Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling E-Fed Tygodniówki Colosseum #10 - Nashville, Tennessee - 26.09.2026

Colosseum #10 - Nashville, Tennessee - 26.09.2026

Colosseum #10 - Nashville, Tennessee - 26.09.2026

Strony (2): 1 2 Dalej
26.09.2026, 18:40
#1
[Obrazek: 0YeExQZ.png]

Muzyka wypełnia całą halę, a kamera robi nam przejazd po dość licznie zgromadzonej publiczności, czas zacząć kolejne Colosseum.

Kamera pokazuje nam ring. Na środku kwadratowego pierścienia, na specjalnym stojaku, znajduje się LPW Global Championship. Po chwili na arenie rozbrzmiewa muzyka Teda DiBiase Jr., a nowy Generalny Menadżer Colosseum pojawia się na stage'u. Ted zatrzymuje się na moment, spogląda na trybuny, a następnie spokojnym krokiem rusza w stronę ringu. Po wejściu pomiędzy liny DiBiase przez chwilę przygląda się znajdującemu się przed nim mistrzostwu. Następnie odbiera mikrofon i staje obok pasa.

Ted DiBiase Jr.: Kilka tygodni temu pokazałem wam ten tytuł po raz pierwszy. Powiedziałem wtedy, że LPW Global Championship nie będzie nagrodą za jeden dobry występ. Nie będzie tytułem dla człowieka, który znalazł się we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Ma należeć do zawodnika, który udowodni, że potrafi stanąć ponad resztą Colosseum.<Ted spogląda na pas, po czym ponownie kieruje wzrok na widownię.> Od tamtej chwili zadawaliście jedno pytanie. Jak wyłonimy pierwszego posiadacza LPW Global Championship. Dzisiaj w końcu poznacie odpowiedź. *na arenie słychać mocniejszy pop* Jeżeli widzieliście kartę dzisiejszego Colosseum, część układanki już znacie. Tej nocy odbędą się trzy pojedynki w ramach Global Championship Contender Series.
 
Na TitanTronie pojawia się grafika przedstawiająca układ dzisiejszej serii.

Ted DiBiase Jr.: Fenrir zmierzy się z Jayem DiMateo. Zwycięzca tej walki jeszcze tego samego wieczoru stanie naprzeciw Johnny'ego Turna. A człowiek, który przejdzie dalej... spotka się w Main Evencie z Benem Zamorą.<Ted robi krótką pauzę.> Ben zapracował na swoją pozycję. Na poprzednim Colosseum powiedziałem, że zwycięzca Main Eventu otrzyma nagrodę, która znacząco ułatwi mu drogę do walki o Global Championship. Dotrzymałem słowa. Podczas gdy trzech pozostałych zawodników będzie musiało przebijać się przez serię kolejnych pojedynków, Zamora potrzebuje dziś tylko jednego zwycięstwa. <Ted lekko się uśmiecha> Ale dzisiejsza seria wyłoni tylko jednego pretendenta.

Ted odwraca się w stronę TitanTronu. Grafika znika, a po chwili na ekranie pojawia się napis „BALTIMORE”.

Ted DiBiase Jr.: Na następnym Colosseum w Baltimore zrobimy to jeszcze raz.*Publiczność reaguje głośnym cheerem.* Kolejnych czterech zawodników. Kolejne trzy pojedynki. Kolejna Global Championship Contender Series. A jej zwycięzca zostanie drugim pretendentem do tego mistrzostwa.<Ted robi kilka kroków po ringu, po czym zatrzymuje się obok pasa.> I nie zamierzam kazać wam czekać do Baltimore, żeby poznać wszystkich uczestników. Pierwszego mogę ogłosić już teraz.<Krótka pauza.> Pierwszym uczestnikiem drugiej serii zostaje Kenneth Riddle, a ponieważ przegrał swój ostatni pojedynek, rozpocznie swoją drogę od pierwszej walki w serii. Jeśli chce dostać się do finału, będzie musiał przejść całą ścieżkę eliminacyjną.

Arena reaguje na nazwisko byłego rywala Bena Zamory, a na TitanTronie pojawia się grafika Kennetha Riddle'a jako pierwszego potwierdzonego uczestnika drugiej Global Championship Contender Series.

Ted DiBiase Jr.: Pozostałe nazwiska poznacie w odpowiednim czasie. Ale zanim ktoś zacznie kalkulować i zastanawiać się jak rozłożyć siły, powinien wiedzieć, co dokładnie czeka na końcu tej drogi.

Ted podchodzi do stojaka i kładzie dłoń na LPW Global Championship.

Ted DiBiase Jr.: Zwycięzca dzisiejszej serii. Zwycięzca serii w Baltimore. Dwóch zawodników, którzy przejdą przez własną drogę i udowodnią, że zasługują na szansę zapisania się w historii LPW.<Ted unosi wzrok w stronę kamery.> Podczas naszego najbliższego PPV Danse Macabre spotkają się ze sobą w walce o LPW Global Championship.<DiBiase milknie na kilka sekund, pozwalając publiczności zareagować.> Ale skoro ten tytuł ma należeć do człowieka stojącego ponad resztą... zwykły pinfall nie wystarczy.<Na twarzy Teda pojawia się szeroki uśmiech.> Pierwszy LPW Global Champion zostanie wyłoniony w Last. Man. Standing. Matchu.

Ogromna reakcja publiczności. Kamera robi zbliżenie na LPW Global Championship, gdy na TitanTronie pojawia się grafika zapowiadająca pojedynek na PPV: CONTENDER SERIES WINNER vs CONTENDER SERIES WINNER .

Ted DiBiase Jr.: Chciałem, żeby ten tytuł od pierwszego dnia coś znaczył. Dlatego, żeby zostać pierwszym Global Championem, trzeba będzie pokazać, że kiedy przeciwnik nie będzie w stanie się podnieść…mistrz będzie stać nad nim.

Ted odkłada mikrofon, ale zanim zdąży opuścić ring...słyszymy theme song Jay’a DiMateo i widzimy, że Amerykanin włoskiego pochodzenia, o koreańskich rysach śpiesznie wędruje w kierunku ringu. Po chwili “Nepo Baby” melduje się w kwadratowym pierścieniu i jego wzrok od razu przykuwa mistrzostwo Global.

Jay DiMateo: Ben Zamora, Kenneth Riddle…*zwraca się w stronę Teda*, powiedz mi Ted, jak to jest? Jak to jest, że jeden z nich przegrał ostatnio pojedynek i “za karę” dostaje tę samą drogę eliminacyjną, co ja…*uśmiecha się*. A drugi z nich dostał na dzień dobry walkę w Main Evencie Colosseum i po JEDNEJ wygranej dostaje autostradę do mistrzostwa Global? Widzę, że duch Roba Van Dama mocno unosi się nad naszym cudownym brandem, a zmiany zaszły co najwyżej w pogodzie. *przewraca oczami* To szczególnie zabawne, że to mnie nazywają “Nepo Baby”, więc to ja powinienem mieć tu wszystko podane na tacy, prawda? Rzeczywistość jest jednak taka, że po stoczeniu 6 walk w LPW moją nagrodą jest…no właśnie, co? Mam przeprawić się przez bagna, strzeżone przez jakiegoś wilkołaka, żeby potem wpaść w tornado, a na koniec dojść do Wyspy Czaszki i stanąć w oko z KING KONGIEM?! *pojedyncze śmiechy na trybunach* Widzicie, ja może i jestem lekko szurnięty, może i mam problem ze słuchaniem ludzi, którzy ciągle próbują mi wmówić, co powinienem, a czego nie powinienem, ale jeśli ktoś powiedziałby mi dwa tygodnie temu, że moja droga do tego mistrzostwa będzie wyglądała w ten sposób to…DALEJ BYM TO ZROBIŁ! Haha! Myśleliście, że serio się obsr…przestraszyłem? Może i jestem mniejszy od moich rywali, ale moje serduszko jest tak waleczne, że…lubicie takie bajeczki, prawda? *uśmiecha się* Nic z tego. Wiem, że na papierze wszyscy już dawno mnie skreślili, ale pomyślcie teraz, jak było przed moim debiutem? Nikt we mnie nie wierzył. Jak było po? Pisaliście na X “nadaje się na wybieg, a nie do ringu”, “co to za laluś”. No i? Pokonałem mężnego i dzielnego Ssijo, który chyba nie jest obecnie w formie, co? *śmieje się* Ahhh, tak to jest jak się zadziera z nieodpowiednimi ludźmi. *wygląda na rozmarzonego* Teraz stoję tu przed wami i wraz z nowym GM otwieram galę *uśmiecha się do Teda*. Może jednak nie wszystko stracone i Colosseum ma jeszcze szansę wrócić na odpowiednie tory? Może jednak powinienem zadzwonić do taty i poprosić go o przelew, żeby trochę poprawić moją pozycję? *zaczyna chodzić nerwowo wokół mistrzostwa Global* A może zapytam się mojej pani psychiatry, czy czasami nie jest tak, że skoro dostaję taką ciężką drogę do przejścia, to władze LPW doskonale zdają sobie sprawę z tego, że to JA…

Jayowi przerywa ten theme song, a na rampę wychodzi nie kto inny jak Fenrir w swoim gearze i firmowej masce. Pospiesznym krokiem rusza w kierunku ringu, gdy podchodzi do schodków uderza w nie dwa razy, po czym spogląda na Nepo Baby, a oczy w jego masce zaświecają się na czerwono - na twarzy DiMateo widać lekki grymas, przełyka on nerwowo ślinę. Norweg wbiega po schodkach i szybko wchodzi do ringu, do tej pory czerwień w oczach zdążyła zgasnąć. Wita się z Tedem DiBiase uściskiem dłoni po czym prosi technicznego o rzucenie mikrofonu i staje naprzeciw Jaya..

Fenrir: Jay.. już myślałem, że mimo wszystko pójdziesz do głowy po rozum, ale niestety nie. A szkoda, bo widziałem że jesteś dobrym, nawet bardzo dobrym wojownikiem, bardzo ambitnym. Wygrana rywalizacja z Shio? Szczerze Ci gratuluję, ..ale to koniec przyjemności. Mogę uznać Twoje ringowe umiejętności, ale język.. ten niewyparzony język.. jakbym słyszał Lokiego. Narzekanie, płacz o lepsze traktowanie, mitomania. Mimo tego, że to ja odwołuję się do mitologii nordyckiej to Ty żyjesz w świecie fantazji myśląc, że jesteś w stanie cokolwiek ugrać swoim szczekaniem. Na Twoje zupełne nieszczęście.. Twoim pierwszym przystankiem na drodze do mistrzostwa jest ktoś kto pomimo jednej walki już zdążył pokazać, że jest wart stanięcia do boju w kwalifikacjach do pojedynku o tenże pas. *wskazuje na pas Global* Nie będę Ciebie negował Jay.. nie powiem, że jesteś słabym wojownikiem, bo udowodniłeś, że nie jesteś, ale ta droga.. Twoja droga.. się kończy, bo skrzyżowała się z moją. A ja mam jasny cel, będę się piął do góry i walczył o to co mogę walczyć, jeśli będę musiał to wygryzę z naszej walki to zwycięstwo, potem pokonam również Johnny'ego Turna, a także.. stanę do walki z tym co go zwą Tongańskim Czołgiem. *spogląda na Teda* I udowodnię, że nie będzie to teatr jednego czy dwóch aktorów jak powiedziałeś, Ted.. oj nie, ta scena robi się większa niż się spodziewaliście, bo przybyłem i nie pokazałem wszystkiego. *wraca wzrokiem do Jaya, tym razem oczy w masce świecą się na czerwono* I tak jak wspomniałeś Jay, Colosseum wraca na odpowiednie tory, ale powód jest inny.. a Ty ten powód poznasz już za chwilę..
 
W tym momencie rozbrzmiewa ten theme song, zawodnicy w ringu spoglądają w stronę titantronu, a Johnny Turn pojawia się między publicznością na górnych miejscach z mikrofonem w ręce. Publiczność szaleje i poklepuje go po plecach, a Tornado Man przedziera się schodząc w dół.
 
Johnny Turn: Howdy, Nashville! *cheer* Pozwólcie, panowie, że przerwę wam te miłe dywagacje dwóch mięśniaków, bo zaczynacie przynudzać. Nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że jesteście tacy pewni swego uważając, iż dojdziecie do finału tego turnieju. Jay, chylę czoła za Twoje cwaniactwo ringowe i umiejętność pokazania się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Jednakże zwycięstwo nad Shio Sakazaki uznajesz za wielki wyczyn? Naprawdę? I to nawet nie 3:0, bo to byłaby dominacja. Pokonałeś go tak naprawdę na ostatniej prostej. Fenrir, ogromne gabaryty, nieprzejednana maska, za którą ukrywasz swą tożsamość. To wszystko wygląda naprawdę okazale, jednakże wciąż to mnie nie przekonuje. Maska o rozmiary nie raz w wrestlingu przeszkadzały, zamiast pomagać *Johnny dochodzi do barierki, przeskakuje nad nią i czym prędzej wchodzi na apron i przeskakuje ponad górną liną, po czym wita się z Tedem DiBiase* Pomyślicie sobie „ale się popisuje”, taką mam naturę. Nie potrafię wysiedzieć w miejscu, więc niczym tornado zakręcę w tym ringu jednym lub drugim. Wy panowie będziecie już zmęczeni po pierwszej walce, nie wróżę wam niesamowitego starcia ze mną. Chcę wam udowodnić swoją wartość, więc zrobię wszystko, żeby zwalczyć w Main Evencie z Benem Zamorą czy wam się to podoba, czy nie! *cheer* Ostatnie tygodnie nie były dla mnie lekkie, Walker i jego świta depczą mi po piętach, na dodatek zostałem oszukany. Nie zamierzam jednak płakać nad swoim losem i *Johnny kładzie rękę na tytule stojącym na piedestale* już za niedługo to mistrzostwo będzie w moim posiadaniu. 

Le Manu! Po raz kolejny wywoływany Zamora wreszcie pojawia się na rampie. Zawodnik spokojnym krokiem udaje się do ringu, w którym to mierzy wzrokiem swoich potencjalnych przeciwników w dzisiejszej walce wieczoru, po czym żąda od obsługi technicznej mikrofonu.

Ben Zamora: Szczerze, to niezbyt mnie obchodzą małe szczekające kundle, ale tyle razy usłyszałem swoje nazwisko, że poczułem się wywołany do tablicy. <uśmiech> Jay, chwalisz się tym, że stoczyłeś w LPW już 6 walk. Zaprawdę, gratuluję. Myślę, że taki bananowy chłopiec jak Ty musiał wytężyć resztki swojego wykończonego tiktokiem skupienia, żeby tak długo wytrzymać bez nudzenia się nową zabaweczką. Przypomnij tylko, jaki masz bilans? Przypomnij wszystkim, z kim stoczyłeś aż 5 walk? Tak jest, z gościem którego już tutaj nie ma, którego nazywasz Ssijo… A który pokonał Cię aż dwa razy. <pomruk przechodzący przez trybuny, Zamora zbliża się lekko do DiMateo> Rozumiem, że to boli. Świadomość, że wkładasz w coś tyle siły, chcesz tego jak nikt inny… Tylko po to, żebym nagle pojawił się ja i całkowicie przyćmił całe Twoje starania. <uśmiech, obraca się do pozostałej dwójki> To co teraz powiem, tyczy się też waszej dwójki. Powodzenia. Szczerze wam go życzę… Bo naprawdę będziecie go potrzebować. Którykolwiek z was dotrwa do dzisiejszego main eventu, będzie musiał stanąć w ringu ze mną. Nie ma dla mnie najmniejszej różnicy, czy wcześniej stoczycie jeden pojedynek, czy dwa. Nie ma dla mnie żadnego znaczenia w jakim stanie wyjdziecie na walkę wieczoru. Nie uświadczycie żadnej taryfy ulgowej. Dzisiaj Ben Zamora zapuszcza korzenie w walce o pas Global. Możecie płakać, grozić, szydzić, gryźć, kopać, pluć… A na koniec i tak to moja ręka powędruje do góry i to ja zostanę pierwszym z pretendentów. Jesteś silny <spogląda na Fenrira>, Ty jesteś szybki <spogląda na Turna>, a Ty… <spogląda na DiMateo i chwilę się zastanawia> stoczyłeś AŻ 6 WALK! *śmiech* Prawda jest taka, że każdy z was ma to coś. Bez tego nienazwanego czynnika nikt nie zostaje wrestlerem. Ale to ja jestem prawdziwą maszyną. I to ja wyjdę z dzisiejszego eliminatora z tarczą i miejscem w walce na Danse Macabre. Czekam na jednego z was później.

Po ostatnich słowach Ben wypuszcza z ręki mikrofon, który z głośnym hukiem upada na ringowe deski. Zamora wymija swoich potencjalnych przeciwników i bez oglądania się za siebie wychodzi z ringu, kierując się na zaplecze. Jakby przywołany tym, na rampie wymija go sędzia, a to oznacza tylko jedno - pora na pierwszą walkę dzisiejszego wieczoru!

1. Global Championship Contender Series #1: Singles Match  
Fenrir vs Jay DiMateo

Wracamy po przerwie reklamowej i widzimy, że Jay DiMateo opuszcza właśnie ring, unikając szarży swojego przeciwnika, ten jednak nie daje za wygraną - od razu podąża za Jayem, po chwili łapie go i wrzuca go do kwadratowego pierścienia. Sam również tam wchodzi, ale nie, nie! Baseball Slide i Cold Giant zachwiał się na swoich potężnych nogach! DiMateo próbuje wykorzystać momentum, wchodzi na górną linę i Crossbody? Nic z tego! Zostaje złapany w locie! Fenrir przerzuca go sobie jeszcze przez ramie, a następnie wykonuje Powerslam przy ringu! Sędzia w międzyczasie dolicza już do pięciu, a Bestia z Jotunheim zauważa to i najpierw wrzuca swojego rywala, a następnie sam melduje się w kwadratowym pierścieniu. Teraz Norsk Wereweolf okłada Jaya poteżnymi puchami, po czym wykonuje Irish Whip i Ymir's Fury! Spinebuster wykonany! Nepo Baby leży bezwładnie na środku ringu, a jego rywal daje nam do zrozumienia, że będzie chciał zakończyć ten pojedynek. Podnosi on Jaya JEDNĄ RĘKĄ ZA JEGO GATKI i...nie wiemy co szykował, bo Amerykanin włoskiego pochodzenia o koreańskich rysach twarzy natychmiast się wyrywa, próbuje nawet przejść do kontry! Mamy serię chopów, ale nie robią one większego wrażenia na zamaskowanym wojowniku, który po chwili chwyta DiMateo i ciska nim z impetem w narożnik. Sam zaś bierze rozbieg i...potężny Running Clothesline! Auuuuaa! To musiało zaboleć! Jay odbija się od narożnika, niczym dzieci...nie będzie tu tego porównania. Po prostu się odbija, mocno. Fenrir dokłada szybko Neckbreaker i ponownie daje nam znać, że chyba będzie chciał zakończyć tę walkę. Czeka aż jego rywal się podnosi, ale widzimy, że ten próbuje uciec z ringu, czołga się tam, następnie chwyta się lin i znowu zostaje złapany przez Cold Gianta! Made Man jednak sprytnie wyprowadza łokieć,  po chwili dokłada Roundhouse Kick! Norsk Werewolf się chwieje! Jay szykuje się do FaceTime! Czyżby...NIE! Rywal łapie go przy swojej twarzy, uderza potężnym prawym i mamy wyniesienie...TAK! Snøstorm wykonane! Pin...1...2...3! Nie ma wątpliwości, to Fenrir idzie dalej!


Praktycznie od razu po zakończeniu pierwszej walki przenosimy się do jednej z szatni, gdzie widzimy wpatrującego się w wahadło Cyclone'a Diallo, a także Kannonballa, który oglądał wydarzenia ringowe na ekranie.

Kannonball: *śmieje się* Widziałeś, jak mu przyjebał? Ale jaja! *Diallo w ogóle nie reaguje* Za taki wrestling nic nie robiłem! Wiesz co jest najlepsze w tej robocie? Można siedzieć na dupie i oglądać inne walki zupełnie za free! *odwraca się w kierunku Diallo, po czym wzdycha* A ten dalej swoje. Ty, szaman! *macha ręką przed twarzą Diallo, który wciąż go ignoruje* Wracaj do żywych! Przed chwilą DiCaprio dostał po japie od Feniksa...Feliksa, no tego z psim ryjem, a ty wolisz się gapić na to dyndające badziewie? Co jest z tobą nie tak?
 
Kannonball chwyta za kiwający się obiekt i dopiero wtedy Diallo zwraca na niego uwagę.

Cyclone Diallo: Co...mówiłeś coś? Nie przeszkadzaj mi, staram się osiągnąć wyższy stan…

Kannonball: Stan czego? Słuchaj mnie...od samego żarcia wołowiny bicepsy nie rosną. Tak samo od gapienia się w ten wisiorek nie nauczysz się latać. Przysięgam ci, choćby sam Jezus miał zaraz wejść do tej szatni, niczego w ten sposób nie osiągniesz!

W tym momencie drzwi się otwierają i do szatni wchodzi Luis Borges. Wyraz twarzy Kannonballa momentalnie ulega zmianie.

Kannonball: Jesus Christ....to naprawdę ty? Zaraz...ja tylko żartowałem! *patrzy na Diallo* Jak ty to zrobiłeś?

Luis Borges: *spogląda z lekką dezorientacją w stronę znajdującej się w szatni dwójki* Co Wy tutaj robicie? *dalej lekko zdezorientowany, wali facepalma, orientując się, że pomylił on szatnię* Ahhh, mniejsza w to. *mamrocze coś pod nosem* Nie wiem, co tutaj się dzieje, ale... *wskazuje na Kannoballa* nie jestem Jezusem. Nazywam się Luis Borges i od niedawna jestem częścią tego jakże pięknego czerwonego brandu. Podobnie jak wy dopiero zaczynam i już na start pojawił się człowiek, który postanowił zasłonić ring parawanem, uniemożliwiając mi prezentację moich umiejętności na oczach całego świata. Jak widać, spokój nie jest czymś, co jest nam dane.

Kannonball: *wyraźnie rozczarowany* Czyli ty nie jesteś Jezusem? *Borges kręci przecząco głową* No trudno. Ale i tak dobrze, że jesteś. Mój kolega Diallo na pewno ci pomoże. Podobno kiedyś widział jakieś parawany, ale one go nie powstrzymały i przekroczył granicę.

Cyclone Diallo: *teraz już wyraźnie zainteresowany* Bardzo dobrze, że się zjawiłeś. Przepraszam za kolegę, już od dwóch dni nikogo nie pobił i przez to jego głowa pracuje mniej wydajnie, niż zwykle. Dobrze słyszałem, że masz problem i poszukujesz rozwiązania? Świetnie się składa! Co prawda jestem w stanie sforsować każdy mur, nie tylko taki utworzony z parawanu, ale posiadam również znacznie cenniejsze zdolności, dzięki którym pomogę również tobie. Musisz wiedzieć, że nie tak dawno przyszedł do mnie pewien starszy facet, trochę dziwny, ewidentnie przesadził z samoopalaczem. I on nagle do mnie mówi, że chce zostać prezydentem. Oczywiście udzieliłem mu niezbędnych wskazówek i wyobraź sobie, że parę miesięcy później faktycznie go wybrali! Bardzo chętnie więc pomogę i tobie.

W tym czasie Kannonball wyciąga z torby jakiś bawełniany worek o ciemnofioletowym kolorze i podaje go Diallo.

Cyclone Diallo: Wystarczy, że sięgniesz ręką i wyjmiesz dowolny przedmiot.

Borges jest zmieszany, jednak decyduje się włożyć rękę do sakiewki, po czym wyciąga z niej taki obiekt. Kannonball parska śmiechem, a Luis wygląda na zdegustowanego.

Luis Borges: Ty tak na poważnie? *zerka na Diallo* Zgodziłem się na to, licząc, że dowiem się czegoś, co może mi pomóc. Wkładam rękę do tego worka. *wskazuje palcem na bawełniany worek* I co z niej wyjmuję? *spogląda na kulę* Co to ma oznaczać? Nie zrozum mnie źle, Diallo... ale nie zamierzam marnować czasu na takie żarty moim kosztem. Jeśli masz coś sensownego do powiedzenia, to proszę bardzo. Radzę ci się jednak streszczać, bo czas nagli mnie i to mocno.

Cyclone Diallo: Naprawdę tego nie dostrzegasz? *obraca bilę o 90 stopni* A teraz widzisz? To jest symbol nieskończoności. Wieczność, legenda! To mówi wyraźnie, że zapiszesz się w historii! Jeżeli nie potrafisz tego dostrzec...no cóż, nie mogę mieć do ciebie o to pretensji. Nie każdy jest w stanie dostrzec to co ja.

Luis Borges: Wieczność? Legenda? *delikatny uśmieszek* To wszystko nabiera sensu. Być może zbyt pochopnie oceniłem twoje zdolności. Wybacz mi pośpieszanie, ale chciałbym byś przeszedł do rzeczy. Erwin Eckhart. Mój przeciwnik. Co o nim sądzisz? Czego w zasadzie się mogę po nim spodziewać?

W tym czasie Kannonball przegląda coś w swoim telefonie, a po chwili znajduje grafikę promującą starcie Borgesa z Erwinem Eckhartem.

Kannonball: O tego nerda ci chodzi? Ja pierdolę, jaki jajogłowy! Pamiętam jak kiedyś spotkałem takiego. Idę sobie kulturalnie ulicą i nagle mijają mnie dwa takie profesurki właśnie. No to naplułem na jednego, a ten jaki czerwony się zrobił, jak pomidor normalnie! Myślałem, że się rzuci na mnie, a ten co? Wytarł japę i ucieka! Normalnie spierdolił, jak szczur jakiś! *kładzie rękę na ramieniu Borgesa* Dam ci dobrą radę, Louisie de Funes, czy jak ci tam. Zrób to samo co ja, a magisterek sam się wyniesie z ringu.

Cyclone Diallo: Kannonball...pozwól, że ja się tym zajmę. *stawia na stole znaną już kulę (podobno) z kości słoniowej* W tym zawarte są wszystkie odpowiedzi. Wystarczy, że położysz swoje ręce na tej kuli, a wszystko stanie się jasne. *Luis kładzie ręce na kuli, to samo czyni Diallo po drugiej stronie obiektu, zamykając oczy* Chyba...coś widzę. Ból. Dużo bólu. Ryzyko. Brutalna precyzja. Moment...gong! Koniec. Tryumf. Wygrana! *krzywi się, jakby zobaczył jakąś drastyczną scenę* Auć....zabraknie czasu na świętowanie.

Luis Borges: Ciekawe... bardzo ciekawe. Dużo bólu i ryzyko. To część mojego życia. Od samego początku byłem stworzony do tego by walczyć. Mimo wszelkich przeciwności losów, z jakimi musiałem się borykać. Jednak wydaje mi się, że mógłbyś *zerkając na Diallo* powiedzieć coś jeszcze. Zdecydowanie bardziej istotnego niż te poszlaki, jakimi mnie dotychczas rozjaśniłeś. Wspomniałeś o tym, że zabraknie mi czasu na świętowanie. Co przez to masz na myśli? *obserwuje reakcję Cyclone'a, oczekując tym samym na jego odpowiedź*

Cyclone Diallo: Przepraszam, ale nic więcej nie jestem w stanie zobaczyć. Wyczerpałem całą energię. *spogląda na zegarek* Zresztą...właściwie to my musimy już iść.

Kannonball: Powodzenia, żandarmie. Połamania nóg *puszcza oczko*

Diallo wstaje od stołu i wraz z Kannonballem kierują się do drzwi, zostawiając Luisa samego.


Pozostajemy na zapleczu, jednak widzimy już inną scenę. Przed kamerą znajduje się James Wallace, który powoli zmierza w kierunku areny, gdzie już wkrótce czeka go kolejny pojedynek. W pewnym momencie uwagę Wallace'a Juniora przykuwają uchylone drzwi od jednej z szatni, z której wydobywa się odgłos żywej rozmowy. Zawodnik postanawia zajrzeć do środka, po czym zauważa wewnątrz rozmawiającego przez telefon Willy'ego Walkera. Szybko postanawia schować się za drzwiami, aby Walker go nie dostrzegł. James przysłuchuje się rozmowie.

Willy Walker: ...tak, tak, wszystko poszło idealnie. Jednak ten Ralf miał rację, a już myślałem, że to kolejny przygłup. Prosta podpucha, kto by się spodziewał, że jeden pet załatwi sprawę honorowego Japońca? Może pan Nathan Martin jeszcze nam się do czegoś przyda? *śmiech* Ci ludzie są jednak bardzo prości. Rzuć im kij i obserwuj, jak się zabi...

Walker nie dokończył zdania, ponieważ przez uchylone drzwi zauważa operatora z kamerą. Szybkim ruchem zatrzaskuje je przed wścibskim kamerzystą, nie zauważając przy tym schowanego Jamesa.
 
 
REKLAMA LUKSUSOWEJ BIELIZNY DLA WĄSATYCH MĘŻCZYZN


Znajdujemy się na zapleczu. Operator filmuje z przodu Johnny'ego Turna, który podąża pewnym krokiem przez korytarz. Poprawia on taśmy na swoich nadgarstkach i rozgrzewa mięśnie, przygotowując się do zbliżającej walki. W pewnym momencie, tuż nad głową Johnny'ego, rozlega się ostry, metaliczny zgrzyt. Turn spogląda w górę i momentalnie odskakuje do przodu, po czym tuż za jego plecami spada z ogłuszającym hukiem masywny, czarny reflektor sceniczny z fragmentem pękniętej klamry, roztrzaskując się tuż obok Tornado Mana! Zawodnik instynktownie osłania się. Widać po nim, że tętno znacznie mu podskoczyło. Spogląda przez moment na rozbity obiekt, po czym jeszcze raz patrzy w górę, rozglądając się na wszystkie strony, jakby próbował kogoś tam znaleźć. Operator również kieruje kamerę w okolice sufitu, jednak nie widać tam żadnej postaci. Po chwili Johnny decyduje się pójść w innym kierunku, najprawdopodobniej w stronę biura General Managera, podczas gdy operator pozostaje obok rozbitego reflektora. Johnny jeszcze kilka razy nerwowo ogląda się za siebie, po czym znika za zakrętem, a obraz powoli gaśnie.


Jesteśmy już w ringu, w którym James Wallace przygotowuje się do pojedynku. Wybrzmiewa Nightmare, a już po chwili na arenie zjawia się Nathan Martin. Przez chwilę Kanadyjczyk rozgląda się po widowni, która reaguje na niego w większości pozytywnie (nie wiadomo, czy większy wpływ ma na to ostatni telefon Walkera, o którym Nathan jeszcze nie wie, czy też fakt, że każdy ma w dupie Shio Sakazakiego i to, co mu się stało). Po kilku sekundach Nate rusza w kierunku ringu...ale już po przebyciu dwóch kroków zostaje zaatakowany zza pleców! Zamaskowany facet trafia go w plecy kijem do kendo! Martin upada, po czym zostaje jeszcze kilka razy zdzielony w korpus kijem. To nie wszystko - zaraz potem z zaplecza wbiega kolejny typek w kominiarce, tym razem znacznie mniejszy. Od razu dopada leżącego Martina i atakuje go serią ciosów w parterze! Po chwili większy z napastników podnosi Kanadyjczyka i wysyła na kurs kolizyjny z ekranem LED, który wyświetla logo Colosseum! Kilka lamp w miejscu zderzenia przestaje świecić, zaś Nathan osuwa się na podłogę. W tym momencie...James Wallace przyłącza się do bójki, atakując dwóch zamaskowanych zawodników! Niemal od razu większy z agresorów dostaje European Uppercut! Po otrzymaniu ciosu cofa się dwa kroki, ale tylko po to, by otrzymać Road Rash! Teraz to już potężnie się chłop zachwiał, a tymczasem mniejszy podbiega do Wesa Juniora...ale tylko po to, by wyłapać Black Dust! James niemal od razu zrywa kominiarkę z jego twarzy...a oczom widzów ukazuje się Cyclone Diallo! Po chwili Nathan Martin dochodzi do siebie i przechwytuje zza pleców tego większego i także on zostaje zdemaskowany - co za zaskoczenie, że jest to Kannonball. James momentalnie pokazuje pracownikowi technicznemu, żeby dostarczył mu mikrofon.
 
James Wallace: Tak coś czułem, że się pojawicie, pieski Walkera. <spogląda na chwilę na Nathana> Niby mieliśmy walczyć przeciwko sobie, <uśmiech, przenosi wzrok na widownię> ale myślę, że mam lepszą propozycję. Może i już nie jesteśmy w moim rodzinnym Houston... Ale Nashville chyba też lubi się bawić, co?! <wykrzykuje do publiczności która potwierdza to głośnym cheerem> W takim razie może by tak trochę... Zamieszać? <uśmiech, poprawia włosy> Co Ty na to Nathan, żeby zamienić naszą walkę w Tag Team Match? <jeszcze głośniejsza reakcja> Skoro mamy tu dwóch imbecyli którzy wręcz rwą się do walki... Wypadałoby to wykorzystać!
 
W tym momencie z zaplecza wyłania się Willy Walker, który zatrzymuje się obok swoich towarzyszy.

Willy Walker: Brawo, brawo, brawo! *ironicznie klaszcze* Cóż za bohaterska postawa, panie Wallace Juniorze! Dwóch zaciekłych obrońców sprawiedliwości, doprawdy niezapomniany widok. Czyżby tatuś nie nauczył, że nie powinno się wtykać nosa w cudze sprawy? Chociaż...biorąc pod uwagę, to, kto jest twoim ojcem, raczej wszyscy znamy odpowiedź na to pytanie. *heat* Lubisz robić zamieszanie, prawda? Chcesz, by było o tobie głośno, Wesie Wallace numer dwa...nie mogę powiedzieć, że mnie to dziwi. W końcu zadyma i chaos stanowią paliwo dla tych przygłupów, a poza tym lepsza taka sława, niż zapisanie się w historii jako syn bardziej uzdolnionego ojca, prawda? Niech wam będzie, przyjmujemy wasze wyzwanie! *tańczy w charakterystyczny sposob" Niech tag team match stanie się faktem, playa! Z chęcią zobaczę z bliska, czy stoi przede mną zawodnik wart choćby dolara, czy też kolejny David Flair.

Walker odkłada mikrofon, po czym wraz z Kannonballem i Diallo kierują się w stronę ringu, gdzie już za moment dojdzie do Tag Team Matchu!

2. Tag Team Match
James Wallace & Nathan Martin vs Cyclone Diallo & Kannonball

Wracamy po reklamach do walki, w której aktualnie przewaga znajduje się po stronie ekipy Willy'ego Walkera. Kannonball zdobył kontrolę nad Jamesem Wallace'em i aktualnie obija go w narożniku. Ten w końcu osuwa się do pozycji siedzącej. Wtedy też Dirty Bastard decyduje się wziąć rozbieg i już po chwili syn Wesa zostaje trafiony Facewashem! Po tej akcji Kannonball postanawia dokonać zmiany i do ringu wskakuje Cyclone Diallo. Od razu wskakuje on na narożnik i już po chwili trafia Jamesa Diving Moonsaultem! Mamy próbę przypięcia, jednak Wallace odkopuje już po 1. Gwinejczyk nie zamierza zwalniać tempa. Od razu po kickoucie ponownie wchodzi on na narożnik, ale tym razem nie skacze od razu na oponenta. Gdy Wallace Junior się podnosi, Diallo przechodzi kilka kroków po linie i wykonuje Path of the Prophet! Ale Jamesowi udaje się go przechwycić i utrzymać! Po chwili widzimy Vertical Suplex dla Cyclone'a, a zaraz potem Wonderkid podchodzi do swojego narożnika i dokonuje zmiany. Nathan Martin wskakuje do środka i od razu trafia Diallo akcją Lower Your Head! Mamy próbę przypięcia. 1...2...Kannonball przerywa liczenie! Przewaga pozostaje jednak po stronie Nate'a, który postanawia wziąć rozbieg przed kolejną akcją. Wtedy jednak zostaje złapany zza pleców przez Kannonballa, który przez moment szarpie się z nim, jednak sędzia szybko interweniuje. Sytuacja ta odwraca jednak uwagę Nathana, z czego szybko korzysta Diallo, wykonując Roll-up. 1...2...kickout! Obydwaj się podnoszą, a Kannonball klepie Diallo w bark, dokonując zmiany. Martin tego nie dostrzegł, gdyż rusza na zawodnika z Afryki, który podcina mu nogi. W tym czasie Kannonball wchodzi do środka. Diallo z kolei sadowi się na narożniku, a następnie wchodzi na plecy kolegi z drużyny. Widzimy, że Cyclone ustawia się w pozycji pionowej, starając się utrzymać równowagę...i już po chwili skacze na Martina, wykonując mu 450 Splash! Wróżbita wychodzi poza obręb walki, zaś The Meathead próbuje pinu. 1...2...Wallace przerywa! Kontrolę utrzymuje jednak Kannonball, który podnosi Nathana, a następnie układa go na swoich barkach. Czyżby Nasty Face? Wygląda na to, że....nie! Nathanowi udaje się skontrować tę akcję na DDT! Po chwili daje radę doczołgać się do narożnika i dokonać zmiany! James wbiega i od razu trafia Kannonballa Hellraiserem! Diallo próbuje interweniować, jednak zostaje przechwycony i otrzymuje Black Dust! Zaraz potem Young Wes powraca do Kannonballa, podnosi go z maty i aplikuje Blackway Drive! Pin wydaje się formalnością. 1...2...3! To koniec!


EARLIER THIS WEEK

Na TitanTronie pojawia się obraz gdzie Zygmunt Butla siedzi w niewielkim gabinecie zabiegowym, a obok niego znajduje się Emil Ciureja. Lekarz przegląda dokumentację dostarczoną przez obu mężczyzn, podczas gdy Zygmunt nerwowo rozgląda się po pomieszczeniu.

Zygmunt Butla: Emil, ja się tylko upewnię. To jest badanie na rodzinę, tak? Bo jak się okaże, że przy okazji sprawdzają wątrobę, to możemy mieć tutaj zupełnie inne wyniki niż się spodziewacie.

Emil Ciureja: To zwykłe badanie DNA, Zygmunt.

Zygmunt Butla: Dobra. Bo jakby pytali, to ja od kilku tygodni prowadzę bardzo zdrowy tryb życia.

Lekarz unosi wzrok znad dokumentów i przez chwilę przygląda się Zygmuntowi.

Lekarz: Panie Zygmuncie, chciałbym jeszcze wyjaśnić jedną rzecz. Według tych dokumentów ma pan trzydzieści sześć lat?

Zygmunt Butla: No... tyle zawsze miałem. Znaczy co roku trochę więcej, wiadomo.

Lekarz: Właśnie w tym problem. Dostępna dokumentacja medyczna oraz wstępna analiza biologiczna kompletnie nie odpowiadają osobie w tym wieku.

Butla zerka podejrzliwie na Emila.

Zygmunt Butla: Czyli co? Źle się starzeję?

Lekarz: Raczej pańska data urodzenia jest błędna. Nie jesteśmy w stanie określić jej co do dnia, ale wszystko wskazuje na to, że ma pan około pięćdziesięciu pięciu lat.

Zygmunt przez kilka sekund siedzi w absolutnym bezruchu.

Zygmunt Butla: Pięćdziesiąt pięć?! To ja przez prawie dwadzieścia lat chodziłem młodszy i nawet żadnego pożytku z tego nie miałem? Wiedziałem, że te trzydzieści sześć coś mi się w lustrze nie zgadzało.

Emil Ciureja: Jeżeli twoja data urodzenia została zmieniona, to możliwe, że pozostałe informacje dotyczące twojej przeszłości również nie są prawdziwe.

Humor znika z twarzy Zygmunta. Przez chwilę patrzy na dokumenty leżące przed lekarzem.

Zygmunt Butla: Dobra... róbcie ten test. Skoro już wychodzi, że nawet nie wiem, ile mam lat, to chciałbym przynajmniej wiedzieć, kim naprawdę jestem.

Pielęgniarka podchodzi do Zygmunta i pobiera wymaz z wewnętrznej strony policzka. Próbka zostaje zamknięta w pojemniku oznaczonym nazwiskiem „Zygmunt Szewczyk”. Lekarz odkłada ją razem z pozostałą dokumentacją.

Lekarz: Pełny wynik badania pokrewieństwa powinien być gotowy w ciągu kilku dni.

Butla spogląda na Emila, następnie jeszcze raz na próbkę ze swoim nazwiskiem. Kamera zatrzymuje się na niej na kilka sekund, po czym nagranie dobiega końca.


Jesteśmy już w ringu, gdzie lada moment ma rozpocząć się kolejny pojedynek. W końcu wybrzmiewa Immortal i po paru sekundach Johnny Turn zjawia się na arenie! Na widowni rozlega się aplauz. Zawodnik wygląda na lekko podenerwowanego, jednak stara się skupić na zbliżającej się walce. Będąc jeszcze na stage'u wykonuje taunt i w tym momencie wybuchają fajerwerki....ale chyba coś idzie nie tak, ponieważ pirotechnika eksploduje tuż przed twarzą Johnny'ego! Ten momentalnie odskakuje, zrzucając z siebie kamizelkę i nerwowo rozglądając się dookoła. Jeden z pracowników technicznych podbiega do niego, sprawdzając czy nic się nie stało, ale wygląda na to, że wszystko jest w porządku. Johnny kontynuuje swoją drogę do ringu, ale teraz stał się znacznie bardziej nerwowy niż przedtem. Co chwila spogląda to za siebie, to w trybuny, bądź też w kierunku obsługi technicznej w rogu areny. W końcu dociera do ringu, szykując się do walki. Kilka sekund później rozlega się theme song Fenrira. Zwycięzca pierwszego starcia Contender Series spokojnym krokiem podąża w stronę kwadratowego pierścienia, a następnie wchodzi do środka.

3. Global Championship Contender Series #2: Singles Match
Fenrir vs Johnny Turn

Wracamy do walki, gdzie Fenrir Irish Whipem wysyła rywla w narożnik, Norweg biegnie a Turn wskakuje jedną nogą na drugą linę, drugą na trzecią, i saltem w tył przeskakuje nad biegnącym oponentem i ląduje na nogi za nim. Norsk Werewolf z impetem wpada w korner, a Johnny wyprowadza jeszcze Corner Dropkick na plecy przeciwnika. Fenrir chwyta się za plecy i odwraca w stronę oponenta, a Amerykanin wyprowadza Gut Kick i łapie w Front Headlock. Norweg nie daje na sobie wykonać żadnej akcji, bo wyprowadza uderzenie na korpus rywala, ściąga jego głowę ręką pod pachę i teraz mamy Front Suplex Slam od Norsk Werewolfa. Od razu próba pinu. 1… 2… Kickout. Fenrir ociężale wstaje i podnosi przy okazji swojego przeciwnika za głowę. Poprzedni pojedynek go wymęczył. Norweg popycha rywala na liny. Po powrocie Johnny prześlizguje się między nogami rywala będąc teraz za nim. Turn odbija się od drugiej liny, w międzyczasie Norsk Werewolf się odwraca i mamy taką ładną Springboard Hurricanranę z obrotem. Po tym ataku Turn wstaje ostrożnie i rozpada się po gali niepewnie. Wygląda jakby coś go wystraszyło, albo jakby szukał zagrożenia. Po chwili jednak otrząsa się i dokłada jeszcze Speed Test (Running 720 Shooting Star Press)! Od razu próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Po tym Johnny czym prędzej przeskakuje ponad trzecią liną na apron i przygotowuje się do wykonania F6! Stając przy linach jednak znowu jest bardzo ostrzeżony, wychyla się, żeby spojrzeć w okolice apronu, jednak za chwilę potrząsa głową. Fenrir jest już w stójce. Amerykanin wskakuje na liny i mamy F6 (720 DDT)?! Thorheim (Bicycle Kick)! Torheim jako kontra w locie ze strony Norsk Werewolfa! Johnny pada na matę, a Fenrir przystępuje do przypięcia. 1... 2… 3?! Kickout! Niezmordowani zawodnicy. Norweg jednak na tym nie poprzestaje. Powoli wstaje, pomaga wstać swojemu przeciwnikowi, wyprowadza mu Gut Kick i chwyta jak pod Suplex. Wyniesienie i czy będzie Snøstorm (Vertical Suplex Side Slam)?! Nie, Turn zachowuje resztki instynktu i kopie kolanem na głowę swojego rywala, który w końcu go puszcza, a Johnny pada na nogi po czym atakuje rywala powalającym High Kickiem. Publiczność szaleje, a jakby wciąż szukający zewsząd zagrożenia Amerykanin wchodzi na narożnik tyłem do swojego przeciwnika. Na szczycie, po upewnieniu się, że nic mu nie grozi, poprawia pozycję i za chwilę wykona swoją akcję Tornado Moonsault (Double Rotation Moonsault), zawodnik skacze i…. Nadziewa się wprost na kolana Fenrira.Ten momentalnie się podnosi i zaskakuje Turna wykonując Snøstorm po czym przechodzi do pinu 1…2…3! Fenrir zwycięża drugi pojedynek turniejowy!

Fenrir właśnie odniósł zwycięstwo nad Johnnym Turnem i przez chwilę pozostaje w ringu, łapiąc oddech po kolejnym pojedynku turniejowym. Sędzia unosi jego rękę, a zawodnik spogląda w stronę rampy, wiedząc, że jego wieczór jeszcze się nie skończył. Przed nim wciąż pozostaje Main Event. Fenrir przechodzi przez liny i schodzi na ringside. Wtedy z boku kadru pojawia się Thorald Haraldsson. Bez muzyki i bez wcześniejszej zapowiedzi dopada Fenrira, uderza go mocno w plecy i posyła na barykadę. Zaskoczony Fenrir próbuje natychmiast odpowiedzieć, ale Thor wykorzystuje moment, dokłada kilka ciosów w korpus i ponownie wbija rywala plecami w barierkę. Fenrir odpycha go i zaczyna odzyskiwać kontrolę. Przez moment obaj wymieniają ciosy, jednak Thor przerywa wymianę mocnym Big Bootem na tors. Fenrir cofa się i opiera o barykadę, ale pozostaje na nogach.

Thor przez kilka sekund patrzy na niego, jakby rozważał kolejny atak, ostatecznie jednak odpuszcza. Podnosi leżący niedaleko mikrofon i cofa się o kilka kroków.

Thor: Wystarczy. Gdybym chciał cię stąd wynieść, Fenrir, nie przestałbym teraz. Masz jeszcze dziś swoją walkę, swoją szansę i swój turniej. I chcę, żebyś w nim wystąpił.

Fenrir prostuje się i robi krok w jego stronę, ale wokół zawodników pojawiają się już sędziowie oraz członkowie ochrony.

Thor: Powiedziałeś mi kiedyś, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Że nie było przypadkiem to, że dwóch ludzi Północy pojawiło się tutaj w tym samym czasie. Od tamtej chwili myślałem o tym, wilku... i może miałeś rację.

Thor powoli zaczyna wycofywać się w stronę rampy, cały czas patrząc na Fenrira.

Thor: Ale jeżeli naprawdę jesteśmy sobie przeznaczeni, to nie chcę naszej walki tutaj. Nie potrzebuję świateł, rampy ani tysięcy ludzi krzyczących wokół nas. Dawni wojownicy nie potrzebowali areny, żeby rozstrzygać swoje spory.

Thor zatrzymuje się przy początku rampy.

Thor: Na następnym Colosseum LPW dostanie tylko miejsce. Przyjedzie kamera, sędzia i kilku ludzi z ekipy. Nikt więcej. Ty wejdziesz na wyznaczone pole z jednej strony, ja z drugiej. I wtedy sprawdzimy, czy przeznaczenie naprawdę istnieje.

Thor wskazuje na Fenrira.

Thor: Hólmgang. Nordic War.

Fenrir przechyla lekko głowę, a czerwone światła w oczodołach jego maski zapalają się na moment.

Thor: Nie musisz odpowiadać teraz. Najpierw skończ swoją dzisiejszą wojnę. A potem przyjdź na moją.

Thor opuszcza mikrofon i odchodzi na backstage. Kamera wraca do Fenrira, który przez kilka sekund patrzy za nim bez ruchu. W końcu poprawia maskę i rusza na zaplecze, wiedząc, że jeszcze tej nocy czeka go Main Event.
 

Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie widzimy mistrza Valor zmierzającego szybkim tempem w stronę rozmawiającego przez telefon "The Advocate" Davida Otungi.

Zbyszek Uszczelka: Panie Davidku! Panu się sufit na łeb się nie spadł? Jaka walka o pas, co pan wymyślasz! *David odsuwa się ze względu na ślinotok oburzonego Fachowca*  Pan żeś ledwo pokonał tego wariata i już się do mnie rzucasz, na to trzeba zasłużyć, wywalczyć swoje. Nie po to żem się napracował, żebyś pan przylazł i mówił "dej" *chrząka* Pan byś się tym kryminalistą Cavazosem zajął. Ponoć pan taki prawnik jesteś, to wsadź go do pierdelka bo tu nie ma miejsca dla takich, a od pasa wara. Kolejeczke sobie wymyślili. A co to wesele, żebyście sobie pociąg urządzali? Ta lokomotywa już ruszyła i radzę się odpieprzyć bo was rozjedzie jednego po drugim.

David kończy rozmowę telefoniczną i powoli opuszcza telefon. Przez moment przygląda się Uszczelce, jakby próbował ustalić, czy ten właśnie powiedział to wszystko na poważnie. Następnie poprawia mankiet koszuli i zachowuje całkowity spokój.

David Otunga: Zbyszek… bardzo doceniam twoją troskę o mój kalendarz zawodowy, ale pozwól, że sam zdecyduję czym będę się zajmował. Jeśli dobrze rozumiem to przyszedłeś tutaj, żeby poinformować mnie, że mam nie walczyć o twój tytuł. Czy to jest groźba, czy propozycja? Bo w obu przypadkach powinieneś chyba przygotować jakieś uzasadnienie. Wiesz co jest jeszcze bardziej interesujące? Im więcej ludzi ustawia się po twój tytuł, tym bardziej próbujesz ich zniechęcić. To nie wygląda jak pewność siebie, Zbyszek. To wygląda jak człowiek, który zaczyna się zastanawiać, ile jeszcze zostało mu czasu w roli mistrza. Jestem w stałym kontakcie z Tedem. Wiem dokładnie jakie są zasady dotyczące twojego mistrzostwa i kto ma prawo stanąć po nie w kolejce. Więc jeśli liczysz na to, że jakąś historyjką o rozprawach, kryminaliście czy „lokomotywie” sprawisz, że wycofam się z walki, to mam dla ciebie złą wiadomość. Tanie numery tu nie przejdą. A co do Cavazosa… nie martw się. Jeśli popełni przestępstwo to będę wiedział co z tym zrobić. Ale ty, Zbyszek… zacznij się martwić o to, co się stanie, kiedy twoja „kolejeczka” rzeczywiście dotrze do twoich drzwi.

Zbyszek Uszczelka: Ale wyszczekana ta papuga! Prawdziwy piesek najpierw Roba, teraz Teda. Co rzucił ci właściciel kosteczkę w postaci szansy na walkę ze mną, naobiecywał i teraz gryziesz po nogawkach? Spokojnie ja mam metodę na takie agresywne kundle, założę ci łańcuch i jeszcze będziesz potulnie podwóreczka pilnował już ja się o to postaram! * Fachowiec się śmieje i odchrząkuje *

Teraz w kadrze pojawia się Jorge Cavazos.

Jorge Cavazos: A ty Zbyszek cały czas mnie kryminalistą nazywasz i chcesz, abym skończył w prisionwięzienie? Zaczynam powoli myśleć, że kiedy ja bym się tam znalazł to poczułbyś się dużo bezpieczniej. Powiedz szczerze, obawiasz się mnie, tak? To by wyjaśniało dlaczego cały czas nie zaakceptowałeś naszego rewanżu. Jeżeli chodzi o tematy kryminalne to jednego możesz być pewien - w żaden sposób nie zagrożę Tobie fizycznie poza ringiem. Skoro już jednak wiem, że się mnie obawiasz to może to trochę wykorzystam. Będę przy Tobie przy każdej twojej walce, przy każdej twojej wizycie w ringu. A kiedy Twoja miękka psychika w końcu pęknie to będziesz musiał zaakceptować moje wyzwanie do walki o pas. Kropla drąży skałę jak to mówią, ale ty chyba jako hydraulik wiesz wszystko o tym żywiole? *wypowiadając te słowa poklepuje Zbyszka po ramieniu, po czym kieruje swój wzrok w kierunku Otungi* A co do Ciebie, David. Nic do Ciebie nie mam, ale skoro obaj mamy ochotę na ten pas to prędzej czy później będziemy musieli spotkać się w ringu.

Po tych słowach David i Jorge robią krok do przodu i mamy teraz face to face pomiędzy tą dwójką. W międzyczasie Zbyszek ulotnił się i zniknął z kadru. David i Jorge patrzą sobie głęboko w oczy, w powietrzu czuć delikatne napięcie. Obraz z kamery gaśnie.
 

BREAKING NEWS - WÓZ STRAŻACKI WRÓCIŁ DO SIEDLEC W STANIE NIENARUSZONYM


4. Non-Title Singles Match
Zbyszek Uszczelka vs Preston Steele

Uszczelka któryś już raz dopada Steele’a i zasypuje go serią wolnych, ale ciężkich uderzeń na plecy, spychając go w stronę narożnika. Tam dokłada kilka mocnych chopów, po czym chwyta Legacy Breakera za rękę i posyła go Irish whipem na przeciwległą stronę ringu. Steele odbija się od narożnika, a Zbyszek wbija się w niego potężnym Shoulder Tackle. Preston pada na matę, a Majster od razu go podnosi i wykonuje Vertical Suplex! Zerwany Gwint nie spieszy się z kolejną akcją. Przez chwilę stoi nad przeciwnikiem, po czym zerka w stronę byłego mistrza Valor - Cavazosa. Ten cały czas znajduje się przy ringu i jedynie obserwuje poczynania obecnego majstra. Uszczelka przez moment mierzy go wzrokiem, jakby wciąż zastanawiał się po co właściwie tam stoi. To wystarcza bogatemu dzieciakowi, żeby wykorzystać chwilę nieuwagi. The Rebel One trafia Zbyszka European Uppercutem, następnie dokłada Spinning Heel Kick i w końcu powala go na matę. Steele próbuje wykorzystać odzyskany moment i wbiec w mistrza z kolejną akcją, ale jego próba kończy się przechwyceniem przez Uszczelkę. Zbyszek łapie go i wykonuje Zaliczkę Na Materiał! Preston zwija się z bólu, a Uszczelka od razu próbuje go podnieść. The Heir Apparent odpowiada jeszcze jednym desperackim European Uppercutem, ale tym razem Zbyszek nie daje się zaskoczyć. Trafia go mocnym Knee Strikem, chwyta za głowę i wykonuje Urwany Gwint! Amerykanin pada na matę, a Uszczelka spogląda jeszcze raz w stronę Cavazosa, lecz tym razem szybko odwraca wzrok. Chwyta przeciwnika, ustawia go i wymierza Kto To Panu Tak Spierdolił?! Mistrz Valor natychmiast przechodzi do przypięcia. 1... 2... 3! Zbyszek Uszczelka zwycięża czysto. Przez moment siedzi jeszcze przy Steele'u, po czym wstaje i spogląda w stronę Cavazosa. Ten nadal nic nie robi. Uszczelka tylko kiwa głową, jakby uznawał, że na dzisiaj robota została wykonana.

Po zakończonej walce Uszczelka odbiera od sędziego swój tytuł mistrzowski, a w tym czasie Jorge Cavazos wchodzi do ringu. Oczywiście dochodzi do konfrontacji, która nie przebiega już tak spokojnie jak poprzednie. Czuć znaczne napięcie między obydwoma wrestlerami. Zbyszek nie gryzie się w język, rzucając inwektywami w kierunku Cavazosa, zresztą i on nie pozostaje dłużny. W pewnym momencie....Jorge otrzymuje Low Blow! Momentalnie osuwa się na matę, a sprawcą całego zamieszania okazuje się, a jakże - Jay DiMateo! Gość ani myśli czekać na to, aż Uszczelka mu nawrzuca, tylko od razu rzuca się na niego z pięściami! Pod wpływem ataku Valor Champion cofa się do narożnika, gdzie przez chwilę jest otłukiwany. Jay jest do tego stopnia bezczelny, że nawet porywa się na wykonanie tzw. "People's Puncha". Jego ofensywa nie trwa jednak zbyt długo, ponieważ do ringu zmierza właśnie David Otunga! DiMateo zauważa go i od razu odstępuje od Uszczelki, by ruszyć właśnie na prawnika, ale od razu nadziewa się na Olympic Slam! Koreański Amerykanin od razu po otrzymaniu tej akcji wytacza się poza ring, zaś Otunga zostaje teraz zaatakowany przez Uszczelkę! Adwokat otrzymuje kilka punchty na korpus, a zaraz potem Polak próbuje ustawić go pod swoją akcję kończącą. Davidowi udaje się jednak wyrwać, a zaraz potem ściąga on Zbyszka na liny. Cofa się dwa kroki i wykonuje Running Clothesline, pod wpływem którego obydwaj wypadają poza ring! Mimo to wciąż walczą ze sobą, częstując się nawzajem uderzeniami jeszcze przed ponownym stanięciem na nogi. W końcu obaj są na nogach i Otunga częstuje Zbycha Knee Liftem, po którym ten wyraźnie się chwieje. W tej chwili jednak do duetu walcżących włącza się DiMateo, który pochwycił kij do kendo i właśnie trafia nim w plecy Adwokata! Nie mijają nawet dwie sekundy i teraz to Zbyszek zostaje poczęstowany tą samą bronią. Syn "Kolesia" teraz na zmianę uderza kijem jednego i drugiego, aż w końcu ten ulega złamaniu! (kij, nie DiMateo) Jay odrzuca więc broń na bok i odwraca się w poszukiwaniu innego narzędzia...i w tym momencie zostaje trafiony Clothesline from Tijuana! Do akcji wraca bowiem także Cavazos, który właśnie bierze odwet za trafienie go w klejnoty. Zaraz potem chwyta Otungę i posyła na kurs kolizyjny z barykadą, a następnie podchodzi do Zbyszka. Widzimy, że z dużą łatwością Meksykanin wynosi w górę obecnego mistrza Valor, po czym wykonuje mu Snake Eyes na schodkach! Uszczelka pada na podłogę, zaś Jorge zauważa, że Otunga wstaje przy pomocy bandy. Postanawia wziąć rozbieg i już po chwili taranuje zawodnika z Elgin, wykonując CavaShock! Barykada zostaje rozwalona! Publika jest wyraźnie zadowolona z takiego obrotu spraw, czego raczej nie można powiedzieć o pracownikach technicznych, którzy za chwilę będą musieli naprawiać te zniszczenia. Wygląda jednak na to, że zawodnicy jeszcze nie mają dość. Otunga i Cavazos po staranowaniu barykady na razie leżą. Podnoszą się za to Uszczelka i DiMateo. Zbyszek okazuje się szybszy i przechwytuje on lżejszego od siebie Millenium Stara, a następnie prowadzi go w kierunku stolika komentatorskiego. Gdy są już na miejscu, Valor Champion łapie Jaya za głowę i uderza nią o osłonę stolika. Następnie zrzuca ów element i kładzie Amerykanina o azjayckich rysach twarzy na stole komentatorskim. Następnie widzimy, że po schodkach decyduje się wejść na apron, a następnie do środka ringu. Obraca się w stronę stołu, na którym leży Jay...i w tym momencie na ekranie pojawia się General Manager, Ted DiBiase.

Ted DiBiase Jr.: Panowie... wystarczy!

Uszczelka zatrzymuje się na linach i spogląda w stronę TitanTronu. Poobijani Cavazos, Otunga i DiMateo również kierują wzrok na ekran.

Ted DiBiase Jr.: Nie mam nic przeciwko temu, żebyście rozwiązywali swoje problemy między sobą. Wręcz przeciwnie, zwykle oszczędza mi to sporo pracy. Ale kiedy zaczynacie przy okazji rozbierać arenę na części, robi się z tego trochę nieco droższy interes, a pieniądze w tym biznesie są niezwykle ważne.<Ted zerka gdzieś poza kamerę, po czym lekko się uśmiecha.> Tak swoją drogą... wszyscy czterej możecie dorzucić się do premii dla ludzi, którzy będą teraz po was sprzątać.*Na trybunach słychać śmiech i pojedyncze okrzyki.* A teraz odłóżcie, to co macie w rękach, zejdźcie z barierek, stołów i wszystkiego, czego jeszcze nie zdążyliście zniszczyć i przyjdźcie do mojego biura. Skoro każdy z was ma coś do powiedzenia w sprawie Valor Championship... to wysłucham Was wszystkich na raz.<Ted robi krótką pauzę.> I spróbujcie dotrzeć tam bez kolejnej bójki po drodze. Byłoby miło zacząć rozmowę, zanim znowu będziemy musieli Was rozdzielać.

Obraz z GM’em znika z TitanTronu. Uszczelka, Cavazos, Otunga i DiMateo jeszcze przez chwilę mierzą się wzrokiem, ale ostatecznie żaden z nich nie decyduje się kontynuować bójki.


CZAS NA PRZERWĘ, CZAS NA SPRZĄTANIE ARENY
 

Przenosimy się do dość przestronnej szatni na zapleczu, gdzie widzimy Wallace'a siedzącego na fotelu... I Martina krążącego dookoła niego. Młody spokojnie opowiada co podsłuchał wcześniej z rozmowy Walkera, jednak Nathan jakby zupełnie go nie słuchał, z zafascynowaniem wlepiając w Jamesa spojrzenie. Ten po chwili zamyka się na chwilę, uśmiecha pod nosem i spogląda na rozmówcę.

James Wallace: Będziesz tak się na mnie gapił bez słowa, czy w końcu zaprosisz mnie na randkę? *bezczelny uśmiech* W ogóle Ty słuchasz co do Ciebie mówię? Mówiłem właśnie, że to nie Srakazaki Cię zaatakował, tylko te bałwany w kominiarkach...

Nathan Martin: Wybacz... *staje w miejscu* ale nie mogę przestać się zachwycać! Jesteś taki do niego podobny, to jest niesamowite! Absurdalnie cudowne!*uśmiecha się i serdecznie rozkłada ręce* Jeszcze ten cięty język! Twój ojczulek to jedno z moich najwspanialszych dzieł! *teatralnie poprawia włosy i zamyśla się* Ciekawe, jak teraz wyglądałyby nasze potycz...

James Wallace: Wiedziałem, że nie. Równie dobrze mógłbym mówić do tej ściany *wskazuje palcem na jedną z nich* i efekt byłby podobny. *wzdycha* Dobra, zapamiętaj - Walker zły. Ten japoniec nic nie zrobił. Czaisz? *odchyla głowę do tyłu by spojrzeć na Nathana który aktualnie jest za jego plecami* To co tam innego jest na tyle ważne? Mówiłeś coś o moim ojcu?

Nathan Martin: Tak, tak.. Twój tata We... Zaraz, zaraz! *jest zszokowany* Chcesz mi powiedzieć, że zaatakowałem NIEWINNEGO Shio Sakazakiego?! NIEMOŻLIWE! Cholera! Co ja narobił... och, nieważne. *szeroko się uśmiecha* I tak mnie irytowały jego bezczelne, mało honorowe zachowania, a ta badziewna kurtka, ughhh... *zdegustowany* Wiesz co? To wszystko jest świetną nowiną, młodzieńcze! Radujmy się! *klepie Jamesa po ramieniu* Ktoś jest na tyle głupi oraz odważny, żeby robić mi takie psikusy w MOIM świecie... to... świetnie! Ja-ja... muszę ich poznać! *podekscytowany* Jak najszybciej! Jestem tak ciekawy, jacy oni są i co nimi kieruje!

James Wallace: *aż na chwilę zaniemówił, tylko kręci lekko głową* No tak, zapomniałem, żyjemy w TWOIM świecie. To czekaj, jak to w ogóle działa, co? *poprawia się na fotelu* To wszystko *rozgląda się dookoła* razem ze mną... To wytwór Twojej wyobraźni? *uśmiech* W takim razie... Czemu stworzyłeś takiego debila jak Walker? I czemu miałbyś ich dopiero poznawać? To nie tak, że Ty ich stworzyłeś? *nagle podnosi szybko wzrok na Nathana* A możesz mi stworzyć zimne piwko tu i teraz? Po walce chętnie bym się napił. *uśmiecha się, zamyka oczy i wystawia rękę po piwo*

Nathan Martin: Lubię cię. Naprawdę cię lubię. *jest dumny* Podoba mi się twoja błyskotliwość i żądza wiedzy. Z wielką przyjemnością wszystko ci wytłumaczę... mimo że nie muszę! Bo widzisz... ten świat to coś w rodzaju mego SNU *gestykulując rękoma, pokazuje rozszerzanie się czegoś*, kreuje go moja podświadomość. *pokazuje palcem na swoją głowę* Na całe szczęście to nie jest tak, że mogę sobie wybierać, co tworzę a czego nie, wtedy byłoby zbyt nudno. Inaczej jest z USUWANIEM. Dowson oraz Sakazaki się o tym przekonali. *przerażający uśmiech* Podsumowując... stworzyłem wszystko, ale nie zaznałem wszystkiego. Dlatego tak dobrze się bawię! Codziennie zaskakuje mnie coś nowego.

James Wallace: *otwiera z powrotem oczy* Czyli nici z mojego piwa? Cóż... *uśmiech* Skoro to wszystko Twoja podświadomość... To dzisiaj masz okazję poznać jedną z jej najlepszych kreacji. *Pokazuje kciukiem na siebie* Jakbyś chciał się dowiedzieć więcej, to wiesz gdzie mnie znaleźć. *wstaje z fotela* A już tak całkowicie poważnie. *przystaje na wysokości Nathana i kładzie mu na ramię dłoń* Gdyby te tępaki miały jeszcze jakiś problem, to daj znać. Zawsze chętnie dopiszę kolejny kawałek historii Jamesa Wallace'a!

James po tych słowach patrzy krótką chwilę na Nathana i zmierza do drzwi. Nate przygląda się młodemu Wallace'owi z zaciekawieniem i niemałym zachwytem. Obraz z kamery znika...
Odpowiedz
Cytuj
Raptor
Moderatorzy
26.09.2026, 18:40 #1
[Obrazek: 0YeExQZ.png]

Muzyka wypełnia całą halę, a kamera robi nam przejazd po dość licznie zgromadzonej publiczności, czas zacząć kolejne Colosseum.

Kamera pokazuje nam ring. Na środku kwadratowego pierścienia, na specjalnym stojaku, znajduje się LPW Global Championship. Po chwili na arenie rozbrzmiewa muzyka Teda DiBiase Jr., a nowy Generalny Menadżer Colosseum pojawia się na stage'u. Ted zatrzymuje się na moment, spogląda na trybuny, a następnie spokojnym krokiem rusza w stronę ringu. Po wejściu pomiędzy liny DiBiase przez chwilę przygląda się znajdującemu się przed nim mistrzostwu. Następnie odbiera mikrofon i staje obok pasa.

Ted DiBiase Jr.: Kilka tygodni temu pokazałem wam ten tytuł po raz pierwszy. Powiedziałem wtedy, że LPW Global Championship nie będzie nagrodą za jeden dobry występ. Nie będzie tytułem dla człowieka, który znalazł się we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Ma należeć do zawodnika, który udowodni, że potrafi stanąć ponad resztą Colosseum.<Ted spogląda na pas, po czym ponownie kieruje wzrok na widownię.> Od tamtej chwili zadawaliście jedno pytanie. Jak wyłonimy pierwszego posiadacza LPW Global Championship. Dzisiaj w końcu poznacie odpowiedź. *na arenie słychać mocniejszy pop* Jeżeli widzieliście kartę dzisiejszego Colosseum, część układanki już znacie. Tej nocy odbędą się trzy pojedynki w ramach Global Championship Contender Series.
 
Na TitanTronie pojawia się grafika przedstawiająca układ dzisiejszej serii.

Ted DiBiase Jr.: Fenrir zmierzy się z Jayem DiMateo. Zwycięzca tej walki jeszcze tego samego wieczoru stanie naprzeciw Johnny'ego Turna. A człowiek, który przejdzie dalej... spotka się w Main Evencie z Benem Zamorą.<Ted robi krótką pauzę.> Ben zapracował na swoją pozycję. Na poprzednim Colosseum powiedziałem, że zwycięzca Main Eventu otrzyma nagrodę, która znacząco ułatwi mu drogę do walki o Global Championship. Dotrzymałem słowa. Podczas gdy trzech pozostałych zawodników będzie musiało przebijać się przez serię kolejnych pojedynków, Zamora potrzebuje dziś tylko jednego zwycięstwa. <Ted lekko się uśmiecha> Ale dzisiejsza seria wyłoni tylko jednego pretendenta.

Ted odwraca się w stronę TitanTronu. Grafika znika, a po chwili na ekranie pojawia się napis „BALTIMORE”.

Ted DiBiase Jr.: Na następnym Colosseum w Baltimore zrobimy to jeszcze raz.*Publiczność reaguje głośnym cheerem.* Kolejnych czterech zawodników. Kolejne trzy pojedynki. Kolejna Global Championship Contender Series. A jej zwycięzca zostanie drugim pretendentem do tego mistrzostwa.<Ted robi kilka kroków po ringu, po czym zatrzymuje się obok pasa.> I nie zamierzam kazać wam czekać do Baltimore, żeby poznać wszystkich uczestników. Pierwszego mogę ogłosić już teraz.<Krótka pauza.> Pierwszym uczestnikiem drugiej serii zostaje Kenneth Riddle, a ponieważ przegrał swój ostatni pojedynek, rozpocznie swoją drogę od pierwszej walki w serii. Jeśli chce dostać się do finału, będzie musiał przejść całą ścieżkę eliminacyjną.

Arena reaguje na nazwisko byłego rywala Bena Zamory, a na TitanTronie pojawia się grafika Kennetha Riddle'a jako pierwszego potwierdzonego uczestnika drugiej Global Championship Contender Series.

Ted DiBiase Jr.: Pozostałe nazwiska poznacie w odpowiednim czasie. Ale zanim ktoś zacznie kalkulować i zastanawiać się jak rozłożyć siły, powinien wiedzieć, co dokładnie czeka na końcu tej drogi.

Ted podchodzi do stojaka i kładzie dłoń na LPW Global Championship.

Ted DiBiase Jr.: Zwycięzca dzisiejszej serii. Zwycięzca serii w Baltimore. Dwóch zawodników, którzy przejdą przez własną drogę i udowodnią, że zasługują na szansę zapisania się w historii LPW.<Ted unosi wzrok w stronę kamery.> Podczas naszego najbliższego PPV Danse Macabre spotkają się ze sobą w walce o LPW Global Championship.<DiBiase milknie na kilka sekund, pozwalając publiczności zareagować.> Ale skoro ten tytuł ma należeć do człowieka stojącego ponad resztą... zwykły pinfall nie wystarczy.<Na twarzy Teda pojawia się szeroki uśmiech.> Pierwszy LPW Global Champion zostanie wyłoniony w Last. Man. Standing. Matchu.

Ogromna reakcja publiczności. Kamera robi zbliżenie na LPW Global Championship, gdy na TitanTronie pojawia się grafika zapowiadająca pojedynek na PPV: CONTENDER SERIES WINNER vs CONTENDER SERIES WINNER .

Ted DiBiase Jr.: Chciałem, żeby ten tytuł od pierwszego dnia coś znaczył. Dlatego, żeby zostać pierwszym Global Championem, trzeba będzie pokazać, że kiedy przeciwnik nie będzie w stanie się podnieść…mistrz będzie stać nad nim.

Ted odkłada mikrofon, ale zanim zdąży opuścić ring...słyszymy theme song Jay’a DiMateo i widzimy, że Amerykanin włoskiego pochodzenia, o koreańskich rysach śpiesznie wędruje w kierunku ringu. Po chwili “Nepo Baby” melduje się w kwadratowym pierścieniu i jego wzrok od razu przykuwa mistrzostwo Global.

Jay DiMateo: Ben Zamora, Kenneth Riddle…*zwraca się w stronę Teda*, powiedz mi Ted, jak to jest? Jak to jest, że jeden z nich przegrał ostatnio pojedynek i “za karę” dostaje tę samą drogę eliminacyjną, co ja…*uśmiecha się*. A drugi z nich dostał na dzień dobry walkę w Main Evencie Colosseum i po JEDNEJ wygranej dostaje autostradę do mistrzostwa Global? Widzę, że duch Roba Van Dama mocno unosi się nad naszym cudownym brandem, a zmiany zaszły co najwyżej w pogodzie. *przewraca oczami* To szczególnie zabawne, że to mnie nazywają “Nepo Baby”, więc to ja powinienem mieć tu wszystko podane na tacy, prawda? Rzeczywistość jest jednak taka, że po stoczeniu 6 walk w LPW moją nagrodą jest…no właśnie, co? Mam przeprawić się przez bagna, strzeżone przez jakiegoś wilkołaka, żeby potem wpaść w tornado, a na koniec dojść do Wyspy Czaszki i stanąć w oko z KING KONGIEM?! *pojedyncze śmiechy na trybunach* Widzicie, ja może i jestem lekko szurnięty, może i mam problem ze słuchaniem ludzi, którzy ciągle próbują mi wmówić, co powinienem, a czego nie powinienem, ale jeśli ktoś powiedziałby mi dwa tygodnie temu, że moja droga do tego mistrzostwa będzie wyglądała w ten sposób to…DALEJ BYM TO ZROBIŁ! Haha! Myśleliście, że serio się obsr…przestraszyłem? Może i jestem mniejszy od moich rywali, ale moje serduszko jest tak waleczne, że…lubicie takie bajeczki, prawda? *uśmiecha się* Nic z tego. Wiem, że na papierze wszyscy już dawno mnie skreślili, ale pomyślcie teraz, jak było przed moim debiutem? Nikt we mnie nie wierzył. Jak było po? Pisaliście na X “nadaje się na wybieg, a nie do ringu”, “co to za laluś”. No i? Pokonałem mężnego i dzielnego Ssijo, który chyba nie jest obecnie w formie, co? *śmieje się* Ahhh, tak to jest jak się zadziera z nieodpowiednimi ludźmi. *wygląda na rozmarzonego* Teraz stoję tu przed wami i wraz z nowym GM otwieram galę *uśmiecha się do Teda*. Może jednak nie wszystko stracone i Colosseum ma jeszcze szansę wrócić na odpowiednie tory? Może jednak powinienem zadzwonić do taty i poprosić go o przelew, żeby trochę poprawić moją pozycję? *zaczyna chodzić nerwowo wokół mistrzostwa Global* A może zapytam się mojej pani psychiatry, czy czasami nie jest tak, że skoro dostaję taką ciężką drogę do przejścia, to władze LPW doskonale zdają sobie sprawę z tego, że to JA…

Jayowi przerywa ten theme song, a na rampę wychodzi nie kto inny jak Fenrir w swoim gearze i firmowej masce. Pospiesznym krokiem rusza w kierunku ringu, gdy podchodzi do schodków uderza w nie dwa razy, po czym spogląda na Nepo Baby, a oczy w jego masce zaświecają się na czerwono - na twarzy DiMateo widać lekki grymas, przełyka on nerwowo ślinę. Norweg wbiega po schodkach i szybko wchodzi do ringu, do tej pory czerwień w oczach zdążyła zgasnąć. Wita się z Tedem DiBiase uściskiem dłoni po czym prosi technicznego o rzucenie mikrofonu i staje naprzeciw Jaya..

Fenrir: Jay.. już myślałem, że mimo wszystko pójdziesz do głowy po rozum, ale niestety nie. A szkoda, bo widziałem że jesteś dobrym, nawet bardzo dobrym wojownikiem, bardzo ambitnym. Wygrana rywalizacja z Shio? Szczerze Ci gratuluję, ..ale to koniec przyjemności. Mogę uznać Twoje ringowe umiejętności, ale język.. ten niewyparzony język.. jakbym słyszał Lokiego. Narzekanie, płacz o lepsze traktowanie, mitomania. Mimo tego, że to ja odwołuję się do mitologii nordyckiej to Ty żyjesz w świecie fantazji myśląc, że jesteś w stanie cokolwiek ugrać swoim szczekaniem. Na Twoje zupełne nieszczęście.. Twoim pierwszym przystankiem na drodze do mistrzostwa jest ktoś kto pomimo jednej walki już zdążył pokazać, że jest wart stanięcia do boju w kwalifikacjach do pojedynku o tenże pas. *wskazuje na pas Global* Nie będę Ciebie negował Jay.. nie powiem, że jesteś słabym wojownikiem, bo udowodniłeś, że nie jesteś, ale ta droga.. Twoja droga.. się kończy, bo skrzyżowała się z moją. A ja mam jasny cel, będę się piął do góry i walczył o to co mogę walczyć, jeśli będę musiał to wygryzę z naszej walki to zwycięstwo, potem pokonam również Johnny'ego Turna, a także.. stanę do walki z tym co go zwą Tongańskim Czołgiem. *spogląda na Teda* I udowodnię, że nie będzie to teatr jednego czy dwóch aktorów jak powiedziałeś, Ted.. oj nie, ta scena robi się większa niż się spodziewaliście, bo przybyłem i nie pokazałem wszystkiego. *wraca wzrokiem do Jaya, tym razem oczy w masce świecą się na czerwono* I tak jak wspomniałeś Jay, Colosseum wraca na odpowiednie tory, ale powód jest inny.. a Ty ten powód poznasz już za chwilę..
 
W tym momencie rozbrzmiewa ten theme song, zawodnicy w ringu spoglądają w stronę titantronu, a Johnny Turn pojawia się między publicznością na górnych miejscach z mikrofonem w ręce. Publiczność szaleje i poklepuje go po plecach, a Tornado Man przedziera się schodząc w dół.
 
Johnny Turn: Howdy, Nashville! *cheer* Pozwólcie, panowie, że przerwę wam te miłe dywagacje dwóch mięśniaków, bo zaczynacie przynudzać. Nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że jesteście tacy pewni swego uważając, iż dojdziecie do finału tego turnieju. Jay, chylę czoła za Twoje cwaniactwo ringowe i umiejętność pokazania się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Jednakże zwycięstwo nad Shio Sakazaki uznajesz za wielki wyczyn? Naprawdę? I to nawet nie 3:0, bo to byłaby dominacja. Pokonałeś go tak naprawdę na ostatniej prostej. Fenrir, ogromne gabaryty, nieprzejednana maska, za którą ukrywasz swą tożsamość. To wszystko wygląda naprawdę okazale, jednakże wciąż to mnie nie przekonuje. Maska o rozmiary nie raz w wrestlingu przeszkadzały, zamiast pomagać *Johnny dochodzi do barierki, przeskakuje nad nią i czym prędzej wchodzi na apron i przeskakuje ponad górną liną, po czym wita się z Tedem DiBiase* Pomyślicie sobie „ale się popisuje”, taką mam naturę. Nie potrafię wysiedzieć w miejscu, więc niczym tornado zakręcę w tym ringu jednym lub drugim. Wy panowie będziecie już zmęczeni po pierwszej walce, nie wróżę wam niesamowitego starcia ze mną. Chcę wam udowodnić swoją wartość, więc zrobię wszystko, żeby zwalczyć w Main Evencie z Benem Zamorą czy wam się to podoba, czy nie! *cheer* Ostatnie tygodnie nie były dla mnie lekkie, Walker i jego świta depczą mi po piętach, na dodatek zostałem oszukany. Nie zamierzam jednak płakać nad swoim losem i *Johnny kładzie rękę na tytule stojącym na piedestale* już za niedługo to mistrzostwo będzie w moim posiadaniu. 

Le Manu! Po raz kolejny wywoływany Zamora wreszcie pojawia się na rampie. Zawodnik spokojnym krokiem udaje się do ringu, w którym to mierzy wzrokiem swoich potencjalnych przeciwników w dzisiejszej walce wieczoru, po czym żąda od obsługi technicznej mikrofonu.

Ben Zamora: Szczerze, to niezbyt mnie obchodzą małe szczekające kundle, ale tyle razy usłyszałem swoje nazwisko, że poczułem się wywołany do tablicy. <uśmiech> Jay, chwalisz się tym, że stoczyłeś w LPW już 6 walk. Zaprawdę, gratuluję. Myślę, że taki bananowy chłopiec jak Ty musiał wytężyć resztki swojego wykończonego tiktokiem skupienia, żeby tak długo wytrzymać bez nudzenia się nową zabaweczką. Przypomnij tylko, jaki masz bilans? Przypomnij wszystkim, z kim stoczyłeś aż 5 walk? Tak jest, z gościem którego już tutaj nie ma, którego nazywasz Ssijo… A który pokonał Cię aż dwa razy. <pomruk przechodzący przez trybuny, Zamora zbliża się lekko do DiMateo> Rozumiem, że to boli. Świadomość, że wkładasz w coś tyle siły, chcesz tego jak nikt inny… Tylko po to, żebym nagle pojawił się ja i całkowicie przyćmił całe Twoje starania. <uśmiech, obraca się do pozostałej dwójki> To co teraz powiem, tyczy się też waszej dwójki. Powodzenia. Szczerze wam go życzę… Bo naprawdę będziecie go potrzebować. Którykolwiek z was dotrwa do dzisiejszego main eventu, będzie musiał stanąć w ringu ze mną. Nie ma dla mnie najmniejszej różnicy, czy wcześniej stoczycie jeden pojedynek, czy dwa. Nie ma dla mnie żadnego znaczenia w jakim stanie wyjdziecie na walkę wieczoru. Nie uświadczycie żadnej taryfy ulgowej. Dzisiaj Ben Zamora zapuszcza korzenie w walce o pas Global. Możecie płakać, grozić, szydzić, gryźć, kopać, pluć… A na koniec i tak to moja ręka powędruje do góry i to ja zostanę pierwszym z pretendentów. Jesteś silny <spogląda na Fenrira>, Ty jesteś szybki <spogląda na Turna>, a Ty… <spogląda na DiMateo i chwilę się zastanawia> stoczyłeś AŻ 6 WALK! *śmiech* Prawda jest taka, że każdy z was ma to coś. Bez tego nienazwanego czynnika nikt nie zostaje wrestlerem. Ale to ja jestem prawdziwą maszyną. I to ja wyjdę z dzisiejszego eliminatora z tarczą i miejscem w walce na Danse Macabre. Czekam na jednego z was później.

Po ostatnich słowach Ben wypuszcza z ręki mikrofon, który z głośnym hukiem upada na ringowe deski. Zamora wymija swoich potencjalnych przeciwników i bez oglądania się za siebie wychodzi z ringu, kierując się na zaplecze. Jakby przywołany tym, na rampie wymija go sędzia, a to oznacza tylko jedno - pora na pierwszą walkę dzisiejszego wieczoru!

1. Global Championship Contender Series #1: Singles Match  
Fenrir vs Jay DiMateo

Wracamy po przerwie reklamowej i widzimy, że Jay DiMateo opuszcza właśnie ring, unikając szarży swojego przeciwnika, ten jednak nie daje za wygraną - od razu podąża za Jayem, po chwili łapie go i wrzuca go do kwadratowego pierścienia. Sam również tam wchodzi, ale nie, nie! Baseball Slide i Cold Giant zachwiał się na swoich potężnych nogach! DiMateo próbuje wykorzystać momentum, wchodzi na górną linę i Crossbody? Nic z tego! Zostaje złapany w locie! Fenrir przerzuca go sobie jeszcze przez ramie, a następnie wykonuje Powerslam przy ringu! Sędzia w międzyczasie dolicza już do pięciu, a Bestia z Jotunheim zauważa to i najpierw wrzuca swojego rywala, a następnie sam melduje się w kwadratowym pierścieniu. Teraz Norsk Wereweolf okłada Jaya poteżnymi puchami, po czym wykonuje Irish Whip i Ymir's Fury! Spinebuster wykonany! Nepo Baby leży bezwładnie na środku ringu, a jego rywal daje nam do zrozumienia, że będzie chciał zakończyć ten pojedynek. Podnosi on Jaya JEDNĄ RĘKĄ ZA JEGO GATKI i...nie wiemy co szykował, bo Amerykanin włoskiego pochodzenia o koreańskich rysach twarzy natychmiast się wyrywa, próbuje nawet przejść do kontry! Mamy serię chopów, ale nie robią one większego wrażenia na zamaskowanym wojowniku, który po chwili chwyta DiMateo i ciska nim z impetem w narożnik. Sam zaś bierze rozbieg i...potężny Running Clothesline! Auuuuaa! To musiało zaboleć! Jay odbija się od narożnika, niczym dzieci...nie będzie tu tego porównania. Po prostu się odbija, mocno. Fenrir dokłada szybko Neckbreaker i ponownie daje nam znać, że chyba będzie chciał zakończyć tę walkę. Czeka aż jego rywal się podnosi, ale widzimy, że ten próbuje uciec z ringu, czołga się tam, następnie chwyta się lin i znowu zostaje złapany przez Cold Gianta! Made Man jednak sprytnie wyprowadza łokieć,  po chwili dokłada Roundhouse Kick! Norsk Werewolf się chwieje! Jay szykuje się do FaceTime! Czyżby...NIE! Rywal łapie go przy swojej twarzy, uderza potężnym prawym i mamy wyniesienie...TAK! Snøstorm wykonane! Pin...1...2...3! Nie ma wątpliwości, to Fenrir idzie dalej!


Praktycznie od razu po zakończeniu pierwszej walki przenosimy się do jednej z szatni, gdzie widzimy wpatrującego się w wahadło Cyclone'a Diallo, a także Kannonballa, który oglądał wydarzenia ringowe na ekranie.

Kannonball: *śmieje się* Widziałeś, jak mu przyjebał? Ale jaja! *Diallo w ogóle nie reaguje* Za taki wrestling nic nie robiłem! Wiesz co jest najlepsze w tej robocie? Można siedzieć na dupie i oglądać inne walki zupełnie za free! *odwraca się w kierunku Diallo, po czym wzdycha* A ten dalej swoje. Ty, szaman! *macha ręką przed twarzą Diallo, który wciąż go ignoruje* Wracaj do żywych! Przed chwilą DiCaprio dostał po japie od Feniksa...Feliksa, no tego z psim ryjem, a ty wolisz się gapić na to dyndające badziewie? Co jest z tobą nie tak?
 
Kannonball chwyta za kiwający się obiekt i dopiero wtedy Diallo zwraca na niego uwagę.

Cyclone Diallo: Co...mówiłeś coś? Nie przeszkadzaj mi, staram się osiągnąć wyższy stan…

Kannonball: Stan czego? Słuchaj mnie...od samego żarcia wołowiny bicepsy nie rosną. Tak samo od gapienia się w ten wisiorek nie nauczysz się latać. Przysięgam ci, choćby sam Jezus miał zaraz wejść do tej szatni, niczego w ten sposób nie osiągniesz!

W tym momencie drzwi się otwierają i do szatni wchodzi Luis Borges. Wyraz twarzy Kannonballa momentalnie ulega zmianie.

Kannonball: Jesus Christ....to naprawdę ty? Zaraz...ja tylko żartowałem! *patrzy na Diallo* Jak ty to zrobiłeś?

Luis Borges: *spogląda z lekką dezorientacją w stronę znajdującej się w szatni dwójki* Co Wy tutaj robicie? *dalej lekko zdezorientowany, wali facepalma, orientując się, że pomylił on szatnię* Ahhh, mniejsza w to. *mamrocze coś pod nosem* Nie wiem, co tutaj się dzieje, ale... *wskazuje na Kannoballa* nie jestem Jezusem. Nazywam się Luis Borges i od niedawna jestem częścią tego jakże pięknego czerwonego brandu. Podobnie jak wy dopiero zaczynam i już na start pojawił się człowiek, który postanowił zasłonić ring parawanem, uniemożliwiając mi prezentację moich umiejętności na oczach całego świata. Jak widać, spokój nie jest czymś, co jest nam dane.

Kannonball: *wyraźnie rozczarowany* Czyli ty nie jesteś Jezusem? *Borges kręci przecząco głową* No trudno. Ale i tak dobrze, że jesteś. Mój kolega Diallo na pewno ci pomoże. Podobno kiedyś widział jakieś parawany, ale one go nie powstrzymały i przekroczył granicę.

Cyclone Diallo: *teraz już wyraźnie zainteresowany* Bardzo dobrze, że się zjawiłeś. Przepraszam za kolegę, już od dwóch dni nikogo nie pobił i przez to jego głowa pracuje mniej wydajnie, niż zwykle. Dobrze słyszałem, że masz problem i poszukujesz rozwiązania? Świetnie się składa! Co prawda jestem w stanie sforsować każdy mur, nie tylko taki utworzony z parawanu, ale posiadam również znacznie cenniejsze zdolności, dzięki którym pomogę również tobie. Musisz wiedzieć, że nie tak dawno przyszedł do mnie pewien starszy facet, trochę dziwny, ewidentnie przesadził z samoopalaczem. I on nagle do mnie mówi, że chce zostać prezydentem. Oczywiście udzieliłem mu niezbędnych wskazówek i wyobraź sobie, że parę miesięcy później faktycznie go wybrali! Bardzo chętnie więc pomogę i tobie.

W tym czasie Kannonball wyciąga z torby jakiś bawełniany worek o ciemnofioletowym kolorze i podaje go Diallo.

Cyclone Diallo: Wystarczy, że sięgniesz ręką i wyjmiesz dowolny przedmiot.

Borges jest zmieszany, jednak decyduje się włożyć rękę do sakiewki, po czym wyciąga z niej taki obiekt. Kannonball parska śmiechem, a Luis wygląda na zdegustowanego.

Luis Borges: Ty tak na poważnie? *zerka na Diallo* Zgodziłem się na to, licząc, że dowiem się czegoś, co może mi pomóc. Wkładam rękę do tego worka. *wskazuje palcem na bawełniany worek* I co z niej wyjmuję? *spogląda na kulę* Co to ma oznaczać? Nie zrozum mnie źle, Diallo... ale nie zamierzam marnować czasu na takie żarty moim kosztem. Jeśli masz coś sensownego do powiedzenia, to proszę bardzo. Radzę ci się jednak streszczać, bo czas nagli mnie i to mocno.

Cyclone Diallo: Naprawdę tego nie dostrzegasz? *obraca bilę o 90 stopni* A teraz widzisz? To jest symbol nieskończoności. Wieczność, legenda! To mówi wyraźnie, że zapiszesz się w historii! Jeżeli nie potrafisz tego dostrzec...no cóż, nie mogę mieć do ciebie o to pretensji. Nie każdy jest w stanie dostrzec to co ja.

Luis Borges: Wieczność? Legenda? *delikatny uśmieszek* To wszystko nabiera sensu. Być może zbyt pochopnie oceniłem twoje zdolności. Wybacz mi pośpieszanie, ale chciałbym byś przeszedł do rzeczy. Erwin Eckhart. Mój przeciwnik. Co o nim sądzisz? Czego w zasadzie się mogę po nim spodziewać?

W tym czasie Kannonball przegląda coś w swoim telefonie, a po chwili znajduje grafikę promującą starcie Borgesa z Erwinem Eckhartem.

Kannonball: O tego nerda ci chodzi? Ja pierdolę, jaki jajogłowy! Pamiętam jak kiedyś spotkałem takiego. Idę sobie kulturalnie ulicą i nagle mijają mnie dwa takie profesurki właśnie. No to naplułem na jednego, a ten jaki czerwony się zrobił, jak pomidor normalnie! Myślałem, że się rzuci na mnie, a ten co? Wytarł japę i ucieka! Normalnie spierdolił, jak szczur jakiś! *kładzie rękę na ramieniu Borgesa* Dam ci dobrą radę, Louisie de Funes, czy jak ci tam. Zrób to samo co ja, a magisterek sam się wyniesie z ringu.

Cyclone Diallo: Kannonball...pozwól, że ja się tym zajmę. *stawia na stole znaną już kulę (podobno) z kości słoniowej* W tym zawarte są wszystkie odpowiedzi. Wystarczy, że położysz swoje ręce na tej kuli, a wszystko stanie się jasne. *Luis kładzie ręce na kuli, to samo czyni Diallo po drugiej stronie obiektu, zamykając oczy* Chyba...coś widzę. Ból. Dużo bólu. Ryzyko. Brutalna precyzja. Moment...gong! Koniec. Tryumf. Wygrana! *krzywi się, jakby zobaczył jakąś drastyczną scenę* Auć....zabraknie czasu na świętowanie.

Luis Borges: Ciekawe... bardzo ciekawe. Dużo bólu i ryzyko. To część mojego życia. Od samego początku byłem stworzony do tego by walczyć. Mimo wszelkich przeciwności losów, z jakimi musiałem się borykać. Jednak wydaje mi się, że mógłbyś *zerkając na Diallo* powiedzieć coś jeszcze. Zdecydowanie bardziej istotnego niż te poszlaki, jakimi mnie dotychczas rozjaśniłeś. Wspomniałeś o tym, że zabraknie mi czasu na świętowanie. Co przez to masz na myśli? *obserwuje reakcję Cyclone'a, oczekując tym samym na jego odpowiedź*

Cyclone Diallo: Przepraszam, ale nic więcej nie jestem w stanie zobaczyć. Wyczerpałem całą energię. *spogląda na zegarek* Zresztą...właściwie to my musimy już iść.

Kannonball: Powodzenia, żandarmie. Połamania nóg *puszcza oczko*

Diallo wstaje od stołu i wraz z Kannonballem kierują się do drzwi, zostawiając Luisa samego.


Pozostajemy na zapleczu, jednak widzimy już inną scenę. Przed kamerą znajduje się James Wallace, który powoli zmierza w kierunku areny, gdzie już wkrótce czeka go kolejny pojedynek. W pewnym momencie uwagę Wallace'a Juniora przykuwają uchylone drzwi od jednej z szatni, z której wydobywa się odgłos żywej rozmowy. Zawodnik postanawia zajrzeć do środka, po czym zauważa wewnątrz rozmawiającego przez telefon Willy'ego Walkera. Szybko postanawia schować się za drzwiami, aby Walker go nie dostrzegł. James przysłuchuje się rozmowie.

Willy Walker: ...tak, tak, wszystko poszło idealnie. Jednak ten Ralf miał rację, a już myślałem, że to kolejny przygłup. Prosta podpucha, kto by się spodziewał, że jeden pet załatwi sprawę honorowego Japońca? Może pan Nathan Martin jeszcze nam się do czegoś przyda? *śmiech* Ci ludzie są jednak bardzo prości. Rzuć im kij i obserwuj, jak się zabi...

Walker nie dokończył zdania, ponieważ przez uchylone drzwi zauważa operatora z kamerą. Szybkim ruchem zatrzaskuje je przed wścibskim kamerzystą, nie zauważając przy tym schowanego Jamesa.
 
 
REKLAMA LUKSUSOWEJ BIELIZNY DLA WĄSATYCH MĘŻCZYZN


Znajdujemy się na zapleczu. Operator filmuje z przodu Johnny'ego Turna, który podąża pewnym krokiem przez korytarz. Poprawia on taśmy na swoich nadgarstkach i rozgrzewa mięśnie, przygotowując się do zbliżającej walki. W pewnym momencie, tuż nad głową Johnny'ego, rozlega się ostry, metaliczny zgrzyt. Turn spogląda w górę i momentalnie odskakuje do przodu, po czym tuż za jego plecami spada z ogłuszającym hukiem masywny, czarny reflektor sceniczny z fragmentem pękniętej klamry, roztrzaskując się tuż obok Tornado Mana! Zawodnik instynktownie osłania się. Widać po nim, że tętno znacznie mu podskoczyło. Spogląda przez moment na rozbity obiekt, po czym jeszcze raz patrzy w górę, rozglądając się na wszystkie strony, jakby próbował kogoś tam znaleźć. Operator również kieruje kamerę w okolice sufitu, jednak nie widać tam żadnej postaci. Po chwili Johnny decyduje się pójść w innym kierunku, najprawdopodobniej w stronę biura General Managera, podczas gdy operator pozostaje obok rozbitego reflektora. Johnny jeszcze kilka razy nerwowo ogląda się za siebie, po czym znika za zakrętem, a obraz powoli gaśnie.


Jesteśmy już w ringu, w którym James Wallace przygotowuje się do pojedynku. Wybrzmiewa Nightmare, a już po chwili na arenie zjawia się Nathan Martin. Przez chwilę Kanadyjczyk rozgląda się po widowni, która reaguje na niego w większości pozytywnie (nie wiadomo, czy większy wpływ ma na to ostatni telefon Walkera, o którym Nathan jeszcze nie wie, czy też fakt, że każdy ma w dupie Shio Sakazakiego i to, co mu się stało). Po kilku sekundach Nate rusza w kierunku ringu...ale już po przebyciu dwóch kroków zostaje zaatakowany zza pleców! Zamaskowany facet trafia go w plecy kijem do kendo! Martin upada, po czym zostaje jeszcze kilka razy zdzielony w korpus kijem. To nie wszystko - zaraz potem z zaplecza wbiega kolejny typek w kominiarce, tym razem znacznie mniejszy. Od razu dopada leżącego Martina i atakuje go serią ciosów w parterze! Po chwili większy z napastników podnosi Kanadyjczyka i wysyła na kurs kolizyjny z ekranem LED, który wyświetla logo Colosseum! Kilka lamp w miejscu zderzenia przestaje świecić, zaś Nathan osuwa się na podłogę. W tym momencie...James Wallace przyłącza się do bójki, atakując dwóch zamaskowanych zawodników! Niemal od razu większy z agresorów dostaje European Uppercut! Po otrzymaniu ciosu cofa się dwa kroki, ale tylko po to, by otrzymać Road Rash! Teraz to już potężnie się chłop zachwiał, a tymczasem mniejszy podbiega do Wesa Juniora...ale tylko po to, by wyłapać Black Dust! James niemal od razu zrywa kominiarkę z jego twarzy...a oczom widzów ukazuje się Cyclone Diallo! Po chwili Nathan Martin dochodzi do siebie i przechwytuje zza pleców tego większego i także on zostaje zdemaskowany - co za zaskoczenie, że jest to Kannonball. James momentalnie pokazuje pracownikowi technicznemu, żeby dostarczył mu mikrofon.
 
James Wallace: Tak coś czułem, że się pojawicie, pieski Walkera. <spogląda na chwilę na Nathana> Niby mieliśmy walczyć przeciwko sobie, <uśmiech, przenosi wzrok na widownię> ale myślę, że mam lepszą propozycję. Może i już nie jesteśmy w moim rodzinnym Houston... Ale Nashville chyba też lubi się bawić, co?! <wykrzykuje do publiczności która potwierdza to głośnym cheerem> W takim razie może by tak trochę... Zamieszać? <uśmiech, poprawia włosy> Co Ty na to Nathan, żeby zamienić naszą walkę w Tag Team Match? <jeszcze głośniejsza reakcja> Skoro mamy tu dwóch imbecyli którzy wręcz rwą się do walki... Wypadałoby to wykorzystać!
 
W tym momencie z zaplecza wyłania się Willy Walker, który zatrzymuje się obok swoich towarzyszy.

Willy Walker: Brawo, brawo, brawo! *ironicznie klaszcze* Cóż za bohaterska postawa, panie Wallace Juniorze! Dwóch zaciekłych obrońców sprawiedliwości, doprawdy niezapomniany widok. Czyżby tatuś nie nauczył, że nie powinno się wtykać nosa w cudze sprawy? Chociaż...biorąc pod uwagę, to, kto jest twoim ojcem, raczej wszyscy znamy odpowiedź na to pytanie. *heat* Lubisz robić zamieszanie, prawda? Chcesz, by było o tobie głośno, Wesie Wallace numer dwa...nie mogę powiedzieć, że mnie to dziwi. W końcu zadyma i chaos stanowią paliwo dla tych przygłupów, a poza tym lepsza taka sława, niż zapisanie się w historii jako syn bardziej uzdolnionego ojca, prawda? Niech wam będzie, przyjmujemy wasze wyzwanie! *tańczy w charakterystyczny sposob" Niech tag team match stanie się faktem, playa! Z chęcią zobaczę z bliska, czy stoi przede mną zawodnik wart choćby dolara, czy też kolejny David Flair.

Walker odkłada mikrofon, po czym wraz z Kannonballem i Diallo kierują się w stronę ringu, gdzie już za moment dojdzie do Tag Team Matchu!

2. Tag Team Match
James Wallace & Nathan Martin vs Cyclone Diallo & Kannonball

Wracamy po reklamach do walki, w której aktualnie przewaga znajduje się po stronie ekipy Willy'ego Walkera. Kannonball zdobył kontrolę nad Jamesem Wallace'em i aktualnie obija go w narożniku. Ten w końcu osuwa się do pozycji siedzącej. Wtedy też Dirty Bastard decyduje się wziąć rozbieg i już po chwili syn Wesa zostaje trafiony Facewashem! Po tej akcji Kannonball postanawia dokonać zmiany i do ringu wskakuje Cyclone Diallo. Od razu wskakuje on na narożnik i już po chwili trafia Jamesa Diving Moonsaultem! Mamy próbę przypięcia, jednak Wallace odkopuje już po 1. Gwinejczyk nie zamierza zwalniać tempa. Od razu po kickoucie ponownie wchodzi on na narożnik, ale tym razem nie skacze od razu na oponenta. Gdy Wallace Junior się podnosi, Diallo przechodzi kilka kroków po linie i wykonuje Path of the Prophet! Ale Jamesowi udaje się go przechwycić i utrzymać! Po chwili widzimy Vertical Suplex dla Cyclone'a, a zaraz potem Wonderkid podchodzi do swojego narożnika i dokonuje zmiany. Nathan Martin wskakuje do środka i od razu trafia Diallo akcją Lower Your Head! Mamy próbę przypięcia. 1...2...Kannonball przerywa liczenie! Przewaga pozostaje jednak po stronie Nate'a, który postanawia wziąć rozbieg przed kolejną akcją. Wtedy jednak zostaje złapany zza pleców przez Kannonballa, który przez moment szarpie się z nim, jednak sędzia szybko interweniuje. Sytuacja ta odwraca jednak uwagę Nathana, z czego szybko korzysta Diallo, wykonując Roll-up. 1...2...kickout! Obydwaj się podnoszą, a Kannonball klepie Diallo w bark, dokonując zmiany. Martin tego nie dostrzegł, gdyż rusza na zawodnika z Afryki, który podcina mu nogi. W tym czasie Kannonball wchodzi do środka. Diallo z kolei sadowi się na narożniku, a następnie wchodzi na plecy kolegi z drużyny. Widzimy, że Cyclone ustawia się w pozycji pionowej, starając się utrzymać równowagę...i już po chwili skacze na Martina, wykonując mu 450 Splash! Wróżbita wychodzi poza obręb walki, zaś The Meathead próbuje pinu. 1...2...Wallace przerywa! Kontrolę utrzymuje jednak Kannonball, który podnosi Nathana, a następnie układa go na swoich barkach. Czyżby Nasty Face? Wygląda na to, że....nie! Nathanowi udaje się skontrować tę akcję na DDT! Po chwili daje radę doczołgać się do narożnika i dokonać zmiany! James wbiega i od razu trafia Kannonballa Hellraiserem! Diallo próbuje interweniować, jednak zostaje przechwycony i otrzymuje Black Dust! Zaraz potem Young Wes powraca do Kannonballa, podnosi go z maty i aplikuje Blackway Drive! Pin wydaje się formalnością. 1...2...3! To koniec!


EARLIER THIS WEEK

Na TitanTronie pojawia się obraz gdzie Zygmunt Butla siedzi w niewielkim gabinecie zabiegowym, a obok niego znajduje się Emil Ciureja. Lekarz przegląda dokumentację dostarczoną przez obu mężczyzn, podczas gdy Zygmunt nerwowo rozgląda się po pomieszczeniu.

Zygmunt Butla: Emil, ja się tylko upewnię. To jest badanie na rodzinę, tak? Bo jak się okaże, że przy okazji sprawdzają wątrobę, to możemy mieć tutaj zupełnie inne wyniki niż się spodziewacie.

Emil Ciureja: To zwykłe badanie DNA, Zygmunt.

Zygmunt Butla: Dobra. Bo jakby pytali, to ja od kilku tygodni prowadzę bardzo zdrowy tryb życia.

Lekarz unosi wzrok znad dokumentów i przez chwilę przygląda się Zygmuntowi.

Lekarz: Panie Zygmuncie, chciałbym jeszcze wyjaśnić jedną rzecz. Według tych dokumentów ma pan trzydzieści sześć lat?

Zygmunt Butla: No... tyle zawsze miałem. Znaczy co roku trochę więcej, wiadomo.

Lekarz: Właśnie w tym problem. Dostępna dokumentacja medyczna oraz wstępna analiza biologiczna kompletnie nie odpowiadają osobie w tym wieku.

Butla zerka podejrzliwie na Emila.

Zygmunt Butla: Czyli co? Źle się starzeję?

Lekarz: Raczej pańska data urodzenia jest błędna. Nie jesteśmy w stanie określić jej co do dnia, ale wszystko wskazuje na to, że ma pan około pięćdziesięciu pięciu lat.

Zygmunt przez kilka sekund siedzi w absolutnym bezruchu.

Zygmunt Butla: Pięćdziesiąt pięć?! To ja przez prawie dwadzieścia lat chodziłem młodszy i nawet żadnego pożytku z tego nie miałem? Wiedziałem, że te trzydzieści sześć coś mi się w lustrze nie zgadzało.

Emil Ciureja: Jeżeli twoja data urodzenia została zmieniona, to możliwe, że pozostałe informacje dotyczące twojej przeszłości również nie są prawdziwe.

Humor znika z twarzy Zygmunta. Przez chwilę patrzy na dokumenty leżące przed lekarzem.

Zygmunt Butla: Dobra... róbcie ten test. Skoro już wychodzi, że nawet nie wiem, ile mam lat, to chciałbym przynajmniej wiedzieć, kim naprawdę jestem.

Pielęgniarka podchodzi do Zygmunta i pobiera wymaz z wewnętrznej strony policzka. Próbka zostaje zamknięta w pojemniku oznaczonym nazwiskiem „Zygmunt Szewczyk”. Lekarz odkłada ją razem z pozostałą dokumentacją.

Lekarz: Pełny wynik badania pokrewieństwa powinien być gotowy w ciągu kilku dni.

Butla spogląda na Emila, następnie jeszcze raz na próbkę ze swoim nazwiskiem. Kamera zatrzymuje się na niej na kilka sekund, po czym nagranie dobiega końca.


Jesteśmy już w ringu, gdzie lada moment ma rozpocząć się kolejny pojedynek. W końcu wybrzmiewa Immortal i po paru sekundach Johnny Turn zjawia się na arenie! Na widowni rozlega się aplauz. Zawodnik wygląda na lekko podenerwowanego, jednak stara się skupić na zbliżającej się walce. Będąc jeszcze na stage'u wykonuje taunt i w tym momencie wybuchają fajerwerki....ale chyba coś idzie nie tak, ponieważ pirotechnika eksploduje tuż przed twarzą Johnny'ego! Ten momentalnie odskakuje, zrzucając z siebie kamizelkę i nerwowo rozglądając się dookoła. Jeden z pracowników technicznych podbiega do niego, sprawdzając czy nic się nie stało, ale wygląda na to, że wszystko jest w porządku. Johnny kontynuuje swoją drogę do ringu, ale teraz stał się znacznie bardziej nerwowy niż przedtem. Co chwila spogląda to za siebie, to w trybuny, bądź też w kierunku obsługi technicznej w rogu areny. W końcu dociera do ringu, szykując się do walki. Kilka sekund później rozlega się theme song Fenrira. Zwycięzca pierwszego starcia Contender Series spokojnym krokiem podąża w stronę kwadratowego pierścienia, a następnie wchodzi do środka.

3. Global Championship Contender Series #2: Singles Match
Fenrir vs Johnny Turn

Wracamy do walki, gdzie Fenrir Irish Whipem wysyła rywla w narożnik, Norweg biegnie a Turn wskakuje jedną nogą na drugą linę, drugą na trzecią, i saltem w tył przeskakuje nad biegnącym oponentem i ląduje na nogi za nim. Norsk Werewolf z impetem wpada w korner, a Johnny wyprowadza jeszcze Corner Dropkick na plecy przeciwnika. Fenrir chwyta się za plecy i odwraca w stronę oponenta, a Amerykanin wyprowadza Gut Kick i łapie w Front Headlock. Norweg nie daje na sobie wykonać żadnej akcji, bo wyprowadza uderzenie na korpus rywala, ściąga jego głowę ręką pod pachę i teraz mamy Front Suplex Slam od Norsk Werewolfa. Od razu próba pinu. 1… 2… Kickout. Fenrir ociężale wstaje i podnosi przy okazji swojego przeciwnika za głowę. Poprzedni pojedynek go wymęczył. Norweg popycha rywala na liny. Po powrocie Johnny prześlizguje się między nogami rywala będąc teraz za nim. Turn odbija się od drugiej liny, w międzyczasie Norsk Werewolf się odwraca i mamy taką ładną Springboard Hurricanranę z obrotem. Po tym ataku Turn wstaje ostrożnie i rozpada się po gali niepewnie. Wygląda jakby coś go wystraszyło, albo jakby szukał zagrożenia. Po chwili jednak otrząsa się i dokłada jeszcze Speed Test (Running 720 Shooting Star Press)! Od razu próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Po tym Johnny czym prędzej przeskakuje ponad trzecią liną na apron i przygotowuje się do wykonania F6! Stając przy linach jednak znowu jest bardzo ostrzeżony, wychyla się, żeby spojrzeć w okolice apronu, jednak za chwilę potrząsa głową. Fenrir jest już w stójce. Amerykanin wskakuje na liny i mamy F6 (720 DDT)?! Thorheim (Bicycle Kick)! Torheim jako kontra w locie ze strony Norsk Werewolfa! Johnny pada na matę, a Fenrir przystępuje do przypięcia. 1... 2… 3?! Kickout! Niezmordowani zawodnicy. Norweg jednak na tym nie poprzestaje. Powoli wstaje, pomaga wstać swojemu przeciwnikowi, wyprowadza mu Gut Kick i chwyta jak pod Suplex. Wyniesienie i czy będzie Snøstorm (Vertical Suplex Side Slam)?! Nie, Turn zachowuje resztki instynktu i kopie kolanem na głowę swojego rywala, który w końcu go puszcza, a Johnny pada na nogi po czym atakuje rywala powalającym High Kickiem. Publiczność szaleje, a jakby wciąż szukający zewsząd zagrożenia Amerykanin wchodzi na narożnik tyłem do swojego przeciwnika. Na szczycie, po upewnieniu się, że nic mu nie grozi, poprawia pozycję i za chwilę wykona swoją akcję Tornado Moonsault (Double Rotation Moonsault), zawodnik skacze i…. Nadziewa się wprost na kolana Fenrira.Ten momentalnie się podnosi i zaskakuje Turna wykonując Snøstorm po czym przechodzi do pinu 1…2…3! Fenrir zwycięża drugi pojedynek turniejowy!

Fenrir właśnie odniósł zwycięstwo nad Johnnym Turnem i przez chwilę pozostaje w ringu, łapiąc oddech po kolejnym pojedynku turniejowym. Sędzia unosi jego rękę, a zawodnik spogląda w stronę rampy, wiedząc, że jego wieczór jeszcze się nie skończył. Przed nim wciąż pozostaje Main Event. Fenrir przechodzi przez liny i schodzi na ringside. Wtedy z boku kadru pojawia się Thorald Haraldsson. Bez muzyki i bez wcześniejszej zapowiedzi dopada Fenrira, uderza go mocno w plecy i posyła na barykadę. Zaskoczony Fenrir próbuje natychmiast odpowiedzieć, ale Thor wykorzystuje moment, dokłada kilka ciosów w korpus i ponownie wbija rywala plecami w barierkę. Fenrir odpycha go i zaczyna odzyskiwać kontrolę. Przez moment obaj wymieniają ciosy, jednak Thor przerywa wymianę mocnym Big Bootem na tors. Fenrir cofa się i opiera o barykadę, ale pozostaje na nogach.

Thor przez kilka sekund patrzy na niego, jakby rozważał kolejny atak, ostatecznie jednak odpuszcza. Podnosi leżący niedaleko mikrofon i cofa się o kilka kroków.

Thor: Wystarczy. Gdybym chciał cię stąd wynieść, Fenrir, nie przestałbym teraz. Masz jeszcze dziś swoją walkę, swoją szansę i swój turniej. I chcę, żebyś w nim wystąpił.

Fenrir prostuje się i robi krok w jego stronę, ale wokół zawodników pojawiają się już sędziowie oraz członkowie ochrony.

Thor: Powiedziałeś mi kiedyś, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Że nie było przypadkiem to, że dwóch ludzi Północy pojawiło się tutaj w tym samym czasie. Od tamtej chwili myślałem o tym, wilku... i może miałeś rację.

Thor powoli zaczyna wycofywać się w stronę rampy, cały czas patrząc na Fenrira.

Thor: Ale jeżeli naprawdę jesteśmy sobie przeznaczeni, to nie chcę naszej walki tutaj. Nie potrzebuję świateł, rampy ani tysięcy ludzi krzyczących wokół nas. Dawni wojownicy nie potrzebowali areny, żeby rozstrzygać swoje spory.

Thor zatrzymuje się przy początku rampy.

Thor: Na następnym Colosseum LPW dostanie tylko miejsce. Przyjedzie kamera, sędzia i kilku ludzi z ekipy. Nikt więcej. Ty wejdziesz na wyznaczone pole z jednej strony, ja z drugiej. I wtedy sprawdzimy, czy przeznaczenie naprawdę istnieje.

Thor wskazuje na Fenrira.

Thor: Hólmgang. Nordic War.

Fenrir przechyla lekko głowę, a czerwone światła w oczodołach jego maski zapalają się na moment.

Thor: Nie musisz odpowiadać teraz. Najpierw skończ swoją dzisiejszą wojnę. A potem przyjdź na moją.

Thor opuszcza mikrofon i odchodzi na backstage. Kamera wraca do Fenrira, który przez kilka sekund patrzy za nim bez ruchu. W końcu poprawia maskę i rusza na zaplecze, wiedząc, że jeszcze tej nocy czeka go Main Event.
 

Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie widzimy mistrza Valor zmierzającego szybkim tempem w stronę rozmawiającego przez telefon "The Advocate" Davida Otungi.

Zbyszek Uszczelka: Panie Davidku! Panu się sufit na łeb się nie spadł? Jaka walka o pas, co pan wymyślasz! *David odsuwa się ze względu na ślinotok oburzonego Fachowca*  Pan żeś ledwo pokonał tego wariata i już się do mnie rzucasz, na to trzeba zasłużyć, wywalczyć swoje. Nie po to żem się napracował, żebyś pan przylazł i mówił "dej" *chrząka* Pan byś się tym kryminalistą Cavazosem zajął. Ponoć pan taki prawnik jesteś, to wsadź go do pierdelka bo tu nie ma miejsca dla takich, a od pasa wara. Kolejeczke sobie wymyślili. A co to wesele, żebyście sobie pociąg urządzali? Ta lokomotywa już ruszyła i radzę się odpieprzyć bo was rozjedzie jednego po drugim.

David kończy rozmowę telefoniczną i powoli opuszcza telefon. Przez moment przygląda się Uszczelce, jakby próbował ustalić, czy ten właśnie powiedział to wszystko na poważnie. Następnie poprawia mankiet koszuli i zachowuje całkowity spokój.

David Otunga: Zbyszek… bardzo doceniam twoją troskę o mój kalendarz zawodowy, ale pozwól, że sam zdecyduję czym będę się zajmował. Jeśli dobrze rozumiem to przyszedłeś tutaj, żeby poinformować mnie, że mam nie walczyć o twój tytuł. Czy to jest groźba, czy propozycja? Bo w obu przypadkach powinieneś chyba przygotować jakieś uzasadnienie. Wiesz co jest jeszcze bardziej interesujące? Im więcej ludzi ustawia się po twój tytuł, tym bardziej próbujesz ich zniechęcić. To nie wygląda jak pewność siebie, Zbyszek. To wygląda jak człowiek, który zaczyna się zastanawiać, ile jeszcze zostało mu czasu w roli mistrza. Jestem w stałym kontakcie z Tedem. Wiem dokładnie jakie są zasady dotyczące twojego mistrzostwa i kto ma prawo stanąć po nie w kolejce. Więc jeśli liczysz na to, że jakąś historyjką o rozprawach, kryminaliście czy „lokomotywie” sprawisz, że wycofam się z walki, to mam dla ciebie złą wiadomość. Tanie numery tu nie przejdą. A co do Cavazosa… nie martw się. Jeśli popełni przestępstwo to będę wiedział co z tym zrobić. Ale ty, Zbyszek… zacznij się martwić o to, co się stanie, kiedy twoja „kolejeczka” rzeczywiście dotrze do twoich drzwi.

Zbyszek Uszczelka: Ale wyszczekana ta papuga! Prawdziwy piesek najpierw Roba, teraz Teda. Co rzucił ci właściciel kosteczkę w postaci szansy na walkę ze mną, naobiecywał i teraz gryziesz po nogawkach? Spokojnie ja mam metodę na takie agresywne kundle, założę ci łańcuch i jeszcze będziesz potulnie podwóreczka pilnował już ja się o to postaram! * Fachowiec się śmieje i odchrząkuje *

Teraz w kadrze pojawia się Jorge Cavazos.

Jorge Cavazos: A ty Zbyszek cały czas mnie kryminalistą nazywasz i chcesz, abym skończył w prisionwięzienie? Zaczynam powoli myśleć, że kiedy ja bym się tam znalazł to poczułbyś się dużo bezpieczniej. Powiedz szczerze, obawiasz się mnie, tak? To by wyjaśniało dlaczego cały czas nie zaakceptowałeś naszego rewanżu. Jeżeli chodzi o tematy kryminalne to jednego możesz być pewien - w żaden sposób nie zagrożę Tobie fizycznie poza ringiem. Skoro już jednak wiem, że się mnie obawiasz to może to trochę wykorzystam. Będę przy Tobie przy każdej twojej walce, przy każdej twojej wizycie w ringu. A kiedy Twoja miękka psychika w końcu pęknie to będziesz musiał zaakceptować moje wyzwanie do walki o pas. Kropla drąży skałę jak to mówią, ale ty chyba jako hydraulik wiesz wszystko o tym żywiole? *wypowiadając te słowa poklepuje Zbyszka po ramieniu, po czym kieruje swój wzrok w kierunku Otungi* A co do Ciebie, David. Nic do Ciebie nie mam, ale skoro obaj mamy ochotę na ten pas to prędzej czy później będziemy musieli spotkać się w ringu.

Po tych słowach David i Jorge robią krok do przodu i mamy teraz face to face pomiędzy tą dwójką. W międzyczasie Zbyszek ulotnił się i zniknął z kadru. David i Jorge patrzą sobie głęboko w oczy, w powietrzu czuć delikatne napięcie. Obraz z kamery gaśnie.
 

BREAKING NEWS - WÓZ STRAŻACKI WRÓCIŁ DO SIEDLEC W STANIE NIENARUSZONYM


4. Non-Title Singles Match
Zbyszek Uszczelka vs Preston Steele

Uszczelka któryś już raz dopada Steele’a i zasypuje go serią wolnych, ale ciężkich uderzeń na plecy, spychając go w stronę narożnika. Tam dokłada kilka mocnych chopów, po czym chwyta Legacy Breakera za rękę i posyła go Irish whipem na przeciwległą stronę ringu. Steele odbija się od narożnika, a Zbyszek wbija się w niego potężnym Shoulder Tackle. Preston pada na matę, a Majster od razu go podnosi i wykonuje Vertical Suplex! Zerwany Gwint nie spieszy się z kolejną akcją. Przez chwilę stoi nad przeciwnikiem, po czym zerka w stronę byłego mistrza Valor - Cavazosa. Ten cały czas znajduje się przy ringu i jedynie obserwuje poczynania obecnego majstra. Uszczelka przez moment mierzy go wzrokiem, jakby wciąż zastanawiał się po co właściwie tam stoi. To wystarcza bogatemu dzieciakowi, żeby wykorzystać chwilę nieuwagi. The Rebel One trafia Zbyszka European Uppercutem, następnie dokłada Spinning Heel Kick i w końcu powala go na matę. Steele próbuje wykorzystać odzyskany moment i wbiec w mistrza z kolejną akcją, ale jego próba kończy się przechwyceniem przez Uszczelkę. Zbyszek łapie go i wykonuje Zaliczkę Na Materiał! Preston zwija się z bólu, a Uszczelka od razu próbuje go podnieść. The Heir Apparent odpowiada jeszcze jednym desperackim European Uppercutem, ale tym razem Zbyszek nie daje się zaskoczyć. Trafia go mocnym Knee Strikem, chwyta za głowę i wykonuje Urwany Gwint! Amerykanin pada na matę, a Uszczelka spogląda jeszcze raz w stronę Cavazosa, lecz tym razem szybko odwraca wzrok. Chwyta przeciwnika, ustawia go i wymierza Kto To Panu Tak Spierdolił?! Mistrz Valor natychmiast przechodzi do przypięcia. 1... 2... 3! Zbyszek Uszczelka zwycięża czysto. Przez moment siedzi jeszcze przy Steele'u, po czym wstaje i spogląda w stronę Cavazosa. Ten nadal nic nie robi. Uszczelka tylko kiwa głową, jakby uznawał, że na dzisiaj robota została wykonana.

Po zakończonej walce Uszczelka odbiera od sędziego swój tytuł mistrzowski, a w tym czasie Jorge Cavazos wchodzi do ringu. Oczywiście dochodzi do konfrontacji, która nie przebiega już tak spokojnie jak poprzednie. Czuć znaczne napięcie między obydwoma wrestlerami. Zbyszek nie gryzie się w język, rzucając inwektywami w kierunku Cavazosa, zresztą i on nie pozostaje dłużny. W pewnym momencie....Jorge otrzymuje Low Blow! Momentalnie osuwa się na matę, a sprawcą całego zamieszania okazuje się, a jakże - Jay DiMateo! Gość ani myśli czekać na to, aż Uszczelka mu nawrzuca, tylko od razu rzuca się na niego z pięściami! Pod wpływem ataku Valor Champion cofa się do narożnika, gdzie przez chwilę jest otłukiwany. Jay jest do tego stopnia bezczelny, że nawet porywa się na wykonanie tzw. "People's Puncha". Jego ofensywa nie trwa jednak zbyt długo, ponieważ do ringu zmierza właśnie David Otunga! DiMateo zauważa go i od razu odstępuje od Uszczelki, by ruszyć właśnie na prawnika, ale od razu nadziewa się na Olympic Slam! Koreański Amerykanin od razu po otrzymaniu tej akcji wytacza się poza ring, zaś Otunga zostaje teraz zaatakowany przez Uszczelkę! Adwokat otrzymuje kilka punchty na korpus, a zaraz potem Polak próbuje ustawić go pod swoją akcję kończącą. Davidowi udaje się jednak wyrwać, a zaraz potem ściąga on Zbyszka na liny. Cofa się dwa kroki i wykonuje Running Clothesline, pod wpływem którego obydwaj wypadają poza ring! Mimo to wciąż walczą ze sobą, częstując się nawzajem uderzeniami jeszcze przed ponownym stanięciem na nogi. W końcu obaj są na nogach i Otunga częstuje Zbycha Knee Liftem, po którym ten wyraźnie się chwieje. W tej chwili jednak do duetu walcżących włącza się DiMateo, który pochwycił kij do kendo i właśnie trafia nim w plecy Adwokata! Nie mijają nawet dwie sekundy i teraz to Zbyszek zostaje poczęstowany tą samą bronią. Syn "Kolesia" teraz na zmianę uderza kijem jednego i drugiego, aż w końcu ten ulega złamaniu! (kij, nie DiMateo) Jay odrzuca więc broń na bok i odwraca się w poszukiwaniu innego narzędzia...i w tym momencie zostaje trafiony Clothesline from Tijuana! Do akcji wraca bowiem także Cavazos, który właśnie bierze odwet za trafienie go w klejnoty. Zaraz potem chwyta Otungę i posyła na kurs kolizyjny z barykadą, a następnie podchodzi do Zbyszka. Widzimy, że z dużą łatwością Meksykanin wynosi w górę obecnego mistrza Valor, po czym wykonuje mu Snake Eyes na schodkach! Uszczelka pada na podłogę, zaś Jorge zauważa, że Otunga wstaje przy pomocy bandy. Postanawia wziąć rozbieg i już po chwili taranuje zawodnika z Elgin, wykonując CavaShock! Barykada zostaje rozwalona! Publika jest wyraźnie zadowolona z takiego obrotu spraw, czego raczej nie można powiedzieć o pracownikach technicznych, którzy za chwilę będą musieli naprawiać te zniszczenia. Wygląda jednak na to, że zawodnicy jeszcze nie mają dość. Otunga i Cavazos po staranowaniu barykady na razie leżą. Podnoszą się za to Uszczelka i DiMateo. Zbyszek okazuje się szybszy i przechwytuje on lżejszego od siebie Millenium Stara, a następnie prowadzi go w kierunku stolika komentatorskiego. Gdy są już na miejscu, Valor Champion łapie Jaya za głowę i uderza nią o osłonę stolika. Następnie zrzuca ów element i kładzie Amerykanina o azjayckich rysach twarzy na stole komentatorskim. Następnie widzimy, że po schodkach decyduje się wejść na apron, a następnie do środka ringu. Obraca się w stronę stołu, na którym leży Jay...i w tym momencie na ekranie pojawia się General Manager, Ted DiBiase.

Ted DiBiase Jr.: Panowie... wystarczy!

Uszczelka zatrzymuje się na linach i spogląda w stronę TitanTronu. Poobijani Cavazos, Otunga i DiMateo również kierują wzrok na ekran.

Ted DiBiase Jr.: Nie mam nic przeciwko temu, żebyście rozwiązywali swoje problemy między sobą. Wręcz przeciwnie, zwykle oszczędza mi to sporo pracy. Ale kiedy zaczynacie przy okazji rozbierać arenę na części, robi się z tego trochę nieco droższy interes, a pieniądze w tym biznesie są niezwykle ważne.<Ted zerka gdzieś poza kamerę, po czym lekko się uśmiecha.> Tak swoją drogą... wszyscy czterej możecie dorzucić się do premii dla ludzi, którzy będą teraz po was sprzątać.*Na trybunach słychać śmiech i pojedyncze okrzyki.* A teraz odłóżcie, to co macie w rękach, zejdźcie z barierek, stołów i wszystkiego, czego jeszcze nie zdążyliście zniszczyć i przyjdźcie do mojego biura. Skoro każdy z was ma coś do powiedzenia w sprawie Valor Championship... to wysłucham Was wszystkich na raz.<Ted robi krótką pauzę.> I spróbujcie dotrzeć tam bez kolejnej bójki po drodze. Byłoby miło zacząć rozmowę, zanim znowu będziemy musieli Was rozdzielać.

Obraz z GM’em znika z TitanTronu. Uszczelka, Cavazos, Otunga i DiMateo jeszcze przez chwilę mierzą się wzrokiem, ale ostatecznie żaden z nich nie decyduje się kontynuować bójki.


CZAS NA PRZERWĘ, CZAS NA SPRZĄTANIE ARENY
 

Przenosimy się do dość przestronnej szatni na zapleczu, gdzie widzimy Wallace'a siedzącego na fotelu... I Martina krążącego dookoła niego. Młody spokojnie opowiada co podsłuchał wcześniej z rozmowy Walkera, jednak Nathan jakby zupełnie go nie słuchał, z zafascynowaniem wlepiając w Jamesa spojrzenie. Ten po chwili zamyka się na chwilę, uśmiecha pod nosem i spogląda na rozmówcę.

James Wallace: Będziesz tak się na mnie gapił bez słowa, czy w końcu zaprosisz mnie na randkę? *bezczelny uśmiech* W ogóle Ty słuchasz co do Ciebie mówię? Mówiłem właśnie, że to nie Srakazaki Cię zaatakował, tylko te bałwany w kominiarkach...

Nathan Martin: Wybacz... *staje w miejscu* ale nie mogę przestać się zachwycać! Jesteś taki do niego podobny, to jest niesamowite! Absurdalnie cudowne!*uśmiecha się i serdecznie rozkłada ręce* Jeszcze ten cięty język! Twój ojczulek to jedno z moich najwspanialszych dzieł! *teatralnie poprawia włosy i zamyśla się* Ciekawe, jak teraz wyglądałyby nasze potycz...

James Wallace: Wiedziałem, że nie. Równie dobrze mógłbym mówić do tej ściany *wskazuje palcem na jedną z nich* i efekt byłby podobny. *wzdycha* Dobra, zapamiętaj - Walker zły. Ten japoniec nic nie zrobił. Czaisz? *odchyla głowę do tyłu by spojrzeć na Nathana który aktualnie jest za jego plecami* To co tam innego jest na tyle ważne? Mówiłeś coś o moim ojcu?

Nathan Martin: Tak, tak.. Twój tata We... Zaraz, zaraz! *jest zszokowany* Chcesz mi powiedzieć, że zaatakowałem NIEWINNEGO Shio Sakazakiego?! NIEMOŻLIWE! Cholera! Co ja narobił... och, nieważne. *szeroko się uśmiecha* I tak mnie irytowały jego bezczelne, mało honorowe zachowania, a ta badziewna kurtka, ughhh... *zdegustowany* Wiesz co? To wszystko jest świetną nowiną, młodzieńcze! Radujmy się! *klepie Jamesa po ramieniu* Ktoś jest na tyle głupi oraz odważny, żeby robić mi takie psikusy w MOIM świecie... to... świetnie! Ja-ja... muszę ich poznać! *podekscytowany* Jak najszybciej! Jestem tak ciekawy, jacy oni są i co nimi kieruje!

James Wallace: *aż na chwilę zaniemówił, tylko kręci lekko głową* No tak, zapomniałem, żyjemy w TWOIM świecie. To czekaj, jak to w ogóle działa, co? *poprawia się na fotelu* To wszystko *rozgląda się dookoła* razem ze mną... To wytwór Twojej wyobraźni? *uśmiech* W takim razie... Czemu stworzyłeś takiego debila jak Walker? I czemu miałbyś ich dopiero poznawać? To nie tak, że Ty ich stworzyłeś? *nagle podnosi szybko wzrok na Nathana* A możesz mi stworzyć zimne piwko tu i teraz? Po walce chętnie bym się napił. *uśmiecha się, zamyka oczy i wystawia rękę po piwo*

Nathan Martin: Lubię cię. Naprawdę cię lubię. *jest dumny* Podoba mi się twoja błyskotliwość i żądza wiedzy. Z wielką przyjemnością wszystko ci wytłumaczę... mimo że nie muszę! Bo widzisz... ten świat to coś w rodzaju mego SNU *gestykulując rękoma, pokazuje rozszerzanie się czegoś*, kreuje go moja podświadomość. *pokazuje palcem na swoją głowę* Na całe szczęście to nie jest tak, że mogę sobie wybierać, co tworzę a czego nie, wtedy byłoby zbyt nudno. Inaczej jest z USUWANIEM. Dowson oraz Sakazaki się o tym przekonali. *przerażający uśmiech* Podsumowując... stworzyłem wszystko, ale nie zaznałem wszystkiego. Dlatego tak dobrze się bawię! Codziennie zaskakuje mnie coś nowego.

James Wallace: *otwiera z powrotem oczy* Czyli nici z mojego piwa? Cóż... *uśmiech* Skoro to wszystko Twoja podświadomość... To dzisiaj masz okazję poznać jedną z jej najlepszych kreacji. *Pokazuje kciukiem na siebie* Jakbyś chciał się dowiedzieć więcej, to wiesz gdzie mnie znaleźć. *wstaje z fotela* A już tak całkowicie poważnie. *przystaje na wysokości Nathana i kładzie mu na ramię dłoń* Gdyby te tępaki miały jeszcze jakiś problem, to daj znać. Zawsze chętnie dopiszę kolejny kawałek historii Jamesa Wallace'a!

James po tych słowach patrzy krótką chwilę na Nathana i zmierza do drzwi. Nate przygląda się młodemu Wallace'owi z zaciekawieniem i niemałym zachwytem. Obraz z kamery znika...
Odpowiedz
Cytuj
26.09.2026, 18:41
#2
5. Singles Match
Luis Borges vs Erwin Eckhart

Wracamy do ringu gdzie Erwin trzyma siedzącego Luisa w Headlocku, trwa to kilka sekund, po czym Borges wyślizguje się. Eckhart próbuje do dorwać, jednak nadziewa się na nogę przeciwnika i wycofuje lekko.. Portugalczyk wstaje, rozpędza się i odbija od lin.. Hurricanrana! Erwin na deskach, ale szybko się podnosi.. Tornado DDT w drodze powrotnej od Borgesa! Szybki pin: 1.. 2.. za mało! Luis próbuje wykorzystać momentum, wyskakuje z ringu na apron, naciąga liny i skacze! Springboard Dropkick! Nie! Erwin unika, Portugalczyk pada! Erwin wykorzystuje sytuację, obraca przeciwnika i kolanem zaczyna uciskać plecy przeciwnika. The Fighting Spirit próbuje się oswobodzić, ale dostaje uderzenie z kolana, a po chwili kolejne. Mr. Compliance widząc sytuację pod kontrolą wstaje.. i zaczyna wściekle stompować plecy przeciwnika zakańczając to Knee Dropem.. szybko wstaje i jeszcze Elbow Drop.. Portugalczyk wyrolowuje się w ostatniej chwili z ringu i staje na nogi trzymając się za plecy. Erwin widząc to wychodzi za nim i rusza.. Roundhouse Kick od Luisa! Eckhart zatrzymuje nogę w ostatnim momencie.. Step-up Enzuigiri! Sędzia odlicza 1.. 2.. obaj zawodnicy upadają na ziemię, The Unbreakable wstaje nieco szybciej i na powoli wstającym Eckhart'cie wykonuje Shotgun Dropkick! Odrzuca tym samym przeciwnika (sędzia doliczył już do 5), a sam lekko cierpiąc wślizguje się do ringu i tauntuje pobudzając publikę. Mamy 6.. Erwin dał radę wstać i też wpadł do ringu, Luis rozpędza się i chyba chce szykować się do końca, bo to wygląd na Killshot! Erwin unika! Borges się odwraca i.. Butterfly Suplex na Portugalczyku! Ten upada niedaleko lin, a Rule Enforcer dopada do niego i wykonuje Bow and Arrow Hold! Za blisko lin, The Fighting Spirit zahacza nogą o najniższą z nich, sędzia każe mu puszczać: 1.. 2.. 3.. Erwin ostatecznie puszcza, ale jest niepocieszony i będzie to kończył i podchodzi do Portugalczyka.. Bridging Northern Lights Suplex! Nie! Jakimś cudem Borgesowi udaje się wyrwać i stanąć na nogach! Erwin nie wie co się dzieje.. Springboard Crossbody na odwracającym się Nerdzie! Pin? Nie! W ferworze walki Luis leci dalej, nie czuje bólu pleców zadanego mu wcześniej.. Standing Moonsault! Pin: 1.. 2.. udało się jeszcze Erwinowi odkopać! Luis patrzy na przeciwnika i ustawia się przodem do narożnika, widzi jak oponent się podnosi.. Trigger Point! Mamy to! The Unbreakable wstaje trzymając się za plecy i czeka na przeciwnika.. będzie to kończył… i w tym momencie spostrzega, że na narożniku znajduje się nie kto inny, jak Cyclone Diallo! Zawodnik z Portugalii nie zdążył zareagować, ponieważ od razu zostaje zaatakowany akcją Twisted Truth! Mamy dyskwalifikację!

Luis Borges zwyciężył przez dyskwalifikację, jednak ma on teraz na głowie poważniejsze problemy. Udaje mu się doczołgać do narożnika, jednak Diallo zdawał się tylko na to czekać - bierze rozbieg i wykonuje Facewash na Portugalczyku! Już po chwili z zaplecza nadbiegają także Kannonball oraz Ralf, wspierani przez Willy'ego Walkera. Manager pozostaje obok ringu, zaś pozostali wślizgują się do środka. Ralf pokazuje Diallo, by podniósł Borgesa, po czym Holender wykonuje na nim Tilt-a-Whirl Stunner! Teraz to Kannonball decyduje się podnieść Luisa i umieścić go na swoich barkach. w tym momencie...wybrzmiewa theme song Johnny'ego Turna! Tornado Man z pełną prędkością biegnie do ringu, trzymając w ręku stalowe krzesło! Mija Walkera, który nie zdążył zareagować, po czym wślizguje się do środka. Ralf oraz Erwin momentalnie ewakuują się, a Turn niemal od razu uderza Kannonballa krawędzią krzesła w brzuch! Cios sprawia, że Luis Borges zsuwa się z pleców rywala. Tornado Man dokłada kolejne dwa uderzenia w ramię Australijczyka, przepędzając go z ringu. W tym czasie Cyclone Diallo próbuje zaskoczyć Turna, ale również nadziewa się na wystawione krzesło! Johnny postanawia go wykończyć. Bierze zamach i...Willy Walker z apronu wyrywa mu krzesło z ręki! Tornado Man odwraca się w jego kierunku, z czego momentalnie korzystają poplecznicy biznesmena, którzy całą trójką powracają do ringu. Ralf od razu powala Turna na matę Running Dropkickiem. Sam jednak nadziewa się na Killshot od Borgesa, po którym opuszcza ring! Luis jednak zostaje sam przeciwko pozostałym wrogom. Już po chwili zostaje powalony przez Kannonballa, który wykonuje Running Crossbody! W międzyczasie Diallo wdrapuje się na narożnik i wykonuje Eye of the Cyclone na leżącym Turnie! Z kolei Erwin skupia się na Borgesie, któremu zakłada swoją firmową dźwignię - The Enforced Regulation! Stojący poza ringiem Walker wygląda na bardzo zadowolonego, w odróżnieniu od fanów, którzy głośno buczą. W tym momencie jednak...wybrzmiewa NIGHTMARE! Na rampie zjawiają się Nathan Martin oraz James Wallace! Walker tym razem chce ich powstrzymać, jednak zostaje od razu powalony Running Big Bootem przez Jamesa! Obaj zawodnicy wbiegają do ringu i praktycznie od razu Kannonball zostaje przechwycony przez Nate'a, który wykonuje mu Kiss of Solipsism! Z kolei Erwin, który oczywiście puścił dźwignię, rusza w stronę Wallace'a, jednak zostaje przez niego przechwycony i już po chwili jesteśmy świadkami Burnout Drivera! Obydwaj kompani Walkera po oberwaniu sami opuszczają ring, w którym pozostaje jedynie Diallo. Rusza on z ofensywą, jednak zostaje z łatwością przechwycony przez Nathana, który po chwili podnosi go w górę i wyrzuca ponad linami, tak że Afrykańczyk spada prosto na stojącego przy ringu Ralfa! Fani reagują bardzo entuzjastycznie na taki obrót spraw. Teraz Nathan i James pomagają się pozbierać Turnowi i Borgesowi w ringu, zaś Walker z ekipą powoli się wycofują. Wygląda na to, że Johnny Turn ma jeszcze coś do powiedzenia, ponieważ prosi o mikrofon.

Johnny Turn: Dość tego, cholera jasna! Miarka się przebrała! Chciałeś za wszelką cenę wejść mi w drogę, próbowaliście mnie uszkodzić, zrobić mi poważną krzywdę. W tym momencie mówię „basta”! Którykolwiek z was, tchórze, który będzie chciał się ze mną zmierzy na następnym Colosseum, wyzywam go do walki w Lumberjack Matchu! *cheer* najlepiej, gdyby w szranki chciał ze mną stanąć sam wódz tej szajki, czyli Willy Walker *heat*, ale wiadomo, że zaraz schowa się za któregoś ze swoich „goryli” i wyśle mi go na pożarcie. Ale ja już mam dosyć tych ataków zza pleców, tego durnego i zdradzieckiego wróżenia z fusów. Jeden na jednego w Lumberjack Matchu. No więc? Który z was się odważy?

Wygląda na to, że Willy Walker chce coś odpowiedzieć, jednak ubiega go Ralf, który przez cały czas nie spuszcza wzroku z Johnny'ego.

Ralf: Przyjmujemy wyzwanie!

Walker patrzy na Ralfa, jakby chciał odpowiedzieć coś zupełnie innego, ten jednak cały czas gapi się jak maniak na Turna. Cała grupa powoli się wycofuje w kierunku zaplecza.


A WISE MAN ONCE SAID - PYCHA TO JEST KURWA ŻARCIE


Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie cała czwórka zawodników zamieszanych w ostatni brawl pojawia się przed biurem Teda. Atmosfera nadal jest napięta, jednak tym razem zawodnicy ograniczają się do wymiany spojrzeń i krótkich komentarzy pod nosem. Drzwi otwierają się, a Ted DiBiase Jr. Jasnym  gestem zaprasza wszystkich do środka.

Zbyszek Uszczelka: Pocałujcie mnie w dupę! Nie będzie żadnych walk o pas! Ja nie jestem dobry sarmatynin, żeby rzucać pas na szale kto tylko sobie zażyczy!

Jay DiMateo: Znalazł się Generalny Manager z…nawet nie wiem, jak ta twoja wieś się nazywa! Ty serio myślisz, że Twoje słowo cokolwiek tu znaczy? Zasłużyłem na walkę o ten pas i należy mi się to, jak Salvadorowi miotła!

Jorge Cavazos: Nie wtrącaj się, Jay, to sprawa pomiędzy mną, a Zbyszkiem. Jedyne, Zbyszek, co może Ciebie pocałować w dupę to mój zapatobut. Nie potrafisz uczciwie wygrać swojej walki i wiesz, że sytuacja pomiędzy nami pozostaje nierozstrzygnięta.

Zbyszek Uszczelka: Już był taki jeden co podawał nogę Jorge, nazywał się Wałęsa i wiesz jak potem skończył? A chuja tam wiesz! *Zbyszek machnął ręką na Cavazosa*

Jay DiMateo: Będę się wtrącał w sprawy tego, co mnie interesuje. A interesuje mnie Valor Championship! Zresztą…Cava, amigo, po co tyle złości? Nie budujmy między naszymi narodami murów, ten na granicy już wystarczy. *śmieje się* Porządnie to ja mogę się zająć twoją siostrą, masz jakaś? Słyszałem, że latynoski są pełne…entuzjazmu. *kątem oka zerka na Teda, który chyba ma tego dość* A ty, hydraulik…gdzie masz tego swojego kolegę, Flaszkę czy jak mu tam? Może jak już odbiorę Ci to złotko to wyjdziemy na drinka? *parska śmiechem*

Jorge unosi palec wskazujący w kierunku Jay’a jakby chciał go ostrzec. Na jego twarzy maluje się złość.

Jorge Cavazos: Uważaj co mówisz o mojej rodzinie, pendejo, bo mogę się zająć Tobą jeszcze zanim skończę ze Zbyszkiem!

David spokojnie podnosi wzrok znad swoich notatek. Przez chwilę spogląda na każdego z obecnych.

David Otunga: W porządku, czy już mogę? *chwila ciszy, aż słychać muchę w gabinecie Teda, choć równie dobrze mógł być to zniecierpliwiony Jay* Świetnie. Skoro wszyscy już zdążyli wyjaśnić kto kogo pocałuje, kto komu coś zabierze i która siostra jest najbardziej entuzjastyczna to może przez chwilę porozmawiajmy jak dorośli.

Jay DiMateo: Oczywiście. W dwuszeregu zbiórka, bo tak powiedział pan mecenas…*przewraca oczami*
 
David Otunga: Tak, Jay. Pan Mecenas - stąd się wzięły te o tutaj notatki. Zbigniew twierdzi, że nikt nie zasługuje na walkę o jego mistrzostwo.

Zbyszek Uszczelka: O to to wysoki sądzie. *Zbyszek mierzy Otunge wzrokiem* Nie ma i nie będzie żadnych walk o pas!

David Otunga: Jay twierdzi, że należy mu się walka bo został niesprawiedliwie potraktowany w turnieju.

Jay DiMateo: Nie no, należy się Tobie, bo rozwiązałeś sprawy Van Dama tak świetnie, że on sam postanowił…rozwiązać kontrakt. *prycha*

David Otunga: Jorge domaga się rewanżu, bo uważa że poprzednia walka nie została rozstrzygnięta w uczciwy sposób.

Jorge Cavazos: Wreszcie ktoś rozumie. Polać mu tequili.

David Otunga: A ja? Ja uważam, że każdy z was ma bardzo poważny problem.

DiMateo, Cavazos, Uszczelka: Jaki?!

David Otunga: Wszyscy wychodzicie z założenia, że to do was należy decyzja. Nie jesteście Generalnym Menadżerem i z całym szacunkiem żaden z was nie jest arbitrem tego kto zasługuje na tę walkę.

Jay DiMateo: Czy ty w ogóle mnie słuchasz Otunga?! Sam wyśmiałem Uszczelkę, który zachowywał się jak General Manager. TAK, WIEM. Wiem, że nie do mnie należy decyzja, ale wiem też, że po tym wszystkim co przeszedłem, to mi się ta walka należy! A ty, jak słuchasz tak samo swoich przeciwników na sali sądowej, jak nas tutaj, to taki z Ciebie prawnik, jak z Uszczelki mistrz, czyli…ŻENUJĄCY. *ostatnie słowo wypowiada bardzo powoli i wyraźnie*

David Otunga: Ja po prostu wiem kiedy decyzja powinna zostać podjęta na podstawie zasad, a nie bełkotu.

Zbyszek Uszczelka: Ja jestem mistrzem i moje zdanie jest tu najważniejsze!

David Otunga: I właśnie dlatego powinieneś przestać zachowywać się tak jakbyś był właścicielem pasa. I jeżeli naprawdę zależy ci na tym, żeby pas Valor był traktowany poważnie, zacznij zachowywać się jak mistrz, a nie jak człowiek próbujący zablokować każdą osobę, która może odebrać ci tytuł.

Zbyszek Uszczelka: Ludzie trzymajcie mnie bo mu chyba przypierdolę!

David Otunga: Powiedziałem, że jesteś jego posiadaczem. To jest różnica, choć rozumiem że ktoś taki jak Ty może nie widzieć różnicy. A wy również nie jesteście bez winy. Jeden zmienia priorytety, kiedy poprzedni cel przestaje być osiągalny. Drugi domaga się rewanżu, ale jednocześnie chce, żeby wszyscy inni zniknęli z kolejki.

DiMateo uśmiecha się pod nosem, a Cavazos prycha śmiechem.
 
Jorge Cavazos: W tym akurat się z nim zgodzę.

David Otunga: Nie ciesz się za szybko, Jorge. Twoja cierpliwość też nie jest tu argumentem prawnym. A dopóki nie ma ustalonej kolejności to każdy z was próbuje działać na własną korzyść. I szczerze? To zaczyna szkodzić wszystkim. Mistrzostwu, federacji i…

Jorge Cavazos: Ja nie proszę o przysługę. Mnie się ten rewanż po prostu należy, amigo.

David Otunga: W takim razie go wywalcz.

Od tego momentu cała czwórka zaczęła mówić jednocześnie.

Zbyszek Uszczelka: Kolejkie to ja sobie mogę walnąć z Zygmuntem. Walcie się po ryjach, ale wara od mojego pasa bo zabije!

Jay DiMateo: Ja już swoje wywalczyłem. Nic innego nie robię, tylko się tłukę.

Jorge Cavazos: Ten nepo bebe chce mi ukraść walkę!

David Otunga: Panowie…

Zbyszek Uszczelka: To nie jest koncert życzeń. Ja z żadnym z was walczyć nie będę!

Jay DiMateo: To oddawaj ten pas! *próbuje sięgnąć ręką mistrzostwa Valor, ale tym razem zauważa biurko*

Jorge Cavazos: ¡Cierra el pico!zamknij dzioba

Ted DiBiase w końcu uderza pięścią w biurko.

Ted DiBiase Jr.: DOSYĆ! Przez ostatnie kilka minut każdy z was próbował przekrzyczeć pozostałych i udowodnić, że to właśnie jego argument jest najważniejszy. Jorge chce rewanżu. Jay uważa, że zasłużył na swoją szansę. David twierdzi, że każdy powinien swoją pozycję wywalczyć. A Zbyszek najchętniej sam zdecydowałby, z kim będzie bronił mistrzostwa. Posłuchałem was wszystkich i mam już wystarczająco dużo materiału, żeby podjąć decyzję. Na następnym Colosseum odbędzie się Triple Threat Match. Jay DiMateo kontra Jorge Cavazos kontra David Otunga. Zwycięzca zostanie oficjalnym pretendentem do Valor Championship.

Na twarzach Panów widać mieszane emocje, najbardziej niezadowolony wydaje się być Uszczelka.

Ted DiBiase Jr.: Zbyszek, ty możesz spokojnie obejrzeć tę walkę i przekonać się, kto będzie następnym człowiekiem, który spróbuje odebrać ci pas. Decyzja zapadła. A teraz wszyscy czterej natychmiast opuśćcie moje biuro. Mam dzisiaj jeszcze sporo pracy i nie zamierzam spędzić reszty wieczoru, słuchając kolejnej rundy waszej dyskusji. To wszystko, chyba wiecie gdzie są drzwi.

Uszczelka mruczy coś pod nosem, ale rusza w stronę drzwi. Cavazos jeszcze przez moment mierzy go wzrokiem, po czym również wychodzi. DiMateo przepuszcza ich obu, a następnie zatrzymuje się przy Zbyszku. Gdy Ted odwraca się w stronę swojego biurka, Jay pochyla się do Uszczelki i zaczyna coś szeptać mu do ucha. David, który jako ostatni kieruje się do wyjścia, zauważa tę sytuację. Zatrzymuje się na moment i spogląda na obu mężczyzn. Nie próbuje jednak podsłuchiwać ani nie komentuje tego, co widzi. Jedynie lekko mruży oczy, jakby zapamiętywał ten szczegół, a po chwili obraz gaśnie.


Main Event 
6. Global Championship Contender Series #3: Singles Match for No. 1 Contender to Global Championship
Fenrir vs Ben Zamora

Końcówka pojedynku. Fenrir opiera się o liny i ciężko oddycha. Dwie wcześniejsze walki oraz atak Thora wyraźnie zrobiły swoje, ale Norski Werewolf nadal stoi i prowokuje Zamorę, żeby ten spróbował skończyć robotę. Big Ben rusza z Running Big Bootem, jednak Fenrir odsuwa się w ostatniej chwili! Noga Tongijczyka zawisa na górnej linie, a Cold Giant natychmiast przechodzi za jego plecy. NIDDHOG!(Spinning Back Suplex )powala Zamorę ! Fenrir również przez moment pozostaje na kolanie, łapiąc się za obolałe plecy, ale zamiast próbować przypięcia podnosi rywala i częstuje go mocnym Forearmem. Ben odpowiada Headbuttem! Fenrir cofa się o krok, ale po chwili rusza ponownie. THORHEIM!(Bicycle Kick) trafia prosto w szczękę i Zamora ląduje plecami w narożniku. Fenrir bierze rozpęd i rusza w stronę narożnika, lecz The Tongan Tyrant w ostatniej chwili schodzi z linii ataku! Olbrzym z Jotunheim z impetem wpada w poduszki, a Zamora natychmiast obraca go do siebie. CORNER SPEAR! Bark wbija się prosto w wcześniej obijany korpus Fenrira. Cold Giant osuwa się przy narożniku, a Ben wyciąga go na środek ringu i zapina Bearhug. Fenrir momentalnie krzywi się z bólu. Zamora ściska coraz mocniej, dokładnie celując w żebra i plecy, ale Norski Werewolf odpowiada serią krótkich łokci w bok głowy. Pierwszy, drugi, trzeci! Uchwyt w końcu puszcza. Fenrir odbija się od lin i trafia Running Clothesline'em! Zamora jedynie się zatacza. Drugi rozpęd i kolejny Clothesline! Tym razem Big Ben pada na jedno kolano. Fenrir rusza po raz trzeci, ale Zamora nagle podnosi się i przechwytuje go  POP-UP SAMOAN DROP! Potężne ciało Fenrira uderza o matę. Ben również potrzebuje kilku sekund, zanim wraca na nogi. Zamora łapie rywala i próbuje poderwać go do góry, ale Fenrir odpowiada uderzeniem w brzuch, następnie kolejnym Forearmem i niespodziewanym Powerslamem! Tym razem decyduje się na pin. 1... 2... nie! Zamora podnosi bark. Fenrir nie protestuje, tylko od razu chwyta go ponownie i próbuje przejść do Unchaining. Przechwytuje nogę, zaczyna wynosić, lecz w połowie ruchu jego plecy odmawiają posłuszeństwa. Zamora ląduje z powrotem na nogach i natychmiast trafia Jumping High Knee! Fenrir zatacza się, ale nadal stoi. Running Lariat od Bena! Cold Giant odbija się od lin, niemal tracąc równowagę. Zamora rusza za nim, ale Fenrir desperacko odpowiada mocnym Headbuttem. Ben cofa się o krok. Fenrir próbuje jeszcze Running Clothesline'u, lecz Tongijski Tyran schyla się pod ramieniem przeciwnika i natychmiast wchodzi za jego plecy. Full Nelson! Fenrir szarpie się, próbuje rozbić chwyt, ale po całym wieczorze brakuje mu już siły. Zamora go wynosi BIG BEN DOWN! wbija Fenrira w matę! Ben od razu pinuje 1... 2... 3! Koniec! Ben Zamora wygrywa trzeci pojedynek Global Championship Contender Series i zostaje pretendentem numer jeden do LPW Global Championship!

Ben Zamora celebruje swoje zwycięstwo, jednak nagle na titantronie wyświetla się obraz z... rezydencji Kennetha Riddle'a! Znajdujemy się w głównym holu - na ścianach znajdują się fotografie, po jednej stronie z różnych chwil kariery Kennetha, a po drugiej z życia rodzinnego. Na końcu korytarza znajdują się pokaźne schody na piętro, z których właśnie schodzi Sacramento Saint. Jest ubrany w elegancki, granatowy garnitur i zaczyna bić brawo, pokonując kolejne stopnie. Wreszcie staje bezpośrednio przed kamerą, wciąż nie mówiąc ani słowa - tylko uśmiech i kolejne klaśnięcia. Nagle w ułamku sekundy wyraz twarzy Kennetha staje się dużo bardziej poważny. Przestaje on również klaskać. The Icon obraca się i machnięciem ręki nakazuje operatorowi kamery, aby podążał za nim. Po kilku krokach dochodzimy do tajemniczo wyglądających drzwi. Riddle wkłada duży klucz do zamka, więc za chwilę z pewnością poznamy tajemnicę tego miejsca. Jak się okazuje, schodzimy do piwnicy! Kenneth zapala światło w pomieszczeniu, do którego właśnie weszliśmy razem z nim. Żółte światło nie jest zbyt intensywne. Dodatkowo żarówka dość często mruga, więc trudno dostrzec wszystkie szczegóły tej przestrzeni. Wydaje się, że w pokoju jest wiele regałów z książkami, ale także masywnych skrzyń. Kenneth podchodzi do jednej z półek i zdmuchuje pokaźnych rozmiarów warstwę kurzu, po czym podnosi dwie księgi i prezentuje je do kamery. Pierwsza z nich to "Social Psychology" autorstwa Solomona Ascha. Druga to "Helplessness: On Depression, Development, and Death" od Martina Seligmana.

Kenneth Riddle: Widzę, że upodobałeś sobie budowanie kariery na zwycięstwach nad poturbowanymi rywalami, Ben. Zawsze to jakaś strategia! Trzeba zresztą przyznać, że skuteczna, a ja sam nie mogę mieć o to zbyt dużych pretensji... w końcu sam się zgodziłem. Riddle zerka na pierwszą książkę, tę autorstwa Ascha Słyszałeś o czymś takim, jak konformizm normatywny? W 1951 roku Solomon Asch zadał ludziom bardzo proste pytanie - która z narysowanych linii jest najdłuższa? Odpowiedź wydawała się banalna, jednak schody zaczęły się, kiedy podstawieni członkowie grupy celowo zaczęli wskazywać błędny wariant. W takiej sytuacji człowiek przestaje wierzyć własnemu osądowi i dopasowuje się do pozostałych, idąc za stadem. Wystarczy odpowiednio zasiane ziarenko niepewności, aby zwątpić w swój głos rozsądku. Właśnie to dzieje się obecnie wokół Ciebie, Ben. Wróciłeś po latach przerwy, niesiony legendą o własnej przeszłości i błyskawicznie wyrobiłeś sobie renomę, sięgając po największy skalp w swoim życiu - mnie. Dziś zebrałeś plony i Twój rekord w LPW faktycznie zaczyna wyglądać imponująco! Ludzie, jeden po drugim, rozpowszechniają opinię o tym, że wielki Ben Zamora pewnie zmierza po mistrzostwo Global. Praktycznie nikt nie sądzi inaczej. A jaka jest prawda? Od powrotu do ringu ani razu nie zmierzyłeś się z kimś, kto jest w pełni sił i świeżości. Nikt nie przetestował Twojego limitu, więc jak można uznać, że jesteś naprawdę nie do powstrzymania? I zanim ktoś powie, że przecież nie kazano mi stawać do walki z Tobą, jeżeli nie czułem się gotowy... Powodzenia w życiu, jeżeli naprawdę rozważacie wycofanie się w takiej sytuacji. Ja nigdy bym tego nie zrobił, znając i akceptując ryzyko. Fakty są jednak takie, że rozpowszechniona opinia o tym, że Ben Zamora to jest już właściwie mistrz, który tylko czeka na koronację, to podręcznikowy konformizm normatywny. Kilka osób rozpowszechniło pochopnie wysunięty wniosek, a pozostali to podchwycili. Jesteś na fali Ben, ale musisz liczyć się z tym, że odwrócenie trendu może nastąpić bardzo szybko...

Riddle odkłada książkę Solomona Ascha na półkę i raz jeszcze prezentuje do kamery drugą z wybranych pozycji - tym razem autorstwa Martina Seligmana.

Kenneth Riddle: Skoro to ja w dużej mierze odpowiadam za ukształtowanie wspomnianego trendu, to poczuwam się też do odwrócenia go. Wiem już nawet, jak to zrobię, Ben. Zainspirowały mnie badania Martina Seligmana i Stevena Maiera nad wyuczoną bezradnością z 1967 roku. Ta dwójka umieściła w klatce psy i zaczęła razić je prądem. Początkowo zwierzęta próbowały uciec, jednak nie było to możliwe. Po pewnym czasie biedactwa kładły się na podłodze i biernie znosiły cierpienie. Doprowadziło to do sytuacji, w której nie uciekały z klatek nawet po ich otwarciu. Po prostu pogodziły się z sytuacją, w której nie mogą już nic poradzić na ból. I właśnie to stanie się z Tobą, Ben. Teraz ja lizę rany, ale to nie jest koniec świata. Nie pierwszy i nie ostatni raz to robię. Wiedz jednak, że idę po Ciebie... Ciesz się momentami chwały. Już wkrótce będziesz upadał często i boleśnie... W przyszłości, która na Ciebie czeka, nie ma pasa Global na ramieniu. Jest apatia, brak wiary w zmianę na lepsze i wyuczona bezradność…

Obraz z titantronu gaśnie. Przez kilka chwil oglądamy jeszcze skonsternowanego Bena Zamorę, który cały czas stoi w ringu. Publiczność również nie jest przekonana, co ma myśleć o tym, co przed chwilą zobaczyliśmy. Na pewno można powiedzieć jedną rzecz - Ben Zamora chciał dawnego Kennetha Riddle'a i najwyraźniej go dostaje!
 

I W TEN SPOSÓB KOŃCZY SIĘ DZIESIĄTA EDYCJA COLOSSEUM
Odpowiedz
Cytuj
Raptor
Moderatorzy
26.09.2026, 18:41 #2
5. Singles Match
Luis Borges vs Erwin Eckhart

Wracamy do ringu gdzie Erwin trzyma siedzącego Luisa w Headlocku, trwa to kilka sekund, po czym Borges wyślizguje się. Eckhart próbuje do dorwać, jednak nadziewa się na nogę przeciwnika i wycofuje lekko.. Portugalczyk wstaje, rozpędza się i odbija od lin.. Hurricanrana! Erwin na deskach, ale szybko się podnosi.. Tornado DDT w drodze powrotnej od Borgesa! Szybki pin: 1.. 2.. za mało! Luis próbuje wykorzystać momentum, wyskakuje z ringu na apron, naciąga liny i skacze! Springboard Dropkick! Nie! Erwin unika, Portugalczyk pada! Erwin wykorzystuje sytuację, obraca przeciwnika i kolanem zaczyna uciskać plecy przeciwnika. The Fighting Spirit próbuje się oswobodzić, ale dostaje uderzenie z kolana, a po chwili kolejne. Mr. Compliance widząc sytuację pod kontrolą wstaje.. i zaczyna wściekle stompować plecy przeciwnika zakańczając to Knee Dropem.. szybko wstaje i jeszcze Elbow Drop.. Portugalczyk wyrolowuje się w ostatniej chwili z ringu i staje na nogi trzymając się za plecy. Erwin widząc to wychodzi za nim i rusza.. Roundhouse Kick od Luisa! Eckhart zatrzymuje nogę w ostatnim momencie.. Step-up Enzuigiri! Sędzia odlicza 1.. 2.. obaj zawodnicy upadają na ziemię, The Unbreakable wstaje nieco szybciej i na powoli wstającym Eckhart'cie wykonuje Shotgun Dropkick! Odrzuca tym samym przeciwnika (sędzia doliczył już do 5), a sam lekko cierpiąc wślizguje się do ringu i tauntuje pobudzając publikę. Mamy 6.. Erwin dał radę wstać i też wpadł do ringu, Luis rozpędza się i chyba chce szykować się do końca, bo to wygląd na Killshot! Erwin unika! Borges się odwraca i.. Butterfly Suplex na Portugalczyku! Ten upada niedaleko lin, a Rule Enforcer dopada do niego i wykonuje Bow and Arrow Hold! Za blisko lin, The Fighting Spirit zahacza nogą o najniższą z nich, sędzia każe mu puszczać: 1.. 2.. 3.. Erwin ostatecznie puszcza, ale jest niepocieszony i będzie to kończył i podchodzi do Portugalczyka.. Bridging Northern Lights Suplex! Nie! Jakimś cudem Borgesowi udaje się wyrwać i stanąć na nogach! Erwin nie wie co się dzieje.. Springboard Crossbody na odwracającym się Nerdzie! Pin? Nie! W ferworze walki Luis leci dalej, nie czuje bólu pleców zadanego mu wcześniej.. Standing Moonsault! Pin: 1.. 2.. udało się jeszcze Erwinowi odkopać! Luis patrzy na przeciwnika i ustawia się przodem do narożnika, widzi jak oponent się podnosi.. Trigger Point! Mamy to! The Unbreakable wstaje trzymając się za plecy i czeka na przeciwnika.. będzie to kończył… i w tym momencie spostrzega, że na narożniku znajduje się nie kto inny, jak Cyclone Diallo! Zawodnik z Portugalii nie zdążył zareagować, ponieważ od razu zostaje zaatakowany akcją Twisted Truth! Mamy dyskwalifikację!

Luis Borges zwyciężył przez dyskwalifikację, jednak ma on teraz na głowie poważniejsze problemy. Udaje mu się doczołgać do narożnika, jednak Diallo zdawał się tylko na to czekać - bierze rozbieg i wykonuje Facewash na Portugalczyku! Już po chwili z zaplecza nadbiegają także Kannonball oraz Ralf, wspierani przez Willy'ego Walkera. Manager pozostaje obok ringu, zaś pozostali wślizgują się do środka. Ralf pokazuje Diallo, by podniósł Borgesa, po czym Holender wykonuje na nim Tilt-a-Whirl Stunner! Teraz to Kannonball decyduje się podnieść Luisa i umieścić go na swoich barkach. w tym momencie...wybrzmiewa theme song Johnny'ego Turna! Tornado Man z pełną prędkością biegnie do ringu, trzymając w ręku stalowe krzesło! Mija Walkera, który nie zdążył zareagować, po czym wślizguje się do środka. Ralf oraz Erwin momentalnie ewakuują się, a Turn niemal od razu uderza Kannonballa krawędzią krzesła w brzuch! Cios sprawia, że Luis Borges zsuwa się z pleców rywala. Tornado Man dokłada kolejne dwa uderzenia w ramię Australijczyka, przepędzając go z ringu. W tym czasie Cyclone Diallo próbuje zaskoczyć Turna, ale również nadziewa się na wystawione krzesło! Johnny postanawia go wykończyć. Bierze zamach i...Willy Walker z apronu wyrywa mu krzesło z ręki! Tornado Man odwraca się w jego kierunku, z czego momentalnie korzystają poplecznicy biznesmena, którzy całą trójką powracają do ringu. Ralf od razu powala Turna na matę Running Dropkickiem. Sam jednak nadziewa się na Killshot od Borgesa, po którym opuszcza ring! Luis jednak zostaje sam przeciwko pozostałym wrogom. Już po chwili zostaje powalony przez Kannonballa, który wykonuje Running Crossbody! W międzyczasie Diallo wdrapuje się na narożnik i wykonuje Eye of the Cyclone na leżącym Turnie! Z kolei Erwin skupia się na Borgesie, któremu zakłada swoją firmową dźwignię - The Enforced Regulation! Stojący poza ringiem Walker wygląda na bardzo zadowolonego, w odróżnieniu od fanów, którzy głośno buczą. W tym momencie jednak...wybrzmiewa NIGHTMARE! Na rampie zjawiają się Nathan Martin oraz James Wallace! Walker tym razem chce ich powstrzymać, jednak zostaje od razu powalony Running Big Bootem przez Jamesa! Obaj zawodnicy wbiegają do ringu i praktycznie od razu Kannonball zostaje przechwycony przez Nate'a, który wykonuje mu Kiss of Solipsism! Z kolei Erwin, który oczywiście puścił dźwignię, rusza w stronę Wallace'a, jednak zostaje przez niego przechwycony i już po chwili jesteśmy świadkami Burnout Drivera! Obydwaj kompani Walkera po oberwaniu sami opuszczają ring, w którym pozostaje jedynie Diallo. Rusza on z ofensywą, jednak zostaje z łatwością przechwycony przez Nathana, który po chwili podnosi go w górę i wyrzuca ponad linami, tak że Afrykańczyk spada prosto na stojącego przy ringu Ralfa! Fani reagują bardzo entuzjastycznie na taki obrót spraw. Teraz Nathan i James pomagają się pozbierać Turnowi i Borgesowi w ringu, zaś Walker z ekipą powoli się wycofują. Wygląda na to, że Johnny Turn ma jeszcze coś do powiedzenia, ponieważ prosi o mikrofon.

Johnny Turn: Dość tego, cholera jasna! Miarka się przebrała! Chciałeś za wszelką cenę wejść mi w drogę, próbowaliście mnie uszkodzić, zrobić mi poważną krzywdę. W tym momencie mówię „basta”! Którykolwiek z was, tchórze, który będzie chciał się ze mną zmierzy na następnym Colosseum, wyzywam go do walki w Lumberjack Matchu! *cheer* najlepiej, gdyby w szranki chciał ze mną stanąć sam wódz tej szajki, czyli Willy Walker *heat*, ale wiadomo, że zaraz schowa się za któregoś ze swoich „goryli” i wyśle mi go na pożarcie. Ale ja już mam dosyć tych ataków zza pleców, tego durnego i zdradzieckiego wróżenia z fusów. Jeden na jednego w Lumberjack Matchu. No więc? Który z was się odważy?

Wygląda na to, że Willy Walker chce coś odpowiedzieć, jednak ubiega go Ralf, który przez cały czas nie spuszcza wzroku z Johnny'ego.

Ralf: Przyjmujemy wyzwanie!

Walker patrzy na Ralfa, jakby chciał odpowiedzieć coś zupełnie innego, ten jednak cały czas gapi się jak maniak na Turna. Cała grupa powoli się wycofuje w kierunku zaplecza.


A WISE MAN ONCE SAID - PYCHA TO JEST KURWA ŻARCIE


Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie cała czwórka zawodników zamieszanych w ostatni brawl pojawia się przed biurem Teda. Atmosfera nadal jest napięta, jednak tym razem zawodnicy ograniczają się do wymiany spojrzeń i krótkich komentarzy pod nosem. Drzwi otwierają się, a Ted DiBiase Jr. Jasnym  gestem zaprasza wszystkich do środka.

Zbyszek Uszczelka: Pocałujcie mnie w dupę! Nie będzie żadnych walk o pas! Ja nie jestem dobry sarmatynin, żeby rzucać pas na szale kto tylko sobie zażyczy!

Jay DiMateo: Znalazł się Generalny Manager z…nawet nie wiem, jak ta twoja wieś się nazywa! Ty serio myślisz, że Twoje słowo cokolwiek tu znaczy? Zasłużyłem na walkę o ten pas i należy mi się to, jak Salvadorowi miotła!

Jorge Cavazos: Nie wtrącaj się, Jay, to sprawa pomiędzy mną, a Zbyszkiem. Jedyne, Zbyszek, co może Ciebie pocałować w dupę to mój zapatobut. Nie potrafisz uczciwie wygrać swojej walki i wiesz, że sytuacja pomiędzy nami pozostaje nierozstrzygnięta.

Zbyszek Uszczelka: Już był taki jeden co podawał nogę Jorge, nazywał się Wałęsa i wiesz jak potem skończył? A chuja tam wiesz! *Zbyszek machnął ręką na Cavazosa*

Jay DiMateo: Będę się wtrącał w sprawy tego, co mnie interesuje. A interesuje mnie Valor Championship! Zresztą…Cava, amigo, po co tyle złości? Nie budujmy między naszymi narodami murów, ten na granicy już wystarczy. *śmieje się* Porządnie to ja mogę się zająć twoją siostrą, masz jakaś? Słyszałem, że latynoski są pełne…entuzjazmu. *kątem oka zerka na Teda, który chyba ma tego dość* A ty, hydraulik…gdzie masz tego swojego kolegę, Flaszkę czy jak mu tam? Może jak już odbiorę Ci to złotko to wyjdziemy na drinka? *parska śmiechem*

Jorge unosi palec wskazujący w kierunku Jay’a jakby chciał go ostrzec. Na jego twarzy maluje się złość.

Jorge Cavazos: Uważaj co mówisz o mojej rodzinie, pendejo, bo mogę się zająć Tobą jeszcze zanim skończę ze Zbyszkiem!

David spokojnie podnosi wzrok znad swoich notatek. Przez chwilę spogląda na każdego z obecnych.

David Otunga: W porządku, czy już mogę? *chwila ciszy, aż słychać muchę w gabinecie Teda, choć równie dobrze mógł być to zniecierpliwiony Jay* Świetnie. Skoro wszyscy już zdążyli wyjaśnić kto kogo pocałuje, kto komu coś zabierze i która siostra jest najbardziej entuzjastyczna to może przez chwilę porozmawiajmy jak dorośli.

Jay DiMateo: Oczywiście. W dwuszeregu zbiórka, bo tak powiedział pan mecenas…*przewraca oczami*
 
David Otunga: Tak, Jay. Pan Mecenas - stąd się wzięły te o tutaj notatki. Zbigniew twierdzi, że nikt nie zasługuje na walkę o jego mistrzostwo.

Zbyszek Uszczelka: O to to wysoki sądzie. *Zbyszek mierzy Otunge wzrokiem* Nie ma i nie będzie żadnych walk o pas!

David Otunga: Jay twierdzi, że należy mu się walka bo został niesprawiedliwie potraktowany w turnieju.

Jay DiMateo: Nie no, należy się Tobie, bo rozwiązałeś sprawy Van Dama tak świetnie, że on sam postanowił…rozwiązać kontrakt. *prycha*

David Otunga: Jorge domaga się rewanżu, bo uważa że poprzednia walka nie została rozstrzygnięta w uczciwy sposób.

Jorge Cavazos: Wreszcie ktoś rozumie. Polać mu tequili.

David Otunga: A ja? Ja uważam, że każdy z was ma bardzo poważny problem.

DiMateo, Cavazos, Uszczelka: Jaki?!

David Otunga: Wszyscy wychodzicie z założenia, że to do was należy decyzja. Nie jesteście Generalnym Menadżerem i z całym szacunkiem żaden z was nie jest arbitrem tego kto zasługuje na tę walkę.

Jay DiMateo: Czy ty w ogóle mnie słuchasz Otunga?! Sam wyśmiałem Uszczelkę, który zachowywał się jak General Manager. TAK, WIEM. Wiem, że nie do mnie należy decyzja, ale wiem też, że po tym wszystkim co przeszedłem, to mi się ta walka należy! A ty, jak słuchasz tak samo swoich przeciwników na sali sądowej, jak nas tutaj, to taki z Ciebie prawnik, jak z Uszczelki mistrz, czyli…ŻENUJĄCY. *ostatnie słowo wypowiada bardzo powoli i wyraźnie*

David Otunga: Ja po prostu wiem kiedy decyzja powinna zostać podjęta na podstawie zasad, a nie bełkotu.

Zbyszek Uszczelka: Ja jestem mistrzem i moje zdanie jest tu najważniejsze!

David Otunga: I właśnie dlatego powinieneś przestać zachowywać się tak jakbyś był właścicielem pasa. I jeżeli naprawdę zależy ci na tym, żeby pas Valor był traktowany poważnie, zacznij zachowywać się jak mistrz, a nie jak człowiek próbujący zablokować każdą osobę, która może odebrać ci tytuł.

Zbyszek Uszczelka: Ludzie trzymajcie mnie bo mu chyba przypierdolę!

David Otunga: Powiedziałem, że jesteś jego posiadaczem. To jest różnica, choć rozumiem że ktoś taki jak Ty może nie widzieć różnicy. A wy również nie jesteście bez winy. Jeden zmienia priorytety, kiedy poprzedni cel przestaje być osiągalny. Drugi domaga się rewanżu, ale jednocześnie chce, żeby wszyscy inni zniknęli z kolejki.

DiMateo uśmiecha się pod nosem, a Cavazos prycha śmiechem.
 
Jorge Cavazos: W tym akurat się z nim zgodzę.

David Otunga: Nie ciesz się za szybko, Jorge. Twoja cierpliwość też nie jest tu argumentem prawnym. A dopóki nie ma ustalonej kolejności to każdy z was próbuje działać na własną korzyść. I szczerze? To zaczyna szkodzić wszystkim. Mistrzostwu, federacji i…

Jorge Cavazos: Ja nie proszę o przysługę. Mnie się ten rewanż po prostu należy, amigo.

David Otunga: W takim razie go wywalcz.

Od tego momentu cała czwórka zaczęła mówić jednocześnie.

Zbyszek Uszczelka: Kolejkie to ja sobie mogę walnąć z Zygmuntem. Walcie się po ryjach, ale wara od mojego pasa bo zabije!

Jay DiMateo: Ja już swoje wywalczyłem. Nic innego nie robię, tylko się tłukę.

Jorge Cavazos: Ten nepo bebe chce mi ukraść walkę!

David Otunga: Panowie…

Zbyszek Uszczelka: To nie jest koncert życzeń. Ja z żadnym z was walczyć nie będę!

Jay DiMateo: To oddawaj ten pas! *próbuje sięgnąć ręką mistrzostwa Valor, ale tym razem zauważa biurko*

Jorge Cavazos: ¡Cierra el pico!zamknij dzioba

Ted DiBiase w końcu uderza pięścią w biurko.

Ted DiBiase Jr.: DOSYĆ! Przez ostatnie kilka minut każdy z was próbował przekrzyczeć pozostałych i udowodnić, że to właśnie jego argument jest najważniejszy. Jorge chce rewanżu. Jay uważa, że zasłużył na swoją szansę. David twierdzi, że każdy powinien swoją pozycję wywalczyć. A Zbyszek najchętniej sam zdecydowałby, z kim będzie bronił mistrzostwa. Posłuchałem was wszystkich i mam już wystarczająco dużo materiału, żeby podjąć decyzję. Na następnym Colosseum odbędzie się Triple Threat Match. Jay DiMateo kontra Jorge Cavazos kontra David Otunga. Zwycięzca zostanie oficjalnym pretendentem do Valor Championship.

Na twarzach Panów widać mieszane emocje, najbardziej niezadowolony wydaje się być Uszczelka.

Ted DiBiase Jr.: Zbyszek, ty możesz spokojnie obejrzeć tę walkę i przekonać się, kto będzie następnym człowiekiem, który spróbuje odebrać ci pas. Decyzja zapadła. A teraz wszyscy czterej natychmiast opuśćcie moje biuro. Mam dzisiaj jeszcze sporo pracy i nie zamierzam spędzić reszty wieczoru, słuchając kolejnej rundy waszej dyskusji. To wszystko, chyba wiecie gdzie są drzwi.

Uszczelka mruczy coś pod nosem, ale rusza w stronę drzwi. Cavazos jeszcze przez moment mierzy go wzrokiem, po czym również wychodzi. DiMateo przepuszcza ich obu, a następnie zatrzymuje się przy Zbyszku. Gdy Ted odwraca się w stronę swojego biurka, Jay pochyla się do Uszczelki i zaczyna coś szeptać mu do ucha. David, który jako ostatni kieruje się do wyjścia, zauważa tę sytuację. Zatrzymuje się na moment i spogląda na obu mężczyzn. Nie próbuje jednak podsłuchiwać ani nie komentuje tego, co widzi. Jedynie lekko mruży oczy, jakby zapamiętywał ten szczegół, a po chwili obraz gaśnie.


Main Event 
6. Global Championship Contender Series #3: Singles Match for No. 1 Contender to Global Championship
Fenrir vs Ben Zamora

Końcówka pojedynku. Fenrir opiera się o liny i ciężko oddycha. Dwie wcześniejsze walki oraz atak Thora wyraźnie zrobiły swoje, ale Norski Werewolf nadal stoi i prowokuje Zamorę, żeby ten spróbował skończyć robotę. Big Ben rusza z Running Big Bootem, jednak Fenrir odsuwa się w ostatniej chwili! Noga Tongijczyka zawisa na górnej linie, a Cold Giant natychmiast przechodzi za jego plecy. NIDDHOG!(Spinning Back Suplex )powala Zamorę ! Fenrir również przez moment pozostaje na kolanie, łapiąc się za obolałe plecy, ale zamiast próbować przypięcia podnosi rywala i częstuje go mocnym Forearmem. Ben odpowiada Headbuttem! Fenrir cofa się o krok, ale po chwili rusza ponownie. THORHEIM!(Bicycle Kick) trafia prosto w szczękę i Zamora ląduje plecami w narożniku. Fenrir bierze rozpęd i rusza w stronę narożnika, lecz The Tongan Tyrant w ostatniej chwili schodzi z linii ataku! Olbrzym z Jotunheim z impetem wpada w poduszki, a Zamora natychmiast obraca go do siebie. CORNER SPEAR! Bark wbija się prosto w wcześniej obijany korpus Fenrira. Cold Giant osuwa się przy narożniku, a Ben wyciąga go na środek ringu i zapina Bearhug. Fenrir momentalnie krzywi się z bólu. Zamora ściska coraz mocniej, dokładnie celując w żebra i plecy, ale Norski Werewolf odpowiada serią krótkich łokci w bok głowy. Pierwszy, drugi, trzeci! Uchwyt w końcu puszcza. Fenrir odbija się od lin i trafia Running Clothesline'em! Zamora jedynie się zatacza. Drugi rozpęd i kolejny Clothesline! Tym razem Big Ben pada na jedno kolano. Fenrir rusza po raz trzeci, ale Zamora nagle podnosi się i przechwytuje go  POP-UP SAMOAN DROP! Potężne ciało Fenrira uderza o matę. Ben również potrzebuje kilku sekund, zanim wraca na nogi. Zamora łapie rywala i próbuje poderwać go do góry, ale Fenrir odpowiada uderzeniem w brzuch, następnie kolejnym Forearmem i niespodziewanym Powerslamem! Tym razem decyduje się na pin. 1... 2... nie! Zamora podnosi bark. Fenrir nie protestuje, tylko od razu chwyta go ponownie i próbuje przejść do Unchaining. Przechwytuje nogę, zaczyna wynosić, lecz w połowie ruchu jego plecy odmawiają posłuszeństwa. Zamora ląduje z powrotem na nogach i natychmiast trafia Jumping High Knee! Fenrir zatacza się, ale nadal stoi. Running Lariat od Bena! Cold Giant odbija się od lin, niemal tracąc równowagę. Zamora rusza za nim, ale Fenrir desperacko odpowiada mocnym Headbuttem. Ben cofa się o krok. Fenrir próbuje jeszcze Running Clothesline'u, lecz Tongijski Tyran schyla się pod ramieniem przeciwnika i natychmiast wchodzi za jego plecy. Full Nelson! Fenrir szarpie się, próbuje rozbić chwyt, ale po całym wieczorze brakuje mu już siły. Zamora go wynosi BIG BEN DOWN! wbija Fenrira w matę! Ben od razu pinuje 1... 2... 3! Koniec! Ben Zamora wygrywa trzeci pojedynek Global Championship Contender Series i zostaje pretendentem numer jeden do LPW Global Championship!

Ben Zamora celebruje swoje zwycięstwo, jednak nagle na titantronie wyświetla się obraz z... rezydencji Kennetha Riddle'a! Znajdujemy się w głównym holu - na ścianach znajdują się fotografie, po jednej stronie z różnych chwil kariery Kennetha, a po drugiej z życia rodzinnego. Na końcu korytarza znajdują się pokaźne schody na piętro, z których właśnie schodzi Sacramento Saint. Jest ubrany w elegancki, granatowy garnitur i zaczyna bić brawo, pokonując kolejne stopnie. Wreszcie staje bezpośrednio przed kamerą, wciąż nie mówiąc ani słowa - tylko uśmiech i kolejne klaśnięcia. Nagle w ułamku sekundy wyraz twarzy Kennetha staje się dużo bardziej poważny. Przestaje on również klaskać. The Icon obraca się i machnięciem ręki nakazuje operatorowi kamery, aby podążał za nim. Po kilku krokach dochodzimy do tajemniczo wyglądających drzwi. Riddle wkłada duży klucz do zamka, więc za chwilę z pewnością poznamy tajemnicę tego miejsca. Jak się okazuje, schodzimy do piwnicy! Kenneth zapala światło w pomieszczeniu, do którego właśnie weszliśmy razem z nim. Żółte światło nie jest zbyt intensywne. Dodatkowo żarówka dość często mruga, więc trudno dostrzec wszystkie szczegóły tej przestrzeni. Wydaje się, że w pokoju jest wiele regałów z książkami, ale także masywnych skrzyń. Kenneth podchodzi do jednej z półek i zdmuchuje pokaźnych rozmiarów warstwę kurzu, po czym podnosi dwie księgi i prezentuje je do kamery. Pierwsza z nich to "Social Psychology" autorstwa Solomona Ascha. Druga to "Helplessness: On Depression, Development, and Death" od Martina Seligmana.

Kenneth Riddle: Widzę, że upodobałeś sobie budowanie kariery na zwycięstwach nad poturbowanymi rywalami, Ben. Zawsze to jakaś strategia! Trzeba zresztą przyznać, że skuteczna, a ja sam nie mogę mieć o to zbyt dużych pretensji... w końcu sam się zgodziłem. Riddle zerka na pierwszą książkę, tę autorstwa Ascha Słyszałeś o czymś takim, jak konformizm normatywny? W 1951 roku Solomon Asch zadał ludziom bardzo proste pytanie - która z narysowanych linii jest najdłuższa? Odpowiedź wydawała się banalna, jednak schody zaczęły się, kiedy podstawieni członkowie grupy celowo zaczęli wskazywać błędny wariant. W takiej sytuacji człowiek przestaje wierzyć własnemu osądowi i dopasowuje się do pozostałych, idąc za stadem. Wystarczy odpowiednio zasiane ziarenko niepewności, aby zwątpić w swój głos rozsądku. Właśnie to dzieje się obecnie wokół Ciebie, Ben. Wróciłeś po latach przerwy, niesiony legendą o własnej przeszłości i błyskawicznie wyrobiłeś sobie renomę, sięgając po największy skalp w swoim życiu - mnie. Dziś zebrałeś plony i Twój rekord w LPW faktycznie zaczyna wyglądać imponująco! Ludzie, jeden po drugim, rozpowszechniają opinię o tym, że wielki Ben Zamora pewnie zmierza po mistrzostwo Global. Praktycznie nikt nie sądzi inaczej. A jaka jest prawda? Od powrotu do ringu ani razu nie zmierzyłeś się z kimś, kto jest w pełni sił i świeżości. Nikt nie przetestował Twojego limitu, więc jak można uznać, że jesteś naprawdę nie do powstrzymania? I zanim ktoś powie, że przecież nie kazano mi stawać do walki z Tobą, jeżeli nie czułem się gotowy... Powodzenia w życiu, jeżeli naprawdę rozważacie wycofanie się w takiej sytuacji. Ja nigdy bym tego nie zrobił, znając i akceptując ryzyko. Fakty są jednak takie, że rozpowszechniona opinia o tym, że Ben Zamora to jest już właściwie mistrz, który tylko czeka na koronację, to podręcznikowy konformizm normatywny. Kilka osób rozpowszechniło pochopnie wysunięty wniosek, a pozostali to podchwycili. Jesteś na fali Ben, ale musisz liczyć się z tym, że odwrócenie trendu może nastąpić bardzo szybko...

Riddle odkłada książkę Solomona Ascha na półkę i raz jeszcze prezentuje do kamery drugą z wybranych pozycji - tym razem autorstwa Martina Seligmana.

Kenneth Riddle: Skoro to ja w dużej mierze odpowiadam za ukształtowanie wspomnianego trendu, to poczuwam się też do odwrócenia go. Wiem już nawet, jak to zrobię, Ben. Zainspirowały mnie badania Martina Seligmana i Stevena Maiera nad wyuczoną bezradnością z 1967 roku. Ta dwójka umieściła w klatce psy i zaczęła razić je prądem. Początkowo zwierzęta próbowały uciec, jednak nie było to możliwe. Po pewnym czasie biedactwa kładły się na podłodze i biernie znosiły cierpienie. Doprowadziło to do sytuacji, w której nie uciekały z klatek nawet po ich otwarciu. Po prostu pogodziły się z sytuacją, w której nie mogą już nic poradzić na ból. I właśnie to stanie się z Tobą, Ben. Teraz ja lizę rany, ale to nie jest koniec świata. Nie pierwszy i nie ostatni raz to robię. Wiedz jednak, że idę po Ciebie... Ciesz się momentami chwały. Już wkrótce będziesz upadał często i boleśnie... W przyszłości, która na Ciebie czeka, nie ma pasa Global na ramieniu. Jest apatia, brak wiary w zmianę na lepsze i wyuczona bezradność…

Obraz z titantronu gaśnie. Przez kilka chwil oglądamy jeszcze skonsternowanego Bena Zamorę, który cały czas stoi w ringu. Publiczność również nie jest przekonana, co ma myśleć o tym, co przed chwilą zobaczyliśmy. Na pewno można powiedzieć jedną rzecz - Ben Zamora chciał dawnego Kennetha Riddle'a i najwyraźniej go dostaje!
 

I W TEN SPOSÓB KOŃCZY SIĘ DZIESIĄTA EDYCJA COLOSSEUM
Odpowiedz
Cytuj
26.09.2026, 21:15
#3
Ależ tutaj najebało osób w tym segmencie, zobaczymy, czy dowiozą. No dobrze, mamy rozjaśnienie pewnych spraw przez Teda. Głównie to jest potwierdzenie swoich słów i rozwinięcie ich. Poprawnie napisane i to w sumie tyle. Zamysł niby ciekawy, ale koniec końców to i tak premiuje tego, co jest na końcu, więc jakby to miał wygrać ten, co zaczyna, to pewnie by pasowało idealnie, a tak? No to wygrany potrafi stać nad resztą Colosseum... która jest wymęczona. Bardzo dobra i słuszna frustracja nie tyle samego DiMateo co Game'a. Gówniak może ludzi drażnić, ale pluje tutaj faktami i trochę Tedzika wyjaśnia. No bardzo rozsądny speech w jego wykonaniu. Naprawdę dobrze oddane jego poirytowanie całą sytuacją i jeszcze okraszone fajnymi szpilkami. Rozsądnie to napisane i jakościowo, na pewno przystępniej dla innych osób, patrząc na jego początki w LPW. Da się to kupić i łatwo można zrozumieć Jaya, bo rzeczywiście chłopak ciężko pracuje i jego użytkownik również, ale no nie przenosi się to na coś wielkiego. Tera Fenrir, zamysł z tekstem o świecie fantazji bardzo fajny, ale niezbyt tutaj siada, bo w sumie to ten DiMateo nigdzie nie wymyśla nic, pluje faktami z domieszką ironii, daleko temu do mitomanii. W sumie to Fenrir mógłby sobie darować już gadanie o tej swojej wygranej i zasłużeniu dzięki niej w udziale w tych kwalifikacjach, bo to nie wiem, czy go stawia w jakimś świetnym świetle. xD Reszta speechu taka w porządku, sporo oklepanych tekstów, ale ta końcówka bardzo fajna, podoba mi się. Turn i tekst o dwóch mięśniakach, z której strony DiMateo to mięśniak? Wyższy niż Turn, ale kilo nawet mniej waży, jemu to bardzo daleko jest do mięśniaka w świecie wrestlerów. To wytknięcie wygranej ledwo 3-2 dobre, smutne dla Game'a i DiMateo, bo tak nie powinno być, ale wydarzyło się i właśnie inni mogą korzystać z tego jako argument. Ogólnie reszta speechu w sumie okej, może i najlepsze, co dostaliśmy w jego wykonaniu jak na razie, ale też kolejność mu ułatwiła sprawę. Płynnie się to czytało. Kurde, tak mi jakoś Zamora nie pasuje do wspominania czegoś takiego jak tiktok. xD W sensie no nie wiem, to może być jedynie jakieś takie moje wyobrażenie po prostu o nim, bo to nie jest jakiś jaskiniowiec też, więc przesadzam. No i też leci argumntem ad ssijo sakazaki i 3-2, no będzie ten smród się ciągnąć za DiMateo. Kurde, Zamora użył podsumowania klasyczkiem, czyli pochwalenia dwóch i jednego pociśnięcia, ale mi się to spodobało. xD Proste to, ale zabawne. Najbardziej się biednemu Jayowi oberwało, ale w sumie co się dziwić, najbardziej wyszczekany był. ''Czekam na jednego z was później'' - kurde, strasznie nienaturalnie to zdanie wygląda, chyba ono nie jest poprawne? Tak mi się wydaje. xD Aczkolwiek to ja jestem znany z takich bubli i jebania szyku w zdaniu. Nie wiem, czy w tym segmencie nie kupił mnie najbardziej DiMateo, zwłaszcza, że zaczynał, bo Zamora też bardzo dobrze, ale on wjechał jako ostatni. Ta dwójka mnie tu najbardziej kupiła. Teda to nie wliczam. Turn z Fenrirem poprawnie.

No i Fenrir leci dalej. Game na pewno jest pocieszony z takiego pushu, hehe. Ogólnie przyjemnie napisane to, bo zerknąłem akurat na całość.

Pięknie budowane momentum, żeby wbił sobie Borges, który rzeczywiście trochę przypomina Jezusa, miły smaczek. Ogólnie bardzo podoba mi się inteligencja Kannonballa, jakbym Guevare Gejma widział. Jest i mitomania prawdziwa. Szkoda, że pomogłeś Trumpowi, naprawdę szkoda, coś ty kurwa narobił tym Diallo? Eh. Jakby to był jakiś DiMateo w tym segmencie albo inny prymityw to by odpowiedział: bile to mi możesz possać. No ładnie, jeszcze mu wpierdol wywróżył, którego zapewne sami dokonają, doceniam. Ogólnie spoko segment, płynny, Luis to takie tutaj słodkie, nowe niewiniątko, jakbym Blaze'a widział. W porządku tu wypadł, dopasował się do dwóch barwnych, nowych ''kolegów''. Spoko się czytało ten segment.

No proszę, a Willy dalej knuje swoje intrygi. No niestety lub stety, biorę w tym udział, więc wiedziałem i wiem o co chodzi. xD

A tego to już zabić chcą? No ciekawe, kto za tym stoi.. bardzo ciekawe. Biedny Turn, on taki pozytywny gość, ale i tak totalnie spokoju tu nie ma i sobie ktoś go obrał za cel bez powodu.

O, Nathan też dawno zaatakowany nie został. Duchy Shio Sakazakiego.  Dziękuję ci James, wybawicielu. Mimo zmiany miasta, to młody Wallace nie zatracił charyzmy i kontaktu z publicznością, to dobrze. Walker bardzo solidnie, jak to zawsze on. (ten z LPW) Ma te swoje tanie szpileczki, ale to jest urocze, on robi wszystko, żeby go naprawdę nie lubić. A też uderzanie w ego młodego i przypominanie, że jest spuchą Wesa jest przydatne. James szybko będzie mógł się uodpornić na to.

Wygraliśmy! Jupi. Walka równa dosyć, z tego co widziałem. Także przydupasy Walkera coś potrafią.

Dobra, zaśmiałem na tym początku z wątrobą. xD Moje modły zostały wysłuchane i on nie ma 36 lat. Całe szczęście. Dziękuję. No taki milutki segment, do uśmiechnięcia się, do opowiedzenia dalszej historii Butli. Nie mam co narzekać, w dodatku nie było to długie.

Konsekwetnie pokazujemy Turna już jako wyczulonego gościa mocno, no i prawidłowo, to pokazuje, że tamten segment nie był po nic. Trochę go to chroni, bo nie do końca był tutaj myślami. Fenrir mocną promocję dostaje na tej gali, łatwiej o wiele już mu będzie w segmentach.

O, Thor żyje, szkoda. To i tak raczej już nie jest robota Harisa. Turniej, to nawet nie jest on. Nie wiem, czy jest sens to oceniać, no było i tyle. Fenrir zapewne poskłada go przeokrutnie na następnej gali i to tyle. Tutaj to już wiadomo, że Zamora wygrał.

XDD No Zbysiu już o wiele lepiej niż na poprzedniej gali, porzucenie nadmiernych wstawek z Polski pomaga. Zaśmiałem przy tej jego kwestii, jest taka właśnie w stylu Uszczelki i tak śmiesznie te szpilki wbija. Podobało mi się. Świetnie mistrzunio użył sobie faktu, że Otunga to prawnik. Bardzo dobra odpowiedź Otungi, naprawdę. Celnie, gimmickowo i fajnie wypunktowane tutaj wszystko, dał mu Uszczelka pole do popisu swoim cipoheelostwem, mimo że to nie heel hehe. No kurde, on ma taki potencjał jako złol, serio. Uszczelka gdy jest prymitywny taki bardzo fajnie wypada, śmiesznie się odgryzł. Dobra chemia między nimi. W sumie to ja nie wiem, po co on po hiszpańsku powiedział więzienie, które w sumie nie różni się jakoś od wersji angielskiej, takie to na siłę imo jest. Reszta speechu spoko, trochę nie czaję, że taki wielki chłop ma łazić za tym Uszczelką i męczyć tak bułę, bo to groteskowo możę wyglądać, ale okej. Nawet fajne teksty niektóre i jest to lepsza wersja Cavazosa niż widzieliśmy ostatnio. MIły segment.

Bardzo dobrze, ale co Zbyszek Siedlce rozpromował to już jego.

W końcu Zbysiu coś czysto, co prawda z ekskluzywnym jobberem, ale nadal.

Mocny młyn po tej walce, Cava to potężnie tu wypadł, ładnie, czytelnie rozpisane. No dobrze, że ten Ted tak do tego podszedł, boże RVD zaraz by zjebał wszystko zapewne, DiBiase akurat o wiele lepsze podejście ma.

Zadowolony jestem z tego segmentu, bo mi się podoba tutaj chemia między nimi i jak Jakub odnalazł się Jamesem w tym całym odklejonym pierdoleniu Nathana, szacun. Siadł mi tutaj mocno syn ojca syna Wesa. Bardzo luźne to było, błyskotliwe, no w sumie Nathanem w segmencie wyskrobrałem komentarz do tego, jak mi siada młodziak. xD

No i wykrakali, że Luis może mieć lekkie problemy po walce, ba, nawet szybciej przeszli do ofensywy. Fajny brawl, działo się, kolejny w sumie na tej gali, Ted na szczęście pozwala na więcej i już lepiej to wygląda. Dobrze rozpisane. Turn dobrze, z emocjami, które musiały mu towarzyszyć, skoro oni go tak prześladują. Ten Lumberjack Match to może być naprawdę fajna rzecz, taki rozpierdol tam wróżę nam z fusów jak Diallo. Podobało mnie się to.

Pycha to jest kurwa żarcie - tak dumny z tego tekstu jestem, że ostatnio swojej dziewczynie o nim opowiadałem.

Zbyszek przekręca słowa niczym Dolnick, w sumie to ich segment byłby zabawny. Nie wiem czemu, ale mnie bardzo to bawi, jak Uszczelka mówi, że nie da walki i chuj i cały czas trzyma się tej narracji, bardzo pasuje to do niego. DiMateo to zara sam skończy jak ten Salvador, jak tak kariera będzie przebiegać jego. Tekst Cavy z butem fajny, prosty, ale siadł tutaj. Oho, DiMateo wjeżdza w mocne klimaty, wjazd na rodzinę. xD To akurat pasuje do niego i do faktu, że tym łatwo Cavazosa odpali, tekst z murem też sympatyczny. Można się uśmiechnąć. Otunga jedyny normalny tutaj. xD RVD nie rozwiązał kontraktu, bo to jest przecież prezes, sam zamysł na to u Jaya fajny, ale no właśnie mógł to inaczej w słowa ubrać. Podoba mi się ta dziecinna kłótnia, fajnie, że jest tutaj bardzo dużo krótkich kwestii i jest to realistyczne. Wszyscy tutaj fajnie współgrają, ale mam problem z tym taki... że to jest jednak mistrzostwo, a to wszystko jest bardzo niepoważne. Dla porównania pas Eternal i kto tam się kręcił obok niego i kto wygrał. No tamten pas wygląda o wiele konkretniej niż ten, a z założenia są sobie równe. To się fajnie czytało wszystko i mogę każdego pochwalić, ale no giga niepoważne to wszystko, a jednak to jest aktualnie jedyne mistrzostwo na Colosseum, bo Global Championem nie jest nikt.

Fenrir jak na to, ile przeszedł na tej gali, to i tak wypadł dobrze. Mocno został na tym Colosseum wypromowany, naprawdę mocno.

Powrót do korzeni i psychologia w wykonaniu Riddle'a. Kupuję to i lubię to. Dobry początek i celne punktowanie Bena, bo rzeczywiście Zamora jedyne co na razie robi, to oklepuje poturbowanych. On oczywiście bez problemu może to odbić, że to nie jego wina. Bardzo dobry ten speech Kenny'ego, bo i dał radę wytłumaczyć to, że mimo wszystko zgodził się na walkę, no i serio dobrze atakuje Zamore. Druga kwestia też trzyma poziom, podobają mi się te wstawki z książkami psychologicznymi, bo to jest temat, który ja lubię i mnie ciekawi. Pasuje to też do Riddle'a, bo tak jak wspomniałem, Riddle wraca do swoich korzeni. Dobra końcówka gali, naprawdę podobało mi się. To może być zajebisty feud, więc proszę tego nie zjebać.

No i było spoko, nic w sumie nie zjechałem, może nie było za dużo bomb, ale wszystko trzymało sensowny poziom.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
Carnival
World Champion
26.09.2026, 21:15 #3
Ależ tutaj najebało osób w tym segmencie, zobaczymy, czy dowiozą. No dobrze, mamy rozjaśnienie pewnych spraw przez Teda. Głównie to jest potwierdzenie swoich słów i rozwinięcie ich. Poprawnie napisane i to w sumie tyle. Zamysł niby ciekawy, ale koniec końców to i tak premiuje tego, co jest na końcu, więc jakby to miał wygrać ten, co zaczyna, to pewnie by pasowało idealnie, a tak? No to wygrany potrafi stać nad resztą Colosseum... która jest wymęczona. Bardzo dobra i słuszna frustracja nie tyle samego DiMateo co Game'a. Gówniak może ludzi drażnić, ale pluje tutaj faktami i trochę Tedzika wyjaśnia. No bardzo rozsądny speech w jego wykonaniu. Naprawdę dobrze oddane jego poirytowanie całą sytuacją i jeszcze okraszone fajnymi szpilkami. Rozsądnie to napisane i jakościowo, na pewno przystępniej dla innych osób, patrząc na jego początki w LPW. Da się to kupić i łatwo można zrozumieć Jaya, bo rzeczywiście chłopak ciężko pracuje i jego użytkownik również, ale no nie przenosi się to na coś wielkiego. Tera Fenrir, zamysł z tekstem o świecie fantazji bardzo fajny, ale niezbyt tutaj siada, bo w sumie to ten DiMateo nigdzie nie wymyśla nic, pluje faktami z domieszką ironii, daleko temu do mitomanii. W sumie to Fenrir mógłby sobie darować już gadanie o tej swojej wygranej i zasłużeniu dzięki niej w udziale w tych kwalifikacjach, bo to nie wiem, czy go stawia w jakimś świetnym świetle. xD Reszta speechu taka w porządku, sporo oklepanych tekstów, ale ta końcówka bardzo fajna, podoba mi się. Turn i tekst o dwóch mięśniakach, z której strony DiMateo to mięśniak? Wyższy niż Turn, ale kilo nawet mniej waży, jemu to bardzo daleko jest do mięśniaka w świecie wrestlerów. To wytknięcie wygranej ledwo 3-2 dobre, smutne dla Game'a i DiMateo, bo tak nie powinno być, ale wydarzyło się i właśnie inni mogą korzystać z tego jako argument. Ogólnie reszta speechu w sumie okej, może i najlepsze, co dostaliśmy w jego wykonaniu jak na razie, ale też kolejność mu ułatwiła sprawę. Płynnie się to czytało. Kurde, tak mi jakoś Zamora nie pasuje do wspominania czegoś takiego jak tiktok. xD W sensie no nie wiem, to może być jedynie jakieś takie moje wyobrażenie po prostu o nim, bo to nie jest jakiś jaskiniowiec też, więc przesadzam. No i też leci argumntem ad ssijo sakazaki i 3-2, no będzie ten smród się ciągnąć za DiMateo. Kurde, Zamora użył podsumowania klasyczkiem, czyli pochwalenia dwóch i jednego pociśnięcia, ale mi się to spodobało. xD Proste to, ale zabawne. Najbardziej się biednemu Jayowi oberwało, ale w sumie co się dziwić, najbardziej wyszczekany był. ''Czekam na jednego z was później'' - kurde, strasznie nienaturalnie to zdanie wygląda, chyba ono nie jest poprawne? Tak mi się wydaje. xD Aczkolwiek to ja jestem znany z takich bubli i jebania szyku w zdaniu. Nie wiem, czy w tym segmencie nie kupił mnie najbardziej DiMateo, zwłaszcza, że zaczynał, bo Zamora też bardzo dobrze, ale on wjechał jako ostatni. Ta dwójka mnie tu najbardziej kupiła. Teda to nie wliczam. Turn z Fenrirem poprawnie.

No i Fenrir leci dalej. Game na pewno jest pocieszony z takiego pushu, hehe. Ogólnie przyjemnie napisane to, bo zerknąłem akurat na całość.

Pięknie budowane momentum, żeby wbił sobie Borges, który rzeczywiście trochę przypomina Jezusa, miły smaczek. Ogólnie bardzo podoba mi się inteligencja Kannonballa, jakbym Guevare Gejma widział. Jest i mitomania prawdziwa. Szkoda, że pomogłeś Trumpowi, naprawdę szkoda, coś ty kurwa narobił tym Diallo? Eh. Jakby to był jakiś DiMateo w tym segmencie albo inny prymityw to by odpowiedział: bile to mi możesz possać. No ładnie, jeszcze mu wpierdol wywróżył, którego zapewne sami dokonają, doceniam. Ogólnie spoko segment, płynny, Luis to takie tutaj słodkie, nowe niewiniątko, jakbym Blaze'a widział. W porządku tu wypadł, dopasował się do dwóch barwnych, nowych ''kolegów''. Spoko się czytało ten segment.

No proszę, a Willy dalej knuje swoje intrygi. No niestety lub stety, biorę w tym udział, więc wiedziałem i wiem o co chodzi. xD

A tego to już zabić chcą? No ciekawe, kto za tym stoi.. bardzo ciekawe. Biedny Turn, on taki pozytywny gość, ale i tak totalnie spokoju tu nie ma i sobie ktoś go obrał za cel bez powodu.

O, Nathan też dawno zaatakowany nie został. Duchy Shio Sakazakiego.  Dziękuję ci James, wybawicielu. Mimo zmiany miasta, to młody Wallace nie zatracił charyzmy i kontaktu z publicznością, to dobrze. Walker bardzo solidnie, jak to zawsze on. (ten z LPW) Ma te swoje tanie szpileczki, ale to jest urocze, on robi wszystko, żeby go naprawdę nie lubić. A też uderzanie w ego młodego i przypominanie, że jest spuchą Wesa jest przydatne. James szybko będzie mógł się uodpornić na to.

Wygraliśmy! Jupi. Walka równa dosyć, z tego co widziałem. Także przydupasy Walkera coś potrafią.

Dobra, zaśmiałem na tym początku z wątrobą. xD Moje modły zostały wysłuchane i on nie ma 36 lat. Całe szczęście. Dziękuję. No taki milutki segment, do uśmiechnięcia się, do opowiedzenia dalszej historii Butli. Nie mam co narzekać, w dodatku nie było to długie.

Konsekwetnie pokazujemy Turna już jako wyczulonego gościa mocno, no i prawidłowo, to pokazuje, że tamten segment nie był po nic. Trochę go to chroni, bo nie do końca był tutaj myślami. Fenrir mocną promocję dostaje na tej gali, łatwiej o wiele już mu będzie w segmentach.

O, Thor żyje, szkoda. To i tak raczej już nie jest robota Harisa. Turniej, to nawet nie jest on. Nie wiem, czy jest sens to oceniać, no było i tyle. Fenrir zapewne poskłada go przeokrutnie na następnej gali i to tyle. Tutaj to już wiadomo, że Zamora wygrał.

XDD No Zbysiu już o wiele lepiej niż na poprzedniej gali, porzucenie nadmiernych wstawek z Polski pomaga. Zaśmiałem przy tej jego kwestii, jest taka właśnie w stylu Uszczelki i tak śmiesznie te szpilki wbija. Podobało mi się. Świetnie mistrzunio użył sobie faktu, że Otunga to prawnik. Bardzo dobra odpowiedź Otungi, naprawdę. Celnie, gimmickowo i fajnie wypunktowane tutaj wszystko, dał mu Uszczelka pole do popisu swoim cipoheelostwem, mimo że to nie heel hehe. No kurde, on ma taki potencjał jako złol, serio. Uszczelka gdy jest prymitywny taki bardzo fajnie wypada, śmiesznie się odgryzł. Dobra chemia między nimi. W sumie to ja nie wiem, po co on po hiszpańsku powiedział więzienie, które w sumie nie różni się jakoś od wersji angielskiej, takie to na siłę imo jest. Reszta speechu spoko, trochę nie czaję, że taki wielki chłop ma łazić za tym Uszczelką i męczyć tak bułę, bo to groteskowo możę wyglądać, ale okej. Nawet fajne teksty niektóre i jest to lepsza wersja Cavazosa niż widzieliśmy ostatnio. MIły segment.

Bardzo dobrze, ale co Zbyszek Siedlce rozpromował to już jego.

W końcu Zbysiu coś czysto, co prawda z ekskluzywnym jobberem, ale nadal.

Mocny młyn po tej walce, Cava to potężnie tu wypadł, ładnie, czytelnie rozpisane. No dobrze, że ten Ted tak do tego podszedł, boże RVD zaraz by zjebał wszystko zapewne, DiBiase akurat o wiele lepsze podejście ma.

Zadowolony jestem z tego segmentu, bo mi się podoba tutaj chemia między nimi i jak Jakub odnalazł się Jamesem w tym całym odklejonym pierdoleniu Nathana, szacun. Siadł mi tutaj mocno syn ojca syna Wesa. Bardzo luźne to było, błyskotliwe, no w sumie Nathanem w segmencie wyskrobrałem komentarz do tego, jak mi siada młodziak. xD

No i wykrakali, że Luis może mieć lekkie problemy po walce, ba, nawet szybciej przeszli do ofensywy. Fajny brawl, działo się, kolejny w sumie na tej gali, Ted na szczęście pozwala na więcej i już lepiej to wygląda. Dobrze rozpisane. Turn dobrze, z emocjami, które musiały mu towarzyszyć, skoro oni go tak prześladują. Ten Lumberjack Match to może być naprawdę fajna rzecz, taki rozpierdol tam wróżę nam z fusów jak Diallo. Podobało mnie się to.

Pycha to jest kurwa żarcie - tak dumny z tego tekstu jestem, że ostatnio swojej dziewczynie o nim opowiadałem.

Zbyszek przekręca słowa niczym Dolnick, w sumie to ich segment byłby zabawny. Nie wiem czemu, ale mnie bardzo to bawi, jak Uszczelka mówi, że nie da walki i chuj i cały czas trzyma się tej narracji, bardzo pasuje to do niego. DiMateo to zara sam skończy jak ten Salvador, jak tak kariera będzie przebiegać jego. Tekst Cavy z butem fajny, prosty, ale siadł tutaj. Oho, DiMateo wjeżdza w mocne klimaty, wjazd na rodzinę. xD To akurat pasuje do niego i do faktu, że tym łatwo Cavazosa odpali, tekst z murem też sympatyczny. Można się uśmiechnąć. Otunga jedyny normalny tutaj. xD RVD nie rozwiązał kontraktu, bo to jest przecież prezes, sam zamysł na to u Jaya fajny, ale no właśnie mógł to inaczej w słowa ubrać. Podoba mi się ta dziecinna kłótnia, fajnie, że jest tutaj bardzo dużo krótkich kwestii i jest to realistyczne. Wszyscy tutaj fajnie współgrają, ale mam problem z tym taki... że to jest jednak mistrzostwo, a to wszystko jest bardzo niepoważne. Dla porównania pas Eternal i kto tam się kręcił obok niego i kto wygrał. No tamten pas wygląda o wiele konkretniej niż ten, a z założenia są sobie równe. To się fajnie czytało wszystko i mogę każdego pochwalić, ale no giga niepoważne to wszystko, a jednak to jest aktualnie jedyne mistrzostwo na Colosseum, bo Global Championem nie jest nikt.

Fenrir jak na to, ile przeszedł na tej gali, to i tak wypadł dobrze. Mocno został na tym Colosseum wypromowany, naprawdę mocno.

Powrót do korzeni i psychologia w wykonaniu Riddle'a. Kupuję to i lubię to. Dobry początek i celne punktowanie Bena, bo rzeczywiście Zamora jedyne co na razie robi, to oklepuje poturbowanych. On oczywiście bez problemu może to odbić, że to nie jego wina. Bardzo dobry ten speech Kenny'ego, bo i dał radę wytłumaczyć to, że mimo wszystko zgodził się na walkę, no i serio dobrze atakuje Zamore. Druga kwestia też trzyma poziom, podobają mi się te wstawki z książkami psychologicznymi, bo to jest temat, który ja lubię i mnie ciekawi. Pasuje to też do Riddle'a, bo tak jak wspomniałem, Riddle wraca do swoich korzeni. Dobra końcówka gali, naprawdę podobało mi się. To może być zajebisty feud, więc proszę tego nie zjebać.

No i było spoko, nic w sumie nie zjechałem, może nie było za dużo bomb, ale wszystko trzymało sensowny poziom.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
27.09.2026, 21:37
#4
No dobra, mamy wyjaśnione co z tym pasem Global i zamiast typowego turnieju, czy jakieś wieloosobowej walki mamy to podzielone na dwie serie. No to zacznijmy, bo będzie dzisiaj grubo. Wplątanie mojej postaci w turniej, który ma zamiar promować zupełnie innych ludzi jest nie tyle bezsensowne, co głupie. Nie chce mi się nawet słuchać, że to pokazuje, że Jay walczy o coś więcej, albo że będzie walczył o coś więcej. Prawda jest taka, że po tej walce ma streak 3:4 i dosłownie wszyscy, którzy z nim walczą mają ułatwione zadanie, bo przecież on tylko pierdoli, a potem i tak przegrywa. No, więc oni sypią faktami, tak? Nie próbujmy udawać, że ludzie zaglądają w to jakoś głębiej, bo wystarczy popatrzeć wstecz i widzimy, że tak nie jest. Z Fenrirem mógłby zmierzyć się dosłownie każdy i efekt byłby taki sam. Dlaczego skoro chcemy go wypromować nie damy mu kogoś z niezłym nazwiskiem, ale jednak kogoś, kto ma bardziej wyjebane? Bo taki Jay dosłownie wyszarpał tę wygraną z Sakazakim, ledwie wynurza głowę na powierzchnie i jeb, dostaje od razu młotkiem w łeb. To nie chodzi o wyjebane EGO czy wygrywanie sobie na fedzie i lizanie własnych jaj xD Chodzi o jakąkolwiek logikę, której tu kurwa nie ma. Potem mam udawać, że w sumie to jebać to i pójdę sobie po pas Valor? No tak, bo mojej postaci to nie zaszkodzi. Nie rozumiałem koncepcji od początku i nie mówiłem nic, żeby zobaczyć jak to będzie finalnie wyglądało, ale wygląda finalnie dokładnie tak, jak się tego spodziewałem, a może nawet gorzej, ale o tym będę pisał dalej. Proponuje na przyszłość jednak zastanowić się, czy promujemy postaci, czy robimy wszystko żeby kogoś ujebać. Bo sorry, ale tak to wygląda. Nie da się być choć odrobinę wiarygodnym przy takim bookowaniu. Odbije się to czkawką szybciej niż wam się wydaje.

Co do samej wypowiedzi Jaya, no to jak widzicie, starałem się połączyć tą absurdalna sytuację z tym, co on może mieć w głowie. 

Spoko, że Fenrir nie jedzie po Jay'u jak po beztalenciu, tylko jakieś tak uznanie jest, bo umówmy się, no nie ma chłopak łatwo. Potem ten pocisk z mitomanią, no tutaj bym się wstrzymał, bo jak się tak człowiek zatrzyma i zastanowi, to za wiele tam mitów nie ma. Raczej fakty, czasami lekko podrasowane, ale chyba o to chodzi w tej zabawie. No i właśnie to co on mówi dalej - zawalczył raz i dostaje taką samą szansę jak dzieciak, który kręci się tu od dwóch i pół miesięcy. Najlepiej tu wychodzi ten tekst, że nie będzie to już teatr jednego, czy dwóch aktorów i że Fenrira trzeba traktować jako realne zagrożenie, bo to do tej postaci po prostu pasuje. Ogólnie myślę, że było to sensowne i dobrze odegrał swoją rolę.
Patrzcie xD Jest Turn i on mówi dokładnie o tym samym xD Każdy, KAŻDY będzie jebał Jaya na potęgę, a po tym idiotycznym starcie w Global series będzie tylko gorzej xD No, ale może takie było zamierzenie, nie wiem, Naprawdę trudno mi znaleźć w tym logikę. Miało to sens co powiedział, więc nie można tutaj odbierać mu racji, ani negować pomysłu. Nie było to jednak zbyt innowacyjne czy porywające. Podobnie przy Fenrirze, bo odniósł się w zasadzie tylko do tego, że ma tę maskę. No bardzo, ale to bardzo generic to było. Nie wiem czy ten gimmick rozpędzonego tornada to jest coś, co może jakoś specjalnie ewoluować, a obecnej formie jest po prostu mało angażujące.
No i Zamora robi dokładnie to, co dwóch poprzednich. 100 pkt dla mnie, brawo. Rozumiem, że to boli. Ben, czy na pewno rozumiesz? To nie boli, to raczej odbiera chęci. No Ben tutaj wyszedł dobrze, wszystko co mówił miało sens, miało poparcie w faktach. No ma najłatwiej, nie ma co ukrywać. Generalnie wszedł do LPW w taki sposób, że już jest Main Eventerem na Colosseum i właśnie to w tym wszystkim jest kluczowe. Bo jego od razu możemy traktować serio. Wiadomo, że to inna postać niż DiMateo, ale still - różnice w bookowaniu są tak ogromne, że jeden po 7 walkach jest chodzącym pośmiewiskiem, a drugi po dwóch jest na najlepszej drodze do mistrzostwa Global. W Zamorze naprawdę bardzo dużo było tej pewności siebie i sami widzicie jak można to szybko zbudować i jak bardzo jest to zależne od odpowiedniego bookingu. Tylko, że jakbyśmy mieli takich Zamorów 3, gadających w ten sposób, to myślę, że nie miałoby to zupełnie sensu. Ogólnie, jeśli mam ocenić ten wstęp, to większość tutaj wypadła sensownie, ale jednak mało tu było jakiś większych emocji, czy żaru. Takie, poprawne to było.

O, nazwali go DiCaprio. Git. Można w to iść. (Nie będziemy nigdzie szli xD) Bardzo płynnie się to czytało, więc doceniam koncepcję i sposób w jaki zostało to napisane. Te postaci też stają się coraz bardziej konkretne, Diallo to taki tajemniczy typ, lekko odrealniony, a Kannonball...no cóż - ma swój urok. Ich zestawienie też do siebie pasuje, bo ten drugi cały czas coś gada, pieprzy czasami jakieś kompletne farmazony, czy wspomina jakieś bzdurne sytuacje, a Diallo jest gdzieś poza myślą i czasem xD Wejście Borgesa też spoko zrobione, ja lubię takie żarty sytuacyjne, bo zawsze jest to coś innego niż typowy segment z szatni. Co do samego wróżenia, no to wiadomo - może to być kompletna pierdoła, ale raczej trzeba się przygotować na to, że prawda w tym będzie, bo daje nam to większe pole do popisu w przyszłości. Przyjemne to było, zdecydowanie.

Walker - no. Czyli tak jak pisałem ostatnio, biedny Ssijo. Palenie to jednak naprawdę potrafi człowieka wykończyć. A tata nie nauczył Jamesa, że to nieładnie podsłuchiwać? Ciekawe czy młody coś zrobi z tą wiedzą. O, szybko coś z tym zrobił. No, czyli mamy sporo wyjaśnione. Zaskoczenie? Raczej nie. W ogóle połączenie Wallace'a z Nathanem to myślę, że spoko rzecz dla niego, ale musi uważać, bo kolega Martin ma mocno najebane pod sufitem. Kurde, tutaj nie mamy jakiś cudów na kiju, czy żadnego pasa w tle, mamy prostą historię, a jakoś można ją zbudować sensownie. Wygrana duetu Nate&James w ogóle nie dziwi. Obaj są promowani całkiem sensownie. A Walker też wypadł dobrze w tym swoim krotkim promo, tekst o Davidzie Flairze propsuje. Coś mi jednak pozwala myśleć, że James nie musi się obawiać takiej "kariery".

Butla. Czyli zaczynamy poszukiwania prawdy. Z wiekiem już się wyjaśniło, teraz czas na więcej. Cóż, jako 55 latek to on i tak nieźle się rusza. Uśmiałem się na wstępie, no i generalnie był to bardzo miły przerywnik.

Dobra. Walka Wilczka (Auuuuuuu!) z Tornadem (Wzzzzziuuuum) Zaskoczenia nie ma, bo wiedziałem, że mamy tutaj promować Fenrira. Potem jeszcze włącza się w to Thor. No, czyli dodatkowo boostujemy Fenrira i łatwo można się domyślić, że w tej walce z Thorem zobaczymy jego siłę i pewnie pozbędzie się on swojego rywala. (na to liczę) No, a przy okazji jego przegrana z Zamorą zaboli jeszcze mniej. Kurde, jaki przyjemny booking postaci. Czyli MOŻNA. 

Uszczelka, Otunga i Cavazos. Spoko ta kwestia Uszczelki, taka w jego stylu. Wyśmianie, próba ucieczki od odpowiedzialności i ewentualnej walki. Wszystko to ma sens i pasuje do postaci. No i tutaj też są te małe rzeczy, które u niego doceniam, jakieś chrząknięcie, jakaś głupia metafora. Co by nie mówić jest to postać, która zdecydowanie się wyróżnia, a ja wiele więcej nie oczekuje. No i Otunga też odpowiada w swój znany nam już, gimmickowy sposób. Tutaj jest spokojna analiza, tutaj są rozmowy na szczycie, tutaj jest pewność siebie poparta tymi rozmowami. Umie się nasz Davidek ustawić, nie? RVD, teraz Ted. Zresztą to właśnie mu wypomniał Uszczelka, brawo panie hydraulik. O, o, o. Pan Cavazos, jaki się ofensywny zrobił. Dobrze, bo wygląda na to, że utrata mistrzostwa rzeczywiście zrobiła na nim wrażenie i że uda się go trochę podkręcić. Nawet straszy tu biednego Zbyszka, że będzie za nim podążał. No nieźle. Tylko nie wiem, czy Cavazos nie przecenia psychiki Uszczelki. Ta wydaje mi się, hm...dość prosta i mało co, może jej zaszkodzić. Krótkie to było, ale jako taka rozmowa z tym pasem w tle to myślę, że spełniło swoje zadanie.

Zamieszanie z pasem Valor - no, dzieje się dzieje. Ted na razie wygląda na pewno poważniej od swojego przeciwnika, dobrze się sprawdza w takich sytuacjach. Wszyscy wezwani na dywanik!

James&Nathan. O, będą się ruchać? A nie, jednak nie. Śmieszek z tego Jamesa. Bardzo fajnie obaj tutaj wypadli. Cieszę się, że James jest takim ziomkiem, który mocno stąpa po lądzie, bo przy Martinie to daje jeszcze lepsze efekty. Widzicie? Nathan nie wyczaruje wam piwka. Ani wutki. Ogólnie to z tym jak on postrzega świat to jest lekko zamotane xD Tzn. cała ta filozofia jest dość łatwa w obalaniu, ale przecież jak coś ktoś wierzy, to co mu dadzą suche fakty? Nic. Tak jak pisałem - to połączenie dla Jamesa to na początek na pewno bardzo dobra droga. A Martin ostatnio rzeczywiście stał się człowiekiem od USUWANIA. Dobra, ciekawie rozpisana dyskusja. Z luzem i sensem.

OK i mamy kolejne DUŻE zamieszanie po walce. No i powiedzcie mi proszę, czy nie można tego robić inaczej? Bo tutaj też jest wplecione mnóstwo osób w tą rywalizację, a chwilę wcześniej mamy niezłą jatkę z pasem Valor. To są właśnie błędy w bookingu i sklejaniu gali, które powstają na etapie układania segmentów. Samo to zamieszanie rozpisane bardzo przyjemnie i czytało się to ok, prowadzi też już do konkretnych rzeczy i tak, ja na miejscu Turna też miałbym już dość. Zobaczymy jak się ta cała sytuacja rozwinie, bo tutaj jest dalej bardzo dużo możliwości.

No i znowu wracamy do pasa Valor, dużo się wokół niego dzieje i to dobrze. Tylko, czy dobrze się dzieje? No właśnie. Na pewno przy tych postaciach, przy tym jak są różne to takie coś wydaje się realne. W sensie te wypowiedzi, ich motywacje. Każdy był w gimmicku, ale jednocześnie byli bardziej naturalni niż zazwyczaj. Z rozwiązaniem kontraktu RVD to chodziło oczywiście o to, że sam popierdolił GMkę. Domyślam się, a nawet wiem, że na pewno musiał mieć na to osoby kontrakt, więc tutaj żadnego błędu nie ma ; ) Tworzenie tego to była katorga, bo generalnie oprócz założenia, że mają być kwestie krótkie i że ma być to naturalne, to nie było jakiegoś konkretu. Czy wyszło to na dobre? Nie wiem, bo moim zdaniem jednak było to za chaotyczne i mało kto mógł się tutaj sensownie pokazać. Ja mam pomysł, jakby to zrobić, może się uda coś z tego wycisnąć. Tak jak pisałem - mam mieszane odczucia, bo rzeczywiście było w tym sporo ekspresji i takich nieudawanych emocji, ale też trochę irracjonalnie to wyglądało momentami. Ogólnie jednak trzeba przyznać, że działo się przy tym pasie na tej gali i to na pewno na duży plus. Tylko tak jak pisał Carnival - rzeczywiście jak widzi się Elysium i to co tam się dzieje z tym midcardowym mistrzostwem, to jednak wygląda to poważniej i lepiej.

Zamora wygrywa. Dusił go i nim jebnął, więc na pewno była to udana gala również dla Fenrira. No, a Big Ben rzeczywiście jest BIG. Kenneth Riddle też był "BIG" w tym co powiedział. Podoba mi się, jak robi się coś takiego. Odwołanie się do książek, badań, to zawsze daje jakieś szersze pole widzenia. Nie jest w końcu to pusty wymysł, tylko coś co ktoś naprawdę sprawdzał, więc od razu uderza to mocniej. Na pewno robi też wrażenie na publiczności, bo Ci ludzie też się zastanawiają "jakby oni zareagowali", "no, on ma rację, tak jest". To była bardzo mądra zagrywka i zdecydowanie pasuje mi do takiej postaci jak Riddle. Tak myślałem, że on gdzieś tutaj się pojawi, bo jednak ma tę rywalizację z Zamorą. Czyli co? Teraz należy w ciemno obstawiać, że w finale turnieju jednak zobaczymy Kennetha i Bena? Mam nadzieje, że skoro nie czeka nas zaskoczenie, to chociaż będzie to dobrze zrobione.

Ogólnie to dobrze się tę galę czytało, mimo wszystko raczej pozytywnie do niej podchodzę. Boli, czy nie boli - umówmy się, no rzuca się w oczy strasznie to jak ta moja postać jest poniewierana. Szczególnie, że przy tym obserwuje się promocję ludzi, którzy wcale więcej, czy lepiej niż ja nie robią. Więc, no nie ukrywam, że zastanawiam się po prostu nad sensem tego wszystkiego, bo ani to nie jest sprawiedliwe, ani to nie zachęca do jakiejś większej pracy, nie motywuje. A też nie ma co się pchać tam, gdzie Cię nie chcą, nie?
Odpowiedz
Cytuj
The Game
Valor Champion
27.09.2026, 21:37 #4
No dobra, mamy wyjaśnione co z tym pasem Global i zamiast typowego turnieju, czy jakieś wieloosobowej walki mamy to podzielone na dwie serie. No to zacznijmy, bo będzie dzisiaj grubo. Wplątanie mojej postaci w turniej, który ma zamiar promować zupełnie innych ludzi jest nie tyle bezsensowne, co głupie. Nie chce mi się nawet słuchać, że to pokazuje, że Jay walczy o coś więcej, albo że będzie walczył o coś więcej. Prawda jest taka, że po tej walce ma streak 3:4 i dosłownie wszyscy, którzy z nim walczą mają ułatwione zadanie, bo przecież on tylko pierdoli, a potem i tak przegrywa. No, więc oni sypią faktami, tak? Nie próbujmy udawać, że ludzie zaglądają w to jakoś głębiej, bo wystarczy popatrzeć wstecz i widzimy, że tak nie jest. Z Fenrirem mógłby zmierzyć się dosłownie każdy i efekt byłby taki sam. Dlaczego skoro chcemy go wypromować nie damy mu kogoś z niezłym nazwiskiem, ale jednak kogoś, kto ma bardziej wyjebane? Bo taki Jay dosłownie wyszarpał tę wygraną z Sakazakim, ledwie wynurza głowę na powierzchnie i jeb, dostaje od razu młotkiem w łeb. To nie chodzi o wyjebane EGO czy wygrywanie sobie na fedzie i lizanie własnych jaj xD Chodzi o jakąkolwiek logikę, której tu kurwa nie ma. Potem mam udawać, że w sumie to jebać to i pójdę sobie po pas Valor? No tak, bo mojej postaci to nie zaszkodzi. Nie rozumiałem koncepcji od początku i nie mówiłem nic, żeby zobaczyć jak to będzie finalnie wyglądało, ale wygląda finalnie dokładnie tak, jak się tego spodziewałem, a może nawet gorzej, ale o tym będę pisał dalej. Proponuje na przyszłość jednak zastanowić się, czy promujemy postaci, czy robimy wszystko żeby kogoś ujebać. Bo sorry, ale tak to wygląda. Nie da się być choć odrobinę wiarygodnym przy takim bookowaniu. Odbije się to czkawką szybciej niż wam się wydaje.

Co do samej wypowiedzi Jaya, no to jak widzicie, starałem się połączyć tą absurdalna sytuację z tym, co on może mieć w głowie. 

Spoko, że Fenrir nie jedzie po Jay'u jak po beztalenciu, tylko jakieś tak uznanie jest, bo umówmy się, no nie ma chłopak łatwo. Potem ten pocisk z mitomanią, no tutaj bym się wstrzymał, bo jak się tak człowiek zatrzyma i zastanowi, to za wiele tam mitów nie ma. Raczej fakty, czasami lekko podrasowane, ale chyba o to chodzi w tej zabawie. No i właśnie to co on mówi dalej - zawalczył raz i dostaje taką samą szansę jak dzieciak, który kręci się tu od dwóch i pół miesięcy. Najlepiej tu wychodzi ten tekst, że nie będzie to już teatr jednego, czy dwóch aktorów i że Fenrira trzeba traktować jako realne zagrożenie, bo to do tej postaci po prostu pasuje. Ogólnie myślę, że było to sensowne i dobrze odegrał swoją rolę.
Patrzcie xD Jest Turn i on mówi dokładnie o tym samym xD Każdy, KAŻDY będzie jebał Jaya na potęgę, a po tym idiotycznym starcie w Global series będzie tylko gorzej xD No, ale może takie było zamierzenie, nie wiem, Naprawdę trudno mi znaleźć w tym logikę. Miało to sens co powiedział, więc nie można tutaj odbierać mu racji, ani negować pomysłu. Nie było to jednak zbyt innowacyjne czy porywające. Podobnie przy Fenrirze, bo odniósł się w zasadzie tylko do tego, że ma tę maskę. No bardzo, ale to bardzo generic to było. Nie wiem czy ten gimmick rozpędzonego tornada to jest coś, co może jakoś specjalnie ewoluować, a obecnej formie jest po prostu mało angażujące.
No i Zamora robi dokładnie to, co dwóch poprzednich. 100 pkt dla mnie, brawo. Rozumiem, że to boli. Ben, czy na pewno rozumiesz? To nie boli, to raczej odbiera chęci. No Ben tutaj wyszedł dobrze, wszystko co mówił miało sens, miało poparcie w faktach. No ma najłatwiej, nie ma co ukrywać. Generalnie wszedł do LPW w taki sposób, że już jest Main Eventerem na Colosseum i właśnie to w tym wszystkim jest kluczowe. Bo jego od razu możemy traktować serio. Wiadomo, że to inna postać niż DiMateo, ale still - różnice w bookowaniu są tak ogromne, że jeden po 7 walkach jest chodzącym pośmiewiskiem, a drugi po dwóch jest na najlepszej drodze do mistrzostwa Global. W Zamorze naprawdę bardzo dużo było tej pewności siebie i sami widzicie jak można to szybko zbudować i jak bardzo jest to zależne od odpowiedniego bookingu. Tylko, że jakbyśmy mieli takich Zamorów 3, gadających w ten sposób, to myślę, że nie miałoby to zupełnie sensu. Ogólnie, jeśli mam ocenić ten wstęp, to większość tutaj wypadła sensownie, ale jednak mało tu było jakiś większych emocji, czy żaru. Takie, poprawne to było.

O, nazwali go DiCaprio. Git. Można w to iść. (Nie będziemy nigdzie szli xD) Bardzo płynnie się to czytało, więc doceniam koncepcję i sposób w jaki zostało to napisane. Te postaci też stają się coraz bardziej konkretne, Diallo to taki tajemniczy typ, lekko odrealniony, a Kannonball...no cóż - ma swój urok. Ich zestawienie też do siebie pasuje, bo ten drugi cały czas coś gada, pieprzy czasami jakieś kompletne farmazony, czy wspomina jakieś bzdurne sytuacje, a Diallo jest gdzieś poza myślą i czasem xD Wejście Borgesa też spoko zrobione, ja lubię takie żarty sytuacyjne, bo zawsze jest to coś innego niż typowy segment z szatni. Co do samego wróżenia, no to wiadomo - może to być kompletna pierdoła, ale raczej trzeba się przygotować na to, że prawda w tym będzie, bo daje nam to większe pole do popisu w przyszłości. Przyjemne to było, zdecydowanie.

Walker - no. Czyli tak jak pisałem ostatnio, biedny Ssijo. Palenie to jednak naprawdę potrafi człowieka wykończyć. A tata nie nauczył Jamesa, że to nieładnie podsłuchiwać? Ciekawe czy młody coś zrobi z tą wiedzą. O, szybko coś z tym zrobił. No, czyli mamy sporo wyjaśnione. Zaskoczenie? Raczej nie. W ogóle połączenie Wallace'a z Nathanem to myślę, że spoko rzecz dla niego, ale musi uważać, bo kolega Martin ma mocno najebane pod sufitem. Kurde, tutaj nie mamy jakiś cudów na kiju, czy żadnego pasa w tle, mamy prostą historię, a jakoś można ją zbudować sensownie. Wygrana duetu Nate&James w ogóle nie dziwi. Obaj są promowani całkiem sensownie. A Walker też wypadł dobrze w tym swoim krotkim promo, tekst o Davidzie Flairze propsuje. Coś mi jednak pozwala myśleć, że James nie musi się obawiać takiej "kariery".

Butla. Czyli zaczynamy poszukiwania prawdy. Z wiekiem już się wyjaśniło, teraz czas na więcej. Cóż, jako 55 latek to on i tak nieźle się rusza. Uśmiałem się na wstępie, no i generalnie był to bardzo miły przerywnik.

Dobra. Walka Wilczka (Auuuuuuu!) z Tornadem (Wzzzzziuuuum) Zaskoczenia nie ma, bo wiedziałem, że mamy tutaj promować Fenrira. Potem jeszcze włącza się w to Thor. No, czyli dodatkowo boostujemy Fenrira i łatwo można się domyślić, że w tej walce z Thorem zobaczymy jego siłę i pewnie pozbędzie się on swojego rywala. (na to liczę) No, a przy okazji jego przegrana z Zamorą zaboli jeszcze mniej. Kurde, jaki przyjemny booking postaci. Czyli MOŻNA. 

Uszczelka, Otunga i Cavazos. Spoko ta kwestia Uszczelki, taka w jego stylu. Wyśmianie, próba ucieczki od odpowiedzialności i ewentualnej walki. Wszystko to ma sens i pasuje do postaci. No i tutaj też są te małe rzeczy, które u niego doceniam, jakieś chrząknięcie, jakaś głupia metafora. Co by nie mówić jest to postać, która zdecydowanie się wyróżnia, a ja wiele więcej nie oczekuje. No i Otunga też odpowiada w swój znany nam już, gimmickowy sposób. Tutaj jest spokojna analiza, tutaj są rozmowy na szczycie, tutaj jest pewność siebie poparta tymi rozmowami. Umie się nasz Davidek ustawić, nie? RVD, teraz Ted. Zresztą to właśnie mu wypomniał Uszczelka, brawo panie hydraulik. O, o, o. Pan Cavazos, jaki się ofensywny zrobił. Dobrze, bo wygląda na to, że utrata mistrzostwa rzeczywiście zrobiła na nim wrażenie i że uda się go trochę podkręcić. Nawet straszy tu biednego Zbyszka, że będzie za nim podążał. No nieźle. Tylko nie wiem, czy Cavazos nie przecenia psychiki Uszczelki. Ta wydaje mi się, hm...dość prosta i mało co, może jej zaszkodzić. Krótkie to było, ale jako taka rozmowa z tym pasem w tle to myślę, że spełniło swoje zadanie.

Zamieszanie z pasem Valor - no, dzieje się dzieje. Ted na razie wygląda na pewno poważniej od swojego przeciwnika, dobrze się sprawdza w takich sytuacjach. Wszyscy wezwani na dywanik!

James&Nathan. O, będą się ruchać? A nie, jednak nie. Śmieszek z tego Jamesa. Bardzo fajnie obaj tutaj wypadli. Cieszę się, że James jest takim ziomkiem, który mocno stąpa po lądzie, bo przy Martinie to daje jeszcze lepsze efekty. Widzicie? Nathan nie wyczaruje wam piwka. Ani wutki. Ogólnie to z tym jak on postrzega świat to jest lekko zamotane xD Tzn. cała ta filozofia jest dość łatwa w obalaniu, ale przecież jak coś ktoś wierzy, to co mu dadzą suche fakty? Nic. Tak jak pisałem - to połączenie dla Jamesa to na początek na pewno bardzo dobra droga. A Martin ostatnio rzeczywiście stał się człowiekiem od USUWANIA. Dobra, ciekawie rozpisana dyskusja. Z luzem i sensem.

OK i mamy kolejne DUŻE zamieszanie po walce. No i powiedzcie mi proszę, czy nie można tego robić inaczej? Bo tutaj też jest wplecione mnóstwo osób w tą rywalizację, a chwilę wcześniej mamy niezłą jatkę z pasem Valor. To są właśnie błędy w bookingu i sklejaniu gali, które powstają na etapie układania segmentów. Samo to zamieszanie rozpisane bardzo przyjemnie i czytało się to ok, prowadzi też już do konkretnych rzeczy i tak, ja na miejscu Turna też miałbym już dość. Zobaczymy jak się ta cała sytuacja rozwinie, bo tutaj jest dalej bardzo dużo możliwości.

No i znowu wracamy do pasa Valor, dużo się wokół niego dzieje i to dobrze. Tylko, czy dobrze się dzieje? No właśnie. Na pewno przy tych postaciach, przy tym jak są różne to takie coś wydaje się realne. W sensie te wypowiedzi, ich motywacje. Każdy był w gimmicku, ale jednocześnie byli bardziej naturalni niż zazwyczaj. Z rozwiązaniem kontraktu RVD to chodziło oczywiście o to, że sam popierdolił GMkę. Domyślam się, a nawet wiem, że na pewno musiał mieć na to osoby kontrakt, więc tutaj żadnego błędu nie ma ; ) Tworzenie tego to była katorga, bo generalnie oprócz założenia, że mają być kwestie krótkie i że ma być to naturalne, to nie było jakiegoś konkretu. Czy wyszło to na dobre? Nie wiem, bo moim zdaniem jednak było to za chaotyczne i mało kto mógł się tutaj sensownie pokazać. Ja mam pomysł, jakby to zrobić, może się uda coś z tego wycisnąć. Tak jak pisałem - mam mieszane odczucia, bo rzeczywiście było w tym sporo ekspresji i takich nieudawanych emocji, ale też trochę irracjonalnie to wyglądało momentami. Ogólnie jednak trzeba przyznać, że działo się przy tym pasie na tej gali i to na pewno na duży plus. Tylko tak jak pisał Carnival - rzeczywiście jak widzi się Elysium i to co tam się dzieje z tym midcardowym mistrzostwem, to jednak wygląda to poważniej i lepiej.

Zamora wygrywa. Dusił go i nim jebnął, więc na pewno była to udana gala również dla Fenrira. No, a Big Ben rzeczywiście jest BIG. Kenneth Riddle też był "BIG" w tym co powiedział. Podoba mi się, jak robi się coś takiego. Odwołanie się do książek, badań, to zawsze daje jakieś szersze pole widzenia. Nie jest w końcu to pusty wymysł, tylko coś co ktoś naprawdę sprawdzał, więc od razu uderza to mocniej. Na pewno robi też wrażenie na publiczności, bo Ci ludzie też się zastanawiają "jakby oni zareagowali", "no, on ma rację, tak jest". To była bardzo mądra zagrywka i zdecydowanie pasuje mi do takiej postaci jak Riddle. Tak myślałem, że on gdzieś tutaj się pojawi, bo jednak ma tę rywalizację z Zamorą. Czyli co? Teraz należy w ciemno obstawiać, że w finale turnieju jednak zobaczymy Kennetha i Bena? Mam nadzieje, że skoro nie czeka nas zaskoczenie, to chociaż będzie to dobrze zrobione.

Ogólnie to dobrze się tę galę czytało, mimo wszystko raczej pozytywnie do niej podchodzę. Boli, czy nie boli - umówmy się, no rzuca się w oczy strasznie to jak ta moja postać jest poniewierana. Szczególnie, że przy tym obserwuje się promocję ludzi, którzy wcale więcej, czy lepiej niż ja nie robią. Więc, no nie ukrywam, że zastanawiam się po prostu nad sensem tego wszystkiego, bo ani to nie jest sprawiedliwe, ani to nie zachęca do jakiejś większej pracy, nie motywuje. A też nie ma co się pchać tam, gdzie Cię nie chcą, nie?
Odpowiedz
Cytuj
30.09.2026, 15:59
#5
dobra to zaczynamy komentarz do Colosseum numer 10. jubileuszowe, więc też dość spora waga wydarzenia. karta zapowiadała się bardzo fajnie to miejmy nadzieję, że poziomem mocno odda.

segment otwierający: generalnie to w segmencie otwierającym mamy tak naprawdę przedstawienie czym jest Global Championship i jak będzie wyłoniony pierwszy mistrz - na tej i na następnej gali będzie wyłoniony pretendent, a na PPV zostanie wyłoniony mistrz. szczerze mówiąc to zakładam że pierwszym posiadaczem będzie ktoś z dwójki Ben Zamora/Kenneth Riddle, bo to tak naprawdę raczej wokół nich będzie się obracał title picture tego tytułu - przynajmniej na starcie. a co potem będzie to tak naprawdę zobaczymy. aczkolwiek wróćmy do tego segmentu. mamy przedstawienie wszystkich zawodników, którzy będą brali udział podczas tej gali w Global Championship Series. no i tutaj tak jak już wcześniej zaznaczyłem szczerze mówiąc nie spodziewałem się mojej postaci natomiast Jaya DiMateo i Johnny'ego Turna raczej tak, bo obaj tak naprawdę zasłużyli, no i wiadomo jeszcze jest Ben Zamora, no ale on wygrał high stakes match ostatnio z Riddlem, dlatego się tu znalazł. natomiast na za tydzień znamy tak naprawdę tylko jednego zawodnika, tego który startuje czyli Kennetha. a szczerze mówiąc zastanawiam się kto jeszcze mógłby w tej serii wziąć udział. Riddle mimo wszystko to wygra (tę serię na nast. gali) raczej, a przynajmniej tak zakładam, ale może jakimś ujem się zaskoczę. przejdźmy do dalszej części segmentu, bo mamy tutaj też przedstawienie się wszystkich zawodników, którzy walczą w dniu dzisiejszym, najpierw wychodzi Jay, którego kwestię tak naprawdę czytałem nie pomnę już ile razy, bo musiałem się jakoś mimo wszystko odnieść do tego jako Fenrir i szczerze mówiąc bardzo fajnie mi się to czytało, bo to wszystko jest zawsze w charakterze i tak naprawdę użytkownik to piszący to dla mnie klasa sama w sobie. następnie wychodzi moja postać, do tego się tak naprawdę nie mogę odnieść, ale miałem mieszane odczucia wysyłając to, bo jakoś nie byłem pewny siebie pisząc ten segment, ale to już reszta mnie oceni. następny jest Johnny Turn i tutaj to tak bym powiedział.. jest okej jak na face'a, jest to jakoś w charakterze, więc zawsze na propsie - nie chcę nazywać tutaj nikogo nudnym ani generycznym (a może się tak trochę wydawać, że tak jest) ani coś takiego, bo definitywnie Turn taki nie jest. jest on po prostu sobą, więc to też jest okej. tekst w kierunku Fenrira mnie nie porwał, ale poza tym jak najbardziej dobrze.. no i po Johnnym wchodzi Zamora, który tak naprawdę nie miał za wiele tutaj pola manewru, pojechał po każdym zrobił to w wyśmienitym stylu, mimo tego, że pojawił się stosunkowo niedawno to i tak już jest bardzo mocnym graczem i tutaj tylko tego dowodzi, że nie tylko dowozi w ringu, ale dowozi też bardzo na mikrofonie, więc brawa dla użytkownika. ogólnie sam segment dałbym na bardzo duży plus, bardzo dobre wejście. no i to, że każdy mógł wejść i się przedstawić jakkolwiek i polecieć na wolno na majku było spoko. oby później było tylko lepiej.

fenrir vs dimateo: pierwsza walka, bardzo dobry, fajny opener. walka wyrównana, spodziewane to było, jednak wynik dla mnie może trochę zaskakujący? Jay mimo to pokazał się z bardzo dobrej strony i to dobry prognostyk na to jak "przesiądzie się" na pas Valor - bo raczej to jest jego główny cel na ten moment. walkę się spoko czytało, super końcówka - Fenrir zgarnia zwycięstwo i leci dalej, na razie bez żadnych Thorów na horyzoncie, czyżby to faktyczny koniec czy będzie jednak jakieś zwieńczenie? we'll see.

trupa cyrkowa walkera i borges: tak czytając go sobie od początku, chciałem robić jakieś przerwy, ale wsiąknąłem - czytało się leciutko. jest to poziom humoru, który lubię, Kannonball jest sobą i jest świetny, Cyclone jako ten jasnowidz, który nie jest jasnowidzem też wypada bardzo fajnie. wchodzi Burges mylący szatnie (przyznaj, że chciałeś popodglądać bratku) zostaje i chyba nie żałuje - dostał informacje na temat Eckharta i poklepanko po pleckach, więc wypadzik na plus dla niego. fajnie wypadła tutaj cała trójka, najbardziej urzekł mnie prostolinijny Kannonball, nie gryzący się w język i mylący każdą nazwę. za tego Feliksa czy Feniksa ma wpierdol.

wallace przechodzi i podsłuchuje: tutaj wyjaśnia nam się sytuacja z pobiciem Martina.. tego się nie spodziewałem, ale jeżeli w taki sposób Japoniec nam się, że tak powiem wyekspediował, no to nie ma co narzekać, a Nathan mimo wszystko się wyżył - chociaż nie na tym na kim powinien. no i mamy też Willyego Walkera, który wychodzi nam tutaj na totalnego masterminda, a spodziewałem się, że będzie zupełnie inny. ciekawie nam się to zapowiada.

zamach na turna: kolejny krótki segmencik, tym razem z Johnnym Turnem, który jest celem zamachu. nie pamiętam czy ktokolwiek (Cyclone) mu to przepowiadał, ale to może być też bardzo dziwny zbieg okoliczności ewentualnie coś faktycznie zaplanowanego przez Willego Walkera.. kto wie, kto wie..

wallace i martin+walkersy: coś co miało być tak naprawdę walką Jamesa z Martinem, ale ostatecznie wychodzi na to, że jednak mamy z tego tag team match. przed walką mamy atak na Nathana właśnie i dziwi mnie trochę to, że tak szybko się sprzedali z tym poplecznicy Walkera, bo myślałem, że skoro dopiero poznaliśmy prawdę Martinwoi ta prawda nie będzie, aż tak szybko wyłożona, ale się myliłem. aura tajemniczości zgaszona. no i mamy też ulubieńca publiczności Jamesa Wallace’a, który tak naprawdę wybiera za każdym razem język faktów, a w tym języku tag team match brzmi jak najbardziej apetycznie. potem wychodzi Willy Walker i ma coś ewidentnie do obu zawodników. wcześniej miał też coś do Turna, więc próbuje dużo srok za ogon złapać co wydaje mi się dziwne, bo późniejszy wpierdol może być dotkliwy. no i tu muszę dodać, że Willy wychodzi na takiego MVP trochę. ale przejdźmy teraz do walki, w której zwycięzca jest już mimo wszystko raczej znany, bo Nathan tutaj nie może przegrać szczególnie po poprzednim tygodniu, no a że jest z Jamesem w drużynie, a nie przeciwko niemu to mamy prosty przepis na wygraną. nie zmienia to jednak faktu, że Kanonball i Cyclone są fajnym dodatkiem do rosteru i to, że tutaj zjedli pin tak naprawdę nic im nie ujmuje, bo oni właśnie tacy muszą być mają być tym stepping stonem w drodze do Walkera. walkę czytało się przyjemnie dość klasyczny tag, więc tak naprawdę nie ma co narzekać. dobra robota.

butla kim ty naprawdę jesteś: mamy kontynuację przygód Butli i Ciureji. dla mnie te segmenty są niesamowite, bo nie powinny mi się podobać, a mimo wszystko jakoś przyciągają i oddają. niesamowite jest to, że chłop myśli, że ma 36 lat, a tak naprawdę ma 50 z kawałkiem (najprawdopodobniej wiek jest podniesiony przez to, że ma tak rozjebany organizm przez alkohol, że jego wiek biologiczny został podniesiony). no, ale może jest faktycznie inaczej i ma faktycznie 55 lat. niesamowite też jest to, że na segment, który mógłby być sceną w “M jak Miłość” czekam z wypiekami na twarzy kolejny tydzień. świetna robota.

fenrir vs johnny turn: druga runda “turnieju” i szczerze mówiąc już sam start trochę nam podpowiada jak może się to potoczyć - znowu zamach na Johnny’ego. wątpiłbym wcześniej w to, że Turn nie wygra tego z podmęczonym rywalem, ale to zdenerwowanie spowodowane tymi “incydentami” sprawia, że Fenrir ma mimo wszystko większe szanse. no i ostatecznie tak się okazało - nie oczekiwałem, że moja postać się dostanie tak daleko (aż do me), ale jakiś tam procent nadziei był, pozytywne zaskoczenie i leciuteńki wzrusz wjechał. walka bardzo fajnie rozpisana - w miarę równa mimo wszystko, ciekawe wymiany, no i bardzo dobrze rzucona końcówka. sytuacja po walce z obiciem przez Thora nie jest dla mnie aż tak zaskakująca, bo domyśliłem się, że raczej mimo wszystko program musi dojść do końca i on się musi w którymś momencie pojawić. Ryse’owi dziękuję za wcielenie się w wikinga, bo tutaj faktycznie przeskok poziomowy jest dość duży od tego co zaprezentował nam pierwotny użytkownik, a tym co mamy tutaj, świetne odwzorowanie. no i mamy walkę na za tydzień, będziemy się napierdalać - nie mogę się doczekać.

uszczelka, otunga, cavazos: Zbyszek Uszczelka jako mistrz, który trochę jakby unikał, ale próbuje też zastraszyć przeciwnika to jest ciekawe wyjście, idealnie do niego pasuje - nie jest takim typowym januszkiem tylko też ma troszeczkę więcej w sobie. Otunga wypadłjak zawsze celnie punktując Zbysia - no i faktycznie title shot na tytuł Valor należy mu się bardzo, Michał bardzo fajnie tutaj pokazuje nam Davida. Uszczelka się odgryza równie dobrze. trafiła tutaj kosa na kamień. podszedł Cavazos, który próbuje trochę wjechać na psychę Zbysiowi i tak naprawdę nie ma nic do Otungi, a fajnie by było jakby troszeczkę bardziej w jego kierunku podkręcił. i więcej od Jorge bym chciał tych hiszpańskich wtrąceń, bo coś mało. segment na plus.

uszczelka bije steele’a: tutaj walka raczej bez historii, Uszczelka kasuje Prestona. no i tak naprawdę Steele lekko jest tutaj zmarginalizowany, bo na razie Escobara czyli jego oponenta próżno widać. natomiast mamy rozwinięcie sytuacji wokół pasa Valor - potężny brawl złożony ze wszystkich osób, które były w segmencie wcześniej, ale dolatuje też DiMateo, którego brakowało ze względu na opener, ale tutaj już siły odzyskał. Jay zasłużył, tak jak pisałem tydzień temu, żeby znaleźć się w title picture z pasem Valor w roli głównej - jednak fakt, że walczył w openerze.. trochę jakby nie miało sensu? ale no nieważne już. brawl rozpisany bardzo fajnie każdy dostał swoje i wchodzi nam DiBiase - niszczyciel dobrej zabawy i pogromca uśmiechów dzieci. ogłasza nam, że porozmawia sobie z całym towarzystwem w swoim biurze - mogło się to w sumie tutaj rozwiązać, ale może czasem lepiej po prostu tak na chillu - tak mi zawsze dziadek mówił, że to na spokojnie trzeba.

wallace/martin: tutaj tak naprawdę mamy rozwinięcie tego co było wcześniej. obaj wypadli w tym segmencie bardzo fajnie - Nathan z tym podziwem dla Jamesa aż czasami przesadzał (domyśliłem się, że tu musi to być aż do przesady), ale przynajmniej poznałem w tym segmencie dlaczego tak jest. dalej mamy Jamesa, który próbuje Martinowi przemówić do rozumu, ten to ostatecznie zrozumiał, ale dalej żyje w swoim świecie. i to jest właśnie ta głębia postaci, którą lubię czytać. przyznam, że czytało się to bardzo dobrze mimo tego, że była to po prostu rozmowa dwóch gości. ciekawe jak to dalej się rozwinie.

borges vs eckhart: walkę pisałem, więc przebieg znam - starałem się żeby było dobrze. teraz mam pogląd na to jak to się zakończyło i.. banda Walkera zarzuca swe sieci coraz szerzej i zaczyna to wyglądać trochę jak z The Outfit na Elysium, ale mimo wszystko jednak są tu różnice, bo Walkerzyści (XD) są prawie wszędzie (nawet w mojej lodówce). po walce wjeżdża Johnny i nie pierdoli się w tańcu, wjeżdża w Walkera, potem pojawia się James z Nathanem i myślałem, że już tutaj będzie jakiś Six-Man Tag - no i zaskoczka, bo jednak Lumberjack, czyli nieco inne podejście, bardziej nieprzewidywalne. Willy nie chciał przyjąć, przyjął Ralf.. i teraz ma przejebane. nawet śmieszna sytuacja, ale chaos jest dość mocno widoczny.

segment w biurze: i kontynuacja wokół pasa Valor - dość żywiołowa kłótnia, z celnymi argumentami i mimo wszystko barwnymi postaciami. czytało się super, bo czuć, że dynamika jest większa i nie jest to przerzucanie się monologami. wyszło organiczniej. bawi mnie w sumie fakt, że Uszczelka tak naprawdę nie ma tutaj zbyt dużo do powiedzenia i to reszta graczy - pretendentów - rozdaje karty, a Zbysiu może się tylko powkurwiać. było tutaj nawet zabawnie i merytorycznie co wywindowało go w moich oczach. no i na nastepnym Colo mamy walkę o pretka.. między trójką.. a można było w sumie z bomby Fatal 4-Way zajebać. tak czy siak Zbysiu musi być wkurwiony, a w tej sytuacji.. daje to dodatkową jakość i dobry prognostyk na przyszłość.

main event: Fenrir walczy z Zamorą i tutaj przebieg bardzo dobry - przewaga Bena zrozumiała, fajny tutaj przebieg, Fenrir nie odstający mimo zmęczenia. pokazany tutaj w bardzo silny sposób - przełamuje swoje bariery i próbuje się postawić jako ten równy przeciwnik. Ben wygrywający tutaj był po prostu musem i nie było tutaj inaczej - i tak solidny statement od Zamory. po walce mamy wystąpienie Riddle’a, który wypadł świetnie. myślałem, że Kenneth jest trochę inną postacią po ostatnich segmentach w programie z Rybackiem, a tutaj dla mnie przynajmniej było zaskoczenie - program z Benem wyciąga z niego co najlepsze i może odetchnąć. za tydzień Kenneth tłucze się w Global Championship Series i raczej przejedzie przez turniej i wygra pretendenta, a na PPV cokolwiek nie zaprezentują będzie super.

jednakże! jest tutaj jeden konkretny zarzut (górnolotnie powiedziane, ale nie jest to aż tak duże) odnośnie programu wokół pasa Global - sporo osób, bo aż 8! zostało użytych tutaj, gdzie wiemy, że program jest wokół Bena i Kennetha. i nie zrozumcie mnie źle - to, że oni walczą o pas Global? to super, bo obaj mają mimo wszystko ten starpower. tylko jest to totalnie wyzute z emocji, bo wyniki mimo wszystko są z góry znane. można to było ułożyć inaczej, walki uzależnić (niektóre) od PromoZone, na PPV dać nawet inną walkę o pas Global - z jednej strony Zamora, z drugiej ktokolwiek, ale Kenneth i tak by mógł być w tle, bo opcji jest multum. to tak na koniec.

Fenrir (Colosseum): 4/0/1
(ostatnio: pokonał Thora w Holmgang Nordic War Match)
---
"Rocks" Xebec (Elysium): 2/0/1
(ostatnio: wyeliminowany z Battle Royalu przez duo Sacrale/Vizzini)
---
Kontakt na Discordzie pod nickiem: levandowski
Odpowiedz
Cytuj
Dziadek
Zawodowiec
30.09.2026, 15:59 #5
dobra to zaczynamy komentarz do Colosseum numer 10. jubileuszowe, więc też dość spora waga wydarzenia. karta zapowiadała się bardzo fajnie to miejmy nadzieję, że poziomem mocno odda.

segment otwierający: generalnie to w segmencie otwierającym mamy tak naprawdę przedstawienie czym jest Global Championship i jak będzie wyłoniony pierwszy mistrz - na tej i na następnej gali będzie wyłoniony pretendent, a na PPV zostanie wyłoniony mistrz. szczerze mówiąc to zakładam że pierwszym posiadaczem będzie ktoś z dwójki Ben Zamora/Kenneth Riddle, bo to tak naprawdę raczej wokół nich będzie się obracał title picture tego tytułu - przynajmniej na starcie. a co potem będzie to tak naprawdę zobaczymy. aczkolwiek wróćmy do tego segmentu. mamy przedstawienie wszystkich zawodników, którzy będą brali udział podczas tej gali w Global Championship Series. no i tutaj tak jak już wcześniej zaznaczyłem szczerze mówiąc nie spodziewałem się mojej postaci natomiast Jaya DiMateo i Johnny'ego Turna raczej tak, bo obaj tak naprawdę zasłużyli, no i wiadomo jeszcze jest Ben Zamora, no ale on wygrał high stakes match ostatnio z Riddlem, dlatego się tu znalazł. natomiast na za tydzień znamy tak naprawdę tylko jednego zawodnika, tego który startuje czyli Kennetha. a szczerze mówiąc zastanawiam się kto jeszcze mógłby w tej serii wziąć udział. Riddle mimo wszystko to wygra (tę serię na nast. gali) raczej, a przynajmniej tak zakładam, ale może jakimś ujem się zaskoczę. przejdźmy do dalszej części segmentu, bo mamy tutaj też przedstawienie się wszystkich zawodników, którzy walczą w dniu dzisiejszym, najpierw wychodzi Jay, którego kwestię tak naprawdę czytałem nie pomnę już ile razy, bo musiałem się jakoś mimo wszystko odnieść do tego jako Fenrir i szczerze mówiąc bardzo fajnie mi się to czytało, bo to wszystko jest zawsze w charakterze i tak naprawdę użytkownik to piszący to dla mnie klasa sama w sobie. następnie wychodzi moja postać, do tego się tak naprawdę nie mogę odnieść, ale miałem mieszane odczucia wysyłając to, bo jakoś nie byłem pewny siebie pisząc ten segment, ale to już reszta mnie oceni. następny jest Johnny Turn i tutaj to tak bym powiedział.. jest okej jak na face'a, jest to jakoś w charakterze, więc zawsze na propsie - nie chcę nazywać tutaj nikogo nudnym ani generycznym (a może się tak trochę wydawać, że tak jest) ani coś takiego, bo definitywnie Turn taki nie jest. jest on po prostu sobą, więc to też jest okej. tekst w kierunku Fenrira mnie nie porwał, ale poza tym jak najbardziej dobrze.. no i po Johnnym wchodzi Zamora, który tak naprawdę nie miał za wiele tutaj pola manewru, pojechał po każdym zrobił to w wyśmienitym stylu, mimo tego, że pojawił się stosunkowo niedawno to i tak już jest bardzo mocnym graczem i tutaj tylko tego dowodzi, że nie tylko dowozi w ringu, ale dowozi też bardzo na mikrofonie, więc brawa dla użytkownika. ogólnie sam segment dałbym na bardzo duży plus, bardzo dobre wejście. no i to, że każdy mógł wejść i się przedstawić jakkolwiek i polecieć na wolno na majku było spoko. oby później było tylko lepiej.

fenrir vs dimateo: pierwsza walka, bardzo dobry, fajny opener. walka wyrównana, spodziewane to było, jednak wynik dla mnie może trochę zaskakujący? Jay mimo to pokazał się z bardzo dobrej strony i to dobry prognostyk na to jak "przesiądzie się" na pas Valor - bo raczej to jest jego główny cel na ten moment. walkę się spoko czytało, super końcówka - Fenrir zgarnia zwycięstwo i leci dalej, na razie bez żadnych Thorów na horyzoncie, czyżby to faktyczny koniec czy będzie jednak jakieś zwieńczenie? we'll see.

trupa cyrkowa walkera i borges: tak czytając go sobie od początku, chciałem robić jakieś przerwy, ale wsiąknąłem - czytało się leciutko. jest to poziom humoru, który lubię, Kannonball jest sobą i jest świetny, Cyclone jako ten jasnowidz, który nie jest jasnowidzem też wypada bardzo fajnie. wchodzi Burges mylący szatnie (przyznaj, że chciałeś popodglądać bratku) zostaje i chyba nie żałuje - dostał informacje na temat Eckharta i poklepanko po pleckach, więc wypadzik na plus dla niego. fajnie wypadła tutaj cała trójka, najbardziej urzekł mnie prostolinijny Kannonball, nie gryzący się w język i mylący każdą nazwę. za tego Feliksa czy Feniksa ma wpierdol.

wallace przechodzi i podsłuchuje: tutaj wyjaśnia nam się sytuacja z pobiciem Martina.. tego się nie spodziewałem, ale jeżeli w taki sposób Japoniec nam się, że tak powiem wyekspediował, no to nie ma co narzekać, a Nathan mimo wszystko się wyżył - chociaż nie na tym na kim powinien. no i mamy też Willyego Walkera, który wychodzi nam tutaj na totalnego masterminda, a spodziewałem się, że będzie zupełnie inny. ciekawie nam się to zapowiada.

zamach na turna: kolejny krótki segmencik, tym razem z Johnnym Turnem, który jest celem zamachu. nie pamiętam czy ktokolwiek (Cyclone) mu to przepowiadał, ale to może być też bardzo dziwny zbieg okoliczności ewentualnie coś faktycznie zaplanowanego przez Willego Walkera.. kto wie, kto wie..

wallace i martin+walkersy: coś co miało być tak naprawdę walką Jamesa z Martinem, ale ostatecznie wychodzi na to, że jednak mamy z tego tag team match. przed walką mamy atak na Nathana właśnie i dziwi mnie trochę to, że tak szybko się sprzedali z tym poplecznicy Walkera, bo myślałem, że skoro dopiero poznaliśmy prawdę Martinwoi ta prawda nie będzie, aż tak szybko wyłożona, ale się myliłem. aura tajemniczości zgaszona. no i mamy też ulubieńca publiczności Jamesa Wallace’a, który tak naprawdę wybiera za każdym razem język faktów, a w tym języku tag team match brzmi jak najbardziej apetycznie. potem wychodzi Willy Walker i ma coś ewidentnie do obu zawodników. wcześniej miał też coś do Turna, więc próbuje dużo srok za ogon złapać co wydaje mi się dziwne, bo późniejszy wpierdol może być dotkliwy. no i tu muszę dodać, że Willy wychodzi na takiego MVP trochę. ale przejdźmy teraz do walki, w której zwycięzca jest już mimo wszystko raczej znany, bo Nathan tutaj nie może przegrać szczególnie po poprzednim tygodniu, no a że jest z Jamesem w drużynie, a nie przeciwko niemu to mamy prosty przepis na wygraną. nie zmienia to jednak faktu, że Kanonball i Cyclone są fajnym dodatkiem do rosteru i to, że tutaj zjedli pin tak naprawdę nic im nie ujmuje, bo oni właśnie tacy muszą być mają być tym stepping stonem w drodze do Walkera. walkę czytało się przyjemnie dość klasyczny tag, więc tak naprawdę nie ma co narzekać. dobra robota.

butla kim ty naprawdę jesteś: mamy kontynuację przygód Butli i Ciureji. dla mnie te segmenty są niesamowite, bo nie powinny mi się podobać, a mimo wszystko jakoś przyciągają i oddają. niesamowite jest to, że chłop myśli, że ma 36 lat, a tak naprawdę ma 50 z kawałkiem (najprawdopodobniej wiek jest podniesiony przez to, że ma tak rozjebany organizm przez alkohol, że jego wiek biologiczny został podniesiony). no, ale może jest faktycznie inaczej i ma faktycznie 55 lat. niesamowite też jest to, że na segment, który mógłby być sceną w “M jak Miłość” czekam z wypiekami na twarzy kolejny tydzień. świetna robota.

fenrir vs johnny turn: druga runda “turnieju” i szczerze mówiąc już sam start trochę nam podpowiada jak może się to potoczyć - znowu zamach na Johnny’ego. wątpiłbym wcześniej w to, że Turn nie wygra tego z podmęczonym rywalem, ale to zdenerwowanie spowodowane tymi “incydentami” sprawia, że Fenrir ma mimo wszystko większe szanse. no i ostatecznie tak się okazało - nie oczekiwałem, że moja postać się dostanie tak daleko (aż do me), ale jakiś tam procent nadziei był, pozytywne zaskoczenie i leciuteńki wzrusz wjechał. walka bardzo fajnie rozpisana - w miarę równa mimo wszystko, ciekawe wymiany, no i bardzo dobrze rzucona końcówka. sytuacja po walce z obiciem przez Thora nie jest dla mnie aż tak zaskakująca, bo domyśliłem się, że raczej mimo wszystko program musi dojść do końca i on się musi w którymś momencie pojawić. Ryse’owi dziękuję za wcielenie się w wikinga, bo tutaj faktycznie przeskok poziomowy jest dość duży od tego co zaprezentował nam pierwotny użytkownik, a tym co mamy tutaj, świetne odwzorowanie. no i mamy walkę na za tydzień, będziemy się napierdalać - nie mogę się doczekać.

uszczelka, otunga, cavazos: Zbyszek Uszczelka jako mistrz, który trochę jakby unikał, ale próbuje też zastraszyć przeciwnika to jest ciekawe wyjście, idealnie do niego pasuje - nie jest takim typowym januszkiem tylko też ma troszeczkę więcej w sobie. Otunga wypadłjak zawsze celnie punktując Zbysia - no i faktycznie title shot na tytuł Valor należy mu się bardzo, Michał bardzo fajnie tutaj pokazuje nam Davida. Uszczelka się odgryza równie dobrze. trafiła tutaj kosa na kamień. podszedł Cavazos, który próbuje trochę wjechać na psychę Zbysiowi i tak naprawdę nie ma nic do Otungi, a fajnie by było jakby troszeczkę bardziej w jego kierunku podkręcił. i więcej od Jorge bym chciał tych hiszpańskich wtrąceń, bo coś mało. segment na plus.

uszczelka bije steele’a: tutaj walka raczej bez historii, Uszczelka kasuje Prestona. no i tak naprawdę Steele lekko jest tutaj zmarginalizowany, bo na razie Escobara czyli jego oponenta próżno widać. natomiast mamy rozwinięcie sytuacji wokół pasa Valor - potężny brawl złożony ze wszystkich osób, które były w segmencie wcześniej, ale dolatuje też DiMateo, którego brakowało ze względu na opener, ale tutaj już siły odzyskał. Jay zasłużył, tak jak pisałem tydzień temu, żeby znaleźć się w title picture z pasem Valor w roli głównej - jednak fakt, że walczył w openerze.. trochę jakby nie miało sensu? ale no nieważne już. brawl rozpisany bardzo fajnie każdy dostał swoje i wchodzi nam DiBiase - niszczyciel dobrej zabawy i pogromca uśmiechów dzieci. ogłasza nam, że porozmawia sobie z całym towarzystwem w swoim biurze - mogło się to w sumie tutaj rozwiązać, ale może czasem lepiej po prostu tak na chillu - tak mi zawsze dziadek mówił, że to na spokojnie trzeba.

wallace/martin: tutaj tak naprawdę mamy rozwinięcie tego co było wcześniej. obaj wypadli w tym segmencie bardzo fajnie - Nathan z tym podziwem dla Jamesa aż czasami przesadzał (domyśliłem się, że tu musi to być aż do przesady), ale przynajmniej poznałem w tym segmencie dlaczego tak jest. dalej mamy Jamesa, który próbuje Martinowi przemówić do rozumu, ten to ostatecznie zrozumiał, ale dalej żyje w swoim świecie. i to jest właśnie ta głębia postaci, którą lubię czytać. przyznam, że czytało się to bardzo dobrze mimo tego, że była to po prostu rozmowa dwóch gości. ciekawe jak to dalej się rozwinie.

borges vs eckhart: walkę pisałem, więc przebieg znam - starałem się żeby było dobrze. teraz mam pogląd na to jak to się zakończyło i.. banda Walkera zarzuca swe sieci coraz szerzej i zaczyna to wyglądać trochę jak z The Outfit na Elysium, ale mimo wszystko jednak są tu różnice, bo Walkerzyści (XD) są prawie wszędzie (nawet w mojej lodówce). po walce wjeżdża Johnny i nie pierdoli się w tańcu, wjeżdża w Walkera, potem pojawia się James z Nathanem i myślałem, że już tutaj będzie jakiś Six-Man Tag - no i zaskoczka, bo jednak Lumberjack, czyli nieco inne podejście, bardziej nieprzewidywalne. Willy nie chciał przyjąć, przyjął Ralf.. i teraz ma przejebane. nawet śmieszna sytuacja, ale chaos jest dość mocno widoczny.

segment w biurze: i kontynuacja wokół pasa Valor - dość żywiołowa kłótnia, z celnymi argumentami i mimo wszystko barwnymi postaciami. czytało się super, bo czuć, że dynamika jest większa i nie jest to przerzucanie się monologami. wyszło organiczniej. bawi mnie w sumie fakt, że Uszczelka tak naprawdę nie ma tutaj zbyt dużo do powiedzenia i to reszta graczy - pretendentów - rozdaje karty, a Zbysiu może się tylko powkurwiać. było tutaj nawet zabawnie i merytorycznie co wywindowało go w moich oczach. no i na nastepnym Colo mamy walkę o pretka.. między trójką.. a można było w sumie z bomby Fatal 4-Way zajebać. tak czy siak Zbysiu musi być wkurwiony, a w tej sytuacji.. daje to dodatkową jakość i dobry prognostyk na przyszłość.

main event: Fenrir walczy z Zamorą i tutaj przebieg bardzo dobry - przewaga Bena zrozumiała, fajny tutaj przebieg, Fenrir nie odstający mimo zmęczenia. pokazany tutaj w bardzo silny sposób - przełamuje swoje bariery i próbuje się postawić jako ten równy przeciwnik. Ben wygrywający tutaj był po prostu musem i nie było tutaj inaczej - i tak solidny statement od Zamory. po walce mamy wystąpienie Riddle’a, który wypadł świetnie. myślałem, że Kenneth jest trochę inną postacią po ostatnich segmentach w programie z Rybackiem, a tutaj dla mnie przynajmniej było zaskoczenie - program z Benem wyciąga z niego co najlepsze i może odetchnąć. za tydzień Kenneth tłucze się w Global Championship Series i raczej przejedzie przez turniej i wygra pretendenta, a na PPV cokolwiek nie zaprezentują będzie super.

jednakże! jest tutaj jeden konkretny zarzut (górnolotnie powiedziane, ale nie jest to aż tak duże) odnośnie programu wokół pasa Global - sporo osób, bo aż 8! zostało użytych tutaj, gdzie wiemy, że program jest wokół Bena i Kennetha. i nie zrozumcie mnie źle - to, że oni walczą o pas Global? to super, bo obaj mają mimo wszystko ten starpower. tylko jest to totalnie wyzute z emocji, bo wyniki mimo wszystko są z góry znane. można to było ułożyć inaczej, walki uzależnić (niektóre) od PromoZone, na PPV dać nawet inną walkę o pas Global - z jednej strony Zamora, z drugiej ktokolwiek, ale Kenneth i tak by mógł być w tle, bo opcji jest multum. to tak na koniec.

Fenrir (Colosseum): 4/0/1
(ostatnio: pokonał Thora w Holmgang Nordic War Match)
---
"Rocks" Xebec (Elysium): 2/0/1
(ostatnio: wyeliminowany z Battle Royalu przez duo Sacrale/Vizzini)
---
Kontakt na Discordzie pod nickiem: levandowski
Odpowiedz
Cytuj
30.09.2026, 17:28
#6
Opening segment - Ted
Myślę, że naturalnie najlepiej będzie podzielić w komentarzu ten segment na 2 części. Zatem zacznę od fragmentu, w którym DiBiase przybliża zasady Contender Series. Uważam, że zostało to należycie rozpisane i przedstawione. Jak już wspomniałem w zaległym komentarzu do karty na Colo, według mnie sposób wyłaniania mistrzów w LPW mamy na wysokim poziomie, kreatywnie jest zawsze. Okej, ktoś może mieć pretensje do rzeczywistości, w której taki Zamora jest killerem a i tak ma łatwą drogę, ale no trudno, co robić. Wracając do Teda, to fajnie zbudował atmosferę wokół Last Man Standing Matchu o pas. Swoją drogą wizja tej stypulacji również jest bardzo pociągająca. Znów widzę oczami wyobraźni, jak booker odpina wrotki i nie mogę się doczekać.

Opening segment - uczestnicy
Na pierwszy ogień DiMateo, który moim zdaniem poradził sobie dobrze z kartami, jakie dostał. Musi trochę ponarzekać, bo z jego perspektywy to rzeczywiście jest nie fair. Jak dla niego drogą do bycia pretendentem mają być kolejno Fenrir, Turn i Zamora, to na papierze marne szanse. Także całkowicie zrozumiały speech. Nie jestem jednak fanem tego, że to tak bardzo oczywista frustracja samego Game'a. Kurcze no, ja rozumiem, że ludzie chcą walczyć o tytuły, ale no naprawdę, irytowanie się, że ktoś tam w przyszłych segmentach będzie mógł wytykać Jayowi streak 3:4... najlepiej w ogóle tego nie róbcie. Jest jakiś powód, dla którego AEW zrezygnowało z takiego ścisłego trzymania się streaków zawodników jako podstawy do wyłaniania pretendentów. W wrestlingu po prostu zwycięstwa i porażki mają dokładnie tyle znaczenia, ile sami im nadamy.

Fenrir mocno zmienił klimat i jestem pod wrażeniem tego, jak gimmickowo ta postać się trzyma kupy, nawet właśnie w takich speechach, gdzie łatwo o wypadnięcie z roli. Wydaje mi się jednak, że Jay wypadł trochę lepiej, ale w mojej opinii miał też więcej paliwa, które wykorzystał. Fenrir w sumie nie schylił się po żaden z nisko zawieszonych owoców i to też jest dowód potwierdzający moje wcześniejsze słowa - jak masz spoko partnera do pisania, to nikt Ci nie będzie strzelał w twarz jakimiś pierdołami, że przegrałeś w walce, o której wyniku nawet nie mogłeś decydować XD

Turn na dzień dobry zaliczył drobny fuckup, bo nie powiedziałbym o Jayu, że jest mięśniakiem xD Ale to takie czepialstwo. Dalsza część tej przemowy wypadła... mam wrażenie, że trochę blado. Wkradło się też parę literówek do niej, więc szybko czytając momentami trzeba było się zatrzymać żeby wyłapać, jak to powinno być napisane w zamyśle. Troszkę bezjajecznie Johnny się zaprezentował, zwłaszcza w odniesieniu do Fenrira. No i niestety, akurat Turn postanowił się odnieść do wyniku Bo5 Jaya z Shio, cała moja argumentacja do kosza XD

Zamora, no nie możesz wjeżdżać i od razu czepiać się streaku Jaya zaraz po tym, jak starałem się udowodnić, że to nie ma znaczenia XD Moim zdaniem można było to zrobić delikatnie lepiej, zachowując jednocześnie wyczuwalne poczucie wyższości u Bena - ono akurat świetnie tu pasuje. W drugiej połowie speechu było już znacznie lepiej. No tutaj poprzeczka nie była postawiona Zamorze zbyt wysoko, aby dobrze wypaść. Nie dość, że zgodnie z gimmickiem i posturą ma czuć się mocny, to jeszcze przemawiał jako ostatni i też jako ostatni będzie walczył. No samograj XD

Kannonball, Diallo i Borges
Na pewno props leci do Was za takie ładne wprowadzenie do segmentu, aby Borges wszedł w nawiązaniu do Jezusa. Niby drobnostka, ale zgrabnie wykonana. Zresztą cały segment jest zrealizowany na dobrym poziomie. Dynamika między Kannonballem i Diallo jest super. Borges dla kontrastu to tutaj wypadł jak taka zbłąkana owieczka, której jeszcze nikt nie zdążył pokazać, że świat jest brutalny. Coś czuję, że szybko się to zmieni XD

Wallace, Walker i Martin
No James spryciarz, od razu wyczuł pismo nosem i pomógł swojemu niedoszłemu rywalowi. Mam wrażenie, że ostatecznie to jednak Ben powinien zatwierdzać walki, a nie Walker, ale spoko. Skoro o Walkerze mowa, to jego speech przed samą walką też na plus raczej. Wszystko tutaj solidnie wyszło. Zresztą cała ta sytuacja została zamieniona w zwycięstwo zarówno dla Jamesa jak i Nathana, także nikt nie może mieć pretensji.

Butla
Biedny Zygmunt... jeżeli tak się naprawdę nazywa, bo i tego nie można być pewnym. Czuję, że przed nami bardzo ciekawa seria z jego udziałem i powolne odkrywanie nowych faktów. No ja nie chciałbym być w jego skórze i nagle "stracić" 20 lat życia. Oj chłopie, żebyś ty tylko psychicznie dźwignął temat.

Fenrir i Thor
Zapowiada się ciekawe starcie między nimi. Nie mogę się doczekać żeby przeczytać, jak będzie wyglądał ten... cinematic match? Chyba można tak to nazwać. Sporo sobie obiecuję po tym. Fenrir już teraz wygląda bardzo mocno, wygrywając dzisiaj dwie walki. No może jedyny minus z punktu widzenia e-feda to przy tym segmencie staje się jeszcze bardziej jasne, że Fenrir tej walki wieczoru dziś nie wygra.

Uszczelka, Otunga, Cavazos + sytuacja po walce
Mistrz Valor trzyma się mocno gimmicku, przez co daje bardzo duże pole do błyszczenia Otundze i Cavazosowi. Według mnie obaj dobrze to wykorzystali i wypadli bardzo solidnie w tym segmencie. David stanowi świetną przeciwwagę do prostego charakteru Zbyszka, a wypowiedź Jorge w końcówce tej sceny też nie odstawała od występu adwokata. Może i drobne, ale bardzo sprawne odwołanie do profesji Zbycha z tym stwierdzeniem, że kropla drąży skałę. Takie rzeczy doceniam bardzo. Co do rozpierduchy po walce, to fajnie została rozpisana. Na pewno byłoby to mega efektowne do oglądania w rzeczywistości. Również interwencja Teda dobra i w sumie sprawnie umotywował, dlaczego w ogóle do niej dochodzi.

Wallace i Martin
Bardzo przyjemny segment od tej dwójki. Jestem pod wrażeniem, jak James wpasował się w ten chaos, który wylatuje z głowy Nathana. Trzeba mieć odpowiednią dozę luzu żeby sobie z tym poradzić i w sumie kto inny w tym miejscu poradziłby sobie lepiej od młodego Wallace'a? Chyba nikt. Plusik na konto obu panów. Ale minusik dla Martina za to, że nie wygenerował swojemu koledze tego piwka.

Interwencja w walce Borgesa z Eckhartem
Na początek drobny minus za fakt, że mamy więcej niż jedno takie zamieszanie po walce podczas jednej gali. To sprawia, że poszczególne segmenty sprawiają wrażenie logicznie oderwanych od siebie, a gala w całości nie płynie tak dobrze. Ale to jedyna uwaga, bo cała reszta i wykonanie segmentu jak najbardziej w porządku. Tak czułem, że wróżba dla Borgesa sprawdzi się właśnie w taki sposób XD Bardzo czekam na ten Lumberjack Match na kolejnej gali. Rzadko widywana stypulacja, a jakoś tak mam do niej słabość.

W biurze u Teda
Bardzo dynamiczny segment. Chylę czoła przed wszystkimi uczestnikami, że udało się naprawdę zrealizować wymianę zdań. To byłoby tak nienaturalne i dużo gorsze, gdybyście zaserwowali nam tutaj wymianę speechów po kilkanaście linijek. I tak wiem, mea culpa, bo mi samemu zdarzyło się nieco nagiąć formułę "wymiany zdań" XD Nie zamierzam wskazywać, kto tutaj wypadł najlepiej. Po prostu wysoko oceniam wkład każdego z Was w ten segment jako całość. No i niech wygra lepszy w tym nadchodzącym Triple Threat Matchu!

ME
No i zgodnie z przewidywaniami większości Zamora zgarnął zwycięstwo, pod które ustawił się tak naprawdę wygraną nad Kennym na Colo #9. Zresztą nie mogłem sobie odpuścić wytknięcia tego Benowi w swoim wystąpieniu po walce wieczoru. Tak podsumowując tę drabinkę Contender Series, to Fenrir dostał fajnego boosta mimo wszystko. Co do speechu Kennetha po walce, no to jest oczywiście trochę próba powrotu do korzeni tej postaci - tak dla osób, które mogą nie pamiętać, że jego najlepsze wcielenie miało podłoże psychologiczne. Już teraz wiem jednak, że nie jestem w stanie tak pisać za każdym razem. Zdecydowanie za dużo czasu idzie na research xD

Kenneth Riddle
Streak: 9-0-2
Last Match: Kenneth Riddle def. Ben Zamora (Last Man Standing)
(LPW Danse Macabre 2026)
Achievements:
1x LPW Global Champion (25.10.26 - present)
Odpowiedz
Cytuj
FoTi
Global Champion
30.09.2026, 17:28 #6
Opening segment - Ted
Myślę, że naturalnie najlepiej będzie podzielić w komentarzu ten segment na 2 części. Zatem zacznę od fragmentu, w którym DiBiase przybliża zasady Contender Series. Uważam, że zostało to należycie rozpisane i przedstawione. Jak już wspomniałem w zaległym komentarzu do karty na Colo, według mnie sposób wyłaniania mistrzów w LPW mamy na wysokim poziomie, kreatywnie jest zawsze. Okej, ktoś może mieć pretensje do rzeczywistości, w której taki Zamora jest killerem a i tak ma łatwą drogę, ale no trudno, co robić. Wracając do Teda, to fajnie zbudował atmosferę wokół Last Man Standing Matchu o pas. Swoją drogą wizja tej stypulacji również jest bardzo pociągająca. Znów widzę oczami wyobraźni, jak booker odpina wrotki i nie mogę się doczekać.

Opening segment - uczestnicy
Na pierwszy ogień DiMateo, który moim zdaniem poradził sobie dobrze z kartami, jakie dostał. Musi trochę ponarzekać, bo z jego perspektywy to rzeczywiście jest nie fair. Jak dla niego drogą do bycia pretendentem mają być kolejno Fenrir, Turn i Zamora, to na papierze marne szanse. Także całkowicie zrozumiały speech. Nie jestem jednak fanem tego, że to tak bardzo oczywista frustracja samego Game'a. Kurcze no, ja rozumiem, że ludzie chcą walczyć o tytuły, ale no naprawdę, irytowanie się, że ktoś tam w przyszłych segmentach będzie mógł wytykać Jayowi streak 3:4... najlepiej w ogóle tego nie róbcie. Jest jakiś powód, dla którego AEW zrezygnowało z takiego ścisłego trzymania się streaków zawodników jako podstawy do wyłaniania pretendentów. W wrestlingu po prostu zwycięstwa i porażki mają dokładnie tyle znaczenia, ile sami im nadamy.

Fenrir mocno zmienił klimat i jestem pod wrażeniem tego, jak gimmickowo ta postać się trzyma kupy, nawet właśnie w takich speechach, gdzie łatwo o wypadnięcie z roli. Wydaje mi się jednak, że Jay wypadł trochę lepiej, ale w mojej opinii miał też więcej paliwa, które wykorzystał. Fenrir w sumie nie schylił się po żaden z nisko zawieszonych owoców i to też jest dowód potwierdzający moje wcześniejsze słowa - jak masz spoko partnera do pisania, to nikt Ci nie będzie strzelał w twarz jakimiś pierdołami, że przegrałeś w walce, o której wyniku nawet nie mogłeś decydować XD

Turn na dzień dobry zaliczył drobny fuckup, bo nie powiedziałbym o Jayu, że jest mięśniakiem xD Ale to takie czepialstwo. Dalsza część tej przemowy wypadła... mam wrażenie, że trochę blado. Wkradło się też parę literówek do niej, więc szybko czytając momentami trzeba było się zatrzymać żeby wyłapać, jak to powinno być napisane w zamyśle. Troszkę bezjajecznie Johnny się zaprezentował, zwłaszcza w odniesieniu do Fenrira. No i niestety, akurat Turn postanowił się odnieść do wyniku Bo5 Jaya z Shio, cała moja argumentacja do kosza XD

Zamora, no nie możesz wjeżdżać i od razu czepiać się streaku Jaya zaraz po tym, jak starałem się udowodnić, że to nie ma znaczenia XD Moim zdaniem można było to zrobić delikatnie lepiej, zachowując jednocześnie wyczuwalne poczucie wyższości u Bena - ono akurat świetnie tu pasuje. W drugiej połowie speechu było już znacznie lepiej. No tutaj poprzeczka nie była postawiona Zamorze zbyt wysoko, aby dobrze wypaść. Nie dość, że zgodnie z gimmickiem i posturą ma czuć się mocny, to jeszcze przemawiał jako ostatni i też jako ostatni będzie walczył. No samograj XD

Kannonball, Diallo i Borges
Na pewno props leci do Was za takie ładne wprowadzenie do segmentu, aby Borges wszedł w nawiązaniu do Jezusa. Niby drobnostka, ale zgrabnie wykonana. Zresztą cały segment jest zrealizowany na dobrym poziomie. Dynamika między Kannonballem i Diallo jest super. Borges dla kontrastu to tutaj wypadł jak taka zbłąkana owieczka, której jeszcze nikt nie zdążył pokazać, że świat jest brutalny. Coś czuję, że szybko się to zmieni XD

Wallace, Walker i Martin
No James spryciarz, od razu wyczuł pismo nosem i pomógł swojemu niedoszłemu rywalowi. Mam wrażenie, że ostatecznie to jednak Ben powinien zatwierdzać walki, a nie Walker, ale spoko. Skoro o Walkerze mowa, to jego speech przed samą walką też na plus raczej. Wszystko tutaj solidnie wyszło. Zresztą cała ta sytuacja została zamieniona w zwycięstwo zarówno dla Jamesa jak i Nathana, także nikt nie może mieć pretensji.

Butla
Biedny Zygmunt... jeżeli tak się naprawdę nazywa, bo i tego nie można być pewnym. Czuję, że przed nami bardzo ciekawa seria z jego udziałem i powolne odkrywanie nowych faktów. No ja nie chciałbym być w jego skórze i nagle "stracić" 20 lat życia. Oj chłopie, żebyś ty tylko psychicznie dźwignął temat.

Fenrir i Thor
Zapowiada się ciekawe starcie między nimi. Nie mogę się doczekać żeby przeczytać, jak będzie wyglądał ten... cinematic match? Chyba można tak to nazwać. Sporo sobie obiecuję po tym. Fenrir już teraz wygląda bardzo mocno, wygrywając dzisiaj dwie walki. No może jedyny minus z punktu widzenia e-feda to przy tym segmencie staje się jeszcze bardziej jasne, że Fenrir tej walki wieczoru dziś nie wygra.

Uszczelka, Otunga, Cavazos + sytuacja po walce
Mistrz Valor trzyma się mocno gimmicku, przez co daje bardzo duże pole do błyszczenia Otundze i Cavazosowi. Według mnie obaj dobrze to wykorzystali i wypadli bardzo solidnie w tym segmencie. David stanowi świetną przeciwwagę do prostego charakteru Zbyszka, a wypowiedź Jorge w końcówce tej sceny też nie odstawała od występu adwokata. Może i drobne, ale bardzo sprawne odwołanie do profesji Zbycha z tym stwierdzeniem, że kropla drąży skałę. Takie rzeczy doceniam bardzo. Co do rozpierduchy po walce, to fajnie została rozpisana. Na pewno byłoby to mega efektowne do oglądania w rzeczywistości. Również interwencja Teda dobra i w sumie sprawnie umotywował, dlaczego w ogóle do niej dochodzi.

Wallace i Martin
Bardzo przyjemny segment od tej dwójki. Jestem pod wrażeniem, jak James wpasował się w ten chaos, który wylatuje z głowy Nathana. Trzeba mieć odpowiednią dozę luzu żeby sobie z tym poradzić i w sumie kto inny w tym miejscu poradziłby sobie lepiej od młodego Wallace'a? Chyba nikt. Plusik na konto obu panów. Ale minusik dla Martina za to, że nie wygenerował swojemu koledze tego piwka.

Interwencja w walce Borgesa z Eckhartem
Na początek drobny minus za fakt, że mamy więcej niż jedno takie zamieszanie po walce podczas jednej gali. To sprawia, że poszczególne segmenty sprawiają wrażenie logicznie oderwanych od siebie, a gala w całości nie płynie tak dobrze. Ale to jedyna uwaga, bo cała reszta i wykonanie segmentu jak najbardziej w porządku. Tak czułem, że wróżba dla Borgesa sprawdzi się właśnie w taki sposób XD Bardzo czekam na ten Lumberjack Match na kolejnej gali. Rzadko widywana stypulacja, a jakoś tak mam do niej słabość.

W biurze u Teda
Bardzo dynamiczny segment. Chylę czoła przed wszystkimi uczestnikami, że udało się naprawdę zrealizować wymianę zdań. To byłoby tak nienaturalne i dużo gorsze, gdybyście zaserwowali nam tutaj wymianę speechów po kilkanaście linijek. I tak wiem, mea culpa, bo mi samemu zdarzyło się nieco nagiąć formułę "wymiany zdań" XD Nie zamierzam wskazywać, kto tutaj wypadł najlepiej. Po prostu wysoko oceniam wkład każdego z Was w ten segment jako całość. No i niech wygra lepszy w tym nadchodzącym Triple Threat Matchu!

ME
No i zgodnie z przewidywaniami większości Zamora zgarnął zwycięstwo, pod które ustawił się tak naprawdę wygraną nad Kennym na Colo #9. Zresztą nie mogłem sobie odpuścić wytknięcia tego Benowi w swoim wystąpieniu po walce wieczoru. Tak podsumowując tę drabinkę Contender Series, to Fenrir dostał fajnego boosta mimo wszystko. Co do speechu Kennetha po walce, no to jest oczywiście trochę próba powrotu do korzeni tej postaci - tak dla osób, które mogą nie pamiętać, że jego najlepsze wcielenie miało podłoże psychologiczne. Już teraz wiem jednak, że nie jestem w stanie tak pisać za każdym razem. Zdecydowanie za dużo czasu idzie na research xD

Kenneth Riddle
Streak: 9-0-2
Last Match: Kenneth Riddle def. Ben Zamora (Last Man Standing)
(LPW Danse Macabre 2026)
Achievements:
1x LPW Global Champion (25.10.26 - present)
Odpowiedz
Cytuj
300
05.10.2026, 10:19
#7
Opener segment: Ten segment miał przede wszystkim podkreślić wagę całej Global Championship Contender Series i wydaje mi się, że pod tym względem spełnił swoje zadanie. Co do Teda chciałem, żeby wyszedł tutaj przede wszystkim jako konkretny GM, który nie potrzebuje robić wokół siebie wielkiego show, tylko po prostu wychodzi, przedstawia zasady i nadaje całej rywalizacji odpowiednią rangę. Myślę, że udało mi się to osiągnąć. Dostajemy jasną drogę do pasa, zapowiedź drugiej serii, Riddle’a jako pierwszego jej uczestnika i finałowy Last Man Standing Match na Danse Macabre. Chciałem od początku pokazać, że Global Championship nie będzie tytułem zdobywanym po jednej przypadkowej wygranej i tutaj udało się to według mnie dobrze sprzedać. Co do samych uczestników, to jednak walczymy tutaj o główny tytuł Colosseum, więc nie widziałbym większego sensu we wrzucaniu do tej serii jobberów pokroju Butli czy MateuszaMW tylko po to, żeby nabić komuś zwycięstwo. Każdy z tej czwórki dostał w instrukcji informację, że ma się dobrze pokazać i według mnie nawet późniejsza porażka nie musiała nikomu zaszkodzić. Jay miał z tej grupy chyba najtrudniejsze zadanie. Gdybyśmy wcześniej wiedzieli o rezygnacji Aigora, to wiadomo, że cała seria z Shio mogłaby potoczyć się inaczej, ale przy obecnym stanie rzeczy chciałem zagrać tym, że DiMateo sam celuje w dwa mistrzostwa i patrząc na jego gimmick Nepo Baby, uznałem, że obecność tutaj jak najbardziej mu pasuje. W jego wypowiedzi czuć sporo frustracji, tylko czytając komentarz Game’a sam już nie wiem, czy bardziej frustrował się Jay, czy jego autor xD Mimo wszystko wyszedł z otwierania właściwej części segmentu obronną ręką, bo nawet Teda zdołał wypunktować po swojemu i nie wyglądał jak ktoś, kto znalazł się tutaj przypadkiem. Fenrir tym razem trochę poniżej oczekiwań. Nadal wszystko jest spójne z jego gimmickiem i nadal ma ten swój klimat, ale za mocno opiera swoją pozycję na jednej wygranej. Przy takim segmencie chciałbym dostać od niego coś więcej niż argument, że ma za sobą jeden udany pojedynek i dlatego już zasługuje na wejście do walki o główny tytuł brandu. Brakowało mi tutaj mocniejszej deklaracji, większej pewności siebie albo czegoś, co pokazałoby, dlaczego akurat teraz Fenrir jest gotów przejść przez całą serię i stanąć na szczycie Colosseum. Poprawnie, ale po wcześniejszych materiałach wiem, że Dziadek potrafi wyciągnąć z tej postaci znacznie więcej. Turn z kolei po raz kolejny gra wynikiem 3:2 Jaya i wiem, że Game’owi może się już tym ulewać, ale uwierzcie mi, w CT przez sytuację z Aigorem też już się tym ulewało xD Sam speech jest dla mnie trochę kolejną wypowiedzią do odbębnienia. Brakuje emocji i czegoś, co naprawdę zatrzymałoby mnie przy Johnnym na dłużej. Carni słusznie zauważył też tekst o „dwóch mięśniakach”, średnio gra z faktami o jego rywalach. Na plus jednak, że Turn pamięta o Walkerze i tym, co działo się wcześniej, więc przynajmniej jego historia nie zostaje całkowicie pominięta tylko dlatego, że teraz pojawiła się szansa na mistrzostwo. Zamora miał zdecydowanie najłatwiejszą pozycję i wykorzystał ją chyba najlepiej ze wszystkich. On nie musi nikomu tłumaczyć, dlaczego tutaj jest, bo tydzień wcześniej pokonał Riddle’a i dostał nagrodę, którą teraz po prostu wykorzystuje. Bardzo dobrze czuć jego wyższość nad całą trójką. Jaya punktuje bilansem i tym, że większość jego dorobku opiera się na Shio, Fenrira sprowadza do siły, Turna do szybkości, po czym wszystkich wrzuca do jednego worka ludzi posiadających jakieś atuty, ale nadal stojących przed kimś, kto uważa się za kompletną maszynę. Najlepsze jest to, że nie musi przy tym przesadnie krzyczeć ani udowadniać swojej pozycji na siłę. Po prostu wychodzi z założenia, że nieważne, który z nich dotrze do Main Eventu, i tak na końcu czeka Zamora. I dokładnie tak powinien tutaj wypaść człowiek, który miał najkrótszą drogę do zostania pierwszym pretendentem. 

Fenrir wygrywa i idzie dalej, ale walka została napisana według mnie w sposób, który nie krzywdzi Jaya. 

Diallo / Kannonball / Borges: Krótki segment, ale całkiem przyjemny. Diallo i Kannonball dalej bardzo dobrze się uzupełniają, bo każdy z nich ma kompletnie inną energię. Kannonball jest prosty jak budowa cepa, a jego pomylenie Borgesa z Jezusem czy późniejsze rady dotyczące Eckharta są naprawdę ok. Z kolei Diallo cały czas funkcjonuje w swoim świecie wizji, energii i znaków, ale robi to z pełnym przekonaniem, dzięki czemu ten jego absurd naprawdę działa. Motyw z ósemką obróconą w symbol nieskończoności jest dokładnie takim rodzajem „magii”, który do niego pasuje xD Fajnie też, że ich duet nie polega tylko na tym, że jeden rzuca żart, a drugi go uzupełnia. Kannonball faktycznie wydaje się traktować Diallo jak jakiegoś dziwnego szamana, któremu może i nie do końca wierzy, ale jednak pozwala robić swoje. Diallo z kolei traktuje jego ograniczone możliwości intelektualne niemal jak normalny element rzeczywistości. Sam Borges nadal jednak wypada dla mnie trochę zbyt bezemocjonalnie. Niby reaguje na całą sytuację i denerwuje się na te „wróżby”, ale dalej brakuje mi w nim czegoś charakterystycznego. Jego głównym motywem jest przecież Fighting Spirit, więc chciałbym mocniej czuć tę zawziętość, dumę i podejście człowieka, który ból czy przeciwności traktuje wręcz jak kolejne wyzwanie. Dla mnie Luis nadal brzmi trochę zbyt poprawnie i generycznie. Końcówka z Walkerem natomiast dobrze popycha fabułę. Krótko, konkretnie i James przypadkiem zdobywa informację, która może mieć później znaczenie.

Johnny Turn: Krótki segment, ale robi robotę, bo w końcu daje Turnowi coś więcej niż kolejny speech przed walką. Spadający reflektor od razu buduje poczucie, że ktoś realnie próbuje mu zaszkodzić, a jego reakcja wypada naturalnie - bez kozaczenia, tylko zwykły instynkt i późniejsze nerwowe rozglądanie się. Podoba mi się też, że niczego tutaj nie wyjaśniamy. Nie ma sprawcy, nie ma jasnej odpowiedzi, tylko sam sygnał, że sytuacja wokół Johnny'ego robi się coraz mniej przypadkowa.

James Wallace / Nathan Martin / Walker: Tutaj fajnie połączyło się kilka wcześniejszych rzeczy. Atak na Nathana od razu potwierdza, że ludzie Walkera nie zamierzają odpuszczać, ale najważniejsze jest wejście Jamesa. Zamiast stać z boku i czekać na swoją walkę, reaguje od razu i dzięki temu pokazuje kim chce być. Podoba mi się też sama zmiana w Tag Team Match, bo nie wygląda jak wrzucona znikąd. James widzi sytuację, reaguje i proponuje rozwiązanie na miejscu. Walker natomiast dobrze wykorzystuje okazję, żeby jeszcze raz uderzyć w temat ojca i próbować sprowadzić Jamesa do „Wesa numer dwa”. Wiadomo, że to zbieranie taniego heatu w oczach Jamesa który chce się odciąć od ojca, ale tutaj to działa.

Fenrir vs Johnny Turn: Tutaj podoba mi się przede wszystkim to, że wcześniejszy motyw z reflektorem nie został jednorazowym wydarzeniem, tylko realnie wpływa na Turna przed i w trakcie walki. Pirotechnika wybuchająca mu przed twarzą jeszcze bardziej podkręca jego nerwowość, a późniejsze rozglądanie się po arenie i szukanie zagrożenia zaczyna kosztować go koncentrację. Sama walka dobrze sprzedała też zmęczenie Fenrira po pierwszym pojedynku, więc nie wyglądało to tak, jakby przeszedł przez Turna bez problemu. Johnny miał swoje momenty, był blisko wygranej i mógł pokazać swój styl, ale finalnie własne rozkojarzenie zaczęło działać przeciwko niemu. Dzięki temu porażka nie robi mu większej krzywdy, bo bardzo wyraźnie pokazujemy, że nie był tutaj w pełni skupiony na samym przeciwniku.

Thor / Fenrir: Tutaj za Thora odpowiadałem już ja, bo Haris tym razem zniknął(kto by się spodziewał xD) i trzeba było ten etap programu domknąć samemu. Zależało mi przede wszystkim na tym, żeby nie rozwalić Fenrirowi całego wieczoru przed Main Eventem, dlatego Thor nie urządza mu pełnego beatdownu, tylko atakuje, pokazuje przewagę inicjatywy i w odpowiednim momencie sam przerywa. Dzięki temu Fenrir nadal może iść dalej w Contender Series, a jednocześnie dostajemy wyraźny sygnał, że ich własny konflikt właśnie wszedł na kolejny poziom.
Chciałem też odejść od zwykłego „spotkamy się na następnej gali w ringu”. Hólmgang i cały pomysł Nordic War poza areną pasują mi do obu postaci znacznie bardziej niż klasyczna walka przy światłach i publiczności. Thor odwołuje się tutaj do wcześniejszych słów Fenrira o przeznaczeniu i niejako obraca je przeciwko niemu, więc pojedynek nie bierze się znikąd.

Uszczelka / Otunga / Cavazos: Ten segment miał dalej napędzać program wokół Valor Championship i według mnie robi to całkiem sprawnie. Uszczelka od początku próbuje zniechęcić kolejnego człowieka do walki o pas i coraz mocniej widać, że im więcej pretendentów pojawia się wokół niego, tym bardziej zaczyna go to uwierać. Otunga wypada tutaj dobrze, bo nie daje się wciągnąć w poziom rozmowy Zbyszka i odpowiada mu spokojnie jak na prawnika przystało. Fajnie punktuje też najważniejszą rzecz, czyli to, że zachowanie mistrza coraz mniej przypomina pewność siebie, a coraz bardziej próbę odstraszania ludzi od pasa. Cavazos również dostaje tutaj coś własnego. Nie ogranicza się już tylko do powtarzania, że chce rewanżu, ale zaczyna świadomie grać Uszczelce na psychice. Pomysł, że będzie pojawiał się przy jego walkach i czekał, aż Zbyszek sam pęknie, jest dużo ciekawszy niż kolejne zwykłe wyzwanie. Dobrze też, że od razu zaznacza wobec Otungi, że nie ma z nim osobistego problemu, po prostu obaj chcą tego samego pasa i prędzej czy później ich drogi muszą się przeciąć. Końcówka z face to face Davida i Jorge pokazuje nam, że tutaj jeszcze coś się będzie działo. Dobra robota panowie.

Brawl: Tutaj jako HB chciałem już wyraźnie podkręcić chaos wokół pasa i pokazać, że ta czwórka nie będzie ograniczać się do słownych przepychanek. Podoba mi się, że każdy dostał swój moment: Żaden z zawodników nie został pokrzywdzony podczas solidnego zamieszania. Teda akurat tutaj chciałem go wykorzystać jako GM-a, który nie wbiega osobiście rozdzielać zawodników, tylko kończy temat z pozycji człowieka zarządzającego całym brandem. Myślę, że wyszło to dobrze. Nie robi z siebie szeryfa, tylko daje im chwilę na rozwiązanie problemów, a reaguje dopiero wtedy, kiedy zaczynają demolować arenę i generować koszty xD Jestem zadowolony z kierunku w jakim go rozwijam i pewnie będę to kontynuować. 

James Wallace / Nathan Martin: Ten segment podoba mi się, bo poza rozwinięciem sprawy Walkera wreszcie daje nam też trochę więcej samej relacji Jamesa z Nathanem. Zależało mi, żeby Wallace nie został tutaj tylko gościem przekazującym informację, ale żeby dostał możliwość pracy z Martinem i jego specyficznym charakterem. I to moim zdaniem działa, bo James od początku podchodzi do całej jego „teorii świata” z dystansem, humorem i lekką bezczelnością. Nathan z kolei wypada tutaj bardzo w swoim stylu. Najpierw bardziej fascynuje go podobieństwo Jamesa do Wesa niż sama informacja o ataku, a kiedy już dociera do niego, że Shio był niewinny, praktycznie po chwili obraca to w ekscytację tym, że ktoś odważył się namieszać w „jego świecie”. Fajnie też, że dostajemy trochę konkretniejsze rozwinięcie jego filozofii. James natomiast dobrze punktuje absurd tej logiki i dzięki temu ich rozmowa nie zamienia się w monolog Nathana. Teksty o piwie czy Walkerze dobrze siedzą w jego charakterze, a końcówka pokazuje, że mimo całej różnicy między nimi zaczyna się tutaj tworzyć jakaś nić porozumienia.

Borges / Eckhart / Walker i spółka: Tutaj już zdecydowanie ruszyliśmy z programem grupowym na pełnej. Sama walka Borgesa z Eckhartem robi swoją robotę, bo Erwin dalej pokazuje techniczny styl i atakuje plecy, a Luis może znowu zaprezentować dynamikę i Fighting Spirit. Ważniejsze jest jednak to, co dzieje się później, bo wcześniejsza przepowiednia Diallo faktycznie dostaje payoff - Borges formalnie wygrywa przez dyskwalifikację, ale praktycznie nie ma czasu nawet zareagować na wynik, bo od razu zaczyna się większy chaos. Podoba mi się, że grupa Walkera zaczyna tutaj działać już jak realna siła, a nie zbiór pojedynczych postaci. Diallo zaczyna atak, Kannonball i Ralf dołączają, Walker stoi z boku i kontroluje sytuację, a później dochodzi jeszcze Eckhart. To daje wrażenie przewagi liczebnej i faktycznie buduje zagrożenie. Wejście Turna też ma sens, bo wcześniej już był przez nich atakowany i oszukiwany, więc nie robi tego „bo akurat jest face’em”, tylko ma konkretny powód. Potem dokładamy Nathana i Jamesa, co spina wcześniejsze segmenty w jedną większą historię. Właśnie na tym nam zależało, żeby kilka osobnych wątków zaczęło się łączyć w całość. Końcówka z wyzwaniem do Lumberjack Matchu dobrze zamyka chaos i daje nam konkretny następny krok. Ralf przyjmuje wyzwanie bez konsultacji z Walkerem, co od razu tworzy też drobne napięcie wewnątrz ich grupy. 

Biuro Teda: Tutaj zależało mi przede wszystkim na tym, żeby ta rozmowa nie wyglądała jak grzeczna konwersacja, tylko jak faktyczna awantura ludzi, z których każdy uważa, że właśnie jego racja jest najważniejsza. Moim zdaniem to się udało. Początkowo jeszcze próbują ze sobą dyskutować, ale z każdą kolejną wymianą robi się coraz większy burdel, aż w końcu wszyscy mówią jednocześnie i Ted musi ,,pierdolnąć" w biurko, żeby w ogóle odzyskać kontrolę nad własnym gabinetem xD Podoba mi się też, że każdy zachowuje tutaj swój charakter. Uszczelka najchętniej w ogóle nikomu nie dałby walki, Jay jest bezczelny, zaczepia wszystkich po kolei i cały czas uważa, że już zrobił wystarczająco dużo, Cavazos nie odpuszcza należnego jego zdaniem rewanżu, a Otunga próbuje jako jedyny uporządkować tę dyskusję logicznie i potraktować ją jak sprawę do rozstrzygnięcia. Dzięki temu mimo długości segmentu nie mam poczucia, że czterech ludzi mówi dokładnie to samo innymi słowami. Ted musiał podjąć konkretną, ważną decyzję. Nie chciałem, żeby GM od razu wszedł i powiedział wszystkim, jak będzie, tylko najpierw faktycznie ich wysłuchał, pozwolił im się wykłócić, a dopiero później przeciął temat. Triple Threat pomiędzy Jayem, Jorge i Otungą wydaje mi się naturalnym rozwiązaniem, bo żaden z nich nie dostaje title shota za darmo, a jednocześnie każdy może udowodnić swoje racje w ringu. Uszczelka oczywiście jest z tego najmniej zadowolony, bo właśnie stracił możliwość dalszego unikania konkretnego pretendenta. Końcówka również jest dla mnie ważna. Jay i Zbyszek najwyraźniej zaczynają coś kombinować, a Otunga zauważa ich szeptanie i zapamiętuje ten szczegół.

Fenrir vs Ben Zamora / Kenneth Riddle: Walkę pisałem ja i myślę, że wyszło naprawdę git. Fenrir po dwóch wcześniejszych pojedynkach i ataku Thora jest już wyraźnie zajechany, ale nadal stawia Zamorze konkretny opór, więc porażka go nie zabija. Ben z kolei robi dokładnie to, czego od niego oczekiwaliśmy – wykorzystuje przewagę świeżości, przetrzymuje trudniejsze momenty i finalnie zostaje pierwszym pretendentem do Global Championship. Najbardziej podoba mi się jednak to, co dostajemy po walce z Riddle’em. Ten psychologiczny aspekt jego postaci naprawdę zaczyna tutaj mocno pracować. Kenneth nie wychodzi i nie rzuca zwykłego „pokonałeś mnie, więc teraz się zemszczę”, tylko próbuje podważyć cały obraz Zamory, który właśnie zaczyna się tworzyć. Bierze dwa konkretne zjawiska psychologiczne i używa ich jako narzędzia do rozłożenia Bena na części. Najpierw konformizm normatywny. Później wyuczona bezradność, która już brzmi dużo bardziej jak groźba i zapowiedź tego, że Riddle chce go nie tyle pokonać, co psychicznie złamać. To bardzo dobrze rozwija Kennetha, bo nagle jego „dawna wersja” nie polega tylko na tym, że jest bardziej brutalny czy agresywny. On robi się bardziej analityczny, chłodny i niepokojący. Atakuje nie tylko ciało przeciwnika, ale też sposób, w jaki ten postrzega samego siebie i jak postrzegają go inni. Dzięki temu konflikt z Zamorą dostaje dużo więcej głębi. Podoba mi się też samo otoczenie tego promo – piwnica, książki, półmrok, kurz. To dobrze wspiera zmianę w Riddle’u i daje wrażenie, że on naprawdę wszedł w jakiś bardziej obsesyjny tryb. Jako HB jestem z tego bardzo zadowolony, bo Ben właśnie zdobywa ogromne momentum jako pierwszy pretendent, a Kenneth zamiast mu je od razu odbierać w ringu, zaczyna je podgryzać od strony psychologicznej. Dzięki temu obaj wychodzą z segmentu mocniejsi.

Podsumowując: Dla mnie gala była naprawdę okej. Nie wszystko było na tym samym poziomie i było kilka słabszych momentów, ale generalnie większość osób dowiozła swoje zadania i nie mam poczucia, że któryś z ważniejszych programów stanął w miejscu. Największym plusem jest chyba to, ile story poszło do przodu. Global Championship Contender Series dostało konkretną rangę i pierwszego pretendenta, program o Valor Championship mocno się rozkręcił, ruszyliśmy szerzej z grupą Walkera, Thor i Fenrir dostali wyraźny kierunek, a do tego kilka mniejszych wątków dostało kolejne cegiełki. Jako HB jestem zadowolony przede wszystkim z tego, że gala nie była tylko zbiorem walk i segmentów, ale faktycznie przesunęła sporą część brandu w stronę kolejnych tygodni. Było kilka prom, po których oczekiwałem trochę więcej, ale całościowo poziom był solidny i większość rzeczy spełniła swoje założenia. Dla mnie gala wyszła na plus.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
05.10.2026, 10:19 #7
Opener segment: Ten segment miał przede wszystkim podkreślić wagę całej Global Championship Contender Series i wydaje mi się, że pod tym względem spełnił swoje zadanie. Co do Teda chciałem, żeby wyszedł tutaj przede wszystkim jako konkretny GM, który nie potrzebuje robić wokół siebie wielkiego show, tylko po prostu wychodzi, przedstawia zasady i nadaje całej rywalizacji odpowiednią rangę. Myślę, że udało mi się to osiągnąć. Dostajemy jasną drogę do pasa, zapowiedź drugiej serii, Riddle’a jako pierwszego jej uczestnika i finałowy Last Man Standing Match na Danse Macabre. Chciałem od początku pokazać, że Global Championship nie będzie tytułem zdobywanym po jednej przypadkowej wygranej i tutaj udało się to według mnie dobrze sprzedać. Co do samych uczestników, to jednak walczymy tutaj o główny tytuł Colosseum, więc nie widziałbym większego sensu we wrzucaniu do tej serii jobberów pokroju Butli czy MateuszaMW tylko po to, żeby nabić komuś zwycięstwo. Każdy z tej czwórki dostał w instrukcji informację, że ma się dobrze pokazać i według mnie nawet późniejsza porażka nie musiała nikomu zaszkodzić. Jay miał z tej grupy chyba najtrudniejsze zadanie. Gdybyśmy wcześniej wiedzieli o rezygnacji Aigora, to wiadomo, że cała seria z Shio mogłaby potoczyć się inaczej, ale przy obecnym stanie rzeczy chciałem zagrać tym, że DiMateo sam celuje w dwa mistrzostwa i patrząc na jego gimmick Nepo Baby, uznałem, że obecność tutaj jak najbardziej mu pasuje. W jego wypowiedzi czuć sporo frustracji, tylko czytając komentarz Game’a sam już nie wiem, czy bardziej frustrował się Jay, czy jego autor xD Mimo wszystko wyszedł z otwierania właściwej części segmentu obronną ręką, bo nawet Teda zdołał wypunktować po swojemu i nie wyglądał jak ktoś, kto znalazł się tutaj przypadkiem. Fenrir tym razem trochę poniżej oczekiwań. Nadal wszystko jest spójne z jego gimmickiem i nadal ma ten swój klimat, ale za mocno opiera swoją pozycję na jednej wygranej. Przy takim segmencie chciałbym dostać od niego coś więcej niż argument, że ma za sobą jeden udany pojedynek i dlatego już zasługuje na wejście do walki o główny tytuł brandu. Brakowało mi tutaj mocniejszej deklaracji, większej pewności siebie albo czegoś, co pokazałoby, dlaczego akurat teraz Fenrir jest gotów przejść przez całą serię i stanąć na szczycie Colosseum. Poprawnie, ale po wcześniejszych materiałach wiem, że Dziadek potrafi wyciągnąć z tej postaci znacznie więcej. Turn z kolei po raz kolejny gra wynikiem 3:2 Jaya i wiem, że Game’owi może się już tym ulewać, ale uwierzcie mi, w CT przez sytuację z Aigorem też już się tym ulewało xD Sam speech jest dla mnie trochę kolejną wypowiedzią do odbębnienia. Brakuje emocji i czegoś, co naprawdę zatrzymałoby mnie przy Johnnym na dłużej. Carni słusznie zauważył też tekst o „dwóch mięśniakach”, średnio gra z faktami o jego rywalach. Na plus jednak, że Turn pamięta o Walkerze i tym, co działo się wcześniej, więc przynajmniej jego historia nie zostaje całkowicie pominięta tylko dlatego, że teraz pojawiła się szansa na mistrzostwo. Zamora miał zdecydowanie najłatwiejszą pozycję i wykorzystał ją chyba najlepiej ze wszystkich. On nie musi nikomu tłumaczyć, dlaczego tutaj jest, bo tydzień wcześniej pokonał Riddle’a i dostał nagrodę, którą teraz po prostu wykorzystuje. Bardzo dobrze czuć jego wyższość nad całą trójką. Jaya punktuje bilansem i tym, że większość jego dorobku opiera się na Shio, Fenrira sprowadza do siły, Turna do szybkości, po czym wszystkich wrzuca do jednego worka ludzi posiadających jakieś atuty, ale nadal stojących przed kimś, kto uważa się za kompletną maszynę. Najlepsze jest to, że nie musi przy tym przesadnie krzyczeć ani udowadniać swojej pozycji na siłę. Po prostu wychodzi z założenia, że nieważne, który z nich dotrze do Main Eventu, i tak na końcu czeka Zamora. I dokładnie tak powinien tutaj wypaść człowiek, który miał najkrótszą drogę do zostania pierwszym pretendentem. 

Fenrir wygrywa i idzie dalej, ale walka została napisana według mnie w sposób, który nie krzywdzi Jaya. 

Diallo / Kannonball / Borges: Krótki segment, ale całkiem przyjemny. Diallo i Kannonball dalej bardzo dobrze się uzupełniają, bo każdy z nich ma kompletnie inną energię. Kannonball jest prosty jak budowa cepa, a jego pomylenie Borgesa z Jezusem czy późniejsze rady dotyczące Eckharta są naprawdę ok. Z kolei Diallo cały czas funkcjonuje w swoim świecie wizji, energii i znaków, ale robi to z pełnym przekonaniem, dzięki czemu ten jego absurd naprawdę działa. Motyw z ósemką obróconą w symbol nieskończoności jest dokładnie takim rodzajem „magii”, który do niego pasuje xD Fajnie też, że ich duet nie polega tylko na tym, że jeden rzuca żart, a drugi go uzupełnia. Kannonball faktycznie wydaje się traktować Diallo jak jakiegoś dziwnego szamana, któremu może i nie do końca wierzy, ale jednak pozwala robić swoje. Diallo z kolei traktuje jego ograniczone możliwości intelektualne niemal jak normalny element rzeczywistości. Sam Borges nadal jednak wypada dla mnie trochę zbyt bezemocjonalnie. Niby reaguje na całą sytuację i denerwuje się na te „wróżby”, ale dalej brakuje mi w nim czegoś charakterystycznego. Jego głównym motywem jest przecież Fighting Spirit, więc chciałbym mocniej czuć tę zawziętość, dumę i podejście człowieka, który ból czy przeciwności traktuje wręcz jak kolejne wyzwanie. Dla mnie Luis nadal brzmi trochę zbyt poprawnie i generycznie. Końcówka z Walkerem natomiast dobrze popycha fabułę. Krótko, konkretnie i James przypadkiem zdobywa informację, która może mieć później znaczenie.

Johnny Turn: Krótki segment, ale robi robotę, bo w końcu daje Turnowi coś więcej niż kolejny speech przed walką. Spadający reflektor od razu buduje poczucie, że ktoś realnie próbuje mu zaszkodzić, a jego reakcja wypada naturalnie - bez kozaczenia, tylko zwykły instynkt i późniejsze nerwowe rozglądanie się. Podoba mi się też, że niczego tutaj nie wyjaśniamy. Nie ma sprawcy, nie ma jasnej odpowiedzi, tylko sam sygnał, że sytuacja wokół Johnny'ego robi się coraz mniej przypadkowa.

James Wallace / Nathan Martin / Walker: Tutaj fajnie połączyło się kilka wcześniejszych rzeczy. Atak na Nathana od razu potwierdza, że ludzie Walkera nie zamierzają odpuszczać, ale najważniejsze jest wejście Jamesa. Zamiast stać z boku i czekać na swoją walkę, reaguje od razu i dzięki temu pokazuje kim chce być. Podoba mi się też sama zmiana w Tag Team Match, bo nie wygląda jak wrzucona znikąd. James widzi sytuację, reaguje i proponuje rozwiązanie na miejscu. Walker natomiast dobrze wykorzystuje okazję, żeby jeszcze raz uderzyć w temat ojca i próbować sprowadzić Jamesa do „Wesa numer dwa”. Wiadomo, że to zbieranie taniego heatu w oczach Jamesa który chce się odciąć od ojca, ale tutaj to działa.

Fenrir vs Johnny Turn: Tutaj podoba mi się przede wszystkim to, że wcześniejszy motyw z reflektorem nie został jednorazowym wydarzeniem, tylko realnie wpływa na Turna przed i w trakcie walki. Pirotechnika wybuchająca mu przed twarzą jeszcze bardziej podkręca jego nerwowość, a późniejsze rozglądanie się po arenie i szukanie zagrożenia zaczyna kosztować go koncentrację. Sama walka dobrze sprzedała też zmęczenie Fenrira po pierwszym pojedynku, więc nie wyglądało to tak, jakby przeszedł przez Turna bez problemu. Johnny miał swoje momenty, był blisko wygranej i mógł pokazać swój styl, ale finalnie własne rozkojarzenie zaczęło działać przeciwko niemu. Dzięki temu porażka nie robi mu większej krzywdy, bo bardzo wyraźnie pokazujemy, że nie był tutaj w pełni skupiony na samym przeciwniku.

Thor / Fenrir: Tutaj za Thora odpowiadałem już ja, bo Haris tym razem zniknął(kto by się spodziewał xD) i trzeba było ten etap programu domknąć samemu. Zależało mi przede wszystkim na tym, żeby nie rozwalić Fenrirowi całego wieczoru przed Main Eventem, dlatego Thor nie urządza mu pełnego beatdownu, tylko atakuje, pokazuje przewagę inicjatywy i w odpowiednim momencie sam przerywa. Dzięki temu Fenrir nadal może iść dalej w Contender Series, a jednocześnie dostajemy wyraźny sygnał, że ich własny konflikt właśnie wszedł na kolejny poziom.
Chciałem też odejść od zwykłego „spotkamy się na następnej gali w ringu”. Hólmgang i cały pomysł Nordic War poza areną pasują mi do obu postaci znacznie bardziej niż klasyczna walka przy światłach i publiczności. Thor odwołuje się tutaj do wcześniejszych słów Fenrira o przeznaczeniu i niejako obraca je przeciwko niemu, więc pojedynek nie bierze się znikąd.

Uszczelka / Otunga / Cavazos: Ten segment miał dalej napędzać program wokół Valor Championship i według mnie robi to całkiem sprawnie. Uszczelka od początku próbuje zniechęcić kolejnego człowieka do walki o pas i coraz mocniej widać, że im więcej pretendentów pojawia się wokół niego, tym bardziej zaczyna go to uwierać. Otunga wypada tutaj dobrze, bo nie daje się wciągnąć w poziom rozmowy Zbyszka i odpowiada mu spokojnie jak na prawnika przystało. Fajnie punktuje też najważniejszą rzecz, czyli to, że zachowanie mistrza coraz mniej przypomina pewność siebie, a coraz bardziej próbę odstraszania ludzi od pasa. Cavazos również dostaje tutaj coś własnego. Nie ogranicza się już tylko do powtarzania, że chce rewanżu, ale zaczyna świadomie grać Uszczelce na psychice. Pomysł, że będzie pojawiał się przy jego walkach i czekał, aż Zbyszek sam pęknie, jest dużo ciekawszy niż kolejne zwykłe wyzwanie. Dobrze też, że od razu zaznacza wobec Otungi, że nie ma z nim osobistego problemu, po prostu obaj chcą tego samego pasa i prędzej czy później ich drogi muszą się przeciąć. Końcówka z face to face Davida i Jorge pokazuje nam, że tutaj jeszcze coś się będzie działo. Dobra robota panowie.

Brawl: Tutaj jako HB chciałem już wyraźnie podkręcić chaos wokół pasa i pokazać, że ta czwórka nie będzie ograniczać się do słownych przepychanek. Podoba mi się, że każdy dostał swój moment: Żaden z zawodników nie został pokrzywdzony podczas solidnego zamieszania. Teda akurat tutaj chciałem go wykorzystać jako GM-a, który nie wbiega osobiście rozdzielać zawodników, tylko kończy temat z pozycji człowieka zarządzającego całym brandem. Myślę, że wyszło to dobrze. Nie robi z siebie szeryfa, tylko daje im chwilę na rozwiązanie problemów, a reaguje dopiero wtedy, kiedy zaczynają demolować arenę i generować koszty xD Jestem zadowolony z kierunku w jakim go rozwijam i pewnie będę to kontynuować. 

James Wallace / Nathan Martin: Ten segment podoba mi się, bo poza rozwinięciem sprawy Walkera wreszcie daje nam też trochę więcej samej relacji Jamesa z Nathanem. Zależało mi, żeby Wallace nie został tutaj tylko gościem przekazującym informację, ale żeby dostał możliwość pracy z Martinem i jego specyficznym charakterem. I to moim zdaniem działa, bo James od początku podchodzi do całej jego „teorii świata” z dystansem, humorem i lekką bezczelnością. Nathan z kolei wypada tutaj bardzo w swoim stylu. Najpierw bardziej fascynuje go podobieństwo Jamesa do Wesa niż sama informacja o ataku, a kiedy już dociera do niego, że Shio był niewinny, praktycznie po chwili obraca to w ekscytację tym, że ktoś odważył się namieszać w „jego świecie”. Fajnie też, że dostajemy trochę konkretniejsze rozwinięcie jego filozofii. James natomiast dobrze punktuje absurd tej logiki i dzięki temu ich rozmowa nie zamienia się w monolog Nathana. Teksty o piwie czy Walkerze dobrze siedzą w jego charakterze, a końcówka pokazuje, że mimo całej różnicy między nimi zaczyna się tutaj tworzyć jakaś nić porozumienia.

Borges / Eckhart / Walker i spółka: Tutaj już zdecydowanie ruszyliśmy z programem grupowym na pełnej. Sama walka Borgesa z Eckhartem robi swoją robotę, bo Erwin dalej pokazuje techniczny styl i atakuje plecy, a Luis może znowu zaprezentować dynamikę i Fighting Spirit. Ważniejsze jest jednak to, co dzieje się później, bo wcześniejsza przepowiednia Diallo faktycznie dostaje payoff - Borges formalnie wygrywa przez dyskwalifikację, ale praktycznie nie ma czasu nawet zareagować na wynik, bo od razu zaczyna się większy chaos. Podoba mi się, że grupa Walkera zaczyna tutaj działać już jak realna siła, a nie zbiór pojedynczych postaci. Diallo zaczyna atak, Kannonball i Ralf dołączają, Walker stoi z boku i kontroluje sytuację, a później dochodzi jeszcze Eckhart. To daje wrażenie przewagi liczebnej i faktycznie buduje zagrożenie. Wejście Turna też ma sens, bo wcześniej już był przez nich atakowany i oszukiwany, więc nie robi tego „bo akurat jest face’em”, tylko ma konkretny powód. Potem dokładamy Nathana i Jamesa, co spina wcześniejsze segmenty w jedną większą historię. Właśnie na tym nam zależało, żeby kilka osobnych wątków zaczęło się łączyć w całość. Końcówka z wyzwaniem do Lumberjack Matchu dobrze zamyka chaos i daje nam konkretny następny krok. Ralf przyjmuje wyzwanie bez konsultacji z Walkerem, co od razu tworzy też drobne napięcie wewnątrz ich grupy. 

Biuro Teda: Tutaj zależało mi przede wszystkim na tym, żeby ta rozmowa nie wyglądała jak grzeczna konwersacja, tylko jak faktyczna awantura ludzi, z których każdy uważa, że właśnie jego racja jest najważniejsza. Moim zdaniem to się udało. Początkowo jeszcze próbują ze sobą dyskutować, ale z każdą kolejną wymianą robi się coraz większy burdel, aż w końcu wszyscy mówią jednocześnie i Ted musi ,,pierdolnąć" w biurko, żeby w ogóle odzyskać kontrolę nad własnym gabinetem xD Podoba mi się też, że każdy zachowuje tutaj swój charakter. Uszczelka najchętniej w ogóle nikomu nie dałby walki, Jay jest bezczelny, zaczepia wszystkich po kolei i cały czas uważa, że już zrobił wystarczająco dużo, Cavazos nie odpuszcza należnego jego zdaniem rewanżu, a Otunga próbuje jako jedyny uporządkować tę dyskusję logicznie i potraktować ją jak sprawę do rozstrzygnięcia. Dzięki temu mimo długości segmentu nie mam poczucia, że czterech ludzi mówi dokładnie to samo innymi słowami. Ted musiał podjąć konkretną, ważną decyzję. Nie chciałem, żeby GM od razu wszedł i powiedział wszystkim, jak będzie, tylko najpierw faktycznie ich wysłuchał, pozwolił im się wykłócić, a dopiero później przeciął temat. Triple Threat pomiędzy Jayem, Jorge i Otungą wydaje mi się naturalnym rozwiązaniem, bo żaden z nich nie dostaje title shota za darmo, a jednocześnie każdy może udowodnić swoje racje w ringu. Uszczelka oczywiście jest z tego najmniej zadowolony, bo właśnie stracił możliwość dalszego unikania konkretnego pretendenta. Końcówka również jest dla mnie ważna. Jay i Zbyszek najwyraźniej zaczynają coś kombinować, a Otunga zauważa ich szeptanie i zapamiętuje ten szczegół.

Fenrir vs Ben Zamora / Kenneth Riddle: Walkę pisałem ja i myślę, że wyszło naprawdę git. Fenrir po dwóch wcześniejszych pojedynkach i ataku Thora jest już wyraźnie zajechany, ale nadal stawia Zamorze konkretny opór, więc porażka go nie zabija. Ben z kolei robi dokładnie to, czego od niego oczekiwaliśmy – wykorzystuje przewagę świeżości, przetrzymuje trudniejsze momenty i finalnie zostaje pierwszym pretendentem do Global Championship. Najbardziej podoba mi się jednak to, co dostajemy po walce z Riddle’em. Ten psychologiczny aspekt jego postaci naprawdę zaczyna tutaj mocno pracować. Kenneth nie wychodzi i nie rzuca zwykłego „pokonałeś mnie, więc teraz się zemszczę”, tylko próbuje podważyć cały obraz Zamory, który właśnie zaczyna się tworzyć. Bierze dwa konkretne zjawiska psychologiczne i używa ich jako narzędzia do rozłożenia Bena na części. Najpierw konformizm normatywny. Później wyuczona bezradność, która już brzmi dużo bardziej jak groźba i zapowiedź tego, że Riddle chce go nie tyle pokonać, co psychicznie złamać. To bardzo dobrze rozwija Kennetha, bo nagle jego „dawna wersja” nie polega tylko na tym, że jest bardziej brutalny czy agresywny. On robi się bardziej analityczny, chłodny i niepokojący. Atakuje nie tylko ciało przeciwnika, ale też sposób, w jaki ten postrzega samego siebie i jak postrzegają go inni. Dzięki temu konflikt z Zamorą dostaje dużo więcej głębi. Podoba mi się też samo otoczenie tego promo – piwnica, książki, półmrok, kurz. To dobrze wspiera zmianę w Riddle’u i daje wrażenie, że on naprawdę wszedł w jakiś bardziej obsesyjny tryb. Jako HB jestem z tego bardzo zadowolony, bo Ben właśnie zdobywa ogromne momentum jako pierwszy pretendent, a Kenneth zamiast mu je od razu odbierać w ringu, zaczyna je podgryzać od strony psychologicznej. Dzięki temu obaj wychodzą z segmentu mocniejsi.

Podsumowując: Dla mnie gala była naprawdę okej. Nie wszystko było na tym samym poziomie i było kilka słabszych momentów, ale generalnie większość osób dowiozła swoje zadania i nie mam poczucia, że któryś z ważniejszych programów stanął w miejscu. Największym plusem jest chyba to, ile story poszło do przodu. Global Championship Contender Series dostało konkretną rangę i pierwszego pretendenta, program o Valor Championship mocno się rozkręcił, ruszyliśmy szerzej z grupą Walkera, Thor i Fenrir dostali wyraźny kierunek, a do tego kilka mniejszych wątków dostało kolejne cegiełki. Jako HB jestem zadowolony przede wszystkim z tego, że gala nie była tylko zbiorem walk i segmentów, ale faktycznie przesunęła sporą część brandu w stronę kolejnych tygodni. Było kilka prom, po których oczekiwałem trochę więcej, ale całościowo poziom był solidny i większość rzeczy spełniła swoje założenia. Dla mnie gala wyszła na plus.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
05.10.2026, 12:32
#8
DiBiase / DiMateo - Niezły galimatias nam tu urządził nowy GM. Zasady wyłonienia mistrza przemawiają do mnie bardziej niż prosty battle royal lub drabinka, więc jest to ciekawe rozwiązanie i odświeżające od tych typowych drabinek. Przerywa mu DiMateo i rany ale ten gość jest dobry. Przyznaję, że na początku jego kariery spisywałem go na straty, ale teraz dowozi i to całkiem nieźle. Wszystkie argumenty brzmiały sensownie, a jednocześnie oplótł je w satyrę co jeszcze bardziej wzmocniło przekaz. Chapeu bas. Fenrir też nie odstępuje poziomem. Fajnie, że nawiązuje do tej mitologii, jednocześnie nie przesadzając z nią. Niech będzie miał swój charakter, ale nie popada w historyjki jak superbohater. Ja to kupuję. Johnny wchodzi i nie spodziewałem się, że będzie mógł stanąć na równi pozostałym. Argument do Jaya o słabym zmiażdżeniu Shio jak najbardziej trafny i to musiało zaboleć. Do Fenrira co prawda nie ma jeszcze nic bo sam Fenrir nie bardzo się pokazał. Wstawki o tornadzie coraz mniej przestają śmieszyć, a zaczynam to traktować zgodnie z jego charakterem, więc dodają klimatu postaci. Ben wchodzi... ale ja nie czuję tutaj vibe zwycięzcy. On już ma wywalone co nie wróży dla niego najlepiej. Jakaś ta wypowiedź taka bez polotu. Ok było z sensem, ale nie wiele wniosła w te dyskusje. Takie podsumowanie rozmowy. Generalnie jak mam wskazać zwycięzcę sega to zdecydowanie DiMateo. Ogólnie ranking tego segu pasuje do ich wejść, ale Jay ma najlepsze zadatki na mistrza. Reszta jakby jeszcze nie była gotowa.

Fenrir vs DiMateo - No i jestem w szoku. Poprzedni segment zwiastował, że Jay nie dość, że wygra ten pojedynek to jeszcze zdobędzie pas. Dziwna sprawa, nie uważam żeby Fenrir zasługiwał na tą wygraną. Brakowało mu iskry i jest zresztą tu jeszcze nowy. Wygląda na to, że pchamy trochę Zamorę na zwycięzcę serii.

Kannonball / Diallo / Borges - Niezły wariat z tego Kannonballa. Ciekawa rozmowa rozwinęłaby się między nim, a Uszczelką. Wydaje się, że nadają na tych samych falach. Cyclone dalej świruje z tym medalionem. Borges jako Jezys Chrystus niezły musiał mieć mindfuck. Ogólnie jego początek w federacji to niezły bajzel. Jak nie parawany wokół ringu to jeszcze dziwaki z medalionami. Plusik za nawiązanie do Orange Mana. Z tą kulą to niezła wkręta ze strony Diallo, ale w końcu to profesjonalny kłamca. Luis chciał wróżbę i ją dostał. Co prawda większość zmyślił, ale Borges jest za to spokojniejszy. Miły segment, nie za dużo wniósł, ale czytało się przyjemnie.

Walker / Wallace - James zgrywa tutaj agent specjalnego. Ciekawe co knuje ta szuja Walker. Nathan jest dosyć wysoko postawioną postacią, więc Willy musi celować w sam szczyt. Jednocześnie zaczepia Turna. Aż dziwne, że nikt z ekipy Walkera nie obił operatora.

Turn - Zamach na Tornado Mana! Może swoim szybkim krokiem wywołał mały wir powietrze, który spowodował upadek reflektora. Johnny kieruje od razu kroki w stronę biura GM i dobrze to już nie jest zabawa.

Wallace / Martin - Czyli miałem rację, że ochroniarze Walkera muszą zaatakować. Myślałem, że zrobią to już w trakcie podsłuchiwania. Ale dlaczego to Nathan oberwał? W końcu to James podsłuchał. Martin stał się niewygodny? Dziwne, że to Walker decyduje o tej walce. GM nie ma tu nic do powiedzenia? Chociaż na chwilę mógłby się wtrącić. W końcu Kannonball i Diallo dostają to czego chcieli czyli łomot od Wallace Juniora i Martina. Nathan był tu już trochę poobijany, więc wygrana ważyła więcej.

Butla - Saga z Butlą ciągl dalszy. Ryse chciał go wyprowadzić na prostą. Głosy z tego co widzę obecnie są chyba dalej negatywne. Ja bym dał szansę bo jest na to gruby pomysł. Dla Zygmunta to lekki szok. Był w peaku kariery, a nagle się okazuje, że pora ją kończyć.

Fenrir vs Turn - Wilkołak pokonuje kolejnego przeciwnika. Johnny ma faktycznie jakieś fatum. Gdzie nie pójdzie o krok od nieszczęścia. Fenrir może startować dalej i to z niemałym dorobkiem. Znienacka atakuje go Thor. Podejrzewam, że to będzie usprawiedliwieniem przegranej z Zamorą. W końcu dwie walki, obicie przez Thora to można się trochę zmęczyć, a jeśli Ben to przegra to naprawdę będzie to źle o nim świadczyć. Ciekawe jaka stypulacja lub jakie miejsce wybierze Thor na przyszłe Colosseum. Kolejny dobry program nam się rozpoczyna.

Wallace / Martin - Nathan w tym segmencie przypomina trochę Edgara. Nieźle wystrzelony koleś. James za to brzmi na mega pewnego siebie. Podoba mi się to staranie z jego strony, żeby jakoś porozumieć się z Nathanem. Ten gra kompletnie odstrzelonego i opowiada o snach. Z Dowsonem i Sakazakim ma rację nie można mu odmówić, że jest skuteczny, ale na dłuższą metę nie widzę tego duetu.

Turn / Walker / Ralf / Kannonball / Martin / Wallace / Eckhart - Zaskoczył mnie kompletny brak Eckharta w tej sytuacji. Erwin chyba czmychnął potajemnie z ringu. Niezła rozpierducha nam się tutaj wydarzyła. Nie spodziewałem się, że to Ralf stanie naprzeciw Turna. Walker raczej go za to skarci w końcu to on tu szefuje. Naprawdę niezły bajzel się zrobił, story dotyczy tylu osób że łatwo się w tym pogubić. Lumberjack Match brzmi ciekawie. W takim starciu raczej Johnny powinien mieć łatwą wygraną.

Main Event - Czyli tak jak myślałem Zamora pokonuje Fenrira. Szkoda tego DiMateo w tym wszystkim, ale on celuje w Valor to raczej byłby tu od czapy. Fenrir nic nie traci bo zaczął nowe story i został nieźle poobijany wcześniej. Na to wszystko wchodzi Riddle cały na.. granatowo. Ten eksperyment z psami ewidentnie okrutny. Zamora może i wygrał serię, ale Riddle mu ewidentnie nie odpuści. W końcu to Kenneth się na kogoś uwziął, a nie oni na niego.

Zbyszek Uszczelka
Streak:

8/0/2
Last match:
Zbyszek Uszczelka
def. Preston Steele
Achievements:
1 x
LPW Valor Champion

Cheis Finnegan
Streak:
1/0/2
Last match:
Chris Finnegan
 def. Alistair Fraser Jr
Odpowiedz
Cytuj
Varost
Zawodowiec
05.10.2026, 12:32 #8
DiBiase / DiMateo - Niezły galimatias nam tu urządził nowy GM. Zasady wyłonienia mistrza przemawiają do mnie bardziej niż prosty battle royal lub drabinka, więc jest to ciekawe rozwiązanie i odświeżające od tych typowych drabinek. Przerywa mu DiMateo i rany ale ten gość jest dobry. Przyznaję, że na początku jego kariery spisywałem go na straty, ale teraz dowozi i to całkiem nieźle. Wszystkie argumenty brzmiały sensownie, a jednocześnie oplótł je w satyrę co jeszcze bardziej wzmocniło przekaz. Chapeu bas. Fenrir też nie odstępuje poziomem. Fajnie, że nawiązuje do tej mitologii, jednocześnie nie przesadzając z nią. Niech będzie miał swój charakter, ale nie popada w historyjki jak superbohater. Ja to kupuję. Johnny wchodzi i nie spodziewałem się, że będzie mógł stanąć na równi pozostałym. Argument do Jaya o słabym zmiażdżeniu Shio jak najbardziej trafny i to musiało zaboleć. Do Fenrira co prawda nie ma jeszcze nic bo sam Fenrir nie bardzo się pokazał. Wstawki o tornadzie coraz mniej przestają śmieszyć, a zaczynam to traktować zgodnie z jego charakterem, więc dodają klimatu postaci. Ben wchodzi... ale ja nie czuję tutaj vibe zwycięzcy. On już ma wywalone co nie wróży dla niego najlepiej. Jakaś ta wypowiedź taka bez polotu. Ok było z sensem, ale nie wiele wniosła w te dyskusje. Takie podsumowanie rozmowy. Generalnie jak mam wskazać zwycięzcę sega to zdecydowanie DiMateo. Ogólnie ranking tego segu pasuje do ich wejść, ale Jay ma najlepsze zadatki na mistrza. Reszta jakby jeszcze nie była gotowa.

Fenrir vs DiMateo - No i jestem w szoku. Poprzedni segment zwiastował, że Jay nie dość, że wygra ten pojedynek to jeszcze zdobędzie pas. Dziwna sprawa, nie uważam żeby Fenrir zasługiwał na tą wygraną. Brakowało mu iskry i jest zresztą tu jeszcze nowy. Wygląda na to, że pchamy trochę Zamorę na zwycięzcę serii.

Kannonball / Diallo / Borges - Niezły wariat z tego Kannonballa. Ciekawa rozmowa rozwinęłaby się między nim, a Uszczelką. Wydaje się, że nadają na tych samych falach. Cyclone dalej świruje z tym medalionem. Borges jako Jezys Chrystus niezły musiał mieć mindfuck. Ogólnie jego początek w federacji to niezły bajzel. Jak nie parawany wokół ringu to jeszcze dziwaki z medalionami. Plusik za nawiązanie do Orange Mana. Z tą kulą to niezła wkręta ze strony Diallo, ale w końcu to profesjonalny kłamca. Luis chciał wróżbę i ją dostał. Co prawda większość zmyślił, ale Borges jest za to spokojniejszy. Miły segment, nie za dużo wniósł, ale czytało się przyjemnie.

Walker / Wallace - James zgrywa tutaj agent specjalnego. Ciekawe co knuje ta szuja Walker. Nathan jest dosyć wysoko postawioną postacią, więc Willy musi celować w sam szczyt. Jednocześnie zaczepia Turna. Aż dziwne, że nikt z ekipy Walkera nie obił operatora.

Turn - Zamach na Tornado Mana! Może swoim szybkim krokiem wywołał mały wir powietrze, który spowodował upadek reflektora. Johnny kieruje od razu kroki w stronę biura GM i dobrze to już nie jest zabawa.

Wallace / Martin - Czyli miałem rację, że ochroniarze Walkera muszą zaatakować. Myślałem, że zrobią to już w trakcie podsłuchiwania. Ale dlaczego to Nathan oberwał? W końcu to James podsłuchał. Martin stał się niewygodny? Dziwne, że to Walker decyduje o tej walce. GM nie ma tu nic do powiedzenia? Chociaż na chwilę mógłby się wtrącić. W końcu Kannonball i Diallo dostają to czego chcieli czyli łomot od Wallace Juniora i Martina. Nathan był tu już trochę poobijany, więc wygrana ważyła więcej.

Butla - Saga z Butlą ciągl dalszy. Ryse chciał go wyprowadzić na prostą. Głosy z tego co widzę obecnie są chyba dalej negatywne. Ja bym dał szansę bo jest na to gruby pomysł. Dla Zygmunta to lekki szok. Był w peaku kariery, a nagle się okazuje, że pora ją kończyć.

Fenrir vs Turn - Wilkołak pokonuje kolejnego przeciwnika. Johnny ma faktycznie jakieś fatum. Gdzie nie pójdzie o krok od nieszczęścia. Fenrir może startować dalej i to z niemałym dorobkiem. Znienacka atakuje go Thor. Podejrzewam, że to będzie usprawiedliwieniem przegranej z Zamorą. W końcu dwie walki, obicie przez Thora to można się trochę zmęczyć, a jeśli Ben to przegra to naprawdę będzie to źle o nim świadczyć. Ciekawe jaka stypulacja lub jakie miejsce wybierze Thor na przyszłe Colosseum. Kolejny dobry program nam się rozpoczyna.

Wallace / Martin - Nathan w tym segmencie przypomina trochę Edgara. Nieźle wystrzelony koleś. James za to brzmi na mega pewnego siebie. Podoba mi się to staranie z jego strony, żeby jakoś porozumieć się z Nathanem. Ten gra kompletnie odstrzelonego i opowiada o snach. Z Dowsonem i Sakazakim ma rację nie można mu odmówić, że jest skuteczny, ale na dłuższą metę nie widzę tego duetu.

Turn / Walker / Ralf / Kannonball / Martin / Wallace / Eckhart - Zaskoczył mnie kompletny brak Eckharta w tej sytuacji. Erwin chyba czmychnął potajemnie z ringu. Niezła rozpierducha nam się tutaj wydarzyła. Nie spodziewałem się, że to Ralf stanie naprzeciw Turna. Walker raczej go za to skarci w końcu to on tu szefuje. Naprawdę niezły bajzel się zrobił, story dotyczy tylu osób że łatwo się w tym pogubić. Lumberjack Match brzmi ciekawie. W takim starciu raczej Johnny powinien mieć łatwą wygraną.

Main Event - Czyli tak jak myślałem Zamora pokonuje Fenrira. Szkoda tego DiMateo w tym wszystkim, ale on celuje w Valor to raczej byłby tu od czapy. Fenrir nic nie traci bo zaczął nowe story i został nieźle poobijany wcześniej. Na to wszystko wchodzi Riddle cały na.. granatowo. Ten eksperyment z psami ewidentnie okrutny. Zamora może i wygrał serię, ale Riddle mu ewidentnie nie odpuści. W końcu to Kenneth się na kogoś uwziął, a nie oni na niego.

Zbyszek Uszczelka
Streak:

8/0/2
Last match:
Zbyszek Uszczelka
def. Preston Steele
Achievements:
1 x
LPW Valor Champion

Cheis Finnegan
Streak:
1/0/2
Last match:
Chris Finnegan
 def. Alistair Fraser Jr
Odpowiedz
Cytuj
07.10.2026, 10:30
#9
Segment startowy: no i mamy przedstawienie pasa Global. Nie wiem czy już to pisałem, ale Ted ogólnie pasuje jako GM w garniaku i w ogóle. No taki typowy turniej. Czy zarzut Game’a jest zasadny? No ktoś musiał być pierwszy, a to jednak walka o contendera, nie dasz tutaj NPC mimo wszystko, a nie było wiadomo kto wygra. Ben miał ułatwione zadanie w sumie. Kenneth był kontuzjowany/osłabiony po mocnej walce z Rybackiem i dodatkowo dobity przez Zamorę pod koniec. Także ułatwił sobie pojedynek walcząc z kimś, kto fizycznie w sumie nie domagał. Nie wiem dlaczego, ten DiBiase tak mi pachnie heelem na kilometr, te jego odzywki, tutaj trochę Benowi ułatwił zadanie, takie mam wrażenie, że robi pod górę face’om, ale w ogóle mam takie wrażenie od PPV. Oj, znowu poniewierany będzie ten Riddle. Ciekawe czy dojdzie do ME (zakładam, że tak, ten pojedynek o pas raczej skrojony dla tej dwójki). No ale taki jest wrestling i pan Riddle musi wziąć sprawy w swoje ręce. Na pewno będzie bardziej wyleczony za dwa tygodnie i bardziej zdeterminowany. O, pierwszy raz oficjalnie pada nazwa PPV. Last Man Standing, ciekawą do napisania walka, trochę tego typu walk człowiek w życiu napisał. Można puścić wodzę fantazji. Lekkie powtórzenie z tym staniem nad przeciwnikiem, ale dobra tam, spoko wystąpienie Teda. Kurde, jak zobaczyłem, że wszyscy jesteśmy w tym segmencie to sobie dopiero uświadomiłem jak długi on będzie. No ale już to czytałem wszystko, więc łatwiej i szybciej będzie przez to przebrnąć. Dobry prztyczek w stronę Zamory, że nic nie zrobił takiego, a praktycznie ma najłatwiejsze zadanie, żeby zostać pretendentem. Dostał to można powiedzieć za nazwisko. No ale mówię, DiBiase tutaj wygląda jakby coś kombinował ogólnie. Te nawiązania do wilkołaka, tornada i King Konga zajebsite, spodobało mi się. No wygrał feud i całe Bo5, musi się tym poszczycić, bo to ostatnio najwyższe jego wyróżnienie w zasadzie. 6 walk z czego 5 z Sio, nie jest to niesamowite CV jakby nie patrzeć. Ogółem naprawdę spoko jest ta wypowiedź Jay’a, czuć to poczucie niesprawiedliwości, rozżalenie. Chociaż w sumie jak ma się biedy chłopak czuć? Trochę przejebane. Jest teraz Norweg. O a to ciekawe nawiązanie do Lokiego, nie słyszałem o tym wcześniej, ale z miłą chęcią wygooglowałem (nie wiem dlaczego pomyślałem w pierwszej chwili, że to jakiś raper z Polski XD) i stworzył on między innymi mitycznego Fenrira. Bardzo lubię takie smaczki. Naprawdę dobra ta wypowiedź, pewność siebie, ale nie przesadzona. Teraz kolej na moją postać i odwołując się do tych mięśniaków, to chciałem złapać u Fenrira i Jay’a złapać jakiś wspólny mianownik, żeby ich nazwać grupowo tak jakby, ale wyszło nieco komicznie, to prawda XD. Ale muszę powiedzieć, że DiMateo w mojej głowie nie był oczywiście tak wielki jak jego rywal, natomiast miał jakąś wyrzeźbioną sylwetkę, no ale teraz jak o tym myślę, to do tego samego worka można wrzucić również przykładowo Turna. A tak poza tym pisało mi się to pisało. Na koniec Tongijczyk. O, dokładnie ten sam zarzut z dwoma porażkami, bo taka jest prawda w sumie XD. Wiem, że musiał być jakiś punkt zaczepienia, ale to mimo wszystko raczej nie ma się czym szczycić XD. A ciekawe, że nie odnosił się bezpośrednio do Turna i do Fenrira, tylko tak ogólnie jebnął, co też ma swój urok i wysuwa tu pewność siebie Zamory na pierwszy plan. Twarde to promo Tongijczyka, podobało mi się również. Ogólnie jak na segment początkowy i cztery różne postacie, to bardzo równe te wypowiedzi i mimo wszystko trudno mi tutaj wskazać jakiegoś najlepszego, każdy dał z siebie sporo.

Pierwsza walka: i od razu pierwsza walka. Fenrir wygrywa, raczej zasłużenie, graty.

Wróżby i dziwy: jaki patus z tego Kannomballa XD. DiCaprio i jeszcze Feniks. Taki chłop typowo dopiero oderwany od pługa jak to się kiedyś mówiło. Odwołanie do Jezusa i nagle pojawia się Luis, zajebiste XD. Ta wypowiedź Borgesa raczej zwyczajna, ale chyba miała taką być na spokojnie i bez fajerwerków. Ciekawe przedstawienie Kannonballa przez Cyclone’a. Diallo jak Wałęsa doradza każdemu wysoko postawionemu, żeby tylko później się nie okazało, że jest analfabetą jak ten pan z wąsem z Polski. Oj to zdecydowanie nie są żarty i zaraz się okaże co ta bila z ósemką oznacza. Coś z kresem jakby miał zakładać, bo przecież to ostatnia bila, którą sie wbija. Ach, klasyczny motyw z ósemką i nieskończonością. Okej, rozumiem. A bo w ogóle Luis przyszedł po poradę do Diallo, to ciekawe. Kannonball jak kretyn jakiś XD. Ale najwyraźniej taki ma być. Ja nie wiem już jak to jest z tymi jego wróżbami, bo co do walki to raczej ogólniki, ale na koniec to, że tam zabraknie czasu to chyba będzie jakaś interwencja grana. O „poszlaki” to dobre słowo XD. Tak, tak, moc mu się wyczerpała, a pewnie sam będzie brał udział w tej interwencji! Luis zapomniał potion z maną wziąć dla wróżbity. No to te słowa Kannonballa raczej mnie w tym wszystkim utwierdzają. Nie wiem dlaczego, bo dosyć spoko jest ten segment, ale tak trudno było mi przez niego przebrnąć, nie wiem dlaczego.

Łili Wędrowniczek: a to ci syn swojego ojca podsłuchiwacz, ciekawe czy Wes byłby dumny z pociechy! Jeszcze operator kamery dostał gromy za Jamesa w sumie najbardziej, niż za siebie samego. No to ciekawe czy Martin będzie rad dołączyć do tej bandy.

Eli ma w co się ubrać, bo wystarczy, że dba dobrze o wąsa. A to przecież nie ta tygodniówka XD.

Perypetie Turna: Raptor specjalnie mnie namawiał, żebym założył postać Turna na Colo, żeby mi ją z czystym sumieniem uśmiercić na wizji, nic innego mi nie przychodzi do głowy XD.

Perypetie Wallace’a i Martina: znowu zamaskowana postać? Ludzie kochani, jeszcze jeden nabytek Walkera. No i są winowajcy, niebezpiecznie na tym Colosseum. O proszę, zamiast walki przeciekło sobie, komitywa w stronę bandy Walkera. Jest taniec i playa XD. Zajebiste to było, ale w ogóle Walker tak o sobie wszedł i zatwierdził to starcie. Gdzie Ted w tym wszystkim? Przygląda się? Dobry pocisk z Davidem Flairem. Dobry segment.

Walka 2: spodziewana przegrana bandy Walkera.

Butla: Ciureja prawie jak Cucurella. Temat DNA jest dalej ciągnięty jak widać. Butla i zdrowy tryb życia? Że co, zamiast 5 browarów pije tylko czteropak? 36 lat a po wyglądzie postaci jakby miał bliżej 50 XD. No 55 czyli nawet więcej, niż przypuszczałem. Takie tam machniecie, kto nie machnął się nigdy w dacie o 20 lat? XD O to ciekawe czy jeszcze na tym Colo dowiemy się kim naprawdę jest Butla.

Perypetie Turna 2: no jak nic chcą mi go ubić. Raptor, co ja Ci takiego zrobiłem, co? XD Nie no ale tak na poważnie, to zaostrza się ten cały zatarg. Ekipa Walkera w ogóle już prawie każdemu wchodzi w drogę.

Walka 3: pisałem ja, miłej lektury. Porażka również spodziewana. Fenrir to jest kocur. A raczej wilk.

Po walce: duch Harisa wiecznie żywy. Dobrze, że chociaż ten zapis dokończył. Fenrir po dwóch walkach jeszcze zdołał się obronić, tak bardzo żaden jest Thor. Jaki dobroduszny, chce, żeby przeciwnik miał siłę jeszcze wystąpić w ME. Chociaż ten atak pewnie osłabił wilkołaka. No i mamy ten specyficzny pojedynek, dołożę wszelkich starań, żeby ta walka dowiozła, bo gimmick jest iście ciekawy.

Mistrz i Małgorzata (a w zasadzie David): Uszczelka zmierza szybkim krokiem? Przecież to oksymoron praktycznie XD. Nie no, jakoś tym mistrzem został. Mistrz musi bronić pas i się stado oponentów zebrało, zdziwienie jakieś? Zbyniu jaki agresywny, dobrze. Dodał mu pas animuszu. Dobra wypowiedź Otungi, zgodna z gimmickiem. Celnie odbija piłeczkę. Co do zasady, to Otunga do tej pory nie był papugą, mimo, że ma gimmick adwokata. W sprawie Hilla był kimś w rodzaju prokuratora, ewentualnie oskarżyciela. Ale to odchrząkniecie po wcześniejszym zaśmianiu się przywołuje w pamięci taki chrapliwy, przechlany śmiech spowodowany latami palenia szlugów i łojenia browarów. Na koniec były mistrz, nie da się ukryć, że sporo zainteresowanych wokół pasa Valor się zebrało. Zamykać go do więzienia? A przecież to taki dobry chłopak, tequili by się napili, dogadaliby się. Jak na Cavazosa to dosyć mocna, z takim pazurem ta wypowiedź. Raczej oczywiste wydaje mi się to, że nie wygra tej walki Jorge (w sensie tej o pretendenta), ale jest to stały, barwny element show. Z całej trójki raczej najlepszy Otunga, ale wypowiedzi każdego z zawodników mi tutaj siadły.

Uff, w Siedlcach już można na spokojnie gasić pożary. Szkoda rychło tych rodzin, do których wóz strażacki nie dojechał, ale trudno. Show must go on jak to mówią XD

Walka 4: nie mogłoby być innego wyniku. Spodziewałem się interwencji Escobara tak dodatkowo, ale to i tak spoko wyszło. Ta walka, Uszczelka taki niepewny.

Po walce: Low Blow? Od Face’a? Jaki z niego face? Chyba, że Zbyniu ostatnio stał się jakimś tweenerem czy kimś w tym rodzaju. Aha, teraz dopiero doczytałem XD. Szybko się Jay pozbierał po tej porażce w pierwszej walce, nie ma co. Czyli do Davida i Jorge dołącza jeszcze Nepo Baby. The Rock się przebudził w DiMateo. Ależ rozpierdol w tym brawlu, gdzie jest Ted gdy go potrzeba? I co próbował pod koniec zrobić mistrz? Wejść na narożnik i skoczyć? Matko XD. Wtedy nie tylko kij DiMateto byłby połamany. Na szczęście pojawił się GM. To ciekawe, że od razu nie ogłosił triple threatu o contendera, tylko zaprasza do biura. Też ciekawe wyjście. Naprawdę spoko rozpisany ten brawl.

James i Martin: Sukazaki nadal wspominany, chociaż w tym przypadku zasadnie. Z jego dzieł? W sensie? Martin stworzył w jakiś sposób Wallace’a? Biedny Japoniec dostał w cymbał za darmo. Tak jak się spodziewałem, zero refleksji czy tam jakiejś głębszej rozkminy, tylko dostał wpierdol i trudno. Taki śmietnik robią, a tej chce go poznać, zupełnie odwrotnie niż wszyscy, podoba mi się jego wypowiedź. Zapatrzony w swój świat. No właśnie, dobra wypowiedź Jamesa. Martin dogadałby się z Edgarem, obaj bujają w obłokach, obaj maina swój świat, tylko jeden wymyślony, a drugi pisze powieść, czyli pośrednio również jest to świat stwierdzony/wymyślony. No w sumie racja, już dwie osoby wyeliminował na tyle, że są teraz w sekcji Alumni XD. Dobrze, że nie jest socjopatą, bo wtedy byśmy w ogóle mieli tragedię, trup by się słał jak dywan. Bardzo fajny segment. Dużo wyjaśnień i ciekawych smaczków a propos gimmicków.

Walka 5: prawdę mówiąc spodziewałem się po tej walce jakieś większej etykiety wrestlingowej. Kilka mam zastrzeżeń również do niektórych akcji, bo jak zawodnik przechwytuje nogę i oponent wali Enzuigiri, to nie jest Step-up Enzuigiri, tylko zwykłe Enzuigiri. Ale tak poza tym naprawdę spoko pojedynek.

Po walce: I zaś ta ekipa Wallace’a. Częściej niż ktokolwiek inny na Colosseum XD. Chociaż Turn tym razem również parę razy, ale to przez to, że tamci to atakują co chwila. Ależ to był dobrze rozpisany brawl, naprawdę tak się to powinno robić brawo panie Raptor (o ile się nie mylę). Face’owie przeganiają rywali, ale no naprawdę, bardzo fajnie to rozpisałeś. Wypowiedź Turna nieco ostrzejsza, bo ile można sobie dawać wchodzić na głowę? Lumberjack Match to ciekawe rozwiązanie w tej sytuacji, bo będą pewnie i face’owe i ekipa Walkera. Też zakładam jeden wielki brawl, ale już widzę, że to będzie naprawdę dobre. Brawo za tę całą sytuację.

Pycha to jest kurwa żarcie, no jak nic XD. Ale no są te wyrazy o różnych znaczeniach.

Sytuacja wokół pasa Valor: jak nie będzie walk o pas? To vacant i chuj XD. Ten z Wałęsą do Meksykanina, śmieszy mnie ten absurd po prostu XD. Jay jaki nonszalancki, no mają panowie spoko te gimmicki. Fajne te wypowiedzi, takie krótkie, to wygląda jak rozmowa, a nie wielkie przemowy.  Warg Michał, który lubi się rozpisywać tutaj zwięźle i na temat. Eee prosty ten wniosek Otungi. Myślałem, że bardziej będzie to utrzymane w takiej pozie, że on jest ponad nimi wszystkimi. Dej, bo mie się należy, ten Jay jak madka po zasiłek XD. Na trafne argumenty Davida, tylko argument siły zadziała. „Ludzie trzymajcie mnie bo mu chyba przypierdolę!” rozjebalo mnie to, serio XDDDDD. Dzieciaki się pokłóciły o pas, to rozjemca Ted musiał przypomnieć pięścią w stół kto tu rządzi. Ale naprawdę zajebista ta wymiana zdań. W sumie lepsze jest takie rozwiązanie, dostaliśmy ciekawy segment, zamiast zwykłego ogłoszenia po tym brawlu w ringu. O czyżby Jay się na coś umawiał z Uszczelką? W sumie interwencje są dozwolone w tego typu walkach, więc może coś tam będzie się ciekawego działo. Zajebisty segment.

ME: niby człowiek wiedzioł, a jednak się łudził, że Fenrir wygra z Zamorą. Ale graty za tę zaciekłą walkę, panie Fenrir.

Po walce: kurde, co ten Kenneth taki poważny i co to za księgi bo przyznam, że o nich nie słyszałem. A no, słyszałem o tym i to dosyć niedawno o tym konformizmie. Bardzo ciekawa sprawa jak człowiek zaczyna wątpić w to co widzi, bo nawet to nie wystarczy gdy jesteś pod naporem własnych myśli i chęci przynależności do grupy między innymi. Przeczytałem pierwszą wypowiedź i woo, zajebiste to jest, panie FoTi. O to z odwróceniem też słyszałem, tylko nie z psami, tylko chyba z końmi, że koń nie był niczym uwiązany, a i tak nie uciekał mimo wolnej przestrzeni, bo w jego głowie to było i tak bezsensu. A to z psami drastyczniejsze, no ale tak to już jest z tymi starymi badaniami. Poza tym niektórych badań psychicznych nie da się przeprowadzić bez presji z jakiejś strony. Tak samo, nie wiem czy to plotka, ale dzięki badaniom doktora Mengele lekarze mogli dochodzić do różnych wniosków i celów w medycynie, opierając się na jego badaniach. Tak kiedyś słyszałem. No ale odleciałem, zajebiste to było, serio. Na ten moment mój faworyt, to właśnie Riddle.

Podsumowując: długo pisałem ten komentarz, ale to bardziej z mojej winy, a raczej z braku czasu. No ale dokończyłem, gala naprawdę dobra, działo się sporo i dużo programów zostało popchniętych.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.10.2026, 10:48 przez Zimny.

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
Zimny
Zawodowiec
07.10.2026, 10:30 #9
Segment startowy: no i mamy przedstawienie pasa Global. Nie wiem czy już to pisałem, ale Ted ogólnie pasuje jako GM w garniaku i w ogóle. No taki typowy turniej. Czy zarzut Game’a jest zasadny? No ktoś musiał być pierwszy, a to jednak walka o contendera, nie dasz tutaj NPC mimo wszystko, a nie było wiadomo kto wygra. Ben miał ułatwione zadanie w sumie. Kenneth był kontuzjowany/osłabiony po mocnej walce z Rybackiem i dodatkowo dobity przez Zamorę pod koniec. Także ułatwił sobie pojedynek walcząc z kimś, kto fizycznie w sumie nie domagał. Nie wiem dlaczego, ten DiBiase tak mi pachnie heelem na kilometr, te jego odzywki, tutaj trochę Benowi ułatwił zadanie, takie mam wrażenie, że robi pod górę face’om, ale w ogóle mam takie wrażenie od PPV. Oj, znowu poniewierany będzie ten Riddle. Ciekawe czy dojdzie do ME (zakładam, że tak, ten pojedynek o pas raczej skrojony dla tej dwójki). No ale taki jest wrestling i pan Riddle musi wziąć sprawy w swoje ręce. Na pewno będzie bardziej wyleczony za dwa tygodnie i bardziej zdeterminowany. O, pierwszy raz oficjalnie pada nazwa PPV. Last Man Standing, ciekawą do napisania walka, trochę tego typu walk człowiek w życiu napisał. Można puścić wodzę fantazji. Lekkie powtórzenie z tym staniem nad przeciwnikiem, ale dobra tam, spoko wystąpienie Teda. Kurde, jak zobaczyłem, że wszyscy jesteśmy w tym segmencie to sobie dopiero uświadomiłem jak długi on będzie. No ale już to czytałem wszystko, więc łatwiej i szybciej będzie przez to przebrnąć. Dobry prztyczek w stronę Zamory, że nic nie zrobił takiego, a praktycznie ma najłatwiejsze zadanie, żeby zostać pretendentem. Dostał to można powiedzieć za nazwisko. No ale mówię, DiBiase tutaj wygląda jakby coś kombinował ogólnie. Te nawiązania do wilkołaka, tornada i King Konga zajebsite, spodobało mi się. No wygrał feud i całe Bo5, musi się tym poszczycić, bo to ostatnio najwyższe jego wyróżnienie w zasadzie. 6 walk z czego 5 z Sio, nie jest to niesamowite CV jakby nie patrzeć. Ogółem naprawdę spoko jest ta wypowiedź Jay’a, czuć to poczucie niesprawiedliwości, rozżalenie. Chociaż w sumie jak ma się biedy chłopak czuć? Trochę przejebane. Jest teraz Norweg. O a to ciekawe nawiązanie do Lokiego, nie słyszałem o tym wcześniej, ale z miłą chęcią wygooglowałem (nie wiem dlaczego pomyślałem w pierwszej chwili, że to jakiś raper z Polski XD) i stworzył on między innymi mitycznego Fenrira. Bardzo lubię takie smaczki. Naprawdę dobra ta wypowiedź, pewność siebie, ale nie przesadzona. Teraz kolej na moją postać i odwołując się do tych mięśniaków, to chciałem złapać u Fenrira i Jay’a złapać jakiś wspólny mianownik, żeby ich nazwać grupowo tak jakby, ale wyszło nieco komicznie, to prawda XD. Ale muszę powiedzieć, że DiMateo w mojej głowie nie był oczywiście tak wielki jak jego rywal, natomiast miał jakąś wyrzeźbioną sylwetkę, no ale teraz jak o tym myślę, to do tego samego worka można wrzucić również przykładowo Turna. A tak poza tym pisało mi się to pisało. Na koniec Tongijczyk. O, dokładnie ten sam zarzut z dwoma porażkami, bo taka jest prawda w sumie XD. Wiem, że musiał być jakiś punkt zaczepienia, ale to mimo wszystko raczej nie ma się czym szczycić XD. A ciekawe, że nie odnosił się bezpośrednio do Turna i do Fenrira, tylko tak ogólnie jebnął, co też ma swój urok i wysuwa tu pewność siebie Zamory na pierwszy plan. Twarde to promo Tongijczyka, podobało mi się również. Ogólnie jak na segment początkowy i cztery różne postacie, to bardzo równe te wypowiedzi i mimo wszystko trudno mi tutaj wskazać jakiegoś najlepszego, każdy dał z siebie sporo.

Pierwsza walka: i od razu pierwsza walka. Fenrir wygrywa, raczej zasłużenie, graty.

Wróżby i dziwy: jaki patus z tego Kannomballa XD. DiCaprio i jeszcze Feniks. Taki chłop typowo dopiero oderwany od pługa jak to się kiedyś mówiło. Odwołanie do Jezusa i nagle pojawia się Luis, zajebiste XD. Ta wypowiedź Borgesa raczej zwyczajna, ale chyba miała taką być na spokojnie i bez fajerwerków. Ciekawe przedstawienie Kannonballa przez Cyclone’a. Diallo jak Wałęsa doradza każdemu wysoko postawionemu, żeby tylko później się nie okazało, że jest analfabetą jak ten pan z wąsem z Polski. Oj to zdecydowanie nie są żarty i zaraz się okaże co ta bila z ósemką oznacza. Coś z kresem jakby miał zakładać, bo przecież to ostatnia bila, którą sie wbija. Ach, klasyczny motyw z ósemką i nieskończonością. Okej, rozumiem. A bo w ogóle Luis przyszedł po poradę do Diallo, to ciekawe. Kannonball jak kretyn jakiś XD. Ale najwyraźniej taki ma być. Ja nie wiem już jak to jest z tymi jego wróżbami, bo co do walki to raczej ogólniki, ale na koniec to, że tam zabraknie czasu to chyba będzie jakaś interwencja grana. O „poszlaki” to dobre słowo XD. Tak, tak, moc mu się wyczerpała, a pewnie sam będzie brał udział w tej interwencji! Luis zapomniał potion z maną wziąć dla wróżbity. No to te słowa Kannonballa raczej mnie w tym wszystkim utwierdzają. Nie wiem dlaczego, bo dosyć spoko jest ten segment, ale tak trudno było mi przez niego przebrnąć, nie wiem dlaczego.

Łili Wędrowniczek: a to ci syn swojego ojca podsłuchiwacz, ciekawe czy Wes byłby dumny z pociechy! Jeszcze operator kamery dostał gromy za Jamesa w sumie najbardziej, niż za siebie samego. No to ciekawe czy Martin będzie rad dołączyć do tej bandy.

Eli ma w co się ubrać, bo wystarczy, że dba dobrze o wąsa. A to przecież nie ta tygodniówka XD.

Perypetie Turna: Raptor specjalnie mnie namawiał, żebym założył postać Turna na Colo, żeby mi ją z czystym sumieniem uśmiercić na wizji, nic innego mi nie przychodzi do głowy XD.

Perypetie Wallace’a i Martina: znowu zamaskowana postać? Ludzie kochani, jeszcze jeden nabytek Walkera. No i są winowajcy, niebezpiecznie na tym Colosseum. O proszę, zamiast walki przeciekło sobie, komitywa w stronę bandy Walkera. Jest taniec i playa XD. Zajebiste to było, ale w ogóle Walker tak o sobie wszedł i zatwierdził to starcie. Gdzie Ted w tym wszystkim? Przygląda się? Dobry pocisk z Davidem Flairem. Dobry segment.

Walka 2: spodziewana przegrana bandy Walkera.

Butla: Ciureja prawie jak Cucurella. Temat DNA jest dalej ciągnięty jak widać. Butla i zdrowy tryb życia? Że co, zamiast 5 browarów pije tylko czteropak? 36 lat a po wyglądzie postaci jakby miał bliżej 50 XD. No 55 czyli nawet więcej, niż przypuszczałem. Takie tam machniecie, kto nie machnął się nigdy w dacie o 20 lat? XD O to ciekawe czy jeszcze na tym Colo dowiemy się kim naprawdę jest Butla.

Perypetie Turna 2: no jak nic chcą mi go ubić. Raptor, co ja Ci takiego zrobiłem, co? XD Nie no ale tak na poważnie, to zaostrza się ten cały zatarg. Ekipa Walkera w ogóle już prawie każdemu wchodzi w drogę.

Walka 3: pisałem ja, miłej lektury. Porażka również spodziewana. Fenrir to jest kocur. A raczej wilk.

Po walce: duch Harisa wiecznie żywy. Dobrze, że chociaż ten zapis dokończył. Fenrir po dwóch walkach jeszcze zdołał się obronić, tak bardzo żaden jest Thor. Jaki dobroduszny, chce, żeby przeciwnik miał siłę jeszcze wystąpić w ME. Chociaż ten atak pewnie osłabił wilkołaka. No i mamy ten specyficzny pojedynek, dołożę wszelkich starań, żeby ta walka dowiozła, bo gimmick jest iście ciekawy.

Mistrz i Małgorzata (a w zasadzie David): Uszczelka zmierza szybkim krokiem? Przecież to oksymoron praktycznie XD. Nie no, jakoś tym mistrzem został. Mistrz musi bronić pas i się stado oponentów zebrało, zdziwienie jakieś? Zbyniu jaki agresywny, dobrze. Dodał mu pas animuszu. Dobra wypowiedź Otungi, zgodna z gimmickiem. Celnie odbija piłeczkę. Co do zasady, to Otunga do tej pory nie był papugą, mimo, że ma gimmick adwokata. W sprawie Hilla był kimś w rodzaju prokuratora, ewentualnie oskarżyciela. Ale to odchrząkniecie po wcześniejszym zaśmianiu się przywołuje w pamięci taki chrapliwy, przechlany śmiech spowodowany latami palenia szlugów i łojenia browarów. Na koniec były mistrz, nie da się ukryć, że sporo zainteresowanych wokół pasa Valor się zebrało. Zamykać go do więzienia? A przecież to taki dobry chłopak, tequili by się napili, dogadaliby się. Jak na Cavazosa to dosyć mocna, z takim pazurem ta wypowiedź. Raczej oczywiste wydaje mi się to, że nie wygra tej walki Jorge (w sensie tej o pretendenta), ale jest to stały, barwny element show. Z całej trójki raczej najlepszy Otunga, ale wypowiedzi każdego z zawodników mi tutaj siadły.

Uff, w Siedlcach już można na spokojnie gasić pożary. Szkoda rychło tych rodzin, do których wóz strażacki nie dojechał, ale trudno. Show must go on jak to mówią XD

Walka 4: nie mogłoby być innego wyniku. Spodziewałem się interwencji Escobara tak dodatkowo, ale to i tak spoko wyszło. Ta walka, Uszczelka taki niepewny.

Po walce: Low Blow? Od Face’a? Jaki z niego face? Chyba, że Zbyniu ostatnio stał się jakimś tweenerem czy kimś w tym rodzaju. Aha, teraz dopiero doczytałem XD. Szybko się Jay pozbierał po tej porażce w pierwszej walce, nie ma co. Czyli do Davida i Jorge dołącza jeszcze Nepo Baby. The Rock się przebudził w DiMateo. Ależ rozpierdol w tym brawlu, gdzie jest Ted gdy go potrzeba? I co próbował pod koniec zrobić mistrz? Wejść na narożnik i skoczyć? Matko XD. Wtedy nie tylko kij DiMateto byłby połamany. Na szczęście pojawił się GM. To ciekawe, że od razu nie ogłosił triple threatu o contendera, tylko zaprasza do biura. Też ciekawe wyjście. Naprawdę spoko rozpisany ten brawl.

James i Martin: Sukazaki nadal wspominany, chociaż w tym przypadku zasadnie. Z jego dzieł? W sensie? Martin stworzył w jakiś sposób Wallace’a? Biedny Japoniec dostał w cymbał za darmo. Tak jak się spodziewałem, zero refleksji czy tam jakiejś głębszej rozkminy, tylko dostał wpierdol i trudno. Taki śmietnik robią, a tej chce go poznać, zupełnie odwrotnie niż wszyscy, podoba mi się jego wypowiedź. Zapatrzony w swój świat. No właśnie, dobra wypowiedź Jamesa. Martin dogadałby się z Edgarem, obaj bujają w obłokach, obaj maina swój świat, tylko jeden wymyślony, a drugi pisze powieść, czyli pośrednio również jest to świat stwierdzony/wymyślony. No w sumie racja, już dwie osoby wyeliminował na tyle, że są teraz w sekcji Alumni XD. Dobrze, że nie jest socjopatą, bo wtedy byśmy w ogóle mieli tragedię, trup by się słał jak dywan. Bardzo fajny segment. Dużo wyjaśnień i ciekawych smaczków a propos gimmicków.

Walka 5: prawdę mówiąc spodziewałem się po tej walce jakieś większej etykiety wrestlingowej. Kilka mam zastrzeżeń również do niektórych akcji, bo jak zawodnik przechwytuje nogę i oponent wali Enzuigiri, to nie jest Step-up Enzuigiri, tylko zwykłe Enzuigiri. Ale tak poza tym naprawdę spoko pojedynek.

Po walce: I zaś ta ekipa Wallace’a. Częściej niż ktokolwiek inny na Colosseum XD. Chociaż Turn tym razem również parę razy, ale to przez to, że tamci to atakują co chwila. Ależ to był dobrze rozpisany brawl, naprawdę tak się to powinno robić brawo panie Raptor (o ile się nie mylę). Face’owie przeganiają rywali, ale no naprawdę, bardzo fajnie to rozpisałeś. Wypowiedź Turna nieco ostrzejsza, bo ile można sobie dawać wchodzić na głowę? Lumberjack Match to ciekawe rozwiązanie w tej sytuacji, bo będą pewnie i face’owe i ekipa Walkera. Też zakładam jeden wielki brawl, ale już widzę, że to będzie naprawdę dobre. Brawo za tę całą sytuację.

Pycha to jest kurwa żarcie, no jak nic XD. Ale no są te wyrazy o różnych znaczeniach.

Sytuacja wokół pasa Valor: jak nie będzie walk o pas? To vacant i chuj XD. Ten z Wałęsą do Meksykanina, śmieszy mnie ten absurd po prostu XD. Jay jaki nonszalancki, no mają panowie spoko te gimmicki. Fajne te wypowiedzi, takie krótkie, to wygląda jak rozmowa, a nie wielkie przemowy.  Warg Michał, który lubi się rozpisywać tutaj zwięźle i na temat. Eee prosty ten wniosek Otungi. Myślałem, że bardziej będzie to utrzymane w takiej pozie, że on jest ponad nimi wszystkimi. Dej, bo mie się należy, ten Jay jak madka po zasiłek XD. Na trafne argumenty Davida, tylko argument siły zadziała. „Ludzie trzymajcie mnie bo mu chyba przypierdolę!” rozjebalo mnie to, serio XDDDDD. Dzieciaki się pokłóciły o pas, to rozjemca Ted musiał przypomnieć pięścią w stół kto tu rządzi. Ale naprawdę zajebista ta wymiana zdań. W sumie lepsze jest takie rozwiązanie, dostaliśmy ciekawy segment, zamiast zwykłego ogłoszenia po tym brawlu w ringu. O czyżby Jay się na coś umawiał z Uszczelką? W sumie interwencje są dozwolone w tego typu walkach, więc może coś tam będzie się ciekawego działo. Zajebisty segment.

ME: niby człowiek wiedzioł, a jednak się łudził, że Fenrir wygra z Zamorą. Ale graty za tę zaciekłą walkę, panie Fenrir.

Po walce: kurde, co ten Kenneth taki poważny i co to za księgi bo przyznam, że o nich nie słyszałem. A no, słyszałem o tym i to dosyć niedawno o tym konformizmie. Bardzo ciekawa sprawa jak człowiek zaczyna wątpić w to co widzi, bo nawet to nie wystarczy gdy jesteś pod naporem własnych myśli i chęci przynależności do grupy między innymi. Przeczytałem pierwszą wypowiedź i woo, zajebiste to jest, panie FoTi. O to z odwróceniem też słyszałem, tylko nie z psami, tylko chyba z końmi, że koń nie był niczym uwiązany, a i tak nie uciekał mimo wolnej przestrzeni, bo w jego głowie to było i tak bezsensu. A to z psami drastyczniejsze, no ale tak to już jest z tymi starymi badaniami. Poza tym niektórych badań psychicznych nie da się przeprowadzić bez presji z jakiejś strony. Tak samo, nie wiem czy to plotka, ale dzięki badaniom doktora Mengele lekarze mogli dochodzić do różnych wniosków i celów w medycynie, opierając się na jego badaniach. Tak kiedyś słyszałem. No ale odleciałem, zajebiste to było, serio. Na ten moment mój faworyt, to właśnie Riddle.

Podsumowując: długo pisałem ten komentarz, ale to bardziej z mojej winy, a raczej z braku czasu. No ale dokończyłem, gala naprawdę dobra, działo się sporo i dużo programów zostało popchniętych.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.10.2026, 10:48 przez Zimny.

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
11.10.2026, 16:05
#10
Trochę się tych zaległości narobiło, więc już chyba najwyższy czas, by to i owo nadrobić. Także na pierwszy rzut leci ten komentarz pod Colosseum, by nie był mocno w dupie.

Segment otwierający galę: Lecimy z kontynuacją „turnieju”, w którego stawce jest LPW Global Championship. Ted oczywiście otwiera galę i co nieco opowiada o formule wyłonienia mistrza i zapowiada odbycie się walk, które zostały już prędzej ogłoszone. Zawsze to ciekawsze niż oklepany schemat z Ladder Matchem czy normalnym turniejem. Same zestawienia grzeją mniej lub bardziej i w sumie jest w nich dość spory potencjał. Jednak przechodząc do dalszej części. Argumentacja DiBiase’a Jr. w sumie jest całkiem okej. Chcesz sięgnąć po mistrzostwo, to musisz je wywalczyć. Przy okazji dowiadujemy się, co miało być ułatwieniem dla wygranego walki Riddle vs Zamora. Nie powiem, w sumie całkiem ciekawe rozwiązanie. Z drugiej strony Ben w sumie ma nie tyle autostradę do pasa, co idzie mocno drogą na skróty. Pokonał kurewsko mocno osłabionego Riddle’a po jego walce z Rybackiem i ataku Zamory. Teraz przyjdzie mu zmierzyć się z kolejnym osłabionym na wskutek poprzednich walk rywalem. No chłop z lekka ma tutaj spore fory, ale też nie zamierzam marudzić, bo jednak mało komu udaje się wygrać z Kennym. Riddle natomiast dość srogo „upierdolony” na przegranie pojedynku i stoczenie trzech walk jednego wieczoru może być dla niego dość sporym wyzwaniem. Tedzik ewidentnie nie daje mu forów za nazwisko i chce wycisnąć z niego siódme poty. Ogłoszenie walki o mistrzostwo, będącej jednocześnie finałem na Danse Macabre to całkiem sensowny zabieg, bo kiedy indziej można by to w zasadzie dać? Jeszcze ten Last Man Standing. To będzie zdecydowanie gruby finał. Później oczywiście by nie było za spokojnie wpadają kolejno uczestnicy Contender Series. Na pierwszy ogień leci Jay DiMateo. Sam jego speech dość przyjemny i były fragmenty, gdzie bardzo mi się podobała jego wypowiedź. Ale też były momenty, gdzie jednak trochę no sam siebie podkopał, bo jednak wspominanie o Shio, by potem dawać o nim tekst w stylu, że „chyba nie jest obecnie w formie” dało innym możliwość do dawania nawiązań do ich rywalizacji, co z jednej strony mogło być okej, ale z drugiej też jakoś nie było specjalnie konieczne. Potem pojawia się Fenrir i było to nawet okej. Postać jak widać mocno zakorzeniona jest w swoje klimaty, jest porównanie DiMateo do Lokiego. Jednak czy ta wypowiedź jakoś mnie powaliła? No w sumie kurde było to jedynie okej i tyle. Wydaje mi się, że dałoby się wycisnąć z tego trochę więcej, ale no może powinienem siedzieć cicho, skoro prowadzę Borgesa. Później ten Turn i na starcie się nie popisał, bo od kiedy DiMateo jest mięśniakiem? Gabarytowo to chyba jeden z mniejszych gości w rosterze, więc nijak ma się to do tego, co napisał, zwłaszcza, że chłop ma wygląd Ricocheta. I jeszcze wyjebał tutaj z rywalizacją DiMateo z Shio. No niby to napierdalanie do pustej bramki, bo sam Jay o tym wspomniał, ale czy było to przesadnie tutaj konieczne? Były też u niego literówki, które dość mocno rzucały się w oczy. Charakter postaci jest ukazany, coś powiedział, ale zdecydowanie nie porwał. Na koniec wpada Zamora i mimo stosunkowo jakoś nie za wysoko postawionej poprzeczki w sumie jakoś srogo nie rozpierdol. Fakt, że wypadł lepiej od reszty, ale no cały segment jakoś trochę mnie zawiódł.

Walka 1: Pierwsza walka z serii Contender Series i już na start mamy pewną niespodziankę, bo jednak to DiMateo ma zdecydowanie bardziej zbudowaną pozycję w federacji i w dodatku kręci się też jednocześnie koło LPW Valor Championship. No tutaj Fenrir zgarnia cenną wygraną i przechodzi do dalszego etapu rywalizacji, gdzie czeka już na niego Johnny Turn.

Kannonball/Diallo/Borges: Segmencik z moim udziałem. Na starcie chciałbym tutaj pochwalić to, jak fajnie ze sobą kontrastują Diallo z Kannonballem. Jeden niby mitoman, ale w sumie ten zdecydowanie bardziej myślący i z drugiej strony jest też Kannonball, który nie należy do tych, szczególnie grzeszących intelektem. Jako, że brałem udział w tym segmencie, to jakoś nie będę walił tutaj rozprawki, bo jednak duża część to moje kwestie, to bardziej skupię się na pozostałej dwójce. No Kannonball wyjebał tutaj z tekstem o pojawieniu się Jezusa i nagle pojawia się Portugalczyk, który niby pasuje pod jego prześmiewczy tekst (no długie włosy i broda pasują). Jest trochę tutaj komedii, jest trochę poważniejszej części, ale no wiadomo jaki klimat za sobą niosą Cyclone i Kannon. Tutaj Borges dość dobrze się wkomponował, ale no samo czytanie segmentu trochę mnie jakoś tutaj męczyło i nie wiem, co miało na to tak duży wpływ. No Diallo tutaj zdecydowanie skradł segment, Kannonball też całkiem przyjemnie a ocenę Borgesa to już w zasadzie zostawiam/zostawiłem dla innych.

Willy Walker: Czyli to on i jego świta odpowiadają za atak na Martina. W sumie to wyjaśnia cały ten zabieg z rzekomym wmieszaniem to Shio, by jakoś go wypisać. No Nathan zdecydowanie nie będzie zadowolony z takiego przebiegu wydarzeń. Jakby nie patrzeć Sakazaki oberwał za coś, czemu nie był winny. Wallace Jr. natomiast wyszedł tutaj na tego, który pojawił się w złym miejscu i jednocześnie naprowadził nas na coś, czego nikt nie brał pod uwagę.

Próba zamachu na Tornado Manie: No ktoś ewidentnie chce jego krzywdy. No ciekawe kto to może być… Chłop to sobie mocno przejebał u Walkera i właściwie, nie wiadomo nawet czym. Bo to, że to Willy i jego świta odpowiadają za ten numer jest bardziej niż pewne. Patrząc na tym, że Turna czeka walka z Fenrirem, to będzie bardzo mocno rozproszony w trakcie jej trwania, po tym, co spotkało go w tym momencie. Ciężki czas w tej federacji ma Johnny oj ciężki.

Walka 2: Przed walką Martin pada ofiarą ataku ze strony Kannonballa i Diallo. James Wallace rusza mu na ratunek. Wszystko oczywiście jest pokłosiem tego, co mieliśmy okazję widzieć na wcześniejszym etapie gali. Walker ujawniający się jako ten, który chciał pozbyć się Shio i Martina oraz Wallace, który wszystko podsłyszał. No ten Wallace swoją drogą wyjebał ładnie z propozycją zmiany walki solowej w tag team. Jeszcze ten Walker, który to zatwierdził, ale chwila! Gdzie jest DiBiase? Przecież to on jest GM’em a nie Willy. Sama walka w sumie miała dać zarys współpracy Martina i Jamesa. Było to zdecydowanie dość wyrównane starcie, na co spory wpływ miało osłabienie Martina na wskutek wcześniejszego ataku. Ostatecznie to Wallace zgarnia zwycięski pin, odliczając Kannonballa i notuje tym samym swoją kolejną wygraną w federacji.

ETW: Widząc kolejne segmenty z Butlą mam coraz mniejsze chęci na ich czytanie. Trochę ten sam problem co z Escobarem i Steelem, z którymi się już chyba powoli żegnamy. Trochę mizernie wyglądają dla mnie te desperackie próby uczynienia go kimś poważniejszym i jednocześnie ciekawym. Cały czas mam przed oczami obraz żula, w obdartych ciuchach, który robił za tło dla Uszczelki i pokonał Hollowaya w trakcie turnieju o główne mistrzostwo (do teraz nie mogę tego pojąć). Te zabawy z DNA i ujawnienie tego, że ma on prawdopodobnie 55 lat w sumie idealnie podsumowują jego postać. No kurde… jakoś nie kupuję tego całego story i moje zdanie może zmienia się czasem zbyt często, ale tutaj mojego podejścia nie zmienię. Jego formułka została definitywnie wyczerpana i patrząc na to, ile nam postaci przybywa, to szkoda czasu na Butlę, który nie dość, że nie grzeje to jeszcze zabiera czas innym. Także odpuśćmy sobie dalsze desperackie próby ratowania jego postaci.

Walka 3: Wejściówka Turna i te jego przewrażliwienie idealnie oddaje to, co miało miejsce na wcześniejszym etapie gali. To zdecydowanie musi rzutować na jego koncentracji podczas jego walki z Fenrirem. I jak się okazało Fenrir zgarnął kolejną wygraną podczas gali. Bardzo mocno został zaprezentowany. Na poprzedniej gali skasowanie Steele’a (wiem, że on to coraz mniej znaczy, ale jakby nie było, coś powalczył). Na tej DiMateo i Turn. Bardzo ładnie nam tutaj Fenrir ciśnie. Patrząc na to, że rywalizuje on z Thorem, to potężnie zostaje on podbudowany i przy aktywności Harisa a właściwie jej braku, to Fenrir na luzie zgarnia wygraną w feudzie. Po walce pojawia się wyżej wymieniony Thor, lekko obijając Fenrira, mającego za sobą dwie walki. Kwestie mówione przez Haraldsona były pisane przez Ryse’a (z tego, co udało mi się dowiedzieć) i cóż… na następnej gali kończymy całą farsę i Fenrir idzie dalej a Thor dołączy do zaszczytnego grona, w którym znajdują się Dowson czy Sakazaki (i dołączą do nich lada moment Escobar ze Steelem).

Uszczelka/Otunga/Cavazos: Chłopaki od LPW Valor Championship bawią się w najlepsze. Uszczelka to coraz bardziej umacnia się w byciu tym bardziej heelowym gościem i mimo potknięć (jebany wóz strażacki z Siedlec) i tych promocji w Biedronce, to zyskuje mocno na porzuceniu współpracy z Butlą. W sumie nie byłby specjalnie zły, by zrobić z niego pełnoprawnego heela, co fajnie by można była „sprzedawać”, bo chłop ma na to naturalne zadatki, co pokazuje swoim mistrzowskim panowaniem. W sumie mocno uwziął się ten Kabanosa i przymknięcia go w pierdlu. On to chyba lubi, podobnie jak Kabanos. Otunga natomiast mu całkiem fajnie odpowiedział. Było to mocno w jego charakterze i dał mocno Uszczelce do zrozumienia, że w jego gierki grać nie zamierza. Trochę zyskał na tym pozbyciu się Hilla i pokonaniu Martina. Zbyszek mocno podrażniony, ale no sam sobie robi problemy, taka jest prawda i jej nie zaprzeczy. Na koniec wpada Kabanosik, który postanowił odpowiedzieć Uszczelce i było to całkiem całkiem. No widać, że gość jest już mocno wkurwiony podejściem Zbyszka, który się dojebał do niego, niczym rzep do psiego ogona.

Walka 4: No ciężko tutaj było o jakiekolwiek emocje. Yarexon odpuścił granie i Steele będzie dostarczać wygrane, tak długo jak będzie nam tutaj potrzebny. Uszczelka zgarnia pewną wygraną i to właściwie tyle. Zdecydowanie bardziej istotne rzeczy miały miejsce po samym pojedynku. Potencjalni pretendenci postanowili po jego walce zrobić dość konkretną rozpierduchę i każdy z nich miał swój moment. Ostatecznie DiBiase to przerywa i zaprasza ich do swojego biura na rozmowę. To zwiastuje zdecydowanie dalsze dymy z ich udziałem, które mogą dostatecznie podziałać Tedzikowi na nerwy.

J.Wallace/Martin: Chłopaki sobie gawędzą na zapleczu a właściwie próbują. Wallace nawija i nawija a Nathan ma po prostu wyjebane, żyjąc we własnej bańce. To bardzo pasuje, mając na uwadze jego odklejenie. James się musiał wkurwić, widząc taki „stan” Martina i wcale mu się nie dziwię. Ten mu opowiada o tym, co gadał Walker a tutaj w odpowiedzi wlatuje mocarna zlewka. Jeszcze ten Martin żyjący w przeświadczeniu, że stary Jamesa jest jego dziełem xD Jego reakcja na to, że zaatakował niewinnego Sakazakiego też dobra, ale zaraz po tym ładnie go podsumował. W sumie jednego mu odebrać nie możemy. Wyrywa chwasty i to cholernie skutecznie. Sama ich rozmowa mimo swojej pewnej dziwaczności i różnic wypadła tutaj całkiem przyjemnie i jestem mocno ciekawy ich dalszych poczynań.

Walka 5: Borges miał okazję do zemsty na Eckharcie na ten parawan z poprzedniej gali i była to zdecydowanie bardziej wyrównana walka, niż ta debiutancka z Petardą. Mocno się musiał namęczyć i był na najlepszej drodze ku wygranej. W wszystko wmieszał się Diallo wraz z Kannonballem. No kto by się tego spodziewał? Wróżba Cyclone’a jak widać była bardzo prawdziwa i Borges nie mógł się nacieszyć swoją wygraną. Wszystko przeradza się w większy brawl z udziałem świty Walkera oraz ich wrogów. Ostatecznie to Wallace Jr oraz Martin pozbywają się z ringu zagrożenia. Turn natomiast ewidentnie ma już dosyć tego i wyzywa sobie losową osobę z ekipy Walkera, licząc po cichu na to, że Willy wyciągnie jaja z gardła i przyjmie wyzwanie. Ostatecznie to Ralf godzi się na walki i marnie to dla niego widzę. Nie zdziwi mnie nawet to, jeśli po walce z Turnem zostanie on zdradzony przez Walkera i jednocześnie wyjebany ze stajni. Taka samowolka w jego wykonaniu może być nieakceptowalna, zwłaszcza jeśli nie będzie oznaczać potencjalnego sukcesu dla Willy’ego.

Panienki kłócą się o kawałek blaszki: To idealnie oddaje mi cały klimat ich pogawędki. Każdy z nich ma ten sam cel i starają się poprzez krzyk otrzymać to, o co tak mocno walczą „darciem się”. Każdy z nich reprezentuje tutaj coś zgoła innego. Uszczelka to taki mistrz, który miga się od wyzwań i najchętniej walczyłby co tydzień z Prestonem, bo wiadomo darmowa wygrana. DiMateo to taki krzykacz, co każdemu by dopierdolił i zawsze powie coś, co wywoła spory heat. Otunga i jego mądra gadka też może mocna oddziaływać na całość i na końcu ten Kabanos, który wreszcie zaczyna mieć charakter i jest z lekka groźny. No sporo tutaj było krzyku, jak już wyżej wspomniałem. Były lepsze i gorsze momenty. Na koniec Tedzikowi już puściły nerwy i mamy ogłoszenie Triple Threatu o miano pretendenta. To nie może zakończyć się w normalny sposób. Uszczelka zapewna już sra w spodnie o ile już nie nastąpił tzw. incydent kałowy a reszta? Może być w mniejszych bądź większym stopniu usatysfakcjonowana.

Walka 6: Lecimy z finałową walką pierwszego etapu Contender Series. Zamora tutaj miał mocno ułatwione zadanie. Wychodzi tutaj świeży i pełen sił. Z drugiej strony był mocno wymęczony Fenrir po dwóch walkach i ataku Thora. Innego wyniku nie można było tutaj brać po uwagę, bo Ben jest za mocno bookowany, by uwalać z osłabionym już rywalem. Fenrir na samym udziale i dwóch wygranych już dość mocno zyskał, więc narzekać nie powinien. Zamora na dalszym etapie po dość mimo wszystko trudnej walce. Będzie czekał na swojego rywala na Danse Macabre, którego wyłoni kolejny Contenter Series.

Kenneth Riddle: Więc galę zamyka nam Kenny, który postanowił wrócić do korzeni. Niestety, ale nie jestem zaznajomiony z dziełami, które miał przy sobie Riddle i przez to trochę ciężko odnieść mi się do ich zawartości, ale cholera. TO BYŁO CHOLERNIE MOCNE. Muszę tutaj zrobić konkretny ukłon przed FoTi za to, co tutaj przygotował. Tutaj było absolutnie wszystko. Oddane emocje, wprowadzony wątek psychologiczny, nawiązanie do korzeni i te bardzo celne argumenty. Inni powinni się uczyć od Kenny’ego takiego odrodzenia się. Chłop po ekscesach z Rybackiem i ostatniej porażce z Zamorą jednym promem odzyskał to, co stracił w ostatnim czasie. No kurde Ben ma bardzo, ale to bardzo twardy orzech do zgryzienia i w sumie nie wyobrażam sobie innej opcji jak Riddle rewanżujący się na nim. Jeśli nie na Danse Macabre to później, bo wiadomo, że wszystko jest możliwe. Ale no wielki szacun dla Riddle w tym miejscu się należy.

Podsumowanie: No były momenty, gdzie mogłem pochwalić za to, co zostało zaprezentowane. Były fragmenty, gdzie aż prosiło się o zdecydowanie mocniejsze pojechanie po bandzie. Ostatecznie no gala na plus by się chciało rzec. Zwłaszcza, że Escobar i Steele nas oszczędzili, nie dając nic od siebie (są jakieś plusy zniknięcia Kamyka i Yarexona, no mówcie sobie co chcecie). Do poziomu Elysium jeszcze daleko, ale postęp jest coraz bardziej widoczny.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.10.2026, 20:59 przez Slayer.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
Slayer
Zawodowiec
11.10.2026, 16:05 #10
Trochę się tych zaległości narobiło, więc już chyba najwyższy czas, by to i owo nadrobić. Także na pierwszy rzut leci ten komentarz pod Colosseum, by nie był mocno w dupie.

Segment otwierający galę: Lecimy z kontynuacją „turnieju”, w którego stawce jest LPW Global Championship. Ted oczywiście otwiera galę i co nieco opowiada o formule wyłonienia mistrza i zapowiada odbycie się walk, które zostały już prędzej ogłoszone. Zawsze to ciekawsze niż oklepany schemat z Ladder Matchem czy normalnym turniejem. Same zestawienia grzeją mniej lub bardziej i w sumie jest w nich dość spory potencjał. Jednak przechodząc do dalszej części. Argumentacja DiBiase’a Jr. w sumie jest całkiem okej. Chcesz sięgnąć po mistrzostwo, to musisz je wywalczyć. Przy okazji dowiadujemy się, co miało być ułatwieniem dla wygranego walki Riddle vs Zamora. Nie powiem, w sumie całkiem ciekawe rozwiązanie. Z drugiej strony Ben w sumie ma nie tyle autostradę do pasa, co idzie mocno drogą na skróty. Pokonał kurewsko mocno osłabionego Riddle’a po jego walce z Rybackiem i ataku Zamory. Teraz przyjdzie mu zmierzyć się z kolejnym osłabionym na wskutek poprzednich walk rywalem. No chłop z lekka ma tutaj spore fory, ale też nie zamierzam marudzić, bo jednak mało komu udaje się wygrać z Kennym. Riddle natomiast dość srogo „upierdolony” na przegranie pojedynku i stoczenie trzech walk jednego wieczoru może być dla niego dość sporym wyzwaniem. Tedzik ewidentnie nie daje mu forów za nazwisko i chce wycisnąć z niego siódme poty. Ogłoszenie walki o mistrzostwo, będącej jednocześnie finałem na Danse Macabre to całkiem sensowny zabieg, bo kiedy indziej można by to w zasadzie dać? Jeszcze ten Last Man Standing. To będzie zdecydowanie gruby finał. Później oczywiście by nie było za spokojnie wpadają kolejno uczestnicy Contender Series. Na pierwszy ogień leci Jay DiMateo. Sam jego speech dość przyjemny i były fragmenty, gdzie bardzo mi się podobała jego wypowiedź. Ale też były momenty, gdzie jednak trochę no sam siebie podkopał, bo jednak wspominanie o Shio, by potem dawać o nim tekst w stylu, że „chyba nie jest obecnie w formie” dało innym możliwość do dawania nawiązań do ich rywalizacji, co z jednej strony mogło być okej, ale z drugiej też jakoś nie było specjalnie konieczne. Potem pojawia się Fenrir i było to nawet okej. Postać jak widać mocno zakorzeniona jest w swoje klimaty, jest porównanie DiMateo do Lokiego. Jednak czy ta wypowiedź jakoś mnie powaliła? No w sumie kurde było to jedynie okej i tyle. Wydaje mi się, że dałoby się wycisnąć z tego trochę więcej, ale no może powinienem siedzieć cicho, skoro prowadzę Borgesa. Później ten Turn i na starcie się nie popisał, bo od kiedy DiMateo jest mięśniakiem? Gabarytowo to chyba jeden z mniejszych gości w rosterze, więc nijak ma się to do tego, co napisał, zwłaszcza, że chłop ma wygląd Ricocheta. I jeszcze wyjebał tutaj z rywalizacją DiMateo z Shio. No niby to napierdalanie do pustej bramki, bo sam Jay o tym wspomniał, ale czy było to przesadnie tutaj konieczne? Były też u niego literówki, które dość mocno rzucały się w oczy. Charakter postaci jest ukazany, coś powiedział, ale zdecydowanie nie porwał. Na koniec wpada Zamora i mimo stosunkowo jakoś nie za wysoko postawionej poprzeczki w sumie jakoś srogo nie rozpierdol. Fakt, że wypadł lepiej od reszty, ale no cały segment jakoś trochę mnie zawiódł.

Walka 1: Pierwsza walka z serii Contender Series i już na start mamy pewną niespodziankę, bo jednak to DiMateo ma zdecydowanie bardziej zbudowaną pozycję w federacji i w dodatku kręci się też jednocześnie koło LPW Valor Championship. No tutaj Fenrir zgarnia cenną wygraną i przechodzi do dalszego etapu rywalizacji, gdzie czeka już na niego Johnny Turn.

Kannonball/Diallo/Borges: Segmencik z moim udziałem. Na starcie chciałbym tutaj pochwalić to, jak fajnie ze sobą kontrastują Diallo z Kannonballem. Jeden niby mitoman, ale w sumie ten zdecydowanie bardziej myślący i z drugiej strony jest też Kannonball, który nie należy do tych, szczególnie grzeszących intelektem. Jako, że brałem udział w tym segmencie, to jakoś nie będę walił tutaj rozprawki, bo jednak duża część to moje kwestie, to bardziej skupię się na pozostałej dwójce. No Kannonball wyjebał tutaj z tekstem o pojawieniu się Jezusa i nagle pojawia się Portugalczyk, który niby pasuje pod jego prześmiewczy tekst (no długie włosy i broda pasują). Jest trochę tutaj komedii, jest trochę poważniejszej części, ale no wiadomo jaki klimat za sobą niosą Cyclone i Kannon. Tutaj Borges dość dobrze się wkomponował, ale no samo czytanie segmentu trochę mnie jakoś tutaj męczyło i nie wiem, co miało na to tak duży wpływ. No Diallo tutaj zdecydowanie skradł segment, Kannonball też całkiem przyjemnie a ocenę Borgesa to już w zasadzie zostawiam/zostawiłem dla innych.

Willy Walker: Czyli to on i jego świta odpowiadają za atak na Martina. W sumie to wyjaśnia cały ten zabieg z rzekomym wmieszaniem to Shio, by jakoś go wypisać. No Nathan zdecydowanie nie będzie zadowolony z takiego przebiegu wydarzeń. Jakby nie patrzeć Sakazaki oberwał za coś, czemu nie był winny. Wallace Jr. natomiast wyszedł tutaj na tego, który pojawił się w złym miejscu i jednocześnie naprowadził nas na coś, czego nikt nie brał pod uwagę.

Próba zamachu na Tornado Manie: No ktoś ewidentnie chce jego krzywdy. No ciekawe kto to może być… Chłop to sobie mocno przejebał u Walkera i właściwie, nie wiadomo nawet czym. Bo to, że to Willy i jego świta odpowiadają za ten numer jest bardziej niż pewne. Patrząc na tym, że Turna czeka walka z Fenrirem, to będzie bardzo mocno rozproszony w trakcie jej trwania, po tym, co spotkało go w tym momencie. Ciężki czas w tej federacji ma Johnny oj ciężki.

Walka 2: Przed walką Martin pada ofiarą ataku ze strony Kannonballa i Diallo. James Wallace rusza mu na ratunek. Wszystko oczywiście jest pokłosiem tego, co mieliśmy okazję widzieć na wcześniejszym etapie gali. Walker ujawniający się jako ten, który chciał pozbyć się Shio i Martina oraz Wallace, który wszystko podsłyszał. No ten Wallace swoją drogą wyjebał ładnie z propozycją zmiany walki solowej w tag team. Jeszcze ten Walker, który to zatwierdził, ale chwila! Gdzie jest DiBiase? Przecież to on jest GM’em a nie Willy. Sama walka w sumie miała dać zarys współpracy Martina i Jamesa. Było to zdecydowanie dość wyrównane starcie, na co spory wpływ miało osłabienie Martina na wskutek wcześniejszego ataku. Ostatecznie to Wallace zgarnia zwycięski pin, odliczając Kannonballa i notuje tym samym swoją kolejną wygraną w federacji.

ETW: Widząc kolejne segmenty z Butlą mam coraz mniejsze chęci na ich czytanie. Trochę ten sam problem co z Escobarem i Steelem, z którymi się już chyba powoli żegnamy. Trochę mizernie wyglądają dla mnie te desperackie próby uczynienia go kimś poważniejszym i jednocześnie ciekawym. Cały czas mam przed oczami obraz żula, w obdartych ciuchach, który robił za tło dla Uszczelki i pokonał Hollowaya w trakcie turnieju o główne mistrzostwo (do teraz nie mogę tego pojąć). Te zabawy z DNA i ujawnienie tego, że ma on prawdopodobnie 55 lat w sumie idealnie podsumowują jego postać. No kurde… jakoś nie kupuję tego całego story i moje zdanie może zmienia się czasem zbyt często, ale tutaj mojego podejścia nie zmienię. Jego formułka została definitywnie wyczerpana i patrząc na to, ile nam postaci przybywa, to szkoda czasu na Butlę, który nie dość, że nie grzeje to jeszcze zabiera czas innym. Także odpuśćmy sobie dalsze desperackie próby ratowania jego postaci.

Walka 3: Wejściówka Turna i te jego przewrażliwienie idealnie oddaje to, co miało miejsce na wcześniejszym etapie gali. To zdecydowanie musi rzutować na jego koncentracji podczas jego walki z Fenrirem. I jak się okazało Fenrir zgarnął kolejną wygraną podczas gali. Bardzo mocno został zaprezentowany. Na poprzedniej gali skasowanie Steele’a (wiem, że on to coraz mniej znaczy, ale jakby nie było, coś powalczył). Na tej DiMateo i Turn. Bardzo ładnie nam tutaj Fenrir ciśnie. Patrząc na to, że rywalizuje on z Thorem, to potężnie zostaje on podbudowany i przy aktywności Harisa a właściwie jej braku, to Fenrir na luzie zgarnia wygraną w feudzie. Po walce pojawia się wyżej wymieniony Thor, lekko obijając Fenrira, mającego za sobą dwie walki. Kwestie mówione przez Haraldsona były pisane przez Ryse’a (z tego, co udało mi się dowiedzieć) i cóż… na następnej gali kończymy całą farsę i Fenrir idzie dalej a Thor dołączy do zaszczytnego grona, w którym znajdują się Dowson czy Sakazaki (i dołączą do nich lada moment Escobar ze Steelem).

Uszczelka/Otunga/Cavazos: Chłopaki od LPW Valor Championship bawią się w najlepsze. Uszczelka to coraz bardziej umacnia się w byciu tym bardziej heelowym gościem i mimo potknięć (jebany wóz strażacki z Siedlec) i tych promocji w Biedronce, to zyskuje mocno na porzuceniu współpracy z Butlą. W sumie nie byłby specjalnie zły, by zrobić z niego pełnoprawnego heela, co fajnie by można była „sprzedawać”, bo chłop ma na to naturalne zadatki, co pokazuje swoim mistrzowskim panowaniem. W sumie mocno uwziął się ten Kabanosa i przymknięcia go w pierdlu. On to chyba lubi, podobnie jak Kabanos. Otunga natomiast mu całkiem fajnie odpowiedział. Było to mocno w jego charakterze i dał mocno Uszczelce do zrozumienia, że w jego gierki grać nie zamierza. Trochę zyskał na tym pozbyciu się Hilla i pokonaniu Martina. Zbyszek mocno podrażniony, ale no sam sobie robi problemy, taka jest prawda i jej nie zaprzeczy. Na koniec wpada Kabanosik, który postanowił odpowiedzieć Uszczelce i było to całkiem całkiem. No widać, że gość jest już mocno wkurwiony podejściem Zbyszka, który się dojebał do niego, niczym rzep do psiego ogona.

Walka 4: No ciężko tutaj było o jakiekolwiek emocje. Yarexon odpuścił granie i Steele będzie dostarczać wygrane, tak długo jak będzie nam tutaj potrzebny. Uszczelka zgarnia pewną wygraną i to właściwie tyle. Zdecydowanie bardziej istotne rzeczy miały miejsce po samym pojedynku. Potencjalni pretendenci postanowili po jego walce zrobić dość konkretną rozpierduchę i każdy z nich miał swój moment. Ostatecznie DiBiase to przerywa i zaprasza ich do swojego biura na rozmowę. To zwiastuje zdecydowanie dalsze dymy z ich udziałem, które mogą dostatecznie podziałać Tedzikowi na nerwy.

J.Wallace/Martin: Chłopaki sobie gawędzą na zapleczu a właściwie próbują. Wallace nawija i nawija a Nathan ma po prostu wyjebane, żyjąc we własnej bańce. To bardzo pasuje, mając na uwadze jego odklejenie. James się musiał wkurwić, widząc taki „stan” Martina i wcale mu się nie dziwię. Ten mu opowiada o tym, co gadał Walker a tutaj w odpowiedzi wlatuje mocarna zlewka. Jeszcze ten Martin żyjący w przeświadczeniu, że stary Jamesa jest jego dziełem xD Jego reakcja na to, że zaatakował niewinnego Sakazakiego też dobra, ale zaraz po tym ładnie go podsumował. W sumie jednego mu odebrać nie możemy. Wyrywa chwasty i to cholernie skutecznie. Sama ich rozmowa mimo swojej pewnej dziwaczności i różnic wypadła tutaj całkiem przyjemnie i jestem mocno ciekawy ich dalszych poczynań.

Walka 5: Borges miał okazję do zemsty na Eckharcie na ten parawan z poprzedniej gali i była to zdecydowanie bardziej wyrównana walka, niż ta debiutancka z Petardą. Mocno się musiał namęczyć i był na najlepszej drodze ku wygranej. W wszystko wmieszał się Diallo wraz z Kannonballem. No kto by się tego spodziewał? Wróżba Cyclone’a jak widać była bardzo prawdziwa i Borges nie mógł się nacieszyć swoją wygraną. Wszystko przeradza się w większy brawl z udziałem świty Walkera oraz ich wrogów. Ostatecznie to Wallace Jr oraz Martin pozbywają się z ringu zagrożenia. Turn natomiast ewidentnie ma już dosyć tego i wyzywa sobie losową osobę z ekipy Walkera, licząc po cichu na to, że Willy wyciągnie jaja z gardła i przyjmie wyzwanie. Ostatecznie to Ralf godzi się na walki i marnie to dla niego widzę. Nie zdziwi mnie nawet to, jeśli po walce z Turnem zostanie on zdradzony przez Walkera i jednocześnie wyjebany ze stajni. Taka samowolka w jego wykonaniu może być nieakceptowalna, zwłaszcza jeśli nie będzie oznaczać potencjalnego sukcesu dla Willy’ego.

Panienki kłócą się o kawałek blaszki: To idealnie oddaje mi cały klimat ich pogawędki. Każdy z nich ma ten sam cel i starają się poprzez krzyk otrzymać to, o co tak mocno walczą „darciem się”. Każdy z nich reprezentuje tutaj coś zgoła innego. Uszczelka to taki mistrz, który miga się od wyzwań i najchętniej walczyłby co tydzień z Prestonem, bo wiadomo darmowa wygrana. DiMateo to taki krzykacz, co każdemu by dopierdolił i zawsze powie coś, co wywoła spory heat. Otunga i jego mądra gadka też może mocna oddziaływać na całość i na końcu ten Kabanos, który wreszcie zaczyna mieć charakter i jest z lekka groźny. No sporo tutaj było krzyku, jak już wyżej wspomniałem. Były lepsze i gorsze momenty. Na koniec Tedzikowi już puściły nerwy i mamy ogłoszenie Triple Threatu o miano pretendenta. To nie może zakończyć się w normalny sposób. Uszczelka zapewna już sra w spodnie o ile już nie nastąpił tzw. incydent kałowy a reszta? Może być w mniejszych bądź większym stopniu usatysfakcjonowana.

Walka 6: Lecimy z finałową walką pierwszego etapu Contender Series. Zamora tutaj miał mocno ułatwione zadanie. Wychodzi tutaj świeży i pełen sił. Z drugiej strony był mocno wymęczony Fenrir po dwóch walkach i ataku Thora. Innego wyniku nie można było tutaj brać po uwagę, bo Ben jest za mocno bookowany, by uwalać z osłabionym już rywalem. Fenrir na samym udziale i dwóch wygranych już dość mocno zyskał, więc narzekać nie powinien. Zamora na dalszym etapie po dość mimo wszystko trudnej walce. Będzie czekał na swojego rywala na Danse Macabre, którego wyłoni kolejny Contenter Series.

Kenneth Riddle: Więc galę zamyka nam Kenny, który postanowił wrócić do korzeni. Niestety, ale nie jestem zaznajomiony z dziełami, które miał przy sobie Riddle i przez to trochę ciężko odnieść mi się do ich zawartości, ale cholera. TO BYŁO CHOLERNIE MOCNE. Muszę tutaj zrobić konkretny ukłon przed FoTi za to, co tutaj przygotował. Tutaj było absolutnie wszystko. Oddane emocje, wprowadzony wątek psychologiczny, nawiązanie do korzeni i te bardzo celne argumenty. Inni powinni się uczyć od Kenny’ego takiego odrodzenia się. Chłop po ekscesach z Rybackiem i ostatniej porażce z Zamorą jednym promem odzyskał to, co stracił w ostatnim czasie. No kurde Ben ma bardzo, ale to bardzo twardy orzech do zgryzienia i w sumie nie wyobrażam sobie innej opcji jak Riddle rewanżujący się na nim. Jeśli nie na Danse Macabre to później, bo wiadomo, że wszystko jest możliwe. Ale no wielki szacun dla Riddle w tym miejscu się należy.

Podsumowanie: No były momenty, gdzie mogłem pochwalić za to, co zostało zaprezentowane. Były fragmenty, gdzie aż prosiło się o zdecydowanie mocniejsze pojechanie po bandzie. Ostatecznie no gala na plus by się chciało rzec. Zwłaszcza, że Escobar i Steele nas oszczędzili, nie dając nic od siebie (są jakieś plusy zniknięcia Kamyka i Yarexona, no mówcie sobie co chcecie). Do poziomu Elysium jeszcze daleko, ale postęp jest coraz bardziej widoczny.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.10.2026, 20:59 przez Slayer.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
Strony (2): 1 2 Dalej
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości