając go w odpowiedni sposób w pasie. Gdy udaje się podnieść rywala, cały czas trzymając go zgiętego za pas, David wykonuje Gutwrench Suplex. Amerykanin prezentuje teraz swoje umiejętności techniczne. Mateusz po otrzymaniu ataku chwyta się za plecy, ale wstaje przy linach. David atakuje go przy linach punchami. Irish Whip na liny, jednak nie, za chwilę przyciąga do siebie oponenta i mamy Short-Arm Lariat. Mocno obity Polak leży teraz na macie, a Adwokat próbuje teraz przypiąć. 1… 2… nie, Kickout. Po tej próbie The Big MW wytacza się poza ring i aż klęknął z bólu. David również wyszedł z ringu i punchem atakuje rywala. Teraz chwyta Polaka za tył głowy i wpycha go w metalowe schodki. Jednak nie, Mateusz w ostatniej chwili odwraca się i to Otunga wpada plecami w podesty. Adwokat aż jęknął z bólu, a Polak dokłada jeszcze stompy na plecy oponenta. The Big MW pomaga wstać przeciwnikowi i wrzuca go do ringu, a sam pakuje się na szczyt narożnika. Mamy wyskok i piękny Diving Senton. Od razu próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Polak wstaje w bardzo podobnym tempie do swojego rywala. Mateusz odbija się od lin i dokłada jeszcze Jumping Clothesline. Polak nie próbuje pinu, podnosi rywala do stójki i Irish Whipem wysyła go do narożnika. Krótki rozpęd i mamy Corner Splash! Jednak w pusty narożnik. David w porę się odsuwa. The Big MW opiera się teraz o narożnik klatką piersiową, a Otunga chwyta w pasie przeciwnika i wyprowadza Release German Suplex. Polak trzymając się za kark wstaje. Adwokat popycha go na liny, a po porwiecie mamy Sit-Out Spinebuster. Proba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Teraz Amerykanin podnosi Polaka do stójki, wyprowadza Gut Kick o odbija się od lin. Szykuje się Legal Precedent! Jednak Mateusz w porę się prostuje, wrzuca rozpędzonego przeciwnika na bark i mamy Powerslam! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Mateusz kiwa głową i kieruje się teraz do swojej oliwki w narożniku. Polewa nią swoją głowę i naciera bardzo grubo. Teraz oczekuje, aż jego rywal wstanie. Szykuje się Łysy Punch! Otunga wstaje, Polak chwyta go za kark, jednak Adeokat odpycha przeciwnika i po prostocie Mateusz otrzymuje Motion to Dismiss! Od razu próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Żaden nie chce oddać tego zwycięstwa. Otunga wstaje i pomaga również podnieść się przeciwnikowi za rękę. Wyniesienie pod Fireman’s Carry i szykuje się Final Judgement! Jednak nie, Mateusz w porę się orientuje, szamocze się na barkach rywala i trzema łokciami ostudza jego zapał. David odpuszcza, a Mateusz pada na nogi za swoim przeciwnikiem. Teraz The Big MW odwraca oponenta do siebie przodem i mamy Łysy Punch! Jednak tym razem gdy Mateusz już jest w powietrzu, Otunga wypycha go do przodu, przez co Polak ląduje plecami na macie sam. Grymas bólu na twarzy The Big MW, a Amerykanin podnosi oponenta za rękę, Irish Whipem wysyła na liny i po powrocie mamy The Verdict! Udane! Próba pinu, 1… 2… 3?! Tak, to koniec! David Otunga wygrywa!
Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2026, 23:01 przez Raptor.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
08.08.2026, 15:11 #1
Earlier This Week

Znajdujemy się wewnątrz urządzonego w nowoczesnym stylu biura. Obraz z kamery skierowany jest na biurko, na którym znajduje się laptop, a także starannie ułożony stos dokumentów. Przy biurku siedzi zadbany, szczupły mężczyzna w wieku około 55 lat, o czarnych włosach lekko przyprószonych siwizną. Jest ubrany w garnitur, a na nosie ma okulary. Jest zajęty pracą przy komputerze, którą przerywa dźwięk pukania do drzwi. Operator odwraca się w ich stronę, ukazując w progu odzianego w czarną koszulę Prestona Steele'a.

Preston Steele: Podobno chciałeś mnie widzieć...

Frank Steele: Mam ci coś ważnego do powiedzenia. Siadaj, synu.

Ojciec Prestona wskazuje na stojące z boku krzesło, które młodszy ze Steele'ów przysuwa bliżej biurka, po czym zajmuje miejsce naprzeciwko swojego ojca.

Frank Steele: Wiesz, że nie wezwałbym cię tutaj, gdybym nie miał powodu. Jestem rozczarowany. Nie podoba mi się to, co się z tobą stało, Preston. Nie chodzi mi wcale o tę twoją zabawę w wrestling. Nie przeszkadza mi to, nawet po części rozumiem, bo każdy musi mieć jakieś hobby. Większy problem stanowi twoje luźne podejście do wydawania pieniędzy. Drogie samochody, bankiety, imprezy, a prezenty przeznaczasz na akcje charytatywne. Uważasz, że Steele Industries miałoby szansę w ogóle powstać, gdybym ja przez całe życie był takim niebieskim ptakiem? Może to moja wina, nigdy nie robiłem problemu, gdy chciałeś więcej pieniędzy. Ostatnio jednak uświadomiłem sobie, że tak nie może dalej być. <Preston chce coś powiedzieć, jednak Frank zatrzymuje go> Poczekaj. Jest jeszcze jedna sprawa, ta gorsza. Chodzi o tego twojego nowego przyjaciela. Escobar, tak? Daj sobie z nim spokój. Od razu widać, że to wąż. Nic dobrego cię nie czeka, jeśli dalej będziesz się z nim bratał.

Widać, że Legacy Breakerem z każdym następnym zdaniem wypowiedzianym przez jego ojca coraz bardziej targają emocje.

Preston Steele: To ty mi mówisz, że jesteś mną rozczarowany? Od najmłodszych lat muszę wysłuchiwać co tobie się nie podoba w moim postępowaniu co tylko nie robiłem. Jedyną osobą, która może mówić o rozczarowaniu w naszej rodzinie jestem ja. Jedyne, czego chciałem od życia to ojca, który będzie przy mnie i czasem się zainteresuję moją osobą. Kiedykolwiek ciebie w ogóle obchodziło czy ja jestem szczęśliwy? Zawsze wszystko kręciło się wokół firmy i wokół tego, żeby zdobyć kontakty z jak najbardziej wpływowymi ludźmi. Zawsze chodziło o to, żeby zarobić kolejne góry pieniędzy.

The Heir Apparent bierze głęboki oddech. Widać, że emocje buzujące w nim sięgają już zenitu.

Preston Steele: Znowu znalazłem sobie przyjaciela, na którego mogę liczyć. I co ty teraz robisz? Jak za każdym razem próbujesz mi wmówić, że nie powinienem się z nim trzymać. Kolejny raz chcesz mnie odsunąć od moich przyjaciół. Miguel jednak miał rację. Jedyne co ciebie interesuje to własne interesy i reputacja twojej firmy.
 
Frank Steele: Preston, wystarczy. Dość już usłyszałem. Nie będę dalej słuchał tego użalania się nad sobą. Skoro ciągle powtarzasz, że chcesz zbudować swoje imię sam i odciąć się ode mnie - w porządku, dostaniesz taką szansę. Powinieneś być zadowolony z tego, co teraz powiem. Od teraz nic już nie łączy cię ze Steele Industries. Postanowiłem, że firma zostanie przekazana komuś innemu, kiedy ja przejdę na emeryturę. Komuś kompetentnemu, kto zna wartość pieniądza i rozumie, że w tym świecie nie ma miejsca na sentymenty. Jesteś moim synem, ale nie mogę pozwolić sobie na to, by dorobek mojego życia trafił w niewłaściwe ręce. Od dzisiaj radzisz sobie sam. Zwróć proszę swoją złotą kartę. Będziesz musiał także wyprowadzić się z apartamentu, w którym ostatnio mieszkałeś, bo od następnego miesiąca zostanie on spożytkowany na cele biznesowe. To wszystko, co miałem ci do powiedzenia, możesz odejść.

Preston Steele: Tymi słowami tylko potwierdzasz, że Miguel miał rację. Zawsze myślałeś tylko o sobie.

Preston opuszcza biuro z wyraźnie zawiedzioną miną.

[Obrazek: 0YeExQZ.png]

Na titantronie widzimy przypominajkę z wydarzeń, które miały miejsce na drugim wydaniu Elysium między mistrzem Axelem Blazem oraz Jose Lopezem. Nasze oczy są raczone przez ładnie zmontowany filmik z ataku Jose na Axela w barze i z odwetu Blaze'a na Lopezie już na samej tygodniówce. Ekran gaśnie i w końcu wybrzmiewa FATE! A to oznacza, że pretendent do głównego tytułu pojawia się na rampie. Jego pojawieniu towarzyszą mocne głosy niezadowolenia od fanów. Na twarzy Hiszpana widać wiele ran. Szwy oraz gdzieniegdzie plastry pokrywają powierzchnie jego facjaty. Ubrany jest TAK. Lopezzo przygląda się reakcji i podchodzi do jednej ze ścianek, które są na rampie i tworzą wejście. Lopez klepie w nią i mówi: ''dawno do ciebie nie gadałem''. Hiszpan prycha i odchodzi od niej, po czym zmierza do ringu. Publika wykrzykuje do niego, że zasłużył na to, co zrobił mu Blaze. Chico Malo totalnie nie zwraca na nich uwagi i odbiera od pracownika mikrofon, w końcu wślizguje się do kwadratowego pierścienia i zamierza zabrać głos.

Jose Lopez: Kilka migawek z Elysium.. tyle wystarczyło, żeby dzisiejsze Colosseum było ciekawsze i wartościowsze niż jego poprzednie wydanie. <heat> Zachwycony Rob Van Dam w przerwie od bycia sędzią będzie mógł napisać oficjalne newsy, które zapewne czyta tylko on, jego rodzina i...najwidoczniej ja.

Jose uśmiecha się i bierze głębszy wdech, po czym spogląda na chwilę do góry, muska palcami rany na swojej twarzy i widać, że jego kąciki ust lekko się unoszą.

Jose Lopez: Zbieranie plonów jest doprawdy satysfakcjonujące... <krótka pauza> Wiem, że bardzo was cieszy oglądanie mojej osoby w takim stanie. <cheer> Co ciekawe.. mnie też. Nie dlatego, że mam masochistyczne zapędy jak ten wrestlingowy iPad kid Elias. Ja po prostu wiem.. że wszystko idzie po mojej myśli. <delikatny uśmiech> Nie kręciłem się nieuważnie po zapleczu bez powodu, doskonale wiedziałem, co nadejdzie i ze spokojem wyczekiwałem tego. Bez strachu, bez wiary, że jestem stwórcą tego świata czy też odpowiadam za pisanie ''opowieści''. Wystarczyła mi do tego... znajomość ludzkiej psychiki oraz 37 lat stąpania po tym świecie. <krótka pauza> W przypadku Blaze'a, miałem jeszcze łatwiej.. w końcu on jest taki sam jak dawny ja i tylko ślepa osoba może się z tym spierać. <ironiczny uśmiech> Dlatego jestem nim tak zainteresowany, a to, co robię... to nie jest uprzykrzanie mu życia, chociaż wielu niezbyt inteligentnych ludzi może wyciągnąć takie wnioski. NIE! Koniec końców, to ja jestem tym, który chce dla niego dobrze! Jako bardziej doświadczony kolega po fachu, który przeżył ten gorszy scenariusz, wiem, co może go czekać. Wiem, jak bardzo traci na was czas, więc zareagowałem! <heat> Sztuczny uśmiech, łechtanie waszego ego i ograniczanie się, to rzeczy, które dadzą mu jedno wielkie NIC! A przecież sam przedstawia się jako Legend In Making czy też Mr Forever! On potrzebuje ognia, nie tego z tej swojej śmiesznej koszulki, którą dumnie mają nosić fani z nadwagą i zarostem jedynie pod brodą. Nie... on potrzebuje takiego, który zostanie zapamiętany na zawsze! Dałem mu tę iskrę, dałem mu warunki do bycia potworem... A on w zamian MUSI dać mi jednego z największych sukinsynów, z jakimi można się zmierzyć! Tego potrzeba zarówno mi, jak i jemu, bo czy tego chcecie.. czy też nie, wrestlerowi z wielkimi ambicjami jest potrzebny jeszcze WIĘKSZY rywal, a nie banda fałszywych ludzi, która na pewnym etapie i tak ma cię gdzieś. <heat, a Lopez bierze głębszy wdech> Pojedynek Axel Blaze kontra Jose Lopez na Heatwave wytworzy pożar i to taki, że reszcie biznesu zacznie palić się pod dupami, bo o LPW będzie naprawdę głośno... wierzcie mi, dotrzymywanie słowa ostatnio idzie mi idealnie. <patrzy w kierunku kamery> Axel! Daliśmy sobie tak konkretnie po mordach, że teraz możemy się lepiej zrozumieć...a przynajmniej taką mam nadzieję, więc czekam.

W tym momencie na arenie rozbrzmiewa "I gotsta get paid", a na rampie natychmiast pojawia się Axel Blaze z pasem mistrzowskim zapiętym na biodrach. Ubrany jest standardowo - jeansy, skórzana kurtka, swoja koszulka i okulary przeciwsłoneczne. Zawodnik ma mikrofon w ręce i powolnym krokiem zmierza do ringu.

Axel Blaze: Kolejny raz muszę się z Tobą zgodzić, Lopez. Zaczyna mnie to przerażać, ale muszę przyznać Ci rację, że pojedynek Blaze vs. Lopez na Heatwave wytworzy pożar. To będzie prawdziwy ogień, dzięki któremu na stałe wypalę swoje nazwisko w historii. <cheer> Nie mniej jednak, serio przeraża mnie to, że drugi tydzień z rzędu przyznaję Ci rację...

Mistrz wchodzi do ringu i staje twarzą w twarz z Lopezem. Podchodząc do niego zdejmuje okulary i zakłada je za koszulkę, patrząc prosto w oczy swojego przeciwnika.

Axel Blaze: W co Ty grasz, Lopez? Zaczynasz naszą znajomość od zabrania mi najważniejszego momentu w moim życiu. Dosłownie chwyciłeś marzenie w trakcie spełniania i odebrałeś mi je na zawsze. Kiedy chciałem konfrontacji udawałeś, że Cię nie ma, żeby znowu zaatakować mnie zza pleców. I kiedy w końcu udało Ci się osiągnąć swój cel i zostać pretendentem do mojego pasa znowu postanowiłeś mnie zaatakować. Rozumiem zbłądzić raz, kiedy emocje biorą górę i tkwisz sam ze sobą, nikt nie zwraca na Ciebie uwagi, możesz nie wytrzymać. Ale 3 razy? A kiedy w końcu nie było dookoła nikogo, kto mógłby Cię tym razem uratować twierdzisz, że na to czekałeś? Że pozwoliłeś się tak urządzić? Co Ty w ogóle gadasz, człowieku, obudź się. To nie jest twitter, którym tak bardzo żyjesz, tutaj przyszła weryfikacja. Jak śmiesz mówić, że chcesz dla mnie dobrze? Ciesz się, że jesteśmy w ringu, którego nie będę bezcześcił, ale wiedz, że splunąłbym Ci teraz pod nogi. Na tyle zasługujesz. Jesteś bardziej śliski, niż słój na pomyje, Lopez. Przestań w końcu kłamać. Przestań kłamać, że Twój stan Cię cieszy. Przestań kłamać, że chcesz dla mnie dobrze. Przestań kłamać, że ktokolwiek mnie ogranicza! Przestań... <głos Blaze'a lekko się załamuje> bo ja już niczego nie rozumiem. Po tym wszystkim co mi zrobiłeś, Ty naprawdę nie próbowałeś się bronić. Ja... nie wiem co powiedzieć. Cały tydzień nie mogłem spać, myśląc o tym wszystkim, co się stało. Puściły mi nerwy, zrobiłem coś złego, a Ty nie dość, że pozwoliłeś się pobić, to jeszcze nie masz do mnie o to pretensji? Przez całe swoje życie starałem się wyróżniać. Starałem się pokazać ogień, który we mnie płonie. Próbowałem zaimponować innym, potrzebowałem innych, żeby być sobą. A potem pojawiasz się Ty, zupełnie sam, mówisz mi, że jesteśmy tacy sami i chcesz mi pomóc? Chcesz mi pokazać inna drogę? Ja... nie widzę innej drogi, Jose. Nie ma innej drogi. Jestem ja i są Oni. Potrzebujemy się, jesteśmy dla siebie stworzeni. A dopiero gdzieś, za tym całym tłumem, jesteś Ty. I próbujesz mi powiedzieć, że można wejść na szczyt na skróty? Co to wszystko ma znaczyć?

Jose przechadza się po ringu przez chwilę i w końcu staje przed Blazem, widać, że na jego twarzy jest teraz wymalowana powaga.

Jose Lopez: Pozwól, że odpowiem ci na to wszystko.. samemu zadając pytania. <krótka pauza> Axel, czy ty naprawdę wierzysz w  to, że ONI <pokazuje palcem na publikę> pomagają ci i mają wpływ na cokolwiek? Czy myślisz, że gdybyś musiał walczyć bez nich, zostaliby wymazani i byłbyś TY oraz rywal, to źle na ciebie by to wpłynęło? <prychnięcie> BULLSHIT! Byłoby wręcz odwrotnie, bo wszystko zawdzięczasz SAMEMU SOBIE! Ich jęki, wymagania, krzyki.. to rozprasza, to ogranicza. Gdy wyzbywasz się zwracania uwagi na to podczas pojedynku.. możesz dać z siebie jeszcze więcej! Gdybyś teraz dostał kontuzji, która zakończyłaby ci karierę, to po pewnym czasie interesowaliby się tobą fani czy ludzie, z którymi dawałeś sobie po mordzie w ringu? Ja znam na to odpowiedź z autopsji! <głębszy wdech> Idąc dalej, dlaczego zinterpretowałeś to wszystko jako droga na skróty? <lekko poirytowany> Nie ma w tym nic łatwiejszego! Jest odwrotnie. To cięższa droga, z wieloma trupami, po których musisz przejść, z jeszcze większą ilością przemyśleń, czy robisz właściwie, ale to ona zaprowadzi cię na ten szczyt, który jest ci pisany. Tam twoje marzenia staną się rzeczywistością i to takie, o których aktualnie nawet byś nie pomyślał. Zniszczenie wymarzonej celebracji to koszt, który musiałeś ponieść, by się przebudzić. Chcesz być LEGENDĄ? <patrzy w oczy Axela> Będziesz nią, ale otwórz oczy i przemyśl to wszystko! Masz w sobie to, co nie może być zmarnowane! <krótka przerwa> A jeśli o zmarnowaniu mowa... to za chwilę masz walkę z jednym takim, który niby idealnie wpisuje się w to, ale to bzdura. Ten człowiek nie jest zmarnowany, on właśnie teraz jest na swoim miejscu i z chęcią z perspektywy twojego narożnika zobaczę, co ten desperat wymyśli, by uniknąć nieuniknionego... <wredny uśmiech>

Blaze przełyka ślinę, jakby się czymś bardzo stresował, po czym energicznie potrząsa głową, jakby budził się z rodzaju jakiegoś transu.

Axel Blaze: Czy Ty chcesz mi wmówić, że stojąc w tym ringu naprawdę wierzysz w to co mówisz? Mówisz, że Ci wszyscy ludzie, którzy kupili bilety i siedzą teraz przed telewizorami nie mają znaczenia?  Że nie mają na nic wpływu? Jose, miałem Cię za weterana, a tymczasem okazujesz się nie mieć pojęcia o wrestlingu. Bo widzisz, bez nich, nie byłoby nas. <cheer> To oni sprawiają, że to nasze "dawanie sobie po mordzie" ma sens i nie jest durnym dawaniem sobie po mordzie. Ależ Ty mi teraz otworzyłeś oczy, Jose. Chłopie, jesteś jak ser, który spadł z krakersa. Bardzo, bardzo, bardzo Ci współczuję i przepraszam za to, co zrobiłem tydzień temu. Nie zdawałem sobie sprawy, jak głęboko zagubiony i samotny się stałeś. Nie miałem pojęcia, że tak nisko można upaść, wybacz mi, Jose. Teraz już rozumiem, Ty po prostu przez ten cały czas wołałeś o pomoc, a ja tego nie potrafiłem dostrzec. Ta cała Twoja gadka, że próbujesz mi pomóc, to tak naprawdę odwrócona psychologia, to przecież totalnie w Twoim stylu. Ty po prostu potrzebowałeś kogoś, kto będzie mógł wyciągnąć Cię z tego bagna i bałeś się, że każdy inny by Cię odrzucił. Ehh, mam za miękkie serce... ale niech Ci będzie. Jak już zauważyłem Twoje wołanie o pomoc to spróbuję wciągnąć Cię znowu na prawidłową ścieżkę. Możesz porzucić tą całą obłudę, te pierdoły, które opowiadasz, żeby usprawiedliwiać swoje decyzje. Wiem, że byłeś kiedyś na moim miejscu i tak cholernie Ci tego brakuje. Dawaj, postawimy Cię na nogi. <Axel przyjaźnie klepie Jose po ramieniu> Tylko nie myśl sobie, że zapomnę o wszystkim co zrobiłeś. Jestem w stanie potępić czyn, a nie człowieka. Można powiedzieć, że Ci to wybaczam, ale nie zapominam. I dlatego chciałbym, żebyś udowodnił, że faktycznie jesteś po mojej stronie. Dzisiaj staniesz w moim narożniku, a później wpadniemy na event Make a Wish. <cheer> Małe kroczki, Jose, małe kroczki.

Mimo dziwnych zmian nastrojów Blaze'a w jego oczach wciąż widać ogromna niepewność. Co prawda Axel zaczyna się właśnie przygotowywać do starcia, zdejmuje pas, oddaje go sędziemu i rozbiera się do standardowego stroju, jednak wciąż nie odwraca się plecami do Lopeza, który zajął już swoje miejsce koło ringu. Mimo słów, które padły wciąż czuć bardzo dziwną atmosferę między tą dwójką

[Obrazek: DzMkEu9.png]
Non-Title Singles Match
Axel Blaze vs Dan Dowson

Wracamy do ringu po reklamach, gdzie właśnie obaj zawodnicy znajdują się przy linach i Axel Blaze chwyta rywala za nadgarstek. Szybko wykonuje Irish Whip, którym wysyła rywala na przeciwległe liny, sam przechodząc za nim na środek ringu. Mistrz oczekuje lekko pochylony i nadziewa się na Running DDT od wracającego Dana! Jednak nie! Mr. Forever popisuje się niesamowita sprężynką przez głowę i ląduje na równych nogach bez szwanku. Sam rusza do lin, od których się odbija i pędzi prosto na zaskoczonego One and Only. W ostatnim momencie coś jednak wpada do głowy żywej Legendy i reaguje perfekcyjnym High Dropkickiem. Legend in Making jednak nie upada, a jedynie zatacza się i szybko dochodzi do siebie. Na tyle szybko, że kiedy Dowson zrywa się na równe nogi i natychmiast rusza do ataku, Axel wykonuje Clothesline. Niestety, nie trafia, Dan z gracja przemyka pod jego ręką i pędzi do lin, od których się odbija. Bicycle Knee Strike! Jednak nie! The Cage wykonuje Baseball Slide, dzięki któremu unika ciosu i jednocześnie wyślizguje się z ringu. Blaze wskazuje na niego palcem i rozgląda się po publiczności z pytaniem czy ma za nim ruszyć, a fani reagują bardzo entuzjastycznie. Axel rusza w pościg, a Dowson salwuje się ucieczką. Pogoń trwa około pół okrążenia wokół ringu, ponieważ na widok Lopeza koło jednego z narożników zatrzymuje się, próbuje wskoczyć na apron, ale ta chwila zawahania wystarczyła, aby dopadł go Mistrz. Ten od razu chwyta go za kark i trzaska głową rywala o apron, po czym cofa się, aby nabrać rozpędu i popisuje się soczystym Drive by! Sędzia powoli wylicza obu zawodników, ale Real Rock'n'Roller nie zamierza dać się ograć, tak jak MateuszMW, na ostatnim Colosseum, wślizguje się do ringu, aby przerwać liczenie i od razu łapie za głowę The Cage'a i wciąga go na apron. Następnie odwraca go, wciska ręce pod liny i rozpoczyna wypłacanie Beats of Bodhran. Publiczność liczy znacznie szybciej niż sędzia, udaje im się doliczyć do 10 ciosów, zanim sędzia realnie grozi dyskwalifikacją. Blaze unosi ręce do góry, jakby chciał dać do zrozumienia, że przecież on nic złego nie planuje, lecz tak naprawdę nie zamierza odpuszczać. Odwraca rywala przodem do środka ringu, wciska jego głowę pod pachę i wykonuje Suplex ponad linami! Cały ring zadrżał! Obolały Dan czołga się narożnika, a tymczasem Axel wstaje przy pomocy sprężynki i wchodzi w żywiołową interakcję z publicznością. Fani szaleją, a nakręcony Mistrz szykuje się do zakończenia starcia. Jednak nic z tego. Dowson w narożniku wzywa pomocy sędziego, zgłaszając kontuzję. Arbiter zaczyna sprawdzać stan żywej Legendy, a Mistrza odsyła do narożnika. Podirytowany Mr. Forever udaje się do przeciwległego narożnika, chwyta rękami liny i zarzuca włosy na twarz, jakby brakło mu cierpliwości. Po chwili ktoś klepie go w bark. Axel podnosi głowę, nie widzi Lopeza... odwraca się i od razu wyprowadza potężny punch prosto w głowę sędziego! Mistrz powalił sędziego, będąc przekonanym, że to kolejna gierka ze strony Jose, a tymczasem arbiter chciał tylko dać znać, że walczymy dalej! Zdruzgotany Mistrz klęka przy arbitrze, sprawdza jego stan i próbuje przeprosić i ocucić. Z zamieszania korzysta Dowson, który wyczołguje się z ringu, chwyta za krzesło i wraca z nim do ringu. Ustawia się tuż za plecami Blaze'a i wyprowadza uderzenie! Jednak nie! Pusty przelot! To Lopez chwycił za krzesło i wyrwał je z rąk Dana w trakcie uderzenia! Hiszpan tylko z dezaprobatą kręci głową, a The One and Only zaczyna się tłumaczyć. W końcu odwraca się i nadziewa się na Bicycle Knee Strike! Axel nie pozwala mu upaść, od razu przechwytuje i naciąga na Fade To Black! W tym momencie nowy sędzia wślizguje się do ringu, a Lopez z niego wychodzi. Pin! 1... 2... 3! Axel Blaze wygrywa! Choć wciąż z niedowierzaniem patrzy na Lopeza i analizuje co się właśnie wydarzyło.

Jesteśmy z kamerą na zapleczu, gdzie obserwujemy, jak Kenneth Riddle idzie korytarzem. Nagle w kadrze znajduje się również Renee Paquette z mikrofonem. Kieruje ona do Sacramento Sainta pytające spojrzenie, które mówi - czy mogę zadać kilka pytań? The Icon odpowiada twierdząco skinieniem głowy i w ten oto sposób nawiązał się nam dialog proszę państwa.

Renee Paquette: Kenneth, wszyscy widzieliśmy, co wydarzyło się podczas ostatniej gali Colosseum pomiędzy Tobą a Rybackiem. Twoja reakcja na jego zaczepkę była dosyć... zdecydowana. Czy mógłbyś jednak powiedzieć nam coś więcej na temat tego napięcia, które jest między Wami?

Kenneth Riddle: Mógłbym, Renee, ale po co? Ten człowiek żywi się atencją. Przekroczył granicę, która jest dla mnie święta i odpłaciłem mu się tak, jak na to zasługiwał. Wolałbym skupić się na ludziach, którzy dla odmiany zasługują na uwagę, więc mam nadzieję, że masz też dla mnie przygotowane pytanie o Jorge Cavazosa.

Renee Paquette: Oczywiście, że tak! Nasz Valor Champion wystosował otwarte wyzwanie, na które błyskawicznie odpowiedziałeś. Dlaczego się na to zdecydowałeś? Jeszcze niedawno byłeś na najlepszej drodze do zdobycia głównego mistrzostwa federacji, a teraz patrzysz w kierunku tytułu Valor. Dla niektórych Twoja decyzja może wydawać się niezrozumiała, jakbyś uciekał od LPW World Championship po pierwszym niepowodzeniu.

Kenneth Riddle: Auć, Renee, w samo serce! Ale tak zupełnie szczerze mówiąc, nie postrzegam tej sytuacji w taki sposób i nie chciałbym, aby ktokolwiek to robił. Fakty są takie, że Axel Blaze na własne życzenie zajął się problemem, z którym ja zmagałem się już bardzo dawno temu. To, że nie jestem z nimi w radosnym trójkącie, to moja świadoma decyzja. Po prostu czekam na rozwój sytuacji i pomyślałem, że w międzyczasie poszukam możliwości do stoczenia dobrej batalii w całym rosterze Colosseum. Jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę. Zresztą Jorge Cavazos to facet, którego nie trzeba długo szukać - widać i słychać go z daleka, a błyszczący pas mistrzowski na biodrach czyni go jeszcze bardziej atrakcyjnym w roli rywala dla mnie. Bo tym jest dla mnie Jorge - rywalem, nie wrogiem.

Renee Paquette: Oczywiście. Czy zechciałbyś nam jeszcze powiedzieć...

W tym momencie jednak potężny cios krzesłem spada na  głowę Kennetha Riddle! Chair Shot! Riddle pada jak rażony piorunem. To Ryback! The Big Guy jest ze stabilizatorem na kolano, jednak z bronią w ręku, i w dość niecenzuralnych słowach nakazuje oddalić się Renee Paquette co ta niezwłocznie czyni. Następnie Big Guy urywa kabel podpięty do monitoringu w tym pomieszczeniu i powala kamerzyste ciosem! Kamera ulega zniszczeniu, więc w tym momencie przez kilkanaście sekund dostajemy tylko śnieżenie obrazu, nie wiedząc co dokładnie dzieję się na zapleczu

Earlier Tonight

Przenosimy się do biura Roba Van Dama. Widzimy, że prezes siedzi przy swoim biurku, a na ścianach wiszą obrazy z sytuacji z jego bogatej ringowej kariery. RVD kilka coś na swoim laptopie aż w końcu do biura wchodzi Allan Hill. Widać po jego minie, że nie jest zbytnio zadowolony, że musi tutaj być, ale robi dobrą minę do złej gry.

Allan Hill: Nie jestem zadowolony, że muszę tutaj przychodzić, ale uważam, że zostałem trochę nadgorliwie potraktowany. Praktycznie każdy tutaj atakuje siebie nawzajem, pozwalają sobie na wszystko, a tylko ja za to poniosłem konsekwencje. Już nie mówiąc o tym, że w procesie sądowym powinien być niezawisły i neutralny sędzia, który nie ma nic wspólnego z oskarżonym. Czy tak było w tym przypadku? Śmiem wątpić. W związku z tym powinieneś znieść konsekwencję, które na mnie nałożyłeś tydzień temu.

RVD przez chwilę patrzy na Hilla, po czym zamyka laptop i odchyla się na krześle.

Rob Van Dam: Wiesz co, Allan? Doceniam, że tym razem wszedłeś przez drzwi, zamiast je rozwalić. Doceniam też, że próbujesz rozwiązać sprawę słowami. To jakiś postęp, ale nie próbuj robić ze mnie idioty. Tak, zawodnicy w LPW atakują się nawzajem. To wrestling. Tyle że większość z nich nie napada na człowieka odpoczywającego po przegranej walce, nie demoluje mojego biura i nie próbuje rzucić się na właściciela federacji podczas rozprawy dotyczącej własnego zachowania. A co do neutralnego sędziego, to nie był sąd federalny. To była wewnętrzna rozprawa LPW, dotycząca zawodnika zakontraktowanego przez moją federację. Jestem człowiekiem, który odpowiada za porządek w tym miejscu, więc to ja podejmuję decyzje.<RVD pochyla się lekko nad biurkiem i spogląda Hillowi prosto w oczy> Zakaz zostaje. Będziesz walczył wtedy, kiedy wyznaczę ci przeciwnika, a poza oficjalnymi pojedynkami nie wejdziesz między liny. Pokaż mi, że potrafisz to uszanować, wtedy możemy wrócić do rozmowy. Allan tutaj nie chodzi o kontrolę z mojej strony. Chodzi o to, żebyś wreszcie nauczył się kontrolować samego siebie.

The Broken Prodigy zaciska szczękę, po czym bez pożegnania odwraca się i wychodzi z biura. RVD jeszcze przez chwilę obserwuje zamykające się za nim drzwi, a następnie ponownie otwiera laptop. Kamera gaśnie.

Kiedy powiem sobie dość? Pewnie nigdy ponieważ kocham to co robię ~ Autor nieznany

"Raise Your Flag" i na arenie pojawia się Shio Sakazaki, czyli jeden z nowych nabytków federacji. Japończyk ubrany rzecz jasna w strój ringowy, zielone getry, czarne buty, białe owijki oraz charakterystyczną, zieloną wiatrówkę. Rozgląda się trochę po stage'u, spoglądając w kierunku publiczności, po czym spokojnym krokiem udaje się w stronę ringu. Gdy już tam dotarł, z wiatrówki wyciągnął zapalniczkę oraz paczkę papierosów, jednak gdy chciał odpalić fajkę, wokół niego natychmiast zjawiła się obsługa techniczna. Po krótkiej dyskusji, której nie nie było słychać, Shio oddał im swoje zasoby, przy czym odebrał mikrofon i zaczął mówić...

Shio Sakazaki: Na ostatnim Colosseum zawitałem tu pierwszy raz, jednak nie miałem okazji się wtedy przedstawić a chcąc to nadrobić... Konbanwa, Watashinonamaeha.. Shio.. Sakazaki. <lekka reakcja publiczności, Shio kiwa głową> Ok, wstęp mamy za sobą, więc czas na konkrety. Dwa tygodnie temu pewien osobnik a konkretnie Jay DiMateo, postanowił w dość prymitywny sposób mnie zaczepić. W sumie to nie mam do niego oto żadnych pretensji, podobnie jak ja jest tu nowy i chcąc być tu jakkolwiek zauważonym, musi szukać wszelkich okazji do zaistnienia. Szkoda tylko że w tak słaby sposób, uciekając się do marnej prowokacji ale niech ci będzie Jay, zdobyłeś moją uwagę. Cieszy mnie to, że pomimo twojego nonszalanckiego stylu bycia, masz chociaż jaja i przyjąłeś moje wyzwanie do walki. Widzisz, ja też muszę jakoś zdobyć uwagę by zostać zauważonym, tylko że w przeciwnym kierunku do ciebie, zamierzam wywalczyć to tym <unosi do góry zaciśniętą pięść> a nie tym.<wykonuje gest "kłapania dziobem"> Co do naszych spraw Jay, przemyślałem je sobie raz jeszcze i doszedłem do wniosku, że ukaranie cię ten jeden raz, mi nie sprawi żadnej przyjemności a ciebie niczego nie nauczy. Jedna walka nie rozstrzygnie tego, który z nas jest lepszy, ja to wiem i ty to wiesz... Więc proponuje ci kolejne wyzwanie a konkretnie Best of Five Series! <doraźna reakcja publiczności> Chciałeś fejmu? Cała przyjemność po mojej stronie. Chciałeś tu wszystkich wyjaśniać, masz do tego konkretną okazje. Chcesz na własnej skórze poznać charakter i umiejętności prosto z najciemniejszych ulic Tokio? Wystarczy tylko jedno twoje słowo i twój najgorszy koszmar się ziści. Pokazałeś już jak mocny jesteś w gębie, przyjdź tu i udowodnij to teraz w tym ringu.

Shio ściąga swoją wiatrówkę i oddaje ją obsłudze technicznej, oczekując na swojego przeciwnika.

W hali rozlega się ten utwór i widzimy, że Jay DiMateo pojawia się na rampie. Ma na sobie czarną, skórzaną ramoneskę, czarne, kanciaste okulary przeciwsłoneczne i standardowy pakiet - białe gacie, białe, wysokie buty i białą frotkę, na prawej ręce. Jay podchodzi nieco bliżej do ringu, jednak w ostatniej chwili wycofuje się i prosi obsługę o mikrofon.

Jay DiMateo: Zaraz, zaraz, zaraz! Coś mi tu nie gra, panie Kobayashi Naruto Tamagotchi <pojedyncze śmiechy i buczenie> pan się uważa za człowieka honorowego i w ogóle takiego kulturalnego, ta? No to coś nie pykło, skoro wchodzisz tu jak panicz i chcesz odpalić sobie szluga. <sprawdza coś na telefonie> O, AI mówi, że palenie przy innych ludziach jest niekulturalne i pokazuje brak szacunku dla norm społecznych. A, pamiętaj też, że palenie powoduje raka płuc i inne choroby, więc jeśli chcesz się truć, to spoko, ale nie truj tych niewinnych ludzi. <konsternacja na widowni, ale słychać lekkie brawa> Brawa to się należą panu ochroniarzowi! <Jay podaje mu rękę i bije brawo> Skoro mamy już tę sprawę za sobą, to wyjaśnij mi jedno, kitajcu...co ty pierdolisz? <śmieje się> Jakby, serio. <side eye> Wyjaśnij mi, czego ty chcesz?! Mówisz, że ja się zachowałem niehonorowo i gadasz jakieś splecione farmazony, a tymczasem prawda jest taka, że to TY, TY się wpieprzyłeś w moją rozmowę! Nie wiem, może knaga Cię zaswędziała i miałeś ochotę na puśkę naszej Marii? <buczenie> Oj, już nie bądźcie tacy święci! Nie wiem i nawet nie chcę tego analizować, bo ewidentnie nie ma w twoim myśleniu żadnej logiki. <podchodzi bliżej ringu> Wciskasz jakieś głodne kawałki, o tym, że chce sławy, tymczasem to TY DZWONISZ. To ty wszystko prowokujesz! Wtedy i teraz też! <kręci głową z niedowierzania> Chcesz ze mną walczyć pięć razy? Może od razu 20? Albo 50? <śmieje się pod nosem> Nie wiem czy wystarczy Ci pary, ale jak chcesz to proszę bardzo. Tylko od razu mówię - mam zamiar wygrać pierwsze trzy starcia, więc te dwa ostatnie będą zbędne. <chwilę nad czymś rozmyśla> Ahh, jeszcze jedno - ukarać to możesz swoją gejszę, czy jak wy tam się bawicie, w tej Japonii. Ode mnie po prostu dostaniesz na PYSK! Ile razy będziesz chciał, skoro tak Cię to jara! <Jay roześmiany wchodzi do ringu> A i błagam Cię zacznij się inaczej ubierać, bo czuje się jakbym miał walczyć z jakimś pokemonem.

Jay prowokuje jeszcze publiczność i samego Shio, a następnie odrzuca mikrofon, zdejmuje swoją ramoneskę, przekazuje okulary obsłudze i zaczyna rozciągać się przy narożniku.

[Obrazek: 4AlkWPy.png]
Singles Match
Shio Sakazaki
vs Jay DiMateo

Wracamy do walki, gdzie DiMateo podchodzi do zgiętego Shio. Ten od razu wyprowadza trzy łokcie na korpus. Sakazaki chwyta przeciwnika za rękę, popycha go na liny i Irish Whipem wysyła go na przeciwległe. Po powrocie mamy Snap Scoop Powerslam od Japończyka. Od razu próba pinu, jednak kończy się to wszystko na jednym klepnięciu w matę. Zawodnik z Tokyo nie poddaje się, od razu podbiega do lin i mamy Asai Moonsault. Piękna akcja, po której obaj wstają dosyć równo, a Shio będąc za przeciwnikiem od razu go chwyta i wyprowadza Reverse Backbreaker into Jumping Neckbreaker. Ależ teraz Japończyk rozgrywa oponenta. Ponownie próba przypięcia, 1… 2… nie, Kickout. Teraz Zawodnik z Tokyo podnosi oponenta za głowę, wyprowadza Gut Kick i chwyta go w Front Facelock. Mamy Suplex od Shio. Jednak nie, Jay wykręca się w powietrzu i ląduje teraz za plecami do oponenta. Nim Japończyk orientuje się w sytuacji, DiMateo posyła rywala w narożnik uderzając jego głową w górną krawędź. Teraz Amerykanin wyciąga przeciwnika za rękę, chwyta jego głowę, rozpędza i wciska go w narożnik między drugą, a trzecią liną tak, że Sakazaki uderza barkiem w ring post. Wyraźnie zadowolony z siebie Made Man wyciąga oponenta za rękę i dokłada jeszcze Russian Leg Sweep. Próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Japończyk chwyta się za obolały bark, a Jay jeszcze go stompuje właśnie w to miejsce i po głowie. Dochodzi do tego, że sędzia musi go odciągnąć i zagrozić dyskwalifikacją, słychać również buczenie na widowni. Amerykanin tylko odchodzi od przeciwnika na chwilę i gestem ręki pokazuje, że wszyscy tylko kłapią buzią. Made Man podnosi przeciwnika za rękę i wypłaca mu łokieć na głowę. Shio odchodzi kilka kroków, żeby oprzeć się o liny. Gdy się odwraca do przeciwnika ten jeszcze atakuje go pięknym Step-up Enzuigiri. Po tej akcji Japończyk wylatuje z ringu między drugą, a trzecią liną. Jay również wytacza się z kwadratowego pierścienia i idzie w stronę rywala. Ten już powoli wstaje, a DiMateo punchami sprawia, że oponent opiera się teraz o barykady dla fanów. Widzowie protestują, a Amerykanin zbywa ich gestem ręki, po czym wyprowadza serię chopów na klatkę piersiową Sakazakiego. Ta od tych ataków już powoli robi się czerwona, a Jay nie odpuszcza, chwyta rywala za głowę i uderza nią o apron. Sędzia nakazuje wrócić im do ringu doliczając już do 6. DiMateo wpycha rywala do kwadratowego pierścienia i sam wślizguje się do środka, od razu próba pinu. 1… 2… nie, Kickout. Jay pokazuje, że zaraz będzie koniec tej walki. Teraz biegnie na liny i wybijając się z drugiej wyprowadza Springboard Moonsault! Prosto na kolana rywala. DiMateo zwija się z bólu, ale powoli wstaje. Tak samo jak Japończyk, obaj zawodnicy są już na nogach Jay próbuje zaatakować puchem przeciwnika, jednak ten pochyla się pod ręką i za chwilę Sakazaki wykonuje Tilt-a-whirl Headscissors Takedown. Piękna akcja, po której chwytając się za plecy DiMateo aż siada na macie. To idealna okazja dla Sakazakiego, który namierza przeciwnika i wyprowadza Greetings from Japan! Ależ mocne kopnięcie w wykonaniu zawodnika z Tokyo i od razu próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Teraz DiMateo leży na macie, a Shio nie zastanawia się i wchodzi na szczyt narożnika. Szykuje się Rising Sun! Japończyk ustawia się i mamy wyskok! Chybione! Shio trafia prosto w matę, a Amerykanin od razu z tej pozycji wyprowadza Springboard Moonsault tym razem trafione! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Żaden z zawodników nie chce oddać tego zwycięstwa. DiMateo teraz pochyla się, żeby podnieść przeciwnika. Mamy Roll-up pin od Sakazakiego! 1… 2… 3?! Nie, Kickout. Obaj panowie wstają w miarę szybko, Shio teraz atakuje przeciwnika punchem, jednak nie trafia i z rozpędu odbija się od lin. Po powrocie to Jay teraz wykonuje Roll-up pin z biegu! 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Jay DiMateo wygrywa to starcie!

Kamera przenosi nas teraz do biura Roba Van Dama, który rozmawia przez telefon. Niestety nie słychać jego słów. W tym czasie do biura z impetem wpada wyraźnie zdenerwowany LPW Valor Champion, Jorge Cavazos, trzymając swój pas na ramieniu.

Jorge Cavazos: Rob, musimy pogadać.

Rob Van Dam: Muszę kończyć, później do Ciebie oddzwonię.

Jorge Cavazos: Możesz mi wyjaśnić, Rob, co tutaj się dzieje? Kolejny raz ktoś atakuje mojego przeciwnika i kolejny raz nie mogę odbyć uczciwej walki. Tydzień w tydzień, to ciągle się powtarza. Powtórzę swoje pytanie sprzed tygodnia - czy ty jeszcze nad tym panujesz? Kiedy toczył się turniej o pas LPW World Championship to nie miałeś problemu, żeby grozić każdemu dookoła konsekwencjami w razie interwencji. Teraz to kompletnie nie ma miejsca. Ja rozumiem, że ten tytuł jest dla Ciebie mniej ważny <Jorge poklepuje mistrzostwo znajdujące się na swoim ramieniu>, ale to nie może mieć miejsca co tydzień. W sumie to nie powinno mieć miejsca w ogóle. Naprawdę zaczyna mnie to już męczyć.

RVD przez chwilę milczy, uważnie słuchając słów mistrza. Następnie odkłada telefon na biurko i wstaje z fotela.

