Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling E-Fed Tygodniówki Colosseum #1 - Chicago, Illinois - 16.05.2026

Colosseum #1 - Chicago, Illinois - 16.05.2026

Colosseum #1 - Chicago, Illinois - 16.05.2026

Strony (2): 1 2 Dalej
195
16.05.2026, 10:34
#1
To tutaj wszystko się zaczęło

Ekran jest czarny. Przez chwilę słychać jedynie niski, narastający dźwięk, przypominający uderzenia serca. Po chwili pojawiają się pierwsze przebitki Chicago. Nocne ulice, światła miasta, stalowe mosty, puste areny i panorama wieżowców odbijająca się w wodzie.

Narrator:  Chicago. Miasto o twardym charakterze. Miasto sportu, walki i ludzi, którzy wiedzą, że na wszystko trzeba zapracować.

Na ekranie pojawiają się ujęcia pustej hali, ringu pogrążonego w półmroku, reflektorów budzących się do życia i czerwonego światła przebijającego się przez dym. Muzyka zaczyna grać coraz głośniej.

Narrator: To właśnie tutaj narodziła się nowa federacja. Miejsce, w którym wrestling ma być czymś więcej niż walką. Ma być ambicją, charakterem i drogą po własną legendę.

Pojawiają się szybkie przebitki lin ringowych, stalowych schodów, pustych krzeseł, dłoni zaciskających taśmy i logo LPW. Kamera powoli zbliża się do wejścia na arenę.

Narrator: Rob Van Dam, legenda ringu, postanowił stworzyć federację dla tych, którzy nie szukają łatwej drogi. Jego polskie korzenie oraz wybór Chicago, miasta z silną polonijną historią, nadały LPW dodatkowy charakter, ale fundament był jeden: prawdziwa arena walki.

Na ekranie pojawiają się sylwetki zawodników stojących w cieniu. Nie widać dokładnie twarzy. Widać tylko spojrzenia, zaciśnięte pięści, buty wchodzące po stalowych schodach i światło padające na ring.

Narrator:  Legion Pro Wrestling to miejsce dla ludzi z różnych środowisk, których łączy jeden cel: walczyć o chwałę, pozycję i miejsce w historii.

Muzyka przyspiesza. Kamera pokazuje pusty ring, nad którym pojawia się czerwony blask. Na ekranie pojawia się logo Colosseum.

Narrator:  Główną areną tej walki będzie Colosseum. Show, na którym narodzą się rywalizacje, powstaną nowe gwiazdy i rozpocznie się droga po LPW World Championship.

Na końcu kamera pokazuje pusty ring oświetlony czerwonym światłem. W tle słychać narastający szum publiczności, jakby arena dopiero budziła się do życia.

Narrator: Colosseum #1. Chicago, Illinois. 16.05.2026. Historia LPW zaczyna się teraz.

[Obrazek: 0e916733f1788.png]

Na arenie gasną światła. Po chwili czerwono-białe reflektory rozświetlają stage, a na ekranie pojawia się logo Colosseum. Publiczność w Chicago reaguje głośnym cheerem, gdy rozpoczyna grać Muzyka, a na rampie pojawia się Rob Van Dam. RVD z charakterystycznym luzem wchodzi do ringu, odbiera mikrofon i przez chwilę rozgląda się po arenie.

Rob Van Dam:  Chicago... witajcie na pierwszym w historii Colosseum! Dzisiaj zaczynamy coś nowego. Legion Pro Wrestling oficjalnie otwiera swoje drzwi i nie wyobrażam sobie lepszego miejsca na pierwszy rozdział tej historii niż właśnie tutaj, w Chicago. To miasto wie, czym jest walka. Wie, czym jest charakter. Wie, że nikt nie dostaje niczego za darmo. Kiedy tworzyłem LPW, chciałem zbudować miejsce dla zawodników, którzy nie szukają łatwej drogi. Miejsce dla ludzi, którzy są gotowi wejść do tego ringu, spojrzeć rywalowi w oczy i udowodnić, że zasługują na swoje nazwisko, swoją pozycję i swoją szansę. A skoro mówimy o szansach, dzisiaj rozpoczynamy turniej, który wyłoni pierwszego w historii LPW World Championa. *cheer*

Rob Van Dam: Nie będzie tutaj żadnego namaszczenia. Nie będzie wybrańca, któremu ktoś po prostu wręczy pas. Każdy uczestnik turnieju zaczyna z bilansem 0-0. Dwa zwycięstwa oznaczają awans. Dwie porażki oznaczają koniec drogi. Proste zasady. Uczciwe zasady. I co najważniejsze, zasady, które zmuszą każdego do pokazania, ile naprawdę jest wart. W pierwszej rundzie zobaczymy pojedynki singlowe. Jeden na jednego. Bez wymówek, bez chowania się za kimkolwiek, bez przypadkowych zwycięstw w chaosie. Tylko ty, twój rywal i ring. Muszę przyznać, że kiedy zobaczyłem kartę walk, to trochę zabolało mnie jedno. Żadnego hardcore matchu. Żadnych stołów, krzeseł, drabin. Nawet jednego małego ekstremalnego akcentu na dobry początek. *We want tables niesie się po trybunach*

Rob Van Dam: Ale spokojnie. To dopiero pierwsze Colosseum. A jeśli znacie mnie choć trochę, to wiecie, że prędzej czy później w LPW zrobi się naprawdę ekstremalnie. Dzisiaj jednak chodzi o fundament. O pierwszy krok. O rozpoczęcie drogi po najważniejsze mistrzostwo tej federacji. Dzisiaj zobaczymy, kto potrafi udźwignąć presję, kto potrafi wykorzystać swoją szansę i kto już od pierwszej nocy pokaże, że może zostać twarzą Legion Pro Wrestling. To jest Colosseum. Tutaj nie wystarczy dobrze wyglądać. Tutaj nie wystarczy dużo mówić. Tutaj trzeba walczyć.

RVD bierze solidny oddech i krzyczy

Rob Van Dam: Chicago, jesteście gotowi? *ogromny cheer* Bo historia LPW zaczyna się właśnie teraz.

RVD opuszcza mikrofon, a publiczność jeszcze raz reaguje głośnym cheerem. Kamera pokazuje logo Colosseum, po czym przenosi się do stanowiska komentatorskiego.

Michael Cole: Proszę państwa, ktoś kiedyś powiedział, że najlepszym sposobem, by przewidzieć przyszłość, jest jej stworzenie. Dziś tworzymy teraźniejszość pod wspaniałą przyszłość i to my, Legion Pro Wrestling, które jako członek loży komentatorskiej mogę dumnie reprezentować, tworzymy przyszłość! Razem ze mną przy stole komentatorskim wybitny reprezentant Polski w piłce nożnej — Tomasz Hajto!

Tomasz Hajto: Witam państwa! Jaram się jak czajnik na gazie. To będzie niezapomniana noc, tym bardziej że mamy do czynienia z wieloma zawodnikami, których już kojarzymy!

Michael Cole: Dokładnie, ale nie znamy jeszcze trzeciego komentatora. Mianowicie co galę będzie do nas dołączał specjalny komentator, a dziś jest nim…

Na trybunach zapada cisza, lecz już po chwili wybucha Cult of Personality. Best in the World, przy ogromnym aplauzie fanów, dociera do stanowiska komentatorskiego.

Tomasz Hajto: Jak ja cię, kurde, lubię, Punk! Teraz to się jeszcze bardziej jaram... Ja pierdzielę, CM Punk!

CM Punk: Rob zadzwonił do mnie i zapytał, czy nie chciałbym skomentować tej gali z legendą komentatorstwa i jakimś żulem. A wiem, że to mieszanka wybuchowa, więc od razu się zgodziłem.

Tomasz Hajto: Yyy... jeszcze raz?

Michael Cole: Nie, nie ma potrzeby. Skupmy się na najważniejszych osobach tej nocy. Już w walce numer jeden dostajemy starcie turniejowe, w którym zawodnicy toczą bój o LPW World Championship. Zresztą każda kolejna walka również będzie starciem turniejowym. Wróćmy jednak do pierwszej walki, w której zmierzy się doskonale znany, żarłoczny i głodny Ryback. Jego rywalem będzie Miguel Escobar, który przedstawił nam się w bardzo ciekawy sposób

CM Punk: Ryback to debil, ale jednak dość silny. Wydaje mi się, że jest lekkim faworytem.

Tomasz Hajto: Wydaje mi się, że Escobar, jak każdy zawodnik z Meksyku, niczym Guillermo Ochoa na mundialach, wzniesie się na wyżyny swoich możliwości i wygra.

Michael Cole: Tomek, to jest Hiszpan.

Tomasz Hajto: A, bo mi się z Casillasem pomyliło. Tak czy siak, stawiam na Escobara.

Michael Cole: Zygmunt Butla kontra Zbyszek Uszczelka. Starcie, którego nie powstydziłby się żaden pośredniak. Trudno tutaj wytypować jakiegoś faworyta.

CM Punk: Nie znam żadnego, ale już mnie wątroba boli.

Tomasz Hajto: Powiem wam, że alkohol ma dużo wspólnego z wrestlingiem — wygra ten, który ostatni ustoi na nogach.

CM Punk: Tak, dziwne, że RVD nie wybrał, kur*a, Last Man Standing Match. Najbardziej tajemnicza walka z karty.

Michael Cole: Walka numer trzy. Pozostajemy przy tym samym pasie, jednak starcie będzie zupełnie inne. Derek Halloway kontra Preston Steele. Walka jakby z dwóch kompletnie innych światów, jednak chyba takie kochamy najbardziej.

Tomasz Hajto: Preston jest moim faworytem. Nie znam go zupełnie, jednak jego aparycja robi na mnie dużo większe wrażenie niż Hallowaya. Niemniej jednak trudno uznać to za pojedynek do jednej bramki. Football nie takie rzeczy widział.

CM Punk: Po pierwsze, to jest soccer, kretynie, a po drugie, to nawet nie jest to! Wygra Halloway. On posiada w sobie jakiś taki... zimny styl, który mi odpowiada. Preston z kolei to po prostu... banan.

Michael Cole: Jorge Cavazos kontra Mateusz MW. Tym razem może podziać się naprawdę wszystko.

Tomasz Hajto: Jak dla mnie Cavazos. Ten Hiszpan ma naprawdę wyróżniający się styl i aparycję, która pomoże mu w kolejnych walkach.

CM Punk: Ty... akurat teraz to jest gość z Meksyku. Ale twoja wiedza merytoryczna jest żadna. Wygra to Mateusz MW. Urodził się w Krakowie, a Kraków i Chicago to miasta partnerskie. Tak się przygotowuje do gali, matole. A Cavazos? Jest ciekawy, przyjdzie jeszcze na niego czas... lecz na razie będzie musiał poczekać.

Michael Cole: Rob McŁowicz kontra Derrick Mantel, czyli walka... kucharza z debiutantem? Bardzo ciekawie nam się ta karta ułożyła.

CM Punk: Michael, pozwól, że ja się wypowiem, zanim ten drugi kretyn zacznie coś mówić. To nie jest walka kucharza z debiutantem. To dwóch ludzi, którzy odnaleźli w sobie wielką pasję do wrestlingu. Pochodzą z innych środowisk, ale robią to, co kochają, a LPW dało im szansę, gdyż ludziom, którzy robią to, co kochają, daje się po prostu szansę. I to będzie pojedynek, który przyniesie nam ogromne emocje... i jeśli Rob czegoś dobrego nie ugotuje... to Derrick go zje.

Tomasz Hajto: Moim zdaniem wygra McŁowicz. W Łowiczu jest taki klub piłkarski, Pelikan, który grał kiedyś w…

Michael Cole: Zamknij się, Tomek! I mówię to po dobroci, bo jak ci Punk wysprzęgli, to na następną galę będę musiał dwóch gości specjalnych zaprosić!

CM Punk: Czekajcie, teraz czytam kartę i następna walka to może być rzeka miodem płynąca. Axel Blaze kontra Elias Shadow. Powiem wam, że pomimo iż doświadczenie rozkazuje stawiać na Eliasa, to Axel może się mocno postawić.

Michael Cole: Też skłaniam się ku temu, żeby nie skreślać Axela. Bardzo charakterystyczna postać.

Tomasz Hajto: A dla mnie wyraźnie Axel. Wydaje mi się, że ten rock'n'rollowiec rozjedzie swojego rywala niczym samochód jakąś babc... A w sumie to po prostu go rozjedzie.

Michael Cole: Edgar Dickinson kontra Zack Sabre Jr. Ta walka jest niemożliwa do wytypowania. Jakbyśmy chcieli z 50/50 wydobyć coś więcej, ale to po prostu jest 50/50 i nie da się tego przeskoczyć.

CM Punk: Gdybym chciał, to zapewne wygrałbym każde z tych starć, ale tutaj faktycznie wisi jakaś burza. Coś, czego sam nie jestem w stanie opisać. Myślę, że typowanie tutaj to hardcore.

Tomasz Hajto: Dla mnie Zack... W tym gościu jest jakaś dziwna aura. Aura, która nie zaprasza do współpracy…

Michael Cole: I walka wieczoru. Niezawodny, nieśmiertelny Kenneth Riddle kontra wielki, potężny Mike F'N Brutal. Starcie legend — tak bym to nazwał.

Tomasz Hajto: Lepiej się tego nie dało ująć, Michael. Moim zdaniem to Brutal brutalnie przejdzie się po Riddle'u.

CM Punk: Bo gówno się znasz na wrestlingu. Na soccerze zresztą również. Wygra Kenneth, bo jest najlepszy. Oczywiście zaraz po mnie.

Michael Cole: Galę zapowiedzieliśmy, ale resztę muszą zrobić oni. Czas na tych gladiatorów — panie i panowie... CZAS... START!

Tuż po otwarciu show kamera przenosi nas na zaplecze. Widzimy Rene Paquette trzymającą w ręce mikrofon, a obok niej stoi Miguel Escobar. Jeszcze przed swoją walką Hiszpan będzie miał szansę na przedstawienie się fanom LPW. Może to być dla mnie dobra platforma do przekazania co Prince of Spain chce tutaj osiągnąć. Renee uśmiecha się do kamery, spogląda na Miguela i przemawia.

Renee Paquette - Witam państwa. Ze mną jest tutaj Miguel Escobar.

Miguel Escobar - Hola!

Renee Paquette - Nie będę ci Miguelu zabierać dużo czasu, bo wiem, że niedługo musisz wyjść do swojej walki, ale federacja dała nam kilka minut. Na początek skróć nam swoją historię żeby fani wiedzieli z kim mają do czynienia.

Miguel Escobar- Krótka historia…no dobra. Wiele lat walczyłem w Hiszpanii oraz Meksyku lecz bardziej mogłem pokazać się tutaj w Stanach. Federacje TWW, PPW czy wreszcie WWE to te które mogły mnie pokazać szerszej publice. Jeśli jednak ktoś mnie nie kojarzy to spokojnie, niedługo będę tutaj głównym mistrzem. Moja osoba to mieszanka zawodnika idealnego. Szybkość połączona z siłą, technika połączona z brutalnością i wreszcie ringowe IQ połączone z ogromną charyzmą. Gdyby tylko fani i "eksperci" mieli jakąś wiedzę to zawsze byłbym wybierany na najlepszego zawodnika roku.

Renee Paquette - Widzę, że twoja pewność siebie nie zna granic. Mierzysz bardzo wysoko, czy nie jest jednak za szybko na takie ogłoszenia.

Miguel Escobar- Przygotowuje was po prostu do tego co się wydarzy.

Renee Paquette - Pierwszy krok do tytułu już za chwilę. Federacja dała ci ogromną szansę i uczestniczysz w turnieju o pas. Jak widzisz swoją walkę z Rybackiem w pierwszej rundzie?

Miguel Escobar- To ja dałem szansę tej federacji, nie na odwrót. Zapamiętaj to. A co do walki to sprawie, że będzie to wyglądać na łatwe. Widziałem, że niektóre osoby tutaj łykają mu aż po same kule…zresztą ogólnie panuje tu przekonanie o umiejętnościach ludzi o których nie mam pojęcia. Nie żeby mnie to ruszało, ale ruszy ich, a może nawet zaboli. Wasi idole szybko odejdą w zapomnienie. Wracając do Rybacka. Chłop jest silny i głupi. Najgorszy typ zawodnika. Vete al gimnasio! Ring nie jest dla ciebie. Wychodzę po swoje i przechodzę dalej. Nie ma nic do ciebie, ale stoisz na mojej drodze. Jeszcze znajdę tu niejednego wroga, a na ten moment nim nie jesteś. Jesteś po prostu pierwszym, pobocznym celem.

Renee Paquette - No dobrze, a co dalej? Jeśli uda ci się pokonać Rybacka?

Miguel Escobar- Nie jeśli, tylko jak już go pokonam. Boisz się tego powiedzieć? Przecież tak samo jak ja wiesz, że nie ma on szans z Divine. Pokażę różnicę poziomów, a w następnej fazie zrobię to znowu i znowu. Pas ma już właściciela, ale i tak zachęcam do oglądania turnieju. Każda chwila na oglądanie mnie jest dobra. Muchas gracias, me tengo que ir.

Miguel bez słowa odchodzi od Renee, a ta lekko zdziwiona spogląda chwilę na niego, a następnie mówi.

Renee Paquette - Miguel Escobar proszę państwa! Już za chwilę pokaże czy słowa idące w parze z czynami.

Po tych słowach Renee każe wyłączyć kamerę, a my wracamy na arenę.

First Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Ryback vs Miguel Escobar
[Obrazek: 03e0786168cd2.png]
Przenosimy się do ringu, w którym Ryback okłada w narożniku swojego przeciwnika. Po paru ciosach łapie chwilę oddechu i ciska rywalem w przeciwległy narożnik. Biegnie i mamy potężny Corner Running Clothesline, Miguel pada bezwładnie na matę. Pin… 1… 2… Kickout! Walka trwa dalej, a The Big Guy nie odpuszcze i zapina teraz przeciwnikowi Chin Lock od tyłu. Escobarowi zajęło to parę sekund, ale teraz już wstaje i wymierza łokcie prosto pod żebra Rybacka. Ten odpuszcza swój uchwyt i to jest moment, w którym Señor Destrucción może przejść do ofensywy. Wyprowadza jeden Clothesline, dokłada drugi. Ryback chce to przerwać uderzeniem, ale Miguel robi unik pod jego ręką odbija się od lin, chwyta Rybacka za głowę i mamy teraz piękne Tornado DDT! Pin… 1… 2… Kickout! Escobar nie chce tracić swojego momentum. Od razu kiedy tylko oponent wstał, ten wykonuje na nim Pele Kick, a oszołomiony zawodnik z Las Vegas ląduje z dużym impetem w narożniku. Prince of Spain bierze rozbieg… ale Human Wrecking Ball wynosi go bardzo wysoko do góry i mamy potężny Gorilla Press Slam. Hiszpan aż od razu podnosi się na równe nogi z bólu, a Ryback idzie za ciosem i dokłada Brainbuster po czym błyskawicznie pinuje swojego przeciwnika. 1.. 2… Divine dalej pozostaje w turniejowej grze! Próbuje się pozbierać na równe nogi, ale nie robi tego zbyt szybko. Amerykanin w tym czasie idzie do narożnika oraz sygnalizuje, że będzie chciał wykonać swojemu przeciwnikowi Meat Hook Clothesline. Ofiara wstaje… ale w ostatniej chwili wychwyca ramię rywala i ma go już w pozycji Inverted DDT! Tambor en la Lavadora! Pin! 1… 2… Kick out w ostatniej chwili. Oboje odczuwają już mocno trudy tego pojedynku i długo im zajmuje podniesienie się na równe nogi. Kiedy to się dzieje, Ryback wypłaca zamaszystego sierpa przeciwnikowi, ale ten robi unik i boleśnie traktuje jego plecy Backstabberem. Przeciwnik leży na ziemi, a zawodnik z Kanarów od razu dokłada do tego Standing Moonsault. Hiszpan sygnalizuje teraz chęć zakończenia walki. Czeka na powstanie swojego rywala na równe nogi… Czy to będzie… Adios!? Nie, The Fearles popycha oponenta na liny, ten się odbija… i inkasuje potężny Meat Hook Clothesline, który ścina go z nóg! Amerykanin nie chce marnować więcej czasu. Poczuł teraz krew i sygnalizuje fanom na arenie, że zaraz możemy zobaczyć Shell Shocked. Escobar powoli się podnosi, a to tylko czekał Ryback i od razu wynosi go na swoje barki… ale Miguel przytomnie zsuwa się za jego plecy. Ryback od razu rusza na niego szybkim Clotheslinem, ale Prince of Spain robi unik, Ryback odbija się od lin i pada jak rażony piorunem po soczystym La Mandibula Cae! Pin! 1… 2… w ostatniej chwili Rybackowi udaje się uratować skórę! Teraz Hiszpan próbuje złapać chwilę oddechu. Amerykanin zbyt szybko nie wstaje, co daje czas Escobarowi, który wchodzi na narożnik i będzie chciał teraz wykonać jakąś akcję wysokiego ryzyka. Kiedy tylko zawodnik z Las Vegas jest już na nogach Prince of Spain skacze na przeciwnika wysoki Cross Body. Human Wrecking Ball przetacza się po macie ze swoim przeciwnikiem oraz wynosi go na swoje barki. Czy to będzie Shell Shocked!? Nie Miguel ponownie zsuwa się za plecy rywala, odbija się od liny i wypłaca mocny Discus Elbow w tył głowy Rybacka! Zawodnik z Las Vegas odbija się od lin, Prince of Spain od razu rusza za nim i chce wykonać Tornado DDT… ale Ryback zatrzymuje go w powietrzu i zarzuca sobie na barki. Shell Shocked!!! Pin! 1… 2… 3! Ryback zostaje zwycięzcą tej walki i przechodzi dalej w turnieju

Sponsorem gali jest producent filmu... ''Gruby, Grubszy i Najgrubszy''!

Już w Lipcu nadchodzi WIELKA sprawa... Wielka jak sama główna postać, a nawet i trzy główne postacie...''Gruby, Grubszy i Najgrubszy'' to film, który może odmienić kino... Wybuchy.. jedzenie, pościgi, więcej jedzenia, bycie kompletnym debilem i jeszcze więcej jedzenia. To temat przewodni tego tworu. Rozbolą was brzuchy od śmiechu, nie od żarcia tak jak wiadomo kogo. W świętą trójcę wciela się sam Jean-Pierre Dolnick. Znany z niezbyt ciekawych ról oraz ''niesamowitej'' przygody z wrestlingiem, bo karierą tego nazwać się nie da. Krótka rozmowa protagonisty z reżyserem o tym innowacyjnym dziele. Aktor był tak podekscytowany, że trzeba było użyć cenzury.

Pan reżyser siedzi na swoim cudownym fotelu na planie filmowym, a Jean stoi.

Reżyser: Jean, jak to jest zagrać trzy główne postacie jednocześnie? Jesteś jedną z nielicznych osób, która mogła takiego czegoś doznać, o ile nie jedyną...

Jean-Pierre Dolnick: Kur&* nie taka była umowa, co to ma do chu^% być? Czemu ja mam grać niby trzech grubasów?? Nie pisałem się na takie coś.

Reżyser: Cieszy mnie twój entuzjazm, muszę przyznać, że jesteś prawdziwym diamentem. Masz to coś... ta tusza.. ten talent do... jedzenia...? Taaak... zdecydowanie jesteś stworzony do tego filmu. Czy nie uważasz, że scenariusz jest cudowny?

Jean-Pierre Dolnick: Jest chujo^%^& jak sam skurw%^#$% i gram to tylko dlatego że...

Reżyser odchrząkuje i przerywa Dolnickowi.

Reżyser: Dziękuję za uwagę. Wyczekujcie tego dzieła!
Nie przegapcie tego!


Odpala się obraz przedniej kamery w telefonie, a on pokazuje niezwykle przejętego Derecka Hallowaya, który w pocie czoła ustawia telefon na statywie. Gdy już mu się to udaje oddala się na dalszy plan i teraz widać więcej. Wyłania się bowiem postać Derecka w nieco przykrótkiej koszulce, na której widnieje napis „ziemia jest płaska”, a on sam w przyciemnianych okularach jeszcze dokładnie poprawia swoją aluminiową czapkę, żeby nic go nie trafiło. The Truth Seeker stoi w korytarzu hali. Dwa głębokie wdechy i rozpoczyna.

Derek Halloway: Witam wszystkich oświeconych. Pragnę przekazać, że jestem niezwykle zadowolony z waszej aktywności. Między innymi dzięki waszej aktywności miałem okazję znaleźć się w tym miejscu. By móc zasiewać prawdę w dotychczas nie oświecone umysły. To dzięki wam zdecydowałem się przystąpić do tego miejsca skażonego trującymi oparami. Czy wy sobie wyobrażacie, że ludzie tutaj nie mają nawet pojęcia czym tak naprawdę jest perspektywa? Co za lemingi. Myślą, że to co zobaczą w podręcznikach i czego nauczą się w szkole, to czysta prawda. Jednak my wiemy, że karmią ich tymi bzdurami, żeby można było łatwiej nimi sterować! Prosta sytuacja: przychodzę do szefa podpisać kontrakt, wiecie jak się nazywa? Rob Van Dam. Rozbijmy to na atomy. RVD. R jest powiązane z liczbą 2, która jest zarządzana przez księżyc co niby oznacza troskę. V, co jest oczywiste, powiązane jest z liczbą 4, czyli człowiek niby porządny oraz lojalny. D symbolizuje tę samą cyfrę. Niby tak... ale od RVD można również rozwinąć jako Reptilian Violent Dangerous! Co by się zgadzało, bo człowiek ten miał jakieś węże na swoim stroju zapaśniczym! To tylko przykład tego, że te gady rządzą światem! Wszędzie wcielą tych swoich jaszczuroludzi! Nie dajmy się zawładnąć elitom! Ależ ja jestem odporny, mam nadzieję, że każdy z was ma na swojej głowie foliową czapeczkę, bo 5G grasuje wszędzie i tylko czeka, by zawładnąć waszymi umysłami. Z resztą, widzę tutaj kolegę, który akurat przechodzi i również niedawno się tutaj przyjął. Kolego, pozwól!

Derek pstryka palcami i zaprasza do siebie kogoś zza kamery. Człowiekiem okazuje się być Derrick Mantel. Niczego się nie spodziewający Normal Guy podchodzi do Hallowaya i staje na przeciwko niego.

Derek Halloway: Witaj, kolego. Widzę, również niedawno się tutaj przyjąłeś. Nie uważasz, że dziwnie tu nieco? Atmosfera jest taka jakby zatruta, a 5G atakuje wszystko dookoła. No i ten szef, nie słyszałem o nim wcześniej, ale nieco dziwny z niego typek. Co uważasz?

Mantel spogląda lekko zmieszany na stojącego naprzeciw niego Dereka. W jego spojrzeniu można dostrzec mieszankę lekkiej irytacji i jednocześnie zaciekawienia. Nie decyduje się on na szybką ripostę. Wyczekuje na odpowiednią chwilę i gdy ona nadchodzi, z ust Derricka padają pierwsze słowa.

Derrick Mantel: Witaj, Dereku. Miałem okazję słuchać tego, co miałeś do powiedzenia. Osobiście nie należę do osób, które chętnie przeprowadzają dyskusję na temat teorii spiskowych. Nie zrozum mnie źle, ale ten temat jest lekko... kontrowersyjny? Raczej dobrze się określiłem. Zazwyczaj w takich przypadkach odpuszczam niepotrzebne generowanie niepotrzebnych tarć. W tym miejscu jednak wszystko działa inaczej i z jednym mogę się zgodzić. Atmosfera w tym miejscu jest lekko... zatruta. I nie, nie chodzi mi tutaj o twoje teorie, z którymi się nie zgadzam. Chodzi tutaj o coś kompletnie innego. Widzisz, Dereku. Ci ludzie. Oni wszyscy starają udawać się kogoś, kim właściwie nie są. Nie chcę wnikać, ile w tej twojej prezencji jest "prawdy". Brzydzę się wszelką maścią ludźmi, którzy starają się zakładać różne maski. Udawanie kogoś, kim się nie jest... to wszystko jest takie naiwne. Zamiast przedstawiać siebie, samego siebie w całej okazałości. Oni wszyscy starają przedstawiać się kreacje, które mają się po prostu "podobać". Nie zwracają uwagi na to, aby bym autentycznym. Cecha jakże zapomniana w tym świecie, w dobie internetu i portali społecznościowych. Z jednym raczej powinieneś się zgodzić. Ci ludzie są jakby "ogłupieni".

Normal Guy patrzy w stronę The Truth Seekera, który nie stara się mu przerywać. Wygląda na lekko zaciekawionego słowami Derricka, jakby w jego opinii znajdowało się z nich ziarenko prawdy. Ten natomiast na tym nie poprzestaje i kontynuuje swój wywód.

Derrick Mantel: Szczerze? Spodziewałem się, że gdy usłyszysz coś, co większość może nudzić - wybierzesz ucieczkę. Podoba mi się w Tobie jedno. O ile twoje teorie, no... nie jest mi z nimi po drodze. Tak widzę w twoich oczach nutkę bycia sobą. Może nawet więcej! Jesteś sobą! Pewnie odczuwasz zawód, ze względu na to, iż nie chcę prowadzić z twoją osobą dyskusji na twój temat. Takie jest jednak życie. Nie możesz otrzymać wszystkiego i musisz zrozumieć pewną rzecz. Ludzie, jako istoty pozornie myślące, nie będą działać według twojego scenariusza. Nie patrząc na to, czy jest to część ich kreacji czy bycie sobą. Ja preferuję kontrolę, oni jednak nie są tacy łatwi do kontrolowania. Nawet najbardziej zepsute jednostki potrafią się sprzeciwić, robiąc coś przeciw nam. Przez twoje milczenie wnioskuję, że jest coś na rzeczy. Zgadza się?

The Awakened podnosi brwi nad przyciemniane okulary i drapie się po swojej foliowej czapce jakby był nieco zdezorientowany. W końcu jednak podnosi wzrok prosto na Mantela.

Derek Halloway: Temat kontrowersyjny? Teorie spiskowe? To nie są teorie! To wszystko składa się jak idealne puzzle, tylko ludzie w podobie do Ciebie nie potrafią zauważyć jak bardzo zostali zindoktrynowani przez establishment. Dobra, nie będę tracił czasu na pogawędki z głupcami!

Halloway szybkim krokiem podchodzi do statywu, jednak przez przypadek kopie w jedną z odnóg i telefon wywraca się razem ze statywem. Zdenerwowany Derek bierze telefon i wyłącza nagrywanie.

First Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Zygmunt Butla vs Zbyszek Uszczelka
[Obrazek: 945aaca6fe73f.png]

Przenosimy się do ringu, gdzie Zygmunt Butla trzyma Zbyszka Uszczelkę przy linach i zasypuje go serią chaotycznych uderzeń. The King of Empty Bottles wygląda, jakby ledwo kontaktował, ale jego pięści najwyraźniej mają własny system nawigacji. Jeden cios trafia w korpus, drugi w bark, trzeci gdzieś w okolice szczęki, a Betonowy Syfon zaczyna cofać się w stronę narożnika. Butla rusza za nim, próbuje dołożyć Face Wash, ale przy zdejmowaniu buta traci równowagę i musi złapać się górnej liny, żeby nie przewrócić się na własnego przeciwnika. Uszczelka wykorzystuje tę chwilę zawahania. Wciska rywalowi Knee Strike w brzuch, dorzuca Forearm Smash i wyciąga go z narożnika. Irish Whip na liny, The Baroom Warlord wraca i inkasuje Shoulder Tackle! Butla pada na matę, po czym niemal od razu próbuje wstać, ale nie do końca w tę stronę, w którą powinien. Majster łapie go za głowę, podnosi i dokłada Body Slam. Pin! 1... 2... kickout! Zerwany Gwint podnosi rywala, ale The Drunk and Dangerous nagle odpowiada brudnym ciosem w brzuch. Potem drugi cios, trzeci i szybki Low Kick, po którym Uszczelka ugina nogę. Butla chwyta go za rękę, próbuje pociągnąć do siebie, ale przez własny rozchwiany krok prawie sam upada na matę. Mimo tego udaje mu się złapać rytm i mamy Bydgoszcz City! Pierwszy rzut! Zygmunt nie puszcza! Drugi rzut! Publiczność zaczyna reagować coraz głośniej, a The Last Sip z trudem wynosi rywala jeszcze raz. Trzeci rzut! Butla pinuje Uszczelkę, bardziej opadając na niego niż świadomie przypinając. 1... 2... nie! Fachowiec z Siedlec odrywa bark od maty! Zygmunt siada obok i przez moment pokazuje sędziemu dwa palce, jakby zamawiał kolejną kolejkę, a nie pytał o liczenie. Po chwili jednak wstaje i bierze rozpęd. Butelkowy Łokieć! Jednak nie! Uszczelka schyla się w ostatniej chwili, a mistrz pustych butelek przelatuje obok i odbija się od lin. Wraca prosto pod Urwany Gwint! Butla zostaje wbity w matę, a Betonowy Syfon natychmiast przechodzi do pinu. 1... 2... kickout! Majster nie czeka. Przeciąga rywala bliżej narożnika, wspina się na drugą linę i przez chwilę patrzy na publiczność, jakby właśnie ogłaszał przerwę w robocie. Przerwa Śniadaniowa! Trafiony zatopiony! Cały ciężar Uszczelki spada na Zygmunta, który aż podkurcza nogi z bólu. Pin! 1... 2... nie! The King of Empty Bottles jeszcze zostaje w walce! Zbyszek łapie się za głowę i zaczyna wyglądać na człowieka, któremu klient po raz trzeci zmienił zdanie co do kafelków. Podnosi Butlę i próbuje zakończyć sprawę. Robota Bez Faktury! Jednak nie! Zygmunt zsuwa się za jego plecy, odpycha go na liny i trafia Butelkowym Łokciem! Uszczelka chwieje się na nogach, ale nie pada. Butla widzi szansę i szykuje Mocną Głowę, lecz Zerwany Gwint w ostatniej chwili cofa głowę, a Zygmunt trafia rozpędem w pustkę, niemal przewracając się na kolana. Fachowiec z Siedlec natychmiast kopie go w brzuch, ustawia pod najgroźniejszą akcję i nie daje mu już czasu na kolejną pijacką improwizację. Kto To Panu Tak Spierdolił?! Butla zostaje wbity w matę, a Uszczelka od razu siada do przypięcia, przytrzymując nogę rywala. Sędzia dopada do maty. 1... 2... 3! Zbyszek Uszczelka wygrywa tę walkę.

Vignette

Kamera przenosi nas do bogato zdobionej sali jadalnej. W rozległej sali sufit ozdobiony barokowymi freskami podpierają bogato zdobione marmurowe kolumny. Na ścianach wiszą portrety przodków szlacheckiego rodu. Na podłodze mamy natomiast aksamitny, burgundowy dywan, wykończony złotymi frędzlami na jego brzegach. Przy stole siedzi ktoś tyłem na bogato zdobionym złotym fotelu i ochoczo zajada chleb maczany w kawiorze. Robi to jednak na tyle niezdarnie, że część kawioru spadła na dywan. Postać siedząca przy stole jedynie pstryka palcami, a w jego stronę natychmiast udaje się człowiek należący do jego służby.

???: Posprzątaj mi to raz! Ja nie mogę jeść w takim chlewie! I pamiętaj - nie pozwalaj sobie, kawior nie jest dla takich bezwartościowych kmiotów jak ty!

Służący pośpiesznie sprząta pozostałości po konsumpcji swojego “pracodawcy”, po czym znika za drzwiami z resztkami jedzenie z podłogi w rękach. W tym czasie kamera obraca się, a naszym oczom ukazuje się najnowszy nabytek LPW, Lord Sebastien de Montclair.

LSDM: Niektóre osoby nie muszą walczyć o władzę, niektórym osobom należy się ona ze względu na to, kim się urodzili. Już niedługo udowodnię to wszystkim rustre z LPW.

Obraz z kamery powoli zaczyna ciemnieć, a nam w kadrze pojawia się wielki złoty napis “Lord Sebastien de Montclair”.

First Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Derek Halloway vs Preston Steele
[Obrazek: 177082c7b5e9d.png]
Preston rozpędza się i ciałem odbija się od brzucha przeciwnika. Waga jednak robi swoje. Niewzruszony Derek przejmuje rywala i Irish Whipem ciska go na liny. Próba uderzenia pięścią, jednak Steele uchyla się pod ręką przeciwnika. Kolejne odbicie od lin i Big Boot od Hallowaya. Jednak również chybiony, Legacy Breaker wślizguje się pod nogą rywala za jego plecy. The Heir Apparent od razu wyprowadza Dropkick na plecy przeciwnika, przez co ten wypada poza kwadratowy pierścień. The Truth Seeker czym prędzej się podnosi, The Rebel One obija się od lin i mamy Suicide Dive! Piękna akcja, po której The Red Pill One zalicza glebę. Trzymający się za brzuch z grymasem bólu The Enlightened podnosi się powoli do stójki, a Preston nie czekając ani chwili dokłada Tilt-a-whirl DDT. Ależ wykorzystuje teraz swoje momentum, a publika szaleje. Steele ociężale podnosi rywala za głowę i wtacza go do ringu. Próba pinu, 1... 2... nie, kickout. Naładowany energią Legacy Breaker szybko wyprowadza Lionsault, jednak prosto na kolana przeciwnika. The Truth Seeker przytomnie skontrował i to on wstaje oraz podchodzi do stojącego w narożniku przeciwnika. The Red Pill One z jakiegoś powodu przytula go i wychodzi z nim z narożnika. Czułości nie trwają jednak długo, bo za chwilę mamy Belly-to-belly Supex. Derek dopada do przypięcia, 1... 2... nie, kickout. Halloway wstaje, biegnie do lin i gleba. Niestety przewrócił się o własne nogi. Na kolanach zaczyna krzyczeć do kamery, że to jakiś spisek i zdenerwowany podchodzi do będącego na jednym kolanie rywala. Pomaga mu wstać i dokłada jeszcze Rib Breaker. Po tym już poprawnie się rozpędza, odbija od lin i dokłada Senton. Uwala się na leżącym na plecach przeciwniku, co oznacza pin. 1... 2... nie, kickout. The Truth Seeker kręci głową i podnosi przeciwnika za rękę. Wkłada mu głowę pod pachę, wynosi i dokłada Reverse Atomic Drop, po którym nie puszczając go pakuje rywala na szczyt narożnika w taki sposób, że nogi Steele’a zostają na drugiej linie. Teraz The Enlightened staje, i krzyczy do publiki „IT’S FLAT” i dziwnie się śmieje. The Red Pill One podchodzi do usadzonego Prestona, który kopie w głowę swojego przeciwnika gdy tylko zbliży się na odpowiednią odległość. Zamroczony Derek otrzepuje głowę i podchodzi do rywala, który wprowadza Tornado DDT. Halloway pada na matę jak długi, a Legacy Breaker sam podnosi się wolniej po wyprowadzeniu akcji. Obaj panowie jednak w końcu wstają, The Heir Apparent tylko na to czeka i wyprowadza punche na głowę oponenta. W końcu The Rebel One wyprowadza gut kick i European Uppercutem wbija rywala w narożnik. Mniejszy od Halloway’a, ale wariat. Preston bierze rozpęd od przeciwległego narożnika i wyprowadza Corner Clothesline. Derek pada na matę, a Steele nie traci czasu i dokłada szybki Lionsault. Próba pinu, 1... 2... 3?! Nie, kickout. Zdeterminowany Legacy Breaker po tym ataku zagrzewa publikę do gromkiego dopingu. Publika szaleje, a on czeka, aż Derek wstanie. Halloway podnosi w końcu swoje ociężałe cielsko, a Steele wyprowadza Cash Out! Jednak nie, The Truth Seeker odpycha przeciwnika przed podskokiem na liny. Ten się od nich odbija, a The Red Pill One wykonuje soczystego Big Boota. Preston pada na matę, a The Elightened nie tracąc czasu podnosi przeciwnika za głowę, wyniesienie na barki i mamy potężny Corner Powerbomb! Ależ Steele wygląda teraz na zgruzowanego. Halloway widzi to i nie czekając próbuje przypiąć. 1... 2... 3?! Nie, kickout! Rozzłoszczony Derek wstaje i zaczyna kłócić się z sędzią tego pojedynku. Zaczyna coś do niego krzyczeć, żeby pokazał swoją prawdziwą twarz, a sędzia nie wie o co chodzi. W końcu The Truth Seeker macha na to ręką i podnosi rywala. Cash Out! Cash Out znikąd! Próba pinu ze strony Steele’a. 1... 2... 3?! Tak, to koniec!

Pobite Gary #1 - Program nagrywany 13.05.2026 r.

Na arenie nagle gasną światła. Przez kilka sekund słychać jedynie narastający szum publiczności, po czym ekran pokazuje nam


Po chwili kamera przenosi nas z areny do specjalnie przygotowanej kuchni. Nie jest to jednak zwykłe kulinarne studio. To ciemne, industrialne pomieszczenie oświetlone czerwono-pomarańczowym blaskiem. W tle unosi się lekki dym, a gdzieś poza kadrem słychać ciche bulgotanie gotującej się wody.


Przy blacie stoi już Rob McŁowicz. Ubrany w swoją charakterystyczną kucharską bluzę bez rękawów. Obok niego leży mikrofon. Rob przez chwilę nie patrzy w kamerę. Dopiero po kilku sekundach odkłada łyżkę, poprawia chustę i unosi wzrok.

Rob McŁowicz: Szanowni państwo… woda już wrze. W wrestlingu widzieliśmy już wiele rzeczy. Wielkie deklaracje, wielkie wejścia, wielkie ambicje i jeszcze większe ego. Widzieliśmy ludzi, którzy przychodzili tutaj po chwałę, po pasy, po szacunek… i takich, którzy przychodzili tylko po to, żeby ktoś w końcu powiedział im prawdę prosto w twarz.

Rob uderza palcami w metalową pokrywkę leżącą obok. Rozlega się głośny dźwięk.

Rob McŁowicz: I właśnie dlatego powstało to miejsce. Nie kuchnia, nie studio. Nie zwykły wywiad przy stoliku i letniej herbacie. To jest przestrzeń, w której odpowiedzi muszą mieć smak, słowa muszą mieć ciężar, a każdy gość musi liczyć się z tym, że zanim zdąży wygodnie usiąść… jego reputacja będzie już skwierczeć na patelni.

Rob podnosi z blatu poobijaną pokrywkę i pokazuje ją do kamery.

Rob McŁowicz: Od dziś mikrofon jest moją chochlą, ring moim blatem, a każdy wers przyprawą, której nie da się wypluć. Będą pytania. Będą rymy. Będą dissy. Będzie roast tak ostry, że nawet catering LPW poprosi o szklankę mleka.

Rob odkłada pokrywkę i wskazuje na logo programu widoczne za sobą.

Rob McŁowicz: Witam w programie, którego Creative Team powinien był zakazać, zanim zdążyłem podłączyć mikrofon. To są… Pobite Gary.

[Obrazek: b78a3d4bb1d9b.png]

Rob McŁowicz: A skoro pierwszy odcinek odpalamy tutaj, w Chicago, to wypada zacząć od miasta, które dobrze rozumie ciężar. Ciężar historii, ciężar ambicji i ciężar porządnego jedzenia.

Rob miesza zawartość patelni. Kamera robi zbliżenie na podsmażającą się cebulę, paprykę i cienko pokrojone mięso.

Rob McŁowicz: Chicago to nie jest miejsce dla ludzi, którzy boją się mocnego smaku. Tutaj pizza przypomina konstrukcję nośną, hot dog ma swoje zasady, a jeśli ktoś próbuje polać go ketchupem, to prawdopodobnie nawet wiatr znad jeziora Michigan przestaje go szanować. Ale dziś nie będziemy kłócić się o ketchup. Dziś przygotujemy coś bardziej ulicznego. Coś, co musi wytrzymać nacisk, temperaturę i ciężar tego, co ktoś na siebie przyjął. Moją wariację na temat chicagowskiego Italian beef.

Rob nakłada mięso do bułki i dociska ją lekko nożem..

Rob McŁowicz: Mięso długo nasiąkające smakiem. Papryka z charakterem. Bułka, która musi utrzymać wszystko, co na nią spada. Brzmi znajomo? Powinno. Bo mój pierwszy gość również dźwiga więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Dźwiga nazwisko, oczekiwania, cień ojca, który najchętniej posadziłby go w wygodnym fotelu, daleko od lin, maty i ludzi, którzy nie pytają, ile masz na koncie, tylko ile jesteś w stanie wytrzymać. Jest technikiem, buntownikiem, człowiekiem z Filadelfii, który urodził się blisko wygody, ale wybrał ból, pot i własną drogę. Mówi o sobie The Heir Apparent, ale chce zostać zapamiętany jako Legacy Breaker.

Rob robi krótką pauzę.

Rob McŁowicz: Pytanie tylko, czy naprawdę łamie dziedzictwo… czy wciąż gotuje się w garnku, który postawił mu na ogniu własny ojciec. Szanowni państwo, pierwszy gość w historii Pobitych Garów. Proszę o hałas, odrobinę szacunku i absolutnie żadnego ketchupu. Przed państwem — Preston Steele!

W tle rozbrzmiewa ”I don’t need your Legacy”, Legacy Breaker pojawia się w studiu powolnym krokiem po drodze sprawdzając wyposażenie kuchni i biorąc kolejne przedmioty do ręki. Preston w końcu staje obok Roba, podaje mu rękę na przywitanie i bierze pozostały mikrofon z blatu do ręki.

Rob uśmiecha się szeroko, wskazuje dłonią krzesło przy blacie, a drugą ręką poprawia mikrofon.

Rob McŁowicz: Usiądź, Prestonie. Spokojnie, to nie jest przesłuchanie. To tylko pierwszy odcinek Pobitych Garów, więc najwyżej przypalimy trochę atmosferę, poddusimy kilka niewygodnych tematów i sprawdzimy, czy twoje nazwisko naprawdę jest ze stali, czy tylko dobrze wypolerowane przez rodzinne pieniądze. Przygotowałem dziś coś w stylu Chicago. Solidne, ciężkie, bez zbędnej delikatności. Takie danie, które musi utrzymać na sobie sporo ciężaru. Trochę jak ty, prawda? Bo powiedzmy sobie szczerze, Preston. Nazywasz siebie The Heir Apparent, ale jednocześnie chcesz być znany jako Legacy Breaker. Z jednej strony dziedzic. Z drugiej ktoś, kto chce to dziedzictwo połamać na kawałki i wrzucić do garnka.

Więc moje pierwsze pytanie jest proste. Czy ty naprawdę uciekasz od cienia swojego ojca… czy tylko cały czas walczysz po to, żeby w końcu odwrócił głowę, spojrzał na ciebie i powiedział: „Synu, jednak miałeś rację”?

Preston Steele: Większość osób pewnie spodziewa się po mnie typowego rozpieszczonego syna bogatego biznesmena, który uważa, że wszystko mu się należy na złotej tacy podstawione pod nos. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Od początku ciężko harowałem na treningach, żeby udowodnić każdemu, a przede wszystkim mojemu ojcu, że zapiszę swoje nazwisko złotymi zgłoskami w historii tego biznesu bez udziału jego pieniędzy i wpływów. Chcę, żeby w końcu przestali na mnie patrzeć tylko jako syna człowieka, który jest w stanie wszystko załatwić dzięki swojemu majątkowi tylko na gościa, który jest w stanie pokonać w ringu nawet największe tuzy tego biznesu. Kenneth Riddle? Mike Brutal? Ryback? Może na teraz jest to dla mnie wysoka półka, ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Nie interesuje mnie kogo będę musiał pokonać, żeby stanąć na szczycie, bo żeby stać się najlepszym musisz pokonać najlepszych. Chce wejść do ringu z każdym kto stanie mi na drodze do LPW World Championship i pokazać im, że nawet ktoś nowy tak jak ja może ich zaskoczyć. <chwila pauzy> Wszystko to po to, żeby mój ojciec spojrzał na mnie na samym szczycie i przyznał, że jest ze mnie dumny i rzeczywiście dobrze zrobiłem wybierając swoją własną drogę.

Rob przez chwilę nie odpowiada. Zamiast tego patrzy na Prestona z lekkim uśmiechem, po czym powoli sięga po przygotowaną kanapkę i układa ją na talerzu przed swoim gościem.

Rob McŁowicz: No proszę. Czyli jednak nie mamy tu panicza, który przyszedł zamówić zwycięstwo z dostawą do stolika. Mamy człowieka, który chce sam pokroić składniki, sam rozgrzać patelnię i sam sprawdzić, czy nie przypali własnej kariery przy pierwszym większym ogniu. Ale widzisz, Prestonie, jest w tym wszystkim jedna rzecz, która mnie zastanawia. Mówisz, że chcesz iść własną drogą. Mówisz, że nie chcesz pieniędzy ojca, jego wpływów, jego nazwiska jako przepustki. A jednak wciąż bardzo dużo w tej historii kręci się wokół niego. Więc zapytam inaczej. Gdyby jutro twój ojciec powiedział ci, że nigdy nie będzie z ciebie dumny, nieważne co osiągniesz… dalej szedłbyś tą drogą? Czy cały ten bunt straciłby wtedy smak?

Preston Steele: Nie wiem czy uważnie słuchałeś co mówiłem, Rob, czy jednak bardziej się wczułeś w gotowanie, więc nieco odświeżę ci pamięć. Mówiłem też, że chcę, żeby ludzie mnie zapamiętali jako Prestona Steele’a. Jako osobę, która sama zbudowała swoją historię na swoich własnych zasadach, a nie jedynie syna bogacza. <spogląda krzywym wzrokiem na kanapkę> Jeżeli ta kanapka to jest szczyt twoich możliwości to lepiej módl się do Gordona Ramsay’a czy kto tam jest waszym kulinarnym Bogiem, żebyś nie trafił na mnie w turnieju, bo ja się nie zamierzam zatrzymywać niezależnie od tego kto stanie na przeciwko mnie, żeby udowodnić wszystkim, że prędzej czy później każdy będzie musiał do Prestona Steele’a nabrać szacunku.

Rob przez chwilę patrzy na Prestona w milczeniu. Powoli zerka na kanapkę, potem z powrotem na swojego gościa. Na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Nie wygląda na urażonego — raczej na człowieka, który właśnie usłyszał dokładnie to, na co czekał.

Rob McŁowicz: No i bardzo dobrze, Prestonie. Właśnie o to chodziło. Wreszcie nie mówisz jak syn kogoś ważnego, tylko jak ktoś, kto sam chce być ważny. A co do kanapki… spokojnie. Ona przynajmniej nie potrzebuje ojcowskiej aprobaty, żeby mieć smak. Ale skoro przyszedłeś do Pobitych Garów, to musiałeś wiedzieć, że nie skończy się tylko na rozmowie. Tutaj każdy gość dostaje swoją porcję. A ty, mój drogi, właśnie trafiłeś na danie dnia.

Rob chwyta mikrofon pewniej, poprawia chustę pod szyją i zaczyna rytmicznie wybijać tempo palcami o blat. Kamera robi lekkie zbliżenie na jego twarz. Uśmiech nadal jest komediowy, ale spojrzenie ma już ostrzejsze.


Rob kończy, odkłada mikrofon na blat i spokojnie poprawia talerz z kanapką przed Prestonem. Przez chwilę patrzy na niego z szerokim uśmiechem, jakby właśnie podał mu coś, czego nie da się już odesłać do kuchni.

Rob McŁowicz: No i widzisz, Prestonie. To są Pobite Gary. Tutaj nikt nie wychodzi całkiem surowy, ale też nikt nie musi wyjść spalony. Dostałeś ogień, dostałeś przyprawę i dostałeś pytanie, którego nie da się przykryć ładnym nazwiskiem.

Rob przesuwa talerz z przygotowaną kanapką odrobinę bliżej Prestona.

Rob McŁowicz: Teraz wszystko zależy od ciebie. Możesz być kolejnym chłopakiem z wielką historią i jeszcze większą presją na plecach… albo możesz wejść do turnieju o LPW World Championship i pokazać, że Preston Steele to nie jest projekt ojca, tylko gotowy produkt własnej roboty. Bo pamiętaj jedno. W kuchni i w ringu różnica między talentem a porażką jest prosta. Talent trzeba doprawić pracą, a porażkę bardzo łatwo przypalić gadaniem.

Rob uśmiecha się szerzej i unosi lekko dłoń w stronę Prestona.

Rob McŁowicz: Więc jedz, nabieraj sił i idź po swoje. A kiedy wejdziesz między liny, niech wszyscy zobaczą, czy naprawdę jesteś Legacy Breakerem… czy tylko kolejnym daniem, które ładnie wyglądało w menu.

Rob robi krótką pauzę, po czym patrzy prosto w kamerę.

Rob McŁowicz: A nam pozostaje tylko jedno pytanie… smakowało?

Oburzony Legacy Breaker energicznym ruchem wywraca talerz, na którym stoi kanapka, zrzucając ją z blatu. Widać gołym okiem, że po słowach Roba emocje w nim buzują.

Preston Steele: Wydaje ci się, że to wszystko to jest jakaś dziwna zabawa w kuchnię!? Tam w ringu nie będzie się liczyło kto jest w stanie lepiej doprawić danie czy przypilnować, żeby się nie spaliło. Twierdzisz, że bardzo łatwo jest zwiększyć swoje szanse na porażkę zbyt dużym skupieniu na gadaniu, ale to ty właśnie to robisz. Widać, że rozmawiać umiesz, ale zobaczymy czy jak już wejdziesz między liny to w uniwersalnym języku wrestlingu też będziesz miał tak dużo do powiedzenia. Cały czas starasz się mi zarzucić, że mogę być projektem mojego ojca, a odkąd wszedłem do tego biznesu nie szukam okazji, żeby wybić się na czyichś plecach, a zwłaszcza jego. Przekonamy się czy po dzisiejszym wieczorze to ty będziesz się pytał czy smakowało czy ja będę mógł cię zapytać po co było tyle gadać?

Legacy Breaker opuszcza studio wyraźnie niezadowolony przebiegiem rozmowy mijając w korytarzu Rybacka.  Zupełnie nieoczekiwanie mamy The Big Guy’a!, który  pojawia się w kuchni już mając umorusaną twarz jakąś czekoladą. Human Wrecking Ball tauntuje 'Feed Me More!'

Rob McŁowicz: O miło mi cię gościć Rybacku. Widzę, że jesteś głodny, na całe szczęście zrobiłem więcej kanapek bo Pan bogaty nie ma w sobie za grosz kultury. Jak można było wyrzucić tak wykwintne danie? Ty masz więcej klasy także smacznego.

Ryback nawet z zadowoleniem opędzlował przygotowane jedzenie, jednak po chwili znów zaczął krzyczeć 'Feed Me More!'

Rob McŁowicz: Wybacz, ale więcej już nie mam, odnoszę wrażenie że jakbyś mógł to zjadłbyś nawet powietrze z lodówki. Przepraszam, następnym razem lepiej się przygotuje.

Ryback zmienia wyraz twarzy na dużo bardziej złowieszczą, po czym popycha Roba na stół. Wściekły Ryback patrzy na leżącego kucharza i od razu się zawstydza

Ryback: - Wybacz Rob, człowiek głodny to człowiek zły, wiesz o co chodzi, ale zaraz pójdę na zaplecze, dwa kilo jagnięciny zjem, kilogramem słoniny się zapcham i będzie dobrze, wybacz przyjacielu.

Rob McŁowicz: Tak jak świat światem, jak człowiek głodny to zły. Wybaczam Ci, ale teraz uciekaj na zaplecze się najeść. Dziękuję Państwu za uwagę. Pobite Gary powrócą już za tydzień!

Koniec programu

Druga gala z cyklu Colosseum odbędzie się 30 maja w Rockford w stanie Illinois.

Earlier Today

Kamera przenosi nas na siłownię, gdzie wodzi po wszystkich ćwiczących tam osobach. Po chwili łapie Jorge Cavazosa, który wyciska leżąc hantle na klatkę piersiową. Po skończonej serii odkłada hantle na swoje miejsce oraz odwraca się do kamery, rozciągając ramiona po ćwiczeniu.

Jorge Cavazos: Ale dzisiaj jest pompa. W takiej formie nie byłem od czasów WCW. Zniszczę dzisiaj tego debiutanta, Mateusza...

W tym czasie ktoś uderza barkiem Jorge, a ten odwraca się za tą osobą, patrząc na nią ze złością... ale tym gościem okazuje się być dzisiejszy przeciwnik Meksykanina — MateuszMW.

Jorge Cavazos: Proszę, proszę, kto by się tutaj spodziewał o tej porze mojego dzisiejszego przeciwnika? Oto nasz dzisiejszy debiutant, MateuszMW. Szczerze, amigo? Trochę współczuję ci debiutu. Niełatwo będzie kontynuować karierę, kiedy rozpocznie się ją od łomotu, jaki spuści dzisiaj Bone Breaker.

MateuszMW poprawia koszulkę, patrząc prosto w oczy Cavazosa, z lekkim, ironicznym uśmiechem.

MateuszMW: Mówisz o formie z czasów WCW, Jorge? To było dwadzieścia lat temu. Świat poszedł do przodu, a ty najwyraźniej utknąłeś w powtórkach na YouTube. Przyszedłem tutaj poćwiczyć, ale widzę, że ty wolisz trenować język zamiast klatki.

Atmosfera na siłowni gęstnieje, a osoby ćwiczące spoglądają w kierunku zawodników.

MateuszMW: Współczujesz mi? Amigo, zachowaj tę litość dla siebie. Dzisiaj wieczorem twoje kości „pękną”, więc to nie ty będziesz tym, który opuści ring o własnych siłach. Debiutanci mają to do siebie, że nie wiedzą, kiedy przestać... a ja nie zamierzam przerywać, dopóki sędzia nie podniesie mojej ręki w geście zwycięstwa!

MateuszMW lekko klepie swojego rywala w ramię i wskazuje na hantle, które Cavazos przed chwilą odłożył.

MateuszMW: Dobra seria, Jorge. Ale na ringu hantle nie oddają ciosów. Ja tak. Widzimy się wieczorem... „Bone Breakerze”.

MateuszMW odwraca się na pięcie i odchodzi w stronę worków treningowych, zostawiając wściekłego Cavazosa na środku sali. Kamera robi zbliżenie na twarz Jorge, na której maluje się czysta furia.

First Round of the LPW World Championship Tournament 
Singles Match: Jorge Cavazos vs Mateusz MW
[Obrazek: 197d6dcf78cd0.png]
Wracamy do ringu po reklamach, zawodnicy znajdują się w przeciwległych narożnikach, ale to MateuszMW zdaje się mieć wszystko pod kontrolą. Zawodnik z Krakowa jest wyraźnie nabuzowany. Z dumą pokazuje na swój tatuaż na szyi, aby pokazać wszystkim dumę ze swojego pochodzenia, natomiast Jorge Cavazos ciężko oddycha oparty o narożnik, a przy okazji trzyma się za wyraźnie obitą klatkę piersiową. Nagle Polish Fucker wskazuje palcem na stojącego z drugiej strony Meksykanina, po czym wykonuje jednoznaczny gest biodrami, sugerując, że za chwilę odbędzie stosunek ze swoim przeciwnikiem i rusza z pełną prędkością w jego kierunku. Corner Splash w drodze... trafiony zatopiony! Polak sprawia wydaje się nie do zatrzymania! Fiesta Master krzywi się z bólu, jednak nie ma czasu się na tym skupiać. Momentalnie inkasuje kolano prosto w brzuch i odruchowo zgina się w pół. Mateusz wciska głowę rywala pod pachę, wyciąga go z narożnika i wykonuje Suplex. Jednak nie! Cavazos jest zdecydowanie silniejszy i nie pozwala na wyniesienie się w powietrze. To jednak w ogóle nie podcina skrzydeł agresorowi. Błyskawicznie stompuje stopę silniejszego zawodnika, dorzuca Knee Lift bezpośrednio w głowę, po którym zrywa uchwyt podnosi lekko zamroczonego Bone Breakera, aby ostatecznie zasypać go lawiną chaotycznych i brutalnych Forearm Strike'ów. Meksykanin znowu ląduje się w narożniku i tym razem sprawia wrażenie nieobecnego. Sytuacja się powtarza, kolano wciśnięte w brzuch, wyciągnięcie z narożnika i tym razem udany Suplex. Energia Polaka jest poza skalą! Natychmiast zrywa się na równe nogi i rusza do lin. Jedną ręką opiera się o liny, drugą wskazuje na siebie palcem i wykrzykuje, że przejmie ta federację i jest to tylko kwestia czasu, znacznie się przy tym wychylając. W końcu odwraca się do pracownika technicznego i wykonuje gest, jakby polewał sobie czymś głowę. Techniczny szybko rzuca mu butelkę z oliwkę, którą Big MW polewa sobie głowę, wciera ją niedbale a potem energicznie uderza się otwartą dłonią w czoło i wydaje z siebie dziki okrzyk. El Locomotora powoli się podnosi, a Mateusz odrzuca buteleczkę poza ring i rzuca się do przodu. Łysy Punch! Jednak nie! Jorge po prostu odpycha go od siebie w kluczowym momencie i Polish Fucker ląduje na nogach. Całkowicie zaskoczony odwraca się w kierunku przeciwnika i od razu inkasuje Clothesline z rozbiegu. Publika eksploduje z zachwytu! Mateusz szybko wstaje, jednak tylko po to, aby jeszcze raz oberwać Clothesline'em. El Desenmascarado się nie zatrzymuje, Polak wstaje i tym razem obrywa Big Bootem. Teraz MateuszMW nie jest w stanie tak szybko się podnieść, dlatego Meksykanin mu w tym pomaga i od razu wysyła Irish Whipem na liny. No More Tequila! Cóż za zwrot akcji, teraz to Fiesta Master świętuje razem z publicznością i niesiony ich reakcją wskakuje na druga linę w narożnika i przez chwilę pokazuje jak się bawią w Meksyku. W końcu zeskakuje, odwraca się do środka ringu, gdzie jego rywal właśnie się podnosi. El Locomotora nie traci czasu, rusza przed siebie... CavaShock! Mamy pin i 1... 2... 3! Jorge Cavazos zalicz udany debiut!

Kamera przenosi nas na backstage. Na drzwiach do pokoju widnieje napis "Uszczelka", drzwi nie domykają się przez zalegającą w progu butelkę. Operator wchodzi do środka i widzimy dwóch niedawnych rywali Zbyszka i Zygmunta, którzy toczą rozmowę w przyjaznej atmosferze.

Uszczelka: *nalewa kieliszek Butli* Widzisz Zygmunt ja ciebie szanuję, źle zaczęliśmy tę znajomość, ale było minęło. Widzisz kiedyś miałem takiego kolegę *bek* Ryśka. Razem robiliśmy, on elektrykę ja hydraulikę. Fach-Bud Instal się nazywaliśmy, ale Rysiek za mocno dawał po kablach. Zaczęło się niewinnie od Jabola potem poleciał już na grubo bimberki własnej roboty, a że cierpliwy człowiek to on nie był to zaraz mu się wzrok pogorszył, firma musiała zus płacić, a jak on ma fuchę wykonać jak on po omacku kabla w ścianie szuka. Raz niefortunnie chwycił za końcówkę gniazdka jak go kopnęło to go cudem odratowali. Potem jeszcze się wygrażał bo się okazało, że robił mnie na lewo i brał bez faktury, a po szkodzie przyszedł po pieniądze bo sam wszystko przepił. Stąd mój uraz do chłopaków co lubią wychylić, ale równy z ciebie chłop to i przeprosić muszę..

Zygmunt wypił kieliszek wcześniej nalanej mu wódki ze smakiem i zaczął mówić.

Zygmunt: Oj Zbychu, Zbyszku… Widzisz, ja nie jestem zwykłym “alkoholikiem”... Ja jestem TYM alkoholikiem. Ludzie się ze mnie śmieją, a to mój styl życia przecież jest! Ja ciebie też szanuję, Uszczelka, o jak ja cię szanuję… rzadko kiedy mi się zdarza z kimś wypić po walce, tutaj masz mój szacunek, heh…

Tym razem to Zygmunt nalał sobie i Zbyszkowi po kieliszku

Ja raz też znałem… znałem takiego Zbycha. Ukradł mi rower albo… albo ja jemu… już nie pamiętam. Kupił mi piwo i wtedy… wtedy żeśmy… no! Ale równy z niego był gość, to fakt… Ja tam żadnych urazów nigdzie ni do nikogo nie mam… dopóki mam piwo, rzecz jasna

Zygmunt zaśmiał się, wychylając kolejny już kieliszek. Wzruszony Zbyszek ociera łzy z oczu ze wzruszenia, że znalazł kompana tu po drugiej stronie Oceanu

Uszczelka: Zygmunt mordo ty moja! Ja cie doskonale rozumiem. Ja też miałem w życiu chwile słabości. Kiedyś bracie byłem na robocie we Frankfurcie nad Menem robiliśmy wtedy na dachach u starych Niemców. Mieliśmy tam być 2 tygodnie, ale że Rysiek jeszcze wtedy abstynent miał parę w łapach to skończyliśmy 3 dni wcześniej. Mówię sobie to zrobię Krysi niespodziankę jak wrócę do domu. Podjeżdżam Polonezem Ryśka pod blok, a rolety zasłonięte mówię bidulka pewnie śpi z tęsknoty bo co tu robić sama wieczorem. Po cichu się skradam po klatce, otwieram drzwi, a tu wyskakuje Kryśka jak poparzona z pokoju, włosy poszarpane, a za nią Janek z Starczewic. Jak złapałem go za szmaty i palnąłem na drzwi to mało z futryną nie wyleciały. Pytam się Krysi dlaczego, co zrobiłem nie tak, a ta tylko w śmiech bo już była po kilku. Mówię sobie na początku wezmę sznur i będzie spokój, zaglądałem do butelki dzień w dzień w końcu przyszło opamiętanie. Oj nie dam Ci ja satysfakcji, ogarnąłem się, założyłem firmę i nie minął rok jak spotkałem ją znowu, tym razem ja w pięknym granatowym Passacie z niskim przebiegiem, a ona razem z Jaśkiem po flaszce denaturatu kłania mi się w pas bo myśli, że to jakiś Prezes jedzie. Od tamtej pory wyznaje prostą zasadę - dymać to ja, a nie mnie. I za to się napijmy Zygmunt.

Zbyszek wyciąga kieliszek w stronę Zygmunta. Zygmunt również wyciągnął kieliszek w stronę nowo poznanego kompana i szybkim ruchem pozbył się całej zawartości

Zygmunt: Zdrowie! Zdrowie, bo mądre słowa żeś wypowiedział! Ja… ja sam nie mam takich przygód Zbychu, oj nie mam… ale mam to ja za to głowę do interesów. Ooo, mam! Powiem ci taką anegdotkę…

Zygmunt złapał za butlę piwa, unosząc ją trochę za wysoko, prawie wylewając ją na siebie.

Raz żem był w monopolowym. Jak zawsze zresztą… i patrzę: kartka! „Promocja”. To ja myślę: ohoho… interes! Pytam tej pani zza lady, bardzo miłej kobiety… chyba miłej, bo krzyczała tylko trochę… „Pani! Jak ten biznes działa?”. A ona mi mówi, że jak butelki oddam, to piniążki dostanę!

Zygmunt urwał na chwilę i spojrzał dumnie przed siebie, jakby właśnie opowiedział historię życia.

Zygmunt: To ja se myślę… po co kupować piwo, skoro można odzyskać piwo? No geniusz! Człowiek interesu! To żem poszedł nocą zbierać butelki. Po śmietnikach, po ławkach, nawet spod bloku jednemu typowi zabrałem worek… ale spokojnie, oddałem! Znaczy… nie oddałem. Ale chciałem oddać.

Parsknął śmiechem sam do siebie i machnął ręką.

Zygmunt: I słuchaj teraz… oddałem tyle tych butelek, że trzy piwa miałem prawie za darmo! TRZY! Hehehe… tylko potem się okazało, że jedno to było moje, co wcześniej kupiłem. Ale interes i tak dobry!

Uszczelka: Musimy się trzymać razem chłopie! Jak te dwa orły w tym cholernym Czikago. Z kim byś się tu kulturalnie napił wódeczki? No z kim? Jak nie z bratem Polakiem. Oni tu wszystko mają wielkie domy, samochody, ale duchem to są małe płotki, co ja mówię piranie co snują się w krwiożerczym szale, żeby przetrwać! A my jesteśmy jak ten sum.

Zbyszek gładzi się po wąsie.

Musimy się kiedyś wybrać na ryby Zygmunt. Ja, ty i dwa zmoczone kije tego nam trzeba. Zabrałem kiedyś jednego kolegę Johna co akurat wykonywał fuchę w tym samym biurowcu co ja. Fajnie jest, pogoda o dziwo dopisała, złapałem taki solidny okaz z metr miał, już go miałem pakować, a John krzyczy "release release". Pukam się w głowę co on za durnoty wygaduje i hyc do reklamówki i do domu. Jak spróbował to do dziś pamiętam jak mu się oczy zaświeciły "delicious fish Zbiszek". O właśnie pod te naszą wódeczkę to by się śledzik przydał.

Zygmunt ponownie się śmiał podczas kolejnej z opowieści Uszczelki, nalewając im już tego jednego, ostatniego kielicha. Uniósł go w górę i rzekł.

Zygmunt: Równy z Ciebie gość, Zbyszek! Zaprawdę równy zaś jest… ryby… jak tyś na to wpadł, chłopie? Toż to najlepsze co ja w życiu usłyszałem! Jesteś geniuszem!

Po scenie, w której oboje wychylają po ostatnim kielichu, kamera zgasła.

Video Promo

Początkowo obraz jest czarny, a do naszych uszu dobiega tylko cichy mechaniczny stukot i niewyraźne mamrotanie. Wszystko powoli się rozjaśnia, dzięki ciepłemu światłu od dogasającego kominka oraz powoli dopalających się świec. Widzimy bogato urządzony, chociaż nieco zaniedbany gabinet. Ściany zdobią obrazy i fotografie. Przedstawiające zarówno Irlandzkie krajobrazy jak i ujęcia z wrestlingowych ringów. Kluczowe jednak jest wielkie drewniane biurko, za którym zgarbiony siedzi nie kto inny jak Edgar Dickinson. Charakteryzacja poety wygląda jak nałożona kilka dni temu i teraz powoli rozmazująca się wraz z potem i brudem.
Pisarz energicznie, wręcz fanatycznie stuka w klawisze maszyny do pisania, cały czas mamrocząc do siebie.

Przestrzeń wokół artysty jest w nieładzie. Porozrzucane kartki, do połowy opróżniona butelka, brudne szklanki i talerze. Przy nodze biurka leży zrzucony staroświecki telefon z urwanym kablem.Nagle słyszymy trzask, wielkie zdobione okno, będące za plecami Dickinsona rozbija się z hukiem, obsypując pisarza szkłem. Przedmiot który wpadł oknem ląduje na blacie biurka, trącając maszynę i nieomal wywracając stojącą obok świecę. To w końcu wyrywa pisarza z transu i ten z konsternacją sięga, po jak się okazuje srebrną kulę owiniętą papierem. Z perspektywy kamery widzimy tylko tył kartki, na którym widnieje logo Legion Pro Wrestling. Obraz powoli się ściemnia, a Dickinson pogrąża się w lekturze.


[Obrazek: a4578aa15d55c.png]
Rob McŁowicz

Streak: 2-0-2
Last Match: Axel Blaze def. Rob McŁowicz
Achievements:

[Obrazek: cEjDAaW.png]
Silas Crowe

Streak: 2-0-0
Last Match: Silas Crowe def. Jeff Brown
Achievements:
Odpowiedz
Cytuj
Ryse
Head Admin
16.05.2026, 10:34 #1
To tutaj wszystko się zaczęło

Ekran jest czarny. Przez chwilę słychać jedynie niski, narastający dźwięk, przypominający uderzenia serca. Po chwili pojawiają się pierwsze przebitki Chicago. Nocne ulice, światła miasta, stalowe mosty, puste areny i panorama wieżowców odbijająca się w wodzie.

Narrator:  Chicago. Miasto o twardym charakterze. Miasto sportu, walki i ludzi, którzy wiedzą, że na wszystko trzeba zapracować.

Na ekranie pojawiają się ujęcia pustej hali, ringu pogrążonego w półmroku, reflektorów budzących się do życia i czerwonego światła przebijającego się przez dym. Muzyka zaczyna grać coraz głośniej.

Narrator: To właśnie tutaj narodziła się nowa federacja. Miejsce, w którym wrestling ma być czymś więcej niż walką. Ma być ambicją, charakterem i drogą po własną legendę.

Pojawiają się szybkie przebitki lin ringowych, stalowych schodów, pustych krzeseł, dłoni zaciskających taśmy i logo LPW. Kamera powoli zbliża się do wejścia na arenę.

Narrator: Rob Van Dam, legenda ringu, postanowił stworzyć federację dla tych, którzy nie szukają łatwej drogi. Jego polskie korzenie oraz wybór Chicago, miasta z silną polonijną historią, nadały LPW dodatkowy charakter, ale fundament był jeden: prawdziwa arena walki.

Na ekranie pojawiają się sylwetki zawodników stojących w cieniu. Nie widać dokładnie twarzy. Widać tylko spojrzenia, zaciśnięte pięści, buty wchodzące po stalowych schodach i światło padające na ring.

Narrator:  Legion Pro Wrestling to miejsce dla ludzi z różnych środowisk, których łączy jeden cel: walczyć o chwałę, pozycję i miejsce w historii.

Muzyka przyspiesza. Kamera pokazuje pusty ring, nad którym pojawia się czerwony blask. Na ekranie pojawia się logo Colosseum.

Narrator:  Główną areną tej walki będzie Colosseum. Show, na którym narodzą się rywalizacje, powstaną nowe gwiazdy i rozpocznie się droga po LPW World Championship.

Na końcu kamera pokazuje pusty ring oświetlony czerwonym światłem. W tle słychać narastający szum publiczności, jakby arena dopiero budziła się do życia.

Narrator: Colosseum #1. Chicago, Illinois. 16.05.2026. Historia LPW zaczyna się teraz.

[Obrazek: 0e916733f1788.png]

Na arenie gasną światła. Po chwili czerwono-białe reflektory rozświetlają stage, a na ekranie pojawia się logo Colosseum. Publiczność w Chicago reaguje głośnym cheerem, gdy rozpoczyna grać Muzyka, a na rampie pojawia się Rob Van Dam. RVD z charakterystycznym luzem wchodzi do ringu, odbiera mikrofon i przez chwilę rozgląda się po arenie.

Rob Van Dam:  Chicago... witajcie na pierwszym w historii Colosseum! Dzisiaj zaczynamy coś nowego. Legion Pro Wrestling oficjalnie otwiera swoje drzwi i nie wyobrażam sobie lepszego miejsca na pierwszy rozdział tej historii niż właśnie tutaj, w Chicago. To miasto wie, czym jest walka. Wie, czym jest charakter. Wie, że nikt nie dostaje niczego za darmo. Kiedy tworzyłem LPW, chciałem zbudować miejsce dla zawodników, którzy nie szukają łatwej drogi. Miejsce dla ludzi, którzy są gotowi wejść do tego ringu, spojrzeć rywalowi w oczy i udowodnić, że zasługują na swoje nazwisko, swoją pozycję i swoją szansę. A skoro mówimy o szansach, dzisiaj rozpoczynamy turniej, który wyłoni pierwszego w historii LPW World Championa. *cheer*

Rob Van Dam: Nie będzie tutaj żadnego namaszczenia. Nie będzie wybrańca, któremu ktoś po prostu wręczy pas. Każdy uczestnik turnieju zaczyna z bilansem 0-0. Dwa zwycięstwa oznaczają awans. Dwie porażki oznaczają koniec drogi. Proste zasady. Uczciwe zasady. I co najważniejsze, zasady, które zmuszą każdego do pokazania, ile naprawdę jest wart. W pierwszej rundzie zobaczymy pojedynki singlowe. Jeden na jednego. Bez wymówek, bez chowania się za kimkolwiek, bez przypadkowych zwycięstw w chaosie. Tylko ty, twój rywal i ring. Muszę przyznać, że kiedy zobaczyłem kartę walk, to trochę zabolało mnie jedno. Żadnego hardcore matchu. Żadnych stołów, krzeseł, drabin. Nawet jednego małego ekstremalnego akcentu na dobry początek. *We want tables niesie się po trybunach*

Rob Van Dam: Ale spokojnie. To dopiero pierwsze Colosseum. A jeśli znacie mnie choć trochę, to wiecie, że prędzej czy później w LPW zrobi się naprawdę ekstremalnie. Dzisiaj jednak chodzi o fundament. O pierwszy krok. O rozpoczęcie drogi po najważniejsze mistrzostwo tej federacji. Dzisiaj zobaczymy, kto potrafi udźwignąć presję, kto potrafi wykorzystać swoją szansę i kto już od pierwszej nocy pokaże, że może zostać twarzą Legion Pro Wrestling. To jest Colosseum. Tutaj nie wystarczy dobrze wyglądać. Tutaj nie wystarczy dużo mówić. Tutaj trzeba walczyć.

RVD bierze solidny oddech i krzyczy

Rob Van Dam: Chicago, jesteście gotowi? *ogromny cheer* Bo historia LPW zaczyna się właśnie teraz.

RVD opuszcza mikrofon, a publiczność jeszcze raz reaguje głośnym cheerem. Kamera pokazuje logo Colosseum, po czym przenosi się do stanowiska komentatorskiego.

Michael Cole: Proszę państwa, ktoś kiedyś powiedział, że najlepszym sposobem, by przewidzieć przyszłość, jest jej stworzenie. Dziś tworzymy teraźniejszość pod wspaniałą przyszłość i to my, Legion Pro Wrestling, które jako członek loży komentatorskiej mogę dumnie reprezentować, tworzymy przyszłość! Razem ze mną przy stole komentatorskim wybitny reprezentant Polski w piłce nożnej — Tomasz Hajto!

Tomasz Hajto: Witam państwa! Jaram się jak czajnik na gazie. To będzie niezapomniana noc, tym bardziej że mamy do czynienia z wieloma zawodnikami, których już kojarzymy!

Michael Cole: Dokładnie, ale nie znamy jeszcze trzeciego komentatora. Mianowicie co galę będzie do nas dołączał specjalny komentator, a dziś jest nim…

Na trybunach zapada cisza, lecz już po chwili wybucha Cult of Personality. Best in the World, przy ogromnym aplauzie fanów, dociera do stanowiska komentatorskiego.

Tomasz Hajto: Jak ja cię, kurde, lubię, Punk! Teraz to się jeszcze bardziej jaram... Ja pierdzielę, CM Punk!

CM Punk: Rob zadzwonił do mnie i zapytał, czy nie chciałbym skomentować tej gali z legendą komentatorstwa i jakimś żulem. A wiem, że to mieszanka wybuchowa, więc od razu się zgodziłem.

Tomasz Hajto: Yyy... jeszcze raz?

Michael Cole: Nie, nie ma potrzeby. Skupmy się na najważniejszych osobach tej nocy. Już w walce numer jeden dostajemy starcie turniejowe, w którym zawodnicy toczą bój o LPW World Championship. Zresztą każda kolejna walka również będzie starciem turniejowym. Wróćmy jednak do pierwszej walki, w której zmierzy się doskonale znany, żarłoczny i głodny Ryback. Jego rywalem będzie Miguel Escobar, który przedstawił nam się w bardzo ciekawy sposób

CM Punk: Ryback to debil, ale jednak dość silny. Wydaje mi się, że jest lekkim faworytem.

Tomasz Hajto: Wydaje mi się, że Escobar, jak każdy zawodnik z Meksyku, niczym Guillermo Ochoa na mundialach, wzniesie się na wyżyny swoich możliwości i wygra.

Michael Cole: Tomek, to jest Hiszpan.

Tomasz Hajto: A, bo mi się z Casillasem pomyliło. Tak czy siak, stawiam na Escobara.

Michael Cole: Zygmunt Butla kontra Zbyszek Uszczelka. Starcie, którego nie powstydziłby się żaden pośredniak. Trudno tutaj wytypować jakiegoś faworyta.

CM Punk: Nie znam żadnego, ale już mnie wątroba boli.

Tomasz Hajto: Powiem wam, że alkohol ma dużo wspólnego z wrestlingiem — wygra ten, który ostatni ustoi na nogach.

CM Punk: Tak, dziwne, że RVD nie wybrał, kur*a, Last Man Standing Match. Najbardziej tajemnicza walka z karty.

Michael Cole: Walka numer trzy. Pozostajemy przy tym samym pasie, jednak starcie będzie zupełnie inne. Derek Halloway kontra Preston Steele. Walka jakby z dwóch kompletnie innych światów, jednak chyba takie kochamy najbardziej.

Tomasz Hajto: Preston jest moim faworytem. Nie znam go zupełnie, jednak jego aparycja robi na mnie dużo większe wrażenie niż Hallowaya. Niemniej jednak trudno uznać to za pojedynek do jednej bramki. Football nie takie rzeczy widział.

CM Punk: Po pierwsze, to jest soccer, kretynie, a po drugie, to nawet nie jest to! Wygra Halloway. On posiada w sobie jakiś taki... zimny styl, który mi odpowiada. Preston z kolei to po prostu... banan.

Michael Cole: Jorge Cavazos kontra Mateusz MW. Tym razem może podziać się naprawdę wszystko.

Tomasz Hajto: Jak dla mnie Cavazos. Ten Hiszpan ma naprawdę wyróżniający się styl i aparycję, która pomoże mu w kolejnych walkach.

CM Punk: Ty... akurat teraz to jest gość z Meksyku. Ale twoja wiedza merytoryczna jest żadna. Wygra to Mateusz MW. Urodził się w Krakowie, a Kraków i Chicago to miasta partnerskie. Tak się przygotowuje do gali, matole. A Cavazos? Jest ciekawy, przyjdzie jeszcze na niego czas... lecz na razie będzie musiał poczekać.

Michael Cole: Rob McŁowicz kontra Derrick Mantel, czyli walka... kucharza z debiutantem? Bardzo ciekawie nam się ta karta ułożyła.

CM Punk: Michael, pozwól, że ja się wypowiem, zanim ten drugi kretyn zacznie coś mówić. To nie jest walka kucharza z debiutantem. To dwóch ludzi, którzy odnaleźli w sobie wielką pasję do wrestlingu. Pochodzą z innych środowisk, ale robią to, co kochają, a LPW dało im szansę, gdyż ludziom, którzy robią to, co kochają, daje się po prostu szansę. I to będzie pojedynek, który przyniesie nam ogromne emocje... i jeśli Rob czegoś dobrego nie ugotuje... to Derrick go zje.

Tomasz Hajto: Moim zdaniem wygra McŁowicz. W Łowiczu jest taki klub piłkarski, Pelikan, który grał kiedyś w…

Michael Cole: Zamknij się, Tomek! I mówię to po dobroci, bo jak ci Punk wysprzęgli, to na następną galę będę musiał dwóch gości specjalnych zaprosić!

CM Punk: Czekajcie, teraz czytam kartę i następna walka to może być rzeka miodem płynąca. Axel Blaze kontra Elias Shadow. Powiem wam, że pomimo iż doświadczenie rozkazuje stawiać na Eliasa, to Axel może się mocno postawić.

Michael Cole: Też skłaniam się ku temu, żeby nie skreślać Axela. Bardzo charakterystyczna postać.

Tomasz Hajto: A dla mnie wyraźnie Axel. Wydaje mi się, że ten rock'n'rollowiec rozjedzie swojego rywala niczym samochód jakąś babc... A w sumie to po prostu go rozjedzie.

Michael Cole: Edgar Dickinson kontra Zack Sabre Jr. Ta walka jest niemożliwa do wytypowania. Jakbyśmy chcieli z 50/50 wydobyć coś więcej, ale to po prostu jest 50/50 i nie da się tego przeskoczyć.

CM Punk: Gdybym chciał, to zapewne wygrałbym każde z tych starć, ale tutaj faktycznie wisi jakaś burza. Coś, czego sam nie jestem w stanie opisać. Myślę, że typowanie tutaj to hardcore.

Tomasz Hajto: Dla mnie Zack... W tym gościu jest jakaś dziwna aura. Aura, która nie zaprasza do współpracy…

Michael Cole: I walka wieczoru. Niezawodny, nieśmiertelny Kenneth Riddle kontra wielki, potężny Mike F'N Brutal. Starcie legend — tak bym to nazwał.

Tomasz Hajto: Lepiej się tego nie dało ująć, Michael. Moim zdaniem to Brutal brutalnie przejdzie się po Riddle'u.

CM Punk: Bo gówno się znasz na wrestlingu. Na soccerze zresztą również. Wygra Kenneth, bo jest najlepszy. Oczywiście zaraz po mnie.

Michael Cole: Galę zapowiedzieliśmy, ale resztę muszą zrobić oni. Czas na tych gladiatorów — panie i panowie... CZAS... START!

Tuż po otwarciu show kamera przenosi nas na zaplecze. Widzimy Rene Paquette trzymającą w ręce mikrofon, a obok niej stoi Miguel Escobar. Jeszcze przed swoją walką Hiszpan będzie miał szansę na przedstawienie się fanom LPW. Może to być dla mnie dobra platforma do przekazania co Prince of Spain chce tutaj osiągnąć. Renee uśmiecha się do kamery, spogląda na Miguela i przemawia.

Renee Paquette - Witam państwa. Ze mną jest tutaj Miguel Escobar.

Miguel Escobar - Hola!

Renee Paquette - Nie będę ci Miguelu zabierać dużo czasu, bo wiem, że niedługo musisz wyjść do swojej walki, ale federacja dała nam kilka minut. Na początek skróć nam swoją historię żeby fani wiedzieli z kim mają do czynienia.

Miguel Escobar- Krótka historia…no dobra. Wiele lat walczyłem w Hiszpanii oraz Meksyku lecz bardziej mogłem pokazać się tutaj w Stanach. Federacje TWW, PPW czy wreszcie WWE to te które mogły mnie pokazać szerszej publice. Jeśli jednak ktoś mnie nie kojarzy to spokojnie, niedługo będę tutaj głównym mistrzem. Moja osoba to mieszanka zawodnika idealnego. Szybkość połączona z siłą, technika połączona z brutalnością i wreszcie ringowe IQ połączone z ogromną charyzmą. Gdyby tylko fani i "eksperci" mieli jakąś wiedzę to zawsze byłbym wybierany na najlepszego zawodnika roku.

Renee Paquette - Widzę, że twoja pewność siebie nie zna granic. Mierzysz bardzo wysoko, czy nie jest jednak za szybko na takie ogłoszenia.

Miguel Escobar- Przygotowuje was po prostu do tego co się wydarzy.

Renee Paquette - Pierwszy krok do tytułu już za chwilę. Federacja dała ci ogromną szansę i uczestniczysz w turnieju o pas. Jak widzisz swoją walkę z Rybackiem w pierwszej rundzie?

Miguel Escobar- To ja dałem szansę tej federacji, nie na odwrót. Zapamiętaj to. A co do walki to sprawie, że będzie to wyglądać na łatwe. Widziałem, że niektóre osoby tutaj łykają mu aż po same kule…zresztą ogólnie panuje tu przekonanie o umiejętnościach ludzi o których nie mam pojęcia. Nie żeby mnie to ruszało, ale ruszy ich, a może nawet zaboli. Wasi idole szybko odejdą w zapomnienie. Wracając do Rybacka. Chłop jest silny i głupi. Najgorszy typ zawodnika. Vete al gimnasio! Ring nie jest dla ciebie. Wychodzę po swoje i przechodzę dalej. Nie ma nic do ciebie, ale stoisz na mojej drodze. Jeszcze znajdę tu niejednego wroga, a na ten moment nim nie jesteś. Jesteś po prostu pierwszym, pobocznym celem.

Renee Paquette - No dobrze, a co dalej? Jeśli uda ci się pokonać Rybacka?

Miguel Escobar- Nie jeśli, tylko jak już go pokonam. Boisz się tego powiedzieć? Przecież tak samo jak ja wiesz, że nie ma on szans z Divine. Pokażę różnicę poziomów, a w następnej fazie zrobię to znowu i znowu. Pas ma już właściciela, ale i tak zachęcam do oglądania turnieju. Każda chwila na oglądanie mnie jest dobra. Muchas gracias, me tengo que ir.

Miguel bez słowa odchodzi od Renee, a ta lekko zdziwiona spogląda chwilę na niego, a następnie mówi.

Renee Paquette - Miguel Escobar proszę państwa! Już za chwilę pokaże czy słowa idące w parze z czynami.

Po tych słowach Renee każe wyłączyć kamerę, a my wracamy na arenę.

First Round of the LPW World Championship Tournament
Singles Match: Ryback vs Miguel Escobar
[Obrazek: 03e0786168cd2.png]
Przenosimy się do ringu, w którym Ryback okłada w narożniku swojego przeciwnika. Po paru ciosach łapie chwilę oddechu i ciska rywalem w przeciwległy narożnik. Biegnie i mamy potężny Corner Running Clothesline, Miguel pada bezwładnie na matę. Pin… 1… 2… Kickout! Walka trwa dalej, a The Big Guy nie odpuszcze i zapina teraz przeciwnikowi Chin Lock od tyłu. Escobarowi zajęło to parę sekund, ale teraz już wstaje i wymierza łokcie prosto pod żebra Rybacka. Ten odpuszcza swój uchwyt i to jest moment, w którym Señor Destrucción może przejść do ofensywy. Wyprowadza jeden Clothesline, dokłada drugi. Ryback chce to przerwać uderzeniem, ale Miguel robi unik pod jego ręką odbija się od lin, chwyta Rybacka za głowę i mamy teraz piękne Tornado DDT! Pin… 1… 2… Kickout! Escobar nie chce tracić swojego momentum. Od razu kiedy tylko oponent wstał, ten wykonuje na nim Pele Kick, a oszołomiony zawodnik z Las Vegas ląduje z dużym impetem w narożniku. Prince of Spain bierze rozbieg… ale Human Wrecking Ball wynosi go bardzo wysoko do góry i mamy potężny Gorilla Press Slam. Hiszpan aż od razu podnosi się na równe nogi z bólu, a Ryback idzie za ciosem i dokłada Brainbuster po czym błyskawicznie pinuje swojego przeciwnika. 1.. 2… Divine dalej pozostaje w turniejowej grze! Próbuje się pozbierać na równe nogi, ale nie robi tego zbyt szybko. Amerykanin w tym czasie idzie do narożnika oraz sygnalizuje, że będzie chciał wykonać swojemu przeciwnikowi Meat Hook Clothesline. Ofiara wstaje… ale w ostatniej chwili wychwyca ramię rywala i ma go już w pozycji Inverted DDT! Tambor en la Lavadora! Pin! 1… 2… Kick out w ostatniej chwili. Oboje odczuwają już mocno trudy tego pojedynku i długo im zajmuje podniesienie się na równe nogi. Kiedy to się dzieje, Ryback wypłaca zamaszystego sierpa przeciwnikowi, ale ten robi unik i boleśnie traktuje jego plecy Backstabberem. Przeciwnik leży na ziemi, a zawodnik z Kanarów od razu dokłada do tego Standing Moonsault. Hiszpan sygnalizuje teraz chęć zakończenia walki. Czeka na powstanie swojego rywala na równe nogi… Czy to będzie… Adios!? Nie, The Fearles popycha oponenta na liny, ten się odbija… i inkas