Muzyka wypełnia całą halę, a kamera robi nam przejazd po dość licznie zgromadzonej publiczności, czas zacząć kolejne Colosseum.
Kamera pokazuje nam ring. Na środku kwadratowego pierścienia, na specjalnym stojaku, znajduje się LPW Global Championship. Po chwili na arenie rozbrzmiewa muzyka Teda DiBiase Jr., a nowy Generalny Menadżer Colosseum pojawia się na stage'u. Ted zatrzymuje się na moment, spogląda na trybuny, a następnie spokojnym krokiem rusza w stronę ringu. Po wejściu pomiędzy liny DiBiase przez chwilę przygląda się znajdującemu się przed nim mistrzostwu. Następnie odbiera mikrofon i staje obok pasa.
Ted DiBiase Jr.: Kilka tygodni temu pokazałem wam ten tytuł po raz pierwszy. Powiedziałem wtedy, że LPW Global Championship nie będzie nagrodą za jeden dobry występ. Nie będzie tytułem dla człowieka, który znalazł się we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Ma należeć do zawodnika, który udowodni, że potrafi stanąć ponad resztą Colosseum.<Ted spogląda na pas, po czym ponownie kieruje wzrok na widownię.> Od tamtej chwili zadawaliście jedno pytanie. Jak wyłonimy pierwszego posiadacza LPW Global Championship. Dzisiaj w końcu poznacie odpowiedź. *na arenie słychać mocniejszy pop* Jeżeli widzieliście kartę dzisiejszego Colosseum, część układanki już znacie. Tej nocy odbędą się trzy pojedynki w ramach Global Championship Contender Series.
Na TitanTronie pojawia się grafika przedstawiająca układ dzisiejszej serii.
Ted DiBiase Jr.: Fenrir zmierzy się z Jayem DiMateo. Zwycięzca tej walki jeszcze tego samego wieczoru stanie naprzeciw Johnny'ego Turna. A człowiek, który przejdzie dalej... spotka się w Main Evencie z Benem Zamorą.<Ted robi krótką pauzę.> Ben zapracował na swoją pozycję. Na poprzednim Colosseum powiedziałem, że zwycięzca Main Eventu otrzyma nagrodę, która znacząco ułatwi mu drogę do walki o Global Championship. Dotrzymałem słowa. Podczas gdy trzech pozostałych zawodników będzie musiało przebijać się przez serię kolejnych pojedynków, Zamora potrzebuje dziś tylko jednego zwycięstwa. <Ted lekko się uśmiecha> Ale dzisiejsza seria wyłoni tylko jednego pretendenta.
Ted odwraca się w stronę TitanTronu. Grafika znika, a po chwili na ekranie pojawia się napis „BALTIMORE”.
Ted DiBiase Jr.: Na następnym Colosseum w Baltimore zrobimy to jeszcze raz.*Publiczność reaguje głośnym cheerem.* Kolejnych czterech zawodników. Kolejne trzy pojedynki. Kolejna Global Championship Contender Series. A jej zwycięzca zostanie drugim pretendentem do tego mistrzostwa.<Ted robi kilka kroków po ringu, po czym zatrzymuje się obok pasa.> I nie zamierzam kazać wam czekać do Baltimore, żeby poznać wszystkich uczestników. Pierwszego mogę ogłosić już teraz.<Krótka pauza.> Pierwszym uczestnikiem drugiej serii zostaje Kenneth Riddle, a ponieważ przegrał swój ostatni pojedynek, rozpocznie swoją drogę od pierwszej walki w serii. Jeśli chce dostać się do finału, będzie musiał przejść całą ścieżkę eliminacyjną.
Arena reaguje na nazwisko byłego rywala Bena Zamory, a na TitanTronie pojawia się grafika Kennetha Riddle'a jako pierwszego potwierdzonego uczestnika drugiej Global Championship Contender Series.
Ted DiBiase Jr.: Pozostałe nazwiska poznacie w odpowiednim czasie. Ale zanim ktoś zacznie kalkulować i zastanawiać się jak rozłożyć siły, powinien wiedzieć, co dokładnie czeka na końcu tej drogi.
Ted podchodzi do stojaka i kładzie dłoń na LPW Global Championship.
Ted DiBiase Jr.: Zwycięzca dzisiejszej serii. Zwycięzca serii w Baltimore. Dwóch zawodników, którzy przejdą przez własną drogę i udowodnią, że zasługują na szansę zapisania się w historii LPW.<Ted unosi wzrok w stronę kamery.> Podczas naszego najbliższego PPV Danse Macabre spotkają się ze sobą w walce o LPW Global Championship.<DiBiase milknie na kilka sekund, pozwalając publiczności zareagować.> Ale skoro ten tytuł ma należeć do człowieka stojącego ponad resztą... zwykły pinfall nie wystarczy.<Na twarzy Teda pojawia się szeroki uśmiech.> Pierwszy LPW Global Champion zostanie wyłoniony w Last. Man. Standing. Matchu.
Ogromna reakcja publiczności. Kamera robi zbliżenie na LPW Global Championship, gdy na TitanTronie pojawia się grafika zapowiadająca pojedynek na PPV: CONTENDER SERIES WINNER vs CONTENDER SERIES WINNER .
Ted DiBiase Jr.: Chciałem, żeby ten tytuł od pierwszego dnia coś znaczył. Dlatego, żeby zostać pierwszym Global Championem, trzeba będzie pokazać, że kiedy przeciwnik nie będzie w stanie się podnieść…mistrz będzie stać nad nim.
Ted odkłada mikrofon, ale zanim zdąży opuścić ring...słyszymy theme song Jay’a DiMateo i widzimy, że Amerykanin włoskiego pochodzenia, o koreańskich rysach śpiesznie wędruje w kierunku ringu. Po chwili “Nepo Baby” melduje się w kwadratowym pierścieniu i jego wzrok od razu przykuwa mistrzostwo Global.
Jay DiMateo: Ben Zamora, Kenneth Riddle…*zwraca się w stronę Teda*, powiedz mi Ted, jak to jest? Jak to jest, że jeden z nich przegrał ostatnio pojedynek i “za karę” dostaje tę samą drogę eliminacyjną, co ja…*uśmiecha się*. A drugi z nich dostał na dzień dobry walkę w Main Evencie Colosseum i po JEDNEJ wygranej dostaje autostradę do mistrzostwa Global? Widzę, że duch Roba Van Dama mocno unosi się nad naszym cudownym brandem, a zmiany zaszły co najwyżej w pogodzie. *przewraca oczami* To szczególnie zabawne, że to mnie nazywają “Nepo Baby”, więc to ja powinienem mieć tu wszystko podane na tacy, prawda? Rzeczywistość jest jednak taka, że po stoczeniu 6 walk w LPW moją nagrodą jest…no właśnie, co? Mam przeprawić się przez bagna, strzeżone przez jakiegoś wilkołaka, żeby potem wpaść w tornado, a na koniec dojść do Wyspy Czaszki i stanąć w oko z KING KONGIEM?! *pojedyncze śmiechy na trybunach* Widzicie, ja może i jestem lekko szurnięty, może i mam problem ze słuchaniem ludzi, którzy ciągle próbują mi wmówić, co powinienem, a czego nie powinienem, ale jeśli ktoś powiedziałby mi dwa tygodnie temu, że moja droga do tego mistrzostwa będzie wyglądała w ten sposób to…DALEJ BYM TO ZROBIŁ! Haha! Myśleliście, że serio się obsr…przestraszyłem? Może i jestem mniejszy od moich rywali, ale moje serduszko jest tak waleczne, że…lubicie takie bajeczki, prawda? *uśmiecha się* Nic z tego. Wiem, że na papierze wszyscy już dawno mnie skreślili, ale pomyślcie teraz, jak było przed moim debiutem? Nikt we mnie nie wierzył. Jak było po? Pisaliście na X “nadaje się na wybieg, a nie do ringu”, “co to za laluś”. No i? Pokonałem mężnego i dzielnego Ssijo, który chyba nie jest obecnie w formie, co? *śmieje się* Ahhh, tak to jest jak się zadziera z nieodpowiednimi ludźmi. *wygląda na rozmarzonego* Teraz stoję tu przed wami i wraz z nowym GM otwieram galę *uśmiecha się do Teda*. Może jednak nie wszystko stracone i Colosseum ma jeszcze szansę wrócić na odpowiednie tory? Może jednak powinienem zadzwonić do taty i poprosić go o przelew, żeby trochę poprawić moją pozycję? *zaczyna chodzić nerwowo wokół mistrzostwa Global* A może zapytam się mojej pani psychiatry, czy czasami nie jest tak, że skoro dostaję taką ciężką drogę do przejścia, to władze LPW doskonale zdają sobie sprawę z tego, że to JA…
Jayowi przerywa ten theme song, a na rampę wychodzi nie kto inny jak Fenrir w swoim gearze i firmowej masce. Pospiesznym krokiem rusza w kierunku ringu, gdy podchodzi do schodków uderza w nie dwa razy, po czym spogląda na Nepo Baby, a oczy w jego masce zaświecają się na czerwono - na twarzy DiMateo widać lekki grymas, przełyka on nerwowo ślinę. Norweg wbiega po schodkach i szybko wchodzi do ringu, do tej pory czerwień w oczach zdążyła zgasnąć. Wita się z Tedem DiBiase uściskiem dłoni po czym prosi technicznego o rzucenie mikrofonu i staje naprzeciw Jaya..
Fenrir: Jay.. już myślałem, że mimo wszystko pójdziesz do głowy po rozum, ale niestety nie. A szkoda, bo widziałem że jesteś dobrym, nawet bardzo dobrym wojownikiem, bardzo ambitnym. Wygrana rywalizacja z Shio? Szczerze Ci gratuluję, ..ale to koniec przyjemności. Mogę uznać Twoje ringowe umiejętności, ale język.. ten niewyparzony język.. jakbym słyszał Lokiego. Narzekanie, płacz o lepsze traktowanie, mitomania. Mimo tego, że to ja odwołuję się do mitologii nordyckiej to Ty żyjesz w świecie fantazji myśląc, że jesteś w stanie cokolwiek ugrać swoim szczekaniem. Na Twoje zupełne nieszczęście.. Twoim pierwszym przystankiem na drodze do mistrzostwa jest ktoś kto pomimo jednej walki już zdążył pokazać, że jest wart stanięcia do boju w kwalifikacjach do pojedynku o tenże pas. *wskazuje na pas Global* Nie będę Ciebie negował Jay.. nie powiem, że jesteś słabym wojownikiem, bo udowodniłeś, że nie jesteś, ale ta droga.. Twoja droga.. się kończy, bo skrzyżowała się z moją. A ja mam jasny cel, będę się piął do góry i walczył o to co mogę walczyć, jeśli będę musiał to wygryzę z naszej walki to zwycięstwo, potem pokonam również Johnny'ego Turna, a także.. stanę do walki z tym co go zwą Tongańskim Czołgiem. *spogląda na Teda* I udowodnię, że nie będzie to teatr jednego czy dwóch aktorów jak powiedziałeś, Ted.. oj nie, ta scena robi się większa niż się spodziewaliście, bo przybyłem i nie pokazałem wszystkiego. *wraca wzrokiem do Jaya, tym razem oczy w masce świecą się na czerwono* I tak jak wspomniałeś Jay, Colosseum wraca na odpowiednie tory, ale powód jest inny.. a Ty ten powód poznasz już za chwilę..
W tym momencie rozbrzmiewa ten theme song, zawodnicy w ringu spoglądają w stronę titantronu, a Johnny Turn pojawia się między publicznością na górnych miejscach z mikrofonem w ręce. Publiczność szaleje i poklepuje go po plecach, a Tornado Man przedziera się schodząc w dół.
Johnny Turn: Howdy, Nashville! *cheer* Pozwólcie, panowie, że przerwę wam te miłe dywagacje dwóch mięśniaków, bo zaczynacie przynudzać. Nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że jesteście tacy pewni swego uważając, iż dojdziecie do finału tego turnieju. Jay, chylę czoła za Twoje cwaniactwo ringowe i umiejętność pokazania się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Jednakże zwycięstwo nad Shio Sakazaki uznajesz za wielki wyczyn? Naprawdę? I to nawet nie 3:0, bo to byłaby dominacja. Pokonałeś go tak naprawdę na ostatniej prostej. Fenrir, ogromne gabaryty, nieprzejednana maska, za którą ukrywasz swą tożsamość. To wszystko wygląda naprawdę okazale, jednakże wciąż to mnie nie przekonuje. Maska o rozmiary nie raz w wrestlingu przeszkadzały, zamiast pomagać *Johnny dochodzi do barierki, przeskakuje nad nią i czym prędzej wchodzi na apron i przeskakuje ponad górną liną, po czym wita się z Tedem DiBiase* Pomyślicie sobie „ale się popisuje”, taką mam naturę. Nie potrafię wysiedzieć w miejscu, więc niczym tornado zakręcę w tym ringu jednym lub drugim. Wy panowie będziecie już zmęczeni po pierwszej walce, nie wróżę wam niesamowitego starcia ze mną. Chcę wam udowodnić swoją wartość, więc zrobię wszystko, żeby zwalczyć w Main Evencie z Benem Zamorą czy wam się to podoba, czy nie! *cheer* Ostatnie tygodnie nie były dla mnie lekkie, Walker i jego świta depczą mi po piętach, na dodatek zostałem oszukany. Nie zamierzam jednak płakać nad swoim losem i *Johnny kładzie rękę na tytule stojącym na piedestale* już za niedługo to mistrzostwo będzie w moim posiadaniu.
Le Manu! Po raz kolejny wywoływany Zamora wreszcie pojawia się na rampie. Zawodnik spokojnym krokiem udaje się do ringu, w którym to mierzy wzrokiem swoich potencjalnych przeciwników w dzisiejszej walce wieczoru, po czym żąda od obsługi technicznej mikrofonu.
Ben Zamora: Szczerze, to niezbyt mnie obchodzą małe szczekające kundle, ale tyle razy usłyszałem swoje nazwisko, że poczułem się wywołany do tablicy. <uśmiech> Jay, chwalisz się tym, że stoczyłeś w LPW już 6 walk. Zaprawdę, gratuluję. Myślę, że taki bananowy chłopiec jak Ty musiał wytężyć resztki swojego wykończonego tiktokiem skupienia, żeby tak długo wytrzymać bez nudzenia się nową zabaweczką. Przypomnij tylko, jaki masz bilans? Przypomnij wszystkim, z kim stoczyłeś aż 5 walk? Tak jest, z gościem którego już tutaj nie ma, którego nazywasz Ssijo… A który pokonał Cię aż dwa razy. <pomruk przechodzący przez trybuny, Zamora zbliża się lekko do DiMateo> Rozumiem, że to boli. Świadomość, że wkładasz w coś tyle siły, chcesz tego jak nikt inny… Tylko po to, żebym nagle pojawił się ja i całkowicie przyćmił całe Twoje starania. <uśmiech, obraca się do pozostałej dwójki> To co teraz powiem, tyczy się też waszej dwójki. Powodzenia. Szczerze wam go życzę… Bo naprawdę będziecie go potrzebować. Którykolwiek z was dotrwa do dzisiejszego main eventu, będzie musiał stanąć w ringu ze mną. Nie ma dla mnie najmniejszej różnicy, czy wcześniej stoczycie jeden pojedynek, czy dwa. Nie ma dla mnie żadnego znaczenia w jakim stanie wyjdziecie na walkę wieczoru. Nie uświadczycie żadnej taryfy ulgowej. Dzisiaj Ben Zamora zapuszcza korzenie w walce o pas Global. Możecie płakać, grozić, szydzić, gryźć, kopać, pluć… A na koniec i tak to moja ręka powędruje do góry i to ja zostanę pierwszym z pretendentów. Jesteś silny <spogląda na Fenrira>, Ty jesteś szybki <spogląda na Turna>, a Ty… <spogląda na DiMateo i chwilę się zastanawia> stoczyłeś AŻ 6 WALK! *śmiech* Prawda jest taka, że każdy z was ma to coś. Bez tego nienazwanego czynnika nikt nie zostaje wrestlerem. Ale to ja jestem prawdziwą maszyną. I to ja wyjdę z dzisiejszego eliminatora z tarczą i miejscem w walce na Danse Macabre. Czekam na jednego z was później.
Po ostatnich słowach Ben wypuszcza z ręki mikrofon, który z głośnym hukiem upada na ringowe deski. Zamora wymija swoich potencjalnych przeciwników i bez oglądania się za siebie wychodzi z ringu, kierując się na zaplecze. Jakby przywołany tym, na rampie wymija go sędzia, a to oznacza tylko jedno - pora na pierwszą walkę dzisiejszego wieczoru!
1. Global Championship Contender Series #1: Singles Match
Fenrir vs Jay DiMateo
Wracamy po przerwie reklamowej i widzimy, że Jay DiMateo opuszcza właśnie ring, unikając szarży swojego przeciwnika, ten jednak nie daje za wygraną - od razu podąża za Jayem, po chwili łapie go i wrzuca go do kwadratowego pierścienia. Sam również tam wchodzi, ale nie, nie! Baseball Slide i Cold Giant zachwiał się na swoich potężnych nogach! DiMateo próbuje wykorzystać momentum, wchodzi na górną linę i Crossbody? Nic z tego! Zostaje złapany w locie! Fenrir przerzuca go sobie jeszcze przez ramie, a następnie wykonuje Powerslam przy ringu! Sędzia w międzyczasie dolicza już do pięciu, a Bestia z Jotunheim zauważa to i najpierw wrzuca swojego rywala, a następnie sam melduje się w kwadratowym pierścieniu. Teraz Norsk Wereweolf okłada Jaya poteżnymi puchami, po czym wykonuje Irish Whip i Ymir's Fury! Spinebuster wykonany! Nepo Baby leży bezwładnie na środku ringu, a jego rywal daje nam do zrozumienia, że będzie chciał zakończyć ten pojedynek. Podnosi on Jaya JEDNĄ RĘKĄ ZA JEGO GATKI i...nie wiemy co szykował, bo Amerykanin włoskiego pochodzenia o koreańskich rysach twarzy natychmiast się wyrywa, próbuje nawet przejść do kontry! Mamy serię chopów, ale nie robią one większego wrażenia na zamaskowanym wojowniku, który po chwili chwyta DiMateo i ciska nim z impetem w narożnik. Sam zaś bierze rozbieg i...potężny Running Clothesline! Auuuuaa! To musiało zaboleć! Jay odbija się od narożnika, niczym dzieci...nie będzie tu tego porównania. Po prostu się odbija, mocno. Fenrir dokłada szybko Neckbreaker i ponownie daje nam znać, że chyba będzie chciał zakończyć tę walkę. Czeka aż jego rywal się podnosi, ale widzimy, że ten próbuje uciec z ringu, czołga się tam, następnie chwyta się lin i znowu zostaje złapany przez Cold Gianta! Made Man jednak sprytnie wyprowadza łokieć, po chwili dokłada Roundhouse Kick! Norsk Werewolf się chwieje! Jay szykuje się do FaceTime! Czyżby...NIE! Rywal łapie go przy swojej twarzy, uderza potężnym prawym i mamy wyniesienie...TAK! Snøstorm wykonane! Pin...1...2...3! Nie ma wątpliwości, to Fenrir idzie dalej!
Praktycznie od razu po zakończeniu pierwszej walki przenosimy się do jednej z szatni, gdzie widzimy wpatrującego się w wahadło Cyclone'a Diallo, a także Kannonballa, który oglądał wydarzenia ringowe na ekranie.
Kannonball: *śmieje się* Widziałeś, jak mu przyjebał? Ale jaja! *Diallo w ogóle nie reaguje* Za taki wrestling nic nie robiłem! Wiesz co jest najlepsze w tej robocie? Można siedzieć na dupie i oglądać inne walki zupełnie za free! *odwraca się w kierunku Diallo, po czym wzdycha* A ten dalej swoje. Ty, szaman! *macha ręką przed twarzą Diallo, który wciąż go ignoruje* Wracaj do żywych! Przed chwilą DiCaprio dostał po japie od Feniksa...Feliksa, no tego z psim ryjem, a ty wolisz się gapić na to dyndające badziewie? Co jest z tobą nie tak?
Kannonball chwyta za kiwający się obiekt i dopiero wtedy Diallo zwraca na niego uwagę.
Cyclone Diallo: Co...mówiłeś coś? Nie przeszkadzaj mi, staram się osiągnąć wyższy stan…
Kannonball: Stan czego? Słuchaj mnie...od samego żarcia wołowiny bicepsy nie rosną. Tak samo od gapienia się w ten wisiorek nie nauczysz się latać. Przysięgam ci, choćby sam Jezus miał zaraz wejść do tej szatni, niczego w ten sposób nie osiągniesz!
W tym momencie drzwi się otwierają i do szatni wchodzi Luis Borges. Wyraz twarzy Kannonballa momentalnie ulega zmianie.
Kannonball: Jesus Christ....to naprawdę ty? Zaraz...ja tylko żartowałem! *patrzy na Diallo* Jak ty to zrobiłeś?
Luis Borges: *spogląda z lekką dezorientacją w stronę znajdującej się w szatni dwójki* Co Wy tutaj robicie? *dalej lekko zdezorientowany, wali facepalma, orientując się, że pomylił on szatnię* Ahhh, mniejsza w to. *mamrocze coś pod nosem* Nie wiem, co tutaj się dzieje, ale... *wskazuje na Kannoballa* nie jestem Jezusem. Nazywam się Luis Borges i od niedawna jestem częścią tego jakże pięknego czerwonego brandu. Podobnie jak wy dopiero zaczynam i już na start pojawił się człowiek, który postanowił zasłonić ring parawanem, uniemożliwiając mi prezentację moich umiejętności na oczach całego świata. Jak widać, spokój nie jest czymś, co jest nam dane.
Kannonball: *wyraźnie rozczarowany* Czyli ty nie jesteś Jezusem? *Borges kręci przecząco głową* No trudno. Ale i tak dobrze, że jesteś. Mój kolega Diallo na pewno ci pomoże. Podobno kiedyś widział jakieś parawany, ale one go nie powstrzymały i przekroczył granicę.
Cyclone Diallo: *teraz już wyraźnie zainteresowany* Bardzo dobrze, że się zjawiłeś. Przepraszam za kolegę, już od dwóch dni nikogo nie pobił i przez to jego głowa pracuje mniej wydajnie, niż zwykle. Dobrze słyszałem, że masz problem i poszukujesz rozwiązania? Świetnie się składa! Co prawda jestem w stanie sforsować każdy mur, nie tylko taki utworzony z parawanu, ale posiadam również znacznie cenniejsze zdolności, dzięki którym pomogę również tobie. Musisz wiedzieć, że nie tak dawno przyszedł do mnie pewien starszy facet, trochę dziwny, ewidentnie przesadził z samoopalaczem. I on nagle do mnie mówi, że chce zostać prezydentem. Oczywiście udzieliłem mu niezbędnych wskazówek i wyobraź sobie, że parę miesięcy później faktycznie go wybrali! Bardzo chętnie więc pomogę i tobie.
W tym czasie Kannonball wyciąga z torby jakiś bawełniany worek o ciemnofioletowym kolorze i podaje go Diallo.
Cyclone Diallo: Wystarczy, że sięgniesz ręką i wyjmiesz dowolny przedmiot.
Borges jest zmieszany, jednak decyduje się włożyć rękę do sakiewki, po czym wyciąga z niej taki obiekt. Kannonball parska śmiechem, a Luis wygląda na zdegustowanego.
Luis Borges: Ty tak na poważnie? *zerka na Diallo* Zgodziłem się na to, licząc, że dowiem się czegoś, co może mi pomóc. Wkładam rękę do tego worka. *wskazuje palcem na bawełniany worek* I co z niej wyjmuję? *spogląda na kulę* Co to ma oznaczać? Nie zrozum mnie źle, Diallo... ale nie zamierzam marnować czasu na takie żarty moim kosztem. Jeśli masz coś sensownego do powiedzenia, to proszę bardzo. Radzę ci się jednak streszczać, bo czas nagli mnie i to mocno.
Cyclone Diallo: Naprawdę tego nie dostrzegasz? *obraca bilę o 90 stopni* A teraz widzisz? To jest symbol nieskończoności. Wieczność, legenda! To mówi wyraźnie, że zapiszesz się w historii! Jeżeli nie potrafisz tego dostrzec...no cóż, nie mogę mieć do ciebie o to pretensji. Nie każdy jest w stanie dostrzec to co ja.
Luis Borges: Wieczność? Legenda? *delikatny uśmieszek* To wszystko nabiera sensu. Być może zbyt pochopnie oceniłem twoje zdolności. Wybacz mi pośpieszanie, ale chciałbym byś przeszedł do rzeczy. Erwin Eckhart. Mój przeciwnik. Co o nim sądzisz? Czego w zasadzie się mogę po nim spodziewać?
W tym czasie Kannonball przegląda coś w swoim telefonie, a po chwili znajduje grafikę promującą starcie Borgesa z Erwinem Eckhartem.
Kannonball: O tego nerda ci chodzi? Ja pierdolę, jaki jajogłowy! Pamiętam jak kiedyś spotkałem takiego. Idę sobie kulturalnie ulicą i nagle mijają mnie dwa takie profesurki właśnie. No to naplułem na jednego, a ten jaki czerwony się zrobił, jak pomidor normalnie! Myślałem, że się rzuci na mnie, a ten co? Wytarł japę i ucieka! Normalnie spierdolił, jak szczur jakiś! *kładzie rękę na ramieniu Borgesa* Dam ci dobrą radę, Louisie de Funes, czy jak ci tam. Zrób to samo co ja, a magisterek sam się wyniesie z ringu.
Cyclone Diallo: Kannonball...pozwól, że ja się tym zajmę. *stawia na stole znaną już kulę (podobno) z kości słoniowej* W tym zawarte są wszystkie odpowiedzi. Wystarczy, że położysz swoje ręce na tej kuli, a wszystko stanie się jasne. *Luis kładzie ręce na kuli, to samo czyni Diallo po drugiej stronie obiektu, zamykając oczy* Chyba...coś widzę. Ból. Dużo bólu. Ryzyko. Brutalna precyzja. Moment...gong! Koniec. Tryumf. Wygrana! *krzywi się, jakby zobaczył jakąś drastyczną scenę* Auć....zabraknie czasu na świętowanie.
Luis Borges: Ciekawe... bardzo ciekawe. Dużo bólu i ryzyko. To część mojego życia. Od samego początku byłem stworzony do tego by walczyć. Mimo wszelkich przeciwności losów, z jakimi musiałem się borykać. Jednak wydaje mi się, że mógłbyś *zerkając na Diallo* powiedzieć coś jeszcze. Zdecydowanie bardziej istotnego niż te poszlaki, jakimi mnie dotychczas rozjaśniłeś. Wspomniałeś o tym, że zabraknie mi czasu na świętowanie. Co przez to masz na myśli? *obserwuje reakcję Cyclone'a, oczekując tym samym na jego odpowiedź*
Cyclone Diallo: Przepraszam, ale nic więcej nie jestem w stanie zobaczyć. Wyczerpałem całą energię. *spogląda na zegarek* Zresztą...właściwie to my musimy już iść.
Kannonball: Powodzenia, żandarmie. Połamania nóg *puszcza oczko*
Diallo wstaje od stołu i wraz z Kannonballem kierują się do drzwi, zostawiając Luisa samego.
Pozostajemy na zapleczu, jednak widzimy już inną scenę. Przed kamerą znajduje się James Wallace, który powoli zmierza w kierunku areny, gdzie już wkrótce czeka go kolejny pojedynek. W pewnym momencie uwagę Wallace'a Juniora przykuwają uchylone drzwi od jednej z szatni, z której wydobywa się odgłos żywej rozmowy. Zawodnik postanawia zajrzeć do środka, po czym zauważa wewnątrz rozmawiającego przez telefon Willy'ego Walkera. Szybko postanawia schować się za drzwiami, aby Walker go nie dostrzegł. James przysłuchuje się rozmowie.
Willy Walker: ...tak, tak, wszystko poszło idealnie. Jednak ten Ralf miał rację, a już myślałem, że to kolejny przygłup. Prosta podpucha, kto by się spodziewał, że jeden pet załatwi sprawę honorowego Japońca? Może pan Nathan Martin jeszcze nam się do czegoś przyda? *śmiech* Ci ludzie są jednak bardzo prości. Rzuć im kij i obserwuj, jak się zabi...
Walker nie dokończył zdania, ponieważ przez uchylone drzwi zauważa operatora z kamerą. Szybkim ruchem zatrzaskuje je przed wścibskim kamerzystą, nie zauważając przy tym schowanego Jamesa.
REKLAMA LUKSUSOWEJ BIELIZNY DLA WĄSATYCH MĘŻCZYZN
Znajdujemy się na zapleczu. Operator filmuje z przodu Johnny'ego Turna, który podąża pewnym krokiem przez korytarz. Poprawia on taśmy na swoich nadgarstkach i rozgrzewa mięśnie, przygotowując się do zbliżającej walki. W pewnym momencie, tuż nad głową Johnny'ego, rozlega się ostry, metaliczny zgrzyt. Turn spogląda w górę i momentalnie odskakuje do przodu, po czym tuż za jego plecami spada z ogłuszającym hukiem masywny, czarny reflektor sceniczny z fragmentem pękniętej klamry, roztrzaskując się tuż obok Tornado Mana! Zawodnik instynktownie osłania się. Widać po nim, że tętno znacznie mu podskoczyło. Spogląda przez moment na rozbity obiekt, po czym jeszcze raz patrzy w górę, rozglądając się na wszystkie strony, jakby próbował kogoś tam znaleźć. Operator również kieruje kamerę w okolice sufitu, jednak nie widać tam żadnej postaci. Po chwili Johnny decyduje się pójść w innym kierunku, najprawdopodobniej w stronę biura General Managera, podczas gdy operator pozostaje obok rozbitego reflektora. Johnny jeszcze kilka razy nerwowo ogląda się za siebie, po czym znika za zakrętem, a obraz powoli gaśnie.
Jesteśmy już w ringu, w którym James Wallace przygotowuje się do pojedynku. Wybrzmiewa Nightmare, a już po chwili na arenie zjawia się Nathan Martin. Przez chwilę Kanadyjczyk rozgląda się po widowni, która reaguje na niego w większości pozytywnie (nie wiadomo, czy większy wpływ ma na to ostatni telefon Walkera, o którym Nathan jeszcze nie wie, czy też fakt, że każdy ma w dupie Shio Sakazakiego i to, co mu się stało). Po kilku sekundach Nate rusza w kierunku ringu...ale już po przebyciu dwóch kroków zostaje zaatakowany zza pleców! Zamaskowany facet trafia go w plecy kijem do kendo! Martin upada, po czym zostaje jeszcze kilka razy zdzielony w korpus kijem. To nie wszystko - zaraz potem z zaplecza wbiega kolejny typek w kominiarce, tym razem znacznie mniejszy. Od razu dopada leżącego Martina i atakuje go serią ciosów w parterze! Po chwili większy z napastników podnosi Kanadyjczyka i wysyła na kurs kolizyjny z ekranem LED, który wyświetla logo Colosseum! Kilka lamp w miejscu zderzenia przestaje świecić, zaś Nathan osuwa się na podłogę. W tym momencie...James Wallace przyłącza się do bójki, atakując dwóch zamaskowanych zawodników! Niemal od razu większy z agresorów dostaje European Uppercut! Po otrzymaniu ciosu cofa się dwa kroki, ale tylko po to, by otrzymać Road Rash! Teraz to już potężnie się chłop zachwiał, a tymczasem mniejszy podbiega do Wesa Juniora...ale tylko po to, by wyłapać Black Dust! James niemal od razu zrywa kominiarkę z jego twarzy...a oczom widzów ukazuje się Cyclone Diallo! Po chwili Nathan Martin dochodzi do siebie i przechwytuje zza pleców tego większego i także on zostaje zdemaskowany - co za zaskoczenie, że jest to Kannonball. James momentalnie pokazuje pracownikowi technicznemu, żeby dostarczył mu mikrofon.
James Wallace: Tak coś czułem, że się pojawicie, pieski Walkera. <spogląda na chwilę na Nathana> Niby mieliśmy walczyć przeciwko sobie, <uśmiech, przenosi wzrok na widownię> ale myślę, że mam lepszą propozycję. Może i już nie jesteśmy w moim rodzinnym Houston... Ale Nashville chyba też lubi się bawić, co?! <wykrzykuje do publiczności która potwierdza to głośnym cheerem> W takim razie może by tak trochę... Zamieszać? <uśmiech, poprawia włosy> Co Ty na to Nathan, żeby zamienić naszą walkę w Tag Team Match? <jeszcze głośniejsza reakcja> Skoro mamy tu dwóch imbecyli którzy wręcz rwą się do walki... Wypadałoby to wykorzystać!
W tym momencie z zaplecza wyłania się Willy Walker, który zatrzymuje się obok swoich towarzyszy.
Willy Walker: Brawo, brawo, brawo! *ironicznie klaszcze* Cóż za bohaterska postawa, panie Wallace Juniorze! Dwóch zaciekłych obrońców sprawiedliwości, doprawdy niezapomniany widok. Czyżby tatuś nie nauczył, że nie powinno się wtykać nosa w cudze sprawy? Chociaż...biorąc pod uwagę, to, kto jest twoim ojcem, raczej wszyscy znamy odpowiedź na to pytanie. *heat* Lubisz robić zamieszanie, prawda? Chcesz, by było o tobie głośno, Wesie Wallace numer dwa...nie mogę powiedzieć, że mnie to dziwi. W końcu zadyma i chaos stanowią paliwo dla tych przygłupów, a poza tym lepsza taka sława, niż zapisanie się w historii jako syn bardziej uzdolnionego ojca, prawda? Niech wam będzie, przyjmujemy wasze wyzwanie! *tańczy w charakterystyczny sposob" Niech tag team match stanie się faktem, playa! Z chęcią zobaczę z bliska, czy stoi przede mną zawodnik wart choćby dolara, czy też kolejny David Flair.
Walker odkłada mikrofon, po czym wraz z Kannonballem i Diallo kierują się w stronę ringu, gdzie już za moment dojdzie do Tag Team Matchu!
2. Tag Team Match
James Wallace & Nathan Martin vs Cyclone Diallo & Kannonball
Wracamy po reklamach do walki, w której aktualnie przewaga znajduje się po stronie ekipy Willy'ego Walkera. Kannonball zdobył kontrolę nad Jamesem Wallace'em i aktualnie obija go w narożniku. Ten w końcu osuwa się do pozycji siedzącej. Wtedy też Dirty Bastard decyduje się wziąć rozbieg i już po chwili syn Wesa zostaje trafiony Facewashem! Po tej akcji Kannonball postanawia dokonać zmiany i do ringu wskakuje Cyclone Diallo. Od razu wskakuje on na narożnik i już po chwili trafia Jamesa Diving Moonsaultem! Mamy próbę przypięcia, jednak Wallace odkopuje już po 1. Gwinejczyk nie zamierza zwalniać tempa. Od razu po kickoucie ponownie wchodzi on na narożnik, ale tym razem nie skacze od razu na oponenta. Gdy Wallace Junior się podnosi, Diallo przechodzi kilka kroków po linie i wykonuje Path of the Prophet! Ale Jamesowi udaje się go przechwycić i utrzymać! Po chwili widzimy Vertical Suplex dla Cyclone'a, a zaraz potem Wonderkid podchodzi do swojego narożnika i dokonuje zmiany. Nathan Martin wskakuje do środka i od razu trafia Diallo akcją Lower Your Head! Mamy próbę przypięcia. 1...2...Kannonball przerywa liczenie! Przewaga pozostaje jednak po stronie Nate'a, który postanawia wziąć rozbieg przed kolejną akcją. Wtedy jednak zostaje złapany zza pleców przez Kannonballa, który przez moment szarpie się z nim, jednak sędzia szybko interweniuje. Sytuacja ta odwraca jednak uwagę Nathana, z czego szybko korzysta Diallo, wykonując Roll-up. 1...2...kickout! Obydwaj się podnoszą, a Kannonball klepie Diallo w bark, dokonując zmiany. Martin tego nie dostrzegł, gdyż rusza na zawodnika z Afryki, który podcina mu nogi. W tym czasie Kannonball wchodzi do środka. Diallo z kolei sadowi się na narożniku, a następnie wchodzi na plecy kolegi z drużyny. Widzimy, że Cyclone ustawia się w pozycji pionowej, starając się utrzymać równowagę...i już po chwili skacze na Martina, wykonując mu 450 Splash! Wróżbita wychodzi poza obręb walki, zaś The Meathead próbuje pinu. 1...2...Wallace przerywa! Kontrolę utrzymuje jednak Kannonball, który podnosi Nathana, a następnie układa go na swoich barkach. Czyżby Nasty Face? Wygląda na to, że....nie! Nathanowi udaje się skontrować tę akcję na DDT! Po chwili daje radę doczołgać się do narożnika i dokonać zmiany! James wbiega i od razu trafia Kannonballa Hellraiserem! Diallo próbuje interweniować, jednak zostaje przechwycony i otrzymuje Black Dust! Zaraz potem Young Wes powraca do Kannonballa, podnosi go z maty i aplikuje Blackway Drive! Pin wydaje się formalnością. 1...2...3! To koniec!
EARLIER THIS WEEK
Na TitanTronie pojawia się obraz gdzie Zygmunt Butla siedzi w niewielkim gabinecie zabiegowym, a obok niego znajduje się Emil Ciureja. Lekarz przegląda dokumentację dostarczoną przez obu mężczyzn, podczas gdy Zygmunt nerwowo rozgląda się po pomieszczeniu.
Zygmunt Butla: Emil, ja się tylko upewnię. To jest badanie na rodzinę, tak? Bo jak się okaże, że przy okazji sprawdzają wątrobę, to możemy mieć tutaj zupełnie inne wyniki niż się spodziewacie.
Emil Ciureja: To zwykłe badanie DNA, Zygmunt.
Zygmunt Butla: Dobra. Bo jakby pytali, to ja od kilku tygodni prowadzę bardzo zdrowy tryb życia.
Lekarz unosi wzrok znad dokumentów i przez chwilę przygląda się Zygmuntowi.
Lekarz: Panie Zygmuncie, chciałbym jeszcze wyjaśnić jedną rzecz. Według tych dokumentów ma pan trzydzieści sześć lat?
Zygmunt Butla: No... tyle zawsze miałem. Znaczy co roku trochę więcej, wiadomo.
Lekarz: Właśnie w tym problem. Dostępna dokumentacja medyczna oraz wstępna analiza biologiczna kompletnie nie odpowiadają osobie w tym wieku.
Butla zerka podejrzliwie na Emila.
Zygmunt Butla: Czyli co? Źle się starzeję?
Lekarz: Raczej pańska data urodzenia jest błędna. Nie jesteśmy w stanie określić jej co do dnia, ale wszystko wskazuje na to, że ma pan około pięćdziesięciu pięciu lat.
Zygmunt przez kilka sekund siedzi w absolutnym bezruchu.
Zygmunt Butla: Pięćdziesiąt pięć?! To ja przez prawie dwadzieścia lat chodziłem młodszy i nawet żadnego pożytku z tego nie miałem? Wiedziałem, że te trzydzieści sześć coś mi się w lustrze nie zgadzało.
Emil Ciureja: Jeżeli twoja data urodzenia została zmieniona, to możliwe, że pozostałe informacje dotyczące twojej przeszłości również nie są prawdziwe.
Humor znika z twarzy Zygmunta. Przez chwilę patrzy na dokumenty leżące przed lekarzem.
Zygmunt Butla: Dobra... róbcie ten test. Skoro już wychodzi, że nawet nie wiem, ile mam lat, to chciałbym przynajmniej wiedzieć, kim naprawdę jestem.
Pielęgniarka podchodzi do Zygmunta i pobiera wymaz z wewnętrznej strony policzka. Próbka zostaje zamknięta w pojemniku oznaczonym nazwiskiem „Zygmunt Szewczyk”. Lekarz odkłada ją razem z pozostałą dokumentacją.
Lekarz: Pełny wynik badania pokrewieństwa powinien być gotowy w ciągu kilku dni.
Butla spogląda na Emila, następnie jeszcze raz na próbkę ze swoim nazwiskiem. Kamera zatrzymuje się na niej na kilka sekund, po czym nagranie dobiega końca.
Jesteśmy już w ringu, gdzie lada moment ma rozpocząć się kolejny pojedynek. W końcu wybrzmiewa Immortal i po paru sekundach Johnny Turn zjawia się na arenie! Na widowni rozlega się aplauz. Zawodnik wygląda na lekko podenerwowanego, jednak stara się skupić na zbliżającej się walce. Będąc jeszcze na stage'u wykonuje taunt i w tym momencie wybuchają fajerwerki....ale chyba coś idzie nie tak, ponieważ pirotechnika eksploduje tuż przed twarzą Johnny'ego! Ten momentalnie odskakuje, zrzucając z siebie kamizelkę i nerwowo rozglądając się dookoła. Jeden z pracowników technicznych podbiega do niego, sprawdzając czy nic się nie stało, ale wygląda na to, że wszystko jest w porządku. Johnny kontynuuje swoją drogę do ringu, ale teraz stał się znacznie bardziej nerwowy niż przedtem. Co chwila spogląda to za siebie, to w trybuny, bądź też w kierunku obsługi technicznej w rogu areny. W końcu dociera do ringu, szykując się do walki. Kilka sekund później rozlega się theme song Fenrira. Zwycięzca pierwszego starcia Contender Series spokojnym krokiem podąża w stronę kwadratowego pierścienia, a następnie wchodzi do środka.
3. Global Championship Contender Series #2: Singles Match
Fenrir vs Johnny Turn
Wracamy do walki, gdzie Fenrir Irish Whipem wysyła rywla w narożnik, Norweg biegnie a Turn wskakuje jedną nogą na drugą linę, drugą na trzecią, i saltem w tył przeskakuje nad biegnącym oponentem i ląduje na nogi za nim. Norsk Werewolf z impetem wpada w korner, a Johnny wyprowadza jeszcze Corner Dropkick na plecy przeciwnika. Fenrir chwyta się za plecy i odwraca w stronę oponenta, a Amerykanin wyprowadza Gut Kick i łapie w Front Headlock. Norweg nie daje na sobie wykonać żadnej akcji, bo wyprowadza uderzenie na korpus rywala, ściąga jego głowę ręką pod pachę i teraz mamy Front Suplex Slam od Norsk Werewolfa. Od razu próba pinu. 1… 2… Kickout. Fenrir ociężale wstaje i podnosi przy okazji swojego przeciwnika za głowę. Poprzedni pojedynek go wymęczył. Norweg popycha rywala na liny. Po powrocie Johnny prześlizguje się między nogami rywala będąc teraz za nim. Turn odbija się od drugiej liny, w międzyczasie Norsk Werewolf się odwraca i mamy taką ładną Springboard Hurricanranę z obrotem. Po tym ataku Turn wstaje ostrożnie i rozpada się po gali niepewnie. Wygląda jakby coś go wystraszyło, albo jakby szukał zagrożenia. Po chwili jednak otrząsa się i dokłada jeszcze Speed Test (Running 720 Shooting Star Press)! Od razu próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Po tym Johnny czym prędzej przeskakuje ponad trzecią liną na apron i przygotowuje się do wykonania F6! Stając przy linach jednak znowu jest bardzo ostrzeżony, wychyla się, żeby spojrzeć w okolice apronu, jednak za chwilę potrząsa głową. Fenrir jest już w stójce. Amerykanin wskakuje na liny i mamy F6 (720 DDT)?! Thorheim (Bicycle Kick)! Torheim jako kontra w locie ze strony Norsk Werewolfa! Johnny pada na matę, a Fenrir przystępuje do przypięcia. 1... 2… 3?! Kickout! Niezmordowani zawodnicy. Norweg jednak na tym nie poprzestaje. Powoli wstaje, pomaga wstać swojemu przeciwnikowi, wyprowadza mu Gut Kick i chwyta jak pod Suplex. Wyniesienie i czy będzie Snøstorm (Vertical Suplex Side Slam)?! Nie, Turn zachowuje resztki instynktu i kopie kolanem na głowę swojego rywala, który w końcu go puszcza, a Johnny pada na nogi po czym atakuje rywala powalającym High Kickiem. Publiczność szaleje, a jakby wciąż szukający zewsząd zagrożenia Amerykanin wchodzi na narożnik tyłem do swojego przeciwnika. Na szczycie, po upewnieniu się, że nic mu nie grozi, poprawia pozycję i za chwilę wykona swoją akcję Tornado Moonsault (Double Rotation Moonsault), zawodnik skacze i…. Nadziewa się wprost na kolana Fenrira.Ten momentalnie się podnosi i zaskakuje Turna wykonując Snøstorm po czym przechodzi do pinu 1…2…3! Fenrir zwycięża drugi pojedynek turniejowy!
Fenrir właśnie odniósł zwycięstwo nad Johnnym Turnem i przez chwilę pozostaje w ringu, łapiąc oddech po kolejnym pojedynku turniejowym. Sędzia unosi jego rękę, a zawodnik spogląda w stronę rampy, wiedząc, że jego wieczór jeszcze się nie skończył. Przed nim wciąż pozostaje Main Event. Fenrir przechodzi przez liny i schodzi na ringside. Wtedy z boku kadru pojawia się Thorald Haraldsson. Bez muzyki i bez wcześniejszej zapowiedzi dopada Fenrira, uderza go mocno w plecy i posyła na barykadę. Zaskoczony Fenrir próbuje natychmiast odpowiedzieć, ale Thor wykorzystuje moment, dokłada kilka ciosów w korpus i ponownie wbija rywala plecami w barierkę. Fenrir odpycha go i zaczyna odzyskiwać kontrolę. Przez moment obaj wymieniają ciosy, jednak Thor przerywa wymianę mocnym Big Bootem na tors. Fenrir cofa się i opiera o barykadę, ale pozostaje na nogach.
Thor przez kilka sekund patrzy na niego, jakby rozważał kolejny atak, ostatecznie jednak odpuszcza. Podnosi leżący niedaleko mikrofon i cofa się o kilka kroków.
Thor: Wystarczy. Gdybym chciał cię stąd wynieść, Fenrir, nie przestałbym teraz. Masz jeszcze dziś swoją walkę, swoją szansę i swój turniej. I chcę, żebyś w nim wystąpił.
Fenrir prostuje się i robi krok w jego stronę, ale wokół zawodników pojawiają się już sędziowie oraz członkowie ochrony.
Thor: Powiedziałeś mi kiedyś, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Że nie było przypadkiem to, że dwóch ludzi Północy pojawiło się tutaj w tym samym czasie. Od tamtej chwili myślałem o tym, wilku... i może miałeś rację.
Thor powoli zaczyna wycofywać się w stronę rampy, cały czas patrząc na Fenrira.
Thor: Ale jeżeli naprawdę jesteśmy sobie przeznaczeni, to nie chcę naszej walki tutaj. Nie potrzebuję świateł, rampy ani tysięcy ludzi krzyczących wokół nas. Dawni wojownicy nie potrzebowali areny, żeby rozstrzygać swoje spory.
Thor zatrzymuje się przy początku rampy.
Thor: Na następnym Colosseum LPW dostanie tylko miejsce. Przyjedzie kamera, sędzia i kilku ludzi z ekipy. Nikt więcej. Ty wejdziesz na wyznaczone pole z jednej strony, ja z drugiej. I wtedy sprawdzimy, czy przeznaczenie naprawdę istnieje.
Thor wskazuje na Fenrira.
Thor: Hólmgang. Nordic War.
Fenrir przechyla lekko głowę, a czerwone światła w oczodołach jego maski zapalają się na moment.
Thor: Nie musisz odpowiadać teraz. Najpierw skończ swoją dzisiejszą wojnę. A potem przyjdź na moją.
Thor opuszcza mikrofon i odchodzi na backstage. Kamera wraca do Fenrira, który przez kilka sekund patrzy za nim bez ruchu. W końcu poprawia maskę i rusza na zaplecze, wiedząc, że jeszcze tej nocy czeka go Main Event.
Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie widzimy mistrza Valor zmierzającego szybkim tempem w stronę rozmawiającego przez telefon "The Advocate" Davida Otungi.
Zbyszek Uszczelka: Panie Davidku! Panu się sufit na łeb się nie spadł? Jaka walka o pas, co pan wymyślasz! *David odsuwa się ze względu na ślinotok oburzonego Fachowca* Pan żeś ledwo pokonał tego wariata i już się do mnie rzucasz, na to trzeba zasłużyć, wywalczyć swoje. Nie po to żem się napracował, żebyś pan przylazł i mówił "dej" *chrząka* Pan byś się tym kryminalistą Cavazosem zajął. Ponoć pan taki prawnik jesteś, to wsadź go do pierdelka bo tu nie ma miejsca dla takich, a od pasa wara. Kolejeczke sobie wymyślili. A co to wesele, żebyście sobie pociąg urządzali? Ta lokomotywa już ruszyła i radzę się odpieprzyć bo was rozjedzie jednego po drugim.
David kończy rozmowę telefoniczną i powoli opuszcza telefon. Przez moment przygląda się Uszczelce, jakby próbował ustalić, czy ten właśnie powiedział to wszystko na poważnie. Następnie poprawia mankiet koszuli i zachowuje całkowity spokój.
David Otunga: Zbyszek… bardzo doceniam twoją troskę o mój kalendarz zawodowy, ale pozwól, że sam zdecyduję czym będę się zajmował. Jeśli dobrze rozumiem to przyszedłeś tutaj, żeby poinformować mnie, że mam nie walczyć o twój tytuł. Czy to jest groźba, czy propozycja? Bo w obu przypadkach powinieneś chyba przygotować jakieś uzasadnienie. Wiesz co jest jeszcze bardziej interesujące? Im więcej ludzi ustawia się po twój tytuł, tym bardziej próbujesz ich zniechęcić. To nie wygląda jak pewność siebie, Zbyszek. To wygląda jak człowiek, który zaczyna się zastanawiać, ile jeszcze zostało mu czasu w roli mistrza. Jestem w stałym kontakcie z Tedem. Wiem dokładnie jakie są zasady dotyczące twojego mistrzostwa i kto ma prawo stanąć po nie w kolejce. Więc jeśli liczysz na to, że jakąś historyjką o rozprawach, kryminaliście czy „lokomotywie” sprawisz, że wycofam się z walki, to mam dla ciebie złą wiadomość. Tanie numery tu nie przejdą. A co do Cavazosa… nie martw się. Jeśli popełni przestępstwo to będę wiedział co z tym zrobić. Ale ty, Zbyszek… zacznij się martwić o to, co się stanie, kiedy twoja „kolejeczka” rzeczywiście dotrze do twoich drzwi.
Zbyszek Uszczelka: Ale wyszczekana ta papuga! Prawdziwy piesek najpierw Roba, teraz Teda. Co rzucił ci właściciel kosteczkę w postaci szansy na walkę ze mną, naobiecywał i teraz gryziesz po nogawkach? Spokojnie ja mam metodę na takie agresywne kundle, założę ci łańcuch i jeszcze będziesz potulnie podwóreczka pilnował już ja się o to postaram! * Fachowiec się śmieje i odchrząkuje *
Teraz w kadrze pojawia się Jorge Cavazos.
Jorge Cavazos: A ty Zbyszek cały czas mnie kryminalistą nazywasz i chcesz, abym skończył w
prisionwięzienie? Zaczynam powoli myśleć, że kiedy ja bym się tam znalazł to poczułbyś się dużo bezpieczniej. Powiedz szczerze, obawiasz się mnie, tak? To by wyjaśniało dlaczego cały czas nie zaakceptowałeś naszego rewanżu. Jeżeli chodzi o tematy kryminalne to jednego możesz być pewien - w żaden sposób nie zagrożę Tobie fizycznie poza ringiem. Skoro już jednak wiem, że się mnie obawiasz to może to trochę wykorzystam. Będę przy Tobie przy każdej twojej walce, przy każdej twojej wizycie w ringu. A kiedy Twoja miękka psychika w końcu pęknie to będziesz musiał zaakceptować moje wyzwanie do walki o pas. Kropla drąży skałę jak to mówią, ale ty chyba jako hydraulik wiesz wszystko o tym żywiole? *wypowiadając te słowa poklepuje Zbyszka po ramieniu, po czym kieruje swój wzrok w kierunku Otungi* A co do Ciebie, David. Nic do Ciebie nie mam, ale skoro obaj mamy ochotę na ten pas to prędzej czy później będziemy musieli spotkać się w ringu.
Po tych słowach David i Jorge robią krok do przodu i mamy teraz face to face pomiędzy tą dwójką. W międzyczasie Zbyszek ulotnił się i zniknął z kadru. David i Jorge patrzą sobie głęboko w oczy, w powietrzu czuć delikatne napięcie. Obraz z kamery gaśnie.
BREAKING NEWS - WÓZ STRAŻACKI WRÓCIŁ DO SIEDLEC W STANIE NIENARUSZONYM
4. Non-Title Singles Match
Zbyszek Uszczelka vs Preston Steele
Uszczelka któryś już raz dopada Steele’a i zasypuje go serią wolnych, ale ciężkich uderzeń na plecy, spychając go w stronę narożnika. Tam dokłada kilka mocnych chopów, po czym chwyta Legacy Breakera za rękę i posyła go Irish whipem na przeciwległą stronę ringu. Steele odbija się od narożnika, a Zbyszek wbija się w niego potężnym Shoulder Tackle. Preston pada na matę, a Majster od razu go podnosi i wykonuje Vertical Suplex! Zerwany Gwint nie spieszy się z kolejną akcją. Przez chwilę stoi nad przeciwnikiem, po czym zerka w stronę byłego mistrza Valor - Cavazosa. Ten cały czas znajduje się przy ringu i jedynie obserwuje poczynania obecnego majstra. Uszczelka przez moment mierzy go wzrokiem, jakby wciąż zastanawiał się po co właściwie tam stoi. To wystarcza bogatemu dzieciakowi, żeby wykorzystać chwilę nieuwagi. The Rebel One trafia Zbyszka European Uppercutem, następnie dokłada Spinning Heel Kick i w końcu powala go na matę. Steele próbuje wykorzystać odzyskany moment i wbiec w mistrza z kolejną akcją, ale jego próba kończy się przechwyceniem przez Uszczelkę. Zbyszek łapie go i wykonuje Zaliczkę Na Materiał! Preston zwija się z bólu, a Uszczelka od razu próbuje go podnieść. The Heir Apparent odpowiada jeszcze jednym desperackim European Uppercutem, ale tym razem Zbyszek nie daje się zaskoczyć. Trafia go mocnym Knee Strikem, chwyta za głowę i wykonuje Urwany Gwint! Amerykanin pada na matę, a Uszczelka spogląda jeszcze raz w stronę Cavazosa, lecz tym razem szybko odwraca wzrok. Chwyta przeciwnika, ustawia go i wymierza Kto To Panu Tak Spierdolił?! Mistrz Valor natychmiast przechodzi do przypięcia. 1... 2... 3! Zbyszek Uszczelka zwycięża czysto. Przez moment siedzi jeszcze przy Steele'u, po czym wstaje i spogląda w stronę Cavazosa. Ten nadal nic nie robi. Uszczelka tylko kiwa głową, jakby uznawał, że na dzisiaj robota została wykonana.
Po zakończonej walce Uszczelka odbiera od sędziego swój tytuł mistrzowski, a w tym czasie Jorge Cavazos wchodzi do ringu. Oczywiście dochodzi do konfrontacji, która nie przebiega już tak spokojnie jak poprzednie. Czuć znaczne napięcie między obydwoma wrestlerami. Zbyszek nie gryzie się w język, rzucając inwektywami w kierunku Cavazosa, zresztą i on nie pozostaje dłużny. W pewnym momencie....Jorge otrzymuje Low Blow! Momentalnie osuwa się na matę, a sprawcą całego zamieszania okazuje się, a jakże - Jay DiMateo! Gość ani myśli czekać na to, aż Uszczelka mu nawrzuca, tylko od razu rzuca się na niego z pięściami! Pod wpływem ataku Valor Champion cofa się do narożnika, gdzie przez chwilę jest otłukiwany. Jay jest do tego stopnia bezczelny, że nawet porywa się na wykonanie tzw. "People's Puncha". Jego ofensywa nie trwa jednak zbyt długo, ponieważ do ringu zmierza właśnie David Otunga! DiMateo zauważa go i od razu odstępuje od Uszczelki, by ruszyć właśnie na prawnika, ale od razu nadziewa się na Olympic Slam! Koreański Amerykanin od razu po otrzymaniu tej akcji wytacza się poza ring, zaś Otunga zostaje teraz zaatakowany przez Uszczelkę! Adwokat otrzymuje kilka punchty na korpus, a zaraz potem Polak próbuje ustawić go pod swoją akcję kończącą. Davidowi udaje się jednak wyrwać, a zaraz potem ściąga on Zbyszka na liny. Cofa się dwa kroki i wykonuje Running Clothesline, pod wpływem którego obydwaj wypadają poza ring! Mimo to wciąż walczą ze sobą, częstując się nawzajem uderzeniami jeszcze przed ponownym stanięciem na nogi. W końcu obaj są na nogach i Otunga częstuje Zbycha Knee Liftem, po którym ten wyraźnie się chwieje. W tej chwili jednak do duetu walcżących włącza się DiMateo, który pochwycił kij do kendo i właśnie trafia nim w plecy Adwokata! Nie mijają nawet dwie sekundy i teraz to Zbyszek zostaje poczęstowany tą samą bronią. Syn "Kolesia" teraz na zmianę uderza kijem jednego i drugiego, aż w końcu ten ulega złamaniu! (kij, nie DiMateo) Jay odrzuca więc broń na bok i odwraca się w poszukiwaniu innego narzędzia...i w tym momencie zostaje trafiony Clothesline from Tijuana! Do akcji wraca bowiem także Cavazos, który właśnie bierze odwet za trafienie go w klejnoty. Zaraz potem chwyta Otungę i posyła na kurs kolizyjny z barykadą, a następnie podchodzi do Zbyszka. Widzimy, że z dużą łatwością Meksykanin wynosi w górę obecnego mistrza Valor, po czym wykonuje mu Snake Eyes na schodkach! Uszczelka pada na podłogę, zaś Jorge zauważa, że Otunga wstaje przy pomocy bandy. Postanawia wziąć rozbieg i już po chwili taranuje zawodnika z Elgin, wykonując CavaShock! Barykada zostaje rozwalona! Publika jest wyraźnie zadowolona z takiego obrotu spraw, czego raczej nie można powiedzieć o pracownikach technicznych, którzy za chwilę będą musieli naprawiać te zniszczenia. Wygląda jednak na to, że zawodnicy jeszcze nie mają dość. Otunga i Cavazos po staranowaniu barykady na razie leżą. Podnoszą się za to Uszczelka i DiMateo. Zbyszek okazuje się szybszy i przechwytuje on lżejszego od siebie Millenium Stara, a następnie prowadzi go w kierunku stolika komentatorskiego. Gdy są już na miejscu, Valor Champion łapie Jaya za głowę i uderza nią o osłonę stolika. Następnie zrzuca ów element i kładzie Amerykanina o azjayckich rysach twarzy na stole komentatorskim. Następnie widzimy, że po schodkach decyduje się wejść na apron, a następnie do środka ringu. Obraca się w stronę stołu, na którym leży Jay...i w tym momencie na ekranie pojawia się General Manager, Ted DiBiase.
Ted DiBiase Jr.: Panowie... wystarczy!
Uszczelka zatrzymuje się na linach i spogląda w stronę TitanTronu. Poobijani Cavazos, Otunga i DiMateo również kierują wzrok na ekran.
Ted DiBiase Jr.: Nie mam nic przeciwko temu, żebyście rozwiązywali swoje problemy między sobą. Wręcz przeciwnie, zwykle oszczędza mi to sporo pracy. Ale kiedy zaczynacie przy okazji rozbierać arenę na części, robi się z tego trochę nieco droższy interes, a pieniądze w tym biznesie są niezwykle ważne.<Ted zerka gdzieś poza kamerę, po czym lekko się uśmiecha.> Tak swoją drogą... wszyscy czterej możecie dorzucić się do premii dla ludzi, którzy będą teraz po was sprzątać.*Na trybunach słychać śmiech i pojedyncze okrzyki.* A teraz odłóżcie, to co macie w rękach, zejdźcie z barierek, stołów i wszystkiego, czego jeszcze nie zdążyliście zniszczyć i przyjdźcie do mojego biura. Skoro każdy z was ma coś do powiedzenia w sprawie Valor Championship... to wysłucham Was wszystkich na raz.<Ted robi krótką pauzę.> I spróbujcie dotrzeć tam bez kolejnej bójki po drodze. Byłoby miło zacząć rozmowę, zanim znowu będziemy musieli Was rozdzielać.
Obraz z GM’em znika z TitanTronu. Uszczelka, Cavazos, Otunga i DiMateo jeszcze przez chwilę mierzą się wzrokiem, ale ostatecznie żaden z nich nie decyduje się kontynuować bójki.
CZAS NA PRZERWĘ, CZAS NA SPRZĄTANIE ARENY
Przenosimy się do dość przestronnej szatni na zapleczu, gdzie widzimy Wallace'a siedzącego na fotelu... I Martina krążącego dookoła niego. Młody spokojnie opowiada co podsłuchał wcześniej z rozmowy Walkera, jednak Nathan jakby zupełnie go nie słuchał, z zafascynowaniem wlepiając w Jamesa spojrzenie. Ten po chwili zamyka się na chwilę, uśmiecha pod nosem i spogląda na rozmówcę.
James Wallace: Będziesz tak się na mnie gapił bez słowa, czy w końcu zaprosisz mnie na randkę? *bezczelny uśmiech* W ogóle Ty słuchasz co do Ciebie mówię? Mówiłem właśnie, że to nie Srakazaki Cię zaatakował, tylko te bałwany w kominiarkach...
Nathan Martin: Wybacz... *staje w miejscu* ale nie mogę przestać się zachwycać! Jesteś taki do niego podobny, to jest niesamowite! Absurdalnie cudowne!*uśmiecha się i serdecznie rozkłada ręce* Jeszcze ten cięty język! Twój ojczulek to jedno z moich najwspanialszych dzieł! *teatralnie poprawia włosy i zamyśla się* Ciekawe, jak teraz wyglądałyby nasze potycz...
James Wallace: Wiedziałem, że nie. Równie dobrze mógłbym mówić do tej ściany *wskazuje palcem na jedną z nich* i efekt byłby podobny. *wzdycha* Dobra, zapamiętaj - Walker zły. Ten japoniec nic nie zrobił. Czaisz? *odchyla głowę do tyłu by spojrzeć na Nathana który aktualnie jest za jego plecami* To co tam innego jest na tyle ważne? Mówiłeś coś o moim ojcu?
Nathan Martin: Tak, tak.. Twój tata We... Zaraz, zaraz! *jest zszokowany* Chcesz mi powiedzieć, że zaatakowałem NIEWINNEGO Shio Sakazakiego?! NIEMOŻLIWE! Cholera! Co ja narobił... och, nieważne. *szeroko się uśmiecha* I tak mnie irytowały jego bezczelne, mało honorowe zachowania, a ta badziewna kurtka, ughhh... *zdegustowany* Wiesz co? To wszystko jest świetną nowiną, młodzieńcze! Radujmy się! *klepie Jamesa po ramieniu* Ktoś jest na tyle głupi oraz odważny, żeby robić mi takie psikusy w MOIM świecie... to... świetnie! Ja-ja... muszę ich poznać! *podekscytowany* Jak najszybciej! Jestem tak ciekawy, jacy oni są i co nimi kieruje!
James Wallace: *aż na chwilę zaniemówił, tylko kręci lekko głową* No tak, zapomniałem, żyjemy w TWOIM świecie. To czekaj, jak to w ogóle działa, co? *poprawia się na fotelu* To wszystko *rozgląda się dookoła* razem ze mną... To wytwór Twojej wyobraźni? *uśmiech* W takim razie... Czemu stworzyłeś takiego debila jak Walker? I czemu miałbyś ich dopiero poznawać? To nie tak, że Ty ich stworzyłeś? *nagle podnosi szybko wzrok na Nathana* A możesz mi stworzyć zimne piwko tu i teraz? Po walce chętnie bym się napił. *uśmiecha się, zamyka oczy i wystawia rękę po piwo*
Nathan Martin: Lubię cię. Naprawdę cię lubię. *jest dumny* Podoba mi się twoja błyskotliwość i żądza wiedzy. Z wielką przyjemnością wszystko ci wytłumaczę... mimo że nie muszę! Bo widzisz... ten świat to coś w rodzaju mego SNU *gestykulując rękoma, pokazuje rozszerzanie się czegoś*, kreuje go moja podświadomość. *pokazuje palcem na swoją głowę* Na całe szczęście to nie jest tak, że mogę sobie wybierać, co tworzę a czego nie, wtedy byłoby zbyt nudno. Inaczej jest z USUWANIEM. Dowson oraz Sakazaki się o tym przekonali. *przerażający uśmiech* Podsumowując... stworzyłem wszystko, ale nie zaznałem wszystkiego. Dlatego tak dobrze się bawię! Codziennie zaskakuje mnie coś nowego.
James Wallace: *otwiera z powrotem oczy* Czyli nici z mojego piwa? Cóż... *uśmiech* Skoro to wszystko Twoja podświadomość... To dzisiaj masz okazję poznać jedną z jej najlepszych kreacji. *Pokazuje kciukiem na siebie* Jakbyś chciał się dowiedzieć więcej, to wiesz gdzie mnie znaleźć. *wstaje z fotela* A już tak całkowicie poważnie. *przystaje na wysokości Nathana i kładzie mu na ramię dłoń* Gdyby te tępaki miały jeszcze jakiś problem, to daj znać. Zawsze chętnie dopiszę kolejny kawałek historii Jamesa Wallace'a!
James po tych słowach patrzy krótką chwilę na Nathana i zmierza do drzwi. Nate przygląda się młodemu Wallace'owi z zaciekawieniem i niemałym zachwytem. Obraz z kamery znika...