Rob Van Dam: Nie próbuj mi wmówić, że Valor Championship jest dla mnie mniej ważny. Ten pas reprezentuje Colosseum, a ty jesteś jego pierwszym mistrzem. Właśnie dlatego nie zamierzam pozwolić, żeby twoja kolejna obrona została po prostu odwołana. Masz jednak rację w jednej kwestii. Kenneth Riddle został zaatakowany, a od tamtej pory nie udało nam się z nim skontaktować. W tej sytuacji nie ma możliwości, żeby wystąpił dzisiaj w ringu. Nie zamierzam udawać, że wszystko przebiega zgodnie z planem, ale nie zamierzam też zostawić cię bez przeciwnika. <RVD robi krótką pauzę>Znalazłem już rozwiązanie. Dzisiaj zmierzysz się z The Reaperem. To nie jest jedyna zmiana. Zaplanowany na dzisiaj Tornado Tag Team Match nie odbędzie się w pierwotnej formie. Jego czterech uczestników zmierzy się ze sobą w 4-Way Matchu, a zwycięzca zostanie oficjalnym pretendentem do Valor Championship. Walka o to mistrzostwo odbędzie się podczas LPW: Heatwave<]Rob spogląda na mistrzostwo znajdujące się na ramieniu Jorge.> Pozostaje jeszcze kwestia stawki twojego pojedynku. Kenneth miał dzisiaj walczyć z tobą o ten pas, ale The Reaper jest zastępczym rywalem, dlatego decyzję pozostawię tobie. Możesz zmierzyć się z nim w zwykłej walce i przełożyć obronę mistrzostwa na inny termin albo postawić Valor Championship na szali również przeciwko niemu. Co wybierasz?

Jorge Cavazos: Nic Tobie Rob nie próbuję wmówić, to jedynie wnioski jakie wyciągam z twoich czynów. One zawsze były dla mnie ważniejsze niż słowa. Szkoda, że Kenny nie będzie mógł zawalczyć, to zawsze coś wielkiego móc zmierzyć się z taką żywą legendą, ale Reaper też nie jest kimś przypadkowym. Też miał swoje sukcesy i to będzie na pewno fajny pojedynek. Mam nadzieję, że jemu się przynajmniej nic nie stanie i ten pojedynek dojdzie do skutku. A co do mojej decyzji w sprawie postawienia pasu na szali - tydzień temu zapowiadałem Open Challenge o swój tytuł i nic się nie zmieniło. Nie mam problemu, żeby postawić ten pas na szali dzisiejszego pojedynku nawet po zmianie przeciwnika. A teraz wybacz, ale muszę się udać przygotować do swojego pojedynku.

Jorge obraca się na pięcie i wychodzi z gabinetu Generalnego Managera, a obraz z kamery gaśnie.

Czerwony jak cegła, albo jakiś inny alkoholik, kto ma wiedzieć ten wie ~ Autor nieznany

[Obrazek: k6hppX1.png]
Singles Match
 Nathan Martin
vs Allan Hill

Wracamy po reklamach, gdzie to Allan wbija przeciwnika w narożnik i od razu dokłada Corner Clothesline. Wbity Martin nie pada jednak na matę, więc jego rywal atakuje go Shoulder Trustami. Teraz dopiero Nathan siada w narożniku, a Hill podnosi go za rękę. W tym momencie Nathan wyswobodzą rękę poprzez Gut Kick. Teraz Nate odbija się od lin i inkasuje jeszcze Big Boot od oponenta. Kanadyjczyk pada na matę, a czarnoskóry zawodnik próbuje przypiąć rywala, jednak na próba kończy się na dwóch. Teraz Anglik podnosi rywala za rękę i chwyta pod Fallaway Slam. Wyrzuca przeciwnika za siebie, jednak Nate upada na nogi. Allan nie zdając sobie z tego sprawy powoli wstaje i jest jeszcze odwrócony do przeciwnika plecami. Martin korzysta z tego i Dropkickiem posyła swojego rywala w stronę lin. Zaskoczony Hill chwyta się za górną linę trzymając jednocześnie za uderzone przed momentem plecy i spogląda na przeciwnika. Zawodnik z miasta Beatelsów nieco się irytuje na ten atak i rozpędza w stronę rywala, który również stoi przy przeciwległych linach. Nate sprytnie naciąga górną z nich, przez co Anglik wylatuje poza ring. Teraz Allan będąc na macie z wściekłością uderza rękami o matę otaczającą ring, jednak za chwilę przypomina sobie, żeby nie ponosiły go emocje i wykonuje gest rękami jakby się uspokajał. Martin nie traci czasu i wykorzystuje roztargnienie rywala częstując go jeszcze poprzez Suicide Dive. Publika jest zadowolona z tego co widzi, ale Kanadyjczyk nie zwraca na to uwagi i stompuje przeciwnika. Teraz podnosi go i ciska w stronę ringu, żeby go wtoczyć do środka i sam się tam wślizguje. Hill wstaje, a Martin Irish Whipem kieruje go na liny jednak nie, mamy kontrę i to Nate biegnie w stronę lin. Po prostocie Anglik próbuje Clothesline, lecz Nathan uchyla się pod ręką przeciwnika, zatrzymuje się zaraz za nim i częstuje go jeszcze poprzez Pele Kick. Od razu próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Martin wstaje i ustawia się w narożniku obserwując swojego rywala. Ten powoli się podnosi do pozycji siedzącej. Kanadyjczyk jakby tylko na to czekał. Rozpędza się i mamy Lowe Your Head! Hill przechwytuje nogę oponenta! Nathan w szoku, a Allan śmieje się w demoniczny sposób i kiwa przecząco głową. Teraz się podnosi cały czas trzymając nogę oponenta. Momentalnie Anglik przyciąga do siebie przeciwnika, obejmuje rękami i mamy Overhead Belly-to-belly Suplex. Ależ teraz akcja, po której zawodnik z miasta Beatelsów staje w narożniku i czeka jak jego przeciwnik przed momentem. Nate w końcu wstaje i mamy Spear! Potężna akcja wbija w matę Kanadyjczyka i od razu próba pinu. 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Można powiedzieć, że w ostatnim momencie. Wyraźnie rozdrażniony Anglik znów się podnosi i oczekuje na swojego rywala. Nate słyszy, jak jego rywal dyszy i zachęca go do powstania. To się w końcu dzieje i nabuzowany Hill bierze rozpęd i mamy Blackout! Chybione! Martin pochyla się pod bicepsem przeciwnika. Teraz Allan odbija się od lin, Nathan się odwraca i mamy Superman Punch! Zamroczony Allan pada na matę, a Nate próbuje przypiąć przeciwnika. 1… 2… 3?! Nie, Kickout. Ależ wytrzymały jest Anglik. Nate pomaga przeciwnikowi wstać podnosząc go za rękę i ustawia się za nim. Martin go „odwija” i mamy Kiss of Solipsism! Jednak nie, Hill w ostatnim momencie odpycha kolano przeciwnika na bok. Allan odbija się od lin i mamy Blackout! Jednak Nate znów pochyla się pod ręką, jednocześnie łapie ją w drugą i Anglik znów jest w potrzasku. Nate znów szykuje przeciwnika pod Kiss of Solipsism! Tym razem udane! Próba pinu, 1… 2… 3?! Tak, to koniec, zwycięża Nathan Martin!

Na arenie rozlega się "Undead" i wiadomo, że w drodze na ring Dan Dowson. Ten staje na rampie, wyciągając rękę w górę na co niemal natychmiast milknie jego theme song.

Dan Dowson: Przez ostatnie dni, tygodnie, wydawało mi się, że śnię. Wreszcie, po wychodzeniu jak debil i rzucaniu słów do ściany, która jedyne, co potrafiła, to buczeć nagle stał się cud! Nawet nie mówię o walce z domorosłym prawnikiem, czy gościem, co potrafi łatwo pomylić wodę z wódą. Nie, pojawił się ktoś, kto uważa siebie za stwórcę. Za kogoś, kto mocą swojej wyobraźni tworzy dzieła, które ożywają. Naprawdę fascynujące, czekające na wizytę u ludzi, którzy mu pomogą zakończyć te marzenia. Wracając do tematu - macanie po jajach nie brzmi zbyt męsko, a to właśnie robiłeś, jakbyś czegoś zazdrościł. Czyżby te twoje dzieło *Dowson wymownie robi palcami znak oznaczający cudzysłów" wyszło aż tak zajebiste? Myślałem, że to jakiś kaprys, mimowolna chęć sprawdzenia wizji przełożonej na real, ale na zeszłej gali... To przekroczyło wszelkie granice. Wydaje ci się, że możesz wyjść w moim mieście, aby spierdolić moją pierwszą od długiego czasu walkę przed mieszkańcami mojego miasta? Wychodzi na to, że zawiść, chęć zaistnienia wystarczyła, abyś udowodnił, że z tworzeniem masz tyle samego wspólnego, co Butla z byciem abstynentem.

Nathan, słysząc to wszystko, szeroko i przerażająco się uśmiecha. Następnie podnosi się, po czym bije brawo i mimo zmęczenia po walce prosi o mikrofon. Pracownik mu go wręcza. W tle Hill wyrolowuje się z ringu. Nate jeszcze przez chwilę rozgląda się dookoła i szybko mruga oczami, po czym patrzy już na pana marudę, który jest na rampie.

Nathan Martin: Hę? <wygląda, jakby nie dowierzał> Tak po prostu? Bez gaszenia świateł? Tym razem wchodzisz, gdy jest tak jasno? Niesamowite! <zaczyna bić brawo> Co za rozwój postaci! Danie Dowsonie... to może przy okazji kolejna zmiana imidżu? Hmm? <uśmiecha się> Chociaż może lepiej nie? Teraz jest idealnie! Odnalazłeś się. Do twarzy ci... z tym obrazem nędzy i rozpaczy. <prycha, po czym przeczesuje włosy palcami> Zdaję sobie sprawę, że całkiem nieźle wyglądam, ale Dan, nie musisz dorabiać takiej ideologii do mnie i do swoich jajek. Ja po prostu... po prostu.. sprawdzałem, czy ty je jeszcze w ogóle posiadasz! Mogłem się domyślić, że już ci tego brak, ale sprawdziłem i po pierwszym razie aż ciężko było uwierzyć, że ktoś, kto jest tak wyszczekany i jest odbierany jako ''legenda'' nie ma ani odrobiny.. ovoj <odchrząka> To z języka esperanto, oznacza to jaja, nie chcę być gorszy od innych, a przecież każdy język należy i tak do mnie. <uśmiech> Potem dałem ci drugą szansę i ponownie tam uderzyłem, żeby mieć już miiiiliooon procent pewności, ale mogę oficjalnie potwierdzić - tam nic nie ma... Tutaj również. <pokazuje palcem na głowę> No bo jak inaczej wyjaśnić to, co ty właśnie wygadujesz? Atakujesz mnie po mojej debiutanckiej walce i dziwisz się, że... ci się odwdzięczam? Dziwny tok myślenia, Danny, musiałbyś załatwić mnie na AMEN! A nie jest to możliwe, bo wtedy świat by sie skończył... <przerażająco się uśmiecha> Chociaż dla ciebie to może bez różnicy? W końcu jesteś już tylko popychadłem, które męczy się z Mateuszem, a śmiem stwierdzić, że jest jednym z tych moich tworów, które najwybitniejszymi zawodnikami nie są.. <wzdycha> Zmierzam do tego, że twój brak wdzięczności względem mnie jest okropny, bo prócz mnie.. to ty NIKOGO nie obchodzisz Dan.. totalnie nikogo.

Te słowa chyba poirytowały Dowsona, bo z naburmuszoną miną zmierza do ringu. Nathan czeka na niego i zaprasza go, obaj odrzucają mikrofony i Dan wślizguje się do kwadratowego pierścienia. Martin od razu rzuca się na niego i próbuje przechwycić głowę. Dan wyrywa się, sprytnie łapie jego nogę i przewala Nate'a, po czym w parterze zaczyna go obsypywać ciosami. Kanadyjczyk jednak daje rade przeturlać się i to teraz on jest w dosiadzie nad One and Only i tłucze go solidnie. Pan maruda rodem z San Diego zrzuca z siebie The Solipsista i nogami go odkopuje, po czym momentalnie wstaje. Próbuje wypłacić punch w twarz Nate'a, ale ten unika i będzie ponownie Low Blow! Albo i nie! Tym razem Dowson jest przygotowany na to i chroni krocze, łapiąc rękę Nathana. Dokłada mu szybki Headbutt i momentalnie dorzuca Kill the Lights, czyli swój własny Superkick! The Creator dosłownie pada jak rażony piorunem. Allan Hill w tle odchodzi w kierunku rampy i chwilę się temu z lekką irytacją przygląda, ale po prostu idzie na zaplecze. Na arenę wbiega za to ochrona i tym razem nie do niego. Dan Dowson coś jeszcze trashtalkuje do leżącego Nathana i gdy widzi już ochroniarzy, to szybko wychodzi z ringu z wrednym uśmiechem na twarzy. Amerykanin zadowolony z siebie idzie w kierunku wyjścia, przy okazji słyszy spore buczenie. One and Only na chwilę zatrzymuje się jeszcze i zaczyna przekomarzanie z fanami. Półprzytomny i leżący nadal w ringu The Creator podnosi mikrofon i ledwo przykłada go do ust, przy okazji śmieje się maniakalnie w dosyć obolały dla siebie sposób.

Nathan Martin: Pięknie! C-cudownie! Widzę to... musimy to zrobić. Następne Colosseum. Ja kontra ty, Dan. Burried Alive Match! Zakończmy to wszystko. Zamiast zakopać topór wojenny.. jeden zakopie drugiego żywcem!

Dan Dowson: Serio? Zakopanie żywcem? Wow, cóż za zaszczyt mnie może spotkać. Najchętniej tak tępo szukającego atencji gościa bym olał, jak większość, ale masz to. Kolejne Colloseum.

Każde pokolenie ma własny czas, a teraz czas na reklamy ~ Autor nieznany

Kamera przenosi nas na zaplecze gdzie widzimy poirytowanego Uszczelkę idącego korytarzem. W rogu korytarza stoi jego partner Zygmunt Butla z butelką.. wody??? Uszczelka podchodzi do niego i wytrąca mu ją z rąk.

Uszczelka: Słyszałeś co szef wymyślił? Zamiast rozprawić się z gówniarzami raz, a porządnie dostaliśmy walkę o miano pretendenta. Mało tego do tej stawki wsadza ciebie! Nie obraź się Zygmunt, ale przez cały ten czas wyciągałem do ciebie rękę i chciałem ci pomóc. Ty zamiast skorzystać z tej pomocy złapałeś mnie za tę rękę i ciągniesz mnie do siebie na dno. Wiesz jaka jest zasada w hydraulice? Jak jest wyciek to starasz się go zakleić, ale jak mimo to wycieka dalej to po prostu wymieniasz te rurę na nową. Gdybym nie niańczył cię cały ten czas i pilnował żebyś nie przegrał z nałogiem to spójrz gdzie bym teraz był!

Butla patrzy na rozlaną wodę, po czym ociera mokrą dłoń o spodnie i spogląda na Uszczelkę.

Butla: Zbyszek, ja kiedyś przez trzy dni piłem z takim Mietkiem spod Bydgoszczy. Cały czas gadał, że gdyby nie on, to dawno leżałbym w rowie, bo mnie pilnuje, prowadzi i wyciąga z kłopotów. Czwartego dnia przyszło dwóch chłopów upomnieć się o jego dług. Mietek zamknął się w kiblu, a ja zostałem sam. Dostałem po mordzie, oddałem mocniej, a rano ten pajac wszystkim opowiadał, że wygrał dzięki swojemu planowi. I wiesz co? Ty zaczynasz gadać dokładnie jak on. Może czasem przeszkadzałem, może czasem trzeba było po mnie poprawiać, ale kiedy wygrywaliśmy, jakoś nie mówiłeś, że ciągnę Cię na dno. Teraz RVD daje mi szansę i nagle jestem rurą do wymiany? Może szef po prostu widzi we mnie coś więcej niż Twojego pomocnika. A Ty chyba pierwszy raz zobaczyłeś, że Butla może stanąć nie za Tobą, tylko naprzeciwko. Widzę, że zaczynasz się obawiać, to dobrze, bo czasem nawet ktoś taki jak ja potrafi zaskoczyć.

Uszczelka podnosi głos na kolegę.

Uszczelka: Zygmunt ty już masz kompletnie mózg zalany dyktą! Już raz ci narobiłem guzów na głowie i myślałem, że zmądrzejesz! Jak ty chcesz walczyć o miano pretendenta, jak ty sam ze sobą i swoim nałogiem nie potrafisz wygrać?! Mnie twój kolega Mietek żul nie interesuje i nie próbuj mnie do niego porównywać! Miałem cię za kolegę i nic więcej, pomocników nie potrzebuje. Po takich pomocnikach to mój dziadek na konia wsiadał. Jedynym zaskoczeniem będzie jeśli znów nie wyjdziesz nafurkany do walki. Jak już się dotoczysz do tego ringu to siądź w kącie i chociaż ten jeden, jedyny raz daj mi wziąć sprawy w swoje ręce. Stawka jest teraz zbyt wysoka, żeby znowu puściły ci zawory, a ja bym musiał sprzątać te gówno po raz kolejny.

Po tych słowach Uszczelka wychodzi i trzaska mocno drzwiami od szatni, po tym kadrze kamera płynnie przenosi nas do szatni Miguela Escobara.The Prince of Spain siedzi na krześle i skupia się na dzisiejszym pojedynku podczas gdy Sara rozmasowuje jego barki. Drzwi do szatni się otwierają, a do środka wchodzi Legacy Breaker, po którym już na pierwszy rzut oka widać, że targają nim bardzo duże emocje. Sara kończy masaż, a Miguel patrzy na Prestona.

Preston Steele: Dużo ostatnio myślałem nad sytuacją z ostatniego Colosseum i muszę sam przyznać, że dałem ponieść się emocjom. Należą ci się przeprosiny z mojej strony. Nie powinienem się tak zachować w stosunku do ciebie. 

Na twarzy Hiszpana pojawia się delikatny uśmiech po tych słowach.

Preston Steele: Mogliśmy pokonać tych nieudaczników już drugi raz gdybym nie był samolubny. Boli mnie to tym bardziej, że jesteś jedyną osobą, która zawsze trzyma moją stronę co by się nie działo i mogę na ciebie liczyć na dobre i na złe.

Miguel twierdząco kiwa głową, a następnie oddycha z ulga.

Miguel Escobar: Cieszę się, że wreszcie to zrozumiałeś. Nigdy nie działam na twoją szkodę i wiem, że razem możemy więcej. Nie naraziłbym tej współpracy. 

Escobar w tym momencie wstaje i chwyta Prestona za bark.

Miguel Escobar: Swoją drogą RVD wprowadził niemałe zamieszanie przy naszej walce. To nie będzie walka tag teamowa.

Preston zmarszczył brwi ze zdziwienia.

Miguel Escobar: Zawalczymy w fatal 4-wayu. Ty, ja, Butla i Uszczelka, a w stawce będzie title shot na pas Valor. 

Steele zbierał jeszcze myśli, a Hiszpan kontynuował.

Miguel Escobar: Wiem, że każdy z nas będzie nastawiony na zwycięstwo i wiem, że zarówno ty jak i ja możemy to wygrać. Najważniejsze jednak jest to, że po tej walce kończy się nasza historia z tą dwójką. Zostawiamy to za sobą i rozpoczyna nową przygodę w drodze do pasa mistrzowskiego. Wygrana któregoś z nas to sukces naszej dwójki, pamiętaj o tym.

Miguel po tych słowach zbiera rękę z barku Prestona, macha głową do Sary i opuszcza szatnię.

Mogłaś być już na dnie, ale wypłynęłaś ~ Autor nieznany

Na arenie wybucha nigdy nie slyszana Muzyka Po chwili w stronę ringu zmierza wyraźnie zadowolony z tekstu utworu MateuszMW. Zawodnik leje się oliwką po czole i świeci się jak psu jajca, do tego dokłąda swój dresiarski uśmiech, a następnie przechodzi pod górną liną i melduje się w ringu

MateuszMW: Siemanko z dumą wszech i wobec oświadczam Wam, że w końcu udało mi się wejść na odpowiednie tory. Moje ostatnie dokonania bez wątpienia są tego dowodem. Tylko ja jestem w stanie w tak szybki sposób podnieść się, wstać z kolan i pokazać, czym jest prawdziwa krakowska siła! Widzicie kim powoli się staję? O czym wielokrotnie Wam mówiłem..... O czym moja mama mówiła? Pamiętacie?

 Po tych słowach MateuszMW bierze oliwkę i nakłada ją na swoją łysą głowę.

MateuszMW: Jeśli Wam gdzieś to umknęło to powtórzę jeszcze raz. JA MATEUSZ MAM WSZYSTKO, CO POTRZEBUJE PRAWDZIWA GWIAZDA FEDERACJI I NIKT NIE JEST W STANIE MI ODEBRAĆ ZAWZIĘTOŚCI, KTÓRA PRĘDZEJ, CZY PÓŹNIEJ ZAPROWADZI MNIE NA SAM SZCZYT. Wiem, że jest to żmudny proces, ale sukces jest mi pisany. W ogóle ostatnio zastanawiałem się, kim jest David Otunga? Co to za przychlast noszący garnitur i teczkę.... Czy on nie powinien walczyć? Mniejsza..... Jebać go. W tym momencie dla mnie liczy się dobra passa oraz wiara mamy i mistrza Dereka! Dziękuję Wam za wszystko, co dla mnie zrobiliście! Derek jesteś najlepszy, szkoda że nie ma Cię w moim brandzie :/ 

Na arenie rozbrzmiewa „All About The Power”. David Otunga pojawia się na rampie już w stroju ringowym. Spokojnie spogląda w stronę ringu, gdzie czeka na niego MateuszMW, po czym bez pośpiechu rusza w jego stronę. Wchodzi między liny i staje naprzeciwko swojego dzisiejszego przeciwnika. Pracownik techniczny podaje Adwokatowi mikrofon, a ten przyjmuje go bez słowa.

David Otunga: Mateusz, muszę ci coś przyznać. Jestem pod naprawdę wielkim wrażeniem. Tyle słów, tyle zapewnień, tyle wiary w siebie... że aż zacząłem się zastanawiać, ile czasu zajęło ci przygotowanie tej przemowy. Słuchając cię przez chwilę pomyślałem, że ktoś napisał tę przemowę za ciebie. Ale potem przypomniałem sobie, że nawet najlepszy program sztucznej inteligencji nie jest w stanie dopisać ci osiągnięć, których zwyczajnie nie masz. Bo jeżeli naprawdę miałeś czas, żeby to wszystko przemyśleć, a najlepszym dowodem swojej wielkości jaki udało ci się znaleźć, jest jedno zwycięstwo i remis z kimś takim jak Dan Dowson to chyba powinienem ci współczuć.

Legal Killer spogląda w stronę publiczności z wyraźnym niesmakiem, jakby zakończenie jego walki z Dowsonem na Ascencion dalej go gryzło.

David Otunga: W każdym bądź razie... Mówisz, że w końcu wszedłeś na właściwe tory. Tylko widzisz Mateusz... problem polega na tym, że ja nawet nie jestem pewien, czy my jedziemy tym samym pociągiem. No bo Ty mówisz o przyszłości, o byciu twarzą federacji, o tym co dopiero osiągniesz. Ja patrzę na to co już osiągnąłeś. I między tymi dwiema rzeczami jest kolosalna, wielotomowa wręcz różnica.

The Harvard Hammer spogląda na rozsmarowaną oliwkę na głowie Mateusza.

David Otunga: A skoro już wspomniałeś o mnie... zastanawiałeś się kim jestem. Prawnikiem, wysportowanym atletą, a przede wszystkim człowiekiem, który potrafi przygotować się do swojej sprawy i kimś kto rozumie różnicę między twierdzeniem a dowodem. Ty twierdzisz, że jesteś przyszłą gwiazdą, kiedy ja potrzebuję tylko jednej rzeczy, żeby sprawdzić wiarygodność twoich słów.

The Verdict Maker wskazuje palcem w dół, w kierunku maty.

David Otunga: Tego. Nie obchodzi mnie twoja mama. Nie obchodzi mnie, co powiedział ci ten dziwoląg z Elysium. I szczerze mówiąc nie obchodzi mnie nawet to ile oliwki potrzebujesz, żeby poczuć się jak przyszły mistrz. Uświadom sobie, że dzisiaj nie walczysz z człowiekiem którego możesz pokonać samą pewnością siebie. Skończyliśmy już z motywami. Teraz przedstawimy dowody i zakończmy już tę sprawę, za długo ona trwa.

Otunga oddaje mikrofon sędziemu i zmierza w stronę swojego narożnika.

[Obrazek: i7KUp9k.png]
Singles Match
David Otunga vs MateuszMW

Wracamy do pojedynku, gdzie to Mateusz stompuje siedzącego w narożniku przeciwnika. Przyciska go kolanem do rogu ringu, aż sędzia interweniuje i po doliczeniu do 4, Polak puszcza. Sędzia grozi mu palcem i poucza, że nie może przesadzać. Polish Fucker (nie no, nie mogę z tego XD) przepycha teraz na bok arbitra i podnosi za rękę swojego rywala. Irish Whip w przeciwległy narożnik. Otunga wbija się w narożnik, zaraz za nim biegnie Mateusz. David jednak plecami odbija się od narożnika w taki sposób, że nie odczuwa bólu i Chlothesline’m powala przeciwnika. Ten dosyć szybko wstaje, ale Adwokat podchodzi do boku rywala i od razu wypłaca mu Olympic Slam. Amerykanin od razu po tej akcji przypina, 1… nie, Kickout. Mateusz się nie poddaje. Otunga pomaga przeciwnikowi wstać chwytając go w odpowiedni sposób w pasie. Gdy udaje się podnieść rywala, cały czas trzymając go zgiętego za pas, David wykonuje Gutwrench Suplex. Amerykanin prezentuje teraz swoje umiejętności techniczne. Mateusz po otrzymaniu ataku chwyta się za plecy, ale wstaje przy linach. David atakuje go przy linach punchami. Irish Whip na liny, jednak nie, za chwilę przyciąga do siebie oponenta i mamy Short-Arm Lariat. Mocno obity Polak leży teraz na macie, a Adwokat próbuje teraz przypiąć. 1… 2… nie, Kickout. Po tej próbie The Big MW wytacza się poza ring i aż klęknął z bólu. David również wyszedł z ringu i punchem atakuje rywala. Teraz chwyta Polaka za tył głowy i wpycha go w metalowe schodki. Jednak nie, Mateusz w ostatniej chwili odwraca się i to Otunga wpada plecami w podesty. Adwokat aż jęknął z bólu, a Polak dokłada jeszcze stompy na plecy oponenta. The Big MW pomaga wstać przeciwnikowi i wrzuca go do ringu, a sam pakuje się na szczyt narożnika. Mamy wyskok i piękny Diving Senton. Od razu próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Polak wstaje w bardzo podobnym tempie do swojego rywala. Mateusz odbija się od lin i dokłada jeszcze Jumping Clothesline. Polak nie próbuje pinu, podnosi rywala do stójki i Irish Whipem wysyła go do narożnika. Krótki rozpęd i mamy Corner Splash! Jednak w pusty narożnik. David w porę się odsuwa. The Big MW opiera się teraz o narożnik klatką piersiową, a Otunga chwyta w pasie przeciwnika i wyprowadza Release German Suplex. Polak trzymając się za kark wstaje. Adwokat popycha go na liny, a po porwiecie mamy Sit-Out Spinebuster. Proba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Teraz Amerykanin podnosi Polaka do stójki, wyprowadza Gut Kick o odbija się od lin. Szykuje się Legal Precedent! Jednak Mateusz w porę się prostuje, wrzuca rozpędzonego przeciwnika na bark i mamy Powerslam! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Mateusz kiwa głową i kieruje się teraz do swojej oliwki w narożniku. Polewa nią swoją głowę i naciera bardzo grubo. Teraz oczekuje, aż jego rywal wstanie. Szykuje się Łysy Punch! Otunga wstaje, Polak chwyta go za kark, jednak Adeokat odpycha przeciwnika i po prostocie Mateusz otrzymuje Motion to Dismiss! Od razu próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Żaden nie chce oddać tego zwycięstwa. Otunga wstaje i pomaga również podnieść się przeciwnikowi za rękę. Wyniesienie pod Fireman’s Carry i szykuje się Final Judgement! Jednak nie, Mateusz w porę się orientuje, szamocze się na barkach rywala i trzema łokciami ostudza jego zapał. David odpuszcza, a Mateusz pada na nogi za swoim przeciwnikiem. Teraz The Big MW odwraca oponenta do siebie przodem i mamy Łysy Punch! Jednak tym razem gdy Mateusz już jest w powietrzu, Otunga wypycha go do przodu, przez co Polak ląduje plecami na macie sam. Grymas bólu na twarzy The Big MW, a Amerykanin podnosi oponenta za rękę, Irish Whipem wysyła na liny i po powrocie mamy The Verdict! Udane! Próba pinu, 1… 2… 3?! Tak, to koniec! David Otunga wygrywa!
Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2026, 23:01 przez Raptor.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
297
08.08.2026, 15:13
#2
Kamera przenosi nas na zaplecze. Operator dostrzega w oddali mężczyznę odzianego w ciemnoniebieski garnitur, który rozmawia przez telefon. Postanawia podejść nieco bliżej. Po chwili mężczyzna ukazuje swoją twarz - jest to nie kto inny, jak tylko dawno niewidziany w świecie wrestlingu Willy Walker. Nie przerywa on swojej rozmowy nawet mimo obecności kamery.

Willy Walker: Steve, mówiłem ci - żadnych negocjacji! ŻADNYCH. Rozumiesz? Ale...co mnie to interesuje w ogóle!? Wszystko jest jasne. Umowa podpisana. Jakie w ogóle negocjacje? Sprawa jest zamknięta. Frajer czytał, frajer podpisał, frajer będzie bulił. <chwila ciszy> Steve, ale co nas to interesuje? Nic mnie nie obchodzi jakaś czwórka dzieci. To jest mój problem? Nie. Twój też nie. <wyraźnie poirytowany> Nie udawaj głupszego niż jesteś. Dobrze wiesz, co masz mu powiedzieć. I nie żadna mikrokawa...zamknij się. Nie znasz takiego słowa. Rozumiesz? Nie ma czegoś takiego. Dla mnie sprawa jest zamknięta. Nie ma tematu, nigdy go nie było. parska śmiechem A niech sobie idzie. Tylko się ośmieszy. Mógł czytać uważnie zanim podpisał. Tu nie ma miękkiej gry, młody. Zapamiętaj. Im szybciej się tego nauczysz, tym lepiej. My tu ZARABIAMY, nie bawimy się w boginie ogniska domowego. <rozłącza się, zwracając uwagę na operatora> Żadnych kamer, proszę odejść.

Walker zamyka się w szatni, a obraz gaśnie.

[Obrazek: bo1Bt2X.png]
Fatal 4-Way for No, 1 Contenter to LPW Valor Championship
Zbyszek Uszczelka vs Zygmunt Butla vs Miguel Escobar vs Preston Steele

Po reklamach wracamy do walki, której stawkę stanowi szansa na zdobycie tytułu Valor Championa na LPW Heatwave. Widzimy, że aktualnie Zbyszek Uszczelka oraz Zygmunt Butla przeważają nad swoimi rywalami. Zbychu otłukuje Escobara w narożniku, z kolei Zygmunt trzyma Steele'a na swoich barkach, po czym ustawia się w pobliżu środka ringu i wykonuje Body Slam. Mamy próbę przypięcia, która kończy się jednak przed jakimkolwiek uderzeniem sędziego w matę. Zygmunt podnosi się i próbuje wykonać Elbow Drop...ale nie trafia, bo Preston w porę unika. Obydwaj zawodnicy podnoszą się, jednak (już były) spadkobierca fortuny Franka Steele'a czyni to szybciej i zanim jeszcze Zygmuś zdążył wstać, Preston atakuje go, wykonując Knee Strike. Po chwili dorzuca jeszcze kilka punchy w parterze, a następnie wdrapuje się na narożnik. Będąc na szczycie staje na równych nogach i skacze...ale zostaje złapany w locie przez Zbyszka Uszczelkę! Betonowy Syfon przez chwilę trzyma Steele'a na wysokości swojej klatki piersiowej, po czym postanawia wypłacić Zaliczkę Na Materiał! Po tym Fallaway Slamie Preston wypada poza ring. Uszczelka wstaje, orientujac się, że rywal mu uciekł, przez co nie zauważa Escobara, który wbija się w niego Chop Blockiem, sprowadzając go na matę. Zawodnik z Siedlec nie zdążył się nawet pozbierać, a już otrzymuje dokładkę od Hiszpana w postaci Standing Moonsaultu. Próba przypięcia 1...2...Butla przerywa liczenie! Następnie to on stara się ruszyć w stronę Miguela, jednak zostaje podcięty poprzez Drop Toe Hold, po którym uderza gębą o narożnik. Próbuje się podnieść, jednak Escobar łapie go, aplikując DDT. Następnie przy pomocy kopnięć udaje mu się wypchnąć poza ring Uszczelkę. Zaraz potem powraca do leżącego Butli, na którym zakłada Cangrejo de Palma! Koneser wódki walczy z bólem, jednocześnie starając się dosięgnąć najbliższej liny. Biedny nawet nie wie, że w tej walce nie ma rope breaku. Butla wydaje się opadać z sił, czyżby miał zamiar odklepać? Nawet jeśli, to nic z tego, bo znajdujący się poza ringiem Uszczelka łapie go za ręce, po czym wyciąga poza ring! Escobar jednak nie zamierza składać broni. Bierze rozbieg, a następnie wykonuje Suicide Dive na obu Polakach! Zaraz potem podnosi Butlę i umieszcza go wewnątrz ringu, po czym przechwytuje Uszczelkę, którego decyduje się posłać na kurs kolizyjny ze stalowym słupkiem podtrzymującym konstrukcję ringu. W tym samym czasie Preston Steele pozbierał się już do kupy i właśnie stoi na narożniku. Momentalnie korzysta z obecności Butli na macie i wykonuje na nim 450 Splash! Próba pinu. 1...2...kickout! Do ringu powraca Escobar, który decyduje się współpracować ze swoim przyjacielem. Obydwaj teraz otłukują Zygmunta stompami, a następnie podnoszą go, aby wykonać Double Suplex. Preston przystępuje do liczenia. 1...nie, Escobar odpycha swojego kompana! Teraz on sam próbuje odliczyć Butlę. 1...Preston przerywa! Escobar natychmiast podrywa się i staje oko w oko ze Steele'em. Obydwaj zawodnicy są poirytowani i próbują sobie coś nawzajem wytłumaczyć. Scysja zostaje jednak przerwana przez samego Butlę, który przerolowuje Prestona. 1...nie ma mowy! Escobar wymierza soczysty Soccerball Kick w plecy alkoholika, przerywając próbę przypięcia. Zawodnik z Bydgoszczy podnosi się, ale tylko po to, by zainkasować Frio Fiesta! Zaraz potem Hiszpan, który z całą pewnością nie urodził się 29 lutego 1994 roku (ponieważ taki dzień nigdy się nie wydarzył) zapina Zygmuntowi Boa! Preston Steele jest zaskoczony, jednak nawet nie musi interweniować, gdyż momentalnie po zapięciu gilotyny Escobar zostaje poczęstowany soczystym Chair Shotem w plecy przez Zbycha Uszczelkę! Miguel osuwa się na matę, zaś Legacy Breaker rusza w stronę Betonowego Syfona...tylko po to, by zainkasować Gut Kick, a następnie Jawbreaker na krawędź krzesła! Steele także pada na matę, zaś zawodnik z Siedlec odkłada krzesło. Widzi podnoszącego się z pomocą lin Escobara, po czym biegnie w jego kierunku i wykonując Running Clothesline posyła poza obręb ringu! To nie wszystko - Butla podnosi się i łapie Steele'a w swoje ręce. Już po chwili postanawia wynieść go w górę. Zbliża się do lin, po czym wykonuje Gorilla Press Drop poza ring! Steele spada na Escobara! W ringu pozostają tylko dwaj Polacy. Widzimy wymianę spojrzeń, nie widać między nimi przyjaźni, jakby obaj zastanawiali się nad kolejnym posunięciem. Po chwili...Butla postanawia położyć się na macie! Zbychu w szoku, patrzy na niego jak na debila, ten jednak wyraźnie pokazuje mu, żeby go odliczył! W końcu Uszczelka decyduje się na pin. To się nie dzieje! Sędzia liczy! 1...2...3! A jednak! Zbyszek Uszczelka w absurdalnych okolicznościach zostaje pretendentem do Valor Championship! Nie wiadomo tylko, kto jest bardziej skonsternowany - on czy publiczność. Po uderzeniu w gong Butla podnosi się i wyciąga rękę na zgodę. Zbyszek przez moment się waha, jednak decyduje się ją uścisnąć.

There ain't no grave can hold my body down. Unless, of course, I return once more in a new incarnation ~Nie wiem choć się domyślam

Słyszymy David Bowie - Starman a naszym oczom ukazuje się las, pokazany z lotu ptaka. Po chwili kamera lekko się zniża i widzimy, że na ścieżce między drzewami ktoś biegnie. Kadr przenosi się za plecy obserwowanego mężczyzny, na szarej bluzie z kapturem widać ciemne plamy potu. Ujęcia zaczynają przeskakiwać i widzimy mężczyznę biegnącego przez pola, następnie pod górę, po plaży... Aż w końcu zatrzymuje się przed dużymi drzwiami do jakiegoś hangaru. W tym momencie perspektywa zmienia się na pierwszoosobową i zaczynamy śledzić całość jego oczami. Wkłada w kłódkę duży, mosiężny klucz, po czym przekręca go, a następnie otwiera ze skrzypnięciem drzwi. Wchodzi do środka i naciska na włącznik przy drzwiach, przez co w całej hali zaczynają po kolei zapalać się ledowe żarówki przyczepione do sufitu. Następnie podchodzi do korkowej tablicy wiszącej obok, na której wywieszony jest harmonogram zajęć. Spojrzenie skupia na rubryce "Grupa lat 7-12" oznaczonej na godzinę 13:00. Co ciekawe to ostatni zapisek który można dostrzec. Patrzy na zegarek, na wyświetlaczu widać 12:25. Przenosi spojrzenie w głąb hali, gdzie można zauważyć ring z niedokręconymi linami. Mężczyzna krótko wzdycha i zaczyna iść w kierunku ringu. Mamy kolejny przeskok kadru, tym razem siedzi on przy już skręconym ringu, a przed nim widać sznur dzieciaków, każde z nich podbiegające do niego i zbijające z nim piątkę na przywitanie. Następnie widzimy kilka kadrów z treningu, dzieciaki robią w ringu przewroty, upadają, odbijają się od lin... Generalnie, świetnie się bawią i co chwilę podchodzą do mężczyzny po wskazówki i pochwały, widać, że bardzo go szanują. Następnie przenosimy się trochę w czasie i widzimy, jak trójka małych wysłanników podchodzi do niego z kwiatami, oraz małą walizką. Przytulają mężczyznę na pożegnanie i wychodzą. Ten kładzie walizkę na ringu i powoli ją otwiera. W środku widzimy bombonierkę z przyklejoną kartką "Dziękujemy trenerze!" oraz niebiesko-czerwone trunksy wrestlingowe. Te zostają podniesione i lekko ściśnięte w dłoni. Muzyka cichnie, a obraz z kamery znika…

Main Event
[Obrazek: oHv103P.png]
Singles Match for LPW Valor Championship
Jorge Cavazos© vs The Reaper

Końcówka walki. Obaj zawodnicy stoją po przeciwnych stronach ringu i widać po nich trudy tego pojedynku. Jorge Cavazos opiera się przez chwilę o liny, natomiast The Reaper podnosi się z jednego kolana. Mistrz Valor rusza pierwszy i wyprowadza mocny Forearm Smash na szczękę przeciwnika. Capone odpowiada Throat Strike! Cavazos cofa się, łapiąc za gardło, a Reaper natychmiast dokłada Big Boot! Meksykanin pada na matę. Salvatore nie przechodzi do przypięcia. Podnosi rywala za głowę i wbija go w narożnik. Corner Clothesline! Cavazos zostaje przy poduszkach, a Reaper cofa się o kilka kroków i rusza ponownie. Kolejny Corner Clothesline! Jorge wychodzi chwiejnym krokiem z narożnika i zostaje przechwycony pod Pendulum Backbreaker! Udane! The Reaper od razu przykrywa przeciwnika. 1... 2... nie! Mistrz Valor podrywa bark. Capone chwyta Cavazosa za kark i przeciąga go na środek ringu. Jorge próbuje się wyrwać, ale otrzymuje mocny Knee Lift w brzuch. Reaper łapie przeciwnika i wykonuje Sidewalk Slam! Kolejna próba pinu. 1... 2... kickout! Salvatore nie wygląda na szczególnie przejętego. Podnosi przeciwnika i zaczyna wypłacać mu kolejne Punche. Cavazos próbuje odpowiedzieć, ale Reaper zatrzymuje go Headbuttem, po czym wciska buta w gardło rywala przy dolnej linie. Sędzia rozpoczyna liczenie, a Capone odpuszcza dopiero przy czterech. Reaper próbuje ponownie podnieść mistrza, jednak Jorge odpowiada Forearmem w brzuch. Drugi Forearm! Trzeci! Cavazos prostuje się i wyprowadza European Uppercut. Salvatore odchodzi kilka kroków, ale nadal stoi. Big Boot od Jorge! Reaper wpada plecami w liny, odbija się od nich, a Cavazos przechwytuje go i wykonuje Snap Powerslam! Pin! 1... 2... nie! Bone Breaker nie daje rywalowi czasu na odpoczynek. Podnosi Capone i łapie go za brzuch. German Suplex! Jorge utrzymuje uchwyt i ponownie podrywa przeciwnika. Drugi German Suplex! Próba trzeciego, jednak Reaper zaczyna uderzać łokciami w bok głowy mistrza. Cavazos puszcza. Salvatore odwraca się i rusza z Fire Bullet! Jednak nie! Jorge schyla się pod Jumping Clotheslinem, Reaper odbija się od przeciwległych lin... Clothesline from Tijuana! Potężny Clothesline ścina Capone z nóg! Próba pinu. 1... 2... 3?! Nie! Reaper odkopuje! Jorge podnosi rywala i próbuje Bottom of the Bottle, jednak Capone zsuwa się za jego plecy. Throat Strike! Cavazos łapie się za szyję, a The Reaper natychmiast chwyta go za gardło. Death Grip! Chokeslam! Mistrz Valor zostaje wbity w matę! Salvatore od razu przechodzi do przypięcia. 1... 2... NIE! Cavazos odkopuje! Reaper powoli podnosi się i patrzy na leżącego mistrza. Następnie łapie go za gardło i wciąga do stójki. Drugą ręką ustawia go pod Fall Into Nowhere. Wyniesienie! Cavazos znajduje się już wysoko, ale zaczyna atakować głowę przeciwnika Punchami. Raz! Drugi raz! Trzeci! Reaper traci kontrolę i Jorge zsuwa się przed niego. Cavazos momentalnie łapie przeciwnika i wykonuje Belly-to-Belly Overhead Suplex! Capone ląduje na macie. Obaj zawodnicy przez chwilę pozostają na macie Reaper zaczyna podnosić się jako pierwszy, ale Cavazos również wraca do stójki. Salvatore rusza z Big Bootem. Jorge odsuwa się w bok, przechwytuje przeciwnika i wykonuje No More Tequila! Spinning Side Slam! Pin! 1... 2... NIE! Capone podrywa bark! Mistrz Valor podnosi rywala, ale Reaper odpowiada mocnym Punchem. Cavazos oddaje własnym uderzeniem. Kolejny Punch od Capone! Forearm od Jorge! Reaper dokłada Throat Strike, a następnie próbuje ponownie wynieść mistrza pod Fall Into Nowhere. Jednak Cavazos blokuje! Mocny cios w brzuch. Jeszcze jeden! Jorge prostuje się i wynosi wielkiego przeciwnika pod Bottom of the Bottle! Reaper z ogromną siłą ląduje na środku ringu! Cavazos dopada do przypięcia. 1... 2... 3?! NIE! Capone odkopuje w ostatniej chwili! Jorge pozostaje na kolanach, ale zaraz wraca do stójki. Reaper również próbuje się podnieść. Cavazos łapie go za rękę i chce przejść do Bone Breaking Lock, lecz Salvatore momentalnie odpycha go wolną nogą. Mistrz cofa się do narożnika. Reaper wstaje i rusza z Fire Bullet! Jednak nie! Cavazos schyla się pod Clotheslinem. Capone zatrzymuje się przy linach i odwraca do przeciwnika. CavaShock! Nie! Reaper unika Speara, a teraz łapie Jorge za gardło! Szykuje się kolejny Death Grip, ale Cavazos uderza przeciwnika łokciem w bok głowy. Drugi Elbow! Capone puszcza. Jorge natychmiast dokłada T-Bone Suplex! Reaper uderza plecami o matę i próbuje podnieść się przy linach. Mistrz Valor już czeka w przeciwległym narożniku. Salvatore wraca na nogi i odwraca się w jego stronę. CavaShock!b Tym razem trafia idealnie! Reaper zostaje wbity w matę, a Cavazos od razu przykrywa przeciwnika całym ciężarem ciała. 1... 2... 3! Jorge Cavazos broni swojego mistrzostwa.

Cavazos świetuje w ringu gdy nagle kamera nas gdzieś przensoi.Jesteśmy w dość obskurnym pomieszczeniu, nie do końca wiemy gdzie, wygląda to na piwnice, być może kantorek. Jest dość ciemno, ale ktoś zapala światło. To Ryback! The Big Guy trzyma kamerę nakierowaną na siebie

Ryback: - Witam państwa bardzo mięsiście. Powiedziałbym wam gdzie jesteśmy, ale myślę, że wiele wam to nie powie, więc ubiorę to inaczej - jesteśmy w sądzie. Będę nazywał to sąd, bo wyrok właściwie już zapadł

Ryback przekierowuje kamerę przed siebie, a tam, kilka metrów od niego w klatce jest związany i zakneblowany...Kenneth Riddle! The Big Guy przez chwile trzyma obiektyw kamery na ledwo przytomnym oponencie śmiejąc się przy tym, jednak już po chwili kieruje transmisje na siebie

Ryback: - Śmieje się, ale nie ma się z czego śmiać...zobaczcie do czego mnie zmusiliście. Kubeł zimnej wody na mnie? Kontuzjowanie kolana? A wy macie z tego radość? Jeśli Kenny Riddle jest waszą radością, to ja właśnie was jej pozbawie. A to nie tylko ich wina Kenny..To również Twoja zasługa. Bo kiedy mówiłem Ci, że nadszedł czas naszej walki, Ty udawałeś, że nie istnieje. Ignorowałeś mnie, ale zapomniałeś, że nie masz już do czynienia z Rybackiem...Masz do czynienia z Butcherbackiem...a to zupełnie inna osoba. Pozbawiona tego, co mogłeś u Rybacka wykorzystać...skrupuły. Ja ich nie posiadam, ja jestem tutaj tylko po to, żeby wykonać wyrok. I powiem Ci Kenny, nie jest mi przykro. Wyrok w imieniu wszystkich debili, którzy wyśmiewali Butcherbacka... I ostateczne rozliczenie.

W tym momencie Ryback rzuca torbę z narzędziami przed Riddla, slychać tam wyraźny dźwięk stalowych bądź metalowych przedmiotów. Butcherback kulejąc podchodzi do klatki, w której uwięziony jest Kenneth Riddle! The butcherback otwiera klatkę i schyla się do torbyi, jednak w tym momencie drzwi od pomieszczenia przypominającego piwnice wylatują z hukiem! Do pomieszczenia wparowało kilkunastu ochroniarzy oraz GM Rob Van Dam! Zszokowany Butcherback odwraca się, a ochroniarze korzystając z kontuzjowanego kolana Rybacka powalają go na ziemię przytrzymując aby ten nie zrobił już nic Riddlowi. RVD przez chwilę patrzy na powalonego Rybacka, po czym podchodzi do otwartej torby. Kuca przy niej i zaczyna przeglądać znajdujące się w środku przedmioty. Na twarzy Roba momentalnie znika resztka spokoju.

Rob Van Dam: Nie. Nie, Ryback. Tego już jest za dużo. Dopiero co siedziałem w swoim biurze z Allanem Hillem. Z człowiekiem, który przez ostatnie tygodnie robił wszystko, żeby udowodnić mi, że kompletnie nie potrafi panować nad sobą. I wiesz co? Przynajmniej dzisiaj wszedł do mojego biura i spróbował porozmawiać jak człowiek. A ty w tym samym czasie porywasz zawodnika, zamykasz go w klatce i przynosisz ze sobą torbę pełną narzędzi? Co chciałeś zrobić? Zakończyć to wszystko tutaj? Sprawić, żeby Kenneth już nigdy nie wszedł do ringu?

Ryback próbuje się wyrwać, ale ochroniarze jeszcze mocniej przyciskają go do ziemi. RVD wskazuje na Riddle’a.

Rob Van Dam: Dość. Skończyły się samowolne polowania. Skończyło się wybieranie miejsca i czasu. Chcesz Kennetha Riddle’a? Dostaniesz Kennetha Riddle’a już na Heatewave. Za tydzień obaj stawicie się w ringu. Wyjaśnicie sobie wszystko twarzą w twarz.

RVD robi krótką pauzę i spogląda najpierw na Rybacka, a potem na Kennetha.

Rob Van Dam: I od tej chwili do waszego pojedynku na Heatwave obowiązuje jedna zasada. Żadnego kontaktu fizycznego. Żadnych ataków. Żadnych zasadzek. Żadnego „przypadkiem znalazłem go na parkingu”. Jeśli którykolwiek z was złamie ten warunek, do waszej walki nie dojdzie.

RVD ponownie patrzy na torbę z narzędziami, po czym zwraca się do ochrony.

Rob Van Dam: Zabierzcie Kennetha do medyków. Rybacka natomiast wyprowadźcie z tego budynku.

Ochroniarze zaczynają podnosić The Big Guya z podłogi. Ryback nie spuszcza wzroku z Riddle’a, nawet gdy jest wyprowadzany z pomieszczenia. RVD zostaje przy Kennethcie i torbie z narzędziami, wyraźnie wściekły po tym, co właśnie zobaczył.

Odchodzę do widzenia wszystkim, zegnam mówię pa, do zobaczenia na Colosseum za 2 tygodnie ~ Autor nieznany
Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2026, 15:42 przez Ryse.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
08.08.2026, 15:13 #2
Kamera przenosi nas na zaplecze. Operator dostrzega w oddali mężczyznę odzianego w ciemnoniebieski garnitur, który rozmawia przez telefon. Postanawia podejść nieco bliżej. Po chwili mężczyzna ukazuje swoją twarz - jest to nie kto inny, jak tylko dawno niewidziany w świecie wrestlingu Willy Walker. Nie przerywa on swojej rozmowy nawet mimo obecności kamery.

Willy Walker: Steve, mówiłem ci - żadnych negocjacji! ŻADNYCH. Rozumiesz? Ale...co mnie to interesuje w ogóle!? Wszystko jest jasne. Umowa podpisana. Jakie w ogóle negocjacje? Sprawa jest zamknięta. Frajer czytał, frajer podpisał, frajer będzie bulił. <chwila ciszy> Steve, ale co nas to interesuje? Nic mnie nie obchodzi jakaś czwórka dzieci. To jest mój problem? Nie. Twój też nie. <wyraźnie poirytowany> Nie udawaj głupszego niż jesteś. Dobrze wiesz, co masz mu powiedzieć. I nie żadna mikrokawa...zamknij się. Nie znasz takiego słowa. Rozumiesz? Nie ma czegoś takiego. Dla mnie sprawa jest zamknięta. Nie ma tematu, nigdy go nie było. parska śmiechem A niech sobie idzie. Tylko się ośmieszy. Mógł czytać uważnie zanim podpisał. Tu nie ma miękkiej gry, młody. Zapamiętaj. Im szybciej się tego nauczysz, tym lepiej. My tu ZARABIAMY, nie bawimy się w boginie ogniska domowego. <rozłącza się, zwracając uwagę na operatora> Żadnych kamer, proszę odejść.

Walker zamyka się w szatni, a obraz gaśnie.

[Obrazek: bo1Bt2X.png]
Fatal 4-Way for No, 1 Contenter to LPW Valor Championship
Zbyszek Uszczelka vs Zygmunt Butla vs Miguel Escobar vs Preston Steele

Po reklamach wracamy do walki, której stawkę stanowi szansa na zdobycie tytułu Valor Championa na LPW Heatwave. Widzimy, że aktualnie Zbyszek Uszczelka oraz Zygmunt Butla przeważają nad swoimi rywalami. Zbychu otłukuje Escobara w narożniku, z kolei Zygmunt trzyma Steele'a na swoich barkach, po czym ustawia się w pobliżu środka ringu i wykonuje Body Slam. Mamy próbę przypięcia, która kończy się jednak przed jakimkolwiek uderzeniem sędziego w matę. Zygmunt podnosi się i próbuje wykonać Elbow Drop...ale nie trafia, bo Preston w porę unika. Obydwaj zawodnicy podnoszą się, jednak (już były) spadkobierca fortuny Franka Steele'a czyni to szybciej i zanim jeszcze Zygmuś zdążył wstać, Preston atakuje go, wykonując Knee Strike. Po chwili dorzuca jeszcze kilka punchy w parterze, a następnie wdrapuje się na narożnik. Będąc na szczycie staje na równych nogach i skacze...ale zostaje złapany w locie przez Zbyszka Uszczelkę! Betonowy Syfon przez chwilę trzyma Steele'a na wysokości swojej klatki piersiowej, po czym postanawia wypłacić Zaliczkę Na Materiał! Po tym Fallaway Slamie Preston wypada poza ring. Uszczelka wstaje, orientujac się, że rywal mu uciekł, przez co nie zauważa Escobara, który wbija się w niego Chop Blockiem, sprowadzając go na matę. Zawodnik z Siedlec nie zdążył się nawet pozbierać, a już otrzymuje dokładkę od Hiszpana w postaci Standing Moonsaultu. Próba przypięcia 1...2...Butla przerywa liczenie! Następnie to on stara się ruszyć w stronę Miguela, jednak zostaje podcięty poprzez Drop Toe Hold, po którym uderza gębą o narożnik. Próbuje się podnieść, jednak Escobar łapie go, aplikując DDT. Następnie przy pomocy kopnięć udaje mu się wypchnąć poza ring Uszczelkę. Zaraz potem powraca do leżącego Butli, na którym zakłada Cangrejo de Palma! Koneser wódki walczy z bólem, jednocześnie starając się dosięgnąć najbliższej liny. Biedny nawet nie wie, że w tej walce nie ma rope breaku. Butla wydaje się opadać z sił, czyżby miał zamiar odklepać? Nawet jeśli, to nic z tego, bo znajdujący się poza ringiem Uszczelka łapie go za ręce, po czym wyciąga poza ring! Escobar jednak nie zamierza składać broni. Bierze rozbieg, a następnie wykonuje Suicide Dive na obu Polakach! Zaraz potem podnosi Butlę i umieszcza go wewnątrz ringu, po czym przechwytuje Uszczelkę, którego decyduje się posłać na kurs kolizyjny ze stalowym słupkiem podtrzymującym konstrukcję ringu. W tym samym czasie Preston Steele pozbierał się już do kupy i właśnie stoi na narożniku. Momentalnie korzysta z obecności Butli na macie i wykonuje na nim 450 Splash! Próba pinu. 1...2...kickout! Do ringu powraca Escobar, który decyduje się współpracować ze swoim przyjacielem. Obydwaj teraz otłukują Zygmunta stompami, a następnie podnoszą go, aby wykonać Double Suplex. Preston przystępuje do liczenia. 1...nie, Escobar odpycha swojego kompana! Teraz on sam próbuje odliczyć Butlę. 1...Preston przerywa! Escobar natychmiast podrywa się i staje oko w oko ze Steele'em. Obydwaj zawodnicy są poirytowani i próbują sobie coś nawzajem wytłumaczyć. Scysja zostaje jednak przerwana przez samego Butlę, który przerolowuje Prestona. 1...nie ma mowy! Escobar wymierza soczysty Soccerball Kick w plecy alkoholika, przerywając próbę przypięcia. Zawodnik z Bydgoszczy podnosi się, ale tylko po to, by zainkasować Frio Fiesta! Zaraz potem Hiszpan, który z całą pewnością nie urodził się 29 lutego 1994 roku (ponieważ taki dzień nigdy się nie wydarzył) zapina Zygmuntowi Boa! Preston Steele jest zaskoczony, jednak nawet nie musi interweniować, gdyż momentalnie po zapięciu gilotyny Escobar zostaje poczęstowany soczystym Chair Shotem w plecy przez Zbycha Uszczelkę! Miguel osuwa się na matę, zaś Legacy Breaker rusza w stronę Betonowego Syfona...tylko po to, by zainkasować Gut Kick, a następnie Jawbreaker na krawędź krzesła! Steele także pada na matę, zaś zawodnik z Siedlec odkłada krzesło. Widzi podnoszącego się z pomocą lin Escobara, po czym biegnie w jego kierunku i wykonując Running Clothesline posyła poza obręb ringu! To nie wszystko - Butla podnosi się i łapie Steele'a w swoje ręce. Już po chwili postanawia wynieść go w górę. Zbliża się do lin, po czym wykonuje Gorilla Press Drop poza ring! Steele spada na Escobara! W ringu pozostają tylko dwaj Polacy. Widzimy wymianę spojrzeń, nie widać między nimi przyjaźni, jakby obaj zastanawiali się nad kolejnym posunięciem. Po chwili...Butla postanawia położyć się na macie! Zbychu w szoku, patrzy na niego jak na debila, ten jednak wyraźnie pokazuje mu, żeby go odliczył! W końcu Uszczelka decyduje się na pin. To się nie dzieje! Sędzia liczy! 1...2...3! A jednak! Zbyszek Uszczelka w absurdalnych okolicznościach zostaje pretendentem do Valor Championship! Nie wiadomo tylko, kto jest bardziej skonsternowany - on czy publiczność. Po uderzeniu w gong Butla podnosi się i wyciąga rękę na zgodę. Zbyszek przez moment się waha, jednak decyduje się ją uścisnąć.

There ain't no grave can hold my body down. Unless, of course, I return once more in a new incarnation ~Nie wiem choć się domyślam

Słyszymy David Bowie - Starman a naszym oczom ukazuje się las, pokazany z lotu ptaka. Po chwili kamera lekko się zniża i widzimy, że na ścieżce między drzewami ktoś biegnie. Kadr przenosi się za plecy obserwowanego mężczyzny, na szarej bluzie z kapturem widać ciemne plamy potu. Ujęcia zaczynają przeskakiwać i widzimy mężczyznę biegnącego przez pola, następnie pod górę, po plaży... Aż w końcu zatrzymuje się przed dużymi drzwiami do jakiegoś hangaru. W tym momencie perspektywa zmienia się na pierwszoosobową i zaczynamy śledzić całość jego oczami. Wkłada w kłódkę duży, mosiężny klucz, po czym przekręca go, a następnie otwiera ze skrzypnięciem drzwi. Wchodzi do środka i naciska na włącznik przy drzwiach, przez co w całej hali zaczynają po kolei zapalać się ledowe żarówki przyczepione do sufitu. Następnie podchodzi do korkowej tablicy wiszącej obok, na której wywieszony jest harmonogram zajęć. Spojrzenie skupia na rubryce "Grupa lat 7-12" oznaczonej na godzinę 13:00. Co ciekawe to ostatni zapisek który można dostrzec. Patrzy na zegarek, na wyświetlaczu widać 12:25. Przenosi spojrzenie w głąb hali, gdzie można zauważyć ring z niedokręconymi linami. Mężczyzna krótko wzdycha i zaczyna iść w kierunku ringu. Mamy kolejny przeskok kadru, tym razem siedzi on przy już skręconym ringu, a przed nim widać sznur dzieciaków, każde z nich podbiegające do niego i zbijające z nim piątkę na przywitanie. Następnie widzimy kilka kadrów z treningu, dzieciaki robią w ringu przewroty, upadają, odbijają się od lin... Generalnie, świetnie się bawią i co chwilę podchodzą do mężczyzny po wskazówki i pochwały, widać, że bardzo go szanują. Następnie przenosimy się trochę w czasie i widzimy, jak trójka małych wysłanników podchodzi do niego z kwiatami, oraz małą walizką. Przytulają mężczyznę na pożegnanie i wychodzą. Ten kładzie walizkę na ringu i powoli ją otwiera. W środku widzimy bombonierkę z przyklejoną kartką "Dziękujemy trenerze!" oraz niebiesko-czerwone trunksy wrestlingowe. Te zostają podniesione i lekko ściśnięte w dłoni. Muzyka cichnie, a obraz z kamery znika…

Main Event
[Obrazek: oHv103P.png]
Singles Match for LPW Valor Championship
Jorge Cavazos© vs The Reaper

Końcówka walki. Obaj zawodnicy stoją po przeciwnych stronach ringu i widać po nich trudy tego pojedynku. Jorge Cavazos opiera się przez chwilę o liny, natomiast The Reaper podnosi się z jednego kolana. Mistrz Valor rusza pierwszy i wyprowadza mocny Forearm Smash na szczękę przeciwnika. Capone odpowiada Throat Strike! Cavazos cofa się, łapiąc za gardło, a Reaper natychmiast dokłada Big Boot! Meksykanin pada na matę. Salvatore nie przechodzi do przypięcia. Podnosi rywala za głowę i wbija go w narożnik. Corner Clothesline! Cavazos zostaje przy poduszkach, a Reaper cofa się o kilka kroków i rusza ponownie. Kolejny Corner Clothesline! Jorge wychodzi chwiejnym krokiem z narożnika i zostaje przechwycony pod Pendulum Backbreaker! Udane! The Reaper od razu przykrywa przeciwnika. 1... 2... nie! Mistrz Valor podrywa bark. Capone chwyta Cavazosa za kark i przeciąga go na środek ringu. Jorge próbuje się wyrwać, ale otrzymuje mocny Knee Lift w brzuch. Reaper łapie przeciwnika i wykonuje Sidewalk Slam! Kolejna próba pinu. 1... 2... kickout! Salvatore nie wygląda na szczególnie przejętego. Podnosi przeciwnika i zaczyna wypłacać mu kolejne Punche. Cavazos próbuje odpowiedzieć, ale Reaper zatrzymuje go Headbuttem, po czym wciska buta w gardło rywala przy dolnej linie. Sędzia rozpoczyna liczenie, a Capone odpuszcza dopiero przy czterech. Reaper próbuje ponownie podnieść mistrza, jednak Jorge odpowiada Forearmem w brzuch. Drugi Forearm! Trzeci! Cavazos prostuje się i wyprowadza European Uppercut. Salvatore odchodzi kilka kroków, ale nadal stoi. Big Boot od Jorge! Reaper wpada plecami w liny, odbija się od nich, a Cavazos przechwytuje go i wykonuje Snap Powerslam! Pin! 1... 2... nie! Bone Breaker nie daje rywalowi czasu na odpoczynek. Podnosi Capone i łapie go za brzuch. German Suplex! Jorge utrzymuje uchwyt i ponownie podrywa przeciwnika. Drugi German Suplex! Próba trzeciego, jednak Reaper zaczyna uderzać łokciami w bok głowy mistrza. Cavazos puszcza. Salvatore odwraca się i rusza z Fire Bullet! Jednak nie! Jorge schyla się pod Jumping Clotheslinem, Reaper odbija się od przeciwległych lin... Clothesline from Tijuana! Potężny Clothesline ścina Capone z nóg! Próba pinu. 1... 2... 3?! Nie! Reaper odkopuje! Jorge podnosi rywala i próbuje Bottom of the Bottle, jednak Capone zsuwa się za jego plecy. Throat Strike! Cavazos łapie się za szyję, a The Reaper natychmiast chwyta go za gardło. Death Grip! Chokeslam! Mistrz Valor zostaje wbity w matę! Salvatore od razu przechodzi do przypięcia. 1... 2... NIE! Cavazos odkopuje! Reaper powoli podnosi się i patrzy na leżącego mistrza. Następnie łapie go za gardło i wciąga do stójki. Drugą ręką ustawia go pod Fall Into Nowhere. Wyniesienie! Cavazos znajduje się już wysoko, ale zaczyna atakować głowę przeciwnika Punchami. Raz! Drugi raz! Trzeci! Reaper traci kontrolę i Jorge zsuwa się przed niego. Cavazos momentalnie łapie przeciwnika i wykonuje Belly-to-Belly Overhead Suplex! Capone ląduje na macie. Obaj zawodnicy przez chwilę pozostają na macie Reaper zaczyna podnosić się jako pierwszy, ale Cavazos również wraca do stójki. Salvatore rusza z Big Bootem. Jorge odsuwa się w bok, przechwytuje przeciwnika i wykonuje No More Tequila! Spinning Side Slam! Pin! 1... 2... NIE! Capone podrywa bark! Mistrz Valor podnosi rywala, ale Reaper odpowiada mocnym Punchem. Cavazos oddaje własnym uderzeniem. Kolejny Punch od Capone! Forearm od Jorge! Reaper dokłada Throat Strike, a następnie próbuje ponownie wynieść mistrza pod Fall Into Nowhere. Jednak Cavazos blokuje! Mocny cios w brzuch. Jeszcze jeden! Jorge prostuje się i wynosi wielkiego przeciwnika pod Bottom of the Bottle! Reaper z ogromną siłą ląduje na środku ringu! Cavazos dopada do przypięcia. 1... 2... 3?! NIE! Capone odkopuje w ostatniej chwili! Jorge pozostaje na kolanach, ale zaraz wraca do stójki. Reaper również próbuje się podnieść. Cavazos łapie go za rękę i chce przejść do Bone Breaking Lock, lecz Salvatore momentalnie odpycha go wolną nogą. Mistrz cofa się do narożnika. Reaper wstaje i rusza z Fire Bullet! Jednak nie! Cavazos schyla się pod Clotheslinem. Capone zatrzymuje się przy linach i odwraca do przeciwnika. CavaShock! Nie! Reaper unika Speara, a teraz łapie Jorge za gardło! Szykuje się kolejny Death Grip, ale Cavazos uderza przeciwnika łokciem w bok głowy. Drugi Elbow! Capone puszcza. Jorge natychmiast dokłada T-Bone Suplex! Reaper uderza plecami o matę i próbuje podnieść się przy linach. Mistrz Valor już czeka w przeciwległym narożniku. Salvatore wraca na nogi i odwraca się w jego stronę. CavaShock!b Tym razem trafia idealnie! Reaper zostaje wbity w matę, a Cavazos od razu przykrywa przeciwnika całym ciężarem ciała. 1... 2... 3! Jorge Cavazos broni swojego mistrzostwa.

Cavazos świetuje w ringu gdy nagle kamera nas gdzieś przensoi.Jesteśmy w dość obskurnym pomieszczeniu, nie do końca wiemy gdzie, wygląda to na piwnice, być może kantorek. Jest dość ciemno, ale ktoś zapala światło. To Ryback! The Big Guy trzyma kamerę nakierowaną na siebie

Ryback: - Witam państwa bardzo mięsiście. Powiedziałbym wam gdzie jesteśmy, ale myślę, że wiele wam to nie powie, więc ubiorę to inaczej - jesteśmy w sądzie. Będę nazywał to sąd, bo wyrok właściwie już zapadł

Ryback przekierowuje kamerę przed siebie, a tam, kilka metrów od niego w klatce jest związany i zakneblowany...Kenneth Riddle! The Big Guy przez chwile trzyma obiektyw kamery na ledwo przytomnym oponencie śmiejąc się przy tym, jednak już po chwili kieruje transmisje na siebie

Ryback: - Śmieje się, ale nie ma się z czego śmiać...zobaczcie do czego mnie zmusiliście. Kubeł zimnej wody na mnie? Kontuzjowanie kolana? A wy macie z tego radość? Jeśli Kenny Riddle jest waszą radością, to ja właśnie was jej pozbawie. A to nie tylko ich wina Kenny..To również Twoja zasługa. Bo kiedy mówiłem Ci, że nadszedł czas naszej walki, Ty udawałeś, że nie istnieje. Ignorowałeś mnie, ale zapomniałeś, że nie masz już do czynienia z Rybackiem...Masz do czynienia z Butcherbackiem...a to zupełnie inna osoba. Pozbawiona tego, co mogłeś u Rybacka wykorzystać...skrupuły. Ja ich nie posiadam, ja jestem tutaj tylko po to, żeby wykonać wyrok. I powiem Ci Kenny, nie jest mi przykro. Wyrok w imieniu wszystkich debili, którzy wyśmiewali Butcherbacka... I ostateczne rozliczenie.

W tym momencie Ryback rzuca torbę z narzędziami przed Riddla, slychać tam wyraźny dźwięk stalowych bądź metalowych przedmiotów. Butcherback kulejąc podchodzi do klatki, w której uwięziony jest Kenneth Riddle! The butcherback otwiera klatkę i schyla się do torbyi, jednak w tym momencie drzwi od pomieszczenia przypominającego piwnice wylatują z hukiem! Do pomieszczenia wparowało kilkunastu ochroniarzy oraz GM Rob Van Dam! Zszokowany Butcherback odwraca się, a ochroniarze korzystając z kontuzjowanego kolana Rybacka powalają go na ziemię przytrzymując aby ten nie zrobił już nic Riddlowi. RVD przez chwilę patrzy na powalonego Rybacka, po czym podchodzi do otwartej torby. Kuca przy niej i zaczyna przeglądać znajdujące się w środku przedmioty. Na twarzy Roba momentalnie znika resztka spokoju.

Rob Van Dam: Nie. Nie, Ryback. Tego już jest za dużo. Dopiero co siedziałem w swoim biurze z Allanem Hillem. Z człowiekiem, który przez ostatnie tygodnie robił wszystko, żeby udowodnić mi, że kompletnie nie potrafi panować nad sobą. I wiesz co? Przynajmniej dzisiaj wszedł do mojego biura i spróbował porozmawiać jak człowiek. A ty w tym samym czasie porywasz zawodnika, zamykasz go w klatce i przynosisz ze sobą torbę pełną narzędzi? Co chciałeś zrobić? Zakończyć to wszystko tutaj? Sprawić, żeby Kenneth już nigdy nie wszedł do ringu?

Ryback próbuje się wyrwać, ale ochroniarze jeszcze mocniej przyciskają go do ziemi. RVD wskazuje na Riddle’a.

Rob Van Dam: Dość. Skończyły się samowolne polowania. Skończyło się wybieranie miejsca i czasu. Chcesz Kennetha Riddle’a? Dostaniesz Kennetha Riddle’a już na Heatewave. Za tydzień obaj stawicie się w ringu. Wyjaśnicie sobie wszystko twarzą w twarz.

RVD robi krótką pauzę i spogląda najpierw na Rybacka, a potem na Kennetha.

Rob Van Dam: I od tej chwili do waszego pojedynku na Heatwave obowiązuje jedna zasada. Żadnego kontaktu fizycznego. Żadnych ataków. Żadnych zasadzek. Żadnego „przypadkiem znalazłem go na parkingu”. Jeśli którykolwiek z was złamie ten warunek, do waszej walki nie dojdzie.

RVD ponownie patrzy na torbę z narzędziami, po czym zwraca się do ochrony.

Rob Van Dam: Zabierzcie Kennetha do medyków. Rybacka natomiast wyprowadźcie z tego budynku.

Ochroniarze zaczynają podnosić The Big Guya z podłogi. Ryback nie spuszcza wzroku z Riddle’a, nawet gdy jest wyprowadzany z pomieszczenia. RVD zostaje przy Kennethcie i torbie z narzędziami, wyraźnie wściekły po tym, co właśnie zobaczył.

Odchodzę do widzenia wszystkim, zegnam mówię pa, do zobaczenia na Colosseum za 2 tygodnie ~ Autor nieznany
Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2026, 15:42 przez Ryse.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
09.08.2026, 14:41
#3
O proszę, dosyć interesująca sprawa. Jest w końcu ojczulek. Spodziewałem się innego twistu. Coś w stylu, że ten Escobar jest jednak wynajęty przez niego, to by mi bardziej siedziało, ale to jeszcze może tak być. To, że ojciec odcina go od hajsu też jest dobre i może wprowadzić dużo, dużo zmian w Steele'u. Także z tego też jestem usatysfakcjonowany. Sama rozmowa dobrze rozpisana, obie postacie miały swoje argumenty, które pasują do ich punktu siedzenia i widzenia. Ich relacja nigdy nie była idealna i to jest tutaj dobrze ukazane. Steele nadal jest wrestlerem i zarabia w LPW raczej to nie są grosze, więc ciężko będzie spłukańca zrobić z niego. Na pewno nie będzie mógł być tak rozrzutny i to będzie nowe dla niego. Ciekawe, co tu będzie dalej, bo potencjał jest spory. Sympatyczny początek gali.

Ostrym tasiemcem zapodaliśmy, ale to jest feud o główny pas, więc najważniejszy w federacji. A to jest dosyć ważna rozmowa i można z niej wyciągnąć pare rzeczy. Jestem zadowolony z tego, jak nam wyszło, zwłaszcza że musieliśmy to jakoś połączyć z walką z Dowsonem. Blaze spełnił swoje zadanie w stu procentach. Emocje już musiały lekko opaść, bo Axel dostał, czego chciał, ale no właśnie... niepewność, pustka i wiele myśli. Musiał to mieć w sobie i w swoich speechach oddał to. Całość właśnie segmentu to było opowiadanie historii i dopełnianie tego, nie było jakichś strzałów wymierzonych w siebie. Zaufajcie nam, bo tutaj cały czas pomysł jest na wszystko i dobra współpraca. Wracając do Blaze'a, no to dobra robota po prostu. Obaj byli INNI w tym segmencie niż zawsze, a wy możecie się zastanawiać co będzie się działo. Potem jest walka i realistycznie to powinien być squash. Dan jednak sprytem próbuje tutaj walczyć i nieczystymi zagrywkami. Ostry kocioł po walce, co oznacza to wszystko? Zobaczycie.

Piękna geneza dialogu, bardzo ładnie opisane, jak się bez słów rozumieją. xD Kenneth chyba pierwszy raz nawiązał do historii z Lopezem, trzeba było poczekać trochę, haha. Krótko i treściwie, nie dał się zagiąć i zgrabnie z tych pytań wybrnął. Wywiad swoje zadanie spełnił, bo potem.. no Ryback ostro wleciał, to jest ostrzejsze niż to, co Hill robił w sumie, więc ciekawe jaka będzie reakcja RVD. W końcu coś się dzieje w tym feudzie i Ryback nie musi ciągle prosić się o atencje, tylko tłuką się. Jednak GM skoro mówił A, będzie musiał mówić B, ciekawe, czy to zrobi.

Hill w końcu brzmi jak normalny człowiek i gada z sensem, ma 100 procent racji. Tylko no to się gryzie z tym, że teraz taki przebudzony i potrafi się zachować, a budowaliśmy go jako jakiegoś niepoczytalnego psychola. Walka z Cavazosem mu oleju do głowy wlała? Nie sądzę. Jednak no wyjaśnił Roba i jego postępowanie akurat wzgledem Hilla. GM o dziwo bardzo fajnie wypada i trochę pisałem o takiej narracji, że on nie musi bawić się w jakieś totalnie sprawdiliwe procesy, bo to jest jego fedka. Nie jest to jakieś fejsowe i czyste zagranie, ale nie musi. Jego argumenty też dla mnie są spoko, tylko ciekawe co zrobi z Rybackiem. Nawet git segment.

Ja jestem fanem japońskiej kultury, to i te wstawki  jest mi łatwo zrozumieć. Tylko no bawi to, że mamy kolejnego zawodnika z innego kraju i oni wszyscy mają zapędy, że muszą wpieprzyć coś ze swojego ojczystego języka. To takie zakrywanie braku charakteru, czy co? Nie mówię tu o Shio personalnie. Głupoty z deka pierdoli, przypominam, że to on się wpieprzył w wywiąd będac totalnym randomem, więc tym, który szuka atencji to jest tutaj Shio. Także no zabawnie to wygląda. Potem wcale nie jest, Jay już miał walkę przynajmniej, a Sakazaki aktualnie co robi, to jest kłapanie dziobem i dosłownie tym sobie walkę z Jayem wyprosił. Przeczy sam sobie strasznie. Nie wiem szczerze, jaka tu powinna być reakcja publiczności, że random będzie walczył z DiMateo, który nie jest jakoś bardziej znany, ale zbyt lubiany to on nie jest, więc widmo 5 takich walk powinno im totalnie koło jajec latać. Słaby ten speech, niestety nie pokazał się z dobrej strony, za dużo głupot. Na poprzedniej gali było lepiej, tutaj klapa moim zdaniem. Obśmianie go przez Jaya działa tutaj idealnie i strasznie wielkie pole do manewru mu dał Japoniec. No już sama beka z tego papierosa tutaj zamiata. Zjada go totalnie i wyśmiewa te wszystkie samozaorania, które wskazałem w komentarzu również. Nie miał cięzko, bo odpowiadał + Shio bardzo pomógł mu, ale dobra robota. Pare tekstów pewnie niektórych będzie mierzić, bo są mega prymitywne, ale ta postać ma być taka, że i nawet nas wkurwi swoimi głupotami. Tak czy siak,  Jay o wiele lepiej wypada w tej konfrontacji i zaraz on facem zostanie. Jay wygrywa słusznie, a że przez roll-up to te ich bo5 będzie miało jakikolwiek sens.

Pierwsza kwestia Cavazosa jest wybitna, jeśli porównamy ją do tej drugiej, bo o cie panie, ja pierdole. Co to jest. Ta pierwsza też nie jest za dobra, ale no w porządku. Po prostu, taka se i to wystarczy, żeby być kilka poziomów nad tą następną. Na poprzednim Colosseum Cava serio spoko wypadł, były emocje itp. Na chwilę jeszcze przejdźmy do RVD, to jest okej. Powiedział, co powinien i tyle. Wolę już brak tego Tornado Tag Team Matchu i wlaśnie zmiana na F4W. Do Reapera mam mieszane odczucia. Zastępstwo, zastępstwem, ale to jest walka o pas, nie ten główny, ale o pas. Reaper pojawił się raz, nie bierze żadnego udziału w życiu feda, nie ma historii z Jorge i dajemy go do walki o mistrzostwo. Ja wiem, że roster nie jest nieskończony, ale nie było totalnie innego rozwiązania? Teraz wróćmy do Cavy. To na Elysium ten speech by nie przeszedł, jest po prostu jakiś na odpierdol. Słowo pojedynek to tam powtarza się miliard razy, do tego wypada jak NPC już totalnie. To jest złe, bardzo złe. Mistrz midcardowy powinien trochę inny poziom reprezentować niż takie coś. Jestem mocno rozczarowany, bo Jorge na pewno potrafi dać lepsze rzeczy niż takie coś.

No i tyle było z zabijaki Hilla. Szkoda, że pisałem post po nic. Bo zmarnowałem sporo czasu, a aktualnie nie jestem u siebie w domu. Kwestia Dana mi się nawet podoba, na pewno jest o wiele lepiej niż jak gadał do ściany. Tekst z jajami to nie jest nic wyszukanego, ale nie powiem, mnie mocno rozbawił i zaśmiałem. Także no prawdopodobnie jego najlepsza rzecz przez cały pobyt w LPW, ale to nadal dalekie od perfekcji i ludzie still oczekiwaliby czegoś więcej, ale  fajnie, że Shiro znalazł czas i sam to pisał, a nie że Dowson stał się NPC.

Uszczelka słusznie i z sensem. To jest to, co cały czas było widziane. Ciągnał Butle za uszy w segmentach i walkach, także dobra kwestia. Butla chciał już mniej niż NPC wypaść i dorobił do tego menelską historię, ale nie wiem, czy ktokolwiek kupi takie coś i jego wersję prócz niego samego. No i Zbychuj wyjaśnia totalnie. Trzeba powoli doprowadzać do tego rozłamu, może w przyszłości niech ich drogi skrzyżują się ponownie. Uszczelka mądrze tutaj wypada i wszystko w swoim stylu nadal. Zygmunt lepiej niż zwykle, ale nikt tych farmazonów nie kupi. Podoba mi się płynne przejście do bogaczy. Steele jaki pokorny, ciekawe czy dlatego, że kaska się kończy, czy serio wierzy, że Miguel to jakiś jego przyjaciel. Sam dialog krótki i nic odkrywczego nie padło. Trochę się już te stosunki polepszyły między nimi, ciekawe czy podczas walki będzie coś iskrzyć.

Obśmianie samego siebie czy plucie na nas z tą piosenką? Szczerze to nawet nie wiem, czy chce mi się dalej komentować rzeczy tego człowieka, bo tam widzę, że znowu sobie wkleja emotki do speechu normalnie. On ma jakieś specjalne traktowanie zdecydownaie. Pierdolenia kocopołów ciąg dalszy, tak to mogę określić. Otunga wiadomo, że lepiej o wiele, ale dziwię się, że w ogóle mu się chciało próbować poważnie brać udział w segmencie z takim klaunem totalnym. W każdym bądź razie to jest mocny błąd językowy i razi po oczach mnie. No dużo lepiej Otunga, ale gorzej się nie dało, więc.. nie powiem też, żeby mnie to jakoś porwało, ale to jest wina tego zestawienia. Zestawianie kogokolwiek z Mateuszem i kazanie mu brać udział w takich segmentach to jest plucie w japę. Dobrze, że David wygrał to z POLISH FUCKEREM. Nadal mam podejrzenia, że nikt nie chce się przyznać, ale ta postać i to konto to jest jakiś trolling tyle czasu.

Willy Walker... co za dawno widziane imię. Ciężko o tym coś powiedzieć, nie znając żadnego kontekstu, bo ja jego postać znam, ale to raczej nie ma nic wspólnego z dawnym nim. Coś tutaj knute jest, no i uwagę widza może to zdobyć właśnie przez to, że jedno wielkie gówno wiadomo. Daję temu szansę, bo rozpisane bardzo poprawnie.

Booker klasa, pięknie to pisał, jeszcze Escobara obnażył i jego date urodzenia. O chuj, ja to sprawdziłem i on serio ma dzień, który nawet nie istniał. xDDDDD Piękne dbanie o szczegóły przy swojej postaci, klasa. Końcówka ciekawie w sumie rozegrana, nie powiem. Butla już się tak stawiał, niby się pokłócili, ale zdecydował się na taki gest, no to akurat jest interesujące. Uszczelka musiał wygrać, bo Varost jest po prostu aktywniejszy niż ktokolwiek i prezentuje równiejszy poziom.

Ładnie rozpisane, opis na wysokim poziomie zrobiony. Nadal nam to chuja mówi kto to, ale zajawka bardzo fajna i to jakiś kołcz. Drew Gulak był kołczem i to Nathana nawet.

No to wychodzi na to, że Cavazos łatwiej radzi sobie z Reaperem niż Lopez. Nieźle. Już pomijając, jak bardzo Reaper w tej walce jest z dupy. No cóż.

No tak średnio ci wierzę Butcherbacku, że nic cie nie łączy z Rybackiem, skoro ciągle ostatnio były wplątane jakieś głupie teksty. Tutaj już było lepiej, powaźniej i groźniej. XDDDD Nie no, już było dobrze, już było dobrze i ten RVD, który musi uratować Riddle'a i to jest oczywiste, ale co to kurwa jest. Ryback odpierdala takie coś, no totalnie przegina, Hill to chuj przy tym.. co w nagrode ma? No walke z Riddlem. XD Konsekwencja mega, może niech ten RVD przejdzie turn i wprost powie, że kurwa Allana nie cierpi. Ten segment był dobry do czasu, potem to utraciło całą powagę. Ech.

Szczerze? Słaba gala. Było sporo takich momentów, które obessały niesamowicie i to tak kurwa konkretnie. Wiadomo, że też trochę rzeczy pochwaliłem, ale za odbiór gali negatywny można podziękować chujowym wykonaniom segmentów niektórych i kolejnym decyzjom bookingowych z czapy. Rozprawa w sądzie była błedem. Teraz ciężko będzie się z tego tłumaczyć.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
Carnival
World Champion
09.08.2026, 14:41 #3
O proszę, dosyć interesująca sprawa. Jest w końcu ojczulek. Spodziewałem się innego twistu. Coś w stylu, że ten Escobar jest jednak wynajęty przez niego, to by mi bardziej siedziało, ale to jeszcze może tak być. To, że ojciec odcina go od hajsu też jest dobre i może wprowadzić dużo, dużo zmian w Steele'u. Także z tego też jestem usatysfakcjonowany. Sama rozmowa dobrze rozpisana, obie postacie miały swoje argumenty, które pasują do ich punktu siedzenia i widzenia. Ich relacja nigdy nie była idealna i to jest tutaj dobrze ukazane. Steele nadal jest wrestlerem i zarabia w LPW raczej to nie są grosze, więc ciężko będzie spłukańca zrobić z niego. Na pewno nie będzie mógł być tak rozrzutny i to będzie nowe dla niego. Ciekawe, co tu będzie dalej, bo potencjał jest spory. Sympatyczny początek gali.

Ostrym tasiemcem zapodaliśmy, ale to jest feud o główny pas, więc najważniejszy w federacji. A to jest dosyć ważna rozmowa i można z niej wyciągnąć pare rzeczy. Jestem zadowolony z tego, jak nam wyszło, zwłaszcza że musieliśmy to jakoś połączyć z walką z Dowsonem. Blaze spełnił swoje zadanie w stu procentach. Emocje już musiały lekko opaść, bo Axel dostał, czego chciał, ale no właśnie... niepewność, pustka i wiele myśli. Musiał to mieć w sobie i w swoich speechach oddał to. Całość właśnie segmentu to było opowiadanie historii i dopełnianie tego, nie było jakichś strzałów wymierzonych w siebie. Zaufajcie nam, bo tutaj cały czas pomysł jest na wszystko i dobra współpraca. Wracając do Blaze'a, no to dobra robota po prostu. Obaj byli INNI w tym segmencie niż zawsze, a wy możecie się zastanawiać co będzie się działo. Potem jest walka i realistycznie to powinien być squash. Dan jednak sprytem próbuje tutaj walczyć i nieczystymi zagrywkami. Ostry kocioł po walce, co oznacza to wszystko? Zobaczycie.

Piękna geneza dialogu, bardzo ładnie opisane, jak się bez słów rozumieją. xD Kenneth chyba pierwszy raz nawiązał do historii z Lopezem, trzeba było poczekać trochę, haha. Krótko i treściwie, nie dał się zagiąć i zgrabnie z tych pytań wybrnął. Wywiad swoje zadanie spełnił, bo potem.. no Ryback ostro wleciał, to jest ostrzejsze niż to, co Hill robił w sumie, więc ciekawe jaka będzie reakcja RVD. W końcu coś się dzieje w tym feudzie i Ryback nie musi ciągle prosić się o atencje, tylko tłuką się. Jednak GM skoro mówił A, będzie musiał mówić B, ciekawe, czy to zrobi.

Hill w końcu brzmi jak normalny człowiek i gada z sensem, ma 100 procent racji. Tylko no to się gryzie z tym, że teraz taki przebudzony i potrafi się zachować, a budowaliśmy go jako jakiegoś niepoczytalnego psychola. Walka z Cavazosem mu oleju do głowy wlała? Nie sądzę. Jednak no wyjaśnił Roba i jego postępowanie akurat wzgledem Hilla. GM o dziwo bardzo fajnie wypada i trochę pisałem o takiej narracji, że on nie musi bawić się w jakieś totalnie sprawdiliwe procesy, bo to jest jego fedka. Nie jest to jakieś fejsowe i czyste zagranie, ale nie musi. Jego argumenty też dla mnie są spoko, tylko ciekawe co zrobi z Rybackiem. Nawet git segment.

Ja jestem fanem japońskiej kultury, to i te wstawki  jest mi łatwo zrozumieć. Tylko no bawi to, że mamy kolejnego zawodnika z innego kraju i oni wszyscy mają zapędy, że muszą wpieprzyć coś ze swojego ojczystego języka. To takie zakrywanie braku charakteru, czy co? Nie mówię tu o Shio personalnie. Głupoty z deka pierdoli, przypominam, że to on się wpieprzył w wywiąd będac totalnym randomem, więc tym, który szuka atencji to jest tutaj Shio. Także no zabawnie to wygląda. Potem wcale nie jest, Jay już miał walkę przynajmniej, a Sakazaki aktualnie co robi, to jest kłapanie dziobem i dosłownie tym sobie walkę z Jayem wyprosił. Przeczy sam sobie strasznie. Nie wiem szczerze, jaka tu powinna być reakcja publiczności, że random będzie walczył z DiMateo, który nie jest jakoś bardziej znany, ale zbyt lubiany to on nie jest, więc widmo 5 takich walk powinno im totalnie koło jajec latać. Słaby ten speech, niestety nie pokazał się z dobrej strony, za dużo głupot. Na poprzedniej gali było lepiej, tutaj klapa moim zdaniem. Obśmianie go przez Jaya działa tutaj idealnie i strasznie wielkie pole do manewru mu dał Japoniec. No już sama beka z tego papierosa tutaj zamiata. Zjada go totalnie i wyśmiewa te wszystkie samozaorania, które wskazałem w komentarzu również. Nie miał cięzko, bo odpowiadał + Shio bardzo pomógł mu, ale dobra robota. Pare tekstów pewnie niektórych będzie mierzić, bo są mega prymitywne, ale ta postać ma być taka, że i nawet nas wkurwi swoimi głupotami. Tak czy siak,  Jay o wiele lepiej wypada w tej konfrontacji i zaraz on facem zostanie. Jay wygrywa słusznie, a że przez roll-up to te ich bo5 będzie miało jakikolwiek sens.

Pierwsza kwestia Cavazosa jest wybitna, jeśli porównamy ją do tej drugiej, bo o cie panie, ja pierdole. Co to jest. Ta pierwsza też nie jest za dobra, ale no w porządku. Po prostu, taka se i to wystarczy, żeby być kilka poziomów nad tą następną. Na poprzednim Colosseum Cava serio spoko wypadł, były emocje itp. Na chwilę jeszcze przejdźmy do RVD, to jest okej. Powiedział, co powinien i tyle. Wolę już brak tego Tornado Tag Team Matchu i wlaśnie zmiana na F4W. Do Reapera mam mieszane odczucia. Zastępstwo, zastępstwem, ale to jest walka o pas, nie ten główny, ale o pas. Reaper pojawił się raz, nie bierze żadnego udziału w życiu feda, nie ma historii z Jorge i dajemy go do walki o mistrzostwo. Ja wiem, że roster nie jest nieskończony, ale nie było totalnie innego rozwiązania? Teraz wróćmy do Cavy. To na Elysium ten speech by nie przeszedł, jest po prostu jakiś na odpierdol. Słowo pojedynek to tam powtarza się miliard razy, do tego wypada jak NPC już totalnie. To jest złe, bardzo złe. Mistrz midcardowy powinien trochę inny poziom reprezentować niż takie coś. Jestem mocno rozczarowany, bo Jorge na pewno potrafi dać lepsze rzeczy niż takie coś.

No i tyle było z zabijaki Hilla. Szkoda, że pisałem post po nic. Bo zmarnowałem sporo czasu, a aktualnie nie jestem u siebie w domu. Kwestia Dana mi się nawet podoba, na pewno jest o wiele lepiej niż jak gadał do ściany. Tekst z jajami to nie jest nic wyszukanego, ale nie powiem, mnie mocno rozbawił i zaśmiałem. Także no prawdopodobnie jego najlepsza rzecz przez cały pobyt w LPW, ale to nadal dalekie od perfekcji i ludzie still oczekiwaliby czegoś więcej, ale  fajnie, że Shiro znalazł czas i sam to pisał, a nie że Dowson stał się NPC.

Uszczelka słusznie i z sensem. To jest to, co cały czas było widziane. Ciągnał Butle za uszy w segmentach i walkach, także dobra kwestia. Butla chciał już mniej niż NPC wypaść i dorobił do tego menelską historię, ale nie wiem, czy ktokolwiek kupi takie coś i jego wersję prócz niego samego. No i Zbychuj wyjaśnia totalnie. Trzeba powoli doprowadzać do tego rozłamu, może w przyszłości niech ich drogi skrzyżują się ponownie. Uszczelka mądrze tutaj wypada i wszystko w swoim stylu nadal. Zygmunt lepiej niż zwykle, ale nikt tych farmazonów nie kupi. Podoba mi się płynne przejście do bogaczy. Steele jaki pokorny, ciekawe czy dlatego, że kaska się kończy, czy serio wierzy, że Miguel to jakiś jego przyjaciel. Sam dialog krótki i nic odkrywczego nie padło. Trochę się już te stosunki polepszyły między nimi, ciekawe czy podczas walki będzie coś iskrzyć.

Obśmianie samego siebie czy plucie na nas z tą piosenką? Szczerze to nawet nie wiem, czy chce mi się dalej komentować rzeczy tego człowieka, bo tam widzę, że znowu sobie wkleja emotki do speechu normalnie. On ma jakieś specjalne traktowanie zdecydownaie. Pierdolenia kocopołów ciąg dalszy, tak to mogę określić. Otunga wiadomo, że lepiej o wiele, ale dziwię się, że w ogóle mu się chciało próbować poważnie brać udział w segmencie z takim klaunem totalnym. W każdym bądź razie to jest mocny błąd językowy i razi po oczach mnie. No dużo lepiej Otunga, ale gorzej się nie dało, więc.. nie powiem też, żeby mnie to jakoś porwało, ale to jest wina tego zestawienia. Zestawianie kogokolwiek z Mateuszem i kazanie mu brać udział w takich segmentach to jest plucie w japę. Dobrze, że David wygrał to z POLISH FUCKEREM. Nadal mam podejrzenia, że nikt nie chce się przyznać, ale ta postać i to konto to jest jakiś trolling tyle czasu.

Willy Walker... co za dawno widziane imię. Ciężko o tym coś powiedzieć, nie znając żadnego kontekstu, bo ja jego postać znam, ale to raczej nie ma nic wspólnego z dawnym nim. Coś tutaj knute jest, no i uwagę widza może to zdobyć właśnie przez to, że jedno wielkie gówno wiadomo. Daję temu szansę, bo rozpisane bardzo poprawnie.

Booker klasa, pięknie to pisał, jeszcze Escobara obnażył i jego date urodzenia. O chuj, ja to sprawdziłem i on serio ma dzień, który nawet nie istniał. xDDDDD Piękne dbanie o szczegóły przy swojej postaci, klasa. Końcówka ciekawie w sumie rozegrana, nie powiem. Butla już się tak stawiał, niby się pokłócili, ale zdecydował się na taki gest, no to akurat jest interesujące. Uszczelka musiał wygrać, bo Varost jest po prostu aktywniejszy niż ktokolwiek i prezentuje równiejszy poziom.

Ładnie rozpisane, opis na wysokim poziomie zrobiony. Nadal nam to chuja mówi kto to, ale zajawka bardzo fajna i to jakiś kołcz. Drew Gulak był kołczem i to Nathana nawet.

No to wychodzi na to, że Cavazos łatwiej radzi sobie z Reaperem niż Lopez. Nieźle. Już pomijając, jak bardzo Reaper w tej walce jest z dupy. No cóż.

No tak średnio ci wierzę Butcherbacku, że nic cie nie łączy z Rybackiem, skoro ciągle ostatnio były wplątane jakieś głupie teksty. Tutaj już było lepiej, powaźniej i groźniej. XDDDD Nie no, już było dobrze, już było dobrze i ten RVD, który musi uratować Riddle'a i to jest oczywiste, ale co to kurwa jest. Ryback odpierdala takie coś, no totalnie przegina, Hill to chuj przy tym.. co w nagrode ma? No walke z Riddlem. XD Konsekwencja mega, może niech ten RVD przejdzie turn i wprost powie, że kurwa Allana nie cierpi. Ten segment był dobry do czasu, potem to utraciło całą powagę. Ech.

Szczerze? Słaba gala. Było sporo takich momentów, które obessały niesamowicie i to tak kurwa konkretnie. Wiadomo, że też trochę rzeczy pochwaliłem, ale za odbiór gali negatywny można podziękować chujowym wykonaniom segmentów niektórych i kolejnym decyzjom bookingowych z czapy. Rozprawa w sądzie była błedem. Teraz ciężko będzie się z tego tłumaczyć.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
09.08.2026, 20:18
#4
Po ostatnich wydarzeniach, stało się oczywiste - pojawia się pan tata. Nie do końca potrafiłem wczuć się w ten segment i w emocje jakie tu chcieliście oddać. Brakowało mi u Prestona większego ognia, większego rozczarowania. Ojciec zaś dość szybko przeszedł z narzekania na zbyt duże wydatki do wyjebania synka z mieszkania i jeszcze w międzyczasie uznał, że w sumie to nie przepisze na niego firmy. Widać pan Frank nie lubi jak ktoś śmie mieć inne zdanie niż on, no i generalnie działa dość impulsywnie. (taka decyzja w jedno spotkanie XD) To jak na takiego wielkiego biznesmana, trochę słabo. To nie było złe, bo naświetla nam lepiej postać Prestona i to co nią od środka szarga, ale tak jak pisałem - to co się wydarzyło na koniec, średnio odpowiada temu jak wyglądała ta rozmowa. Moim zdaniem można to było lepiej, bardziej wyraziście zbudować.

Lopez to ma mocno zryty łeb, tego byłem zawsze pewny. Tutaj próbuje wyjść na tego, który zawsze jest krok przed rywalem i który wszystko ma zaplanowane. Czy nie mam ciut za dużo takich postaci? To, że o nich wspomniał, nie znaczy, że nagle będzie ich mniej. No, ale przynajmniej zauważa, co mówi, to już dużo. Generalnie to jego tłumaczenie i potem mówienie o tym, że dał Blazowi iskrę, którą on musi użyć - spoko, bo to takie postawienie się w roli weterana, który był w tym miejscu, który wie jak ten biznes wygląda. Tutaj ten zabieg jak najbardziej ma sens. Cieszę się też, że Lopez cały czas gdzieś tam dopierdala tej publice, bo jednak Blaze to jest FACE NR 1 w LPW i też jego gimmick mocno łączy się z publiką, więc te teksty Jose o tym, że go zostawią, czy że generalnie to mają go w dupie są jak najbardziej na miejscu. Axel wyraźnie jest zaskoczony tym wszystkim, dobrze tutaj są te emocje ukazane, bo on rzeczywiście wygląda na osobę, która nie do końca jest w stanie odczytać zamiary Lopeza, nie próbuje być tu na siłę mądrzejszy, nie próbuje pokazać, że ma to w dupie. Spoko wyszła ta kwestia z tym dochodzeniem do motywów Hiszpana, bo jakby ktoś stanął z boku, to rzeczywiście może się to wydawać wszystko lekko dziwne, delikatnie mówiąc. Jedyne co, to nie rozumiem zdziwienia, że Jose dał się pobić i nie ma o to pretensji. W sumie, jakby się dał pobić i jeszcze miał o to pretensje, to by było jednak dziwniejsze xD Potem znowu mamy Lopeza i on tutaj korzysta z tego, co już lekko zaczął wcześniej, czyli właśnie to nawiązanie do fanów i tego, że Blaze powinien wyzbyć się ich wsparcia i bardziej skupić się na budowaniu samego siebie. To wpasowuje się idealnie w ten program i ich gimmicki, więc spoko, że zostało to w ten sposób przedstawione - Blaze żeby zostać legendą to jeszcze naprawdę musi się postarać, bo umówmy się, ale on dopiero zaczyna być poważnym graczem. Jose w roli tego mentoro-rywala sprawdza się naprawdę spoko. Hmm....Blaze szybko odwraca to, co mówi jego rywal o 180 stopni i dobrze. Tutaj mamy takie typowe starcie, które od lat przewija się w wrestlingu - czyli heel mówi, że publika jest tylko tłem, a face, że generalnie bez nich, to nie ma tego biznesu, obie narracje mogą się spokojnie bronić. Axel moim zdaniem trochę za szybko przeszedł z tego mega wkurwionego kolesia, do człowieka, który w sumie to wybacza Lopezowi te jego występki. Sam proces zrozumienia jego motywów i to, że "ogarnął" myślenie Lopeza, to jedno, no a drugie to jednak fakt, że jeszcze niedawno była tam ogromna intensywność i bardzo dużo złej krwi, która tutaj zaczyna dość szybko ulatywać. Spoko, że pod koniec jest wspomniane o tym, że on dalej jest czujny, bo to jak najbardziej ma sens. Całość została zaprezentowana logiczne i czytało się to po prostu dobrze, ewidentnie da się też wyczuć, że jest to TEN feud i że aktualnie panowie są na szczycie LPW, za to też plus.

Ehhh xD Jak ja nie lubię takich tanich i głupich końcówek jak w walce Dowsona z Blazem. Ogólnie tam to zamieszanie było średnio potrzebne, patrząc na to, gdzie jest obecnie "Żywa Legenda", a gdzie jest Axel, szczególnie po ostatnich walkach Dowsona...Ja rozumiem, że to dalej ma budować to napięcie między mistrzem, a Lopezem, ale tak jak pisałem - akurat w tym pojedynku, to było zbędne. Ten sędzia drugi to też szybko się pojawił, standardowo oczywiście bez reakcji na to, że jego kolega przed chwilą dostał na ryj. No, cóż...uroki wrestlingu. W rywalizacji Blaze vs Lopez ten drugi ma teraz absolutną przewagę, jeśli chodzi o sferę mentalną, to on tworzy narrację, a Axel wygląda na coraz bardziej zagubionego. Domyślam się, że panowie Remik i Carnival chcą żeby tak to wyglądało. 

Riddle. Trochę to ma sens, a trochę nie ma. Bo w sumie to chłop mówi, że wypisał się z walki o główny pas i generalnie to szuka nowych wyzwań, więc sobie wybrał Cavazosa, bo ten to taki waleczny koleś, a przy okazji jest mistrzem. No cóż, panie Riddle...Axel Blaze też ma te cechy. Generalnie jednak rozumiem to, co chciał przekazać, bo trudno też żeby odpowiedział "Tam się nie udało, to se spróbuje tu, może będzie łatwiej" XD Tak się spodziewałem, że tutaj jakiś Ryback wyskoczy, z chair shotem, czyli uderzeniem krzesłem. Strasznie mnie rozśmieszyło, że zostało to tak przekazane. Jak wyjebał kamerę, to fajnie by było jednak, żeby też jakieś jęki były tam słyszalne, czy coś w ten deseń, więcej by to sensu miało. Tak, czy inaczej - Kenneth chyba jednak nie dostanie szansy na zostanie Valorem Championem.

Zobaczymy co z tym Allanem będzie, bo chłop ma dość istotny storyline, a generalnie nie widać, żeby to miało się rozwijać. Musimy rozwijać tych zawodników, którzy chcą się rozwijać, bo w przeciwnym razie - szybko będziemy się zwijać ; )

Kiedy powiem sobie dość? Bardzo fajny utwór, polecam O.N.A, top rocka w Polsce.

Shio i Jay. No i moim zdaniem, zarówno tu, jak na PZ, mój rywal bardzo ułatwił mi zadanie. Dużo tutaj jest rzeczy mocno niespójnych z tym, co mamy w gimmicku, czy po prostu między tym, co on mówi, a co faktycznie się dzieje. Wyszedł w sumie na kolesia, który sam się wpierdala, a potem mówi, że go atakują. Więc jest to dość dalekie od bycia honorowym wrestlerem. Tak, czy inaczej Aigor jest dość aktywny, więc mam nadzieje, że będzie miał jeszcze okazję rozwinąć postać. No, a Jay - cóż, nie chciałem mu wszystkiego obcinać, ale ewidentnie mniej jest pyskowania dla pyskowania, a więcej bycia po prostu takim fiutkiem, który potrafi Ci zajść za skórę. Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze, żeby tę postać wyszlifować. Ja też polecam od siebie panu HB, że w moich walkach to ja chętnie będę wygrywał nieczysto. Jakiś low blow, jakiś eye rake, jakieś trzymanie za spodenki, itp. On dosłownie może oszukiwać w każdej walce. Wolę od razu o tym wspomnieć, bo wiadomo, że tych zwycięstw jeszcze trochę będzie. HAHHAHAHA. (przepraszam, miałem atak)

Przy pasie Valor naprawdę mamy spore zamieszanie. The Reaper to taki królik wyciągnięty z kapelusza xD W sumie Ryse mówił, że będzie go w ten sposób używał, więc niech będzie. Tan Cavazos to rzeczywiście ma pod górkę, ciągle jakieś zamieszania wokół niego i jego tytułu, a on w sumie to by chciał po prostu normalnego rywala, czasami nawet takie proste marzenia, to za dużo xD Ten pomysł z zamianą TT meczu na Fatal4Way to akurat moim zdaniem logiczne rozwiązanie, bo tam między nimi wszystkimi jest dużo spięć i niepewności, więc myślę, że to akurat się broni. No i też Cava dostanie w końcu rywala, który nie będzie kompletnie z dupy. Aczkolwiek fajnie jakby rzeczywiście dostał jakiś solidny program, bo tutaj też mamy usera, który się stara i jest aktywny. Cieszę się też, że Van Dam jednak czasami ogarnia, bo ta akcja z sądem, no cóż...nie przysporzyła mu fanów. Dodam jeszcze, że speech Cavazosa to raczej poniżej poziomu tej postaci, ale z drugiej strony, co on ma mówić? XD Straszne gówno mu zrobili, a chłop ewidentnie już nie wie, co o tym wszystkim myśleć, więc ta wypowiedź to taka mocno nijaka. 

Przez Dowsona z trudem przebrnąłem, ani mnie to nie porwało, ani nie zabolało, było po prostu mocno nudne. No i też polecam jednak czytanie swoich kwestii, bo z tym moim miastem i mieszkańcami mojego miasta, to umówmy się, że można było to napisać inaczej. Martin jest postacią, która w teorii kompletnie nie ma ograniczeń, więc może sobie pozwolić na przeróżne pierdolenie, tutaj wyskoczył z językiem esperanto - Carniego mocno ściska od tych wstawek obcojęzycznych, dla mnie one też są mega niepotrzebne i najczęściej wyglądają po prostu durnie. To wyśmianie wielu wyglądów Dowsona - no cóż, to robi dosłownie każdy, przy każdej okazji xD No, ale tutaj też wiem, że kolega Carnival ma lekką beczkę z tego. Zresztą to generalnie jest człowiek, który MA BECZKĘ. Generalnie to, co powiedział na końcu - 100 % racji. Bo serio, kiedy ostatni raz Dan Dowson wygrał jakiś pas? No i jakim był mistrzem, bo to też ważne xD Jakby to przełożyć na real world, to on bardziej niż na miano "Living Legend" zasługuje na jakieś miano "Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść". Panowie się poobijali i mamy na następną galę Burried Alive Match. Grubo. Widać niewiele potrzeba, żeby sobie taki mocny gimmick match ustalić, ciekawe.

Każde pokolenie ma własny czas - widzę, że gitary Skawińskiego ciąg dalszy.

Fatal4Way - segment z szatni. Tutaj widać, że między Butelką, a Uszczelką dalej jest ten sam problem, czyli problem alkoholowy Uszczelki. Kiedyś to miał spokojne życie, mógł sobie pić z Mietkiem Żulem, co alkohol pił do bólu. A teraz? jakieś walki o contendera? Kto by pomyślał. Sława kosztuje, niestety. Uszczelka to jest chłop, który mówi, co ma na języku - ten tekst o rurze, to generalnie bardzo prawdziwa rzecz xD Całkiem ok to było, ich segmenty też czyta się bardzo łatwo i przyjemnie, więc za to plus. Steel i Escobar na razie w dość przyjaznych stosunkach, ale rzeczywiście od Escobara czuć taki vibe tego węża, o którym mówił pan Frank. Taki typowy oportunista.

MateuszNW to jest eksperyment społeczny. On naprawdę pierdoli jak mocno potłuczony kid z tiktoka. Może niech sobie tę oliwkę jakoś głębiej wmasuje, bo jego mózg na pewno potrzebuje jakiś bodźców zewnętrznych. Otunga natomiast naprawdę jest spoko. On te teksty ma przemyślane, pasuje to też do tego jego gimmicku, więc ja to kupuje. Dobrze wyśmiał te wszystkie głupotki Mateusza, no i też cieszę się, że on tutaj jednak prowadził ten segment do samego końca, bo ich dyskusja...byłaby nie na miejscu. Na pewno patrząc strikte na same segmenty na galach, to David ma potencjał znacznie większy niż użeranie się z tego typu wariatami.

Willy Walker - mam już dziury w mózgu, szczerze powiem, że go nie pamiętam. Może powinienem? Wygląda na mocno rozsierdzonego, ale nic więcej nie jestem w stanie napisać, bo nie chcę też pieprzyć bez pokrycia. Pewnie wkrótce zobaczymy coś więcej z nim, więc pozostaje poczekać. Jedyne, co na razie zauważyłem, to chłop chyba sprzedaje mieszkania, a raczej pseudo kawalerki. Jakie ceny?

Przy walce o contendera do pasa Valor - było dużo zamieszania, co było wiadome od początku, a Uszczelka jako zwycięzca? Chyba najbardziej logiczna opcja, patrząc na to, jak to wszystko wyglądało. Zobaczymy, czy RVD cos będzie chciał z tym zrobić, bo jednak sposób zwycięstwa to niczym Nash, który kładzie się i daje spinować Hoganowi. 

Johnny Cash - to też szanuje. Najmniej to mi przypadł Dżem do gustu, z tych utworów reklamowych.

David Bowie, Starman? Trochę pedalsko. Co do samego promo, to naprawdę mi się spodobało. Odpowiedni klimat, nawet przez ekran komputera czuło się, że ta osoba rzeczywiście jest szanowana. Ja generalnie wiem, to i owo, więc nie będę tu bezsensownie pierdzielił. Podobało mi się. Myślę, że to może być całkiem interesująca postać, brakuje takich jak on na Colosseum.

ME - trochę się musiał Cava namęczyć, ale ostatecznie wygrywa, co było raczej oczywiste. Ciekawe rzeczy mamy natomiast po, tak zresztą się spodziewałem. Ryback po tym, jak wyszedł w ostatnim tygodniu musi trochę odbudować wiarygodność swojej postaci, jako tego brutalnego rzeźnika, no i takie porwanie i przetrzymywanie Riddle, wydaje się być dobrym rozwiązaniem...ACZKOLWIEK. Cała ta akcja z piwnicą, stosem narzędzi i klatką...no to jednak jest ten typ wrestlingu i przerysowania, którego ja fanem jakoś wielkim nie jestem, więc może dobrze, że to nie poszło dalej? RVD wparował jak prawdziwy BOSS. Widać, że on też próbuje się ogarnąć. Tutaj było pewne, że to wszystko zakończy się walką na Heatwave. Trochę to śmieszme, ze tutaj Van Dam mówi, że koniec wybierania sobie miejsca i czasu, a chwilę wcześniej Nathan Martin dokładnie to właśnie robi, na jego gali xD Ogólnie to też wygląda komicznie po całym tym zamieszaniu i rozprawą sądową. Wychodzi na to, że jednak RVD się naprawdę uwziął na tego Hilla, patrząc na to, co robi Ryback i jaką "karę" za to dostaje.

Ogólnie to mam mieszane uczucia, bo nie było tak źle, jak dwa tygodnie temu, ale też praktycznie nic mnie nie porwało. Panowie z otwarcia gali na wysokim poziomie, a cała reszta niestety była mocno średnia. Uważam, że po prostu można wykorzystywać "czas antenowy" w ciekawszy sposób. Widać też, że jest dużo zamieszania i trzeba pewne rzeczy reorganizować. Mam nadzieje, że się to wszystko trochę ustabilizuje i rzeczywiście będzie paru gości, którzy będą pchać to Colosseum do przodu.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.08.2026, 20:47 przez The Game.
Odpowiedz
Cytuj
The Game
Valor Champion
09.08.2026, 20:18 #4
Po ostatnich wydarzeniach, stało się oczywiste - pojawia się pan tata. Nie do końca potrafiłem wczuć się w ten segment i w emocje jakie tu chcieliście oddać. Brakowało mi u Prestona większego ognia, większego rozczarowania. Ojciec zaś dość szybko przeszedł z narzekania na zbyt duże wydatki do wyjebania synka z mieszkania i jeszcze w międzyczasie uznał, że w sumie to nie przepisze na niego firmy. Widać pan Frank nie lubi jak ktoś śmie mieć inne zdanie niż on, no i generalnie działa dość impulsywnie. (taka decyzja w jedno spotkanie XD) To jak na takiego wielkiego biznesmana, trochę słabo. To nie było złe, bo naświetla nam lepiej postać Prestona i to co nią od środka szarga, ale tak jak pisałem - to co się wydarzyło na koniec, średnio odpowiada temu jak wyglądała ta rozmowa. Moim zdaniem można to było lepiej, bardziej wyraziście zbudować.

Lopez to ma mocno zryty łeb, tego byłem zawsze pewny. Tutaj próbuje wyjść na tego, który zawsze jest krok przed rywalem i który wszystko ma zaplanowane. Czy nie mam ciut za dużo takich postaci? To, że o nich wspomniał, nie znaczy, że nagle będzie ich mniej. No, ale przynajmniej zauważa, co mówi, to już dużo. Generalnie to jego tłumaczenie i potem mówienie o tym, że dał Blazowi iskrę, którą on musi użyć - spoko, bo to takie postawienie się w roli weterana, który był w tym miejscu, który wie jak ten biznes wygląda. Tutaj ten zabieg jak najbardziej ma sens. Cieszę się też, że Lopez cały czas gdzieś tam dopierdala tej publice, bo jednak Blaze to jest FACE NR 1 w LPW i też jego gimmick mocno łączy się z publiką, więc te teksty Jose o tym, że go zostawią, czy że generalnie to mają go w dupie są jak najbardziej na miejscu. Axel wyraźnie jest zaskoczony tym wszystkim, dobrze tutaj są te emocje ukazane, bo on rzeczywiście wygląda na osobę, która nie do końca jest w stanie odczytać zamiary Lopeza, nie próbuje być tu na siłę mądrzejszy, nie próbuje pokazać, że ma to w dupie. Spoko wyszła ta kwestia z tym dochodzeniem do motywów Hiszpana, bo jakby ktoś stanął z boku, to rzeczywiście może się to wydawać wszystko lekko dziwne, delikatnie mówiąc. Jedyne co, to nie rozumiem zdziwienia, że Jose dał się pobić i nie ma o to pretensji. W sumie, jakby się dał pobić i jeszcze miał o to pretensje, to by było jednak dziwniejsze xD Potem znowu mamy Lopeza i on tutaj korzysta z tego, co już lekko zaczął wcześniej, czyli właśnie to nawiązanie do fanów i tego, że Blaze powinien wyzbyć się ich wsparcia i bardziej skupić się na budowaniu samego siebie. To wpasowuje się idealnie w ten program i ich gimmicki, więc spoko, że zostało to w ten sposób przedstawione - Blaze żeby zostać legendą to jeszcze naprawdę musi się postarać, bo umówmy się, ale on dopiero zaczyna być poważnym graczem. Jose w roli tego mentoro-rywala sprawdza się naprawdę spoko. Hmm....Blaze szybko odwraca to, co mówi jego rywal o 180 stopni i dobrze. Tutaj mamy takie typowe starcie, które od lat przewija się w wrestlingu - czyli heel mówi, że publika jest tylko tłem, a face, że generalnie bez nich, to nie ma tego biznesu, obie narracje mogą się spokojnie bronić. Axel moim zdaniem trochę za szybko przeszedł z tego mega wkurwionego kolesia, do człowieka, który w sumie to wybacza Lopezowi te jego występki. Sam proces zrozumienia jego motywów i to, że "ogarnął" myślenie Lopeza, to jedno, no a drugie to jednak fakt, że jeszcze niedawno była tam ogromna intensywność i bardzo dużo złej krwi, która tutaj zaczyna dość szybko ulatywać. Spoko, że pod koniec jest wspomniane o tym, że on dalej jest czujny, bo to jak najbardziej ma sens. Całość została zaprezentowana logiczne i czytało się to po prostu dobrze, ewidentnie da się też wyczuć, że jest to TEN feud i że aktualnie panowie są na szczycie LPW, za to też plus.

Ehhh xD Jak ja nie lubię takich tanich i głupich końcówek jak w walce Dowsona z Blazem. Ogólnie tam to zamieszanie było średnio potrzebne, patrząc na to, gdzie jest obecnie "Żywa Legenda", a gdzie jest Axel, szczególnie po ostatnich walkach Dowsona...Ja rozumiem, że to dalej ma budować to napięcie między mistrzem, a Lopezem, ale tak jak pisałem - akurat w tym pojedynku, to było zbędne. Ten sędzia drugi to też szybko się pojawił, standardowo oczywiście bez reakcji na to, że jego kolega przed chwilą dostał na ryj. No, cóż...uroki wrestlingu. W rywalizacji Blaze vs Lopez ten drugi ma teraz absolutną przewagę, jeśli chodzi o sferę mentalną, to on tworzy narrację, a Axel wygląda na coraz bardziej zagubionego. Domyślam się, że panowie Remik i Carnival chcą żeby tak to wyglądało. 

Riddle. Trochę to ma sens, a trochę nie ma. Bo w sumie to chłop mówi, że wypisał się z walki o główny pas i generalnie to szuka nowych wyzwań, więc sobie wybrał Cavazosa, bo ten to taki waleczny koleś, a przy okazji jest mistrzem. No cóż, panie Riddle...Axel Blaze też ma te cechy. Generalnie jednak rozumiem to, co chciał przekazać, bo trudno też żeby odpowiedział "Tam się nie udało, to se spróbuje tu, może będzie łatwiej" XD Tak się spodziewałem, że tutaj jakiś Ryback wyskoczy, z chair shotem, czyli uderzeniem krzesłem. Strasznie mnie rozśmieszyło, że zostało to tak przekazane. Jak wyjebał kamerę, to fajnie by było jednak, żeby też jakieś jęki były tam słyszalne, czy coś w ten deseń, więcej by to sensu miało. Tak, czy inaczej - Kenneth chyba jednak nie dostanie szansy na zostanie Valorem Championem.

Zobaczymy co z tym Allanem będzie, bo chłop ma dość istotny storyline, a generalnie nie widać, żeby to miało się rozwijać. Musimy rozwijać tych zawodników, którzy chcą się rozwijać, bo w przeciwnym razie - szybko będziemy się zwijać ; )

Kiedy powiem sobie dość? Bardzo fajny utwór, polecam O.N.A, top rocka w Polsce.

Shio i Jay. No i moim zdaniem, zarówno tu, jak na PZ, mój rywal bardzo ułatwił mi zadanie. Dużo tutaj jest rzeczy mocno niespójnych z tym, co mamy w gimmicku, czy po prostu między tym, co on mówi, a co faktycznie się dzieje. Wyszedł w sumie na kolesia, który sam się wpierdala, a potem mówi, że go atakują. Więc jest to dość dalekie od bycia honorowym wrestlerem. Tak, czy inaczej Aigor jest dość aktywny, więc mam nadzieje, że będzie miał jeszcze okazję rozwinąć postać. No, a Jay - cóż, nie chciałem mu wszystkiego obcinać, ale ewidentnie mniej jest pyskowania dla pyskowania, a więcej bycia po prostu takim fiutkiem, który potrafi Ci zajść za skórę. Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze, żeby tę postać wyszlifować. Ja też polecam od siebie panu HB, że w moich walkach to ja chętnie będę wygrywał nieczysto. Jakiś low blow, jakiś eye rake, jakieś trzymanie za spodenki, itp. On dosłownie może oszukiwać w każdej walce. Wolę od razu o tym wspomnieć, bo wiadomo, że tych zwycięstw jeszcze trochę będzie. HAHHAHAHA. (przepraszam, miałem atak)

Przy pasie Valor naprawdę mamy spore zamieszanie. The Reaper to taki królik wyciągnięty z kapelusza xD W sumie Ryse mówił, że będzie go w ten sposób używał, więc niech będzie. Tan Cavazos to rzeczywiście ma pod górkę, ciągle jakieś zamieszania wokół niego i jego tytułu, a on w sumie to by chciał po prostu normalnego rywala, czasami nawet takie proste marzenia, to za dużo xD Ten pomysł z zamianą TT meczu na Fatal4Way to akurat moim zdaniem logiczne rozwiązanie, bo tam między nimi wszystkimi jest dużo spięć i niepewności, więc myślę, że to akurat się broni. No i też Cava dostanie w końcu rywala, który nie będzie kompletnie z dupy. Aczkolwiek fajnie jakby rzeczywiście dostał jakiś solidny program, bo tutaj też mamy usera, który się stara i jest aktywny. Cieszę się też, że Van Dam jednak czasami ogarnia, bo ta akcja z sądem, no cóż...nie przysporzyła mu fanów. Dodam jeszcze, że speech Cavazosa to raczej poniżej poziomu tej postaci, ale z drugiej strony, co on ma mówić? XD Straszne gówno mu zrobili, a chłop ewidentnie już nie wie, co o tym wszystkim myśleć, więc ta wypowiedź to taka mocno nijaka. 

Przez Dowsona z trudem przebrnąłem, ani mnie to nie porwało, ani nie zabolało, było po prostu mocno nudne. No i też polecam jednak czytanie swoich kwestii, bo z tym moim miastem i mieszkańcami mojego miasta, to umówmy się, że można było to napisać inaczej. Martin jest postacią, która w teorii kompletnie nie ma ograniczeń, więc może sobie pozwolić na przeróżne pierdolenie, tutaj wyskoczył z językiem esperanto - Carniego mocno ściska od tych wstawek obcojęzycznych, dla mnie one też są mega niepotrzebne i najczęściej wyglądają po prostu durnie. To wyśmianie wielu wyglądów Dowsona - no cóż, to robi dosłownie każdy, przy każdej okazji xD No, ale tutaj też wiem, że kolega Carnival ma lekką beczkę z tego. Zresztą to generalnie jest człowiek, który MA BECZKĘ. Generalnie to, co powiedział na końcu - 100 % racji. Bo serio, kiedy ostatni raz Dan Dowson wygrał jakiś pas? No i jakim był mistrzem, bo to też ważne xD Jakby to przełożyć na real world, to on bardziej niż na miano "Living Legend" zasługuje na jakieś miano "Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść". Panowie się poobijali i mamy na następną galę Burried Alive Match. Grubo. Widać niewiele potrzeba, żeby sobie taki mocny gimmick match ustalić, ciekawe.

Każde pokolenie ma własny czas - widzę, że gitary Skawińskiego ciąg dalszy.

Fatal4Way - segment z szatni. Tutaj widać, że między Butelką, a Uszczelką dalej jest ten sam problem, czyli problem alkoholowy Uszczelki. Kiedyś to miał spokojne życie, mógł sobie pić z Mietkiem Żulem, co alkohol pił do bólu. A teraz? jakieś walki o contendera? Kto by pomyślał. Sława kosztuje, niestety. Uszczelka to jest chłop, który mówi, co ma na języku - ten tekst o rurze, to generalnie bardzo prawdziwa rzecz xD Całkiem ok to było, ich segmenty też czyta się bardzo łatwo i przyjemnie, więc za to plus. Steel i Escobar na razie w dość przyjaznych stosunkach, ale rzeczywiście od Escobara czuć taki vibe tego węża, o którym mówił pan Frank. Taki typowy oportunista.

MateuszNW to jest eksperyment społeczny. On naprawdę pierdoli jak mocno potłuczony kid z tiktoka. Może niech sobie tę oliwkę jakoś głębiej wmasuje, bo jego mózg na pewno potrzebuje jakiś bodźców zewnętrznych. Otunga natomiast naprawdę jest spoko. On te teksty ma przemyślane, pasuje to też do tego jego gimmicku, więc ja to kupuje. Dobrze wyśmiał te wszystkie głupotki Mateusza, no i też cieszę się, że on tutaj jednak prowadził ten segment do samego końca, bo ich dyskusja...byłaby nie na miejscu. Na pewno patrząc strikte na same segmenty na galach, to David ma potencjał znacznie większy niż użeranie się z tego typu wariatami.

Willy Walker - mam już dziury w mózgu, szczerze powiem, że go nie pamiętam. Może powinienem? Wygląda na mocno rozsierdzonego, ale nic więcej nie jestem w stanie napisać, bo nie chcę też pieprzyć bez pokrycia. Pewnie wkrótce zobaczymy coś więcej z nim, więc pozostaje poczekać. Jedyne, co na razie zauważyłem, to chłop chyba sprzedaje mieszkania, a raczej pseudo kawalerki. Jakie ceny?

Przy walce o contendera do pasa Valor - było dużo zamieszania, co było wiadome od początku, a Uszczelka jako zwycięzca? Chyba najbardziej logiczna opcja, patrząc na to, jak to wszystko wyglądało. Zobaczymy, czy RVD cos będzie chciał z tym zrobić, bo jednak sposób zwycięstwa to niczym Nash, który kładzie się i daje spinować Hoganowi. 

Johnny Cash - to też szanuje. Najmniej to mi przypadł Dżem do gustu, z tych utworów reklamowych.

David Bowie, Starman? Trochę pedalsko. Co do samego promo, to naprawdę mi się spodobało. Odpowiedni klimat, nawet przez ekran komputera czuło się, że ta osoba rzeczywiście jest szanowana. Ja generalnie wiem, to i owo, więc nie będę tu bezsensownie pierdzielił. Podobało mi się. Myślę, że to może być całkiem interesująca postać, brakuje takich jak on na Colosseum.

ME - trochę się musiał Cava namęczyć, ale ostatecznie wygrywa, co było raczej oczywiste. Ciekawe rzeczy mamy natomiast po, tak zresztą się spodziewałem. Ryback po tym, jak wyszedł w ostatnim tygodniu musi trochę odbudować wiarygodność swojej postaci, jako tego brutalnego rzeźnika, no i takie porwanie i przetrzymywanie Riddle, wydaje się być dobrym rozwiązaniem...ACZKOLWIEK. Cała ta akcja z piwnicą, stosem narzędzi i klatką...no to jednak jest ten typ wrestlingu i przerysowania, którego ja fanem jakoś wielkim nie jestem, więc może dobrze, że to nie poszło dalej? RVD wparował jak prawdziwy BOSS. Widać, że on też próbuje się ogarnąć. Tutaj było pewne, że to wszystko zakończy się walką na Heatwave. Trochę to śmieszme, ze tutaj Van Dam mówi, że koniec wybierania sobie miejsca i czasu, a chwilę wcześniej Nathan Martin dokładnie to właśnie robi, na jego gali xD Ogólnie to też wygląda komicznie po całym tym zamieszaniu i rozprawą sądową. Wychodzi na to, że jednak RVD się naprawdę uwziął na tego Hilla, patrząc na to, co robi Ryback i jaką "karę" za to dostaje.

Ogólnie to mam mieszane uczucia, bo nie było tak źle, jak dwa tygodnie temu, ale też praktycznie nic mnie nie porwało. Panowie z otwarcia gali na wysokim poziomie, a cała reszta niestety była mocno średnia. Uważam, że po prostu można wykorzystywać "czas antenowy" w ciekawszy sposób. Widać też, że jest dużo zamieszania i trzeba pewne rzeczy reorganizować. Mam nadzieje, że się to wszystko trochę ustabilizuje i rzeczywiście będzie paru gości, którzy będą pchać to Colosseum do przodu.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.08.2026, 20:47 przez The Game.
Odpowiedz
Cytuj
09.08.2026, 22:51
#5
ETW: Lecimy więc na start z rodzinną rozmową. Po ostatnich wydarzeniach z udziałem Prestona, ciężko było nie odnieść wrażenia, że prędzej czy później „zapoznamy” się z postacią jego ojca. Jak widać nastąpiło to już teraz i w sumie widzę w tym dość dużo sensu. Mając bogatego ojca Steele uznał, że musi rozpierdalać jego pieniądze i w sumie motywacja starego jest tutaj w pełni uzasadniona. Preston z początku jeszcze starał się sprawiać pozory tego dobrego, który został pokrzywdzony przez brak zrozumienia ze strony ojca. Z czasem wyszło w sumie coś innego i tłumaczenie, że jego przemiana została w pełni osiągnięcia dzięki Miguelowi może być błędnym stwierdzeniem. Właściwie jego otoczka od początku była wymuszona i on bardziej udawał niż był tym, za kogo się podawał. Po jego turnie dopiero w pełni mogliśmy tego uświadczyć. Dlatego z biegiem czasu w jego historii człowiek mógł w sumie ujrzeć drugie dno i jednocześnie zrozumieć jego starego. Jakby nie patrzeć, zdołał on stworzyć swoje imperium i prowadzi je z powodzeniem. Tymczasem Preston co właściwie osiągnął? Z czego był tak bardzo znany przed LPW? No właśnie. Nie dziwi mnie zatem to, że Frank nazywa go zawodem. Chciał on dla Prestona jak najlepiej a ten cały czas robił z siebie ofiarę, nie widząc tego, że to, co robił ojciec było dla jego dobra i dalej się tego trzyma. No pierwszy raz od dawna coś z Prestonem ma ręce i nogi. Nawet kupuje tutaj jego tłumaczenia i te mydlenie oczu, jakby dalej był ofiarą. Fajnie, że broni swojej relacji z Miguelem, by robić zasłonę dymną. Domyślam się, co może wydarzyć się w najbliższym czasie i dobrze, że gubimy tropy, wprowadzając ludzi w błędne myślenie. No stary się mocno wkurwił na Prestona i te odebranie karty i odcięcie go od swoich pieniędzy może mocno zaboleć ego Steele’a Jr. Fajny segment na start i widać, że idziemy w konkretniejszy rozwój postaci Prestona oraz jego historii z Escobarem. Wreszcie coś dobrego zaczyna się dziać z jego udziałem!

Jose Lopez, Axel Blaze: To czas na pogawędkę z udziałem pretendenta i mistrza do głównego złota. Było to długie, ale nie widzę w tym żadnej wady. W porównaniu z poprzednimi ich spotkaniami, nie było tutaj żadnych bijatyk i widać, że mocno tutaj postawiono na aspekt psychologiczny. W sumie można zrozumieć ten kierunek, bo trochę za wiele byłoby tego ognia między nimi i mogłoby to spowodować pewien „przesyt”. No widzę, że Lopez chce wciągnąć Axela w swoje gierki i bawi się nim niczym zabawką. Bardzo ciekawy zabieg i widać, że Jose robi wszystko, aby osiągnąć nad nim jak największą przewagę. Swoją drogą przy wspomince o Eliasie śmiechłem sobie, ale no fajny fragment to był. Jego pierwsza część była cholernie mocna, przez co Remik musiał się sporo wysilić przy tym, by Blaze mógł jakoś zareagować. No podoba mi się mocno obrany kierunek w ich pogawędce. Bardzo to było inne i przez to miało to swój pewien urok. No ten Lopez manipulant mocno namieszał w głowie mistrza i widać to zdecydowanie po nim w tej wypowiedzi. Bardzo fajnie tutaj się ukazane jego emocje, przez co można bardzo łatwo kupić to, co zostało zaserwowane. No ten Axel z wyrzutami po tym ataku na Hiszpana to istne złoto. Widać, że pretendent bardzo mocno wszedł mu do głowy i nie pozwala mu na chwilę spokoju. Ta gra manipulacyjna Lopeza w tym segmencie robi bardzo dużą robotę i tutaj leci pochwałka w stronę Carniego, bo naprawdę bardzo wiele to dało całości. Ostatnia kwestia Blaze’a chyba miała jakoś być odpowiedzią na to, co wyszło od Lopeza i lekkim minusem było dość szybkie przejście ze złości we współczucie. Trochę za szybkie to było, ale no nie uważam tego za wielki minus a jedynie za drobny detal do skorygowania. No fajnie to zostało spięte w całość i ten Hiszpan w narożniku Blaze’a może mocno namieszać w walce mistrza z Dowsonem.

Walka 1: No niech mi ktoś wytłumaczy, czemu musieliśmy tutaj dostać takie zamieszanie w końcowce. Czy właściwie uderzenie sędziego nie powinno skutkować dyskwalifikacją? No minus panowie, oj minus poleci za to. Mistrz wygrywa zgodnie z przewidywaniami, ale ten styl wygranej pozostawia na tym dość sporą rysę. Widać też po nim, że mocno mu ten Lopez siedzi w głowie i nawet ogląda się za nim w trakcie pojedynku, spodziewając się uderzenia w każdym, możliwym momencie. Dowson na tym za wiele nie straci, ale no Axelowi taka wygrana wiele nie daje i jej styl nawet powoduje, że bardziej widzę w tym „-” niż „+”. Większego sensu nie widzę, by się rozpisywać przy walce, bo była rozpisana poprawnie, ale no za fikołka z końcówką jakoś ciężko ją ocenić na plus i pozostanę przy tym, że poza faktem wplątania tego w story, to żadnych innych plusów nie widzę.

Kenneth Riddle, Ryback: Renee widzę, że nie chce oddać Jacksonowi miana najlepszego reportera i upolowała sobie grubą rybę. Zobaczymy jednak, czym będzie coś ciekawszego w związku z tym. No te pierwsze pytanie dość oczywiste było, bo każdy na jej miejscu spytałby go właśnie o ten atak i całą sytuację między nimi. Riddle jak widać nie chce tracić czasu na Rybacka (i tak straci) i lekko go tam opluwa, chcąc przejść do tematu Cavazosa. Ukąsiła go ładnie Renee drugim pytaniem i musiało to zdecydowanie zaboleć Riddle’a i zabolało. Poleciało nawiązanie do Lopeza i ich długiej historii z PHW oraz WCW, tutaj raczej na PHW skupiono się, bo główny pas był na szali wtedy i do tego uderzył. Fajnie tutaj wypowiedział się o Jorge i słuszna uwaga, że pas czyni go bardziej atrakcyjnym rywalem, bo właściwie taka jest prawda. Jest jednym z czołowych gości na Colosseum, ale to Valor Championship dodaje mu atrakcyjności i rywale chętniej się za nim rozglądają. Wywiad zostaje jednak przerwany atakiem Rybacka i jak widać, ten nie zamierza odpuszczać, co jest w pełni zrozumiane. Ładnie go tutaj pojebało jak widać i te skasowanie kamerzysty i uszkodzenie kamery to ciekawy zabieg, bo dodaje nam nutki niepewności, co do tego, co stało się z Kennym. Ładnie rozwijamy ich rywalizację, oj bardzo ładnie.

ET: Hill na pogadance z RVD wydaje się być mocno „ugrzeczniony” w stosunku do ich poprzednich spotkań i chyba jest to skutek rozprawy. Trafnie stwierdził jednak, że w procesie sędzia powinien być neutralny. Tak samo trafnie stwierdził, że inni też nie są święci i nie ponoszą tego konsekwencji. Jak widać Yarexon odniósł się do tego, na co uwagę zwracało wiele osób. No było to krótkie i dość poprawne, ale bez specjalnego błysku. Rob odpowiedział mu i w sumie odpowiedział mu na ten fragment o wzajemnym atakowaniu się ludzi i jednocześnie odniósł się do tego ataku Hilla na Salvadora. Oj coś czuję, że jeszcze wiele razy będziemy do tego wracać. Jak widać, Rob nie daje sobie mydlić oczu i dał Allanowi jasno do zrozumienia, że jest na jego łasce i nie ma wiele fikać, bo jedynie pogorszy sprawę. Czekam tylko na moment, aż Hillowi w pełni puszczą nerwy po tej „kastracji”, jakiej został poddany po rozprawie. Za długo nie będzie on taki milusiński i prędzej czy później ten psychol się mu znowu udzieli. No tutaj bardziej błyszczał Van Dam. Hill natomiast po dość niezłym starcie jakby no traci na rozpędzie i sama postać robi się mocno bezbarwna. Nie wiem czy to tylko chwilowy okres czy Jarek stracił wenę na pisanie nim, ale no jest regres. W sumie Preston zaczyna rokować to Hill nagle staje się jego dawnym odpowiednikiem. No nie porwał ten Allan tutaj i ciężko mi będzie tutaj zmienić zdanie na ten temat.

Shio Sakazaki, Jay DiMateo: Na pierwszy ogień leci Shio i w sumie nie klei mi się ten Japończyk wpierdalający się z papierosami. Trochę dziwne to było, ale no najwidoczniej Aigor miał w tym pewien zamysł. Przejdźmy jednak do jego wypowiedzi. Początek dość poprawy, te japońskie wstawki mogą być okej, ale widzę ogólnie spory przesyt wciskania słówek z języków obcych, przez co no Shio na tym nie korzysta. No chciał Sakazaki zaprezentować próbkę swoich możliwości i może było by to okej, ale właściwie to on dojebał się do DiMateo, jak rzep do psiego ogona. No trochę to się nie klei w jego wypowiedzi. Widzę, że chce on dłuższej rywalizacji z Jayem, która może mu się przydać, by mógł coś na start porobić, po czym wygrany ruszyłby w konkretniejszym kierunku. Zdecydowanie nie porwał mnie on swoją wypowiedzi i zobaczę, czym uraczył nas tym razem Jay. Ten natomiast od początku wlatuje i stara się obalić wszystko, co pada z ust Japończyka. W sumie te „Kobayashi Naruto Tamagotchi” to fajne naplucie na Shio i jedynie pewien pstryczek, który miał go lekko podkurwić, bo skoro gość nie zwraca się do niego po „imieniu” i wali do niego losowo sklejonymi ksywkami, to mógł się lekko zagotować. No DiMateo zdecydowanie lepiej niż Shio i poleciał tutaj konkretniej. Widać dalej w nim nutkę prymitywa, czego nie uznaje na minus, ale tym razem jego wypowiedź się „klei” i widać pewien rozwój tej postaci. Tekst o Marii i te zwrócenie się do publiczności ładnie mogło podgotować ich, ale w sumie pewnie nie jeden z widowni miałby ochotę na Marię i Jay fajnie to zasugerował. No kurde zdecydowanie lepiej się zaprezentował tutaj Jay i powinien to wygrać.

Walka 2: Przechodzimy więc zatem do ich walki i pewnie będzie tutaj ciekawie, patrząc na ich rozmowę sprzed chwili. Podoba mi się tempo walki, jakie zostało tutaj narzucone. Nie mam tutaj zbędnego zamulania i lecimy płynnie od akcji do akcji. Szala przechylała się raz na korzyść Shio i zaraz po tym na stronę Jaya. Widać, że walka była bardzo wyrównana i końcówka z wymiana mocnych akcji i te Roll-Upy na koniec… No zdecydowanie lepsza walka niż to, co było w przypadku walki Axela z Danem, gdzie końcówka zjebała całą walkę. Tutaj to zostało bardzo ładnie rozpisane, końcówka dana z głową i lecimy dalej z ich rywalizacją, która powinna się zaognić i zobaczymy, w jakim kierunku pójdziemy z biegiem czasu.

Jorge Cavazos, Rob Van Dam: Rozmowa, która wynikła na wskutek ataku Rybacka na Kennym. Już na poprzednim Colosseum widać było po mistrzu, że denerwuje go mocno wieczny chaos i te ataki na jego kolejnych rywalach. Wtedy to było jednak zrobione z jajem i był ten ogień w nim dość mocno widoczny. Tutaj to po prostu… było. Jakoś kurde Cavazos nie porwał tutaj a powinien to zrobić, bo zdecydowanie miał ku temu konkretniejsze możliwości. No zawiódł mnie tutaj mocno. Nawet końcowa szpileczka w stronę Roba za wiele nie zmieniła. Ten natomiast kolejnego gościa przyćmiewa w segmencie i widać, że przejmuje się faktem tego, co dzieje się na Colosseum. Ten Reaper na zastępstwo za nieobecnego Riddle’a (wyjaśnia to, co stało się po ataku Rybacka) to dość dobry wybór, bo mimo wszystko jest dużym nazwiskiem, które fajnie będzie prezentowało się w resume mistrza, bo wiadomo, że nie wygra. Te przekształcenie Tagu w Fatal 4-Way i uczynienie zwycięzcy pretendentem do pasa Cavazosa to też ciekawy ruch. No ta druga część Cavazosa jeszcze gorsza niż pierwsza. No strasznie bezpłciowy on tutaj wypadł. Nie był to występ godny mistrza i mam nadzieję, że Cavazos wyciągnie wnioski i na kolejnym Colosseum będzie pokazywał się z lepszej strony niż teraz, bo tutaj było cieniutko i to bardzo.

Walka 3: Kolejna walka i zapowiadała się ona ciekawa. Zapowiadała, bo przez brak proma ze strony Jarka, zostaliśmy tutaj pozbawieni jakichkolwiek emocji, bo wiadomo było, że Nathan zgarnie wygraną. Co prawda i tak był naszym faworytem, ale przez obecność PZ i ewentualnej ingerencji Dowsona było miejsce na wygraną Hilla i kto wie, czy by tego nie wygrał jakoś nieczysto. To pozostaje jednak w sferze gdybań, gdyż Allan wypisał się z możliwości wygranej z winy właściciela. Widzę, że wleciał tutaj „czarnoskóry zawodnik” (podobnie jak na Ascension przy walce Otungi). Jest też literówka przy Lower Your Head (przy Lower brakuje ostatniej literki). Tak, przyjebałem się o to, ale no jakoś zwróciłem na to uwagę. Ostatecznie wygraną zgarnął Martin i przed brak proma ze strony Hilla przeczytałem sobie walkę bez większych emocji, bo zostałem ich pozbawiony. Chciałoby się rzecz, że zostałem z nich „wykastrowany” niczym Hill na wskutek rozprawy, ale może darujmy sobie takie określenia.

Dan Dowson, Nathan Martin: Jestem w szoku, że Dowson pojawił się i powiedział cokolwiek. Najwidoczniej Shiro znalazł trochę czasu, aby dać coś od siebie na galę. Zobaczę jednak, czy było to coś konkretniejszego. No widzę, że leci dość ciekawie na starcie i nawiązuje do swoich rywali, każdego jakoś krótko „charakteryzując”. Nie było to jakoś mocno powalające. Ten tekst o macaniu jajek to też dość oczywiste nawiązanie do pierwszego ataku Martina na Dowsonie. No ta końcówka za to jakoś niby jest okej, ale z drugiej nawet mimo faktu jego spraw z Nathanem, to powinien on najebać mimo wszystko Mateuszowi. Także przyjebka mimo jego motywacji w sumie jakoś mnie nie przekonuje, bo z własnej winy też po części zakończył ten pojedynek bez wygranej. Nathan za to mu odpowiada dużo lepiej, w dodatku ładnie operuje gimmickiem. Oplułem się przy tym, jak wspomniał o tych częstych zmianach w postaci Dana. No musiał się do tego odnieść i to właśnie zrobił. No zdecydowanie lepsze to było niż to, co dał Dowson i na tym etapie jakoś ciężko mi wierzyć, że Shiro ma swoją postacią jakikolwiek podjazd do Martina, który go zjada przy każdej, możliwej okazji. Oj ma kawał orzecha do zgryzienia na tym etapie Dowson. Tutaj zdecydowanie całość skradł Nathan i Carni nim coraz mocniej zaczyna odstawać na tle Dana. Ich brawl jedynie podbudował ich dalszy konflikt i dajemy tutaj Danowi choćby odrobinę spotlightu, by całkowicie nie został przyćmiony przez Nathana. Swoją drogą śmieszy to, że Kill The Lights zostało oplute przy okazji walki Dana z Butlą, gdzie Zyga go odkopał a tutaj Martin go sprzedaje tak srogo. Ta zapowiedź Burried Alive Match już na najbliższym Colosseum mocno zaskakuje, ale jak widać potrzebujemy mocnych walk i może to oznacza jakieś wypisanie Dowsona, spowodowane przerwą (?) Shiro albo uświadczymy kolejnej zmiany w jego postaci.

Uszczelka, Butla: W związku ze zmianami w ich walce pojawiły się pewne zgrzyty między chłopakami i widać, że Uszczelka ma powoli dość towarzystwa swojego kompana, który go ciągnie na dno. Nie dziwi mnie jego reakcja, bo jednak z ich duetu to on jest zdecydowanie bardziej błyszczącą gwiazdą a przez Zygę jest on mocno ograniczany i utknęli w bagnie, jakim jest rywalizacja ze Steelem i Escobarem. Ładnie tam Zbychu dowalił do pieca i Butla musi mu jakoś odpowiedzieć. Ten za to niby w swoim klimacie, ale brzmi trochę jak NPC jakiś i kurde widać, że ta postać jest robiona z lekka na siłę, aby ciągnąć ich story. No Butla nie jest kimś, kto będzie na dłuższą metę ciekawy i jego formuła wyczerpała się później niż sam przypuszczałem. Niby próbujemy trzymać go przy życiu, ale w jego przypadku jeśli nie będzie większej zmiany, to nie widzę wielkich szans na ciekawszą karierę, bo Uszczelka prędzej czy później zajebie mu kopa w cztery litery i będzie musiał sobie radzić samemu. Wtedy trzeba mu jednak życzyć powodzenia, bo będzie w czarnej dupy.

Preston Steele, Miguel Escobar: W porównaniu z poprzednimi segmentami (nie licząc wywiadu), to było to bardzo krótkie i odnoszę wrażenie, że było to robione mocno na szybko, aby cokolwiek wrzucić na galę. Preston niby tutaj przeprasza Miguela, ale nie wydaje mi się, by wyciągnął jakieś wnioski i intuicja mi podpowiada, że prędzej czy później uświadczymy jego zdrady na hiszpańskim koleżce. Escobar natomiast sprawia pozory, że łyka to, co pada z ust Prestona, co utwierdza mnie w tym, że Steele wykorzysta jego naiwność i prędzej czy później mu wbije nóż w plecy, widząc, że Escobar mu ufa mimo wszystko i chce jak najlepiej dla ich duetu. Mimo wszystko sprawy między nimi wyglądają lepiej niż między Butlą a Uszczelką, gdzie ewidentne były te ich zgrzyty.

David Otunga: Mateusza nie będę komentował, bo nie ma sensu i zrobię tutaj bojkot jego kwestii, bo nie zasługuje na to, by cokolwiek na jego temat wspominać. Przejdę więc to Otungi, bo on jest po przeciwnej stronie bieguna i jego właściciel nie leci w chuja. I potężnie rykłem jak David wyjebał mu ze sztuczną inteligencją. Michaś jak ja kurwa ciebie szanuję za to xD. Pięknie nawiązał do tego używania AI w rzeczach tworzonych przez Pana MW. Później go tam pięknie gnoił i w sumie ewidentnie ukazał mu różnicę między walkami przeciwko afkom czy Dowsonowi, po którym zostało jedynie nazwisko a kimś, kto serio ma coś do „zaoferowania”.

Walka 4: Ze względu na Pana MW nie będę się rozwijał. David bardzo słusznie wygrywa pojedynek i buduje się na przyszłe zestawienie z Hillem (musi to nastąpić). Sama walka zdecydowanie za mocno pokazała rywala Otungi i osobiście dałbym tutaj zdecydowanie bardziej jednostronny przebieg pojedynku, bo czarnoskóry zawodnik zdecydowanie bardziej zasługuje na spotlight, w przeciwieństwie do osoby, która wspomagała się AI i ma wyjebane w robotę innych. Także ten, powodzenia dalej David a jego rywal… walić go, tak szczerze.

Willy Walker: Nie mam zielonego pojęcia, kim jest Willy Walker i w sumie fajne by było wyjaśnienie, skąd go możemy właściwie znać, bo bardzo by to pomogło w sumie w samym odbiorze czy wyobrażeniu, co do samej postaci. Tam mam z dupy daną wzmiankę i mamy się domyślać, o kogo chodziło autorowi i jaką karierę robił w losowym miejscu. Ale już przechodząc konkretnie do treści. Otrzymaliśmy tutaj pewien zarys postaci i w sumie widać, że mamy tutaj do czynienia z gościem delikatnie mówiąc sfrustrowanym, wszystkim, co go otacza dookoła. Nie jest on chociaż jakiś cukierkowy, czy też bezpłciowy, co uznaje za plus. Jakoś charakter tutaj został pokazany i dałbym mu szansę i zaprezentowanie czegoś więcej, bo widzę tutaj pewien potencjał, ale z racji na to, że ni cholera nie kojarzę to, co jakoś ciężko mi coś więcej napisać.

Walka 5: No to lecimy z walką o miano pretendenta do pasa Cavazosa. Faworytem tutaj ewidentnym był Uszczelka i zobaczymy, czy sprawdzi się tutaj moja intuicja. No jak w sumie zakładałem, była tutaj współpraca między duetami z elementami pewnych tarć między nimi. W pewnym momencie była fajna wspominka o byłym spadkowiczu majątku Franka Steele’a,piękny pstryczek w stronę Prestona. Spodziewałem się jednak więcej ognia między Butlą a Uszczelką po ich segmencie, którego mi tutaj trochę zabrakło. Steele z Escobarem za to współpracowali ze sobą dobrze tak długo, aż jeden nie był blisko wygranej kosztem drugiego. To w zasadzie kosztowało ich całą kontrolę nad pojedynkiem i Zbychu ładnie nimi pozamiatał. Swoją drogą Kamyk nie popisał się z datą urodzin postaci a ta karta postaci istnieje już chyba z 5 lat (?), o ile nie robił modyfikacji. No wygrywa ostatecznie Uszczelka po dość interesującym zaskoczeniu, gdzie Butla sam z siebie daje się odliczyć, aby zakopać topór wojenny między nimi. Uszczelka z nich zdecydowanie najbardziej zasłużył i zobaczymy, czy będzie on tym, który poważnie zagrozi panowaniu Cavazosa, w co jak najbardziej wierzę a nawet widzę możliwość zdobycia przez niego pasa.

???: Ponownie dostajemy opis od tego samego gościa, co miało miejsce przy okazji poprzedniej gali. Warto zaznaczyć, że dość fajnie jest to rozpisane i idzie łatwo sobie to wszystko zobrazować w głowie, co zdecydowanie wpływa na potencjalnie lepszy odbiór postaci na samym starcie, po jej ujawnieniu. Widzę, że zastosowano tutaj jakiś motyw z trenerem, co widziałem już w sumie w przypadku Gulaka w czasach PHW, gdzie chciał on pomagać Dowsonowi, gdzie ostatecznie skończył z pasem Television a Dan był wspierany przed wracającego Riddle’a. Z samego opisu można jednak wywnioskować, że jest to ktoś powszechnie lubiany a sama renoma Gulaka poza e-fedami z pewnych względów nie należy do idealnych. Obstawiam więc pójście w coś nieoczywistego i nie zdziwi mnie, jeśli to będzie jakaś postać od Raptora albo kogoś z nowszych nabytków, bo jednak przyda nam się więcej postaci z jajem.

Walka 6: Cavazos staje do obrony pasa przeciw Reaperowi i jeszcze w WCW bym jakoś się bardziej jarał ich walką, bo pozycja Reapera tam była zdecydowanie inna niż tutaj, bo tutaj właściwie będzie on ekskluzywnym rywalem dla najmocniejszych nazwisk pod zgarnięcie wygranej. Jednak by nie było, Cava dość mocno się namęczył i musiał dość sporo się wysilić, by ostatecznie pokonać Żniwiarza. Wygrana mistrza tutaj była zbyt oczywista i skoro „wypisaliśmy” Riddle’a, to potrzebne było zastępstwo i Reaper spełnił swoją rolę. Jednak nie było to zdecydowanie to, czego potrzebował Cavazos. Po jego występie na tej gali potrzebuje on konkretniejszej motywacji, mocniejszego rywala na PZ, który zmusi go do wysiłku, bo dawanie mu walk bez PZ bardziej szkodzi niż pomaga w jego przypadku i skusiłbym się o sugestię, by w następnej walce Cavazosa wrzucić rozstrzygnięcie na PZ, o ile będzie walczyć z kimś sensownym.

Ryback, RVD: No tutaj Butcher grubo poleciał i widać, że mocno go popierdoliło w tym momencie. Jednym może się to spodobać, innym mniej, ale dla mnie to akurat fajnie pokazuje różnicę między Butcherem a komediantem, którzy są różnymi osobowościami Rybacka. W sumie jeśli jego postać by oprzeć na zaburzeniu tożsamości, to w sumie może by jego odbiór był jakoś lepszy. Ale wracając do treści.. Sam motyw zamknięcia Riddle’a w klatce i te wydawanie wyroku było okej, ale w sumie większą robotę zrobił tutaj opis niż kwestie mówione. Zrobiło się tu jednak naprawdę groźnie i gdyby nie RVD, to kto wie, jakby to się skończyło. Ten jednak ponownie na tej gali robi swoje i daje Rybackowi to, czego chciał, ale stawia mu przy tym warunki (nie tylko mu, ale no będzie musiał się hamować). Czy się będzie tego trzymać to ciężko powiedzieć, ale widać, że ich konflikt doszedł do takiego momentu, że coraz ciężej będzie Robowi kontrolować wszystko między nimi i na jego miejscu wrzuciłbym jakiś Unsanctioned Match w tym przypadku jako stypulację, co niejako wpasowało by się w klimat ich rywalizacji.

Ocena gali: Segment Axela z Lopezem zdecydowanie największy plus gali. Później dałbym ten opis przed Main Eventem i Otungę, który piękne zgnoił swojego… ekhem rywala. Tak poza tym, to reszta co najwyżej przeciętna, w maksymalnych powiewach solidna i najgorsza część (nie licząc kolegi, którego treści pomijam) to walka otwierająca gale i występ Cavazosa w segmencie z Robem. Lepiej niż przy poprzedniej gali, ale jakoś dupy nie urwało i aby najbliższe Colosseum oznaczało konkretniejsze zmiany, bo Elysium na ten moment wypada o wiele lepiej i nie piszę tego ze względu na to, że tam jestem. Po prostu niebieska tygodniówka wygląda jakoś solidniej.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
Slayer
Zawodowiec
09.08.2026, 22:51 #5
ETW: Lecimy więc na start z rodzinną rozmową. Po ostatnich wydarzeniach z udziałem Prestona, ciężko było nie odnieść wrażenia, że prędzej czy później „zapoznamy” się z postacią jego ojca. Jak widać nastąpiło to już teraz i w sumie widzę w tym dość dużo sensu. Mając bogatego ojca Steele uznał, że musi rozpierdalać jego pieniądze i w sumie motywacja starego jest tutaj w pełni uzasadniona. Preston z początku jeszcze starał się sprawiać pozory tego dobrego, który został pokrzywdzony przez brak zrozumienia ze strony ojca. Z czasem wyszło w sumie coś innego i tłumaczenie, że jego przemiana została w pełni osiągnięcia dzięki Miguelowi może być błędnym stwierdzeniem. Właściwie jego otoczka od początku była wymuszona i on bardziej udawał niż był tym, za kogo się podawał. Po jego turnie dopiero w pełni mogliśmy tego uświadczyć. Dlatego z biegiem czasu w jego historii człowiek mógł w sumie ujrzeć drugie dno i jednocześnie zrozumieć jego starego. Jakby nie patrzeć, zdołał on stworzyć swoje imperium i prowadzi je z powodzeniem. Tymczasem Preston co właściwie osiągnął? Z czego był tak bardzo znany przed LPW? No właśnie. Nie dziwi mnie zatem to, że Frank nazywa go zawodem. Chciał on dla Prestona jak najlepiej a ten cały czas robił z siebie ofiarę, nie widząc tego, że to, co robił ojciec było dla jego dobra i dalej się tego trzyma. No pierwszy raz od dawna coś z Prestonem ma ręce i nogi. Nawet kupuje tutaj jego tłumaczenia i te mydlenie oczu, jakby dalej był ofiarą. Fajnie, że broni swojej relacji z Miguelem, by robić zasłonę dymną. Domyślam się, co może wydarzyć się w najbliższym czasie i dobrze, że gubimy tropy, wprowadzając ludzi w błędne myślenie. No stary się mocno wkurwił na Prestona i te odebranie karty i odcięcie go od swoich pieniędzy może mocno zaboleć ego Steele’a Jr. Fajny segment na start i widać, że idziemy w konkretniejszy rozwój postaci Prestona oraz jego historii z Escobarem. Wreszcie coś dobrego zaczyna się dziać z jego udziałem!

Jose Lopez, Axel Blaze: To czas na pogawędkę z udziałem pretendenta i mistrza do głównego złota. Było to długie, ale nie widzę w tym żadnej wady. W porównaniu z poprzednimi ich spotkaniami, nie było tutaj żadnych bijatyk i widać, że mocno tutaj postawiono na aspekt psychologiczny. W sumie można zrozumieć ten kierunek, bo trochę za wiele byłoby tego ognia między nimi i mogłoby to spowodować pewien „przesyt”. No widzę, że Lopez chce wciągnąć Axela w swoje gierki i bawi się nim niczym zabawką. Bardzo ciekawy zabieg i widać, że Jose robi wszystko, aby osiągnąć nad nim jak największą przewagę. Swoją drogą przy wspomince o Eliasie śmiechłem sobie, ale no fajny fragment to był. Jego pierwsza część była cholernie mocna, przez co Remik musiał się sporo wysilić przy tym, by Blaze mógł jakoś zareagować. No podoba mi się mocno obrany kierunek w ich pogawędce. Bardzo to było inne i przez to miało to swój pewien urok. No ten Lopez manipulant mocno namieszał w głowie mistrza i widać to zdecydowanie po nim w tej wypowiedzi. Bardzo fajnie tutaj się ukazane jego emocje, przez co można bardzo łatwo kupić to, co zostało zaserwowane. No ten Axel z wyrzutami po tym ataku na Hiszpana to istne złoto. Widać, że pretendent bardzo mocno wszedł mu do głowy i nie pozwala mu na chwilę spokoju. Ta gra manipulacyjna Lopeza w tym segmencie robi bardzo dużą robotę i tutaj leci pochwałka w stronę Carniego, bo naprawdę bardzo wiele to dało całości. Ostatnia kwestia Blaze’a chyba miała jakoś być odpowiedzią na to, co wyszło od Lopeza i lekkim minusem było dość szybkie przejście ze złości we współczucie. Trochę za szybkie to było, ale no nie uważam tego za wielki minus a jedynie za drobny detal do skorygowania. No fajnie to zostało spięte w całość i ten Hiszpan w narożniku Blaze’a może mocno namieszać w walce mistrza z Dowsonem.

Walka 1: No niech mi ktoś wytłumaczy, czemu musieliśmy tutaj dostać takie zamieszanie w końcowce. Czy właściwie uderzenie sędziego nie powinno skutkować dyskwalifikacją? No minus panowie, oj minus poleci za to. Mistrz wygrywa zgodnie z przewidywaniami, ale ten styl wygranej pozostawia na tym dość sporą rysę. Widać też po nim, że mocno mu ten Lopez siedzi w głowie i nawet ogląda się za nim w trakcie pojedynku, spodziewając się uderzenia w każdym, możliwym momencie. Dowson na tym za wiele nie straci, ale no Axelowi taka wygrana wiele nie daje i jej styl nawet powoduje, że bardziej widzę w tym „-” niż „+”. Większego sensu nie widzę, by się rozpisywać przy walce, bo była rozpisana poprawnie, ale no za fikołka z końcówką jakoś ciężko ją ocenić na plus i pozostanę przy tym, że poza faktem wplątania tego w story, to żadnych innych plusów nie widzę.

Kenneth Riddle, Ryback: Renee widzę, że nie chce oddać Jacksonowi miana najlepszego reportera i upolowała sobie grubą rybę. Zobaczymy jednak, czym będzie coś ciekawszego w związku z tym. No te pierwsze pytanie dość oczywiste było, bo każdy na jej miejscu spytałby go właśnie o ten atak i całą sytuację między nimi. Riddle jak widać nie chce tracić czasu na Rybacka (i tak straci) i lekko go tam opluwa, chcąc przejść do tematu Cavazosa. Ukąsiła go ładnie Renee drugim pytaniem i musiało to zdecydowanie zaboleć Riddle’a i zabolało. Poleciało nawiązanie do Lopeza i ich długiej historii z PHW oraz WCW, tutaj raczej na PHW skupiono się, bo główny pas był na szali wtedy i do tego uderzył. Fajnie tutaj wypowiedział się o Jorge i słuszna uwaga, że pas czyni go bardziej atrakcyjnym rywalem, bo właściwie taka jest prawda. Jest jednym z czołowych gości na Colosseum, ale to Valor Championship dodaje mu atrakcyjności i rywale chętniej się za nim rozglądają. Wywiad zostaje jednak przerwany atakiem Rybacka i jak widać, ten nie zamierza odpuszczać, co jest w pełni zrozumiane. Ładnie go tutaj pojebało jak widać i te skasowanie kamerzysty i uszkodzenie kamery to ciekawy zabieg, bo dodaje nam nutki niepewności, co do tego, co stało się z Kennym. Ładnie rozwijamy ich rywalizację, oj bardzo ładnie.

ET: Hill na pogadance z RVD wydaje się być mocno „ugrzeczniony” w stosunku do ich poprzednich spotkań i chyba jest to skutek rozprawy. Trafnie stwierdził jednak, że w procesie sędzia powinien być neutralny. Tak samo trafnie stwierdził, że inni też nie są święci i nie ponoszą tego konsekwencji. Jak widać Yarexon odniósł się do tego, na co uwagę zwracało wiele osób. No było to krótkie i dość poprawne, ale bez specjalnego błysku. Rob odpowiedział mu i w sumie odpowiedział mu na ten fragment o wzajemnym atakowaniu się ludzi i jednocześnie odniósł się do tego ataku Hilla na Salvadora. Oj coś czuję, że jeszcze wiele razy będziemy do tego wracać. Jak widać, Rob nie daje sobie mydlić oczu i dał Allanowi jasno do zrozumienia, że jest na jego łasce i nie ma wiele fikać, bo jedynie pogorszy sprawę. Czekam tylko na moment, aż Hillowi w pełni puszczą nerwy po tej „kastracji”, jakiej został poddany po rozprawie. Za długo nie będzie on taki milusiński i prędzej czy później ten psychol się mu znowu udzieli. No tutaj bardziej błyszczał Van Dam. Hill natomiast po dość niezłym starcie jakby no traci na rozpędzie i sama postać robi się mocno bezbarwna. Nie wiem czy to tylko chwilowy okres czy Jarek stracił wenę na pisanie nim, ale no jest regres. W sumie Preston zaczyna rokować to Hill nagle staje się jego dawnym odpowiednikiem. No nie porwał ten Allan tutaj i ciężko mi będzie tutaj zmienić zdanie na ten temat.

Shio Sakazaki, Jay DiMateo: Na pierwszy ogień leci Shio i w sumie nie klei mi się ten Japończyk wpierdalający się z papierosami. Trochę dziwne to było, ale no najwidoczniej Aigor miał w tym pewien zamysł. Przejdźmy jednak do jego wypowiedzi. Początek dość poprawy, te japońskie wstawki mogą być okej, ale widzę ogólnie spory przesyt wciskania słówek z języków obcych, przez co no Shio na tym nie korzysta. No chciał Sakazaki zaprezentować próbkę swoich możliwości i może było by to okej, ale właściwie to on dojebał się do DiMateo, jak rzep do psiego ogona. No trochę to się nie klei w jego wypowiedzi. Widzę, że chce on dłuższej rywalizacji z Jayem, która może mu się przydać, by mógł coś na start porobić, po czym wygrany ruszyłby w konkretniejszym kierunku. Zdecydowanie nie porwał mnie on swoją wypowiedzi i zobaczę, czym uraczył nas tym razem Jay. Ten natomiast od początku wlatuje i stara się obalić wszystko, co pada z ust Japończyka. W sumie te „Kobayashi Naruto Tamagotchi” to fajne naplucie na Shio i jedynie pewien pstryczek, który miał go lekko podkurwić, bo skoro gość nie zwraca się do niego po „imieniu” i wali do niego losowo sklejonymi ksywkami, to mógł się lekko zagotować. No DiMateo zdecydowanie lepiej niż Shio i poleciał tutaj konkretniej. Widać dalej w nim nutkę prymitywa, czego nie uznaje na minus, ale tym razem jego wypowiedź się „klei” i widać pewien rozwój tej postaci. Tekst o Marii i te zwrócenie się do publiczności ładnie mogło podgotować ich, ale w sumie pewnie nie jeden z widowni miałby ochotę na Marię i Jay fajnie to zasugerował. No kurde zdecydowanie lepiej się zaprezentował tutaj Jay i powinien to wygrać.

Walka 2: Przechodzimy więc zatem do ich walki i pewnie będzie tutaj ciekawie, patrząc na ich rozmowę sprzed chwili. Podoba mi się tempo walki, jakie zostało tutaj narzucone. Nie mam tutaj zbędnego zamulania i lecimy płynnie od akcji do akcji. Szala przechylała się raz na korzyść Shio i zaraz po tym na stronę Jaya. Widać, że walka była bardzo wyrównana i końcówka z wymiana mocnych akcji i te Roll-Upy na koniec… No zdecydowanie lepsza walka niż to, co było w przypadku walki Axela z Danem, gdzie końcówka zjebała całą walkę. Tutaj to zostało bardzo ładnie rozpisane, końcówka dana z głową i lecimy dalej z ich rywalizacją, która powinna się zaognić i zobaczymy, w jakim kierunku pójdziemy z biegiem czasu.

Jorge Cavazos, Rob Van Dam: Rozmowa, która wynikła na wskutek ataku Rybacka na Kennym. Już na poprzednim Colosseum widać było po mistrzu, że denerwuje go mocno wieczny chaos i te ataki na jego kolejnych rywalach. Wtedy to było jednak zrobione z jajem i był ten ogień w nim dość mocno widoczny. Tutaj to po prostu… było. Jakoś kurde Cavazos nie porwał tutaj a powinien to zrobić, bo zdecydowanie miał ku temu konkretniejsze możliwości. No zawiódł mnie tutaj mocno. Nawet końcowa szpileczka w stronę Roba za wiele nie zmieniła. Ten natomiast kolejnego gościa przyćmiewa w segmencie i widać, że przejmuje się faktem tego, co dzieje się na Colosseum. Ten Reaper na zastępstwo za nieobecnego Riddle’a (wyjaśnia to, co stało się po ataku Rybacka) to dość dobry wybór, bo mimo wszystko jest dużym nazwiskiem, które fajnie będzie prezentowało się w resume mistrza, bo wiadomo, że nie wygra. Te przekształcenie Tagu w Fatal 4-Way i uczynienie zwycięzcy pretendentem do pasa Cavazosa to też ciekawy ruch. No ta druga część Cavazosa jeszcze gorsza niż pierwsza. No strasznie bezpłciowy on tutaj wypadł. Nie był to występ godny mistrza i mam nadzieję, że Cavazos wyciągnie wnioski i na kolejnym Colosseum będzie pokazywał się z lepszej strony niż teraz, bo tutaj było cieniutko i to bardzo.

Walka 3: Kolejna walka i zapowiadała się ona ciekawa. Zapowiadała, bo przez brak proma ze strony Jarka, zostaliśmy tutaj pozbawieni jakichkolwiek emocji, bo wiadomo było, że Nathan zgarnie wygraną. Co prawda i tak był naszym faworytem, ale przez obecność PZ i ewentualnej ingerencji Dowsona było miejsce na wygraną Hilla i kto wie, czy by tego nie wygrał jakoś nieczysto. To pozostaje jednak w sferze gdybań, gdyż Allan wypisał się z możliwości wygranej z winy właściciela. Widzę, że wleciał tutaj „czarnoskóry zawodnik” (podobnie jak na Ascension przy walce Otungi). Jest też literówka przy Lower Your Head (przy Lower brakuje ostatniej literki). Tak, przyjebałem się o to, ale no jakoś zwróciłem na to uwagę. Ostatecznie wygraną zgarnął Martin i przed brak proma ze strony Hilla przeczytałem sobie walkę bez większych emocji, bo zostałem ich pozbawiony. Chciałoby się rzecz, że zostałem z nich „wykastrowany” niczym Hill na wskutek rozprawy, ale może darujmy sobie takie określenia.

Dan Dowson, Nathan Martin: Jestem w szoku, że Dowson pojawił się i powiedział cokolwiek. Najwidoczniej Shiro znalazł trochę czasu, aby dać coś od siebie na galę. Zobaczę jednak, czy było to coś konkretniejszego. No widzę, że leci dość ciekawie na starcie i nawiązuje do swoich rywali, każdego jakoś krótko „charakteryzując”. Nie było to jakoś mocno powalające. Ten tekst o macaniu jajek to też dość oczywiste nawiązanie do pierwszego ataku Martina na Dowsonie. No ta końcówka za to jakoś niby jest okej, ale z drugiej nawet mimo faktu jego spraw z Nathanem, to powinien on najebać mimo wszystko Mateuszowi. Także przyjebka mimo jego motywacji w sumie jakoś mnie nie przekonuje, bo z własnej winy też po części zakończył ten pojedynek bez wygranej. Nathan za to mu odpowiada dużo lepiej, w dodatku ładnie operuje gimmickiem. Oplułem się przy tym, jak wspomniał o tych częstych zmianach w postaci Dana. No musiał się do tego odnieść i to właśnie zrobił. No zdecydowanie lepsze to było niż to, co dał Dowson i na tym etapie jakoś ciężko mi wierzyć, że Shiro ma swoją postacią jakikolwiek podjazd do Martina, który go zjada przy każdej, możliwej okazji. Oj ma kawał orzecha do zgryzienia na tym etapie Dowson. Tutaj zdecydowanie całość skradł Nathan i Carni nim coraz mocniej zaczyna odstawać na tle Dana. Ich brawl jedynie podbudował ich dalszy konflikt i dajemy tutaj Danowi choćby odrobinę spotlightu, by całkowicie nie został przyćmiony przez Nathana. Swoją drogą śmieszy to, że Kill The Lights zostało oplute przy okazji walki Dana z Butlą, gdzie Zyga go odkopał a tutaj Martin go sprzedaje tak srogo. Ta zapowiedź Burried Alive Match już na najbliższym Colosseum mocno zaskakuje, ale jak widać potrzebujemy mocnych walk i może to oznacza jakieś wypisanie Dowsona, spowodowane przerwą (?) Shiro albo uświadczymy kolejnej zmiany w jego postaci.

Uszczelka, Butla: W związku ze zmianami w ich walce pojawiły się pewne zgrzyty między chłopakami i widać, że Uszczelka ma powoli dość towarzystwa swojego kompana, który go ciągnie na dno. Nie dziwi mnie jego reakcja, bo jednak z ich duetu to on jest zdecydowanie bardziej błyszczącą gwiazdą a przez Zygę jest on mocno ograniczany i utknęli w bagnie, jakim jest rywalizacja ze Steelem i Escobarem. Ładnie tam Zbychu dowalił do pieca i Butla musi mu jakoś odpowiedzieć. Ten za to niby w swoim klimacie, ale brzmi trochę jak NPC jakiś i kurde widać, że ta postać jest robiona z lekka na siłę, aby ciągnąć ich story. No Butla nie jest kimś, kto będzie na dłuższą metę ciekawy i jego formuła wyczerpała się później niż sam przypuszczałem. Niby próbujemy trzymać go przy życiu, ale w jego przypadku jeśli nie będzie większej zmiany, to nie widzę wielkich szans na ciekawszą karierę, bo Uszczelka prędzej czy później zajebie mu kopa w cztery litery i będzie musiał sobie radzić samemu. Wtedy trzeba mu jednak życzyć powodzenia, bo będzie w czarnej dupy.

Preston Steele, Miguel Escobar: W porównaniu z poprzednimi segmentami (nie licząc wywiadu), to było to bardzo krótkie i odnoszę wrażenie, że było to robione mocno na szybko, aby cokolwiek wrzucić na galę. Preston niby tutaj przeprasza Miguela, ale nie wydaje mi się, by wyciągnął jakieś wnioski i intuicja mi podpowiada, że prędzej czy później uświadczymy jego zdrady na hiszpańskim koleżce. Escobar natomiast sprawia pozory, że łyka to, co pada z ust Prestona, co utwierdza mnie w tym, że Steele wykorzysta jego naiwność i prędzej czy później mu wbije nóż w plecy, widząc, że Escobar mu ufa mimo wszystko i chce jak najlepiej dla ich duetu. Mimo wszystko sprawy między nimi wyglądają lepiej niż między Butlą a Uszczelką, gdzie ewidentne były te ich zgrzyty.

David Otunga: Mateusza nie będę komentował, bo nie ma sensu i zrobię tutaj bojkot jego kwestii, bo nie zasługuje na to, by cokolwiek na jego temat wspominać. Przejdę więc to Otungi, bo on jest po przeciwnej stronie bieguna i jego właściciel nie leci w chuja. I potężnie rykłem jak David wyjebał mu ze sztuczną inteligencją. Michaś jak ja kurwa ciebie szanuję za to xD. Pięknie nawiązał do tego używania AI w rzeczach tworzonych przez Pana MW. Później go tam pięknie gnoił i w sumie ewidentnie ukazał mu różnicę między walkami przeciwko afkom czy Dowsonowi, po którym zostało jedynie nazwisko a kimś, kto serio ma coś do „zaoferowania”.

Walka 4: Ze względu na Pana MW nie będę się rozwijał. David bardzo słusznie wygrywa pojedynek i buduje się na przyszłe zestawienie z Hillem (musi to nastąpić). Sama walka zdecydowanie za mocno pokazała rywala Otungi i osobiście dałbym tutaj zdecydowanie bardziej jednostronny przebieg pojedynku, bo czarnoskóry zawodnik zdecydowanie bardziej zasługuje na spotlight, w przeciwieństwie do osoby, która wspomagała się AI i ma wyjebane w robotę innych. Także ten, powodzenia dalej David a jego rywal… walić go, tak szczerze.

Willy Walker: Nie mam zielonego pojęcia, kim jest Willy Walker i w sumie fajne by było wyjaśnienie, skąd go możemy właściwie znać, bo bardzo by to pomogło w sumie w samym odbiorze czy wyobrażeniu, co do samej postaci. Tam mam z dupy daną wzmiankę i mamy się domyślać, o kogo chodziło autorowi i jaką karierę robił w losowym miejscu. Ale już przechodząc konkretnie do treści. Otrzymaliśmy tutaj pewien zarys postaci i w sumie widać, że mamy tutaj do czynienia z gościem delikatnie mówiąc sfrustrowanym, wszystkim, co go otacza dookoła. Nie jest on chociaż jakiś cukierkowy, czy też bezpłciowy, co uznaje za plus. Jakoś charakter tutaj został pokazany i dałbym mu szansę i zaprezentowanie czegoś więcej, bo widzę tutaj pewien potencjał, ale z racji na to, że ni cholera nie kojarzę to, co jakoś ciężko mi coś więcej napisać.

Walka 5: No to lecimy z walką o miano pretendenta do pasa Cavazosa. Faworytem tutaj ewidentnym był Uszczelka i zobaczymy, czy sprawdzi się tutaj moja intuicja. No jak w sumie zakładałem, była tutaj współpraca między duetami z elementami pewnych tarć między nimi. W pewnym momencie była fajna wspominka o byłym spadkowiczu majątku Franka Steele’a,piękny pstryczek w stronę Prestona. Spodziewałem się jednak więcej ognia między Butlą a Uszczelką po ich segmencie, którego mi tutaj trochę zabrakło. Steele z Escobarem za to współpracowali ze sobą dobrze tak długo, aż jeden nie był blisko wygranej kosztem drugiego. To w zasadzie kosztowało ich całą kontrolę nad pojedynkiem i Zbychu ładnie nimi pozamiatał. Swoją drogą Kamyk nie popisał się z datą urodzin postaci a ta karta postaci istnieje już chyba z 5 lat (?), o ile nie robił modyfikacji. No wygrywa ostatecznie Uszczelka po dość interesującym zaskoczeniu, gdzie Butla sam z siebie daje się odliczyć, aby zakopać topór wojenny między nimi. Uszczelka z nich zdecydowanie najbardziej zasłużył i zobaczymy, czy będzie on tym, który poważnie zagrozi panowaniu Cavazosa, w co jak najbardziej wierzę a nawet widzę możliwość zdobycia przez niego pasa.

???: Ponownie dostajemy opis od tego samego gościa, co miało miejsce przy okazji poprzedniej gali. Warto zaznaczyć, że dość fajnie jest to rozpisane i idzie łatwo sobie to wszystko zobrazować w głowie, co zdecydowanie wpływa na potencjalnie lepszy odbiór postaci na samym starcie, po jej ujawnieniu. Widzę, że zastosowano tutaj jakiś motyw z trenerem, co widziałem już w sumie w przypadku Gulaka w czasach PHW, gdzie chciał on pomagać Dowsonowi, gdzie ostatecznie skończył z pasem Television a Dan był wspierany przed wracającego Riddle’a. Z samego opisu można jednak wywnioskować, że jest to ktoś powszechnie lubiany a sama renoma Gulaka poza e-fedami z pewnych względów nie należy do idealnych. Obstawiam więc pójście w coś nieoczywistego i nie zdziwi mnie, jeśli to będzie jakaś postać od Raptora albo kogoś z nowszych nabytków, bo jednak przyda nam się więcej postaci z jajem.

Walka 6: Cavazos staje do obrony pasa przeciw Reaperowi i jeszcze w WCW bym jakoś się bardziej jarał ich walką, bo pozycja Reapera tam była zdecydowanie inna niż tutaj, bo tutaj właściwie będzie on ekskluzywnym rywalem dla najmocniejszych nazwisk pod zgarnięcie wygranej. Jednak by nie było, Cava dość mocno się namęczył i musiał dość sporo się wysilić, by ostatecznie pokonać Żniwiarza. Wygrana mistrza tutaj była zbyt oczywista i skoro „wypisaliśmy” Riddle’a, to potrzebne było zastępstwo i Reaper spełnił swoją rolę. Jednak nie było to zdecydowanie to, czego potrzebował Cavazos. Po jego występie na tej gali potrzebuje on konkretniejszej motywacji, mocniejszego rywala na PZ, który zmusi go do wysiłku, bo dawanie mu walk bez PZ bardziej szkodzi niż pomaga w jego przypadku i skusiłbym się o sugestię, by w następnej walce Cavazosa wrzucić rozstrzygnięcie na PZ, o ile będzie walczyć z kimś sensownym.

Ryback, RVD: No tutaj Butcher grubo poleciał i widać, że mocno go popierdoliło w tym momencie. Jednym może się to spodobać, innym mniej, ale dla mnie to akurat fajnie pokazuje różnicę między Butcherem a komediantem, którzy są różnymi osobowościami Rybacka. W sumie jeśli jego postać by oprzeć na zaburzeniu tożsamości, to w sumie może by jego odbiór był jakoś lepszy. Ale wracając do treści.. Sam motyw zamknięcia Riddle’a w klatce i te wydawanie wyroku było okej, ale w sumie większą robotę zrobił tutaj opis niż kwestie mówione. Zrobiło się tu jednak naprawdę groźnie i gdyby nie RVD, to kto wie, jakby to się skończyło. Ten jednak ponownie na tej gali robi swoje i daje Rybackowi to, czego chciał, ale stawia mu przy tym warunki (nie tylko mu, ale no będzie musiał się hamować). Czy się będzie tego trzymać to ciężko powiedzieć, ale widać, że ich konflikt doszedł do takiego momentu, że coraz ciężej będzie Robowi kontrolować wszystko między nimi i na jego miejscu wrzuciłbym jakiś Unsanctioned Match w tym przypadku jako stypulację, co niejako wpasowało by się w klimat ich rywalizacji.

Ocena gali: Segment Axela z Lopezem zdecydowanie największy plus gali. Później dałbym ten opis przed Main Eventem i Otungę, który piękne zgnoił swojego… ekhem rywala. Tak poza tym, to reszta co najwyżej przeciętna, w maksymalnych powiewach solidna i najgorsza część (nie licząc kolegi, którego treści pomijam) to walka otwierająca gale i występ Cavazosa w segmencie z Robem. Lepiej niż przy poprzedniej gali, ale jakoś dupy nie urwało i aby najbliższe Colosseum oznaczało konkretniejsze zmiany, bo Elysium na ten moment wypada o wiele lepiej i nie piszę tego ze względu na to, że tam jestem. Po prostu niebieska tygodniówka wygląda jakoś solidniej.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
10.08.2026, 20:17
#6
pierwszy mój komentarz, wcześniejszych gal nie czytałem, więc będzie to wyzwanie podejść do tego przynajmniej dobrze merytorycznie.

earlier this week: jeżeli Preston Steele jest heelem to strasznie chujowym, bo był zbyt łagodny w podejściu do swojego ojca. zrozumiałbym gdyby jeszcze go jakoś próbował zmanipulować czy cokolwiek, ale był bardzo uległy. w zachowaniu może i widać, że ma ten zalążek złego charakteru (i to przez to, że jego ojciec mówi, że szasta hajsem na prawo i lewo), ale ze słów i ogólnej ekspresji to nie wynika. ojciec MVP tego segmentu.

opening segment z lopezem i blazem: heel próbujący w trochę face'owo-heelowy sposób ściągnąć face'a na heelową drogę, natomiast face w arogancki sposób mu odpowiada. dziwna dynamika, ale w miarę mi się podobał, spoko flow segmentu, dało się wyczuć emocje. na plus.

blaze vs dowson: walka typu stepping stone w programie, coś co musi istnieć, zaskakująca końcówka, bo myślałem, że Lopez przekręci Blaze'a ostatecznie, a tu niespodzianka. plusik.

wywiad z riddlem: szczerze mówiąc to Riddle nie tylko wygląda jak Sami Zayn, ale postępuje tak samo. Sami też swego czasu chciał głównego tytułu, ale poszedł na mniejszy. podobało mi się jednak jak Kenneth mówi i co mówi, o wiele ciekawiej niż miałki i nudny face'owy Zayn irl. atak Rybacka raczej spodziewany.

earlier tonight z hillem i van damem: odklejony heel żąda dobrego traktowania, dobrze, że van Dam powiedział za co Hill jest karany, bo bym ni chuj nie wiedział. fajne rozwiązanie, ciekawa dynamika między prezesem a zawodnikiem, takich segmentów mi mocno brakuje w wwe.

promo sakazaki i dimateo: Sakazaki to musi być jakaś wyższa pierdolencja, wypowiada się jakby chodził do prywatnej szkoły, a po zajęciach chodził na wysublimowane zajęcia karate. i nie brzmi mi na face'a do końca, ma jakieś tam zacięcie heelowe, w negatywnym tego słowa znaczeniu. DiMateo wchodzi na grubo lekko rasistowskim (XD) klasykiem i było czuć o wiele więcej charakteru w jego promo. na mikrofonie Jay skopał Sakazakiego, a nie musiał.

sakazaki vs dimateo: przewaga na mikrofonie znalazła przełożenie na przewagę w ringu podczas walki, myślałem, że po kompromitacji na mikrofonie Sakazaki się odkuje w ringu, ale niestety nie - tutaj DiMateo również zgarnia "W". dobry wybór.

segment z cavazosem i van damem: sprawiedliwym GMem czy tam prezesem jest Van Dam, podoba mi się. a Cavazos jako fighting champion jest spoko, podoba mi się. za dużo wypowiedzianych "pojedynków" pod koniec jednak trochę mi zepsuło ogólny odbiór segmentu.

martin vs hill: fajna walka od początku do końca, dość wyrównana i trzymająca w napięciu, podobała mi się. Hill przegrywa, szkoda, myślałem, że jak ma tę karę od van Dama to chociaż będzie wygrywał te walki, w które Rob go wpierdala.. otóż nie. ogólnie na plus.

segment po walce z martinem i dowsonem: pretensje Dowsona, oj pretensje Dowsona. dość "jajcarski" segment z ciekawym zakończeniem i ogłoszeniem Buried Alive matchu. grubiutko się zadziewa w tym LPW.

segment z uszczelką i butlą: nie jestem fanem gimmicków tego typu, wolę nieco poważniejsze podejście, ale te postaci są bezbłędne jak dla mnie, sposób w jaki to jest napisane.. genialne.

segment ze steelem i escobarem: ja rozumiem, że Escobar i Steele to obecnie kumple itd., ale no.. jeżeli to są heele to się marnują obecnie, bo słodko-pierdzący face potencjał jest tutaj o wiele większy. chociaż tak milusio to chyba nawet dwóch największych face'ów by do siebie nie mówiło.

segment przed walką otungi i mateuszka: obaj mnie wkurwiają, MateuszMW bardziej. to chyba dobry znak, co nie? dobry segment, wzbudził emocje i chęć wymiocin, więc na plus.

otunga vs mateuszmw: o kurwica.. Otunga zwycięzcą. z WWE tego nie pamiętam, dziwne uczucie. Mateusz to ten typ co dużo gada, a potem ostatecznie i tak zalicza glebę? jak tak to mu kibicuję, da radę, odkuje się. wierzę.

willy walker segment: krótka, treściwa rozmówka telefoniczna pokazująca sporo charakteru postaci. lubię to. podoba mi się ten gość.

fatal 4-way: bardzo dobra walka. końcówka zaskakująca, szczególnie po segmencie wcześniej, ale to dobrze, że polska przyjaźń się utrzymuje. POLAND MOUNTAIN. nie wiem czy Uszczelka to dobry wybór, ale dam kredyt zaufania. może te zabawniejsze gimmicki mnie przekonają bardziej do siebie.

video promo (i guess): takie bardzo amerykańskie, ckliwe z opisu, próbujące wzbudzić.. nie wiem co tak naprawdę. sympatię? nie wiem. dla mnie zbyt ckliwe. ciekawe co przyniesie.

cavazos vs the reaper: git walka, nie mogło być raczej innego wyjścia niż zwycięstwo obecnego mistrza, ale Reaper wypadł bardzo dobrze.

segment zamykający: o kurwości, Ryback to jakiś totalny popierdolec, już wyobrażam sobie irl chłopa, który zachowuje się w ten sposób - pojebane. ale podoba mi się to. czy Van Dam nad czymkolwiek panuje? bo próbuje, ale czasem sobie radzi, czasem nie. musi przywyknąć do roli, rozumiem. warunki postawione w tym programie dobre, ale coś czuję, że Ryback może nie wytrzymać.. albo co gorsza Riddle nie wytrzyma i to on poniesie konsekwencje.. a pewnie chciałby się tylko zemścić..

ogólnie galę czytało się bardzo fajnie, do walk nie mam zarzutów, niektóre postaci mam wrażenie, że są dziwnie napisane, ale może to pierwsze wrażenie i coś mi umyka. solidne 8/10 jestem w stanie dać. pozdrawiam cieplutko.

Fenrir (Colosseum): 4/0/1
(ostatnio: pokonał Thora w Holmgang Nordic War Match)
---
"Rocks" Xebec (Elysium): 2/0/1
(ostatnio: wyeliminowany z Battle Royalu przez duo Sacrale/Vizzini)
---
Kontakt na Discordzie pod nickiem: levandowski
Odpowiedz
Cytuj
Dziadek
Zawodowiec
10.08.2026, 20:17 #6
pierwszy mój komentarz, wcześniejszych gal nie czytałem, więc będzie to wyzwanie podejść do tego przynajmniej dobrze merytorycznie.

earlier this week: jeżeli Preston Steele jest heelem to strasznie chujowym, bo był zbyt łagodny w podejściu do swojego ojca. zrozumiałbym gdyby jeszcze go jakoś próbował zmanipulować czy cokolwiek, ale był bardzo uległy. w zachowaniu może i widać, że ma ten zalążek złego charakteru (i to przez to, że jego ojciec mówi, że szasta hajsem na prawo i lewo), ale ze słów i ogólnej ekspresji to nie wynika. ojciec MVP tego segmentu.

opening segment z lopezem i blazem: heel próbujący w trochę face'owo-heelowy sposób ściągnąć face'a na heelową drogę, natomiast face w arogancki sposób mu odpowiada. dziwna dynamika, ale w miarę mi się podobał, spoko flow segmentu, dało się wyczuć emocje. na plus.

blaze vs dowson: walka typu stepping stone w programie, coś co musi istnieć, zaskakująca końcówka, bo myślałem, że Lopez przekręci Blaze'a ostatecznie, a tu niespodzianka. plusik.

wywiad z riddlem: szczerze mówiąc to Riddle nie tylko wygląda jak Sami Zayn, ale postępuje tak samo. Sami też swego czasu chciał głównego tytułu, ale poszedł na mniejszy. podobało mi się jednak jak Kenneth mówi i co mówi, o wiele ciekawiej niż miałki i nudny face'owy Zayn irl. atak Rybacka raczej spodziewany.

earlier tonight z hillem i van damem: odklejony heel żąda dobrego traktowania, dobrze, że van Dam powiedział za co Hill jest karany, bo bym ni chuj nie wiedział. fajne rozwiązanie, ciekawa dynamika między prezesem a zawodnikiem, takich segmentów mi mocno brakuje w wwe.

promo sakazaki i dimateo: Sakazaki to musi być jakaś wyższa pierdolencja, wypowiada się jakby chodził do prywatnej szkoły, a po zajęciach chodził na wysublimowane zajęcia karate. i nie brzmi mi na face'a do końca, ma jakieś tam zacięcie heelowe, w negatywnym tego słowa znaczeniu. DiMateo wchodzi na grubo lekko rasistowskim (XD) klasykiem i było czuć o wiele więcej charakteru w jego promo. na mikrofonie Jay skopał Sakazakiego, a nie musiał.

sakazaki vs dimateo: przewaga na mikrofonie znalazła przełożenie na przewagę w ringu podczas walki, myślałem, że po kompromitacji na mikrofonie Sakazaki się odkuje w ringu, ale niestety nie - tutaj DiMateo również zgarnia "W". dobry wybór.

segment z cavazosem i van damem: sprawiedliwym GMem czy tam prezesem jest Van Dam, podoba mi się. a Cavazos jako fighting champion jest spoko, podoba mi się. za dużo wypowiedzianych "pojedynków" pod koniec jednak trochę mi zepsuło ogólny odbiór segmentu.

martin vs hill: fajna walka od początku do końca, dość wyrównana i trzymająca w napięciu, podobała mi się. Hill przegrywa, szkoda, myślałem, że jak ma tę karę od van Dama to chociaż będzie wygrywał te walki, w które Rob go wpierdala.. otóż nie. ogólnie na plus.

segment po walce z martinem i dowsonem: pretensje Dowsona, oj pretensje Dowsona. dość "jajcarski" segment z ciekawym zakończeniem i ogłoszeniem Buried Alive matchu. grubiutko się zadziewa w tym LPW.

segment z uszczelką i butlą: nie jestem fanem gimmicków tego typu, wolę nieco poważniejsze podejście, ale te postaci są bezbłędne jak dla mnie, sposób w jaki to jest napisane.. genialne.

segment ze steelem i escobarem: ja rozumiem, że Escobar i Steele to obecnie kumple itd., ale no.. jeżeli to są heele to się marnują obecnie, bo słodko-pierdzący face potencjał jest tutaj o wiele większy. chociaż tak milusio to chyba nawet dwóch największych face'ów by do siebie nie mówiło.

segment przed walką otungi i mateuszka: obaj mnie wkurwiają, MateuszMW bardziej. to chyba dobry znak, co nie? dobry segment, wzbudził emocje i chęć wymiocin, więc na plus.

otunga vs mateuszmw: o kurwica.. Otunga zwycięzcą. z WWE tego nie pamiętam, dziwne uczucie. Mateusz to ten typ co dużo gada, a potem ostatecznie i tak zalicza glebę? jak tak to mu kibicuję, da radę, odkuje się. wierzę.

willy walker segment: krótka, treściwa rozmówka telefoniczna pokazująca sporo charakteru postaci. lubię to. podoba mi się ten gość.

fatal 4-way: bardzo dobra walka. końcówka zaskakująca, szczególnie po segmencie wcześniej, ale to dobrze, że polska przyjaźń się utrzymuje. POLAND MOUNTAIN. nie wiem czy Uszczelka to dobry wybór, ale dam kredyt zaufania. może te zabawniejsze gimmicki mnie przekonają bardziej do siebie.

video promo (i guess): takie bardzo amerykańskie, ckliwe z opisu, próbujące wzbudzić.. nie wiem co tak naprawdę. sympatię? nie wiem. dla mnie zbyt ckliwe. ciekawe co przyniesie.

cavazos vs the reaper: git walka, nie mogło być raczej innego wyjścia niż zwycięstwo obecnego mistrza, ale Reaper wypadł bardzo dobrze.

segment zamykający: o kurwości, Ryback to jakiś totalny popierdolec, już wyobrażam sobie irl chłopa, który zachowuje się w ten sposób - pojebane. ale podoba mi się to. czy Van Dam nad czymkolwiek panuje? bo próbuje, ale czasem sobie radzi, czasem nie. musi przywyknąć do roli, rozumiem. warunki postawione w tym programie dobre, ale coś czuję, że Ryback może nie wytrzymać.. albo co gorsza Riddle nie wytrzyma i to on poniesie konsekwencje.. a pewnie chciałby się tylko zemścić..

ogólnie galę czytało się bardzo fajnie, do walk nie mam zarzutów, niektóre postaci mam wrażenie, że są dziwnie napisane, ale może to pierwsze wrażenie i coś mi umyka. solidne 8/10 jestem w stanie dać. pozdrawiam cieplutko.

Fenrir (Colosseum): 4/0/1
(ostatnio: pokonał Thora w Holmgang Nordic War Match)
---
"Rocks" Xebec (Elysium): 2/0/1
(ostatnio: wyeliminowany z Battle Royalu przez duo Sacrale/Vizzini)
---
Kontakt na Discordzie pod nickiem: levandowski
Odpowiedz
Cytuj
10.08.2026, 23:15
#7
Na start: dwa posty? O matko, ŻE-NU-A.

ETW: o, kancelaria ojca. Fajnie, że poznajemy w końcu taką osobę. „Niebieskim ptakiem”? A to nie jest po prostu kolorowym ptakiem a propos takiej lekkomyślności? Nie wiem kto gra tym Frankiem ale naprawdę spoko ta pierwsza wypowiedź. Nie no żarcik, ale fajnie, że ten ojciec jako głos rozsądku upomina Prestona i dobrze mu doradza w kwestii Escobara. Troszczy się i super. No o c o temu Prestonowi chodzi? Przecież się zainteresował jego losem. 55 lat na karku, ale lepiej późno, niż wcale jak to się mówi! Nie no fajna ta wypowiedź Prestona tak podgryza starego. „Przyjaciela na którego mogę liczyć” o kurwa, jak się ma takich przyjaciół, to już wrogów nie trzeba sobie przysparzać. Ale mamy tutaj słowo „znowu” czyli już raz ojciec go odciągnął od kogoś, komu zaufał. To przykre. Nic dziwnego, że czuje do niego niechęć i na siłę szuka sobie tych przyjaciół. Chociaż jak pamiętam to Miguel się do niego pierwszy odezwał. Ktoś tu zapomniał dać następnej linijki dla wypowiedzi Franka. Ale spoko, wiadomo co i jak. Ua, odcięcie od fortuny to gruba sprawa. Najgorzej jak w końcu Escobar go zdradzi. No ale tego właśnie chciał Preston i to dostał. I jeszcze ujebał mu pieniądze całkowicie, masakra. Teraz chłop z apartamentu prosto pod most pójdzie i koniec balu. Zajebisty segment, podobają mi się te właśnie wstawki z jego ojcem, bo to pasuje to gimmicku Prestona.

Blaze i Lopez: rezygnujemy z komentatorów i dobrze. Ciul z nimi. Elegancki Lopez z eleganckimi ranami na twarzy to wygląda dobrze. Ale fajnie też, że przypomnienie było na titantronie, zawsze to dodatkowy smaczek. Czy „wartościowsze” jest poprawnie? Czy tutaj nie należałoby zastosować „bardziej wartościowe”? Chat GPT mówi, że obie formy są poprawne, a nawet większości przypadków lepsze jest „wartościowsze”, więc zamykam mordę XD. Oj Carni i jego brak newsów XD. Nic nie poradzisz, ta forma często się szybko wyczerpuje. Wielokrotnie tak jest, że newsy przez pierwsze trzy „edycje” są ciekawe i jest ich dużo, a później stopniowo maleją oraz zaczyna się odcinanie kuponów. Dlatego często nawet nie zaczynam ich wymyślać, bo później mi głupio, że nic nowego nie wymyślam. Poza tym zazwyczaj jestem w nie słaby. Dobry pocisk po Eliasie. Podoba mi się. Bardzo dobra wypowiedź Lopeza. Czuć, że chce z Axela wyciągnąć wszystko co złe i poniekąd udało mu się to ostatnio, ponieważ pomimo bycia facem ten atak na gali ostatnio był dosyć mocny. Dobrze, że Blaze nie ma ramoneski, bo ostatnio jak miał, to dostał wpierdol. Dobra, to był ostatni mój tekst o ramonesce. Tyle gadają o tym pożarze, że może będzie Inferno Match, albo ktoś podpali stół w trakcie walki. Albo coś. Dobra odpowiedź Blaze’a, wszystko na swoim miejscu. Ależ ten Jose jest w tym segmencie nie do podważenia. Naprawdę, wygląda lepiej, niż Axel tym razem. Ale ta druga odpowiedź bardzo, bardzo dobra, chociaż wciąż Lopez bardziej mi się podoba w tym segmencie, to Blaze też mistrzowskie te proma. Zajebisty segment na otwarcie. Ale i tak nie wierzę, że teraz nagle stanie się z niego taki heel.

Walka 1: dalej uważam, że dziwne zestawienie, jednak taki łatwy win dla mistrza też jest potrzebny. Ale gierka psychologiczna na koniec ze strony Lopeza, bardzo fajnie prowadzony ten program.

Wywiad z Kennethem: no i dobrze, że Kenneth odbija od Rybacka oraz LPW WHC, bo gdzie by teraz był? Tam teraz jest Lopez i koniec, więc tylko marnowałby czas. A tak może się ponapierdalać z mistrzem tygodniówki o owe mistrzostwo. No i to co napisałem za chwilę powiedział Riddle. Ajjajajajajjajaj Chair Shot w głowę, duch Benoita wiecznie żywy. No i atak Rybacka, ale i to jaki, taki Chair Shot to nie żarty przynajmniej według mnie i co teraz? Bo to wygląda jak wykluczenie w dzisiejszej gali, czyli kto zawalczy z mistrzem Valor? Who knows?

Irlier tunajt: nie wiem dlaczego, ale rozbawiło mnie to, że pod koniec didaskaliów jest ten sam tekst praktycznie co na początku wypowiedzi Hilla. Jakoś tak parsknąłem nawet XD. Ta, przychodzi taki Allan, mówi do RVD, że możesz rozpierdalać nie ma sprawy i w tym momencie szef wylatuje przez okno w odwecie. Wiadomo, że nic tym nie ugra chłop. No i wraca z niczym Hill. Takie podbicie tematu z zeszłego tygodnia, nic ponadto ten segment.

O, czyżby dzisiaj muzyczne reklamy? Dobre, szanuję.

Sakazaki i DiMateo: Zaś te szlugi będzie jarał, co za badass. Nie no spoko, zawsze coś co go wyróżnia, w końcu jest mega uzależniony od fajek. Czekam na spot podczas walki, gdzie Sakazaki będzie przypalał papierosem oponenta przed finisherem. Oczywiście w No DQ Matchu. Nie wolno łamać zasad. A tak tylko zapytam jeszcze w japońskiej kulturze zapowiadania zawodników czy to MMA czy wrestlingu tak zauważyłem, że zazwyczaj najpierw zapowiada się nazwisko, a później imię. Wiem, że to ringname i nie ma tu tak jakby imienia i nazwiska, ale tak się zastanawiam. Nie wiem czy to jest reguła, ale jeśli tak, to fajnym smaczkiem by to było gdyby tak został zapowiedziany. No taki powiem ten speech średni. Nie grzeje, ani nie mrozi. Albo ten gimmick kiepski, mało wyrazisty, albo jest słabo pokazany. Bo co, bo jest Japończyk, który walczy do końca i chce wygrać walką, a nie gadką. To takie sztampowe bym powiedział nawet. Bo to nie wystarczy powiedzieć, że jestem Japończykiem i walcz ze mną, bo walczę do końca. Tak samo to Bo5, czy na te słowa nie powinien wyjść też RVD, który potwierdzi, że spoko czy coś? Jakby tak każdy sobie przychodził i mówił „teraz ja walczę i będę to powtarzał co galę” to tak wygląda jakby RVD nad tym nie panował. Albo wręcz RVD powinien to zapowiedzieć. Po wymianie zdań obu zawodników. Dobrze w sumie, że też na arenie ma odbyć się jeden z tych pojedynków, ominiemy w ten sposób tasiemca rozciągniętego na ponad dwa miesiące. O nie, Jay w ramonesce, wiadomo, że przegra. Dobry początek ze strony Jay’a XD. Aż mi się ta dziewczyna z któregoś Strasznego Filmu przypomniała, gdzie jako „zaklęcia” rzucała nazwy japońskich firm. Ten nagle obrońca wszystkich jak dziwnie się to czyta. Takie face’owe to było. Ależ mnie skręcił ten tekst o knadze, o matko. Muszę to rozchodzić. Dobra, jestem. Bawicie w Japonii czy jeśli chodzi o nazewnictwo kogoś, to powinno być wabicie się, tak jak pies się wabi, bo ja to tak zrozumiałem. Nie chcę być mega krytyczny, ale słaby ten speech jak i cały ten segment. Niech sobie mają ten program jak już zaczęli, ale dużo jest do poprawy. Aigora znam od lat i wiem, że potrafi lepiej, The Game też już pokazałeś na poprzednich galach, że mogą być lepsze te speeche. Dużo pracy przed wami.

Walka 2: ja pisałem, miłej lektury. A jednak DiMateo wygrał, tym razem trochę szerszy moveset, dało się to napisać.

RVD i Cava: no i ma rację Jorge, można się zmęczyć takim czymś. O czyli tak jak myślałem, został wykluczony ze starcia. Ciekawe czy tylko na tę galę, czy na dłuższy czas. Ale nie pamiętam, żeby FoTi brał przerwę. O kurwa, ten The Reaper został zapowiedziany tak po prostu, a to jednak mocna postać. Ale widzę, że z kapelusza będzie wystawiany czasami do walki. Niczym Teddy Long The Undertakera. O proszę, tego się nie spodziewałem. Czyli co, rozłam tag teamów czy chwilowy brak sojuszy? To będzie ciekawe. Zanim cokolwiek się wydarzy, obstawiam Uszczelkę. Bo to chyba wciąż najjaśniejszy zawodnik z całej tej czwórki. Widać, że Cava ochłonął po tej rozmowie z GMem i drugą wypowiedź jest zdecydowanie spokojniejsza. Ciekawy segment. Fajne ogłoszenia, coś się będzie działo.

A jednak muzyczne reklamy.

Walka 3: tę walkę też pisałem, miłego odczytu. A jednak Martin górą w tym pojedynku. Spodziewałem się, że spuszczony ze smyczy Hill będzie napierdzielał.

Po walce: yay, Dowson wychodzi. Ostatnimi czasy #nikogo, ale wciąż jest w tym pojedynku Martin, więc warto choćby dla niego to poczytać. Kilka błędów się wkradło, czytało się normalnie, nic ponad niewiadomo jaki stan. Dobry pocisk po Danie od początku XD. To promo też tak średnio siadło. Czasami nie do końca wiadomo o co chodzi, no ale końcówka też taka jak napisałem wyżej z tym „nikogo”. Brawl dosyć, dosyć, żaden nie był wyraźnym faworytem, ale padł Superkick. O kurwa, skąd wyszedł ten Burried Alive Match? XD Martinowi się jakaś wizja przyśniła? To wiadomo, że nie dojdzie do skutku, bo jak na tygodniówce walka z taką stypulacją, kompletnie tego nie widzę. Poza tym konflikt tak naprawdę dopiero się zaczyna, a tu już Burried Alive Match XD to nawet na Heatwave byłoby, według mnie, o wiele za wcześnie. Dziwnie się to czytało i dziwna ta końcówka.

Uszczelka, Butla, Steele i Escobar: butelka wody nie no. To musiała być pomyłka. Już ja tam uwierzę, że gościu ma po prostu wodę w środku. Ach a Zbyniu jeszcze ją wytrąca. Było tak blisko do przejścia na wodę, a tu nic z tego. Uuu pycha wychodzi ze Zbigniewa, nieładnie. Jak się dobrze w tag teamie walczyło, to dupa cicho i gramy do jednej bramki, ale walka o pretendenta i typowe, toksyczne zachowanie ze strony Uszczelki typu „beze mnie byłbyś nikim”. Trochę zdziwko, ma w tych słowach dużo racji, ale jednak też taki mały nóż w plecy, chociaż tutaj raczej chyba użyłbym stwierdzenia „złamanie serca” czy coś. No i w punkt Butla odpowiada. Coś w tym jest. A jednak konkretny rozłam. Szkoda, myślałem, że będą na dobre i na złe, te postacie są wprost idealnie stworzone dla siebie. Chociaż w sumie jeszcze nic straconego. No i Preston nie słucha ojca, a ewidentnie ma rację w tej sytuacji. No ale zaślepiony człowiek szuka w innych pomocy gdy całe życie nie było ojca. Oj przejedzie się biedy Steele na tym wszystkim. A Escobar gra na emocjach jak nikt. Podobały mi się te segmenty, jedne z najjaśniejszych punktów na całym Colosseum.

Coraz lepsze te reklamy. Niewiadomo czy nieznany autor ubolewa, czy cieszy się, że ów kobieta wypłynęła.

Mateusz i Otunga: to z tym theme songiem ciekawe oczko, nawet śmiechem. No psychiczny chłop z tą oliwką, nic innego. Przepraszam, ale to jest już nudne, powtarzalne i nie wnosi nic nowego. Jeszcze dodawanie emotek w speechu, dziwna sprawa. Spoko to wspomnienie o Dereku niemniej no chyba już się wypaliła formuła. I od razu wjeżdża Otunga z przytykiem do AI stosowanego przez Mateusza wcześniej. Od tego też chyba czas zacząć powoli odchodzić, bo już zaczyna być przesyt. Przynajmniej z mojego punktu widzenia. „W każdym bądź razie” to błąd. Poprawnie jest „w każdym razie”. Jedynka, panie sekretarzu. Widać, że już tutaj był brak odpowiedzi ze strony Mateusza i David leci ten segment sam. Wiem coś na ten temat, też robiłem z nim sega i też nieco musiałem poczekać na jego odpowiedź. E, e, e ja Ci dam dziwoląga, nędzny protokolancie! Jeszcze się policzymy XD. No cóż można rzec, zmiażdżenie ze strony Davida w tym segmencie, nie wiem jakie szanse ma Mateusz w najbliższych tygodniach.

Walka 4: również ja pisałem, miłej lektury. Łatwe zwycięstwo Otungi, można się rozejść. Kurde, jakbym wiedział ile się poleje w segmencie oliwki, to bym uwzględnił, że się zawodnicy ślizgają jak po lodowisku.

Wchodzę w drugi post, Jezusie, to jest tak trudne.

Willy Walker: dobrze, że nie Johnny. Tu po raz kolejny moja ignorancja bierze górę, bo znów nic mi nie mówi to imię i nazwisko. „Dano niewidziany” przeze mnie w ogóle nie widziany XD. Pytanie czy to zawodnik czy kolejny z grona bogatych dupków, bo jak coś to już dwóch takich mamy. Czy to raczej ktoś, kto będzie chciał przejąć LPW? Czas pokaże.

Walka 5: tak jak myślałem, Uszczelka tutaj najbardziej pasował na zwycięzcę. Ale jakaż końcówka, Butla się podkłada, masakra. Czyli jednak sojusz pozostaje w mocy. Super. Chociaż to Butla wyciągnął rękę i na pewno nie zostanie to z takim rozstrzygnięciem. Będą panowie bogacze kwestionować jak nic.

Tommy Cash zawsze zajebisty.

Nagranie: a to jest ten gość co wcześniej by zapowiadany, że biega gdzieś i w ogóle? W sumie fajnie, wygląda na zapowiedź kogoś naprawdę dobrego, na dodatek trenera.

ME: no musiał to wygrać Cavazos. Ten The Reaper jest tak potężną postacią, tak jest przynajmniej kreowany, ale od kiedy wrócił to ciągle zbiera bęcki a to na PPV, a to na tygodniówce.

Po walce: oho, psychopata naciera. Kolejny Otunga z sądem. Kurde, czy on ma Zamiar nagrać morderstwo? Bo tak się to zaczyna przynajmniej XD. Uff, jest odsiecz, zabiłby go jak nic. Nie wiem, we wszystkich pojedynkach widzę jakieś stypulacje i tutaj też na Heatwave bym jakiś gimmick match zobaczył. Ryback z Allanem razem będą w izolatce siedzieć zaraz chyba. Będzie face 2 face, już się nie mogę doczekać. Jak nic coś grubszego się szykuje na PPV. Zacieram ręce.

Ogółem: więcej plusów niż minusów. Tak jak przewidywałem w komentarzu do karty, mamy dwa posty, ale cóż. Jakoś trzeba to przełknąć XD. Kilka niedociągnięć było, ale ogólnie bawiłem się nawet dobrze.

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
Zimny
Zawodowiec
10.08.2026, 23:15 #7
Na start: dwa posty? O matko, ŻE-NU-A.

ETW: o, kancelaria ojca. Fajnie, że poznajemy w końcu taką osobę. „Niebieskim ptakiem”? A to nie jest po prostu kolorowym ptakiem a propos takiej lekkomyślności? Nie wiem kto gra tym Frankiem ale naprawdę spoko ta pierwsza wypowiedź. Nie no żarcik, ale fajnie, że ten ojciec jako głos rozsądku upomina Prestona i dobrze mu doradza w kwestii Escobara. Troszczy się i super. No o c o temu Prestonowi chodzi? Przecież się zainteresował jego losem. 55 lat na karku, ale lepiej późno, niż wcale jak to się mówi! Nie no fajna ta wypowiedź Prestona tak podgryza starego. „Przyjaciela na którego mogę liczyć” o kurwa, jak się ma takich przyjaciół, to już wrogów nie trzeba sobie przysparzać. Ale mamy tutaj słowo „znowu” czyli już raz ojciec go odciągnął od kogoś, komu zaufał. To przykre. Nic dziwnego, że czuje do niego niechęć i na siłę szuka sobie tych przyjaciół. Chociaż jak pamiętam to Miguel się do niego pierwszy odezwał. Ktoś tu zapomniał dać następnej linijki dla wypowiedzi Franka. Ale spoko, wiadomo co i jak. Ua, odcięcie od fortuny to gruba sprawa. Najgorzej jak w końcu Escobar go zdradzi. No ale tego właśnie chciał Preston i to dostał. I jeszcze ujebał mu pieniądze całkowicie, masakra. Teraz chłop z apartamentu prosto pod most pójdzie i koniec balu. Zajebisty segment, podobają mi się te właśnie wstawki z jego ojcem, bo to pasuje to gimmicku Prestona.

Blaze i Lopez: rezygnujemy z komentatorów i dobrze. Ciul z nimi. Elegancki Lopez z eleganckimi ranami na twarzy to wygląda dobrze. Ale fajnie też, że przypomnienie było na titantronie, zawsze to dodatkowy smaczek. Czy „wartościowsze” jest poprawnie? Czy tutaj nie należałoby zastosować „bardziej wartościowe”? Chat GPT mówi, że obie formy są poprawne, a nawet większości przypadków lepsze jest „wartościowsze”, więc zamykam mordę XD. Oj Carni i jego brak newsów XD. Nic nie poradzisz, ta forma często się szybko wyczerpuje. Wielokrotnie tak jest, że newsy przez pierwsze trzy „edycje” są ciekawe i jest ich dużo, a później stopniowo maleją oraz zaczyna się odcinanie kuponów. Dlatego często nawet nie zaczynam ich wymyślać, bo później mi głupio, że nic nowego nie wymyślam. Poza tym zazwyczaj jestem w nie słaby. Dobry pocisk po Eliasie. Podoba mi się. Bardzo dobra wypowiedź Lopeza. Czuć, że chce z Axela wyciągnąć wszystko co złe i poniekąd udało mu się to ostatnio, ponieważ pomimo bycia facem ten atak na gali ostatnio był dosyć mocny. Dobrze, że Blaze nie ma ramoneski, bo ostatnio jak miał, to dostał wpierdol. Dobra, to był ostatni mój tekst o ramonesce. Tyle gadają o tym pożarze, że może będzie Inferno Match, albo ktoś podpali stół w trakcie walki. Albo coś. Dobra odpowiedź Blaze’a, wszystko na swoim miejscu. Ależ ten Jose jest w tym segmencie nie do podważenia. Naprawdę, wygląda lepiej, niż Axel tym razem. Ale ta druga odpowiedź bardzo, bardzo dobra, chociaż wciąż Lopez bardziej mi się podoba w tym segmencie, to Blaze też mistrzowskie te proma. Zajebisty segment na otwarcie. Ale i tak nie wierzę, że teraz nagle stanie się z niego taki heel.

Walka 1: dalej uważam, że dziwne zestawienie, jednak taki łatwy win dla mistrza też jest potrzebny. Ale gierka psychologiczna na koniec ze strony Lopeza, bardzo fajnie prowadzony ten program.

Wywiad z Kennethem: no i dobrze, że Kenneth odbija od Rybacka oraz LPW WHC, bo gdzie by teraz był? Tam teraz jest Lopez i koniec, więc tylko marnowałby czas. A tak może się ponapierdalać z mistrzem tygodniówki o owe mistrzostwo. No i to co napisałem za chwilę powiedział Riddle. Ajjajajajajjajaj Chair Shot w głowę, duch Benoita wiecznie żywy. No i atak Rybacka, ale i to jaki, taki Chair Shot to nie żarty przynajmniej według mnie i co teraz? Bo to wygląda jak wykluczenie w dzisiejszej gali, czyli kto zawalczy z mistrzem Valor? Who knows?

Irlier tunajt: nie wiem dlaczego, ale rozbawiło mnie to, że pod koniec didaskaliów jest ten sam tekst praktycznie co na początku wypowiedzi Hilla. Jakoś tak parsknąłem nawet XD. Ta, przychodzi taki Allan, mówi do RVD, że możesz rozpierdalać nie ma sprawy i w tym momencie szef wylatuje przez okno w odwecie. Wiadomo, że nic tym nie ugra chłop. No i wraca z niczym Hill. Takie podbicie tematu z zeszłego tygodnia, nic ponadto ten segment.

O, czyżby dzisiaj muzyczne reklamy? Dobre, szanuję.

Sakazaki i DiMateo: Zaś te szlugi będzie jarał, co za badass. Nie no spoko, zawsze coś co go wyróżnia, w końcu jest mega uzależniony od fajek. Czekam na spot podczas walki, gdzie Sakazaki będzie przypalał papierosem oponenta przed finisherem. Oczywiście w No DQ Matchu. Nie wolno łamać zasad. A tak tylko zapytam jeszcze w japońskiej kulturze zapowiadania zawodników czy to MMA czy wrestlingu tak zauważyłem, że zazwyczaj najpierw zapowiada się nazwisko, a później imię. Wiem, że to ringname i nie ma tu tak jakby imienia i nazwiska, ale tak się zastanawiam. Nie wiem czy to jest reguła, ale jeśli tak, to fajnym smaczkiem by to było gdyby tak został zapowiedziany. No taki powiem ten speech średni. Nie grzeje, ani nie mrozi. Albo ten gimmick kiepski, mało wyrazisty, albo jest słabo pokazany. Bo co, bo jest Japończyk, który walczy do końca i chce wygrać walką, a nie gadką. To takie sztampowe bym powiedział nawet. Bo to nie wystarczy powiedzieć, że jestem Japończykiem i walcz ze mną, bo walczę do końca. Tak samo to Bo5, czy na te słowa nie powinien wyjść też RVD, który potwierdzi, że spoko czy coś? Jakby tak każdy sobie przychodził i mówił „teraz ja walczę i będę to powtarzał co galę” to tak wygląda jakby RVD nad tym nie panował. Albo wręcz RVD powinien to zapowiedzieć. Po wymianie zdań obu zawodników. Dobrze w sumie, że też na arenie ma odbyć się jeden z tych pojedynków, ominiemy w ten sposób tasiemca rozciągniętego na ponad dwa miesiące. O nie, Jay w ramonesce, wiadomo, że przegra. Dobry początek ze strony Jay’a XD. Aż mi się ta dziewczyna z któregoś Strasznego Filmu przypomniała, gdzie jako „zaklęcia” rzucała nazwy japońskich firm. Ten nagle obrońca wszystkich jak dziwnie się to czyta. Takie face’owe to było. Ależ mnie skręcił ten tekst o knadze, o matko. Muszę to rozchodzić. Dobra, jestem. Bawicie w Japonii czy jeśli chodzi o nazewnictwo kogoś, to powinno być wabicie się, tak jak pies się wabi, bo ja to tak zrozumiałem. Nie chcę być mega krytyczny, ale słaby ten speech jak i cały ten segment. Niech sobie mają ten program jak już zaczęli, ale dużo jest do poprawy. Aigora znam od lat i wiem, że potrafi lepiej, The Game też już pokazałeś na poprzednich galach, że mogą być lepsze te speeche. Dużo pracy przed wami.

Walka 2: ja pisałem, miłej lektury. A jednak DiMateo wygrał, tym razem trochę szerszy moveset, dało się to napisać.

RVD i Cava: no i ma rację Jorge, można się zmęczyć takim czymś. O czyli tak jak myślałem, został wykluczony ze starcia. Ciekawe czy tylko na tę galę, czy na dłuższy czas. Ale nie pamiętam, żeby FoTi brał przerwę. O kurwa, ten The Reaper został zapowiedziany tak po prostu, a to jednak mocna postać. Ale widzę, że z kapelusza będzie wystawiany czasami do walki. Niczym Teddy Long The Undertakera. O proszę, tego się nie spodziewałem. Czyli co, rozłam tag teamów czy chwilowy brak sojuszy? To będzie ciekawe. Zanim cokolwiek się wydarzy, obstawiam Uszczelkę. Bo to chyba wciąż najjaśniejszy zawodnik z całej tej czwórki. Widać, że Cava ochłonął po tej rozmowie z GMem i drugą wypowiedź jest zdecydowanie spokojniejsza. Ciekawy segment. Fajne ogłoszenia, coś się będzie działo.

A jednak muzyczne reklamy.

Walka 3: tę walkę też pisałem, miłego odczytu. A jednak Martin górą w tym pojedynku. Spodziewałem się, że spuszczony ze smyczy Hill będzie napierdzielał.

Po walce: yay, Dowson wychodzi. Ostatnimi czasy #nikogo, ale wciąż jest w tym pojedynku Martin, więc warto choćby dla niego to poczytać. Kilka błędów się wkradło, czytało się normalnie, nic ponad niewiadomo jaki stan. Dobry pocisk po Danie od początku XD. To promo też tak średnio siadło. Czasami nie do końca wiadomo o co chodzi, no ale końcówka też taka jak napisałem wyżej z tym „nikogo”. Brawl dosyć, dosyć, żaden nie był wyraźnym faworytem, ale padł Superkick. O kurwa, skąd wyszedł ten Burried Alive Match? XD Martinowi się jakaś wizja przyśniła? To wiadomo, że nie dojdzie do skutku, bo jak na tygodniówce walka z taką stypulacją, kompletnie tego nie widzę. Poza tym konflikt tak naprawdę dopiero się zaczyna, a tu już Burried Alive Match XD to nawet na Heatwave byłoby, według mnie, o wiele za wcześnie. Dziwnie się to czytało i dziwna ta końcówka.

Uszczelka, Butla, Steele i Escobar: butelka wody nie no. To musiała być pomyłka. Już ja tam uwierzę, że gościu ma po prostu wodę w środku. Ach a Zbyniu jeszcze ją wytrąca. Było tak blisko do przejścia na wodę, a tu nic z tego. Uuu pycha wychodzi ze Zbigniewa, nieładnie. Jak się dobrze w tag teamie walczyło, to dupa cicho i gramy do jednej bramki, ale walka o pretendenta i typowe, toksyczne zachowanie ze strony Uszczelki typu „beze mnie byłbyś nikim”. Trochę zdziwko, ma w tych słowach dużo racji, ale jednak też taki mały nóż w plecy, chociaż tutaj raczej chyba użyłbym stwierdzenia „złamanie serca” czy coś. No i w punkt Butla odpowiada. Coś w tym jest. A jednak konkretny rozłam. Szkoda, myślałem, że będą na dobre i na złe, te postacie są wprost idealnie stworzone dla siebie. Chociaż w sumie jeszcze nic straconego. No i Preston nie słucha ojca, a ewidentnie ma rację w tej sytuacji. No ale zaślepiony człowiek szuka w innych pomocy gdy całe życie nie było ojca. Oj przejedzie się biedy Steele na tym wszystkim. A Escobar gra na emocjach jak nikt. Podobały mi się te segmenty, jedne z najjaśniejszych punktów na całym Colosseum.

Coraz lepsze te reklamy. Niewiadomo czy nieznany autor ubolewa, czy cieszy się, że ów kobieta wypłynęła.

Mateusz i Otunga: to z tym theme songiem ciekawe oczko, nawet śmiechem. No psychiczny chłop z tą oliwką, nic innego. Przepraszam, ale to jest już nudne, powtarzalne i nie wnosi nic nowego. Jeszcze dodawanie emotek w speechu, dziwna sprawa. Spoko to wspomnienie o Dereku niemniej no chyba już się wypaliła formuła. I od razu wjeżdża Otunga z przytykiem do AI stosowanego przez Mateusza wcześniej. Od tego też chyba czas zacząć powoli odchodzić, bo już zaczyna być przesyt. Przynajmniej z mojego punktu widzenia. „W każdym bądź razie” to błąd. Poprawnie jest „w każdym razie”. Jedynka, panie sekretarzu. Widać, że już tutaj był brak odpowiedzi ze strony Mateusza i David leci ten segment sam. Wiem coś na ten temat, też robiłem z nim sega i też nieco musiałem poczekać na jego odpowiedź. E, e, e ja Ci dam dziwoląga, nędzny protokolancie! Jeszcze się policzymy XD. No cóż można rzec, zmiażdżenie ze strony Davida w tym segmencie, nie wiem jakie szanse ma Mateusz w najbliższych tygodniach.

Walka 4: również ja pisałem, miłej lektury. Łatwe zwycięstwo Otungi, można się rozejść. Kurde, jakbym wiedział ile się poleje w segmencie oliwki, to bym uwzględnił, że się zawodnicy ślizgają jak po lodowisku.

Wchodzę w drugi post, Jezusie, to jest tak trudne.

Willy Walker: dobrze, że nie Johnny. Tu po raz kolejny moja ignorancja bierze górę, bo znów nic mi nie mówi to imię i nazwisko. „Dano niewidziany” przeze mnie w ogóle nie widziany XD. Pytanie czy to zawodnik czy kolejny z grona bogatych dupków, bo jak coś to już dwóch takich mamy. Czy to raczej ktoś, kto będzie chciał przejąć LPW? Czas pokaże.

Walka 5: tak jak myślałem, Uszczelka tutaj najbardziej pasował na zwycięzcę. Ale jakaż końcówka, Butla się podkłada, masakra. Czyli jednak sojusz pozostaje w mocy. Super. Chociaż to Butla wyciągnął rękę i na pewno nie zostanie to z takim rozstrzygnięciem. Będą panowie bogacze kwestionować jak nic.

Tommy Cash zawsze zajebisty.

Nagranie: a to jest ten gość co wcześniej by zapowiadany, że biega gdzieś i w ogóle? W sumie fajnie, wygląda na zapowiedź kogoś naprawdę dobrego, na dodatek trenera.

ME: no musiał to wygrać Cavazos. Ten The Reaper jest tak potężną postacią, tak jest przynajmniej kreowany, ale od kiedy wrócił to ciągle zbiera bęcki a to na PPV, a to na tygodniówce.

Po walce: oho, psychopata naciera. Kolejny Otunga z sądem. Kurde, czy on ma Zamiar nagrać morderstwo? Bo tak się to zaczyna przynajmniej XD. Uff, jest odsiecz, zabiłby go jak nic. Nie wiem, we wszystkich pojedynkach widzę jakieś stypulacje i tutaj też na Heatwave bym jakiś gimmick match zobaczył. Ryback z Allanem razem będą w izolatce siedzieć zaraz chyba. Będzie face 2 face, już się nie mogę doczekać. Jak nic coś grubszego się szykuje na PPV. Zacieram ręce.

Ogółem: więcej plusów niż minusów. Tak jak przewidywałem w komentarzu do karty, mamy dwa posty, ale cóż. Jakoś trzeba to przełknąć XD. Kilka niedociągnięć było, ale ogólnie bawiłem się nawet dobrze.

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
11.08.2026, 07:31
#8
Earlier This Week - W końcu mamy Steele Seniora. Frank jak na tak surowego ojca na jakiego kreował go Preston wypadł dość zaskakująco. Brzmiał bardziej jakby martwił się o syna i okazywał mu emocje a nie był wypranym z uczuć biznesmenem. Steele wylatuje od razu z emocjonalnym wzwodem. Dziwnie to brzmi jakby to Preston miał problemy ze sobą, a nie ojciec miał go gdzieś. Potem ojciec wyklucza go z firmy no i teraz ja czegoś nie rozumiem. Historia zatoczyła koło, jakby cały ten okres gdzie Preston był cocky się nie wydarzyła. Mówiłem skasować te postać póki był czas bo się burdel zrobił. Gość raz jest face, potem cocky heel i znowu przechodzi w face?

Lopez & Blaze - Jose zaczyna mocno punktując Colosseum, ciężko mu odmówić racji faktycznie ostatnio Colosseum lekko kuleje. Dalej odnosi się do Axela, przyjemna wypowiedź z jego strony. Wow ale Blaze został psychicznie zgnieciony przez Lopeza. Podoba mi się to, pokazuje że pod tą skorupą twardziela i braku uczuć Jose potrafił celnie uderzyć i wytrącić mistrza z równowagi. Jose odbija piłkę wyrażając.. troskę? Podoba mi się jak ten feud jest poprowadzony. Nie jest to oczywista, prosta rywalizacja tylko są tu jakieś motywy - uraz do publiki, czy ambicja mistrza. Mistrz kończy mając naprawdę niezły mętlik w głowie. Chyba pierwszy raz czytam segment z ich udziałem, gdzie uważam że to Lopez wypada tu lepiej. Lopez na końcu pomaga Axelowi w walce i ten pokonuje żywą legendę. Co to się z tym Dowsonem porobiło, smutny widok.

Riddle & Ryback - Kenneth krótko wyjaśnia powód nie pojawienia się w kręgu zainteresowanych głównym mistrzostwem i jego argumentacja do mnie trafia. Mógłby na spokojnie czekać i włączyć sie do walki o pas, ale cały czas podgryza go Ryback. Na końcu zresztą pojawia się Rzeźnik i wyjaśnia Kennetha. Raczej oczywiste staje się to, że Ryback nie pozwoli Riddleowi wygrać pasa i zainterweniuje w walce z Jorge.

Allan Hill - Ale on się zrobił pokorny. Tego bym się nie spodziewał. Widzę próbę ratowania wizerunku RVD bo totalnym zeszmaczeniu go wcześniej i chwała za to. Hill to tykająca bomba i ciekawe czy się powstrzyma czy złamie zasady.

Shikazaki & DiMateo - Podoba mi się postać Shio czytając jego wypowiedzi czuć klimat takiego japończyka. Rzuca konkretne wyzwanie dla Jaya, a myślałem, że rozwiążą to w jednym pojedynku. Przynosi mi to na myśl czasy NWE z tego co kojarzę tam takie pojedynki były często na PPV. O co chodzi z tymi DiMateo? Dlaczego ciśnie Shio od kitajców jak sam jest azjatą z wyglądu tak wynika. Dlaczego skacze tak po tematach w jednej wypowiedzi. Ja już nie wiem jak go mam traktować. To jest postać komediowa tak? Z drugiej strony czytając jego gimmick popaprańca to jest to całkiem dobrze oddane. No cóż tutaj przynajmniej Jay wypadł jakiś podczas gdy z wypowiedzi Japończyka nie wiele ciekawego można było wyciągnąć. Jay wygrywa przez roll up i słusznie zgarnia wygraną plus ten sprytny roll up pasuje do jego charakteru.

Cavazos - Kurde Jorge tu wypada na poszkodowanego i ma rację. Rozumiem jego frustrację i jest to dobrze odtworzone. Rzuca Open Challenge na który odpowiada nie byle kto bo Riddle, a potem go opluwa. Słabo to wypada, rozumiem że nie chcieliście dać przegrać Kennethowi, ale mógł stanąć do tej walki i najwyżej przegrać po odwróceniu uwagi. Sam by nie utracił, a podbudował by mistrza. Zamiana na Fatal 4 Way była mi znana i chyba słuszny wybór. Z drugiej strony można było w ciemno typować zwycięzcę bo jednak Uszczelka, a Steele i Butla to przepaść. Jedynie Escobar mógł mu zagrozić, ale on ma program z Prestonem.

Dowson & Martin - Hill dostaje oklep na otrzeźwienie. Zaraz dojdzie do wniosków, że jak był agresywny to szło mu lepiej. Dan jest Panem Marudą i to się nie zmienia. Ma cięty język, ale ja bym mu dodał ostrości, emocji jakichś bo obecnie jest taki vibe zgryźliwego dziada. Za to od Martina bije od razu aura trolla. Gość męczy dziadka i próbuje go odesłać na emeryturę. W tym segmencie zdecydowanie lepiej wypada Nathan. Na końcu mamy fajne zakończenie ze strony obu panów. Nie spodziewałem się, że wyniknie z tego Buried Alive Match. Jest to zdecydowanie ciekawsze niż zwykły singlowy match. Powinien Martin zakopać Dowsona i Shiro zmienić postać bo obecnie to jak bezczeszczenie zwłok.

Steele & Escobar - Ani nie ziębi, ani nie grzeje. Taka nijaka wstawka. Tutaj zdecydowanie mniej konfliktu między panami w porównaniu z fachowcem i alkusem. A to oni mieli największy zgrzyt ostatnio jednak w Uszczelce musiało coś pęknąć, żeby poszedł dalej stąd i gówno się wylało.

MateuszMW & Otunga - Mateusz zaczyna w swoim stylu, ale to jest pokręcony gość. Podoba mi się połączenie jego postaci jako protegowanego Hallowaya. Chłopski rozum Mateusza pasuje do wiary w teorie Dereka. I ta emotka na końcu no hit. Za to Pan David Otunga wchodzi i swoją powagą równa z ziemią Mateusza. Podoba mi się jak David zachował spokój i w taki właśnie prawniczy sposób punktował rywala. Ogólnie szacun, że chciało mu się cokolwiek pisać patrząc na to, jakiego kasztana wypuścił jego przeciwnik. David inkasuje zwycięstwo, ale to raczej nie powinno nikogo dziwić.

Willy Walker - Kto to w ogóle jest? Ciężko się do tego odnieść nie widząc jego zapisu i opisu gimmicku. Póki co wypada nijak i nie wiele mam na jego temat do powiedzenia. Było to po prostu ok.

Pan Trener - Dziwny segment. Tutaj trochę mroczny klimat. Trenowanie dzieciaków w hangarze, które mu dziękują. Dziwny motyw.

Cavazos vs Reaper - Jorge wygrywa walkę no i tak musiało być. Podbił sobie streak na całkiem niezłym zawodniku w przeszłości, szkoda tylko że nie była to walka z Riddlem.

Ryback - Podoba mi się to z jakim luzem rozpoczyna ten segment. Przy okazji kręci bekę z sądu. O cholera Riddle związany! To musiała być zasadzka. Kenneth nie dałby się ot tak związać Big Guyowi. Jeszcze obity na kwaśne jabłko no nieźle. Czuję się jak za starych, dobrych czasów WWE, że kibicuje Kennyemu i przez to wkurza mnie Ryback. Dobra robota heela. RVD wchodzi na pełnej i tak najwidoczniej trzeba do Rzeźnika bo się mocno zapędza. Fajnie, że jego autorytet GM zostaje odbudowywany. Bardzo mocne zakończenie gali i ratuje to średni poziom ogólny. Na początku miałem myśl, że gala jest średnia. Zresztą to pisałem na czacie, ale ten ostatni segment dobrze podniósł jakość gali, więc ogólnie wychodzi na plus.

Zbyszek Uszczelka
Streak:

8/0/2
Last match:
Zbyszek Uszczelka
def. Preston Steele
Achievements:
1 x
LPW Valor Champion

Cheis Finnegan
Streak:
1/0/2
Last match:
Chris Finnegan
 def. Alistair Fraser Jr
Odpowiedz
Cytuj
Varost
Zawodowiec
11.08.2026, 07:31 #8
Earlier This Week - W końcu mamy Steele Seniora. Frank jak na tak surowego ojca na jakiego kreował go Preston wypadł dość zaskakująco. Brzmiał bardziej jakby martwił się o syna i okazywał mu emocje a nie był wypranym z uczuć biznesmenem. Steele wylatuje od razu z emocjonalnym wzwodem. Dziwnie to brzmi jakby to Preston miał problemy ze sobą, a nie ojciec miał go gdzieś. Potem ojciec wyklucza go z firmy no i teraz ja czegoś nie rozumiem. Historia zatoczyła koło, jakby cały ten okres gdzie Preston był cocky się nie wydarzyła. Mówiłem skasować te postać póki był czas bo się burdel zrobił. Gość raz jest face, potem cocky heel i znowu przechodzi w face?

Lopez & Blaze - Jose zaczyna mocno punktując Colosseum, ciężko mu odmówić racji faktycznie ostatnio Colosseum lekko kuleje. Dalej odnosi się do Axela, przyjemna wypowiedź z jego strony. Wow ale Blaze został psychicznie zgnieciony przez Lopeza. Podoba mi się to, pokazuje że pod tą skorupą twardziela i braku uczuć Jose potrafił celnie uderzyć i wytrącić mistrza z równowagi. Jose odbija piłkę wyrażając.. troskę? Podoba mi się jak ten feud jest poprowadzony. Nie jest to oczywista, prosta rywalizacja tylko są tu jakieś motywy - uraz do publiki, czy ambicja mistrza. Mistrz kończy mając naprawdę niezły mętlik w głowie. Chyba pierwszy raz czytam segment z ich udziałem, gdzie uważam że to Lopez wypada tu lepiej. Lopez na końcu pomaga Axelowi w walce i ten pokonuje żywą legendę. Co to się z tym Dowsonem porobiło, smutny widok.

Riddle & Ryback - Kenneth krótko wyjaśnia powód nie pojawienia się w kręgu zainteresowanych głównym mistrzostwem i jego argumentacja do mnie trafia. Mógłby na spokojnie czekać i włączyć sie do walki o pas, ale cały czas podgryza go Ryback. Na końcu zresztą pojawia się Rzeźnik i wyjaśnia Kennetha. Raczej oczywiste staje się to, że Ryback nie pozwoli Riddleowi wygrać pasa i zainterweniuje w walce z Jorge.

Allan Hill - Ale on się zrobił pokorny. Tego bym się nie spodziewał. Widzę próbę ratowania wizerunku RVD bo totalnym zeszmaczeniu go wcześniej i chwała za to. Hill to tykająca bomba i ciekawe czy się powstrzyma czy złamie zasady.

Shikazaki & DiMateo - Podoba mi się postać Shio czytając jego wypowiedzi czuć klimat takiego japończyka. Rzuca konkretne wyzwanie dla Jaya, a myślałem, że rozwiążą to w jednym pojedynku. Przynosi mi to na myśl czasy NWE z tego co kojarzę tam takie pojedynki były często na PPV. O co chodzi z tymi DiMateo? Dlaczego ciśnie Shio od kitajców jak sam jest azjatą z wyglądu tak wynika. Dlaczego skacze tak po tematach w jednej wypowiedzi. Ja już nie wiem jak go mam traktować. To jest postać komediowa tak? Z drugiej strony czytając jego gimmick popaprańca to jest to całkiem dobrze oddane. No cóż tutaj przynajmniej Jay wypadł jakiś podczas gdy z wypowiedzi Japończyka nie wiele ciekawego można było wyciągnąć. Jay wygrywa przez roll up i słusznie zgarnia wygraną plus ten sprytny roll up pasuje do jego charakteru.

Cavazos - Kurde Jorge tu wypada na poszkodowanego i ma rację. Rozumiem jego frustrację i jest to dobrze odtworzone. Rzuca Open Challenge na który odpowiada nie byle kto bo Riddle, a potem go opluwa. Słabo to wypada, rozumiem że nie chcieliście dać przegrać Kennethowi, ale mógł stanąć do tej walki i najwyżej przegrać po odwróceniu uwagi. Sam by nie utracił, a podbudował by mistrza. Zamiana na Fatal 4 Way była mi znana i chyba słuszny wybór. Z drugiej strony można było w ciemno typować zwycięzcę bo jednak Uszczelka, a Steele i Butla to przepaść. Jedynie Escobar mógł mu zagrozić, ale on ma program z Prestonem.

Dowson & Martin - Hill dostaje oklep na otrzeźwienie. Zaraz dojdzie do wniosków, że jak był agresywny to szło mu lepiej. Dan jest Panem Marudą i to się nie zmienia. Ma cięty język, ale ja bym mu dodał ostrości, emocji jakichś bo obecnie jest taki vibe zgryźliwego dziada. Za to od Martina bije od razu aura trolla. Gość męczy dziadka i próbuje go odesłać na emeryturę. W tym segmencie zdecydowanie lepiej wypada Nathan. Na końcu mamy fajne zakończenie ze strony obu panów. Nie spodziewałem się, że wyniknie z tego Buried Alive Match. Jest to zdecydowanie ciekawsze niż zwykły singlowy match. Powinien Martin zakopać Dowsona i Shiro zmienić postać bo obecnie to jak bezczeszczenie zwłok.

Steele & Escobar - Ani nie ziębi, ani nie grzeje. Taka nijaka wstawka. Tutaj zdecydowanie mniej konfliktu między panami w porównaniu z fachowcem i alkusem. A to oni mieli największy zgrzyt ostatnio jednak w Uszczelce musiało coś pęknąć, żeby poszedł dalej stąd i gówno się wylało.

MateuszMW & Otunga - Mateusz zaczyna w swoim stylu, ale to jest pokręcony gość. Podoba mi się połączenie jego postaci jako protegowanego Hallowaya. Chłopski rozum Mateusza pasuje do wiary w teorie Dereka. I ta emotka na końcu no hit. Za to Pan David Otunga wchodzi i swoją powagą równa z ziemią Mateusza. Podoba mi się jak David zachował spokój i w taki właśnie prawniczy sposób punktował rywala. Ogólnie szacun, że chciało mu się cokolwiek pisać patrząc na to, jakiego kasztana wypuścił jego przeciwnik. David inkasuje zwycięstwo, ale to raczej nie powinno nikogo dziwić.

Willy Walker - Kto to w ogóle jest? Ciężko się do tego odnieść nie widząc jego zapisu i opisu gimmicku. Póki co wypada nijak i nie wiele mam na jego temat do powiedzenia. Było to po prostu ok.

Pan Trener - Dziwny segment. Tutaj trochę mroczny klimat. Trenowanie dzieciaków w hangarze, które mu dziękują. Dziwny motyw.

Cavazos vs Reaper - Jorge wygrywa walkę no i tak musiało być. Podbił sobie streak na całkiem niezłym zawodniku w przeszłości, szkoda tylko że nie była to walka z Riddlem.

Ryback - Podoba mi się to z jakim luzem rozpoczyna ten segment. Przy okazji kręci bekę z sądu. O cholera Riddle związany! To musiała być zasadzka. Kenneth nie dałby się ot tak związać Big Guyowi. Jeszcze obity na kwaśne jabłko no nieźle. Czuję się jak za starych, dobrych czasów WWE, że kibicuje Kennyemu i przez to wkurza mnie Ryback. Dobra robota heela. RVD wchodzi na pełnej i tak najwidoczniej trzeba do Rzeźnika bo się mocno zapędza. Fajnie, że jego autorytet GM zostaje odbudowywany. Bardzo mocne zakończenie gali i ratuje to średni poziom ogólny. Na początku miałem myśl, że gala jest średnia. Zresztą to pisałem na czacie, ale ten ostatni segment dobrze podniósł jakość gali, więc ogólnie wychodzi na plus.

Zbyszek Uszczelka
Streak:

8/0/2
Last match:
Zbyszek Uszczelka
def. Preston Steele
Achievements:
1 x
LPW Valor Champion

Cheis Finnegan
Streak:
1/0/2
Last match:
Chris Finnegan
 def. Alistair Fraser Jr
Odpowiedz
Cytuj
13.08.2026, 17:06
#9
Trzeba skomentować, tym bardziej że na razie bieda z tym.

Co do segmentu Steele'ów, pomysł mój, ojca pisałem ja, co do kwestii samego Prestona raczej nie ma tu się zbytnio nad czym rozwodzić. Po prostu Preston powiedział to, co miał powiedzieć. Odniosę się do komentarza Game'a - to nie jest impulsywna decyzja. Ojciec wezwał go po to, by przekazać mu właśnie takie wieści - ze odcina go od kasy, po prostu Preston przerwał mu wywód. My bad, jeśli to nie wybrzmiało właściwie.

Bardzo porządna wypowiedź ze strony Lopeza. Wyjątkowo zadowolony jak na kogoś, kto dopiero co dostał wpierdol, ale w sumie co innego może wkurwić Blaze'a bardziej, niż takie pokazanie, że ten cały jego atak w ogóle nie zrobił na tobie wrażenia? Blaze oczywiście odpowiada z sensem, chociaż jak dla mnie mógł tu nawet mocniej wjechać. "tutaj przyszła weryfikacja" - no właśnie nie do końca przyszła. Póki co Lopez dalej jest niepokonany i cały czas robi co chce. Domyślam się, że ten wpierdol z Elysium ma stanowić tę weryfikację, chociaż jak dla mnie to trochę za mało jeszcze. Widzę, że dał się wciągnąć w te gierki. Ogólnie ta wymiana zdań wypada bardzo korzystnie dla Lopeza. I nie chodzi tu o to, że Blaze odstaje, tylko determinuje to booking. No chyba że Blaze też gra, żeby Lopezowi ego jeszcze bardziej wyjebało, w sumie to nawet możliwe. Wiadomo, że Blaze będzie się trzymać blisko z fanami, także te próby poróżnienia go z publiką nie mają prawa się udać, ale z perspektywy heela jak najbardziej taka próba ma sens. No i mistrz też próbuje wejść do głowy rywalowi, ale póki co jest krok w tyle. Długi ten segment, ale dobry. W zasadzie my tu nie musimy zbytnio ingerować, panowie mają obmyślane kolejne kroki w tym story i wychodzi to bardzo smacznie, także wpływ CT może być ograniczony.

Co do walki, Remik ją rozpisywał, a Rysiu z tego co wiem zbytnio nie interweniował, także zakładam że przebieg jest zgodny z oczekiwaniami chłopaków. Zakończenie mocno pod story. Czy to było potrzebne w tym feudzie? Sam nie wiem, Lopez i tak ma w tej chwili przewagę psychologiczną. Może chciał jeszcze bardziej podminować Blaze'a, że niby ten nie umie wygrać nawet z Dowsonem bez jego pomocy. W sumie samemu Danowi takie rozwiązanie się przyda. Może teraz przestaniecie pisać, że Dowson to jobber, bo zremisował z Mateuszkiem. Tamta walka też była rozwiązana pod story.

Riddle miał być krótko i jest krótko. Ładnie wykorzystany czyjś komentarz pod ostatnią galą. Możecie polemizować, ale wg mnie to wszystko może mieć sens z jego perspektywy. Dobrze wiedział, co robi, rozwalając kolano Rybacka drzwiami - miał prawo pomyśleć, że Ryback nie zjawi się chociaż na jednym show. Co do Cavazosa, mógł potraktować tę sprawę jako swego rodzaju side quest - mocny, wymagający rywal, który w dodatku dzierży mistrzostwo, można się sprawdzić, nie zapominając przy tym o głównych wątkach. No ale Ryback okazał się jeszcze bardziej zdesperowany i nawet kontuzja go nie zatrzymała. Z tymi chair shotami na łeb to ja polecam ostrożne dawkowanie. Wypowiedzi nie ma co oceniać, bo segment był po to, żeby pchnąć fabułę o krok dalej.

Hill dostał segment, którego moim zdaniem brakowało w tym programie. Jakakolwiek refleksja była tu wskazana. Co prawda powinien użyć mózgu już podczas rozprawy, bo tam wyszedł jak totalny idiota, ale lepiej późno, niż wcale. Równie dobrze może to być jedynie próba zamydlenia oczu RVD, ale czy tak jest, to ja wam nie powiem.

Sakazaki i już na dzień dobry mam zgrzyt. Skoro przedstawia się po japońsku, to pierwsze powinien powiedzieć nazwisko, a nie imię. Strasznie go boli to, że został nazwany pajacem. Najpierw na backstage się rozgadał, teraz jeszcze przyszedł smęcić do ringu. No nie pasuje mi to, że to akurat on zaproponował to Best of 5. Nie dojebałem się do tego na etapie planowania, a może powinienem. Już prędzej DiMateo mógłby coś takiego zaproponować, na zasadzie "a wpierdolę ci 5 razy cieniasie, jak masz honor to przyjmij wyzwanie". Ze strony Sakazakiego więcej sensu miałaby jedna walka, nauczenie go rozumu i elo. Sama wypowiedź poza tym jednym faktem raczej poprawna, chociaż ja polecam nadać jakąś głębię tej postaci, bo sam fakt bycia honorowym wojownikiem to trochę mało jest.

DiMateo jest znacznie bardziej wyrazistą postacią od Sakazakiego i może w tym jest jego siła. No nie do końca on się wpieprzył, sam go nazwałeś pajacem, miał prawo zareagować XD ale już dobra tam. Dużo ta postać traci w moich oczach przez to, jak skrajnie ordynarnie się wypowiada. Jak już wydaje ci się, że go pochwalisz za sensowną argumentację, to musi zapierdolić takim tekstem, od którego się odechciewa czytania. "o tym, że chce sławy, tymczasem to TY DZWONISZ" - no tu akurat rację przyznaję, bo okej, dojebał się do nazwania go pajacem, ale potem go poniosło, źle to rozegrał. Najpierw sprzedaje jakąś swoją historyjkę, a później jeszcze z niczego proponuje tę rywalizację. No brzmi jak atencjusz, nie powiecie że nie. Teraz widzę, że za mało uwagi poświęciliśmy temu segmentowi, żeby wyszedł tak jak należy. To Jay powinien był wyjść z inicjatywą Best of 5. Mimo, że jest prymitywny, to wypadł lepiej od rywala.

Ja nie chcę za bardzo przypierdalać się do segmentu w biurze, bo wiadomo, że tu jest niewielkie pole do popisu, no ale kurwa, jakieś minimalne zaangażowanie by się przydało. Kwestie Cavazosa wyglądają tak, jakby zostały napisane na odpierdol. Szczególnie ta druga z tym czterokrotnym powtórzeniem słowa "pojedynek". "Szkoda, że Kenny nie będzie mógł zawalczyć, to zawsze coś wielkiego móc zmierzyć się z taką żywą legendą, ale Reaper też nie jest kimś przypadkowym. Też miał swoje sukcesy i to będzie na pewno fajny pojedynek. Mam nadzieję, że jemu się przynajmniej nic nie stanie i ten pojedynek dojdzie do skutku." - to bez kitu wygląda, jakby zostało żywcem wyjęte z AI XD i to jakiegoś niezbyt wyszukanego. Wiadomo, że taki segment nie stoi na równi ze speechem Jorge z poprzedniej gali, ale na pewno nawet z tego dało się wycisnąć coś lepszego. Po co sobie psuć dobry odbiór postaci? Jeszcze co do samych decyzji RVD - 4-Way oczywiście był zaplanowany wcześniej, wpisaliśmy go jako TT Match dlatego, że z tamtej perspektywy walka drużynowa miała dużo więcej sensu. Jeśli chodzi o Reapera - no jest trochę z dupy, to przyznaję. Początkowo myślałem, że w ogóle nie zrobimy tej walki zastępczej, ale pojawił się gdzieś ten wątek Reapera i ostatecznie został. To był najbardziej sensowny z dostępnych kandydatów, równie dobrze walki mogłoby nie być, ale tak to chociaż Cavazos został podbudowany (i przy okazji zanotował obronę mistrzostwa na tygodniówce, pozdro Michał).

Martin wygrywa z Hillem. Jak dla mnie ten BS tutaj był kompletnie bez sensu, lepsze by było jakieś rozwiązanie fabularne, albo w ogóle brak tej walki. Dowson...no był. Przynajmniej się odezwał. Zawsze to jakaś odmiana. Mamy świadomość, że ten program wygląda mało okazale, sami chętnie zabookowalibyśmy tu coś ciekawszego, no ale jest jak jest i z czegoś trzeba było lepić. Martin w zasadzie może powiedzieć cokolwiek, a i tak będzie wygranym. Z tym esperanto nawet śmieszne. No co, wypunktował praktycznie wszystko, co mógł. Do tej pory brakowało mi takiej faktycznie dobrej przemowy z jego strony. Tutaj taka jest. Może i Dowson to łatwy cel, ale w taki też trzeba umieć trafić. Buried Alive - grubo, ale skoro oni nie potrafią wytrzymać 5 minut bez napierdalania się, to trzeba to skończyć czymś grubym. I kolejne "Colloseum", ja pierdole. Jeszcze "Burried" się trafiło. Mam nadzieję, że jednak będą próbowali zakopać się w ziemi, a nie jeść burrito.

Uszczelka - o chuj ci chodzi? Dostałeś walkę o pretendenta i jeszcze beczysz XD w którymś momencie musiał mieć dość tego Butli, to akurat nie powinno dziwić. Butla wymyślił jakąś historyjkę, ale w sumie czy on nie był z tego znany? No w każdym razie coś będzie trzeba zrobić z tą postacią, żeby mogła jakkolwiek dalej egzystować, a wiem, że plany na to już powstały. Spoko, że pojawił się jakiś potencjalny konflikt.

Bogacze (znaczy Steele w sumie już nie taki bogaty XD) ostatnio się kłócili, to teraz dla odmiany znowu się godzą. Jakby ktoś pytał, to tak miało być. Czemu tu jest raz czas przeszły przy opisywaniu, a raz teraźniejszy? Proszę tak nie robić. Zawsze mnie mierziło, jak ktoś pisał "title shot", to w ogóle jest dopuszczalne w ramach kayfabe? Zresztą wrestler nie powinien też mówić "pas Valor", tylko z szacunkiem o mistrzostwie. Więcej uwag nie mam, treść jest taka jaka miała być.

Dobra, to był ostatni raz, kiedy ten koleś dostał mikrofon do łapy. Nie znajduję żadnej różnicy między tym speechem a losową kwestią jobbera napisaną w 5 minut przez dowolnego członka CT. O współpracy (a raczej jej braku) z innymi osobami zdaje się już wszystko zostało powiedziane.

Otunga - ok, jest wzmianka o AI, czyli Carni nie ma monopolu na odniesienia forumowe. "W każdym bądź razie" - niby taki wykształcony, a takie babole sadzi. No miałem nadzieję, że ostrzej z nim pojedzie. Powinien go zgasić jak peta i nie zostawić na nim suchej nitki, a nie wdawać się w polemikę. Zabrakło mi tu jakiejś charyzmy większej. Poprawne i tyle.

Willy Walker to ten, co najpierw został dodany na krzywy ryj do walki o pas, a potem przegrał i zachlał mordę? Ciekawe czego tutaj chce. Z tego segmentu niewiele wynika, ale chyba dalej jest wkurwiony.

Co do zakończenia walki - kontrowersyjne, części z was może się nie spodobać. Ale czy w rzeczywistości tak by nie było? Butla dostał opiernicz w szatni, więc postanowił wyciągnąć rękę na zgodę. Statusu Uszczelki to nie zmienia, bo i tak wiemy już, że z Butlą potrafi wygrać (Colosseum #1), a do starcia przeciwko Cavazosowi tak czy siak będzie przystępował w roli underdoga.

Jakaś tajemnicza postać, pewnie ta sama co na poprzedniej gali. Koleś jest trenerem? No to pewnie Tomasz Hajto dostał nową robotę po odesłaniu ze stolika. Wiemy przecież, że trenerem jest świetnym (pozdrowienia dla wszystkich kibiców GKS-u Tychy). A tak poważnie, no okej winieta. W dalszym ciągu niewiele wiadomo o tej postaci. Co prawda nigdy nie słyszałem o treningach wrestlingu dla dzieci w wieku 7 lat, ale może faktycznie coś takiego istnieje.

Cavazos wygrał. Teraz to już konkretnie jest podbudowany. Myślę, że było mu to potrzebne, bo okres do pierwszego PPV miał niezbyt imponujący. Potem już było lepiej, zbudowało go zdobycie mistrzostwa oraz cały jego występ w tamtej walce, a potem wygrana z dwoma mocnymi rywalami. Dobrze jest mieć mocnych mistrzów. Niech tylko dowozi z segmentami, oby już się nie powtórzył taki jak na tej gali.

No i wisienka na torcie. Powiem tak zupełnie szczerze - ta wersja Rybacka, jaką tu widzicie, to i tak jest wersja złagodzona. Pierwotnie tu miało być jeszcze grubiej. Generalnie Bryx zrobił wszystko to, o co go prosiliśmy, ale ostatecznie zreflektowaliśmy się co do końcówki, która początkowo była zbyt odklejona. Ryback ma tam te swoje racje, da się go kupić jako takiego psychopatę. Lepiej mu bez tych głupich komediowych tekstów. Jeśli chodzi o RVD, to przyznaję, nie przemyśleliśmy tego wystarczająco. Tak się skupiliśmy na Rybacku w tym segmencie, że nie zastanowiliśmy się porządnie nad tym, co GM ma powiedzieć. Tak czy siak do walki trzeba było doprowadzić, ale rozegrał to w nielogiczny sposób. Myślę, że wystarczyłoby, gdyby kazał ochroniarzom po prostu tego Rybacka wyprowadzić, a kwestię walki by się dogadało na kolejnej gali.

Dotarłem do końca, łatwo nie było. Skoro sam się czepiam, będąc w CT, to znaczy, że do ideału daleko. Przyznaję, że niektóre pomysły tutaj nie powinny być dopuszczone. Jeśli chodzi o samą jakość, to niektóre rzeczy również mogły (a nawet powinny) wyglądać lepiej. Na szczęście trochę tych lepszych również się tu znalazło, ostatecznie gala w mojej opinii trochę lepsza od poprzedniej.
Odpowiedz
Cytuj
Raptor
Moderatorzy
13.08.2026, 17:06 #9
Trzeba skomentować, tym bardziej że na razie bieda z tym.

Co do segmentu Steele'ów, pomysł mój, ojca pisałem ja, co do kwestii samego Prestona raczej nie ma tu się zbytnio nad czym rozwodzić. Po prostu Preston powiedział to, co miał powiedzieć. Odniosę się do komentarza Game'a - to nie jest impulsywna decyzja. Ojciec wezwał go po to, by przekazać mu właśnie takie wieści - ze odcina go od kasy, po prostu Preston przerwał mu wywód. My bad, jeśli to nie wybrzmiało właściwie.

Bardzo porządna wypowiedź ze strony Lopeza. Wyjątkowo zadowolony jak na kogoś, kto dopiero co dostał wpierdol, ale w sumie co innego może wkurwić Blaze'a bardziej, niż takie pokazanie, że ten cały jego atak w ogóle nie zrobił na tobie wrażenia? Blaze oczywiście odpowiada z sensem, chociaż jak dla mnie mógł tu nawet mocniej wjechać. "tutaj przyszła weryfikacja" - no właśnie nie do końca przyszła. Póki co Lopez dalej jest niepokonany i cały czas robi co chce. Domyślam się, że ten wpierdol z Elysium ma stanowić tę weryfikację, chociaż jak dla mnie to trochę za mało jeszcze. Widzę, że dał się wciągnąć w te gierki. Ogólnie ta wymiana zdań wypada bardzo korzystnie dla Lopeza. I nie chodzi tu o to, że Blaze odstaje, tylko determinuje to booking. No chyba że Blaze też gra, żeby Lopezowi ego jeszcze bardziej wyjebało, w sumie to nawet możliwe. Wiadomo, że Blaze będzie się trzymać blisko z fanami, także te próby poróżnienia go z publiką nie mają prawa się udać, ale z perspektywy heela jak najbardziej taka próba ma sens. No i mistrz też próbuje wejść do głowy rywalowi, ale póki co jest krok w tyle. Długi ten segment, ale dobry. W zasadzie my tu nie musimy zbytnio ingerować, panowie mają obmyślane kolejne kroki w tym story i wychodzi to bardzo smacznie, także wpływ CT może być ograniczony.

Co do walki, Remik ją rozpisywał, a Rysiu z tego co wiem zbytnio nie interweniował, także zakładam że przebieg jest zgodny z oczekiwaniami chłopaków. Zakończenie mocno pod story. Czy to było potrzebne w tym feudzie? Sam nie wiem, Lopez i tak ma w tej chwili przewagę psychologiczną. Może chciał jeszcze bardziej podminować Blaze'a, że niby ten nie umie wygrać nawet z Dowsonem bez jego pomocy. W sumie samemu Danowi takie rozwiązanie się przyda. Może teraz przestaniecie pisać, że Dowson to jobber, bo zremisował z Mateuszkiem. Tamta walka też była rozwiązana pod story.

Riddle miał być krótko i jest krótko. Ładnie wykorzystany czyjś komentarz pod ostatnią galą. Możecie polemizować, ale wg mnie to wszystko może mieć sens z jego perspektywy. Dobrze wiedział, co robi, rozwalając kolano Rybacka drzwiami - miał prawo pomyśleć, że Ryback nie zjawi się chociaż na jednym show. Co do Cavazosa, mógł potraktować tę sprawę jako swego rodzaju side quest - mocny, wymagający rywal, który w dodatku dzierży mistrzostwo, można się sprawdzić, nie zapominając przy tym o głównych wątkach. No ale Ryback okazał się jeszcze bardziej zdesperowany i nawet kontuzja go nie zatrzymała. Z tymi chair shotami na łeb to ja polecam ostrożne dawkowanie. Wypowiedzi nie ma co oceniać, bo segment był po to, żeby pchnąć fabułę o krok dalej.

Hill dostał segment, którego moim zdaniem brakowało w tym programie. Jakakolwiek refleksja była tu wskazana. Co prawda powinien użyć mózgu już podczas rozprawy, bo tam wyszedł jak totalny idiota, ale lepiej późno, niż wcale. Równie dobrze może to być jedynie próba zamydlenia oczu RVD, ale czy tak jest, to ja wam nie powiem.

Sakazaki i już na dzień dobry mam zgrzyt. Skoro przedstawia się po japońsku, to pierwsze powinien powiedzieć nazwisko, a nie imię. Strasznie go boli to, że został nazwany pajacem. Najpierw na backstage się rozgadał, teraz jeszcze przyszedł smęcić do ringu. No nie pasuje mi to, że to akurat on zaproponował to Best of 5. Nie dojebałem się do tego na etapie planowania, a może powinienem. Już prędzej DiMateo mógłby coś takiego zaproponować, na zasadzie "a wpierdolę ci 5 razy cieniasie, jak masz honor to przyjmij wyzwanie". Ze strony Sakazakiego więcej sensu miałaby jedna walka, nauczenie go rozumu i elo. Sama wypowiedź poza tym jednym faktem raczej poprawna, chociaż ja polecam nadać jakąś głębię tej postaci, bo sam fakt bycia honorowym wojownikiem to trochę mało jest.

DiMateo jest znacznie bardziej wyrazistą postacią od Sakazakiego i może w tym jest jego siła. No nie do końca on się wpieprzył, sam go nazwałeś pajacem, miał prawo zareagować XD ale już dobra tam. Dużo ta postać traci w moich oczach przez to, jak skrajnie ordynarnie się wypowiada. Jak już wydaje ci się, że go pochwalisz za sensowną argumentację, to musi zapierdolić takim tekstem, od którego się odechciewa czytania. "o tym, że chce sławy, tymczasem to TY DZWONISZ" - no tu akurat rację przyznaję, bo okej, dojebał się do nazwania go pajacem, ale potem go poniosło, źle to rozegrał. Najpierw sprzedaje jakąś swoją historyjkę, a później jeszcze z niczego proponuje tę rywalizację. No brzmi jak atencjusz, nie powiecie że nie. Teraz widzę, że za mało uwagi poświęciliśmy temu segmentowi, żeby wyszedł tak jak należy. To Jay powinien był wyjść z inicjatywą Best of 5. Mimo, że jest prymitywny, to wypadł lepiej od rywala.

Ja nie chcę za bardzo przypierdalać się do segmentu w biurze, bo wiadomo, że tu jest niewielkie pole do popisu, no ale kurwa, jakieś minimalne zaangażowanie by się przydało. Kwestie Cavazosa wyglądają tak, jakby zostały napisane na odpierdol. Szczególnie ta druga z tym czterokrotnym powtórzeniem słowa "pojedynek". "Szkoda, że Kenny nie będzie mógł zawalczyć, to zawsze coś wielkiego móc zmierzyć się z taką żywą legendą, ale Reaper też nie jest kimś przypadkowym. Też miał swoje sukcesy i to będzie na pewno fajny pojedynek. Mam nadzieję, że jemu się przynajmniej nic nie stanie i ten pojedynek dojdzie do skutku." - to bez kitu wygląda, jakby zostało żywcem wyjęte z AI XD i to jakiegoś niezbyt wyszukanego. Wiadomo, że taki segment nie stoi na równi ze speechem Jorge z poprzedniej gali, ale na pewno nawet z tego dało się wycisnąć coś lepszego. Po co sobie psuć dobry odbiór postaci? Jeszcze co do samych decyzji RVD - 4-Way oczywiście był zaplanowany wcześniej, wpisaliśmy go jako TT Match dlatego, że z tamtej perspektywy walka drużynowa miała dużo więcej sensu. Jeśli chodzi o Reapera - no jest trochę z dupy, to przyznaję. Początkowo myślałem, że w ogóle nie zrobimy tej walki zastępczej, ale pojawił się gdzieś ten wątek Reapera i ostatecznie został. To był najbardziej sensowny z dostępnych kandydatów, równie dobrze walki mogłoby nie być, ale tak to chociaż Cavazos został podbudowany (i przy okazji zanotował obronę mistrzostwa na tygodniówce, pozdro Michał).

Martin wygrywa z Hillem. Jak dla mnie ten BS tutaj był kompletnie bez sensu, lepsze by było jakieś rozwiązanie fabularne, albo w ogóle brak tej walki. Dowson...no był. Przynajmniej się odezwał. Zawsze to jakaś odmiana. Mamy świadomość, że ten program wygląda mało okazale, sami chętnie zabookowalibyśmy tu coś ciekawszego, no ale jest jak jest i z czegoś trzeba było lepić. Martin w zasadzie może powiedzieć cokolwiek, a i tak będzie wygranym. Z tym esperanto nawet śmieszne. No co, wypunktował praktycznie wszystko, co mógł. Do tej pory brakowało mi takiej faktycznie dobrej przemowy z jego strony. Tutaj taka jest. Może i Dowson to łatwy cel, ale w taki też trzeba umieć trafić. Buried Alive - grubo, ale skoro oni nie potrafią wytrzymać 5 minut bez napierdalania się, to trzeba to skończyć czymś grubym. I kolejne "Colloseum", ja pierdole. Jeszcze "Burried" się trafiło. Mam nadzieję, że jednak będą próbowali zakopać się w ziemi, a nie jeść burrito.

Uszczelka - o chuj ci chodzi? Dostałeś walkę o pretendenta i jeszcze beczysz XD w którymś momencie musiał mieć dość tego Butli, to akurat nie powinno dziwić. Butla wymyślił jakąś historyjkę, ale w sumie czy on nie był z tego znany? No w każdym razie coś będzie trzeba zrobić z tą postacią, żeby mogła jakkolwiek dalej egzystować, a wiem, że plany na to już powstały. Spoko, że pojawił się jakiś potencjalny konflikt.

Bogacze (znaczy Steele w sumie już nie taki bogaty XD) ostatnio się kłócili, to teraz dla odmiany znowu się godzą. Jakby ktoś pytał, to tak miało być. Czemu tu jest raz czas przeszły przy opisywaniu, a raz teraźniejszy? Proszę tak nie robić. Zawsze mnie mierziło, jak ktoś pisał "title shot", to w ogóle jest dopuszczalne w ramach kayfabe? Zresztą wrestler nie powinien też mówić "pas Valor", tylko z szacunkiem o mistrzostwie. Więcej uwag nie mam, treść jest taka jaka miała być.

Dobra, to był ostatni raz, kiedy ten koleś dostał mikrofon do łapy. Nie znajduję żadnej różnicy między tym speechem a losową kwestią jobbera napisaną w 5 minut przez dowolnego członka CT. O współpracy (a raczej jej braku) z innymi osobami zdaje się już wszystko zostało powiedziane.

Otunga - ok, jest wzmianka o AI, czyli Carni nie ma monopolu na odniesienia forumowe. "W każdym bądź razie" - niby taki wykształcony, a takie babole sadzi. No miałem nadzieję, że ostrzej z nim pojedzie. Powinien go zgasić jak peta i nie zostawić na nim suchej nitki, a nie wdawać się w polemikę. Zabrakło mi tu jakiejś charyzmy większej. Poprawne i tyle.

Willy Walker to ten, co najpierw został dodany na krzywy ryj do walki o pas, a potem przegrał i zachlał mordę? Ciekawe czego tutaj chce. Z tego segmentu niewiele wynika, ale chyba dalej jest wkurwiony.

Co do zakończenia walki - kontrowersyjne, części z was może się nie spodobać. Ale czy w rzeczywistości tak by nie było? Butla dostał opiernicz w szatni, więc postanowił wyciągnąć rękę na zgodę. Statusu Uszczelki to nie zmienia, bo i tak wiemy już, że z Butlą potrafi wygrać (Colosseum #1), a do starcia przeciwko Cavazosowi tak czy siak będzie przystępował w roli underdoga.

Jakaś tajemnicza postać, pewnie ta sama co na poprzedniej gali. Koleś jest trenerem? No to pewnie Tomasz Hajto dostał nową robotę po odesłaniu ze stolika. Wiemy przecież, że trenerem jest świetnym (pozdrowienia dla wszystkich kibiców GKS-u Tychy). A tak poważnie, no okej winieta. W dalszym ciągu niewiele wiadomo o tej postaci. Co prawda nigdy nie słyszałem o treningach wrestlingu dla dzieci w wieku 7 lat, ale może faktycznie coś takiego istnieje.

Cavazos wygrał. Teraz to już konkretnie jest podbudowany. Myślę, że było mu to potrzebne, bo okres do pierwszego PPV miał niezbyt imponujący. Potem już było lepiej, zbudowało go zdobycie mistrzostwa oraz cały jego występ w tamtej walce, a potem wygrana z dwoma mocnymi rywalami. Dobrze jest mieć mocnych mistrzów. Niech tylko dowozi z segmentami, oby już się nie powtórzył taki jak na tej gali.

No i wisienka na torcie. Powiem tak zupełnie szczerze - ta wersja Rybacka, jaką tu widzicie, to i tak jest wersja złagodzona. Pierwotnie tu miało być jeszcze grubiej. Generalnie Bryx zrobił wszystko to, o co go prosiliśmy, ale ostatecznie zreflektowaliśmy się co do końcówki, która początkowo była zbyt odklejona. Ryback ma tam te swoje racje, da się go kupić jako takiego psychopatę. Lepiej mu bez tych głupich komediowych tekstów. Jeśli chodzi o RVD, to przyznaję, nie przemyśleliśmy tego wystarczająco. Tak się skupiliśmy na Rybacku w tym segmencie, że nie zastanowiliśmy się porządnie nad tym, co GM ma powiedzieć. Tak czy siak do walki trzeba było doprowadzić, ale rozegrał to w nielogiczny sposób. Myślę, że wystarczyłoby, gdyby kazał ochroniarzom po prostu tego Rybacka wyprowadzić, a kwestię walki by się dogadało na kolejnej gali.

Dotarłem do końca, łatwo nie było. Skoro sam się czepiam, będąc w CT, to znaczy, że do ideału daleko. Przyznaję, że niektóre pomysły tutaj nie powinny być dopuszczone. Jeśli chodzi o samą jakość, to niektóre rzeczy również mogły (a nawet powinny) wyglądać lepiej. Na szczęście trochę tych lepszych również się tu znalazło, ostatecznie gala w mojej opinii trochę lepsza od poprzedniej.
Odpowiedz
Cytuj
14.08.2026, 00:33
#10
ETW - uuuu, no i mocny akcencik. Nie spodziewałem się, że zobaczymy ojca Prestona w LPW, ale muszę przyznać, że jestem z tego bardzo zadowolony. Bo to daje tyle możliwości - może być tak, że stary się okaże taką straszną kurwą, jak go opisywał Preston od początku i mamy uwiarygodnienie jego motywów. Jak się taką kurwą okaże to może nawet zostać ich managerem, nawet poduczać ich biznesu. Może się też okazać, że jest totalnie spoko gościem i to pokaże jeszcze większą hipokryzję Prestona i podbije jego heel turn, pokaże, że był zły od początku. No ale dobra, do mięsa. Fajna ta wypowiedź ojczulka, czuć od niego ciepło, troskę, widać, że on nie robi na złość synowi, tylko chce go czegoś nauczyć, że chce dla niego dobrze. Preston oczywiście dwulicowa żmija, od razu pluje jadem i widać, że on tutaj jest takim rozpuszczonym dzieciakiem, który miał mega dobrze, ale jak ktoś mu powiedział nie, to odbierał to jako koniec świata i życie w reżimie, wszyscy są przeciwko niemu itd. No i stary bez kitu, robi dokładnie to, czego od samego początku chciał Preston, mówi to w bardzo przystępny, kulturalny sposób, no a i tak jest źle. Preston i tak niezadowolony, że dostał to czego chciał. Ależ to jest niewdzięczna pinda. Swoją drogą, ten Preston serio dobry. Żyje za hajs ojca z jego karty, żyje za darmo w jego apartamencie, a i tak opowiada jaki to stary zły i niedobry. Czyli co, on chciał stworzyć SWOJE DZIEDZICTWO, żyjąc na garnuszku ojca? Cudownie gimmickowa, bananowa hipokryzja. Bardzo przyjemny segmencik na start.

Brak komentatorów - No i bardzo przyjemnie zaczynamy galę, od razu poziom idzie do góry i zaraz przyjemniej się robi. Duży plus, duży plus. Oby trend się utrzymał.

Opener Segment - Bardzo fajnie tutaj Lopez wypadł, jak to dostałem to mimo tego, że wszystko elegancko było ustalone, to i tak się poczułem podstawiony pod ścianą. Musiałem się mocno spiąć, ale i tak czuję, że nie doskoczyłem jakością wypowiedzi. Mega propsy dla Carniego. Mimo, że Blaze mocno zepchnięty do defensywy to jestem zadowolony z całości. Myślę, że dobrze przemyśleliśmy sobie to story i co chcemy osiągnąć. Przy okazji jak trzeba prowadzić program na obu tygodniówkach i masz łącznie 8 gal od PPV do PPV to imo jest trochę za dużo, bo bardzo ciężko jest trzymać odpowiednią temperaturę feudu i trzeba tym sensownie żonglować, a uważam to za bardzo trudne. Dlatego teraz postanowiliśmy, że skoro obaj dali sobie w mordę, to ciśnienie mogło zejść i możemy zagrać inaczej. Jeśli chodzi o walkę to uważam, że nie powinna się wydarzyć. Dowson jest w takiej pozycji, że nie powinien nawet móc spojrzeć na Blaze'a, a gdzie do samej walki. Sytuacja po walce to była ingerencja z CT, tzn. była instrukcja, że miało się wydarzyć coś zupełnie innego, ale zgodnie z Carnim uznaliśmy, że jest to niedopuszczalne, bo totalnie przeczy całej narracji story i zmieniliśmy to w ten sposób. Skoro Lopez koniecznie miał być przy ringu i pokazać się przy końcówce walki to wybraliśmy takie rozwiązanie. Ale imo to w ogóle nie było potrzebne, tak samo jak walka z Dowsonem.

Wywiad - nie wiem kto pisał Renee, ale co ona pierdoli? Ona jest zaskoczona reakcją Riddle'a? A co on miał zrobić? Ryback się wkrada na teren jego chaty, kradnie dzieciom zabawki, grozi, że coś im utnie, ale no Kenny przecież powinien grzecznie powiedzieć, że po prostu podejmie go na PPV, tylko proszę honorowo nie zbliżać się do moich dzieci? I jeszcze takie pytanie z dupy, żeby opowiedział o napięciu. Nie no, Renee to po wojaku xD O, no i bardzo ładnie Riddle jej odpowiada, po co o tym opowiadać? Bardzo sensownie Kenny, bardzo. O, ale druga wypowiedź Riddle'a ciekawa, zwłaszcza jak się czytało posty na BS. Jeszcze niedawno cisnął Blaze'a, że się otwiera nowy brand, tam będzie mógł powalczyć o mniej ważny pas, bo główny pas to dla niego za dużo i może trzeba mierzyć niżej, a teraz sam się zgłasza do tego mnie ważnego pasa na Colosseum i mówi, żeby tak tego nie odbierać. Ciekawe, bardzo ciekawe. Ładnie po fejsowemu pompuje Jorge, tak się powinno robić przy walkach, bez względu na wynik obaj na tym zyskują. Klasa. Jak na wywiad to nawet nieźle, segment na plusik. A potem mamy atak Rybacka, no proszę. No i widzisz Renee? Po co było o tym opowiadać? Oni są już na takim etapie, że tu muszą przemówić czyny. Tylko to wygląda na bardzo mocny atak. A za chwilę Kenny ma walkę. No i RVD znowu nie ogarnia co się u niego dzieje, nie trzyma kontroli na galą. Jak Riddle potem ma uczciwie stanąć do walki o pas? Ehh, no widzę, że ryzykowna decyzja.

ET - Hahahaha, Hill co reluje xD mam wrażenie, że chłop w tej jednej wypowiedzi uwzględnił dosłownie wszystkie moje uwagi z trzech ostatnich komentarzy xD ależ strzał w 10, RVD choćby się zesrał to na to nie odpowie z sensem xD "Jestem człowiekiem, który odpowiada za porządek w tym miejscu, więc to ja podejmuję decyzje." - Kisnę xDDDDDDD to się nadaje do złotych cytatów. Co jak co, ale RVD totalnie nic nie kontroluje na tej gali. Ale on pierdoli, Mein Got. W ogóle, jaki hipokryta. Przecież on dosłownie zdanie temu powiedział, że to wrestling i to normalne, że ludzie się atakują, ale Hill nie może tego zrobić w wrestlingowy sposób, bezpośrednio w ringu? No szkoda, że za atak na zapleczu nie będzie miał żadnych nieprzyjemności xD Nie no, ta rozprawa została strasznie skopana i smród się ciągnie, a RVD tylko się pogrąża. Hill bardzo celnie, ale RVD serio wychodzi coraz gorzej w tym co robi.

Japońce - Na ostatnim Colosseum zawitałem tu pierwszy raz, jednak moja zielona wiatrówka już jest charakterystyczna, a wcale nie wspomniałem, że miałem ją na sobie. Jebana legenda, tak się to robi, pierwszy raz się w czymś pojawiasz i już jesteś charakterystyczny. Lekka reakcja publiczności to rozumiem, że lekki heat wymieszany z konsternacją? Bo co on kurwa, przedstawia się w obcym języku, których słów nie znamy i mamy się domyślić co to znaczy? Jak japoński to brzmi tak, że totalnie bym nie wiedział, które słowa są jego imieniem i nazwiskiem, a które nie, gdybym w KP tego nie widział wcześniej. Jak ktoś myśli, że to jest zajebisty gimmick work to nie, nie jest. No nie mogę, nie jestem w stanie przejść przez ten segment na raz, tylko cały czas coś... sorry, ale co Ty pierdolisz typie? Kto Cię postanowił zaczepić? Jesteśmy w tej samej rzeczywistości? Czytamy te same gale? Jak to Jay miał wywiad i to Ty się bezczelnie do niego wpierdoliłeś. Jay totalnie o Tobie nawet nie wspomniał, nie wiedział nawet o Twoim istnieniu, a gdzie tu mówić o zaczepieniu. Myślałem, że honorowy wojownik to się powinien brzydzić kłamstwem, ale on to leci w chuja równo. Szkoda, że ciężko oszukać ludzi, którzy to widzieli na własne oczy. On gada o sobie, prawda? Tylko przez przypadek się pomylił i powiedział o sobie Jay xD bo to dokładnie odwrotnie było, no nie mogę tego brać na poważnie. Aż musiałem jeszcze raz sprawdzić, ale no jak byk ma wpisane, że ma być face'em. Bo na razie to tego nie czuć, a wręcz przeciwnie. Przez te kłamstwa, hipokryzje i brak szacunku do publiczności, przedstawiając się obcym języku powinien być niezłym heelem. No i dalej sam siebie wyjaśnia. On właśnie tutaj się znalazł przez wpierdolenie się między wódkę, a zakąskę i kłapanie dziobem. No tutaj nic się nie zgadza w tym segmencie. I ta końcówka, no chłop jak teraz przegra to jest pogrzebany. Utraci honor i cały gimmick honorowego japońca idzie do kosza. Ale się postawił pod ścianą. Niesamowite. Jeszcze to best of five, chłop na razie rzucił jedno wyzwanie, nie zawalczyli jeszcze, a już best of five. Ale leci. No ktoś nie przemyślał całej sytuacji. Trochę to wygląda na zasadzie - mamy dwóch Azjatów, to zestawmy ich, to się samo napisze. No i się jednak nie pisze. No i jak w zeszłym tygodniu po prostu miałem bekę, że chłop cosplayuje Judo Honor 7, tak tutaj już nie jest mi do śmiechu. Zmęczyłem się czytając to, naprawdę bardzo, bardzo słaba wypowiedź. Nic się nie trzyma kupy. No i wchodzi Jay i obiektywnie ma pierdoloną strzelnicę. Od razu dobrze zaczyna, pasuje mi do niego, że tak się do pierdół przypierdala, od razu stawia chłopa w złym świetle i ma dominującą pozycję w segmencie. Chłop sobie szybciutko sytuację ustawił. No i leci z nim, bardzo słusznie leci. Punktuje dosłownie wszystko, co wytknąłem i wrzuca do tego swojego gimmickowe, infantylne wtrącenia. Dodatkowo dalej panuje na językiem, jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. To Ty dzwonisz, to jest idealne podsumowanie zachowania Shio. No jest dosłownie przepaść między Panami. To nawet nie jest klasa wyżej, serio Jay to uratował, a wydawało mi się niemożliwe, żeby to uratować. Patrząc po poziomach obu wypowiedzi to bez kitu skończy się na szybkim 3:0 i tak powinno się skończyć. Żeby było uczciwie. O, no i Jat wygrywa, kto by się spodziewał. Ciekawe jak z tego wybrnie honorowy japoniec pozbawiony swojego honoru.

Cavazos i RVD - No i bardzo słusznie Cavazos zauważa, dlaczego cały czas wokół jego walk się pierdoli? Serio, dosłownie od ostatniego PPV nie mógł stoczyć normalnej, uczciwej walki i uważam, że to niefajne traktowanie swojego mistrza. No bardzo celnie Cavazos punktuje RVD, ja się z nim w pełni zgadzam. Dobra xD czekajcie, lecę po browara, bo tutaj mi się trochę uleje xD sekunda. Dobra, jestem. Jest tsss i lecimy. Iks... kurwa... de. To jest jedyny komentarz, jaki można tutaj wystosunkować. Chcecie mi powiedzieć, że na ostatniej gali Cavazos ogłasza open challange, na którego rozwiązanie nie czekamy do następnej gali, rezygnujemy całkowicie z elementu zaskoczenia, żeby przez dwa tygodnie reklamować galę twarzą Riddle'a i Cavazosa. Dosłownie dajemy Cavazosowi najmocniejszego przeciwnika, jakiego tylko się da aktualnie, ludzie kupują bilety z myślą, że dostaną tak kurewsko mocną walkę wieczoru, tylko po to, żeby mniej więcej w połowie gali zesrać się na to po ciężkiemu i ogłosić, że z najmocniejszego zestawienia jakie się da zrobimy sobie taką w sumie nic nie znaczącą walkę, z kimś, kto w LPW nie znaczy zupełnie nic i pojawił się jak na razie tylko raz, żeby przegrać z Lopezem. Autentycznie na gali domagałbym się zwrotu za bilety, bo specjalnie dla tej walki je kupiłem. Wyobrażacie sobie, że w WWE jest reklamowana walka Cody vs Roman, ale w dniu gali, jakoś w połowie, ogłaszają, że Cody dostał wpierdol i w sumie nie może zawalczyć, więc Roman dostanie kogoś z dupy, nikogo znaczącego w federacji, ale spokojnie, to dalej będzie walka o pas, bo taka miała być. No ja tego nie kupuję i nie czuję. Może kiedyś, na jakimś forum (chyba na SDW, na którym w zasadzie nie pograłem) Reaper był gwiazdą, ale ja o tym nie wiem. Nie znam tej postaci, kojarzę ją w zasadzie bardziej z epizodycznych występów w WCW, ale tam też nie odgrywał jakiejś znaczącej roli. Do czego to doszło, żeby na jednej gali jobber walczył z głównym mistrzem federacji, a do walki wieczoru i to do walki o pas wchodził part timer, z aż jednym występem w federacji. No uważam, że to jest okropna decyzja. Przy Lopezie to zadziałało, ale tylko dlatego, że mieli wspólną historię, gdzieś tam Reaper mógł jeszcze jechać na legendzie, na wspomnieniach... ale jak wyciągamy go znowu to już nie jest wiarygodny, tylko w zasadzie chłop tu przyszedł poprzegrywać. To nie jest zasłużone i wywalczone miejsce w walce o pas, zwłaszcza, że są postacie, które są aktywne i bardzo zasługują na takie wyróżnienie. No jest tyle możliwości, które można byłoby tutaj zrobić zamiast wrzucania Reapera. A wystarczyłoby tylko nie ogłaszać od razu odpowiedzi na open challange, tylko standardowo puścić muzykę w momencie jak Cavazos będzie w ringu. Co prawda Reaper dalej byłby z dupy i byłby chujowym wyborem, ale bolałoby mniej. O kurwa, teraz jeszcze czytam dalej i zamieniają ten Tag Team na Fatal 4 Way i wyłonienie pretendenta do Valor Championa. Już pomijając fakt, że heelowie to tam chuj, oni prędzej czy później się odwrócą przeciwko sobie, ale Uszczelka z Butlą będzie musiał walczyć? No słaby plan, ale już pomijając to... to serio zamiast zwycięzcę tego pojedynku ogłosić zastępcą Riddle'a, oczywiście dać to wygrać Cavazosowi, ale po walce wychodzi RVD i mówi, że no może i przegrał ten ziomek, ale kurde, jaką walkę dali, a przecież był zmęczony. To się nie może tak skończyć, więc ogłasza ich rewanż na PPV i do tego tym razem obiecuje Cavazosowi, że osobiście dopilnuje, żeby nikt się nie wtrącił do jego walki w żaden sposób. No to się aż prosiło, żeby to zrobić. I byłoby bardziej wiarygodniej i obaj zawodnicy by na tym zyskali. No nieeeee… on go jeszcze pyta czy pas może zostać na szali, no przecież to był Open Challange, no bądźmy poważni. RVD to jak na razie strzela sobie w stopę za każdym razem, jak otwiera usta. No i Cavazos robi swoje. Bardzo mocno jego rola w tym segmencie była zmarginalizowana, ale zrobił swoją robotę. Bardzo celnie punktuje GMa. Może i nie było to jakkolwiek gimmickowe i pozbawione emocji, ale chociaż było logiczne. Mocno się ta gala zaczęła, ale już jesteśmy po dwóch srogich fikołkach. No tutaj naprawdę bardzo złe decyzje zostały podjęte.

Dowson i Martin - Czekaj, dlaczego Dowson gada o Dickisonie? Nie rozumiem, skąd on go nagle wziął i wrzucił do tej wypowiedzi. Bo ciężko mi sobie wyobrazić, żeby fragment "Nie, pojawił się ktoś, kto uważa siebie za stwórcę. Za kogoś, kto mocą swojej wyobraźni tworzy dzieła, które ożywają." nie odnosi się właśnie do Dickinsona. Nie wiem, nie rozumiem tej wypowiedzi naszego The Lista. Bez luzu tutaj wjeżdża, po chamsku, z przekleństwami i mnóstwem chaosu. No nie tego się spodziewałem po zawodniku, który ma ponad 15 lat kariery za sobą. Słaba ta wypowiedź, oj słaba. No ale sensowne jest, że wychodzi do Martina po jego walce, bo w sumie kiedy miałby wyjść, jak nie teraz? Wjeżdża Martin i bardzo dobrze wjeżdża. Bardzo celnie punktuje tego Dowsona, aż bym powiedział, że się nad nim znęca. Każda szpileczka bardzo precyzyjnie wymierzona, ale no to jak została poprowadzona postać Dowsona po prostu aż samo wpycha takie szpileczki w ręce Carniego. U Nathana z kolei bardzo dużo luzu jest w tej wypowiedzi, przyjemnie się czytało taką odpowiedź. Dosłownie nic dodać, nic ująć. Swój własny Superkick, doceniam, doceniam. I burried alive match, bardzo ciekawy gimmick match. Zawsze bardzo lubiłem. Tutaj Dowson nie zasługuje na walkę wieczoru, ale domyślam się, że chcemy go po prostu zakopać dosłownie i w przenośni, żeby bardziej nie nadwyrężać wizerunku legendy. Krótkie story, trochę bezsensu, ale chociaż Nate się trochę na tym zbuduje. Ogólnie segment na plusik, Nathan go wyciągnął ładnie. A, no i jeszcze refleksja na koniec. Dlaczego Hillowi się mówi, że to jest chujowe, a dosłownie kiedy schodzi grzecznie z ringu panowie robią to, czego jemu nie wolno, bo go wywalą? Ciekawe.

Uszczelka/Butla/Steele/Escobar - Ehh… jeszcze u nich pęknięcia. Czyli co, mamy story między dwoma Tag Teamami, gdzie w obu już pojawiają się poważne pęknięcia i się rozpadają? Uszczelka jak zawsze z sensem gada, udaje mu się to jeszcze gimmickowo ubrać, no poprawna wypowiedź, ale podejrzewam, że ciężko było się przygotować na taką decyzję RVD z dupy i w zasadzie nagłe wywrócenie kilkumiesięcznego story. Butla na pewno lepiej niż tydzień temu. Ale co Mietek miał opowiadać? Jego plan zadziałał. Zamknął się w kiblu, po mordzie nie dostał, a dwóch typów się odczepiło. No ale chociaż już nie brzmi jak NPC. Bez szału, ale nie było to złe. Rozumiem zachowanie Uszczelki. Butla w sumie się w tym średnio odnalazł, no ale serio ciężko było przez decyzję RVD z dupy. Nie podoba mi się, że między obydwoma teamami są już pęknięcia, bo wygląda na to, że czas został zmarnowany i nie dociągniemy tego story do końca. Od razu druga para, żeby pokazać kontrast... i co, oni się jednak godzą? Czyli telenoweli ciąg dalszy, brakuje mi tylko popłakania się. Ej, ale czekaj, co mnie tutaj ominęło? Dlaczego po tej walce będą mieli tą dwójkę z głowy? Dlaczego? Przecież to się musi skończyć walką drużynową, a nie jakimś losowym Fatal 4 Wayem. Halo, co tu się dzieje? Co to za fikołki? Sam segment jest poprawny, jest oddany gimmick, są emocje. Po prostu jest poprawnie, ale uważam, że sytuacja nie pozwalała na więcej. Na pewno łącznie jest to plusik. Szyjemy z tego, co możemy.

Mateusz i Otunga - Mam wrażenie, że już gdzieś czytałem podobną wypowiedź MateuszaAI, w której się tak jarał, że po jednym zwycięstwie jest największą gwiazdą. Tutaj nawet nie wygrał, a i tak to powtarza. Nieźle. Dlaczego on pyta czy Otunga nie powinien walczyć? Przecież on właśnie będzie z nim walczył. Nie rozumiem, nie kupuje. No nie jest to segment najwyższych lotów, zwłaszcza, że duża część to kopiuj i wklej. Otunga zaczyna sensownie, ale nosz kurwa... nie mówi się w każdym bądź razie! Tak samo jak nie cofamy się do tyłu, bynajmniej nie oznacza tego samego co przynajmniej, włączać, a nie włanczać i jesteśmy na dworze, a nie dworzu. Aaa, jestem bardzo wrażliwy na takie błędy językowe, od razu gorzej mi się całość odbiera, jak dostanę czymś takim na mordę. Kurwa, no i między dwoma rzeczami. Między dwiema to jakby obie rzeczy były rodzaju żeńskiego, np. między dwiema rzekami, ale tutaj totalnie powinno być między dwoma rzeczami. Ehh, no Otunga tutaj nie zachwycił. Tak gada, że zna różnicę między twierdzeniem, a dowodem, a jedyne co jest w stanie udowodnić to AKTUALNE umiejętności Mateusza, a on ewidentnie mówi o PRZYSZŁYCH umiejętnościach i że KIEDYŚ będzie mistrzem, a nie teraz. Nie wiem, poniosło tutaj trochę Davida. Bez tej rozprawy sporo traci, bo mało gimmickowe to było szczerze mówiąc. Taki tam, segmencik przed walką, który za wiele nie wniósł, a jeszcze pokaleczył mi oczy okrutnymi błędami. No nie będzie plusika, niestety jest na minus.

Willy Walker - kim jest Willy Walker? Powinienem go znać? Dawno nie widziany, więc myślę, że gdzieś już musiał grać. No mam wrażenie, że na WCW go gdzieś widziałem, ale no żadnych konkretów. Dobra, zasięgnąłem języka starszyzny i już wiem, że to chłop co został wjebany na siłę do feudu Page vs Hansen. I to tyle, pamiętał, że był tam jak piąte koło u wozu i tyle. No ogólnie niewiele to promo wniosło. Widać tylko, że będzie to mocno przerysowany heel, który zajmuje się handlem nieruchomościami i będzie chciwy. Jakiś zarys charakteru dostaliśmy, zobaczymy jak się rozwinie w poważnej konfrontacji.

Video Promo - Oho, mamy kontynuację z zeszłego tygodnia. No to musi być ktoś z WCW, jakieś duże nazwisko. I fajnie, że widzimy, że jest w dobrej formie. Trenowanie dzieciaków mam wrażenie, że gdzieś mi mignęło, ale nie mogę skojarzyć gdzie to widziałem. Po kolorze gaci też nie poznam. No ale po piosenkach i relacji z dzieciakami to musi być jakiś giga face. Jakbym nie wiedział, że to nie moje to bym nawet podejrzewał, że to Page wraca, ale no, wiem, że to nie może być Page, bo nie będę ciągnął 3 postaci xD Fajne, klimatyczne. Tutaj już widzę pożegnanie z dzieciakami, więc coraz bliżej pojawienia się w LPW. Bardzo dobrze, przyda się kolejny face do Blaze'a i Riddle'a. Pewnie na PPV, albo zaraz po PPV będzie debiutował. Ale przyjemnie napisane, bardzo dużo luzu. Szybko przez to przebrnąłem i bardzo chętnie przeczytam kolejne.

Ryback i RVD - Dobra, Butcherback to sobie nieźle zaplanował, ale no nie można powiedzieć, że nic go nie łączy z Rybackiem i wcale nie chodzi mi o skrupuły. Tylko o te głupkowate i zabawne tekściki. To jest totalnie Ryback i nie potrzebuję do tego testów DNA xD Ale no już przechodząc do konkretów to Ryback naprawdę tutaj fajnie wyszedł. W zeszłym tygodniu się moim zdaniem trochę ośmieszył, a tutaj bardzo fajnie to naprawia. Tutaj od razu widać, że jest groźny, bezwzględny i po prostu zrobi krzywdę. Kurwa, jaki dojebany klimat. Te narzędzia, te dźwięki. Jeszcze ten kulejący Ryback, ależ to się składa w całość. No Riddle albo ma brązowe spodnie, albo widać na nich brązową plamę, jak nic. Klimat dosłownie jak z horroru i bardzo fajnie jest opisany... no i tutaj się kończą pochwały segmentu. Co tutaj robi RVD? Dlaczego to on wpada osobiście ratować Riddle'a, jak jakiś pierdolony Rambo? RVD to lubi z siebie robić gwiazdę, ale teraz to już przesadził. No i znowu się kompromisuje, jak tylko otwiera usta. Chłop jest bardziej niekonsekwentny niż baba, jak ma okres. Hill to w sumie tylko pobił jobbera w szatni. I wyjebał mu proces sądowy, w którym chciał go zwolnić. Tymczasem Ryback najpierw włamuje się do chaty Riddle'a, kradnie zabawki jego dzieci, grozi, że im coś odetnie, a na końcu porywa Riddle'a, zamyka w klatce z zamiarem poważnego uszkodzenia i... luzik na planie, to jest wrestling mordzia, nie ważne kto zaczął, macie się przeprosić i dostaniecie waleczkę na PPV. A teraz się rozejść. Jakim kurwa cudem? Przecież to co zrobił Hill to jest totalna pierdoła w porównania z tym, co zrobił Ryback. To jest jedna sprawa, a druga to chłop pluje mi w mordę i urąga mojej inteligencji. Skończyło się wybieranie miejsca i czasu - tymczasem Nathan Martin na jego gali dosłownie chwilę temu xD Teraz można dać zakaz kontaktu fizycznego, ale jak Cavazos o to prosił to ni chuja? No miał rację Cava, że ten pas Valor jest po macoszemu traktowany. Nie wiem, no zepsuł dobry segment Rybackowi.

Podsumowanie - Na pewno jest progres od ostatniej gali, to bardzo dobrze, bo tamta była naprawdę słaba. Tutaj myślę, że można powiedzieć, że jest średnio. 3 na szynach to jest chyba uczciwy układ. Było kilka naprawdę fajnych rzeczy, ale było też kilka naprawdę słabych rzeczy. Dużo takich średnich, albo mało przemyślanych. Jest lepiej niż było, ale RVD to wypada naprawdę kiepsko. No i jeszcze dwa posty, ajajaj. Dobrze, że chociaż komentatorów nie było.

[Obrazek: 4295.png]
9/0/2
1x LPW World Champion

[Obrazek: 6651.png]
4/0/0
1x Eternal Champion [current]
Odpowiedz
Cytuj
Remik
Eternal Champion
14.08.2026, 00:33 #10
ETW - uuuu, no i mocny akcencik. Nie spodziewałem się, że zobaczymy ojca Prestona w LPW, ale muszę przyznać, że jestem z tego bardzo zadowolony. Bo to daje tyle możliwości - może być tak, że stary się okaże taką straszną kurwą, jak go opisywał Preston od początku i mamy uwiarygodnienie jego motywów. Jak się taką kurwą okaże to może nawet zostać ich managerem, nawet poduczać ich biznesu. Może się też okazać, że jest totalnie spoko gościem i to pokaże jeszcze większą hipokryzję Prestona i podbije jego heel turn, pokaże, że był zły od początku. No ale dobra, do mięsa. Fajna ta wypowiedź ojczulka, czuć od niego ciepło, troskę, widać, że on nie robi na złość synowi, tylko chce go czegoś nauczyć, że chce dla niego dobrze. Preston oczywiście dwulicowa żmija, od razu pluje jadem i widać, że on tutaj jest takim rozpuszczonym dzieciakiem, który miał mega dobrze, ale jak ktoś mu powiedział nie, to odbierał to jako koniec świata i życie w reżimie, wszyscy są przeciwko niemu itd. No i stary bez kitu, robi dokładnie to, czego od samego początku chciał Preston, mówi to w bardzo przystępny, kulturalny sposób, no a i tak jest źle. Preston i tak niezadowolony, że dostał to czego chciał. Ależ to jest niewdzięczna pinda. Swoją drogą, ten Preston serio dobry. Żyje za hajs ojca z jego karty, żyje za darmo w jego apartamencie, a i tak opowiada jaki to stary zły i niedobry. Czyli co, on chciał stworzyć SWOJE DZIEDZICTWO, żyjąc na garnuszku ojca? Cudownie gimmickowa, bananowa hipokryzja. Bardzo przyjemny segmencik na start.

Brak komentatorów - No i bardzo przyjemnie zaczynamy galę, od razu poziom idzie do góry i zaraz przyjemniej się robi. Duży plus, duży plus. Oby trend się utrzymał.

Opener Segment - Bardzo fajnie tutaj Lopez wypadł, jak to dostałem to mimo tego, że wszystko elegancko było ustalone, to i tak się poczułem podstawiony pod ścianą. Musiałem się mocno spiąć, ale i tak czuję, że nie doskoczyłem jakością wypowiedzi. Mega propsy dla Carniego. Mimo, że Blaze mocno zepchnięty do defensywy to jestem zadowolony z całości. Myślę, że dobrze przemyśleliśmy sobie to story i co chcemy osiągnąć. Przy okazji jak trzeba prowadzić program na obu tygodniówkach i masz łącznie 8 gal od PPV do PPV to imo jest trochę za dużo, bo bardzo ciężko jest trzymać odpowiednią temperaturę feudu i trzeba tym sensownie żonglować, a uważam to za bardzo trudne. Dlatego teraz postanowiliśmy, że skoro obaj dali sobie w mordę, to ciśnienie mogło zejść i możemy zagrać inaczej. Jeśli chodzi o walkę to uważam, że nie powinna się wydarzyć. Dowson jest w takiej pozycji, że nie powinien nawet móc spojrzeć na Blaze'a, a gdzie do samej walki. Sytuacja po walce to była ingerencja z CT, tzn. była instrukcja, że miało się wydarzyć coś zupełnie innego, ale zgodnie z Carnim uznaliśmy, że jest to niedopuszczalne, bo totalnie przeczy całej narracji story i zmieniliśmy to w ten sposób. Skoro Lopez koniecznie miał być przy ringu i pokazać się przy końcówce walki to wybraliśmy takie rozwiązanie. Ale imo to w ogóle nie było potrzebne, tak samo jak walka z Dowsonem.

Wywiad - nie wiem kto pisał Renee, ale co ona pierdoli? Ona jest zaskoczona reakcją Riddle'a? A co on miał zrobić? Ryback się wkrada na teren jego chaty, kradnie dzieciom zabawki, grozi, że coś im utnie, ale no Kenny przecież powinien grzecznie powiedzieć, że po prostu podejmie go na PPV, tylko proszę honorowo nie zbliżać się do moich dzieci? I jeszcze takie pytanie z dupy, żeby opowiedział o napięciu. Nie no, Renee to po wojaku xD O, no i bardzo ładnie Riddle jej odpowiada, po co o tym opowiadać? Bardzo sensownie Kenny, bardzo. O, ale druga wypowiedź Riddle'a ciekawa, zwłaszcza jak się czytało posty na BS. Jeszcze niedawno cisnął Blaze'a, że się otwiera nowy brand, tam będzie mógł powalczyć o mniej ważny pas, bo główny pas to dla niego za dużo i może trzeba mierzyć niżej, a teraz sam się zgłasza do tego mnie ważnego pasa na Colosseum i mówi, żeby tak tego nie odbierać. Ciekawe, bardzo ciekawe. Ładnie po fejsowemu pompuje Jorge, tak się powinno robić przy walkach, bez względu na wynik obaj na tym zyskują. Klasa. Jak na wywiad to nawet nieźle, segment na plusik. A potem mamy atak Rybacka, no proszę. No i widzisz Renee? Po co było o tym opowiadać? Oni są już na takim etapie, że tu muszą przemówić czyny. Tylko to wygląda na bardzo mocny atak. A za chwilę Kenny ma walkę. No i RVD znowu nie ogarnia co się u niego dzieje, nie trzyma kontroli na galą. Jak Riddle potem ma uczciwie stanąć do walki o pas? Ehh, no widzę, że ryzykowna decyzja.

ET - Hahahaha, Hill co reluje xD mam wrażenie, że chłop w tej jednej wypowiedzi uwzględnił dosłownie wszystkie moje uwagi z trzech ostatnich komentarzy xD ależ strzał w 10, RVD choćby się zesrał to na to nie odpowie z sensem xD "Jestem człowiekiem, który odpowiada za porządek w tym miejscu, więc to ja podejmuję decyzje." - Kisnę xDDDDDDD to się nadaje do złotych cytatów. Co jak co, ale RVD totalnie nic nie kontroluje na tej gali. Ale on pierdoli, Mein Got. W ogóle, jaki hipokryta. Przecież on dosłownie zdanie temu powiedział, że to wrestling i to normalne, że ludzie się atakują, ale Hill nie może tego zrobić w wrestlingowy sposób, bezpośrednio w ringu? No szkoda, że za atak na zapleczu nie będzie miał żadnych nieprzyjemności xD Nie no, ta rozprawa została strasznie skopana i smród się ciągnie, a RVD tylko się pogrąża. Hill bardzo celnie, ale RVD serio wychodzi coraz gorzej w tym co robi.

Japońce - Na ostatnim Colosseum zawitałem tu pierwszy raz, jednak moja zielona wiatrówka już jest charakterystyczna, a wcale nie wspomniałem, że miałem ją na sobie. Jebana legenda, tak się to robi, pierwszy raz się w czymś pojawiasz i już jesteś charakterystyczny. Lekka reakcja publiczności to rozumiem, że lekki heat wymieszany z konsternacją? Bo co on kurwa, przedstawia się w obcym języku, których słów nie znamy i mamy się domyślić co to znaczy? Jak japoński to brzmi tak, że totalnie bym nie wiedział, które słowa są jego imieniem i nazwiskiem, a które nie, gdybym w KP tego nie widział wcześniej. Jak ktoś myśli, że to jest zajebisty gimmick work to nie, nie jest. No nie mogę, nie jestem w stanie przejść przez ten segment na raz, tylko cały czas coś... sorry, ale co Ty pierdolisz typie? Kto Cię postanowił zaczepić? Jesteśmy w tej samej rzeczywistości? Czytamy te same gale? Jak to Jay miał wywiad i to Ty się bezczelnie do niego wpierdoliłeś. Jay totalnie o Tobie nawet nie wspomniał, nie wiedział nawet o Twoim istnieniu, a gdzie tu mówić o zaczepieniu. Myślałem, że honorowy wojownik to się powinien brzydzić kłamstwem, ale on to leci w chuja równo. Szkoda, że ciężko oszukać ludzi, którzy to widzieli na własne oczy. On gada o sobie, prawda? Tylko przez przypadek się pomylił i powiedział o sobie Jay xD bo to dokładnie odwrotnie było, no nie mogę tego brać na poważnie. Aż musiałem jeszcze raz sprawdzić, ale no jak byk ma wpisane, że ma być face'em. Bo na razie to tego nie czuć, a wręcz przeciwnie. Przez te kłamstwa, hipokryzje i brak szacunku do publiczności, przedstawiając się obcym języku powinien być niezłym heelem. No i dalej sam siebie wyjaśnia. On właśnie tutaj się znalazł przez wpierdolenie się między wódkę, a zakąskę i kłapanie dziobem. No tutaj nic się nie zgadza w tym segmencie. I ta końcówka, no chłop jak teraz przegra to jest pogrzebany. Utraci honor i cały gimmick honorowego japońca idzie do kosza. Ale się postawił pod ścianą. Niesamowite. Jeszcze to best of five, chłop na razie rzucił jedno wyzwanie, nie zawalczyli jeszcze, a już best of five. Ale leci. No ktoś nie przemyślał całej sytuacji. Trochę to wygląda na zasadzie - mamy dwóch Azjatów, to zestawmy ich, to się samo napisze. No i się jednak nie pisze. No i jak w zeszłym tygodniu po prostu miałem bekę, że chłop cosplayuje Judo Honor 7, tak tutaj już nie jest mi do śmiechu. Zmęczyłem się czytając to, naprawdę bardzo, bardzo słaba wypowiedź. Nic się nie trzyma kupy. No i wchodzi Jay i obiektywnie ma pierdoloną strzelnicę. Od razu dobrze zaczyna, pasuje mi do niego, że tak się do pierdół przypierdala, od razu stawia chłopa w złym świetle i ma dominującą pozycję w segmencie. Chłop sobie szybciutko sytuację ustawił. No i leci z nim, bardzo słusznie leci. Punktuje dosłownie wszystko, co wytknąłem i wrzuca do tego swojego gimmickowe, infantylne wtrącenia. Dodatkowo dalej panuje na językiem, jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. To Ty dzwonisz, to jest idealne podsumowanie zachowania Shio. No jest dosłownie przepaść między Panami. To nawet nie jest klasa wyżej, serio Jay to uratował, a wydawało mi się niemożliwe, żeby to uratować. Patrząc po poziomach obu wypowiedzi to bez kitu skończy się na szybkim 3:0 i tak powinno się skończyć. Żeby było uczciwie. O, no i Jat wygrywa, kto by się spodziewał. Ciekawe jak z tego wybrnie honorowy japoniec pozbawiony swojego honoru.

Cavazos i RVD - No i bardzo słusznie Cavazos zauważa, dlaczego cały czas wokół jego walk się pierdoli? Serio, dosłownie od ostatniego PPV nie mógł stoczyć normalnej, uczciwej walki i uważam, że to niefajne traktowanie swojego mistrza. No bardzo celnie Cavazos punktuje RVD, ja się z nim w pełni zgadzam. Dobra xD czekajcie, lecę po browara, bo tutaj mi się trochę uleje xD sekunda. Dobra, jestem. Jest tsss i lecimy. Iks... kurwa... de. To jest jedyny komentarz, jaki można tutaj wystosunkować. Chcecie mi powiedzieć, że na ostatniej gali Cavazos ogłasza open challange, na którego rozwiązanie nie czekamy do następnej gali, rezygnujemy całkowicie z elementu zaskoczenia, żeby przez dwa tygodnie reklamować galę twarzą Riddle'a i Cavazosa. Dosłownie dajemy Cavazosowi najmocniejszego przeciwnika, jakiego tylko się da aktualnie, ludzie kupują bilety z myślą, że dostaną tak kurewsko mocną walkę wieczoru, tylko po to, żeby mniej więcej w połowie gali zesrać się na to po ciężkiemu i ogłosić, że z najmocniejszego zestawienia jakie się da zrobimy sobie taką w sumie nic nie znaczącą walkę, z kimś, kto w LPW nie znaczy zupełnie nic i pojawił się jak na razie tylko raz, żeby przegrać z Lopezem. Autentycznie na gali domagałbym się zwrotu za bilety, bo specjalnie dla tej walki je kupiłem. Wyobrażacie sobie, że w WWE jest reklamowana walka Cody vs Roman, ale w dniu gali, jakoś w połowie, ogłaszają, że Cody dostał wpierdol i w sumie nie może zawalczyć, więc Roman dostanie kogoś z dupy, nikogo znaczącego w federacji, ale spokojnie, to dalej będzie walka o pas, bo taka miała być. No ja tego nie kupuję i nie czuję. Może kiedyś, na jakimś forum (chyba na SDW, na którym w zasadzie nie pograłem) Reaper był gwiazdą, ale ja o tym nie wiem. Nie znam tej postaci, kojarzę ją w zasadzie bardziej z epizodycznych występów w WCW, ale tam też nie odgrywał jakiejś znaczącej roli. Do czego to doszło, żeby na jednej gali jobber walczył z głównym mistrzem federacji, a do walki wieczoru i to do walki o pas wchodził part timer, z aż jednym występem w federacji. No uważam, że to jest okropna decyzja. Przy Lopezie to zadziałało, ale tylko dlatego, że mieli wspólną historię, gdzieś tam Reaper mógł jeszcze jechać na legendzie, na wspomnieniach... ale jak wyciągamy go znowu to już nie jest wiarygodny, tylko w zasadzie chłop tu przyszedł poprzegrywać. To nie jest zasłużone i wywalczone miejsce w walce o pas, zwłaszcza, że są postacie, które są aktywne i bardzo zasługują na takie wyróżnienie. No jest tyle możliwości, które można byłoby tutaj zrobić zamiast wrzucania Reapera. A wystarczyłoby tylko nie ogłaszać od razu odpowiedzi na open challange, tylko standardowo puścić muzykę w momencie jak Cavazos będzie w ringu. Co prawda Reaper dalej byłby z dupy i byłby chujowym wyborem, ale bolałoby mniej. O kurwa, teraz jeszcze czytam dalej i zamieniają ten Tag Team na Fatal 4 Way i wyłonienie pretendenta do Valor Championa. Już pomijając fakt, że heelowie to tam chuj, oni prędzej czy później się odwrócą przeciwko sobie, ale Uszczelka z Butlą będzie musiał walczyć? No słaby plan, ale już pomijając to... to serio zamiast zwycięzcę tego pojedynku ogłosić zastępcą Riddle'a, oczywiście dać to wygrać Cavazosowi, ale po walce wychodzi RVD i mówi, że no może i przegrał ten ziomek, ale kurde, jaką walkę dali, a przecież był zmęczony. To się nie może tak skończyć, więc ogłasza ich rewanż na PPV i do tego tym razem obiecuje Cavazosowi, że osobiście dopilnuje, żeby nikt się nie wtrącił do jego walki w żaden sposób. No to się aż prosiło, żeby to zrobić. I byłoby bardziej wiarygodniej i obaj zawodnicy by na tym zyskali. No nieeeee… on go jeszcze pyta czy pas może zostać na szali, no przecież to był Open Challange, no bądźmy poważni. RVD to jak na razie strzela sobie w stopę za każdym razem, jak otwiera usta. No i Cavazos robi swoje. Bardzo mocno jego rola w tym segmencie była zmarginalizowana, ale zrobił swoją robotę. Bardzo celnie punktuje GMa. Może i nie było to jakkolwiek gimmickowe i pozbawione emocji, ale chociaż było logiczne. Mocno się ta gala zaczęła, ale już jesteśmy po dwóch srogich fikołkach. No tutaj naprawdę bardzo złe decyzje zostały podjęte.

Dowson i Martin - Czekaj, dlaczego Dowson gada o Dickisonie? Nie rozumiem, skąd on go nagle wziął i wrzucił do tej wypowiedzi. Bo ciężko mi sobie wyobrazić, żeby fragment "Nie, pojawił się ktoś, kto uważa siebie za stwórcę. Za kogoś, kto mocą swojej wyobraźni tworzy dzieła, które ożywają." nie odnosi się właśnie do Dickinsona. Nie wiem, nie rozumiem tej wypowiedzi naszego The Lista. Bez luzu tutaj wjeżdża, po chamsku, z przekleństwami i mnóstwem chaosu. No nie tego się spodziewałem po zawodniku, który ma ponad 15 lat kariery za sobą. Słaba ta wypowiedź, oj słaba. No ale sensowne jest, że wychodzi do Martina po jego walce, bo w sumie kiedy miałby wyjść, jak nie teraz? Wjeżdża Martin i bardzo dobrze wjeżdża. Bardzo celnie punktuje tego Dowsona, aż bym powiedział, że się nad nim znęca. Każda szpileczka bardzo precyzyjnie wymierzona, ale no to jak została poprowadzona postać Dowsona po prostu aż samo wpycha takie szpileczki w ręce Carniego. U Nathana z kolei bardzo dużo luzu jest w tej wypowiedzi, przyjemnie się czytało taką odpowiedź. Dosłownie nic dodać, nic ująć. Swój własny Superkick, doceniam, doceniam. I burried alive match, bardzo ciekawy gimmick match. Zawsze bardzo lubiłem. Tutaj Dowson nie zasługuje na walkę wieczoru, ale domyślam się, że chcemy go po prostu zakopać dosłownie i w przenośni, żeby bardziej nie nadwyrężać wizerunku legendy. Krótkie story, trochę bezsensu, ale chociaż Nate się trochę na tym zbuduje. Ogólnie segment na plusik, Nathan go wyciągnął ładnie. A, no i jeszcze refleksja na koniec. Dlaczego Hillowi się mówi, że to jest chujowe, a dosłownie kiedy schodzi grzecznie z ringu panowie robią to, czego jemu nie wolno, bo go wywalą? Ciekawe.

Uszczelka/Butla/Steele/Escobar - Ehh… jeszcze u nich pęknięcia. Czyli co, mamy story między dwoma Tag Teamami, gdzie w obu już pojawiają się poważne pęknięcia i się rozpadają? Uszczelka jak zawsze z sensem gada, udaje mu się to jeszcze gimmickowo ubrać, no poprawna wypowiedź, ale podejrzewam, że ciężko było się przygotować na taką decyzję RVD z dupy i w zasadzie nagłe wywrócenie kilkumiesięcznego story. Butla na pewno lepiej niż tydzień temu. Ale co Mietek miał opowiadać? Jego plan zadziałał. Zamknął się w kiblu, po mordzie nie dostał, a dwóch typów się odczepiło. No ale chociaż już nie brzmi jak NPC. Bez szału, ale nie było to złe. Rozumiem zachowanie Uszczelki. Butla w sumie się w tym średnio odnalazł, no ale serio ciężko było przez decyzję RVD z dupy. Nie podoba mi się, że między obydwoma teamami są już pęknięcia, bo wygląda na to, że czas został zmarnowany i nie dociągniemy tego story do końca. Od razu druga para, żeby pokazać kontrast... i co, oni się jednak godzą? Czyli telenoweli ciąg dalszy, brakuje mi tylko popłakania się. Ej, ale czekaj, co mnie tutaj ominęło? Dlaczego po tej walce będą mieli tą dwójkę z głowy? Dlaczego? Przecież to się musi skończyć walką drużynową, a nie jakimś losowym Fatal 4 Wayem. Halo, co tu się dzieje? Co to za fikołki? Sam segment jest poprawny, jest oddany gimmick, są emocje. Po prostu jest poprawnie, ale uważam, że sytuacja nie pozwalała na więcej. Na pewno łącznie jest to plusik. Szyjemy z tego, co możemy.

Mateusz i Otunga - Mam wrażenie, że już gdzieś czytałem podobną wypowiedź MateuszaAI, w której się tak jarał, że po jednym zwycięstwie jest największą gwiazdą. Tutaj nawet nie wygrał, a i tak to powtarza. Nieźle. Dlaczego on pyta czy Otunga nie powinien walczyć? Przecież on właśnie będzie z nim walczył. Nie rozumiem, nie kupuje. No nie jest to segment najwyższych lotów, zwłaszcza, że duża część to kopiuj i wklej. Otunga zaczyna sensownie, ale nosz kurwa... nie mówi się w każdym bądź razie! Tak samo jak nie cofamy się do tyłu, bynajmniej nie oznacza tego samego co przynajmniej, włączać, a nie włanczać i jesteśmy na dworze, a nie dworzu. Aaa, jestem bardzo wrażliwy na takie błędy językowe, od razu gorzej mi się całość odbiera, jak dostanę czymś takim na mordę. Kurwa, no i między dwoma rzeczami. Między dwiema to jakby obie rzeczy były rodzaju żeńskiego, np. między dwiema rzekami, ale tutaj totalnie powinno być między dwoma rzeczami. Ehh, no Otunga tutaj nie zachwycił. Tak gada, że zna różnicę między twierdzeniem, a dowodem, a jedyne co jest w stanie udowodnić to AKTUALNE umiejętności Mateusza, a on ewidentnie mówi o PRZYSZŁYCH umiejętnościach i że KIEDYŚ będzie mistrzem, a nie teraz. Nie wiem, poniosło tutaj trochę Davida. Bez tej rozprawy sporo traci, bo mało gimmickowe to było szczerze mówiąc. Taki tam, segmencik przed walką, który za wiele nie wniósł, a jeszcze pokaleczył mi oczy okrutnymi błędami. No nie będzie plusika, niestety jest na minus.

Willy Walker - kim jest Willy Walker? Powinienem go znać? Dawno nie widziany, więc myślę, że gdzieś już musiał grać. No mam wrażenie, że na WCW go gdzieś widziałem, ale no żadnych konkretów. Dobra, zasięgnąłem języka starszyzny i już wiem, że to chłop co został wjebany na siłę do feudu Page vs Hansen. I to tyle, pamiętał, że był tam jak piąte koło u wozu i tyle. No ogólnie niewiele to promo wniosło. Widać tylko, że będzie to mocno przerysowany heel, który zajmuje się handlem nieruchomościami i będzie chciwy. Jakiś zarys charakteru dostaliśmy, zobaczymy jak się rozwinie w poważnej konfrontacji.

Video Promo - Oho, mamy kontynuację z zeszłego tygodnia. No to musi być ktoś z WCW, jakieś duże nazwisko. I fajnie, że widzimy, że jest w dobrej formie. Trenowanie dzieciaków mam wrażenie, że gdzieś mi mignęło, ale nie mogę skojarzyć gdzie to widziałem. Po kolorze gaci też nie poznam. No ale po piosenkach i relacji z dzieciakami to musi być jakiś giga face. Jakbym nie wiedział, że to nie moje to bym nawet podejrzewał, że to Page wraca, ale no, wiem, że to nie może być Page, bo nie będę ciągnął 3 postaci xD Fajne, klimatyczne. Tutaj już widzę pożegnanie z dzieciakami, więc coraz bliżej pojawienia się w LPW. Bardzo dobrze, przyda się kolejny face do Blaze'a i Riddle'a. Pewnie na PPV, albo zaraz po PPV będzie debiutował. Ale przyjemnie napisane, bardzo dużo luzu. Szybko przez to przebrnąłem i bardzo chętnie przeczytam kolejne.

Ryback i RVD - Dobra, Butcherback to sobie nieźle zaplanował, ale no nie można powiedzieć, że nic go nie łączy z Rybackiem i wcale nie chodzi mi o skrupuły. Tylko o te głupkowate i zabawne tekściki. To jest totalnie Ryback i nie potrzebuję do tego testów DNA xD Ale no już przechodząc do konkretów to Ryback naprawdę tutaj fajnie wyszedł. W zeszłym tygodniu się moim zdaniem trochę ośmieszył, a tutaj bardzo fajnie to naprawia. Tutaj od razu widać, że jest groźny, bezwzględny i po prostu zrobi krzywdę. Kurwa, jaki dojebany klimat. Te narzędzia, te dźwięki. Jeszcze ten kulejący Ryback, ależ to się składa w całość. No Riddle albo ma brązowe spodnie, albo widać na nich brązową plamę, jak nic. Klimat dosłownie jak z horroru i bardzo fajnie jest opisany... no i tutaj się kończą pochwały segmentu. Co tutaj robi RVD? Dlaczego to on wpada osobiście ratować Riddle'a, jak jakiś pierdolony Rambo? RVD to lubi z siebie robić gwiazdę, ale teraz to już przesadził. No i znowu się kompromisuje, jak tylko otwiera usta. Chłop jest bardziej niekonsekwentny niż baba, jak ma okres. Hill to w sumie tylko pobił jobbera w szatni. I wyjebał mu proces sądowy, w którym chciał go zwolnić. Tymczasem Ryback najpierw włamuje się do chaty Riddle'a, kradnie zabawki jego dzieci, grozi, że im coś odetnie, a na końcu porywa Riddle'a, zamyka w klatce z zamiarem poważnego uszkodzenia i... luzik na planie, to jest wrestling mordzia, nie ważne kto zaczął, macie się przeprosić i dostaniecie waleczkę na PPV. A teraz się rozejść. Jakim kurwa cudem? Przecież to co zrobił Hill to jest totalna pierdoła w porównania z tym, co zrobił Ryback. To jest jedna sprawa, a druga to chłop pluje mi w mordę i urąga mojej inteligencji. Skończyło się wybieranie miejsca i czasu - tymczasem Nathan Martin na jego gali dosłownie chwilę temu xD Teraz można dać zakaz kontaktu fizycznego, ale jak Cavazos o to prosił to ni chuja? No miał rację Cava, że ten pas Valor jest po macoszemu traktowany. Nie wiem, no zepsuł dobry segment Rybackowi.

Podsumowanie - Na pewno jest progres od ostatniej gali, to bardzo dobrze, bo tamta była naprawdę słaba. Tutaj myślę, że można powiedzieć, że jest średnio. 3 na szynach to jest chyba uczciwy układ. Było kilka naprawdę fajnych rzeczy, ale było też kilka naprawdę słabych rzeczy. Dużo takich średnich, albo mało przemyślanych. Jest lepiej niż było, ale RVD to wypada naprawdę kiepsko. No i jeszcze dwa posty, ajajaj. Dobrze, że chociaż komentatorów nie było.

[Obrazek: 4295.png]
9/0/2
1x LPW World Champion

[Obrazek: 6651.png]
4/0/0
1x Eternal Champion [current]
Odpowiedz
Cytuj
Strony (2): 1 2 Dalej
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości