Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling E-Fed Tygodniówki Colosseum #9 - Houston, Texas - 12.09.2026

Colosseum #9 - Houston, Texas - 12.09.2026

Colosseum #9 - Houston, Texas - 12.09.2026

Strony (2): 1 2 Dalej
12.09.2026, 22:21
#1
[Obrazek: 0YeExQZ.png]


Heatwave już za nami, a przed nami kolejna edycja Colosseum! Theme song wypełnia arenę, a kamera ukazuje entuzjastycznie reagującą publiczność, a także komentatorów, którzy tym razem...niczego państwu nie przekażą!


Kamera przenosi nas do ringu, który pokryty jest czarną matą. W środku widzimy jedynie trzy krzesła w tym samym kolorze, a to może oznaczać tylko jedno... Pora na zapowiadane "Angry Chairs"! Fani z Houston są bardzo głośni, ale prawdziwa wrzawa wybucha dopiero teraz… ANGRY CHAIR! Już przy pierwszych dźwiękach gitary na rampie pojawia się Wes Wallace, który po kilku krokach zatrzymuje się i ogląda po zgromadzonej widowni. Następnie Lone Rider przy wciąż niesłabnącym cheerze publiki kieruje się w stronę kwadratowego pierścienia, gdzie odbiera mikrofon i zasiada na krześle w centrum ringu. Zawodnik z Houston nasłuchuje jeszcze chwile śpiewu fanów, którzy w dalszym ciągu zdzierają gardła przy refrenie utworu wejściowego Wallace'a, po czym Wes ręką wskazuje, że potrzebuje ciszy. W tym momencie muzyka wyłącza się, a Man of Mayhem bez zwlekania przykłada mikrofon do ust...

Wes Wallace: Witam wszystkich w... *chwila namysłu* drugiej w historii edycji "Angry Chairs"! *cheer* Wiele się działo w moim mieście przez ostatnie tygodnie, prawda? *cheer* Znacie mnie jednak i wiecie, że jestem człowiekiem konkretnym. Nie będzie więc dzisiaj wspominek z konfrontacji z Axelem i Jose. Oni po tym co się wydarzyło na pewno sami będą wam mieli cholernie wiele do powiedzenia podczas następnego Elysium... Nie będę poruszał także tematu swojego syna... *olbrzymi cheer, Wes z uśmiechem kręci głową* Wprowadziłem go tu, przedstawiłem, wspólnie obejrzeliśmy jego pierwszą walkę i teraz tylko OD NIEGO zależy, jak to wszystko poprowadzi. To JEGO kariera, to będą JEGO decyzje. Na tą chwilę moja misja dobiegła tu końca. *chanty James Wallace, Wes ponownie się uśmiecha, po czym wskazuje ręką, że potrzebuje ciszy* Dzisiaj przyszedł czas dopełnić trylogii gal w Houston, a także moich obecnych występów w LPW. *ogromny zawód widowni, Wes wzrusza ramionami z lekkim uśmieszkiem* Moich dzisiejszych gości znam osobiście od lat, dzieliliśmy wspólnie szatnię, staliśmy w jednym ringu. Jestem przekonany, że nie będziecie zawiedzeni... W końcu nie poświęciłbym swojego czasu na byle kogo.

Wes ogląda się w stronę rampy... LE MANU! Ależ wrzawa na trybunach! Buczenie miesza się z chantami "ZA-MO-RA! ZA-MO-RA!". Mimo tego, co Ben zrobił podczas Heatwave, spora rzesza fanów jest po prostu wniebowzięta jego powrotem! Sam zainteresowany wychodzi z zaplecza ubrany w TAKĄ koszulkę oraz ciemnoniebieskie jeansy, przystaje na chwilę na rampie i chłonie reakcję publiczności. Zamyka powoli oczy wsłuchując się w reakcję publiczności, co sprawia, że na jego ustach pojawia się lekki uśmieszek. Po chwili rusza do ringu, do którego wsuwa się pod dolną liną i staje naprzeciw Wesa, patrząc na niego przez kilka długich sekund... Po czym podaje mu rękę na przywitanie i mówi coś w jego kierunku z szerokim uśmiechem. The Highwayman odpowiada tym samym, następnie wskazuje Zamorze na jedno ze stojących w ringu krzeseł, które ten z szerokim uśmiechem zajmuje. Muzyka powoli cichnie, publiczność chwilę po niej.

Wes Wallace: Ben, zapamiętałem Cię jako absolutnego tytana ciężkiej pracy. Byłeś ważną osobą w szatni, budziłeś respekt każdego i miałeś ogromne aspiracje, aby stać się kimś WIELKIM, dojść na sam szczyt... I obaj doskonale wiemy, kto tam na Ciebie czekał. *uśmiech* Nie będę ukrywał, Ben. Wiem jaką masz misję i cel. *wskazuje na siebie, po czym na Zamore* Dla takich jak my, jest to po prostu coś normalnego. Nie mam zamiaru jednak o tym opowiadać, wchodzić Ci w słowo... A jako że sam cholernie doceniam ciężką pracę... Pora to ukazać. *Wes wyciąga z wewnętrznej kieszeni kurtki kartkę* Po powrocie skontaktował się ze mną pewien stary znajomy. Pogadaliśmy, dostał mój numer, spytał o plany, a kilka dni temu opowiedziałem mu, z kim spotkam się podczas Colosseum w Houston. Był WYJĄTKOWO podekscytowany... A niedługo później wysłał mi to. *wskazuje na kartkę* Kurwa, no skłamałbym mówiąc, że dokładnie to. Było tego kilka kartek więcej. *śmiech widowni* Musiałem więc poprosić o znacznie, ale to ZNACZNIE krótszą wersję... W końcu czas antenowy nie zna litości. *Wes uśmiecha się, odchrząkuje, spogląda na kartkę i zaczyna czytać* "Ben, zadebiutowałeś kilka lat temu w WCW podczas walki z Maxwellem Ransomem... *śmiech widowni, która od razu domyśliła się, że to słowa Paddy'ego Jacksona, Wallace sam podrywa kąciki ust, jednak po chwili kontynuuje* ...z którym to wygrałeś w kilkanaście sekund. Niszczyłeś następnie kolejnych przeciwników, dominowałeś ich, byłeś nie do zdarcia. Szybko wspiąłeś się w hierarchii i tylko kwestią czasu wydawało się, aż dotrzesz na szczyt. Wszyscy oczekiwali na konfrontację z Wesem Wallacem, do której w końcu musiało dojść, jednak plany pokrzyżowała twoja bardzo poważna kontuzja. Powiedz, czy ze zdrowiem już wszystko w porządku i przez ostatnie lata nie było żadnych problemów? Czy wierzysz, że tym już razem uda Ci się udowodnić, że jesteś najlepszy? I przede wszystkim... Dlaczego Kenny?" *Wes odkłada kartkę i spogląda na Zamore*

Ben Zamora: *podnosi mikrofon do ust* Przede wszystkim - witaj Wes. To wszystko co przed chwilą padło z Twojej strony... To całkowita, niepodważalna prawda. Byłem w drodze na szczyt. Byłem gotów zrobić wszystko, by tam dotrzeć. Byłem również w stanie dostrzec kto czeka na mnie na samej górze... *uśmiecha się lekko w kierunku Wesa* A potem wszystko mi zabrano. To nie tak miało być, nie tak miało wyglądać, nie tak miało się potoczyć! Ta pieprzona kontuzja sprawiła, że stałem się tylko kolejnym niespełnionym talentem, zmarnowanym przez kontuzje potencjałem... Ale teraz... Tak Wes, jestem całkowicie czysty. *wielki cheer od publiczności* Myślisz, że dlaczego po tylu latach trzymania się na uboczu wróciłem? Ponieważ lekarze w końcu mi na to pozwolili. *wzrusza lekko ramionami* Każdy miesiąc wiązał się z kolejną wizytą u lekarza, każda z nich dawała mi nadzieję... A potem każda z nich sprowadzała mnie znowu do szarej, kurewskiej rzeczywistości. W której nie jestem w drodze na szczyt. W której po prostu nie mogę zrobić wszystkiego, by tam dotrzeć. W której nie jestem w stanie dostrzec, kto czeka na mnie na samej górze... *Patrzy przez chwilę na Wesa w ciszy* Czy wierzę, że tym razem uda mi się udowodnić, że jestem najlepszy... *lekki śmiech* Ja WIEM, że tak będzie. Nie wróciłem do wrestlingu po to, żeby odcinać kupon za kuponem. Wróciłem by zdobyć szczyt. A co do Kenny'ego... Cóż, istnieje coś takiego jak łańcuch pokarmowy. A kto od początku powstania LPW stoi na samym jego szczycie? *uśmiech* To nic personalnego. Riddle po prostu zajmuje należne mi miejsce. Nie ma innego, prostszego sposobu by to zmienić, niż bezpośrednio zdetronizować uzurpatora. Mógłbym przepychać się łokciami po raz kolejny, pokazywać, udowadniać... Tylko... Jaki w tym sens? Jeśli mam stanąć na szczycie, to muszę pokonywać rywali którzy tak jak ja mają AMBICJE. Nie obchodzi mnie ich status prywatny, nie obchodzi mnie to czy mają rodziny, dzieci, żony... Interesuje mnie to, co pokazują wewnątrz tego ringu. By być najlepszym... Trzeba pokonywać najlepszych.

Nawet jeśli Ben Zamora chciałby dodać coś jeszcze, to póki co nie będzie miał ku temu okazji. Na arenie rozbrzmiewa bowiem Evil Ways! Na stage wychodzi Kenneth Riddle, nie czekając na zostanie zapowiedzianym przez gospodarza programu. Sacramento Saint jest wyraźnie poobijany po wydarzeniach z Heatwave. Na wysokości żeber jest obwiązany bandażami, a jego nos jest lekko opuchnięty, ale hej - powinniście zobaczyć, jak wygląda Ryback! To znaczy… no możemy sobie tylko wyobrazić. W każdym razie, Riddle zmierza do ringu, wpatrzony w Bena Zamorę. Po wejściu do kwadratowego pierścienia The Icon na chwilę spuszcza wzrok ze sprawcy zamieszania z Hell in a Cell, aby przywitać się z Wesem. Po serdecznym uścisku dłoni Kenneth odbiera drugi mikrofon i siada na drugim krześle, przygotowanym specjalnie dla niego.

Kenneth Riddle: W normalnych okolicznościach byłoby to całkiem miłe, nostalgiczne spotkanie *Kenny spogląda w stronę Wesa*. Moglibyśmy powspominać stare dzieje i ponarzekać, jakie to młode pokolenie jest beznadziejne, że na topie od dekady oglądamy w większości te same twarze. Ale nie może to tak wyglądać, bo postanowiłeś popełnić falstart, Ben *Riddle wskazuje palcem na Zamorę i trwa w tej pozie przez kilka sekund*. Nie zamierzam owijać w bawełnę, przez cały tydzień dominującą emocją w moim życiu była wściekłość. Byłem zły, że nie rozprawiłem się z Rybackiem w takim stylu, jak planowałem. Wkurzał mnie fakt, że od powstania LPW już kolejny raz dosłownie ocieram się o chwilę triumfu tylko po to, aby skończyć z gorzkim posmakiem braku satysfakcji… ale tydzień to dużo czasu. Przede wszystkim uświadomiłem sobie jedno. W ten czy inny sposób, Bitcherback zniknął z mojego życia i tylko to się liczy. Taki był mój cel przed Heatwave i właśnie to obiecałem mojej rodzinie. Także może styl nie do końca mi odpowiada, ale efekt został osiągnięty. Teraz mogę skupić się na Tobie, Ben, po tym jak bardzo jasno dałeś do zrozumienia, że skupiłeś się na mnie *The Icon poprawia swoją pozycję na krześle i ponownie patrzy głównie w kierunku Zamory*. To jest akurat ta jedna rzecz, o której nie rozmyślałem przez ostatni tydzień. Wręcz przeciwnie, od początku doskonale rozumiałem, dlaczego mnie zaatakowałeś. Dziś ostatecznie rozwiałeś resztki moich wątpliwości. Czy mi to pasuje? Absolutnie nie. Czy zamierzam coś z tym zrobić? JESZCZE JAK! Nie jestem na topie od wczoraj i przywykłem do życia z celownikiem na plecach. Ty też nie urodziłeś się dziś rano i powinieneś zdawać sobie sprawę, że należy ostrożnie wybierać swoje walki, nawet wśród najlepszych.

Ben Zamora: Za punkty stylu nie dostaje się nagród, Kenny. Pokonałeś Rybacka? Pokonałeś. Za 5 lat nikt nie będzie pamiętał, że stało się to z moją pomocą. Wszyscy będą jedynie pamiętać, że to TWOJA piosenka wybrzmiała po walce i to TWOJA ręka została uniesiona do góry w geście zwycięstwa. Także może zamiast wylewać gorzkie żale, po prostu mi podziękujesz? *uśmiech* Widzisz... Jeśli myślisz, że to co zrobiłem miało korzyść tylko i wyłącznie dla mnie, to jesteś zdecydowanie mniej inteligentny, niż sądziłem. Uwolniłem Cię. Dałem Ci szansę. Wręczyłem Ci klucz do kajdanek nałożonych przez Rybacka. Pora, by na światło dzienne wyjrzał ponownie PRAWDZIWY Kenneth Riddle, a nie wyłącznie smętny cień imitujący oryginał. To czy z tego skorzystasz... Cóż, wybór należy do Ciebie.

Kenneth Riddle: Masz duży tupet, jak na faceta, który dopiero co dostał zielone światło do walki od lekarzy, i to po latach spędzonych na leczeniu ciężkiej kontuzji. Ale o tym przekonaliśmy się już na Heatwave. Co do jednego się jednak zgadzamy. Liczy się dla mnie fakt, że od dzisiaj informacji o Rybacku należy szukać w sekcji “byli zawodnicy” na stronie internetowej LPW. Martwi mnie jednak to, że masz z nim pewien wspólny mianownik. Od początku próbujesz forsować tę narrację, którą on również tak uwielbiał, że jestem teraz cieniem siebie z przeszłości. Powiedz mi Ben, skoro tak twierdzisz, czego mi obecnie brakuje i w jaki sposób odesłanie Cię z powrotem na chorobowe miałoby mi pomóc to odzyskać?

Ben Zamora: A kto powiedział, że byłbyś w ogóle w stanie to zrobić, Kenny? *Ben przez kilka chwil wpatruje się w rozmówcę po czym... wybucha śmiechem!* Odesłać mnie z powrotem na chorobowe! Czyli jednak potrafisz też ukąsić, a nie być tylko potulnym pieskiem uciekającym w kąt klatki. *puszcza oczko* Bardzo dobrze. *uśmiech* Myślałem, że już zapomniałeś jak się to robi. Ale niestety nie wróżę szczęścia w tym stanie. *pokazuje ręką na obandażowane ciało Kenny'ego* Jak chcesz to zapraszam, możesz rzucić mi rękawice w DOWOLNYM momencie. Jeśli się boisz to możemy poczekać kilka tygodni. *złośliwy uśmiech* Bo Ben Zamora wrócił i już zapuścił korzenie. Nie tylko na Colosseum. Również w Twojej głowie. *puka się w skroń* Wiesz czego Ci brakuje? Zdecydowania. To co się działo pomiędzy Tobą a Rybackiem, nie było winą nikogo innego. Tak tak, to wszystko jego działania, to wszystko jego chore pomysły... Ale to Ty jesteś za to odpowiedzialny. To ty mu na to pozwoliłeś. To Ty zbagatelizowałeś wszelkie sygnały ostrzegawcze po drodze. To Ty nie potrafiłeś podjąć dorosłej męskiej decyzji, by zakończyć to zanim sytuacja stała się krytyczna. Jeśli myślisz, że będąc tak niezdecydowaną pizdą jesteś w stanie mnie pokonać... To grubo się mylisz.

Kenneth Riddle: Być może zbije Cię to z tropu, ale… pewnie masz rację. Być może powinienem był wcześniej dać Rybackowi uwagę, o którą tak zabiegał i uciąć temat w zarodku. Ale wiesz co, Ben? Drugi raz nie popełnię tego samego błędu. Drugi raz nie zbagatelizuję sygnałów ostrzegawczych. Drugi raz nie zamierzam skupiać się na zadaniach pobocznych, takich jak niedoszła walka o Valor Championship z Jorge Cavazosem. Tym razem jestem w stu procentach skupiony na celu, którym jest sprawienie, żebyś mógł zapuścić korzenie co najwyżej z powrotem na stanowisku komentatorskim, bez zgody lekarzy na rywalizację w ringu. Widzisz, Ben… kilku mocnych zawodników przekonało się już, że nadal potrafię ukąsić i niczym się od nich nie różnisz. Czy wolałbym walczyć z Tobą będąc w pełni zdrowym? Jasne, że tak. Na pewno byłoby mi łatwiej w perspektywie tego, że jesteś ode mnie 40 kilogramów cięższy. Ale “łatwiej” to nigdy nie był mój pierwszy wybór. Jeżeli mam naprawić swój błąd i zacząć zamykać temat w odpowiednim momencie, to równie dobrze mogę się z Tobą zmierzyć już teraz!

Wes Wallace: Poczekajcie. *ogromny cheer, Wes ogląda się po zawodnikach* Houston, nie muszę was pytać, czy tego chcecie, znam odpowiedź. *ponownie wielki cheer* Wiem, że to klepniemy, jednak zanim do tego dojdzie... *odwraca się w stronę Riddle'a i spogląda mu w oczy* Ryback to jest mały człowiek... W tym wielkim cielsku zakuta jest psychika dziecka. Nienawiść zamienił w chorą obsesję, a to tylko obrazuje, jak strasznie słabym jest człowiekiem. *wskazuje ręką na Bena nie odwracając wzroku od Kennetha* Powiem Ci, że wierzę mu. Spotkałem go kiedyś i robił dokładnie to, co mówił. Miał być niebezpieczny? Tak... I był cholernie niebezpieczny. Ben zasłużył u mnie na kredyt zaufania i jeśli uważa, że jest w pełni gotowy stanąć z Tobą w ringu, to ja biorę jego słowa na poważnie. Nie wątpię też w twoje umiejętności, stąd moje pytanie Kenny... Czy Ty jesteś PSYCHICZNIE gotowy na prawdziwą wojnę? *patrzy prosto w oczy Riddle'a* Szczerze? Pomimo tego, co Cię spotkało ze strony Rybacka w ostatnim czasie... Ja po prostu NIE WIERZĘ, że tak naprawdę chociaż przez sekundę czułeś, że w tej klatce może Ci się coś stać. *kiwa głową* Postanowiłeś się z nim zabawić, zamiast go skończyć. Jesteś inteligentnym człowiekiem, Kenny. *uśmiech* Ktoś takie igranie z ogniem mógłby nazwać idiotyzmem, ale Ty nie uprawiałbyś takich gierek, gdybyś w swojej głowie nie kontrolował sytuacji. *spogląda na moment na Bena* Jestem pewien, że on może dać Ci to, czego nie mógł zaoferować Ci Ryback... Zwątpienie. *znów patrzy w oczy Kennetha* Wiek to bzdura, ciało masz w dobrej formie, dlatego pytam o to, co siedzi tu... *wskazuje na głowę* Czy właśnie TUTAJ czujesz się w pełni sił? To jest najważniejsze.

Kenneth Riddle: Można powiedzieć, że znamy się jak łyse konie, panie Wallace. Bo jak inaczej wyjaśnić to, że tak trafnie opisałeś sytuację z Rybackiem? Zgadza się, mam świadomość swoich umiejętności i potrafię o tym mówić szczerze. Kilka osób patrzy przez to na mnie krzywo, ale chyba wiesz, że się tym nie przejmuję. W Hell in a Cell wiedziałem, że jestem lepszy. Gdy patrzę na Zamorę, widzę wielkiego, silnego i zdeterminowanego gościa. Byłbym głupcem, gdybym tego nie dostrzegał. Ale czy jego atuty mnie onieśmielają? *Riddle uśmiecha się i patrzy na Wesa* Doskonale wiesz, że nie! Pytacie mnie obaj, czy czuję się gotowy. Jeden z Was zakwestionował mój stan fizyczny, a drugi psychiczny. To dobrze, bo mogę odpowiedzieć ostatecznie Wam obu jednym zdaniem. Kenneth Riddle od zawsze znajduje się w permanentnym stanie gotowości!

Wes Wallace: *Zamora na ostatnie słowa Kenny'ego uśmiecha się szeroko i widać, że nie może się już doczekać akcji, Wes zerka na Riddle’a* Ja nic nie kwestionuję, Kenny. Nie wciskaj mi słów w usta, których nie wypowiedziałem. Ja jedynie spytałem, to znacząca różnica. *uśmiech, odwraca się w stronę Zamory* Dość jednak tych pytań, zwłaszcza że ciężko nie dostrzec tego, co siedzi Ci teraz w głowie. A tak się składa, że dostałem przed chwilą na telefon wiadomość od nowego Generalnego Menadżera Colosseum, która na pewno zainteresuje was obu. *cheer* Cytuję… “Robimy to.” *większy cheer* “Ben Zamora i Kenneth Riddle w dzisiejszej walce wieczoru.” *ogromny cheer, Wes ogląda się po zawodnikach* Dzisiaj jest moje pożegnanie z LPW, więc nie będę was prosił o dobrą walkę… Wy MACIE zrobić dzisiaj prawdziwy rozpierdol. *potężna wrzawa*

Wallace wstaje, po czym odkłada mikrofon na krzesełko, a następnie uśmiecha się do obu rozmówców i wychodzi z ringu, żegnany owacją na stojąco. Po chwili Riddle również chce opuścić ring, jednak… Zostaje złapany za bark przez Zamorę! Od razu się obraca, instynktownie przygotowując się do walki! Dostrzega jednak uśmiech na ustach Bena, a jego oczy wręcz świecą z podekscytowania.

Ben Zamora: Nie martw się Kenny. Nic Ci nie zrobię… Jeszcze. Zbyt długo na to czekałem, żeby teraz wyrzucić wszystko do kosza. Chcę Ci tylko… Życzyć powodzenia. Zdecydowanie będziesz go dzisiaj potrzebował. *Ben uśmiecha się lekko i zabiera dłoń z barku Kenny’ego* To nie tak, że Cię lekceważę. Nie uważam się za lepszego. Wręcz przeciwnie. W innym wypadku to nie Ty byłbyś moim celem. *Zamora podchodzi bliżej* Mówiłem już, że mierzę w sam szczyt. Aktualnie na Colosseum nie ma nikogo wyżej niż Ty. To wszystko co dzisiaj powiedziałem, to jedynie puste słowa bez pokrycia, w które nie musisz wierzyć. Dlatego przekonasz się o tym na własnej skórze. Sprawię, że teraz to Ty będziesz gonił mnie. Do zobaczenia później, Kenny.

Ben odrzuca mikrofon na bok i wymija Kennetha, zeskakując z ringu i zmierzając na zaplecze. Obandażowany Riddle zostaje sam, wbijając wzrok w plecy oddalającego się Zamory, a obraz z kamery powoli gaśnie.



Kamera ukazuje nam zaplecze oraz solidnie pobitego Nathana Martina! Kanadyjczyk powinien wychodzić do walki, na arenie leci jego theme song okraszony najładniejszym video z całej federacji, ale on sam leży i widać przy nim tylko porzucony niedopałek papierosa, ale sprawcy brak. Do Kanadyjczyka podchodzą pracownicy, w tym medycy i sprawdzają jego stan. The Solipsist powoli znów zaczyna być świadomy i zerka kątem oka na tego peta. Totalnie nie słucha, co do niego teraz mówią pracownicy medyczni, jest w swoim świecie i o czymś rozmyśla, w końcu przystawia palec wskazujący do ust i tym gestem stara się uciszyć wszystkich.

Nathan Martin: Chyba nie myślicie, że odpuszczę sobie ten pojedynek? *przerywa od razu któremuś medykowi* NIE. MA. OPCJI. Po prostu nie! *kręci głową* Dwóch pogromców Allana Hilla oraz dwie persony, które pragną sprawiedliwości... na swoje własne sposoby.*uśmiecha się* TO na pewno nie jest przypadkowe zestawienie, takie coś nie może mnie ominąć, a tym bardziej moich FANÓW... *nadal obolały zaczyna się powoli podnosić* Decyzja podjęta, dziękuję za troskę, ale zachowajcie siły na później. Ktoś inny będzie potrzebował waszej pomocy o wiele, wiele bardziej...

Nathan upiornie się uśmiecha i chwilę jeszcze odpoczywa, po czym rusza w kierunku wejścia na arenę...


Singles Match
David Otunga vs Nathan Martin

Po reklamach wracamy do walki i widzimy jak David wrzuca Nathana w narożnik szybkim Irish Whipem, a następnie powoli podchodzi i uderza punchem w brzuch swojego przeciwnika kilkukrotnie. Kanadyjczyk jest mocno poturbowany po wcześniejszych wydarzeniach, więc ten punch miał o wiele większą moc niż powinien.. Otunga nie zwalnia tempa i wykonuje kilka Shoulder Thrustów w narożniku.. 1.. 2.. 3.. 4.. dopiero gdy sędzia ma odliczyć do pięciu, David odsuwa się i podnosi ręce do góry. Nathan upada w narożniku, więc Otunga pomaga mu wstać, ale nie po to żeby mu pomóc.. Irish Whip na liny, The Solipsist odbija się od nich i.. Tilt-a-Whirl Backbreaker! Co za impet! The Advocate rusza żeby pinować.. 1.. 2.. kick out! The Dreamweaver dość szybko jak na stan w jakim się znajduje odkopuje, ale ciężko mu się podnieść. The Harvard Hammer znowu podnosi swojego przeciwnika i wynosi pod Pendulum Backbreaker.. Nate znajduje w sobie siłę żeby podnieść nogę i sprowadzić Otungę na ziemię Hurricanraną! Martin w ofensywie, biegnie na liny, odbija się od nich i w podnoszącego się Davida uderza Dropkickiem! Szybkie przypięcie: 1.. 2.. nie! Nie te numery z Verdict Makerem, to za wcześnie! The Creator czuje jednak, że jest w sztosie i kontynuuje ofensywę po podniesieniu się, sprzedaje kilka kicków wstającemu Otundze, ten cofa się do narożnika od nawału ciosów.. szybkie Enzuigiri w narożniku! The Advocate jakby zamroczony, Psycho Leaf wycofuje się i prędko nabiega żeby wykonać Running Corner Clothesline.. za wolno! The Harvard Hammer w porę złapał przeciwnika, trzyma go chwilę w uchwycie i poprawia.. pod Sit-Out Spinebuster! Udało się, teraz przypina.. 1.. 2.. 3-.. nie! Nathan trzyma się dalej! David widocznie zdenerwowany wstaje, łapie przeciwnika za kark i znowu go podnosi.. Pele Kick od The Solipsista! Odzyskuje trochę sił, podnosi się szybko i rozpędza odbijając od lin.. Superman Punch na wstającym Otundze! Nie! To był niesamowicie szybki Motion to Dismiss od Davida! Nie widzimy jednak pinu, The Advocate wie, że musi to skończyć tu i teraz.. czeka chwilę aż Nathan wstanie.. Objection! Przypina: 1.. 2.. 3-.. dalej nic! David uderza pięścią w matę, wstaje i kieruje się do narożnika.. czeka na swojego przeciwnika, aż ten wstanie.. po chwili rusza w jego kierunku i chce go podnieść.. Calf Kick go zaskakuje! Otunga się cofa.. Roundhouse Kick od Nate'a! Nie! The Harvard Hammer łapie go za nogę, odrzuca ją, Nathan Martin robi obrót i trafia prosto w ramiona Otungi.. The Verdict! Jednak nie! Psycho Leaf daje radę się wydostać, spada na na obie nogi, ale impet powoduje u niego ból.. The Advocate wykorzystuje sytuację i ponawia The Verdict! Tym razem udane! Mamy przypięcie: 1.. 2.. 3! To koniec! David wygrywa starcie, ale musiał się chwilę pomęczyć.


PITAGORAS TWIERDZI, ŻE MIKE BRUTAL ŚMIERDZI


Kamera zagląda do biura General Managera Colosseum. Ted DiBiase Jr. siedzi za biurkiem, przeglądając kilka dokumentów. Po drugiej stronie stoi Sara Rojas.

Sara Rojas: Chciałam tylko upewnić się, że wszystko zostało dopięte.

Ted odkłada dokumenty i spogląda na nią z lekkim uśmiechem.

Ted DiBiase Jr.: Sara, jeśli chodzi o interesy, to zawsze doprowadzam je do końca.

Sara Rojas: Czyli możemy działać zgodnie z planem?

Ted DiBiase Jr.: Dokładnie tak.

Sara przez moment patrzy na Teda, po czym kiwa głową i rusza w stronę drzwi.

Sara Rojas: W takim razie wszystko jasne.

Ted DiBiase Jr.: Jestem pewien, że warto na to chwilę poczekać.

Sara opuszcza biuro. Ted jeszcze przez chwilę spogląda w stronę zamkniętych drzwi, po czym spokojnie wraca do dokumentów.



Dad's Gonna Kill Me wybrzmiewa na arenie, a ten kto oglądał Heatwave wie, że oznacza to pojawienie się jednego z najnowszych nabytków LPW! Młody Wallace wychodzi powoli na rampę, z uśmiechem rozglądając się po zebranych na hali fanach. Ci witają go ogromnym dopingiem, nic dziwnego - to w końcu syn Wesa Wallace'a! James poprawia skórzaną kurtkę i zafascynowany rusza do ringu, cały czas obserwując to co dzieje się dookoła niego. Po kilkunastu sekundach dociera do ringu, który obchodzi i zmierza w okolice stolika komentatorskiego... Na który wskakuje i zaczyna podburzać publiczność do jeszcze głośniejszej reakcji! No trochę chyba go poniosło, ale nie zmienia to faktu, że Houston dosłownie je mu z ręki i przystaje na prośbę młodego zawodnika, reagując jeszcze mocniejszym cheerem! Zadowolony z siebie James potakuje głową, po czym zeskakuje ze stołu i prosi pracownika technicznego o mikrofon, z którym wtacza się do ringu pod dolną liną. Praktycznie całe trybuny zaczynają śpiewać refren jego piosenki wejściowej, a młodzieniec pozwala im na to, odsuwając się do narożnika i opierając się o niego. Po chwili jednak refren się kończy, a muzyka zostaje wyciszona.

James Wallace: Już rozumiem starego... *uśmiech, odpycha się od narożnika i przechodzi na środek ringu* Nie ufałem mu, ale... Nie odbierzcie mnie źle - zawsze wiedziałem, że to coś niesamowitego. Jednak przeżyć to na własnej skórze, *przeczesuje włosy* to zupełnie inna bajka! Uderza muzyka, słyszysz poruszenie wśród publiczności... I nagle wszystko inne przestaje mieć znaczenie. *uśmiech, publika w Houston reaguje głośnym cheerem* Chyba nie muszę się przedstawiać co? *Chanty NO! NO! po których następuje również "Welcome James!"* Nie no, proszę was... Musiałbym nie być synem swego ojca, żeby pozbawić tej przyjemności nie tylko was, ale i samego siebie! *Uśmiech* Nazywam się James Wallace! *cheer* Możecie mnie kojarzyć głównie z tego, że jestem synem Wesa. *śmiech* Tylko, kurwa... *krótka pauza* Nie zamierzam być po prostu "Synem Wesa". Jestem tu, bo chcę napisać własną historię. Jestem tu, ponieważ jest mi to przeznaczone. *zawiesza na chwilę głos* Jestem tu, by nazwisko Wallace od razu przywodziło na myśl jedną osobę - mnie! *cheer, James patrzy w kamerę* Wybacz staruszku. *spogląda z powrotem na zgromadzoną publiczność* Houston! Do tej pory widzieliście zaledwie UŁAMEK moich możliwości. Ale, spokojnie. *James poprawia skórzaną kurtkę* Mam ochotę dać wam kolejną próbkę tego na co mnie stać. W tym ringu. W tej chwili! *wielka wrzawa na trybunach* Może znajdzie się jakiś chętny, co? *spogląda w stronę stage'u i opuszcza mikrofon*

Singles Match
James Wallace vs Dale Rucker

Wybrzmiewa gong, zawodnicy momentalnie spotykają się na środku ringu i zwierają się w klasycznym klinczu. Rucker jednak wykorzystuje swoją przewagę fizyczną i spycha młodego do narożnika, na co sędzia reaguje odliczaniem. Big Rig przetrzymuje jednak chwyt, doczekując magicznej liczby 4, a następnie odpuszcza i zadowolony z siebie przechodzi na środek ringu, zapraszając małolata na kolejną rundkę. Ten tylko się uśmiecha i ochoczo przystępuje do kolejnego zwarcia. Jednak nie! W ostatniej chwili przechodzi pod ręką tirowca za jego plecy, a następnie chwyta go w Headlock, w którym trwają przez chwilę, jednak Dale bez żadnych skrupułów stompuje stopę Jamesa, przez co ten puszcza uchwyt i teraz to on zostaje zamknięty w Headlocku! Siłują się chwilę, James łapie za ręce oplatające jego głowę i próbuje je rozerwać. Nie przynosi to jednak oczekiwanego skutku, Rucker napina się i ponownie dociska ręce do głowy Wallace'a. Kilka chwil później ten stosuje inną taktykę i przepycha rywala na liny, przy pomocy których wypycha go na przeciwległą stronę ringu. Kierowca ciężarówki odbija się i wraca z mocnym Shoulder Blockiem, posyłając Wonderkida na deski! Następuje klasyczny motyw walki wrestlingowej - Dale odbija się od lin, James rzuca mu się pod nogi, zawodnik będący do tej pory w kontroli przeskakuje nad nim i odbija się po drugiej stronie nabierając prędkości, Wallace wstaje i przeskakuje nad nim Leap Frogiem, a przy następnym spotkaniu w centrum ringu częstuje go Hip Tossem! Gdyby ktoś nie wiedział, nazywa się to International Spot! Publika nagradza tą akcję głośnym cheerem, a rozochocony James dokłada jeszcze Running Senton! I mamy próbę pinu! 1... Kick Out! Wallace podnosi się, pozwala na to samo przeciwnikowi i wykonuje Knee Lift, po którym automatycznie dokłada jeszcze Knee Smash Facebuster, rusza na liny, napędza się przy ich pomocy i potężnym Discus Lariatem zwala ponownie oponenta z nóg! Pin! 1...2... Kick Out. No, ale chyba już dłużej tego nie będziemy ciągnąć - Wonderkid odsuwa się do narożnika, a gdy tylko Big Rig wstaje, otrzymuje Hellraiser! A jednak nie, mamy unik, James teraz ma za plecami rywala... Back Kick! Prosto w brzuch! Rucker pochyla się, ale od razu zostaje wyprostowany Chest Kickiem, do którego zostaje dołożony jeszcze Back Elbow! Syn swego Ojca od razu łapie rywala w odpowiedni sposób i dokłada Chain Reaction! No teraz to już na pewno nie przedłużamy! Po kilku sekundach widzimy kolejną próbę Hellraisera - tym razem udaną! Ulubieniec publiczności sam podnosi Ruckera, po czym wykańcza go przy pomocy Blackway Drive! 1...2...3... Koniec! James Wallace odnosi zwycięstwo w swoim debiucie na Colosseum!



Kamera zagląda do szatni Zygmunta Butli. Polak siedzi samotnie przy stole, na którym leżą: koślawy odlew z wosku wykonany przez Cyclone'a Diallo oraz fragment złotego medalionu znaleziony w tajemniczej kopercie. Zygmunt raz po raz przykłada je do siebie, próbując znaleźć jakieś logiczne wyjaśnienie całej sytuacji.

Zygmunt Butla: No podobne jest, nie powiem... ale jakbym po pięciu piwach narysował koło od roweru, to też by pewnie wyszło podobne. Wróżbita, medalion, tajemnicze koperty... jeszcze tylko brakuje, żeby mi ktoś powiedział, że jestem zaginionym księciem i mam odziedziczyć pół Rumunii.

W tym momencie rozlega się pukanie do drzwi. Zygmunt szybko zgarnia medalion ze stołu i spogląda w ich kierunku. Do środka wchodzi elegancko ubrany mężczyzna.

Zygmunt Butla: O, proszę. To pan od podsłuchiwania pod drzwiami, którego widziałem oglądając galę w telewizji. Jak już mnie śledzisz, to mogłeś chociaż przynieść piwo.

???: Nie śledzę pana. Obserwowałem jedynie, czy przesyłka trafiła do właściwej osoby. Nazywam się Emil Ciureja. Reprezentuję rodzinę Ciureja.

Mężczyzna spogląda na fragment medalionu trzymany przez Zygmunta.

Emil Ciureja: Ten przedmiot nie znalazł się tutaj przypadkiem. To część rodzinnego medalionu, wykonywanego wiele lat temu dla jednego z członków naszego rodu. Został podzielony na dwie części. Jedną posiada pan. Druga od lat znajduje się w rękach rodziny.

Zygmunt Butla: Czyli jednak nie wygrałem złota w jakimś konkursie?

Emil nie reaguje na żart. Wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki fotografię i kładzie ją na stole. Przedstawia ona drugą połowę identycznego medalionu. Zygmunt powoli przykłada do zdjęcia posiadany fragment. Oba elementy idealnie tworzą jeden wzór.

Emil Ciureja: Od pewnego czasu zbieramy informacje na temat Zygmunta Szewczyka. Daty, miejsca, okoliczności pana dzieciństwa. Jest ich zbyt wiele, żeby mówić o zwykłym przypadku.

Zygmunt Butla: Chwila... czego wy właściwie ode mnie chcecie?

Emil Ciureja: Odpowiedzi na dokładnie to samo pytanie, które powinien zadać sobie pan. Istnieją poważne podstawy, by sądzić, że Zygmunt Szewczyk nie jest tożsamością, z którą przyszedł pan na świat.

Humor momentalnie znika z twarzy Butli.

Zygmunt Butla: Dobra... teraz to już przestało być zabawne.

Emil Ciureja: Dlatego potrzebujemy pewności. Badanie DNA zakończy wszystkie spekulacje. Rodzina posiada materiał porównawczy.

Zygmunt Butla: Trzydzieści sześć lat nikt mnie nie szukał, a teraz nagle pojawia się facet w garniturze, daje mi pół medalionu i chce mojej śliny albo krwi? Wybacz, ale miałem w życiu lepsze oferty. Nawet pod monopolowym.

Emil Ciureja: Nie oczekuję odpowiedzi dzisiaj.

Mężczyzna kładzie na stole wizytówkę obok fotografii medalionu.

Emil Ciureja: Człowiek, którego reprezentuję, czekał na możliwość poznania prawdy przez bardzo długi czas. Kiedy będzie pan gotowy, numer jest na wizytówce.

Emil odwraca się i opuszcza pomieszczenie. Zygmunt przez kilka sekund siedzi bez ruchu. Następnie ponownie przykłada fragment medalionu do fotografii, po czym zerka na woskowy odlew Diallo.

Zygmunt Butla: Mekambe, cmentarz w 2100... a teraz jeszcze to. Ja pierdolę, ten czarodziej naprawdę zaczyna mnie niepokoić.

Butla bierze wizytówkę. Przez moment wygląda, jakby chciał ją wyrzucić, ale ostatecznie chowa ją do kieszeni. Kamera zatrzymuje się na leżących obok siebie woskowym odlewie oraz fragmencie medalionu, po czym obraz powoli gaśnie.



Wracamy do ringu, gdzie znajduje się już Renee Paquette, a także debiutujący w LPW Michał Pawlak.

Renee Paquette: Panie i Panowie, za moment ten oto człowiek stoczy swój pierwszy pojedynek w LPW. Michał, czy czujesz się pewny swego przed starciem z Thorem?

Michał Pawlak: No raczej! Podobno typ waży 200 kilo. Taka gruba świnia, to pewnie nawet nie wejdzie do ringu! Dawać go, zara dostanie wpierdol!

W tym momencie wybrzmiewa ten theme song, a już po kilku sekundach oczom widzów ukazuje się gigantyczny Norweg. Zdecydowanie nie przypomina on "grubej świni", jaką wyobrażał sobie Pawlak. Pewnym krokiem zmierza w stronę ringu. Wyraz twarzy Michała diametralnie się zmienia - jeszcze przed momentem wyglądał jak najodważniejszy wojownik na tej planecie, a teraz przypomina raczej skazańca prowadzonego na egzekucję. Z trudem przełyka ślinę, gdy Thor wchodzi na krawędź ringu, a następnie przekracza liny, z łatwością przechodząc nad najwyższą. Renee w międzyczasie opuszcza ring.

Singles Match
Thor vs Michał Pawlak

Arbiter daje znak do rozpoczęcia walki. Niemal od razu po gongu Pawlak próbuje spierdalać z ringu, jednak będąc pomiędzy linami zostaje przechwycony przez Thora, który wciąga go z powrotem do środka. Następnie częstuje zawodnika z Krakowa serią ciosów w brzuch, po których Michał cofa się w stronę narożnika. Tam Thor wymierza mu potężny Headbutt. I jeszcze jeden! Polski Młotek osuwa się do pozycji siedzącej, zaś zawodnik z Norwegii decyduje się wziąć rozbieg, po którym wykonuje Facewash! Pawlak osuwa się na matę, po czym postanawia wyturlać się poza ring. Wiking natychmiast rusza za nim. Wygląda na to, że z ucieczki niewiele wyjdzie, bowiem Destroyer from North szybko przechwytuje rywala, a następnie z łatwością ciska nim o stalowe schody! Te aż się przesuwają pod wpływem tego uderzenia, zaś Thor nie zamierza tracić czasu, tylko od razu podnosi rywala, po czym uderza jego głową o krawędź ringu. Na tym się nie kończy - mamy wyniesienie w górę i już po chwili El Pawlako zostaje rzucony plecami na apron! Norweg następnie wpycha go z powrotem do ringu pod linami, po czym sam wraca do środka. Pawlakowi ledwo udaje się pozbierać, a już zostaje złapany w Pumphandle Hold, po którym Thor aplikuje Norway Driver 2! Pawlak zatrzymuje się pod linami, a gigant z Bryne łapie go, po czym wynosi w górę pod Canadian Backbreaker. Mija kilka sekund, po czym Thor opada na kolana, wykonując Ragnarok! Pin wydaje się być formalnością. 1....2...3! Tak, to koniec tego starcia!

Po wygranej, Thor czeka aż rywal zostaje wyniesiony z ringu i bierze mikrofon

Thor: Co to było? Sesja treningowe z manekinem? Jeżeli tak mają wyglądać rywale rzucani przeciwko mnie, to uznaję to za żart. Żarty, który ma mnie urazić. *zaczyna krążyć po ringu*  Jestem wojownikiem kompletnym, przygotowanym do walki, zdolnym mierzyć się z każdym rzuconym mi mięsem. Ale mięso musi wykazać jakąkolwiek wolę walki. Mam rację? To jest arena, a ja jestem wojownikiem chcącym zdobywać i podbijać. Jestem zdolnym kruszyć kości, łamać wolę i sprowadzać do parteru każdego, kto tu stanie. Ale na litość boską, niech to będzie ktoś godny walki ze mną. Możecie dać mi któregoś z tych zapijaczonych wąsaczy kręcących się po zapleczu, albo któregoś z tych mało zabawnych i napiętych do granic możliwości fajtłapów co pomylili wybieg modowy z ringiem. Nie jestem jednym z nich, jestem łowcą, wojownikiem północy. Potrzebuję agonalnych jęków moich oponentów i zapachu ich strachu. To jest prawdziwa esencja walki, dominacja. Taka, która pozostawia trwałe ślady w psychice, ta przez którą słabi chłopcy muszą chodzić do psychologa i jeść prozak. Dominacja psychiczna i fizyczna. Tylko to się liczy w ringu. Pełen podbój. Każdy kto chce, może w tym momencie przyjść tutaj i stać się kolejną ofiarą, która za życia trafi do Helheimu, podczas gdy ja zasiądę do kolejnej uczty w Valhalli. Tu jest ring i tu jest miejsce na walkę i show.

Wraz z ostatnim wypowiedzianym przez Haraldssona słowem rozbrzmiewa ten theme song, a na titantronie wyświetla się to. Po chwili na arenę wychodzi Fenrir pewnym krokiem, w ręku ma mikrofon, ubrany jest w swój gear. Staje on na chwilę na rampie i napawa się widokiem, ale i jakby zapachem areny i atmosferą, która na niej panuje. Po chwili, po kilkunastu sekundach kiedy theme song przycicha, Fenrir podnosi mikrofon do "ust"..

Fenrir: *ruszając w stronę ringu* Gratulacje wojowniku! Imponujące to było, ta siła, ta szybkość.. Czy to nie niesamowite, że dwóch wielkich norweskich zawodników debiutuje w tym samym momencie? Mi się wydaje, że to nie był przypadek. Chociaż nie.. nie wydaje mi się. Jestem pewien, że to nie jest przypadek. Widzisz, Thor, sądzę tak dlatego, że.. jesteśmy sobie przeznaczeni. Zwróciłeś moją uwagę nie tylko tym jak walczysz, ale też tym kim obnosisz się, że jesteś. *wchodzi po schodkach* Jest taki jeden szczegół.. uznajesz się za kolejnego boga piorunów, ja zaś jestem personifikacją bestii, która zgładziła w mitologii jego ojca, Odyna - co oznacza, że nie straszny mi jest żaden bóg. *przechodzi przez liny* Roztaczasz aurę wielkości, wchodzisz do tego ringu z pewnością, miażdżysz swego przeciwnika - i chwała Ci. *staje naprzeciw Haraldssona i patrzy mu głęboko w oczy, Fenrirowi oczodoły zapalają się na czerwono* Natomiast nie pomyślałeś o jednym - o tym, że obiorę sobie Ciebie za cel. Będziesz idealny żeby pokazać wszystkim, że nie żartuję.. wikingu..

Status quo utrzymuje się przez chwilę między obydwoma zawodnikami, obaj patrzą na siebie intensywnie, ale po chwili Thor musi opuścić ring. Nie spuszcza on jednak wzroku z Fenrira, i vice versa, bo ten się odwraca i też śledzi wzrokiem swojego prawdopodobnego przyszłego przeciwnika. Kamera pokazuje nam raz idącego po rampie Haraldssona, a raz Fenrira, który powoli się rozgrzewa i czeka na swojego oponenta.

Singles Match
Fenrir vs Preston Steele

Po kilku minutach walki... Kamera pokazuje nam teraz ring, w którym to Fenrir znęca się nad Prestonem Steelem. Zamaskowany zawodnik ściska z całej siły za kaptury siedzącego na środku ringu Prestona. Widać na jego twarz wielki grymas bólu, a sędzie upewnia się, że Amerykanin chce cały czas kontynuować walkę. Ten nie rezygnuje i zaczyna się powoli podnosić. Wypłaca szybki łokieć na korpus przeciwnikowi, ten puszcza uchwyt. Dokłada do tego dwa kolana na brzuch, odbija się od liny… Ale Cold Giant chwyta go za gardło… I mamy Chokeslam Backbreaker! Steele nawet nie ma czasu złapać się za plecy, Fenrir od razu przykrywa go swoim ciałem. Pin. 1… 2… Kickout! Zawodnik z Philadelphi cały czas się nie poddaje! Zawodnik z Jotunheim podnosi rywala na równe nogi i kilkoma punchami na głowę zaprowadza rywala do narożnika. Sam idzie do przeciwnego. Chyba za chwilę zobaczymy mocną akcję. Running Corner Clothesline?! Nie! Legacy Breaker ucieka spod toporu! Chwilę jeszcze dochodzi do siebie i przechodzi do ofensywy. Dropkick, Fenrir pozostaje na nogach, ale się cofa i odbija od liny, a The Rebel One dokłada Spinning Heel Kick. Nordycki wojownik chwieje się na nogach, a Preston dorzuca jeszcze szybki Codebreaker, którym już udało mu się go powalić na ziemię. Amerykanin cały czas nie odpuszcza. Wchodzi szybko na narożnik. 450 Splash? Connected! Pin! 1… 2… Fenrir tak silnie odpycha przeciwnika, że aż podbija Seele`a do góry. Amerykanin podbiega i nie chce dać mu szansy na odpoczynek. Zasypuje go serię punchów na głowę, ale Norsk Warewolf nic sobie z tego nie robi. Odpycha Prestona, ten odbija się od lin… I zostaje ścięty z nóg potężnym Thorheim! Pin! 1… 2… To jeszcze nie koniec! Zamaskowany zawodnik zdaje się mieć dość tej walki i sygnalizuje, że będzie chciał ją teraz zakończyć. Steele powoli podnosi się przy pomocy lin, Fenrir wynosi go na barki… Helheim!? Nie! Zawodnik z Philadelphi ogarnął co się święci, wypłaca rywalowi łokcie w głowę, a ten go opuszcza na ziemię. Fenrir przyklęknął na jedno kolano, Preston odbija się od liny… Ale zgarnia Ymir`s Fury! Potężny Spinebuster wbija go w matę. Cold Giant napina się teraz mocno w stronę publiczności, a ci dają mu znać, że podoba im się ta walka. Steele podnosi się już przy pomocy lin. Fenrir odwraca się do niego, wykręca jego rękę. The Calamity! Tak jest, Preston aż przekręcił się przez bark na brzuch z impetu tej akcji! Pin! 1… 2… 3! Fenrir zwycięża w tej walce!


REKLAMA BUTÓW SYCYLIJSKICH Z DOMIESZKĄ BETONU


Przenosimy się do szatni Jaya DiMateo, ten ma chyba mieszany humor, w każdym razie dość głośno i porywczo rozmawia z kimś przez telefon.

Jay DiMateo: Jaka ciotka Eleonora?! Jak siedziałem u niej na kolanach...co? Co mi dawała? Możesz do mnie mówić jaśniej i przestań chociaż przez chwilę skamleć, bo nic nie rozumiem...*dłuższą chwilę słucha swojego rozmówcy/rozmówczyni* Okej, okej. Dobra. Tak, przyjadę.

Jay rozłącza się i wygląda na dziwnie zadowolonego, w tym momencie słychać pukanie do drzwi.

Jay DiMateo: Kogo tam znowu niesie?

Nepo Baby otwiera drzwi, a w nich pojawia się nie kto inny, jak Bret Hart! Przypomnijmy, że Hart trenował przez chwilę Jaya.

Jay DiMateo: O, a to Ci niespodzianka. Pana to się tu nie spodziewałem.

Bret Hart: Pamiętaj mój drogi, że jestem jak hiszpańska inkwizycja. *zadowolony ze swojego żartu*

Jay DiMateo: Jaka znowu hiszpańska inwigilacja?

Bret Hart: *rozczarowany* Nieważne. Chociaż nie, nie. Trzeba edukować młodzież. Monty Python, mówi Ci to coś?

Jay DiMateo: Yyy...zaraz, zaraz. Monte to w sumie jadłem jak byłem mały. Tylko ja nigdy nie mieszałem, kumasz? Swoją drogą wiesz, że ciotka Eleonora umarła i dostanę po niej spadek? *patrzy na Breta z wrogością* Tylko nie mów mi proszę, że po to przyszedłeś.

Bret Hart: Nie, nie po to. Nie interesują mnie twoje pieniądze. Jestem tu, bo ktoś musi z Tobą porozmawiać, a wiem, że jest większa szansa, że posłuchasz się mnie, niż swojego ojca, czy swojej psychiatry. Przed Tobą kluczowe starcie z Shio. Jak przegrasz, to możesz naprawdę szybko polecieć, bo uwierz mi RVD nie będzie tu trzymał kogoś tylko dlatego, że jego tatulek ma jakieś wpływ. DiBiase tym bardziej. Natomiast jeśli wygrasz...

Jay DiMateo: Oczy...

Bret Hart: Nie przerywaj mi, chłopcze. Jeśli wygrasz, to masz szansę na naprawdę dobry start. Wiem, że na Colosseum jest sporo utalentowanych wrestlerów, ale większość z nich walczy dopiero o ugruntowanie swojej pozycji. To twoja szansa, więc proszę Cię - pokaż im to, co pokazywałeś u mnie na treningach. Pokaż im, że jesteś nie do zdarcia. Pamiętasz, jak walczyłeś z tym łysolem?

Jay DiMateo: W sensie z tym, co miał udawać Goldberga i całą walkę próbował mnie załatwić superkickiem? Trudno o tym zapomnieć.

Bret Hart: *ma chyba fleshbacki* Oj, tak. Nie da się o tym zapomnieć! Ktoś taki nie powinien wychodzić w ogóle do ringu, był zagrożeniem nie tylko dla siebie, ale też dla każdego swojego przeciwnika. Zresztą to był tylko twór. Coś co miało się sprzedać, a głupi lud niestety to kupił.

Jay DiMateo: Ty teraz mówisz o prawdziwym Goldbergu, czy o tym udawanym?

Bret Hart: *robi się czerwony i krzyczy* GOLDBERG NIGDY NIE BYŁ PRAWDZIWY. TO BYŁ KOMERCYJNY WYMYSŁ. *próbuje ochłonąć* Zaraz, zaraz...ja tu przyszedłem w zupełnie innej sprawie. Tak, tak...twoja walka z Shio, tak? Skup się proszę na tym w czym jesteś dobry. Męcz go, dręcz, spraw żeby każdy kolejny cios musiał przeanalizować. Uwierz mi, że zobaczyłem w Tobie potencjał nie bez powodu. Naprawdę masz umiejętności, masz szanse być niczym kolejny...

Jay DiMateo: Shawn Michaels?

Bret Hart: Może nie do końca o niego mi chodziło, aczkolwiek...nie można sukinsynowi odmówić, w ringu był wybitny. Może nie tak dobry, jak chociażby...

Jay DiMateo: *udaje, że jego telefon dzwoni* Oj, wybacz mi, ale muszę odebrać. Wiesz, pogrzeb ciotki i te sprawy.

Jay udaje, że zaczyna z kimś rozmawiać przez swojego SAMSUNGA, Bret Hart kręci głową z niedowierzania, a następnie obraz z kamery urywa się.



Earlier This Week

Kamera przenosi nas do jednego z lokali, znajdujących się w Houston. Przy jednym ze stolików zauważyć możemy elegancko ubranego mężczyznę o długich, ciemnych włosach. Na stoliku stoi szklanka, w której dostrzec możemy jeszcze blisko połowę zawartości. On wygląda natomiast na dość mocno zamyślonego. W pewnym momencie lekko się odwraca, kątem oka dostrzegając obserwujący go obiektyw kamery. Okazuje się być nim debiutującym już na najbliższym Colosseum - Luis Borges.

Luis Borges: Moja droga była niezwykle długa, kręta oraz pełna ślepych zaułków. Długie oczekiwania zaprowadziły mnie ostatecznie do miejsca, które może zapewnić mi spełnienie wszelkich marzeń. Jest nim Legion Pro Wrestling, które nie jest dla mnie wyłącznie kolejną szansą. To miejsce, w którym z dumą będę mógł reprezentować moją ukochaną ojczyznę. Portugalia to miejsce, które wykreowało wiele wielkich osobowości. Są to ludzie, którzy na przestrzeni lat udowadniali swoją wartość, zapisując się w historii oraz godnie reprezentując nasze rodzinne strony.

Luis zerka kątem oka na stojącą przed nim szklankę.

Luis Borges: W przeciwieństwie do wielu osób, nie zamierzam walczyć wyłącznie dla blasku fleszy. chcę każdym kolejnym występem udowadniać, że nie stoję w miejscu. Nie zatrzymuję się i stale się rozwijam. Uczę się, wyciągam wnioski z każdego występu, który zapewnia mi bardzo cenne doświadczenie. Żyję z wiarą, że człowiek uczy się przez całe życie i zamierzam z tego przywileju korzystać, ile tylko mogę. Dlatego nie chcę zatrzymywać się na tym, czego udało mi się nauczyć. Z każdym kolejnym dniem chcę stawać się coraz lepszą wersją siebie. Chcę z każdym mijającym dniem stawać się bardziej kompletnym wojownikiem, którego duch stanie się znany całemu światu. Każdy, kto stanie ze mną w ringu, nie będzie wyłącznie kolejnym rywalem. Będzie testem mojego charakteru, siły oraz tego, jak wiele jestem w stanie znieść. Jak wiele jestem w stanie przyjąć, aby powstać i walczyć dalej. *spogląda prosto w obiektyw kamery* Możecie być pewni jednego. Nie odpuszczam i jest to coś, co nie jest hasłem, którym zamierzam rzucać na lewo i prawo. Jest to coś, co cechuje mnie nie tylko jako człowieka, ale także jako wojownika, który może skonać, ale będzie walczyć do końca. I to zamierzam udowodnić wszystkim na Colosseum w walce z Mario Paterdą, który zapewne przebył równie długą i krętą drogę co ja, ale niestety trafił on na kogoś, kogo pokonanie może być dla niego zadaniem niewykonalnym.

Obraz z kamery gaśnie.
Odpowiedz
Cytuj
Raptor
Moderatorzy
12.09.2026, 22:21 #1
[Obrazek: 0YeExQZ.png]


Heatwave już za nami, a przed nami kolejna edycja Colosseum! Theme song wypełnia arenę, a kamera ukazuje entuzjastycznie reagującą publiczność, a także komentatorów, którzy tym razem...niczego państwu nie przekażą!


Kamera przenosi nas do ringu, który pokryty jest czarną matą. W środku widzimy jedynie trzy krzesła w tym samym kolorze, a to może oznaczać tylko jedno... Pora na zapowiadane "Angry Chairs"! Fani z Houston są bardzo głośni, ale prawdziwa wrzawa wybucha dopiero teraz… ANGRY CHAIR! Już przy pierwszych dźwiękach gitary na rampie pojawia się Wes Wallace, który po kilku krokach zatrzymuje się i ogląda po zgromadzonej widowni. Następnie Lone Rider przy wciąż niesłabnącym cheerze publiki kieruje się w stronę kwadratowego pierścienia, gdzie odbiera mikrofon i zasiada na krześle w centrum ringu. Zawodnik z Houston nasłuchuje jeszcze chwile śpiewu fanów, którzy w dalszym ciągu zdzierają gardła przy refrenie utworu wejściowego Wallace'a, po czym Wes ręką wskazuje, że potrzebuje ciszy. W tym momencie muzyka wyłącza się, a Man of Mayhem bez zwlekania przykłada mikrofon do ust...

Wes Wallace: Witam wszystkich w... *chwila namysłu* drugiej w historii edycji "Angry Chairs"! *cheer* Wiele się działo w moim mieście przez ostatnie tygodnie, prawda? *cheer* Znacie mnie jednak i wiecie, że jestem człowiekiem konkretnym. Nie będzie więc dzisiaj wspominek z konfrontacji z Axelem i Jose. Oni po tym co się wydarzyło na pewno sami będą wam mieli cholernie wiele do powiedzenia podczas następnego Elysium... Nie będę poruszał także tematu swojego syna... *olbrzymi cheer, Wes z uśmiechem kręci głową* Wprowadziłem go tu, przedstawiłem, wspólnie obejrzeliśmy jego pierwszą walkę i teraz tylko OD NIEGO zależy, jak to wszystko poprowadzi. To JEGO kariera, to będą JEGO decyzje. Na tą chwilę moja misja dobiegła tu końca. *chanty James Wallace, Wes ponownie się uśmiecha, po czym wskazuje ręką, że potrzebuje ciszy* Dzisiaj przyszedł czas dopełnić trylogii gal w Houston, a także moich obecnych występów w LPW. *ogromny zawód widowni, Wes wzrusza ramionami z lekkim uśmieszkiem* Moich dzisiejszych gości znam osobiście od lat, dzieliliśmy wspólnie szatnię, staliśmy w jednym ringu. Jestem przekonany, że nie będziecie zawiedzeni... W końcu nie poświęciłbym swojego czasu na byle kogo.

Wes ogląda się w stronę rampy... LE MANU! Ależ wrzawa na trybunach! Buczenie miesza się z chantami "ZA-MO-RA! ZA-MO-RA!". Mimo tego, co Ben zrobił podczas Heatwave, spora rzesza fanów jest po prostu wniebowzięta jego powrotem! Sam zainteresowany wychodzi z zaplecza ubrany w TAKĄ koszulkę oraz ciemnoniebieskie jeansy, przystaje na chwilę na rampie i chłonie reakcję publiczności. Zamyka powoli oczy wsłuchując się w reakcję publiczności, co sprawia, że na jego ustach pojawia się lekki uśmieszek. Po chwili rusza do ringu, do którego wsuwa się pod dolną liną i staje naprzeciw Wesa, patrząc na niego przez kilka długich sekund... Po czym podaje mu rękę na przywitanie i mówi coś w jego kierunku z szerokim uśmiechem. The Highwayman odpowiada tym samym, następnie wskazuje Zamorze na jedno ze stojących w ringu krzeseł, które ten z szerokim uśmiechem zajmuje. Muzyka powoli cichnie, publiczność chwilę po niej.

Wes Wallace: Ben, zapamiętałem Cię jako absolutnego tytana ciężkiej pracy. Byłeś ważną osobą w szatni, budziłeś respekt każdego i miałeś ogromne aspiracje, aby stać się kimś WIELKIM, dojść na sam szczyt... I obaj doskonale wiemy, kto tam na Ciebie czekał. *uśmiech* Nie będę ukrywał, Ben. Wiem jaką masz misję i cel. *wskazuje na siebie, po czym na Zamore* Dla takich jak my, jest to po prostu coś normalnego. Nie mam zamiaru jednak o tym opowiadać, wchodzić Ci w słowo... A jako że sam cholernie doceniam ciężką pracę... Pora to ukazać. *Wes wyciąga z wewnętrznej kieszeni kurtki kartkę* Po powrocie skontaktował się ze mną pewien stary znajomy. Pogadaliśmy, dostał mój numer, spytał o plany, a kilka dni temu opowiedziałem mu, z kim spotkam się podczas Colosseum w Houston. Był WYJĄTKOWO podekscytowany... A niedługo później wysłał mi to. *wskazuje na kartkę* Kurwa, no skłamałbym mówiąc, że dokładnie to. Było tego kilka kartek więcej. *śmiech widowni* Musiałem więc poprosić o znacznie, ale to ZNACZNIE krótszą wersję... W końcu czas antenowy nie zna litości. *Wes uśmiecha się, odchrząkuje, spogląda na kartkę i zaczyna czytać* "Ben, zadebiutowałeś kilka lat temu w WCW podczas walki z Maxwellem Ransomem... *śmiech widowni, która od razu domyśliła się, że to słowa Paddy'ego Jacksona, Wallace sam podrywa kąciki ust, jednak po chwili kontynuuje* ...z którym to wygrałeś w kilkanaście sekund. Niszczyłeś następnie kolejnych przeciwników, dominowałeś ich, byłeś nie do zdarcia. Szybko wspiąłeś się w hierarchii i tylko kwestią czasu wydawało się, aż dotrzesz na szczyt. Wszyscy oczekiwali na konfrontację z Wesem Wallacem, do której w końcu musiało dojść, jednak plany pokrzyżowała twoja bardzo poważna kontuzja. Powiedz, czy ze zdrowiem już wszystko w porządku i przez ostatnie lata nie było żadnych problemów? Czy wierzysz, że tym już razem uda Ci się udowodnić, że jesteś najlepszy? I przede wszystkim... Dlaczego Kenny?" *Wes odkłada kartkę i spogląda na Zamore*

Ben Zamora: *podnosi mikrofon do ust* Przede wszystkim - witaj Wes. To wszystko co przed chwilą padło z Twojej strony... To całkowita, niepodważalna prawda. Byłem w drodze na szczyt. Byłem gotów zrobić wszystko, by tam dotrzeć. Byłem również w stanie dostrzec kto czeka na mnie na samej górze... *uśmiecha się lekko w kierunku Wesa* A potem wszystko mi zabrano. To nie tak miało być, nie tak miało wyglądać, nie tak miało się potoczyć! Ta pieprzona kontuzja sprawiła, że stałem się tylko kolejnym niespełnionym talentem, zmarnowanym przez kontuzje potencjałem... Ale teraz... Tak Wes, jestem całkowicie czysty. *wielki cheer od publiczności* Myślisz, że dlaczego po tylu latach trzymania się na uboczu wróciłem? Ponieważ lekarze w końcu mi na to pozwolili. *wzrusza lekko ramionami* Każdy miesiąc wiązał się z kolejną wizytą u lekarza, każda z nich dawała mi nadzieję... A potem każda z nich sprowadzała mnie znowu do szarej, kurewskiej rzeczywistości. W której nie jestem w drodze na szczyt. W której po prostu nie mogę zrobić wszystkiego, by tam dotrzeć. W której nie jestem w stanie dostrzec, kto czeka na mnie na samej górze... *Patrzy przez chwilę na Wesa w ciszy* Czy wierzę, że tym razem uda mi się udowodnić, że jestem najlepszy... *lekki śmiech* Ja WIEM, że tak będzie. Nie wróciłem do wrestlingu po to, żeby odcinać kupon za kuponem. Wróciłem by zdobyć szczyt. A co do Kenny'ego... Cóż, istnieje coś takiego jak łańcuch pokarmowy. A kto od początku powstania LPW stoi na samym jego szczycie? *uśmiech* To nic personalnego. Riddle po prostu zajmuje należne mi miejsce. Nie ma innego, prostszego sposobu by to zmienić, niż bezpośrednio zdetronizować uzurpatora. Mógłbym przepychać się łokciami po raz kolejny, pokazywać, udowadniać... Tylko... Jaki w tym sens? Jeśli mam stanąć na szczycie, to muszę pokonywać rywali którzy tak jak ja mają AMBICJE. Nie obchodzi mnie ich status prywatny, nie obchodzi mnie to czy mają rodziny, dzieci, żony... Interesuje mnie to, co pokazują wewnątrz tego ringu. By być najlepszym... Trzeba pokonywać najlepszych.

Nawet jeśli Ben Zamora chciałby dodać coś jeszcze, to póki co nie będzie miał ku temu okazji. Na arenie rozbrzmiewa bowiem Evil Ways! Na stage wychodzi Kenneth Riddle, nie czekając na zostanie zapowiedzianym przez gospodarza programu. Sacramento Saint jest wyraźnie poobijany po wydarzeniach z Heatwave. Na wysokości żeber jest obwiązany bandażami, a jego nos jest lekko opuchnięty, ale hej - powinniście zobaczyć, jak wygląda Ryback! To znaczy… no możemy sobie tylko wyobrazić. W każdym razie, Riddle zmierza do ringu, wpatrzony w Bena Zamorę. Po wejściu do kwadratowego pierścienia The Icon na chwilę spuszcza wzrok ze sprawcy zamieszania z Hell in a Cell, aby przywitać się z Wesem. Po serdecznym uścisku dłoni Kenneth odbiera drugi mikrofon i siada na drugim krześle, przygotowanym specjalnie dla niego.

Kenneth Riddle: W normalnych okolicznościach byłoby to całkiem miłe, nostalgiczne spotkanie *Kenny spogląda w stronę Wesa*. Moglibyśmy powspominać stare dzieje i ponarzekać, jakie to młode pokolenie jest beznadziejne, że na topie od dekady oglądamy w większości te same twarze. Ale nie może to tak wyglądać, bo postanowiłeś popełnić falstart, Ben *Riddle wskazuje palcem na Zamorę i trwa w tej pozie przez kilka sekund*. Nie zamierzam owijać w bawełnę, przez cały tydzień dominującą emocją w moim życiu była wściekłość. Byłem zły, że nie rozprawiłem się z Rybackiem w takim stylu, jak planowałem. Wkurzał mnie fakt, że od powstania LPW już kolejny raz dosłownie ocieram się o chwilę triumfu tylko po to, aby skończyć z gorzkim posmakiem braku satysfakcji… ale tydzień to dużo czasu. Przede wszystkim uświadomiłem sobie jedno. W ten czy inny sposób, Bitcherback zniknął z mojego życia i tylko to się liczy. Taki był mój cel przed Heatwave i właśnie to obiecałem mojej rodzinie. Także może styl nie do końca mi odpowiada, ale efekt został osiągnięty. Teraz mogę skupić się na Tobie, Ben, po tym jak bardzo jasno dałeś do zrozumienia, że skupiłeś się na mnie *The Icon poprawia swoją pozycję na krześle i ponownie patrzy głównie w kierunku Zamory*. To jest akurat ta jedna rzecz, o której nie rozmyślałem przez ostatni tydzień. Wręcz przeciwnie, od początku doskonale rozumiałem, dlaczego mnie zaatakowałeś. Dziś ostatecznie rozwiałeś resztki moich wątpliwości. Czy mi to pasuje? Absolutnie nie. Czy zamierzam coś z tym zrobić? JESZCZE JAK! Nie jestem na topie od wczoraj i przywykłem do życia z celownikiem na plecach. Ty też nie urodziłeś się dziś rano i powinieneś zdawać sobie sprawę, że należy ostrożnie wybierać swoje walki, nawet wśród najlepszych.

Ben Zamora: Za punkty stylu nie dostaje się nagród, Kenny. Pokonałeś Rybacka? Pokonałeś. Za 5 lat nikt nie będzie pamiętał, że stało się to z moją pomocą. Wszyscy będą jedynie pamiętać, że to TWOJA piosenka wybrzmiała po walce i to TWOJA ręka została uniesiona do góry w geście zwycięstwa. Także może zamiast wylewać gorzkie żale, po prostu mi podziękujesz? *uśmiech* Widzisz... Jeśli myślisz, że to co zrobiłem miało korzyść tylko i wyłącznie dla mnie, to jesteś zdecydowanie mniej inteligentny, niż sądziłem. Uwolniłem Cię. Dałem Ci szansę. Wręczyłem Ci klucz do kajdanek nałożonych przez Rybacka. Pora, by na światło dzienne wyjrzał ponownie PRAWDZIWY Kenneth Riddle, a nie wyłącznie smętny cień imitujący oryginał. To czy z tego skorzystasz... Cóż, wybór należy do Ciebie.

Kenneth Riddle: Masz duży tupet, jak na faceta, który dopiero co dostał zielone światło do walki od lekarzy, i to po latach spędzonych na leczeniu ciężkiej kontuzji. Ale o tym przekonaliśmy się już na Heatwave. Co do jednego się jednak zgadzamy. Liczy się dla mnie fakt, że od dzisiaj informacji o Rybacku należy szukać w sekcji “byli zawodnicy” na stronie internetowej LPW. Martwi mnie jednak to, że masz z nim pewien wspólny mianownik. Od początku próbujesz forsować tę narrację, którą on również tak uwielbiał, że jestem teraz cieniem siebie z przeszłości. Powiedz mi Ben, skoro tak twierdzisz, czego mi obecnie brakuje i w jaki sposób odesłanie Cię z powrotem na chorobowe miałoby mi pomóc to odzyskać?

Ben Zamora: A kto powiedział, że byłbyś w ogóle w stanie to zrobić, Kenny? *Ben przez kilka chwil wpatruje się w rozmówcę po czym... wybucha śmiechem!* Odesłać mnie z powrotem na chorobowe! Czyli jednak potrafisz też ukąsić, a nie być tylko potulnym pieskiem uciekającym w kąt klatki. *puszcza oczko* Bardzo dobrze. *uśmiech* Myślałem, że już zapomniałeś jak się to robi. Ale niestety nie wróżę szczęścia w tym stanie. *pokazuje ręką na obandażowane ciało Kenny'ego* Jak chcesz to zapraszam, możesz rzucić mi rękawice w DOWOLNYM momencie. Jeśli się boisz to możemy poczekać kilka tygodni. *złośliwy uśmiech* Bo Ben Zamora wrócił i już zapuścił korzenie. Nie tylko na Colosseum. Również w Twojej głowie. *puka się w skroń* Wiesz czego Ci brakuje? Zdecydowania. To co się działo pomiędzy Tobą a Rybackiem, nie było winą nikogo innego. Tak tak, to wszystko jego działania, to wszystko jego chore pomysły... Ale to Ty jesteś za to odpowiedzialny. To ty mu na to pozwoliłeś. To Ty zbagatelizowałeś wszelkie sygnały ostrzegawcze po drodze. To Ty nie potrafiłeś podjąć dorosłej męskiej decyzji, by zakończyć to zanim sytuacja stała się krytyczna. Jeśli myślisz, że będąc tak niezdecydowaną pizdą jesteś w stanie mnie pokonać... To grubo się mylisz.

Kenneth Riddle: Być może zbije Cię to z tropu, ale… pewnie masz rację. Być może powinienem był wcześniej dać Rybackowi uwagę, o którą tak zabiegał i uciąć temat w zarodku. Ale wiesz co, Ben? Drugi raz nie popełnię tego samego błędu. Drugi raz nie zbagatelizuję sygnałów ostrzegawczych. Drugi raz nie zamierzam skupiać się na zadaniach pobocznych, takich jak niedoszła walka o Valor Championship z Jorge Cavazosem. Tym razem jestem w stu procentach skupiony na celu, którym jest sprawienie, żebyś mógł zapuścić korzenie co najwyżej z powrotem na stanowisku komentatorskim, bez zgody lekarzy na rywalizację w ringu. Widzisz, Ben… kilku mocnych zawodników przekonało się już, że nadal potrafię ukąsić i niczym się od nich nie różnisz. Czy wolałbym walczyć z Tobą będąc w pełni zdrowym? Jasne, że tak. Na pewno byłoby mi łatwiej w perspektywie tego, że jesteś ode mnie 40 kilogramów cięższy. Ale “łatwiej” to nigdy nie był mój pierwszy wybór. Jeżeli mam naprawić swój błąd i zacząć zamykać temat w odpowiednim momencie, to równie dobrze mogę się z Tobą zmierzyć już teraz!

Wes Wallace: Poczekajcie. *ogromny cheer, Wes ogląda się po zawodnikach* Houston, nie muszę was pytać, czy tego chcecie, znam odpowiedź. *ponownie wielki cheer* Wiem, że to klepniemy, jednak zanim do tego dojdzie... *odwraca się w stronę Riddle'a i spogląda mu w oczy* Ryback to jest mały człowiek... W tym wielkim cielsku zakuta jest psychika dziecka. Nienawiść zamienił w chorą obsesję, a to tylko obrazuje, jak strasznie słabym jest człowiekiem. *wskazuje ręką na Bena nie odwracając wzroku od Kennetha* Powiem Ci, że wierzę mu. Spotkałem go kiedyś i robił dokładnie to, co mówił. Miał być niebezpieczny? Tak... I był cholernie niebezpieczny. Ben zasłużył u mnie na kredyt zaufania i jeśli uważa, że jest w pełni gotowy stanąć z Tobą w ringu, to ja biorę jego słowa na poważnie. Nie wątpię też w twoje umiejętności, stąd moje pytanie Kenny... Czy Ty jesteś PSYCHICZNIE gotowy na prawdziwą wojnę? *patrzy prosto w oczy Riddle'a* Szczerze? Pomimo tego, co Cię spotkało ze strony Rybacka w ostatnim czasie... Ja po prostu NIE WIERZĘ, że tak naprawdę chociaż przez sekundę czułeś, że w tej klatce może Ci się coś stać. *kiwa głową* Postanowiłeś się z nim zabawić, zamiast go skończyć. Jesteś inteligentnym człowiekiem, Kenny. *uśmiech* Ktoś takie igranie z ogniem mógłby nazwać idiotyzmem, ale Ty nie uprawiałbyś takich gierek, gdybyś w swojej głowie nie kontrolował sytuacji. *spogląda na moment na Bena* Jestem pewien, że on może dać Ci to, czego nie mógł zaoferować Ci Ryback... Zwątpienie. *znów patrzy w oczy Kennetha* Wiek to bzdura, ciało masz w dobrej formie, dlatego pytam o to, co siedzi tu... *wskazuje na głowę* Czy właśnie TUTAJ czujesz się w pełni sił? To jest najważniejsze.

Kenneth Riddle: Można powiedzieć, że znamy się jak łyse konie, panie Wallace. Bo jak inaczej wyjaśnić to, że tak trafnie opisałeś sytuację z Rybackiem? Zgadza się, mam świadomość swoich umiejętności i potrafię o tym mówić szczerze. Kilka osób patrzy przez to na mnie krzywo, ale chyba wiesz, że się tym nie przejmuję. W Hell in a Cell wiedziałem, że jestem lepszy. Gdy patrzę na Zamorę, widzę wielkiego, silnego i zdeterminowanego gościa. Byłbym głupcem, gdybym tego nie dostrzegał. Ale czy jego atuty mnie onieśmielają? *Riddle uśmiecha się i patrzy na Wesa* Doskonale wiesz, że nie! Pytacie mnie obaj, czy czuję się gotowy. Jeden z Was zakwestionował mój stan fizyczny, a drugi psychiczny. To dobrze, bo mogę odpowiedzieć ostatecznie Wam obu jednym zdaniem. Kenneth Riddle od zawsze znajduje się w permanentnym stanie gotowości!

Wes Wallace: *Zamora na ostatnie słowa Kenny'ego uśmiecha się szeroko i widać, że nie może się już doczekać akcji, Wes zerka na Riddle’a* Ja nic nie kwestionuję, Kenny. Nie wciskaj mi słów w usta, których nie wypowiedziałem. Ja jedynie spytałem, to znacząca różnica. *uśmiech, odwraca się w stronę Zamory* Dość jednak tych pytań, zwłaszcza że ciężko nie dostrzec tego, co siedzi Ci teraz w głowie. A tak się składa, że dostałem przed chwilą na telefon wiadomość od nowego Generalnego Menadżera Colosseum, która na pewno zainteresuje was obu. *cheer* Cytuję… “Robimy to.” *większy cheer* “Ben Zamora i Kenneth Riddle w dzisiejszej walce wieczoru.” *ogromny cheer, Wes ogląda się po zawodnikach* Dzisiaj jest moje pożegnanie z LPW, więc nie będę was prosił o dobrą walkę… Wy MACIE zrobić dzisiaj prawdziwy rozpierdol. *potężna wrzawa*

Wallace wstaje, po czym odkłada mikrofon na krzesełko, a następnie uśmiecha się do obu rozmówców i wychodzi z ringu, żegnany owacją na stojąco. Po chwili Riddle również chce opuścić ring, jednak… Zostaje złapany za bark przez Zamorę! Od razu się obraca, instynktownie przygotowując się do walki! Dostrzega jednak uśmiech na ustach Bena, a jego oczy wręcz świecą z podekscytowania.

Ben Zamora: Nie martw się Kenny. Nic Ci nie zrobię… Jeszcze. Zbyt długo na to czekałem, żeby teraz wyrzucić wszystko do kosza. Chcę Ci tylko… Życzyć powodzenia. Zdecydowanie będziesz go dzisiaj potrzebował. *Ben uśmiecha się lekko i zabiera dłoń z barku Kenny’ego* To nie tak, że Cię lekceważę. Nie uważam się za lepszego. Wręcz przeciwnie. W innym wypadku to nie Ty byłbyś moim celem. *Zamora podchodzi bliżej* Mówiłem już, że mierzę w sam szczyt. Aktualnie na Colosseum nie ma nikogo wyżej niż Ty. To wszystko co dzisiaj powiedziałem, to jedynie puste słowa bez pokrycia, w które nie musisz wierzyć. Dlatego przekonasz się o tym na własnej skórze. Sprawię, że teraz to Ty będziesz gonił mnie. Do zobaczenia później, Kenny.

Ben odrzuca mikrofon na bok i wymija Kennetha, zeskakując z ringu i zmierzając na zaplecze. Obandażowany Riddle zostaje sam, wbijając wzrok w plecy oddalającego się Zamory, a obraz z kamery powoli gaśnie.



Kamera ukazuje nam zaplecze oraz solidnie pobitego Nathana Martina! Kanadyjczyk powinien wychodzić do walki, na arenie leci jego theme song okraszony najładniejszym video z całej federacji, ale on sam leży i widać przy nim tylko porzucony niedopałek papierosa, ale sprawcy brak. Do Kanadyjczyka podchodzą pracownicy, w tym medycy i sprawdzają jego stan. The Solipsist powoli znów zaczyna być świadomy i zerka kątem oka na tego peta. Totalnie nie słucha, co do niego teraz mówią pracownicy medyczni, jest w swoim świecie i o czymś rozmyśla, w końcu przystawia palec wskazujący do ust i tym gestem stara się uciszyć wszystkich.

Nathan Martin: Chyba nie myślicie, że odpuszczę sobie ten pojedynek? *przerywa od razu któremuś medykowi* NIE. MA. OPCJI. Po prostu nie! *kręci głową* Dwóch pogromców Allana Hilla oraz dwie persony, które pragną sprawiedliwości... na swoje własne sposoby.*uśmiecha się* TO na pewno nie jest przypadkowe zestawienie, takie coś nie może mnie ominąć, a tym bardziej moich FANÓW... *nadal obolały zaczyna się powoli podnosić* Decyzja podjęta, dziękuję za troskę, ale zachowajcie siły na później. Ktoś inny będzie potrzebował waszej pomocy o wiele, wiele bardziej...

Nathan upiornie się uśmiecha i chwilę jeszcze odpoczywa, po czym rusza w kierunku wejścia na arenę...


Singles Match
David Otunga vs Nathan Martin

Po reklamach wracamy do walki i widzimy jak David wrzuca Nathana w narożnik szybkim Irish Whipem, a następnie powoli podchodzi i uderza punchem w brzuch swojego przeciwnika kilkukrotnie. Kanadyjczyk jest mocno poturbowany po wcześniejszych wydarzeniach, więc ten punch miał o wiele większą moc niż powinien.. Otunga nie zwalnia tempa i wykonuje kilka Shoulder Thrustów w narożniku.. 1.. 2.. 3.. 4.. dopiero gdy sędzia ma odliczyć do pięciu, David odsuwa się i podnosi ręce do góry. Nathan upada w narożniku, więc Otunga pomaga mu wstać, ale nie po to żeby mu pomóc.. Irish Whip na liny, The Solipsist odbija się od nich i.. Tilt-a-Whirl Backbreaker! Co za impet! The Advocate rusza żeby pinować.. 1.. 2.. kick out! The Dreamweaver dość szybko jak na stan w jakim się znajduje odkopuje, ale ciężko mu się podnieść. The Harvard Hammer znowu podnosi swojego przeciwnika i wynosi pod Pendulum Backbreaker.. Nate znajduje w sobie siłę żeby podnieść nogę i sprowadzić Otungę na ziemię Hurricanraną! Martin w ofensywie, biegnie na liny, odbija się od nich i w podnoszącego się Davida uderza Dropkickiem! Szybkie przypięcie: 1.. 2.. nie! Nie te numery z Verdict Makerem, to za wcześnie! The Creator czuje jednak, że jest w sztosie i kontynuuje ofensywę po podniesieniu się, sprzedaje kilka kicków wstającemu Otundze, ten cofa się do narożnika od nawału ciosów.. szybkie Enzuigiri w narożniku! The Advocate jakby zamroczony, Psycho Leaf wycofuje się i prędko nabiega żeby wykonać Running Corner Clothesline.. za wolno! The Harvard Hammer w porę złapał przeciwnika, trzyma go chwilę w uchwycie i poprawia.. pod Sit-Out Spinebuster! Udało się, teraz przypina.. 1.. 2.. 3-.. nie! Nathan trzyma się dalej! David widocznie zdenerwowany wstaje, łapie przeciwnika za kark i znowu go podnosi.. Pele Kick od The Solipsista! Odzyskuje trochę sił, podnosi się szybko i rozpędza odbijając od lin.. Superman Punch na wstającym Otundze! Nie! To był niesamowicie szybki Motion to Dismiss od Davida! Nie widzimy jednak pinu, The Advocate wie, że musi to skończyć tu i teraz.. czeka chwilę aż Nathan wstanie.. Objection! Przypina: 1.. 2.. 3-.. dalej nic! David uderza pięścią w matę, wstaje i kieruje się do narożnika.. czeka na swojego przeciwnika, aż ten wstanie.. po chwili rusza w jego kierunku i chce go podnieść.. Calf Kick go zaskakuje! Otunga się cofa.. Roundhouse Kick od Nate'a! Nie! The Harvard Hammer łapie go za nogę, odrzuca ją, Nathan Martin robi obrót i trafia prosto w ramiona Otungi.. The Verdict! Jednak nie! Psycho Leaf daje radę się wydostać, spada na na obie nogi, ale impet powoduje u niego ból.. The Advocate wykorzystuje sytuację i ponawia The Verdict! Tym razem udane! Mamy przypięcie: 1.. 2.. 3! To koniec! David wygrywa starcie, ale musiał się chwilę pomęczyć.


PITAGORAS TWIERDZI, ŻE MIKE BRUTAL ŚMIERDZI


Kamera zagląda do biura General Managera Colosseum. Ted DiBiase Jr. siedzi za biurkiem, przeglądając kilka dokumentów. Po drugiej stronie stoi Sara Rojas.

Sara Rojas: Chciałam tylko upewnić się, że wszystko zostało dopięte.

Ted odkłada dokumenty i spogląda na nią z lekkim uśmiechem.

Ted DiBiase Jr.: Sara, jeśli chodzi o interesy, to zawsze doprowadzam je do końca.

Sara Rojas: Czyli możemy działać zgodnie z planem?

Ted DiBiase Jr.: Dokładnie tak.

Sara przez moment patrzy na Teda, po czym kiwa głową i rusza w stronę drzwi.

Sara Rojas: W takim razie wszystko jasne.

Ted DiBiase Jr.: Jestem pewien, że warto na to chwilę poczekać.

Sara opuszcza biuro. Ted jeszcze przez chwilę spogląda w stronę zamkniętych drzwi, po czym spokojnie wraca do dokumentów.



Dad's Gonna Kill Me wybrzmiewa na arenie, a ten kto oglądał Heatwave wie, że oznacza to pojawienie się jednego z najnowszych nabytków LPW! Młody Wallace wychodzi powoli na rampę, z uśmiechem rozglądając się po zebranych na hali fanach. Ci witają go ogromnym dopingiem, nic dziwnego - to w końcu syn Wesa Wallace'a! James poprawia skórzaną kurtkę i zafascynowany rusza do ringu, cały czas obserwując to co dzieje się dookoła niego. Po kilkunastu sekundach dociera do ringu, który obchodzi i zmierza w okolice stolika komentatorskiego... Na który wskakuje i zaczyna podburzać publiczność do jeszcze głośniejszej reakcji! No trochę chyba go poniosło, ale nie zmienia to faktu, że Houston dosłownie je mu z ręki i przystaje na prośbę młodego zawodnika, reagując jeszcze mocniejszym cheerem! Zadowolony z siebie James potakuje głową, po czym zeskakuje ze stołu i prosi pracownika technicznego o mikrofon, z którym wtacza się do ringu pod dolną liną. Praktycznie całe trybuny zaczynają śpiewać refren jego piosenki wejściowej, a młodzieniec pozwala im na to, odsuwając się do narożnika i opierając się o niego. Po chwili jednak refren się kończy, a muzyka zostaje wyciszona.

James Wallace: Już rozumiem starego... *uśmiech, odpycha się od narożnika i przechodzi na środek ringu* Nie ufałem mu, ale... Nie odbierzcie mnie źle - zawsze wiedziałem, że to coś niesamowitego. Jednak przeżyć to na własnej skórze, *przeczesuje włosy* to zupełnie inna bajka! Uderza muzyka, słyszysz poruszenie wśród publiczności... I nagle wszystko inne przestaje mieć znaczenie. *uśmiech, publika w Houston reaguje głośnym cheerem* Chyba nie muszę się przedstawiać co? *Chanty NO! NO! po których następuje również "Welcome James!"* Nie no, proszę was... Musiałbym nie być synem swego ojca, żeby pozbawić tej przyjemności nie tylko was, ale i samego siebie! *Uśmiech* Nazywam się James Wallace! *cheer* Możecie mnie kojarzyć głównie z tego, że jestem synem Wesa. *śmiech* Tylko, kurwa... *krótka pauza* Nie zamierzam być po prostu "Synem Wesa". Jestem tu, bo chcę napisać własną historię. Jestem tu, ponieważ jest mi to przeznaczone. *zawiesza na chwilę głos* Jestem tu, by nazwisko Wallace od razu przywodziło na myśl jedną osobę - mnie! *cheer, James patrzy w kamerę* Wybacz staruszku. *spogląda z powrotem na zgromadzoną publiczność* Houston! Do tej pory widzieliście zaledwie UŁAMEK moich możliwości. Ale, spokojnie. *James poprawia skórzaną kurtkę* Mam ochotę dać wam kolejną próbkę tego na co mnie stać. W tym ringu. W tej chwili! *wielka wrzawa na trybunach* Może znajdzie się jakiś chętny, co? *spogląda w stronę stage'u i opuszcza mikrofon*

Singles Match
James Wallace vs Dale Rucker

Wybrzmiewa gong, zawodnicy momentalnie spotykają się na środku ringu i zwierają się w klasycznym klinczu. Rucker jednak wykorzystuje swoją przewagę fizyczną i spycha młodego do narożnika, na co sędzia reaguje odliczaniem. Big Rig przetrzymuje jednak chwyt, doczekując magicznej liczby 4, a następnie odpuszcza i zadowolony z siebie przechodzi na środek ringu, zapraszając małolata na kolejną rundkę. Ten tylko się uśmiecha i ochoczo przystępuje do kolejnego zwarcia. Jednak nie! W ostatniej chwili przechodzi pod ręką tirowca za jego plecy, a następnie chwyta go w Headlock, w którym trwają przez chwilę, jednak Dale bez żadnych skrupułów stompuje stopę Jamesa, przez co ten puszcza uchwyt i teraz to on zostaje zamknięty w Headlocku! Siłują się chwilę, James łapie za ręce oplatające jego głowę i próbuje je rozerwać. Nie przynosi to jednak oczekiwanego skutku, Rucker napina się i ponownie dociska ręce do głowy Wallace'a. Kilka chwil później ten stosuje inną taktykę i przepycha rywala na liny, przy pomocy których wypycha go na przeciwległą stronę ringu. Kierowca ciężarówki odbija się i wraca z mocnym Shoulder Blockiem, posyłając Wonderkida na deski! Następuje klasyczny motyw walki wrestlingowej - Dale odbija się od lin, James rzuca mu się pod nogi, zawodnik będący do tej pory w kontroli przeskakuje nad nim i odbija się po drugiej stronie nabierając prędkości, Wallace wstaje i przeskakuje nad nim Leap Frogiem, a przy następnym spotkaniu w centrum ringu częstuje go Hip Tossem! Gdyby ktoś nie wiedział, nazywa się to International Spot! Publika nagradza tą akcję głośnym cheerem, a rozochocony James dokłada jeszcze Running Senton! I mamy próbę pinu! 1... Kick Out! Wallace podnosi się, pozwala na to samo przeciwnikowi i wykonuje Knee Lift, po którym automatycznie dokłada jeszcze Knee Smash Facebuster, rusza na liny, napędza się przy ich pomocy i potężnym Discus Lariatem zwala ponownie oponenta z nóg! Pin! 1...2... Kick Out. No, ale chyba już dłużej tego nie będziemy ciągnąć - Wonderkid odsuwa się do narożnika, a gdy tylko Big Rig wstaje, otrzymuje Hellraiser! A jednak nie, mamy unik, James teraz ma za plecami rywala... Back Kick! Prosto w brzuch! Rucker pochyla się, ale od razu zostaje wyprostowany Chest Kickiem, do którego zostaje dołożony jeszcze Back Elbow! Syn swego Ojca od razu łapie rywala w odpowiedni sposób i dokłada Chain Reaction! No teraz to już na pewno nie przedłużamy! Po kilku sekundach widzimy kolejną próbę Hellraisera - tym razem udaną! Ulubieniec publiczności sam podnosi Ruckera, po czym wykańcza go przy pomocy Blackway Drive! 1...2...3... Koniec! James Wallace odnosi zwycięstwo w swoim debiucie na Colosseum!



Kamera zagląda do szatni Zygmunta Butli. Polak siedzi samotnie przy stole, na którym leżą: koślawy odlew z wosku wykonany przez Cyclone'a Diallo oraz fragment złotego medalionu znaleziony w tajemniczej kopercie. Zygmunt raz po raz przykłada je do siebie, próbując znaleźć jakieś logiczne wyjaśnienie całej sytuacji.

Zygmunt Butla: No podobne jest, nie powiem... ale jakbym po pięciu piwach narysował koło od roweru, to też by pewnie wyszło podobne. Wróżbita, medalion, tajemnicze koperty... jeszcze tylko brakuje, żeby mi ktoś powiedział, że jestem zaginionym księciem i mam odziedziczyć pół Rumunii.

W tym momencie rozlega się pukanie do drzwi. Zygmunt szybko zgarnia medalion ze stołu i spogląda w ich kierunku. Do środka wchodzi elegancko ubrany mężczyzna.

Zygmunt Butla: O, proszę. To pan od podsłuchiwania pod drzwiami, którego widziałem oglądając galę w telewizji. Jak już mnie śledzisz, to mogłeś chociaż przynieść piwo.

???: Nie śledzę pana. Obserwowałem jedynie, czy przesyłka trafiła do właściwej osoby. Nazywam się Emil Ciureja. Reprezentuję rodzinę Ciureja.

Mężczyzna spogląda na fragment medalionu trzymany przez Zygmunta.

Emil Ciureja: Ten przedmiot nie znalazł się tutaj przypadkiem. To część rodzinnego medalionu, wykonywanego wiele lat temu dla jednego z członków naszego rodu. Został podzielony na dwie części. Jedną posiada pan. Druga od lat znajduje się w rękach rodziny.

Zygmunt Butla: Czyli jednak nie wygrałem złota w jakimś konkursie?

Emil nie reaguje na żart. Wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki fotografię i kładzie ją na stole. Przedstawia ona drugą połowę identycznego medalionu. Zygmunt powoli przykłada do zdjęcia posiadany fragment. Oba elementy idealnie tworzą jeden wzór.

Emil Ciureja: Od pewnego czasu zbieramy informacje na temat Zygmunta Szewczyka. Daty, miejsca, okoliczności pana dzieciństwa. Jest ich zbyt wiele, żeby mówić o zwykłym przypadku.

Zygmunt Butla: Chwila... czego wy właściwie ode mnie chcecie?

Emil Ciureja: Odpowiedzi na dokładnie to samo pytanie, które powinien zadać sobie pan. Istnieją poważne podstawy, by sądzić, że Zygmunt Szewczyk nie jest tożsamością, z którą przyszedł pan na świat.

Humor momentalnie znika z twarzy Butli.

Zygmunt Butla: Dobra... teraz to już przestało być zabawne.

Emil Ciureja: Dlatego potrzebujemy pewności. Badanie DNA zakończy wszystkie spekulacje. Rodzina posiada materiał porównawczy.

Zygmunt Butla: Trzydzieści sześć lat nikt mnie nie szukał, a teraz nagle pojawia się facet w garniturze, daje mi pół medalionu i chce mojej śliny albo krwi? Wybacz, ale miałem w życiu lepsze oferty. Nawet pod monopolowym.

Emil Ciureja: Nie oczekuję odpowiedzi dzisiaj.

Mężczyzna kładzie na stole wizytówkę obok fotografii medalionu.

Emil Ciureja: Człowiek, którego reprezentuję, czekał na możliwość poznania prawdy przez bardzo długi czas. Kiedy będzie pan gotowy, numer jest na wizytówce.

Emil odwraca się i opuszcza pomieszczenie. Zygmunt przez kilka sekund siedzi bez ruchu. Następnie ponownie przykłada fragment medalionu do fotografii, po czym zerka na woskowy odlew Diallo.

Zygmunt Butla: Mekambe, cmentarz w 2100... a teraz jeszcze to. Ja pierdolę, ten czarodziej naprawdę zaczyna mnie niepokoić.

Butla bierze wizytówkę. Przez moment wygląda, jakby chciał ją wyrzucić, ale ostatecznie chowa ją do kieszeni. Kamera zatrzymuje się na leżących obok siebie woskowym odlewie oraz fragmencie medalionu, po czym obraz powoli gaśnie.



Wracamy do ringu, gdzie znajduje się już Renee Paquette, a także debiutujący w LPW Michał Pawlak.

Renee Paquette: Panie i Panowie, za moment ten oto człowiek stoczy swój pierwszy pojedynek w LPW. Michał, czy czujesz się pewny swego przed starciem z Thorem?

Michał Pawlak: No raczej! Podobno typ waży 200 kilo. Taka gruba świnia, to pewnie nawet nie wejdzie do ringu! Dawać go, zara dostanie wpierdol!

W tym momencie wybrzmiewa ten theme song, a już po kilku sekundach oczom widzów ukazuje się gigantyczny Norweg. Zdecydowanie nie przypomina on "grubej świni", jaką wyobrażał sobie Pawlak. Pewnym krokiem zmierza w stronę ringu. Wyraz twarzy Michała diametralnie się zmienia - jeszcze przed momentem wyglądał jak najodważniejszy wojownik na tej planecie, a teraz przypomina raczej skazańca prowadzonego na egzekucję. Z trudem przełyka ślinę, gdy Thor wchodzi na krawędź ringu, a następnie przekracza liny, z łatwością przechodząc nad najwyższą. Renee w międzyczasie opuszcza ring.

Singles Match
Thor vs Michał Pawlak

Arbiter daje znak do rozpoczęcia walki. Niemal od razu po gongu Pawlak próbuje spierdalać z ringu, jednak będąc pomiędzy linami zostaje przechwycony przez Thora, który wciąga go z powrotem do środka. Następnie częstuje zawodnika z Krakowa serią ciosów w brzuch, po których Michał cofa się w stronę narożnika. Tam Thor wymierza mu potężny Headbutt. I jeszcze jeden! Polski Młotek osuwa się do pozycji siedzącej, zaś zawodnik z Norwegii decyduje się wziąć rozbieg, po którym wykonuje Facewash! Pawlak osuwa się na matę, po czym postanawia wyturlać się poza ring. Wiking natychmiast rusza za nim. Wygląda na to, że z ucieczki niewiele wyjdzie, bowiem Destroyer from North szybko przechwytuje rywala, a następnie z łatwością ciska nim o stalowe schody! Te aż się przesuwają pod wpływem tego uderzenia, zaś Thor nie zamierza tracić czasu, tylko od razu podnosi rywala, po czym uderza jego głową o krawędź ringu. Na tym się nie kończy - mamy wyniesienie w górę i już po chwili El Pawlako zostaje rzucony plecami na apron! Norweg następnie wpycha go z powrotem do ringu pod linami, po czym sam wraca do środka. Pawlakowi ledwo udaje się pozbierać, a już zostaje złapany w Pumphandle Hold, po którym Thor aplikuje Norway Driver 2! Pawlak zatrzymuje się pod linami, a gigant z Bryne łapie go, po czym wynosi w górę pod Canadian Backbreaker. Mija kilka sekund, po czym Thor opada na kolana, wykonując Ragnarok! Pin wydaje się być formalnością. 1....2...3! Tak, to koniec tego starcia!

Po wygranej, Thor czeka aż rywal zostaje wyniesiony z ringu i bierze mikrofon

Thor: Co to było? Sesja treningowe z manekinem? Jeżeli tak mają wyglądać rywale rzucani przeciwko mnie, to uznaję to za żart. Żarty, który ma mnie urazić. *zaczyna krążyć po ringu*  Jestem wojownikiem kompletnym, przygotowanym do walki, zdolnym mierzyć się z każdym rzuconym mi mięsem. Ale mięso musi wykazać jakąkolwiek wolę walki. Mam rację? To jest arena, a ja jestem wojownikiem chcącym zdobywać i podbijać. Jestem zdolnym kruszyć kości, łamać wolę i sprowadzać do parteru każdego, kto tu stanie. Ale na litość boską, niech to będzie ktoś godny walki ze mną. Możecie dać mi któregoś z tych zapijaczonych wąsaczy kręcących się po zapleczu, albo któregoś z tych mało zabawnych i napiętych do granic możliwości fajtłapów co pomylili wybieg modowy z ringiem. Nie jestem jednym z nich, jestem łowcą, wojownikiem północy. Potrzebuję agonalnych jęków moich oponentów i zapachu ich strachu. To jest prawdziwa esencja walki, dominacja. Taka, która pozostawia trwałe ślady w psychice, ta przez którą słabi chłopcy muszą chodzić do psychologa i jeść prozak. Dominacja psychiczna i fizyczna. Tylko to się liczy w ringu. Pełen podbój. Każdy kto chce, może w tym momencie przyjść tutaj i stać się kolejną ofiarą, która za życia trafi do Helheimu, podczas gdy ja zasiądę do kolejnej uczty w Valhalli. Tu jest ring i tu jest miejsce na walkę i show.

Wraz z ostatnim wypowiedzianym przez Haraldssona słowem rozbrzmiewa ten theme song, a na titantronie wyświetla się to. Po chwili na arenę wychodzi Fenrir pewnym krokiem, w ręku ma mikrofon, ubrany jest w swój gear. Staje on na chwilę na rampie i napawa się widokiem, ale i jakby zapachem areny i atmosferą, która na niej panuje. Po chwili, po kilkunastu sekundach kiedy theme song przycicha, Fenrir podnosi mikrofon do "ust"..

Fenrir: *ruszając w stronę ringu* Gratulacje wojowniku! Imponujące to było, ta siła, ta szybkość.. Czy to nie niesamowite, że dwóch wielkich norweskich zawodników debiutuje w tym samym momencie? Mi się wydaje, że to nie był przypadek. Chociaż nie.. nie wydaje mi się. Jestem pewien, że to nie jest przypadek. Widzisz, Thor, sądzę tak dlatego, że.. jesteśmy sobie przeznaczeni. Zwróciłeś moją uwagę nie tylko tym jak walczysz, ale też tym kim obnosisz się, że jesteś. *wchodzi po schodkach* Jest taki jeden szczegół.. uznajesz się za kolejnego boga piorunów, ja zaś jestem personifikacją bestii, która zgładziła w mitologii jego ojca, Odyna - co oznacza, że nie straszny mi jest żaden bóg. *przechodzi przez liny* Roztaczasz aurę wielkości, wchodzisz do tego ringu z pewnością, miażdżysz swego przeciwnika - i chwała Ci. *staje naprzeciw Haraldssona i patrzy mu głęboko w oczy, Fenrirowi oczodoły zapalają się na czerwono* Natomiast nie pomyślałeś o jednym - o tym, że obiorę sobie Ciebie za cel. Będziesz idealny żeby pokazać wszystkim, że nie żartuję.. wikingu..

Status quo utrzymuje się przez chwilę między obydwoma zawodnikami, obaj patrzą na siebie intensywnie, ale po chwili Thor musi opuścić ring. Nie spuszcza on jednak wzroku z Fenrira, i vice versa, bo ten się odwraca i też śledzi wzrokiem swojego prawdopodobnego przyszłego przeciwnika. Kamera pokazuje nam raz idącego po rampie Haraldssona, a raz Fenrira, który powoli się rozgrzewa i czeka na swojego oponenta.

Singles Match
Fenrir vs Preston Steele

Po kilku minutach walki... Kamera pokazuje nam teraz ring, w którym to Fenrir znęca się nad Prestonem Steelem. Zamaskowany zawodnik ściska z całej siły za kaptury siedzącego na środku ringu Prestona. Widać na jego twarz wielki grymas bólu, a sędzie upewnia się, że Amerykanin chce cały czas kontynuować walkę. Ten nie rezygnuje i zaczyna się powoli podnosić. Wypłaca szybki łokieć na korpus przeciwnikowi, ten puszcza uchwyt. Dokłada do tego dwa kolana na brzuch, odbija się od liny… Ale Cold Giant chwyta go za gardło… I mamy Chokeslam Backbreaker! Steele nawet nie ma czasu złapać się za plecy, Fenrir od razu przykrywa go swoim ciałem. Pin. 1… 2… Kickout! Zawodnik z Philadelphi cały czas się nie poddaje! Zawodnik z Jotunheim podnosi rywala na równe nogi i kilkoma punchami na głowę zaprowadza rywala do narożnika. Sam idzie do przeciwnego. Chyba za chwilę zobaczymy mocną akcję. Running Corner Clothesline?! Nie! Legacy Breaker ucieka spod toporu! Chwilę jeszcze dochodzi do siebie i przechodzi do ofensywy. Dropkick, Fenrir pozostaje na nogach, ale się cofa i odbija od liny, a The Rebel One dokłada Spinning Heel Kick. Nordycki wojownik chwieje się na nogach, a Preston dorzuca jeszcze szybki Codebreaker, którym już udało mu się go powalić na ziemię. Amerykanin cały czas nie odpuszcza. Wchodzi szybko na narożnik. 450 Splash? Connected! Pin! 1… 2… Fenrir tak silnie odpycha przeciwnika, że aż podbija Seele`a do góry. Amerykanin podbiega i nie chce dać mu szansy na odpoczynek. Zasypuje go serię punchów na głowę, ale Norsk Warewolf nic sobie z tego nie robi. Odpycha Prestona, ten odbija się od lin… I zostaje ścięty z nóg potężnym Thorheim! Pin! 1… 2… To jeszcze nie koniec! Zamaskowany zawodnik zdaje się mieć dość tej walki i sygnalizuje, że będzie chciał ją teraz zakończyć. Steele powoli podnosi się przy pomocy lin, Fenrir wynosi go na barki… Helheim!? Nie! Zawodnik z Philadelphi ogarnął co się święci, wypłaca rywalowi łokcie w głowę, a ten go opuszcza na ziemię. Fenrir przyklęknął na jedno kolano, Preston odbija się od liny… Ale zgarnia Ymir`s Fury! Potężny Spinebuster wbija go w matę. Cold Giant napina się teraz mocno w stronę publiczności, a ci dają mu znać, że podoba im się ta walka. Steele podnosi się już przy pomocy lin. Fenrir odwraca się do niego, wykręca jego rękę. The Calamity! Tak jest, Preston aż przekręcił się przez bark na brzuch z impetu tej akcji! Pin! 1… 2… 3! Fenrir zwycięża w tej walce!


REKLAMA BUTÓW SYCYLIJSKICH Z DOMIESZKĄ BETONU


Przenosimy się do szatni Jaya DiMateo, ten ma chyba mieszany humor, w każdym razie dość głośno i porywczo rozmawia z kimś przez telefon.

Jay DiMateo: Jaka ciotka Eleonora?! Jak siedziałem u niej na kolanach...co? Co mi dawała? Możesz do mnie mówić jaśniej i przestań chociaż przez chwilę skamleć, bo nic nie rozumiem...*dłuższą chwilę słucha swojego rozmówcy/rozmówczyni* Okej, okej. Dobra. Tak, przyjadę.

Jay rozłącza się i wygląda na dziwnie zadowolonego, w tym momencie słychać pukanie do drzwi.

Jay DiMateo: Kogo tam znowu niesie?

Nepo Baby otwiera drzwi, a w nich pojawia się nie kto inny, jak Bret Hart! Przypomnijmy, że Hart trenował przez chwilę Jaya.

Jay DiMateo: O, a to Ci niespodzianka. Pana to się tu nie spodziewałem.

Bret Hart: Pamiętaj mój drogi, że jestem jak hiszpańska inkwizycja. *zadowolony ze swojego żartu*

Jay DiMateo: Jaka znowu hiszpańska inwigilacja?

Bret Hart: *rozczarowany* Nieważne. Chociaż nie, nie. Trzeba edukować młodzież. Monty Python, mówi Ci to coś?

Jay DiMateo: Yyy...zaraz, zaraz. Monte to w sumie jadłem jak byłem mały. Tylko ja nigdy nie mieszałem, kumasz? Swoją drogą wiesz, że ciotka Eleonora umarła i dostanę po niej spadek? *patrzy na Breta z wrogością* Tylko nie mów mi proszę, że po to przyszedłeś.

Bret Hart: Nie, nie po to. Nie interesują mnie twoje pieniądze. Jestem tu, bo ktoś musi z Tobą porozmawiać, a wiem, że jest większa szansa, że posłuchasz się mnie, niż swojego ojca, czy swojej psychiatry. Przed Tobą kluczowe starcie z Shio. Jak przegrasz, to możesz naprawdę szybko polecieć, bo uwierz mi RVD nie będzie tu trzymał kogoś tylko dlatego, że jego tatulek ma jakieś wpływ. DiBiase tym bardziej. Natomiast jeśli wygrasz...

Jay DiMateo: Oczy...

Bret Hart: Nie przerywaj mi, chłopcze. Jeśli wygrasz, to masz szansę na naprawdę dobry start. Wiem, że na Colosseum jest sporo utalentowanych wrestlerów, ale większość z nich walczy dopiero o ugruntowanie swojej pozycji. To twoja szansa, więc proszę Cię - pokaż im to, co pokazywałeś u mnie na treningach. Pokaż im, że jesteś nie do zdarcia. Pamiętasz, jak walczyłeś z tym łysolem?

Jay DiMateo: W sensie z tym, co miał udawać Goldberga i całą walkę próbował mnie załatwić superkickiem? Trudno o tym zapomnieć.

Bret Hart: *ma chyba fleshbacki* Oj, tak. Nie da się o tym zapomnieć! Ktoś taki nie powinien wychodzić w ogóle do ringu, był zagrożeniem nie tylko dla siebie, ale też dla każdego swojego przeciwnika. Zresztą to był tylko twór. Coś co miało się sprzedać, a głupi lud niestety to kupił.

Jay DiMateo: Ty teraz mówisz o prawdziwym Goldbergu, czy o tym udawanym?

Bret Hart: *robi się czerwony i krzyczy* GOLDBERG NIGDY NIE BYŁ PRAWDZIWY. TO BYŁ KOMERCYJNY WYMYSŁ. *próbuje ochłonąć* Zaraz, zaraz...ja tu przyszedłem w zupełnie innej sprawie. Tak, tak...twoja walka z Shio, tak? Skup się proszę na tym w czym jesteś dobry. Męcz go, dręcz, spraw żeby każdy kolejny cios musiał przeanalizować. Uwierz mi, że zobaczyłem w Tobie potencjał nie bez powodu. Naprawdę masz umiejętności, masz szanse być niczym kolejny...

Jay DiMateo: Shawn Michaels?

Bret Hart: Może nie do końca o niego mi chodziło, aczkolwiek...nie można sukinsynowi odmówić, w ringu był wybitny. Może nie tak dobry, jak chociażby...

Jay DiMateo: *udaje, że jego telefon dzwoni* Oj, wybacz mi, ale muszę odebrać. Wiesz, pogrzeb ciotki i te sprawy.

Jay udaje, że zaczyna z kimś rozmawiać przez swojego SAMSUNGA, Bret Hart kręci głową z niedowierzania, a następnie obraz z kamery urywa się.



Earlier This Week

Kamera przenosi nas do jednego z lokali, znajdujących się w Houston. Przy jednym ze stolików zauważyć możemy elegancko ubranego mężczyznę o długich, ciemnych włosach. Na stoliku stoi szklanka, w której dostrzec możemy jeszcze blisko połowę zawartości. On wygląda natomiast na dość mocno zamyślonego. W pewnym momencie lekko się odwraca, kątem oka dostrzegając obserwujący go obiektyw kamery. Okazuje się być nim debiutującym już na najbliższym Colosseum - Luis Borges.

Luis Borges: Moja droga była niezwykle długa, kręta oraz pełna ślepych zaułków. Długie oczekiwania zaprowadziły mnie ostatecznie do miejsca, które może zapewnić mi spełnienie wszelkich marzeń. Jest nim Legion Pro Wrestling, które nie jest dla mnie wyłącznie kolejną szansą. To miejsce, w którym z dumą będę mógł reprezentować moją ukochaną ojczyznę. Portugalia to miejsce, które wykreowało wiele wielkich osobowości. Są to ludzie, którzy na przestrzeni lat udowadniali swoją wartość, zapisując się w historii oraz godnie reprezentując nasze rodzinne strony.

Luis zerka kątem oka na stojącą przed nim szklankę.

Luis Borges: W przeciwieństwie do wielu osób, nie zamierzam walczyć wyłącznie dla blasku fleszy. chcę każdym kolejnym występem udowadniać, że nie stoję w miejscu. Nie zatrzymuję się i stale się rozwijam. Uczę się, wyciągam wnioski z każdego występu, który zapewnia mi bardzo cenne doświadczenie. Żyję z wiarą, że człowiek uczy się przez całe życie i zamierzam z tego przywileju korzystać, ile tylko mogę. Dlatego nie chcę zatrzymywać się na tym, czego udało mi się nauczyć. Z każdym kolejnym dniem chcę stawać się coraz lepszą wersją siebie. Chcę z każdym mijającym dniem stawać się bardziej kompletnym wojownikiem, którego duch stanie się znany całemu światu. Każdy, kto stanie ze mną w ringu, nie będzie wyłącznie kolejnym rywalem. Będzie testem mojego charakteru, siły oraz tego, jak wiele jestem w stanie znieść. Jak wiele jestem w stanie przyjąć, aby powstać i walczyć dalej. *spogląda prosto w obiektyw kamery* Możecie być pewni jednego. Nie odpuszczam i jest to coś, co nie jest hasłem, którym zamierzam rzucać na lewo i prawo. Jest to coś, co cechuje mnie nie tylko jako człowieka, ale także jako wojownika, który może skonać, ale będzie walczyć do końca. I to zamierzam udowodnić wszystkim na Colosseum w walce z Mario Paterdą, który zapewne przebył równie długą i krętą drogę co ja, ale niestety trafił on na kogoś, kogo pokonanie może być dla niego zadaniem niewykonalnym.

Obraz z kamery gaśnie.
Odpowiedz
Cytuj
12.09.2026, 22:23
#2
Best of Five Series (FINAL): Singles Match
Shio Sakazaki vs Jay DiMateo

Końcówka piątej i decydującej walki Best of Five. Obaj zawodnicy są już wyraźnie zmęczeni, a tempo pojedynku zaczyna zwalniać. Jay DiMateo pierwszy rusza z Chopem, Shio Sakazaki odpowiada mocnym Punchem. Kolejny Chop od Amerykanina! Forearm od Shio! Made Man próbuje Roundhouse Kicku, ale Sakazaki schyla się pod nogą i natychmiast przechodzi za plecy rywala. German Suplex! Jay uderza barkami o matę, lecz szybko próbuje wrócić do stójki. THUNDERSTORM! trafia idealnie! The Tokyo Spirit natychmiast przykrywa przeciwnika. 1... 2... NIE! DiMateo podrywa bark w ostatniej chwili. Shio nie traci czasu. Podnosi przeciwnika i ustawia go pod Tokyo Vice! Double Underhook zostaje zapięty, ale Jay natychmiast obniża pozycję i blokuje próbę wyniesienia. Sakazaki próbuje ponownie, lecz Made Man prostuje się, uwalnia jedną rękę i odpycha przeciwnika. Shio wraca w jego kierunku. RUNNING SPINEBUSTER! DiMateo wbija rywala w matę! Pin! 1... 2... 3?! Nie! Sakazaki odkopuje! Jay siada na macie i przez moment patrzy na sędziego. Po chwili wstaje, poprawia włosy i czeka, aż Japończyk wróci na nogi. FACETIME! Nie! Shio łapie DiMateo za nogi podczas próby Codebreakera i zrzuca go na matę! Jay szybko przewraca się na bok i próbuje wstać. GREETINGS FROM JAPAN! House Call trafia prosto w głowę! Made Man pada! Sakazaki rzuca się do przypięcia. 1...2... NIE! Jay podrywa bark dosłownie chwilę przed trzecim uderzeniem sędziego! Mad Dragon przez moment pozostaje na kolanach, ale szybko odzyskuje koncentrację. Nie protestuje. Podnosi przeciwnika i wyprowadza serię krótkich uderzeń, kończąc ją mocnym Spinning Uppercutem. DiMateo zatacza się w stronę lin. Shio ustawia się za jego plecami. DRAGON FIST! Nie! Jay w ostatnim momencie odsuwa się w bok! Hidden Blade przecina powietrze, a rozpędzony Sakazaki musi zrobić kilka kroków, żeby odzyskać równowagę. DiMateo natychmiast próbuje Roll-Upu! 1... 2... nie! Shio wydostaje się i obaj błyskawicznie wracają na nogi. Roundhouse Kick od Jaya! Sakazaki przyjmuje uderzenie, ale pozostaje w pionie. DiMateo rusza ponownie, jednak Shio odpowiada Enzuigiri! Made Man pada na jedno kolano. Sakazaki podchodzi od tyłu i próbuje przejść do Saka-Special, ale Jay natychmiast zaczyna walczyć z uchwytem. Wyrywa jedną rękę, obraca się pod ramieniem przeciwnika i sprowadza Shio na matę, chwytając przy tym obie jego nogi. Sakazaki orientuje się, co się dzieje. Za późno. JERSEY LOCK! Sharpshooter zostaje zapięty na środku ringu! Shio natychmiast zaczyna pełznąć w stronę lin. DiMateo siada coraz niżej, zwiększając nacisk na plecy i nogi przeciwnika. The Last Ronin przesuwa się centymetr po centymetrze. Wyciąga rękę. Do dolnej liny brakuje naprawdę niewiele. Jay zauważa zagrożenie, zwalnia uchwyt tylko na moment, robi kilka kroków do przodu i przeciąga przeciwnika z powrotem na sam środek ringu! JERSEY LOCK ponownie zapięty! Shio zaciska pięść. Próbuje jeszcze raz podnieść się na przedramionach, ale po całym pojedynku nie ma już wystarczająco dużo siły. DiMateo dociska mocniej. Sakazaki wyciąga rękę. Jeszcze moment próbuje wytrzymać... Klepie! GONG! Jay DiMateo natychmiast puszcza chwyt i pada na plecy, ciężko oddychając. Po chwili sędzia podnosi jego rękę. Jay DiMateo zwycięża rywalizację z Shio Sakazakim!


Kamera pokazuje jak przejęty Johnny Turn przechadza się po korytarzu. Nadle dostrzega kogoś za kadrem kamery i z zadowoleniem przyspiesza kroku. Kadr kamery się oddala i teraz widzimy jak Cyclone Diallo konkretnie skupiony na wahadle się w nie wpatruje. Turn z lekkim zdziwieniem przygląda się co też on wyczynia, ale postanawia zagaić.

Johnny Turn: Witaj, szarlatanie, mogę się na chwilę wtrącić? 

Turn odczekuje chwilę, jednak Diallo jest bardzo skoncentrowany na przedmiocie który trzyma w dłoniach, ale wydaje się słuchać co rozmówca ma do powiedzenia.

Johnny Turn: Dobra, słuchaj, mam do zdmuchnięcia dwóch przyjemniaczków zaciekle chroniących swojego pana, być może słyszałeś, Willy Wonka, czy jakoś tak. W każdym razie poszukuję tag team partnera, z którym pokonam tych dwóch półgłówków. Masz coś konkretnego do roboty na tej gali czy mogę na Ciebie liczyć?

Dopiero w tym momencie Diallo podnosi wzrok, zauważając swojego rozmówcę.

Cyclone Diallo: O, witaj. Przepraszam za moją nieuwagę, już od wczoraj wahadło stara się przekazać mi coś bardzo ważnego i nie wiedziałem o co może chodzić. Dopiero teraz do mnie dotarło, że chodzi przecież o ciebie! Widzę, że jesteś osobą w potrzebie, zdeterminowaną by osiągnąć swój cel, lecz także mierzącą się z trudnościami. Bardzo się cieszę, że los skrzyżował nasze drogi. W końcu kto może doradzić ci lepiej niż ja? Musisz wiedzieć, że już jako młody chłopak, gdy dopiero zaczynałem swoją karierę w tej branży, wywróżyłem pewnemu Hindusowi, że w bardzo krótkim czasie odniesie ogromny sukces, jeżeli tylko zastosuje się do moich wskazówek. I wiesz co się stało? Gość już kilkanaście dni później został mistrzem gigantycznej federacji, chociaż startował niemal z samego dołu! Pewnie pomyślisz, że to jakiś cud, ale ja wiem, że tak po prostu musiało się stać. Wiem, że nasze spotkanie również nie jest przypadkowe. Ty potrzebujesz poznać odpowiedź, a ja mogę ci ją przybliżyć. Dobrze usłyszałem, że narobiłeś sobie kłopotów i potrzebujesz kompana, prawda? *sięga do kieszeni* Cóż, zobaczmy zatem, co powiedzą karty.

Diallo wyciąga z kieszeni plik kart, które rozkłada w kształt wachlarza przed twarzą Johnny'ego tak, że Turn widzi jedynie rewersy kart.

Cyclone Diallo: Wybierz jedną kartę z talii.

Johnny Turn: I wahadło podpowiedziało Ci to, co powiedziałem chwilę temu? Jesteś naprawdę zabawnym gościem. Nie wierzę w te Twoje wróżby, jednak znam swoją przyszłość, bo gdy przychodzi tornado liczyć można na spustoszenie. Jednakże mimo to wszystko przydasz mi się jako kompan. Widziałem co jesteś w stanie zrobić w ringu i uważam, że we dwóch mamy moc, by pokonać towarzyszy Walkera.

Johnny z krzywym uśmiechem, pomimo wcześniejszych słów o niewierze, postanawia wyciągnąć jedną z kart w talii, którą trzyma jego rozmówca.

Cyclone Diallo: Tak jak mówiłem - nie ma mowy o przypadku. Danny Drinkwater, sezon 2016/17. Potrzebujesz kroku naprzód w karierze, ale przed tobą bardzo ważna decyzja. Jeśli podejmiesz złą, przepadniesz na dobre...zupełnie jak on. Pewnie nawet nie wiesz kim jest ten gość, prawda? Zupełnie się nie dziwię. Cały świat już o nim zapomniał. Na szczęście wybrałeś mądrze. *spogląda na wahadło zwisające pod jego nadgarstkiem, po czym kieruje je bliżej twarzy Turna* Widzisz, jak szaleje? To oznacza wielkie ryzyko, a ono zazwyczaj idzie w parze z wielką wygraną. Ja bardzo lubię takie wyzwania, dlatego przyjmuję twoją propozycję. 

Johnny Turn: Czy to jest piłkarz? Nie słyszałem, bo w moich stronach nie interesujemy się piłką nożną. W każdym razie, wierzę, że będziesz w stanie zawalczyć na poziomie i pomożesz mi odwirować tych cwaniaczków tam skąd przyszli. Zakręcimy tym ringiem jak byk na rodeo. Musimy się jedynie utrzymać, a zwycięstwo mamy w kieszeni. Wyczaruj tam magiku wygraną w kuli, to też nie zaszkodzi. A gdy się z nimi rozprawimy, z miłą chęcią następnie pójdę po winowajcę tego wszystkiego. Do zobaczenia w ringu!

Turn klepie po ramieniu swojego tag team partnera i odchodzi w dal korytarzem, a niczym nie rozproszony Cyclone kontynuuje swoje przepowiednie. Obraz z kamery gaśnie. 

Kamera przenosi nas do biura nowego Generalnego Menedżera. Ted klika coś na swoim laptopie aż w końcu rozlega się pukanie do jego drzwi. Przybysz nawet nie czeka na "proszę" ze strony gospodarza i widzimy, że do środka wchodzi Legacy Breaker i staje przy biurku na przeciwko szefa.

Preston Steele: Witam cię, Ted. Nie mogę nigdzie znaleźć Miguela, nie wiem co się z nim dzieje, nie daje przez ostatnie dni znaku życia, a ty w końcu sprawujesz nad tym wszystkim w jakimś sensie pieczę, więc na pewno coś musisz wiedzieć na ten temat

Ted odrywa wzrok od ekranu laptopa i spogląda na Prestona.

Ted DiBiase Jr.: Rozumiem, że możesz się martwić, Preston. Ale jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o Miguelu, to myślę, że powinieneś teraz wyjść do ringu.

Steele przez moment przygląda się Tedowi, wyraźnie próbując wyczytać coś z jego twarzy.

Preston Steele: Do ringu?

Ted DiBiase Jr.: Tak. Uwierz mi, tam uzyskasz więcej odpowiedzi niż tutaj.

Preston jeszcze przez chwilę patrzy na Generalnego Menadżera, po czym kiwa głową i opuszcza biuro. Operator decyduje się ruszyć za nim. W końcu Steele dociera do Gorilla Position. Słyszymy, że wybrzmiewa jego theme song, a Preston zjawia się na stage'u. Operator cały czas idzie za nim, a my obserwujemy wejście z tej właśnie perspektywy. Po zbliżeniu się do kwadratowego pierścienia ukazuje nam się sceneria. Ring ewidentnie nie jest przygotowany do pojedynku. Widzimy, że w środku jest ustawiona jakąś gablota wystawowa, która jest przykryta czerwonym płótnem. Ogólnie wystrój ringu pełny przepychu i bogactwa pokazuje, że mamy do czynienia z ludźmi, dla których pieniądz się nie liczy. W samym środku stoi nie kto inny, jak Miguel Escobar, któremu towarzyszy Sara Rojas. Hiszpan, który w ręku trzyma kieliszek do szampana, z uśmiechem zaprasza Prestona do środka. Ten wydaje się być zdziwiony, jednak decyduje się wejść do środka. Wówczas Escobar sięga po mikrofon.

Miguel Escobar: Witam was wszystkich bardzo serdecznie. Czuję się zaszczycony waszą obecnością. Od dawna pracowałem nad swoją własną marką, a gdy wreszcie mi się to udało mogę świętować sukces wraz z wami, osobami tak mi bliskimi. Ten mały bankiet i kilka ciepłych słów to oczywiście nie jedyne udogodnienia, którymi chcę was obdarzyć. Każdy z obecnych tu może liczyć na promocyjne ceny…

Prince of Spain łapie płótno, którym przykryta jest gablota i je ściąga, a naszym oczom ukazuje się zegarek analogowy ze złota bransoletą i wypisanym na tarczy złotymi literami ME.

Miguel Escobar: ...Zegarków ME! Wszystko na specjalne zamówienie. Może was ponieść fantazja, jesteśmy w stanie dla was przygotować niemal wszystko, w dowolnym materiale. Ja gustuję w klasycznych, analogowych, złotych cudeńkach, ale wiem, że istnieją bardziej nowocześni ludzie ode mnie. Jeszcze zanim zabawa ruszy na dobre chciałbym wznieść toast...ale chwila.

Miguel macha palcem do służącego znajdującego się poza ringiem. Ten przynosi mu butelkę szampana i trzy kieliszki.

Miguel Escobar: Duży sukces powinno się opijać w dużych ilościach....duże ilości pozytywnej energii zapewnili mi najbliżsi. Sara jest zawsze przy mnie i nigdy mnie nie zawiodła.

Miguel w tym momencie całuje swoją ukochaną w policzek.

Miguel Escobar: Preston za to dał mi ogromne wsparcie w ostatnim czasie. Ta znajomość zdecydowanie wiele mi dała. Można powiedzieć, że bez Prestona nie byłoby mnie w miejscu w jakim teraz jestem. Jestem ci za to ogromnie wdzięczny.

Divine spogląda teraz w kierunku Steele'a z uśmiechem...a następnie bierze zamach i rozbija butelkę szampana na jego głowie. Preston pada, na jego twarzy pojawia się krew. Wszyscy fani na arenie są w dużym szoku, słychać głośne “WHAT!” z trybun.

Miguel Escobar: Ale mam już czego chcę, więc nie jesteś mi potrzebny.

W tym momencie Sara podaje Escobarowi stalowe krzesło. Ten z kolei oddaje jej kieliszek, po czym uderza leżącego Steele'a w plecy metalowym przedmiotem! Następnie kładzie krzesełko na ziemi, po czym podnosi Steele'a z maty, chwyta go i wykonuje Adios, prosto na krzesło! Potem Hiszpan jedynie nonszalancko otrzepuje swoją marynarkę z kurzu, po czym chwyta za leżące na macie czerwone płótno, którym postanawia zakryć leżącego bez ruchu Prestona. Sara z kolei podaje mu drugą butelkę szampana. Miguel nalewa trunku swojej partnerce, a także sobie i oboje postanawiają wznieść toast.


PROFESOR ZAPASÓW OSTRZEGA - UWAŻAJ GDZIE GUBISZ SWÓJ ZEGAREK


Singles Match
Luis Borges vs Mario Petarda

Wracamy po kilku reklamach do pojedynku dwóch debiutantów. Widzimy, że Luis Borges unika Clothesline'u ze strony oponenta, następnie Petarda odbija się od lin i otrzymuje od Portugalczyka Tilt-a-Whirl Headscissors. Po kilku sekundach The Fighting Spirit wdrapuje się na narożnik i wykonuje Diving Double Foot Stomp! Próba przypięcia. 1...2..kickout. Borges pozwala przeciwnikowi podnieść się z maty. Petarda wstaje, zaś zawodnik z Półwyspu Iberyjskiego (bo nie pochodzi z Azorów) korzysta z asysty dolnej liny, od której odbija się, by wykonać Springboard Cutter! Nie! Jednak Petarda w porę unika! Zaraz potem to zawodnik z Łodzi chce wyprowadzić Spinning Heel Kick, jednak i on nie trafia, gdyż Portugalczykowi udaje się prześlizgnąć pod jego nogami. Luis natychmiast wykorzystuje moment nieuwagi rywala i wyprowadza Killshot! Trafiony! Mario ląduje na macie, a z jego nosa zaczyna cieknąć krew. Borges próbuje odliczyć rywala. 1...2...kickout!

W tym momencie uwagę publiczności zwraca jednak pewien osobnik o takim wyglądzie, który pojawia się na stage'u, trzymając mikrofon w ręku.

???: Apeluję o natychmiastowe zaprzestanie udostępniania niniejszego widowiska na forum publicznym! Szanowni Państwo, nazywam się Erwin Eckhart i moim obowiązkiem jest stać na straży obowiązujących zasad!

Zawodnik po tych słowach chowa się tam, skąd przyszedł, ale tylko na moment. Już po chwili wraca...jednocześnie targając coś za sobą. Oczom widzów ukazuje się...parawan. Chyba parawan. W każdym razie tak to wygląda - wielki, czarny prostokąt na kółkach. Najwyraźniej ma tego sporo, bo wszystkie elementy są związane jakąś taśmą. Erwin szybkim krokiem zmierza w stronę ringu, gdzie nadal toczy się walka. Dociera pod kwadratowy pierścień, po czym....zaczyna rozstawiać parawan wokół ringu! Już po chwili każda z czterech stron zostaje zasłonięta dla publiczności. Fani oczywiście zaczynają buczeć. Przybysz jednak zdaje się być kompletnie głuchy na te głosy dezaprobaty.

Erwin Eckhart: Obowiązkiem każdego uczciwego obywatela jest przestrzeganie i pilnowanie, aby każdy przestrzegał przepisów. *heat* Najdoskonalszy zbiór wszystkich zasad dotyczących profesjonalnego wrestlingu - Eckhart Wrestling Regulations, jasno i wyraźnie rzecze - i tutaj przytoczę fragment ze strony czterdziestej ósmej - "Kategorycznie zabrania się eksponowania scen drastycznych podczas imprez, w których biorą udział dzieci". Na galach Legion Pro Wrestling zdecydowanie nie brakuje osobników młodocianych. Nie mogłem zatem dopuścić, aby oglądali oni KREW podczas bieżącej imprezy i tym samym biernie przyglądać się tak rażącemu łamaniu regulaminu przez federację, w której zostałem zatrudniony! *heat*

W tym momencie zza parawanu wyłania się sędzia, który nakazuje uderzenie w gong i ogłoszenie przez spikera zwycięstwa Luisa Borgesa. Na telebimie wyświetlone zostają dwie powtórki - pierwsza, na której Luis wykonuje na Petardzie akcję Nowhere to Run, oraz druga, gdzie widzimy akcję kończącą Portugalczyka - Capital Punishment, po której Borges odliczył rywala. Wybrzmiewa także theme song zawodnika z Coimbry, który wychodząc z ringu wygląda na mocno skonfundowanego. Tymczasem Erwin próbuje jeszcze szarpać się z arbitrem, chcąc z powrotem zasłonić ring dla publiczności. Po chwili pojawiają się ochroniarze, którzy odprowadzają faceta w okularach z powrotem na zaplecze.


Przenosimy się na zaplecze, a oczom kamery ukazuje się Willy Walker, któremu towarzyszą dwie zamaskowane postacie, które znamy już z poprzednich występów. Tym razem mężczyzna pochodzący z Austin oszczędził sobie tanich sztuczek podburzających publikę, a przynajmniej tak by wynikało z jego dzisiejszej prezencji - jest bowiem ubrany w garnitur.

Willy Walker: Cóż to za piękny dzień dla Ameryki...wczoraj był. Tak, niestety dziś po raz kolejny przyszło mi pojawić się w mieście, którego wstydzi się cały Teksas. *heat* Jako dowód wystarczy przypomnieć, iż bodaj najbardziej znany wrestler, jaki urodził się w Houston, tak bardzo się tego wstydził, że wolał przez całą karierę wmawiać każdemu, że tak naprawdę pochodzi z Death Valley w Kalifornii. Ale przejdźmy może do czegoś, co dla odmiany ma jakieś znaczenie, na przykład do walki, którą ci dwaj panowie *wskazuje na swoich towarzyszy* za moment stoczą. Już za chwilę wszyscy zobaczą, jak lokalny "bohater" zostaje upokorzony na własnej ziemi przez...no właśnie, kto właściwie kryje się pod tymi maskami? Zapewne chcielibyście się dowiedzieć. Cóż...być może kiedyś się dowiecie. Może dziś, może za miesiąc, za rok, a może wcale.

W tym momencie dwaj zamaskowani zawodnicy, jakby na komendę (choć ta nie padła) zdejmują swoje kominiarki. Mniejszy z nich wygląda tak, z kolei większy prezentuje się następująco. Walker jedynie szyderczo się uśmiecha.

Willy Walker: Co, spodziewaliście się może "grand reveal"? Długo wyczekiwany moment, napięcie sięgające zenitu...*śmiech* Gdyby jeszcze było dla kogo tak się starać. W ogóle słyszałem, że w wrestlingu kolesie bez twarzy zazwyczaj przegrywają, a ci po zdemaskowaniu najczęściej radzą sobie dobrze. Sprawdźmy zatem, czy to prawda! Dzisiaj za sprawą Ralfa i Kannonballa człowiek-tornado, jak to sam o sobie mówi, kolejny raz przypomni, dlaczego tak doskonale pasuje do miejsca, z którego się wywodzi...ponieważ znów zostanie rzucony na kolana!

Walker znika poza obszarem kamery, zaś w kadrze pozostają jeszcze jego dwaj towarzysze. Mniejszy z nich - Ralf, nachyla się bliżej obiektywu.

Ralf: Mówią o nas, że pragniemy bólu, cierpienia i chaosu. Znów chcą zrobić z nas winnych. Niedorzeczne. Oni nie rozumieją...tfu, nie chcą zrozumieć! Nadszedł czas, aby ślepiec otworzył oczy. Ponoć cel uświęca środki. Być może to prawda...nie dowiesz się, jeśli tego nie sprawdzisz. I dare you...stań po naszej stronie. Pokaż, że masz w sobie coś oprócz szarości. Tej szarości, która stara się uciszyć takich jak my.

Kannonball: WAZZZZAAAAAAAAAAA! Już nie mogę się doczekać, żeby dać komuś w ryj! Nieważne, kogo Johnny Turd sobie wybierze, i tak zostanie zmiażdżony! Jakie tornado poradzi sobie z kulą burzącą!? ZADNE! Johnny Turd, idziemy po ciebie...

Nie było dane dokończyć Kannonballowi tego, co chciał powiedzieć (na całe szczęście), gdyż zostaje pociągnięty za ramię przez Ralfa i znika z kadru. Obraz gaśnie.


Tag Team Match
Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Ralf & Kannonball w/Willy Walker

Wracamy po reklamach do walki tag teamowej. Widzimy, że Johnny Turn dobrze radzi sobie przeciwko Kannonballowi. Ten co prawda posadził go na narożniku, jednak Tornado Man za pomocą kopnięcia uwalnia się, po czym skacze na rywala, wykonując Monkey Flip! Australijczyk szybko się podnosi, jednak ponownie zostaje przechytrzony przez Johnny'ego, który wykonuje Hurricanranę! Teraz pomagier Willy'ego Walkera faktycznie czuje się, jak po przejściu tornada. Chwieje się na nogach, po czym opada na narożnik. W międzyczasie Ralf klepie go w ramię, dokonując zmiany, czego nie zauważył odwrócony plecami Turn, który postanowił wziąć rozbieg. Nie mija wiele czasu i Kannonball zostaje poczęstowany Running Big Bootem! Osuwa się na matę, a w międzyczasie Ralf niepostrzeżenie wślizgnął się do ringu. Staje za plecami lokalnego bohatera, chwytając go za szyję, po czym częstuje Uppercutem w tył głowy! Teksańczyk opadł twarzą na narożnik swoich oponentów, zaś Ralf rusza za ciosem - przechwytuje obie ręce rywala, aplikując Tiger Suplex! Mamy próbę przypięcia. 1...2..kickout! Zawodnik z Holandii umieszcza Johnny'ego w "swoim" narożniku, po czym wymierza mu całą serię kopnięć, po których Turn powoli osuwa się do pozycji siedzącej. W końcu sędzia interweniuje, odciągając Ralfa, a jego nieuwagę momentalnie wykorzystuje Kannonball, który stojąc za linami chwyta Speedy'ego za szyję, przyciskając go do narożnika! Puszcza chwyt dopiero wtedy, gdy sędzia odwraca się w jego stronę. Ralf postanawia podnieść rywala z maty, po czym aplikuje mu Gut Kick. Turnowi udaje się jednak przechwycić nogę rywala, a także uniknąć próby Enzuigiri, po której Ralf ląduje na macie. Tornado Man zauważa swoją szansę - postanawia skoczyć na środkową linę i wykonać Ralfowi Springboard Tornado DDT! Jest jednak mocno zmęczony i nie da rady szybko się podnieść. W tym czasie widać, że Cyclone Diallo coraz mocniej naciska na zmianę. Wyciąga rękę w kierunku swojego tag team partnera. Johnny postanawia przeczołgać się w stronę narożnika, po czym....Diallo nagle zeskakuje z apronu! Johnny skoczył w jego stronę, jednak nie dał rady dokonać zmiany! Publika natychmiast "nagradza" Gwinejczyka gromkim heatem, ten jednak tylko przygląda się z uśmiechem Turnowi, który leży na macie i patrzy mu w oczy z niedowierzaniem. W tym czasie Ralf dokonał zmiany z Kannonballem. Ten momentalnie wpada do ringu i łapie Johnny'ego, sadzając go na swoich barkach. Mamy Electric Chair Drop! To nie wszystko - Kannonball od razu podnosi rywala, po czym wykonuje mu Fireman's Carry Flapjack! Na tym się nie kończy - mamy zmianę z Ralfem, który momentalnie podbiega do narożnika, przy którym leży Johnny, chwyta za liny i wykonuje Corner Slingshot 450 Splash! Pinfall. 1...2...3! To koniec! Willy Walker może być zadowolony, że walka poszła po jego myśli.

Willy Walker tuż po gongu przekracza liny, dołączając do świętujących Ralfa i Kannonballa. Zaraz potem do ringu wchodzi rownież Cyclone Diallo, który zostaje ciepło przywitany przez, jak się okazuje, swoich kolegów z ekipy. Świętowaniu całej czwórki towarzyszy głośne buczenie fanów.

Przenosimy się na zaplecze, gdzie przechadza się właśnie Erwin Eckhart. Wpatruje się on w książkę w czerwonej okładce. Widać na niej tytuł, który brzmi "Eckhart Wrestling Regulations". Po chwili okularnik spostrzega coś, co przykuwa jego uwagę. Zamyka książkę i postanawia zmienić kierunek poruszania się, a już po chwili oczom kamery ukazuje się Luis Borges, który z kimś rozmawiał.

Erwin Eckhart: Proszę, proszę, kogo my tu mamy! Pan Luis Borges, choć może bardziej adekwatnie by było - pan wywrotowiec! Z tego co widzę, to zupełnie nie poczuwasz się do odpowiedzialności za tak rażące naruszenie przepisów już w swoim pierwszym występie. Kolejny z tych, którzy za sprawą swojego niechlujstwa ringowego stopniowo rujnują tę piękną dyscyplinę, jaką jest profesjonalny wrestling. Widziałem już niejednego takiego jak ty. Przed wejściem na ring nie chcą wycierać butów, w walkach tag teamowych nie trzymają za sznurek podczas dokonywania zmiany, aż słów brakuje. Zero jakiegokolwiek poszanowania dla panujących reguł.

Luis Borges: Wywrotowiec? *spogląda z lekką irytacją na Eckharta* Czy ja się właśnie przesłyszałem? *wskazuje palcem na książkę będącą w posiadaniu Erwina* Czy to w niej zawarte są wszystkie twoje zasady? *zerka kątem oka na rozmówcę* Widzisz, Erwinie. Im dłużej ciebie słucham, tym bardziej mam dość twojego gadania o przepisach, regulaminach i normach, które dla ciebie są jedyną słuszną opcją. Ty nie zrobiłeś tego, aby zrobić coś dla dobra wrestlingu. Chodziło ci wyłącznie o uwagę, która miała być skierowana wyłącznie na twoją osobę. Wszystko to zrobiłeś kosztem walki, w której brałem udział. Jeszcze masz czelność zaczepiać mnie po zrujnowaniu mojej chwili? *pyta z lekkim niedowierzaniem* Skoro uważasz mnie za problem, to czemu właściwie robisz marne szopki, zamiast przejść do rzeczy? Mam dla ciebie zatem propozycję nie do odrzucenia. Najbliższe Colosseum, Ty i Ja. Bez parawanów i przepisów. Dam ci możliwość udowodnienia, że poza twoim zbiorem zasad jest coś więcej niż tylko przerost formy nad treścią. Decyzja należy jednak wyłącznie do ciebie.

Erwin Eckhart: Mały człowieczku...gdybyś chciał wiedzieć, to przepisy stanowią FUNDAMENT funkcjonowania cywilizacji. Nawet nie zamierzam wyobrażać sobie, jak świat wyglądałby, gdyby nie obowiązywały nas żadne zasady. Jeśli zaś chodzi o twoją propozycję pojedynku, z chęcią zaakceptuję wyzwanie. Jeden na jednego na najbliższym Colosseum. Z ZASADAMI. Klasyczny Singles Match. Myślę, że te reguły nie powinny stanowić zbyt wygórowanego wyzwania nawet jak dla ciebie. Właściwie mógłbym zacząć się rozwodzić nad tym, jak koszmarny błąd właśnie popełniłeś i zaznajomić cię z każdym pisemnym dowodem potwierdzającym wyjątkowe zdolności techniczne, jakimi dysponuję...jednak oszczędzę sobie fatygi. Przekonasz się w ringu.

Erwin nie czeka na odpowiedź, tylko odchodzi w sobie wiadomym kierunku, pozostawiając Luisa samego.


Wybrzmiewa theme song Zbyszka Uszczelki, po czym nagle zaczyna wyć syrena straży pożarnej i na arenę wjeżdża wóz ochotniczej straży pożarnej z Siedlec, za kierownicą siedzi świeżo upieczony mistrz Valor. Publika reaguje mieszanką entuzjazmu i wrogości ze względu na sposób zdobycia jego mistrzostwa. Zbyszek nie reaguje na te negatywne głosy i kieruje się na tył wozu po czym wyciąga wąż gaśniczy i zaczyna polewać widownię wodą. Następnie schodzi w stronę ringu i jak zwykle stuka się z najmłodszymi fanami swoim kluczem francuskim. Po wejściu do ringu przechodzi do słów.

Zbyszek Uszczelka: Doszli mnie słuchy, że nie wszystkim podoba się to jak zdobyłem ten piękny paseczek co go widzita na moim brzuchu. Nie dajta sie jednak zwieść ludziska. Jak ktoś chce sobie oglądać przytulanki to niech sobie włączy dobranockie z Misiem Uszatkiem. Tutaj w tym ringu jest jak w życiu. Musisz się pilnować, żeby drugi cię nie orżnął. Jorge chłopie, tym razem trafiło na ciebie, twój pech. Pamiętajta jednak kochani, że zanim dotarłem tu gdzie jestem przeszłem kawał drogi w tym ringu. Wybijałem zęby jednemu po drugim. A że zostałem pretendentem dzięki koledze? Jak trafia się okazja to nie patrzę. Promocja na piwa w Biedronce? Biorę cały koszyk! Szansa walki o pas? Biere to! Swoją drogą ludziska to naprawdę chcieliście takiego mistrza? Kryminaliste? Toż ja żem słyszał, że on w pierdelku przesiedział 5 lat. Bandyta nie wzór dla dzieciaków. Ja za to pokazuje młodzieży - patrzcie i uczcie się do czego można dojść uczciwą pracą. Czasem fakturki nie wystawię, czy tam towaru się nie doliczy inwestor, ale ja też muszę płacić ZUS tak jak wy! Z czegoś trzeba żyć. Takich gnojków jak ten Cavazos to ja pamiętam. W latach dziewięćdziesiątych łączyli się takie w grupki pruszkowskie i inne wołominy i straszyli takich jak ja uczciwych przedsiębiorców, ale skończyło się dla nich eldorado.

Hasta el Ultimo Ronda! Jorge Cavazos chyba ma dość słów Zbyszka, bo teraz kieruje się do ringu. Po drodze przybija kilka piątek z fanami, wchodzi do ringu oraz odbiera mikrofon od pracownika technicznego.

Jorge Cavazos: Wyszedłem tutaj, bo skoro mówisz o mnie to czuję się trochę wywołany do tablicy, amigo. Masz pretensje do mnie o to, że byłem kryminalistą? Tak, byłem nim, ja tego nie ukrywam. Nie zawsze w swoim życiu robiłem dobre rzeczy, takie realia panowały w ówczesnej Tijuanie. Trzeba było brać sprawy we własne ręce, aby mieć co do garnka włożyć. Nie ukrywam tego i pokazuję swoja prawdziwą twarz, za to właśnie polubili mnie wszyscy fani. *na arenie rozlega się cheer* Ty za to, Zbyszek, dopiero w zeszłą niedzielę pokazałeś prawdziwą twarz. Nie jesteś kimś kto gra uczciwie, a fani się o tym przekonali i teraz sam się zorientowałeś, że reakcje na takie zagrywki są mieszane. Ale nie wyszedłem do tego ringu dzisiaj tylko dlatego, żeby odpowiadać na twoje słowa. Chciałem ci pogratulować wygranej na Heatwave. Niektórzy zebrani na arenie mogą teraz się zastanawiać po co składam gratulacje, skoro Zbyszek wygrał nieczystą zagrywką. Należa Ci się te gratulacje, ponieważ wygrałeś na Heatwave. Mówiłem o tym, że popełniłeś błąd obrażając mój kraj i moją kulturę. Tutaj zdania nie zmieniam, ale ja też popełniłem błąd. Założyłem, że będziesz chciał tak jak ja zawalczyć uczciwie w Houston. Taki błąd popełnia się tylko raz i już wiem, że jesteś zawodnikiem, który wykorzysta swoją okazję. Drugi raz taki błąd już się nie powtórzy. Wydajesz się być inteligentnym gościem, Zbyszek, więc na pewno musisz wiedzieć, że po wydarzeniach z zeszłej niedzieli sytuacja między nami cały czas pozostaje nierozstrzygnięta. Pamiętaj o tym, że prędzej czy później upomnę się o walkę z Tobą, o ten tytuł, który jest teraz w twoim posiadaniu. *Jorge wskazuje palcem na LPW Valor Championship* A wtedy będę na Ciebie gotowy. Będę gotowy na wszystkie twoje sztuczki.

Wybrzmiewa „All About the Power”. David Otunga pojawia się na rampie w luźnym stroju — białej koszuli, jasnych materiałowych spodniach i jasnych mokasynach — trzymając w dłoni elegancką, czarną teczkę. Spokojnie kieruje się w stronę ringu, nie zwracając większej uwagi na publiczność. Wchodzi między linami, bierze mikrofon i przez chwilę przygląda się obecnym w ringu.

David Otunga: Wysłuchałem was obu i muszę przyznać, że niezmiernie intryguje mnie to, jak szybko po zmianie posiadacza mistrzostwa zaczynacie budować wokół niego własne wersje zdarzeń. Najpierw ty, Zbigniewie. Ostatnim razem, kiedy spotkaliśmy się w ringu, wygrałeś. Nie zamierzam tego kwestionować. Wygrałeś przez count-out, ponieważ to ja opuściłem ring. Była to moja decyzja, ale miałem wtedy ważniejszą sprawę do odhaczenia. Wykorzystałeś lukę w tej sytuacji i zebrałeś za to swoje wynagrodzenie. Na Heatwave sprawa została jednak rozstrzygnięta. Hill postawił na szali swoją karierę i przegrał. Moja nie tylko przetrwała — ona właśnie dostała nowy początek.

Legal Killer spogląda na trzymaną w dłoni teczkę.

David Otunga: Kiedy przez tygodnie walczysz o to, żeby nie stracić swojej kariery, skupiasz się na przetrwaniu. Na Heatwave nie musiałem już przetrwać. Musiałem wygrać i zrobiłem to. Skoro udowodniłem, że potrafię obronić najważniejszą rzecz, jaką miałem to naturalną koleją rzeczy jest to, że teraz chcę czegoś więcej. Sprawa Hilla została zamknięta. Nie zamierzam się nią dłużej zajmować. Postanowiłem więc przyjrzeć się temu co mam przed sobą.

Otunga otwiera teczkę i spogląda na dokumenty.

David Otunga: Zbigniew Uszczelka. Mistrz Valor. Złota rączka, człowiek wielu fachów. Naprawiasz, remontujesz, urządzasz. Imponujące. Jako prawnik zawsze interesuje mnie jednak, czy za każdą działalnością stoi odpowiednia dokumentacja. Nie twierdzę, że jest z nią coś nie w porządku. Absolutnie nie. Mówię tylko, że gdyby Urząd Skarbowy postanowił bliżej przyjrzeć się twojemu małemu imperium, z zainteresowaniem przyjrzałbym się wynikowi ewentualnego postępowania.

The Advocate przerzuca kolejne kartki.

David Otunga: Jorge Cavazos. CavaGym, własna tequila... całkiem interesujące portfolio. Ciekaw jestem, co jeszcze można znaleźć w dokumentacji twoich interesów i na korytarzach tejże siłowni patrząc na to jak szemrane towarzystwo się tam pojawia. Umowy, pozwolenia, rozliczenia. Dokumenty potrafią powiedzieć o człowieku znacznie więcej niż on sam. Właśnie dlatego lubię swoją pracę. Nie patrzę na was wyłącznie jak na dwóch zawodników. Widzę historię, interesy, motywacje. Widzę rzeczy, które mogą działać na waszą korzyść i takie, które mogą działać przeciwko wam.

The Verdict Maker zamyka teczkę.

David Otunga: Zbigniew, ty masz pas. Jorge, ty chcesz go odzyskać. Natomiast ja chcę go zdobyć. Na Heatwave udowodniłem, że kiedy stawka jest najwyższa, potrafię zachować zimną krew i doprowadzić sprawę do końca. Wcześniej broniłem swojej kariery. Teraz buduję swoją pozycję. Sprawa Hilla została zamknięta. Wyrok zapadł i jest prawomocny, bez możliwości wniesienia środka zaskarżenia. A Otunga Law Group właśnie otwiera nową sprawę o sygnaturze VC...

Nagle jednak widzimy, że na rampie pojawia się Jay DiMateo, nie słychać nawet jego muzyki, ale za to słychać jego samego.

Jay DiMateo: STOP! *heat* STOP! STOP! Znacie takie powiedzenie, że kto w LPW pracuje ten w cyrku się nie śmieje? No, to już znacie. Czy wy wszyscy jesteście jacyś ograniczeni, czy co? Ja wiem, że my jesteśmy nową federacją i niektórzy nawet mówią, że "bierzemy co popadnie", ale na litość...*kiwa z niedowierzaniem głową* Popatrzcie sobie na takiego Zbyszka Muszelkę, no...właśnie. Nawet patrzeć się nie chce, co nie? A jak tylko otworzy tą swoją niewyparzoną gębę, to jest tylko gorzej. Skąd ty się urwałeś, WIEŚNIOKU?! Powiedz mi proszę kto Cię trenował i na jakim trzepaku to było, bo naprawdę jestem ciekaw. Jeśli ktoś taki ma być mistrzem Valor, to może od razu wyrzućmy to mistrzostwo do śmietnika, albo wyślijmy je gdzieś daleko, najlepiej razem z posiadaczem. *prycha* Bo jak tego nie zrobimy, to może znowu zdobędzie ja CAVAZOS. Mistrz charyzmy, wykwintny manipulator i oportunista z prawdziwego zdarzenia. *rozgląda się po publiczności* Tak moi drodzy, to był sarkazm. A tu *wskazuje na Cavazosa* a tu mamy IDIOTĘ. Bo jak inaczej nazwać kogoś, kto jest już tyle lat w tej branży, a dalej nie rozumie podstawowych zasad wrestlingu? Co to ma znaczyć, że mu gratulujesz, ale sprawa między wami jest nierozwiązana? Ty o tym decydujesz, czy co? *znowu prycha* Pragnę Cię poinformować, drogi kolego zza wielkiego muru, że...JEST ROZWIĄZANA. On ma pas, ty nie masz. To nie jest łyżwiarstwo figurowe, nikt nie przyznajemy tu not za styl, więc bez znaczenia, czy on zdobył ten pas uczciwie, czy nie. *lekko się uśmiech* No właśnie...uczciwość. Ty, Otunga...powinieneś coś o tym wiedzieć, nie? Chociaż jak tak Ciebie słucham, to zastanawiam się, czy Uszczelka nie powinien Ci tam czegoś dokręcić, tym swoim kluczem. Bo ewidentnie coś w główce nie styka, aż sobie zapisałem tą twoją złotą myśl. *Jay szuka czegoś na telefonie* O, mam "Zbigniew, ty masz pas. Jorge, ty chcesz go odzyskać. Natomiast ja chcę go zdobyć." GENIUSZ. Powiedz mi, ktoś Ci to pisze, czy sam jesteś taki kreatywny i błyskotliwy? *śmieje się głośno* Zachowujesz się teraz jakbyś nagle pozjadał wszystkie rozumy, prawdopodobnie razem ze swoim, a fakty są takie, że pozbyłeś się tylko jakiegoś pomyleńca. Na dodatek pomagał Ci nasz miłościwie panujący prezes. *puszcza oczko do kamery* Ups...muszę uważać, bo jeszcze mi odetnie mikrofon, albo da walkę o pas. *Jay robi parę kroków do przodu* No właśnie...PAS. Świecidełko brzmi kusząco, w jakich brudnych rękach by nie było. Tak, tak, panowie. Dobrze myślicie, jeśli myślicie, że PO TO *wskazuje nas pas Valor* przyszedłem. Może i ten pas do tej pory był bezwartościowy, może i jest to...DRUGORZĘDNE MISTRZOSTWO, ale prawda jest taka, że skoro byłem w stanie pokonać wybitnego, japońskiego wojownika, to dlaczego miałbym nie zdobyć i tego mistrzostwa? JAY TWO BELTS. Brzmi dobrze, nieprawdaż? Tak, dobrze słyszycie! Mam zamiar zostać zarówno Global Championem, jak i Valor Championem! *Jay przeczesuje włosy i wycofuje się w stronę wyjścia* A, niech ktoś da znać Salvadorowi, że ma konkurencję, bo ktoś tu POZAMIATAŁ.

Po tych słowach DiMateo odrzuca mikrofon i opuszcza arenę.


ŻYCZĘ WAM, ABYŚCIE Z KOMENTARZEM ZAJECHALI DALEJ NIŻ MACIEJ GŁADYSZ W DZISIEJSZYM WYŚCIGU

Jesteśmy na arenie. Obraz na Titantronie zmienia się i widzimy na nim Teda DiBiase Jr. stojącego w swoim biurze. Obok Generalnego Menadżera, na stoliku, znajduje się LPW Global Championship. Ted przez moment spogląda na pas, po czym kieruje wzrok prosto w kamerę.

Ted DiBiase Jr.: Dzisiejszy Main Event powstał na naszych oczach. Ben Zamora chce udowodnić, że po latach nadal może znaleźć się na samym szczycie. Kenneth Riddle zamierza pokazać mu, że wybrał sobie niewłaściwego człowieka do rozpoczęcia tej drogi. A skoro obaj mają tak wiele do udowodnienia... uznałem, że warto dać im jeszcze jeden powód, żeby dziś zostawili w tym ringu wszystko.

Ted robi krótką pauzę i spogląda w stronę LPW Global Championship.

Ted DiBiase Jr.: Od czasu Heatwave wiele osób zastanawia się, w jaki sposób wyłonimy pierwszego pretendenta do tego tytułu. Na pełną odpowiedź będziecie musieli jeszcze trochę poczekać. Mogę jednak zdradzić jedno. Zwycięzca dzisiejszego Main Eventu otrzyma nagrodę, która znacząco ułatwi mu drogę do walki o LPW Global Championship.

Na twarzy Teda pojawia się lekki uśmiech.

Ted DiBiase Jr.: Co dokładnie mam na myśli? Tego dowiecie się w odpowiednim czasie. Na razie Ben i Kenneth powinni skupić się na jednej rzeczy... zwycięstwie.



Obraz z kamery przenosi nas... na parking! Przeróżne auta zaszczycają nasze ślepia. Widoczne są pojazdy pracowników, jak i te naszych gwiazd, które umówmy się, są trochę bardziej luksusowe i nowoczesne. Najważniejszym jest jednak Shio Sakazaki, który zmierza do auta, ma przy sobie walizę, ale najsmutniejsze jest to, że nie ma słynnej kurtki, za którą fani go kochają i dzięki której zna go cały świat, ewentualnie jego babcia i reszta rodziny. Potocznie zwany ''Ssijo'' jest przy swojej bryce i ze skwaszoną miną pilotem odblokowuje ją, po czym do bagażnika wrzuca swoje manaty. Nagle... przybiega Nathan Martin! Ten momentalnie od tyłu wjeżdża w niczego nieświadomego honorowego Japońca. Nate zasypuje go soczystą serią ciosów i dorzuca kolanko w głowę.. i następne.. i jeszcze jedno. Masakracja ma tu miejsce. The Solipsist łapie Sakazakiego za kudły i ciska jego twarzą w szybę od samochodu, robi to kilkanaście razy. Azjata jest już półprzytomny, może nawet mniej niż pół. Osuwa się po swoim cacku, Martin bezwzględnie się temu przygląda, po czym łapie Shio za rękę i wkłada ją do bagażnika, tylko po to, by zacząć go zamykać z całej siły. Ała. Ręka jest miażdżona raz za razem, Nathan w końcu przestaje i zaczyna krzyczeć, że potrzebna jest pomoc medyczna oraz ochrona, bo miał tutaj miejsce wypadek. Echo roznosi się po całym opustoszałym parkingu. The Creator kuca jeszcze przy ofierze i szeptem rzuca na odchodne.

Nathan Martin: Zawiodłem się.. bardzo zawiodłem. Za bardzo. Myślałem, że jesteś bardziej honorowy. Cóż, tutaj twoja przygoda dobiega końca, ale zapamiętaj jedno. Papierosy bardzo śmierdzą...

Nate słyszy, że pomoc medyczna i ochrona zbliżają się, więc ucieka z miejsca zdarzenia, zostawiając totalnie zdewastowanego Sakazakiego, do którego w końcu medycy podchodzą i sprawdzają, jak bardzo jest z nim źle. Ochroniarze za to szukają sprawcy, ale kanadyjski zawadiaka zdążył się już ulotnić. Obraz z kamery znika.


Singles Match
Kenneth Riddle vs Ben Zamora

Wracamy do ringu, gdzie Ben Zamora agresywnie wpycha swojego oponenta do narożnika. Kenneth zwija się z bólu przy kornerze, a Big Ben kontynuuje atak serią punchy w narożniku. Nakręcony Tongijczyk nie zwalnia tempa i w akompaniamencie gwizdów oraz buczenia dokłada jeszcze serię Shoulder Thrustów. Riddle nie posiada się wręcz z bólu, czuję każde uderzenie mocniej po jego walce na PPV. Sędzia w końcu odciąga rozpędzonego Zamorę od swojego rywala, który przyklęka na kolano po tej akcji. Ben nie zwracając uwagi na sędziego odciąga przeciwnika od narożnika i próba pinu. 1… 2… nie, Kickout. Może i Amerykanin jest obolały, ale nie da się tak łatwo pokonać. Ben wstaje, kiwa przecząco głową i mówi „błąd” po czym serią stompów jeszcze osłabia rywala. Teraz Big Ben podnosi go za rękę i Irish Whipem wysyła w stronę lin. Kenny się odbija, a po powrocie uchyla się pod Clothesline’m, ponowne odbicie się od sznurów i mamy Running Forearm Smash na lekko zaskoczonym oponencie. Próba pinu. 1… 2… nie, Kickout. Zamora dosyć szybko się podnosi przy linach i otrzymuje Dropkick, po którym wylatuje między drugą, a trzecią liną poza ring. Tongijczyk pada na matę pozaringową, jednak dosyć szybko się podnosi. W sytuacji odnajduje się również Amerykanin, który bierze krótki rozpęd i mamy Triangle Plancha! To zupełnie obala jego przeciwnika, jednak Riddle również mocno ucierpiał wykonując tę akcję. Znał ryzyko, jednak zdecydował się wykonać ten ruch. Sędzia nakazuje zawodnikom natychmiast wrócić do ringu. Kenny trzymając się za brzuch z grymasem bólu pomaga wstać rywalowi i wrzuca go do kwadratowego pierścienia. Sam ociężale wdrapuje się na apron. Zamora pomimo, że dopiero po akcji podniósł się w dosyć dobrym tempie. Big Ben natychmiast podchodzi do oponenta, jednak ten między drugą, a trzecią liną atakuje go Shoulder Thrustem. Tongijczyk odchodzi kilka kroków w tył trzymając się za brzuch, a Riddle czym prędzej wchodzi do ringu. Zamora teraz atakuje jedyn punchem, za chwilę drugim, przy trzecim ataku z pięści Kenny pochyla się pod ręką, biegnie w stronę lin, wybija się z przeciwległej, drugiej liny i mamy piękny Springboard Kick. Próba pinu. 1… 2… Kickout. Przez chwilę adrenalina pozwoliła Amerykaninowi zapomnieć o bólu, ale ciało upomniało się o swoje i Kenny teraz zwija się z bólu, jednak powoli wstaje. Big Ben również powoli wstaje i w pozycji klęczącej otrzymuje Punch, po czym Riddle łapie go pod DDT, jednak w ostatniej chwili Ben wstaje wykręcając rękę. Tongijczyk przyciąga do siebie rywala, chwyta w front waist lock i po chwili mamy piękny Belly-to-belly Overhead Suplex. Zamora nie decyduje się pilnować tylko podnosi obolałego rywala i mamy Bear Hug! Teraz Amerykanin odczuwa podwójny ból, a Big Ben wiedział z jakiej akcji w swoim arsenale skorzystać. Riddle bardzo cierpi, jednak nie poddaje się, sędzia go co jakiś czas pyta. W tej chwili Kenny nie myśli nad wyjściem z tej sytuacji, ból odbiera mu rozsądek. Po pewnym czasie jednak próbuje odepchnąć się od większego przeciwnika, lecz to nie pomaga. Po tych próbach oswobodzenia Riddle wypłaca niezliczoną liczbę punchy na głowę rywala. Tongijczyk w końcu puszcza uchwyt łapiąc się za głowę a Kenneth pada na matę trzymając się za brzuch. W końcu jednak wstaje z grymasem bólu i zaczyna serię kopnięć. Najpierw seria Low Kicków, potem dwa Middle Kick na końcu High Kick, który zamroczył oponenta. Na koniec dokłada jeszcze Gut Kick, krótki rozpęd i mamy Reality Check od Amerykanina! Próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Kenneth już naprawdę wyraźnie obolały chwyta się za tors i pomaga wstać przeciwnikowi trzymając go za rękę. Irish Whip w narożnik, a Kenny ustawia się w przeciwległym. Trwa to dłuższą chwilę, Riddle w narożniku z wyraźnym grymasem bólu trzyma się za górną linę i pochyla się z bólu. W końcu jednak Amerykanin rozpędza się i mamy Helluva Kick! Prosto w pusty narożnik! Ben zdążył w ostatnim momencie odskoczyć w bok. Riddle ściąga nogę ze szytu narożnika i opierając się o niego odwraca w stronę przeciwnika. Corner Spear! Ależ mocna akcja ze strony Tongijczyka. Riddle nie ma siły już nawet, żeby krzywić się z bólu, a Zamora wyprowadza go z narożnika. Wyniesienie pod Vertical Suplex… mamy Tyrant’s Verdict! Pin jest już chyba formalnością. 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Ben Zamora wygrywa to starcie!

A więc Ben Zamora odniósł zwycięstwo w swojej pierwszej walce w LPW, jednocześnie bardzo ułatwiając sobie dalszą drogę do tytułu Global Championa. Sędzia unosi rękę Tongijczyka, który następnie wdrapuje się na narożnik, świętując pokonanie Kennetha Riddle'a.


W TEN SPOSÓB KOŃCZY SIĘ KOLEJNA EDYCJA COLOSSEUM!
Odpowiedz
Cytuj
Raptor
Moderatorzy
12.09.2026, 22:23 #2
Best of Five Series (FINAL): Singles Match
Shio Sakazaki vs Jay DiMateo

Końcówka piątej i decydującej walki Best of Five. Obaj zawodnicy są już wyraźnie zmęczeni, a tempo pojedynku zaczyna zwalniać. Jay DiMateo pierwszy rusza z Chopem, Shio Sakazaki odpowiada mocnym Punchem. Kolejny Chop od Amerykanina! Forearm od Shio! Made Man próbuje Roundhouse Kicku, ale Sakazaki schyla się pod nogą i natychmiast przechodzi za plecy rywala. German Suplex! Jay uderza barkami o matę, lecz szybko próbuje wrócić do stójki. THUNDERSTORM! trafia idealnie! The Tokyo Spirit natychmiast przykrywa przeciwnika. 1... 2... NIE! DiMateo podrywa bark w ostatniej chwili. Shio nie traci czasu. Podnosi przeciwnika i ustawia go pod Tokyo Vice! Double Underhook zostaje zapięty, ale Jay natychmiast obniża pozycję i blokuje próbę wyniesienia. Sakazaki próbuje ponownie, lecz Made Man prostuje się, uwalnia jedną rękę i odpycha przeciwnika. Shio wraca w jego kierunku. RUNNING SPINEBUSTER! DiMateo wbija rywala w matę! Pin! 1... 2... 3?! Nie! Sakazaki odkopuje! Jay siada na macie i przez moment patrzy na sędziego. Po chwili wstaje, poprawia włosy i czeka, aż Japończyk wróci na nogi. FACETIME! Nie! Shio łapie DiMateo za nogi podczas próby Codebreakera i zrzuca go na matę! Jay szybko przewraca się na bok i próbuje wstać. GREETINGS FROM JAPAN! House Call trafia prosto w głowę! Made Man pada! Sakazaki rzuca się do przypięcia. 1...2... NIE! Jay podrywa bark dosłownie chwilę przed trzecim uderzeniem sędziego! Mad Dragon przez moment pozostaje na kolanach, ale szybko odzyskuje koncentrację. Nie protestuje. Podnosi przeciwnika i wyprowadza serię krótkich uderzeń, kończąc ją mocnym Spinning Uppercutem. DiMateo zatacza się w stronę lin. Shio ustawia się za jego plecami. DRAGON FIST! Nie! Jay w ostatnim momencie odsuwa się w bok! Hidden Blade przecina powietrze, a rozpędzony Sakazaki musi zrobić kilka kroków, żeby odzyskać równowagę. DiMateo natychmiast próbuje Roll-Upu! 1... 2... nie! Shio wydostaje się i obaj błyskawicznie wracają na nogi. Roundhouse Kick od Jaya! Sakazaki przyjmuje uderzenie, ale pozostaje w pionie. DiMateo rusza ponownie, jednak Shio odpowiada Enzuigiri! Made Man pada na jedno kolano. Sakazaki podchodzi od tyłu i próbuje przejść do Saka-Special, ale Jay natychmiast zaczyna walczyć z uchwytem. Wyrywa jedną rękę, obraca się pod ramieniem przeciwnika i sprowadza Shio na matę, chwytając przy tym obie jego nogi. Sakazaki orientuje się, co się dzieje. Za późno. JERSEY LOCK! Sharpshooter zostaje zapięty na środku ringu! Shio natychmiast zaczyna pełznąć w stronę lin. DiMateo siada coraz niżej, zwiększając nacisk na plecy i nogi przeciwnika. The Last Ronin przesuwa się centymetr po centymetrze. Wyciąga rękę. Do dolnej liny brakuje naprawdę niewiele. Jay zauważa zagrożenie, zwalnia uchwyt tylko na moment, robi kilka kroków do przodu i przeciąga przeciwnika z powrotem na sam środek ringu! JERSEY LOCK ponownie zapięty! Shio zaciska pięść. Próbuje jeszcze raz podnieść się na przedramionach, ale po całym pojedynku nie ma już wystarczająco dużo siły. DiMateo dociska mocniej. Sakazaki wyciąga rękę. Jeszcze moment próbuje wytrzymać... Klepie! GONG! Jay DiMateo natychmiast puszcza chwyt i pada na plecy, ciężko oddychając. Po chwili sędzia podnosi jego rękę. Jay DiMateo zwycięża rywalizację z Shio Sakazakim!


Kamera pokazuje jak przejęty Johnny Turn przechadza się po korytarzu. Nadle dostrzega kogoś za kadrem kamery i z zadowoleniem przyspiesza kroku. Kadr kamery się oddala i teraz widzimy jak Cyclone Diallo konkretnie skupiony na wahadle się w nie wpatruje. Turn z lekkim zdziwieniem przygląda się co też on wyczynia, ale postanawia zagaić.

Johnny Turn: Witaj, szarlatanie, mogę się na chwilę wtrącić? 

Turn odczekuje chwilę, jednak Diallo jest bardzo skoncentrowany na przedmiocie który trzyma w dłoniach, ale wydaje się słuchać co rozmówca ma do powiedzenia.

Johnny Turn: Dobra, słuchaj, mam do zdmuchnięcia dwóch przyjemniaczków zaciekle chroniących swojego pana, być może słyszałeś, Willy Wonka, czy jakoś tak. W każdym razie poszukuję tag team partnera, z którym pokonam tych dwóch półgłówków. Masz coś konkretnego do roboty na tej gali czy mogę na Ciebie liczyć?

Dopiero w tym momencie Diallo podnosi wzrok, zauważając swojego rozmówcę.

Cyclone Diallo: O, witaj. Przepraszam za moją nieuwagę, już od wczoraj wahadło stara się przekazać mi coś bardzo ważnego i nie wiedziałem o co może chodzić. Dopiero teraz do mnie dotarło, że chodzi przecież o ciebie! Widzę, że jesteś osobą w potrzebie, zdeterminowaną by osiągnąć swój cel, lecz także mierzącą się z trudnościami. Bardzo się cieszę, że los skrzyżował nasze drogi. W końcu kto może doradzić ci lepiej niż ja? Musisz wiedzieć, że już jako młody chłopak, gdy dopiero zaczynałem swoją karierę w tej branży, wywróżyłem pewnemu Hindusowi, że w bardzo krótkim czasie odniesie ogromny sukces, jeżeli tylko zastosuje się do moich wskazówek. I wiesz co się stało? Gość już kilkanaście dni później został mistrzem gigantycznej federacji, chociaż startował niemal z samego dołu! Pewnie pomyślisz, że to jakiś cud, ale ja wiem, że tak po prostu musiało się stać. Wiem, że nasze spotkanie również nie jest przypadkowe. Ty potrzebujesz poznać odpowiedź, a ja mogę ci ją przybliżyć. Dobrze usłyszałem, że narobiłeś sobie kłopotów i potrzebujesz kompana, prawda? *sięga do kieszeni* Cóż, zobaczmy zatem, co powiedzą karty.

Diallo wyciąga z kieszeni plik kart, które rozkłada w kształt wachlarza przed twarzą Johnny'ego tak, że Turn widzi jedynie rewersy kart.

Cyclone Diallo: Wybierz jedną kartę z talii.

Johnny Turn: I wahadło podpowiedziało Ci to, co powiedziałem chwilę temu? Jesteś naprawdę zabawnym gościem. Nie wierzę w te Twoje wróżby, jednak znam swoją przyszłość, bo gdy przychodzi tornado liczyć można na spustoszenie. Jednakże mimo to wszystko przydasz mi się jako kompan. Widziałem co jesteś w stanie zrobić w ringu i uważam, że we dwóch mamy moc, by pokonać towarzyszy Walkera.

Johnny z krzywym uśmiechem, pomimo wcześniejszych słów o niewierze, postanawia wyciągnąć jedną z kart w talii, którą trzyma jego rozmówca.

Cyclone Diallo: Tak jak mówiłem - nie ma mowy o przypadku. Danny Drinkwater, sezon 2016/17. Potrzebujesz kroku naprzód w karierze, ale przed tobą bardzo ważna decyzja. Jeśli podejmiesz złą, przepadniesz na dobre...zupełnie jak on. Pewnie nawet nie wiesz kim jest ten gość, prawda? Zupełnie się nie dziwię. Cały świat już o nim zapomniał. Na szczęście wybrałeś mądrze. *spogląda na wahadło zwisające pod jego nadgarstkiem, po czym kieruje je bliżej twarzy Turna* Widzisz, jak szaleje? To oznacza wielkie ryzyko, a ono zazwyczaj idzie w parze z wielką wygraną. Ja bardzo lubię takie wyzwania, dlatego przyjmuję twoją propozycję. 

Johnny Turn: Czy to jest piłkarz? Nie słyszałem, bo w moich stronach nie interesujemy się piłką nożną. W każdym razie, wierzę, że będziesz w stanie zawalczyć na poziomie i pomożesz mi odwirować tych cwaniaczków tam skąd przyszli. Zakręcimy tym ringiem jak byk na rodeo. Musimy się jedynie utrzymać, a zwycięstwo mamy w kieszeni. Wyczaruj tam magiku wygraną w kuli, to też nie zaszkodzi. A gdy się z nimi rozprawimy, z miłą chęcią następnie pójdę po winowajcę tego wszystkiego. Do zobaczenia w ringu!

Turn klepie po ramieniu swojego tag team partnera i odchodzi w dal korytarzem, a niczym nie rozproszony Cyclone kontynuuje swoje przepowiednie. Obraz z kamery gaśnie. 

Kamera przenosi nas do biura nowego Generalnego Menedżera. Ted klika coś na swoim laptopie aż w końcu rozlega się pukanie do jego drzwi. Przybysz nawet nie czeka na "proszę" ze strony gospodarza i widzimy, że do środka wchodzi Legacy Breaker i staje przy biurku na przeciwko szefa.

Preston Steele: Witam cię, Ted. Nie mogę nigdzie znaleźć Miguela, nie wiem co się z nim dzieje, nie daje przez ostatnie dni znaku życia, a ty w końcu sprawujesz nad tym wszystkim w jakimś sensie pieczę, więc na pewno coś musisz wiedzieć na ten temat

Ted odrywa wzrok od ekranu laptopa i spogląda na Prestona.

Ted DiBiase Jr.: Rozumiem, że możesz się martwić, Preston. Ale jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o Miguelu, to myślę, że powinieneś teraz wyjść do ringu.

Steele przez moment przygląda się Tedowi, wyraźnie próbując wyczytać coś z jego twarzy.

Preston Steele: Do ringu?

Ted DiBiase Jr.: Tak. Uwierz mi, tam uzyskasz więcej odpowiedzi niż tutaj.

Preston jeszcze przez chwilę patrzy na Generalnego Menadżera, po czym kiwa głową i opuszcza biuro. Operator decyduje się ruszyć za nim. W końcu Steele dociera do Gorilla Position. Słyszymy, że wybrzmiewa jego theme song, a Preston zjawia się na stage'u. Operator cały czas idzie za nim, a my obserwujemy wejście z tej właśnie perspektywy. Po zbliżeniu się do kwadratowego pierścienia ukazuje nam się sceneria. Ring ewidentnie nie jest przygotowany do pojedynku. Widzimy, że w środku jest ustawiona jakąś gablota wystawowa, która jest przykryta czerwonym płótnem. Ogólnie wystrój ringu pełny przepychu i bogactwa pokazuje, że mamy do czynienia z ludźmi, dla których pieniądz się nie liczy. W samym środku stoi nie kto inny, jak Miguel Escobar, któremu towarzyszy Sara Rojas. Hiszpan, który w ręku trzyma kieliszek do szampana, z uśmiechem zaprasza Prestona do środka. Ten wydaje się być zdziwiony, jednak decyduje się wejść do środka. Wówczas Escobar sięga po mikrofon.

Miguel Escobar: Witam was wszystkich bardzo serdecznie. Czuję się zaszczycony waszą obecnością. Od dawna pracowałem nad swoją własną marką, a gdy wreszcie mi się to udało mogę świętować sukces wraz z wami, osobami tak mi bliskimi. Ten mały bankiet i kilka ciepłych słów to oczywiście nie jedyne udogodnienia, którymi chcę was obdarzyć. Każdy z obecnych tu może liczyć na promocyjne ceny…

Prince of Spain łapie płótno, którym przykryta jest gablota i je ściąga, a naszym oczom ukazuje się zegarek analogowy ze złota bransoletą i wypisanym na tarczy złotymi literami ME.

Miguel Escobar: ...Zegarków ME! Wszystko na specjalne zamówienie. Może was ponieść fantazja, jesteśmy w stanie dla was przygotować niemal wszystko, w dowolnym materiale. Ja gustuję w klasycznych, analogowych, złotych cudeńkach, ale wiem, że istnieją bardziej nowocześni ludzie ode mnie. Jeszcze zanim zabawa ruszy na dobre chciałbym wznieść toast...ale chwila.

Miguel macha palcem do służącego znajdującego się poza ringiem. Ten przynosi mu butelkę szampana i trzy kieliszki.

Miguel Escobar: Duży sukces powinno się opijać w dużych ilościach....duże ilości pozytywnej energii zapewnili mi najbliżsi. Sara jest zawsze przy mnie i nigdy mnie nie zawiodła.

Miguel w tym momencie całuje swoją ukochaną w policzek.

Miguel Escobar: Preston za to dał mi ogromne wsparcie w ostatnim czasie. Ta znajomość zdecydowanie wiele mi dała. Można powiedzieć, że bez Prestona nie byłoby mnie w miejscu w jakim teraz jestem. Jestem ci za to ogromnie wdzięczny.

Divine spogląda teraz w kierunku Steele'a z uśmiechem...a następnie bierze zamach i rozbija butelkę szampana na jego głowie. Preston pada, na jego twarzy pojawia się krew. Wszyscy fani na arenie są w dużym szoku, słychać głośne “WHAT!” z trybun.

Miguel Escobar: Ale mam już czego chcę, więc nie jesteś mi potrzebny.

W tym momencie Sara podaje Escobarowi stalowe krzesło. Ten z kolei oddaje jej kieliszek, po czym uderza leżącego Steele'a w plecy metalowym przedmiotem! Następnie kładzie krzesełko na ziemi, po czym podnosi Steele'a z maty, chwyta go i wykonuje Adios, prosto na krzesło! Potem Hiszpan jedynie nonszalancko otrzepuje swoją marynarkę z kurzu, po czym chwyta za leżące na macie czerwone płótno, którym postanawia zakryć leżącego bez ruchu Prestona. Sara z kolei podaje mu drugą butelkę szampana. Miguel nalewa trunku swojej partnerce, a także sobie i oboje postanawiają wznieść toast.


PROFESOR ZAPASÓW OSTRZEGA - UWAŻAJ GDZIE GUBISZ SWÓJ ZEGAREK


Singles Match
Luis Borges vs Mario Petarda

Wracamy po kilku reklamach do pojedynku dwóch debiutantów. Widzimy, że Luis Borges unika Clothesline'u ze strony oponenta, następnie Petarda odbija się od lin i otrzymuje od Portugalczyka Tilt-a-Whirl Headscissors. Po kilku sekundach The Fighting Spirit wdrapuje się na narożnik i wykonuje Diving Double Foot Stomp! Próba przypięcia. 1...2..kickout. Borges pozwala przeciwnikowi podnieść się z maty. Petarda wstaje, zaś zawodnik z Półwyspu Iberyjskiego (bo nie pochodzi z Azorów) korzysta z asysty dolnej liny, od której odbija się, by wykonać Springboard Cutter! Nie! Jednak Petarda w porę unika! Zaraz potem to zawodnik z Łodzi chce wyprowadzić Spinning Heel Kick, jednak i on nie trafia, gdyż Portugalczykowi udaje się prześlizgnąć pod jego nogami. Luis natychmiast wykorzystuje moment nieuwagi rywala i wyprowadza Killshot! Trafiony! Mario ląduje na macie, a z jego nosa zaczyna cieknąć krew. Borges próbuje odliczyć rywala. 1...2...kickout!

W tym momencie uwagę publiczności zwraca jednak pewien osobnik o takim wyglądzie, który pojawia się na stage'u, trzymając mikrofon w ręku.

???: Apeluję o natychmiastowe zaprzestanie udostępniania niniejszego widowiska na forum publicznym! Szanowni Państwo, nazywam się Erwin Eckhart i moim obowiązkiem jest stać na straży obowiązujących zasad!

Zawodnik po tych słowach chowa się tam, skąd przyszedł, ale tylko na moment. Już po chwili wraca...jednocześnie targając coś za sobą. Oczom widzów ukazuje się...parawan. Chyba parawan. W każdym razie tak to wygląda - wielki, czarny prostokąt na kółkach. Najwyraźniej ma tego sporo, bo wszystkie elementy są związane jakąś taśmą. Erwin szybkim krokiem zmierza w stronę ringu, gdzie nadal toczy się walka. Dociera pod kwadratowy pierścień, po czym....zaczyna rozstawiać parawan wokół ringu! Już po chwili każda z czterech stron zostaje zasłonięta dla publiczności. Fani oczywiście zaczynają buczeć. Przybysz jednak zdaje się być kompletnie głuchy na te głosy dezaprobaty.

Erwin Eckhart: Obowiązkiem każdego uczciwego obywatela jest przestrzeganie i pilnowanie, aby każdy przestrzegał przepisów. *heat* Najdoskonalszy zbiór wszystkich zasad dotyczących profesjonalnego wrestlingu - Eckhart Wrestling Regulations, jasno i wyraźnie rzecze - i tutaj przytoczę fragment ze strony czterdziestej ósmej - "Kategorycznie zabrania się eksponowania scen drastycznych podczas imprez, w których biorą udział dzieci". Na galach Legion Pro Wrestling zdecydowanie nie brakuje osobników młodocianych. Nie mogłem zatem dopuścić, aby oglądali oni KREW podczas bieżącej imprezy i tym samym biernie przyglądać się tak rażącemu łamaniu regulaminu przez federację, w której zostałem zatrudniony! *heat*

W tym momencie zza parawanu wyłania się sędzia, który nakazuje uderzenie w gong i ogłoszenie przez spikera zwycięstwa Luisa Borgesa. Na telebimie wyświetlone zostają dwie powtórki - pierwsza, na której Luis wykonuje na Petardzie akcję Nowhere to Run, oraz druga, gdzie widzimy akcję kończącą Portugalczyka - Capital Punishment, po której Borges odliczył rywala. Wybrzmiewa także theme song zawodnika z Coimbry, który wychodząc z ringu wygląda na mocno skonfundowanego. Tymczasem Erwin próbuje jeszcze szarpać się z arbitrem, chcąc z powrotem zasłonić ring dla publiczności. Po chwili pojawiają się ochroniarze, którzy odprowadzają faceta w okularach z powrotem na zaplecze.


Przenosimy się na zaplecze, a oczom kamery ukazuje się Willy Walker, któremu towarzyszą dwie zamaskowane postacie, które znamy już z poprzednich występów. Tym razem mężczyzna pochodzący z Austin oszczędził sobie tanich sztuczek podburzających publikę, a przynajmniej tak by wynikało z jego dzisiejszej prezencji - jest bowiem ubrany w garnitur.

Willy Walker: Cóż to za piękny dzień dla Ameryki...wczoraj był. Tak, niestety dziś po raz kolejny przyszło mi pojawić się w mieście, którego wstydzi się cały Teksas. *heat* Jako dowód wystarczy przypomnieć, iż bodaj najbardziej znany wrestler, jaki urodził się w Houston, tak bardzo się tego wstydził, że wolał przez całą karierę wmawiać każdemu, że tak naprawdę pochodzi z Death Valley w Kalifornii. Ale przejdźmy może do czegoś, co dla odmiany ma jakieś znaczenie, na przykład do walki, którą ci dwaj panowie *wskazuje na swoich towarzyszy* za moment stoczą. Już za chwilę wszyscy zobaczą, jak lokalny "bohater" zostaje upokorzony na własnej ziemi przez...no właśnie, kto właściwie kryje się pod tymi maskami? Zapewne chcielibyście się dowiedzieć. Cóż...być może kiedyś się dowiecie. Może dziś, może za miesiąc, za rok, a może wcale.

W tym momencie dwaj zamaskowani zawodnicy, jakby na komendę (choć ta nie padła) zdejmują swoje kominiarki. Mniejszy z nich wygląda tak, z kolei większy prezentuje się następująco. Walker jedynie szyderczo się uśmiecha.

Willy Walker: Co, spodziewaliście się może "grand reveal"? Długo wyczekiwany moment, napięcie sięgające zenitu...*śmiech* Gdyby jeszcze było dla kogo tak się starać. W ogóle słyszałem, że w wrestlingu kolesie bez twarzy zazwyczaj przegrywają, a ci po zdemaskowaniu najczęściej radzą sobie dobrze. Sprawdźmy zatem, czy to prawda! Dzisiaj za sprawą Ralfa i Kannonballa człowiek-tornado, jak to sam o sobie mówi, kolejny raz przypomni, dlaczego tak doskonale pasuje do miejsca, z którego się wywodzi...ponieważ znów zostanie rzucony na kolana!

Walker znika poza obszarem kamery, zaś w kadrze pozostają jeszcze jego dwaj towarzysze. Mniejszy z nich - Ralf, nachyla się bliżej obiektywu.

Ralf: Mówią o nas, że pragniemy bólu, cierpienia i chaosu. Znów chcą zrobić z nas winnych. Niedorzeczne. Oni nie rozumieją...tfu, nie chcą zrozumieć! Nadszedł czas, aby ślepiec otworzył oczy. Ponoć cel uświęca środki. Być może to prawda...nie dowiesz się, jeśli tego nie sprawdzisz. I dare you...stań po naszej stronie. Pokaż, że masz w sobie coś oprócz szarości. Tej szarości, która stara się uciszyć takich jak my.

Kannonball: WAZZZZAAAAAAAAAAA! Już nie mogę się doczekać, żeby dać komuś w ryj! Nieważne, kogo Johnny Turd sobie wybierze, i tak zostanie zmiażdżony! Jakie tornado poradzi sobie z kulą burzącą!? ZADNE! Johnny Turd, idziemy po ciebie...

Nie było dane dokończyć Kannonballowi tego, co chciał powiedzieć (na całe szczęście), gdyż zostaje pociągnięty za ramię przez Ralfa i znika z kadru. Obraz gaśnie.


Tag Team Match
Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Ralf & Kannonball w/Willy Walker

Wracamy po reklamach do walki tag teamowej. Widzimy, że Johnny Turn dobrze radzi sobie przeciwko Kannonballowi. Ten co prawda posadził go na narożniku, jednak Tornado Man za pomocą kopnięcia uwalnia się, po czym skacze na rywala, wykonując Monkey Flip! Australijczyk szybko się podnosi, jednak ponownie zostaje przechytrzony przez Johnny'ego, który wykonuje Hurricanranę! Teraz pomagier Willy'ego Walkera faktycznie czuje się, jak po przejściu tornada. Chwieje się na nogach, po czym opada na narożnik. W międzyczasie Ralf klepie go w ramię, dokonując zmiany, czego nie zauważył odwrócony plecami Turn, który postanowił wziąć rozbieg. Nie mija wiele czasu i Kannonball zostaje poczęstowany Running Big Bootem! Osuwa się na matę, a w międzyczasie Ralf niepostrzeżenie wślizgnął się do ringu. Staje za plecami lokalnego bohatera, chwytając go za szyję, po czym częstuje Uppercutem w tył głowy! Teksańczyk opadł twarzą na narożnik swoich oponentów, zaś Ralf rusza za ciosem - przechwytuje obie ręce rywala, aplikując Tiger Suplex! Mamy próbę przypięcia. 1...2..kickout! Zawodnik z Holandii umieszcza Johnny'ego w "swoim" narożniku, po czym wymierza mu całą serię kopnięć, po których Turn powoli osuwa się do pozycji siedzącej. W końcu sędzia interweniuje, odciągając Ralfa, a jego nieuwagę momentalnie wykorzystuje Kannonball, który stojąc za linami chwyta Speedy'ego za szyję, przyciskając go do narożnika! Puszcza chwyt dopiero wtedy, gdy sędzia odwraca się w jego stronę. Ralf postanawia podnieść rywala z maty, po czym aplikuje mu Gut Kick. Turnowi udaje się jednak przechwycić nogę rywala, a także uniknąć próby Enzuigiri, po której Ralf ląduje na macie. Tornado Man zauważa swoją szansę - postanawia skoczyć na środkową linę i wykonać Ralfowi Springboard Tornado DDT! Jest jednak mocno zmęczony i nie da rady szybko się podnieść. W tym czasie widać, że Cyclone Diallo coraz mocniej naciska na zmianę. Wyciąga rękę w kierunku swojego tag team partnera. Johnny postanawia przeczołgać się w stronę narożnika, po czym....Diallo nagle zeskakuje z apronu! Johnny skoczył w jego stronę, jednak nie dał rady dokonać zmiany! Publika natychmiast "nagradza" Gwinejczyka gromkim heatem, ten jednak tylko przygląda się z uśmiechem Turnowi, który leży na macie i patrzy mu w oczy z niedowierzaniem. W tym czasie Ralf dokonał zmiany z Kannonballem. Ten momentalnie wpada do ringu i łapie Johnny'ego, sadzając go na swoich barkach. Mamy Electric Chair Drop! To nie wszystko - Kannonball od razu podnosi rywala, po czym wykonuje mu Fireman's Carry Flapjack! Na tym się nie kończy - mamy zmianę z Ralfem, który momentalnie podbiega do narożnika, przy którym leży Johnny, chwyta za liny i wykonuje Corner Slingshot 450 Splash! Pinfall. 1...2...3! To koniec! Willy Walker może być zadowolony, że walka poszła po jego myśli.

Willy Walker tuż po gongu przekracza liny, dołączając do świętujących Ralfa i Kannonballa. Zaraz potem do ringu wchodzi rownież Cyclone Diallo, który zostaje ciepło przywitany przez, jak się okazuje, swoich kolegów z ekipy. Świętowaniu całej czwórki towarzyszy głośne buczenie fanów.

Przenosimy się na zaplecze, gdzie przechadza się właśnie Erwin Eckhart. Wpatruje się on w książkę w czerwonej okładce. Widać na niej tytuł, który brzmi "Eckhart Wrestling Regulations". Po chwili okularnik spostrzega coś, co przykuwa jego uwagę. Zamyka książkę i postanawia zmienić kierunek poruszania się, a już po chwili oczom kamery ukazuje się Luis Borges, który z kimś rozmawiał.

Erwin Eckhart: Proszę, proszę, kogo my tu mamy! Pan Luis Borges, choć może bardziej adekwatnie by było - pan wywrotowiec! Z tego co widzę, to zupełnie nie poczuwasz się do odpowiedzialności za tak rażące naruszenie przepisów już w swoim pierwszym występie. Kolejny z tych, którzy za sprawą swojego niechlujstwa ringowego stopniowo rujnują tę piękną dyscyplinę, jaką jest profesjonalny wrestling. Widziałem już niejednego takiego jak ty. Przed wejściem na ring nie chcą wycierać butów, w walkach tag teamowych nie trzymają za sznurek podczas dokonywania zmiany, aż słów brakuje. Zero jakiegokolwiek poszanowania dla panujących reguł.

Luis Borges: Wywrotowiec? *spogląda z lekką irytacją na Eckharta* Czy ja się właśnie przesłyszałem? *wskazuje palcem na książkę będącą w posiadaniu Erwina* Czy to w niej zawarte są wszystkie twoje zasady? *zerka kątem oka na rozmówcę* Widzisz, Erwinie. Im dłużej ciebie słucham, tym bardziej mam dość twojego gadania o przepisach, regulaminach i normach, które dla ciebie są jedyną słuszną opcją. Ty nie zrobiłeś tego, aby zrobić coś dla dobra wrestlingu. Chodziło ci wyłącznie o uwagę, która miała być skierowana wyłącznie na twoją osobę. Wszystko to zrobiłeś kosztem walki, w której brałem udział. Jeszcze masz czelność zaczepiać mnie po zrujnowaniu mojej chwili? *pyta z lekkim niedowierzaniem* Skoro uważasz mnie za problem, to czemu właściwie robisz marne szopki, zamiast przejść do rzeczy? Mam dla ciebie zatem propozycję nie do odrzucenia. Najbliższe Colosseum, Ty i Ja. Bez parawanów i przepisów. Dam ci możliwość udowodnienia, że poza twoim zbiorem zasad jest coś więcej niż tylko przerost formy nad treścią. Decyzja należy jednak wyłącznie do ciebie.

Erwin Eckhart: Mały człowieczku...gdybyś chciał wiedzieć, to przepisy stanowią FUNDAMENT funkcjonowania cywilizacji. Nawet nie zamierzam wyobrażać sobie, jak świat wyglądałby, gdyby nie obowiązywały nas żadne zasady. Jeśli zaś chodzi o twoją propozycję pojedynku, z chęcią zaakceptuję wyzwanie. Jeden na jednego na najbliższym Colosseum. Z ZASADAMI. Klasyczny Singles Match. Myślę, że te reguły nie powinny stanowić zbyt wygórowanego wyzwania nawet jak dla ciebie. Właściwie mógłbym zacząć się rozwodzić nad tym, jak koszmarny błąd właśnie popełniłeś i zaznajomić cię z każdym pisemnym dowodem potwierdzającym wyjątkowe zdolności techniczne, jakimi dysponuję...jednak oszczędzę sobie fatygi. Przekonasz się w ringu.

Erwin nie czeka na odpowiedź, tylko odchodzi w sobie wiadomym kierunku, pozostawiając Luisa samego.


Wybrzmiewa theme song Zbyszka Uszczelki, po czym nagle zaczyna wyć syrena straży pożarnej i na arenę wjeżdża wóz ochotniczej straży pożarnej z Siedlec, za kierownicą siedzi świeżo upieczony mistrz Valor. Publika reaguje mieszanką entuzjazmu i wrogości ze względu na sposób zdobycia jego mistrzostwa. Zbyszek nie reaguje na te negatywne głosy i kieruje się na tył wozu po czym wyciąga wąż gaśniczy i zaczyna polewać widownię wodą. Następnie schodzi w stronę ringu i jak zwykle stuka się z najmłodszymi fanami swoim kluczem francuskim. Po wejściu do ringu przechodzi do słów.

Zbyszek Uszczelka: Doszli mnie słuchy, że nie wszystkim podoba się to jak zdobyłem ten piękny paseczek co go widzita na moim brzuchu. Nie dajta sie jednak zwieść ludziska. Jak ktoś chce sobie oglądać przytulanki to niech sobie włączy dobranockie z Misiem Uszatkiem. Tutaj w tym ringu jest jak w życiu. Musisz się pilnować, żeby drugi cię nie orżnął. Jorge chłopie, tym razem trafiło na ciebie, twój pech. Pamiętajta jednak kochani, że zanim dotarłem tu gdzie jestem przeszłem kawał drogi w tym ringu. Wybijałem zęby jednemu po drugim. A że zostałem pretendentem dzięki koledze? Jak trafia się okazja to nie patrzę. Promocja na piwa w Biedronce? Biorę cały koszyk! Szansa walki o pas? Biere to! Swoją drogą ludziska to naprawdę chcieliście takiego mistrza? Kryminaliste? Toż ja żem słyszał, że on w pierdelku przesiedział 5 lat. Bandyta nie wzór dla dzieciaków. Ja za to pokazuje młodzieży - patrzcie i uczcie się do czego można dojść uczciwą pracą. Czasem fakturki nie wystawię, czy tam towaru się nie doliczy inwestor, ale ja też muszę płacić ZUS tak jak wy! Z czegoś trzeba żyć. Takich gnojków jak ten Cavazos to ja pamiętam. W latach dziewięćdziesiątych łączyli się takie w grupki pruszkowskie i inne wołominy i straszyli takich jak ja uczciwych przedsiębiorców, ale skończyło się dla nich eldorado.

Hasta el Ultimo Ronda! Jorge Cavazos chyba ma dość słów Zbyszka, bo teraz kieruje się do ringu. Po drodze przybija kilka piątek z fanami, wchodzi do ringu oraz odbiera mikrofon od pracownika technicznego.

Jorge Cavazos: Wyszedłem tutaj, bo skoro mówisz o mnie to czuję się trochę wywołany do tablicy, amigo. Masz pretensje do mnie o to, że byłem kryminalistą? Tak, byłem nim, ja tego nie ukrywam. Nie zawsze w swoim życiu robiłem dobre rzeczy, takie realia panowały w ówczesnej Tijuanie. Trzeba było brać sprawy we własne ręce, aby mieć co do garnka włożyć. Nie ukrywam tego i pokazuję swoja prawdziwą twarz, za to właśnie polubili mnie wszyscy fani. *na arenie rozlega się cheer* Ty za to, Zbyszek, dopiero w zeszłą niedzielę pokazałeś prawdziwą twarz. Nie jesteś kimś kto gra uczciwie, a fani się o tym przekonali i teraz sam się zorientowałeś, że reakcje na takie zagrywki są mieszane. Ale nie wyszedłem do tego ringu dzisiaj tylko dlatego, żeby odpowiadać na twoje słowa. Chciałem ci pogratulować wygranej na Heatwave. Niektórzy zebrani na arenie mogą teraz się zastanawiać po co składam gratulacje, skoro Zbyszek wygrał nieczystą zagrywką. Należa Ci się te gratulacje, ponieważ wygrałeś na Heatwave. Mówiłem o tym, że popełniłeś błąd obrażając mój kraj i moją kulturę. Tutaj zdania nie zmieniam, ale ja też popełniłem błąd. Założyłem, że będziesz chciał tak jak ja zawalczyć uczciwie w Houston. Taki błąd popełnia się tylko raz i już wiem, że jesteś zawodnikiem, który wykorzysta swoją okazję. Drugi raz taki błąd już się nie powtórzy. Wydajesz się być inteligentnym gościem, Zbyszek, więc na pewno musisz wiedzieć, że po wydarzeniach z zeszłej niedzieli sytuacja między nami cały czas pozostaje nierozstrzygnięta. Pamiętaj o tym, że prędzej czy później upomnę się o walkę z Tobą, o ten tytuł, który jest teraz w twoim posiadaniu. *Jorge wskazuje palcem na LPW Valor Championship* A wtedy będę na Ciebie gotowy. Będę gotowy na wszystkie twoje sztuczki.

Wybrzmiewa „All About the Power”. David Otunga pojawia się na rampie w luźnym stroju — białej koszuli, jasnych materiałowych spodniach i jasnych mokasynach — trzymając w dłoni elegancką, czarną teczkę. Spokojnie kieruje się w stronę ringu, nie zwracając większej uwagi na publiczność. Wchodzi między linami, bierze mikrofon i przez chwilę przygląda się obecnym w ringu.

David Otunga: Wysłuchałem was obu i muszę przyznać, że niezmiernie intryguje mnie to, jak szybko po zmianie posiadacza mistrzostwa zaczynacie budować wokół niego własne wersje zdarzeń. Najpierw ty, Zbigniewie. Ostatnim razem, kiedy spotkaliśmy się w ringu, wygrałeś. Nie zamierzam tego kwestionować. Wygrałeś przez count-out, ponieważ to ja opuściłem ring. Była to moja decyzja, ale miałem wtedy ważniejszą sprawę do odhaczenia. Wykorzystałeś lukę w tej sytuacji i zebrałeś za to swoje wynagrodzenie. Na Heatwave sprawa została jednak rozstrzygnięta. Hill postawił na szali swoją karierę i przegrał. Moja nie tylko przetrwała — ona właśnie dostała nowy początek.

Legal Killer spogląda na trzymaną w dłoni teczkę.

David Otunga: Kiedy przez tygodnie walczysz o to, żeby nie stracić swojej kariery, skupiasz się na przetrwaniu. Na Heatwave nie musiałem już przetrwać. Musiałem wygrać i zrobiłem to. Skoro udowodniłem, że potrafię obronić najważniejszą rzecz, jaką miałem to naturalną koleją rzeczy jest to, że teraz chcę czegoś więcej. Sprawa Hilla została zamknięta. Nie zamierzam się nią dłużej zajmować. Postanowiłem więc przyjrzeć się temu co mam przed sobą.

Otunga otwiera teczkę i spogląda na dokumenty.

David Otunga: Zbigniew Uszczelka. Mistrz Valor. Złota rączka, człowiek wielu fachów. Naprawiasz, remontujesz, urządzasz. Imponujące. Jako prawnik zawsze interesuje mnie jednak, czy za każdą działalnością stoi odpowiednia dokumentacja. Nie twierdzę, że jest z nią coś nie w porządku. Absolutnie nie. Mówię tylko, że gdyby Urząd Skarbowy postanowił bliżej przyjrzeć się twojemu małemu imperium, z zainteresowaniem przyjrzałbym się wynikowi ewentualnego postępowania.

The Advocate przerzuca kolejne kartki.

David Otunga: Jorge Cavazos. CavaGym, własna tequila... całkiem interesujące portfolio. Ciekaw jestem, co jeszcze można znaleźć w dokumentacji twoich interesów i na korytarzach tejże siłowni patrząc na to jak szemrane towarzystwo się tam pojawia. Umowy, pozwolenia, rozliczenia. Dokumenty potrafią powiedzieć o człowieku znacznie więcej niż on sam. Właśnie dlatego lubię swoją pracę. Nie patrzę na was wyłącznie jak na dwóch zawodników. Widzę historię, interesy, motywacje. Widzę rzeczy, które mogą działać na waszą korzyść i takie, które mogą działać przeciwko wam.

The Verdict Maker zamyka teczkę.

David Otunga: Zbigniew, ty masz pas. Jorge, ty chcesz go odzyskać. Natomiast ja chcę go zdobyć. Na Heatwave udowodniłem, że kiedy stawka jest najwyższa, potrafię zachować zimną krew i doprowadzić sprawę do końca. Wcześniej broniłem swojej kariery. Teraz buduję swoją pozycję. Sprawa Hilla została zamknięta. Wyrok zapadł i jest prawomocny, bez możliwości wniesienia środka zaskarżenia. A Otunga Law Group właśnie otwiera nową sprawę o sygnaturze VC...

Nagle jednak widzimy, że na rampie pojawia się Jay DiMateo, nie słychać nawet jego muzyki, ale za to słychać jego samego.

Jay DiMateo: STOP! *heat* STOP! STOP! Znacie takie powiedzenie, że kto w LPW pracuje ten w cyrku się nie śmieje? No, to już znacie. Czy wy wszyscy jesteście jacyś ograniczeni, czy co? Ja wiem, że my jesteśmy nową federacją i niektórzy nawet mówią, że "bierzemy co popadnie", ale na litość...*kiwa z niedowierzaniem głową* Popatrzcie sobie na takiego Zbyszka Muszelkę, no...właśnie. Nawet patrzeć się nie chce, co nie? A jak tylko otworzy tą swoją niewyparzoną gębę, to jest tylko gorzej. Skąd ty się urwałeś, WIEŚNIOKU?! Powiedz mi proszę kto Cię trenował i na jakim trzepaku to było, bo naprawdę jestem ciekaw. Jeśli ktoś taki ma być mistrzem Valor, to może od razu wyrzućmy to mistrzostwo do śmietnika, albo wyślijmy je gdzieś daleko, najlepiej razem z posiadaczem. *prycha* Bo jak tego nie zrobimy, to może znowu zdobędzie ja CAVAZOS. Mistrz charyzmy, wykwintny manipulator i oportunista z prawdziwego zdarzenia. *rozgląda się po publiczności* Tak moi drodzy, to był sarkazm. A tu *wskazuje na Cavazosa* a tu mamy IDIOTĘ. Bo jak inaczej nazwać kogoś, kto jest już tyle lat w tej branży, a dalej nie rozumie podstawowych zasad wrestlingu? Co to ma znaczyć, że mu gratulujesz, ale sprawa między wami jest nierozwiązana? Ty o tym decydujesz, czy co? *znowu prycha* Pragnę Cię poinformować, drogi kolego zza wielkiego muru, że...JEST ROZWIĄZANA. On ma pas, ty nie masz. To nie jest łyżwiarstwo figurowe, nikt nie przyznajemy tu not za styl, więc bez znaczenia, czy on zdobył ten pas uczciwie, czy nie. *lekko się uśmiech* No właśnie...uczciwość. Ty, Otunga...powinieneś coś o tym wiedzieć, nie? Chociaż jak tak Ciebie słucham, to zastanawiam się, czy Uszczelka nie powinien Ci tam czegoś dokręcić, tym swoim kluczem. Bo ewidentnie coś w główce nie styka, aż sobie zapisałem tą twoją złotą myśl. *Jay szuka czegoś na telefonie* O, mam "Zbigniew, ty masz pas. Jorge, ty chcesz go odzyskać. Natomiast ja chcę go zdobyć." GENIUSZ. Powiedz mi, ktoś Ci to pisze, czy sam jesteś taki kreatywny i błyskotliwy? *śmieje się głośno* Zachowujesz się teraz jakbyś nagle pozjadał wszystkie rozumy, prawdopodobnie razem ze swoim, a fakty są takie, że pozbyłeś się tylko jakiegoś pomyleńca. Na dodatek pomagał Ci nasz miłościwie panujący prezes. *puszcza oczko do kamery* Ups...muszę uważać, bo jeszcze mi odetnie mikrofon, albo da walkę o pas. *Jay robi parę kroków do przodu* No właśnie...PAS. Świecidełko brzmi kusząco, w jakich brudnych rękach by nie było. Tak, tak, panowie. Dobrze myślicie, jeśli myślicie, że PO TO *wskazuje nas pas Valor* przyszedłem. Może i ten pas do tej pory był bezwartościowy, może i jest to...DRUGORZĘDNE MISTRZOSTWO, ale prawda jest taka, że skoro byłem w stanie pokonać wybitnego, japońskiego wojownika, to dlaczego miałbym nie zdobyć i tego mistrzostwa? JAY TWO BELTS. Brzmi dobrze, nieprawdaż? Tak, dobrze słyszycie! Mam zamiar zostać zarówno Global Championem, jak i Valor Championem! *Jay przeczesuje włosy i wycofuje się w stronę wyjścia* A, niech ktoś da znać Salvadorowi, że ma konkurencję, bo ktoś tu POZAMIATAŁ.

Po tych słowach DiMateo odrzuca mikrofon i opuszcza arenę.


ŻYCZĘ WAM, ABYŚCIE Z KOMENTARZEM ZAJECHALI DALEJ NIŻ MACIEJ GŁADYSZ W DZISIEJSZYM WYŚCIGU

Jesteśmy na arenie. Obraz na Titantronie zmienia się i widzimy na nim Teda DiBiase Jr. stojącego w swoim biurze. Obok Generalnego Menadżera, na stoliku, znajduje się LPW Global Championship. Ted przez moment spogląda na pas, po czym kieruje wzrok prosto w kamerę.

Ted DiBiase Jr.: Dzisiejszy Main Event powstał na naszych oczach. Ben Zamora chce udowodnić, że po latach nadal może znaleźć się na samym szczycie. Kenneth Riddle zamierza pokazać mu, że wybrał sobie niewłaściwego człowieka do rozpoczęcia tej drogi. A skoro obaj mają tak wiele do udowodnienia... uznałem, że warto dać im jeszcze jeden powód, żeby dziś zostawili w tym ringu wszystko.

Ted robi krótką pauzę i spogląda w stronę LPW Global Championship.

Ted DiBiase Jr.: Od czasu Heatwave wiele osób zastanawia się, w jaki sposób wyłonimy pierwszego pretendenta do tego tytułu. Na pełną odpowiedź będziecie musieli jeszcze trochę poczekać. Mogę jednak zdradzić jedno. Zwycięzca dzisiejszego Main Eventu otrzyma nagrodę, która znacząco ułatwi mu drogę do walki o LPW Global Championship.

Na twarzy Teda pojawia się lekki uśmiech.

Ted DiBiase Jr.: Co dokładnie mam na myśli? Tego dowiecie się w odpowiednim czasie. Na razie Ben i Kenneth powinni skupić się na jednej rzeczy... zwycięstwie.



Obraz z kamery przenosi nas... na parking! Przeróżne auta zaszczycają nasze ślepia. Widoczne są pojazdy pracowników, jak i te naszych gwiazd, które umówmy się, są trochę bardziej luksusowe i nowoczesne. Najważniejszym jest jednak Shio Sakazaki, który zmierza do auta, ma przy sobie walizę, ale najsmutniejsze jest to, że nie ma słynnej kurtki, za którą fani go kochają i dzięki której zna go cały świat, ewentualnie jego babcia i reszta rodziny. Potocznie zwany ''Ssijo'' jest przy swojej bryce i ze skwaszoną miną pilotem odblokowuje ją, po czym do bagażnika wrzuca swoje manaty. Nagle... przybiega Nathan Martin! Ten momentalnie od tyłu wjeżdża w niczego nieświadomego honorowego Japońca. Nate zasypuje go soczystą serią ciosów i dorzuca kolanko w głowę.. i następne.. i jeszcze jedno. Masakracja ma tu miejsce. The Solipsist łapie Sakazakiego za kudły i ciska jego twarzą w szybę od samochodu, robi to kilkanaście razy. Azjata jest już półprzytomny, może nawet mniej niż pół. Osuwa się po swoim cacku, Martin bezwzględnie się temu przygląda, po czym łapie Shio za rękę i wkłada ją do bagażnika, tylko po to, by zacząć go zamykać z całej siły. Ała. Ręka jest miażdżona raz za razem, Nathan w końcu przestaje i zaczyna krzyczeć, że potrzebna jest pomoc medyczna oraz ochrona, bo miał tutaj miejsce wypadek. Echo roznosi się po całym opustoszałym parkingu. The Creator kuca jeszcze przy ofierze i szeptem rzuca na odchodne.

Nathan Martin: Zawiodłem się.. bardzo zawiodłem. Za bardzo. Myślałem, że jesteś bardziej honorowy. Cóż, tutaj twoja przygoda dobiega końca, ale zapamiętaj jedno. Papierosy bardzo śmierdzą...

Nate słyszy, że pomoc medyczna i ochrona zbliżają się, więc ucieka z miejsca zdarzenia, zostawiając totalnie zdewastowanego Sakazakiego, do którego w końcu medycy podchodzą i sprawdzają, jak bardzo jest z nim źle. Ochroniarze za to szukają sprawcy, ale kanadyjski zawadiaka zdążył się już ulotnić. Obraz z kamery znika.


Singles Match
Kenneth Riddle vs Ben Zamora

Wracamy do ringu, gdzie Ben Zamora agresywnie wpycha swojego oponenta do narożnika. Kenneth zwija się z bólu przy kornerze, a Big Ben kontynuuje atak serią punchy w narożniku. Nakręcony Tongijczyk nie zwalnia tempa i w akompaniamencie gwizdów oraz buczenia dokłada jeszcze serię Shoulder Thrustów. Riddle nie posiada się wręcz z bólu, czuję każde uderzenie mocniej po jego walce na PPV. Sędzia w końcu odciąga rozpędzonego Zamorę od swojego rywala, który przyklęka na kolano po tej akcji. Ben nie zwracając uwagi na sędziego odciąga przeciwnika od narożnika i próba pinu. 1… 2… nie, Kickout. Może i Amerykanin jest obolały, ale nie da się tak łatwo pokonać. Ben wstaje, kiwa przecząco głową i mówi „błąd” po czym serią stompów jeszcze osłabia rywala. Teraz Big Ben podnosi go za rękę i Irish Whipem wysyła w stronę lin. Kenny się odbija, a po powrocie uchyla się pod Clothesline’m, ponowne odbicie się od sznurów i mamy Running Forearm Smash na lekko zaskoczonym oponencie. Próba pinu. 1… 2… nie, Kickout. Zamora dosyć szybko się podnosi przy linach i otrzymuje Dropkick, po którym wylatuje między drugą, a trzecią liną poza ring. Tongijczyk pada na matę pozaringową, jednak dosyć szybko się podnosi. W sytuacji odnajduje się również Amerykanin, który bierze krótki rozpęd i mamy Triangle Plancha! To zupełnie obala jego przeciwnika, jednak Riddle również mocno ucierpiał wykonując tę akcję. Znał ryzyko, jednak zdecydował się wykonać ten ruch. Sędzia nakazuje zawodnikom natychmiast wrócić do ringu. Kenny trzymając się za brzuch z grymasem bólu pomaga wstać rywalowi i wrzuca go do kwadratowego pierścienia. Sam ociężale wdrapuje się na apron. Zamora pomimo, że dopiero po akcji podniósł się w dosyć dobrym tempie. Big Ben natychmiast podchodzi do oponenta, jednak ten między drugą, a trzecią liną atakuje go Shoulder Thrustem. Tongijczyk odchodzi kilka kroków w tył trzymając się za brzuch, a Riddle czym prędzej wchodzi do ringu. Zamora teraz atakuje jedyn punchem, za chwilę drugim, przy trzecim ataku z pięści Kenny pochyla się pod ręką, biegnie w stronę lin, wybija się z przeciwległej, drugiej liny i mamy piękny Springboard Kick. Próba pinu. 1… 2… Kickout. Przez chwilę adrenalina pozwoliła Amerykaninowi zapomnieć o bólu, ale ciało upomniało się o swoje i Kenny teraz zwija się z bólu, jednak powoli wstaje. Big Ben również powoli wstaje i w pozycji klęczącej otrzymuje Punch, po czym Riddle łapie go pod DDT, jednak w ostatniej chwili Ben wstaje wykręcając rękę. Tongijczyk przyciąga do siebie rywala, chwyta w front waist lock i po chwili mamy piękny Belly-to-belly Overhead Suplex. Zamora nie decyduje się pilnować tylko podnosi obolałego rywala i mamy Bear Hug! Teraz Amerykanin odczuwa podwójny ból, a Big Ben wiedział z jakiej akcji w swoim arsenale skorzystać. Riddle bardzo cierpi, jednak nie poddaje się, sędzia go co jakiś czas pyta. W tej chwili Kenny nie myśli nad wyjściem z tej sytuacji, ból odbiera mu rozsądek. Po pewnym czasie jednak próbuje odepchnąć się od większego przeciwnika, lecz to nie pomaga. Po tych próbach oswobodzenia Riddle wypłaca niezliczoną liczbę punchy na głowę rywala. Tongijczyk w końcu puszcza uchwyt łapiąc się za głowę a Kenneth pada na matę trzymając się za brzuch. W końcu jednak wstaje z grymasem bólu i zaczyna serię kopnięć. Najpierw seria Low Kicków, potem dwa Middle Kick na końcu High Kick, który zamroczył oponenta. Na koniec dokłada jeszcze Gut Kick, krótki rozpęd i mamy Reality Check od Amerykanina! Próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Kenneth już naprawdę wyraźnie obolały chwyta się za tors i pomaga wstać przeciwnikowi trzymając go za rękę. Irish Whip w narożnik, a Kenny ustawia się w przeciwległym. Trwa to dłuższą chwilę, Riddle w narożniku z wyraźnym grymasem bólu trzyma się za górną linę i pochyla się z bólu. W końcu jednak Amerykanin rozpędza się i mamy Helluva Kick! Prosto w pusty narożnik! Ben zdążył w ostatnim momencie odskoczyć w bok. Riddle ściąga nogę ze szytu narożnika i opierając się o niego odwraca w stronę przeciwnika. Corner Spear! Ależ mocna akcja ze strony Tongijczyka. Riddle nie ma siły już nawet, żeby krzywić się z bólu, a Zamora wyprowadza go z narożnika. Wyniesienie pod Vertical Suplex… mamy Tyrant’s Verdict! Pin jest już chyba formalnością. 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Ben Zamora wygrywa to starcie!

A więc Ben Zamora odniósł zwycięstwo w swojej pierwszej walce w LPW, jednocześnie bardzo ułatwiając sobie dalszą drogę do tytułu Global Championa. Sędzia unosi rękę Tongijczyka, który następnie wdrapuje się na narożnik, świętując pokonanie Kennetha Riddle'a.


W TEN SPOSÓB KOŃCZY SIĘ KOLEJNA EDYCJA COLOSSEUM!
Odpowiedz
Cytuj
13.09.2026, 11:05
#3
Angry Chair: Tak coś czułem, że dostaniemy Rydlową z Zamorową w ME, ale przyjemnym zaskoczeniem na pewno jest to, że zostało to ogłoszone tutaj. Fajnie, że od razu zostały wyjaśnione poczynania Zamory na zasadzie, że kontuzja zabrała mu sporą część kariery, wraca żeby wejść na szczyt, a Riddle jest po prostu typem który stanął mu na drodze. Kenny prawidłowo kontynuuje swoją wcześniejszą postawę po pokonaniu Rybacka mimo sposobu jego pokonania. Najważniejsze jest to, że nie bagatelizuje Zamory, nie ma w nim jakiejś paniki, to by nie było w jego stylu, nie boi się go. W ogóle cała koncepcja Angry Chairs jakby też jest okej, na pewno jest to program przez który łatwiej się brnie niż np. przez Pobite Gary, choć długością jest dość przybliżone, ale to za chwilkę. Pytaniem o gotowość psychiczną Riddle'a trafił chyba w punkt, bo po tym ten segment nabrał innego, lepszego znaczenia. Kurde, ale jak wczoraj panowie mieli pretensje do długości moich komentarzy (może i słusznie, niech dzisiejszy komentarz będzie odpowiedzią na to), to tak samo jak Pobite Gary - to też było za długie haha. Najbardziej skróciłbym środkową wymianę Riddle'a z Zamorą. No bo tak naprawdę obaj wracają kilka razy do tego samego, co już zostało powiedziane. Ryback, kontuzja Zamory, ambicje i cień dawnego Riddle'a. Wes momentami mówi trochę za dużo za zawodników. Jego rola jest dobra, ale można by zostawić więcej przestrzeni Benowi i Kenny'emu. Sam początek Angry Chairs można lekko skrócić, to znaczy wejście i atmosfera są fajne, ale zanim zaczyna się właściwa rozmowa, mamy już sporo opisu, nie wiem czy to było tu potrzebne, co innego na PPV. Podsumowując Zamora ma konkretną filozofię, którą na pewno lepiej poznamy w przyszłych tygodniach, Kennethowa nadal arogancka i pewny tego co potrafi, ale nadal świadomy zagrożenia. Tak naprawdę nie ma za łatwo, same kolosy do niego wychodzą, jak nie Ryback to teraz Zamora. Co do Wallace'a to podoba mi się jego rola w LPW, że nie wychodzi za bardzo przed szereg, raczej bywa tłem niż główną atrakcją, teraz skupiłbym się bardziej na młodym.
 
Martin vs. Otunga: Naturalne nawiązanie do wcześniejszych wydarzeń jeśli chodzi o wątek Nathana, który wyszedł tak mocno w jego stylu, że w zasadzie nie trzeba któryś raz już tego pisać. On nawet jak jest skatowany i pobity to myśli o kolejnej walce i swoim ,,dziele". Niedopałek jako ślad sprawcy gdzieś tam może wskazywać kto to, mnie z takim palaczem z obecnych w LPW to się kojarzy chyba Wallace najbardziej, ale nie wiem czy miałoby to jakikolwiek sens. Jak dla mnie trochę za dużo opisu dochodzenia Nate'a do siebie, można było to skrócić, żeby szybciej przejść do sedna sega, czyli jego wypowiedzi, o to najbardziej tu chodziło. Co do walki? No dynamika jest okej, już wiem o co chodziło chłopakom na lajwie, że nie do końca czysto i tak dalej Otunga go pojechał. Martin jest wyraźnie osłabiony, ale nadal potrafił odpowiedzieć co nieco na ofensywę Otungi. Otunga wygląda jak ktoś, kto musiał naprawdę zapracować na zwycięstwo, a nie jak zawodnik pokonujący rannego przeciwnika bez problemu, więc jestem jak najbardziej zadowolony jako jego właściciel, Martin to nie byle kto. Końcówka z dwoma próbami Verdictu dobrze to podkreśla. Momentami jest trochę za dużo akcji jedna po drugiej, przez co walka może sprawiać wrażenie długiej, na PPV by siadło, ale mamy pierwsze Colosseum po pjeperwiu, można by im trochę dać wolnego. Zwłaszcza patrząc na to jak intensywny był czas dla Martina przed Heatwave (Buried Alive) i Otungi na Heatwave (jedna z intensywniejszych walk na Heatwave). Obie postacie powinny być zadowolone, poniekąd.
 
DiBiase/Sara: O, tutaj dla odmiany krótko, ale spełnia to swoją funkcję. Ewidentnie coś knują, a co jest najlepsze? Ted w przeciwieństwie do RVD jest GM-em (póki co) spokojnym, takim czysto biznesowym, aż szkoda że nie połączono go jeszcze z Otungą w żaden sposób, dogadaliby się panowie. Jest GM-em który ma jakiś plan określony, którego dobrze, że nie zdradza przy pierwszej, lepszej okazji. Ale jakoś zbyt ogólnikowo mi tu wyszło to. Ten dialog praktycznie na nic nie wskazuje, więc jeśli to ma być jakieś większe wydarzenie potem, to przydałby się jeden konkretny detal, jakiś odnośnik który na cokolwiek jednak mógłby nas naprowadzić. Sara wyszła jak osoba, która jest w coś wtajemniczona, ale nie bardzo pokazuje w co. Jakaś taka bezpłciowa ona jest, ale pewnie taka ma być.
 
Wallace Jr vs. Rucker: Młody Wallace bardzo dobrze buduje w sumie taką swoją, niezależną jakby tożsamość co jest sporym plusem przy okolicznościach w jakich pojawił się w LPW. Jasno mówi, że nie chce być znany z tego, że jest synem Wesa, ale jednocześnie nie chce się odcinać od ojca, miła odmiana od tych którzy ojca najlepiej by wymazali ze swojej historii. Tylko te opisy znowu za długie - i wejście i za dużo moim zdaniem tutaj reakcji publiczności, to jest debiutant, mimo wszystko, nawet samo promo bym lekko skrócił. Potem się dziwimy, że gala wypada na dwa posty (tak, sam walę czasem za długie proma, też to zamierzam poprawić). Łatwiej się przez te gale potem leci jak jest bardziej rzeczowo. W tej końcówce walki troszkę za dużo tych akcji na raz, ale wiadomo, miało być raczej jednostronnie - no to jest. Wallace Jr na ten moment wygląda na jednego z tych, którzy mają największy potencjał, taki one-to-watch i tutaj dobrze w tej roli się pokazał. Teraz najważniejsze, żeby szybko pokazać, że potrafi funkcjonować również poza cieniem nazwiska Wallace.
 
Butla/Ciureja: Kolejny krok w stronę odkrycia tajemnicy Butli. Emil wprowadza to tak naprawdę na wyższy poziom, bo mamy konkretną rodzinę, medalion, dane o Zigim i jakieś DNA xdd. Czyli co, Butla jest członkiem rodziny Ciureja? A kto to qrwa jest? Nie no, już poważniej rzecz biorąc to najlepiej działa przejście z komedii do poważnego tonu przy tekście o jego tożsamości. Końcówka z wizytówką i medalionem fajnie zostawia temat otwarty. Momentami jest trochę za dużo wyjaśniania ze strony Emila. Szczególnie fragment o zbieraniu informacji można by skrócić, żeby tajemnica pozostała większa. Ale ogólnie nie ma tu dużego problemu. Humor Butli jak zawsze mocno naturalny (choć nie zawsze mi podejdzie), bo kiedy sprawy robią się poważne to potrafi przyhamować. To ważne przy komediantach, żeby nie zawsze nimi byli kiedy sytuacja tego nie wymaga. Nie mam jakiegoś większego zdania o Ciureji, totalny NPC dla mnie. Pośrednio dobrze że nie zapomniano o Cyklonie, jego wcześniejsza zagadka jest nadal żywa i zaczyna się z czymś łączyć, więc ma to sens. 
 
Pawlak vs. Thor: Pawlak kozaczy po czym na widok Thora totalnie mięknie, coś ta parodia taka nie za wierna oryginałowi haha, ale rozumiem, chodziło tu bardziej o Thora niż ex-Brutala. Sam tekst Pawlaka jest mocno jednowymiarowy, ale tutaj akurat działa, bo jego zadaniem jest przede wszystkim dostać szybkie takie jakby zderzenie się z rzeczywistością, co finalnie nastąpiło. Walka to dość jednostronna dominacja Thora. Pawlak praktycznie od początku szuka ucieczki, a Thor go brutalnie zatrzymuje i niszczy. Gruba świnia okazała się gigantem nie do ruszenia. Walka jest bardzo jednostronna, ale przy takim setupie to nie jest wielki problem. Można było dać Pawlakowi jedną krótką, desperacką próbę ofensywy, żeby jeszcze bardziej podkreślić późniejszą dominację Thora. Późniejsze promo elegancko rozwija jego gimmick, bo Thor nie jest po prostu dużym Norwegiem, tylko szuka wojowników, których może naprawdę podbić. Helheim, Valhalla, dominacja, to wszystko jest spójne z jego wizerunkiem. Ej ja wiem, że się powtarzam i ogólnie czepiam dzisiaj, ale trochę za długie. Sens wypowiedzi jest jasny już po kilku zdaniach i później Thor kilka razy mówi właściwie to samo innymi słowami. Niemniej jednak dano tutaj Thorowi dokładnie to, czego potrzebował od dzisiejszej gali.
 
Fenrir vs. Steele: Wiedziałem, że prędzej czy później dostaniemy taką konfrontację, ale nie spodziewałem się że tak szybko. W sumie dobrze się stało. Najlepsza jest sama motywacja Fenrira. Nie wychodzi z tekstem w stylu jesteś dobry, więc chcę z tobą walczyć i hooy, tylko od razu podpina Thora pod mitologię i własny gimmick, co było oczywiste, ale wciąż bardzo cieszy. Kontrast Thora jako boga piorunów kontra Fenrir jako bestia, która zgładziła Odyna jest bardzo czytelny i daje im zajebistą, ale co ważniejsze wspólną płaszczyznę. Ja bym zaryzykował i wydupił to na PPV, zwłaszcza że ma to być PPV w ekstremalnym klimacie, dałbym im jakąś stypkę w nordyckim klimacie, na pewno coś wymyślicie. Samo patrzenie na siebie i późniejsze śledzenie wzrokiem po wyjściu Thora też jest dobre. Nie potrzeba tutaj brawlu. Wręcz lepiej, że go jeszcze nie ma. Trochę za dużo jest fragmentu o tym, jaki Thor jest wielki, silny, pewny siebie itd. Fenrir mógłby szybciej przejść do sedna. Natomiast nie jest to jakiś duży problem. Steele kolejny raz w walce nie zostaje zabookowany jak leszcz, no ale dostaje na dziurę i tak. Fenrir w walce nie wygląda jak ktoś, kogo można po prostu położyć jednym ciosem, ale jednocześnie jego przewaga fizyczna jest wyraźna.  Fenrir w segmencie jest tajemniczy, pewny siebie i trochę ,,nieludzki", a w walce przede wszystkim wygląda na potężną bestię. Co ważne, nie jest tylko wielkim gościem bijącym mniejszych, bo potrafi też przyjąć mocną ofensywę.
 
DiMateo/Hart: Tutaj jest dużo fajnego charakteru, takiej maniery w tym gościu, szczególnie jeśli Jay ma być takim Nepo Baby, którego ciężko traktować całkowicie poważnie, ale jednocześnie ma realne umiejętności i stawkę przed sobą. Najlepsze jest to, że rozmowa nie jest typową mądrą, starczą gadką jakiegoś mentora. Bret faktycznie próbuje przemówić Jayowi do rozsądku, ale Jay cały czas rozbija powagę sytuacji swoim zachowaniem. Bardzo dobrze działa początek z ciotką Eleonorą i spadkiem, bo od razu pokazuje, że Jay żyje trochę we własnym świecie. Potem Bret próbuje przejść do poważnego tematu. Bret jest byłym trenerem, który naprawdę chce coś z Jaya zrobić, ale jednocześnie ewidentnie ma z nim problemy. Fajne jest też wykorzystanie motywu Goldberga (coś tak czułem, że przy Brecie o tym wypalisz). To już typowy absurd Jaya, ale jednocześnie pozwala pokazać, że Bret ma bardzo konkretne poglądy i potrafi się odpalić.  Najważniejsze jednak jest to, że pod warstwą komedii Bret przekazuje Jayowi naprawdę konkretną rzecz przed walką z Shio na zasadzie, że ma talent ale musi z niego dobrze skorzystać. Momentami dialog trochę za długo krąży wokół żartów, szczególnie przy Goldbergu i późniejszym porównywaniu Jaya do kolejnych wrestlerów. Można by to minimalnie skrócić. Bret chwilami brzmi bardziej jak komentator wrestlingu oceniający innych wrestlerów niż jakiś tam wzór, mentor dla DiMateo. No i końcówka z udawanym telefonem jest dobra, ale można ją jeszcze mocniej sprzedać przez reakcję Breta, bo on przez cały segment próbuje być mentorem, a na końcu po prostu zostaje kompletnie olany xd. 
 
Borges: Takie to troszkę generyczne jak dla mnie. Jako promo debiutanta spełnia swoje zadanie, tylko można je lekko skrócić i mocniej nadać Borgesowi własny charakter. Największy plus to spójność. Borges od początku przedstawia się jako ktoś ambitny, cierpliwy i bardzo nastawiony na rozwój. Dobrze działa też motyw Portugalii. Borges mówi o reprezentowaniu ojczyzny i ludziach, którzy ją reprezentowali. To daje mu konkretną tożsamość. Końcówka jest natomiast potrzebna, bo wreszcie przechodzimy z ogólnego manifestu do konkretu: Mario Petarda. I jest tam trochę pewności siebie, bo Borges nie kończy na samym tym, że szanuję przeciwnika, tylko mówi, że dla Mario pokonanie go może być niewykonalne. I znowu powtarzamy to samo - Największy problem to długość i powtarzalność. Borges kilka razy mówi właściwie to samo, nie wiem ale wcześniej mnie to aż tak nie uderzało w tych segach, a teraz widzę coraz więcej takich wstawek. To można spokojnie skrócić o jakieś 20–25%, bez straty sensu. Druga rzecz do jakiej muszę się doczepić to na razie trudno odróżnić Borgesa od wielu klasycznych tych fejsowych ambitniaków, jakich ostatnio widzimy. Jest Portugalia i elegancka prezentacja, ale przydałby się jeden mocniejszy element charakterystyczny, nie wiem jakiś sposób mówienia, konkretna filozofia, dziwactwo, nietypowy cel czy coś, co sprawi, że po tygodniu będziemy pamiętać właśnie jego. To jest dobre promo na zbudowanie fundamentu postaci, ale najbardziej popracowałbym właśnie nad jednym charakterystycznym wyróżnikiem, koncepcję pozostawiam właścicielowi i HB.
 
Sakazaki vs. DiMateo - FINAL:  Największy plus to logika końcówki. Jest wymiana dużych akcji, obaj mają swoje momenty, a potem Jay wygrywa dokładnie tym, czym wcześniej był budowany, czyli sprytem, techniką i wykorzystaniem okazji. Jay nie wygrywa dlatego, że nagle jest mocniejszy od Shio, tylko wykorzystuje jego rozpęd i szuka sposobu na przewagę.  Hart faktycznie wpłynął na jego przygotowanie, bo w poprzednim segmencie mówił mu, żeby męczył Shio i zmuszał go do analizowania kolejnych sytuacji. Tutaj Jay właśnie to robi - szanuję mocno. I zakończenie przez submission jest według mnie lepsze niż typowo po jakimś finisherze innym. Po pięciu walkach Shio po prostu nie ma już siły, żeby się wydostać. Jay wygrywa serię Best of Five 3:2 i wychodzi z niej jako znacznie poważniejsza postać. Bret Hart, jego wcześniejsza rozmowa z Jayem i ta końcówka fajnie się ze sobą zazębiają. To jest sensowny moment, żeby teraz zacząć budować Jaya jako kogoś, kto mimo całego gimmicku Nepo Baby naprawdę potrafi walczyć i właśnie zrobił pierwszy poważny krok w LPW. 
 
Turn/Diallo: Ciekawy pomysł na połączenie tej dwójki. Najlepiej działa samo zestawienie postaci. Johnny podchodzi do Diallo z bardzo prostym problemem, że potrzebuje partnera, a Diallo robi z tego niemal mistyczne wydarzenie, bo wahadło od wczoraj próbowało mu coś powiedzieć. To jest dokładnie ten rodzaj absurdu, który pasuje do Diallo. Bardzo dobre jest też, że Johnny nie zaczyna nagle wierzyć w jego brednie. Największy minus to długość wypowiedzi Diallo. Jego monolog jest zabawny, ale można go trochę skrócić, bo sam koncept wahadła, Hindus, karty, do tego Drinkwater już daje wystarczająco dużo materiału i pola do popisu. Historia z Hindusem jest fajna, ale jednocześnie jest bardzo enigmatyczna. Jeżeli później ma mieć znaczenie to super. Jeżeli nie, można by ją skrócić do jednego zdania. Jest też sporo żartów jeden po drugim. Turn jako babyface bardzo naturalnie. Nie wyśmiewa Diallo w sposób, który robiłby z niego idiotę, tylko traktuje go jak dziwnego typa, którego mimo wszystko warto mieć po swojej stronie. Co ważne, Diallo nie zachowuje się jak komediowy głupek, tylko naprawdę wierzy w swoje przepowiednie. To robi różnicę i naprawdę zmienia kontekst. Johnny chce po prostu rozwiązać problem, a Diallo uważa, że wszechświat właśnie zesłał mu odpowiedź. To może być bardzo przyjemny duet na jedną walkę, a nawet na coś dłuższego.
 
Steele/DiBiase/Escobar: Najważniejsze, że zdrada wynika z charakteru Miguela, a nie jest zrobiona tylko po to, żeby zrobić jakiś shocker dla shockera. Od razu czujemy, że Ted wie więcej, niż mówi, i dlatego Preston idzie do ringu. Sam bankiet też jest dobrze skonstruowany. Przepych, zegarki ME, szampan, Sara, służba, to wszystko buduje obraz Escobara jako gościa, który właśnie dorwał się do pieniędzy i chce wszystkim pokazać, że teraz jest kimś więcej. Dobre podsumowanie całej jego mentalności. Preston był dla niego narzędziem, kiedy był potrzebny, a teraz zostaje wyrzucony jak niepotrzebny przedmiot. Sam segment jest odrobinę za długi przed właściwym atakiem. Szczególnie część o zegarkach można skrócić, bo ja na przykład bardzo szybko zrozumiałem, co Miguel świętuje i jaki jest jego styl życia. Bardzo podoba mi się natomiast zakrycie Prestona czerwonym płótnem. Jest teatralne i pasuje do całego przepychu Escobara. Miguel dosłownie chowa człowieka, którego właśnie wykorzystał i wyrzucił ze swojego życia. Tylko czy to jest dobre, że Escobar jest nad Steelem znowu? Przecież Kamyka w ogóle nie ma, Jarek też leci w kakao, w sumie to nawet w ogóle go nie widzę.. Dobrze, że nie jestem HB bo ich obu bym spuścił w sedesie za to. Escobar poprawnie, to jest zdecydowanie jego moment. Elegancki, uśmiechnięty, bogaty, pozornie wdzięczny, a potem bez mrugnięcia okiem pozbywa się człowieka, który mu pomógł. Bardzo dobry materiał na aroganckiego heela. DiBiase konkretnie - jedno zdanie ustawiło cały dalszy segment. To jest jeden z tych segmentów, gdzie najważniejszy nie jest sam atak, tylko sposób jego przygotowania. Miguel najpierw daje Prestonowi poczucie, że jest jednym z najbliższych ludzi, publicznie go chwali, a potem w sekundę pokazuje, że przez cały czas traktował go instrumentalnie. Bardzo dobre otwarcie nowego rozdziału dla Escobara.
 
Borges vs. Petarda: Eckhart ewidentnie kradnie sega. Co do walki niewiele mam do napisania poza tym, ze Borges jest widocznie ruchliwy i techniczny, także dostosuje się do reszty rosteru na spokojnie. Petarda też nie jest całkowicie bierny, bo odpowiada unikami i sam próbuje atakować, kurde szkoda że tu będzie jobberem, naprawdę mi podchodziła ta postać w przeszłości. Sama walka jest też dość krótka i urwana przez segment, ale tutaj to nie jest wada, bo właśnie o to chodzi w tym momencie. Eckhart to taka perełka tego fragmentu gali. Sam pomysł gościa, który zakrywa parawanem dosłownie cały ring i apeluje o zaprzestanie tego co się wydarza jest o tyle głupi, że aż dobry. Najlepsze jest to, że Eckhart nie uważa się za komediową postać. On jest absolutnie przekonany, że wykonuje ważny obowiązek obywatelski. To właśnie sprawia, że jest śmieszny. Czy ja go powinienem skądś kojarzyć, albo ktokolwiek go kojarzy? Eckhart Wrestling Regulations, strona 48 i zakaz eksponowania krwi przed dziećmi to bardzo dobry detal (Otunga z Heatwave lubi to). Dzięki temu nie jest to po prostu dziwny typ z parawanem, tylko ktoś, kto ma własny system zasad, którym będzie próbował podporządkować LPW. Bardzo dobry jest również finał, sędzia wychodzi zza parawanu, ogłasza zwycięstwo Borgesa, a Eckhart jeszcze próbuje z nim walczyć o ponowne zasłonięcie ringu XDDDD, śmiechłem nawet. I moim zdaniem najlepsze jest to, że Eckhart nie ingeruje w wynik walki. On tylko uważa, że musi ochronić dzieci przed krwią, przez co Borges normalnie zostaje ogłoszony zwycięzcą. Więc nic nie zostało mu odebrane, a przy okazji przedstawiono kolejną, barwną postać. Debiuty, debiuciki, debiutantki na tym Colosseum, czuć nową falę.
 
Turn & Diallo vs. Ralf & Kannonball: Wydaje mi się, że tych drugich powinienem kojarzyć, ale jakoś nic mi nie mówią, poza tym że Ralfem grała chyba Raptorowa. Walker nadal bardzo dobrze trzyma swój gimmick. Garnitur zamiast kolejnego taniego trollowania daje mu trochę bardziej poważny wygląd, ale tekst nadal jest typowo walkerowy. Walker wręcz kpi z oczekiwania na wielkie ujawnienie. Ralf wypada ciekawie, bo jego wypowiedź jest zupełnie inna od Kannonballa. Ten pierwszy jest spokojny, trochę sekciarski i filozoficzny, drugi to zwyczajny wariat krzyczący WAZZZAAAA - dzięki temu nie są tacy sami, co już jest plusem. Ralf jest trochę zbyt enigmatyczny jak na pierwszy większy moment. Stań po naszej stronie i tak dalej jest ciekawe, ale nie do końca wiadomo, co właściwie reprezentują. To oczywiście może być celowe. Kannonball to taki typowe przeciwieństwo dla Ralfa, ale działa. Najlepszy moment całej walki to oczywiście Diallo schodzący z apronu. Wcześniej Diallo zachowuje się jak kompletny ekscentryk, a Johnny traktuje go trochę jak dziwaka, którego mimo wszystko warto mieć obok siebie. Tutaj nagle okazuje się, że cała ta współpraca była pułapką. Diallo po prostu patrzy Turnowi w oczy, uśmiecha się i pozwala mu przegrać, co jest bardzo ciekawe. Wejście Diallo do ringu po gongu i wspólne świętowanie z Walkerem, Ralfem i Kannonballem to bardzo mocny obrazek końcowy. Diallo jest tutaj najciekawszy, bo jego wcześniejsze zachowanie nagle można zacząć interpretować inaczej. Jeśli jego wcześniejsze przepowiednie były celowo prowadzone w ten sposób, żebyśmy nie wiedzieli, czy to tylko świr, czy ktoś rzeczywiście coś knuje, to tutaj dostajemy bardzo fajną odpowiedź. Johnny został zdradzony przez człowieka, którego sam wybrał, więc na pewno tego tak nie zostawi.
 
Borges/Eckhart: Poprawny punkt wyjścia na zasadzie, że Eckhart faktycznie ma powód, żeby zaczepić Borgesa po poprzednim segmencie. Nie jest to konflikt z dupy. Borges nie wychodzi na bezmyślnego babyface'a. Jest zirytowany, ale argumentuje, że Eckhart mówi o dobru wrestlingu, a Borges uważa, że chodzi mu przede wszystkim o uwagę. Świetne jest zderzenie filozofii obu postaci. Borges chce walczyć i rozwijać się poprzez wrestling, Eckhart chce podporządkować wrestling sztywnym regułom. Eckhart w pierwszej wypowiedzi trochę za długo jedzie po tych samych zasadach. Wycieranie butów, sznurek przy zmianie itd. jest zabawne, ale można by uciąć 20–25% tej tak zwanej tyrady xd. Borges również ma momentami trochę za dużo wyjaśniania, dlaczego Eckhart jest taki, jaki jest. Zdanie o robieniu tego dla uwagi jest dobre, ale resztę można zostawić nam do interpretacji. Największa rzecz do pilnowania to jest to, żeby Eckhart nie stał się po prostu komediową postacią. Jego absurd jest świetny, ale warto, żeby w ringu rzeczywiście pokazał, że za tym regulaminem kryje się naprawdę dobry technicznie wrestler. Wtedy gimmick będzie miał drugą warstwę. Borges chce wrestlingu bez ograniczeń, Eckhart chce wrestlingu podporządkowanego zasadom. To aż się prosi o dobrą walkę charakterów, teraz tylko umieścić to w odpowiednim miejscu za dwa tygodnie.
 
Uszczelka/Cavazos/Otunga/DiMateo: Każdy z trzech zawodników ma tutaj inny powód, żeby interesować się pasem, więc nie wygląda to jak sztuczne wrzucenie wszystkich do jednego programu. Uszczelka bardzo dobrze otwiera segment. Wóz strażacki, polewanie publiki, klucz francuski i jego sposób mówienia od razu przypominają, kim jest Zbyszek, poprawny, konsekwentny przede wszystkim booking. Jego argumentacja jest świetna pod kątem gimmicku, bo nie próbuje udawać, że zdobył pas w pełni honorowo (pozdro Tatsu). Jorge wypada chyba najbardziej dojrzale z całej trójki. Przyznaje się do swojej przeszłości, nie wybiela jej i jednocześnie nie zmienia stanowiska wobec Uszczelki, tam rewanż powinien wisieć w powietrzu. Chciałem Otungę przedstawić jako dobrego gościa od analiz i żeby nie robić z tego chcę pas, bo tak. Jay jest tutaj świetnym katalizatorem. Wpada, obraża absolutnie wszystkich i jednocześnie ogłasza konkretny cel, nie próbuje być ani milusi, ani sprawiedliwy. Fajne jest też to, że Jay nie traktuje Valor jako najważniejszego pasa świata, wręcz nazywa go drugorzędnym, ale chce go właśnie dlatego, że może go zdobyć. To pasuje do jego ego, takie mierzenie siły na zamiary.  Segment jest zdecydowanie za długi. Szczególnie Zbyszek i Jay mogliby dostać po 20–30% mniej tekstu. Wszystkie najważniejsze informacje i tak zostają. Ja myślałem, że ja z Otungą popłynąłem, ale Gejmowata z DiMateą poszła o krok dalej. Uszczelka trochę za długo ciągnie wątek Cavazosa i jego kryminalnej przeszłości. Sam pomysł jest dobry, ale po paru zdaniach właściwie wiadomo o co chodzi. Jay ma kilka naprawdę dobrych tekstów, ale jego promo jest momentami przeładowane żartami i obelgami jak dla mnie, Remikowa nie byłaby zadowolona (chyba że DiMateo ma monopol na takie wstawki, to sorry). Jedna rzecz fabularnie jest ciekawa i tutaj brawa dla kreatywnych- no bo mamy tu cztery potencjalne kierunki dla pasa Valor ale segment nie daje odpowiedzi, kto właściwie jest pierwszy w kolejce. I moim zdaniem to akurat może być zaleta, jeśli planujecie z tego zrobić później konkretny program o Valor, a wiem że planujecie. Największy minus to długość, ale pod względem storytellingu segment robi dużo dobrego. Właściwie w jednym miejscu ustawiono czterech zawodników wokół pasa Valor  i każdy ma inną motywację.
 
DiBiase:  Teddy logicznie wykorzystuje Main Event, który został ustalony chwilę wcześniej. Nie wygląda to jak decyzja wyciągnięta z kapelusza. Od razu wiadomo czego to dotyczy dzięki pasowi Global obok. Podoba mi się, że Ted nie zdradza od razu nagrody. Wiemy, że zwycięzca dostanie przewagę w drodze po pas, ale nie wiemy jaką. To daje powód, żeby obejrzeć Main Event z jeszcze większym zaciekawieniem.  Ale jest trochę zbyt bezpiecznie. To bardziej komunikat GM-a niż segment z charakterem którego wymagamy przecież od DiBiasego. Można by dorzucić jedno zdanie sugerujące, że Ted celowo chce sprawdzić obu zawodników, ale nie jest to konieczne. 
 
Martin: Szybko obraliśmy nowy kierunek dla Nejta, dość brutalnie jak to przy nim, zdążano już nas do tego przyzwyczaić. To nie jest Nathan bijący Shio bez powodu, bo nawiązuje do wcześniejszej porażki i jego przekonania, że Sakazaki zawiódł jako człowiek honoru. Najlepsze jest chyba udawanie wypadku. Nathan sam doprowadza do masakry, po czym zaczyna wołać medyków i ochronę, jakby był przypadkowym świadkiem. Bardzo dobrze pasuje do jego charakteru, to znaczy zimny, manipulacyjny, odklejony od normalnych zasad. Mam nadzieję że Karnawałowa się nie obrazi, ale jak dla mnie Nathan to jest taki bardziej brutalny bootleg Lopezza xd. Atak faktycznie zmienia sytuację Shio. Po przegranym Best of Five nie dostaje po prostu kolejnego przeciwnika, tylko zostaje brutalnie wyeliminowany z dalszej akcji - chyba. Opis przemocy jest trochę przesadzony. Kilka razy, kilkanaście razy, ręka jest miażdżona raz za razem itd. powodują, że po pewnym momencie przestaje to zwiększać brutalność, tylko ją powtarza. Początek z opisywaniem samochodów i manatów jest zabawny, ale przy tak mocnym ataku trochę za długo buduje klimat komediowy. Można było szybciej przejść do samego Shio. Jeśli Shio ma wypaść z telewizji na jakiś czas, super. Jeśli wróci za tydzień bez konsekwencji, cały atak straci część znaczenia. A że Aigorowej totalnie nie ma na forum - to chyba jednak będzie miało to sens. Skróciłbym tylko opis samej przemocy, żeby atak byłby nawet mocniejszy, gdyby np. był opisany trochę oszczędniej.
 
Riddle vs. Zamora: Zamora wygrywa dokładnie w taki sposób, w jaki powinien po całym wcześniejszym bardzo mocnym buildzie. Kurwa jak mnie boli ten sukces Zamory, aż chyba znowu sobie zrobie przerwę od siłowni, bo nie dam rady. Ma ktoś dobry maść na ból żopska? Myślę, że Gejm na pewno coś dla mnie znajdzie. Bardzo dobra ciągłość z Heatwave. Riddle jest obity po Hell in a Cell, a Zamora od początku to wykorzystuje. Dzięki temu jego przewaga ma logiczne uzasadnienie. Zamora jest tutaj agresywny i bezlitosny, ale nie wygląda na kogoś, kto przypadkowo dostał zwycięstwo, co jest bardzo ważne. Zwycięzca dostaje coś, co ułatwia mu drogę do pasa Globalnego, więc wygrana faktycznie ma znaczenie dla przyszłości. Trochę za dużo powtarzania bólu Riddle'a. Wiemy już po początku, że jest mocno poobijany. Przydałby się może jeden króciutki moment, w którym Riddle realnie wygląda, jakby mógł wygrać, nie tylko dzięki kolejnym akcjom. To jeszcze mocniej podkreśliłoby, że Ben faktycznie musiał go pokonać. Zamora wygląda jak zawodnik, który po powrocie naprawdę chce wejść na szczyt. Silny, agresywny i przede wszystkim wykorzystujący przewagę wynikającą ze stanu Riddle'a. Kenny przegrywa, ale nie zostaje zniszczony. Jego ciało po Hell in a Cell z Rybackową jest problemem, jednak mimo tego walczy do końca i zmusza Zamorę do pracy, dobra porażka dla top guya w LPW. Co więcej, po tej gali Zamora wychodzi z niej jako naprawdę poważny kandydat do bycia jednym z pierwszych ludzi walczących o nowy pas. Nie potrzebował do tego żadnego dodatkowego ataku, po prostu pokonał Riddle'a. I to jest wystarczająco mocne zakończenie, bo w sumie każdy kto ma za sobą wygraną z Riddlem (Blaze chyba tylko xdd) zajebiście na tym wyszedł potem. Tutaj nie będzie inaczej. Nadal mnie boli i będzie bolało cały tydzień xdd Aż do dnia w którym Zamora upadnie i sobie głupi ryj rozwali.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2026, 11:06 przez Michał.

[Obrazek: wrestlers-on-the-road.jpg]
Odpowiedz
Cytuj
Michał
Zawodowiec
13.09.2026, 11:05 #3
Angry Chair: Tak coś czułem, że dostaniemy Rydlową z Zamorową w ME, ale przyjemnym zaskoczeniem na pewno jest to, że zostało to ogłoszone tutaj. Fajnie, że od razu zostały wyjaśnione poczynania Zamory na zasadzie, że kontuzja zabrała mu sporą część kariery, wraca żeby wejść na szczyt, a Riddle jest po prostu typem który stanął mu na drodze. Kenny prawidłowo kontynuuje swoją wcześniejszą postawę po pokonaniu Rybacka mimo sposobu jego pokonania. Najważniejsze jest to, że nie bagatelizuje Zamory, nie ma w nim jakiejś paniki, to by nie było w jego stylu, nie boi się go. W ogóle cała koncepcja Angry Chairs jakby też jest okej, na pewno jest to program przez który łatwiej się brnie niż np. przez Pobite Gary, choć długością jest dość przybliżone, ale to za chwilkę. Pytaniem o gotowość psychiczną Riddle'a trafił chyba w punkt, bo po tym ten segment nabrał innego, lepszego znaczenia. Kurde, ale jak wczoraj panowie mieli pretensje do długości moich komentarzy (może i słusznie, niech dzisiejszy komentarz będzie odpowiedzią na to), to tak samo jak Pobite Gary - to też było za długie haha. Najbardziej skróciłbym środkową wymianę Riddle'a z Zamorą. No bo tak naprawdę obaj wracają kilka razy do tego samego, co już zostało powiedziane. Ryback, kontuzja Zamory, ambicje i cień dawnego Riddle'a. Wes momentami mówi trochę za dużo za zawodników. Jego rola jest dobra, ale można by zostawić więcej przestrzeni Benowi i Kenny'emu. Sam początek Angry Chairs można lekko skrócić, to znaczy wejście i atmosfera są fajne, ale zanim zaczyna się właściwa rozmowa, mamy już sporo opisu, nie wiem czy to było tu potrzebne, co innego na PPV. Podsumowując Zamora ma konkretną filozofię, którą na pewno lepiej poznamy w przyszłych tygodniach, Kennethowa nadal arogancka i pewny tego co potrafi, ale nadal świadomy zagrożenia. Tak naprawdę nie ma za łatwo, same kolosy do niego wychodzą, jak nie Ryback to teraz Zamora. Co do Wallace'a to podoba mi się jego rola w LPW, że nie wychodzi za bardzo przed szereg, raczej bywa tłem niż główną atrakcją, teraz skupiłbym się bardziej na młodym.
 
Martin vs. Otunga: Naturalne nawiązanie do wcześniejszych wydarzeń jeśli chodzi o wątek Nathana, który wyszedł tak mocno w jego stylu, że w zasadzie nie trzeba któryś raz już tego pisać. On nawet jak jest skatowany i pobity to myśli o kolejnej walce i swoim ,,dziele". Niedopałek jako ślad sprawcy gdzieś tam może wskazywać kto to, mnie z takim palaczem z obecnych w LPW to się kojarzy chyba Wallace najbardziej, ale nie wiem czy miałoby to jakikolwiek sens. Jak dla mnie trochę za dużo opisu dochodzenia Nate'a do siebie, można było to skrócić, żeby szybciej przejść do sedna sega, czyli jego wypowiedzi, o to najbardziej tu chodziło. Co do walki? No dynamika jest okej, już wiem o co chodziło chłopakom na lajwie, że nie do końca czysto i tak dalej Otunga go pojechał. Martin jest wyraźnie osłabiony, ale nadal potrafił odpowiedzieć co nieco na ofensywę Otungi. Otunga wygląda jak ktoś, kto musiał naprawdę zapracować na zwycięstwo, a nie jak zawodnik pokonujący rannego przeciwnika bez problemu, więc jestem jak najbardziej zadowolony jako jego właściciel, Martin to nie byle kto. Końcówka z dwoma próbami Verdictu dobrze to podkreśla. Momentami jest trochę za dużo akcji jedna po drugiej, przez co walka może sprawiać wrażenie długiej, na PPV by siadło, ale mamy pierwsze Colosseum po pjeperwiu, można by im trochę dać wolnego. Zwłaszcza patrząc na to jak intensywny był czas dla Martina przed Heatwave (Buried Alive) i Otungi na Heatwave (jedna z intensywniejszych walk na Heatwave). Obie postacie powinny być zadowolone, poniekąd.
 
DiBiase/Sara: O, tutaj dla odmiany krótko, ale spełnia to swoją funkcję. Ewidentnie coś knują, a co jest najlepsze? Ted w przeciwieństwie do RVD jest GM-em (póki co) spokojnym, takim czysto biznesowym, aż szkoda że nie połączono go jeszcze z Otungą w żaden sposób, dogadaliby się panowie. Jest GM-em który ma jakiś plan określony, którego dobrze, że nie zdradza przy pierwszej, lepszej okazji. Ale jakoś zbyt ogólnikowo mi tu wyszło to. Ten dialog praktycznie na nic nie wskazuje, więc jeśli to ma być jakieś większe wydarzenie potem, to przydałby się jeden konkretny detal, jakiś odnośnik który na cokolwiek jednak mógłby nas naprowadzić. Sara wyszła jak osoba, która jest w coś wtajemniczona, ale nie bardzo pokazuje w co. Jakaś taka bezpłciowa ona jest, ale pewnie taka ma być.
 
Wallace Jr vs. Rucker: Młody Wallace bardzo dobrze buduje w sumie taką swoją, niezależną jakby tożsamość co jest sporym plusem przy okolicznościach w jakich pojawił się w LPW. Jasno mówi, że nie chce być znany z tego, że jest synem Wesa, ale jednocześnie nie chce się odcinać od ojca, miła odmiana od tych którzy ojca najlepiej by wymazali ze swojej historii. Tylko te opisy znowu za długie - i wejście i za dużo moim zdaniem tutaj reakcji publiczności, to jest debiutant, mimo wszystko, nawet samo promo bym lekko skrócił. Potem się dziwimy, że gala wypada na dwa posty (tak, sam walę czasem za długie proma, też to zamierzam poprawić). Łatwiej się przez te gale potem leci jak jest bardziej rzeczowo. W tej końcówce walki troszkę za dużo tych akcji na raz, ale wiadomo, miało być raczej jednostronnie - no to jest. Wallace Jr na ten moment wygląda na jednego z tych, którzy mają największy potencjał, taki one-to-watch i tutaj dobrze w tej roli się pokazał. Teraz najważniejsze, żeby szybko pokazać, że potrafi funkcjonować również poza cieniem nazwiska Wallace.
 
Butla/Ciureja: Kolejny krok w stronę odkrycia tajemnicy Butli. Emil wprowadza to tak naprawdę na wyższy poziom, bo mamy konkretną rodzinę, medalion, dane o Zigim i jakieś DNA xdd. Czyli co, Butla jest członkiem rodziny Ciureja? A kto to qrwa jest? Nie no, już poważniej rzecz biorąc to najlepiej działa przejście z komedii do poważnego tonu przy tekście o jego tożsamości. Końcówka z wizytówką i medalionem fajnie zostawia temat otwarty. Momentami jest trochę za dużo wyjaśniania ze strony Emila. Szczególnie fragment o zbieraniu informacji można by skrócić, żeby tajemnica pozostała większa. Ale ogólnie nie ma tu dużego problemu. Humor Butli jak zawsze mocno naturalny (choć nie zawsze mi podejdzie), bo kiedy sprawy robią się poważne to potrafi przyhamować. To ważne przy komediantach, żeby nie zawsze nimi byli kiedy sytuacja tego nie wymaga. Nie mam jakiegoś większego zdania o Ciureji, totalny NPC dla mnie. Pośrednio dobrze że nie zapomniano o Cyklonie, jego wcześniejsza zagadka jest nadal żywa i zaczyna się z czymś łączyć, więc ma to sens. 
 
Pawlak vs. Thor: Pawlak kozaczy po czym na widok Thora totalnie mięknie, coś ta parodia taka nie za wierna oryginałowi haha, ale rozumiem, chodziło tu bardziej o Thora niż ex-Brutala. Sam tekst Pawlaka jest mocno jednowymiarowy, ale tutaj akurat działa, bo jego zadaniem jest przede wszystkim dostać szybkie takie jakby zderzenie się z rzeczywistością, co finalnie nastąpiło. Walka to dość jednostronna dominacja Thora. Pawlak praktycznie od początku szuka ucieczki, a Thor go brutalnie zatrzymuje i niszczy. Gruba świnia okazała się gigantem nie do ruszenia. Walka jest bardzo jednostronna, ale przy takim setupie to nie jest wielki problem. Można było dać Pawlakowi jedną krótką, desperacką próbę ofensywy, żeby jeszcze bardziej podkreślić późniejszą dominację Thora. Późniejsze promo elegancko rozwija jego gimmick, bo Thor nie jest po prostu dużym Norwegiem, tylko szuka wojowników, których może naprawdę podbić. Helheim, Valhalla, dominacja, to wszystko jest spójne z jego wizerunkiem. Ej ja wiem, że się powtarzam i ogólnie czepiam dzisiaj, ale trochę za długie. Sens wypowiedzi jest jasny już po kilku zdaniach i później Thor kilka razy mówi właściwie to samo innymi słowami. Niemniej jednak dano tutaj Thorowi dokładnie to, czego potrzebował od dzisiejszej gali.
 
Fenrir vs. Steele: Wiedziałem, że prędzej czy później dostaniemy taką konfrontację, ale nie spodziewałem się że tak szybko. W sumie dobrze się stało. Najlepsza jest sama motywacja Fenrira. Nie wychodzi z tekstem w stylu jesteś dobry, więc chcę z tobą walczyć i hooy, tylko od razu podpina Thora pod mitologię i własny gimmick, co było oczywiste, ale wciąż bardzo cieszy. Kontrast Thora jako boga piorunów kontra Fenrir jako bestia, która zgładziła Odyna jest bardzo czytelny i daje im zajebistą, ale co ważniejsze wspólną płaszczyznę. Ja bym zaryzykował i wydupił to na PPV, zwłaszcza że ma to być PPV w ekstremalnym klimacie, dałbym im jakąś stypkę w nordyckim klimacie, na pewno coś wymyślicie. Samo patrzenie na siebie i późniejsze śledzenie wzrokiem po wyjściu Thora też jest dobre. Nie potrzeba tutaj brawlu. Wręcz lepiej, że go jeszcze nie ma. Trochę za dużo jest fragmentu o tym, jaki Thor jest wielki, silny, pewny siebie itd. Fenrir mógłby szybciej przejść do sedna. Natomiast nie jest to jakiś duży problem. Steele kolejny raz w walce nie zostaje zabookowany jak leszcz, no ale dostaje na dziurę i tak. Fenrir w walce nie wygląda jak ktoś, kogo można po prostu położyć jednym ciosem, ale jednocześnie jego przewaga fizyczna jest wyraźna.  Fenrir w segmencie jest tajemniczy, pewny siebie i trochę ,,nieludzki", a w walce przede wszystkim wygląda na potężną bestię. Co ważne, nie jest tylko wielkim gościem bijącym mniejszych, bo potrafi też przyjąć mocną ofensywę.
 
DiMateo/Hart: Tutaj jest dużo fajnego charakteru, takiej maniery w tym gościu, szczególnie jeśli Jay ma być takim Nepo Baby, którego ciężko traktować całkowicie poważnie, ale jednocześnie ma realne umiejętności i stawkę przed sobą. Najlepsze jest to, że rozmowa nie jest typową mądrą, starczą gadką jakiegoś mentora. Bret faktycznie próbuje przemówić Jayowi do rozsądku, ale Jay cały czas rozbija powagę sytuacji swoim zachowaniem. Bardzo dobrze działa początek z ciotką Eleonorą i spadkiem, bo od razu pokazuje, że Jay żyje trochę we własnym świecie. Potem Bret próbuje przejść do poważnego tematu. Bret jest byłym trenerem, który naprawdę chce coś z Jaya zrobić, ale jednocześnie ewidentnie ma z nim problemy. Fajne jest też wykorzystanie motywu Goldberga (coś tak czułem, że przy Brecie o tym wypalisz). To już typowy absurd Jaya, ale jednocześnie pozwala pokazać, że Bret ma bardzo konkretne poglądy i potrafi się odpalić.  Najważniejsze jednak jest to, że pod warstwą komedii Bret przekazuje Jayowi naprawdę konkretną rzecz przed walką z Shio na zasadzie, że ma talent ale musi z niego dobrze skorzystać. Momentami dialog trochę za długo krąży wokół żartów, szczególnie przy Goldbergu i późniejszym porównywaniu Jaya do kolejnych wrestlerów. Można by to minimalnie skrócić. Bret chwilami brzmi bardziej jak komentator wrestlingu oceniający innych wrestlerów niż jakiś tam wzór, mentor dla DiMateo. No i końcówka z udawanym telefonem jest dobra, ale można ją jeszcze mocniej sprzedać przez reakcję Breta, bo on przez cały segment próbuje być mentorem, a na końcu po prostu zostaje kompletnie olany xd. 
 
Borges: Takie to troszkę generyczne jak dla mnie. Jako promo debiutanta spełnia swoje zadanie, tylko można je lekko skrócić i mocniej nadać Borgesowi własny charakter. Największy plus to spójność. Borges od początku przedstawia się jako ktoś ambitny, cierpliwy i bardzo nastawiony na rozwój. Dobrze działa też motyw Portugalii. Borges mówi o reprezentowaniu ojczyzny i ludziach, którzy ją reprezentowali. To daje mu konkretną tożsamość. Końcówka jest natomiast potrzebna, bo wreszcie przechodzimy z ogólnego manifestu do konkretu: Mario Petarda. I jest tam trochę pewności siebie, bo Borges nie kończy na samym tym, że szanuję przeciwnika, tylko mówi, że dla Mario pokonanie go może być niewykonalne. I znowu powtarzamy to samo - Największy problem to długość i powtarzalność. Borges kilka razy mówi właściwie to samo, nie wiem ale wcześniej mnie to aż tak nie uderzało w tych segach, a teraz widzę coraz więcej takich wstawek. To można spokojnie skrócić o jakieś 20–25%, bez straty sensu. Druga rzecz do jakiej muszę się doczepić to na razie trudno odróżnić Borgesa od wielu klasycznych tych fejsowych ambitniaków, jakich ostatnio widzimy. Jest Portugalia i elegancka prezentacja, ale przydałby się jeden mocniejszy element charakterystyczny, nie wiem jakiś sposób mówienia, konkretna filozofia, dziwactwo, nietypowy cel czy coś, co sprawi, że po tygodniu będziemy pamiętać właśnie jego. To jest dobre promo na zbudowanie fundamentu postaci, ale najbardziej popracowałbym właśnie nad jednym charakterystycznym wyróżnikiem, koncepcję pozostawiam właścicielowi i HB.
 
Sakazaki vs. DiMateo - FINAL:  Największy plus to logika końcówki. Jest wymiana dużych akcji, obaj mają swoje momenty, a potem Jay wygrywa dokładnie tym, czym wcześniej był budowany, czyli sprytem, techniką i wykorzystaniem okazji. Jay nie wygrywa dlatego, że nagle jest mocniejszy od Shio, tylko wykorzystuje jego rozpęd i szuka sposobu na przewagę.  Hart faktycznie wpłynął na jego przygotowanie, bo w poprzednim segmencie mówił mu, żeby męczył Shio i zmuszał go do analizowania kolejnych sytuacji. Tutaj Jay właśnie to robi - szanuję mocno. I zakończenie przez submission jest według mnie lepsze niż typowo po jakimś finisherze innym. Po pięciu walkach Shio po prostu nie ma już siły, żeby się wydostać. Jay wygrywa serię Best of Five 3:2 i wychodzi z niej jako znacznie poważniejsza postać. Bret Hart, jego wcześniejsza rozmowa z Jayem i ta końcówka fajnie się ze sobą zazębiają. To jest sensowny moment, żeby teraz zacząć budować Jaya jako kogoś, kto mimo całego gimmicku Nepo Baby naprawdę potrafi walczyć i właśnie zrobił pierwszy poważny krok w LPW. 
 
Turn/Diallo: Ciekawy pomysł na połączenie tej dwójki. Najlepiej działa samo zestawienie postaci. Johnny podchodzi do Diallo z bardzo prostym problemem, że potrzebuje partnera, a Diallo robi z tego niemal mistyczne wydarzenie, bo wahadło od wczoraj próbowało mu coś powiedzieć. To jest dokładnie ten rodzaj absurdu, który pasuje do Diallo. Bardzo dobre jest też, że Johnny nie zaczyna nagle wierzyć w jego brednie. Największy minus to długość wypowiedzi Diallo. Jego monolog jest zabawny, ale można go trochę skrócić, bo sam koncept wahadła, Hindus, karty, do tego Drinkwater już daje wystarczająco dużo materiału i pola do popisu. Historia z Hindusem jest fajna, ale jednocześnie jest bardzo enigmatyczna. Jeżeli później ma mieć znaczenie to super. Jeżeli nie, można by ją skrócić do jednego zdania. Jest też sporo żartów jeden po drugim. Turn jako babyface bardzo naturalnie. Nie wyśmiewa Diallo w sposób, który robiłby z niego idiotę, tylko traktuje go jak dziwnego typa, którego mimo wszystko warto mieć po swojej stronie. Co ważne, Diallo nie zachowuje się jak komediowy głupek, tylko naprawdę wierzy w swoje przepowiednie. To robi różnicę i naprawdę zmienia kontekst. Johnny chce po prostu rozwiązać problem, a Diallo uważa, że wszechświat właśnie zesłał mu odpowiedź. To może być bardzo przyjemny duet na jedną walkę, a nawet na coś dłuższego.
 
Steele/DiBiase/Escobar: Najważniejsze, że zdrada wynika z charakteru Miguela, a nie jest zrobiona tylko po to, żeby zrobić jakiś shocker dla shockera. Od razu czujemy, że Ted wie więcej, niż mówi, i dlatego Preston idzie do ringu. Sam bankiet też jest dobrze skonstruowany. Przepych, zegarki ME, szampan, Sara, służba, to wszystko buduje obraz Escobara jako gościa, który właśnie dorwał się do pieniędzy i chce wszystkim pokazać, że teraz jest kimś więcej. Dobre podsumowanie całej jego mentalności. Preston był dla niego narzędziem, kiedy był potrzebny, a teraz zostaje wyrzucony jak niepotrzebny przedmiot. Sam segment jest odrobinę za długi przed właściwym atakiem. Szczególnie część o zegarkach można skrócić, bo ja na przykład bardzo szybko zrozumiałem, co Miguel świętuje i jaki jest jego styl życia. Bardzo podoba mi się natomiast zakrycie Prestona czerwonym płótnem. Jest teatralne i pasuje do całego przepychu Escobara. Miguel dosłownie chowa człowieka, którego właśnie wykorzystał i wyrzucił ze swojego życia. Tylko czy to jest dobre, że Escobar jest nad Steelem znowu? Przecież Kamyka w ogóle nie ma, Jarek też leci w kakao, w sumie to nawet w ogóle go nie widzę.. Dobrze, że nie jestem HB bo ich obu bym spuścił w sedesie za to. Escobar poprawnie, to jest zdecydowanie jego moment. Elegancki, uśmiechnięty, bogaty, pozornie wdzięczny, a potem bez mrugnięcia okiem pozbywa się człowieka, który mu pomógł. Bardzo dobry materiał na aroganckiego heela. DiBiase konkretnie - jedno zdanie ustawiło cały dalszy segment. To jest jeden z tych segmentów, gdzie najważniejszy nie jest sam atak, tylko sposób jego przygotowania. Miguel najpierw daje Prestonowi poczucie, że jest jednym z najbliższych ludzi, publicznie go chwali, a potem w sekundę pokazuje, że przez cały czas traktował go instrumentalnie. Bardzo dobre otwarcie nowego rozdziału dla Escobara.
 
Borges vs. Petarda: Eckhart ewidentnie kradnie sega. Co do walki niewiele mam do napisania poza tym, ze Borges jest widocznie ruchliwy i techniczny, także dostosuje się do reszty rosteru na spokojnie. Petarda też nie jest całkowicie bierny, bo odpowiada unikami i sam próbuje atakować, kurde szkoda że tu będzie jobberem, naprawdę mi podchodziła ta postać w przeszłości. Sama walka jest też dość krótka i urwana przez segment, ale tutaj to nie jest wada, bo właśnie o to chodzi w tym momencie. Eckhart to taka perełka tego fragmentu gali. Sam pomysł gościa, który zakrywa parawanem dosłownie cały ring i apeluje o zaprzestanie tego co się wydarza jest o tyle głupi, że aż dobry. Najlepsze jest to, że Eckhart nie uważa się za komediową postać. On jest absolutnie przekonany, że wykonuje ważny obowiązek obywatelski. To właśnie sprawia, że jest śmieszny. Czy ja go powinienem skądś kojarzyć, albo ktokolwiek go kojarzy? Eckhart Wrestling Regulations, strona 48 i zakaz eksponowania krwi przed dziećmi to bardzo dobry detal (Otunga z Heatwave lubi to). Dzięki temu nie jest to po prostu dziwny typ z parawanem, tylko ktoś, kto ma własny system zasad, którym będzie próbował podporządkować LPW. Bardzo dobry jest również finał, sędzia wychodzi zza parawanu, ogłasza zwycięstwo Borgesa, a Eckhart jeszcze próbuje z nim walczyć o ponowne zasłonięcie ringu XDDDD, śmiechłem nawet. I moim zdaniem najlepsze jest to, że Eckhart nie ingeruje w wynik walki. On tylko uważa, że musi ochronić dzieci przed krwią, przez co Borges normalnie zostaje ogłoszony zwycięzcą. Więc nic nie zostało mu odebrane, a przy okazji przedstawiono kolejną, barwną postać. Debiuty, debiuciki, debiutantki na tym Colosseum, czuć nową falę.
 
Turn & Diallo vs. Ralf & Kannonball: Wydaje mi się, że tych drugich powinienem kojarzyć, ale jakoś nic mi nie mówią, poza tym że Ralfem grała chyba Raptorowa. Walker nadal bardzo dobrze trzyma swój gimmick. Garnitur zamiast kolejnego taniego trollowania daje mu trochę bardziej poważny wygląd, ale tekst nadal jest typowo walkerowy. Walker wręcz kpi z oczekiwania na wielkie ujawnienie. Ralf wypada ciekawie, bo jego wypowiedź jest zupełnie inna od Kannonballa. Ten pierwszy jest spokojny, trochę sekciarski i filozoficzny, drugi to zwyczajny wariat krzyczący WAZZZAAAA - dzięki temu nie są tacy sami, co już jest plusem. Ralf jest trochę zbyt enigmatyczny jak na pierwszy większy moment. Stań po naszej stronie i tak dalej jest ciekawe, ale nie do końca wiadomo, co właściwie reprezentują. To oczywiście może być celowe. Kannonball to taki typowe przeciwieństwo dla Ralfa, ale działa. Najlepszy moment całej walki to oczywiście Diallo schodzący z apronu. Wcześniej Diallo zachowuje się jak kompletny ekscentryk, a Johnny traktuje go trochę jak dziwaka, którego mimo wszystko warto mieć obok siebie. Tutaj nagle okazuje się, że cała ta współpraca była pułapką. Diallo po prostu patrzy Turnowi w oczy, uśmiecha się i pozwala mu przegrać, co jest bardzo ciekawe. Wejście Diallo do ringu po gongu i wspólne świętowanie z Walkerem, Ralfem i Kannonballem to bardzo mocny obrazek końcowy. Diallo jest tutaj najciekawszy, bo jego wcześniejsze zachowanie nagle można zacząć interpretować inaczej. Jeśli jego wcześniejsze przepowiednie były celowo prowadzone w ten sposób, żebyśmy nie wiedzieli, czy to tylko świr, czy ktoś rzeczywiście coś knuje, to tutaj dostajemy bardzo fajną odpowiedź. Johnny został zdradzony przez człowieka, którego sam wybrał, więc na pewno tego tak nie zostawi.
 
Borges/Eckhart: Poprawny punkt wyjścia na zasadzie, że Eckhart faktycznie ma powód, żeby zaczepić Borgesa po poprzednim segmencie. Nie jest to konflikt z dupy. Borges nie wychodzi na bezmyślnego babyface'a. Jest zirytowany, ale argumentuje, że Eckhart mówi o dobru wrestlingu, a Borges uważa, że chodzi mu przede wszystkim o uwagę. Świetne jest zderzenie filozofii obu postaci. Borges chce walczyć i rozwijać się poprzez wrestling, Eckhart chce podporządkować wrestling sztywnym regułom. Eckhart w pierwszej wypowiedzi trochę za długo jedzie po tych samych zasadach. Wycieranie butów, sznurek przy zmianie itd. jest zabawne, ale można by uciąć 20–25% tej tak zwanej tyrady xd. Borges również ma momentami trochę za dużo wyjaśniania, dlaczego Eckhart jest taki, jaki jest. Zdanie o robieniu tego dla uwagi jest dobre, ale resztę można zostawić nam do interpretacji. Największa rzecz do pilnowania to jest to, żeby Eckhart nie stał się po prostu komediową postacią. Jego absurd jest świetny, ale warto, żeby w ringu rzeczywiście pokazał, że za tym regulaminem kryje się naprawdę dobry technicznie wrestler. Wtedy gimmick będzie miał drugą warstwę. Borges chce wrestlingu bez ograniczeń, Eckhart chce wrestlingu podporządkowanego zasadom. To aż się prosi o dobrą walkę charakterów, teraz tylko umieścić to w odpowiednim miejscu za dwa tygodnie.
 
Uszczelka/Cavazos/Otunga/DiMateo: Każdy z trzech zawodników ma tutaj inny powód, żeby interesować się pasem, więc nie wygląda to jak sztuczne wrzucenie wszystkich do jednego programu. Uszczelka bardzo dobrze otwiera segment. Wóz strażacki, polewanie publiki, klucz francuski i jego sposób mówienia od razu przypominają, kim jest Zbyszek, poprawny, konsekwentny przede wszystkim booking. Jego argumentacja jest świetna pod kątem gimmicku, bo nie próbuje udawać, że zdobył pas w pełni honorowo (pozdro Tatsu). Jorge wypada chyba najbardziej dojrzale z całej trójki. Przyznaje się do swojej przeszłości, nie wybiela jej i jednocześnie nie zmienia stanowiska wobec Uszczelki, tam rewanż powinien wisieć w powietrzu. Chciałem Otungę przedstawić jako dobrego gościa od analiz i żeby nie robić z tego chcę pas, bo tak. Jay jest tutaj świetnym katalizatorem. Wpada, obraża absolutnie wszystkich i jednocześnie ogłasza konkretny cel, nie próbuje być ani milusi, ani sprawiedliwy. Fajne jest też to, że Jay nie traktuje Valor jako najważniejszego pasa świata, wręcz nazywa go drugorzędnym, ale chce go właśnie dlatego, że może go zdobyć. To pasuje do jego ego, takie mierzenie siły na zamiary.  Segment jest zdecydowanie za długi. Szczególnie Zbyszek i Jay mogliby dostać po 20–30% mniej tekstu. Wszystkie najważniejsze informacje i tak zostają. Ja myślałem, że ja z Otungą popłynąłem, ale Gejmowata z DiMateą poszła o krok dalej. Uszczelka trochę za długo ciągnie wątek Cavazosa i jego kryminalnej przeszłości. Sam pomysł jest dobry, ale po paru zdaniach właściwie wiadomo o co chodzi. Jay ma kilka naprawdę dobrych tekstów, ale jego promo jest momentami przeładowane żartami i obelgami jak dla mnie, Remikowa nie byłaby zadowolona (chyba że DiMateo ma monopol na takie wstawki, to sorry). Jedna rzecz fabularnie jest ciekawa i tutaj brawa dla kreatywnych- no bo mamy tu cztery potencjalne kierunki dla pasa Valor ale segment nie daje odpowiedzi, kto właściwie jest pierwszy w kolejce. I moim zdaniem to akurat może być zaleta, jeśli planujecie z tego zrobić później konkretny program o Valor, a wiem że planujecie. Największy minus to długość, ale pod względem storytellingu segment robi dużo dobrego. Właściwie w jednym miejscu ustawiono czterech zawodników wokół pasa Valor  i każdy ma inną motywację.
 
DiBiase:  Teddy logicznie wykorzystuje Main Event, który został ustalony chwilę wcześniej. Nie wygląda to jak decyzja wyciągnięta z kapelusza. Od razu wiadomo czego to dotyczy dzięki pasowi Global obok. Podoba mi się, że Ted nie zdradza od razu nagrody. Wiemy, że zwycięzca dostanie przewagę w drodze po pas, ale nie wiemy jaką. To daje powód, żeby obejrzeć Main Event z jeszcze większym zaciekawieniem.  Ale jest trochę zbyt bezpiecznie. To bardziej komunikat GM-a niż segment z charakterem którego wymagamy przecież od DiBiasego. Można by dorzucić jedno zdanie sugerujące, że Ted celowo chce sprawdzić obu zawodników, ale nie jest to konieczne. 
 
Martin: Szybko obraliśmy nowy kierunek dla Nejta, dość brutalnie jak to przy nim, zdążano już nas do tego przyzwyczaić. To nie jest Nathan bijący Shio bez powodu, bo nawiązuje do wcześniejszej porażki i jego przekonania, że Sakazaki zawiódł jako człowiek honoru. Najlepsze jest chyba udawanie wypadku. Nathan sam doprowadza do masakry, po czym zaczyna wołać medyków i ochronę, jakby był przypadkowym świadkiem. Bardzo dobrze pasuje do jego charakteru, to znaczy zimny, manipulacyjny, odklejony od normalnych zasad. Mam nadzieję że Karnawałowa się nie obrazi, ale jak dla mnie Nathan to jest taki bardziej brutalny bootleg Lopezza xd. Atak faktycznie zmienia sytuację Shio. Po przegranym Best of Five nie dostaje po prostu kolejnego przeciwnika, tylko zostaje brutalnie wyeliminowany z dalszej akcji - chyba. Opis przemocy jest trochę przesadzony. Kilka razy, kilkanaście razy, ręka jest miażdżona raz za razem itd. powodują, że po pewnym momencie przestaje to zwiększać brutalność, tylko ją powtarza. Początek z opisywaniem samochodów i manatów jest zabawny, ale przy tak mocnym ataku trochę za długo buduje klimat komediowy. Można było szybciej przejść do samego Shio. Jeśli Shio ma wypaść z telewizji na jakiś czas, super. Jeśli wróci za tydzień bez konsekwencji, cały atak straci część znaczenia. A że Aigorowej totalnie nie ma na forum - to chyba jednak będzie miało to sens. Skróciłbym tylko opis samej przemocy, żeby atak byłby nawet mocniejszy, gdyby np. był opisany trochę oszczędniej.
 
Riddle vs. Zamora: Zamora wygrywa dokładnie w taki sposób, w jaki powinien po całym wcześniejszym bardzo mocnym buildzie. Kurwa jak mnie boli ten sukces Zamory, aż chyba znowu sobie zrobie przerwę od siłowni, bo nie dam rady. Ma ktoś dobry maść na ból żopska? Myślę, że Gejm na pewno coś dla mnie znajdzie. Bardzo dobra ciągłość z Heatwave. Riddle jest obity po Hell in a Cell, a Zamora od początku to wykorzystuje. Dzięki temu jego przewaga ma logiczne uzasadnienie. Zamora jest tutaj agresywny i bezlitosny, ale nie wygląda na kogoś, kto przypadkowo dostał zwycięstwo, co jest bardzo ważne. Zwycięzca dostaje coś, co ułatwia mu drogę do pasa Globalnego, więc wygrana faktycznie ma znaczenie dla przyszłości. Trochę za dużo powtarzania bólu Riddle'a. Wiemy już po początku, że jest mocno poobijany. Przydałby się może jeden króciutki moment, w którym Riddle realnie wygląda, jakby mógł wygrać, nie tylko dzięki kolejnym akcjom. To jeszcze mocniej podkreśliłoby, że Ben faktycznie musiał go pokonać. Zamora wygląda jak zawodnik, który po powrocie naprawdę chce wejść na szczyt. Silny, agresywny i przede wszystkim wykorzystujący przewagę wynikającą ze stanu Riddle'a. Kenny przegrywa, ale nie zostaje zniszczony. Jego ciało po Hell in a Cell z Rybackową jest problemem, jednak mimo tego walczy do końca i zmusza Zamorę do pracy, dobra porażka dla top guya w LPW. Co więcej, po tej gali Zamora wychodzi z niej jako naprawdę poważny kandydat do bycia jednym z pierwszych ludzi walczących o nowy pas. Nie potrzebował do tego żadnego dodatkowego ataku, po prostu pokonał Riddle'a. I to jest wystarczająco mocne zakończenie, bo w sumie każdy kto ma za sobą wygraną z Riddlem (Blaze chyba tylko xdd) zajebiście na tym wyszedł potem. Tutaj nie będzie inaczej. Nadal mnie boli i będzie bolało cały tydzień xdd Aż do dnia w którym Zamora upadnie i sobie głupi ryj rozwali.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2026, 11:06 przez Michał.

[Obrazek: wrestlers-on-the-road.jpg]
Odpowiedz
Cytuj
13.09.2026, 12:10
#4
opening segment: nie znałem wcześniej Wesa Wallace'a, ale jest on charyzmatycznym skurwysynem, nie będę kłamał, że mi się w chuj podoba - sam fakt, że jest dużo "opisów" reakcji na niego też robi dużą i, swoją drogą, wspaniałą robotę. wchodzi Zamora i Wes go przedstawił w taki sposób, że.. dalej nie wiedziałem kim jest na początku, bo są pewne nawiązania, których nie czaję jeszcze zbytnio. ale potem się to wypłaszczyło i dostałem lekki skrót, za co plus. odkucie się za nieudaną przeszłość z powodu kontuzji w LPW - jest to kawał historii, która po prostu sama się pisze i jest ten główny motyw, a może i nie.. bo gość chce wejść na szczyt, i to bardzo, powtarzając o tym w każdym zdaniu, co spowodowało, że słowo "szczyt" zaczęło dziwnie brzmieć w mojej głowie. speech wprowadzający, a tak naprawdę odpowiadający na pytanie, Zamory bardzo okej - chce wejść na szczyt, trzeba pokonywać najlepszych - klasyk klasyków. wchodzi Riddle i mówi to, czego się w sumie mogliśmy spodziewać - nie pasuje mu wygrana w ten sposób, ale ostatecznie osiągnął zamierzony efekt, więc są w nim dwa wilki. bardzo zdrowo rozsądkowe podejście. tak jak pisałem przy Heatwave, nie jestem aż tak bardzo przekonany do kończenia jednego programu - szczególnie takiego - zaczynając inny program, ale nie ma co narzekać, nadszedł dzień dzisiejszy i Riddle vs Zamora to może być coś bardzo dobrego. generalnie do samego końca był trzymany ten wysoki poziom, ale mam pewne zastrzeżenie, bo kolejny wrestler (tutaj: Zamora) mówi do wrestlera 2 (tutaj: Riddle), że wyciągnie z niego co najlepsze, że wyciągnie prawdziwe ja tego zawodnika itd. - Lopez na przykład mówił dokładnie o tym samym nie tak dawno temu do Blaze'a. bardzo dobry segment otwierający i zaczynający (tak się domyślam) Riddle/Zamora program, dobry prognostyk.

nathan martin najebany, ale walczyć będzie + otunga vs martin: tutaj odniosę się głównie do samego Nathana Martina, którego ktoś najebał i nie wiadomo kto to zrobił. podoba mi się duch walki, podobał mi się ten mini-speech tutaj, rozkminianie nad spalonym szlugiem.. tego nie było w moim bingo. co do samej walki to się nie wypowiem, bo ją pisałem, dawno tego nie robiłem, więc ciekawi mnie jak wypadło w oczach innych szczerze mówiąc. pisało mi się spoko tylko zaznaczę, a co do zwycięzcy - wiadome to było już w tym momencie, szczególnie po segmencie, ale i wcześniej gdzie Otunga mocno podbudowany wygraną na PPV był.

sara rojas z tedzikxem: tajemniczo i jakbym nie wszedł na live gdzieś w połowie to bym się zastanawiał co ze Steelem się tutaj zadzieje.. segment podsycił ciekawość, to miał osiągnąć, więc cel spełniony.

james wallace speech into wallace vs rucker: no to już mamy "debiutancką" galę pełną gębą. tutaj James zaczyna ten streak - choć już niby debiutował - ale to pierwszy wjazd na Colo i to z zawodnikiem, który ma się pod niego wyjebać tak naprawdę. zacznę od speechu, który był dobry. postawienie konkretnie, że nie chce być "synalkiem tatusia" tylko chce sobie wyrobić renomę sam i lecieć od początku - to się chwali. walka dość klasyczna sama w sobie, dobrze rozpisana, napisana też w fajny, luźny, przystępny sposób. wynik bez zaskoczenia, przebieg w miarę przewidywalny, ale nie ma się za bardzo do czego przyczepić, bo tak trzeba.

butla segment: szczerze.. nie wiem jak to nawet opisać, bo dostałem po przeczytaniu stuna i się mocno zastanawiam nad tym. bo z jednej strony to jest jak chuj fabuła jednego z odcinków M jak Miłość, a z drugiej.. no dobre to było, ciekawe i z apetytem na więcej. jest to coś czego nie spodziewałem się czytać podczas wrestlingowego show tbh, ale nie będę narzekał, bo trzeba rozkurwiać stereotypy i każda gala sukcesywnie burzy u mnie tę ścianę. Butla jest w środku intrygi.. i jest to intrygujące, czekam na kolejne epizody, bo zaczynam się wciągać. złoto.

thor vs pawlak: totalny squash, nawet blisko nie było, jeden pin i koniec pieśni. dominujący start świni-.. wikinga znaczy. co ważniejsze się stało to to po walce.. no i tutaj mamy definitywnie speech. mocno w postaci, ceni się to. agonalne jęki i zapach strachu lubi? zaś te fetysze coraz dziwniejsze szczerze mówiąc. jako całość bym powiedział, że jest po prostu dobrze, postać przedstawiona w stu procentach, ostatnie bym sobie darował, ale to ja. nie zepsuło to ani nie poprawiło tego speechu, that's ok.

wchodzi fenrir i się tłucze ze stalowym: mojego wejścia nie oceniam, pozostawiam to innym. co do samej walki, nie spodziewałem się aż takiego ujebania Steele'a szczerze mówiąc, myślałem, że będzie tu większy stalemate, a jednak nie, mało przewag Prestona i pokaz siły Fenrira, większość arsenału zużyta, ostatecznie waleczka na plus. trochę więcej przywiązania wagi do szczegółów, bo było kilka literówek, które nie psują aż tak bardzo odbioru, ale lekko podkłuwają w oczka.

dimateo segment: cały segment dla Jaya przed walką? i'm in. nie jest to jednak z początku to czego się spodziewałem, szczególnie właśnie ten początek: "jaka ciotka Eleonora?" to zupełnie moja reakcja. aczkolwiek później jest lepiej i wjeżdża Bret, mentor Jaya. to mylenie nazw DiMateo to dość osobliwa przypadłość, ale zawsze daje tego smaczku. jebanie po Goldbergu na plus, odklejka Breta.. złoto. segment spełnił zadanie - podbudował i zmotywował DiMateo w ostatnim starciu z Sakozakim. bardzo na plus.

etw luis borges: kolejny wprowadzający monolog, tym razem ziomka z Portugalii. nie wiem co tu odkrywczego napisać, to jest właśnie trochę ten minus sporej ilości debiutów, aczkolwiek nie było tutaj źle, klasyczne podejście - nie chcę tylko sławy, chcę się rozwijać, czyli klasyka. kolejna wielka portugalska osobistość.. może się uda przebić Kriszczianu Runaldu. i bardzo pewny siebie ten Borges.. zobaczymy na którym płotku się wykurwi, bo trasa długa, Petarda łatwy do ojebania (wink wink), a kto później dla koleżki? możliwości sporo.

sakazaki vs dimateo: jak na finał rywalizacji.. było to dość krótkie. choć emocje można było poczuć w miarę, to na dłuższą metę jestem troszkę zawiedziony, submission końcówka mocno przeciągnęła. zwycięzca dobry mówiąc zupełnie szczerze, ale Shio wypada dość słabo tutaj. sytuację tutaj resetujemy i czekamy na lepszego oponenta dla Jaya, kogoś kto zmatchuje go na mikrofonie.

turn i diallo: po tym co zobaczyłem później jeśli chodzi o walkę Turna.. to szczerze mówiąc chciałem dać Diallo jako jego partnera w tej walce. wracając jednak - witanie się z kimś per "szarlatanie".. po cienkim lodzie stąpa ten nasz Johnny. i szczerze.. czy to był jego pierwszy wybór? jeśli tak to dość nieoczywisty.. chyba, że każdy go opluł w międzyczasie. Cyclone robi dobrą robotę ogólnie.. Hindusowi? Jąder Machał? fajne nawiązanie. Cyclone to ten gość co ma w piździe to co mówisz, jego prawda jest prawda najjegojsza(?).. nie wiem jak to odmienić. Drinkwatera się tu nie spodziewałem, szczerze mówiąc XD najważniejsze, że się Diallo zgodził.. to może być ciekawe zestawienie, nawet na dłuższą metę, kolejne wytrwane comedy duo.

smutny steele i zadowolony miguel: Prestona problemów ciąg dalszy - najpierw wpierdol, teraz zawód. ta jego "współpraca" z Miguelem, nie wychodziła mu na dobre ze strony emocjonalnej. i tutaj kolejny strzał w pysk, bo Miguel potrzebował go tylko do jednego i wysłużył się nim.. szczerze mówiąc, za miękki był Preston wcześniej przy Miguelu i w całej tej relacji. i tutaj mamy turn na Steele'u i zdradę i kopanie leżącego tak naprawdę. powiedzmy, że turn szybki, ale nie mniej efektywny. dobra telewizja, treściwa.

borges vs petarda i to co potem: walka już się zaczynała spoko rozkręcać, aż nie przeszkodził jakiś odklejuch, ten co rujnuje dobrą zabawę. będzie mnie chłop wkurwiał, ale to dobrze dla niego, budzi emocje. ciekawe czy to tylko w tym przypadku - przypadku Borgesa - będzie się pojawiał czy losowo. jak losowo to źle dla mojej psychiki, bo ten element niespodzianki będzie niepokojący. wracając - Luis wygrywa, ale nie cały spotlight był na nim. może mieć Eckhartowi to za złe..

willy walker z kolegami: oplucie texasu na plus, zawsze to cheap heat. najważniejsze jednak w segmencie było podbicie "programu" z Turnem i reveal przeciwników dla JT. no i nastąpił reveal, taki dość.. mało emocjonujący szczerze mówiąc. dwie losowe postaci, które może mają jakąś przeszłość z Johnnym? nie wiem, ciężko się domyślić tutaj. Ralf gadał jak potłuczony, Kannonball jakby był po mefedronie, zawsze to coś. podobało mi się jednak rzucenie tekstu o "szarości", bo Johnny taki mi się na ostatniej(?) gali wydawał, dzisiaj natomiast nabrał kolorków w segmencie. ten segment ok, spełnił podstawową funkcję.

tag team match: tego to się kurwa nie spodziewałem. turn na Turnie? czy to był misterny plan Walkera? czy Diallo został przez niego kupiony? damn. już myślałem, że coś się z tego urodzi, a tutaj taka niespodziewanka. walka fajnie rozpisana, ciężko się do czegokolwiek przyczepić i końcówka miód malyna. Johnny jebany przez Willy'ego dość srogo. i okazuje się, że to cała ekipa z Walkerem na czele.. jak jakiś wesoły cyrk. w sumie pasuje to określenie idealnie.

eckhart/borges segment: Erwin będzie mnie srogo wkurwiał, segment po walce mi o tym powiedział, ten mi potwierdził. pokurwi mnie. Luis miał prawo się wkurwić. dialog prowadzi do walki na następnym Colosseum i szczerze mówiąc ciekawi mnie co tam się wydarzy, Borges z programem na start, dość nieoczywistym. ciekawie się zapowiada.

uszczelka/cavazos/otunga/dimateo segment: Uszczelka wchodzi na pełnej w ten segment i mi się podoba, no nie sposób go nie lubić przez tę manierę, którą wyczytuję tutaj. jego bycie mistrzem to będzie złoty reign, głównie mikrofonowo. wchodzi Kabano-.. znaczy Cavazos i tak dość spokojnie, z niepotrzebnymi tłumaczeniami szczerze mówiąc, mało w nim złości, nie takiej agresji, ale po prostu złości, chęci odkutki. chce rewanżu, zrozumiałe, szczególnie po takiej walce jak na Heatwave właśnie miała miejsce. widzę to.. ale, ale.. mamy Otungę tutaj jeszcze. i bardzo celnie ten David tutaj uderza, wygrana Uszczelki z nim? średnia, ale musiał działać. jednak tym razem trzeba zadziałać inaczej. David zasłużył na to żeby trafić do title picture i nie dziwi mnie chęć walki o pas Valor. triple threat wchodzi tutaj wręcz idealnie, Otunga idealnie to podsumował. DiMateo? nie spodziewałem się go tutaj, ale dokleja się do obrazka z tytułem i tutaj też nie ma zastrzeżeń. fatal 4-way? nie da się ukryć, że ciekawa perspektywa. Jay punktuje jeszcze celniej niż poprzednik, roastuje po prostu kurwa wszystkich i to jest ta formuła, której u DiMateo szukam. on to ma. i z końcowym zdaniem się tutaj zgadzam, Jay pozamiatał, ale to nie oznacza, że reszta wypadła źle. wyśmienity segment.

dibiase z globalnym pasem: dalej utrzymujemy aurę tajemniczości, bardzo trypelkowe podejście (podejście Triple H'a w WWE - przyp. red.) z tym przeciągnięciem niepewności. zwycięzca main eventu bliżej pasa? można się było domyślić, ciekawe jak reszta składu o ten pas.

nathan martin: o kurwa. to Shio odpowiadał za atak na Martinie? dziwny zabieg, ale eliminacja japońca git. Nathan go po prostu skasował jak tir malucha i to się chwali, potem krótko i treściwie na odchodne i spierdalamy. generalnie spoko przerywniczek.

zamora vs riddle: podchodziłem do tej walki z pewną rezerwą, nie zakładałem jakoś bardzo, że Zamora zgarnie tu W, a tu proszę - Kenneth z dyntką. Ben dostaje mocnego kopa na start, po bardzo dobrze poprowadzonej walce. Zamora wykorzystał na końcu błąd Riddle'a i skasował pin. gratulacje dla pana Bena, dobry prognostyk i szybkie budowanie postaci i bardzo dobrze.

gala wyszła bardzo dobrze, dużo debiutów, ale kiedyś trzeba było to zrobić. no i nowe rozdanie swego rodzaju na Colosseum, rokuje dobrze na przyszłość.

Fenrir (Colosseum): 4/0/1
(ostatnio: pokonał Thora w Holmgang Nordic War Match)
---
"Rocks" Xebec (Elysium): 2/0/1
(ostatnio: wyeliminowany z Battle Royalu przez duo Sacrale/Vizzini)
---
Kontakt na Discordzie pod nickiem: levandowski
Odpowiedz
Cytuj
Dziadek
Zawodowiec
13.09.2026, 12:10 #4
opening segment: nie znałem wcześniej Wesa Wallace'a, ale jest on charyzmatycznym skurwysynem, nie będę kłamał, że mi się w chuj podoba - sam fakt, że jest dużo "opisów" reakcji na niego też robi dużą i, swoją drogą, wspaniałą robotę. wchodzi Zamora i Wes go przedstawił w taki sposób, że.. dalej nie wiedziałem kim jest na początku, bo są pewne nawiązania, których nie czaję jeszcze zbytnio. ale potem się to wypłaszczyło i dostałem lekki skrót, za co plus. odkucie się za nieudaną przeszłość z powodu kontuzji w LPW - jest to kawał historii, która po prostu sama się pisze i jest ten główny motyw, a może i nie.. bo gość chce wejść na szczyt, i to bardzo, powtarzając o tym w każdym zdaniu, co spowodowało, że słowo "szczyt" zaczęło dziwnie brzmieć w mojej głowie. speech wprowadzający, a tak naprawdę odpowiadający na pytanie, Zamory bardzo okej - chce wejść na szczyt, trzeba pokonywać najlepszych - klasyk klasyków. wchodzi Riddle i mówi to, czego się w sumie mogliśmy spodziewać - nie pasuje mu wygrana w ten sposób, ale ostatecznie osiągnął zamierzony efekt, więc są w nim dwa wilki. bardzo zdrowo rozsądkowe podejście. tak jak pisałem przy Heatwave, nie jestem aż tak bardzo przekonany do kończenia jednego programu - szczególnie takiego - zaczynając inny program, ale nie ma co narzekać, nadszedł dzień dzisiejszy i Riddle vs Zamora to może być coś bardzo dobrego. generalnie do samego końca był trzymany ten wysoki poziom, ale mam pewne zastrzeżenie, bo kolejny wrestler (tutaj: Zamora) mówi do wrestlera 2 (tutaj: Riddle), że wyciągnie z niego co najlepsze, że wyciągnie prawdziwe ja tego zawodnika itd. - Lopez na przykład mówił dokładnie o tym samym nie tak dawno temu do Blaze'a. bardzo dobry segment otwierający i zaczynający (tak się domyślam) Riddle/Zamora program, dobry prognostyk.

nathan martin najebany, ale walczyć będzie + otunga vs martin: tutaj odniosę się głównie do samego Nathana Martina, którego ktoś najebał i nie wiadomo kto to zrobił. podoba mi się duch walki, podobał mi się ten mini-speech tutaj, rozkminianie nad spalonym szlugiem.. tego nie było w moim bingo. co do samej walki to się nie wypowiem, bo ją pisałem, dawno tego nie robiłem, więc ciekawi mnie jak wypadło w oczach innych szczerze mówiąc. pisało mi się spoko tylko zaznaczę, a co do zwycięzcy - wiadome to było już w tym momencie, szczególnie po segmencie, ale i wcześniej gdzie Otunga mocno podbudowany wygraną na PPV był.

sara rojas z tedzikxem: tajemniczo i jakbym nie wszedł na live gdzieś w połowie to bym się zastanawiał co ze Steelem się tutaj zadzieje.. segment podsycił ciekawość, to miał osiągnąć, więc cel spełniony.

james wallace speech into wallace vs rucker: no to już mamy "debiutancką" galę pełną gębą. tutaj James zaczyna ten streak - choć już niby debiutował - ale to pierwszy wjazd na Colo i to z zawodnikiem, który ma się pod niego wyjebać tak naprawdę. zacznę od speechu, który był dobry. postawienie konkretnie, że nie chce być "synalkiem tatusia" tylko chce sobie wyrobić renomę sam i lecieć od początku - to się chwali. walka dość klasyczna sama w sobie, dobrze rozpisana, napisana też w fajny, luźny, przystępny sposób. wynik bez zaskoczenia, przebieg w miarę przewidywalny, ale nie ma się za bardzo do czego przyczepić, bo tak trzeba.

butla segment: szczerze.. nie wiem jak to nawet opisać, bo dostałem po przeczytaniu stuna i się mocno zastanawiam nad tym. bo z jednej strony to jest jak chuj fabuła jednego z odcinków M jak Miłość, a z drugiej.. no dobre to było, ciekawe i z apetytem na więcej. jest to coś czego nie spodziewałem się czytać podczas wrestlingowego show tbh, ale nie będę narzekał, bo trzeba rozkurwiać stereotypy i każda gala sukcesywnie burzy u mnie tę ścianę. Butla jest w środku intrygi.. i jest to intrygujące, czekam na kolejne epizody, bo zaczynam się wciągać. złoto.

thor vs pawlak: totalny squash, nawet blisko nie było, jeden pin i koniec pieśni. dominujący start świni-.. wikinga znaczy. co ważniejsze się stało to to po walce.. no i tutaj mamy definitywnie speech. mocno w postaci, ceni się to. agonalne jęki i zapach strachu lubi? zaś te fetysze coraz dziwniejsze szczerze mówiąc. jako całość bym powiedział, że jest po prostu dobrze, postać przedstawiona w stu procentach, ostatnie bym sobie darował, ale to ja. nie zepsuło to ani nie poprawiło tego speechu, that's ok.

wchodzi fenrir i się tłucze ze stalowym: mojego wejścia nie oceniam, pozostawiam to innym. co do samej walki, nie spodziewałem się aż takiego ujebania Steele'a szczerze mówiąc, myślałem, że będzie tu większy stalemate, a jednak nie, mało przewag Prestona i pokaz siły Fenrira, większość arsenału zużyta, ostatecznie waleczka na plus. trochę więcej przywiązania wagi do szczegółów, bo było kilka literówek, które nie psują aż tak bardzo odbioru, ale lekko podkłuwają w oczka.

dimateo segment: cały segment dla Jaya przed walką? i'm in. nie jest to jednak z początku to czego się spodziewałem, szczególnie właśnie ten początek: "jaka ciotka Eleonora?" to zupełnie moja reakcja. aczkolwiek później jest lepiej i wjeżdża Bret, mentor Jaya. to mylenie nazw DiMateo to dość osobliwa przypadłość, ale zawsze daje tego smaczku. jebanie po Goldbergu na plus, odklejka Breta.. złoto. segment spełnił zadanie - podbudował i zmotywował DiMateo w ostatnim starciu z Sakozakim. bardzo na plus.

etw luis borges: kolejny wprowadzający monolog, tym razem ziomka z Portugalii. nie wiem co tu odkrywczego napisać, to jest właśnie trochę ten minus sporej ilości debiutów, aczkolwiek nie było tutaj źle, klasyczne podejście - nie chcę tylko sławy, chcę się rozwijać, czyli klasyka. kolejna wielka portugalska osobistość.. może się uda przebić Kriszczianu Runaldu. i bardzo pewny siebie ten Borges.. zobaczymy na którym płotku się wykurwi, bo trasa długa, Petarda łatwy do ojebania (wink wink), a kto później dla koleżki? możliwości sporo.

sakazaki vs dimateo: jak na finał rywalizacji.. było to dość krótkie. choć emocje można było poczuć w miarę, to na dłuższą metę jestem troszkę zawiedziony, submission końcówka mocno przeciągnęła. zwycięzca dobry mówiąc zupełnie szczerze, ale Shio wypada dość słabo tutaj. sytuację tutaj resetujemy i czekamy na lepszego oponenta dla Jaya, kogoś kto zmatchuje go na mikrofonie.

turn i diallo: po tym co zobaczyłem później jeśli chodzi o walkę Turna.. to szczerze mówiąc chciałem dać Diallo jako jego partnera w tej walce. wracając jednak - witanie się z kimś per "szarlatanie".. po cienkim lodzie stąpa ten nasz Johnny. i szczerze.. czy to był jego pierwszy wybór? jeśli tak to dość nieoczywisty.. chyba, że każdy go opluł w międzyczasie. Cyclone robi dobrą robotę ogólnie.. Hindusowi? Jąder Machał? fajne nawiązanie. Cyclone to ten gość co ma w piździe to co mówisz, jego prawda jest prawda najjegojsza(?).. nie wiem jak to odmienić. Drinkwatera się tu nie spodziewałem, szczerze mówiąc XD najważniejsze, że się Diallo zgodził.. to może być ciekawe zestawienie, nawet na dłuższą metę, kolejne wytrwane comedy duo.

smutny steele i zadowolony miguel: Prestona problemów ciąg dalszy - najpierw wpierdol, teraz zawód. ta jego "współpraca" z Miguelem, nie wychodziła mu na dobre ze strony emocjonalnej. i tutaj kolejny strzał w pysk, bo Miguel potrzebował go tylko do jednego i wysłużył się nim.. szczerze mówiąc, za miękki był Preston wcześniej przy Miguelu i w całej tej relacji. i tutaj mamy turn na Steele'u i zdradę i kopanie leżącego tak naprawdę. powiedzmy, że turn szybki, ale nie mniej efektywny. dobra telewizja, treściwa.

borges vs petarda i to co potem: walka już się zaczynała spoko rozkręcać, aż nie przeszkodził jakiś odklejuch, ten co rujnuje dobrą zabawę. będzie mnie chłop wkurwiał, ale to dobrze dla niego, budzi emocje. ciekawe czy to tylko w tym przypadku - przypadku Borgesa - będzie się pojawiał czy losowo. jak losowo to źle dla mojej psychiki, bo ten element niespodzianki będzie niepokojący. wracając - Luis wygrywa, ale nie cały spotlight był na nim. może mieć Eckhartowi to za złe..

willy walker z kolegami: oplucie texasu na plus, zawsze to cheap heat. najważniejsze jednak w segmencie było podbicie "programu" z Turnem i reveal przeciwników dla JT. no i nastąpił reveal, taki dość.. mało emocjonujący szczerze mówiąc. dwie losowe postaci, które może mają jakąś przeszłość z Johnnym? nie wiem, ciężko się domyślić tutaj. Ralf gadał jak potłuczony, Kannonball jakby był po mefedronie, zawsze to coś. podobało mi się jednak rzucenie tekstu o "szarości", bo Johnny taki mi się na ostatniej(?) gali wydawał, dzisiaj natomiast nabrał kolorków w segmencie. ten segment ok, spełnił podstawową funkcję.

tag team match: tego to się kurwa nie spodziewałem. turn na Turnie? czy to był misterny plan Walkera? czy Diallo został przez niego kupiony? damn. już myślałem, że coś się z tego urodzi, a tutaj taka niespodziewanka. walka fajnie rozpisana, ciężko się do czegokolwiek przyczepić i końcówka miód malyna. Johnny jebany przez Willy'ego dość srogo. i okazuje się, że to cała ekipa z Walkerem na czele.. jak jakiś wesoły cyrk. w sumie pasuje to określenie idealnie.

eckhart/borges segment: Erwin będzie mnie srogo wkurwiał, segment po walce mi o tym powiedział, ten mi potwierdził. pokurwi mnie. Luis miał prawo się wkurwić. dialog prowadzi do walki na następnym Colosseum i szczerze mówiąc ciekawi mnie co tam się wydarzy, Borges z programem na start, dość nieoczywistym. ciekawie się zapowiada.

uszczelka/cavazos/otunga/dimateo segment: Uszczelka wchodzi na pełnej w ten segment i mi się podoba, no nie sposób go nie lubić przez tę manierę, którą wyczytuję tutaj. jego bycie mistrzem to będzie złoty reign, głównie mikrofonowo. wchodzi Kabano-.. znaczy Cavazos i tak dość spokojnie, z niepotrzebnymi tłumaczeniami szczerze mówiąc, mało w nim złości, nie takiej agresji, ale po prostu złości, chęci odkutki. chce rewanżu, zrozumiałe, szczególnie po takiej walce jak na Heatwave właśnie miała miejsce. widzę to.. ale, ale.. mamy Otungę tutaj jeszcze. i bardzo celnie ten David tutaj uderza, wygrana Uszczelki z nim? średnia, ale musiał działać. jednak tym razem trzeba zadziałać inaczej. David zasłużył na to żeby trafić do title picture i nie dziwi mnie chęć walki o pas Valor. triple threat wchodzi tutaj wręcz idealnie, Otunga idealnie to podsumował. DiMateo? nie spodziewałem się go tutaj, ale dokleja się do obrazka z tytułem i tutaj też nie ma zastrzeżeń. fatal 4-way? nie da się ukryć, że ciekawa perspektywa. Jay punktuje jeszcze celniej niż poprzednik, roastuje po prostu kurwa wszystkich i to jest ta formuła, której u DiMateo szukam. on to ma. i z końcowym zdaniem się tutaj zgadzam, Jay pozamiatał, ale to nie oznacza, że reszta wypadła źle. wyśmienity segment.

dibiase z globalnym pasem: dalej utrzymujemy aurę tajemniczości, bardzo trypelkowe podejście (podejście Triple H'a w WWE - przyp. red.) z tym przeciągnięciem niepewności. zwycięzca main eventu bliżej pasa? można się było domyślić, ciekawe jak reszta składu o ten pas.

nathan martin: o kurwa. to Shio odpowiadał za atak na Martinie? dziwny zabieg, ale eliminacja japońca git. Nathan go po prostu skasował jak tir malucha i to się chwali, potem krótko i treściwie na odchodne i spierdalamy. generalnie spoko przerywniczek.

zamora vs riddle: podchodziłem do tej walki z pewną rezerwą, nie zakładałem jakoś bardzo, że Zamora zgarnie tu W, a tu proszę - Kenneth z dyntką. Ben dostaje mocnego kopa na start, po bardzo dobrze poprowadzonej walce. Zamora wykorzystał na końcu błąd Riddle'a i skasował pin. gratulacje dla pana Bena, dobry prognostyk i szybkie budowanie postaci i bardzo dobrze.

gala wyszła bardzo dobrze, dużo debiutów, ale kiedyś trzeba było to zrobić. no i nowe rozdanie swego rodzaju na Colosseum, rokuje dobrze na przyszłość.

Fenrir (Colosseum): 4/0/1
(ostatnio: pokonał Thora w Holmgang Nordic War Match)
---
"Rocks" Xebec (Elysium): 2/0/1
(ostatnio: wyeliminowany z Battle Royalu przez duo Sacrale/Vizzini)
---
Kontakt na Discordzie pod nickiem: levandowski
Odpowiedz
Cytuj
13.09.2026, 15:40
#5
Zawsze jak czytam te jego wejściówki i widzę Man of Mayhem, to ja sprawdzam, czy nam Panter nie przemycił May of Mahen. Wes w Houston to jest idealna osoba do prowadzenia takich show, bo on ma zawsze charyzmę, ale tutaj jest w stanie ją uwypuklić jeszcze bardziej i wszystko zaczyna być samograjem. Nie dowiemy się, w jaką ubraną koszulkę jest Zamora, kodowanie zawiodło. Słusznie, że tutaj nie zrobiono fikoła i nadal cheer dostawał, bo ta ekscytacja fanów szybko nie minie i nie będzie tak łatwo przejść do buczenia pełnego. Jest i nawiązanie do Padduli, niestety miałem to lekko zaspoilerowane, ale fajnie wyszło. Postać Jacksona budzi sympatię i Panter dobrze podszedł do tematu, kto miałby nam szybko streścić to wszystko, jak nie król tej niszy? A że to pracownik Elysium, to dobry myk zastosowano. Wesa kwestie bardzo spoko jak na razie, mega luz i odpowiedni poziom. Też dobrze nakreślone zostały plany z przeszłości, czyli no właśnie Zamora idący na Wesa, wyszło wtedy jak wyszło, ale to miało być mocne starcie i sporo fanów raczej by pamiętało o tym. To przy okazji buduje Grubasa z Tonga. Ben spoko, klimaty kontuzji są mi dobrze znane i to jest konkretnie oddane, co on tam czuć musiał przez tyle lat. Jose szybciej uporał się ze swoją, a Zamora no to z 6 lat walczył, także to jest naprawdę ogromny moment dla niego. Riddle jako ten na szczycie może brzmieć nienaturalnie, patrząc na to, że tam Blaze i Lopez sobie egzystują, ale też jest to naturalny bookerski wybór, bo jakby nagle poszedł na Axela i Jose, to dopiero by niektórym dupska pękły. Dobra kwestia Big Bena, widać, że Jakub dokładnie przeczytał, co tam Panter wykminił tym Wesiwem. Zgrabne połączenie przeszłości, teraźniejszosci i przyszlości, płynnie to wyszło. Jest konsekwencja w tym, jak Riddle jest poobijany, ale brakuje mi tu jakiejś reakcji publiczności, powinno być napisane, bo jednak byliby zadowoleni, że Kenny wbiija, zabrakło tego. Sam speech dobry, jak to praktycznie zawsze, nawet jak miał no taki se program z Rybackiem, to i tak wyciągał te segmenty - zwłaszcza ten z Robem. Ładnie nam tu zapodał swoje przemyślenia na temat tego wszystkiego i można to kupić. Przynajmniej Kenny nudzić się nie będzie, ale chłop nie ma chwili wytchnienia. Tekst z byciem na topie i celownikiem, to ja mam wrażenie, że widziałem u Kennetha z kilka razy minimum. To pewnie wina tego, że rzeczywiście na tym topie zawsze był, nie licząc WCW, hehe. Tongijczyk kolejny gaslighter, manipulator, ale no co, rację ma po części. xD Motyw  z wydobywaniem dawnego Riddle'a w sumie zawsze będzie spoko, bo nawet jak on radzi sobie tutaj mocno, to jednak w pamięci wszyscy mają, że jego szczyt jest jeszcze wyżej. Zamora wręcz mi Lopezem tutaj zaleciał, także powinienem tutaj poświęcić lwią część komentarza na temat tego jaki Jose jest zaje... Stop. O, Riddle z pazurem, ładnie, bardzo ładnie. Sam już chyba ma dosyć tego gadania. xD Uuu, Zamora jeszcze ostrzej za to, fajnie, panowie się rozkręcają. Dobra ta kwestia Bena, nieźle włazi do głowy Riddle'owi, zdecydowanie jest tym inteligentniejszym grubasem z ONGA. No właśnie, ta walka o ten pas Valor, to głupota była i w sumie to spoko, że do tego nawiązał i się bije w pierś. Odbicie tekstu z zapuszczeniem korzeni mocne. Temat wagi to od razu flashbacki z freakfightów i ich kłótni o 5 kilo i rozmów kilkudziesięciominutowych o tym. Tutaj jednak to jest bardziej zrozumiałe. xD Wally jaki skrzydłowy Zamory, ależ on dba o niego i go sprzedaje. Co za budowanie go. Dobrze się Teksańczyk w tej roli spełnia, bardzo mądre porównanie tego do Rybacka i wskazanie różnic, no siedzi to. Trochę brakuje mi jakiejś reakcji publiki w kwestiach Riddle'a, Wallace oczywiście ma łatwiej, ale lepiej operuje tym w segmencie. Rudy przecież też by dostawał spory cheer po pewnych kwestiach. Wallace to oczywiście musi za słówko złapać, inaczej nie byłby sobą, ale za to się go lubi, co nie? Zamora na koniec dalej bawi się w gierki psychologiczne, ale sensownie to wygląda. Można przejść już do oceny ogólnej, no i lepszej rzeczy na tej gali nie uświadczymy, nie ma się co łudzić. Wallace zalicza bardzo sympatyczną trylogię w LPW dając nam świetną telewizję i idealnie uzupełniając te segmenty. Zamora i Riddle na równi lecieli w tym segmencie, ale też było to wszystko dobrze zgrane. Nawet nie ma się co tu czepiać, bo jedyna rzecz, to jest właśnie uboga ilość jakichś reakcji przy Kennym, reszta to jest top tier i tip top tutaj. Czy było to za długie? No w sumie było. xD Podpisanie kontraktu było dłuższe, ale to było coś ważniejszego. Nie zmienia to wszystko faktu, że długość poszła w parze z jakością i to jest, bardzo, bardzo mocne otwarcie show i brawa dla całej trójki za czytanie ze zrozumieniem innych uczestników i budowanie wszystkiego. Budowa Zamory tutaj wyszła bardzo dobrze, Wes ogólnie swoimi słowami obu zbudował, przy podpisaniu kontraktu robił podobnie i za to można go cenić, bo nie przybył tutaj, żeby się poflexować i kraść spotlight, nie, on był po coś więcej. Wszystko tu miało sens, a to jest coś, czego zawsze poszukuję. Bardzo ładny segment otwierający, ale mi tutaj kurwa dlugi wysryw wyszedł, nie wiem, czy nie rekord jakiś. Pozdrawiam was.

Nathana pisałem ja, jak ktoś widzi w nim Lopeza gdziekolwiek, to ja naprawdę nie wiem, to są tak inne postacie, tak różne filozofie życiowe i cechy charakteru, ale no okej, każdy ma prawo do swojej opinii, ja mam prawo widzieć w tym bullshit. Walka dobrze rozpisana, pan Dziadek pokazał już na start, że wie co jest 5 w tym wszystkim i jest to staranne. Otunga zgarnął pierwszy poważny skalp, a Nate? Będzie musiał zapewne rozwikłać pewne zagadki.

No Brutal trochę capi, nie ma co kłamać.

Bardzo długi segment, powinien tutaj chyba na 10k słów się rozpisać, ale niestety nie zrobię tego. No coś knują sobie. Tyle można o tym napisać i po prostu trzeba poczekać.

No cóż, młodziak wie jak wykorzystać swoje nazwisko, ale to dobrze, mądrze z jego strony. Naprawdę jestem ciekaw jego charakteru. Oj fajne to było, oj tak, ma charyzmę, ma to coś. Świetna praca z publicznością, nie było to generic, no siada to. Jeszcze motyw wygryzienia Wesa i nadpisanie historii tego nazwiska - super. Bardzo mi się tutaj młody spodobał, takie to luźne, charyzmatyczne i płynne. Płynności jednak zabrakło w tym, że ten Dale tu nie wszedł. No totalnie brak go, od razu walka, zero reklam i jeszcze pojedynek cały. No spieprzono tutaj niestety, a szkoda, bo James tak dobrze ten segment poprowadził. Samo starcie w porządku rozpisane, razi na pewno to, że to jest kolejne zestawienie z postacią fabularną. James zalicza sobie kolejnego wina i dobrze, jak ma się tak prezentować, to jak najbardziej zasługuje.

Po tekście z księciem i Rumunią to prychnąłem, nie powiem. No jak to Pan Terry skwitował na czacie głosowym - 36 lat to on miał 36 lat temu. Będzie trzeba obrócić to w mitomaństwo, bo litości, ten stary menel nie ma prawa mieć tyle lat i alkohol, by go tak nie zniszczył, bo jakby go alkohol tak zniszczył - do takiego wyglądu, to ten człowiek nie dałby rady chodzić i ciosu wyprowadzić. Także zaczynamy jeszcze większe głupoty z tym menelem i to trzeba wszystko sprostować, bo w końcu każdy kto z nimwalczył pogrzebany będzie. 37 lat to ma Jose Lopez i Dolnick. Sam segment to i tak wstęp do dalszych rzeczy, poprawnie rozpisany, raz się tam nawet uśmiechnąłem. Jednak Butla zaczyna śmierdzieć mi coraz bardziej i nieścisłości w tej postaci.

Świetna kwestia Pawlaka. Ostry squash. Ogromny jest ten Thor. No niezbyt to brzmi jak jakiś mityczny wiking, momentami aspiruje do tego, ale potem pieprzy takie teksty, które burzą ten obraz, ostatnio lepiej wypadł, tutaj to nie porwał kompletnie. Można to streścić za pomocą dwóch słów tak szczerze, wojownik oraz walka, bo to się powtarza wiele razy, o wiele za dużo. Trzeba nad tym popracować, dużo tutaj jest do poprawy. Patrząc na zaangażowanie Harisa, to ja nie wiem, czy powinienem to komentowac, no ale niech sobie egzystuje niczym jakiś Escobar, ale nie sądzę, by długo to potrwało, bo nie wykazując szacunku względem innych, to ten ogromny wiking przepierdoli z byle kim i co on wtedy powie? Jak będzie wyglądać budowa segmentów? Myślę, że szybko się Harisowi odechce, bo po prostu nie będzie nic wygrywać i będzie wychodzić i zacznie gadać takie rzeczy dalej? No ja życzę powodzenia. Fenrir lepiej, przede wszystkim lepsze słownictwo, bardziej mityczny klimat i wie, gdzie uderzać i oczym mówić. Ich zestawienie wyglądałoby ciekawie, gdyby nie fakt, że jeden użytkownik zapierdala, a drugi ma wyjebane, więc jest oczywiste, jak to się zakończy. W Fenrirze naprawdę jest potencjał. Jego kwestia jest przyjemna i zasłużona wygrana z Prestonem.

Na start mówię, że ja fanem używania prawdziwych wrestlerów nie jestem. Nawet do grania nimi, ale jasne, jak ktoś pragnie, smiało. Dla mnie to bez sensu, ale może niektórzy lubią, jednak do segmentów, do story i to wymyślonych postaci, no nie podoba mi się to po prostu, jakby po co? Wiem, że Game lubi Breta, że on ma tam w historii coś o nim, ale to mieszanie uniwersów jest męczące, a najwidoczniej będzie coś budowane na tym, bo w końcu Jay to nowcjusz, ale można było sobie wymyślić coś barwniejszego, własnego, a to Gejm potrafi jak mało kto. Rozumiem żart z Monte, ale szanse, że on jadł kiedykolwiek ten serek są bardzo małe, bo nawet sprawdziłem na internecie i w Stanach, to raczej wielkich szans na ogarnięcie tego produktu to nie miał, jeszcze on jest z dzianej rodziny, to go karmili serkami firmy Zott? No przypierdalam się teraz, ale wiecie, o co mi chodzi. Ktoś inny bardziej po dupie dostanie za to, ale to już w innym segmencie. Bret w sumie Bretowo tu wygląda, sporo ostatnio oglądałem o jego konflikcie z Goldbergiem, gdzie miał oczywiście rację i Oldberga to jebać zdecydowanie, tylko czy mi to jest potrzebne w historii Jaya? Niezbyt, mnie bardziej interesują inne rzeczy związaną z tą postacią, niżeli Hart i pierdolenie o tym łysym zjebie. Sporo się przyczepiłem, ja wiem - DiMateo to dosyć luźna postać, ale też nie można przesadzić. Po co on ma być tłem dla wrestlingowych dziadków, a tak wygląda ten segment.

Borges niestety mocno generic, potrzeba tu dodać jakichś emocji, nie walić tylu zdań z rzędu, gdzie nie ma okazania czegokolwiek, bo wygląda to sucho, zbyt sucho. Treść nie powala i czytałem taki segment w swoim życiu naście razy prawodpodobnie. Bardzo trudny gimmick do prowadzenia i trąci honorowymi japońcami niestety. Na pocieszenie jest fakt, że to jego debiut, do ściany, więc to było bardzo trudne zadanie. Może z kimś wypadać inaczej, Slayer też po prostu niech używa tej postaci jako trening i szuka czegoś charakterystycznego, bo będzie mu za trudno. A pamiętamy jak to było z Mantelem na początku. Polecam spojrzeć na młodego Wesa, on też ma dużo łatwiej przez swoje nazwisko, ale tam jest dobrze zrobione to, że jego słowa są żywsze.

Jay na szczęście to wygrywa. Okropny program wyszedł, ktoś musiał dać dupy jak zawsze, niektórzy chyba się po prostu nie zmieniają i tyle, nieważne, ile lat upłynie. Oby przed DiMateo już były tylko lepsze rzeczy. Jay sobie zapożyczył dźwignie, okej.

Turn to się widzę nie pierdoli w tańcu i wjeżdza tak ostro generycznieja wiem, że to krótkie kwestie nie trzeba tutaj wiele gadać, ale trzeba jakiś charakter jednak okazać. Diallo za to mitomanśtwo dalej uskutecznia, ale to daje mu bycie jakimś, charakteru specyficznego nie da mu się odmówić. No przynajmniej Turn ma te teksty z tornadem, ale to też w końcu ich zabraknie. Imponująca wiedza piłkarska Cyclone, ale to chyba dosyć zapamiętany piłkarz mimo wszystko. Cieszę się, że Johnny nie silił się na te piłkarskie gadki, no bo w Stanach, to w większości mieli bardzo wyjebane na piłkę. Nie siadł mi ten segment, brakuje mi tu chemii między nimi. Cyclone z Butlą zbudował jakieś lepsze porozumienie i się uzupełniali, tutaj totalnie tego brak. Jeden o dupie, drugi o zupie, ale nie tak, żeby to chociaż zabawne było. No średniawka mocna.

Podoba mi się ten myk z tą kamerą, która towarzyszy Prestonowi aż do wejścia. No ta, kto by się spodziewał, że to się tak skończy? Wszyscy. Motyw zegarka idealna sprawa, bo on im towarzyszył, a zegarek to też czas, czas który płynął i płynął, a to story się dłużyło. W końcu stało się coś więcej i stało się coś nieuknionego. Czy można było z tego wycisnąć, więcej? No tak, bo jak to czytałem, to miałem nadzieję, na jakieś rozbudowanie tego, samo w sobie to jest z dupy, bo on jest fiutem do sikania i sukces nagle osiąga, no to fajnie, Preston bardzo mu w tym pomógł, obaj przepierdalali co się da. Paradoks, bo jednocześnie było wiadomo, co się stanie, a ten segment i tak jest z dupska. Świetna reklama zegarków, nie no ja nie potrafię brać tej historii na poważnie już. Nawet jak nie jest to wybitna opowieść, to nadal da się to podać lepiej.

Walka Borgesa zabawna, dzięki Erwinowi. To akurat mówiłem paru osobom na vc, ale powtórze tutaj, podoba mi się ten pomysł z parawanami, to jest tak głupkowate i tak wkurwiające dla widza, że naprawdę aż dobre. Szacun za pomysł, jeszcze ta gadka Erwina też jest dobrze rozpisana. Naprawdę ciekawa postać i ma potencjał na wkurwianie widza, rywala i wszystkiego, co się rusza. Rodak Maszynaldo wygrywa, ale to akurat do odbębnienia było, jednak trzeba docenić, że przy okazji dano nową postać, która taki event do odhaczenia zamieniła w coś więcej.

Lubię tego Walkera, lubię to jak klasycznym heelem jestem, bardzo mnie bawi wywleczenie tutaj Umarlaka, to są tak prymitywne pociski w publikę, ale celne. Aha, nawet tym odmaskowaniem ich musi wkurwić, jezu jaki to jest chujek, ale to dobrze. Pamiętam Ralfa z PHW, ale tutaj no... idealny speech do interpretacji przez Michała rodem tego od Cottonwooda. Świetne kwestie obu panów. Idzie dużo wynieść z nich. Nie no, spoko segmencik, ale to za sprawą Walkera oczywiście. To jest pokaz, jak można sobie radzić klasyką i podawać to w odpowiedni sposób.

Zdradę miałem zespoilerowaną, więc nie czuję nic w związku z tym, zapewne i tak bym nie czuł, bo wszyscy to zbyt randomowe postacie.

Erwin to jak Drew Gulak Raptora na sterydach tutaj wygląda, ale to żadna ujma. Gulak to bardzo sympatyczna postać była. Borges? No w porząsiu, solidnie, trochę racji ma, ale nadal zbyt suche to wszystko moim zdaniem. Eckhart dobrze pokazuje, jak można ożywić tekst wielokropkami, jakimiś małymi interakcjami, CAPSLOCKIEM, no trzeba to wcielać, żeby się poprawić. Pan Zasadowiec bardzo przyjemnie wypada, Borges w porządku, jak weźmie porady ode mnie, to będzie lepiej, tak myślę, musi Slayer jeszcze wyczuć swojego nowego wrestlera i się nie zniechęcać, a będzie dobrze. Całość była okej.

No i lecimy. Na początek... skąd w Stanach mamy wóż straży pożarnej z SIEDLEC? Na czacie głosowym bardzo rozkminialiśmy, jak miałoby do tego dojść, no i powiem, że to chyba średnio realistyczne i sama logistyka takiego czegoś jest bez sensu. Można było wziąć zwykły i nie wiem.. pomalować go w barwy Polski? Pamiętajmy, my jesteśmy w śmierdzącym USA, nikt z nich nie wiem, czym są Siedlce, ogólnie te polskie akcenty, ale to za chwilę. ZUS, Biedronka, Miś Uszatek, Pruszków, Wołomin, no jesteśmy w USA, im naprawdę by nie chciało się tego słuchać, totalnie NIC by z tego nie zrozumieli, to są już tak nasze akcenty, że immersja idzie się jebać, bo Uszczelka gada do fanów od rzeczy tak naprawdę. To jest na spory minus. Inne teksty wiadomo, że lepsze. Mógł po prostu iść w swoją prostotę i wyjaśniać tego Jorge, tak jak z tym więzieniem czy cokolwiek, bo to jest zrozumiałe, to jest spoko i tyle. Tak to jest przedobrzone to wszystko i w ogóle nie jest to przystępne dla fana. Cava dobrze odbija te zarzuty o pierdlu, ale w sumie musiał to chyba robić wielokrotnie, więc to nie jest jakiś problem dla niego. wygranej na Heatwave - wygrana na Heatwave, znowu mamy powtórzenia nienaturalne, które raczej celowym zabiegiem dla podkreślenia nie były. Reszta taka o tego speechu, poprawnie, ale nic ponad to. Mniej jednak fuck-upów niż Zbyszek. David fajny tekst o karierze Hilla i swojej. Jakie tygodnie na walce o brak stracenia kariery? A kiedy takie widmo wisiało nad nim? Sam sobie postawił na szali swoją własną, akurat na Heatwave i tyle, nie rozumiem dorobienia do tego tej ideologii, ale okej. Rozumiem gimmick, ale to wygląda niepoważnie, jak przychodzi tutaj i gada do Uszczelki o Urzędzie Skarbowym i jego interesach. xd Dobra, do Cavy uderzył w podobnych tonach i trochę wytłumaczył swój proces myślenia. Już się bałem. No David jak na razie tu najlepiej wypada, aczkolwiek nie czaję, czemu on nie wiedział o tym, że wygra z Nathanem, skoro to według story. Wypada raczej informować o tym, jeśli ktoś po tym ma pisać speech. Problem już zawsze był przez te walki na PZ, gdzie trzeba bylo w ciemno pisać, nie wiedząc o wyniku, ale tutaj to było według story, a Michał i tak nie wiedział, a potem pisał sobie segment, ja nie czaję tego, czemu nie pilnuje się takiego czegoś. Kończymy to prymitywem, który no miał najłatwiej i dał najciekawsze teksty. Moment z RVD i daniem pasa mnie rozjebał akurat i mi przypomniał też o Stingu, który był nawet jeszcze lepszy w takie bullshity. Końcówka też zabawna, jak mu ego wyjebało w kosmos i pierdoli już kocopoły, ale to akurat zrozumiałe przy jego charakterze. No takiego się go lubi, prymitywnego, rozkapryszonego, ale gdy jest na pierwszym planie, a nie pierdoli z Bretem Hartem. No ładny roast im zajebał, spoko się to czytało, on umie w takie pociski. Też mu panowie z wcześniej piłkę wystawili. Całość? Nierówna, nawet bardzo, mówię o segmencie. Rozkręcało się to z każdą kwestią, martwi mnie to, że podobno Uszczelka nie idzie w bycie heelem wcale, tylko dalej tweener. No szkoda, bo da się z niego wykrzesać więcej, można być dalej Polakiem, ale przystępniejszym dla zagranicznej publiki, żeby oni coś też rozumieli.

W sumie? Niech ten Ted dalej trzyma w niepewności, to jest JAKBY OKEJ.

Wygrywa Zamora, gala pod jego szyldem tak naprawdę, świetnie go tutaj wypromowano, od słów aż po walkę. Już nikt nie zwątpi, że to jest BIG DEAL. A Kenny? Nie jest w pełni sił, więc będzie miał wymówkę i drogę do tego, by dalej być obok Bena, co będzie dla nas świetną telewizją.

No to tak. Cóż. Zaczęliśmy bardzo mocno, bardzo, bardzo i było wiadomo, że nie będzie już nic blisko nawet, ALE... no potem trochę lipa jednak. Młody Wallace bardzo spoko, taki Walker też, ale to ma się nijak do tego poziomu z openera, totalnie brak tutaj kogoś, kto by jakoś porwał i był wygrywem na tej gali, wszyscy pozostali w cieniu, jeszcze ta karta była tak słaba, a Zamora vs Riddle można było od razu ogłosić, to by sprzedało tyle biletów. Nie było to słabe Colosseum, bo naprawdę panowie z obrazka Main Eventowego to wywindowali, ale tutaj jest za dużo przeciętności.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
Carnival
World Champion
13.09.2026, 15:40 #5
Zawsze jak czytam te jego wejściówki i widzę Man of Mayhem, to ja sprawdzam, czy nam Panter nie przemycił May of Mahen. Wes w Houston to jest idealna osoba do prowadzenia takich show, bo on ma zawsze charyzmę, ale tutaj jest w stanie ją uwypuklić jeszcze bardziej i wszystko zaczyna być samograjem. Nie dowiemy się, w jaką ubraną koszulkę jest Zamora, kodowanie zawiodło. Słusznie, że tutaj nie zrobiono fikoła i nadal cheer dostawał, bo ta ekscytacja fanów szybko nie minie i nie będzie tak łatwo przejść do buczenia pełnego. Jest i nawiązanie do Padduli, niestety miałem to lekko zaspoilerowane, ale fajnie wyszło. Postać Jacksona budzi sympatię i Panter dobrze podszedł do tematu, kto miałby nam szybko streścić to wszystko, jak nie król tej niszy? A że to pracownik Elysium, to dobry myk zastosowano. Wesa kwestie bardzo spoko jak na razie, mega luz i odpowiedni poziom. Też dobrze nakreślone zostały plany z przeszłości, czyli no właśnie Zamora idący na Wesa, wyszło wtedy jak wyszło, ale to miało być mocne starcie i sporo fanów raczej by pamiętało o tym. To przy okazji buduje Grubasa z Tonga. Ben spoko, klimaty kontuzji są mi dobrze znane i to jest konkretnie oddane, co on tam czuć musiał przez tyle lat. Jose szybciej uporał się ze swoją, a Zamora no to z 6 lat walczył, także to jest naprawdę ogromny moment dla niego. Riddle jako ten na szczycie może brzmieć nienaturalnie, patrząc na to, że tam Blaze i Lopez sobie egzystują, ale też jest to naturalny bookerski wybór, bo jakby nagle poszedł na Axela i Jose, to dopiero by niektórym dupska pękły. Dobra kwestia Big Bena, widać, że Jakub dokładnie przeczytał, co tam Panter wykminił tym Wesiwem. Zgrabne połączenie przeszłości, teraźniejszosci i przyszlości, płynnie to wyszło. Jest konsekwencja w tym, jak Riddle jest poobijany, ale brakuje mi tu jakiejś reakcji publiczności, powinno być napisane, bo jednak byliby zadowoleni, że Kenny wbiija, zabrakło tego. Sam speech dobry, jak to praktycznie zawsze, nawet jak miał no taki se program z Rybackiem, to i tak wyciągał te segmenty - zwłaszcza ten z Robem. Ładnie nam tu zapodał swoje przemyślenia na temat tego wszystkiego i można to kupić. Przynajmniej Kenny nudzić się nie będzie, ale chłop nie ma chwili wytchnienia. Tekst z byciem na topie i celownikiem, to ja mam wrażenie, że widziałem u Kennetha z kilka razy minimum. To pewnie wina tego, że rzeczywiście na tym topie zawsze był, nie licząc WCW, hehe. Tongijczyk kolejny gaslighter, manipulator, ale no co, rację ma po części. xD Motyw  z wydobywaniem dawnego Riddle'a w sumie zawsze będzie spoko, bo nawet jak on radzi sobie tutaj mocno, to jednak w pamięci wszyscy mają, że jego szczyt jest jeszcze wyżej. Zamora wręcz mi Lopezem tutaj zaleciał, także powinienem tutaj poświęcić lwią część komentarza na temat tego jaki Jose jest zaje... Stop. O, Riddle z pazurem, ładnie, bardzo ładnie. Sam już chyba ma dosyć tego gadania. xD Uuu, Zamora jeszcze ostrzej za to, fajnie, panowie się rozkręcają. Dobra ta kwestia Bena, nieźle włazi do głowy Riddle'owi, zdecydowanie jest tym inteligentniejszym grubasem z ONGA. No właśnie, ta walka o ten pas Valor, to głupota była i w sumie to spoko, że do tego nawiązał i się bije w pierś. Odbicie tekstu z zapuszczeniem korzeni mocne. Temat wagi to od razu flashbacki z freakfightów i ich kłótni o 5 kilo i rozmów kilkudziesięciominutowych o tym. Tutaj jednak to jest bardziej zrozumiałe. xD Wally jaki skrzydłowy Zamory, ależ on dba o niego i go sprzedaje. Co za budowanie go. Dobrze się Teksańczyk w tej roli spełnia, bardzo mądre porównanie tego do Rybacka i wskazanie różnic, no siedzi to. Trochę brakuje mi jakiejś reakcji publiki w kwestiach Riddle'a, Wallace oczywiście ma łatwiej, ale lepiej operuje tym w segmencie. Rudy przecież też by dostawał spory cheer po pewnych kwestiach. Wallace to oczywiście musi za słówko złapać, inaczej nie byłby sobą, ale za to się go lubi, co nie? Zamora na koniec dalej bawi się w gierki psychologiczne, ale sensownie to wygląda. Można przejść już do oceny ogólnej, no i lepszej rzeczy na tej gali nie uświadczymy, nie ma się co łudzić. Wallace zalicza bardzo sympatyczną trylogię w LPW dając nam świetną telewizję i idealnie uzupełniając te segmenty. Zamora i Riddle na równi lecieli w tym segmencie, ale też było to wszystko dobrze zgrane. Nawet nie ma się co tu czepiać, bo jedyna rzecz, to jest właśnie uboga ilość jakichś reakcji przy Kennym, reszta to jest top tier i tip top tutaj. Czy było to za długie? No w sumie było. xD Podpisanie kontraktu było dłuższe, ale to było coś ważniejszego. Nie zmienia to wszystko faktu, że długość poszła w parze z jakością i to jest, bardzo, bardzo mocne otwarcie show i brawa dla całej trójki za czytanie ze zrozumieniem innych uczestników i budowanie wszystkiego. Budowa Zamory tutaj wyszła bardzo dobrze, Wes ogólnie swoimi słowami obu zbudował, przy podpisaniu kontraktu robił podobnie i za to można go cenić, bo nie przybył tutaj, żeby się poflexować i kraść spotlight, nie, on był po coś więcej. Wszystko tu miało sens, a to jest coś, czego zawsze poszukuję. Bardzo ładny segment otwierający, ale mi tutaj kurwa dlugi wysryw wyszedł, nie wiem, czy nie rekord jakiś. Pozdrawiam was.

Nathana pisałem ja, jak ktoś widzi w nim Lopeza gdziekolwiek, to ja naprawdę nie wiem, to są tak inne postacie, tak różne filozofie życiowe i cechy charakteru, ale no okej, każdy ma prawo do swojej opinii, ja mam prawo widzieć w tym bullshit. Walka dobrze rozpisana, pan Dziadek pokazał już na start, że wie co jest 5 w tym wszystkim i jest to staranne. Otunga zgarnął pierwszy poważny skalp, a Nate? Będzie musiał zapewne rozwikłać pewne zagadki.

No Brutal trochę capi, nie ma co kłamać.

Bardzo długi segment, powinien tutaj chyba na 10k słów się rozpisać, ale niestety nie zrobię tego. No coś knują sobie. Tyle można o tym napisać i po prostu trzeba poczekać.

No cóż, młodziak wie jak wykorzystać swoje nazwisko, ale to dobrze, mądrze z jego strony. Naprawdę jestem ciekaw jego charakteru. Oj fajne to było, oj tak, ma charyzmę, ma to coś. Świetna praca z publicznością, nie było to generic, no siada to. Jeszcze motyw wygryzienia Wesa i nadpisanie historii tego nazwiska - super. Bardzo mi się tutaj młody spodobał, takie to luźne, charyzmatyczne i płynne. Płynności jednak zabrakło w tym, że ten Dale tu nie wszedł. No totalnie brak go, od razu walka, zero reklam i jeszcze pojedynek cały. No spieprzono tutaj niestety, a szkoda, bo James tak dobrze ten segment poprowadził. Samo starcie w porządku rozpisane, razi na pewno to, że to jest kolejne zestawienie z postacią fabularną. James zalicza sobie kolejnego wina i dobrze, jak ma się tak prezentować, to jak najbardziej zasługuje.

Po tekście z księciem i Rumunią to prychnąłem, nie powiem. No jak to Pan Terry skwitował na czacie głosowym - 36 lat to on miał 36 lat temu. Będzie trzeba obrócić to w mitomaństwo, bo litości, ten stary menel nie ma prawa mieć tyle lat i alkohol, by go tak nie zniszczył, bo jakby go alkohol tak zniszczył - do takiego wyglądu, to ten człowiek nie dałby rady chodzić i ciosu wyprowadzić. Także zaczynamy jeszcze większe głupoty z tym menelem i to trzeba wszystko sprostować, bo w końcu każdy kto z nimwalczył pogrzebany będzie. 37 lat to ma Jose Lopez i Dolnick. Sam segment to i tak wstęp do dalszych rzeczy, poprawnie rozpisany, raz się tam nawet uśmiechnąłem. Jednak Butla zaczyna śmierdzieć mi coraz bardziej i nieścisłości w tej postaci.

Świetna kwestia Pawlaka. Ostry squash. Ogromny jest ten Thor. No niezbyt to brzmi jak jakiś mityczny wiking, momentami aspiruje do tego, ale potem pieprzy takie teksty, które burzą ten obraz, ostatnio lepiej wypadł, tutaj to nie porwał kompletnie. Można to streścić za pomocą dwóch słów tak szczerze, wojownik oraz walka, bo to się powtarza wiele razy, o wiele za dużo. Trzeba nad tym popracować, dużo tutaj jest do poprawy. Patrząc na zaangażowanie Harisa, to ja nie wiem, czy powinienem to komentowac, no ale niech sobie egzystuje niczym jakiś Escobar, ale nie sądzę, by długo to potrwało, bo nie wykazując szacunku względem innych, to ten ogromny wiking przepierdoli z byle kim i co on wtedy powie? Jak będzie wyglądać budowa segmentów? Myślę, że szybko się Harisowi odechce, bo po prostu nie będzie nic wygrywać i będzie wychodzić i zacznie gadać takie rzeczy dalej? No ja życzę powodzenia. Fenrir lepiej, przede wszystkim lepsze słownictwo, bardziej mityczny klimat i wie, gdzie uderzać i oczym mówić. Ich zestawienie wyglądałoby ciekawie, gdyby nie fakt, że jeden użytkownik zapierdala, a drugi ma wyjebane, więc jest oczywiste, jak to się zakończy. W Fenrirze naprawdę jest potencjał. Jego kwestia jest przyjemna i zasłużona wygrana z Prestonem.

Na start mówię, że ja fanem używania prawdziwych wrestlerów nie jestem. Nawet do grania nimi, ale jasne, jak ktoś pragnie, smiało. Dla mnie to bez sensu, ale może niektórzy lubią, jednak do segmentów, do story i to wymyślonych postaci, no nie podoba mi się to po prostu, jakby po co? Wiem, że Game lubi Breta, że on ma tam w historii coś o nim, ale to mieszanie uniwersów jest męczące, a najwidoczniej będzie coś budowane na tym, bo w końcu Jay to nowcjusz, ale można było sobie wymyślić coś barwniejszego, własnego, a to Gejm potrafi jak mało kto. Rozumiem żart z Monte, ale szanse, że on jadł kiedykolwiek ten serek są bardzo małe, bo nawet sprawdziłem na internecie i w Stanach, to raczej wielkich szans na ogarnięcie tego produktu to nie miał, jeszcze on jest z dzianej rodziny, to go karmili serkami firmy Zott? No przypierdalam się teraz, ale wiecie, o co mi chodzi. Ktoś inny bardziej po dupie dostanie za to, ale to już w innym segmencie. Bret w sumie Bretowo tu wygląda, sporo ostatnio oglądałem o jego konflikcie z Goldbergiem, gdzie miał oczywiście rację i Oldberga to jebać zdecydowanie, tylko czy mi to jest potrzebne w historii Jaya? Niezbyt, mnie bardziej interesują inne rzeczy związaną z tą postacią, niżeli Hart i pierdolenie o tym łysym zjebie. Sporo się przyczepiłem, ja wiem - DiMateo to dosyć luźna postać, ale też nie można przesadzić. Po co on ma być tłem dla wrestlingowych dziadków, a tak wygląda ten segment.

Borges niestety mocno generic, potrzeba tu dodać jakichś emocji, nie walić tylu zdań z rzędu, gdzie nie ma okazania czegokolwiek, bo wygląda to sucho, zbyt sucho. Treść nie powala i czytałem taki segment w swoim życiu naście razy prawodpodobnie. Bardzo trudny gimmick do prowadzenia i trąci honorowymi japońcami niestety. Na pocieszenie jest fakt, że to jego debiut, do ściany, więc to było bardzo trudne zadanie. Może z kimś wypadać inaczej, Slayer też po prostu niech używa tej postaci jako trening i szuka czegoś charakterystycznego, bo będzie mu za trudno. A pamiętamy jak to było z Mantelem na początku. Polecam spojrzeć na młodego Wesa, on też ma dużo łatwiej przez swoje nazwisko, ale tam jest dobrze zrobione to, że jego słowa są żywsze.

Jay na szczęście to wygrywa. Okropny program wyszedł, ktoś musiał dać dupy jak zawsze, niektórzy chyba się po prostu nie zmieniają i tyle, nieważne, ile lat upłynie. Oby przed DiMateo już były tylko lepsze rzeczy. Jay sobie zapożyczył dźwignie, okej.

Turn to się widzę nie pierdoli w tańcu i wjeżdza tak ostro generycznieja wiem, że to krótkie kwestie nie trzeba tutaj wiele gadać, ale trzeba jakiś charakter jednak okazać. Diallo za to mitomanśtwo dalej uskutecznia, ale to daje mu bycie jakimś, charakteru specyficznego nie da mu się odmówić. No przynajmniej Turn ma te teksty z tornadem, ale to też w końcu ich zabraknie. Imponująca wiedza piłkarska Cyclone, ale to chyba dosyć zapamiętany piłkarz mimo wszystko. Cieszę się, że Johnny nie silił się na te piłkarskie gadki, no bo w Stanach, to w większości mieli bardzo wyjebane na piłkę. Nie siadł mi ten segment, brakuje mi tu chemii między nimi. Cyclone z Butlą zbudował jakieś lepsze porozumienie i się uzupełniali, tutaj totalnie tego brak. Jeden o dupie, drugi o zupie, ale nie tak, żeby to chociaż zabawne było. No średniawka mocna.

Podoba mi się ten myk z tą kamerą, która towarzyszy Prestonowi aż do wejścia. No ta, kto by się spodziewał, że to się tak skończy? Wszyscy. Motyw zegarka idealna sprawa, bo on im towarzyszył, a zegarek to też czas, czas który płynął i płynął, a to story się dłużyło. W końcu stało się coś więcej i stało się coś nieuknionego. Czy można było z tego wycisnąć, więcej? No tak, bo jak to czytałem, to miałem nadzieję, na jakieś rozbudowanie tego, samo w sobie to jest z dupy, bo on jest fiutem do sikania i sukces nagle osiąga, no to fajnie, Preston bardzo mu w tym pomógł, obaj przepierdalali co się da. Paradoks, bo jednocześnie było wiadomo, co się stanie, a ten segment i tak jest z dupska. Świetna reklama zegarków, nie no ja nie potrafię brać tej historii na poważnie już. Nawet jak nie jest to wybitna opowieść, to nadal da się to podać lepiej.

Walka Borgesa zabawna, dzięki Erwinowi. To akurat mówiłem paru osobom na vc, ale powtórze tutaj, podoba mi się ten pomysł z parawanami, to jest tak głupkowate i tak wkurwiające dla widza, że naprawdę aż dobre. Szacun za pomysł, jeszcze ta gadka Erwina też jest dobrze rozpisana. Naprawdę ciekawa postać i ma potencjał na wkurwianie widza, rywala i wszystkiego, co się rusza. Rodak Maszynaldo wygrywa, ale to akurat do odbębnienia było, jednak trzeba docenić, że przy okazji dano nową postać, która taki event do odhaczenia zamieniła w coś więcej.

Lubię tego Walkera, lubię to jak klasycznym heelem jestem, bardzo mnie bawi wywleczenie tutaj Umarlaka, to są tak prymitywne pociski w publikę, ale celne. Aha, nawet tym odmaskowaniem ich musi wkurwić, jezu jaki to jest chujek, ale to dobrze. Pamiętam Ralfa z PHW, ale tutaj no... idealny speech do interpretacji przez Michała rodem tego od Cottonwooda. Świetne kwestie obu panów. Idzie dużo wynieść z nich. Nie no, spoko segmencik, ale to za sprawą Walkera oczywiście. To jest pokaz, jak można sobie radzić klasyką i podawać to w odpowiedni sposób.

Zdradę miałem zespoilerowaną, więc nie czuję nic w związku z tym, zapewne i tak bym nie czuł, bo wszyscy to zbyt randomowe postacie.

Erwin to jak Drew Gulak Raptora na sterydach tutaj wygląda, ale to żadna ujma. Gulak to bardzo sympatyczna postać była. Borges? No w porząsiu, solidnie, trochę racji ma, ale nadal zbyt suche to wszystko moim zdaniem. Eckhart dobrze pokazuje, jak można ożywić tekst wielokropkami, jakimiś małymi interakcjami, CAPSLOCKIEM, no trzeba to wcielać, żeby się poprawić. Pan Zasadowiec bardzo przyjemnie wypada, Borges w porządku, jak weźmie porady ode mnie, to będzie lepiej, tak myślę, musi Slayer jeszcze wyczuć swojego nowego wrestlera i się nie zniechęcać, a będzie dobrze. Całość była okej.

No i lecimy. Na początek... skąd w Stanach mamy wóż straży pożarnej z SIEDLEC? Na czacie głosowym bardzo rozkminialiśmy, jak miałoby do tego dojść, no i powiem, że to chyba średnio realistyczne i sama logistyka takiego czegoś jest bez sensu. Można było wziąć zwykły i nie wiem.. pomalować go w barwy Polski? Pamiętajmy, my jesteśmy w śmierdzącym USA, nikt z nich nie wiem, czym są Siedlce, ogólnie te polskie akcenty, ale to za chwilę. ZUS, Biedronka, Miś Uszatek, Pruszków, Wołomin, no jesteśmy w USA, im naprawdę by nie chciało się tego słuchać, totalnie NIC by z tego nie zrozumieli, to są już tak nasze akcenty, że immersja idzie się jebać, bo Uszczelka gada do fanów od rzeczy tak naprawdę. To jest na spory minus. Inne teksty wiadomo, że lepsze. Mógł po prostu iść w swoją prostotę i wyjaśniać tego Jorge, tak jak z tym więzieniem czy cokolwiek, bo to jest zrozumiałe, to jest spoko i tyle. Tak to jest przedobrzone to wszystko i w ogóle nie jest to przystępne dla fana. Cava dobrze odbija te zarzuty o pierdlu, ale w sumie musiał to chyba robić wielokrotnie, więc to nie jest jakiś problem dla niego. wygranej na Heatwave - wygrana na Heatwave, znowu mamy powtórzenia nienaturalne, które raczej celowym zabiegiem dla podkreślenia nie były. Reszta taka o tego speechu, poprawnie, ale nic ponad to. Mniej jednak fuck-upów niż Zbyszek. David fajny tekst o karierze Hilla i swojej. Jakie tygodnie na walce o brak stracenia kariery? A kiedy takie widmo wisiało nad nim? Sam sobie postawił na szali swoją własną, akurat na Heatwave i tyle, nie rozumiem dorobienia do tego tej ideologii, ale okej. Rozumiem gimmick, ale to wygląda niepoważnie, jak przychodzi tutaj i gada do Uszczelki o Urzędzie Skarbowym i jego interesach. xd Dobra, do Cavy uderzył w podobnych tonach i trochę wytłumaczył swój proces myślenia. Już się bałem. No David jak na razie tu najlepiej wypada, aczkolwiek nie czaję, czemu on nie wiedział o tym, że wygra z Nathanem, skoro to według story. Wypada raczej informować o tym, jeśli ktoś po tym ma pisać speech. Problem już zawsze był przez te walki na PZ, gdzie trzeba bylo w ciemno pisać, nie wiedząc o wyniku, ale tutaj to było według story, a Michał i tak nie wiedział, a potem pisał sobie segment, ja nie czaję tego, czemu nie pilnuje się takiego czegoś. Kończymy to prymitywem, który no miał najłatwiej i dał najciekawsze teksty. Moment z RVD i daniem pasa mnie rozjebał akurat i mi przypomniał też o Stingu, który był nawet jeszcze lepszy w takie bullshity. Końcówka też zabawna, jak mu ego wyjebało w kosmos i pierdoli już kocopoły, ale to akurat zrozumiałe przy jego charakterze. No takiego się go lubi, prymitywnego, rozkapryszonego, ale gdy jest na pierwszym planie, a nie pierdoli z Bretem Hartem. No ładny roast im zajebał, spoko się to czytało, on umie w takie pociski. Też mu panowie z wcześniej piłkę wystawili. Całość? Nierówna, nawet bardzo, mówię o segmencie. Rozkręcało się to z każdą kwestią, martwi mnie to, że podobno Uszczelka nie idzie w bycie heelem wcale, tylko dalej tweener. No szkoda, bo da się z niego wykrzesać więcej, można być dalej Polakiem, ale przystępniejszym dla zagranicznej publiki, żeby oni coś też rozumieli.

W sumie? Niech ten Ted dalej trzyma w niepewności, to jest JAKBY OKEJ.

Wygrywa Zamora, gala pod jego szyldem tak naprawdę, świetnie go tutaj wypromowano, od słów aż po walkę. Już nikt nie zwątpi, że to jest BIG DEAL. A Kenny? Nie jest w pełni sił, więc będzie miał wymówkę i drogę do tego, by dalej być obok Bena, co będzie dla nas świetną telewizją.

No to tak. Cóż. Zaczęliśmy bardzo mocno, bardzo, bardzo i było wiadomo, że nie będzie już nic blisko nawet, ALE... no potem trochę lipa jednak. Młody Wallace bardzo spoko, taki Walker też, ale to ma się nijak do tego poziomu z openera, totalnie brak tutaj kogoś, kto by jakoś porwał i był wygrywem na tej gali, wszyscy pozostali w cieniu, jeszcze ta karta była tak słaba, a Zamora vs Riddle można było od razu ogłosić, to by sprzedało tyle biletów. Nie było to słabe Colosseum, bo naprawdę panowie z obrazka Main Eventowego to wywindowali, ale tutaj jest za dużo przeciętności.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
13.09.2026, 18:21
#6
Angry Chairs: długi ten segment, oj długi. Ale to chyba miało być talk show w stylu Highlight Reel albo MizTV, więc trochę trzeba sobie pogadać w takich programach. Na pewno dobrze, że już na początku Wes zapowiada, że nie będzie chciał trzymać Jamesa za rączkę w swojej karierze. Niech robi ją po swojemu, niech będzie inny od ojca. Dziwna taka żywiołowa reakcja na Zamorę. Dopiero co zmasakrował Kenny`ego, który przecież dobrze żyje z fanami, więc tak dziwnie, żeby się cieszyli po czymś takim. Pasuje to do Wesa, że jako stary weteran rozumie motywację Bena, chociaż na razie chyba bardziej się domyśla, bo jeszcze nie zdążył nawet nic powiedzieć. Na pewno czuć od Bena złość za to co stało się w przeszłości i to, że nie miał okazji udowodnić, że jest tym najlepszym w ringu. No dobra ta jego motywacja. W przeszłości już się przebił i wszystko przepadło przez kontuzję, więc teraz nie zamierza czekać na kolejną okazję, tylko sam sobie ją załatwi. Wypada bardzo naturalnie w tym. No myślałem, że Riddle wyjdzie tutaj wkurwiony do ringu po interwencji, a ten zaskakuje - jest w pewien sposób zadowolony, że rozdział z Rybackiem został zakończony. Trochę mnie to zaskakuje, ale pasuje to - w końcu jego rodzina zazna spokoju. Ben odpowiada dobrze, pasuje to wszystko do jego motywacji. Tylko zwycięzcy będa zapamiętani. I wychodzi na to, że Ben upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony uwolnił Riddle`a od Rybacka, a z drugiej zaznaczył, że celuje swoim ambicjami w sam szczyt. Riddle w swojej odpowiedzi też ma rację. Zawodnicy po długich kontuzjach raczej w sporcie nie są zbyt pewnie siebie i ta uwaga dobrze tu pasuje. Dobrze też zauważył, że przynajmniej częściowo mają podobną narrację z Rybackiem. Obaj chcą wszystkim pokazać kim jest prawdziwy Riddle. No tutaj Zamora wyraźnie większe emocje wywołuje w Kennym. Na Rybacka długi czas miał w zasadzie wyjebane, a tutaj już przy pierwszej konfrontacji zaczynają się groźby w stronę Bena. Zamora znowu potwierdza, że jest bardzo pewny siebie. No i fajne też wychodzi naśmiewanie się z kontuzji Zamory. Pokazuje to, że chłop po powrocie zrobi wszystko, żeby tylko na tym szczycie się znaleźć. Na koniec też trochę prawdy powiedział. Tam bardzo personalnie między Rybackiem i Riddlem zrobiło się częściowo dlatego, że Kenny ignorował Rzeźnika. Fajnie, że Riddle zauważa, że niektóre ruchy i zachowania były błędem i będzie starał ich więcej nie popełniać. Trochę ten początek nie pasuje z końcówką. Najpierw przyznaje się do błędów, a teraz chciałby walczyć z Zamorą nie w pełni zdrowy? Nie brzmi to jak dobry pomysł. Wes ładnie w skrócie opisał psychikę Riddle`a, dobrze go podsumował. Trochę tylko nie kupuje tego tekstu, że przez chwilę nawet nie obawiał się, że coś może się stać Riddle`owi w walce z Rybackiem. W końcu wcześniej go porwał i zamknął w klatce, a teraz musieli znaleźć się w niej ponownie. Riddle jeszcze mu przytakuje, no ciężko wychodzi moim zdaniem takie deprecjonowanie przeciwnika po walce. Tym bardziej, że tak naprawdę pozostała on nierozstrzygnięta. Trochę dziwna metoda na zapowiedzenie walki wieczoru tym smsem. Mógł już po prostu Ted wyjść i sam zapowiedzieć tą walkę. Nie rozumiem tego trochę, skoro Zamora uważa Kennego za szczyt Colosseum i jednocześnie nie uważa się za lepszego to czemu z taką pewnością wyszedł dzisiaj do ringu? Dobry segment, podbudowuje nam konflikt pomiędzy tą dwójką przed walką, a jednocześnie wyjaśnia parę znaków zapytania, które pojawiły się po Heatwave.

Martin: Dziwne, wychodzi na to, że chyba Sakazaki zaatakował Martina (chyba tylko on z postaci pali). A, no i jeszcze chyba Wallace jest palaczem, ale on sam zapowiedział, że n razie kończy z występami, więc nie miałby po co tego robić. Tak trochę z dupy pojawił się tutaj ten atak. Martin naturalnie wypadł tutaj. Jako stwórca to on chce nad wszystkim panować i weźmie udział w walce. Na koniec jeszcze zapowiada, że wymierzy sprawiedliwość jeszcze dzisiaj, więc pewnie dzisiaj zobaczymy rozwinięcie tego wątku. Mam wrażenie, że trochę wolne tempo było w tej walce, ale to logiczne skoro Nathan wszedł do niej poobijany. Przy okazji rozwiązało też problem zwycięzcy tej walki. Z jednej strony Otunga zgarnął zwycięstwa będąc w gazie po PPV, z drugiej Nathan napoczęty po ataku przed walką dużo nie cierpi na takiej porażce.

Rojas/DiBiase: krótki segment, ale podsycił ciekawość. Ostatnio dostaliśmy sugestię, że Miguel wpadł w jakieś kłopoty, a teraz jakieś knucie spisku się tutaj odbywa? Już kompletnie nie wiem, w którą stronę to pójdzie. Tym bardziej, że Escobar cały czas się na pojawił.

James Wallace: Trochę długie to wyjście. Tygodniówka, debiutant, ale to jeszcze można przełknąć, w końcu syn Wesa pojawia się przed własną publicznością. Krótko się wypowiedział, ale konkretnie. Dobrze, że z jednej strony nie zaprzecza swojemu pochodzeniu, ale też chciałby budować swoją karierę pod swoim imieniem. Na początek rzucona postać fabularna na pożarcie, powoli będzie chyba James budowany. Walka bez niespodzianek, nawet pomimo gabarytów Dale został tutaj mocno zdominowany przez Jamesa.

Butla/Ciureja: Podoba mi się fakt, że Zygmunt ogląda gale, w których występuje. Czasem w branży mamy taką logikę na zasadzie, że: jeżeli czegoś nie widziałem na gali to to nie istniało XD Nie no weź nie mów, że dostaniemy segment, w którym Butla od niechcenia powie, że coś się stanie po czym to się faktycznie dzieje? Fajnie się rozwija ta historia, może Butla będzie miał też szansę na coś bardziej poważnego. Zygmunt niby na razie sceptycznie nastawiony, ale wizytówka pozostawiona, więc pewnie się przełamie i finalnie zadzwoni i historia pójdzie dalej.

Thor vs. Pawlak: Kurczę, ten początek z Renee i Pawlakiem tak mało wnosi, że mógłby w zasadzie dla mnie się nawet nie pojawić. No i mamy tutaj kolejny squash, Pawlak został wręcz zniszczony w tej walce. Chłop nawet dosłownie żadnej akcji nie zrobił.

Thor/Fenrir: No i dobrze zaczyna tutaj Thor. Szybko wygrał, bez żadnych problemów, więc nie dziwię się, że tak odbiera tą walkę. Bardzo pewny siebie jest w tej wypowiedzi Thor, ale to w sumie dobrze. Jest wojownikiem, który przyszedł walczyć tutaj z każdym, a właśnie zaliczył złomowanie przeciwnika, więc wychodzi to naturalnie. Bliżej końca, jak zaczął o tych jękach i zapachu strachu to zaleciało nawet trochę jakimś psychopatą. No i mamy Fenrira, który wychodzi, żeby odpowiedzieć. Obaj mają nordyckie inspiracje postaci, więc całkiem naturalne wydawało się jakieś połączenie tej dwójki prędzej, czy później. Co prawda nie spodziewałem się połączenia ich tak od razu, ale to też nie jest źle, zobaczymy co z tego będzie. Kurwa, przy początkowych słowach Fenrira myślałem, że zaraz dostaniemy tutaj propozycję formowania drużyny, a ten potem poszedł w całkowicie inną stronę. Dobrze wykorzystana tutaj mitologia nordycka (nie znam, więc zakładam z góry, że to co jest napisane jest prawdą), która nie będzie pozwalała tej dwójce żyć w zgodzie. Może tylko zabrakło mi, żeby tutaj zaatakował Thora Fenrir. Trochę słabo mi pasuje takie cywilizowane podejście chłopa, który sam się nazywa bestią. Walkę Fenrira i Prestona pozostawię, bo ja ją pisałem.

Jay DiMateo: Kurwa, aż się zdziwiłem. Jay, który dał się poznać jako gościu, który nie szanuje chyba nikogo i niczego nagle zwraca się do Harta per pan. Łatwo to wyjaśnić, skoro mamy nawet to podane, że Bret był swego czasu jego trenerem. Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji xD Po co on w sumie mówi Bretowi, że czeka na niego spadek? xD Nie wiem, czemu mieliby wyrzucić Jay`a za to, że ewenualnie przegrałby 3 z 5 walk z serii z Sakazakim. Chyba są goście co mają nawet i gorsze streaki w rosterze. Mogłoby to się jakoś bronić, że teraz rządzi Ted i chce wprowadzić nową jakość. I takie przejście od skrajności do skrajności średni ma sens dla mnie. Jak przegrasz to pewnie Ciebie wyrzucą, a jak wygrasz to będziesz miał dobrą pozycję. To serio ma być jakieś decydujące starcie dla Jay`a. Ładnie ten DiMateo uderzył w Breta. Niby nie po chamsku jak zwykle to robi, ale wiedział gdzie uszczypnąć, żeby go bolało. I jeszcze Michaelsa mu tam wrzucił na koniec. Podobał mi się ten segment.

Borges: Skoro chłop i tak był w Houston to nie mógł się po prostu pojawić na gali? Nawet w samym segmencie, ale na gali. Sam Luis wydaje mi się być trochę taki szablonowy. Typowy face, który przychodzi, żeby osiągnąć sukces, nie będzie się poddawał i będzie walczył do samego końca. Może to też efekt tego, że ostatnio jest całkiem sporo tych debiutujących postaci. Na pewno będzie miał jeszcze szansę, żeby się pokazać bardziej na przyszłych galach, mnie na razie średnio zachęcił.

Sakazaki vs. DiMateo: Zdziwiony jestem jak została poprowadzona ta walka. Jay dużo lepiej prezentował się od Shio w trakcie ich programu i można było trochę go podbudować w tej walce. Mógł bardziej zdominować tutaj Sakazakiego, a dostaliśmy bardziej wyrównane starcie. Zwycięstwo Jay`a raczej bezdyskusyjne, oby coś ciekawszego czekało go w przyszłości.

Turn/Diallo: Szarlatanie, bardzo sobie ułatwia szukanie partnera taki rozpoczęciem rozmowy xD Trochę nie rozumiem tego Diallo. Z jednej strony chwali się, że wywróżył komuś wielkie mistrzostwo. Z drugiej mówi, że to żaden cud, to musiało się stać. Czyli wychodzi na to, że to nie była jego zasługa i w sumie nie ma się czym chwalić, bo to i tak by się stało, i bez jego przepowiedni. Pasują tutaj jako dwie przeciwności. Z jednej strony Turn, który po prostu szuka partnera do drużyny. Z drugiej Cyclone, który jest mistykiem i na wszystko musi mieć uzasadnienie w swoich wróżbach. Widać bardzo tą różnicę, kiedy Turn próbuje się zagłębiać w to co mówi Diallo i w sumie to nic nie rozumie.

Steele/DiBiase: Po co w sumie pukać skoro się nawet nie czeka na “proszę”? Śmierdzi to tutaj jakimś podstępem. Ted go wysyła do ringu, a wcześniej coś ustalali z Sarą. Brzmi to trochę jakby to był podstęp i chcieli mieć Prestona tam, gdzie zakłada ich plan. Miguel zapraszający go z szampanem do ringu tylko mi jeszcze bardziej potęguje to uczucie panującego spisku. Pasuje takie otwarcie biznesu ze strony Miguela, a luksusowe zegarki dobrze podkreślają jego gimmick. No i zanosiło się i jest zdrada. Skoro już doszliśmy do długo oczekiwanego momentu zdrady to teraz pora na walkę tej dwójki.

Borges vs. Petarda: Spojrzałem na długość walki i myślałem, że będzie tutaj squash. Patrząc na przewagę jaką miał Borges w tej walce to raczej na to się zanosiło. Mamy jednak coś ciekawszego i pojawia nam się kolejna nowa postać. Dostajemy chłopa, który ma pilnować zasad w federacji. Przecież Otunga miał ich pilnować. Już stracił tą posadę i został zdegradowany do roli jedynie zawodnika. Pomysł na gimmick ciekawy, może dawać dużo możliwości w przyszłości. Chyba wygląda na to, że szykuje się program z Borgesem skoro to jego walkę przerywa. Jeżeli tak to szkoda, że Luis nie dostał tutaj okazji, żeby odpowiedzieć. Z drugiej strony jeżeli będą się ze sobą chwilę użerać to jeszcze na pewno będzie miał okazję do tego.

Walker/Ralf/Kannonball: Czekaj, dlaczego Walker jako Amerykanin mówi, że 11.09. był pięknym dniem? Totalnie tego nie kapuje, dla Amerykanów to chyba była jedna z największych tragedii w historii. Ubraniem nie prowokował mieszkańców Houston, ale nie odmówił sobie zaczepki słownej. Mam nadzieję, że to tylko taka krótka wstawka, bo na dłuższą metę takie powtarzanie takiego zabiegu w każdym promie może trochę zacząć nudzić. Mamy jeszcze ładne nawiązanie do Undertakera. Bardzo panuje Walker nad swoim ludźmi jako szef. Komenda nie padła, ale chuj, ujawnimy się xD Nie kojarzę tych dwóch zawodników, więc nie wiem czy to ktoś nowy, czy już byli gdzieś na efedach. Widać już od razu na początku, że chłopaki będą swoim przeciwnościami. Ralf jako taki bardziej intelektualista, a Kannonball jako prosty chłop, dla którego liczy się tylko, żeby bić się w ringu. Na początku walki dostał swój moment Turn, a potem to już w sumie było obijanie go na zmianę przez przeciwników. Na koniec jeszcze Diallo oszukuje Johnny`ego i ucieka z walki. Pytanie, czemu to zrobił? Wydawał się być facem. Może zobaczył coś ciekawego w kartach i to go skłoniło do takiego zachowania. A, czyli ten Diallo dołącza do ich ekipy. Dużo już ich tam się robi. Jak ten Turn ma sobie sam poradzić z czwórką przeciwników. Musi szybko zmontować jakąś ekipę.

Eckhart/Borges: Fajnie, że Luis jednak będzie miał okazję do odpowiedzi. Widzę, że ten Eckhart to będzie przerysowany z tym swoim trzymaniem się zasad. W sumie to może być to wykorzystane fajny komediowy sposób. Borges tutaj już lepiej wypada niż w swoim pierwszym segmencie. Pokazał tutaj trochę swojego charakteru i już od początku nie pozwoli sobie na interwencje w jego walce. Od razu dostajemy na koniec wyzwanie dla Erwina. Dobrze pokazuje mu, że on jest tutaj bardziej od roboty niż od gadania. Wyzwanie zaakceptowane, więc zapewne dostaniemy jeszcze kolejną konfrontację słowną między tą dwójką.

Uszczelka/Cava/Otunga/DiMateo: Tutaj zgadzam się z tym co pisali inni. Z jednej strony ładnie się gimmickowo to promo wpisuje w postać Uszczelki. Z drugiej Amerykanie raczej nie mieliby skąd znać tych wszystkich polskich smaczków z proma Zbyszka. Na pewno na plus u niego to uderzenie w kryminalną przeszłość Jorge. Pasuje to tutaj bardzo do postaci Zbyszka. Mógł sobie tylko oszczędzić tych grup pruszkowskich i wołomińskich, o których Amerykanie nie mają prawa wiedzieć. Potem wchodzi David, u niego na plus na pewno dobro posługiwanie oficjalnym językiem. Uwiarygadnia to jego postać prawnika. Dobrze Uszczelce wytknął, że walkę niby przegrał, ale na własne życzenie. Sam zresztą stwierdza, że sprawa pomiędzy nimi jest cały czas otwarta i logicznie może żądać tutaj rewanżu ze Zbyszkiem. Zarzut o oszustwa podatkowe z jednej strony celny, sam zresztą Zbyszek się do tego przyznał w tym segmencie. Z drugiej za to kogo interesują oszustwa podatkowe w wrestlingowym ringu? xD Do Jorge też w sumie celnie. Wiadomo jaki panuje stereotyp o tym jacy ludzie pojawiają się na siłowniach. Potęguje to jeszcze dodatkowo fakt kryminalnej przeszłości Jorge. No mają sens te argumenty Otungi. Problem polega tylko na tym, że ten argument nie mówi jednoznacznie o tym, że tylko jemu należy się walka ze Zbyszkiem. Jorge też ma swoje argumenty za tym i to nie jest takie zero-jedynkowe. Na koniec wchodzi Jay i faktycznie trochę długo wyszła jego wypowiedź, ale to nie jest dla mnie zarzut. Ja wychodziłem Cavazosem o odpowiadałem tylko Zbyszkowi, więc siłą rzeczy do następców w segmencie się nie odnosiłem. W przypadku DiMateo zamykał segment, więc ciężko byłoby mu pominąć odpowiedź dla kogokolwiek w tym segmencie. Widzę, że to przekręcanie nazwisk i nazw zostanie na dłużej z Jay`em. Fajnie to pokazuje jego ignorancję i to, że widzi tylko czubek własnego nosa. Ten trzepak jakoś tak średnio mi tu pasuje. Skąd Jay jako Amerykanin ma wiedzieć o takich rzeczach jak trzepaki? Może ja się nie znam, ale chyba dzieciaki w ameryce nie miały takich atrakcji? Dobrze wytknął Jorge, że skoro jest w biznesie już jakiś czas to powinien być przygotowany na nieuczciwe zagrywki ze strony rywali. Gdyby nie ten trzepak to dobrze wypadł tutaj Jay, najlepiej w całym segmencie. Zwłaszcza końcówka mi się podobała, jak przeszedł już bezpośrednio do tematu pasu. Zwłaszcza to zamknięcie z zamiataniem mi się podobało.

DiBiase: Strasznie tajemniczy ten Ted. Nic nam nie chce powiedzieć, tylko delikatnie uchyla nam tego rąbka tajemnicy. Na pewno ewentualny krok w stronę Global Championship zachęca dodatkowo zawodników, ale i fanów do obejrzenia walki.

Martin: No i jest i rozwinięcie segmentu z początku gali. Potężnie tutaj zmasakrował Japońca. Ręka to tam pewnie złamana w kilku miejscach. Psychopatycznie wyglądał tutaj Martin. Sakazaki chyba już na dobre pożegnany z federacji, a dla Nathana pora na coś nowego.

Main Event: Mocny powrót ma tutaj Ben. Najpierw dobrze pokazał się w Angry Chairs, a potem jeszcze wygrywa Main Event i robi krok w przód ku Global Championship. Mocno został w walce zabookowany. Systematycznie wykorzystywał osłabienie Riddle`a po jego walce z Heatwave. Uwiarygadnia to też Bena jako chłopa, który będzie używał wszelkich środków by znaleźć się na szczycie, o czym mówił wcześniej. Przy okazji też osłabiony Riddle aż tak dużo nie traci na tej porażce.
Odpowiedz
Cytuj
Cavazos
Zawodowiec
13.09.2026, 18:21 #6
Angry Chairs: długi ten segment, oj długi. Ale to chyba miało być talk show w stylu Highlight Reel albo MizTV, więc trochę trzeba sobie pogadać w takich programach. Na pewno dobrze, że już na początku Wes zapowiada, że nie będzie chciał trzymać Jamesa za rączkę w swojej karierze. Niech robi ją po swojemu, niech będzie inny od ojca. Dziwna taka żywiołowa reakcja na Zamorę. Dopiero co zmasakrował Kenny`ego, który przecież dobrze żyje z fanami, więc tak dziwnie, żeby się cieszyli po czymś takim. Pasuje to do Wesa, że jako stary weteran rozumie motywację Bena, chociaż na razie chyba bardziej się domyśla, bo jeszcze nie zdążył nawet nic powiedzieć. Na pewno czuć od Bena złość za to co stało się w przeszłości i to, że nie miał okazji udowodnić, że jest tym najlepszym w ringu. No dobra ta jego motywacja. W przeszłości już się przebił i wszystko przepadło przez kontuzję, więc teraz nie zamierza czekać na kolejną okazję, tylko sam sobie ją załatwi. Wypada bardzo naturalnie w tym. No myślałem, że Riddle wyjdzie tutaj wkurwiony do ringu po interwencji, a ten zaskakuje - jest w pewien sposób zadowolony, że rozdział z Rybackiem został zakończony. Trochę mnie to zaskakuje, ale pasuje to - w końcu jego rodzina zazna spokoju. Ben odpowiada dobrze, pasuje to wszystko do jego motywacji. Tylko zwycięzcy będa zapamiętani. I wychodzi na to, że Ben upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony uwolnił Riddle`a od Rybacka, a z drugiej zaznaczył, że celuje swoim ambicjami w sam szczyt. Riddle w swojej odpowiedzi też ma rację. Zawodnicy po długich kontuzjach raczej w sporcie nie są zbyt pewnie siebie i ta uwaga dobrze tu pasuje. Dobrze też zauważył, że przynajmniej częściowo mają podobną narrację z Rybackiem. Obaj chcą wszystkim pokazać kim jest prawdziwy Riddle. No tutaj Zamora wyraźnie większe emocje wywołuje w Kennym. Na Rybacka długi czas miał w zasadzie wyjebane, a tutaj już przy pierwszej konfrontacji zaczynają się groźby w stronę Bena. Zamora znowu potwierdza, że jest bardzo pewny siebie. No i fajne też wychodzi naśmiewanie się z kontuzji Zamory. Pokazuje to, że chłop po powrocie zrobi wszystko, żeby tylko na tym szczycie się znaleźć. Na koniec też trochę prawdy powiedział. Tam bardzo personalnie między Rybackiem i Riddlem zrobiło się częściowo dlatego, że Kenny ignorował Rzeźnika. Fajnie, że Riddle zauważa, że niektóre ruchy i zachowania były błędem i będzie starał ich więcej nie popełniać. Trochę ten początek nie pasuje z końcówką. Najpierw przyznaje się do błędów, a teraz chciałby walczyć z Zamorą nie w pełni zdrowy? Nie brzmi to jak dobry pomysł. Wes ładnie w skrócie opisał psychikę Riddle`a, dobrze go podsumował. Trochę tylko nie kupuje tego tekstu, że przez chwilę nawet nie obawiał się, że coś może się stać Riddle`owi w walce z Rybackiem. W końcu wcześniej go porwał i zamknął w klatce, a teraz musieli znaleźć się w niej ponownie. Riddle jeszcze mu przytakuje, no ciężko wychodzi moim zdaniem takie deprecjonowanie przeciwnika po walce. Tym bardziej, że tak naprawdę pozostała on nierozstrzygnięta. Trochę dziwna metoda na zapowiedzenie walki wieczoru tym smsem. Mógł już po prostu Ted wyjść i sam zapowiedzieć tą walkę. Nie rozumiem tego trochę, skoro Zamora uważa Kennego za szczyt Colosseum i jednocześnie nie uważa się za lepszego to czemu z taką pewnością wyszedł dzisiaj do ringu? Dobry segment, podbudowuje nam konflikt pomiędzy tą dwójką przed walką, a jednocześnie wyjaśnia parę znaków zapytania, które pojawiły się po Heatwave.

Martin: Dziwne, wychodzi na to, że chyba Sakazaki zaatakował Martina (chyba tylko on z postaci pali). A, no i jeszcze chyba Wallace jest palaczem, ale on sam zapowiedział, że n razie kończy z występami, więc nie miałby po co tego robić. Tak trochę z dupy pojawił się tutaj ten atak. Martin naturalnie wypadł tutaj. Jako stwórca to on chce nad wszystkim panować i weźmie udział w walce. Na koniec jeszcze zapowiada, że wymierzy sprawiedliwość jeszcze dzisiaj, więc pewnie dzisiaj zobaczymy rozwinięcie tego wątku. Mam wrażenie, że trochę wolne tempo było w tej walce, ale to logiczne skoro Nathan wszedł do niej poobijany. Przy okazji rozwiązało też problem zwycięzcy tej walki. Z jednej strony Otunga zgarnął zwycięstwa będąc w gazie po PPV, z drugiej Nathan napoczęty po ataku przed walką dużo nie cierpi na takiej porażce.

Rojas/DiBiase: krótki segment, ale podsycił ciekawość. Ostatnio dostaliśmy sugestię, że Miguel wpadł w jakieś kłopoty, a teraz jakieś knucie spisku się tutaj odbywa? Już kompletnie nie wiem, w którą stronę to pójdzie. Tym bardziej, że Escobar cały czas się na pojawił.

James Wallace: Trochę długie to wyjście. Tygodniówka, debiutant, ale to jeszcze można przełknąć, w końcu syn Wesa pojawia się przed własną publicznością. Krótko się wypowiedział, ale konkretnie. Dobrze, że z jednej strony nie zaprzecza swojemu pochodzeniu, ale też chciałby budować swoją karierę pod swoim imieniem. Na początek rzucona postać fabularna na pożarcie, powoli będzie chyba James budowany. Walka bez niespodzianek, nawet pomimo gabarytów Dale został tutaj mocno zdominowany przez Jamesa.

Butla/Ciureja: Podoba mi się fakt, że Zygmunt ogląda gale, w których występuje. Czasem w branży mamy taką logikę na zasadzie, że: jeżeli czegoś nie widziałem na gali to to nie istniało XD Nie no weź nie mów, że dostaniemy segment, w którym Butla od niechcenia powie, że coś się stanie po czym to się faktycznie dzieje? Fajnie się rozwija ta historia, może Butla będzie miał też szansę na coś bardziej poważnego. Zygmunt niby na razie sceptycznie nastawiony, ale wizytówka pozostawiona, więc pewnie się przełamie i finalnie zadzwoni i historia pójdzie dalej.

Thor vs. Pawlak: Kurczę, ten początek z Renee i Pawlakiem tak mało wnosi, że mógłby w zasadzie dla mnie się nawet nie pojawić. No i mamy tutaj kolejny squash, Pawlak został wręcz zniszczony w tej walce. Chłop nawet dosłownie żadnej akcji nie zrobił.

Thor/Fenrir: No i dobrze zaczyna tutaj Thor. Szybko wygrał, bez żadnych problemów, więc nie dziwię się, że tak odbiera tą walkę. Bardzo pewny siebie jest w tej wypowiedzi Thor, ale to w sumie dobrze. Jest wojownikiem, który przyszedł walczyć tutaj z każdym, a właśnie zaliczył złomowanie przeciwnika, więc wychodzi to naturalnie. Bliżej końca, jak zaczął o tych jękach i zapachu strachu to zaleciało nawet trochę jakimś psychopatą. No i mamy Fenrira, który wychodzi, żeby odpowiedzieć. Obaj mają nordyckie inspiracje postaci, więc całkiem naturalne wydawało się jakieś połączenie tej dwójki prędzej, czy później. Co prawda nie spodziewałem się połączenia ich tak od razu, ale to też nie jest źle, zobaczymy co z tego będzie. Kurwa, przy początkowych słowach Fenrira myślałem, że zaraz dostaniemy tutaj propozycję formowania drużyny, a ten potem poszedł w całkowicie inną stronę. Dobrze wykorzystana tutaj mitologia nordycka (nie znam, więc zakładam z góry, że to co jest napisane jest prawdą), która nie będzie pozwalała tej dwójce żyć w zgodzie. Może tylko zabrakło mi, żeby tutaj zaatakował Thora Fenrir. Trochę słabo mi pasuje takie cywilizowane podejście chłopa, który sam się nazywa bestią. Walkę Fenrira i Prestona pozostawię, bo ja ją pisałem.

Jay DiMateo: Kurwa, aż się zdziwiłem. Jay, który dał się poznać jako gościu, który nie szanuje chyba nikogo i niczego nagle zwraca się do Harta per pan. Łatwo to wyjaśnić, skoro mamy nawet to podane, że Bret był swego czasu jego trenerem. Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji xD Po co on w sumie mówi Bretowi, że czeka na niego spadek? xD Nie wiem, czemu mieliby wyrzucić Jay`a za to, że ewenualnie przegrałby 3 z 5 walk z serii z Sakazakim. Chyba są goście co mają nawet i gorsze streaki w rosterze. Mogłoby to się jakoś bronić, że teraz rządzi Ted i chce wprowadzić nową jakość. I takie przejście od skrajności do skrajności średni ma sens dla mnie. Jak przegrasz to pewnie Ciebie wyrzucą, a jak wygrasz to będziesz miał dobrą pozycję. To serio ma być jakieś decydujące starcie dla Jay`a. Ładnie ten DiMateo uderzył w Breta. Niby nie po chamsku jak zwykle to robi, ale wiedział gdzie uszczypnąć, żeby go bolało. I jeszcze Michaelsa mu tam wrzucił na koniec. Podobał mi się ten segment.

Borges: Skoro chłop i tak był w Houston to nie mógł się po prostu pojawić na gali? Nawet w samym segmencie, ale na gali. Sam Luis wydaje mi się być trochę taki szablonowy. Typowy face, który przychodzi, żeby osiągnąć sukces, nie będzie się poddawał i będzie walczył do samego końca. Może to też efekt tego, że ostatnio jest całkiem sporo tych debiutujących postaci. Na pewno będzie miał jeszcze szansę, żeby się pokazać bardziej na przyszłych galach, mnie na razie średnio zachęcił.

Sakazaki vs. DiMateo: Zdziwiony jestem jak została poprowadzona ta walka. Jay dużo lepiej prezentował się od Shio w trakcie ich programu i można było trochę go podbudować w tej walce. Mógł bardziej zdominować tutaj Sakazakiego, a dostaliśmy bardziej wyrównane starcie. Zwycięstwo Jay`a raczej bezdyskusyjne, oby coś ciekawszego czekało go w przyszłości.

Turn/Diallo: Szarlatanie, bardzo sobie ułatwia szukanie partnera taki rozpoczęciem rozmowy xD Trochę nie rozumiem tego Diallo. Z jednej strony chwali się, że wywróżył komuś wielkie mistrzostwo. Z drugiej mówi, że to żaden cud, to musiało się stać. Czyli wychodzi na to, że to nie była jego zasługa i w sumie nie ma się czym chwalić, bo to i tak by się stało, i bez jego przepowiedni. Pasują tutaj jako dwie przeciwności. Z jednej strony Turn, który po prostu szuka partnera do drużyny. Z drugiej Cyclone, który jest mistykiem i na wszystko musi mieć uzasadnienie w swoich wróżbach. Widać bardzo tą różnicę, kiedy Turn próbuje się zagłębiać w to co mówi Diallo i w sumie to nic nie rozumie.

Steele/DiBiase: Po co w sumie pukać skoro się nawet nie czeka na “proszę”? Śmierdzi to tutaj jakimś podstępem. Ted go wysyła do ringu, a wcześniej coś ustalali z Sarą. Brzmi to trochę jakby to był podstęp i chcieli mieć Prestona tam, gdzie zakłada ich plan. Miguel zapraszający go z szampanem do ringu tylko mi jeszcze bardziej potęguje to uczucie panującego spisku. Pasuje takie otwarcie biznesu ze strony Miguela, a luksusowe zegarki dobrze podkreślają jego gimmick. No i zanosiło się i jest zdrada. Skoro już doszliśmy do długo oczekiwanego momentu zdrady to teraz pora na walkę tej dwójki.

Borges vs. Petarda: Spojrzałem na długość walki i myślałem, że będzie tutaj squash. Patrząc na przewagę jaką miał Borges w tej walce to raczej na to się zanosiło. Mamy jednak coś ciekawszego i pojawia nam się kolejna nowa postać. Dostajemy chłopa, który ma pilnować zasad w federacji. Przecież Otunga miał ich pilnować. Już stracił tą posadę i został zdegradowany do roli jedynie zawodnika. Pomysł na gimmick ciekawy, może dawać dużo możliwości w przyszłości. Chyba wygląda na to, że szykuje się program z Borgesem skoro to jego walkę przerywa. Jeżeli tak to szkoda, że Luis nie dostał tutaj okazji, żeby odpowiedzieć. Z drugiej strony jeżeli będą się ze sobą chwilę użerać to jeszcze na pewno będzie miał okazję do tego.

Walker/Ralf/Kannonball: Czekaj, dlaczego Walker jako Amerykanin mówi, że 11.09. był pięknym dniem? Totalnie tego nie kapuje, dla Amerykanów to chyba była jedna z największych tragedii w historii. Ubraniem nie prowokował mieszkańców Houston, ale nie odmówił sobie zaczepki słownej. Mam nadzieję, że to tylko taka krótka wstawka, bo na dłuższą metę takie powtarzanie takiego zabiegu w każdym promie może trochę zacząć nudzić. Mamy jeszcze ładne nawiązanie do Undertakera. Bardzo panuje Walker nad swoim ludźmi jako szef. Komenda nie padła, ale chuj, ujawnimy się xD Nie kojarzę tych dwóch zawodników, więc nie wiem czy to ktoś nowy, czy już byli gdzieś na efedach. Widać już od razu na początku, że chłopaki będą swoim przeciwnościami. Ralf jako taki bardziej intelektualista, a Kannonball jako prosty chłop, dla którego liczy się tylko, żeby bić się w ringu. Na początku walki dostał swój moment Turn, a potem to już w sumie było obijanie go na zmianę przez przeciwników. Na koniec jeszcze Diallo oszukuje Johnny`ego i ucieka z walki. Pytanie, czemu to zrobił? Wydawał się być facem. Może zobaczył coś ciekawego w kartach i to go skłoniło do takiego zachowania. A, czyli ten Diallo dołącza do ich ekipy. Dużo już ich tam się robi. Jak ten Turn ma sobie sam poradzić z czwórką przeciwników. Musi szybko zmontować jakąś ekipę.

Eckhart/Borges: Fajnie, że Luis jednak będzie miał okazję do odpowiedzi. Widzę, że ten Eckhart to będzie przerysowany z tym swoim trzymaniem się zasad. W sumie to może być to wykorzystane fajny komediowy sposób. Borges tutaj już lepiej wypada niż w swoim pierwszym segmencie. Pokazał tutaj trochę swojego charakteru i już od początku nie pozwoli sobie na interwencje w jego walce. Od razu dostajemy na koniec wyzwanie dla Erwina. Dobrze pokazuje mu, że on jest tutaj bardziej od roboty niż od gadania. Wyzwanie zaakceptowane, więc zapewne dostaniemy jeszcze kolejną konfrontację słowną między tą dwójką.

Uszczelka/Cava/Otunga/DiMateo: Tutaj zgadzam się z tym co pisali inni. Z jednej strony ładnie się gimmickowo to promo wpisuje w postać Uszczelki. Z drugiej Amerykanie raczej nie mieliby skąd znać tych wszystkich polskich smaczków z proma Zbyszka. Na pewno na plus u niego to uderzenie w kryminalną przeszłość Jorge. Pasuje to tutaj bardzo do postaci Zbyszka. Mógł sobie tylko oszczędzić tych grup pruszkowskich i wołomińskich, o których Amerykanie nie mają prawa wiedzieć. Potem wchodzi David, u niego na plus na pewno dobro posługiwanie oficjalnym językiem. Uwiarygadnia to jego postać prawnika. Dobrze Uszczelce wytknął, że walkę niby przegrał, ale na własne życzenie. Sam zresztą stwierdza, że sprawa pomiędzy nimi jest cały czas otwarta i logicznie może żądać tutaj rewanżu ze Zbyszkiem. Zarzut o oszustwa podatkowe z jednej strony celny, sam zresztą Zbyszek się do tego przyznał w tym segmencie. Z drugiej za to kogo interesują oszustwa podatkowe w wrestlingowym ringu? xD Do Jorge też w sumie celnie. Wiadomo jaki panuje stereotyp o tym jacy ludzie pojawiają się na siłowniach. Potęguje to jeszcze dodatkowo fakt kryminalnej przeszłości Jorge. No mają sens te argumenty Otungi. Problem polega tylko na tym, że ten argument nie mówi jednoznacznie o tym, że tylko jemu należy się walka ze Zbyszkiem. Jorge też ma swoje argumenty za tym i to nie jest takie zero-jedynkowe. Na koniec wchodzi Jay i faktycznie trochę długo wyszła jego wypowiedź, ale to nie jest dla mnie zarzut. Ja wychodziłem Cavazosem o odpowiadałem tylko Zbyszkowi, więc siłą rzeczy do następców w segmencie się nie odnosiłem. W przypadku DiMateo zamykał segment, więc ciężko byłoby mu pominąć odpowiedź dla kogokolwiek w tym segmencie. Widzę, że to przekręcanie nazwisk i nazw zostanie na dłużej z Jay`em. Fajnie to pokazuje jego ignorancję i to, że widzi tylko czubek własnego nosa. Ten trzepak jakoś tak średnio mi tu pasuje. Skąd Jay jako Amerykanin ma wiedzieć o takich rzeczach jak trzepaki? Może ja się nie znam, ale chyba dzieciaki w ameryce nie miały takich atrakcji? Dobrze wytknął Jorge, że skoro jest w biznesie już jakiś czas to powinien być przygotowany na nieuczciwe zagrywki ze strony rywali. Gdyby nie ten trzepak to dobrze wypadł tutaj Jay, najlepiej w całym segmencie. Zwłaszcza końcówka mi się podobała, jak przeszedł już bezpośrednio do tematu pasu. Zwłaszcza to zamknięcie z zamiataniem mi się podobało.

DiBiase: Strasznie tajemniczy ten Ted. Nic nam nie chce powiedzieć, tylko delikatnie uchyla nam tego rąbka tajemnicy. Na pewno ewentualny krok w stronę Global Championship zachęca dodatkowo zawodników, ale i fanów do obejrzenia walki.

Martin: No i jest i rozwinięcie segmentu z początku gali. Potężnie tutaj zmasakrował Japońca. Ręka to tam pewnie złamana w kilku miejscach. Psychopatycznie wyglądał tutaj Martin. Sakazaki chyba już na dobre pożegnany z federacji, a dla Nathana pora na coś nowego.

Main Event: Mocny powrót ma tutaj Ben. Najpierw dobrze pokazał się w Angry Chairs, a potem jeszcze wygrywa Main Event i robi krok w przód ku Global Championship. Mocno został w walce zabookowany. Systematycznie wykorzystywał osłabienie Riddle`a po jego walce z Heatwave. Uwiarygadnia to też Bena jako chłopa, który będzie używał wszelkich środków by znaleźć się na szczycie, o czym mówił wcześniej. Przy okazji też osłabiony Riddle aż tak dużo nie traci na tej porażce.
Odpowiedz
Cytuj
14.09.2026, 13:25
#7
Wes Wallace znowu w roli gospodarza, znowu w Houston. Piękną trylogię nam przygotował. No trzeba powiedzieć, że samym wstępem promuje już Zamorę, ile może. Nie wiem jak publiczność w USA pamięta te pół roku WCW i ogólnie czas Zamory w tamtej federacji, ale jeśli zapadł w ich pamięci choćby w 1/3 tak jak Wes, to można być spokojnym o jego drogę na szczyt. Cieszę się też, że Ben nie ukrywa, że wybrał drogę na skróty i że po prostu chce zdobyć ten szczyt możliwie szybko. No cóż, jak się ma możliwości, to chyba byłby głupi, jakby nie skorzystał, nie? Riddle z tego, co wiem to od początku LPW jest w tym obrazku zwanym "Main Event", więc wybrał chyba odpowiednio, aczkolwiek no...xD Budujemy Lopeza i Blaze'a na TOP gwiazdy, robimy im wielkie podpisanie kontraktu, tłuką się dwa miesiące o ten główny pas i w sumie co? Ben Zamora stwierdza, że to jednak Riddle jest na szczycie? No nie jest obecnie. Więc to taka baaardzo naciągana historia. Fajnie, że Zamora jest czysty. Mam nadzieje, że chodzi o WYLECZONE kontuzje. Ta wypowiedź jest bardzo prosta i myślę, że tą właśnie prostotą się broni. Chociaż jakby każdy chciał sobie tak wracać i od razu iść na szczyt, to raczej by nie wypaliło, prawda? No, ale BEN ZAMORA to nie jest każdy, ewidentnie. On tutaj brzmi rzeczywiście niczym NEXT BIG THING, którego plany pokrzyżowały kontuzje. Z tym odcinaniem kuponu za kuponem, to też bym nie przesadzał, bo chyba aż taki WIELKI to nie był. Generalnie no mocno EGO TOP w tej wypowiedzi, czy słusznie? No skądś te gwiazdy musimy brać, więc pojawiają się takie Watersy i Zamory, żeby jakoś to budować. Zobaczymy jak będziemy dobierać dla niego rywali, bo jeśli ma być budowany w ten sposób to rzeczywiście wielkiego pola manewru nie ma. Takich historii, jak ta widzieliśmy ostatnio sporo, jeśli chodzi o te powroty po naprawdę poważnych kontuzjach, więc ciekawi mnie też jak Jakub będzie dalej prowadził jego narracje. Wszystkie narzędzia ma, więc myślę, że możemy spodziewać się, że BEN będzie mocno widoczny na Colosseum. Podobała mi się wypowiedź Riddle'a, bo powiedział w sumie wszystko, co powinien. Jasno nawiązał do tego, że z jednej strony pozbył się Rybacka, ale z drugiej - no cóż, nie tak jak chciał. Nie ma też zabawy w kotka i myszkę, która w tym wypadku wypadła by po prostu głupio. On sam przyznaje, że skoro Zamora wziął go na celownik, no to ok - przyzwyczaił się do tego i nie pozostawi tego obojętnie. O, Zamora mówi o punktach za styl. Heh, Jay też. Nieźle. Ten Kenneth to jakoś specjalnie nie płakał, więc Ben mógłby sobie darować ten tekst. A z tym, że pamięta się tylko zwycięzców, to ogólnie w sporcie może tak, ale fani wrestlingu mają to do siebie, że są trochę bardziej pamiętliwi, przynajmniej ja mam takie wrażenie. O tym, jak HBK wygrał z Bretem, czy Rollins z Lesnarem i Romanem pamięta się głównie właśnie przez styl. Tekst z kajdankami całkiem spoko, chociaż to też jest taki w chuj popularny motyw, że ktoś mówi, że jego rywal jest cieniem samego siebie i że tego chce z niego wydobyć coś więcej. Tym bardziej, jak pada to z ust chłopa, który przez 6 lat był cieniem samego siebie. Dość odważna teza. No i w sumie Riddle to właśnie punktuje, więc to nie tak, że mam jakieś urojenia. Podoba mi się też to otwarte pytanie na koniec, bo teraz Zamora ma szanse na rozwinięcie tego swojego założenia. Ze sporą dozą agresji startuje tutaj Zamora, no i to pierwsze zdanie jak najbardziej trafne, bo męczył się ten Riddle z tym Rybackiem dość mocno i w sumie na tym mogłoby się to opierać, że Kenneth sam sobie nie dawał rady, więc Ben go wyręczył. Nie za bardzo rozumiem tego tekstu z pieskiem uciekającym w kąt klatki, bo jakby dla mnie Riddle nie jest przedstawiany jakoś bardzo jak pizda i słabeusz xD To raczej Rybackowi odpierdalało ponad normę. Jeśli już o "piździe mówiłem" to wydaje mi się, że jak taki tekst pada, to publiczność powinna coś robić. Zresztą to często tutaj występuje, że dajemy sobie opisy jak to publiczność kwiczy i szaleje przy wejściu, a potem gdzieś o tym zapominamy. Kenneth myślę, że dobrze na to wszystko odpowiada. Bo z jednej strony akceptuje to, co Ben mówił o jego rywalizacji z Rybackiem, a z drugiej - kąsa dalej, nawiązuje wciąż do tego, że Zamora jednak dość długo się leczył i że w sumie to on też powinien się obawiać, o ile nie bardziej. Potem mamy już jasne ukierunkowanie tego wszystkiego, więc wygląda na to, że zbyt długo na ich konfrontację nie będziemy czekać : ) Wes Wallace bardzo, bardzo mocno buduje Bena Zamorę. Naprawdę, kolejny raz tutaj dokłada miłe słowa na jego temat, a takie słowa z ust Wesa w Houston myślę, że sporo ważą. Riddle'a też docenia, no ale jednak mamy ten element zwątpienia, czy tam wszystko jest poukładane w głowie. Więc nie da się ukryć, że na razie w tej narracji to mamy ZAMORĘ jako TYTANA, który powraca w pełni sił i Riddle'a, który jest...ZAGADKĄ XDDD DOBRE, nie? Kenneth oczywiście mówi, że tak nie jest i że jest gotowy, więc ROBIMY TO. No najwyraźniej robimy, skoro GM napisał wiadomość, to chyba wszystko zatwierdzone w trybie...chat, najwyraźniej. Ta wypowiedź Bena na koniec bardzo dobra, tego mi właśnie brakowało wcześniej, że to szczyt COLOSSEUM. Mógłby się tylko ten Zamora mniej uśmiechać, bo mu się zmarszczki zrobią. Ten segment spełnił swoje założenie, bo mocno podbudował postać Bena, a też trochę wyciągnął i odnowił Riddle'a. Wes był mocnym tłem, nie ma co ukrywać, więc panowie powinni mu podziękować. Dobrze, że są postaci, które nie potrzebują wielkiego Wesa do budowania swojego statusu. Jakościowo to było raczej dobre, chociaż z paroma rzeczami się po prostu nie zgadzam, ale to tyle. Na pewno Main Event wygląda mocno i tylko czekać jak okaże się, że to nie jest walka o bycie na szczycie bez pokrycia.

OK. Czyli już wiemy, że Otunga wygra z Martinem, bo tego "chroni" pobicie. Tak też się dzieje. No, David zbiera dość ważne zwycięstwo, a Nathan jakoś sobie poradzi, w końcu taka jego rola, radzić sobie, czyż nie? Z tym niedopałkiem, to generalnie można strzelać w ciemno, bo papieroski to dość popularne są.

Ja z matmy zawsze kiepski byłem, ale to twierdzenie to akurat zna każde dziecko.

Krótki przerywnik z Sarą i naszym nowym GM'em. Profesjonalny TED, miejmy nadzieje, że rzeczywiście potrafi w "interesy". Pewnie jeszcze dziś dowiemy się, co tam nasza Sara przygotowała. Miejmy nadzieje, że będzie to koniec pewnego niezbyt udanego projektu.

Mocną reakcje dostaje ten młody Wallace, no ale pamiętajmy, że to Houston. Tylko skoro czepiamy się serków Monte, to też pamiętajmy o tym, że Wes nie był mistrzem przez 10 lat, no i że od momentu WCW minęło 6 lat, a tutaj mamy zupełnie inny świat i po części też innych ludzi. No właśnie, czy na pewno...James spoko opowiada o tym, że chce budować swoją historię, ale jednocześnie nie ignoruje dorobku swojego starego, co byłoby głupotą. Śmiesznie to wyszło, jak mówił, że mogą go kojarzyć z byciem synem Wesa, po czym mamy "Tylko, kurwa". No cóż, to jakby się podpisał. TAK, JESTEM JEGO SYNEM XD Na razie obija pionków, ale kurde...to chyba dobrze, nie? Nie każdy powinien być Benem Zamorą i od razu lądować na samym szczycie. A tutaj mamy jeszcze dużo historii do zbudowania. Myślę, że będzie budowana bardzo rozważnie i tego właśnie wam życzę ; )

Mi się podoba, że z Butlą zaczyna się dziać coś innego. Tylko niech on se będzie jaki jest, a to wszystko niech będzie dodatkiem, który może trochę otworzy mu horyzonty. Wolę taką pracę nad postacią, gdzie mamy coś nowego, coś innego niż takie ciągłe korzystanie z zapożyczonych tworów i schematów, co niestety jest często spotykane. Żeby coś więcej powiedzieć to tutaj trzeba czekać na rozwój tej sytuacji, ale w jakiś sposób zostałem zaciekawiony, więc jest nieźle.

Michał Pawlak i inne twory/Thory. Powiem tak - na grube świnie trzeba uważać. Mi się samemu trochę przybrało, więc wiem, co mówię. Thor spuszcza wpierdol, zero zaskoczenia. Tylko czy coś z tego będzie? Z tego co widzę to nie. No cóż, cierpliwość to cnota, którą nie wszyscy posiadają. Tak myślałem, że on będzie połączony z Fenrirem, bo to takie...no kurde xD Proste i logiczne. Na pewno w tych ich wypowiedziach bliżej mi do tej "Dziadkowej", po prostu uważam, że lepiej tam jest pokazany charakter postaci i że jest on bardziej złożony, a jednocześnie dalej mamy tę aurę, która pozwala nam zadawać sobie pytanie...kim właściwie jest ten człowiek, ten twór? THOR jest tutaj bardziej nastawiony na agresję i zadawanie bólu, niż na to by pokazać kim jest albo co się w nim kryje. Na pewno to też można by rozwijać, ale tak jak pisałem. Trzeba cierpliwości i chęci. Zobaczymy jak to będzie między nim rozwiązane, mam nadzieje, że jednak jakaś rywalizacja z tego wyniknie. Spoko, że zostało to zrobione w takim ciągu, w trakcie tych dwóch pojedynków. Dość naturalnie to wyszło.

Jay i Bret. Moi drodzy. MOI DRODZY. Jay jest postacią, która ma pazur, ale ma też zarys komediowy. W sensie może on nie mówi śmiesznych rzeczy, ale tworzy śmieszne sytuacje. A Bret? Wielkim wrestlerem jest, ale odklejkę też ma i to chciałem tu pokazać. Ja generalnie uważam, że dobrze jest dodawać realizmu naszym postacią i jak np. jest ktoś, kto trenował wrestlerów, to można użyć go do UWAGA UWAGA...TRENOWANIA! BANG! Co do firmy Zott xD To pozwólcie, że wyjaśnię. To był żart sytuacyjny. That's all. Nie wiem, czy ta firma jest w USA, Jay pewnie też nie wie. Oczywiście mógłbym robić reaserch i sprawdzać jakie desery jadły bogate, amerykańskie dzieci jakieś 15 lat temu, ale...jesteśmy na fedzie. Owszem, dążymy do realizmu, ale dajmy sobie też jakiś bufor normalności. Bo zaraz zacznę się przypierdalać o takie pierdoły, że każdy będzie się zastanawiał pół godziny, czy warto w ogóle zaczynać zdanie. Sam segment bardzo śmieszny i spełnił swoje zadanie - do Jaya przychodzą ludzie, on do tej pory nie korzystał z ich rad (psycholog, ojciec), tutaj Breta też olewa, po czym wykonuje SHARPSHOOTER i wygrywa. O to tu chodziło. Nie ma za co. BRAWO JAY, YEAAAAAAAAAAAH. A, no i generalnie myślę, że korzystanie z "prawdziwych" wrestlerów jest tak samo dobre, jak z tych fikcyjnych, bo niestety ale nie wyciągnę sobie z szafy Wesa Wallace'a żeby mi promował postać. Chociaż jak Panter masz czas, to zapraszam. Zrobimy segment gdzie Wes będzie uczył Jaya, jak przeklinać, żeby to miało sens i było dobrze odbierane.

PROMO Borgesa. Na razie bardzo spokojnie się tu wprowadza. Mamy raczej taki zamysł "będą próby, ja będę starał się tym próbom sprostać". Może to i dobrze, że nie ma kolejnego wejścia, gdzie ktoś od progu wojuje szabelką? Musimy poczekać na coś bardziej konkretnego, jeśli mamy to jakoś oceniać. Zastanawiam się tylko co on pił, bo jest to szklanka w połowie pusta, ale co tam było? Na pewno widać, że tutaj jeszcze nie ma obranego jakiegoś konkretniejszego celu i charakter też wymaga podrasowania, ale spokojnie - 2, 3 segmenty z jakaś ciekawą myślą i powinno być ok.

Wygrałem z Japońcem. Teraz czas na poważniejsze tematy, prawda?

Czy panu Diallo chodziło o Jindera Mahala? Czy może o Great Khaliego xD Cieszę się, że Diallo nie próbuje udawać, że w USA kogoś interesuje piłka nożna. Tzn. może trochę bardziej niż 10 lat temu, ale still takie nawiązania są tu raczej niezrozumiałe, więc dobrze, że jest pełna tego świadomość. Trochę taki nijaki wyszedł ten segment, bo o ile Cyclone chciał jakoś swojego kompana zainteresować, to ten dość mocno krążył koło jednego tematu. Aczkolwiek może takie było założenie, że sobie jeden pierdoli, a drugi to generalnie chce tag team partnera i tyle. No, ale na pewno wcześniej jakoś bardziej przemówiła do mnie postać Cyclone, a tutaj Turn ewidentnie nie dał mu się rozwinąć. Co do postaci Turna to tutaj fajnie by było jakby się zaczął rozwijać w jakiś konkretnych rywalizacjach, zobaczymy czy Willy Walker to będzie to...

OK. Mamy koniec zabawy Escobara i Steela. To musiało się tak skończyć, każdy to wiedział. No, cóż. Brutalne, ale prawdziwe. Ten Steel to się dał robić jak małe dziecko. Tyle mam do napisania na ten temat.

Erwin Eckhart? Dziwne to było, ale mnie zaciekawiło. Przynajmniej coś nowego, chociaż na pewno byłoby to bardzo specyficzne, jeśli chcemy sobie to wyobrazić. No, ale okej, dzieje się coś, a to już jest dobry sygnał. Ogólnie to właśnie ta "inność" mnie tu przyciągnęła, bo to zawsze daje nadzieje, że będzie coś nowego i świeżego. Jak na tak krótką sytuację to fajnie to wyszło i myślę, że zostało dobrze zbudowane i przekazane. Sama wypowiedź też była spójna i czytało się to płynnie, nie czuć było tutaj tak bardzo generycznych rzeczy, jak to często bywa przy nowych tworach.

Piękny dzień dla Ameryki, wczoraj? Wow. Nawet jak na heela to przesada, bo z tego co zauważyłem to w USA ten temat to świętość i nie pozwalają sobie na takie odzywki. Panie Erwinie, gdzie pan jest, jak trzeba interweniować? Potem już jest lepiej. Jest prostota, ale przekazana w taki sposób, że rzeczywiście może wywoływać to emocje na trybunach. Niezłą ekipę zmontował Willy xD Rozbawił mnie ten segment pod koniec, jak sobie ich wyobraziłem. Ogólnie całkiem to przyjemne było, naprawdę. Potem mamy zamieszanie w walce i Diallo idzie w swoja stronę. To dobrze, że tutaj od razu coś się dzieje. 

Erwin i Borges. Ok, czyli mamy ustalenie ich pojedynku. Na razie bardziej zaciekawił mnie tu ten Erwin ze swoją książką, bo to rzeczywiście już na wstępie jest bardziej konkretne gimmickowo. Myślę, że z Bretem Hartem by się dogadał w wielu kwestiach, więc jak coś to może pójść do Jaya i zapytać o numer. W sumie ciekawie by wyglądała ich konwersacja xD A co do Borgesa to na pewno tutaj trzeba wprowadzić w postaci coś, co pozwoli mu wyzbyć się tej "generic maniery", bo on na razie jest aż za bardzo spokojny. Nie mówię, że każdy musi być pojebem i że od początku musimy budować swoich wrestlerów w jakiś bardzo określony sposób, ale na pewno potrzeba czegoś, co będzie przyciągało uwagę. Szczególnie, że na forum ważne są właśnie takie małe smaczki, które gdzieś się u tych zawodników przewijają. Na pewno konkretny rywal i program bardzo w tym pomaga.

Segment z pasem Valor w tyle. Nie ukrywam, że czekałem na jakaś taką poważniejszą rzecz do zrobienia i cieszę się, że zostało tak to przedstawione. Uważam, że bardzo dobrze ułożono tutaj kolejność. Logiczne, że mistrz zaczyna i tutaj Zygmunt moim zdaniem naprawdę spełnił swoje zadanie, bo mamy to jego śmieszkowanie, które momentami może wydawać się nawet za głupie, ale tak jak już pisałem - takie postaci są potrzebne, bo byśmy zwariowali i zanudzili się tą powagą. Jorge wiadomo, że musi się pojawić i jakoś spróbować na nowo o ten pas zawalczyć, bo przecież taki właśnie jest jego charakter. Dostaje w ryj, podnosi się i walczy dalej. To też mamy tutaj, gdzie mamy taki typowo "Cavazosowy" zabieg, że on jednak nie powiedział ostatniego słowa i nie Uszczelka na pewno musi uważać. No i...okazuje się, że jest trzeci do tańca. Otunga podbudowany wygraną na PPV i dziś z Martinem. Fajnie, że Michał poszedł tutaj w rozrzucenie tego słowa pisanego, bo po prostu trochę lepiej się to czyta, aczkolwiek no nie będę ukrywał. Było sporo segmentów w których ten David mi się bardziej podobał, tutaj mamy właściwie tylko ten zamysł, że on chce ten pas i ma te swoje teczki, w których kurde no...brakuje konkretów. Niby mówi o umowach, rozliczeniach itp. i to wpisuje się w ten jego gimmick, ale jednak z Hillem miał przynajmniej na czym działać, a tutaj widzimy, że za bardzo nie wie, jak ugryźć tę dwójkę. Mamy niby to nawiązanie z urzędem skarbowym, ale to jednak mocno naciągane. Na pewno z trakcie rywalizacji trzeba będzie tutaj popracować nad tym i myślę, że Michał na spokojnie to zrobi. Jay miał jedno zadanie - strzelać z armaty i myślę, że strzelał. Pazurki mu rosną, bo pokonał Ssijo, więc może sobie pozwolić na lekki odjazd. W końcu dla niego to coś ważnego. Nie dostałem tylko konkretów co z tym pasem GLOBAL, ale widzę, że generalnie ich nie ma, więc xD Myślę, że całościowo całkiem udany był to segment i fajnie, że z tym pasem będzie się coś działo i będzie to z udziałem AKTYWNYCH userów.

OK. O wilku mowa, czyli o pasie GLOBAL. No, nadal za wiele nie wiemy. Tylko tyle, że dzisiejszy Main Event będzie dużym ułatwieniem. No, tutaj zero zaskoczenia.

Nathan to jest bydle jednak. Biedny Ssijo Sakazaki. Pali papierosy? Pali. Czy to on zaatakował Martina? No xD Skoro Aigor odchodzi to każdy, kto trochę myśli, zdaje sobie sprawę, że NIE. Jak rozumiem idę postaci Martina, to on jest taką siłą, która dobra pragnąc wiecznie zło czyni, tak? Parafrazuje "Fausta", jakby ktoś pytał. Tutaj mi to pasuje idealnie, ale wolę się dopytać, bo czasami odnoszę wrażenie, że jednak nie jestem tak bystrą kredką, jak mi się wydawało.

W Main Evencie przyczepie się, bo "Amerykanin" padło naprawdę dużo za dużo razy jak na taką walkę, przy tych odstępach. Sama wygrana Zamory nie jest żadnym zaskoczeniem dla mnie. No cóż. Naprawdę błyskawiczna droga na szczyt. Nie boli mnie jednak twój sukces, Jakubie. Sam miałem tyle sukcesów, że mógłbym nie mieć już żadnego, parę rozdać i jeszcze by mi zostało. 

Dobra gala ogólnie, nie jakaś wybitna, ale było to z sensem ułożone i mieliśmy kilka fajnych rzeczy. Idźmy w tym kierunku, rozwijajmy postaci. To co pisał Kuba na czacie to prawda. HB mają sporo roboty z samym układaniem kart, tak żeby to było sensowne. Wiadomo, że instrukcje też trzeba wysyłać z głową, ale im więcej będziemy dopytywać o swoją postać i o nią DBAĆ, tym mniejsza szansa, że dojdzie do jakiś nieporozumień.
Odpowiedz
Cytuj
The Game
Valor Champion
14.09.2026, 13:25 #7
Wes Wallace znowu w roli gospodarza, znowu w Houston. Piękną trylogię nam przygotował. No trzeba powiedzieć, że samym wstępem promuje już Zamorę, ile może. Nie wiem jak publiczność w USA pamięta te pół roku WCW i ogólnie czas Zamory w tamtej federacji, ale jeśli zapadł w ich pamięci choćby w 1/3 tak jak Wes, to można być spokojnym o jego drogę na szczyt. Cieszę się też, że Ben nie ukrywa, że wybrał drogę na skróty i że po prostu chce zdobyć ten szczyt możliwie szybko. No cóż, jak się ma możliwości, to chyba byłby głupi, jakby nie skorzystał, nie? Riddle z tego, co wiem to od początku LPW jest w tym obrazku zwanym "Main Event", więc wybrał chyba odpowiednio, aczkolwiek no...xD Budujemy Lopeza i Blaze'a na TOP gwiazdy, robimy im wielkie podpisanie kontraktu, tłuką się dwa miesiące o ten główny pas i w sumie co? Ben Zamora stwierdza, że to jednak Riddle jest na szczycie? No nie jest obecnie. Więc to taka baaardzo naciągana historia. Fajnie, że Zamora jest czysty. Mam nadzieje, że chodzi o WYLECZONE kontuzje. Ta wypowiedź jest bardzo prosta i myślę, że tą właśnie prostotą się broni. Chociaż jakby każdy chciał sobie tak wracać i od razu iść na szczyt, to raczej by nie wypaliło, prawda? No, ale BEN ZAMORA to nie jest każdy, ewidentnie. On tutaj brzmi rzeczywiście niczym NEXT BIG THING, którego plany pokrzyżowały kontuzje. Z tym odcinaniem kuponu za kuponem, to też bym nie przesadzał, bo chyba aż taki WIELKI to nie był. Generalnie no mocno EGO TOP w tej wypowiedzi, czy słusznie? No skądś te gwiazdy musimy brać, więc pojawiają się takie Watersy i Zamory, żeby jakoś to budować. Zobaczymy jak będziemy dobierać dla niego rywali, bo jeśli ma być budowany w ten sposób to rzeczywiście wielkiego pola manewru nie ma. Takich historii, jak ta widzieliśmy ostatnio sporo, jeśli chodzi o te powroty po naprawdę poważnych kontuzjach, więc ciekawi mnie też jak Jakub będzie dalej prowadził jego narracje. Wszystkie narzędzia ma, więc myślę, że możemy spodziewać się, że BEN będzie mocno widoczny na Colosseum. Podobała mi się wypowiedź Riddle'a, bo powiedział w sumie wszystko, co powinien. Jasno nawiązał do tego, że z jednej strony pozbył się Rybacka, ale z drugiej - no cóż, nie tak jak chciał. Nie ma też zabawy w kotka i myszkę, która w tym wypadku wypadła by po prostu głupio. On sam przyznaje, że skoro Zamora wziął go na celownik, no to ok - przyzwyczaił się do tego i nie pozostawi tego obojętnie. O, Zamora mówi o punktach za styl. Heh, Jay też. Nieźle. Ten Kenneth to jakoś specjalnie nie płakał, więc Ben mógłby sobie darować ten tekst. A z tym, że pamięta się tylko zwycięzców, to ogólnie w sporcie może tak, ale fani wrestlingu mają to do siebie, że są trochę bardziej pamiętliwi, przynajmniej ja mam takie wrażenie. O tym, jak HBK wygrał z Bretem, czy Rollins z Lesnarem i Romanem pamięta się głównie właśnie przez styl. Tekst z kajdankami całkiem spoko, chociaż to też jest taki w chuj popularny motyw, że ktoś mówi, że jego rywal jest cieniem samego siebie i że tego chce z niego wydobyć coś więcej. Tym bardziej, jak pada to z ust chłopa, który przez 6 lat był cieniem samego siebie. Dość odważna teza. No i w sumie Riddle to właśnie punktuje, więc to nie tak, że mam jakieś urojenia. Podoba mi się też to otwarte pytanie na koniec, bo teraz Zamora ma szanse na rozwinięcie tego swojego założenia. Ze sporą dozą agresji startuje tutaj Zamora, no i to pierwsze zdanie jak najbardziej trafne, bo męczył się ten Riddle z tym Rybackiem dość mocno i w sumie na tym mogłoby się to opierać, że Kenneth sam sobie nie dawał rady, więc Ben go wyręczył. Nie za bardzo rozumiem tego tekstu z pieskiem uciekającym w kąt klatki, bo jakby dla mnie Riddle nie jest przedstawiany jakoś bardzo jak pizda i słabeusz xD To raczej Rybackowi odpierdalało ponad normę. Jeśli już o "piździe mówiłem" to wydaje mi się, że jak taki tekst pada, to publiczność powinna coś robić. Zresztą to często tutaj występuje, że dajemy sobie opisy jak to publiczność kwiczy i szaleje przy wejściu, a potem gdzieś o tym zapominamy. Kenneth myślę, że dobrze na to wszystko odpowiada. Bo z jednej strony akceptuje to, co Ben mówił o jego rywalizacji z Rybackiem, a z drugiej - kąsa dalej, nawiązuje wciąż do tego, że Zamora jednak dość długo się leczył i że w sumie to on też powinien się obawiać, o ile nie bardziej. Potem mamy już jasne ukierunkowanie tego wszystkiego, więc wygląda na to, że zbyt długo na ich konfrontację nie będziemy czekać : ) Wes Wallace bardzo, bardzo mocno buduje Bena Zamorę. Naprawdę, kolejny raz tutaj dokłada miłe słowa na jego temat, a takie słowa z ust Wesa w Houston myślę, że sporo ważą. Riddle'a też docenia, no ale jednak mamy ten element zwątpienia, czy tam wszystko jest poukładane w głowie. Więc nie da się ukryć, że na razie w tej narracji to mamy ZAMORĘ jako TYTANA, który powraca w pełni sił i Riddle'a, który jest...ZAGADKĄ XDDD DOBRE, nie? Kenneth oczywiście mówi, że tak nie jest i że jest gotowy, więc ROBIMY TO. No najwyraźniej robimy, skoro GM napisał wiadomość, to chyba wszystko zatwierdzone w trybie...chat, najwyraźniej. Ta wypowiedź Bena na koniec bardzo dobra, tego mi właśnie brakowało wcześniej, że to szczyt COLOSSEUM. Mógłby się tylko ten Zamora mniej uśmiechać, bo mu się zmarszczki zrobią. Ten segment spełnił swoje założenie, bo mocno podbudował postać Bena, a też trochę wyciągnął i odnowił Riddle'a. Wes był mocnym tłem, nie ma co ukrywać, więc panowie powinni mu podziękować. Dobrze, że są postaci, które nie potrzebują wielkiego Wesa do budowania swojego statusu. Jakościowo to było raczej dobre, chociaż z paroma rzeczami się po prostu nie zgadzam, ale to tyle. Na pewno Main Event wygląda mocno i tylko czekać jak okaże się, że to nie jest walka o bycie na szczycie bez pokrycia.

OK. Czyli już wiemy, że Otunga wygra z Martinem, bo tego "chroni" pobicie. Tak też się dzieje. No, David zbiera dość ważne zwycięstwo, a Nathan jakoś sobie poradzi, w końcu taka jego rola, radzić sobie, czyż nie? Z tym niedopałkiem, to generalnie można strzelać w ciemno, bo papieroski to dość popularne są.

Ja z matmy zawsze kiepski byłem, ale to twierdzenie to akurat zna każde dziecko.

Krótki przerywnik z Sarą i naszym nowym GM'em. Profesjonalny TED, miejmy nadzieje, że rzeczywiście potrafi w "interesy". Pewnie jeszcze dziś dowiemy się, co tam nasza Sara przygotowała. Miejmy nadzieje, że będzie to koniec pewnego niezbyt udanego projektu.

Mocną reakcje dostaje ten młody Wallace, no ale pamiętajmy, że to Houston. Tylko skoro czepiamy się serków Monte, to też pamiętajmy o tym, że Wes nie był mistrzem przez 10 lat, no i że od momentu WCW minęło 6 lat, a tutaj mamy zupełnie inny świat i po części też innych ludzi. No właśnie, czy na pewno...James spoko opowiada o tym, że chce budować swoją historię, ale jednocześnie nie ignoruje dorobku swojego starego, co byłoby głupotą. Śmiesznie to wyszło, jak mówił, że mogą go kojarzyć z byciem synem Wesa, po czym mamy "Tylko, kurwa". No cóż, to jakby się podpisał. TAK, JESTEM JEGO SYNEM XD Na razie obija pionków, ale kurde...to chyba dobrze, nie? Nie każdy powinien być Benem Zamorą i od razu lądować na samym szczycie. A tutaj mamy jeszcze dużo historii do zbudowania. Myślę, że będzie budowana bardzo rozważnie i tego właśnie wam życzę ; )

Mi się podoba, że z Butlą zaczyna się dziać coś innego. Tylko niech on se będzie jaki jest, a to wszystko niech będzie dodatkiem, który może trochę otworzy mu horyzonty. Wolę taką pracę nad postacią, gdzie mamy coś nowego, coś innego niż takie ciągłe korzystanie z zapożyczonych tworów i schematów, co niestety jest często spotykane. Żeby coś więcej powiedzieć to tutaj trzeba czekać na rozwój tej sytuacji, ale w jakiś sposób zostałem zaciekawiony, więc jest nieźle.

Michał Pawlak i inne twory/Thory. Powiem tak - na grube świnie trzeba uważać. Mi się samemu trochę przybrało, więc wiem, co mówię. Thor spuszcza wpierdol, zero zaskoczenia. Tylko czy coś z tego będzie? Z tego co widzę to nie. No cóż, cierpliwość to cnota, którą nie wszyscy posiadają. Tak myślałem, że on będzie połączony z Fenrirem, bo to takie...no kurde xD Proste i logiczne. Na pewno w tych ich wypowiedziach bliżej mi do tej "Dziadkowej", po prostu uważam, że lepiej tam jest pokazany charakter postaci i że jest on bardziej złożony, a jednocześnie dalej mamy tę aurę, która pozwala nam zadawać sobie pytanie...kim właściwie jest ten człowiek, ten twór? THOR jest tutaj bardziej nastawiony na agresję i zadawanie bólu, niż na to by pokazać kim jest albo co się w nim kryje. Na pewno to też można by rozwijać, ale tak jak pisałem. Trzeba cierpliwości i chęci. Zobaczymy jak to będzie między nim rozwiązane, mam nadzieje, że jednak jakaś rywalizacja z tego wyniknie. Spoko, że zostało to zrobione w takim ciągu, w trakcie tych dwóch pojedynków. Dość naturalnie to wyszło.

Jay i Bret. Moi drodzy. MOI DRODZY. Jay jest postacią, która ma pazur, ale ma też zarys komediowy. W sensie może on nie mówi śmiesznych rzeczy, ale tworzy śmieszne sytuacje. A Bret? Wielkim wrestlerem jest, ale odklejkę też ma i to chciałem tu pokazać. Ja generalnie uważam, że dobrze jest dodawać realizmu naszym postacią i jak np. jest ktoś, kto trenował wrestlerów, to można użyć go do UWAGA UWAGA...TRENOWANIA! BANG! Co do firmy Zott xD To pozwólcie, że wyjaśnię. To był żart sytuacyjny. That's all. Nie wiem, czy ta firma jest w USA, Jay pewnie też nie wie. Oczywiście mógłbym robić reaserch i sprawdzać jakie desery jadły bogate, amerykańskie dzieci jakieś 15 lat temu, ale...jesteśmy na fedzie. Owszem, dążymy do realizmu, ale dajmy sobie też jakiś bufor normalności. Bo zaraz zacznę się przypierdalać o takie pierdoły, że każdy będzie się zastanawiał pół godziny, czy warto w ogóle zaczynać zdanie. Sam segment bardzo śmieszny i spełnił swoje zadanie - do Jaya przychodzą ludzie, on do tej pory nie korzystał z ich rad (psycholog, ojciec), tutaj Breta też olewa, po czym wykonuje SHARPSHOOTER i wygrywa. O to tu chodziło. Nie ma za co. BRAWO JAY, YEAAAAAAAAAAAH. A, no i generalnie myślę, że korzystanie z "prawdziwych" wrestlerów jest tak samo dobre, jak z tych fikcyjnych, bo niestety ale nie wyciągnę sobie z szafy Wesa Wallace'a żeby mi promował postać. Chociaż jak Panter masz czas, to zapraszam. Zrobimy segment gdzie Wes będzie uczył Jaya, jak przeklinać, żeby to miało sens i było dobrze odbierane.

PROMO Borgesa. Na razie bardzo spokojnie się tu wprowadza. Mamy raczej taki zamysł "będą próby, ja będę starał się tym próbom sprostać". Może to i dobrze, że nie ma kolejnego wejścia, gdzie ktoś od progu wojuje szabelką? Musimy poczekać na coś bardziej konkretnego, jeśli mamy to jakoś oceniać. Zastanawiam się tylko co on pił, bo jest to szklanka w połowie pusta, ale co tam było? Na pewno widać, że tutaj jeszcze nie ma obranego jakiegoś konkretniejszego celu i charakter też wymaga podrasowania, ale spokojnie - 2, 3 segmenty z jakaś ciekawą myślą i powinno być ok.

Wygrałem z Japońcem. Teraz czas na poważniejsze tematy, prawda?

Czy panu Diallo chodziło o Jindera Mahala? Czy może o Great Khaliego xD Cieszę się, że Diallo nie próbuje udawać, że w USA kogoś interesuje piłka nożna. Tzn. może trochę bardziej niż 10 lat temu, ale still takie nawiązania są tu raczej niezrozumiałe, więc dobrze, że jest pełna tego świadomość. Trochę taki nijaki wyszedł ten segment, bo o ile Cyclone chciał jakoś swojego kompana zainteresować, to ten dość mocno krążył koło jednego tematu. Aczkolwiek może takie było założenie, że sobie jeden pierdoli, a drugi to generalnie chce tag team partnera i tyle. No, ale na pewno wcześniej jakoś bardziej przemówiła do mnie postać Cyclone, a tutaj Turn ewidentnie nie dał mu się rozwinąć. Co do postaci Turna to tutaj fajnie by było jakby się zaczął rozwijać w jakiś konkretnych rywalizacjach, zobaczymy czy Willy Walker to będzie to...

OK. Mamy koniec zabawy Escobara i Steela. To musiało się tak skończyć, każdy to wiedział. No, cóż. Brutalne, ale prawdziwe. Ten Steel to się dał robić jak małe dziecko. Tyle mam do napisania na ten temat.

Erwin Eckhart? Dziwne to było, ale mnie zaciekawiło. Przynajmniej coś nowego, chociaż na pewno byłoby to bardzo specyficzne, jeśli chcemy sobie to wyobrazić. No, ale okej, dzieje się coś, a to już jest dobry sygnał. Ogólnie to właśnie ta "inność" mnie tu przyciągnęła, bo to zawsze daje nadzieje, że będzie coś nowego i świeżego. Jak na tak krótką sytuację to fajnie to wyszło i myślę, że zostało dobrze zbudowane i przekazane. Sama wypowiedź też była spójna i czytało się to płynnie, nie czuć było tutaj tak bardzo generycznych rzeczy, jak to często bywa przy nowych tworach.

Piękny dzień dla Ameryki, wczoraj? Wow. Nawet jak na heela to przesada, bo z tego co zauważyłem to w USA ten temat to świętość i nie pozwalają sobie na takie odzywki. Panie Erwinie, gdzie pan jest, jak trzeba interweniować? Potem już jest lepiej. Jest prostota, ale przekazana w taki sposób, że rzeczywiście może wywoływać to emocje na trybunach. Niezłą ekipę zmontował Willy xD Rozbawił mnie ten segment pod koniec, jak sobie ich wyobraziłem. Ogólnie całkiem to przyjemne było, naprawdę. Potem mamy zamieszanie w walce i Diallo idzie w swoja stronę. To dobrze, że tutaj od razu coś się dzieje. 

Erwin i Borges. Ok, czyli mamy ustalenie ich pojedynku. Na razie bardziej zaciekawił mnie tu ten Erwin ze swoją książką, bo to rzeczywiście już na wstępie jest bardziej konkretne gimmickowo. Myślę, że z Bretem Hartem by się dogadał w wielu kwestiach, więc jak coś to może pójść do Jaya i zapytać o numer. W sumie ciekawie by wyglądała ich konwersacja xD A co do Borgesa to na pewno tutaj trzeba wprowadzić w postaci coś, co pozwoli mu wyzbyć się tej "generic maniery", bo on na razie jest aż za bardzo spokojny. Nie mówię, że każdy musi być pojebem i że od początku musimy budować swoich wrestlerów w jakiś bardzo określony sposób, ale na pewno potrzeba czegoś, co będzie przyciągało uwagę. Szczególnie, że na forum ważne są właśnie takie małe smaczki, które gdzieś się u tych zawodników przewijają. Na pewno konkretny rywal i program bardzo w tym pomaga.

Segment z pasem Valor w tyle. Nie ukrywam, że czekałem na jakaś taką poważniejszą rzecz do zrobienia i cieszę się, że zostało tak to przedstawione. Uważam, że bardzo dobrze ułożono tutaj kolejność. Logiczne, że mistrz zaczyna i tutaj Zygmunt moim zdaniem naprawdę spełnił swoje zadanie, bo mamy to jego śmieszkowanie, które momentami może wydawać się nawet za głupie, ale tak jak już pisałem - takie postaci są potrzebne, bo byśmy zwariowali i zanudzili się tą powagą. Jorge wiadomo, że musi się pojawić i jakoś spróbować na nowo o ten pas zawalczyć, bo przecież taki właśnie jest jego charakter. Dostaje w ryj, podnosi się i walczy dalej. To też mamy tutaj, gdzie mamy taki typowo "Cavazosowy" zabieg, że on jednak nie powiedział ostatniego słowa i nie Uszczelka na pewno musi uważać. No i...okazuje się, że jest trzeci do tańca. Otunga podbudowany wygraną na PPV i dziś z Martinem. Fajnie, że Michał poszedł tutaj w rozrzucenie tego słowa pisanego, bo po prostu trochę lepiej się to czyta, aczkolwiek no nie będę ukrywał. Było sporo segmentów w których ten David mi się bardziej podobał, tutaj mamy właściwie tylko ten zamysł, że on chce ten pas i ma te swoje teczki, w których kurde no...brakuje konkretów. Niby mówi o umowach, rozliczeniach itp. i to wpisuje się w ten jego gimmick, ale jednak z Hillem miał przynajmniej na czym działać, a tutaj widzimy, że za bardzo nie wie, jak ugryźć tę dwójkę. Mamy niby to nawiązanie z urzędem skarbowym, ale to jednak mocno naciągane. Na pewno z trakcie rywalizacji trzeba będzie tutaj popracować nad tym i myślę, że Michał na spokojnie to zrobi. Jay miał jedno zadanie - strzelać z armaty i myślę, że strzelał. Pazurki mu rosną, bo pokonał Ssijo, więc może sobie pozwolić na lekki odjazd. W końcu dla niego to coś ważnego. Nie dostałem tylko konkretów co z tym pasem GLOBAL, ale widzę, że generalnie ich nie ma, więc xD Myślę, że całościowo całkiem udany był to segment i fajnie, że z tym pasem będzie się coś działo i będzie to z udziałem AKTYWNYCH userów.

OK. O wilku mowa, czyli o pasie GLOBAL. No, nadal za wiele nie wiemy. Tylko tyle, że dzisiejszy Main Event będzie dużym ułatwieniem. No, tutaj zero zaskoczenia.

Nathan to jest bydle jednak. Biedny Ssijo Sakazaki. Pali papierosy? Pali. Czy to on zaatakował Martina? No xD Skoro Aigor odchodzi to każdy, kto trochę myśli, zdaje sobie sprawę, że NIE. Jak rozumiem idę postaci Martina, to on jest taką siłą, która dobra pragnąc wiecznie zło czyni, tak? Parafrazuje "Fausta", jakby ktoś pytał. Tutaj mi to pasuje idealnie, ale wolę się dopytać, bo czasami odnoszę wrażenie, że jednak nie jestem tak bystrą kredką, jak mi się wydawało.

W Main Evencie przyczepie się, bo "Amerykanin" padło naprawdę dużo za dużo razy jak na taką walkę, przy tych odstępach. Sama wygrana Zamory nie jest żadnym zaskoczeniem dla mnie. No cóż. Naprawdę błyskawiczna droga na szczyt. Nie boli mnie jednak twój sukces, Jakubie. Sam miałem tyle sukcesów, że mógłbym nie mieć już żadnego, parę rozdać i jeszcze by mi zostało. 

Dobra gala ogólnie, nie jakaś wybitna, ale było to z sensem ułożone i mieliśmy kilka fajnych rzeczy. Idźmy w tym kierunku, rozwijajmy postaci. To co pisał Kuba na czacie to prawda. HB mają sporo roboty z samym układaniem kart, tak żeby to było sensowne. Wiadomo, że instrukcje też trzeba wysyłać z głową, ale im więcej będziemy dopytywać o swoją postać i o nią DBAĆ, tym mniejsza szansa, że dojdzie do jakiś nieporozumień.
Odpowiedz
Cytuj
16.09.2026, 17:31
#8
Angry, so angry: komentatorzy siedzo i milczo, a Houston dostaje kolejną galę, ależ tam ostatnio wrestling jest grany. Aha, nie będzie przedstawiał syna, bo myślałem, że Angry Chairs będzie odnosić się do tego, że ojciec i syn prowadzą jako tako ten program i zapraszają jakiegoś gościa. No ale syn po ogromnym zwycięstwie nad Eliasem musi już sam sobie radzić. Pierwszym gościem będzie Zamora i to na pewno nie będzie miła pogawędka jak to na face’a i heela przystało. Widownia pewnie leci na nostalgii dlatego cheerują jakkolwiek Zamorę, tak jak na samym początku Lopeza. A po Heatwave widać było, że to będzie złol. Niestety, link do koszulki nie działa. A raczej po prostu go nie ma. Ale Wes ładnie prowadzi rozmowę, mówi na temat, dąży do celu, jest zajebistym prowadzącym, naprawdę. Nie chce mi się wierzyć, że to będzie pierwszy i ostatni jego raz w LPW z tym programem. No ciekawe słowa Jacksona, Zamora przedstawiony przez niego jako potężny zawodnik, którym niewątpliwie jest. Ale dobra ta wypowiedź Zamory. Nie mam nic do czego bym się przyczepił. Od razu pozycjonuje się jako ktoś, kto jest zajebiście wysoko z ambicjami i dąży do swojego celu. Riddle zebrał wpierdol, bo był po prostu na drodze Bena. Chociaż niech Kenneth się w takim razie cieszy, że wygrał to starcie, bo mogło to wszystko pójść w dwie zupełnie inne strony (po aktywności Brixa wiadomo, że nie, ale storyline’owo jak najbardziej). A Riddle znowu jest wściekły, normalnie strasznie zdenerwowany facet, chyba zaraz będzie siwy. Najpierw Ryback, teraz Zamora. No tak, Kenny pierwsze PPV w końcu zakończył na finałowej dwójce, a drugie ktoś wygrał „za niego” można czuć w chuj niedosytu. Dobry ten Riddle, w jego przemowie czuć tą zaciętość i to, że chce w końcu udowodnić, iż rozprawi się ze swoim rywalem na PPV tak jak należy. Oj z Zamory coraz bardziej wychodzi taki chujek i bardzo dobrze. Fajne nawiązanie do sekcji Alumni, która ostatnio została utworzona. Niech Wes zacznie nad tym panować, bo zaraz rzucą się sobie do gardeł. Ewidentnie dwóch twardzieli się spotkało i obaj mają coś konkretnego do powiedzenia. A, faktycznie przecież to Kenneth dostał pretendenta o pas Valor. Kurczę, całkowicie o tym zapomniałem, a przecież to wtedy wszystko się zaczęło. Kontuzja i stół komentatorski to chyba moment, kiedy Whip porzucił granie. Ale z perspektywy postaci faktycznie musi byc sfrustrowany i chcieć się wykazać. O, nareszcie wkroczył Wes, bo już mało brakowało. Riddle stanowczy i w sumie dobrze, zaostrza się rozmowa. Yay, Wes nam załatwił walkę u Tedego. Nie no, sam pisałem me, nie będę świrował XD. Tak dobitnie podkreśla, że to koniec, iż coraz bardziej w to nie wierzę XD. Riddle trafia na samych pojebów i psychopatów. Po co było się pchać w te powroty? XD Zajebisty opening segment. Twarda rozmowa dwóch zawodników. Dlatego wpisuje się to w ten format Angry Chairs.

Poobijany Martin: gdyby był to DiMateto ten niedopałek mógłby sugerować Aigorowego Japońca, ale po pierwsze to Martin, a po drugie Ssijo po tej gali jest już w zacnym gronie Alumni. No dobra, ciekawe o co może chodzić. W każdym razie Nathan osłabiony przed pojedynkiem.

Pierwsza walka: można było się po tym spodziewać, że Otunga to wygra.

Eee a co to za dissy na zawodnika nie z tego brandu?

Tede i Sara: no i jest, pierwszy głos nowego GMa od czasu PPV. Sara Rojas, coś tutaj z Miguelem będzie grane. Ciekawe, dawno nie było go słychać. Zobaczymy.

Syn swojego ojca: jest i on. Kolejne mocne nazwisko. Kurwa, Jakub, Ty masz pół rosteru postaci, ja nie wiem jak ty to ogarniasz XD m. Generalnie wszyscy co mają ich po tyle. Jeszcze nic nie zrobił, a trybuny już są jego. Znajomości i nepotyzm to podstawa w tym świecie XD. Ale ładna chwila, że ojciec i syn dają osobne segmenty w trakcie jednej gali. Eee ale ojca to Ty szanuj i jego dziedzictwo, a nie od razu po starym jedzie. Patrzę w kartę zapisu, 2006 rok, ja pierdolę XD Jaki człowiek jest stary. No i dobrze, że odbija od wizerunku swojego ojca i nie chce być „młodym Wesem” tylko Jamesem i tyle. Jak ja nie lubię gdy ktoś mówi o jakimś piłkarzu „nowy Messi”. Dla mnie to żaden wyznacznik. Bardzo fajna ta wypowiedź, wszystko jest na swoim miejscu.

Druga walka: spodziewane zwycięstwo.

Butla i jakiś gość: pierwszym błędem było zabieranie się do tej łamigłówki bez zrobienia połówki flaszki. O, odwiedza go ten sam turas co ostatnio. A ten o browarach. Też trochę nudnawe w sumie. Emil Ciureja reprezentuje rodzinę Ciureja, a to Ci zaskoczenie XD. Butla zaraz stanie się Indiana Jonesem. O kurde, zagadka z pochodzeniem naszego nadwornego menela. No kurde, ciekawie się zaczyna robić. Najbliższe gale mogą zupełnie zmienić tożsamość Zugmunta. Być może będzie bogaty w jednej linii co Escobar, albo niegdyś Steele. No dobra, zacieram ręce na kontynuację.

Renee, Michał i Thor: jeszcze nie czytałem, ale z góry strzelam: alter ego Brutala? XD No taki bardziej evil Brutal jak to się mówi. Ogromny Norweg i na razie koniec.

Trzecia walka: logiczne zwycięstwo na podbicie streaku.

Po walce: najpierw mówi, że to obraża dostawać takich przeciwników, później mówi, że z każdym może walczyć. I co, to wtedy już go nie uraża? No jest ta wypowiedź charakterystyczna, pozuje się tutaj na takiego wikinga m, który tam rozpierdala wszystko i wszystkich, ale w sumie nic ponadto. Takie tanie teksty pseudo kozaczka. O, wchodzi Fenrir, czyli drugi Norweg (?) chyba. Tak dobrze wszystkich nie pamiętam. Teraz sprawdziłem no i jest to prawda, a poza tym Leviathan go założył, więc raczej zje przeciwnika z łatwością. A to ciekawy program by był, skoro to dwóch Norwegów. No właśnie, „by był”, ale ktoś ma za duże ego i nie potrafi sobie poradzić z krytyką. No szkoda. No taka odpowiedź jak na pierwszą nie jest zła. Na pewno lepiej, niż przeciwnik, ale jednak nie przekonuje mnie jakoś ogromnie. Fajny ten motyw z czerwonymi oczodołami. Ale dwóch wikingów to mogło być bardzo ciekawie. Czekam na odpowiedni rozwój Fenrira, bo wyczuwam dobrego zawodnika.

Czwarta walka: patrząc po ostatniej aktywności Steele’a, a raczej jego właściciela, zakładam wygraną Fenrira. Ależ mocno zabookowany ten Fenrir. Steele stawiał opór, ale czuć moc Norwega. No i super, niech rośnie kolejny, mocny zawodnik, takich nigdy zbyt wielu.

Fajne buty. Jak odlane, to idealnie muszą pasować.

DiMateto: ciekawe czy na pogrzeb do ciotki, czy na co. Zakładam, że dzwonił Koleś. O chuj, randomowo w ogóle wbija sobie do szatni Bret Hart XD. Musze przyznać, że tego się nie spodziewałem XD. No tak, spanish inquisition XD. A z tą inwigilacją, to do Halloway’a idź, on Ci wytłumaczy. Z Monte wiadomo o co chodzi, natomiast to jest chyba jednak głównie w Europie jedzony deser, śmiem wątpić, żeby Amerykanin zajadał się Monte. No chyba, że się mylę, ale nie chce mi się już tego sprawdzać XD. Czyli zgadłem ze śmiercią ciotki tylko nie zgadłem spadku. Ojciec Jay’a ma tutaj jakiś wpływ? Nie pamiętam, żeby było to powiedziane wcześniej. Chyba, że chodzi ogólnie o to, że ma wpływy. Bret jako trener potrafi okiełznać Jay’a jak nikt inny. Je, prawdziwy Bret Hart mówiłby „Bill Goldberg” XD. Czemu Samsung jest napisany samymi wielkimi literami? Też nie rozumiem. No dobra, taki zagrzewający segment, dodający otuchy podopiecznemu trener, ale rany Boskie jakie to było z dupy XD. Tak o casualowo wbija sobie Bret Hart to szatni i rozgrzewa swojego zawodnika XD. Nie wiem dlaczego, ale bardzo mi się wydaje to abstrakcyjne. Jeszcze znając życie przybył sobie Bret na ten jeden moment i nie zobaczymy go już nigdy więcej. Tak zakładam.

Promo Borgesa: o proszę, Portugalczyk. To coś nowego, chyba jeszcze nie widziałem zawodnika z Portugalii na fedach. No taki typowy zawodnik, który che udowodnić swoją wartość, nic ponad miarę. Czekam na jakiś bardziej charakterystyczny segment, albo w konfrontacji, albo coś.

Piąta walka: nareszcie koniec tego tasiemca. Ciekawe gdzie pójdzie teraz DiMateo, co dalej. Mam wrażenie, że takim naturalnym jego oponentem jest Nathan Martin. Jeszcze przez poddanie wygrał, Sakazaki zostaje zakopany.

Turn i Diallo: ogólnie gdy skończy się ten program, planuję jakoś przebudować gimmick. Jeszcze nie wiem co to będzie, ale coś muszę wymyślić, bo na dłuższą metę to nie wyjdzie w takiej konfiguracji XD. A co do Diallo bardzo ciekawa postać, naprawdę fajnie jest on prowadzony. Ma coś w sobie ten chłop, wróżbita tutaj rozdaje karty (dosłownie). Podoba mi się ta postać.

Preston i Tede: ależ Prestonowi zależy na tym Miguelu. Ale w sumie nie dziwota - został mu tylko on, od wszystkich innych się odwrócił. Oho, Prestonowi powinien się Belmondo odpalić który przedwcześnie wiedział, że jest na niego jakaś zasadzka czy pułapka, teraz już nie pamiętam jak to dokładnie było. Co ta wypowiedź taka face’owa jak nie Escobar. No i jest nóż wbity w plecy, ależ kurwa jestem zaskoczony XD Kilka gal temu to przewidywałem. No ale odjebał go perfekcyjnie. I teraz Steele został z ręką w nocniku. Ojca się wykpił, wszystkich odtrącał, a na koniec Escobar go zdradził. Preston zgnieciony jak robak. Bardzo jestem ciekaw gdzie to wszystko idzie, chyba waleczka się szykuję na PPV.

Szósta walka i co po niej: wpierdol jakich mało zostaje przerwany. Przed walką myślałem, że będzie to zwykły squash, ale jednak nie. Wygląd gościa przywołał mi wspomnienie o Josephie Parku, tylko chudszym. O matko, przyzwoitka przyciągnęła parawany. Jeszcze krwi nie było, a ten już pozasłaniał. Dużo ludzi na takiej gali ogląda zawody na telebimie, bo do ringu za daleko XD tak poza tym no właśnie, jeśli powtórki potrafiły być nagrane i pokazane, to jakiż problem, żeby na titantronie, albo telebimie jakimś nad ringiem nie wyświetlać zapisu z kamer, które mimo wszystko obserwują akcję z wysokości. Łatwo to było obejść tak w sumie. Nie wiem czy akurat uweźmie się na Borgesa, czy po prostu będzie co jakiś czas wpadał i przestrzegał tego własnego prawa czy tam przepisów, ale no czekam na więcej.

Łili Łoker: dobre nawiązanie do The Undertakera. A jednak, okazanie tożsamości zawodników. Szybko poszło. No takie ogólnie przedstawienie. Szczerze nic niesamowitego. Dwóch pojebow i ich pan. Z choinki się urwali XD.

Siódma walka: a to ci kurwa giermek jeden, wróż pierdolony XD. To już mamy trzech pojebów i pana. Fajnie, zdradzony Turn! Nie ma sprawiedliwości.

Eckhart i Borges: ciekawe czy kiedyś te jego regulacje zostaną opublikowane w całości. Ten jaki wywrotowiec, normalnie okrutnik jak to mówi klasyk. Dobrze, że na Elysium nie ma Erwina, bo tam trochę więcej jest przypadków, które mogłyby a raczej na pewno by mu się nie spodobały. Ale dobre z tym wycieraniem butów i trzymania sznurka, szacun za tradycyjność. Im człowiek starszy, tym bardziej tradycyjny XD. Celna uwaga Borgesa z tym zwróceniem uwagi. Swoją drogą, to już jest trzeci moment jak Luis jest pokazywany podczas tego Colo. Normalnie jak main eventer. Oho, już widzę jak Eckhart godzi się na pojedynek, żeby nie czasem XD. O kurde, a jednak. Tego się nie spodziewałem. Erwin pewnie będzie pouczał sędziego z każdej rzeczy jaka będzie w trakcie walki. No i dobra, na to też czekam z niecierpliwością. Dalej mam z tyłu głowy, że nic z tego nie będzie, a wszystko będzie za parawanem. Albo w ogóle Greco-Roman style wrestling match (jak coś kiedyś jeden napisałem, tak tylko mówię XD).

Uszczelka i inni zainteresowani: co jest z tą strażą pożarną. Kurde, to jest ogromna przesada, taka gigantomania, że szok. Przesada w chuj, druga po Watersie. Celebracja mistrzostwa nie musi wyglądać aż tak „epicko” i to polaczkowanie jest bezsensu względem amerykańskiej ludności. To tak jak z tym Monte u DiMateo, raczej nikt nie kojarzy i wszyscy mają gdzieś ten wóz strażacki. Także na live jak to czytałem to sam oczom nie wierzyłem w to co czytam. Rozumiem, że jest to jakieś tam podkreślenie polskości, ale jest to w chuj przesada XD. No nie wszystkim się podobało, Uszczelka taki bardziej tweenez rowy ostatnio. Mówisz, że musisz płacić ZUS tak jak i wy, czyli Amerykanie? Też taki mały błąd. Nie powiem żeby to była zła wypowiedź, taka po prostu na poziomie Zbyszka. To podkreślanie tego słownictwa, spełnia swoją rolę, taki mistrz jajcarz. Czas na byłego mistrza. Meksykanin, który siedział to chyba normalka w sumie XD. No konkretna ta odpowiedź, bo jest to face, więc nie może przesadzić, ale powiedział w sumie wszystko, co mógł zawodnik jego pokroju. Automatyczny rematch nie wchodzi w grę, bo kolejka jest trochę dłuższa, niż Cavazos i będzie musiał się z tym były mistrz liczyć. A propos kolejki - Otunga w drodze do ringu. No tak, to wyliczenie pozaringowe było dosyć niedawno. No przecież niedawno było mówione, że musi tyle zusu w podatkach opłacać, co Amerykanie, więc 100% legalnie. Otunga to byłby dobry pracownik służby bezpieczeństwa normalnie na wszystko kwity, takie passive-agressive snucie wniosków a propos legalności jakichś spółek i biznesów. Oby sam David nie oskarżał się prokuratorem Arturem Latą, pozdro dla kumatych XD. No już taka konkretna ofensywa a propos bycia pretendentem. Czyli mamy trzech, a nadchodzi jeszcze DiMateo. A zatem nie Nathan Martin tylko pas Valor. Kurwa tyle tekstu i to jest tak koślawe, takie jakieś dziwne podśmiechujki z przeciwników, takie kurwa gimnazjum. Mamy czwartego zawodnika, który chciałby się dostać do tego mistrzostwa, ale patrząc po tym segmencie przegrałby z kretesem. Na koniec segmentu Otunga raczej był najlepszy, ale no przeciwnicy nie mogą aż tak odstawać.

Tedzix: no ciekawe jaka będzie droga po główne złoto Colosseum. Za dużo ten segment nie powiedział, natomiast sam Ted roztacza coraz większą aurę niewiadomych.

Martin na parkingu: czyżby znowu Koleś w natarciu? O ja pierdolę, to prawdziwe zniszczenie Japończyka. Aha czyli najpierw zakulisowo Nathan został pobity przez Japońca, a teraz to on go zniszczył. Ciekawe, szkoda, że Aigor olał sprawę. No ale trudno się mówi. Życzymy powrotu do zdrowia, honorowy zawodniku.

ME: pisałem ja, miłej lektury. Nie dowiedziałem się jakie to udogodnienie czeka na zwycięzcę ME, ale to najwyraźniej na najbliższym Colosseum.

Ogólnie: gala do przyjęcia, sporo ciekawych i spoko momentów, czasami było źle, ale więcej było spoko sytuacji.

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
Zimny
Zawodowiec
16.09.2026, 17:31 #8
Angry, so angry: komentatorzy siedzo i milczo, a Houston dostaje kolejną galę, ależ tam ostatnio wrestling jest grany. Aha, nie będzie przedstawiał syna, bo myślałem, że Angry Chairs będzie odnosić się do tego, że ojciec i syn prowadzą jako tako ten program i zapraszają jakiegoś gościa. No ale syn po ogromnym zwycięstwie nad Eliasem musi już sam sobie radzić. Pierwszym gościem będzie Zamora i to na pewno nie będzie miła pogawędka jak to na face’a i heela przystało. Widownia pewnie leci na nostalgii dlatego cheerują jakkolwiek Zamorę, tak jak na samym początku Lopeza. A po Heatwave widać było, że to będzie złol. Niestety, link do koszulki nie działa. A raczej po prostu go nie ma. Ale Wes ładnie prowadzi rozmowę, mówi na temat, dąży do celu, jest zajebistym prowadzącym, naprawdę. Nie chce mi się wierzyć, że to będzie pierwszy i ostatni jego raz w LPW z tym programem. No ciekawe słowa Jacksona, Zamora przedstawiony przez niego jako potężny zawodnik, którym niewątpliwie jest. Ale dobra ta wypowiedź Zamory. Nie mam nic do czego bym się przyczepił. Od razu pozycjonuje się jako ktoś, kto jest zajebiście wysoko z ambicjami i dąży do swojego celu. Riddle zebrał wpierdol, bo był po prostu na drodze Bena. Chociaż niech Kenneth się w takim razie cieszy, że wygrał to starcie, bo mogło to wszystko pójść w dwie zupełnie inne strony (po aktywności Brixa wiadomo, że nie, ale storyline’owo jak najbardziej). A Riddle znowu jest wściekły, normalnie strasznie zdenerwowany facet, chyba zaraz będzie siwy. Najpierw Ryback, teraz Zamora. No tak, Kenny pierwsze PPV w końcu zakończył na finałowej dwójce, a drugie ktoś wygrał „za niego” można czuć w chuj niedosytu. Dobry ten Riddle, w jego przemowie czuć tą zaciętość i to, że chce w końcu udowodnić, iż rozprawi się ze swoim rywalem na PPV tak jak należy. Oj z Zamory coraz bardziej wychodzi taki chujek i bardzo dobrze. Fajne nawiązanie do sekcji Alumni, która ostatnio została utworzona. Niech Wes zacznie nad tym panować, bo zaraz rzucą się sobie do gardeł. Ewidentnie dwóch twardzieli się spotkało i obaj mają coś konkretnego do powiedzenia. A, faktycznie przecież to Kenneth dostał pretendenta o pas Valor. Kurczę, całkowicie o tym zapomniałem, a przecież to wtedy wszystko się zaczęło. Kontuzja i stół komentatorski to chyba moment, kiedy Whip porzucił granie. Ale z perspektywy postaci faktycznie musi byc sfrustrowany i chcieć się wykazać. O, nareszcie wkroczył Wes, bo już mało brakowało. Riddle stanowczy i w sumie dobrze, zaostrza się rozmowa. Yay, Wes nam załatwił walkę u Tedego. Nie no, sam pisałem me, nie będę świrował XD. Tak dobitnie podkreśla, że to koniec, iż coraz bardziej w to nie wierzę XD. Riddle trafia na samych pojebów i psychopatów. Po co było się pchać w te powroty? XD Zajebisty opening segment. Twarda rozmowa dwóch zawodników. Dlatego wpisuje się to w ten format Angry Chairs.

Poobijany Martin: gdyby był to DiMateto ten niedopałek mógłby sugerować Aigorowego Japońca, ale po pierwsze to Martin, a po drugie Ssijo po tej gali jest już w zacnym gronie Alumni. No dobra, ciekawe o co może chodzić. W każdym razie Nathan osłabiony przed pojedynkiem.

Pierwsza walka: można było się po tym spodziewać, że Otunga to wygra.

Eee a co to za dissy na zawodnika nie z tego brandu?

Tede i Sara: no i jest, pierwszy głos nowego GMa od czasu PPV. Sara Rojas, coś tutaj z Miguelem będzie grane. Ciekawe, dawno nie było go słychać. Zobaczymy.

Syn swojego ojca: jest i on. Kolejne mocne nazwisko. Kurwa, Jakub, Ty masz pół rosteru postaci, ja nie wiem jak ty to ogarniasz XD m. Generalnie wszyscy co mają ich po tyle. Jeszcze nic nie zrobił, a trybuny już są jego. Znajomości i nepotyzm to podstawa w tym świecie XD. Ale ładna chwila, że ojciec i syn dają osobne segmenty w trakcie jednej gali. Eee ale ojca to Ty szanuj i jego dziedzictwo, a nie od razu po starym jedzie. Patrzę w kartę zapisu, 2006 rok, ja pierdolę XD Jaki człowiek jest stary. No i dobrze, że odbija od wizerunku swojego ojca i nie chce być „młodym Wesem” tylko Jamesem i tyle. Jak ja nie lubię gdy ktoś mówi o jakimś piłkarzu „nowy Messi”. Dla mnie to żaden wyznacznik. Bardzo fajna ta wypowiedź, wszystko jest na swoim miejscu.

Druga walka: spodziewane zwycięstwo.

Butla i jakiś gość: pierwszym błędem było zabieranie się do tej łamigłówki bez zrobienia połówki flaszki. O, odwiedza go ten sam turas co ostatnio. A ten o browarach. Też trochę nudnawe w sumie. Emil Ciureja reprezentuje rodzinę Ciureja, a to Ci zaskoczenie XD. Butla zaraz stanie się Indiana Jonesem. O kurde, zagadka z pochodzeniem naszego nadwornego menela. No kurde, ciekawie się zaczyna robić. Najbliższe gale mogą zupełnie zmienić tożsamość Zugmunta. Być może będzie bogaty w jednej linii co Escobar, albo niegdyś Steele. No dobra, zacieram ręce na kontynuację.

Renee, Michał i Thor: jeszcze nie czytałem, ale z góry strzelam: alter ego Brutala? XD No taki bardziej evil Brutal jak to się mówi. Ogromny Norweg i na razie koniec.

Trzecia walka: logiczne zwycięstwo na podbicie streaku.

Po walce: najpierw mówi, że to obraża dostawać takich przeciwników, później mówi, że z każdym może walczyć. I co, to wtedy już go nie uraża? No jest ta wypowiedź charakterystyczna, pozuje się tutaj na takiego wikinga m, który tam rozpierdala wszystko i wszystkich, ale w sumie nic ponadto. Takie tanie teksty pseudo kozaczka. O, wchodzi Fenrir, czyli drugi Norweg (?) chyba. Tak dobrze wszystkich nie pamiętam. Teraz sprawdziłem no i jest to prawda, a poza tym Leviathan go założył, więc raczej zje przeciwnika z łatwością. A to ciekawy program by był, skoro to dwóch Norwegów. No właśnie, „by był”, ale ktoś ma za duże ego i nie potrafi sobie poradzić z krytyką. No szkoda. No taka odpowiedź jak na pierwszą nie jest zła. Na pewno lepiej, niż przeciwnik, ale jednak nie przekonuje mnie jakoś ogromnie. Fajny ten motyw z czerwonymi oczodołami. Ale dwóch wikingów to mogło być bardzo ciekawie. Czekam na odpowiedni rozwój Fenrira, bo wyczuwam dobrego zawodnika.

Czwarta walka: patrząc po ostatniej aktywności Steele’a, a raczej jego właściciela, zakładam wygraną Fenrira. Ależ mocno zabookowany ten Fenrir. Steele stawiał opór, ale czuć moc Norwega. No i super, niech rośnie kolejny, mocny zawodnik, takich nigdy zbyt wielu.

Fajne buty. Jak odlane, to idealnie muszą pasować.

DiMateto: ciekawe czy na pogrzeb do ciotki, czy na co. Zakładam, że dzwonił Koleś. O chuj, randomowo w ogóle wbija sobie do szatni Bret Hart XD. Musze przyznać, że tego się nie spodziewałem XD. No tak, spanish inquisition XD. A z tą inwigilacją, to do Halloway’a idź, on Ci wytłumaczy. Z Monte wiadomo o co chodzi, natomiast to jest chyba jednak głównie w Europie jedzony deser, śmiem wątpić, żeby Amerykanin zajadał się Monte. No chyba, że się mylę, ale nie chce mi się już tego sprawdzać XD. Czyli zgadłem ze śmiercią ciotki tylko nie zgadłem spadku. Ojciec Jay’a ma tutaj jakiś wpływ? Nie pamiętam, żeby było to powiedziane wcześniej. Chyba, że chodzi ogólnie o to, że ma wpływy. Bret jako trener potrafi okiełznać Jay’a jak nikt inny. Je, prawdziwy Bret Hart mówiłby „Bill Goldberg” XD. Czemu Samsung jest napisany samymi wielkimi literami? Też nie rozumiem. No dobra, taki zagrzewający segment, dodający otuchy podopiecznemu trener, ale rany Boskie jakie to było z dupy XD. Tak o casualowo wbija sobie Bret Hart to szatni i rozgrzewa swojego zawodnika XD. Nie wiem dlaczego, ale bardzo mi się wydaje to abstrakcyjne. Jeszcze znając życie przybył sobie Bret na ten jeden moment i nie zobaczymy go już nigdy więcej. Tak zakładam.

Promo Borgesa: o proszę, Portugalczyk. To coś nowego, chyba jeszcze nie widziałem zawodnika z Portugalii na fedach. No taki typowy zawodnik, który che udowodnić swoją wartość, nic ponad miarę. Czekam na jakiś bardziej charakterystyczny segment, albo w konfrontacji, albo coś.

Piąta walka: nareszcie koniec tego tasiemca. Ciekawe gdzie pójdzie teraz DiMateo, co dalej. Mam wrażenie, że takim naturalnym jego oponentem jest Nathan Martin. Jeszcze przez poddanie wygrał, Sakazaki zostaje zakopany.

Turn i Diallo: ogólnie gdy skończy się ten program, planuję jakoś przebudować gimmick. Jeszcze nie wiem co to będzie, ale coś muszę wymyślić, bo na dłuższą metę to nie wyjdzie w takiej konfiguracji XD. A co do Diallo bardzo ciekawa postać, naprawdę fajnie jest on prowadzony. Ma coś w sobie ten chłop, wróżbita tutaj rozdaje karty (dosłownie). Podoba mi się ta postać.

Preston i Tede: ależ Prestonowi zależy na tym Miguelu. Ale w sumie nie dziwota - został mu tylko on, od wszystkich innych się odwrócił. Oho, Prestonowi powinien się Belmondo odpalić który przedwcześnie wiedział, że jest na niego jakaś zasadzka czy pułapka, teraz już nie pamiętam jak to dokładnie było. Co ta wypowiedź taka face’owa jak nie Escobar. No i jest nóż wbity w plecy, ależ kurwa jestem zaskoczony XD Kilka gal temu to przewidywałem. No ale odjebał go perfekcyjnie. I teraz Steele został z ręką w nocniku. Ojca się wykpił, wszystkich odtrącał, a na koniec Escobar go zdradził. Preston zgnieciony jak robak. Bardzo jestem ciekaw gdzie to wszystko idzie, chyba waleczka się szykuję na PPV.

Szósta walka i co po niej: wpierdol jakich mało zostaje przerwany. Przed walką myślałem, że będzie to zwykły squash, ale jednak nie. Wygląd gościa przywołał mi wspomnienie o Josephie Parku, tylko chudszym. O matko, przyzwoitka przyciągnęła parawany. Jeszcze krwi nie było, a ten już pozasłaniał. Dużo ludzi na takiej gali ogląda zawody na telebimie, bo do ringu za daleko XD tak poza tym no właśnie, jeśli powtórki potrafiły być nagrane i pokazane, to jakiż problem, żeby na titantronie, albo telebimie jakimś nad ringiem nie wyświetlać zapisu z kamer, które mimo wszystko obserwują akcję z wysokości. Łatwo to było obejść tak w sumie. Nie wiem czy akurat uweźmie się na Borgesa, czy po prostu będzie co jakiś czas wpadał i przestrzegał tego własnego prawa czy tam przepisów, ale no czekam na więcej.

Łili Łoker: dobre nawiązanie do The Undertakera. A jednak, okazanie tożsamości zawodników. Szybko poszło. No takie ogólnie przedstawienie. Szczerze nic niesamowitego. Dwóch pojebow i ich pan. Z choinki się urwali XD.

Siódma walka: a to ci kurwa giermek jeden, wróż pierdolony XD. To już mamy trzech pojebów i pana. Fajnie, zdradzony Turn! Nie ma sprawiedliwości.

Eckhart i Borges: ciekawe czy kiedyś te jego regulacje zostaną opublikowane w całości. Ten jaki wywrotowiec, normalnie okrutnik jak to mówi klasyk. Dobrze, że na Elysium nie ma Erwina, bo tam trochę więcej jest przypadków, które mogłyby a raczej na pewno by mu się nie spodobały. Ale dobre z tym wycieraniem butów i trzymania sznurka, szacun za tradycyjność. Im człowiek starszy, tym bardziej tradycyjny XD. Celna uwaga Borgesa z tym zwróceniem uwagi. Swoją drogą, to już jest trzeci moment jak Luis jest pokazywany podczas tego Colo. Normalnie jak main eventer. Oho, już widzę jak Eckhart godzi się na pojedynek, żeby nie czasem XD. O kurde, a jednak. Tego się nie spodziewałem. Erwin pewnie będzie pouczał sędziego z każdej rzeczy jaka będzie w trakcie walki. No i dobra, na to też czekam z niecierpliwością. Dalej mam z tyłu głowy, że nic z tego nie będzie, a wszystko będzie za parawanem. Albo w ogóle Greco-Roman style wrestling match (jak coś kiedyś jeden napisałem, tak tylko mówię XD).

Uszczelka i inni zainteresowani: co jest z tą strażą pożarną. Kurde, to jest ogromna przesada, taka gigantomania, że szok. Przesada w chuj, druga po Watersie. Celebracja mistrzostwa nie musi wyglądać aż tak „epicko” i to polaczkowanie jest bezsensu względem amerykańskiej ludności. To tak jak z tym Monte u DiMateo, raczej nikt nie kojarzy i wszyscy mają gdzieś ten wóz strażacki. Także na live jak to czytałem to sam oczom nie wierzyłem w to co czytam. Rozumiem, że jest to jakieś tam podkreślenie polskości, ale jest to w chuj przesada XD. No nie wszystkim się podobało, Uszczelka taki bardziej tweenez rowy ostatnio. Mówisz, że musisz płacić ZUS tak jak i wy, czyli Amerykanie? Też taki mały błąd. Nie powiem żeby to była zła wypowiedź, taka po prostu na poziomie Zbyszka. To podkreślanie tego słownictwa, spełnia swoją rolę, taki mistrz jajcarz. Czas na byłego mistrza. Meksykanin, który siedział to chyba normalka w sumie XD. No konkretna ta odpowiedź, bo jest to face, więc nie może przesadzić, ale powiedział w sumie wszystko, co mógł zawodnik jego pokroju. Automatyczny rematch nie wchodzi w grę, bo kolejka jest trochę dłuższa, niż Cavazos i będzie musiał się z tym były mistrz liczyć. A propos kolejki - Otunga w drodze do ringu. No tak, to wyliczenie pozaringowe było dosyć niedawno. No przecież niedawno było mówione, że musi tyle zusu w podatkach opłacać, co Amerykanie, więc 100% legalnie. Otunga to byłby dobry pracownik służby bezpieczeństwa normalnie na wszystko kwity, takie passive-agressive snucie wniosków a propos legalności jakichś spółek i biznesów. Oby sam David nie oskarżał się prokuratorem Arturem Latą, pozdro dla kumatych XD. No już taka konkretna ofensywa a propos bycia pretendentem. Czyli mamy trzech, a nadchodzi jeszcze DiMateo. A zatem nie Nathan Martin tylko pas Valor. Kurwa tyle tekstu i to jest tak koślawe, takie jakieś dziwne podśmiechujki z przeciwników, takie kurwa gimnazjum. Mamy czwartego zawodnika, który chciałby się dostać do tego mistrzostwa, ale patrząc po tym segmencie przegrałby z kretesem. Na koniec segmentu Otunga raczej był najlepszy, ale no przeciwnicy nie mogą aż tak odstawać.

Tedzix: no ciekawe jaka będzie droga po główne złoto Colosseum. Za dużo ten segment nie powiedział, natomiast sam Ted roztacza coraz większą aurę niewiadomych.

Martin na parkingu: czyżby znowu Koleś w natarciu? O ja pierdolę, to prawdziwe zniszczenie Japończyka. Aha czyli najpierw zakulisowo Nathan został pobity przez Japońca, a teraz to on go zniszczył. Ciekawe, szkoda, że Aigor olał sprawę. No ale trudno się mówi. Życzymy powrotu do zdrowia, honorowy zawodniku.

ME: pisałem ja, miłej lektury. Nie dowiedziałem się jakie to udogodnienie czeka na zwycięzcę ME, ale to najwyraźniej na najbliższym Colosseum.

Ogólnie: gala do przyjęcia, sporo ciekawych i spoko momentów, czasami było źle, ale więcej było spoko sytuacji.

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
21.09.2026, 11:44
#9
Angry Chairs - Pierwsze Colosseum po Heatwave i jak widać, lecimy tutaj z grubej rury. Talk Show Wallace’a wlatuje na rejony i goście tutaj dobrani najmocniejsi, jacy tylko byli tutaj w pakiecie. Wes to ma w sobie „to coś”, że jest on cholernie charyzmatyczny. Nie musiałby się nawet mocno wysilać, aby mieć za sobą tłumy. Podobnie było też i tutaj. Bardzo smacznie wprowadził nas w swoje show i dał jasno do zrozumienia, że to na ten moment jego koniec występów w LPW. Co by nie było, swoją obecnością wniósł on cholernie wiele i będzie mi go jednak trochę brakować. Jak się okazało, jego goścmi byli Ben Zamora oraz Kenneth Riddle. Czyli lecimy tutaj w mocniejszą promocję ich konfliktu. Fajnie, fajnie chłopaki. Fajny smaczek z dużą ilością kartek i odniesieniem do Jacksona. Streszczenia karier to się chyba nikomu tutaj nie znudzi. Trochę zaleciało tutaj taką nostalgią. No fajny klimat ma ten segment i czuć w powietrzu wagę postaci przebywających w ringu. Jakby nie było - Wes był w WCW Anarchy Championem a Zamora był właściwie o krok od walki o ten pas, gdyby nie kontuzja Zamory a właściwie zachowanie whipa. Tutaj fajnie zostało to zaznaczone, że to nie jest pierwsze ich zetknięcie, co fajnie spina klamrę. Zamora mu odpowiedział i… było to całkiem przyjemne. Widać, że on to ma akurat sporo do powiedzenia po tak długiej przerwie. Jego argumentacja była całkiem sensowna i wyjaśnił powód swoich poczynań. Szczerze? Kupiłem to i nawet dobrze, że ma gdzieś to, kim jest dana osoba poza ringiem i na kogo czeka. To nie jest w jego interesie. On jest maszyną, która za cel ma niszczenie. Obstawiam jednak, że spotka się to ze zdecydowaną dezaprobatą ze strony Riddle’a, który zapewne nie odpuści mi tego. Tak też się stało i Kenny dołącza do ciekawego towarzystwa i zobaczymy, co będzie miał do powiedzenia. Ten to widać, że mocno jest wkurwiony po wydarzeniach z Heatwave i ciężko mu się nie dziwić. Zdecydowanie lepiej by smakowała mu czysta wygrana nad Rybackiem od tego, co właściwie miało miejsce. Nie można mieć jednak wszystkiego. Jak widać Riddle finalnie wyciąga wnioski i zrozumiał swoje błędy. Gdyby od początku potraktował Rybacka jako priorytet, to mogłoby się to poważnie zakończyć dużo wcześniej. A tak to właściwie jest sam sobie winny i Zamora to skrzętnie wykorzystać. W dalszej części chłopaki wzajemnie sobie dogryzali i segment trzymał cały czas bardzo wysoki poziom. Wszystko zwieńczone oczywiście Main Eventem i pierwsza walka Zamory po pokonaniu kontuzji stała się faktem.

Nathan Martin - Miał on za dosłownie moment walczyć i okazuje się, że ktoś go zaatakował. Chłop mimo wszystko ma jaja i postanowił walczyć wbrew wszystkim. Ten niedopałek mógł tutaj sugerować Shio Sakazakiego, ale on przecież nie miałby tutaj większego sensu. Toczył on rywalizację z DiMateo, którą i tak musiał przegrać a sam Jay przecież uwalić z Martinem xD To nie trzymało by się kupy. Chłop uwala rywalizację z jednym gostkiem i rusza na kolejnego, jeszcze mocniejszego. Nie, to musi być ktoś inny.

Walka 1 - Atak na Martinie jak widać miał duży wpływ na przebieg jego pojedynku z Otungą, który raczej był stawiany tutaj jako underdog. Walka sama w sobie bardzo przyjemna i ciekawe rozpisana. Były momenty ofensywy u Martina oraz Davida, przez co wszystko sprawiało pozory dość wyrównanego starcia. Otunga zgarnia sobie zaskakujące wina a Nathan? On ma swoje sprawy na głowie i prędzej czy później zakręci się w obrazku jakiegoś pasa mistrzowskiego.

Sara Rojas/Ted DiBiase Jr. - Długość mnie tutaj powaliła i to srogo. Tak poważnie, to dobrze, że nie ma tutaj zbędnego lania wody i jest zapowiedź czegoś „większego” w dalszej części trwania gali. Czy podobało mi się to? No tutaj mógłbym się akurat spierać, ale niech już im będzie, bo story Miguela z Prestonem interesuje mnie tak samo mocno, co zeszłoroczny śnieg.

James Wallace - Podobało mi się to. Nie jest to typowy synalek ojca, który wręcz panoszy się z tym, że jest ojcem tego i tego i wszystko powinien dostać za darmo. Z drugiej nie odcina się od rodziny, bo jest zadufanym w sobie dupkiem (ekhem Steele). Sam speech ciekawy i fajnie nakierowuje jego postać. Jedyne do czego mógłbym się tu w zasadzie przyczepić to ten straszny długi opis przed kwestią mówioną. Rozumiem, że jest to syn Wesa i z automatu daje mu to spory boost, ale bez przesady. Nieco skromniejszy opis też by tutaj oddał. Fajny start w jego wykonaniu i uważam, że powinien z biegiem czasu pójść po coś więcej niż obijanie kolejnych jobberów.

Walka 2 - James chciał rywala i pojawił się Rucker. Postać fabularna do nabijania sobie wygranych i co mogę więcej powiedzieć. Walka bardzo jednostronna, Dale coś próbował. Wiadomo było jednak, jak to się zakończy. Wallace z drugą wygraną i zobaczymy, co będzie czekało go w najbliższej przyszłości.

Zygmunt Butla/Emil Ciureja - Dobra, widzę rozwinięcie wątku z poprzedniego Colosseum, gdzie Butla brał udział w pogawędce z Diallo i przyglądał się temu pewien gościu, który się teraz przedstawił jako Emil Ciureja. Wszystko, co tyczy się Zygusia jest takie pokręcone, że sam nie wiem, co o tym myśleć. Tutaj jak wspomniałem rozwinięcie wątku. Pogawędka o medalionie i o tym, że Butla nie jest tym, za kogo się uważa. No ciekawe. Może jeszcze się okaże, że jest jakimś dziedzicem wielkiego majątku. Te DNA, nawiązanie do wieku czy do tych wróżb Diallo nadaje tego taki mocno komediowy akcent, mimo że klimat niby jest pozornie poważny. Jednak jak mam być szczery. Jakby Zyga zniknął bez śladu i nie byłoby niczego z jego udziałem, to bym nie płakał za nim.

Walka 2 - Przed walką Pawlak starał się zgrywać kozaka i bardzo szybko przekonał się o tym, że czasem lepiej trzymać ryj na kłódkę. W sumie mocno go podsumowała próba ucieczki zaraz po gongu rozpoczynającym walkę. Taki kozaczek, który w chwili zagrożenie ma incydent kałowy. Tak bym go właściwie nazwał. Odnoszę wrażenie (nie tylko ja), że postacie fabularne na Colosseum są pozbawione jakiegokolwiek charakteru. Ot tak, jakbym wystawił jakiegoś statystę, który nie ma w sobie niczego charakterystycznego i ma stać sobie jak pionek. Ale wracając do tematu walki. Przed nią Pawlak był mądry a sama walka to jednostronna egzekucja. Wygrał Thor i to właściwie tyle.

Thor/Fenrir - Po zakończonej walce Thor postanowił zabrać głos i szczerze? Nie siadło mi to. Coś tam próbował mówić, niby jakoś to argumentował, ale jakoś nie czułem za mocno tutaj tego wikinga. Bardziej takiego typowego destroyera, który wchodzi, rozpierdala i wychodzi. Niby nawiązuje do tych swoich klimatów, ale jakoś to szczególnie nie powaliło. Chciałem jeszcze się przywalić do początku, gdzie wspomniał, że żartem są dla niego walki z takimi ludźmi jak Pawlak, co go obraża a później gada, że właściwie może walczyć z każdym. Ale no jednak poszła niby refleksja, że rywal musi wykazywać wolę walki, czego u Michasia nie było. Pojawia się Fenrir i zaraz pojawia się mocarny przeskok. Dużo lepsza wypowiedź, mięsista i widać, że ta postać ma konkretny charakter i nie gada bez większego celu. Ładnie nawiązał do mitologii nordyckiej i tego, że żaden „bóg” nie jest mu straszny. Wychodzi na to, że będzie feud między nimi (Haris już spierdolił rzecz jasna), ale cóż… Fenrir zgarnie sobie wygraną i to właściwie tyle.

Walka 3 - Co do wygranych, to Fenrir postanowił sobie skasować Prestona Steele’a, czym mi cholernie mocno zaimponował. Moja niechęć do postaci Yarexona wchodzi na całkiem nowy poziom i cieszy mnie każda kolejna porażka Prestona. Jednak by Norweg nie wygrał po całkowicie jednostronnym wpierdolu, to Steele coś tam próbował. Ciężko jednak nie oprzeć się wrażeniu, że cokolwiek by nie zrobił, to i tak Fenrir by go rozniósł w każdym, wybranym przez siebie momencie. Synalek Franka ostatecznie ulega debiutantowi i dla postaci Dziadka to zawsze ciekawe nazwisko na start, nawet jeśli Preston znaczy aktualnie tyle co dajmy na to Shio Sakazaki.

Jay DiMateo/Bret Hart - Niby w historii postaci DiMateo był ten Hart, ale czy właściwie on był tutaj właściwie taki konieczny? Jeszcze ciężko nie odnieść tutaj wrażenia, że ten Jey tutaj bardziej robił za tło dla dziada, co zdecydowanie mija się z celem. Domyślam się, jaki był zamysł tego, ale no obecność Harta i mieszanie w to Goldberga było tutaj całkowicie zbędne. Segment sam w sobie może nie był jakiś zły, ale można to było śmiało rozegrać na inny sposób. Bo jeszcze sam Hart byłby tutaj znośny ze względu na ich historię, ale Goldberg? No niepotrzebne to było i to mocno. Jay powinien być tutaj jakoś ustawiony do pionu, mocniej zmotywowany. Tymczasem dostaliśmy pogawędkę, która w pewnej części tyczyła się konfliktu Harta z łysym zgredem. Jak DiMateo jako postać mi siada, tak tego nie kupuje.

Luis Borges - No tutaj już kilkukrotnie się wypowiedziałem na temat tego speecha. Jakoś miałem problem, by Borgesem coś sensownego rozpisać. W sumie przypadek dość podobny do Mantela, ale jakoś pisanie facem dla mnie jest zdecydowanie większym wyzwaniem niż graniem tweenerem/heelem. Sama treść miała się zmieścić do 500 słów i założenie zostało spełnione z rezerwą, ale czy jestem z tego zadowolony? Wygląda to dość podobnie, jak u reszty, która miała okazję to czytać. Jest zdecydowanie sporo materiału tutaj do poprawy i muszę jakoś nad tym usiąść i pomyśleć, jak nim pokierować, by nie wyglądało to tak jak teraz. Nie będę tego specjalnie ukrywał - nie jestem zadowolony z tego segmentu. A ten „Paterda” (Carnival to wychwycił na lajwie) dobitnie podsumował całość.

Walka 4 - Rywalizacja między nimi wreszcie dobiegła końca i możemy finalnie odetchnąć z ulgą. Widziałem komentarz Remika, gdzie uważał, że powinno być tutaj szybkie 3-0 i po części muszę się z tym zgodzić. Game i jego postać ani trochę nie zasłużyły sobie tutaj na żadną z porażek. Zresztą obecność Aigora a właściwie jej brak dobitnie podsumowały całą rywalizację, która no kurde mi przypominała poziomem gówna story RVD z Hillem, które też chciałbym wymazać z pamięci. Przechodząc do samej walki, to zdecydowanie postawiono tutaj na to, by DiMateo nie wygrał tego po stosunkowo łatwym starciu. Musiał się sporo namęczyć, by ostatecznie zmusić swojego przeciwnika do klepania. Całe szczęście mamy to już z głowy i liczę na to, że Jay nie wpadnie w kolejne tak nędzne story, bo szkoda czasu na takie marnowanie go na coś takiego.

Johnny Turn/Cyclone Diallo - Odniosłem tutaj wrażenie, że Diallo zdecydowanie skradł ten segment. Zimny Turnem ma bardzo podobny problem do mnie i to mocno widać. Niby próbuje Turnem coś podziałać, ale jego wypowiedzi jakoś mocno nie powalają i są mocno obdarte z charakteru. Ot takie gadanie gościa o czymś bez większego efektu „wow”. Przechodzimy do Cyclone’a i zaraz jest spory przeskok. No gość z gali na galę ma szansę na coraz większy rozwój. Podoba mi się to, jak prezentuje się ta postać, bo widać po niej tą całą jej wyrazistość. To, co pada z jego ust ma swój cel i fajnie podkreśla jego charakter. Tutaj smaczki z wahadłem, tutaj te karty. Trochę to taki znak rozpoznawczy u niego i dobrze. Gość ma pewne charakterystyczne elementy, które mogą go wyróżniać i ciekawy jestem tego, jak będzie spisywał się w przyszłości.

Preston Steele/Ted DiBiase Jr./Miguel Escobar - Preston jaki przejęty Miguelem. No kurde jakbym oglądał jakąś tanią brazylijską telenowelę (nie oglądam tego, ale tak o się napisało). W sumie już od dłuższego czasu widać po nim zatroskanie o los Escobara, która ma w niego ewidentnie wyjebane. Gdyby nie aktywność chłopaków i ich udział w życiu forum, to może jakoś mocniej bym się tym zainteresował. Tak to napiszę, co mam do napisania i lecim dalej. Ted widać, że ewidentnie wie coś więcej i może wiedział o tym co wydarzy się później. Preston szukał odpowiedzi i znalazł je w ringu. Podobał mi się fakt, że ta kamera mu towarzyszyła w drodze do ringu. Ale przechodząc dalej. Miguel postanowił stworzyć własną markę zegarków. Fajne nawiązanie do początku ich historii, gdzie znalazł on zegarek Steele’a i od tego zaczęła się ich historia. Potem wydarzyło się to, co wielu przewidywało a ja sam nie wierzyłem w to do końca. Miguel skasował Steele’a i jak widać, wykorzystał go dla własnych celów i nigdy nie chodziło tutaj o żadną przyjaźń. Skoro zdrada już odhaczona, to może też zmierzajmy w stronę zakończenia ich story, bo ciężko się to obserwuje.

Walka 5 - Walka debiutancka mojej postaci przeciwko dawnej postaci Ryśka z SDW. No tutaj wynik był oczywisty i znałem go od samego początku (co nie powinno dziwić). W sumie sam wynik nie jest tutaj najbardziej istotny a sam debiut Eckharta, który zdecydowanie skradł tutaj show swój występem. Ten parawan zasłaniający ring to całkiem ciekawy zabieg i podoba mi się, że pojawiają się również i postacie tego typu. W sumie jak dobrze liczę, to jest to chyba piąta postać Raptora, który ma zdecydowanie ręce pełne roboty i ciekawe, jak będzie to wyglądało w dalszej perspektywie. Sam Erwin sprawia wrażenie postaci komediowej i wyczuwam w tym nieco nutkę Gulaka i jego No Fly Zone. Czy jest to coś złego? Absolutnie nie. Czy kupuję to? Ależ oczywiście. Nie jest to ostatni moment z jego udziałem, ale o tym dopiero w dalszej części gali.

Willy Walker/Ralf/Kannonball - To teraz nadszedł moment na Walkera i ujawnienie jego towarzyszy. Już przy okazji Heatwave wspominałem o tym, że jego postać zaczyna mi się coraz bardziej podobać. Muszę zdecydowanie podtrzymać swoje zdanie na jego temat, bo jednak Willy jest tym, czym zapewne chciałbyć Dowson. Samo wykonanie jest o niebo lepsze i Walker jako generator heatu jest zdecydowanie ciekawszy i bardziej rozbudowany. Fajna, mięsista wypowiedź z jego strony. I mamy oczywiście ujawnienie jego towarzyszy. Ralf to postać Raptora z czasów SDW a Kannonball to zapewne jakiś nowy twór (poprawcie mnie, jeśli się mylę). Ralf to brzmi bardzo tajemniczo. Taka trochę zagadka, którą będzie ciężko rozwikłać. Taki daje z lekka klimat gościa, będącego częścią sekty, do której zamierza werbować ludzi. Kannonball natomiast widać, że jest całkiem odmienną postacią. Sporo prostactwa, jest WAZZZAAAAAAAAAA, język rodem wyjęty z początków Brutala w LPW. Jeszcze przekręcenie ringname’u Turna, co jak sprawdzałem w karcie postaci jest częścią jego gimmicku. Całkiem ciekawe towarzystwo pojebów, które może narobić zdecydowanie sporych problemów na Colosseum.

Walka 6 - Lecimy z tagiem i zobaczymy, co tutaj się może wydarzyć. Turn właściwie walczył z nimi w pojedynkę, bo Diallo nie brał udział w akcji ringowej. Szło to mu nawet całkiem nieźle, bo jednak nie była to jednostronna bijatyka. Fajnie tutaj zaprezentowano Kannonballa i Ralfa, którzy nie wyglądali tutaj na półgłówków i coś tam pokazywali. Walka sama w sobie całkiem przyjemna, ale najistotniejsza była tutaj zdecydowanie końcówka tego pojedynku. Diallo zdradzający Turna mógł być tutaj dość przewidywalny, bo nie wyglądał mi na kogoś, komu można faktycznie zaufać. Johnny właściwie jest sam sobie winny, dobierając takiego gościa do walką, mając z tyłu głowy fakt, że to mitoman gadający trzy po trzy, w zależności od tego jak wiatr zawieje. Ralf zgarnia zwycięskiego pina na Turnie, kończąc ich walkę wygraną dla swojej ekipy. Cyclone jak się okazało, jest częścią ekipy Walkera, który bardzo ładnie wykiwał tutaj Johnny’ego, ładując go na taką minę. No jak wspomniałem wcześnie - Turn jest sam sobie winny tego wszystkiego. Nie popisał się tutaj inteligencją.

Erwin Eckhart/Luis Borges - Kolejny występ Borgesa podczas jednej gali. Dość sporo go tutaj jak na debiutanta. Tutaj to jest dość ewidentna kontynuacja tego, co działo się podczas walki Luisa z Petardą. Eckhart jest zdecydowanie bardziej charyzmatyczną postacią z tej dwójki i ponownie zaprezentował się z całkiem przyjemnej strony. Podoba mi się to, że ma swoją książkę z regułami, których się kurczowo trzyma. Pozostaje jednak kwestia tego, czy te reguły tyczą się każdego, łącznie z nim, czy wyłącznie jego potencjalnych ofiar. Odpowiedzi na te pytanie poznamy zapewne na następnym Colo, gdzie będzie walczył z Portugalczykiem. Ogólnie odniosłem też wrażenie, że Borges w konfrontacjach słownych wypada zdecydowanie lepiej, niż gadając do ściany. Tutaj chociaż miał jakąś bazę pod odpowiedź i nie było to jakieś wymuszone. W sumie ciężko by tak nie było, skoro instrukcje bardzo mocno nakierowywały mnie na to. Ale cóż. Luis się ewidentnie wpienił za to, co działo się podczas jego walki. Padło kilka słów z jego ust i poszło wyzwanie z jego strony do walki, które zostało zaakceptowane.

Uszczelka/Cavazos/Otunga/DiMateo - Tutaj rozpocznę od konkretniejszych słów krytyki, bo zdecydowanie się one należą. Varost musi na przyszłość zdecydowanie przemyśleć to, co daje w opisach i w samych kwestiach mówionych, bo ten wóz ochotniczej straży pożarnej z Siedlec to tutaj był taki nierealistyczny, że aż głowa mnie boli. Jeszcze jak wyjebał z promocją na piwa w Biedronce, to aż złapałem się za głowę. To było bardzo, ale to bardzo niepotrzebne. Dotychczas Uszczelka mnie zachwycał swoimi występami, ale tutaj było bardzo szybkie dwa poważne minusy, które mocno wpłynęło na całość wypowiedzi, której nie mogę ocenić za dobrze. Jedyny plus to nawiązanie do kryminalnej przeszłości Cavazosa, co było fajną szpileczką. Później jeszcze ten ZUS całkiem z dupy dany. No kurde Varost… wkurwiłeś mnie tym z lekka. Wpada Cavazos i robi się zdecydowanie poważniej i nieco ratuje ten segment. Odbija piłeczki ze strony Polaka, pokazując wreszcie coś więcej, bo przed Heatwave naprawdę nie porywał. Jak widać, ich sprawy są dalekie od końca i będzie kontynuacja konfliktu między nimi. Otunga im przerywa i mocno gimmickowo się do nich odnosi i podnosi trochę poprzeczkę, postawioną przez poprzedników. Nawiązał do ich interesów oraz do tego, co aktualnie mają i czego pragną. Całkiem, całkiem to było. Jednak na końcu wpada DiMateo i dosłownie POZAMIATAŁ. Bardzo mocna była ta wypowiedź. Może te „wieśnioku” można było odpuścić, ale tak nie ma niczego, do czego mógłbym się przyczepić. Najbardziej mi siadł fragment, gdzie nazwał Cavazosa mistrzem charyzmy, przez co pojawił się u mnie na twarzy delikatny uśmieszek. Pięknie też zaorał Otungę, nawiązując mocno do jego konfliktu z Hillem i lizania sobie rowów w RVD. Przejechał się po nich i to srogo. Ta końcówka z Salvadorem to już takie ostatecznie oplucie pozostałej trójki, która zrobiła za jego tło.

Ted DiBiase Jr. - Jest i ponownie nasz GM w akcji. Ładnie zareklamował on walkę Zamora vs Riddle, budując na nią dodatkowo hype, który i tak jest spory. Skoro o tym tak wspominał, to domyślałem się, że będzie też coś jeszcze, co dołoży do stawki tego pojedynku. Ułatwienie drogi do walki o LPW Global Championship brzmi całkiem interesująco. Ciekawe jednak, na czym będzie to polegało, bo jednak Tedzik tutaj zaintrygował. Jedno jest pewne, zwycięzca zostanie należycie doceniony przez Generalnego Managera.

Nathan Martin - Czyżby to Sakazaki odpowiadał za ten atak na nim? Wydaje mi się, że to wszystko ma drugie dno i Shio oberwał za niewinność, bo nie chce mi się wierzyć, że porzucona postać przez Aigora nagle będzie angażowana w story z jedną z większych postaci na Colosseum. Zwłaszcza po tym, jak koncertowo przepierdolił on feud z DiMateo. Tutaj jednak dostaliśmy jego wypisanie z akcji, być może definitywne a być może będzie zabieg podobny do tego z Rybackiem, który został zaatakowany przez Riddle’a. Jednak czy ma to jakiś sens? Śmiem wątpić. Nie zmienia to jednak faktu, że Martin nie pierdoli się w tańcu i mało co nie zajebał swojej ofiary, co pokazuje, że z nim nie ma zdecydowanie żartów i każdy powinien się obawiać jego nadejścia.

Walka 7 i Jest i nasz Main Event ogłoszony na wskutek segmentu otwierającego galę. Z jednej strony Riddle, będący żywą legendą oraz kimś, kto w LPW jest zdecydowanie jedną z czołowych postaci. Z drugiej strony niespełniony Ben Zamora, który postanowił wrócić po poważnej kontuzji. Walka dość mocna i strasznie mocarnie został tutaj pokazany Zamora, który z miejsca stał się bardzo wiarygodną postacią. Z drugiej strony warto mieć na uwadze fakt, że Riddle był konkretnie poturbowany po walce z Rybackiem, co mogło spowodować, że nie pokazał on swojej najmocniejszej formy. Debiut i to tak mocny da zdecydowanie mocny boost dla Zamory, który na wskutek ogłoszenia DiBiase’a Jr. jest właściwie na autostradzie ku walce o pas.

Ocena gali - Gala debiutów, która zdecydowanie miała swoje mocniejsze, jak i słabsze momenty. Ostatecznie można ją uznać za udaną i zobaczymy, co będzie się działo dalej, bo pewne story zostały zapoczątkowane a inne nabrały wreszcie konkretnego rozpędu. Nie było źle, nie było też jakoś fantastyczne. Ot taka solidna gala, przez którą można przelecieć i coś z niej, zostanie zapamiętane na okres dłuższy, niż do najbliższej gali.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
Slayer
Zawodowiec
21.09.2026, 11:44 #9
Angry Chairs - Pierwsze Colosseum po Heatwave i jak widać, lecimy tutaj z grubej rury. Talk Show Wallace’a wlatuje na rejony i goście tutaj dobrani najmocniejsi, jacy tylko byli tutaj w pakiecie. Wes to ma w sobie „to coś”, że jest on cholernie charyzmatyczny. Nie musiałby się nawet mocno wysilać, aby mieć za sobą tłumy. Podobnie było też i tutaj. Bardzo smacznie wprowadził nas w swoje show i dał jasno do zrozumienia, że to na ten moment jego koniec występów w LPW. Co by nie było, swoją obecnością wniósł on cholernie wiele i będzie mi go jednak trochę brakować. Jak się okazało, jego goścmi byli Ben Zamora oraz Kenneth Riddle. Czyli lecimy tutaj w mocniejszą promocję ich konfliktu. Fajnie, fajnie chłopaki. Fajny smaczek z dużą ilością kartek i odniesieniem do Jacksona. Streszczenia karier to się chyba nikomu tutaj nie znudzi. Trochę zaleciało tutaj taką nostalgią. No fajny klimat ma ten segment i czuć w powietrzu wagę postaci przebywających w ringu. Jakby nie było - Wes był w WCW Anarchy Championem a Zamora był właściwie o krok od walki o ten pas, gdyby nie kontuzja Zamory a właściwie zachowanie whipa. Tutaj fajnie zostało to zaznaczone, że to nie jest pierwsze ich zetknięcie, co fajnie spina klamrę. Zamora mu odpowiedział i… było to całkiem przyjemne. Widać, że on to ma akurat sporo do powiedzenia po tak długiej przerwie. Jego argumentacja była całkiem sensowna i wyjaśnił powód swoich poczynań. Szczerze? Kupiłem to i nawet dobrze, że ma gdzieś to, kim jest dana osoba poza ringiem i na kogo czeka. To nie jest w jego interesie. On jest maszyną, która za cel ma niszczenie. Obstawiam jednak, że spotka się to ze zdecydowaną dezaprobatą ze strony Riddle’a, który zapewne nie odpuści mi tego. Tak też się stało i Kenny dołącza do ciekawego towarzystwa i zobaczymy, co będzie miał do powiedzenia. Ten to widać, że mocno jest wkurwiony po wydarzeniach z Heatwave i ciężko mu się nie dziwić. Zdecydowanie lepiej by smakowała mu czysta wygrana nad Rybackiem od tego, co właściwie miało miejsce. Nie można mieć jednak wszystkiego. Jak widać Riddle finalnie wyciąga wnioski i zrozumiał swoje błędy. Gdyby od początku potraktował Rybacka jako priorytet, to mogłoby się to poważnie zakończyć dużo wcześniej. A tak to właściwie jest sam sobie winny i Zamora to skrzętnie wykorzystać. W dalszej części chłopaki wzajemnie sobie dogryzali i segment trzymał cały czas bardzo wysoki poziom. Wszystko zwieńczone oczywiście Main Eventem i pierwsza walka Zamory po pokonaniu kontuzji stała się faktem.

Nathan Martin - Miał on za dosłownie moment walczyć i okazuje się, że ktoś go zaatakował. Chłop mimo wszystko ma jaja i postanowił walczyć wbrew wszystkim. Ten niedopałek mógł tutaj sugerować Shio Sakazakiego, ale on przecież nie miałby tutaj większego sensu. Toczył on rywalizację z DiMateo, którą i tak musiał przegrać a sam Jay przecież uwalić z Martinem xD To nie trzymało by się kupy. Chłop uwala rywalizację z jednym gostkiem i rusza na kolejnego, jeszcze mocniejszego. Nie, to musi być ktoś inny.

Walka 1 - Atak na Martinie jak widać miał duży wpływ na przebieg jego pojedynku z Otungą, który raczej był stawiany tutaj jako underdog. Walka sama w sobie bardzo przyjemna i ciekawe rozpisana. Były momenty ofensywy u Martina oraz Davida, przez co wszystko sprawiało pozory dość wyrównanego starcia. Otunga zgarnia sobie zaskakujące wina a Nathan? On ma swoje sprawy na głowie i prędzej czy później zakręci się w obrazku jakiegoś pasa mistrzowskiego.

Sara Rojas/Ted DiBiase Jr. - Długość mnie tutaj powaliła i to srogo. Tak poważnie, to dobrze, że nie ma tutaj zbędnego lania wody i jest zapowiedź czegoś „większego” w dalszej części trwania gali. Czy podobało mi się to? No tutaj mógłbym się akurat spierać, ale niech już im będzie, bo story Miguela z Prestonem interesuje mnie tak samo mocno, co zeszłoroczny śnieg.

James Wallace - Podobało mi się to. Nie jest to typowy synalek ojca, który wręcz panoszy się z tym, że jest ojcem tego i tego i wszystko powinien dostać za darmo. Z drugiej nie odcina się od rodziny, bo jest zadufanym w sobie dupkiem (ekhem Steele). Sam speech ciekawy i fajnie nakierowuje jego postać. Jedyne do czego mógłbym się tu w zasadzie przyczepić to ten straszny długi opis przed kwestią mówioną. Rozumiem, że jest to syn Wesa i z automatu daje mu to spory boost, ale bez przesady. Nieco skromniejszy opis też by tutaj oddał. Fajny start w jego wykonaniu i uważam, że powinien z biegiem czasu pójść po coś więcej niż obijanie kolejnych jobberów.

Walka 2 - James chciał rywala i pojawił się Rucker. Postać fabularna do nabijania sobie wygranych i co mogę więcej powiedzieć. Walka bardzo jednostronna, Dale coś próbował. Wiadomo było jednak, jak to się zakończy. Wallace z drugą wygraną i zobaczymy, co będzie czekało go w najbliższej przyszłości.

Zygmunt Butla/Emil Ciureja - Dobra, widzę rozwinięcie wątku z poprzedniego Colosseum, gdzie Butla brał udział w pogawędce z Diallo i przyglądał się temu pewien gościu, który się teraz przedstawił jako Emil Ciureja. Wszystko, co tyczy się Zygusia jest takie pokręcone, że sam nie wiem, co o tym myśleć. Tutaj jak wspomniałem rozwinięcie wątku. Pogawędka o medalionie i o tym, że Butla nie jest tym, za kogo się uważa. No ciekawe. Może jeszcze się okaże, że jest jakimś dziedzicem wielkiego majątku. Te DNA, nawiązanie do wieku czy do tych wróżb Diallo nadaje tego taki mocno komediowy akcent, mimo że klimat niby jest pozornie poważny. Jednak jak mam być szczery. Jakby Zyga zniknął bez śladu i nie byłoby niczego z jego udziałem, to bym nie płakał za nim.

Walka 2 - Przed walką Pawlak starał się zgrywać kozaka i bardzo szybko przekonał się o tym, że czasem lepiej trzymać ryj na kłódkę. W sumie mocno go podsumowała próba ucieczki zaraz po gongu rozpoczynającym walkę. Taki kozaczek, który w chwili zagrożenie ma incydent kałowy. Tak bym go właściwie nazwał. Odnoszę wrażenie (nie tylko ja), że postacie fabularne na Colosseum są pozbawione jakiegokolwiek charakteru. Ot tak, jakbym wystawił jakiegoś statystę, który nie ma w sobie niczego charakterystycznego i ma stać sobie jak pionek. Ale wracając do tematu walki. Przed nią Pawlak był mądry a sama walka to jednostronna egzekucja. Wygrał Thor i to właściwie tyle.

Thor/Fenrir - Po zakończonej walce Thor postanowił zabrać głos i szczerze? Nie siadło mi to. Coś tam próbował mówić, niby jakoś to argumentował, ale jakoś nie czułem za mocno tutaj tego wikinga. Bardziej takiego typowego destroyera, który wchodzi, rozpierdala i wychodzi. Niby nawiązuje do tych swoich klimatów, ale jakoś to szczególnie nie powaliło. Chciałem jeszcze się przywalić do początku, gdzie wspomniał, że żartem są dla niego walki z takimi ludźmi jak Pawlak, co go obraża a później gada, że właściwie może walczyć z każdym. Ale no jednak poszła niby refleksja, że rywal musi wykazywać wolę walki, czego u Michasia nie było. Pojawia się Fenrir i zaraz pojawia się mocarny przeskok. Dużo lepsza wypowiedź, mięsista i widać, że ta postać ma konkretny charakter i nie gada bez większego celu. Ładnie nawiązał do mitologii nordyckiej i tego, że żaden „bóg” nie jest mu straszny. Wychodzi na to, że będzie feud między nimi (Haris już spierdolił rzecz jasna), ale cóż… Fenrir zgarnie sobie wygraną i to właściwie tyle.

Walka 3 - Co do wygranych, to Fenrir postanowił sobie skasować Prestona Steele’a, czym mi cholernie mocno zaimponował. Moja niechęć do postaci Yarexona wchodzi na całkiem nowy poziom i cieszy mnie każda kolejna porażka Prestona. Jednak by Norweg nie wygrał po całkowicie jednostronnym wpierdolu, to Steele coś tam próbował. Ciężko jednak nie oprzeć się wrażeniu, że cokolwiek by nie zrobił, to i tak Fenrir by go rozniósł w każdym, wybranym przez siebie momencie. Synalek Franka ostatecznie ulega debiutantowi i dla postaci Dziadka to zawsze ciekawe nazwisko na start, nawet jeśli Preston znaczy aktualnie tyle co dajmy na to Shio Sakazaki.

Jay DiMateo/Bret Hart - Niby w historii postaci DiMateo był ten Hart, ale czy właściwie on był tutaj właściwie taki konieczny? Jeszcze ciężko nie odnieść tutaj wrażenia, że ten Jey tutaj bardziej robił za tło dla dziada, co zdecydowanie mija się z celem. Domyślam się, jaki był zamysł tego, ale no obecność Harta i mieszanie w to Goldberga było tutaj całkowicie zbędne. Segment sam w sobie może nie był jakiś zły, ale można to było śmiało rozegrać na inny sposób. Bo jeszcze sam Hart byłby tutaj znośny ze względu na ich historię, ale Goldberg? No niepotrzebne to było i to mocno. Jay powinien być tutaj jakoś ustawiony do pionu, mocniej zmotywowany. Tymczasem dostaliśmy pogawędkę, która w pewnej części tyczyła się konfliktu Harta z łysym zgredem. Jak DiMateo jako postać mi siada, tak tego nie kupuje.

Luis Borges - No tutaj już kilkukrotnie się wypowiedziałem na temat tego speecha. Jakoś miałem problem, by Borgesem coś sensownego rozpisać. W sumie przypadek dość podobny do Mantela, ale jakoś pisanie facem dla mnie jest zdecydowanie większym wyzwaniem niż graniem tweenerem/heelem. Sama treść miała się zmieścić do 500 słów i założenie zostało spełnione z rezerwą, ale czy jestem z tego zadowolony? Wygląda to dość podobnie, jak u reszty, która miała okazję to czytać. Jest zdecydowanie sporo materiału tutaj do poprawy i muszę jakoś nad tym usiąść i pomyśleć, jak nim pokierować, by nie wyglądało to tak jak teraz. Nie będę tego specjalnie ukrywał - nie jestem zadowolony z tego segmentu. A ten „Paterda” (Carnival to wychwycił na lajwie) dobitnie podsumował całość.

Walka 4 - Rywalizacja między nimi wreszcie dobiegła końca i możemy finalnie odetchnąć z ulgą. Widziałem komentarz Remika, gdzie uważał, że powinno być tutaj szybkie 3-0 i po części muszę się z tym zgodzić. Game i jego postać ani trochę nie zasłużyły sobie tutaj na żadną z porażek. Zresztą obecność Aigora a właściwie jej brak dobitnie podsumowały całą rywalizację, która no kurde mi przypominała poziomem gówna story RVD z Hillem, które też chciałbym wymazać z pamięci. Przechodząc do samej walki, to zdecydowanie postawiono tutaj na to, by DiMateo nie wygrał tego po stosunkowo łatwym starciu. Musiał się sporo namęczyć, by ostatecznie zmusić swojego przeciwnika do klepania. Całe szczęście mamy to już z głowy i liczę na to, że Jay nie wpadnie w kolejne tak nędzne story, bo szkoda czasu na takie marnowanie go na coś takiego.

Johnny Turn/Cyclone Diallo - Odniosłem tutaj wrażenie, że Diallo zdecydowanie skradł ten segment. Zimny Turnem ma bardzo podobny problem do mnie i to mocno widać. Niby próbuje Turnem coś podziałać, ale jego wypowiedzi jakoś mocno nie powalają i są mocno obdarte z charakteru. Ot takie gadanie gościa o czymś bez większego efektu „wow”. Przechodzimy do Cyclone’a i zaraz jest spory przeskok. No gość z gali na galę ma szansę na coraz większy rozwój. Podoba mi się to, jak prezentuje się ta postać, bo widać po niej tą całą jej wyrazistość. To, co pada z jego ust ma swój cel i fajnie podkreśla jego charakter. Tutaj smaczki z wahadłem, tutaj te karty. Trochę to taki znak rozpoznawczy u niego i dobrze. Gość ma pewne charakterystyczne elementy, które mogą go wyróżniać i ciekawy jestem tego, jak będzie spisywał się w przyszłości.

Preston Steele/Ted DiBiase Jr./Miguel Escobar - Preston jaki przejęty Miguelem. No kurde jakbym oglądał jakąś tanią brazylijską telenowelę (nie oglądam tego, ale tak o się napisało). W sumie już od dłuższego czasu widać po nim zatroskanie o los Escobara, która ma w niego ewidentnie wyjebane. Gdyby nie aktywność chłopaków i ich udział w życiu forum, to może jakoś mocniej bym się tym zainteresował. Tak to napiszę, co mam do napisania i lecim dalej. Ted widać, że ewidentnie wie coś więcej i może wiedział o tym co wydarzy się później. Preston szukał odpowiedzi i znalazł je w ringu. Podobał mi się fakt, że ta kamera mu towarzyszyła w drodze do ringu. Ale przechodząc dalej. Miguel postanowił stworzyć własną markę zegarków. Fajne nawiązanie do początku ich historii, gdzie znalazł on zegarek Steele’a i od tego zaczęła się ich historia. Potem wydarzyło się to, co wielu przewidywało a ja sam nie wierzyłem w to do końca. Miguel skasował Steele’a i jak widać, wykorzystał go dla własnych celów i nigdy nie chodziło tutaj o żadną przyjaźń. Skoro zdrada już odhaczona, to może też zmierzajmy w stronę zakończenia ich story, bo ciężko się to obserwuje.

Walka 5 - Walka debiutancka mojej postaci przeciwko dawnej postaci Ryśka z SDW. No tutaj wynik był oczywisty i znałem go od samego początku (co nie powinno dziwić). W sumie sam wynik nie jest tutaj najbardziej istotny a sam debiut Eckharta, który zdecydowanie skradł tutaj show swój występem. Ten parawan zasłaniający ring to całkiem ciekawy zabieg i podoba mi się, że pojawiają się również i postacie tego typu. W sumie jak dobrze liczę, to jest to chyba piąta postać Raptora, który ma zdecydowanie ręce pełne roboty i ciekawe, jak będzie to wyglądało w dalszej perspektywie. Sam Erwin sprawia wrażenie postaci komediowej i wyczuwam w tym nieco nutkę Gulaka i jego No Fly Zone. Czy jest to coś złego? Absolutnie nie. Czy kupuję to? Ależ oczywiście. Nie jest to ostatni moment z jego udziałem, ale o tym dopiero w dalszej części gali.

Willy Walker/Ralf/Kannonball - To teraz nadszedł moment na Walkera i ujawnienie jego towarzyszy. Już przy okazji Heatwave wspominałem o tym, że jego postać zaczyna mi się coraz bardziej podobać. Muszę zdecydowanie podtrzymać swoje zdanie na jego temat, bo jednak Willy jest tym, czym zapewne chciałbyć Dowson. Samo wykonanie jest o niebo lepsze i Walker jako generator heatu jest zdecydowanie ciekawszy i bardziej rozbudowany. Fajna, mięsista wypowiedź z jego strony. I mamy oczywiście ujawnienie jego towarzyszy. Ralf to postać Raptora z czasów SDW a Kannonball to zapewne jakiś nowy twór (poprawcie mnie, jeśli się mylę). Ralf to brzmi bardzo tajemniczo. Taka trochę zagadka, którą będzie ciężko rozwikłać. Taki daje z lekka klimat gościa, będącego częścią sekty, do której zamierza werbować ludzi. Kannonball natomiast widać, że jest całkiem odmienną postacią. Sporo prostactwa, jest WAZZZAAAAAAAAAA, język rodem wyjęty z początków Brutala w LPW. Jeszcze przekręcenie ringname’u Turna, co jak sprawdzałem w karcie postaci jest częścią jego gimmicku. Całkiem ciekawe towarzystwo pojebów, które może narobić zdecydowanie sporych problemów na Colosseum.

Walka 6 - Lecimy z tagiem i zobaczymy, co tutaj się może wydarzyć. Turn właściwie walczył z nimi w pojedynkę, bo Diallo nie brał udział w akcji ringowej. Szło to mu nawet całkiem nieźle, bo jednak nie była to jednostronna bijatyka. Fajnie tutaj zaprezentowano Kannonballa i Ralfa, którzy nie wyglądali tutaj na półgłówków i coś tam pokazywali. Walka sama w sobie całkiem przyjemna, ale najistotniejsza była tutaj zdecydowanie końcówka tego pojedynku. Diallo zdradzający Turna mógł być tutaj dość przewidywalny, bo nie wyglądał mi na kogoś, komu można faktycznie zaufać. Johnny właściwie jest sam sobie winny, dobierając takiego gościa do walką, mając z tyłu głowy fakt, że to mitoman gadający trzy po trzy, w zależności od tego jak wiatr zawieje. Ralf zgarnia zwycięskiego pina na Turnie, kończąc ich walkę wygraną dla swojej ekipy. Cyclone jak się okazało, jest częścią ekipy Walkera, który bardzo ładnie wykiwał tutaj Johnny’ego, ładując go na taką minę. No jak wspomniałem wcześnie - Turn jest sam sobie winny tego wszystkiego. Nie popisał się tutaj inteligencją.

Erwin Eckhart/Luis Borges - Kolejny występ Borgesa podczas jednej gali. Dość sporo go tutaj jak na debiutanta. Tutaj to jest dość ewidentna kontynuacja tego, co działo się podczas walki Luisa z Petardą. Eckhart jest zdecydowanie bardziej charyzmatyczną postacią z tej dwójki i ponownie zaprezentował się z całkiem przyjemnej strony. Podoba mi się to, że ma swoją książkę z regułami, których się kurczowo trzyma. Pozostaje jednak kwestia tego, czy te reguły tyczą się każdego, łącznie z nim, czy wyłącznie jego potencjalnych ofiar. Odpowiedzi na te pytanie poznamy zapewne na następnym Colo, gdzie będzie walczył z Portugalczykiem. Ogólnie odniosłem też wrażenie, że Borges w konfrontacjach słownych wypada zdecydowanie lepiej, niż gadając do ściany. Tutaj chociaż miał jakąś bazę pod odpowiedź i nie było to jakieś wymuszone. W sumie ciężko by tak nie było, skoro instrukcje bardzo mocno nakierowywały mnie na to. Ale cóż. Luis się ewidentnie wpienił za to, co działo się podczas jego walki. Padło kilka słów z jego ust i poszło wyzwanie z jego strony do walki, które zostało zaakceptowane.

Uszczelka/Cavazos/Otunga/DiMateo - Tutaj rozpocznę od konkretniejszych słów krytyki, bo zdecydowanie się one należą. Varost musi na przyszłość zdecydowanie przemyśleć to, co daje w opisach i w samych kwestiach mówionych, bo ten wóz ochotniczej straży pożarnej z Siedlec to tutaj był taki nierealistyczny, że aż głowa mnie boli. Jeszcze jak wyjebał z promocją na piwa w Biedronce, to aż złapałem się za głowę. To było bardzo, ale to bardzo niepotrzebne. Dotychczas Uszczelka mnie zachwycał swoimi występami, ale tutaj było bardzo szybkie dwa poważne minusy, które mocno wpłynęło na całość wypowiedzi, której nie mogę ocenić za dobrze. Jedyny plus to nawiązanie do kryminalnej przeszłości Cavazosa, co było fajną szpileczką. Później jeszcze ten ZUS całkiem z dupy dany. No kurde Varost… wkurwiłeś mnie tym z lekka. Wpada Cavazos i robi się zdecydowanie poważniej i nieco ratuje ten segment. Odbija piłeczki ze strony Polaka, pokazując wreszcie coś więcej, bo przed Heatwave naprawdę nie porywał. Jak widać, ich sprawy są dalekie od końca i będzie kontynuacja konfliktu między nimi. Otunga im przerywa i mocno gimmickowo się do nich odnosi i podnosi trochę poprzeczkę, postawioną przez poprzedników. Nawiązał do ich interesów oraz do tego, co aktualnie mają i czego pragną. Całkiem, całkiem to było. Jednak na końcu wpada DiMateo i dosłownie POZAMIATAŁ. Bardzo mocna była ta wypowiedź. Może te „wieśnioku” można było odpuścić, ale tak nie ma niczego, do czego mógłbym się przyczepić. Najbardziej mi siadł fragment, gdzie nazwał Cavazosa mistrzem charyzmy, przez co pojawił się u mnie na twarzy delikatny uśmieszek. Pięknie też zaorał Otungę, nawiązując mocno do jego konfliktu z Hillem i lizania sobie rowów w RVD. Przejechał się po nich i to srogo. Ta końcówka z Salvadorem to już takie ostatecznie oplucie pozostałej trójki, która zrobiła za jego tło.

Ted DiBiase Jr. - Jest i ponownie nasz GM w akcji. Ładnie zareklamował on walkę Zamora vs Riddle, budując na nią dodatkowo hype, który i tak jest spory. Skoro o tym tak wspominał, to domyślałem się, że będzie też coś jeszcze, co dołoży do stawki tego pojedynku. Ułatwienie drogi do walki o LPW Global Championship brzmi całkiem interesująco. Ciekawe jednak, na czym będzie to polegało, bo jednak Tedzik tutaj zaintrygował. Jedno jest pewne, zwycięzca zostanie należycie doceniony przez Generalnego Managera.

Nathan Martin - Czyżby to Sakazaki odpowiadał za ten atak na nim? Wydaje mi się, że to wszystko ma drugie dno i Shio oberwał za niewinność, bo nie chce mi się wierzyć, że porzucona postać przez Aigora nagle będzie angażowana w story z jedną z większych postaci na Colosseum. Zwłaszcza po tym, jak koncertowo przepierdolił on feud z DiMateo. Tutaj jednak dostaliśmy jego wypisanie z akcji, być może definitywne a być może będzie zabieg podobny do tego z Rybackiem, który został zaatakowany przez Riddle’a. Jednak czy ma to jakiś sens? Śmiem wątpić. Nie zmienia to jednak faktu, że Martin nie pierdoli się w tańcu i mało co nie zajebał swojej ofiary, co pokazuje, że z nim nie ma zdecydowanie żartów i każdy powinien się obawiać jego nadejścia.

Walka 7 i Jest i nasz Main Event ogłoszony na wskutek segmentu otwierającego galę. Z jednej strony Riddle, będący żywą legendą oraz kimś, kto w LPW jest zdecydowanie jedną z czołowych postaci. Z drugiej strony niespełniony Ben Zamora, który postanowił wrócić po poważnej kontuzji. Walka dość mocna i strasznie mocarnie został tutaj pokazany Zamora, który z miejsca stał się bardzo wiarygodną postacią. Z drugiej strony warto mieć na uwadze fakt, że Riddle był konkretnie poturbowany po walce z Rybackiem, co mogło spowodować, że nie pokazał on swojej najmocniejszej formy. Debiut i to tak mocny da zdecydowanie mocny boost dla Zamory, który na wskutek ogłoszenia DiBiase’a Jr. jest właściwie na autostradzie ku walce o pas.

Ocena gali - Gala debiutów, która zdecydowanie miała swoje mocniejsze, jak i słabsze momenty. Ostatecznie można ją uznać za udaną i zobaczymy, co będzie się działo dalej, bo pewne story zostały zapoczątkowane a inne nabrały wreszcie konkretnego rozpędu. Nie było źle, nie było też jakoś fantastyczne. Ot taka solidna gala, przez którą można przelecieć i coś z niej, zostanie zapamiętane na okres dłuższy, niż do najbliższej gali.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
25.09.2026, 08:04
#10
Wes Wallace / Ben Zamora /Kenneth Riddle -  Galę zaczynamy od bardzo mocnego segmentu, może jednego z najmocniejszych w historii LPW. Szkoda, że Wes się z nami żegna. Stanowił idealną przeciwwagę i idealnie wpisywał się w rolę pośrednika. Ben wyskakuje do Kennetha co łudząco przypomina Rybacka. Swoją drogą temat Rzeźnika mógłby zostać ucięty. Nie wiem po co o nim wszyscy wspominają. Kenneth znowu pada ofiarą wątpliwości co do swojej formy. Liczę, że konflikt się rozwinie w jakimś ciekawym kierunku, a nie Ryback vs Riddle bis. Podoba mi się, że mamy walkę pomiędzy obydwoma już tego wieczora. Sugeruje to, że pojedynek nie zakończy się czysto. Segment był dość długi, ale ani trochę się nie dłużył. Tempo wypowiedzi było w sam raz wyważone. Każda wypowiedź coś wnosiła. Genialny Segment.

Nathan Martin - Kto to mógł dopaść biednego Nathana. To moja ulubiona postać wiadomo z jakiego powodu, jak ktoś nie wie to odsyłam do pewnej piosenki. Na szczęście nasz wariat mimo stanu w jakim się znalazł dalej chce brać udział w akcji. Z tym śmiechem mamy zakręt w stronę Jokera. On w sumie od początku bycia tutaj daje taki vibe i wychodzi mu to nieźle. Otunga wygrywa starcie, ale mimo wszystko większym wygranym chyba jest Martin. Skoro po takim obiciu on dalej jest w stanie zagrozić Davidowi ile to musi o nim świadczyć. Niezłe podbudowanie jego postaci, która już jest mocno zbudowana pogrzebaniem Dowsona.

Sara Rojas / Ted DiBiase - Takiego połączenia się nie spodziewałem. Ciekawe co tam knuje Sara. Ted od początku daje vibe masterminda i dobrze. RVD był nijaki i wyglądał blado w segach.

James Wallace - aka Dominik Mysterio. Mamy tu zbuntowanego synka ala Preston Steele, ale jest to syn Wesa co chyba daje jeszcze wyższą poprzeczkę w tym biznesie. Promo młodego całkiem spoko. Dużo tutaj odcinania się od ojca, zobaczymy czy za tymi słowami pójdą czyny. Wejście miał jak gwiazda rocka, fakt że się nim tak jarał trochę bawi bo jednak chce odcinać się od Wesa, a reakcja wynika tylko ze względu na ojca. James inkasuje łatwe zwycięstwo i zaczyna karierę wrestlera. Pewnie za jakiś czas zobaczymy walkę Wes vs James co nie byłoby złym sposobem dla Wallacea Seniora do odwieszenia butów na kołek w dobrym stylu.

Zygmunt Butla - Cały zamysł ratowania Butli mnie rozbraja xD Ciekaw byłem jak to będzie wyglądać w praktyce i faktycznie idzie to całkiem nieźle. Jestem zaskoczony jak Ryse potrafi pisać w stylu Loliksbola gość tak był odklejony pozytywnie z tym stylem pisania i widzę, że Ryse umie tak samo. Patrząc na to, że wychodzi z tego wizerunku menela to taki styl plus normalna postać może już wyglądać grubo.

Michał Pawlak vs Thor - Michał krótko i na temat przedstawia swoją opinię na temat przeciwnika. Nie lęka się go i oczekuje starcia, bardzo dobrze zostało to zaznaczone. Kupę w majtkach Pawlaka czułem przez ekran jak pojawił się Thor. Nieźle opisany ten monster. Wypowiedź Thora po walce mocarna. Gościu ma naprawdę duży potencjał. Fenrir odpowiada mu na równie dobrym poziomie. No może delikatnie mniej klimatycznie, ale nie wiadomo czy na dłuższą metę styl Thora by się nie przejadł w końcu fo nie książka fantasy. Ciekawe czy będzie tu rywalizacja czy będą w przyszłości współpracować. Z początku wypowiedź Fenrira zwiastowała współpracę, potem przeszło to w rywalizację. Widziałbym ich w obu wariantach. Fenrir ostatecznie wygrywa ze Steelem. Preston to już chyba zaczyna być nasz jobber bo nie wiem jak mógłby się z tego wygrzebać.

Jay DiMateo - Ale wykręcony pomysł xD Bret przychodzi zmotywować Jaya, żeby się skupił na walce sam wybijając się co chwile z tematu xD Hit z tym Goldbergiem xD Na początku Jay mi nie podchodził, ale muszę przyznać, że z każdym kolejnym segiem gość wymiata. Duży plus za ten segment, ubawiłem się czytając go na SAMSUNGU

Luis Borges - Do naszego teatru osobliwości dołącza portugalczyk. Całkiem przyjemna ta wypowiedź. Fakt, że dużo opowiada o wyciąganiu nauki, jednocześnie nie biorąc jeszcze udziału w żadnym pojedynku. Ciekawe jak to się będzie miało w rzeczywistości. Do momentu Mario Petardy było napięcie, ale przy Mario parsknąłem śmiechem. XD

Jay DiMateo vs Shio Sakazaki - Nareszcie mamy koniec tego programu. Na początku wskazywałem na Shio, ale dobrze to zostało rozwiązane przez Best of Five, ponieważ teraz to Jay jest zdecydowanym faworytem i zasłużenie wygrywa.

Johnny Turn / Cyclone Diallo - Ciekaw jestem historii tego wahadła. Mógłby to Diallo poruszyć w przyszłości. Turn póki co był turbo cukierkowy, wręcz przerysowany jak postać z komiksu. Pierwsza wypowiedź z jego strony całkiem ok. Diallo wypala jak nawiedzony. Z tym Hindusem to chodzi o Jindera? Xd Czy coś pogmatwałem? On chyba jako hindus osiągnął główne mistrzostwo w gigantycznej federacji. Turn wyciąga Drinkwatera. Nie dobrze. Oznacza to zmarnowaną kariere. Danny nieźle sobie radził, ale przepadł, a potencjał miał niezły. No i Pan Tornado się rozkręcił, ile tych wywijasów, rodeo itd. Gość brzmi jak postać z bajki. Cały segment na plus. Skradł go trochę Diallo.

Preston Steele / Miguel Escobar - Wreszcie mamy wyjaśnienie tego pogmatwanego programu. Każdy czekał na moment kulminacyjny z nożem w plecy. Już myślałem, że będziemy mieli kolejny niewyjaśniony motyw i faktycznie Miguel będzie świętował ze Steelem. Preston nie ma dobrej passy, w ringu przegrywa, tutaj jeszcze zdrarza go przyjaciel. Ciekawe czy hajs na te zegarki i te firmę wziął się z przekupstwa Miguela przez Steela Seniora, żeby nauczyć młodego, że Escobar go wykorzysta jak tylko nadarzy się okazja. Taki strzał z szampana to chyba albo musiał nieźle przywalić, albo dosyć słaba butelka, że rozbiła się na głowie. Nieźle został rozpisany ten segment. Na duży plus, że się nie ciągnął za bardzo.

Luis Borges vs Mario Petarda / Erwin Eckhart - Luis musiał oczywiście to wygrać, debiut ma już za sobą, lekcja wyciągnięta. I wchodzi on cały na biało. Niezły pomysł z tym parawanem. Bardzo ciekawa postać nam się tu klaruje. Luis raczej nie powinien puścić mu tego płazem, że zniszczył jego debiut. Ciekawe ile tych zasad w kodeksie ma Eckhart. Mógłby gdzieś w zapisie (o ile tego nie robi) zapisywać je w formie takiego kodeksu na forum.

Willy Walker - Jakoś cały czas widziałem Willyego jako postać z Anime. Jak w Naruto bodajże tego bogacza w okularkach co miał za sobą grupę wielkich chłopów. Ci co Zabuze załatwili. Kurde obrazek tego większego pana mi się nie wczytuje. Ten mniejszy faktycznie źle mu z oczu patrzy. Myślałem, że Willy będzie chodził z grupą chłopaków i będą oni nie opisani. To by pozwalało mu na poświęcanie niezliczonych ilości ochroniarzy. Cyclone jako zawodowy kłamca okazuje się członkiem ekipy Willyego. Johnny znowu dostaje bęcki. Szkoda gościa.

Erwin Eckhart / Luis Borges - Luis dość szybko chce wyrównać porachunki z Eckhartem. I słusznie niech kuje żelazo póki gorące. Oby Erwin nie przekonał się już na starcie, że nie ma tu czego szukać bo cała jego misja z zasadami skończy się dość szybko. Borges jest naładowany i dobrze to oddaje w segmencie. Kolejny dobry program się szykuje. Bo z pewnością nie zakończy się to już na kolejnej gali.

Ted DiBiase - A więc nowy GM szykuje nam program o pas Global. Fajnie, że nie jest to z góry narzucone dla Riddlea czy Zamory tylko też muszą o to zawalczyć. Daje to motywacje reszcie userów, żeby się postarali bo z tego co zrozumiałem program będzie zawierał innych.

Nathan Martin / Shio Sakazaki - Ale ten Nathan jest kozak. Normalnie gościu w każdym segmencie dla mnie miażdży. Fakt, że czuć tu rzemiosło Carniego bo przypomina momentami Lopeza, ale jest bardziej odklejony i na więcej sobie pozwala. Biedny Shio po takiej kontuzji ręki to raczej albo koniec albo długa przerwa. Fakt papierosy śmierdzą. Kariera zatoczyła koło. Zaczęło się papierosami i skończyło.

Kenneth Riddle vs Ben Zamora - Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się tutaj przegranej Riddla bo jest on bardzo mocną postacią. Daje to mega podbudowe dla Zamory w LPW. Mimo wszystko wiadomo, że Riddle celuje raczej w te główne mistrzostwo. Może dlatego nie zostaje zaangażowany w program z pasem Global.

Zbyszek Uszczelka
Streak:

8/0/2
Last match:
Zbyszek Uszczelka
def. Preston Steele
Achievements:
1 x
LPW Valor Champion

Cheis Finnegan
Streak:
1/0/2
Last match:
Chris Finnegan
 def. Alistair Fraser Jr
Odpowiedz
Cytuj
Varost
Zawodowiec
25.09.2026, 08:04 #10
Wes Wallace / Ben Zamora /Kenneth Riddle -  Galę zaczynamy od bardzo mocnego segmentu, może jednego z najmocniejszych w historii LPW. Szkoda, że Wes się z nami żegna. Stanowił idealną przeciwwagę i idealnie wpisywał się w rolę pośrednika. Ben wyskakuje do Kennetha co łudząco przypomina Rybacka. Swoją drogą temat Rzeźnika mógłby zostać ucięty. Nie wiem po co o nim wszyscy wspominają. Kenneth znowu pada ofiarą wątpliwości co do swojej formy. Liczę, że konflikt się rozwinie w jakimś ciekawym kierunku, a nie Ryback vs Riddle bis. Podoba mi się, że mamy walkę pomiędzy obydwoma już tego wieczora. Sugeruje to, że pojedynek nie zakończy się czysto. Segment był dość długi, ale ani trochę się nie dłużył. Tempo wypowiedzi było w sam raz wyważone. Każda wypowiedź coś wnosiła. Genialny Segment.

Nathan Martin - Kto to mógł dopaść biednego Nathana. To moja ulubiona postać wiadomo z jakiego powodu, jak ktoś nie wie to odsyłam do pewnej piosenki. Na szczęście nasz wariat mimo stanu w jakim się znalazł dalej chce brać udział w akcji. Z tym śmiechem mamy zakręt w stronę Jokera. On w sumie od początku bycia tutaj daje taki vibe i wychodzi mu to nieźle. Otunga wygrywa starcie, ale mimo wszystko większym wygranym chyba jest Martin. Skoro po takim obiciu on dalej jest w stanie zagrozić Davidowi ile to musi o nim świadczyć. Niezłe podbudowanie jego postaci, która już jest mocno zbudowana pogrzebaniem Dowsona.

Sara Rojas / Ted DiBiase - Takiego połączenia się nie spodziewałem. Ciekawe co tam knuje Sara. Ted od początku daje vibe masterminda i dobrze. RVD był nijaki i wyglądał blado w segach.

James Wallace - aka Dominik Mysterio. Mamy tu zbuntowanego synka ala Preston Steele, ale jest to syn Wesa co chyba daje jeszcze wyższą poprzeczkę w tym biznesie. Promo młodego całkiem spoko. Dużo tutaj odcinania się od ojca, zobaczymy czy za tymi słowami pójdą czyny. Wejście miał jak gwiazda rocka, fakt że się nim tak jarał trochę bawi bo jednak chce odcinać się od Wesa, a reakcja wynika tylko ze względu na ojca. James inkasuje łatwe zwycięstwo i zaczyna karierę wrestlera. Pewnie za jakiś czas zobaczymy walkę Wes vs James co nie byłoby złym sposobem dla Wallacea Seniora do odwieszenia butów na kołek w dobrym stylu.

Zygmunt Butla - Cały zamysł ratowania Butli mnie rozbraja xD Ciekaw byłem jak to będzie wyglądać w praktyce i faktycznie idzie to całkiem nieźle. Jestem zaskoczony jak Ryse potrafi pisać w stylu Loliksbola gość tak był odklejony pozytywnie z tym stylem pisania i widzę, że Ryse umie tak samo. Patrząc na to, że wychodzi z tego wizerunku menela to taki styl plus normalna postać może już wyglądać grubo.

Michał Pawlak vs Thor - Michał krótko i na temat przedstawia swoją opinię na temat przeciwnika. Nie lęka się go i oczekuje starcia, bardzo dobrze zostało to zaznaczone. Kupę w majtkach Pawlaka czułem przez ekran jak pojawił się Thor. Nieźle opisany ten monster. Wypowiedź Thora po walce mocarna. Gościu ma naprawdę duży potencjał. Fenrir odpowiada mu na równie dobrym poziomie. No może delikatnie mniej klimatycznie, ale nie wiadomo czy na dłuższą metę styl Thora by się nie przejadł w końcu fo nie książka fantasy. Ciekawe czy będzie tu rywalizacja czy będą w przyszłości współpracować. Z początku wypowiedź Fenrira zwiastowała współpracę, potem przeszło to w rywalizację. Widziałbym ich w obu wariantach. Fenrir ostatecznie wygrywa ze Steelem. Preston to już chyba zaczyna być nasz jobber bo nie wiem jak mógłby się z tego wygrzebać.

Jay DiMateo - Ale wykręcony pomysł xD Bret przychodzi zmotywować Jaya, żeby się skupił na walce sam wybijając się co chwile z tematu xD Hit z tym Goldbergiem xD Na początku Jay mi nie podchodził, ale muszę przyznać, że z każdym kolejnym segiem gość wymiata. Duży plus za ten segment, ubawiłem się czytając go na SAMSUNGU

Luis Borges - Do naszego teatru osobliwości dołącza portugalczyk. Całkiem przyjemna ta wypowiedź. Fakt, że dużo opowiada o wyciąganiu nauki, jednocześnie nie biorąc jeszcze udziału w żadnym pojedynku. Ciekawe jak to się będzie miało w rzeczywistości. Do momentu Mario Petardy było napięcie, ale przy Mario parsknąłem śmiechem. XD

Jay DiMateo vs Shio Sakazaki - Nareszcie mamy koniec tego programu. Na początku wskazywałem na Shio, ale dobrze to zostało rozwiązane przez Best of Five, ponieważ teraz to Jay jest zdecydowanym faworytem i zasłużenie wygrywa.

Johnny Turn / Cyclone Diallo - Ciekaw jestem historii tego wahadła. Mógłby to Diallo poruszyć w przyszłości. Turn póki co był turbo cukierkowy, wręcz przerysowany jak postać z komiksu. Pierwsza wypowiedź z jego strony całkiem ok. Diallo wypala jak nawiedzony. Z tym Hindusem to chodzi o Jindera? Xd Czy coś pogmatwałem? On chyba jako hindus osiągnął główne mistrzostwo w gigantycznej federacji. Turn wyciąga Drinkwatera. Nie dobrze. Oznacza to zmarnowaną kariere. Danny nieźle sobie radził, ale przepadł, a potencjał miał niezły. No i Pan Tornado się rozkręcił, ile tych wywijasów, rodeo itd. Gość brzmi jak postać z bajki. Cały segment na plus. Skradł go trochę Diallo.

Preston Steele / Miguel Escobar - Wreszcie mamy wyjaśnienie tego pogmatwanego programu. Każdy czekał na moment kulminacyjny z nożem w plecy. Już myślałem, że będziemy mieli kolejny niewyjaśniony motyw i faktycznie Miguel będzie świętował ze Steelem. Preston nie ma dobrej passy, w ringu przegrywa, tutaj jeszcze zdrarza go przyjaciel. Ciekawe czy hajs na te zegarki i te firmę wziął się z przekupstwa Miguela przez Steela Seniora, żeby nauczyć młodego, że Escobar go wykorzysta jak tylko nadarzy się okazja. Taki strzał z szampana to chyba albo musiał nieźle przywalić, albo dosyć słaba butelka, że rozbiła się na głowie. Nieźle został rozpisany ten segment. Na duży plus, że się nie ciągnął za bardzo.

Luis Borges vs Mario Petarda / Erwin Eckhart - Luis musiał oczywiście to wygrać, debiut ma już za sobą, lekcja wyciągnięta. I wchodzi on cały na biało. Niezły pomysł z tym parawanem. Bardzo ciekawa postać nam się tu klaruje. Luis raczej nie powinien puścić mu tego płazem, że zniszczył jego debiut. Ciekawe ile tych zasad w kodeksie ma Eckhart. Mógłby gdzieś w zapisie (o ile tego nie robi) zapisywać je w formie takiego kodeksu na forum.

Willy Walker - Jakoś cały czas widziałem Willyego jako postać z Anime. Jak w Naruto bodajże tego bogacza w okularkach co miał za sobą grupę wielkich chłopów. Ci co Zabuze załatwili. Kurde obrazek tego większego pana mi się nie wczytuje. Ten mniejszy faktycznie źle mu z oczu patrzy. Myślałem, że Willy będzie chodził z grupą chłopaków i będą oni nie opisani. To by pozwalało mu na poświęcanie niezliczonych ilości ochroniarzy. Cyclone jako zawodowy kłamca okazuje się członkiem ekipy Willyego. Johnny znowu dostaje bęcki. Szkoda gościa.

Erwin Eckhart / Luis Borges - Luis dość szybko chce wyrównać porachunki z Eckhartem. I słusznie niech kuje żelazo póki gorące. Oby Erwin nie przekonał się już na starcie, że nie ma tu czego szukać bo cała jego misja z zasadami skończy się dość szybko. Borges jest naładowany i dobrze to oddaje w segmencie. Kolejny dobry program się szykuje. Bo z pewnością nie zakończy się to już na kolejnej gali.

Ted DiBiase - A więc nowy GM szykuje nam program o pas Global. Fajnie, że nie jest to z góry narzucone dla Riddlea czy Zamory tylko też muszą o to zawalczyć. Daje to motywacje reszcie userów, żeby się postarali bo z tego co zrozumiałem program będzie zawierał innych.

Nathan Martin / Shio Sakazaki - Ale ten Nathan jest kozak. Normalnie gościu w każdym segmencie dla mnie miażdży. Fakt, że czuć tu rzemiosło Carniego bo przypomina momentami Lopeza, ale jest bardziej odklejony i na więcej sobie pozwala. Biedny Shio po takiej kontuzji ręki to raczej albo koniec albo długa przerwa. Fakt papierosy śmierdzą. Kariera zatoczyła koło. Zaczęło się papierosami i skończyło.

Kenneth Riddle vs Ben Zamora - Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się tutaj przegranej Riddla bo jest on bardzo mocną postacią. Daje to mega podbudowe dla Zamory w LPW. Mimo wszystko wiadomo, że Riddle celuje raczej w te główne mistrzostwo. Może dlatego nie zostaje zaangażowany w program z pasem Global.

Zbyszek Uszczelka
Streak:

8/0/2
Last match:
Zbyszek Uszczelka
def. Preston Steele
Achievements:
1 x
LPW Valor Champion

Cheis Finnegan
Streak:
1/0/2
Last match:
Chris Finnegan
 def. Alistair Fraser Jr
Odpowiedz
Cytuj
Strony (2): 1 2 Dalej
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości