Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling E-Fed Tygodniówki Elysium #6 - Salt Lake City, Utah - 03.10.2026r.

Elysium #6 - Salt Lake City, Utah - 03.10.2026r.

Elysium #6 - Salt Lake City, Utah - 03.10.2026r.

Strony (2): 1 2 Dalej
04.10.2026, 22:55
#1
[Obrazek: cNDyCwA.png]

Na hali momentalnie rozbrzmiewa "I gotsa get paid", a publiczność reaguje cheerem. Już po chwili na rampie pojawia się Axel Blaze ubrany dokładnie tak samo jak zawsze. Zawodnik spokojnie, pewnym krokiem zmierza do ringu, po drodze przybijając piątki z fanami. W końcu odbiera mikrofon od pracownika technicznego i wchodzi z nim do ringu. Ustawia się na jego środku, poprawia okulary przeciwsłoneczne na nosie i unosi mikrofon do ust.

Axel Blaze: No dobra... Nick Aldis powiedział, że chce mnie tutaj widzieć, więc jestem. Co prawda nie powiedział wprost dlaczego, ale co czuję, że może to mieć związek z tym, że czegoś tutaj brakuje. *Blaze poklepuje się po barku* Naprawdę już nie mogę się doczekać, aż to odzyskam, dlatego proszę, szefie, nie trzymaj Nas już dłużej w niepewności. Wywołałeś mnie do tablicy, więc czekam z kredą w dłoni. Nie traćmy czasu na krzyczenie do studni.

No i słyszymy Void in Blue! Gigantyczne buczenie, aż uszy bolą. Jose Lopez zjawia się na arenie, jest ubrany tak samo jak poprzednio. Czyli TAK. Hiszpan zmierza w kierunku ringu pewnie trzymajac pas na swoim ramieniu. Przed wejściem odbiera mikrofon i po schodkach wchodzi do środka, patrząc z wrednym uśmieszkiem na Blaze'a. Lopezzo staje przed nim i zabiera głos.

Jose Lopez: Tutaj czegoś ci brakuje? *pokazuje palcem na bark Blaze'a* Dobre żarty... *uśmiecha się kącikiem ust* Jedyne czego ci brakuje, to piątej klepki! *wskazuje głowę Axela* Bardzo oklepany tekst, ale adekwatny do twoich żałosnych teorii o ''odzyskaniu'' MOJEGO mistrzostwa. *heat* Swoją drogą to zabawne, że mówisz o trzymaniu kredy, ewidentnie jesteś bardzo stęskniony za białym proszkiem. *heat, uśmiech Jose*

Axel Blaze: *Blaze przykłada palec do ust* Ciiiii. Panie i Panowie, właśnie tak brzmi pękająca dupa. W takiej sytuacji zalecane jest zluzowanie gaci i smarowanie maścią, żeby złagodzić pieczenie. *śmiech na trybunach* Jeśli gotowość do pisania kredą po tablicy nie kojarzy Ci się ze szkołą, tylko z białym proszkiem... cóż. Nie będę pokazywać palcem komu w takim wypadku brakuje piątej klepki. Powiem tylko, że Pan Dickinson na pewno z przyjemnością podzieli się z Tobą numerem do swojego psychiatry. Ale nie winię Cię, w końcu głodnemu chleb na myśli. A skoro już wspominasz to wspaniałe mistrzostwo to raczej powinieneś nazywać je tymczasowo przechowywanym dla mnie, tylko i wyłącznie przez błąd sędziego. *szeroki uśmiech Blaze'a, cheer*

Lopezzo przygląda się przez dłuższą chwilę Blaze'owi i widać, że jest lekko zażenowany.

Jose Lopez: Jakże błyskotliwe oraz zgodne z prawdą teksty, jestem pod wrażeniem Axel. *uśmiecha się kącikiem ust* W końcu najoczywistszą oczywistością jest to, że to akurat JA mam pękający zad, bo... przecież jestem tylko GŁÓWNYM mistrzem w tej federacji, tak, tak... tymczasowym. *kręci głową* W dodatku jestem NIEPOKONANY i na poprzednim Elysium odprawiłem tego, który na byciu niepokonanym chciał oprzeć całą swoją karierę. *prycha* Cholera, jakież moje życie jest okropne! Jak źle być mną! *udaje smutek, po czym od razu poważnieje* Stajesz się coraz bardziej żenujący, Blaze. Cholernie żenujący. Ten twój... udawany luz. *patrzy mu w oczy* Chłopcze, nie mogłeś spać po nocach, nie wytrzymywałeś psychicznie, wszystko cię przerosło i teraz będziesz udawać, że po tym, jak zrobiłem z ciebie zbłąkanego, agresywnego kundla i zabrałem ten pas *rzuca lekkie spojrzenie na mistrzostwo*, to w sumie jest... w porządku? KTO MA W TO UWIERZYĆ? *krótka pauza* Interesujący sposób na radzenie sobie z traumami, może jednak znajdź jakiś inny? Kenneth Riddle ma trochę takich książek, które mogą okazać się przydatne. *wredny uśmiech*

W tej chwili na arenie wybrzmiewa muzyka wejściowa Generalnego Managera, a ten pojawia się na stage'u. Aldis od razu zmierza do ringu, gdzie staje przez chwilę pomiędzy zawodnikami, po czym wycofuje się kilka kroków i unosi mikrofon do ust.

Nick Aldis: Wierzę, że nie muszę się już obawiać, a faza zabawy w kotka i myszkę jest za wami. Dlatego ja też nie będę przedłużał. Ściągnąłem was OBU byście tu i teraz podjęli decyzję o dwóch pierwszych rodzajach walk podczas waszego Three Stages of Hell Matchu na gali Danse Macabre! <żywiołowa reakcja publiki> Ale przy okazji, skoro już tu się widzimy, to... <zerka na Blaze'a> Ostatnim razem nie miałem szansy, żeby jakkolwiek odpowiedzieć, Axel. Powiem tylko tyle - ciesze się, że poszedłeś po rozum do głowy.

Axel Blaze: Doceniam to, Nick. Cieszę się, że zauważyłeś. Bo niektórzy w dalszym ciągu przeżywają, że poświęcili dwa miesiące swojego życia, aby doprowadzić mnie do szaleństwa... A nie dość, że moja głowa ma się świetnie, to jeszcze nie udało mu się mnie pokonać. Tak, wiem, też byłbym zły, gdyby dwa miesiące wysiłków poszły do kosza, ale bez przesady. Trzeba iść dalej. *Blaze uśmiecha się szeroko* Dlatego teraz nie zamierzam zostawiać miejsca na błędy. *Blaze zdejmujemy okulary i zbliża się do Lopeza* Pierwszym stopniem piekła, do którego wkroczymy będzie First Blood Match. *Ogromny cheer* Z przyjemnością przypomnę sobie łokcie spadające na Twoją twarz.

Jose Lopez: Sprytna strategia, nie powiem. Brawo. *ironicznie klaszcze* Już teraz wygrałeś, bo uszy mi krwawią od słuchania twojej zaciętej płyty. *prycha* Ja za to wybiorę sobie coś idealnego do zamknięcia naszej historii... coś, co będzie klamrą i doskonałym symbolem twojej porażki na każdej płaszczyźnie... SUBMISSION MATCH! *głośna reakcja fanów* Na ich oczach *pokazuje palcem na publikę* sprawię, byś się poddał. Doprowadzę do tego, by Axel Blaze samozwańczy symbol ''dobra'' musiał klepać jak... zwykła dziwka. *buczenie*

Nick Aldis: Wystarczy. Zrobiliście co mieliście. First Blood Match, Submission Match... oraz Tables, Ladders & Chairs Match! *głośna reakcja publiczności* Dobrze słyszycie! Jeśli po dwóch pierwszych starciach mistrz nie zostanie wyłoniony, w finałowej rundzie wygra ten, który ściągnie zawieszony nad ringiem pas!

W tym momencie pomiędzy zawodników z góry zjeżdża łańcuch z hakiem. Aldis prosi Lopeza o pas i symbolicznie go zawiesza, następnie wychodząc z ringu. Widzimy jeszcze jak zainteresowani mierzą się wzrokiem, coraz intensywniej, a po chwili obraz z kamery ciemnieje i przechodzimy do pierwszego bloku reklamowego.

Singles Match for a spot in a Golden Laurel Match
Tony Leone vs Mike Brutal

Wracamy do ringu, a raczej poza niego, bo to tam obecnie dzieje się akcja - Tony Leone oparty o barierki jest obijany bezlitośnie przez Mike’a. Extremely Mad Dog odchodzi na chwilę, ale po chwili odwraca się biorąc nabieg.. Running Corner Splash! (sędzia gdzieś w tle odlicza, jesteśmy już na 4..) The Sicillian Don upada na ziemię.. nie! Mike przytrzymuje go i Snap Suplex! (5.. 6..) Violence Bastard nie chce żeby to zakończyło się w ten sposób i lekko przytrzymując się za plecy podnosi Head of the Family (7..) i wrzuca go do ringu, samemu się do niego po chwili wślizgując. Nie zwalnia on jednak tempa i pomaga Leone wstać i wrzuca go bezwiednie w narożnik.. rozpędza się i Corner Clothesline-.. nie! Tony w ostatniej chwili ucieka z narożnika i widzi tylko jak Mike Brutal wlatuje z pełnym impetem w miejsce gdzie ten przed chwilą stał. Adrenalina działa, the Godfather podnosi się i odbija od lin.. Flying Forearm Smash w King of Extreme! Brutal podnosi się szybko.. Shotgun Dropkick! Mike leci w narożnik, ale daje radę z niego wyjść.. nadziewa się na Pele Kick jeszcze! Mamy pin: 1.. 2.. kick out! Na twarzy Tony’ego widać zdziwienie, to nie tak ta walka miała wyglądać! Mike przy pomocy lin powoli wstaje, Sicillian Don również.. punch od Brutala! Uppercut od Leone! Mamy solidną wymianę, raz uderza jeden, raz drugi, ale to ostatecznie King of Extreme górą i nawałnicą ciosów powoduje, że Tony w narożniku broni się przed ciosami.. nagle punche ustają. Leone wychodzi z narożnika.. Dead Static! Tony Leone upada na ring z wielkim impetem! Mike szybko przypina: 1.. 2.. kick out! Ale było dość blisko! South Philly Scumbag podnosi się i czeka tym razem na Tony’ego aż ten wstanie.. i gdy ten już się podnosi.. trafia prosto w uścisk Mike’a.. Overhead Belly-to-belly Suplex! Nie! Brutal już się szykował do wykonania akcji, ale Sicillian Don wyswobodził się i sprzedał European Uppercut! Po chwili kolejny! Tony widząc lekko słaniającego się na nogach Brutala wycofuje się i odbija od lin.. Mike go zatrzymuje! Próbuje go chwycić, ale Tony Leone unika! Hostile Takeover od Head of the Family! Mike Brutal unika! Tony upada na matę, ale podnosi się szybko podnosi trzymając za klatkę piersiową.. Factory Reset od Extremely Mad Doga! Mamy od razu przypięcie: 1.. 2.. 3!? A jednak nie! Sędzia wskazuje, że noga Tony’ego była na linie! Mike podnosi się lekko sfrustrowany i będzie chciał to kończyć! Podnosi Il Padrino i przygotowuje go do This is Gonna Hurt! Wynosi przeciwnika i.. ten się jakimś cudem wyswobodził! Upada na cztery łapy jak kot, Mike jest zdezorientowany! Final Warning! Tony Leone nie marnuje czasu i La Famiglia Greetings! Pin! 1.. 2.. 3! Sicillian Don przechodzi dalej i zawalczy o Golden Laurel!

Na początku była ciemność... Po chwili jednak z głośnym pstryknięciem zapala się światło a w kadrze widzimy Eli Cottonwooda oraz Eli Cottonworlda. Za nimi stoją dwie inne, posępne sylwetki, skryte jednak w ciemności. Eli oraz Eli poprawiają wąsa przed samym obiektywem, po czym uśmiechają się złowrogo, odsuwając się na boki... I widzimy że jeden z ukrytych w cieniu mężczyzn wyszedł na światło... Robi się coraz dziwniej, ponieważ ten jest ubrany w różowe gacie, królicze uszka a do tyłka przyczepiony ma króliczy ogonek... A w ręku trzyma wielką marchewkę.

Eli Cottontail: Ej Ty. Z wąsami! Nadchodzimy! *gryzie marchewkę swoimi wielkimi, króliczymi zębami* Sprawa jest prosta. Nie lubię maszynek, gładkiej twarzy, ani gdy ktoś śmieje się z moich magicznych sztuczek! *wyciąga zza ucha Cottonworlda marchewkę i teraz zaczyna gryźć obie na przemian* Za to uwielbiam marchewkę, wąsy... i swoich braci!

Cottontail zaczyna machać w stronę kamery marchewką, jakby komuś groził, a obraz z kamery po chwili gaśnie!

Przenosimy się na zaplecze, gdzie możemy dostrzec Tony’ego Leone. Mistrz Eternal jest wyraźnie zmęczony po wygranym pojedynku, mimo to z dumą zmierza przez korytarz trzymając na barku swoje mistrzostwo. Gdy jest już pod szatnią, na której widnieje elegancka tabliczka z napisem “The Outfit”, podbiega do niego… Paddy Jackson!

Paddy Jackson: Don Leone! *Tony odwraca się w stronę reportera* Zapewne masz jeszcze wiele spraw do omówienia ze swoimi partnerami, jednak chciałbym zająć Ci chwilę i zadać kilka pytań, które nurtują fanów LPW. Czy można? *Leone z uśmiechem kiwa głową twierdząco* Wszyscy oczekiwali dzisiaj wielkiej celebracji po zdobyciu tego pięknego tytułu. *wskazuje na pas* Nic takiego jednak nie miało miejsca. Co więcej, nie powiedziałeś nawet słowa po twoim imponującym zwycięstwie z ostatniego Elysium. Czy mógłbyś wytłumaczyć czym jest to spowodowane?

Tony Leone: Cóż... odpowiedź jest niezwykle prosta. *szeroki uśmiech* Ponieważ celebracja jest przeznaczona dla człowieka, który właśnie osiągnął kres swojej drogi. Natomiast ja mam świadomość, że zdobycie tego tytułu *Tony delikatnie poklepuje pas Eternal*  nie jest zakończeniem żadnej historii. Jest zaledwie momentem, w którym zaczyna się jej znacznie ciekawszy rozdział. Nie zrozum mnie źle, Paddy. Oczywiście jestem z tego niezwykle dumny. Byłoby fałszywą skromnością udawać, że jest inaczej. Ten tytuł ma dla mnie ogromną wartość i będę gro traktował z należytym szacunkiem. *Tony mocniej przyciska do siebie pas* Ale nie widzę powodu, by urządzać z tego spektakl próżności. Nie potrzebuję konfetti, fajerwerków, ani tłumu ludzi wznoszących kieliszki za mój sukces. Widzisz, Paddy, człowiek, który wie ile naprawdę jest wart, nie potrzebuje, aby inni mu o tym przypominali.

Paddy Jackson: Kolejny raz wyszedłeś na tarczy ze starcia, gdzie twoim rywalem był Mike Brutal. Jaka jest szczera opinia Dona Leone o nim, a także o dwóch innych osobach, które najbardziej zaszły wam za skórę? Chodzi oczywiście o Dereka Halloway'a i Edgara Dickinsona. Czy wieszczysz swoim partnerom, że podołają zadaniu i znajdą się w klatce razem z Tobą?

Przez chwilę Tony miał minę, jakby właśnie został spoliczkowany, nawet odwrócił głowę w bok. W końcu jednak ponownie spojrzał na swego rozmówcę z głębokim smutkiem w oczach.

Tony Leone: Co ja Ci zrobiłem, że mnie tak obrażasz? *pauza, Paddy głośno przełyka ślinę* Najpierw masz czelność insynuować moją kolejną porażkę z tym neandertalczykiem, a potem pozwalasz sobie snuć przypuszczenia, że The Outfit mogłoby nie podołać zadaniu. *pauza, Tony z niedowierzaniem kręci głową, po czym głęboko wzdycha* Po pierwsze, kolejny raz wróciłem z tarczą, Paddy, nie na tarczy. Na tarczy zawsze wracają przegrani. Akurat Ty powinieneś coś o tym wiedzieć. A jeśli chodzi o drugą część Twojego pytania... Panowie Dickinson oraz Halloway bezsprzecznie należą do grona ludzi, których poczynania należy traktować najwyższą atencją. Są zawodnikami wytrawnymi, kompetentnymi i, co najistotniejsze, niezmiennie niebezpiecznymi. Obaj dysponują potencjałem, który przy sprzyjających okolicznościach pozwalałby im dokonywać rzeczy doprawdy znamienitych. Niestety, w ostatnim czasie fortuna nie była dla nich szczególnie łaskawa. Pomimo tak przytłaczającej przewagi, jaką dysponowali w konfrontacji ze mną, o mistrzostwo Eternal, obaj musieli się pogodzić z faktem, że to ja opuszczam ring jako zwycięzca. Dodatkowo, pozostaje pewien nader interesujący szczegół. The Outfit wciąż nie zaznało goryczy porażki. Trudno przypisywać taki stan rzecz wyłącznie przypadkowi czy kaprysom losu. Dlatego pozwolę sobie na wniosek pozbawiony przesadnej brawury, lecz oparty na dotychczasowych obserwacjach - rozsądnym jest zakładać, że zarówno Vincenzo, jak i Enzo, podtrzymają naszą dotychczasową tradycję. W naszym fachu można liczyć na szczęście. My natomiast wolimy polegać na konsekwencji.

Paddy Jackson: Ja... J-ja przepraszam Cię za to niefortunne przejęzyczenie, Don Leone... *Paddy wydaje się być zmieszany* Chciałbym jeszcze wiedzieć, czy... *Jackson jest wyraźnie zestresowany*

Tony Leone: Spokojnie, Paddy, ja nie gryzę. Weź głęboki oddech i zadaj pytanie.

Paddy Jackson: *delikatnie się uspokaja* Chciałbym wiedzieć, czy mimo wszystko... *zawahanie* Nie martwi Cię postawa Enzo, który jakby... Który jakby nie przejawiał tak pewnej postawy jak Ty, czy Vincenzo.

Tony Leone: *uśmiecha się czule* Widzisz, prawdziwy lider nigdy nie liczy na wdzięczność ludzi za coś, co już zrobił. Sprawia by byli wdzięczni za to, co może dla nich zrobić w przyszłości. Właśnie dlatego nigdy nie wolno kwestionować oddania moich ludzi. Nawet jeśli ich myśli spowija mrok i chcieliby działać inaczej... to doskonale wiedzą, dlaczego to właśnie ja podejmuję ostateczną decyzję.

???: Mam nadzieję, że uspokoiła Cię ta odpowiedź.

Przestraszony Paddy odwraca się, a za swoimi plecami dostrzega Enzo Sacrale. Messina uważnie ogląda się na reportera, po czym wzrok swój kieruje w stronę Leone.

Enzo Sacrale: Tony, jesteś nam potrzebny.

Tony Leone: Wybacz, Paddy, obowiązki wzywają. Serdecznie dziękuję za wywiad.

Leone robi ukłon w stronę Jacksona i odchodzi. Messina zaś kieruje w stronę reportera lekki uśmiech i klepie go po ramieniu, po czym sam rusza za Tonym. Obraz z kamery gaśnie...

Singles Match
Rocks Xebec vs El Garra de Gato

Kamera przenosi nas do ringu, gdzie Rocks Xebec okłada El Garrę del Gato w narożniku serią kopnięć. Kociarz opada z sił na matę, Rocks nie przestaje, a sędzia zaczyna odliczać. 1… 2… 3… 4…Xebec maksymalnie wykorzystuje czas i zatrzymuje się w ostatnim momencie. Koci wojownik powoli podnosi się do góry i wychodzi z narożnika, a zawodnik Hachinosu idzie do przeciwnego narożnika, bierze rozbieg… I mamy silny Big Boot ścinający z nóg! Pin! 1… 2… Kickout! Kociarz cały czas w grze, a Rocks od razu zapina mu Chin Lock od tyłu. Meksykaninowi chwilę to zajmuje, ale już wstaje przy owacji publiczności. Wypłaca łokieć na żebro Rocksa, a ten puszcza uchwyt i pochyla się łapiąc oddech. Gato Oscuro odbija się od liny… Ale tylko po to, żeby zarobić Scoop Powerslam. Brazylijczyk podnosi od razu rywala i dokłada Fall Away Slam. Nie zatrzymuje się i wchodzi na narożnik. W tym czasie Kociarz powoli wstaje. Double Axe Handle! Connected! Pin! 1… 2… Kickout! The Apex Anarchist wypycha swojego przeciwnika z ringu. Koci wojownik jest teraz na kolanach na macie przy ringu, a chwile potem dołącza do niego Rocks. Łapie oponenta za głowę i wbija go głową prosto w stolik komentatorski. Meksykanin ląduje na ziemi, a Xebec napawa się to chwilą przy dezaprobacie publiczności. Gato Oscuro powoli się podnosi, The Scourge of Hachinosu przystępuje do rozbierania stolika, a sędzia rozpoczyna odliczanie. 1… 2… Rocks umieszcza swojego przeciwnika na stoliku po czym sam się na niego pakuje. Mamy wyniesienie na bark… Czy to będzie Powerslam na stolik komentatorski?! Nie! Garra de Justicia w ostatniej chwili zsuwa się za przeciwnika. Następnie go podcina i wraca powolnym krokiem do ringu i się do niego wturluje. Zbiera siły na ziemi, a w międzyczasie sędzia już doliczył do 6. Wyliczenia raczej nie będziemy mieli, bo Rocks już powoli przekręca się ze stolika na nogi. Wturluje się do ringu w momencie, kiedy sędzia doliczył do 8. W tym czasie Zamaskowany Kociarz jest już na nogach i widząc rywala odbija się od liny… Running Crossbody! Meksykanin czołga się do narożnika i powoli w nim wstaje. Sygnalizuje, że będzie chciał zakończyć walkę. Rocks wstaje, Garra Slam?! Nie! Xebec wykręca się i sprzedaje Headbutt! Kociarz cofa się i siada w narożniku, a Brazylijczyk idzie do przeciwnego. Koci Wojownik wstał, ale już otrzymuje Conqueror`s Impact! The Chaos` Sovereign nie chce przedłużać. Podnosi oponenta. Pandemonium?! Connected! Pin! 1… 2… 3! Rocks Xebec wygrywa walkę!

Przenosimy się teraz na zaplecze i widzimy drzwi od szatni Brutala. Te są jednak zamknięte na cztery spusty... A po chwili z SUPER ULTRA prędkością przejeżdża na swoim Kukurynie Elias Shadow, wyglądający wręcz przez chwilę jak złoczyńca z komiksu, w czarnym kasku i z powiewającym za nim czarnym płaszczem. Dojeżdża do zakrętu na pełnej prędkości... I ktoś nagle bardzo honorowo zagradza mu drogę! Oczywiście jest to nie kto inny niż... Tak tak, doskonale! Yoshi Tatsu! Z jego tyłka, a w sumie to z głosnika, który ma w tylnej kieszeni słychać TAKĄ muzykę.

Yoshi Tatsu: Ha! Ha! Ha! Ha! *honorowo, przerysowanie się śmieje* Wszystko już w porządku! Dlaczego? Bo oto przybyłem! *honorowo szczerzy zęby i robi palcami okejkę* Mogłeś zrobić krzywdę sobie oraz komuś pędząc w ten sposób! Jednak nie lękaj się! Yoshi - san zawsze będzie przy tobie, by wyciągnąć cię z tarapatów!

Elias gwałtownie hamuje, zatrzymując się dosłownie centymetry od stojącego wciąż z honorowo wyciągniętym do góry kciukiem Yoshiego, prawie się przy tym przewracając! Japoniec jednak w ogóle się tym nie przejmuje tylko dalej honorowo się śmieje. Elias wysuwa stopkę i odstawia Kukuryne, po czym ściąga kask, widać że jest cały czerwony i spuchnięty ze złości, zupełnie jak ryba rozdymka.

Elias Shadow: Tobie życie niemiłe?! Ja pier... *łapie się za serce* Ty myślisz, że jesteś niezniszczalny? Przecież jakbym w Ciebie wjechał... Zresztą, jaki niezniszczalny, na ostatniej gali te pały w garniturkach nas skopały i to wszystko Twoja wina! "Żadne Kozaki"... Ty wiesz co? Ty się do mnie nie zbliżaj. Radziłem sobie sam do tej pory i poradzę sobie dalej.

Yoshi Tatsu: Ha! Ha! Kocham twoje poczucie humoru  Elias - kun! *honorowo kładzie rękę na ramieniu Eliasa, ten strąca ją* To że nie poszło nam w jednej walce... nie oznacza, że nie pójdzie nam w innych! Jest takie przysłowie z regionu Kanto... złap je wszystkie! Rozumiesz, co to znaczy? Złap wszystkie szanse! Nie udało nam się raz, ale następnym razem... kto wie? Może obaj zostaniemy mistrzem Global? *honorowo znowu szczerzy ząbki i pokazuje okejkę*

Elias Shadow: Złapać, to ja Cię mogę za ten głupi łeb dziadu! chwilę się zastanawia A potem wyrzucić nad górną liną, o! Na następnym Elysium obaj bierzemy udział w Battle Royal o ostatnie miejsce w Elimination Chamber Matchu! Zamierzam go wygrać i rozpocząć w końcu swoją drogę na szczyt! *Śmiech super złoczyńcy, bardzo niehonorowy* A Ciebie, stary głąbie, wyrzucę jako pierwszego!

Yoshi Tatsu: Battle Royal... powiadasz? *dumnie oraz honorowo zamyka oczy i bierze wdech* JESTEM SPECJALISTĄ OD BATTLE ROYALI! O tak! Czuję to! Czuję jak jestem już w wodzie, którą znam najlepiej!

Elias wygląda jakby miał coś jeszcze powiedzieć, jednak nagle w oddali słychać jakieś poruszenie, na co kamerzysta reaguje i obraca się w danym kierunku. W pewnym momencie w tle pojawia się Mike F'N Brutal. Jego twarz jest zaczerwieniona, włosy potargane, a na rękach widać ślady po wcześniejszym uderzaniu w coś twardego. Nie zwraca jednak uwagi na mijających go pracowników. Idzie przed siebie, zaciskając pięści. Nagle South Philly Scumbag zatrzymuje się przed drzwiami do jednej z szatni. Przez kilka sekund wpatruje się w nie nieruchomo, po czym z całej siły uderza w nie barkiem. Drzwi ustępują, uderzając o ścianę wewnątrz pomieszczenia. Mike wchodzi do środka, chwyta stojące przy wejściu krzesło i ciska nim o lustro. Szkło rozpada się na drobne kawałki. Po chwili Brutal wychodzi z szatni, trzaskając za sobą uszkodzonymi drzwiami. Rusza dalej korytarzem, aż dociera do stołu z cateringiem, przy którym kilka osób przygotowuje poczęstunek dla zawodników. Bez chwili wahania zrzuca wszystko na podłogę — butelki, talerze i jedzenie lądują na posadzce. Jedna z pracownic próbuje odsunąć się na bezpieczną odległość, ale Extrememaniac przewraca cały stół, zmuszając wszystkich do ucieczki. Przechodząc obok Tatsu i Shadowa, Brutal zatrzymuje się na moment. Jego wzrok pada na Eliasa. Na twarzy Mike'a pojawia się krótki, pełen pogardy uśmiech, a następnie spluwa pod nogi dawnego rywala. Nie zatrzymuje się jednak ani nie próbuje go zaatakować. Po prostu rusza dalej, jakby nawet zwycięstwo nad Eliasem nie miało już dla niego żadnego znaczenia. Kilka metrów dalej King of Hardcore zauważa grupę osób z ekipy produkcyjnej. Jeden z pracowników próbuje coś do niego powiedzieć, lecz Brutal chwyta stojący obok metalowy kosz na śmieci i z impetem ciska nim o ścianę. Huk rozchodzi się po korytarzu. Wszyscy zamierają, a Extremely Mad Dog przez chwilę stoi pośród bałaganu, ciężko oddychając. W końcu odwraca się i odchodzi, kopiąc po drodze przewrócone przedmioty. Kamera pozostaje na zdemolowanym zapleczu, podczas gdy w oddali widać Brutala znikającego za kolejnym zakrętem... Zza którego wyłania się James River Waters! Zawodnik na chwilę przystaje i ogląda się do tyłu, przeczesuje włosy i aż potrząsa głową, po tym co zobaczył, a my widzimy, że teraz na jego drodze pojawia się również Jose Lopez! Mistrz jest ubrany w to samo co wcześniej, na ramieniu ma pas.

Jose Lopez: Zawiodłeś mnie Waters.. Bańka szybciu...

James River mierzy wzrokiem Hiszpana i już ma zamiar mu coś odpowiedzieć, ale w ostatniej chwili rezygnuje, uśmiecha się tylko lekko i gwałtownie skręca, po czym kiwa głową z niedowierzaniem i idzie dalej, zostawiając Lopeza bez odpowiedzi...

Singles Match
Alistair Fraser Jr. vs Chris Finnegan

Wracamy do walki, gdzie Alistair chce wyprowadzić Clothesline, jednak Chris przechodzi pod ręką oponenta, szybko odbija się od lin, Francuz znów próbuje go zaskoczyć tą samą ręką, ale tyłem przedramienia, jednak Finnegan znów się pochyla, ponowne odbicie od lin i mamy Running Clothesline od Surfera. Nieco zaskoczony zawodnik z Paryża dosyć szybko wstaje niesiony sfrustrowanym głosem Lorda Sebastiena. Rob spogląda niewzruszony, a Chris wyprowadza Arm Drag, za chwilę kolejny z nich. Alistair nie poddaje się, ponownie wstaje, Surfer atakuje go Gut Kickiem i mamy Suplex. Jednak nie, Alistair się zapiera nogą o nogę przeciwnika uniemożliwiając mu wyniesienie go. Teraz mamy trzy uderzenia na brzuch od Francuza, przez co Australijczyk całkiem puszcza rywala. Zawodnik z Paryża popycha przeciwnika w stronę lin, po powrocie Front Waist Lock i mamy Overhead Belly-to-belly Suplex. Finnegan pada na plecy i teraz trzyma się zdanie wykrzywiając w bólu twarz. Alistair kładzie przeciwnika i próbuje go przypiąć. 1… 2… Kickout. Zawodnik z Paryża już nieco zdenerwowany podnosi oponenta i wyrzuca go ponad górną liną. Chris jednak łapie się za tą najwyższą i staje na apronie. Francuz się orientuje i podbiega do rywala, a Finnegan atakuje go poprzez Forearm Smash. Alistair nie pada, ale cofa się kilka kroków, co umożliwia wejście do ringu przez Surfera. Francuz odwraca się w końcu do przeciwnika przodem, a ten wyprowadza The Sydney Sweep (Scoop Slam). Próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Chris nie poddaje się, wchodzi na apron po czym kieruje się na szczyt narożnika. Gdy już tam jest, Alistair kątem oka to zauważa, zrywa się i pada na liny, przez co Finnegan traci równowagę i pada klejnotami na szczyt narożnika. Paryżanin podbiega do oponenta, ściąga go z rogu ringu, ustawia pod Side Slam i mamy The Fornal Introduction (Uranage Backbreaker)! Próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Surfer się nie poddaje. W tym momencie Lord Sebastien wskakuje na apron i coś protestuje do sędziego, ten od razu do niego podbiega i nakazuje zejść z rogu ringu. Po przeciwnej stronie Alistair krzyczy do Roba. McŁowicz jakby nie zainteresowany, ale w końcu dochodzi do jego uszu, że jest wołany przez Francuza. Alistair nakazuje podać sobie Margaux. Rob tak spogląda na laskę, upewnia się, czy o to może mu chodzi i powolnym krokiem zmierza do przedmiotu Lorda Sebastiena. Alistair coraz bardziej zdenerwowany zaczyna pospieszać Kucharza, ale ten bierze przedmiot i mu się przygląda oraz znów powolnym krokiem podchodzi do Alistaira, który już nie może wytrzymać, kiedy dostanie w końcu przedmiot. Rob w końcu wyciąga laskę do Alistaira i gdy ten ją łapie w rękę, Finnegan już będąc na nogach wytrąca Margaux z jego ręki! Gut Kick od Surfera, wyniesienie i mamy The Tidal Force (Running Spinebuster)! Próba pinu, sędzia się odwraca do zworników i odlicza. 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Chris wygrywa to starcie!

Obraz z kamery pokazuje nam Derka Halloway’a, który stoi przed telefonem, który jest, olaboga, na STATYWIE, i coś przy nim poprawia. W dłoni trzyma pilot, a za jego plecami, tradycyjnie widzimy tablicę na stojaku. Przez chwilę z oddali patrzy na telefon i już ma zaczynać, ale obok niego nagle zjawiają się Enzo Sacrale i Vincenzo Vizzini!

Enzo Sacrale: Mógłbym przeprosić Cię, że przerywam transmisję, ale nie byłoby to w porządku. Obowiązkiem jest w końcu zdusić w zarodku sianie obrzydliwych herezji, co następuje za każdym razem, gdy raczysz nas swoimi występami. *podchodzi bliżej Dereka* Jesteś niezłym showmanem, Halloway, lecz całkowicie zgubionym... Twoja misja jest szkodliwa, a wiara cyniczna. Muszę przyznać więc, że będzie to najwyższa przyjemność *klepie się po łokciu* wybić z twojej pustej głowy dyrdymały, którymi karmisz ludzi. *lekki uśmiech*

Vincenzo Vizzini: *kładzie rękę na barku Enzo* Jak długo planujesz bić głową w mur? Myślę, że pokazaliśmy wystarczająco, by zrozumiał to nawet taki głupiec ja Ty. Jaka tragedia musi nastąpić, żebyście w końcu wszyscy przestali stawiać opór sile, której nie jesteście w stanie zatrzymać? Masz jeszcze okazję się wycofać Derek. Wybierz mądrze.

Derek nabrał powietrza w płuca, tak że na krótki moment przypominał rybę rozdymkę. Zanim jednak zdążył wypuścić z siebie słowny i emocjonalny ładunek, przerwała mu krucza łapka. Srebrna końcówka laski o takim kształcie opadła na jego ramię, a z cienia wyłonił się trzymający ją poeta.

Edgar Dickinson: Spokojnie Panie Halloway. Jest Pan przecież odporny na wszelkie  manipulacje w tym również na te w wykonaniu Panów z włoskiego kółka różańcowego.
*Edgar uśmiechnął się krzywo w stronę włochów* Dobry wieczór Panowie. Wybaczcie, że przerywam te, przypominające szkołę podstawową, zastraszanie. Ale chciałbym zwrócić delikatnie uwagę, że w obecnej sytuacji to obecny tutaj pan Derek nie ma nic do stracenia, a czerwony X na waszych plecach znacznie urósł.

Derek Halloway: Nie wiedziałem, że mam aż tylu fanów mojej transmisji! Zlecieli się moi ulubieni bracia Enco i Vincenzo *Derek wypowiada specjalnie imiona, żeby się rymowały* i jeszcze poeta, który nota bene, rymów nie składa. Czym zawdzięczam waszą wizytę? Ta biedna groźba ma mnie do czego doprowadzić? Do jakiegoś układania się z wami albo może do poddania się? Już wystarczy, że przekupujecie Brutala i Edgara przez co wasz panicz odebrał mi pas. Jeszcze może za rogiem ukrywa się gdzieś ucho całego układu *Halloway mówi to zdanie specjalnie głośniej, żeby wywołać Paddy’ego Jacksona. Gdy nic nie słychać Derek przecząco kiwa głową*. Czego zatem chcecie, spiskowcy?

Vincenzo Vizzini: Żebyście odpuścili. Po prostu. Jesteśmy najzwyczajniej w świecie znudzeni wbijaniem wam do głowy tej samej lekcji raz po raz. <Vizzini wysuwa się lekko do przodu> Uważamy… Nie. Wiemy… Że byłoby to z korzyścią dla każdego. <zdejmuje okulary, składa je i chowa do wewnętrznej kieszeni marynarki> Sprawa jest prosta - Wy nas nie interesujecie. Tylko to, czego tak usilnie bronicie. O wiele łatwiejszym sposobem dla każdego z zainteresowanych byłoby gdybyście w końcu przestali zajmować się sprawami, które, nie oszukujmy się - wcale was nie dotyczą.

Derek Halloway: Jedyne co w was widzę, to zagubienie, chłopaczki. *na tę uszczypliwość już chciał zareagować Enzo wyrywając się do przodu, lecz Vincenzo uspokaja go*. O, widzicie? Co ja takiego powiedziałem? Czyżby wasze faszystowskie zapędy zaślepiły w was poczucie płci? Jesteście siebie warci. Czy jedynie mocne uderzenie o matę otworzy wam oczy, że jesteście tylko wykorzystywani przez swojego szefuńcia? Mdli mnie od tego waszego pseudo dystyngowane zachowanie. Dandysi za pół liry.

Edgar Dickinson: Pozwolę sobie nieco rozszyfrować, co ma Pan Halloway do powiedzenia. Gorąco nas Panowie namawiacie, do pozostawienia sytuacji i oddania kontroli w wasze ręce. W imię tego, że przecież, w waszym mniemaniu i tak macie  wszystko w swojej jurysdykcji. Z tym, że sytuacja nieco się zmieniła. W tym momencie nakręconych na was Panowie jest dwóch niebezpiecznych lunatyków, a i za siebie ręczyć nie mogę. Wy natomiast Panowie macie w końcu w swoim kręgu coś do stracenia, zastanawiam się tylko, dlaczego oddaliście to w ręce Pana Leona zamiast zadbać o siebie. Bo w tym momencie nie wyglądacie już na trzech muszkieterów tylko na Kardynała Richelieu i jego psy.

Enzo Sacrale: Cóż… *zerka na Vincenzo* Nie będę ukrywał, że absolutnie nie martwi mnie to bojowe nastawienie. Mieli szansę zrezygnować i to jedynie ICH wola, że z naszej serdecznej propozycji nie skorzystali. *ogląda się na Edgara i Dereka* A może nie? W końcu opatrzność obdarza nas we wszelaki sposób… A was z kolei nikt nie pytał, czy odpowiada wam ta sama wartość dla współczynnika IQ i numeru buta… *wredny uśmiech* To będzie czysta przyjemność spotkać później.

Enzo i Vincenzo odchodzą zostawiając Edgara i Dereka samych. Obraz z kamery gaśnie…

Singles Match
Derrick Mantel vs Maxwell Ransom

Obaj zawodnicy są już wyraźnie zmęczeni, ale żaden z nich nie zamierza odpuścić. Ransom pierwszy podnosi się z maty i chwyta Mantela, po czym posyła go w narożnik, a następnie rusza za nim i trafia potężnym Corner Clothesline. Derrick osuwa się na matę, a Big Handsome Man natychmiast podnosi go i wykonuje Deadlift Powerbomb! Ransom od razu przechodzi do przypięcia! 1......2.. nie! Maxwell od razu chce przejść do dalszej ofensywy, zatem podnosi oponenta, ale Derrick wykorzystuje moment nieuwagi i wymierza DDT. Ex-Wilgotniak pada na matę, a Mantel nie pozwala mu nawet złapać oddechu. Podnosi Ransoma i wykonuje Spin-Out Powerbomb! I kolejna próba przypięcia! 1.....2.... The Lone Wolf nie może uwierzyć, że to nie koniec i uderza dłonią w matę z frustracją. Derrick przez chwilę siedzi obok Ransoma, spoglądając na niego z niedowierzaniem. Następnie chwyta się za głowę i podnosi, próbując zachować spokój. Nie zamierza popełnić kolejnego błędu. Zamiast rzucać się na przeciwnika, powoli podnosi Ex-Wilgotniaka i próbuje zaatakować go kopnięciem. Big Handsome Man przechwytuje jednak jego nogę i odpowiada Belly to Belly Suplexem! Mantel z impetem ląduje na macie, a Ransom natychmiast próbuje wykorzystać przewagę. Podnosi się, chwyta Derricka i jeszcze raz próbuje ruszyć z ofensywą. Mantel zdołał jednak przetoczyć się pod linami i wypada z ringu. Ransom rusza za nim, lecz Souvenir Collector szybko odsuwa się od rywala. Zawodnik z Minnesoty próbuje złapać go przy krawędzi ringu, jednak Souvenir Collector robi unik. Maxwell traci równowagę i wypada za liny. Derrick natychmiast cofa się o kilka kroków, obserwując przeciwnika i czekając na odpowiedni moment. W tym samym momencie sędzia zauważa, że w jednym z narożników brakuje osłony. Arbiter podchodzi do narożnika i zaczyna poprawiać zabezpieczenie, odwracając się plecami do zawodników. Mantel, który wcześniej zdążył poluzować osłonę, wykorzystuje okazję. Sięga pod ring i coś spod niego wyciąga, czekając na Ransoma... Ten podnosi się właśnie przy samej krawędzi ringu, jeszcze nie do końca wiedząc, gdzie znajduje się jego przeciwnik. Derrick wyprostowuje się i bez żadnego ostrzeżenia psika w oczy Maxwella! Ex-Wilgotniak natychmiast cofa się i zasłania oczy, a Mantel wyprostowuje się i widać co trzyma w ręku - preparat do włosów który kiedyś produkował Ransom! Ten próbuje otrzeć twarz, ale preparat skutecznie uniemożliwia mu dostrzeżenie czegokolwiek. Mantel błyskawicznie wślizguje się do ringu, a Maxwell próbuje wejść za nim. Lone Wolf jednak go chwyta, podciąga do góry i wykonuje Head Crusher! Big Handsome Man pada na matę. Mantel przez moment upewnia się, że Ransom nie jest w stanie się podnieść, po czym spokojnie kładzie się na nim i mamy już chyba ostateczne przypięcie! Sędzia obraca się i doskakuje do pinu! 1… 2… 3! Derrick Mantel wygrywa!

Kamera przenosi się na backstage.. gdzie nikogo nie ma, ale nagle dobiega dźwięk jakiejś głośniejszej kłótni. Operator biegnie w kierunku, z którego dobiegają odgłosy i dobiega do kłócących się między sobą Lorda Sebastiena, Alistaira, McŁowicza i Finnegana. Rzucają w siebie tekstami, które nie są praktycznie słyszalne przez to z jaką częstotliwością się nimi wymieniają. W końcu między nich wchodzi dumnie Rocks.

Rocks Xebec: A wy się jeszcze kłócicie, panienki? *z lekkim uśmieszkiem* Zróbcie sobie przerwę, bo i tak to nikogo nie obchodzi, dalej się będziecie pchać ze sobą w ringu to zostawcie to i nie zawracajcie głowy. Dajcie mi w spokoju przejść do porządku dziennego po tym jak zmasakrowałem zamaskowanego furasa i *dumnie, choć dalej się uśmiechając* dostałem się do battle royalu na następnym Elysium o miejsce w elimination chamber matchu o ten cały Golden Laurel.. *zastanawiając się* W sumie.. z tego co słyszałem to wy też w nim jesteście. Popatrzmy.. *patrząc na Chrisa* surfer z odzysku, który lubi dzieci aż za bardzo.. *mierzy wzrokiem Roba* kucharz, który jedyne co sobie zgotował to problemy przegrywając i nie przykładając się do najważniejszej walki w jego dotychczasowej karierze.. *spogląda też na Lorda Sebastiena* jakiś lordzik z Temu, który myśli, że jak podkręci coś francuskim akcentem to da mu cokolwiek powagi, ale i tak słychać, że udaje.. *spogląda na Frasera* i jego kamer-.. *obraca głowę w prawą stronę jakby słuchał kogoś kto mu coś mówi, ale tam nikogo nie ma* a, Ty nie to nie będę na ciebie słów marnował. Dobrze wam radzę.. nie wchodźcie mi w drogę, bo…

Alistair rusza w kierunku przedmówcy jakby chciał mu coś zrobić, ale te zamiary stopuje Lord Sebastien jednym gestem ręki, bez żadnych słów.

Lord Sebastien: Nie wiem, gdzie leży to całe Temu, ale ja pochodzę z dumnej, francuskiej, arystokratycznej rodziny, niaisprostaku. Z tego co mówiłeś tylko w jednym masz rację - Rob jest największym nieudacznikiem w tym gronie. Nie szanujesz ustalonych zasad jak Finnegan, ale to nie dziwne - Rocks u Ciebie chyba oznacza, że masz kamień zamiast mózgu.

Na to wtrąca się uśmiechnięty Chris Finnegan starając się rozluźnić atmosferę między Lordem, a Rocksem.

Finnegan: Chłopaki dajcie spokój.. Jasne każdemu z nas zależy na wyniku, ale ludzie mają z tego czerpać rozrywkę, a nie słuchać stękania i fochów. Rob mam rację? *spogląda na McŁowicza*

Rob McŁowicz: Masz rację, Chris. Tylko człowiekowi ciężko zachować dobry humor, kiedy od kilku tygodni jakiś nadęty panicz próbuje urządzać mu życie, a teraz jeszcze ktoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę  przychodzi tutaj i zaczyna wydawać wszystkim polecenia. <Rob zerka z wyraźną irytacją na Lorda, po czym przenosi wzrok na Rocksa.> Jednego już mam nad sobą, Rocks, i uwierz mi, nie potrzebuję drugiego. Za tydzień w Battle Royalu nie będę niczyim kucharzem, służącym ani częścią czyjegoś wielkiego planu. Tam każdy będzie sobie równy, a jak ktokolwiek wejdzie mi w drogę, to bardzo szybko się przekona, że nawet najbardziej napompowane ego da się wyrzucić z ringu.

Lord Sebastien: Już ostatnio myślałeś McŁowicz, że możesz być mi równy! Na następnym Elysium udowodnię Wam wszystkim, że nie możecie być równymi mi <pogardliwe prychnięcie>, ludźmi.

Finnegan: Te prychnięcie to cała twoja klasa Sebastien. Obyś tylko zanadto się nie opluł bo twój serwetkowy od mokrej roboty jest tak roztrzęsiony, że jeszcze rozmażę twój arystokratyczny puder z twarzy.

Rocks Xebec: *patrząc po wszystkich z lekkim zażenowaniem* Niewiele się po was spodziewałem, a i tak się zawiodłem.. *kręci głową uśmiechając się, po czym podchodzi do Roba* Ty.. dużo szczekasz jak na podnóżek, a teraz do budy.. *spogląda po chwili na Chrisa* a Twój uśmiech mnie wkurwia, możesz przestać się szczerzyć? *po chwili mierzy Lorda wzrokiem i patrzy na niego z politowaniem*

Rob McŁowicz: Wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Jeden uważa mnie za własność, drugi za podnóżek, trzeci stoi z boku i pilnuje, sam nie wiem czego, a każdy z was jest święcie przekonany, że już wygrał. <Rob mierzy wszystkich wzorkiem i uśmiecha się krzywo.> Za tydzień nie będzie żadnego pana, sługi ani wielkich deklaracji, będzie tylko ring, górna lina i moment, w którym któryś z was zrozumie, że zbyt szybko mnie zlekceważył.

Cała dalsza rozmowa zostaje przerwana wraz z pojawieniem się Derricka Mantela. Souvenir Collector przygląda się każdemu z osobna, z wyjątkiem Frasera, którego obecność kompletnie ignoruje.

Derrick Mantel: Ahhh… jakie to wszystko jest dla mnie śmieszne. Jesteście niczym małe dzieci, kłócące się o zabawkę, na którą tak naprawdę nie zasługują. *śmiech* Kim wy właściwie jesteście, aby ubiegać się o miejsce w Elimination Chamber Matchu? Musicie zrozumieć jedno. Możecie powalczyć o ostatnie miejsce, ale nie zmieni absolutnie niczego. *poważnieje* Gdy znajdziecie się w klatce, będę czekać. *spogląda na nich* Nieważne, który z was stanie na mojej drodze. Wielu przed wami próbowało mi udowodnić, że nie jestem gotowy na prawdziwe wyzwania. Każdy z nich liczył na oszukanie przeznaczenia. Kończyło się to dla nich bolesną weryfikacją, której nie byli w stanie zaakceptować. Którykolwiek z was stanie na mojej drodze, stanie się kolejną pamiątką. Taki sam los czeka resztę towarzystwa, z którym przyjdzie mi się spotkać na Danse Macabre. Gablota czeka na kolejne pamiątki i każdy z was ma coś, co do niej wręcz idealnie pasuje. Tymczasem… przekrzykujcie się dalej niczym małe dzieci i żyjcie w przekonaniu, że cały świat staje przed wami otworem. Ja natomiast zrobię swoje i uciszę wszystkich jako zdobywca Golden Laurel. To wszystko jest dla was nieuniknione.

Po tych słowach Mantel zaczyna się śmiać pod nosem i odchodzi, pozostawiając resztę bez możliwości odpowiedzi...

Singles Match for a spot in a Golden Laurel Match
Enzo Sacrale vs Derek Halloway

Końcówka pojedynku. Derek Halloway podnosi się przy linach, ale Enzo Sacrale natychmiast rusza w jego stronę i częstuje go mocnym Forearm Smashem. Drugi! The Truth Seeker odpowiada własnym uderzeniem, jednak Messina błyskawicznie dokłada Back Elbow i posyła rywala w narożnik. Corner Back Elbow! Jeszcze jeden! Enzo odsuwa się na kilka kroków, bierze rozpęd i trafia Running Corner Elbow! Halloway wychodzi chwiejnym krokiem z narożnika, a Sacrale przechwytuje go i wykonuje Michinoku Driver! Enzo sam przez moment zostaje na kolanie, łapiąc oddech po ciężkiej akcji, po czym kładzie się na rywalu. 1... 2... nie! Derek podnosi bark. Capo bierze głęboki oddech, wstaje i podciąga przeciwnika do góry. Próba Via Crucis! Enzo zaczyna wynosić Hallowaya, ale Derek zaczyna szarpać się jeszcze zanim Sacrale ustabilizuje go w pozycji Crucifixu. Kilka uderzeń w bok głowy pozwala mu zsunąć się z barków przeciwnika. Halloway ląduje na nogach i natychmiast obejmuje Enzo w pasie. BELLY-TO-BELLY OVERHEAD SUPLEX! Messina przelatuje przez ring! Derek również potrzebuje chwili, żeby dojść do siebie. Podnosi się przy pomocy lin, czeka aż Sacrale wróci do stójki i przechwytuje go. STO! The Awakened przez sekundę pozostaje na kolanie, łapie oddech, po czym podnosi się i wykonuje Leg Drop. Przypięcie! 1... 2... NIE! Enzo odkopuje! Halloway próbuje podnieść przeciwnika, lecz Sacrale trafia Elbow Smashem. Kolejny łokieć! Derek przechwytuje nadgarstek Enzo, przyciąga go do siebie i próbuje Short-Arm Clothesline'u, ale Messina schyla się pod ramieniem! Sacrale obchodzi przeciwnika od boku, przejmuje jego tułów i z ogromnym wysiłkiem zaczyna wynosić 130-kilogramowego Hallowaya na barki. Stabilizuje pozycję... BLACKBIRD FALLS! Burning Hammer wbija Dereka w matę! Enzo również pada obok rywala i przez kilka sekund obaj leżą nieruchomo. W końcu Sacrale przewraca się na bok, doczołguje do Hallowaya i przykrywa go. 1... 2... 3?! NIE! Derek podrywa bark dosłownie w ostatniej chwili! Enzo siada na macie i przez kilka sekund ciężko oddycha, patrząc niedowierzająco na sędziego. Dopiero po chwili na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Sacrale wstaje, cofa się w stronę narożnika i czeka. Wygląda na to, że Sin of Messina już wita się z gąską. Halloway powoli podnosi się z maty, kompletnie zamroczony. Enzo rusza! Krótki rozpęd, obrót... LUPARA! NIE! Derek odchyla się w ostatniej chwili i łokieć przecina powietrze tuż przed jego twarzą! Impet obraca Sacrale, a gdy ten odwraca się ponownie w stronę przeciwnika... THIRD EYE! Spinning Backfist trafia idealnie w szczękę! Messina pada jak ścięty! Halloway również przez moment stoi chwiejnie, ale zbiera resztki sił, rzuca się na rywala i dociska jego barki do maty. 1... 2... 3! Koniec! Derek Halloway wygrywa i melduje się w Elimination Chamber Matchu na Danse Macabre!

Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie możemy dostrzec Maxwella Ransoma. Ex-Wilgotniak wygląda na obolałego i wyraźnie rozczarowanego dzisiejszym pojedynkiem i w tym właśnie stanie przemierza arenę. Po chwili w obiektywie pojawia nam się… Paddy Jackson! Reporter podbiega do zawodnika i z prędkością Dolnicka zmierzającego do bufetu zadaje pierwsze pytanie.

Paddy Jackson: Maxwell, przegrałeś dzisiaj z Derrickiem, jednak nie było to czyste zwycięstwo. Co masz do powiedzenia po tym pojedynku?

Maxwell Ransom: Paddy, przepraszam, nie mam ochoty na rozmow…

W tym momencie Ransom dostrzega w oddali zmierzającego przez zaplecze Axela Blaze’a. Mr Forever ewidentnie udaje się na swoją walkę, jednak Maxwell nie przejmuje się tym i szybkim krokiem podchodzi do byłego mistrza świata. Kilka kroków za nim idzie Paddy, który staje kawałek dalej.

Maxwell Ransom: Jak Ci się to udało? *Axel odwraca się, ale zanim może cokolwiek powiedzieć przejęty Ransom kontynuuje* Jak to zrobiłeś? Próbowano Cię zniszczyć, upokorzyć, oskarżano Cię o najgorsze rzeczy… *kręci głową, Blaze próbuje dojść do głosu* Zostałeś osaczony, prześladowany… A Ty idziesz. Po prostu idziesz. *spuszcza głowę* Idziesz dalej, przed siebie, jakby nigdy nic się nie stało. Idziesz skoncentrowany, opanowany. Idziesz… w spokoju ducha. *patrzy na Axela wzrokiem pełnym nadziei* Jak… Jak to możliwe?

Axel Blaze: *przygląda się uważnie Ransomowi* O cholercia, stary, wyglądasz jakby ser spadł Ci z krakersa. Zdradzę Ci sekret - *ściszonym głosem* jak jesteś dorosły, to możesz nałożyć ser na tego samego krakersa jeszcze raz, nikt tego nie sprawdza. *normalnym głosem* Są rzeczy, na które mamy wpływ. Wtedy musisz złapać byka za rogi i pokazać mu, kto tutaj rządzi. Dać z siebie absolutnie wszystko, a czasami nawet więcej, aby osiągnąć swój cel. Ale musisz ten cel znać, wiedzieć czego tak naprawdę chcesz. Bo kiedy wiesz czego chcesz to wiesz co musisz zrobić, po tym jak wstaniesz z łóżka, aby to osiągnąć. Ale są też rzeczy, na które wpływu nie mamy. I na takie rzeczy nie powinno być miejsca tutaj *Blaze wskazuje palcem na głowę* Jeśli coś jest niemożliwe, nie da się tego zrobi, albo po prostu nie mamy na to wpływu to nie ma sensu tego rozkminiać. Trzeba o tym zapomnieć i idziemy dalej. Gdybym się przejmował, że taki łobuz jak Lopez mi się psoci, albo że przez błąd sędziego straciłem pas to bym zwariował. Dlatego uszy do góry, stary, nikt nie będzie Cię winić za rzeczy, na które nie masz wpływu. A swoją postawą pokażesz ile jesteś tak naprawdę warty.

Maxwell Ransom: Właśnie... Ile jestem warty? Czy nie miałem dzisiaj wpływu? Czy dałem z siebie wszystko? Mam jeszcze tyle pytań, a w głowie tylko mętlik i brak jakichkolwiek odpowiedzi... *zerka na Blaze'a* Zazdroszczę Ci, Axel. Stary, ogromnie. Potrafisz przetwarzać wewnątrz umysłu TAKIE rzeczy, a ja? Nie umiem nawet dobrze zebrać myśli... *zwiesza głowę* A co dopiero sobie z czymkolwiek poradzić... *podchodzi bliżej* Czy ja zwariowałem? Czy da się w moich oczach zobaczyć coś więcej niż obłęd, szaleństwo, beznadzieję? Nie... Nie odpowiadaj proszę. Wiem, że od Ciebie usłyszę prawdę, a na ten moment... *głębszy oddech* Straszliwie się jej boję. Bezpieczniej będzie, jeśli zakrzywię swoją rzeczywistość.

Ransom kręci głową i w pośpiechu odchodzi zostawiając skonsternowanego Axela bez możliwości odpowiedzi. Blaze spogląda jeszcze na znikającego za ścianą Maxwella, po czym sam rusza w stronę wyjścia na arenę. Obraz z kamery gaśnie...

REKLAMA

Kamera przenosi nas do gabinetu, w którym panuje absolutna cisza. Ciężkie, drewniane wnętrze zdaje się niemal pochłaniać każdy dźwięk. Tony stoi przy biurku z dłońmi splecionymi za plecami, nieruchomy i opanowany, lecz jego chłodne spojrzenie zdradza głębokie rozczarowanie. Naprzeciwko niego Enzo stoi ze spuszczoną głową, nie ośmielając się podnieść wzroku. Vincenzo pozostaje nieco z boku, milczący, obserwujący sytuację z kamiennym wyrazem twarzy. Nikt nie mówi ani słowa,  a właśnie ta cisza sprawia, że atmosfera staje się niemal nie do zniesienia.

Tony Leone: Enzo, powiem to bez ogródek - zawiodłeś mnie. Powierzyłem Ci zadanie, które należało wykonać bez względu na wszystko, a Ty wróciłeś z pustymi rękami. W Rodzinie taki rezultat jest czymś, czego nie zwykłem tolerować.  Nie interesują mnie wymówki, ani okoliczności. Interesuje mnie rezultat, a tego dzisiaj zabrakło. *długa, bardzo przeciągnięta pauza* Mam nadzieję , że rozumiesz, jak wiele znaczy moje milczenie w zaistniałej sytuacji. Nie zmuszaj mnie, Enzo, abym następnym razem musiał podnosić głos.

Enzo Sacrale: *podnosi głowę, ściszony głos* Wiesz doskonale, że zawsze przychodzi moment na pierwsze rozczarowanie. Boli jednak to, iż jestem tym premierowym... Nie będę kłamał, że tak nie jest. Zostałem wystawiony na próbę… *zerka w górę* Mimo to nie zwątpię w plan, nie zwątpię w rodzinę i przede wszystkim… Nie zwątpię w siebie. *wyprostowuje się* Chcę, żebyś był tego pewny. *patrzy w oczy Leone* Jestem z Tobą.

Tony Leone: Módl się, żeby plan na tym nie ucierpiał. *Długie spojrzenie na Enzo w milczeniu, następnie przeniesienie wzroku na Vincenzo* Teraz waga Twojego zadania jest nieporównywalnie większa. Do tej pory myślałem, że nie muszę tego podkreślać... OCZEKUJĘ, że pokonasz pisarzynę. Bez względu na wszystko.

Vizzini powoli wyłania się z półcienia i podchodzi do Tony'ego stając tak, że wąska stróżka światła pada wyłącznie na jego oczy. Spogląda na Dona beznamiętnym spojrzeniem.

Vincenzo Vizzini: Nie zamierzam zawieść, Tony. Utrzymam status quo i przywrócę równowagę na Elysium. *strzela słyszalnie karkiem* Mimo wszystko *spogląda na Enzo* bądź w pogotowiu. Nasi rywale są nieprzewidywalni. Nigdy nie wiadomo, co jeszcze gotowi są zrobić w imię... *prycha* honoru.

Singles Match
Zack Sabre Jr. vs Axel Blaze

Od pierwszych sekund po przerwie reklamowej widać, że High Life Warrior nie zamierza pozwolić Zackowi narzucić swoich warunków. Submission Master rusza do przodu, schodzi nisko i przechwytuje nogę rywala, przechodząc do Spinning Toe Hold. Mr. Forever szybko jednak odpycha przeciwnika i podnosi się z maty. ZSJ rusza ponownie, lecz Real Rock 'n' Roller trafia go potężnym European Uppercutem! The Technical Wizard cofa się pod liny, a Blaze natychmiast rusza za nim. Corner Clothesline! Anglik osuwa się w narożniku, a były mistrz LPW nie daje mu chwili wytchnienia. Chwyta go i wykonuje Snake Eyes, po czym dokłada Big Boot! Próba przypięcia, 1.......2... Submission Master bez większych problemów odkopuje. Zack szybko odsuwa się w kierunku lin i próbuje złapać oddech, ale Axel nie zamierza pozwolić mu na odpoczynek. Rusza w jego stronę, lecz Your favourite wrestler's favourite wrestler wykorzystuje jego impet i przechwytuje rękę. Double Underhook Snap Suplex! Anglik natychmiast przechodzi do kontroli kończyny i próbuje zapiąć Jim Breaks Armbar, lecz Blaze jest zbyt blisko lin. High Life Warrior chwyta je i zmusza rywala do przerwania dźwigni. ZSJ nie odpuszcza i przy kolejnej próbie ataku trafia Enzuigiri, po którym dokłada German Suplex! Axel ląduje na macie, ale niemal natychmiast podnosi się na nogi. Technical Wizard próbuje wykorzystać moment i ponownie schodzi do jego nóg, jednak Legend In Making przechwytuje go w locie i wykonuje potężne Belly To Belly Suplex! Publiczność reaguje głośno, a Mr. Forever ponownie przejmuje kontrolę. Podnosi Sabre'a i posyła go w narożnik, gdzie mamy Corner Clothesline, po którym następuje Bicycle Knee Strike! Zack osuwa się na matę, a Axel nie daje mu nawet chwili na dojście do siebie. High Life Warrior podnosi go i dokłada Deadlift Powerbomb, po czym przechodzi do przypięcia. 1… 2… nie! Sabre odrywa bark! Blaze przez moment spogląda na sędziego, ale nie traci czasu na dyskusję. Ponownie chwyta Anglika i próbuje ustawić go pod Reverse Alabama Slam, lecz Zack zdołał się uwolnić i natychmiast przechodzi do Guillotine Choke! Blaze chwieje się przez moment, a The Technical Wizard zaciska dźwignię, próbując sprowadzić większego rywala do parteru. Mr. Forever wykorzystuje jednak swoją przewagę fizyczną, podnosi Anglika i zrzuca go na matę! ZSJ podnosi się chwiejnie, a Axel rusza z Bicycle Knee Strike! The Technical Wizard pada na kolana, a Real Rock 'n' Roller chwyta go i dokłada Fade To Black! ZSJ pada na matę jak zabity, a były mistrz LPW natychmiast przechodzi do przypięcia. 1… 2… 3! Axel Blaze pokonuje Zacka Sabre'a Jr.!

Ben Zamora
Streak: 1/0/0
Last Match: win vs Kenneth Riddle via Pinfall

James Wallace
Streak: 2/0/0
Last Match: win vs Dale Rucker via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/0
Last Match: win vs Yoshi Tatsu & Elias Shadow via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/10
Last Match: lost vs The Outfit via Pinfall
Odpowiedz
Cytuj
Jakub
Moderatorzy
04.10.2026, 22:55 #1
[Obrazek: cNDyCwA.png]

Na hali momentalnie rozbrzmiewa "I gotsa get paid", a publiczność reaguje cheerem. Już po chwili na rampie pojawia się Axel Blaze ubrany dokładnie tak samo jak zawsze. Zawodnik spokojnie, pewnym krokiem zmierza do ringu, po drodze przybijając piątki z fanami. W końcu odbiera mikrofon od pracownika technicznego i wchodzi z nim do ringu. Ustawia się na jego środku, poprawia okulary przeciwsłoneczne na nosie i unosi mikrofon do ust.

Axel Blaze: No dobra... Nick Aldis powiedział, że chce mnie tutaj widzieć, więc jestem. Co prawda nie powiedział wprost dlaczego, ale co czuję, że może to mieć związek z tym, że czegoś tutaj brakuje. *Blaze poklepuje się po barku* Naprawdę już nie mogę się doczekać, aż to odzyskam, dlatego proszę, szefie, nie trzymaj Nas już dłużej w niepewności. Wywołałeś mnie do tablicy, więc czekam z kredą w dłoni. Nie traćmy czasu na krzyczenie do studni.

No i słyszymy Void in Blue! Gigantyczne buczenie, aż uszy bolą. Jose Lopez zjawia się na arenie, jest ubrany tak samo jak poprzednio. Czyli TAK. Hiszpan zmierza w kierunku ringu pewnie trzymajac pas na swoim ramieniu. Przed wejściem odbiera mikrofon i po schodkach wchodzi do środka, patrząc z wrednym uśmieszkiem na Blaze'a. Lopezzo staje przed nim i zabiera głos.

Jose Lopez: Tutaj czegoś ci brakuje? *pokazuje palcem na bark Blaze'a* Dobre żarty... *uśmiecha się kącikiem ust* Jedyne czego ci brakuje, to piątej klepki! *wskazuje głowę Axela* Bardzo oklepany tekst, ale adekwatny do twoich żałosnych teorii o ''odzyskaniu'' MOJEGO mistrzostwa. *heat* Swoją drogą to zabawne, że mówisz o trzymaniu kredy, ewidentnie jesteś bardzo stęskniony za białym proszkiem. *heat, uśmiech Jose*

Axel Blaze: *Blaze przykłada palec do ust* Ciiiii. Panie i Panowie, właśnie tak brzmi pękająca dupa. W takiej sytuacji zalecane jest zluzowanie gaci i smarowanie maścią, żeby złagodzić pieczenie. *śmiech na trybunach* Jeśli gotowość do pisania kredą po tablicy nie kojarzy Ci się ze szkołą, tylko z białym proszkiem... cóż. Nie będę pokazywać palcem komu w takim wypadku brakuje piątej klepki. Powiem tylko, że Pan Dickinson na pewno z przyjemnością podzieli się z Tobą numerem do swojego psychiatry. Ale nie winię Cię, w końcu głodnemu chleb na myśli. A skoro już wspominasz to wspaniałe mistrzostwo to raczej powinieneś nazywać je tymczasowo przechowywanym dla mnie, tylko i wyłącznie przez błąd sędziego. *szeroki uśmiech Blaze'a, cheer*

Lopezzo przygląda się przez dłuższą chwilę Blaze'owi i widać, że jest lekko zażenowany.

Jose Lopez: Jakże błyskotliwe oraz zgodne z prawdą teksty, jestem pod wrażeniem Axel. *uśmiecha się kącikiem ust* W końcu najoczywistszą oczywistością jest to, że to akurat JA mam pękający zad, bo... przecież jestem tylko GŁÓWNYM mistrzem w tej federacji, tak, tak... tymczasowym. *kręci głową* W dodatku jestem NIEPOKONANY i na poprzednim Elysium odprawiłem tego, który na byciu niepokonanym chciał oprzeć całą swoją karierę. *prycha* Cholera, jakież moje życie jest okropne! Jak źle być mną! *udaje smutek, po czym od razu poważnieje* Stajesz się coraz bardziej żenujący, Blaze. Cholernie żenujący. Ten twój... udawany luz. *patrzy mu w oczy* Chłopcze, nie mogłeś spać po nocach, nie wytrzymywałeś psychicznie, wszystko cię przerosło i teraz będziesz udawać, że po tym, jak zrobiłem z ciebie zbłąkanego, agresywnego kundla i zabrałem ten pas *rzuca lekkie spojrzenie na mistrzostwo*, to w sumie jest... w porządku? KTO MA W TO UWIERZYĆ? *krótka pauza* Interesujący sposób na radzenie sobie z traumami, może jednak znajdź jakiś inny? Kenneth Riddle ma trochę takich książek, które mogą okazać się przydatne. *wredny uśmiech*

W tej chwili na arenie wybrzmiewa muzyka wejściowa Generalnego Managera, a ten pojawia się na stage'u. Aldis od razu zmierza do ringu, gdzie staje przez chwilę pomiędzy zawodnikami, po czym wycofuje się kilka kroków i unosi mikrofon do ust.

Nick Aldis: Wierzę, że nie muszę się już obawiać, a faza zabawy w kotka i myszkę jest za wami. Dlatego ja też nie będę przedłużał. Ściągnąłem was OBU byście tu i teraz podjęli decyzję o dwóch pierwszych rodzajach walk podczas waszego Three Stages of Hell Matchu na gali Danse Macabre! <żywiołowa reakcja publiki> Ale przy okazji, skoro już tu się widzimy, to... <zerka na Blaze'a> Ostatnim razem nie miałem szansy, żeby jakkolwiek odpowiedzieć, Axel. Powiem tylko tyle - ciesze się, że poszedłeś po rozum do głowy.

Axel Blaze: Doceniam to, Nick. Cieszę się, że zauważyłeś. Bo niektórzy w dalszym ciągu przeżywają, że poświęcili dwa miesiące swojego życia, aby doprowadzić mnie do szaleństwa... A nie dość, że moja głowa ma się świetnie, to jeszcze nie udało mu się mnie pokonać. Tak, wiem, też byłbym zły, gdyby dwa miesiące wysiłków poszły do kosza, ale bez przesady. Trzeba iść dalej. *Blaze uśmiecha się szeroko* Dlatego teraz nie zamierzam zostawiać miejsca na błędy. *Blaze zdejmujemy okulary i zbliża się do Lopeza* Pierwszym stopniem piekła, do którego wkroczymy będzie First Blood Match. *Ogromny cheer* Z przyjemnością przypomnę sobie łokcie spadające na Twoją twarz.

Jose Lopez: Sprytna strategia, nie powiem. Brawo. *ironicznie klaszcze* Już teraz wygrałeś, bo uszy mi krwawią od słuchania twojej zaciętej płyty. *prycha* Ja za to wybiorę sobie coś idealnego do zamknięcia naszej historii... coś, co będzie klamrą i doskonałym symbolem twojej porażki na każdej płaszczyźnie... SUBMISSION MATCH! *głośna reakcja fanów* Na ich oczach *pokazuje palcem na publikę* sprawię, byś się poddał. Doprowadzę do tego, by Axel Blaze samozwańczy symbol ''dobra'' musiał klepać jak... zwykła dziwka. *buczenie*

Nick Aldis: Wystarczy. Zrobiliście co mieliście. First Blood Match, Submission Match... oraz Tables, Ladders & Chairs Match! *głośna reakcja publiczności* Dobrze słyszycie! Jeśli po dwóch pierwszych starciach mistrz nie zostanie wyłoniony, w finałowej rundzie wygra ten, który ściągnie zawieszony nad ringiem pas!

W tym momencie pomiędzy zawodników z góry zjeżdża łańcuch z hakiem. Aldis prosi Lopeza o pas i symbolicznie go zawiesza, następnie wychodząc z ringu. Widzimy jeszcze jak zainteresowani mierzą się wzrokiem, coraz intensywniej, a po chwili obraz z kamery ciemnieje i przechodzimy do pierwszego bloku reklamowego.

Singles Match for a spot in a Golden Laurel Match
Tony Leone vs Mike Brutal

Wracamy do ringu, a raczej poza niego, bo to tam obecnie dzieje się akcja - Tony Leone oparty o barierki jest obijany bezlitośnie przez Mike’a. Extremely Mad Dog odchodzi na chwilę, ale po chwili odwraca się biorąc nabieg.. Running Corner Splash! (sędzia gdzieś w tle odlicza, jesteśmy już na 4..) The Sicillian Don upada na ziemię.. nie! Mike przytrzymuje go i Snap Suplex! (5.. 6..) Violence Bastard nie chce żeby to zakończyło się w ten sposób i lekko przytrzymując się za plecy podnosi Head of the Family (7..) i wrzuca go do ringu, samemu się do niego po chwili wślizgując. Nie zwalnia on jednak tempa i pomaga Leone wstać i wrzuca go bezwiednie w narożnik.. rozpędza się i Corner Clothesline-.. nie! Tony w ostatniej chwili ucieka z narożnika i widzi tylko jak Mike Brutal wlatuje z pełnym impetem w miejsce gdzie ten przed chwilą stał. Adrenalina działa, the Godfather podnosi się i odbija od lin.. Flying Forearm Smash w King of Extreme! Brutal podnosi się szybko.. Shotgun Dropkick! Mike leci w narożnik, ale daje radę z niego wyjść.. nadziewa się na Pele Kick jeszcze! Mamy pin: 1.. 2.. kick out! Na twarzy Tony’ego widać zdziwienie, to nie tak ta walka miała wyglądać! Mike przy pomocy lin powoli wstaje, Sicillian Don również.. punch od Brutala! Uppercut od Leone! Mamy solidną wymianę, raz uderza jeden, raz drugi, ale to ostatecznie King of Extreme górą i nawałnicą ciosów powoduje, że Tony w narożniku broni się przed ciosami.. nagle punche ustają. Leone wychodzi z narożnika.. Dead Static! Tony Leone upada na ring z wielkim impetem! Mike szybko przypina: 1.. 2.. kick out! Ale było dość blisko! South Philly Scumbag podnosi się i czeka tym razem na Tony’ego aż ten wstanie.. i gdy ten już się podnosi.. trafia prosto w uścisk Mike’a.. Overhead Belly-to-belly Suplex! Nie! Brutal już się szykował do wykonania akcji, ale Sicillian Don wyswobodził się i sprzedał European Uppercut! Po chwili kolejny! Tony widząc lekko słaniającego się na nogach Brutala wycofuje się i odbija od lin.. Mike go zatrzymuje! Próbuje go chwycić, ale Tony Leone unika! Hostile Takeover od Head of the Family! Mike Brutal unika! Tony upada na matę, ale podnosi się szybko podnosi trzymając za klatkę piersiową.. Factory Reset od Extremely Mad Doga! Mamy od razu przypięcie: 1.. 2.. 3!? A jednak nie! Sędzia wskazuje, że noga Tony’ego była na linie! Mike podnosi się lekko sfrustrowany i będzie chciał to kończyć! Podnosi Il Padrino i przygotowuje go do This is Gonna Hurt! Wynosi przeciwnika i.. ten się jakimś cudem wyswobodził! Upada na cztery łapy jak kot, Mike jest zdezorientowany! Final Warning! Tony Leone nie marnuje czasu i La Famiglia Greetings! Pin! 1.. 2.. 3! Sicillian Don przechodzi dalej i zawalczy o Golden Laurel!

Na początku była ciemność... Po chwili jednak z głośnym pstryknięciem zapala się światło a w kadrze widzimy Eli Cottonwooda oraz Eli Cottonworlda. Za nimi stoją dwie inne, posępne sylwetki, skryte jednak w ciemności. Eli oraz Eli poprawiają wąsa przed samym obiektywem, po czym uśmiechają się złowrogo, odsuwając się na boki... I widzimy że jeden z ukrytych w cieniu mężczyzn wyszedł na światło... Robi się coraz dziwniej, ponieważ ten jest ubrany w różowe gacie, królicze uszka a do tyłka przyczepiony ma króliczy ogonek... A w ręku trzyma wielką marchewkę.

Eli Cottontail: Ej Ty. Z wąsami! Nadchodzimy! *gryzie marchewkę swoimi wielkimi, króliczymi zębami* Sprawa jest prosta. Nie lubię maszynek, gładkiej twarzy, ani gdy ktoś śmieje się z moich magicznych sztuczek! *wyciąga zza ucha Cottonworlda marchewkę i teraz zaczyna gryźć obie na przemian* Za to uwielbiam marchewkę, wąsy... i swoich braci!

Cottontail zaczyna machać w stronę kamery marchewką, jakby komuś groził, a obraz z kamery po chwili gaśnie!

Przenosimy się na zaplecze, gdzie możemy dostrzec Tony’ego Leone. Mistrz Eternal jest wyraźnie zmęczony po wygranym pojedynku, mimo to z dumą zmierza przez korytarz trzymając na barku swoje mistrzostwo. Gdy jest już pod szatnią, na której widnieje elegancka tabliczka z napisem “The Outfit”, podbiega do niego… Paddy Jackson!

Paddy Jackson: Don Leone! *Tony odwraca się w stronę reportera* Zapewne masz jeszcze wiele spraw do omówienia ze swoimi partnerami, jednak chciałbym zająć Ci chwilę i zadać kilka pytań, które nurtują fanów LPW. Czy można? *Leone z uśmiechem kiwa głową twierdząco* Wszyscy oczekiwali dzisiaj wielkiej celebracji po zdobyciu tego pięknego tytułu. *wskazuje na pas* Nic takiego jednak nie miało miejsca. Co więcej, nie powiedziałeś nawet słowa po twoim imponującym zwycięstwie z ostatniego Elysium. Czy mógłbyś wytłumaczyć czym jest to spowodowane?

Tony Leone: Cóż... odpowiedź jest niezwykle prosta. *szeroki uśmiech* Ponieważ celebracja jest przeznaczona dla człowieka, który właśnie osiągnął kres swojej drogi. Natomiast ja mam świadomość, że zdobycie tego tytułu *Tony delikatnie poklepuje pas Eternal*  nie jest zakończeniem żadnej historii. Jest zaledwie momentem, w którym zaczyna się jej znacznie ciekawszy rozdział. Nie zrozum mnie źle, Paddy. Oczywiście jestem z tego niezwykle dumny. Byłoby fałszywą skromnością udawać, że jest inaczej. Ten tytuł ma dla mnie ogromną wartość i będę gro traktował z należytym szacunkiem. *Tony mocniej przyciska do siebie pas* Ale nie widzę powodu, by urządzać z tego spektakl próżności. Nie potrzebuję konfetti, fajerwerków, ani tłumu ludzi wznoszących kieliszki za mój sukces. Widzisz, Paddy, człowiek, który wie ile naprawdę jest wart, nie potrzebuje, aby inni mu o tym przypominali.

Paddy Jackson: Kolejny raz wyszedłeś na tarczy ze starcia, gdzie twoim rywalem był Mike Brutal. Jaka jest szczera opinia Dona Leone o nim, a także o dwóch innych osobach, które najbardziej zaszły wam za skórę? Chodzi oczywiście o Dereka Halloway'a i Edgara Dickinsona. Czy wieszczysz swoim partnerom, że podołają zadaniu i znajdą się w klatce razem z Tobą?

Przez chwilę Tony miał minę, jakby właśnie został spoliczkowany, nawet odwrócił głowę w bok. W końcu jednak ponownie spojrzał na swego rozmówcę z głębokim smutkiem w oczach.

Tony Leone: Co ja Ci zrobiłem, że mnie tak obrażasz? *pauza, Paddy głośno przełyka ślinę* Najpierw masz czelność insynuować moją kolejną porażkę z tym neandertalczykiem, a potem pozwalasz sobie snuć przypuszczenia, że The Outfit mogłoby nie podołać zadaniu. *pauza, Tony z niedowierzaniem kręci głową, po czym głęboko wzdycha* Po pierwsze, kolejny raz wróciłem z tarczą, Paddy, nie na tarczy. Na tarczy zawsze wracają przegrani. Akurat Ty powinieneś coś o tym wiedzieć. A jeśli chodzi o drugą część Twojego pytania... Panowie Dickinson oraz Halloway bezsprzecznie należą do grona ludzi, których poczynania należy traktować najwyższą atencją. Są zawodnikami wytrawnymi, kompetentnymi i, co najistotniejsze, niezmiennie niebezpiecznymi. Obaj dysponują potencjałem, który przy sprzyjających okolicznościach pozwalałby im dokonywać rzeczy doprawdy znamienitych. Niestety, w ostatnim czasie fortuna nie była dla nich szczególnie łaskawa. Pomimo tak przytłaczającej przewagi, jaką dysponowali w konfrontacji ze mną, o mistrzostwo Eternal, obaj musieli się pogodzić z faktem, że to ja opuszczam ring jako zwycięzca. Dodatkowo, pozostaje pewien nader interesujący szczegół. The Outfit wciąż nie zaznało goryczy porażki. Trudno przypisywać taki stan rzecz wyłącznie przypadkowi czy kaprysom losu. Dlatego pozwolę sobie na wniosek pozbawiony przesadnej brawury, lecz oparty na dotychczasowych obserwacjach - rozsądnym jest zakładać, że zarówno Vincenzo, jak i Enzo, podtrzymają naszą dotychczasową tradycję. W naszym fachu można liczyć na szczęście. My natomiast wolimy polegać na konsekwencji.

Paddy Jackson: Ja... J-ja przepraszam Cię za to niefortunne przejęzyczenie, Don Leone... *Paddy wydaje się być zmieszany* Chciałbym jeszcze wiedzieć, czy... *Jackson jest wyraźnie zestresowany*

Tony Leone: Spokojnie, Paddy, ja nie gryzę. Weź głęboki oddech i zadaj pytanie.

Paddy Jackson: *delikatnie się uspokaja* Chciałbym wiedzieć, czy mimo wszystko... *zawahanie* Nie martwi Cię postawa Enzo, który jakby... Który jakby nie przejawiał tak pewnej postawy jak Ty, czy Vincenzo.

Tony Leone: *uśmiecha się czule* Widzisz, prawdziwy lider nigdy nie liczy na wdzięczność ludzi za coś, co już zrobił. Sprawia by byli wdzięczni za to, co może dla nich zrobić w przyszłości. Właśnie dlatego nigdy nie wolno kwestionować oddania moich ludzi. Nawet jeśli ich myśli spowija mrok i chcieliby działać inaczej... to doskonale wiedzą, dlaczego to właśnie ja podejmuję ostateczną decyzję.

???: Mam nadzieję, że uspokoiła Cię ta odpowiedź.

Przestraszony Paddy odwraca się, a za swoimi plecami dostrzega Enzo Sacrale. Messina uważnie ogląda się na reportera, po czym wzrok swój kieruje w stronę Leone.

Enzo Sacrale: Tony, jesteś nam potrzebny.

Tony Leone: Wybacz, Paddy, obowiązki wzywają. Serdecznie dziękuję za wywiad.

Leone robi ukłon w stronę Jacksona i odchodzi. Messina zaś kieruje w stronę reportera lekki uśmiech i klepie go po ramieniu, po czym sam rusza za Tonym. Obraz z kamery gaśnie...

Singles Match
Rocks Xebec vs El Garra de Gato

Kamera przenosi nas do ringu, gdzie Rocks Xebec okłada El Garrę del Gato w narożniku serią kopnięć. Kociarz opada z sił na matę, Rocks nie przestaje, a sędzia zaczyna odliczać. 1… 2… 3… 4…Xebec maksymalnie wykorzystuje czas i zatrzymuje się w ostatnim momencie. Koci wojownik powoli podnosi się do góry i wychodzi z narożnika, a zawodnik Hachinosu idzie do przeciwnego narożnika, bierze rozbieg… I mamy silny Big Boot ścinający z nóg! Pin! 1… 2… Kickout! Kociarz cały czas w grze, a Rocks od razu zapina mu Chin Lock od tyłu. Meksykaninowi chwilę to zajmuje, ale już wstaje przy owacji publiczności. Wypłaca łokieć na żebro Rocksa, a ten puszcza uchwyt i pochyla się łapiąc oddech. Gato Oscuro odbija się od liny… Ale tylko po to, żeby zarobić Scoop Powerslam. Brazylijczyk podnosi od razu rywala i dokłada Fall Away Slam. Nie zatrzymuje się i wchodzi na narożnik. W tym czasie Kociarz powoli wstaje. Double Axe Handle! Connected! Pin! 1… 2… Kickout! The Apex Anarchist wypycha swojego przeciwnika z ringu. Koci wojownik jest teraz na kolanach na macie przy ringu, a chwile potem dołącza do niego Rocks. Łapie oponenta za głowę i wbija go głową prosto w stolik komentatorski. Meksykanin ląduje na ziemi, a Xebec napawa się to chwilą przy dezaprobacie publiczności. Gato Oscuro powoli się podnosi, The Scourge of Hachinosu przystępuje do rozbierania stolika, a sędzia rozpoczyna odliczanie. 1… 2… Rocks umieszcza swojego przeciwnika na stoliku po czym sam się na niego pakuje. Mamy wyniesienie na bark… Czy to będzie Powerslam na stolik komentatorski?! Nie! Garra de Justicia w ostatniej chwili zsuwa się za przeciwnika. Następnie go podcina i wraca powolnym krokiem do ringu i się do niego wturluje. Zbiera siły na ziemi, a w międzyczasie sędzia już doliczył do 6. Wyliczenia raczej nie będziemy mieli, bo Rocks już powoli przekręca się ze stolika na nogi. Wturluje się do ringu w momencie, kiedy sędzia doliczył do 8. W tym czasie Zamaskowany Kociarz jest już na nogach i widząc rywala odbija się od liny… Running Crossbody! Meksykanin czołga się do narożnika i powoli w nim wstaje. Sygnalizuje, że będzie chciał zakończyć walkę. Rocks wstaje, Garra Slam?! Nie! Xebec wykręca się i sprzedaje Headbutt! Kociarz cofa się i siada w narożniku, a Brazylijczyk idzie do przeciwnego. Koci Wojownik wstał, ale już otrzymuje Conqueror`s Impact! The Chaos` Sovereign nie chce przedłużać. Podnosi oponenta. Pandemonium?! Connected! Pin! 1… 2… 3! Rocks Xebec wygrywa walkę!

Przenosimy się teraz na zaplecze i widzimy drzwi od szatni Brutala. Te są jednak zamknięte na cztery spusty... A po chwili z SUPER ULTRA prędkością przejeżdża na swoim Kukurynie Elias Shadow, wyglądający wręcz przez chwilę jak złoczyńca z komiksu, w czarnym kasku i z powiewającym za nim czarnym płaszczem. Dojeżdża do zakrętu na pełnej prędkości... I ktoś nagle bardzo honorowo zagradza mu drogę! Oczywiście jest to nie kto inny niż... Tak tak, doskonale! Yoshi Tatsu! Z jego tyłka, a w sumie to z głosnika, który ma w tylnej kieszeni słychać TAKĄ muzykę.

Yoshi Tatsu: Ha! Ha! Ha! Ha! *honorowo, przerysowanie się śmieje* Wszystko już w porządku! Dlaczego? Bo oto przybyłem! *honorowo szczerzy zęby i robi palcami okejkę* Mogłeś zrobić krzywdę sobie oraz komuś pędząc w ten sposób! Jednak nie lękaj się! Yoshi - san zawsze będzie przy tobie, by wyciągnąć cię z tarapatów!

Elias gwałtownie hamuje, zatrzymując się dosłownie centymetry od stojącego wciąż z honorowo wyciągniętym do góry kciukiem Yoshiego, prawie się przy tym przewracając! Japoniec jednak w ogóle się tym nie przejmuje tylko dalej honorowo się śmieje. Elias wysuwa stopkę i odstawia Kukuryne, po czym ściąga kask, widać że jest cały czerwony i spuchnięty ze złości, zupełnie jak ryba rozdymka.

Elias Shadow: Tobie życie niemiłe?! Ja pier... *łapie się za serce* Ty myślisz, że jesteś niezniszczalny? Przecież jakbym w Ciebie wjechał... Zresztą, jaki niezniszczalny, na ostatniej gali te pały w garniturkach nas skopały i to wszystko Twoja wina! "Żadne Kozaki"... Ty wiesz co? Ty się do mnie nie zbliżaj. Radziłem sobie sam do tej pory i poradzę sobie dalej.

Yoshi Tatsu: Ha! Ha! Kocham twoje poczucie humoru  Elias - kun! *honorowo kładzie rękę na ramieniu Eliasa, ten strąca ją* To że nie poszło nam w jednej walce... nie oznacza, że nie pójdzie nam w innych! Jest takie przysłowie z regionu Kanto... złap je wszystkie! Rozumiesz, co to znaczy? Złap wszystkie szanse! Nie udało nam się raz, ale następnym razem... kto wie? Może obaj zostaniemy mistrzem Global? *honorowo znowu szczerzy ząbki i pokazuje okejkę*

Elias Shadow: Złapać, to ja Cię mogę za ten głupi łeb dziadu! chwilę się zastanawia A potem wyrzucić nad górną liną, o! Na następnym Elysium obaj bierzemy udział w Battle Royal o ostatnie miejsce w Elimination Chamber Matchu! Zamierzam go wygrać i rozpocząć w końcu swoją drogę na szczyt! *Śmiech super złoczyńcy, bardzo niehonorowy* A Ciebie, stary głąbie, wyrzucę jako pierwszego!

Yoshi Tatsu: Battle Royal... powiadasz? *dumnie oraz honorowo zamyka oczy i bierze wdech* JESTEM SPECJALISTĄ OD BATTLE ROYALI! O tak! Czuję to! Czuję jak jestem już w wodzie, którą znam najlepiej!

Elias wygląda jakby miał coś jeszcze powiedzieć, jednak nagle w oddali słychać jakieś poruszenie, na co kamerzysta reaguje i obraca się w danym kierunku. W pewnym momencie w tle pojawia się Mike F'N Brutal. Jego twarz jest zaczerwieniona, włosy potargane, a na rękach widać ślady po wcześniejszym uderzaniu w coś twardego. Nie zwraca jednak uwagi na mijających go pracowników. Idzie przed siebie, zaciskając pięści. Nagle South Philly Scumbag zatrzymuje się przed drzwiami do jednej z szatni. Przez kilka sekund wpatruje się w nie nieruchomo, po czym z całej siły uderza w nie barkiem. Drzwi ustępują, uderzając o ścianę wewnątrz pomieszczenia. Mike wchodzi do środka, chwyta stojące przy wejściu krzesło i ciska nim o lustro. Szkło rozpada się na drobne kawałki. Po chwili Brutal wychodzi z szatni, trzaskając za sobą uszkodzonymi drzwiami. Rusza dalej korytarzem, aż dociera do stołu z cateringiem, przy którym kilka osób przygotowuje poczęstunek dla zawodników. Bez chwili wahania zrzuca wszystko na podłogę — butelki, talerze i jedzenie lądują na posadzce. Jedna z pracownic próbuje odsunąć się na bezpieczną odległość, ale Extrememaniac przewraca cały stół, zmuszając wszystkich do ucieczki. Przechodząc obok Tatsu i Shadowa, Brutal zatrzymuje się na moment. Jego wzrok pada na Eliasa. Na twarzy Mike'a pojawia się krótki, pełen pogardy uśmiech, a następnie spluwa pod nogi dawnego rywala. Nie zatrzymuje się jednak ani nie próbuje go zaatakować. Po prostu rusza dalej, jakby nawet zwycięstwo nad Eliasem nie miało już dla niego żadnego znaczenia. Kilka metrów dalej King of Hardcore zauważa grupę osób z ekipy produkcyjnej. Jeden z pracowników próbuje coś do niego powiedzieć, lecz Brutal chwyta stojący obok metalowy kosz na śmieci i z impetem ciska nim o ścianę. Huk rozchodzi się po korytarzu. Wszyscy zamierają, a Extremely Mad Dog przez chwilę stoi pośród bałaganu, ciężko oddychając. W końcu odwraca się i odchodzi, kopiąc po drodze przewrócone przedmioty. Kamera pozostaje na zdemolowanym zapleczu, podczas gdy w oddali widać Brutala znikającego za kolejnym zakrętem... Zza którego wyłania się James River Waters! Zawodnik na chwilę przystaje i ogląda się do tyłu, przeczesuje włosy i aż potrząsa głową, po tym co zobaczył, a my widzimy, że teraz na jego drodze pojawia się również Jose Lopez! Mistrz jest ubrany w to samo co wcześniej, na ramieniu ma pas.

Jose Lopez: Zawiodłeś mnie Waters.. Bańka szybciu...

James River mierzy wzrokiem Hiszpana i już ma zamiar mu coś odpowiedzieć, ale w ostatniej chwili rezygnuje, uśmiecha się tylko lekko i gwałtownie skręca, po czym kiwa głową z niedowierzaniem i idzie dalej, zostawiając Lopeza bez odpowiedzi...

Singles Match
Alistair Fraser Jr. vs Chris Finnegan

Wracamy do walki, gdzie Alistair chce wyprowadzić Clothesline, jednak Chris przechodzi pod ręką oponenta, szybko odbija się od lin, Francuz znów próbuje go zaskoczyć tą samą ręką, ale tyłem przedramienia, jednak Finnegan znów się pochyla, ponowne odbicie od lin i mamy Running Clothesline od Surfera. Nieco zaskoczony zawodnik z Paryża dosyć szybko wstaje niesiony sfrustrowanym głosem Lorda Sebastiena. Rob spogląda niewzruszony, a Chris wyprowadza Arm Drag, za chwilę kolejny z nich. Alistair nie poddaje się, ponownie wstaje, Surfer atakuje go Gut Kickiem i mamy Suplex. Jednak nie, Alistair się zapiera nogą o nogę przeciwnika uniemożliwiając mu wyniesienie go. Teraz mamy trzy uderzenia na brzuch od Francuza, przez co Australijczyk całkiem puszcza rywala. Zawodnik z Paryża popycha przeciwnika w stronę lin, po powrocie Front Waist Lock i mamy Overhead Belly-to-belly Suplex. Finnegan pada na plecy i teraz trzyma się zdanie wykrzywiając w bólu twarz. Alistair kładzie przeciwnika i próbuje go przypiąć. 1… 2… Kickout. Zawodnik z Paryża już nieco zdenerwowany podnosi oponenta i wyrzuca go ponad górną liną. Chris jednak łapie się za tą najwyższą i staje na apronie. Francuz się orientuje i podbiega do rywala, a Finnegan atakuje go poprzez Forearm Smash. Alistair nie pada, ale cofa się kilka kroków, co umożliwia wejście do ringu przez Surfera. Francuz odwraca się w końcu do przeciwnika przodem, a ten wyprowadza The Sydney Sweep (Scoop Slam). Próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Chris nie poddaje się, wchodzi na apron po czym kieruje się na szczyt narożnika. Gdy już tam jest, Alistair kątem oka to zauważa, zrywa się i pada na liny, przez co Finnegan traci równowagę i pada klejnotami na szczyt narożnika. Paryżanin podbiega do oponenta, ściąga go z rogu ringu, ustawia pod Side Slam i mamy The Fornal Introduction (Uranage Backbreaker)! Próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Surfer się nie poddaje. W tym momencie Lord Sebastien wskakuje na apron i coś protestuje do sędziego, ten od razu do niego podbiega i nakazuje zejść z rogu ringu. Po przeciwnej stronie Alistair krzyczy do Roba. McŁowicz jakby nie zainteresowany, ale w końcu dochodzi do jego uszu, że jest wołany przez Francuza. Alistair nakazuje podać sobie Margaux. Rob tak spogląda na laskę, upewnia się, czy o to może mu chodzi i powolnym krokiem zmierza do przedmiotu Lorda Sebastiena. Alistair coraz bardziej zdenerwowany zaczyna pospieszać Kucharza, ale ten bierze przedmiot i mu się przygląda oraz znów powolnym krokiem podchodzi do Alistaira, który już nie może wytrzymać, kiedy dostanie w końcu przedmiot. Rob w końcu wyciąga laskę do Alistaira i gdy ten ją łapie w rękę, Finnegan już będąc na nogach wytrąca Margaux z jego ręki! Gut Kick od Surfera, wyniesienie i mamy The Tidal Force (Running Spinebuster)! Próba pinu, sędzia się odwraca do zworników i odlicza. 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Chris wygrywa to starcie!

Obraz z kamery pokazuje nam Derka Halloway’a, który stoi przed telefonem, który jest, olaboga, na STATYWIE, i coś przy nim poprawia. W dłoni trzyma pilot, a za jego plecami, tradycyjnie widzimy tablicę na stojaku. Przez chwilę z oddali patrzy na telefon i już ma zaczynać, ale obok niego nagle zjawiają się Enzo Sacrale i Vincenzo Vizzini!

Enzo Sacrale: Mógłbym przeprosić Cię, że przerywam transmisję, ale nie byłoby to w porządku. Obowiązkiem jest w końcu zdusić w zarodku sianie obrzydliwych herezji, co następuje za każdym razem, gdy raczysz nas swoimi występami. *podchodzi bliżej Dereka* Jesteś niezłym showmanem, Halloway, lecz całkowicie zgubionym... Twoja misja jest szkodliwa, a wiara cyniczna. Muszę przyznać więc, że będzie to najwyższa przyjemność *klepie się po łokciu* wybić z twojej pustej głowy dyrdymały, którymi karmisz ludzi. *lekki uśmiech*

Vincenzo Vizzini: *kładzie rękę na barku Enzo* Jak długo planujesz bić głową w mur? Myślę, że pokazaliśmy wystarczająco, by zrozumiał to nawet taki głupiec ja Ty. Jaka tragedia musi nastąpić, żebyście w końcu wszyscy przestali stawiać opór sile, której nie jesteście w stanie zatrzymać? Masz jeszcze okazję się wycofać Derek. Wybierz mądrze.

Derek nabrał powietrza w płuca, tak że na krótki moment przypominał rybę rozdymkę. Zanim jednak zdążył wypuścić z siebie słowny i emocjonalny ładunek, przerwała mu krucza łapka. Srebrna końcówka laski o takim kształcie opadła na jego ramię, a z cienia wyłonił się trzymający ją poeta.

Edgar Dickinson: Spokojnie Panie Halloway. Jest Pan przecież odporny na wszelkie  manipulacje w tym również na te w wykonaniu Panów z włoskiego kółka różańcowego.
*Edgar uśmiechnął się krzywo w stronę włochów* Dobry wieczór Panowie. Wybaczcie, że przerywam te, przypominające szkołę podstawową, zastraszanie. Ale chciałbym zwrócić delikatnie uwagę, że w obecnej sytuacji to obecny tutaj pan Derek nie ma nic do stracenia, a czerwony X na waszych plecach znacznie urósł.

Derek Halloway: Nie wiedziałem, że mam aż tylu fanów mojej transmisji! Zlecieli się moi ulubieni bracia Enco i Vincenzo *Derek wypowiada specjalnie imiona, żeby się rymowały* i jeszcze poeta, który nota bene, rymów nie składa. Czym zawdzięczam waszą wizytę? Ta biedna groźba ma mnie do czego doprowadzić? Do jakiegoś układania się z wami albo może do poddania się? Już wystarczy, że przekupujecie Brutala i Edgara przez co wasz panicz odebrał mi pas. Jeszcze może za rogiem ukrywa się gdzieś ucho całego układu *Halloway mówi to zdanie specjalnie głośniej, żeby wywołać Paddy’ego Jacksona. Gdy nic nie słychać Derek przecząco kiwa głową*. Czego zatem chcecie, spiskowcy?

Vincenzo Vizzini: Żebyście odpuścili. Po prostu. Jesteśmy najzwyczajniej w świecie znudzeni wbijaniem wam do głowy tej samej lekcji raz po raz. <Vizzini wysuwa się lekko do przodu> Uważamy… Nie. Wiemy… Że byłoby to z korzyścią dla każdego. <zdejmuje okulary, składa je i chowa do wewnętrznej kieszeni marynarki> Sprawa jest prosta - Wy nas nie interesujecie. Tylko to, czego tak usilnie bronicie. O wiele łatwiejszym sposobem dla każdego z zainteresowanych byłoby gdybyście w końcu przestali zajmować się sprawami, które, nie oszukujmy się - wcale was nie dotyczą.

Derek Halloway: Jedyne co w was widzę, to zagubienie, chłopaczki. *na tę uszczypliwość już chciał zareagować Enzo wyrywając się do przodu, lecz Vincenzo uspokaja go*. O, widzicie? Co ja takiego powiedziałem? Czyżby wasze faszystowskie zapędy zaślepiły w was poczucie płci? Jesteście siebie warci. Czy jedynie mocne uderzenie o matę otworzy wam oczy, że jesteście tylko wykorzystywani przez swojego szefuńcia? Mdli mnie od tego waszego pseudo dystyngowane zachowanie. Dandysi za pół liry.

Edgar Dickinson: Pozwolę sobie nieco rozszyfrować, co ma Pan Halloway do powiedzenia. Gorąco nas Panowie namawiacie, do pozostawienia sytuacji i oddania kontroli w wasze ręce. W imię tego, że przecież, w waszym mniemaniu i tak macie  wszystko w swojej jurysdykcji. Z tym, że sytuacja nieco się zmieniła. W tym momencie nakręconych na was Panowie jest dwóch niebezpiecznych lunatyków, a i za siebie ręczyć nie mogę. Wy natomiast Panowie macie w końcu w swoim kręgu coś do stracenia, zastanawiam się tylko, dlaczego oddaliście to w ręce Pana Leona zamiast zadbać o siebie. Bo w tym momencie nie wyglądacie już na trzech muszkieterów tylko na Kardynała Richelieu i jego psy.

Enzo Sacrale: Cóż… *zerka na Vincenzo* Nie będę ukrywał, że absolutnie nie martwi mnie to bojowe nastawienie. Mieli szansę zrezygnować i to jedynie ICH wola, że z naszej serdecznej propozycji nie skorzystali. *ogląda się na Edgara i Dereka* A może nie? W końcu opatrzność obdarza nas we wszelaki sposób… A was z kolei nikt nie pytał, czy odpowiada wam ta sama wartość dla współczynnika IQ i numeru buta… *wredny uśmiech* To będzie czysta przyjemność spotkać później.

Enzo i Vincenzo odchodzą zostawiając Edgara i Dereka samych. Obraz z kamery gaśnie…

Singles Match
Derrick Mantel vs Maxwell Ransom

Obaj zawodnicy są już wyraźnie zmęczeni, ale żaden z nich nie zamierza odpuścić. Ransom pierwszy podnosi się z maty i chwyta Mantela, po czym posyła go w narożnik, a następnie rusza za nim i trafia potężnym Corner Clothesline. Derrick osuwa się na matę, a Big Handsome Man natychmiast podnosi go i wykonuje Deadlift Powerbomb! Ransom od razu przechodzi do przypięcia! 1......2.. nie! Maxwell od razu chce przejść do dalszej ofensywy, zatem podnosi oponenta, ale Derrick wykorzystuje moment nieuwagi i wymierza DDT. Ex-Wilgotniak pada na matę, a Mantel nie pozwala mu nawet złapać oddechu. Podnosi Ransoma i wykonuje Spin-Out Powerbomb! I kolejna próba przypięcia! 1.....2.... The Lone Wolf nie może uwierzyć, że to nie koniec i uderza dłonią w matę z frustracją. Derrick przez chwilę siedzi obok Ransoma, spoglądając na niego z niedowierzaniem. Następnie chwyta się za głowę i podnosi, próbując zachować spokój. Nie zamierza popełnić kolejnego błędu. Zamiast rzucać się na przeciwnika, powoli podnosi Ex-Wilgotniaka i próbuje zaatakować go kopnięciem. Big Handsome Man przechwytuje jednak jego nogę i odpowiada Belly to Belly Suplexem! Mantel z impetem ląduje na macie, a Ransom natychmiast próbuje wykorzystać przewagę. Podnosi się, chwyta Derricka i jeszcze raz próbuje ruszyć z ofensywą. Mantel zdołał jednak przetoczyć się pod linami i wypada z ringu. Ransom rusza za nim, lecz Souvenir Collector szybko odsuwa się od rywala. Zawodnik z Minnesoty próbuje złapać go przy krawędzi ringu, jednak Souvenir Collector robi unik. Maxwell traci równowagę i wypada za liny. Derrick natychmiast cofa się o kilka kroków, obserwując przeciwnika i czekając na odpowiedni moment. W tym samym momencie sędzia zauważa, że w jednym z narożników brakuje osłony. Arbiter podchodzi do narożnika i zaczyna poprawiać zabezpieczenie, odwracając się plecami do zawodników. Mantel, który wcześniej zdążył poluzować osłonę, wykorzystuje okazję. Sięga pod ring i coś spod niego wyciąga, czekając na Ransoma... Ten podnosi się właśnie przy samej krawędzi ringu, jeszcze nie do końca wiedząc, gdzie znajduje się jego przeciwnik. Derrick wyprostowuje się i bez żadnego ostrzeżenia psika w oczy Maxwella! Ex-Wilgotniak natychmiast cofa się i zasłania oczy, a Mantel wyprostowuje się i widać co trzyma w ręku - preparat do włosów który kiedyś produkował Ransom! Ten próbuje otrzeć twarz, ale preparat skutecznie uniemożliwia mu dostrzeżenie czegokolwiek. Mantel błyskawicznie wślizguje się do ringu, a Maxwell próbuje wejść za nim. Lone Wolf jednak go chwyta, podciąga do góry i wykonuje Head Crusher! Big Handsome Man pada na matę. Mantel przez moment upewnia się, że Ransom nie jest w stanie się podnieść, po czym spokojnie kładzie się na nim i mamy już chyba ostateczne przypięcie! Sędzia obraca się i doskakuje do pinu! 1… 2… 3! Derrick Mantel wygrywa!

Kamera przenosi się na backstage.. gdzie nikogo nie ma, ale nagle dobiega dźwięk jakiejś głośniejszej kłótni. Operator biegnie w kierunku, z którego dobiegają odgłosy i dobiega do kłócących się między sobą Lorda Sebastiena, Alistaira, McŁowicza i Finnegana. Rzucają w siebie tekstami, które nie są praktycznie słyszalne przez to z jaką częstotliwością się nimi wymieniają. W końcu między nich wchodzi dumnie Rocks.

Rocks Xebec: A wy się jeszcze kłócicie, panienki? *z lekkim uśmieszkiem* Zróbcie sobie przerwę, bo i tak to nikogo nie obchodzi, dalej się będziecie pchać ze sobą w ringu to zostawcie to i nie zawracajcie głowy. Dajcie mi w spokoju przejść do porządku dziennego po tym jak zmasakrowałem zamaskowanego furasa i *dumnie, choć dalej się uśmiechając* dostałem się do battle royalu na następnym Elysium o miejsce w elimination chamber matchu o ten cały Golden Laurel.. *zastanawiając się* W sumie.. z tego co słyszałem to wy też w nim jesteście. Popatrzmy.. *patrząc na Chrisa* surfer z odzysku, który lubi dzieci aż za bardzo.. *mierzy wzrokiem Roba* kucharz, który jedyne co sobie zgotował to problemy przegrywając i nie przykładając się do najważniejszej walki w jego dotychczasowej karierze.. *spogląda też na Lorda Sebastiena* jakiś lordzik z Temu, który myśli, że jak podkręci coś francuskim akcentem to da mu cokolwiek powagi, ale i tak słychać, że udaje.. *spogląda na Frasera* i jego kamer-.. *obraca głowę w prawą stronę jakby słuchał kogoś kto mu coś mówi, ale tam nikogo nie ma* a, Ty nie to nie będę na ciebie słów marnował. Dobrze wam radzę.. nie wchodźcie mi w drogę, bo…

Alistair rusza w kierunku przedmówcy jakby chciał mu coś zrobić, ale te zamiary stopuje Lord Sebastien jednym gestem ręki, bez żadnych słów.

Lord Sebastien: Nie wiem, gdzie leży to całe Temu, ale ja pochodzę z dumnej, francuskiej, arystokratycznej rodziny, niaisprostaku. Z tego co mówiłeś tylko w jednym masz rację - Rob jest największym nieudacznikiem w tym gronie. Nie szanujesz ustalonych zasad jak Finnegan, ale to nie dziwne - Rocks u Ciebie chyba oznacza, że masz kamień zamiast mózgu.

Na to wtrąca się uśmiechnięty Chris Finnegan starając się rozluźnić atmosferę między Lordem, a Rocksem.

Finnegan: Chłopaki dajcie spokój.. Jasne każdemu z nas zależy na wyniku, ale ludzie mają z tego czerpać rozrywkę, a nie słuchać stękania i fochów. Rob mam rację? *spogląda na McŁowicza*

Rob McŁowicz: Masz rację, Chris. Tylko człowiekowi ciężko zachować dobry humor, kiedy od kilku tygodni jakiś nadęty panicz próbuje urządzać mu życie, a teraz jeszcze ktoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę  przychodzi tutaj i zaczyna wydawać wszystkim polecenia. <Rob zerka z wyraźną irytacją na Lorda, po czym przenosi wzrok na Rocksa.> Jednego już mam nad sobą, Rocks, i uwierz mi, nie potrzebuję drugiego. Za tydzień w Battle Royalu nie będę niczyim kucharzem, służącym ani częścią czyjegoś wielkiego planu. Tam każdy będzie sobie równy, a jak ktokolwiek wejdzie mi w drogę, to bardzo szybko się przekona, że nawet najbardziej napompowane ego da się wyrzucić z ringu.

Lord Sebastien: Już ostatnio myślałeś McŁowicz, że możesz być mi równy! Na następnym Elysium udowodnię Wam wszystkim, że nie możecie być równymi mi <pogardliwe prychnięcie>, ludźmi.

Finnegan: Te prychnięcie to cała twoja klasa Sebastien. Obyś tylko zanadto się nie opluł bo twój serwetkowy od mokrej roboty jest tak roztrzęsiony, że jeszcze rozmażę twój arystokratyczny puder z twarzy.

Rocks Xebec: *patrząc po wszystkich z lekkim zażenowaniem* Niewiele się po was spodziewałem, a i tak się zawiodłem.. *kręci głową uśmiechając się, po czym podchodzi do Roba* Ty.. dużo szczekasz jak na podnóżek, a teraz do budy.. *spogląda po chwili na Chrisa* a Twój uśmiech mnie wkurwia, możesz przestać się szczerzyć? *po chwili mierzy Lorda wzrokiem i patrzy na niego z politowaniem*

Rob McŁowicz: Wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Jeden uważa mnie za własność, drugi za podnóżek, trzeci stoi z boku i pilnuje, sam nie wiem czego, a każdy z was jest święcie przekonany, że już wygrał. <Rob mierzy wszystkich wzorkiem i uśmiecha się krzywo.> Za tydzień nie będzie żadnego pana, sługi ani wielkich deklaracji, będzie tylko ring, górna lina i moment, w którym któryś z was zrozumie, że zbyt szybko mnie zlekceważył.

Cała dalsza rozmowa zostaje przerwana wraz z pojawieniem się Derricka Mantela. Souvenir Collector przygląda się każdemu z osobna, z wyjątkiem Frasera, którego obecność kompletnie ignoruje.

Derrick Mantel: Ahhh… jakie to wszystko jest dla mnie śmieszne. Jesteście niczym małe dzieci, kłócące się o zabawkę, na którą tak naprawdę nie zasługują. *śmiech* Kim wy właściwie jesteście, aby ubiegać się o miejsce w Elimination Chamber Matchu? Musicie zrozumieć jedno. Możecie powalczyć o ostatnie miejsce, ale nie zmieni absolutnie niczego. *poważnieje* Gdy znajdziecie się w klatce, będę czekać. *spogląda na nich* Nieważne, który z was stanie na mojej drodze. Wielu przed wami próbowało mi udowodnić, że nie jestem gotowy na prawdziwe wyzwania. Każdy z nich liczył na oszukanie przeznaczenia. Kończyło się to dla nich bolesną weryfikacją, której nie byli w stanie zaakceptować. Którykolwiek z was stanie na mojej drodze, stanie się kolejną pamiątką. Taki sam los czeka resztę towarzystwa, z którym przyjdzie mi się spotkać na Danse Macabre. Gablota czeka na kolejne pamiątki i każdy z was ma coś, co do niej wręcz idealnie pasuje. Tymczasem… przekrzykujcie się dalej niczym małe dzieci i żyjcie w przekonaniu, że cały świat staje przed wami otworem. Ja natomiast zrobię swoje i uciszę wszystkich jako zdobywca Golden Laurel. To wszystko jest dla was nieuniknione.

Po tych słowach Mantel zaczyna się śmiać pod nosem i odchodzi, pozostawiając resztę bez możliwości odpowiedzi...

Singles Match for a spot in a Golden Laurel Match
Enzo Sacrale vs Derek Halloway

Końcówka pojedynku. Derek Halloway podnosi się przy linach, ale Enzo Sacrale natychmiast rusza w jego stronę i częstuje go mocnym Forearm Smashem. Drugi! The Truth Seeker odpowiada własnym uderzeniem, jednak Messina błyskawicznie dokłada Back Elbow i posyła rywala w narożnik. Corner Back Elbow! Jeszcze jeden! Enzo odsuwa się na kilka kroków, bierze rozpęd i trafia Running Corner Elbow! Halloway wychodzi chwiejnym krokiem z narożnika, a Sacrale przechwytuje go i wykonuje Michinoku Driver! Enzo sam przez moment zostaje na kolanie, łapiąc oddech po ciężkiej akcji, po czym kładzie się na rywalu. 1... 2... nie! Derek podnosi bark. Capo bierze głęboki oddech, wstaje i podciąga przeciwnika do góry. Próba Via Crucis! Enzo zaczyna wynosić Hallowaya, ale Derek zaczyna szarpać się jeszcze zanim Sacrale ustabilizuje go w pozycji Crucifixu. Kilka uderzeń w bok głowy pozwala mu zsunąć się z barków przeciwnika. Halloway ląduje na nogach i natychmiast obejmuje Enzo w pasie. BELLY-TO-BELLY OVERHEAD SUPLEX! Messina przelatuje przez ring! Derek również potrzebuje chwili, żeby dojść do siebie. Podnosi się przy pomocy lin, czeka aż Sacrale wróci do stójki i przechwytuje go. STO! The Awakened przez sekundę pozostaje na kolanie, łapie oddech, po czym podnosi się i wykonuje Leg Drop. Przypięcie! 1... 2... NIE! Enzo odkopuje! Halloway próbuje podnieść przeciwnika, lecz Sacrale trafia Elbow Smashem. Kolejny łokieć! Derek przechwytuje nadgarstek Enzo, przyciąga go do siebie i próbuje Short-Arm Clothesline'u, ale Messina schyla się pod ramieniem! Sacrale obchodzi przeciwnika od boku, przejmuje jego tułów i z ogromnym wysiłkiem zaczyna wynosić 130-kilogramowego Hallowaya na barki. Stabilizuje pozycję... BLACKBIRD FALLS! Burning Hammer wbija Dereka w matę! Enzo również pada obok rywala i przez kilka sekund obaj leżą nieruchomo. W końcu Sacrale przewraca się na bok, doczołguje do Hallowaya i przykrywa go. 1... 2... 3?! NIE! Derek podrywa bark dosłownie w ostatniej chwili! Enzo siada na macie i przez kilka sekund ciężko oddycha, patrząc niedowierzająco na sędziego. Dopiero po chwili na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Sacrale wstaje, cofa się w stronę narożnika i czeka. Wygląda na to, że Sin of Messina już wita się z gąską. Halloway powoli podnosi się z maty, kompletnie zamroczony. Enzo rusza! Krótki rozpęd, obrót... LUPARA! NIE! Derek odchyla się w ostatniej chwili i łokieć przecina powietrze tuż przed jego twarzą! Impet obraca Sacrale, a gdy ten odwraca się ponownie w stronę przeciwnika... THIRD EYE! Spinning Backfist trafia idealnie w szczękę! Messina pada jak ścięty! Halloway również przez moment stoi chwiejnie, ale zbiera resztki sił, rzuca się na rywala i dociska jego barki do maty. 1... 2... 3! Koniec! Derek Halloway wygrywa i melduje się w Elimination Chamber Matchu na Danse Macabre!

Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie możemy dostrzec Maxwella Ransoma. Ex-Wilgotniak wygląda na obolałego i wyraźnie rozczarowanego dzisiejszym pojedynkiem i w tym właśnie stanie przemierza arenę. Po chwili w obiektywie pojawia nam się… Paddy Jackson! Reporter podbiega do zawodnika i z prędkością Dolnicka zmierzającego do bufetu zadaje pierwsze pytanie.

Paddy Jackson: Maxwell, przegrałeś dzisiaj z Derrickiem, jednak nie było to czyste zwycięstwo. Co masz do powiedzenia po tym pojedynku?

Maxwell Ransom: Paddy, przepraszam, nie mam ochoty na rozmow…

W tym momencie Ransom dostrzega w oddali zmierzającego przez zaplecze Axela Blaze’a. Mr Forever ewidentnie udaje się na swoją walkę, jednak Maxwell nie przejmuje się tym i szybkim krokiem podchodzi do byłego mistrza świata. Kilka kroków za nim idzie Paddy, który staje kawałek dalej.

Maxwell Ransom: Jak Ci się to udało? *Axel odwraca się, ale zanim może cokolwiek powiedzieć przejęty Ransom kontynuuje* Jak to zrobiłeś? Próbowano Cię zniszczyć, upokorzyć, oskarżano Cię o najgorsze rzeczy… *kręci głową, Blaze próbuje dojść do głosu* Zostałeś osaczony, prześladowany… A Ty idziesz. Po prostu idziesz. *spuszcza głowę* Idziesz dalej, przed siebie, jakby nigdy nic się nie stało. Idziesz skoncentrowany, opanowany. Idziesz… w spokoju ducha. *patrzy na Axela wzrokiem pełnym nadziei* Jak… Jak to możliwe?

Axel Blaze: *przygląda się uważnie Ransomowi* O cholercia, stary, wyglądasz jakby ser spadł Ci z krakersa. Zdradzę Ci sekret - *ściszonym głosem* jak jesteś dorosły, to możesz nałożyć ser na tego samego krakersa jeszcze raz, nikt tego nie sprawdza. *normalnym głosem* Są rzeczy, na które mamy wpływ. Wtedy musisz złapać byka za rogi i pokazać mu, kto tutaj rządzi. Dać z siebie absolutnie wszystko, a czasami nawet więcej, aby osiągnąć swój cel. Ale musisz ten cel znać, wiedzieć czego tak naprawdę chcesz. Bo kiedy wiesz czego chcesz to wiesz co musisz zrobić, po tym jak wstaniesz z łóżka, aby to osiągnąć. Ale są też rzeczy, na które wpływu nie mamy. I na takie rzeczy nie powinno być miejsca tutaj *Blaze wskazuje palcem na głowę* Jeśli coś jest niemożliwe, nie da się tego zrobi, albo po prostu nie mamy na to wpływu to nie ma sensu tego rozkminiać. Trzeba o tym zapomnieć i idziemy dalej. Gdybym się przejmował, że taki łobuz jak Lopez mi się psoci, albo że przez błąd sędziego straciłem pas to bym zwariował. Dlatego uszy do góry, stary, nikt nie będzie Cię winić za rzeczy, na które nie masz wpływu. A swoją postawą pokażesz ile jesteś tak naprawdę warty.

Maxwell Ransom: Właśnie... Ile jestem warty? Czy nie miałem dzisiaj wpływu? Czy dałem z siebie wszystko? Mam jeszcze tyle pytań, a w głowie tylko mętlik i brak jakichkolwiek odpowiedzi... *zerka na Blaze'a* Zazdroszczę Ci, Axel. Stary, ogromnie. Potrafisz przetwarzać wewnątrz umysłu TAKIE rzeczy, a ja? Nie umiem nawet dobrze zebrać myśli... *zwiesza głowę* A co dopiero sobie z czymkolwiek poradzić... *podchodzi bliżej* Czy ja zwariowałem? Czy da się w moich oczach zobaczyć coś więcej niż obłęd, szaleństwo, beznadzieję? Nie... Nie odpowiadaj proszę. Wiem, że od Ciebie usłyszę prawdę, a na ten moment... *głębszy oddech* Straszliwie się jej boję. Bezpieczniej będzie, jeśli zakrzywię swoją rzeczywistość.

Ransom kręci głową i w pośpiechu odchodzi zostawiając skonsternowanego Axela bez możliwości odpowiedzi. Blaze spogląda jeszcze na znikającego za ścianą Maxwella, po czym sam rusza w stronę wyjścia na arenę. Obraz z kamery gaśnie...

REKLAMA

Kamera przenosi nas do gabinetu, w którym panuje absolutna cisza. Ciężkie, drewniane wnętrze zdaje się niemal pochłaniać każdy dźwięk. Tony stoi przy biurku z dłońmi splecionymi za plecami, nieruchomy i opanowany, lecz jego chłodne spojrzenie zdradza głębokie rozczarowanie. Naprzeciwko niego Enzo stoi ze spuszczoną głową, nie ośmielając się podnieść wzroku. Vincenzo pozostaje nieco z boku, milczący, obserwujący sytuację z kamiennym wyrazem twarzy. Nikt nie mówi ani słowa,  a właśnie ta cisza sprawia, że atmosfera staje się niemal nie do zniesienia.

Tony Leone: Enzo, powiem to bez ogródek - zawiodłeś mnie. Powierzyłem Ci zadanie, które należało wykonać bez względu na wszystko, a Ty wróciłeś z pustymi rękami. W Rodzinie taki rezultat jest czymś, czego nie zwykłem tolerować.  Nie interesują mnie wymówki, ani okoliczności. Interesuje mnie rezultat, a tego dzisiaj zabrakło. *długa, bardzo przeciągnięta pauza* Mam nadzieję , że rozumiesz, jak wiele znaczy moje milczenie w zaistniałej sytuacji. Nie zmuszaj mnie, Enzo, abym następnym razem musiał podnosić głos.

Enzo Sacrale: *podnosi głowę, ściszony głos* Wiesz doskonale, że zawsze przychodzi moment na pierwsze rozczarowanie. Boli jednak to, iż jestem tym premierowym... Nie będę kłamał, że tak nie jest. Zostałem wystawiony na próbę… *zerka w górę* Mimo to nie zwątpię w plan, nie zwątpię w rodzinę i przede wszystkim… Nie zwątpię w siebie. *wyprostowuje się* Chcę, żebyś był tego pewny. *patrzy w oczy Leone* Jestem z Tobą.

Tony Leone: Módl się, żeby plan na tym nie ucierpiał. *Długie spojrzenie na Enzo w milczeniu, następnie przeniesienie wzroku na Vincenzo* Teraz waga Twojego zadania jest nieporównywalnie większa. Do tej pory myślałem, że nie muszę tego podkreślać... OCZEKUJĘ, że pokonasz pisarzynę. Bez względu na wszystko.

Vizzini powoli wyłania się z półcienia i podchodzi do Tony'ego stając tak, że wąska stróżka światła pada wyłącznie na jego oczy. Spogląda na Dona beznamiętnym spojrzeniem.

Vincenzo Vizzini: Nie zamierzam zawieść, Tony. Utrzymam status quo i przywrócę równowagę na Elysium. *strzela słyszalnie karkiem* Mimo wszystko *spogląda na Enzo* bądź w pogotowiu. Nasi rywale są nieprzewidywalni. Nigdy nie wiadomo, co jeszcze gotowi są zrobić w imię... *prycha* honoru.

Singles Match
Zack Sabre Jr. vs Axel Blaze

Od pierwszych sekund po przerwie reklamowej widać, że High Life Warrior nie zamierza pozwolić Zackowi narzucić swoich warunków. Submission Master rusza do przodu, schodzi nisko i przechwytuje nogę rywala, przechodząc do Spinning Toe Hold. Mr. Forever szybko jednak odpycha przeciwnika i podnosi się z maty. ZSJ rusza ponownie, lecz Real Rock 'n' Roller trafia go potężnym European Uppercutem! The Technical Wizard cofa się pod liny, a Blaze natychmiast rusza za nim. Corner Clothesline! Anglik osuwa się w narożniku, a były mistrz LPW nie daje mu chwili wytchnienia. Chwyta go i wykonuje Snake Eyes, po czym dokłada Big Boot! Próba przypięcia, 1.......2... Submission Master bez większych problemów odkopuje. Zack szybko odsuwa się w kierunku lin i próbuje złapać oddech, ale Axel nie zamierza pozwolić mu na odpoczynek. Rusza w jego stronę, lecz Your favourite wrestler's favourite wrestler wykorzystuje jego impet i przechwytuje rękę. Double Underhook Snap Suplex! Anglik natychmiast przechodzi do kontroli kończyny i próbuje zapiąć Jim Breaks Armbar, lecz Blaze jest zbyt blisko lin. High Life Warrior chwyta je i zmusza rywala do przerwania dźwigni. ZSJ nie odpuszcza i przy kolejnej próbie ataku trafia Enzuigiri, po którym dokłada German Suplex! Axel ląduje na macie, ale niemal natychmiast podnosi się na nogi. Technical Wizard próbuje wykorzystać moment i ponownie schodzi do jego nóg, jednak Legend In Making przechwytuje go w locie i wykonuje potężne Belly To Belly Suplex! Publiczność reaguje głośno, a Mr. Forever ponownie przejmuje kontrolę. Podnosi Sabre'a i posyła go w narożnik, gdzie mamy Corner Clothesline, po którym następuje Bicycle Knee Strike! Zack osuwa się na matę, a Axel nie daje mu nawet chwili na dojście do siebie. High Life Warrior podnosi go i dokłada Deadlift Powerbomb, po czym przechodzi do przypięcia. 1… 2… nie! Sabre odrywa bark! Blaze przez moment spogląda na sędziego, ale nie traci czasu na dyskusję. Ponownie chwyta Anglika i próbuje ustawić go pod Reverse Alabama Slam, lecz Zack zdołał się uwolnić i natychmiast przechodzi do Guillotine Choke! Blaze chwieje się przez moment, a The Technical Wizard zaciska dźwignię, próbując sprowadzić większego rywala do parteru. Mr. Forever wykorzystuje jednak swoją przewagę fizyczną, podnosi Anglika i zrzuca go na matę! ZSJ podnosi się chwiejnie, a Axel rusza z Bicycle Knee Strike! The Technical Wizard pada na kolana, a Real Rock 'n' Roller chwyta go i dokłada Fade To Black! ZSJ pada na matę jak zabity, a były mistrz LPW natychmiast przechodzi do przypięcia. 1… 2… 3! Axel Blaze pokonuje Zacka Sabre'a Jr.!

Ben Zamora
Streak: 1/0/0
Last Match: win vs Kenneth Riddle via Pinfall

James Wallace
Streak: 2/0/0
Last Match: win vs Dale Rucker via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/0
Last Match: win vs Yoshi Tatsu & Elias Shadow via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/10
Last Match: lost vs The Outfit via Pinfall
Odpowiedz
Cytuj
04.10.2026, 22:56
#2
Na arenie jest kompletnie ciemno, światło przebija się wyłącznie ze smartfonów, trzymanych przez kibiców. Nagle jednak słyszymy TEN utwór i na rampie pojawia się James River Waters. Ma na sobie czarne jeansowe spodnie, czarny pasek z klamrą, którą przyozdabia metalowa...ćma? Całość dopełnia czarny T-Shirt z napisem "ALRIGHT, ALRIGHT, ALRIGHT". Po chwili widzimy, że Waters jest już w ringu, gdzie teraz możemy dostrzec krzesło, dość duże prostokątne biurko i ogromny telewizor, przy którym.

James River Waters: *rozgląda się po publiczności, widać, że ciężko mu zacząć* Moi...d...Słuchajcie. *na arenie panuje kompletna cisza* Przyszedłem tu dzisiaj, by opowiedzieć wam historię. By opowiedzieć wam historię człowieka, który jest w drodze, który jest w budowie, który się zrasta i który jest obdzierany z kolejnych warstw. To będzie dość długa podróż, więc mam nadzieje, że nie będę przynudzał. *uśmiecha się lekko* Tym bardziej, że będę mówił o osobie, o której najczęściej mówiłem, o osobie, którą wydawałoby się - znacie. Którą wydawałoby się zna Jose Lopez, Nick Aldis, czy Dr. Kline...*lekko spuszcza głowę*. Będę mówił o SOBIE. Na ostatnim Elysium widzieliście coś, co przez lata starałem się ukrywać, coś co było powodem mojego wstydu, co było powodem moich słabości i moich uzależnień. Widzicie...*słowa utknęły mu w gardle, nerwowo przełyka ślinę* porzucone dziecko...nigdy moim zdaniem nie zapomni tego, że jest "inne". Nigdy nie zapomni tego, że był czas, że ktoś uznał, że jest nie warte jego miłości. To co widzieliście, to były jedne z najczarniejszych chwil w moim życiu. Nie byłem wtedy ani złym człowiekiem, ani narkomanem, ani "Madmanem". Byłem zwykłym dzieciakiem, jak wiele z was tutaj. *rozgląda się po publiczności i lekko uśmiecha się do dzieci, które zauważa* Wyszedłem tutaj do was, bo Dr. Kline sprowokował mnie do refleksji. Kiedyś to był powód do wstydu i czułem się okryty hańba. Teraz? Teraz wiem, że to nie był mój wybór, że to nie była moja zła decyzja. To nie była słabość. Wręcz przeciwnie - potrafiłem w tej, jak i wielu innych podobnych sytuacjach zrobić coś, co zrobię i dziś. *podnosi dumnie głowę* Wstać. Wstałem wtedy i podniosłem się. Wstanę i teraz. *patrzy się w kierunku wejścia dla zawodników*. Jose Lopez zniszczył moją spuściznę, zniszczył coś, co zacząłem parę lat temu i do ostatniego Elysium kontynuowałem - BYŁEM NIEPOKONANY. Dr Victor Kline przechytrzył mnie. Dałem się nabrać, dałem się wplątać w jego gierki. W jego świat. W jego pojmowanie rzeczywistości. W tym właśnie świecie, Kline wyobraził sobie, że nie radzę sobie z moją przeszłością. Wyobraził sobie, że...jestem słaby, podatny na zranienie.

James River Waters włącza telewizor i wyświetla na nim swoje zdjęcia z młodości, widzimy go w sierocińcu, jak płacze, na ulicy jak prosi o pieniądze, w parku jak szarpie się z jakimś człowiekiem.

James River Waters: Byłem słaby, byłem uzależniony. *bierze głęboki oddech* Byłem złym człowiekiem, bo tak to trzeba nazwać. Czy to wszystko zmieniło się niczym za pomocą czarodziejskiej różdżki? Nie. Daleko mi do Harrego Pottera, ale uwierzcie mi Lordem Voldemortem również nigdy nie chciałem zostać, chociaż nasze początki mogły wydawać się podobne. *puszcza oczko do kamery* To, że z beczącego dzieciaka, a potem ćpuna stałem się tym, kim jestem teraz...zawdzięczam ludziom. Widzicie, na każdym etapie życia, nawet tym najbardziej gównianym, zawsze miałem przy sobie kogoś, kto wyciągnął do mnie rękę. Zawsze miałem kogoś, kto powiedział "Ej, wstawaj!". Może nie zasługiwałem nawet na tych ludzi, ale wiecie co? Dziś jestem wdzięczny. Jestem cholernie wdzięczny za to, że kiedy ja nie widziałem drogi wyjścia, pojawiał się ktoś, kto potrafił mi wytłumaczyć, że warto jeszcze raz zawalczyć...o siebie. Kiedy miałem 19 lat siedziałem na słynnym moście Golden Gate i zastanawiałem się "po co w ogóle ktoś taki jest na świecie, po co w ogóle ktoś dał mi życie?" Byłem wtedy zdecydowany. Wystarczyło skoczyć. Wystarczyło zrobić jeden ruch i nigdy byśmy się nie poznali. *kamera pokazuje ludzi na trybunach, którzy są zszokowani* Jednak i wtedy pojawił się ktoś, kto wyciągnął do mnie rękę. Zanim do tego doszło, myślałem nawet, że tego kogoś już nie ma. Myślałem, że zabiłem tego dzieciaka. *poruszenie na trybunach* On jednak zawsze był ze mną. Zawsze był...MNĄ.

Na telewizorze wyświetla się zdjęcie dziecka, wygląda na to, że jest to mały James River Waters, na oko ma około 4-5 lat. Na fotografii bawi się z innymi dzieciakami i wygląda na bardzo szczęśliwego.

James River Waters: RIVER. Tak mnie nazywali moi koledzy. Ci, którzy nie zwracali uwagi na to, czy sikam ze strachu, czy mam koszmary, czy lunatykuje. Byli w moim życiu ludzie, dla których byłem wyłącznie kimś, kogo polubili. Kimś, kim...powinienem zostać ponownie. Widzimy, że Waters przekręca szyję, słychać nawet jakby kości strzelały. Po chwili jego spojrzenie z mrocznego, pełnego nostalgii przeobraża się w znacznie bardziej pogodne, a na twarzy pojawia się lekki uśmiech. River. Chcę byście od dziś znali mnie, jako "Rivera", bo nim właśnie byłem zanim zacząłem budować postać, która przeszła do legendy, ale która również nigdy nie była prawdziwa. *wędruje po ringu* Nie wiem, czy Legion Pro Wrestling będzie federacją, która wytrzyma 10 lat, czy 10 miesięcy. Wiem jednak, że ja nie chcę żyć ani dnia dłużej w iluzji. Chcę by Kline, chcę by Crowe...CHCE BY WSZYSCY wiedzieli, że mogą mnie obdzierać ze skóry, że mogą mi pluć w twarz, że mogą się śmiać, że mogą...MNIE NISZCZYĆ. Chcę byście wiedzieli, że wielu robiło to przed wami, a ja nadal tu stoję, silniejszy niż kiedykolwiek. Stoję i rodzę się na nowo, składając swoją dusze i ciało z wielu fragmentów, które dotychczas były w rozsypce...

Waters ma zamiar kontynuować, ale wtedy z głośników rozlega się dźwięk starej taśmy.

Nagranie: Regresja zakończona.

River natychmiast spogląda w stronę wejścia. Na rampie pojawia się Dr Victor Kline, a kilka kroków za nim stoi Silas Crowe. Doktor ma w jednej dłoni mikrofon, w drugiej swój dyktafon. Obaj spokojnie ruszają w stronę ringu. Kline przechodzi między linami jako pierwszy. The Uncured podąża za nim i zatrzymuje się kilka kroków dalej. River nie spuszcza wzroku z Crowe’a, ale to doktor jako pierwszy przerywa ciszę.

Dr Victor Kline: River. <Kline wypowiada nowe imię powoli, niemal z satysfakcją.> Właśnie dlatego fascynuje mnie ludzki umysł. Wystarczy odpowiedni bodziec. Jedno wspomnienie. Jedno pęknięcie w konstrukcji… a człowiek zaczyna wykonywać pracę za nas. <Doktor zerka na zdjęcia pozostawione w ringu, po czym ponownie patrzy na Rivera.> Jeszcze niedawno stał przede mną James River Waters. Madman. Były mistrz. Legenda, która przez lata budowała samą siebie warstwa po warstwie. Chciałem zobaczyć, co wydarzy się, kiedy naruszymy fundament. <Kline rozkłada lekko ręce.> I spójrz na siebie. <Krótka pauza.> Sam rozebrałeś Madmana. Sam opowiedziałeś tym ludziom o swoich słabościach. Sam wróciłeś do dzieciństwa. Sam odnalazłeś imię, którego nie potrzebowałeś od lat. Ja nie musiałem ci niczego odbierać, River. Wystarczyło pokazać ci drzwi. <Na twarzy doktora pojawia się delikatny uśmiech.> A ty je otworzyłeś.

Waters robi niewielki krok do przodu. Silas natychmiast porusza się w jego stronę, ale Kline unosi dłoń. Subject 00 zatrzymuje się bez słowa.

Dr Victor Kline: Najciekawsze jest jednak to, że jesteś przekonany, iż właśnie odzyskałeś kontrolę. Że podjąłeś decyzję. Że pierwszy raz od dawna stoisz tutaj jako człowiek, którym naprawdę chcesz być.

Kline unosi dyktafon.

Dr Victor Kline: Być może masz rację.

Kliknięcie.

Nagranie: Tożsamość podstawowa potwierdzona.

Krótki trzask taśmy.

Nagranie: Oznaczenie: River.

Doktor opuszcza urządzenie, cały czas obserwując Watersa.

Dr Victor Kline: Ale odpowiedz mi na jedno pytanie. <Kline robi krok bliżej.> Jeżeli naprawdę był to wyłącznie twój wybór… dlaczego dokonałeś go dokładnie wtedy, kiedy chciałem?

Przez moment w ringu panuje cisza. Silas stoi nieruchomo obok doktora, przechylając lekko głowę i obserwując Rivera zza maski.

Dr Victor Kline: Nie pomyl terapii z niewolą, River. Nie chcę decydować, kim masz być. Chcę tylko usuwać kolejne przeszkody i patrzeć, co zostanie.

Kline ponownie naciska przycisk dyktafonu.

Nagranie: Etap pierwszy zakończony.

Doktor uśmiecha się lekko.

Nagranie: Rozpocząć ekspozycję.

Crowe robi jeden powolny krok w stronę Rivera. Tym razem Kline go nie zatrzymuje od razu. Pozwala obu mężczyznom przez kilka sekund patrzeć sobie prosto w oczy, dopiero potem kładzie dłoń na klatce piersiowej swojego podopiecznego.

Dr Victor Kline: Spokojnie, Silas. Jeszcze nie. <The Uncured pozostaje na miejscu. Kline przenosi wzrok z powrotem na Rivera.> Powiedziałeś, że możesz zostać zniszczony i zawsze wstaniesz. Doskonale. W takim razie teraz dowiemy się, czy River jest człowiekiem, który naprawdę potrafi wstać… czy tylko kolejną warstwą, którą stworzyłeś, kiedy Madman przestał wystarczać……

River: Nie pomyl terapii z niewolą. *patrzy się na Kline'a, po czym nagle odwraca wzrok do Silasa* Mam wrażenie, że twój lekarz się przejęzyczył, bo z nas trzech tutaj, tylko jedna osoba znajduje się aktualnie w niewoli. *uśmiecha się lekko, po czym znowu zwraca się do doktora*. Widzisz, ty mówiłeś o tym, że fascynuje Cię ludzki umysł. Mnie również, uwierz mi. Jesteś przekonany, że wszystkie te decyzje to wyłącznie twoja zasługa. Jesteś pewien, że to dzięki temu filmikowi, że to dzięki temu, że przegrałem. Czujesz, że mnie masz. Myślisz, że wygrywasz. *chwyta za pilota do TV* Cóż mi pozostaje? *bierze głęboki oddech i chwilę się zastanawia* Myślę, że najlepiej będzie, jeśli zostawię Cię w tym błogim przeświadczeniu.

River wychodzi z ringu, ale po drodze klika jeszcze coś na pilocie i widzimy, że na ogromnym telewizorze wyświetla się to video: Dziecko biegnie przez las, każdy jego oddech wydaje się coraz cięższy. Nagle ścieżka zaczyna jakby się kurczyć, a chłopiec zdaje tracić siły. Podbiega jeszcze trochę i udaje mu się...wybiega na polanę. Na niej zaś widzimy ruiny, to chyba jakaś duża opuszczona farma, czy zakład chemiczny, bo wokół możemy dostrzec duże, niebieskie beczki. W powietrzu aż roi się od owadów, więc z pewnością nie jest to czysty teren. Dzieciak nie jest pewien, co powinien zrobić, ale wie jedno - nie może wrócić do lasu. Dlatego też podchodzi bliżej i kieruje się w centralny punkt horyzontu - duże, zniszczone drzwi. W końcu podchodzi do nich i nachyla się nad czymś, co zdaje się klęczeć u progu tych drzwi. To chyba człowiek, choć ma na głowie poroże. Dzieciak dotyka go i...w tym momencie słychać okropny krzyk. Ludzie obecni na arenie również krzyczą, część z nich odwraca wzrok. Widzimy bowiem, że osoba ta jest martwa i została paskudnie okaleczona. W tym momencie dzieciak budzi się ze snu. Widzimy, że jest to młody River, wygląda na jakieś 12 lat. (czyli więcej niż na video od Kline'a) Nie jest już jednak tak przestraszony, jak wtedy. Po chwili bez wahania zasypia dalej.

River: *na rampie, spoglądając na Kline'a i Crowe'a* Każdy z nas w sobie to nosi. Niektórzy nauczyli się z tym żyć, ale nawet ktoś taki, jak ty, Victorze. Ty też nosisz w sobie ten sen, na końcu którego jest...POTWÓR.

*REKLAMA*

Singles Match for a spot in a Golden Laurel Match
Vincenzo Vizzini vs Edgar Dickinson

Wracamy do ringu po przerwie, gdzie widzimy jak Włoch znęca się nad pisarzem siedzącym w narożniku. Na jego twarz spada cała seria Face Stompów, wykonywana bez żadnego zawahania aż do momentu w którym sędzia przerywa mu doliczeniem do 4. Vincenzo jednak mało sobie z tego robi, momentalnie podnosi rywala i wykonuje Suplex Throw na liny! Edgar nadziewa się na nie brzuchem i zawisa na nich. Il Ombre przekłada jego nogi pod trzecią i sadza go na linach, samemu szybko biorąc rozbieg - Sliding German Suplex! W momencie w którym wyślizguje się pod dolną liną z ringu, sprowadza jednocześnie Artystę na deski! Bierze głęboki oddech i wślizguje się z powrotem do ringu, momentalnie pinując. 1...2... Kick Out! Niezrażony tym w żaden sposób Vizzini ponownie podnosi oponenta i wykonuje Front Suplex do którego momentalnie dokłada Knee Strike prosto w szczękę klękającego Dickinsona! Kolejna próba pinu! 1...2... Kick Out! La Macchina kręci lekko głową i ponownie wstaje, odsuwając się do narożnika... Front Dropkick! A jednak nie! Lyrical Assasin w ostatniej chwili unika szarżującego Włocha i ten robi pusty przelot! Irlandczyk nie jest w stanie sam zaatakować, odsuwa się tylko do narożnika... Gdzie po chwili po raz kolejny unika biegnącego na niego Il Freddo! I po chwili sam wyprowadza Dropkick, posyłający Vincenzo na liny! Po odbiciu się od nich zamroczony zawodnik trafia wprost na Spinning Heel Kick! Podnosi się po nim na kolana i od razu zostaje złapany pod DDT... Udane! Edgar pinuje! 1...2... Kick Out! Pisarz dostał ewidentnie drugie życie w tej walce, teraz wchodzi na trzecią linę... I nagle na apronie znikąd pojawia się Enzo Sacrale, wykrzykujący coś do Wisdom Keepera! To odwraca uwagę również arbitra, który podchodzi do nieproszonego gościa... Co oczywiście wykorzystuje Vizzini, rzucający się na liny, sprawiając tym zachwianie i upadek Dickinsona! Nagle jednak ktoś ściąga Enzo z apronu... To Derek Halloway, który wrzuca go momentalnie w barierki! Vincenzo jednak nie zamierza się rozpraszać, sam wskakuje na trzecią linę... Divine Departure! To musi być koniec! Mamy pin! 1...2...3...! Trzecie klepnięcie jednak nigdy nie następuje... Za sprawą kogoś kto wyciąga sędziego za nogę z ringu... To Mike Brutal! Arbiter wstaje i chwilę kłóci się z Extremaniakiem, Włoch również wychyla się między linami... Nagle, ostatkiem sił Edgar wsuwa rękę między jego nogi i wykonuje Roll up! Sędzia momentalnie wsuwa się do ringu i odlicza! 1...2...3...! To koniec walki! Edgar Dickinson zajmuje jedno z miejsc w Elimination Chamber Matchu o walizkę!

Pisarz ledwo wytacza się z ringu, Derek pomaga mu wstać i obaj odsuwają się na rampę. Brutala za to już nigdzie nie ma, zniknął gdzieś pomiędzy całą masą fanów zgromadzonych na arenie! Niecodzienny widok - The Outfit pokonane i przechytrzone! Na stage'u pojawia się natomiast Tony Leone, po prostu bez słowa wpatrując się w dwóch zawodników z którymi zmierzy się w walce o walizkę. Tym widokiem...

Kończy się Elysium #6!

Ben Zamora
Streak: 1/0/0
Last Match: win vs Kenneth Riddle via Pinfall

James Wallace
Streak: 2/0/0
Last Match: win vs Dale Rucker via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/0
Last Match: win vs Yoshi Tatsu & Elias Shadow via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/10
Last Match: lost vs The Outfit via Pinfall
Odpowiedz
Cytuj
Jakub
Moderatorzy
04.10.2026, 22:56 #2
Na arenie jest kompletnie ciemno, światło przebija się wyłącznie ze smartfonów, trzymanych przez kibiców. Nagle jednak słyszymy TEN utwór i na rampie pojawia się James River Waters. Ma na sobie czarne jeansowe spodnie, czarny pasek z klamrą, którą przyozdabia metalowa...ćma? Całość dopełnia czarny T-Shirt z napisem "ALRIGHT, ALRIGHT, ALRIGHT". Po chwili widzimy, że Waters jest już w ringu, gdzie teraz możemy dostrzec krzesło, dość duże prostokątne biurko i ogromny telewizor, przy którym.

James River Waters: *rozgląda się po publiczności, widać, że ciężko mu zacząć* Moi...d...Słuchajcie. *na arenie panuje kompletna cisza* Przyszedłem tu dzisiaj, by opowiedzieć wam historię. By opowiedzieć wam historię człowieka, który jest w drodze, który jest w budowie, który się zrasta i który jest obdzierany z kolejnych warstw. To będzie dość długa podróż, więc mam nadzieje, że nie będę przynudzał. *uśmiecha się lekko* Tym bardziej, że będę mówił o osobie, o której najczęściej mówiłem, o osobie, którą wydawałoby się - znacie. Którą wydawałoby się zna Jose Lopez, Nick Aldis, czy Dr. Kline...*lekko spuszcza głowę*. Będę mówił o SOBIE. Na ostatnim Elysium widzieliście coś, co przez lata starałem się ukrywać, coś co było powodem mojego wstydu, co było powodem moich słabości i moich uzależnień. Widzicie...*słowa utknęły mu w gardle, nerwowo przełyka ślinę* porzucone dziecko...nigdy moim zdaniem nie zapomni tego, że jest "inne". Nigdy nie zapomni tego, że był czas, że ktoś uznał, że jest nie warte jego miłości. To co widzieliście, to były jedne z najczarniejszych chwil w moim życiu. Nie byłem wtedy ani złym człowiekiem, ani narkomanem, ani "Madmanem". Byłem zwykłym dzieciakiem, jak wiele z was tutaj. *rozgląda się po publiczności i lekko uśmiecha się do dzieci, które zauważa* Wyszedłem tutaj do was, bo Dr. Kline sprowokował mnie do refleksji. Kiedyś to był powód do wstydu i czułem się okryty hańba. Teraz? Teraz wiem, że to nie był mój wybór, że to nie była moja zła decyzja. To nie była słabość. Wręcz przeciwnie - potrafiłem w tej, jak i wielu innych podobnych sytuacjach zrobić coś, co zrobię i dziś. *podnosi dumnie głowę* Wstać. Wstałem wtedy i podniosłem się. Wstanę i teraz. *patrzy się w kierunku wejścia dla zawodników*. Jose Lopez zniszczył moją spuściznę, zniszczył coś, co zacząłem parę lat temu i do ostatniego Elysium kontynuowałem - BYŁEM NIEPOKONANY. Dr Victor Kline przechytrzył mnie. Dałem się nabrać, dałem się wplątać w jego gierki. W jego świat. W jego pojmowanie rzeczywistości. W tym właśnie świecie, Kline wyobraził sobie, że nie radzę sobie z moją przeszłością. Wyobraził sobie, że...jestem słaby, podatny na zranienie.

James River Waters włącza telewizor i wyświetla na nim swoje zdjęcia z młodości, widzimy go w sierocińcu, jak płacze, na ulicy jak prosi o pieniądze, w parku jak szarpie się z jakimś człowiekiem.

James River Waters: Byłem słaby, byłem uzależniony. *bierze głęboki oddech* Byłem złym człowiekiem, bo tak to trzeba nazwać. Czy to wszystko zmieniło się niczym za pomocą czarodziejskiej różdżki? Nie. Daleko mi do Harrego Pottera, ale uwierzcie mi Lordem Voldemortem również nigdy nie chciałem zostać, chociaż nasze początki mogły wydawać się podobne. *puszcza oczko do kamery* To, że z beczącego dzieciaka, a potem ćpuna stałem się tym, kim jestem teraz...zawdzięczam ludziom. Widzicie, na każdym etapie życia, nawet tym najbardziej gównianym, zawsze miałem przy sobie kogoś, kto wyciągnął do mnie rękę. Zawsze miałem kogoś, kto powiedział "Ej, wstawaj!". Może nie zasługiwałem nawet na tych ludzi, ale wiecie co? Dziś jestem wdzięczny. Jestem cholernie wdzięczny za to, że kiedy ja nie widziałem drogi wyjścia, pojawiał się ktoś, kto potrafił mi wytłumaczyć, że warto jeszcze raz zawalczyć...o siebie. Kiedy miałem 19 lat siedziałem na słynnym moście Golden Gate i zastanawiałem się "po co w ogóle ktoś taki jest na świecie, po co w ogóle ktoś dał mi życie?" Byłem wtedy zdecydowany. Wystarczyło skoczyć. Wystarczyło zrobić jeden ruch i nigdy byśmy się nie poznali. *kamera pokazuje ludzi na trybunach, którzy są zszokowani* Jednak i wtedy pojawił się ktoś, kto wyciągnął do mnie rękę. Zanim do tego doszło, myślałem nawet, że tego kogoś już nie ma. Myślałem, że zabiłem tego dzieciaka. *poruszenie na trybunach* On jednak zawsze był ze mną. Zawsze był...MNĄ.

Na telewizorze wyświetla się zdjęcie dziecka, wygląda na to, że jest to mały James River Waters, na oko ma około 4-5 lat. Na fotografii bawi się z innymi dzieciakami i wygląda na bardzo szczęśliwego.

James River Waters: RIVER. Tak mnie nazywali moi koledzy. Ci, którzy nie zwracali uwagi na to, czy sikam ze strachu, czy mam koszmary, czy lunatykuje. Byli w moim życiu ludzie, dla których byłem wyłącznie kimś, kogo polubili. Kimś, kim...powinienem zostać ponownie. Widzimy, że Waters przekręca szyję, słychać nawet jakby kości strzelały. Po chwili jego spojrzenie z mrocznego, pełnego nostalgii przeobraża się w znacznie bardziej pogodne, a na twarzy pojawia się lekki uśmiech. River. Chcę byście od dziś znali mnie, jako "Rivera", bo nim właśnie byłem zanim zacząłem budować postać, która przeszła do legendy, ale która również nigdy nie była prawdziwa. *wędruje po ringu* Nie wiem, czy Legion Pro Wrestling będzie federacją, która wytrzyma 10 lat, czy 10 miesięcy. Wiem jednak, że ja nie chcę żyć ani dnia dłużej w iluzji. Chcę by Kline, chcę by Crowe...CHCE BY WSZYSCY wiedzieli, że mogą mnie obdzierać ze skóry, że mogą mi pluć w twarz, że mogą się śmiać, że mogą...MNIE NISZCZYĆ. Chcę byście wiedzieli, że wielu robiło to przed wami, a ja nadal tu stoję, silniejszy niż kiedykolwiek. Stoję i rodzę się na nowo, składając swoją dusze i ciało z wielu fragmentów, które dotychczas były w rozsypce...

Waters ma zamiar kontynuować, ale wtedy z głośników rozlega się dźwięk starej taśmy.

Nagranie: Regresja zakończona.

River natychmiast spogląda w stronę wejścia. Na rampie pojawia się Dr Victor Kline, a kilka kroków za nim stoi Silas Crowe. Doktor ma w jednej dłoni mikrofon, w drugiej swój dyktafon. Obaj spokojnie ruszają w stronę ringu. Kline przechodzi między linami jako pierwszy. The Uncured podąża za nim i zatrzymuje się kilka kroków dalej. River nie spuszcza wzroku z Crowe’a, ale to doktor jako pierwszy przerywa ciszę.

Dr Victor Kline: River. <Kline wypowiada nowe imię powoli, niemal z satysfakcją.> Właśnie dlatego fascynuje mnie ludzki umysł. Wystarczy odpowiedni bodziec. Jedno wspomnienie. Jedno pęknięcie w konstrukcji… a człowiek zaczyna wykonywać pracę za nas. <Doktor zerka na zdjęcia pozostawione w ringu, po czym ponownie patrzy na Rivera.> Jeszcze niedawno stał przede mną James River Waters. Madman. Były mistrz. Legenda, która przez lata budowała samą siebie warstwa po warstwie. Chciałem zobaczyć, co wydarzy się, kiedy naruszymy fundament. <Kline rozkłada lekko ręce.> I spójrz na siebie. <Krótka pauza.> Sam rozebrałeś Madmana. Sam opowiedziałeś tym ludziom o swoich słabościach. Sam wróciłeś do dzieciństwa. Sam odnalazłeś imię, którego nie potrzebowałeś od lat. Ja nie musiałem ci niczego odbierać, River. Wystarczyło pokazać ci drzwi. <Na twarzy doktora pojawia się delikatny uśmiech.> A ty je otworzyłeś.

Waters robi niewielki krok do przodu. Silas natychmiast porusza się w jego stronę, ale Kline unosi dłoń. Subject 00 zatrzymuje się bez słowa.

Dr Victor Kline: Najciekawsze jest jednak to, że jesteś przekonany, iż właśnie odzyskałeś kontrolę. Że podjąłeś decyzję. Że pierwszy raz od dawna stoisz tutaj jako człowiek, którym naprawdę chcesz być.

Kline unosi dyktafon.

Dr Victor Kline: Być może masz rację.

Kliknięcie.

Nagranie: Tożsamość podstawowa potwierdzona.

Krótki trzask taśmy.

Nagranie: Oznaczenie: River.

Doktor opuszcza urządzenie, cały czas obserwując Watersa.

Dr Victor Kline: Ale odpowiedz mi na jedno pytanie. <Kline robi krok bliżej.> Jeżeli naprawdę był to wyłącznie twój wybór… dlaczego dokonałeś go dokładnie wtedy, kiedy chciałem?

Przez moment w ringu panuje cisza. Silas stoi nieruchomo obok doktora, przechylając lekko głowę i obserwując Rivera zza maski.

Dr Victor Kline: Nie pomyl terapii z niewolą, River. Nie chcę decydować, kim masz być. Chcę tylko usuwać kolejne przeszkody i patrzeć, co zostanie.

Kline ponownie naciska przycisk dyktafonu.

Nagranie: Etap pierwszy zakończony.

Doktor uśmiecha się lekko.

Nagranie: Rozpocząć ekspozycję.

Crowe robi jeden powolny krok w stronę Rivera. Tym razem Kline go nie zatrzymuje od razu. Pozwala obu mężczyznom przez kilka sekund patrzeć sobie prosto w oczy, dopiero potem kładzie dłoń na klatce piersiowej swojego podopiecznego.

Dr Victor Kline: Spokojnie, Silas. Jeszcze nie. <The Uncured pozostaje na miejscu. Kline przenosi wzrok z powrotem na Rivera.> Powiedziałeś, że możesz zostać zniszczony i zawsze wstaniesz. Doskonale. W takim razie teraz dowiemy się, czy River jest człowiekiem, który naprawdę potrafi wstać… czy tylko kolejną warstwą, którą stworzyłeś, kiedy Madman przestał wystarczać……

River: Nie pomyl terapii z niewolą. *patrzy się na Kline'a, po czym nagle odwraca wzrok do Silasa* Mam wrażenie, że twój lekarz się przejęzyczył, bo z nas trzech tutaj, tylko jedna osoba znajduje się aktualnie w niewoli. *uśmiecha się lekko, po czym znowu zwraca się do doktora*. Widzisz, ty mówiłeś o tym, że fascynuje Cię ludzki umysł. Mnie również, uwierz mi. Jesteś przekonany, że wszystkie te decyzje to wyłącznie twoja zasługa. Jesteś pewien, że to dzięki temu filmikowi, że to dzięki temu, że przegrałem. Czujesz, że mnie masz. Myślisz, że wygrywasz. *chwyta za pilota do TV* Cóż mi pozostaje? *bierze głęboki oddech i chwilę się zastanawia* Myślę, że najlepiej będzie, jeśli zostawię Cię w tym błogim przeświadczeniu.

River wychodzi z ringu, ale po drodze klika jeszcze coś na pilocie i widzimy, że na ogromnym telewizorze wyświetla się to video: Dziecko biegnie przez las, każdy jego oddech wydaje się coraz cięższy. Nagle ścieżka zaczyna jakby się kurczyć, a chłopiec zdaje tracić siły. Podbiega jeszcze trochę i udaje mu się...wybiega na polanę. Na niej zaś widzimy ruiny, to chyba jakaś duża opuszczona farma, czy zakład chemiczny, bo wokół możemy dostrzec duże, niebieskie beczki. W powietrzu aż roi się od owadów, więc z pewnością nie jest to czysty teren. Dzieciak nie jest pewien, co powinien zrobić, ale wie jedno - nie może wrócić do lasu. Dlatego też podchodzi bliżej i kieruje się w centralny punkt horyzontu - duże, zniszczone drzwi. W końcu podchodzi do nich i nachyla się nad czymś, co zdaje się klęczeć u progu tych drzwi. To chyba człowiek, choć ma na głowie poroże. Dzieciak dotyka go i...w tym momencie słychać okropny krzyk. Ludzie obecni na arenie również krzyczą, część z nich odwraca wzrok. Widzimy bowiem, że osoba ta jest martwa i została paskudnie okaleczona. W tym momencie dzieciak budzi się ze snu. Widzimy, że jest to młody River, wygląda na jakieś 12 lat. (czyli więcej niż na video od Kline'a) Nie jest już jednak tak przestraszony, jak wtedy. Po chwili bez wahania zasypia dalej.

River: *na rampie, spoglądając na Kline'a i Crowe'a* Każdy z nas w sobie to nosi. Niektórzy nauczyli się z tym żyć, ale nawet ktoś taki, jak ty, Victorze. Ty też nosisz w sobie ten sen, na końcu którego jest...POTWÓR.

*REKLAMA*

Singles Match for a spot in a Golden Laurel Match
Vincenzo Vizzini vs Edgar Dickinson

Wracamy do ringu po przerwie, gdzie widzimy jak Włoch znęca się nad pisarzem siedzącym w narożniku. Na jego twarz spada cała seria Face Stompów, wykonywana bez żadnego zawahania aż do momentu w którym sędzia przerywa mu doliczeniem do 4. Vincenzo jednak mało sobie z tego robi, momentalnie podnosi rywala i wykonuje Suplex Throw na liny! Edgar nadziewa się na nie brzuchem i zawisa na nich. Il Ombre przekłada jego nogi pod trzecią i sadza go na linach, samemu szybko biorąc rozbieg - Sliding German Suplex! W momencie w którym wyślizguje się pod dolną liną z ringu, sprowadza jednocześnie Artystę na deski! Bierze głęboki oddech i wślizguje się z powrotem do ringu, momentalnie pinując. 1...2... Kick Out! Niezrażony tym w żaden sposób Vizzini ponownie podnosi oponenta i wykonuje Front Suplex do którego momentalnie dokłada Knee Strike prosto w szczękę klękającego Dickinsona! Kolejna próba pinu! 1...2... Kick Out! La Macchina kręci lekko głową i ponownie wstaje, odsuwając się do narożnika... Front Dropkick! A jednak nie! Lyrical Assasin w ostatniej chwili unika szarżującego Włocha i ten robi pusty przelot! Irlandczyk nie jest w stanie sam zaatakować, odsuwa się tylko do narożnika... Gdzie po chwili po raz kolejny unika biegnącego na niego Il Freddo! I po chwili sam wyprowadza Dropkick, posyłający Vincenzo na liny! Po odbiciu się od nich zamroczony zawodnik trafia wprost na Spinning Heel Kick! Podnosi się po nim na kolana i od razu zostaje złapany pod DDT... Udane! Edgar pinuje! 1...2... Kick Out! Pisarz dostał ewidentnie drugie życie w tej walce, teraz wchodzi na trzecią linę... I nagle na apronie znikąd pojawia się Enzo Sacrale, wykrzykujący coś do Wisdom Keepera! To odwraca uwagę również arbitra, który podchodzi do nieproszonego gościa... Co oczywiście wykorzystuje Vizzini, rzucający się na liny, sprawiając tym zachwianie i upadek Dickinsona! Nagle jednak ktoś ściąga Enzo z apronu... To Derek Halloway, który wrzuca go momentalnie w barierki! Vincenzo jednak nie zamierza się rozpraszać, sam wskakuje na trzecią linę... Divine Departure! To musi być koniec! Mamy pin! 1...2...3...! Trzecie klepnięcie jednak nigdy nie następuje... Za sprawą kogoś kto wyciąga sędziego za nogę z ringu... To Mike Brutal! Arbiter wstaje i chwilę kłóci się z Extremaniakiem, Włoch również wychyla się między linami... Nagle, ostatkiem sił Edgar wsuwa rękę między jego nogi i wykonuje Roll up! Sędzia momentalnie wsuwa się do ringu i odlicza! 1...2...3...! To koniec walki! Edgar Dickinson zajmuje jedno z miejsc w Elimination Chamber Matchu o walizkę!

Pisarz ledwo wytacza się z ringu, Derek pomaga mu wstać i obaj odsuwają się na rampę. Brutala za to już nigdzie nie ma, zniknął gdzieś pomiędzy całą masą fanów zgromadzonych na arenie! Niecodzienny widok - The Outfit pokonane i przechytrzone! Na stage'u pojawia się natomiast Tony Leone, po prostu bez słowa wpatrując się w dwóch zawodników z którymi zmierzy się w walce o walizkę. Tym widokiem...

Kończy się Elysium #6!

Ben Zamora
Streak: 1/0/0
Last Match: win vs Kenneth Riddle via Pinfall

James Wallace
Streak: 2/0/0
Last Match: win vs Dale Rucker via Pinfall

Vincenzo Vizzini
Streak: 3/0/0
Last Match: win vs Yoshi Tatsu & Elias Shadow via Pinfall

Elias Shadow
Streak: 2/0/10
Last Match: lost vs The Outfit via Pinfall
Odpowiedz
Cytuj
05.10.2026, 09:32
#3
Coś słabo z tymi naszymi Main Eventerami, jak oni ubierają się cały dokładnie tak samo, jak wcześniej ; ) Ten ich wstęp i kłótnia o piątą klepkę i to z czym kojarzy się biała kredka, no to akurat takie w sam raz jak już do tej szkoły nawiązujemy. Myślę, że w gimnazjum (a co to?) prowadziłem podobne dyskusje xD No Lopez też ładnie to podsumował. Generalnie ta jego wypowiedź bardzo przyjemna, wbił szpileczkę w Jamesa Rivera Watersa, należało mu się. No, a Lopez rzeczywiście od sukcesu do sukcesu. Pokonuje najlepszych, nie przegrywa, ma pas...halo, halo? Gdzie się podziała sprawiedliwość z WCW? xD Potem mamy już konkrety i myślę, że układ walk w tym Three Stages of Hell naprawdę jest spoko. TLC na koniec to zawsze dobry wybór, bo to po prostu idealna walka na kończenie takich zabaw i feudów, a przy okazji fajnie pasuje jako taki stempel. Nie powiem żeby mnie porwał ten wstęp, ale tragedii też nie było, a przy okazji zrobił, co miał do zrobienia, więc myślę, że ok. Ogólnie odczuwam, że Blaze i Lopez są już trochę zmęczeni sobą nawzajem i to widać.

Ten Leone to naprawdę mocno promowany. Pamiętacie, jak pisałem dwa tygodnie temu, że mam swojego ulubieńca i faworyta? To mogę zdradzić, że to jest ten faworyt.

Kurwa, kolejny Eli. Na dodatek z zaburzeniami osobowości. Człowiek-królik, to jest to, czego nam brakowało.

Leone i Paddy. Podoba mi się to co Tony mówił o celebracji, jak podchodzi do swojego mistrzostwa, podoba mi się również jego reakcja na pierdolenie Paddy'ego i ten tekst o wracaniu na tarczy. Ogólnie naprawdę czuć od niego duży spokój i mądrość, co w konfrontacji z Jakcsonem jakoś jeszcze bardziej się uwydatnia. Ta końcówka z Enzo też sprytnie wymyślona, bo z jednej strony dalej pozostawia nam to otwarte drzwi do jakiś rozważań, ale też ich podejście i właśnie ten spokój i pewność siebie Leone pokazuje, że on powinien mieć wszystko pod kontrolą. Tym bardziej, że tak jak mówił Tony - oni na razie cały czas wygrywają, więc generalnie widać, że to działa. Bardzo przyjemny wywiad, dobrze się to czytało i zdecydowanie spełniło to swoją rolę.

Tatsu i Elias. No, tak. Śmiechłem już w momencie jak wyobraziłem sobie tego starego pryka, z wyszczerzonymi zębami i okejką. Elias zapierdalający na kukurynie to idealne połączenie głupoty i młodości. Ten ich pseudo team naprawdę jest dobrym zapychaczem, bo niby człowiek wie czego oczekiwać, a jednak ich głupota zawsze potrafi jakoś zaskoczyć. Powiedzenie z regionu Kanto xDDD No, tak, tak. Dokładnie o to chodziło. Raichu najlepszy pokemon w REDACH.

Brutal. No cóż, czegoś takiego się spodziewałem, że on już nie wytrzyma. No i mamy Brutala w pełnej krasie, ulało mu się masakrycznie. Dobrze, że nikomu nie wjebał po drodze, ale i tak Aldis na pewno się tym zainteresuje. Za to Waters wygląda na dziwnie spokojnego, nawet Lopez go nie sprowokował. Dawniej to już by planował mordy masowe.

The Outfit, poeta i lunatyk. Derek i Edgar mocno gimmickowi w tym segmencie, tzn. oni przeważnie dość wyraźnie zaznaczają swoje gimmicki, ale tutaj było dużo tego w ich słownictwie, ale fajnie było to wplątane w całą tą dyskusję. Myślę, że nawet to nieco ją wzbogaciło. Derek jest super w tym swoim świecie i z tym, że on się nie pierdoli, jakby naprawdę miał w dupie to, czy dostanie jakiś oklep, czy go porwą, czy whatever. On mówi to, co ma na języku i git xD  Tylko czy to gdzieś podąża do przodu? (całościowo) Trochę mam wrażenie, że tutaj dalej jest próba negocjacji, a generalnie po tym wszystkim co się działo, to na logikę, małe są na to szanse. Po prostu w stosunku do ostatniej gali, to te dyskusje wyglądają jednak na zbliżone. Ze strony The Outfit to rozumiem, bo oni są takimi ludźmi, którzy lubią pokazać, że ich rywale pozornie mają opcje. No, a Ci znowu musza się opędzać. Mamy trójkę zupełnie różnych...(wariatów?) i trójkę dobrze zorganizowanych ludzi. Pozostaje nam zastanawiać się, która frakcja pęknie pierwsza. Jakby, no - bądźmy szczerzy. Wszyscy wiemy, że na logikę powinien to być ten pierwszy twór, bo Brutalowi już mocno odpierdala i może zaraz pójść w swoją stronę, ale myślę, że specjalnie właśnie Enzo jest przedstawiany w taki, a nie inny sposób, żeby jednak jakieś ziarno niepewności zasiać. Ten segment jakoś bardziej siadł mi od strony Włochów, może dlatego, że po prostu ich narracja lepiej się sprzedaje w mojej głowie.

O Mantel wygrał z Ransomem, rośnie nam. No, ale Maxwella zawsze szkoda.

Jeśli ten segment z ludźmi, którzy będą się bić w Battle Royal o ostatnie miejsce, miał za zadanie promowanie Rocksa, to nawet ok. Bo zdecydowanie wyszedł tutaj najbardziej sensownie. Sebastien to się już całkowicie zakopuje, no ale nikt nie będzie jakoś bardzo płakał. Myślę, że formuła i tak już się wyczerpała. Chris za bardzo nie wczuł się w klimat tej kłótni, a on też dopiero tworzy swój charakter, więc tutaj wielkich szans zabłysnąć nie miał. Makłowicz to chyba numer 2, jeśli chodzi o jakość i sens wypowiedzi w tym wszystkim, bo średnio jest się co czego przyczepić. Na pewno dobrze by było, żeby oni po PPV poszli w konkretne story, w sensie Ci, z którymi będziemy wiązali jakąś przyszłość, bo tak jak gadaliśmy na discordzie, takie segmenty czasami są fajne, ale na pewno najlepiej się pracuje przy konkretnych rywalizacjach. Mantel tutaj na podsumowaniu też coś zyskuje, bo wychodzi jako ten, który już jest w tym EC, no i patrzy na nich z góry, ostatnio zdecydowanie jest na fali, więc bardzo to tutaj pasuje, jak i do jego postaci. Gablota rzeczywiście ostatnio zaczyna działać bardziej na wyobraźnie, więc to też cieszy. Ogólnie zadanie myślę, że było spełnione, jeśli chodzi o całość.

UUuuuu, Sacrale przegrał. Nieźle.

Biedny Ransom. Widać, że on rzeczywiście ma problemy. Już się wydawało, że idzie w dobrą stronę, ale takich ludzi łatwo jest złamać. Bardzo dobre połączenie tutaj mamy i pokazanie tego, jak różnie ludzie podchodzą do porażek, do trudności w życiu. Blaze to taki chłop, który wie, że musi iść dalej, on nie dzieli każdego włosa na osiem. No, a Maxwell? Kiedyś żył pełnią życia, tylko można by stwierdzić, że nie było ono wypełnione w ten sposób, jakby chciał. Zmiany potrafią być bolesne, ale czasami są konieczne, żeby znaleźć prawdziwego siebie. Śmieszne, że ten segment jest akurat na tej gali, ale bardzo mi się to podoba, bo powiem wam tak - Elysium bawi i uczy. Bardzo dobrze wykorzystany czas antenowy i umiejętne przedstawienie tego, gdzie te obie postaci zmierzają i dlaczego Blaze jest tu, gdzie jest. U Ransoma szczególnie bolesna wydaje się ta końcówka, gdzie on sam przyznaje, że nie jest gotowy na prawdę. To znaczy, że ten proces jeszcze troooochę potrwa.

Tak, taka rozmowa była potrzebna jeszcze przed Main Eventem, więc super, że jest. Leone zareagował tak, jak się tego spodziewałem i myślę, że tak, jak powinien. Bo tutaj widać, że on rzeczywiście jest zawiedziony i widać to również po Sacrale. Pierwsza porażka musiała nadejść, ale czy ona sprawi, że rywale od razu poczują krew? Może trochę poczują, ale pamiętajmy, że oni są rozbici. A The Outft? Paradoksalnie widać już teraz, że może taki zimny prysznic dobrze na nich zadziała. Bardzo sensownie to wszystko jest prowadzone i też fajnie, że przy całej tej dominacji panów w garniturach, nie zakopujemy innych.

Powiem tak. Miałem to w głowie od dłuższego czasu, właściwie jak wracałem na FED'a, to pomyślałem sobie. "No, kurwa - robimy nowe otwarcie". Nie będę też ukrywał, że z tą postacią Watersa mocno się zżyłem, bo jednak my na PCW graliśmy głównie wrestlerami z TV i tak sobie hasałem Chrisem Jericho przez lata. James River Waters to od początku do końca mój twór, więc mam z nim mocną więź. Cieszę się, że Jakub i Panter dali mi tyle swobody we wprowadzeniu, bo teraz wszystko nabiera jeszcze większego sensu. Widzimy, że ta Montana, że to co przeżył w życiu, że to jaką postać WYKREOWAŁ, to wszystko jest spójne i tak naprawdę jest NIM. Często psychologowie mówią o tym powrocie do dzieciństwa i szukaniu tam prawdy o sobie i rzeczywiście to działa, bo umówmy się, że wtedy ta prawda jest najmniej zniekształcona. To tutaj chciałem przedstawić, a myślę, że teraz po tym wejściu, po tej porażce, po zrzuceniu plecaka z napisem "WCW", mam jeszcze więcej możliwości do pracy kreatywnej z RIVEREM, a o to mi chodziło. Tutaj też chcę podziękował Bartłomiejowi, bo uważam, że Crowe i Kline świetnie współpracują z tym, co się dzieje wokół Rivera. Oni mają swoje argumenty, ale to kompletnie nie przeszkadza mi w tym, by mieć swoją narrację. Myślę, że to nawet dobrze działa na cały feud i ogólny klimat rywalizacji. W tym segmencie też spełnili swoje zadanie i na pewno to, co mówił Kline ma sens, przynajmniej patrząc z jego strony, Crowe na razie dalej jest kompletną niewiadomą, bo wydaje się, że doktorek naprawdę go kontroluje. Zobaczymy jak potem Ryse będzie chciał to rozwijać, bo myślę, że tutaj też jest sporo do pokazania. Cieszę się też bardzo, że większość segmentów na tej gali była dość krótka, bo ja tego...nie miałem za bardzo jak skrócić, żeby to miało taki wydźwięk, jaki tu osiągnąłem. A, parę smaczków do złapania jest, kto złapie je wszystkie, temu gratuluję. 

O, Edgar wygrywa. A Brutal w końcu pojawia się w dobrym momencie. Hm...chyba jestem jednak zaskoczony. No, ale patrząc na skład EC, ma to sens. Bardzo czekam, jak to finalnie będzie wyglądało, bo już jest dobrze, a może być jeszcze lepiej. Myślę, że ogólnie udane Elysium, sprawy idą mocno w kierunku PPV, rywalizację się rozwijają, więc naprawdę fajnie.
Odpowiedz
Cytuj
The Game
Valor Champion
05.10.2026, 09:32 #3
Coś słabo z tymi naszymi Main Eventerami, jak oni ubierają się cały dokładnie tak samo, jak wcześniej ; ) Ten ich wstęp i kłótnia o piątą klepkę i to z czym kojarzy się biała kredka, no to akurat takie w sam raz jak już do tej szkoły nawiązujemy. Myślę, że w gimnazjum (a co to?) prowadziłem podobne dyskusje xD No Lopez też ładnie to podsumował. Generalnie ta jego wypowiedź bardzo przyjemna, wbił szpileczkę w Jamesa Rivera Watersa, należało mu się. No, a Lopez rzeczywiście od sukcesu do sukcesu. Pokonuje najlepszych, nie przegrywa, ma pas...halo, halo? Gdzie się podziała sprawiedliwość z WCW? xD Potem mamy już konkrety i myślę, że układ walk w tym Three Stages of Hell naprawdę jest spoko. TLC na koniec to zawsze dobry wybór, bo to po prostu idealna walka na kończenie takich zabaw i feudów, a przy okazji fajnie pasuje jako taki stempel. Nie powiem żeby mnie porwał ten wstęp, ale tragedii też nie było, a przy okazji zrobił, co miał do zrobienia, więc myślę, że ok. Ogólnie odczuwam, że Blaze i Lopez są już trochę zmęczeni sobą nawzajem i to widać.

Ten Leone to naprawdę mocno promowany. Pamiętacie, jak pisałem dwa tygodnie temu, że mam swojego ulubieńca i faworyta? To mogę zdradzić, że to jest ten faworyt.

Kurwa, kolejny Eli. Na dodatek z zaburzeniami osobowości. Człowiek-królik, to jest to, czego nam brakowało.

Leone i Paddy. Podoba mi się to co Tony mówił o celebracji, jak podchodzi do swojego mistrzostwa, podoba mi się również jego reakcja na pierdolenie Paddy'ego i ten tekst o wracaniu na tarczy. Ogólnie naprawdę czuć od niego duży spokój i mądrość, co w konfrontacji z Jakcsonem jakoś jeszcze bardziej się uwydatnia. Ta końcówka z Enzo też sprytnie wymyślona, bo z jednej strony dalej pozostawia nam to otwarte drzwi do jakiś rozważań, ale też ich podejście i właśnie ten spokój i pewność siebie Leone pokazuje, że on powinien mieć wszystko pod kontrolą. Tym bardziej, że tak jak mówił Tony - oni na razie cały czas wygrywają, więc generalnie widać, że to działa. Bardzo przyjemny wywiad, dobrze się to czytało i zdecydowanie spełniło to swoją rolę.

Tatsu i Elias. No, tak. Śmiechłem już w momencie jak wyobraziłem sobie tego starego pryka, z wyszczerzonymi zębami i okejką. Elias zapierdalający na kukurynie to idealne połączenie głupoty i młodości. Ten ich pseudo team naprawdę jest dobrym zapychaczem, bo niby człowiek wie czego oczekiwać, a jednak ich głupota zawsze potrafi jakoś zaskoczyć. Powiedzenie z regionu Kanto xDDD No, tak, tak. Dokładnie o to chodziło. Raichu najlepszy pokemon w REDACH.

Brutal. No cóż, czegoś takiego się spodziewałem, że on już nie wytrzyma. No i mamy Brutala w pełnej krasie, ulało mu się masakrycznie. Dobrze, że nikomu nie wjebał po drodze, ale i tak Aldis na pewno się tym zainteresuje. Za to Waters wygląda na dziwnie spokojnego, nawet Lopez go nie sprowokował. Dawniej to już by planował mordy masowe.

The Outfit, poeta i lunatyk. Derek i Edgar mocno gimmickowi w tym segmencie, tzn. oni przeważnie dość wyraźnie zaznaczają swoje gimmicki, ale tutaj było dużo tego w ich słownictwie, ale fajnie było to wplątane w całą tą dyskusję. Myślę, że nawet to nieco ją wzbogaciło. Derek jest super w tym swoim świecie i z tym, że on się nie pierdoli, jakby naprawdę miał w dupie to, czy dostanie jakiś oklep, czy go porwą, czy whatever. On mówi to, co ma na języku i git xD  Tylko czy to gdzieś podąża do przodu? (całościowo) Trochę mam wrażenie, że tutaj dalej jest próba negocjacji, a generalnie po tym wszystkim co się działo, to na logikę, małe są na to szanse. Po prostu w stosunku do ostatniej gali, to te dyskusje wyglądają jednak na zbliżone. Ze strony The Outfit to rozumiem, bo oni są takimi ludźmi, którzy lubią pokazać, że ich rywale pozornie mają opcje. No, a Ci znowu musza się opędzać. Mamy trójkę zupełnie różnych...(wariatów?) i trójkę dobrze zorganizowanych ludzi. Pozostaje nam zastanawiać się, która frakcja pęknie pierwsza. Jakby, no - bądźmy szczerzy. Wszyscy wiemy, że na logikę powinien to być ten pierwszy twór, bo Brutalowi już mocno odpierdala i może zaraz pójść w swoją stronę, ale myślę, że specjalnie właśnie Enzo jest przedstawiany w taki, a nie inny sposób, żeby jednak jakieś ziarno niepewności zasiać. Ten segment jakoś bardziej siadł mi od strony Włochów, może dlatego, że po prostu ich narracja lepiej się sprzedaje w mojej głowie.

O Mantel wygrał z Ransomem, rośnie nam. No, ale Maxwella zawsze szkoda.

Jeśli ten segment z ludźmi, którzy będą się bić w Battle Royal o ostatnie miejsce, miał za zadanie promowanie Rocksa, to nawet ok. Bo zdecydowanie wyszedł tutaj najbardziej sensownie. Sebastien to się już całkowicie zakopuje, no ale nikt nie będzie jakoś bardzo płakał. Myślę, że formuła i tak już się wyczerpała. Chris za bardzo nie wczuł się w klimat tej kłótni, a on też dopiero tworzy swój charakter, więc tutaj wielkich szans zabłysnąć nie miał. Makłowicz to chyba numer 2, jeśli chodzi o jakość i sens wypowiedzi w tym wszystkim, bo średnio jest się co czego przyczepić. Na pewno dobrze by było, żeby oni po PPV poszli w konkretne story, w sensie Ci, z którymi będziemy wiązali jakąś przyszłość, bo tak jak gadaliśmy na discordzie, takie segmenty czasami są fajne, ale na pewno najlepiej się pracuje przy konkretnych rywalizacjach. Mantel tutaj na podsumowaniu też coś zyskuje, bo wychodzi jako ten, który już jest w tym EC, no i patrzy na nich z góry, ostatnio zdecydowanie jest na fali, więc bardzo to tutaj pasuje, jak i do jego postaci. Gablota rzeczywiście ostatnio zaczyna działać bardziej na wyobraźnie, więc to też cieszy. Ogólnie zadanie myślę, że było spełnione, jeśli chodzi o całość.

UUuuuu, Sacrale przegrał. Nieźle.

Biedny Ransom. Widać, że on rzeczywiście ma problemy. Już się wydawało, że idzie w dobrą stronę, ale takich ludzi łatwo jest złamać. Bardzo dobre połączenie tutaj mamy i pokazanie tego, jak różnie ludzie podchodzą do porażek, do trudności w życiu. Blaze to taki chłop, który wie, że musi iść dalej, on nie dzieli każdego włosa na osiem. No, a Maxwell? Kiedyś żył pełnią życia, tylko można by stwierdzić, że nie było ono wypełnione w ten sposób, jakby chciał. Zmiany potrafią być bolesne, ale czasami są konieczne, żeby znaleźć prawdziwego siebie. Śmieszne, że ten segment jest akurat na tej gali, ale bardzo mi się to podoba, bo powiem wam tak - Elysium bawi i uczy. Bardzo dobrze wykorzystany czas antenowy i umiejętne przedstawienie tego, gdzie te obie postaci zmierzają i dlaczego Blaze jest tu, gdzie jest. U Ransoma szczególnie bolesna wydaje się ta końcówka, gdzie on sam przyznaje, że nie jest gotowy na prawdę. To znaczy, że ten proces jeszcze troooochę potrwa.

Tak, taka rozmowa była potrzebna jeszcze przed Main Eventem, więc super, że jest. Leone zareagował tak, jak się tego spodziewałem i myślę, że tak, jak powinien. Bo tutaj widać, że on rzeczywiście jest zawiedziony i widać to również po Sacrale. Pierwsza porażka musiała nadejść, ale czy ona sprawi, że rywale od razu poczują krew? Może trochę poczują, ale pamiętajmy, że oni są rozbici. A The Outft? Paradoksalnie widać już teraz, że może taki zimny prysznic dobrze na nich zadziała. Bardzo sensownie to wszystko jest prowadzone i też fajnie, że przy całej tej dominacji panów w garniturach, nie zakopujemy innych.

Powiem tak. Miałem to w głowie od dłuższego czasu, właściwie jak wracałem na FED'a, to pomyślałem sobie. "No, kurwa - robimy nowe otwarcie". Nie będę też ukrywał, że z tą postacią Watersa mocno się zżyłem, bo jednak my na PCW graliśmy głównie wrestlerami z TV i tak sobie hasałem Chrisem Jericho przez lata. James River Waters to od początku do końca mój twór, więc mam z nim mocną więź. Cieszę się, że Jakub i Panter dali mi tyle swobody we wprowadzeniu, bo teraz wszystko nabiera jeszcze większego sensu. Widzimy, że ta Montana, że to co przeżył w życiu, że to jaką postać WYKREOWAŁ, to wszystko jest spójne i tak naprawdę jest NIM. Często psychologowie mówią o tym powrocie do dzieciństwa i szukaniu tam prawdy o sobie i rzeczywiście to działa, bo umówmy się, że wtedy ta prawda jest najmniej zniekształcona. To tutaj chciałem przedstawić, a myślę, że teraz po tym wejściu, po tej porażce, po zrzuceniu plecaka z napisem "WCW", mam jeszcze więcej możliwości do pracy kreatywnej z RIVEREM, a o to mi chodziło. Tutaj też chcę podziękował Bartłomiejowi, bo uważam, że Crowe i Kline świetnie współpracują z tym, co się dzieje wokół Rivera. Oni mają swoje argumenty, ale to kompletnie nie przeszkadza mi w tym, by mieć swoją narrację. Myślę, że to nawet dobrze działa na cały feud i ogólny klimat rywalizacji. W tym segmencie też spełnili swoje zadanie i na pewno to, co mówił Kline ma sens, przynajmniej patrząc z jego strony, Crowe na razie dalej jest kompletną niewiadomą, bo wydaje się, że doktorek naprawdę go kontroluje. Zobaczymy jak potem Ryse będzie chciał to rozwijać, bo myślę, że tutaj też jest sporo do pokazania. Cieszę się też bardzo, że większość segmentów na tej gali była dość krótka, bo ja tego...nie miałem za bardzo jak skrócić, żeby to miało taki wydźwięk, jaki tu osiągnąłem. A, parę smaczków do złapania jest, kto złapie je wszystkie, temu gratuluję. 

O, Edgar wygrywa. A Brutal w końcu pojawia się w dobrym momencie. Hm...chyba jestem jednak zaskoczony. No, ale patrząc na skład EC, ma to sens. Bardzo czekam, jak to finalnie będzie wyglądało, bo już jest dobrze, a może być jeszcze lepiej. Myślę, że ogólnie udane Elysium, sprawy idą mocno w kierunku PPV, rywalizację się rozwijają, więc naprawdę fajnie.
Odpowiedz
Cytuj
300
05.10.2026, 11:37
#4
Axel Blaze/Jose Lopez: Fajnie, że galę otwiera od razu dwójka walcząca o główne mistrzostwo, bo od pierwszych minut wiadomo, który program jest tutaj najważniejszy. Do tego nie dostajemy tylko kolejnej wymiany zdań, ale konkretną zapowiedź tego, jak będzie wyglądał Three Stages of Hell. First Blood, Submission i ewentualny TLC dają trzy zupełnie różne płaszczyzny walki i przez to ten pojedynek od razu dostaje konkretny kierunek. Sama wymiana Blaze’a i Lopeza też działa. Jose nadal próbuje wbijać szpilki w psychikę Axela i wraca do tego, jak bardzo miał go wcześniej rozbić, podczas gdy Blaze coraz wyraźniej gra tym, że ten etap ma już za sobą i nie zamierza dać się ponownie wciągnąć w tę samą grę. Dzięki temu ich konflikt nadal ma osobisty charakter, ale jednocześnie nie stoi w miejscu. Aldis wypada tutaj dobrze jako GM. Wchodzi wtedy, kiedy trzeba, porządkuje sytuację i daje obu zawodnikom przestrzeń. Podoba mi się też krótka wzmianka do Blaze’a o tym, że „poszedł po rozum do głowy”, bo Nick nie udaje że nic się nie wydarzyło. Na plus wybór ostatniego gimmick matchu, którym będzie TLC. Aldis spełnił swoją rolę, ale również dołożył cegiełkę.

Tony Leone vs Mike Brutal: Bardzo solidna walka kwalifikacyjna. Brutal wypada tu naprawdę mocno i kilka razy jest o krok od zwycięstwa, szczególnie po Factory Reset, więc porażka absolutnie go nie ,,topi". Tony z kolei pokazuje odporność i doświadczeniem przetrzymuje najgorsze momenty, wykorzystuje drobne błędy Mike’a i finalnie dopina swoje dwoma mocnymi akcjami. Dobre jest też to, że wynik nie wygląda na przypadkowy. Leone wygrywa czysto i dzięki temu jego awans do walki o Golden Laurel ma odpowiednią wagę. Krótko mówiąc: Brutal wygląda mocno mimo porażki, Tony dostaje kolejne ważne zwycięstwo i obaj na tym wychodzą dobrze.

Eli Cottontail: Okej, tutaj już weszliśmy na jakiś zupełnie inny poziom odklejenia xD Cottonwood i Cottonworld sami w sobie byli absurdalni, ale królik z wąsami, marchewką i magicznymi sztuczkami to już naprawdę inna gęstość. Cottontail od pierwszej sekundy jest totalnym absurdem i chyba właśnie dzięki temu to działa. Wyciąganie marchewki zza ucha Cottonworlda i grożenie nią do kamery jest tak głupie, że aż pasuje do tej całej wąsatej rodziny. Jestem tylko ciekaw, kto jest ostatnią postacią stojącą jeszcze w cieniu, bo skoro królik był dopiero trzecim członkiem, to trochę boję się tego, co zostało na koniec xD

Tony Leone/Paddy Jackson: Tony bardzo dobrze wypada jako mistrz, bo nie robi z pasa końca swojej drogi, tylko kolejny etap. To pasuje do Dona, który od początku był budowany jako ktoś patrzący szerzej niż na jedno zwycięstwo czy jedno mistrzostwo. Dodatkowo po pokonaniu Brutala i zdobyciu miejsca w walce o walizkę ma realne podstawy, żeby mówić z taką pewnością siebie. Podoba mi się też jego relacja z Paddym. Leone praktycznie przez cały wywiad zachowuje pełną kontrolę, nawet kiedy poprawia reportera i wbija mu szpilę za „na tarczy”. Jest uprzejmy, spokojny, ale cały czas czuć, że to on ustala ton rozmowy. Najciekawszy jest jednak chyba wątek Enzo. Tony bardzo elegancko unika przyznania, że w grupie może istnieć jakiekolwiek napięcie, ale jego odpowiedź o tym, że ludzie wiedzą, dlaczego to on podejmuje ostateczne decyzje, brzmi już trochę jak delikatne ostrzeżenie. Pojawienie się Sacrale chwilę później tylko to podbija. Niby nic otwartego jeszcze się nie dzieje, ale jako widz od razu zaczynam się zastanawiać, czy w The Outfit faktycznie wszystko jest tak idealne, jak próbuje przedstawić to Tony.

Rocks Xebec vs El Garra de Gato: Kolejny solidny występ Rocksa. Garra dostał kilka momentów dla siebie i nie wyglądał jak kompletny worek treningowy, ale przez większość walki to Xebec kontrolował tempo i narzucał warunki. Podoba mi się też to, że Rocks nie wygrywa po jednej przypadkowej akcji. Najpierw stopniowo rozbija przeciwnika, potem przejmuje końcówkę i domyka wszystko Pandemonium. Dzięki temu dalej buduje się jako konkretny, fizyczny zawodnik, który faktycznie może być zagrożeniem w Battle Royalu.

Yoshi/Elias/Brutal/Waters /Lopez : Początek z Yoshim i Eliasem dalej dobrze działa komediowo, bo ich relacja robi się coraz bardziej absurdalna. Elias ma już serdecznie dość „honoru” Yoshiego po ostatniej porażce, a Tatsu oczywiście kompletnie nie przyjmuje tego do wiadomości i dalej zachowuje się tak, jakby byli najlepszym duetem świata xD Zapowiedź Battle Royalu daje im też naturalny punkt zaczepienia na następną galę (Yoshi to specjalista jest przecież xD), szczególnie że obaj chcą tego samego miejsca. Mike wygląda tutaj jak człowiek, który całkowicie się gotuje i nie bardzo wie, gdzie tę frustrację wyładować. Demolowanie zaplecza może być proste, ale skutecznie pokazuje jego stan po ostatnich wydarzeniach. Fajny jest też moment przy Eliasie, Brutal nawet go nie atakuje, tylko spluwa pod nogi i idzie dalej, jakby dawny rywal był już dla niego kompletnie nieistotny. Końcówka z Watersem i Lopezem jest krótka, ale coś zostawia. Jose ewidentnie chce go sprowokować albo rozliczyć z wcześniejszych wydarzeń, a James po prostu odmawia wejścia w tę rozmowę i odchodzi. To akurat mi się podoba, bo czasami brak odpowiedzi mówi więcej niż kolejny pięciominutowy speech. Segment jest dość poszatkowany, ale każda część spełnia swoje zadanie i popycha inny wątek trochę do przodu.

Alistair Fraser Jr. vs Chris Finnegan: Sama walka całkiem solidna i wyrównana, ale najbardziej interesuje mnie tutaj oczywiście końcówka. Finnegan dostaje ważne zwycięstwo, a Alistair nie wygląda przy tym słabo, bo sytuacja z Margaux realnie wybija go z rytmu. U Roba znowu fajnie działa to zawahanie. Alistair woła o laskę, a McŁowicz ewidentnie nie pali się do pomocy i przeciąga cały moment tak długo, że Chris zdąża zareagować. To kolejny sygnał, że Rob coraz mniej chętnie wykonuje polecenia otoczenia Lorda i ta relacja zaczyna się wyraźnie kruszyć.
Finnegan natomiast dobrze wykorzystuje zamieszanie i zgarnia wygraną bez kombinowania. Krótko, ale fabularnie ta walka daje więcej niż sam wynik.

The Outfit/Halloway/Dickinson: Ciekawy segment, bo bardzo wyraźnie widać, że The Outfit nie zamierza po prostu zamknąć tematu po zdobyciu pasa Eternal. Tony ma mistrzostwo, ale Vincenzo i Enzo dalej chcą wyczyścić sobie teren z ludzi, którzy wcześniej kręcili się wokół tego tytułu. To dobrze podtrzymuje obraz grupy, która nie myśli tylko o jednym zwycięstwie, ale chce faktycznie narzucić swoją kontrolę. Halloway oczywiście robi swoje i od razu przerabia wszystko na kolejną teorię spiskową. Tutaj akurat dobrze kontrastuje to z chłodnym podejściem Vizziniego i Enzo, którzy próbują mówić z pozycji ludzi przekonanych, że cała sytuacja już dawno została przez nich rozstrzygnięta. Najciekawiej wypada chyba Edgar, bo punktuje coś, co może być później istotne,The Outfit w końcu ma coś do stracenia. Wcześniej byli stroną naciskającą, teraz Tony ma pas, więc każdy kolejny konflikt zaczyna realnie zagrażać ich pozycji. Do tego tekst o Richelieu i jego psach celnie uderza w hierarchię grupy i może jeszcze wrócić, szczególnie jeśli wcześniej widzieliśmy już drobne napięcia.

Derrick Mantel vs Maxwell Ransom: Sama walka wyszła solidnie i obaj mieli momenty, w których realnie mogli to zamknąć. Najważniejsza jest jednak końcówka, bo Mantel wygrywa w sposób bardzo pasujący do swojego charakteru, nie tylko oszukuje, ale jeszcze używa przeciwko Maxwellowi jego własnego produktu do włosów. To bardzo fajny detal i dużo lepszy niż zwykłe złapanie się lin przy pinie. Ransom mimo porażki nie wypada słabo, bo długo trzyma się w walce i przegrywa dopiero po kombinowaniu Mantela. Derrick dalej konsekwentnie buduje się jako ktoś, kto nie ma problemu naginać zasad, jeśli prowadzi go to do celu.

Segment grupowy: Fajny segment pod zapowiedź Battle Royalu, bo zamiast zwykłego „wszyscy chcemy wygrać” dostajemy kilka różnych charakterów wrzuconych w jedno miejsce i każdy od razu próbuje zaznaczyć swoją pozycję. Rocks bardzo bezpośrednio wchodzi między nich i od pierwszych zdań pokazuje, że nie ma zamiaru nikogo tutaj szanować. Momentami jedzie już bardzo po bandzie, ale przynajmniej dzięki temu nie ginie w tłumie. Lord i Finnegan dalej dobrze się odbijają od siebie, bo jeden próbuje utrzymać tę swoją arystokratyczną wyższość, a drugi cały czas ją podgryza. U Roba natomiast chciałem już mocniej pokazać narastającą frustrację związaną z tym, że wszyscy próbują ustawiać go w jakiejś podrzędnej roli. Najpierw Lord traktuje go jak własność, teraz Rocks jak podnóżek, więc jego odpowiedź i podkreślenie, że w Battle Royalu każdy będzie sobie równy, dobrze mi tutaj siedzi pod to co chce nim robić. Mantel na końcu wypada chyba najmocniej, bo jako jedyny nie walczy jeszcze o samo miejsce on już czeka na zwycięzcę w Chamberze. Dzięki temu może wejść z pozycji kogoś stojącego szczebel wyżej i bardzo dobrze wykorzystuje swój motyw kolekcjonera. Nie interesuje go, który z nich wygra Battle Royal, bo każdego i tak widzi jako kolejną potencjalną pamiątkę. To fajnie buduje jego pewność siebie przed Danse Macabre. Ogólnie trochę chaosu jest tutaj wręcz wskazane, bo mamy kilka osób walczących o jedną ostatnią szansę. Najważniejsze, że mimo liczby postaci większość z nich zachowuje swoją tożsamość.

Enzo Sacrale vs Derek Halloway: Tutaj akurat walka mojego autorstwa i moim zdaniem wyszła bardzo dobrze. Końcówka miała wyglądać tak jak zostało to opisane, a poza tym było to równe starcie, myślę że kilka osób zaskoczyła wygrana Dereka - no i dobrze Big Grin

Maxwell Ransom/Axel Blaze: To jest dla mnie jeden z ciekawszych segmentów Maxwella, bo zamiast kolejnego zwykłego promo po porażce dostajemy gościa, który autentycznie zaczyna kwestionować samego siebie. Nie chodzi już tylko o to, że przegrał z Mantelem, ale o to, czy faktycznie zrobił wszystko, co mógł, ile jest wart i czy w ogóle jeszcze potrafi ufać własnej ocenie sytuacji. Dzięki temu porażka faktycznie coś z nim robi. Blaze dobrze tu pasuje jako kontrast. Maxwell widzi w nim człowieka, który przeszedł przez sporo syfu, a mimo to potrafi dalej funkcjonować bez rozsypywania się psychicznie. Axel odpowiada po swojemu, z humorem i prostą filozofią skupiania się na rzeczach, na które ma wpływ. To nie brzmi jak wielka terapia, tylko jak rada człowieka, który sam musiał sobie pewne rzeczy poukładać. Najmocniejsza jest chyba końcówka Ransoma. To, że boi się odpowiedzi Axela i woli „zakrzywić swoją rzeczywistość”, pokazuje, że problem siedzi dużo głębiej niż zwykłe rozczarowanie wynikiem walki. Jako widz mam wrażenie, że Maxwell zaczyna wchodzić w naprawdę ważny moment rozwoju swojej nowej kreacji, czekam na więcej.

The Outfit: Ten segment dobrze rozwija to, co wcześniej było tylko lekko sugerowane. Po raz pierwszy ktoś z The Outfit zawodzi i od razu widać, że w tej grupie takie rzeczy nie przechodzą bez echa. Tony zachowuje spokój, ale właśnie przez to wypada groźniej niż gdyby urządził Enzo zwykły opierdol. Cisza, rozczarowanie i tekst o tym, żeby nie zmuszać go następnym razem do podnoszenia głosu bardzo dobrze podkreślają pozycję Dona. Enzo też wypada tutaj ciekawie, bo nie zaczyna się tłumaczyć ani szukać wymówek. Przyjmuje porażkę, ale jednocześnie podkreśla lojalność wobec planu i rodziny. To dobrze współgra z wcześniejszymi drobnymi sugestiami, że jego pewność siebie nie jest aż tak niewzruszona jak u Tony'ego czy Vincenzo. Najbardziej interesujące jest jednak przerzucenie całego ciężaru na Vizziniego. Po porażce Enzo jego walka nagle przestaje być tylko kolejnym pojedynkiem i robi się czymś, co ma utrzymać status The Outfit jako grupy, która kontroluje sytuację. Dzięki temu następne starcie dostaje trochę dodatkowej stawki, a sama hierarchia w grupie robi się jeszcze wyraźniejsza.

Zack Sabre Jr. vs Axel Blaze: Dobra, konkretna walka pod dalsze budowanie Blaze'a przed Danse Macabre. Sabre dostał tutaj swoje momenty i próbował sprowadzić pojedynek na techniczne tory, ale Axel praktycznie cały czas odpowiadał przewagą fizyczną i nie dawał mu długo utrzymywać kontroli. Podoba mi się też, że Blaze nie potrzebował tutaj żadnych kombinacji ani szczęścia. Wytrzymał próby dźwigni, przetrwał trudniejsze momenty i zakończył wszystko czysto Fade To Black. Przed Three Stages of Hell takie zwycięstwo jest mu potrzebne, bo pokazuje, że po utracie pasa nie zjechał z formą i dalej wygląda jak pełnoprawny pretendent do World Championship.

River/Kline/Silas: To chyba jeden z mocniejszych segmentów tego programu do tej pory, bo wreszcie dostajemy wyraźne odbicie piłeczki ze strony Rivera. Jego pierwsza część jest długa, ale tutaj długość ma uzasadnienie, bo on faktycznie rozbiera własną przeszłość i redefiniuje siebie po tym, co Kline zrobił na poprzednim Elysium. Najważniejsze jest to, że nie ucieka od swoich słabości, tylko próbuje je przejąć na własnych zasadach i zbudować z nich nową tożsamość. Zależało mi na tym, żeby doktor nie wyszedł tylko po to, żeby powiedzieć „widzisz, zadziałało”. Chciałem pójść krok dalej i zasugerować, że nawet ta przemiana Rivera może być czymś, co Kline przewidział i sprowokował. Tekst o tym, że Waters sam wykonał całą pracę, a Kline tylko pokazał mu drzwi, dobrze mi tutaj siedzi, bo pasuje do jego sposobu „terapii”  nie chce sterować człowiekiem wprost, tylko naciskać odpowiednie punkty i obserwować rezultat. Dyktafon z „tożsamością podstawową” i pytanie, dlaczego River dokonał zmiany akurat wtedy, kiedy chciał tego Kline, dodatkowo podważają jego poczucie kontroli. Silas znowu pozostaje oszczędny i według mnie dobrze, bo on nie potrzebuje gadać. Wystarczy ten krok do przodu, zatrzymanie przez Kline’a i późniejsze „jeszcze nie”, żeby czuć, że etap psychologiczny powoli będzie przechodził w fizyczny. Bardzo podoba mi się odpowiedź Rivera, bo pierwszy raz naprawdę odwraca argument Kline’a przeciwko niemu. Tekst o niewoli Silasa celuje bezpośrednio w relację doktor–pacjent i może być bardzo ważny dalej. Do tego finał z własnym snem i „potworem” pokazuje, że River nie zamierza już tylko reagować na Kline’a, ale zaczyna próbować wejść również do jego głowy. Całościowo jestem zadowolony z tego, jak wyszedł Kline. Nie odebrał Riverowi jego momentu przemiany, tylko spróbował go natychmiast zakwestionować i przejąć interpretację tego, co się wydarzyło. Dzięki temu ten feud nie wygląda jak jednostronna terapia ofiary przez doktora, tylko coraz bardziej jak psychologiczna wojna dwóch ludzi, którzy próbują udowodnić drugiemu, że to właśnie on rozumie go lepiej. No i tutaj muszę przyznać, że z Kołpakiem się naprawdę dobrze pisze, chociaż czasami ego przeszkadza xD

Vincenzo Vizzini vs Edgar Dickinson: Bardzo fajna końcówka gali, bo sama walka od początku ma sporo intensywności, a potem stopniowo przeradza się w pełny chaos wokół The Outfit. Vizzini długo kontroluje Dickinsona i wygląda mocno, ale im bliżej końca, tym więcej osób zaczyna mieszać się w przebieg walki. Najbardziej podoba mi się to, że tym razem The Outfit zostaje ograne własną bronią. Enzo próbuje pomóc Vincenzo, ale Derek natychmiast reaguje, a później Brutal jeszcze wyciąga sędziego z ringu i daje Edgarowi szansę na szybki Roll-Up. Dzięki temu Dickinson zgarnia miejsce w Chamberze, ale Vizzini nie traci przy tym dużo, bo praktycznie miał już walkę wygraną. Dobry jest też finał z Tonym na stage'u. Nie musi nic mówić, wystarczy że patrzy na ludzi, z którymi za chwilę będzie walczył o walizkę. Po wcześniejszych segmentach z Enzo i presji na Vincenzo ta porażka dodatkowo uderza w obraz The Outfit jako grupy, która kontroluje sytuację.

Podsumowując: Kolejna naprawdę dobra gala i mówię to z bólem serca jako HB Colosseum, ale mamy do czego aspirować z poziomem xD Elysium znowu trzyma bardzo równy poziom, a większość segmentów i walk faktycznie coś wnosiła albo rozwijała konkretne programy. Najbardziej podoba mi się to, że mimo dużej liczby wątków gala nie sprawiała wrażenia przeładowanej. Program Blaze/Lopez dalej dobrze niesie główny tytuł, The Outfit robi się coraz ciekawsze, Golden Laurel nabiera kształtu, a do tego kilka mniejszych historii dostało sensowny progres. Nie wszystko było idealne, ale słabszych momentów było niewiele i całościowo Elysium znowu wyszło bardzo solidnie. W skali szkolnej dałbym tutaj 4.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
05.10.2026, 11:37 #4
Axel Blaze/Jose Lopez: Fajnie, że galę otwiera od razu dwójka walcząca o główne mistrzostwo, bo od pierwszych minut wiadomo, który program jest tutaj najważniejszy. Do tego nie dostajemy tylko kolejnej wymiany zdań, ale konkretną zapowiedź tego, jak będzie wyglądał Three Stages of Hell. First Blood, Submission i ewentualny TLC dają trzy zupełnie różne płaszczyzny walki i przez to ten pojedynek od razu dostaje konkretny kierunek. Sama wymiana Blaze’a i Lopeza też działa. Jose nadal próbuje wbijać szpilki w psychikę Axela i wraca do tego, jak bardzo miał go wcześniej rozbić, podczas gdy Blaze coraz wyraźniej gra tym, że ten etap ma już za sobą i nie zamierza dać się ponownie wciągnąć w tę samą grę. Dzięki temu ich konflikt nadal ma osobisty charakter, ale jednocześnie nie stoi w miejscu. Aldis wypada tutaj dobrze jako GM. Wchodzi wtedy, kiedy trzeba, porządkuje sytuację i daje obu zawodnikom przestrzeń. Podoba mi się też krótka wzmianka do Blaze’a o tym, że „poszedł po rozum do głowy”, bo Nick nie udaje że nic się nie wydarzyło. Na plus wybór ostatniego gimmick matchu, którym będzie TLC. Aldis spełnił swoją rolę, ale również dołożył cegiełkę.

Tony Leone vs Mike Brutal: Bardzo solidna walka kwalifikacyjna. Brutal wypada tu naprawdę mocno i kilka razy jest o krok od zwycięstwa, szczególnie po Factory Reset, więc porażka absolutnie go nie ,,topi". Tony z kolei pokazuje odporność i doświadczeniem przetrzymuje najgorsze momenty, wykorzystuje drobne błędy Mike’a i finalnie dopina swoje dwoma mocnymi akcjami. Dobre jest też to, że wynik nie wygląda na przypadkowy. Leone wygrywa czysto i dzięki temu jego awans do walki o Golden Laurel ma odpowiednią wagę. Krótko mówiąc: Brutal wygląda mocno mimo porażki, Tony dostaje kolejne ważne zwycięstwo i obaj na tym wychodzą dobrze.

Eli Cottontail: Okej, tutaj już weszliśmy na jakiś zupełnie inny poziom odklejenia xD Cottonwood i Cottonworld sami w sobie byli absurdalni, ale królik z wąsami, marchewką i magicznymi sztuczkami to już naprawdę inna gęstość. Cottontail od pierwszej sekundy jest totalnym absurdem i chyba właśnie dzięki temu to działa. Wyciąganie marchewki zza ucha Cottonworlda i grożenie nią do kamery jest tak głupie, że aż pasuje do tej całej wąsatej rodziny. Jestem tylko ciekaw, kto jest ostatnią postacią stojącą jeszcze w cieniu, bo skoro królik był dopiero trzecim członkiem, to trochę boję się tego, co zostało na koniec xD

Tony Leone/Paddy Jackson: Tony bardzo dobrze wypada jako mistrz, bo nie robi z pasa końca swojej drogi, tylko kolejny etap. To pasuje do Dona, który od początku był budowany jako ktoś patrzący szerzej niż na jedno zwycięstwo czy jedno mistrzostwo. Dodatkowo po pokonaniu Brutala i zdobyciu miejsca w walce o walizkę ma realne podstawy, żeby mówić z taką pewnością siebie. Podoba mi się też jego relacja z Paddym. Leone praktycznie przez cały wywiad zachowuje pełną kontrolę, nawet kiedy poprawia reportera i wbija mu szpilę za „na tarczy”. Jest uprzejmy, spokojny, ale cały czas czuć, że to on ustala ton rozmowy. Najciekawszy jest jednak chyba wątek Enzo. Tony bardzo elegancko unika przyznania, że w grupie może istnieć jakiekolwiek napięcie, ale jego odpowiedź o tym, że ludzie wiedzą, dlaczego to on podejmuje ostateczne decyzje, brzmi już trochę jak delikatne ostrzeżenie. Pojawienie się Sacrale chwilę później tylko to podbija. Niby nic otwartego jeszcze się nie dzieje, ale jako widz od razu zaczynam się zastanawiać, czy w The Outfit faktycznie wszystko jest tak idealne, jak próbuje przedstawić to Tony.

Rocks Xebec vs El Garra de Gato: Kolejny solidny występ Rocksa. Garra dostał kilka momentów dla siebie i nie wyglądał jak kompletny worek treningowy, ale przez większość walki to Xebec kontrolował tempo i narzucał warunki. Podoba mi się też to, że Rocks nie wygrywa po jednej przypadkowej akcji. Najpierw stopniowo rozbija przeciwnika, potem przejmuje końcówkę i domyka wszystko Pandemonium. Dzięki temu dalej buduje się jako konkretny, fizyczny zawodnik, który faktycznie może być zagrożeniem w Battle Royalu.

Yoshi/Elias/Brutal/Waters /Lopez : Początek z Yoshim i Eliasem dalej dobrze działa komediowo, bo ich relacja robi się coraz bardziej absurdalna. Elias ma już serdecznie dość „honoru” Yoshiego po ostatniej porażce, a Tatsu oczywiście kompletnie nie przyjmuje tego do wiadomości i dalej zachowuje się tak, jakby byli najlepszym duetem świata xD Zapowiedź Battle Royalu daje im też naturalny punkt zaczepienia na następną galę (Yoshi to specjalista jest przecież xD), szczególnie że obaj chcą tego samego miejsca. Mike wygląda tutaj jak człowiek, który całkowicie się gotuje i nie bardzo wie, gdzie tę frustrację wyładować. Demolowanie zaplecza może być proste, ale skutecznie pokazuje jego stan po ostatnich wydarzeniach. Fajny jest też moment przy Eliasie, Brutal nawet go nie atakuje, tylko spluwa pod nogi i idzie dalej, jakby dawny rywal był już dla niego kompletnie nieistotny. Końcówka z Watersem i Lopezem jest krótka, ale coś zostawia. Jose ewidentnie chce go sprowokować albo rozliczyć z wcześniejszych wydarzeń, a James po prostu odmawia wejścia w tę rozmowę i odchodzi. To akurat mi się podoba, bo czasami brak odpowiedzi mówi więcej niż kolejny pięciominutowy speech. Segment jest dość poszatkowany, ale każda część spełnia swoje zadanie i popycha inny wątek trochę do przodu.

Alistair Fraser Jr. vs Chris Finnegan: Sama walka całkiem solidna i wyrównana, ale najbardziej interesuje mnie tutaj oczywiście końcówka. Finnegan dostaje ważne zwycięstwo, a Alistair nie wygląda przy tym słabo, bo sytuacja z Margaux realnie wybija go z rytmu. U Roba znowu fajnie działa to zawahanie. Alistair woła o laskę, a McŁowicz ewidentnie nie pali się do pomocy i przeciąga cały moment tak długo, że Chris zdąża zareagować. To kolejny sygnał, że Rob coraz mniej chętnie wykonuje polecenia otoczenia Lorda i ta relacja zaczyna się wyraźnie kruszyć.
Finnegan natomiast dobrze wykorzystuje zamieszanie i zgarnia wygraną bez kombinowania. Krótko, ale fabularnie ta walka daje więcej niż sam wynik.

The Outfit/Halloway/Dickinson: Ciekawy segment, bo bardzo wyraźnie widać, że The Outfit nie zamierza po prostu zamknąć tematu po zdobyciu pasa Eternal. Tony ma mistrzostwo, ale Vincenzo i Enzo dalej chcą wyczyścić sobie teren z ludzi, którzy wcześniej kręcili się wokół tego tytułu. To dobrze podtrzymuje obraz grupy, która nie myśli tylko o jednym zwycięstwie, ale chce faktycznie narzucić swoją kontrolę. Halloway oczywiście robi swoje i od razu przerabia wszystko na kolejną teorię spiskową. Tutaj akurat dobrze kontrastuje to z chłodnym podejściem Vizziniego i Enzo, którzy próbują mówić z pozycji ludzi przekonanych, że cała sytuacja już dawno została przez nich rozstrzygnięta. Najciekawiej wypada chyba Edgar, bo punktuje coś, co może być później istotne,The Outfit w końcu ma coś do stracenia. Wcześniej byli stroną naciskającą, teraz Tony ma pas, więc każdy kolejny konflikt zaczyna realnie zagrażać ich pozycji. Do tego tekst o Richelieu i jego psach celnie uderza w hierarchię grupy i może jeszcze wrócić, szczególnie jeśli wcześniej widzieliśmy już drobne napięcia.

Derrick Mantel vs Maxwell Ransom: Sama walka wyszła solidnie i obaj mieli momenty, w których realnie mogli to zamknąć. Najważniejsza jest jednak końcówka, bo Mantel wygrywa w sposób bardzo pasujący do swojego charakteru, nie tylko oszukuje, ale jeszcze używa przeciwko Maxwellowi jego własnego produktu do włosów. To bardzo fajny detal i dużo lepszy niż zwykłe złapanie się lin przy pinie. Ransom mimo porażki nie wypada słabo, bo długo trzyma się w walce i przegrywa dopiero po kombinowaniu Mantela. Derrick dalej konsekwentnie buduje się jako ktoś, kto nie ma problemu naginać zasad, jeśli prowadzi go to do celu.

Segment grupowy: Fajny segment pod zapowiedź Battle Royalu, bo zamiast zwykłego „wszyscy chcemy wygrać” dostajemy kilka różnych charakterów wrzuconych w jedno miejsce i każdy od razu próbuje zaznaczyć swoją pozycję. Rocks bardzo bezpośrednio wchodzi między nich i od pierwszych zdań pokazuje, że nie ma zamiaru nikogo tutaj szanować. Momentami jedzie już bardzo po bandzie, ale przynajmniej dzięki temu nie ginie w tłumie. Lord i Finnegan dalej dobrze się odbijają od siebie, bo jeden próbuje utrzymać tę swoją arystokratyczną wyższość, a drugi cały czas ją podgryza. U Roba natomiast chciałem już mocniej pokazać narastającą frustrację związaną z tym, że wszyscy próbują ustawiać go w jakiejś podrzędnej roli. Najpierw Lord traktuje go jak własność, teraz Rocks jak podnóżek, więc jego odpowiedź i podkreślenie, że w Battle Royalu każdy będzie sobie równy, dobrze mi tutaj siedzi pod to co chce nim robić. Mantel na końcu wypada chyba najmocniej, bo jako jedyny nie walczy jeszcze o samo miejsce on już czeka na zwycięzcę w Chamberze. Dzięki temu może wejść z pozycji kogoś stojącego szczebel wyżej i bardzo dobrze wykorzystuje swój motyw kolekcjonera. Nie interesuje go, który z nich wygra Battle Royal, bo każdego i tak widzi jako kolejną potencjalną pamiątkę. To fajnie buduje jego pewność siebie przed Danse Macabre. Ogólnie trochę chaosu jest tutaj wręcz wskazane, bo mamy kilka osób walczących o jedną ostatnią szansę. Najważniejsze, że mimo liczby postaci większość z nich zachowuje swoją tożsamość.

Enzo Sacrale vs Derek Halloway: Tutaj akurat walka mojego autorstwa i moim zdaniem wyszła bardzo dobrze. Końcówka miała wyglądać tak jak zostało to opisane, a poza tym było to równe starcie, myślę że kilka osób zaskoczyła wygrana Dereka - no i dobrze Big Grin

Maxwell Ransom/Axel Blaze: To jest dla mnie jeden z ciekawszych segmentów Maxwella, bo zamiast kolejnego zwykłego promo po porażce dostajemy gościa, który autentycznie zaczyna kwestionować samego siebie. Nie chodzi już tylko o to, że przegrał z Mantelem, ale o to, czy faktycznie zrobił wszystko, co mógł, ile jest wart i czy w ogóle jeszcze potrafi ufać własnej ocenie sytuacji. Dzięki temu porażka faktycznie coś z nim robi. Blaze dobrze tu pasuje jako kontrast. Maxwell widzi w nim człowieka, który przeszedł przez sporo syfu, a mimo to potrafi dalej funkcjonować bez rozsypywania się psychicznie. Axel odpowiada po swojemu, z humorem i prostą filozofią skupiania się na rzeczach, na które ma wpływ. To nie brzmi jak wielka terapia, tylko jak rada człowieka, który sam musiał sobie pewne rzeczy poukładać. Najmocniejsza jest chyba końcówka Ransoma. To, że boi się odpowiedzi Axela i woli „zakrzywić swoją rzeczywistość”, pokazuje, że problem siedzi dużo głębiej niż zwykłe rozczarowanie wynikiem walki. Jako widz mam wrażenie, że Maxwell zaczyna wchodzić w naprawdę ważny moment rozwoju swojej nowej kreacji, czekam na więcej.

The Outfit: Ten segment dobrze rozwija to, co wcześniej było tylko lekko sugerowane. Po raz pierwszy ktoś z The Outfit zawodzi i od razu widać, że w tej grupie takie rzeczy nie przechodzą bez echa. Tony zachowuje spokój, ale właśnie przez to wypada groźniej niż gdyby urządził Enzo zwykły opierdol. Cisza, rozczarowanie i tekst o tym, żeby nie zmuszać go następnym razem do podnoszenia głosu bardzo dobrze podkreślają pozycję Dona. Enzo też wypada tutaj ciekawie, bo nie zaczyna się tłumaczyć ani szukać wymówek. Przyjmuje porażkę, ale jednocześnie podkreśla lojalność wobec planu i rodziny. To dobrze współgra z wcześniejszymi drobnymi sugestiami, że jego pewność siebie nie jest aż tak niewzruszona jak u Tony'ego czy Vincenzo. Najbardziej interesujące jest jednak przerzucenie całego ciężaru na Vizziniego. Po porażce Enzo jego walka nagle przestaje być tylko kolejnym pojedynkiem i robi się czymś, co ma utrzymać status The Outfit jako grupy, która kontroluje sytuację. Dzięki temu następne starcie dostaje trochę dodatkowej stawki, a sama hierarchia w grupie robi się jeszcze wyraźniejsza.

Zack Sabre Jr. vs Axel Blaze: Dobra, konkretna walka pod dalsze budowanie Blaze'a przed Danse Macabre. Sabre dostał tutaj swoje momenty i próbował sprowadzić pojedynek na techniczne tory, ale Axel praktycznie cały czas odpowiadał przewagą fizyczną i nie dawał mu długo utrzymywać kontroli. Podoba mi się też, że Blaze nie potrzebował tutaj żadnych kombinacji ani szczęścia. Wytrzymał próby dźwigni, przetrwał trudniejsze momenty i zakończył wszystko czysto Fade To Black. Przed Three Stages of Hell takie zwycięstwo jest mu potrzebne, bo pokazuje, że po utracie pasa nie zjechał z formą i dalej wygląda jak pełnoprawny pretendent do World Championship.

River/Kline/Silas: To chyba jeden z mocniejszych segmentów tego programu do tej pory, bo wreszcie dostajemy wyraźne odbicie piłeczki ze strony Rivera. Jego pierwsza część jest długa, ale tutaj długość ma uzasadnienie, bo on faktycznie rozbiera własną przeszłość i redefiniuje siebie po tym, co Kline zrobił na poprzednim Elysium. Najważniejsze jest to, że nie ucieka od swoich słabości, tylko próbuje je przejąć na własnych zasadach i zbudować z nich nową tożsamość. Zależało mi na tym, żeby doktor nie wyszedł tylko po to, żeby powiedzieć „widzisz, zadziałało”. Chciałem pójść krok dalej i zasugerować, że nawet ta przemiana Rivera może być czymś, co Kline przewidział i sprowokował. Tekst o tym, że Waters sam wykonał całą pracę, a Kline tylko pokazał mu drzwi, dobrze mi tutaj siedzi, bo pasuje do jego sposobu „terapii”  nie chce sterować człowiekiem wprost, tylko naciskać odpowiednie punkty i obserwować rezultat. Dyktafon z „tożsamością podstawową” i pytanie, dlaczego River dokonał zmiany akurat wtedy, kiedy chciał tego Kline, dodatkowo podważają jego poczucie kontroli. Silas znowu pozostaje oszczędny i według mnie dobrze, bo on nie potrzebuje gadać. Wystarczy ten krok do przodu, zatrzymanie przez Kline’a i późniejsze „jeszcze nie”, żeby czuć, że etap psychologiczny powoli będzie przechodził w fizyczny. Bardzo podoba mi się odpowiedź Rivera, bo pierwszy raz naprawdę odwraca argument Kline’a przeciwko niemu. Tekst o niewoli Silasa celuje bezpośrednio w relację doktor–pacjent i może być bardzo ważny dalej. Do tego finał z własnym snem i „potworem” pokazuje, że River nie zamierza już tylko reagować na Kline’a, ale zaczyna próbować wejść również do jego głowy. Całościowo jestem zadowolony z tego, jak wyszedł Kline. Nie odebrał Riverowi jego momentu przemiany, tylko spróbował go natychmiast zakwestionować i przejąć interpretację tego, co się wydarzyło. Dzięki temu ten feud nie wygląda jak jednostronna terapia ofiary przez doktora, tylko coraz bardziej jak psychologiczna wojna dwóch ludzi, którzy próbują udowodnić drugiemu, że to właśnie on rozumie go lepiej. No i tutaj muszę przyznać, że z Kołpakiem się naprawdę dobrze pisze, chociaż czasami ego przeszkadza xD

Vincenzo Vizzini vs Edgar Dickinson: Bardzo fajna końcówka gali, bo sama walka od początku ma sporo intensywności, a potem stopniowo przeradza się w pełny chaos wokół The Outfit. Vizzini długo kontroluje Dickinsona i wygląda mocno, ale im bliżej końca, tym więcej osób zaczyna mieszać się w przebieg walki. Najbardziej podoba mi się to, że tym razem The Outfit zostaje ograne własną bronią. Enzo próbuje pomóc Vincenzo, ale Derek natychmiast reaguje, a później Brutal jeszcze wyciąga sędziego z ringu i daje Edgarowi szansę na szybki Roll-Up. Dzięki temu Dickinson zgarnia miejsce w Chamberze, ale Vizzini nie traci przy tym dużo, bo praktycznie miał już walkę wygraną. Dobry jest też finał z Tonym na stage'u. Nie musi nic mówić, wystarczy że patrzy na ludzi, z którymi za chwilę będzie walczył o walizkę. Po wcześniejszych segmentach z Enzo i presji na Vincenzo ta porażka dodatkowo uderza w obraz The Outfit jako grupy, która kontroluje sytuację.

Podsumowując: Kolejna naprawdę dobra gala i mówię to z bólem serca jako HB Colosseum, ale mamy do czego aspirować z poziomem xD Elysium znowu trzyma bardzo równy poziom, a większość segmentów i walk faktycznie coś wnosiła albo rozwijała konkretne programy. Najbardziej podoba mi się to, że mimo dużej liczby wątków gala nie sprawiała wrażenia przeładowanej. Program Blaze/Lopez dalej dobrze niesie główny tytuł, The Outfit robi się coraz ciekawsze, Golden Laurel nabiera kształtu, a do tego kilka mniejszych historii dostało sensowny progres. Nie wszystko było idealne, ale słabszych momentów było niewiele i całościowo Elysium znowu wyszło bardzo solidnie. W skali szkolnej dałbym tutaj 4.

[Obrazek: lI0WsTu.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-3
Last Match: Lord Sebastien def. Rob McŁowicz
Achievements:
Kucharz jakiegoś Francuza

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 3-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Rob McŁowicz
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
06.10.2026, 10:27
#5
Lopez / Blaze - Początek wymiany zdań między obydwoma panami dosyć prymitywny. Jako postacie kręcące się wokół mistrzostwa im to nie uchodzi. Co prawda zaczął to Blaze o pękającym dupsku, więc to jego trzeba za to winić. Jose jak wąż jak zwykle się dostosowuje do rozmówcy. Grubo zapowiadają się te stypulacje i już zacieram ręce. Jose odgryza się jeszcze Axelowi i cholera on naprawdę go przewyższa.

Leone vs Brutal - Szkoda, że to Tony wygrywa. Czy jest mu potrzebny Golden Laurel? Bardziej widziałbym tutaj Brutala, który zwyczajnie w końcu zasługuje na coś. W końcu od początku się stara i wychodzi mu to coraz lepiej.

Cottonwood / Cottonworld / Cottontail - Ja pierdole co to jest. Króliczy ogonek i marchewka no ludzie kochani. Nie wiem jak to skomentować. Chore gówno.

Leone - Niezły ten wywiad. Pewność siebie Tonyego jest oczywista, ale podoba mi się to jak prezentuje on taki mafijny szacunek do prostych ludzi. Nie pomiata Paddym tylko go uspokaja i pozwala mu prowadzić wywiad. To bardzo duży plus jak dla mnie. Szacunek do rywali tak samo jest bardzo mile widziany. Nie mam się do czego przyczepić w tych wypowiedziach Tonyego bo są idealnie wyważone pewność siebie - szacunek. Mamy więc wspominkę o niepewnej postawie Enzo czyli prędzej czy później musi dojść do rozłamu. Scenka z Enzo za plecami Paddyego jak z filmu. Genialny segment.

Rocks vs Kociarz - Xebec zdobywa easy win i nic więcej nie można o tym powiedzieć. Dobrze, że mamy takich NPCów, którzy coś tam stoczyli zamiast typowo stworzone postacie bez wcześniejszej historii.

Yoshi / Elias - Bardzo miły komediowy przerywnik. Swoją drogą dzięki wam dowiedziałem się co to w ogóle ten cały kukuryn bo ostatnio młody Oskarek z rodziny mnie zapytał czy wiem xD Ciekawe czy będzie zgrzyt między obydwoma o te miejsce w elimination chamber i jak zamierzają się do niego przygotować. Czuję sceny kung fu z filmów akcji. Yoshi brakuje jeszcze aparatu żeby robił wszystkim zdjęcia wtedy będzie typowy japoniec. Przemyślcie to, żeby wyskakiwał z nim na Eliasa i mu błyskał fleszem po oczach.

Brutal / Waters / Lopez - Ale pogmatwany ciąg zdarzeń. Mike musiał się wyładować i zrobił to co umie najlepiej - rozpierduchę. I tak długo kisił to w środku. Dobrze, że jest to tak pokazane, że z dnia na dzień nie stał się oazą spokoju tylko musi to odreagować. Waters za to krótko nawet nie zdążył nic powiedzieć. Dziwna ta wypowiedź Jose. Czemu została urwana skoro Waters nagle mu nie przerywa. Kto by przerwał zdanie bo ktoś się na niego patrzy.

Halloway / Dickinson / The Outfit - Panom Włochom coś się chyba odkleiło jak myślą, że ktokolwiek z Elysium pozwoli im tak po prostu przejąć władzę nad brandem. Podoba mi się ten ruch oporu ze strony dotychczasowych gwiazd Elysium. Dickinson mimo wszystko trzyma się Dereka, chociaż ten nie ułatwia mu zadania. Włosi klasycznie na dobrym poziomie, ale teraz to oni są na pozycji zagrożonej. Mają coś co chce każdy z rywali czyli pas Leone. Z drugiej strony to rozbija im szereg wrogów bo każdy ma swoją ambicję. Jest tu duże pole do popisu.

Mantel vs Ransom - A więc to Mantel wygrywa. No niestety Max posłużył za mięso armatnie i dalej podbudował Derricka, który coraz lepiej wygląda w federacji. Może nie stracił tak dużo bo jednak nieczysto przegrał. Derrick zbudował już sobie niezła pozycję. Pytanie czy to koniec między panami i jaki jest pomysł na Mantela dalej.

Halloway vs Enzo - Derek wygrywa no i tak musiało się stać. Sacrale nie może obecnie górować nad niedawnym mistrzem w końcu obecny mistrz to jego szef to by kompletnie zgasiło potencjał Hallowaya.

Ransom / Blaze - O cholera Max naprawdę ma już przetyraną głowę. Axel w zasadzie wydaje się być idealną postacią dla takiego kogoś, żeby podnieść go na duchu. Wszystko co mówi Blaze ma sens i faktycznie był on tuż przed przegraną w amoku, ale obecnie wrócił na odpowiednie tory i znowu brzmi sensownie jako potencjalny mistrz. Ciekawa rozmowa między obydwoma na plus.

The Outfit - Enzo spokorniał po przegranej. Zasłużony opiernicz od Leone. Chyba na razie nici z kłótni pomiędzy Włochami. Z drugiej strony może Sacrale tak to w sobie dusi, a za plecami już ostrzy nóż na Tonyego. Taka powolna narracja do zdrady też by była niezła, więc jeśli tak jest to chapeu bas.

Blaze vs ZSJ - Bicia chyba najmocniejszego NPC ciąg dalszy. Axel musiał to wygrać i z palcem w nosie zbiera wygraną. Blaze potwierdza to oczym mówił, że wyluzował i jest skupiony.

River / Kline - Ale mocny segment ze strony Jamesa. Dużo w tym emocji. Całe budowanie i opowieść o młodszym Watersie jak najbardziej przydatna dla kogoś kto w ogóle nie zna jego postaci. Można się nieźle wczuć i zrozumieć jego postać. Kline w sumie podobny klimat te wszystkie przerywniki z kliknięciami to czytając jego wypowiedź cały czas słychać jakby gadał to przez przesterowany mikrofon i te kliknięcia przycisków. Jak złoczyńca z filmów. Końcówka to już w ogóle niezły mindfuck. Nie dziwne, że Waters ma tak narąbane w bani.

Vizzini vs Dickinson - Myślałem, że Vincenzo wygra te walkę i będzie przykładem dla Enzo i ulubieńcem Tonyego. Edgar ma kolejną szansę na jakąś wygraną. Bo póki co to tylko orbituje wokół laurów zamiast je zdobywać.

Zbyszek Uszczelka
Streak:

8/0/2
Last match:
Zbyszek Uszczelka
def. Preston Steele
Achievements:
1 x
LPW Valor Champion

Cheis Finnegan
Streak:
1/0/2
Last match:
Chris Finnegan
 def. Alistair Fraser Jr
Odpowiedz
Cytuj
Varost
Zawodowiec
06.10.2026, 10:27 #5
Lopez / Blaze - Początek wymiany zdań między obydwoma panami dosyć prymitywny. Jako postacie kręcące się wokół mistrzostwa im to nie uchodzi. Co prawda zaczął to Blaze o pękającym dupsku, więc to jego trzeba za to winić. Jose jak wąż jak zwykle się dostosowuje do rozmówcy. Grubo zapowiadają się te stypulacje i już zacieram ręce. Jose odgryza się jeszcze Axelowi i cholera on naprawdę go przewyższa.

Leone vs Brutal - Szkoda, że to Tony wygrywa. Czy jest mu potrzebny Golden Laurel? Bardziej widziałbym tutaj Brutala, który zwyczajnie w końcu zasługuje na coś. W końcu od początku się stara i wychodzi mu to coraz lepiej.

Cottonwood / Cottonworld / Cottontail - Ja pierdole co to jest. Króliczy ogonek i marchewka no ludzie kochani. Nie wiem jak to skomentować. Chore gówno.

Leone - Niezły ten wywiad. Pewność siebie Tonyego jest oczywista, ale podoba mi się to jak prezentuje on taki mafijny szacunek do prostych ludzi. Nie pomiata Paddym tylko go uspokaja i pozwala mu prowadzić wywiad. To bardzo duży plus jak dla mnie. Szacunek do rywali tak samo jest bardzo mile widziany. Nie mam się do czego przyczepić w tych wypowiedziach Tonyego bo są idealnie wyważone pewność siebie - szacunek. Mamy więc wspominkę o niepewnej postawie Enzo czyli prędzej czy później musi dojść do rozłamu. Scenka z Enzo za plecami Paddyego jak z filmu. Genialny segment.

Rocks vs Kociarz - Xebec zdobywa easy win i nic więcej nie można o tym powiedzieć. Dobrze, że mamy takich NPCów, którzy coś tam stoczyli zamiast typowo stworzone postacie bez wcześniejszej historii.

Yoshi / Elias - Bardzo miły komediowy przerywnik. Swoją drogą dzięki wam dowiedziałem się co to w ogóle ten cały kukuryn bo ostatnio młody Oskarek z rodziny mnie zapytał czy wiem xD Ciekawe czy będzie zgrzyt między obydwoma o te miejsce w elimination chamber i jak zamierzają się do niego przygotować. Czuję sceny kung fu z filmów akcji. Yoshi brakuje jeszcze aparatu żeby robił wszystkim zdjęcia wtedy będzie typowy japoniec. Przemyślcie to, żeby wyskakiwał z nim na Eliasa i mu błyskał fleszem po oczach.

Brutal / Waters / Lopez - Ale pogmatwany ciąg zdarzeń. Mike musiał się wyładować i zrobił to co umie najlepiej - rozpierduchę. I tak długo kisił to w środku. Dobrze, że jest to tak pokazane, że z dnia na dzień nie stał się oazą spokoju tylko musi to odreagować. Waters za to krótko nawet nie zdążył nic powiedzieć. Dziwna ta wypowiedź Jose. Czemu została urwana skoro Waters nagle mu nie przerywa. Kto by przerwał zdanie bo ktoś się na niego patrzy.

Halloway / Dickinson / The Outfit - Panom Włochom coś się chyba odkleiło jak myślą, że ktokolwiek z Elysium pozwoli im tak po prostu przejąć władzę nad brandem. Podoba mi się ten ruch oporu ze strony dotychczasowych gwiazd Elysium. Dickinson mimo wszystko trzyma się Dereka, chociaż ten nie ułatwia mu zadania. Włosi klasycznie na dobrym poziomie, ale teraz to oni są na pozycji zagrożonej. Mają coś co chce każdy z rywali czyli pas Leone. Z drugiej strony to rozbija im szereg wrogów bo każdy ma swoją ambicję. Jest tu duże pole do popisu.

Mantel vs Ransom - A więc to Mantel wygrywa. No niestety Max posłużył za mięso armatnie i dalej podbudował Derricka, który coraz lepiej wygląda w federacji. Może nie stracił tak dużo bo jednak nieczysto przegrał. Derrick zbudował już sobie niezła pozycję. Pytanie czy to koniec między panami i jaki jest pomysł na Mantela dalej.

Halloway vs Enzo - Derek wygrywa no i tak musiało się stać. Sacrale nie może obecnie górować nad niedawnym mistrzem w końcu obecny mistrz to jego szef to by kompletnie zgasiło potencjał Hallowaya.

Ransom / Blaze - O cholera Max naprawdę ma już przetyraną głowę. Axel w zasadzie wydaje się być idealną postacią dla takiego kogoś, żeby podnieść go na duchu. Wszystko co mówi Blaze ma sens i faktycznie był on tuż przed przegraną w amoku, ale obecnie wrócił na odpowiednie tory i znowu brzmi sensownie jako potencjalny mistrz. Ciekawa rozmowa między obydwoma na plus.

The Outfit - Enzo spokorniał po przegranej. Zasłużony opiernicz od Leone. Chyba na razie nici z kłótni pomiędzy Włochami. Z drugiej strony może Sacrale tak to w sobie dusi, a za plecami już ostrzy nóż na Tonyego. Taka powolna narracja do zdrady też by była niezła, więc jeśli tak jest to chapeu bas.

Blaze vs ZSJ - Bicia chyba najmocniejszego NPC ciąg dalszy. Axel musiał to wygrać i z palcem w nosie zbiera wygraną. Blaze potwierdza to oczym mówił, że wyluzował i jest skupiony.

River / Kline - Ale mocny segment ze strony Jamesa. Dużo w tym emocji. Całe budowanie i opowieść o młodszym Watersie jak najbardziej przydatna dla kogoś kto w ogóle nie zna jego postaci. Można się nieźle wczuć i zrozumieć jego postać. Kline w sumie podobny klimat te wszystkie przerywniki z kliknięciami to czytając jego wypowiedź cały czas słychać jakby gadał to przez przesterowany mikrofon i te kliknięcia przycisków. Jak złoczyńca z filmów. Końcówka to już w ogóle niezły mindfuck. Nie dziwne, że Waters ma tak narąbane w bani.

Vizzini vs Dickinson - Myślałem, że Vincenzo wygra te walkę i będzie przykładem dla Enzo i ulubieńcem Tonyego. Edgar ma kolejną szansę na jakąś wygraną. Bo póki co to tylko orbituje wokół laurów zamiast je zdobywać.

Zbyszek Uszczelka
Streak:

8/0/2
Last match:
Zbyszek Uszczelka
def. Preston Steele
Achievements:
1 x
LPW Valor Champion

Cheis Finnegan
Streak:
1/0/2
Last match:
Chris Finnegan
 def. Alistair Fraser Jr
Odpowiedz
Cytuj
08.10.2026, 17:42
#6
Średnio jestem zadowolony z tego  segmentu, pod względem tekstów może rzeczywiście i tak uraczyliśmy lepszymi niż ostatnio, tak po prostu to jest widoczne, że nie mieliśmy zbytnio o czym gadać. Już tydzień temu była długa pogadanka, a teraz wydarzyło się tylko to, że Lopez pokonał Watersa, więc w sumie nadal jest to mielenie argumentów, że Lopez wcale nie wygrał, on uzna, że i tak wygrał i tak mogą w nieskończoność. Może i to dobrze, że to ostatecznie krótkie wyszło, bo w sumie o czym tu by tasiemce robić. Axel widać, że już nabrał doświadczenia i twardego dupska, zmienił mu się attitude i to jest spoko. Do tego wiadomo, trochę zapewne teksańskich tekstów, no i odbijał te piłeczki nie dając wejść sobie do głowy, co jest spójne z poprzednim tygodniem. Ogólnie nadal prezentuje swój poziom, który jest wysoki, tylko feud powoli może wychodzić bokami i na następnej gali na bank zaprezentujemy coś ciekawszego. Aldis swoją rolę spełnił, a booker piszący to starcie będzie mógł się nieźle zabawić.

Problemów Brutala ciąg dalszy, nie ma dobrej passy chłop. Uczulony na literkę W jest jak nic.

To jest tak odklejone... XD Ja to akurat jeszcze wiem tutaj co i jak, ale wy jak to czytacie i nie macie pojęcia o co w tym wszystkim chodzi, to nie powiem, musicie mieć interesujące doznania.

Widzicie jaki ten Leone jest dobry? Normalnie pozwala Paddiemu na wywiad, żaden wilk w owczej skórze, to owca w wilczej skórze. No i dobrze wytłumaczony fakt braku celebracji, po prostu mierzy wyżej i nie ma się mu co dziwić. Pachnie mi to trochę szpilką w Jose, to nawiązanie do celebracji. No jest solidnie tutaj nutka grozy budowana, małe rzeczy, ale właśnie jak to przy Leone, one budują coś konkretnego. Ooof, gasi nam reportera konkretnie, dobre to i mądre, Tony ma solidne argumenty i gra nimi jak trzeba, bardzo fajna ta długa kwestia. Dobrze tam poodbijał pytania Jacksona, które miał prawo odebrać negatywnie. Fajna ta końcówka, no ogólnie mocne soki wyciśnięte z wywiadu, bardzo dobrze użyty Paddula, który kolejny raz pokazuje, ile może wnosić jako reporter i dodawać duszy do tych wywiadów a także detalami budować rozmówców. Tony klasa jak zawsze, nie ma się do czego przyczepić, bardzo fajny występ.

Ała, Kociarz tęgie lanie zebrał.

Kuba odpowiada za zamysł segmentu, za co szacun, bo bardzo dobrze to pasuje, ogólnie mam sporą przyjemność z pisania Yoshim i uważam, że ma bardzo dobrą chemię z Eliasem i wiedziałem, że tak będzie. Jest i rage BrutaLa, hehe, bo wiecie L jak lose. Dobrze, że jest w nim ta złość. Co do Watersa, to specjalnie napisałem przerwaną kwestię, bo myślałem, że przejdzie jak burza i oleje totalnie Lopeza, że tamten nie da rady skończyć nawet, tak to wygląda to debilnie, jak Lopez przestaje mówić, bo się RIVER spojrzał.

Dobrze, że Surfer wygrał w końcu coś, bo należy mu się. No i mamy też pokazane, jak Rob nie do końca dobrze współpracuje ze swoimi ''kompanami''.

Kurde, Enzo to dobre połączenie z Hallowayem, skoro jest taki wierzący. Dobrze jest to nakreślane, że Sacrale to jest takim narwańcem i ten Vizzini to go tam temperować musi często. Ogólnie każda postać utrzymała tu fajny poziom i te kwestie miały przystępne długości, wszyscy zapodali swoje jakże interesujące charaktery. Łatwo i z zaciekawieniem dało się przez to przebrnąć, niby o dupie marynie trochę, ale podane smacznie i dalej budujące napięcie, co się miedzy tami frakcjami wydarzy. Ciężko mi tu jakoś poszczególnie oceniać, serio, ale dobra robota, nie mam się tu do kogo przyczepić, a chwalę was wszystkich. Miły segment.

Ransom przegrywający przez swój dawny preparat. xD Bardzo fajny smaczek i całkiem dobry skalp dla Mantela, Ransom to już nie jest byle kto do bicia.

Nie wiem, ale teksty typu Furas czy Lordzik z temu jakoś średnio mi pasują do tej postaci Xebeca, chociaż to nie ja jestem jego twórcą, ale no za nowoczesne to jakieś? Ogólnie zamysł wyjaśniania ich i robienia sobie wrogów spoko, to pasuje do niego, najfaniej w słowa ubrał pociśnięcie McŁowicza, do reszty tekstów mam trochę zastrzeżeń i to nadal nie jest coś w jego wykonaniu, co mnie kupuje, potrzebuję czegoś więcej. O proszę, Lord krótko, ale kurde fajnie pociśnał, bawi mnie, że musiał przy okazji Rob dostać, ale to dobrze. xD Surfer coś za wielkiej roli w tym segmencie nie odegrał niestety, trochę szkoda, bo od niego też potrzebujemy jakichś lepszych treści, a tutaj jego rola jest strasznie marginalna. Rob za to nawet z sensem, chociaż ta druga jego kwestia to już powtórzenie tego samego ubrane w inne słowa, ale spoko. Xebec później już lepiej i rozbawiło mnie, jak wyjaśnił Chrisa. xD To dobre było. Mantel przyjemna kwestia, ego już mu wyjebało konkretnie, ale to dobrze, jest to gimmickowe, jest to spójne, więc git. Cały segment oceniam, no pozytywnie.

Narwaniec Sacrale w końcu w japę zebrał, bardzo fajnie. Tak się wychylał, zobaczymy co Don na to. Mowa oczywiście o Don Danie, bo Don Leone to wiecie..

To pytanie Jacksona to jakoś inaczej można było sformułować, w sensie jest to zrozumiałe, ale mnie się to gryzie. xD No bo Maxwell przegrał, a potem mowa o nieczystej wygranej, można nadal było to nazwać porażką, żeby spójnie było. Tak, to jest niepotrzebna przypierdolka z mojej strony, ale mój austystyczny mózg my pękł, gdybym tego nie zrobił. Co do reszty segmentu, to bardzo fajne połączenie, ale mam wrażenie, że ta reakcje Ransoma jest aż przesadzona, strasznie go ta porażka poskładała i wiemy, że on ma problemy ze sobą, ale tutaj mu odcięło totalnie myślenie, wiadomo, osobie zaburzonej ogólnie logiczne myślenie często się odcina, ale trochę aż za mocno wziął to, nakreśla nam to go jako kogoś bardzo niestabilnego, a nie było u niego AŻ TAK WIELKICH sygnałów wcześniej. Może za mocno to rozkminiam, oczywiście bardzo interesująca treść, dlatego też się nad tym rozwodzę, w końcu mój konik, hehe. Blaze bardzo fajnie, aż czuć tego starego Axela, naprawdę dobre połączenie i fajna ta kwestia ex-mistrza, która jak widać naprawdę daje do myślenia Maxwellowi. Dobry segment, siadło to połączenie, fajna robota panowie.

O, szybko mamy reakcję. No ciężki klimacik, bardzo fajnie nakreślony. Dobrze ten Leone reaguje, no da się łatwo wyczuć to wszystko, jaka tam napięta atmosfera musiałaby być, Enzo również super reaguje na to, bardzo to filmowe i przyjemne. Vizzini idealnie dopełnia ten segment, no bardzo dobrze się to czytało, lekko i z takim poczuciem, że jesteśmy tam lub po prostu oglądamy dobry film, do tego nas przyzwyczaili, ale nadal bardzo dobrze egzekwują to.

Axel udowadnia, że nadal jest piekielnie groźny.

Wow, świetne speeche w wykonaniu Watersa, a nie sorry RIVERA. Swoją drogą, to będzie irytujące nazywać go tak. xD Ciężko będzie się przestawić, ale sam motyw tego, że on bierze ten pseudonim na klatę jest mocny. Wrócmy do kwestii, no świetna opowieść, spięcie klamrą wielu etapów jego życia, super jest to napisane, czuć emocje, czuć, że to jest naturalne, płynne, naprawdę mi się to świetnie czytało. Tam w drugiej kwestii wyjebało didaskalia w pewnym momencie i to jedyne, do czego ja się moge przyczepić. Jest i Doktorek, kurde, mnie to trochę gryzie to nazywanie Watersa LEGENDĄ, zwłaszcza, że on był w tym WCW jedynie i to jest nadal gówniarz, nie zapominajmy o tym. Nie zmienia to faktu, że bardzo fajna kwestia Kline'a, dobrze poruszony temat psychiki i w sumie obrócenie tego wszystkiego na swoją korzyść. Reszta od niego też bardzo fajna, no podołał, zyskał kontrolę nad tym wszystkim, fajnie to rozegrane. Ex- James Waters ładnie gasi Kline'a, smaczna odpowiedź. Ten film na koniec, to czy takie coś w ogóle może byś puszczone na gali? No wydaje mi się, że niezbyt, wiadomo, że to nie jest prawdziwe, bo w ogóle nagrania młodego Rivera nie mogą być prawdziwe, tylko zrobione na potrzeby show, ale jakieś drastyczne rzeczy i niby martwe osoby, to chyba za dużo. Z drugiej strony, to tak jakby we wrestlingu nie było bardzo drastycznych scen, ale nadal, często tu jest nakreślane, że na widowni są dzieci, także no gryzie mi się to. Bardzo mocna końcówka, co by nie było i sam segment jest bardzo, bardzo mocny i wiadomo, że River musiał lepiej wypaść, to cała opowieść o nim, ale Doktor dał sporo od siebie i to się wszystko razem zgrało.

I teraz Vizzini też będzie miał przejebane, ale dobrze jest to rozegrane, pęknięcia w nieskazitelnym dotąd The Outfit, no jest to sensowne. Bardzo fajne zakończenie.

Ciężko było mi się zabrać za komentarz, chociaż patrząc na innych, to i tak jest bardzo szybko, ale no dobrze się bawiłem, naprawdę było sporo bangerów, a też nic co byłoby słabe, więc jak najbardziej udane Elysium.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
Carnival
World Champion
08.10.2026, 17:42 #6
Średnio jestem zadowolony z tego  segmentu, pod względem tekstów może rzeczywiście i tak uraczyliśmy lepszymi niż ostatnio, tak po prostu to jest widoczne, że nie mieliśmy zbytnio o czym gadać. Już tydzień temu była długa pogadanka, a teraz wydarzyło się tylko to, że Lopez pokonał Watersa, więc w sumie nadal jest to mielenie argumentów, że Lopez wcale nie wygrał, on uzna, że i tak wygrał i tak mogą w nieskończoność. Może i to dobrze, że to ostatecznie krótkie wyszło, bo w sumie o czym tu by tasiemce robić. Axel widać, że już nabrał doświadczenia i twardego dupska, zmienił mu się attitude i to jest spoko. Do tego wiadomo, trochę zapewne teksańskich tekstów, no i odbijał te piłeczki nie dając wejść sobie do głowy, co jest spójne z poprzednim tygodniem. Ogólnie nadal prezentuje swój poziom, który jest wysoki, tylko feud powoli może wychodzić bokami i na następnej gali na bank zaprezentujemy coś ciekawszego. Aldis swoją rolę spełnił, a booker piszący to starcie będzie mógł się nieźle zabawić.

Problemów Brutala ciąg dalszy, nie ma dobrej passy chłop. Uczulony na literkę W jest jak nic.

To jest tak odklejone... XD Ja to akurat jeszcze wiem tutaj co i jak, ale wy jak to czytacie i nie macie pojęcia o co w tym wszystkim chodzi, to nie powiem, musicie mieć interesujące doznania.

Widzicie jaki ten Leone jest dobry? Normalnie pozwala Paddiemu na wywiad, żaden wilk w owczej skórze, to owca w wilczej skórze. No i dobrze wytłumaczony fakt braku celebracji, po prostu mierzy wyżej i nie ma się mu co dziwić. Pachnie mi to trochę szpilką w Jose, to nawiązanie do celebracji. No jest solidnie tutaj nutka grozy budowana, małe rzeczy, ale właśnie jak to przy Leone, one budują coś konkretnego. Ooof, gasi nam reportera konkretnie, dobre to i mądre, Tony ma solidne argumenty i gra nimi jak trzeba, bardzo fajna ta długa kwestia. Dobrze tam poodbijał pytania Jacksona, które miał prawo odebrać negatywnie. Fajna ta końcówka, no ogólnie mocne soki wyciśnięte z wywiadu, bardzo dobrze użyty Paddula, który kolejny raz pokazuje, ile może wnosić jako reporter i dodawać duszy do tych wywiadów a także detalami budować rozmówców. Tony klasa jak zawsze, nie ma się do czego przyczepić, bardzo fajny występ.

Ała, Kociarz tęgie lanie zebrał.

Kuba odpowiada za zamysł segmentu, za co szacun, bo bardzo dobrze to pasuje, ogólnie mam sporą przyjemność z pisania Yoshim i uważam, że ma bardzo dobrą chemię z Eliasem i wiedziałem, że tak będzie. Jest i rage BrutaLa, hehe, bo wiecie L jak lose. Dobrze, że jest w nim ta złość. Co do Watersa, to specjalnie napisałem przerwaną kwestię, bo myślałem, że przejdzie jak burza i oleje totalnie Lopeza, że tamten nie da rady skończyć nawet, tak to wygląda to debilnie, jak Lopez przestaje mówić, bo się RIVER spojrzał.

Dobrze, że Surfer wygrał w końcu coś, bo należy mu się. No i mamy też pokazane, jak Rob nie do końca dobrze współpracuje ze swoimi ''kompanami''.

Kurde, Enzo to dobre połączenie z Hallowayem, skoro jest taki wierzący. Dobrze jest to nakreślane, że Sacrale to jest takim narwańcem i ten Vizzini to go tam temperować musi często. Ogólnie każda postać utrzymała tu fajny poziom i te kwestie miały przystępne długości, wszyscy zapodali swoje jakże interesujące charaktery. Łatwo i z zaciekawieniem dało się przez to przebrnąć, niby o dupie marynie trochę, ale podane smacznie i dalej budujące napięcie, co się miedzy tami frakcjami wydarzy. Ciężko mi tu jakoś poszczególnie oceniać, serio, ale dobra robota, nie mam się tu do kogo przyczepić, a chwalę was wszystkich. Miły segment.

Ransom przegrywający przez swój dawny preparat. xD Bardzo fajny smaczek i całkiem dobry skalp dla Mantela, Ransom to już nie jest byle kto do bicia.

Nie wiem, ale teksty typu Furas czy Lordzik z temu jakoś średnio mi pasują do tej postaci Xebeca, chociaż to nie ja jestem jego twórcą, ale no za nowoczesne to jakieś? Ogólnie zamysł wyjaśniania ich i robienia sobie wrogów spoko, to pasuje do niego, najfaniej w słowa ubrał pociśnięcie McŁowicza, do reszty tekstów mam trochę zastrzeżeń i to nadal nie jest coś w jego wykonaniu, co mnie kupuje, potrzebuję czegoś więcej. O proszę, Lord krótko, ale kurde fajnie pociśnał, bawi mnie, że musiał przy okazji Rob dostać, ale to dobrze. xD Surfer coś za wielkiej roli w tym segmencie nie odegrał niestety, trochę szkoda, bo od niego też potrzebujemy jakichś lepszych treści, a tutaj jego rola jest strasznie marginalna. Rob za to nawet z sensem, chociaż ta druga jego kwestia to już powtórzenie tego samego ubrane w inne słowa, ale spoko. Xebec później już lepiej i rozbawiło mnie, jak wyjaśnił Chrisa. xD To dobre było. Mantel przyjemna kwestia, ego już mu wyjebało konkretnie, ale to dobrze, jest to gimmickowe, jest to spójne, więc git. Cały segment oceniam, no pozytywnie.

Narwaniec Sacrale w końcu w japę zebrał, bardzo fajnie. Tak się wychylał, zobaczymy co Don na to. Mowa oczywiście o Don Danie, bo Don Leone to wiecie..

To pytanie Jacksona to jakoś inaczej można było sformułować, w sensie jest to zrozumiałe, ale mnie się to gryzie. xD No bo Maxwell przegrał, a potem mowa o nieczystej wygranej, można nadal było to nazwać porażką, żeby spójnie było. Tak, to jest niepotrzebna przypierdolka z mojej strony, ale mój austystyczny mózg my pękł, gdybym tego nie zrobił. Co do reszty segmentu, to bardzo fajne połączenie, ale mam wrażenie, że ta reakcje Ransoma jest aż przesadzona, strasznie go ta porażka poskładała i wiemy, że on ma problemy ze sobą, ale tutaj mu odcięło totalnie myślenie, wiadomo, osobie zaburzonej ogólnie logiczne myślenie często się odcina, ale trochę aż za mocno wziął to, nakreśla nam to go jako kogoś bardzo niestabilnego, a nie było u niego AŻ TAK WIELKICH sygnałów wcześniej. Może za mocno to rozkminiam, oczywiście bardzo interesująca treść, dlatego też się nad tym rozwodzę, w końcu mój konik, hehe. Blaze bardzo fajnie, aż czuć tego starego Axela, naprawdę dobre połączenie i fajna ta kwestia ex-mistrza, która jak widać naprawdę daje do myślenia Maxwellowi. Dobry segment, siadło to połączenie, fajna robota panowie.

O, szybko mamy reakcję. No ciężki klimacik, bardzo fajnie nakreślony. Dobrze ten Leone reaguje, no da się łatwo wyczuć to wszystko, jaka tam napięta atmosfera musiałaby być, Enzo również super reaguje na to, bardzo to filmowe i przyjemne. Vizzini idealnie dopełnia ten segment, no bardzo dobrze się to czytało, lekko i z takim poczuciem, że jesteśmy tam lub po prostu oglądamy dobry film, do tego nas przyzwyczaili, ale nadal bardzo dobrze egzekwują to.

Axel udowadnia, że nadal jest piekielnie groźny.

Wow, świetne speeche w wykonaniu Watersa, a nie sorry RIVERA. Swoją drogą, to będzie irytujące nazywać go tak. xD Ciężko będzie się przestawić, ale sam motyw tego, że on bierze ten pseudonim na klatę jest mocny. Wrócmy do kwestii, no świetna opowieść, spięcie klamrą wielu etapów jego życia, super jest to napisane, czuć emocje, czuć, że to jest naturalne, płynne, naprawdę mi się to świetnie czytało. Tam w drugiej kwestii wyjebało didaskalia w pewnym momencie i to jedyne, do czego ja się moge przyczepić. Jest i Doktorek, kurde, mnie to trochę gryzie to nazywanie Watersa LEGENDĄ, zwłaszcza, że on był w tym WCW jedynie i to jest nadal gówniarz, nie zapominajmy o tym. Nie zmienia to faktu, że bardzo fajna kwestia Kline'a, dobrze poruszony temat psychiki i w sumie obrócenie tego wszystkiego na swoją korzyść. Reszta od niego też bardzo fajna, no podołał, zyskał kontrolę nad tym wszystkim, fajnie to rozegrane. Ex- James Waters ładnie gasi Kline'a, smaczna odpowiedź. Ten film na koniec, to czy takie coś w ogóle może byś puszczone na gali? No wydaje mi się, że niezbyt, wiadomo, że to nie jest prawdziwe, bo w ogóle nagrania młodego Rivera nie mogą być prawdziwe, tylko zrobione na potrzeby show, ale jakieś drastyczne rzeczy i niby martwe osoby, to chyba za dużo. Z drugiej strony, to tak jakby we wrestlingu nie było bardzo drastycznych scen, ale nadal, często tu jest nakreślane, że na widowni są dzieci, także no gryzie mi się to. Bardzo mocna końcówka, co by nie było i sam segment jest bardzo, bardzo mocny i wiadomo, że River musiał lepiej wypaść, to cała opowieść o nim, ale Doktor dał sporo od siebie i to się wszystko razem zgrało.

I teraz Vizzini też będzie miał przejebane, ale dobrze jest to rozegrane, pęknięcia w nieskazitelnym dotąd The Outfit, no jest to sensowne. Bardzo fajne zakończenie.

Ciężko było mi się zabrać za komentarz, chociaż patrząc na innych, to i tak jest bardzo szybko, ale no dobrze się bawiłem, naprawdę było sporo bangerów, a też nic co byłoby słabe, więc jak najbardziej udane Elysium.

[Obrazek: bIo9o.gif]
Jose Lopez
8/0/1
1x LPW World Champion
Nathan Martin
5/0/2
Odpowiedz
Cytuj
09.10.2026, 01:07
#7
Dobra kurła, w weekend jadę na ryby, kurła, to trzeba powoli zacząć powoli skrobać ten komentarz xD

a, i bardzo ważne, coś mi "s" blokuje na klawiaturze, więc jak coś będzie niezrozumiałe to dodajcie sobie "s" i bełkot ułoży się w logiczną całość xD

ZANIM ZACZNĘ o samej gali to kilka słów wstępu, bo mnie się już agresor odpala, jak czytam komentarze. STYPULACJA TO NIE JEST GIMMICK MATCH. Stypulacja to jest stawka walki. Np. W walce Lopez vs Blaze stypulacja to nie jest Three Stages of Hell, tylko LPW World Champion. Three Stages of Hell to jest Gimmick Match. W walce Otunga vs Hill stypulacja to było Loser Leaves LPW. First Blood, Submission Match, Last Man Standing to są gimmick matche. I dziękuję za wypowiedź.

Opener - przede wszystkim bardzo mi się podoba, że od razu lecimy z otwarciem gali, nie ma żadnego ET, od razu nas Blaze, Lopez i Aldis witają. To podnosi ich rangę, fajnie podkreśla, że to jest najważniejsze story na gali, że pas jest najbardziej pretiżowy. I to się ceni. Powiem tak, jako że brałem w nim czynny udział i miałem okazję zapoznać się z całością, więc nie będę się jakoś specjalnie rozwodził na ten temat. Moim zdanie to tory już tak nie grzeje, jak grzało, no i na ten moment nie grzeje tak jak powinno. Czy da się jeszcze podpalić przed PPV? Zobaczymy, jakiś plan jest, ale nie będę spoilerować. Oceniłbym to po prostu jako poprawne. Chłopaki trochę brzmią, jakby to była zwykła sprzeczka w szkole, argumenty z obu stron są też na podobnym poziomie. To story się wypaliło w momencie zwycięstwa Lopeza i powinno się w tym miejscu skończyć, moim zdaniem to totalnie dlatego. Szczerze to nie jestem zadowolony z ostatecznego efektu, ale to też nie dlatego, że mamy wywalone, czy nam się nie chce, bo tak nie jest, tylko jest to po prostu wypalone. Umiejscowienie na gali jest dobre, jakość nie spadła poniżej dopuszczalnego poziomu, po prostu miałbym większe oczekiwania od głównego mistrza i pretendenta do głównego tytułu. No i też uważam, że bardzo równo to wyszło.

Tak jak walk nie komentuje, tak tutaj bardzo chciałem docenić zaznaczenie wyliczania, bardzo to przejrzyste, a nie marnujemy słów na wstawki, że sędzia dolicza do już do 7. Bardzo fajne rozwiązanie.

Bracia... Eli? - ostatnio mówiłem, że to bracia Cotton, ale widzę, że jednak Eli, Eli i Eli będzie bardziej dopasowaną nazwą xD Bardzo mi się podoba, jak od przypomnienia segmentu o wąsach, których nie ma zaczęliśmy zwiększać poziom absurdu. Tylko teraz ciężko będzie już przebić Cottontaila imo. Ogólnie jest świetny, totalnie go widzę, ale do pełni szczęście brakuje mi jeszcze, żeby zaczął mówić "co jest, doktorku?" nawiązując do Królika Bugsa xD

Wywiad - no i kolejne moje dzieło. Zacznijmy od tego, że bardzo mi się podoba, że nie musiałem pisać sam Paddy'ego, taka forma wywiadów jest lepsza jednak niż pisanie zupełnie samemu. Wywiad musiał się pojawić, jako że nie było celebracji zdobycia tytułu, trzeba to było wyjaśnić, podkręcić w drodze po dalsze cele i znowu zdynamizować relacje wewnątrz grupy. Ogólnie śmiechłem jak to pisaliśmy, bo ta pomyłka z powrotem na tarczy wyszła przez przypadek, ale śmiechłem srogo, jak to przeczytałem i imo to pasuje do Padduli xD jedyne czego żałuję, to że zapomniałem, że będę tuż po wygranej walce i mogłem sellować kark w czasie wywiadu, bo tak to nie powinno wyglądać. Ale poza tym jestem bardzo zadowolony z efektu.

Honorowy segment niehonorowego kłamcy - Dalej nie wybaczyłem tego kłamstwa z poprzedniej gali, jak można tak okłamać Eliasa i stracić cały honor w tak beznadziejny sposób. Oj, Panie Tatsu, kończy się Pan. Dobra, jestem słaby z kategorii anime, więc jedyne z czym mi się kojarzy ta wypowiedź Tatsu to Karakuraiser z Bleacha, także będę miał ten vibe już do końca. No widzę, że teraz w ogóle Yoshi idzie w stronę anime, za nawiązanie do pokemonów zawsze jest plus. Dla komentarza tej gali to jest minus, bo zaraz robię przerwę na dzisiaj i idę grać w White 2, bo w lutym wychodzi nowa generacja i trzeba do tego czasu ograć ponownie wszystkie gry z serii, nie ma czasu do stracenia. A przecież nie będę grał na rybach xD No i zapowiedź Battle Royalu elegancka, Yoshi w swoim żywiole, jak nie wyleci w 3 ekundy to będę rozczarowany xD Bardzo przyjemny komediowy przerywnik

Brutal - Ale ma farta, że Dolnick zakończył karierę bezpowrotnie, bo inaczej by mu tak skopał dupsko za zmarnowanie Cateringu, że nie wiem, czy Brutal by jeszcze do siebie doszedł. Nie wiem co myśleć o tym segmencie na gorąco, jest napisany poprawnie, całkiem sprawnie przez niego przeszedłem, ale trochę mam wrażenie, że tu wyszedł nam bananowy dzieciak, który nie dostał gry, którą chciał i teraz na siłę próbuję pokazać, jaki to on nie jest wkurwiony i czym grozi, jak tatuś nie spełni jego zachcianki. Wiem, że on jest dojeżdżany mocno ostatnio, nie ma lekko, bo dosłownie wszystko czego się dotknie to spierdoli, ale jakieś takie... puste to było? W sensie, nie poczułem tutaj jego wkurwu, czy frustracji. A raczej tego bym oczekiwał po takim segmencie. Imo lepiej by było go umieścić w jakimś segmencie, gdzie jest sam w jakimś pomieszczeniu, albo już nawet nie na hali, tylko pod jakąś ścianą z cegły, dać mu jakiś wewnętrzny monolog, żeby móc uwypuklić jego uczucia i co jakiś czas by napierdalał z wkurwu w ścianę. Imo klimacik by był, a też lepiej by można było oddać jego emocje.

Lopez i Waters - no to chyba mamy zalążek kolejnego story. W sensie, nie żeby teraz się zaczął, bo wiadomo, że to ziarno zostało zasiane na ostatniej gali, ale tutaj dopiero widzę, że po Danse Macabre (swoją drogą, ale mi zajebiście siedzi ta nazwa) Panowie będą się bić o główny pas. No i bardzo dobrze, że już robimy przygotowania, wtedy wszystko jest bardzo płynne, zazębia się, a nie ma efektu nagłego zespawnowania się pretendenta. No i taki zabieg, że Waters nie dał mu dokończyć i sobie poszedł też podbija ciekawość, bo już wiemy, że do ich wymiany zdań dojdzie prędzej czy później, ale co będzie miał do powiedzenia Waters? Lopez to wiadomo, że będzie od razu próbował go sprowadzić do parteru, że przecież go pokonał i już nie jest niepokonany itd. i wokół tego będzie tkał swoją sieć wchodzenia do głowy rywala, ale co z tym zrobi Waters? Jak poradzi sobie z tym chłopcem, który był szkalowany? Dużo pytań, ale to dobrze, bo jestem dzięki temu jeszcze bardziej głodny jego wypowiedzi. No i uważam, że naprawdę bardzo dobrze, że od razu w pierwszej walce Waters zgarnął tą porażkę, bo o odcina go od starego Watersa grubą kreską, porażka z niepokonanym dotąd głównym mistrzem federacji też nie szkodzi, a tak zaczynamy nowy rozdział od razu. Od razu jakoś tak, bardziej intrygujące to jest.

The Outfit vs Elysium - Bardzo dobry segment, może nie aż tak mocny, jak na #4, ale tam to były takie wyżyny, że ciężko będzie to powtarzać. Chociaż tutaj imo nikt nie odstawał poziomem, tak ja wyraźnie robił to Brutal na #4. Odpowiednie umiejscowienie na gali, podoba mi się, że chłopaki sięgają po narrację, która czerpie z filozofii Leone, ale jednak mają zupełnie inne argumenty. W tym segmencie bardzo chciałem wyróżnić Vizziniego, bo do tej pory mówił zdecydowanie najmniej (bo on tak naprawdę nie musi dużo mówić), a tutaj taka trochę dłuższa wypowiedź i jestem zachwycony jak zadbał o szczegóły. Widać, że to jest doradca Leone i on przede wszystkim dba o jego interesy, wie, że czasami trzeba trochę pohamować porywczego Sacrale, przekazać to, czego chciał Leone. No i też drobne gesty, to zdjęcie okularów i schowanie do kieszeni to jest niby taka pierdoła, ale jest bardzo filmowe, tak się zachowuje poważy człowiek, kiedy przechodzi do składania ostatecznej propozycji. Sacrale bardzo w swoim stylu, do którego zdążył mnie już przyzwyczaić, bardzo precyzyjnie to było podane, super dobrane słownictwo, też pamięta o drobnych gestach, wszystko mi tutaj gra. Edgar to też kozak totalny. Mówiłem to już wielokrotnie, ale no stylówe chłop ma nie do podjebania, jestem totalnym fanem. Moment jego pojawiania się, opis tego jest po prostu perfekcyjny. Naprawdę jest to dopracowane jak w porządnym cosmic horrorze. Słownictwo i porównania w punkt. Halloway też nie odstawał za bardzo, on ma swoje teorie, ma swoje przemyślenia, których się trzyma, fajnie sobie ograł sytuację, że to jego fani. No i bardzo podoba mi się kontrast, że w sumie Dickinson i Halloway są bardziej ze sobą skonfliktowani, a The Outfit jest jednomyślne (może mogą mieć różne pomysły na daną sytuację, ale ostatecznie są jednomyślni) i to Elysium próbuje ich nastawić wewnętrznie przeciwko sobie, przeciwko Tony'emu, a z kolei The Outfit totalnie mogłoby z łatwością wbić kij w mrowisko, żeby eskalować ich konflikt, ale tego nie robi, bo nie musi. Dobrze się to czytało, naprawdę mocny punkt na gali. Bardzo mocny.

Segmentowy Battle Royal - tak, nie chciało mi się wymieniać wszystkich uczestników w tytule, aż tak widać? xD Chciałem zacząć od krytyki Xebeca, ale doczytałem elegancko do końca i jednak zaintrygował na koniec. Ja tam jestem skrzywiony i bardzo lubię postacie, które mają trochę nierówno pod sufitem, słyszą głosy, widzą postacie itd. Mam nadzieję, że to nie był jednorazowy zabieg, tylko część gimmicku, bo wtedy będę na pewno chętniej śledził. Ogólnie mało piracki imo Rocks w tej wypowiedzi, dlatego chciałem zacząć od krytyki, wyszedł i pocisnął po wszystkich dookoła, używając całkiem spoko tekstów i bardzo celnie uderzył w każdego, ale mało gimmickowo to po prostu wyszło moim zdaniem. Na poprzedniej gali było bardziej gimmickowo i lepiej, a tutaj za mało gimmicku, a za dużo ataku na wszystkich naraz. No ale najważniejsze, że zaintrygował na koniec. Więc na pewno nie było to złe, ale nie było też świetne. Widzę w tym potencjał, jeszcze się  rozbuja. Lord po swojemu, udowodnił, że Rocks był bardzo celny xD Spoko, że nie wiedział co to Temu, ale nie rozumiem kompletnie, czemu TO DZIWNE (szkoda, że nie trochę dziwne xD) i dlaczego akurat u Rocksa to ma oznaczać kamień zamiast mózgu. Chyba za duży skrót myślowy, albo po prostu jakaś szpilka, której nie rozumiem. Finnegan w sumie ciężkie zadanie dostał tu przyfejsować i trochę generycznie przez to wypada, ale no chłopak robi co może, taki prostolinijny i dobroduszny się wydaje, a to mi mega pasuje do ratownika-surfera. Rob narzeka, ale ma prawo narzekać, chyba bym chciał widzieć w nim więcej frustracji i zniecierpliwienia tym, że Lord nim pomiata, a Lord mógłby faktycznie bardziej publicznie go upokarzać, trochę mi tego brakuje,, bo Lord mało korzysta z tej karty i sucho mówi, że nikt mu się nie może równać, to jest imo marnowanie potencjału. Robcio trochę brzmi tutaj jak AI szczerze mówiąc, mało wnim tego Roba co kiedyś, mało emocji. Ogólnie przy Rocksie bym to samo powtórzył, do zbyt dużej ilości osób ciśnie od razu. Imo by to naturalniej wyszło, jakby się tam wszyscy zaczęli po jednym tekście do jednego przerzucać. Na zasadzie Rocks do Xebeca - dużo szczekasz, jak na podnóżek. Finnegan do Rocksa - a Ty gadasz do kogoś, kogo tu wcale nie ma! Lord do Finnegana - A Ty to w ogóle nie jesteś sikalafą kudemą itd. Na końcu wjeżdża Mantel i wypada najlepiej, bardzo ładnie podsumował całą zgromadzoną gawiedź. Dlaczego? Bo wypowiedź była spójna, mocno gimmickowa i nie ruszał każdego po kolei, tylko potraktował ich jako motłoch, który i tak nie jest żadną przeszkodą na jego drodze. Bardzo dużo pewności siebie zyskał nam Mantel. Bardzo dużo zyskał na tak wyrazistym gimmicku. To jest idealny przykład jak gimmick jest cholernie ważny w tworzeniu postaci. Jakbym miał podsumować ten segment to odsuwając Mantela na bok powiedziałbym, że powinni wziąć rutinoscorbin, bo wyglądają niewyraźnie. No Rocks i Finnegan pół dawki, bo wypadli lepiej niż Rob i Lord. A ten kamerdynerotrener to w ogóle nie wiem po co tu był, jak się nie odezwał i każdy go olał xD

Wywiad - dobra, jak usłyszałem, że mam kolejną rzecz do napisania na galę to kręciłem nosem, ale to wina tego, że aktualnie jestem Blaze'em na etapie "o nieeee, znowu muszę nim coś pisać?" bo się trochę wypaliło, trochę Leone zaczął grać pierwsze skrzypce. No ale ogólnie ten wywiad będzie miał znacznie większe znaczenie, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Zapamiętajcie te słowa. Dziękuję serdecznie Brother Panter i Brother Jakub za trzymanie tego do kupy, bo tak jak do Heatwave wymyślałem większość i super się pisało tym Blaze'em, tak teraz była pustka i bardzo ładnie to zostało przemyślane dalej. Aż mi się znowu zachciało pisać xD a już przechodząc do konkretów to na pierwszy rzut oka wydaje się, że to taki niepozorny wywiadzik, ale super robotę tu Maksiu zrobił pokazując jak bardzo on jest rodarty i pozbawiony pewności siebie. Jak głęboko takie demony jak depresja mogą siedzieć w człowieku, że nawet jak już wychodzi na prostą to dalej mu to ciąży. Bo on nie płacze, że przegrał, on rozpacza nad swoją krucha psychą. Blaze tutaj jak dobry kumpel, chciałem pokazać, że on jest po prostu cholernie dobrym ziomeczkiem, bezinteresownym z dobrym serduszkiem i zaznaczyć gimmick, żeby to było w jego stylu. Na pewno jestem z tego bardziej zadowolony niż z opener segmentu, bo tam to i mi i Carniemu się już płyta zacięła xD Jak teraz to czytam drugi raz, ze świadomością z czym to się będzie zazębiać to podoba mi się jeszcze bardziej. Maksiu robi zajebista robotę.

The Outfit - powiem tak, odkąd powstawał ten segment słowo "luzik" zostanie ze mną na dłużej xD dzisiaj w robocie ziomek do mnie napisał "luzik xD" to prawie mu napisałem, że PRZECIEŻ JA SIĘ NIE DENERWUJĘ xDDDDD siadło to poko moim zdaniem, każdy odegrał swoją rolę, chciałem koniecznie pokazać, że skoro Enzo zjebał to przez niego jest większa presja na Vincezo, mam nadzieję, że dało się to wyczuć. No i ogólnie jestem bardzo zadowolony jak bardzo tutaj jest wszystko dogadywane, idzie pomysł, albo go przyjmujemy, bo jest w punkt, albo szybka dyskusja, bo ktoś ma inne zdanie i po chwili jest ugrane rozwiązanie. Jakby tak wszystko tak się dało... ahh, marzenia xD dodam jeszcze tylko, że dobre umiejscowienie na gali - nowe, nie znałem xD

Waters/Kline - o kurde, ale to długie wyszło. Długie, ale bardzo jakościowe. Totalnie kupuję gadkę Watersa, jego historię dzieciństwa i dorastania, nawet fragment z zamiarem skoczenia z mostu. Co prawda o takich rzeczach nie mówi się publicznie, bo jest uzasadniona obawa przed naśladownictwem, ale na potrzeby forum można przymknąć oko. River był idealnie przygotowany do wykładu, miał nawet pomoce naukowe, klasa. No i tutaj się wszystko zgadza, jest cała masa emocji, które są przekazane w zajebisty sposób. Zarządzanie tempem tej wypowiedzi jest mistrzowskie wręcz. Piękne redemption story, po takim podaniu swojej historii totalnie nie ma znaczenia jaki był wcześniej, od razu stał się face'em, którego kupi absolutnie każdy. Kline tutaj też dowozi elegancko, fajny jest kontrast między ich wypowiedziami. River ma długie wypowiedzi, bardzo ludzkie,  emocjonalne. Za to Kline krótkie, precyzyjne, wręcz mechaniczne. Robi nam się z tego takie fajne serce vs rozum. Kline super przedstawił swoje motywy, jestem w stanie je kupić. Od razu rzucili się na bardzo ciekawy cel do badania. Podoba mi się, że on wcale nie chce decydować za Watersa, tylko bez kitu wygląda to tak, jakby był ciekawy rezultatu przeprowadzanego eksperymentu. Korzystanie z tych nagrań z dyktafonu też dodaje świetnego klimatu. No i w ich pierwszej konfrontacji górą wychodził Silas, teraz ostatnie słowo należało do Rivera. To też jest bardzo dobry szczegół, bo są even moim zdaniem. Na ten moment Waters nie ma prawa zrobić krzywdy Silasowi, ale może pójść over w ten sposób. Bardzo smaczne to było, oj bardzo smaczne.

Zakończenie - kurwa, ja niby znałem wynik tej walki i cały skład EC Matchu, a i tak jestem zaskoczony xD no ogólnie powiem, że to jest bardzo logiczny ruch, żeby Leone był sam w tym EC Matchu. Dlaczego? Bo jak przegra to jest wieloosobowa walka, gdzie minimum dwie osoby są totalnie przeciwko niemu i zrobią wszystko, żeby nie wygrał, dodatkowo Maksiu fejsuje, więc może im pomóc, jak przegra to taka porażka w ogóle go nie zaboli. A jak wygra to jeszcze bardziej się uwiarygodni i będzie miał kurewsko mocną pozycję. Same plusy. No i takie rozwiązanie też dodatkowo zmienia dynamikę całego story The Outfit vs Elysium. I dynamikę relacji wewnątrz. Bardzo mocny obrazek na zakończenie gali imo, The Outfit, które w końcu coś przegrywa to jest na pewno kadr, który by fanom zapadł w pamięć na długo.

Podsumowanie - mocna gala, bardzo mocna gala. I bardzo równa przede wszystkim. Na segment Brutala miałbym inny pomysł, ale to nie jest słaby segment w dalszym ciągu, na zbiorowy segment pokręciłem nosem, bo imo za dużo chaosu tam było po prostu, ale poza tymi dwoma segmentami wszystko było naprawdę mocne. Trzyma poziom to Elysium, a nawet wyciąga wnioski, niesamowita sprawa. Do ideału brakuje już tylko zmieszczenia się w jednym poście xD

[Obrazek: 4295.png]
9/0/2
1x LPW World Champion

[Obrazek: 6651.png]
4/0/0
1x Eternal Champion [current]
Odpowiedz
Cytuj
Remik
Eternal Champion
09.10.2026, 01:07 #7
Dobra kurła, w weekend jadę na ryby, kurła, to trzeba powoli zacząć powoli skrobać ten komentarz xD

a, i bardzo ważne, coś mi "s" blokuje na klawiaturze, więc jak coś będzie niezrozumiałe to dodajcie sobie "s" i bełkot ułoży się w logiczną całość xD

ZANIM ZACZNĘ o samej gali to kilka słów wstępu, bo mnie się już agresor odpala, jak czytam komentarze. STYPULACJA TO NIE JEST GIMMICK MATCH. Stypulacja to jest stawka walki. Np. W walce Lopez vs Blaze stypulacja to nie jest Three Stages of Hell, tylko LPW World Champion. Three Stages of Hell to jest Gimmick Match. W walce Otunga vs Hill stypulacja to było Loser Leaves LPW. First Blood, Submission Match, Last Man Standing to są gimmick matche. I dziękuję za wypowiedź.

Opener - przede wszystkim bardzo mi się podoba, że od razu lecimy z otwarciem gali, nie ma żadnego ET, od razu nas Blaze, Lopez i Aldis witają. To podnosi ich rangę, fajnie podkreśla, że to jest najważniejsze story na gali, że pas jest najbardziej pretiżowy. I to się ceni. Powiem tak, jako że brałem w nim czynny udział i miałem okazję zapoznać się z całością, więc nie będę się jakoś specjalnie rozwodził na ten temat. Moim zdanie to tory już tak nie grzeje, jak grzało, no i na ten moment nie grzeje tak jak powinno. Czy da się jeszcze podpalić przed PPV? Zobaczymy, jakiś plan jest, ale nie będę spoilerować. Oceniłbym to po prostu jako poprawne. Chłopaki trochę brzmią, jakby to była zwykła sprzeczka w szkole, argumenty z obu stron są też na podobnym poziomie. To story się wypaliło w momencie zwycięstwa Lopeza i powinno się w tym miejscu skończyć, moim zdaniem to totalnie dlatego. Szczerze to nie jestem zadowolony z ostatecznego efektu, ale to też nie dlatego, że mamy wywalone, czy nam się nie chce, bo tak nie jest, tylko jest to po prostu wypalone. Umiejscowienie na gali jest dobre, jakość nie spadła poniżej dopuszczalnego poziomu, po prostu miałbym większe oczekiwania od głównego mistrza i pretendenta do głównego tytułu. No i też uważam, że bardzo równo to wyszło.

Tak jak walk nie komentuje, tak tutaj bardzo chciałem docenić zaznaczenie wyliczania, bardzo to przejrzyste, a nie marnujemy słów na wstawki, że sędzia dolicza do już do 7. Bardzo fajne rozwiązanie.

Bracia... Eli? - ostatnio mówiłem, że to bracia Cotton, ale widzę, że jednak Eli, Eli i Eli będzie bardziej dopasowaną nazwą xD Bardzo mi się podoba, jak od przypomnienia segmentu o wąsach, których nie ma zaczęliśmy zwiększać poziom absurdu. Tylko teraz ciężko będzie już przebić Cottontaila imo. Ogólnie jest świetny, totalnie go widzę, ale do pełni szczęście brakuje mi jeszcze, żeby zaczął mówić "co jest, doktorku?" nawiązując do Królika Bugsa xD

Wywiad - no i kolejne moje dzieło. Zacznijmy od tego, że bardzo mi się podoba, że nie musiałem pisać sam Paddy'ego, taka forma wywiadów jest lepsza jednak niż pisanie zupełnie samemu. Wywiad musiał się pojawić, jako że nie było celebracji zdobycia tytułu, trzeba to było wyjaśnić, podkręcić w drodze po dalsze cele i znowu zdynamizować relacje wewnątrz grupy. Ogólnie śmiechłem jak to pisaliśmy, bo ta pomyłka z powrotem na tarczy wyszła przez przypadek, ale śmiechłem srogo, jak to przeczytałem i imo to pasuje do Padduli xD jedyne czego żałuję, to że zapomniałem, że będę tuż po wygranej walce i mogłem sellować kark w czasie wywiadu, bo tak to nie powinno wyglądać. Ale poza tym jestem bardzo zadowolony z efektu.

Honorowy segment niehonorowego kłamcy - Dalej nie wybaczyłem tego kłamstwa z poprzedniej gali, jak można tak okłamać Eliasa i stracić cały honor w tak beznadziejny sposób. Oj, Panie Tatsu, kończy się Pan. Dobra, jestem słaby z kategorii anime, więc jedyne z czym mi się kojarzy ta wypowiedź Tatsu to Karakuraiser z Bleacha, także będę miał ten vibe już do końca. No widzę, że teraz w ogóle Yoshi idzie w stronę anime, za nawiązanie do pokemonów zawsze jest plus. Dla komentarza tej gali to jest minus, bo zaraz robię przerwę na dzisiaj i idę grać w White 2, bo w lutym wychodzi nowa generacja i trzeba do tego czasu ograć ponownie wszystkie gry z serii, nie ma czasu do stracenia. A przecież nie będę grał na rybach xD No i zapowiedź Battle Royalu elegancka, Yoshi w swoim żywiole, jak nie wyleci w 3 ekundy to będę rozczarowany xD Bardzo przyjemny komediowy przerywnik

Brutal - Ale ma farta, że Dolnick zakończył karierę bezpowrotnie, bo inaczej by mu tak skopał dupsko za zmarnowanie Cateringu, że nie wiem, czy Brutal by jeszcze do siebie doszedł. Nie wiem co myśleć o tym segmencie na gorąco, jest napisany poprawnie, całkiem sprawnie przez niego przeszedłem, ale trochę mam wrażenie, że tu wyszedł nam bananowy dzieciak, który nie dostał gry, którą chciał i teraz na siłę próbuję pokazać, jaki to on nie jest wkurwiony i czym grozi, jak tatuś nie spełni jego zachcianki. Wiem, że on jest dojeżdżany mocno ostatnio, nie ma lekko, bo dosłownie wszystko czego się dotknie to spierdoli, ale jakieś takie... puste to było? W sensie, nie poczułem tutaj jego wkurwu, czy frustracji. A raczej tego bym oczekiwał po takim segmencie. Imo lepiej by było go umieścić w jakimś segmencie, gdzie jest sam w jakimś pomieszczeniu, albo już nawet nie na hali, tylko pod jakąś ścianą z cegły, dać mu jakiś wewnętrzny monolog, żeby móc uwypuklić jego uczucia i co jakiś czas by napierdalał z wkurwu w ścianę. Imo klimacik by był, a też lepiej by można było oddać jego emocje.

Lopez i Waters - no to chyba mamy zalążek kolejnego story. W sensie, nie żeby teraz się zaczął, bo wiadomo, że to ziarno zostało zasiane na ostatniej gali, ale tutaj dopiero widzę, że po Danse Macabre (swoją drogą, ale mi zajebiście siedzi ta nazwa) Panowie będą się bić o główny pas. No i bardzo dobrze, że już robimy przygotowania, wtedy wszystko jest bardzo płynne, zazębia się, a nie ma efektu nagłego zespawnowania się pretendenta. No i taki zabieg, że Waters nie dał mu dokończyć i sobie poszedł też podbija ciekawość, bo już wiemy, że do ich wymiany zdań dojdzie prędzej czy później, ale co będzie miał do powiedzenia Waters? Lopez to wiadomo, że będzie od razu próbował go sprowadzić do parteru, że przecież go pokonał i już nie jest niepokonany itd. i wokół tego będzie tkał swoją sieć wchodzenia do głowy rywala, ale co z tym zrobi Waters? Jak poradzi sobie z tym chłopcem, który był szkalowany? Dużo pytań, ale to dobrze, bo jestem dzięki temu jeszcze bardziej głodny jego wypowiedzi. No i uważam, że naprawdę bardzo dobrze, że od razu w pierwszej walce Waters zgarnął tą porażkę, bo o odcina go od starego Watersa grubą kreską, porażka z niepokonanym dotąd głównym mistrzem federacji też nie szkodzi, a tak zaczynamy nowy rozdział od razu. Od razu jakoś tak, bardziej intrygujące to jest.

The Outfit vs Elysium - Bardzo dobry segment, może nie aż tak mocny, jak na #4, ale tam to były takie wyżyny, że ciężko będzie to powtarzać. Chociaż tutaj imo nikt nie odstawał poziomem, tak ja wyraźnie robił to Brutal na #4. Odpowiednie umiejscowienie na gali, podoba mi się, że chłopaki sięgają po narrację, która czerpie z filozofii Leone, ale jednak mają zupełnie inne argumenty. W tym segmencie bardzo chciałem wyróżnić Vizziniego, bo do tej pory mówił zdecydowanie najmniej (bo on tak naprawdę nie musi dużo mówić), a tutaj taka trochę dłuższa wypowiedź i jestem zachwycony jak zadbał o szczegóły. Widać, że to jest doradca Leone i on przede wszystkim dba o jego interesy, wie, że czasami trzeba trochę pohamować porywczego Sacrale, przekazać to, czego chciał Leone. No i też drobne gesty, to zdjęcie okularów i schowanie do kieszeni to jest niby taka pierdoła, ale jest bardzo filmowe, tak się zachowuje poważy człowiek, kiedy przechodzi do składania ostatecznej propozycji. Sacrale bardzo w swoim stylu, do którego zdążył mnie już przyzwyczaić, bardzo precyzyjnie to było podane, super dobrane słownictwo, też pamięta o drobnych gestach, wszystko mi tutaj gra. Edgar to też kozak totalny. Mówiłem to już wielokrotnie, ale no stylówe chłop ma nie do podjebania, jestem totalnym fanem. Moment jego pojawiania się, opis tego jest po prostu perfekcyjny. Naprawdę jest to dopracowane jak w porządnym cosmic horrorze. Słownictwo i porównania w punkt. Halloway też nie odstawał za bardzo, on ma swoje teorie, ma swoje przemyślenia, których się trzyma, fajnie sobie ograł sytuację, że to jego fani. No i bardzo podoba mi się kontrast, że w sumie Dickinson i Halloway są bardziej ze sobą skonfliktowani, a The Outfit jest jednomyślne (może mogą mieć różne pomysły na daną sytuację, ale ostatecznie są jednomyślni) i to Elysium próbuje ich nastawić wewnętrznie przeciwko sobie, przeciwko Tony'emu, a z kolei The Outfit totalnie mogłoby z łatwością wbić kij w mrowisko, żeby eskalować ich konflikt, ale tego nie robi, bo nie musi. Dobrze się to czytało, naprawdę mocny punkt na gali. Bardzo mocny.

Segmentowy Battle Royal - tak, nie chciało mi się wymieniać wszystkich uczestników w tytule, aż tak widać? xD Chciałem zacząć od krytyki Xebeca, ale doczytałem elegancko do końca i jednak zaintrygował na koniec. Ja tam jestem skrzywiony i bardzo lubię postacie, które mają trochę nierówno pod sufitem, słyszą głosy, widzą postacie itd. Mam nadzieję, że to nie był jednorazowy zabieg, tylko część gimmicku, bo wtedy będę na pewno chętniej śledził. Ogólnie mało piracki imo Rocks w tej wypowiedzi, dlatego chciałem zacząć od krytyki, wyszedł i pocisnął po wszystkich dookoła, używając całkiem spoko tekstów i bardzo celnie uderzył w każdego, ale mało gimmickowo to po prostu wyszło moim zdaniem. Na poprzedniej gali było bardziej gimmickowo i lepiej, a tutaj za mało gimmicku, a za dużo ataku na wszystkich naraz. No ale najważniejsze, że zaintrygował na koniec. Więc na pewno nie było to złe, ale nie było też świetne. Widzę w tym potencjał, jeszcze się  rozbuja. Lord po swojemu, udowodnił, że Rocks był bardzo celny xD Spoko, że nie wiedział co to Temu, ale nie rozumiem kompletnie, czemu TO DZIWNE (szkoda, że nie trochę dziwne xD) i dlaczego akurat u Rocksa to ma oznaczać kamień zamiast mózgu. Chyba za duży skrót myślowy, albo po prostu jakaś szpilka, której nie rozumiem. Finnegan w sumie ciężkie zadanie dostał tu przyfejsować i trochę generycznie przez to wypada, ale no chłopak robi co może, taki prostolinijny i dobroduszny się wydaje, a to mi mega pasuje do ratownika-surfera. Rob narzeka, ale ma prawo narzekać, chyba bym chciał widzieć w nim więcej frustracji i zniecierpliwienia tym, że Lord nim pomiata, a Lord mógłby faktycznie bardziej publicznie go upokarzać, trochę mi tego brakuje,, bo Lord mało korzysta z tej karty i sucho mówi, że nikt mu się nie może równać, to jest imo marnowanie potencjału. Robcio trochę brzmi tutaj jak AI szczerze mówiąc, mało wnim tego Roba co kiedyś, mało emocji. Ogólnie przy Rocksie bym to samo powtórzył, do zbyt dużej ilości osób ciśnie od razu. Imo by to naturalniej wyszło, jakby się tam wszyscy zaczęli po jednym tekście do jednego przerzucać. Na zasadzie Rocks do Xebeca - dużo szczekasz, jak na podnóżek. Finnegan do Rocksa - a Ty gadasz do kogoś, kogo tu wcale nie ma! Lord do Finnegana - A Ty to w ogóle nie jesteś sikalafą kudemą itd. Na końcu wjeżdża Mantel i wypada najlepiej, bardzo ładnie podsumował całą zgromadzoną gawiedź. Dlaczego? Bo wypowiedź była spójna, mocno gimmickowa i nie ruszał każdego po kolei, tylko potraktował ich jako motłoch, który i tak nie jest żadną przeszkodą na jego drodze. Bardzo dużo pewności siebie zyskał nam Mantel. Bardzo dużo zyskał na tak wyrazistym gimmicku. To jest idealny przykład jak gimmick jest cholernie ważny w tworzeniu postaci. Jakbym miał podsumować ten segment to odsuwając Mantela na bok powiedziałbym, że powinni wziąć rutinoscorbin, bo wyglądają niewyraźnie. No Rocks i Finnegan pół dawki, bo wypadli lepiej niż Rob i Lord. A ten kamerdynerotrener to w ogóle nie wiem po co tu był, jak się nie odezwał i każdy go olał xD

Wywiad - dobra, jak usłyszałem, że mam kolejną rzecz do napisania na galę to kręciłem nosem, ale to wina tego, że aktualnie jestem Blaze'em na etapie "o nieeee, znowu muszę nim coś pisać?" bo się trochę wypaliło, trochę Leone zaczął grać pierwsze skrzypce. No ale ogólnie ten wywiad będzie miał znacznie większe znaczenie, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Zapamiętajcie te słowa. Dziękuję serdecznie Brother Panter i Brother Jakub za trzymanie tego do kupy, bo tak jak do Heatwave wymyślałem większość i super się pisało tym Blaze'em, tak teraz była pustka i bardzo ładnie to zostało przemyślane dalej. Aż mi się znowu zachciało pisać xD a już przechodząc do konkretów to na pierwszy rzut oka wydaje się, że to taki niepozorny wywiadzik, ale super robotę tu Maksiu zrobił pokazując jak bardzo on jest rodarty i pozbawiony pewności siebie. Jak głęboko takie demony jak depresja mogą siedzieć w człowieku, że nawet jak już wychodzi na prostą to dalej mu to ciąży. Bo on nie płacze, że przegrał, on rozpacza nad swoją krucha psychą. Blaze tutaj jak dobry kumpel, chciałem pokazać, że on jest po prostu cholernie dobrym ziomeczkiem, bezinteresownym z dobrym serduszkiem i zaznaczyć gimmick, żeby to było w jego stylu. Na pewno jestem z tego bardziej zadowolony niż z opener segmentu, bo tam to i mi i Carniemu się już płyta zacięła xD Jak teraz to czytam drugi raz, ze świadomością z czym to się będzie zazębiać to podoba mi się jeszcze bardziej. Maksiu robi zajebista robotę.

The Outfit - powiem tak, odkąd powstawał ten segment słowo "luzik" zostanie ze mną na dłużej xD dzisiaj w robocie ziomek do mnie napisał "luzik xD" to prawie mu napisałem, że PRZECIEŻ JA SIĘ NIE DENERWUJĘ xDDDDD siadło to poko moim zdaniem, każdy odegrał swoją rolę, chciałem koniecznie pokazać, że skoro Enzo zjebał to przez niego jest większa presja na Vincezo, mam nadzieję, że dało się to wyczuć. No i ogólnie jestem bardzo zadowolony jak bardzo tutaj jest wszystko dogadywane, idzie pomysł, albo go przyjmujemy, bo jest w punkt, albo szybka dyskusja, bo ktoś ma inne zdanie i po chwili jest ugrane rozwiązanie. Jakby tak wszystko tak się dało... ahh, marzenia xD dodam jeszcze tylko, że dobre umiejscowienie na gali - nowe, nie znałem xD

Waters/Kline - o kurde, ale to długie wyszło. Długie, ale bardzo jakościowe. Totalnie kupuję gadkę Watersa, jego historię dzieciństwa i dorastania, nawet fragment z zamiarem skoczenia z mostu. Co prawda o takich rzeczach nie mówi się publicznie, bo jest uzasadniona obawa przed naśladownictwem, ale na potrzeby forum można przymknąć oko. River był idealnie przygotowany do wykładu, miał nawet pomoce naukowe, klasa. No i tutaj się wszystko zgadza, jest cała masa emocji, które są przekazane w zajebisty sposób. Zarządzanie tempem tej wypowiedzi jest mistrzowskie wręcz. Piękne redemption story, po takim podaniu swojej historii totalnie nie ma znaczenia jaki był wcześniej, od razu stał się face'em, którego kupi absolutnie każdy. Kline tutaj też dowozi elegancko, fajny jest kontrast między ich wypowiedziami. River ma długie wypowiedzi, bardzo ludzkie,  emocjonalne. Za to Kline krótkie, precyzyjne, wręcz mechaniczne. Robi nam się z tego takie fajne serce vs rozum. Kline super przedstawił swoje motywy, jestem w stanie je kupić. Od razu rzucili się na bardzo ciekawy cel do badania. Podoba mi się, że on wcale nie chce decydować za Watersa, tylko bez kitu wygląda to tak, jakby był ciekawy rezultatu przeprowadzanego eksperymentu. Korzystanie z tych nagrań z dyktafonu też dodaje świetnego klimatu. No i w ich pierwszej konfrontacji górą wychodził Silas, teraz ostatnie słowo należało do Rivera. To też jest bardzo dobry szczegół, bo są even moim zdaniem. Na ten moment Waters nie ma prawa zrobić krzywdy Silasowi, ale może pójść over w ten sposób. Bardzo smaczne to było, oj bardzo smaczne.

Zakończenie - kurwa, ja niby znałem wynik tej walki i cały skład EC Matchu, a i tak jestem zaskoczony xD no ogólnie powiem, że to jest bardzo logiczny ruch, żeby Leone był sam w tym EC Matchu. Dlaczego? Bo jak przegra to jest wieloosobowa walka, gdzie minimum dwie osoby są totalnie przeciwko niemu i zrobią wszystko, żeby nie wygrał, dodatkowo Maksiu fejsuje, więc może im pomóc, jak przegra to taka porażka w ogóle go nie zaboli. A jak wygra to jeszcze bardziej się uwiarygodni i będzie miał kurewsko mocną pozycję. Same plusy. No i takie rozwiązanie też dodatkowo zmienia dynamikę całego story The Outfit vs Elysium. I dynamikę relacji wewnątrz. Bardzo mocny obrazek na zakończenie gali imo, The Outfit, które w końcu coś przegrywa to jest na pewno kadr, który by fanom zapadł w pamięć na długo.

Podsumowanie - mocna gala, bardzo mocna gala. I bardzo równa przede wszystkim. Na segment Brutala miałbym inny pomysł, ale to nie jest słaby segment w dalszym ciągu, na zbiorowy segment pokręciłem nosem, bo imo za dużo chaosu tam było po prostu, ale poza tymi dwoma segmentami wszystko było naprawdę mocne. Trzyma poziom to Elysium, a nawet wyciąga wnioski, niesamowita sprawa. Do ideału brakuje już tylko zmieszczenia się w jednym poście xD

[Obrazek: 4295.png]
9/0/2
1x LPW World Champion

[Obrazek: 6651.png]
4/0/0
1x Eternal Champion [current]
Odpowiedz
Cytuj
09.10.2026, 22:27
#8
Segment otwierający: i mamy byłego mistrza świata, witamy serdecznie. Blaze krótko i rzeczowo, zauważyłem ostatnio, że te segmenty w ogóle raczej faktycznie zaczynają wyglądać jak rozmowy, niż wielkie przemowy, co bardzo mi się podoba. Ależ dobra odpowiedź Jose, widziałem, że z tą kredą wykorzysta jako przyjebanie się do białego proszku XD. Kolejny, który mówi o posiadaczu mistrzostwa, jako o przechowalni. Tak samo mówił Sabre do Halloway’a i wiadomo jak to się skończyło. Ależ ten Lopez wygląda na tle Axela, zajebiście wypada, naprawdę. Tak potężnie. Wszystko naprawdę celne z jego strony. Jest i Aldis, chyba zaraz poznajmy wszystkie trzy stage Main Eventu, nad którym będę się pochylał. Yeee, będą emocje w tym segmencie i to jeszcze większe. No czyli klasycznie, First Blood bardzo często jest wybieranym jako jeden z gimmickow, przynajmniej tak mi się kojarzy. Kurde, ależ celny jest w tym wszystkim mistrz. Z tymi krwawiącymi uszami dojebane XD. Ua to naprawdę będzie taka piękna klamra, bo Submission Match da dużo zwycięzcy, chociaż nie wiem ja do tego tak nigdy nie podchodziłem, że ktoś klepał to gorsza porażka niż poprzez pinfall. To po prostu jeden ze sposobów, to będzie doprawdy ciekawe. TLC na koniec! Mater Dei, to będzie miodne, bo wiadomo, że żaden nie wygra po dwóch pierwszych starciach. Dojebana to będzie walka i ponownie, dołożę wszelkich starań, żeby to było dobre starcie.

Walka 1: no tutaj właśnie zastanawiałem się kto może wyjść zwycięsko, ale jednak mistrz Eternal nie oddał miejsca. Ale o mało Brutal nie wygrał.

Rodzina Cottonów: coraz więcej tych typów XD. Dobra stajnia się szykuje. W sumie jak widzę jest ich czterech i tym razem pan ogonek. Co to ma być, kurde XD. Aż się zaczynam bać normalnie co to za zgrana ekipa będzie. Czy nasze LPW pomieści tyle Eli’ów?

Tony i jego gumowe ucho: och, czy miałem napisać reporter Paddy? Absolutnie nie! Przekupa Leone’a. No proszę jaki wyniosły pan z Tony’ego nie celebrujący sukcesów. Nie no, dobra argumentacja i naprawdę niezła ta wypowiedź. Taka mała poprawka, bo Tony wygrywał swoje pojedynki, czyli właśnie wychodził z tarczą, a nie na tarczy, bo to oznaczałoby, że Tony odniósł klęskę. Ale to taki mały szczegół. Kogo nazywasz neandertalczykiem?! XD nie no, po tym co Halloway zazwyczaj pierdoli, to można tak przypuszczać w sumie. Aa, czyli to było tak specjalnie, pomyłka Jacksona, a nie tego, który go prowadzi, bo Leone już go wyjaśnił XD. Ok, czyli jednak Paddy nie jest wirtuozem dziennikarstwa (ależ kurwa jestem zaskoczony XD). Dobra reszta odpowiedzi Tony’ego, wciąż dystyngowany typ. Ogólnie gdyby nie ta mafia i te prawdziwe zamiary, to z Leone byłby dobry face. Nie gryzie Tony, ale już połyka w całości. Ciekaw gdzie też pobiegli jegomoście. Bardzo dobry segment.

Walka 2: zwycięstwo pana Xebeca, nie mogło być inaczej.

Tatsu i jego cień: a to się zdziwiłem, że jednak Yoshi zdecydował się na przejażdżkę tym rowerem śmierci XD. Ale niee, za bardzo honorowe zajechanie drogi, nie mogło być inaczej. Elias jest jeszcze zbyt świeży, żeby być w stanie robić honorowe rzeczy. To ogólnie zachowanie Tatsu jak sobie wyobrażam, zajebiście by było śmieszne, tylko bez tych wstawek o honorze (chociaż może jakiś narrator by dodawał w tle). Ale strąca rękę już niehonorowo. No tak, przysłowia mają wielką moc, ale chłop w zdaniu „złap je wszystkie” chyba miał na myśli porażki XD. Elias zdobywający miejsce w EC Matchu, no tego by nie było w moim bingo, zdecydowanie nie XD. No w sumie Tatsu brał udział w ogromnej liczbie BR, chociaż jak teraz o tym myślę, to chyba żadnego nie wygrał. Naprawdę fajny ten pierwszy segment.

Brutal poturbowany: się kolega na coś zdenerwował. Sam siebie chyba tak poturbował. Zatrzymuje się na moment, żeby spojrzeć na Eliasa, a później jednak się nie zatrzymuje? Co on, nieruchomy poruszyciel? Kurde, ileż tutaj postaci się pojawiło. Ciekawe co go tak poruszyło. A dlaczego. Waters zawiódł? I to Lopeza? Nie pamiętam chyba poprzedniego Elysium, bo na tym jeszcze chyba nic nie było z tym związane podczas obecnego gali. Nie wiem o co tutaj może chodzić, ciekawe i dziwna sprawa.

Trzecia walka: a to akurat ja pisałem, miłej lektury. Przy okazji chciałabym napisać, że ten moveset Surfera jest taki biedny, że naprawdę tam trzeba się czasami nagłowić, żeby dobrze walkę napisać. Współczuję komuś, kto będzie pisał jakiś pojedynek z jego udziałem na PPV.

Następny segment: znów podszyte mafijnym sznytem groźby. Ogólnie widać, że stosunki Halloway’a i Edgara są jakoś tak coraz lepsze, chociaż Derek wciąż stara się trzymać gościa na lekki dystans. Mi się ogólnie podobał ten segment, pisało się go naprawdę spoko.

Walka 4: no umacnia się nam Mantel, zasługuje na to bez dwóch zdań. Ransom też jest niczego sobie zawodnikiem, więc szkoda, ale rozumiem z drugiej strony. Ciekawie go załatwił tym sprayem, co sam go kiedyś produkował. Ale jak wiadomo nie jest to już ten sam zawodnik.

Segment Surfera, ekipy Lorda i Rocksa: na wejście arogancki typek. Surfer lubi dzieci s za bardzo? Nie wiem czy mnie coś omija, czy ja mam taką pamięć zjebaną XD. Ogólnie takie pyszałkowate teksty, bardzo zwyczajny ten heel. „Nie wiem gdzie leży to całe Temu” czyli co, taki jest oderwany od rzeczywistości ten Francuz? Czy po prostu nie wiem średnio ogarnia otaczający go świat? Raczej to pierwsze jak rozumiem. Fajne to podkreślenie z tym francuskim słowem. Ależ cisną po Robie. Jak nie Rocks, to Lord. Twarda wypowiedź Roba, pewny siebie Polak atakuje wszystkich. A Lord nadal idzie w swoją narrację, bardzo mi się podoba. Ten Rocks chyba najmniej mi się podoba, rzuca takie raczej ogólniki, raczej takie mocniejsze po prostu pociski, ale nie ma w tym jakiegoś wyróżniającego się charakteru. McŁowicz chyba podobał mi się najbardziej z nich wszystkich. O, jeszcze Mantel, to może być dobre. No i było, kurde nie wiem czy jestem nieobiektywny, bo bardzo lubię tą postać, ale no naprawdę trą jedną kwestią wybił się ponad resztę, która była w tym segmencie. Ogólnie to średnio mi się akurat ten segment podobał, coś mi tu nie grało. Rob i Derrick naprawdę dobrzy, a reszta tak sobie bym powiedział.

Walka 5: tak coś czułem, że całego The Outfit nie będzie w EC Matchu. Fajna końcówka z wymianą tych finisherow uderzanych. Yay, będzie walka o Golden Laurel <3

Maxwell i Axel: Paddy to chyba nie jest wymarzony rozmówca dla Ransoma. Jeszce po porażce. O, ciekawe połączenie z Blaze’m, w sumie jest się kogo faktycznie poradzić. Maxwell tracący nadzieję w obecnym gimmicku faktycznie przegrywa trochę pojedynków. O cholercia? Czy to na pewno Axel? XD. Brzmi jak ktoś inny. Nie wiem chyba o co chodzi, bo nigdy nie jadłem krakersów z serem. Trochę populizmy, natomiast to też jest potrzebne. Niektórzy tych słów potrzebują bardzo. Pięknie tutaj Blaze wspomaga Maxa. Określenie Lopeza „łobuzem” to takie małe niedopowiedzenie, nieprawdaż? XD Jeszcze mu psoci, a to ci cholercia huncwot. Kurczę przykro z powodu tak załamanego Ransoma. Musi tutaj wlecieć terapia i to od kopa jak to się mówi. No taki dosyć poruszający segment, ciekawe czy to prowadzi do czegoś większego? Jak znam panów z HB na pewno nie jest to tutaj przypadkowe, że akurat Ransom zagadał akurat do Axela. Coś tutaj będzie na rzeczy.

The Outfit: oj po tej porażce atmosfera będzie gęsta. Taka cisza jest niezwykle głośna wbrew pozorom. No i lider stajni wypowiada te słowa pełne zawodu. Pierwszy raz chyba widzimy Leone w takim humorze. Kolejny, można powiedzieć, kadr filmowy. Sytuacja się skomplikowała i dominacja grupy w EC Matchu znacznie się skomplikowała. Chociaż znamy przypadki z wrestlingu irl, że interwencje są możliwe nawet w tego typu walkach. Niemniej bardzo dobry segment, jesteście panowie zajebisci.

Walka 5: nie było w tej galaktyce możliwości, żeby Axel to przegrał. Szkoda, że Sabre bez żadnego speechu czy segmentu na tej gali, ale no trudno.

Rivers Water czy jakoś tak: przedstawienie Watersa ukazywało człowieka już z jakimś warsztatem, zawodnika kompletnego, który już trochę się na wygrywał, a tutaj mamy człowieka, który się zrasta, który jest w drodze. Te potyczki z Silasem tak go dobiły? To ciekawe, że tak się zagubił człowiek wydawałoby się spełniony i kompletny. Aaa teraz sobie przypomniałem, przecież James przegrał z Lopezem. No ale nie miał jak tego wygrać na dobrą sprawę z mistrzem świata. Ciekaw jestem w ogóle kto mu robił te zdjęcia? Ci jego prześladowcy? No nie miał lekkiego życia, nie ma co. O nawet myśli samobójcze, ciężkie tematy podczas dzisiejszej gali są wyciągane. Czyli mamy skrócenie ringname’u, no i w sumie też spoko. Cytując klasyka „umarł Gustaw, narodził się Konrad”. Ta końcówka bardzo dobra. Fajny ten segment w ogóle całościowo, takie świadectwo można powiedzieć. No i można było się spodziewać, Kline się wtrąca. W sumie bardzo dobre rozebranie Rivera przez Victora na części pierwsze. On jak podnosi ten dyktafon, to emocje sięgają zenitu, czuć takie napięcie. A myślałem, że jak pada znamienne „rozpocząć ekspozycję” Silas wpada w coś takiego, że tego czołgu już nie zatrzymasz. O panie, wygląda na to, że ktoś postawi faktyczny opór Crowe’owi. Ciekawy ten sen, widać zmianę w postawie Rivera po modyfikacji tego gimmicku. Bardzo dobry segment.

ME: oj, teraz to się skomplikowało jak tylko mogło. Vincenzo też będzie się musiał gęsto tłumaczyć z tej porażki, chociaż Vizzini jest bardziej przebiegły w słowach i zachowaniu od Enzo, więc może to być łatwiejsze dla uczestnika main eventu. Ależ się działo pod sam koniec walki, wszyscy trzech muszkieterów działało tylko po to, żeby Edgar wygrał tę walkę. Niezwykłe emocje. Ewidentnie zawiązuje się sojusz między Dickinsonem, Brutalem i Halloway’em.

Ogółem: kurczę, ileż emocji dostarczyła mi ta gala. Zarówno tych smutnych jak i tych wesołych. Bardzo podobała mi się ta gala i oby jak najwięcej takich.

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
Zimny
Zawodowiec
09.10.2026, 22:27 #8
Segment otwierający: i mamy byłego mistrza świata, witamy serdecznie. Blaze krótko i rzeczowo, zauważyłem ostatnio, że te segmenty w ogóle raczej faktycznie zaczynają wyglądać jak rozmowy, niż wielkie przemowy, co bardzo mi się podoba. Ależ dobra odpowiedź Jose, widziałem, że z tą kredą wykorzysta jako przyjebanie się do białego proszku XD. Kolejny, który mówi o posiadaczu mistrzostwa, jako o przechowalni. Tak samo mówił Sabre do Halloway’a i wiadomo jak to się skończyło. Ależ ten Lopez wygląda na tle Axela, zajebiście wypada, naprawdę. Tak potężnie. Wszystko naprawdę celne z jego strony. Jest i Aldis, chyba zaraz poznajmy wszystkie trzy stage Main Eventu, nad którym będę się pochylał. Yeee, będą emocje w tym segmencie i to jeszcze większe. No czyli klasycznie, First Blood bardzo często jest wybieranym jako jeden z gimmickow, przynajmniej tak mi się kojarzy. Kurde, ależ celny jest w tym wszystkim mistrz. Z tymi krwawiącymi uszami dojebane XD. Ua to naprawdę będzie taka piękna klamra, bo Submission Match da dużo zwycięzcy, chociaż nie wiem ja do tego tak nigdy nie podchodziłem, że ktoś klepał to gorsza porażka niż poprzez pinfall. To po prostu jeden ze sposobów, to będzie doprawdy ciekawe. TLC na koniec! Mater Dei, to będzie miodne, bo wiadomo, że żaden nie wygra po dwóch pierwszych starciach. Dojebana to będzie walka i ponownie, dołożę wszelkich starań, żeby to było dobre starcie.

Walka 1: no tutaj właśnie zastanawiałem się kto może wyjść zwycięsko, ale jednak mistrz Eternal nie oddał miejsca. Ale o mało Brutal nie wygrał.

Rodzina Cottonów: coraz więcej tych typów XD. Dobra stajnia się szykuje. W sumie jak widzę jest ich czterech i tym razem pan ogonek. Co to ma być, kurde XD. Aż się zaczynam bać normalnie co to za zgrana ekipa będzie. Czy nasze LPW pomieści tyle Eli’ów?

Tony i jego gumowe ucho: och, czy miałem napisać reporter Paddy? Absolutnie nie! Przekupa Leone’a. No proszę jaki wyniosły pan z Tony’ego nie celebrujący sukcesów. Nie no, dobra argumentacja i naprawdę niezła ta wypowiedź. Taka mała poprawka, bo Tony wygrywał swoje pojedynki, czyli właśnie wychodził z tarczą, a nie na tarczy, bo to oznaczałoby, że Tony odniósł klęskę. Ale to taki mały szczegół. Kogo nazywasz neandertalczykiem?! XD nie no, po tym co Halloway zazwyczaj pierdoli, to można tak przypuszczać w sumie. Aa, czyli to było tak specjalnie, pomyłka Jacksona, a nie tego, który go prowadzi, bo Leone już go wyjaśnił XD. Ok, czyli jednak Paddy nie jest wirtuozem dziennikarstwa (ależ kurwa jestem zaskoczony XD). Dobra reszta odpowiedzi Tony’ego, wciąż dystyngowany typ. Ogólnie gdyby nie ta mafia i te prawdziwe zamiary, to z Leone byłby dobry face. Nie gryzie Tony, ale już połyka w całości. Ciekaw gdzie też pobiegli jegomoście. Bardzo dobry segment.

Walka 2: zwycięstwo pana Xebeca, nie mogło być inaczej.

Tatsu i jego cień: a to się zdziwiłem, że jednak Yoshi zdecydował się na przejażdżkę tym rowerem śmierci XD. Ale niee, za bardzo honorowe zajechanie drogi, nie mogło być inaczej. Elias jest jeszcze zbyt świeży, żeby być w stanie robić honorowe rzeczy. To ogólnie zachowanie Tatsu jak sobie wyobrażam, zajebiście by było śmieszne, tylko bez tych wstawek o honorze (chociaż może jakiś narrator by dodawał w tle). Ale strąca rękę już niehonorowo. No tak, przysłowia mają wielką moc, ale chłop w zdaniu „złap je wszystkie” chyba miał na myśli porażki XD. Elias zdobywający miejsce w EC Matchu, no tego by nie było w moim bingo, zdecydowanie nie XD. No w sumie Tatsu brał udział w ogromnej liczbie BR, chociaż jak teraz o tym myślę, to chyba żadnego nie wygrał. Naprawdę fajny ten pierwszy segment.

Brutal poturbowany: się kolega na coś zdenerwował. Sam siebie chyba tak poturbował. Zatrzymuje się na moment, żeby spojrzeć na Eliasa, a później jednak się nie zatrzymuje? Co on, nieruchomy poruszyciel? Kurde, ileż tutaj postaci się pojawiło. Ciekawe co go tak poruszyło. A dlaczego. Waters zawiódł? I to Lopeza? Nie pamiętam chyba poprzedniego Elysium, bo na tym jeszcze chyba nic nie było z tym związane podczas obecnego gali. Nie wiem o co tutaj może chodzić, ciekawe i dziwna sprawa.

Trzecia walka: a to akurat ja pisałem, miłej lektury. Przy okazji chciałabym napisać, że ten moveset Surfera jest taki biedny, że naprawdę tam trzeba się czasami nagłowić, żeby dobrze walkę napisać. Współczuję komuś, kto będzie pisał jakiś pojedynek z jego udziałem na PPV.

Następny segment: znów podszyte mafijnym sznytem groźby. Ogólnie widać, że stosunki Halloway’a i Edgara są jakoś tak coraz lepsze, chociaż Derek wciąż stara się trzymać gościa na lekki dystans. Mi się ogólnie podobał ten segment, pisało się go naprawdę spoko.

Walka 4: no umacnia się nam Mantel, zasługuje na to bez dwóch zdań. Ransom też jest niczego sobie zawodnikiem, więc szkoda, ale rozumiem z drugiej strony. Ciekawie go załatwił tym sprayem, co sam go kiedyś produkował. Ale jak wiadomo nie jest to już ten sam zawodnik.

Segment Surfera, ekipy Lorda i Rocksa: na wejście arogancki typek. Surfer lubi dzieci s za bardzo? Nie wiem czy mnie coś omija, czy ja mam taką pamięć zjebaną XD. Ogólnie takie pyszałkowate teksty, bardzo zwyczajny ten heel. „Nie wiem gdzie leży to całe Temu” czyli co, taki jest oderwany od rzeczywistości ten Francuz? Czy po prostu nie wiem średnio ogarnia otaczający go świat? Raczej to pierwsze jak rozumiem. Fajne to podkreślenie z tym francuskim słowem. Ależ cisną po Robie. Jak nie Rocks, to Lord. Twarda wypowiedź Roba, pewny siebie Polak atakuje wszystkich. A Lord nadal idzie w swoją narrację, bardzo mi się podoba. Ten Rocks chyba najmniej mi się podoba, rzuca takie raczej ogólniki, raczej takie mocniejsze po prostu pociski, ale nie ma w tym jakiegoś wyróżniającego się charakteru. McŁowicz chyba podobał mi się najbardziej z nich wszystkich. O, jeszcze Mantel, to może być dobre. No i było, kurde nie wiem czy jestem nieobiektywny, bo bardzo lubię tą postać, ale no naprawdę trą jedną kwestią wybił się ponad resztę, która była w tym segmencie. Ogólnie to średnio mi się akurat ten segment podobał, coś mi tu nie grało. Rob i Derrick naprawdę dobrzy, a reszta tak sobie bym powiedział.

Walka 5: tak coś czułem, że całego The Outfit nie będzie w EC Matchu. Fajna końcówka z wymianą tych finisherow uderzanych. Yay, będzie walka o Golden Laurel <3

Maxwell i Axel: Paddy to chyba nie jest wymarzony rozmówca dla Ransoma. Jeszce po porażce. O, ciekawe połączenie z Blaze’m, w sumie jest się kogo faktycznie poradzić. Maxwell tracący nadzieję w obecnym gimmicku faktycznie przegrywa trochę pojedynków. O cholercia? Czy to na pewno Axel? XD. Brzmi jak ktoś inny. Nie wiem chyba o co chodzi, bo nigdy nie jadłem krakersów z serem. Trochę populizmy, natomiast to też jest potrzebne. Niektórzy tych słów potrzebują bardzo. Pięknie tutaj Blaze wspomaga Maxa. Określenie Lopeza „łobuzem” to takie małe niedopowiedzenie, nieprawdaż? XD Jeszcze mu psoci, a to ci cholercia huncwot. Kurczę przykro z powodu tak załamanego Ransoma. Musi tutaj wlecieć terapia i to od kopa jak to się mówi. No taki dosyć poruszający segment, ciekawe czy to prowadzi do czegoś większego? Jak znam panów z HB na pewno nie jest to tutaj przypadkowe, że akurat Ransom zagadał akurat do Axela. Coś tutaj będzie na rzeczy.

The Outfit: oj po tej porażce atmosfera będzie gęsta. Taka cisza jest niezwykle głośna wbrew pozorom. No i lider stajni wypowiada te słowa pełne zawodu. Pierwszy raz chyba widzimy Leone w takim humorze. Kolejny, można powiedzieć, kadr filmowy. Sytuacja się skomplikowała i dominacja grupy w EC Matchu znacznie się skomplikowała. Chociaż znamy przypadki z wrestlingu irl, że interwencje są możliwe nawet w tego typu walkach. Niemniej bardzo dobry segment, jesteście panowie zajebisci.

Walka 5: nie było w tej galaktyce możliwości, żeby Axel to przegrał. Szkoda, że Sabre bez żadnego speechu czy segmentu na tej gali, ale no trudno.

Rivers Water czy jakoś tak: przedstawienie Watersa ukazywało człowieka już z jakimś warsztatem, zawodnika kompletnego, który już trochę się na wygrywał, a tutaj mamy człowieka, który się zrasta, który jest w drodze. Te potyczki z Silasem tak go dobiły? To ciekawe, że tak się zagubił człowiek wydawałoby się spełniony i kompletny. Aaa teraz sobie przypomniałem, przecież James przegrał z Lopezem. No ale nie miał jak tego wygrać na dobrą sprawę z mistrzem świata. Ciekaw jestem w ogóle kto mu robił te zdjęcia? Ci jego prześladowcy? No nie miał lekkiego życia, nie ma co. O nawet myśli samobójcze, ciężkie tematy podczas dzisiejszej gali są wyciągane. Czyli mamy skrócenie ringname’u, no i w sumie też spoko. Cytując klasyka „umarł Gustaw, narodził się Konrad”. Ta końcówka bardzo dobra. Fajny ten segment w ogóle całościowo, takie świadectwo można powiedzieć. No i można było się spodziewać, Kline się wtrąca. W sumie bardzo dobre rozebranie Rivera przez Victora na części pierwsze. On jak podnosi ten dyktafon, to emocje sięgają zenitu, czuć takie napięcie. A myślałem, że jak pada znamienne „rozpocząć ekspozycję” Silas wpada w coś takiego, że tego czołgu już nie zatrzymasz. O panie, wygląda na to, że ktoś postawi faktyczny opór Crowe’owi. Ciekawy ten sen, widać zmianę w postawie Rivera po modyfikacji tego gimmicku. Bardzo dobry segment.

ME: oj, teraz to się skomplikowało jak tylko mogło. Vincenzo też będzie się musiał gęsto tłumaczyć z tej porażki, chociaż Vizzini jest bardziej przebiegły w słowach i zachowaniu od Enzo, więc może to być łatwiejsze dla uczestnika main eventu. Ależ się działo pod sam koniec walki, wszyscy trzech muszkieterów działało tylko po to, żeby Edgar wygrał tę walkę. Niezwykłe emocje. Ewidentnie zawiązuje się sojusz między Dickinsonem, Brutalem i Halloway’em.

Ogółem: kurczę, ileż emocji dostarczyła mi ta gala. Zarówno tych smutnych jak i tych wesołych. Bardzo podobała mi się ta gala i oby jak najwięcej takich.

Wrestler:
Derek Halloway

Achievements:
- LPW Eternal Champion (1 time) 76 days; 1 defence

Last match:
Elysium #5: Derek Halloway vs Tony Leone vs Mike Brutal vs Edgar Dickinson - lost via pinfall by Tony Leone on Mike Brutal

Wrestler:
Johnny Turn

Achievements:

Last match:
Colosseum #9: Johnny Turn & Cyclone Diallo vs Kannonball & Ralf - lost via pinfall

Osiagnięcia jako użytkownik:
- użytkownik lipca 2026
Odpowiedz
Cytuj
09.10.2026, 23:23
#9
ET - Lopez & Blaze:
Jako segment otwierający galę to bardzo dobry wybór. Fanów rywalizacja o ,jeszcze, główny pas federacji na pewno grzeje. Jeśli chodzi o wypowiedzi samych panów to niestety zaczynamy powoli czuć swąd odgrzewanego kotleta. Szczególnie na początku. Po pierwszych kwestiach jak panowie się rozkręcają i wchodzą bardziej w regio przytyków to wchodzi to lepiej. Pozwolę sobie wyróżnić wysyłanie do psychiatry Dickinsona, oraz Lopeza dotykającego tematu udawanego luzu (bo też tutaj na starcie segmentu odniosłem takie wrażenie, że luz Blaze jest lekkim “delulu” ) Poziom wysoko jest jak dochodzi do wyborów stypulacji do 3stage. Wybory obu panów uważam wyśmienite, chociaż submission kurde bardziej by mi pasował na finalne rozwiązanie. Jesli chodzi o Pana Aldisa to wpadł zrobić swoje, ale panowie byli grzeczni więc dzięki bogu nie musiał się wysilać.

Generalnie powiem tak, czy to było dobre? Było, ale raczej ze względu na jakość userów niż dlatego, że jest tu aż taki potencjał. Rywalizacja potrzebuje zamknięcia i na pewno z ciekawością jej rozwiązanie przeczytam, ale też wyraźnie czuję, że po starciu na Danse Macabre panowie powinni już pójść w swoje strony.

/Leone Brutal/
Nie ma łatwo ten Mike. Wylosowało mu się starcie, z najsilniejszym z grupy the outfit i zalicza którąś z kolei wtopę. Mam nadzieję, że kiedy przyjdzie czas zemsty to się będzie mógł chłop odpalić.

Bawełniak
Nie wiem co mam powiedzieć, więc powiem, że przez ten segment przypomniałem sobie, że za czasów podstawówki wiralem był film jak chłop przebrany za królika ruchał w lesie myśliwego i to chyba będzie najlepsze podsumowanie moich odczuć.

Paddy & Leone
Bardzo, bardzo solidny wywiad.
Leone jest mocny w tym momencie i to czuje. Może sobie pozwolić na to mafijne granie na przejściach od dobrotliwości do agresji w ciągu momentu, i jego aktualna pozycja sprawia, że odnosi to zamierzony efekt w pełni.
Zastanawia mnie, czy ten Paddy wyskakujący z byciem na tarczy to rzeczywisty błąd który remik bezlitośnie przyaatakował czy też planowany zabieg, tak czy siak wyszło ładnie. Ale pomaślił Dickinsonowi i Hallowayowi (odklejony pisarz z bogatej rodziny i utyty teoretyk spiskowy). No widać, że Tony celuje wysoko, ale ciekawe jest to, że Paddy wyciąga tutaj wahania Enzo. (którego pojawienie się za plecami to udane cliche). Generalnie solidnie, Tony widać, że w tym konkretnym momencie wygląda na kogoś kto gdyby chciał wyjść do Blaze i Lopeza to mógłby bez kompleksów. Zobaczymy czy postawa jego towarzyszy nie zachwieje tego stanu.
/Gato i Xebec/

Szkoda trochę że Spazm odpuścił bez pożegnania i kociarz idzie do pełnej jobberki, bo grube tu bencki zebrał.

Yoshi & Elias i inne
Yoshi wypełnia w moim sercu pustkę jaką pozostawił po sobie Dolnick (a to duża czarna dziura) Cały vibe Yoshiego i Eliasa wzbudza u mnie niejasne wspomnienie amerykańskich programów dla dzieci w temacie jakiegoś dojo gdzie nastolatkowie dorastają i poznają wartości życia, ale ich mistrz z jakiegoś powodu jest czarny.

Eh omijało mnie czym są kukuryniarze i przez to forum ten stan jest inny. No pretensje Eliasa w sumie słuszne, bo wpierdol srogi zebrali. Ale czy lepiej sobie sam radził to nie wiem, też obskakiwał po ryju.

Nomen omen coś czuję, że jednak przez złap je wszystkie ma na myśli oklepy i kontuzje.

Ahh tak czekałem wiedząc, że mamy Battle Royal, aż nasz specjalista się odpali. Aż mam nadzieję że Elysium 7 rozpocznie się od ET w którym Yoshi prowadzi Shadowi obóz przygotowawczy do battle royal z klasykiem wykonywania zadań pozornie nie mających nic wspólnego z walką.

Oho Brutal bez zaskoczenia jest solidnie podkurwiony. Zgadzam sie z remikiem że chyba lepiej by wyszedł krótki nawet monolog do ściany połączony z rozwałką niż sama rozwałka. Ale jeśli mi się nic nie pokręciło to Michał miał chyba urlop więc stąd forma.


Waters i Lopez w tajemnicy się ruchają róbcie screeny


/Fraser & Finnegan/
Wygrana na konto surfera. Ja tam zerkam na niego przychylnym okiem, taka męska Sol Ruca. Trzymam kciuki.

Outfit i chłopaki wariaty
Chciałbym przeprosić za moją tragiczną formę w tym segmencie, dopinałem projekty starej roboty i było w biegu, no jes jak jes.
Jeśli chodzi o resztę, to wstępna zaczepka od panów z the oufit bardzo ładna, mają oczywiście do tego przestrzeń są do tej pory na serii zwycięstw a Halloway stracił pas, więc zakrawa tutaj to o bullying.

Derek w odpowiedzi klasyczny zabieg teoretyków spiskowych czyli podkręcamy poziom odklejki od rzeczywistości. Wszyscy oszukują, wszyscy przekupieni i fajrant można grać w cs. Nie no, dalej ten mechanizm działa, a zimny potrafi wplatać humor w to wszystko.

Outfit utrzymuja narrację, że dajcie sobie chłopaki spokój, pójdźcie nie wiem, na lody i zostawcie wrestling poważnym panom.
No zobaczymy czy ta fasada zacznie się z czasem kruszyć, bo na razie to jakby mieli przykaz z korpo jaki mają przekazywać komunikat. Na razie jednak widzę, niech się dzieje wola nieba z pełnym przekonaniem, że jeśli bóg jest z nami to któż jest przeciwko nam.

Pan Enzo zakładam że myśli o współczynniku IQ/d gdzie d to długość stopy. To tak się składa że u Pana Hallowaya IQ jest tak wysokie, że zanegowało jego kajaki a Dickinson ma małe stópki .

/Mantel Ransom/
Mantel wygrywa dzięki ładnej heelowej zagrywce. W pierwszej chwili myślałem, że to będzie gaz pieprzowy albo green mist, ale dawny preparat Maxwella to ładny smaczek. Ciekaw jestem gdzie nas to zaprowadzi. Maxwell to duża marka z ciekawą historią, a Mantel sobie zasłużył na coś porządnego.

Xebec, Lord, Finnegan, McŁowicz, Mantel

Boże, dość chaotyczny ten segment przyznam.
Xebec wchodzi odpalony z agresorem. Mam na ten moment absolutnie nie wyrobione zdanie na temat tej postaci. Nie wiem czy mnie tutaj przekonuje, duża bezpośredniość i podejścia do łamania 3 ściany, myślę, że może to mieć jakiś potencjał ale ostrożnie.

Lord to mnie nawet rozbawił z tym, że nie wie gdzie leży Temu. Ech szkoda czasów kiedy szlachta odbierała odpowiednie wykształcenie.

Finnegan na jakim luzie XD napinka, Xebec jedzie po wszystkich a surfer brzmi jak laska z chłopaki nie płaczą. Aj szkoda, że w kolejnej kwestii mu się literówki przytrafiły, ale vibe zachowany.

Mc na razie wypada tam najpoważniej w tej kolorowej hałastrze, no ale w sumie rzeczywiście najpierw to ma swoje sprawy z lordem do wyrównania.

Dobrze, że Mantel ma opcję to zamknąć i wypaść najmocniej. Zapracował sobie na to, żeby w midcardzie mieć pewien posłuch i w końcu czuć od niego, że nie rzuca tutaj słów na wiatr.

Kurde no wiem, że walkę wieloosobową trzeba było jakoś podbudować i wszystkich upchać stąd właśnie chaotyczność segu. No każdy mógł coś tam wspomnieć, lepiej lub gorzej te szansy wykorzystali. Parę razy się uśmiechnąłem więc chyba nie ma źle.


/Enzo i Derek/
No proszę Outfit czysto przegrywa. No to zaboli. Piękna sprawa panie Halloway.

Paddy & Ransom & Blaze
Rozbudowana ta wewnętrzna przemiana Ransoma, zastanawiałem się po prawdzie co tam dalej z nim po Dolnicku ale widzę, że idziemy w pełni w silne mentalne przebudowy.

Ale Axel zyskuje na tym segu ojaciepierdole. Został mu podany do jego faceowej postaci jak ciasteczko z mlekiem czy wspomniany krakers z serem. Blaze wykorzystał w pełni piłkę jaką mu zagrano i odrabia lekki brak wiarygodności jaki od niego czułem na starcie gali.

Ah kurczę szkoda tego Ransoma, no trzymam kciuki, że się pozbiera. Może jakiś heelturnik kiedyś przywali.

Outfit

Skąd to the outfit ogarnęło gabinet. Czy wynajmują zawsze w pobliżu miejsca gali czy co?
Ale generalnie sam seg dobry, spoko że to wszystko dzieje się na bieżąco, a nie że na konsekwencje porażki musielibyśmy czekać aż do ely 7. No na razie trzymają się panowie w ryzach. Leone trzyma wszystko ciężką ręką, enzo posypał głowę popiołem a Vincenzo zapewnia, że ogarnie. Trzymają się panowie i w sumie dobrze, wiedzieli, że w końcu przyjdzie jakaś wyjebka to jeszcze nie czas na panikę i rozłamy.

Ale intryguje mnie, co mają za plan panowie.

/Axel ZSJ/

Blazik podbudowa malutka, cóż więcej dodać.

River i doktor
Kurde, chyba cały mój problem z odbiorem Watersa jest taki, że ja mam kompletną dziurę w pamięci jeśli chodzi o jego historię i legendę, więc cholernie ciężko jest mi się wczuć. Ale w sumie, to liczę, że jednak ty rywalizacja z Clinem to będzie przestrzeń do backstories które może mnie oświecą, jak ta jego legendarność powstawała.

Rzewność segmentu w tym momencie myślę, że głównie broni fakt właśnie statusu Rivera, bo w przeciwnym razie lekko by publikę zanudził. Swoją drogą, czy to jest nawiązanie do monologu skryby?
No dobrze, przy statusie Watersa takie uzewnętrznienie mogłoby rzeczywiście mocno dotrzeć do publiki i wbudzić mocne emocje, tym samym mocno samą rywalizację podbudowując. Domknięcie takie czysto faceowe. Ja mam jakąś personalną niechęć do ludzi epatujących pieniędzmi, ale to co przedstawia River w amerykańskie klimaty mocno by wpadło. Od zera do bohatera postawiony przeciw demonom własnej przeszłości.

Victor z swoją maszyną (czyli poniekąd sprawcy zamieszania nie?) dołączają. Mam tutaj od doktora wrażenie jakbym nieco wracał do serialowego Hannibala. Sugestia, że Waters wcale tutaj nie odzyskuje kontroli nad sytuacją, tylko wpada właśnie w środek sideł które na niego zostały zastawione mi się podoba, ale trochę jestem zagubiony co się tutaj wydarzyło z tym dyktafonem i co ma oznaczać i skąd dyktafon wiedział jaki jest stan watersa, czy też może doktor ma różne opcje nagrane i puszcza co mu jest akurat potrzebne? Tylko w sumie po co, mógłby to powiedzieć. Bo, że taśmy to narzędzie do kontroli naszego frankensteina mi się kleiło, ale teraz się zagubiłem. Potem już gładko, jasna motywacja zobaczenia do czego się z czasem Waters może jeszcze posunąć.

Celna odpowiedź na tekst o niewoli.
Ale to nagranie to już absolutnie przypomniało mi o relacji Willa i Hannibala z serialu do tego stopnia, że się zastanawiam, czy ta rywalizacja nie jest nią inspirowana. Generalnie jako fan horroru doceniam. No na koniec mamy więcej pytań niż odpowiedzi, ale to dobrze, bo jestem tym co się będzie dalej działo, dużo bardziej zainteresowany niż na początku segmentu.


* Emiel Regis Vincenzo i Edgar/

Oj podziało się w tym ME. Edgar sporo pomocnych dłoni potrzebował, ale monolit The Outfit pękł. Bóg krwawi. Zobaczymy co dalej w związku z tym. Ale się muszę chyba z komentarzami odbić jak coś tutaj mam potem powalczyć xd
Za to trójce Brutal, Derek i Edgar coś w końcu wyszło, zobaczymy czy będą w stanie to rozwinąć.



Generalnie kurde, poziom jest kurde wysoki. Są potknięcia, ale LPW naprawdę widać, że zbiera już wyjadaczy.

[Obrazek: e67dc8417560f96d92a455ae27c99c58.jpg]
Odpowiedz
Cytuj
Emiel Regis
Elysium
09.10.2026, 23:23 #9
ET - Lopez & Blaze:
Jako segment otwierający galę to bardzo dobry wybór. Fanów rywalizacja o ,jeszcze, główny pas federacji na pewno grzeje. Jeśli chodzi o wypowiedzi samych panów to niestety zaczynamy powoli czuć swąd odgrzewanego kotleta. Szczególnie na początku. Po pierwszych kwestiach jak panowie się rozkręcają i wchodzą bardziej w regio przytyków to wchodzi to lepiej. Pozwolę sobie wyróżnić wysyłanie do psychiatry Dickinsona, oraz Lopeza dotykającego tematu udawanego luzu (bo też tutaj na starcie segmentu odniosłem takie wrażenie, że luz Blaze jest lekkim “delulu” ) Poziom wysoko jest jak dochodzi do wyborów stypulacji do 3stage. Wybory obu panów uważam wyśmienite, chociaż submission kurde bardziej by mi pasował na finalne rozwiązanie. Jesli chodzi o Pana Aldisa to wpadł zrobić swoje, ale panowie byli grzeczni więc dzięki bogu nie musiał się wysilać.

Generalnie powiem tak, czy to było dobre? Było, ale raczej ze względu na jakość userów niż dlatego, że jest tu aż taki potencjał. Rywalizacja potrzebuje zamknięcia i na pewno z ciekawością jej rozwiązanie przeczytam, ale też wyraźnie czuję, że po starciu na Danse Macabre panowie powinni już pójść w swoje strony.

/Leone Brutal/
Nie ma łatwo ten Mike. Wylosowało mu się starcie, z najsilniejszym z grupy the outfit i zalicza którąś z kolei wtopę. Mam nadzieję, że kiedy przyjdzie czas zemsty to się będzie mógł chłop odpalić.

Bawełniak
Nie wiem co mam powiedzieć, więc powiem, że przez ten segment przypomniałem sobie, że za czasów podstawówki wiralem był film jak chłop przebrany za królika ruchał w lesie myśliwego i to chyba będzie najlepsze podsumowanie moich odczuć.

Paddy & Leone
Bardzo, bardzo solidny wywiad.
Leone jest mocny w tym momencie i to czuje. Może sobie pozwolić na to mafijne granie na przejściach od dobrotliwości do agresji w ciągu momentu, i jego aktualna pozycja sprawia, że odnosi to zamierzony efekt w pełni.
Zastanawia mnie, czy ten Paddy wyskakujący z byciem na tarczy to rzeczywisty błąd który remik bezlitośnie przyaatakował czy też planowany zabieg, tak czy siak wyszło ładnie. Ale pomaślił Dickinsonowi i Hallowayowi (odklejony pisarz z bogatej rodziny i utyty teoretyk spiskowy). No widać, że Tony celuje wysoko, ale ciekawe jest to, że Paddy wyciąga tutaj wahania Enzo. (którego pojawienie się za plecami to udane cliche). Generalnie solidnie, Tony widać, że w tym konkretnym momencie wygląda na kogoś kto gdyby chciał wyjść do Blaze i Lopeza to mógłby bez kompleksów. Zobaczymy czy postawa jego towarzyszy nie zachwieje tego stanu.
/Gato i Xebec/

Szkoda trochę że Spazm odpuścił bez pożegnania i kociarz idzie do pełnej jobberki, bo grube tu bencki zebrał.

Yoshi & Elias i inne
Yoshi wypełnia w moim sercu pustkę jaką pozostawił po sobie Dolnick (a to duża czarna dziura) Cały vibe Yoshiego i Eliasa wzbudza u mnie niejasne wspomnienie amerykańskich programów dla dzieci w temacie jakiegoś dojo gdzie nastolatkowie dorastają i poznają wartości życia, ale ich mistrz z jakiegoś powodu jest czarny.

Eh omijało mnie czym są kukuryniarze i przez to forum ten stan jest inny. No pretensje Eliasa w sumie słuszne, bo wpierdol srogi zebrali. Ale czy lepiej sobie sam radził to nie wiem, też obskakiwał po ryju.

Nomen omen coś czuję, że jednak przez złap je wszystkie ma na myśli oklepy i kontuzje.

Ahh tak czekałem wiedząc, że mamy Battle Royal, aż nasz specjalista się odpali. Aż mam nadzieję że Elysium 7 rozpocznie się od ET w którym Yoshi prowadzi Shadowi obóz przygotowawczy do battle royal z klasykiem wykonywania zadań pozornie nie mających nic wspólnego z walką.

Oho Brutal bez zaskoczenia jest solidnie podkurwiony. Zgadzam sie z remikiem że chyba lepiej by wyszedł krótki nawet monolog do ściany połączony z rozwałką niż sama rozwałka. Ale jeśli mi się nic nie pokręciło to Michał miał chyba urlop więc stąd forma.


Waters i Lopez w tajemnicy się ruchają róbcie screeny


/Fraser & Finnegan/
Wygrana na konto surfera. Ja tam zerkam na niego przychylnym okiem, taka męska Sol Ruca. Trzymam kciuki.

Outfit i chłopaki wariaty
Chciałbym przeprosić za moją tragiczną formę w tym segmencie, dopinałem projekty starej roboty i było w biegu, no jes jak jes.
Jeśli chodzi o resztę, to wstępna zaczepka od panów z the oufit bardzo ładna, mają oczywiście do tego przestrzeń są do tej pory na serii zwycięstw a Halloway stracił pas, więc zakrawa tutaj to o bullying.

Derek w odpowiedzi klasyczny zabieg teoretyków spiskowych czyli podkręcamy poziom odklejki od rzeczywistości. Wszyscy oszukują, wszyscy przekupieni i fajrant można grać w cs. Nie no, dalej ten mechanizm działa, a zimny potrafi wplatać humor w to wszystko.

Outfit utrzymuja narrację, że dajcie sobie chłopaki spokój, pójdźcie nie wiem, na lody i zostawcie wrestling poważnym panom.
No zobaczymy czy ta fasada zacznie się z czasem kruszyć, bo na razie to jakby mieli przykaz z korpo jaki mają przekazywać komunikat. Na razie jednak widzę, niech się dzieje wola nieba z pełnym przekonaniem, że jeśli bóg jest z nami to któż jest przeciwko nam.

Pan Enzo zakładam że myśli o współczynniku IQ/d gdzie d to długość stopy. To tak się składa że u Pana Hallowaya IQ jest tak wysokie, że zanegowało jego kajaki a Dickinson ma małe stópki .

/Mantel Ransom/
Mantel wygrywa dzięki ładnej heelowej zagrywce. W pierwszej chwili myślałem, że to będzie gaz pieprzowy albo green mist, ale dawny preparat Maxwella to ładny smaczek. Ciekaw jestem gdzie nas to zaprowadzi. Maxwell to duża marka z ciekawą historią, a Mantel sobie zasłużył na coś porządnego.

Xebec, Lord, Finnegan, McŁowicz, Mantel

Boże, dość chaotyczny ten segment przyznam.
Xebec wchodzi odpalony z agresorem. Mam na ten moment absolutnie nie wyrobione zdanie na temat tej postaci. Nie wiem czy mnie tutaj przekonuje, duża bezpośredniość i podejścia do łamania 3 ściany, myślę, że może to mieć jakiś potencjał ale ostrożnie.

Lord to mnie nawet rozbawił z tym, że nie wie gdzie leży Temu. Ech szkoda czasów kiedy szlachta odbierała odpowiednie wykształcenie.

Finnegan na jakim luzie XD napinka, Xebec jedzie po wszystkich a surfer brzmi jak laska z chłopaki nie płaczą. Aj szkoda, że w kolejnej kwestii mu się literówki przytrafiły, ale vibe zachowany.

Mc na razie wypada tam najpoważniej w tej kolorowej hałastrze, no ale w sumie rzeczywiście najpierw to ma swoje sprawy z lordem do wyrównania.

Dobrze, że Mantel ma opcję to zamknąć i wypaść najmocniej. Zapracował sobie na to, żeby w midcardzie mieć pewien posłuch i w końcu czuć od niego, że nie rzuca tutaj słów na wiatr.

Kurde no wiem, że walkę wieloosobową trzeba było jakoś podbudować i wszystkich upchać stąd właśnie chaotyczność segu. No każdy mógł coś tam wspomnieć, lepiej lub gorzej te szansy wykorzystali. Parę razy się uśmiechnąłem więc chyba nie ma źle.


/Enzo i Derek/
No proszę Outfit czysto przegrywa. No to zaboli. Piękna sprawa panie Halloway.

Paddy & Ransom & Blaze
Rozbudowana ta wewnętrzna przemiana Ransoma, zastanawiałem się po prawdzie co tam dalej z nim po Dolnicku ale widzę, że idziemy w pełni w silne mentalne przebudowy.

Ale Axel zyskuje na tym segu ojaciepierdole. Został mu podany do jego faceowej postaci jak ciasteczko z mlekiem czy wspomniany krakers z serem. Blaze wykorzystał w pełni piłkę jaką mu zagrano i odrabia lekki brak wiarygodności jaki od niego czułem na starcie gali.

Ah kurczę szkoda tego Ransoma, no trzymam kciuki, że się pozbiera. Może jakiś heelturnik kiedyś przywali.

Outfit

Skąd to the outfit ogarnęło gabinet. Czy wynajmują zawsze w pobliżu miejsca gali czy co?
Ale generalnie sam seg dobry, spoko że to wszystko dzieje się na bieżąco, a nie że na konsekwencje porażki musielibyśmy czekać aż do ely 7. No na razie trzymają się panowie w ryzach. Leone trzyma wszystko ciężką ręką, enzo posypał głowę popiołem a Vincenzo zapewnia, że ogarnie. Trzymają się panowie i w sumie dobrze, wiedzieli, że w końcu przyjdzie jakaś wyjebka to jeszcze nie czas na panikę i rozłamy.

Ale intryguje mnie, co mają za plan panowie.

/Axel ZSJ/

Blazik podbudowa malutka, cóż więcej dodać.

River i doktor
Kurde, chyba cały mój problem z odbiorem Watersa jest taki, że ja mam kompletną dziurę w pamięci jeśli chodzi o jego historię i legendę, więc cholernie ciężko jest mi się wczuć. Ale w sumie, to liczę, że jednak ty rywalizacja z Clinem to będzie przestrzeń do backstories które może mnie oświecą, jak ta jego legendarność powstawała.

Rzewność segmentu w tym momencie myślę, że głównie broni fakt właśnie statusu Rivera, bo w przeciwnym razie lekko by publikę zanudził. Swoją drogą, czy to jest nawiązanie do monologu skryby?
No dobrze, przy statusie Watersa takie uzewnętrznienie mogłoby rzeczywiście mocno dotrzeć do publiki i wbudzić mocne emocje, tym samym mocno samą rywalizację podbudowując. Domknięcie takie czysto faceowe. Ja mam jakąś personalną niechęć do ludzi epatujących pieniędzmi, ale to co przedstawia River w amerykańskie klimaty mocno by wpadło. Od zera do bohatera postawiony przeciw demonom własnej przeszłości.

Victor z swoją maszyną (czyli poniekąd sprawcy zamieszania nie?) dołączają. Mam tutaj od doktora wrażenie jakbym nieco wracał do serialowego Hannibala. Sugestia, że Waters wcale tutaj nie odzyskuje kontroli nad sytuacją, tylko wpada właśnie w środek sideł które na niego zostały zastawione mi się podoba, ale trochę jestem zagubiony co się tutaj wydarzyło z tym dyktafonem i co ma oznaczać i skąd dyktafon wiedział jaki jest stan watersa, czy też może doktor ma różne opcje nagrane i puszcza co mu jest akurat potrzebne? Tylko w sumie po co, mógłby to powiedzieć. Bo, że taśmy to narzędzie do kontroli naszego frankensteina mi się kleiło, ale teraz się zagubiłem. Potem już gładko, jasna motywacja zobaczenia do czego się z czasem Waters może jeszcze posunąć.

Celna odpowiedź na tekst o niewoli.
Ale to nagranie to już absolutnie przypomniało mi o relacji Willa i Hannibala z serialu do tego stopnia, że się zastanawiam, czy ta rywalizacja nie jest nią inspirowana. Generalnie jako fan horroru doceniam. No na koniec mamy więcej pytań niż odpowiedzi, ale to dobrze, bo jestem tym co się będzie dalej działo, dużo bardziej zainteresowany niż na początku segmentu.


* Emiel Regis Vincenzo i Edgar/

Oj podziało się w tym ME. Edgar sporo pomocnych dłoni potrzebował, ale monolit The Outfit pękł. Bóg krwawi. Zobaczymy co dalej w związku z tym. Ale się muszę chyba z komentarzami odbić jak coś tutaj mam potem powalczyć xd
Za to trójce Brutal, Derek i Edgar coś w końcu wyszło, zobaczymy czy będą w stanie to rozwinąć.



Generalnie kurde, poziom jest kurde wysoki. Są potknięcia, ale LPW naprawdę widać, że zbiera już wyjadaczy.

[Obrazek: e67dc8417560f96d92a455ae27c99c58.jpg]
Odpowiedz
Cytuj
11.10.2026, 20:57
#10
Opener: No to rozpoczynamy na pełnej galę i widać to mocno po uczestnikach tego segmentu. Ogólnie podczas czytania odnosiłem wrażenie, że chłopaki są z lekka wypaleni, jeśli chodzi o prowadzenie rywalizacji. Jakby wiele wątków się bardzo mocno powiela i za wiele nowości mimo wszystko tutaj nie widać. Wiadomo, że role się po Heatwave zamieniły, ale tylko czysto teoretycznie. Dalej to Lopez wydaje się być tą stroną dominującą, która narzuca warunki. W dodatku jeszcze jest aktualnie niepokonanym mistrzem, który może poszczycić się wygraną nad JRW (okoliczności były jakie było, ale sama wygrana się jednak do statystyk liczy). Blaze natomiast powoli odrabia lekcje i przestaje ulegać gierkom Hiszpana, przez co stał się z lekka bardziej agresywniejszy, co jest na spory plus. No może tutaj widać było pewne wypalenie u nich, ale no mimo wszystko poziom segmentu nadal poniżej pewnego poziomu nie schodzi i widać, że chłopaki mimo dość ciężkiego zadania, są w stanie coś wygrzebać i na tym tworzą coś nowego, czym próbują zaciekawić. Ciężko nie ukryć tego, że wchodzą oni w decydujący etap i po takich fajerwerkach, jakie były dotychczas, to jednak ciężko im walić mocnymi petardami. Bardziej istotne od samej konwersacji było ogłoszenie tego, z czego będzie składał się Three Stages of Hell Match. No First Blood i Submission Match tutaj są dość ciekawą opcją i ten TLC jako definitywne domknięcie też mi tutaj mocno pasuje. Jak widać Aldis dał chłopakom sporo wolnej ręki, by na końcu mocno ugotować, za co mu chwała, bo nie odwala numerków jak pewien Pan swego czasu z wyciszaniem mikrofonów.

Walka 1: Faworytem był tutaj Leone i w komentarzu pod kartą przedstawiałem swój scenariusz na walkę. Jak widać niespodzianki nie było i Mafiozo zgarnia kolejną cenną wygraną. Brutal natomiast wydaje się być w coraz to większej dupie. Ale może to wszystko jest wyłącznie podpuchą? Skoro za pierwszym razem nie dostał się do walki, to może w Battle Royalu będzie miał więcej szczęścia? O tym przekonamy się jednak dopiero na najbliższym Elysium.

Eli Cottontail: Co to kurwa było xD Uniwersum Cottonwooda robi się jeszcze bardziej pokręcone. Czegoś takiego się jednak nie byłem w stanie przewidzieć. Aż strach mnie bierze na samą myśl, kim może być kolejny z Cotton Family. Ciekawy przerywnik muszę przyznać.

Jackson/Leone/Sacrale: Tony nie celebrował zdobycia mistrzostwa, to weźmie udział w wywiadzie prowadzonym przez Paddulę. To musi być ciekawe, patrząc na ich wspólną historię oraz to, jak Jackson panicznie boi się Leone. Pierwsze pytanie Jacksona w sumie było fajnym podkładem pod wyjaśnienie sytuacji z brakiem celebracji i Eternal Champion bardzo fajnie wybrnął z całości, obracając zdobycie mistrzostwa w kolejny etap jego historii, będącej bardzo daleko od jej zwieńczenia. Bardzo fajnie to zostało tutaj wyjaśnione. No przy kolejnym pytaniu to się Paddula nie popisał zdecydowanie. To tak jakby Tony zarobił od niego mokrą ścierą w pysk. Ani trochę mnie nie dziwi zatem jego reakcja. Pięknie podsumował Brutala, nazywając go neandertalczykiem. W sumie Leone to jest ten typ osoby, która może jednym gestem kogoś przyprawić o przerażenie i Jackson jest dla niego idealnym rekwizytem do zaprezentowania swoich zdolności. Ale idąc dalej. No Paddula w pytaniu poruszył też temat Edgara i Hallowaya, z którymi Tony miał okazję już wygrywać walki. Mimo wszystko w jego odpowiedzi nie było braku szacunku, tylko uznanie zagrożenia z ich strony, które zdecydowanie istnieje. Ale jak trafnie zaznaczył, już raz próbowali go poskromić w walce o pas i skończyło się to dla nich klęską. Zatem zagrożenie istnieje, ale mistrz wie, jak może je bezproblemowo zwalczyć. No po tym fuck upie to Jackson słusznie nie wiedział, co ze sobą zrobić. Zadać pytanie i znów się narazić czy je nie zadać. Ostatecznie się przemógł i mamy nawiązanie do poprzedniego Elysium i rozmowy The Outfit, gdzie Sacrale ukazał pewne obawy czy też wątpliwości. Leone odpowiedział i zrobił to jednak dość bezpiecznie i jak się okazało Sacrale słyszał słowa The Dona. No dalszego wywiadu to już nie było, bo jak widać Enzo zabrał mistrza ze sobą, by zapewne ogarnąć jakiś temat.

Walka 2: Rocks wjechał i rozjechał. Co można tutaj właściwie dodać? Szkoda, że Spazm odpuścił granie i Garra z ciekawej postaci, staje się kolejnym Zackiem Sabrem Jr., uwalającym walkę za walką. Taki jego wybór i los jego postaci jest w zasadzie przesądzony. Koniec kropka.

Tatsu/Shadow+inne wątki: Brutal zapewne mocno wpieniony i nie ma co mu się dziwić. Istotniejsze rzeczy były dalej. Relacja gówniaka i Yoshiego z lasu wkracza na nowy poziom. Honorowy Kitajec okazał się być nie tak honorowy, na jakiego się kreował. Fajnie buduje się ich historia, ale najwięcej roboty robią tutaj te honorowe opisy. Bardzo szybko jest to w stanie człowieka rozbroić. No Elias słusznie jest wkurzony na Tatsu i nie dziwi mnie, że zamierza pierdolić ich dalszą współpracę, skoro został tak wydymany bez mydła na poprzedniej gali. Inaczej był właściwie nie mogło. Później koło nich zakręcił się wkurwiony Brutalski, który ewidentnie ma ze sobą jakieś konkretne problemy. Od startu Elysium nie wygrał ani jednej walki (nie liczmy tutaj Areny do tego). Te splunięcie pod nogi Eliasa idealnie podsumowało jego podejście do niego. Chciał z niego wycisnąć co najlepsze, by kidos wyszedł na ludzi a woli macać się z Tatsu, bawiąc się w jakieś honorowe bunga bunga na zapleczu. Jak widać nie każdemu się to podoba i tym splunięciem Brutal dał jasno do zrozumienia, że leje na Shadowa i wygraną w walce przeciwko niemu. Jeszcze jakby tego było mało, to otrzymujemy spotkanie Rivera z Lopezem, które było dość dziwne (?). No Hiszpan ostatnio go pokonał w wiadomych okolicznościach i ta ucięta wypowiedź w jego wykonaniu była bardzo dziwna, skoro Waters nawet mu nie odpowiedział. Szczerze to nie rozumiem zamysłu tej końcówki, ale domyślam się, że pójdziemy w ich historię w może niedalekiej przyszłości jak Hiszpan odprawi Blaze’a a River Silasa.

Walka 3: Tutaj wygrać musiał Finnegan i tak też się stało. Kamerdyner Sebastiena upierdolił, co zapewne nie za bardzo się spodoba samemu Lordowi. No oczywiście jakiś udział w tym miał McŁowicz, który zapewne też za to beknie. No cóż… chłopaczyna wygrywa i ma finalne odkucie się, co może mu pomóc w dalszym story z Arystokratą.

The Outfit/Dickinson/Halloway: Mamy więc i segment między uczestnikami dwóch starć kwalifikacyjnych. Makaroniarze jak widać coraz bardziej się panoszą i zakłócają próbę przeprowadzenia transmisji przez Hallowaya, by ten nie głosił swoich teorii spiskowych. No w sumie trochę szkoda, bo tego contentu nigdy nie za wiele. Sacrale i Vizzini chcieli za wszelką cenę wymusić na Dereku „wycofanie się”, co znacząco by ułatwiło osiągnięcie im celu. Wiadomo o co im tu konkretnie chodziło, bo jednak The Outfit w komplecie w EC Matchu by zdecydowanie bardziej był na rękę dla Leone niż obecność Hallowaya czy Dickinsona. Przerywa im Dickinson, stający niejako w obronie Foliarza, co w sumie pasuje pod ich ciekawą „relację” i wspólnego wroga. Derek natomiast dowalił w swoim stylu i przyjebał się przy okazji do Dickinsona (co niekoniecznie może mu pomóc). Myślałem, że przez brak transmisji ominą nas jego teorie, ale nic bardziej mylnego. Podobał mi się Spiskowicz w tej kwestii. W dalszym ciągu pogawędki widać coraz więcej złej krwi i próby „przekonania” Foliarza przez Edgara do tego, że stoją po tej samej stronie barykady. Chłopaki nie skorzystali z oferty The Outfitu i zapewne ci będą szukali na nich zemsty, pokonując ich w walce.

Walka 4: Fajnie tutaj ugotowano z wynikiem walki, bo do czasu otrzymania instrukcji żyłem w przekonaniu, że Maxwell zgarnie tutaj raczej wygraną, aby go jakoś podbudować. Otrzymujemy tutaj tymczasem dość kreatywną końcówkę walki, gdzie poszedł w ruch preparat Ransoma, który okazał się być dla niego śmiercionośną bronią, ułatwiającą Mantelowi zgarnięcie wygranej.

Segment grupowy: Tutaj to niewątpliwie było sporo chaosu, o którym wypowiadało się pewnie kilka osób w komentarzach wyżej. Jednak lecą kolejno. Na pierwszy ogień idzie wypowiedź Rocksa, z którą mam dość mieszane odczucia. Otrzymał on szansę błyśnięcia na tle reszty i z lekka to spartolił. Zamyśl z krótkim odniesieniem się do każdego rywala był nawet okej, ale samo wykonanie już pozostawiło mi zdecydowanie wiele do myślenia. Jeszcze te odniesienie do Roba było okej i może Lorda, aczkolwiek już tutaj te Temu nie siadło za mocno. Tak już teksty o Gato jako furasie i Chrisie jako gościu lubiącym dzieci za mocno… No to kurde nie było za apetyczne i dałoby się wyciągnąć z tego zdecydowanie więcej, no spory niedosyt tutaj mam. Na tle Lorda jednak wypada i tak o niebo lepiej, bo ten to się nie popisał kompletnie. Niby Arystokrata, więc człowkiem powinien być oczytanym, mającym pojęcie o otaczającym go świecie. Tymczasem wychodzi tutaj na półgłówka, który pozoruje bycie kimś, kim właściwie nie jest. Jeszcze ten tekst odnoszący się do Xebeca… to było słabe. No kurde dalej ten Finnegan, który właściwie sam chyba nie wiedział co tutaj właściwie robi i palnął takim oklepanym klasykiem, że ciężko mu było zaistnieć. McŁowicz to też już całkowicie wyzbyty swojego dawnego pazura i niewiele w nim zostało tego dawnego kucharza. Po porażce z Sebastienem jakby został definitywnie wykastrowany z charakteru. Może nie powinienem się na ten temat wypowiadać, bo sam prowadzę Borgesa, ale no Roba stać na coś zdecydowanie lepszego. W dalszej części rozmowy brakowało tutaj efektu wow i cała ich dyskusja w sumie najbardziej pomogła tutaj Xebecowi. Ten Mantel kończący całość nie miał przed sobą nawet ciężkiego wyzwania. Właściwie robiąc to, co miałem w wytycznych mogłem bezproblemowo strzelać do pustej bramki niczym Ransom w stronę Mantela na poprzednim Elysium. Jak na grupowe dzieło no to dupala nie urywało to.

Walka 5: Tutaj byłem zdania, że Halloway musi wygrać i tak też się wydarzyło. No nie miał tutaj prawa Sacrale wygrać, ale raczej nastawiałem się na ingerencje, których skoro nie było tutaj, to muszą być w walce wieczoru.

Jackson/Ransom/Blaze: Paddula chciał przeprowadzić sobie kolejny wywiad, ale no Ransom jest zdecydowanie rozbity po porażce z Mantelem. Jak widać Souvenir Collector bardzo mocno mu wszedł do głowy. Maksiu nie musiał jednak za długo narzekać na brak kogoś, z kim mógłby o tym porozmawiać i za pomocą magicznej różdżki trafił on na Wujka Dobrą Radę. No Axel to idealna osoba do takich rozmów. Chłop co przeszedł z Lopezem wiele rzeczy mógł niewątpliwie sporo doradzić bardziej doświadczonemu koledze. W sumie to ciekawe, bo raczej to Axel powinien szukać rad u kogoś bardziej starszego stażowo. Ale nie zamierzam na to narzekać, bo całość wypadła dość przyjemnie i dobrze wiedzieć Blaze’a jako kogoś mogącego pomóc Maksiowi wrócić na właściwą drogę, bo ten tego niewątpliwie potrzebuje. Najpierw utrata przyjaciela, później porażka z Mantelem przez własnym preparat. Nie ma chłop lekkiego życia mimo ostatnich sukcesów. Pozostaje jednak kwestia, czy Ransom wyciągnie z tej rozmowy odpowiedni wnioski i jakie kolejne kroki podejmie w najbliższej przyszłości.

The Outfit: Rozmowa będąca ewidentnie pokłosiem porażki Sacrale z Hallowayem, co zdecydowanie pokrzyżowało plany Dona. Ten jak widać nie toleruje porażek i jakichkolwiek uchybień w opracowanym planie i Enzo zapewne prędzej czy później odpowie za swoje błędy. Póki co otrzymał poważne ostrzeżenie i cała presja spada na Vizziniego, który ma wręcz przystawioną broń do głowy. On nie może przegrać. ON MUSI WYGRAĆ. Stawka jego pojedynku z Dickinsonem wzrosła stukrotnie i nie wystarczy mu ładna porażka. Leone dał jasno mu do zrozumienia, że kolejne potknięcie The Outfitu wywoła zdecydowanie poważniejsze konsekwencje.

Walka 6: Tutaj to bez żadnej historii. Sabre coś tam próbować robić w walce, ale Blaze wręcz musiał się po nim przejechać niczym czołg i tak też się stało. Możemy przejść dalej bez większego żalu, bo na Sabre Jr. to srał Brutal.

River/Kline: A więc po porażce z Lopezem i nagraniu sprezentowanym nam przez Doktorka, otrzymujemy coś, czego raczej nikt normalnie by się nie spodziewał. Muszę jednak przyznać, że całość była tutaj piekielnie mocna przygotowana. Waters nie brzmiał tutaj jak ktoś, kto przegrał i jest w rozsypce. Bardziej wyglądał mi tutaj na kogoś potrafiącego się podnieść, by móc oddać dwa razy mocniej. Historia opowiedziana przez niego była tutaj przedstawiona w bardzo ciekawy sposób. Nie zabrakło tutaj istotnych szczegółów z jego życia, które dodawały temu tego klimatu, przez który człowiek mógł dać się ponieść wodzy wyobraźni. Mimo, że był to tekst, to dla mnie to było bardzo proste do wyobrażenia w formie obrazów. To zdecydowanie atut aniżeli wada, bo świadczy to dobrze o tym, jak Game potrafił tutaj opowiedzieć historię Rivera w taki sposób, by móc realnie zaciekawić. Ciężko mi się tutaj do czegoś przyczepić. Nawet długość nie jest tutaj żadną wadą, bo w tym przypadku była ona dla mnie wręcz wymagana. Najważniejsze jest jednak to, że nie ma już z nami Jamesa Rivera Watersa. Zamiast niego jest River. Mamy oficjalnie porzucenie dawniej postaci dla bardziej prawdziwej, rzeczywistej postaci, która nie tylko jest groźna. Jest ona PRAWDZIWA. To bardzo mocno tutaj działa na plus. Wszystko przerywa Doktorek, który praktycznie ona samego początku stara się podważyć całą przemianę Rivera, próbując uczynić to częścią jego większego planu obdarcia go z kolejnych warstw. Mamy porzucenie dawnego imienia? Oczywiście! Nie ma już z nami Madmana? Owszem! Kilka zdań tutaj wystarczyło, aby zasiać w nas ziarnko wątpliwości co do całej „przemiany” Watersa. Kline wychodzi tutaj na kompletnego manipulatora, który z każdej sytuacji może zrobić coś, co pasuje pod jego narrację, jednocześnie burząc każdy stojący przed nim most. W tym przypadku River nie daje jednak za wygraną i odpowiada na jego słowa, jednocześnie go „szachując” kolejnym nagraniem z dzieciństwa, z nieco późniejszego jego etapu, które mocno podważyło fundament tego, co padało ze strony Kline’a. Zdecydowanie potężny segment w ich wykonaniu i jak dla mnie najlepsza rzecz podczas całej gali. Czapki z głów przed chłopakami za to.

Walka 7: Skoro w walce Halloway vs Sacrale ingerencji nie było, tak w walce Edgara z Vincenzo było ich całkiem sporo. Był Enzo pomagający Vizziniemu. Był także Derek wspierający Edgara oraz Brutal, który pozbawił Makaroniarza zgarnięcia wygranej. Vizzini na tym za wiele nie traci a Edgar notuje bardzo cenną wygraną, kwalifikując się jednocześnie do Elimination Chamber Matchu.

Podsumowanie: Nie było to tak mocno Elysium, jak te ostatnie przed Heatwave, ale w dalszym ciągu nie schodzimy poniżej pewnego poziomu. Jeśli miałbym wskazać coś, co mnie najbardziej zawiodło to zdecydowanie segment grupowy z uczestnikami Battle Royalu oraz Mantelem. Jako ten najlepszy moment to zdecydowanie segment tuż przed Main Eventem. Gala w szkolnej skali jednak zdecydowanie na mocną czwórkę z plusem.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
Slayer
Zawodowiec
11.10.2026, 20:57 #10
Opener: No to rozpoczynamy na pełnej galę i widać to mocno po uczestnikach tego segmentu. Ogólnie podczas czytania odnosiłem wrażenie, że chłopaki są z lekka wypaleni, jeśli chodzi o prowadzenie rywalizacji. Jakby wiele wątków się bardzo mocno powiela i za wiele nowości mimo wszystko tutaj nie widać. Wiadomo, że role się po Heatwave zamieniły, ale tylko czysto teoretycznie. Dalej to Lopez wydaje się być tą stroną dominującą, która narzuca warunki. W dodatku jeszcze jest aktualnie niepokonanym mistrzem, który może poszczycić się wygraną nad JRW (okoliczności były jakie było, ale sama wygrana się jednak do statystyk liczy). Blaze natomiast powoli odrabia lekcje i przestaje ulegać gierkom Hiszpana, przez co stał się z lekka bardziej agresywniejszy, co jest na spory plus. No może tutaj widać było pewne wypalenie u nich, ale no mimo wszystko poziom segmentu nadal poniżej pewnego poziomu nie schodzi i widać, że chłopaki mimo dość ciężkiego zadania, są w stanie coś wygrzebać i na tym tworzą coś nowego, czym próbują zaciekawić. Ciężko nie ukryć tego, że wchodzą oni w decydujący etap i po takich fajerwerkach, jakie były dotychczas, to jednak ciężko im walić mocnymi petardami. Bardziej istotne od samej konwersacji było ogłoszenie tego, z czego będzie składał się Three Stages of Hell Match. No First Blood i Submission Match tutaj są dość ciekawą opcją i ten TLC jako definitywne domknięcie też mi tutaj mocno pasuje. Jak widać Aldis dał chłopakom sporo wolnej ręki, by na końcu mocno ugotować, za co mu chwała, bo nie odwala numerków jak pewien Pan swego czasu z wyciszaniem mikrofonów.

Walka 1: Faworytem był tutaj Leone i w komentarzu pod kartą przedstawiałem swój scenariusz na walkę. Jak widać niespodzianki nie było i Mafiozo zgarnia kolejną cenną wygraną. Brutal natomiast wydaje się być w coraz to większej dupie. Ale może to wszystko jest wyłącznie podpuchą? Skoro za pierwszym razem nie dostał się do walki, to może w Battle Royalu będzie miał więcej szczęścia? O tym przekonamy się jednak dopiero na najbliższym Elysium.

Eli Cottontail: Co to kurwa było xD Uniwersum Cottonwooda robi się jeszcze bardziej pokręcone. Czegoś takiego się jednak nie byłem w stanie przewidzieć. Aż strach mnie bierze na samą myśl, kim może być kolejny z Cotton Family. Ciekawy przerywnik muszę przyznać.

Jackson/Leone/Sacrale: Tony nie celebrował zdobycia mistrzostwa, to weźmie udział w wywiadzie prowadzonym przez Paddulę. To musi być ciekawe, patrząc na ich wspólną historię oraz to, jak Jackson panicznie boi się Leone. Pierwsze pytanie Jacksona w sumie było fajnym podkładem pod wyjaśnienie sytuacji z brakiem celebracji i Eternal Champion bardzo fajnie wybrnął z całości, obracając zdobycie mistrzostwa w kolejny etap jego historii, będącej bardzo daleko od jej zwieńczenia. Bardzo fajnie to zostało tutaj wyjaśnione. No przy kolejnym pytaniu to się Paddula nie popisał zdecydowanie. To tak jakby Tony zarobił od niego mokrą ścierą w pysk. Ani trochę mnie nie dziwi zatem jego reakcja. Pięknie podsumował Brutala, nazywając go neandertalczykiem. W sumie Leone to jest ten typ osoby, która może jednym gestem kogoś przyprawić o przerażenie i Jackson jest dla niego idealnym rekwizytem do zaprezentowania swoich zdolności. Ale idąc dalej. No Paddula w pytaniu poruszył też temat Edgara i Hallowaya, z którymi Tony miał okazję już wygrywać walki. Mimo wszystko w jego odpowiedzi nie było braku szacunku, tylko uznanie zagrożenia z ich strony, które zdecydowanie istnieje. Ale jak trafnie zaznaczył, już raz próbowali go poskromić w walce o pas i skończyło się to dla nich klęską. Zatem zagrożenie istnieje, ale mistrz wie, jak może je bezproblemowo zwalczyć. No po tym fuck upie to Jackson słusznie nie wiedział, co ze sobą zrobić. Zadać pytanie i znów się narazić czy je nie zadać. Ostatecznie się przemógł i mamy nawiązanie do poprzedniego Elysium i rozmowy The Outfit, gdzie Sacrale ukazał pewne obawy czy też wątpliwości. Leone odpowiedział i zrobił to jednak dość bezpiecznie i jak się okazało Sacrale słyszał słowa The Dona. No dalszego wywiadu to już nie było, bo jak widać Enzo zabrał mistrza ze sobą, by zapewne ogarnąć jakiś temat.

Walka 2: Rocks wjechał i rozjechał. Co można tutaj właściwie dodać? Szkoda, że Spazm odpuścił granie i Garra z ciekawej postaci, staje się kolejnym Zackiem Sabrem Jr., uwalającym walkę za walką. Taki jego wybór i los jego postaci jest w zasadzie przesądzony. Koniec kropka.

Tatsu/Shadow+inne wątki: Brutal zapewne mocno wpieniony i nie ma co mu się dziwić. Istotniejsze rzeczy były dalej. Relacja gówniaka i Yoshiego z lasu wkracza na nowy poziom. Honorowy Kitajec okazał się być nie tak honorowy, na jakiego się kreował. Fajnie buduje się ich historia, ale najwięcej roboty robią tutaj te honorowe opisy. Bardzo szybko jest to w stanie człowieka rozbroić. No Elias słusznie jest wkurzony na Tatsu i nie dziwi mnie, że zamierza pierdolić ich dalszą współpracę, skoro został tak wydymany bez mydła na poprzedniej gali. Inaczej był właściwie nie mogło. Później koło nich zakręcił się wkurwiony Brutalski, który ewidentnie ma ze sobą jakieś konkretne problemy. Od startu Elysium nie wygrał ani jednej walki (nie liczmy tutaj Areny do tego). Te splunięcie pod nogi Eliasa idealnie podsumowało jego podejście do niego. Chciał z niego wycisnąć co najlepsze, by kidos wyszedł na ludzi a woli macać się z Tatsu, bawiąc się w jakieś honorowe bunga bunga na zapleczu. Jak widać nie każdemu się to podoba i tym splunięciem Brutal dał jasno do zrozumienia, że leje na Shadowa i wygraną w walce przeciwko niemu. Jeszcze jakby tego było mało, to otrzymujemy spotkanie Rivera z Lopezem, które było dość dziwne (?). No Hiszpan ostatnio go pokonał w wiadomych okolicznościach i ta ucięta wypowiedź w jego wykonaniu była bardzo dziwna, skoro Waters nawet mu nie odpowiedział. Szczerze to nie rozumiem zamysłu tej końcówki, ale domyślam się, że pójdziemy w ich historię w może niedalekiej przyszłości jak Hiszpan odprawi Blaze’a a River Silasa.

Walka 3: Tutaj wygrać musiał Finnegan i tak też się stało. Kamerdyner Sebastiena upierdolił, co zapewne nie za bardzo się spodoba samemu Lordowi. No oczywiście jakiś udział w tym miał McŁowicz, który zapewne też za to beknie. No cóż… chłopaczyna wygrywa i ma finalne odkucie się, co może mu pomóc w dalszym story z Arystokratą.

The Outfit/Dickinson/Halloway: Mamy więc i segment między uczestnikami dwóch starć kwalifikacyjnych. Makaroniarze jak widać coraz bardziej się panoszą i zakłócają próbę przeprowadzenia transmisji przez Hallowaya, by ten nie głosił swoich teorii spiskowych. No w sumie trochę szkoda, bo tego contentu nigdy nie za wiele. Sacrale i Vizzini chcieli za wszelką cenę wymusić na Dereku „wycofanie się”, co znacząco by ułatwiło osiągnięcie im celu. Wiadomo o co im tu konkretnie chodziło, bo jednak The Outfit w komplecie w EC Matchu by zdecydowanie bardziej był na rękę dla Leone niż obecność Hallowaya czy Dickinsona. Przerywa im Dickinson, stający niejako w obronie Foliarza, co w sumie pasuje pod ich ciekawą „relację” i wspólnego wroga. Derek natomiast dowalił w swoim stylu i przyjebał się przy okazji do Dickinsona (co niekoniecznie może mu pomóc). Myślałem, że przez brak transmisji ominą nas jego teorie, ale nic bardziej mylnego. Podobał mi się Spiskowicz w tej kwestii. W dalszym ciągu pogawędki widać coraz więcej złej krwi i próby „przekonania” Foliarza przez Edgara do tego, że stoją po tej samej stronie barykady. Chłopaki nie skorzystali z oferty The Outfitu i zapewne ci będą szukali na nich zemsty, pokonując ich w walce.

Walka 4: Fajnie tutaj ugotowano z wynikiem walki, bo do czasu otrzymania instrukcji żyłem w przekonaniu, że Maxwell zgarnie tutaj raczej wygraną, aby go jakoś podbudować. Otrzymujemy tutaj tymczasem dość kreatywną końcówkę walki, gdzie poszedł w ruch preparat Ransoma, który okazał się być dla niego śmiercionośną bronią, ułatwiającą Mantelowi zgarnięcie wygranej.

Segment grupowy: Tutaj to niewątpliwie było sporo chaosu, o którym wypowiadało się pewnie kilka osób w komentarzach wyżej. Jednak lecą kolejno. Na pierwszy ogień idzie wypowiedź Rocksa, z którą mam dość mieszane odczucia. Otrzymał on szansę błyśnięcia na tle reszty i z lekka to spartolił. Zamyśl z krótkim odniesieniem się do każdego rywala był nawet okej, ale samo wykonanie już pozostawiło mi zdecydowanie wiele do myślenia. Jeszcze te odniesienie do Roba było okej i może Lorda, aczkolwiek już tutaj te Temu nie siadło za mocno. Tak już teksty o Gato jako furasie i Chrisie jako gościu lubiącym dzieci za mocno… No to kurde nie było za apetyczne i dałoby się wyciągnąć z tego zdecydowanie więcej, no spory niedosyt tutaj mam. Na tle Lorda jednak wypada i tak o niebo lepiej, bo ten to się nie popisał kompletnie. Niby Arystokrata, więc człowkiem powinien być oczytanym, mającym pojęcie o otaczającym go świecie. Tymczasem wychodzi tutaj na półgłówka, który pozoruje bycie kimś, kim właściwie nie jest. Jeszcze ten tekst odnoszący się do Xebeca… to było słabe. No kurde dalej ten Finnegan, który właściwie sam chyba nie wiedział co tutaj właściwie robi i palnął takim oklepanym klasykiem, że ciężko mu było zaistnieć. McŁowicz to też już całkowicie wyzbyty swojego dawnego pazura i niewiele w nim zostało tego dawnego kucharza. Po porażce z Sebastienem jakby został definitywnie wykastrowany z charakteru. Może nie powinienem się na ten temat wypowiadać, bo sam prowadzę Borgesa, ale no Roba stać na coś zdecydowanie lepszego. W dalszej części rozmowy brakowało tutaj efektu wow i cała ich dyskusja w sumie najbardziej pomogła tutaj Xebecowi. Ten Mantel kończący całość nie miał przed sobą nawet ciężkiego wyzwania. Właściwie robiąc to, co miałem w wytycznych mogłem bezproblemowo strzelać do pustej bramki niczym Ransom w stronę Mantela na poprzednim Elysium. Jak na grupowe dzieło no to dupala nie urywało to.

Walka 5: Tutaj byłem zdania, że Halloway musi wygrać i tak też się wydarzyło. No nie miał tutaj prawa Sacrale wygrać, ale raczej nastawiałem się na ingerencje, których skoro nie było tutaj, to muszą być w walce wieczoru.

Jackson/Ransom/Blaze: Paddula chciał przeprowadzić sobie kolejny wywiad, ale no Ransom jest zdecydowanie rozbity po porażce z Mantelem. Jak widać Souvenir Collector bardzo mocno mu wszedł do głowy. Maksiu nie musiał jednak za długo narzekać na brak kogoś, z kim mógłby o tym porozmawiać i za pomocą magicznej różdżki trafił on na Wujka Dobrą Radę. No Axel to idealna osoba do takich rozmów. Chłop co przeszedł z Lopezem wiele rzeczy mógł niewątpliwie sporo doradzić bardziej doświadczonemu koledze. W sumie to ciekawe, bo raczej to Axel powinien szukać rad u kogoś bardziej starszego stażowo. Ale nie zamierzam na to narzekać, bo całość wypadła dość przyjemnie i dobrze wiedzieć Blaze’a jako kogoś mogącego pomóc Maksiowi wrócić na właściwą drogę, bo ten tego niewątpliwie potrzebuje. Najpierw utrata przyjaciela, później porażka z Mantelem przez własnym preparat. Nie ma chłop lekkiego życia mimo ostatnich sukcesów. Pozostaje jednak kwestia, czy Ransom wyciągnie z tej rozmowy odpowiedni wnioski i jakie kolejne kroki podejmie w najbliższej przyszłości.

The Outfit: Rozmowa będąca ewidentnie pokłosiem porażki Sacrale z Hallowayem, co zdecydowanie pokrzyżowało plany Dona. Ten jak widać nie toleruje porażek i jakichkolwiek uchybień w opracowanym planie i Enzo zapewne prędzej czy później odpowie za swoje błędy. Póki co otrzymał poważne ostrzeżenie i cała presja spada na Vizziniego, który ma wręcz przystawioną broń do głowy. On nie może przegrać. ON MUSI WYGRAĆ. Stawka jego pojedynku z Dickinsonem wzrosła stukrotnie i nie wystarczy mu ładna porażka. Leone dał jasno mu do zrozumienia, że kolejne potknięcie The Outfitu wywoła zdecydowanie poważniejsze konsekwencje.

Walka 6: Tutaj to bez żadnej historii. Sabre coś tam próbować robić w walce, ale Blaze wręcz musiał się po nim przejechać niczym czołg i tak też się stało. Możemy przejść dalej bez większego żalu, bo na Sabre Jr. to srał Brutal.

River/Kline: A więc po porażce z Lopezem i nagraniu sprezentowanym nam przez Doktorka, otrzymujemy coś, czego raczej nikt normalnie by się nie spodziewał. Muszę jednak przyznać, że całość była tutaj piekielnie mocna przygotowana. Waters nie brzmiał tutaj jak ktoś, kto przegrał i jest w rozsypce. Bardziej wyglądał mi tutaj na kogoś potrafiącego się podnieść, by móc oddać dwa razy mocniej. Historia opowiedziana przez niego była tutaj przedstawiona w bardzo ciekawy sposób. Nie zabrakło tutaj istotnych szczegółów z jego życia, które dodawały temu tego klimatu, przez który człowiek mógł dać się ponieść wodzy wyobraźni. Mimo, że był to tekst, to dla mnie to było bardzo proste do wyobrażenia w formie obrazów. To zdecydowanie atut aniżeli wada, bo świadczy to dobrze o tym, jak Game potrafił tutaj opowiedzieć historię Rivera w taki sposób, by móc realnie zaciekawić. Ciężko mi się tutaj do czegoś przyczepić. Nawet długość nie jest tutaj żadną wadą, bo w tym przypadku była ona dla mnie wręcz wymagana. Najważniejsze jest jednak to, że nie ma już z nami Jamesa Rivera Watersa. Zamiast niego jest River. Mamy oficjalnie porzucenie dawniej postaci dla bardziej prawdziwej, rzeczywistej postaci, która nie tylko jest groźna. Jest ona PRAWDZIWA. To bardzo mocno tutaj działa na plus. Wszystko przerywa Doktorek, który praktycznie ona samego początku stara się podważyć całą przemianę Rivera, próbując uczynić to częścią jego większego planu obdarcia go z kolejnych warstw. Mamy porzucenie dawnego imienia? Oczywiście! Nie ma już z nami Madmana? Owszem! Kilka zdań tutaj wystarczyło, aby zasiać w nas ziarnko wątpliwości co do całej „przemiany” Watersa. Kline wychodzi tutaj na kompletnego manipulatora, który z każdej sytuacji może zrobić coś, co pasuje pod jego narrację, jednocześnie burząc każdy stojący przed nim most. W tym przypadku River nie daje jednak za wygraną i odpowiada na jego słowa, jednocześnie go „szachując” kolejnym nagraniem z dzieciństwa, z nieco późniejszego jego etapu, które mocno podważyło fundament tego, co padało ze strony Kline’a. Zdecydowanie potężny segment w ich wykonaniu i jak dla mnie najlepsza rzecz podczas całej gali. Czapki z głów przed chłopakami za to.

Walka 7: Skoro w walce Halloway vs Sacrale ingerencji nie było, tak w walce Edgara z Vincenzo było ich całkiem sporo. Był Enzo pomagający Vizziniemu. Był także Derek wspierający Edgara oraz Brutal, który pozbawił Makaroniarza zgarnięcia wygranej. Vizzini na tym za wiele nie traci a Edgar notuje bardzo cenną wygraną, kwalifikując się jednocześnie do Elimination Chamber Matchu.

Podsumowanie: Nie było to tak mocno Elysium, jak te ostatnie przed Heatwave, ale w dalszym ciągu nie schodzimy poniżej pewnego poziomu. Jeśli miałbym wskazać coś, co mnie najbardziej zawiodło to zdecydowanie segment grupowy z uczestnikami Battle Royalu oraz Mantelem. Jako ten najlepszy moment to zdecydowanie segment tuż przed Main Eventem. Gala w szkolnej skali jednak zdecydowanie na mocną czwórkę z plusem.

Derrick Mantel
7/0/7
-----
Luis Borges
3/0/1
Odpowiedz
Cytuj
Strony (2): 1 2 Dalej
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości