Na hali momentalnie rozbrzmiewa "I gotsa get paid", a publiczność reaguje cheerem. Już po chwili na rampie pojawia się Axel Blaze ubrany dokładnie tak samo jak zawsze. Zawodnik spokojnie, pewnym krokiem zmierza do ringu, po drodze przybijając piątki z fanami. W końcu odbiera mikrofon od pracownika technicznego i wchodzi z nim do ringu. Ustawia się na jego środku, poprawia okulary przeciwsłoneczne na nosie i unosi mikrofon do ust.
Axel Blaze: No dobra... Nick Aldis powiedział, że chce mnie tutaj widzieć, więc jestem. Co prawda nie powiedział wprost dlaczego, ale co czuję, że może to mieć związek z tym, że czegoś tutaj brakuje. *Blaze poklepuje się po barku* Naprawdę już nie mogę się doczekać, aż to odzyskam, dlatego proszę, szefie, nie trzymaj Nas już dłużej w niepewności. Wywołałeś mnie do tablicy, więc czekam z kredą w dłoni. Nie traćmy czasu na krzyczenie do studni.
No i słyszymy Void in Blue! Gigantyczne buczenie, aż uszy bolą. Jose Lopez zjawia się na arenie, jest ubrany tak samo jak poprzednio. Czyli TAK. Hiszpan zmierza w kierunku ringu pewnie trzymajac pas na swoim ramieniu. Przed wejściem odbiera mikrofon i po schodkach wchodzi do środka, patrząc z wrednym uśmieszkiem na Blaze'a. Lopezzo staje przed nim i zabiera głos.
Jose Lopez: Tutaj czegoś ci brakuje? *pokazuje palcem na bark Blaze'a* Dobre żarty... *uśmiecha się kącikiem ust* Jedyne czego ci brakuje, to piątej klepki! *wskazuje głowę Axela* Bardzo oklepany tekst, ale adekwatny do twoich żałosnych teorii o ''odzyskaniu'' MOJEGO mistrzostwa. *heat* Swoją drogą to zabawne, że mówisz o trzymaniu kredy, ewidentnie jesteś bardzo stęskniony za białym proszkiem. *heat, uśmiech Jose*
Axel Blaze: *Blaze przykłada palec do ust* Ciiiii. Panie i Panowie, właśnie tak brzmi pękająca dupa. W takiej sytuacji zalecane jest zluzowanie gaci i smarowanie maścią, żeby złagodzić pieczenie. *śmiech na trybunach* Jeśli gotowość do pisania kredą po tablicy nie kojarzy Ci się ze szkołą, tylko z białym proszkiem... cóż. Nie będę pokazywać palcem komu w takim wypadku brakuje piątej klepki. Powiem tylko, że Pan Dickinson na pewno z przyjemnością podzieli się z Tobą numerem do swojego psychiatry. Ale nie winię Cię, w końcu głodnemu chleb na myśli. A skoro już wspominasz to wspaniałe mistrzostwo to raczej powinieneś nazywać je tymczasowo przechowywanym dla mnie, tylko i wyłącznie przez błąd sędziego. *szeroki uśmiech Blaze'a, cheer*
Lopezzo przygląda się przez dłuższą chwilę Blaze'owi i widać, że jest lekko zażenowany.
Jose Lopez: Jakże błyskotliwe oraz zgodne z prawdą teksty, jestem pod wrażeniem Axel. *uśmiecha się kącikiem ust* W końcu najoczywistszą oczywistością jest to, że to akurat JA mam pękający zad, bo... przecież jestem tylko GŁÓWNYM mistrzem w tej federacji, tak, tak... tymczasowym. *kręci głową* W dodatku jestem NIEPOKONANY i na poprzednim Elysium odprawiłem tego, który na byciu niepokonanym chciał oprzeć całą swoją karierę. *prycha* Cholera, jakież moje życie jest okropne! Jak źle być mną! *udaje smutek, po czym od razu poważnieje* Stajesz się coraz bardziej żenujący, Blaze. Cholernie żenujący. Ten twój... udawany luz. *patrzy mu w oczy* Chłopcze, nie mogłeś spać po nocach, nie wytrzymywałeś psychicznie, wszystko cię przerosło i teraz będziesz udawać, że po tym, jak zrobiłem z ciebie zbłąkanego, agresywnego kundla i zabrałem ten pas *rzuca lekkie spojrzenie na mistrzostwo*, to w sumie jest... w porządku? KTO MA W TO UWIERZYĆ? *krótka pauza* Interesujący sposób na radzenie sobie z traumami, może jednak znajdź jakiś inny? Kenneth Riddle ma trochę takich książek, które mogą okazać się przydatne. *wredny uśmiech*
W tej chwili na arenie wybrzmiewa muzyka wejściowa Generalnego Managera, a ten pojawia się na stage'u. Aldis od razu zmierza do ringu, gdzie staje przez chwilę pomiędzy zawodnikami, po czym wycofuje się kilka kroków i unosi mikrofon do ust.
Nick Aldis: Wierzę, że nie muszę się już obawiać, a faza zabawy w kotka i myszkę jest za wami. Dlatego ja też nie będę przedłużał. Ściągnąłem was OBU byście tu i teraz podjęli decyzję o dwóch pierwszych rodzajach walk podczas waszego Three Stages of Hell Matchu na gali Danse Macabre! <żywiołowa reakcja publiki> Ale przy okazji, skoro już tu się widzimy, to... <zerka na Blaze'a> Ostatnim razem nie miałem szansy, żeby jakkolwiek odpowiedzieć, Axel. Powiem tylko tyle - ciesze się, że poszedłeś po rozum do głowy.
Axel Blaze: Doceniam to, Nick. Cieszę się, że zauważyłeś. Bo niektórzy w dalszym ciągu przeżywają, że poświęcili dwa miesiące swojego życia, aby doprowadzić mnie do szaleństwa... A nie dość, że moja głowa ma się świetnie, to jeszcze nie udało mu się mnie pokonać. Tak, wiem, też byłbym zły, gdyby dwa miesiące wysiłków poszły do kosza, ale bez przesady. Trzeba iść dalej. *Blaze uśmiecha się szeroko* Dlatego teraz nie zamierzam zostawiać miejsca na błędy. *Blaze zdejmujemy okulary i zbliża się do Lopeza* Pierwszym stopniem piekła, do którego wkroczymy będzie First Blood Match. *Ogromny cheer* Z przyjemnością przypomnę sobie łokcie spadające na Twoją twarz.
Jose Lopez: Sprytna strategia, nie powiem. Brawo. *ironicznie klaszcze* Już teraz wygrałeś, bo uszy mi krwawią od słuchania twojej zaciętej płyty. *prycha* Ja za to wybiorę sobie coś idealnego do zamknięcia naszej historii... coś, co będzie klamrą i doskonałym symbolem twojej porażki na każdej płaszczyźnie... SUBMISSION MATCH! *głośna reakcja fanów* Na ich oczach *pokazuje palcem na publikę* sprawię, byś się poddał. Doprowadzę do tego, by Axel Blaze samozwańczy symbol ''dobra'' musiał klepać jak... zwykła dziwka. *buczenie*
Nick Aldis: Wystarczy. Zrobiliście co mieliście. First Blood Match, Submission Match... oraz Tables, Ladders & Chairs Match! *głośna reakcja publiczności* Dobrze słyszycie! Jeśli po dwóch pierwszych starciach mistrz nie zostanie wyłoniony, w finałowej rundzie wygra ten, który ściągnie zawieszony nad ringiem pas!
W tym momencie pomiędzy zawodników z góry zjeżdża łańcuch z hakiem. Aldis prosi Lopeza o pas i symbolicznie go zawiesza, następnie wychodząc z ringu. Widzimy jeszcze jak zainteresowani mierzą się wzrokiem, coraz intensywniej, a po chwili obraz z kamery ciemnieje i przechodzimy do pierwszego bloku reklamowego.
Singles Match for a spot in a Golden Laurel Match
Tony Leone vs Mike Brutal
Wracamy do ringu, a raczej poza niego, bo to tam obecnie dzieje się akcja - Tony Leone oparty o barierki jest obijany bezlitośnie przez Mike’a. Extremely Mad Dog odchodzi na chwilę, ale po chwili odwraca się biorąc nabieg.. Running Corner Splash! (sędzia gdzieś w tle odlicza, jesteśmy już na 4..) The Sicillian Don upada na ziemię.. nie! Mike przytrzymuje go i Snap Suplex! (5.. 6..) Violence Bastard nie chce żeby to zakończyło się w ten sposób i lekko przytrzymując się za plecy podnosi Head of the Family (7..) i wrzuca go do ringu, samemu się do niego po chwili wślizgując. Nie zwalnia on jednak tempa i pomaga Leone wstać i wrzuca go bezwiednie w narożnik.. rozpędza się i Corner Clothesline-.. nie! Tony w ostatniej chwili ucieka z narożnika i widzi tylko jak Mike Brutal wlatuje z pełnym impetem w miejsce gdzie ten przed chwilą stał. Adrenalina działa, the Godfather podnosi się i odbija od lin.. Flying Forearm Smash w King of Extreme! Brutal podnosi się szybko.. Shotgun Dropkick! Mike leci w narożnik, ale daje radę z niego wyjść.. nadziewa się na Pele Kick jeszcze! Mamy pin: 1.. 2.. kick out! Na twarzy Tony’ego widać zdziwienie, to nie tak ta walka miała wyglądać! Mike przy pomocy lin powoli wstaje, Sicillian Don również.. punch od Brutala! Uppercut od Leone! Mamy solidną wymianę, raz uderza jeden, raz drugi, ale to ostatecznie King of Extreme górą i nawałnicą ciosów powoduje, że Tony w narożniku broni się przed ciosami.. nagle punche ustają. Leone wychodzi z narożnika.. Dead Static! Tony Leone upada na ring z wielkim impetem! Mike szybko przypina: 1.. 2.. kick out! Ale było dość blisko! South Philly Scumbag podnosi się i czeka tym razem na Tony’ego aż ten wstanie.. i gdy ten już się podnosi.. trafia prosto w uścisk Mike’a.. Overhead Belly-to-belly Suplex! Nie! Brutal już się szykował do wykonania akcji, ale Sicillian Don wyswobodził się i sprzedał European Uppercut! Po chwili kolejny! Tony widząc lekko słaniającego się na nogach Brutala wycofuje się i odbija od lin.. Mike go zatrzymuje! Próbuje go chwycić, ale Tony Leone unika! Hostile Takeover od Head of the Family! Mike Brutal unika! Tony upada na matę, ale podnosi się szybko podnosi trzymając za klatkę piersiową.. Factory Reset od Extremely Mad Doga! Mamy od razu przypięcie: 1.. 2.. 3!? A jednak nie! Sędzia wskazuje, że noga Tony’ego była na linie! Mike podnosi się lekko sfrustrowany i będzie chciał to kończyć! Podnosi Il Padrino i przygotowuje go do This is Gonna Hurt! Wynosi przeciwnika i.. ten się jakimś cudem wyswobodził! Upada na cztery łapy jak kot, Mike jest zdezorientowany! Final Warning! Tony Leone nie marnuje czasu i La Famiglia Greetings! Pin! 1.. 2.. 3! Sicillian Don przechodzi dalej i zawalczy o Golden Laurel!
Na początku była ciemność... Po chwili jednak z głośnym pstryknięciem zapala się światło a w kadrze widzimy Eli Cottonwooda oraz Eli Cottonworlda. Za nimi stoją dwie inne, posępne sylwetki, skryte jednak w ciemności. Eli oraz Eli poprawiają wąsa przed samym obiektywem, po czym uśmiechają się złowrogo, odsuwając się na boki... I widzimy że jeden z ukrytych w cieniu mężczyzn wyszedł na światło... Robi się coraz dziwniej, ponieważ ten jest ubrany w różowe gacie, królicze uszka a do tyłka przyczepiony ma króliczy ogonek... A w ręku trzyma wielką marchewkę.
Eli Cottontail: Ej Ty. Z wąsami! Nadchodzimy! *gryzie marchewkę swoimi wielkimi, króliczymi zębami* Sprawa jest prosta. Nie lubię maszynek, gładkiej twarzy, ani gdy ktoś śmieje się z moich magicznych sztuczek! *wyciąga zza ucha Cottonworlda marchewkę i teraz zaczyna gryźć obie na przemian* Za to uwielbiam marchewkę, wąsy... i swoich braci!
Cottontail zaczyna machać w stronę kamery marchewką, jakby komuś groził, a obraz z kamery po chwili gaśnie!
Przenosimy się na zaplecze, gdzie możemy dostrzec Tony’ego Leone. Mistrz Eternal jest wyraźnie zmęczony po wygranym pojedynku, mimo to z dumą zmierza przez korytarz trzymając na barku swoje mistrzostwo. Gdy jest już pod szatnią, na której widnieje elegancka tabliczka z napisem “The Outfit”, podbiega do niego… Paddy Jackson!
Paddy Jackson: Don Leone! *Tony odwraca się w stronę reportera* Zapewne masz jeszcze wiele spraw do omówienia ze swoimi partnerami, jednak chciałbym zająć Ci chwilę i zadać kilka pytań, które nurtują fanów LPW. Czy można? *Leone z uśmiechem kiwa głową twierdząco* Wszyscy oczekiwali dzisiaj wielkiej celebracji po zdobyciu tego pięknego tytułu. *wskazuje na pas* Nic takiego jednak nie miało miejsca. Co więcej, nie powiedziałeś nawet słowa po twoim imponującym zwycięstwie z ostatniego Elysium. Czy mógłbyś wytłumaczyć czym jest to spowodowane?
Tony Leone: Cóż... odpowiedź jest niezwykle prosta. *szeroki uśmiech* Ponieważ celebracja jest przeznaczona dla człowieka, który właśnie osiągnął kres swojej drogi. Natomiast ja mam świadomość, że zdobycie tego tytułu *Tony delikatnie poklepuje pas Eternal* nie jest zakończeniem żadnej historii. Jest zaledwie momentem, w którym zaczyna się jej znacznie ciekawszy rozdział. Nie zrozum mnie źle, Paddy. Oczywiście jestem z tego niezwykle dumny. Byłoby fałszywą skromnością udawać, że jest inaczej. Ten tytuł ma dla mnie ogromną wartość i będę gro traktował z należytym szacunkiem. *Tony mocniej przyciska do siebie pas* Ale nie widzę powodu, by urządzać z tego spektakl próżności. Nie potrzebuję konfetti, fajerwerków, ani tłumu ludzi wznoszących kieliszki za mój sukces. Widzisz, Paddy, człowiek, który wie ile naprawdę jest wart, nie potrzebuje, aby inni mu o tym przypominali.
Paddy Jackson: Kolejny raz wyszedłeś na tarczy ze starcia, gdzie twoim rywalem był Mike Brutal. Jaka jest szczera opinia Dona Leone o nim, a także o dwóch innych osobach, które najbardziej zaszły wam za skórę? Chodzi oczywiście o Dereka Halloway'a i Edgara Dickinsona. Czy wieszczysz swoim partnerom, że podołają zadaniu i znajdą się w klatce razem z Tobą?
Przez chwilę Tony miał minę, jakby właśnie został spoliczkowany, nawet odwrócił głowę w bok. W końcu jednak ponownie spojrzał na swego rozmówcę z głębokim smutkiem w oczach.
Tony Leone: Co ja Ci zrobiłem, że mnie tak obrażasz? *pauza, Paddy głośno przełyka ślinę* Najpierw masz czelność insynuować moją kolejną porażkę z tym neandertalczykiem, a potem pozwalasz sobie snuć przypuszczenia, że The Outfit mogłoby nie podołać zadaniu. *pauza, Tony z niedowierzaniem kręci głową, po czym głęboko wzdycha* Po pierwsze, kolejny raz wróciłem z tarczą, Paddy, nie na tarczy. Na tarczy zawsze wracają przegrani. Akurat Ty powinieneś coś o tym wiedzieć. A jeśli chodzi o drugą część Twojego pytania... Panowie Dickinson oraz Halloway bezsprzecznie należą do grona ludzi, których poczynania należy traktować najwyższą atencją. Są zawodnikami wytrawnymi, kompetentnymi i, co najistotniejsze, niezmiennie niebezpiecznymi. Obaj dysponują potencjałem, który przy sprzyjających okolicznościach pozwalałby im dokonywać rzeczy doprawdy znamienitych. Niestety, w ostatnim czasie fortuna nie była dla nich szczególnie łaskawa. Pomimo tak przytłaczającej przewagi, jaką dysponowali w konfrontacji ze mną, o mistrzostwo Eternal, obaj musieli się pogodzić z faktem, że to ja opuszczam ring jako zwycięzca. Dodatkowo, pozostaje pewien nader interesujący szczegół. The Outfit wciąż nie zaznało goryczy porażki. Trudno przypisywać taki stan rzecz wyłącznie przypadkowi czy kaprysom losu. Dlatego pozwolę sobie na wniosek pozbawiony przesadnej brawury, lecz oparty na dotychczasowych obserwacjach - rozsądnym jest zakładać, że zarówno Vincenzo, jak i Enzo, podtrzymają naszą dotychczasową tradycję. W naszym fachu można liczyć na szczęście. My natomiast wolimy polegać na konsekwencji.
Paddy Jackson: Ja... J-ja przepraszam Cię za to niefortunne przejęzyczenie, Don Leone... *Paddy wydaje się być zmieszany* Chciałbym jeszcze wiedzieć, czy... *Jackson jest wyraźnie zestresowany*
Tony Leone: Spokojnie, Paddy, ja nie gryzę. Weź głęboki oddech i zadaj pytanie.
Paddy Jackson: *delikatnie się uspokaja* Chciałbym wiedzieć, czy mimo wszystko... *zawahanie* Nie martwi Cię postawa Enzo, który jakby... Który jakby nie przejawiał tak pewnej postawy jak Ty, czy Vincenzo.
Tony Leone: *uśmiecha się czule* Widzisz, prawdziwy lider nigdy nie liczy na wdzięczność ludzi za coś, co już zrobił. Sprawia by byli wdzięczni za to, co może dla nich zrobić w przyszłości. Właśnie dlatego nigdy nie wolno kwestionować oddania moich ludzi. Nawet jeśli ich myśli spowija mrok i chcieliby działać inaczej... to doskonale wiedzą, dlaczego to właśnie ja podejmuję ostateczną decyzję.
???: Mam nadzieję, że uspokoiła Cię ta odpowiedź.
Przestraszony Paddy odwraca się, a za swoimi plecami dostrzega Enzo Sacrale. Messina uważnie ogląda się na reportera, po czym wzrok swój kieruje w stronę Leone.
Enzo Sacrale: Tony, jesteś nam potrzebny.
Tony Leone: Wybacz, Paddy, obowiązki wzywają. Serdecznie dziękuję za wywiad.
Leone robi ukłon w stronę Jacksona i odchodzi. Messina zaś kieruje w stronę reportera lekki uśmiech i klepie go po ramieniu, po czym sam rusza za Tonym. Obraz z kamery gaśnie...
Singles Match
Rocks Xebec vs El Garra de Gato
Kamera przenosi nas do ringu, gdzie Rocks Xebec okłada El Garrę del Gato w narożniku serią kopnięć. Kociarz opada z sił na matę, Rocks nie przestaje, a sędzia zaczyna odliczać. 1… 2… 3… 4…Xebec maksymalnie wykorzystuje czas i zatrzymuje się w ostatnim momencie. Koci wojownik powoli podnosi się do góry i wychodzi z narożnika, a zawodnik Hachinosu idzie do przeciwnego narożnika, bierze rozbieg… I mamy silny Big Boot ścinający z nóg! Pin! 1… 2… Kickout! Kociarz cały czas w grze, a Rocks od razu zapina mu Chin Lock od tyłu. Meksykaninowi chwilę to zajmuje, ale już wstaje przy owacji publiczności. Wypłaca łokieć na żebro Rocksa, a ten puszcza uchwyt i pochyla się łapiąc oddech. Gato Oscuro odbija się od liny… Ale tylko po to, żeby zarobić Scoop Powerslam. Brazylijczyk podnosi od razu rywala i dokłada Fall Away Slam. Nie zatrzymuje się i wchodzi na narożnik. W tym czasie Kociarz powoli wstaje. Double Axe Handle! Connected! Pin! 1… 2… Kickout! The Apex Anarchist wypycha swojego przeciwnika z ringu. Koci wojownik jest teraz na kolanach na macie przy ringu, a chwile potem dołącza do niego Rocks. Łapie oponenta za głowę i wbija go głową prosto w stolik komentatorski. Meksykanin ląduje na ziemi, a Xebec napawa się to chwilą przy dezaprobacie publiczności. Gato Oscuro powoli się podnosi, The Scourge of Hachinosu przystępuje do rozbierania stolika, a sędzia rozpoczyna odliczanie. 1… 2… Rocks umieszcza swojego przeciwnika na stoliku po czym sam się na niego pakuje. Mamy wyniesienie na bark… Czy to będzie Powerslam na stolik komentatorski?! Nie! Garra de Justicia w ostatniej chwili zsuwa się za przeciwnika. Następnie go podcina i wraca powolnym krokiem do ringu i się do niego wturluje. Zbiera siły na ziemi, a w międzyczasie sędzia już doliczył do 6. Wyliczenia raczej nie będziemy mieli, bo Rocks już powoli przekręca się ze stolika na nogi. Wturluje się do ringu w momencie, kiedy sędzia doliczył do 8. W tym czasie Zamaskowany Kociarz jest już na nogach i widząc rywala odbija się od liny… Running Crossbody! Meksykanin czołga się do narożnika i powoli w nim wstaje. Sygnalizuje, że będzie chciał zakończyć walkę. Rocks wstaje, Garra Slam?! Nie! Xebec wykręca się i sprzedaje Headbutt! Kociarz cofa się i siada w narożniku, a Brazylijczyk idzie do przeciwnego. Koci Wojownik wstał, ale już otrzymuje Conqueror`s Impact! The Chaos` Sovereign nie chce przedłużać. Podnosi oponenta. Pandemonium?! Connected! Pin! 1… 2… 3! Rocks Xebec wygrywa walkę!
Przenosimy się teraz na zaplecze i widzimy drzwi od szatni Brutala. Te są jednak zamknięte na cztery spusty... A po chwili z SUPER ULTRA prędkością przejeżdża na swoim Kukurynie Elias Shadow, wyglądający wręcz przez chwilę jak złoczyńca z komiksu, w czarnym kasku i z powiewającym za nim czarnym płaszczem. Dojeżdża do zakrętu na pełnej prędkości... I ktoś nagle bardzo honorowo zagradza mu drogę! Oczywiście jest to nie kto inny niż... Tak tak, doskonale! Yoshi Tatsu! Z jego tyłka, a w sumie to z głosnika, który ma w tylnej kieszeni słychać TAKĄ muzykę.
Yoshi Tatsu: Ha! Ha! Ha! Ha! *honorowo, przerysowanie się śmieje* Wszystko już w porządku! Dlaczego? Bo oto przybyłem! *honorowo szczerzy zęby i robi palcami okejkę* Mogłeś zrobić krzywdę sobie oraz komuś pędząc w ten sposób! Jednak nie lękaj się! Yoshi - san zawsze będzie przy tobie, by wyciągnąć cię z tarapatów!
Elias gwałtownie hamuje, zatrzymując się dosłownie centymetry od stojącego wciąż z honorowo wyciągniętym do góry kciukiem Yoshiego, prawie się przy tym przewracając! Japoniec jednak w ogóle się tym nie przejmuje tylko dalej honorowo się śmieje. Elias wysuwa stopkę i odstawia Kukuryne, po czym ściąga kask, widać że jest cały czerwony i spuchnięty ze złości, zupełnie jak ryba rozdymka.
Elias Shadow: Tobie życie niemiłe?! Ja pier... *łapie się za serce* Ty myślisz, że jesteś niezniszczalny? Przecież jakbym w Ciebie wjechał... Zresztą, jaki niezniszczalny, na ostatniej gali te pały w garniturkach nas skopały i to wszystko Twoja wina! "Żadne Kozaki"... Ty wiesz co? Ty się do mnie nie zbliżaj. Radziłem sobie sam do tej pory i poradzę sobie dalej.
Yoshi Tatsu: Ha! Ha! Kocham twoje poczucie humoru Elias - kun! *honorowo kładzie rękę na ramieniu Eliasa, ten strąca ją* To że nie poszło nam w jednej walce... nie oznacza, że nie pójdzie nam w innych! Jest takie przysłowie z regionu Kanto... złap je wszystkie! Rozumiesz, co to znaczy? Złap wszystkie szanse! Nie udało nam się raz, ale następnym razem... kto wie? Może obaj zostaniemy mistrzem Global? *honorowo znowu szczerzy ząbki i pokazuje okejkę*
Elias Shadow: Złapać, to ja Cię mogę za ten głupi łeb dziadu! chwilę się zastanawia A potem wyrzucić nad górną liną, o! Na następnym Elysium obaj bierzemy udział w Battle Royal o ostatnie miejsce w Elimination Chamber Matchu! Zamierzam go wygrać i rozpocząć w końcu swoją drogę na szczyt! *Śmiech super złoczyńcy, bardzo niehonorowy* A Ciebie, stary głąbie, wyrzucę jako pierwszego!
Yoshi Tatsu: Battle Royal... powiadasz? *dumnie oraz honorowo zamyka oczy i bierze wdech* JESTEM SPECJALISTĄ OD BATTLE ROYALI! O tak! Czuję to! Czuję jak jestem już w wodzie, którą znam najlepiej!
Elias wygląda jakby miał coś jeszcze powiedzieć, jednak nagle w oddali słychać jakieś poruszenie, na co kamerzysta reaguje i obraca się w danym kierunku. W pewnym momencie w tle pojawia się Mike F'N Brutal. Jego twarz jest zaczerwieniona, włosy potargane, a na rękach widać ślady po wcześniejszym uderzaniu w coś twardego. Nie zwraca jednak uwagi na mijających go pracowników. Idzie przed siebie, zaciskając pięści. Nagle South Philly Scumbag zatrzymuje się przed drzwiami do jednej z szatni. Przez kilka sekund wpatruje się w nie nieruchomo, po czym z całej siły uderza w nie barkiem. Drzwi ustępują, uderzając o ścianę wewnątrz pomieszczenia. Mike wchodzi do środka, chwyta stojące przy wejściu krzesło i ciska nim o lustro. Szkło rozpada się na drobne kawałki. Po chwili Brutal wychodzi z szatni, trzaskając za sobą uszkodzonymi drzwiami. Rusza dalej korytarzem, aż dociera do stołu z cateringiem, przy którym kilka osób przygotowuje poczęstunek dla zawodników. Bez chwili wahania zrzuca wszystko na podłogę — butelki, talerze i jedzenie lądują na posadzce. Jedna z pracownic próbuje odsunąć się na bezpieczną odległość, ale Extrememaniac przewraca cały stół, zmuszając wszystkich do ucieczki. Przechodząc obok Tatsu i Shadowa, Brutal zatrzymuje się na moment. Jego wzrok pada na Eliasa. Na twarzy Mike'a pojawia się krótki, pełen pogardy uśmiech, a następnie spluwa pod nogi dawnego rywala. Nie zatrzymuje się jednak ani nie próbuje go zaatakować. Po prostu rusza dalej, jakby nawet zwycięstwo nad Eliasem nie miało już dla niego żadnego znaczenia. Kilka metrów dalej King of Hardcore zauważa grupę osób z ekipy produkcyjnej. Jeden z pracowników próbuje coś do niego powiedzieć, lecz Brutal chwyta stojący obok metalowy kosz na śmieci i z impetem ciska nim o ścianę. Huk rozchodzi się po korytarzu. Wszyscy zamierają, a Extremely Mad Dog przez chwilę stoi pośród bałaganu, ciężko oddychając. W końcu odwraca się i odchodzi, kopiąc po drodze przewrócone przedmioty. Kamera pozostaje na zdemolowanym zapleczu, podczas gdy w oddali widać Brutala znikającego za kolejnym zakrętem... Zza którego wyłania się James River Waters! Zawodnik na chwilę przystaje i ogląda się do tyłu, przeczesuje włosy i aż potrząsa głową, po tym co zobaczył, a my widzimy, że teraz na jego drodze pojawia się również Jose Lopez! Mistrz jest ubrany w to samo co wcześniej, na ramieniu ma pas.
Jose Lopez: Zawiodłeś mnie Waters.. Bańka szybciu...
James River mierzy wzrokiem Hiszpana i już ma zamiar mu coś odpowiedzieć, ale w ostatniej chwili rezygnuje, uśmiecha się tylko lekko i gwałtownie skręca, po czym kiwa głową z niedowierzaniem i idzie dalej, zostawiając Lopeza bez odpowiedzi...
Singles Match
Alistair Fraser Jr. vs Chris Finnegan
Wracamy do walki, gdzie Alistair chce wyprowadzić Clothesline, jednak Chris przechodzi pod ręką oponenta, szybko odbija się od lin, Francuz znów próbuje go zaskoczyć tą samą ręką, ale tyłem przedramienia, jednak Finnegan znów się pochyla, ponowne odbicie od lin i mamy Running Clothesline od Surfera. Nieco zaskoczony zawodnik z Paryża dosyć szybko wstaje niesiony sfrustrowanym głosem Lorda Sebastiena. Rob spogląda niewzruszony, a Chris wyprowadza Arm Drag, za chwilę kolejny z nich. Alistair nie poddaje się, ponownie wstaje, Surfer atakuje go Gut Kickiem i mamy Suplex. Jednak nie, Alistair się zapiera nogą o nogę przeciwnika uniemożliwiając mu wyniesienie go. Teraz mamy trzy uderzenia na brzuch od Francuza, przez co Australijczyk całkiem puszcza rywala. Zawodnik z Paryża popycha przeciwnika w stronę lin, po powrocie Front Waist Lock i mamy Overhead Belly-to-belly Suplex. Finnegan pada na plecy i teraz trzyma się zdanie wykrzywiając w bólu twarz. Alistair kładzie przeciwnika i próbuje go przypiąć. 1… 2… Kickout. Zawodnik z Paryża już nieco zdenerwowany podnosi oponenta i wyrzuca go ponad górną liną. Chris jednak łapie się za tą najwyższą i staje na apronie. Francuz się orientuje i podbiega do rywala, a Finnegan atakuje go poprzez Forearm Smash. Alistair nie pada, ale cofa się kilka kroków, co umożliwia wejście do ringu przez Surfera. Francuz odwraca się w końcu do przeciwnika przodem, a ten wyprowadza The Sydney Sweep (Scoop Slam). Próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Chris nie poddaje się, wchodzi na apron po czym kieruje się na szczyt narożnika. Gdy już tam jest, Alistair kątem oka to zauważa, zrywa się i pada na liny, przez co Finnegan traci równowagę i pada klejnotami na szczyt narożnika. Paryżanin podbiega do oponenta, ściąga go z rogu ringu, ustawia pod Side Slam i mamy The Fornal Introduction (Uranage Backbreaker)! Próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Surfer się nie poddaje. W tym momencie Lord Sebastien wskakuje na apron i coś protestuje do sędziego, ten od razu do niego podbiega i nakazuje zejść z rogu ringu. Po przeciwnej stronie Alistair krzyczy do Roba. McŁowicz jakby nie zainteresowany, ale w końcu dochodzi do jego uszu, że jest wołany przez Francuza. Alistair nakazuje podać sobie Margaux. Rob tak spogląda na laskę, upewnia się, czy o to może mu chodzi i powolnym krokiem zmierza do przedmiotu Lorda Sebastiena. Alistair coraz bardziej zdenerwowany zaczyna pospieszać Kucharza, ale ten bierze przedmiot i mu się przygląda oraz znów powolnym krokiem podchodzi do Alistaira, który już nie może wytrzymać, kiedy dostanie w końcu przedmiot. Rob w końcu wyciąga laskę do Alistaira i gdy ten ją łapie w rękę, Finnegan już będąc na nogach wytrąca Margaux z jego ręki! Gut Kick od Surfera, wyniesienie i mamy The Tidal Force (Running Spinebuster)! Próba pinu, sędzia się odwraca do zworników i odlicza. 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Chris wygrywa to starcie!
Obraz z kamery pokazuje nam Derka Halloway’a, który stoi przed telefonem, który jest, olaboga, na STATYWIE, i coś przy nim poprawia. W dłoni trzyma pilot, a za jego plecami, tradycyjnie widzimy tablicę na stojaku. Przez chwilę z oddali patrzy na telefon i już ma zaczynać, ale obok niego nagle zjawiają się Enzo Sacrale i Vincenzo Vizzini!
Enzo Sacrale: Mógłbym przeprosić Cię, że przerywam transmisję, ale nie byłoby to w porządku. Obowiązkiem jest w końcu zdusić w zarodku sianie obrzydliwych herezji, co następuje za każdym razem, gdy raczysz nas swoimi występami. *podchodzi bliżej Dereka* Jesteś niezłym showmanem, Halloway, lecz całkowicie zgubionym... Twoja misja jest szkodliwa, a wiara cyniczna. Muszę przyznać więc, że będzie to najwyższa przyjemność *klepie się po łokciu* wybić z twojej pustej głowy dyrdymały, którymi karmisz ludzi. *lekki uśmiech*
Vincenzo Vizzini: *kładzie rękę na barku Enzo* Jak długo planujesz bić głową w mur? Myślę, że pokazaliśmy wystarczająco, by zrozumiał to nawet taki głupiec ja Ty. Jaka tragedia musi nastąpić, żebyście w końcu wszyscy przestali stawiać opór sile, której nie jesteście w stanie zatrzymać? Masz jeszcze okazję się wycofać Derek. Wybierz mądrze.
Derek nabrał powietrza w płuca, tak że na krótki moment przypominał rybę rozdymkę. Zanim jednak zdążył wypuścić z siebie słowny i emocjonalny ładunek, przerwała mu krucza łapka. Srebrna końcówka laski o takim kształcie opadła na jego ramię, a z cienia wyłonił się trzymający ją poeta.
Edgar Dickinson: Spokojnie Panie Halloway. Jest Pan przecież odporny na wszelkie manipulacje w tym również na te w wykonaniu Panów z włoskiego kółka różańcowego.
*Edgar uśmiechnął się krzywo w stronę włochów* Dobry wieczór Panowie. Wybaczcie, że przerywam te, przypominające szkołę podstawową, zastraszanie. Ale chciałbym zwrócić delikatnie uwagę, że w obecnej sytuacji to obecny tutaj pan Derek nie ma nic do stracenia, a czerwony X na waszych plecach znacznie urósł.
Derek Halloway: Nie wiedziałem, że mam aż tylu fanów mojej transmisji! Zlecieli się moi ulubieni bracia Enco i Vincenzo *Derek wypowiada specjalnie imiona, żeby się rymowały* i jeszcze poeta, który nota bene, rymów nie składa. Czym zawdzięczam waszą wizytę? Ta biedna groźba ma mnie do czego doprowadzić? Do jakiegoś układania się z wami albo może do poddania się? Już wystarczy, że przekupujecie Brutala i Edgara przez co wasz panicz odebrał mi pas. Jeszcze może za rogiem ukrywa się gdzieś ucho całego układu *Halloway mówi to zdanie specjalnie głośniej, żeby wywołać Paddy’ego Jacksona. Gdy nic nie słychać Derek przecząco kiwa głową*. Czego zatem chcecie, spiskowcy?
Vincenzo Vizzini: Żebyście odpuścili. Po prostu. Jesteśmy najzwyczajniej w świecie znudzeni wbijaniem wam do głowy tej samej lekcji raz po raz. <Vizzini wysuwa się lekko do przodu> Uważamy… Nie. Wiemy… Że byłoby to z korzyścią dla każdego. <zdejmuje okulary, składa je i chowa do wewnętrznej kieszeni marynarki> Sprawa jest prosta - Wy nas nie interesujecie. Tylko to, czego tak usilnie bronicie. O wiele łatwiejszym sposobem dla każdego z zainteresowanych byłoby gdybyście w końcu przestali zajmować się sprawami, które, nie oszukujmy się - wcale was nie dotyczą.
Derek Halloway: Jedyne co w was widzę, to zagubienie, chłopaczki. *na tę uszczypliwość już chciał zareagować Enzo wyrywając się do przodu, lecz Vincenzo uspokaja go*. O, widzicie? Co ja takiego powiedziałem? Czyżby wasze faszystowskie zapędy zaślepiły w was poczucie płci? Jesteście siebie warci. Czy jedynie mocne uderzenie o matę otworzy wam oczy, że jesteście tylko wykorzystywani przez swojego szefuńcia? Mdli mnie od tego waszego pseudo dystyngowane zachowanie. Dandysi za pół liry.
Edgar Dickinson: Pozwolę sobie nieco rozszyfrować, co ma Pan Halloway do powiedzenia. Gorąco nas Panowie namawiacie, do pozostawienia sytuacji i oddania kontroli w wasze ręce. W imię tego, że przecież, w waszym mniemaniu i tak macie wszystko w swojej jurysdykcji. Z tym, że sytuacja nieco się zmieniła. W tym momencie nakręconych na was Panowie jest dwóch niebezpiecznych lunatyków, a i za siebie ręczyć nie mogę. Wy natomiast Panowie macie w końcu w swoim kręgu coś do stracenia, zastanawiam się tylko, dlaczego oddaliście to w ręce Pana Leona zamiast zadbać o siebie. Bo w tym momencie nie wyglądacie już na trzech muszkieterów tylko na Kardynała Richelieu i jego psy.
Enzo Sacrale: Cóż… *zerka na Vincenzo* Nie będę ukrywał, że absolutnie nie martwi mnie to bojowe nastawienie. Mieli szansę zrezygnować i to jedynie ICH wola, że z naszej serdecznej propozycji nie skorzystali. *ogląda się na Edgara i Dereka* A może nie? W końcu opatrzność obdarza nas we wszelaki sposób… A was z kolei nikt nie pytał, czy odpowiada wam ta sama wartość dla współczynnika IQ i numeru buta… *wredny uśmiech* To będzie czysta przyjemność spotkać później.
Enzo i Vincenzo odchodzą zostawiając Edgara i Dereka samych. Obraz z kamery gaśnie…
Singles Match
Derrick Mantel vs Maxwell Ransom
Obaj zawodnicy są już wyraźnie zmęczeni, ale żaden z nich nie zamierza odpuścić. Ransom pierwszy podnosi się z maty i chwyta Mantela, po czym posyła go w narożnik, a następnie rusza za nim i trafia potężnym Corner Clothesline. Derrick osuwa się na matę, a Big Handsome Man natychmiast podnosi go i wykonuje Deadlift Powerbomb! Ransom od razu przechodzi do przypięcia! 1......2.. nie! Maxwell od razu chce przejść do dalszej ofensywy, zatem podnosi oponenta, ale Derrick wykorzystuje moment nieuwagi i wymierza DDT. Ex-Wilgotniak pada na matę, a Mantel nie pozwala mu nawet złapać oddechu. Podnosi Ransoma i wykonuje Spin-Out Powerbomb! I kolejna próba przypięcia! 1.....2.... The Lone Wolf nie może uwierzyć, że to nie koniec i uderza dłonią w matę z frustracją. Derrick przez chwilę siedzi obok Ransoma, spoglądając na niego z niedowierzaniem. Następnie chwyta się za głowę i podnosi, próbując zachować spokój. Nie zamierza popełnić kolejnego błędu. Zamiast rzucać się na przeciwnika, powoli podnosi Ex-Wilgotniaka i próbuje zaatakować go kopnięciem. Big Handsome Man przechwytuje jednak jego nogę i odpowiada Belly to Belly Suplexem! Mantel z impetem ląduje na macie, a Ransom natychmiast próbuje wykorzystać przewagę. Podnosi się, chwyta Derricka i jeszcze raz próbuje ruszyć z ofensywą. Mantel zdołał jednak przetoczyć się pod linami i wypada z ringu. Ransom rusza za nim, lecz Souvenir Collector szybko odsuwa się od rywala. Zawodnik z Minnesoty próbuje złapać go przy krawędzi ringu, jednak Souvenir Collector robi unik. Maxwell traci równowagę i wypada za liny. Derrick natychmiast cofa się o kilka kroków, obserwując przeciwnika i czekając na odpowiedni moment. W tym samym momencie sędzia zauważa, że w jednym z narożników brakuje osłony. Arbiter podchodzi do narożnika i zaczyna poprawiać zabezpieczenie, odwracając się plecami do zawodników. Mantel, który wcześniej zdążył poluzować osłonę, wykorzystuje okazję. Sięga pod ring i coś spod niego wyciąga, czekając na Ransoma... Ten podnosi się właśnie przy samej krawędzi ringu, jeszcze nie do końca wiedząc, gdzie znajduje się jego przeciwnik. Derrick wyprostowuje się i bez żadnego ostrzeżenia psika w oczy Maxwella! Ex-Wilgotniak natychmiast cofa się i zasłania oczy, a Mantel wyprostowuje się i widać co trzyma w ręku - preparat do włosów który kiedyś produkował Ransom! Ten próbuje otrzeć twarz, ale preparat skutecznie uniemożliwia mu dostrzeżenie czegokolwiek. Mantel błyskawicznie wślizguje się do ringu, a Maxwell próbuje wejść za nim. Lone Wolf jednak go chwyta, podciąga do góry i wykonuje Head Crusher! Big Handsome Man pada na matę. Mantel przez moment upewnia się, że Ransom nie jest w stanie się podnieść, po czym spokojnie kładzie się na nim i mamy już chyba ostateczne przypięcie! Sędzia obraca się i doskakuje do pinu! 1… 2… 3! Derrick Mantel wygrywa!
Kamera przenosi się na backstage.. gdzie nikogo nie ma, ale nagle dobiega dźwięk jakiejś głośniejszej kłótni. Operator biegnie w kierunku, z którego dobiegają odgłosy i dobiega do kłócących się między sobą Lorda Sebastiena, Alistaira, McŁowicza i Finnegana. Rzucają w siebie tekstami, które nie są praktycznie słyszalne przez to z jaką częstotliwością się nimi wymieniają. W końcu między nich wchodzi dumnie Rocks.
Rocks Xebec: A wy się jeszcze kłócicie, panienki? *z lekkim uśmieszkiem* Zróbcie sobie przerwę, bo i tak to nikogo nie obchodzi, dalej się będziecie pchać ze sobą w ringu to zostawcie to i nie zawracajcie głowy. Dajcie mi w spokoju przejść do porządku dziennego po tym jak zmasakrowałem zamaskowanego furasa i *dumnie, choć dalej się uśmiechając* dostałem się do battle royalu na następnym Elysium o miejsce w elimination chamber matchu o ten cały Golden Laurel.. *zastanawiając się* W sumie.. z tego co słyszałem to wy też w nim jesteście. Popatrzmy.. *patrząc na Chrisa* surfer z odzysku, który lubi dzieci aż za bardzo.. *mierzy wzrokiem Roba* kucharz, który jedyne co sobie zgotował to problemy przegrywając i nie przykładając się do najważniejszej walki w jego dotychczasowej karierze.. *spogląda też na Lorda Sebastiena* jakiś lordzik z Temu, który myśli, że jak podkręci coś francuskim akcentem to da mu cokolwiek powagi, ale i tak słychać, że udaje.. *spogląda na Frasera* i jego kamer-.. *obraca głowę w prawą stronę jakby słuchał kogoś kto mu coś mówi, ale tam nikogo nie ma* a, Ty nie to nie będę na ciebie słów marnował. Dobrze wam radzę.. nie wchodźcie mi w drogę, bo…
Alistair rusza w kierunku przedmówcy jakby chciał mu coś zrobić, ale te zamiary stopuje Lord Sebastien jednym gestem ręki, bez żadnych słów.
Lord Sebastien: Nie wiem, gdzie leży to całe Temu, ale ja pochodzę z dumnej, francuskiej, arystokratycznej rodziny,
niaisprostaku. Z tego co mówiłeś tylko w jednym masz rację - Rob jest największym nieudacznikiem w tym gronie. Nie szanujesz ustalonych zasad jak Finnegan, ale to nie dziwne - Rocks u Ciebie chyba oznacza, że masz kamień zamiast mózgu.
Na to wtrąca się uśmiechnięty Chris Finnegan starając się rozluźnić atmosferę między Lordem, a Rocksem.
Finnegan: Chłopaki dajcie spokój.. Jasne każdemu z nas zależy na wyniku, ale ludzie mają z tego czerpać rozrywkę, a nie słuchać stękania i fochów. Rob mam rację? *spogląda na McŁowicza*
Rob McŁowicz: Masz rację, Chris. Tylko człowiekowi ciężko zachować dobry humor, kiedy od kilku tygodni jakiś nadęty panicz próbuje urządzać mu życie, a teraz jeszcze ktoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę przychodzi tutaj i zaczyna wydawać wszystkim polecenia. <Rob zerka z wyraźną irytacją na Lorda, po czym przenosi wzrok na Rocksa.> Jednego już mam nad sobą, Rocks, i uwierz mi, nie potrzebuję drugiego. Za tydzień w Battle Royalu nie będę niczyim kucharzem, służącym ani częścią czyjegoś wielkiego planu. Tam każdy będzie sobie równy, a jak ktokolwiek wejdzie mi w drogę, to bardzo szybko się przekona, że nawet najbardziej napompowane ego da się wyrzucić z ringu.
Lord Sebastien: Już ostatnio myślałeś McŁowicz, że możesz być mi równy! Na następnym Elysium udowodnię Wam wszystkim, że nie możecie być równymi mi <pogardliwe prychnięcie>, ludźmi.
Finnegan: Te prychnięcie to cała twoja klasa Sebastien. Obyś tylko zanadto się nie opluł bo twój serwetkowy od mokrej roboty jest tak roztrzęsiony, że jeszcze rozmażę twój arystokratyczny puder z twarzy.
Rocks Xebec: *patrząc po wszystkich z lekkim zażenowaniem* Niewiele się po was spodziewałem, a i tak się zawiodłem.. *kręci głową uśmiechając się, po czym podchodzi do Roba* Ty.. dużo szczekasz jak na podnóżek, a teraz do budy.. *spogląda po chwili na Chrisa* a Twój uśmiech mnie wkurwia, możesz przestać się szczerzyć? *po chwili mierzy Lorda wzrokiem i patrzy na niego z politowaniem*
Rob McŁowicz: Wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Jeden uważa mnie za własność, drugi za podnóżek, trzeci stoi z boku i pilnuje, sam nie wiem czego, a każdy z was jest święcie przekonany, że już wygrał. <Rob mierzy wszystkich wzorkiem i uśmiecha się krzywo.> Za tydzień nie będzie żadnego pana, sługi ani wielkich deklaracji, będzie tylko ring, górna lina i moment, w którym któryś z was zrozumie, że zbyt szybko mnie zlekceważył.
Cała dalsza rozmowa zostaje przerwana wraz z pojawieniem się Derricka Mantela. Souvenir Collector przygląda się każdemu z osobna, z wyjątkiem Frasera, którego obecność kompletnie ignoruje.
Derrick Mantel: Ahhh… jakie to wszystko jest dla mnie śmieszne. Jesteście niczym małe dzieci, kłócące się o zabawkę, na którą tak naprawdę nie zasługują. *śmiech* Kim wy właściwie jesteście, aby ubiegać się o miejsce w Elimination Chamber Matchu? Musicie zrozumieć jedno. Możecie powalczyć o ostatnie miejsce, ale nie zmieni absolutnie niczego. *poważnieje* Gdy znajdziecie się w klatce, będę czekać. *spogląda na nich* Nieważne, który z was stanie na mojej drodze. Wielu przed wami próbowało mi udowodnić, że nie jestem gotowy na prawdziwe wyzwania. Każdy z nich liczył na oszukanie przeznaczenia. Kończyło się to dla nich bolesną weryfikacją, której nie byli w stanie zaakceptować. Którykolwiek z was stanie na mojej drodze, stanie się kolejną pamiątką. Taki sam los czeka resztę towarzystwa, z którym przyjdzie mi się spotkać na Danse Macabre. Gablota czeka na kolejne pamiątki i każdy z was ma coś, co do niej wręcz idealnie pasuje. Tymczasem… przekrzykujcie się dalej niczym małe dzieci i żyjcie w przekonaniu, że cały świat staje przed wami otworem. Ja natomiast zrobię swoje i uciszę wszystkich jako zdobywca Golden Laurel. To wszystko jest dla was nieuniknione.
Po tych słowach Mantel zaczyna się śmiać pod nosem i odchodzi, pozostawiając resztę bez możliwości odpowiedzi...
Singles Match for a spot in a Golden Laurel Match
Enzo Sacrale vs Derek Halloway
Końcówka pojedynku. Derek Halloway podnosi się przy linach, ale Enzo Sacrale natychmiast rusza w jego stronę i częstuje go mocnym Forearm Smashem. Drugi! The Truth Seeker odpowiada własnym uderzeniem, jednak Messina błyskawicznie dokłada Back Elbow i posyła rywala w narożnik. Corner Back Elbow! Jeszcze jeden! Enzo odsuwa się na kilka kroków, bierze rozpęd i trafia Running Corner Elbow! Halloway wychodzi chwiejnym krokiem z narożnika, a Sacrale przechwytuje go i wykonuje Michinoku Driver! Enzo sam przez moment zostaje na kolanie, łapiąc oddech po ciężkiej akcji, po czym kładzie się na rywalu. 1... 2... nie! Derek podnosi bark. Capo bierze głęboki oddech, wstaje i podciąga przeciwnika do góry. Próba Via Crucis! Enzo zaczyna wynosić Hallowaya, ale Derek zaczyna szarpać się jeszcze zanim Sacrale ustabilizuje go w pozycji Crucifixu. Kilka uderzeń w bok głowy pozwala mu zsunąć się z barków przeciwnika. Halloway ląduje na nogach i natychmiast obejmuje Enzo w pasie. BELLY-TO-BELLY OVERHEAD SUPLEX! Messina przelatuje przez ring! Derek również potrzebuje chwili, żeby dojść do siebie. Podnosi się przy pomocy lin, czeka aż Sacrale wróci do stójki i przechwytuje go. STO! The Awakened przez sekundę pozostaje na kolanie, łapie oddech, po czym podnosi się i wykonuje Leg Drop. Przypięcie! 1... 2... NIE! Enzo odkopuje! Halloway próbuje podnieść przeciwnika, lecz Sacrale trafia Elbow Smashem. Kolejny łokieć! Derek przechwytuje nadgarstek Enzo, przyciąga go do siebie i próbuje Short-Arm Clothesline'u, ale Messina schyla się pod ramieniem! Sacrale obchodzi przeciwnika od boku, przejmuje jego tułów i z ogromnym wysiłkiem zaczyna wynosić 130-kilogramowego Hallowaya na barki. Stabilizuje pozycję... BLACKBIRD FALLS! Burning Hammer wbija Dereka w matę! Enzo również pada obok rywala i przez kilka sekund obaj leżą nieruchomo. W końcu Sacrale przewraca się na bok, doczołguje do Hallowaya i przykrywa go. 1... 2... 3?! NIE! Derek podrywa bark dosłownie w ostatniej chwili! Enzo siada na macie i przez kilka sekund ciężko oddycha, patrząc niedowierzająco na sędziego. Dopiero po chwili na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Sacrale wstaje, cofa się w stronę narożnika i czeka. Wygląda na to, że Sin of Messina już wita się z gąską. Halloway powoli podnosi się z maty, kompletnie zamroczony. Enzo rusza! Krótki rozpęd, obrót... LUPARA! NIE! Derek odchyla się w ostatniej chwili i łokieć przecina powietrze tuż przed jego twarzą! Impet obraca Sacrale, a gdy ten odwraca się ponownie w stronę przeciwnika... THIRD EYE! Spinning Backfist trafia idealnie w szczękę! Messina pada jak ścięty! Halloway również przez moment stoi chwiejnie, ale zbiera resztki sił, rzuca się na rywala i dociska jego barki do maty. 1... 2... 3! Koniec! Derek Halloway wygrywa i melduje się w Elimination Chamber Matchu na Danse Macabre!
Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie możemy dostrzec Maxwella Ransoma. Ex-Wilgotniak wygląda na obolałego i wyraźnie rozczarowanego dzisiejszym pojedynkiem i w tym właśnie stanie przemierza arenę. Po chwili w obiektywie pojawia nam się… Paddy Jackson! Reporter podbiega do zawodnika i z prędkością Dolnicka zmierzającego do bufetu zadaje pierwsze pytanie.
Paddy Jackson: Maxwell, przegrałeś dzisiaj z Derrickiem, jednak nie było to czyste zwycięstwo. Co masz do powiedzenia po tym pojedynku?
Maxwell Ransom: Paddy, przepraszam, nie mam ochoty na rozmow…
W tym momencie Ransom dostrzega w oddali zmierzającego przez zaplecze Axela Blaze’a. Mr Forever ewidentnie udaje się na swoją walkę, jednak Maxwell nie przejmuje się tym i szybkim krokiem podchodzi do byłego mistrza świata. Kilka kroków za nim idzie Paddy, który staje kawałek dalej.
Maxwell Ransom: Jak Ci się to udało? *Axel odwraca się, ale zanim może cokolwiek powiedzieć przejęty Ransom kontynuuje* Jak to zrobiłeś? Próbowano Cię zniszczyć, upokorzyć, oskarżano Cię o najgorsze rzeczy… *kręci głową, Blaze próbuje dojść do głosu* Zostałeś osaczony, prześladowany… A Ty idziesz. Po prostu idziesz. *spuszcza głowę* Idziesz dalej, przed siebie, jakby nigdy nic się nie stało. Idziesz skoncentrowany, opanowany. Idziesz… w spokoju ducha. *patrzy na Axela wzrokiem pełnym nadziei* Jak… Jak to możliwe?
Axel Blaze: *przygląda się uważnie Ransomowi* O cholercia, stary, wyglądasz jakby ser spadł Ci z krakersa. Zdradzę Ci sekret - *ściszonym głosem* jak jesteś dorosły, to możesz nałożyć ser na tego samego krakersa jeszcze raz, nikt tego nie sprawdza. *normalnym głosem* Są rzeczy, na które mamy wpływ. Wtedy musisz złapać byka za rogi i pokazać mu, kto tutaj rządzi. Dać z siebie absolutnie wszystko, a czasami nawet więcej, aby osiągnąć swój cel. Ale musisz ten cel znać, wiedzieć czego tak naprawdę chcesz. Bo kiedy wiesz czego chcesz to wiesz co musisz zrobić, po tym jak wstaniesz z łóżka, aby to osiągnąć. Ale są też rzeczy, na które wpływu nie mamy. I na takie rzeczy nie powinno być miejsca tutaj *Blaze wskazuje palcem na głowę* Jeśli coś jest niemożliwe, nie da się tego zrobi, albo po prostu nie mamy na to wpływu to nie ma sensu tego rozkminiać. Trzeba o tym zapomnieć i idziemy dalej. Gdybym się przejmował, że taki łobuz jak Lopez mi się psoci, albo że przez błąd sędziego straciłem pas to bym zwariował. Dlatego uszy do góry, stary, nikt nie będzie Cię winić za rzeczy, na które nie masz wpływu. A swoją postawą pokażesz ile jesteś tak naprawdę warty.
Maxwell Ransom: Właśnie... Ile jestem warty? Czy nie miałem dzisiaj wpływu? Czy dałem z siebie wszystko? Mam jeszcze tyle pytań, a w głowie tylko mętlik i brak jakichkolwiek odpowiedzi... *zerka na Blaze'a* Zazdroszczę Ci, Axel. Stary, ogromnie. Potrafisz przetwarzać wewnątrz umysłu TAKIE rzeczy, a ja? Nie umiem nawet dobrze zebrać myśli... *zwiesza głowę* A co dopiero sobie z czymkolwiek poradzić... *podchodzi bliżej* Czy ja zwariowałem? Czy da się w moich oczach zobaczyć coś więcej niż obłęd, szaleństwo, beznadzieję? Nie... Nie odpowiadaj proszę. Wiem, że od Ciebie usłyszę prawdę, a na ten moment... *głębszy oddech* Straszliwie się jej boję. Bezpieczniej będzie, jeśli zakrzywię swoją rzeczywistość.
Ransom kręci głową i w pośpiechu odchodzi zostawiając skonsternowanego Axela bez możliwości odpowiedzi. Blaze spogląda jeszcze na znikającego za ścianą Maxwella, po czym sam rusza w stronę wyjścia na arenę. Obraz z kamery gaśnie...
REKLAMA
Kamera przenosi nas do gabinetu, w którym panuje absolutna cisza. Ciężkie, drewniane wnętrze zdaje się niemal pochłaniać każdy dźwięk. Tony stoi przy biurku z dłońmi splecionymi za plecami, nieruchomy i opanowany, lecz jego chłodne spojrzenie zdradza głębokie rozczarowanie. Naprzeciwko niego Enzo stoi ze spuszczoną głową, nie ośmielając się podnieść wzroku. Vincenzo pozostaje nieco z boku, milczący, obserwujący sytuację z kamiennym wyrazem twarzy. Nikt nie mówi ani słowa, a właśnie ta cisza sprawia, że atmosfera staje się niemal nie do zniesienia.
Tony Leone: Enzo, powiem to bez ogródek - zawiodłeś mnie. Powierzyłem Ci zadanie, które należało wykonać bez względu na wszystko, a Ty wróciłeś z pustymi rękami. W Rodzinie taki rezultat jest czymś, czego nie zwykłem tolerować. Nie interesują mnie wymówki, ani okoliczności. Interesuje mnie rezultat, a tego dzisiaj zabrakło. *długa, bardzo przeciągnięta pauza* Mam nadzieję , że rozumiesz, jak wiele znaczy moje milczenie w zaistniałej sytuacji. Nie zmuszaj mnie, Enzo, abym następnym razem musiał podnosić głos.
Enzo Sacrale: *podnosi głowę, ściszony głos* Wiesz doskonale, że zawsze przychodzi moment na pierwsze rozczarowanie. Boli jednak to, iż jestem tym premierowym... Nie będę kłamał, że tak nie jest. Zostałem wystawiony na próbę… *zerka w górę* Mimo to nie zwątpię w plan, nie zwątpię w rodzinę i przede wszystkim… Nie zwątpię w siebie. *wyprostowuje się* Chcę, żebyś był tego pewny. *patrzy w oczy Leone* Jestem z Tobą.
Tony Leone: Módl się, żeby plan na tym nie ucierpiał. *Długie spojrzenie na Enzo w milczeniu, następnie przeniesienie wzroku na Vincenzo* Teraz waga Twojego zadania jest nieporównywalnie większa. Do tej pory myślałem, że nie muszę tego podkreślać... OCZEKUJĘ, że pokonasz pisarzynę. Bez względu na wszystko.
Vizzini powoli wyłania się z półcienia i podchodzi do Tony'ego stając tak, że wąska stróżka światła pada wyłącznie na jego oczy. Spogląda na Dona beznamiętnym spojrzeniem.
Vincenzo Vizzini: Nie zamierzam zawieść, Tony. Utrzymam status quo i przywrócę równowagę na Elysium. *strzela słyszalnie karkiem* Mimo wszystko *spogląda na Enzo* bądź w pogotowiu. Nasi rywale są nieprzewidywalni. Nigdy nie wiadomo, co jeszcze gotowi są zrobić w imię... *prycha* honoru.
Singles Match
Zack Sabre Jr. vs Axel Blaze
Od pierwszych sekund po przerwie reklamowej widać, że High Life Warrior nie zamierza pozwolić Zackowi narzucić swoich warunków. Submission Master rusza do przodu, schodzi nisko i przechwytuje nogę rywala, przechodząc do Spinning Toe Hold. Mr. Forever szybko jednak odpycha przeciwnika i podnosi się z maty. ZSJ rusza ponownie, lecz Real Rock 'n' Roller trafia go potężnym European Uppercutem! The Technical Wizard cofa się pod liny, a Blaze natychmiast rusza za nim. Corner Clothesline! Anglik osuwa się w narożniku, a były mistrz LPW nie daje mu chwili wytchnienia. Chwyta go i wykonuje Snake Eyes, po czym dokłada Big Boot! Próba przypięcia, 1.......2... Submission Master bez większych problemów odkopuje. Zack szybko odsuwa się w kierunku lin i próbuje złapać oddech, ale Axel nie zamierza pozwolić mu na odpoczynek. Rusza w jego stronę, lecz Your favourite wrestler's favourite wrestler wykorzystuje jego impet i przechwytuje rękę. Double Underhook Snap Suplex! Anglik natychmiast przechodzi do kontroli kończyny i próbuje zapiąć Jim Breaks Armbar, lecz Blaze jest zbyt blisko lin. High Life Warrior chwyta je i zmusza rywala do przerwania dźwigni. ZSJ nie odpuszcza i przy kolejnej próbie ataku trafia Enzuigiri, po którym dokłada German Suplex! Axel ląduje na macie, ale niemal natychmiast podnosi się na nogi. Technical Wizard próbuje wykorzystać moment i ponownie schodzi do jego nóg, jednak Legend In Making przechwytuje go w locie i wykonuje potężne Belly To Belly Suplex! Publiczność reaguje głośno, a Mr. Forever ponownie przejmuje kontrolę. Podnosi Sabre'a i posyła go w narożnik, gdzie mamy Corner Clothesline, po którym następuje Bicycle Knee Strike! Zack osuwa się na matę, a Axel nie daje mu nawet chwili na dojście do siebie. High Life Warrior podnosi go i dokłada Deadlift Powerbomb, po czym przechodzi do przypięcia. 1… 2… nie! Sabre odrywa bark! Blaze przez moment spogląda na sędziego, ale nie traci czasu na dyskusję. Ponownie chwyta Anglika i próbuje ustawić go pod Reverse Alabama Slam, lecz Zack zdołał się uwolnić i natychmiast przechodzi do Guillotine Choke! Blaze chwieje się przez moment, a The Technical Wizard zaciska dźwignię, próbując sprowadzić większego rywala do parteru. Mr. Forever wykorzystuje jednak swoją przewagę fizyczną, podnosi Anglika i zrzuca go na matę! ZSJ podnosi się chwiejnie, a Axel rusza z Bicycle Knee Strike! The Technical Wizard pada na kolana, a Real Rock 'n' Roller chwyta go i dokłada Fade To Black! ZSJ pada na matę jak zabity, a były mistrz LPW natychmiast przechodzi do przypięcia. 1… 2… 3! Axel Blaze pokonuje Zacka Sabre'a Jr.!