<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Legion Pro Wrestling - Tygodniówki]]></title>
		<link>https://www.l-p-w.pl/</link>
		<description><![CDATA[Legion Pro Wrestling - https://www.l-p-w.pl]]></description>
		<pubDate>Tue, 27 Oct 2026 19:42:46 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Elysium #7 - Los Angeles, California - 18.10.2026r.]]></title>
			<link>https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=296</link>
			<pubDate>Sun, 18 Oct 2026 21:34:37 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://www.l-p-w.pl/member.php?action=profile&uid=20">Jakub</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=296</guid>
			<description><![CDATA[<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e82a1f;" class="mycode_color">Earlier this week...</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na rozległe ranczo w sercu Teksasu, a w tle słyszymy przyciszone "La Granga" zespołu ZZ Top. Po horyzont ciągną się wypalone słońcem pastwiska, drewniane ogrodzenia i samotne drzewa, a w oddali pasą się bydło i konie. Przy domu z czerwonego drewna i kamienia stoi zakurzony pickup, na werandzie kołysze się drewniany fotel, a na stoliku obok stoi ciężka, żeliwna popielniczka oraz butelka piwa Shiner Bock, która jest do połowy opróżniona. W tym miejscu życie płynie własnym rytmem. W końcu przenosimy się do wnętrza domu. W kuchni krząta się <a href="https://i.postimg.cc/J4dSt1Sj/7039.png" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">kobieta około pięćdziesiątki</a> - ma mocną sylwetkę, włosy związane z tyłu głowy i spojrzenie osoby, która niejedną rzecz w życiu bierze na własne barki. W jeansach, koszuli w kratę i skórzanym fartuchu dogląda garnka na kuchence, jednocześnie przygotowując kolejne składniki obiadu. Porusza się sprawnie, z naturalną pewnością siebie, ale na jej twarzy nieustannie gości ciepły, serdeczny uśmiech. Nagle w drzwiach kuchni pojawia się nie kto inny, jak Jose Lopez, a muzyka cichnie. Hiszpan ubrany jest dosyć skromnie jak na siebie. Zdobią go biały t-shirt, czarne proste spodnie oraz Martensy na stopach. Lopez nie puka, po prostu staje w progu, jakby miał pełne prawo tu być. Kobieta szybko zauważa przybysza, zerka na niego znad ramienia i uśmiecha się serdecznie, ale też nie przerywa pracy, ani nie rzuca wszystkiego, żeby go przywitać.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Gospodyni: </span>Cóż za niespodzianka. *wyciera dłonie w fartuch* Wchodź, kochanie. Właśnie robię obiad. Napijesz się kawy?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mówi to autentyczną życzliwością, jakby oferowanie kawy niezapowiedzianemu gościowi było najnaturalniejszą rzeczą na świecie. Nie dopytuje, po co przyjechał, nie okazuje niepokoju, po prostu wraca do gotowania. Jose zawiesza się na chwilę z pustym wzrokiem widocznym na twarzy, by po chwili w końcu wymusić na swojej twarzy uśmiech, który do naturalnych nie należy, ale Lopez bardzo stara się, by to miano można było mu nadać.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez: </span>Kawa... brzmi świetnie. *kiwa głową*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Anti Heroe wchodzi do środka, szybko skanując otoczenie swym wzrokiem. Jego spojrzenie spotyka się z oczami zamieszkałej tu kobiety i wymieniają się serdecznymi uśmiechami. Jose spokojnie zasiada na krześle, które jest przy malutkim stoliku.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez:</span> Niesamowite jest to, jak niedaleko pada JABŁKO od jabłoni. Teraz już wiadomo dzięki komu Axel stał się tak dobrą oraz życzliwą osobą. *uśmiech* <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Gospodyni wyłącza ogień pod garnkiem, wyciera ręce  w ścierkę, a następnie sięga po dzbanek z kawą i nalewa jej do dwóch dużych kubków. Jeden stawia przed gościem, drugi zaś zabiera ze sobą i siada z nim po drugiej stronie stolika. Patrzy prosto w oczy Lopeza, teraz pokazuje bardzo sztuczny, wyraźnie przerysowany uśmiech, a następnie poważnieje.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Susana Morgan: </span>Nieładnie jest zazdrościć, kochanie. Czasami lepiej jest po prostu wziąć z kogoś przykład. I kto wie, może jeszcze wyjdziesz na ludzi? *solidny łyk kawy* Przejdźmy od razu do rzeczy - czemu zawdzięczam tę "przemiłą" wizytę?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez: </span>Zazdrościć...?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jose z zadumą spogląda na swój kubek z kawą i cukier, który jest w pobliżu, wygląda, jakby za chwilę miał coś dopowiedzieć, ale nie robi tego. Ostatecznie nie słodzi swojego napoju, jakby po prostu świadomie poraz kolejny wybrał w swoim życiu gorycz. Lopez bierze powolny łyk kawy i spogląda pustym wzrokiem na kobietę. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez: </span>Jestem tutaj, bo chcę, by pani wiedziała o pewnych sprawach. *kobieta jest lekko zainteresowana* O rzeczach, których dokonam, a także o tych,  których już dokonałem. *odkłada kubek* Wszystko jest powiązane z Axelem, więc wierzę, że to będzie dla pani bardzo ciekawe. *pusty, ledwo widoczny uśmiech* <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Susana Morgan: </span>*łyk kawy* Zamieniam się w słuch, kochaneczku. Co taki smutny chłopiec ma do powiedzenia starszej pani?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jose zbiera się dłuższą chwilę do wypowiedzenia jakichkolwiek słów, patrzy przed siebie swoim zawieszonym, jakby pozbawionym duszy wzrokiem, w końcu ułamku sekundy spogląda na Susane.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez: </span>Znam Axela już od jakiegoś czasu i przez cały ten okres znajomości wmawiałem wszystkim, że pomagam mu... bo widzę w nim dawnego siebie? Z troski o jego talent?  Mniej więcej takie brednie można było ode mnie usłyszeć. Być może moja cząstka tak to postrzegała, to nieistotne, prawda jest taka, że... *bierze głębszy wdech* Robiłem to dla SIEBIE. Chciałem jak najsilniejszego rywala, takiego, który znienawidzi mnie i zrobi wszystko, bym podczas walki został zmasakrowany. Czy się udało? Nie do końca. On nie potrafi słuchać, nie chce tego robić, ma swój własny świat, a ja? Ja mam swoje własne metody. *splata dłonie, łokcie opiera na stole i patrzy głęboko w oczy rozmówczyni* Zamierzam skrzywdzić pani syna. *kobieta wzdryga się i chce coś powiedzieć* Dla swoich celów jestem w stanie zrobić wiele, naprawdę WIELE, więc nie będzie problemu z tym, bym zrobił wszystko, byś wysłuchała mnie do końca i nie wchodziła mi w słowo. *Jose spogląda groźnie* By okazać ci skalę tego po jakie okropności jestem w stanie sięgnać, mogę przytoczyć to, że podałem twojemu synowi środki nasenne, a następnie zorganizowałem całą szopkę, która miała na celu zniszczenie mu życia! KUREWSKO chciałem, byś to usłyszała ode mnie OSOBIŚCIE! Może to ci uzmysłowi, co już niebawem czeka twoją pociechę... <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mama Blaze'a ani przez chwilę nie okazywała strachu, wręcz przeciwnie. Kiedy Lopez kończy ponownie uśmiecha się promiennie, bierze solidny łyk kawy i spokojnie odstawia kubek. Przez cały czas patrzy prosto w oczy swojego gościa.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Susana Morgan: </span>Wpadłeś, złotko.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie słyszymy kliknięcie dyktafonu, jednak to nie Doktor Kline, ale Axel Blaze wchodzi z pokoju do kuchni trzymając przy uchu urządzenie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nagranie: </span>"Podałem twojemu synowi środki nasenne, a następnie zorganizowałem całą szopkę, która miała na celu zniszczenie mu życia!"<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Ależ Ty jesteś przewidywalny, Lopez.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Axel podchodzi coraz bliżej, Lopez wstaje i poprawia ubranie. Zawodnicy stają ze sobą twarzą w twarz, dosłownie stykają się czołami i zaczynają napierać coraz mocniej. W końcu widać ogień złości w oczach Blaze'a, ale też niezwykłą determinację w oczach Lopeza. Atmosfera jest coraz gęstsza z każdą chwilą. Wygląda na to, że zaraz zobaczymy porządne mordobicie, kiedy nagle atmosferę w ułamku sekundy uspokaja dźwięk przeładowanej strzelby. To mama Axela mierzy prosto do nieproszonego gościa! Susana stoi pewnie, nie mruga, od razu widać, że nie żartuję.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Susana Morgan: </span>Nie na mojej warcie, kochaneczku. Bierz dupę w troki i wynoś się z mojego domu. W podskokach. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Hiszpan nie zamierza testować cierpliwości gospodyni, rzuca jeszcze jedno spojrzenie Axelowi i opuszcza budynek. Obraz z kamery gaśnie...</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><img src="https://i.imgur.com/cNDyCwA.png" loading="lazy"  width="500" height="500" alt="[Obrazek: cNDyCwA.png]" class="mycode_img" /></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zamiast standardowego wstępu kamera pokazuje nam centrum stage’u, gdzie przy pięciu mównicach stoi pięciu potwierdzonych uczestników walki o walizkę. Dodatkowo po boku ustawiona jest również szósta mównica, przy której stoi Nick Aldis, zabierający też od razu głos.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Witam serdecznie wszystkich zgromadzonych na trybunach, oraz naszych szanownych zawodników. *cheer* Pomyślałem, że zanim wyłonimy ostatniego uczestnika Elimination Chamber Matchu, dobrze byłoby przeprowadzić kulturalną *uśmiech* debatę. Każdy z was będzie miał 90 sekund na udzielenie odpowiedzi na to samo pytanie. Pytań będzie trzy. Będę was wywoływał do odpowiedzi, przy każdym z pytań kolejność odpowiedzi jest losowa. Nie przedłużając, bo myślę, że każdy jest zainteresowany tym co macie do powiedzenia - zaczynamy. Pierwsze pytanie brzmi następująco: “Gdy patrzysz na pozostałych uczestników zbliżającej się walki o walizkę, co jako pierwsze przychodzi Ci do głowy?”. *spogląda na Leone* Tony, czas start. *na titantronie zaczyna się odliczanie*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone:</span> *szeroko rozkłada ręce, serdeczny uśmiech* Witam serdecznie, przyjaciele.Cóż za niewątpliwa przyjemność spotyka mnie, aby rozpoczynać debatę w tak doborowym towarzystwie. *skinienie głową w kierunku Dickinsona oraz Hallowaya* Panowie Dickinson oraz Halloway niewątpliwie dobrze mnie już znają. Zaryzykuję stwierdzenie, że lepiej może znać mnie tylko Brutal. *sardoniczny uśmiech* Wyjątkowo ciepło wspominam nasze ostatnie spotkanie i żywię szczerą nadzieję, że w naszych interesach nic się nie zmieni. Natomiast jeśli chodzi o pozostałych dżentelmenów *Tony składa dłonie w piramidkę* to już na pierwszy rzut oka widać, że mamy do czynienia z rozsądnymi ludźmi. Z całą pewnością nie będą chcieli czuć się ZAWSTYDZENI, kiedy walka dobiegnie końca.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Koniec czasu. Dziękujemy za tą SZCZERĄ wypowiedź Tony. *sarkastyczny uśmiech* Skoro już wywołałeś wilka z lasu - Derek, Twoja kolej. 90 sekund. Czas, start.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway:</span> *Tony wciąż ma ułożoną piramidkę z palców* Widzicie? Spójrzcie tylko na tego manipulanta. Jedyne co mi przychodzi do głowy, gdy na Ciebie patrzę iluminato, to czuję odrazę. Brzydzę się takimi osobistościami, które próbują zawładnąć światem, otaczającym ich, choćby było to LPW. To samo tyczy się Ciebie, Mantel. Na pierwszej gali próbowałeś mnie do siebie przekonać, ale już wtedy poznałem kim tak naprawdę jesteś! Programujesz umysły młodych widzów, na to że przedmioty kolekcjonerskie mają jakąś wartość, ale tak nie jest! Maxwellu, jeśli brakuje Ci drogowskazu w życiu, przyjdź na nasze spotkanie głosicieli prawdy, nie zawiedziesz się. A do Ciebie, Edgarze, coraz bardziej zaczynam się przekonywać pomimo wcześniejszych uprzedzeń. *ostatnie słowa wypowiedział bardzo szybko, żeby wyrobić się w czasie*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> *wybrzmiewa sygnał kończący czas Halloway’a* Zdecydowanie ciekawe spostrzeżenia, Derek, dziękujemy Ci za tą wypowiedź. Derrick *patrzy w kierunku Mantela* Twoja kolej. *odliczanie zaczyna się od nowa*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derrick Mantel:</span> *spogląda na pozostałych uczestników debaty* Wszyscy mogą się przekrzykiwać, obiecując gruszki na wierzbie. Jednak nie słowa a czyny decydują o ostatecznym rezultacie. Możecie się bawić w gierki słowne, aby zdobywać sztuczną przewagę. Ja tego nie potrzebuję, tak samo jak nie potrzebuję zbędnych podlizów i bawienie się w ulubieńca publiczności czy wielkiego, przerażającego przywódcę Mafii. *spogląda na Leone* Nie muszę Was znać, by mieć sposób na to, aby zatrzymać każdego, kto postanowi stanąć na mojej drodze. Gablota czeka z niecierpliwością na to, co z Was pozostanie. Razem z nią ja, oczekujący na ten nieunikniony sukces. Walizka będzie idealnym zwieńczeniem całego procesu, który może i był długi i żmudny. W ostatecznym rozrachunku będzie on jednak niezwykle owocny.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Koniec czasu, Derrick. Bardzo ciekawa perspektywa. Edgarze, *spogląda na Poetę* Twoja kolej. Prosiłbym tylko… zrozumiale dla wszystkich. *Odliczanie resetuje się znowu do 90 sekund*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson:</span> *Odrywa wzrok od mównicy, przez moment wyglądając na zdezorientowanego, zanim odzyskał rezon* Widzę króla szczurów. Obrzydliwe splątanie motywacji. Chciwości, szaleństwa, pychy, żałości i głodu. Pobudzone złotymi laurami wewnętrzne demony. *Poeta toczy wzrokiem po rywalach, zatrzymując spojrzenie na Dereku* Widzę też, kogoś kto zna prawdę i wie, że tak niebezpieczne narzędzie, jak walizka nie może trafić w niepowołane ręce. *Edgar w ciszy przeczekuje ostatnie kilka sekund swojego czasu*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> To było… zdecydowanie coś. Dziękujemy Edgarze. *Drapie się po głowie, wyraźnie skonsternowany* To na czym my tu… A, tak. Maxwell, Twoja kolej. Znasz zasady. 90 sekund - czas, start.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> *ogląda się po rywalach* Stoję tu pośród poważnych zawodników. Każdy z was ma wyklarowane cele, część toczy między sobą prawdziwą wojnę, a jeden zbiera uwagę dosłownie wszystkich. *zerka na Leone* Ja takiej zdecydowanie nie otrzymuję. Wygląda na to, jestem tu ciałem obcym, MOŻE wypadkiem przy pracy. Mógłbym wręcz zapytać “co ja tu do cholery robię”? *zwiesza na moment wzrok* Dzisiaj jednak umiem spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć, że na pewno większość z was… Cóż, po prostu mnie lekceważy. *kiwa głową* Nie jestem głupi, wiem, że tak jest. Wiem również, że wszyscy będziecie stanowili dla mnie i mojego celu, który jest całkowicie pomijany, ogromne zagrożenie. Traktuję każdego z was niezwykle poważnie i nie ukrywam… W głębi duszy liczę na wzajemność. *pewniejszym wzrokiem zmierza stojących zawodników* Tak, naprawdę w to wierzę. W końcu znalazłem się tutaj, wśród najlepszych, nawet jeśli uważacie, że po prostu nie pasuję do tak elitarnego grona… *koniec czasu*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Dziękuję bardzo, Maxwell. Tą wypowiedzią dotarliśmy do końca pierwszego pytania. Ilu zawodników, tyle różnych odpowiedzi. Następne pytanie jest jednak trochę trudniejsze. “Kogo traktujesz jako najsłabsze ogniwo, kogo jako największe zagrożenie, a w kim upatrujesz czarnego konia walki?”. Zasady pozostają te same - 90 sekund na odpowiedź, czas jest odliczany na titantronie, wraz z końcem czasu kończy się wasza wypowiedź. *Rozgląda się po zawodnikach* Tym razem zaczniemy od… Edgara. Czas, start!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson:</span> *Tym razem wygląda na zdecydowanie bardziej obecnego i skupionego na sytuacji. * Mam nadzieję, że zebrani tu panowie nie poczytają mi za nieuprzejmość, pewnego pominięcia ich przy mojej odpowiedzi.  Ale chciałbym wyróżnić tutaj Pana Leone. Nie wątpię, że dobrze zna motyw dogmatu trójcy. Myślę, że Pan Leone jest czarnym koniem, pojawił się na Elysium wcale niedawno a brnie przez nie niczym burza. Zakładam również, że jest największym zagrożeniem, niepokonany w Legion Pro Wrestling, liczby nie kłamią wybitna forma. Ale jest też najsłabszym ogniwem. Pas ciążący na ramieniu, liczba wrogów zaczynająca przewyższać liczbę pupilków, bycie na świeczniku oznacza bycie na celowniku. *Edgar zakończył wpatrując się w lidera The Outfit, i bawiąc się długopisem który znalazł na mównicy*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Celne spostrzeżenia, Edgarze, myślę, że we wszystkim co powiedziałeś tkwi jakieś ziarno prawdy. *Spogląda przez chwilę na Leone, po czym przenosi wzrok na Mantela* Derrick, prosiłbym o Twoją odpowiedź. Pytanie bez zmian. Czas 90 sekund. Start.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derrick Mantel:</span> *spogląda na każdego z pozostałych uczestników debaty, jego wzrok najdłużej skupia się na Ransomie* Nie będę się bawić w dyplomatę, jak postanowił to zrobić Dickinson. Skoro mówimy o najsłabszym ogniwie, to nasuwa mi się wyłącznie jedna opcja i jest nią Maxwell, który nie jest kimś wielkim. Więcej mówiło się o jego przyjaźni z Dolnickiem i ich wybrykach niż o jego własnych sukcesach. Na tle reszty wypada niczym ubogi krewny i ciężko brać kogokolwiek innego pod uwagę. *robi krótką pauzę, wrednie zerkając na Ransoma* Zabolało, co? *śmieje się* Swoją drogą, bawi mnie, że mam wytypować największe zagrożenie, bo osobiście uważam, że… takowego nie ma. Widzisz, Nick. Jeśli mówimy o największym zagrożeniu i czarnym koniu, to możemy w zasadzie mówić o mnie, bo jedynym, który może mnie zatrzymać, jestem wyłącznie ja sam. Cała reszta będzie dla mnie wyłącznie tłem. *koniec czasu*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Bardzo odważne słowa Derrick. *sytuacja zaczyna robić się coraz bardziej nerwowa, Aldis odchrząkuje* Tony, Twoja kolej. Czas, start.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone:</span> Jakże nieroztropnym posunięciem byłoby wyłożenie wszystkich kart na stół, kiedy sami nie znamy nawet wszystkich uczestników pojedynku. Taka niefrasobliwość byłaby niemal równoznaczna tworzeniu nowych teorii spiskowych, a ja nie zamierzam odbierać ostatniej rzeczy, która pozostała Panu Halloway'owi...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Derek nie wytrzymuje ciśnienia i wyrywa się ze swojej mównicy. Aldis na szczęście w porę zauważył, że coś się zbliża, ponieważ w czas zatrzymuje Halloway'a. Po kilku sekundach pojawia się cały tabun ochroniarzy, którzy wyprowadzają go na zaplecze. Generalny Manager wyciąga mikrofon z pobliskiej mównicy i obraca się w stronę zgromadzonych widzów.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Niestety, na tym jesteśmy zmuszeni zakończyć debatę, zanim całkowicie wymknie się z pod kontroli. Prosiłbym zawodników o udanie się na zaplecze. Dziękuję. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ochroniarze odgradzają każdego z zawodników i po kolei wyprowadzają za kulisy, a Aldis nadzoruje cały przebieg. A teraz, czas na reklamy.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color"><span style="font-size: xx-large;" class="mycode_size">REKLAMY</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wracamy do ringu, gdzie widzimy już całą ekipę mającą wziąć udział w Battle Royal ostatniej szansy. Sędzia rozgląda się po zawodnikach i już ma dać znać by rozpocząć walkę. Jednak nagle na arenie wybrzmiewa... o kurwa... <a href="https://www.youtube.com/watch?v=bBsKplb2E6Q" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TEN THEME SONG!</a> Fanom chwile zajmuje ogarnięcie do kogo on należał, ale tak jest... Jean-Pierre Dolnick pojawia się na rampie! Grubas... jest jakiś mniejszy, ewidentnie schudł trochę kilogramów, chociaż nie jest to znacząca różnica. Nie ma swoich włosów, jest łysy! Ma na sobie swój strój zapaśniczy, a obok niego... jest <a href="https://i.imgur.com/f2cRyNR.jpeg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">JEGO ASYSTENTKA! </a>Co za powrót! Kobieta szepcze coś na ucho Jeanowi, ten skupiony słucha tego i rusza powoli w kierunku ringu patrząc na swoich oponentów, niektórzy widząc go, nie potrafią utrzymać powagi, on stara nie zwracać się uwagi na nich, chociaż jest lekko poirytowany. Dolnick włazi na pole bitwy, która zaraz się rozpocznie, a asytentka pozostaje w pobliżu.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">11 Man Battle Royal Last Chance Match</span><br />
Elias Shadow vs Yoshi Tatsu vs Rob Mcłowicz vs Alistair Fraser Jr. vs Lord Sebastien vs "Rocks" Xebec vs Chris Finnegan vs Mike Brutal vs Jean-Pierre Dolnick vs Enzo Sacrale vs Vincenzo Vizzini</span></div>
<br />
Proszę nie regulować odbiorników, to naprawdę się dzieje - Jean-Pierre Dolnick powrócił do LPW! Sędzia nakazuje uderzyć w gong i rozpoczynamy tę ostatecznie 11-osobową walkę. Wygląda na to, że decyzja Grubasa z Konga o pompatycznym wejściu bez wcześniejszej zapowiedzi szybko obraca się przeciw niemu, gdyż praktycznie od razu po gongu cała dziesiątka rywali obiera sobie na cel właśnie jego! Jean-Pierre cofa się w stronę narożnika, gdzie pod gradem ciosów i kopnięć zostaje sprowadzony do pozycji siedzącej. Zmasowany atak szybko jednak się rozmywa, a zawodnicy po zneutralizowaniu Dolnicka grupują się w raczej spodziewany sposób. Członkowie The Outfit ruszają z ofensywą na Mike'a F'N Brutala, a Lord Sebastien wraz z Alistairem Fraserem obierają sobie za cel Chrisa Finnegana. Rob McŁowicz przygląda się im z niesmakiem, z czego momentalnie korzysta Rocks Xebec, który z łatwością sprowadza kucharza do parteru i tam częstuje serią ciosów. W tym samym czasie Yoshi Tatsu sprowadza Eliasa Shadowa na liny, po czym honorowo wydaje z siebie okrzyk japońskiego wojownika i rusza z Running Big Bootem...<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">jednak Elias uchyla się i przerzuca go nad sobą, jednocześnie eliminując! No to Yoshiego mamy z głowy.</span> Elias celebruje ten fakt co najmniej tak, jakby już wygrał. Wdrapuje się na dolną linę i zaczyna wymachiwać łapami gest 6-7 w kierunku Tatsu. Bardzo niehonorowe zachowanie, które musiało spotkać się z negatywną reakcją fanów. Tymczasem za plecami Eliasa ustawił się Mike Brutal, który z zażenowaniem obserwuje ten pokaz...<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">po czym delikatnie popycha stojącego na linach chłopaczka, doprowadzając do jego eliminacji!</span> Kto by się spodziewał, że tak to się skończy? No pewnie wszyscy oprócz samego Eliasa. Wkurwiony dzieciak zaczyna tłuc łapami o krawędź ringu. Po chwili obie dłonie go bolą, więc przestaje, za to wkurwia się jeszcze bardziej i kopie w stalowy słupek. Że nie było to zbyt mądre, raczej nie trzeba dodawać. Teraz kuleje na prawą nogę, co wywołuje śmiech u Brutala. Sędzia nakazuje Eliasowi udać się do szatni, a my możemy wrócić do akcji ringowej. Extrememaniac miał chwilę spokoju od Sacrale i Vizziniego, jednak teraz ci wracają do niego, starając się wyrzucić go ponad górną liną. Michael chwyta lewą ręką za górną linę, starając się zapobiec eliminacji, zaś prawą klepie...Vizziniego w pysk, dzięki czemu Włoch na moment odpuszcza, Brutal odzyskuje balans, a widmo odpadnięcia oddala się od niego. Zaraz potem silnym Headbuttem powala na matę Sacrale. W międzyczasie Dolnickowi udało się już wstać przy pomocy lin, jednak już po paru sekundach ponownie zostaje zaatakowany, konkretnie przez Lorda i jego towarzyszy. Tak więc Grubas znowu sobie posiedzi na macie, zaś do Sebastiena i jego kompanii dopadają teraz Chris Finnegan i Rocks Xebec, którzy postanowili działać wspólnie. O ile Apex Anarchist dobrze sobie radzi, zdobywając kontrolę nad Alistairem, o tyle atak Chrisa na Roba okazuje się nieskuteczny, gdyż ten kontruje jego szarżę na Iverted Atomic Drop. Momentalnie do Surfera dopada także Lord i wraz z McŁowiczem otłukują go, sprowadzając do parteru. Wtedy Sel de la Terre nakazuje Polakowi podnieść rywala i chwycić go za ręce od frontu. Tak też Rob czyni, zaś Sebastien wyskakuje na Finnegana z drugiej strony, aplikując Prise de Pouvoir! Następnie wraz z McŁowiczem ruszają w stronę Rocksa, który obija kamerdynera. Lord odwraca Xebeca i próbuje Irish Whipu, jednak rywal z łatwością zrywa chwyt. Wtedy jednak McŁowicz wyprowadza European Uppercut, nie doprowadzając jednak do upadku Rocksa na matę. Alistair także dołącza do ataku. Odwraca on zawodnika urodzonego w Sao Paulo i częstuje Knee Liftem, zaś bezpośrednio po tym Lord przechwytuje Xebeca i wykonuje Aristo Suplex! Teraz czas na nowy cel, a przynajmniej tak uważa Sebastien, który nakazuje swoim podwładnym ruszyć w kierunku The Outfit i Brutala. Fraser momentalnie idzie za nim, a potem także Rob. Gdy są już w pobliżu oponentów...<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">nagle McŁowicz przechwytuje Alistaira i z zaskoczenia wyrzuca go ponad linami z ringu!</span> Lord Sebastien nie może uwierzyć w to, co właśnie zrobił jego kucharz. Wściekły nakazuje Robowi opuścić ring! Ten początkowo nie chce tego robić, jednak Lord przypomina mu, że ten jest zmuszony wykonywać każde jego polecenie. Popycha go, a nawet uderza z liścia, co wyraźnie irytuje Krakowianina, a pewnie jeszcze bardziej frustrujący dla Szefa Kuchni jest fakt, iż nie może nawet oddać Lordowi. Patrzy przez chwilę ze złością na swojego przełożonego, jednak w końcu decyduje się wejść na narożnik, a stamtąd przejść nad linami na krawędź ringu. Spogląda jeszcze raz w kierunku Sebastiena, który stoi tuż przed jego twarzą i ponownie nakazuje mu wyjść z ringu. W pewnym momencie Rob pokazuje Francuzowi, by się odwrócił. Ten spokojnie spogląda za siebie i...<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">zostaje trafiony przez Chrisa Finnegana, który wykonuje Running Clothesline - a mało tego, w tym samym momencie McŁowicz naciąga w dół górną linę, nad którą przelatuje Lord, odpadając z Battle Royal!</span> Chef of Chaos patrzy z satysfakcją na swojego pana, jednak jego szczęście nie trwa długo, gdyż zostaje przechwycony za szyję przez Rocksa! <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">The Scourge of Hachinosu przez kilka sekund trzyma Roba za szyję, osłabiając go, po czym wynosi w górę i wykonuje Chokeslam prosto na apron, po którym McŁowicz spada poza ring!</span> Zaraz potem do Rocksa dopada Surfer Chris, któremu udaje się przechwycić wcale nie tak małego rywala i wykonać mu The Sydney Sweep. Bezpośrednio po tym rzucie wdrapuje się na narożnik, po czym skacze, wykonując The Big Wave! Ale niestety nie trafia! W ostatnim momencie Rocksowi udało się uciec przed akcją kończącą Australijczyka! Wstaje z maty i patrzy na zbierającego się Ocean Boya. Widzimy taunt imitujący strzał z pistoletu, po czym Xebec rusza...Headshot dla Finnegana! Chris pada na matę i nie rusza się. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">The Apex Anarchist niemal od razu podnosi jego bezwładne ciało i przerzuca ponad linami, eliminując z dzisiejszej walki!</span> Jeszcze przez kilka sekund patrzy z wyraźnym triumfem w oczach na leżącego poza ringiem Chrisa. W końcu jednak odwraca się....i niemal od razu zostaje trafiony przez Enzo Sacrale! Lupara sprowadza Xebeca na matę, a w tym czasie widzimy, że na narożniku jest już Vizzini, który nie czekając na nic wykonuje skok, aplikując Rocksowi Divine Departure! <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Następnie obydwaj Włosi podnoszą Japończyka urodzonego w Brazylii i przerzucają nad linami - to koniec Rocksa Xebeca w tym Battle Royal!</span> Zostaje zatem już tylko czwórka. Dwóch członków The Outfit zastanawia się nad następnym ruchem. Mike Brutal powoli wstaje po tym, jak wcześniej został pobity, zaś Dolnick...no cóż, chyba się obraził, bo cały czas siedzi w tym samym narożniku ze skrzyżowanymi rękami i ani myśli wstawać. Sacrale i Vizzini...już po raz któryś dzisiaj decydują się zaatakować Brutala. Większy z Włochów przechwytuje ręce Mike'a za plecami, zaś The Consigliere wymierza serię ciosów w odsłonięty brzuch Extremely Mad Doga. Zawodnik z Philadelphii osuwa się na kolano, zaś Vizzini zakłada mu Kimura Lock! Brutal szarpie się, ale o dziwo nie odklepuje! Mało tego, drugą ręką udaje mu się trafić kilka razy w głowę Vincenzo, przez co ten w końcu puszcza dźwignię! Extrememaniac ma jednak zbyt mało sił, by płynnie przejść do kolejnej akcji. W dodatku trzyma się za obolałą rękę. Próbuje z tego skorzystać Sacrale, który chwyta go za kark i posyła nad linami...ale tylko na krawędź ringu. Następnie Brutal trafia barkiem w brzuch Il Santo. Następnie Vizzini próbuje swojej szansy, jednak próba siłowania się z Brutalem to kiepski pomysł - Mike przeciąga go ponad linami na krawędź ringu. Mamy chwilową wymianę ciosów, z której zwycięsko zdaje się wychodzić Brutal. W końcu Sacrale decyduje się złapać Mike'a, lecz i on zostaje ściągnięty ponad linami na apron. W międzyczasie Dolnick postanawia jednak wstać, chyba po to żeby lepiej widzieć to, co tam się dzieje. Zawodnik z Philadelphii wyprowadza Forearm Smash, w wyniku którego Enzo chwieje się, ale jeszcze nie spada. Szansę stara się wykorzystać Vincenzo, który przechwytuje Brutala w Front Facelock. Do żadnej akcji jednak nie dochodzi, gdyż Mike przytomnie rusza do przodu i już po chwili plecy Il Ombre spotykają się ze stalowym słupkiem! <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">To pozwala Brutalowi się uwolnić, a już po chwili wyprowadza on potężny Headbutt, w wyniku którego Vizzini spada na podłogę!</span> U South Philly Scumbaga widać już ogromne zmęczenie tym starciem. Co gorsza, drugi z mafiozów doszedł już do siebie...i właśnie przechwytuje Brutala w Sleeper Hold! Ten stara się szarpać, jednocześnie cały czas kurczowo trzymając się jedną ręką za liny, aby nie spaść. W końcu... Mike'owi udaje się drugą ręką pochwycić kark Il Santo! Chwilę później także druga z kończyn Brutala znajduje się na szyi Włocha... <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">STUNNER! Sacrale spada, zaś Brutal ledwo co unika eliminacji, w ostatnim momencie chwytając za liny!</span> Z niemałym trudem powraca do pozycji stojącej. Patrzy przez chwilę na nieco zmieszanego Dolnicka, po czym postanawia wrócić do środka....ale w tym momencie zostaje złapany za nogę! <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">To Tony Leone, lider The Outfit, właśnie zjawił się tuż obok ringu i chwyta Brutala, ściągając go na podłogę!</span> Mike zostaje wyeliminowany...a zatem to koniec tej walki! Do Elimination Chamber Matchu kwalifikuje się Jean-Pierre Dolnick, w co chyba on sam nie może jeszcze uwierzyć!<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e82a1f;" class="mycode_color">Earlier today...</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Pada rzęsisty deszcz, a słońce mimo to próbuje przedrzeć się przez chmury, kamera kieruje nas do dobrze znanego już miejsca fanom LPW - sierocińca, w którym kiedyś przebywał River. Znajdujemy się w sali szkolnej, możemy tam zaobserwować grupkę młodych mężczyzn, którzy słuchają właśnie wykładu, który prowadzi nie kto inny, jak sam kowboj z Montany. Obok niego stoi jego była wychowawczyni z dawnych czasów.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">River: </span>Słuchajcie, tak jak już wam mówiłem - tu nie chodzi o to, żeby opowiadać wam jakieś bajeczki o tym, że macie równe szanse i że generalnie nasze pochodzenie, nasza droga nie ma znaczenia, a liczy się tylko to, co chcemy osiągnąć. To wszystko, co tu przeżywacie was kształtuje, dlatego też takie ważne jest to, jak podejdziecie do mieszkania i nauki tu.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wychowawczyni:</span> To co River mówi, to prawda. Znałam go osobiście i wiem, że ta droga, którą tu przebywacie jest niezwykle istotna. Pomyślcie jak inne może być to miejsce, gdy zrozumiecie, że nikt z was tutaj nie jest za karę. Nikt z was nie jest tutaj, bo jest gorszy, czy niechciany. Trafiliście tutaj, bo taki jest świat. Takie jest życie. Niestety, nie wszyscy w nim mają równe szanse, ale to nie znaczy, że powinniśmy się poddawać.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">River:</span> *uśmiecha się lekko do wychowawczyni* Powiecie pewnie, że łatwo jest nam o tym gadać, bo tego nie przeżywamy. Tylko, że ja tu byłem. Dokładnie w tych samych salach i to wcale nie tak dawno. Znam tu każdy korytarz, każde pomieszczenie, wiem gdzie jest składzik na miotły i gdzie pan Harrelson trzyma niedopity alkohol. *dzieciaki się śmieją* Prawda jest taka, że to miejsce dalej jest we mnie. Kiedy tu przebywałem czułem się nieraz zdradzony, oszukany czy wykpiony przez los. *patrzy się na uczniów z trwogą w oczach* Macie prawo się tak czuć. Macie prawo czuć, że "to jest kurwa niesprawiedliwe". Bo jest. Tylko, musicie zrozumieć, że wasze dusze chłoną te emocje. Jeśli ktoś się zamartwia, jeśli ktoś upaja się smutkiem, to z czasem również jego ciało daje o tym znać i wtedy zaczyna się walka z samym sobą...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Chłopak: </span>No dobra, ale przecież wszyscy wiedzą o tym, że dzieciaki z sierocińca częściej sięgają po dragi i alko, więc skoro wszyscy to wiedzą i dalej tak jest, to może po prostu tak być musi?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wychowawczyni chce coś powiedzieć, ale River daje jej znać ręką (podnosi ją delikatnie xD), że to on się tym zajmie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">River:</span> Widzicie? To jest właśnie to. Skoro są jakieś badania, że jest to nieuniknione to tak jest i tyle. Zostawcie badania naukowcom, a tabelki ludziom od Excela. Naprawdę. Niech każdy skupi się na sobie i na tym, co chce wyciągnąć dla siebie samego. Wiem, że nie będzie wam łatwo, ale popatrzcie...na mnie. *prostuje się* Kiedyś te słowa nie przeszłyby mi przez gardło, a teraz? Teraz mogę być w końcu dumny z tego, jaką drogę przeszedłem i gdzie się znajduję. Rozumiem że czeka mnie jeszcze mnóstwo pracy i wyrzeczeń. Zdaje sobie sprawę z tego, że po nocy zawsze przychodzi dzień, a po burzy spokój, ale mam świadomość tego, że ciemne moce na tym...*River spogląda z niepokojem w okno, jakby coś tam zauważył, przełyka ślinę* ale...ale...wiem, że nie chodzi o to, by tego unikać. Chodzi o to, by rozumieć swoje lęki i móc z nimi walczyć.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Dzieciaki chcą zadać mu jakieś pytania, ale widzimy, że z "Madmanem" dzieje się coś złego, bierze on szybki łyk wody, a następnie wychodzi z klasy, wychowawczyni przeprasza dzieci i natychmiast podąża za nim, łapiąc go na korytarzu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wychowawczyni: </span>River, co się stało? Wyglądasz jakbyś nagle zobaczył ducha!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">River:</span> Bo chyba zobaczyłem. Nie...nie wiem. *nerwowo poprawia włosy* Czuje się tutaj jakbym...jakbym dalej tu był. Nie potrafię opuścić tego miejsca. Wie pani o co chodzi? Moja głowa nie potrafi opuścić tego miejsca...mogę mówić tym dzieciom, że każda decyzja należy do nich, mogę im wmawiać, że mogą wybrać swoją ścieżkę życia, ale po co? Pani dobrze wie, jak tu było. Może czasy się zmieniły, ale to miejsce...*dotyka ściany, jakby chciał się w nie wsłuchać* Czuje tu to samo, co czułem 15 lat temu. Ból. Może to i dobrze? Może to znaczy, że w końcu jestem sobą? Może to znaczy, że odczuwam tak, jak powinien to odczuwać człowiek w mojej sytuacji? Teraz, kiedy zrzuciłem z siebie jeden ciężar, czuje się wolny. Tylko czy wolny oznacza...szczęśliwy? Pamięta pani tego grubego woźnego z blizną na policzku, który zawsze kosił ten trawnik? *wygląda przez okno*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wychowawczyni: </span>Errol? Co z nim? Nie ma go tu już z 10 lat.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">River:</span> Tak. *przełyka ślinę* Był jednak taki czas, że...*otwiera usta ale nic nie mówi przez dłuższą chwilę* Był taki czas, że...żadne dziecko nie potrafiło się pozbyć go z własnego umysłu. On nadal tu jest, wszędzie wokół nas. Był tu zanim się urodziliśmy i będzie po tym, jak umrzemy...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery nagle się urywa.</span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie możemy dostrzec Jean-Pierre Dolnicka. Grubas (już ciut mniejszy) z Konga przemierza korytarz wraz ze swoją asystentką, która z gracją idzie tuż obok niego. Po chwili przed dwójką pojawia się nasz niezłomny reporter, Paddy Jackson!</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Jean-Pierre! Cóż za niesamowity, zwycięski powrót! *Dolnick pozostaje niewzruszony* Wszyscy jesteśmy ciekawi, jakie myśli Ci teraz towarzyszą? Co skłoniło Cię do ponownego pojawienia się w LPW? Czy zobaczymy twoje nowe oblicze? *asystentka szepcze coś Dolnickowi do ucha* Jean, musisz nam coś powiedzieć, umieramy z ciekawości!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Paddy z nadzieją przybliża mikrofon pod same usta Grubasa z Konga, ten jednak postanawia zachować milczenie i odsuwa rękę Jacksona, po czym skinieniem głowy nakazuje asystentce odejść razem z nim. Reporter wygląda na niepocieszonego, ale Jean-Pierre ma to najzwyczajniej w świecie w głębokim poważaniu i wymija Jacksona. Kilka kroków dalej natrafia na... Oczywiście, kogóż by innego - jedyny i niepowtarzalny Elias Shadow! Siedzący na skrzyni Gówniak odrywa wzrok od swojego Iphone'a 18 Pro Max i momentalnie przywołuje na usta kpiący uśmieszek. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow:</span> Co Dolniczku Pierdolniczku, już się odobraziłeś na LPW? Zjadłeś eklerka albo pięć i kongusek nerwusek już się uspokoił? Hahaha!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Elias wręcz zanosi się śmiechem, ale Dolnick nawet nie zaszczyca go spojrzeniem, w tym samym tempie przemierzając korytarz wraz ze swoją asystentką. Poddenerwowany nieskuteczną próbą prowokacji Elias zeskakuje ze skrzyni na której do tej pory zasiadał.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow:</span> Do Ciebie mówię, Dolnick! SŁYSZYSZ TY MNIE? *zero reakcji* GRUBASIE TY ZASRANY TY!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jean-Pierre o dziwo nadal nie zareagował, co jeszcze bardziej wkurzyło Eliasa, który zaczyna coraz głośniej dyszeć. Nagle za Eliasem pojawia się.... Yoshi Tatsu! Battle Royal Specialist, który wypadł jako pierwszy, straszy Shadowa w karykaturalny sposób.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu:</span> Buuuu! *honorowo straszy* Haha, gdybyś mógł tylko teraz na siebie spojrzeć! Powinieneś być gotowy na takie psikusy, gdyż niebawem mamy Halloween! Lekcja kolejna, prawdziwy samuraj jest gotowy na Halloween!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Elias oczywiście o mało znowu nie wypuścił telefonu z ręki. W ostatniej chwili utrzymał go jednak w palcach, chyba siłą swojej woli (słabej bo słabej, ale jednak). Po sprawdzeniu czy jego IPHONE 18 PRO MAX jest cały i zdrowy, powoli obrócił się do Tatsu, zdecydowanie próbując go zamordować wzrokiem. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow: </span>A TY DO CHOLERY JASNEJ... TY... TY... DEBILU TY! Czy Ty mnie próbujesz zabić?! *wznosi oczy ku niebu* Święty Skibidi Toilecie, daj mi cierpliwość, bo jak dasz mi siłę, to go rozszarpię! *patrzy z powrotem na Japońca* Czego Ty nadal ode mnie chcesz? Ciągle za mną łazisz, jakbyśmy byli kolegami jakimiś co najmniej. Chyba, że przyszedłeś się spinać, że Cię wywaliłem z Battle Royalu? *śmiech* Masz za swoje dziadu!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>To prawda, udało ci się wywalić mnie z Battle Royalu, ale wiesz... młodzieńcze... ja w swoim życiu wygrałem wielokrotnie ten typ walki. *honorowo wypina pierś* Widząc was... głodnych sukcesu, młodych, gniewnych, zawziętych... musiałem odpuścić. Tak postąbiłby prawdziwy samuraj. *honorowo szczery zęby i pokazuje okejke*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow:</span> *wpycha palec do ucha i grzebie nim bez opamiętania* Chyba coś mi tam wpadło i się przesłyszałem... *wyciąga palec i patrzy na niego* Nie no, Ty tak na serio mówisz? *zaczyna się znowu śmiać* A wymień chociaż jedną wygraną w Battle Royal, co? *daje Yoshi'emu dosłownie pół sekundy* No, wymień, dawaj! Hahaha, nie wymienisz, bo żadnej nie ma! Pieprzysz mi tu jakieś kocopoły, jak zwykle zresztą. A w dupie Cię mam dziadu! <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Elias cały wręcz dygocząc z nerwów obraca się na pięcie i odchodzi od Tatsu, który tylko z lekkim uśmiechem (wręcz z deka smutnym) patrzy za młodzieńcem przez jeszcze kilka sekund. Nagle za jego plecami słychać głośny łoskot, co zmusza go do wzrokowego zlokalizowania źródła dźwięku. Jego oczom - o zgrozo! - ukazuje się spadająca w jego stronę aluminiowa konstrukcja, której na pewno nie ma szans uniknąć! Wtem zostaje jednak odepchnięty na bok, upadając na posadzkę tuż za strefą "zagrożenia". Oczywiście to tylko aluminium, więc nic groźnego by mu się nie stało, ale wciąż - ktoś wypchnął go na bok, pozwalając mu uniknąć tego jakże ciężkiego wypadku! Kamera powoli przejeżdża w miejsce katastrofy... I naszym oczom ukazuje się Elias, leżący pod przewróconą konstrukcją!</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu:</span> Cholera!  *honorowo podbiega do Eliasa i jeszcze bardziej honorowo ściąga z niego konstrukcję* T-ty... ty mnie uratowałeś! Od zawsze wiedziałem, że jest w tobie wiele dobra! Haha! Nie mylilłem sie! Elias-Kun jesteś niesamowity!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow: </span>*ledwo mówiąc, jakby leżało na nim co najmniej 500 ton, a nie jakieś 30kg aluminium* Nie wiem co się stało... Moje ciało... Po prostu ruszyło się samo...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Są to ostatnie słowa z ust Eliasa, który dosłownie mdleje. Yoshi uśmiecha się i kiwa z podziwem głową, po czym po prostu podnosi aluminiową konstrukcję jedną ręką do góry i wyciąga Eliasa na zewnątrz. Po chwili podchodzi do nich lekarz, a obraz z kamery gaśnie...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Zack Sabre Jr. vs RIVER</span></div>
<br />
Wracamy po reklamach i widzimy, że River kompletnie dominuje nad ZSJ, obecnie ciska nim na liny i mamy do tego potężny Corner Clothesline! "Madman" wynosi swojego rywala na narożnik, następnie sam również się tam wspina i...Superplex? Tak jest! Lądują na środku ringu i widzimy, że Zack jest mocno poobijany, a "Montana Kid" niemal niezwłocznie się podnosi i dokłada Standing Moonsault. River rozgląda się jeszcze po publiczności, po czym czeka aż jego przeciwnik się podniesie i...nokautuje go wspaniałym Calf Kickiem! Łapie go jednak zanim ten zdąży upaść i mamy kombinację z German Suplexem! ZSJ jest już kompletnie zamroczony a "The Warden" wygląda na niesamowicie skupionego. Brytyjczyk podnosi się powoli, a za plecami czeka już jego rywal, który podcina go i zapina Crossface! ZSJ zaczyna wierzgać po całym ringu, ale Amerykanin wzmacnia uścisk i nie ma zamiaru dać mu się wyrwać! Liny są stosunkowo blisko i...uda się? Czy się nie uda? Uuuuudaje się! Złapał się lin Zack Sabre Jr! Ufff! Wszyscy fani tego utalentowanego zawodnika odetchnęli z ulgą, czyli jak łatwo się domyślić - nikt nie odetchnął. Wróćmy jednak do walki, bo teraz to Zack zaczyna przejmować ofensywę, chociaż to może zbyt daleko wysunięte założenie, bo po prostu kopnął parę razy Rivera. Ten jednak nie pozostaje mu dłużny, wyprowadza serię prawych, ale...Sabre Jr odpowiada! Cios za cios i...Big Boot od "Madmana"! Brytyjczyk pada na liny, następnie odbija się od nich mimowolnie i...Pele Kick od "The Retribution Bandit"! Najnowszy obiekt badań Dr Kline chyba będzie chciał zakończyć tę walkę, bo widzimy, że czeka aż jego przeciwnik się podniesie i czyżby? Czyżby szykowało się nam Lost Soul? Tak! Superkick wykonany! Pozostaje tylko pin! Tylko, że "Madman" nie ma zamiaru pinować! Co tam się dzieje?! On wyjmuje z kieszeni jakieś małe urządzenie, z którego po chwili wydobywa się dźwięk i cała arena słyszy teraz jak ktoś zachrypniętym głosem wypowiada słowa <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">"Zdać sobie sprawę, że całe twoje życie – wiesz, cała twoja miłość, cała nienawiść, cała pamięć, cały ból – wszystko to było tym samym. Wszystko to było snem, który śniłeś w zamkniętym pokoju. Snem o byciu człowiekiem."</span> Po czym widzimy jak River przeczesuje włosy i zaczyna z wściekłością uderzać swojego przeciwnika! Bije go w parterze tak mocno, że część kibiców zasłania oczy, by na to nie patrzeć! Jesteśmy świadkami jakieś totalnej masakry, ale "The Warden" zachowuje się jakby był opętany! Dopiero teraz wstaje i  zaczyna dusić rywala butem! Dosłownie kładzie mu buta na szyi, a ten nie ma już sił, by się podnieść! Sędzia widząc to natychmiast przerywa pojedynek i ogłasza zwycięstwo RIVERA poprzez niezdolność przeciwnika do kontynuowania pojedynku. "Madman" przez chwilę nieruchomo stoi w ringu, po czym bardzo powoli przechodzi przez liny i w kompletnej ciszy udaje się na zaplecze.<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W pokoju panuje całkowita ciemność, nagle słychać kliknięcie i zapala się żarówka, w której świetle znajdują się Eli Cottonwood, Eli Cottonworld oraz Eli Cottontail. Bracia gładzą się po swoich dostojnych wąsiskach, Eli co jakiś czas przygryza marchewkę (domyślcie się który). Kamera nagle zaczyna skupiać się na całkowitym mroku, który jest bezpośrednio za nimi, zwiastując nam pojawienie się kolejnej osoby. Nikt jednak nie wychodzi z cienia, ale nagle w mroku pojawiają się oczy oraz śnieżnobiałe zęby! Biel białek oraz zębów niesamowicie kontrastuje z panującym dookoła mrokiem, jednak mimo usilnego wytężania wzroku nie widać nic więcej.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???: </span>Wzywałeś mnie, Panie?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie z cienia wyłania się wysoki, czarnoskóry zaowdnik, afro na głowie oraz oczywiście, pokaźnym wąsem pod nosem. Zawodnik jest chudy, wysoki, ma niezwykle długie ręce oraz jakby nienaturalnie długie palce. Tak przynajmniej wydaje się na pierwszy rzut oka.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Eli Cottonpicker: </span>Mówią na mnie Eli Cottonpicker i przyszedłem tutaj z własnej, nieprzymuszonej woli. Wcale nikt nie kazał mi powiedzieć, że lubię ciężką pracę fizyczną, robić wszystko samodzielnie, własnymi rękami. Nie lubię natomiast gładkich twarzy oraz jak ktoś próbuje mi zapłacić. Trzymajcie brzytwy schowane przed moim wzorkiem, tak jak swoje własne portfele.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Eli dołącza do Elich i przez chwilę synchronicznie gładzą swoje wąsy, a po chwili obraz z kamery gaśnie.</span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na backstage, gdzie widzimy Xebeca, który stoi oparty o wielką skrzynię ze sprzętem i mówi coś do kogoś. Operator podchodzi nieco bliżej..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rocks:</span> ..TO MIAŁ BYĆ MÓJ MOMENT, ROZUMIESZ!? *zwraca się do kogoś po swojej lewej stronie, ale tam nikogo nie ma* Kurwa mać! Było tak blisko, a ci dwaj frajerzy w garniakach wyrzucili mnie za burtę! To jakaś abstrakcja Eddie, to jest jakaś pierdolona.. *bierze do ręki losowy, metalowy przedmiot i ciska nim gdzieś odwracając się za siebie*.. abstrakcja! Gdybym tylko.. nie wiem.. co ja mogłem zrobić inaczej!? Ale było ich dwóch.. sami nie mogli.. nie umieli.. KUR-..<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rocks oparty tyłem do skrzyni zauważa jednego z technicznych, który przy czymś pracuje..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rocks:</span> Możesz to do jasnej cholery robić.. nie wiem.. CISZEJ!? ALBO GDZIEŚ INDZIE-..<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nie dokańczając zdania, wyrywa technicznemu (który odsuwa się na bok instynktownie) narzędzia z jego rąk i ciska nimi o ścianę, po czym zaczyna się wyżywać na bogu ducha winnych sprzętach - kopie je, pomniejsze rzuca gdzieś bez ładu, jest w jakimś amoku i nie ma pojęcia co robi. Gdy stoi w miejscu ciężko oddychając, odwraca się i widzi Chrisa Finnegana, który przygląda się sytuacji..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rocks: </span>A Ty, surfer, co się patrzysz? Nie starczyło Ci, że Cię wypieprzyłem z ringu podczas battle royalu? Chcesz wylecieć jeszcze raz, ale tym razem na ścianę? Albo może w ten pierdolnik, który tutaj zostawiłem? Nie wiem, mam wrażenie, że Ty to po prostu lubisz.. *lekko ciszej mówiąc do siebie* Żałosny śmieć..<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Surfer uśmiecha się do Rocksa i kręci głową z politowaniem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Finnegan: </span>Rocks.. Rocks.. Rocks.. skąd w tobie tyle agresji? Cholera i co z tego, że wypadłeś z tego battle royalu? Nie kończysz przecież zaraz kariery, żebyś miał żałować każdej niewykorzystanej szansy. Fakt, wyeliminowałeś mnie i za to należy ci się szacunek, ale czy to oznacza że jesteś ode mnie lepszy? Taka stypulacja rządzi się swoimi prawami, być może jeden na jeden sytuacja wyglądałaby zgoła odwrotnie, ale to zostawiam twojej wyobraźni, która jak widać jest naprawdę bujna w końcu masz wymyślonego przyjaciela, Eddie tak? Może zamiast się tu męczyć otworzysz dom zmyślonych przyjaciół Pana Rocksa? Serio stary musimy się kiedyś umówić i polatać na desce. Na pewno ci to dobrze zrobi. *Finnegan czeka na reakcję Rocksa, ale jej nie dostaje* Widzę, że dzisiaj i tak nie pogadamy, ochłoń trochę i czekam na cynk, peace..<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Finnegan odwraca się od Xebeca i zaczyna iść w swoją stronę. Rocks po chwili namysłu chwyta stojące nieopodal krzesło i rzuca nim w Surfera - ten ląduje na betonie i łapie się za plecy, w które Scourge of Hachinosu trafił. W tym momencie Xebec chwyta jeszcze za leżący kawałek rurki i okłada nim Finnegana, raz po raz szybciej, bez opamiętania, a na końcu wysypuje na niego zawartość kosza na śmieci..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rocks:</span> Jak w domu, co? *chwilowy uśmiech* Haha! *uśmiech natychmiast znika* Tu jest twoje miejsce..<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lekko zmęczony Rocks próbuje odejść, ale słyszy jak Chris zaczyna się podnosić.. Xebec staje w miejscu, mówi coś niezrozumiale pod nosem, po czym podchodzi i łapie Finnegana.. Pandemonium na jakiś losowy zbiór gratów pod ścianą! Widokiem stojącego dumnie Rocksa, bez śladu uśmiechu na twarzy, patrzącego na Finnegana leżącego wśród sprzętu... Obraz gaśnie.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color"><span style="font-size: xx-large;" class="mycode_size">REKLAMY</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie River właśnie przemierza jeden z korytarzy. Nagle podchodzi do niego Paddy Jackson, trzymający w dłoni niewielką kopertę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> River! Zaczekaj chwilę. Ktoś prosił, żebym ci to przekazał.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Waters zatrzymuje się i spogląda podejrzliwie na kopertę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">River:</span> Kto?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Powiedział tylko, że będziesz wiedział.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">River bierze kopertę. Na jej froncie znajduje się wyłącznie jedno słowo - „RIVER”. Zawodnik otwiera ją i wyciąga pojedynczą kartkę.</span><br />
<br />
<blockquote class="mycode_quote"><cite>River, </cite>Miałeś rację, są miejsca, których człowiek nigdy naprawdę nie opuszcza. Deszcz nadal głośno uderza tutaj o szyby. Korytarze są węższe, niż można zapamiętać, a z twojej dawnej sali wciąż doskonale widać cały dziedziniec. Powiedziałeś, że nie chodzi o to, żeby uciekać przed własnymi lękami. Chodzi o to, żeby je zrozumieć i móc z nimi walczyć. Chciałbym sprawdzić, czy nadal tak uważasz. Nie każ na siebie czekać.<br />
<br />
Dr Victor Kline</blockquote><br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">River dociera do ostatnich zdań i momentalnie podnosi wzrok znad kartki. Przez chwilę stoi zupełnie nieruchomo, jakby właśnie dotarło do niego coś znacznie ważniejszego niż sama treść wiadomości.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> River?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Waters zgniata kartkę w dłoni i gwałtownie rusza w stronę wyjścia.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Hej! Co się dzieje?!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">River nawet się nie odwraca.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">River:</span> Oni tam są.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po kilku sekundach River znika za drzwiami prowadzącymi w stronę parkingu, pozostawiając Paddy'ego samego na korytarzu.</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas teraz do szatni na zapleczu, w której widzimy Enzo Sacrale oraz Vincenzo Vizziniego zajmujących się… Cóż, niecodzienną dla nich robotą. Zawodnicy pochłonięci są sprzątaniem szatni. Panuje między nimi cisza, zakłócana jedynie przez piosenkę tytułową “Z Archiwum X”. Bezdźwięczne sprzątanie zajmuje im chwilę, lecz w końcu Enzo podnosi wzrok na swojego kompana i zatrzymuje się, opierając ręce o miotłę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> Robimy to od pół godziny i w tym czasie nie padło tu ani jedno słowo. *wskazuje palcem na Vincenzo* Ani jedno. Jakbym pracował z kimś, komu zazwyczaj ciężko zamknąć usta i ta osoba milczałaby przez tak długi czas, zacząłbym się zastanawiać, zadał jakieś pytanie… Czy wszystko okey? Dlaczego nic nie mówisz? COKOLWIEK. A Ty? *kręci głową* Nie zwracasz na nic uwagi, jakby nic się złego nie działo. *marszczy brwi* Co z Tobą nie tak?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Vincenzo unosi głowę, wstając z szufelką pełną zagarniętych do niej śmieci i spogląda na partnera.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Vincenzo Vizzini:</span> Ale co miałoby być nie tak? Nie rozumiem, Enzo. Jeśli masz mi coś do powiedzenia, to po prostu to powiedz. Nie zamierzam Cię ciągnąć za język. *wysypuje zawartość szufelki do stojącego obok kubła* Mamy robotę do zrobienia. Czy do wykonywania tej pracy Twoim zdaniem potrzeba rozmowy? *Nadgarstkiem poprawia okulary na nosie* Nie przejmuję się, bo nie ma czym - przegraliśmy swoje walki, więc odbywamy za to karę. To prostsze niż przepis na ragù. Nie trzeba z tego powodu robić scen.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> Nie robię scen, znamy zasady i nie mam z tym problemu. Zastanawiam się po prostu… *wpatruje się w Vincenzo* Jak twarda jest twoja skorupa? Próżno wśród nas szukać ślepców i głupców, więc musimy zdawać sobie sprawę, że nie wszystko przebiega idealnie. A Ty? Jesteś taki sam… Zero zawahania, zero emocji, nie zwracasz uwagi na niepokojące znaki… Drogi są dwie, albo tracisz czujność, albo twój stoicyzm jest godny najwyższego uhonorowania.<br />
<br />
Vincenzo chwilę patrzy na Enzo, bierze do ręki telefon leżący obok i zmienia piosenkę na <a href="https://youtu.be/4p6GWewmTYQ?si=k1ISgQavIgIWCYvv" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TAKĄ</a>.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Vincenzo Vizzini:</span> Ja po prostu niewiele czuję. Tobą kierują gniew, radość, smutek, zwątpienie. To zupełnie normalne uczucia, których ja po prostu nie posiadam. Upadek ze schodów nie sprawia, że nie możesz już więcej się na nie wspiąć. Musisz po prostu znaleźć sposób na to by wstać i zacząć się wspinać ponownie. Właśnie to mnie zajmuje. Nie gniew. Nie smutek. Nie rozpacz. Zero zwątpienia. Widzę nasz cel, wytyczony przez Dona. Nie marnuję energii na rzeczy, które nie sprowadzą nas z powrotem na właściwe tory. Moją całą uwagę skupiam na kolejnym kroku. Na wyjściu z sytuacji. A chyba pamiętasz, co ma się dzisiaj wydarzyć? Myślę tylko o tym. To nasze odkupienie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> Możemy się znać latami, ale zawsze byłem zdania, że prawdziwie ludzie poznają się dopiero w boju. To wtedy wychodzą z człowieka najczarniejsze myśli, najgorsze emocje, a instynkty potrafią przejmować władzę nad zdrowym rozsądkiem. *puszcza miotłę, która z hukiem upada na podłogę* Vincenzo, w głębi wiem serca wiem, że tak jest właśnie ze mną. To moja natura. Taki zostałem stworzony i tym bardziej zdumiewa mnie, że nie zdążyłem poznać Cię z tej drugiej strony… Której jak widać po prostu nie ma.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Vincenzo podchodzi do Enzo i kładzie mu dłoń na ramieniu... Lekko się przy tym uśmiechając???</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Vincenzo Vizzini:</span> A może po prostu... nie znalazł się jeszcze nikt, kto by tą drugą stronę wyzwolił? *Patrzy gdzieś nad głową Sacrale* Chociaż kilku osobników powoli się tam dokopuje.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Il Freddo łapie ponownie za szufelkę i zaczyna dalej sprzątać, a chcąc nie chcąc Enzo również się do niego przyłącza...</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się na arenę, gdzie w ringu czeka już cała czwórka zawodników mających walczyć w następnej walce. W tej chwili na rampie pojawia się jednak Nick Aldis, oczywiście z mikrofonem w dłoni.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Zanim zaczniemy tą walkę, chciałbym jeszcze coś ogłosić. To nie będzie zwykła walka. Ku uciesze gawiedzi - wprowadzamy nowy pas na pola Elizejskie! *obok Aldisa pojawia się drugi sędzia, z pasem w rękach* Będzie to tak zwany... Pas przegrywa! *konsternacja* Ten który zostanie przypięty bądź poddany w trakcie walki, zostaje niechlubnym "mistrzem"! Powodzenia!<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color"><span style="font-size: xx-large;" class="mycode_size">REKLAMY</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">LPW Loserweight Championship Fatal 4 Way Match</span><br />
Dick A'very Big vs Jeff Brown vs Pill Tautu vs Salvador</span></div>
<br />
Wracamy po reklamach do mistrzostw Roll-upu i widzimy, że Salvador siedzi w narożniku, a Dick i Brown stopmują go na zmianę. Nagle do ringu wślizguje się Pill podchodzi do obu zawodników, łapie ich za głowy i zderza ich głowami. Obaj panowie padają, Brown nawet wytacza się na apron. Tautu zaczyna tauntować niczym Hulk Hogan mimo swojego braku widocznych mięśni. Teraz podnosi siedzącego Salvadora i wypłaca mu klasyczne punche z góry. Pill wyprowadza rywala za rękę z narożnika i wynosi go pod Body Slam, jednak Zamiatacz zeskakuje z barku przeciwnika wypychając go przed siebie. W tym momencie Dick wyprowadza Slap na twarz Tautu. Pill odwraca się trzymając za twarz w stronę Salvadora, a ten wyprowadza punch. Tautu w karuzeli bólu raz jeden go atakuje, raz drugi, aż z tego potężnego bólu pada na matę. Albo zakręciło mu się w głowie. A’very pada teraz do przypięcia 1... 2... O dziwo Salvador przerywa! Wszyscy zadają sobie pytanie dlaczego, Dick wstaje i patrzy pytającym wzrokiem, a sam Zamiatacz chyba po chwili się dopiero orientuje i sam próbuje przypiąć! 1... 2.. Kickout. Ależ akcja, ależ emocje, rany Boskie. W tej chwili zza pleców Dicka pojawia się Jeff, który poprzez Double Axle Handle atakuje rywala. Jen odchodzi kilka kroków trzymając się za plecy. Wstający od przypięcia Salvador otrzymuje niskie kopnięcie na głowę na odchodne. Zajęty Jeff nie zwraca uwagi na Tautu, który leży na macie i teraz mam Schoolboy Pin! 1... 2.. 3?! Kickout! To może skończyć się w każdej chwili. Jeff teraz wstaje i wyprowadza kopnięcie na głowę leżącego rywala. Rozpędzony A’very zostaje wyrzucony ponad górną liną przez Jeffa! Tautu wstaje, również bierze rozpęd i tak samo zostaje wyrzucony ponad górną liną! Brown cieszy się, jakby wygrał! Chyba pomyliły mu się gimmicki walki. Teraz Brown odwraca się do Salvadora i mamy Roll-upze strony Sprzątacza! 1... 2... 3?! Tak, to koniec! Przegrywa, czyli pas wygrywa Jeff Brown!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas teraz do luksusowego apartamentu, za ogromnymi oknami widać rozświetlone neonami miasto. Wnętrze urządzone jest z przesadnym przepychem: marmurowa podłoga, skórzane fotele, kryształowe szklanki i butelka drogiego alkoholu stojąca na stoliku. Drzwi wejściowe gwałtownie się otwierają i do pomieszczenia wchodzą w odpowiedniej kolejności: Lord Sebastien, Alistair oraz Rob McŁowicz. Na twarzy Lorda maluje się wyraźna wściekłość.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Niech mnie wszyscy diabli! *kopie w stojącą obok komodę* Niech mnie wszyscy diabli, Alistairze!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Alistair:</span> Obawiam się, że nie zmieni to rezultatu dzisiejszego wieczoru, mój panie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lord rzuca spojrzenie Alistairowi z jeszcze większą wściekłością.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Rezultatu?! Ty to nazywasz rezultatem?! To miała być moja noc. Moja szansa! Jeszcze jeden krok, Alistairze. Jeden cholerny krok dzielił mnie, bym mógł stanąć przed całym tym <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">foule</span><span class="lpw-translate-tip">motłochem</span></span> i przypomnieć im, kto naprawdę zasługuje na miejsce na szczycie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lord podnosi ze stolika pilot i włącza telewizor, na którym mamy zatrzymaną klatkę w momencie, kiedy Rob przykłada się do eliminacji Lord Sebastiena.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> A potem pojawia się ON. Rob McŁowicz *wypowiedziane z wyraźnym obrzydzeniem* Człowiek, który niedawno nie potrafił nawet wygrać walki o swoją przyszłość. Jego największym osiągnięciem jest to, że potrafi nie zatruć posiłku. I ten człowiek… TEN CZŁOWIEK… ośmiela się stanąć na drodze mnie, Lordowi Sebastienowi!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Alistair:</span> Bez wątpienia wykazał się brakiem rozeznania, mój panie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Brakiem rozeznania?! Alistairze, to nie był brak rozeznania! To była bezczelność! Niewybaczalna, ordynarna, pospolita niewdzięczność! *Lord zaciska pięść ze złości* Przez całe życie uczono mnie, że każdy w świecie powinien znać swoje miejsce. Że istnieje porządek, którego nie wolno naruszać. Dlaczego teraz do cholery kucharz uznał, że ma prawo do decydowania o moim miejscu?!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Alistair:</span> Jeśli mogę, mój Panie. Rob zdecydowanie popełnił dziś błąd, to nie ulega wątpliwości. Ale pańska eliminacja była wydarzeniem sportowym. To co się do niej zaś przyczyniło było jednoznacznym brakiem szacunku. A brak szacunku zawsze można skorygować. Niestety nie wszyscy otrzymali ten przywilej wychowania i nie potrafią zrozumieć konsekwencji swoich czynów. Niektórzy muszą je po prostu poznać. *mówiąc to Alistair poprawia mankiety swojej marynarki*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Widzisz, Rob?! Właśnie dlatego Alistair jest tu gdzie jest, a Ty jesteś… no pozostańmy na tym, że jesteś. Alistair rozumie hierarchię. Ty pomyliłeś swoją rolę z prawem do decydowania. Jedyne o czym powinieneś decydować to co najwyżej mój jadłospis. Ty jednak pomyślałeś inaczej i upokorzyłeś mnie dzisiaj przed całą federacją. Nie zamierzam ci tego wybaczyć i lepiej dla Ciebie, żebyś drugi raz nie popełnił tego samego błędu, bo wtedy konsekwencje będą nieuniknione.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob przez cały czas słucha dyskusji w milczeniu, jednak z każdym kolejnym słowem Lorda coraz mocniej zaciska szczękę. W końcu robi krok w jego kierunku. Alistair odruchowo przesuwa się bliżej, ale McŁowicz nawet na niego nie patrzy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Skończyłeś? Bo od pięciu minut słucham, jak dwóch dorosłych facetów próbuje sobie wytłumaczyć, że to nie oni dali dzisiaj dupy, tylko kucharz był niegrzeczny. &lt;Rob wskazuje na obraz z telewizora&gt;. Nie pomyliłem swojej roli, Sebastien. Doskonale ją znam. Przegrałem z tobą, więc gotuję dla ciebie, wykonuje twoje polecenia i znoszę cały ten cyrk, bo o tym mówiły warunki naszego pojedynkui. Ale nigdzie nie było napisane, że mam przestać być zawodnikiem.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob spogląda na Alistaira, po czym wraca wzrokiem do Lorda.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> A dzisiaj, kiedy zabrzmiał gong, nie byłeś moim panem, Alistair nie był twoim conseiller, a ja nie byłem nadwornym kucharzem. Byliśmy trzema facetami w Battle Royalu. Alistaira wyrzuciłem własnymi rękami, a kiedy pojawiła się okazja, żeby pomóc Finneganowi pozbyć się ciebie... skorzystałem z niej. I wiesz, co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? &lt;Rob robi jeszcze pół kroku do przodu, ale po chwili bierze głębszy oddech i wyraźnie zmusza się do zachowania spokoju&gt;. Możesz kazać mi przygotować kolację. Możesz założyć mi fartuch, podać jadłospis i przez cały tydzień przypominać, gdzie według ciebie jest moje miejsce. Ale kiedy wchodzę między liny, nie oczekuj, że pomogę ci spełniać twoje marzenia, kosztem siebie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">McŁowicz na moment milknie. Widać, że chciałby powiedzieć znacznie więcej, jednak ostatecznie zaciska pięść, po czym powoli ją rozluźnia.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> A jeśli naprawdę chcesz rozmawiać o konsekwencjach... to radzę ci uważać, Sebastien, bo moja cierpliwość też ma swoje granice. Tymczasem zapraszam na kolację. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob wykonuje ironiczny uśmiech po czym się odwraca. Obraz z kamery gaśnie.</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e82a1f;" class="mycode_color">Earlier this week...</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na rozległe ranczo w sercu Teksasu, a w tle słyszymy przyciszone "La Granga" zespołu ZZ Top. Po horyzont ciągną się wypalone słońcem pastwiska, drewniane ogrodzenia i samotne drzewa, a w oddali pasą się bydło i konie. Przy domu z czerwonego drewna i kamienia stoi zakurzony pickup, na werandzie kołysze się drewniany fotel, a na stoliku obok stoi ciężka, żeliwna popielniczka oraz butelka piwa Shiner Bock, która jest do połowy opróżniona. W tym miejscu życie płynie własnym rytmem. W końcu przenosimy się do wnętrza domu. W kuchni krząta się <a href="https://i.postimg.cc/J4dSt1Sj/7039.png" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">kobieta około pięćdziesiątki</a> - ma mocną sylwetkę, włosy związane z tyłu głowy i spojrzenie osoby, która niejedną rzecz w życiu bierze na własne barki. W jeansach, koszuli w kratę i skórzanym fartuchu dogląda garnka na kuchence, jednocześnie przygotowując kolejne składniki obiadu. Porusza się sprawnie, z naturalną pewnością siebie, ale na jej twarzy nieustannie gości ciepły, serdeczny uśmiech. Nagle w drzwiach kuchni pojawia się nie kto inny, jak Jose Lopez, a muzyka cichnie. Hiszpan ubrany jest dosyć skromnie jak na siebie. Zdobią go biały t-shirt, czarne proste spodnie oraz Martensy na stopach. Lopez nie puka, po prostu staje w progu, jakby miał pełne prawo tu być. Kobieta szybko zauważa przybysza, zerka na niego znad ramienia i uśmiecha się serdecznie, ale też nie przerywa pracy, ani nie rzuca wszystkiego, żeby go przywitać.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Gospodyni: </span>Cóż za niespodzianka. *wyciera dłonie w fartuch* Wchodź, kochanie. Właśnie robię obiad. Napijesz się kawy?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mówi to autentyczną życzliwością, jakby oferowanie kawy niezapowiedzianemu gościowi było najnaturalniejszą rzeczą na świecie. Nie dopytuje, po co przyjechał, nie okazuje niepokoju, po prostu wraca do gotowania. Jose zawiesza się na chwilę z pustym wzrokiem widocznym na twarzy, by po chwili w końcu wymusić na swojej twarzy uśmiech, który do naturalnych nie należy, ale Lopez bardzo stara się, by to miano można było mu nadać.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez: </span>Kawa... brzmi świetnie. *kiwa głową*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Anti Heroe wchodzi do środka, szybko skanując otoczenie swym wzrokiem. Jego spojrzenie spotyka się z oczami zamieszkałej tu kobiety i wymieniają się serdecznymi uśmiechami. Jose spokojnie zasiada na krześle, które jest przy malutkim stoliku.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez:</span> Niesamowite jest to, jak niedaleko pada JABŁKO od jabłoni. Teraz już wiadomo dzięki komu Axel stał się tak dobrą oraz życzliwą osobą. *uśmiech* <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Gospodyni wyłącza ogień pod garnkiem, wyciera ręce  w ścierkę, a następnie sięga po dzbanek z kawą i nalewa jej do dwóch dużych kubków. Jeden stawia przed gościem, drugi zaś zabiera ze sobą i siada z nim po drugiej stronie stolika. Patrzy prosto w oczy Lopeza, teraz pokazuje bardzo sztuczny, wyraźnie przerysowany uśmiech, a następnie poważnieje.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Susana Morgan: </span>Nieładnie jest zazdrościć, kochanie. Czasami lepiej jest po prostu wziąć z kogoś przykład. I kto wie, może jeszcze wyjdziesz na ludzi? *solidny łyk kawy* Przejdźmy od razu do rzeczy - czemu zawdzięczam tę "przemiłą" wizytę?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez: </span>Zazdrościć...?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jose z zadumą spogląda na swój kubek z kawą i cukier, który jest w pobliżu, wygląda, jakby za chwilę miał coś dopowiedzieć, ale nie robi tego. Ostatecznie nie słodzi swojego napoju, jakby po prostu świadomie poraz kolejny wybrał w swoim życiu gorycz. Lopez bierze powolny łyk kawy i spogląda pustym wzrokiem na kobietę. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez: </span>Jestem tutaj, bo chcę, by pani wiedziała o pewnych sprawach. *kobieta jest lekko zainteresowana* O rzeczach, których dokonam, a także o tych,  których już dokonałem. *odkłada kubek* Wszystko jest powiązane z Axelem, więc wierzę, że to będzie dla pani bardzo ciekawe. *pusty, ledwo widoczny uśmiech* <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Susana Morgan: </span>*łyk kawy* Zamieniam się w słuch, kochaneczku. Co taki smutny chłopiec ma do powiedzenia starszej pani?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jose zbiera się dłuższą chwilę do wypowiedzenia jakichkolwiek słów, patrzy przed siebie swoim zawieszonym, jakby pozbawionym duszy wzrokiem, w końcu ułamku sekundy spogląda na Susane.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez: </span>Znam Axela już od jakiegoś czasu i przez cały ten okres znajomości wmawiałem wszystkim, że pomagam mu... bo widzę w nim dawnego siebie? Z troski o jego talent?  Mniej więcej takie brednie można było ode mnie usłyszeć. Być może moja cząstka tak to postrzegała, to nieistotne, prawda jest taka, że... *bierze głębszy wdech* Robiłem to dla SIEBIE. Chciałem jak najsilniejszego rywala, takiego, który znienawidzi mnie i zrobi wszystko, bym podczas walki został zmasakrowany. Czy się udało? Nie do końca. On nie potrafi słuchać, nie chce tego robić, ma swój własny świat, a ja? Ja mam swoje własne metody. *splata dłonie, łokcie opiera na stole i patrzy głęboko w oczy rozmówczyni* Zamierzam skrzywdzić pani syna. *kobieta wzdryga się i chce coś powiedzieć* Dla swoich celów jestem w stanie zrobić wiele, naprawdę WIELE, więc nie będzie problemu z tym, bym zrobił wszystko, byś wysłuchała mnie do końca i nie wchodziła mi w słowo. *Jose spogląda groźnie* By okazać ci skalę tego po jakie okropności jestem w stanie sięgnać, mogę przytoczyć to, że podałem twojemu synowi środki nasenne, a następnie zorganizowałem całą szopkę, która miała na celu zniszczenie mu życia! KUREWSKO chciałem, byś to usłyszała ode mnie OSOBIŚCIE! Może to ci uzmysłowi, co już niebawem czeka twoją pociechę... <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mama Blaze'a ani przez chwilę nie okazywała strachu, wręcz przeciwnie. Kiedy Lopez kończy ponownie uśmiecha się promiennie, bierze solidny łyk kawy i spokojnie odstawia kubek. Przez cały czas patrzy prosto w oczy swojego gościa.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Susana Morgan: </span>Wpadłeś, złotko.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie słyszymy kliknięcie dyktafonu, jednak to nie Doktor Kline, ale Axel Blaze wchodzi z pokoju do kuchni trzymając przy uchu urządzenie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nagranie: </span>"Podałem twojemu synowi środki nasenne, a następnie zorganizowałem całą szopkę, która miała na celu zniszczenie mu życia!"<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Ależ Ty jesteś przewidywalny, Lopez.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Axel podchodzi coraz bliżej, Lopez wstaje i poprawia ubranie. Zawodnicy stają ze sobą twarzą w twarz, dosłownie stykają się czołami i zaczynają napierać coraz mocniej. W końcu widać ogień złości w oczach Blaze'a, ale też niezwykłą determinację w oczach Lopeza. Atmosfera jest coraz gęstsza z każdą chwilą. Wygląda na to, że zaraz zobaczymy porządne mordobicie, kiedy nagle atmosferę w ułamku sekundy uspokaja dźwięk przeładowanej strzelby. To mama Axela mierzy prosto do nieproszonego gościa! Susana stoi pewnie, nie mruga, od razu widać, że nie żartuję.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Susana Morgan: </span>Nie na mojej warcie, kochaneczku. Bierz dupę w troki i wynoś się z mojego domu. W podskokach. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Hiszpan nie zamierza testować cierpliwości gospodyni, rzuca jeszcze jedno spojrzenie Axelowi i opuszcza budynek. Obraz z kamery gaśnie...</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><img src="https://i.imgur.com/cNDyCwA.png" loading="lazy"  width="500" height="500" alt="[Obrazek: cNDyCwA.png]" class="mycode_img" /></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zamiast standardowego wstępu kamera pokazuje nam centrum stage’u, gdzie przy pięciu mównicach stoi pięciu potwierdzonych uczestników walki o walizkę. Dodatkowo po boku ustawiona jest również szósta mównica, przy której stoi Nick Aldis, zabierający też od razu głos.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Witam serdecznie wszystkich zgromadzonych na trybunach, oraz naszych szanownych zawodników. *cheer* Pomyślałem, że zanim wyłonimy ostatniego uczestnika Elimination Chamber Matchu, dobrze byłoby przeprowadzić kulturalną *uśmiech* debatę. Każdy z was będzie miał 90 sekund na udzielenie odpowiedzi na to samo pytanie. Pytań będzie trzy. Będę was wywoływał do odpowiedzi, przy każdym z pytań kolejność odpowiedzi jest losowa. Nie przedłużając, bo myślę, że każdy jest zainteresowany tym co macie do powiedzenia - zaczynamy. Pierwsze pytanie brzmi następująco: “Gdy patrzysz na pozostałych uczestników zbliżającej się walki o walizkę, co jako pierwsze przychodzi Ci do głowy?”. *spogląda na Leone* Tony, czas start. *na titantronie zaczyna się odliczanie*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone:</span> *szeroko rozkłada ręce, serdeczny uśmiech* Witam serdecznie, przyjaciele.Cóż za niewątpliwa przyjemność spotyka mnie, aby rozpoczynać debatę w tak doborowym towarzystwie. *skinienie głową w kierunku Dickinsona oraz Hallowaya* Panowie Dickinson oraz Halloway niewątpliwie dobrze mnie już znają. Zaryzykuję stwierdzenie, że lepiej może znać mnie tylko Brutal. *sardoniczny uśmiech* Wyjątkowo ciepło wspominam nasze ostatnie spotkanie i żywię szczerą nadzieję, że w naszych interesach nic się nie zmieni. Natomiast jeśli chodzi o pozostałych dżentelmenów *Tony składa dłonie w piramidkę* to już na pierwszy rzut oka widać, że mamy do czynienia z rozsądnymi ludźmi. Z całą pewnością nie będą chcieli czuć się ZAWSTYDZENI, kiedy walka dobiegnie końca.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Koniec czasu. Dziękujemy za tą SZCZERĄ wypowiedź Tony. *sarkastyczny uśmiech* Skoro już wywołałeś wilka z lasu - Derek, Twoja kolej. 90 sekund. Czas, start.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway:</span> *Tony wciąż ma ułożoną piramidkę z palców* Widzicie? Spójrzcie tylko na tego manipulanta. Jedyne co mi przychodzi do głowy, gdy na Ciebie patrzę iluminato, to czuję odrazę. Brzydzę się takimi osobistościami, które próbują zawładnąć światem, otaczającym ich, choćby było to LPW. To samo tyczy się Ciebie, Mantel. Na pierwszej gali próbowałeś mnie do siebie przekonać, ale już wtedy poznałem kim tak naprawdę jesteś! Programujesz umysły młodych widzów, na to że przedmioty kolekcjonerskie mają jakąś wartość, ale tak nie jest! Maxwellu, jeśli brakuje Ci drogowskazu w życiu, przyjdź na nasze spotkanie głosicieli prawdy, nie zawiedziesz się. A do Ciebie, Edgarze, coraz bardziej zaczynam się przekonywać pomimo wcześniejszych uprzedzeń. *ostatnie słowa wypowiedział bardzo szybko, żeby wyrobić się w czasie*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> *wybrzmiewa sygnał kończący czas Halloway’a* Zdecydowanie ciekawe spostrzeżenia, Derek, dziękujemy Ci za tą wypowiedź. Derrick *patrzy w kierunku Mantela* Twoja kolej. *odliczanie zaczyna się od nowa*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derrick Mantel:</span> *spogląda na pozostałych uczestników debaty* Wszyscy mogą się przekrzykiwać, obiecując gruszki na wierzbie. Jednak nie słowa a czyny decydują o ostatecznym rezultacie. Możecie się bawić w gierki słowne, aby zdobywać sztuczną przewagę. Ja tego nie potrzebuję, tak samo jak nie potrzebuję zbędnych podlizów i bawienie się w ulubieńca publiczności czy wielkiego, przerażającego przywódcę Mafii. *spogląda na Leone* Nie muszę Was znać, by mieć sposób na to, aby zatrzymać każdego, kto postanowi stanąć na mojej drodze. Gablota czeka z niecierpliwością na to, co z Was pozostanie. Razem z nią ja, oczekujący na ten nieunikniony sukces. Walizka będzie idealnym zwieńczeniem całego procesu, który może i był długi i żmudny. W ostatecznym rozrachunku będzie on jednak niezwykle owocny.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Koniec czasu, Derrick. Bardzo ciekawa perspektywa. Edgarze, *spogląda na Poetę* Twoja kolej. Prosiłbym tylko… zrozumiale dla wszystkich. *Odliczanie resetuje się znowu do 90 sekund*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson:</span> *Odrywa wzrok od mównicy, przez moment wyglądając na zdezorientowanego, zanim odzyskał rezon* Widzę króla szczurów. Obrzydliwe splątanie motywacji. Chciwości, szaleństwa, pychy, żałości i głodu. Pobudzone złotymi laurami wewnętrzne demony. *Poeta toczy wzrokiem po rywalach, zatrzymując spojrzenie na Dereku* Widzę też, kogoś kto zna prawdę i wie, że tak niebezpieczne narzędzie, jak walizka nie może trafić w niepowołane ręce. *Edgar w ciszy przeczekuje ostatnie kilka sekund swojego czasu*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> To było… zdecydowanie coś. Dziękujemy Edgarze. *Drapie się po głowie, wyraźnie skonsternowany* To na czym my tu… A, tak. Maxwell, Twoja kolej. Znasz zasady. 90 sekund - czas, start.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> *ogląda się po rywalach* Stoję tu pośród poważnych zawodników. Każdy z was ma wyklarowane cele, część toczy między sobą prawdziwą wojnę, a jeden zbiera uwagę dosłownie wszystkich. *zerka na Leone* Ja takiej zdecydowanie nie otrzymuję. Wygląda na to, jestem tu ciałem obcym, MOŻE wypadkiem przy pracy. Mógłbym wręcz zapytać “co ja tu do cholery robię”? *zwiesza na moment wzrok* Dzisiaj jednak umiem spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć, że na pewno większość z was… Cóż, po prostu mnie lekceważy. *kiwa głową* Nie jestem głupi, wiem, że tak jest. Wiem również, że wszyscy będziecie stanowili dla mnie i mojego celu, który jest całkowicie pomijany, ogromne zagrożenie. Traktuję każdego z was niezwykle poważnie i nie ukrywam… W głębi duszy liczę na wzajemność. *pewniejszym wzrokiem zmierza stojących zawodników* Tak, naprawdę w to wierzę. W końcu znalazłem się tutaj, wśród najlepszych, nawet jeśli uważacie, że po prostu nie pasuję do tak elitarnego grona… *koniec czasu*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Dziękuję bardzo, Maxwell. Tą wypowiedzią dotarliśmy do końca pierwszego pytania. Ilu zawodników, tyle różnych odpowiedzi. Następne pytanie jest jednak trochę trudniejsze. “Kogo traktujesz jako najsłabsze ogniwo, kogo jako największe zagrożenie, a w kim upatrujesz czarnego konia walki?”. Zasady pozostają te same - 90 sekund na odpowiedź, czas jest odliczany na titantronie, wraz z końcem czasu kończy się wasza wypowiedź. *Rozgląda się po zawodnikach* Tym razem zaczniemy od… Edgara. Czas, start!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson:</span> *Tym razem wygląda na zdecydowanie bardziej obecnego i skupionego na sytuacji. * Mam nadzieję, że zebrani tu panowie nie poczytają mi za nieuprzejmość, pewnego pominięcia ich przy mojej odpowiedzi.  Ale chciałbym wyróżnić tutaj Pana Leone. Nie wątpię, że dobrze zna motyw dogmatu trójcy. Myślę, że Pan Leone jest czarnym koniem, pojawił się na Elysium wcale niedawno a brnie przez nie niczym burza. Zakładam również, że jest największym zagrożeniem, niepokonany w Legion Pro Wrestling, liczby nie kłamią wybitna forma. Ale jest też najsłabszym ogniwem. Pas ciążący na ramieniu, liczba wrogów zaczynająca przewyższać liczbę pupilków, bycie na świeczniku oznacza bycie na celowniku. *Edgar zakończył wpatrując się w lidera The Outfit, i bawiąc się długopisem który znalazł na mównicy*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Celne spostrzeżenia, Edgarze, myślę, że we wszystkim co powiedziałeś tkwi jakieś ziarno prawdy. *Spogląda przez chwilę na Leone, po czym przenosi wzrok na Mantela* Derrick, prosiłbym o Twoją odpowiedź. Pytanie bez zmian. Czas 90 sekund. Start.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derrick Mantel:</span> *spogląda na każdego z pozostałych uczestników debaty, jego wzrok najdłużej skupia się na Ransomie* Nie będę się bawić w dyplomatę, jak postanowił to zrobić Dickinson. Skoro mówimy o najsłabszym ogniwie, to nasuwa mi się wyłącznie jedna opcja i jest nią Maxwell, który nie jest kimś wielkim. Więcej mówiło się o jego przyjaźni z Dolnickiem i ich wybrykach niż o jego własnych sukcesach. Na tle reszty wypada niczym ubogi krewny i ciężko brać kogokolwiek innego pod uwagę. *robi krótką pauzę, wrednie zerkając na Ransoma* Zabolało, co? *śmieje się* Swoją drogą, bawi mnie, że mam wytypować największe zagrożenie, bo osobiście uważam, że… takowego nie ma. Widzisz, Nick. Jeśli mówimy o największym zagrożeniu i czarnym koniu, to możemy w zasadzie mówić o mnie, bo jedynym, który może mnie zatrzymać, jestem wyłącznie ja sam. Cała reszta będzie dla mnie wyłącznie tłem. *koniec czasu*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Bardzo odważne słowa Derrick. *sytuacja zaczyna robić się coraz bardziej nerwowa, Aldis odchrząkuje* Tony, Twoja kolej. Czas, start.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone:</span> Jakże nieroztropnym posunięciem byłoby wyłożenie wszystkich kart na stół, kiedy sami nie znamy nawet wszystkich uczestników pojedynku. Taka niefrasobliwość byłaby niemal równoznaczna tworzeniu nowych teorii spiskowych, a ja nie zamierzam odbierać ostatniej rzeczy, która pozostała Panu Halloway'owi...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Derek nie wytrzymuje ciśnienia i wyrywa się ze swojej mównicy. Aldis na szczęście w porę zauważył, że coś się zbliża, ponieważ w czas zatrzymuje Halloway'a. Po kilku sekundach pojawia się cały tabun ochroniarzy, którzy wyprowadzają go na zaplecze. Generalny Manager wyciąga mikrofon z pobliskiej mównicy i obraca się w stronę zgromadzonych widzów.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Niestety, na tym jesteśmy zmuszeni zakończyć debatę, zanim całkowicie wymknie się z pod kontroli. Prosiłbym zawodników o udanie się na zaplecze. Dziękuję. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ochroniarze odgradzają każdego z zawodników i po kolei wyprowadzają za kulisy, a Aldis nadzoruje cały przebieg. A teraz, czas na reklamy.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color"><span style="font-size: xx-large;" class="mycode_size">REKLAMY</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wracamy do ringu, gdzie widzimy już całą ekipę mającą wziąć udział w Battle Royal ostatniej szansy. Sędzia rozgląda się po zawodnikach i już ma dać znać by rozpocząć walkę. Jednak nagle na arenie wybrzmiewa... o kurwa... <a href="https://www.youtube.com/watch?v=bBsKplb2E6Q" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TEN THEME SONG!</a> Fanom chwile zajmuje ogarnięcie do kogo on należał, ale tak jest... Jean-Pierre Dolnick pojawia się na rampie! Grubas... jest jakiś mniejszy, ewidentnie schudł trochę kilogramów, chociaż nie jest to znacząca różnica. Nie ma swoich włosów, jest łysy! Ma na sobie swój strój zapaśniczy, a obok niego... jest <a href="https://i.imgur.com/f2cRyNR.jpeg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">JEGO ASYSTENTKA! </a>Co za powrót! Kobieta szepcze coś na ucho Jeanowi, ten skupiony słucha tego i rusza powoli w kierunku ringu patrząc na swoich oponentów, niektórzy widząc go, nie potrafią utrzymać powagi, on stara nie zwracać się uwagi na nich, chociaż jest lekko poirytowany. Dolnick włazi na pole bitwy, która zaraz się rozpocznie, a asytentka pozostaje w pobliżu.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">11 Man Battle Royal Last Chance Match</span><br />
Elias Shadow vs Yoshi Tatsu vs Rob Mcłowicz vs Alistair Fraser Jr. vs Lord Sebastien vs "Rocks" Xebec vs Chris Finnegan vs Mike Brutal vs Jean-Pierre Dolnick vs Enzo Sacrale vs Vincenzo Vizzini</span></div>
<br />
Proszę nie regulować odbiorników, to naprawdę się dzieje - Jean-Pierre Dolnick powrócił do LPW! Sędzia nakazuje uderzyć w gong i rozpoczynamy tę ostatecznie 11-osobową walkę. Wygląda na to, że decyzja Grubasa z Konga o pompatycznym wejściu bez wcześniejszej zapowiedzi szybko obraca się przeciw niemu, gdyż praktycznie od razu po gongu cała dziesiątka rywali obiera sobie na cel właśnie jego! Jean-Pierre cofa się w stronę narożnika, gdzie pod gradem ciosów i kopnięć zostaje sprowadzony do pozycji siedzącej. Zmasowany atak szybko jednak się rozmywa, a zawodnicy po zneutralizowaniu Dolnicka grupują się w raczej spodziewany sposób. Członkowie The Outfit ruszają z ofensywą na Mike'a F'N Brutala, a Lord Sebastien wraz z Alistairem Fraserem obierają sobie za cel Chrisa Finnegana. Rob McŁowicz przygląda się im z niesmakiem, z czego momentalnie korzysta Rocks Xebec, który z łatwością sprowadza kucharza do parteru i tam częstuje serią ciosów. W tym samym czasie Yoshi Tatsu sprowadza Eliasa Shadowa na liny, po czym honorowo wydaje z siebie okrzyk japońskiego wojownika i rusza z Running Big Bootem...<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">jednak Elias uchyla się i przerzuca go nad sobą, jednocześnie eliminując! No to Yoshiego mamy z głowy.</span> Elias celebruje ten fakt co najmniej tak, jakby już wygrał. Wdrapuje się na dolną linę i zaczyna wymachiwać łapami gest 6-7 w kierunku Tatsu. Bardzo niehonorowe zachowanie, które musiało spotkać się z negatywną reakcją fanów. Tymczasem za plecami Eliasa ustawił się Mike Brutal, który z zażenowaniem obserwuje ten pokaz...<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">po czym delikatnie popycha stojącego na linach chłopaczka, doprowadzając do jego eliminacji!</span> Kto by się spodziewał, że tak to się skończy? No pewnie wszyscy oprócz samego Eliasa. Wkurwiony dzieciak zaczyna tłuc łapami o krawędź ringu. Po chwili obie dłonie go bolą, więc przestaje, za to wkurwia się jeszcze bardziej i kopie w stalowy słupek. Że nie było to zbyt mądre, raczej nie trzeba dodawać. Teraz kuleje na prawą nogę, co wywołuje śmiech u Brutala. Sędzia nakazuje Eliasowi udać się do szatni, a my możemy wrócić do akcji ringowej. Extrememaniac miał chwilę spokoju od Sacrale i Vizziniego, jednak teraz ci wracają do niego, starając się wyrzucić go ponad górną liną. Michael chwyta lewą ręką za górną linę, starając się zapobiec eliminacji, zaś prawą klepie...Vizziniego w pysk, dzięki czemu Włoch na moment odpuszcza, Brutal odzyskuje balans, a widmo odpadnięcia oddala się od niego. Zaraz potem silnym Headbuttem powala na matę Sacrale. W międzyczasie Dolnickowi udało się już wstać przy pomocy lin, jednak już po paru sekundach ponownie zostaje zaatakowany, konkretnie przez Lorda i jego towarzyszy. Tak więc Grubas znowu sobie posiedzi na macie, zaś do Sebastiena i jego kompanii dopadają teraz Chris Finnegan i Rocks Xebec, którzy postanowili działać wspólnie. O ile Apex Anarchist dobrze sobie radzi, zdobywając kontrolę nad Alistairem, o tyle atak Chrisa na Roba okazuje się nieskuteczny, gdyż ten kontruje jego szarżę na Iverted Atomic Drop. Momentalnie do Surfera dopada także Lord i wraz z McŁowiczem otłukują go, sprowadzając do parteru. Wtedy Sel de la Terre nakazuje Polakowi podnieść rywala i chwycić go za ręce od frontu. Tak też Rob czyni, zaś Sebastien wyskakuje na Finnegana z drugiej strony, aplikując Prise de Pouvoir! Następnie wraz z McŁowiczem ruszają w stronę Rocksa, który obija kamerdynera. Lord odwraca Xebeca i próbuje Irish Whipu, jednak rywal z łatwością zrywa chwyt. Wtedy jednak McŁowicz wyprowadza European Uppercut, nie doprowadzając jednak do upadku Rocksa na matę. Alistair także dołącza do ataku. Odwraca on zawodnika urodzonego w Sao Paulo i częstuje Knee Liftem, zaś bezpośrednio po tym Lord przechwytuje Xebeca i wykonuje Aristo Suplex! Teraz czas na nowy cel, a przynajmniej tak uważa Sebastien, który nakazuje swoim podwładnym ruszyć w kierunku The Outfit i Brutala. Fraser momentalnie idzie za nim, a potem także Rob. Gdy są już w pobliżu oponentów...<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">nagle McŁowicz przechwytuje Alistaira i z zaskoczenia wyrzuca go ponad linami z ringu!</span> Lord Sebastien nie może uwierzyć w to, co właśnie zrobił jego kucharz. Wściekły nakazuje Robowi opuścić ring! Ten początkowo nie chce tego robić, jednak Lord przypomina mu, że ten jest zmuszony wykonywać każde jego polecenie. Popycha go, a nawet uderza z liścia, co wyraźnie irytuje Krakowianina, a pewnie jeszcze bardziej frustrujący dla Szefa Kuchni jest fakt, iż nie może nawet oddać Lordowi. Patrzy przez chwilę ze złością na swojego przełożonego, jednak w końcu decyduje się wejść na narożnik, a stamtąd przejść nad linami na krawędź ringu. Spogląda jeszcze raz w kierunku Sebastiena, który stoi tuż przed jego twarzą i ponownie nakazuje mu wyjść z ringu. W pewnym momencie Rob pokazuje Francuzowi, by się odwrócił. Ten spokojnie spogląda za siebie i...<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">zostaje trafiony przez Chrisa Finnegana, który wykonuje Running Clothesline - a mało tego, w tym samym momencie McŁowicz naciąga w dół górną linę, nad którą przelatuje Lord, odpadając z Battle Royal!</span> Chef of Chaos patrzy z satysfakcją na swojego pana, jednak jego szczęście nie trwa długo, gdyż zostaje przechwycony za szyję przez Rocksa! <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">The Scourge of Hachinosu przez kilka sekund trzyma Roba za szyję, osłabiając go, po czym wynosi w górę i wykonuje Chokeslam prosto na apron, po którym McŁowicz spada poza ring!</span> Zaraz potem do Rocksa dopada Surfer Chris, któremu udaje się przechwycić wcale nie tak małego rywala i wykonać mu The Sydney Sweep. Bezpośrednio po tym rzucie wdrapuje się na narożnik, po czym skacze, wykonując The Big Wave! Ale niestety nie trafia! W ostatnim momencie Rocksowi udało się uciec przed akcją kończącą Australijczyka! Wstaje z maty i patrzy na zbierającego się Ocean Boya. Widzimy taunt imitujący strzał z pistoletu, po czym Xebec rusza...Headshot dla Finnegana! Chris pada na matę i nie rusza się. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">The Apex Anarchist niemal od razu podnosi jego bezwładne ciało i przerzuca ponad linami, eliminując z dzisiejszej walki!</span> Jeszcze przez kilka sekund patrzy z wyraźnym triumfem w oczach na leżącego poza ringiem Chrisa. W końcu jednak odwraca się....i niemal od razu zostaje trafiony przez Enzo Sacrale! Lupara sprowadza Xebeca na matę, a w tym czasie widzimy, że na narożniku jest już Vizzini, który nie czekając na nic wykonuje skok, aplikując Rocksowi Divine Departure! <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Następnie obydwaj Włosi podnoszą Japończyka urodzonego w Brazylii i przerzucają nad linami - to koniec Rocksa Xebeca w tym Battle Royal!</span> Zostaje zatem już tylko czwórka. Dwóch członków The Outfit zastanawia się nad następnym ruchem. Mike Brutal powoli wstaje po tym, jak wcześniej został pobity, zaś Dolnick...no cóż, chyba się obraził, bo cały czas siedzi w tym samym narożniku ze skrzyżowanymi rękami i ani myśli wstawać. Sacrale i Vizzini...już po raz któryś dzisiaj decydują się zaatakować Brutala. Większy z Włochów przechwytuje ręce Mike'a za plecami, zaś The Consigliere wymierza serię ciosów w odsłonięty brzuch Extremely Mad Doga. Zawodnik z Philadelphii osuwa się na kolano, zaś Vizzini zakłada mu Kimura Lock! Brutal szarpie się, ale o dziwo nie odklepuje! Mało tego, drugą ręką udaje mu się trafić kilka razy w głowę Vincenzo, przez co ten w końcu puszcza dźwignię! Extrememaniac ma jednak zbyt mało sił, by płynnie przejść do kolejnej akcji. W dodatku trzyma się za obolałą rękę. Próbuje z tego skorzystać Sacrale, który chwyta go za kark i posyła nad linami...ale tylko na krawędź ringu. Następnie Brutal trafia barkiem w brzuch Il Santo. Następnie Vizzini próbuje swojej szansy, jednak próba siłowania się z Brutalem to kiepski pomysł - Mike przeciąga go ponad linami na krawędź ringu. Mamy chwilową wymianę ciosów, z której zwycięsko zdaje się wychodzić Brutal. W końcu Sacrale decyduje się złapać Mike'a, lecz i on zostaje ściągnięty ponad linami na apron. W międzyczasie Dolnick postanawia jednak wstać, chyba po to żeby lepiej widzieć to, co tam się dzieje. Zawodnik z Philadelphii wyprowadza Forearm Smash, w wyniku którego Enzo chwieje się, ale jeszcze nie spada. Szansę stara się wykorzystać Vincenzo, który przechwytuje Brutala w Front Facelock. Do żadnej akcji jednak nie dochodzi, gdyż Mike przytomnie rusza do przodu i już po chwili plecy Il Ombre spotykają się ze stalowym słupkiem! <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">To pozwala Brutalowi się uwolnić, a już po chwili wyprowadza on potężny Headbutt, w wyniku którego Vizzini spada na podłogę!</span> U South Philly Scumbaga widać już ogromne zmęczenie tym starciem. Co gorsza, drugi z mafiozów doszedł już do siebie...i właśnie przechwytuje Brutala w Sleeper Hold! Ten stara się szarpać, jednocześnie cały czas kurczowo trzymając się jedną ręką za liny, aby nie spaść. W końcu... Mike'owi udaje się drugą ręką pochwycić kark Il Santo! Chwilę później także druga z kończyn Brutala znajduje się na szyi Włocha... <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">STUNNER! Sacrale spada, zaś Brutal ledwo co unika eliminacji, w ostatnim momencie chwytając za liny!</span> Z niemałym trudem powraca do pozycji stojącej. Patrzy przez chwilę na nieco zmieszanego Dolnicka, po czym postanawia wrócić do środka....ale w tym momencie zostaje złapany za nogę! <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">To Tony Leone, lider The Outfit, właśnie zjawił się tuż obok ringu i chwyta Brutala, ściągając go na podłogę!</span> Mike zostaje wyeliminowany...a zatem to koniec tej walki! Do Elimination Chamber Matchu kwalifikuje się Jean-Pierre Dolnick, w co chyba on sam nie może jeszcze uwierzyć!<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e82a1f;" class="mycode_color">Earlier today...</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Pada rzęsisty deszcz, a słońce mimo to próbuje przedrzeć się przez chmury, kamera kieruje nas do dobrze znanego już miejsca fanom LPW - sierocińca, w którym kiedyś przebywał River. Znajdujemy się w sali szkolnej, możemy tam zaobserwować grupkę młodych mężczyzn, którzy słuchają właśnie wykładu, który prowadzi nie kto inny, jak sam kowboj z Montany. Obok niego stoi jego była wychowawczyni z dawnych czasów.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">River: </span>Słuchajcie, tak jak już wam mówiłem - tu nie chodzi o to, żeby opowiadać wam jakieś bajeczki o tym, że macie równe szanse i że generalnie nasze pochodzenie, nasza droga nie ma znaczenia, a liczy się tylko to, co chcemy osiągnąć. To wszystko, co tu przeżywacie was kształtuje, dlatego też takie ważne jest to, jak podejdziecie do mieszkania i nauki tu.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wychowawczyni:</span> To co River mówi, to prawda. Znałam go osobiście i wiem, że ta droga, którą tu przebywacie jest niezwykle istotna. Pomyślcie jak inne może być to miejsce, gdy zrozumiecie, że nikt z was tutaj nie jest za karę. Nikt z was nie jest tutaj, bo jest gorszy, czy niechciany. Trafiliście tutaj, bo taki jest świat. Takie jest życie. Niestety, nie wszyscy w nim mają równe szanse, ale to nie znaczy, że powinniśmy się poddawać.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">River:</span> *uśmiecha się lekko do wychowawczyni* Powiecie pewnie, że łatwo jest nam o tym gadać, bo tego nie przeżywamy. Tylko, że ja tu byłem. Dokładnie w tych samych salach i to wcale nie tak dawno. Znam tu każdy korytarz, każde pomieszczenie, wiem gdzie jest składzik na miotły i gdzie pan Harrelson trzyma niedopity alkohol. *dzieciaki się śmieją* Prawda jest taka, że to miejsce dalej jest we mnie. Kiedy tu przebywałem czułem się nieraz zdradzony, oszukany czy wykpiony przez los. *patrzy się na uczniów z trwogą w oczach* Macie prawo się tak czuć. Macie prawo czuć, że "to jest kurwa niesprawiedliwe". Bo jest. Tylko, musicie zrozumieć, że wasze dusze chłoną te emocje. Jeśli ktoś się zamartwia, jeśli ktoś upaja się smutkiem, to z czasem również jego ciało daje o tym znać i wtedy zaczyna się walka z samym sobą...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Chłopak: </span>No dobra, ale przecież wszyscy wiedzą o tym, że dzieciaki z sierocińca częściej sięgają po dragi i alko, więc skoro wszyscy to wiedzą i dalej tak jest, to może po prostu tak być musi?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wychowawczyni chce coś powiedzieć, ale River daje jej znać ręką (podnosi ją delikatnie xD), że to on się tym zajmie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">River:</span> Widzicie? To jest właśnie to. Skoro są jakieś badania, że jest to nieuniknione to tak jest i tyle. Zostawcie badania naukowcom, a tabelki ludziom od Excela. Naprawdę. Niech każdy skupi się na sobie i na tym, co chce wyciągnąć dla siebie samego. Wiem, że nie będzie wam łatwo, ale popatrzcie...na mnie. *prostuje się* Kiedyś te słowa nie przeszłyby mi przez gardło, a teraz? Teraz mogę być w końcu dumny z tego, jaką drogę przeszedłem i gdzie się znajduję. Rozumiem że czeka mnie jeszcze mnóstwo pracy i wyrzeczeń. Zdaje sobie sprawę z tego, że po nocy zawsze przychodzi dzień, a po burzy spokój, ale mam świadomość tego, że ciemne moce na tym...*River spogląda z niepokojem w okno, jakby coś tam zauważył, przełyka ślinę* ale...ale...wiem, że nie chodzi o to, by tego unikać. Chodzi o to, by rozumieć swoje lęki i móc z nimi walczyć.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Dzieciaki chcą zadać mu jakieś pytania, ale widzimy, że z "Madmanem" dzieje się coś złego, bierze on szybki łyk wody, a następnie wychodzi z klasy, wychowawczyni przeprasza dzieci i natychmiast podąża za nim, łapiąc go na korytarzu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wychowawczyni: </span>River, co się stało? Wyglądasz jakbyś nagle zobaczył ducha!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">River:</span> Bo chyba zobaczyłem. Nie...nie wiem. *nerwowo poprawia włosy* Czuje się tutaj jakbym...jakbym dalej tu był. Nie potrafię opuścić tego miejsca. Wie pani o co chodzi? Moja głowa nie potrafi opuścić tego miejsca...mogę mówić tym dzieciom, że każda decyzja należy do nich, mogę im wmawiać, że mogą wybrać swoją ścieżkę życia, ale po co? Pani dobrze wie, jak tu było. Może czasy się zmieniły, ale to miejsce...*dotyka ściany, jakby chciał się w nie wsłuchać* Czuje tu to samo, co czułem 15 lat temu. Ból. Może to i dobrze? Może to znaczy, że w końcu jestem sobą? Może to znaczy, że odczuwam tak, jak powinien to odczuwać człowiek w mojej sytuacji? Teraz, kiedy zrzuciłem z siebie jeden ciężar, czuje się wolny. Tylko czy wolny oznacza...szczęśliwy? Pamięta pani tego grubego woźnego z blizną na policzku, który zawsze kosił ten trawnik? *wygląda przez okno*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wychowawczyni: </span>Errol? Co z nim? Nie ma go tu już z 10 lat.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">River:</span> Tak. *przełyka ślinę* Był jednak taki czas, że...*otwiera usta ale nic nie mówi przez dłuższą chwilę* Był taki czas, że...żadne dziecko nie potrafiło się pozbyć go z własnego umysłu. On nadal tu jest, wszędzie wokół nas. Był tu zanim się urodziliśmy i będzie po tym, jak umrzemy...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery nagle się urywa.</span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie możemy dostrzec Jean-Pierre Dolnicka. Grubas (już ciut mniejszy) z Konga przemierza korytarz wraz ze swoją asystentką, która z gracją idzie tuż obok niego. Po chwili przed dwójką pojawia się nasz niezłomny reporter, Paddy Jackson!</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Jean-Pierre! Cóż za niesamowity, zwycięski powrót! *Dolnick pozostaje niewzruszony* Wszyscy jesteśmy ciekawi, jakie myśli Ci teraz towarzyszą? Co skłoniło Cię do ponownego pojawienia się w LPW? Czy zobaczymy twoje nowe oblicze? *asystentka szepcze coś Dolnickowi do ucha* Jean, musisz nam coś powiedzieć, umieramy z ciekawości!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Paddy z nadzieją przybliża mikrofon pod same usta Grubasa z Konga, ten jednak postanawia zachować milczenie i odsuwa rękę Jacksona, po czym skinieniem głowy nakazuje asystentce odejść razem z nim. Reporter wygląda na niepocieszonego, ale Jean-Pierre ma to najzwyczajniej w świecie w głębokim poważaniu i wymija Jacksona. Kilka kroków dalej natrafia na... Oczywiście, kogóż by innego - jedyny i niepowtarzalny Elias Shadow! Siedzący na skrzyni Gówniak odrywa wzrok od swojego Iphone'a 18 Pro Max i momentalnie przywołuje na usta kpiący uśmieszek. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow:</span> Co Dolniczku Pierdolniczku, już się odobraziłeś na LPW? Zjadłeś eklerka albo pięć i kongusek nerwusek już się uspokoił? Hahaha!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Elias wręcz zanosi się śmiechem, ale Dolnick nawet nie zaszczyca go spojrzeniem, w tym samym tempie przemierzając korytarz wraz ze swoją asystentką. Poddenerwowany nieskuteczną próbą prowokacji Elias zeskakuje ze skrzyni na której do tej pory zasiadał.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow:</span> Do Ciebie mówię, Dolnick! SŁYSZYSZ TY MNIE? *zero reakcji* GRUBASIE TY ZASRANY TY!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jean-Pierre o dziwo nadal nie zareagował, co jeszcze bardziej wkurzyło Eliasa, który zaczyna coraz głośniej dyszeć. Nagle za Eliasem pojawia się.... Yoshi Tatsu! Battle Royal Specialist, który wypadł jako pierwszy, straszy Shadowa w karykaturalny sposób.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu:</span> Buuuu! *honorowo straszy* Haha, gdybyś mógł tylko teraz na siebie spojrzeć! Powinieneś być gotowy na takie psikusy, gdyż niebawem mamy Halloween! Lekcja kolejna, prawdziwy samuraj jest gotowy na Halloween!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Elias oczywiście o mało znowu nie wypuścił telefonu z ręki. W ostatniej chwili utrzymał go jednak w palcach, chyba siłą swojej woli (słabej bo słabej, ale jednak). Po sprawdzeniu czy jego IPHONE 18 PRO MAX jest cały i zdrowy, powoli obrócił się do Tatsu, zdecydowanie próbując go zamordować wzrokiem. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow: </span>A TY DO CHOLERY JASNEJ... TY... TY... DEBILU TY! Czy Ty mnie próbujesz zabić?! *wznosi oczy ku niebu* Święty Skibidi Toilecie, daj mi cierpliwość, bo jak dasz mi siłę, to go rozszarpię! *patrzy z powrotem na Japońca* Czego Ty nadal ode mnie chcesz? Ciągle za mną łazisz, jakbyśmy byli kolegami jakimiś co najmniej. Chyba, że przyszedłeś się spinać, że Cię wywaliłem z Battle Royalu? *śmiech* Masz za swoje dziadu!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>To prawda, udało ci się wywalić mnie z Battle Royalu, ale wiesz... młodzieńcze... ja w swoim życiu wygrałem wielokrotnie ten typ walki. *honorowo wypina pierś* Widząc was... głodnych sukcesu, młodych, gniewnych, zawziętych... musiałem odpuścić. Tak postąbiłby prawdziwy samuraj. *honorowo szczery zęby i pokazuje okejke*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow:</span> *wpycha palec do ucha i grzebie nim bez opamiętania* Chyba coś mi tam wpadło i się przesłyszałem... *wyciąga palec i patrzy na niego* Nie no, Ty tak na serio mówisz? *zaczyna się znowu śmiać* A wymień chociaż jedną wygraną w Battle Royal, co? *daje Yoshi'emu dosłownie pół sekundy* No, wymień, dawaj! Hahaha, nie wymienisz, bo żadnej nie ma! Pieprzysz mi tu jakieś kocopoły, jak zwykle zresztą. A w dupie Cię mam dziadu! <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Elias cały wręcz dygocząc z nerwów obraca się na pięcie i odchodzi od Tatsu, który tylko z lekkim uśmiechem (wręcz z deka smutnym) patrzy za młodzieńcem przez jeszcze kilka sekund. Nagle za jego plecami słychać głośny łoskot, co zmusza go do wzrokowego zlokalizowania źródła dźwięku. Jego oczom - o zgrozo! - ukazuje się spadająca w jego stronę aluminiowa konstrukcja, której na pewno nie ma szans uniknąć! Wtem zostaje jednak odepchnięty na bok, upadając na posadzkę tuż za strefą "zagrożenia". Oczywiście to tylko aluminium, więc nic groźnego by mu się nie stało, ale wciąż - ktoś wypchnął go na bok, pozwalając mu uniknąć tego jakże ciężkiego wypadku! Kamera powoli przejeżdża w miejsce katastrofy... I naszym oczom ukazuje się Elias, leżący pod przewróconą konstrukcją!</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu:</span> Cholera!  *honorowo podbiega do Eliasa i jeszcze bardziej honorowo ściąga z niego konstrukcję* T-ty... ty mnie uratowałeś! Od zawsze wiedziałem, że jest w tobie wiele dobra! Haha! Nie mylilłem sie! Elias-Kun jesteś niesamowity!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow: </span>*ledwo mówiąc, jakby leżało na nim co najmniej 500 ton, a nie jakieś 30kg aluminium* Nie wiem co się stało... Moje ciało... Po prostu ruszyło się samo...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Są to ostatnie słowa z ust Eliasa, który dosłownie mdleje. Yoshi uśmiecha się i kiwa z podziwem głową, po czym po prostu podnosi aluminiową konstrukcję jedną ręką do góry i wyciąga Eliasa na zewnątrz. Po chwili podchodzi do nich lekarz, a obraz z kamery gaśnie...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Zack Sabre Jr. vs RIVER</span></div>
<br />
Wracamy po reklamach i widzimy, że River kompletnie dominuje nad ZSJ, obecnie ciska nim na liny i mamy do tego potężny Corner Clothesline! "Madman" wynosi swojego rywala na narożnik, następnie sam również się tam wspina i...Superplex? Tak jest! Lądują na środku ringu i widzimy, że Zack jest mocno poobijany, a "Montana Kid" niemal niezwłocznie się podnosi i dokłada Standing Moonsault. River rozgląda się jeszcze po publiczności, po czym czeka aż jego przeciwnik się podniesie i...nokautuje go wspaniałym Calf Kickiem! Łapie go jednak zanim ten zdąży upaść i mamy kombinację z German Suplexem! ZSJ jest już kompletnie zamroczony a "The Warden" wygląda na niesamowicie skupionego. Brytyjczyk podnosi się powoli, a za plecami czeka już jego rywal, który podcina go i zapina Crossface! ZSJ zaczyna wierzgać po całym ringu, ale Amerykanin wzmacnia uścisk i nie ma zamiaru dać mu się wyrwać! Liny są stosunkowo blisko i...uda się? Czy się nie uda? Uuuuudaje się! Złapał się lin Zack Sabre Jr! Ufff! Wszyscy fani tego utalentowanego zawodnika odetchnęli z ulgą, czyli jak łatwo się domyślić - nikt nie odetchnął. Wróćmy jednak do walki, bo teraz to Zack zaczyna przejmować ofensywę, chociaż to może zbyt daleko wysunięte założenie, bo po prostu kopnął parę razy Rivera. Ten jednak nie pozostaje mu dłużny, wyprowadza serię prawych, ale...Sabre Jr odpowiada! Cios za cios i...Big Boot od "Madmana"! Brytyjczyk pada na liny, następnie odbija się od nich mimowolnie i...Pele Kick od "The Retribution Bandit"! Najnowszy obiekt badań Dr Kline chyba będzie chciał zakończyć tę walkę, bo widzimy, że czeka aż jego przeciwnik się podniesie i czyżby? Czyżby szykowało się nam Lost Soul? Tak! Superkick wykonany! Pozostaje tylko pin! Tylko, że "Madman" nie ma zamiaru pinować! Co tam się dzieje?! On wyjmuje z kieszeni jakieś małe urządzenie, z którego po chwili wydobywa się dźwięk i cała arena słyszy teraz jak ktoś zachrypniętym głosem wypowiada słowa <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">"Zdać sobie sprawę, że całe twoje życie – wiesz, cała twoja miłość, cała nienawiść, cała pamięć, cały ból – wszystko to było tym samym. Wszystko to było snem, który śniłeś w zamkniętym pokoju. Snem o byciu człowiekiem."</span> Po czym widzimy jak River przeczesuje włosy i zaczyna z wściekłością uderzać swojego przeciwnika! Bije go w parterze tak mocno, że część kibiców zasłania oczy, by na to nie patrzeć! Jesteśmy świadkami jakieś totalnej masakry, ale "The Warden" zachowuje się jakby był opętany! Dopiero teraz wstaje i  zaczyna dusić rywala butem! Dosłownie kładzie mu buta na szyi, a ten nie ma już sił, by się podnieść! Sędzia widząc to natychmiast przerywa pojedynek i ogłasza zwycięstwo RIVERA poprzez niezdolność przeciwnika do kontynuowania pojedynku. "Madman" przez chwilę nieruchomo stoi w ringu, po czym bardzo powoli przechodzi przez liny i w kompletnej ciszy udaje się na zaplecze.<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W pokoju panuje całkowita ciemność, nagle słychać kliknięcie i zapala się żarówka, w której świetle znajdują się Eli Cottonwood, Eli Cottonworld oraz Eli Cottontail. Bracia gładzą się po swoich dostojnych wąsiskach, Eli co jakiś czas przygryza marchewkę (domyślcie się który). Kamera nagle zaczyna skupiać się na całkowitym mroku, który jest bezpośrednio za nimi, zwiastując nam pojawienie się kolejnej osoby. Nikt jednak nie wychodzi z cienia, ale nagle w mroku pojawiają się oczy oraz śnieżnobiałe zęby! Biel białek oraz zębów niesamowicie kontrastuje z panującym dookoła mrokiem, jednak mimo usilnego wytężania wzroku nie widać nic więcej.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???: </span>Wzywałeś mnie, Panie?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie z cienia wyłania się wysoki, czarnoskóry zaowdnik, afro na głowie oraz oczywiście, pokaźnym wąsem pod nosem. Zawodnik jest chudy, wysoki, ma niezwykle długie ręce oraz jakby nienaturalnie długie palce. Tak przynajmniej wydaje się na pierwszy rzut oka.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Eli Cottonpicker: </span>Mówią na mnie Eli Cottonpicker i przyszedłem tutaj z własnej, nieprzymuszonej woli. Wcale nikt nie kazał mi powiedzieć, że lubię ciężką pracę fizyczną, robić wszystko samodzielnie, własnymi rękami. Nie lubię natomiast gładkich twarzy oraz jak ktoś próbuje mi zapłacić. Trzymajcie brzytwy schowane przed moim wzorkiem, tak jak swoje własne portfele.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Eli dołącza do Elich i przez chwilę synchronicznie gładzą swoje wąsy, a po chwili obraz z kamery gaśnie.</span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na backstage, gdzie widzimy Xebeca, który stoi oparty o wielką skrzynię ze sprzętem i mówi coś do kogoś. Operator podchodzi nieco bliżej..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rocks:</span> ..TO MIAŁ BYĆ MÓJ MOMENT, ROZUMIESZ!? *zwraca się do kogoś po swojej lewej stronie, ale tam nikogo nie ma* Kurwa mać! Było tak blisko, a ci dwaj frajerzy w garniakach wyrzucili mnie za burtę! To jakaś abstrakcja Eddie, to jest jakaś pierdolona.. *bierze do ręki losowy, metalowy przedmiot i ciska nim gdzieś odwracając się za siebie*.. abstrakcja! Gdybym tylko.. nie wiem.. co ja mogłem zrobić inaczej!? Ale było ich dwóch.. sami nie mogli.. nie umieli.. KUR-..<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rocks oparty tyłem do skrzyni zauważa jednego z technicznych, który przy czymś pracuje..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rocks:</span> Możesz to do jasnej cholery robić.. nie wiem.. CISZEJ!? ALBO GDZIEŚ INDZIE-..<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nie dokańczając zdania, wyrywa technicznemu (który odsuwa się na bok instynktownie) narzędzia z jego rąk i ciska nimi o ścianę, po czym zaczyna się wyżywać na bogu ducha winnych sprzętach - kopie je, pomniejsze rzuca gdzieś bez ładu, jest w jakimś amoku i nie ma pojęcia co robi. Gdy stoi w miejscu ciężko oddychając, odwraca się i widzi Chrisa Finnegana, który przygląda się sytuacji..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rocks: </span>A Ty, surfer, co się patrzysz? Nie starczyło Ci, że Cię wypieprzyłem z ringu podczas battle royalu? Chcesz wylecieć jeszcze raz, ale tym razem na ścianę? Albo może w ten pierdolnik, który tutaj zostawiłem? Nie wiem, mam wrażenie, że Ty to po prostu lubisz.. *lekko ciszej mówiąc do siebie* Żałosny śmieć..<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Surfer uśmiecha się do Rocksa i kręci głową z politowaniem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Finnegan: </span>Rocks.. Rocks.. Rocks.. skąd w tobie tyle agresji? Cholera i co z tego, że wypadłeś z tego battle royalu? Nie kończysz przecież zaraz kariery, żebyś miał żałować każdej niewykorzystanej szansy. Fakt, wyeliminowałeś mnie i za to należy ci się szacunek, ale czy to oznacza że jesteś ode mnie lepszy? Taka stypulacja rządzi się swoimi prawami, być może jeden na jeden sytuacja wyglądałaby zgoła odwrotnie, ale to zostawiam twojej wyobraźni, która jak widać jest naprawdę bujna w końcu masz wymyślonego przyjaciela, Eddie tak? Może zamiast się tu męczyć otworzysz dom zmyślonych przyjaciół Pana Rocksa? Serio stary musimy się kiedyś umówić i polatać na desce. Na pewno ci to dobrze zrobi. *Finnegan czeka na reakcję Rocksa, ale jej nie dostaje* Widzę, że dzisiaj i tak nie pogadamy, ochłoń trochę i czekam na cynk, peace..<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Finnegan odwraca się od Xebeca i zaczyna iść w swoją stronę. Rocks po chwili namysłu chwyta stojące nieopodal krzesło i rzuca nim w Surfera - ten ląduje na betonie i łapie się za plecy, w które Scourge of Hachinosu trafił. W tym momencie Xebec chwyta jeszcze za leżący kawałek rurki i okłada nim Finnegana, raz po raz szybciej, bez opamiętania, a na końcu wysypuje na niego zawartość kosza na śmieci..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rocks:</span> Jak w domu, co? *chwilowy uśmiech* Haha! *uśmiech natychmiast znika* Tu jest twoje miejsce..<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lekko zmęczony Rocks próbuje odejść, ale słyszy jak Chris zaczyna się podnosić.. Xebec staje w miejscu, mówi coś niezrozumiale pod nosem, po czym podchodzi i łapie Finnegana.. Pandemonium na jakiś losowy zbiór gratów pod ścianą! Widokiem stojącego dumnie Rocksa, bez śladu uśmiechu na twarzy, patrzącego na Finnegana leżącego wśród sprzętu... Obraz gaśnie.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color"><span style="font-size: xx-large;" class="mycode_size">REKLAMY</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie River właśnie przemierza jeden z korytarzy. Nagle podchodzi do niego Paddy Jackson, trzymający w dłoni niewielką kopertę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> River! Zaczekaj chwilę. Ktoś prosił, żebym ci to przekazał.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Waters zatrzymuje się i spogląda podejrzliwie na kopertę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">River:</span> Kto?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Powiedział tylko, że będziesz wiedział.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">River bierze kopertę. Na jej froncie znajduje się wyłącznie jedno słowo - „RIVER”. Zawodnik otwiera ją i wyciąga pojedynczą kartkę.</span><br />
<br />
<blockquote class="mycode_quote"><cite>River, </cite>Miałeś rację, są miejsca, których człowiek nigdy naprawdę nie opuszcza. Deszcz nadal głośno uderza tutaj o szyby. Korytarze są węższe, niż można zapamiętać, a z twojej dawnej sali wciąż doskonale widać cały dziedziniec. Powiedziałeś, że nie chodzi o to, żeby uciekać przed własnymi lękami. Chodzi o to, żeby je zrozumieć i móc z nimi walczyć. Chciałbym sprawdzić, czy nadal tak uważasz. Nie każ na siebie czekać.<br />
<br />
Dr Victor Kline</blockquote><br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">River dociera do ostatnich zdań i momentalnie podnosi wzrok znad kartki. Przez chwilę stoi zupełnie nieruchomo, jakby właśnie dotarło do niego coś znacznie ważniejszego niż sama treść wiadomości.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> River?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Waters zgniata kartkę w dłoni i gwałtownie rusza w stronę wyjścia.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Hej! Co się dzieje?!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">River nawet się nie odwraca.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">River:</span> Oni tam są.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po kilku sekundach River znika za drzwiami prowadzącymi w stronę parkingu, pozostawiając Paddy'ego samego na korytarzu.</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas teraz do szatni na zapleczu, w której widzimy Enzo Sacrale oraz Vincenzo Vizziniego zajmujących się… Cóż, niecodzienną dla nich robotą. Zawodnicy pochłonięci są sprzątaniem szatni. Panuje między nimi cisza, zakłócana jedynie przez piosenkę tytułową “Z Archiwum X”. Bezdźwięczne sprzątanie zajmuje im chwilę, lecz w końcu Enzo podnosi wzrok na swojego kompana i zatrzymuje się, opierając ręce o miotłę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> Robimy to od pół godziny i w tym czasie nie padło tu ani jedno słowo. *wskazuje palcem na Vincenzo* Ani jedno. Jakbym pracował z kimś, komu zazwyczaj ciężko zamknąć usta i ta osoba milczałaby przez tak długi czas, zacząłbym się zastanawiać, zadał jakieś pytanie… Czy wszystko okey? Dlaczego nic nie mówisz? COKOLWIEK. A Ty? *kręci głową* Nie zwracasz na nic uwagi, jakby nic się złego nie działo. *marszczy brwi* Co z Tobą nie tak?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Vincenzo unosi głowę, wstając z szufelką pełną zagarniętych do niej śmieci i spogląda na partnera.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Vincenzo Vizzini:</span> Ale co miałoby być nie tak? Nie rozumiem, Enzo. Jeśli masz mi coś do powiedzenia, to po prostu to powiedz. Nie zamierzam Cię ciągnąć za język. *wysypuje zawartość szufelki do stojącego obok kubła* Mamy robotę do zrobienia. Czy do wykonywania tej pracy Twoim zdaniem potrzeba rozmowy? *Nadgarstkiem poprawia okulary na nosie* Nie przejmuję się, bo nie ma czym - przegraliśmy swoje walki, więc odbywamy za to karę. To prostsze niż przepis na ragù. Nie trzeba z tego powodu robić scen.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> Nie robię scen, znamy zasady i nie mam z tym problemu. Zastanawiam się po prostu… *wpatruje się w Vincenzo* Jak twarda jest twoja skorupa? Próżno wśród nas szukać ślepców i głupców, więc musimy zdawać sobie sprawę, że nie wszystko przebiega idealnie. A Ty? Jesteś taki sam… Zero zawahania, zero emocji, nie zwracasz uwagi na niepokojące znaki… Drogi są dwie, albo tracisz czujność, albo twój stoicyzm jest godny najwyższego uhonorowania.<br />
<br />
Vincenzo chwilę patrzy na Enzo, bierze do ręki telefon leżący obok i zmienia piosenkę na <a href="https://youtu.be/4p6GWewmTYQ?si=k1ISgQavIgIWCYvv" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TAKĄ</a>.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Vincenzo Vizzini:</span> Ja po prostu niewiele czuję. Tobą kierują gniew, radość, smutek, zwątpienie. To zupełnie normalne uczucia, których ja po prostu nie posiadam. Upadek ze schodów nie sprawia, że nie możesz już więcej się na nie wspiąć. Musisz po prostu znaleźć sposób na to by wstać i zacząć się wspinać ponownie. Właśnie to mnie zajmuje. Nie gniew. Nie smutek. Nie rozpacz. Zero zwątpienia. Widzę nasz cel, wytyczony przez Dona. Nie marnuję energii na rzeczy, które nie sprowadzą nas z powrotem na właściwe tory. Moją całą uwagę skupiam na kolejnym kroku. Na wyjściu z sytuacji. A chyba pamiętasz, co ma się dzisiaj wydarzyć? Myślę tylko o tym. To nasze odkupienie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> Możemy się znać latami, ale zawsze byłem zdania, że prawdziwie ludzie poznają się dopiero w boju. To wtedy wychodzą z człowieka najczarniejsze myśli, najgorsze emocje, a instynkty potrafią przejmować władzę nad zdrowym rozsądkiem. *puszcza miotłę, która z hukiem upada na podłogę* Vincenzo, w głębi wiem serca wiem, że tak jest właśnie ze mną. To moja natura. Taki zostałem stworzony i tym bardziej zdumiewa mnie, że nie zdążyłem poznać Cię z tej drugiej strony… Której jak widać po prostu nie ma.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Vincenzo podchodzi do Enzo i kładzie mu dłoń na ramieniu... Lekko się przy tym uśmiechając???</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Vincenzo Vizzini:</span> A może po prostu... nie znalazł się jeszcze nikt, kto by tą drugą stronę wyzwolił? *Patrzy gdzieś nad głową Sacrale* Chociaż kilku osobników powoli się tam dokopuje.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Il Freddo łapie ponownie za szufelkę i zaczyna dalej sprzątać, a chcąc nie chcąc Enzo również się do niego przyłącza...</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się na arenę, gdzie w ringu czeka już cała czwórka zawodników mających walczyć w następnej walce. W tej chwili na rampie pojawia się jednak Nick Aldis, oczywiście z mikrofonem w dłoni.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Zanim zaczniemy tą walkę, chciałbym jeszcze coś ogłosić. To nie będzie zwykła walka. Ku uciesze gawiedzi - wprowadzamy nowy pas na pola Elizejskie! *obok Aldisa pojawia się drugi sędzia, z pasem w rękach* Będzie to tak zwany... Pas przegrywa! *konsternacja* Ten który zostanie przypięty bądź poddany w trakcie walki, zostaje niechlubnym "mistrzem"! Powodzenia!<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color"><span style="font-size: xx-large;" class="mycode_size">REKLAMY</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">LPW Loserweight Championship Fatal 4 Way Match</span><br />
Dick A'very Big vs Jeff Brown vs Pill Tautu vs Salvador</span></div>
<br />
Wracamy po reklamach do mistrzostw Roll-upu i widzimy, że Salvador siedzi w narożniku, a Dick i Brown stopmują go na zmianę. Nagle do ringu wślizguje się Pill podchodzi do obu zawodników, łapie ich za głowy i zderza ich głowami. Obaj panowie padają, Brown nawet wytacza się na apron. Tautu zaczyna tauntować niczym Hulk Hogan mimo swojego braku widocznych mięśni. Teraz podnosi siedzącego Salvadora i wypłaca mu klasyczne punche z góry. Pill wyprowadza rywala za rękę z narożnika i wynosi go pod Body Slam, jednak Zamiatacz zeskakuje z barku przeciwnika wypychając go przed siebie. W tym momencie Dick wyprowadza Slap na twarz Tautu. Pill odwraca się trzymając za twarz w stronę Salvadora, a ten wyprowadza punch. Tautu w karuzeli bólu raz jeden go atakuje, raz drugi, aż z tego potężnego bólu pada na matę. Albo zakręciło mu się w głowie. A’very pada teraz do przypięcia 1... 2... O dziwo Salvador przerywa! Wszyscy zadają sobie pytanie dlaczego, Dick wstaje i patrzy pytającym wzrokiem, a sam Zamiatacz chyba po chwili się dopiero orientuje i sam próbuje przypiąć! 1... 2.. Kickout. Ależ akcja, ależ emocje, rany Boskie. W tej chwili zza pleców Dicka pojawia się Jeff, który poprzez Double Axle Handle atakuje rywala. Jen odchodzi kilka kroków trzymając się za plecy. Wstający od przypięcia Salvador otrzymuje niskie kopnięcie na głowę na odchodne. Zajęty Jeff nie zwraca uwagi na Tautu, który leży na macie i teraz mam Schoolboy Pin! 1... 2.. 3?! Kickout! To może skończyć się w każdej chwili. Jeff teraz wstaje i wyprowadza kopnięcie na głowę leżącego rywala. Rozpędzony A’very zostaje wyrzucony ponad górną liną przez Jeffa! Tautu wstaje, również bierze rozpęd i tak samo zostaje wyrzucony ponad górną liną! Brown cieszy się, jakby wygrał! Chyba pomyliły mu się gimmicki walki. Teraz Brown odwraca się do Salvadora i mamy Roll-upze strony Sprzątacza! 1... 2... 3?! Tak, to koniec! Przegrywa, czyli pas wygrywa Jeff Brown!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas teraz do luksusowego apartamentu, za ogromnymi oknami widać rozświetlone neonami miasto. Wnętrze urządzone jest z przesadnym przepychem: marmurowa podłoga, skórzane fotele, kryształowe szklanki i butelka drogiego alkoholu stojąca na stoliku. Drzwi wejściowe gwałtownie się otwierają i do pomieszczenia wchodzą w odpowiedniej kolejności: Lord Sebastien, Alistair oraz Rob McŁowicz. Na twarzy Lorda maluje się wyraźna wściekłość.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Niech mnie wszyscy diabli! *kopie w stojącą obok komodę* Niech mnie wszyscy diabli, Alistairze!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Alistair:</span> Obawiam się, że nie zmieni to rezultatu dzisiejszego wieczoru, mój panie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lord rzuca spojrzenie Alistairowi z jeszcze większą wściekłością.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Rezultatu?! Ty to nazywasz rezultatem?! To miała być moja noc. Moja szansa! Jeszcze jeden krok, Alistairze. Jeden cholerny krok dzielił mnie, bym mógł stanąć przed całym tym <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">foule</span><span class="lpw-translate-tip">motłochem</span></span> i przypomnieć im, kto naprawdę zasługuje na miejsce na szczycie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lord podnosi ze stolika pilot i włącza telewizor, na którym mamy zatrzymaną klatkę w momencie, kiedy Rob przykłada się do eliminacji Lord Sebastiena.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> A potem pojawia się ON. Rob McŁowicz *wypowiedziane z wyraźnym obrzydzeniem* Człowiek, który niedawno nie potrafił nawet wygrać walki o swoją przyszłość. Jego największym osiągnięciem jest to, że potrafi nie zatruć posiłku. I ten człowiek… TEN CZŁOWIEK… ośmiela się stanąć na drodze mnie, Lordowi Sebastienowi!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Alistair:</span> Bez wątpienia wykazał się brakiem rozeznania, mój panie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Brakiem rozeznania?! Alistairze, to nie był brak rozeznania! To była bezczelność! Niewybaczalna, ordynarna, pospolita niewdzięczność! *Lord zaciska pięść ze złości* Przez całe życie uczono mnie, że każdy w świecie powinien znać swoje miejsce. Że istnieje porządek, którego nie wolno naruszać. Dlaczego teraz do cholery kucharz uznał, że ma prawo do decydowania o moim miejscu?!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Alistair:</span> Jeśli mogę, mój Panie. Rob zdecydowanie popełnił dziś błąd, to nie ulega wątpliwości. Ale pańska eliminacja była wydarzeniem sportowym. To co się do niej zaś przyczyniło było jednoznacznym brakiem szacunku. A brak szacunku zawsze można skorygować. Niestety nie wszyscy otrzymali ten przywilej wychowania i nie potrafią zrozumieć konsekwencji swoich czynów. Niektórzy muszą je po prostu poznać. *mówiąc to Alistair poprawia mankiety swojej marynarki*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Widzisz, Rob?! Właśnie dlatego Alistair jest tu gdzie jest, a Ty jesteś… no pozostańmy na tym, że jesteś. Alistair rozumie hierarchię. Ty pomyliłeś swoją rolę z prawem do decydowania. Jedyne o czym powinieneś decydować to co najwyżej mój jadłospis. Ty jednak pomyślałeś inaczej i upokorzyłeś mnie dzisiaj przed całą federacją. Nie zamierzam ci tego wybaczyć i lepiej dla Ciebie, żebyś drugi raz nie popełnił tego samego błędu, bo wtedy konsekwencje będą nieuniknione.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob przez cały czas słucha dyskusji w milczeniu, jednak z każdym kolejnym słowem Lorda coraz mocniej zaciska szczękę. W końcu robi krok w jego kierunku. Alistair odruchowo przesuwa się bliżej, ale McŁowicz nawet na niego nie patrzy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Skończyłeś? Bo od pięciu minut słucham, jak dwóch dorosłych facetów próbuje sobie wytłumaczyć, że to nie oni dali dzisiaj dupy, tylko kucharz był niegrzeczny. &lt;Rob wskazuje na obraz z telewizora&gt;. Nie pomyliłem swojej roli, Sebastien. Doskonale ją znam. Przegrałem z tobą, więc gotuję dla ciebie, wykonuje twoje polecenia i znoszę cały ten cyrk, bo o tym mówiły warunki naszego pojedynkui. Ale nigdzie nie było napisane, że mam przestać być zawodnikiem.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob spogląda na Alistaira, po czym wraca wzrokiem do Lorda.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> A dzisiaj, kiedy zabrzmiał gong, nie byłeś moim panem, Alistair nie był twoim conseiller, a ja nie byłem nadwornym kucharzem. Byliśmy trzema facetami w Battle Royalu. Alistaira wyrzuciłem własnymi rękami, a kiedy pojawiła się okazja, żeby pomóc Finneganowi pozbyć się ciebie... skorzystałem z niej. I wiesz, co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? &lt;Rob robi jeszcze pół kroku do przodu, ale po chwili bierze głębszy oddech i wyraźnie zmusza się do zachowania spokoju&gt;. Możesz kazać mi przygotować kolację. Możesz założyć mi fartuch, podać jadłospis i przez cały tydzień przypominać, gdzie według ciebie jest moje miejsce. Ale kiedy wchodzę między liny, nie oczekuj, że pomogę ci spełniać twoje marzenia, kosztem siebie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">McŁowicz na moment milknie. Widać, że chciałby powiedzieć znacznie więcej, jednak ostatecznie zaciska pięść, po czym powoli ją rozluźnia.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> A jeśli naprawdę chcesz rozmawiać o konsekwencjach... to radzę ci uważać, Sebastien, bo moja cierpliwość też ma swoje granice. Tymczasem zapraszam na kolację. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob wykonuje ironiczny uśmiech po czym się odwraca. Obraz z kamery gaśnie.</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Colosseum #11 - Baltimore, Maryland - 10.10.2026]]></title>
			<link>https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=289</link>
			<pubDate>Sun, 11 Oct 2026 17:39:10 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://www.l-p-w.pl/member.php?action=profile&uid=1">Ryse</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=289</guid>
			<description><![CDATA[<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">After Colosseum #10</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kilka minut po zakończeniu Colosseum kamera przenosi nas do jednej z sal konferencyjnych na zapleczu areny. Przed ścianą pokrytą logotypami LPW i Colosseum ustawiono długi stół, za którym siedzą Ted DiBiase Jr. oraz David Otunga. Przed nimi znajdują się mikrofony, butelki wody oraz kilka kartek z notatkami. Po drugiej stronie sali swoje miejsca zajmują przedstawiciele mediów, a pojedyncze błyski aparatów co jakiś czas rozświetlają pomieszczenie. Po krótkiej chwili jeden z reporterów otrzymuje możliwość zadania pierwszego pytania.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">FightLine:</span> Ted, to dopiero początek twojej pracy jako Generalnego Menadżera Colosseum, ale już wprowadziłeś Global Championship i rozpocząłeś proces wyłaniania pierwszego mistrza. Jak właściwie widzisz rozwój tej marki w najbliższych miesiącach?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Chcę, żeby Colosseum było miejscem, w którym każdy występ ma swoją wartość. Nie interesuje mnie dokładanie kolejnych walk tylko po to, żeby zapełnić kartę. Chcę tworzyć historie, które prowadzą do czegoś większego, budować nowych ludzi i sprawić, żeby zawodnicy wiedzieli, że dobra seria może realnie zmienić ich pozycję. Global Championship jest tylko pierwszym krokiem.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ted odkłada mikrofon nieco niżej, a po chwili głos otrzymuje kolejny dziennikarz.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ringside Report:</span> W swoich pierwszych tygodniach bardzo często mówisz o wartości, możliwościach i biznesie. Czy oznacza to, że zamierzasz prowadzić Colosseum przede wszystkim jak produkt, a dopiero później jak brand wrestlingowy?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Jedno nie wyklucza drugiego. Dobry wrestling przyciąga ludzi, a dobrze zarządzana marka sprawia, że chcą zostać na dłużej. Jeżeli zawodnicy dostarczają emocje, ja mam obowiązek stworzyć im warunki, żeby te emocje coś znaczyły. Im większą wartość ma Colosseum, tym więcej zyskują wszyscy, którzy są jego częścią.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po odpowiedzi Teda kilka osób zapisuje coś w swoich notatnikach. Następnie jeden z reporterów przenosi uwagę na siedzącego obok Davida Otungę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Pro Wrestling Journal:</span> David, po opuszczeniu biura Generalnego Menadżera doszło do krótkiej rozmowy pomiędzy Zbyszkiem Uszczelką a Jayem DiMateo. Biorąc pod uwagę, że obaj jeszcze chwilę wcześniej znajdowali się po przeciwnych stronach tej całej sytuacji wokół Valor Championship, czy nie wyglądało to trochę tak, jakby któryś z nich próbował właśnie zyskać sobie sojusznika?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Otunga słysząc to pytanie patrzy na dziennikarza z zaciekawieniem, po czym poprawia stos kartek leżący przed nim.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: Nie będę udawał, że wiem dokładnie o czym oni rozmawiali. Nie słyszałem tej rozmowy więc nie zamierzam dopisywać do niej nieznanych mi treści - byłoby to wysoce nieprofesjonalne z mojej strony. Natomiast najważniejsze jest to, że widziałem kto z kim rozmawiał w jakim momencie. A biorąc pod uwagę wszystko, co wydarzyło się wcześniej w gabinecie Teda, byłoby zwyczajnie nierozsądne, gdybym to zignorował. Jeżeli ktoś próbuje zyskać sobie sojusznika, zmienić układ sił albo zabezpieczyć własną pozycję przed kolejnym etapem tej historii, ma do tego pełne prawo. Tak jest ten biznes zbudowany drodzy Państwo. Poczułem się zobowiązany do dowiedzenia się nie tego kto z kim rozmawiał - a dlaczego rozmawiał? <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">The Advocate splata dłonie na blacie oraz z pełnym skupieniem pochyla się nad mikrofonem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: I żebyśmy wszyscy mieli jasność. Nie zamierzam oceniać ludzi na podstawie jednej rozmowy. Zamierzam obserwować ich działania. Bo w tym przypadku nie interesuje mnie to, co Uszczelka i Jay powiedzieli sobie na ucho, tudzież za zamkniętymi drzwiami. Interesuje mnie bardziej to co zrobią później. Dlatego tak, będę miał ich obu na oku. Nie dlatego, że zakładam ich winę. Tylko dlatego, że nauczyłem się nie ignorować rzeczy, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się przypadkowe. A jeżeli rzeczywiście ktoś próbuje zbudować sobie sojusz, to chcę wiedzieć o tym, zanim ten sojusz zacznie mieć jakiekolwiek znaczenie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tej odpowiedzi Ted wyraźnie wskazuje dziennikarzom, że czas konferencji dobiegł końca i wraz z Davidem opuszczają arenę.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/0YeExQZ.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 0YeExQZ.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/LBr7kECsjcQ" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Muzyka rozbrzmiewa w całej hali, a kamera wykonuje przejazd po licznie zgromadzonej publiczności. Przed nami ostatnie Colosseum przed zbliżającym się LPW: Danse Macabre! Na ekranach pojawiają się plansze przedstawiające pojedynki Global Championship Series, które przybliżą nas do wyłonienia pretendenta do nowego mistrzowskiego pasa. Kamera przenosi się następnie na stolik komentatorski, gdzie komentatorzy krótko zapowiadają dzisiejsze wydarzenia i przypominają o nadchodzącym PPV. Po chwili realizator ponownie kieruje obraz na ring. Czas rozpocząć kolejne Colosseum!<br />
</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Global Championship Contender Series #1: Singles Match</span></span></span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Kenneth Riddle vs James Wallace</span></span></div>
<br />
Wracamy po reklamach do walki, którą w tym momencie zdecydowanie prowadzi ten bardziej doświadczony z zawodników. Akcja dzieje się w narożniku i widzimy oraz słyszymy, jak sędzia upomina Kanadyjczyka i zaczyna odliczanie. Kenny od razu podnosi ręce do góry, odsuwa się o kilka kroków do tyłu i wykonuje Corner Clothesline, po którym wyciąga James'a na środek i dokłada jeszcze Snap DDT! Mamy pin! 1...2.. Kick Out. Wonderkid powoli się podnosi, a Kenny bierze rozbieg, wskakuje na liny i trafia Springboard Kickiem. Kolejna próba pinu. 1...2... Kick Out! Riddle kręci tylko głową, jednak od razu przechodzi do dalszej ofensywy. Wychodzi pomiędzy linami na apron i mamy Slingshot Sommersault Sento... A jednak nietrafiony! Wallace w ostatniej chwili przetacza się w kierunku lin, unikając zagrożenia! Młody próbuje zebrać w sobie trochę sił, podnosząc ręce do góry i co chwila zaciskając dłoń w pięść, a następnie ją otwierając. Powoli wstaje, udaje mu się nawet wrócić do stójki. Nagle zostaje złapany w pasie i obrywa German Suplexem! Po publice przetoczył się lekki szmer w ramach zawodu nieskutecznym powrotem do walki młodego Wesa. Sacramento Saint jednak jakby był w małym transie, kompletnie nie zwraca uwagi na tłum zebrany dookoła tylko wskakuje na narożnik i wykonuje Moonsault, tym razem trafiając! Od razu pinuje! 1...2... Kick out! Riddle spogląda na rękę Jamesa... Wonderment! Jednak nie dopięte w 100%, Młody w ostatniej chwili łapie swoją kończynę drugą ręką, nie pozwalając Kenny'emu zapiąć dźwigni do końca! A następnie przekręca się tak, że teraz to on pinuje Kanadyjczyka! 1...2.. Kick Out! Obaj się podnoszą, jednak to Riddle jest mniej poobijany i to on wstaje jako pierwszy... Icon's Stamp! Unik! Discus Lariat od Wallace'a! Po tym ciosie obaj lądują na deskach! Sędzia sprawdza najpierw jednego, potem drugiego, ale wygląda na to, że wszystko w porządku i możemy kontynuować walkę. James zdążył odtoczyć się do narożnika, gdzie powoli wstaje. Kenny również wrócił już do stójki i rusza na rywala, jednak ten uskakuje w bok przez co The Icon uderza twarzą w gąbkę! Wonderkid przemieszcza się na środek ringu, Riddle otrząsa się po nieudanym ataku, rusza ponownie, jednak jest to pusty przebieg z powodu kolejnego uniku zawodnika z Houston. Odbija się od lin... I nadziewa się na Hellraiser w drodze powrotnej! Kenny robi wręcz salto od impetu kopnięcia, a Młody przyklęka na jedno kolano oddychając głęboko. Odgarnia włosy z twarzy i zaczyna "pompować" rękoma w powietrzu, nabierając sił. Publika razem z nim zaczyna reagować coraz głośniej, co jeszcze dodatkowo go nakręca. Nabiera rozpędu i wykonuje Running Uppercut! Od razu wstaje, unika ręki Kenny'ego która przelatuje nad jego głową, podrzuca go do góry i wykonuje Pop-Up Uppercut! James zaczyna krążyć dookoła ringu, krzycząc z całych sił w kierunku publiczności, która w odwecie dodaje mu jeszcze więcej energii do ataku. Riddle wstaje i od razu ponownie próbuje zaatakować, jednak kolejny raz jego atak zostaje uniknięty, a po chwili od razu nadziewa się na Back Kick! Nastepnie Chest Kick! I dodatkowo jeszcze Back Elbow! Wallace momentalnie chwyta oponenta w konkretny sposób i kończy całą kombinację przy pomocy Chain Reaction! Mamy pin! 1...2... Kick Out! Młodzian jednak nie zwalnia, od razu podnosi rywala i wykonuje Blackway Drive! Tym razem jednak nieudane! Kenny w ostatniej chwili wykręca się z uchwytu i sam wykonuje Suppression! Też nie! Zostaje odepchnięty na liny, a po powrocie do centrum ringu inkasuje Black Dust! Znowu mamy pin! 1...2... Kick Out! James przechodzi do kolejnej próby Blackway Drive, ale Riddle raz jeszcze się wykręca i samemu atakuje... Icon's Stamp! James słania się na nogach... Supression! Connected! 1...2...3... Tak jest! Kenneth Riddle wygrywa walkę i przechodzi dalej!<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Earlier Tonight</span></span><br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi się na zaplecze hotelu, gdzie w jednym z korytarzy ubrany w elegancki garnitur oraz złotym zegarkiem na nadgarstku David Otunga natrafia na Jorge Cavazosa. Obaj zatrzymują się na chwilę, a prawnik pierwszy rozpoczyna rozmowę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga:</span> Jorge, masz chwilę? Bo po tym, co wydarzyło się ostatnio, radziłbym ci bardzo uważać na DiMateo i Uszczelkę. Mam coraz mocniejsze wrażenie, że oni nie zamierzają ze sobą walczyć o ten pas. Chcą najpierw pozbyć się wszystkich którzy mogą stanąć im na drodze, a potem rozstrzygnąć wszystko między sobą.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Ciekawe, że akurat ty mi to mówisz. Przecież sam jesteś jednym z ludzi, którzy mogą skończyć z tym pasem. Skąd mam wiedzieć, że nie próbujesz po prostu pozbyć się dwóch konkurentów?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga:</span> Nie musisz mi ufać. Wręcz przeciwnie, byłbym naiwny gdybym oczekiwał, że mi zaufasz. Ale możesz obserwować fakty. Ja robię dokładnie to samo.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Właśnie dlatego będę obserwował również ciebie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga:</span> I bardzo dobrze. Gdybyś tego nie robił, nie byłbyś dobrym kandydatem do walki o ten pas. I zapamiętaj jedno, Jorge. Jeżeli przyjdzie moment w którym będę musiał wybrać pomiędzy interesem swoim a interesem człowieka stojącego naprzeciwko mnie... to wybiorę swój. Nie będę cię za to potępiał, jeśli zrobisz dokładnie to samo. Różnica polega na tym, że ja przynajmniej nie będę udawał, że jest inaczej.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Harvard Hammer kiwa głową i rusza dalej korytarzem, pozostawiając Fiesta Mastera z wyraźnie nieufnym spojrzeniem.Jorge cały czas spogląda w stronę, w którą odszedł David.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Ci cholerni <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">abogados</span><span class="lpw-translate-tip">adwokaci</span></span>. Nigdy nie można im ufać. Jedyne co robią to wiecznie tylko gadają.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jorge kręci przecząco głową i także odchodzi.</span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas...gdzieś na zewnątrz, przed wejściem do budynku, w którym odbywa się dzisiejsze Colosseum. Operator zauważa idącą w stronę wejścia postać. Nie widać jej twarzy, gdyż operator filmuje jegomościa z tyłu. Da się jedynie zauważyć jego łysą głowę, ubranie dresowe i walizkę na kółkach, którą ciągnie za sobą. Nagle słychać jakiś krzyk.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???: </span>Chłopaki! To Johnny Turd!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nie mijają nawet dwie sekundy, a w kadrze zjawia się Kannonball, który z pełną prędkością wpada w idącego jegomościa, powalając go na glebę! Od razu podnosi go i wykonuje Nasty Face! Po chwili podbiega również Ralf i wraz ze swoim kompanem wymierzają kilka stompów swojej ofierze. Zaraz potem Kannonball chwyta za leżącą walizkę i rzuca ją na plecy łysola. Następnie Ralf nachyla się, zakładając Sleeper Hold...i w tym momencie zauważa, że coś jest nie tak. Postanawia odwrócić jegomościa twarzą w górę i jego oczom ukazuje się...nieprzytomny Mateusz MW!</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">RaLf: </span>Kurwa mać, przecież to nie on!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kannonball: </span>Jak to nie? Łysa pała przecież!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ralf łapie się za głowę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kannonball: </span>To kto to jest? To pewnie jakiś kolega Turda, bo też łysy, no nie?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ralf: </span>To jeden z tych pajaców, którzy tu pracują. Nikt ważny na szczęście. Pozbądźmy się go, to może nikt nawet nie zauważy, że się nie pojawił. Diallo! Akcja odwołana, wyłaź!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po chwili z budynku wychodzi...nie Diallo, którego nigdzie nie widać, tylko Erwin Eckhart.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Erwin Eckhart: </span>Co tutaj się dzieje? *zauważa nieprzytomnego Mateusza MW* Chyba mówiłem wam, że atakowanie neutralnych jest wbrew zasadom.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ralf: </span>Zamiast się mądrzyć, lepiej nam pomóż.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Erwin Eckhart: </span>*wzdycha z dezaprobatą* Jak zwykle trzeba po was sprzątać. *zauważa coś* Zaczekaj chwilę. *odchodzi na kilka kroków, po czym sięga po jakiś czarny worek* Pokazywanie ludziom na ulicy scen drastycznych stanowi skandaliczny przykład łamania wszelkich zasad moralnych.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kannonball i Ralf podnoszą nieprzytomnego Mateusza i z pomocą Erwina pakują go do worka.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ralf: </span>Tam jest jakiś kontener.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kannonball zarzuca na plecy worek, po czym wraz z pozostałymi rusza w stronę kosza na śmieci. Erwin i Ralf asystują, podnosząc blaszaną klapę i już po chwili Mateusz MW ląduje wewnątrz kontenera.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ralf: </span>Dobra, przynajmniej to mamy z głowy. *patrzy na Kannonballa* Ty więcej niczego nie planujesz. Gdzie ten Diallo? DIALLO!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kannonball: </span>Daj spokój, pewnie już poszedł do szatni. Wiesz jaki jest Diallo, jego nawet Jezus się boi! *śmieje się* Nic mu nie będzie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ralf wzrusza ramionami, najwyraźniej dając się przekonać, po czym cała trójka wchodzi do budynku. Operator rusza za nimi, jednak przed wejściem spostrzega, że coś się rusza w pobliskich krzakach. Postanawia podejść bliżej i dostrzega...szamoczącego się w zaroślach Cyclone'a Diallo, którego ktoś zakneblował i teraz blokuje jego ręce, przez co ten nie może się wydostać! Nie widać drugiej postaci na ekranie, udaje się uchwycić jedynie jego ręce. Kamerzysta postanawia się wycofać w trosce o własne bezpieczeństwo, po czym obraz powoli gaśnie.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Firma Transportowa „Na Styk” - Ciasno? Spokojnie, wszystko wejdzie!</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi się na zaplecze, gdzie widzimy... Riddle'a oraz Wallace'a, podających sobie właśnie rękę, pogrążonych w konwersacji.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James Wallace:</span> Dzięki za rady Kenny. &lt;lekki uśmiech&gt; Wiem, że porażka jest nieunikniona. Tylko, że... &lt;przeczesuje ręką włosy, po czym zaciska lekko pięść&gt; kurwa, chcę tu wyrobić swoją renomę. Muszę być w stanie pokonywać najlepszych z najlepszych. Jak inaczej mam GO prześcignąć? Jak mam pozbyć się ciągłych porównań? Jakby to była moja pieprzona wina, że urodziłem się synem Wesa... *wzdycha i opiera się barkiem o ścianę* Nie żeby mi to przeszkadzało, ale z jakiegoś powodu jest solą w oku wielu osób. Nawet jeśli nikt nie mówi mi tego w twarz, to słyszę szepty za plecami. Widzę współczujące spojrzenia. Pogardliwe uśmiechy. Tak jakby moja wartość sprowadzała się wyłącznie do bycia synem wielkiego, pierdolonego Wesa Wallace'a…<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Widać i oczywiście słychać, że James zaczyna się coraz bardziej nakręcać, dając się ponieść emocjom. Kenny jednak dość szybko go stopuje, wcinając mu się w słowo.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Już teraz Twoja wartość jest znacznie wyższa niż tylko nazwisko. Czułem to od razu, jak tylko pojawiłeś się w LPW, ale dzisiaj miałem okazję przekonać się o tym na własnej skórze. James *Kenneth kładzie dłoń na ramieniu swojego rozmówcy*, już teraz wymiatasz, a będzie tylko lepiej i zaraz to ja będę przychodził do Ciebie po rady! *Riddle uśmiecha się* Szepty za plecami? Mam na to jedną radę. Pamiętaj, jeśli nie powiedzą Ci czegoś w twarz, to znaczy, że nie powiedzieli tego wcale. Kariera jest za krótka na branie pod uwagę szumu, który powstaje wokół nas. Dobrze wiem, że ludzie gadali różne rzeczy po mojej porażce z Zamorą. Ale szepty mają tak duże znaczenie, jakie sami im nadamy.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">James chwilę patrzy na Kenny'ego, po czym szeroko się uśmiecha i potakuje głową. Bierze głęboki oddech, a następnie otwiera usta... Tylko po to, żeby za chwilę je zamknąć i przenieść wzrok na kogoś stojącego za jego rozmówcą.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ben Zamora:</span> Kenny, Kenny, Kenny... Bawisz się w dobrego wujka? *Riddle obraca się od razu w pozycji defensywnej, na co Zamora tylko się uśmiecha* Masz chyba ważniejsze rzeczy na głowie, niż niańczenie czyichś dzieci? Poza tym, ten pisklak już dawno jest poza gniazdem. Więc da sobie radę. Niedaleko pada jabłko od jabłoni, młody. *Ben przenosi wzrok na Jamesa* Masz potencjał. To pewne. Tylko go nie zmarnuj na słuchanie mniejszych od siebie. Rozwijaj się o jeden procent każdego dnia a w końcu zamkniesz im wszystkim gęby. A teraz musisz nam wybaczyć, ale to tutaj *wskazuje palcem na siebie i Riddle'a* wcale Cię nie dotyczy. Także znikaj. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">James buńczucznie postępuje krok na przód, jednak Kenny wyciąga rękę w bok i stopuje zamiary młodego Wallace'a. Ten patrzy na Riddle'a pytająco, a Ben uśmiecha się tylko pod nosem i kiwa z podziwem głową.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Ostatnią radą na dziś ode mnie będzie to - "nie zawsze warto toczyć cudze bitwy". Spokojnie, zasłużyłeś już dzisiaj na odpoczynek. Nie musisz się nim przejmować. *Kenneth spogląda na Jamesa, który bierze głęboki oddech, kiwa głową i odchodzi. Riddle natomiast kieruje wzrok na Zamorę*. Gratulacje! Widzę, że od teraz bijesz się także z ludźmi będącymi w pełni sił! No... przynajmniej fizycznych. To urocze, że mnie szukałeś, ale jeżeli nie chcesz mi życzyć powodzenia, to raczej nie znajdę dla Ciebie teraz czasu. Będziesz musiał poczekać do Danse Macabre...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ben Zamora:</span> Proszę Cię Kenny. Cały czas próbujesz przeforsować narrację, która sugeruje wszystkim, że to ja wybieram sobie takie walki. Obaj doskonale wiemy, że nie mam takiej mocy sprawczej. Dodatkowo jesteś skończonym hipokrytą. To Ty wcześniej kontuzjowałeś kolano Rybacka, a potem bez żadnego mrugnięcia okiem wykorzystywałeś każdą okazję by uderzyć w jego słaby punkt. Także oszczędź sobie manipulowania faktami. *Ben uśmiecha się szyderczo* I tak, Kenny. Przyszedłem Ci życzyć powodzenia. Bierz ich, Tygrysie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Wydaje mi się, że ostatnio dość jasno wypowiedziałem się na temat kreowania narracji wokół Ciebie, więc nie zamierzam się powtarzać. Doskonale wiem, że i tak spróbujesz odwrócić kota ogonem, a ja nie jestem teraz zainteresowany takimi przepychankami. Uznam, że słyszałem tylko ostatnie zdanie i podziękuję. Chociaż obaj wiemy, że nie potrzebuję w tym przypadku szczęścia, tylko świętego spokoju. Motywacji też mi nie brakuje. Jeżeli mam tej samej nocy zdobyć tytuł Global Championship i wyrównać rachunki między nami, to oznacza naprawdę szczęśliwe ułożenie gwiazd.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ben Zamora:</span> Właśnie. Kreowanie narracji. Może czas zająć się tym co prawdziwe, zamiast wymyślać wymówkę za wymówką? A fakty są niepodważalne - już raz Cię pokonałem. Zrobię wszystko, żeby pokonać Cię po raz kolejny i jednocześnie zostać pierwszym Global Championem. Więc lepiej zepnij to swoje wątłe dupsko i doprowadź sprawy do końca. Bo to z Tobą chcę walczyć. Nic innego nie będzie mnie satysfakcjonowało. A jeśli zawiedziesz, to przyjdę i po raz kolejny podam Ci tą wygraną na talerzu. Następnie na Danse Macabre zmiażdżę Cię doszczętnie i sprawię, że Kenneth Riddle będzie tylko echem przeszłości. Bladym wspomnieniem, które nie było nigdy na tyle ważne, by wyryć się w pamięci. Postaraj się, żebym nie musiał znowu wykonywać całej roboty za Ciebie, Kenny.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zamora rusza z miejsca, przechodząc obok Riddle'a i lekko przepychając go barkiem toruje sobie drogę. Mamy zbliżenie na twarz zdeterminowanego Kenny'ego, który nawet nie ogląda się za swoim dotychczasowym rozmówcą, a następnie obraz z kamery urywa się.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Singles Match</span></span></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Preston Steele vs Miguel Escobar</span></span></div>
<br />
Słychać gong i obaj momentalnie ruszają na środek ringu, ale zamiast klasycznego zwarcia zaczynają od przepychania barkami. Steele wbija palec w klatkę Escobara, Hiszpan odpowiada slapem prosto w twarz i po chwili mamy serię krótkich Punchy z obu stron! Preston trafia mocnym Forearmem, Miguel oddaje Chopem, a następnie próbuje Wrist Locku. Legacy Breaker szybko odwraca uchwyt, wykręca rękę rywala i przyciąga go do Short-Arm Clothesline'u, jednak Escobar schyla się i odpowiada Snap Suplexem! Miguel natychmiast dosiada rywala i dorzuca kilka Punchy, dopóki sędzia nie odciąga go za ramię. Steele wykorzystuje moment, wstaje i bez ostrzeżenia kopie przeciwnika w kolano. DDT! Miguel uderza głową o matę, ale Preston nie pinuje - zamiast tego podciąga go za włosy. Sędzia ponownie reaguje, a Steele tylko uśmiecha się szyderczo. Escobar wykorzystuje zamieszanie, uderza rywala łokciem w brzuch i posyła go Shoulder Blockiem w narożnik, gdzie natychmiast rozpoczyna kolejną serię agresywnych ciosów. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie niespodziewanie wybrzmiewa Le Manu! Escobar oraz Steele wręcz zamierają w akcji i jak jeden mąż spoglądają w kierunku rampy, gdzie już po chwili pojawia się nie kto inny jak Zamora! Tongijczyk z uśmiechem kieruje się do ringu, ubrany w strój do walki. Zatrzymuje się tuż pod nim i spogląda na sędziego który jest przy linach i krzyczy do niego, by nie robił nic głupiego. Ben rozgląda się dookoła, wzrusza ramionami... I łapie za nogę sędziego, wyciągając go na zewnątrz! Publiczność reaguje na to głośną wrzawą, a zawodnicy w ringu tylko spoglądają na siebie, potakując nerwowo głowami, zgodni co do właściwego zagrożenia. Tongijski Tyran wślizguje się do ringu, Preston oraz Miguel próbują go zaatakować, jednak to na nic, bowiem ten unika, odbija się od lin i trafia obu poteżnym Double Lariatem! Powaleni zawodnicy odtaczają się do przeciwległych narożników, na co Ben reaguje tylko kolejnym uśmieszkiem... Cannonball dla Escobara! Cannonball dla Steele'a! W międzyczasie sędzia poza ringiem dochodzi do siebie i nakazuje zabić w gong, przerywając całkowicie walkę, bez żadnego rozstrzygnięcia. Zamora jednak niezbyt się tym przejmuje, powoli wstające ofiary łapie w pasie, jednego lewą, drugiego prawą ręką i dorzuca im Double German Suplexa, po którym obaj wytaczają się w okolice stołu komentatorskiego! Big Ben podąża za nimi i oczyszcza stół komentatorski, po czym ponownie łapie obu, jakimś cudem wynosi ich do góry i wykonuje Double Powerbomb na stół! Następnie podnosi praktycznie nieprzytomnego już Escobara i dokłada mu jeszcze Big Ben Down! A po chwili podobna sytuacja spotyka Prestona, który otrzymuje Tyrant's Verdict! To już chyba koniec tej masakry, ponieważ w tym momencie na rampie pojawia się cały tabun zapleczowych pracowników Colosseum! Zamora nie robi sobie z tego zupełnie nic, zamiast tego podchodzi do pracownika technicznego i wyrywa mu z ręki mikrofon, z którym wtacza się do ringu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ben Zamora:</span> Świetnie, że pojawiła się tu ekipa sprzątająca. Możecie zabrać te śmieci i zostawić je tam, gdzie ich miejsce. *uśmieszek, Ben bierze głęboki oddech* Gdyby ktoś się zastanawiał "czemu?", to odpowiedź jest krótka i prosta. DiBiase obiecał mi czas w tym ringu, który rozpoczynał się dokładnie w momencie w którym wybiła moja muzyka. Skoro walka jednak wciąż trwała, cóż - postanowiłem, że wezmę sprawy w swoje ręce. *Ogląda się na opatrywanych zawodników* A teraz, nie przedłużając - zapraszam do walki. *obraca się w stronę rampy* Znajdzie się jakikolwiek śmiałek, gotów podjąć rękawicę? Czy wszyscy tam na zapleczu musicie się najpierw uszkodzić, żeby mieć wymówkę w razie nieuniknionej porażki?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ben odrzuca mikrofon i spogląda raz jeszcze na wywożonych z hali zawodników, po czym odsuwa się do narożnika, oczekując na śmiałka. W tym momencie na arenie wybucha muzyka Kannonballa i tej zdecydowanym krokiem zmierza do ringu</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Open Challange</span></span></span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Ben Zamora vs Kannonball</span></span></div>
<br />
GONG!. Kannonball biegnie w kierunku Bena, ten jednak robi unik i jego przeciwnik trafia prosto w narożnik. Odbija się od niego i trafia prosto w ramiona Tongijskiego Tyrana.. Overhead Belly-to-belly Suplex! Kannonball wstaje przy pomocy narożnika, a Zamora nie traci czasu, łapie w Full Nelsona.. Dragon Suplex! Chaos Creator pada na matę, Ben natomiast nie chce go jeszcze przypinać tylko powoli pomaga wstać przeciwnikowi i wrzuca go z impetem w narożnik, sprzedaje mu kilka punchy po czym.. Biel Throw! Co za siła! Kannonball ląduje po środku ringu.. Running Senton! Pin: 1.. 2.. to jeszcze nie ten moment, Demolition Machine odkopuje. Warmachine wstaje powoli i patrzy jak jego przeciwnik powoli się podnosi, a po chwili nabiega na liny, odbija się od nich.. Kannonball chce skontrować Clotheslinem! Pudło! Zamora odbija się od przeciwległych lin, Chaos Creator się odwraca.. Running Lariat! Trafiony! Będzie przypięcie!? Nie! Tongijski Tyran widzi, że dostał tłustą kluchę, którą będzie musiał jeszcze trochę otłuc. Pomaga mu wstać i próbuje go.. wynieść pod Military Press!? Z lekkim wysiłkiem, ale prawie daje radę.. w ostatniej chwili kilka łokci od Kannonballa ratuje sytuację. Ben jest lekko zamroczony i Demolition Machine chce wykorzystać sytuację.. rozpędza się od jednych lin, przebiega obok Tongijczyka, zawraca i.. Running Crossbody! W końcu trafił! Będzie przypięcie: 1.. co!? To było za proste dla Zamory, szybko odkopał i wyrzucił też nieco dalej swojego przeciwnika. Ten zdezorientowany nie wie co robić, stara się jak najszybciej wstać.. Yakuza Kick od Warmachine’a! Chaos Creator szybko wstaje i rusza na oponenta trzymając się za twarz, ale ten unika.. Kannonball odbija się od lin.. Pop-up Samoan Drop od Tongijczyka! To nie może się inaczej skończyć! Zamora wstaje lekko wkurwiony i patrzy na przeciwnika.. ten trzymając się za plecy wstaje.. Big Ben Down! Czy to tyle!? Pin: 1.. 2.. 3! To koniec, Ben Zamora zwycięzcą pojedynku.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy  się do... jakiegoś składziku, gdzie są miotły i inne duperele. Warto też zaznaczyć, że jest tutaj siedzący na podłodze Cyclone Diallo, a to taka duperela już nie jest. Ma związane ręce, zawiązane oczy i zakneblowaną buzię. W kadrze pojawia się dłoń, która oswobadza oczy oraz usta Cyclone i po chwili widzimy, że jest to Nathan Martin! Możemy go teraz dostrzec w pełnej okazałości. Kanadyjczyk ma wymalowany przerażający uśmiech na twarzy, ale jest on pomieszany... z ekscytacją. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin: </span>Od razu cię uprzedzam...  *przybliża się do ucha Cyclone* krzyczenie nie ma sensu, zaprowadziłem nas w takie miejsce, że i tak nikogo nie ma w pobliżu, a poza tym... to po co miałbyś to robić? To wielka chwila! *rozkłada szeroko ręce* W końcu mogę podyskutować z kimś od Williego Walkera! *uradowany, tupie mocno stopą wprost w związane dłonie Diallo* Och, pardon! To z ekscytacji. Długo wyczekiwałem tej chwili.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>*rozgląda się nerwowo* Co...co to za miejsce? Nathan...nie da się ukryć, że również liczyłem na nasze spotkanie, jednak niekoniecznie w takich okolicznościach. Czy mógłbyś mnie rozwiązać? Wtedy z pewnością dyskusja stanie się bardziej komfortowa dla nas obu.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin: </span>Gdybyś był grzecznym chłopcem, to może i bym cię rozwiązał, ale niestety wiem, że potraaafisz napsocić, więc... musisz zadowolić się  czymś takim. *uśmiecha się, po czym kuca przy Diallo* Doprawdy to jest niesamowite, że Willy Walker wiedząc, co MOGĘ i co POTRAFIĘ i tak obrał mnie sobie za jeden ze swoich celi... To takie odważne, szalone oraz... głupie. *wzdycha* Powiedz mi... Panie Diallo, zrób to tu i teraz! Wytłumacz mi co kieruje akurat... TOBĄ? *podejrzliwie patrzy na niego*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>*szarpie się* Jesteś Stwórcą tego świata, a przynajmniej tak twierdzisz...powinieneś zatem rozumieć, że pytanie o motyw moich działań nie ma żadnego sensu. Tak po prostu musi być. Siła wyższa, myślę że wiesz o czym mówię. To jest o wiele ważniejsze, niż potrzeby śmiertelników. *spuszcza głowę, zamykając oczy* Nie jest dobrze. Źle się stało. *patrzy z powrotem na Martina* Popełniłeś błąd, Nathan. Widać to wyraźnie, nawet bez specjalnych rytuałów. Gwiazdy mówią jednym głosem. Być może jeszcze tego nie dostrzegasz, twoje ciało nie wysłało jeszcze żadnego alarmującego sygnału...lecz twoja dusza woła o pomoc. Pewnie myślisz sobie, że próbuję ci grozić. Nic z tych rzeczy Nathan...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin: </span>Grozić? *prycha, po czym wstaje* Gdybym tylko zechciał, to KAŻDY z was... po kolei... skończyłby jak Sakazaki oraz Dowson. *lekki uśmiech* Aktualnie wasza egzystencja bazuje na moim miłosierdziu oraz CIEKAWOŚCI. *patrzy przeraźliwie na Diallo* Mam pomysł! Sprawdźmy... jakie jest TWOJE przeznaczenie! O tak!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nathan podchodzi do wierzgającego się Diallo i ponownie zaczyna kneblować mu twarz. Następnie rozgląda się po pomieszczeniu i zauważa sznur, który sięga i w niezbyt honorowy sposób, używajac siły, związuje Diallo nogi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin: </span>Przekonajmy się zatem, czy ktokolwiek lub COKOLWIEK ci pomoże...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nate zabiera ze sobą kamerzystę, patrząc się przeraźliwie i wraz z nim opuszcza pomieszczenie, zostawiając samego Cyclone. Obraz z kamery gaśnie. </span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Video Promo</span><br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas gdzieś w okolice jakiegoś domku w górach, gdzieniegdzie widać lekko ośnieżoną trawę czy drogę, mnóstwo wokół sosen i świerków. Domek, któremu się przyglądamy wykonany jest z drewna, widać, że jest w bardzo dobrym stanie. Nagle zza budynku rozlega się dźwięk uderzania o drzewo, jakby ktoś je ścinał dość tępą siekierą. Obraz przechodzi w miejsce wydobywania odgłosu.. widzimy człowieka rozebranego od pasa w górę, tylko w spodniach, butach i masce wilka - to Fenrir. Uderza raz po raz z pięści w drzewo, na pniu widać ślady po wyprowadzonych ciosach i plamki krwi. Po chwili Norsk Werewolf przestaje “trenować” i rusza w kierunku domku, jednak siada on po chwili na schodach do tylnego wejścia do chaty..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Fenrir: </span>Dwa tygodnie.. Tyle muszę czekać by w końcu to zakończyć.. bo nie powiesz mi, że wyzwanie na Hólmgang to nie jest próba zakończenia tego co zaczęło się miesiąc temu. Tego co zaczęło się w momencie gdy walczyliśmy po sobie, gdy nasze drogi się przecięły.. bo tak musiało być, nasze przeznaczenie musiało się skrzyżować w tym konkretnym momencie, bo to nie był przypadek, że obaj trafiliśmy tutaj w tym samym czasie. *Fenrir myje ręce w wiadrze z wodą, które leżało nieopodal* Myślałem, że będąc wikingami z krwi i kości - bo Ty się tak nazywałeś, a ja mimo tego, że nie odczuwam potrzeby mówienia o tym na lewo i prawo to też nim jestem - będziemy ze sobą <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">rettferdig</span><span class="lpw-translate-tip">fair</span></span>. Jednak Ty wybrałeś inną drogę.. i nie będę Cię za nią winił, ani potępiał, bo jestem ponad to - widziałem takie rzeczy nie raz.. *oczy Fenrira zapalają się na czerwono i powoli wstaje, rusza on w stronę kamerzysty, który się cofa* Thor zachowujący się jak Loki? <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">Det er et nytt bunnivå</span><span class="lpw-translate-tip">Tego jeszcze nie grali</span></span>. Ale co innego pozostało Ci widząc to, jak sieję zniszczenie? Co Ci pozostało widząc jak pokonuję Jaya DiMateo i Johnny’ego Turna - dwóch wspaniałych wojowników - na jednym Colosseum? Co innego pozostało Ci, Thorze, widząc jak wilk, który miał być zwiastunem Ragnaroku wypełnia powoli swoje przeznaczenie, a Ty zostałeś odstawiony na boczny tor!? *głos Fenrira zaczyna się nieco modulować, mieszając się z warczeniem wilka* Jedyne co mogłeś zrobić to próbować zabrać moją chwałę i mój moment! <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">Utmerket</span><span class="lpw-translate-tip">znakomicie</span></span>! Udało się! Tylko teraz uważaj, bo to co na siebie zesłałeś to nie jest zwykły gniew.. o nie! Pamiętasz jak to było!? “Kroczy dziewięć kroków [Thor], pada martwy, rażony jadem potwora, który nie znał trwogi.” *Fenrir zbliża się do kamery niebezpiecznie blisko, oczy świecą jeszcze jaśniej krwawą czerwienią* W mitologii boga piorunów zabił Jormungandr.. a w Legion Pro Wrestling na jedenastym Colosseum.. BĘDĘ.. TO.. JA!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz natychmiast gaśnie po ostatnim wypowiedzianym słowie.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Pogotowie Ślusarskie „Dobry Wkład” - Nie możesz wsadzić? My mamy odpowiedni klucz!</span></span></span></div>
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Earlier Tonight</span><br />
David Otunga odbiera kluczyki do Mercedesa GLE 450d w wypożyczalni, sprawdza pojazd i rusza w drogę na Colosseum. Przez pierwsze kilkanaście minut wszystko przebiega bez problemów. Sytuacja zmienia się, gdy samochód zaczyna szarpać, a silnik stopniowo traci moc. Po chwili Otunga zatrzymuje się na poboczu w oddalonej od miasta okolicy. Prawnik wysiada, otwiera maskę i próbuje zorientować się, co się stało. Po krótkich oględzinach wyciąga telefon i kontaktuje się z wypożyczalnią, zgłaszając awarię. Dowiaduje się, że na pomoc będzie musiał poczekać, dlatego zamyka maskę i staje przy samochodzie, czekając na dalszy rozwój sytuacji. Po kilku minutach na pustej drodze pojawia się czarny Jeep. Pojazd zatrzymuje się obok Otungi, a ze środka wysiada dwóch mężczyzn ubranych w dresy. Jeden z nich pyta Davida, czy potrzebuje pomocy. Harvard Hammer wyjaśnia, że zepsuł mu się samochód, a drugi z mężczyzn proponuje podwiezienie do wypożyczalni. David zgadza się na propozycję i zabiera swoje rzeczy. Kiedy podchodzi do Jeepa, jeden z mężczyzn niespodziewanie chwyta go od tyłu, unieruchamiając jego ręce. Drugi wyciąga przygotowaną szmatkę nasączoną środkiem usypiającym i przyciska ją do ust oraz nosa Verdict Makera. David natychmiast zaczyna się szarpać i próbuje uwolnić się z uścisku. Napastnik mocniej go przytrzymuje, uniemożliwiając mu ucieczkę. Po krótkiej szamotaninie Otunga traci siły i osuwa się w ramiona mężczyzn.<br />
<br />
Napastnicy otwierają tylne drzwi Jeepa i umieszczają nieprzytomnego Otungę na siedzeniu. Jeden z nich wsiada obok niego, a drugi zajmuje miejsce kierowcy. Chwilę później samochód rusza i odjeżdża z miejsca zdarzenia, pozostawiając zepsutego Mercedesa Otungi na poboczu.</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Global Championship Contender Series #2: Singles Match</span></span></span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Kenneth Riddle vs Luis Borges</span></span></div>
<br />
Końcówka pojedynku. Riddle wyraźnie odczuwa już trudy wcześniejszej walki - przez moment opiera się o liny i łapie głęboki oddech, co natychmiast zauważa Borges. Portugalczyk rusza z Running Forearm Smashem, dokłada European Uppercut, a następnie trafia Shotgun Dropkickiem, posyłając Kennetha plecami w narożnik. Luis nie zwalnia, bierze rozpęd i wbija Running Knee Strike w klatkę rywala! Sacramento Saint osuwa się na matę, a The Fighting Spirit szybko przechodzi do przypięcia. 1... 2... nie! Riddle podnosi bark, ale robi to z wyraźnym wysiłkiem. Borges podciąga go do góry i próbuje Snap Suplexu, jednak Kenneth blokuje wyniesienie, szeroko rozstawiając nogi, po czym odpowiada kilkoma krótkimi uderzeniami w żebra. Luis puszcza uchwyt, a Riddle przechwytuje jego głowę i wykonuje Swinging Neckbreaker! Kenneth nie jest jednak w stanie od razu pójść za ciosem przez kilka sekund obaj leżą na macie, a Riddle wyraźnie próbuje złapać oddech. W końcu podnoszą się niemal równocześnie. Kenny rusza z Running Forearm Smashem, ale Borges schodzi z linii uderzenia. Riddle obraca się z powrotem w jego stronę i natychmiast otrzymuje Step-Up Enzuigiri! Kenneth zatacza się w kierunku lin. Luis widzi swoją szansę, odbija się od przeciwległych sznurów i rusza z Killshotem! Bicycle Knee Strike... NIE! Riddle w ostatniej chwili odsuwa się na bok, a Borges przelatuje obok. Portugalczyk szybko hamuje i odwraca się. Roundhouse Kick! Kenneth przyjmuje kopnięcie na gardę, ale jego siła i tak zmusza go do cofnięcia się o kilka kroków. Borges rusza za nim z kolejnym Running Forearmem, lecz tym razem Riddle przechwytuje jego nadgarstek, przyciąga go bliżej i wbija Knee Strike w brzuch. Luis zgina się wpół, a Kenneth natychmiast zamyka jego głowę pod pachą. Snap DDT! Riddle powoli przewraca się na rywala. 1... 2... NIE! Borges podnosi bark. Sacramento Saint siada obok niego i ciężko oddycha, przez chwilę wyglądając, jakby zwyczajnie zabrakło mu już paliwa. To Luis jako pierwszy wraca na nogi. Spinning Back Elbow trafia Kennetha w szczękę! Borges odbija się od lin i rusza po kolejne uderzenie, ale Riddle w ostatniej chwili robi pół kroku w bok, przechwytuje głowę nadbiegającego przeciwnika pod ramię i wykorzystuje jego własny impet. SUPPRESSION! kompletnie znikąd! Kenneth również pada na matę i dopiero po chwili zdoła przewrócić się w stronę Borgesa, zarzucając rękę na jego klatkę piersiową. 1... 2... 3! Riddle wygrywa, wykorzystując moment nieuwagi przeciwnika!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po zakończonym pojedynku Kenneth Riddle świętuje swoje zwycięstwo, a następnie opuszcza ring, udając się w stronę zaplecza. Luis Borges tymczasem powoli wstaje z maty. Jest niepocieszony po porażce, jednak publiczność docenia jego występ, nagradzając go brawami. Gdy Portugalczyk chce wyjść z ringu...wybrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=OAdTbE9LAtY" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">"Gold on the Ceiling"</a>! Co za niespodzianka, że akurat Willy Walker się tutaj zjawi. Borges patrzy z niepokojem w kierunku rampy, na której po paru sekundach muzyki zjawia się Texas Tycoon, który akurat rozmija się z wychodzącym Kennethem Riddle'em i między panami dochodzi do wymiany spojrzeń. Walker nie wygląda jednak na zainteresowanego Sacramento Saintem, bowiem rusza w stronę ringu. W tym czasie...z trybun wyłaniają się także ubrani w <a href="https://i.imgur.com/TvIlBuN.jpeg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">takie koszulki</a> Erwin Eckhart, Kannonball i Ralf, którzy otaczają ring z trzech stron, a zaraz potem dołącza do nich również Walker, blokując Luisowi możliwość wyjścia od strony rampy. Cała czwórka z zadowoleniem wpatruje się w Portugalczyka, który nerwowo się rozgląda wokół...<a href="https://www.youtube.com/watch?v=XTUARaFZquI" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">IMMORTAL!</a> Muzyka Johnny'ego Turna wywołuje natychmiastowy cheer na widowni, a sam Tornado Man niemal od razu zjawia się na rampie. Mało tego - towarzyszą mu również James Wallace i Nathan Martin. Wszyscy szybkim krokiem idą w stronę ringu. Walker niemal od razu odchodzi na bok, a jego towarzysze decydują się odstąpić od ringu. Willy nawet wykonuje gest w stronę Borgesa, że ten może opuścić ring. Portugalczyk po chwili zawahania decyduje się wyjść i dołączyć do Turna, Martina i Wallace'a. Przez kilka sekund między grupami trwa wymiana spojrzeń, jednak żadna ekipa nie decyduje się ruszyć na rywali. W końcu Walker podejmuje decyzję - wchodzi po schodach do kwadratowego pierścienia i sięga po mikrofon.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Willy Walker: </span>Jak widać niewiele trzeba, żeby wywołać wilka z lasu! Dobra rada, panowie - oszczędźcie sobie energii, może się przydać na lepsze okazje niż ta. *heat* A właściwie...skoro już zebraliśmy się tutaj *zerka za siebie, w kierunku swoich kompanów* prawie w komplecie, to proponuję przejść od razu do rzeczy.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Walker wykonuje w stronę swojej ekipy gest zapraszający do ringu. Po chwili Ralf, który najwyraźniej był adresatem, wślizguje się do środka.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Willy Walker: </span>Najwyższy czas rozwiązać sprawę Lumberjack Matchu, na który wszyscy czekają. Cieszę się, Johnny, że oszczędziłeś nam fatygi i sam postanowiłeś tutaj przyjść. Może jednak masz w sobie odrobinę złotego rozsądku. A skoro przyprowadziłeś ze sobą kolegów, to nie widzę przeciwwskazań, by to starcie rozpoczęło się już teraz!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Prawdopodobnie pierwszy raz w historii po słowach Willy'ego Walkera rozlega się pozytywna reakcja na widowni. On sam zaprasza Johnny'ego Turna do ringu, po czym odchodzi na bok. Tornado Man tymczasem wchodzi po schodkach, a następnie przeskakuje nad linami. W międzyczasie Walker opuszcza ring, a następnie zdejmuje swoją marynarkę i przekazuje ją pracownikowi technicznemu. Do ringu wchodzi sędzia, a obydwie grupy ustawiają się po dwóch stronach ringu.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Lumberjack Match</span></span></span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Johnny Turn vs Ralf</span></span></div>
<br />
Po reklamach wracamy do pojedynku, w którym aktualnie dzieje się totalny chaos! Przed momentem Ralf został wyrzucony z ringu i właśnie dopadają do niego zawodnicy sprzymierzeni z jego przeciwnikiem, obijając Holendra, który nawet nie jest w stanie się podnieść. Sytuacja ulega jednak zmianie, gdyż nadbiegają członkowie drużyny WRECKD, którzy wdają się w batalię z pozostałymi "drwalami". Nawet Willy Walker podwinął rękawy i ruszył wraz z resztą kompanii, co prawda trzymając się z tyłu, ale jednak. Zaczyna się regularna bijatyka i gdyby ekipa Walkera nie miała na sobie jednakowych koszulek, to trudno byłoby w ogóle zorientować się, kto tu z kim się napierdala. Wiemy natomiast jedno - Johnny Turn właśnie wszedł na narożnik! Mało tego - Tornado Man postanawia przejść kilka kroków po górnej linie, a następnie skacze prosto na walczącą ekipę, wykonując Tope Con Hilo! Wszyscy padają jak muchy, a publiczność nagradza Johnny'ego gromkim cheerem. On sam jest mocno nakręcony i szybko w tym zamieszaniu odnajduje Ralfa, którego podnosi, a następnie umieszcza wewnątrz kwadratowego pierścienia. Sam także nie czeka na nic, tylko szybko wsuwa się do środka i natychmiast rusza w stronę leżącego rywala, wykonując Speed Test! Pinfall. 1...2...kickout! Tornado Man nie zamierza zwalniać tempa. Chce podnieść Ralfa z maty...jednak ten wkłada palec w jego oko, czego sędzia nie zauważa, po czym przystępuje do Roll-upu. 1...2...niewiele zabrakło! Obydwaj się podnoszą, Turn biegnie na rywala, jednak nadziewa się na Hurricanranę. Ponownie się podnosi, jednak Ralf rusza już na niego z Running Front Dropkickiem, po którym Teksańczyk wpada plecami w narożnik. Osuwa się do pozycji siedzącej, zaś kompan Walkera decyduje się wziąć rozbieg i wykonać Facewash! Turn osuwa się na matę, zaś Ralf postanawia wejść na narożnik. Mija kilka sekund i mamy Diving Elbow Drop...chybiony! Tornado Man w porę się odsunął. Obolały Ralf podnosi się z maty, to samo czyni także jego przeciwnik. Rozpoczyna się wymiana ciosów. Raz jeden, raz drugi. W końcu Ralfowi udaje się zablokować cios oponenta. Następnie odwraca się on i wykonuje Pele Kick...ale Johnny w porę odskakuje i Holender trafia sędziego! Arbiter pada na matę, zaś Johnny chce skorzystać z zamieszania i powala Ralfa, zakładając mu Johnny Special! Ralf orientuje się, że sędzia nie widzi akcji, więc odklepuje, licząc że Turn puści chwyt. Ten jednak nie odpuszcza...i w tym momencie zostaje zaatakowany przez Kannonballa, który wbiega do ringu i powala Johnny'ego! Od razu wchodzi w Ground &amp; Pound, zasypując Turna lawiną ciosów! Już po chwili za nim wbiegają pozostali "drwale" - James Wallace odciąga Kannonballa, wykonując mu Chain Reaction! Sam jednak zostaje zaskoczony przez Erwina Eckharta, który eliminuje go z ringu poprzez Running Clothesline! Chwilę potem w stronę Nerda podąża Luis Borges...jednak zostaje podcięty i także ląduje poza ringiem! Ale już starczy tego dobrego dla Kanadyjczyka, bo właśnie przechwycił go jego rodak - Nathan Martin, który aplikuje Kiss of Solipsism! Znokautowany Erwin wytacza się poza ring, zaś Martin odwraca się i...zostaje złapany przez samego Willy'ego Walkera, który wykonuje The Downsizing! Zdaje się, że nie zamierza na tym poprzestać - cofa się kilka kroków, podwijając rękaw koszuli. Gdy Nathan zaczyna wstawać, jest obrócony tyłem do Willy'ego. Ten postanawia ruszyć...i w tym momencie do ringu wślizguje się ponownie Luis Borges, który neutralizuje Walkera Killshotem! Biznesmen od razu po tej akcji opuszcza ring. To samo czynią także pozostali drwale, gdyż sędzia zaczyna wreszcie wstawać z gleby. W ringu pozostają tylko dwaj "legalni" zawodnicy, a z zamieszania korzysta Ralf, który zaskakuje Turna Swinging Neckbreakerem. Następnie przesuwa leżącego oponenta bliżej narożnika, po czym bierze rozbieg i wykonuje Corner Slingshot 450 Splash...na pustą matę! Turnowi udało się uniknąć akcji kończącej rywala. Sam przesuwa się za liny, wstając z ich pomocą. Obserwuje Ralfa, który także się podnosi. W końcu Tornado Man postanawia skorzystać z asysty lin i wykonuje F6! Mamy próbę odliczenia. 1...2...3! To koniec tej chaotycznej walki!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po zakończonej walce Johnny Turn ma chwilę na świętowanie wraz ze swoimi sojusznikami, którzy wracają do ringu. Willy Walker i jego ekipa powoli się wycofują. Nagle wybrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=SIKD6BAF39Q" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">nieznany dotąd w LPW utwór</a>. Na czarnym ekranie wyświetlają się kolejno literki W, R, E, C oraz K w kolorze białym. Po sekundowej pauzie na ekranie wyświetla się także litera D, której towarzyszy efekt płomienia. Po chwili napis zmienia się w słowa "DEMONIO CAIDO". Mija kilka sekund, a na stage'u zjawia się <a href="https://i.imgur.com/vR5YaV4.jpeg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">taka postać.</a> Mało tego - tuż za jego plecami pokazuje się także nie kto inny, jak Cyclone Diallo, również odziany w koszulkę grupy WRECKD. Widać od razu, że nowo przybyły członek ekipy Walkera zdecydowanie góruje nad niewielkim Gwinejczykiem, który jest od niego o ponad głowę niższy. Obydwaj zawodnicy idą powoli w kierunku Walkera i reszty, którzy zdają się być zadowoleni z takiego obrotu spraw. Cała szóstka wpatruje się przez chwilę w czterech zawodników stojących w ringu. W końcu Demonio Caido występuje przed szereg i postanawia wdrapać się na apron, a następnie przejść nad górną liną do środka. Po chwili dołączają do niego także pozostali. Widząc przewagę liczebną ekipy Walkera, ulubieńcy publiczności decydują się wycofać. Jedynie Turn początkowo pozostaje niezłomny, jednak i jego odciąga ostatecznie James Wallace. W końcu opuszczają ring bez rozlewu krwi, a gdy kierują się w stronę zaplecza, Willy Walker decyduje się ponownie sięgnąć po mikrofon.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Willy Walker: </span>Mądra decyzja. Zanim stąd  znikniecie...poczekajcie moment. Myślę, że to, co za chwilę wydarzy się w tym ringu, powinno was zainteresować. *widzimy, że w ringu poza Walkerem pozostają jedynie Demonio i Diallo, a pozostali wychodzą na zewnątrz* LPW! Macie tam jeszcze jakiegoś śmiałka? A wam radzę się uważnie przyglądać - to zaledwie preludium przed tym, co czeka was na Danse Macabre.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po chwili ciszy rozlega się theme song Dale'a Ruckera, który co ciekawe nie jest sam, gdyż towarzyszy mu...również debiutujący Nicolas McDanniel!</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">After Colosseum #10</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kilka minut po zakończeniu Colosseum kamera przenosi nas do jednej z sal konferencyjnych na zapleczu areny. Przed ścianą pokrytą logotypami LPW i Colosseum ustawiono długi stół, za którym siedzą Ted DiBiase Jr. oraz David Otunga. Przed nimi znajdują się mikrofony, butelki wody oraz kilka kartek z notatkami. Po drugiej stronie sali swoje miejsca zajmują przedstawiciele mediów, a pojedyncze błyski aparatów co jakiś czas rozświetlają pomieszczenie. Po krótkiej chwili jeden z reporterów otrzymuje możliwość zadania pierwszego pytania.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">FightLine:</span> Ted, to dopiero początek twojej pracy jako Generalnego Menadżera Colosseum, ale już wprowadziłeś Global Championship i rozpocząłeś proces wyłaniania pierwszego mistrza. Jak właściwie widzisz rozwój tej marki w najbliższych miesiącach?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Chcę, żeby Colosseum było miejscem, w którym każdy występ ma swoją wartość. Nie interesuje mnie dokładanie kolejnych walk tylko po to, żeby zapełnić kartę. Chcę tworzyć historie, które prowadzą do czegoś większego, budować nowych ludzi i sprawić, żeby zawodnicy wiedzieli, że dobra seria może realnie zmienić ich pozycję. Global Championship jest tylko pierwszym krokiem.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ted odkłada mikrofon nieco niżej, a po chwili głos otrzymuje kolejny dziennikarz.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ringside Report:</span> W swoich pierwszych tygodniach bardzo często mówisz o wartości, możliwościach i biznesie. Czy oznacza to, że zamierzasz prowadzić Colosseum przede wszystkim jak produkt, a dopiero później jak brand wrestlingowy?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Jedno nie wyklucza drugiego. Dobry wrestling przyciąga ludzi, a dobrze zarządzana marka sprawia, że chcą zostać na dłużej. Jeżeli zawodnicy dostarczają emocje, ja mam obowiązek stworzyć im warunki, żeby te emocje coś znaczyły. Im większą wartość ma Colosseum, tym więcej zyskują wszyscy, którzy są jego częścią.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po odpowiedzi Teda kilka osób zapisuje coś w swoich notatnikach. Następnie jeden z reporterów przenosi uwagę na siedzącego obok Davida Otungę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Pro Wrestling Journal:</span> David, po opuszczeniu biura Generalnego Menadżera doszło do krótkiej rozmowy pomiędzy Zbyszkiem Uszczelką a Jayem DiMateo. Biorąc pod uwagę, że obaj jeszcze chwilę wcześniej znajdowali się po przeciwnych stronach tej całej sytuacji wokół Valor Championship, czy nie wyglądało to trochę tak, jakby któryś z nich próbował właśnie zyskać sobie sojusznika?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Otunga słysząc to pytanie patrzy na dziennikarza z zaciekawieniem, po czym poprawia stos kartek leżący przed nim.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: Nie będę udawał, że wiem dokładnie o czym oni rozmawiali. Nie słyszałem tej rozmowy więc nie zamierzam dopisywać do niej nieznanych mi treści - byłoby to wysoce nieprofesjonalne z mojej strony. Natomiast najważniejsze jest to, że widziałem kto z kim rozmawiał w jakim momencie. A biorąc pod uwagę wszystko, co wydarzyło się wcześniej w gabinecie Teda, byłoby zwyczajnie nierozsądne, gdybym to zignorował. Jeżeli ktoś próbuje zyskać sobie sojusznika, zmienić układ sił albo zabezpieczyć własną pozycję przed kolejnym etapem tej historii, ma do tego pełne prawo. Tak jest ten biznes zbudowany drodzy Państwo. Poczułem się zobowiązany do dowiedzenia się nie tego kto z kim rozmawiał - a dlaczego rozmawiał? <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">The Advocate splata dłonie na blacie oraz z pełnym skupieniem pochyla się nad mikrofonem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: I żebyśmy wszyscy mieli jasność. Nie zamierzam oceniać ludzi na podstawie jednej rozmowy. Zamierzam obserwować ich działania. Bo w tym przypadku nie interesuje mnie to, co Uszczelka i Jay powiedzieli sobie na ucho, tudzież za zamkniętymi drzwiami. Interesuje mnie bardziej to co zrobią później. Dlatego tak, będę miał ich obu na oku. Nie dlatego, że zakładam ich winę. Tylko dlatego, że nauczyłem się nie ignorować rzeczy, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się przypadkowe. A jeżeli rzeczywiście ktoś próbuje zbudować sobie sojusz, to chcę wiedzieć o tym, zanim ten sojusz zacznie mieć jakiekolwiek znaczenie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tej odpowiedzi Ted wyraźnie wskazuje dziennikarzom, że czas konferencji dobiegł końca i wraz z Davidem opuszczają arenę.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/0YeExQZ.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 0YeExQZ.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/LBr7kECsjcQ" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Muzyka rozbrzmiewa w całej hali, a kamera wykonuje przejazd po licznie zgromadzonej publiczności. Przed nami ostatnie Colosseum przed zbliżającym się LPW: Danse Macabre! Na ekranach pojawiają się plansze przedstawiające pojedynki Global Championship Series, które przybliżą nas do wyłonienia pretendenta do nowego mistrzowskiego pasa. Kamera przenosi się następnie na stolik komentatorski, gdzie komentatorzy krótko zapowiadają dzisiejsze wydarzenia i przypominają o nadchodzącym PPV. Po chwili realizator ponownie kieruje obraz na ring. Czas rozpocząć kolejne Colosseum!<br />
</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Global Championship Contender Series #1: Singles Match</span></span></span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Kenneth Riddle vs James Wallace</span></span></div>
<br />
Wracamy po reklamach do walki, którą w tym momencie zdecydowanie prowadzi ten bardziej doświadczony z zawodników. Akcja dzieje się w narożniku i widzimy oraz słyszymy, jak sędzia upomina Kanadyjczyka i zaczyna odliczanie. Kenny od razu podnosi ręce do góry, odsuwa się o kilka kroków do tyłu i wykonuje Corner Clothesline, po którym wyciąga James'a na środek i dokłada jeszcze Snap DDT! Mamy pin! 1...2.. Kick Out. Wonderkid powoli się podnosi, a Kenny bierze rozbieg, wskakuje na liny i trafia Springboard Kickiem. Kolejna próba pinu. 1...2... Kick Out! Riddle kręci tylko głową, jednak od razu przechodzi do dalszej ofensywy. Wychodzi pomiędzy linami na apron i mamy Slingshot Sommersault Sento... A jednak nietrafiony! Wallace w ostatniej chwili przetacza się w kierunku lin, unikając zagrożenia! Młody próbuje zebrać w sobie trochę sił, podnosząc ręce do góry i co chwila zaciskając dłoń w pięść, a następnie ją otwierając. Powoli wstaje, udaje mu się nawet wrócić do stójki. Nagle zostaje złapany w pasie i obrywa German Suplexem! Po publice przetoczył się lekki szmer w ramach zawodu nieskutecznym powrotem do walki młodego Wesa. Sacramento Saint jednak jakby był w małym transie, kompletnie nie zwraca uwagi na tłum zebrany dookoła tylko wskakuje na narożnik i wykonuje Moonsault, tym razem trafiając! Od razu pinuje! 1...2... Kick out! Riddle spogląda na rękę Jamesa... Wonderment! Jednak nie dopięte w 100%, Młody w ostatniej chwili łapie swoją kończynę drugą ręką, nie pozwalając Kenny'emu zapiąć dźwigni do końca! A następnie przekręca się tak, że teraz to on pinuje Kanadyjczyka! 1...2.. Kick Out! Obaj się podnoszą, jednak to Riddle jest mniej poobijany i to on wstaje jako pierwszy... Icon's Stamp! Unik! Discus Lariat od Wallace'a! Po tym ciosie obaj lądują na deskach! Sędzia sprawdza najpierw jednego, potem drugiego, ale wygląda na to, że wszystko w porządku i możemy kontynuować walkę. James zdążył odtoczyć się do narożnika, gdzie powoli wstaje. Kenny również wrócił już do stójki i rusza na rywala, jednak ten uskakuje w bok przez co The Icon uderza twarzą w gąbkę! Wonderkid przemieszcza się na środek ringu, Riddle otrząsa się po nieudanym ataku, rusza ponownie, jednak jest to pusty przebieg z powodu kolejnego uniku zawodnika z Houston. Odbija się od lin... I nadziewa się na Hellraiser w drodze powrotnej! Kenny robi wręcz salto od impetu kopnięcia, a Młody przyklęka na jedno kolano oddychając głęboko. Odgarnia włosy z twarzy i zaczyna "pompować" rękoma w powietrzu, nabierając sił. Publika razem z nim zaczyna reagować coraz głośniej, co jeszcze dodatkowo go nakręca. Nabiera rozpędu i wykonuje Running Uppercut! Od razu wstaje, unika ręki Kenny'ego która przelatuje nad jego głową, podrzuca go do góry i wykonuje Pop-Up Uppercut! James zaczyna krążyć dookoła ringu, krzycząc z całych sił w kierunku publiczności, która w odwecie dodaje mu jeszcze więcej energii do ataku. Riddle wstaje i od razu ponownie próbuje zaatakować, jednak kolejny raz jego atak zostaje uniknięty, a po chwili od razu nadziewa się na Back Kick! Nastepnie Chest Kick! I dodatkowo jeszcze Back Elbow! Wallace momentalnie chwyta oponenta w konkretny sposób i kończy całą kombinację przy pomocy Chain Reaction! Mamy pin! 1...2... Kick Out! Młodzian jednak nie zwalnia, od razu podnosi rywala i wykonuje Blackway Drive! Tym razem jednak nieudane! Kenny w ostatniej chwili wykręca się z uchwytu i sam wykonuje Suppression! Też nie! Zostaje odepchnięty na liny, a po powrocie do centrum ringu inkasuje Black Dust! Znowu mamy pin! 1...2... Kick Out! James przechodzi do kolejnej próby Blackway Drive, ale Riddle raz jeszcze się wykręca i samemu atakuje... Icon's Stamp! James słania się na nogach... Supression! Connected! 1...2...3... Tak jest! Kenneth Riddle wygrywa walkę i przechodzi dalej!<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Earlier Tonight</span></span><br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi się na zaplecze hotelu, gdzie w jednym z korytarzy ubrany w elegancki garnitur oraz złotym zegarkiem na nadgarstku David Otunga natrafia na Jorge Cavazosa. Obaj zatrzymują się na chwilę, a prawnik pierwszy rozpoczyna rozmowę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga:</span> Jorge, masz chwilę? Bo po tym, co wydarzyło się ostatnio, radziłbym ci bardzo uważać na DiMateo i Uszczelkę. Mam coraz mocniejsze wrażenie, że oni nie zamierzają ze sobą walczyć o ten pas. Chcą najpierw pozbyć się wszystkich którzy mogą stanąć im na drodze, a potem rozstrzygnąć wszystko między sobą.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Ciekawe, że akurat ty mi to mówisz. Przecież sam jesteś jednym z ludzi, którzy mogą skończyć z tym pasem. Skąd mam wiedzieć, że nie próbujesz po prostu pozbyć się dwóch konkurentów?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga:</span> Nie musisz mi ufać. Wręcz przeciwnie, byłbym naiwny gdybym oczekiwał, że mi zaufasz. Ale możesz obserwować fakty. Ja robię dokładnie to samo.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Właśnie dlatego będę obserwował również ciebie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga:</span> I bardzo dobrze. Gdybyś tego nie robił, nie byłbyś dobrym kandydatem do walki o ten pas. I zapamiętaj jedno, Jorge. Jeżeli przyjdzie moment w którym będę musiał wybrać pomiędzy interesem swoim a interesem człowieka stojącego naprzeciwko mnie... to wybiorę swój. Nie będę cię za to potępiał, jeśli zrobisz dokładnie to samo. Różnica polega na tym, że ja przynajmniej nie będę udawał, że jest inaczej.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Harvard Hammer kiwa głową i rusza dalej korytarzem, pozostawiając Fiesta Mastera z wyraźnie nieufnym spojrzeniem.Jorge cały czas spogląda w stronę, w którą odszedł David.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Ci cholerni <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">abogados</span><span class="lpw-translate-tip">adwokaci</span></span>. Nigdy nie można im ufać. Jedyne co robią to wiecznie tylko gadają.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jorge kręci przecząco głową i także odchodzi.</span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas...gdzieś na zewnątrz, przed wejściem do budynku, w którym odbywa się dzisiejsze Colosseum. Operator zauważa idącą w stronę wejścia postać. Nie widać jej twarzy, gdyż operator filmuje jegomościa z tyłu. Da się jedynie zauważyć jego łysą głowę, ubranie dresowe i walizkę na kółkach, którą ciągnie za sobą. Nagle słychać jakiś krzyk.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???: </span>Chłopaki! To Johnny Turd!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nie mijają nawet dwie sekundy, a w kadrze zjawia się Kannonball, który z pełną prędkością wpada w idącego jegomościa, powalając go na glebę! Od razu podnosi go i wykonuje Nasty Face! Po chwili podbiega również Ralf i wraz ze swoim kompanem wymierzają kilka stompów swojej ofierze. Zaraz potem Kannonball chwyta za leżącą walizkę i rzuca ją na plecy łysola. Następnie Ralf nachyla się, zakładając Sleeper Hold...i w tym momencie zauważa, że coś jest nie tak. Postanawia odwrócić jegomościa twarzą w górę i jego oczom ukazuje się...nieprzytomny Mateusz MW!</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">RaLf: </span>Kurwa mać, przecież to nie on!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kannonball: </span>Jak to nie? Łysa pała przecież!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ralf łapie się za głowę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kannonball: </span>To kto to jest? To pewnie jakiś kolega Turda, bo też łysy, no nie?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ralf: </span>To jeden z tych pajaców, którzy tu pracują. Nikt ważny na szczęście. Pozbądźmy się go, to może nikt nawet nie zauważy, że się nie pojawił. Diallo! Akcja odwołana, wyłaź!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po chwili z budynku wychodzi...nie Diallo, którego nigdzie nie widać, tylko Erwin Eckhart.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Erwin Eckhart: </span>Co tutaj się dzieje? *zauważa nieprzytomnego Mateusza MW* Chyba mówiłem wam, że atakowanie neutralnych jest wbrew zasadom.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ralf: </span>Zamiast się mądrzyć, lepiej nam pomóż.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Erwin Eckhart: </span>*wzdycha z dezaprobatą* Jak zwykle trzeba po was sprzątać. *zauważa coś* Zaczekaj chwilę. *odchodzi na kilka kroków, po czym sięga po jakiś czarny worek* Pokazywanie ludziom na ulicy scen drastycznych stanowi skandaliczny przykład łamania wszelkich zasad moralnych.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kannonball i Ralf podnoszą nieprzytomnego Mateusza i z pomocą Erwina pakują go do worka.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ralf: </span>Tam jest jakiś kontener.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kannonball zarzuca na plecy worek, po czym wraz z pozostałymi rusza w stronę kosza na śmieci. Erwin i Ralf asystują, podnosząc blaszaną klapę i już po chwili Mateusz MW ląduje wewnątrz kontenera.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ralf: </span>Dobra, przynajmniej to mamy z głowy. *patrzy na Kannonballa* Ty więcej niczego nie planujesz. Gdzie ten Diallo? DIALLO!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kannonball: </span>Daj spokój, pewnie już poszedł do szatni. Wiesz jaki jest Diallo, jego nawet Jezus się boi! *śmieje się* Nic mu nie będzie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ralf wzrusza ramionami, najwyraźniej dając się przekonać, po czym cała trójka wchodzi do budynku. Operator rusza za nimi, jednak przed wejściem spostrzega, że coś się rusza w pobliskich krzakach. Postanawia podejść bliżej i dostrzega...szamoczącego się w zaroślach Cyclone'a Diallo, którego ktoś zakneblował i teraz blokuje jego ręce, przez co ten nie może się wydostać! Nie widać drugiej postaci na ekranie, udaje się uchwycić jedynie jego ręce. Kamerzysta postanawia się wycofać w trosce o własne bezpieczeństwo, po czym obraz powoli gaśnie.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Firma Transportowa „Na Styk” - Ciasno? Spokojnie, wszystko wejdzie!</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi się na zaplecze, gdzie widzimy... Riddle'a oraz Wallace'a, podających sobie właśnie rękę, pogrążonych w konwersacji.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James Wallace:</span> Dzięki za rady Kenny. &lt;lekki uśmiech&gt; Wiem, że porażka jest nieunikniona. Tylko, że... &lt;przeczesuje ręką włosy, po czym zaciska lekko pięść&gt; kurwa, chcę tu wyrobić swoją renomę. Muszę być w stanie pokonywać najlepszych z najlepszych. Jak inaczej mam GO prześcignąć? Jak mam pozbyć się ciągłych porównań? Jakby to była moja pieprzona wina, że urodziłem się synem Wesa... *wzdycha i opiera się barkiem o ścianę* Nie żeby mi to przeszkadzało, ale z jakiegoś powodu jest solą w oku wielu osób. Nawet jeśli nikt nie mówi mi tego w twarz, to słyszę szepty za plecami. Widzę współczujące spojrzenia. Pogardliwe uśmiechy. Tak jakby moja wartość sprowadzała się wyłącznie do bycia synem wielkiego, pierdolonego Wesa Wallace'a…<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Widać i oczywiście słychać, że James zaczyna się coraz bardziej nakręcać, dając się ponieść emocjom. Kenny jednak dość szybko go stopuje, wcinając mu się w słowo.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Już teraz Twoja wartość jest znacznie wyższa niż tylko nazwisko. Czułem to od razu, jak tylko pojawiłeś się w LPW, ale dzisiaj miałem okazję przekonać się o tym na własnej skórze. James *Kenneth kładzie dłoń na ramieniu swojego rozmówcy*, już teraz wymiatasz, a będzie tylko lepiej i zaraz to ja będę przychodził do Ciebie po rady! *Riddle uśmiecha się* Szepty za plecami? Mam na to jedną radę. Pamiętaj, jeśli nie powiedzą Ci czegoś w twarz, to znaczy, że nie powiedzieli tego wcale. Kariera jest za krótka na branie pod uwagę szumu, który powstaje wokół nas. Dobrze wiem, że ludzie gadali różne rzeczy po mojej porażce z Zamorą. Ale szepty mają tak duże znaczenie, jakie sami im nadamy.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">James chwilę patrzy na Kenny'ego, po czym szeroko się uśmiecha i potakuje głową. Bierze głęboki oddech, a następnie otwiera usta... Tylko po to, żeby za chwilę je zamknąć i przenieść wzrok na kogoś stojącego za jego rozmówcą.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ben Zamora:</span> Kenny, Kenny, Kenny... Bawisz się w dobrego wujka? *Riddle obraca się od razu w pozycji defensywnej, na co Zamora tylko się uśmiecha* Masz chyba ważniejsze rzeczy na głowie, niż niańczenie czyichś dzieci? Poza tym, ten pisklak już dawno jest poza gniazdem. Więc da sobie radę. Niedaleko pada jabłko od jabłoni, młody. *Ben przenosi wzrok na Jamesa* Masz potencjał. To pewne. Tylko go nie zmarnuj na słuchanie mniejszych od siebie. Rozwijaj się o jeden procent każdego dnia a w końcu zamkniesz im wszystkim gęby. A teraz musisz nam wybaczyć, ale to tutaj *wskazuje palcem na siebie i Riddle'a* wcale Cię nie dotyczy. Także znikaj. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">James buńczucznie postępuje krok na przód, jednak Kenny wyciąga rękę w bok i stopuje zamiary młodego Wallace'a. Ten patrzy na Riddle'a pytająco, a Ben uśmiecha się tylko pod nosem i kiwa z podziwem głową.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Ostatnią radą na dziś ode mnie będzie to - "nie zawsze warto toczyć cudze bitwy". Spokojnie, zasłużyłeś już dzisiaj na odpoczynek. Nie musisz się nim przejmować. *Kenneth spogląda na Jamesa, który bierze głęboki oddech, kiwa głową i odchodzi. Riddle natomiast kieruje wzrok na Zamorę*. Gratulacje! Widzę, że od teraz bijesz się także z ludźmi będącymi w pełni sił! No... przynajmniej fizycznych. To urocze, że mnie szukałeś, ale jeżeli nie chcesz mi życzyć powodzenia, to raczej nie znajdę dla Ciebie teraz czasu. Będziesz musiał poczekać do Danse Macabre...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ben Zamora:</span> Proszę Cię Kenny. Cały czas próbujesz przeforsować narrację, która sugeruje wszystkim, że to ja wybieram sobie takie walki. Obaj doskonale wiemy, że nie mam takiej mocy sprawczej. Dodatkowo jesteś skończonym hipokrytą. To Ty wcześniej kontuzjowałeś kolano Rybacka, a potem bez żadnego mrugnięcia okiem wykorzystywałeś każdą okazję by uderzyć w jego słaby punkt. Także oszczędź sobie manipulowania faktami. *Ben uśmiecha się szyderczo* I tak, Kenny. Przyszedłem Ci życzyć powodzenia. Bierz ich, Tygrysie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Wydaje mi się, że ostatnio dość jasno wypowiedziałem się na temat kreowania narracji wokół Ciebie, więc nie zamierzam się powtarzać. Doskonale wiem, że i tak spróbujesz odwrócić kota ogonem, a ja nie jestem teraz zainteresowany takimi przepychankami. Uznam, że słyszałem tylko ostatnie zdanie i podziękuję. Chociaż obaj wiemy, że nie potrzebuję w tym przypadku szczęścia, tylko świętego spokoju. Motywacji też mi nie brakuje. Jeżeli mam tej samej nocy zdobyć tytuł Global Championship i wyrównać rachunki między nami, to oznacza naprawdę szczęśliwe ułożenie gwiazd.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ben Zamora:</span> Właśnie. Kreowanie narracji. Może czas zająć się tym co prawdziwe, zamiast wymyślać wymówkę za wymówką? A fakty są niepodważalne - już raz Cię pokonałem. Zrobię wszystko, żeby pokonać Cię po raz kolejny i jednocześnie zostać pierwszym Global Championem. Więc lepiej zepnij to swoje wątłe dupsko i doprowadź sprawy do końca. Bo to z Tobą chcę walczyć. Nic innego nie będzie mnie satysfakcjonowało. A jeśli zawiedziesz, to przyjdę i po raz kolejny podam Ci tą wygraną na talerzu. Następnie na Danse Macabre zmiażdżę Cię doszczętnie i sprawię, że Kenneth Riddle będzie tylko echem przeszłości. Bladym wspomnieniem, które nie było nigdy na tyle ważne, by wyryć się w pamięci. Postaraj się, żebym nie musiał znowu wykonywać całej roboty za Ciebie, Kenny.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zamora rusza z miejsca, przechodząc obok Riddle'a i lekko przepychając go barkiem toruje sobie drogę. Mamy zbliżenie na twarz zdeterminowanego Kenny'ego, który nawet nie ogląda się za swoim dotychczasowym rozmówcą, a następnie obraz z kamery urywa się.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Singles Match</span></span></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Preston Steele vs Miguel Escobar</span></span></div>
<br />
Słychać gong i obaj momentalnie ruszają na środek ringu, ale zamiast klasycznego zwarcia zaczynają od przepychania barkami. Steele wbija palec w klatkę Escobara, Hiszpan odpowiada slapem prosto w twarz i po chwili mamy serię krótkich Punchy z obu stron! Preston trafia mocnym Forearmem, Miguel oddaje Chopem, a następnie próbuje Wrist Locku. Legacy Breaker szybko odwraca uchwyt, wykręca rękę rywala i przyciąga go do Short-Arm Clothesline'u, jednak Escobar schyla się i odpowiada Snap Suplexem! Miguel natychmiast dosiada rywala i dorzuca kilka Punchy, dopóki sędzia nie odciąga go za ramię. Steele wykorzystuje moment, wstaje i bez ostrzeżenia kopie przeciwnika w kolano. DDT! Miguel uderza głową o matę, ale Preston nie pinuje - zamiast tego podciąga go za włosy. Sędzia ponownie reaguje, a Steele tylko uśmiecha się szyderczo. Escobar wykorzystuje zamieszanie, uderza rywala łokciem w brzuch i posyła go Shoulder Blockiem w narożnik, gdzie natychmiast rozpoczyna kolejną serię agresywnych ciosów. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie niespodziewanie wybrzmiewa Le Manu! Escobar oraz Steele wręcz zamierają w akcji i jak jeden mąż spoglądają w kierunku rampy, gdzie już po chwili pojawia się nie kto inny jak Zamora! Tongijczyk z uśmiechem kieruje się do ringu, ubrany w strój do walki. Zatrzymuje się tuż pod nim i spogląda na sędziego który jest przy linach i krzyczy do niego, by nie robił nic głupiego. Ben rozgląda się dookoła, wzrusza ramionami... I łapie za nogę sędziego, wyciągając go na zewnątrz! Publiczność reaguje na to głośną wrzawą, a zawodnicy w ringu tylko spoglądają na siebie, potakując nerwowo głowami, zgodni co do właściwego zagrożenia. Tongijski Tyran wślizguje się do ringu, Preston oraz Miguel próbują go zaatakować, jednak to na nic, bowiem ten unika, odbija się od lin i trafia obu poteżnym Double Lariatem! Powaleni zawodnicy odtaczają się do przeciwległych narożników, na co Ben reaguje tylko kolejnym uśmieszkiem... Cannonball dla Escobara! Cannonball dla Steele'a! W międzyczasie sędzia poza ringiem dochodzi do siebie i nakazuje zabić w gong, przerywając całkowicie walkę, bez żadnego rozstrzygnięcia. Zamora jednak niezbyt się tym przejmuje, powoli wstające ofiary łapie w pasie, jednego lewą, drugiego prawą ręką i dorzuca im Double German Suplexa, po którym obaj wytaczają się w okolice stołu komentatorskiego! Big Ben podąża za nimi i oczyszcza stół komentatorski, po czym ponownie łapie obu, jakimś cudem wynosi ich do góry i wykonuje Double Powerbomb na stół! Następnie podnosi praktycznie nieprzytomnego już Escobara i dokłada mu jeszcze Big Ben Down! A po chwili podobna sytuacja spotyka Prestona, który otrzymuje Tyrant's Verdict! To już chyba koniec tej masakry, ponieważ w tym momencie na rampie pojawia się cały tabun zapleczowych pracowników Colosseum! Zamora nie robi sobie z tego zupełnie nic, zamiast tego podchodzi do pracownika technicznego i wyrywa mu z ręki mikrofon, z którym wtacza się do ringu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ben Zamora:</span> Świetnie, że pojawiła się tu ekipa sprzątająca. Możecie zabrać te śmieci i zostawić je tam, gdzie ich miejsce. *uśmieszek, Ben bierze głęboki oddech* Gdyby ktoś się zastanawiał "czemu?", to odpowiedź jest krótka i prosta. DiBiase obiecał mi czas w tym ringu, który rozpoczynał się dokładnie w momencie w którym wybiła moja muzyka. Skoro walka jednak wciąż trwała, cóż - postanowiłem, że wezmę sprawy w swoje ręce. *Ogląda się na opatrywanych zawodników* A teraz, nie przedłużając - zapraszam do walki. *obraca się w stronę rampy* Znajdzie się jakikolwiek śmiałek, gotów podjąć rękawicę? Czy wszyscy tam na zapleczu musicie się najpierw uszkodzić, żeby mieć wymówkę w razie nieuniknionej porażki?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ben odrzuca mikrofon i spogląda raz jeszcze na wywożonych z hali zawodników, po czym odsuwa się do narożnika, oczekując na śmiałka. W tym momencie na arenie wybucha muzyka Kannonballa i tej zdecydowanym krokiem zmierza do ringu</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Open Challange</span></span></span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Ben Zamora vs Kannonball</span></span></div>
<br />
GONG!. Kannonball biegnie w kierunku Bena, ten jednak robi unik i jego przeciwnik trafia prosto w narożnik. Odbija się od niego i trafia prosto w ramiona Tongijskiego Tyrana.. Overhead Belly-to-belly Suplex! Kannonball wstaje przy pomocy narożnika, a Zamora nie traci czasu, łapie w Full Nelsona.. Dragon Suplex! Chaos Creator pada na matę, Ben natomiast nie chce go jeszcze przypinać tylko powoli pomaga wstać przeciwnikowi i wrzuca go z impetem w narożnik, sprzedaje mu kilka punchy po czym.. Biel Throw! Co za siła! Kannonball ląduje po środku ringu.. Running Senton! Pin: 1.. 2.. to jeszcze nie ten moment, Demolition Machine odkopuje. Warmachine wstaje powoli i patrzy jak jego przeciwnik powoli się podnosi, a po chwili nabiega na liny, odbija się od nich.. Kannonball chce skontrować Clotheslinem! Pudło! Zamora odbija się od przeciwległych lin, Chaos Creator się odwraca.. Running Lariat! Trafiony! Będzie przypięcie!? Nie! Tongijski Tyran widzi, że dostał tłustą kluchę, którą będzie musiał jeszcze trochę otłuc. Pomaga mu wstać i próbuje go.. wynieść pod Military Press!? Z lekkim wysiłkiem, ale prawie daje radę.. w ostatniej chwili kilka łokci od Kannonballa ratuje sytuację. Ben jest lekko zamroczony i Demolition Machine chce wykorzystać sytuację.. rozpędza się od jednych lin, przebiega obok Tongijczyka, zawraca i.. Running Crossbody! W końcu trafił! Będzie przypięcie: 1.. co!? To było za proste dla Zamory, szybko odkopał i wyrzucił też nieco dalej swojego przeciwnika. Ten zdezorientowany nie wie co robić, stara się jak najszybciej wstać.. Yakuza Kick od Warmachine’a! Chaos Creator szybko wstaje i rusza na oponenta trzymając się za twarz, ale ten unika.. Kannonball odbija się od lin.. Pop-up Samoan Drop od Tongijczyka! To nie może się inaczej skończyć! Zamora wstaje lekko wkurwiony i patrzy na przeciwnika.. ten trzymając się za plecy wstaje.. Big Ben Down! Czy to tyle!? Pin: 1.. 2.. 3! To koniec, Ben Zamora zwycięzcą pojedynku.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy  się do... jakiegoś składziku, gdzie są miotły i inne duperele. Warto też zaznaczyć, że jest tutaj siedzący na podłodze Cyclone Diallo, a to taka duperela już nie jest. Ma związane ręce, zawiązane oczy i zakneblowaną buzię. W kadrze pojawia się dłoń, która oswobadza oczy oraz usta Cyclone i po chwili widzimy, że jest to Nathan Martin! Możemy go teraz dostrzec w pełnej okazałości. Kanadyjczyk ma wymalowany przerażający uśmiech na twarzy, ale jest on pomieszany... z ekscytacją. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin: </span>Od razu cię uprzedzam...  *przybliża się do ucha Cyclone* krzyczenie nie ma sensu, zaprowadziłem nas w takie miejsce, że i tak nikogo nie ma w pobliżu, a poza tym... to po co miałbyś to robić? To wielka chwila! *rozkłada szeroko ręce* W końcu mogę podyskutować z kimś od Williego Walkera! *uradowany, tupie mocno stopą wprost w związane dłonie Diallo* Och, pardon! To z ekscytacji. Długo wyczekiwałem tej chwili.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>*rozgląda się nerwowo* Co...co to za miejsce? Nathan...nie da się ukryć, że również liczyłem na nasze spotkanie, jednak niekoniecznie w takich okolicznościach. Czy mógłbyś mnie rozwiązać? Wtedy z pewnością dyskusja stanie się bardziej komfortowa dla nas obu.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin: </span>Gdybyś był grzecznym chłopcem, to może i bym cię rozwiązał, ale niestety wiem, że potraaafisz napsocić, więc... musisz zadowolić się  czymś takim. *uśmiecha się, po czym kuca przy Diallo* Doprawdy to jest niesamowite, że Willy Walker wiedząc, co MOGĘ i co POTRAFIĘ i tak obrał mnie sobie za jeden ze swoich celi... To takie odważne, szalone oraz... głupie. *wzdycha* Powiedz mi... Panie Diallo, zrób to tu i teraz! Wytłumacz mi co kieruje akurat... TOBĄ? *podejrzliwie patrzy na niego*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>*szarpie się* Jesteś Stwórcą tego świata, a przynajmniej tak twierdzisz...powinieneś zatem rozumieć, że pytanie o motyw moich działań nie ma żadnego sensu. Tak po prostu musi być. Siła wyższa, myślę że wiesz o czym mówię. To jest o wiele ważniejsze, niż potrzeby śmiertelników. *spuszcza głowę, zamykając oczy* Nie jest dobrze. Źle się stało. *patrzy z powrotem na Martina* Popełniłeś błąd, Nathan. Widać to wyraźnie, nawet bez specjalnych rytuałów. Gwiazdy mówią jednym głosem. Być może jeszcze tego nie dostrzegasz, twoje ciało nie wysłało jeszcze żadnego alarmującego sygnału...lecz twoja dusza woła o pomoc. Pewnie myślisz sobie, że próbuję ci grozić. Nic z tych rzeczy Nathan...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin: </span>Grozić? *prycha, po czym wstaje* Gdybym tylko zechciał, to KAŻDY z was... po kolei... skończyłby jak Sakazaki oraz Dowson. *lekki uśmiech* Aktualnie wasza egzystencja bazuje na moim miłosierdziu oraz CIEKAWOŚCI. *patrzy przeraźliwie na Diallo* Mam pomysł! Sprawdźmy... jakie jest TWOJE przeznaczenie! O tak!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nathan podchodzi do wierzgającego się Diallo i ponownie zaczyna kneblować mu twarz. Następnie rozgląda się po pomieszczeniu i zauważa sznur, który sięga i w niezbyt honorowy sposób, używajac siły, związuje Diallo nogi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin: </span>Przekonajmy się zatem, czy ktokolwiek lub COKOLWIEK ci pomoże...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nate zabiera ze sobą kamerzystę, patrząc się przeraźliwie i wraz z nim opuszcza pomieszczenie, zostawiając samego Cyclone. Obraz z kamery gaśnie. </span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Video Promo</span><br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas gdzieś w okolice jakiegoś domku w górach, gdzieniegdzie widać lekko ośnieżoną trawę czy drogę, mnóstwo wokół sosen i świerków. Domek, któremu się przyglądamy wykonany jest z drewna, widać, że jest w bardzo dobrym stanie. Nagle zza budynku rozlega się dźwięk uderzania o drzewo, jakby ktoś je ścinał dość tępą siekierą. Obraz przechodzi w miejsce wydobywania odgłosu.. widzimy człowieka rozebranego od pasa w górę, tylko w spodniach, butach i masce wilka - to Fenrir. Uderza raz po raz z pięści w drzewo, na pniu widać ślady po wyprowadzonych ciosach i plamki krwi. Po chwili Norsk Werewolf przestaje “trenować” i rusza w kierunku domku, jednak siada on po chwili na schodach do tylnego wejścia do chaty..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Fenrir: </span>Dwa tygodnie.. Tyle muszę czekać by w końcu to zakończyć.. bo nie powiesz mi, że wyzwanie na Hólmgang to nie jest próba zakończenia tego co zaczęło się miesiąc temu. Tego co zaczęło się w momencie gdy walczyliśmy po sobie, gdy nasze drogi się przecięły.. bo tak musiało być, nasze przeznaczenie musiało się skrzyżować w tym konkretnym momencie, bo to nie był przypadek, że obaj trafiliśmy tutaj w tym samym czasie. *Fenrir myje ręce w wiadrze z wodą, które leżało nieopodal* Myślałem, że będąc wikingami z krwi i kości - bo Ty się tak nazywałeś, a ja mimo tego, że nie odczuwam potrzeby mówienia o tym na lewo i prawo to też nim jestem - będziemy ze sobą <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">rettferdig</span><span class="lpw-translate-tip">fair</span></span>. Jednak Ty wybrałeś inną drogę.. i nie będę Cię za nią winił, ani potępiał, bo jestem ponad to - widziałem takie rzeczy nie raz.. *oczy Fenrira zapalają się na czerwono i powoli wstaje, rusza on w stronę kamerzysty, który się cofa* Thor zachowujący się jak Loki? <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">Det er et nytt bunnivå</span><span class="lpw-translate-tip">Tego jeszcze nie grali</span></span>. Ale co innego pozostało Ci widząc to, jak sieję zniszczenie? Co Ci pozostało widząc jak pokonuję Jaya DiMateo i Johnny’ego Turna - dwóch wspaniałych wojowników - na jednym Colosseum? Co innego pozostało Ci, Thorze, widząc jak wilk, który miał być zwiastunem Ragnaroku wypełnia powoli swoje przeznaczenie, a Ty zostałeś odstawiony na boczny tor!? *głos Fenrira zaczyna się nieco modulować, mieszając się z warczeniem wilka* Jedyne co mogłeś zrobić to próbować zabrać moją chwałę i mój moment! <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">Utmerket</span><span class="lpw-translate-tip">znakomicie</span></span>! Udało się! Tylko teraz uważaj, bo to co na siebie zesłałeś to nie jest zwykły gniew.. o nie! Pamiętasz jak to było!? “Kroczy dziewięć kroków [Thor], pada martwy, rażony jadem potwora, który nie znał trwogi.” *Fenrir zbliża się do kamery niebezpiecznie blisko, oczy świecą jeszcze jaśniej krwawą czerwienią* W mitologii boga piorunów zabił Jormungandr.. a w Legion Pro Wrestling na jedenastym Colosseum.. BĘDĘ.. TO.. JA!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz natychmiast gaśnie po ostatnim wypowiedzianym słowie.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Pogotowie Ślusarskie „Dobry Wkład” - Nie możesz wsadzić? My mamy odpowiedni klucz!</span></span></span></div>
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Earlier Tonight</span><br />
David Otunga odbiera kluczyki do Mercedesa GLE 450d w wypożyczalni, sprawdza pojazd i rusza w drogę na Colosseum. Przez pierwsze kilkanaście minut wszystko przebiega bez problemów. Sytuacja zmienia się, gdy samochód zaczyna szarpać, a silnik stopniowo traci moc. Po chwili Otunga zatrzymuje się na poboczu w oddalonej od miasta okolicy. Prawnik wysiada, otwiera maskę i próbuje zorientować się, co się stało. Po krótkich oględzinach wyciąga telefon i kontaktuje się z wypożyczalnią, zgłaszając awarię. Dowiaduje się, że na pomoc będzie musiał poczekać, dlatego zamyka maskę i staje przy samochodzie, czekając na dalszy rozwój sytuacji. Po kilku minutach na pustej drodze pojawia się czarny Jeep. Pojazd zatrzymuje się obok Otungi, a ze środka wysiada dwóch mężczyzn ubranych w dresy. Jeden z nich pyta Davida, czy potrzebuje pomocy. Harvard Hammer wyjaśnia, że zepsuł mu się samochód, a drugi z mężczyzn proponuje podwiezienie do wypożyczalni. David zgadza się na propozycję i zabiera swoje rzeczy. Kiedy podchodzi do Jeepa, jeden z mężczyzn niespodziewanie chwyta go od tyłu, unieruchamiając jego ręce. Drugi wyciąga przygotowaną szmatkę nasączoną środkiem usypiającym i przyciska ją do ust oraz nosa Verdict Makera. David natychmiast zaczyna się szarpać i próbuje uwolnić się z uścisku. Napastnik mocniej go przytrzymuje, uniemożliwiając mu ucieczkę. Po krótkiej szamotaninie Otunga traci siły i osuwa się w ramiona mężczyzn.<br />
<br />
Napastnicy otwierają tylne drzwi Jeepa i umieszczają nieprzytomnego Otungę na siedzeniu. Jeden z nich wsiada obok niego, a drugi zajmuje miejsce kierowcy. Chwilę później samochód rusza i odjeżdża z miejsca zdarzenia, pozostawiając zepsutego Mercedesa Otungi na poboczu.</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Global Championship Contender Series #2: Singles Match</span></span></span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Kenneth Riddle vs Luis Borges</span></span></div>
<br />
Końcówka pojedynku. Riddle wyraźnie odczuwa już trudy wcześniejszej walki - przez moment opiera się o liny i łapie głęboki oddech, co natychmiast zauważa Borges. Portugalczyk rusza z Running Forearm Smashem, dokłada European Uppercut, a następnie trafia Shotgun Dropkickiem, posyłając Kennetha plecami w narożnik. Luis nie zwalnia, bierze rozpęd i wbija Running Knee Strike w klatkę rywala! Sacramento Saint osuwa się na matę, a The Fighting Spirit szybko przechodzi do przypięcia. 1... 2... nie! Riddle podnosi bark, ale robi to z wyraźnym wysiłkiem. Borges podciąga go do góry i próbuje Snap Suplexu, jednak Kenneth blokuje wyniesienie, szeroko rozstawiając nogi, po czym odpowiada kilkoma krótkimi uderzeniami w żebra. Luis puszcza uchwyt, a Riddle przechwytuje jego głowę i wykonuje Swinging Neckbreaker! Kenneth nie jest jednak w stanie od razu pójść za ciosem przez kilka sekund obaj leżą na macie, a Riddle wyraźnie próbuje złapać oddech. W końcu podnoszą się niemal równocześnie. Kenny rusza z Running Forearm Smashem, ale Borges schodzi z linii uderzenia. Riddle obraca się z powrotem w jego stronę i natychmiast otrzymuje Step-Up Enzuigiri! Kenneth zatacza się w kierunku lin. Luis widzi swoją szansę, odbija się od przeciwległych sznurów i rusza z Killshotem! Bicycle Knee Strike... NIE! Riddle w ostatniej chwili odsuwa się na bok, a Borges przelatuje obok. Portugalczyk szybko hamuje i odwraca się. Roundhouse Kick! Kenneth przyjmuje kopnięcie na gardę, ale jego siła i tak zmusza go do cofnięcia się o kilka kroków. Borges rusza za nim z kolejnym Running Forearmem, lecz tym razem Riddle przechwytuje jego nadgarstek, przyciąga go bliżej i wbija Knee Strike w brzuch. Luis zgina się wpół, a Kenneth natychmiast zamyka jego głowę pod pachą. Snap DDT! Riddle powoli przewraca się na rywala. 1... 2... NIE! Borges podnosi bark. Sacramento Saint siada obok niego i ciężko oddycha, przez chwilę wyglądając, jakby zwyczajnie zabrakło mu już paliwa. To Luis jako pierwszy wraca na nogi. Spinning Back Elbow trafia Kennetha w szczękę! Borges odbija się od lin i rusza po kolejne uderzenie, ale Riddle w ostatniej chwili robi pół kroku w bok, przechwytuje głowę nadbiegającego przeciwnika pod ramię i wykorzystuje jego własny impet. SUPPRESSION! kompletnie znikąd! Kenneth również pada na matę i dopiero po chwili zdoła przewrócić się w stronę Borgesa, zarzucając rękę na jego klatkę piersiową. 1... 2... 3! Riddle wygrywa, wykorzystując moment nieuwagi przeciwnika!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po zakończonym pojedynku Kenneth Riddle świętuje swoje zwycięstwo, a następnie opuszcza ring, udając się w stronę zaplecza. Luis Borges tymczasem powoli wstaje z maty. Jest niepocieszony po porażce, jednak publiczność docenia jego występ, nagradzając go brawami. Gdy Portugalczyk chce wyjść z ringu...wybrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=OAdTbE9LAtY" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">"Gold on the Ceiling"</a>! Co za niespodzianka, że akurat Willy Walker się tutaj zjawi. Borges patrzy z niepokojem w kierunku rampy, na której po paru sekundach muzyki zjawia się Texas Tycoon, który akurat rozmija się z wychodzącym Kennethem Riddle'em i między panami dochodzi do wymiany spojrzeń. Walker nie wygląda jednak na zainteresowanego Sacramento Saintem, bowiem rusza w stronę ringu. W tym czasie...z trybun wyłaniają się także ubrani w <a href="https://i.imgur.com/TvIlBuN.jpeg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">takie koszulki</a> Erwin Eckhart, Kannonball i Ralf, którzy otaczają ring z trzech stron, a zaraz potem dołącza do nich również Walker, blokując Luisowi możliwość wyjścia od strony rampy. Cała czwórka z zadowoleniem wpatruje się w Portugalczyka, który nerwowo się rozgląda wokół...<a href="https://www.youtube.com/watch?v=XTUARaFZquI" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">IMMORTAL!</a> Muzyka Johnny'ego Turna wywołuje natychmiastowy cheer na widowni, a sam Tornado Man niemal od razu zjawia się na rampie. Mało tego - towarzyszą mu również James Wallace i Nathan Martin. Wszyscy szybkim krokiem idą w stronę ringu. Walker niemal od razu odchodzi na bok, a jego towarzysze decydują się odstąpić od ringu. Willy nawet wykonuje gest w stronę Borgesa, że ten może opuścić ring. Portugalczyk po chwili zawahania decyduje się wyjść i dołączyć do Turna, Martina i Wallace'a. Przez kilka sekund między grupami trwa wymiana spojrzeń, jednak żadna ekipa nie decyduje się ruszyć na rywali. W końcu Walker podejmuje decyzję - wchodzi po schodach do kwadratowego pierścienia i sięga po mikrofon.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Willy Walker: </span>Jak widać niewiele trzeba, żeby wywołać wilka z lasu! Dobra rada, panowie - oszczędźcie sobie energii, może się przydać na lepsze okazje niż ta. *heat* A właściwie...skoro już zebraliśmy się tutaj *zerka za siebie, w kierunku swoich kompanów* prawie w komplecie, to proponuję przejść od razu do rzeczy.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Walker wykonuje w stronę swojej ekipy gest zapraszający do ringu. Po chwili Ralf, który najwyraźniej był adresatem, wślizguje się do środka.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Willy Walker: </span>Najwyższy czas rozwiązać sprawę Lumberjack Matchu, na który wszyscy czekają. Cieszę się, Johnny, że oszczędziłeś nam fatygi i sam postanowiłeś tutaj przyjść. Może jednak masz w sobie odrobinę złotego rozsądku. A skoro przyprowadziłeś ze sobą kolegów, to nie widzę przeciwwskazań, by to starcie rozpoczęło się już teraz!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Prawdopodobnie pierwszy raz w historii po słowach Willy'ego Walkera rozlega się pozytywna reakcja na widowni. On sam zaprasza Johnny'ego Turna do ringu, po czym odchodzi na bok. Tornado Man tymczasem wchodzi po schodkach, a następnie przeskakuje nad linami. W międzyczasie Walker opuszcza ring, a następnie zdejmuje swoją marynarkę i przekazuje ją pracownikowi technicznemu. Do ringu wchodzi sędzia, a obydwie grupy ustawiają się po dwóch stronach ringu.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Lumberjack Match</span></span></span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Johnny Turn vs Ralf</span></span></div>
<br />
Po reklamach wracamy do pojedynku, w którym aktualnie dzieje się totalny chaos! Przed momentem Ralf został wyrzucony z ringu i właśnie dopadają do niego zawodnicy sprzymierzeni z jego przeciwnikiem, obijając Holendra, który nawet nie jest w stanie się podnieść. Sytuacja ulega jednak zmianie, gdyż nadbiegają członkowie drużyny WRECKD, którzy wdają się w batalię z pozostałymi "drwalami". Nawet Willy Walker podwinął rękawy i ruszył wraz z resztą kompanii, co prawda trzymając się z tyłu, ale jednak. Zaczyna się regularna bijatyka i gdyby ekipa Walkera nie miała na sobie jednakowych koszulek, to trudno byłoby w ogóle zorientować się, kto tu z kim się napierdala. Wiemy natomiast jedno - Johnny Turn właśnie wszedł na narożnik! Mało tego - Tornado Man postanawia przejść kilka kroków po górnej linie, a następnie skacze prosto na walczącą ekipę, wykonując Tope Con Hilo! Wszyscy padają jak muchy, a publiczność nagradza Johnny'ego gromkim cheerem. On sam jest mocno nakręcony i szybko w tym zamieszaniu odnajduje Ralfa, którego podnosi, a następnie umieszcza wewnątrz kwadratowego pierścienia. Sam także nie czeka na nic, tylko szybko wsuwa się do środka i natychmiast rusza w stronę leżącego rywala, wykonując Speed Test! Pinfall. 1...2...kickout! Tornado Man nie zamierza zwalniać tempa. Chce podnieść Ralfa z maty...jednak ten wkłada palec w jego oko, czego sędzia nie zauważa, po czym przystępuje do Roll-upu. 1...2...niewiele zabrakło! Obydwaj się podnoszą, Turn biegnie na rywala, jednak nadziewa się na Hurricanranę. Ponownie się podnosi, jednak Ralf rusza już na niego z Running Front Dropkickiem, po którym Teksańczyk wpada plecami w narożnik. Osuwa się do pozycji siedzącej, zaś kompan Walkera decyduje się wziąć rozbieg i wykonać Facewash! Turn osuwa się na matę, zaś Ralf postanawia wejść na narożnik. Mija kilka sekund i mamy Diving Elbow Drop...chybiony! Tornado Man w porę się odsunął. Obolały Ralf podnosi się z maty, to samo czyni także jego przeciwnik. Rozpoczyna się wymiana ciosów. Raz jeden, raz drugi. W końcu Ralfowi udaje się zablokować cios oponenta. Następnie odwraca się on i wykonuje Pele Kick...ale Johnny w porę odskakuje i Holender trafia sędziego! Arbiter pada na matę, zaś Johnny chce skorzystać z zamieszania i powala Ralfa, zakładając mu Johnny Special! Ralf orientuje się, że sędzia nie widzi akcji, więc odklepuje, licząc że Turn puści chwyt. Ten jednak nie odpuszcza...i w tym momencie zostaje zaatakowany przez Kannonballa, który wbiega do ringu i powala Johnny'ego! Od razu wchodzi w Ground &amp; Pound, zasypując Turna lawiną ciosów! Już po chwili za nim wbiegają pozostali "drwale" - James Wallace odciąga Kannonballa, wykonując mu Chain Reaction! Sam jednak zostaje zaskoczony przez Erwina Eckharta, który eliminuje go z ringu poprzez Running Clothesline! Chwilę potem w stronę Nerda podąża Luis Borges...jednak zostaje podcięty i także ląduje poza ringiem! Ale już starczy tego dobrego dla Kanadyjczyka, bo właśnie przechwycił go jego rodak - Nathan Martin, który aplikuje Kiss of Solipsism! Znokautowany Erwin wytacza się poza ring, zaś Martin odwraca się i...zostaje złapany przez samego Willy'ego Walkera, który wykonuje The Downsizing! Zdaje się, że nie zamierza na tym poprzestać - cofa się kilka kroków, podwijając rękaw koszuli. Gdy Nathan zaczyna wstawać, jest obrócony tyłem do Willy'ego. Ten postanawia ruszyć...i w tym momencie do ringu wślizguje się ponownie Luis Borges, który neutralizuje Walkera Killshotem! Biznesmen od razu po tej akcji opuszcza ring. To samo czynią także pozostali drwale, gdyż sędzia zaczyna wreszcie wstawać z gleby. W ringu pozostają tylko dwaj "legalni" zawodnicy, a z zamieszania korzysta Ralf, który zaskakuje Turna Swinging Neckbreakerem. Następnie przesuwa leżącego oponenta bliżej narożnika, po czym bierze rozbieg i wykonuje Corner Slingshot 450 Splash...na pustą matę! Turnowi udało się uniknąć akcji kończącej rywala. Sam przesuwa się za liny, wstając z ich pomocą. Obserwuje Ralfa, który także się podnosi. W końcu Tornado Man postanawia skorzystać z asysty lin i wykonuje F6! Mamy próbę odliczenia. 1...2...3! To koniec tej chaotycznej walki!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po zakończonej walce Johnny Turn ma chwilę na świętowanie wraz ze swoimi sojusznikami, którzy wracają do ringu. Willy Walker i jego ekipa powoli się wycofują. Nagle wybrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=SIKD6BAF39Q" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">nieznany dotąd w LPW utwór</a>. Na czarnym ekranie wyświetlają się kolejno literki W, R, E, C oraz K w kolorze białym. Po sekundowej pauzie na ekranie wyświetla się także litera D, której towarzyszy efekt płomienia. Po chwili napis zmienia się w słowa "DEMONIO CAIDO". Mija kilka sekund, a na stage'u zjawia się <a href="https://i.imgur.com/vR5YaV4.jpeg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">taka postać.</a> Mało tego - tuż za jego plecami pokazuje się także nie kto inny, jak Cyclone Diallo, również odziany w koszulkę grupy WRECKD. Widać od razu, że nowo przybyły członek ekipy Walkera zdecydowanie góruje nad niewielkim Gwinejczykiem, który jest od niego o ponad głowę niższy. Obydwaj zawodnicy idą powoli w kierunku Walkera i reszty, którzy zdają się być zadowoleni z takiego obrotu spraw. Cała szóstka wpatruje się przez chwilę w czterech zawodników stojących w ringu. W końcu Demonio Caido występuje przed szereg i postanawia wdrapać się na apron, a następnie przejść nad górną liną do środka. Po chwili dołączają do niego także pozostali. Widząc przewagę liczebną ekipy Walkera, ulubieńcy publiczności decydują się wycofać. Jedynie Turn początkowo pozostaje niezłomny, jednak i jego odciąga ostatecznie James Wallace. W końcu opuszczają ring bez rozlewu krwi, a gdy kierują się w stronę zaplecza, Willy Walker decyduje się ponownie sięgnąć po mikrofon.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Willy Walker: </span>Mądra decyzja. Zanim stąd  znikniecie...poczekajcie moment. Myślę, że to, co za chwilę wydarzy się w tym ringu, powinno was zainteresować. *widzimy, że w ringu poza Walkerem pozostają jedynie Demonio i Diallo, a pozostali wychodzą na zewnątrz* LPW! Macie tam jeszcze jakiegoś śmiałka? A wam radzę się uważnie przyglądać - to zaledwie preludium przed tym, co czeka was na Danse Macabre.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po chwili ciszy rozlega się theme song Dale'a Ruckera, który co ciekawe nie jest sam, gdyż towarzyszy mu...również debiutujący Nicolas McDanniel!</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Elysium #6 - Salt Lake City, Utah - 03.10.2026r.]]></title>
			<link>https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=280</link>
			<pubDate>Sun, 04 Oct 2026 22:55:41 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://www.l-p-w.pl/member.php?action=profile&uid=20">Jakub</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=280</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/cNDyCwA.png" loading="lazy"  width="500" height="500" alt="[Obrazek: cNDyCwA.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na hali momentalnie rozbrzmiewa "I gotsa get paid", a publiczność reaguje cheerem. Już po chwili na rampie pojawia się Axel Blaze ubrany dokładnie tak samo jak zawsze. Zawodnik spokojnie, pewnym krokiem zmierza do ringu, po drodze przybijając piątki z fanami. W końcu odbiera mikrofon od pracownika technicznego i wchodzi z nim do ringu. Ustawia się na jego środku, poprawia okulary przeciwsłoneczne na nosie i unosi mikrofon do ust.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>No dobra... Nick Aldis powiedział, że chce mnie tutaj widzieć, więc jestem. Co prawda nie powiedział wprost dlaczego, ale co czuję, że może to mieć związek z tym, że czegoś tutaj brakuje. *Blaze poklepuje się po barku* Naprawdę już nie mogę się doczekać, aż to odzyskam, dlatego proszę, szefie, nie trzymaj Nas już dłużej w niepewności. Wywołałeś mnie do tablicy, więc czekam z kredą w dłoni. Nie traćmy czasu na krzyczenie do studni.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">No i słyszymy Void in Blue! Gigantyczne buczenie, aż uszy bolą. Jose Lopez zjawia się na arenie, jest ubrany tak samo jak poprzednio. Czyli <a href="https://imgur.com/zW5Vzzj" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TAK.</a> Hiszpan zmierza w kierunku ringu pewnie trzymajac pas na swoim ramieniu. Przed wejściem odbiera mikrofon i po schodkach wchodzi do środka, patrząc z wrednym uśmieszkiem na Blaze'a. Lopezzo staje przed nim i zabiera głos. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez: </span>Tutaj czegoś ci brakuje? *pokazuje palcem na bark Blaze'a* Dobre żarty... *uśmiecha się kącikiem ust* Jedyne czego ci brakuje, to piątej klepki! *wskazuje głowę Axela* Bardzo oklepany tekst, ale adekwatny do twoich żałosnych teorii o ''odzyskaniu'' MOJEGO mistrzostwa. *heat* Swoją drogą to zabawne, że mówisz o trzymaniu kredy, ewidentnie jesteś bardzo stęskniony za białym proszkiem. *heat, uśmiech Jose*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>*Blaze przykłada palec do ust* Ciiiii. Panie i Panowie, właśnie tak brzmi pękająca dupa. W takiej sytuacji zalecane jest zluzowanie gaci i smarowanie maścią, żeby złagodzić pieczenie. *śmiech na trybunach* Jeśli gotowość do pisania kredą po tablicy nie kojarzy Ci się ze szkołą, tylko z białym proszkiem... cóż. Nie będę pokazywać palcem komu w takim wypadku brakuje piątej klepki. Powiem tylko, że Pan Dickinson na pewno z przyjemnością podzieli się z Tobą numerem do swojego psychiatry. Ale nie winię Cię, w końcu głodnemu chleb na myśli. A skoro już wspominasz to wspaniałe mistrzostwo to raczej powinieneś nazywać je tymczasowo przechowywanym dla mnie, tylko i wyłącznie przez błąd sędziego. *szeroki uśmiech Blaze'a, cheer*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lopezzo przygląda się przez dłuższą chwilę Blaze'owi i widać, że jest lekko zażenowany.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez:</span> Jakże błyskotliwe oraz zgodne z prawdą teksty, jestem pod wrażeniem Axel. *uśmiecha się kącikiem ust* W końcu najoczywistszą oczywistością jest to, że to akurat JA mam pękający zad, bo... przecież jestem tylko GŁÓWNYM mistrzem w tej federacji, tak, tak... tymczasowym. *kręci głową* W dodatku jestem NIEPOKONANY i na poprzednim Elysium odprawiłem tego, który na byciu niepokonanym chciał oprzeć całą swoją karierę. *prycha* Cholera, jakież moje życie jest okropne! Jak źle być mną! *udaje smutek, po czym od razu poważnieje* Stajesz się coraz bardziej żenujący, Blaze. Cholernie żenujący. Ten twój... udawany luz. *patrzy mu w oczy* Chłopcze, nie mogłeś spać po nocach, nie wytrzymywałeś psychicznie, wszystko cię przerosło i teraz będziesz udawać, że po tym, jak zrobiłem z ciebie zbłąkanego, agresywnego kundla i zabrałem ten pas *rzuca lekkie spojrzenie na mistrzostwo*, to w sumie jest... w porządku? KTO MA W TO UWIERZYĆ? *krótka pauza* Interesujący sposób na radzenie sobie z traumami, może jednak znajdź jakiś inny? Kenneth Riddle ma trochę takich książek, które mogą okazać się przydatne. *wredny uśmiech*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tej chwili na arenie wybrzmiewa muzyka wejściowa Generalnego Managera, a ten pojawia się na stage'u. Aldis od razu zmierza do ringu, gdzie staje przez chwilę pomiędzy zawodnikami, po czym wycofuje się kilka kroków i unosi mikrofon do ust.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Wierzę, że nie muszę się już obawiać, a faza zabawy w kotka i myszkę jest za wami. Dlatego ja też nie będę przedłużał. Ściągnąłem was OBU byście tu i teraz podjęli decyzję o dwóch pierwszych rodzajach walk podczas waszego Three Stages of Hell Matchu na gali Danse Macabre! &lt;żywiołowa reakcja publiki&gt; Ale przy okazji, skoro już tu się widzimy, to... &lt;zerka na Blaze'a&gt; Ostatnim razem nie miałem szansy, żeby jakkolwiek odpowiedzieć, Axel. Powiem tylko tyle - ciesze się, że poszedłeś po rozum do głowy.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Doceniam to, Nick. Cieszę się, że zauważyłeś. Bo niektórzy w dalszym ciągu przeżywają, że poświęcili dwa miesiące swojego życia, aby doprowadzić mnie do szaleństwa... A nie dość, że moja głowa ma się świetnie, to jeszcze nie udało mu się mnie pokonać. Tak, wiem, też byłbym zły, gdyby dwa miesiące wysiłków poszły do kosza, ale bez przesady. Trzeba iść dalej. *Blaze uśmiecha się szeroko* Dlatego teraz nie zamierzam zostawiać miejsca na błędy. *Blaze zdejmujemy okulary i zbliża się do Lopeza* Pierwszym stopniem piekła, do którego wkroczymy będzie First Blood Match. *Ogromny cheer* Z przyjemnością przypomnę sobie łokcie spadające na Twoją twarz.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez: </span>Sprytna strategia, nie powiem. Brawo. *ironicznie klaszcze* Już teraz wygrałeś, bo uszy mi krwawią od słuchania twojej zaciętej płyty. *prycha* Ja za to wybiorę sobie coś idealnego do zamknięcia naszej historii... coś, co będzie klamrą i doskonałym symbolem twojej porażki na każdej płaszczyźnie... SUBMISSION MATCH! *głośna reakcja fanów* Na ich oczach *pokazuje palcem na publikę* sprawię, byś się poddał. Doprowadzę do tego, by Axel Blaze samozwańczy symbol ''dobra'' musiał klepać jak... zwykła dziwka. *buczenie*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Wystarczy. Zrobiliście co mieliście. First Blood Match, Submission Match... oraz Tables, Ladders &amp; Chairs Match! *głośna reakcja publiczności* Dobrze słyszycie! Jeśli po dwóch pierwszych starciach mistrz nie zostanie wyłoniony, w finałowej rundzie wygra ten, który ściągnie zawieszony nad ringiem pas! <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie pomiędzy zawodników z góry zjeżdża łańcuch z hakiem. Aldis prosi Lopeza o pas i symbolicznie go zawiesza, następnie wychodząc z ringu. Widzimy jeszcze jak zainteresowani mierzą się wzrokiem, coraz intensywniej, a po chwili obraz z kamery ciemnieje i przechodzimy do pierwszego bloku reklamowego.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #00369B;" class="mycode_color">Singles Match for a spot in a Golden Laurel Match</span></span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone vs Mike Brutal</span></div>
<br />
Wracamy do ringu, a raczej poza niego, bo to tam obecnie dzieje się akcja - Tony Leone oparty o barierki jest obijany bezlitośnie przez Mike’a. Extremely Mad Dog odchodzi na chwilę, ale po chwili odwraca się biorąc nabieg.. Running Corner Splash! (sędzia gdzieś w tle odlicza, jesteśmy już na 4..) The Sicillian Don upada na ziemię.. nie! Mike przytrzymuje go i Snap Suplex! (5.. 6..) Violence Bastard nie chce żeby to zakończyło się w ten sposób i lekko przytrzymując się za plecy podnosi Head of the Family (7..) i wrzuca go do ringu, samemu się do niego po chwili wślizgując. Nie zwalnia on jednak tempa i pomaga Leone wstać i wrzuca go bezwiednie w narożnik.. rozpędza się i Corner Clothesline-.. nie! Tony w ostatniej chwili ucieka z narożnika i widzi tylko jak Mike Brutal wlatuje z pełnym impetem w miejsce gdzie ten przed chwilą stał. Adrenalina działa, the Godfather podnosi się i odbija od lin.. Flying Forearm Smash w King of Extreme! Brutal podnosi się szybko.. Shotgun Dropkick! Mike leci w narożnik, ale daje radę z niego wyjść.. nadziewa się na Pele Kick jeszcze! Mamy pin: 1.. 2.. kick out! Na twarzy Tony’ego widać zdziwienie, to nie tak ta walka miała wyglądać! Mike przy pomocy lin powoli wstaje, Sicillian Don również.. punch od Brutala! Uppercut od Leone! Mamy solidną wymianę, raz uderza jeden, raz drugi, ale to ostatecznie King of Extreme górą i nawałnicą ciosów powoduje, że Tony w narożniku broni się przed ciosami.. nagle punche ustają. Leone wychodzi z narożnika.. Dead Static! Tony Leone upada na ring z wielkim impetem! Mike szybko przypina: 1.. 2.. kick out! Ale było dość blisko! South Philly Scumbag podnosi się i czeka tym razem na Tony’ego aż ten wstanie.. i gdy ten już się podnosi.. trafia prosto w uścisk Mike’a.. Overhead Belly-to-belly Suplex! Nie! Brutal już się szykował do wykonania akcji, ale Sicillian Don wyswobodził się i sprzedał European Uppercut! Po chwili kolejny! Tony widząc lekko słaniającego się na nogach Brutala wycofuje się i odbija od lin.. Mike go zatrzymuje! Próbuje go chwycić, ale Tony Leone unika! Hostile Takeover od Head of the Family! Mike Brutal unika! Tony upada na matę, ale podnosi się szybko podnosi trzymając za klatkę piersiową.. Factory Reset od Extremely Mad Doga! Mamy od razu przypięcie: 1.. 2.. 3!? A jednak nie! Sędzia wskazuje, że noga Tony’ego była na linie! Mike podnosi się lekko sfrustrowany i będzie chciał to kończyć! Podnosi Il Padrino i przygotowuje go do This is Gonna Hurt! Wynosi przeciwnika i.. ten się jakimś cudem wyswobodził! Upada na cztery łapy jak kot, Mike jest zdezorientowany! Final Warning! Tony Leone nie marnuje czasu i La Famiglia Greetings! Pin! 1.. 2.. 3! Sicillian Don przechodzi dalej i zawalczy o Golden Laurel!<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na początku była ciemność... Po chwili jednak z głośnym pstryknięciem zapala się światło a w kadrze widzimy Eli Cottonwooda oraz Eli Cottonworlda. Za nimi stoją dwie inne, posępne sylwetki, skryte jednak w ciemności. Eli oraz Eli poprawiają wąsa przed samym obiektywem, po czym uśmiechają się złowrogo, odsuwając się na boki... I widzimy że jeden z ukrytych w cieniu mężczyzn wyszedł na światło... Robi się coraz dziwniej, ponieważ ten jest ubrany w różowe gacie, królicze uszka a do tyłka przyczepiony ma króliczy ogonek... A w ręku trzyma wielką marchewkę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Eli Cottontail:</span> Ej Ty. Z wąsami! Nadchodzimy! *gryzie marchewkę swoimi wielkimi, króliczymi zębami* Sprawa jest prosta. Nie lubię maszynek, gładkiej twarzy, ani gdy ktoś śmieje się z moich magicznych sztuczek! *wyciąga zza ucha Cottonworlda marchewkę i teraz zaczyna gryźć obie na przemian* Za to uwielbiam marchewkę, wąsy... i swoich braci!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Cottontail zaczyna machać w stronę kamery marchewką, jakby komuś groził, a obraz z kamery po chwili gaśnie!</span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się na zaplecze, gdzie możemy dostrzec Tony’ego Leone. Mistrz Eternal jest wyraźnie zmęczony po wygranym pojedynku, mimo to z dumą zmierza przez korytarz trzymając na barku swoje mistrzostwo. Gdy jest już pod szatnią, na której widnieje elegancka tabliczka z napisem “The Outfit”, podbiega do niego… Paddy Jackson!</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Don Leone! *Tony odwraca się w stronę reportera* Zapewne masz jeszcze wiele spraw do omówienia ze swoimi partnerami, jednak chciałbym zająć Ci chwilę i zadać kilka pytań, które nurtują fanów LPW. Czy można? *Leone z uśmiechem kiwa głową twierdząco* Wszyscy oczekiwali dzisiaj wielkiej celebracji po zdobyciu tego pięknego tytułu. *wskazuje na pas* Nic takiego jednak nie miało miejsca. Co więcej, nie powiedziałeś nawet słowa po twoim imponującym zwycięstwie z ostatniego Elysium. Czy mógłbyś wytłumaczyć czym jest to spowodowane?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Cóż... odpowiedź jest niezwykle prosta. *szeroki uśmiech* Ponieważ celebracja jest przeznaczona dla człowieka, który właśnie osiągnął kres swojej drogi. Natomiast ja mam świadomość, że zdobycie tego tytułu *Tony delikatnie poklepuje pas Eternal*  nie jest zakończeniem żadnej historii. Jest zaledwie momentem, w którym zaczyna się jej znacznie ciekawszy rozdział. Nie zrozum mnie źle, Paddy. Oczywiście jestem z tego niezwykle dumny. Byłoby fałszywą skromnością udawać, że jest inaczej. Ten tytuł ma dla mnie ogromną wartość i będę gro traktował z należytym szacunkiem. *Tony mocniej przyciska do siebie pas* Ale nie widzę powodu, by urządzać z tego spektakl próżności. Nie potrzebuję konfetti, fajerwerków, ani tłumu ludzi wznoszących kieliszki za mój sukces. Widzisz, Paddy, człowiek, który wie ile naprawdę jest wart, nie potrzebuje, aby inni mu o tym przypominali.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Kolejny raz wyszedłeś na tarczy ze starcia, gdzie twoim rywalem był Mike Brutal. Jaka jest szczera opinia Dona Leone o nim, a także o dwóch innych osobach, które najbardziej zaszły wam za skórę? Chodzi oczywiście o Dereka Halloway'a i Edgara Dickinsona. Czy wieszczysz swoim partnerom, że podołają zadaniu i znajdą się w klatce razem z Tobą?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przez chwilę Tony miał minę, jakby właśnie został spoliczkowany, nawet odwrócił głowę w bok. W końcu jednak ponownie spojrzał na swego rozmówcę z głębokim smutkiem w oczach.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Co ja Ci zrobiłem, że mnie tak obrażasz? *pauza, Paddy głośno przełyka ślinę* Najpierw masz czelność insynuować moją kolejną porażkę z tym neandertalczykiem, a potem pozwalasz sobie snuć przypuszczenia, że The Outfit mogłoby nie podołać zadaniu. *pauza, Tony z niedowierzaniem kręci głową, po czym głęboko wzdycha* Po pierwsze, kolejny raz wróciłem z tarczą, Paddy, nie na tarczy. Na tarczy zawsze wracają przegrani. Akurat Ty powinieneś coś o tym wiedzieć. A jeśli chodzi o drugą część Twojego pytania... Panowie Dickinson oraz Halloway bezsprzecznie należą do grona ludzi, których poczynania należy traktować najwyższą atencją. Są zawodnikami wytrawnymi, kompetentnymi i, co najistotniejsze, niezmiennie niebezpiecznymi. Obaj dysponują potencjałem, który przy sprzyjających okolicznościach pozwalałby im dokonywać rzeczy doprawdy znamienitych. Niestety, w ostatnim czasie fortuna nie była dla nich szczególnie łaskawa. Pomimo tak przytłaczającej przewagi, jaką dysponowali w konfrontacji ze mną, o mistrzostwo Eternal, obaj musieli się pogodzić z faktem, że to ja opuszczam ring jako zwycięzca. Dodatkowo, pozostaje pewien nader interesujący szczegół. The Outfit wciąż nie zaznało goryczy porażki. Trudno przypisywać taki stan rzecz wyłącznie przypadkowi czy kaprysom losu. Dlatego pozwolę sobie na wniosek pozbawiony przesadnej brawury, lecz oparty na dotychczasowych obserwacjach - rozsądnym jest zakładać, że zarówno Vincenzo, jak i Enzo, podtrzymają naszą dotychczasową tradycję. W naszym fachu można liczyć na szczęście. My natomiast wolimy polegać na konsekwencji.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Ja... J-ja przepraszam Cię za to niefortunne przejęzyczenie, Don Leone... *Paddy wydaje się być zmieszany* Chciałbym jeszcze wiedzieć, czy... *Jackson jest wyraźnie zestresowany*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Spokojnie, Paddy, ja nie gryzę. Weź głęboki oddech i zadaj pytanie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> *delikatnie się uspokaja* Chciałbym wiedzieć, czy mimo wszystko... *zawahanie* Nie martwi Cię postawa Enzo, który jakby... Który jakby nie przejawiał tak pewnej postawy jak Ty, czy Vincenzo.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>*uśmiecha się czule* Widzisz, prawdziwy lider nigdy nie liczy na wdzięczność ludzi za coś, co już zrobił. Sprawia by byli wdzięczni za to, co może dla nich zrobić w przyszłości. Właśnie dlatego nigdy nie wolno kwestionować oddania moich ludzi. Nawet jeśli ich myśli spowija mrok i chcieliby działać inaczej... to doskonale wiedzą, dlaczego to właśnie ja podejmuję ostateczną decyzję.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???:</span> Mam nadzieję, że uspokoiła Cię ta odpowiedź.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przestraszony Paddy odwraca się, a za swoimi plecami dostrzega Enzo Sacrale. Messina uważnie ogląda się na reportera, po czym wzrok swój kieruje w stronę Leone.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> Tony, jesteś nam potrzebny.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Wybacz, Paddy, obowiązki wzywają. Serdecznie dziękuję za wywiad.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Leone robi ukłon w stronę Jacksona i odchodzi. Messina zaś kieruje w stronę reportera lekki uśmiech i klepie go po ramieniu, po czym sam rusza za Tonym. Obraz z kamery gaśnie...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #00369B;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Rocks Xebec vs El Garra de Gato</span></div>
<br />
Kamera przenosi nas do ringu, gdzie Rocks Xebec okłada El Garrę del Gato w narożniku serią kopnięć. Kociarz opada z sił na matę, Rocks nie przestaje, a sędzia zaczyna odliczać. 1… 2… 3… 4…Xebec maksymalnie wykorzystuje czas i zatrzymuje się w ostatnim momencie. Koci wojownik powoli podnosi się do góry i wychodzi z narożnika, a zawodnik Hachinosu idzie do przeciwnego narożnika, bierze rozbieg… I mamy silny Big Boot ścinający z nóg! Pin! 1… 2… Kickout! Kociarz cały czas w grze, a Rocks od razu zapina mu Chin Lock od tyłu. Meksykaninowi chwilę to zajmuje, ale już wstaje przy owacji publiczności. Wypłaca łokieć na żebro Rocksa, a ten puszcza uchwyt i pochyla się łapiąc oddech. Gato Oscuro odbija się od liny… Ale tylko po to, żeby zarobić Scoop Powerslam. Brazylijczyk podnosi od razu rywala i dokłada Fall Away Slam. Nie zatrzymuje się i wchodzi na narożnik. W tym czasie Kociarz powoli wstaje. Double Axe Handle! Connected! Pin! 1… 2… Kickout! The Apex Anarchist wypycha swojego przeciwnika z ringu. Koci wojownik jest teraz na kolanach na macie przy ringu, a chwile potem dołącza do niego Rocks. Łapie oponenta za głowę i wbija go głową prosto w stolik komentatorski. Meksykanin ląduje na ziemi, a Xebec napawa się to chwilą przy dezaprobacie publiczności. Gato Oscuro powoli się podnosi, The Scourge of Hachinosu przystępuje do rozbierania stolika, a sędzia rozpoczyna odliczanie. 1… 2… Rocks umieszcza swojego przeciwnika na stoliku po czym sam się na niego pakuje. Mamy wyniesienie na bark… Czy to będzie Powerslam na stolik komentatorski?! Nie! Garra de Justicia w ostatniej chwili zsuwa się za przeciwnika. Następnie go podcina i wraca powolnym krokiem do ringu i się do niego wturluje. Zbiera siły na ziemi, a w międzyczasie sędzia już doliczył do 6. Wyliczenia raczej nie będziemy mieli, bo Rocks już powoli przekręca się ze stolika na nogi. Wturluje się do ringu w momencie, kiedy sędzia doliczył do 8. W tym czasie Zamaskowany Kociarz jest już na nogach i widząc rywala odbija się od liny… Running Crossbody! Meksykanin czołga się do narożnika i powoli w nim wstaje. Sygnalizuje, że będzie chciał zakończyć walkę. Rocks wstaje, Garra Slam?! Nie! Xebec wykręca się i sprzedaje Headbutt! Kociarz cofa się i siada w narożniku, a Brazylijczyk idzie do przeciwnego. Koci Wojownik wstał, ale już otrzymuje Conqueror`s Impact! The Chaos` Sovereign nie chce przedłużać. Podnosi oponenta. Pandemonium?! Connected! Pin! 1… 2… 3! Rocks Xebec wygrywa walkę!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się teraz na zaplecze i widzimy drzwi od szatni Brutala. Te są jednak zamknięte na cztery spusty... A po chwili z SUPER ULTRA prędkością przejeżdża na swoim Kukurynie Elias Shadow, wyglądający wręcz przez chwilę jak złoczyńca z komiksu, w czarnym kasku i z powiewającym za nim czarnym płaszczem. Dojeżdża do zakrętu na pełnej prędkości... I ktoś nagle bardzo honorowo zagradza mu drogę! Oczywiście jest to nie kto inny niż... Tak tak, doskonale! Yoshi Tatsu! Z jego tyłka, a w sumie to z głosnika, który ma w tylnej kieszeni słychać <a href="https://www.youtube.com/watch?v=h1cHgnyZHpM" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TAKĄ</a> muzykę. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>Ha! Ha! Ha! Ha! *honorowo, przerysowanie się śmieje* Wszystko już w porządku! Dlaczego? Bo oto przybyłem! *honorowo szczerzy zęby i robi palcami okejkę* Mogłeś zrobić krzywdę sobie oraz komuś pędząc w ten sposób! Jednak nie lękaj się! Yoshi - san zawsze będzie przy tobie, by wyciągnąć cię z tarapatów!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Elias gwałtownie hamuje, zatrzymując się dosłownie centymetry od stojącego wciąż z honorowo wyciągniętym do góry kciukiem Yoshiego, prawie się przy tym przewracając! Japoniec jednak w ogóle się tym nie przejmuje tylko dalej honorowo się śmieje. Elias wysuwa stopkę i odstawia Kukuryne, po czym ściąga kask, widać że jest cały czerwony i spuchnięty ze złości, zupełnie jak ryba rozdymka. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow: </span>Tobie życie niemiłe?! Ja pier... *łapie się za serce* Ty myślisz, że jesteś niezniszczalny? Przecież jakbym w Ciebie wjechał... Zresztą, jaki niezniszczalny, na ostatniej gali te pały w garniturkach nas skopały i to wszystko Twoja wina! "Żadne Kozaki"... Ty wiesz co? Ty się do mnie nie zbliżaj. Radziłem sobie sam do tej pory i poradzę sobie dalej.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>Ha! Ha! Kocham twoje poczucie humoru  Elias - kun! *honorowo kładzie rękę na ramieniu Eliasa, ten strąca ją* To że nie poszło nam w jednej walce... nie oznacza, że nie pójdzie nam w innych! Jest takie przysłowie z regionu Kanto... złap je wszystkie! Rozumiesz, co to znaczy? Złap wszystkie szanse! Nie udało nam się raz, ale następnym razem... kto wie? Może obaj zostaniemy mistrzem Global? *honorowo znowu szczerzy ząbki i pokazuje okejkę*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow: </span>Złapać, to ja Cię mogę za ten głupi łeb dziadu! chwilę się zastanawia A potem wyrzucić nad górną liną, o! Na następnym Elysium obaj bierzemy udział w Battle Royal o ostatnie miejsce w Elimination Chamber Matchu! Zamierzam go wygrać i rozpocząć w końcu swoją drogę na szczyt! *Śmiech super złoczyńcy, bardzo niehonorowy* A Ciebie, stary głąbie, wyrzucę jako pierwszego!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>Battle Royal... powiadasz? *dumnie oraz honorowo zamyka oczy i bierze wdech* JESTEM SPECJALISTĄ OD BATTLE ROYALI! O tak! Czuję to! Czuję jak jestem już w wodzie, którą znam najlepiej!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Elias wygląda jakby miał coś jeszcze powiedzieć, jednak nagle w oddali słychać jakieś poruszenie, na co kamerzysta reaguje i obraca się w danym kierunku. W pewnym momencie w tle pojawia się Mike F'N Brutal. Jego twarz jest zaczerwieniona, włosy potargane, a na rękach widać ślady po wcześniejszym uderzaniu w coś twardego. Nie zwraca jednak uwagi na mijających go pracowników. Idzie przed siebie, zaciskając pięści. Nagle South Philly Scumbag zatrzymuje się przed drzwiami do jednej z szatni. Przez kilka sekund wpatruje się w nie nieruchomo, po czym z całej siły uderza w nie barkiem. Drzwi ustępują, uderzając o ścianę wewnątrz pomieszczenia. Mike wchodzi do środka, chwyta stojące przy wejściu krzesło i ciska nim o lustro. Szkło rozpada się na drobne kawałki. Po chwili Brutal wychodzi z szatni, trzaskając za sobą uszkodzonymi drzwiami. Rusza dalej korytarzem, aż dociera do stołu z cateringiem, przy którym kilka osób przygotowuje poczęstunek dla zawodników. Bez chwili wahania zrzuca wszystko na podłogę — butelki, talerze i jedzenie lądują na posadzce. Jedna z pracownic próbuje odsunąć się na bezpieczną odległość, ale Extrememaniac przewraca cały stół, zmuszając wszystkich do ucieczki. Przechodząc obok Tatsu i Shadowa, Brutal zatrzymuje się na moment. Jego wzrok pada na Eliasa. Na twarzy Mike'a pojawia się krótki, pełen pogardy uśmiech, a następnie spluwa pod nogi dawnego rywala. Nie zatrzymuje się jednak ani nie próbuje go zaatakować. Po prostu rusza dalej, jakby nawet zwycięstwo nad Eliasem nie miało już dla niego żadnego znaczenia. Kilka metrów dalej King of Hardcore zauważa grupę osób z ekipy produkcyjnej. Jeden z pracowników próbuje coś do niego powiedzieć, lecz Brutal chwyta stojący obok metalowy kosz na śmieci i z impetem ciska nim o ścianę. Huk rozchodzi się po korytarzu. Wszyscy zamierają, a Extremely Mad Dog przez chwilę stoi pośród bałaganu, ciężko oddychając. W końcu odwraca się i odchodzi, kopiąc po drodze przewrócone przedmioty. Kamera pozostaje na zdemolowanym zapleczu, podczas gdy w oddali widać Brutala znikającego za kolejnym zakrętem... Zza którego wyłania się James River Waters! Zawodnik na chwilę przystaje i ogląda się do tyłu, przeczesuje włosy i aż potrząsa głową, po tym co zobaczył, a my widzimy, że teraz na jego drodze pojawia się również Jose Lopez! Mistrz jest ubrany w to samo co wcześniej, na ramieniu ma pas.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez:</span> Zawiodłeś mnie Waters.. Bańka szybciu...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">James River mierzy wzrokiem Hiszpana i już ma zamiar mu coś odpowiedzieć, ale w ostatniej chwili rezygnuje, uśmiecha się tylko lekko i gwałtownie skręca, po czym kiwa głową z niedowierzaniem i idzie dalej, zostawiając Lopeza bez odpowiedzi...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #00369B;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Alistair Fraser Jr. vs Chris Finnegan</span></div>
<br />
Wracamy do walki, gdzie Alistair chce wyprowadzić Clothesline, jednak Chris przechodzi pod ręką oponenta, szybko odbija się od lin, Francuz znów próbuje go zaskoczyć tą samą ręką, ale tyłem przedramienia, jednak Finnegan znów się pochyla, ponowne odbicie od lin i mamy Running Clothesline od Surfera. Nieco zaskoczony zawodnik z Paryża dosyć szybko wstaje niesiony sfrustrowanym głosem Lorda Sebastiena. Rob spogląda niewzruszony, a Chris wyprowadza Arm Drag, za chwilę kolejny z nich. Alistair nie poddaje się, ponownie wstaje, Surfer atakuje go Gut Kickiem i mamy Suplex. Jednak nie, Alistair się zapiera nogą o nogę przeciwnika uniemożliwiając mu wyniesienie go. Teraz mamy trzy uderzenia na brzuch od Francuza, przez co Australijczyk całkiem puszcza rywala. Zawodnik z Paryża popycha przeciwnika w stronę lin, po powrocie Front Waist Lock i mamy Overhead Belly-to-belly Suplex. Finnegan pada na plecy i teraz trzyma się zdanie wykrzywiając w bólu twarz. Alistair kładzie przeciwnika i próbuje go przypiąć. 1… 2… Kickout. Zawodnik z Paryża już nieco zdenerwowany podnosi oponenta i wyrzuca go ponad górną liną. Chris jednak łapie się za tą najwyższą i staje na apronie. Francuz się orientuje i podbiega do rywala, a Finnegan atakuje go poprzez Forearm Smash. Alistair nie pada, ale cofa się kilka kroków, co umożliwia wejście do ringu przez Surfera. Francuz odwraca się w końcu do przeciwnika przodem, a ten wyprowadza The Sydney Sweep (Scoop Slam). Próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Chris nie poddaje się, wchodzi na apron po czym kieruje się na szczyt narożnika. Gdy już tam jest, Alistair kątem oka to zauważa, zrywa się i pada na liny, przez co Finnegan traci równowagę i pada klejnotami na szczyt narożnika. Paryżanin podbiega do oponenta, ściąga go z rogu ringu, ustawia pod Side Slam i mamy The Fornal Introduction (Uranage Backbreaker)! Próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Surfer się nie poddaje. W tym momencie Lord Sebastien wskakuje na apron i coś protestuje do sędziego, ten od razu do niego podbiega i nakazuje zejść z rogu ringu. Po przeciwnej stronie Alistair krzyczy do Roba. McŁowicz jakby nie zainteresowany, ale w końcu dochodzi do jego uszu, że jest wołany przez Francuza. Alistair nakazuje podać sobie Margaux. Rob tak spogląda na laskę, upewnia się, czy o to może mu chodzi i powolnym krokiem zmierza do przedmiotu Lorda Sebastiena. Alistair coraz bardziej zdenerwowany zaczyna pospieszać Kucharza, ale ten bierze przedmiot i mu się przygląda oraz znów powolnym krokiem podchodzi do Alistaira, który już nie może wytrzymać, kiedy dostanie w końcu przedmiot. Rob w końcu wyciąga laskę do Alistaira i gdy ten ją łapie w rękę, Finnegan już będąc na nogach wytrąca Margaux z jego ręki! Gut Kick od Surfera, wyniesienie i mamy The Tidal Force (Running Spinebuster)! Próba pinu, sędzia się odwraca do zworników i odlicza. 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Chris wygrywa to starcie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery pokazuje nam Derka Halloway’a, który stoi przed telefonem, który jest, olaboga, na STATYWIE, i coś przy nim poprawia. W dłoni trzyma pilot, a za jego plecami, tradycyjnie widzimy tablicę na stojaku. Przez chwilę z oddali patrzy na telefon i już ma zaczynać, ale obok niego nagle zjawiają się Enzo Sacrale i Vincenzo Vizzini!</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> Mógłbym przeprosić Cię, że przerywam transmisję, ale nie byłoby to w porządku. Obowiązkiem jest w końcu zdusić w zarodku sianie obrzydliwych herezji, co następuje za każdym razem, gdy raczysz nas swoimi występami. *podchodzi bliżej Dereka* Jesteś niezłym showmanem, Halloway, lecz całkowicie zgubionym... Twoja misja jest szkodliwa, a wiara cyniczna. Muszę przyznać więc, że będzie to najwyższa przyjemność *klepie się po łokciu* wybić z twojej pustej głowy dyrdymały, którymi karmisz ludzi. *lekki uśmiech*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Vincenzo Vizzini:</span> *kładzie rękę na barku Enzo* Jak długo planujesz bić głową w mur? Myślę, że pokazaliśmy wystarczająco, by zrozumiał to nawet taki głupiec ja Ty. Jaka tragedia musi nastąpić, żebyście w końcu wszyscy przestali stawiać opór sile, której nie jesteście w stanie zatrzymać? Masz jeszcze okazję się wycofać Derek. Wybierz mądrze. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Derek nabrał powietrza w płuca, tak że na krótki moment przypominał rybę rozdymkę. Zanim jednak zdążył wypuścić z siebie słowny i emocjonalny ładunek, przerwała mu krucza łapka. Srebrna końcówka laski o takim kształcie opadła na jego ramię, a z cienia wyłonił się trzymający ją poeta.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson:</span> Spokojnie Panie Halloway. Jest Pan przecież odporny na wszelkie  manipulacje w tym również na te w wykonaniu Panów z włoskiego kółka różańcowego. <br />
*Edgar uśmiechnął się krzywo w stronę włochów* Dobry wieczór Panowie. Wybaczcie, że przerywam te, przypominające szkołę podstawową, zastraszanie. Ale chciałbym zwrócić delikatnie uwagę, że w obecnej sytuacji to obecny tutaj pan Derek nie ma nic do stracenia, a czerwony X na waszych plecach znacznie urósł. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Nie wiedziałem, że mam aż tylu fanów mojej transmisji! Zlecieli się moi ulubieni bracia Enco i Vincenzo *Derek wypowiada specjalnie imiona, żeby się rymowały* i jeszcze poeta, który nota bene, rymów nie składa. Czym zawdzięczam waszą wizytę? Ta biedna groźba ma mnie do czego doprowadzić? Do jakiegoś układania się z wami albo może do poddania się? Już wystarczy, że przekupujecie Brutala i Edgara przez co wasz panicz odebrał mi pas. Jeszcze może za rogiem ukrywa się gdzieś ucho całego układu *Halloway mówi to zdanie specjalnie głośniej, żeby wywołać Paddy’ego Jacksona. Gdy nic nie słychać Derek przecząco kiwa głową*. Czego zatem chcecie, spiskowcy?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Vincenzo Vizzini:</span> Żebyście odpuścili. Po prostu. Jesteśmy najzwyczajniej w świecie znudzeni wbijaniem wam do głowy tej samej lekcji raz po raz. &lt;Vizzini wysuwa się lekko do przodu&gt; Uważamy… Nie. Wiemy… Że byłoby to z korzyścią dla każdego. &lt;zdejmuje okulary, składa je i chowa do wewnętrznej kieszeni marynarki&gt; Sprawa jest prosta - Wy nas nie interesujecie. Tylko to, czego tak usilnie bronicie. O wiele łatwiejszym sposobem dla każdego z zainteresowanych byłoby gdybyście w końcu przestali zajmować się sprawami, które, nie oszukujmy się - wcale was nie dotyczą.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Jedyne co w was widzę, to zagubienie, chłopaczki. *na tę uszczypliwość już chciał zareagować Enzo wyrywając się do przodu, lecz Vincenzo uspokaja go*. O, widzicie? Co ja takiego powiedziałem? Czyżby wasze faszystowskie zapędy zaślepiły w was poczucie płci? Jesteście siebie warci. Czy jedynie mocne uderzenie o matę otworzy wam oczy, że jesteście tylko wykorzystywani przez swojego szefuńcia? Mdli mnie od tego waszego pseudo dystyngowane zachowanie. Dandysi za pół liry. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson:</span> Pozwolę sobie nieco rozszyfrować, co ma Pan Halloway do powiedzenia. Gorąco nas Panowie namawiacie, do pozostawienia sytuacji i oddania kontroli w wasze ręce. W imię tego, że przecież, w waszym mniemaniu i tak macie  wszystko w swojej jurysdykcji. Z tym, że sytuacja nieco się zmieniła. W tym momencie nakręconych na was Panowie jest dwóch niebezpiecznych lunatyków, a i za siebie ręczyć nie mogę. Wy natomiast Panowie macie w końcu w swoim kręgu coś do stracenia, zastanawiam się tylko, dlaczego oddaliście to w ręce Pana Leona zamiast zadbać o siebie. Bo w tym momencie nie wyglądacie już na trzech muszkieterów tylko na Kardynała Richelieu i jego psy.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> Cóż… *zerka na Vincenzo* Nie będę ukrywał, że absolutnie nie martwi mnie to bojowe nastawienie. Mieli szansę zrezygnować i to jedynie ICH wola, że z naszej serdecznej propozycji nie skorzystali. *ogląda się na Edgara i Dereka* A może nie? W końcu opatrzność obdarza nas we wszelaki sposób… A was z kolei nikt nie pytał, czy odpowiada wam ta sama wartość dla współczynnika IQ i numeru buta… *wredny uśmiech* To będzie czysta przyjemność spotkać później.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Enzo i Vincenzo odchodzą zostawiając Edgara i Dereka samych. Obraz z kamery gaśnie…</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #00369B;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Derrick Mantel vs Maxwell Ransom</span></div>
<br />
Obaj zawodnicy są już wyraźnie zmęczeni, ale żaden z nich nie zamierza odpuścić. Ransom pierwszy podnosi się z maty i chwyta Mantela, po czym posyła go w narożnik, a następnie rusza za nim i trafia potężnym Corner Clothesline. Derrick osuwa się na matę, a Big Handsome Man natychmiast podnosi go i wykonuje Deadlift Powerbomb! Ransom od razu przechodzi do przypięcia! 1......2.. nie! Maxwell od razu chce przejść do dalszej ofensywy, zatem podnosi oponenta, ale Derrick wykorzystuje moment nieuwagi i wymierza DDT. Ex-Wilgotniak pada na matę, a Mantel nie pozwala mu nawet złapać oddechu. Podnosi Ransoma i wykonuje Spin-Out Powerbomb! I kolejna próba przypięcia! 1.....2.... The Lone Wolf nie może uwierzyć, że to nie koniec i uderza dłonią w matę z frustracją. Derrick przez chwilę siedzi obok Ransoma, spoglądając na niego z niedowierzaniem. Następnie chwyta się za głowę i podnosi, próbując zachować spokój. Nie zamierza popełnić kolejnego błędu. Zamiast rzucać się na przeciwnika, powoli podnosi Ex-Wilgotniaka i próbuje zaatakować go kopnięciem. Big Handsome Man przechwytuje jednak jego nogę i odpowiada Belly to Belly Suplexem! Mantel z impetem ląduje na macie, a Ransom natychmiast próbuje wykorzystać przewagę. Podnosi się, chwyta Derricka i jeszcze raz próbuje ruszyć z ofensywą. Mantel zdołał jednak przetoczyć się pod linami i wypada z ringu. Ransom rusza za nim, lecz Souvenir Collector szybko odsuwa się od rywala. Zawodnik z Minnesoty próbuje złapać go przy krawędzi ringu, jednak Souvenir Collector robi unik. Maxwell traci równowagę i wypada za liny. Derrick natychmiast cofa się o kilka kroków, obserwując przeciwnika i czekając na odpowiedni moment. W tym samym momencie sędzia zauważa, że w jednym z narożników brakuje osłony. Arbiter podchodzi do narożnika i zaczyna poprawiać zabezpieczenie, odwracając się plecami do zawodników. Mantel, który wcześniej zdążył poluzować osłonę, wykorzystuje okazję. Sięga pod ring i coś spod niego wyciąga, czekając na Ransoma... Ten podnosi się właśnie przy samej krawędzi ringu, jeszcze nie do końca wiedząc, gdzie znajduje się jego przeciwnik. Derrick wyprostowuje się i bez żadnego ostrzeżenia psika w oczy Maxwella! Ex-Wilgotniak natychmiast cofa się i zasłania oczy, a Mantel wyprostowuje się i widać co trzyma w ręku - preparat do włosów który kiedyś produkował Ransom! Ten próbuje otrzeć twarz, ale preparat skutecznie uniemożliwia mu dostrzeżenie czegokolwiek. Mantel błyskawicznie wślizguje się do ringu, a Maxwell próbuje wejść za nim. Lone Wolf jednak go chwyta, podciąga do góry i wykonuje Head Crusher! Big Handsome Man pada na matę. Mantel przez moment upewnia się, że Ransom nie jest w stanie się podnieść, po czym spokojnie kładzie się na nim i mamy już chyba ostateczne przypięcie! Sędzia obraca się i doskakuje do pinu! 1… 2… 3! Derrick Mantel wygrywa!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi się na backstage.. gdzie nikogo nie ma, ale nagle dobiega dźwięk jakiejś głośniejszej kłótni. Operator biegnie w kierunku, z którego dobiegają odgłosy i dobiega do kłócących się między sobą Lorda Sebastiena, Alistaira, McŁowicza i Finnegana. Rzucają w siebie tekstami, które nie są praktycznie słyszalne przez to z jaką częstotliwością się nimi wymieniają. W końcu między nich wchodzi dumnie Rocks.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rocks Xebec:</span> A wy się jeszcze kłócicie, panienki? *z lekkim uśmieszkiem* Zróbcie sobie przerwę, bo i tak to nikogo nie obchodzi, dalej się będziecie pchać ze sobą w ringu to zostawcie to i nie zawracajcie głowy. Dajcie mi w spokoju przejść do porządku dziennego po tym jak zmasakrowałem zamaskowanego furasa i *dumnie, choć dalej się uśmiechając* dostałem się do battle royalu na następnym Elysium o miejsce w elimination chamber matchu o ten cały Golden Laurel.. *zastanawiając się* W sumie.. z tego co słyszałem to wy też w nim jesteście. Popatrzmy.. *patrząc na Chrisa* surfer z odzysku, który lubi dzieci aż za bardzo.. *mierzy wzrokiem Roba* kucharz, który jedyne co sobie zgotował to problemy przegrywając i nie przykładając się do najważniejszej walki w jego dotychczasowej karierze.. *spogląda też na Lorda Sebastiena* jakiś lordzik z Temu, który myśli, że jak podkręci coś francuskim akcentem to da mu cokolwiek powagi, ale i tak słychać, że udaje.. *spogląda na Frasera* i jego kamer-.. *obraca głowę w prawą stronę jakby słuchał kogoś kto mu coś mówi, ale tam nikogo nie ma* a, Ty nie to nie będę na ciebie słów marnował. Dobrze wam radzę.. nie wchodźcie mi w drogę, bo…<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Alistair rusza w kierunku przedmówcy jakby chciał mu coś zrobić, ale te zamiary stopuje Lord Sebastien jednym gestem ręki, bez żadnych słów.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Nie wiem, gdzie leży to całe Temu, ale ja pochodzę z dumnej, francuskiej, arystokratycznej rodziny, <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">niais</span><span class="lpw-translate-tip">prostaku</span></span>. Z tego co mówiłeś tylko w jednym masz rację - Rob jest największym nieudacznikiem w tym gronie. Nie szanujesz ustalonych zasad jak Finnegan, ale to nie dziwne - Rocks u Ciebie chyba oznacza, że masz kamień zamiast mózgu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na to wtrąca się uśmiechnięty Chris Finnegan starając się rozluźnić atmosferę między Lordem, a Rocksem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Finnegan:</span> Chłopaki dajcie spokój.. Jasne każdemu z nas zależy na wyniku, ale ludzie mają z tego czerpać rozrywkę, a nie słuchać stękania i fochów. Rob mam rację? *spogląda na McŁowicza*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Masz rację, Chris. Tylko człowiekowi ciężko zachować dobry humor, kiedy od kilku tygodni jakiś nadęty panicz próbuje urządzać mu życie, a teraz jeszcze ktoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę  przychodzi tutaj i zaczyna wydawać wszystkim polecenia. &lt;Rob zerka z wyraźną irytacją na Lorda, po czym przenosi wzrok na Rocksa.&gt; Jednego już mam nad sobą, Rocks, i uwierz mi, nie potrzebuję drugiego. Za tydzień w Battle Royalu nie będę niczyim kucharzem, służącym ani częścią czyjegoś wielkiego planu. Tam każdy będzie sobie równy, a jak ktokolwiek wejdzie mi w drogę, to bardzo szybko się przekona, że nawet najbardziej napompowane ego da się wyrzucić z ringu.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Już ostatnio myślałeś McŁowicz, że możesz być mi równy! Na następnym Elysium udowodnię Wam wszystkim, że nie możecie być równymi mi &lt;pogardliwe prychnięcie&gt;, ludźmi.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Finnegan:</span> Te prychnięcie to cała twoja klasa Sebastien. Obyś tylko zanadto się nie opluł bo twój serwetkowy od mokrej roboty jest tak roztrzęsiony, że jeszcze rozmażę twój arystokratyczny puder z twarzy. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rocks Xebec:</span> *patrząc po wszystkich z lekkim zażenowaniem* Niewiele się po was spodziewałem, a i tak się zawiodłem.. *kręci głową uśmiechając się, po czym podchodzi do Roba* Ty.. dużo szczekasz jak na podnóżek, a teraz do budy.. *spogląda po chwili na Chrisa* a Twój uśmiech mnie wkurwia, możesz przestać się szczerzyć? *po chwili mierzy Lorda wzrokiem i patrzy na niego z politowaniem*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Jeden uważa mnie za własność, drugi za podnóżek, trzeci stoi z boku i pilnuje, sam nie wiem czego, a każdy z was jest święcie przekonany, że już wygrał. &lt;Rob mierzy wszystkich wzorkiem i uśmiecha się krzywo.&gt; Za tydzień nie będzie żadnego pana, sługi ani wielkich deklaracji, będzie tylko ring, górna lina i moment, w którym któryś z was zrozumie, że zbyt szybko mnie zlekceważył. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Cała dalsza rozmowa zostaje przerwana wraz z pojawieniem się Derricka Mantela. Souvenir Collector przygląda się każdemu z osobna, z wyjątkiem Frasera, którego obecność kompletnie ignoruje.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derrick Mantel:</span> Ahhh… jakie to wszystko jest dla mnie śmieszne. Jesteście niczym małe dzieci, kłócące się o zabawkę, na którą tak naprawdę nie zasługują. *śmiech* Kim wy właściwie jesteście, aby ubiegać się o miejsce w Elimination Chamber Matchu? Musicie zrozumieć jedno. Możecie powalczyć o ostatnie miejsce, ale nie zmieni absolutnie niczego. *poważnieje* Gdy znajdziecie się w klatce, będę czekać. *spogląda na nich* Nieważne, który z was stanie na mojej drodze. Wielu przed wami próbowało mi udowodnić, że nie jestem gotowy na prawdziwe wyzwania. Każdy z nich liczył na oszukanie przeznaczenia. Kończyło się to dla nich bolesną weryfikacją, której nie byli w stanie zaakceptować. Którykolwiek z was stanie na mojej drodze, stanie się kolejną pamiątką. Taki sam los czeka resztę towarzystwa, z którym przyjdzie mi się spotkać na Danse Macabre. Gablota czeka na kolejne pamiątki i każdy z was ma coś, co do niej wręcz idealnie pasuje. Tymczasem… przekrzykujcie się dalej niczym małe dzieci i żyjcie w przekonaniu, że cały świat staje przed wami otworem. Ja natomiast zrobię swoje i uciszę wszystkich jako zdobywca Golden Laurel. To wszystko jest dla was nieuniknione.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Mantel zaczyna się śmiać pod nosem i odchodzi, pozostawiając resztę bez możliwości odpowiedzi...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #00369B;" class="mycode_color">Singles Match for a spot in a Golden Laurel Match</span><br />
Enzo Sacrale vs Derek Halloway</span></div>
<br />
Końcówka pojedynku. Derek Halloway podnosi się przy linach, ale Enzo Sacrale natychmiast rusza w jego stronę i częstuje go mocnym Forearm Smashem. Drugi! The Truth Seeker odpowiada własnym uderzeniem, jednak Messina błyskawicznie dokłada Back Elbow i posyła rywala w narożnik. Corner Back Elbow! Jeszcze jeden! Enzo odsuwa się na kilka kroków, bierze rozpęd i trafia Running Corner Elbow! Halloway wychodzi chwiejnym krokiem z narożnika, a Sacrale przechwytuje go i wykonuje Michinoku Driver! Enzo sam przez moment zostaje na kolanie, łapiąc oddech po ciężkiej akcji, po czym kładzie się na rywalu. 1... 2... nie! Derek podnosi bark. Capo bierze głęboki oddech, wstaje i podciąga przeciwnika do góry. Próba Via Crucis! Enzo zaczyna wynosić Hallowaya, ale Derek zaczyna szarpać się jeszcze zanim Sacrale ustabilizuje go w pozycji Crucifixu. Kilka uderzeń w bok głowy pozwala mu zsunąć się z barków przeciwnika. Halloway ląduje na nogach i natychmiast obejmuje Enzo w pasie. BELLY-TO-BELLY OVERHEAD SUPLEX! Messina przelatuje przez ring! Derek również potrzebuje chwili, żeby dojść do siebie. Podnosi się przy pomocy lin, czeka aż Sacrale wróci do stójki i przechwytuje go. STO! The Awakened przez sekundę pozostaje na kolanie, łapie oddech, po czym podnosi się i wykonuje Leg Drop. Przypięcie! 1... 2... NIE! Enzo odkopuje! Halloway próbuje podnieść przeciwnika, lecz Sacrale trafia Elbow Smashem. Kolejny łokieć! Derek przechwytuje nadgarstek Enzo, przyciąga go do siebie i próbuje Short-Arm Clothesline'u, ale Messina schyla się pod ramieniem! Sacrale obchodzi przeciwnika od boku, przejmuje jego tułów i z ogromnym wysiłkiem zaczyna wynosić 130-kilogramowego Hallowaya na barki. Stabilizuje pozycję... BLACKBIRD FALLS! Burning Hammer wbija Dereka w matę! Enzo również pada obok rywala i przez kilka sekund obaj leżą nieruchomo. W końcu Sacrale przewraca się na bok, doczołguje do Hallowaya i przykrywa go. 1... 2... 3?! NIE! Derek podrywa bark dosłownie w ostatniej chwili! Enzo siada na macie i przez kilka sekund ciężko oddycha, patrząc niedowierzająco na sędziego. Dopiero po chwili na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Sacrale wstaje, cofa się w stronę narożnika i czeka. Wygląda na to, że Sin of Messina już wita się z gąską. Halloway powoli podnosi się z maty, kompletnie zamroczony. Enzo rusza! Krótki rozpęd, obrót... LUPARA! NIE! Derek odchyla się w ostatniej chwili i łokieć przecina powietrze tuż przed jego twarzą! Impet obraca Sacrale, a gdy ten odwraca się ponownie w stronę przeciwnika... THIRD EYE! Spinning Backfist trafia idealnie w szczękę! Messina pada jak ścięty! Halloway również przez moment stoi chwiejnie, ale zbiera resztki sił, rzuca się na rywala i dociska jego barki do maty. 1... 2... 3! Koniec! Derek Halloway wygrywa i melduje się w Elimination Chamber Matchu na Danse Macabre!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie możemy dostrzec Maxwella Ransoma. Ex-Wilgotniak wygląda na obolałego i wyraźnie rozczarowanego dzisiejszym pojedynkiem i w tym właśnie stanie przemierza arenę. Po chwili w obiektywie pojawia nam się… Paddy Jackson! Reporter podbiega do zawodnika i z prędkością Dolnicka zmierzającego do bufetu zadaje pierwsze pytanie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Maxwell, przegrałeś dzisiaj z Derrickiem, jednak nie było to czyste zwycięstwo. Co masz do powiedzenia po tym pojedynku?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> Paddy, przepraszam, nie mam ochoty na rozmow…<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Ransom dostrzega w oddali zmierzającego przez zaplecze Axela Blaze’a. Mr Forever ewidentnie udaje się na swoją walkę, jednak Maxwell nie przejmuje się tym i szybkim krokiem podchodzi do byłego mistrza świata. Kilka kroków za nim idzie Paddy, który staje kawałek dalej.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> Jak Ci się to udało? *Axel odwraca się, ale zanim może cokolwiek powiedzieć przejęty Ransom kontynuuje* Jak to zrobiłeś? Próbowano Cię zniszczyć, upokorzyć, oskarżano Cię o najgorsze rzeczy… *kręci głową, Blaze próbuje dojść do głosu* Zostałeś osaczony, prześladowany… A Ty idziesz. Po prostu idziesz. *spuszcza głowę* Idziesz dalej, przed siebie, jakby nigdy nic się nie stało. Idziesz skoncentrowany, opanowany. Idziesz… w spokoju ducha. *patrzy na Axela wzrokiem pełnym nadziei* Jak… Jak to możliwe?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>*przygląda się uważnie Ransomowi* O cholercia, stary, wyglądasz jakby ser spadł Ci z krakersa. Zdradzę Ci sekret - *ściszonym głosem* jak jesteś dorosły, to możesz nałożyć ser na tego samego krakersa jeszcze raz, nikt tego nie sprawdza. *normalnym głosem* Są rzeczy, na które mamy wpływ. Wtedy musisz złapać byka za rogi i pokazać mu, kto tutaj rządzi. Dać z siebie absolutnie wszystko, a czasami nawet więcej, aby osiągnąć swój cel. Ale musisz ten cel znać, wiedzieć czego tak naprawdę chcesz. Bo kiedy wiesz czego chcesz to wiesz co musisz zrobić, po tym jak wstaniesz z łóżka, aby to osiągnąć. Ale są też rzeczy, na które wpływu nie mamy. I na takie rzeczy nie powinno być miejsca tutaj *Blaze wskazuje palcem na głowę* Jeśli coś jest niemożliwe, nie da się tego zrobi, albo po prostu nie mamy na to wpływu to nie ma sensu tego rozkminiać. Trzeba o tym zapomnieć i idziemy dalej. Gdybym się przejmował, że taki łobuz jak Lopez mi się psoci, albo że przez błąd sędziego straciłem pas to bym zwariował. Dlatego uszy do góry, stary, nikt nie będzie Cię winić za rzeczy, na które nie masz wpływu. A swoją postawą pokażesz ile jesteś tak naprawdę warty.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> Właśnie... Ile jestem warty? Czy nie miałem dzisiaj wpływu? Czy dałem z siebie wszystko? Mam jeszcze tyle pytań, a w głowie tylko mętlik i brak jakichkolwiek odpowiedzi... *zerka na Blaze'a* Zazdroszczę Ci, Axel. Stary, ogromnie. Potrafisz przetwarzać wewnątrz umysłu TAKIE rzeczy, a ja? Nie umiem nawet dobrze zebrać myśli... *zwiesza głowę* A co dopiero sobie z czymkolwiek poradzić... *podchodzi bliżej* Czy ja zwariowałem? Czy da się w moich oczach zobaczyć coś więcej niż obłęd, szaleństwo, beznadzieję? Nie... Nie odpowiadaj proszę. Wiem, że od Ciebie usłyszę prawdę, a na ten moment... *głębszy oddech* Straszliwie się jej boję. Bezpieczniej będzie, jeśli zakrzywię swoją rzeczywistość.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ransom kręci głową i w pośpiechu odchodzi zostawiając skonsternowanego Axela bez możliwości odpowiedzi. Blaze spogląda jeszcze na znikającego za ścianą Maxwella, po czym sam rusza w stronę wyjścia na arenę. Obraz z kamery gaśnie...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size"><span style="color: #1E92F7;" class="mycode_color">REKLAMA</span></span></span></div>
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do gabinetu, w którym panuje absolutna cisza. Ciężkie, drewniane wnętrze zdaje się niemal pochłaniać każdy dźwięk. Tony stoi przy biurku z dłońmi splecionymi za plecami, nieruchomy i opanowany, lecz jego chłodne spojrzenie zdradza głębokie rozczarowanie. Naprzeciwko niego Enzo stoi ze spuszczoną głową, nie ośmielając się podnieść wzroku. Vincenzo pozostaje nieco z boku, milczący, obserwujący sytuację z kamiennym wyrazem twarzy. Nikt nie mówi ani słowa,  a właśnie ta cisza sprawia, że atmosfera staje się niemal nie do zniesienia.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Enzo, powiem to bez ogródek - zawiodłeś mnie. Powierzyłem Ci zadanie, które należało wykonać bez względu na wszystko, a Ty wróciłeś z pustymi rękami. W Rodzinie taki rezultat jest czymś, czego nie zwykłem tolerować.  Nie interesują mnie wymówki, ani okoliczności. Interesuje mnie rezultat, a tego dzisiaj zabrakło. *długa, bardzo przeciągnięta pauza* Mam nadzieję , że rozumiesz, jak wiele znaczy moje milczenie w zaistniałej sytuacji. Nie zmuszaj mnie, Enzo, abym następnym razem musiał podnosić głos.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> *podnosi głowę, ściszony głos* Wiesz doskonale, że zawsze przychodzi moment na pierwsze rozczarowanie. Boli jednak to, iż jestem tym premierowym... Nie będę kłamał, że tak nie jest. Zostałem wystawiony na próbę… *zerka w górę* Mimo to nie zwątpię w plan, nie zwątpię w rodzinę i przede wszystkim… Nie zwątpię w siebie. *wyprostowuje się* Chcę, żebyś był tego pewny. *patrzy w oczy Leone* Jestem z Tobą.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Módl się, żeby plan na tym nie ucierpiał. *Długie spojrzenie na Enzo w milczeniu, następnie przeniesienie wzroku na Vincenzo* Teraz waga Twojego zadania jest nieporównywalnie większa. Do tej pory myślałem, że nie muszę tego podkreślać... OCZEKUJĘ, że pokonasz pisarzynę. Bez względu na wszystko.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Vizzini powoli wyłania się z półcienia i podchodzi do Tony'ego stając tak, że wąska stróżka światła pada wyłącznie na jego oczy. Spogląda na Dona beznamiętnym spojrzeniem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Vincenzo Vizzini:</span> Nie zamierzam zawieść, Tony. Utrzymam status quo i przywrócę równowagę na Elysium. *strzela słyszalnie karkiem* Mimo wszystko *spogląda na Enzo* bądź w pogotowiu. Nasi rywale są nieprzewidywalni. Nigdy nie wiadomo, co jeszcze gotowi są zrobić w imię... *prycha* honoru.</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #00369B;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Zack Sabre Jr. vs Axel Blaze</span></div>
<br />
Od pierwszych sekund po przerwie reklamowej widać, że High Life Warrior nie zamierza pozwolić Zackowi narzucić swoich warunków. Submission Master rusza do przodu, schodzi nisko i przechwytuje nogę rywala, przechodząc do Spinning Toe Hold. Mr. Forever szybko jednak odpycha przeciwnika i podnosi się z maty. ZSJ rusza ponownie, lecz Real Rock 'n' Roller trafia go potężnym European Uppercutem! The Technical Wizard cofa się pod liny, a Blaze natychmiast rusza za nim. Corner Clothesline! Anglik osuwa się w narożniku, a były mistrz LPW nie daje mu chwili wytchnienia. Chwyta go i wykonuje Snake Eyes, po czym dokłada Big Boot! Próba przypięcia, 1.......2... Submission Master bez większych problemów odkopuje. Zack szybko odsuwa się w kierunku lin i próbuje złapać oddech, ale Axel nie zamierza pozwolić mu na odpoczynek. Rusza w jego stronę, lecz Your favourite wrestler's favourite wrestler wykorzystuje jego impet i przechwytuje rękę. Double Underhook Snap Suplex! Anglik natychmiast przechodzi do kontroli kończyny i próbuje zapiąć Jim Breaks Armbar, lecz Blaze jest zbyt blisko lin. High Life Warrior chwyta je i zmusza rywala do przerwania dźwigni. ZSJ nie odpuszcza i przy kolejnej próbie ataku trafia Enzuigiri, po którym dokłada German Suplex! Axel ląduje na macie, ale niemal natychmiast podnosi się na nogi. Technical Wizard próbuje wykorzystać moment i ponownie schodzi do jego nóg, jednak Legend In Making przechwytuje go w locie i wykonuje potężne Belly To Belly Suplex! Publiczność reaguje głośno, a Mr. Forever ponownie przejmuje kontrolę. Podnosi Sabre'a i posyła go w narożnik, gdzie mamy Corner Clothesline, po którym następuje Bicycle Knee Strike! Zack osuwa się na matę, a Axel nie daje mu nawet chwili na dojście do siebie. High Life Warrior podnosi go i dokłada Deadlift Powerbomb, po czym przechodzi do przypięcia. 1… 2… nie! Sabre odrywa bark! Blaze przez moment spogląda na sędziego, ale nie traci czasu na dyskusję. Ponownie chwyta Anglika i próbuje ustawić go pod Reverse Alabama Slam, lecz Zack zdołał się uwolnić i natychmiast przechodzi do Guillotine Choke! Blaze chwieje się przez moment, a The Technical Wizard zaciska dźwignię, próbując sprowadzić większego rywala do parteru. Mr. Forever wykorzystuje jednak swoją przewagę fizyczną, podnosi Anglika i zrzuca go na matę! ZSJ podnosi się chwiejnie, a Axel rusza z Bicycle Knee Strike! The Technical Wizard pada na kolana, a Real Rock 'n' Roller chwyta go i dokłada Fade To Black! ZSJ pada na matę jak zabity, a były mistrz LPW natychmiast przechodzi do przypięcia. 1… 2… 3! Axel Blaze pokonuje Zacka Sabre'a Jr.!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/cNDyCwA.png" loading="lazy"  width="500" height="500" alt="[Obrazek: cNDyCwA.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na hali momentalnie rozbrzmiewa "I gotsa get paid", a publiczność reaguje cheerem. Już po chwili na rampie pojawia się Axel Blaze ubrany dokładnie tak samo jak zawsze. Zawodnik spokojnie, pewnym krokiem zmierza do ringu, po drodze przybijając piątki z fanami. W końcu odbiera mikrofon od pracownika technicznego i wchodzi z nim do ringu. Ustawia się na jego środku, poprawia okulary przeciwsłoneczne na nosie i unosi mikrofon do ust.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>No dobra... Nick Aldis powiedział, że chce mnie tutaj widzieć, więc jestem. Co prawda nie powiedział wprost dlaczego, ale co czuję, że może to mieć związek z tym, że czegoś tutaj brakuje. *Blaze poklepuje się po barku* Naprawdę już nie mogę się doczekać, aż to odzyskam, dlatego proszę, szefie, nie trzymaj Nas już dłużej w niepewności. Wywołałeś mnie do tablicy, więc czekam z kredą w dłoni. Nie traćmy czasu na krzyczenie do studni.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">No i słyszymy Void in Blue! Gigantyczne buczenie, aż uszy bolą. Jose Lopez zjawia się na arenie, jest ubrany tak samo jak poprzednio. Czyli <a href="https://imgur.com/zW5Vzzj" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TAK.</a> Hiszpan zmierza w kierunku ringu pewnie trzymajac pas na swoim ramieniu. Przed wejściem odbiera mikrofon i po schodkach wchodzi do środka, patrząc z wrednym uśmieszkiem na Blaze'a. Lopezzo staje przed nim i zabiera głos. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez: </span>Tutaj czegoś ci brakuje? *pokazuje palcem na bark Blaze'a* Dobre żarty... *uśmiecha się kącikiem ust* Jedyne czego ci brakuje, to piątej klepki! *wskazuje głowę Axela* Bardzo oklepany tekst, ale adekwatny do twoich żałosnych teorii o ''odzyskaniu'' MOJEGO mistrzostwa. *heat* Swoją drogą to zabawne, że mówisz o trzymaniu kredy, ewidentnie jesteś bardzo stęskniony za białym proszkiem. *heat, uśmiech Jose*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>*Blaze przykłada palec do ust* Ciiiii. Panie i Panowie, właśnie tak brzmi pękająca dupa. W takiej sytuacji zalecane jest zluzowanie gaci i smarowanie maścią, żeby złagodzić pieczenie. *śmiech na trybunach* Jeśli gotowość do pisania kredą po tablicy nie kojarzy Ci się ze szkołą, tylko z białym proszkiem... cóż. Nie będę pokazywać palcem komu w takim wypadku brakuje piątej klepki. Powiem tylko, że Pan Dickinson na pewno z przyjemnością podzieli się z Tobą numerem do swojego psychiatry. Ale nie winię Cię, w końcu głodnemu chleb na myśli. A skoro już wspominasz to wspaniałe mistrzostwo to raczej powinieneś nazywać je tymczasowo przechowywanym dla mnie, tylko i wyłącznie przez błąd sędziego. *szeroki uśmiech Blaze'a, cheer*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lopezzo przygląda się przez dłuższą chwilę Blaze'owi i widać, że jest lekko zażenowany.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez:</span> Jakże błyskotliwe oraz zgodne z prawdą teksty, jestem pod wrażeniem Axel. *uśmiecha się kącikiem ust* W końcu najoczywistszą oczywistością jest to, że to akurat JA mam pękający zad, bo... przecież jestem tylko GŁÓWNYM mistrzem w tej federacji, tak, tak... tymczasowym. *kręci głową* W dodatku jestem NIEPOKONANY i na poprzednim Elysium odprawiłem tego, który na byciu niepokonanym chciał oprzeć całą swoją karierę. *prycha* Cholera, jakież moje życie jest okropne! Jak źle być mną! *udaje smutek, po czym od razu poważnieje* Stajesz się coraz bardziej żenujący, Blaze. Cholernie żenujący. Ten twój... udawany luz. *patrzy mu w oczy* Chłopcze, nie mogłeś spać po nocach, nie wytrzymywałeś psychicznie, wszystko cię przerosło i teraz będziesz udawać, że po tym, jak zrobiłem z ciebie zbłąkanego, agresywnego kundla i zabrałem ten pas *rzuca lekkie spojrzenie na mistrzostwo*, to w sumie jest... w porządku? KTO MA W TO UWIERZYĆ? *krótka pauza* Interesujący sposób na radzenie sobie z traumami, może jednak znajdź jakiś inny? Kenneth Riddle ma trochę takich książek, które mogą okazać się przydatne. *wredny uśmiech*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tej chwili na arenie wybrzmiewa muzyka wejściowa Generalnego Managera, a ten pojawia się na stage'u. Aldis od razu zmierza do ringu, gdzie staje przez chwilę pomiędzy zawodnikami, po czym wycofuje się kilka kroków i unosi mikrofon do ust.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Wierzę, że nie muszę się już obawiać, a faza zabawy w kotka i myszkę jest za wami. Dlatego ja też nie będę przedłużał. Ściągnąłem was OBU byście tu i teraz podjęli decyzję o dwóch pierwszych rodzajach walk podczas waszego Three Stages of Hell Matchu na gali Danse Macabre! &lt;żywiołowa reakcja publiki&gt; Ale przy okazji, skoro już tu się widzimy, to... &lt;zerka na Blaze'a&gt; Ostatnim razem nie miałem szansy, żeby jakkolwiek odpowiedzieć, Axel. Powiem tylko tyle - ciesze się, że poszedłeś po rozum do głowy.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Doceniam to, Nick. Cieszę się, że zauważyłeś. Bo niektórzy w dalszym ciągu przeżywają, że poświęcili dwa miesiące swojego życia, aby doprowadzić mnie do szaleństwa... A nie dość, że moja głowa ma się świetnie, to jeszcze nie udało mu się mnie pokonać. Tak, wiem, też byłbym zły, gdyby dwa miesiące wysiłków poszły do kosza, ale bez przesady. Trzeba iść dalej. *Blaze uśmiecha się szeroko* Dlatego teraz nie zamierzam zostawiać miejsca na błędy. *Blaze zdejmujemy okulary i zbliża się do Lopeza* Pierwszym stopniem piekła, do którego wkroczymy będzie First Blood Match. *Ogromny cheer* Z przyjemnością przypomnę sobie łokcie spadające na Twoją twarz.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez: </span>Sprytna strategia, nie powiem. Brawo. *ironicznie klaszcze* Już teraz wygrałeś, bo uszy mi krwawią od słuchania twojej zaciętej płyty. *prycha* Ja za to wybiorę sobie coś idealnego do zamknięcia naszej historii... coś, co będzie klamrą i doskonałym symbolem twojej porażki na każdej płaszczyźnie... SUBMISSION MATCH! *głośna reakcja fanów* Na ich oczach *pokazuje palcem na publikę* sprawię, byś się poddał. Doprowadzę do tego, by Axel Blaze samozwańczy symbol ''dobra'' musiał klepać jak... zwykła dziwka. *buczenie*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Wystarczy. Zrobiliście co mieliście. First Blood Match, Submission Match... oraz Tables, Ladders &amp; Chairs Match! *głośna reakcja publiczności* Dobrze słyszycie! Jeśli po dwóch pierwszych starciach mistrz nie zostanie wyłoniony, w finałowej rundzie wygra ten, który ściągnie zawieszony nad ringiem pas! <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie pomiędzy zawodników z góry zjeżdża łańcuch z hakiem. Aldis prosi Lopeza o pas i symbolicznie go zawiesza, następnie wychodząc z ringu. Widzimy jeszcze jak zainteresowani mierzą się wzrokiem, coraz intensywniej, a po chwili obraz z kamery ciemnieje i przechodzimy do pierwszego bloku reklamowego.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #00369B;" class="mycode_color">Singles Match for a spot in a Golden Laurel Match</span></span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone vs Mike Brutal</span></div>
<br />
Wracamy do ringu, a raczej poza niego, bo to tam obecnie dzieje się akcja - Tony Leone oparty o barierki jest obijany bezlitośnie przez Mike’a. Extremely Mad Dog odchodzi na chwilę, ale po chwili odwraca się biorąc nabieg.. Running Corner Splash! (sędzia gdzieś w tle odlicza, jesteśmy już na 4..) The Sicillian Don upada na ziemię.. nie! Mike przytrzymuje go i Snap Suplex! (5.. 6..) Violence Bastard nie chce żeby to zakończyło się w ten sposób i lekko przytrzymując się za plecy podnosi Head of the Family (7..) i wrzuca go do ringu, samemu się do niego po chwili wślizgując. Nie zwalnia on jednak tempa i pomaga Leone wstać i wrzuca go bezwiednie w narożnik.. rozpędza się i Corner Clothesline-.. nie! Tony w ostatniej chwili ucieka z narożnika i widzi tylko jak Mike Brutal wlatuje z pełnym impetem w miejsce gdzie ten przed chwilą stał. Adrenalina działa, the Godfather podnosi się i odbija od lin.. Flying Forearm Smash w King of Extreme! Brutal podnosi się szybko.. Shotgun Dropkick! Mike leci w narożnik, ale daje radę z niego wyjść.. nadziewa się na Pele Kick jeszcze! Mamy pin: 1.. 2.. kick out! Na twarzy Tony’ego widać zdziwienie, to nie tak ta walka miała wyglądać! Mike przy pomocy lin powoli wstaje, Sicillian Don również.. punch od Brutala! Uppercut od Leone! Mamy solidną wymianę, raz uderza jeden, raz drugi, ale to ostatecznie King of Extreme górą i nawałnicą ciosów powoduje, że Tony w narożniku broni się przed ciosami.. nagle punche ustają. Leone wychodzi z narożnika.. Dead Static! Tony Leone upada na ring z wielkim impetem! Mike szybko przypina: 1.. 2.. kick out! Ale było dość blisko! South Philly Scumbag podnosi się i czeka tym razem na Tony’ego aż ten wstanie.. i gdy ten już się podnosi.. trafia prosto w uścisk Mike’a.. Overhead Belly-to-belly Suplex! Nie! Brutal już się szykował do wykonania akcji, ale Sicillian Don wyswobodził się i sprzedał European Uppercut! Po chwili kolejny! Tony widząc lekko słaniającego się na nogach Brutala wycofuje się i odbija od lin.. Mike go zatrzymuje! Próbuje go chwycić, ale Tony Leone unika! Hostile Takeover od Head of the Family! Mike Brutal unika! Tony upada na matę, ale podnosi się szybko podnosi trzymając za klatkę piersiową.. Factory Reset od Extremely Mad Doga! Mamy od razu przypięcie: 1.. 2.. 3!? A jednak nie! Sędzia wskazuje, że noga Tony’ego była na linie! Mike podnosi się lekko sfrustrowany i będzie chciał to kończyć! Podnosi Il Padrino i przygotowuje go do This is Gonna Hurt! Wynosi przeciwnika i.. ten się jakimś cudem wyswobodził! Upada na cztery łapy jak kot, Mike jest zdezorientowany! Final Warning! Tony Leone nie marnuje czasu i La Famiglia Greetings! Pin! 1.. 2.. 3! Sicillian Don przechodzi dalej i zawalczy o Golden Laurel!<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na początku była ciemność... Po chwili jednak z głośnym pstryknięciem zapala się światło a w kadrze widzimy Eli Cottonwooda oraz Eli Cottonworlda. Za nimi stoją dwie inne, posępne sylwetki, skryte jednak w ciemności. Eli oraz Eli poprawiają wąsa przed samym obiektywem, po czym uśmiechają się złowrogo, odsuwając się na boki... I widzimy że jeden z ukrytych w cieniu mężczyzn wyszedł na światło... Robi się coraz dziwniej, ponieważ ten jest ubrany w różowe gacie, królicze uszka a do tyłka przyczepiony ma króliczy ogonek... A w ręku trzyma wielką marchewkę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Eli Cottontail:</span> Ej Ty. Z wąsami! Nadchodzimy! *gryzie marchewkę swoimi wielkimi, króliczymi zębami* Sprawa jest prosta. Nie lubię maszynek, gładkiej twarzy, ani gdy ktoś śmieje się z moich magicznych sztuczek! *wyciąga zza ucha Cottonworlda marchewkę i teraz zaczyna gryźć obie na przemian* Za to uwielbiam marchewkę, wąsy... i swoich braci!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Cottontail zaczyna machać w stronę kamery marchewką, jakby komuś groził, a obraz z kamery po chwili gaśnie!</span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się na zaplecze, gdzie możemy dostrzec Tony’ego Leone. Mistrz Eternal jest wyraźnie zmęczony po wygranym pojedynku, mimo to z dumą zmierza przez korytarz trzymając na barku swoje mistrzostwo. Gdy jest już pod szatnią, na której widnieje elegancka tabliczka z napisem “The Outfit”, podbiega do niego… Paddy Jackson!</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Don Leone! *Tony odwraca się w stronę reportera* Zapewne masz jeszcze wiele spraw do omówienia ze swoimi partnerami, jednak chciałbym zająć Ci chwilę i zadać kilka pytań, które nurtują fanów LPW. Czy można? *Leone z uśmiechem kiwa głową twierdząco* Wszyscy oczekiwali dzisiaj wielkiej celebracji po zdobyciu tego pięknego tytułu. *wskazuje na pas* Nic takiego jednak nie miało miejsca. Co więcej, nie powiedziałeś nawet słowa po twoim imponującym zwycięstwie z ostatniego Elysium. Czy mógłbyś wytłumaczyć czym jest to spowodowane?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Cóż... odpowiedź jest niezwykle prosta. *szeroki uśmiech* Ponieważ celebracja jest przeznaczona dla człowieka, który właśnie osiągnął kres swojej drogi. Natomiast ja mam świadomość, że zdobycie tego tytułu *Tony delikatnie poklepuje pas Eternal*  nie jest zakończeniem żadnej historii. Jest zaledwie momentem, w którym zaczyna się jej znacznie ciekawszy rozdział. Nie zrozum mnie źle, Paddy. Oczywiście jestem z tego niezwykle dumny. Byłoby fałszywą skromnością udawać, że jest inaczej. Ten tytuł ma dla mnie ogromną wartość i będę gro traktował z należytym szacunkiem. *Tony mocniej przyciska do siebie pas* Ale nie widzę powodu, by urządzać z tego spektakl próżności. Nie potrzebuję konfetti, fajerwerków, ani tłumu ludzi wznoszących kieliszki za mój sukces. Widzisz, Paddy, człowiek, który wie ile naprawdę jest wart, nie potrzebuje, aby inni mu o tym przypominali.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Kolejny raz wyszedłeś na tarczy ze starcia, gdzie twoim rywalem był Mike Brutal. Jaka jest szczera opinia Dona Leone o nim, a także o dwóch innych osobach, które najbardziej zaszły wam za skórę? Chodzi oczywiście o Dereka Halloway'a i Edgara Dickinsona. Czy wieszczysz swoim partnerom, że podołają zadaniu i znajdą się w klatce razem z Tobą?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przez chwilę Tony miał minę, jakby właśnie został spoliczkowany, nawet odwrócił głowę w bok. W końcu jednak ponownie spojrzał na swego rozmówcę z głębokim smutkiem w oczach.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Co ja Ci zrobiłem, że mnie tak obrażasz? *pauza, Paddy głośno przełyka ślinę* Najpierw masz czelność insynuować moją kolejną porażkę z tym neandertalczykiem, a potem pozwalasz sobie snuć przypuszczenia, że The Outfit mogłoby nie podołać zadaniu. *pauza, Tony z niedowierzaniem kręci głową, po czym głęboko wzdycha* Po pierwsze, kolejny raz wróciłem z tarczą, Paddy, nie na tarczy. Na tarczy zawsze wracają przegrani. Akurat Ty powinieneś coś o tym wiedzieć. A jeśli chodzi o drugą część Twojego pytania... Panowie Dickinson oraz Halloway bezsprzecznie należą do grona ludzi, których poczynania należy traktować najwyższą atencją. Są zawodnikami wytrawnymi, kompetentnymi i, co najistotniejsze, niezmiennie niebezpiecznymi. Obaj dysponują potencjałem, który przy sprzyjających okolicznościach pozwalałby im dokonywać rzeczy doprawdy znamienitych. Niestety, w ostatnim czasie fortuna nie była dla nich szczególnie łaskawa. Pomimo tak przytłaczającej przewagi, jaką dysponowali w konfrontacji ze mną, o mistrzostwo Eternal, obaj musieli się pogodzić z faktem, że to ja opuszczam ring jako zwycięzca. Dodatkowo, pozostaje pewien nader interesujący szczegół. The Outfit wciąż nie zaznało goryczy porażki. Trudno przypisywać taki stan rzecz wyłącznie przypadkowi czy kaprysom losu. Dlatego pozwolę sobie na wniosek pozbawiony przesadnej brawury, lecz oparty na dotychczasowych obserwacjach - rozsądnym jest zakładać, że zarówno Vincenzo, jak i Enzo, podtrzymają naszą dotychczasową tradycję. W naszym fachu można liczyć na szczęście. My natomiast wolimy polegać na konsekwencji.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Ja... J-ja przepraszam Cię za to niefortunne przejęzyczenie, Don Leone... *Paddy wydaje się być zmieszany* Chciałbym jeszcze wiedzieć, czy... *Jackson jest wyraźnie zestresowany*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Spokojnie, Paddy, ja nie gryzę. Weź głęboki oddech i zadaj pytanie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> *delikatnie się uspokaja* Chciałbym wiedzieć, czy mimo wszystko... *zawahanie* Nie martwi Cię postawa Enzo, który jakby... Który jakby nie przejawiał tak pewnej postawy jak Ty, czy Vincenzo.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>*uśmiecha się czule* Widzisz, prawdziwy lider nigdy nie liczy na wdzięczność ludzi za coś, co już zrobił. Sprawia by byli wdzięczni za to, co może dla nich zrobić w przyszłości. Właśnie dlatego nigdy nie wolno kwestionować oddania moich ludzi. Nawet jeśli ich myśli spowija mrok i chcieliby działać inaczej... to doskonale wiedzą, dlaczego to właśnie ja podejmuję ostateczną decyzję.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???:</span> Mam nadzieję, że uspokoiła Cię ta odpowiedź.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przestraszony Paddy odwraca się, a za swoimi plecami dostrzega Enzo Sacrale. Messina uważnie ogląda się na reportera, po czym wzrok swój kieruje w stronę Leone.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> Tony, jesteś nam potrzebny.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Wybacz, Paddy, obowiązki wzywają. Serdecznie dziękuję za wywiad.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Leone robi ukłon w stronę Jacksona i odchodzi. Messina zaś kieruje w stronę reportera lekki uśmiech i klepie go po ramieniu, po czym sam rusza za Tonym. Obraz z kamery gaśnie...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #00369B;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Rocks Xebec vs El Garra de Gato</span></div>
<br />
Kamera przenosi nas do ringu, gdzie Rocks Xebec okłada El Garrę del Gato w narożniku serią kopnięć. Kociarz opada z sił na matę, Rocks nie przestaje, a sędzia zaczyna odliczać. 1… 2… 3… 4…Xebec maksymalnie wykorzystuje czas i zatrzymuje się w ostatnim momencie. Koci wojownik powoli podnosi się do góry i wychodzi z narożnika, a zawodnik Hachinosu idzie do przeciwnego narożnika, bierze rozbieg… I mamy silny Big Boot ścinający z nóg! Pin! 1… 2… Kickout! Kociarz cały czas w grze, a Rocks od razu zapina mu Chin Lock od tyłu. Meksykaninowi chwilę to zajmuje, ale już wstaje przy owacji publiczności. Wypłaca łokieć na żebro Rocksa, a ten puszcza uchwyt i pochyla się łapiąc oddech. Gato Oscuro odbija się od liny… Ale tylko po to, żeby zarobić Scoop Powerslam. Brazylijczyk podnosi od razu rywala i dokłada Fall Away Slam. Nie zatrzymuje się i wchodzi na narożnik. W tym czasie Kociarz powoli wstaje. Double Axe Handle! Connected! Pin! 1… 2… Kickout! The Apex Anarchist wypycha swojego przeciwnika z ringu. Koci wojownik jest teraz na kolanach na macie przy ringu, a chwile potem dołącza do niego Rocks. Łapie oponenta za głowę i wbija go głową prosto w stolik komentatorski. Meksykanin ląduje na ziemi, a Xebec napawa się to chwilą przy dezaprobacie publiczności. Gato Oscuro powoli się podnosi, The Scourge of Hachinosu przystępuje do rozbierania stolika, a sędzia rozpoczyna odliczanie. 1… 2… Rocks umieszcza swojego przeciwnika na stoliku po czym sam się na niego pakuje. Mamy wyniesienie na bark… Czy to będzie Powerslam na stolik komentatorski?! Nie! Garra de Justicia w ostatniej chwili zsuwa się za przeciwnika. Następnie go podcina i wraca powolnym krokiem do ringu i się do niego wturluje. Zbiera siły na ziemi, a w międzyczasie sędzia już doliczył do 6. Wyliczenia raczej nie będziemy mieli, bo Rocks już powoli przekręca się ze stolika na nogi. Wturluje się do ringu w momencie, kiedy sędzia doliczył do 8. W tym czasie Zamaskowany Kociarz jest już na nogach i widząc rywala odbija się od liny… Running Crossbody! Meksykanin czołga się do narożnika i powoli w nim wstaje. Sygnalizuje, że będzie chciał zakończyć walkę. Rocks wstaje, Garra Slam?! Nie! Xebec wykręca się i sprzedaje Headbutt! Kociarz cofa się i siada w narożniku, a Brazylijczyk idzie do przeciwnego. Koci Wojownik wstał, ale już otrzymuje Conqueror`s Impact! The Chaos` Sovereign nie chce przedłużać. Podnosi oponenta. Pandemonium?! Connected! Pin! 1… 2… 3! Rocks Xebec wygrywa walkę!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się teraz na zaplecze i widzimy drzwi od szatni Brutala. Te są jednak zamknięte na cztery spusty... A po chwili z SUPER ULTRA prędkością przejeżdża na swoim Kukurynie Elias Shadow, wyglądający wręcz przez chwilę jak złoczyńca z komiksu, w czarnym kasku i z powiewającym za nim czarnym płaszczem. Dojeżdża do zakrętu na pełnej prędkości... I ktoś nagle bardzo honorowo zagradza mu drogę! Oczywiście jest to nie kto inny niż... Tak tak, doskonale! Yoshi Tatsu! Z jego tyłka, a w sumie to z głosnika, który ma w tylnej kieszeni słychać <a href="https://www.youtube.com/watch?v=h1cHgnyZHpM" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TAKĄ</a> muzykę. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>Ha! Ha! Ha! Ha! *honorowo, przerysowanie się śmieje* Wszystko już w porządku! Dlaczego? Bo oto przybyłem! *honorowo szczerzy zęby i robi palcami okejkę* Mogłeś zrobić krzywdę sobie oraz komuś pędząc w ten sposób! Jednak nie lękaj się! Yoshi - san zawsze będzie przy tobie, by wyciągnąć cię z tarapatów!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Elias gwałtownie hamuje, zatrzymując się dosłownie centymetry od stojącego wciąż z honorowo wyciągniętym do góry kciukiem Yoshiego, prawie się przy tym przewracając! Japoniec jednak w ogóle się tym nie przejmuje tylko dalej honorowo się śmieje. Elias wysuwa stopkę i odstawia Kukuryne, po czym ściąga kask, widać że jest cały czerwony i spuchnięty ze złości, zupełnie jak ryba rozdymka. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow: </span>Tobie życie niemiłe?! Ja pier... *łapie się za serce* Ty myślisz, że jesteś niezniszczalny? Przecież jakbym w Ciebie wjechał... Zresztą, jaki niezniszczalny, na ostatniej gali te pały w garniturkach nas skopały i to wszystko Twoja wina! "Żadne Kozaki"... Ty wiesz co? Ty się do mnie nie zbliżaj. Radziłem sobie sam do tej pory i poradzę sobie dalej.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>Ha! Ha! Kocham twoje poczucie humoru  Elias - kun! *honorowo kładzie rękę na ramieniu Eliasa, ten strąca ją* To że nie poszło nam w jednej walce... nie oznacza, że nie pójdzie nam w innych! Jest takie przysłowie z regionu Kanto... złap je wszystkie! Rozumiesz, co to znaczy? Złap wszystkie szanse! Nie udało nam się raz, ale następnym razem... kto wie? Może obaj zostaniemy mistrzem Global? *honorowo znowu szczerzy ząbki i pokazuje okejkę*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow: </span>Złapać, to ja Cię mogę za ten głupi łeb dziadu! chwilę się zastanawia A potem wyrzucić nad górną liną, o! Na następnym Elysium obaj bierzemy udział w Battle Royal o ostatnie miejsce w Elimination Chamber Matchu! Zamierzam go wygrać i rozpocząć w końcu swoją drogę na szczyt! *Śmiech super złoczyńcy, bardzo niehonorowy* A Ciebie, stary głąbie, wyrzucę jako pierwszego!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>Battle Royal... powiadasz? *dumnie oraz honorowo zamyka oczy i bierze wdech* JESTEM SPECJALISTĄ OD BATTLE ROYALI! O tak! Czuję to! Czuję jak jestem już w wodzie, którą znam najlepiej!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Elias wygląda jakby miał coś jeszcze powiedzieć, jednak nagle w oddali słychać jakieś poruszenie, na co kamerzysta reaguje i obraca się w danym kierunku. W pewnym momencie w tle pojawia się Mike F'N Brutal. Jego twarz jest zaczerwieniona, włosy potargane, a na rękach widać ślady po wcześniejszym uderzaniu w coś twardego. Nie zwraca jednak uwagi na mijających go pracowników. Idzie przed siebie, zaciskając pięści. Nagle South Philly Scumbag zatrzymuje się przed drzwiami do jednej z szatni. Przez kilka sekund wpatruje się w nie nieruchomo, po czym z całej siły uderza w nie barkiem. Drzwi ustępują, uderzając o ścianę wewnątrz pomieszczenia. Mike wchodzi do środka, chwyta stojące przy wejściu krzesło i ciska nim o lustro. Szkło rozpada się na drobne kawałki. Po chwili Brutal wychodzi z szatni, trzaskając za sobą uszkodzonymi drzwiami. Rusza dalej korytarzem, aż dociera do stołu z cateringiem, przy którym kilka osób przygotowuje poczęstunek dla zawodników. Bez chwili wahania zrzuca wszystko na podłogę — butelki, talerze i jedzenie lądują na posadzce. Jedna z pracownic próbuje odsunąć się na bezpieczną odległość, ale Extrememaniac przewraca cały stół, zmuszając wszystkich do ucieczki. Przechodząc obok Tatsu i Shadowa, Brutal zatrzymuje się na moment. Jego wzrok pada na Eliasa. Na twarzy Mike'a pojawia się krótki, pełen pogardy uśmiech, a następnie spluwa pod nogi dawnego rywala. Nie zatrzymuje się jednak ani nie próbuje go zaatakować. Po prostu rusza dalej, jakby nawet zwycięstwo nad Eliasem nie miało już dla niego żadnego znaczenia. Kilka metrów dalej King of Hardcore zauważa grupę osób z ekipy produkcyjnej. Jeden z pracowników próbuje coś do niego powiedzieć, lecz Brutal chwyta stojący obok metalowy kosz na śmieci i z impetem ciska nim o ścianę. Huk rozchodzi się po korytarzu. Wszyscy zamierają, a Extremely Mad Dog przez chwilę stoi pośród bałaganu, ciężko oddychając. W końcu odwraca się i odchodzi, kopiąc po drodze przewrócone przedmioty. Kamera pozostaje na zdemolowanym zapleczu, podczas gdy w oddali widać Brutala znikającego za kolejnym zakrętem... Zza którego wyłania się James River Waters! Zawodnik na chwilę przystaje i ogląda się do tyłu, przeczesuje włosy i aż potrząsa głową, po tym co zobaczył, a my widzimy, że teraz na jego drodze pojawia się również Jose Lopez! Mistrz jest ubrany w to samo co wcześniej, na ramieniu ma pas.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez:</span> Zawiodłeś mnie Waters.. Bańka szybciu...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">James River mierzy wzrokiem Hiszpana i już ma zamiar mu coś odpowiedzieć, ale w ostatniej chwili rezygnuje, uśmiecha się tylko lekko i gwałtownie skręca, po czym kiwa głową z niedowierzaniem i idzie dalej, zostawiając Lopeza bez odpowiedzi...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #00369B;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Alistair Fraser Jr. vs Chris Finnegan</span></div>
<br />
Wracamy do walki, gdzie Alistair chce wyprowadzić Clothesline, jednak Chris przechodzi pod ręką oponenta, szybko odbija się od lin, Francuz znów próbuje go zaskoczyć tą samą ręką, ale tyłem przedramienia, jednak Finnegan znów się pochyla, ponowne odbicie od lin i mamy Running Clothesline od Surfera. Nieco zaskoczony zawodnik z Paryża dosyć szybko wstaje niesiony sfrustrowanym głosem Lorda Sebastiena. Rob spogląda niewzruszony, a Chris wyprowadza Arm Drag, za chwilę kolejny z nich. Alistair nie poddaje się, ponownie wstaje, Surfer atakuje go Gut Kickiem i mamy Suplex. Jednak nie, Alistair się zapiera nogą o nogę przeciwnika uniemożliwiając mu wyniesienie go. Teraz mamy trzy uderzenia na brzuch od Francuza, przez co Australijczyk całkiem puszcza rywala. Zawodnik z Paryża popycha przeciwnika w stronę lin, po powrocie Front Waist Lock i mamy Overhead Belly-to-belly Suplex. Finnegan pada na plecy i teraz trzyma się zdanie wykrzywiając w bólu twarz. Alistair kładzie przeciwnika i próbuje go przypiąć. 1… 2… Kickout. Zawodnik z Paryża już nieco zdenerwowany podnosi oponenta i wyrzuca go ponad górną liną. Chris jednak łapie się za tą najwyższą i staje na apronie. Francuz się orientuje i podbiega do rywala, a Finnegan atakuje go poprzez Forearm Smash. Alistair nie pada, ale cofa się kilka kroków, co umożliwia wejście do ringu przez Surfera. Francuz odwraca się w końcu do przeciwnika przodem, a ten wyprowadza The Sydney Sweep (Scoop Slam). Próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Chris nie poddaje się, wchodzi na apron po czym kieruje się na szczyt narożnika. Gdy już tam jest, Alistair kątem oka to zauważa, zrywa się i pada na liny, przez co Finnegan traci równowagę i pada klejnotami na szczyt narożnika. Paryżanin podbiega do oponenta, ściąga go z rogu ringu, ustawia pod Side Slam i mamy The Fornal Introduction (Uranage Backbreaker)! Próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Surfer się nie poddaje. W tym momencie Lord Sebastien wskakuje na apron i coś protestuje do sędziego, ten od razu do niego podbiega i nakazuje zejść z rogu ringu. Po przeciwnej stronie Alistair krzyczy do Roba. McŁowicz jakby nie zainteresowany, ale w końcu dochodzi do jego uszu, że jest wołany przez Francuza. Alistair nakazuje podać sobie Margaux. Rob tak spogląda na laskę, upewnia się, czy o to może mu chodzi i powolnym krokiem zmierza do przedmiotu Lorda Sebastiena. Alistair coraz bardziej zdenerwowany zaczyna pospieszać Kucharza, ale ten bierze przedmiot i mu się przygląda oraz znów powolnym krokiem podchodzi do Alistaira, który już nie może wytrzymać, kiedy dostanie w końcu przedmiot. Rob w końcu wyciąga laskę do Alistaira i gdy ten ją łapie w rękę, Finnegan już będąc na nogach wytrąca Margaux z jego ręki! Gut Kick od Surfera, wyniesienie i mamy The Tidal Force (Running Spinebuster)! Próba pinu, sędzia się odwraca do zworników i odlicza. 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Chris wygrywa to starcie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery pokazuje nam Derka Halloway’a, który stoi przed telefonem, który jest, olaboga, na STATYWIE, i coś przy nim poprawia. W dłoni trzyma pilot, a za jego plecami, tradycyjnie widzimy tablicę na stojaku. Przez chwilę z oddali patrzy na telefon i już ma zaczynać, ale obok niego nagle zjawiają się Enzo Sacrale i Vincenzo Vizzini!</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> Mógłbym przeprosić Cię, że przerywam transmisję, ale nie byłoby to w porządku. Obowiązkiem jest w końcu zdusić w zarodku sianie obrzydliwych herezji, co następuje za każdym razem, gdy raczysz nas swoimi występami. *podchodzi bliżej Dereka* Jesteś niezłym showmanem, Halloway, lecz całkowicie zgubionym... Twoja misja jest szkodliwa, a wiara cyniczna. Muszę przyznać więc, że będzie to najwyższa przyjemność *klepie się po łokciu* wybić z twojej pustej głowy dyrdymały, którymi karmisz ludzi. *lekki uśmiech*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Vincenzo Vizzini:</span> *kładzie rękę na barku Enzo* Jak długo planujesz bić głową w mur? Myślę, że pokazaliśmy wystarczająco, by zrozumiał to nawet taki głupiec ja Ty. Jaka tragedia musi nastąpić, żebyście w końcu wszyscy przestali stawiać opór sile, której nie jesteście w stanie zatrzymać? Masz jeszcze okazję się wycofać Derek. Wybierz mądrze. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Derek nabrał powietrza w płuca, tak że na krótki moment przypominał rybę rozdymkę. Zanim jednak zdążył wypuścić z siebie słowny i emocjonalny ładunek, przerwała mu krucza łapka. Srebrna końcówka laski o takim kształcie opadła na jego ramię, a z cienia wyłonił się trzymający ją poeta.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson:</span> Spokojnie Panie Halloway. Jest Pan przecież odporny na wszelkie  manipulacje w tym również na te w wykonaniu Panów z włoskiego kółka różańcowego. <br />
*Edgar uśmiechnął się krzywo w stronę włochów* Dobry wieczór Panowie. Wybaczcie, że przerywam te, przypominające szkołę podstawową, zastraszanie. Ale chciałbym zwrócić delikatnie uwagę, że w obecnej sytuacji to obecny tutaj pan Derek nie ma nic do stracenia, a czerwony X na waszych plecach znacznie urósł. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Nie wiedziałem, że mam aż tylu fanów mojej transmisji! Zlecieli się moi ulubieni bracia Enco i Vincenzo *Derek wypowiada specjalnie imiona, żeby się rymowały* i jeszcze poeta, który nota bene, rymów nie składa. Czym zawdzięczam waszą wizytę? Ta biedna groźba ma mnie do czego doprowadzić? Do jakiegoś układania się z wami albo może do poddania się? Już wystarczy, że przekupujecie Brutala i Edgara przez co wasz panicz odebrał mi pas. Jeszcze może za rogiem ukrywa się gdzieś ucho całego układu *Halloway mówi to zdanie specjalnie głośniej, żeby wywołać Paddy’ego Jacksona. Gdy nic nie słychać Derek przecząco kiwa głową*. Czego zatem chcecie, spiskowcy?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Vincenzo Vizzini:</span> Żebyście odpuścili. Po prostu. Jesteśmy najzwyczajniej w świecie znudzeni wbijaniem wam do głowy tej samej lekcji raz po raz. &lt;Vizzini wysuwa się lekko do przodu&gt; Uważamy… Nie. Wiemy… Że byłoby to z korzyścią dla każdego. &lt;zdejmuje okulary, składa je i chowa do wewnętrznej kieszeni marynarki&gt; Sprawa jest prosta - Wy nas nie interesujecie. Tylko to, czego tak usilnie bronicie. O wiele łatwiejszym sposobem dla każdego z zainteresowanych byłoby gdybyście w końcu przestali zajmować się sprawami, które, nie oszukujmy się - wcale was nie dotyczą.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Jedyne co w was widzę, to zagubienie, chłopaczki. *na tę uszczypliwość już chciał zareagować Enzo wyrywając się do przodu, lecz Vincenzo uspokaja go*. O, widzicie? Co ja takiego powiedziałem? Czyżby wasze faszystowskie zapędy zaślepiły w was poczucie płci? Jesteście siebie warci. Czy jedynie mocne uderzenie o matę otworzy wam oczy, że jesteście tylko wykorzystywani przez swojego szefuńcia? Mdli mnie od tego waszego pseudo dystyngowane zachowanie. Dandysi za pół liry. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson:</span> Pozwolę sobie nieco rozszyfrować, co ma Pan Halloway do powiedzenia. Gorąco nas Panowie namawiacie, do pozostawienia sytuacji i oddania kontroli w wasze ręce. W imię tego, że przecież, w waszym mniemaniu i tak macie  wszystko w swojej jurysdykcji. Z tym, że sytuacja nieco się zmieniła. W tym momencie nakręconych na was Panowie jest dwóch niebezpiecznych lunatyków, a i za siebie ręczyć nie mogę. Wy natomiast Panowie macie w końcu w swoim kręgu coś do stracenia, zastanawiam się tylko, dlaczego oddaliście to w ręce Pana Leona zamiast zadbać o siebie. Bo w tym momencie nie wyglądacie już na trzech muszkieterów tylko na Kardynała Richelieu i jego psy.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> Cóż… *zerka na Vincenzo* Nie będę ukrywał, że absolutnie nie martwi mnie to bojowe nastawienie. Mieli szansę zrezygnować i to jedynie ICH wola, że z naszej serdecznej propozycji nie skorzystali. *ogląda się na Edgara i Dereka* A może nie? W końcu opatrzność obdarza nas we wszelaki sposób… A was z kolei nikt nie pytał, czy odpowiada wam ta sama wartość dla współczynnika IQ i numeru buta… *wredny uśmiech* To będzie czysta przyjemność spotkać później.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Enzo i Vincenzo odchodzą zostawiając Edgara i Dereka samych. Obraz z kamery gaśnie…</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #00369B;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Derrick Mantel vs Maxwell Ransom</span></div>
<br />
Obaj zawodnicy są już wyraźnie zmęczeni, ale żaden z nich nie zamierza odpuścić. Ransom pierwszy podnosi się z maty i chwyta Mantela, po czym posyła go w narożnik, a następnie rusza za nim i trafia potężnym Corner Clothesline. Derrick osuwa się na matę, a Big Handsome Man natychmiast podnosi go i wykonuje Deadlift Powerbomb! Ransom od razu przechodzi do przypięcia! 1......2.. nie! Maxwell od razu chce przejść do dalszej ofensywy, zatem podnosi oponenta, ale Derrick wykorzystuje moment nieuwagi i wymierza DDT. Ex-Wilgotniak pada na matę, a Mantel nie pozwala mu nawet złapać oddechu. Podnosi Ransoma i wykonuje Spin-Out Powerbomb! I kolejna próba przypięcia! 1.....2.... The Lone Wolf nie może uwierzyć, że to nie koniec i uderza dłonią w matę z frustracją. Derrick przez chwilę siedzi obok Ransoma, spoglądając na niego z niedowierzaniem. Następnie chwyta się za głowę i podnosi, próbując zachować spokój. Nie zamierza popełnić kolejnego błędu. Zamiast rzucać się na przeciwnika, powoli podnosi Ex-Wilgotniaka i próbuje zaatakować go kopnięciem. Big Handsome Man przechwytuje jednak jego nogę i odpowiada Belly to Belly Suplexem! Mantel z impetem ląduje na macie, a Ransom natychmiast próbuje wykorzystać przewagę. Podnosi się, chwyta Derricka i jeszcze raz próbuje ruszyć z ofensywą. Mantel zdołał jednak przetoczyć się pod linami i wypada z ringu. Ransom rusza za nim, lecz Souvenir Collector szybko odsuwa się od rywala. Zawodnik z Minnesoty próbuje złapać go przy krawędzi ringu, jednak Souvenir Collector robi unik. Maxwell traci równowagę i wypada za liny. Derrick natychmiast cofa się o kilka kroków, obserwując przeciwnika i czekając na odpowiedni moment. W tym samym momencie sędzia zauważa, że w jednym z narożników brakuje osłony. Arbiter podchodzi do narożnika i zaczyna poprawiać zabezpieczenie, odwracając się plecami do zawodników. Mantel, który wcześniej zdążył poluzować osłonę, wykorzystuje okazję. Sięga pod ring i coś spod niego wyciąga, czekając na Ransoma... Ten podnosi się właśnie przy samej krawędzi ringu, jeszcze nie do końca wiedząc, gdzie znajduje się jego przeciwnik. Derrick wyprostowuje się i bez żadnego ostrzeżenia psika w oczy Maxwella! Ex-Wilgotniak natychmiast cofa się i zasłania oczy, a Mantel wyprostowuje się i widać co trzyma w ręku - preparat do włosów który kiedyś produkował Ransom! Ten próbuje otrzeć twarz, ale preparat skutecznie uniemożliwia mu dostrzeżenie czegokolwiek. Mantel błyskawicznie wślizguje się do ringu, a Maxwell próbuje wejść za nim. Lone Wolf jednak go chwyta, podciąga do góry i wykonuje Head Crusher! Big Handsome Man pada na matę. Mantel przez moment upewnia się, że Ransom nie jest w stanie się podnieść, po czym spokojnie kładzie się na nim i mamy już chyba ostateczne przypięcie! Sędzia obraca się i doskakuje do pinu! 1… 2… 3! Derrick Mantel wygrywa!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi się na backstage.. gdzie nikogo nie ma, ale nagle dobiega dźwięk jakiejś głośniejszej kłótni. Operator biegnie w kierunku, z którego dobiegają odgłosy i dobiega do kłócących się między sobą Lorda Sebastiena, Alistaira, McŁowicza i Finnegana. Rzucają w siebie tekstami, które nie są praktycznie słyszalne przez to z jaką częstotliwością się nimi wymieniają. W końcu między nich wchodzi dumnie Rocks.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rocks Xebec:</span> A wy się jeszcze kłócicie, panienki? *z lekkim uśmieszkiem* Zróbcie sobie przerwę, bo i tak to nikogo nie obchodzi, dalej się będziecie pchać ze sobą w ringu to zostawcie to i nie zawracajcie głowy. Dajcie mi w spokoju przejść do porządku dziennego po tym jak zmasakrowałem zamaskowanego furasa i *dumnie, choć dalej się uśmiechając* dostałem się do battle royalu na następnym Elysium o miejsce w elimination chamber matchu o ten cały Golden Laurel.. *zastanawiając się* W sumie.. z tego co słyszałem to wy też w nim jesteście. Popatrzmy.. *patrząc na Chrisa* surfer z odzysku, który lubi dzieci aż za bardzo.. *mierzy wzrokiem Roba* kucharz, który jedyne co sobie zgotował to problemy przegrywając i nie przykładając się do najważniejszej walki w jego dotychczasowej karierze.. *spogląda też na Lorda Sebastiena* jakiś lordzik z Temu, który myśli, że jak podkręci coś francuskim akcentem to da mu cokolwiek powagi, ale i tak słychać, że udaje.. *spogląda na Frasera* i jego kamer-.. *obraca głowę w prawą stronę jakby słuchał kogoś kto mu coś mówi, ale tam nikogo nie ma* a, Ty nie to nie będę na ciebie słów marnował. Dobrze wam radzę.. nie wchodźcie mi w drogę, bo…<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Alistair rusza w kierunku przedmówcy jakby chciał mu coś zrobić, ale te zamiary stopuje Lord Sebastien jednym gestem ręki, bez żadnych słów.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Nie wiem, gdzie leży to całe Temu, ale ja pochodzę z dumnej, francuskiej, arystokratycznej rodziny, <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">niais</span><span class="lpw-translate-tip">prostaku</span></span>. Z tego co mówiłeś tylko w jednym masz rację - Rob jest największym nieudacznikiem w tym gronie. Nie szanujesz ustalonych zasad jak Finnegan, ale to nie dziwne - Rocks u Ciebie chyba oznacza, że masz kamień zamiast mózgu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na to wtrąca się uśmiechnięty Chris Finnegan starając się rozluźnić atmosferę między Lordem, a Rocksem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Finnegan:</span> Chłopaki dajcie spokój.. Jasne każdemu z nas zależy na wyniku, ale ludzie mają z tego czerpać rozrywkę, a nie słuchać stękania i fochów. Rob mam rację? *spogląda na McŁowicza*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Masz rację, Chris. Tylko człowiekowi ciężko zachować dobry humor, kiedy od kilku tygodni jakiś nadęty panicz próbuje urządzać mu życie, a teraz jeszcze ktoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę  przychodzi tutaj i zaczyna wydawać wszystkim polecenia. &lt;Rob zerka z wyraźną irytacją na Lorda, po czym przenosi wzrok na Rocksa.&gt; Jednego już mam nad sobą, Rocks, i uwierz mi, nie potrzebuję drugiego. Za tydzień w Battle Royalu nie będę niczyim kucharzem, służącym ani częścią czyjegoś wielkiego planu. Tam każdy będzie sobie równy, a jak ktokolwiek wejdzie mi w drogę, to bardzo szybko się przekona, że nawet najbardziej napompowane ego da się wyrzucić z ringu.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Już ostatnio myślałeś McŁowicz, że możesz być mi równy! Na następnym Elysium udowodnię Wam wszystkim, że nie możecie być równymi mi &lt;pogardliwe prychnięcie&gt;, ludźmi.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Finnegan:</span> Te prychnięcie to cała twoja klasa Sebastien. Obyś tylko zanadto się nie opluł bo twój serwetkowy od mokrej roboty jest tak roztrzęsiony, że jeszcze rozmażę twój arystokratyczny puder z twarzy. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rocks Xebec:</span> *patrząc po wszystkich z lekkim zażenowaniem* Niewiele się po was spodziewałem, a i tak się zawiodłem.. *kręci głową uśmiechając się, po czym podchodzi do Roba* Ty.. dużo szczekasz jak na podnóżek, a teraz do budy.. *spogląda po chwili na Chrisa* a Twój uśmiech mnie wkurwia, możesz przestać się szczerzyć? *po chwili mierzy Lorda wzrokiem i patrzy na niego z politowaniem*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Jeden uważa mnie za własność, drugi za podnóżek, trzeci stoi z boku i pilnuje, sam nie wiem czego, a każdy z was jest święcie przekonany, że już wygrał. &lt;Rob mierzy wszystkich wzorkiem i uśmiecha się krzywo.&gt; Za tydzień nie będzie żadnego pana, sługi ani wielkich deklaracji, będzie tylko ring, górna lina i moment, w którym któryś z was zrozumie, że zbyt szybko mnie zlekceważył. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Cała dalsza rozmowa zostaje przerwana wraz z pojawieniem się Derricka Mantela. Souvenir Collector przygląda się każdemu z osobna, z wyjątkiem Frasera, którego obecność kompletnie ignoruje.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derrick Mantel:</span> Ahhh… jakie to wszystko jest dla mnie śmieszne. Jesteście niczym małe dzieci, kłócące się o zabawkę, na którą tak naprawdę nie zasługują. *śmiech* Kim wy właściwie jesteście, aby ubiegać się o miejsce w Elimination Chamber Matchu? Musicie zrozumieć jedno. Możecie powalczyć o ostatnie miejsce, ale nie zmieni absolutnie niczego. *poważnieje* Gdy znajdziecie się w klatce, będę czekać. *spogląda na nich* Nieważne, który z was stanie na mojej drodze. Wielu przed wami próbowało mi udowodnić, że nie jestem gotowy na prawdziwe wyzwania. Każdy z nich liczył na oszukanie przeznaczenia. Kończyło się to dla nich bolesną weryfikacją, której nie byli w stanie zaakceptować. Którykolwiek z was stanie na mojej drodze, stanie się kolejną pamiątką. Taki sam los czeka resztę towarzystwa, z którym przyjdzie mi się spotkać na Danse Macabre. Gablota czeka na kolejne pamiątki i każdy z was ma coś, co do niej wręcz idealnie pasuje. Tymczasem… przekrzykujcie się dalej niczym małe dzieci i żyjcie w przekonaniu, że cały świat staje przed wami otworem. Ja natomiast zrobię swoje i uciszę wszystkich jako zdobywca Golden Laurel. To wszystko jest dla was nieuniknione.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Mantel zaczyna się śmiać pod nosem i odchodzi, pozostawiając resztę bez możliwości odpowiedzi...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #00369B;" class="mycode_color">Singles Match for a spot in a Golden Laurel Match</span><br />
Enzo Sacrale vs Derek Halloway</span></div>
<br />
Końcówka pojedynku. Derek Halloway podnosi się przy linach, ale Enzo Sacrale natychmiast rusza w jego stronę i częstuje go mocnym Forearm Smashem. Drugi! The Truth Seeker odpowiada własnym uderzeniem, jednak Messina błyskawicznie dokłada Back Elbow i posyła rywala w narożnik. Corner Back Elbow! Jeszcze jeden! Enzo odsuwa się na kilka kroków, bierze rozpęd i trafia Running Corner Elbow! Halloway wychodzi chwiejnym krokiem z narożnika, a Sacrale przechwytuje go i wykonuje Michinoku Driver! Enzo sam przez moment zostaje na kolanie, łapiąc oddech po ciężkiej akcji, po czym kładzie się na rywalu. 1... 2... nie! Derek podnosi bark. Capo bierze głęboki oddech, wstaje i podciąga przeciwnika do góry. Próba Via Crucis! Enzo zaczyna wynosić Hallowaya, ale Derek zaczyna szarpać się jeszcze zanim Sacrale ustabilizuje go w pozycji Crucifixu. Kilka uderzeń w bok głowy pozwala mu zsunąć się z barków przeciwnika. Halloway ląduje na nogach i natychmiast obejmuje Enzo w pasie. BELLY-TO-BELLY OVERHEAD SUPLEX! Messina przelatuje przez ring! Derek również potrzebuje chwili, żeby dojść do siebie. Podnosi się przy pomocy lin, czeka aż Sacrale wróci do stójki i przechwytuje go. STO! The Awakened przez sekundę pozostaje na kolanie, łapie oddech, po czym podnosi się i wykonuje Leg Drop. Przypięcie! 1... 2... NIE! Enzo odkopuje! Halloway próbuje podnieść przeciwnika, lecz Sacrale trafia Elbow Smashem. Kolejny łokieć! Derek przechwytuje nadgarstek Enzo, przyciąga go do siebie i próbuje Short-Arm Clothesline'u, ale Messina schyla się pod ramieniem! Sacrale obchodzi przeciwnika od boku, przejmuje jego tułów i z ogromnym wysiłkiem zaczyna wynosić 130-kilogramowego Hallowaya na barki. Stabilizuje pozycję... BLACKBIRD FALLS! Burning Hammer wbija Dereka w matę! Enzo również pada obok rywala i przez kilka sekund obaj leżą nieruchomo. W końcu Sacrale przewraca się na bok, doczołguje do Hallowaya i przykrywa go. 1... 2... 3?! NIE! Derek podrywa bark dosłownie w ostatniej chwili! Enzo siada na macie i przez kilka sekund ciężko oddycha, patrząc niedowierzająco na sędziego. Dopiero po chwili na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Sacrale wstaje, cofa się w stronę narożnika i czeka. Wygląda na to, że Sin of Messina już wita się z gąską. Halloway powoli podnosi się z maty, kompletnie zamroczony. Enzo rusza! Krótki rozpęd, obrót... LUPARA! NIE! Derek odchyla się w ostatniej chwili i łokieć przecina powietrze tuż przed jego twarzą! Impet obraca Sacrale, a gdy ten odwraca się ponownie w stronę przeciwnika... THIRD EYE! Spinning Backfist trafia idealnie w szczękę! Messina pada jak ścięty! Halloway również przez moment stoi chwiejnie, ale zbiera resztki sił, rzuca się na rywala i dociska jego barki do maty. 1... 2... 3! Koniec! Derek Halloway wygrywa i melduje się w Elimination Chamber Matchu na Danse Macabre!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie możemy dostrzec Maxwella Ransoma. Ex-Wilgotniak wygląda na obolałego i wyraźnie rozczarowanego dzisiejszym pojedynkiem i w tym właśnie stanie przemierza arenę. Po chwili w obiektywie pojawia nam się… Paddy Jackson! Reporter podbiega do zawodnika i z prędkością Dolnicka zmierzającego do bufetu zadaje pierwsze pytanie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Maxwell, przegrałeś dzisiaj z Derrickiem, jednak nie było to czyste zwycięstwo. Co masz do powiedzenia po tym pojedynku?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> Paddy, przepraszam, nie mam ochoty na rozmow…<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Ransom dostrzega w oddali zmierzającego przez zaplecze Axela Blaze’a. Mr Forever ewidentnie udaje się na swoją walkę, jednak Maxwell nie przejmuje się tym i szybkim krokiem podchodzi do byłego mistrza świata. Kilka kroków za nim idzie Paddy, który staje kawałek dalej.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> Jak Ci się to udało? *Axel odwraca się, ale zanim może cokolwiek powiedzieć przejęty Ransom kontynuuje* Jak to zrobiłeś? Próbowano Cię zniszczyć, upokorzyć, oskarżano Cię o najgorsze rzeczy… *kręci głową, Blaze próbuje dojść do głosu* Zostałeś osaczony, prześladowany… A Ty idziesz. Po prostu idziesz. *spuszcza głowę* Idziesz dalej, przed siebie, jakby nigdy nic się nie stało. Idziesz skoncentrowany, opanowany. Idziesz… w spokoju ducha. *patrzy na Axela wzrokiem pełnym nadziei* Jak… Jak to możliwe?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>*przygląda się uważnie Ransomowi* O cholercia, stary, wyglądasz jakby ser spadł Ci z krakersa. Zdradzę Ci sekret - *ściszonym głosem* jak jesteś dorosły, to możesz nałożyć ser na tego samego krakersa jeszcze raz, nikt tego nie sprawdza. *normalnym głosem* Są rzeczy, na które mamy wpływ. Wtedy musisz złapać byka za rogi i pokazać mu, kto tutaj rządzi. Dać z siebie absolutnie wszystko, a czasami nawet więcej, aby osiągnąć swój cel. Ale musisz ten cel znać, wiedzieć czego tak naprawdę chcesz. Bo kiedy wiesz czego chcesz to wiesz co musisz zrobić, po tym jak wstaniesz z łóżka, aby to osiągnąć. Ale są też rzeczy, na które wpływu nie mamy. I na takie rzeczy nie powinno być miejsca tutaj *Blaze wskazuje palcem na głowę* Jeśli coś jest niemożliwe, nie da się tego zrobi, albo po prostu nie mamy na to wpływu to nie ma sensu tego rozkminiać. Trzeba o tym zapomnieć i idziemy dalej. Gdybym się przejmował, że taki łobuz jak Lopez mi się psoci, albo że przez błąd sędziego straciłem pas to bym zwariował. Dlatego uszy do góry, stary, nikt nie będzie Cię winić za rzeczy, na które nie masz wpływu. A swoją postawą pokażesz ile jesteś tak naprawdę warty.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> Właśnie... Ile jestem warty? Czy nie miałem dzisiaj wpływu? Czy dałem z siebie wszystko? Mam jeszcze tyle pytań, a w głowie tylko mętlik i brak jakichkolwiek odpowiedzi... *zerka na Blaze'a* Zazdroszczę Ci, Axel. Stary, ogromnie. Potrafisz przetwarzać wewnątrz umysłu TAKIE rzeczy, a ja? Nie umiem nawet dobrze zebrać myśli... *zwiesza głowę* A co dopiero sobie z czymkolwiek poradzić... *podchodzi bliżej* Czy ja zwariowałem? Czy da się w moich oczach zobaczyć coś więcej niż obłęd, szaleństwo, beznadzieję? Nie... Nie odpowiadaj proszę. Wiem, że od Ciebie usłyszę prawdę, a na ten moment... *głębszy oddech* Straszliwie się jej boję. Bezpieczniej będzie, jeśli zakrzywię swoją rzeczywistość.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ransom kręci głową i w pośpiechu odchodzi zostawiając skonsternowanego Axela bez możliwości odpowiedzi. Blaze spogląda jeszcze na znikającego za ścianą Maxwella, po czym sam rusza w stronę wyjścia na arenę. Obraz z kamery gaśnie...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size"><span style="color: #1E92F7;" class="mycode_color">REKLAMA</span></span></span></div>
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do gabinetu, w którym panuje absolutna cisza. Ciężkie, drewniane wnętrze zdaje się niemal pochłaniać każdy dźwięk. Tony stoi przy biurku z dłońmi splecionymi za plecami, nieruchomy i opanowany, lecz jego chłodne spojrzenie zdradza głębokie rozczarowanie. Naprzeciwko niego Enzo stoi ze spuszczoną głową, nie ośmielając się podnieść wzroku. Vincenzo pozostaje nieco z boku, milczący, obserwujący sytuację z kamiennym wyrazem twarzy. Nikt nie mówi ani słowa,  a właśnie ta cisza sprawia, że atmosfera staje się niemal nie do zniesienia.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Enzo, powiem to bez ogródek - zawiodłeś mnie. Powierzyłem Ci zadanie, które należało wykonać bez względu na wszystko, a Ty wróciłeś z pustymi rękami. W Rodzinie taki rezultat jest czymś, czego nie zwykłem tolerować.  Nie interesują mnie wymówki, ani okoliczności. Interesuje mnie rezultat, a tego dzisiaj zabrakło. *długa, bardzo przeciągnięta pauza* Mam nadzieję , że rozumiesz, jak wiele znaczy moje milczenie w zaistniałej sytuacji. Nie zmuszaj mnie, Enzo, abym następnym razem musiał podnosić głos.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> *podnosi głowę, ściszony głos* Wiesz doskonale, że zawsze przychodzi moment na pierwsze rozczarowanie. Boli jednak to, iż jestem tym premierowym... Nie będę kłamał, że tak nie jest. Zostałem wystawiony na próbę… *zerka w górę* Mimo to nie zwątpię w plan, nie zwątpię w rodzinę i przede wszystkim… Nie zwątpię w siebie. *wyprostowuje się* Chcę, żebyś był tego pewny. *patrzy w oczy Leone* Jestem z Tobą.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Módl się, żeby plan na tym nie ucierpiał. *Długie spojrzenie na Enzo w milczeniu, następnie przeniesienie wzroku na Vincenzo* Teraz waga Twojego zadania jest nieporównywalnie większa. Do tej pory myślałem, że nie muszę tego podkreślać... OCZEKUJĘ, że pokonasz pisarzynę. Bez względu na wszystko.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Vizzini powoli wyłania się z półcienia i podchodzi do Tony'ego stając tak, że wąska stróżka światła pada wyłącznie na jego oczy. Spogląda na Dona beznamiętnym spojrzeniem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Vincenzo Vizzini:</span> Nie zamierzam zawieść, Tony. Utrzymam status quo i przywrócę równowagę na Elysium. *strzela słyszalnie karkiem* Mimo wszystko *spogląda na Enzo* bądź w pogotowiu. Nasi rywale są nieprzewidywalni. Nigdy nie wiadomo, co jeszcze gotowi są zrobić w imię... *prycha* honoru.</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #00369B;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Zack Sabre Jr. vs Axel Blaze</span></div>
<br />
Od pierwszych sekund po przerwie reklamowej widać, że High Life Warrior nie zamierza pozwolić Zackowi narzucić swoich warunków. Submission Master rusza do przodu, schodzi nisko i przechwytuje nogę rywala, przechodząc do Spinning Toe Hold. Mr. Forever szybko jednak odpycha przeciwnika i podnosi się z maty. ZSJ rusza ponownie, lecz Real Rock 'n' Roller trafia go potężnym European Uppercutem! The Technical Wizard cofa się pod liny, a Blaze natychmiast rusza za nim. Corner Clothesline! Anglik osuwa się w narożniku, a były mistrz LPW nie daje mu chwili wytchnienia. Chwyta go i wykonuje Snake Eyes, po czym dokłada Big Boot! Próba przypięcia, 1.......2... Submission Master bez większych problemów odkopuje. Zack szybko odsuwa się w kierunku lin i próbuje złapać oddech, ale Axel nie zamierza pozwolić mu na odpoczynek. Rusza w jego stronę, lecz Your favourite wrestler's favourite wrestler wykorzystuje jego impet i przechwytuje rękę. Double Underhook Snap Suplex! Anglik natychmiast przechodzi do kontroli kończyny i próbuje zapiąć Jim Breaks Armbar, lecz Blaze jest zbyt blisko lin. High Life Warrior chwyta je i zmusza rywala do przerwania dźwigni. ZSJ nie odpuszcza i przy kolejnej próbie ataku trafia Enzuigiri, po którym dokłada German Suplex! Axel ląduje na macie, ale niemal natychmiast podnosi się na nogi. Technical Wizard próbuje wykorzystać moment i ponownie schodzi do jego nóg, jednak Legend In Making przechwytuje go w locie i wykonuje potężne Belly To Belly Suplex! Publiczność reaguje głośno, a Mr. Forever ponownie przejmuje kontrolę. Podnosi Sabre'a i posyła go w narożnik, gdzie mamy Corner Clothesline, po którym następuje Bicycle Knee Strike! Zack osuwa się na matę, a Axel nie daje mu nawet chwili na dojście do siebie. High Life Warrior podnosi go i dokłada Deadlift Powerbomb, po czym przechodzi do przypięcia. 1… 2… nie! Sabre odrywa bark! Blaze przez moment spogląda na sędziego, ale nie traci czasu na dyskusję. Ponownie chwyta Anglika i próbuje ustawić go pod Reverse Alabama Slam, lecz Zack zdołał się uwolnić i natychmiast przechodzi do Guillotine Choke! Blaze chwieje się przez moment, a The Technical Wizard zaciska dźwignię, próbując sprowadzić większego rywala do parteru. Mr. Forever wykorzystuje jednak swoją przewagę fizyczną, podnosi Anglika i zrzuca go na matę! ZSJ podnosi się chwiejnie, a Axel rusza z Bicycle Knee Strike! The Technical Wizard pada na kolana, a Real Rock 'n' Roller chwyta go i dokłada Fade To Black! ZSJ pada na matę jak zabity, a były mistrz LPW natychmiast przechodzi do przypięcia. 1… 2… 3! Axel Blaze pokonuje Zacka Sabre'a Jr.!]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Colosseum #10 - Nashville, Tennessee - 26.09.2026]]></title>
			<link>https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=274</link>
			<pubDate>Sat, 26 Sep 2026 18:40:26 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://www.l-p-w.pl/member.php?action=profile&uid=9">Raptor</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=274</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/0YeExQZ.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 0YeExQZ.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/LBr7kECsjcQ" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Muzyka wypełnia całą halę, a kamera robi nam przejazd po dość licznie zgromadzonej publiczności, czas zacząć kolejne Colosseum. </span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera pokazuje nam ring. Na środku kwadratowego pierścienia, na specjalnym stojaku, znajduje się LPW Global Championship. Po chwili na arenie rozbrzmiewa muzyka Teda DiBiase Jr., a nowy Generalny Menadżer Colosseum pojawia się na stage'u. Ted zatrzymuje się na moment, spogląda na trybuny, a następnie spokojnym krokiem rusza w stronę ringu. Po wejściu pomiędzy liny DiBiase przez chwilę przygląda się znajdującemu się przed nim mistrzostwu. Następnie odbiera mikrofon i staje obok pasa.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Kilka tygodni temu pokazałem wam ten tytuł po raz pierwszy. Powiedziałem wtedy, że LPW Global Championship nie będzie nagrodą za jeden dobry występ. Nie będzie tytułem dla człowieka, który znalazł się we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Ma należeć do zawodnika, który udowodni, że potrafi stanąć ponad resztą Colosseum.&lt;Ted spogląda na pas, po czym ponownie kieruje wzrok na widownię.&gt; Od tamtej chwili zadawaliście jedno pytanie. Jak wyłonimy pierwszego posiadacza LPW Global Championship. Dzisiaj w końcu poznacie odpowiedź. *na arenie słychać mocniejszy pop* Jeżeli widzieliście kartę dzisiejszego Colosseum, część układanki już znacie. Tej nocy odbędą się trzy pojedynki w ramach Global Championship Contender Series.<br />
  <br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na TitanTronie pojawia się grafika przedstawiająca układ dzisiejszej serii.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Fenrir zmierzy się z Jayem DiMateo. Zwycięzca tej walki jeszcze tego samego wieczoru stanie naprzeciw Johnny'ego Turna. A człowiek, który przejdzie dalej... spotka się w Main Evencie z Benem Zamorą.&lt;Ted robi krótką pauzę.&gt; Ben zapracował na swoją pozycję. Na poprzednim Colosseum powiedziałem, że zwycięzca Main Eventu otrzyma nagrodę, która znacząco ułatwi mu drogę do walki o Global Championship. Dotrzymałem słowa. Podczas gdy trzech pozostałych zawodników będzie musiało przebijać się przez serię kolejnych pojedynków, Zamora potrzebuje dziś tylko jednego zwycięstwa. &lt;Ted lekko się uśmiecha&gt; Ale dzisiejsza seria wyłoni tylko jednego pretendenta.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ted odwraca się w stronę TitanTronu. Grafika znika, a po chwili na ekranie pojawia się napis „BALTIMORE”.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Na następnym Colosseum w Baltimore zrobimy to jeszcze raz.*Publiczność reaguje głośnym cheerem.* Kolejnych czterech zawodników. Kolejne trzy pojedynki. Kolejna Global Championship Contender Series. A jej zwycięzca zostanie drugim pretendentem do tego mistrzostwa.&lt;Ted robi kilka kroków po ringu, po czym zatrzymuje się obok pasa.&gt; I nie zamierzam kazać wam czekać do Baltimore, żeby poznać wszystkich uczestników. Pierwszego mogę ogłosić już teraz.&lt;Krótka pauza.&gt; Pierwszym uczestnikiem drugiej serii zostaje Kenneth Riddle, a ponieważ przegrał swój ostatni pojedynek, rozpocznie swoją drogę od pierwszej walki w serii. Jeśli chce dostać się do finału, będzie musiał przejść całą ścieżkę eliminacyjną.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Arena reaguje na nazwisko byłego rywala Bena Zamory, a na TitanTronie pojawia się grafika Kennetha Riddle'a jako pierwszego potwierdzonego uczestnika drugiej Global Championship Contender Series.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Pozostałe nazwiska poznacie w odpowiednim czasie. Ale zanim ktoś zacznie kalkulować i zastanawiać się jak rozłożyć siły, powinien wiedzieć, co dokładnie czeka na końcu tej drogi.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ted podchodzi do stojaka i kładzie dłoń na LPW Global Championship.</span> <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Zwycięzca dzisiejszej serii. Zwycięzca serii w Baltimore. Dwóch zawodników, którzy przejdą przez własną drogę i udowodnią, że zasługują na szansę zapisania się w historii LPW.&lt;Ted unosi wzrok w stronę kamery.&gt; Podczas naszego najbliższego PPV Danse Macabre spotkają się ze sobą w walce o LPW Global Championship.&lt;DiBiase milknie na kilka sekund, pozwalając publiczności zareagować.&gt; Ale skoro ten tytuł ma należeć do człowieka stojącego ponad resztą... zwykły pinfall nie wystarczy.&lt;Na twarzy Teda pojawia się szeroki uśmiech.&gt; Pierwszy LPW Global Champion zostanie wyłoniony w Last. Man. Standing. Matchu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ogromna reakcja publiczności. Kamera robi zbliżenie na LPW Global Championship, gdy na TitanTronie pojawia się grafika zapowiadająca pojedynek na PPV: CONTENDER SERIES WINNER vs CONTENDER SERIES WINNER .</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Chciałem, żeby ten tytuł od pierwszego dnia coś znaczył. Dlatego, żeby zostać pierwszym Global Championem, trzeba będzie pokazać, że kiedy przeciwnik nie będzie w stanie się podnieść…mistrz będzie stać nad nim.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ted odkłada mikrofon, ale zanim zdąży opuścić ring...słyszymy theme song Jay’a DiMateo i widzimy, że Amerykanin włoskiego pochodzenia, o koreańskich rysach śpiesznie wędruje w kierunku ringu. Po chwili “Nepo Baby” melduje się w kwadratowym pierścieniu i jego wzrok od razu przykuwa mistrzostwo Global.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> Ben Zamora, Kenneth Riddle…*zwraca się w stronę Teda*, powiedz mi Ted, jak to jest? Jak to jest, że jeden z nich przegrał ostatnio pojedynek i “za karę” dostaje tę samą drogę eliminacyjną, co ja…*uśmiecha się*. A drugi z nich dostał na dzień dobry walkę w Main Evencie Colosseum i po JEDNEJ wygranej dostaje autostradę do mistrzostwa Global? Widzę, że duch Roba Van Dama mocno unosi się nad naszym cudownym brandem, a zmiany zaszły co najwyżej w pogodzie. *przewraca oczami* To szczególnie zabawne, że to mnie nazywają “Nepo Baby”, więc to ja powinienem mieć tu wszystko podane na tacy, prawda? Rzeczywistość jest jednak taka, że po stoczeniu 6 walk w LPW moją nagrodą jest…no właśnie, co? Mam przeprawić się przez bagna, strzeżone przez jakiegoś wilkołaka, żeby potem wpaść w tornado, a na koniec dojść do Wyspy Czaszki i stanąć w oko z KING KONGIEM?! *pojedyncze śmiechy na trybunach* Widzicie, ja może i jestem lekko szurnięty, może i mam problem ze słuchaniem ludzi, którzy ciągle próbują mi wmówić, co powinienem, a czego nie powinienem, ale jeśli ktoś powiedziałby mi dwa tygodnie temu, że moja droga do tego mistrzostwa będzie wyglądała w ten sposób to…DALEJ BYM TO ZROBIŁ! Haha! Myśleliście, że serio się obsr…przestraszyłem? Może i jestem mniejszy od moich rywali, ale moje serduszko jest tak waleczne, że…lubicie takie bajeczki, prawda? *uśmiecha się* Nic z tego. Wiem, że na papierze wszyscy już dawno mnie skreślili, ale pomyślcie teraz, jak było przed moim debiutem? Nikt we mnie nie wierzył. Jak było po? Pisaliście na X “nadaje się na wybieg, a nie do ringu”, “co to za laluś”. No i? Pokonałem mężnego i dzielnego Ssijo, który chyba nie jest obecnie w formie, co? *śmieje się* Ahhh, tak to jest jak się zadziera z nieodpowiednimi ludźmi. *wygląda na rozmarzonego* Teraz stoję tu przed wami i wraz z nowym GM otwieram galę *uśmiecha się do Teda*. Może jednak nie wszystko stracone i Colosseum ma jeszcze szansę wrócić na odpowiednie tory? Może jednak powinienem zadzwonić do taty i poprosić go o przelew, żeby trochę poprawić moją pozycję? *zaczyna chodzić nerwowo wokół mistrzostwa Global* A może zapytam się mojej pani psychiatry, czy czasami nie jest tak, że skoro dostaję taką ciężką drogę do przejścia, to władze LPW doskonale zdają sobie sprawę z tego, że to JA…<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jayowi przerywa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=6CPvyUjBKkY" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ten theme song</a>, a na rampę wychodzi nie kto inny jak Fenrir w swoim gearze i firmowej masce. Pospiesznym krokiem rusza w kierunku ringu, gdy podchodzi do schodków uderza w nie dwa razy, po czym spogląda na Nepo Baby, a oczy w jego masce zaświecają się na czerwono - na twarzy DiMateo widać lekki grymas, przełyka on nerwowo ślinę. Norweg wbiega po schodkach i szybko wchodzi do ringu, do tej pory czerwień w oczach zdążyła zgasnąć. Wita się z Tedem DiBiase uściskiem dłoni po czym prosi technicznego o rzucenie mikrofonu i staje naprzeciw Jaya..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Fenrir:</span> Jay.. już myślałem, że mimo wszystko pójdziesz do głowy po rozum, ale niestety nie. A szkoda, bo widziałem że jesteś dobrym, nawet bardzo dobrym wojownikiem, bardzo ambitnym. Wygrana rywalizacja z Shio? Szczerze Ci gratuluję, ..ale to koniec przyjemności. Mogę uznać Twoje ringowe umiejętności, ale język.. ten niewyparzony język.. jakbym słyszał Lokiego. Narzekanie, płacz o lepsze traktowanie, mitomania. Mimo tego, że to ja odwołuję się do mitologii nordyckiej to Ty żyjesz w świecie fantazji myśląc, że jesteś w stanie cokolwiek ugrać swoim szczekaniem. Na Twoje zupełne nieszczęście.. Twoim pierwszym przystankiem na drodze do mistrzostwa jest ktoś kto pomimo jednej walki już zdążył pokazać, że jest wart stanięcia do boju w kwalifikacjach do pojedynku o tenże pas. *wskazuje na pas Global* Nie będę Ciebie negował Jay.. nie powiem, że jesteś słabym wojownikiem, bo udowodniłeś, że nie jesteś, ale ta droga.. Twoja droga.. się kończy, bo skrzyżowała się z moją. A ja mam jasny cel, będę się piął do góry i walczył o to co mogę walczyć, jeśli będę musiał to wygryzę z naszej walki to zwycięstwo, potem pokonam również Johnny'ego Turna, a także.. stanę do walki z tym co go zwą Tongańskim Czołgiem. *spogląda na Teda* I udowodnię, że nie będzie to teatr jednego czy dwóch aktorów jak powiedziałeś, Ted.. oj nie, ta scena robi się większa niż się spodziewaliście, bo przybyłem i nie pokazałem wszystkiego. *wraca wzrokiem do Jaya, tym razem oczy w masce świecą się na czerwono* I tak jak wspomniałeś Jay, Colosseum wraca na odpowiednie tory, ale powód jest inny.. a Ty ten powód poznasz już za chwilę..<br />
  <br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie rozbrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=XTUARaFZquI" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ten</a> theme song, zawodnicy w ringu spoglądają w stronę titantronu, a Johnny Turn pojawia się między publicznością na górnych miejscach z mikrofonem w ręce. Publiczność szaleje i poklepuje go po plecach, a Tornado Man przedziera się schodząc w dół.</span><br />
  <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Johnny Turn: </span>Howdy, Nashville! *cheer* Pozwólcie, panowie, że przerwę wam te miłe dywagacje dwóch mięśniaków, bo zaczynacie przynudzać. Nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że jesteście tacy pewni swego uważając, iż dojdziecie do finału tego turnieju. Jay, chylę czoła za Twoje cwaniactwo ringowe i umiejętność pokazania się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Jednakże zwycięstwo nad Shio Sakazaki uznajesz za wielki wyczyn? Naprawdę? I to nawet nie 3:0, bo to byłaby dominacja. Pokonałeś go tak naprawdę na ostatniej prostej. Fenrir, ogromne gabaryty, nieprzejednana maska, za którą ukrywasz swą tożsamość. To wszystko wygląda naprawdę okazale, jednakże wciąż to mnie nie przekonuje. Maska o rozmiary nie raz w wrestlingu przeszkadzały, zamiast pomagać *Johnny dochodzi do barierki, przeskakuje nad nią i czym prędzej wchodzi na apron i przeskakuje ponad górną liną, po czym wita się z Tedem DiBiase* Pomyślicie sobie „ale się popisuje”, taką mam naturę. Nie potrafię wysiedzieć w miejscu, więc niczym tornado zakręcę w tym ringu jednym lub drugim. Wy panowie będziecie już zmęczeni po pierwszej walce, nie wróżę wam niesamowitego starcia ze mną. Chcę wam udowodnić swoją wartość, więc zrobię wszystko, żeby zwalczyć w Main Evencie z Benem Zamorą czy wam się to podoba, czy nie! *cheer* Ostatnie tygodnie nie były dla mnie lekkie, Walker i jego świta depczą mi po piętach, na dodatek zostałem oszukany. Nie zamierzam jednak płakać nad swoim losem i *Johnny kładzie rękę na tytule stojącym na piedestale* już za niedługo to mistrzostwo będzie w moim posiadaniu.  <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Le Manu! Po raz kolejny wywoływany Zamora wreszcie pojawia się na rampie. Zawodnik spokojnym krokiem udaje się do ringu, w którym to mierzy wzrokiem swoich potencjalnych przeciwników w dzisiejszej walce wieczoru, po czym żąda od obsługi technicznej mikrofonu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ben Zamora:</span> Szczerze, to niezbyt mnie obchodzą małe szczekające kundle, ale tyle razy usłyszałem swoje nazwisko, że poczułem się wywołany do tablicy. &lt;uśmiech&gt; Jay, chwalisz się tym, że stoczyłeś w LPW już 6 walk. Zaprawdę, gratuluję. Myślę, że taki bananowy chłopiec jak Ty musiał wytężyć resztki swojego wykończonego tiktokiem skupienia, żeby tak długo wytrzymać bez nudzenia się nową zabaweczką. Przypomnij tylko, jaki masz bilans? Przypomnij wszystkim, z kim stoczyłeś aż 5 walk? Tak jest, z gościem którego już tutaj nie ma, którego nazywasz Ssijo… A który pokonał Cię aż dwa razy. &lt;pomruk przechodzący przez trybuny, Zamora zbliża się lekko do DiMateo&gt; Rozumiem, że to boli. Świadomość, że wkładasz w coś tyle siły, chcesz tego jak nikt inny… Tylko po to, żebym nagle pojawił się ja i całkowicie przyćmił całe Twoje starania. &lt;uśmiech, obraca się do pozostałej dwójki&gt; To co teraz powiem, tyczy się też waszej dwójki. Powodzenia. Szczerze wam go życzę… Bo naprawdę będziecie go potrzebować. Którykolwiek z was dotrwa do dzisiejszego main eventu, będzie musiał stanąć w ringu ze mną. Nie ma dla mnie najmniejszej różnicy, czy wcześniej stoczycie jeden pojedynek, czy dwa. Nie ma dla mnie żadnego znaczenia w jakim stanie wyjdziecie na walkę wieczoru. Nie uświadczycie żadnej taryfy ulgowej. Dzisiaj Ben Zamora zapuszcza korzenie w walce o pas Global. Możecie płakać, grozić, szydzić, gryźć, kopać, pluć… A na koniec i tak to moja ręka powędruje do góry i to ja zostanę pierwszym z pretendentów. Jesteś silny &lt;spogląda na Fenrira&gt;, Ty jesteś szybki &lt;spogląda na Turna&gt;, a Ty… &lt;spogląda na DiMateo i chwilę się zastanawia&gt; stoczyłeś AŻ 6 WALK! *śmiech* Prawda jest taka, że każdy z was ma to coś. Bez tego nienazwanego czynnika nikt nie zostaje wrestlerem. Ale to ja jestem prawdziwą maszyną. I to ja wyjdę z dzisiejszego eliminatora z tarczą i miejscem w walce na Danse Macabre. Czekam na jednego z was później. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po ostatnich słowach Ben wypuszcza z ręki mikrofon, który z głośnym hukiem upada na ringowe deski. Zamora wymija swoich potencjalnych przeciwników i bez oglądania się za siebie wychodzi z ringu, kierując się na zaplecze. Jakby przywołany tym, na rampie wymija go sędzia, a to oznacza tylko jedno - pora na pierwszą walkę dzisiejszego wieczoru!</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">1. Global Championship Contender Series #1: Singles Match</span></span></span>  <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Fenrir vs Jay DiMateo</span></span></div>
<br />
Wracamy po przerwie reklamowej i widzimy, że Jay DiMateo opuszcza właśnie ring, unikając szarży swojego przeciwnika, ten jednak nie daje za wygraną - od razu podąża za Jayem, po chwili łapie go i wrzuca go do kwadratowego pierścienia. Sam również tam wchodzi, ale nie, nie! Baseball Slide i Cold Giant zachwiał się na swoich potężnych nogach! DiMateo próbuje wykorzystać momentum, wchodzi na górną linę i Crossbody? Nic z tego! Zostaje złapany w locie! Fenrir przerzuca go sobie jeszcze przez ramie, a następnie wykonuje Powerslam przy ringu! Sędzia w międzyczasie dolicza już do pięciu, a Bestia z Jotunheim zauważa to i najpierw wrzuca swojego rywala, a następnie sam melduje się w kwadratowym pierścieniu. Teraz Norsk Wereweolf okłada Jaya poteżnymi puchami, po czym wykonuje Irish Whip i Ymir's Fury! Spinebuster wykonany! Nepo Baby leży bezwładnie na środku ringu, a jego rywal daje nam do zrozumienia, że będzie chciał zakończyć ten pojedynek. Podnosi on Jaya JEDNĄ RĘKĄ ZA JEGO GATKI i...nie wiemy co szykował, bo Amerykanin włoskiego pochodzenia o koreańskich rysach twarzy natychmiast się wyrywa, próbuje nawet przejść do kontry! Mamy serię chopów, ale nie robią one większego wrażenia na zamaskowanym wojowniku, który po chwili chwyta DiMateo i ciska nim z impetem w narożnik. Sam zaś bierze rozbieg i...potężny Running Clothesline! Auuuuaa! To musiało zaboleć! Jay odbija się od narożnika, niczym dzieci...nie będzie tu tego porównania. Po prostu się odbija, mocno. Fenrir dokłada szybko Neckbreaker i ponownie daje nam znać, że chyba będzie chciał zakończyć tę walkę. Czeka aż jego rywal się podnosi, ale widzimy, że ten próbuje uciec z ringu, czołga się tam, następnie chwyta się lin i znowu zostaje złapany przez Cold Gianta! Made Man jednak sprytnie wyprowadza łokieć,  po chwili dokłada Roundhouse Kick! Norsk Werewolf się chwieje! Jay szykuje się do FaceTime! Czyżby...NIE! Rywal łapie go przy swojej twarzy, uderza potężnym prawym i mamy wyniesienie...TAK! Snøstorm wykonane! Pin...1...2...3! Nie ma wątpliwości, to Fenrir idzie dalej!<br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Praktycznie od razu po zakończeniu pierwszej walki przenosimy się do jednej z szatni, gdzie widzimy wpatrującego się w wahadło Cyclone'a Diallo, a także Kannonballa, który oglądał wydarzenia ringowe na ekranie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kannonball:</span> *śmieje się* Widziałeś, jak mu przyjebał? Ale jaja! *Diallo w ogóle nie reaguje* Za taki wrestling nic nie robiłem! Wiesz co jest najlepsze w tej robocie? Można siedzieć na dupie i oglądać inne walki zupełnie za free! *odwraca się w kierunku Diallo, po czym wzdycha* A ten dalej swoje. Ty, szaman! *macha ręką przed twarzą Diallo, który wciąż go ignoruje* Wracaj do żywych! Przed chwilą DiCaprio dostał po japie od Feniksa...Feliksa, no tego z psim ryjem, a ty wolisz się gapić na to dyndające badziewie? Co jest z tobą nie tak?<br />
  <br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kannonball chwyta za kiwający się obiekt i dopiero wtedy Diallo zwraca na niego uwagę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo:</span> Co...mówiłeś coś? Nie przeszkadzaj mi, staram się osiągnąć wyższy stan…<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kannonball:</span> Stan czego? Słuchaj mnie...od samego żarcia wołowiny bicepsy nie rosną. Tak samo od gapienia się w ten wisiorek nie nauczysz się latać. Przysięgam ci, choćby sam Jezus miał zaraz wejść do tej szatni, niczego w ten sposób nie osiągniesz!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie drzwi się otwierają i do szatni wchodzi <a href="https://www.l-p-w.pl/attachment.php?aid=46" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Luis Borges</a>. Wyraz twarzy Kannonballa momentalnie ulega zmianie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kannonball:</span> Jesus Christ....to naprawdę ty? Zaraz...ja tylko żartowałem! *patrzy na Diallo* Jak ty to zrobiłeś?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Luis Borges:</span> *spogląda z lekką dezorientacją w stronę znajdującej się w szatni dwójki* Co Wy tutaj robicie? *dalej lekko zdezorientowany, wali facepalma, orientując się, że pomylił on szatnię* Ahhh, mniejsza w to. *mamrocze coś pod nosem* Nie wiem, co tutaj się dzieje, ale... *wskazuje na Kannoballa* nie jestem Jezusem. Nazywam się Luis Borges i od niedawna jestem częścią tego jakże pięknego czerwonego brandu. Podobnie jak wy dopiero zaczynam i już na start pojawił się człowiek, który postanowił zasłonić ring parawanem, uniemożliwiając mi prezentację moich umiejętności na oczach całego świata. Jak widać, spokój nie jest czymś, co jest nam dane.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kannonball:</span> *wyraźnie rozczarowany* Czyli ty nie jesteś Jezusem? *Borges kręci przecząco głową* No trudno. Ale i tak dobrze, że jesteś. Mój kolega Diallo na pewno ci pomoże. Podobno kiedyś widział jakieś parawany, ale one go nie powstrzymały i przekroczył granicę.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo:</span> *teraz już wyraźnie zainteresowany* Bardzo dobrze, że się zjawiłeś. Przepraszam za kolegę, już od dwóch dni nikogo nie pobił i przez to jego głowa pracuje mniej wydajnie, niż zwykle. Dobrze słyszałem, że masz problem i poszukujesz rozwiązania? Świetnie się składa! Co prawda jestem w stanie sforsować każdy mur, nie tylko taki utworzony z parawanu, ale posiadam również znacznie cenniejsze zdolności, dzięki którym pomogę również tobie. Musisz wiedzieć, że nie tak dawno przyszedł do mnie pewien starszy facet, trochę dziwny, ewidentnie przesadził z samoopalaczem. I on nagle do mnie mówi, że chce zostać prezydentem. Oczywiście udzieliłem mu niezbędnych wskazówek i wyobraź sobie, że parę miesięcy później faktycznie go wybrali! Bardzo chętnie więc pomogę i tobie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym czasie Kannonball wyciąga z torby jakiś bawełniany worek o ciemnofioletowym kolorze i podaje go Diallo.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo:</span> Wystarczy, że sięgniesz ręką i wyjmiesz dowolny przedmiot.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Borges jest zmieszany, jednak decyduje się włożyć rękę do sakiewki, po czym wyciąga z niej <a href="https://static.vecteezy.com/system/resources/thumbnails/069/883/452/small/classic-black-8-ball-billiards-pool-ball-isolated-on-transparent-background-png.png" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">taki obiekt</a>. Kannonball parska śmiechem, a Luis wygląda na zdegustowanego.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Luis Borges:</span> Ty tak na poważnie? *zerka na Diallo* Zgodziłem się na to, licząc, że dowiem się czegoś, co może mi pomóc. Wkładam rękę do tego worka. *wskazuje palcem na bawełniany worek* I co z niej wyjmuję? *spogląda na kulę* Co to ma oznaczać? Nie zrozum mnie źle, Diallo... ale nie zamierzam marnować czasu na takie żarty moim kosztem. Jeśli masz coś sensownego do powiedzenia, to proszę bardzo. Radzę ci się jednak streszczać, bo czas nagli mnie i to mocno.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo:</span> Naprawdę tego nie dostrzegasz? *obraca bilę o 90 stopni* A teraz widzisz? To jest symbol nieskończoności. Wieczność, legenda! To mówi wyraźnie, że zapiszesz się w historii! Jeżeli nie potrafisz tego dostrzec...no cóż, nie mogę mieć do ciebie o to pretensji. Nie każdy jest w stanie dostrzec to co ja.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Luis Borges:</span> Wieczność? Legenda? *delikatny uśmieszek* To wszystko nabiera sensu. Być może zbyt pochopnie oceniłem twoje zdolności. Wybacz mi pośpieszanie, ale chciałbym byś przeszedł do rzeczy. Erwin Eckhart. Mój przeciwnik. Co o nim sądzisz? Czego w zasadzie się mogę po nim spodziewać?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym czasie Kannonball przegląda coś w swoim telefonie, a po chwili znajduje grafikę promującą starcie Borgesa z Erwinem Eckhartem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kannonball:</span> O tego nerda ci chodzi? Ja pierdolę, jaki jajogłowy! Pamiętam jak kiedyś spotkałem takiego. Idę sobie kulturalnie ulicą i nagle mijają mnie dwa takie profesurki właśnie. No to naplułem na jednego, a ten jaki czerwony się zrobił, jak pomidor normalnie! Myślałem, że się rzuci na mnie, a ten co? Wytarł japę i ucieka! Normalnie spierdolił, jak szczur jakiś! *kładzie rękę na ramieniu Borgesa* Dam ci dobrą radę, Louisie de Funes, czy jak ci tam. Zrób to samo co ja, a magisterek sam się wyniesie z ringu.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo:</span> Kannonball...pozwól, że ja się tym zajmę. *stawia na stole znaną już kulę (podobno) z kości słoniowej* W tym zawarte są wszystkie odpowiedzi. Wystarczy, że położysz swoje ręce na tej kuli, a wszystko stanie się jasne. *Luis kładzie ręce na kuli, to samo czyni Diallo po drugiej stronie obiektu, zamykając oczy* Chyba...coś widzę. Ból. Dużo bólu. Ryzyko. Brutalna precyzja. Moment...gong! Koniec. Tryumf. Wygrana! *krzywi się, jakby zobaczył jakąś drastyczną scenę* Auć....zabraknie czasu na świętowanie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Luis Borges:</span> Ciekawe... bardzo ciekawe. Dużo bólu i ryzyko. To część mojego życia. Od samego początku byłem stworzony do tego by walczyć. Mimo wszelkich przeciwności losów, z jakimi musiałem się borykać. Jednak wydaje mi się, że mógłbyś *zerkając na Diallo* powiedzieć coś jeszcze. Zdecydowanie bardziej istotnego niż te poszlaki, jakimi mnie dotychczas rozjaśniłeś. Wspomniałeś o tym, że zabraknie mi czasu na świętowanie. Co przez to masz na myśli? *obserwuje reakcję Cyclone'a, oczekując tym samym na jego odpowiedź*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo:</span> Przepraszam, ale nic więcej nie jestem w stanie zobaczyć. Wyczerpałem całą energię. *spogląda na zegarek* Zresztą...właściwie to my musimy już iść.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kannonball:</span> Powodzenia, żandarmie. Połamania nóg *puszcza oczko*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Diallo wstaje od stołu i wraz z Kannonballem kierują się do drzwi, zostawiając Luisa samego.</span><br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Pozostajemy na zapleczu, jednak widzimy już inną scenę. Przed kamerą znajduje się James Wallace, który powoli zmierza w kierunku areny, gdzie już wkrótce czeka go kolejny pojedynek. W pewnym momencie uwagę Wallace'a Juniora przykuwają uchylone drzwi od jednej z szatni, z której wydobywa się odgłos żywej rozmowy. Zawodnik postanawia zajrzeć do środka, po czym zauważa wewnątrz rozmawiającego przez telefon Willy'ego Walkera. Szybko postanawia schować się za drzwiami, aby Walker go nie dostrzegł. James przysłuchuje się rozmowie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Willy Walker:</span> ...tak, tak, wszystko poszło idealnie. Jednak ten Ralf miał rację, a już myślałem, że to kolejny przygłup. Prosta podpucha, kto by się spodziewał, że jeden pet załatwi sprawę honorowego Japońca? Może pan Nathan Martin jeszcze nam się do czegoś przyda? *śmiech* Ci ludzie są jednak bardzo prości. Rzuć im kij i obserwuj, jak się zabi...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Walker nie dokończył zdania, ponieważ przez uchylone drzwi zauważa operatora z kamerą. Szybkim ruchem zatrzaskuje je przed wścibskim kamerzystą, nie zauważając przy tym schowanego Jamesa.</span><br />
  <br />
  <br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">REKLAMA LUKSUSOWEJ BIELIZNY DLA WĄSATYCH MĘŻCZYZN</span></span></span></div>
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Znajdujemy się na zapleczu. Operator filmuje z przodu Johnny'ego Turna, który podąża pewnym krokiem przez korytarz. Poprawia on taśmy na swoich nadgarstkach i rozgrzewa mięśnie, przygotowując się do zbliżającej walki. W pewnym momencie, tuż nad głową Johnny'ego, rozlega się ostry, metaliczny zgrzyt. Turn spogląda w górę i momentalnie odskakuje do przodu, po czym tuż za jego plecami spada z ogłuszającym hukiem masywny, czarny reflektor sceniczny z fragmentem pękniętej klamry, roztrzaskując się tuż obok Tornado Mana! Zawodnik instynktownie osłania się. Widać po nim, że tętno znacznie mu podskoczyło. Spogląda przez moment na rozbity obiekt, po czym jeszcze raz patrzy w górę, rozglądając się na wszystkie strony, jakby próbował kogoś tam znaleźć. Operator również kieruje kamerę w okolice sufitu, jednak nie widać tam żadnej postaci. Po chwili Johnny decyduje się pójść w innym kierunku, najprawdopodobniej w stronę biura General Managera, podczas gdy operator pozostaje obok rozbitego reflektora. Johnny jeszcze kilka razy nerwowo ogląda się za siebie, po czym znika za zakrętem, a obraz powoli gaśnie.</span><br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jesteśmy już w ringu, w którym James Wallace przygotowuje się do pojedynku. Wybrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=G51SzB_RTx8" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Nightmare</a>, a już po chwili na arenie zjawia się Nathan Martin. Przez chwilę Kanadyjczyk rozgląda się po widowni, która reaguje na niego w większości pozytywnie (nie wiadomo, czy większy wpływ ma na to ostatni telefon Walkera, o którym Nathan jeszcze nie wie, czy też fakt, że każdy ma w dupie Shio Sakazakiego i to, co mu się stało). Po kilku sekundach Nate rusza w kierunku ringu...ale już po przebyciu dwóch kroków zostaje zaatakowany zza pleców! Zamaskowany facet trafia go w plecy kijem do kendo! Martin upada, po czym zostaje jeszcze kilka razy zdzielony w korpus kijem. To nie wszystko - zaraz potem z zaplecza wbiega kolejny typek w kominiarce, tym razem znacznie mniejszy. Od razu dopada leżącego Martina i atakuje go serią ciosów w parterze! Po chwili większy z napastników podnosi Kanadyjczyka i wysyła na kurs kolizyjny z ekranem LED, który wyświetla logo Colosseum! Kilka lamp w miejscu zderzenia przestaje świecić, zaś Nathan osuwa się na podłogę. W tym momencie...James Wallace przyłącza się do bójki, atakując dwóch zamaskowanych zawodników! Niemal od razu większy z agresorów dostaje European Uppercut! Po otrzymaniu ciosu cofa się dwa kroki, ale tylko po to, by otrzymać Road Rash! Teraz to już potężnie się chłop zachwiał, a tymczasem mniejszy podbiega do Wesa Juniora...ale tylko po to, by wyłapać Black Dust! James niemal od razu zrywa kominiarkę z jego twarzy...a oczom widzów ukazuje się Cyclone Diallo! Po chwili Nathan Martin dochodzi do siebie i przechwytuje zza pleców tego większego i także on zostaje zdemaskowany - co za zaskoczenie, że jest to Kannonball. James momentalnie pokazuje pracownikowi technicznemu, żeby dostarczył mu mikrofon.</span><br />
  <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James Wallace:</span> Tak coś czułem, że się pojawicie, pieski Walkera. &lt;spogląda na chwilę na Nathana&gt; Niby mieliśmy walczyć przeciwko sobie, &lt;uśmiech, przenosi wzrok na widownię&gt; ale myślę, że mam lepszą propozycję. Może i już nie jesteśmy w moim rodzinnym Houston... Ale Nashville chyba też lubi się bawić, co?! &lt;wykrzykuje do publiczności która potwierdza to głośnym cheerem&gt; W takim razie może by tak trochę... Zamieszać? &lt;uśmiech, poprawia włosy&gt; Co Ty na to Nathan, żeby zamienić naszą walkę w Tag Team Match? &lt;jeszcze głośniejsza reakcja&gt; Skoro mamy tu dwóch imbecyli którzy wręcz rwą się do walki... Wypadałoby to wykorzystać!<br />
  <br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie z zaplecza wyłania się Willy Walker, który zatrzymuje się obok swoich towarzyszy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Willy Walker:</span> Brawo, brawo, brawo! *ironicznie klaszcze* Cóż za bohaterska postawa, panie Wallace Juniorze! Dwóch zaciekłych obrońców sprawiedliwości, doprawdy niezapomniany widok. Czyżby tatuś nie nauczył, że nie powinno się wtykać nosa w cudze sprawy? Chociaż...biorąc pod uwagę, to, kto jest twoim ojcem, raczej wszyscy znamy odpowiedź na to pytanie. *heat* Lubisz robić zamieszanie, prawda? Chcesz, by było o tobie głośno, Wesie Wallace numer dwa...nie mogę powiedzieć, że mnie to dziwi. W końcu zadyma i chaos stanowią paliwo dla tych przygłupów, a poza tym lepsza taka sława, niż zapisanie się w historii jako syn bardziej uzdolnionego ojca, prawda? Niech wam będzie, przyjmujemy wasze wyzwanie! *tańczy w charakterystyczny sposob" Niech tag team match stanie się faktem, playa! Z chęcią zobaczę z bliska, czy stoi przede mną zawodnik wart choćby dolara, czy też kolejny David Flair.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Walker odkłada mikrofon, po czym wraz z Kannonballem i Diallo kierują się w stronę ringu, gdzie już za moment dojdzie do Tag Team Matchu!</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">2. Tag Team Match</span></span></span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">James Wallace &amp; Nathan Martin vs Cyclone Diallo &amp; Kannonball</span></span></div>
<br />
Wracamy po reklamach do walki, w której aktualnie przewaga znajduje się po stronie ekipy Willy'ego Walkera. Kannonball zdobył kontrolę nad Jamesem Wallace'em i aktualnie obija go w narożniku. Ten w końcu osuwa się do pozycji siedzącej. Wtedy też Dirty Bastard decyduje się wziąć rozbieg i już po chwili syn Wesa zostaje trafiony Facewashem! Po tej akcji Kannonball postanawia dokonać zmiany i do ringu wskakuje Cyclone Diallo. Od razu wskakuje on na narożnik i już po chwili trafia Jamesa Diving Moonsaultem! Mamy próbę przypięcia, jednak Wallace odkopuje już po 1. Gwinejczyk nie zamierza zwalniać tempa. Od razu po kickoucie ponownie wchodzi on na narożnik, ale tym razem nie skacze od razu na oponenta. Gdy Wallace Junior się podnosi, Diallo przechodzi kilka kroków po linie i wykonuje Path of the Prophet! Ale Jamesowi udaje się go przechwycić i utrzymać! Po chwili widzimy Vertical Suplex dla Cyclone'a, a zaraz potem Wonderkid podchodzi do swojego narożnika i dokonuje zmiany. Nathan Martin wskakuje do środka i od razu trafia Diallo akcją Lower Your Head! Mamy próbę przypięcia. 1...2...Kannonball przerywa liczenie! Przewaga pozostaje jednak po stronie Nate'a, który postanawia wziąć rozbieg przed kolejną akcją. Wtedy jednak zostaje złapany zza pleców przez Kannonballa, który przez moment szarpie się z nim, jednak sędzia szybko interweniuje. Sytuacja ta odwraca jednak uwagę Nathana, z czego szybko korzysta Diallo, wykonując Roll-up. 1...2...kickout! Obydwaj się podnoszą, a Kannonball klepie Diallo w bark, dokonując zmiany. Martin tego nie dostrzegł, gdyż rusza na zawodnika z Afryki, który podcina mu nogi. W tym czasie Kannonball wchodzi do środka. Diallo z kolei sadowi się na narożniku, a następnie wchodzi na plecy kolegi z drużyny. Widzimy, że Cyclone ustawia się w pozycji pionowej, starając się utrzymać równowagę...i już po chwili skacze na Martina, wykonując mu 450 Splash! Wróżbita wychodzi poza obręb walki, zaś The Meathead próbuje pinu. 1...2...Wallace przerywa! Kontrolę utrzymuje jednak Kannonball, który podnosi Nathana, a następnie układa go na swoich barkach. Czyżby Nasty Face? Wygląda na to, że....nie! Nathanowi udaje się skontrować tę akcję na DDT! Po chwili daje radę doczołgać się do narożnika i dokonać zmiany! James wbiega i od razu trafia Kannonballa Hellraiserem! Diallo próbuje interweniować, jednak zostaje przechwycony i otrzymuje Black Dust! Zaraz potem Young Wes powraca do Kannonballa, podnosi go z maty i aplikuje Blackway Drive! Pin wydaje się formalnością. 1...2...3! To koniec!<br />
<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">EARLIER THIS WEEK</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na TitanTronie pojawia się obraz gdzie Zygmunt Butla siedzi w niewielkim gabinecie zabiegowym, a obok niego znajduje się Emil Ciureja. Lekarz przegląda dokumentację dostarczoną przez obu mężczyzn, podczas gdy Zygmunt nerwowo rozgląda się po pomieszczeniu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Emil, ja się tylko upewnię. To jest badanie na rodzinę, tak? Bo jak się okaże, że przy okazji sprawdzają wątrobę, to możemy mieć tutaj zupełnie inne wyniki niż się spodziewacie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Emil Ciureja:</span> To zwykłe badanie DNA, Zygmunt.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Dobra. Bo jakby pytali, to ja od kilku tygodni prowadzę bardzo zdrowy tryb życia.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lekarz unosi wzrok znad dokumentów i przez chwilę przygląda się Zygmuntowi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lekarz:</span> Panie Zygmuncie, chciałbym jeszcze wyjaśnić jedną rzecz. Według tych dokumentów ma pan trzydzieści sześć lat?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> No... tyle zawsze miałem. Znaczy co roku trochę więcej, wiadomo.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lekarz:</span> Właśnie w tym problem. Dostępna dokumentacja medyczna oraz wstępna analiza biologiczna kompletnie nie odpowiadają osobie w tym wieku.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Butla zerka podejrzliwie na Emila.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Czyli co? Źle się starzeję?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lekarz:</span> Raczej pańska data urodzenia jest błędna. Nie jesteśmy w stanie określić jej co do dnia, ale wszystko wskazuje na to, że ma pan około pięćdziesięciu pięciu lat.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zygmunt przez kilka sekund siedzi w absolutnym bezruchu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Pięćdziesiąt pięć?! To ja przez prawie dwadzieścia lat chodziłem młodszy i nawet żadnego pożytku z tego nie miałem? Wiedziałem, że te trzydzieści sześć coś mi się w lustrze nie zgadzało.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Emil Ciureja:</span> Jeżeli twoja data urodzenia została zmieniona, to możliwe, że pozostałe informacje dotyczące twojej przeszłości również nie są prawdziwe.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Humor znika z twarzy Zygmunta. Przez chwilę patrzy na dokumenty leżące przed lekarzem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Dobra... róbcie ten test. Skoro już wychodzi, że nawet nie wiem, ile mam lat, to chciałbym przynajmniej wiedzieć, kim naprawdę jestem.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Pielęgniarka podchodzi do Zygmunta i pobiera wymaz z wewnętrznej strony policzka. Próbka zostaje zamknięta w pojemniku oznaczonym nazwiskiem „Zygmunt Szewczyk”. Lekarz odkłada ją razem z pozostałą dokumentacją.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lekarz:</span> Pełny wynik badania pokrewieństwa powinien być gotowy w ciągu kilku dni.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Butla spogląda na Emila, następnie jeszcze raz na próbkę ze swoim nazwiskiem. Kamera zatrzymuje się na niej na kilka sekund, po czym nagranie dobiega końca.</span></div>
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jesteśmy już w ringu, gdzie lada moment ma rozpocząć się kolejny pojedynek. W końcu wybrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=XTUARaFZquI" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Immortal</a> i po paru sekundach Johnny Turn zjawia się na arenie! Na widowni rozlega się aplauz. Zawodnik wygląda na lekko podenerwowanego, jednak stara się skupić na zbliżającej się walce. Będąc jeszcze na stage'u wykonuje taunt i w tym momencie wybuchają fajerwerki....ale chyba coś idzie nie tak, ponieważ pirotechnika eksploduje tuż przed twarzą Johnny'ego! Ten momentalnie odskakuje, zrzucając z siebie kamizelkę i nerwowo rozglądając się dookoła. Jeden z pracowników technicznych podbiega do niego, sprawdzając czy nic się nie stało, ale wygląda na to, że wszystko jest w porządku. Johnny kontynuuje swoją drogę do ringu, ale teraz stał się znacznie bardziej nerwowy niż przedtem. Co chwila spogląda to za siebie, to w trybuny, bądź też w kierunku obsługi technicznej w rogu areny. W końcu dociera do ringu, szykując się do walki. Kilka sekund później rozlega się <a href="https://www.youtube.com/watch?v=6CPvyUjBKkY" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">theme song Fenrira</a>. Zwycięzca pierwszego starcia Contender Series spokojnym krokiem podąża w stronę kwadratowego pierścienia, a następnie wchodzi do środka.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">3. Global Championship Contender Series #2: Singles Match</span></span></span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Fenrir vs Johnny Turn</span></span></div>
<br />
Wracamy do walki, gdzie Fenrir Irish Whipem wysyła rywla w narożnik, Norweg biegnie a Turn wskakuje jedną nogą na drugą linę, drugą na trzecią, i saltem w tył przeskakuje nad biegnącym oponentem i ląduje na nogi za nim. Norsk Werewolf z impetem wpada w korner, a Johnny wyprowadza jeszcze Corner Dropkick na plecy przeciwnika. Fenrir chwyta się za plecy i odwraca w stronę oponenta, a Amerykanin wyprowadza Gut Kick i łapie w Front Headlock. Norweg nie daje na sobie wykonać żadnej akcji, bo wyprowadza uderzenie na korpus rywala, ściąga jego głowę ręką pod pachę i teraz mamy Front Suplex Slam od Norsk Werewolfa. Od razu próba pinu. 1… 2… Kickout. Fenrir ociężale wstaje i podnosi przy okazji swojego przeciwnika za głowę. Poprzedni pojedynek go wymęczył. Norweg popycha rywala na liny. Po powrocie Johnny prześlizguje się między nogami rywala będąc teraz za nim. Turn odbija się od drugiej liny, w międzyczasie Norsk Werewolf się odwraca i mamy taką ładną Springboard Hurricanranę z obrotem. Po tym ataku Turn wstaje ostrożnie i rozpada się po gali niepewnie. Wygląda jakby coś go wystraszyło, albo jakby szukał zagrożenia. Po chwili jednak otrząsa się i dokłada jeszcze Speed Test (Running 720 Shooting Star Press)! Od razu próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Po tym Johnny czym prędzej przeskakuje ponad trzecią liną na apron i przygotowuje się do wykonania F6! Stając przy linach jednak znowu jest bardzo ostrzeżony, wychyla się, żeby spojrzeć w okolice apronu, jednak za chwilę potrząsa głową. Fenrir jest już w stójce. Amerykanin wskakuje na liny i mamy F6 (720 DDT)?! Thorheim (Bicycle Kick)! Torheim jako kontra w locie ze strony Norsk Werewolfa! Johnny pada na matę, a Fenrir przystępuje do przypięcia. 1... 2… 3?! Kickout! Niezmordowani zawodnicy. Norweg jednak na tym nie poprzestaje. Powoli wstaje, pomaga wstać swojemu przeciwnikowi, wyprowadza mu Gut Kick i chwyta jak pod Suplex. Wyniesienie i czy będzie Snøstorm (Vertical Suplex Side Slam)?! Nie, Turn zachowuje resztki instynktu i kopie kolanem na głowę swojego rywala, który w końcu go puszcza, a Johnny pada na nogi po czym atakuje rywala powalającym High Kickiem. Publiczność szaleje, a jakby wciąż szukający zewsząd zagrożenia Amerykanin wchodzi na narożnik tyłem do swojego przeciwnika. Na szczycie, po upewnieniu się, że nic mu nie grozi, poprawia pozycję i za chwilę wykona swoją akcję Tornado Moonsault (Double Rotation Moonsault), zawodnik skacze i…. Nadziewa się wprost na kolana Fenrira.Ten momentalnie się podnosi i zaskakuje Turna wykonując Snøstorm po czym przechodzi do pinu 1…2…3! Fenrir zwycięża drugi pojedynek turniejowy!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Fenrir właśnie odniósł zwycięstwo nad Johnnym Turnem i przez chwilę pozostaje w ringu, łapiąc oddech po kolejnym pojedynku turniejowym. Sędzia unosi jego rękę, a zawodnik spogląda w stronę rampy, wiedząc, że jego wieczór jeszcze się nie skończył. Przed nim wciąż pozostaje Main Event. Fenrir przechodzi przez liny i schodzi na ringside. Wtedy z boku kadru pojawia się Thorald Haraldsson. Bez muzyki i bez wcześniejszej zapowiedzi dopada Fenrira, uderza go mocno w plecy i posyła na barykadę. Zaskoczony Fenrir próbuje natychmiast odpowiedzieć, ale Thor wykorzystuje moment, dokłada kilka ciosów w korpus i ponownie wbija rywala plecami w barierkę. Fenrir odpycha go i zaczyna odzyskiwać kontrolę. Przez moment obaj wymieniają ciosy, jednak Thor przerywa wymianę mocnym Big Bootem na tors. Fenrir cofa się i opiera o barykadę, ale pozostaje na nogach.</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Thor przez kilka sekund patrzy na niego, jakby rozważał kolejny atak, ostatecznie jednak odpuszcza. Podnosi leżący niedaleko mikrofon i cofa się o kilka kroków.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Thor:</span> Wystarczy. Gdybym chciał cię stąd wynieść, Fenrir, nie przestałbym teraz. Masz jeszcze dziś swoją walkę, swoją szansę i swój turniej. I chcę, żebyś w nim wystąpił.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Fenrir prostuje się i robi krok w jego stronę, ale wokół zawodników pojawiają się już sędziowie oraz członkowie ochrony.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Thor:</span> Powiedziałeś mi kiedyś, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Że nie było przypadkiem to, że dwóch ludzi Północy pojawiło się tutaj w tym samym czasie. Od tamtej chwili myślałem o tym, wilku... i może miałeś rację.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Thor powoli zaczyna wycofywać się w stronę rampy, cały czas patrząc na Fenrira.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Thor:</span> Ale jeżeli naprawdę jesteśmy sobie przeznaczeni, to nie chcę naszej walki tutaj. Nie potrzebuję świateł, rampy ani tysięcy ludzi krzyczących wokół nas. Dawni wojownicy nie potrzebowali areny, żeby rozstrzygać swoje spory.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Thor zatrzymuje się przy początku rampy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Thor:</span> Na następnym Colosseum LPW dostanie tylko miejsce. Przyjedzie kamera, sędzia i kilku ludzi z ekipy. Nikt więcej. Ty wejdziesz na wyznaczone pole z jednej strony, ja z drugiej. I wtedy sprawdzimy, czy przeznaczenie naprawdę istnieje.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Thor wskazuje na Fenrira.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Thor:</span> Hólmgang. Nordic War.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Fenrir przechyla lekko głowę, a czerwone światła w oczodołach jego maski zapalają się na moment.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Thor:</span> Nie musisz odpowiadać teraz. Najpierw skończ swoją dzisiejszą wojnę. A potem przyjdź na moją.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Thor opuszcza mikrofon i odchodzi na backstage. Kamera wraca do Fenrira, który przez kilka sekund patrzy za nim bez ruchu. W końcu poprawia maskę i rusza na zaplecze, wiedząc, że jeszcze tej nocy czeka go Main Event.</span><br />
  <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie widzimy mistrza Valor zmierzającego szybkim tempem w stronę rozmawiającego przez telefon "The Advocate" Davida Otungi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zbyszek Uszczelka:</span> Panie Davidku! Panu się sufit na łeb się nie spadł? Jaka walka o pas, co pan wymyślasz! *David odsuwa się ze względu na ślinotok oburzonego Fachowca*  Pan żeś ledwo pokonał tego wariata i już się do mnie rzucasz, na to trzeba zasłużyć, wywalczyć swoje. Nie po to żem się napracował, żebyś pan przylazł i mówił "dej" *chrząka* Pan byś się tym kryminalistą Cavazosem zajął. Ponoć pan taki prawnik jesteś, to wsadź go do pierdelka bo tu nie ma miejsca dla takich, a od pasa wara. Kolejeczke sobie wymyślili. A co to wesele, żebyście sobie pociąg urządzali? Ta lokomotywa już ruszyła i radzę się odpieprzyć bo was rozjedzie jednego po drugim.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">David kończy rozmowę telefoniczną i powoli opuszcza telefon. Przez moment przygląda się Uszczelce, jakby próbował ustalić, czy ten właśnie powiedział to wszystko na poważnie. Następnie poprawia mankiet koszuli i zachowuje całkowity spokój.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: Zbyszek… bardzo doceniam twoją troskę o mój kalendarz zawodowy, ale pozwól, że sam zdecyduję czym będę się zajmował. Jeśli dobrze rozumiem to przyszedłeś tutaj, żeby poinformować mnie, że mam nie walczyć o twój tytuł. Czy to jest groźba, czy propozycja? Bo w obu przypadkach powinieneś chyba przygotować jakieś uzasadnienie. Wiesz co jest jeszcze bardziej interesujące? Im więcej ludzi ustawia się po twój tytuł, tym bardziej próbujesz ich zniechęcić. To nie wygląda jak pewność siebie, Zbyszek. To wygląda jak człowiek, który zaczyna się zastanawiać, ile jeszcze zostało mu czasu w roli mistrza. Jestem w stałym kontakcie z Tedem. Wiem dokładnie jakie są zasady dotyczące twojego mistrzostwa i kto ma prawo stanąć po nie w kolejce. Więc jeśli liczysz na to, że jakąś historyjką o rozprawach, kryminaliście czy „lokomotywie” sprawisz, że wycofam się z walki, to mam dla ciebie złą wiadomość. Tanie numery tu nie przejdą. A co do Cavazosa… nie martw się. Jeśli popełni przestępstwo to będę wiedział co z tym zrobić. Ale ty, Zbyszek… zacznij się martwić o to, co się stanie, kiedy twoja „kolejeczka” rzeczywiście dotrze do twoich drzwi. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zbyszek Uszczelka:</span> Ale wyszczekana ta papuga! Prawdziwy piesek najpierw Roba, teraz Teda. Co rzucił ci właściciel kosteczkę w postaci szansy na walkę ze mną, naobiecywał i teraz gryziesz po nogawkach? Spokojnie ja mam metodę na takie agresywne kundle, założę ci łańcuch i jeszcze będziesz potulnie podwóreczka pilnował już ja się o to postaram! * Fachowiec się śmieje i odchrząkuje *<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Teraz w kadrze pojawia się Jorge Cavazos.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> A ty Zbyszek cały czas mnie kryminalistą nazywasz i chcesz, abym skończył w <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">prision</span><span class="lpw-translate-tip">więzienie</span></span>? Zaczynam powoli myśleć, że kiedy ja bym się tam znalazł to poczułbyś się dużo bezpieczniej. Powiedz szczerze, obawiasz się mnie, tak? To by wyjaśniało dlaczego cały czas nie zaakceptowałeś naszego rewanżu. Jeżeli chodzi o tematy kryminalne to jednego możesz być pewien - w żaden sposób nie zagrożę Tobie fizycznie poza ringiem. Skoro już jednak wiem, że się mnie obawiasz to może to trochę wykorzystam. Będę przy Tobie przy każdej twojej walce, przy każdej twojej wizycie w ringu. A kiedy Twoja miękka psychika w końcu pęknie to będziesz musiał zaakceptować moje wyzwanie do walki o pas. Kropla drąży skałę jak to mówią, ale ty chyba jako hydraulik wiesz wszystko o tym żywiole? *wypowiadając te słowa poklepuje Zbyszka po ramieniu, po czym kieruje swój wzrok w kierunku Otungi* A co do Ciebie, David. Nic do Ciebie nie mam, ale skoro obaj mamy ochotę na ten pas to prędzej czy później będziemy musieli spotkać się w ringu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach David i Jorge robią krok do przodu i mamy teraz face to face pomiędzy tą dwójką. W międzyczasie Zbyszek ulotnił się i zniknął z kadru. David i Jorge patrzą sobie głęboko w oczy, w powietrzu czuć delikatne napięcie. Obraz z kamery gaśnie.</span><br />
  <br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">BREAKING NEWS - WÓZ STRAŻACKI WRÓCIŁ DO SIEDLEC W STANIE NIENARUSZONYM</span></span></span></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">4. Non-Title Singles Match</span></span></span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Zbyszek Uszczelka vs Preston Steele</span></span></div>
<br />
Uszczelka któryś już raz dopada Steele’a i zasypuje go serią wolnych, ale ciężkich uderzeń na plecy, spychając go w stronę narożnika. Tam dokłada kilka mocnych chopów, po czym chwyta Legacy Breakera za rękę i posyła go Irish whipem na przeciwległą stronę ringu. Steele odbija się od narożnika, a Zbyszek wbija się w niego potężnym Shoulder Tackle. Preston pada na matę, a Majster od razu go podnosi i wykonuje Vertical Suplex! Zerwany Gwint nie spieszy się z kolejną akcją. Przez chwilę stoi nad przeciwnikiem, po czym zerka w stronę byłego mistrza Valor - Cavazosa. Ten cały czas znajduje się przy ringu i jedynie obserwuje poczynania obecnego majstra. Uszczelka przez moment mierzy go wzrokiem, jakby wciąż zastanawiał się po co właściwie tam stoi. To wystarcza bogatemu dzieciakowi, żeby wykorzystać chwilę nieuwagi. The Rebel One trafia Zbyszka European Uppercutem, następnie dokłada Spinning Heel Kick i w końcu powala go na matę. Steele próbuje wykorzystać odzyskany moment i wbiec w mistrza z kolejną akcją, ale jego próba kończy się przechwyceniem przez Uszczelkę. Zbyszek łapie go i wykonuje Zaliczkę Na Materiał! Preston zwija się z bólu, a Uszczelka od razu próbuje go podnieść. The Heir Apparent odpowiada jeszcze jednym desperackim European Uppercutem, ale tym razem Zbyszek nie daje się zaskoczyć. Trafia go mocnym Knee Strikem, chwyta za głowę i wykonuje Urwany Gwint! Amerykanin pada na matę, a Uszczelka spogląda jeszcze raz w stronę Cavazosa, lecz tym razem szybko odwraca wzrok. Chwyta przeciwnika, ustawia go i wymierza Kto To Panu Tak Spierdolił?! Mistrz Valor natychmiast przechodzi do przypięcia. 1... 2... 3! Zbyszek Uszczelka zwycięża czysto. Przez moment siedzi jeszcze przy Steele'u, po czym wstaje i spogląda w stronę Cavazosa. Ten nadal nic nie robi. Uszczelka tylko kiwa głową, jakby uznawał, że na dzisiaj robota została wykonana.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po zakończonej walce Uszczelka odbiera od sędziego swój tytuł mistrzowski, a w tym czasie Jorge Cavazos wchodzi do ringu. Oczywiście dochodzi do konfrontacji, która nie przebiega już tak spokojnie jak poprzednie. Czuć znaczne napięcie między obydwoma wrestlerami. Zbyszek nie gryzie się w język, rzucając inwektywami w kierunku Cavazosa, zresztą i on nie pozostaje dłużny. W pewnym momencie....Jorge otrzymuje Low Blow! Momentalnie osuwa się na matę, a sprawcą całego zamieszania okazuje się, a jakże - Jay DiMateo! Gość ani myśli czekać na to, aż Uszczelka mu nawrzuca, tylko od razu rzuca się na niego z pięściami! Pod wpływem ataku Valor Champion cofa się do narożnika, gdzie przez chwilę jest otłukiwany. Jay jest do tego stopnia bezczelny, że nawet porywa się na wykonanie tzw. "People's Puncha". Jego ofensywa nie trwa jednak zbyt długo, ponieważ do ringu zmierza właśnie David Otunga! DiMateo zauważa go i od razu odstępuje od Uszczelki, by ruszyć właśnie na prawnika, ale od razu nadziewa się na Olympic Slam! Koreański Amerykanin od razu po otrzymaniu tej akcji wytacza się poza ring, zaś Otunga zostaje teraz zaatakowany przez Uszczelkę! Adwokat otrzymuje kilka punchty na korpus, a zaraz potem Polak próbuje ustawić go pod swoją akcję kończącą. Davidowi udaje się jednak wyrwać, a zaraz potem ściąga on Zbyszka na liny. Cofa się dwa kroki i wykonuje Running Clothesline, pod wpływem którego obydwaj wypadają poza ring! Mimo to wciąż walczą ze sobą, częstując się nawzajem uderzeniami jeszcze przed ponownym stanięciem na nogi. W końcu obaj są na nogach i Otunga częstuje Zbycha Knee Liftem, po którym ten wyraźnie się chwieje. W tej chwili jednak do duetu walcżących włącza się DiMateo, który pochwycił kij do kendo i właśnie trafia nim w plecy Adwokata! Nie mijają nawet dwie sekundy i teraz to Zbyszek zostaje poczęstowany tą samą bronią. Syn "Kolesia" teraz na zmianę uderza kijem jednego i drugiego, aż w końcu ten ulega złamaniu! (kij, nie DiMateo) Jay odrzuca więc broń na bok i odwraca się w poszukiwaniu innego narzędzia...i w tym momencie zostaje trafiony Clothesline from Tijuana! Do akcji wraca bowiem także Cavazos, który właśnie bierze odwet za trafienie go w klejnoty. Zaraz potem chwyta Otungę i posyła na kurs kolizyjny z barykadą, a następnie podchodzi do Zbyszka. Widzimy, że z dużą łatwością Meksykanin wynosi w górę obecnego mistrza Valor, po czym wykonuje mu Snake Eyes na schodkach! Uszczelka pada na podłogę, zaś Jorge zauważa, że Otunga wstaje przy pomocy bandy. Postanawia wziąć rozbieg i już po chwili taranuje zawodnika z Elgin, wykonując CavaShock! Barykada zostaje rozwalona! Publika jest wyraźnie zadowolona z takiego obrotu spraw, czego raczej nie można powiedzieć o pracownikach technicznych, którzy za chwilę będą musieli naprawiać te zniszczenia. Wygląda jednak na to, że zawodnicy jeszcze nie mają dość. Otunga i Cavazos po staranowaniu barykady na razie leżą. Podnoszą się za to Uszczelka i DiMateo. Zbyszek okazuje się szybszy i przechwytuje on lżejszego od siebie Millenium Stara, a następnie prowadzi go w kierunku stolika komentatorskiego. Gdy są już na miejscu, Valor Champion łapie Jaya za głowę i uderza nią o osłonę stolika. Następnie zrzuca ów element i kładzie Amerykanina o azjayckich rysach twarzy na stole komentatorskim. Następnie widzimy, że po schodkach decyduje się wejść na apron, a następnie do środka ringu. Obraca się w stronę stołu, na którym leży Jay...i w tym momencie na ekranie pojawia się General Manager, Ted DiBiase.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Panowie... wystarczy!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Uszczelka zatrzymuje się na linach i spogląda w stronę TitanTronu. Poobijani Cavazos, Otunga i DiMateo również kierują wzrok na ekran.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Nie mam nic przeciwko temu, żebyście rozwiązywali swoje problemy między sobą. Wręcz przeciwnie, zwykle oszczędza mi to sporo pracy. Ale kiedy zaczynacie przy okazji rozbierać arenę na części, robi się z tego trochę nieco droższy interes, a pieniądze w tym biznesie są niezwykle ważne.&lt;Ted zerka gdzieś poza kamerę, po czym lekko się uśmiecha.&gt; Tak swoją drogą... wszyscy czterej możecie dorzucić się do premii dla ludzi, którzy będą teraz po was sprzątać.*Na trybunach słychać śmiech i pojedyncze okrzyki.* A teraz odłóżcie, to co macie w rękach, zejdźcie z barierek, stołów i wszystkiego, czego jeszcze nie zdążyliście zniszczyć i przyjdźcie do mojego biura. Skoro każdy z was ma coś do powiedzenia w sprawie Valor Championship... to wysłucham Was wszystkich na raz.&lt;Ted robi krótką pauzę.&gt; I spróbujcie dotrzeć tam bez kolejnej bójki po drodze. Byłoby miło zacząć rozmowę, zanim znowu będziemy musieli Was rozdzielać. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z GM’em znika z TitanTronu. Uszczelka, Cavazos, Otunga i DiMateo jeszcze przez chwilę mierzą się wzrokiem, ale ostatecznie żaden z nich nie decyduje się kontynuować bójki.</span><br />
<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">CZAS NA PRZERWĘ, CZAS NA SPRZĄTANIE ARENY</span></span></span></div>
  <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się do dość przestronnej szatni na zapleczu, gdzie widzimy Wallace'a siedzącego na fotelu... I Martina krążącego dookoła niego. Młody spokojnie opowiada co podsłuchał wcześniej z rozmowy Walkera, jednak Nathan jakby zupełnie go nie słuchał, z zafascynowaniem wlepiając w Jamesa spojrzenie. Ten po chwili zamyka się na chwilę, uśmiecha pod nosem i spogląda na rozmówcę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James Wallace:</span> Będziesz tak się na mnie gapił bez słowa, czy w końcu zaprosisz mnie na randkę? *bezczelny uśmiech* W ogóle Ty słuchasz co do Ciebie mówię? Mówiłem właśnie, że to nie Srakazaki Cię zaatakował, tylko te bałwany w kominiarkach...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin:</span> Wybacz... *staje w miejscu* ale nie mogę przestać się zachwycać! Jesteś taki do niego podobny, to jest niesamowite! Absurdalnie cudowne!*uśmiecha się i serdecznie rozkłada ręce* Jeszcze ten cięty język! Twój ojczulek to jedno z moich najwspanialszych dzieł! *teatralnie poprawia włosy i zamyśla się* Ciekawe, jak teraz wyglądałyby nasze potycz...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James Wallace:</span> Wiedziałem, że nie. Równie dobrze mógłbym mówić do tej ściany *wskazuje palcem na jedną z nich* i efekt byłby podobny. *wzdycha* Dobra, zapamiętaj - Walker zły. Ten japoniec nic nie zrobił. Czaisz? *odchyla głowę do tyłu by spojrzeć na Nathana który aktualnie jest za jego plecami* To co tam innego jest na tyle ważne? Mówiłeś coś o moim ojcu?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin: </span>Tak, tak.. Twój tata We... Zaraz, zaraz! *jest zszokowany* Chcesz mi powiedzieć, że zaatakowałem NIEWINNEGO Shio Sakazakiego?! NIEMOŻLIWE! Cholera! Co ja narobił... och, nieważne. *szeroko się uśmiecha* I tak mnie irytowały jego bezczelne, mało honorowe zachowania, a ta badziewna kurtka, ughhh... *zdegustowany* Wiesz co? To wszystko jest świetną nowiną, młodzieńcze! Radujmy się! *klepie Jamesa po ramieniu* Ktoś jest na tyle głupi oraz odważny, żeby robić mi takie psikusy w MOIM świecie... to... świetnie! Ja-ja... muszę ich poznać! *podekscytowany* Jak najszybciej! Jestem tak ciekawy, jacy oni są i co nimi kieruje!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James Wallace: </span>*aż na chwilę zaniemówił, tylko kręci lekko głową* No tak, zapomniałem, żyjemy w TWOIM świecie. To czekaj, jak to w ogóle działa, co? *poprawia się na fotelu* To wszystko *rozgląda się dookoła* razem ze mną... To wytwór Twojej wyobraźni? *uśmiech* W takim razie... Czemu stworzyłeś takiego debila jak Walker? I czemu miałbyś ich dopiero poznawać? To nie tak, że Ty ich stworzyłeś? *nagle podnosi szybko wzrok na Nathana* A możesz mi stworzyć zimne piwko tu i teraz? Po walce chętnie bym się napił. *uśmiecha się, zamyka oczy i wystawia rękę po piwo*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin: </span>Lubię cię. Naprawdę cię lubię. *jest dumny* Podoba mi się twoja błyskotliwość i żądza wiedzy. Z wielką przyjemnością wszystko ci wytłumaczę... mimo że nie muszę! Bo widzisz... ten świat to coś w rodzaju mego SNU *gestykulując rękoma, pokazuje rozszerzanie się czegoś*, kreuje go moja podświadomość. *pokazuje palcem na swoją głowę* Na całe szczęście to nie jest tak, że mogę sobie wybierać, co tworzę a czego nie, wtedy byłoby zbyt nudno. Inaczej jest z USUWANIEM. Dowson oraz Sakazaki się o tym przekonali. *przerażający uśmiech* Podsumowując... stworzyłem wszystko, ale nie zaznałem wszystkiego. Dlatego tak dobrze się bawię! Codziennie zaskakuje mnie coś nowego.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James Wallace: </span>*otwiera z powrotem oczy* Czyli nici z mojego piwa? Cóż... *uśmiech* Skoro to wszystko Twoja podświadomość... To dzisiaj masz okazję poznać jedną z jej najlepszych kreacji. *Pokazuje kciukiem na siebie* Jakbyś chciał się dowiedzieć więcej, to wiesz gdzie mnie znaleźć. *wstaje z fotela* A już tak całkowicie poważnie. *przystaje na wysokości Nathana i kładzie mu na ramię dłoń* Gdyby te tępaki miały jeszcze jakiś problem, to daj znać. Zawsze chętnie dopiszę kolejny kawałek historii Jamesa Wallace'a!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">James po tych słowach patrzy krótką chwilę na Nathana i zmierza do drzwi. Nate przygląda się młodemu Wallace'owi z zaciekawieniem i niemałym zachwytem. Obraz z kamery znika...</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/0YeExQZ.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 0YeExQZ.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/LBr7kECsjcQ" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Muzyka wypełnia całą halę, a kamera robi nam przejazd po dość licznie zgromadzonej publiczności, czas zacząć kolejne Colosseum. </span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera pokazuje nam ring. Na środku kwadratowego pierścienia, na specjalnym stojaku, znajduje się LPW Global Championship. Po chwili na arenie rozbrzmiewa muzyka Teda DiBiase Jr., a nowy Generalny Menadżer Colosseum pojawia się na stage'u. Ted zatrzymuje się na moment, spogląda na trybuny, a następnie spokojnym krokiem rusza w stronę ringu. Po wejściu pomiędzy liny DiBiase przez chwilę przygląda się znajdującemu się przed nim mistrzostwu. Następnie odbiera mikrofon i staje obok pasa.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Kilka tygodni temu pokazałem wam ten tytuł po raz pierwszy. Powiedziałem wtedy, że LPW Global Championship nie będzie nagrodą za jeden dobry występ. Nie będzie tytułem dla człowieka, który znalazł się we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Ma należeć do zawodnika, który udowodni, że potrafi stanąć ponad resztą Colosseum.&lt;Ted spogląda na pas, po czym ponownie kieruje wzrok na widownię.&gt; Od tamtej chwili zadawaliście jedno pytanie. Jak wyłonimy pierwszego posiadacza LPW Global Championship. Dzisiaj w końcu poznacie odpowiedź. *na arenie słychać mocniejszy pop* Jeżeli widzieliście kartę dzisiejszego Colosseum, część układanki już znacie. Tej nocy odbędą się trzy pojedynki w ramach Global Championship Contender Series.<br />
  <br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na TitanTronie pojawia się grafika przedstawiająca układ dzisiejszej serii.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Fenrir zmierzy się z Jayem DiMateo. Zwycięzca tej walki jeszcze tego samego wieczoru stanie naprzeciw Johnny'ego Turna. A człowiek, który przejdzie dalej... spotka się w Main Evencie z Benem Zamorą.&lt;Ted robi krótką pauzę.&gt; Ben zapracował na swoją pozycję. Na poprzednim Colosseum powiedziałem, że zwycięzca Main Eventu otrzyma nagrodę, która znacząco ułatwi mu drogę do walki o Global Championship. Dotrzymałem słowa. Podczas gdy trzech pozostałych zawodników będzie musiało przebijać się przez serię kolejnych pojedynków, Zamora potrzebuje dziś tylko jednego zwycięstwa. &lt;Ted lekko się uśmiecha&gt; Ale dzisiejsza seria wyłoni tylko jednego pretendenta.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ted odwraca się w stronę TitanTronu. Grafika znika, a po chwili na ekranie pojawia się napis „BALTIMORE”.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Na następnym Colosseum w Baltimore zrobimy to jeszcze raz.*Publiczność reaguje głośnym cheerem.* Kolejnych czterech zawodników. Kolejne trzy pojedynki. Kolejna Global Championship Contender Series. A jej zwycięzca zostanie drugim pretendentem do tego mistrzostwa.&lt;Ted robi kilka kroków po ringu, po czym zatrzymuje się obok pasa.&gt; I nie zamierzam kazać wam czekać do Baltimore, żeby poznać wszystkich uczestników. Pierwszego mogę ogłosić już teraz.&lt;Krótka pauza.&gt; Pierwszym uczestnikiem drugiej serii zostaje Kenneth Riddle, a ponieważ przegrał swój ostatni pojedynek, rozpocznie swoją drogę od pierwszej walki w serii. Jeśli chce dostać się do finału, będzie musiał przejść całą ścieżkę eliminacyjną.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Arena reaguje na nazwisko byłego rywala Bena Zamory, a na TitanTronie pojawia się grafika Kennetha Riddle'a jako pierwszego potwierdzonego uczestnika drugiej Global Championship Contender Series.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Pozostałe nazwiska poznacie w odpowiednim czasie. Ale zanim ktoś zacznie kalkulować i zastanawiać się jak rozłożyć siły, powinien wiedzieć, co dokładnie czeka na końcu tej drogi.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ted podchodzi do stojaka i kładzie dłoń na LPW Global Championship.</span> <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Zwycięzca dzisiejszej serii. Zwycięzca serii w Baltimore. Dwóch zawodników, którzy przejdą przez własną drogę i udowodnią, że zasługują na szansę zapisania się w historii LPW.&lt;Ted unosi wzrok w stronę kamery.&gt; Podczas naszego najbliższego PPV Danse Macabre spotkają się ze sobą w walce o LPW Global Championship.&lt;DiBiase milknie na kilka sekund, pozwalając publiczności zareagować.&gt; Ale skoro ten tytuł ma należeć do człowieka stojącego ponad resztą... zwykły pinfall nie wystarczy.&lt;Na twarzy Teda pojawia się szeroki uśmiech.&gt; Pierwszy LPW Global Champion zostanie wyłoniony w Last. Man. Standing. Matchu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ogromna reakcja publiczności. Kamera robi zbliżenie na LPW Global Championship, gdy na TitanTronie pojawia się grafika zapowiadająca pojedynek na PPV: CONTENDER SERIES WINNER vs CONTENDER SERIES WINNER .</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Chciałem, żeby ten tytuł od pierwszego dnia coś znaczył. Dlatego, żeby zostać pierwszym Global Championem, trzeba będzie pokazać, że kiedy przeciwnik nie będzie w stanie się podnieść…mistrz będzie stać nad nim.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ted odkłada mikrofon, ale zanim zdąży opuścić ring...słyszymy theme song Jay’a DiMateo i widzimy, że Amerykanin włoskiego pochodzenia, o koreańskich rysach śpiesznie wędruje w kierunku ringu. Po chwili “Nepo Baby” melduje się w kwadratowym pierścieniu i jego wzrok od razu przykuwa mistrzostwo Global.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> Ben Zamora, Kenneth Riddle…*zwraca się w stronę Teda*, powiedz mi Ted, jak to jest? Jak to jest, że jeden z nich przegrał ostatnio pojedynek i “za karę” dostaje tę samą drogę eliminacyjną, co ja…*uśmiecha się*. A drugi z nich dostał na dzień dobry walkę w Main Evencie Colosseum i po JEDNEJ wygranej dostaje autostradę do mistrzostwa Global? Widzę, że duch Roba Van Dama mocno unosi się nad naszym cudownym brandem, a zmiany zaszły co najwyżej w pogodzie. *przewraca oczami* To szczególnie zabawne, że to mnie nazywają “Nepo Baby”, więc to ja powinienem mieć tu wszystko podane na tacy, prawda? Rzeczywistość jest jednak taka, że po stoczeniu 6 walk w LPW moją nagrodą jest…no właśnie, co? Mam przeprawić się przez bagna, strzeżone przez jakiegoś wilkołaka, żeby potem wpaść w tornado, a na koniec dojść do Wyspy Czaszki i stanąć w oko z KING KONGIEM?! *pojedyncze śmiechy na trybunach* Widzicie, ja może i jestem lekko szurnięty, może i mam problem ze słuchaniem ludzi, którzy ciągle próbują mi wmówić, co powinienem, a czego nie powinienem, ale jeśli ktoś powiedziałby mi dwa tygodnie temu, że moja droga do tego mistrzostwa będzie wyglądała w ten sposób to…DALEJ BYM TO ZROBIŁ! Haha! Myśleliście, że serio się obsr…przestraszyłem? Może i jestem mniejszy od moich rywali, ale moje serduszko jest tak waleczne, że…lubicie takie bajeczki, prawda? *uśmiecha się* Nic z tego. Wiem, że na papierze wszyscy już dawno mnie skreślili, ale pomyślcie teraz, jak było przed moim debiutem? Nikt we mnie nie wierzył. Jak było po? Pisaliście na X “nadaje się na wybieg, a nie do ringu”, “co to za laluś”. No i? Pokonałem mężnego i dzielnego Ssijo, który chyba nie jest obecnie w formie, co? *śmieje się* Ahhh, tak to jest jak się zadziera z nieodpowiednimi ludźmi. *wygląda na rozmarzonego* Teraz stoję tu przed wami i wraz z nowym GM otwieram galę *uśmiecha się do Teda*. Może jednak nie wszystko stracone i Colosseum ma jeszcze szansę wrócić na odpowiednie tory? Może jednak powinienem zadzwonić do taty i poprosić go o przelew, żeby trochę poprawić moją pozycję? *zaczyna chodzić nerwowo wokół mistrzostwa Global* A może zapytam się mojej pani psychiatry, czy czasami nie jest tak, że skoro dostaję taką ciężką drogę do przejścia, to władze LPW doskonale zdają sobie sprawę z tego, że to JA…<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jayowi przerywa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=6CPvyUjBKkY" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ten theme song</a>, a na rampę wychodzi nie kto inny jak Fenrir w swoim gearze i firmowej masce. Pospiesznym krokiem rusza w kierunku ringu, gdy podchodzi do schodków uderza w nie dwa razy, po czym spogląda na Nepo Baby, a oczy w jego masce zaświecają się na czerwono - na twarzy DiMateo widać lekki grymas, przełyka on nerwowo ślinę. Norweg wbiega po schodkach i szybko wchodzi do ringu, do tej pory czerwień w oczach zdążyła zgasnąć. Wita się z Tedem DiBiase uściskiem dłoni po czym prosi technicznego o rzucenie mikrofonu i staje naprzeciw Jaya..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Fenrir:</span> Jay.. już myślałem, że mimo wszystko pójdziesz do głowy po rozum, ale niestety nie. A szkoda, bo widziałem że jesteś dobrym, nawet bardzo dobrym wojownikiem, bardzo ambitnym. Wygrana rywalizacja z Shio? Szczerze Ci gratuluję, ..ale to koniec przyjemności. Mogę uznać Twoje ringowe umiejętności, ale język.. ten niewyparzony język.. jakbym słyszał Lokiego. Narzekanie, płacz o lepsze traktowanie, mitomania. Mimo tego, że to ja odwołuję się do mitologii nordyckiej to Ty żyjesz w świecie fantazji myśląc, że jesteś w stanie cokolwiek ugrać swoim szczekaniem. Na Twoje zupełne nieszczęście.. Twoim pierwszym przystankiem na drodze do mistrzostwa jest ktoś kto pomimo jednej walki już zdążył pokazać, że jest wart stanięcia do boju w kwalifikacjach do pojedynku o tenże pas. *wskazuje na pas Global* Nie będę Ciebie negował Jay.. nie powiem, że jesteś słabym wojownikiem, bo udowodniłeś, że nie jesteś, ale ta droga.. Twoja droga.. się kończy, bo skrzyżowała się z moją. A ja mam jasny cel, będę się piął do góry i walczył o to co mogę walczyć, jeśli będę musiał to wygryzę z naszej walki to zwycięstwo, potem pokonam również Johnny'ego Turna, a także.. stanę do walki z tym co go zwą Tongańskim Czołgiem. *spogląda na Teda* I udowodnię, że nie będzie to teatr jednego czy dwóch aktorów jak powiedziałeś, Ted.. oj nie, ta scena robi się większa niż się spodziewaliście, bo przybyłem i nie pokazałem wszystkiego. *wraca wzrokiem do Jaya, tym razem oczy w masce świecą się na czerwono* I tak jak wspomniałeś Jay, Colosseum wraca na odpowiednie tory, ale powód jest inny.. a Ty ten powód poznasz już za chwilę..<br />
  <br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie rozbrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=XTUARaFZquI" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ten</a> theme song, zawodnicy w ringu spoglądają w stronę titantronu, a Johnny Turn pojawia się między publicznością na górnych miejscach z mikrofonem w ręce. Publiczność szaleje i poklepuje go po plecach, a Tornado Man przedziera się schodząc w dół.</span><br />
  <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Johnny Turn: </span>Howdy, Nashville! *cheer* Pozwólcie, panowie, że przerwę wam te miłe dywagacje dwóch mięśniaków, bo zaczynacie przynudzać. Nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że jesteście tacy pewni swego uważając, iż dojdziecie do finału tego turnieju. Jay, chylę czoła za Twoje cwaniactwo ringowe i umiejętność pokazania się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Jednakże zwycięstwo nad Shio Sakazaki uznajesz za wielki wyczyn? Naprawdę? I to nawet nie 3:0, bo to byłaby dominacja. Pokonałeś go tak naprawdę na ostatniej prostej. Fenrir, ogromne gabaryty, nieprzejednana maska, za którą ukrywasz swą tożsamość. To wszystko wygląda naprawdę okazale, jednakże wciąż to mnie nie przekonuje. Maska o rozmiary nie raz w wrestlingu przeszkadzały, zamiast pomagać *Johnny dochodzi do barierki, przeskakuje nad nią i czym prędzej wchodzi na apron i przeskakuje ponad górną liną, po czym wita się z Tedem DiBiase* Pomyślicie sobie „ale się popisuje”, taką mam naturę. Nie potrafię wysiedzieć w miejscu, więc niczym tornado zakręcę w tym ringu jednym lub drugim. Wy panowie będziecie już zmęczeni po pierwszej walce, nie wróżę wam niesamowitego starcia ze mną. Chcę wam udowodnić swoją wartość, więc zrobię wszystko, żeby zwalczyć w Main Evencie z Benem Zamorą czy wam się to podoba, czy nie! *cheer* Ostatnie tygodnie nie były dla mnie lekkie, Walker i jego świta depczą mi po piętach, na dodatek zostałem oszukany. Nie zamierzam jednak płakać nad swoim losem i *Johnny kładzie rękę na tytule stojącym na piedestale* już za niedługo to mistrzostwo będzie w moim posiadaniu.  <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Le Manu! Po raz kolejny wywoływany Zamora wreszcie pojawia się na rampie. Zawodnik spokojnym krokiem udaje się do ringu, w którym to mierzy wzrokiem swoich potencjalnych przeciwników w dzisiejszej walce wieczoru, po czym żąda od obsługi technicznej mikrofonu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ben Zamora:</span> Szczerze, to niezbyt mnie obchodzą małe szczekające kundle, ale tyle razy usłyszałem swoje nazwisko, że poczułem się wywołany do tablicy. &lt;uśmiech&gt; Jay, chwalisz się tym, że stoczyłeś w LPW już 6 walk. Zaprawdę, gratuluję. Myślę, że taki bananowy chłopiec jak Ty musiał wytężyć resztki swojego wykończonego tiktokiem skupienia, żeby tak długo wytrzymać bez nudzenia się nową zabaweczką. Przypomnij tylko, jaki masz bilans? Przypomnij wszystkim, z kim stoczyłeś aż 5 walk? Tak jest, z gościem którego już tutaj nie ma, którego nazywasz Ssijo… A który pokonał Cię aż dwa razy. &lt;pomruk przechodzący przez trybuny, Zamora zbliża się lekko do DiMateo&gt; Rozumiem, że to boli. Świadomość, że wkładasz w coś tyle siły, chcesz tego jak nikt inny… Tylko po to, żebym nagle pojawił się ja i całkowicie przyćmił całe Twoje starania. &lt;uśmiech, obraca się do pozostałej dwójki&gt; To co teraz powiem, tyczy się też waszej dwójki. Powodzenia. Szczerze wam go życzę… Bo naprawdę będziecie go potrzebować. Którykolwiek z was dotrwa do dzisiejszego main eventu, będzie musiał stanąć w ringu ze mną. Nie ma dla mnie najmniejszej różnicy, czy wcześniej stoczycie jeden pojedynek, czy dwa. Nie ma dla mnie żadnego znaczenia w jakim stanie wyjdziecie na walkę wieczoru. Nie uświadczycie żadnej taryfy ulgowej. Dzisiaj Ben Zamora zapuszcza korzenie w walce o pas Global. Możecie płakać, grozić, szydzić, gryźć, kopać, pluć… A na koniec i tak to moja ręka powędruje do góry i to ja zostanę pierwszym z pretendentów. Jesteś silny &lt;spogląda na Fenrira&gt;, Ty jesteś szybki &lt;spogląda na Turna&gt;, a Ty… &lt;spogląda na DiMateo i chwilę się zastanawia&gt; stoczyłeś AŻ 6 WALK! *śmiech* Prawda jest taka, że każdy z was ma to coś. Bez tego nienazwanego czynnika nikt nie zostaje wrestlerem. Ale to ja jestem prawdziwą maszyną. I to ja wyjdę z dzisiejszego eliminatora z tarczą i miejscem w walce na Danse Macabre. Czekam na jednego z was później. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po ostatnich słowach Ben wypuszcza z ręki mikrofon, który z głośnym hukiem upada na ringowe deski. Zamora wymija swoich potencjalnych przeciwników i bez oglądania się za siebie wychodzi z ringu, kierując się na zaplecze. Jakby przywołany tym, na rampie wymija go sędzia, a to oznacza tylko jedno - pora na pierwszą walkę dzisiejszego wieczoru!</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">1. Global Championship Contender Series #1: Singles Match</span></span></span>  <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Fenrir vs Jay DiMateo</span></span></div>
<br />
Wracamy po przerwie reklamowej i widzimy, że Jay DiMateo opuszcza właśnie ring, unikając szarży swojego przeciwnika, ten jednak nie daje za wygraną - od razu podąża za Jayem, po chwili łapie go i wrzuca go do kwadratowego pierścienia. Sam również tam wchodzi, ale nie, nie! Baseball Slide i Cold Giant zachwiał się na swoich potężnych nogach! DiMateo próbuje wykorzystać momentum, wchodzi na górną linę i Crossbody? Nic z tego! Zostaje złapany w locie! Fenrir przerzuca go sobie jeszcze przez ramie, a następnie wykonuje Powerslam przy ringu! Sędzia w międzyczasie dolicza już do pięciu, a Bestia z Jotunheim zauważa to i najpierw wrzuca swojego rywala, a następnie sam melduje się w kwadratowym pierścieniu. Teraz Norsk Wereweolf okłada Jaya poteżnymi puchami, po czym wykonuje Irish Whip i Ymir's Fury! Spinebuster wykonany! Nepo Baby leży bezwładnie na środku ringu, a jego rywal daje nam do zrozumienia, że będzie chciał zakończyć ten pojedynek. Podnosi on Jaya JEDNĄ RĘKĄ ZA JEGO GATKI i...nie wiemy co szykował, bo Amerykanin włoskiego pochodzenia o koreańskich rysach twarzy natychmiast się wyrywa, próbuje nawet przejść do kontry! Mamy serię chopów, ale nie robią one większego wrażenia na zamaskowanym wojowniku, który po chwili chwyta DiMateo i ciska nim z impetem w narożnik. Sam zaś bierze rozbieg i...potężny Running Clothesline! Auuuuaa! To musiało zaboleć! Jay odbija się od narożnika, niczym dzieci...nie będzie tu tego porównania. Po prostu się odbija, mocno. Fenrir dokłada szybko Neckbreaker i ponownie daje nam znać, że chyba będzie chciał zakończyć tę walkę. Czeka aż jego rywal się podnosi, ale widzimy, że ten próbuje uciec z ringu, czołga się tam, następnie chwyta się lin i znowu zostaje złapany przez Cold Gianta! Made Man jednak sprytnie wyprowadza łokieć,  po chwili dokłada Roundhouse Kick! Norsk Werewolf się chwieje! Jay szykuje się do FaceTime! Czyżby...NIE! Rywal łapie go przy swojej twarzy, uderza potężnym prawym i mamy wyniesienie...TAK! Snøstorm wykonane! Pin...1...2...3! Nie ma wątpliwości, to Fenrir idzie dalej!<br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Praktycznie od razu po zakończeniu pierwszej walki przenosimy się do jednej z szatni, gdzie widzimy wpatrującego się w wahadło Cyclone'a Diallo, a także Kannonballa, który oglądał wydarzenia ringowe na ekranie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kannonball:</span> *śmieje się* Widziałeś, jak mu przyjebał? Ale jaja! *Diallo w ogóle nie reaguje* Za taki wrestling nic nie robiłem! Wiesz co jest najlepsze w tej robocie? Można siedzieć na dupie i oglądać inne walki zupełnie za free! *odwraca się w kierunku Diallo, po czym wzdycha* A ten dalej swoje. Ty, szaman! *macha ręką przed twarzą Diallo, który wciąż go ignoruje* Wracaj do żywych! Przed chwilą DiCaprio dostał po japie od Feniksa...Feliksa, no tego z psim ryjem, a ty wolisz się gapić na to dyndające badziewie? Co jest z tobą nie tak?<br />
  <br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kannonball chwyta za kiwający się obiekt i dopiero wtedy Diallo zwraca na niego uwagę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo:</span> Co...mówiłeś coś? Nie przeszkadzaj mi, staram się osiągnąć wyższy stan…<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kannonball:</span> Stan czego? Słuchaj mnie...od samego żarcia wołowiny bicepsy nie rosną. Tak samo od gapienia się w ten wisiorek nie nauczysz się latać. Przysięgam ci, choćby sam Jezus miał zaraz wejść do tej szatni, niczego w ten sposób nie osiągniesz!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie drzwi się otwierają i do szatni wchodzi <a href="https://www.l-p-w.pl/attachment.php?aid=46" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Luis Borges</a>. Wyraz twarzy Kannonballa momentalnie ulega zmianie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kannonball:</span> Jesus Christ....to naprawdę ty? Zaraz...ja tylko żartowałem! *patrzy na Diallo* Jak ty to zrobiłeś?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Luis Borges:</span> *spogląda z lekką dezorientacją w stronę znajdującej się w szatni dwójki* Co Wy tutaj robicie? *dalej lekko zdezorientowany, wali facepalma, orientując się, że pomylił on szatnię* Ahhh, mniejsza w to. *mamrocze coś pod nosem* Nie wiem, co tutaj się dzieje, ale... *wskazuje na Kannoballa* nie jestem Jezusem. Nazywam się Luis Borges i od niedawna jestem częścią tego jakże pięknego czerwonego brandu. Podobnie jak wy dopiero zaczynam i już na start pojawił się człowiek, który postanowił zasłonić ring parawanem, uniemożliwiając mi prezentację moich umiejętności na oczach całego świata. Jak widać, spokój nie jest czymś, co jest nam dane.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kannonball:</span> *wyraźnie rozczarowany* Czyli ty nie jesteś Jezusem? *Borges kręci przecząco głową* No trudno. Ale i tak dobrze, że jesteś. Mój kolega Diallo na pewno ci pomoże. Podobno kiedyś widział jakieś parawany, ale one go nie powstrzymały i przekroczył granicę.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo:</span> *teraz już wyraźnie zainteresowany* Bardzo dobrze, że się zjawiłeś. Przepraszam za kolegę, już od dwóch dni nikogo nie pobił i przez to jego głowa pracuje mniej wydajnie, niż zwykle. Dobrze słyszałem, że masz problem i poszukujesz rozwiązania? Świetnie się składa! Co prawda jestem w stanie sforsować każdy mur, nie tylko taki utworzony z parawanu, ale posiadam również znacznie cenniejsze zdolności, dzięki którym pomogę również tobie. Musisz wiedzieć, że nie tak dawno przyszedł do mnie pewien starszy facet, trochę dziwny, ewidentnie przesadził z samoopalaczem. I on nagle do mnie mówi, że chce zostać prezydentem. Oczywiście udzieliłem mu niezbędnych wskazówek i wyobraź sobie, że parę miesięcy później faktycznie go wybrali! Bardzo chętnie więc pomogę i tobie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym czasie Kannonball wyciąga z torby jakiś bawełniany worek o ciemnofioletowym kolorze i podaje go Diallo.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo:</span> Wystarczy, że sięgniesz ręką i wyjmiesz dowolny przedmiot.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Borges jest zmieszany, jednak decyduje się włożyć rękę do sakiewki, po czym wyciąga z niej <a href="https://static.vecteezy.com/system/resources/thumbnails/069/883/452/small/classic-black-8-ball-billiards-pool-ball-isolated-on-transparent-background-png.png" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">taki obiekt</a>. Kannonball parska śmiechem, a Luis wygląda na zdegustowanego.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Luis Borges:</span> Ty tak na poważnie? *zerka na Diallo* Zgodziłem się na to, licząc, że dowiem się czegoś, co może mi pomóc. Wkładam rękę do tego worka. *wskazuje palcem na bawełniany worek* I co z niej wyjmuję? *spogląda na kulę* Co to ma oznaczać? Nie zrozum mnie źle, Diallo... ale nie zamierzam marnować czasu na takie żarty moim kosztem. Jeśli masz coś sensownego do powiedzenia, to proszę bardzo. Radzę ci się jednak streszczać, bo czas nagli mnie i to mocno.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo:</span> Naprawdę tego nie dostrzegasz? *obraca bilę o 90 stopni* A teraz widzisz? To jest symbol nieskończoności. Wieczność, legenda! To mówi wyraźnie, że zapiszesz się w historii! Jeżeli nie potrafisz tego dostrzec...no cóż, nie mogę mieć do ciebie o to pretensji. Nie każdy jest w stanie dostrzec to co ja.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Luis Borges:</span> Wieczność? Legenda? *delikatny uśmieszek* To wszystko nabiera sensu. Być może zbyt pochopnie oceniłem twoje zdolności. Wybacz mi pośpieszanie, ale chciałbym byś przeszedł do rzeczy. Erwin Eckhart. Mój przeciwnik. Co o nim sądzisz? Czego w zasadzie się mogę po nim spodziewać?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym czasie Kannonball przegląda coś w swoim telefonie, a po chwili znajduje grafikę promującą starcie Borgesa z Erwinem Eckhartem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kannonball:</span> O tego nerda ci chodzi? Ja pierdolę, jaki jajogłowy! Pamiętam jak kiedyś spotkałem takiego. Idę sobie kulturalnie ulicą i nagle mijają mnie dwa takie profesurki właśnie. No to naplułem na jednego, a ten jaki czerwony się zrobił, jak pomidor normalnie! Myślałem, że się rzuci na mnie, a ten co? Wytarł japę i ucieka! Normalnie spierdolił, jak szczur jakiś! *kładzie rękę na ramieniu Borgesa* Dam ci dobrą radę, Louisie de Funes, czy jak ci tam. Zrób to samo co ja, a magisterek sam się wyniesie z ringu.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo:</span> Kannonball...pozwól, że ja się tym zajmę. *stawia na stole znaną już kulę (podobno) z kości słoniowej* W tym zawarte są wszystkie odpowiedzi. Wystarczy, że położysz swoje ręce na tej kuli, a wszystko stanie się jasne. *Luis kładzie ręce na kuli, to samo czyni Diallo po drugiej stronie obiektu, zamykając oczy* Chyba...coś widzę. Ból. Dużo bólu. Ryzyko. Brutalna precyzja. Moment...gong! Koniec. Tryumf. Wygrana! *krzywi się, jakby zobaczył jakąś drastyczną scenę* Auć....zabraknie czasu na świętowanie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Luis Borges:</span> Ciekawe... bardzo ciekawe. Dużo bólu i ryzyko. To część mojego życia. Od samego początku byłem stworzony do tego by walczyć. Mimo wszelkich przeciwności losów, z jakimi musiałem się borykać. Jednak wydaje mi się, że mógłbyś *zerkając na Diallo* powiedzieć coś jeszcze. Zdecydowanie bardziej istotnego niż te poszlaki, jakimi mnie dotychczas rozjaśniłeś. Wspomniałeś o tym, że zabraknie mi czasu na świętowanie. Co przez to masz na myśli? *obserwuje reakcję Cyclone'a, oczekując tym samym na jego odpowiedź*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo:</span> Przepraszam, ale nic więcej nie jestem w stanie zobaczyć. Wyczerpałem całą energię. *spogląda na zegarek* Zresztą...właściwie to my musimy już iść.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kannonball:</span> Powodzenia, żandarmie. Połamania nóg *puszcza oczko*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Diallo wstaje od stołu i wraz z Kannonballem kierują się do drzwi, zostawiając Luisa samego.</span><br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Pozostajemy na zapleczu, jednak widzimy już inną scenę. Przed kamerą znajduje się James Wallace, który powoli zmierza w kierunku areny, gdzie już wkrótce czeka go kolejny pojedynek. W pewnym momencie uwagę Wallace'a Juniora przykuwają uchylone drzwi od jednej z szatni, z której wydobywa się odgłos żywej rozmowy. Zawodnik postanawia zajrzeć do środka, po czym zauważa wewnątrz rozmawiającego przez telefon Willy'ego Walkera. Szybko postanawia schować się za drzwiami, aby Walker go nie dostrzegł. James przysłuchuje się rozmowie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Willy Walker:</span> ...tak, tak, wszystko poszło idealnie. Jednak ten Ralf miał rację, a już myślałem, że to kolejny przygłup. Prosta podpucha, kto by się spodziewał, że jeden pet załatwi sprawę honorowego Japońca? Może pan Nathan Martin jeszcze nam się do czegoś przyda? *śmiech* Ci ludzie są jednak bardzo prości. Rzuć im kij i obserwuj, jak się zabi...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Walker nie dokończył zdania, ponieważ przez uchylone drzwi zauważa operatora z kamerą. Szybkim ruchem zatrzaskuje je przed wścibskim kamerzystą, nie zauważając przy tym schowanego Jamesa.</span><br />
  <br />
  <br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">REKLAMA LUKSUSOWEJ BIELIZNY DLA WĄSATYCH MĘŻCZYZN</span></span></span></div>
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Znajdujemy się na zapleczu. Operator filmuje z przodu Johnny'ego Turna, który podąża pewnym krokiem przez korytarz. Poprawia on taśmy na swoich nadgarstkach i rozgrzewa mięśnie, przygotowując się do zbliżającej walki. W pewnym momencie, tuż nad głową Johnny'ego, rozlega się ostry, metaliczny zgrzyt. Turn spogląda w górę i momentalnie odskakuje do przodu, po czym tuż za jego plecami spada z ogłuszającym hukiem masywny, czarny reflektor sceniczny z fragmentem pękniętej klamry, roztrzaskując się tuż obok Tornado Mana! Zawodnik instynktownie osłania się. Widać po nim, że tętno znacznie mu podskoczyło. Spogląda przez moment na rozbity obiekt, po czym jeszcze raz patrzy w górę, rozglądając się na wszystkie strony, jakby próbował kogoś tam znaleźć. Operator również kieruje kamerę w okolice sufitu, jednak nie widać tam żadnej postaci. Po chwili Johnny decyduje się pójść w innym kierunku, najprawdopodobniej w stronę biura General Managera, podczas gdy operator pozostaje obok rozbitego reflektora. Johnny jeszcze kilka razy nerwowo ogląda się za siebie, po czym znika za zakrętem, a obraz powoli gaśnie.</span><br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jesteśmy już w ringu, w którym James Wallace przygotowuje się do pojedynku. Wybrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=G51SzB_RTx8" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Nightmare</a>, a już po chwili na arenie zjawia się Nathan Martin. Przez chwilę Kanadyjczyk rozgląda się po widowni, która reaguje na niego w większości pozytywnie (nie wiadomo, czy większy wpływ ma na to ostatni telefon Walkera, o którym Nathan jeszcze nie wie, czy też fakt, że każdy ma w dupie Shio Sakazakiego i to, co mu się stało). Po kilku sekundach Nate rusza w kierunku ringu...ale już po przebyciu dwóch kroków zostaje zaatakowany zza pleców! Zamaskowany facet trafia go w plecy kijem do kendo! Martin upada, po czym zostaje jeszcze kilka razy zdzielony w korpus kijem. To nie wszystko - zaraz potem z zaplecza wbiega kolejny typek w kominiarce, tym razem znacznie mniejszy. Od razu dopada leżącego Martina i atakuje go serią ciosów w parterze! Po chwili większy z napastników podnosi Kanadyjczyka i wysyła na kurs kolizyjny z ekranem LED, który wyświetla logo Colosseum! Kilka lamp w miejscu zderzenia przestaje świecić, zaś Nathan osuwa się na podłogę. W tym momencie...James Wallace przyłącza się do bójki, atakując dwóch zamaskowanych zawodników! Niemal od razu większy z agresorów dostaje European Uppercut! Po otrzymaniu ciosu cofa się dwa kroki, ale tylko po to, by otrzymać Road Rash! Teraz to już potężnie się chłop zachwiał, a tymczasem mniejszy podbiega do Wesa Juniora...ale tylko po to, by wyłapać Black Dust! James niemal od razu zrywa kominiarkę z jego twarzy...a oczom widzów ukazuje się Cyclone Diallo! Po chwili Nathan Martin dochodzi do siebie i przechwytuje zza pleców tego większego i także on zostaje zdemaskowany - co za zaskoczenie, że jest to Kannonball. James momentalnie pokazuje pracownikowi technicznemu, żeby dostarczył mu mikrofon.</span><br />
  <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James Wallace:</span> Tak coś czułem, że się pojawicie, pieski Walkera. &lt;spogląda na chwilę na Nathana&gt; Niby mieliśmy walczyć przeciwko sobie, &lt;uśmiech, przenosi wzrok na widownię&gt; ale myślę, że mam lepszą propozycję. Może i już nie jesteśmy w moim rodzinnym Houston... Ale Nashville chyba też lubi się bawić, co?! &lt;wykrzykuje do publiczności która potwierdza to głośnym cheerem&gt; W takim razie może by tak trochę... Zamieszać? &lt;uśmiech, poprawia włosy&gt; Co Ty na to Nathan, żeby zamienić naszą walkę w Tag Team Match? &lt;jeszcze głośniejsza reakcja&gt; Skoro mamy tu dwóch imbecyli którzy wręcz rwą się do walki... Wypadałoby to wykorzystać!<br />
  <br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie z zaplecza wyłania się Willy Walker, który zatrzymuje się obok swoich towarzyszy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Willy Walker:</span> Brawo, brawo, brawo! *ironicznie klaszcze* Cóż za bohaterska postawa, panie Wallace Juniorze! Dwóch zaciekłych obrońców sprawiedliwości, doprawdy niezapomniany widok. Czyżby tatuś nie nauczył, że nie powinno się wtykać nosa w cudze sprawy? Chociaż...biorąc pod uwagę, to, kto jest twoim ojcem, raczej wszyscy znamy odpowiedź na to pytanie. *heat* Lubisz robić zamieszanie, prawda? Chcesz, by było o tobie głośno, Wesie Wallace numer dwa...nie mogę powiedzieć, że mnie to dziwi. W końcu zadyma i chaos stanowią paliwo dla tych przygłupów, a poza tym lepsza taka sława, niż zapisanie się w historii jako syn bardziej uzdolnionego ojca, prawda? Niech wam będzie, przyjmujemy wasze wyzwanie! *tańczy w charakterystyczny sposob" Niech tag team match stanie się faktem, playa! Z chęcią zobaczę z bliska, czy stoi przede mną zawodnik wart choćby dolara, czy też kolejny David Flair.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Walker odkłada mikrofon, po czym wraz z Kannonballem i Diallo kierują się w stronę ringu, gdzie już za moment dojdzie do Tag Team Matchu!</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">2. Tag Team Match</span></span></span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">James Wallace &amp; Nathan Martin vs Cyclone Diallo &amp; Kannonball</span></span></div>
<br />
Wracamy po reklamach do walki, w której aktualnie przewaga znajduje się po stronie ekipy Willy'ego Walkera. Kannonball zdobył kontrolę nad Jamesem Wallace'em i aktualnie obija go w narożniku. Ten w końcu osuwa się do pozycji siedzącej. Wtedy też Dirty Bastard decyduje się wziąć rozbieg i już po chwili syn Wesa zostaje trafiony Facewashem! Po tej akcji Kannonball postanawia dokonać zmiany i do ringu wskakuje Cyclone Diallo. Od razu wskakuje on na narożnik i już po chwili trafia Jamesa Diving Moonsaultem! Mamy próbę przypięcia, jednak Wallace odkopuje już po 1. Gwinejczyk nie zamierza zwalniać tempa. Od razu po kickoucie ponownie wchodzi on na narożnik, ale tym razem nie skacze od razu na oponenta. Gdy Wallace Junior się podnosi, Diallo przechodzi kilka kroków po linie i wykonuje Path of the Prophet! Ale Jamesowi udaje się go przechwycić i utrzymać! Po chwili widzimy Vertical Suplex dla Cyclone'a, a zaraz potem Wonderkid podchodzi do swojego narożnika i dokonuje zmiany. Nathan Martin wskakuje do środka i od razu trafia Diallo akcją Lower Your Head! Mamy próbę przypięcia. 1...2...Kannonball przerywa liczenie! Przewaga pozostaje jednak po stronie Nate'a, który postanawia wziąć rozbieg przed kolejną akcją. Wtedy jednak zostaje złapany zza pleców przez Kannonballa, który przez moment szarpie się z nim, jednak sędzia szybko interweniuje. Sytuacja ta odwraca jednak uwagę Nathana, z czego szybko korzysta Diallo, wykonując Roll-up. 1...2...kickout! Obydwaj się podnoszą, a Kannonball klepie Diallo w bark, dokonując zmiany. Martin tego nie dostrzegł, gdyż rusza na zawodnika z Afryki, który podcina mu nogi. W tym czasie Kannonball wchodzi do środka. Diallo z kolei sadowi się na narożniku, a następnie wchodzi na plecy kolegi z drużyny. Widzimy, że Cyclone ustawia się w pozycji pionowej, starając się utrzymać równowagę...i już po chwili skacze na Martina, wykonując mu 450 Splash! Wróżbita wychodzi poza obręb walki, zaś The Meathead próbuje pinu. 1...2...Wallace przerywa! Kontrolę utrzymuje jednak Kannonball, który podnosi Nathana, a następnie układa go na swoich barkach. Czyżby Nasty Face? Wygląda na to, że....nie! Nathanowi udaje się skontrować tę akcję na DDT! Po chwili daje radę doczołgać się do narożnika i dokonać zmiany! James wbiega i od razu trafia Kannonballa Hellraiserem! Diallo próbuje interweniować, jednak zostaje przechwycony i otrzymuje Black Dust! Zaraz potem Young Wes powraca do Kannonballa, podnosi go z maty i aplikuje Blackway Drive! Pin wydaje się formalnością. 1...2...3! To koniec!<br />
<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">EARLIER THIS WEEK</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na TitanTronie pojawia się obraz gdzie Zygmunt Butla siedzi w niewielkim gabinecie zabiegowym, a obok niego znajduje się Emil Ciureja. Lekarz przegląda dokumentację dostarczoną przez obu mężczyzn, podczas gdy Zygmunt nerwowo rozgląda się po pomieszczeniu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Emil, ja się tylko upewnię. To jest badanie na rodzinę, tak? Bo jak się okaże, że przy okazji sprawdzają wątrobę, to możemy mieć tutaj zupełnie inne wyniki niż się spodziewacie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Emil Ciureja:</span> To zwykłe badanie DNA, Zygmunt.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Dobra. Bo jakby pytali, to ja od kilku tygodni prowadzę bardzo zdrowy tryb życia.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lekarz unosi wzrok znad dokumentów i przez chwilę przygląda się Zygmuntowi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lekarz:</span> Panie Zygmuncie, chciałbym jeszcze wyjaśnić jedną rzecz. Według tych dokumentów ma pan trzydzieści sześć lat?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> No... tyle zawsze miałem. Znaczy co roku trochę więcej, wiadomo.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lekarz:</span> Właśnie w tym problem. Dostępna dokumentacja medyczna oraz wstępna analiza biologiczna kompletnie nie odpowiadają osobie w tym wieku.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Butla zerka podejrzliwie na Emila.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Czyli co? Źle się starzeję?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lekarz:</span> Raczej pańska data urodzenia jest błędna. Nie jesteśmy w stanie określić jej co do dnia, ale wszystko wskazuje na to, że ma pan około pięćdziesięciu pięciu lat.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zygmunt przez kilka sekund siedzi w absolutnym bezruchu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Pięćdziesiąt pięć?! To ja przez prawie dwadzieścia lat chodziłem młodszy i nawet żadnego pożytku z tego nie miałem? Wiedziałem, że te trzydzieści sześć coś mi się w lustrze nie zgadzało.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Emil Ciureja:</span> Jeżeli twoja data urodzenia została zmieniona, to możliwe, że pozostałe informacje dotyczące twojej przeszłości również nie są prawdziwe.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Humor znika z twarzy Zygmunta. Przez chwilę patrzy na dokumenty leżące przed lekarzem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Dobra... róbcie ten test. Skoro już wychodzi, że nawet nie wiem, ile mam lat, to chciałbym przynajmniej wiedzieć, kim naprawdę jestem.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Pielęgniarka podchodzi do Zygmunta i pobiera wymaz z wewnętrznej strony policzka. Próbka zostaje zamknięta w pojemniku oznaczonym nazwiskiem „Zygmunt Szewczyk”. Lekarz odkłada ją razem z pozostałą dokumentacją.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lekarz:</span> Pełny wynik badania pokrewieństwa powinien być gotowy w ciągu kilku dni.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Butla spogląda na Emila, następnie jeszcze raz na próbkę ze swoim nazwiskiem. Kamera zatrzymuje się na niej na kilka sekund, po czym nagranie dobiega końca.</span></div>
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jesteśmy już w ringu, gdzie lada moment ma rozpocząć się kolejny pojedynek. W końcu wybrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=XTUARaFZquI" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Immortal</a> i po paru sekundach Johnny Turn zjawia się na arenie! Na widowni rozlega się aplauz. Zawodnik wygląda na lekko podenerwowanego, jednak stara się skupić na zbliżającej się walce. Będąc jeszcze na stage'u wykonuje taunt i w tym momencie wybuchają fajerwerki....ale chyba coś idzie nie tak, ponieważ pirotechnika eksploduje tuż przed twarzą Johnny'ego! Ten momentalnie odskakuje, zrzucając z siebie kamizelkę i nerwowo rozglądając się dookoła. Jeden z pracowników technicznych podbiega do niego, sprawdzając czy nic się nie stało, ale wygląda na to, że wszystko jest w porządku. Johnny kontynuuje swoją drogę do ringu, ale teraz stał się znacznie bardziej nerwowy niż przedtem. Co chwila spogląda to za siebie, to w trybuny, bądź też w kierunku obsługi technicznej w rogu areny. W końcu dociera do ringu, szykując się do walki. Kilka sekund później rozlega się <a href="https://www.youtube.com/watch?v=6CPvyUjBKkY" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">theme song Fenrira</a>. Zwycięzca pierwszego starcia Contender Series spokojnym krokiem podąża w stronę kwadratowego pierścienia, a następnie wchodzi do środka.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">3. Global Championship Contender Series #2: Singles Match</span></span></span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Fenrir vs Johnny Turn</span></span></div>
<br />
Wracamy do walki, gdzie Fenrir Irish Whipem wysyła rywla w narożnik, Norweg biegnie a Turn wskakuje jedną nogą na drugą linę, drugą na trzecią, i saltem w tył przeskakuje nad biegnącym oponentem i ląduje na nogi za nim. Norsk Werewolf z impetem wpada w korner, a Johnny wyprowadza jeszcze Corner Dropkick na plecy przeciwnika. Fenrir chwyta się za plecy i odwraca w stronę oponenta, a Amerykanin wyprowadza Gut Kick i łapie w Front Headlock. Norweg nie daje na sobie wykonać żadnej akcji, bo wyprowadza uderzenie na korpus rywala, ściąga jego głowę ręką pod pachę i teraz mamy Front Suplex Slam od Norsk Werewolfa. Od razu próba pinu. 1… 2… Kickout. Fenrir ociężale wstaje i podnosi przy okazji swojego przeciwnika za głowę. Poprzedni pojedynek go wymęczył. Norweg popycha rywala na liny. Po powrocie Johnny prześlizguje się między nogami rywala będąc teraz za nim. Turn odbija się od drugiej liny, w międzyczasie Norsk Werewolf się odwraca i mamy taką ładną Springboard Hurricanranę z obrotem. Po tym ataku Turn wstaje ostrożnie i rozpada się po gali niepewnie. Wygląda jakby coś go wystraszyło, albo jakby szukał zagrożenia. Po chwili jednak otrząsa się i dokłada jeszcze Speed Test (Running 720 Shooting Star Press)! Od razu próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Po tym Johnny czym prędzej przeskakuje ponad trzecią liną na apron i przygotowuje się do wykonania F6! Stając przy linach jednak znowu jest bardzo ostrzeżony, wychyla się, żeby spojrzeć w okolice apronu, jednak za chwilę potrząsa głową. Fenrir jest już w stójce. Amerykanin wskakuje na liny i mamy F6 (720 DDT)?! Thorheim (Bicycle Kick)! Torheim jako kontra w locie ze strony Norsk Werewolfa! Johnny pada na matę, a Fenrir przystępuje do przypięcia. 1... 2… 3?! Kickout! Niezmordowani zawodnicy. Norweg jednak na tym nie poprzestaje. Powoli wstaje, pomaga wstać swojemu przeciwnikowi, wyprowadza mu Gut Kick i chwyta jak pod Suplex. Wyniesienie i czy będzie Snøstorm (Vertical Suplex Side Slam)?! Nie, Turn zachowuje resztki instynktu i kopie kolanem na głowę swojego rywala, który w końcu go puszcza, a Johnny pada na nogi po czym atakuje rywala powalającym High Kickiem. Publiczność szaleje, a jakby wciąż szukający zewsząd zagrożenia Amerykanin wchodzi na narożnik tyłem do swojego przeciwnika. Na szczycie, po upewnieniu się, że nic mu nie grozi, poprawia pozycję i za chwilę wykona swoją akcję Tornado Moonsault (Double Rotation Moonsault), zawodnik skacze i…. Nadziewa się wprost na kolana Fenrira.Ten momentalnie się podnosi i zaskakuje Turna wykonując Snøstorm po czym przechodzi do pinu 1…2…3! Fenrir zwycięża drugi pojedynek turniejowy!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Fenrir właśnie odniósł zwycięstwo nad Johnnym Turnem i przez chwilę pozostaje w ringu, łapiąc oddech po kolejnym pojedynku turniejowym. Sędzia unosi jego rękę, a zawodnik spogląda w stronę rampy, wiedząc, że jego wieczór jeszcze się nie skończył. Przed nim wciąż pozostaje Main Event. Fenrir przechodzi przez liny i schodzi na ringside. Wtedy z boku kadru pojawia się Thorald Haraldsson. Bez muzyki i bez wcześniejszej zapowiedzi dopada Fenrira, uderza go mocno w plecy i posyła na barykadę. Zaskoczony Fenrir próbuje natychmiast odpowiedzieć, ale Thor wykorzystuje moment, dokłada kilka ciosów w korpus i ponownie wbija rywala plecami w barierkę. Fenrir odpycha go i zaczyna odzyskiwać kontrolę. Przez moment obaj wymieniają ciosy, jednak Thor przerywa wymianę mocnym Big Bootem na tors. Fenrir cofa się i opiera o barykadę, ale pozostaje na nogach.</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Thor przez kilka sekund patrzy na niego, jakby rozważał kolejny atak, ostatecznie jednak odpuszcza. Podnosi leżący niedaleko mikrofon i cofa się o kilka kroków.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Thor:</span> Wystarczy. Gdybym chciał cię stąd wynieść, Fenrir, nie przestałbym teraz. Masz jeszcze dziś swoją walkę, swoją szansę i swój turniej. I chcę, żebyś w nim wystąpił.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Fenrir prostuje się i robi krok w jego stronę, ale wokół zawodników pojawiają się już sędziowie oraz członkowie ochrony.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Thor:</span> Powiedziałeś mi kiedyś, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Że nie było przypadkiem to, że dwóch ludzi Północy pojawiło się tutaj w tym samym czasie. Od tamtej chwili myślałem o tym, wilku... i może miałeś rację.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Thor powoli zaczyna wycofywać się w stronę rampy, cały czas patrząc na Fenrira.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Thor:</span> Ale jeżeli naprawdę jesteśmy sobie przeznaczeni, to nie chcę naszej walki tutaj. Nie potrzebuję świateł, rampy ani tysięcy ludzi krzyczących wokół nas. Dawni wojownicy nie potrzebowali areny, żeby rozstrzygać swoje spory.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Thor zatrzymuje się przy początku rampy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Thor:</span> Na następnym Colosseum LPW dostanie tylko miejsce. Przyjedzie kamera, sędzia i kilku ludzi z ekipy. Nikt więcej. Ty wejdziesz na wyznaczone pole z jednej strony, ja z drugiej. I wtedy sprawdzimy, czy przeznaczenie naprawdę istnieje.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Thor wskazuje na Fenrira.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Thor:</span> Hólmgang. Nordic War.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Fenrir przechyla lekko głowę, a czerwone światła w oczodołach jego maski zapalają się na moment.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Thor:</span> Nie musisz odpowiadać teraz. Najpierw skończ swoją dzisiejszą wojnę. A potem przyjdź na moją.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Thor opuszcza mikrofon i odchodzi na backstage. Kamera wraca do Fenrira, który przez kilka sekund patrzy za nim bez ruchu. W końcu poprawia maskę i rusza na zaplecze, wiedząc, że jeszcze tej nocy czeka go Main Event.</span><br />
  <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie widzimy mistrza Valor zmierzającego szybkim tempem w stronę rozmawiającego przez telefon "The Advocate" Davida Otungi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zbyszek Uszczelka:</span> Panie Davidku! Panu się sufit na łeb się nie spadł? Jaka walka o pas, co pan wymyślasz! *David odsuwa się ze względu na ślinotok oburzonego Fachowca*  Pan żeś ledwo pokonał tego wariata i już się do mnie rzucasz, na to trzeba zasłużyć, wywalczyć swoje. Nie po to żem się napracował, żebyś pan przylazł i mówił "dej" *chrząka* Pan byś się tym kryminalistą Cavazosem zajął. Ponoć pan taki prawnik jesteś, to wsadź go do pierdelka bo tu nie ma miejsca dla takich, a od pasa wara. Kolejeczke sobie wymyślili. A co to wesele, żebyście sobie pociąg urządzali? Ta lokomotywa już ruszyła i radzę się odpieprzyć bo was rozjedzie jednego po drugim.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">David kończy rozmowę telefoniczną i powoli opuszcza telefon. Przez moment przygląda się Uszczelce, jakby próbował ustalić, czy ten właśnie powiedział to wszystko na poważnie. Następnie poprawia mankiet koszuli i zachowuje całkowity spokój.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: Zbyszek… bardzo doceniam twoją troskę o mój kalendarz zawodowy, ale pozwól, że sam zdecyduję czym będę się zajmował. Jeśli dobrze rozumiem to przyszedłeś tutaj, żeby poinformować mnie, że mam nie walczyć o twój tytuł. Czy to jest groźba, czy propozycja? Bo w obu przypadkach powinieneś chyba przygotować jakieś uzasadnienie. Wiesz co jest jeszcze bardziej interesujące? Im więcej ludzi ustawia się po twój tytuł, tym bardziej próbujesz ich zniechęcić. To nie wygląda jak pewność siebie, Zbyszek. To wygląda jak człowiek, który zaczyna się zastanawiać, ile jeszcze zostało mu czasu w roli mistrza. Jestem w stałym kontakcie z Tedem. Wiem dokładnie jakie są zasady dotyczące twojego mistrzostwa i kto ma prawo stanąć po nie w kolejce. Więc jeśli liczysz na to, że jakąś historyjką o rozprawach, kryminaliście czy „lokomotywie” sprawisz, że wycofam się z walki, to mam dla ciebie złą wiadomość. Tanie numery tu nie przejdą. A co do Cavazosa… nie martw się. Jeśli popełni przestępstwo to będę wiedział co z tym zrobić. Ale ty, Zbyszek… zacznij się martwić o to, co się stanie, kiedy twoja „kolejeczka” rzeczywiście dotrze do twoich drzwi. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zbyszek Uszczelka:</span> Ale wyszczekana ta papuga! Prawdziwy piesek najpierw Roba, teraz Teda. Co rzucił ci właściciel kosteczkę w postaci szansy na walkę ze mną, naobiecywał i teraz gryziesz po nogawkach? Spokojnie ja mam metodę na takie agresywne kundle, założę ci łańcuch i jeszcze będziesz potulnie podwóreczka pilnował już ja się o to postaram! * Fachowiec się śmieje i odchrząkuje *<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Teraz w kadrze pojawia się Jorge Cavazos.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> A ty Zbyszek cały czas mnie kryminalistą nazywasz i chcesz, abym skończył w <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">prision</span><span class="lpw-translate-tip">więzienie</span></span>? Zaczynam powoli myśleć, że kiedy ja bym się tam znalazł to poczułbyś się dużo bezpieczniej. Powiedz szczerze, obawiasz się mnie, tak? To by wyjaśniało dlaczego cały czas nie zaakceptowałeś naszego rewanżu. Jeżeli chodzi o tematy kryminalne to jednego możesz być pewien - w żaden sposób nie zagrożę Tobie fizycznie poza ringiem. Skoro już jednak wiem, że się mnie obawiasz to może to trochę wykorzystam. Będę przy Tobie przy każdej twojej walce, przy każdej twojej wizycie w ringu. A kiedy Twoja miękka psychika w końcu pęknie to będziesz musiał zaakceptować moje wyzwanie do walki o pas. Kropla drąży skałę jak to mówią, ale ty chyba jako hydraulik wiesz wszystko o tym żywiole? *wypowiadając te słowa poklepuje Zbyszka po ramieniu, po czym kieruje swój wzrok w kierunku Otungi* A co do Ciebie, David. Nic do Ciebie nie mam, ale skoro obaj mamy ochotę na ten pas to prędzej czy później będziemy musieli spotkać się w ringu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach David i Jorge robią krok do przodu i mamy teraz face to face pomiędzy tą dwójką. W międzyczasie Zbyszek ulotnił się i zniknął z kadru. David i Jorge patrzą sobie głęboko w oczy, w powietrzu czuć delikatne napięcie. Obraz z kamery gaśnie.</span><br />
  <br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">BREAKING NEWS - WÓZ STRAŻACKI WRÓCIŁ DO SIEDLEC W STANIE NIENARUSZONYM</span></span></span></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">4. Non-Title Singles Match</span></span></span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-size: large;" class="mycode_size">Zbyszek Uszczelka vs Preston Steele</span></span></div>
<br />
Uszczelka któryś już raz dopada Steele’a i zasypuje go serią wolnych, ale ciężkich uderzeń na plecy, spychając go w stronę narożnika. Tam dokłada kilka mocnych chopów, po czym chwyta Legacy Breakera za rękę i posyła go Irish whipem na przeciwległą stronę ringu. Steele odbija się od narożnika, a Zbyszek wbija się w niego potężnym Shoulder Tackle. Preston pada na matę, a Majster od razu go podnosi i wykonuje Vertical Suplex! Zerwany Gwint nie spieszy się z kolejną akcją. Przez chwilę stoi nad przeciwnikiem, po czym zerka w stronę byłego mistrza Valor - Cavazosa. Ten cały czas znajduje się przy ringu i jedynie obserwuje poczynania obecnego majstra. Uszczelka przez moment mierzy go wzrokiem, jakby wciąż zastanawiał się po co właściwie tam stoi. To wystarcza bogatemu dzieciakowi, żeby wykorzystać chwilę nieuwagi. The Rebel One trafia Zbyszka European Uppercutem, następnie dokłada Spinning Heel Kick i w końcu powala go na matę. Steele próbuje wykorzystać odzyskany moment i wbiec w mistrza z kolejną akcją, ale jego próba kończy się przechwyceniem przez Uszczelkę. Zbyszek łapie go i wykonuje Zaliczkę Na Materiał! Preston zwija się z bólu, a Uszczelka od razu próbuje go podnieść. The Heir Apparent odpowiada jeszcze jednym desperackim European Uppercutem, ale tym razem Zbyszek nie daje się zaskoczyć. Trafia go mocnym Knee Strikem, chwyta za głowę i wykonuje Urwany Gwint! Amerykanin pada na matę, a Uszczelka spogląda jeszcze raz w stronę Cavazosa, lecz tym razem szybko odwraca wzrok. Chwyta przeciwnika, ustawia go i wymierza Kto To Panu Tak Spierdolił?! Mistrz Valor natychmiast przechodzi do przypięcia. 1... 2... 3! Zbyszek Uszczelka zwycięża czysto. Przez moment siedzi jeszcze przy Steele'u, po czym wstaje i spogląda w stronę Cavazosa. Ten nadal nic nie robi. Uszczelka tylko kiwa głową, jakby uznawał, że na dzisiaj robota została wykonana.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po zakończonej walce Uszczelka odbiera od sędziego swój tytuł mistrzowski, a w tym czasie Jorge Cavazos wchodzi do ringu. Oczywiście dochodzi do konfrontacji, która nie przebiega już tak spokojnie jak poprzednie. Czuć znaczne napięcie między obydwoma wrestlerami. Zbyszek nie gryzie się w język, rzucając inwektywami w kierunku Cavazosa, zresztą i on nie pozostaje dłużny. W pewnym momencie....Jorge otrzymuje Low Blow! Momentalnie osuwa się na matę, a sprawcą całego zamieszania okazuje się, a jakże - Jay DiMateo! Gość ani myśli czekać na to, aż Uszczelka mu nawrzuca, tylko od razu rzuca się na niego z pięściami! Pod wpływem ataku Valor Champion cofa się do narożnika, gdzie przez chwilę jest otłukiwany. Jay jest do tego stopnia bezczelny, że nawet porywa się na wykonanie tzw. "People's Puncha". Jego ofensywa nie trwa jednak zbyt długo, ponieważ do ringu zmierza właśnie David Otunga! DiMateo zauważa go i od razu odstępuje od Uszczelki, by ruszyć właśnie na prawnika, ale od razu nadziewa się na Olympic Slam! Koreański Amerykanin od razu po otrzymaniu tej akcji wytacza się poza ring, zaś Otunga zostaje teraz zaatakowany przez Uszczelkę! Adwokat otrzymuje kilka punchty na korpus, a zaraz potem Polak próbuje ustawić go pod swoją akcję kończącą. Davidowi udaje się jednak wyrwać, a zaraz potem ściąga on Zbyszka na liny. Cofa się dwa kroki i wykonuje Running Clothesline, pod wpływem którego obydwaj wypadają poza ring! Mimo to wciąż walczą ze sobą, częstując się nawzajem uderzeniami jeszcze przed ponownym stanięciem na nogi. W końcu obaj są na nogach i Otunga częstuje Zbycha Knee Liftem, po którym ten wyraźnie się chwieje. W tej chwili jednak do duetu walcżących włącza się DiMateo, który pochwycił kij do kendo i właśnie trafia nim w plecy Adwokata! Nie mijają nawet dwie sekundy i teraz to Zbyszek zostaje poczęstowany tą samą bronią. Syn "Kolesia" teraz na zmianę uderza kijem jednego i drugiego, aż w końcu ten ulega złamaniu! (kij, nie DiMateo) Jay odrzuca więc broń na bok i odwraca się w poszukiwaniu innego narzędzia...i w tym momencie zostaje trafiony Clothesline from Tijuana! Do akcji wraca bowiem także Cavazos, który właśnie bierze odwet za trafienie go w klejnoty. Zaraz potem chwyta Otungę i posyła na kurs kolizyjny z barykadą, a następnie podchodzi do Zbyszka. Widzimy, że z dużą łatwością Meksykanin wynosi w górę obecnego mistrza Valor, po czym wykonuje mu Snake Eyes na schodkach! Uszczelka pada na podłogę, zaś Jorge zauważa, że Otunga wstaje przy pomocy bandy. Postanawia wziąć rozbieg i już po chwili taranuje zawodnika z Elgin, wykonując CavaShock! Barykada zostaje rozwalona! Publika jest wyraźnie zadowolona z takiego obrotu spraw, czego raczej nie można powiedzieć o pracownikach technicznych, którzy za chwilę będą musieli naprawiać te zniszczenia. Wygląda jednak na to, że zawodnicy jeszcze nie mają dość. Otunga i Cavazos po staranowaniu barykady na razie leżą. Podnoszą się za to Uszczelka i DiMateo. Zbyszek okazuje się szybszy i przechwytuje on lżejszego od siebie Millenium Stara, a następnie prowadzi go w kierunku stolika komentatorskiego. Gdy są już na miejscu, Valor Champion łapie Jaya za głowę i uderza nią o osłonę stolika. Następnie zrzuca ów element i kładzie Amerykanina o azjayckich rysach twarzy na stole komentatorskim. Następnie widzimy, że po schodkach decyduje się wejść na apron, a następnie do środka ringu. Obraca się w stronę stołu, na którym leży Jay...i w tym momencie na ekranie pojawia się General Manager, Ted DiBiase.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Panowie... wystarczy!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Uszczelka zatrzymuje się na linach i spogląda w stronę TitanTronu. Poobijani Cavazos, Otunga i DiMateo również kierują wzrok na ekran.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Nie mam nic przeciwko temu, żebyście rozwiązywali swoje problemy między sobą. Wręcz przeciwnie, zwykle oszczędza mi to sporo pracy. Ale kiedy zaczynacie przy okazji rozbierać arenę na części, robi się z tego trochę nieco droższy interes, a pieniądze w tym biznesie są niezwykle ważne.&lt;Ted zerka gdzieś poza kamerę, po czym lekko się uśmiecha.&gt; Tak swoją drogą... wszyscy czterej możecie dorzucić się do premii dla ludzi, którzy będą teraz po was sprzątać.*Na trybunach słychać śmiech i pojedyncze okrzyki.* A teraz odłóżcie, to co macie w rękach, zejdźcie z barierek, stołów i wszystkiego, czego jeszcze nie zdążyliście zniszczyć i przyjdźcie do mojego biura. Skoro każdy z was ma coś do powiedzenia w sprawie Valor Championship... to wysłucham Was wszystkich na raz.&lt;Ted robi krótką pauzę.&gt; I spróbujcie dotrzeć tam bez kolejnej bójki po drodze. Byłoby miło zacząć rozmowę, zanim znowu będziemy musieli Was rozdzielać. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z GM’em znika z TitanTronu. Uszczelka, Cavazos, Otunga i DiMateo jeszcze przez chwilę mierzą się wzrokiem, ale ostatecznie żaden z nich nie decyduje się kontynuować bójki.</span><br />
<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">CZAS NA PRZERWĘ, CZAS NA SPRZĄTANIE ARENY</span></span></span></div>
  <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się do dość przestronnej szatni na zapleczu, gdzie widzimy Wallace'a siedzącego na fotelu... I Martina krążącego dookoła niego. Młody spokojnie opowiada co podsłuchał wcześniej z rozmowy Walkera, jednak Nathan jakby zupełnie go nie słuchał, z zafascynowaniem wlepiając w Jamesa spojrzenie. Ten po chwili zamyka się na chwilę, uśmiecha pod nosem i spogląda na rozmówcę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James Wallace:</span> Będziesz tak się na mnie gapił bez słowa, czy w końcu zaprosisz mnie na randkę? *bezczelny uśmiech* W ogóle Ty słuchasz co do Ciebie mówię? Mówiłem właśnie, że to nie Srakazaki Cię zaatakował, tylko te bałwany w kominiarkach...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin:</span> Wybacz... *staje w miejscu* ale nie mogę przestać się zachwycać! Jesteś taki do niego podobny, to jest niesamowite! Absurdalnie cudowne!*uśmiecha się i serdecznie rozkłada ręce* Jeszcze ten cięty język! Twój ojczulek to jedno z moich najwspanialszych dzieł! *teatralnie poprawia włosy i zamyśla się* Ciekawe, jak teraz wyglądałyby nasze potycz...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James Wallace:</span> Wiedziałem, że nie. Równie dobrze mógłbym mówić do tej ściany *wskazuje palcem na jedną z nich* i efekt byłby podobny. *wzdycha* Dobra, zapamiętaj - Walker zły. Ten japoniec nic nie zrobił. Czaisz? *odchyla głowę do tyłu by spojrzeć na Nathana który aktualnie jest za jego plecami* To co tam innego jest na tyle ważne? Mówiłeś coś o moim ojcu?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin: </span>Tak, tak.. Twój tata We... Zaraz, zaraz! *jest zszokowany* Chcesz mi powiedzieć, że zaatakowałem NIEWINNEGO Shio Sakazakiego?! NIEMOŻLIWE! Cholera! Co ja narobił... och, nieważne. *szeroko się uśmiecha* I tak mnie irytowały jego bezczelne, mało honorowe zachowania, a ta badziewna kurtka, ughhh... *zdegustowany* Wiesz co? To wszystko jest świetną nowiną, młodzieńcze! Radujmy się! *klepie Jamesa po ramieniu* Ktoś jest na tyle głupi oraz odważny, żeby robić mi takie psikusy w MOIM świecie... to... świetnie! Ja-ja... muszę ich poznać! *podekscytowany* Jak najszybciej! Jestem tak ciekawy, jacy oni są i co nimi kieruje!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James Wallace: </span>*aż na chwilę zaniemówił, tylko kręci lekko głową* No tak, zapomniałem, żyjemy w TWOIM świecie. To czekaj, jak to w ogóle działa, co? *poprawia się na fotelu* To wszystko *rozgląda się dookoła* razem ze mną... To wytwór Twojej wyobraźni? *uśmiech* W takim razie... Czemu stworzyłeś takiego debila jak Walker? I czemu miałbyś ich dopiero poznawać? To nie tak, że Ty ich stworzyłeś? *nagle podnosi szybko wzrok na Nathana* A możesz mi stworzyć zimne piwko tu i teraz? Po walce chętnie bym się napił. *uśmiecha się, zamyka oczy i wystawia rękę po piwo*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin: </span>Lubię cię. Naprawdę cię lubię. *jest dumny* Podoba mi się twoja błyskotliwość i żądza wiedzy. Z wielką przyjemnością wszystko ci wytłumaczę... mimo że nie muszę! Bo widzisz... ten świat to coś w rodzaju mego SNU *gestykulując rękoma, pokazuje rozszerzanie się czegoś*, kreuje go moja podświadomość. *pokazuje palcem na swoją głowę* Na całe szczęście to nie jest tak, że mogę sobie wybierać, co tworzę a czego nie, wtedy byłoby zbyt nudno. Inaczej jest z USUWANIEM. Dowson oraz Sakazaki się o tym przekonali. *przerażający uśmiech* Podsumowując... stworzyłem wszystko, ale nie zaznałem wszystkiego. Dlatego tak dobrze się bawię! Codziennie zaskakuje mnie coś nowego.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James Wallace: </span>*otwiera z powrotem oczy* Czyli nici z mojego piwa? Cóż... *uśmiech* Skoro to wszystko Twoja podświadomość... To dzisiaj masz okazję poznać jedną z jej najlepszych kreacji. *Pokazuje kciukiem na siebie* Jakbyś chciał się dowiedzieć więcej, to wiesz gdzie mnie znaleźć. *wstaje z fotela* A już tak całkowicie poważnie. *przystaje na wysokości Nathana i kładzie mu na ramię dłoń* Gdyby te tępaki miały jeszcze jakiś problem, to daj znać. Zawsze chętnie dopiszę kolejny kawałek historii Jamesa Wallace'a!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">James po tych słowach patrzy krótką chwilę na Nathana i zmierza do drzwi. Nate przygląda się młodemu Wallace'owi z zaciekawieniem i niemałym zachwytem. Obraz z kamery znika...</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Elysium #5 - Denver, Colorado - 19.09.2026r.]]></title>
			<link>https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=266</link>
			<pubDate>Sat, 19 Sep 2026 17:40:00 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://www.l-p-w.pl/member.php?action=profile&uid=20">Jakub</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=266</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/cNDyCwA.png" loading="lazy"  width="500" height="500" alt="[Obrazek: cNDyCwA.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/ZAt8oxY0GQo" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rozpoczynamy Elysium oznaczone numerem 5! Kamera pokazuje rampę, gdzie wita nas mały pokaz pirotechniczny, a po chwili przenosi się na trybuny! Widzimy wiele plakatów oraz transparentów wspierających naszych ulubionych zawodników, między innymi oczywiście grupkę (coraz większą) wiernych fanów Maxwella Ransoma! Po chwili widzimy jeszcze ujęcie z dalekiego planu, obejmujące całą arenę. Po wstępie zapada chwila ciszy, przerwana przez God Save the King co oznacza pojawienie się Generalnego Managera! Wychodzi on na rampę w granatowym garniturze, z mikrofonem w prawej dłoni... I walizką Golden Laurel w lewej!</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Witam serdecznie na piątej edycji Elysium! *cheer* Mam dla wszystkich bardzo ważną informację, którą przedstawię już za chwilę... Najpierw jednak... *unosi do góry walizkę* To jest Golden Laurel Briefcase! Na przestrzeni najbliższych gal Elysium będziemy świadkami walk kwalifikacyjnych, uprawniających zwycięzców do wzięcia udziału w finałowym Elimination Chamber Matchu i zostania jej posiadaczem! *cheer się wzmaga, jednak Aldis gestem prosi o ciszę* Będzie mi ona towarzyszyła aż do czasu zbliżającej się, hallowenowej gali. Teraz jednak... Proszę spojrzeć na ekran. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Aldis wskazuje ręką na telebim, na którym wyświetlona zostaje końcówka walki Axela Blaze'a z Jose Lopezem z Heatwave! Wideo jest puszczone w spowolnionym tempie i widać wyraźnie, że bark Axela Blaze'a oderwał się od maty tuż przed ostatecznym, trzecim klepnięciem sędziego.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Czasu nie cofniemy, ale widać doskonale, co się wydarzyło. W związku z tym od razu zapowiadam, jako że od teraz pas LPW World Championship należy w całości do Elysium - na najbliższej gali PPV, Jose Lopez stanie do walki z Axelem Blazem, w obronie rewanżowej swojego mistrzostwa! *cheer, Aldis trochę przeczekuje, aż publiczność się uspokoi i zrzuca kolejną bombę* W Three Stages of Hell Matchu! *publika szaleje*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Całość przerywa nam <a href="https://www.youtube.com/watch?v=n8Rp_5lvhFI" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Void in Blue!</a> Czyli nowa, wejściowa piosenka Jose Lopeza! Słychać teraz wyraźne buczenie i niezadowolenie fanów, chociaż widać na trybunach, że niektórzy kibice mają tabliczki sugerujące nam, że Jose Lopez nadal to ma. Nowy LPW World Champion zjawia się na rampie w <a href="https://i.imgur.com/zW5Vzzj.jpeg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TYM</a> stroju oraz z mistrzostwem LPW World na ramieniu. Jest jeszcze lekko poobijany, ale od PPV minęło już sporo czasu. Chico Malo przygląda się reakcji fanów, nie okazując jakichkolwiek emocji. Mistrz rzuca w końcu spojrzenie na Aldisa i rusza w kierunku ringu. Przed zagoszczeniem tam, standardowo odbiera mikrofon i w końcu wchodzi do kwadratowego pierścienia. Chwilę jeszcze odczekuje i zabiera głos </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez:</span> Spoglądasz na pierwszy, PRAWDZIWY wybór Elysium, Nick. Ten wymuszony przez fakt zostania posiadaczem drugorzędnego tytułu i byciem odrobinę ciekawszym niż Jorge Cavazos nie ma znaczenia. *fani buczą, a Jose patrzy uważnie na Aldisa* Sam tego dokonałeś. Wybrałeś mnie, bo zdawałeś sobie sprawę z tego, że federacje się zmieniają, lata mijają, ale tym, który ZAWSZE ląduje na szczycie...jestem JA. *wynosi pas ku górze, co powoduje głośną reakcję fanów, po chwili kładzie go znów na barku* Nie myliłeś się, w końcu spłaciłem ten kredyt zaufania z solidną nawiązką. *uśmiecha się kącikiem ust* Po wojnie z Axelem Blazem na Heatwave dałem Elysium LPW World Championship i dokonałem tego, co zapowiadałem już na początku. NIKT nie jest słowny tak jak ja. *gładzi swoją brodę* Wiesz... mógłbym ci wybaczyć fakt, że zabrałeś mi możliwość otwarcia show i celebracji, bo... i tak nie mam z kim tego celebrować. *buczenie* Jednak pewnej rzeczy nie mogę zaakceptować. *głębszy wdech* JAKIM PRAWEM nagle przestałeś mi okazywać szacunek?! Wytłumacz mi, Nick! Deprecjonujesz moją wygraną i pokazujesz jakiś durny filmik? W imię czego? Myślisz, że nawet jeśli sędzia zdążyłby zareagować i doliczył ostatecznie do dwóch, to by zmieniło wynik? Oczywiście, że nie! Jesteś byłym zawodnikiem, więc powinieneś wiedzieć, że Blaze'owi wyświadczono przysługę! Nawet jeśli ten twardy sukinsyn instynktownie odkopał, to i tak był już praktycznie nieprzytomny i po prostu bym go ZMASAKROWAŁ, gdyby trwało to dalej. *buczenie* Chcę wszystkim przypomnieć, że... to nie Mike Brutal, nie Ben Zamora, nie James River Waters, nie Kenneth Riddle... nie WES WALLACE, tylko  JA gdzie się nie pojawiam, zostaję GŁÓWNYM mistrzem. To JA przez te pierdolone 10 lat wypruwałem z siebie żyły, dawałem TOPOWE widowisko i NALEŻY mi się szacunek od mojego General Managera!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">I gotsta get paid przerywa wypowiedź mistrza, a fani reagują ogromnym cheerem! Blaze pojawia się na rampie ubrany standardowo w jeansy, skórzaną kurtkę, swoją koszulkę i oczywiście z okularami przeciwsłonecznymi na nosie. Zawodnik zatrzymuje się na chwilę i klepie po barku, sygnalizując, że czegoś tam brakuje, a potem rusza żwawo do ringu, przybijając po drodze piątki z fanami. Koło ringu wyciąga rękę w kierunku strefy technicznej, a pracownik rzuca mu mikrofon. Blaze chwyta go bez wysiłku i gestem dziękuje za dobre podanie. W końcu wchodzi do ringu, zdejmuje okulary i zakłada je za koszulkę. Mr. Forever również ma na twarzy wciąż widoczne ślady po ostatniej walce, ale trzyma się całkiem nieźle. Podchodzi do Hiszpana i staje z nim twarzą w twarz.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Cholera, Lopez, jesteś głośniejszy niż niedzielny krawat dziadka i to, co Ci się teraz należy to pierwsza nagroda w konkursie na największą beksę po tej stronie Missisipi. *śmiech na trybunach* Ahh… mam Ci tyle do powiedzenia, ale wszystko w swoim czasie. Najpierw muszę naprawić pewne rzeczy. *Blaze totalnie olewa Lopeza i skupia swój wzrok na Aldisie* Nick, od samego początku źle zaczęliśmy. Chciałem Cię serdecznie przeprosić. W pierwszej kolejności za tą pamiątkę, *wskazuje na łuk brwiowy Aldisa* ale także za to, że od początku utrudniałem Ci pracę. Już podczas naszego pierwszego spotkania zachowałem się jak buc, który myśli, że chcesz działać przeciwko niemu. Przepraszam Nick. Może i późno to zrozumiałem, ale lepiej późno niż wcale. *Blaze ponownie patrzy na Lopeza* A co do Ciebie, Lopez, to muszę przyznać, że mnie zaskoczyłeś i wcale nie mam tutaj na myśli, że to Ty dzisiaj wyszedłeś tutaj jako mistrz. Co za ironia, przez ostatnie tygodnie robiłeś wszystko, aby wejść do mojej głowy, zrobić ze mnie potwora, pokazać, że jestem niestabilny... wszystko po to, żeby zepchnąć mnie ze szczytu i zająć moje miejsce. Jednak po takim czasie ktoś tu chyba nabawił się lęku wysokości. Przez cały ten czas chciałeś pokazać, że jesteś ponad to, a kiedy w końcu Ci się to udało to wychodzisz tutaj i nie trzymasz ciśnienia. *cheer* Zabawne, bo przez ostatnie dwa tygodnie dostałem masę wiadomości, w której każdy życzył mi wszystkiego dobrego, mówił, że nic się nie stało, żebym się nie przejmował. Znajomi, którzy nie są tak blisko mnie na co dzień, nagle wpadali do mnie częściej, bojąc się, że zastaną mnie zalewającego się w trupa, nie mogącego podnieść się z łóżka po tym wszystkim przez co przeszedłem. Dziękuję wszystkim za dobre słowo, bardzo to doceniam. Jednak, jak widać, ze mną wszystko w porządku, mam się dobrze, w przeciwieństwie do niektórych. *puszcza oczko do Lopeza* Odkąd tylko sędzia uderzył w matę trzeci raz wiedziałem, że popełnił błąd. Ale jesteśmy tylko ludźmi, każdy je popełnia. Ja popełniłem ich ostatnio całkiem sporo. Dlatego milczałem, bo wiedziałem, że prawda wyjdzie na jaw. Gdybym odezwał się jako pierwszy zostałbym odesłany do Dereka Hallowaya i jego live'a, aby przedstawić "swój punkt widzenia". Jednak teraz stoimy znowu na przeciwko siebie. Walka rewanżowa jest już ogłoszona. A moje serce bije szybciej. Od zdobycia tego pasa nie czułem czegoś takiego. I za to muszę Ci podziękować, to była najlepsza walka w moim życiu. Wkrótce znów zmierzymy swe siły i już nie mogę się tego doczekać. Postaraj się do tego czasu wziąć kilka głębokich oddechów, uspokoić się. Bo widzisz, ja nie chcę wykorzystywać momentu Twojej słabości, żeby ułatwić sobie walkę. Ja chcę walczyć z najlepszą wersją Ciebie, żeby każdy zapamiętał ten pojedynek do końca życia. Nie tylko my dwaj, żeby wspominać to po kilku latach, jak robisz to z Wesem. Żeby każdy, kto to zobaczy, opowiadał o tej walce swoim wnukom! *cheer*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lopezzo rozgląda się po reakcji publiczności i z lekkim uśmiechem na twarzy kręci głową.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez: </span>Chcesz mojej najlepszej wersji? Widzę, że do takiego motywu zainspirowałem nie tylko Bena Zamorę. *wredny uśmiech* Chłopcze... ja ciągle staję się lepszy, NIKT nie ma takich ambicji jak JA! Dla wielu są one wręcz chore oraz nierealne, ale nie ma co się dziwić... Mój sufit jest tak wysoko, że reszta nawet nie jest w stanie go dostrzec. Dlatego też lęk wysokości, o którym wspomniałeś, rzeczywiście może u mnie występować... tylko nie tak jak myślisz. On objawia się u mnie strachem przed tym, że będąc już za WYSOKO, nie zobaczę nikogo, kto jeszcze będzie stanowić dla mnie WYZWANIE. *krótka pauza, patrzy głęboko w oczy Blaze'a* Nie byłeś w stanie mnie pokonać na Heatwave, to jak chcesz dokonać tego w rewanżu? *poirytowany* Nadal nic nie wbiłem ci do tego twojego łba, Axel! Widzę, że nic się nie zmieniło! Po tym wszystkim, co się wydarzyło, co wyszło na ciebie, po twojej porażce... wchodzisz tutaj wesoły, udajesz, że masz to pod kontrolą i życie leci dalej. Kogo ty znowu chcesz oszukać? ŻENADA! *krótka pauza* Pewien mądry człowiek powiedział kiedyś ''szaleństwem jest ciągle robić to samo i oczekiwać innych rezultatów.'' A ja już widzę, że nie ma w tobie ŻADNEJ refleksji, nie posłuchałeś, uparcie wierzysz, że masz rację...szkoda. Jednak śmiało, próbuj ponownie po swojemu, wedle schematu, w który wierzysz. Po raz kolejny twoje sztuczne ideały zostaną zmiażdżone, o ironio... w Three Stages of Hell Matchu. *ekscytacja fanów* Zapowiedziałem już ponad dwa miesiące temu, że piekło po ciebie przyjdzie. *wredny uśmiech* To będzie idealne zamknięcie naszej historii i obnażenie cię. Możesz już dać tym swoim znajomym, którzy ostatnio bardzo ochoczo cię odwiedzali adres do potencjalnego szpitala, bo przy twoim tak żenującym i lekkomyślnym podejściu... tam będzie twoje miejsce!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>O ironio, jak Ty chcesz mnie pokonać w Three Stages of Hell Matchu, skoro nie byłeś w stanie pokonać mnie na Heatwave? Zdaję sobie sprawę, że będziesz to wypierał ze wszystkich, po Twojej stronie lustra to przecież nie miało miejsca, ale w tej prawdziwej rzeczywistości, w tej której obecnie się znajdujemy, mój bark oderwał się od podłogi przed 3 uderzeniem sędziego. A to oznacza, że to nie przegrałem. Ty twierdzisz, że i tak byś mnie zniszczył, a ja wiem, że nie dałbyś rady. Bo odbijając w takim momencie udowodniłem sam sobie, że jestem niezniszczalny. I mógłbyś próbować dokładać kolejne akcje, a ja za każdym razem bym po nich wstawał! *cheer* I nie odpływaj, bo nigdy nie byłeś, ani nie będziesz w miejscu, w którym nie znalazłbyś nikogo na swoim poziomie. Bo jak na razie to udało Ci się tylko zabrać pas bo błędzie sędziego. Nawet nie pokonałeś tego młokosa, któremu tak bardzo próbujesz umniejszyć i pokazać mu, gdzie jego miejsce. Tylko... gdzie wtedy jest Twoje miejsce? *Blaze gwałtownie podchodzi jeszcze bliżej Lopeza* Jak na razie masz szczęście, że dzisiaj przepraszałem Nicka, a Ty za chwilę masz walkę... bo z rozkoszą starłbym Ci ten wredny uśmieszek z twarzy i dał kolejny powód do narzekania.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po chwili walki na spojrzenia na arenie rozbrzmiewa Layla! Nick Aldis oraz Axel Blaze spokojnie opuszczają ring, aby zrobić miejsce dla Jamesa Rivera Watersa, a Lopez oddaje sędziemu pas i przygotowuje się do walki.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #005DC2;" class="mycode_color">Mars od tyłu to sram, a Michał od tyłu...</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Non Title Singles Match</span><br />
Jose Lopez vs James River Waters</span></div>
<br />
Znajdujemy się teraz w ringu, w którym James River Waters wymierza serię punchy Jose Lopezowi. Sędzia odciąga go od rywala, ale ten ponownie na niego rusza. Łapie za rękę, Irish Whip w narożnik naprzeciwko. Bierze rozpęd, Corner Cothesline?! Nie! Jose w ostatnim momencie odskakuje w bok, a James zgina się z bólu. Jose wymierza szybkie Step-Up Enzuigiri. Waters pada na matę, a Hiszpan wchodzi na narożnik. W tym czasie James wstaje na nogi. Diving Crossbody?! Udane! Pin! 1… 2… Kickout! Lopez zbiera oddech, a Amerykanin w tym czasie wstał. Anti Heroe rusza i dokłada Swinging Neckbreaker. Kolejny pin! 1… 2… Kickout! Zawodnik z Wysp Kanaryjskich od razu wstaje i przewraca przeciwnika. Muta Lock zapięte! Madman cierpi, ale w końcu po kilkunastu sekundach zaczyna się czołgać w kierunku lin. Trochę czasu mu to zajmuje, ale w końcu mu się to udaje. Sędzia zaczyna odliczać. 1… 2… 3… 4… Lopezzo wykorzystuje sytuację do granic możliwości i puszcza w ostatniej chwili. Zawodnik z Montany wstaje powoli przy pomocy lin, a Lopez czeka na nogach, aż ten będzie w pozycji pionowej. Rusza na Jamesa, ale ten mu wypłaca Elbow Strike. Jeden, drugi. Dodaje do tego Enzuigiri. Lopez chwieje się, a Waters wynosi go do Powerbombu. Idzie w stronę narożnika i wrzuca Lopeza prosto w niego. Jose na macie, a teraz to Cursed Child wchodzi na narożnik. Moonsault? Connected! Pin! 1… 2… To za mało, żeby pokonać mistrza! Montana Kid jednak się nie poddaje. Hiszpan powoli wstał, tylko po to, aby zainkasować Pele Kick! Jose chwiejnym krokiem cofa się, odbija od lin i wraca do przeciwnika. Waters wkłada jego głowę między swoje nogi. Wynosi do góry! Big Sky Reckoning?! Nie! El Hermoso wierzga nogami będąc w górze, po czym podnosi rywala i mamy Back Body Drop! The Warden aż łapie się za plecy po tej akcji! Spanish Star łapie chwilę oddechu, a w tym czasie James wstał już na kolana. Jose to zauważa, odbija się od liny… Shining Wizard! Pin! 1… 2… To jeszcze nie koniec! Obaj panowie leżą na macie, sędzia zaczyna odliczanie. 1… 2… 3… Obaj już powoli podnoszą się do góry. 4… 5… Są już na kolanach naprzeciwko siebie. Sassy Prince pierwszy wymierza punch na głowę rywala. Chico Malo odpowiada tym samym. Mamy małą wymianę, obaj wstali już na równe nogi. Jeden i drugi robią krok w tył odbijając się od lin… Double Crossbody! Obaj lądują na macie trzymając się za brzuchy! Chwilę zajmuje zanim obaj zawodnicy zaczynają wstawać a w tym momencie na Titantronie wyświetla się jakieś wideo, obaj zawodnicy są mocno tym zdziwieni. Kamera przenosi nas do sierocińca (tak jest napisane na drzwiach wejściowych) i po chwili naszym oczom ukazuje się chyba młody (8-10 lat) James River Waters. Siedzi on na podłodze i chowa twarz w dłoniach, ewidentnie zapłakany, a wokół niego mamy pełno innych dzieciaków, które wskazują na naszego bohatera i głośno się z niego naśmiewają. Z tłumu słuchać przeróżne okrzyki:<br />
<br />
<span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">- "Co za mazgaj!"<br />
- "Ten świr, znowu beczy!"<br />
- "James chyba się zsikał ze strachu! Hahahah!"</span><br />
<br />
Widzimy, że do chłopaka podchodzi jedna z sióstr, które prowadzą ten sierociniec, na jej twarzy nie ma jednak współczucia. Mocno łapie Jamesa Rivera za rękę, ten nawet zdążył zawyć z bólu. Możemy jeszcze zaobserwować jak zakonnica krzyczy na chłopaka przy innych obecnych dzieciakach, które są ewidentnie bardzo z tego faktu zadowolone. Obraz z kamery urywa się i widać, że bardzo poruszyło to samego Watersa, który w szoku podchodzi do lin i tępo wpatruje się w ekran...  Hasta Luego! Lopez oczywiście nie mógł odpuścić takiej okazji i wykonuje z zaskoczenia finisher! Nie puszcza jednak uchwytu, tylko dla pewności podnosi się z rywalem raz jeszcze i dokłada kolejne Hasta Luego! Mamy pin! 1...2...3... Koniec walki!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">James River Waters w swoim debiucie w Legion Pro Wrestling odnosi również swoją pierwszą porażkę! Lopez natomiast odbiera od sędziego swój pas, chwilę z nim świętuje, po czym schodzi na zaplecze. Widać, jak Waters dochodzi do siebie i zrezygnowany siada na środku ringu, z kolanami podciągniętymi pod brodę. Ma już powoli wstawać, gdy nagle Titantron ponownie ożywa. Kamera pokazuje słabo oświetlony gabinet Dr. Victora Kline’a. Doktor siedzi za szerokim biurkiem, na którym leży kilka otwartych teczek, stary dyktafon oraz dokumentacja podpisana „James River Waters”. Za nim, częściowo skryty w cieniu, stoi Silas Crowe.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> Ludzie bardzo lubią wierzyć, że z czasem stają się kimś innym. Silniejszym. Mądrzejszym. Bardziej odpornym. Budują wokół siebie kolejne warstwy, aż w końcu sami zaczynają wierzyć, że człowiek, którym byli wcześniej, już nie istnieje. *Kline zamyka jedną z teczek i przesuwa ją na bok.* James River Waters zrobił to lepiej niż większość. Przez lata stworzył człowieka, którego inni podziwiali, bali się i pamiętali. Mistrza. Madmana. Człowieka, który potrafił sprawić, że wszystkie oczy były zwrócone na niego. *Doktor na chwilę zatrzymuje wzrok na dokumentacji Watersa.* Tylko że nawet najlepiej zbudowana osobowość ma swój punkt początkowy. Czasem jest nim jedno miejsce. Jedna chwila. Jedno wspomnienie, do którego człowiek, nie chce wracać przez całe swoje życie. *Kline bierze do ręki dyktafon.* Nie interesuje mnie pokonanie Jamesa Rivera Watersa. Chcę zobaczyć, co zostanie, kiedy zaczniemy obierać go z kolejnych warstw i zabierzemy mu. Pewność siebie. Dumę. Madmana, oraz wszystko to co budował przez lata.*Na twarzy doktora pojawia się ledwie zauważalny uśmiech.* Bo ja nie wierzę, że tamten chłopiec zniknął, James. Wierzę, że nauczyłeś się bardzo dobrze go ukrywać. *Silas powoli podnosi głowę.* A terapia ma niezwykłą właściwość. Jeśli cofniemy się wystarczająco daleko… zawsze docieramy do źródła.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Doktor naciska przycisk dyktafonu. Rozlega się trzask starej taśmy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nagranie:</span> Etap pierwszy zakończony. *Kline nie odrywa wzroku od kamery.* Rozpocząć regresję. *Za jego plecami Silas robi powolny krok do przodu.* Cel terapii: James River Waters.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zapada cisza. Dyktafon nadal pracuje, wypełniając pomieszczenie jednostajnym szumem taśmy. Crowe robi kolejny krok i zatrzymuje się tuż obok Kline’a. Nagle z urządzenia dochodzi ostatni trzask.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nagranie:</span> Pacjent został odnaleziony.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kline naciska STOP.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> Teraz możemy zacząć.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Silas powoli przechyla głowę, po czym rusza prosto w stronę kamery. Operator instynktownie się cofa. The Uncured wyciąga ogromną dłoń w kierunku obiektywu… Wideo transmitowane na titantronie urywa się, a w ringu widzimy tylko posępnego i zupełnie milczącego Rivera, rozglądającego się bezradnie dookoła. Obraz z kamery po chwili gaśnie...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Przypominamy o zakazie lania wody w komentarzach!</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery przenosi nas... do szatni. Tam siedzi sobie Elias Shadow! Gnojek jak to on, przegląda telefon, a bardziej jego szczątki. Yoshi Tatsu stłukł mu ostatnio jego urządzenie, no i nie wygląda ono teraz najlepiej. Shadow scrolluje zapewne tiktoka, ale nie jest to zbytnio przyjemne i co jakiś czas boli go paluszek. Nagle słyszymy pukanie do drzwi i do pomieszczenia wchodzi... Yoshi Tatsu! Można było się tego spodziewać, bo samo pukanie było bardzo honorowe. Wejście również, podczas którego Yoshi rzucił jednym z tradycyjnych japońskich tekstów, które się mówi w takiej sytuacji. Honorowy Japoniec ma przy sobie jakiś stary worek, który wygląda jakby był na ziemniaki. Elias widząc to wszystko, jest zażenowany.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu:</span> Elias-kun, to czego ostatnio dokonałem, było doprawdy haniebne oraz niehonorowe. *honorowo załamany* Dlatego też... popełnię honorowe seppuku.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Yoshi wyciąga z tego swojego worka pseudo katanę, klęczy i łapie miecz oburącz, celując w swój brzuch, przy okazji zamykając oczy. Wszystko robi bardzo honorowo i pod nosem wypowiada jakieś japońskie formułki, brzmi to jak jakieś modły. Elias lekko przerażony zrywa się i chce zapobiec katastrofie, która za chwilę może tu się odbyć. Wyrywa miecz z rąk Tatsu. Yoshi otwiera oczy i zaczyna śmiać się z dzieciaka i honorowo wskazuje go palcem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>Haha! Mam cię! To był taki żart! To tylko zabawka! Haha! *honorowo się śmieje, a Elias jest zirytowany i wyrzuca to z rąk* Zrobiłem to na rozluźnienie atmosfery, bo wiesz Elias-kun... samuraj czasem musi się rozluźnić. *honorowo się uśmiecha* Cieszę się, że jest w tobie wiele ukrytej dobroci i mi przerwałeś, dlatego też przyjmij to...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Tatsu grzebie w worze, na szczęście nie tym z jajec i wyciąga... IPHONE 18 PRO MAX!!! Nówka sztuka, nieśmigana!</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu:</span> Przyjmij ten prezent w geście przeprosin, młodzieńcze... *wręcza pudełko Eliasowi*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kojarzycie film Maska? Ten z Jimem Carrey'em? I moment w którym oczy Maski dosłownie wyskakują z orbit? No to tutaj jesteśmy tak blisko tego widoku jak to tylko możliwe. Elias z wielkim nabożeństwem patrzy na pudełko w rękach Japończyka, po czym powoli (i o dziwo bardzo honorowo) chwyta je w swoje dłonie i przytula do klatki piersiowej.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow:</span> To... To dla mnie? *patrzy zaszokowany na Yoshi'ego* Ja... Ja... Nie wiem co powiedzieć!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Elias zapomniał już, że Tatsu przed chwilą próbował popełnić udawane seppuku, jak najszybciej odpakowuje nowy telefon i go włącza.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow:</span> Ma tiktoka? A youtube shortsy? O a ten, instagram? Reelsy na Instagramie to jest dopiero życie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Widać, że młody się rozmarzył i zapomniał już gdzie jest. Nagle jednak jakby otrząsnął się z szoku i spogląda na Tatsu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow:</span> A czego Ty w ogóle ode mnie chcesz co? Próbujesz uśpić moją czujność? Co? Uważaj bo ja znam karate! Coś niecoś potrafię!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>*honorowo uśmiecha się z dumą* Młodzieńcze, jedyne, czego ja chcę... to byś stał się honorowym człowiekiem, takim jak ja. Z dużą dozą pokory, szacunku i stoicyzmu. Widzę w tobie złoża tych cech, są one tam pod tą skorupą, którą serwujesz, ale Elias-kun, oczu samuraja nie zmylisz...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Elias patrzy na Yoshiego jakby ten był trochę pierdolnięty (nic dziwnego) ale patrzy przez kilka sekund na swój nowy telefon... I kiwa głową. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow:</span> Dobra dziadek-san, masz jedną szansę. Nie zmarnuj jej.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu:</span> A więc zacznijmy razem piękną przygodę! Haha! Mam jeszcze jedną niespodziankę dla nas, zawalczymy dziś razem drużynowo! Także rozgrzewaj się powoli młodzian, czas dopisać mi pierwszą wygraną w tej federacji! Oczywiście podejdziemy do rywali z ogromnym szacunkiem, ale spokojnie... to nie są jakieś kozaki.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Yoshi honorowo klepie Eliasa po ramieniu, a ten czujnie zerka na niego. Obraz z kamery znika...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match for a spot in Golden Laurel Elimination Chamber Match</span><br />
Derrick Mantel vs El Garra de Gato</span></div>
<br />
Wracamy do ringu, gdzie Garra biegnie w stronę przeciwnika, a Mantel schodzi mu z drogi i popycha w stronę lin. Kociarz się od nich odbija i po powrocie ma Shoulder Block. Teraz to Derrick odbija się od lin, a Luchador próbuje go podciąć, jednak Amerykanin przeskakuje nad nim, a Meksykanin częstuje przeciwnika Back Body Dropem. Ego Top po upadku chwyta się za plecy, jednak dosyć sprawnie wstaje. De Gato natychmiast do niego doskakuje i częstuje punchami na głowę. Będącego na kolanie przeciwnika częstuje DDT. Od razu próba pinu. 1… Kickout. To zdecydowanie za mało dla jego oponenta. Kociarz wstaje i pomaga wstać oponentowi. Irish Whip w narożnik, jednak kontra i to El Garra wpada w korner. Corner Clothesline od Amerykanina. Po tym ataku Derrick wybiega, odbija się od lin, De Gato lekko zamroczony wychodzi z narożnika i otrzymuje potężny Yakuza Kick. Ależ teraz De Gato pada jak rażony piorunem na matę. Mantel nie końcu jednak tego w ten sposób, szybko wdrapuje się na szczyt narożnika i mamy jeszcze Frog Splash. Próba pinu. 1… 2… Kickout. Ego Top po raz kolejny idzie w stronę narożnika i wchodzi na jego szczyt. Lekko poprawia pozycję i mamy 450 Splash! Prosto w matę! Meksykanin w porę przetoczył się na bok. Derrick aż kopie w matę z grymasem bólu, a Kociarz nie poprzestaje na tym, chwyta oponenta w Rear Waist Locku, pomaga mu wstać i mamy piękny German Suplex. To nie wszystko, to tym razem El Garra wchodzi na szyt korneru i mamy Diving Elbow Drop! Próba pinu. 1… 2… Kickout. De Gato nie poddaje się i oczekuje aż jego rywal się podniesie. Gdy to czyni, Kociaż odbija się od liny i mamy teraz jeszcze Running Crossbody! Spin Kick od Mantela na lecącym już przeciwniku! Ależ teraz wymiana akcji. Amerykanin podnosi teraz przeciwnika za rękę, wkłada mu głowę pod pachę i dokłada jeszcze Spin-out Powerbomb od razu z pinem. 1… 2… 3?! Kickout! Kociarz jest teraz w niemałych tarapatach, ale jakoś udało mu się przetrwać ten pin. Ego Top już wyraźnie sygnalizuje zakończenie tej walki, szykuje się Head Crusher (Curb Stomp)! Derrick w oczekiwaniu łapie się za górną linę i czeka, aż jego ofiara w końcu wstanie. Gdy De Gato jest już w pozycji pochylonej Mantel się rozpędza i mamy Head Crusher! Jednak chybiony, Meksykanin się prostuje i ucieka, a Amerykanin uderza stompem w matę. Już poważnie wściekły odwraca się do przeciwnika i otrzymuje Spinebuster! Kociarz w natarciu, próba pinu! 1… 2… 3?! Kickout! To za mało dla Mantela. De Gato podnosi przeciwnika do stójki i ustawia go pod Garra Slam (Uranage Slam)! Mantel w porę wykręca się z uchwytu trzema uderzeniami z łokcia, w końcu wykręca się z ręką przeciwnika, atakuje go Gut Kickiem i ustawia przeciwnika pod Piledriver! Czy będzie Fatal Blow (Craddle Piledriver)?! Tak! Mamy Fatal Blow! Od razu przypięcie. 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Derrick Mantel zwycięża to starcie i zostaje pierwszym uczestnikiem walki o walizkę!<br />
<br />
<div class="lpw-text-block">
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do ciemnego pomieszczenia, nic nie widać, ale... w końcu zapala się lampka i widać Eliego Cottonwooda! Wąsacz patrzy tylko groźnie w obiektyw i zza jego pleców wychodzi <a href="https://i.imgur.com/4EdQZcq.jpeg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TEN FACET.</a> Kolejny wąsaty pan patrzy złowrogo w kadr i ma zamiar coś powiedzieć. Za nim są jeszcze dwie sylwetki innych mężczyzn, których nie znamy i nie możemy ich dostrzec.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Eli Cottonworld: </span>Imię me? Eli. Eli Cottonworld. Wąs? Jest. Gacie? Są. Nie byle jakie. Dzięki głebokim polskim korzeniom poznałem firmę, która odmieniła moje życie. *prezentuje gacie, które ma na sobie, trwa to dłuższą chwilę* Znaczą dla mnie prawie tyle, ile ma rodzina. *ukradkiem spogląda do tyłu* Rodzina, z którą pokażemy, jaka jest różnica między prawdziwymi wąsami. A ogolonymi twarzami.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Cottonworld jeszcze groźnie patrzy i palcami ponownie prezentuje swoje majtki. Obraz z kamery znika...</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Masz wonsy? Dołącz do nas!</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rozbrzmiewa theme song Jeffa Browna! A jaki? No ten jego! Nie trzeba więcej wiedzieć. Albo dobra <a href="https://www.youtube.com/watch?v=XhzpxjuwZy0" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TEN</a>. Innej okazji do posłuchania go może nie być. Jeff pojawia się ubrany w swoje ciuchy, takie jak ma zawsze, jest z nich znany tak jak Shio Sakazaki ze swojej kurtki. Fani z deka mają wyjebane w to. Brown ma na sobie kołnierz ortopedyczny i powoli idzie w kierunku ringu. Przed wejściem odbiera jeszcze mikrofon od pracownika. W końcu włazi pokracznie po schodkach prawie spadając, ostatecznie udaje mu się dotrzeć do docelowego miejsca i przykłada mikrofon do ust, a muzyka cichnie, wielka chwila przed nami.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jeff Brown:</span> Jestem tutaj bo... *Brown zaczyna zdejmować kołnierz ortopedyczny, idzie mu to bardzo słabo, ale udaje się* JEFF BROWN WRÓCIŁ, DZIWKI! *cisza fanów* Tak jest, dziweczki, o tak! Jeff Brown powrócił silniejszy niż kiedykolwiek i gotowy na cokolwiek! Dajcie mi jakiegoś solidnego sukinsyna do obicia mu mordy, a może i nawet... *udaje, że w kieszeni ma spluwę i uważnie rozgląda się dookoła* ŻARTOWAŁEM! Obicie gęby mi wystarcza, dawać go!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Następuje na arenie nieco niezręczna cisza, gdzieniegdzie daje się usłyszeć lekki cheer w oczekiwaniu na to kto wyjdzie.. i nagle po kilku sekundach na rampie pojawia się nieznany nam zawodnik, przy akompaniamencie <a href="https://www.youtube.com/watch?v=6CmJbC6IWUE" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">tego theme songu</a>, na sobie ma podarty nieco płaszcz u dołu ze złotymi akcentami, głowa przykryta kapturem. Nie tracąc czasu rusza on w kierunku ringu po rampie, gdy nagle odzywa się Jeff..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jeff Brown:</span> A Ty kim kurwa jesteś, ha?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Postać po chwili wchodzi po schodkach do ringu, a następnie przechodzi między linami i staje naprzeciwko Browna. Ten lekko zamiera widząc postać stającą przed nim, ale nie daje nic po sobie poznać (tak przynajmniej myśli) i mówi..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jeff Brown:</span> Pytałem się kim ty dziweczko jesteś.. a w sumie chuj mnie to, i tak cię rozpierdolę, jedziemy z tobą kurwo!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zawodnik zabiera mu mikrofon, przez chwilę stoi w bezruchu, po czym zdejmuje kaptur i ukazuje nam się <a href="https://imgur.com/a/4Cxa6uv" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ta postać</a> i szaleńczo się uśmiechając i z góry patrząc na Jeffa odpowiada..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???:</span> Haha! Moje imię.. Rocks Xebec. Śmieszny jesteś wierząc w to, że cokolwiek tu ugrasz, ale powodzenia. Będzie ci kurewsko mocno potrzebne!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rocks zrzuca z siebie płaszcz i wyrzuca mikrofon za ring, a po chwili rozbrzmiewa gong..</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Jeff Brown vs “Rocks” Xebec</span></div>
<br />
Jeff po usłyszeniu gongu bez ostrzeżenia uderza punchem w twarz Xebeca, po czym sprzedaje mu kopnięcie w lewe udo, następnie w prawe.. Rocks jednak jakby nic sobie z tego nie robił i łapie Browna za twarz i zaczyna przesuwać przeciwnika do tyłu. Gdy dochodzi do lin to łapie go pod Irish Whip i rzuca na przeciwległy zestaw, Jeff Brown odbija się i chce wyczuć sytuację - Running Knee Strike! Nie! Podczas skoku otrzymuje Headbutt! The Apex Anarchist uśmiecha się, po czym łapie za głowę Browna, po czym rzuca go bez wysiłku w narożnik i nabiega.. Corner Clothesline, a po chwili.. Conqueror’s Impact! Fake Thug zgnieciony w narożniku, ale stara się z niego wyjść obolały.. wpada w ramiona Rocksa i.. Anarchy! Prosto w jeden z narożników! Xebec odciąga go z narożnika i przypina dość nonszalancko.. 1.. 2.. kick out! Jednak to nie to.. The Chaos' Sovereign rozmyślił się i chce pokazać coś jeszcze. Podnosi on Fake Thuga.. ten natomiast próbuje kopnąć przeciwnika! Mamy kilka kopnięć na nogi The Apex Anarchista.. ten ewidentnie mocno znudzony i lekko poddenerwowany na twarzy chce to zakończyć, rzuca przeciwnika na liny i Spinebuste-.. Chaos Burst! Po chwili zaczyna krążyć wokół oszołomionego i podnoszącego się bardzo powoli Mr. Street Cred.. gdy ten już jest blisko by się podnieść Rocks wykonuje gest strzału z pistoletu, rozpędza się, odbija od lina raz.. potem od przeciwległych.. Headshot! Brown pada jak martwy, Xebec przyklęka przed przeciwnikiem i kładzie tylko na nim dłoń: 1.. 2.. 3! Zwycięstwo w debiucie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">The Apex Anarchist podnosi się dość szybko, sędzia chce podnieść jego rękę w geście zwycięstwa, ten jednak wyrywa ramię, podchodzi do narożnika i prosi o mikrofon..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rocks Xebec: </span>Ha! Haha! Co za wyzwanie! Że też trzymacie tak bezużyteczne psy jak ten tutaj u siebie.. Jestem, szczerze mówiąc, nieco rozczarowany.. Chociaż? Zrobił ten ściek za idealną gąbkę żeby wszystkim pokazać co potrafię. Jednakże! Nie myślcie sobie, że tylko z takimi.. osobliwościami, jak to gówno, jestem w stanie tylko wygrywać. *podchodzi do leżącego jeszcze na brzuchu Jeffa, przyklęka przy nim i łapie go za szyję* To był tylko pionek, nic lepszego nie byłem w stanie dostać.. Ale posłuży za przykład, nie tylko tego w jaki sposób rozprawiam się z - wątpliwymi - przeciwnikami, ale też tego co spotka każdego z was. *wstaje i patrzy w kamerę uśmiechając się* Każdego kto zechce chociażby spojrzeć w moją stronę, każdego kto zechce oddychać tym samym powietrzem, bo nie jestem tu po to żeby ludzie mnie lubili, żeby mieli mokro w majtkach na mój widok, żeby kupowali moje koszuleczki, okularki i chuj wie co jeszcze. Nie jestem tu po to żeby ktokolwiek z was mnie szanował od samego startu, bo wydrę sobie sam ten szacunek z waszych trucheł. Jestem tu po to żeby pokazać wam.. wam wszystkim, że wasi ulubieńcy i wasi mistrzowie to tylko olbrzymy na glinianych nogach i każdy z nich będzie upadał, jeden po drugim, bo są niczym w porównaniu z prawdziwą potęgą! Potęgą chaosu, który.. kreuję.. JA!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wraz z ostatnim wypowiedzianym słowem, Rocks odrzuca mikrofon, po czym wstającego jeszcze Jeffa Browna kopie od niechcenia w brzuch, a następnie wyślizguje się z ringu. Przy widoku Rocksa idącego po rampie i przy dźwięku jego donośnego, dzikiego śmiechu.. obraz gaśnie.</span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do pogrążonego w półmroku gabinetu, za masywnym biurkiem z ciemnego, szlachetnego drewna, siedzi trzech mężczyzn w nienagannie skrojonych garniturach. Ich sylwetki niemal stapiają się z cieniem, a jedynym wyraźniejszym źródłem światła jest wąska smuga wpadająca przez niedociągnięte zasłony. Pośrodku, w najważniejszym miejscu, zasiada brodaty mężczyzna o spokojnym, nieprzeniknionym obliczu. Promień światła przecina jego twarz niczym ostrze — jedna połowa pozostaje jasno oświetlona, druga zaś ginie w głębokim cieniu. Kontrast ten nadaje jego spojrzeniu osobliwą dwuznaczność, jak gdyby skrywał w sobie zarówno dostojność, jak i mroczną tajemnicę. Po jego bokach siedzi jego Doradca oraz Kapitan. Milczą, jak przystało ludziom przywykłym do tego, że najważniejsze decyzje zapadają bez zbędnych słów. W powietrzu unosi się ciężki aromat cygar. Każdy z mężczyzn trzyma w dłoni tlące się cygaro, a leniwe smugi dymu wiją się pod sufitem, miękko rozpraszając nikłe światło. Popiół osypywał się do masywnych, kryształowych popielniczek, lecz żaden z nich nie zwraca na to uwagi. Wnętrze jest pełne powściągliwego przepychu - ciemne drewno, skórzane fotele, ciężkie zasłony i pojedyncze elementy klasycznego wystroju, które bardziej sugerują władzę niż ją ostentacyjnie demonstrują. Panuje cisza. Nie jest jednak zwyczajna — ma w sobie ciężar oczekiwania. The Outfit siedzi nieruchomo, otacza ich dym oraz cień, jakby cały świat poza tym gabinetem przestał na chwilę istnieć. W końcu Tony pyknął z cygara, spokojnie wypuścił dym z ust, a następnie z kamienną twarzą spojrzał na swoich towarzyszy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Długo zastanawiałem się, czy jestem zły, czy rozczarowany postawą Brutala na Heatwave. Z przykrością muszę stwierdzić, że chyba jednak jedno i drugie. *pyknięcie z cygara* Przychodzę do nich z otwartymi rękoma, oferuję swoją przyjaźń, z godnością przyjmuję wszystkie stawiane mi warunki. Daję im słowo, że nie przekroczymy pewnej granicy. Daję im słowo, że będziemy współpracować dla wspólnego dobra Elysium. Daję im słowo, że nie dojdzie do kolejnego ataku... a dla mnie słowo cenniejsze jest od pieniędzy. I co dostaję w zamian? Całkowity brak szacunku. *nerwowe pyknięcie z cygara, Tony zaczyna mówić szybciej* Ostrzegałem Nicka przed tym frustratem. Zwracałem uwagę, że należy mu się uważnie przyjrzeć, bo takie elementy społeczne są nieprzewidywalne. Prostactwo, pośpiech czy frustracją nigdy nie są dobrym doradcą. Z kimś takim nie powinno się robić żadnych interesów. Ale Nick zapewniał mnie, że przecież Brutal jest on ostatnią osobą, która mogłaby zrobić cokolwiek głupiego w naszej sprawie. Dał mi słowo... i go nie dotrzymał. *nerwowe pyknięcie z cygara, Tony mówi coraz szybciej* To już był dla Nas policzek, ale Nick posunął się jeszcze dalej. Postanowił oficjalnie zakazać Waszej obecności przy ringu w trakcie walki wieczoru. Jakby mi w twarz napluł. Dotrzymałem danego słowa. Podjąłem walkę z Brutalem w jego płaszczyźnie, wygrywając z nim bez interwencji. Nie ingerowaliśmy w żadną z naszych walk. Za to  zrobił to Brutal. I to my dostajemy zakaz? Tą zniewagą zajmę się osobiście.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nagle Tony z całej siły ciska przed siebie cygaro, po czym bierze głęboki oddech i zamyka oczy. Wygląda jakby w mgnieniu oka się uspokoił, jednak znienacka uderza pięścią w stół, a gdy otwiera oczy płonie w nich żywy ogień.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>To się nie może powtórzyć! To jest nieakceptowalne! Aldis jeszcze nie wie kim jestem... kim My jesteśmy! Niesamowite, jak szybko ludzie zapominają od czego się to wszystko zaczęło i do czego jesteśmy zdolni... *Tony poprawia krawat, mankiety i w końcu odzyskuje spokój* Ale wszystko w swoim czasie. Zemsta jest daniem, które należy spożywać na zimno. Zacznijmy od tego, że dzisiaj muszę stać się mistrzem Eternal, a wtedy będzie Jego ruch.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Vizzini powoli wstaje, bez żadnego słowa kierując się do stojącej w pobliżu, bogato zdobionej szafki, na szczycie której stoi złota szkatułka. Vincenzo puka palcem w wieko, a to unosi się z lekkim skrzypnięciem do góry. Mężczyzna zagląda do środka i po chwili dwoma palcami wyławia jedno z umieszczonych w środku cygar. Skrupulatnie je przycina, a następnie obraca się do Dona i podaje mu tak przygotowany podarunek.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Vincenzo Vizzini: </span>Bez emocji, Tony. *zaciąga się cygarem, siadając ponownie obok* Od początku powtarzałem, że to banda zdegenerowanych narcyzów, megalomanów mających siebie za Bóg wie kogo. *Wyjątkowo milczący Enzo unosi wzrok ku górze i całuje medalik zawieszony na szyi* Ale my jesteśmy inni. My mamy plan. My wiemy, po co tu przybyliśmy. Pozwólmy im najzwyczajniej w świecie myśleć, że chodzi nam po prostu o mistrzostwa. Słuchajcie. *strzepuje popiół* Im bardziej ich uwaga skupia się na przeszkadzaniu nam w samych walkach, tym mniej przestrzeni mają na zwracanie uwagi na inne rzeczy. To prosty rachunek.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Tony przeciągle odpala nowe cygaro, po czym przez chwilę z niego pyka. Ciszę w gabinecie zakłóca jedynie Enzo, który nerwowo stuka palcami o blat. Nikomu to jednak nie przeszkadza.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Jestem oazą spokoju, Vincenzo. Masz rację, nasz plan jest niezagrożony, mimo tak rażącej niekompetencji naszych "partnerów". Na szczęście to jedynie wadliwe trybiki w całej tej machinie, trybiki, które zawsze można wymienić. *pyknięcie z cygara* Przyjaciele nigdy nie powinni zbyt wysoko cenić naszych zalet, zaś ludzie nam nieprzychylni powinni przeceniać nasze wady. Pozwólmy im uwierzyć, że je odnaleźli.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Vincenzo Vizzini: </span>*pyka cygaro, po czym wypuszcza dużą chmurę dymu* Słusznie. Jeśli ktokolwiek sądzi, że brak mnie i Enzo przy ringu przesądza z góry o wyniku tej walki... Cóż, *Nadal słychać nerwowe pukanie palcami o blat* nie mam najmniejszego zamiaru wyprowadzać go z błędu. Sam to zrobisz w trakcie walki. A gdyby Aldis próbował jeszcze innych ciekawych sztuczek *wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki białą zaklejoną kopertę* to możesz pokazać mu to. Uznaj to jako przedwczesny prezent z okazji zostania mistrzem.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Tony odbiera kopertę, przez chwilę się jej przygląda, jednak nie sprawdza co jest w środku i wkłada ją do wewnętrznej kieszeni marynarki.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Dziękuję Ci, Vincenzo, dziękuję. To piękny gest. *stukanie palcami się nasila, Tony powoli odwraca wzrok i wpatruje się w Enzo* Wszystko w porządku, Enzo? Jesteś dziś wyjątkowo milczący. Powiedz, co Cię gryzie? W Rodzinie tajemnice nie są potrzebne.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> *zaprzestaje stukania palcami i składa ręce oglądając się na Leone* Martwię się, Tony… Ufam planowi. Ufam Tobie. *zerka na moment na Vincenzo* Ufam całej rodzinie. Mam w sobie jednak grzeszne uczucie… *bardziej emocjonalny ton* Panowie, zobaczcie co tu się zaczyna dziać! Pierwsza sprawa, ignorant Aldis. *kręci głową* Zaczął bawić się w dobrą wróżkę spełniającą najrozmaitsze życzenia. Ten prostak Brutal wymarzył sobie rewanż z Tobą? *spogląda na Leone* Ależ proszę bardzo, będzie rewanż! Co za problem zmienić plany, skoro Błazen Ekstremy zwrócił się z uprzejmą prośbą… Chociaż nie. Jak mogę w ogóle stawiać słowo “uprzejmość” obok tego ordynusa? *prychnięcie* Idźmy dalej. Demencyjny starzec nie wiedzący co się wokół niego dzieje uznaje, że to świetny pomysł, aby wziąć swojego synka z nieprawego łoża i stanąć z nami w ringu? *wskazuje na siebie i Vincenzo* Jasna sprawa, załatwione! A swoją drogą, czy to nie obrzydliwa pogarda i ignorancja, aby marnować nasz czas na zabawę z jednostkami tego pokroju? *westchnięcie* I teraz najważniejsze, co aż nie mieści mi się w głowie! Dostajemy zakaz przebywania przy ringu podczas dzisiejszej walki wieczoru! Ogarnia mnie ciekawość, czyje życzenie tym razem spełnia Aldis? *patrzy prosto w oczy Leone* Tony… To nie jest w porządku wobec całej naszej rodziny, że zostawia Cię samego z tymi trzema wariatami… Nie zrozum mnie proszę źle. To nie jest brak wiary w Ciebie. Głęboko też czuję, że opatrzność jest po naszej stronie. *unosi na moment wzrok* Intryguje mnie jednak coś innego… Jeśli nie będą chcieli za wszelką cenę wyeliminować Cię jak najszybciej… *wzdycha* To tak jakby nie odczuwali należytego respektu i strachu. Tak jakbyśmy ich wystarczająco nie nauczyli, że powinni usunąć się nam z drogi. *ogląda się po obu kompanach* Ta walka da nam odpowiedzi na pewne pytania. Jeśli okaże się, że są to jednostki całkowicie ślepe i głuche… *poważny ton, zaciska pięść* To będzie trzeba otworzyć im oczy i odetkać uszy. Tym razem raz na zawsze. *ściszony głos, wpatruje się w blat* A ja mam na to coraz większą ochotę…<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Skoro to nie brak wiary w moje możliwości... a opatrzność jest po naszej stronie, to o co się martwisz? *Tony zdaje się być zdziwiony* Cóż może pójść nie tak, jeśli mam wszystko we własnych rękach i sprzyja mi opatrzność, Enzo? W niektórych kręgach mogłoby to być uznane za pewną nieuprzejmość. *Tony wstaje* Ale wiem, że nie to miałeś na myśli. Na ten moment nie możemy sprawiać nowych nieprzyjemności naszemu przyjacielowi, Nickowi. *stanowczo* JESZCZE nie. Jednak gdyby za bardzo się zapędził w spełnianiu kolejnych życzeń... cóż. Pani Mickie dowie się, jak to jest pić wrzątek. *przechodzi za plecy Enzo i kładzie dłonie na jego barkach* Przestań bujać w obłokach i skup się, aby opanować tą coraz większą ochotę. Nie po to przygotowywaliśmy taki piękny plan, żeby teraz wyrzucić go do kosza przez grzeszne podszepty. To byłoby wręcz... *z obrzydzeniem* Brutalowe. *Tony klepie Enzo w ramiona i powolnym krokiem zmierza do drzwi* Zadzwoń do naszego informatora. Upewnij się, że wiemy wszystko. To powinno Cię uspokoić.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Tony wychodzi z gabinetu, a obraz z kamery gaśnie.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match for a spot in Golden Laurel Elimination Chamber Match</span><br />
Zack Sabre Jr. vs Maxwell Ransom</span></div>
<br />
Końcówka pojedynku. Zack Sabre Jr. przejął inicjatywę, konsekwentnie pracując nad prawą ręką Maxwella Ransoma. The Technical Wizard wykręca nadgarstek przeciwnika, przechodzi pod jego ramieniem i próbuje Jim Breaks Armbar! Ransom natychmiast splata dłonie, nie pozwalając Zackowi poprawnie zamknąć dźwigni. Sabre zmienia więc plan, obchodzi większego rywala od tyłu i mamy Bridged Dragon Suplex Pin 1…2…Kick Out! ZSJ nie daje mu chwili wytchnienia. Ransom próbuje wstać, ale otrzymuje Kneedrop w osłabione ramię. Zack chwyta kończynę ponownie, jednak Maxwell odpowiada krótkim Punch’em w brzuch. Drugi! Sabre puszcza. Ransom rusza z Running Lariatem, lecz Anglik schyla się i natychmiast przechwytuje nogę przeciwnika. ANKLE LOCK! Maxwell pada na matę! Submission Master mocno wykręca kostkę, ale Ransom wykorzystuje przewagę siły i stopniowo dociera do lin. Chwyta dolny sznur! Rope Break! Sabre odpuszcza i od razu szykuje Penalty Kick. Maxwell siada, Zack nabiera rozpędu... Nie! Ransom przechwytuje nogę! Podnosi się z nią w rękach i gwałtownie przyciąga przeciwnika do siebie. SPINNING SPINEBUSTER! ZSJ zostaje wbity w matę! Pin! 1... 2... NIE! Sabre odkopuje! Maxwell podnosi rywala i wynosi go na barki pod Torn Picture, ale Zack zaczyna uderzać łokciem w bok głowy. Zsuwa się za plecy przeciwnika i natychmiast przechodzi do European Clutch! 1... 2... NIE! Ransom wydostaje się dosłownie w ostatniej chwili! Obaj szybko wracają na nogi. Enzuigiri od Zacka! Maxwell zatacza się, lecz nie pada. Discus Elbow Smash! Ransom cofa się do lin. Sabre rusza za nim, ale Ex-Wilgotniak przechwytuje go i wykonuje Overhead Belly-to-Belly Suplex! ZSJ ląduje kilka metrów dalej. Maxwell podnosi przeciwnika. Zack próbuje jeszcze złapać rękę pod kolejną dźwignię, ale Ransom wyrywa kończynę, wbija Knee Strike w brzuch i zmusza rywala do pochylenia. Gutwrench! Maxwell wynosi Sabre’a na barki i stabilizuje pozycję. WOLF INSIDE!( Full Throttle) Trafione! Ransom natychmiast pinuje przeciwnika. 1... 2... 3! Maxwell Ransom wygrywa to starcie kwalifikacyjne.<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Karnawału ciąg dalszy, świętujemy urodziny matki Ryszarda!</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><a href="https://youtu.be/UfCgvwjw1Ho" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Sang Bleu!</a> Na arenie rozbrzmiewa muzyka Lorda Sebastiena i właśnie on teraz pokazuje się na rampie. Obok niego znajdują się McŁowicz i <a href="https://i.imgur.com/xCLdBJx.jpeg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ten facet</a>. Lord powoli zmierza do ringu ze swoją Margaux w ręku, czerpiąc radość z negatywnych reakcji fanów na jego osobę. Lord z uśmiechem na twarzy wskazuje Robowi palcem na ring bez słowa, a ten wchodzi na apron i rozchyla liny, przez który Lord wchodzi do ringu. Nieznajomy gość podchodzi do pracownika technicznego i odbiera od niego mikrofon, który następnie podaje Lordowi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Bonjour! Mam nadzieję, że oglądaliście poprzednie Elysium, bo zdecydowanie było co oglądać! Jak widzicie *Lord ręką wskazuje na swoich kompanów* mój dwór powoli zaczyna się powiększać. Wiem, że uważaliście mnie za szaleńca, ale konsekwentnie pokazuję wam, że to ja mam rację w tym co robię. Krok po kroku odzyskam wszystkie honory od tych, którym one się należą. Ale dzisiaj nie o tym. Dzisiaj chciałem wam przedstawić członków mojej świty. Zacznijmy od kogoś, kto jest w moim życiu od jego początku. Zaczynał jako mój kamerdyner, potem został także trenerem w kwestiach zapaśniczych, a finalnie został nawet moim <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">conseiller</span><span class="lpw-translate-tip">doradca</span></span>. Panie i panowie, jeżeli można was tak nazwać, przedstawiam wam - oto Alistair Fraser Jr.! Ktoś mógłby zapytać teraz - skoro Alistair jest ze mną całe życie to dlaczego nikt go nie widział jeszcze tutaj, w ringu? Odpowiedź jest banalnie prosta - zachowałem go dla siebie jako moją tajną broń i tydzień temu spisał się znakomicie. Jest jeszcze z nami Rob, mój nadworny kucharz. Skoro już nim zostałeś to teraz musimy sobie parę rzeczy ustalić. Nie jesteś moim przyjacielem, nie jesteś moim partnerem. Jesteś jedynie moim kucharzem. Jedyne na co czekasz to na moje polecenie, które mogę wydać ci w każdej chwili. Zapamiętaj to, nie jesteś mi równym. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob, który do tej pory stał z boku, robi krok w stronę Lorda.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Sebastien, wygrałeś jedną walkę i nagle myślisz, że będę….<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lord natychmiast unosi dłoń, uciszając go. Alistair również robi niewielki krok w stronę Roba, jasno sugerując, że lepiej będzie, jeśli ten pozostanie na swoim miejscu.</span> <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Widzisz? Właśnie o tym mówiłem. Nawet teraz nie potrafisz zrozumieć najprostszej rzeczy. Nie pytałem cię o zdanie, Rob. *Lord zaczyna się śmiać, chociaż nikt jeszcze nie ma pojęcia z czego* Najbardziej śmieszy mnie fakt, że myślałeś, że możesz się ze mną równać i stanąć do równej walki. Myślałeś, że będziesz miał szansę na tytuł mistrzowski w LPW, a teraz pozostał ci tylko fartuch. *Lord na chwilę przerywa ponownym śmiechem* Spójrz na siebie i spójrz na mnie. Ty jedyne co masz to <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">toque</span><span class="lpw-translate-tip">tradycyjna czapka kucharska</span></span> i przepis w głowie na mój posiłek. Ja za to mam wszystko co potrzebne przyszłemu mistrzowi. Władza, prestiż, szacunek, dziedzictwo. To jest fakt, jestem najlepszym co Ciebie mogło w życiu spotkać. Postaraj się tym razem tego nie spieprzyć.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie na arenie rozbrzmiewa <a href="https://youtu.be/SwYN7mTi6HM?is=WLJadOZtR7jgULy3" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Van Halen - Jump</a>, a na rampie pojawia się postać "Surfera" Chrisa Finnegana. Trzyma on mikrofon w ręku i zbliża go do ust.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Finnegan:</span> Chwileczkę, chwileczkę. Ściszcie muzykę.. *muzyka cichnie* Jeśli dobrze rozumiem Sebastien kreujesz się tutaj na kogoś godnego mistrzostwa? Ambitnie, ale nie wystarczy się takowym nazwać, trzeba jeszcze sobie na to zapracować. Widzisz podczas ostatniego Elysium stanąłem z obecnym mistrzem w szranki i niektórzy twierdzili nawet, że miałem z nim szansę. Zdaję sobie jednak sprawę, że był to mój debiut i jeszcze wiele pracy przede mną i tym właśnie się różnimy. Ja zakasuję rękawy i biorę się za robotę walcząc z najlepszymi, tymczasem ty próbujesz zdobyć szacunek wygrywając walki przekrętem tak jak zrobiłeś to z Robem. Naprawdę żal mi ciebie Rob. Nie mogę zrozumieć gdzie podział się ten nieprzewidywalny kucharz, który grillował oponentów w ringu i w swoim własnym show. Dlaczego usługujesz temu paniczykowi, skoro bez tego kamerdynero-trenero-conseillera.. Cholera gościu ty naprawdę się na tym wszystkim znasz? Bo patrząc po obecnych sukcesach Lorda mam wrażenie, że trochę nakłamałeś w CV i teraz wpuszczasz go w maliny. Rob.. jeśli potrzebujesz impulsu, że ten cały arystokrata nie jest wcale taki straszny, to chętnie cię przekonam<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Chris upuszcza mikrofon i kieruje się z uśmiechem w stronę ringu. Zaraz za nim z zaplecza wybiega sędzia tego pojedynku i przechodzimy do starcia.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Lord Sebastien vs Chris Finnegan</span></div>
<br />
Wracamy do walki, gdzie Lord wynosi Surfera pod Scoop Slam. Ten jednak w porę oprzytomniał, zaczyna się wiercić na barku i ześlizguje się. Chris spada na nogi za plecami przeciwnika i teraz popycha go e stronę lin. Sebastien odbija się i po powrocie inkasuje Arm Drag od Finnegana. Szybki powrót do stójki i ponownie Arm Drag. Australijczyk jest teraz, nomen omen, na fali i gdy po raz kolejny jego przeciwnik wstaje, Surfer chwyta go za rękę i Irish Whipem wysyła w stronę lin. Chris się pochyla, a Francuz po powrocie kopnięciem go prostuje. Teraz to on wykręca rękę przeciwnika i zapina Wrist Lock. W tym uchwycie przechodzi z przeciwnikiem do narożnika i wypycha go tam, po czym zaczyna atakować punchami. Sędzia zaczyna odliczanie i dopiero przy doliczeniu do czterech Sebastien przerywa atak. Sędzia go upomina, a Lord podnosi ręce udając niewiniątko, jednak przy drobnej chwili nieuwagi dokłada jeszcze kopnięcie na tors przeciwnika. Publiczność heatuje. Za ringiem Alistair klaszcze w ręce z zadowoleniem i zachęca też do tego Roba, który tylko kiwa głową z dezaprobatą i macha na to ręką. Francuz upomina McŁowicza słownie i Irish Whipem wysyła przeciwnika w przeciwległy narożnik. Jednak kontra i to Lord wpada w korner. Finnegan podbiega do przeciwnika i wyprowadza pierwszy Corner Back Elbow, za chwilę kolejny i kolejny. Australijczyk odchodzi kilka kroków od oponenta i na koniec jeszcze częstuje go Corner Splashem. Alistair nie może na to patrzeć i zasłania twarz rękoma a Rob się podśmiechuje. W międzyczasie mamy próbę pinu. 1… 2… Kickout. Lord przetacza się na brzuch i na czworaka idzie do lin. Wcześniej Finnegan wstał i czeka również na powstanie Chris w końcu pomaga wstać przeciwnikowi, mamy wyniesienie i ostatecznie Surfer wykonuje The Sydney Sweep (Scoop Slam). Po tym ataku nie ma jednak przypięcia, bo Australijczyk postanawia wejść na szczyt narożnika. Poprawia produkcję i po chwili mamy The Big Wave (Frog Splash)! Prosto w pustą matę! Francuz sprytnie uciekł przed lecącym przecieniiiem, który teraz trzymając się za tors przetacza się na plecy. Lord będąc już na nogach odbija się od lin i wyprowadza Guillotine Drop (Running Leg Drop). Od razu próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Surfer nie da się tak łatwo pokonać. Alistair wskakuje na apron i odwraca uwagę sędziego, w tym czasie Lord podchodzi do lin i nakazuje McŁowiczowi podać sobie Margaux. Rob zdecydowanie odmawia, ale Sebastien stanowczo na to nalega. Po długich przemyśleniach Kucharz podaje laskę Francuzowi, który błyskawicznie wypłaca Margaux’s Kiss na klęczącym już przeciwniku. Kompletnie zamroczony Chris pada na matę, Lord oddaje łaskę swojemu Kucharzowi i próbuje pinu. W tym momencie sędziemu udało się przegonić Alistaira z apronu i rozpoczyna liczenie. 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Lord Sebastien wygrywa ten pojedynek!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi się na zaplecze areny gdzie krzątają się zawodnicy i pracownicy Legion Pro Wrestling. W jednym z tych spokojniejszych korytarzy widzimy Dereka Hallowaya, który opiera się o ścianę, a przez ramie ma przewieszony pas LPW Eternal. Po chwili zza rogu wyłania się Mike F'N Brutal. King of Hardcore zatrzymuje się kilka kroków od mistrza Eternal, przez moment przyglądając mu się w milczeniu, a następnie podchodzi bardziej stanowczo, jakby z określonym zamiarem w stronę Truth Seekera.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Zanim zaczniesz daj mi powiedzieć coś, co musi zostać powiedziane. Na Heatwave zrypałem. Prosto i bez zbędnego pierdzielenia. Wtrąciłem się w Twoją walkę z Leone, chociaż z pozoru nie miałem tam czego szukać. Ale jak widzę na ekranie któregoś z tych trzech parodystów to się we mnie gotuje i niestety, bądź stety - zrobiłem to co potrafię najlepiej. Zamiast pomyśleć, zrobiłem rozpierdol. Do tego wcześniej też zepsułem paradę pisarzynie. Miałem być jego partnerem, miałem pilnować jego pleców, a przez to, że odpaliłem się jak idiota, sam go posłałem na glebę. Gość woli książki, pióro i swoje pogmatwane metafory, a dostał ode mnie więcej przemocy, niż powinien dostać. Nie zamierzam tego wybielać. I nie mów mi nawet o żadnych teoriach spiskowych, że ktoś mnie opłacił, że jakiś iluminata ciągnie za sznurki, nie dobieraj sobie żadnej teorii. Teoria tu jest jedna - Mike Fuckin' Brutal spieprzył sprawę. Więc tak. Przepraszam, że pozwoliłem na to, żeby emocje wzięły mnie znowu za mordę. Uznałem, że skoro narobiłem syfu, to mam wystarczająco dużo jaj, żeby spojrzeć ci w twarz i się do tego przyznać.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Extremely Mad Dog wyciąga rękę w stronę Hallowaya. Derek przenosi ciężar ciała na dwie nogi, żeby już się nie opierać o ścianę. Mistrz staje twarzą w twarz z Mike’m. Lewą ręką zdejmuje okulary z nosa. Widać w jego oczach złość skierowaną w stronę Brutala. Teraz jego wzrok kieruje się na rękę Extremaniaca, po chwili znów podnosi wzrok patrząc w oczy Brutala i kiwa przecząco głową dając do zrozumienia, że żadnego godzenia dzisiaj nie będzie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>”Przepraszam”? Kto Ci kazał tak powiedzieć? Może ten cały Leone, co? Kupił Cię i zwerbował w te swoje faszystowskie szeregi? Teraz już wszystko jasne. Do tej pory się zastanawiałem, ale już wszystko wiem. Od dziś nie traktuję Cię już jako niegroźnego durnia. Od dziś wiem o Tobie to, że jesteś sprzedawczykiem. Przegrałeś walkę przez swoją głupotę, nie wiedziałeś co ze sobą zrobić, więc postanowiłeś przybyć i wszystko spieprzyć drugi raz? Przecież powinniśmy trzymać wspólny front przeciwko makaroniarzom, a Ty zachowałeś się jak za starych lat. Myślałem, że wyszedłeś na prostą, zacząłeś się dogadywać z Poetą, a to wszytko była podpucha! Najpierw zdradziłeś go, a później ja przegrałem przez Ciebie. Nie rozumiem z jakiej racji stałeś się pretendentem, ale Aldis też nigdy nie grzeszył intelektem. Zawróć z tej drogi, Brutal!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???: </span>Panowie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obaj zawodnicy wraz z kamerzystą obracają się i możemy dostrzec teraz Paddy'ego Jacksona! Reporter Elysium pomimo napiętej atmosfery jest uśmiechnięty i bez strachu podchodzi do Brutala i Dereka.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Po co te nerwy? *szeroki uśmiech* Czas przerwać to zanim powiecie sobie o kilka słów za dużo i odpowiedzieć fanom LPW na parę istotnych pytań!  *ogląda się po zawodnikach* Czy myślicie, że dacie radę się dogadać w obliczu zagrożenia, które czeka na was ze strony The Outfit? Czy dalsza współpraca jest jeszcze możliwa? Czy macie obawy, że w pojedynkę nie będziecie w stanie poradzić sobie z tak zorganizowaną drużyną, jak Leone, Vizzini i Sacrale? *mierzy wzrokiem obu oczekując na odpowiedź od kogokolwiek z nich*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Derek i Mike patrzą na Paddy’ego z nietęgimi minami.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek i Mike: </span>Spierdalaj stąd.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Paddy ucieka, a panowie znów spoglądają na siebie. Przez kilka sekund Extrememaniac i The Awakened mierzą się wzrokiem. Brutal opuszcza rękę, którą wcześniej wyciągnął w geście pojednania. Widać, że słowa Hallowaya go wkurzyły, ale tym razem nie daje się ponieść emocjom.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Wiesz co, Halloway? Przychodzę, mówię ci prosto w twarz, że spieprzyłem, przyznaję się do winy, a ty i tak dorabiasz do tego całą swoją porąbaną teorię. Leone mnie kupił? Cholera, gdyby ktoś chciał mnie kupić, musiałby mieć naprawdę głęboko nasrane w berecie. Nie jestem niczyim żołnierzykiem, jakimś sojusznikiem na rozkaz ani twoim wrogiem tylko dlatego, że tak sobie postanowiłeś. Nie przyszedłem po twoje przebaczenie. Chciałem tylko spojrzeć ci w oczy i przyznać, że to co zrobiłem było moją winą. Reszta to już twój problem. Wierz sobie dalej w swoje teorie i nazywaj mnie sprzedawczykiem, jeśli tak ci wygodnie. I wiesz co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Jeszcze niedawno po takiej rozmowie pewnie już byśmy się tutaj naparzali. Ty powiedziałbyś jedno słowo za dużo, ja zrobiłbym krok za daleko i w ciągu kilku minut mielibyśmy kolejny burdel do sprzątania. Ale nie dzisiaj. Nie dam ci tej satysfakcji. Nie pozwolę, żebyś znowu wyciągnął ze mnie tego idiotę, którego sam później będę musiał żałować. Obiecałęm sobie, że tu przyjdę, wyciągnę rękę i spróbuję naprawić to, co spieprzyłem. Ale chyba zapomniałem, że z tobą nie da się po prostu porozmawiać. Całe życie radziłem sobie sam i jakoś przeżyłem bez sztucznego zaufania. Poradzę sobie i teraz. Nie musisz mi ufać, Derek. Ale kiedy przyjdzie czas - będziesz musiał stanąć ze mną w tym samym ringu. I wtedy nie będzie miało znaczenia, co o sobie myślimy. Będzie miało znaczenie tylko to, co zrobimy.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>*Derek spuszcza wzrok i mówi jakby bardziej do siebie, ale na glos* Ten Paddy też jest jakiś podejrzany. Zakłada współpracę nie mając podstaw, jakby z góry miał powiedziane, że mam się kogo obawiać. Chyba mamy tutaj podsłuchiwacza na zlecenie Leone, muszę to zbadać. *Halloway podnosi wzrok na swojego rozmowce* A Tobie powiem, tak tylko na koniec, że jesteś słaby. Wydaje Ci się, że każdy może się Ciebie bać, bo kochasz extreme, ale tak w głębi duszy jesteś słaby. Przeczytałem Cię dawno, masz wahania nastroju, odpalasz się w sekundę, jak zapałka lekko pociągnięta po drasce. Mam nadzieję, że nie będziesz mi już wchodził w drogę, sprzedawczyku. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Derek idzie w stronę Brutala i waląc go lekko z bara przechodzi obok niego dalej. Mike już prawie eksplodował po tym wydarzeniu, jednak widać, że walczy ze sobą i zapobiega eskalacji nerwów. W tym momencie obraz z kamery gaśnie.</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/cNDyCwA.png" loading="lazy"  width="500" height="500" alt="[Obrazek: cNDyCwA.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/ZAt8oxY0GQo" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rozpoczynamy Elysium oznaczone numerem 5! Kamera pokazuje rampę, gdzie wita nas mały pokaz pirotechniczny, a po chwili przenosi się na trybuny! Widzimy wiele plakatów oraz transparentów wspierających naszych ulubionych zawodników, między innymi oczywiście grupkę (coraz większą) wiernych fanów Maxwella Ransoma! Po chwili widzimy jeszcze ujęcie z dalekiego planu, obejmujące całą arenę. Po wstępie zapada chwila ciszy, przerwana przez God Save the King co oznacza pojawienie się Generalnego Managera! Wychodzi on na rampę w granatowym garniturze, z mikrofonem w prawej dłoni... I walizką Golden Laurel w lewej!</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Witam serdecznie na piątej edycji Elysium! *cheer* Mam dla wszystkich bardzo ważną informację, którą przedstawię już za chwilę... Najpierw jednak... *unosi do góry walizkę* To jest Golden Laurel Briefcase! Na przestrzeni najbliższych gal Elysium będziemy świadkami walk kwalifikacyjnych, uprawniających zwycięzców do wzięcia udziału w finałowym Elimination Chamber Matchu i zostania jej posiadaczem! *cheer się wzmaga, jednak Aldis gestem prosi o ciszę* Będzie mi ona towarzyszyła aż do czasu zbliżającej się, hallowenowej gali. Teraz jednak... Proszę spojrzeć na ekran. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Aldis wskazuje ręką na telebim, na którym wyświetlona zostaje końcówka walki Axela Blaze'a z Jose Lopezem z Heatwave! Wideo jest puszczone w spowolnionym tempie i widać wyraźnie, że bark Axela Blaze'a oderwał się od maty tuż przed ostatecznym, trzecim klepnięciem sędziego.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Czasu nie cofniemy, ale widać doskonale, co się wydarzyło. W związku z tym od razu zapowiadam, jako że od teraz pas LPW World Championship należy w całości do Elysium - na najbliższej gali PPV, Jose Lopez stanie do walki z Axelem Blazem, w obronie rewanżowej swojego mistrzostwa! *cheer, Aldis trochę przeczekuje, aż publiczność się uspokoi i zrzuca kolejną bombę* W Three Stages of Hell Matchu! *publika szaleje*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Całość przerywa nam <a href="https://www.youtube.com/watch?v=n8Rp_5lvhFI" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Void in Blue!</a> Czyli nowa, wejściowa piosenka Jose Lopeza! Słychać teraz wyraźne buczenie i niezadowolenie fanów, chociaż widać na trybunach, że niektórzy kibice mają tabliczki sugerujące nam, że Jose Lopez nadal to ma. Nowy LPW World Champion zjawia się na rampie w <a href="https://i.imgur.com/zW5Vzzj.jpeg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TYM</a> stroju oraz z mistrzostwem LPW World na ramieniu. Jest jeszcze lekko poobijany, ale od PPV minęło już sporo czasu. Chico Malo przygląda się reakcji fanów, nie okazując jakichkolwiek emocji. Mistrz rzuca w końcu spojrzenie na Aldisa i rusza w kierunku ringu. Przed zagoszczeniem tam, standardowo odbiera mikrofon i w końcu wchodzi do kwadratowego pierścienia. Chwilę jeszcze odczekuje i zabiera głos </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez:</span> Spoglądasz na pierwszy, PRAWDZIWY wybór Elysium, Nick. Ten wymuszony przez fakt zostania posiadaczem drugorzędnego tytułu i byciem odrobinę ciekawszym niż Jorge Cavazos nie ma znaczenia. *fani buczą, a Jose patrzy uważnie na Aldisa* Sam tego dokonałeś. Wybrałeś mnie, bo zdawałeś sobie sprawę z tego, że federacje się zmieniają, lata mijają, ale tym, który ZAWSZE ląduje na szczycie...jestem JA. *wynosi pas ku górze, co powoduje głośną reakcję fanów, po chwili kładzie go znów na barku* Nie myliłeś się, w końcu spłaciłem ten kredyt zaufania z solidną nawiązką. *uśmiecha się kącikiem ust* Po wojnie z Axelem Blazem na Heatwave dałem Elysium LPW World Championship i dokonałem tego, co zapowiadałem już na początku. NIKT nie jest słowny tak jak ja. *gładzi swoją brodę* Wiesz... mógłbym ci wybaczyć fakt, że zabrałeś mi możliwość otwarcia show i celebracji, bo... i tak nie mam z kim tego celebrować. *buczenie* Jednak pewnej rzeczy nie mogę zaakceptować. *głębszy wdech* JAKIM PRAWEM nagle przestałeś mi okazywać szacunek?! Wytłumacz mi, Nick! Deprecjonujesz moją wygraną i pokazujesz jakiś durny filmik? W imię czego? Myślisz, że nawet jeśli sędzia zdążyłby zareagować i doliczył ostatecznie do dwóch, to by zmieniło wynik? Oczywiście, że nie! Jesteś byłym zawodnikiem, więc powinieneś wiedzieć, że Blaze'owi wyświadczono przysługę! Nawet jeśli ten twardy sukinsyn instynktownie odkopał, to i tak był już praktycznie nieprzytomny i po prostu bym go ZMASAKROWAŁ, gdyby trwało to dalej. *buczenie* Chcę wszystkim przypomnieć, że... to nie Mike Brutal, nie Ben Zamora, nie James River Waters, nie Kenneth Riddle... nie WES WALLACE, tylko  JA gdzie się nie pojawiam, zostaję GŁÓWNYM mistrzem. To JA przez te pierdolone 10 lat wypruwałem z siebie żyły, dawałem TOPOWE widowisko i NALEŻY mi się szacunek od mojego General Managera!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">I gotsta get paid przerywa wypowiedź mistrza, a fani reagują ogromnym cheerem! Blaze pojawia się na rampie ubrany standardowo w jeansy, skórzaną kurtkę, swoją koszulkę i oczywiście z okularami przeciwsłonecznymi na nosie. Zawodnik zatrzymuje się na chwilę i klepie po barku, sygnalizując, że czegoś tam brakuje, a potem rusza żwawo do ringu, przybijając po drodze piątki z fanami. Koło ringu wyciąga rękę w kierunku strefy technicznej, a pracownik rzuca mu mikrofon. Blaze chwyta go bez wysiłku i gestem dziękuje za dobre podanie. W końcu wchodzi do ringu, zdejmuje okulary i zakłada je za koszulkę. Mr. Forever również ma na twarzy wciąż widoczne ślady po ostatniej walce, ale trzyma się całkiem nieźle. Podchodzi do Hiszpana i staje z nim twarzą w twarz.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Cholera, Lopez, jesteś głośniejszy niż niedzielny krawat dziadka i to, co Ci się teraz należy to pierwsza nagroda w konkursie na największą beksę po tej stronie Missisipi. *śmiech na trybunach* Ahh… mam Ci tyle do powiedzenia, ale wszystko w swoim czasie. Najpierw muszę naprawić pewne rzeczy. *Blaze totalnie olewa Lopeza i skupia swój wzrok na Aldisie* Nick, od samego początku źle zaczęliśmy. Chciałem Cię serdecznie przeprosić. W pierwszej kolejności za tą pamiątkę, *wskazuje na łuk brwiowy Aldisa* ale także za to, że od początku utrudniałem Ci pracę. Już podczas naszego pierwszego spotkania zachowałem się jak buc, który myśli, że chcesz działać przeciwko niemu. Przepraszam Nick. Może i późno to zrozumiałem, ale lepiej późno niż wcale. *Blaze ponownie patrzy na Lopeza* A co do Ciebie, Lopez, to muszę przyznać, że mnie zaskoczyłeś i wcale nie mam tutaj na myśli, że to Ty dzisiaj wyszedłeś tutaj jako mistrz. Co za ironia, przez ostatnie tygodnie robiłeś wszystko, aby wejść do mojej głowy, zrobić ze mnie potwora, pokazać, że jestem niestabilny... wszystko po to, żeby zepchnąć mnie ze szczytu i zająć moje miejsce. Jednak po takim czasie ktoś tu chyba nabawił się lęku wysokości. Przez cały ten czas chciałeś pokazać, że jesteś ponad to, a kiedy w końcu Ci się to udało to wychodzisz tutaj i nie trzymasz ciśnienia. *cheer* Zabawne, bo przez ostatnie dwa tygodnie dostałem masę wiadomości, w której każdy życzył mi wszystkiego dobrego, mówił, że nic się nie stało, żebym się nie przejmował. Znajomi, którzy nie są tak blisko mnie na co dzień, nagle wpadali do mnie częściej, bojąc się, że zastaną mnie zalewającego się w trupa, nie mogącego podnieść się z łóżka po tym wszystkim przez co przeszedłem. Dziękuję wszystkim za dobre słowo, bardzo to doceniam. Jednak, jak widać, ze mną wszystko w porządku, mam się dobrze, w przeciwieństwie do niektórych. *puszcza oczko do Lopeza* Odkąd tylko sędzia uderzył w matę trzeci raz wiedziałem, że popełnił błąd. Ale jesteśmy tylko ludźmi, każdy je popełnia. Ja popełniłem ich ostatnio całkiem sporo. Dlatego milczałem, bo wiedziałem, że prawda wyjdzie na jaw. Gdybym odezwał się jako pierwszy zostałbym odesłany do Dereka Hallowaya i jego live'a, aby przedstawić "swój punkt widzenia". Jednak teraz stoimy znowu na przeciwko siebie. Walka rewanżowa jest już ogłoszona. A moje serce bije szybciej. Od zdobycia tego pasa nie czułem czegoś takiego. I za to muszę Ci podziękować, to była najlepsza walka w moim życiu. Wkrótce znów zmierzymy swe siły i już nie mogę się tego doczekać. Postaraj się do tego czasu wziąć kilka głębokich oddechów, uspokoić się. Bo widzisz, ja nie chcę wykorzystywać momentu Twojej słabości, żeby ułatwić sobie walkę. Ja chcę walczyć z najlepszą wersją Ciebie, żeby każdy zapamiętał ten pojedynek do końca życia. Nie tylko my dwaj, żeby wspominać to po kilku latach, jak robisz to z Wesem. Żeby każdy, kto to zobaczy, opowiadał o tej walce swoim wnukom! *cheer*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lopezzo rozgląda się po reakcji publiczności i z lekkim uśmiechem na twarzy kręci głową.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez: </span>Chcesz mojej najlepszej wersji? Widzę, że do takiego motywu zainspirowałem nie tylko Bena Zamorę. *wredny uśmiech* Chłopcze... ja ciągle staję się lepszy, NIKT nie ma takich ambicji jak JA! Dla wielu są one wręcz chore oraz nierealne, ale nie ma co się dziwić... Mój sufit jest tak wysoko, że reszta nawet nie jest w stanie go dostrzec. Dlatego też lęk wysokości, o którym wspomniałeś, rzeczywiście może u mnie występować... tylko nie tak jak myślisz. On objawia się u mnie strachem przed tym, że będąc już za WYSOKO, nie zobaczę nikogo, kto jeszcze będzie stanowić dla mnie WYZWANIE. *krótka pauza, patrzy głęboko w oczy Blaze'a* Nie byłeś w stanie mnie pokonać na Heatwave, to jak chcesz dokonać tego w rewanżu? *poirytowany* Nadal nic nie wbiłem ci do tego twojego łba, Axel! Widzę, że nic się nie zmieniło! Po tym wszystkim, co się wydarzyło, co wyszło na ciebie, po twojej porażce... wchodzisz tutaj wesoły, udajesz, że masz to pod kontrolą i życie leci dalej. Kogo ty znowu chcesz oszukać? ŻENADA! *krótka pauza* Pewien mądry człowiek powiedział kiedyś ''szaleństwem jest ciągle robić to samo i oczekiwać innych rezultatów.'' A ja już widzę, że nie ma w tobie ŻADNEJ refleksji, nie posłuchałeś, uparcie wierzysz, że masz rację...szkoda. Jednak śmiało, próbuj ponownie po swojemu, wedle schematu, w który wierzysz. Po raz kolejny twoje sztuczne ideały zostaną zmiażdżone, o ironio... w Three Stages of Hell Matchu. *ekscytacja fanów* Zapowiedziałem już ponad dwa miesiące temu, że piekło po ciebie przyjdzie. *wredny uśmiech* To będzie idealne zamknięcie naszej historii i obnażenie cię. Możesz już dać tym swoim znajomym, którzy ostatnio bardzo ochoczo cię odwiedzali adres do potencjalnego szpitala, bo przy twoim tak żenującym i lekkomyślnym podejściu... tam będzie twoje miejsce!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>O ironio, jak Ty chcesz mnie pokonać w Three Stages of Hell Matchu, skoro nie byłeś w stanie pokonać mnie na Heatwave? Zdaję sobie sprawę, że będziesz to wypierał ze wszystkich, po Twojej stronie lustra to przecież nie miało miejsca, ale w tej prawdziwej rzeczywistości, w tej której obecnie się znajdujemy, mój bark oderwał się od podłogi przed 3 uderzeniem sędziego. A to oznacza, że to nie przegrałem. Ty twierdzisz, że i tak byś mnie zniszczył, a ja wiem, że nie dałbyś rady. Bo odbijając w takim momencie udowodniłem sam sobie, że jestem niezniszczalny. I mógłbyś próbować dokładać kolejne akcje, a ja za każdym razem bym po nich wstawał! *cheer* I nie odpływaj, bo nigdy nie byłeś, ani nie będziesz w miejscu, w którym nie znalazłbyś nikogo na swoim poziomie. Bo jak na razie to udało Ci się tylko zabrać pas bo błędzie sędziego. Nawet nie pokonałeś tego młokosa, któremu tak bardzo próbujesz umniejszyć i pokazać mu, gdzie jego miejsce. Tylko... gdzie wtedy jest Twoje miejsce? *Blaze gwałtownie podchodzi jeszcze bliżej Lopeza* Jak na razie masz szczęście, że dzisiaj przepraszałem Nicka, a Ty za chwilę masz walkę... bo z rozkoszą starłbym Ci ten wredny uśmieszek z twarzy i dał kolejny powód do narzekania.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po chwili walki na spojrzenia na arenie rozbrzmiewa Layla! Nick Aldis oraz Axel Blaze spokojnie opuszczają ring, aby zrobić miejsce dla Jamesa Rivera Watersa, a Lopez oddaje sędziemu pas i przygotowuje się do walki.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #005DC2;" class="mycode_color">Mars od tyłu to sram, a Michał od tyłu...</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Non Title Singles Match</span><br />
Jose Lopez vs James River Waters</span></div>
<br />
Znajdujemy się teraz w ringu, w którym James River Waters wymierza serię punchy Jose Lopezowi. Sędzia odciąga go od rywala, ale ten ponownie na niego rusza. Łapie za rękę, Irish Whip w narożnik naprzeciwko. Bierze rozpęd, Corner Cothesline?! Nie! Jose w ostatnim momencie odskakuje w bok, a James zgina się z bólu. Jose wymierza szybkie Step-Up Enzuigiri. Waters pada na matę, a Hiszpan wchodzi na narożnik. W tym czasie James wstaje na nogi. Diving Crossbody?! Udane! Pin! 1… 2… Kickout! Lopez zbiera oddech, a Amerykanin w tym czasie wstał. Anti Heroe rusza i dokłada Swinging Neckbreaker. Kolejny pin! 1… 2… Kickout! Zawodnik z Wysp Kanaryjskich od razu wstaje i przewraca przeciwnika. Muta Lock zapięte! Madman cierpi, ale w końcu po kilkunastu sekundach zaczyna się czołgać w kierunku lin. Trochę czasu mu to zajmuje, ale w końcu mu się to udaje. Sędzia zaczyna odliczać. 1… 2… 3… 4… Lopezzo wykorzystuje sytuację do granic możliwości i puszcza w ostatniej chwili. Zawodnik z Montany wstaje powoli przy pomocy lin, a Lopez czeka na nogach, aż ten będzie w pozycji pionowej. Rusza na Jamesa, ale ten mu wypłaca Elbow Strike. Jeden, drugi. Dodaje do tego Enzuigiri. Lopez chwieje się, a Waters wynosi go do Powerbombu. Idzie w stronę narożnika i wrzuca Lopeza prosto w niego. Jose na macie, a teraz to Cursed Child wchodzi na narożnik. Moonsault? Connected! Pin! 1… 2… To za mało, żeby pokonać mistrza! Montana Kid jednak się nie poddaje. Hiszpan powoli wstał, tylko po to, aby zainkasować Pele Kick! Jose chwiejnym krokiem cofa się, odbija od lin i wraca do przeciwnika. Waters wkłada jego głowę między swoje nogi. Wynosi do góry! Big Sky Reckoning?! Nie! El Hermoso wierzga nogami będąc w górze, po czym podnosi rywala i mamy Back Body Drop! The Warden aż łapie się za plecy po tej akcji! Spanish Star łapie chwilę oddechu, a w tym czasie James wstał już na kolana. Jose to zauważa, odbija się od liny… Shining Wizard! Pin! 1… 2… To jeszcze nie koniec! Obaj panowie leżą na macie, sędzia zaczyna odliczanie. 1… 2… 3… Obaj już powoli podnoszą się do góry. 4… 5… Są już na kolanach naprzeciwko siebie. Sassy Prince pierwszy wymierza punch na głowę rywala. Chico Malo odpowiada tym samym. Mamy małą wymianę, obaj wstali już na równe nogi. Jeden i drugi robią krok w tył odbijając się od lin… Double Crossbody! Obaj lądują na macie trzymając się za brzuchy! Chwilę zajmuje zanim obaj zawodnicy zaczynają wstawać a w tym momencie na Titantronie wyświetla się jakieś wideo, obaj zawodnicy są mocno tym zdziwieni. Kamera przenosi nas do sierocińca (tak jest napisane na drzwiach wejściowych) i po chwili naszym oczom ukazuje się chyba młody (8-10 lat) James River Waters. Siedzi on na podłodze i chowa twarz w dłoniach, ewidentnie zapłakany, a wokół niego mamy pełno innych dzieciaków, które wskazują na naszego bohatera i głośno się z niego naśmiewają. Z tłumu słuchać przeróżne okrzyki:<br />
<br />
<span style="text-decoration: underline;" class="mycode_u">- "Co za mazgaj!"<br />
- "Ten świr, znowu beczy!"<br />
- "James chyba się zsikał ze strachu! Hahahah!"</span><br />
<br />
Widzimy, że do chłopaka podchodzi jedna z sióstr, które prowadzą ten sierociniec, na jej twarzy nie ma jednak współczucia. Mocno łapie Jamesa Rivera za rękę, ten nawet zdążył zawyć z bólu. Możemy jeszcze zaobserwować jak zakonnica krzyczy na chłopaka przy innych obecnych dzieciakach, które są ewidentnie bardzo z tego faktu zadowolone. Obraz z kamery urywa się i widać, że bardzo poruszyło to samego Watersa, który w szoku podchodzi do lin i tępo wpatruje się w ekran...  Hasta Luego! Lopez oczywiście nie mógł odpuścić takiej okazji i wykonuje z zaskoczenia finisher! Nie puszcza jednak uchwytu, tylko dla pewności podnosi się z rywalem raz jeszcze i dokłada kolejne Hasta Luego! Mamy pin! 1...2...3... Koniec walki!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">James River Waters w swoim debiucie w Legion Pro Wrestling odnosi również swoją pierwszą porażkę! Lopez natomiast odbiera od sędziego swój pas, chwilę z nim świętuje, po czym schodzi na zaplecze. Widać, jak Waters dochodzi do siebie i zrezygnowany siada na środku ringu, z kolanami podciągniętymi pod brodę. Ma już powoli wstawać, gdy nagle Titantron ponownie ożywa. Kamera pokazuje słabo oświetlony gabinet Dr. Victora Kline’a. Doktor siedzi za szerokim biurkiem, na którym leży kilka otwartych teczek, stary dyktafon oraz dokumentacja podpisana „James River Waters”. Za nim, częściowo skryty w cieniu, stoi Silas Crowe.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> Ludzie bardzo lubią wierzyć, że z czasem stają się kimś innym. Silniejszym. Mądrzejszym. Bardziej odpornym. Budują wokół siebie kolejne warstwy, aż w końcu sami zaczynają wierzyć, że człowiek, którym byli wcześniej, już nie istnieje. *Kline zamyka jedną z teczek i przesuwa ją na bok.* James River Waters zrobił to lepiej niż większość. Przez lata stworzył człowieka, którego inni podziwiali, bali się i pamiętali. Mistrza. Madmana. Człowieka, który potrafił sprawić, że wszystkie oczy były zwrócone na niego. *Doktor na chwilę zatrzymuje wzrok na dokumentacji Watersa.* Tylko że nawet najlepiej zbudowana osobowość ma swój punkt początkowy. Czasem jest nim jedno miejsce. Jedna chwila. Jedno wspomnienie, do którego człowiek, nie chce wracać przez całe swoje życie. *Kline bierze do ręki dyktafon.* Nie interesuje mnie pokonanie Jamesa Rivera Watersa. Chcę zobaczyć, co zostanie, kiedy zaczniemy obierać go z kolejnych warstw i zabierzemy mu. Pewność siebie. Dumę. Madmana, oraz wszystko to co budował przez lata.*Na twarzy doktora pojawia się ledwie zauważalny uśmiech.* Bo ja nie wierzę, że tamten chłopiec zniknął, James. Wierzę, że nauczyłeś się bardzo dobrze go ukrywać. *Silas powoli podnosi głowę.* A terapia ma niezwykłą właściwość. Jeśli cofniemy się wystarczająco daleko… zawsze docieramy do źródła.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Doktor naciska przycisk dyktafonu. Rozlega się trzask starej taśmy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nagranie:</span> Etap pierwszy zakończony. *Kline nie odrywa wzroku od kamery.* Rozpocząć regresję. *Za jego plecami Silas robi powolny krok do przodu.* Cel terapii: James River Waters.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zapada cisza. Dyktafon nadal pracuje, wypełniając pomieszczenie jednostajnym szumem taśmy. Crowe robi kolejny krok i zatrzymuje się tuż obok Kline’a. Nagle z urządzenia dochodzi ostatni trzask.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nagranie:</span> Pacjent został odnaleziony.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kline naciska STOP.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> Teraz możemy zacząć.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Silas powoli przechyla głowę, po czym rusza prosto w stronę kamery. Operator instynktownie się cofa. The Uncured wyciąga ogromną dłoń w kierunku obiektywu… Wideo transmitowane na titantronie urywa się, a w ringu widzimy tylko posępnego i zupełnie milczącego Rivera, rozglądającego się bezradnie dookoła. Obraz z kamery po chwili gaśnie...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Przypominamy o zakazie lania wody w komentarzach!</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery przenosi nas... do szatni. Tam siedzi sobie Elias Shadow! Gnojek jak to on, przegląda telefon, a bardziej jego szczątki. Yoshi Tatsu stłukł mu ostatnio jego urządzenie, no i nie wygląda ono teraz najlepiej. Shadow scrolluje zapewne tiktoka, ale nie jest to zbytnio przyjemne i co jakiś czas boli go paluszek. Nagle słyszymy pukanie do drzwi i do pomieszczenia wchodzi... Yoshi Tatsu! Można było się tego spodziewać, bo samo pukanie było bardzo honorowe. Wejście również, podczas którego Yoshi rzucił jednym z tradycyjnych japońskich tekstów, które się mówi w takiej sytuacji. Honorowy Japoniec ma przy sobie jakiś stary worek, który wygląda jakby był na ziemniaki. Elias widząc to wszystko, jest zażenowany.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu:</span> Elias-kun, to czego ostatnio dokonałem, było doprawdy haniebne oraz niehonorowe. *honorowo załamany* Dlatego też... popełnię honorowe seppuku.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Yoshi wyciąga z tego swojego worka pseudo katanę, klęczy i łapie miecz oburącz, celując w swój brzuch, przy okazji zamykając oczy. Wszystko robi bardzo honorowo i pod nosem wypowiada jakieś japońskie formułki, brzmi to jak jakieś modły. Elias lekko przerażony zrywa się i chce zapobiec katastrofie, która za chwilę może tu się odbyć. Wyrywa miecz z rąk Tatsu. Yoshi otwiera oczy i zaczyna śmiać się z dzieciaka i honorowo wskazuje go palcem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>Haha! Mam cię! To był taki żart! To tylko zabawka! Haha! *honorowo się śmieje, a Elias jest zirytowany i wyrzuca to z rąk* Zrobiłem to na rozluźnienie atmosfery, bo wiesz Elias-kun... samuraj czasem musi się rozluźnić. *honorowo się uśmiecha* Cieszę się, że jest w tobie wiele ukrytej dobroci i mi przerwałeś, dlatego też przyjmij to...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Tatsu grzebie w worze, na szczęście nie tym z jajec i wyciąga... IPHONE 18 PRO MAX!!! Nówka sztuka, nieśmigana!</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu:</span> Przyjmij ten prezent w geście przeprosin, młodzieńcze... *wręcza pudełko Eliasowi*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kojarzycie film Maska? Ten z Jimem Carrey'em? I moment w którym oczy Maski dosłownie wyskakują z orbit? No to tutaj jesteśmy tak blisko tego widoku jak to tylko możliwe. Elias z wielkim nabożeństwem patrzy na pudełko w rękach Japończyka, po czym powoli (i o dziwo bardzo honorowo) chwyta je w swoje dłonie i przytula do klatki piersiowej.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow:</span> To... To dla mnie? *patrzy zaszokowany na Yoshi'ego* Ja... Ja... Nie wiem co powiedzieć!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Elias zapomniał już, że Tatsu przed chwilą próbował popełnić udawane seppuku, jak najszybciej odpakowuje nowy telefon i go włącza.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow:</span> Ma tiktoka? A youtube shortsy? O a ten, instagram? Reelsy na Instagramie to jest dopiero życie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Widać, że młody się rozmarzył i zapomniał już gdzie jest. Nagle jednak jakby otrząsnął się z szoku i spogląda na Tatsu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow:</span> A czego Ty w ogóle ode mnie chcesz co? Próbujesz uśpić moją czujność? Co? Uważaj bo ja znam karate! Coś niecoś potrafię!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>*honorowo uśmiecha się z dumą* Młodzieńcze, jedyne, czego ja chcę... to byś stał się honorowym człowiekiem, takim jak ja. Z dużą dozą pokory, szacunku i stoicyzmu. Widzę w tobie złoża tych cech, są one tam pod tą skorupą, którą serwujesz, ale Elias-kun, oczu samuraja nie zmylisz...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Elias patrzy na Yoshiego jakby ten był trochę pierdolnięty (nic dziwnego) ale patrzy przez kilka sekund na swój nowy telefon... I kiwa głową. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow:</span> Dobra dziadek-san, masz jedną szansę. Nie zmarnuj jej.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu:</span> A więc zacznijmy razem piękną przygodę! Haha! Mam jeszcze jedną niespodziankę dla nas, zawalczymy dziś razem drużynowo! Także rozgrzewaj się powoli młodzian, czas dopisać mi pierwszą wygraną w tej federacji! Oczywiście podejdziemy do rywali z ogromnym szacunkiem, ale spokojnie... to nie są jakieś kozaki.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Yoshi honorowo klepie Eliasa po ramieniu, a ten czujnie zerka na niego. Obraz z kamery znika...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match for a spot in Golden Laurel Elimination Chamber Match</span><br />
Derrick Mantel vs El Garra de Gato</span></div>
<br />
Wracamy do ringu, gdzie Garra biegnie w stronę przeciwnika, a Mantel schodzi mu z drogi i popycha w stronę lin. Kociarz się od nich odbija i po powrocie ma Shoulder Block. Teraz to Derrick odbija się od lin, a Luchador próbuje go podciąć, jednak Amerykanin przeskakuje nad nim, a Meksykanin częstuje przeciwnika Back Body Dropem. Ego Top po upadku chwyta się za plecy, jednak dosyć sprawnie wstaje. De Gato natychmiast do niego doskakuje i częstuje punchami na głowę. Będącego na kolanie przeciwnika częstuje DDT. Od razu próba pinu. 1… Kickout. To zdecydowanie za mało dla jego oponenta. Kociarz wstaje i pomaga wstać oponentowi. Irish Whip w narożnik, jednak kontra i to El Garra wpada w korner. Corner Clothesline od Amerykanina. Po tym ataku Derrick wybiega, odbija się od lin, De Gato lekko zamroczony wychodzi z narożnika i otrzymuje potężny Yakuza Kick. Ależ teraz De Gato pada jak rażony piorunem na matę. Mantel nie końcu jednak tego w ten sposób, szybko wdrapuje się na szczyt narożnika i mamy jeszcze Frog Splash. Próba pinu. 1… 2… Kickout. Ego Top po raz kolejny idzie w stronę narożnika i wchodzi na jego szczyt. Lekko poprawia pozycję i mamy 450 Splash! Prosto w matę! Meksykanin w porę przetoczył się na bok. Derrick aż kopie w matę z grymasem bólu, a Kociarz nie poprzestaje na tym, chwyta oponenta w Rear Waist Locku, pomaga mu wstać i mamy piękny German Suplex. To nie wszystko, to tym razem El Garra wchodzi na szyt korneru i mamy Diving Elbow Drop! Próba pinu. 1… 2… Kickout. De Gato nie poddaje się i oczekuje aż jego rywal się podniesie. Gdy to czyni, Kociaż odbija się od liny i mamy teraz jeszcze Running Crossbody! Spin Kick od Mantela na lecącym już przeciwniku! Ależ teraz wymiana akcji. Amerykanin podnosi teraz przeciwnika za rękę, wkłada mu głowę pod pachę i dokłada jeszcze Spin-out Powerbomb od razu z pinem. 1… 2… 3?! Kickout! Kociarz jest teraz w niemałych tarapatach, ale jakoś udało mu się przetrwać ten pin. Ego Top już wyraźnie sygnalizuje zakończenie tej walki, szykuje się Head Crusher (Curb Stomp)! Derrick w oczekiwaniu łapie się za górną linę i czeka, aż jego ofiara w końcu wstanie. Gdy De Gato jest już w pozycji pochylonej Mantel się rozpędza i mamy Head Crusher! Jednak chybiony, Meksykanin się prostuje i ucieka, a Amerykanin uderza stompem w matę. Już poważnie wściekły odwraca się do przeciwnika i otrzymuje Spinebuster! Kociarz w natarciu, próba pinu! 1… 2… 3?! Kickout! To za mało dla Mantela. De Gato podnosi przeciwnika do stójki i ustawia go pod Garra Slam (Uranage Slam)! Mantel w porę wykręca się z uchwytu trzema uderzeniami z łokcia, w końcu wykręca się z ręką przeciwnika, atakuje go Gut Kickiem i ustawia przeciwnika pod Piledriver! Czy będzie Fatal Blow (Craddle Piledriver)?! Tak! Mamy Fatal Blow! Od razu przypięcie. 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Derrick Mantel zwycięża to starcie i zostaje pierwszym uczestnikiem walki o walizkę!<br />
<br />
<div class="lpw-text-block">
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do ciemnego pomieszczenia, nic nie widać, ale... w końcu zapala się lampka i widać Eliego Cottonwooda! Wąsacz patrzy tylko groźnie w obiektyw i zza jego pleców wychodzi <a href="https://i.imgur.com/4EdQZcq.jpeg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TEN FACET.</a> Kolejny wąsaty pan patrzy złowrogo w kadr i ma zamiar coś powiedzieć. Za nim są jeszcze dwie sylwetki innych mężczyzn, których nie znamy i nie możemy ich dostrzec.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Eli Cottonworld: </span>Imię me? Eli. Eli Cottonworld. Wąs? Jest. Gacie? Są. Nie byle jakie. Dzięki głebokim polskim korzeniom poznałem firmę, która odmieniła moje życie. *prezentuje gacie, które ma na sobie, trwa to dłuższą chwilę* Znaczą dla mnie prawie tyle, ile ma rodzina. *ukradkiem spogląda do tyłu* Rodzina, z którą pokażemy, jaka jest różnica między prawdziwymi wąsami. A ogolonymi twarzami.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Cottonworld jeszcze groźnie patrzy i palcami ponownie prezentuje swoje majtki. Obraz z kamery znika...</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Masz wonsy? Dołącz do nas!</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rozbrzmiewa theme song Jeffa Browna! A jaki? No ten jego! Nie trzeba więcej wiedzieć. Albo dobra <a href="https://www.youtube.com/watch?v=XhzpxjuwZy0" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TEN</a>. Innej okazji do posłuchania go może nie być. Jeff pojawia się ubrany w swoje ciuchy, takie jak ma zawsze, jest z nich znany tak jak Shio Sakazaki ze swojej kurtki. Fani z deka mają wyjebane w to. Brown ma na sobie kołnierz ortopedyczny i powoli idzie w kierunku ringu. Przed wejściem odbiera jeszcze mikrofon od pracownika. W końcu włazi pokracznie po schodkach prawie spadając, ostatecznie udaje mu się dotrzeć do docelowego miejsca i przykłada mikrofon do ust, a muzyka cichnie, wielka chwila przed nami.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jeff Brown:</span> Jestem tutaj bo... *Brown zaczyna zdejmować kołnierz ortopedyczny, idzie mu to bardzo słabo, ale udaje się* JEFF BROWN WRÓCIŁ, DZIWKI! *cisza fanów* Tak jest, dziweczki, o tak! Jeff Brown powrócił silniejszy niż kiedykolwiek i gotowy na cokolwiek! Dajcie mi jakiegoś solidnego sukinsyna do obicia mu mordy, a może i nawet... *udaje, że w kieszeni ma spluwę i uważnie rozgląda się dookoła* ŻARTOWAŁEM! Obicie gęby mi wystarcza, dawać go!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Następuje na arenie nieco niezręczna cisza, gdzieniegdzie daje się usłyszeć lekki cheer w oczekiwaniu na to kto wyjdzie.. i nagle po kilku sekundach na rampie pojawia się nieznany nam zawodnik, przy akompaniamencie <a href="https://www.youtube.com/watch?v=6CmJbC6IWUE" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">tego theme songu</a>, na sobie ma podarty nieco płaszcz u dołu ze złotymi akcentami, głowa przykryta kapturem. Nie tracąc czasu rusza on w kierunku ringu po rampie, gdy nagle odzywa się Jeff..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jeff Brown:</span> A Ty kim kurwa jesteś, ha?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Postać po chwili wchodzi po schodkach do ringu, a następnie przechodzi między linami i staje naprzeciwko Browna. Ten lekko zamiera widząc postać stającą przed nim, ale nie daje nic po sobie poznać (tak przynajmniej myśli) i mówi..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jeff Brown:</span> Pytałem się kim ty dziweczko jesteś.. a w sumie chuj mnie to, i tak cię rozpierdolę, jedziemy z tobą kurwo!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zawodnik zabiera mu mikrofon, przez chwilę stoi w bezruchu, po czym zdejmuje kaptur i ukazuje nam się <a href="https://imgur.com/a/4Cxa6uv" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ta postać</a> i szaleńczo się uśmiechając i z góry patrząc na Jeffa odpowiada..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???:</span> Haha! Moje imię.. Rocks Xebec. Śmieszny jesteś wierząc w to, że cokolwiek tu ugrasz, ale powodzenia. Będzie ci kurewsko mocno potrzebne!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rocks zrzuca z siebie płaszcz i wyrzuca mikrofon za ring, a po chwili rozbrzmiewa gong..</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Jeff Brown vs “Rocks” Xebec</span></div>
<br />
Jeff po usłyszeniu gongu bez ostrzeżenia uderza punchem w twarz Xebeca, po czym sprzedaje mu kopnięcie w lewe udo, następnie w prawe.. Rocks jednak jakby nic sobie z tego nie robił i łapie Browna za twarz i zaczyna przesuwać przeciwnika do tyłu. Gdy dochodzi do lin to łapie go pod Irish Whip i rzuca na przeciwległy zestaw, Jeff Brown odbija się i chce wyczuć sytuację - Running Knee Strike! Nie! Podczas skoku otrzymuje Headbutt! The Apex Anarchist uśmiecha się, po czym łapie za głowę Browna, po czym rzuca go bez wysiłku w narożnik i nabiega.. Corner Clothesline, a po chwili.. Conqueror’s Impact! Fake Thug zgnieciony w narożniku, ale stara się z niego wyjść obolały.. wpada w ramiona Rocksa i.. Anarchy! Prosto w jeden z narożników! Xebec odciąga go z narożnika i przypina dość nonszalancko.. 1.. 2.. kick out! Jednak to nie to.. The Chaos' Sovereign rozmyślił się i chce pokazać coś jeszcze. Podnosi on Fake Thuga.. ten natomiast próbuje kopnąć przeciwnika! Mamy kilka kopnięć na nogi The Apex Anarchista.. ten ewidentnie mocno znudzony i lekko poddenerwowany na twarzy chce to zakończyć, rzuca przeciwnika na liny i Spinebuste-.. Chaos Burst! Po chwili zaczyna krążyć wokół oszołomionego i podnoszącego się bardzo powoli Mr. Street Cred.. gdy ten już jest blisko by się podnieść Rocks wykonuje gest strzału z pistoletu, rozpędza się, odbija od lina raz.. potem od przeciwległych.. Headshot! Brown pada jak martwy, Xebec przyklęka przed przeciwnikiem i kładzie tylko na nim dłoń: 1.. 2.. 3! Zwycięstwo w debiucie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">The Apex Anarchist podnosi się dość szybko, sędzia chce podnieść jego rękę w geście zwycięstwa, ten jednak wyrywa ramię, podchodzi do narożnika i prosi o mikrofon..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rocks Xebec: </span>Ha! Haha! Co za wyzwanie! Że też trzymacie tak bezużyteczne psy jak ten tutaj u siebie.. Jestem, szczerze mówiąc, nieco rozczarowany.. Chociaż? Zrobił ten ściek za idealną gąbkę żeby wszystkim pokazać co potrafię. Jednakże! Nie myślcie sobie, że tylko z takimi.. osobliwościami, jak to gówno, jestem w stanie tylko wygrywać. *podchodzi do leżącego jeszcze na brzuchu Jeffa, przyklęka przy nim i łapie go za szyję* To był tylko pionek, nic lepszego nie byłem w stanie dostać.. Ale posłuży za przykład, nie tylko tego w jaki sposób rozprawiam się z - wątpliwymi - przeciwnikami, ale też tego co spotka każdego z was. *wstaje i patrzy w kamerę uśmiechając się* Każdego kto zechce chociażby spojrzeć w moją stronę, każdego kto zechce oddychać tym samym powietrzem, bo nie jestem tu po to żeby ludzie mnie lubili, żeby mieli mokro w majtkach na mój widok, żeby kupowali moje koszuleczki, okularki i chuj wie co jeszcze. Nie jestem tu po to żeby ktokolwiek z was mnie szanował od samego startu, bo wydrę sobie sam ten szacunek z waszych trucheł. Jestem tu po to żeby pokazać wam.. wam wszystkim, że wasi ulubieńcy i wasi mistrzowie to tylko olbrzymy na glinianych nogach i każdy z nich będzie upadał, jeden po drugim, bo są niczym w porównaniu z prawdziwą potęgą! Potęgą chaosu, który.. kreuję.. JA!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wraz z ostatnim wypowiedzianym słowem, Rocks odrzuca mikrofon, po czym wstającego jeszcze Jeffa Browna kopie od niechcenia w brzuch, a następnie wyślizguje się z ringu. Przy widoku Rocksa idącego po rampie i przy dźwięku jego donośnego, dzikiego śmiechu.. obraz gaśnie.</span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do pogrążonego w półmroku gabinetu, za masywnym biurkiem z ciemnego, szlachetnego drewna, siedzi trzech mężczyzn w nienagannie skrojonych garniturach. Ich sylwetki niemal stapiają się z cieniem, a jedynym wyraźniejszym źródłem światła jest wąska smuga wpadająca przez niedociągnięte zasłony. Pośrodku, w najważniejszym miejscu, zasiada brodaty mężczyzna o spokojnym, nieprzeniknionym obliczu. Promień światła przecina jego twarz niczym ostrze — jedna połowa pozostaje jasno oświetlona, druga zaś ginie w głębokim cieniu. Kontrast ten nadaje jego spojrzeniu osobliwą dwuznaczność, jak gdyby skrywał w sobie zarówno dostojność, jak i mroczną tajemnicę. Po jego bokach siedzi jego Doradca oraz Kapitan. Milczą, jak przystało ludziom przywykłym do tego, że najważniejsze decyzje zapadają bez zbędnych słów. W powietrzu unosi się ciężki aromat cygar. Każdy z mężczyzn trzyma w dłoni tlące się cygaro, a leniwe smugi dymu wiją się pod sufitem, miękko rozpraszając nikłe światło. Popiół osypywał się do masywnych, kryształowych popielniczek, lecz żaden z nich nie zwraca na to uwagi. Wnętrze jest pełne powściągliwego przepychu - ciemne drewno, skórzane fotele, ciężkie zasłony i pojedyncze elementy klasycznego wystroju, które bardziej sugerują władzę niż ją ostentacyjnie demonstrują. Panuje cisza. Nie jest jednak zwyczajna — ma w sobie ciężar oczekiwania. The Outfit siedzi nieruchomo, otacza ich dym oraz cień, jakby cały świat poza tym gabinetem przestał na chwilę istnieć. W końcu Tony pyknął z cygara, spokojnie wypuścił dym z ust, a następnie z kamienną twarzą spojrzał na swoich towarzyszy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Długo zastanawiałem się, czy jestem zły, czy rozczarowany postawą Brutala na Heatwave. Z przykrością muszę stwierdzić, że chyba jednak jedno i drugie. *pyknięcie z cygara* Przychodzę do nich z otwartymi rękoma, oferuję swoją przyjaźń, z godnością przyjmuję wszystkie stawiane mi warunki. Daję im słowo, że nie przekroczymy pewnej granicy. Daję im słowo, że będziemy współpracować dla wspólnego dobra Elysium. Daję im słowo, że nie dojdzie do kolejnego ataku... a dla mnie słowo cenniejsze jest od pieniędzy. I co dostaję w zamian? Całkowity brak szacunku. *nerwowe pyknięcie z cygara, Tony zaczyna mówić szybciej* Ostrzegałem Nicka przed tym frustratem. Zwracałem uwagę, że należy mu się uważnie przyjrzeć, bo takie elementy społeczne są nieprzewidywalne. Prostactwo, pośpiech czy frustracją nigdy nie są dobrym doradcą. Z kimś takim nie powinno się robić żadnych interesów. Ale Nick zapewniał mnie, że przecież Brutal jest on ostatnią osobą, która mogłaby zrobić cokolwiek głupiego w naszej sprawie. Dał mi słowo... i go nie dotrzymał. *nerwowe pyknięcie z cygara, Tony mówi coraz szybciej* To już był dla Nas policzek, ale Nick posunął się jeszcze dalej. Postanowił oficjalnie zakazać Waszej obecności przy ringu w trakcie walki wieczoru. Jakby mi w twarz napluł. Dotrzymałem danego słowa. Podjąłem walkę z Brutalem w jego płaszczyźnie, wygrywając z nim bez interwencji. Nie ingerowaliśmy w żadną z naszych walk. Za to  zrobił to Brutal. I to my dostajemy zakaz? Tą zniewagą zajmę się osobiście.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nagle Tony z całej siły ciska przed siebie cygaro, po czym bierze głęboki oddech i zamyka oczy. Wygląda jakby w mgnieniu oka się uspokoił, jednak znienacka uderza pięścią w stół, a gdy otwiera oczy płonie w nich żywy ogień.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>To się nie może powtórzyć! To jest nieakceptowalne! Aldis jeszcze nie wie kim jestem... kim My jesteśmy! Niesamowite, jak szybko ludzie zapominają od czego się to wszystko zaczęło i do czego jesteśmy zdolni... *Tony poprawia krawat, mankiety i w końcu odzyskuje spokój* Ale wszystko w swoim czasie. Zemsta jest daniem, które należy spożywać na zimno. Zacznijmy od tego, że dzisiaj muszę stać się mistrzem Eternal, a wtedy będzie Jego ruch.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Vizzini powoli wstaje, bez żadnego słowa kierując się do stojącej w pobliżu, bogato zdobionej szafki, na szczycie której stoi złota szkatułka. Vincenzo puka palcem w wieko, a to unosi się z lekkim skrzypnięciem do góry. Mężczyzna zagląda do środka i po chwili dwoma palcami wyławia jedno z umieszczonych w środku cygar. Skrupulatnie je przycina, a następnie obraca się do Dona i podaje mu tak przygotowany podarunek.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Vincenzo Vizzini: </span>Bez emocji, Tony. *zaciąga się cygarem, siadając ponownie obok* Od początku powtarzałem, że to banda zdegenerowanych narcyzów, megalomanów mających siebie za Bóg wie kogo. *Wyjątkowo milczący Enzo unosi wzrok ku górze i całuje medalik zawieszony na szyi* Ale my jesteśmy inni. My mamy plan. My wiemy, po co tu przybyliśmy. Pozwólmy im najzwyczajniej w świecie myśleć, że chodzi nam po prostu o mistrzostwa. Słuchajcie. *strzepuje popiół* Im bardziej ich uwaga skupia się na przeszkadzaniu nam w samych walkach, tym mniej przestrzeni mają na zwracanie uwagi na inne rzeczy. To prosty rachunek.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Tony przeciągle odpala nowe cygaro, po czym przez chwilę z niego pyka. Ciszę w gabinecie zakłóca jedynie Enzo, który nerwowo stuka palcami o blat. Nikomu to jednak nie przeszkadza.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Jestem oazą spokoju, Vincenzo. Masz rację, nasz plan jest niezagrożony, mimo tak rażącej niekompetencji naszych "partnerów". Na szczęście to jedynie wadliwe trybiki w całej tej machinie, trybiki, które zawsze można wymienić. *pyknięcie z cygara* Przyjaciele nigdy nie powinni zbyt wysoko cenić naszych zalet, zaś ludzie nam nieprzychylni powinni przeceniać nasze wady. Pozwólmy im uwierzyć, że je odnaleźli.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Vincenzo Vizzini: </span>*pyka cygaro, po czym wypuszcza dużą chmurę dymu* Słusznie. Jeśli ktokolwiek sądzi, że brak mnie i Enzo przy ringu przesądza z góry o wyniku tej walki... Cóż, *Nadal słychać nerwowe pukanie palcami o blat* nie mam najmniejszego zamiaru wyprowadzać go z błędu. Sam to zrobisz w trakcie walki. A gdyby Aldis próbował jeszcze innych ciekawych sztuczek *wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki białą zaklejoną kopertę* to możesz pokazać mu to. Uznaj to jako przedwczesny prezent z okazji zostania mistrzem.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Tony odbiera kopertę, przez chwilę się jej przygląda, jednak nie sprawdza co jest w środku i wkłada ją do wewnętrznej kieszeni marynarki.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Dziękuję Ci, Vincenzo, dziękuję. To piękny gest. *stukanie palcami się nasila, Tony powoli odwraca wzrok i wpatruje się w Enzo* Wszystko w porządku, Enzo? Jesteś dziś wyjątkowo milczący. Powiedz, co Cię gryzie? W Rodzinie tajemnice nie są potrzebne.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> *zaprzestaje stukania palcami i składa ręce oglądając się na Leone* Martwię się, Tony… Ufam planowi. Ufam Tobie. *zerka na moment na Vincenzo* Ufam całej rodzinie. Mam w sobie jednak grzeszne uczucie… *bardziej emocjonalny ton* Panowie, zobaczcie co tu się zaczyna dziać! Pierwsza sprawa, ignorant Aldis. *kręci głową* Zaczął bawić się w dobrą wróżkę spełniającą najrozmaitsze życzenia. Ten prostak Brutal wymarzył sobie rewanż z Tobą? *spogląda na Leone* Ależ proszę bardzo, będzie rewanż! Co za problem zmienić plany, skoro Błazen Ekstremy zwrócił się z uprzejmą prośbą… Chociaż nie. Jak mogę w ogóle stawiać słowo “uprzejmość” obok tego ordynusa? *prychnięcie* Idźmy dalej. Demencyjny starzec nie wiedzący co się wokół niego dzieje uznaje, że to świetny pomysł, aby wziąć swojego synka z nieprawego łoża i stanąć z nami w ringu? *wskazuje na siebie i Vincenzo* Jasna sprawa, załatwione! A swoją drogą, czy to nie obrzydliwa pogarda i ignorancja, aby marnować nasz czas na zabawę z jednostkami tego pokroju? *westchnięcie* I teraz najważniejsze, co aż nie mieści mi się w głowie! Dostajemy zakaz przebywania przy ringu podczas dzisiejszej walki wieczoru! Ogarnia mnie ciekawość, czyje życzenie tym razem spełnia Aldis? *patrzy prosto w oczy Leone* Tony… To nie jest w porządku wobec całej naszej rodziny, że zostawia Cię samego z tymi trzema wariatami… Nie zrozum mnie proszę źle. To nie jest brak wiary w Ciebie. Głęboko też czuję, że opatrzność jest po naszej stronie. *unosi na moment wzrok* Intryguje mnie jednak coś innego… Jeśli nie będą chcieli za wszelką cenę wyeliminować Cię jak najszybciej… *wzdycha* To tak jakby nie odczuwali należytego respektu i strachu. Tak jakbyśmy ich wystarczająco nie nauczyli, że powinni usunąć się nam z drogi. *ogląda się po obu kompanach* Ta walka da nam odpowiedzi na pewne pytania. Jeśli okaże się, że są to jednostki całkowicie ślepe i głuche… *poważny ton, zaciska pięść* To będzie trzeba otworzyć im oczy i odetkać uszy. Tym razem raz na zawsze. *ściszony głos, wpatruje się w blat* A ja mam na to coraz większą ochotę…<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Skoro to nie brak wiary w moje możliwości... a opatrzność jest po naszej stronie, to o co się martwisz? *Tony zdaje się być zdziwiony* Cóż może pójść nie tak, jeśli mam wszystko we własnych rękach i sprzyja mi opatrzność, Enzo? W niektórych kręgach mogłoby to być uznane za pewną nieuprzejmość. *Tony wstaje* Ale wiem, że nie to miałeś na myśli. Na ten moment nie możemy sprawiać nowych nieprzyjemności naszemu przyjacielowi, Nickowi. *stanowczo* JESZCZE nie. Jednak gdyby za bardzo się zapędził w spełnianiu kolejnych życzeń... cóż. Pani Mickie dowie się, jak to jest pić wrzątek. *przechodzi za plecy Enzo i kładzie dłonie na jego barkach* Przestań bujać w obłokach i skup się, aby opanować tą coraz większą ochotę. Nie po to przygotowywaliśmy taki piękny plan, żeby teraz wyrzucić go do kosza przez grzeszne podszepty. To byłoby wręcz... *z obrzydzeniem* Brutalowe. *Tony klepie Enzo w ramiona i powolnym krokiem zmierza do drzwi* Zadzwoń do naszego informatora. Upewnij się, że wiemy wszystko. To powinno Cię uspokoić.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Tony wychodzi z gabinetu, a obraz z kamery gaśnie.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match for a spot in Golden Laurel Elimination Chamber Match</span><br />
Zack Sabre Jr. vs Maxwell Ransom</span></div>
<br />
Końcówka pojedynku. Zack Sabre Jr. przejął inicjatywę, konsekwentnie pracując nad prawą ręką Maxwella Ransoma. The Technical Wizard wykręca nadgarstek przeciwnika, przechodzi pod jego ramieniem i próbuje Jim Breaks Armbar! Ransom natychmiast splata dłonie, nie pozwalając Zackowi poprawnie zamknąć dźwigni. Sabre zmienia więc plan, obchodzi większego rywala od tyłu i mamy Bridged Dragon Suplex Pin 1…2…Kick Out! ZSJ nie daje mu chwili wytchnienia. Ransom próbuje wstać, ale otrzymuje Kneedrop w osłabione ramię. Zack chwyta kończynę ponownie, jednak Maxwell odpowiada krótkim Punch’em w brzuch. Drugi! Sabre puszcza. Ransom rusza z Running Lariatem, lecz Anglik schyla się i natychmiast przechwytuje nogę przeciwnika. ANKLE LOCK! Maxwell pada na matę! Submission Master mocno wykręca kostkę, ale Ransom wykorzystuje przewagę siły i stopniowo dociera do lin. Chwyta dolny sznur! Rope Break! Sabre odpuszcza i od razu szykuje Penalty Kick. Maxwell siada, Zack nabiera rozpędu... Nie! Ransom przechwytuje nogę! Podnosi się z nią w rękach i gwałtownie przyciąga przeciwnika do siebie. SPINNING SPINEBUSTER! ZSJ zostaje wbity w matę! Pin! 1... 2... NIE! Sabre odkopuje! Maxwell podnosi rywala i wynosi go na barki pod Torn Picture, ale Zack zaczyna uderzać łokciem w bok głowy. Zsuwa się za plecy przeciwnika i natychmiast przechodzi do European Clutch! 1... 2... NIE! Ransom wydostaje się dosłownie w ostatniej chwili! Obaj szybko wracają na nogi. Enzuigiri od Zacka! Maxwell zatacza się, lecz nie pada. Discus Elbow Smash! Ransom cofa się do lin. Sabre rusza za nim, ale Ex-Wilgotniak przechwytuje go i wykonuje Overhead Belly-to-Belly Suplex! ZSJ ląduje kilka metrów dalej. Maxwell podnosi przeciwnika. Zack próbuje jeszcze złapać rękę pod kolejną dźwignię, ale Ransom wyrywa kończynę, wbija Knee Strike w brzuch i zmusza rywala do pochylenia. Gutwrench! Maxwell wynosi Sabre’a na barki i stabilizuje pozycję. WOLF INSIDE!( Full Throttle) Trafione! Ransom natychmiast pinuje przeciwnika. 1... 2... 3! Maxwell Ransom wygrywa to starcie kwalifikacyjne.<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Karnawału ciąg dalszy, świętujemy urodziny matki Ryszarda!</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><a href="https://youtu.be/UfCgvwjw1Ho" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Sang Bleu!</a> Na arenie rozbrzmiewa muzyka Lorda Sebastiena i właśnie on teraz pokazuje się na rampie. Obok niego znajdują się McŁowicz i <a href="https://i.imgur.com/xCLdBJx.jpeg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ten facet</a>. Lord powoli zmierza do ringu ze swoją Margaux w ręku, czerpiąc radość z negatywnych reakcji fanów na jego osobę. Lord z uśmiechem na twarzy wskazuje Robowi palcem na ring bez słowa, a ten wchodzi na apron i rozchyla liny, przez który Lord wchodzi do ringu. Nieznajomy gość podchodzi do pracownika technicznego i odbiera od niego mikrofon, który następnie podaje Lordowi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Bonjour! Mam nadzieję, że oglądaliście poprzednie Elysium, bo zdecydowanie było co oglądać! Jak widzicie *Lord ręką wskazuje na swoich kompanów* mój dwór powoli zaczyna się powiększać. Wiem, że uważaliście mnie za szaleńca, ale konsekwentnie pokazuję wam, że to ja mam rację w tym co robię. Krok po kroku odzyskam wszystkie honory od tych, którym one się należą. Ale dzisiaj nie o tym. Dzisiaj chciałem wam przedstawić członków mojej świty. Zacznijmy od kogoś, kto jest w moim życiu od jego początku. Zaczynał jako mój kamerdyner, potem został także trenerem w kwestiach zapaśniczych, a finalnie został nawet moim <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">conseiller</span><span class="lpw-translate-tip">doradca</span></span>. Panie i panowie, jeżeli można was tak nazwać, przedstawiam wam - oto Alistair Fraser Jr.! Ktoś mógłby zapytać teraz - skoro Alistair jest ze mną całe życie to dlaczego nikt go nie widział jeszcze tutaj, w ringu? Odpowiedź jest banalnie prosta - zachowałem go dla siebie jako moją tajną broń i tydzień temu spisał się znakomicie. Jest jeszcze z nami Rob, mój nadworny kucharz. Skoro już nim zostałeś to teraz musimy sobie parę rzeczy ustalić. Nie jesteś moim przyjacielem, nie jesteś moim partnerem. Jesteś jedynie moim kucharzem. Jedyne na co czekasz to na moje polecenie, które mogę wydać ci w każdej chwili. Zapamiętaj to, nie jesteś mi równym. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob, który do tej pory stał z boku, robi krok w stronę Lorda.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Sebastien, wygrałeś jedną walkę i nagle myślisz, że będę….<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lord natychmiast unosi dłoń, uciszając go. Alistair również robi niewielki krok w stronę Roba, jasno sugerując, że lepiej będzie, jeśli ten pozostanie na swoim miejscu.</span> <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Widzisz? Właśnie o tym mówiłem. Nawet teraz nie potrafisz zrozumieć najprostszej rzeczy. Nie pytałem cię o zdanie, Rob. *Lord zaczyna się śmiać, chociaż nikt jeszcze nie ma pojęcia z czego* Najbardziej śmieszy mnie fakt, że myślałeś, że możesz się ze mną równać i stanąć do równej walki. Myślałeś, że będziesz miał szansę na tytuł mistrzowski w LPW, a teraz pozostał ci tylko fartuch. *Lord na chwilę przerywa ponownym śmiechem* Spójrz na siebie i spójrz na mnie. Ty jedyne co masz to <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">toque</span><span class="lpw-translate-tip">tradycyjna czapka kucharska</span></span> i przepis w głowie na mój posiłek. Ja za to mam wszystko co potrzebne przyszłemu mistrzowi. Władza, prestiż, szacunek, dziedzictwo. To jest fakt, jestem najlepszym co Ciebie mogło w życiu spotkać. Postaraj się tym razem tego nie spieprzyć.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie na arenie rozbrzmiewa <a href="https://youtu.be/SwYN7mTi6HM?is=WLJadOZtR7jgULy3" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Van Halen - Jump</a>, a na rampie pojawia się postać "Surfera" Chrisa Finnegana. Trzyma on mikrofon w ręku i zbliża go do ust.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Finnegan:</span> Chwileczkę, chwileczkę. Ściszcie muzykę.. *muzyka cichnie* Jeśli dobrze rozumiem Sebastien kreujesz się tutaj na kogoś godnego mistrzostwa? Ambitnie, ale nie wystarczy się takowym nazwać, trzeba jeszcze sobie na to zapracować. Widzisz podczas ostatniego Elysium stanąłem z obecnym mistrzem w szranki i niektórzy twierdzili nawet, że miałem z nim szansę. Zdaję sobie jednak sprawę, że był to mój debiut i jeszcze wiele pracy przede mną i tym właśnie się różnimy. Ja zakasuję rękawy i biorę się za robotę walcząc z najlepszymi, tymczasem ty próbujesz zdobyć szacunek wygrywając walki przekrętem tak jak zrobiłeś to z Robem. Naprawdę żal mi ciebie Rob. Nie mogę zrozumieć gdzie podział się ten nieprzewidywalny kucharz, który grillował oponentów w ringu i w swoim własnym show. Dlaczego usługujesz temu paniczykowi, skoro bez tego kamerdynero-trenero-conseillera.. Cholera gościu ty naprawdę się na tym wszystkim znasz? Bo patrząc po obecnych sukcesach Lorda mam wrażenie, że trochę nakłamałeś w CV i teraz wpuszczasz go w maliny. Rob.. jeśli potrzebujesz impulsu, że ten cały arystokrata nie jest wcale taki straszny, to chętnie cię przekonam<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Chris upuszcza mikrofon i kieruje się z uśmiechem w stronę ringu. Zaraz za nim z zaplecza wybiega sędzia tego pojedynku i przechodzimy do starcia.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Lord Sebastien vs Chris Finnegan</span></div>
<br />
Wracamy do walki, gdzie Lord wynosi Surfera pod Scoop Slam. Ten jednak w porę oprzytomniał, zaczyna się wiercić na barku i ześlizguje się. Chris spada na nogi za plecami przeciwnika i teraz popycha go e stronę lin. Sebastien odbija się i po powrocie inkasuje Arm Drag od Finnegana. Szybki powrót do stójki i ponownie Arm Drag. Australijczyk jest teraz, nomen omen, na fali i gdy po raz kolejny jego przeciwnik wstaje, Surfer chwyta go za rękę i Irish Whipem wysyła w stronę lin. Chris się pochyla, a Francuz po powrocie kopnięciem go prostuje. Teraz to on wykręca rękę przeciwnika i zapina Wrist Lock. W tym uchwycie przechodzi z przeciwnikiem do narożnika i wypycha go tam, po czym zaczyna atakować punchami. Sędzia zaczyna odliczanie i dopiero przy doliczeniu do czterech Sebastien przerywa atak. Sędzia go upomina, a Lord podnosi ręce udając niewiniątko, jednak przy drobnej chwili nieuwagi dokłada jeszcze kopnięcie na tors przeciwnika. Publiczność heatuje. Za ringiem Alistair klaszcze w ręce z zadowoleniem i zachęca też do tego Roba, który tylko kiwa głową z dezaprobatą i macha na to ręką. Francuz upomina McŁowicza słownie i Irish Whipem wysyła przeciwnika w przeciwległy narożnik. Jednak kontra i to Lord wpada w korner. Finnegan podbiega do przeciwnika i wyprowadza pierwszy Corner Back Elbow, za chwilę kolejny i kolejny. Australijczyk odchodzi kilka kroków od oponenta i na koniec jeszcze częstuje go Corner Splashem. Alistair nie może na to patrzeć i zasłania twarz rękoma a Rob się podśmiechuje. W międzyczasie mamy próbę pinu. 1… 2… Kickout. Lord przetacza się na brzuch i na czworaka idzie do lin. Wcześniej Finnegan wstał i czeka również na powstanie Chris w końcu pomaga wstać przeciwnikowi, mamy wyniesienie i ostatecznie Surfer wykonuje The Sydney Sweep (Scoop Slam). Po tym ataku nie ma jednak przypięcia, bo Australijczyk postanawia wejść na szczyt narożnika. Poprawia produkcję i po chwili mamy The Big Wave (Frog Splash)! Prosto w pustą matę! Francuz sprytnie uciekł przed lecącym przecieniiiem, który teraz trzymając się za tors przetacza się na plecy. Lord będąc już na nogach odbija się od lin i wyprowadza Guillotine Drop (Running Leg Drop). Od razu próba pinu. 1… 2… 3?! Kickout! Surfer nie da się tak łatwo pokonać. Alistair wskakuje na apron i odwraca uwagę sędziego, w tym czasie Lord podchodzi do lin i nakazuje McŁowiczowi podać sobie Margaux. Rob zdecydowanie odmawia, ale Sebastien stanowczo na to nalega. Po długich przemyśleniach Kucharz podaje laskę Francuzowi, który błyskawicznie wypłaca Margaux’s Kiss na klęczącym już przeciwniku. Kompletnie zamroczony Chris pada na matę, Lord oddaje łaskę swojemu Kucharzowi i próbuje pinu. W tym momencie sędziemu udało się przegonić Alistaira z apronu i rozpoczyna liczenie. 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Lord Sebastien wygrywa ten pojedynek!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi się na zaplecze areny gdzie krzątają się zawodnicy i pracownicy Legion Pro Wrestling. W jednym z tych spokojniejszych korytarzy widzimy Dereka Hallowaya, który opiera się o ścianę, a przez ramie ma przewieszony pas LPW Eternal. Po chwili zza rogu wyłania się Mike F'N Brutal. King of Hardcore zatrzymuje się kilka kroków od mistrza Eternal, przez moment przyglądając mu się w milczeniu, a następnie podchodzi bardziej stanowczo, jakby z określonym zamiarem w stronę Truth Seekera.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Zanim zaczniesz daj mi powiedzieć coś, co musi zostać powiedziane. Na Heatwave zrypałem. Prosto i bez zbędnego pierdzielenia. Wtrąciłem się w Twoją walkę z Leone, chociaż z pozoru nie miałem tam czego szukać. Ale jak widzę na ekranie któregoś z tych trzech parodystów to się we mnie gotuje i niestety, bądź stety - zrobiłem to co potrafię najlepiej. Zamiast pomyśleć, zrobiłem rozpierdol. Do tego wcześniej też zepsułem paradę pisarzynie. Miałem być jego partnerem, miałem pilnować jego pleców, a przez to, że odpaliłem się jak idiota, sam go posłałem na glebę. Gość woli książki, pióro i swoje pogmatwane metafory, a dostał ode mnie więcej przemocy, niż powinien dostać. Nie zamierzam tego wybielać. I nie mów mi nawet o żadnych teoriach spiskowych, że ktoś mnie opłacił, że jakiś iluminata ciągnie za sznurki, nie dobieraj sobie żadnej teorii. Teoria tu jest jedna - Mike Fuckin' Brutal spieprzył sprawę. Więc tak. Przepraszam, że pozwoliłem na to, żeby emocje wzięły mnie znowu za mordę. Uznałem, że skoro narobiłem syfu, to mam wystarczająco dużo jaj, żeby spojrzeć ci w twarz i się do tego przyznać.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Extremely Mad Dog wyciąga rękę w stronę Hallowaya. Derek przenosi ciężar ciała na dwie nogi, żeby już się nie opierać o ścianę. Mistrz staje twarzą w twarz z Mike’m. Lewą ręką zdejmuje okulary z nosa. Widać w jego oczach złość skierowaną w stronę Brutala. Teraz jego wzrok kieruje się na rękę Extremaniaca, po chwili znów podnosi wzrok patrząc w oczy Brutala i kiwa przecząco głową dając do zrozumienia, że żadnego godzenia dzisiaj nie będzie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>”Przepraszam”? Kto Ci kazał tak powiedzieć? Może ten cały Leone, co? Kupił Cię i zwerbował w te swoje faszystowskie szeregi? Teraz już wszystko jasne. Do tej pory się zastanawiałem, ale już wszystko wiem. Od dziś nie traktuję Cię już jako niegroźnego durnia. Od dziś wiem o Tobie to, że jesteś sprzedawczykiem. Przegrałeś walkę przez swoją głupotę, nie wiedziałeś co ze sobą zrobić, więc postanowiłeś przybyć i wszystko spieprzyć drugi raz? Przecież powinniśmy trzymać wspólny front przeciwko makaroniarzom, a Ty zachowałeś się jak za starych lat. Myślałem, że wyszedłeś na prostą, zacząłeś się dogadywać z Poetą, a to wszytko była podpucha! Najpierw zdradziłeś go, a później ja przegrałem przez Ciebie. Nie rozumiem z jakiej racji stałeś się pretendentem, ale Aldis też nigdy nie grzeszył intelektem. Zawróć z tej drogi, Brutal!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???: </span>Panowie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obaj zawodnicy wraz z kamerzystą obracają się i możemy dostrzec teraz Paddy'ego Jacksona! Reporter Elysium pomimo napiętej atmosfery jest uśmiechnięty i bez strachu podchodzi do Brutala i Dereka.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Po co te nerwy? *szeroki uśmiech* Czas przerwać to zanim powiecie sobie o kilka słów za dużo i odpowiedzieć fanom LPW na parę istotnych pytań!  *ogląda się po zawodnikach* Czy myślicie, że dacie radę się dogadać w obliczu zagrożenia, które czeka na was ze strony The Outfit? Czy dalsza współpraca jest jeszcze możliwa? Czy macie obawy, że w pojedynkę nie będziecie w stanie poradzić sobie z tak zorganizowaną drużyną, jak Leone, Vizzini i Sacrale? *mierzy wzrokiem obu oczekując na odpowiedź od kogokolwiek z nich*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Derek i Mike patrzą na Paddy’ego z nietęgimi minami.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek i Mike: </span>Spierdalaj stąd.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Paddy ucieka, a panowie znów spoglądają na siebie. Przez kilka sekund Extrememaniac i The Awakened mierzą się wzrokiem. Brutal opuszcza rękę, którą wcześniej wyciągnął w geście pojednania. Widać, że słowa Hallowaya go wkurzyły, ale tym razem nie daje się ponieść emocjom.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Wiesz co, Halloway? Przychodzę, mówię ci prosto w twarz, że spieprzyłem, przyznaję się do winy, a ty i tak dorabiasz do tego całą swoją porąbaną teorię. Leone mnie kupił? Cholera, gdyby ktoś chciał mnie kupić, musiałby mieć naprawdę głęboko nasrane w berecie. Nie jestem niczyim żołnierzykiem, jakimś sojusznikiem na rozkaz ani twoim wrogiem tylko dlatego, że tak sobie postanowiłeś. Nie przyszedłem po twoje przebaczenie. Chciałem tylko spojrzeć ci w oczy i przyznać, że to co zrobiłem było moją winą. Reszta to już twój problem. Wierz sobie dalej w swoje teorie i nazywaj mnie sprzedawczykiem, jeśli tak ci wygodnie. I wiesz co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Jeszcze niedawno po takiej rozmowie pewnie już byśmy się tutaj naparzali. Ty powiedziałbyś jedno słowo za dużo, ja zrobiłbym krok za daleko i w ciągu kilku minut mielibyśmy kolejny burdel do sprzątania. Ale nie dzisiaj. Nie dam ci tej satysfakcji. Nie pozwolę, żebyś znowu wyciągnął ze mnie tego idiotę, którego sam później będę musiał żałować. Obiecałęm sobie, że tu przyjdę, wyciągnę rękę i spróbuję naprawić to, co spieprzyłem. Ale chyba zapomniałem, że z tobą nie da się po prostu porozmawiać. Całe życie radziłem sobie sam i jakoś przeżyłem bez sztucznego zaufania. Poradzę sobie i teraz. Nie musisz mi ufać, Derek. Ale kiedy przyjdzie czas - będziesz musiał stanąć ze mną w tym samym ringu. I wtedy nie będzie miało znaczenia, co o sobie myślimy. Będzie miało znaczenie tylko to, co zrobimy.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>*Derek spuszcza wzrok i mówi jakby bardziej do siebie, ale na glos* Ten Paddy też jest jakiś podejrzany. Zakłada współpracę nie mając podstaw, jakby z góry miał powiedziane, że mam się kogo obawiać. Chyba mamy tutaj podsłuchiwacza na zlecenie Leone, muszę to zbadać. *Halloway podnosi wzrok na swojego rozmowce* A Tobie powiem, tak tylko na koniec, że jesteś słaby. Wydaje Ci się, że każdy może się Ciebie bać, bo kochasz extreme, ale tak w głębi duszy jesteś słaby. Przeczytałem Cię dawno, masz wahania nastroju, odpalasz się w sekundę, jak zapałka lekko pociągnięta po drasce. Mam nadzieję, że nie będziesz mi już wchodził w drogę, sprzedawczyku. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Derek idzie w stronę Brutala i waląc go lekko z bara przechodzi obok niego dalej. Mike już prawie eksplodował po tym wydarzeniu, jednak widać, że walczy ze sobą i zapobiega eskalacji nerwów. W tym momencie obraz z kamery gaśnie.</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Colosseum #9 - Houston, Texas - 12.09.2026]]></title>
			<link>https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=259</link>
			<pubDate>Sat, 12 Sep 2026 22:21:51 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://www.l-p-w.pl/member.php?action=profile&uid=9">Raptor</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=259</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/0YeExQZ.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 0YeExQZ.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/LBr7kECsjcQ" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Heatwave już za nami, a przed nami kolejna edycja Colosseum! Theme song wypełnia arenę, a kamera ukazuje entuzjastycznie reagującą publiczność, a także komentatorów, którzy tym razem...niczego państwu nie przekażą!</span><br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do ringu, który pokryty jest czarną matą. W środku widzimy jedynie trzy krzesła w tym samym kolorze, a to może oznaczać tylko jedno... Pora na zapowiadane "Angry Chairs"! Fani z Houston są bardzo głośni, ale prawdziwa wrzawa wybucha dopiero teraz… <a href="https://www.youtube.com/watch?v=IpEXM1Yziws&amp;list=RDIpEXM1Yziws&amp;start_radio=1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ANGRY CHAIR</a>! Już przy pierwszych dźwiękach gitary na rampie pojawia się Wes Wallace, który po kilku krokach zatrzymuje się i ogląda po zgromadzonej widowni. Następnie Lone Rider przy wciąż niesłabnącym cheerze publiki kieruje się w stronę kwadratowego pierścienia, gdzie odbiera mikrofon i zasiada na krześle w centrum ringu. Zawodnik z Houston nasłuchuje jeszcze chwile śpiewu fanów, którzy w dalszym ciągu zdzierają gardła przy refrenie utworu wejściowego Wallace'a, po czym Wes ręką wskazuje, że potrzebuje ciszy. W tym momencie muzyka wyłącza się, a Man of Mayhem bez zwlekania przykłada mikrofon do ust...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wes Wallace:</span> Witam wszystkich w... *chwila namysłu* drugiej w historii edycji "Angry Chairs"! *cheer* Wiele się działo w moim mieście przez ostatnie tygodnie, prawda? *cheer* Znacie mnie jednak i wiecie, że jestem człowiekiem konkretnym. Nie będzie więc dzisiaj wspominek z konfrontacji z Axelem i Jose. Oni po tym co się wydarzyło na pewno sami będą wam mieli cholernie wiele do powiedzenia podczas następnego Elysium... Nie będę poruszał także tematu swojego syna... *olbrzymi cheer, Wes z uśmiechem kręci głową* Wprowadziłem go tu, przedstawiłem, wspólnie obejrzeliśmy jego pierwszą walkę i teraz tylko OD NIEGO zależy, jak to wszystko poprowadzi. To JEGO kariera, to będą JEGO decyzje. Na tą chwilę moja misja dobiegła tu końca. *chanty James Wallace, Wes ponownie się uśmiecha, po czym wskazuje ręką, że potrzebuje ciszy* Dzisiaj przyszedł czas dopełnić trylogii gal w Houston, a także moich obecnych występów w LPW. *ogromny zawód widowni, Wes wzrusza ramionami z lekkim uśmieszkiem* Moich dzisiejszych gości znam osobiście od lat, dzieliliśmy wspólnie szatnię, staliśmy w jednym ringu. Jestem przekonany, że nie będziecie zawiedzeni... W końcu nie poświęciłbym swojego czasu na byle kogo.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wes ogląda się w stronę rampy... <a href="https://youtu.be/BSNb1LXXk40?si=c9dnSeBbG0dchud7" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">LE MANU!</a> Ależ wrzawa na trybunach! Buczenie miesza się z chantami "ZA-MO-RA! ZA-MO-RA!". Mimo tego, co Ben zrobił podczas Heatwave, spora rzesza fanów jest po prostu wniebowzięta jego powrotem! Sam zainteresowany wychodzi z zaplecza ubrany w TAKĄ koszulkę oraz ciemnoniebieskie jeansy, przystaje na chwilę na rampie i chłonie reakcję publiczności. Zamyka powoli oczy wsłuchując się w reakcję publiczności, co sprawia, że na jego ustach pojawia się lekki uśmieszek. Po chwili rusza do ringu, do którego wsuwa się pod dolną liną i staje naprzeciw Wesa, patrząc na niego przez kilka długich sekund... Po czym podaje mu rękę na przywitanie i mówi coś w jego kierunku z szerokim uśmiechem. The Highwayman odpowiada tym samym, następnie wskazuje Zamorze na jedno ze stojących w ringu krzeseł, które ten z szerokim uśmiechem zajmuje. Muzyka powoli cichnie, publiczność chwilę po niej.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wes Wallace:</span> Ben, zapamiętałem Cię jako absolutnego tytana ciężkiej pracy. Byłeś ważną osobą w szatni, budziłeś respekt każdego i miałeś ogromne aspiracje, aby stać się kimś WIELKIM, dojść na sam szczyt... I obaj doskonale wiemy, kto tam na Ciebie czekał. *uśmiech* Nie będę ukrywał, Ben. Wiem jaką masz misję i cel. *wskazuje na siebie, po czym na Zamore* Dla takich jak my, jest to po prostu coś normalnego. Nie mam zamiaru jednak o tym opowiadać, wchodzić Ci w słowo... A jako że sam cholernie doceniam ciężką pracę... Pora to ukazać. *Wes wyciąga z wewnętrznej kieszeni kurtki kartkę* Po powrocie skontaktował się ze mną pewien stary znajomy. Pogadaliśmy, dostał mój numer, spytał o plany, a kilka dni temu opowiedziałem mu, z kim spotkam się podczas Colosseum w Houston. Był WYJĄTKOWO podekscytowany... A niedługo później wysłał mi to. *wskazuje na kartkę* Kurwa, no skłamałbym mówiąc, że dokładnie to. Było tego kilka kartek więcej. *śmiech widowni* Musiałem więc poprosić o znacznie, ale to ZNACZNIE krótszą wersję... W końcu czas antenowy nie zna litości. *Wes uśmiecha się, odchrząkuje, spogląda na kartkę i zaczyna czytać* "Ben, zadebiutowałeś kilka lat temu w WCW podczas walki z Maxwellem Ransomem... *śmiech widowni, która od razu domyśliła się, że to słowa Paddy'ego Jacksona, Wallace sam podrywa kąciki ust, jednak po chwili kontynuuje* ...z którym to wygrałeś w kilkanaście sekund. Niszczyłeś następnie kolejnych przeciwników, dominowałeś ich, byłeś nie do zdarcia. Szybko wspiąłeś się w hierarchii i tylko kwestią czasu wydawało się, aż dotrzesz na szczyt. Wszyscy oczekiwali na konfrontację z Wesem Wallacem, do której w końcu musiało dojść, jednak plany pokrzyżowała twoja bardzo poważna kontuzja. Powiedz, czy ze zdrowiem już wszystko w porządku i przez ostatnie lata nie było żadnych problemów? Czy wierzysz, że tym już razem uda Ci się udowodnić, że jesteś najlepszy? I przede wszystkim... Dlaczego Kenny?" *Wes odkłada kartkę i spogląda na Zamore*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ben Zamora:</span> *podnosi mikrofon do ust* Przede wszystkim - witaj Wes. To wszystko co przed chwilą padło z Twojej strony... To całkowita, niepodważalna prawda. Byłem w drodze na szczyt. Byłem gotów zrobić wszystko, by tam dotrzeć. Byłem również w stanie dostrzec kto czeka na mnie na samej górze... *uśmiecha się lekko w kierunku Wesa* A potem wszystko mi zabrano. To nie tak miało być, nie tak miało wyglądać, nie tak miało się potoczyć! Ta pieprzona kontuzja sprawiła, że stałem się tylko kolejnym niespełnionym talentem, zmarnowanym przez kontuzje potencjałem... Ale teraz... Tak Wes, jestem całkowicie czysty. *wielki cheer od publiczności* Myślisz, że dlaczego po tylu latach trzymania się na uboczu wróciłem? Ponieważ lekarze w końcu mi na to pozwolili. *wzrusza lekko ramionami* Każdy miesiąc wiązał się z kolejną wizytą u lekarza, każda z nich dawała mi nadzieję... A potem każda z nich sprowadzała mnie znowu do szarej, kurewskiej rzeczywistości. W której nie jestem w drodze na szczyt. W której po prostu nie mogę zrobić wszystkiego, by tam dotrzeć. W której nie jestem w stanie dostrzec, kto czeka na mnie na samej górze... *Patrzy przez chwilę na Wesa w ciszy* Czy wierzę, że tym razem uda mi się udowodnić, że jestem najlepszy... *lekki śmiech* Ja WIEM, że tak będzie. Nie wróciłem do wrestlingu po to, żeby odcinać kupon za kuponem. Wróciłem by zdobyć szczyt. A co do Kenny'ego... Cóż, istnieje coś takiego jak łańcuch pokarmowy. A kto od początku powstania LPW stoi na samym jego szczycie? *uśmiech* To nic personalnego. Riddle po prostu zajmuje należne mi miejsce. Nie ma innego, prostszego sposobu by to zmienić, niż bezpośrednio zdetronizować uzurpatora. Mógłbym przepychać się łokciami po raz kolejny, pokazywać, udowadniać... Tylko... Jaki w tym sens? Jeśli mam stanąć na szczycie, to muszę pokonywać rywali którzy tak jak ja mają AMBICJE. Nie obchodzi mnie ich status prywatny, nie obchodzi mnie to czy mają rodziny, dzieci, żony... Interesuje mnie to, co pokazują wewnątrz tego ringu. By być najlepszym... Trzeba pokonywać najlepszych.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nawet jeśli Ben Zamora chciałby dodać coś jeszcze, to póki co nie będzie miał ku temu okazji. Na arenie rozbrzmiewa bowiem Evil Ways! Na stage wychodzi Kenneth Riddle, nie czekając na zostanie zapowiedzianym przez gospodarza programu. Sacramento Saint jest wyraźnie poobijany po wydarzeniach z Heatwave. Na wysokości żeber jest obwiązany bandażami, a jego nos jest lekko opuchnięty, ale hej - powinniście zobaczyć, jak wygląda Ryback! To znaczy… no możemy sobie tylko wyobrazić. W każdym razie, Riddle zmierza do ringu, wpatrzony w Bena Zamorę. Po wejściu do kwadratowego pierścienia The Icon na chwilę spuszcza wzrok ze sprawcy zamieszania z Hell in a Cell, aby przywitać się z Wesem. Po serdecznym uścisku dłoni Kenneth odbiera drugi mikrofon i siada na drugim krześle, przygotowanym specjalnie dla niego.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle:</span> W normalnych okolicznościach byłoby to całkiem miłe, nostalgiczne spotkanie *Kenny spogląda w stronę Wesa*. Moglibyśmy powspominać stare dzieje i ponarzekać, jakie to młode pokolenie jest beznadziejne, że na topie od dekady oglądamy w większości te same twarze. Ale nie może to tak wyglądać, bo postanowiłeś popełnić falstart, Ben *Riddle wskazuje palcem na Zamorę i trwa w tej pozie przez kilka sekund*. Nie zamierzam owijać w bawełnę, przez cały tydzień dominującą emocją w moim życiu była wściekłość. Byłem zły, że nie rozprawiłem się z Rybackiem w takim stylu, jak planowałem. Wkurzał mnie fakt, że od powstania LPW już kolejny raz dosłownie ocieram się o chwilę triumfu tylko po to, aby skończyć z gorzkim posmakiem braku satysfakcji… ale tydzień to dużo czasu. Przede wszystkim uświadomiłem sobie jedno. W ten czy inny sposób, Bitcherback zniknął z mojego życia i tylko to się liczy. Taki był mój cel przed Heatwave i właśnie to obiecałem mojej rodzinie. Także może styl nie do końca mi odpowiada, ale efekt został osiągnięty. Teraz mogę skupić się na Tobie, Ben, po tym jak bardzo jasno dałeś do zrozumienia, że skupiłeś się na mnie *The Icon poprawia swoją pozycję na krześle i ponownie patrzy głównie w kierunku Zamory*. To jest akurat ta jedna rzecz, o której nie rozmyślałem przez ostatni tydzień. Wręcz przeciwnie, od początku doskonale rozumiałem, dlaczego mnie zaatakowałeś. Dziś ostatecznie rozwiałeś resztki moich wątpliwości. Czy mi to pasuje? Absolutnie nie. Czy zamierzam coś z tym zrobić? JESZCZE JAK! Nie jestem na topie od wczoraj i przywykłem do życia z celownikiem na plecach. Ty też nie urodziłeś się dziś rano i powinieneś zdawać sobie sprawę, że należy ostrożnie wybierać swoje walki, nawet wśród najlepszych.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ben Zamora:</span> Za punkty stylu nie dostaje się nagród, Kenny. Pokonałeś Rybacka? Pokonałeś. Za 5 lat nikt nie będzie pamiętał, że stało się to z moją pomocą. Wszyscy będą jedynie pamiętać, że to TWOJA piosenka wybrzmiała po walce i to TWOJA ręka została uniesiona do góry w geście zwycięstwa. Także może zamiast wylewać gorzkie żale, po prostu mi podziękujesz? *uśmiech* Widzisz... Jeśli myślisz, że to co zrobiłem miało korzyść tylko i wyłącznie dla mnie, to jesteś zdecydowanie mniej inteligentny, niż sądziłem. Uwolniłem Cię. Dałem Ci szansę. Wręczyłem Ci klucz do kajdanek nałożonych przez Rybacka. Pora, by na światło dzienne wyjrzał ponownie PRAWDZIWY Kenneth Riddle, a nie wyłącznie smętny cień imitujący oryginał. To czy z tego skorzystasz... Cóż, wybór należy do Ciebie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Masz duży tupet, jak na faceta, który dopiero co dostał zielone światło do walki od lekarzy, i to po latach spędzonych na leczeniu ciężkiej kontuzji. Ale o tym przekonaliśmy się już na Heatwave. Co do jednego się jednak zgadzamy. Liczy się dla mnie fakt, że od dzisiaj informacji o Rybacku należy szukać w sekcji “byli zawodnicy” na stronie internetowej LPW. Martwi mnie jednak to, że masz z nim pewien wspólny mianownik. Od początku próbujesz forsować tę narrację, którą on również tak uwielbiał, że jestem teraz cieniem siebie z przeszłości. Powiedz mi Ben, skoro tak twierdzisz, czego mi obecnie brakuje i w jaki sposób odesłanie Cię z powrotem na chorobowe miałoby mi pomóc to odzyskać?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ben Zamora:</span> A kto powiedział, że byłbyś w ogóle w stanie to zrobić, Kenny? *Ben przez kilka chwil wpatruje się w rozmówcę po czym... wybucha śmiechem!* Odesłać mnie z powrotem na chorobowe! Czyli jednak potrafisz też ukąsić, a nie być tylko potulnym pieskiem uciekającym w kąt klatki. *puszcza oczko* Bardzo dobrze. *uśmiech* Myślałem, że już zapomniałeś jak się to robi. Ale niestety nie wróżę szczęścia w tym stanie. *pokazuje ręką na obandażowane ciało Kenny'ego* Jak chcesz to zapraszam, możesz rzucić mi rękawice w DOWOLNYM momencie. Jeśli się boisz to możemy poczekać kilka tygodni. *złośliwy uśmiech* Bo Ben Zamora wrócił i już zapuścił korzenie. Nie tylko na Colosseum. Również w Twojej głowie. *puka się w skroń* Wiesz czego Ci brakuje? Zdecydowania. To co się działo pomiędzy Tobą a Rybackiem, nie było winą nikogo innego. Tak tak, to wszystko jego działania, to wszystko jego chore pomysły... Ale to Ty jesteś za to odpowiedzialny. To ty mu na to pozwoliłeś. To Ty zbagatelizowałeś wszelkie sygnały ostrzegawcze po drodze. To Ty nie potrafiłeś podjąć dorosłej męskiej decyzji, by zakończyć to zanim sytuacja stała się krytyczna. Jeśli myślisz, że będąc tak niezdecydowaną pizdą jesteś w stanie mnie pokonać... To grubo się mylisz.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Być może zbije Cię to z tropu, ale… pewnie masz rację. Być może powinienem był wcześniej dać Rybackowi uwagę, o którą tak zabiegał i uciąć temat w zarodku. Ale wiesz co, Ben? Drugi raz nie popełnię tego samego błędu. Drugi raz nie zbagatelizuję sygnałów ostrzegawczych. Drugi raz nie zamierzam skupiać się na zadaniach pobocznych, takich jak niedoszła walka o Valor Championship z Jorge Cavazosem. Tym razem jestem w stu procentach skupiony na celu, którym jest sprawienie, żebyś mógł zapuścić korzenie co najwyżej z powrotem na stanowisku komentatorskim, bez zgody lekarzy na rywalizację w ringu. Widzisz, Ben… kilku mocnych zawodników przekonało się już, że nadal potrafię ukąsić i niczym się od nich nie różnisz. Czy wolałbym walczyć z Tobą będąc w pełni zdrowym? Jasne, że tak. Na pewno byłoby mi łatwiej w perspektywie tego, że jesteś ode mnie 40 kilogramów cięższy. Ale “łatwiej” to nigdy nie był mój pierwszy wybór. Jeżeli mam naprawić swój błąd i zacząć zamykać temat w odpowiednim momencie, to równie dobrze mogę się z Tobą zmierzyć już teraz!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wes Wallace:</span> Poczekajcie. *ogromny cheer, Wes ogląda się po zawodnikach* Houston, nie muszę was pytać, czy tego chcecie, znam odpowiedź. *ponownie wielki cheer* Wiem, że to klepniemy, jednak zanim do tego dojdzie... *odwraca się w stronę Riddle'a i spogląda mu w oczy* Ryback to jest mały człowiek... W tym wielkim cielsku zakuta jest psychika dziecka. Nienawiść zamienił w chorą obsesję, a to tylko obrazuje, jak strasznie słabym jest człowiekiem. *wskazuje ręką na Bena nie odwracając wzroku od Kennetha* Powiem Ci, że wierzę mu. Spotkałem go kiedyś i robił dokładnie to, co mówił. Miał być niebezpieczny? Tak... I był cholernie niebezpieczny. Ben zasłużył u mnie na kredyt zaufania i jeśli uważa, że jest w pełni gotowy stanąć z Tobą w ringu, to ja biorę jego słowa na poważnie. Nie wątpię też w twoje umiejętności, stąd moje pytanie Kenny... Czy Ty jesteś PSYCHICZNIE gotowy na prawdziwą wojnę? *patrzy prosto w oczy Riddle'a* Szczerze? Pomimo tego, co Cię spotkało ze strony Rybacka w ostatnim czasie... Ja po prostu NIE WIERZĘ, że tak naprawdę chociaż przez sekundę czułeś, że w tej klatce może Ci się coś stać. *kiwa głową* Postanowiłeś się z nim zabawić, zamiast go skończyć. Jesteś inteligentnym człowiekiem, Kenny. *uśmiech* Ktoś takie igranie z ogniem mógłby nazwać idiotyzmem, ale Ty nie uprawiałbyś takich gierek, gdybyś w swojej głowie nie kontrolował sytuacji. *spogląda na moment na Bena* Jestem pewien, że on może dać Ci to, czego nie mógł zaoferować Ci Ryback... Zwątpienie. *znów patrzy w oczy Kennetha* Wiek to bzdura, ciało masz w dobrej formie, dlatego pytam o to, co siedzi tu... *wskazuje na głowę* Czy właśnie TUTAJ czujesz się w pełni sił? To jest najważniejsze.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Można powiedzieć, że znamy się jak łyse konie, panie Wallace. Bo jak inaczej wyjaśnić to, że tak trafnie opisałeś sytuację z Rybackiem? Zgadza się, mam świadomość swoich umiejętności i potrafię o tym mówić szczerze. Kilka osób patrzy przez to na mnie krzywo, ale chyba wiesz, że się tym nie przejmuję. W Hell in a Cell wiedziałem, że jestem lepszy. Gdy patrzę na Zamorę, widzę wielkiego, silnego i zdeterminowanego gościa. Byłbym głupcem, gdybym tego nie dostrzegał. Ale czy jego atuty mnie onieśmielają? *Riddle uśmiecha się i patrzy na Wesa* Doskonale wiesz, że nie! Pytacie mnie obaj, czy czuję się gotowy. Jeden z Was zakwestionował mój stan fizyczny, a drugi psychiczny. To dobrze, bo mogę odpowiedzieć ostatecznie Wam obu jednym zdaniem. Kenneth Riddle od zawsze znajduje się w permanentnym stanie gotowości!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wes Wallace:</span> *Zamora na ostatnie słowa Kenny'ego uśmiecha się szeroko i widać, że nie może się już doczekać akcji, Wes zerka na Riddle’a* Ja nic nie kwestionuję, Kenny. Nie wciskaj mi słów w usta, których nie wypowiedziałem. Ja jedynie spytałem, to znacząca różnica. *uśmiech, odwraca się w stronę Zamory* Dość jednak tych pytań, zwłaszcza że ciężko nie dostrzec tego, co siedzi Ci teraz w głowie. A tak się składa, że dostałem przed chwilą na telefon wiadomość od nowego Generalnego Menadżera Colosseum, która na pewno zainteresuje was obu. *cheer* Cytuję… “Robimy to.” *większy cheer* “Ben Zamora i Kenneth Riddle w dzisiejszej walce wieczoru.” *ogromny cheer, Wes ogląda się po zawodnikach* Dzisiaj jest moje pożegnanie z LPW, więc nie będę was prosił o dobrą walkę… Wy MACIE zrobić dzisiaj prawdziwy rozpierdol. *potężna wrzawa*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wallace wstaje, po czym odkłada mikrofon na krzesełko, a następnie uśmiecha się do obu rozmówców i wychodzi z ringu, żegnany owacją na stojąco. Po chwili Riddle również chce opuścić ring, jednak… Zostaje złapany za bark przez Zamorę! Od razu się obraca, instynktownie przygotowując się do walki! Dostrzega jednak uśmiech na ustach Bena, a jego oczy wręcz świecą z podekscytowania.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ben Zamora:</span> Nie martw się Kenny. Nic Ci nie zrobię… Jeszcze. Zbyt długo na to czekałem, żeby teraz wyrzucić wszystko do kosza. Chcę Ci tylko… Życzyć powodzenia. Zdecydowanie będziesz go dzisiaj potrzebował. *Ben uśmiecha się lekko i zabiera dłoń z barku Kenny’ego* To nie tak, że Cię lekceważę. Nie uważam się za lepszego. Wręcz przeciwnie. W innym wypadku to nie Ty byłbyś moim celem. *Zamora podchodzi bliżej* Mówiłem już, że mierzę w sam szczyt. Aktualnie na Colosseum nie ma nikogo wyżej niż Ty. To wszystko co dzisiaj powiedziałem, to jedynie puste słowa bez pokrycia, w które nie musisz wierzyć. Dlatego przekonasz się o tym na własnej skórze. Sprawię, że teraz to Ty będziesz gonił mnie. Do zobaczenia później, Kenny.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ben odrzuca mikrofon na bok i wymija Kennetha, zeskakując z ringu i zmierzając na zaplecze. Obandażowany Riddle zostaje sam, wbijając wzrok w plecy oddalającego się Zamory, a obraz z kamery powoli gaśnie.</span><br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera ukazuje nam zaplecze oraz solidnie pobitego Nathana Martina! Kanadyjczyk powinien wychodzić do walki, na arenie leci jego theme song okraszony najładniejszym video z całej federacji, ale on sam leży i widać przy nim tylko porzucony niedopałek papierosa, ale sprawcy brak. Do Kanadyjczyka podchodzą pracownicy, w tym medycy i sprawdzają jego stan. The Solipsist powoli znów zaczyna być świadomy i zerka kątem oka na tego peta. Totalnie nie słucha, co do niego teraz mówią pracownicy medyczni, jest w swoim świecie i o czymś rozmyśla, w końcu przystawia palec wskazujący do ust i tym gestem stara się uciszyć wszystkich.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin: </span>Chyba nie myślicie, że odpuszczę sobie ten pojedynek? *przerywa od razu któremuś medykowi* NIE. MA. OPCJI. Po prostu nie! *kręci głową* Dwóch pogromców Allana Hilla oraz dwie persony, które pragną sprawiedliwości... na swoje własne sposoby.*uśmiecha się* TO na pewno nie jest przypadkowe zestawienie, takie coś nie może mnie ominąć, a tym bardziej moich FANÓW... *nadal obolały zaczyna się powoli podnosić* Decyzja podjęta, dziękuję za troskę, ale zachowajcie siły na później. Ktoś inny będzie potrzebował waszej pomocy o wiele, wiele bardziej...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nathan upiornie się uśmiecha i chwilę jeszcze odpoczywa, po czym rusza w kierunku wejścia na arenę...</span><br />
<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ff4136;" class="mycode_color">Singles Match</span></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga vs Nathan Martin</span></div>
<br />
Po reklamach wracamy do walki i widzimy jak David wrzuca Nathana w narożnik szybkim Irish Whipem, a następnie powoli podchodzi i uderza punchem w brzuch swojego przeciwnika kilkukrotnie. Kanadyjczyk jest mocno poturbowany po wcześniejszych wydarzeniach, więc ten punch miał o wiele większą moc niż powinien.. Otunga nie zwalnia tempa i wykonuje kilka Shoulder Thrustów w narożniku.. 1.. 2.. 3.. 4.. dopiero gdy sędzia ma odliczyć do pięciu, David odsuwa się i podnosi ręce do góry. Nathan upada w narożniku, więc Otunga pomaga mu wstać, ale nie po to żeby mu pomóc.. Irish Whip na liny, The Solipsist odbija się od nich i.. Tilt-a-Whirl Backbreaker! Co za impet! The Advocate rusza żeby pinować.. 1.. 2.. kick out! The Dreamweaver dość szybko jak na stan w jakim się znajduje odkopuje, ale ciężko mu się podnieść. The Harvard Hammer znowu podnosi swojego przeciwnika i wynosi pod Pendulum Backbreaker.. Nate znajduje w sobie siłę żeby podnieść nogę i sprowadzić Otungę na ziemię Hurricanraną! Martin w ofensywie, biegnie na liny, odbija się od nich i w podnoszącego się Davida uderza Dropkickiem! Szybkie przypięcie: 1.. 2.. nie! Nie te numery z Verdict Makerem, to za wcześnie! The Creator czuje jednak, że jest w sztosie i kontynuuje ofensywę po podniesieniu się, sprzedaje kilka kicków wstającemu Otundze, ten cofa się do narożnika od nawału ciosów.. szybkie Enzuigiri w narożniku! The Advocate jakby zamroczony, Psycho Leaf wycofuje się i prędko nabiega żeby wykonać Running Corner Clothesline.. za wolno! The Harvard Hammer w porę złapał przeciwnika, trzyma go chwilę w uchwycie i poprawia.. pod Sit-Out Spinebuster! Udało się, teraz przypina.. 1.. 2.. 3-.. nie! Nathan trzyma się dalej! David widocznie zdenerwowany wstaje, łapie przeciwnika za kark i znowu go podnosi.. Pele Kick od The Solipsista! Odzyskuje trochę sił, podnosi się szybko i rozpędza odbijając od lin.. Superman Punch na wstającym Otundze! Nie! To był niesamowicie szybki Motion to Dismiss od Davida! Nie widzimy jednak pinu, The Advocate wie, że musi to skończyć tu i teraz.. czeka chwilę aż Nathan wstanie.. Objection! Przypina: 1.. 2.. 3-.. dalej nic! David uderza pięścią w matę, wstaje i kieruje się do narożnika.. czeka na swojego przeciwnika, aż ten wstanie.. po chwili rusza w jego kierunku i chce go podnieść.. Calf Kick go zaskakuje! Otunga się cofa.. Roundhouse Kick od Nate'a! Nie! The Harvard Hammer łapie go za nogę, odrzuca ją, Nathan Martin robi obrót i trafia prosto w ramiona Otungi.. The Verdict! Jednak nie! Psycho Leaf daje radę się wydostać, spada na na obie nogi, ale impet powoduje u niego ból.. The Advocate wykorzystuje sytuację i ponawia The Verdict! Tym razem udane! Mamy przypięcie: 1.. 2.. 3! To koniec! David wygrywa starcie, ale musiał się chwilę pomęczyć.<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">PITAGORAS TWIERDZI, ŻE MIKE BRUTAL ŚMIERDZI</span></span></span></div>
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera zagląda do biura General Managera Colosseum. Ted DiBiase Jr. siedzi za biurkiem, przeglądając kilka dokumentów. Po drugiej stronie stoi Sara Rojas.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Sara Rojas:</span> Chciałam tylko upewnić się, że wszystko zostało dopięte.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ted odkłada dokumenty i spogląda na nią z lekkim uśmiechem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Sara, jeśli chodzi o interesy, to zawsze doprowadzam je do końca.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Sara Rojas:</span> Czyli możemy działać zgodnie z planem?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Dokładnie tak.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Sara przez moment patrzy na Teda, po czym kiwa głową i rusza w stronę drzwi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Sara Rojas:</span> W takim razie wszystko jasne.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Jestem pewien, że warto na to chwilę poczekać.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Sara opuszcza biuro. Ted jeszcze przez chwilę spogląda w stronę zamkniętych drzwi, po czym spokojnie wraca do dokumentów.</span><br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><a href="https://youtu.be/BwnmKVN_2r4?si=8Cx4afNmKK-rII78" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Dad's Gonna Kill Me</a> wybrzmiewa na arenie, a ten kto oglądał Heatwave wie, że oznacza to pojawienie się jednego z najnowszych nabytków LPW! Młody Wallace wychodzi powoli na rampę, z uśmiechem rozglądając się po zebranych na hali fanach. Ci witają go ogromnym dopingiem, nic dziwnego - to w końcu syn Wesa Wallace'a! James poprawia skórzaną kurtkę i zafascynowany rusza do ringu, cały czas obserwując to co dzieje się dookoła niego. Po kilkunastu sekundach dociera do ringu, który obchodzi i zmierza w okolice stolika komentatorskiego... Na który wskakuje i zaczyna podburzać publiczność do jeszcze głośniejszej reakcji! No trochę chyba go poniosło, ale nie zmienia to faktu, że Houston dosłownie je mu z ręki i przystaje na prośbę młodego zawodnika, reagując jeszcze mocniejszym cheerem! Zadowolony z siebie James potakuje głową, po czym zeskakuje ze stołu i prosi pracownika technicznego o mikrofon, z którym wtacza się do ringu pod dolną liną. Praktycznie całe trybuny zaczynają śpiewać refren jego piosenki wejściowej, a młodzieniec pozwala im na to, odsuwając się do narożnika i opierając się o niego. Po chwili jednak refren się kończy, a muzyka zostaje wyciszona.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James Wallace:</span> Już rozumiem starego... *uśmiech, odpycha się od narożnika i przechodzi na środek ringu* Nie ufałem mu, ale... Nie odbierzcie mnie źle - zawsze wiedziałem, że to coś niesamowitego. Jednak przeżyć to na własnej skórze, *przeczesuje włosy* to zupełnie inna bajka! Uderza muzyka, słyszysz poruszenie wśród publiczności... I nagle wszystko inne przestaje mieć znaczenie. *uśmiech, publika w Houston reaguje głośnym cheerem* Chyba nie muszę się przedstawiać co? *Chanty NO! NO! po których następuje również "Welcome James!"* Nie no, proszę was... Musiałbym nie być synem swego ojca, żeby pozbawić tej przyjemności nie tylko was, ale i samego siebie! *Uśmiech* Nazywam się James Wallace! *cheer* Możecie mnie kojarzyć głównie z tego, że jestem synem Wesa. *śmiech* Tylko, kurwa... *krótka pauza* Nie zamierzam być po prostu "Synem Wesa". Jestem tu, bo chcę napisać własną historię. Jestem tu, ponieważ jest mi to przeznaczone. *zawiesza na chwilę głos* Jestem tu, by nazwisko Wallace od razu przywodziło na myśl jedną osobę - mnie! *cheer, James patrzy w kamerę* Wybacz staruszku. *spogląda z powrotem na zgromadzoną publiczność* Houston! Do tej pory widzieliście zaledwie UŁAMEK moich możliwości. Ale, spokojnie. *James poprawia skórzaną kurtkę* Mam ochotę dać wam kolejną próbkę tego na co mnie stać. W tym ringu. W tej chwili! *wielka wrzawa na trybunach* Może znajdzie się jakiś chętny, co? *spogląda w stronę stage'u i opuszcza mikrofon*<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ff4136;" class="mycode_color">Singles Match</span></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James Wallace vs Dale Rucker</span></div>
<br />
Wybrzmiewa gong, zawodnicy momentalnie spotykają się na środku ringu i zwierają się w klasycznym klinczu. Rucker jednak wykorzystuje swoją przewagę fizyczną i spycha młodego do narożnika, na co sędzia reaguje odliczaniem. Big Rig przetrzymuje jednak chwyt, doczekując magicznej liczby 4, a następnie odpuszcza i zadowolony z siebie przechodzi na środek ringu, zapraszając małolata na kolejną rundkę. Ten tylko się uśmiecha i ochoczo przystępuje do kolejnego zwarcia. Jednak nie! W ostatniej chwili przechodzi pod ręką tirowca za jego plecy, a następnie chwyta go w Headlock, w którym trwają przez chwilę, jednak Dale bez żadnych skrupułów stompuje stopę Jamesa, przez co ten puszcza uchwyt i teraz to on zostaje zamknięty w Headlocku! Siłują się chwilę, James łapie za ręce oplatające jego głowę i próbuje je rozerwać. Nie przynosi to jednak oczekiwanego skutku, Rucker napina się i ponownie dociska ręce do głowy Wallace'a. Kilka chwil później ten stosuje inną taktykę i przepycha rywala na liny, przy pomocy których wypycha go na przeciwległą stronę ringu. Kierowca ciężarówki odbija się i wraca z mocnym Shoulder Blockiem, posyłając Wonderkida na deski! Następuje klasyczny motyw walki wrestlingowej - Dale odbija się od lin, James rzuca mu się pod nogi, zawodnik będący do tej pory w kontroli przeskakuje nad nim i odbija się po drugiej stronie nabierając prędkości, Wallace wstaje i przeskakuje nad nim Leap Frogiem, a przy następnym spotkaniu w centrum ringu częstuje go Hip Tossem! Gdyby ktoś nie wiedział, nazywa się to International Spot! Publika nagradza tą akcję głośnym cheerem, a rozochocony James dokłada jeszcze Running Senton! I mamy próbę pinu! 1... Kick Out! Wallace podnosi się, pozwala na to samo przeciwnikowi i wykonuje Knee Lift, po którym automatycznie dokłada jeszcze Knee Smash Facebuster, rusza na liny, napędza się przy ich pomocy i potężnym Discus Lariatem zwala ponownie oponenta z nóg! Pin! 1...2... Kick Out. No, ale chyba już dłużej tego nie będziemy ciągnąć - Wonderkid odsuwa się do narożnika, a gdy tylko Big Rig wstaje, otrzymuje Hellraiser! A jednak nie, mamy unik, James teraz ma za plecami rywala... Back Kick! Prosto w brzuch! Rucker pochyla się, ale od razu zostaje wyprostowany Chest Kickiem, do którego zostaje dołożony jeszcze Back Elbow! Syn swego Ojca od razu łapie rywala w odpowiedni sposób i dokłada Chain Reaction! No teraz to już na pewno nie przedłużamy! Po kilku sekundach widzimy kolejną próbę Hellraisera - tym razem udaną! Ulubieniec publiczności sam podnosi Ruckera, po czym wykańcza go przy pomocy Blackway Drive! 1...2...3... Koniec! James Wallace odnosi zwycięstwo w swoim debiucie na Colosseum!<br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera zagląda do szatni Zygmunta Butli. Polak siedzi samotnie przy stole, na którym leżą: koślawy odlew z wosku wykonany przez Cyclone'a Diallo oraz fragment złotego medalionu znaleziony w tajemniczej kopercie. Zygmunt raz po raz przykłada je do siebie, próbując znaleźć jakieś logiczne wyjaśnienie całej sytuacji.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> No podobne jest, nie powiem... ale jakbym po pięciu piwach narysował koło od roweru, to też by pewnie wyszło podobne. Wróżbita, medalion, tajemnicze koperty... jeszcze tylko brakuje, żeby mi ktoś powiedział, że jestem zaginionym księciem i mam odziedziczyć pół Rumunii.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie rozlega się pukanie do drzwi. Zygmunt szybko zgarnia medalion ze stołu i spogląda w ich kierunku. Do środka wchodzi <a href="https://i.imgur.com/CLt7s8l.png" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">elegancko ubrany mężczyzna</a>.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> O, proszę. To pan od podsłuchiwania pod drzwiami, którego widziałem oglądając galę w telewizji. Jak już mnie śledzisz, to mogłeś chociaż przynieść piwo.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???:</span> Nie śledzę pana. Obserwowałem jedynie, czy przesyłka trafiła do właściwej osoby. Nazywam się Emil Ciureja. Reprezentuję rodzinę Ciureja.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mężczyzna spogląda na fragment medalionu trzymany przez Zygmunta.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Emil Ciureja:</span> Ten przedmiot nie znalazł się tutaj przypadkiem. To część rodzinnego medalionu, wykonywanego wiele lat temu dla jednego z członków naszego rodu. Został podzielony na dwie części. Jedną posiada pan. Druga od lat znajduje się w rękach rodziny.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Czyli jednak nie wygrałem złota w jakimś konkursie?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Emil nie reaguje na żart. Wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki fotografię i kładzie ją na stole. Przedstawia ona drugą połowę identycznego medalionu. Zygmunt powoli przykłada do zdjęcia posiadany fragment. Oba elementy idealnie tworzą jeden wzór.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Emil Ciureja:</span> Od pewnego czasu zbieramy informacje na temat Zygmunta Szewczyka. Daty, miejsca, okoliczności pana dzieciństwa. Jest ich zbyt wiele, żeby mówić o zwykłym przypadku.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Chwila... czego wy właściwie ode mnie chcecie?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Emil Ciureja:</span> Odpowiedzi na dokładnie to samo pytanie, które powinien zadać sobie pan. Istnieją poważne podstawy, by sądzić, że Zygmunt Szewczyk nie jest tożsamością, z którą przyszedł pan na świat.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Humor momentalnie znika z twarzy Butli.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Dobra... teraz to już przestało być zabawne.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Emil Ciureja:</span> Dlatego potrzebujemy pewności. Badanie DNA zakończy wszystkie spekulacje. Rodzina posiada materiał porównawczy.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Trzydzieści sześć lat nikt mnie nie szukał, a teraz nagle pojawia się facet w garniturze, daje mi pół medalionu i chce mojej śliny albo krwi? Wybacz, ale miałem w życiu lepsze oferty. Nawet pod monopolowym.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Emil Ciureja:</span> Nie oczekuję odpowiedzi dzisiaj.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mężczyzna kładzie na stole wizytówkę obok fotografii medalionu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Emil Ciureja:</span> Człowiek, którego reprezentuję, czekał na możliwość poznania prawdy przez bardzo długi czas. Kiedy będzie pan gotowy, numer jest na wizytówce.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Emil odwraca się i opuszcza pomieszczenie. Zygmunt przez kilka sekund siedzi bez ruchu. Następnie ponownie przykłada fragment medalionu do fotografii, po czym zerka na woskowy odlew Diallo.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Mekambe, cmentarz w 2100... a teraz jeszcze to. Ja pierdolę, ten czarodziej naprawdę zaczyna mnie niepokoić.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Butla bierze wizytówkę. Przez moment wygląda, jakby chciał ją wyrzucić, ale ostatecznie chowa ją do kieszeni. Kamera zatrzymuje się na leżących obok siebie woskowym odlewie oraz fragmencie medalionu, po czym obraz powoli gaśnie.</span><br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wracamy do ringu, gdzie znajduje się już Renee Paquette, a także debiutujący w LPW Michał Pawlak.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Renee Paquette: </span>Panie i Panowie, za moment ten oto człowiek stoczy swój pierwszy pojedynek w LPW. Michał, czy czujesz się pewny swego przed starciem z Thorem?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Michał Pawlak: </span>No raczej! Podobno typ waży 200 kilo. Taka gruba świnia, to pewnie nawet nie wejdzie do ringu! Dawać go, zara dostanie wpierdol!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie wybrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=nVcwNS2yk-g" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ten theme song</a>, a już po kilku sekundach oczom widzów ukazuje się gigantyczny Norweg. Zdecydowanie nie przypomina on "grubej świni", jaką wyobrażał sobie Pawlak. Pewnym krokiem zmierza w stronę ringu. Wyraz twarzy Michała diametralnie się zmienia - jeszcze przed momentem wyglądał jak najodważniejszy wojownik na tej planecie, a teraz przypomina raczej skazańca prowadzonego na egzekucję. Z trudem przełyka ślinę, gdy Thor wchodzi na krawędź ringu, a następnie przekracza liny, z łatwością przechodząc nad najwyższą. Renee w międzyczasie opuszcza ring.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ff4136;" class="mycode_color">Singles Match</span></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Thor vs Michał Pawlak</span></div>
<br />
Arbiter daje znak do rozpoczęcia walki. Niemal od razu po gongu Pawlak próbuje spierdalać z ringu, jednak będąc pomiędzy linami zostaje przechwycony przez Thora, który wciąga go z powrotem do środka. Następnie częstuje zawodnika z Krakowa serią ciosów w brzuch, po których Michał cofa się w stronę narożnika. Tam Thor wymierza mu potężny Headbutt. I jeszcze jeden! Polski Młotek osuwa się do pozycji siedzącej, zaś zawodnik z Norwegii decyduje się wziąć rozbieg, po którym wykonuje Facewash! Pawlak osuwa się na matę, po czym postanawia wyturlać się poza ring. Wiking natychmiast rusza za nim. Wygląda na to, że z ucieczki niewiele wyjdzie, bowiem Destroyer from North szybko przechwytuje rywala, a następnie z łatwością ciska nim o stalowe schody! Te aż się przesuwają pod wpływem tego uderzenia, zaś Thor nie zamierza tracić czasu, tylko od razu podnosi rywala, po czym uderza jego głową o krawędź ringu. Na tym się nie kończy - mamy wyniesienie w górę i już po chwili El Pawlako zostaje rzucony plecami na apron! Norweg następnie wpycha go z powrotem do ringu pod linami, po czym sam wraca do środka. Pawlakowi ledwo udaje się pozbierać, a już zostaje złapany w Pumphandle Hold, po którym Thor aplikuje Norway Driver 2! Pawlak zatrzymuje się pod linami, a gigant z Bryne łapie go, po czym wynosi w górę pod Canadian Backbreaker. Mija kilka sekund, po czym Thor opada na kolana, wykonując Ragnarok! Pin wydaje się być formalnością. 1....2...3! Tak, to koniec tego starcia!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po wygranej, Thor czeka aż rywal zostaje wyniesiony z ringu i bierze mikrofon</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Thor: </span>Co to było? Sesja treningowe z manekinem? Jeżeli tak mają wyglądać rywale rzucani przeciwko mnie, to uznaję to za żart. Żarty, który ma mnie urazić. *zaczyna krążyć po ringu*  Jestem wojownikiem kompletnym, przygotowanym do walki, zdolnym mierzyć się z każdym rzuconym mi mięsem. Ale mięso musi wykazać jakąkolwiek wolę walki. Mam rację? To jest arena, a ja jestem wojownikiem chcącym zdobywać i podbijać. Jestem zdolnym kruszyć kości, łamać wolę i sprowadzać do parteru każdego, kto tu stanie. Ale na litość boską, niech to będzie ktoś godny walki ze mną. Możecie dać mi któregoś z tych zapijaczonych wąsaczy kręcących się po zapleczu, albo któregoś z tych mało zabawnych i napiętych do granic możliwości fajtłapów co pomylili wybieg modowy z ringiem. Nie jestem jednym z nich, jestem łowcą, wojownikiem północy. Potrzebuję agonalnych jęków moich oponentów i zapachu ich strachu. To jest prawdziwa esencja walki, dominacja. Taka, która pozostawia trwałe ślady w psychice, ta przez którą słabi chłopcy muszą chodzić do psychologa i jeść prozak. Dominacja psychiczna i fizyczna. Tylko to się liczy w ringu. Pełen podbój. Każdy kto chce, może w tym momencie przyjść tutaj i stać się kolejną ofiarą, która za życia trafi do Helheimu, podczas gdy ja zasiądę do kolejnej uczty w Valhalli. Tu jest ring i tu jest miejsce na walkę i show.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wraz z ostatnim wypowiedzianym przez Haraldssona słowem rozbrzmiewa <a href="https://youtu.be/tFRXyGDs3QE" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ten theme song, a na titantronie wyświetla się to</a>. Po chwili na arenę wychodzi Fenrir pewnym krokiem, w ręku ma mikrofon, ubrany jest w <a href="https://i.postimg.cc/bNNcdtw6/8c2f93b8-8d67-44c5-b227-593db63b22aa.jpg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">swój gear</a>. Staje on na chwilę na rampie i napawa się widokiem, ale i jakby zapachem areny i atmosferą, która na niej panuje. Po chwili, po kilkunastu sekundach kiedy theme song przycicha, Fenrir podnosi mikrofon do "ust"..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Fenrir:</span> *ruszając w stronę ringu* Gratulacje wojowniku! Imponujące to było, ta siła, ta szybkość.. Czy to nie niesamowite, że dwóch wielkich norweskich zawodników debiutuje w tym samym momencie? Mi się wydaje, że to nie był przypadek. Chociaż nie.. nie wydaje mi się. Jestem pewien, że to nie jest przypadek. Widzisz, Thor, sądzę tak dlatego, że.. jesteśmy sobie przeznaczeni. Zwróciłeś moją uwagę nie tylko tym jak walczysz, ale też tym kim obnosisz się, że jesteś. *wchodzi po schodkach* Jest taki jeden szczegół.. uznajesz się za kolejnego boga piorunów, ja zaś jestem personifikacją bestii, która zgładziła w mitologii jego ojca, Odyna - co oznacza, że nie straszny mi jest żaden bóg. *przechodzi przez liny* Roztaczasz aurę wielkości, wchodzisz do tego ringu z pewnością, miażdżysz swego przeciwnika - i chwała Ci. *staje naprzeciw Haraldssona i patrzy mu głęboko w oczy, Fenrirowi oczodoły zapalają się na czerwono* Natomiast nie pomyślałeś o jednym - o tym, że obiorę sobie Ciebie za cel. Będziesz idealny żeby pokazać wszystkim, że nie żartuję.. wikingu..<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Status quo utrzymuje się przez chwilę między obydwoma zawodnikami, obaj patrzą na siebie intensywnie, ale po chwili Thor musi opuścić ring. Nie spuszcza on jednak wzroku z Fenrira, i vice versa, bo ten się odwraca i też śledzi wzrokiem swojego prawdopodobnego przyszłego przeciwnika. Kamera pokazuje nam raz idącego po rampie Haraldssona, a raz Fenrira, który powoli się rozgrzewa i czeka na swojego oponenta.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ff4136;" class="mycode_color">Singles Match</span></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Fenrir vs Preston Steele</span></div>
<br />
Po kilku minutach walki... Kamera pokazuje nam teraz ring, w którym to Fenrir znęca się nad Prestonem Steelem. Zamaskowany zawodnik ściska z całej siły za kaptury siedzącego na środku ringu Prestona. Widać na jego twarz wielki grymas bólu, a sędzie upewnia się, że Amerykanin chce cały czas kontynuować walkę. Ten nie rezygnuje i zaczyna się powoli podnosić. Wypłaca szybki łokieć na korpus przeciwnikowi, ten puszcza uchwyt. Dokłada do tego dwa kolana na brzuch, odbija się od liny… Ale Cold Giant chwyta go za gardło… I mamy Chokeslam Backbreaker! Steele nawet nie ma czasu złapać się za plecy, Fenrir od razu przykrywa go swoim ciałem. Pin. 1… 2… Kickout! Zawodnik z Philadelphi cały czas się nie poddaje! Zawodnik z Jotunheim podnosi rywala na równe nogi i kilkoma punchami na głowę zaprowadza rywala do narożnika. Sam idzie do przeciwnego. Chyba za chwilę zobaczymy mocną akcję. Running Corner Clothesline?! Nie! Legacy Breaker ucieka spod toporu! Chwilę jeszcze dochodzi do siebie i przechodzi do ofensywy. Dropkick, Fenrir pozostaje na nogach, ale się cofa i odbija od liny, a The Rebel One dokłada Spinning Heel Kick. Nordycki wojownik chwieje się na nogach, a Preston dorzuca jeszcze szybki Codebreaker, którym już udało mu się go powalić na ziemię. Amerykanin cały czas nie odpuszcza. Wchodzi szybko na narożnik. 450 Splash? Connected! Pin! 1… 2… Fenrir tak silnie odpycha przeciwnika, że aż podbija Seele`a do góry. Amerykanin podbiega i nie chce dać mu szansy na odpoczynek. Zasypuje go serię punchów na głowę, ale Norsk Warewolf nic sobie z tego nie robi. Odpycha Prestona, ten odbija się od lin… I zostaje ścięty z nóg potężnym Thorheim! Pin! 1… 2… To jeszcze nie koniec! Zamaskowany zawodnik zdaje się mieć dość tej walki i sygnalizuje, że będzie chciał ją teraz zakończyć. Steele powoli podnosi się przy pomocy lin, Fenrir wynosi go na barki… Helheim!? Nie! Zawodnik z Philadelphi ogarnął co się święci, wypłaca rywalowi łokcie w głowę, a ten go opuszcza na ziemię. Fenrir przyklęknął na jedno kolano, Preston odbija się od liny… Ale zgarnia Ymir`s Fury! Potężny Spinebuster wbija go w matę. Cold Giant napina się teraz mocno w stronę publiczności, a ci dają mu znać, że podoba im się ta walka. Steele podnosi się już przy pomocy lin. Fenrir odwraca się do niego, wykręca jego rękę. The Calamity! Tak jest, Preston aż przekręcił się przez bark na brzuch z impetu tej akcji! Pin! 1… 2… 3! Fenrir zwycięża w tej walce!<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">REKLAMA BUTÓW SYCYLIJSKICH Z DOMIESZKĄ BETONU</span></span></span></div>
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się do szatni Jaya DiMateo, ten ma chyba mieszany humor, w każdym razie dość głośno i porywczo rozmawia z kimś przez telefon.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo: </span>Jaka ciotka Eleonora?! Jak siedziałem u niej na kolanach...co? Co mi dawała? Możesz do mnie mówić jaśniej i przestań chociaż przez chwilę skamleć, bo nic nie rozumiem...*dłuższą chwilę słucha swojego rozmówcy/rozmówczyni* Okej, okej. Dobra. Tak, przyjadę.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jay rozłącza się i wygląda na dziwnie zadowolonego, w tym momencie słychać pukanie do drzwi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> Kogo tam znowu niesie?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nepo Baby otwiera drzwi, a w nich pojawia się nie kto inny, jak Bret Hart! Przypomnijmy, że Hart trenował przez chwilę Jaya.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo: </span>O, a to Ci niespodzianka. Pana to się tu nie spodziewałem.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Bret Hart: </span>Pamiętaj mój drogi, że jestem jak hiszpańska inkwizycja. *zadowolony ze swojego żartu*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> Jaka znowu hiszpańska inwigilacja?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Bret Hart:</span> *rozczarowany* Nieważne. Chociaż nie, nie. Trzeba edukować młodzież. Monty Python, mówi Ci to coś?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo: </span>Yyy...zaraz, zaraz. Monte to w sumie jadłem jak byłem mały. Tylko ja nigdy nie mieszałem, kumasz? Swoją drogą wiesz, że ciotka Eleonora umarła i dostanę po niej spadek? *patrzy na Breta z wrogością* Tylko nie mów mi proszę, że po to przyszedłeś.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Bret Hart:</span> Nie, nie po to. Nie interesują mnie twoje pieniądze. Jestem tu, bo ktoś musi z Tobą porozmawiać, a wiem, że jest większa szansa, że posłuchasz się mnie, niż swojego ojca, czy swojej psychiatry. Przed Tobą kluczowe starcie z Shio. Jak przegrasz, to możesz naprawdę szybko polecieć, bo uwierz mi RVD nie będzie tu trzymał kogoś tylko dlatego, że jego tatulek ma jakieś wpływ. DiBiase tym bardziej. Natomiast jeśli wygrasz...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo: </span>Oczy...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Bret Hart: </span>Nie przerywaj mi, chłopcze. Jeśli wygrasz, to masz szansę na naprawdę dobry start. Wiem, że na Colosseum jest sporo utalentowanych wrestlerów, ale większość z nich walczy dopiero o ugruntowanie swojej pozycji. To twoja szansa, więc proszę Cię - pokaż im to, co pokazywałeś u mnie na treningach. Pokaż im, że jesteś nie do zdarcia. Pamiętasz, jak walczyłeś z tym łysolem?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> W sensie z tym, co miał udawać Goldberga i całą walkę próbował mnie załatwić superkickiem? Trudno o tym zapomnieć.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Bret Hart: </span>*ma chyba fleshbacki* Oj, tak. Nie da się o tym zapomnieć! Ktoś taki nie powinien wychodzić w ogóle do ringu, był zagrożeniem nie tylko dla siebie, ale też dla każdego swojego przeciwnika. Zresztą to był tylko twór. Coś co miało się sprzedać, a głupi lud niestety to kupił.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo: </span>Ty teraz mówisz o prawdziwym Goldbergu, czy o tym udawanym?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Bret Hart:</span> *robi się czerwony i krzyczy* GOLDBERG NIGDY NIE BYŁ PRAWDZIWY. TO BYŁ KOMERCYJNY WYMYSŁ. *próbuje ochłonąć* Zaraz, zaraz...ja tu przyszedłem w zupełnie innej sprawie. Tak, tak...twoja walka z Shio, tak? Skup się proszę na tym w czym jesteś dobry. Męcz go, dręcz, spraw żeby każdy kolejny cios musiał przeanalizować. Uwierz mi, że zobaczyłem w Tobie potencjał nie bez powodu. Naprawdę masz umiejętności, masz szanse być niczym kolejny...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> Shawn Michaels?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Bret Hart: </span>Może nie do końca o niego mi chodziło, aczkolwiek...nie można sukinsynowi odmówić, w ringu był wybitny. Może nie tak dobry, jak chociażby...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> *udaje, że jego telefon dzwoni* Oj, wybacz mi, ale muszę odebrać. Wiesz, pogrzeb ciotki i te sprawy.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jay udaje, że zaczyna z kimś rozmawiać przez swojego SAMSUNGA, Bret Hart kręci głową z niedowierzania, a następnie obraz z kamery urywa się.</span><br />
<br />
<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Earlier This Week</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do jednego z lokali, znajdujących się w Houston. Przy jednym ze stolików zauważyć możemy elegancko ubranego mężczyznę o długich, ciemnych włosach. Na stoliku stoi szklanka, w której dostrzec możemy jeszcze blisko połowę zawartości. On wygląda natomiast na dość mocno zamyślonego. W pewnym momencie lekko się odwraca, kątem oka dostrzegając obserwujący go obiektyw kamery. Okazuje się być nim debiutującym już na najbliższym Colosseum - Luis Borges.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Luis Borges:</span> Moja droga była niezwykle długa, kręta oraz pełna ślepych zaułków. Długie oczekiwania zaprowadziły mnie ostatecznie do miejsca, które może zapewnić mi spełnienie wszelkich marzeń. Jest nim Legion Pro Wrestling, które nie jest dla mnie wyłącznie kolejną szansą. To miejsce, w którym z dumą będę mógł reprezentować moją ukochaną ojczyznę. Portugalia to miejsce, które wykreowało wiele wielkich osobowości. Są to ludzie, którzy na przestrzeni lat udowadniali swoją wartość, zapisując się w historii oraz godnie reprezentując nasze rodzinne strony.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Luis zerka kątem oka na stojącą przed nim szklankę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Luis Borges:</span> W przeciwieństwie do wielu osób, nie zamierzam walczyć wyłącznie dla blasku fleszy. chcę każdym kolejnym występem udowadniać, że nie stoję w miejscu. Nie zatrzymuję się i stale się rozwijam. Uczę się, wyciągam wnioski z każdego występu, który zapewnia mi bardzo cenne doświadczenie. Żyję z wiarą, że człowiek uczy się przez całe życie i zamierzam z tego przywileju korzystać, ile tylko mogę. Dlatego nie chcę zatrzymywać się na tym, czego udało mi się nauczyć. Z każdym kolejnym dniem chcę stawać się coraz lepszą wersją siebie. Chcę z każdym mijającym dniem stawać się bardziej kompletnym wojownikiem, którego duch stanie się znany całemu światu. Każdy, kto stanie ze mną w ringu, nie będzie wyłącznie kolejnym rywalem. Będzie testem mojego charakteru, siły oraz tego, jak wiele jestem w stanie znieść. Jak wiele jestem w stanie przyjąć, aby powstać i walczyć dalej. *spogląda prosto w obiektyw kamery* Możecie być pewni jednego. Nie odpuszczam i jest to coś, co nie jest hasłem, którym zamierzam rzucać na lewo i prawo. Jest to coś, co cechuje mnie nie tylko jako człowieka, ale także jako wojownika, który może skonać, ale będzie walczyć do końca. I to zamierzam udowodnić wszystkim na Colosseum w walce z Mario Paterdą, który zapewne przebył równie długą i krętą drogę co ja, ale niestety trafił on na kogoś, kogo pokonanie może być dla niego zadaniem niewykonalnym.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery gaśnie.</span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/0YeExQZ.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 0YeExQZ.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/LBr7kECsjcQ" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Heatwave już za nami, a przed nami kolejna edycja Colosseum! Theme song wypełnia arenę, a kamera ukazuje entuzjastycznie reagującą publiczność, a także komentatorów, którzy tym razem...niczego państwu nie przekażą!</span><br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do ringu, który pokryty jest czarną matą. W środku widzimy jedynie trzy krzesła w tym samym kolorze, a to może oznaczać tylko jedno... Pora na zapowiadane "Angry Chairs"! Fani z Houston są bardzo głośni, ale prawdziwa wrzawa wybucha dopiero teraz… <a href="https://www.youtube.com/watch?v=IpEXM1Yziws&amp;list=RDIpEXM1Yziws&amp;start_radio=1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ANGRY CHAIR</a>! Już przy pierwszych dźwiękach gitary na rampie pojawia się Wes Wallace, który po kilku krokach zatrzymuje się i ogląda po zgromadzonej widowni. Następnie Lone Rider przy wciąż niesłabnącym cheerze publiki kieruje się w stronę kwadratowego pierścienia, gdzie odbiera mikrofon i zasiada na krześle w centrum ringu. Zawodnik z Houston nasłuchuje jeszcze chwile śpiewu fanów, którzy w dalszym ciągu zdzierają gardła przy refrenie utworu wejściowego Wallace'a, po czym Wes ręką wskazuje, że potrzebuje ciszy. W tym momencie muzyka wyłącza się, a Man of Mayhem bez zwlekania przykłada mikrofon do ust...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wes Wallace:</span> Witam wszystkich w... *chwila namysłu* drugiej w historii edycji "Angry Chairs"! *cheer* Wiele się działo w moim mieście przez ostatnie tygodnie, prawda? *cheer* Znacie mnie jednak i wiecie, że jestem człowiekiem konkretnym. Nie będzie więc dzisiaj wspominek z konfrontacji z Axelem i Jose. Oni po tym co się wydarzyło na pewno sami będą wam mieli cholernie wiele do powiedzenia podczas następnego Elysium... Nie będę poruszał także tematu swojego syna... *olbrzymi cheer, Wes z uśmiechem kręci głową* Wprowadziłem go tu, przedstawiłem, wspólnie obejrzeliśmy jego pierwszą walkę i teraz tylko OD NIEGO zależy, jak to wszystko poprowadzi. To JEGO kariera, to będą JEGO decyzje. Na tą chwilę moja misja dobiegła tu końca. *chanty James Wallace, Wes ponownie się uśmiecha, po czym wskazuje ręką, że potrzebuje ciszy* Dzisiaj przyszedł czas dopełnić trylogii gal w Houston, a także moich obecnych występów w LPW. *ogromny zawód widowni, Wes wzrusza ramionami z lekkim uśmieszkiem* Moich dzisiejszych gości znam osobiście od lat, dzieliliśmy wspólnie szatnię, staliśmy w jednym ringu. Jestem przekonany, że nie będziecie zawiedzeni... W końcu nie poświęciłbym swojego czasu na byle kogo.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wes ogląda się w stronę rampy... <a href="https://youtu.be/BSNb1LXXk40?si=c9dnSeBbG0dchud7" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">LE MANU!</a> Ależ wrzawa na trybunach! Buczenie miesza się z chantami "ZA-MO-RA! ZA-MO-RA!". Mimo tego, co Ben zrobił podczas Heatwave, spora rzesza fanów jest po prostu wniebowzięta jego powrotem! Sam zainteresowany wychodzi z zaplecza ubrany w TAKĄ koszulkę oraz ciemnoniebieskie jeansy, przystaje na chwilę na rampie i chłonie reakcję publiczności. Zamyka powoli oczy wsłuchując się w reakcję publiczności, co sprawia, że na jego ustach pojawia się lekki uśmieszek. Po chwili rusza do ringu, do którego wsuwa się pod dolną liną i staje naprzeciw Wesa, patrząc na niego przez kilka długich sekund... Po czym podaje mu rękę na przywitanie i mówi coś w jego kierunku z szerokim uśmiechem. The Highwayman odpowiada tym samym, następnie wskazuje Zamorze na jedno ze stojących w ringu krzeseł, które ten z szerokim uśmiechem zajmuje. Muzyka powoli cichnie, publiczność chwilę po niej.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wes Wallace:</span> Ben, zapamiętałem Cię jako absolutnego tytana ciężkiej pracy. Byłeś ważną osobą w szatni, budziłeś respekt każdego i miałeś ogromne aspiracje, aby stać się kimś WIELKIM, dojść na sam szczyt... I obaj doskonale wiemy, kto tam na Ciebie czekał. *uśmiech* Nie będę ukrywał, Ben. Wiem jaką masz misję i cel. *wskazuje na siebie, po czym na Zamore* Dla takich jak my, jest to po prostu coś normalnego. Nie mam zamiaru jednak o tym opowiadać, wchodzić Ci w słowo... A jako że sam cholernie doceniam ciężką pracę... Pora to ukazać. *Wes wyciąga z wewnętrznej kieszeni kurtki kartkę* Po powrocie skontaktował się ze mną pewien stary znajomy. Pogadaliśmy, dostał mój numer, spytał o plany, a kilka dni temu opowiedziałem mu, z kim spotkam się podczas Colosseum w Houston. Był WYJĄTKOWO podekscytowany... A niedługo później wysłał mi to. *wskazuje na kartkę* Kurwa, no skłamałbym mówiąc, że dokładnie to. Było tego kilka kartek więcej. *śmiech widowni* Musiałem więc poprosić o znacznie, ale to ZNACZNIE krótszą wersję... W końcu czas antenowy nie zna litości. *Wes uśmiecha się, odchrząkuje, spogląda na kartkę i zaczyna czytać* "Ben, zadebiutowałeś kilka lat temu w WCW podczas walki z Maxwellem Ransomem... *śmiech widowni, która od razu domyśliła się, że to słowa Paddy'ego Jacksona, Wallace sam podrywa kąciki ust, jednak po chwili kontynuuje* ...z którym to wygrałeś w kilkanaście sekund. Niszczyłeś następnie kolejnych przeciwników, dominowałeś ich, byłeś nie do zdarcia. Szybko wspiąłeś się w hierarchii i tylko kwestią czasu wydawało się, aż dotrzesz na szczyt. Wszyscy oczekiwali na konfrontację z Wesem Wallacem, do której w końcu musiało dojść, jednak plany pokrzyżowała twoja bardzo poważna kontuzja. Powiedz, czy ze zdrowiem już wszystko w porządku i przez ostatnie lata nie było żadnych problemów? Czy wierzysz, że tym już razem uda Ci się udowodnić, że jesteś najlepszy? I przede wszystkim... Dlaczego Kenny?" *Wes odkłada kartkę i spogląda na Zamore*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ben Zamora:</span> *podnosi mikrofon do ust* Przede wszystkim - witaj Wes. To wszystko co przed chwilą padło z Twojej strony... To całkowita, niepodważalna prawda. Byłem w drodze na szczyt. Byłem gotów zrobić wszystko, by tam dotrzeć. Byłem również w stanie dostrzec kto czeka na mnie na samej górze... *uśmiecha się lekko w kierunku Wesa* A potem wszystko mi zabrano. To nie tak miało być, nie tak miało wyglądać, nie tak miało się potoczyć! Ta pieprzona kontuzja sprawiła, że stałem się tylko kolejnym niespełnionym talentem, zmarnowanym przez kontuzje potencjałem... Ale teraz... Tak Wes, jestem całkowicie czysty. *wielki cheer od publiczności* Myślisz, że dlaczego po tylu latach trzymania się na uboczu wróciłem? Ponieważ lekarze w końcu mi na to pozwolili. *wzrusza lekko ramionami* Każdy miesiąc wiązał się z kolejną wizytą u lekarza, każda z nich dawała mi nadzieję... A potem każda z nich sprowadzała mnie znowu do szarej, kurewskiej rzeczywistości. W której nie jestem w drodze na szczyt. W której po prostu nie mogę zrobić wszystkiego, by tam dotrzeć. W której nie jestem w stanie dostrzec, kto czeka na mnie na samej górze... *Patrzy przez chwilę na Wesa w ciszy* Czy wierzę, że tym razem uda mi się udowodnić, że jestem najlepszy... *lekki śmiech* Ja WIEM, że tak będzie. Nie wróciłem do wrestlingu po to, żeby odcinać kupon za kuponem. Wróciłem by zdobyć szczyt. A co do Kenny'ego... Cóż, istnieje coś takiego jak łańcuch pokarmowy. A kto od początku powstania LPW stoi na samym jego szczycie? *uśmiech* To nic personalnego. Riddle po prostu zajmuje należne mi miejsce. Nie ma innego, prostszego sposobu by to zmienić, niż bezpośrednio zdetronizować uzurpatora. Mógłbym przepychać się łokciami po raz kolejny, pokazywać, udowadniać... Tylko... Jaki w tym sens? Jeśli mam stanąć na szczycie, to muszę pokonywać rywali którzy tak jak ja mają AMBICJE. Nie obchodzi mnie ich status prywatny, nie obchodzi mnie to czy mają rodziny, dzieci, żony... Interesuje mnie to, co pokazują wewnątrz tego ringu. By być najlepszym... Trzeba pokonywać najlepszych.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nawet jeśli Ben Zamora chciałby dodać coś jeszcze, to póki co nie będzie miał ku temu okazji. Na arenie rozbrzmiewa bowiem Evil Ways! Na stage wychodzi Kenneth Riddle, nie czekając na zostanie zapowiedzianym przez gospodarza programu. Sacramento Saint jest wyraźnie poobijany po wydarzeniach z Heatwave. Na wysokości żeber jest obwiązany bandażami, a jego nos jest lekko opuchnięty, ale hej - powinniście zobaczyć, jak wygląda Ryback! To znaczy… no możemy sobie tylko wyobrazić. W każdym razie, Riddle zmierza do ringu, wpatrzony w Bena Zamorę. Po wejściu do kwadratowego pierścienia The Icon na chwilę spuszcza wzrok ze sprawcy zamieszania z Hell in a Cell, aby przywitać się z Wesem. Po serdecznym uścisku dłoni Kenneth odbiera drugi mikrofon i siada na drugim krześle, przygotowanym specjalnie dla niego.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle:</span> W normalnych okolicznościach byłoby to całkiem miłe, nostalgiczne spotkanie *Kenny spogląda w stronę Wesa*. Moglibyśmy powspominać stare dzieje i ponarzekać, jakie to młode pokolenie jest beznadziejne, że na topie od dekady oglądamy w większości te same twarze. Ale nie może to tak wyglądać, bo postanowiłeś popełnić falstart, Ben *Riddle wskazuje palcem na Zamorę i trwa w tej pozie przez kilka sekund*. Nie zamierzam owijać w bawełnę, przez cały tydzień dominującą emocją w moim życiu była wściekłość. Byłem zły, że nie rozprawiłem się z Rybackiem w takim stylu, jak planowałem. Wkurzał mnie fakt, że od powstania LPW już kolejny raz dosłownie ocieram się o chwilę triumfu tylko po to, aby skończyć z gorzkim posmakiem braku satysfakcji… ale tydzień to dużo czasu. Przede wszystkim uświadomiłem sobie jedno. W ten czy inny sposób, Bitcherback zniknął z mojego życia i tylko to się liczy. Taki był mój cel przed Heatwave i właśnie to obiecałem mojej rodzinie. Także może styl nie do końca mi odpowiada, ale efekt został osiągnięty. Teraz mogę skupić się na Tobie, Ben, po tym jak bardzo jasno dałeś do zrozumienia, że skupiłeś się na mnie *The Icon poprawia swoją pozycję na krześle i ponownie patrzy głównie w kierunku Zamory*. To jest akurat ta jedna rzecz, o której nie rozmyślałem przez ostatni tydzień. Wręcz przeciwnie, od początku doskonale rozumiałem, dlaczego mnie zaatakowałeś. Dziś ostatecznie rozwiałeś resztki moich wątpliwości. Czy mi to pasuje? Absolutnie nie. Czy zamierzam coś z tym zrobić? JESZCZE JAK! Nie jestem na topie od wczoraj i przywykłem do życia z celownikiem na plecach. Ty też nie urodziłeś się dziś rano i powinieneś zdawać sobie sprawę, że należy ostrożnie wybierać swoje walki, nawet wśród najlepszych.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ben Zamora:</span> Za punkty stylu nie dostaje się nagród, Kenny. Pokonałeś Rybacka? Pokonałeś. Za 5 lat nikt nie będzie pamiętał, że stało się to z moją pomocą. Wszyscy będą jedynie pamiętać, że to TWOJA piosenka wybrzmiała po walce i to TWOJA ręka została uniesiona do góry w geście zwycięstwa. Także może zamiast wylewać gorzkie żale, po prostu mi podziękujesz? *uśmiech* Widzisz... Jeśli myślisz, że to co zrobiłem miało korzyść tylko i wyłącznie dla mnie, to jesteś zdecydowanie mniej inteligentny, niż sądziłem. Uwolniłem Cię. Dałem Ci szansę. Wręczyłem Ci klucz do kajdanek nałożonych przez Rybacka. Pora, by na światło dzienne wyjrzał ponownie PRAWDZIWY Kenneth Riddle, a nie wyłącznie smętny cień imitujący oryginał. To czy z tego skorzystasz... Cóż, wybór należy do Ciebie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Masz duży tupet, jak na faceta, który dopiero co dostał zielone światło do walki od lekarzy, i to po latach spędzonych na leczeniu ciężkiej kontuzji. Ale o tym przekonaliśmy się już na Heatwave. Co do jednego się jednak zgadzamy. Liczy się dla mnie fakt, że od dzisiaj informacji o Rybacku należy szukać w sekcji “byli zawodnicy” na stronie internetowej LPW. Martwi mnie jednak to, że masz z nim pewien wspólny mianownik. Od początku próbujesz forsować tę narrację, którą on również tak uwielbiał, że jestem teraz cieniem siebie z przeszłości. Powiedz mi Ben, skoro tak twierdzisz, czego mi obecnie brakuje i w jaki sposób odesłanie Cię z powrotem na chorobowe miałoby mi pomóc to odzyskać?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ben Zamora:</span> A kto powiedział, że byłbyś w ogóle w stanie to zrobić, Kenny? *Ben przez kilka chwil wpatruje się w rozmówcę po czym... wybucha śmiechem!* Odesłać mnie z powrotem na chorobowe! Czyli jednak potrafisz też ukąsić, a nie być tylko potulnym pieskiem uciekającym w kąt klatki. *puszcza oczko* Bardzo dobrze. *uśmiech* Myślałem, że już zapomniałeś jak się to robi. Ale niestety nie wróżę szczęścia w tym stanie. *pokazuje ręką na obandażowane ciało Kenny'ego* Jak chcesz to zapraszam, możesz rzucić mi rękawice w DOWOLNYM momencie. Jeśli się boisz to możemy poczekać kilka tygodni. *złośliwy uśmiech* Bo Ben Zamora wrócił i już zapuścił korzenie. Nie tylko na Colosseum. Również w Twojej głowie. *puka się w skroń* Wiesz czego Ci brakuje? Zdecydowania. To co się działo pomiędzy Tobą a Rybackiem, nie było winą nikogo innego. Tak tak, to wszystko jego działania, to wszystko jego chore pomysły... Ale to Ty jesteś za to odpowiedzialny. To ty mu na to pozwoliłeś. To Ty zbagatelizowałeś wszelkie sygnały ostrzegawcze po drodze. To Ty nie potrafiłeś podjąć dorosłej męskiej decyzji, by zakończyć to zanim sytuacja stała się krytyczna. Jeśli myślisz, że będąc tak niezdecydowaną pizdą jesteś w stanie mnie pokonać... To grubo się mylisz.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Być może zbije Cię to z tropu, ale… pewnie masz rację. Być może powinienem był wcześniej dać Rybackowi uwagę, o którą tak zabiegał i uciąć temat w zarodku. Ale wiesz co, Ben? Drugi raz nie popełnię tego samego błędu. Drugi raz nie zbagatelizuję sygnałów ostrzegawczych. Drugi raz nie zamierzam skupiać się na zadaniach pobocznych, takich jak niedoszła walka o Valor Championship z Jorge Cavazosem. Tym razem jestem w stu procentach skupiony na celu, którym jest sprawienie, żebyś mógł zapuścić korzenie co najwyżej z powrotem na stanowisku komentatorskim, bez zgody lekarzy na rywalizację w ringu. Widzisz, Ben… kilku mocnych zawodników przekonało się już, że nadal potrafię ukąsić i niczym się od nich nie różnisz. Czy wolałbym walczyć z Tobą będąc w pełni zdrowym? Jasne, że tak. Na pewno byłoby mi łatwiej w perspektywie tego, że jesteś ode mnie 40 kilogramów cięższy. Ale “łatwiej” to nigdy nie był mój pierwszy wybór. Jeżeli mam naprawić swój błąd i zacząć zamykać temat w odpowiednim momencie, to równie dobrze mogę się z Tobą zmierzyć już teraz!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wes Wallace:</span> Poczekajcie. *ogromny cheer, Wes ogląda się po zawodnikach* Houston, nie muszę was pytać, czy tego chcecie, znam odpowiedź. *ponownie wielki cheer* Wiem, że to klepniemy, jednak zanim do tego dojdzie... *odwraca się w stronę Riddle'a i spogląda mu w oczy* Ryback to jest mały człowiek... W tym wielkim cielsku zakuta jest psychika dziecka. Nienawiść zamienił w chorą obsesję, a to tylko obrazuje, jak strasznie słabym jest człowiekiem. *wskazuje ręką na Bena nie odwracając wzroku od Kennetha* Powiem Ci, że wierzę mu. Spotkałem go kiedyś i robił dokładnie to, co mówił. Miał być niebezpieczny? Tak... I był cholernie niebezpieczny. Ben zasłużył u mnie na kredyt zaufania i jeśli uważa, że jest w pełni gotowy stanąć z Tobą w ringu, to ja biorę jego słowa na poważnie. Nie wątpię też w twoje umiejętności, stąd moje pytanie Kenny... Czy Ty jesteś PSYCHICZNIE gotowy na prawdziwą wojnę? *patrzy prosto w oczy Riddle'a* Szczerze? Pomimo tego, co Cię spotkało ze strony Rybacka w ostatnim czasie... Ja po prostu NIE WIERZĘ, że tak naprawdę chociaż przez sekundę czułeś, że w tej klatce może Ci się coś stać. *kiwa głową* Postanowiłeś się z nim zabawić, zamiast go skończyć. Jesteś inteligentnym człowiekiem, Kenny. *uśmiech* Ktoś takie igranie z ogniem mógłby nazwać idiotyzmem, ale Ty nie uprawiałbyś takich gierek, gdybyś w swojej głowie nie kontrolował sytuacji. *spogląda na moment na Bena* Jestem pewien, że on może dać Ci to, czego nie mógł zaoferować Ci Ryback... Zwątpienie. *znów patrzy w oczy Kennetha* Wiek to bzdura, ciało masz w dobrej formie, dlatego pytam o to, co siedzi tu... *wskazuje na głowę* Czy właśnie TUTAJ czujesz się w pełni sił? To jest najważniejsze.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Można powiedzieć, że znamy się jak łyse konie, panie Wallace. Bo jak inaczej wyjaśnić to, że tak trafnie opisałeś sytuację z Rybackiem? Zgadza się, mam świadomość swoich umiejętności i potrafię o tym mówić szczerze. Kilka osób patrzy przez to na mnie krzywo, ale chyba wiesz, że się tym nie przejmuję. W Hell in a Cell wiedziałem, że jestem lepszy. Gdy patrzę na Zamorę, widzę wielkiego, silnego i zdeterminowanego gościa. Byłbym głupcem, gdybym tego nie dostrzegał. Ale czy jego atuty mnie onieśmielają? *Riddle uśmiecha się i patrzy na Wesa* Doskonale wiesz, że nie! Pytacie mnie obaj, czy czuję się gotowy. Jeden z Was zakwestionował mój stan fizyczny, a drugi psychiczny. To dobrze, bo mogę odpowiedzieć ostatecznie Wam obu jednym zdaniem. Kenneth Riddle od zawsze znajduje się w permanentnym stanie gotowości!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wes Wallace:</span> *Zamora na ostatnie słowa Kenny'ego uśmiecha się szeroko i widać, że nie może się już doczekać akcji, Wes zerka na Riddle’a* Ja nic nie kwestionuję, Kenny. Nie wciskaj mi słów w usta, których nie wypowiedziałem. Ja jedynie spytałem, to znacząca różnica. *uśmiech, odwraca się w stronę Zamory* Dość jednak tych pytań, zwłaszcza że ciężko nie dostrzec tego, co siedzi Ci teraz w głowie. A tak się składa, że dostałem przed chwilą na telefon wiadomość od nowego Generalnego Menadżera Colosseum, która na pewno zainteresuje was obu. *cheer* Cytuję… “Robimy to.” *większy cheer* “Ben Zamora i Kenneth Riddle w dzisiejszej walce wieczoru.” *ogromny cheer, Wes ogląda się po zawodnikach* Dzisiaj jest moje pożegnanie z LPW, więc nie będę was prosił o dobrą walkę… Wy MACIE zrobić dzisiaj prawdziwy rozpierdol. *potężna wrzawa*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wallace wstaje, po czym odkłada mikrofon na krzesełko, a następnie uśmiecha się do obu rozmówców i wychodzi z ringu, żegnany owacją na stojąco. Po chwili Riddle również chce opuścić ring, jednak… Zostaje złapany za bark przez Zamorę! Od razu się obraca, instynktownie przygotowując się do walki! Dostrzega jednak uśmiech na ustach Bena, a jego oczy wręcz świecą z podekscytowania.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ben Zamora:</span> Nie martw się Kenny. Nic Ci nie zrobię… Jeszcze. Zbyt długo na to czekałem, żeby teraz wyrzucić wszystko do kosza. Chcę Ci tylko… Życzyć powodzenia. Zdecydowanie będziesz go dzisiaj potrzebował. *Ben uśmiecha się lekko i zabiera dłoń z barku Kenny’ego* To nie tak, że Cię lekceważę. Nie uważam się za lepszego. Wręcz przeciwnie. W innym wypadku to nie Ty byłbyś moim celem. *Zamora podchodzi bliżej* Mówiłem już, że mierzę w sam szczyt. Aktualnie na Colosseum nie ma nikogo wyżej niż Ty. To wszystko co dzisiaj powiedziałem, to jedynie puste słowa bez pokrycia, w które nie musisz wierzyć. Dlatego przekonasz się o tym na własnej skórze. Sprawię, że teraz to Ty będziesz gonił mnie. Do zobaczenia później, Kenny.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ben odrzuca mikrofon na bok i wymija Kennetha, zeskakując z ringu i zmierzając na zaplecze. Obandażowany Riddle zostaje sam, wbijając wzrok w plecy oddalającego się Zamory, a obraz z kamery powoli gaśnie.</span><br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera ukazuje nam zaplecze oraz solidnie pobitego Nathana Martina! Kanadyjczyk powinien wychodzić do walki, na arenie leci jego theme song okraszony najładniejszym video z całej federacji, ale on sam leży i widać przy nim tylko porzucony niedopałek papierosa, ale sprawcy brak. Do Kanadyjczyka podchodzą pracownicy, w tym medycy i sprawdzają jego stan. The Solipsist powoli znów zaczyna być świadomy i zerka kątem oka na tego peta. Totalnie nie słucha, co do niego teraz mówią pracownicy medyczni, jest w swoim świecie i o czymś rozmyśla, w końcu przystawia palec wskazujący do ust i tym gestem stara się uciszyć wszystkich.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin: </span>Chyba nie myślicie, że odpuszczę sobie ten pojedynek? *przerywa od razu któremuś medykowi* NIE. MA. OPCJI. Po prostu nie! *kręci głową* Dwóch pogromców Allana Hilla oraz dwie persony, które pragną sprawiedliwości... na swoje własne sposoby.*uśmiecha się* TO na pewno nie jest przypadkowe zestawienie, takie coś nie może mnie ominąć, a tym bardziej moich FANÓW... *nadal obolały zaczyna się powoli podnosić* Decyzja podjęta, dziękuję za troskę, ale zachowajcie siły na później. Ktoś inny będzie potrzebował waszej pomocy o wiele, wiele bardziej...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nathan upiornie się uśmiecha i chwilę jeszcze odpoczywa, po czym rusza w kierunku wejścia na arenę...</span><br />
<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ff4136;" class="mycode_color">Singles Match</span></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga vs Nathan Martin</span></div>
<br />
Po reklamach wracamy do walki i widzimy jak David wrzuca Nathana w narożnik szybkim Irish Whipem, a następnie powoli podchodzi i uderza punchem w brzuch swojego przeciwnika kilkukrotnie. Kanadyjczyk jest mocno poturbowany po wcześniejszych wydarzeniach, więc ten punch miał o wiele większą moc niż powinien.. Otunga nie zwalnia tempa i wykonuje kilka Shoulder Thrustów w narożniku.. 1.. 2.. 3.. 4.. dopiero gdy sędzia ma odliczyć do pięciu, David odsuwa się i podnosi ręce do góry. Nathan upada w narożniku, więc Otunga pomaga mu wstać, ale nie po to żeby mu pomóc.. Irish Whip na liny, The Solipsist odbija się od nich i.. Tilt-a-Whirl Backbreaker! Co za impet! The Advocate rusza żeby pinować.. 1.. 2.. kick out! The Dreamweaver dość szybko jak na stan w jakim się znajduje odkopuje, ale ciężko mu się podnieść. The Harvard Hammer znowu podnosi swojego przeciwnika i wynosi pod Pendulum Backbreaker.. Nate znajduje w sobie siłę żeby podnieść nogę i sprowadzić Otungę na ziemię Hurricanraną! Martin w ofensywie, biegnie na liny, odbija się od nich i w podnoszącego się Davida uderza Dropkickiem! Szybkie przypięcie: 1.. 2.. nie! Nie te numery z Verdict Makerem, to za wcześnie! The Creator czuje jednak, że jest w sztosie i kontynuuje ofensywę po podniesieniu się, sprzedaje kilka kicków wstającemu Otundze, ten cofa się do narożnika od nawału ciosów.. szybkie Enzuigiri w narożniku! The Advocate jakby zamroczony, Psycho Leaf wycofuje się i prędko nabiega żeby wykonać Running Corner Clothesline.. za wolno! The Harvard Hammer w porę złapał przeciwnika, trzyma go chwilę w uchwycie i poprawia.. pod Sit-Out Spinebuster! Udało się, teraz przypina.. 1.. 2.. 3-.. nie! Nathan trzyma się dalej! David widocznie zdenerwowany wstaje, łapie przeciwnika za kark i znowu go podnosi.. Pele Kick od The Solipsista! Odzyskuje trochę sił, podnosi się szybko i rozpędza odbijając od lin.. Superman Punch na wstającym Otundze! Nie! To był niesamowicie szybki Motion to Dismiss od Davida! Nie widzimy jednak pinu, The Advocate wie, że musi to skończyć tu i teraz.. czeka chwilę aż Nathan wstanie.. Objection! Przypina: 1.. 2.. 3-.. dalej nic! David uderza pięścią w matę, wstaje i kieruje się do narożnika.. czeka na swojego przeciwnika, aż ten wstanie.. po chwili rusza w jego kierunku i chce go podnieść.. Calf Kick go zaskakuje! Otunga się cofa.. Roundhouse Kick od Nate'a! Nie! The Harvard Hammer łapie go za nogę, odrzuca ją, Nathan Martin robi obrót i trafia prosto w ramiona Otungi.. The Verdict! Jednak nie! Psycho Leaf daje radę się wydostać, spada na na obie nogi, ale impet powoduje u niego ból.. The Advocate wykorzystuje sytuację i ponawia The Verdict! Tym razem udane! Mamy przypięcie: 1.. 2.. 3! To koniec! David wygrywa starcie, ale musiał się chwilę pomęczyć.<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">PITAGORAS TWIERDZI, ŻE MIKE BRUTAL ŚMIERDZI</span></span></span></div>
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera zagląda do biura General Managera Colosseum. Ted DiBiase Jr. siedzi za biurkiem, przeglądając kilka dokumentów. Po drugiej stronie stoi Sara Rojas.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Sara Rojas:</span> Chciałam tylko upewnić się, że wszystko zostało dopięte.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ted odkłada dokumenty i spogląda na nią z lekkim uśmiechem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Sara, jeśli chodzi o interesy, to zawsze doprowadzam je do końca.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Sara Rojas:</span> Czyli możemy działać zgodnie z planem?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Dokładnie tak.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Sara przez moment patrzy na Teda, po czym kiwa głową i rusza w stronę drzwi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Sara Rojas:</span> W takim razie wszystko jasne.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ted DiBiase Jr.:</span> Jestem pewien, że warto na to chwilę poczekać.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Sara opuszcza biuro. Ted jeszcze przez chwilę spogląda w stronę zamkniętych drzwi, po czym spokojnie wraca do dokumentów.</span><br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><a href="https://youtu.be/BwnmKVN_2r4?si=8Cx4afNmKK-rII78" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Dad's Gonna Kill Me</a> wybrzmiewa na arenie, a ten kto oglądał Heatwave wie, że oznacza to pojawienie się jednego z najnowszych nabytków LPW! Młody Wallace wychodzi powoli na rampę, z uśmiechem rozglądając się po zebranych na hali fanach. Ci witają go ogromnym dopingiem, nic dziwnego - to w końcu syn Wesa Wallace'a! James poprawia skórzaną kurtkę i zafascynowany rusza do ringu, cały czas obserwując to co dzieje się dookoła niego. Po kilkunastu sekundach dociera do ringu, który obchodzi i zmierza w okolice stolika komentatorskiego... Na który wskakuje i zaczyna podburzać publiczność do jeszcze głośniejszej reakcji! No trochę chyba go poniosło, ale nie zmienia to faktu, że Houston dosłownie je mu z ręki i przystaje na prośbę młodego zawodnika, reagując jeszcze mocniejszym cheerem! Zadowolony z siebie James potakuje głową, po czym zeskakuje ze stołu i prosi pracownika technicznego o mikrofon, z którym wtacza się do ringu pod dolną liną. Praktycznie całe trybuny zaczynają śpiewać refren jego piosenki wejściowej, a młodzieniec pozwala im na to, odsuwając się do narożnika i opierając się o niego. Po chwili jednak refren się kończy, a muzyka zostaje wyciszona.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James Wallace:</span> Już rozumiem starego... *uśmiech, odpycha się od narożnika i przechodzi na środek ringu* Nie ufałem mu, ale... Nie odbierzcie mnie źle - zawsze wiedziałem, że to coś niesamowitego. Jednak przeżyć to na własnej skórze, *przeczesuje włosy* to zupełnie inna bajka! Uderza muzyka, słyszysz poruszenie wśród publiczności... I nagle wszystko inne przestaje mieć znaczenie. *uśmiech, publika w Houston reaguje głośnym cheerem* Chyba nie muszę się przedstawiać co? *Chanty NO! NO! po których następuje również "Welcome James!"* Nie no, proszę was... Musiałbym nie być synem swego ojca, żeby pozbawić tej przyjemności nie tylko was, ale i samego siebie! *Uśmiech* Nazywam się James Wallace! *cheer* Możecie mnie kojarzyć głównie z tego, że jestem synem Wesa. *śmiech* Tylko, kurwa... *krótka pauza* Nie zamierzam być po prostu "Synem Wesa". Jestem tu, bo chcę napisać własną historię. Jestem tu, ponieważ jest mi to przeznaczone. *zawiesza na chwilę głos* Jestem tu, by nazwisko Wallace od razu przywodziło na myśl jedną osobę - mnie! *cheer, James patrzy w kamerę* Wybacz staruszku. *spogląda z powrotem na zgromadzoną publiczność* Houston! Do tej pory widzieliście zaledwie UŁAMEK moich możliwości. Ale, spokojnie. *James poprawia skórzaną kurtkę* Mam ochotę dać wam kolejną próbkę tego na co mnie stać. W tym ringu. W tej chwili! *wielka wrzawa na trybunach* Może znajdzie się jakiś chętny, co? *spogląda w stronę stage'u i opuszcza mikrofon*<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ff4136;" class="mycode_color">Singles Match</span></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James Wallace vs Dale Rucker</span></div>
<br />
Wybrzmiewa gong, zawodnicy momentalnie spotykają się na środku ringu i zwierają się w klasycznym klinczu. Rucker jednak wykorzystuje swoją przewagę fizyczną i spycha młodego do narożnika, na co sędzia reaguje odliczaniem. Big Rig przetrzymuje jednak chwyt, doczekując magicznej liczby 4, a następnie odpuszcza i zadowolony z siebie przechodzi na środek ringu, zapraszając małolata na kolejną rundkę. Ten tylko się uśmiecha i ochoczo przystępuje do kolejnego zwarcia. Jednak nie! W ostatniej chwili przechodzi pod ręką tirowca za jego plecy, a następnie chwyta go w Headlock, w którym trwają przez chwilę, jednak Dale bez żadnych skrupułów stompuje stopę Jamesa, przez co ten puszcza uchwyt i teraz to on zostaje zamknięty w Headlocku! Siłują się chwilę, James łapie za ręce oplatające jego głowę i próbuje je rozerwać. Nie przynosi to jednak oczekiwanego skutku, Rucker napina się i ponownie dociska ręce do głowy Wallace'a. Kilka chwil później ten stosuje inną taktykę i przepycha rywala na liny, przy pomocy których wypycha go na przeciwległą stronę ringu. Kierowca ciężarówki odbija się i wraca z mocnym Shoulder Blockiem, posyłając Wonderkida na deski! Następuje klasyczny motyw walki wrestlingowej - Dale odbija się od lin, James rzuca mu się pod nogi, zawodnik będący do tej pory w kontroli przeskakuje nad nim i odbija się po drugiej stronie nabierając prędkości, Wallace wstaje i przeskakuje nad nim Leap Frogiem, a przy następnym spotkaniu w centrum ringu częstuje go Hip Tossem! Gdyby ktoś nie wiedział, nazywa się to International Spot! Publika nagradza tą akcję głośnym cheerem, a rozochocony James dokłada jeszcze Running Senton! I mamy próbę pinu! 1... Kick Out! Wallace podnosi się, pozwala na to samo przeciwnikowi i wykonuje Knee Lift, po którym automatycznie dokłada jeszcze Knee Smash Facebuster, rusza na liny, napędza się przy ich pomocy i potężnym Discus Lariatem zwala ponownie oponenta z nóg! Pin! 1...2... Kick Out. No, ale chyba już dłużej tego nie będziemy ciągnąć - Wonderkid odsuwa się do narożnika, a gdy tylko Big Rig wstaje, otrzymuje Hellraiser! A jednak nie, mamy unik, James teraz ma za plecami rywala... Back Kick! Prosto w brzuch! Rucker pochyla się, ale od razu zostaje wyprostowany Chest Kickiem, do którego zostaje dołożony jeszcze Back Elbow! Syn swego Ojca od razu łapie rywala w odpowiedni sposób i dokłada Chain Reaction! No teraz to już na pewno nie przedłużamy! Po kilku sekundach widzimy kolejną próbę Hellraisera - tym razem udaną! Ulubieniec publiczności sam podnosi Ruckera, po czym wykańcza go przy pomocy Blackway Drive! 1...2...3... Koniec! James Wallace odnosi zwycięstwo w swoim debiucie na Colosseum!<br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera zagląda do szatni Zygmunta Butli. Polak siedzi samotnie przy stole, na którym leżą: koślawy odlew z wosku wykonany przez Cyclone'a Diallo oraz fragment złotego medalionu znaleziony w tajemniczej kopercie. Zygmunt raz po raz przykłada je do siebie, próbując znaleźć jakieś logiczne wyjaśnienie całej sytuacji.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> No podobne jest, nie powiem... ale jakbym po pięciu piwach narysował koło od roweru, to też by pewnie wyszło podobne. Wróżbita, medalion, tajemnicze koperty... jeszcze tylko brakuje, żeby mi ktoś powiedział, że jestem zaginionym księciem i mam odziedziczyć pół Rumunii.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie rozlega się pukanie do drzwi. Zygmunt szybko zgarnia medalion ze stołu i spogląda w ich kierunku. Do środka wchodzi <a href="https://i.imgur.com/CLt7s8l.png" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">elegancko ubrany mężczyzna</a>.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> O, proszę. To pan od podsłuchiwania pod drzwiami, którego widziałem oglądając galę w telewizji. Jak już mnie śledzisz, to mogłeś chociaż przynieść piwo.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???:</span> Nie śledzę pana. Obserwowałem jedynie, czy przesyłka trafiła do właściwej osoby. Nazywam się Emil Ciureja. Reprezentuję rodzinę Ciureja.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mężczyzna spogląda na fragment medalionu trzymany przez Zygmunta.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Emil Ciureja:</span> Ten przedmiot nie znalazł się tutaj przypadkiem. To część rodzinnego medalionu, wykonywanego wiele lat temu dla jednego z członków naszego rodu. Został podzielony na dwie części. Jedną posiada pan. Druga od lat znajduje się w rękach rodziny.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Czyli jednak nie wygrałem złota w jakimś konkursie?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Emil nie reaguje na żart. Wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki fotografię i kładzie ją na stole. Przedstawia ona drugą połowę identycznego medalionu. Zygmunt powoli przykłada do zdjęcia posiadany fragment. Oba elementy idealnie tworzą jeden wzór.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Emil Ciureja:</span> Od pewnego czasu zbieramy informacje na temat Zygmunta Szewczyka. Daty, miejsca, okoliczności pana dzieciństwa. Jest ich zbyt wiele, żeby mówić o zwykłym przypadku.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Chwila... czego wy właściwie ode mnie chcecie?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Emil Ciureja:</span> Odpowiedzi na dokładnie to samo pytanie, które powinien zadać sobie pan. Istnieją poważne podstawy, by sądzić, że Zygmunt Szewczyk nie jest tożsamością, z którą przyszedł pan na świat.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Humor momentalnie znika z twarzy Butli.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Dobra... teraz to już przestało być zabawne.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Emil Ciureja:</span> Dlatego potrzebujemy pewności. Badanie DNA zakończy wszystkie spekulacje. Rodzina posiada materiał porównawczy.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Trzydzieści sześć lat nikt mnie nie szukał, a teraz nagle pojawia się facet w garniturze, daje mi pół medalionu i chce mojej śliny albo krwi? Wybacz, ale miałem w życiu lepsze oferty. Nawet pod monopolowym.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Emil Ciureja:</span> Nie oczekuję odpowiedzi dzisiaj.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mężczyzna kładzie na stole wizytówkę obok fotografii medalionu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Emil Ciureja:</span> Człowiek, którego reprezentuję, czekał na możliwość poznania prawdy przez bardzo długi czas. Kiedy będzie pan gotowy, numer jest na wizytówce.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Emil odwraca się i opuszcza pomieszczenie. Zygmunt przez kilka sekund siedzi bez ruchu. Następnie ponownie przykłada fragment medalionu do fotografii, po czym zerka na woskowy odlew Diallo.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Mekambe, cmentarz w 2100... a teraz jeszcze to. Ja pierdolę, ten czarodziej naprawdę zaczyna mnie niepokoić.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Butla bierze wizytówkę. Przez moment wygląda, jakby chciał ją wyrzucić, ale ostatecznie chowa ją do kieszeni. Kamera zatrzymuje się na leżących obok siebie woskowym odlewie oraz fragmencie medalionu, po czym obraz powoli gaśnie.</span><br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wracamy do ringu, gdzie znajduje się już Renee Paquette, a także debiutujący w LPW Michał Pawlak.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Renee Paquette: </span>Panie i Panowie, za moment ten oto człowiek stoczy swój pierwszy pojedynek w LPW. Michał, czy czujesz się pewny swego przed starciem z Thorem?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Michał Pawlak: </span>No raczej! Podobno typ waży 200 kilo. Taka gruba świnia, to pewnie nawet nie wejdzie do ringu! Dawać go, zara dostanie wpierdol!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie wybrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=nVcwNS2yk-g" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ten theme song</a>, a już po kilku sekundach oczom widzów ukazuje się gigantyczny Norweg. Zdecydowanie nie przypomina on "grubej świni", jaką wyobrażał sobie Pawlak. Pewnym krokiem zmierza w stronę ringu. Wyraz twarzy Michała diametralnie się zmienia - jeszcze przed momentem wyglądał jak najodważniejszy wojownik na tej planecie, a teraz przypomina raczej skazańca prowadzonego na egzekucję. Z trudem przełyka ślinę, gdy Thor wchodzi na krawędź ringu, a następnie przekracza liny, z łatwością przechodząc nad najwyższą. Renee w międzyczasie opuszcza ring.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ff4136;" class="mycode_color">Singles Match</span></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Thor vs Michał Pawlak</span></div>
<br />
Arbiter daje znak do rozpoczęcia walki. Niemal od razu po gongu Pawlak próbuje spierdalać z ringu, jednak będąc pomiędzy linami zostaje przechwycony przez Thora, który wciąga go z powrotem do środka. Następnie częstuje zawodnika z Krakowa serią ciosów w brzuch, po których Michał cofa się w stronę narożnika. Tam Thor wymierza mu potężny Headbutt. I jeszcze jeden! Polski Młotek osuwa się do pozycji siedzącej, zaś zawodnik z Norwegii decyduje się wziąć rozbieg, po którym wykonuje Facewash! Pawlak osuwa się na matę, po czym postanawia wyturlać się poza ring. Wiking natychmiast rusza za nim. Wygląda na to, że z ucieczki niewiele wyjdzie, bowiem Destroyer from North szybko przechwytuje rywala, a następnie z łatwością ciska nim o stalowe schody! Te aż się przesuwają pod wpływem tego uderzenia, zaś Thor nie zamierza tracić czasu, tylko od razu podnosi rywala, po czym uderza jego głową o krawędź ringu. Na tym się nie kończy - mamy wyniesienie w górę i już po chwili El Pawlako zostaje rzucony plecami na apron! Norweg następnie wpycha go z powrotem do ringu pod linami, po czym sam wraca do środka. Pawlakowi ledwo udaje się pozbierać, a już zostaje złapany w Pumphandle Hold, po którym Thor aplikuje Norway Driver 2! Pawlak zatrzymuje się pod linami, a gigant z Bryne łapie go, po czym wynosi w górę pod Canadian Backbreaker. Mija kilka sekund, po czym Thor opada na kolana, wykonując Ragnarok! Pin wydaje się być formalnością. 1....2...3! Tak, to koniec tego starcia!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po wygranej, Thor czeka aż rywal zostaje wyniesiony z ringu i bierze mikrofon</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Thor: </span>Co to było? Sesja treningowe z manekinem? Jeżeli tak mają wyglądać rywale rzucani przeciwko mnie, to uznaję to za żart. Żarty, który ma mnie urazić. *zaczyna krążyć po ringu*  Jestem wojownikiem kompletnym, przygotowanym do walki, zdolnym mierzyć się z każdym rzuconym mi mięsem. Ale mięso musi wykazać jakąkolwiek wolę walki. Mam rację? To jest arena, a ja jestem wojownikiem chcącym zdobywać i podbijać. Jestem zdolnym kruszyć kości, łamać wolę i sprowadzać do parteru każdego, kto tu stanie. Ale na litość boską, niech to będzie ktoś godny walki ze mną. Możecie dać mi któregoś z tych zapijaczonych wąsaczy kręcących się po zapleczu, albo któregoś z tych mało zabawnych i napiętych do granic możliwości fajtłapów co pomylili wybieg modowy z ringiem. Nie jestem jednym z nich, jestem łowcą, wojownikiem północy. Potrzebuję agonalnych jęków moich oponentów i zapachu ich strachu. To jest prawdziwa esencja walki, dominacja. Taka, która pozostawia trwałe ślady w psychice, ta przez którą słabi chłopcy muszą chodzić do psychologa i jeść prozak. Dominacja psychiczna i fizyczna. Tylko to się liczy w ringu. Pełen podbój. Każdy kto chce, może w tym momencie przyjść tutaj i stać się kolejną ofiarą, która za życia trafi do Helheimu, podczas gdy ja zasiądę do kolejnej uczty w Valhalli. Tu jest ring i tu jest miejsce na walkę i show.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wraz z ostatnim wypowiedzianym przez Haraldssona słowem rozbrzmiewa <a href="https://youtu.be/tFRXyGDs3QE" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ten theme song, a na titantronie wyświetla się to</a>. Po chwili na arenę wychodzi Fenrir pewnym krokiem, w ręku ma mikrofon, ubrany jest w <a href="https://i.postimg.cc/bNNcdtw6/8c2f93b8-8d67-44c5-b227-593db63b22aa.jpg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">swój gear</a>. Staje on na chwilę na rampie i napawa się widokiem, ale i jakby zapachem areny i atmosferą, która na niej panuje. Po chwili, po kilkunastu sekundach kiedy theme song przycicha, Fenrir podnosi mikrofon do "ust"..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Fenrir:</span> *ruszając w stronę ringu* Gratulacje wojowniku! Imponujące to było, ta siła, ta szybkość.. Czy to nie niesamowite, że dwóch wielkich norweskich zawodników debiutuje w tym samym momencie? Mi się wydaje, że to nie był przypadek. Chociaż nie.. nie wydaje mi się. Jestem pewien, że to nie jest przypadek. Widzisz, Thor, sądzę tak dlatego, że.. jesteśmy sobie przeznaczeni. Zwróciłeś moją uwagę nie tylko tym jak walczysz, ale też tym kim obnosisz się, że jesteś. *wchodzi po schodkach* Jest taki jeden szczegół.. uznajesz się za kolejnego boga piorunów, ja zaś jestem personifikacją bestii, która zgładziła w mitologii jego ojca, Odyna - co oznacza, że nie straszny mi jest żaden bóg. *przechodzi przez liny* Roztaczasz aurę wielkości, wchodzisz do tego ringu z pewnością, miażdżysz swego przeciwnika - i chwała Ci. *staje naprzeciw Haraldssona i patrzy mu głęboko w oczy, Fenrirowi oczodoły zapalają się na czerwono* Natomiast nie pomyślałeś o jednym - o tym, że obiorę sobie Ciebie za cel. Będziesz idealny żeby pokazać wszystkim, że nie żartuję.. wikingu..<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Status quo utrzymuje się przez chwilę między obydwoma zawodnikami, obaj patrzą na siebie intensywnie, ale po chwili Thor musi opuścić ring. Nie spuszcza on jednak wzroku z Fenrira, i vice versa, bo ten się odwraca i też śledzi wzrokiem swojego prawdopodobnego przyszłego przeciwnika. Kamera pokazuje nam raz idącego po rampie Haraldssona, a raz Fenrira, który powoli się rozgrzewa i czeka na swojego oponenta.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ff4136;" class="mycode_color">Singles Match</span></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Fenrir vs Preston Steele</span></div>
<br />
Po kilku minutach walki... Kamera pokazuje nam teraz ring, w którym to Fenrir znęca się nad Prestonem Steelem. Zamaskowany zawodnik ściska z całej siły za kaptury siedzącego na środku ringu Prestona. Widać na jego twarz wielki grymas bólu, a sędzie upewnia się, że Amerykanin chce cały czas kontynuować walkę. Ten nie rezygnuje i zaczyna się powoli podnosić. Wypłaca szybki łokieć na korpus przeciwnikowi, ten puszcza uchwyt. Dokłada do tego dwa kolana na brzuch, odbija się od liny… Ale Cold Giant chwyta go za gardło… I mamy Chokeslam Backbreaker! Steele nawet nie ma czasu złapać się za plecy, Fenrir od razu przykrywa go swoim ciałem. Pin. 1… 2… Kickout! Zawodnik z Philadelphi cały czas się nie poddaje! Zawodnik z Jotunheim podnosi rywala na równe nogi i kilkoma punchami na głowę zaprowadza rywala do narożnika. Sam idzie do przeciwnego. Chyba za chwilę zobaczymy mocną akcję. Running Corner Clothesline?! Nie! Legacy Breaker ucieka spod toporu! Chwilę jeszcze dochodzi do siebie i przechodzi do ofensywy. Dropkick, Fenrir pozostaje na nogach, ale się cofa i odbija od liny, a The Rebel One dokłada Spinning Heel Kick. Nordycki wojownik chwieje się na nogach, a Preston dorzuca jeszcze szybki Codebreaker, którym już udało mu się go powalić na ziemię. Amerykanin cały czas nie odpuszcza. Wchodzi szybko na narożnik. 450 Splash? Connected! Pin! 1… 2… Fenrir tak silnie odpycha przeciwnika, że aż podbija Seele`a do góry. Amerykanin podbiega i nie chce dać mu szansy na odpoczynek. Zasypuje go serię punchów na głowę, ale Norsk Warewolf nic sobie z tego nie robi. Odpycha Prestona, ten odbija się od lin… I zostaje ścięty z nóg potężnym Thorheim! Pin! 1… 2… To jeszcze nie koniec! Zamaskowany zawodnik zdaje się mieć dość tej walki i sygnalizuje, że będzie chciał ją teraz zakończyć. Steele powoli podnosi się przy pomocy lin, Fenrir wynosi go na barki… Helheim!? Nie! Zawodnik z Philadelphi ogarnął co się święci, wypłaca rywalowi łokcie w głowę, a ten go opuszcza na ziemię. Fenrir przyklęknął na jedno kolano, Preston odbija się od liny… Ale zgarnia Ymir`s Fury! Potężny Spinebuster wbija go w matę. Cold Giant napina się teraz mocno w stronę publiczności, a ci dają mu znać, że podoba im się ta walka. Steele podnosi się już przy pomocy lin. Fenrir odwraca się do niego, wykręca jego rękę. The Calamity! Tak jest, Preston aż przekręcił się przez bark na brzuch z impetu tej akcji! Pin! 1… 2… 3! Fenrir zwycięża w tej walce!<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">REKLAMA BUTÓW SYCYLIJSKICH Z DOMIESZKĄ BETONU</span></span></span></div>
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się do szatni Jaya DiMateo, ten ma chyba mieszany humor, w każdym razie dość głośno i porywczo rozmawia z kimś przez telefon.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo: </span>Jaka ciotka Eleonora?! Jak siedziałem u niej na kolanach...co? Co mi dawała? Możesz do mnie mówić jaśniej i przestań chociaż przez chwilę skamleć, bo nic nie rozumiem...*dłuższą chwilę słucha swojego rozmówcy/rozmówczyni* Okej, okej. Dobra. Tak, przyjadę.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jay rozłącza się i wygląda na dziwnie zadowolonego, w tym momencie słychać pukanie do drzwi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> Kogo tam znowu niesie?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nepo Baby otwiera drzwi, a w nich pojawia się nie kto inny, jak Bret Hart! Przypomnijmy, że Hart trenował przez chwilę Jaya.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo: </span>O, a to Ci niespodzianka. Pana to się tu nie spodziewałem.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Bret Hart: </span>Pamiętaj mój drogi, że jestem jak hiszpańska inkwizycja. *zadowolony ze swojego żartu*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> Jaka znowu hiszpańska inwigilacja?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Bret Hart:</span> *rozczarowany* Nieważne. Chociaż nie, nie. Trzeba edukować młodzież. Monty Python, mówi Ci to coś?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo: </span>Yyy...zaraz, zaraz. Monte to w sumie jadłem jak byłem mały. Tylko ja nigdy nie mieszałem, kumasz? Swoją drogą wiesz, że ciotka Eleonora umarła i dostanę po niej spadek? *patrzy na Breta z wrogością* Tylko nie mów mi proszę, że po to przyszedłeś.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Bret Hart:</span> Nie, nie po to. Nie interesują mnie twoje pieniądze. Jestem tu, bo ktoś musi z Tobą porozmawiać, a wiem, że jest większa szansa, że posłuchasz się mnie, niż swojego ojca, czy swojej psychiatry. Przed Tobą kluczowe starcie z Shio. Jak przegrasz, to możesz naprawdę szybko polecieć, bo uwierz mi RVD nie będzie tu trzymał kogoś tylko dlatego, że jego tatulek ma jakieś wpływ. DiBiase tym bardziej. Natomiast jeśli wygrasz...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo: </span>Oczy...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Bret Hart: </span>Nie przerywaj mi, chłopcze. Jeśli wygrasz, to masz szansę na naprawdę dobry start. Wiem, że na Colosseum jest sporo utalentowanych wrestlerów, ale większość z nich walczy dopiero o ugruntowanie swojej pozycji. To twoja szansa, więc proszę Cię - pokaż im to, co pokazywałeś u mnie na treningach. Pokaż im, że jesteś nie do zdarcia. Pamiętasz, jak walczyłeś z tym łysolem?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> W sensie z tym, co miał udawać Goldberga i całą walkę próbował mnie załatwić superkickiem? Trudno o tym zapomnieć.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Bret Hart: </span>*ma chyba fleshbacki* Oj, tak. Nie da się o tym zapomnieć! Ktoś taki nie powinien wychodzić w ogóle do ringu, był zagrożeniem nie tylko dla siebie, ale też dla każdego swojego przeciwnika. Zresztą to był tylko twór. Coś co miało się sprzedać, a głupi lud niestety to kupił.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo: </span>Ty teraz mówisz o prawdziwym Goldbergu, czy o tym udawanym?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Bret Hart:</span> *robi się czerwony i krzyczy* GOLDBERG NIGDY NIE BYŁ PRAWDZIWY. TO BYŁ KOMERCYJNY WYMYSŁ. *próbuje ochłonąć* Zaraz, zaraz...ja tu przyszedłem w zupełnie innej sprawie. Tak, tak...twoja walka z Shio, tak? Skup się proszę na tym w czym jesteś dobry. Męcz go, dręcz, spraw żeby każdy kolejny cios musiał przeanalizować. Uwierz mi, że zobaczyłem w Tobie potencjał nie bez powodu. Naprawdę masz umiejętności, masz szanse być niczym kolejny...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> Shawn Michaels?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Bret Hart: </span>Może nie do końca o niego mi chodziło, aczkolwiek...nie można sukinsynowi odmówić, w ringu był wybitny. Może nie tak dobry, jak chociażby...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> *udaje, że jego telefon dzwoni* Oj, wybacz mi, ale muszę odebrać. Wiesz, pogrzeb ciotki i te sprawy.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jay udaje, że zaczyna z kimś rozmawiać przez swojego SAMSUNGA, Bret Hart kręci głową z niedowierzania, a następnie obraz z kamery urywa się.</span><br />
<br />
<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Earlier This Week</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do jednego z lokali, znajdujących się w Houston. Przy jednym ze stolików zauważyć możemy elegancko ubranego mężczyznę o długich, ciemnych włosach. Na stoliku stoi szklanka, w której dostrzec możemy jeszcze blisko połowę zawartości. On wygląda natomiast na dość mocno zamyślonego. W pewnym momencie lekko się odwraca, kątem oka dostrzegając obserwujący go obiektyw kamery. Okazuje się być nim debiutującym już na najbliższym Colosseum - Luis Borges.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Luis Borges:</span> Moja droga była niezwykle długa, kręta oraz pełna ślepych zaułków. Długie oczekiwania zaprowadziły mnie ostatecznie do miejsca, które może zapewnić mi spełnienie wszelkich marzeń. Jest nim Legion Pro Wrestling, które nie jest dla mnie wyłącznie kolejną szansą. To miejsce, w którym z dumą będę mógł reprezentować moją ukochaną ojczyznę. Portugalia to miejsce, które wykreowało wiele wielkich osobowości. Są to ludzie, którzy na przestrzeni lat udowadniali swoją wartość, zapisując się w historii oraz godnie reprezentując nasze rodzinne strony.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Luis zerka kątem oka na stojącą przed nim szklankę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Luis Borges:</span> W przeciwieństwie do wielu osób, nie zamierzam walczyć wyłącznie dla blasku fleszy. chcę każdym kolejnym występem udowadniać, że nie stoję w miejscu. Nie zatrzymuję się i stale się rozwijam. Uczę się, wyciągam wnioski z każdego występu, który zapewnia mi bardzo cenne doświadczenie. Żyję z wiarą, że człowiek uczy się przez całe życie i zamierzam z tego przywileju korzystać, ile tylko mogę. Dlatego nie chcę zatrzymywać się na tym, czego udało mi się nauczyć. Z każdym kolejnym dniem chcę stawać się coraz lepszą wersją siebie. Chcę z każdym mijającym dniem stawać się bardziej kompletnym wojownikiem, którego duch stanie się znany całemu światu. Każdy, kto stanie ze mną w ringu, nie będzie wyłącznie kolejnym rywalem. Będzie testem mojego charakteru, siły oraz tego, jak wiele jestem w stanie znieść. Jak wiele jestem w stanie przyjąć, aby powstać i walczyć dalej. *spogląda prosto w obiektyw kamery* Możecie być pewni jednego. Nie odpuszczam i jest to coś, co nie jest hasłem, którym zamierzam rzucać na lewo i prawo. Jest to coś, co cechuje mnie nie tylko jako człowieka, ale także jako wojownika, który może skonać, ale będzie walczyć do końca. I to zamierzam udowodnić wszystkim na Colosseum w walce z Mario Paterdą, który zapewne przebył równie długą i krętą drogę co ja, ale niestety trafił on na kogoś, kogo pokonanie może być dla niego zadaniem niewykonalnym.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery gaśnie.</span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Elysium #4 - Houston, Texas - 29.08.2026r.]]></title>
			<link>https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=239</link>
			<pubDate>Sat, 29 Aug 2026 21:11:04 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://www.l-p-w.pl/member.php?action=profile&uid=20">Jakub</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=239</guid>
			<description><![CDATA[<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #C10300;" class="mycode_color">Earlier Tonight...</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Drzwi do garderoby Edgara otwierają się bez pukania. Mike F'N Brutal wchodzi do środka, trzymając w dłoni butelkę wody. Rozgląda się po pomieszczeniu, po czym dostrzega Dickinsona i od razu kieruje się w jego stronę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal:</span> Ty, poeta! Jest robota do zrobienia! Załatwiłem nam elegancką walkę. El Garra de Gato i Derrick Mantel. Dwóch chłopów z opiniami. Hardkorowy test przed Heatwave. Sprawdzimy, czy faktycznie potrafimy się dogadać, zanim przyjdzie czas na pływanie z rekinami.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Extrememaniac robi krok w bok popijając wodę, ale po chwili zatrzymuje się i spogląda ponownie na Edgara. Przez moment przygląda mu się w milczeniu, jakby właśnie coś sobie przypomniał.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal:</span> Ale tak właściwie... jest jedna rzecz, która od jakiegoś czasu mnie gryzie. Po cholerę ty właściwie zgodziłeś się być partnerem tego brytyjskiego szczura Sabre'a?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Artysta bardzo powoli odstawił filiżankę z kawą na spodek. Równie powoli oderwał wzrok od rozłożonej pośród kosmetyków książki. Finalnie skierował spojrzenie na swojego gościa.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson</span>: Dzień dobry Panie Brutal. Usiądź proszę *poeta wskazał na fotel stojący w kącie garderoby* Widzę, że o nawodnienie dbasz samodzielnie, gdybyś jednak miał ochotę na coś innego to chętnie poczęstuję, kawą, herbatą lub czymś mocniejszym. Od razu jednak odpowiadając na wszelkie twoje pytania i wątpliwości. Uważam, że to dobry pomysł, żebyśmy stoczyli mały pojedynek testowy, chociaż obawiam się, że nasi rywale są jeszcze mniej zgrani. Kto by pomyślał, prawda? W każdym razie, musimy się oglądać za siebie tego wieczora Panie Brutal. Jeśli zaś chodzi o Pana Sabre. Cóż, miałem wobec niego pewne plany. Miał sięgnąć po mistrzostwo i potem mnie wyznaczyć na pretendenta. Ten wątek musiałem jednak wyrzucić do kosza… Chciałbym jednak pewną rzecz rozwiać, ostatnio wtargnąłem na twój pojedynek w stanie hmmm nieoptymalnym. Musiałem to jednak uczynić, zakończenie tego wieczora byłoby gorsze niż tylko zderzenie potylicy z krzesłem.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: No dobra, chociaż jedna rzecz się zgadza. Ta walka będzie swego rodzaju testem. I właśnie dlatego ją załatwiłem, bo chcę wiedzieć, czy mogę na Tobie polegać, zanim przyjdzie czas na makaroniarzy. Bo dzisiaj nie interesuje mnie kto jest bardziej efektowny, kto ma lepszy rekord czy kto potrafi ładniej paplać do mikrofonu. Jak zacznie się hardcore to chcę wiedzieć, czy człowiek stojący obok mnie dalej będzie stał obok. A co do Sabre'a... dobra, niech będzie. Wrestling to wrestling. Pas, historia, możliwość zapisania kolejnego rozdziału. Każdy z nas ma jakiś powód, dla którego tu jest. Ale wiesz co? Mam w dupie, czy Zack miał dla Ciebie pas, złote góry czy obiecał Ci własny pomnik przed siedzibą LPW. Po tym, co odwalił sam nasikał na swoją historię. Ale jest jedna rzecz, która zaczyna mnie w tym wszystkim naprawdę wkurzać. The Outfit. Widziałem już takich jak oni. Wchodzą na cudzy teren, robią bałagan, stawiają swoje zasady i zachowują się, jakby od teraz wszystko należało do nich. I nie podoba mi się to. Nie dlatego, że przestrzegam zasady. Nie przestrzegam, urodziłem się po to, żeby je łamać i pamiętam, że sam narobiłem tutaj wystarczająco dużo gówna. Ale Elysium zaczyna być naszym miejscem. Ja i ci ludzie na trybunach chcą zobaczyć czym ten brand może się stać, kiedy to my zaczniemy go układać. Nie Leone. Nie jego garniturowe przydupasy. My. Ludzie, którzy wychodzą tutaj i ryzykują własnym zdrowiem, żeby to wszystko miało jakikolwiek sens.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na twarzy Brutala w tym momencie pojawia się lekki, krzywy uśmiech.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal:</span> Więc dzisiaj zrobimy im małą lekcję. A potem zobaczymy, kto jeszcze będzie chciał nam tłumaczyć jak to miejsce ma wyglądać. Do zobaczenia na ringu, literacik. I pilnuj pleców, bo mam wrażenie, że dzisiaj ktoś będzie chciał nam bardzo dokładnie pokazać, gdzie jest nasze miejsce.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Poeta odprowadził wzrokiem swojego drużynowego partnera, kiedy ten opuszczał jego garderobę, równie bezpardonowo jak do niej wkroczył. Artysta chwilę jeszcze spoglądał, na drzwi których Mike za sobą nie zamknął. *O tempora, o mores* mruknął do siebie pisarz, po czym wrócił do swojej kawy. Przez chwilę wyglądał, jakby miał dalej pozować na członka królewskiego podwieczorku, jednak jego mina w końcu stężała. Edgar odstawił filiżankę na spodek i zaczął bębnić palcami o blat, intensywnie wpatrując się w swoje odbicie w lustrze. Po chwili wstał i zaczął przetrząsać, stojący pod ścianą,  kufer, jakby intensywnie czegoś poszukiwał. </span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/cNDyCwA.png" loading="lazy"  width="500" height="500" alt="[Obrazek: cNDyCwA.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Widzimy piękne ujęcie areny, w której odbywa się dzisiejsza gala, oświetlony budynek robi naprawdę duże wrażenie, tuż po zachodzie słońca. Teraz obraz zjeżdża nieco bliżej i możemy obserwować, że na dachu przebywają jacyś ludzie. Wygląda na to, że na coś się przygotowują. Nagle ujęcie z drona zmienia się na ujęcie z kamery ręcznej - możemy zobaczyć, że na szczycie budynku atmosfera jest mocno napięta, ów ludzie to prawdopodobnie pracownicy Legion Pro Wrestling. W dalszym planie widzimy również Nicka Aldisa, który jest tam w otoczeniu paru ochroniarzy. Nagle słychać jednak głos jednego z mężczyzn, który właśnie wpatruje się w niebo przez długą lornetę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Pracownik LPW: </span>Lęcą! Lecą! Widać ich! Dawajcie znać na dół!]<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie obraz z kamery ponownie się zmienia i mamy szybkie, biegnące wręcz ujęcie, które ukazuje nam zaplecze dzisiejszego widowiska, dwóch mężczyzn zajmuje się nagłośnieniem, słychać jak potwierdzają sobie nawzajem, że "wszystko jest ok", po chwili jesteśmy już na korytarzu, gdzie widzimy jakieś 40 dzieciaków, które biegną w stronę gorilla position - tam czekają na nich już producenci, którzy wyglądają na lekko zdenerwowanych, ale jednocześnie zafascynowanych całą tą sytuacją. Jeden z nich daje znak kciukiem uniesionym w górę, że są gotowi, następnie naciska przycisk, który znajduje się przy wejściu i w głośnikach na arenie rozbrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=1k8craCGpgs&amp;list=RD1k8craCGpgs&amp;start_radio=1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TEN UTWÓR</a> i widzimy, że dzieciaki wybiegają na arenę i ustawiają się wokół ringu. Każde dziecko ma na sobie białą koszulkę z jakimś cytatem filmowym, w oczy rzucają się chociażby "You can't handle the truth!", It is the quality of one’s convictions that determines success, not the number of followers", czy "Quid pro quo—I tell you things, you tell me things". Atmosfera wśród kibiców robi się coraz bardziej gorąca, a my ponownie mamy ujęcie z drona i obserwujemy...zbliżający się helikopter! Maszyna powoli zbliża się do lądowania, w wyznaczonym do tego miejscu, a oficjele LPW ostrożnie podchodzą bliżej. W końcu śmigła przestają pracować, a z pokładu helikoptera wyłania się postać. Ma na sobie długi czarny płaszcz z kapturem, po chwili jednak odchyla go i widzimy, że jest to James River Waters we własnej osobie! W środku areny słychać ogromny wręcz wrzask i kamera ponownie kieruje nas właśnie tam. Kibice bawią się na trybunach w rytm przeboju Journey, a na titantronie wyświetla się film, który pokazuje niektóre walki Watersa w WCW. Po mniej-więcej dwóch minutach ekran robi się czarny, a muzyka cichnie. W hali zapada kompletny mrok, który jednak dość szybko wypełniają unoszące się w rękach fanów smartfony, praktycznie każdy włącza latarkę w swoim telefonie, a napięcie sięga zenitu.</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nagle słychać to, na co wszyscy czekaliśmy - <a href="https://www.youtube.com/watch?v=5-5b08omYag&amp;list=RD5-5b08omYag&amp;start_radio=1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">PHANTOM OF THE OPERA</a>! Ponownie słychać wrzask kibiców, a dzieciaki zebranie wokół ringu zaczynają biec w stronę titantronu, tam zaś pojawia się specjalna platforma z wielkim czarnym gargulcem zamontowanym na przodzie. Na niej widzimy oczywiście Jamesa Rivera Watersa. Wśród braw i krzyków wjeżdża on powoli na arenę, będąc przy ringu opuszcza on platformę, po tym jak obsługa otworzyła mu drzwiczki zamontowane z prawej strony. "Madman" wychodzi na wszystkie cztery narożniku po kolei, witając się z kibicami, Ci odpłacają mu potężną reakcja, która ewidentnie wywołuje emocje u Watersa. Widzimy nawet, że chyba uronił on łzę, bo ociera policzek. Gdy sytuacja nieco się uspokaja, James River zdejmuje płaszcz i możemy zaobserwować, że ma na sobie czarną koszulkę z białym napisem "Just when I thought I was out, they pull me back in". Były MISTRZ ŚWIATA WAGI CIĘŻKIEJ uśmiecha się teraz i prosi obsługę o mikrofon, ten natychmiastowo pojawia się w jego ręce i w końcu możemy posłuchać, co po tym wszystkim ma do powiedzenia James River Waters, który raz jeszcze się uśmiecha, a następnie prosi publiczność, by ta dała mu dojść do głosu...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James River Waters:</span> Chcia...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Waters nie zdąża dokończyć pierwszego słowa. Mata przy jego nogach nagle się wybrzusza, przebija ją potężna dłoń, która zaciska się na kostce Madmana. James próbuje złapać się lin, ale kolejne szarpnięcie przewraca go na plecy, a chwilę później zostaje wciągnięty przez rozerwaną matę pod ring! </span><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wokół zaczyna się chaos. Dzieci stojące przy ringu są natychmiast wyprowadzane przez ochronę i pracowników LPW, podczas gdy spod konstrukcji dochodzą kolejne potężne uderzenia. Ring drży, słychać brzęk metalu, głuche huki i krótkie odgłosy szamotaniny. Nagle wszystko cichnie. </span><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po kilku sekundach jeden z kamerzystów ostrożnie podchodzi bliżej rozerwanej maty. Na razie kamera nie jest w stanie zarejestrować żadnego obrazu. Nagle z dziury wyłania się głowa James'a, a następnie jego barki, oraz ręce. Kamera cofa się lekko, idealnie w momencie w którym ciało Watersa zostaje wyrzucone w powietrze i z głuchym łupnięciem upada na ring! Tymczasem przez dziurę powoli wyłania się Silas Crowe. The Uncured chwyta krawędzie płótna i wciąga się do ringu, po czym prostuje nad leżącym Watersem, który jest cały zakrwawiony. W tym samym momencie na rampie pojawia się Dr Victor Kline z dyktafonem w jednej dłoni i mikrofonem w drugiej. Zatrzymuje się, patrzy na Silasa, a potem na Madmana.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> Terapia rozpoczęta.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery momentalnie się urywa.</span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #2bcdd0;" class="mycode_color">Video Promo</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do bogato zdobionej sali. Czuć bogactwo, kiedy rozejrzymy się po otoczeniu. Wysoki sufit, na ścianach znajdują się portrety przodków naprzemiennie z gobelinami. Na podłodze znajduje się marmur, a na końcu pomieszczenia stół z bogatymi złotymi zdobieniami. O stół jest oparta laska Margaux, przy jednym z krzeseł przy stole siedzi Lord Sebastien. W ręku obraca kieliszek z winem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> McŁowicz, człowiek, który całe swoje życie spędził przy kuchennym blacie. Nauczył się jak z tanich składników zrobić coś co można położyć na talerzu. Niestety na tym się już kończą mocne strony McŁowicza.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lord podnosi kieliszek do góry i bierze delikatnego łyka wina.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Twoimi dwiema głównymi cechami są głupota i odwaga. Jesteś odważny, bo wydajesz się nie obawiać przed konfrontacją ze mną, a ja na twoim miejscu zdecydowanie bym się tego obawiał. Jesteś głupi, bo myślisz, że możesz tak po prostu odmówić komuś takiemu jak ja. Ale trochę Ciebie rozumiem. Ty nie walczysz ze mną dlatego, że wierzysz, że możesz ze mną wygrać. Walczysz, bo zostałeś wychowany w świecie, w którym tacy jak Ty muszą chwytać się każdej okazji, żeby choć przez chwilę poczuć się równymi ludziom takim jak ja.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Teraz Lord wstaje i podchodzi do jednego z portretów znajdujących się na ścianie. Kontynuuje cały czas przyglądając się portretowi </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Spójrz, McŁowicz. To są moi przodkowie. Pokolenia ludzi, którzy budowali majątek, pozycję i własne nazwisko. Budowali też historię świata, w którym żyjemy. Możesz o tym opowiedzieć co najwyżej przy niedzielnym obiedzie swojej rodzinie. Ja jestem częścią tego. A co jest twoim osiągnięciem, McŁowicz? Zrobienie komuś obiadu? Właśnie dlatego uwielbiam stawkę tej walki.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lord bierze kolejnego łyka wina, wraca do stołu i ponownie do niego zasiada.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Już na najbliższym Elysium pokonam Ciebie w walce, a Ty zostaniesz moim kucharzem. Będziesz wstawał codziennie rano, wiedząc, że pracujesz dla człowieka, któremu odmówiłeś, ale ta odmowa nie miała żadnego znaczenia. Będziesz gotował moje śniadania, moje obiady, moje kolacje. I za każdym razem, gdy wejdziesz do mojej kuchni będziesz pamiętał jedną rzecz. Że pewnego czasu kucharz pomylił swoje miejsce ze stołem pańskim. Przywrócę właściwy porządek na Elysium. Szlachcic na swoim miejscu, służba na swoim. Lepiej dobrze zapamiętaj te chwile. To ostatni czas, kiedy możesz poczuć, że jesteś kimś więcej niż rzeczywiście jesteś.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Lord machnął ręką jakby chciał przepędzić kamerzystę, a ten posłusznie wychodzi z pomieszczenia. W kadrze widzimy jeszcze jak Lord delektuje się winem w swoim kieliszku, a obraz z kamery powoli gaśnie.</span><br />
</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #005dc2;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Houston, mamy problem. Dziura w ringu, powtarzam dziura w ringu!</span></span></span></div>
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #2bcdd0;" class="mycode_color">Video Promo</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do ciemnego pomieszczenia, nie widzimy zupełnie nic. Po chwili zapala się lampka i możemy dostrzec... Zaraz, zaraz! Czy to dawno niewidziany Eli Cottonwood? Tak! Olbrzym ze złowrogim spojrzeniem zerka w obiektyw, po czym gładzie się po wąsie...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Eli Cottonwood:</span> Wąsy są oznaką prawdziwego mężczyzny. Ja je mam... I nie tylko ja. Nie jestem sam, jest nas więcej. Zamierzamy zdominować LPW. Niech każdy chłopak z gładką twarzą się strzeże, bo nikt nie będzie w stanie powstrzymać prawdziwej rodziny...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie w tle pojawiają nam się sylwetki jeszcze trzech mężczyzn, każdy z nich również wygląda na olbrzyma, nie widzimy jednak ich twarzy. Eli dalej raczy nas groźnym spojrzeniem gładząc się powoli po wąsach, po czym obraz z kamery gaśnie...</span><br />
</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Non Title Singles Match</span><br />
Zack Sabre Jr. vs Derek Halloway</span></div>
<br />
Kamera przenosi nas teraz do ringu, gdzie Zack Sabre Jr. znęca się nad Derekiem Halloway`em przetrzymując go na macie w Wrist Locku. Foliarz powoli wstaje z widocznym bólem na twarzy. Kiedy jest już na nogach to Zack wymierza serię ciosów pięścią w naciągniętą rękę Eternal Championa, a ten ponownie pada na ziemię. Derek wierci się z bólu i po paru sekundach doczołgał się do lin. Sędzia zaczyna odliczać. 1… 2… 3… 4… Zack puszcza po tym jak wykorzystał okazję do granic możliwości. Sabre odsuwa się parę metrów i wchodzi w dyskusję z sędzią. Halloway w tym czasie ma chwilę, żeby wstać. Kiedy Brytyjczyk zobaczył przeciwnika na nogach natychmiast odpycha sędziego i na niego rusza. Side Walk Slam od mistrza? Nie! Derek poczuł efekty dźwigni Zacka i puścił go w locie. ZSJ to wykorzystuje i wypłaca Pele Kick. Derek siada na dupie oszołomiony, a Anglik odbija się od liny i dokłada Penalty Kick. Zack teraz napawa się swoją dominacją w ringu na co fani reagują buczeniem. Ten nic sobie z tego nie robi i sygnalizuje, że będzie chciał zakończyć tę walkę. Podchodzi do Foliarza, który jest na czworaka w ringu. Wyciąga jego nogę, Ankle Lock?! Nie! The Awakened wymierza kilka kopnięć prosto w twarz Sabre, aż ten puszcza uchwyt i zamroczony dochodzi do siebie opierając się o linę. Mistrz już wstał, a Zack na niego rusza, ale inkasuje wysokie Back Body Drop! Brytyjczyk z takim impetem uderzył w matę, że aż wstał na równe nogi, odbił się od lin, a zawodnik z Denver dołożył jeszcze do tego Flapjack. Amerykanin jest w gazie, prosi fanów o wsparcie, a ci je mu dają. Zack powoli wstaje, a Halloway go podnosi. Czy to będzie Powerbomb?! Tak, Corner Powerbomb, Zack potężnie wciśnięty w narożnik upada na matę, a mistrz przechodzi do pinu. 1… 2… Kickout! Zack cały czas wśród żywych, a mistrz nie może uwierzyć, że to nie koniec i patrzy na sędziego jakby był częścią spisku. Po chwili jednak przechodzi do dalszej ofensywy i podnosi Sabre do góry. Awakening?! Nie, Brytol zsuwa się w ostatniej chwili za plecy mistrza. Wypłaca Forearm Smash w tył głowy rywala, a ten kieruje się w stronę narożnika. Zack odbija się od przeciwnego narożnika. Corner Dropkick! Brytyjczyk nie pozwala rywalowi opaść na ziemię… i mamy Zack Driver!? Nie, Anglik ma zdecydowany problem, aby podnieść mistrza, a ten odpłaca mu serią łokci w plecy. Zawodnik z Kent aż przyklęka, a Derek odbija się od liny… Third Eye?! Connected! Zack pada na matę, a mistrz przechodzi do pinu. 1… 2… 3! Derek Halloway górą nad Zackiem!<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #005dc2;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Szanuj wodę. Nie lej jej w komentarzu.</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na arenie nastaje kompletna ciemność. Po chwili wybrzmiewają pierwsze dźwięki syntezatora z utworu Van Halen - Jump. Błyskają neonowe światła w kolorze różu i błękitu. Po wejściu bębnów na rampie pojawia się "Sunny Chris" Finnegan. Ubrany w swoje wrestlingowe spodnie w neonowych barwach szeroko błyszczy śnieżnobiałym uśmiechem w stronę publiczności, która zaczyna wykonywać efekt fali. Chris kieruje swoje kroki w stronę ringu przybijając po drodze piątki, następnie wchodzi po schodkach, przeskakuje ponad górną liną, po czym wchodzi na szczyt narożnika i rozgląda się wśród publiczności wskazując palcem na pojedyncze osoby. Następnie powtarza to w przeciwległym narożniku, po czym odbiera mikrofon od konferansjera.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Surfer:</span> Wow... chwila. Naprawdę? Tego się kompletnie nie spodziewałem. Myślałem, że będę musiał was do siebie przekonać. A wy... przyjęliście mnie jak starego znajomego. *publika reaguje dopingiem* Wiecie co? Chyba właśnie tego potrzebowałem. Przez całe życie nauczyłem się, że najważniejsze jest mieć obok siebie ludzi, którzy dają ci siłę, kiedy zaczyna jej brakować. Wiecie co jest zabawne? Całe życie spędziłem nad wodą. Słońce, piasek, deska pod nogami i ten moment, kiedy patrzysz na nadchodzącą falę i zastanawiasz się, czy dasz radę ją złapać. I chyba właśnie za to pokochałem ten styl życia. Nigdy nie wiesz, co przyniesie następna fala. Możesz próbować ją przewidzieć, ale ostatecznie musisz po prostu wskoczyć i popłynąć. A wrestling? Cóż... wygląda na to, że właśnie złapałem swoją kolejną falę. Nie wiem czego się po nim spodziewać, ale...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">No i w tym momencie uderza theme song Jose Lopeza! Fate rozbrzmiało na arenie, śliczna piosenka, ale nie wiedzieć czemu - witana ogromnymi gwizdami oraz buczeniem. Na rampie pojawia się sam Hiszpan, który ubrany jest w swój strój wrestlingowy. Nieczęsto możemy go w tym widzieć. El Hermoso zmierza w kierunku ringu pewnym krokiem, totalnie olewając publiczność. Przed wejściem do ringu bierze mikrofon, wchodzi w końcu do docelowego miejsca i staje przed Chrisem, po czym zabiera głos.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez:</span> Któż inny powinien się tutaj zjawić i przywitać cię, jak nie inna osoba wychowana przy oceanie? *lekki uśmiech* Przyznam, że naprawdę nietrudno domyślić się, że jesteś człowiekiem wody. Pomijając twoje monotematyczne tatuaże, *Jose rzuca krótkie spojrzenie na ciało Chrisa* lub twoje pochodzenie, to...po prostu tak zajebiście lałeś WODĘ podczas swojej przemowy, że wszyscy na zawsze zapamiętamy, że bardzo ją lubisz, a słowo FALA znaczy dla ciebie tyle, co POJEDYNEK dla Cavazosa. Dziękujemy za uświadomienie tego! *Jose ironicznie się uśmiecha* W federacji mamy takiego jednego hydraulika, wezwałbym go, ale... nie sądzę, by coś zdziałał. Swoją drogą, macie więcej wspólnego niż myślisz. *puszcza oczko i robi pauzę* Zadałeś kilka pytań, więc jako bardziej doświadczony zawodnik służę pomocą. Chcesz wiedzieć, czego spodziewać się po wrestlingu? NAJGORSZEGO. Są tacy, którzy się właśnie o tym przekonują. *heat, a Jose uśmiecha się kącikiem ust* Doedukuję cię także, czego można spodziewać się po Elysium, a jest to na pewno fakt... że można się tutaj zmierzyć z Jose Lopezem! *żywa reakcja publiki* Może ostatnio nie zdarzało się to zbyt często, ale teraz mam jakieś przeczucie, że NIKT nam nie przeszkodzi w potencjalnej walce, bo osoba, która byłaby do tego zdolna, aktualnie musi tłumaczyć się na policji ze swoich złych rzeczy, co za przypadek. *Jose ironicznie się uśmiecha, a fani zaczynają buczeć* Także... zróbmy to, co ty na to? Przyda mi się rozgrzewka, a tobie przyda się pamiętny debiut...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Chris skinął głową, że jest gotowy do walki. Jose lekko uśmiechnął się z tego powodu, także za chwilę czeka nas pojedynek!</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Jose Lopez vs Chris Finnegan</span></div>
<br />
Wracamy do ringu. Jose Lopez jako pierwszy przejmuje inicjatywę, zatrzymując rozpędzonego Chrisa Finnegana mocnym Roundhouse Kickiem. Australijczyk cofa się w stronę narożnika, gdzie Spanish Star dokłada Running Corner Clothesline, a następnie wyciąga przeciwnika na środek ringu i wykonuje Snap Scoop Powerslam! Próba pinu. 1... 2... nie! Sunny Chris podrywa bark. Lopez od razu próbuje wykorzystać przewagę. Podnosi rywala i szykuje La Patada de Las Palmas, lecz Finnegan w ostatniej chwili się odsuwa. Hiszpan obraca się po nietrafionej akcji i otrzymuje Forearm Smash! Drugi! Chris odbija się od lin i dokłada Jumping Dropkick! Lopez wpada plecami w narożnik. The Ocean Boy rusza za nim i trafia Corner Splash! Finnegan od razu wyciąga przeciwnika na środek ringu i wykonuje Snap Suplex. Chris próbuje od razu dołożyć The Sydney Sweep, ale Lopez zsuwa się za jego plecy i odpowiada Swinging Neckbreakerem! Obaj przez chwilę leżą na macie. El Hermoso podnosi się pierwszy. Czeka, aż rywal znajdzie się na kolanach. SHINING WIZARD! trafia! Chris pada na plecy, a Lopez od razu przechodzi do przypięcia. 1... 2... nie! Australijczyk podrywa bark. Spanish Star chce pójść za ciosem i rusza z La Patada de Las Palmas, lecz Finnegan w ostatniej chwili uchyla się pod kopnięciem. Lopez obraca się po nietrafionej akcji i otrzymuje Forearm Smash! Drugi! Low Kick od Chrisa i od razu Enzuigiri! Hiszpan zatacza się, a The Ocean Boy rusza z Running Clothesline’em! Lopez pada na matę. Finnegan podnosi przeciwnika i wykonuje The Sydney Sweep! Connected! Chris widzi swoją szansę i rusza w stronę narożnika. Wspina się na górną linę. THE BIG WAVE! Nie! Lopez podnosi kolana! Finnegan ląduje na nich brzuchem i zwija się z bólu. Jose próbuje wykorzystać okazję, ale Sunny Chris trafia Forearmem. Drugi Forearm! Jumping Dropkick posyła Lopeza ponownie w narożnik. Finnegan rusza za nim i dokłada Corner Splash! Idealnie! Australijczyk nie czeka, chwyta rywala i od razu wykonuje Belly-to-Belly Suplex! Lopez ląduje na plecach, a Chris rzuca się na niego! 1... 2... NIE! Jose podrywa bark dosłownie w ostatniej chwili! Finnegan natychmiast podnosi przeciwnika i wysyła go Irish Whipem na liny. Lopez wraca, a Chris ustawia się pod The Tidal Force! Jednak nie! Spanish Star zatrzymuje się przed wejściem w zasięg Spinebustera i trafia Step-Up Enzuigiri! Finnegan chwieje się, ale nie pada. Lopez rusza z La Patada de Las Palmas! Chris ponownie uchyla się pod kopnięciem i odpowiada Forearm Smashem! Próbuje drugiego, lecz tym razem Jose przechwytuje rękę przeciwnika, przyciąga go do siebie i błyskawicznie przechodzi do inverted facelocku. Australijczyk próbuje wyrwać głowę z uchwytu, ale jest już za późno. HASTA LUEGO! Cross Rhodes trafia kompletnie z zaskoczenia! Lopez momentalnie przewraca rywala na plecy. 1... 2... 3! Jose Lopez wygrywa, choć debiutujący Chris Finnegan jeszcze chwilę wcześniej był bardzo blisko sprawienia dużej niespodzianki.<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #2bcdd0;" class="mycode_color">Video Promo</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz pokazuje nam kuchnie. Rob McŁowicz stoi przy blacie, ale tym razem niczego nie przygotowuje. Przed nim leży jedynie złożony fartuch. Przez chwilę patrzy na niego w ciszy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Zaczęło się niewinnie. Najpierw Sebastien zaprosił mnie do swojej loży VIP, żebym zobaczył, jak według niego wygląda „prawdziwy zawodnik”. Potem przyszedł do Pobitych Garów, spróbował mojego jedzenia i nagle uznał, że znalazł dla mnie lepsze miejsce. Nie w ringu. Nie w LPW. W swojej kuchni, wykonującego jego polecenia. Zaśmiałem mu się wtedy w twarz, bo byłem przekonany, że to kolejna fanaberia nadętego arystokraty.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob bierze fartuch do ręki, przygląda mu się przez moment, po czym rzuca go z powrotem na blat.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Ale Sebastien nie żartował. Konsekwentnie dążył do tego, aby doszło do spełnienia jego marzenia. Te mogą spełnić się już podczas Main Eventu. Jeśli przegram, zostanę jego prywatnym kucharzem i będę musiał znosić człowieka, który naprawdę wierzy, że pieniądze, nazwisko i używanie francuskiego języka dają mu prawo decydować o cudzym życiu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob podchodzi bliżej kamery, a jego ton wyraźnie się zaostrza.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Więc tak, stawka jest ogromna. Tylko zapamiętaj jedno, Sebastien, jeszcze niczego nie wygrałeś. Możesz już wybierać menu, kupować srebrne sztućce i szykować mi miejsce w swojej kuchni, ale najpierw musisz mnie pokonać. A kiedy zabrzmi gong, nie będę twoim kucharzem. Będę człowiekiem, który zrobi wszystko, żebyś do końca życia pamiętał, jak smakowała twoja własna pycha.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob spogląda jeszcze raz na fartuch.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Chcesz mnie na własność? Przyjdź i spróbuj mnie sobie wziąć. Smakuje?!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery gaśnie</span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera się włącza i pokazuje Dereka Halloway’a, który stoi z rękami założonymi na brzuchu. W jednej ręce trzyma flamaster  i stuka się po ustach jakby się nad czymś zastanawiał patrząc w konkretnym kierunku. Teraz kamera się oddala i widzimy, że ma na biodrach założony pas Eternal oraz iż patrzy w stronę planszy, na której jest namalowany flamastrem schemat płaskiej Ziemi z piękną kopułą. Można również dostrzec statyw, na którym stoi telefon, w którego stronę Derek się odwraca i w tym momencie na titantronie pojawia się obraz z kamery telefonu</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Piękna mi wyszła ta nasza Ziemia, prawda? &lt;Derek czyta czat&gt; Ale krzywa, tak nierówna, jak zeznania kiboli w sądzie. Dobra, Michał, dostajesz bana i nie będziesz mógł komentować na czacie przez 24 godziny. Pamiętajcie, powstrzymujmy hejt w Internecie. Do tych, którzy dopiero dotarli na nasz przebudzony live, witam wszystkich oświeconych! Tematem dzisiejszej transmisji będzie Płaska Ziemia, czyli miejsce na którym żyjemy. Zdawajcie pytania &lt;Halloway przygląda się czatowi&gt; SkyFan pisze jak to jest z tą grawitacją. &lt;Halloway zaczął się z tego tak śmiać, że aż puścił mocnego bąka. Spogląda za siebie i mówi pod nosem&gt; chyba nie poszło z farszem. &lt;za chwilę się ogarnia&gt; panie SkyFan, pan to jesteś częstym gościem moich live’ów, wielokrotnie wytykałem Twoją niekompetencję, durnotę i łatwowierność w jednym, a ludzie jak te barany łykają wszystko co powiesz Ty, a Ty powtarzasz to co powiedzieli Ci w tej agencji &lt;Halloway robi palcami cudzysłów&gt; „kosmicznej”. Sami agenci wokół, doprawdy. A zatem, żeby to raz na zawsze wybrzmiało. &lt;Derek pisze słowo „grawitacja” na planszy i na nie wskazuje&gt; grawitacja nieistnieje! &lt;Halloway szybko i kilkukrotnie przekreśla napisane słowo&gt; Do dysku przyciąga nas &lt;Halloway pisze pod spodem&gt; gęstość! Jeśli coś lub ktoś ma jakąś masę, to gęstość pozwala mu zostać na Ziemi. Czy to jest jasne?!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie w kadrze pojawia się Tony Leone, ubrany w elegancki garnitur, pod krawatem, z rękoma założonymi za plecami. Don powoli zbliża się do Dereka i z uznaniem delikatnie potrząsa głową. Z jego twarzy można wyczytać, że jest pod wrażeniem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Najmocniej przepraszam, że ośmielam się przeszkadzać, lecz nie zdołałem oprzeć się własnej ciekawości. Mam nadzieję, że wybaczysz mi tę śmiałość, Derek. &lt;miły uśmiech, skłon głową w kierunku Dereka, później w stronę telefonu&gt; Słyszałem kilka ostatnich minut i muszę przyznać, że masz odwagę. Większość ludzi boi się zadawać pytania. Wolą przyjmować odpowiedzi, które ktoś podaje im na tacy. Ale nie Ty, Derek. I wiesz co? Zawsze doceniałem takich ludzi. Ludzi, którzy interesują się tym, co jest za kulisami. Ludzi, którzy nie dają się wodzić za nos. To niezwykle cenna cecha, pielęgnuj ją dobrze, Derek. Wiesz dlaczego? Bo jest Nas bardzo niewielu. U nas, na Sycylii, mówi się - Cu k surdu, orbu e ta – ci, campa cent' anni 'mpaci. To znaczy - Kto jest głuchy, ślepy i milczy, ten żyje sto lat w spokoju. Ale nie My, Derek, nie My. To jest łatwa droga, dla tych, którzy w tłumie zawsze będą patrzeć w jedną stronę i iść tam, gdzie ich prowadzą. Ale My zawsze odwrócimy głowę, żeby zapytać dlaczego każą nam iść właśnie tam, nieprawdaż? &lt;szeroki uśmiech, krok w stronę Dereka&gt; Dwa tygodnie temu niezwykle mi zaimponowałeś. Sam zaproponowałeś mi walkę o mistrzostwo Eternal. Czym zasłużyłem sobie na ten zaszczyt? &lt;Tony robi dłuższą przerwę, ale nie pozwala odpowiedzieć Derekowi&gt; Gdyby zrobił to ktokolwiek inny snułbym podejrzenia, że to wszystko skrzętnie zaplanowany spisek przeciwko mnie. Podstęp, którego mam się nie spodziewać. W końcu zawsze jest ktoś, kto pociąga za sznurki, czyż nie? Ale Ciebie nie mógłbym podejrzewać o bycie marionetką, co to, to nie. Dlatego dzisiaj nie przychodzę tutaj jako Twój przeciwnik. Przychodzę jako partner biznesowy, bo na Heatwave będziemy mieli ze sobą interes. &lt;Tony wskazuje na pas Eternal&gt; Ten piękny tytuł. &lt;pauza&gt; Ty go masz. &lt;pauza&gt; Ja go chcę. &lt;pauza&gt; I uważam, że obaj jesteśmy wytarczająco inteligentni, aby nie robić z tego sprawy osobistej.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Od razu Ci mówię, mnie nie nabierzesz na te swoje „dobre” intencje i stonowany głos. Jakoś gdy nasyłałeś swoje pieski na mnie, Brutala i Edgara, to gdzieś zapomniałeś o tych manierach. Brutalność pod płaszczykiem elegancji. Typowy przedstawiciel loży P2, któremu odbiła palma i z przybocznymi myślą, że będą siać terror. Przejrzałem was, nie jesteście dla mnie niczym więcej, niż trybikiem w całej tej machinie. Nie potrzebuję poklasku, znam wartość tego co wiem, mi nie potrzebna jest wiara w jakieś „spiski”. Zwyciężyłeś ostatnio miano walki ze mną o mój pas. Jeśli go chcesz &lt;Derek staje twarzą w twarz z Tony’m i ponosi okulary na głowę&gt; musisz pokonać mnie. Wyszło szydło z worka w ostatnim zdaniu. Pas jest dla Ciebie czymś co stawiasz ponad tę swoją, pozorną elegancję i zaczynasz tracić kontrolę. Nie jesteśmy tacy sami co udowodnię Ci już niedługo.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Uśmiech natychmiast znika z twarzy Tony'ego i wygląda na poruszonego, jego mina od razu staje się smutna, a Don z rozczarowaniem kręci głową.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Dlaczego traktujesz mnie tak bez szacunku, kiedy przychodzę do Ciebie jako przyjaciel? Obrażasz mnie, nazywając faszystą, kiedy wyciągam do Ciebie rękę. &lt;pauza, w końcu wzdychając, jak człowiek o dobrym sercu, który nie może długo się gniewać na przyjaciela Tony kontynuuje&gt; Lubię Cię Derek. Naprawdę bardzo Cię lubię i byłoby mi okropnie przykro, gdyby przez taką drobnostkę wydarzyło się coś nieprzyjemnego. Uwierz mi, że pękło by mi serce, gdybym wszedł na Twoją kolejną transmisję, a ona nie mogłaby się odbyć przez Twoją niedyspozycję. Potrafisz sobie wyobrazić rozczarowanie tych wszystkich biednych ludzi, którzy tak bardzo na Ciebie liczą? Nie rób im tego, Derek. Tak jak wcześniej wspomniałem, wszyscy wiedzą, jak bardzo światłym człowiekiem jesteś. Zastanów się dobrze, czy branie przykładu z frustratów to, aby na pewno dobry pomysł. Do Heatwave mamy jeszcze trochę czasu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Tony kończy rozmowę, poprawia mankiet koszuli i spokojnie rusza w stronę wyjścia. Przechodzi za plecami Dereka. W pewnym momencie zatrzymuje się. Spogląda dyskretnie w dół. Na jego twarzy pojawia się ledwo widoczny uśmiech. Tony jeszcze raz zerka w dół, po czym mówi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Obawiam się, że... &lt;krótka pauza&gt; Twoja wcześniejsza teoria dotycząca farszu może jednak wymagać ponownego rozważenia.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Tony lekko kiwa głową, jakby właśnie przekazał Derekowi niezwykle istotną informację.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Miłego wieczoru.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Don odchodzi bez pośpiechu. Derek zostaje sam, kompletnie zbity z tropu i gwałtownie łapie się za dupę, a obraz z kamery gaśnie.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Jean-Pierre Dolnick vs Maxwell Ransom</span></div>
<br />
Obaj zawodnicy są już w swoich narożnikach. Jean wygląda na niepewnego tego co go tu czeka (przy okazji nie udaje mu się zatuszować zesrania nadchodzącą walką). Maxwell jest skupiony i nie spuszcza oka z Dolnicka. W końcu wybrzmiewa gong i czas rozpocząć ten wyczekiwany pojedynek! Ransom z kamienną twarzą podchodzi w stronę Grubasa, ten woli jednak zostać przy kornerze i mówi do byłego przyjaciela, żeby "srali na to, bo po co się tłuc jak mogliby skoczyć na dobry obiad na przykład i w ogóle". Maxwell przystaje w końcu przy Dolnicku, który dalej pierdoli od rzeczy... I Grubas z Konga nagle wyprowadza Potężne Odepchnięcie! Ransom robi jednak unik i teraz to on kilkoma ciosami sprawia, że Jean-Pierre chwieje się na nogach. Mamy Irish-whip... I Lariat od Ex-Wilgotniaka! Big Jean jednak nie upada, a jego rywal sam teraz odbija się od lin i wyprowadza Running Lariat! Sytuacja nam się powtarza, a więc Maxwell kolejny raz bierze rozbieg, mamy odbicie... I Running Big Boot, który ostatecznie powala Dolnicka na matę! Grubas turla się w kierunku narożnika i tam próbuje wstać na nogi, zaś Ransom patrzy w kierunku dopingującej go widowni. Wyraz twarzy ma dalej poważny i łatwo odnieść wrażenie, że ten pojedynek nie sprawia mu frajdy. Dolnick jest już na nogach, co zauważa Big Handsome Man... I wbija się w przeciwnika Running Corner Splashem! Big Jean trzymając się za klatę odchodzi od kornera i od razu zostaje wyniesiony na barki pod Death Valley Driver! Ależ siła Ex-Wilgotniaka, który chwilę trzyma rywala w tej pozycji... Torn Picture connected! Aż zatrząsł się ring, ale nie ma się co dziwić, w końcu potężna masa wbiła się w matę! Jean-Pierre leży znokautowany, Maxwell kręci głową i patrzy z lekkim żalem na byłego przyjaciela... Po czym łapie go za rękę, a sam zapina Gogoplatę! Ależ radość wśród fanów w Houston, w końcu akcję tą wykonywał Undertaker, a później także Wes Wallace! Grubas natychmiast odklepuje! Big Handsome Man puszcza chwyt, sędzia bije w gong, to koniec! Maxwell Ransom po jednostronnej i jakże krótkiej walce pokonuje Jean-Pierre Dolnicka!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ransom stoi chwilę i z dosyć poważną miną oraz założonymi rękami na biodrach zerka w stronę publiczności. Dolnick w tym czasie turla się w stronę narożnika, gdzie przysiada opierając się plecami o poduszki. Jean jednocześnie co chwilę kaszle i trzyma się za gardło, co obserwuje jego przeciwnik z dzisiejszej walki, który po chwili wychodzi z ringu i odbiera mikrofon od konferansjera. Gdy Maxwell jest już w kwadratowym pierścieniu powoli podchodzi w stronę Grubasa z Konga i staje 3 metry przed nim, nie spuszczając go jednocześnie z oczu...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> Pozwól, ze nie usiądę zwracając się do Ciebie, Jean. Chcę, aby wyraźnie była zaznaczona różnica poziomów, która obecnie nas dzieli. *głośne poruszenie widowni* Co Ty w ogóle tu robisz? Po co wróciłeś... Jest coś więcej co Cię tu ściągnęło niż pragnienie popularności? Odbudowa zasięgów? Ach, no tak... Darmowy bufet. I kasa. Nie zapomnijmy o pieniądzach. *publika w szoku* Zapchać brzuch, wypchać kieszeń, pokazać w telewizji, że żyjesz, że tu jesteś... Nie, bardziej nazwałbym to egzystowaniem, bo z dawnego Jean-Pierre'a nie zostało praktycznie NIC. Ty obecnie po prostu istniejesz. I tyle. *kręci głową* Kiedyś to co robiłeś, miało sens. Miało WIELKI, GŁĘBOKI SENS, bo wszystkim zapewnialiśmy najwyższy poziom rozrywki. Pisali o nas, rozmawiali, nasz duet przewijał się dosłownie wszędzie, nasze teksty stawały się viralami w sieci. Dawaliśmy ludziom TO COŚ! Dawaliśmy im oddech, chwilę zapomnienia od codziennego życia, problemów. To jest właśnie SENS! Rozumiesz? *głębszy oddech* Potoczyło się to dalej różnie, mieliśmy wspólną walkę, jej piękne zakończenie... Jean, nawet później, gdy pewne rzeczy zaczęliśmy robić solo, wyglądało to zupełnie inaczej. Widać było w Tobie pasję, rozumiesz? PASJA, tego nie da się zastąpić... *zerka prosto w oczy Dolnicka* To co spotkało mnie i jak potoczyła się nasza znajomość w ostatnim roku, to jest zupełnie inna sprawa... Ja się po prostu pytam do cholery, co się stało z Tobą? Szwendasz się bez celu po zapleczu, żresz na potęgę... Żresz, szwendasz się. Żresz, szwendasz się. Żresz, szwendasz się. I tak w kół... Nie! Wyszedłeś jeszcze parę razy do ringu, w końcu tutaj o to w tym przede wszystkim chodzi, prawda? A powiedz mi, co Ci się udało w związku z tym? Bo mi się wydaje, że masz na koncie więcej porażek, niż liczbę prostych punchy, które udało Ci się wykonać. *żywa reakcja widowni* Z reszta, sam fakt, że gadam teraz dłużej niż trwała nasza "walka" bardzo dużo mówi. *jeszcze głośniejsza reakcja, Maxwell robi chwilę przerwy* Prawda jest taka Jean, że bardzo dużo rzeczy... Po prostu spierdoliłeś. *Ransom ogląda się na publikę, która jest w ogromnym szoku* Hej! Możemy myśleć co chcemy, ale prawda jest taka, że Jay DiMateo ma rację. Każdy z nas to robi, wszystkim nam mogą puścić hamulce, jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje ograniczenia i emocje, chcemy tego czy nie. Uważacie, że takie słowa są do mnie niepodobne? A jak ja mam trzymać nerw w ryzach *wskazuje na Dolnicka* po tym jego popisie z zeszłego Elysium? To był kolejny raz, kiedy nie wziął jakkolwiek na poważnie tego co mówię! Ile można? *poruszenie widowni* Wy to wiecie, wy to rozumiecie, wy mnie wspieracie i macie za to moją największą wdzięczność. ZAWSZE. *ponownie patrzy na Dolnicka* Ale Ty Jean? Względem nas powiedziałem już dużo, względem Ciebie prywatnie też. A co do twojej "starannie wykreowanej persony"... To nie jesteś już nawet karykaturą celebryty. Kompromitujesz się. I w ten sposób stracisz wszystko. Powinieneś zaszyć się w swoim pokoju, zająć dalej streamowaniem... I dla swojego dobra po prostu stąd odejść.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">I w tym momencie Ransom wyrzuca mikrofon i opuszcza kwadratowy pierścień! Publika jest potwornie poruszona i zszokowana, ludzie kompletnie nie wiedzą jak zareagować. Maxwell też widać, że ciężko radzi sobie z emocjami schodząc na zaplecze, zaś Dolnick nadal siedzi w narożniku i wygląda, jakby otrzymał największy cios w całym swoim życiu, prosto w serce. Obraz z kamery gaśnie...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #005dc2;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Pan Terry zabrał głos - "To koniec pewnej ery, Don Dan znika z wrestlingu!"</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Tag Team Match</span><br />
Derrick Mantel &amp; El Garra de Gato vs Mike F'N Brutal &amp; Edgar Dickinson</span></div>
<br />
Wracamy po reklamach do ringu, gdzie El Garra odbija się od lin i przebiega pod ręką Brutala, który atakuje go Clotheslinem. Ponowne odbicie od lin, znów unik, ale tym razem Kociarz chwyta za brzuch przeciwnika stając za nim i próba German Suplexu. Jednak nie, Mike zapiera się nie dając się wynieść. Teraz wyprowadza stomp na stopę przeciwnika. Meksykanin puszcza przeciwnika i podskakuje trzymając się za bolącą nogę. Extremaniac chwyta przeciwnika za głowę jedną ręką i wyprowadza punch. Za chwilę kolejny i dokłada jeszcze Headbutt na to wszystko. Po tym ataku Kociarz pada na matę, a Mike zmienia się z Edgarem. Ten wskakuje na szczyt narożnika i mamy Diving Splash na leżącego rywala. Próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Poeta podnosi przeciwnika na nogi Irish Whipem wysyła go na liny. W momencie odbicia się Derrick zmienia swojego Tag team partnera. Irlandczyk tego nie zauważa i dokłada jeszcze Dropkick dla El Garra. Edgar wstaje, a Mantel wpycha przeciwnika do narożnika. W tej chwili od razu dokłada Step-up Enzuigiri. Dickinson pada na matę, a Normal Guy odbija się od lin i dokłada Running Senton. Próba pinu 1… 2… nie, Kickout. Brutal już prawie wszedł do kwadratowego pierścienia by zainterweniować, ale się powstrzymał. Derrick staje przy linach i oczekuje, aż jego oponent wstanie. Gdy się to dzieje, Mantel dokłada jeszcze Discus Lariat! Ależ mocny atak. Teraz jednak Amerykanin nie próbuje ponownie przypiąć tylko ustawia się w okolicy swojego narożnika i oczekuje, aż rywal się podniesie. Szykuje się Head Crusher! Jednak tym razem to Kociarz robi sneaky zmianę. Sędzia zatwierdza innego legalnego zawodnika w ringu, a Mantel odwraca się do nich i zaczyna się kłócić to z sędzią, to z El Garrą. Meksykanin wchodzi do ringu i pokazuje, że to on teraz tutaj będzie rozdawał karty i żeby spadał. Derrick patrzy zrezygnowany po publiczności i popycha swojego tag team partnera. Luchador z urażoną dumą chce ruszyć na Mantela, ale sędzia staje między nimi, a Amerykanin macha ręką i przechodzi na apron. Kociarz odwraca się do już klęczącego przeciwnika. El Garra ustawia rywala pod Garra Slam! Jednak nie, Dickinson wyprowadza trzy łokcie na głowę przeciwnika, po czym ten odpuszcza. Irlandczyk teraz dokłada jeszcze Plot Twist! Następuje szybka zmiana z Brutalem, który wchodzi do ringu, popycha przeciwnika na liny i wyprowadza na nim Factory Reset! Kociarz już leży mocno poobijany, ale Mike jeszcze raz zmienia się z Edgarem, który teraz wdrapuje się jeszcze na narożnik. Czy będzie The End?! Tak! Mamy The End! Próba pinu, 1… 2… 3?! Tak, to koniec tej walki!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Pisarz oraz Extremaniac z uznaniem kiwają do siebie głową, a po chwili sędzia unosi ich ręce do góry w geście zwycięstwa. Radość nie trwa jednak długo, bowiem rozbrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=gHMU4Ww7WVc" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Carl Orff - O Fortuna</a> a na rampie pojawia się Vincenzo Vizzini, który niedługo ma stoczyć walkę! Mężczyzna jest oczywiście ubrany jak przystało na członka The Outfit. Pod krawatem, w eleganckim kapeluszu. Tuż za nim stoi jego partner, Enzo Sacrale, który ubrany jest równie elegancko, w błękitną marynarkę. Zrównują się po chwili i razem wchodzą do ringu. Mesina ma już w ręku mikrofon, obaj stają na przeciwko napiętych Edgara oraz Mike'a, atmosfera jest tak gęsta, że można by ją było ciąć nożem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> Na początku pragnę się przywitać ze wszystkimi. Co prawda, Tony zrobił już to w imieniu całej naszej organizacji, jednak kultura wymaga, abym uczynił to również osobiście. *lekko kiwa głową w stronę widowni oraz dwójki rywali* Istotny jest fakt, że głęboko wierzę. *chwyta za medalik* Głęboko wierzę nie tylko w Biblię, ale również w ludzi i to, że należy dawać im szansę. Don Leone zdążył nas przedstawić, a ja liczę, że nie każdy jest takim ignorantem jak Generalny Menadżer i zdołaliście zapamiętać moje imię, z czystej, ludzkiej przyzwoitości. Z resztą, wasza dwójka już przekonała się, że to wręcz powinność... *z uśmiechem gładzi się po łokciu* Nasze pierwsze spotkanie nie należało do przyjemnych. Rozumiem żal, niechęć i frustrację, niechciane emocje są w końcu mankamentem każdego człowieka... Tony jednak klarownie przedstawił nasze intencje. Umiejętność słuchania kłania się w pas. *spogląda na Brutala* I na tym wszystko mogło się zakończyć. Nie... Na tym wszystko POWINNO się zakończyć. Jasno musi wybrzmieć, że to WY postanowiliście napisać kolejny rozdział tej opowieści. *spogląda na Edgara* To również z waszej inicjatywy dojdzie do kolejnego spotkania w Houston, podczas Heatwave. *ogląda się na Vincenzo* Nie będziemy uciekać. *wskazuje palcem ku górze* Bóg ześle na was wyrok, a my dokonamy egzekucji. Dokona się to na wasze życzenie. Z największą przyjemnością wymierzę boską karę wam i każdemu, kto będzie stanowić naszą przeszkodę. Wszyscy powinni to dobrze zapamiętać... *ogląda się po rywalach* Dzisiaj jednak sytuacja ma się inaczej, a ja mam zaszczyt przedstawić stanowisko The Outfit... Otóż tego wieczoru postanowiliśmy wdrożyć zasadę nietykalności, co jak widać, zdołaliśmy już udowodnić. Liczymy, że z aprobatą przyjmiecie tą drobną uprzejmość i zostanie zastosowana tutaj wzajemność. Zależy nam, aby na równych warunkach podejść do naszego pojedynku, po koleżeńsku. *uśmiech*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nikomu nie potrzebne są specjalistyczne przyrządy optyczne, żeby dojrzeć, iż na twarzy Mike F’N Brutala rozbłysła purpura. Wyraźnie wskazująca, że już za chwilę dojdzie do złamania wszelkich zasad nietykalności, jak nie na poziomie fizycznym to na pewno na werbalnym. Zdziwić można się jednak, bowiem zanim Król Ekstremy zdążył się odezwać, jego wymalowany towarzysz wystąpił krok na przód i natychmiast zaczął tyradę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson</span>: Jedynym Bogiem tutaj jestem JA! Nieistotne jak wysoko się wespniesz, to nie będzie tam niczego poza mną! Nie wiem dalej skąd się tutaj wzięliście i co robicie w mojej opowieści, ale jesteście tylko krótkim apokryfem. Błędem, wykolejeniem, pomyłką, chochlikiem czy inną kaczką dziennikarską. *Dickinson po tym wstępie, wziął głęboki oddech i przymknął na chwilę oczy* Panie Enzo, Panie Vincenzo. Co mam na myśli, to że wraz z waszym liderem, jesteście w niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie. Nie mam wątpliwości, że sami z pewnością, kiedyś natrafiliście na kogoś w takim właśnie położeniu. Wiecie też na pewno, jaki los zwykle takie zbłąkane postacie czeka. Problem jest jedynie w tej materii, że Panowie odmawiacie przyjęcia do wiadomości, że nie powinno was tutaj być. Nie interesują mnie więc powody waszej tutaj obecności, ani wasze plany i poglądy. Jedyne co się liczy, to żebyście Panowie zostali odstawieni poza tory tej historii, i żebym załatał to co zdążyliście już zniszczyć. *Poeta zbliżył się do rywali o kolejny krok*  Wysłanie mnie do szpitala dało wam ładną chwilę, zanim zdążyłem się zorientować co się dzieje. Ale ten czas się skończył, to jest moja opowieść *Artysta wskazał na przestrzeń dookoła siebie, co fani skwitowali cheerem* jesteście dla niej jak drzazga, której pozbędę się ekstruzją lub siłą.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> Doceniam sztukę, naprawdę. Rzeźba, pismo, muzyka, piękno potrafi mnie fascynować. Czyż nie znaleźliśmy czegoś, co nas łączy, Panie Edgarze? *uśmiech* Obecnie jednak czuję ten gorzki, lekko stęchły zapach. Mówił o nim Don Leone. To frustracja, a wypływa ona z każdego otworu twojego ciała, powoli wypełnia arenę i wręcz mam wrażenie, jakby niedługo miała zalać nas wszystkich! *przymyka oczy* Widzę to oczami wyobraźni... W końcu nie jeden artysta potrafił zatapiać gniew, smutek i bezsilność. *uśmiech* "Zazdrość jest zgnilizną kości". Boli Cię, że tak naprawdę to Ty stałeś się nieświadomym plagiatorem. Że The Outfit Cię uprzedziło. Że musiałeś spalić to, co sobie wyimaginowałeś, i przeniosłeś na papier, bo nie zdążyłeś tego ukazać światu. To są interesy, Panie Poeto. Nie każdy może być w pełni szczęśliwy. Muszą być przegrani, a w najlepszym przypadku mniej usatysfakcjonowani. My osiągniemy to co zamierzamy niezależnie od tego, jak będziesz się zapierał. Możesz próbować napisać kolejną opowieść, żywic przekonanie, że zmienisz tym bieg wydarzeń... ale nic to nie da. *wzrusza ramionami* Mimo wszystko The Outfit nie zależy na kolekcjonowaniu wrogów, dlatego będę miał dla Ciebie poradę. Brzmi sympatycznie, czyż nie? *unosi brwi* Wyjdź do ringu podczas Heatwave, zrób to, w co wierzysz... I odpuść. W końcu wszyscy dobrze wiemy, jak to się skończy. Wyjścia masz dwa, albo pogodzisz się ze swoim losem sam... albo z naszą pomocą. *Enzo spoważniał jeszcze bardziej i przybliża się do Edgara* A za to bluźnierstwo, którego się dopuściłeś... Osobiście dopilnuję, żebyś miał bardzo dużo czasu na godzenie się z upadkiem twojej opowieści.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Enzo wygląda jakby miał złamać dane słowa i zapomnieć o wspomnianej wcześniej nietykalności, jednak w porę wyłapuje to Vincenzo, który również robi dwa kroki w przód i wkłada rękę między Sacrale i Edgara, posyłając chłodne spojrzenie w stronę kompana. Ten je odwzajemnia i kiwa głową do Vizziniego, po czym zgodnie obaj lekko się wycofują. Wszystkiemu przyglądał się Brutal. Mike widząc całą sytuację był także przygotowany do ataku i stanął obok Dickinsona. Kiedy sytuacja lekko się uspokoiła i napięcie minimalnie opadło, to South Philly Scumbag postanowił zabrać głoś, jakby był już zniecierpliwiony tym, co do tej pory usłyszał.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Dobra... dobra, wystarczy, bo ludzie z widowni zaczynają wychodzić na siku, albo po napoje. *cheer* Słucham was już od kilku minut i mam wrażenie, że próbujecie zrobić z prostego wpierdolu jakieś cholerne objawienie. Bóg, wyrok, egzekucja, nietykalność... Chłopaki, ja naprawdę leję na to wszystko. Chcecie żebyśmy zostawili was w spokoju? Świetnie. Wy możecie zrobić to samo. Tylko jest jeden maciupeńki problem...  ja wcale nie mam ochoty wam niczego odpuszczać. Wkurwiliście mnie. Wkurwiliście pisarzynę. Wleźliście na nasze podwórko z przytupem i teraz będziecie musieli za to zapłacić. Mam tylko jedno zasadnicze pytanie. Od początku słyszę Sacrale to, Sacrale tamto, a wcześniej Leone siamto... Czy tylko Sacrale potrafi mówić w tym waszym duecie? Gdzie w tym wszystkim jest Vizzini? A może powinniśmy gadać po makaroniarsku, bo nasz język jest dla niego troppo complicato?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Sacrale znowu podnosi mikrofon do ust, jednak w tym momencie Vizzini kładzie dłoń na górze mikrofonu i spojrzeniem daje Enzo znać, że czas na to by zabrał głos. Mesina tylko się uśmiecha i oddaje Vincenzo mikrofon.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Vincenzo Vizzini:</span> Proszę bardzo. Mam w ręku mikrofon i przemawiam. Czy jesteś teraz usatysfakcjonowany? Czy Twoje małe, kruche ego zostało w tym momencie wystarczająco podbudowane? *Vincenzo postępuje dwa kroki do przodu, stając na przeciwko Brutala* Jak widzisz mówimy w tych samych językach. Angielski, to sprawa oczywista. Włoski - tu muszę przyznać, że jestem zaskoczony. Ale nie wiem czy masz świadomość, że mówimy jeszcze w jednym, wspólnym języku. *Vincenzo nachyla się do Brutala i patrzy mu głęboko w oczy* Moim ulubionym - języku przemocy. Już za tydzień na Heatwave przekonasz się o tym na własnej skórze. Udzielę Ci małych korepetycji. Ale jeśli tak bardzo pragniesz zobaczyć mnie w akcji to proszę, zostań w pobliżu i bądź świadkiem mojego małego pokazu. Zobacz, co swoją impertynencją i porywczością ściągnąłeś na waszą dwójkę. A jeśli nie &lt;spogląda na Edgara&gt; to prosiłbym was, intruzów, o wycofanie się z naszej historii. Bo ten rozdział należy do The Outfit.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Vizzini oddaje mikrofon w ręce Mesiny, po czym ściąga kapelusz oraz okulary i te układa pod ringiem. Chwilę później jednym ruchem ręki zrywa z siebie marynarkę, którą przewiesza na narożniku. W tym momencie wybrzmiewa <a href="https://youtu.be/Nr-7wO6PZMY?si=TBM4ruijJZ5WgJ-0" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Doli - Jebać Dorosłość</a> a na rampie pojawia się Elias Shadow! Vizzini odpina zapinki, po czym podwija rękawy, a pozostała trójka mierzy się tylko spojrzeniami, po czym opuszcza ring. Czas na reklamy.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #005dc2;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Pecorino Romano za jedyne 67,67ZŁ za 100G!</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Vincenzo Vizzini vs Elias Shadow</span></div>
<br />
Rozbrzmiewa gong, co oznacza początek pojedynku. Elias niezwykle pewny siebie podchodzi do środka ringu, po czym... Oczywiście, że tak, robi 67! A potem zaczyna krzyczeć coś o kukurynach czy jakimś innym gównie. Vizzini tylko podnosi lekko brew, wyraźnie niczym niewzruszony. Shadow na pewniaczka podchodzi jeszcze bliżej, jednak Włoch nagle odpala i bez żadnego znaku ostrzegawczego rusza na młodzieńca, wykonując Front Dropkick! Ale urwał! W sensie Eliasowi łeb, prawie urwało. Rozpoczyna się zabawa w kotka i myszkę. Zanim Lone Wolf jest w stanie podnieść się ponad pozycję siedzącą, otrzymuje Penalty Kick prosto w plecy! La Macchina bez żadnego zawahania chwyta obie dłonie i zaczyna je rozciągać do tyłu. Chwilę później zaczyna również używać kolana, które raz po razie wbija się w kręgosłup Eliasa! W końcu puszcza ofiarę, która osuwa się na matę, a Vincenzo bez żadnego zawahania zaczyna wykonywać całą serię Stompów na kark Beta Wolfa! Sędzia zaczyna odliczać, upominając cały czas Mafiozę o łamaniu zasad. W tym momencie stojący obok ringu Enzo pokazuje na zegarek, dając kompanowi znać, że powinien przestać się wygłupiać bo czas ich nagli. To w końcu wyrwało Il Freddo z transu. Momentalnie zapiął Death's Touch, czego Elias już nie wytrzymał, od razu odklepując!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Vizzini puszcza uchwyt od razu po usłyszeniu gongu i staje na baczność. Sędzia unosi jego rękę w geście zwycięstwa, <a href="https://www.youtube.com/watch?si=G8qJdEcK9iBSh4Yu&amp;v=gHMU4Ww7WVc&amp;feature=youtu.be" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Carl Orff - O Fortuna</a> rozbrzmiewa w tle, a po chwili dołącza do niego w ringu Mesina, który wyciąga z wewnętrznej kiszeni marynarki różę i układa ją na ciele pokonanego Eliasa.</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #C10300;" class="mycode_color">Earlier Tonight...</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Drzwi do garderoby Edgara otwierają się bez pukania. Mike F'N Brutal wchodzi do środka, trzymając w dłoni butelkę wody. Rozgląda się po pomieszczeniu, po czym dostrzega Dickinsona i od razu kieruje się w jego stronę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal:</span> Ty, poeta! Jest robota do zrobienia! Załatwiłem nam elegancką walkę. El Garra de Gato i Derrick Mantel. Dwóch chłopów z opiniami. Hardkorowy test przed Heatwave. Sprawdzimy, czy faktycznie potrafimy się dogadać, zanim przyjdzie czas na pływanie z rekinami.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Extrememaniac robi krok w bok popijając wodę, ale po chwili zatrzymuje się i spogląda ponownie na Edgara. Przez moment przygląda mu się w milczeniu, jakby właśnie coś sobie przypomniał.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal:</span> Ale tak właściwie... jest jedna rzecz, która od jakiegoś czasu mnie gryzie. Po cholerę ty właściwie zgodziłeś się być partnerem tego brytyjskiego szczura Sabre'a?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Artysta bardzo powoli odstawił filiżankę z kawą na spodek. Równie powoli oderwał wzrok od rozłożonej pośród kosmetyków książki. Finalnie skierował spojrzenie na swojego gościa.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson</span>: Dzień dobry Panie Brutal. Usiądź proszę *poeta wskazał na fotel stojący w kącie garderoby* Widzę, że o nawodnienie dbasz samodzielnie, gdybyś jednak miał ochotę na coś innego to chętnie poczęstuję, kawą, herbatą lub czymś mocniejszym. Od razu jednak odpowiadając na wszelkie twoje pytania i wątpliwości. Uważam, że to dobry pomysł, żebyśmy stoczyli mały pojedynek testowy, chociaż obawiam się, że nasi rywale są jeszcze mniej zgrani. Kto by pomyślał, prawda? W każdym razie, musimy się oglądać za siebie tego wieczora Panie Brutal. Jeśli zaś chodzi o Pana Sabre. Cóż, miałem wobec niego pewne plany. Miał sięgnąć po mistrzostwo i potem mnie wyznaczyć na pretendenta. Ten wątek musiałem jednak wyrzucić do kosza… Chciałbym jednak pewną rzecz rozwiać, ostatnio wtargnąłem na twój pojedynek w stanie hmmm nieoptymalnym. Musiałem to jednak uczynić, zakończenie tego wieczora byłoby gorsze niż tylko zderzenie potylicy z krzesłem.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: No dobra, chociaż jedna rzecz się zgadza. Ta walka będzie swego rodzaju testem. I właśnie dlatego ją załatwiłem, bo chcę wiedzieć, czy mogę na Tobie polegać, zanim przyjdzie czas na makaroniarzy. Bo dzisiaj nie interesuje mnie kto jest bardziej efektowny, kto ma lepszy rekord czy kto potrafi ładniej paplać do mikrofonu. Jak zacznie się hardcore to chcę wiedzieć, czy człowiek stojący obok mnie dalej będzie stał obok. A co do Sabre'a... dobra, niech będzie. Wrestling to wrestling. Pas, historia, możliwość zapisania kolejnego rozdziału. Każdy z nas ma jakiś powód, dla którego tu jest. Ale wiesz co? Mam w dupie, czy Zack miał dla Ciebie pas, złote góry czy obiecał Ci własny pomnik przed siedzibą LPW. Po tym, co odwalił sam nasikał na swoją historię. Ale jest jedna rzecz, która zaczyna mnie w tym wszystkim naprawdę wkurzać. The Outfit. Widziałem już takich jak oni. Wchodzą na cudzy teren, robią bałagan, stawiają swoje zasady i zachowują się, jakby od teraz wszystko należało do nich. I nie podoba mi się to. Nie dlatego, że przestrzegam zasady. Nie przestrzegam, urodziłem się po to, żeby je łamać i pamiętam, że sam narobiłem tutaj wystarczająco dużo gówna. Ale Elysium zaczyna być naszym miejscem. Ja i ci ludzie na trybunach chcą zobaczyć czym ten brand może się stać, kiedy to my zaczniemy go układać. Nie Leone. Nie jego garniturowe przydupasy. My. Ludzie, którzy wychodzą tutaj i ryzykują własnym zdrowiem, żeby to wszystko miało jakikolwiek sens.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na twarzy Brutala w tym momencie pojawia się lekki, krzywy uśmiech.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal:</span> Więc dzisiaj zrobimy im małą lekcję. A potem zobaczymy, kto jeszcze będzie chciał nam tłumaczyć jak to miejsce ma wyglądać. Do zobaczenia na ringu, literacik. I pilnuj pleców, bo mam wrażenie, że dzisiaj ktoś będzie chciał nam bardzo dokładnie pokazać, gdzie jest nasze miejsce.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Poeta odprowadził wzrokiem swojego drużynowego partnera, kiedy ten opuszczał jego garderobę, równie bezpardonowo jak do niej wkroczył. Artysta chwilę jeszcze spoglądał, na drzwi których Mike za sobą nie zamknął. *O tempora, o mores* mruknął do siebie pisarz, po czym wrócił do swojej kawy. Przez chwilę wyglądał, jakby miał dalej pozować na członka królewskiego podwieczorku, jednak jego mina w końcu stężała. Edgar odstawił filiżankę na spodek i zaczął bębnić palcami o blat, intensywnie wpatrując się w swoje odbicie w lustrze. Po chwili wstał i zaczął przetrząsać, stojący pod ścianą,  kufer, jakby intensywnie czegoś poszukiwał. </span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/cNDyCwA.png" loading="lazy"  width="500" height="500" alt="[Obrazek: cNDyCwA.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Widzimy piękne ujęcie areny, w której odbywa się dzisiejsza gala, oświetlony budynek robi naprawdę duże wrażenie, tuż po zachodzie słońca. Teraz obraz zjeżdża nieco bliżej i możemy obserwować, że na dachu przebywają jacyś ludzie. Wygląda na to, że na coś się przygotowują. Nagle ujęcie z drona zmienia się na ujęcie z kamery ręcznej - możemy zobaczyć, że na szczycie budynku atmosfera jest mocno napięta, ów ludzie to prawdopodobnie pracownicy Legion Pro Wrestling. W dalszym planie widzimy również Nicka Aldisa, który jest tam w otoczeniu paru ochroniarzy. Nagle słychać jednak głos jednego z mężczyzn, który właśnie wpatruje się w niebo przez długą lornetę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Pracownik LPW: </span>Lęcą! Lecą! Widać ich! Dawajcie znać na dół!]<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie obraz z kamery ponownie się zmienia i mamy szybkie, biegnące wręcz ujęcie, które ukazuje nam zaplecze dzisiejszego widowiska, dwóch mężczyzn zajmuje się nagłośnieniem, słychać jak potwierdzają sobie nawzajem, że "wszystko jest ok", po chwili jesteśmy już na korytarzu, gdzie widzimy jakieś 40 dzieciaków, które biegną w stronę gorilla position - tam czekają na nich już producenci, którzy wyglądają na lekko zdenerwowanych, ale jednocześnie zafascynowanych całą tą sytuacją. Jeden z nich daje znak kciukiem uniesionym w górę, że są gotowi, następnie naciska przycisk, który znajduje się przy wejściu i w głośnikach na arenie rozbrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=1k8craCGpgs&amp;list=RD1k8craCGpgs&amp;start_radio=1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TEN UTWÓR</a> i widzimy, że dzieciaki wybiegają na arenę i ustawiają się wokół ringu. Każde dziecko ma na sobie białą koszulkę z jakimś cytatem filmowym, w oczy rzucają się chociażby "You can't handle the truth!", It is the quality of one’s convictions that determines success, not the number of followers", czy "Quid pro quo—I tell you things, you tell me things". Atmosfera wśród kibiców robi się coraz bardziej gorąca, a my ponownie mamy ujęcie z drona i obserwujemy...zbliżający się helikopter! Maszyna powoli zbliża się do lądowania, w wyznaczonym do tego miejscu, a oficjele LPW ostrożnie podchodzą bliżej. W końcu śmigła przestają pracować, a z pokładu helikoptera wyłania się postać. Ma na sobie długi czarny płaszcz z kapturem, po chwili jednak odchyla go i widzimy, że jest to James River Waters we własnej osobie! W środku areny słychać ogromny wręcz wrzask i kamera ponownie kieruje nas właśnie tam. Kibice bawią się na trybunach w rytm przeboju Journey, a na titantronie wyświetla się film, który pokazuje niektóre walki Watersa w WCW. Po mniej-więcej dwóch minutach ekran robi się czarny, a muzyka cichnie. W hali zapada kompletny mrok, który jednak dość szybko wypełniają unoszące się w rękach fanów smartfony, praktycznie każdy włącza latarkę w swoim telefonie, a napięcie sięga zenitu.</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nagle słychać to, na co wszyscy czekaliśmy - <a href="https://www.youtube.com/watch?v=5-5b08omYag&amp;list=RD5-5b08omYag&amp;start_radio=1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">PHANTOM OF THE OPERA</a>! Ponownie słychać wrzask kibiców, a dzieciaki zebranie wokół ringu zaczynają biec w stronę titantronu, tam zaś pojawia się specjalna platforma z wielkim czarnym gargulcem zamontowanym na przodzie. Na niej widzimy oczywiście Jamesa Rivera Watersa. Wśród braw i krzyków wjeżdża on powoli na arenę, będąc przy ringu opuszcza on platformę, po tym jak obsługa otworzyła mu drzwiczki zamontowane z prawej strony. "Madman" wychodzi na wszystkie cztery narożniku po kolei, witając się z kibicami, Ci odpłacają mu potężną reakcja, która ewidentnie wywołuje emocje u Watersa. Widzimy nawet, że chyba uronił on łzę, bo ociera policzek. Gdy sytuacja nieco się uspokaja, James River zdejmuje płaszcz i możemy zaobserwować, że ma na sobie czarną koszulkę z białym napisem "Just when I thought I was out, they pull me back in". Były MISTRZ ŚWIATA WAGI CIĘŻKIEJ uśmiecha się teraz i prosi obsługę o mikrofon, ten natychmiastowo pojawia się w jego ręce i w końcu możemy posłuchać, co po tym wszystkim ma do powiedzenia James River Waters, który raz jeszcze się uśmiecha, a następnie prosi publiczność, by ta dała mu dojść do głosu...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James River Waters:</span> Chcia...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Waters nie zdąża dokończyć pierwszego słowa. Mata przy jego nogach nagle się wybrzusza, przebija ją potężna dłoń, która zaciska się na kostce Madmana. James próbuje złapać się lin, ale kolejne szarpnięcie przewraca go na plecy, a chwilę później zostaje wciągnięty przez rozerwaną matę pod ring! </span><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wokół zaczyna się chaos. Dzieci stojące przy ringu są natychmiast wyprowadzane przez ochronę i pracowników LPW, podczas gdy spod konstrukcji dochodzą kolejne potężne uderzenia. Ring drży, słychać brzęk metalu, głuche huki i krótkie odgłosy szamotaniny. Nagle wszystko cichnie. </span><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po kilku sekundach jeden z kamerzystów ostrożnie podchodzi bliżej rozerwanej maty. Na razie kamera nie jest w stanie zarejestrować żadnego obrazu. Nagle z dziury wyłania się głowa James'a, a następnie jego barki, oraz ręce. Kamera cofa się lekko, idealnie w momencie w którym ciało Watersa zostaje wyrzucone w powietrze i z głuchym łupnięciem upada na ring! Tymczasem przez dziurę powoli wyłania się Silas Crowe. The Uncured chwyta krawędzie płótna i wciąga się do ringu, po czym prostuje nad leżącym Watersem, który jest cały zakrwawiony. W tym samym momencie na rampie pojawia się Dr Victor Kline z dyktafonem w jednej dłoni i mikrofonem w drugiej. Zatrzymuje się, patrzy na Silasa, a potem na Madmana.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> Terapia rozpoczęta.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery momentalnie się urywa.</span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #2bcdd0;" class="mycode_color">Video Promo</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do bogato zdobionej sali. Czuć bogactwo, kiedy rozejrzymy się po otoczeniu. Wysoki sufit, na ścianach znajdują się portrety przodków naprzemiennie z gobelinami. Na podłodze znajduje się marmur, a na końcu pomieszczenia stół z bogatymi złotymi zdobieniami. O stół jest oparta laska Margaux, przy jednym z krzeseł przy stole siedzi Lord Sebastien. W ręku obraca kieliszek z winem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> McŁowicz, człowiek, który całe swoje życie spędził przy kuchennym blacie. Nauczył się jak z tanich składników zrobić coś co można położyć na talerzu. Niestety na tym się już kończą mocne strony McŁowicza.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lord podnosi kieliszek do góry i bierze delikatnego łyka wina.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Twoimi dwiema głównymi cechami są głupota i odwaga. Jesteś odważny, bo wydajesz się nie obawiać przed konfrontacją ze mną, a ja na twoim miejscu zdecydowanie bym się tego obawiał. Jesteś głupi, bo myślisz, że możesz tak po prostu odmówić komuś takiemu jak ja. Ale trochę Ciebie rozumiem. Ty nie walczysz ze mną dlatego, że wierzysz, że możesz ze mną wygrać. Walczysz, bo zostałeś wychowany w świecie, w którym tacy jak Ty muszą chwytać się każdej okazji, żeby choć przez chwilę poczuć się równymi ludziom takim jak ja.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Teraz Lord wstaje i podchodzi do jednego z portretów znajdujących się na ścianie. Kontynuuje cały czas przyglądając się portretowi </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Spójrz, McŁowicz. To są moi przodkowie. Pokolenia ludzi, którzy budowali majątek, pozycję i własne nazwisko. Budowali też historię świata, w którym żyjemy. Możesz o tym opowiedzieć co najwyżej przy niedzielnym obiedzie swojej rodzinie. Ja jestem częścią tego. A co jest twoim osiągnięciem, McŁowicz? Zrobienie komuś obiadu? Właśnie dlatego uwielbiam stawkę tej walki.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lord bierze kolejnego łyka wina, wraca do stołu i ponownie do niego zasiada.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Już na najbliższym Elysium pokonam Ciebie w walce, a Ty zostaniesz moim kucharzem. Będziesz wstawał codziennie rano, wiedząc, że pracujesz dla człowieka, któremu odmówiłeś, ale ta odmowa nie miała żadnego znaczenia. Będziesz gotował moje śniadania, moje obiady, moje kolacje. I za każdym razem, gdy wejdziesz do mojej kuchni będziesz pamiętał jedną rzecz. Że pewnego czasu kucharz pomylił swoje miejsce ze stołem pańskim. Przywrócę właściwy porządek na Elysium. Szlachcic na swoim miejscu, służba na swoim. Lepiej dobrze zapamiętaj te chwile. To ostatni czas, kiedy możesz poczuć, że jesteś kimś więcej niż rzeczywiście jesteś.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Lord machnął ręką jakby chciał przepędzić kamerzystę, a ten posłusznie wychodzi z pomieszczenia. W kadrze widzimy jeszcze jak Lord delektuje się winem w swoim kieliszku, a obraz z kamery powoli gaśnie.</span><br />
</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #005dc2;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Houston, mamy problem. Dziura w ringu, powtarzam dziura w ringu!</span></span></span></div>
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #2bcdd0;" class="mycode_color">Video Promo</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do ciemnego pomieszczenia, nie widzimy zupełnie nic. Po chwili zapala się lampka i możemy dostrzec... Zaraz, zaraz! Czy to dawno niewidziany Eli Cottonwood? Tak! Olbrzym ze złowrogim spojrzeniem zerka w obiektyw, po czym gładzie się po wąsie...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Eli Cottonwood:</span> Wąsy są oznaką prawdziwego mężczyzny. Ja je mam... I nie tylko ja. Nie jestem sam, jest nas więcej. Zamierzamy zdominować LPW. Niech każdy chłopak z gładką twarzą się strzeże, bo nikt nie będzie w stanie powstrzymać prawdziwej rodziny...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie w tle pojawiają nam się sylwetki jeszcze trzech mężczyzn, każdy z nich również wygląda na olbrzyma, nie widzimy jednak ich twarzy. Eli dalej raczy nas groźnym spojrzeniem gładząc się powoli po wąsach, po czym obraz z kamery gaśnie...</span><br />
</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Non Title Singles Match</span><br />
Zack Sabre Jr. vs Derek Halloway</span></div>
<br />
Kamera przenosi nas teraz do ringu, gdzie Zack Sabre Jr. znęca się nad Derekiem Halloway`em przetrzymując go na macie w Wrist Locku. Foliarz powoli wstaje z widocznym bólem na twarzy. Kiedy jest już na nogach to Zack wymierza serię ciosów pięścią w naciągniętą rękę Eternal Championa, a ten ponownie pada na ziemię. Derek wierci się z bólu i po paru sekundach doczołgał się do lin. Sędzia zaczyna odliczać. 1… 2… 3… 4… Zack puszcza po tym jak wykorzystał okazję do granic możliwości. Sabre odsuwa się parę metrów i wchodzi w dyskusję z sędzią. Halloway w tym czasie ma chwilę, żeby wstać. Kiedy Brytyjczyk zobaczył przeciwnika na nogach natychmiast odpycha sędziego i na niego rusza. Side Walk Slam od mistrza? Nie! Derek poczuł efekty dźwigni Zacka i puścił go w locie. ZSJ to wykorzystuje i wypłaca Pele Kick. Derek siada na dupie oszołomiony, a Anglik odbija się od liny i dokłada Penalty Kick. Zack teraz napawa się swoją dominacją w ringu na co fani reagują buczeniem. Ten nic sobie z tego nie robi i sygnalizuje, że będzie chciał zakończyć tę walkę. Podchodzi do Foliarza, który jest na czworaka w ringu. Wyciąga jego nogę, Ankle Lock?! Nie! The Awakened wymierza kilka kopnięć prosto w twarz Sabre, aż ten puszcza uchwyt i zamroczony dochodzi do siebie opierając się o linę. Mistrz już wstał, a Zack na niego rusza, ale inkasuje wysokie Back Body Drop! Brytyjczyk z takim impetem uderzył w matę, że aż wstał na równe nogi, odbił się od lin, a zawodnik z Denver dołożył jeszcze do tego Flapjack. Amerykanin jest w gazie, prosi fanów o wsparcie, a ci je mu dają. Zack powoli wstaje, a Halloway go podnosi. Czy to będzie Powerbomb?! Tak, Corner Powerbomb, Zack potężnie wciśnięty w narożnik upada na matę, a mistrz przechodzi do pinu. 1… 2… Kickout! Zack cały czas wśród żywych, a mistrz nie może uwierzyć, że to nie koniec i patrzy na sędziego jakby był częścią spisku. Po chwili jednak przechodzi do dalszej ofensywy i podnosi Sabre do góry. Awakening?! Nie, Brytol zsuwa się w ostatniej chwili za plecy mistrza. Wypłaca Forearm Smash w tył głowy rywala, a ten kieruje się w stronę narożnika. Zack odbija się od przeciwnego narożnika. Corner Dropkick! Brytyjczyk nie pozwala rywalowi opaść na ziemię… i mamy Zack Driver!? Nie, Anglik ma zdecydowany problem, aby podnieść mistrza, a ten odpłaca mu serią łokci w plecy. Zawodnik z Kent aż przyklęka, a Derek odbija się od liny… Third Eye?! Connected! Zack pada na matę, a mistrz przechodzi do pinu. 1… 2… 3! Derek Halloway górą nad Zackiem!<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #005dc2;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Szanuj wodę. Nie lej jej w komentarzu.</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na arenie nastaje kompletna ciemność. Po chwili wybrzmiewają pierwsze dźwięki syntezatora z utworu Van Halen - Jump. Błyskają neonowe światła w kolorze różu i błękitu. Po wejściu bębnów na rampie pojawia się "Sunny Chris" Finnegan. Ubrany w swoje wrestlingowe spodnie w neonowych barwach szeroko błyszczy śnieżnobiałym uśmiechem w stronę publiczności, która zaczyna wykonywać efekt fali. Chris kieruje swoje kroki w stronę ringu przybijając po drodze piątki, następnie wchodzi po schodkach, przeskakuje ponad górną liną, po czym wchodzi na szczyt narożnika i rozgląda się wśród publiczności wskazując palcem na pojedyncze osoby. Następnie powtarza to w przeciwległym narożniku, po czym odbiera mikrofon od konferansjera.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Surfer:</span> Wow... chwila. Naprawdę? Tego się kompletnie nie spodziewałem. Myślałem, że będę musiał was do siebie przekonać. A wy... przyjęliście mnie jak starego znajomego. *publika reaguje dopingiem* Wiecie co? Chyba właśnie tego potrzebowałem. Przez całe życie nauczyłem się, że najważniejsze jest mieć obok siebie ludzi, którzy dają ci siłę, kiedy zaczyna jej brakować. Wiecie co jest zabawne? Całe życie spędziłem nad wodą. Słońce, piasek, deska pod nogami i ten moment, kiedy patrzysz na nadchodzącą falę i zastanawiasz się, czy dasz radę ją złapać. I chyba właśnie za to pokochałem ten styl życia. Nigdy nie wiesz, co przyniesie następna fala. Możesz próbować ją przewidzieć, ale ostatecznie musisz po prostu wskoczyć i popłynąć. A wrestling? Cóż... wygląda na to, że właśnie złapałem swoją kolejną falę. Nie wiem czego się po nim spodziewać, ale...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">No i w tym momencie uderza theme song Jose Lopeza! Fate rozbrzmiało na arenie, śliczna piosenka, ale nie wiedzieć czemu - witana ogromnymi gwizdami oraz buczeniem. Na rampie pojawia się sam Hiszpan, który ubrany jest w swój strój wrestlingowy. Nieczęsto możemy go w tym widzieć. El Hermoso zmierza w kierunku ringu pewnym krokiem, totalnie olewając publiczność. Przed wejściem do ringu bierze mikrofon, wchodzi w końcu do docelowego miejsca i staje przed Chrisem, po czym zabiera głos.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez:</span> Któż inny powinien się tutaj zjawić i przywitać cię, jak nie inna osoba wychowana przy oceanie? *lekki uśmiech* Przyznam, że naprawdę nietrudno domyślić się, że jesteś człowiekiem wody. Pomijając twoje monotematyczne tatuaże, *Jose rzuca krótkie spojrzenie na ciało Chrisa* lub twoje pochodzenie, to...po prostu tak zajebiście lałeś WODĘ podczas swojej przemowy, że wszyscy na zawsze zapamiętamy, że bardzo ją lubisz, a słowo FALA znaczy dla ciebie tyle, co POJEDYNEK dla Cavazosa. Dziękujemy za uświadomienie tego! *Jose ironicznie się uśmiecha* W federacji mamy takiego jednego hydraulika, wezwałbym go, ale... nie sądzę, by coś zdziałał. Swoją drogą, macie więcej wspólnego niż myślisz. *puszcza oczko i robi pauzę* Zadałeś kilka pytań, więc jako bardziej doświadczony zawodnik służę pomocą. Chcesz wiedzieć, czego spodziewać się po wrestlingu? NAJGORSZEGO. Są tacy, którzy się właśnie o tym przekonują. *heat, a Jose uśmiecha się kącikiem ust* Doedukuję cię także, czego można spodziewać się po Elysium, a jest to na pewno fakt... że można się tutaj zmierzyć z Jose Lopezem! *żywa reakcja publiki* Może ostatnio nie zdarzało się to zbyt często, ale teraz mam jakieś przeczucie, że NIKT nam nie przeszkodzi w potencjalnej walce, bo osoba, która byłaby do tego zdolna, aktualnie musi tłumaczyć się na policji ze swoich złych rzeczy, co za przypadek. *Jose ironicznie się uśmiecha, a fani zaczynają buczeć* Także... zróbmy to, co ty na to? Przyda mi się rozgrzewka, a tobie przyda się pamiętny debiut...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Chris skinął głową, że jest gotowy do walki. Jose lekko uśmiechnął się z tego powodu, także za chwilę czeka nas pojedynek!</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Jose Lopez vs Chris Finnegan</span></div>
<br />
Wracamy do ringu. Jose Lopez jako pierwszy przejmuje inicjatywę, zatrzymując rozpędzonego Chrisa Finnegana mocnym Roundhouse Kickiem. Australijczyk cofa się w stronę narożnika, gdzie Spanish Star dokłada Running Corner Clothesline, a następnie wyciąga przeciwnika na środek ringu i wykonuje Snap Scoop Powerslam! Próba pinu. 1... 2... nie! Sunny Chris podrywa bark. Lopez od razu próbuje wykorzystać przewagę. Podnosi rywala i szykuje La Patada de Las Palmas, lecz Finnegan w ostatniej chwili się odsuwa. Hiszpan obraca się po nietrafionej akcji i otrzymuje Forearm Smash! Drugi! Chris odbija się od lin i dokłada Jumping Dropkick! Lopez wpada plecami w narożnik. The Ocean Boy rusza za nim i trafia Corner Splash! Finnegan od razu wyciąga przeciwnika na środek ringu i wykonuje Snap Suplex. Chris próbuje od razu dołożyć The Sydney Sweep, ale Lopez zsuwa się za jego plecy i odpowiada Swinging Neckbreakerem! Obaj przez chwilę leżą na macie. El Hermoso podnosi się pierwszy. Czeka, aż rywal znajdzie się na kolanach. SHINING WIZARD! trafia! Chris pada na plecy, a Lopez od razu przechodzi do przypięcia. 1... 2... nie! Australijczyk podrywa bark. Spanish Star chce pójść za ciosem i rusza z La Patada de Las Palmas, lecz Finnegan w ostatniej chwili uchyla się pod kopnięciem. Lopez obraca się po nietrafionej akcji i otrzymuje Forearm Smash! Drugi! Low Kick od Chrisa i od razu Enzuigiri! Hiszpan zatacza się, a The Ocean Boy rusza z Running Clothesline’em! Lopez pada na matę. Finnegan podnosi przeciwnika i wykonuje The Sydney Sweep! Connected! Chris widzi swoją szansę i rusza w stronę narożnika. Wspina się na górną linę. THE BIG WAVE! Nie! Lopez podnosi kolana! Finnegan ląduje na nich brzuchem i zwija się z bólu. Jose próbuje wykorzystać okazję, ale Sunny Chris trafia Forearmem. Drugi Forearm! Jumping Dropkick posyła Lopeza ponownie w narożnik. Finnegan rusza za nim i dokłada Corner Splash! Idealnie! Australijczyk nie czeka, chwyta rywala i od razu wykonuje Belly-to-Belly Suplex! Lopez ląduje na plecach, a Chris rzuca się na niego! 1... 2... NIE! Jose podrywa bark dosłownie w ostatniej chwili! Finnegan natychmiast podnosi przeciwnika i wysyła go Irish Whipem na liny. Lopez wraca, a Chris ustawia się pod The Tidal Force! Jednak nie! Spanish Star zatrzymuje się przed wejściem w zasięg Spinebustera i trafia Step-Up Enzuigiri! Finnegan chwieje się, ale nie pada. Lopez rusza z La Patada de Las Palmas! Chris ponownie uchyla się pod kopnięciem i odpowiada Forearm Smashem! Próbuje drugiego, lecz tym razem Jose przechwytuje rękę przeciwnika, przyciąga go do siebie i błyskawicznie przechodzi do inverted facelocku. Australijczyk próbuje wyrwać głowę z uchwytu, ale jest już za późno. HASTA LUEGO! Cross Rhodes trafia kompletnie z zaskoczenia! Lopez momentalnie przewraca rywala na plecy. 1... 2... 3! Jose Lopez wygrywa, choć debiutujący Chris Finnegan jeszcze chwilę wcześniej był bardzo blisko sprawienia dużej niespodzianki.<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #2bcdd0;" class="mycode_color">Video Promo</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz pokazuje nam kuchnie. Rob McŁowicz stoi przy blacie, ale tym razem niczego nie przygotowuje. Przed nim leży jedynie złożony fartuch. Przez chwilę patrzy na niego w ciszy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Zaczęło się niewinnie. Najpierw Sebastien zaprosił mnie do swojej loży VIP, żebym zobaczył, jak według niego wygląda „prawdziwy zawodnik”. Potem przyszedł do Pobitych Garów, spróbował mojego jedzenia i nagle uznał, że znalazł dla mnie lepsze miejsce. Nie w ringu. Nie w LPW. W swojej kuchni, wykonującego jego polecenia. Zaśmiałem mu się wtedy w twarz, bo byłem przekonany, że to kolejna fanaberia nadętego arystokraty.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob bierze fartuch do ręki, przygląda mu się przez moment, po czym rzuca go z powrotem na blat.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Ale Sebastien nie żartował. Konsekwentnie dążył do tego, aby doszło do spełnienia jego marzenia. Te mogą spełnić się już podczas Main Eventu. Jeśli przegram, zostanę jego prywatnym kucharzem i będę musiał znosić człowieka, który naprawdę wierzy, że pieniądze, nazwisko i używanie francuskiego języka dają mu prawo decydować o cudzym życiu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob podchodzi bliżej kamery, a jego ton wyraźnie się zaostrza.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Więc tak, stawka jest ogromna. Tylko zapamiętaj jedno, Sebastien, jeszcze niczego nie wygrałeś. Możesz już wybierać menu, kupować srebrne sztućce i szykować mi miejsce w swojej kuchni, ale najpierw musisz mnie pokonać. A kiedy zabrzmi gong, nie będę twoim kucharzem. Będę człowiekiem, który zrobi wszystko, żebyś do końca życia pamiętał, jak smakowała twoja własna pycha.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob spogląda jeszcze raz na fartuch.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Chcesz mnie na własność? Przyjdź i spróbuj mnie sobie wziąć. Smakuje?!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery gaśnie</span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera się włącza i pokazuje Dereka Halloway’a, który stoi z rękami założonymi na brzuchu. W jednej ręce trzyma flamaster  i stuka się po ustach jakby się nad czymś zastanawiał patrząc w konkretnym kierunku. Teraz kamera się oddala i widzimy, że ma na biodrach założony pas Eternal oraz iż patrzy w stronę planszy, na której jest namalowany flamastrem schemat płaskiej Ziemi z piękną kopułą. Można również dostrzec statyw, na którym stoi telefon, w którego stronę Derek się odwraca i w tym momencie na titantronie pojawia się obraz z kamery telefonu</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Piękna mi wyszła ta nasza Ziemia, prawda? &lt;Derek czyta czat&gt; Ale krzywa, tak nierówna, jak zeznania kiboli w sądzie. Dobra, Michał, dostajesz bana i nie będziesz mógł komentować na czacie przez 24 godziny. Pamiętajcie, powstrzymujmy hejt w Internecie. Do tych, którzy dopiero dotarli na nasz przebudzony live, witam wszystkich oświeconych! Tematem dzisiejszej transmisji będzie Płaska Ziemia, czyli miejsce na którym żyjemy. Zdawajcie pytania &lt;Halloway przygląda się czatowi&gt; SkyFan pisze jak to jest z tą grawitacją. &lt;Halloway zaczął się z tego tak śmiać, że aż puścił mocnego bąka. Spogląda za siebie i mówi pod nosem&gt; chyba nie poszło z farszem. &lt;za chwilę się ogarnia&gt; panie SkyFan, pan to jesteś częstym gościem moich live’ów, wielokrotnie wytykałem Twoją niekompetencję, durnotę i łatwowierność w jednym, a ludzie jak te barany łykają wszystko co powiesz Ty, a Ty powtarzasz to co powiedzieli Ci w tej agencji &lt;Halloway robi palcami cudzysłów&gt; „kosmicznej”. Sami agenci wokół, doprawdy. A zatem, żeby to raz na zawsze wybrzmiało. &lt;Derek pisze słowo „grawitacja” na planszy i na nie wskazuje&gt; grawitacja nieistnieje! &lt;Halloway szybko i kilkukrotnie przekreśla napisane słowo&gt; Do dysku przyciąga nas &lt;Halloway pisze pod spodem&gt; gęstość! Jeśli coś lub ktoś ma jakąś masę, to gęstość pozwala mu zostać na Ziemi. Czy to jest jasne?!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie w kadrze pojawia się Tony Leone, ubrany w elegancki garnitur, pod krawatem, z rękoma założonymi za plecami. Don powoli zbliża się do Dereka i z uznaniem delikatnie potrząsa głową. Z jego twarzy można wyczytać, że jest pod wrażeniem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Najmocniej przepraszam, że ośmielam się przeszkadzać, lecz nie zdołałem oprzeć się własnej ciekawości. Mam nadzieję, że wybaczysz mi tę śmiałość, Derek. &lt;miły uśmiech, skłon głową w kierunku Dereka, później w stronę telefonu&gt; Słyszałem kilka ostatnich minut i muszę przyznać, że masz odwagę. Większość ludzi boi się zadawać pytania. Wolą przyjmować odpowiedzi, które ktoś podaje im na tacy. Ale nie Ty, Derek. I wiesz co? Zawsze doceniałem takich ludzi. Ludzi, którzy interesują się tym, co jest za kulisami. Ludzi, którzy nie dają się wodzić za nos. To niezwykle cenna cecha, pielęgnuj ją dobrze, Derek. Wiesz dlaczego? Bo jest Nas bardzo niewielu. U nas, na Sycylii, mówi się - Cu k surdu, orbu e ta – ci, campa cent' anni 'mpaci. To znaczy - Kto jest głuchy, ślepy i milczy, ten żyje sto lat w spokoju. Ale nie My, Derek, nie My. To jest łatwa droga, dla tych, którzy w tłumie zawsze będą patrzeć w jedną stronę i iść tam, gdzie ich prowadzą. Ale My zawsze odwrócimy głowę, żeby zapytać dlaczego każą nam iść właśnie tam, nieprawdaż? &lt;szeroki uśmiech, krok w stronę Dereka&gt; Dwa tygodnie temu niezwykle mi zaimponowałeś. Sam zaproponowałeś mi walkę o mistrzostwo Eternal. Czym zasłużyłem sobie na ten zaszczyt? &lt;Tony robi dłuższą przerwę, ale nie pozwala odpowiedzieć Derekowi&gt; Gdyby zrobił to ktokolwiek inny snułbym podejrzenia, że to wszystko skrzętnie zaplanowany spisek przeciwko mnie. Podstęp, którego mam się nie spodziewać. W końcu zawsze jest ktoś, kto pociąga za sznurki, czyż nie? Ale Ciebie nie mógłbym podejrzewać o bycie marionetką, co to, to nie. Dlatego dzisiaj nie przychodzę tutaj jako Twój przeciwnik. Przychodzę jako partner biznesowy, bo na Heatwave będziemy mieli ze sobą interes. &lt;Tony wskazuje na pas Eternal&gt; Ten piękny tytuł. &lt;pauza&gt; Ty go masz. &lt;pauza&gt; Ja go chcę. &lt;pauza&gt; I uważam, że obaj jesteśmy wytarczająco inteligentni, aby nie robić z tego sprawy osobistej.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Od razu Ci mówię, mnie nie nabierzesz na te swoje „dobre” intencje i stonowany głos. Jakoś gdy nasyłałeś swoje pieski na mnie, Brutala i Edgara, to gdzieś zapomniałeś o tych manierach. Brutalność pod płaszczykiem elegancji. Typowy przedstawiciel loży P2, któremu odbiła palma i z przybocznymi myślą, że będą siać terror. Przejrzałem was, nie jesteście dla mnie niczym więcej, niż trybikiem w całej tej machinie. Nie potrzebuję poklasku, znam wartość tego co wiem, mi nie potrzebna jest wiara w jakieś „spiski”. Zwyciężyłeś ostatnio miano walki ze mną o mój pas. Jeśli go chcesz &lt;Derek staje twarzą w twarz z Tony’m i ponosi okulary na głowę&gt; musisz pokonać mnie. Wyszło szydło z worka w ostatnim zdaniu. Pas jest dla Ciebie czymś co stawiasz ponad tę swoją, pozorną elegancję i zaczynasz tracić kontrolę. Nie jesteśmy tacy sami co udowodnię Ci już niedługo.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Uśmiech natychmiast znika z twarzy Tony'ego i wygląda na poruszonego, jego mina od razu staje się smutna, a Don z rozczarowaniem kręci głową.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Dlaczego traktujesz mnie tak bez szacunku, kiedy przychodzę do Ciebie jako przyjaciel? Obrażasz mnie, nazywając faszystą, kiedy wyciągam do Ciebie rękę. &lt;pauza, w końcu wzdychając, jak człowiek o dobrym sercu, który nie może długo się gniewać na przyjaciela Tony kontynuuje&gt; Lubię Cię Derek. Naprawdę bardzo Cię lubię i byłoby mi okropnie przykro, gdyby przez taką drobnostkę wydarzyło się coś nieprzyjemnego. Uwierz mi, że pękło by mi serce, gdybym wszedł na Twoją kolejną transmisję, a ona nie mogłaby się odbyć przez Twoją niedyspozycję. Potrafisz sobie wyobrazić rozczarowanie tych wszystkich biednych ludzi, którzy tak bardzo na Ciebie liczą? Nie rób im tego, Derek. Tak jak wcześniej wspomniałem, wszyscy wiedzą, jak bardzo światłym człowiekiem jesteś. Zastanów się dobrze, czy branie przykładu z frustratów to, aby na pewno dobry pomysł. Do Heatwave mamy jeszcze trochę czasu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Tony kończy rozmowę, poprawia mankiet koszuli i spokojnie rusza w stronę wyjścia. Przechodzi za plecami Dereka. W pewnym momencie zatrzymuje się. Spogląda dyskretnie w dół. Na jego twarzy pojawia się ledwo widoczny uśmiech. Tony jeszcze raz zerka w dół, po czym mówi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Obawiam się, że... &lt;krótka pauza&gt; Twoja wcześniejsza teoria dotycząca farszu może jednak wymagać ponownego rozważenia.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Tony lekko kiwa głową, jakby właśnie przekazał Derekowi niezwykle istotną informację.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Miłego wieczoru.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Don odchodzi bez pośpiechu. Derek zostaje sam, kompletnie zbity z tropu i gwałtownie łapie się za dupę, a obraz z kamery gaśnie.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Jean-Pierre Dolnick vs Maxwell Ransom</span></div>
<br />
Obaj zawodnicy są już w swoich narożnikach. Jean wygląda na niepewnego tego co go tu czeka (przy okazji nie udaje mu się zatuszować zesrania nadchodzącą walką). Maxwell jest skupiony i nie spuszcza oka z Dolnicka. W końcu wybrzmiewa gong i czas rozpocząć ten wyczekiwany pojedynek! Ransom z kamienną twarzą podchodzi w stronę Grubasa, ten woli jednak zostać przy kornerze i mówi do byłego przyjaciela, żeby "srali na to, bo po co się tłuc jak mogliby skoczyć na dobry obiad na przykład i w ogóle". Maxwell przystaje w końcu przy Dolnicku, który dalej pierdoli od rzeczy... I Grubas z Konga nagle wyprowadza Potężne Odepchnięcie! Ransom robi jednak unik i teraz to on kilkoma ciosami sprawia, że Jean-Pierre chwieje się na nogach. Mamy Irish-whip... I Lariat od Ex-Wilgotniaka! Big Jean jednak nie upada, a jego rywal sam teraz odbija się od lin i wyprowadza Running Lariat! Sytuacja nam się powtarza, a więc Maxwell kolejny raz bierze rozbieg, mamy odbicie... I Running Big Boot, który ostatecznie powala Dolnicka na matę! Grubas turla się w kierunku narożnika i tam próbuje wstać na nogi, zaś Ransom patrzy w kierunku dopingującej go widowni. Wyraz twarzy ma dalej poważny i łatwo odnieść wrażenie, że ten pojedynek nie sprawia mu frajdy. Dolnick jest już na nogach, co zauważa Big Handsome Man... I wbija się w przeciwnika Running Corner Splashem! Big Jean trzymając się za klatę odchodzi od kornera i od razu zostaje wyniesiony na barki pod Death Valley Driver! Ależ siła Ex-Wilgotniaka, który chwilę trzyma rywala w tej pozycji... Torn Picture connected! Aż zatrząsł się ring, ale nie ma się co dziwić, w końcu potężna masa wbiła się w matę! Jean-Pierre leży znokautowany, Maxwell kręci głową i patrzy z lekkim żalem na byłego przyjaciela... Po czym łapie go za rękę, a sam zapina Gogoplatę! Ależ radość wśród fanów w Houston, w końcu akcję tą wykonywał Undertaker, a później także Wes Wallace! Grubas natychmiast odklepuje! Big Handsome Man puszcza chwyt, sędzia bije w gong, to koniec! Maxwell Ransom po jednostronnej i jakże krótkiej walce pokonuje Jean-Pierre Dolnicka!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ransom stoi chwilę i z dosyć poważną miną oraz założonymi rękami na biodrach zerka w stronę publiczności. Dolnick w tym czasie turla się w stronę narożnika, gdzie przysiada opierając się plecami o poduszki. Jean jednocześnie co chwilę kaszle i trzyma się za gardło, co obserwuje jego przeciwnik z dzisiejszej walki, który po chwili wychodzi z ringu i odbiera mikrofon od konferansjera. Gdy Maxwell jest już w kwadratowym pierścieniu powoli podchodzi w stronę Grubasa z Konga i staje 3 metry przed nim, nie spuszczając go jednocześnie z oczu...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> Pozwól, ze nie usiądę zwracając się do Ciebie, Jean. Chcę, aby wyraźnie była zaznaczona różnica poziomów, która obecnie nas dzieli. *głośne poruszenie widowni* Co Ty w ogóle tu robisz? Po co wróciłeś... Jest coś więcej co Cię tu ściągnęło niż pragnienie popularności? Odbudowa zasięgów? Ach, no tak... Darmowy bufet. I kasa. Nie zapomnijmy o pieniądzach. *publika w szoku* Zapchać brzuch, wypchać kieszeń, pokazać w telewizji, że żyjesz, że tu jesteś... Nie, bardziej nazwałbym to egzystowaniem, bo z dawnego Jean-Pierre'a nie zostało praktycznie NIC. Ty obecnie po prostu istniejesz. I tyle. *kręci głową* Kiedyś to co robiłeś, miało sens. Miało WIELKI, GŁĘBOKI SENS, bo wszystkim zapewnialiśmy najwyższy poziom rozrywki. Pisali o nas, rozmawiali, nasz duet przewijał się dosłownie wszędzie, nasze teksty stawały się viralami w sieci. Dawaliśmy ludziom TO COŚ! Dawaliśmy im oddech, chwilę zapomnienia od codziennego życia, problemów. To jest właśnie SENS! Rozumiesz? *głębszy oddech* Potoczyło się to dalej różnie, mieliśmy wspólną walkę, jej piękne zakończenie... Jean, nawet później, gdy pewne rzeczy zaczęliśmy robić solo, wyglądało to zupełnie inaczej. Widać było w Tobie pasję, rozumiesz? PASJA, tego nie da się zastąpić... *zerka prosto w oczy Dolnicka* To co spotkało mnie i jak potoczyła się nasza znajomość w ostatnim roku, to jest zupełnie inna sprawa... Ja się po prostu pytam do cholery, co się stało z Tobą? Szwendasz się bez celu po zapleczu, żresz na potęgę... Żresz, szwendasz się. Żresz, szwendasz się. Żresz, szwendasz się. I tak w kół... Nie! Wyszedłeś jeszcze parę razy do ringu, w końcu tutaj o to w tym przede wszystkim chodzi, prawda? A powiedz mi, co Ci się udało w związku z tym? Bo mi się wydaje, że masz na koncie więcej porażek, niż liczbę prostych punchy, które udało Ci się wykonać. *żywa reakcja widowni* Z reszta, sam fakt, że gadam teraz dłużej niż trwała nasza "walka" bardzo dużo mówi. *jeszcze głośniejsza reakcja, Maxwell robi chwilę przerwy* Prawda jest taka Jean, że bardzo dużo rzeczy... Po prostu spierdoliłeś. *Ransom ogląda się na publikę, która jest w ogromnym szoku* Hej! Możemy myśleć co chcemy, ale prawda jest taka, że Jay DiMateo ma rację. Każdy z nas to robi, wszystkim nam mogą puścić hamulce, jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje ograniczenia i emocje, chcemy tego czy nie. Uważacie, że takie słowa są do mnie niepodobne? A jak ja mam trzymać nerw w ryzach *wskazuje na Dolnicka* po tym jego popisie z zeszłego Elysium? To był kolejny raz, kiedy nie wziął jakkolwiek na poważnie tego co mówię! Ile można? *poruszenie widowni* Wy to wiecie, wy to rozumiecie, wy mnie wspieracie i macie za to moją największą wdzięczność. ZAWSZE. *ponownie patrzy na Dolnicka* Ale Ty Jean? Względem nas powiedziałem już dużo, względem Ciebie prywatnie też. A co do twojej "starannie wykreowanej persony"... To nie jesteś już nawet karykaturą celebryty. Kompromitujesz się. I w ten sposób stracisz wszystko. Powinieneś zaszyć się w swoim pokoju, zająć dalej streamowaniem... I dla swojego dobra po prostu stąd odejść.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">I w tym momencie Ransom wyrzuca mikrofon i opuszcza kwadratowy pierścień! Publika jest potwornie poruszona i zszokowana, ludzie kompletnie nie wiedzą jak zareagować. Maxwell też widać, że ciężko radzi sobie z emocjami schodząc na zaplecze, zaś Dolnick nadal siedzi w narożniku i wygląda, jakby otrzymał największy cios w całym swoim życiu, prosto w serce. Obraz z kamery gaśnie...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #005dc2;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Pan Terry zabrał głos - "To koniec pewnej ery, Don Dan znika z wrestlingu!"</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Tag Team Match</span><br />
Derrick Mantel &amp; El Garra de Gato vs Mike F'N Brutal &amp; Edgar Dickinson</span></div>
<br />
Wracamy po reklamach do ringu, gdzie El Garra odbija się od lin i przebiega pod ręką Brutala, który atakuje go Clotheslinem. Ponowne odbicie od lin, znów unik, ale tym razem Kociarz chwyta za brzuch przeciwnika stając za nim i próba German Suplexu. Jednak nie, Mike zapiera się nie dając się wynieść. Teraz wyprowadza stomp na stopę przeciwnika. Meksykanin puszcza przeciwnika i podskakuje trzymając się za bolącą nogę. Extremaniac chwyta przeciwnika za głowę jedną ręką i wyprowadza punch. Za chwilę kolejny i dokłada jeszcze Headbutt na to wszystko. Po tym ataku Kociarz pada na matę, a Mike zmienia się z Edgarem. Ten wskakuje na szczyt narożnika i mamy Diving Splash na leżącego rywala. Próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Poeta podnosi przeciwnika na nogi Irish Whipem wysyła go na liny. W momencie odbicia się Derrick zmienia swojego Tag team partnera. Irlandczyk tego nie zauważa i dokłada jeszcze Dropkick dla El Garra. Edgar wstaje, a Mantel wpycha przeciwnika do narożnika. W tej chwili od razu dokłada Step-up Enzuigiri. Dickinson pada na matę, a Normal Guy odbija się od lin i dokłada Running Senton. Próba pinu 1… 2… nie, Kickout. Brutal już prawie wszedł do kwadratowego pierścienia by zainterweniować, ale się powstrzymał. Derrick staje przy linach i oczekuje, aż jego oponent wstanie. Gdy się to dzieje, Mantel dokłada jeszcze Discus Lariat! Ależ mocny atak. Teraz jednak Amerykanin nie próbuje ponownie przypiąć tylko ustawia się w okolicy swojego narożnika i oczekuje, aż rywal się podniesie. Szykuje się Head Crusher! Jednak tym razem to Kociarz robi sneaky zmianę. Sędzia zatwierdza innego legalnego zawodnika w ringu, a Mantel odwraca się do nich i zaczyna się kłócić to z sędzią, to z El Garrą. Meksykanin wchodzi do ringu i pokazuje, że to on teraz tutaj będzie rozdawał karty i żeby spadał. Derrick patrzy zrezygnowany po publiczności i popycha swojego tag team partnera. Luchador z urażoną dumą chce ruszyć na Mantela, ale sędzia staje między nimi, a Amerykanin macha ręką i przechodzi na apron. Kociarz odwraca się do już klęczącego przeciwnika. El Garra ustawia rywala pod Garra Slam! Jednak nie, Dickinson wyprowadza trzy łokcie na głowę przeciwnika, po czym ten odpuszcza. Irlandczyk teraz dokłada jeszcze Plot Twist! Następuje szybka zmiana z Brutalem, który wchodzi do ringu, popycha przeciwnika na liny i wyprowadza na nim Factory Reset! Kociarz już leży mocno poobijany, ale Mike jeszcze raz zmienia się z Edgarem, który teraz wdrapuje się jeszcze na narożnik. Czy będzie The End?! Tak! Mamy The End! Próba pinu, 1… 2… 3?! Tak, to koniec tej walki!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Pisarz oraz Extremaniac z uznaniem kiwają do siebie głową, a po chwili sędzia unosi ich ręce do góry w geście zwycięstwa. Radość nie trwa jednak długo, bowiem rozbrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=gHMU4Ww7WVc" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Carl Orff - O Fortuna</a> a na rampie pojawia się Vincenzo Vizzini, który niedługo ma stoczyć walkę! Mężczyzna jest oczywiście ubrany jak przystało na członka The Outfit. Pod krawatem, w eleganckim kapeluszu. Tuż za nim stoi jego partner, Enzo Sacrale, który ubrany jest równie elegancko, w błękitną marynarkę. Zrównują się po chwili i razem wchodzą do ringu. Mesina ma już w ręku mikrofon, obaj stają na przeciwko napiętych Edgara oraz Mike'a, atmosfera jest tak gęsta, że można by ją było ciąć nożem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> Na początku pragnę się przywitać ze wszystkimi. Co prawda, Tony zrobił już to w imieniu całej naszej organizacji, jednak kultura wymaga, abym uczynił to również osobiście. *lekko kiwa głową w stronę widowni oraz dwójki rywali* Istotny jest fakt, że głęboko wierzę. *chwyta za medalik* Głęboko wierzę nie tylko w Biblię, ale również w ludzi i to, że należy dawać im szansę. Don Leone zdążył nas przedstawić, a ja liczę, że nie każdy jest takim ignorantem jak Generalny Menadżer i zdołaliście zapamiętać moje imię, z czystej, ludzkiej przyzwoitości. Z resztą, wasza dwójka już przekonała się, że to wręcz powinność... *z uśmiechem gładzi się po łokciu* Nasze pierwsze spotkanie nie należało do przyjemnych. Rozumiem żal, niechęć i frustrację, niechciane emocje są w końcu mankamentem każdego człowieka... Tony jednak klarownie przedstawił nasze intencje. Umiejętność słuchania kłania się w pas. *spogląda na Brutala* I na tym wszystko mogło się zakończyć. Nie... Na tym wszystko POWINNO się zakończyć. Jasno musi wybrzmieć, że to WY postanowiliście napisać kolejny rozdział tej opowieści. *spogląda na Edgara* To również z waszej inicjatywy dojdzie do kolejnego spotkania w Houston, podczas Heatwave. *ogląda się na Vincenzo* Nie będziemy uciekać. *wskazuje palcem ku górze* Bóg ześle na was wyrok, a my dokonamy egzekucji. Dokona się to na wasze życzenie. Z największą przyjemnością wymierzę boską karę wam i każdemu, kto będzie stanowić naszą przeszkodę. Wszyscy powinni to dobrze zapamiętać... *ogląda się po rywalach* Dzisiaj jednak sytuacja ma się inaczej, a ja mam zaszczyt przedstawić stanowisko The Outfit... Otóż tego wieczoru postanowiliśmy wdrożyć zasadę nietykalności, co jak widać, zdołaliśmy już udowodnić. Liczymy, że z aprobatą przyjmiecie tą drobną uprzejmość i zostanie zastosowana tutaj wzajemność. Zależy nam, aby na równych warunkach podejść do naszego pojedynku, po koleżeńsku. *uśmiech*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nikomu nie potrzebne są specjalistyczne przyrządy optyczne, żeby dojrzeć, iż na twarzy Mike F’N Brutala rozbłysła purpura. Wyraźnie wskazująca, że już za chwilę dojdzie do złamania wszelkich zasad nietykalności, jak nie na poziomie fizycznym to na pewno na werbalnym. Zdziwić można się jednak, bowiem zanim Król Ekstremy zdążył się odezwać, jego wymalowany towarzysz wystąpił krok na przód i natychmiast zaczął tyradę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson</span>: Jedynym Bogiem tutaj jestem JA! Nieistotne jak wysoko się wespniesz, to nie będzie tam niczego poza mną! Nie wiem dalej skąd się tutaj wzięliście i co robicie w mojej opowieści, ale jesteście tylko krótkim apokryfem. Błędem, wykolejeniem, pomyłką, chochlikiem czy inną kaczką dziennikarską. *Dickinson po tym wstępie, wziął głęboki oddech i przymknął na chwilę oczy* Panie Enzo, Panie Vincenzo. Co mam na myśli, to że wraz z waszym liderem, jesteście w niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie. Nie mam wątpliwości, że sami z pewnością, kiedyś natrafiliście na kogoś w takim właśnie położeniu. Wiecie też na pewno, jaki los zwykle takie zbłąkane postacie czeka. Problem jest jedynie w tej materii, że Panowie odmawiacie przyjęcia do wiadomości, że nie powinno was tutaj być. Nie interesują mnie więc powody waszej tutaj obecności, ani wasze plany i poglądy. Jedyne co się liczy, to żebyście Panowie zostali odstawieni poza tory tej historii, i żebym załatał to co zdążyliście już zniszczyć. *Poeta zbliżył się do rywali o kolejny krok*  Wysłanie mnie do szpitala dało wam ładną chwilę, zanim zdążyłem się zorientować co się dzieje. Ale ten czas się skończył, to jest moja opowieść *Artysta wskazał na przestrzeń dookoła siebie, co fani skwitowali cheerem* jesteście dla niej jak drzazga, której pozbędę się ekstruzją lub siłą.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Enzo Sacrale:</span> Doceniam sztukę, naprawdę. Rzeźba, pismo, muzyka, piękno potrafi mnie fascynować. Czyż nie znaleźliśmy czegoś, co nas łączy, Panie Edgarze? *uśmiech* Obecnie jednak czuję ten gorzki, lekko stęchły zapach. Mówił o nim Don Leone. To frustracja, a wypływa ona z każdego otworu twojego ciała, powoli wypełnia arenę i wręcz mam wrażenie, jakby niedługo miała zalać nas wszystkich! *przymyka oczy* Widzę to oczami wyobraźni... W końcu nie jeden artysta potrafił zatapiać gniew, smutek i bezsilność. *uśmiech* "Zazdrość jest zgnilizną kości". Boli Cię, że tak naprawdę to Ty stałeś się nieświadomym plagiatorem. Że The Outfit Cię uprzedziło. Że musiałeś spalić to, co sobie wyimaginowałeś, i przeniosłeś na papier, bo nie zdążyłeś tego ukazać światu. To są interesy, Panie Poeto. Nie każdy może być w pełni szczęśliwy. Muszą być przegrani, a w najlepszym przypadku mniej usatysfakcjonowani. My osiągniemy to co zamierzamy niezależnie od tego, jak będziesz się zapierał. Możesz próbować napisać kolejną opowieść, żywic przekonanie, że zmienisz tym bieg wydarzeń... ale nic to nie da. *wzrusza ramionami* Mimo wszystko The Outfit nie zależy na kolekcjonowaniu wrogów, dlatego będę miał dla Ciebie poradę. Brzmi sympatycznie, czyż nie? *unosi brwi* Wyjdź do ringu podczas Heatwave, zrób to, w co wierzysz... I odpuść. W końcu wszyscy dobrze wiemy, jak to się skończy. Wyjścia masz dwa, albo pogodzisz się ze swoim losem sam... albo z naszą pomocą. *Enzo spoważniał jeszcze bardziej i przybliża się do Edgara* A za to bluźnierstwo, którego się dopuściłeś... Osobiście dopilnuję, żebyś miał bardzo dużo czasu na godzenie się z upadkiem twojej opowieści.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Enzo wygląda jakby miał złamać dane słowa i zapomnieć o wspomnianej wcześniej nietykalności, jednak w porę wyłapuje to Vincenzo, który również robi dwa kroki w przód i wkłada rękę między Sacrale i Edgara, posyłając chłodne spojrzenie w stronę kompana. Ten je odwzajemnia i kiwa głową do Vizziniego, po czym zgodnie obaj lekko się wycofują. Wszystkiemu przyglądał się Brutal. Mike widząc całą sytuację był także przygotowany do ataku i stanął obok Dickinsona. Kiedy sytuacja lekko się uspokoiła i napięcie minimalnie opadło, to South Philly Scumbag postanowił zabrać głoś, jakby był już zniecierpliwiony tym, co do tej pory usłyszał.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Dobra... dobra, wystarczy, bo ludzie z widowni zaczynają wychodzić na siku, albo po napoje. *cheer* Słucham was już od kilku minut i mam wrażenie, że próbujecie zrobić z prostego wpierdolu jakieś cholerne objawienie. Bóg, wyrok, egzekucja, nietykalność... Chłopaki, ja naprawdę leję na to wszystko. Chcecie żebyśmy zostawili was w spokoju? Świetnie. Wy możecie zrobić to samo. Tylko jest jeden maciupeńki problem...  ja wcale nie mam ochoty wam niczego odpuszczać. Wkurwiliście mnie. Wkurwiliście pisarzynę. Wleźliście na nasze podwórko z przytupem i teraz będziecie musieli za to zapłacić. Mam tylko jedno zasadnicze pytanie. Od początku słyszę Sacrale to, Sacrale tamto, a wcześniej Leone siamto... Czy tylko Sacrale potrafi mówić w tym waszym duecie? Gdzie w tym wszystkim jest Vizzini? A może powinniśmy gadać po makaroniarsku, bo nasz język jest dla niego troppo complicato?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Sacrale znowu podnosi mikrofon do ust, jednak w tym momencie Vizzini kładzie dłoń na górze mikrofonu i spojrzeniem daje Enzo znać, że czas na to by zabrał głos. Mesina tylko się uśmiecha i oddaje Vincenzo mikrofon.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Vincenzo Vizzini:</span> Proszę bardzo. Mam w ręku mikrofon i przemawiam. Czy jesteś teraz usatysfakcjonowany? Czy Twoje małe, kruche ego zostało w tym momencie wystarczająco podbudowane? *Vincenzo postępuje dwa kroki do przodu, stając na przeciwko Brutala* Jak widzisz mówimy w tych samych językach. Angielski, to sprawa oczywista. Włoski - tu muszę przyznać, że jestem zaskoczony. Ale nie wiem czy masz świadomość, że mówimy jeszcze w jednym, wspólnym języku. *Vincenzo nachyla się do Brutala i patrzy mu głęboko w oczy* Moim ulubionym - języku przemocy. Już za tydzień na Heatwave przekonasz się o tym na własnej skórze. Udzielę Ci małych korepetycji. Ale jeśli tak bardzo pragniesz zobaczyć mnie w akcji to proszę, zostań w pobliżu i bądź świadkiem mojego małego pokazu. Zobacz, co swoją impertynencją i porywczością ściągnąłeś na waszą dwójkę. A jeśli nie &lt;spogląda na Edgara&gt; to prosiłbym was, intruzów, o wycofanie się z naszej historii. Bo ten rozdział należy do The Outfit.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Vizzini oddaje mikrofon w ręce Mesiny, po czym ściąga kapelusz oraz okulary i te układa pod ringiem. Chwilę później jednym ruchem ręki zrywa z siebie marynarkę, którą przewiesza na narożniku. W tym momencie wybrzmiewa <a href="https://youtu.be/Nr-7wO6PZMY?si=TBM4ruijJZ5WgJ-0" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Doli - Jebać Dorosłość</a> a na rampie pojawia się Elias Shadow! Vizzini odpina zapinki, po czym podwija rękawy, a pozostała trójka mierzy się tylko spojrzeniami, po czym opuszcza ring. Czas na reklamy.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #005dc2;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Pecorino Romano za jedyne 67,67ZŁ za 100G!</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Vincenzo Vizzini vs Elias Shadow</span></div>
<br />
Rozbrzmiewa gong, co oznacza początek pojedynku. Elias niezwykle pewny siebie podchodzi do środka ringu, po czym... Oczywiście, że tak, robi 67! A potem zaczyna krzyczeć coś o kukurynach czy jakimś innym gównie. Vizzini tylko podnosi lekko brew, wyraźnie niczym niewzruszony. Shadow na pewniaczka podchodzi jeszcze bliżej, jednak Włoch nagle odpala i bez żadnego znaku ostrzegawczego rusza na młodzieńca, wykonując Front Dropkick! Ale urwał! W sensie Eliasowi łeb, prawie urwało. Rozpoczyna się zabawa w kotka i myszkę. Zanim Lone Wolf jest w stanie podnieść się ponad pozycję siedzącą, otrzymuje Penalty Kick prosto w plecy! La Macchina bez żadnego zawahania chwyta obie dłonie i zaczyna je rozciągać do tyłu. Chwilę później zaczyna również używać kolana, które raz po razie wbija się w kręgosłup Eliasa! W końcu puszcza ofiarę, która osuwa się na matę, a Vincenzo bez żadnego zawahania zaczyna wykonywać całą serię Stompów na kark Beta Wolfa! Sędzia zaczyna odliczać, upominając cały czas Mafiozę o łamaniu zasad. W tym momencie stojący obok ringu Enzo pokazuje na zegarek, dając kompanowi znać, że powinien przestać się wygłupiać bo czas ich nagli. To w końcu wyrwało Il Freddo z transu. Momentalnie zapiął Death's Touch, czego Elias już nie wytrzymał, od razu odklepując!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Vizzini puszcza uchwyt od razu po usłyszeniu gongu i staje na baczność. Sędzia unosi jego rękę w geście zwycięstwa, <a href="https://www.youtube.com/watch?si=G8qJdEcK9iBSh4Yu&amp;v=gHMU4Ww7WVc&amp;feature=youtu.be" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Carl Orff - O Fortuna</a> rozbrzmiewa w tle, a po chwili dołącza do niego w ringu Mesina, który wyciąga z wewnętrznej kiszeni marynarki różę i układa ją na ciele pokonanego Eliasa.</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Colosseum #8 - Las Vegas Nevada - 22.08.2026]]></title>
			<link>https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=236</link>
			<pubDate>Sat, 22 Aug 2026 21:31:47 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://www.l-p-w.pl/member.php?action=profile&uid=1">Ryse</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=236</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/0YeExQZ.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 0YeExQZ.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/LBr7kECsjcQ" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Muzyka wypełnia całą halę, a kamera robi nam przejazd po dość licznie zgromadzonej publiczności, w końcu jest to ostatnie Colosseum przez LPW Heatwave, które odbędzie się już 6 września w Texasie. </span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera obejmuje cały ring, jednak tym razem trudno skupić uwagę wyłącznie na osobie stojącej w jego centrum. Kwadratowy pierścień otoczony jest szczelnym kordonem ochroniarzy wyposażonych w pałki teleskopowe. Kolejna grupa znajduje się już pomiędzy linami. W samym ringu ustawiono dwa krzesła, które znajdują się po przeciwnych stronach, wyraźnie sugerując, że za chwilę dojdzie tutaj do spotkania, które może pójść w każdą stronę. RVD stoi pośrodku obstawy z mikrofonem w dłoni. Jego mina jasno pokazuje, że przyszedł tutaj z bardzo wyraźnym przesłaniem...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Zanim kogokolwiek tutaj zaproszę, chcę powiedzieć o bardzo ważnej sprawie.. Przez ostatnie tygodnie dawałem zawodnikom LPW sporo swobody. Pozwalałem wam rozwiązywać własne problemy, pozwalałem emocjom brać górę i nieraz przymykałem oko na rzeczy, które może nie powinny się wydarzyć. Najwyraźniej niektórzy z was uznali to za słabość. Dlatego od dzisiaj koniec z pobłażaniem. Jeżeli ustalam zasady, to będziecie ich przestrzegać. Jeżeli mówię, że nie wolno wam się dotknąć, nie dotkniecie się. A jeżeli któryś z was dzisiaj zapomni, kto tutaj podejmuje decyzje... to ci panowie *wskazuje na ochroniarzy* bardzo szybko pomogą mu sobie przypomnieć. Kenneth Riddle... zapraszam Cię do ringu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Sacramento Saint nie potrzebuje kolejnego zaproszenia, bowiem Evil Ways rozbrzmiało na arenie błyskawicznie po ostatnich słowach General Managera. Kenneth Riddle wychodzi na stage z nietęgą miną - zupełnie jakby miał zaraz stanąć oko w oko z facetem, który niedawno próbował go zabić, jednocześnie nie mogąc mu się fizycznie odpłacić. The Icon ma na sobie <a href="https://imgur.com/a/hmabEqo" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TĘ KOSZULKĘ!</a> Rob Van Dam na ten widok przewraca oczami, jakby wiedział, że to nie pomoże w utrzymaniu napiętej sytuacji w ryzach. Riddle wchodzi w międzyczasie do ringu i staje przy jednym z krzeseł. Ewidentnie nie chce usiąść i opuścić gardy, dopóki jego rywal nie będzie w zasięgu wzroku.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Dobrze. Kenneth jest na miejscu. Teraz pora na drugą stronę tej historii. Ryback... zapraszam do ringu. I zanim pojawi Ci się w głowie jakiś głupi pomysł, przypominam: zakaz kontaktu fizycznego obowiązuje do momentu waszego pojedynku na Heatwave.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kings Never Die! The Butcherback i jego theme rozbrzmiewają na arenie, co powoduje mieszaną reakcję publiczności. Przez moment kamera jest skupiona na ekranie, jednak mieszane okrzyki z trybun dość szybko kierują ostrze kamery na publiczność, gdyż to tam zjawia się Butcher! Ryback z bardzo wściekłą miną, oraz z <a href="https://imgur.com/AkjPkk" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">taką koszulką</a> . The Big Guy ma w ręku również torbę z narzędziami, którą trzymał podczas poprzedniego spotkania obu panów, jednak tym razem decyduje się ją upuścić. Torba podczas upadku wydała charakterystyczny dźwięk narzędzi, a Ryback lekko kulejąc na kolano ruszył ze złowrogą miną w kierunku ringu. Widok torby sprawia, że Kenneth Riddle momentalnie prostuje sylwetkę i zaciska dłonie w pięści. Rob Van Dam dostrzega to natychmiast. Jeszcze zanim Ryback dociera do ringu, General Manager unosi rękę i wydaje krótkie polecenie ochroniarzom. Kilku z nich ustawia się ciasno wokół Riddle'a, skutecznie odcinając mu drogę do lin. The Icon nie jest zachwycony, ale nie próbuje się przepychać. Ryback tymczasem wchodzi po schodkach, przechodzi między linami i zatrzymuje się po przeciwnej stronie ringu. Dopiero wtedy RVD wykonuje kolejny gest. Ochroniarze opuszczają pozycje przy Riddle'u i ustawiają się w równym rzędzie pomiędzy oboma zawodnikami, dzieląc ring na dwie części.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Zanim zaczniemy... obaj dobrze wiecie, jakie są zasady. Żadnego kontaktu fizycznego. Żadnego przekraczania tej linii. Żadnych prób prowokowania bójki. Ja daję wam głos i ja go odbieram. Kiedy mówię, że skończyłeś mówić, to skończyłeś mówić. Jeżeli którykolwiek z was ma z tym problem, możemy zakończyć to spotkanie już teraz. Dzisiaj macie okazję powiedzieć sobie wszystko prosto w twarz bez rozwalania połowy areny. Ryback... zaczynasz. Masz głos.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ryback</span>: Kenny, wyjątkowo chciałbym, abyś podszedł bliżej, abym mógł Ci spojrzeć w oczy, i zobaczyć w nich to, co widziałem tydzień temu, byłeś przerażony,  bezradny, dałeś mi coś czego ode mnie już nie zabierzesz - dałeś mi pewność, że wygram tę walkę. A teraz skup się, bo wytłumaczę Ci dlaczego. Twoja żon…<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Nie waż się nawet wspominać o niej ani o moich dzieciach, Ty sukinsynie! Oczywiście, że się bałem. To żaden wstyd w takiej sytuacji. Wstydem jest Twoje bicie mnie poniżej pasa tylko po to, aby na końcu i tak znaleźć sposób na wydarcie porażki z paszczy zwycięstwa…<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mikrofon Kennetha momentalnie milknie. Riddle jeszcze przez sekundę próbuje coś powiedzieć, zanim orientuje się, że RVD po prostu odciął mu dźwięk.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Kenneth, powiedziałem jasno, ja udzielam głosu i ja go odbieram. Jeszcze raz wejdziesz komuś w słowo i będziesz słuchał reszty tej rozmowy bez możliwości zabrania głosu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">RVD przenosi wzrok na Rybacka i wskazuje na niego palcem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> A Ty lepiej zacznij ważyć słowa. Rodzina Kennetha nie jest częścią tej walki i nie zamierzam pozwolić, żebyś robił z niej narzędzie do prowokacji. Zdaje się, że nie skończyłeś więc kontynuuj.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ryback:</span> - Ciekawe Rob, tak jednym strzałem odebrać Riddlowi głos, a jak ja chciałem to zrobić tydzień temu to mi nie pozwoliłeś. Ale masz sto procent racji Van Dam Boss, Kenny nie pozwolił mi dokończyć już kilka lat temu. Publiczność zaufała Riddlowi, biedny Kenny tak atakowany przez Rybacka, a wy, zaufaliście manipulatorowi!  Bo kto inny mógłby lepiej ukrywać swoją winę i zrzucać ją na innych niż ex kryminalista? Zrobiłeś ze mnie złego, i długo myślałem jak to odwrócić, ale po tym jak doprowadziłeś do mojej kontuzji kolana, to wierz mi - jestem zły, bardziej niż kiedykolwiek, nienawidzę Cię bardziej niż kiedykolwiek, i udowodnię, że pomimo, iż owszem, jestem zły, to jestem lepszy niż Ty, i byłem już za czasów PHW, WCW oraz….<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W połowie ostatniego zdania mikrofon Rybacka zostaje wyłączony. The Big Guy jeszcze przez moment porusza ustami, po czym spogląda z niedowierzaniem w stronę RVD.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Czas. Miałeś powiedzieć, co masz do powiedzenia i powiedziałeś. Nie będziemy tutaj robić trzygodzinnego wykładu z historii waszej znajomości. Teraz słuchasz. *RVD jasno wskazuje na Kennetha* Kenneth, teraz Twoja kolej. Masz głos.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Niebywałe… co Ty wygadujesz, człowieku!? Przecież sam zrobiłeś z siebie złego, kiedy wpadłeś na pomysł, aby prowadzić tę chorą krucjatę przeciwko mnie! No policzmy: wykradłeś prywatne rzeczy moich dzieci, obraziłeś moją żonę, PORWAŁEŚ MNIE IDIOTO, a to wszystko w ciągu dwóch tygodni. Ryback, może i robiłem w przeszłości złe rzeczy, ale nie wypieram się tego. Wziąłem na klatę konsekwencje, jak prawdziwy facet i żyję dalej. Za to Ty każdego dnia stajesz przed lustrem i nie akceptujesz tego, co w nim widzisz. Życzę Ci, żeby kiedyś się to zmieniło, ale nie wydarzy się to moim kosztem. W obronie swojej rodziny i spokoju potrafię sięgnąć bardzo głęboko w mrok. Ostrzegam, że jeśli nie odpuścisz, to nie będę miał skrupułów i zmiażdżę Ci też drugie kolano do pary! Może dasz mi wreszcie spokój, kiedy uczynię Cię kadłubk…<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob Van Dam natychmiast unosi dłoń, a mikrofon Kennetha zostaje wyłączony w połowie zdania. Riddle odwraca głowę w jego stronę, wyraźnie zirytowany, jednak tym razem RVD nie zwraca na niego większej uwagi. General Manager przykłada palec do słuchawki i przez kilka sekund uważnie słucha przekazywanej mu informacji. Jego mina szybko poważnieje.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Właśnie dostałem informację od naszego zespołu medycznego i muszę coś wyjaśnić, zanim przejdziemy dalej. Ryback... na ten moment nadal nie masz zgody lekarzy na powrót do ringu. I żeby nie było żadnych niedomówień, lekarze nie przewidują, żebyś dostał ją również za dwa tygodnie. Czyli w terminie Heatwave.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach po arenie przechodzi głośny szmer. Ryback zaciska szczękę, natomiast Kenneth natychmiast próbuje podnieść mikrofon, ale ten wciąż pozostaje wyłączony. RVD spogląda na niego i unosi palec.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Kenneth, Ryback, w obecnej sytuacji nie mam innego wyjścia jak tylko odwołać wasze starcie. Ta decyzja jest ostateczne. Kenneth zdaje się, że nie dokończyłeś więc kontynuuj.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Jakie to ma znaczenie, że przerwałeś mi w połowie zdania, jeśli zamierzasz mi przerwać też rozprawianie się z Rybackiem, zanim w ogóle mogłem zacząć? Chyba sobie żartujecie, panowie! Ten gość *Riddle wskazuje w stronę Rybacka* łamie wszelkie zasady, naraża mnie i moją rodzinę, przez co W NAGRODĘ dostaje walkę, której od początku chciał, a na koniec ma wymigać się od niej zwolnieniem lekarskim? Czy to jest lekcja WF’u w podstawówce, do cholery?! Wyszedłem dziś w tej koszulce ironicznie *Kenny spogląda przez ramię, zwracając uwagę na napis “Bitcherback” i dwa zabawkowe nożyki*, ale w życiu nie mógłbym przewidzieć takiego rozwoju wydarzeń. Ty nie potrafisz doprowadzić niczego do końca, Bitcherbacku. Nigdy nie potrafiłeś mnie pokonać, nawet mając mnie na widelcu. Nie byłeś w stanie dokończyć roboty w piwnicy, a teraz okazuje się, że nie potrafisz nawet dowieźć podpisania kontraktu! Mówią, że za każdym razem, gdy się podnosisz, część Ciebie zostaje na dnie. Jeśli to prawda, to dziś chyba większa część Rybacka spoczywa w pokoju niż jest tutaj z nami. Moją powinnością jest sprawienie, żebyś nie musiał już cierpieć przez to rozdwojenie jaźni. Nie wiem, jak tego dokonasz Rob, ale ten pojedynek ma się odbyć. Po tym wszystkim, co Ryback mi zrobił, mam wręcz OBOWIĄZEK raz na zawsze się z nim rozprawić. Mało tego, muszę dostać jego obrzydliwy łeb na srebrnej tacy w czymś więcej niż zwyczajna walka. Rob, ŻĄDAM prawa do wykończenia go w HELL IN A CELL!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Zaczekaj. *do słuchawki* David, przynieś mi tutaj te dokumenty. Teraz. *W tym momencie RVD dostrzega uniesioną dłoń Rybacka* Chcesz coś dodać Ryback? Proszę masz głos.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ryback</span>: - Nie dziel skóry na Rybacku. Wiesz co dla mnie oznacza ta decyzja? Że naruszyłeś moje więzadła krzyżowe. Ale nie martw się, Butcherback i tak stanie z Tobą do ringu, i Rob, nie wiem jakie instrukcje dostałeś, ale możesz je wyrzucić do kosza. Choćbym miał na jednej nodze stać to i tak wykończę Kennetha Riddle. Pamiętasz Kenny jak Ci mówiłem, że nie jesteś najlepszym Kennym jakiego znam? No bo nie jesteś. Riddlem też najlepszym nie jesteś jakiego znam. A co gorsza, patrząc na Ciebie, to wyglądasz identycznie jak gość, z którym dzieliłem szatnie w innej federacji. Nie jesteś sobą Kenny… Ale ja przywrócę CI tożsamość…. Rob… Ja chcę tej walki, co by się nie zadziało, pod każdym względem jestem gotowy, na własną odpowiedzialność!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym samym momencie spod stage'u wybiega wspomniany wcześniej David z plikiem dokumentów w dłoni. Wślizguje się do ringu i przekazuje je Robowi Van Damowi. RVD szybko przegląda pierwszą stronę, po czym podaje papiery Rybackowi wraz z długopisem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Skoro chcesz zrobić to na własną odpowiedzialność, to zrobimy to właściwie. Podpisując te dokumenty potwierdzasz, że znasz swój stan zdrowia i zwalniasz LPW z odpowiedzialności za wszelkie konsekwencje, jakie może przynieść Ci ta walka. Jeśli je podpiszesz, nie będzie odwrotu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ryback nawet się nie zastanawia. Opiera dokumenty na jednym z krzeseł i składa podpis w wyznaczonych miejscach. Następnie oddaje je RVD, który przez chwilę upewnia się, że wszystko zostało podpisane, po czym przekazuje papiery Davidowi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> W takim razie sprawa jest zamknięta. Na Heatwave... Kenneth Riddle zmierzy się z Rybackiem. I skoro obaj tak bardzo chcecie raz na zawsze zakończyć tę historię, dostaniecie dokładnie to, o co prosiliście. HELL IN A CELL!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Publiczność reaguje potężnym hukiem. Kenneth Riddle i Ryback niemal jednocześnie odsuwają swoje krzesła i wstają. Ochroniarze natychmiast zwierają szereg pomiędzy nimi, lecz tym razem żaden z zawodników nawet nie próbuje go przekroczyć. Riddle i Ryback stoją po przeciwnych stronach ringu, wpatrując się w siebie bez słowa. RVD pozostaje pomiędzy nimi, obserwując obu i pilnując, by sytuacja nie wymknęła się spod kontroli. Kamera przez kilka sekund utrzymuje obraz na ich wymianie spojrzeń, zanim segment dobiega końca.</span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Earlier Tonight</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na parking dla zawodników, gdzie właśnie przybył Jose Lopez. Zawodnik ubrany jest tak, jak podczas swoich występów na ostatnich galach, w uszach ma słuchawki i w pełni wyluzowany przemierza parking w stronę wejścia na halę. Na twarzy Hiszpana maluje się charakterystyczny uśmiech. Zawodnik nie ma przy sobie żadnej walizki, czy nawet plecaka, wygląda na to, że przybył na galę, aby obejrzeć starcie pomiędzy Nathanem Martinem, a Danem Dowsonem. Komentatorzy przypominają nam historie, jakie dzieli Hiszpan z obydwoma uczestnikami dzisiejszej walki wieczoru, a sam zainteresowany spokojnie zbliża się do hali. Kiedy jest już bardzo blisko drzwi nagle na parking z dużą prędkością wjeżdża motocykl prowadzony przez Axela Blaze'a. Mistrz parkuje maszynę w losowym miejscu, spogląda na Lopeza, który właśnie przechodzi przez drzwi i znika z widoku... po czym rusza biegiem do tego samego wejścia.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match</span><br />
<img src="https://i.imgur.com/IC37O9E.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: IC37O9E.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zbyszek Uszczelka</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span></div>
<br />
Uszczelka trafia Davida mocnym Clothesline’em, a chwilę później dokłada Brainbuster! Zbychu próbuje podnieść przeciwnika pod Sit-Out Piledriver, lecz Otunga blokuje wyniesienie i po chwili sam wykonuje Legal Precedent! The Harvard Hammer podnosi rywala i dokłada Burden of Proof!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nagle na ekranie pojawia się Allan Hill.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill: </span>Daaaaviiiid. Zobacz tylko gdzie jestem. *The Broken Prodigy wskazuje palcem na plakietkę z nazwiskiem prezesa znajdującą się na drzwiach.* Może zechciałbyś obronić swojego pracodawcę?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Anglik patrzy przez chwilę w kamerę, a następnie otwiera drzwi i wchodzi do środka, a obraz z titantrona gaśnie. Otunga natychmiast przestaje interesować się leżącym przeciwnikiem. Przez moment patrzy na telebim, po czym jego twarz wyraźnie się zmienia. David wychodzi między linami i bez oglądania się za siebie rusza szybkim krokiem w stronę zaplecza. W tym samym czasie sędzia dolicza do 10, a zwycięzcą walki zostaje Zbyszek Uszczelka. Otunga bardzo szybko dociera do biura i otwiera drzwi. Widzi, że w środku są Rob Van Dam, Allan Hill oraz facet ubrany w garnitur wyglądający na elegancika.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill:</span> Dobrze, że w końcu spotkaliśmy się tutaj... wszyscy razem. Dokładnie w takim gronie, w jakim powinniśmy byli spotkać się od samego początku. Ty, Rob. Ja. I człowiek, który dopilnuje, żebyśmy tym razem przestrzegali pewnych zasad.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Hill spogląda na stojącego obok niego prawnika, po czym kładzie mu dłoń na ramieniu. Na jego twarzy pojawia się lekki uśmiech.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill: </span>Nie zatrudniłem go tylko po to, żeby mnie bronił. Zatrudniłem go również po to, żeby pilnował mnie. *Hill na moment odwraca wzrok w stronę Otungi.* Bo czasami... kiedy ktoś za bardzo mnie zdenerwuje... przestaję myśleć o konsekwencjach.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Krótka pauza. Hill znowu spogląda na RVD.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill: </span>A chyba wszyscy widzieliśmy już, co się dzieje, kiedy przestaję myśleć.<br />
<br />
Nie będę tutaj udawał, że jestem niewinnym człowiekiem. Nie jestem. I nie zamierzam nim być. Ale nie jestem też idiotą. Wiem, co zrobiłem. Wiem, dlaczego to zrobiłem. I przede wszystkim wiem, że od początku nie byłem przez LPW traktowany uczciwie. *Hill zaczyna spokojnie przechadzać się po pomieszczeniu.* Najpierw chcieliście, żebym czekał. Potem kazaliście mi walczyć, jakbym miał wam coś udowadniać. A kiedy w końcu przestałem czekać i sam zacząłem brać to, czego chciałem... nagle wszyscy przypomnieli sobie o zasadach. *Hill zatrzymuje się i patrzy prosto na Roba.* To może przestańmy się bawić w ten cały sąd. Nie chcę kolejnej kary. Nie chcę kolejnego zawieszenia. I zdecydowanie nie potrzebuję wykładu o tym, jak powinien zachowywać się człowiek. Chcę walki. Z Otungą. Na Heatwave.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Allan, po tym wszystkim naprawdę uważasz, że zasłużyłeś na walkę na Heatwave? Bo z mojej perspektywy jesteś znacznie bliżej wylotu z LPW niż miejsca na karcie PPV. *RVD spogląda na prawnika Hilla, po czym wraca wzrokiem do Anglika.* Więc jeśli przyszedłeś tutaj tylko po to, żeby postawić mi kolejne żądanie, to oszczędźmy sobie czasu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Otunga przez chwilę patrzy na Hilla, a następnie przenosi wzrok na jego prawnika. Widać, że sytuacja jest dla niego poważna, ale nie traci on charakterystycznego spokoju.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: Rob, zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję pragnę Ci przypomnieć, że ten człowiek już wielokrotnie udowadniał, że kiedy nie dostaje tego czego chce bierze sprawy we własne ręce. I właśnie dlatego znów się tu spotkamy, zamiast na kolejnej rozprawie dyscyplinarnej. Allan ma rację w jednej kwestii i jeśli rzeczywiście uważa on, że został przez LPW potraktowany niesprawiedliwie to niech wyrazi swoją złość w ringu. Heatwave jest do tego idealnym miejscem. Nie stwierdza się z urzędu, że Hill na to zasłużył, ale jedno jest pewne. Federacja na tym zarobi. Ty najlepiej wiesz, że LPW to nie tylko regulamin i konsekwencje jego łamania. *The Verdict Maker z uśmiechem spogląda na RVD, jednak sprawia wrażenie jakby miał kogoś innego na myśli.* LPW to przede wszystkim biznes, a ci ludzie chcą zobaczyć tę walkę, Hill chce tej walki, a ja jej nie unikam, więc dlaczego mielibyśmy wyrzucać pieniądze przez okno? W końcu jesteśmy profesjonalistami. A profesjonalista nie pyta wyłącznie kto ma rację. Pyta również ile kosztuje ignorowanie tej racji. Czasami najlepszą decyzją nie jest ta, która najlepiej wygląda w protokole. Jest nią ta, która przynosi najlepszy rezultat.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">RVD patrzy przez chwilę na Otungę, po czym gestem przywołuje go bliżej. Obaj odchodzą kawałek na bok i przez kilka sekund rozmawiają ze sobą szeptem. Rob nie wygląda na przekonanego, jednak po chwili kiwa głową i ponownie zwraca się w stronę Hilla.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Dobra Allan. Dostaniesz Otungę na Heatwave, ale na moich warunkach. Skoro mam dać ci to, czego chcesz, chcę mieć gwarancję, że znowu czegoś nie odpierdolisz. Dlatego stawiasz na szali swoją karierę w LPW. Jeśli przegrasz kończymy tę historię raz na zawsze.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Allan i jego adwokat odchodzą dwa kroki do tyłu i również wymieniają się zdaniami szeptem. The Rogue jest wyraźnie podekscytowany słowami Roba. Jego adwokat wygląda jakby studził jego emocje. The Broken Prodigy kiwa głową i zwraca się do RVD.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill: </span>Wiesz co, Rob? Podoba mi się ten warunek. Naprawdę. Przynajmniej pierwszy raz od dawna ktoś daje mi coś, czego naprawdę chciałem. Stawkę. Akceptuję. Na Heatwave wyjdę z Otungą i postawię na szali swoją karierę. *odwraca się w stronę Otungi* Ale skoro mamy być profesjonalistami, David to chyba powinniśmy grać według tych samych zasad. Jeśli ja mam postawić swoją karierę na szali to ty też postaw swoją. Bez wyjątków. Bez prawniczych sztuczek.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Otunga przez chwilę milczy. Spogląda na Hilla, następnie na GMa. Na jego twarzy pojawia się lekki, niemal rozbawiony uśmiech. Wygląda bardziej tak, jakby właśnie usłyszał propozycję, na którą czekał, niż jak człowiek postawiony pod ścianą.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: Wiesz, Allan... właśnie w tym momencie popełniłeś swój pierwszy naprawdę poważny błąd. Pomyliłeś pewność siebie z przewagą negocjacyjną. Ale przyjmuję. Nie dlatego, że muszę. Tylko dlatego, że nie widzę żadnego powodu, żeby odrzucać ofertę, w której stawiasz na szali wszystko co masz przeciwko komuś, kto według ciebie jest tylko człowiekiem w garniturze z teczką. Nie potrzebuję prawniczej sztuczki, Allan. Nie potrzebuję żadnej ochrony i wyjątków. Mówię to z pełną świadomością swoich słów. Stawiam swoją karierę na szali. Rob, nie musisz mnie chronić przed konsekwencjami moich własnych decyzji. Sam powiedziałem, że LPW to biznes. A czasami najlepszą inwestycją jest postawienie wszystkiego na jedną kartę, kiedy masz pewność, że ta karta jest zwycięska.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Legal Killer wyciąga rękę w kierunku Hilla.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga:</span> Więc jesteśmy dogadani. Twoja kariera. Moja kariera. Heatwave. A potem przekonamy się, Allan, czy rzeczywiście jesteś łowcą... czy tylko kolejnym człowiekiem, który bardzo dużo mówi o swoich polowaniach, ale nigdy nie przyniósł do domu trofeum.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Hill uścisnął dłoń The Advocate'a i razem ze swoim adwokatem wyszli z biura. Tym widokiem obraz gaśnie.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Co Ty wiesz o zabijaniu… czasu podczas reklam? ~ Autor nieznany</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie widzimy Axela Blaze'a otwierającego drzwi do szatni z buta. Zawodnik zagląda do środka, jednak nikogo nie ma w środku. Mistrz jest nieźle zdenerwowany, widać, że ciężko oddycha, nie może się opanować. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Wyłaź Lopez! Widziałem, że gdzieś tu jesteś!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mr. Forever zrywa z siebie skórzaną kurtkę i ciska nią o podłogę. Następnie wraca na korytarz i rusza dalej w poszukiwaniu swojego wroga. Kamera rusza za nim, widać, że kiedy mija pracowników każdy schodzi mu z drogi. W końcu dociera do rozwidlenia i zawodnik na chwilę przystaje, rozglądając się. Nagle z prawej strony korytarzem przemyka ktoś ubrany na czerwono, co od razu przykuwa to uwagę Blaze'a, który od razu rusza w tym kierunku. Obraz z kamery gaśnie.</span><br />
<br />
<div class="lpw-news-divider"></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera pokazuje Zygmunta Butlę idącego korytarzem na zapleczu. Słysząc zawołanie, odwraca się i widzi czarnoskórego mężczyznę, który gestem zaprasza go do szatni. Zdezorientowany wrestler wchodzi do środka i dostrzega przykryty ciemnoniebieskim, welurowym obrusem stół, na którym stoją świece, mały drewniany totem oraz 20-centymetrowa geoda ametystowa. Zanim Polak zdąży zareagować, siedzący przy stoliku mężczyzna odezwa się do niego jako pierwszy. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???: </span>Witaj. Cieszę się, że postanowiłeś tu przyjść. *wyciąga rękę w stronę Butli na powitanie* Nazywam się Cyclone Diallo...to znaczy, tak na mnie mówią. Kiedyś uratowałem przed niszczycielskim wpływem natury całą gwinejską wioskę. To nie przypadek, że los skrzyżował nasze drogi. Gdy tylko znalazłeś się w pobliżu, wahadło zaczęło szaleć. *pokazuje Zygmuntowi drugą rękę, z której zwisa metalowy wisiorek* W twoim życiu przewija się wiele pytań, a tak mało odpowiedzi. Proszę, usiądź.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Diallo wskazuje ręką na...stalowe krzesło, które stoi oparte o stolik. Butla przez chwilę patrzy ze zdziwieniem na swojego rozmówcę, po czym decyduje się sięgnąć po krzesło i usiąść naprzeciw niego.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>Twoje życie przybrało nieoczekiwany obrót. Widzę to w twojej energii. Błądzisz, zastanawiasz się co dalej. Czujesz, że chciałbyś coś zmienić w sobie, prawda? *sięga pod stół, a następnie wyjmuje talię kart* Ja pomogę ci odnaleźć prawdę. Wystarczy, że wyciągniesz kartę z talii.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Czekaj, czekaj... jakie wahadło, jaka energia? Ja już paru wróżbitów w życiu spotkałem. Jeden pod dworcem powiedział mi, że czeka mnie bogactwo, tylko najpierw muszę dać pięć dych na „oczyszczenie aury”. Dałem mu dwie, bo więcej nie miałem, i jedyne co się oczyściło, to mój portfel. A z tymi kartami pewnie będzie tak samo, jedna, druga, trzecia i na końcu wyjdę bez kasy, ale za to z wiedzą, że Merkury wszedł mi w kanalizację.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>Nic z tych rzeczy! Ta sesja jest zupełnie za darmo, nie zapłacisz ani centa! Sztuka wróżbiarstwa to poważna sprawa. Zaufaj mi, znam się na tym nawet lepiej niż na wrestlingu, a musisz wiedzieć, że jestem już czwartym pokoleniem wrestlerów w swojej rodzinie. Uwierz mi, wystarczy że wyciągniesz jedną z tych kart *pokazuje Butli wachlarz kart* a ja powiem ci kim jesteś.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zygmunt patrzy podejrzliwie na Cyclone'a, po czym wyjmuje jedną z kart. Patrzy na nią, jednak nie sprawia wrażenia zadowolonego.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Ty sobie ze mnie jaja robisz? To jest przecież ten cały... Mekambe! Ja mam z tego wyczytać kim jestem?! Co, mam teraz biegać po korytarzu i kopać wszystko, co jest okrągłe? Weź mi daj normalną kartę, a nie piłkarza!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>Jak ty niczego nie rozumiesz. Właśnie dlatego to ja jestem specjalistą, a ty jesteś...no tym kim jesteś. Zastanów się przez chwilę - co robi Kylian Mbappe? *Zygmunt jedynie wzrusza ramionami* Strzela. Dużo strzela. A ty?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla: </span>*zastanawia się* Ja...no, ja też lubię sobie strzelić kilka głębszych.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>Właśnie. A co ważniejsze - Kylian Mbappe wychodzi ze skóry, aby zdobyć jak najwięcej bramek...ale pomimo to nie udaje mu się sięgać po trofea. Triumfy święcą inni. Czy nie przypomina ci to kogoś?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> No dobra... jak tak na to spojrzeć, to trochę mi Zbyszka przypomina. Ja się szarpię, obijam, a na końcu to on stoi z rękami w górze i spija śmietankę. Tylko jemu akurat się należy, bo nieraz wyciągał mnie z gówna i naprawiał po mnie robotę. Także może coś w tym twoim Mekambe jest. Ale skoro taki z ciebie specjalista, to powiedz mi lepiej coś o mojej przeszłości. O przyszłości każdy może naściemniać, ale jak trafisz z tym, skąd się wziąłem, to może zacznę cię traktować poważnie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>Ależ bardzo proszę! Do tego celu karty nie będą potrzebne. Mam coś lepszego!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Diallo wyjmuje z torby miskę, nalewa wody mineralnej i zlewa do niej gorący wosk ze świec.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>Ta metoda nigdy nie zawodzi. Niech wosk ostygnie, a w tym czasie przybliżę ci przyszłość! *znów zagląda do torby, z której wyjmuje białą kulę i kładzie ją przed Zygmuntem* TO jest prawdziwa kość słoniowa! Sam upolowałem tę bestię cztery lata temu! Już za moment poznasz swoją przyszłość. Po prostu połóż ręce na kuli.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Butla nie wygląda na przekonanego, jednak decyduje się położyć ręce na rekwizycie. To samo po drugiej stronie czyni wróżbita, który zamyka oczy i spuszcza głowę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>Jeszcze moment....widzę coś. Ciemność. Szarość. Cisza. Nikogo wokół. Jest coś jeszcze...kamień. Tak, kamień nagrobny. Cmentarz.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla: </span>Jesteś pewny?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>Absolutnie. Tak wygląda twoja przyszłość w grudniu 2100 roku.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla: </span>ty sobie kurwa jaja robisz?! W grudniu 2100 roku to będę mieć już tyle lat, że na pewno będę leżeć na cmentarzu. To ja ci mogę za darmo wywróżyć, że jutro rano będzie jasno! Dobra, pierdolę tę kulę... dawaj ten wosk. Co ci tam wyszło?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Diallo sięga do miski, z której wyjmuje kawałek wosku wyglądający <a href="https://i.imgur.com/H9w550s.png" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">tak</a>.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla: </span>No i co to ma być? Nic z tego nie rozumiem.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>Przepraszam cię, ale muszę stąd wyjść. Czas mnie nagli.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla: </span>Czekaj! Wytłumacz mi, o co z tym chodzi!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Diallo nie zwraca uwagi na Butlę, tylko praktycznie wybiega z szatni pozostawiając Zygmunta samego.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match</span><br />
<img src="https://i.imgur.com/p8tjS0w.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: p8tjS0w.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Johnny Turn </span>vs<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo</span></div>
<br />
Wracamy do pojedynku po reklamach. Przed momentem Cyclone Diallo zdobył przewagę nad swoim przeciwnikiem, a teraz wskakuje na narożnik i wykonuje Moonsault...nie trafia, bo Turnowi udaje się w porę odsunąć. Dopada on do rywala z próbą przypięcia, jednak ta się nie udaje. Obydwaj zawodnicy wstają i Teksańczyk wykonuje Irish Whip, po którym jego oponent odbija się od lin, a następnie inkasuje Monkey Flip. Ta akcja nie zatrzymuje jednak Afrykańczyka na macie zbyt długo, szybko wstaje z powrotem, jednak zostaje złapany z tyłu przez Johnny'ego, który aplikuje Dragon Suplex. Bezpośrednio po tej akcji mamy próbę odliczenia. 1...2...kickout! Zawodnik z Houston nie zamierza zwalniać tempa. Niemal od razu po odkopaniu przez rywala rusza w kierunku narożnika, po czym staje na najwyżej umiejscowionej linie. Zauważa jednak, że Diallo już wstał i teraz rusza w jego stronę. Turnowi udaje się uniknąć próby ataku - w porę przeskakuje on nad głową rywala. Ten odwraca się, a Turn już biegnie. Cyclone spodziewał się tego - Corkscrew Calfkick posyła Tornado Mana na matę. Następnie zapaśnik pochodzący z Gwinei wchodzi na narożnik. Po chwili...decyduje się przejść po górnej linie mniej więcej w pół dystansu do drugiego narożnika, a następnie skacze, wykonując Corkscrew Splash! Zaraz po tej akcji postanawia jeszcze raz wdrapać się na narożnik. Mija kilka sekund i mamy Shooting Star Press....nietrafiony! Johnny'emu ponownie udało się uniknąć, zaś wróżbita po przydzwonieniu w matę postanawia wyturlać się poza ring. W międzyczasie Tornado Man wstaje i widzi, że jego rywal również powoli staje na nogach, tylko że poza ringiem. Turn postanawia wykorzystać okazję - bierze rozbieg i wykonuje Tornado Strike! Trafił! Niemal od razu wrzuca oponenta z powrotem do kwadratowego pierścienia, zaś sam lokuje się na krawędzi, za linami. Czeka kilka sekund, aż Diallo się podniesie, po czym wskakuje na liny i aplikuje F6! Johnny Turn pinuje. 1...2...3! To koniec!<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Earlier Tonight</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Znajdujemy się w tym momencie w Village Lub &amp; Cafe i widzimy, że przy stoliku siedzi Preston Steele i Miguel Escobar. Panowie zdecydowanie nie przyzwyczaili nas do przebywania w tego typu miejscach co widać wyraźnie po zniechęceniu pomieszanym z obrzydzeniem na twarzy Hiszpana. Legacy Breaker z kolei wygląda na trochę przybitego patrząc zamyślony w telefon leżący na stole.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele:</span> Ciężkie czasy ostatnio dla nas nastały. *ciężko wzdycha* Nie dość, że ojciec odciął mnie od swoich pieniędzy i próbował mi wmówić, że nie jesteś moim przyjacielem to jeszcze ten robol Uszczelka wygrał walkę i został pretendentem do mistrzostwa Valor. Gdyby ten alkoholik Butla mu się nie podłożył to nie miałby z nami najmniejszych szans i ktoś z nas stałby teraz przed okazją zostania mistrzem.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar:</span> To było po prostu śmieszne. Zresztą kto w ogóle wpadł na taki pomysł żeby zorganizować takie starcie…ale wiesz co? Szkoda chyba naszego czasu i nerwów na wspominanie o tym. Czas rozpocząć nowy rozdział, rozdział w którym odbijemy się i będziemy mogli spojrzeć w lustro z myślą - “tak, jestem najlepszą wersją siebie”. Wreszcie z dala od Butli i Uszczelki. Czas na poważny, prawdziwy wrestling.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele:</span> Tym bardziej, że teraz przed nami są jeszcze większe wyzwania. Obydwaj zmierzymy się z mistrzami, więc to już mówi samo za siebie kto idzie do przodu. *krótka pauza* Ale wiesz co? Może tym razem nie chcę się nad tym wszystkim zastanawiać. Ostatnio wystarczająco dużo osób pokazało mi, ile warte są ich słowa. *krótka pauza* Ojciec odwrócił się ode mnie w momencie, kiedy najbardziej potrzebowałem kogoś po swojej stronie. Zabiera mi pieniądze, kartę, mieszkanie i jeszcze próbuje wmówić mi, że robi to dla mojego dobra. I chyba właśnie dlatego tak bardzo zależy mi na tym, żeby przynajmniej jedna osoba w tym całym cholernym biznesie była naprawdę po mojej stronie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar:</span> Nie załamuj się amigo. Wiesz, że możesz na mnie liczyć. Niedługo pasy mistrzowskie znajdą się we właściwym posiadaniu i to jest najważniejsze. Zobaczysz jak wtedy nagle każdy będzie chciał zostać twoim przyjacielem. Będą starali się przypodobać tobie, a gdy znowu powinie ci się noga odejdą tak szybko jak przyszli. Fałszywi ludzie czają się na każdym kroku, taki jest już ten zepsuty świat…ale głowa do góry, nie opinie innych, a nasze czyny świadczą o tym kim jesteśmy. Bierzemy sprawy w swoje ręce, to jest ten moment.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele:</span> Wiem. I właśnie dlatego ci ufam. *krótka pauza* Wiesz, jeszcze niedawno powiedziałbym, że nie potrzebuję nikogo. Że pieniądze, nazwisko i własne umiejętności wystarczą mi do wszystkiego. Teraz już wiem, że to była bzdura. Możesz mieć wszystko, a mimo to zostać sam, kiedy osoba, której ufałeś najbardziej, postanowi odwrócić się od ciebie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar:</span> Tak to już jest. Sam wiem, że mogę ufać tylko jednej osobie i ona na mnie też może polegać.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Miguelowi dzwoni telefon. Hiszpan przeprasza Prestona, wstaje i na chwilę się oddala. Po chwili wraca, ale nie siada, tylko stojąc mówi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar:</span> Miałem ważny telefon. Niestety po swojej dzisiejszej walce muszę jechać na lotnisko i lecieć do Hiszpanii. Wierzę, że poradzisz sobie z Blazem. Do zobaczenia, Amigo.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Divine odwraca się, zakłada okulary przeciwsłoneczne i opuszcza lokal.</span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na arenie rozbrzmiewa <a href="https://youtu.be/cll0TUXabJU?feature=shared" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">theme song Zbyszka Uszczelki</a> i Fachowiec pojawia się na rampie. W trakcie marszu w stronę ringu wyciąga klucz francuski z swojego pasa narzędziowego i stuka się z najmłodszymi fanami, którzy w dłoniach mają zabawkowe klucze francuskie. Następnie wchodzi do ringu, w pełnym świetle możemy zobaczyć jego pełny ubiór. Na nogach sandały i grube skarpety, robocze ochraniacze na kolana oraz sweter z dziurą w połowie przez którą przedziera się jego strój ringowy z napisem "Zbyszek Uszczelka". Majster odbiera mikrofon i zaczyna mówić.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Uszczelka:</span> Siemacie ludziska! Słuchajcie Las Vegasniuniusie kochane, to nie tak miało wyglądać.. Miałem utłuc papugę na kwaśne jabłko, a on mi zwiał z ringu. Ludzie kochani.. Zanim żem się zamachnął, żeby mu przyłożyć między paragrafy to jego już nie było. To ja specjalnie przed walką zrobiłem sobie goloneczkę na pokrzepienie, a on nawet nie podejmuje rękawic.. nie honorowo. A srał na to Brutal! Teraz przede mną najważniejsza fucha - spuścić wpierdol Cavazosowi. Co ja będę strzępić ryja.. Jorge! Podejdź do ringu jak i ja podszedłem!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><a href="https://youtu.be/jyX_neO4RT0" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Hasta el Ultimo Ronda!</a> Mistrz Valor został wywołany do ringu i teraz pojawia się we własnej osobie na rampie ze swoim mistrzostwem na ramieniu. Po drodze do ringu zbija piątki z fanami, wchodzi do ringu po schodkach i odbiera mikrofon od pracownika technicznego.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Hola, Zbyszek! Ja rozumiem wszystko, ale skarpety i sandały? To nie wygląda <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">bien</span><span class="lpw-translate-tip">dobrze</span></span>, ale przejdźmy do konkretów skoro sam mnie wywołałeś tutaj. Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się, że to ty wygrasz walkę i zagwarantujesz sobie szansę walki ze mną. Jak wszyscy widzieliśmy Butla pomógł ci w tym, żebyś mógł się znaleźć w tym miejscu, w którym jesteś teraz. Tylko, czy bez pomocy Zygmunta znalazłbyś się w tej samej pozycji, amigo? Szczerze wątpię. Z Miguelem Escobarem zdecydowanie nie jest mi po drodze, w moich stronach nie lubi się takich <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">fresas</span><span class="lpw-translate-tip">(od słowa fresa – truskawka) w Meksyku i niektórych krajach Ameryki Łacińskiej oznacza osoby z bogatych domów, zachowujące się snobistycznie, zarozumiale lub pretensjonalnie. Odpowiada to polskiemu „złotówkowemu bananowi” lub „ą-ę”.</span></span>. Muszę jednak przyznać, że pomimo mojej niechęci to on był moim faworytem w waszej walce. Jednak jesteś Ty i to z Tobą zmierzę się na Heatwave o ten pas. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jorge poklepuje tytuł znajdujący się na jego ramieniu</span> Musisz coś wiedzieć Zbyszek. Ja nie wybiegnę z ringu jak David, ja nie podłoże ci się w walce jak Zygmunt. Jeżeli chcesz ten tytuł to będziesz musiał przejść przeze mnie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jorge po tych słowach unosi swój pas wysoko do góry ponad głowę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Uszczelka:</span> A co ty masz do moich sandałów Jorge? Ja się tak wystroiłem, wypachniłem wodą kolońską, ale smród kupy w twoich gaciach ze strachu przed starciem z Potężnym Fachowcem czuję aż tutaj. Racja, nie wybiegniesz z ringu jak David. Ty będziesz z niego spierdalał gdzie pieprz rośnie. Jeśli chodzi o Zygmunta to wyjaśniliśmy sobie kwestię tego co się wydarzyło. Ja mu pomogłem rozumiesz. Przecież jakby to wygrał to świętowałby w wannie jabola i skończył jak Hendryx albo inny Rysiek Riedel. A co do Miguela. Może i w twoich stronach nie lubi się takich jak Escobar, ale w tych stronach nie lubią takich jak ty, meksykoli. A tak w ogóle to nigdy nie lubiłem tych waszych tortilli. Placki ziemniaczane biją je na głowę, a propos głowy.. Jak przeszkadzają ci moje skarpety, to mogę ci jedną zdjąć i założysz sobie na głowę jak ci twoi bracia, karaluchy od lucha libre.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zbyszek pociąga nosem i wypluwa pod nogi Cavazosa. Jorge robi krok do przodu i panowie stają prawie face to face, a na ich twarzach widać pojawiające się napięcie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Nie myl mnie z Zygmuntem, bo on jest chyba jedyną osobą, od której można w szatni poczuć <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">hedor</span><span class="lpw-translate-tip">smród</span></span>. Powiedziałeś za dużo i zrobiłeś za dużo. Obraziłeś mój kraj i kulturę, a także mnie spluwając mi pod nogi. *mówiąc to Jorge wskazuje na miejsce, w które wcześniej splunął* Zbyszek chciałem podejść do sprawy na sportowo, ale Ty widocznie od początku tego nie chciałeś. Jak zatem sobie życzysz, na Heatwave wbije ci trochę szacunku do głowy siłą. Myślisz, że jesteś w stanie mi czymś zagrozić? Może tym kluczem w twoim ręku? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jorge wskazuje palcem na klucz znajdujący się w ręku Uszczelki</span> W naszych stronach sami naprawiamy cieknące rury, a nie dzwonimy po fachowców. Tak samo zrobię na Heatwave. Wezmę sprawy we własne ręce, skopię ci dupę i udowodnię kto tutaj ma grande cojones!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jorge teraz unosi pas do góry nad głowę i obaj robią krok do przodu, widzimy teraz klasyczny face to face.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Może zostaniesz na chwilę? Pokażę Tobie jak rozprawiam się z Miguelem. Będziesz miał przedsmak Heatwave.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jorge teraz oddaje swój pas oraz mikrofon technicznemu i przygotowuje się do walki, a Zbyszek wychodzi z ringu i zajmuje miejsce przy stoliku komentatorskim.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match</span><br />
<br />
<img src="https://i.imgur.com/kq5MsL8.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: kq5MsL8.png]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar</span></div>
<br />
Wracamy do ringu, gdzie Miguel wpycha Cavazosa w narożnik i tam atakuje go chipami i punchami na głowę. Teraz Escobar chwyta go za głowę, wykonuje Snapmare i dokłada do tego jeszcze taki low kick na plecy Jorge. Mistrz Valor aż się prostuje i syczy z bólu, a zawodnik z wysp kanadyjskich z impetem kładzie go na plecy i mamy próbę pinu. 1… nie, Kickout. Obaj się podnoszą, a Hiszpan wysyła Meksykanina Irish Whipem na liny. Jednak nie, Escobar wykręca rękę rywala i wyprowadza Gut Kick. Front Facelock od Miguela i mamy DD… Northern Lights Suplex od Jorge! Ależ teraz sprytem wykazał się mistrz i teraz jeszcze próba pinu, 1… Nie, Kickout. Wyraźnie pobudzony tym atakiem Hiszpan wstaje zły, jednak Cavazos był pierwszy i czego by przeciwnik nie planował, Jorge wyprowadza kopnięcie kolanem na brzuch przeciwnika i od razu mamy Gut Wenecja Suplex. Uszczelka spogląda na wszystko ze spokojem, a Cavazos wysyła mu z uśmiechem sygnały, że to on jest tutaj mistrzem. W końcu macha na to ręką i pochyla się, żeby podnieść rywala. W tym momencie mamy Roll-up! 1… 2… nie, Kickout. Meksykanin został zaskoczony, jednak nie dał się pokonać. Teraz obaj wstają, Hiszpan się rozpędza jednak Cavazos naciąga trzecią linę, przez co Escobar wylatuje ponad trzecią liną, jednak będąc jeszcze w locie łapie za nią i staje na apronie. Jorge odchodzi kilka kroków, jednak zauważa, że Miguel jest na apronie i rusza na niego. Zawodnik z wysp kanaryjskich reaguje na łokciem co znów cofa jego oponenta do środka kwadratowego pierścienia. Escobar wbija do ringu Cavazos się odwraca i otrzymuje La Mandibula Cae! Od razu próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Hiszpan się denerwuje i pokazuje, że to koniec na co Zbyniu tylko się podśmiechuje. Escobar go wyzywa i podnosi przeciwnika z maty. Wykręca rękę i chwyta przeciwnika pod Adios! Jednak nie, Cavazos wykręca się z uchwytu odpycha od siebie przeciwnika na liny i wyprowadza Clothesline from Tijuana! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Teraz Jorge podnosi przeciwnika, wyniesienie i szykuje się C Factor! Jednak Hiszpan w tej chwili robi wszystko, żeby tylko nie otrzymać tej akcji i spada za plecy przeciwnika. Teraz Miguel obraca rywala w swoją stronę, wyprowadza Gut Kick i przechodzi we Front Facelock. Jednak nie, mistrz Valor od razu wykręca się z ręką przeciwnika, wysyła Irish Whipem oponenta w stronę lin, sam odbija się od przeciwległych sznurów i mamy CavaShock! Potężna akcja po której od razu następuje pin, 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Jorge Cavazos wygrywa to starcie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po zakończeniu walki Zbyszek Uszczelka podnosi się od stolika komentatorskiego i bez pośpiechu podchodzi w stronę ringu. Chwyta pozostawiony obok pas LPW Valor, po czym wchodzi między liny. Jorge Cavazos odwraca się w jego stronę, a Zbyniu przez chwilę patrzy mu prosto w oczy. Nagle Uszczelka unosi mistrzostwo i bierze nim szeroki zamach, jakby chciał uderzyć Cavazosa prosto w głowę! Jorge momentalnie się napina, jednak Zbyszek zatrzymuje ruch tuż przed jego twarzą. Na ustach Uszczelki pojawia się lekki uśmiech. Po chwili obraca pas i spokojnie podaje go mistrzowi. Cavazos odbiera swoje mistrzostwo, a Zbyniu jedynie kiwa głową i z charakterystycznym uśmieszkiem pod nosem opuszcza ring.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Prawie robi wielką różnicę. Zwłaszcza przy nearfallach ~ Autor nieznany</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do sali, w której na stołach ustawione są przekąski i napoje. Do sali wchodzi ten sam chłop, ubrany na czerwono, który wcześniej mignął Blaze'owi. Podchodzi on do stolika z przekąskami i nagle od tyłu atakuje go właśnie Mistrz! Po kilku ciosach dokłada cios kolankiem w brzuch i przerzuca rywala przez stół. Jedzenie i napoje się przewracają, robi się jeden wielki syf, ale to w ogóle nie przerzedza Axelowi. Kontynuuje natarcie, po kilku ciosach wynosi wroga na bark i wykonuje Snake Eyes na stół! Chłop odbija się i trzymając za twarz wpada prosto na Bicycle Knee Strike. Widać, że Axel nie chciał pozwolić mu upaść, ale to się nie udało. Wściekły krzyczy, żeby Lopez wstawał i nie udawał, że pada już po kilku ciosach, bo jeszcze z nim nie skończył. Sam podnosi swoją ofiarę i naciąga prosto na Fade To Black! Trafiony zatopiony! Przeciwnik Blaze'a nie rusza się, leży twarzą do podłogi, a Mistrz przekręca go na plecy i dobija łokciami na twarz! Nagle zastyga w połowie wyprowadzania ciosu, a szał w jego oczach zmienia się szok, a już po chwili w rozpacz. Czerwone ubranie wcale nie jest garniturem, a jedynie dresem. Porozbijana twarz zdecydowanie nie należy do Jose Lopeza, a jest to pracownik federacji latynoskiego pochodzenia. Axel lekko panikuje, zaczyna przepraszać, jednak gość, którego pobił jest nieprzytomny. Mistrz nie traci czasu, wybiega na korytarz i sam wzywa pomoc medyczną i przyprowadza ich do swojej ofiary. Razem z służbą medyczną pojawia się ochrona, która odprowadza Blaze'a w inne miejsce, aby dał pracować medykom. W drzwiach jednak mijają się z Jose Lopezem, który jak gdyby nigdy nic je czerwone jabłko. Mr. Forever odpala się od nowa, próbuje ruszyć na swojego wroga, ale nic z tego, ochrona bardzo szybko go pacyfikuje i wyprowadza. Mamy jeszcze zbliżenie na uśmiechniętego Lopeza i obraz z kamery gaśnie.</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/0YeExQZ.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 0YeExQZ.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/LBr7kECsjcQ" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Muzyka wypełnia całą halę, a kamera robi nam przejazd po dość licznie zgromadzonej publiczności, w końcu jest to ostatnie Colosseum przez LPW Heatwave, które odbędzie się już 6 września w Texasie. </span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera obejmuje cały ring, jednak tym razem trudno skupić uwagę wyłącznie na osobie stojącej w jego centrum. Kwadratowy pierścień otoczony jest szczelnym kordonem ochroniarzy wyposażonych w pałki teleskopowe. Kolejna grupa znajduje się już pomiędzy linami. W samym ringu ustawiono dwa krzesła, które znajdują się po przeciwnych stronach, wyraźnie sugerując, że za chwilę dojdzie tutaj do spotkania, które może pójść w każdą stronę. RVD stoi pośrodku obstawy z mikrofonem w dłoni. Jego mina jasno pokazuje, że przyszedł tutaj z bardzo wyraźnym przesłaniem...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Zanim kogokolwiek tutaj zaproszę, chcę powiedzieć o bardzo ważnej sprawie.. Przez ostatnie tygodnie dawałem zawodnikom LPW sporo swobody. Pozwalałem wam rozwiązywać własne problemy, pozwalałem emocjom brać górę i nieraz przymykałem oko na rzeczy, które może nie powinny się wydarzyć. Najwyraźniej niektórzy z was uznali to za słabość. Dlatego od dzisiaj koniec z pobłażaniem. Jeżeli ustalam zasady, to będziecie ich przestrzegać. Jeżeli mówię, że nie wolno wam się dotknąć, nie dotkniecie się. A jeżeli któryś z was dzisiaj zapomni, kto tutaj podejmuje decyzje... to ci panowie *wskazuje na ochroniarzy* bardzo szybko pomogą mu sobie przypomnieć. Kenneth Riddle... zapraszam Cię do ringu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Sacramento Saint nie potrzebuje kolejnego zaproszenia, bowiem Evil Ways rozbrzmiało na arenie błyskawicznie po ostatnich słowach General Managera. Kenneth Riddle wychodzi na stage z nietęgą miną - zupełnie jakby miał zaraz stanąć oko w oko z facetem, który niedawno próbował go zabić, jednocześnie nie mogąc mu się fizycznie odpłacić. The Icon ma na sobie <a href="https://imgur.com/a/hmabEqo" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TĘ KOSZULKĘ!</a> Rob Van Dam na ten widok przewraca oczami, jakby wiedział, że to nie pomoże w utrzymaniu napiętej sytuacji w ryzach. Riddle wchodzi w międzyczasie do ringu i staje przy jednym z krzeseł. Ewidentnie nie chce usiąść i opuścić gardy, dopóki jego rywal nie będzie w zasięgu wzroku.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Dobrze. Kenneth jest na miejscu. Teraz pora na drugą stronę tej historii. Ryback... zapraszam do ringu. I zanim pojawi Ci się w głowie jakiś głupi pomysł, przypominam: zakaz kontaktu fizycznego obowiązuje do momentu waszego pojedynku na Heatwave.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kings Never Die! The Butcherback i jego theme rozbrzmiewają na arenie, co powoduje mieszaną reakcję publiczności. Przez moment kamera jest skupiona na ekranie, jednak mieszane okrzyki z trybun dość szybko kierują ostrze kamery na publiczność, gdyż to tam zjawia się Butcher! Ryback z bardzo wściekłą miną, oraz z <a href="https://imgur.com/AkjPkk" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">taką koszulką</a> . The Big Guy ma w ręku również torbę z narzędziami, którą trzymał podczas poprzedniego spotkania obu panów, jednak tym razem decyduje się ją upuścić. Torba podczas upadku wydała charakterystyczny dźwięk narzędzi, a Ryback lekko kulejąc na kolano ruszył ze złowrogą miną w kierunku ringu. Widok torby sprawia, że Kenneth Riddle momentalnie prostuje sylwetkę i zaciska dłonie w pięści. Rob Van Dam dostrzega to natychmiast. Jeszcze zanim Ryback dociera do ringu, General Manager unosi rękę i wydaje krótkie polecenie ochroniarzom. Kilku z nich ustawia się ciasno wokół Riddle'a, skutecznie odcinając mu drogę do lin. The Icon nie jest zachwycony, ale nie próbuje się przepychać. Ryback tymczasem wchodzi po schodkach, przechodzi między linami i zatrzymuje się po przeciwnej stronie ringu. Dopiero wtedy RVD wykonuje kolejny gest. Ochroniarze opuszczają pozycje przy Riddle'u i ustawiają się w równym rzędzie pomiędzy oboma zawodnikami, dzieląc ring na dwie części.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Zanim zaczniemy... obaj dobrze wiecie, jakie są zasady. Żadnego kontaktu fizycznego. Żadnego przekraczania tej linii. Żadnych prób prowokowania bójki. Ja daję wam głos i ja go odbieram. Kiedy mówię, że skończyłeś mówić, to skończyłeś mówić. Jeżeli którykolwiek z was ma z tym problem, możemy zakończyć to spotkanie już teraz. Dzisiaj macie okazję powiedzieć sobie wszystko prosto w twarz bez rozwalania połowy areny. Ryback... zaczynasz. Masz głos.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ryback</span>: Kenny, wyjątkowo chciałbym, abyś podszedł bliżej, abym mógł Ci spojrzeć w oczy, i zobaczyć w nich to, co widziałem tydzień temu, byłeś przerażony,  bezradny, dałeś mi coś czego ode mnie już nie zabierzesz - dałeś mi pewność, że wygram tę walkę. A teraz skup się, bo wytłumaczę Ci dlaczego. Twoja żon…<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Nie waż się nawet wspominać o niej ani o moich dzieciach, Ty sukinsynie! Oczywiście, że się bałem. To żaden wstyd w takiej sytuacji. Wstydem jest Twoje bicie mnie poniżej pasa tylko po to, aby na końcu i tak znaleźć sposób na wydarcie porażki z paszczy zwycięstwa…<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mikrofon Kennetha momentalnie milknie. Riddle jeszcze przez sekundę próbuje coś powiedzieć, zanim orientuje się, że RVD po prostu odciął mu dźwięk.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Kenneth, powiedziałem jasno, ja udzielam głosu i ja go odbieram. Jeszcze raz wejdziesz komuś w słowo i będziesz słuchał reszty tej rozmowy bez możliwości zabrania głosu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">RVD przenosi wzrok na Rybacka i wskazuje na niego palcem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> A Ty lepiej zacznij ważyć słowa. Rodzina Kennetha nie jest częścią tej walki i nie zamierzam pozwolić, żebyś robił z niej narzędzie do prowokacji. Zdaje się, że nie skończyłeś więc kontynuuj.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ryback:</span> - Ciekawe Rob, tak jednym strzałem odebrać Riddlowi głos, a jak ja chciałem to zrobić tydzień temu to mi nie pozwoliłeś. Ale masz sto procent racji Van Dam Boss, Kenny nie pozwolił mi dokończyć już kilka lat temu. Publiczność zaufała Riddlowi, biedny Kenny tak atakowany przez Rybacka, a wy, zaufaliście manipulatorowi!  Bo kto inny mógłby lepiej ukrywać swoją winę i zrzucać ją na innych niż ex kryminalista? Zrobiłeś ze mnie złego, i długo myślałem jak to odwrócić, ale po tym jak doprowadziłeś do mojej kontuzji kolana, to wierz mi - jestem zły, bardziej niż kiedykolwiek, nienawidzę Cię bardziej niż kiedykolwiek, i udowodnię, że pomimo, iż owszem, jestem zły, to jestem lepszy niż Ty, i byłem już za czasów PHW, WCW oraz….<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W połowie ostatniego zdania mikrofon Rybacka zostaje wyłączony. The Big Guy jeszcze przez moment porusza ustami, po czym spogląda z niedowierzaniem w stronę RVD.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Czas. Miałeś powiedzieć, co masz do powiedzenia i powiedziałeś. Nie będziemy tutaj robić trzygodzinnego wykładu z historii waszej znajomości. Teraz słuchasz. *RVD jasno wskazuje na Kennetha* Kenneth, teraz Twoja kolej. Masz głos.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Niebywałe… co Ty wygadujesz, człowieku!? Przecież sam zrobiłeś z siebie złego, kiedy wpadłeś na pomysł, aby prowadzić tę chorą krucjatę przeciwko mnie! No policzmy: wykradłeś prywatne rzeczy moich dzieci, obraziłeś moją żonę, PORWAŁEŚ MNIE IDIOTO, a to wszystko w ciągu dwóch tygodni. Ryback, może i robiłem w przeszłości złe rzeczy, ale nie wypieram się tego. Wziąłem na klatę konsekwencje, jak prawdziwy facet i żyję dalej. Za to Ty każdego dnia stajesz przed lustrem i nie akceptujesz tego, co w nim widzisz. Życzę Ci, żeby kiedyś się to zmieniło, ale nie wydarzy się to moim kosztem. W obronie swojej rodziny i spokoju potrafię sięgnąć bardzo głęboko w mrok. Ostrzegam, że jeśli nie odpuścisz, to nie będę miał skrupułów i zmiażdżę Ci też drugie kolano do pary! Może dasz mi wreszcie spokój, kiedy uczynię Cię kadłubk…<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob Van Dam natychmiast unosi dłoń, a mikrofon Kennetha zostaje wyłączony w połowie zdania. Riddle odwraca głowę w jego stronę, wyraźnie zirytowany, jednak tym razem RVD nie zwraca na niego większej uwagi. General Manager przykłada palec do słuchawki i przez kilka sekund uważnie słucha przekazywanej mu informacji. Jego mina szybko poważnieje.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Właśnie dostałem informację od naszego zespołu medycznego i muszę coś wyjaśnić, zanim przejdziemy dalej. Ryback... na ten moment nadal nie masz zgody lekarzy na powrót do ringu. I żeby nie było żadnych niedomówień, lekarze nie przewidują, żebyś dostał ją również za dwa tygodnie. Czyli w terminie Heatwave.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach po arenie przechodzi głośny szmer. Ryback zaciska szczękę, natomiast Kenneth natychmiast próbuje podnieść mikrofon, ale ten wciąż pozostaje wyłączony. RVD spogląda na niego i unosi palec.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Kenneth, Ryback, w obecnej sytuacji nie mam innego wyjścia jak tylko odwołać wasze starcie. Ta decyzja jest ostateczne. Kenneth zdaje się, że nie dokończyłeś więc kontynuuj.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Jakie to ma znaczenie, że przerwałeś mi w połowie zdania, jeśli zamierzasz mi przerwać też rozprawianie się z Rybackiem, zanim w ogóle mogłem zacząć? Chyba sobie żartujecie, panowie! Ten gość *Riddle wskazuje w stronę Rybacka* łamie wszelkie zasady, naraża mnie i moją rodzinę, przez co W NAGRODĘ dostaje walkę, której od początku chciał, a na koniec ma wymigać się od niej zwolnieniem lekarskim? Czy to jest lekcja WF’u w podstawówce, do cholery?! Wyszedłem dziś w tej koszulce ironicznie *Kenny spogląda przez ramię, zwracając uwagę na napis “Bitcherback” i dwa zabawkowe nożyki*, ale w życiu nie mógłbym przewidzieć takiego rozwoju wydarzeń. Ty nie potrafisz doprowadzić niczego do końca, Bitcherbacku. Nigdy nie potrafiłeś mnie pokonać, nawet mając mnie na widelcu. Nie byłeś w stanie dokończyć roboty w piwnicy, a teraz okazuje się, że nie potrafisz nawet dowieźć podpisania kontraktu! Mówią, że za każdym razem, gdy się podnosisz, część Ciebie zostaje na dnie. Jeśli to prawda, to dziś chyba większa część Rybacka spoczywa w pokoju niż jest tutaj z nami. Moją powinnością jest sprawienie, żebyś nie musiał już cierpieć przez to rozdwojenie jaźni. Nie wiem, jak tego dokonasz Rob, ale ten pojedynek ma się odbyć. Po tym wszystkim, co Ryback mi zrobił, mam wręcz OBOWIĄZEK raz na zawsze się z nim rozprawić. Mało tego, muszę dostać jego obrzydliwy łeb na srebrnej tacy w czymś więcej niż zwyczajna walka. Rob, ŻĄDAM prawa do wykończenia go w HELL IN A CELL!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Zaczekaj. *do słuchawki* David, przynieś mi tutaj te dokumenty. Teraz. *W tym momencie RVD dostrzega uniesioną dłoń Rybacka* Chcesz coś dodać Ryback? Proszę masz głos.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ryback</span>: - Nie dziel skóry na Rybacku. Wiesz co dla mnie oznacza ta decyzja? Że naruszyłeś moje więzadła krzyżowe. Ale nie martw się, Butcherback i tak stanie z Tobą do ringu, i Rob, nie wiem jakie instrukcje dostałeś, ale możesz je wyrzucić do kosza. Choćbym miał na jednej nodze stać to i tak wykończę Kennetha Riddle. Pamiętasz Kenny jak Ci mówiłem, że nie jesteś najlepszym Kennym jakiego znam? No bo nie jesteś. Riddlem też najlepszym nie jesteś jakiego znam. A co gorsza, patrząc na Ciebie, to wyglądasz identycznie jak gość, z którym dzieliłem szatnie w innej federacji. Nie jesteś sobą Kenny… Ale ja przywrócę CI tożsamość…. Rob… Ja chcę tej walki, co by się nie zadziało, pod każdym względem jestem gotowy, na własną odpowiedzialność!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym samym momencie spod stage'u wybiega wspomniany wcześniej David z plikiem dokumentów w dłoni. Wślizguje się do ringu i przekazuje je Robowi Van Damowi. RVD szybko przegląda pierwszą stronę, po czym podaje papiery Rybackowi wraz z długopisem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Skoro chcesz zrobić to na własną odpowiedzialność, to zrobimy to właściwie. Podpisując te dokumenty potwierdzasz, że znasz swój stan zdrowia i zwalniasz LPW z odpowiedzialności za wszelkie konsekwencje, jakie może przynieść Ci ta walka. Jeśli je podpiszesz, nie będzie odwrotu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ryback nawet się nie zastanawia. Opiera dokumenty na jednym z krzeseł i składa podpis w wyznaczonych miejscach. Następnie oddaje je RVD, który przez chwilę upewnia się, że wszystko zostało podpisane, po czym przekazuje papiery Davidowi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> W takim razie sprawa jest zamknięta. Na Heatwave... Kenneth Riddle zmierzy się z Rybackiem. I skoro obaj tak bardzo chcecie raz na zawsze zakończyć tę historię, dostaniecie dokładnie to, o co prosiliście. HELL IN A CELL!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Publiczność reaguje potężnym hukiem. Kenneth Riddle i Ryback niemal jednocześnie odsuwają swoje krzesła i wstają. Ochroniarze natychmiast zwierają szereg pomiędzy nimi, lecz tym razem żaden z zawodników nawet nie próbuje go przekroczyć. Riddle i Ryback stoją po przeciwnych stronach ringu, wpatrując się w siebie bez słowa. RVD pozostaje pomiędzy nimi, obserwując obu i pilnując, by sytuacja nie wymknęła się spod kontroli. Kamera przez kilka sekund utrzymuje obraz na ich wymianie spojrzeń, zanim segment dobiega końca.</span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Earlier Tonight</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na parking dla zawodników, gdzie właśnie przybył Jose Lopez. Zawodnik ubrany jest tak, jak podczas swoich występów na ostatnich galach, w uszach ma słuchawki i w pełni wyluzowany przemierza parking w stronę wejścia na halę. Na twarzy Hiszpana maluje się charakterystyczny uśmiech. Zawodnik nie ma przy sobie żadnej walizki, czy nawet plecaka, wygląda na to, że przybył na galę, aby obejrzeć starcie pomiędzy Nathanem Martinem, a Danem Dowsonem. Komentatorzy przypominają nam historie, jakie dzieli Hiszpan z obydwoma uczestnikami dzisiejszej walki wieczoru, a sam zainteresowany spokojnie zbliża się do hali. Kiedy jest już bardzo blisko drzwi nagle na parking z dużą prędkością wjeżdża motocykl prowadzony przez Axela Blaze'a. Mistrz parkuje maszynę w losowym miejscu, spogląda na Lopeza, który właśnie przechodzi przez drzwi i znika z widoku... po czym rusza biegiem do tego samego wejścia.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match</span><br />
<img src="https://i.imgur.com/IC37O9E.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: IC37O9E.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zbyszek Uszczelka</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span></div>
<br />
Uszczelka trafia Davida mocnym Clothesline’em, a chwilę później dokłada Brainbuster! Zbychu próbuje podnieść przeciwnika pod Sit-Out Piledriver, lecz Otunga blokuje wyniesienie i po chwili sam wykonuje Legal Precedent! The Harvard Hammer podnosi rywala i dokłada Burden of Proof!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nagle na ekranie pojawia się Allan Hill.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill: </span>Daaaaviiiid. Zobacz tylko gdzie jestem. *The Broken Prodigy wskazuje palcem na plakietkę z nazwiskiem prezesa znajdującą się na drzwiach.* Może zechciałbyś obronić swojego pracodawcę?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Anglik patrzy przez chwilę w kamerę, a następnie otwiera drzwi i wchodzi do środka, a obraz z titantrona gaśnie. Otunga natychmiast przestaje interesować się leżącym przeciwnikiem. Przez moment patrzy na telebim, po czym jego twarz wyraźnie się zmienia. David wychodzi między linami i bez oglądania się za siebie rusza szybkim krokiem w stronę zaplecza. W tym samym czasie sędzia dolicza do 10, a zwycięzcą walki zostaje Zbyszek Uszczelka. Otunga bardzo szybko dociera do biura i otwiera drzwi. Widzi, że w środku są Rob Van Dam, Allan Hill oraz facet ubrany w garnitur wyglądający na elegancika.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill:</span> Dobrze, że w końcu spotkaliśmy się tutaj... wszyscy razem. Dokładnie w takim gronie, w jakim powinniśmy byli spotkać się od samego początku. Ty, Rob. Ja. I człowiek, który dopilnuje, żebyśmy tym razem przestrzegali pewnych zasad.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Hill spogląda na stojącego obok niego prawnika, po czym kładzie mu dłoń na ramieniu. Na jego twarzy pojawia się lekki uśmiech.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill: </span>Nie zatrudniłem go tylko po to, żeby mnie bronił. Zatrudniłem go również po to, żeby pilnował mnie. *Hill na moment odwraca wzrok w stronę Otungi.* Bo czasami... kiedy ktoś za bardzo mnie zdenerwuje... przestaję myśleć o konsekwencjach.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Krótka pauza. Hill znowu spogląda na RVD.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill: </span>A chyba wszyscy widzieliśmy już, co się dzieje, kiedy przestaję myśleć.<br />
<br />
Nie będę tutaj udawał, że jestem niewinnym człowiekiem. Nie jestem. I nie zamierzam nim być. Ale nie jestem też idiotą. Wiem, co zrobiłem. Wiem, dlaczego to zrobiłem. I przede wszystkim wiem, że od początku nie byłem przez LPW traktowany uczciwie. *Hill zaczyna spokojnie przechadzać się po pomieszczeniu.* Najpierw chcieliście, żebym czekał. Potem kazaliście mi walczyć, jakbym miał wam coś udowadniać. A kiedy w końcu przestałem czekać i sam zacząłem brać to, czego chciałem... nagle wszyscy przypomnieli sobie o zasadach. *Hill zatrzymuje się i patrzy prosto na Roba.* To może przestańmy się bawić w ten cały sąd. Nie chcę kolejnej kary. Nie chcę kolejnego zawieszenia. I zdecydowanie nie potrzebuję wykładu o tym, jak powinien zachowywać się człowiek. Chcę walki. Z Otungą. Na Heatwave.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Allan, po tym wszystkim naprawdę uważasz, że zasłużyłeś na walkę na Heatwave? Bo z mojej perspektywy jesteś znacznie bliżej wylotu z LPW niż miejsca na karcie PPV. *RVD spogląda na prawnika Hilla, po czym wraca wzrokiem do Anglika.* Więc jeśli przyszedłeś tutaj tylko po to, żeby postawić mi kolejne żądanie, to oszczędźmy sobie czasu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Otunga przez chwilę patrzy na Hilla, a następnie przenosi wzrok na jego prawnika. Widać, że sytuacja jest dla niego poważna, ale nie traci on charakterystycznego spokoju.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: Rob, zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję pragnę Ci przypomnieć, że ten człowiek już wielokrotnie udowadniał, że kiedy nie dostaje tego czego chce bierze sprawy we własne ręce. I właśnie dlatego znów się tu spotkamy, zamiast na kolejnej rozprawie dyscyplinarnej. Allan ma rację w jednej kwestii i jeśli rzeczywiście uważa on, że został przez LPW potraktowany niesprawiedliwie to niech wyrazi swoją złość w ringu. Heatwave jest do tego idealnym miejscem. Nie stwierdza się z urzędu, że Hill na to zasłużył, ale jedno jest pewne. Federacja na tym zarobi. Ty najlepiej wiesz, że LPW to nie tylko regulamin i konsekwencje jego łamania. *The Verdict Maker z uśmiechem spogląda na RVD, jednak sprawia wrażenie jakby miał kogoś innego na myśli.* LPW to przede wszystkim biznes, a ci ludzie chcą zobaczyć tę walkę, Hill chce tej walki, a ja jej nie unikam, więc dlaczego mielibyśmy wyrzucać pieniądze przez okno? W końcu jesteśmy profesjonalistami. A profesjonalista nie pyta wyłącznie kto ma rację. Pyta również ile kosztuje ignorowanie tej racji. Czasami najlepszą decyzją nie jest ta, która najlepiej wygląda w protokole. Jest nią ta, która przynosi najlepszy rezultat.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">RVD patrzy przez chwilę na Otungę, po czym gestem przywołuje go bliżej. Obaj odchodzą kawałek na bok i przez kilka sekund rozmawiają ze sobą szeptem. Rob nie wygląda na przekonanego, jednak po chwili kiwa głową i ponownie zwraca się w stronę Hilla.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Dobra Allan. Dostaniesz Otungę na Heatwave, ale na moich warunkach. Skoro mam dać ci to, czego chcesz, chcę mieć gwarancję, że znowu czegoś nie odpierdolisz. Dlatego stawiasz na szali swoją karierę w LPW. Jeśli przegrasz kończymy tę historię raz na zawsze.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Allan i jego adwokat odchodzą dwa kroki do tyłu i również wymieniają się zdaniami szeptem. The Rogue jest wyraźnie podekscytowany słowami Roba. Jego adwokat wygląda jakby studził jego emocje. The Broken Prodigy kiwa głową i zwraca się do RVD.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill: </span>Wiesz co, Rob? Podoba mi się ten warunek. Naprawdę. Przynajmniej pierwszy raz od dawna ktoś daje mi coś, czego naprawdę chciałem. Stawkę. Akceptuję. Na Heatwave wyjdę z Otungą i postawię na szali swoją karierę. *odwraca się w stronę Otungi* Ale skoro mamy być profesjonalistami, David to chyba powinniśmy grać według tych samych zasad. Jeśli ja mam postawić swoją karierę na szali to ty też postaw swoją. Bez wyjątków. Bez prawniczych sztuczek.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Otunga przez chwilę milczy. Spogląda na Hilla, następnie na GMa. Na jego twarzy pojawia się lekki, niemal rozbawiony uśmiech. Wygląda bardziej tak, jakby właśnie usłyszał propozycję, na którą czekał, niż jak człowiek postawiony pod ścianą.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: Wiesz, Allan... właśnie w tym momencie popełniłeś swój pierwszy naprawdę poważny błąd. Pomyliłeś pewność siebie z przewagą negocjacyjną. Ale przyjmuję. Nie dlatego, że muszę. Tylko dlatego, że nie widzę żadnego powodu, żeby odrzucać ofertę, w której stawiasz na szali wszystko co masz przeciwko komuś, kto według ciebie jest tylko człowiekiem w garniturze z teczką. Nie potrzebuję prawniczej sztuczki, Allan. Nie potrzebuję żadnej ochrony i wyjątków. Mówię to z pełną świadomością swoich słów. Stawiam swoją karierę na szali. Rob, nie musisz mnie chronić przed konsekwencjami moich własnych decyzji. Sam powiedziałem, że LPW to biznes. A czasami najlepszą inwestycją jest postawienie wszystkiego na jedną kartę, kiedy masz pewność, że ta karta jest zwycięska.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Legal Killer wyciąga rękę w kierunku Hilla.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga:</span> Więc jesteśmy dogadani. Twoja kariera. Moja kariera. Heatwave. A potem przekonamy się, Allan, czy rzeczywiście jesteś łowcą... czy tylko kolejnym człowiekiem, który bardzo dużo mówi o swoich polowaniach, ale nigdy nie przyniósł do domu trofeum.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Hill uścisnął dłoń The Advocate'a i razem ze swoim adwokatem wyszli z biura. Tym widokiem obraz gaśnie.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Co Ty wiesz o zabijaniu… czasu podczas reklam? ~ Autor nieznany</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na zaplecze, gdzie widzimy Axela Blaze'a otwierającego drzwi do szatni z buta. Zawodnik zagląda do środka, jednak nikogo nie ma w środku. Mistrz jest nieźle zdenerwowany, widać, że ciężko oddycha, nie może się opanować. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Wyłaź Lopez! Widziałem, że gdzieś tu jesteś!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mr. Forever zrywa z siebie skórzaną kurtkę i ciska nią o podłogę. Następnie wraca na korytarz i rusza dalej w poszukiwaniu swojego wroga. Kamera rusza za nim, widać, że kiedy mija pracowników każdy schodzi mu z drogi. W końcu dociera do rozwidlenia i zawodnik na chwilę przystaje, rozglądając się. Nagle z prawej strony korytarzem przemyka ktoś ubrany na czerwono, co od razu przykuwa to uwagę Blaze'a, który od razu rusza w tym kierunku. Obraz z kamery gaśnie.</span><br />
<br />
<div class="lpw-news-divider"></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera pokazuje Zygmunta Butlę idącego korytarzem na zapleczu. Słysząc zawołanie, odwraca się i widzi czarnoskórego mężczyznę, który gestem zaprasza go do szatni. Zdezorientowany wrestler wchodzi do środka i dostrzega przykryty ciemnoniebieskim, welurowym obrusem stół, na którym stoją świece, mały drewniany totem oraz 20-centymetrowa geoda ametystowa. Zanim Polak zdąży zareagować, siedzący przy stoliku mężczyzna odezwa się do niego jako pierwszy. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???: </span>Witaj. Cieszę się, że postanowiłeś tu przyjść. *wyciąga rękę w stronę Butli na powitanie* Nazywam się Cyclone Diallo...to znaczy, tak na mnie mówią. Kiedyś uratowałem przed niszczycielskim wpływem natury całą gwinejską wioskę. To nie przypadek, że los skrzyżował nasze drogi. Gdy tylko znalazłeś się w pobliżu, wahadło zaczęło szaleć. *pokazuje Zygmuntowi drugą rękę, z której zwisa metalowy wisiorek* W twoim życiu przewija się wiele pytań, a tak mało odpowiedzi. Proszę, usiądź.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Diallo wskazuje ręką na...stalowe krzesło, które stoi oparte o stolik. Butla przez chwilę patrzy ze zdziwieniem na swojego rozmówcę, po czym decyduje się sięgnąć po krzesło i usiąść naprzeciw niego.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>Twoje życie przybrało nieoczekiwany obrót. Widzę to w twojej energii. Błądzisz, zastanawiasz się co dalej. Czujesz, że chciałbyś coś zmienić w sobie, prawda? *sięga pod stół, a następnie wyjmuje talię kart* Ja pomogę ci odnaleźć prawdę. Wystarczy, że wyciągniesz kartę z talii.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Czekaj, czekaj... jakie wahadło, jaka energia? Ja już paru wróżbitów w życiu spotkałem. Jeden pod dworcem powiedział mi, że czeka mnie bogactwo, tylko najpierw muszę dać pięć dych na „oczyszczenie aury”. Dałem mu dwie, bo więcej nie miałem, i jedyne co się oczyściło, to mój portfel. A z tymi kartami pewnie będzie tak samo, jedna, druga, trzecia i na końcu wyjdę bez kasy, ale za to z wiedzą, że Merkury wszedł mi w kanalizację.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>Nic z tych rzeczy! Ta sesja jest zupełnie za darmo, nie zapłacisz ani centa! Sztuka wróżbiarstwa to poważna sprawa. Zaufaj mi, znam się na tym nawet lepiej niż na wrestlingu, a musisz wiedzieć, że jestem już czwartym pokoleniem wrestlerów w swojej rodzinie. Uwierz mi, wystarczy że wyciągniesz jedną z tych kart *pokazuje Butli wachlarz kart* a ja powiem ci kim jesteś.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zygmunt patrzy podejrzliwie na Cyclone'a, po czym wyjmuje jedną z kart. Patrzy na nią, jednak nie sprawia wrażenia zadowolonego.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Ty sobie ze mnie jaja robisz? To jest przecież ten cały... Mekambe! Ja mam z tego wyczytać kim jestem?! Co, mam teraz biegać po korytarzu i kopać wszystko, co jest okrągłe? Weź mi daj normalną kartę, a nie piłkarza!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>Jak ty niczego nie rozumiesz. Właśnie dlatego to ja jestem specjalistą, a ty jesteś...no tym kim jesteś. Zastanów się przez chwilę - co robi Kylian Mbappe? *Zygmunt jedynie wzrusza ramionami* Strzela. Dużo strzela. A ty?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla: </span>*zastanawia się* Ja...no, ja też lubię sobie strzelić kilka głębszych.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>Właśnie. A co ważniejsze - Kylian Mbappe wychodzi ze skóry, aby zdobyć jak najwięcej bramek...ale pomimo to nie udaje mu się sięgać po trofea. Triumfy święcą inni. Czy nie przypomina ci to kogoś?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> No dobra... jak tak na to spojrzeć, to trochę mi Zbyszka przypomina. Ja się szarpię, obijam, a na końcu to on stoi z rękami w górze i spija śmietankę. Tylko jemu akurat się należy, bo nieraz wyciągał mnie z gówna i naprawiał po mnie robotę. Także może coś w tym twoim Mekambe jest. Ale skoro taki z ciebie specjalista, to powiedz mi lepiej coś o mojej przeszłości. O przyszłości każdy może naściemniać, ale jak trafisz z tym, skąd się wziąłem, to może zacznę cię traktować poważnie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>Ależ bardzo proszę! Do tego celu karty nie będą potrzebne. Mam coś lepszego!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Diallo wyjmuje z torby miskę, nalewa wody mineralnej i zlewa do niej gorący wosk ze świec.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>Ta metoda nigdy nie zawodzi. Niech wosk ostygnie, a w tym czasie przybliżę ci przyszłość! *znów zagląda do torby, z której wyjmuje białą kulę i kładzie ją przed Zygmuntem* TO jest prawdziwa kość słoniowa! Sam upolowałem tę bestię cztery lata temu! Już za moment poznasz swoją przyszłość. Po prostu połóż ręce na kuli.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Butla nie wygląda na przekonanego, jednak decyduje się położyć ręce na rekwizycie. To samo po drugiej stronie czyni wróżbita, który zamyka oczy i spuszcza głowę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>Jeszcze moment....widzę coś. Ciemność. Szarość. Cisza. Nikogo wokół. Jest coś jeszcze...kamień. Tak, kamień nagrobny. Cmentarz.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla: </span>Jesteś pewny?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>Absolutnie. Tak wygląda twoja przyszłość w grudniu 2100 roku.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla: </span>ty sobie kurwa jaja robisz?! W grudniu 2100 roku to będę mieć już tyle lat, że na pewno będę leżeć na cmentarzu. To ja ci mogę za darmo wywróżyć, że jutro rano będzie jasno! Dobra, pierdolę tę kulę... dawaj ten wosk. Co ci tam wyszło?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Diallo sięga do miski, z której wyjmuje kawałek wosku wyglądający <a href="https://i.imgur.com/H9w550s.png" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">tak</a>.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla: </span>No i co to ma być? Nic z tego nie rozumiem.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo: </span>Przepraszam cię, ale muszę stąd wyjść. Czas mnie nagli.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla: </span>Czekaj! Wytłumacz mi, o co z tym chodzi!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Diallo nie zwraca uwagi na Butlę, tylko praktycznie wybiega z szatni pozostawiając Zygmunta samego.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match</span><br />
<img src="https://i.imgur.com/p8tjS0w.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: p8tjS0w.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Johnny Turn </span>vs<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cyclone Diallo</span></div>
<br />
Wracamy do pojedynku po reklamach. Przed momentem Cyclone Diallo zdobył przewagę nad swoim przeciwnikiem, a teraz wskakuje na narożnik i wykonuje Moonsault...nie trafia, bo Turnowi udaje się w porę odsunąć. Dopada on do rywala z próbą przypięcia, jednak ta się nie udaje. Obydwaj zawodnicy wstają i Teksańczyk wykonuje Irish Whip, po którym jego oponent odbija się od lin, a następnie inkasuje Monkey Flip. Ta akcja nie zatrzymuje jednak Afrykańczyka na macie zbyt długo, szybko wstaje z powrotem, jednak zostaje złapany z tyłu przez Johnny'ego, który aplikuje Dragon Suplex. Bezpośrednio po tej akcji mamy próbę odliczenia. 1...2...kickout! Zawodnik z Houston nie zamierza zwalniać tempa. Niemal od razu po odkopaniu przez rywala rusza w kierunku narożnika, po czym staje na najwyżej umiejscowionej linie. Zauważa jednak, że Diallo już wstał i teraz rusza w jego stronę. Turnowi udaje się uniknąć próby ataku - w porę przeskakuje on nad głową rywala. Ten odwraca się, a Turn już biegnie. Cyclone spodziewał się tego - Corkscrew Calfkick posyła Tornado Mana na matę. Następnie zapaśnik pochodzący z Gwinei wchodzi na narożnik. Po chwili...decyduje się przejść po górnej linie mniej więcej w pół dystansu do drugiego narożnika, a następnie skacze, wykonując Corkscrew Splash! Zaraz po tej akcji postanawia jeszcze raz wdrapać się na narożnik. Mija kilka sekund i mamy Shooting Star Press....nietrafiony! Johnny'emu ponownie udało się uniknąć, zaś wróżbita po przydzwonieniu w matę postanawia wyturlać się poza ring. W międzyczasie Tornado Man wstaje i widzi, że jego rywal również powoli staje na nogach, tylko że poza ringiem. Turn postanawia wykorzystać okazję - bierze rozbieg i wykonuje Tornado Strike! Trafił! Niemal od razu wrzuca oponenta z powrotem do kwadratowego pierścienia, zaś sam lokuje się na krawędzi, za linami. Czeka kilka sekund, aż Diallo się podniesie, po czym wskakuje na liny i aplikuje F6! Johnny Turn pinuje. 1...2...3! To koniec!<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Earlier Tonight</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Znajdujemy się w tym momencie w Village Lub &amp; Cafe i widzimy, że przy stoliku siedzi Preston Steele i Miguel Escobar. Panowie zdecydowanie nie przyzwyczaili nas do przebywania w tego typu miejscach co widać wyraźnie po zniechęceniu pomieszanym z obrzydzeniem na twarzy Hiszpana. Legacy Breaker z kolei wygląda na trochę przybitego patrząc zamyślony w telefon leżący na stole.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele:</span> Ciężkie czasy ostatnio dla nas nastały. *ciężko wzdycha* Nie dość, że ojciec odciął mnie od swoich pieniędzy i próbował mi wmówić, że nie jesteś moim przyjacielem to jeszcze ten robol Uszczelka wygrał walkę i został pretendentem do mistrzostwa Valor. Gdyby ten alkoholik Butla mu się nie podłożył to nie miałby z nami najmniejszych szans i ktoś z nas stałby teraz przed okazją zostania mistrzem.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar:</span> To było po prostu śmieszne. Zresztą kto w ogóle wpadł na taki pomysł żeby zorganizować takie starcie…ale wiesz co? Szkoda chyba naszego czasu i nerwów na wspominanie o tym. Czas rozpocząć nowy rozdział, rozdział w którym odbijemy się i będziemy mogli spojrzeć w lustro z myślą - “tak, jestem najlepszą wersją siebie”. Wreszcie z dala od Butli i Uszczelki. Czas na poważny, prawdziwy wrestling.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele:</span> Tym bardziej, że teraz przed nami są jeszcze większe wyzwania. Obydwaj zmierzymy się z mistrzami, więc to już mówi samo za siebie kto idzie do przodu. *krótka pauza* Ale wiesz co? Może tym razem nie chcę się nad tym wszystkim zastanawiać. Ostatnio wystarczająco dużo osób pokazało mi, ile warte są ich słowa. *krótka pauza* Ojciec odwrócił się ode mnie w momencie, kiedy najbardziej potrzebowałem kogoś po swojej stronie. Zabiera mi pieniądze, kartę, mieszkanie i jeszcze próbuje wmówić mi, że robi to dla mojego dobra. I chyba właśnie dlatego tak bardzo zależy mi na tym, żeby przynajmniej jedna osoba w tym całym cholernym biznesie była naprawdę po mojej stronie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar:</span> Nie załamuj się amigo. Wiesz, że możesz na mnie liczyć. Niedługo pasy mistrzowskie znajdą się we właściwym posiadaniu i to jest najważniejsze. Zobaczysz jak wtedy nagle każdy będzie chciał zostać twoim przyjacielem. Będą starali się przypodobać tobie, a gdy znowu powinie ci się noga odejdą tak szybko jak przyszli. Fałszywi ludzie czają się na każdym kroku, taki jest już ten zepsuty świat…ale głowa do góry, nie opinie innych, a nasze czyny świadczą o tym kim jesteśmy. Bierzemy sprawy w swoje ręce, to jest ten moment.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele:</span> Wiem. I właśnie dlatego ci ufam. *krótka pauza* Wiesz, jeszcze niedawno powiedziałbym, że nie potrzebuję nikogo. Że pieniądze, nazwisko i własne umiejętności wystarczą mi do wszystkiego. Teraz już wiem, że to była bzdura. Możesz mieć wszystko, a mimo to zostać sam, kiedy osoba, której ufałeś najbardziej, postanowi odwrócić się od ciebie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar:</span> Tak to już jest. Sam wiem, że mogę ufać tylko jednej osobie i ona na mnie też może polegać.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Miguelowi dzwoni telefon. Hiszpan przeprasza Prestona, wstaje i na chwilę się oddala. Po chwili wraca, ale nie siada, tylko stojąc mówi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar:</span> Miałem ważny telefon. Niestety po swojej dzisiejszej walce muszę jechać na lotnisko i lecieć do Hiszpanii. Wierzę, że poradzisz sobie z Blazem. Do zobaczenia, Amigo.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Divine odwraca się, zakłada okulary przeciwsłoneczne i opuszcza lokal.</span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na arenie rozbrzmiewa <a href="https://youtu.be/cll0TUXabJU?feature=shared" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">theme song Zbyszka Uszczelki</a> i Fachowiec pojawia się na rampie. W trakcie marszu w stronę ringu wyciąga klucz francuski z swojego pasa narzędziowego i stuka się z najmłodszymi fanami, którzy w dłoniach mają zabawkowe klucze francuskie. Następnie wchodzi do ringu, w pełnym świetle możemy zobaczyć jego pełny ubiór. Na nogach sandały i grube skarpety, robocze ochraniacze na kolana oraz sweter z dziurą w połowie przez którą przedziera się jego strój ringowy z napisem "Zbyszek Uszczelka". Majster odbiera mikrofon i zaczyna mówić.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Uszczelka:</span> Siemacie ludziska! Słuchajcie Las Vegasniuniusie kochane, to nie tak miało wyglądać.. Miałem utłuc papugę na kwaśne jabłko, a on mi zwiał z ringu. Ludzie kochani.. Zanim żem się zamachnął, żeby mu przyłożyć między paragrafy to jego już nie było. To ja specjalnie przed walką zrobiłem sobie goloneczkę na pokrzepienie, a on nawet nie podejmuje rękawic.. nie honorowo. A srał na to Brutal! Teraz przede mną najważniejsza fucha - spuścić wpierdol Cavazosowi. Co ja będę strzępić ryja.. Jorge! Podejdź do ringu jak i ja podszedłem!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><a href="https://youtu.be/jyX_neO4RT0" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Hasta el Ultimo Ronda!</a> Mistrz Valor został wywołany do ringu i teraz pojawia się we własnej osobie na rampie ze swoim mistrzostwem na ramieniu. Po drodze do ringu zbija piątki z fanami, wchodzi do ringu po schodkach i odbiera mikrofon od pracownika technicznego.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Hola, Zbyszek! Ja rozumiem wszystko, ale skarpety i sandały? To nie wygląda <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">bien</span><span class="lpw-translate-tip">dobrze</span></span>, ale przejdźmy do konkretów skoro sam mnie wywołałeś tutaj. Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się, że to ty wygrasz walkę i zagwarantujesz sobie szansę walki ze mną. Jak wszyscy widzieliśmy Butla pomógł ci w tym, żebyś mógł się znaleźć w tym miejscu, w którym jesteś teraz. Tylko, czy bez pomocy Zygmunta znalazłbyś się w tej samej pozycji, amigo? Szczerze wątpię. Z Miguelem Escobarem zdecydowanie nie jest mi po drodze, w moich stronach nie lubi się takich <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">fresas</span><span class="lpw-translate-tip">(od słowa fresa – truskawka) w Meksyku i niektórych krajach Ameryki Łacińskiej oznacza osoby z bogatych domów, zachowujące się snobistycznie, zarozumiale lub pretensjonalnie. Odpowiada to polskiemu „złotówkowemu bananowi” lub „ą-ę”.</span></span>. Muszę jednak przyznać, że pomimo mojej niechęci to on był moim faworytem w waszej walce. Jednak jesteś Ty i to z Tobą zmierzę się na Heatwave o ten pas. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jorge poklepuje tytuł znajdujący się na jego ramieniu</span> Musisz coś wiedzieć Zbyszek. Ja nie wybiegnę z ringu jak David, ja nie podłoże ci się w walce jak Zygmunt. Jeżeli chcesz ten tytuł to będziesz musiał przejść przeze mnie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jorge po tych słowach unosi swój pas wysoko do góry ponad głowę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Uszczelka:</span> A co ty masz do moich sandałów Jorge? Ja się tak wystroiłem, wypachniłem wodą kolońską, ale smród kupy w twoich gaciach ze strachu przed starciem z Potężnym Fachowcem czuję aż tutaj. Racja, nie wybiegniesz z ringu jak David. Ty będziesz z niego spierdalał gdzie pieprz rośnie. Jeśli chodzi o Zygmunta to wyjaśniliśmy sobie kwestię tego co się wydarzyło. Ja mu pomogłem rozumiesz. Przecież jakby to wygrał to świętowałby w wannie jabola i skończył jak Hendryx albo inny Rysiek Riedel. A co do Miguela. Może i w twoich stronach nie lubi się takich jak Escobar, ale w tych stronach nie lubią takich jak ty, meksykoli. A tak w ogóle to nigdy nie lubiłem tych waszych tortilli. Placki ziemniaczane biją je na głowę, a propos głowy.. Jak przeszkadzają ci moje skarpety, to mogę ci jedną zdjąć i założysz sobie na głowę jak ci twoi bracia, karaluchy od lucha libre.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zbyszek pociąga nosem i wypluwa pod nogi Cavazosa. Jorge robi krok do przodu i panowie stają prawie face to face, a na ich twarzach widać pojawiające się napięcie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Nie myl mnie z Zygmuntem, bo on jest chyba jedyną osobą, od której można w szatni poczuć <span class="lpw-translate" tabindex="0"><span class="lpw-translate-text">hedor</span><span class="lpw-translate-tip">smród</span></span>. Powiedziałeś za dużo i zrobiłeś za dużo. Obraziłeś mój kraj i kulturę, a także mnie spluwając mi pod nogi. *mówiąc to Jorge wskazuje na miejsce, w które wcześniej splunął* Zbyszek chciałem podejść do sprawy na sportowo, ale Ty widocznie od początku tego nie chciałeś. Jak zatem sobie życzysz, na Heatwave wbije ci trochę szacunku do głowy siłą. Myślisz, że jesteś w stanie mi czymś zagrozić? Może tym kluczem w twoim ręku? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jorge wskazuje palcem na klucz znajdujący się w ręku Uszczelki</span> W naszych stronach sami naprawiamy cieknące rury, a nie dzwonimy po fachowców. Tak samo zrobię na Heatwave. Wezmę sprawy we własne ręce, skopię ci dupę i udowodnię kto tutaj ma grande cojones!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jorge teraz unosi pas do góry nad głowę i obaj robią krok do przodu, widzimy teraz klasyczny face to face.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Może zostaniesz na chwilę? Pokażę Tobie jak rozprawiam się z Miguelem. Będziesz miał przedsmak Heatwave.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jorge teraz oddaje swój pas oraz mikrofon technicznemu i przygotowuje się do walki, a Zbyszek wychodzi z ringu i zajmuje miejsce przy stoliku komentatorskim.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match</span><br />
<br />
<img src="https://i.imgur.com/kq5MsL8.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: kq5MsL8.png]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar</span></div>
<br />
Wracamy do ringu, gdzie Miguel wpycha Cavazosa w narożnik i tam atakuje go chipami i punchami na głowę. Teraz Escobar chwyta go za głowę, wykonuje Snapmare i dokłada do tego jeszcze taki low kick na plecy Jorge. Mistrz Valor aż się prostuje i syczy z bólu, a zawodnik z wysp kanadyjskich z impetem kładzie go na plecy i mamy próbę pinu. 1… nie, Kickout. Obaj się podnoszą, a Hiszpan wysyła Meksykanina Irish Whipem na liny. Jednak nie, Escobar wykręca rękę rywala i wyprowadza Gut Kick. Front Facelock od Miguela i mamy DD… Northern Lights Suplex od Jorge! Ależ teraz sprytem wykazał się mistrz i teraz jeszcze próba pinu, 1… Nie, Kickout. Wyraźnie pobudzony tym atakiem Hiszpan wstaje zły, jednak Cavazos był pierwszy i czego by przeciwnik nie planował, Jorge wyprowadza kopnięcie kolanem na brzuch przeciwnika i od razu mamy Gut Wenecja Suplex. Uszczelka spogląda na wszystko ze spokojem, a Cavazos wysyła mu z uśmiechem sygnały, że to on jest tutaj mistrzem. W końcu macha na to ręką i pochyla się, żeby podnieść rywala. W tym momencie mamy Roll-up! 1… 2… nie, Kickout. Meksykanin został zaskoczony, jednak nie dał się pokonać. Teraz obaj wstają, Hiszpan się rozpędza jednak Cavazos naciąga trzecią linę, przez co Escobar wylatuje ponad trzecią liną, jednak będąc jeszcze w locie łapie za nią i staje na apronie. Jorge odchodzi kilka kroków, jednak zauważa, że Miguel jest na apronie i rusza na niego. Zawodnik z wysp kanaryjskich reaguje na łokciem co znów cofa jego oponenta do środka kwadratowego pierścienia. Escobar wbija do ringu Cavazos się odwraca i otrzymuje La Mandibula Cae! Od razu próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Hiszpan się denerwuje i pokazuje, że to koniec na co Zbyniu tylko się podśmiechuje. Escobar go wyzywa i podnosi przeciwnika z maty. Wykręca rękę i chwyta przeciwnika pod Adios! Jednak nie, Cavazos wykręca się z uchwytu odpycha od siebie przeciwnika na liny i wyprowadza Clothesline from Tijuana! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Teraz Jorge podnosi przeciwnika, wyniesienie i szykuje się C Factor! Jednak Hiszpan w tej chwili robi wszystko, żeby tylko nie otrzymać tej akcji i spada za plecy przeciwnika. Teraz Miguel obraca rywala w swoją stronę, wyprowadza Gut Kick i przechodzi we Front Facelock. Jednak nie, mistrz Valor od razu wykręca się z ręką przeciwnika, wysyła Irish Whipem oponenta w stronę lin, sam odbija się od przeciwległych sznurów i mamy CavaShock! Potężna akcja po której od razu następuje pin, 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Jorge Cavazos wygrywa to starcie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po zakończeniu walki Zbyszek Uszczelka podnosi się od stolika komentatorskiego i bez pośpiechu podchodzi w stronę ringu. Chwyta pozostawiony obok pas LPW Valor, po czym wchodzi między liny. Jorge Cavazos odwraca się w jego stronę, a Zbyniu przez chwilę patrzy mu prosto w oczy. Nagle Uszczelka unosi mistrzostwo i bierze nim szeroki zamach, jakby chciał uderzyć Cavazosa prosto w głowę! Jorge momentalnie się napina, jednak Zbyszek zatrzymuje ruch tuż przed jego twarzą. Na ustach Uszczelki pojawia się lekki uśmiech. Po chwili obraca pas i spokojnie podaje go mistrzowi. Cavazos odbiera swoje mistrzostwo, a Zbyniu jedynie kiwa głową i z charakterystycznym uśmieszkiem pod nosem opuszcza ring.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Prawie robi wielką różnicę. Zwłaszcza przy nearfallach ~ Autor nieznany</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do sali, w której na stołach ustawione są przekąski i napoje. Do sali wchodzi ten sam chłop, ubrany na czerwono, który wcześniej mignął Blaze'owi. Podchodzi on do stolika z przekąskami i nagle od tyłu atakuje go właśnie Mistrz! Po kilku ciosach dokłada cios kolankiem w brzuch i przerzuca rywala przez stół. Jedzenie i napoje się przewracają, robi się jeden wielki syf, ale to w ogóle nie przerzedza Axelowi. Kontynuuje natarcie, po kilku ciosach wynosi wroga na bark i wykonuje Snake Eyes na stół! Chłop odbija się i trzymając za twarz wpada prosto na Bicycle Knee Strike. Widać, że Axel nie chciał pozwolić mu upaść, ale to się nie udało. Wściekły krzyczy, żeby Lopez wstawał i nie udawał, że pada już po kilku ciosach, bo jeszcze z nim nie skończył. Sam podnosi swoją ofiarę i naciąga prosto na Fade To Black! Trafiony zatopiony! Przeciwnik Blaze'a nie rusza się, leży twarzą do podłogi, a Mistrz przekręca go na plecy i dobija łokciami na twarz! Nagle zastyga w połowie wyprowadzania ciosu, a szał w jego oczach zmienia się szok, a już po chwili w rozpacz. Czerwone ubranie wcale nie jest garniturem, a jedynie dresem. Porozbijana twarz zdecydowanie nie należy do Jose Lopeza, a jest to pracownik federacji latynoskiego pochodzenia. Axel lekko panikuje, zaczyna przepraszać, jednak gość, którego pobił jest nieprzytomny. Mistrz nie traci czasu, wybiega na korytarz i sam wzywa pomoc medyczną i przyprowadza ich do swojej ofiary. Razem z służbą medyczną pojawia się ochrona, która odprowadza Blaze'a w inne miejsce, aby dał pracować medykom. W drzwiach jednak mijają się z Jose Lopezem, który jak gdyby nigdy nic je czerwone jabłko. Mr. Forever odpala się od nowa, próbuje ruszyć na swojego wroga, ale nic z tego, ochrona bardzo szybko go pacyfikuje i wyprowadza. Mamy jeszcze zbliżenie na uśmiechniętego Lopeza i obraz z kamery gaśnie.</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Elysium #3 - Oklahoma City, Oklahoma - 15.08.2026r.]]></title>
			<link>https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=201</link>
			<pubDate>Sat, 15 Aug 2026 21:26:39 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://www.l-p-w.pl/member.php?action=profile&uid=20">Jakub</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=201</guid>
			<description><![CDATA[<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e82a1f;" class="mycode_color">Earlier today...</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery przenosi nas do Scissortail Park w Oklahoma City. Widzimy, że został tutaj przygotowany event Make A Wish, w kadrze widoczne są przygotowane stoiska z logiem, wszędzie kręcą się wolontariusze w charakterystycznych niebieskich koszulkach. W kadr w końcu wchodzą Axel Blaze oraz Jose Lopez. Obaj zawodnicy ubrani są elegancko, garnitury, koszule, Blaze ma swój pas na ramieniu. Pełna kultura. Lopez zdaje się być niezwykle rozluźniony, zachowuje się bardzo swobodnie, czego nie można powiedzieć o Axelu. Ten wyraźnie się stresuje, bardziej spostrzegawczy widzowie mogą dostrzec krople potu pojawiające się na jego czole. Jest napięty, stara się utrzymywać dystans dwóch kroków od Hiszpana.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Dzisiaj odbywa się nabór na wolontariuszy fundacji. Rekruci dobiorą się w dwójki lub trójki i zostaną wprowadzeni w model działania fundacji. Będzie też kilka dzieciaków. Nasz plan jest taki, żeby popracować chwilę z tymi dwójkami, które będą już pracować z dziećmi, chcemy im pomóc pokazać, że marzenia naprawdę mogą się spełnić. Twierdziłeś, że jesteśmy tacy sami i gramy w jednej drużynie, prawda? *Lopez kiwa głową na potwierdzenie, Blaze wyraźnie się rozluźnia i klepie Lopeza w bark* Chodź, przekonajmy się, czy faktycznie miałeś rację.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zawodnicy na przyspieszonym tempie podchodzą do głównego stoiska, gdzie ustalają plan z organizatorami. Następnie widzimy time lapsa, jak witają się  z wolontariuszami i nowymi kandydatami na nich. W końcu pojawiają się dzieciaki, zawodnicy rozmawiają z nimi oraz z kandydatami, robią sobie zdjęcia. Blaze pozwala pozować dzieciakom z pasem, pożycza im swoje okulary. Nagle mamy cięcie, kamera przenosi nas do przyczepy, w której zorganizowano coś na wzór garderoby dla gwiazd. Blaze siedzi zadowolony w krześle, jest uśmiechnięty od ucha do ucha i widać, że jest już zrelaksowany. Lopez stoi oparty o ścianę przyczepy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Dobra robota, Jose. Odwaliliśmy kawał dobrej roboty. Widziałeś uśmiech tych dzieciaków? Ależ musiało Ci tego brakować przez tyle czasu. Przepraszam, że tak długo mi zajęło zauważenie Twojego wołania o pomoc. Ale teraz rozdamy karty od nowa. *Blaze rozgląda się po przyczepie* Cholera, zjadłbym coś. Idziemy na stołówkę? Potem możemy jeszcze chwilę pogadać z Organizatorami i trzeba się będzie zbierać na halę. Ring sam się nie skręci.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Lopez wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki idealnie czerwone jabłko i pociera je o marynarkę, a następnie rzuca je Blaze'owi Ten pewnie chwyta jabłko, dziękuje skinieniem głowy i wgryza się w soczyste jabłko. Po przełknięciu pierwszego gryza uśmiech powoli schodzi mu z twarzy, a obraz z kamery gaśnie...</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/cNDyCwA.png" loading="lazy"  width="500" height="500" alt="[Obrazek: cNDyCwA.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na arenie zamiast standardowego już "Heavy is the Crown" od razu rozbrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=NQDUX3GL96c&amp;list=RDMMNQDUX3GL96c&amp;start_radio=1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">"I Cunfirenti"</a>, a na rampie pojawia się brodaty jegomość, odpowiedzialny za wydarzenia z zakończenia ostatniego Elysium. Mężczyzna ubrany jest w elegancki czarny garnitur, do klapy garnituru przypiętą ma czerwoną różę, a pod szyją perfekcyjnie zawiązany krawat w tym samym kolorze. Uśmiechnięty brodacz powoli rusza w stronę ringu, a tuż za nim wyłania się dwójka wyższych mężczyzn. Ten średni również ubrany jest w garnitur, pod krawatem, natomiast najwyższy z nich ma na sobie strój do walki oraz długi, elegancki płaszcz - udaje mu się zachować styl i klasę, ale jednocześnie przygotowany jest do akcji w każdej chwili. Dwójka z tyłu idzie równo, ramię w ramię, trzymając się za swoim przywódcą. Wspólnie powolnym krokiem wędrują do ringu. Na arenie panuje absolutna cisza, nikt nie buczy, nikt nie bije brawo. Nawet komentatorzy milczą, stoją teraz na baczność, trzymając w rękach swoje notatki, gotowi do ucieczki w każdej chwili. Przerażenie na ich twarzach widocznie jest gołym okiem. Lider wchodzi do ringu po schodkach, natomiast dwójka jego ludzi podchodzi do strefy technicznej odebrać mikrofon. Pracownik techniczny dosłownie się trzęsie, jednak natychmiast sięga po mikrofon i podaje go drżącą rękę, po czym odsuwa się maksymalnie pod barierki, jakby zwiększenie dystansu miało zapewnić mu bezpieczeństwo. Brodaty jegomość ustawia się na środku ringu i powoli poprawia mankiety garnituru, ukazując złote spinki koszuli, a w tym czasie dołącza do niego pozostała dwójka. Lider wyciąga otwartą rękę w bok, a średni zawodnik ze czcią układa mikrofon w jego dłoni.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone:</span> Dobry wieczór, Oklahomo, widzowie. *grzeczny ukłon głową w stronę widowni, potem w stronę kamery, długa pauza, absolutna cisza* Jestem Wam winien wyjaśnienia. Absolutnym nietaktem z mojej strony byłoby pozostawienie wydarzeń sprzed dwóch tygodni bez komentarza, tym bardziej, że przez ten czas nasłuchałem się wiele plotek na nasz temat. Wiele krzywdzących, nieprawdziwych plotek, które napełniają moje serce goryczą. To nie był żaden atak. To nie było ostrzeżenie. Nie było to również wypowiedzenie wojny. Nie... *pauza* To była jedynie demonstracja. Zaledwie próbka naszych możliwości. Chciałem, żeby każdy w tej szatni... każdy pracownik... każdy ochroniarz... i przede wszystkim nasz Generalny Manager, Nick Aldis... zrozumiał jedną rzecz. *pauza* Kiedy THE OUTFIT czegoś chce - zawsze znajduje sposób. Dokładnie tak. Nazywam się Tony Leone, zapamiętajcie to dobrze. Moja prawa ręka i osobisty doradca *wskazują głową na średniego zawodnika* - Vincenzo Vizzini. Oraz człowiek, nazwijmy to, zajmujący się HR w naszej Organizacji *wskazują głową na najwyższego zawodnika* - Enzo Sacrale. Teraz, skoro już się poznaliśmy, mam nadzieję na owocną współpracę oraz na liczne wspólne interesy. Bo z The Outfit można załatwić dosłownie wszystko. Oczywiście za odpowiednią cenę. *pauza* Aldis, posłuchaj mnie uważnie. Nie przyszliśmy tutaj odebrać Ci pracy. Nie przyszliśmy przejąć Twojego biura. Nie przyszliśmy też mówić Ci, jak masz zarządzać Elysium. *Tony spokojnie poprawia krawat* Wręcz przeciwnie. Zależy nam, żebyś jak najlepiej wykonywał swoje zadanie. Dobrze prowadzony biznes przynosi zyski wszystkim. I widzimy w tym obopólną korzyść. Nie musisz się mnie obawiać. Nie musisz obawiać się The Outfit. Tak długo, jak będziemy grali do jednej bramki. *Tony gładzi ręką różę przy klapie marynarki* Widzisz tę różę? Na Sycylii *Tony unosi dłoń i całuje swój własny sygnet, na którym znajduje się kontur wspomnianej wyspy* róża jest symbolem odrodzenia. W Legion Pro Wrestling jest naszym podpisem. Niech to będzie dobra wróżba na przyszłość.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie na arenie pojawia się Nick Aldis, w towarzystwie około 20 ochroniarzy. Generalny Manager z mikrofonem w ręku przystaje przez chwilę na stage'u, mówi coś do zebranych dookoła niego mężczyzn, po czym razem z nimi zmierza do ringu. Gdy do niego dociera, ochroniarze rozstawiają się dookoła ringu, a Nick wchodzi do środka po schodkach. Utrzymuje cały czas kontakt wzrokowy z Leone, na przeciwko którego staje i podnosi mikrofon do ust... i w tym momencie Mike F'N Brutal pojawia się na stage'u. Nie wychodzi przy swojej muzyce, nie ma żadnej efektownej prezentacji. Po prostu wychodzi zza kulis, z wyraźnie wkurwioną miną, i od razu rusza w stronę ringu. W dłoni trzyma mikrofon. Kiedy jednak zbliża się do okolicy ringu - kilku ochroniarzy natychmiast wychodzi mu naprzeciw. Dwóch staje przed nim, a kolejni ustawiają się za nimi, blokując mu drogę. Brutal zatrzymuje się, patrzy na nich przez chwilę, po czym powoli unosi mikrofon do ust.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Co jest kurwa?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jeden z ochroniarzy coś tłumaczy, wskazując najpierw na ring, a następnie na samego Brutala. King of Hardcore przez kilka sekund patrzy na niego z niedowierzaniem, po czym prycha pod nosem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Czyli tak to teraz ma wyglądać? Nie wpuścicie mnie nawet do ringu?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Brutal robi krok do przodu, ale ochroniarze ponownie go zatrzymują. Extremely Mad Dog zaciska szczękę, wyraźnie tracąc cierpliwość. W końcu w ringu do mikrofonu odchrząkuje Nick Aldis. Generalny Manager przez chwilę obserwuje całą sytuację, po czym macha ręką w stronę patrzących na niego ochroniarzy, nakazując im przepuścić Brutala. Ci niechętnie odsuwają się na bok. Mike przez chwilę patrzy na Aldisa, kiwa mu głową, po czym rusza dalej. Wchodząc po schodkach, nie spuszcza wzroku z Tony'ego Leone i jego ludzi. W końcu przechodzi przez liny i staje naprzeciwko The Outfit.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: No nareszcie. Nadeszła ta wiekopomna chwila. Słuchałem sobie wasze bzdurne gadanie o interesach, organizacjach, różach, Sycylii i całej reszcie tego gówna... I wiecie co? Chyba nawet trochę was rozumiem. Jeszcze niedawno sam byłem po drugiej stronie barykady. Sam miałem swoje powody, żeby wejść tutaj i zrobić komuś naprawdę wielką krzywdę. Sam nie zawsze przejmowałem się tym czy ktoś po wszystkim będzie jeszcze w stanie się podnieść i normalnie funkcjonować. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">South Philly Scumbag robi dwa kroki w stronę Leone, na co automatycznie reaguje Sacrale, wysuwający się przed szereg. Tony jednak zagradza mu drogę ręką i nawet na niego nie patrząc kręci lekko głową, dając do zrozumienia, że ma wrócić na swoje miejsce.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal:</span> Więc tak. Rozumiem, że mieliście coś do załatwienia. Rozumiem, że chcieliście pokazać wszystkim, kim jesteście. Rozumiem nawet tę całą waszą demonstrację. Ale jest jeden mały problem. Weszliście za bardzo w moje interesy, lub jak to się tam u was mówi - w moją dzielnicę. *publika zaczyna lekko ożywać, a Brutal zaciska pięść* A ja miałem wtedy naprawdę zajebiście ważną robotę do wykonania. Najważniejszą rzecz jaką człowiek może zrobić w swoim życiu. Spuszczałem komuś wpierdol. I wy mi to kurwa przerwaliście. Więc teraz mam dla was propozycję nie do odrzucenia. Bardzo prostą zresztą. Nie potrzeba mi waszych pieniędzy, interesów, czy tej taniej i zawszonej róży. Chcę was wszystkich. Całą pieprzoną trójkę. Jednocześnie. *publika zaczyna reagować trochę głośniej, nakręca przez Mike'a.* Może mnie zwalcujecie, nie powiem że nie. Może we trzech zrobicie ze mnie worek treningowy. Może po pięciu minutach będę leżał i rzygał krwią. Ale zanim mnie położycie... porządnie przyłożę każdemu z was. A skoro tak bardzo lubicie swoje zasady, swoje interesy i swoje demonstracje... To załatwmy to w walce bez dyskwalifikacji. *Publika po raz pierwszy dzisiejszego wieczora wybucha mocnym cheerem. Brutal nie spuszcza jednak wzroku z The Outfit.* Żadnego sędziego, który będzie nam mówił kiedy przestać. Żadnych zasad za którymi możecie się schować. Tylko ja... wy.. i wszystko co znajdzie się pod tym ringiem. Chcieliście makaroniarze, żebym odpokutował za swoje winy? Ekstremalnie świetnie się składa. Bo teraz nadeszła chwila, abyście wy odpokutowali za swoje.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Brutal rzuca mikrofon na matę, nie spuszczając wzroku z The Outfit. Zanim jednak dochodzi do jakichkolwiek rękoczynów, głos zabiera Aldis.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Czy wy wszyscy myślicie, że możecie tu robić co wam się żywnie podoba? To moje show, to ja tutaj podejmuję decyzję. Po pierwsze *obraca się w kierunku Leone* nie wierzę w ani jedno Twoje słowo. Zniszczyliście walkę wieczoru ostatniej gali, wysłaliście Edgara Dickinsona do szpitala, bez żadnych skrupułów zaatakowaliście również naszego mistrza Dereka Halloway'a, oraz tu obecnego Mike'a Brutala... Którego, szczerze? W pełni rozumiem. A teraz próbujesz mi wmówić, że chcesz dla Elysium jak najlepiej? Nie ufam niczemu co wyszło z Twoich ust. Ale skoro już tu jesteście i twierdzicie, że chcecie współpracować... To świetnie! Bo dzięki temu przechodzimy do punktu drugiego. W ramach pierwszego kroku ku owocnej współpracy Tony, wybierz kto zawalczy z Brutalem w Main Evencie dzisiejszej gali. I zanim ktokolwiek zacznie zadawać pytania - tak uważam, że walka bez dyskwalifikacji to idealny pomysł.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na propozycję walki ponownie od razu reaguje Sacrale, napinając się za plecami swojego szefa. Zaczyna nawet coś mówić pod nosem i wskazuje na siebie palcem, jednak ma w głowie poprzednie ostrzeżenie od Dona, dlatego to jedyne na co sobie pozwala. Sam Tony spogląda zaś na Aldisa ze szczerym, ciepłym uśmiechem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Świetny garnitur, Nick. Pasuje do Ciebie idealnie. Będę musiał później wziąć od Ciebie namiary na krawca, myślę, że może przydać się i nam. *pauza, Tony poprawia mankiety* Wierzę w przyjaźń i jestem skłonny okazać ją pierwszy. Dlatego osobiście stanę do ustalonej przez Ciebie walki. Potraktuj to jako prezent powitalny na Elysium. To zaledwie drobna uprzejmość, na znak naszej owocnej współpracy. Chcę, żebyś wiedział, Nick, że jeżeli będziesz nas potrzebować, to zawsze będziemy do Twojej dyspozycji.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Aldis kiwa głową, akceptując wybór Leone.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Dobrze więc, w takim razie dzisiejszą walką wieczoru będzie starcie Mike'a Brutala z Tonym Leone w NO DQ Matchu! *Aldis opuszcza mikrofon i prosi Brutala, by zszedł na zaplecze. Ten niezbyt słucha, jednak w momencie w którym Nick "grozi" mu ochroną, Mike w końcu daje za wygraną i wychodzi z ringu, odgrażając się jeszcze Włochom pod drodze. GM Elysium również przechodzi pomiędzy linami, ale w ostatniej chwili zatrzymuje się i spogląda jeszcze na Enzo.* Ej Ty tam, przypomnij jak się nazywasz? *Enzo z wyraźnym zdenerwowaniem reaguje na te słowa* Skoro tak wyrywasz się do walki, to dla Ciebie też coś mam. Ktoś tu dzisiaj ma urodziny. Ktoś bardzo lubiany. I prosił mnie wcześniej o walkę. Cóż... *uśmiech* nie mogę mu odmówić...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie wybrzmiewa <a href="https://youtu.be/7NHz3Koj7o0?si=laCjt4IJ3bV78laR" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Inhale!</a> Na rampie pojawia się Maxwell Ransom, gotowy do walki! Powoli zmierza do ringu, obserwując swojego rywala. Ten zostaje poklepany po plecach przez Leone oraz Vizziniego, którzy schodzą na zaplecze, stając na drodze Maxwella. Panowie stają naprzeciwko siebie, Tony zagląda głęboko w oczy Maxwella, a ten wytrzymuje spojrzenie. Leone nagle uśmiecha się serdecznie i wyciąga rękę do solenizanta i życzy wszystkiego dobrego z okazji urodzin. Ransom przyjmuje życzenia i pewnym krokiem zmierza do ringu. Kiedy już się w nim znajduje jego muzyka wyłącza się, a publiczność zaczyna śpiewać "Happy Birthday" coraz głośniej.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/83NK4ST.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 83NK4ST.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match</span></span><br />
Enzo Sacrale vs Maxwell Ransom</div>
<br />
Wracamy do ringu po reklamach, gdzie już jakiś czas trwa opener dzisiejszego wieczoru. Obecnie w narożniku Sacrale obija pięściami Ransoma, który próbuje się bronić, jednak ofensywa Włocha jest zbyt silna. Włoch po chwili oddala się od kornera, bierze rozbieg... I mamy unik! Messina odbija się od poduszek, a Ex-Wilgotniak wyprowadza trzymającemu się za bok rywalowi Enzuigiri! I Reverse STO! 1... 2... I kickout. Maxwell nie zamierza się załamywać, w miarę szybko stara się podnieść swojego przeciwnika... Jednak otrzymuje mocny Elbow Smash! Ransom jest lekko zamroczony, co Capo wykorzystuje dorzucając ponownie tą samą akcję. Mamy teraz całą serię Elbow Smashy, która momentalnie doprowadza byłego przyjaciela Dolnicka prosto do narożnika. Akcja trwa tam jednak za długo i w końcu sędzia musi ruszyć z interwencją. Zadowolonego z siebie Sacrale jednak to nie martwi, bierze rozbieg... Running Corner Elbow! Back Elbow! I jeszcze jeden Back Elbow! Big Handsome Man odchodzi od kornera i pada na matę, a Enzo przypina. 1... 2... Nie! Ku uciesze fanów dzisiejszy solenizant jest dalej w grze! Messina wydaje się być zaskoczony, ale nie ma czasu na stracenie. Dorzuca jeszcze kilka Elbow Smashy w głowę przeciwnika, a następnie wstaje i zerka na widownię. Towarzyszy temu spore buczenie, z czego Włoch nic sobie nie robi. Z lekką pogardą obserwuje z trudem podnoszącego się Ransoma, po czym bierze rozbieg... I trafia na mocny Lariat! Enzo z dużą siłą uderza w matę i wstaje teraz przy pomocy narożnika... Corner Splash! Maxwell cofa się do środka ringu i ku uciesze publiki wydaje z siebie bojowy okrzyk, zaś Sacrale resztkami sił również Lariatem próbuje zaatakować przeciwnika... Jednak mamy unik! Messina siłą rozpędu odbija się od lin i mamy Spinning Spinebuster! 1... 2... Nie! Ransom tylko kręci głową, jednak nadal jest nabuzowany. Wstaje i pokazuje widowni, że czas przypieczętować urodziny zwycięstwem. Enzo powoli się podnosi... Il Rosario! Spinning Kneeling Uranage z zaskoczenia wbija Maxwella prosto w matę! 1... 2... Nie! Sacrale pozostaje po akcji chwilę w pozycji klęczącej i z zamkniętymi oczami bierze głębszy oddech, wyraźnie potrzebuje chwili na odpoczynek. Enzo w końcu wstaje na nogi obserwując Ex-Wilgotniaka, a ten zdołał doturlać się do narożnika, przy pomocy którego się podnosi. Il Santo nie czekając dłużej ponownie przechodzi do ofensywy wyprowadzając kolejną serię Elbow Smashy w głowę Ransoma... Ten jednak niespodziewanie odpowiada sporą ilością punchy! Widownia szaleje, bo teraz to Maxwell jest w ofensywie! Amerykanin przy pomocy rąk wskakuje na linę, siada na narożniku i od góry dorzuca następne ciosy... Jednak zostaje złapany za gardło pod Chokeslam! Big Handsome Man krzywi się z bólu i próbuje zerwać uścisk poprzez uderzenia w rękę Sacrale, co ostatecznie kończy się sukcesem. Ransom dodaje do tego solidne kopnięcie w twarz Capo, przez co ten robi kilka kroków w tył. Maxwell nie chce na tym poprzestać, staje na drugiej linie od wewnętrznej strony ringu oglądając się po wiwatującej widowni, skacze... Lupara! Ransom w locie nadziewa się na piekielnie mocny Discus Elbow, po którym znokautowany pada na matę! Messina wydaje z siebie głośny okrzyk jednocześnie uderzając się w łokieć, po czym przypina 1... 2... 3! Enzo Sacrale w swoim debiucie pokonuje Maxwella Ransoma!<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><br />
<br />
A więc koniec! Maxwell Ransom odnosi porażkę i ewidentnie nie zapamięta najlepiej tegorocznych urodzin! Enzo tymczasem świętuje swoje zwycięstwo ku sporemu rozczarowaniu zebranej widowni, a wszystkiemu towarzyszy <a href="https://www.youtube.com/watch?v=aXYzFIdXeG8" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">"Ghost Love Score" zespołu Nightwish</a>. Do Sacrale po chwili dołączają Tony Leone oraz Vincenzo Vizzini. The Sicillian Don z uznaniem mówi coś w kierunku Sacrale, a następnie układa wyciągniętą z marynarki różę na wciąż leżącym Ransomie. Messina dorzuca jeszcze w kierunku Maxwella "wszystkiego najlepszego", jednak Leone ostatecznie tonuje jego iście bojowy nastrój, a wszystkiemu ze stoickim spokojem przygląda się Vizzini. Obraz z kamery gaśnie...</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera pokazuje Zacka Sabre Jr., który stoi oparty o ścianę. Ma typowy dla siebie wyraz twarzy, który za chwilę przeradza się w zdenerwowanie gdy patrzy w jedną stronę. Z kadru wyłania się Derek Halloway uśmiechnięty od ucha do ucha.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>No proszę, proszę, kogo my tutaj mamy. Czy to nie nasz nadworny purysta wrestlingowy? Uważasz się tutaj za Boga, a ostatnimi czasy nie potrafisz wygrać. Według tego co mówisz, powinieneś tutaj co najmniej dominować, a na razie zawodzisz niczym Diana zawiodła Karola, przez co spotkał ją straszliwy los z rąk MI6.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Jaka Diana, jakie MI6? Z choinki się urwałeś, karykaturo wrestlera? Dawaj mi moje mistrzostwo! *Sabre wzdycha* Zawsze coś! Nie dość, że się z Tobą męczę od kilku tygodni, pieprzysz mi tu o jakichś dyrdymałach, to jeszcze te włoskie pipy mi wchodzą w paradę. Daj mi już tą walkę o pas, pokonam Cię, zostanę prawdziwym mistrzem, a Ty będziesz się mógł babrać w tych swoich idiotycznych teoriach spiskowych! <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Tak, tak! MI6, nie zakłamiesz tej historii. Wiem, że prawda Cię w oczy kole. Ale abstrahując od tego, to w tym jest właśnie cały szkopuł. Ty się męczysz. Przecież to jest zabawne jak sam to mówię na głos. Ty się męczysz z takimi papierowymi mistrzami, wrestlerami. Skoro Ty męczysz się z nami, to co z Ciebie za wrestler? Do Blaze’a nawet się nie dostałeś na krok, a męczysz się z, w Twoim mniemaniu, byle wrestlerami!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Ty teraz tak na poważnie? Poważnie mówisz? Ty, ty, ty... Ty chory jakiś jesteś! Męczę się bo mi wszyscy na złość tu robią, co nie jestem blisko wygranej, to zawsze się jakiś pokemon pojawi i potem się cieszy, że mi pranka zrobił. W dupie te wasze pranki mam, w dupie te wasze głupie zabawy. Przeliteruję Ci to półgłówku! W-A-L-K-A! 1v1! Na Heatwave! Już, teraz! Dawaj mi to!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Już, już, ogarnij swoje angielskie dupsko. Nie widzę z Twojej strony żadnego zagrożenia. Żyjesz w swojej bańce doskonałości, którą dawno powinna pęknąć, nieudaczniku. Twoje porażki są jedynie Twoim problemem. Ale spokojnie, naprostuję Cię, jeśli tylko dasz mi szansę. Pokażę Ci świat prawdy, świat świadomy. Nawet jeśli będzie to oznaczało walkę z Tobą, mogę się zgodzić, jednakże na walkę o to złoto musiałbyś sobie zasłużyć, a to już nie będzie takie łatwe, bo papierowi zawodnicy staną Ci na drodze i znów nie dasz rady do mnie dotrzeć. Poza tym, ta ekipa z poprzedniego Elysium bardziej mi teraz zaprząta głowę, niż Twoje niekończące się jojczenie o walkę.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Zasłużyć? *prychnięcie* A co Ty zrobiłeś niby takiego, żeby sobie w ogóle zasłużyć, żeby ten pas mieć? W walce z drabinami go zdobyłeś! Z drabinami! Wszyscy wiedzą, że nienawidzę drabin! To przeciwko mnie tutaj cały czas jakieś spiski są! Ja mam oczy otwarte, o zobacz! *Zack przybliża twarz do Halloway'a i pociąga za powiekę do góry* A Ci makaroniarze mi też nadepnęli na odcisk i jakbym tylko mógł, to poskładałbym jak origami każdego po kolei! *Zack łapie się za głowę i wydaje z siebie jakiś nieartykułowany dźwięk, po czym spogląda z powrotem na Dereka* Zresztą dobra, co Ty możesz wiedzieć, jak ten bebzon przegania Twoje myśli! Idę do Aldisa, on na pewno mnie zrozumie! <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zack obraca się na pięcie i... widzi właśnie zbliżającego się w ich kierunku GM'a. Od razu do niego podbiega.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Nick, Nickuś! Mój ulubiony Generalny Manager Elysium! Jakże się cieszę, że Cię widzę! *Aldis odrywa wzrok od telefonu i podnosi do góry brew* Weź wytłumacz tutaj temu foliarzowi-sroliarzowi, że żadnym mistrzem to on nie jest, tylko pas mój przetrzymuje chwilowo. I no ten, no... Walkę na Heatwave bym chciał w końcu, tą obiecaną. To co, da się coś z tym zrobić?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Nie bardzo rozumiem o czym mówisz, ale słyszę walka i Heatwave... I mam pewien pomysł. I tak miałem z wami o tym porozmawiać. Skoro macie dzisiaj obaj walki, zrobimy więc z tego Beat the Clock Challenge. Jeśli Zack pokona swojego przeciwnika szybciej niż Derek, to dostanie to czego chce - walkę o pas Eternal na Heatwave. Życzę obu powodzenia.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Aldis wymija zawodników, którzy patrzą na siebie przez chwilę, Sabre jest wyraźnie zadowolony. Obraz z kamery gaśnie...</span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Spokojny wieczór na Bondi Beach w Australii. Pośród rozpalonego ogniska zebrała się grupka ludzi. W tle słychać delikatne struny gitary akustycznej i strzelanie płomieni. Jeden z siedzących przy ognisku pociąga łyk z butelki. Obok niego siedzi dziewczyna o czarnych, kręconych włosach wtulona w jego pierś i spoglądająca w sam środek ogniska. Błękit jej oczu przeradza się w ostrą czerwień pod wpływem odbijających się płomieni.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Chloe:</span> Podziwiam to, że chce Ci się narażać własne życie dla ratowania cudzego.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Chris:</span> Bo kiedy widzisz kogoś walczącego o każdy oddech, nie myślisz o sobie. Myślisz tylko o tym, żeby zdążyć. Na Bondi Beach nauczyłem się, że bohaterem nie jest ten, kto się nie boi. Bohaterem jest ten, kto mimo strachu wskakuje do wody.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Chris uśmiecha się delikatnie i obejmuje Chloe mocniej.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Chris:</span> Jasne, bywało niebezpiecznie. Silne prądy, wysokie fale, rekiny gdzieś na horyzoncie... Ale każdy uratowany człowiek przypomina mi, dlaczego wybrałem tę drogę.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Chris na chwilę spogląda w płomienie ogniska.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Chris:</span> Życie to najcenniejszy dar, jaki możemy dostać. Nie da się go niczym zastąpić i nie można go tak po prostu odebrać. Dlatego, dopóki mam siłę oddychać, zrobię wszystko, żeby dać komuś jeszcze jedną szansę. To uczucie... świadomość, że wrócił do swojej rodziny, do przyjaciół, do swoich marzeń... jest warte każdego ryzyka. Chloe..<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Chris zauważa, że Chloe zasnęła wtulona w jego ramię. Z delikatnym uśmiechem okrywa ją kocem i jeszcze przez chwilę wpatruje się w tańczące płomienie. Kamera powoli oddala się od obojga. Szum fal miesza się z cichym brzmieniem gitary, a ostatnim kadrem pozostaje migoczące ognisko na tle rozgwieżdżonego nieba nad Bondi Beach.</span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się na zaplecze, gdzie widzimy rozgrzewającego się... Yoshiego Tatsu! 名誉ある戦士 wykonuje w powietrzu kopnięcia i ciosy łokciami, a towarzyszą temu wydawane odgłosy - no takie jak robi w filmach każdy Japończyk podczas walki, wiadomo o co chodzi. Nowy nabytek Elysium nie orientuje się, że jest w ujęciu kamery, a jego uwagę przykuwa dopiero nadchodzący Paddy Jackson. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Yoshi! Miło Cię widzieć na Elysium! serdeczny przytulas Widzę, że jesteś w totalnie bojowym nastroju przed debiutem. Jakie inne emocje Ci towarzyszą?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>やあ、パディ！ 本当にワクワクしてて…… O rany! Wybacz! Pomylił mi się język, haha! Jestem tak podekscytowany powrotem do Stanów, że zapomniałem, iż muszę się przestawić! *śmieje się* Niesamowite uczucia mi towarzyszą! Jestem bardzo zadowolony, że mogę pomóc tej federacji wybić się, a jednocześnie samemu pokazać, że wiek to żadna przeszkoda. Do tego odczuwam ogromny szacunek do władz, że tak łatwo było się z nimi dogadać i widzę tu wiele młodych, utalentowanych adeptów, co też napawa mnie jeszcze większym szacunkiem i nadzieją na honorowe pojedynki.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Myślisz, że twoje doświadczenie będzie wystarczające podczas pojedynków z młodymi, wygłodniałymi wilkami? Nie da się ukryć, masz za sobą wiele lat spędzonych w boju. Co więcej, w tym czasie zwiedziłeś największe światowe federację, gdzie osiągałeś różne sukcesy. Przede wszystkim, jesteś wielokrotnym uczestnikiem walk typu Battle Royal. *uśmiech*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>Widzę, że jesteś świetnie przygotowany. *dumnie klepie go honorowo po ramieniu* Battle Royal to zdecydowanie mój konik i zjadłem zęby na tego typu walkach. Prawdopodobnie mój wrodzony spokój i instynkt pozwalają mi idealnie odnaleźć się w tym chaosie. *uśmiecha się honorowo* Wracając do twojego pytania Paddy-san. Wierzę, że dam radę. Dawne atuty zastąpiłem nowymi atutami. Tak działa zdobywanie doświadczenia i przystosowywanie się. Topowy zawodnik zawsze sobie poradzi.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Powiesz nam coś więcej o tych atutach, czy ich namiastkę zobaczymy dopiero podczas walki z Eliasem? <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>Chcę was trochę zaskoczyć. *honorowo puszcza oczko* Prawdziwy samuraj.. nie zdradza takich rzeczy, on... *myśli dłuższy czas* chce was zaskoczyć. Wiedzcie, że jestem w formie życia i Elias przekona się o tym, ale w bardzo honorowy sposób. Wy również. Już dzisiaj! LPW robi wielki krok do przodu. Wraz ze mną ta federacja jest w stanie nawet na rynku azjatyckim być numerem jeden.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Chcesz coś jeszcze powiedzieć fanom, jak i swojemu rywalowi tuż przed pojedynkiem?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>Paddy - San.. znasz zasadę, którą wyznaje się w górach Japonii? Brzmi ona - ring zweryfikuje. To mogę powiedzieć. Po prostu poczekajmy.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Yoshi kłania się honorowo przed Paddym, czym oddaje mu dużo szacunku. Paddy - san nie chce być gorszy i robi to samo. Zadowolony Yoshi idzie w sobie bliżej znanym kierunku, wydając jeszcze jakieś okrzyki bojowe. Obraz z kamery znika...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/KLti1sW.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: KLti1sW.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match</span></span><br />
Yoshi Tatsu vs Elias Shadow<br />
<br />
<div style="text-align: left;" class="mycode_align">Obaj zawodnicy w ringu, sędzia też... Zaraz zaraz! Czy to Jack Anderson?! Tak to on! Wygląda na to, że on również dostał angaż na Elysium! Jack daje znak pracownikowi technicznemu i mamy gong, a to oznacza start walki! Yoshi pierwsze co robi, to podchodzi na środek ringu i kłania się nisko, a następnie wyciąga do Eliasa rękę. Cóż za honorowe zachowanie. Ten jednak jest w szoku, chyba pierwszy raz to on został zaskoczony przez zachowanie przeciwnika. No i oczywiście, co robi? Zaczyna machać tymi swoimi krzywymi łapami i drzeć się "Six Seven! Six Seven!". No to akurat było bardzo niehonorowe zachowanie. Tatsu jednak tylko się uśmiecha i dalej trzyma rękę w powietrzu. To już porządnie podkurwiło Lone Wolfa, który bez żadnego szacunku (jak tak w ogóle można?!) odkopuje wyciągniętą kończynę 名誉ある戦士. I od razu rzuca się na Japończyka! Ten jednak zgrabnie uchyla się przed ciosem, po czym wyprowadza... Klepnięcie w potylicę??? O co tu w ogóle chodzi? Battle Royal Specialist teraz tylko kręci przecząco głową i pierdoli coś po japońsku o szacunku i honorze. No oczywiście, wszyscy Cię zrozumieli. Legenda chyba chce dać szansę na zreflektowanie się Shadowowi, ponieważ od razu wyciąga do niego rękę po raz drugi, a na jego ustach znowu pojawia się uśmiech. Noo, teraz to już tak porządnie wkurzył Młodziaka, który znowu się na niego rzuca, lecz sytuacja się powtarza - Yoshi unika ciosu i za plecami rywala podnosi rękę do góry. Ten jednak przytomnie zasłania potylicę... Tylko po to, by zostać poklepanym lekko po czubku głowy. Elias wzdycha tylko i spogląda w górę, prosząc Boga o siły... Następnie obraca się powoli do wciąż uśmiechniętego Staruszka i momentalnie wyprowadza Gut Kicka! Jego noga zostaje jednak złapana, a on sam ląduje na macie po podcięciu ze strony World Famous Strikera, czemu towarzyszyło głośne "Hiaaaaaaaa!". No na szczęście ta niehonorowa zagrywka ze strony Beta Wolfa została w bardzo honorowy sposób powstrzymana. Tatsu momentalnie rusza na liny, Shadow rzuca mu się pod nogi, lecz Japończyk zgrabnie nad nim przeskakuje, ponownie odbija się od lin, widzi przed sobą stojącego już rywala. Teraz z kolei to on przeskakuje nad biegnącym Yoshim, który ponownie odbija się od lin i nadziewa się na Hip Toss! A jednak nie, w ostatniej chwili zapiera się, lekko uderza w brzuch Eliasa, po czym zmienia chwyt i sam wykonuje Hip Tossa! Publiczność nagradza to gromkimi brawami, na co The World Famous wykonuje piękny ukłon. No i to jest iście honorowy występ! Młody wytacza się z ringu i zaczyna kląć do siedzących najbliżej fanów, a Ci jeszcze robią mu na złość, wykonując gest 8-9. Shadow kopie mocno w barierkę, ale robi to tak niefortunnie, że obija sobie dość mocno wielki paluch u stopy i zaczyna z bólu podskakiwać, cofając się z powrotem do ringu. Legenda pojawia się już na apronie, ale zanim jest w stanie cokolwiek zrobić, zostaje pociągnięta za kostki i ściągnięta na ziemię, a następnie wrzucona w barierki! Zero szacunku do starszego od siebie ma ten Elias. Gnojek teraz podnosi szybko przeciwnika i wrzuca go do ringu, samemu również się do niego wślizgując. I od razu wpada na leżącego rywala z Running Sentonem i pinuje! 1... Kick out! Zdenerwowany Beta Wolf zaczyna stompować leżącego przeciwnika, po czym podnosi go i wykonuje mu Suplexa! Znowu pin. 1...2. Kick Out! Elias teraz wchodzi na narożnik i wyskakuje w powietrze, jednak nadziewa się na Dropkick, któremu towarzyszy bardzo głośne "Łaaaaaaahaaaaa!". 名誉ある戦士 bardzo ładnie to skontrował, jednak zamiast pinować to rusza na liny. Shadow w międzyczasie zmienia pozycję na siedzącą, przez co otrzymuje Leg Lariat, oczywiście połączony z bardzo głośnym "Hajaaaaaaaaaa!"! I kolejna próba pinu! 1...2. Kick Out! Yoshi od razu przechodzi do dalszej inicjatywy, wchodząc samemu na narożnik... I mamy Missile Dropkick! Coraz poważniejsze rzeczy wyciąga z arsenału ten Tatsu! Tym razem jednak nie pinuje, tylko czeka chwilę za plecami oponenta aż ten całkowicie się podniesie... Roundhouse Kick! 1...2..! Kick Out! No chyba zbliżamy się do końca walki, bowiem Legenda wspina się na narożnik i chyba zamierza wykonać swój finisher! Tak jest, Diving Spinning Wheel Kick! Jednak nietrafiony! Shadow w ostatniej chwili upada na matę, dzięki czemu unika marnego losu! Gdy tylko poobijany Tatsu się podnosi otrzymuje Torta Killer! NIE MOŻE BYĆ! SHADOW wspina się na narożnik, Yoshi dalej nie reaguje... 67 Splash! CONNECTED! 1...2...3...! Koniec walki! ELIAS SHADOW POKONUJE DEBIUTUJĄCEGO YOSHIEGO!</div>
</div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Znajdujemy się teraz w biurze Generalnego Managera Elysium, gdzie w towarzystwie czterech ochroniarzy siedzą Derrick Mantel, oraz El Garra de Gato. Obaj patrzą w zupełnie inne strony. Wielkim niedopowiedzeniem byłoby rzec iż wyglądają, jakby chcieli się pozabijać, jednak obecność ochroniarzy skutecznie im to uniemożliwia. Po chwili do pomieszczenia wchodzi Aldis, zamyka za sobą drzwi oraz zasiada za swoim biurkiem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Dobrze panowie. Nie będę ukrywał, że nie mam niestety dzisiaj zbyt dużo czasu, więc chciałbym to załatwić szybko, w cywilizowany sposób. Nie da się was raczej cofnąć z tej wojennej ścieżki... Zresztą, myślę, że nikt by tego nie chciał. A tutaj, na Elysium, najważniejsze jest jedno. SHOW. Dlatego pozwoliłem wam dwa tygodnie temu na trochę wolności i danie upustu swoim emocjom. Teraz jednak mam nadzieję, iż będziemy teraz w stanie porozmawiać na spokojnie, bez targających wami emocji. Mam dla was pewne informacje, które na pewno ucieszą obu, jednak zanim to nastąpi - proszę o waszą perspektywę. Derrick *wskazuje ręką na zawodnika* Ty zacznij proszę.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derrick Mantel:</span> Nick, nie widzę sensu, byśmy rozmawiali na temat mojej perspektywy. Opowiadałem o tym wielokrotnie i swojej opinii nie zmienię. Widząc Garrą i wszystko z nim związane, odczuwam nic innego, jak pogardę ukierunkowaną na jego osobę. Jego durna maska, zgrywanie groźnego na pokaz. Tego nie da się traktować poważnie. Ring powinien być miejscem dla ludzi, którzy nie bawią się w bycie postaciami rodem z bajek. Ten ring jest miejscem, gdzie powinno się przelewać krew, pot i łzy. Tymczasem spoglądając na niego, *wskazuje palcem na Gato* nie odczuwam niczego innego, jak bycia oszukanym. On jest...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">El Garra De Gato:</span> Señor Nick, *agresywne wskazuje rękoma na Derricka* sam słyszysz z kim i z czym mam doczynienia! Odkąd tutaj jestem słyszę od Mantela ciągłe i niepotrzebne komentarze co do maski i tego co nią reprezentuję! Lunático! Ten człowiek nie ma pojęcia o dziedzictwie przekazywanym z pokolenia na pokolenie! Mam dość jego bredni! Nie zamierzam spędzać ani chwili dłużej w pobliżu tego szaleńca. Jeżeli chce Pan znać moją perspektywę, señor Nick, uważam że...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derrick Mantel:</span> Nikogo nie interesuje to, co sobie uważasz. *wrednie śmieje się prosto w twarz Garry* Momentami odnoszę wrażenie, że żyjesz w swoim świecie i nie wiesz nawet, co właściwie się wokół Ciebie dzieje. Biedny Garra pogubił się w całej swojej obłudzie i szuka winnych wszędzie dookoła, zapominając o tym, że największym winnym jego sytuacji, jest on sam. Widzisz, Nick. Możesz słuchać tego szaleńca, który ukrywa prawdziwą twarz pod swoją maską, ale nie możesz dać mu się zwieść. On chce Ci mydlić oczy, abyś zlitował się nad nim, jak każda inna osoba, którą udawało mu się skutecznie manipulować. Ten wariat nie zasługuje na choćby gram uwagi i może darujmy sobie dalszą pogawędkę, bo ten gość...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">El Garra De Gato:</span> Manipulować..? Czy Tobie już doszczędnie rozum odjęło? Twoje pomylenie sięga poziomu Hallowaya! Ludzie stoją po mojej stronie, bo jako jedyny wyznaję wartości ważniejsze od czubka własnego nosa... albo co gorsze, ważniejsze od fałszywego pojęcia tego co zasługuje na miano pro wrestlingu, a co nie! A jeśli według Ciebie, moja maska służy mi do ukrywania się, ya es hora... To jest najwyższa pora, żebyś spojrzał na siebie imbécilo *zaczyna agresywnie wytykać na Mantela*, bo to Tobie przydałaby się maska, idiota feo! Señor Nick, jeśli to ja jestem szaleńcem, to spójrz posłuchaj jego, tego człowieka tym bardziej trzeba zamknąć w zakładzie! Przecież to jest...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derrick Mantel:</span> Możesz okłamywać wszystkich dookoła, wciskając tani kit. Ja jednak jestem inny niż oni. *na jego twarzy pojawia się delikatny, wredny uśmieszek* Twoja maska nie jest kontynuacją waszej durnej tradycji. Mówisz coś o tym, że pod twoją maską nic się nie ukrywa, odnoszę zupełnie inne wrażenie. Możesz być mieszanką gościa, który udaje, że jest groźny. Możesz być osobą, która bardzo chętnie manipuluje wszystkimi i dzięki temu ma przychylnych nędznej publiczności. Mimo wszystko nie widzę pod twoją maską nikogo innego, jak przetraszonego gościa, który obawia się konsekwencji, które na niego czyhają na każdym kroku. Co więcej, boisz się przyjrzeć własnemu odbiciu w lustrze, wiedząc, że jesteś tanią kopią swoich przodków, którzy rozsławili lucha libre. Możesz wciskać ludziom gówno owinięte w papierek, licząc na same pozytywne recenzje. Jednak nie każdy jest tak naiwny, by łykać bajeczki o bohaterskim obrońcy braci mniejszych. *spogląda prosto w oczy Garry* I co najważniejsze, twoja maska oraz kultywowanie dziedzictwa lucha libre w twoim przypadku nie przedstawia większej wartości, bo jako człowiek jesteś po prostu żałosną imitacją ludzi, na których postanowiłeś się wzorować. Zatem Nick, nie sądzę, żeby nasza dalsza rozmowa miała większy sens, skoro Garra dalej brnie w swoje brednie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">El Garra De Gatto:</span> Mam dość Twojego pieprzenia Derrick *wstaje tak agresywnie, że krzesło za nim upada*! Nie mogę znieść Twoich chorych teorii, Twojego zakłamanego tonu... plujesz swoimi złotymi myślami i szczerzysz się jak opętany... *wystawia rękę przed siebie z zaciśniętą pięścią*, ale to mój pazur wyznaczy tutaj prawdę, entonces... więc zanim postanowisz kontynuować swoją durną krucjatę przeciwko mnie, perdedor engañoso, zastanów się czy jesteś gotowy lizać rany, cabron!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> SPOKÓJ! *zawodnicy momentalnie się zatrzymują, a Aldis zaczyna masować skronie* Za dużo dzisiaj tego wszystkiego... *mówi pod nosem* Wiecie co, nie ma problemu. Chcecie się bić? Macie to jak w banku. Heatwave. Derrick Mantel kontra El Garra de Gato. Jeden na jednego. Ale, żeby nie było wam zbyt wesoło... Do Heatwave macie zakaz bójek i przepychanek, w innym wypadku wasza walka zostanie odwołana, a wy zawieszeni. Zrozumiano? *niechętnie, ale obaj kiwają głowami* Świetnie. A żebyście za dwa tygodnie się nie nudzili... To wystąpicie w jednej walce. *Aldis podnosi wzrok* Jako drużyna. D-R-U-Ż-Y-N-A. Zrozumiano? Wasi przeciwnicy... Cóż, nie mam jeszcze na to odpowiedzi, ale na pewno kogoś znajdę. Jednak o tym kto to będzie, przekonacie się dopiero na samej gali. A teraz żegnam, mam jeszcze dużo roboty w dniu dzisiejszym. A wy swoje walki do odbycia.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mantel wstaje odpychając ze zgrzytem krzesło i szturmem wychodzi z biura. De Gato natomiast powoli wstaje i skinięciem głowy pozdrawia Aldisa, wychodząc za Derrickiem...</span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera ukazuje nam szpitalne łóżko, oddzielone od reszty pomieszczenia zielonkawymi parawanami. Leży w nim postać której można w pierwszej chwili nie rozpoznać, jednak fani LPW szybko zauważą, że to Edgar Dickinson tylko pozbawiony charakterystycznego makijażu i ubioru. Poeta jest blady i wygląda jakby spał, w jego rękę wpięty jest wenflon, poza kroplówką nie jest jednak podpięty do żadnej aparatury. Przez chwilę oglądamy ten statyczny obraz, dostając tylko powolne zbliżenie na twarz artysty. Finalnie, oczy pisarza gwałtownie się otworzyły i ten poderwał się gwałtownie na łóżku biorąc gwałtowny haust powietrza w płuca. Dickinson chwilę bierze szybkie oddechy, rozglądając się panicznie wokół siebie. W końcu jednak odrobinę się uspokaja, i obmacując swoją poobijaną szyję zaczyna mamrotać do siebie, co świetne mikrofony LPW oczywiście wyłapują.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson</span>: Gdzie jestem, gdzie jestem, gdzie jestem. *zerka na wenflon* Szpital, jestem w szpitalu, dlaczego jestem w szpitalu. *chwila konsternacji* Elysium, ktoś mnie zaatakował w trakcie walki, mnie, Pana Mike i Pana Dereka ale kto… Tam nikogo nie powinno być, nikogo nie miało być, coś jest nie tak. To musi być jakieś zaburzenie, ale kto mógł je wprowadzić, przecież to niemożliwe. Jaki mamy dzień, muszę wiedzieć jaki mamy dzień. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Artysta zaczął rozglądać się dookoła i ku swojemu zadowoleniu, w szufladzie szafki nocnej znalazł trochę swoich rzeczy, zegarek i przede wszystkim telefon. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson</span>: Szlag piętnasty sierpnia. Elysium, co się miało zdarzyć, muszę sobie przypomnieć. Sabre… nie na to nie mam już czasu, co jest potem. *Nagle na twarz Poety wpływa jednocześnie olśnienie i strach* Na piersi Świętej Agaty, Mike. Muszę się tam dostać i go wyciągnąć. Potrzebuję go, żeby to wszystko przepisać. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Edgar bez większego namysłu wyrwał wenflon, zabrał swoje rzeczy i w samej szpitalnej koszuli, delikatnie utykając, wymknął się spomiędzy parawanów i zniknął w głębi szpitala.</div></span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/c437fCW.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: c437fCW.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Beat the Clock Challenge</span></span><br />
El Garra de Gato vs Derek Halloway</div>
<br />
Kamera przenosi nas do ringu, w którym Derek Halloway znęca się nad El Garrą De Gato. Foliarz okopuje w narożniku leżącego Kociarza. Sędzia wkracza i zaczyna odliczać. 1… 2… Derek odpuszcza i wycofuje się parę kroków łapiąc oddech po swojej ofensywie. Teraz bierze rozbieg i rusza na Kociego Luchadora, który stoi już w narożniku. Running Corner Clothesline? Nie, Meksykanina nie ma już w narożniku. Halloway odwraca się i inkasuje Sitting Jawbreaker. Derek chwilę się chwieje na nogach, ale ostatecznie przegrywa z grawitacją, a zawodnik z Meksyku nie marnuje czasu i wspina się na narożnik. Diving Elbow Drop? Connected! Pin! 1… 2… Kickout! Kociarz pyta sędziego czy na pewno było tylko dwa, ale sędzia jest pewny swego. El Garra rusza ponownie na oponenta, ale Derek wykorzystuje sytuację i Meksykanin uderza mocno twarzą o matę po Flapjacku. The Truth Seeker nie odpuszcza, odbija się od liny i dokłada Running Senton! Zawodnik z Denver sygnalizuje, że będzie chciał teraz przejść do kluczowego momentu starcia. Czeka aż rywal podniesie się na równe nogi. Piledriver! Nie! Zamaskowany zawodnik w ostatniej chwili wymyka się spod akcji i wyprowadza szybki Atomic Drop. Derek aż łapie się za swoje plecy, a Gato Oscuro odbija się od liny i dokłada Running Crossbody! Udane! Pin! 1… 2… Kickout! Derek powoli zbiera się na równe nogi, a zawodnik z Rosarito łapie oddech po wykonanej ofensywie. Halloway wstał, El Garra odbił się od lin, ale tylko po to, żeby zaliczyć STO, którym ścina Mistrz Eternal swojego przeciwnika. Koci Luchador wyturlał się z ringu, a Derek rusza za nim. Zamaskowany zawodnik robi okrążenie dookoła ringu, a mistrz za nim podąża. Kociarz wturlał się do ringu, Derek za nim, ale inkasuje tylko Spinebuster od Kociego Wojownika. Widać, że Meksykanina trochę kosztowała ta akcja, pada bezwładnie na przeciwnika, a sędzia liczy. 1… 2… Kickout! Obaj leżą na macie, a sędzia zaczyna liczyć. 1… 2… 3… Przy trójce mamy już pierwsze oznaki życia zawodników, więc wiemy, że nie będzie tutaj wyliczenia. Przy 7 obaj są już na nogach. Gato Oscuro wyprowadza puncha na głowę Dereka, a ten nie jest dłużny i odpowiada tym samym. Wymiana trwa dobre kilka sekund, Foliarz zdobywa wyraźną przewagę i dokłada Headbutt. Koci Wojownik aż przyklęknął na jedno kolano. Czy to będzie Awakening?! Nie, El Garra szarpie się i wyrywa mistrzowi z uchwytu. Od razu odbija się od liny, ponowne Runinng Crossbody?! Mistrz schyla się pod rywalem, odwraca się i od razu wypłaca rywalowi Belly to Belly Overhead Suplex! Kociarz wylądował po drugiej stronie ringu! Derek nie odpuszcza! Sygnalizuje, że będzie chciał zakończyć walkę, a Kociarz wstaje! Third Eye! Connected! Pin! 1… 2… 3! Zegar zatrzymuje się na 10:57 i to Mistrz Eternal zostaje zwycięzcą tego pojedynku!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas teraz do szatni, a tam widzimy siedzącego na ławce Maxwella Ransoma, który przy uchu trzyma telefon. Ex-Wilgotniak doszedł już do siebie po dzisiejszej walce i widać, że jest przygotowany do opuszczenia areny. Zanim to jednak nastąpi możemy przypuszczać, że chce wcześniej zakończyć rozmowę...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> *słucha* Ach, cały Pan Terry. *lekki śmiech* Podziękuj mu za życzenia, miło mi. *słucha* Tobie również. I pamiętaj, że jak będę w pobliżu to na pewno zadz...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rozmowę przerywa pukanie do drzwi i natychmiastowe ich otwarcie. Do pomieszczenia wchodzi.. nie, tylko nie to.. to Jean-Pierre Dolnick! Grubas z zacieszem na twarzy wprasza się do szatni i ma ze sobą.. klauna. Chryste panie, to się nie dzieje. Maxwell patrzy i po prostu nie dowierza. Myśli, że zmysły go okłamują. Dolnick jest bardzo zadowolony z towarzysza, którego sprowadził ze sobą. Obaj mają w rękach trąbki. Jean klika w nos panu podobnemu do Ronalda McDonalda i to jest najwidoczniej znak, bo obaj zaczynają grać na wyżej wymienionych instrumentach. Nie ma tu za grosz synchronizacji i idzie ogłuchnąć. Do szatni włazi żongler, który zaczyna żonglować. Jakby co innego miał robić? Skrada się również mim! Ten po cichu idzie, ale Maksio nie zwraca już nawet uwagi na to, tego wszystkiego i tak jest za wiele.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jean-Pierre Dolnick:</span> Niespodziankaaa! *zaciesz* Ostatnio jakiś smutny jesteś i teraz przegrałeś, więc chciałem cię poci...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> Czekaj! Stop, Jean! *odkłada telefon do kieszeni* Możesz mi powiedzieć, co to jest?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jean-Pierre Dolnick:</span> No jak to co? No niespodzianka - przegrywanka to jest, mówiłem przed chwilą! *ponownie ściska piszczący nos klauna* I to nie byle jaka! Przygotowałem wiele atrakcji! Patrz na tego minima! *mim zarumienił się*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> *strapionym głosem* Jean, widzę co ty chciałeś zrobić, ale...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jean-Pierre Dolnick:</span> Wiedziałem! Po prostu wiedziałem! Wypierdalać! *patrzy na klauna i tego żonglera* Won! Raz!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Smutny klaun przed opuszczeniem pomieszczenia wydał jeszcze żałosny dźwięk trąbką, a żonglerowi powypadały jego przedmioty i musiał je zbierać. Zły Grubas pogania ich. Mim schował się w rogu i Jean totalnie o nim zapomniał. Maxwell dalej wygląda, jakby nie mógł dobudzić się ze złego snu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jean-Pierre Dolnick:</span> Tak żem czuł, że nie tego potrzebujesz... dlatego mam plan B! Chooodźcie! *zaciesz na ryju*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Do szatni wchodzą... nie no, błagam.. do szatni wchodzą... Ben Zamora, Jon Moxley, Wes Wallace oraz Jose Lopez... w wersji karłów. Wszyscy w buzi mają rozwijane trąbko - gwizdki No to cancel Elysium jest coraz bliżej. Cała czwórka jest idealnie ubrana tak samo, jak wcześniej wymienieni wrestlerzy. Grubas jest zachwycony widokiem tych panów. Maxwella sami możecie sobie wyobrazić, ta scena jest tak żałosna. Niskorośli idą na krzesła, które są w tym pomieszczeniu. Ten, który jest Jose Lopezem ma schowaną pod koszulką poduszke pierdziuszkę, którą właśnie wyjął i wrednie się uśmiecha, po czym kładzie ją na krzesło, na którym siada mini - Wes Wallace.. no i mamy pierda. Tak jest. Peak komedia. Grubas zaraz posra się z tego żartu. Mim przerażony widząc to, zamyka się w niewidzialnej klatce.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jean-Pierre Dolnick:</span> Hahaha! Widzisz? Pamiętasz tych kutasów, ile nam złego zrobili, a teraz tacy malutcy przy nas!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> *zszokowany i zażenowany* Jean, nie teraz proszę, skońc...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Dolnick niezbyt słucha Maxwella, bo jest zaabsorbowany tym, że mini - Moxley podchodzi i podaje mu rękę. Grubas przystaje na to i... zostaje porażony prądem. Tego żartu również tutaj brakowało. Karły są bardzo rozbawione, mim patrzy na swoją dłoń, jakby się bał, że ktoś również mu to zrobi. Dolnick zaczyna gonić mini - Moxleya za ten żart, krzycząc ''pierdol się Moxley!''. Groteskowa gonitwa ma miejsce wokół krzeseł. Klaun zza progu wystaje i zaczyna grać na trąbce coś w stylu muzyki Benny Hilla.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> Stop! *brak reakcji* Proszę, skończcie to! *żałosna zabawa trwa w najlepsze* STOP!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tym wyraźnie głośniejszym okrzyku wszyscy w końcu zatrzymali się i zamilkli, a Maxwell całkowicie załamany zaistniałą sytuacją skrywa twarz w dłoniach. Cóż więcej rzec - najlepszy prezent urodzinowy to nie był, nie był nawet średni. Ransom po chwili zbiera się w sobie i odsłania głowę, po czym odwraca się w stronę Dolnicka.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> *zrezygnowany* Czy ty mógłbyś kiedykolwiek potraktować coś co mówię POWAŻNIE? Czy to dla Ciebie za dużo? Co to jest? *wskazuje na ekipę Dolnicka* Nie, nic już nie mów, Jean... Nie, jestem przebodźcowany, nie mam na to siły...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wszyscy patrzą w osłupieniu na Ransoma, który właśnie kieruje się do wyjścia ze spuszczoną głową. Gdy jest już przy drzwiach obraca się jeszcze w stronę Dolnicka...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> *stłamszonym głosem* Idę do domu, ale zanim to... Zajdę jeszcze do Aldisa i zgłoszę mu pewną propozycję. Powiedziałbym, że chętnie zobaczę, czy z tych wszystkich rzeczy, które olałeś poważnie potraktowałeś chociaż TĄ jedną... Tylko że obaj znamy odpowiedź na to pytanie... W końcu widziałem Cię w akcji.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ransom opuszcza pomieszczenie zostawiając pozostałych w dużym szoku (jakby to było jakieś zaskoczenie, że tak się ta niespodzianka skończy). Jedna osoba jednak żyje w innym świecie - mim dalej siedzi w klatce nie mogąc się uwolnić i "woła" o pomoc. Kamerzysta lituje się i podchodzi do niego otwierając niewidzialną klatkę, a zadowolony artysta z uśmiechem podaje mu rękę dziękując. Obraz z kamery gaśnie...<br />
</span><br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color"><span style="font-size: xx-large;" class="mycode_size">MAMA RYSZARDA BAWI SIĘ NA KARNAWALE</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi się na zaplecze, gdzie Paddy Jackson rozmawia z Nickiem Aldisem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis: </span>Super Ci idzie, naprawdę. Jestem pod wrażeniem, jak walczysz o każdy wywiad. Cathy nie ma szans Cię prześcignąć. *śmiech*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Pewnie, że nie ma. Jestem szybki jak puma, zwinny jak sarna. *klepie Aldisa po plecach* Dziękuję za te miłe słowa Nick, jesteś super szefem!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nagle w kadrze za plecami GM'a zupełnym przypadkiem pojawia się uśmiechnięty Tony Leone, bez swoich podopiecznych. Paddy'ego momentalnie paraliżuję strach i aż sztywnieje, a Aldis obraca się do niego, zupełnie zapominając o Paddym.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Panowie... Nick. *Tony wskazuje palcem bezpośrednio na Paddy'ego, jednak nawet na niego nie patrzy* Paddy, masz już dzisiaj wolne.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>A-ale...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Baw się dobrze i pozdrów ode mnie żonę.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Paddy początkowo wycofuje się powoli, krocząc w tył, jakby nie chciał tracić Tony'ego z widoku, jednak w końcu nagle odwraca się i zwiewa ile sił w nogach. Nick uśmiecha się dość krzywo do przybyłego zawodnika i pytająco na niego spogląda.<br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> W czymś mogę pomóc? Myślałem, że wszelkie kwestie poruszyliśmy już wcześniej w ringu?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Jak ja się cieszę, że Cię widzę, Nick. *przyjaźnie poklepuje Nicka po ramieniu* Chciałem z Tobą porozmawiać, podzielić się pewną ciekawostką. *Tony wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki elegancka papierośnicę i częstuje papierosem Nicka, ten jednak odmawia, więc Tony również rezygnuje i chowa papierośnicę* Bardzo nie lubię frustratów. Frustraci mają specyficzny zapach. *Tony podchodzi bardzo blisko Nicka, wącha powietrze blisko niego* Gorzki, lekko kwaśny, *szeptem do ucha Nicka* odrobinę stęchły. *Tony cofa się na normalna odległość i mówi normalnie* Tego Brutala wywąchałbym nawet, gdybyś zawiązał mi oczy i zagralibyśmy ciuciubabkę. *szczere rozbawienie, nagła zmiana na pełną powagę* Dużo szczeka. Wiesz, że ten kto dużo szczeka lubi sprowadzać na siebie kłopoty? Frustraci lubią robić głupie rzeczy, lepiej się trzymać od takich z daleka. A chyba nie chcielibyśmy, żeby przed tak ważną walką, jak ta nasza, kogoś musiała spotkać drobna nieprzyjemność, prawda? Chyba dasz radę utrzymać go na smyczy do samej walki, prawda? Mogę na Ciebie liczyć, Nick?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Tony wyciąga dłoń do Aldisa... Której ten nie ściska, tylko patrzy w oczy Leone.<br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Niestety, Mike nie jest moim pieskiem. Ale postaram się z nim porozmawiać. Zresztą... Myślę, że jest on ostatnią osobą, która mogłaby zrobić cokolwiek przed walką. Słyszałeś go wcześniej - był gotów walczyć z całą waszą trójką. Mogę więc chyba z czystym sumieniem powiedzieć, że poczeka do walki wieczoru. Jeśli jednak nadal się tym martwisz, Tony, to mogę Ci przydzielić kilku ochroniarzy... Myślałem jednak, że jesteś w stanie samodzielnie zadbać o swoje interesy. *uśmiech, w końcu również ściska rękę Leone, po czym gestem ręki przywołuje dwóch ochroniarzy* Mark, James... Pan Leone potrzebuje waszej ochrony. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Obawiam się, że zaszło drobne nieporozumienie, ale doceniam tę drobną uprzejmość z Twojej strony Nick. Oczywiście masz rację, sam potrafię zadbać o swoje interesy. Bardziej martwiłem się o Mike'a i jego występ w dzisiejszej walce wieczoru. Skoro jednak jesteś przekonany, że grzecznie zaczeka... to bardzo sympatycznie, po koleżeńsku. *uśmiech* Najważniejsze, żeby show nie ucierpiało.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Tony odwraca się i odchodzi, zostawiając obu ochroniarzy w tyle. Obraz z kamery gaśnie...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/cZtWRi9.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: cZtWRi9.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match</span></span><br />
Rob McŁowicz vs Silas Crowe</div>
<br />
Wracamy po przerwie reklamowej i jesteśmy już w okolicach połowy pojedynku. Podczas reklam Silas Crowe konsekwentnie wykorzystywał przewagę warunków fizycznych, obijając plecy i żebra Roba McŁowicza. Zawodnik z Krakowa próbował odpowiadać przede wszystkim szybkością oraz atakami na nogi, ale każde dłuższe zwarcie kończyło się na korzyść Patienta Zero. Mimo tego The Culinary Butcher nadal stoi na nogach i próbuje znaleźć sposób na znacznie większego przeciwnika. The Uncured rusza z Discus Clothesline'em, lecz McŁowicz schyla się pod ramieniem! Crowe obraca się, a Rob natychmiast trafia Dropkickiem prosto w kolano. Potwór cofa nogę. Drugi Dropkick! Tym razem potężny zawodnik z Blackridge zostaje zmuszony do zejścia na jedno kolano. The Culinary Butcher chce pójść za ciosem, ale Silas podnosi się i rusza w jego stronę. McŁowicz czeka do ostatniej chwili. Kitchen Sink! Kolano wbija się w brzuch nadbiegającego Crowe'a. Olbrzym pochyla się, a Rob odbija się od lin. Gulasz-line! Patient Zero chwieje się, ale nadal stoi. Zawodnik z Krakowa ponownie nabiera rozpędu. Drugi Gulasz-line! Tym razem oponent pada na plecy. McŁowicz nie traci okazji. Wchodzi na narożnik, przeciąga charakterystyczne „EEEEEEEEEEEE...”, po czym skacze. Eeee-mak-łowicz-bow! Elbow Drop trafia w klatkę piersiową Crowe'a! The Culinary Butcher od razu pinuje. 1... 2... NIE! Subject 00 wyrzuca Roba z siebie z ogromną siłą. McŁowicz szybko podnosi się, ale Blackridge Patient również wraca na nogi. Rob próbuje jeszcze Dropkicku, jednak Silas odsuwa się i zawodnik z Krakowa ląduje na macie. Crowe natychmiast chwyta go za kark. Biel Throw! The Culinary Butcher przelatuje przez ring i zatrzymuje się dopiero przy narożniku. Patient Zero rusza za nim. ISOLATION! Całe 157 kilogramów wbija McŁowicza w poduszki. Rob osuwa się, ale Crowe łapie go pod ramiona, stawia z powrotem na nogach i zaciska dłonie na jego gardle. BLACKRIDGE DROP! wbija The Culinary Butchera w matę! Silas nie przypina. Powoli klęka obok przeciwnika i przykłada dwa palce do jego szyi. Przez kilka sekund nieruchomo sprawdza puls McŁowicza. Rob porusza ręką i próbuje odsunąć dłoń Crowe'a. Subject 00 przechyla głowę. Następnie spogląda w stronę Dr. Victora Kline'a i czeka. Doktor obserwuje zawodnika z Krakowa jeszcze przez chwilę.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> Reakcja zachowana. Pacjent nadal odpowiada na bodźce. Kontynuować leczenie. <br />
<br />
Patient Zero natychmiast podnosi przeciwnika i umieszcza go na plecach pod Failed Procedure. McŁowicz znajduje się w Backbreaker Racku, ale zaczyna uderzać łokciem w bok głowy Crowe'a. Raz! Drugi! Trzeci! The Uncured w końcu puszcza. Rob zsuwa się za jego plecy, szybko obchodzi większego rywala z boku, przechwytuje go za głowę i rusza. Running Bulldog! Crowe uderza twarzą o matę! The Culinary Butcher podnosi się i widzi, że Subject 00 zaczyna wracać na kolana. Natychmiast cofa się o kilka kroków. Smakuje?! DEGUSTACJA GORYCZY! NIE! Patient Zero prostuje się w odpowiednim momencie. McŁowicz przebiega obok niego, zatrzymuje się przy linach i odwraca. DISCUS CLOTHESLINE! Rob zostaje niemal obrócony w powietrzu! Blackridge Patient spokojnie podnosi przeciwnika. FAILED PROCEDURE! The Culinary Butcher z ogromną siłą uderza o matę. Crowe ponownie klęka obok niego. Dwa palce trafiają na szyję McŁowicza. Tym razem Rob prawie się nie porusza. The Uncured sprawdza jego puls dłużej niż poprzednio, po czym powoli podnosi głowę i spogląda na Kline'a. Doktor uruchamia dyktafon.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nagranie:</span> Zakończyć procedurę.<br />
<br />
Subject 00 podnosi Roba. McŁowicz próbuje jeszcze Punchu. Trafia. Drugi również dochodzi celu. The Culinary Butcher zamachuje się po raz trzeci, ale Crowe blokuje uderzenie, łapie sympatycznego kucharza i wykonuje FINAL TREATMENT! Patient przechodzi do pinu, kładąc jedną dłoń na klatce piersiowej przeciwnika. 1... 2... 3! Silas Crowe odnosi kolejne zwycięstwo. McŁowicz sprawił mu więcej problemów niż wcześniejsi „pacjenci”, ale końcowy wynik pozostaje taki sam.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><a href="https://youtu.be/UfCgvwjw1Ho" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Sang Bleu!</a> Na arenie rozbrzmiewa muzyka Lorda Sebastiena i to on pojawia się teraz na arenie. W jednym ręku ma swoją laskę Margaux, w drugim mikrofon, a na twarzy szyderczy uśmiech. Po drodze mija Doktora Kline`a oraz Silasa Crowe`a, Doktor daje wyraźny znak swojemu pacjentowi, że leczenie się już zakończyło i Lord ich nie interesuje. Idąc przez rampę Lord przykłada mikrofon do ust cały czas kierując się w stronę ringu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Bonjour Rob, jak się czujesz? Chyba nie najlepiej?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po wypowiedzeniu tych słów na twarzy Francuza pojawia się jeszcze większy uśmiech, a publiczność zaczyna buczeć. The Noble One zdaje sobie z tego nic nie robić i wchodzi powoli schodkami do kwadratowego pierścienia.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Spójrz na siebie, McŁowicz. Leżysz u moich stóp. Poobijany, bezradny i wyczerpany. Wyglądasz dokładnie tak jak powinien wyglądać człowiek należący do twojego stanu społecznego. Chciałem być dla Ciebie miłosierny i zaoszczędzić Tobie tego co stało się tydzień temu, a ty pogardziłeś moją wspaniałomyślną propozycją. Dlatego mam teraz dla Ciebie nie propozycję, a le defi. Lepiej, żebyś przyjął to wyzwanie bo ja nie odpuszcze i zostaniesz moim kucharzem czy Tobie się to podoba, czy nie. To nie jest kwestia twojej decyzji. Ja i Ty za tydzień zmierzymy się w tym ringu. A jeżeli Ciebie pokonam to zostaniesz moim kucharzem i będziesz mi przygotowywał takie potrawy, jakie tylko sobie zażyczę. Czasu za dużo na odpowiedź nie masz, bo oczekuje jej teraz.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lord rzuca mikrofon Robowi, który cały czas leży na ziemi obolały po swojej walce z Silasem Crowem. Robi to jednak w taki sposób, że Rob musi się jeszcze trochę wychylić, aby go dosięgnąć.</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob z trudem sięga po mikrofon. Przez chwilę łapie oddech, nadal leżąc na macie, po czym spogląda na Lorda.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Sebastien... znowu przychodzisz wtedy, kiedy twój rywal jest bezbronny. Chcesz mnie za swojego kucharza? Przyjmuję Twoje wyzwanie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob upuszcza mikrofon, po czym obolały udaje się na zaplecze.</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e82a1f;" class="mycode_color">Earlier today...</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery przenosi nas do Scissortail Park w Oklahoma City. Widzimy, że został tutaj przygotowany event Make A Wish, w kadrze widoczne są przygotowane stoiska z logiem, wszędzie kręcą się wolontariusze w charakterystycznych niebieskich koszulkach. W kadr w końcu wchodzą Axel Blaze oraz Jose Lopez. Obaj zawodnicy ubrani są elegancko, garnitury, koszule, Blaze ma swój pas na ramieniu. Pełna kultura. Lopez zdaje się być niezwykle rozluźniony, zachowuje się bardzo swobodnie, czego nie można powiedzieć o Axelu. Ten wyraźnie się stresuje, bardziej spostrzegawczy widzowie mogą dostrzec krople potu pojawiające się na jego czole. Jest napięty, stara się utrzymywać dystans dwóch kroków od Hiszpana.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Dzisiaj odbywa się nabór na wolontariuszy fundacji. Rekruci dobiorą się w dwójki lub trójki i zostaną wprowadzeni w model działania fundacji. Będzie też kilka dzieciaków. Nasz plan jest taki, żeby popracować chwilę z tymi dwójkami, które będą już pracować z dziećmi, chcemy im pomóc pokazać, że marzenia naprawdę mogą się spełnić. Twierdziłeś, że jesteśmy tacy sami i gramy w jednej drużynie, prawda? *Lopez kiwa głową na potwierdzenie, Blaze wyraźnie się rozluźnia i klepie Lopeza w bark* Chodź, przekonajmy się, czy faktycznie miałeś rację.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zawodnicy na przyspieszonym tempie podchodzą do głównego stoiska, gdzie ustalają plan z organizatorami. Następnie widzimy time lapsa, jak witają się  z wolontariuszami i nowymi kandydatami na nich. W końcu pojawiają się dzieciaki, zawodnicy rozmawiają z nimi oraz z kandydatami, robią sobie zdjęcia. Blaze pozwala pozować dzieciakom z pasem, pożycza im swoje okulary. Nagle mamy cięcie, kamera przenosi nas do przyczepy, w której zorganizowano coś na wzór garderoby dla gwiazd. Blaze siedzi zadowolony w krześle, jest uśmiechnięty od ucha do ucha i widać, że jest już zrelaksowany. Lopez stoi oparty o ścianę przyczepy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Dobra robota, Jose. Odwaliliśmy kawał dobrej roboty. Widziałeś uśmiech tych dzieciaków? Ależ musiało Ci tego brakować przez tyle czasu. Przepraszam, że tak długo mi zajęło zauważenie Twojego wołania o pomoc. Ale teraz rozdamy karty od nowa. *Blaze rozgląda się po przyczepie* Cholera, zjadłbym coś. Idziemy na stołówkę? Potem możemy jeszcze chwilę pogadać z Organizatorami i trzeba się będzie zbierać na halę. Ring sam się nie skręci.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Lopez wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki idealnie czerwone jabłko i pociera je o marynarkę, a następnie rzuca je Blaze'owi Ten pewnie chwyta jabłko, dziękuje skinieniem głowy i wgryza się w soczyste jabłko. Po przełknięciu pierwszego gryza uśmiech powoli schodzi mu z twarzy, a obraz z kamery gaśnie...</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/cNDyCwA.png" loading="lazy"  width="500" height="500" alt="[Obrazek: cNDyCwA.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na arenie zamiast standardowego już "Heavy is the Crown" od razu rozbrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=NQDUX3GL96c&amp;list=RDMMNQDUX3GL96c&amp;start_radio=1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">"I Cunfirenti"</a>, a na rampie pojawia się brodaty jegomość, odpowiedzialny za wydarzenia z zakończenia ostatniego Elysium. Mężczyzna ubrany jest w elegancki czarny garnitur, do klapy garnituru przypiętą ma czerwoną różę, a pod szyją perfekcyjnie zawiązany krawat w tym samym kolorze. Uśmiechnięty brodacz powoli rusza w stronę ringu, a tuż za nim wyłania się dwójka wyższych mężczyzn. Ten średni również ubrany jest w garnitur, pod krawatem, natomiast najwyższy z nich ma na sobie strój do walki oraz długi, elegancki płaszcz - udaje mu się zachować styl i klasę, ale jednocześnie przygotowany jest do akcji w każdej chwili. Dwójka z tyłu idzie równo, ramię w ramię, trzymając się za swoim przywódcą. Wspólnie powolnym krokiem wędrują do ringu. Na arenie panuje absolutna cisza, nikt nie buczy, nikt nie bije brawo. Nawet komentatorzy milczą, stoją teraz na baczność, trzymając w rękach swoje notatki, gotowi do ucieczki w każdej chwili. Przerażenie na ich twarzach widocznie jest gołym okiem. Lider wchodzi do ringu po schodkach, natomiast dwójka jego ludzi podchodzi do strefy technicznej odebrać mikrofon. Pracownik techniczny dosłownie się trzęsie, jednak natychmiast sięga po mikrofon i podaje go drżącą rękę, po czym odsuwa się maksymalnie pod barierki, jakby zwiększenie dystansu miało zapewnić mu bezpieczeństwo. Brodaty jegomość ustawia się na środku ringu i powoli poprawia mankiety garnituru, ukazując złote spinki koszuli, a w tym czasie dołącza do niego pozostała dwójka. Lider wyciąga otwartą rękę w bok, a średni zawodnik ze czcią układa mikrofon w jego dłoni.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone:</span> Dobry wieczór, Oklahomo, widzowie. *grzeczny ukłon głową w stronę widowni, potem w stronę kamery, długa pauza, absolutna cisza* Jestem Wam winien wyjaśnienia. Absolutnym nietaktem z mojej strony byłoby pozostawienie wydarzeń sprzed dwóch tygodni bez komentarza, tym bardziej, że przez ten czas nasłuchałem się wiele plotek na nasz temat. Wiele krzywdzących, nieprawdziwych plotek, które napełniają moje serce goryczą. To nie był żaden atak. To nie było ostrzeżenie. Nie było to również wypowiedzenie wojny. Nie... *pauza* To była jedynie demonstracja. Zaledwie próbka naszych możliwości. Chciałem, żeby każdy w tej szatni... każdy pracownik... każdy ochroniarz... i przede wszystkim nasz Generalny Manager, Nick Aldis... zrozumiał jedną rzecz. *pauza* Kiedy THE OUTFIT czegoś chce - zawsze znajduje sposób. Dokładnie tak. Nazywam się Tony Leone, zapamiętajcie to dobrze. Moja prawa ręka i osobisty doradca *wskazują głową na średniego zawodnika* - Vincenzo Vizzini. Oraz człowiek, nazwijmy to, zajmujący się HR w naszej Organizacji *wskazują głową na najwyższego zawodnika* - Enzo Sacrale. Teraz, skoro już się poznaliśmy, mam nadzieję na owocną współpracę oraz na liczne wspólne interesy. Bo z The Outfit można załatwić dosłownie wszystko. Oczywiście za odpowiednią cenę. *pauza* Aldis, posłuchaj mnie uważnie. Nie przyszliśmy tutaj odebrać Ci pracy. Nie przyszliśmy przejąć Twojego biura. Nie przyszliśmy też mówić Ci, jak masz zarządzać Elysium. *Tony spokojnie poprawia krawat* Wręcz przeciwnie. Zależy nam, żebyś jak najlepiej wykonywał swoje zadanie. Dobrze prowadzony biznes przynosi zyski wszystkim. I widzimy w tym obopólną korzyść. Nie musisz się mnie obawiać. Nie musisz obawiać się The Outfit. Tak długo, jak będziemy grali do jednej bramki. *Tony gładzi ręką różę przy klapie marynarki* Widzisz tę różę? Na Sycylii *Tony unosi dłoń i całuje swój własny sygnet, na którym znajduje się kontur wspomnianej wyspy* róża jest symbolem odrodzenia. W Legion Pro Wrestling jest naszym podpisem. Niech to będzie dobra wróżba na przyszłość.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie na arenie pojawia się Nick Aldis, w towarzystwie około 20 ochroniarzy. Generalny Manager z mikrofonem w ręku przystaje przez chwilę na stage'u, mówi coś do zebranych dookoła niego mężczyzn, po czym razem z nimi zmierza do ringu. Gdy do niego dociera, ochroniarze rozstawiają się dookoła ringu, a Nick wchodzi do środka po schodkach. Utrzymuje cały czas kontakt wzrokowy z Leone, na przeciwko którego staje i podnosi mikrofon do ust... i w tym momencie Mike F'N Brutal pojawia się na stage'u. Nie wychodzi przy swojej muzyce, nie ma żadnej efektownej prezentacji. Po prostu wychodzi zza kulis, z wyraźnie wkurwioną miną, i od razu rusza w stronę ringu. W dłoni trzyma mikrofon. Kiedy jednak zbliża się do okolicy ringu - kilku ochroniarzy natychmiast wychodzi mu naprzeciw. Dwóch staje przed nim, a kolejni ustawiają się za nimi, blokując mu drogę. Brutal zatrzymuje się, patrzy na nich przez chwilę, po czym powoli unosi mikrofon do ust.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Co jest kurwa?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jeden z ochroniarzy coś tłumaczy, wskazując najpierw na ring, a następnie na samego Brutala. King of Hardcore przez kilka sekund patrzy na niego z niedowierzaniem, po czym prycha pod nosem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Czyli tak to teraz ma wyglądać? Nie wpuścicie mnie nawet do ringu?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Brutal robi krok do przodu, ale ochroniarze ponownie go zatrzymują. Extremely Mad Dog zaciska szczękę, wyraźnie tracąc cierpliwość. W końcu w ringu do mikrofonu odchrząkuje Nick Aldis. Generalny Manager przez chwilę obserwuje całą sytuację, po czym macha ręką w stronę patrzących na niego ochroniarzy, nakazując im przepuścić Brutala. Ci niechętnie odsuwają się na bok. Mike przez chwilę patrzy na Aldisa, kiwa mu głową, po czym rusza dalej. Wchodząc po schodkach, nie spuszcza wzroku z Tony'ego Leone i jego ludzi. W końcu przechodzi przez liny i staje naprzeciwko The Outfit.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: No nareszcie. Nadeszła ta wiekopomna chwila. Słuchałem sobie wasze bzdurne gadanie o interesach, organizacjach, różach, Sycylii i całej reszcie tego gówna... I wiecie co? Chyba nawet trochę was rozumiem. Jeszcze niedawno sam byłem po drugiej stronie barykady. Sam miałem swoje powody, żeby wejść tutaj i zrobić komuś naprawdę wielką krzywdę. Sam nie zawsze przejmowałem się tym czy ktoś po wszystkim będzie jeszcze w stanie się podnieść i normalnie funkcjonować. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">South Philly Scumbag robi dwa kroki w stronę Leone, na co automatycznie reaguje Sacrale, wysuwający się przed szereg. Tony jednak zagradza mu drogę ręką i nawet na niego nie patrząc kręci lekko głową, dając do zrozumienia, że ma wrócić na swoje miejsce.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal:</span> Więc tak. Rozumiem, że mieliście coś do załatwienia. Rozumiem, że chcieliście pokazać wszystkim, kim jesteście. Rozumiem nawet tę całą waszą demonstrację. Ale jest jeden mały problem. Weszliście za bardzo w moje interesy, lub jak to się tam u was mówi - w moją dzielnicę. *publika zaczyna lekko ożywać, a Brutal zaciska pięść* A ja miałem wtedy naprawdę zajebiście ważną robotę do wykonania. Najważniejszą rzecz jaką człowiek może zrobić w swoim życiu. Spuszczałem komuś wpierdol. I wy mi to kurwa przerwaliście. Więc teraz mam dla was propozycję nie do odrzucenia. Bardzo prostą zresztą. Nie potrzeba mi waszych pieniędzy, interesów, czy tej taniej i zawszonej róży. Chcę was wszystkich. Całą pieprzoną trójkę. Jednocześnie. *publika zaczyna reagować trochę głośniej, nakręca przez Mike'a.* Może mnie zwalcujecie, nie powiem że nie. Może we trzech zrobicie ze mnie worek treningowy. Może po pięciu minutach będę leżał i rzygał krwią. Ale zanim mnie położycie... porządnie przyłożę każdemu z was. A skoro tak bardzo lubicie swoje zasady, swoje interesy i swoje demonstracje... To załatwmy to w walce bez dyskwalifikacji. *Publika po raz pierwszy dzisiejszego wieczora wybucha mocnym cheerem. Brutal nie spuszcza jednak wzroku z The Outfit.* Żadnego sędziego, który będzie nam mówił kiedy przestać. Żadnych zasad za którymi możecie się schować. Tylko ja... wy.. i wszystko co znajdzie się pod tym ringiem. Chcieliście makaroniarze, żebym odpokutował za swoje winy? Ekstremalnie świetnie się składa. Bo teraz nadeszła chwila, abyście wy odpokutowali za swoje.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Brutal rzuca mikrofon na matę, nie spuszczając wzroku z The Outfit. Zanim jednak dochodzi do jakichkolwiek rękoczynów, głos zabiera Aldis.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Czy wy wszyscy myślicie, że możecie tu robić co wam się żywnie podoba? To moje show, to ja tutaj podejmuję decyzję. Po pierwsze *obraca się w kierunku Leone* nie wierzę w ani jedno Twoje słowo. Zniszczyliście walkę wieczoru ostatniej gali, wysłaliście Edgara Dickinsona do szpitala, bez żadnych skrupułów zaatakowaliście również naszego mistrza Dereka Halloway'a, oraz tu obecnego Mike'a Brutala... Którego, szczerze? W pełni rozumiem. A teraz próbujesz mi wmówić, że chcesz dla Elysium jak najlepiej? Nie ufam niczemu co wyszło z Twoich ust. Ale skoro już tu jesteście i twierdzicie, że chcecie współpracować... To świetnie! Bo dzięki temu przechodzimy do punktu drugiego. W ramach pierwszego kroku ku owocnej współpracy Tony, wybierz kto zawalczy z Brutalem w Main Evencie dzisiejszej gali. I zanim ktokolwiek zacznie zadawać pytania - tak uważam, że walka bez dyskwalifikacji to idealny pomysł.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na propozycję walki ponownie od razu reaguje Sacrale, napinając się za plecami swojego szefa. Zaczyna nawet coś mówić pod nosem i wskazuje na siebie palcem, jednak ma w głowie poprzednie ostrzeżenie od Dona, dlatego to jedyne na co sobie pozwala. Sam Tony spogląda zaś na Aldisa ze szczerym, ciepłym uśmiechem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Świetny garnitur, Nick. Pasuje do Ciebie idealnie. Będę musiał później wziąć od Ciebie namiary na krawca, myślę, że może przydać się i nam. *pauza, Tony poprawia mankiety* Wierzę w przyjaźń i jestem skłonny okazać ją pierwszy. Dlatego osobiście stanę do ustalonej przez Ciebie walki. Potraktuj to jako prezent powitalny na Elysium. To zaledwie drobna uprzejmość, na znak naszej owocnej współpracy. Chcę, żebyś wiedział, Nick, że jeżeli będziesz nas potrzebować, to zawsze będziemy do Twojej dyspozycji.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Aldis kiwa głową, akceptując wybór Leone.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Dobrze więc, w takim razie dzisiejszą walką wieczoru będzie starcie Mike'a Brutala z Tonym Leone w NO DQ Matchu! *Aldis opuszcza mikrofon i prosi Brutala, by zszedł na zaplecze. Ten niezbyt słucha, jednak w momencie w którym Nick "grozi" mu ochroną, Mike w końcu daje za wygraną i wychodzi z ringu, odgrażając się jeszcze Włochom pod drodze. GM Elysium również przechodzi pomiędzy linami, ale w ostatniej chwili zatrzymuje się i spogląda jeszcze na Enzo.* Ej Ty tam, przypomnij jak się nazywasz? *Enzo z wyraźnym zdenerwowaniem reaguje na te słowa* Skoro tak wyrywasz się do walki, to dla Ciebie też coś mam. Ktoś tu dzisiaj ma urodziny. Ktoś bardzo lubiany. I prosił mnie wcześniej o walkę. Cóż... *uśmiech* nie mogę mu odmówić...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie wybrzmiewa <a href="https://youtu.be/7NHz3Koj7o0?si=laCjt4IJ3bV78laR" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Inhale!</a> Na rampie pojawia się Maxwell Ransom, gotowy do walki! Powoli zmierza do ringu, obserwując swojego rywala. Ten zostaje poklepany po plecach przez Leone oraz Vizziniego, którzy schodzą na zaplecze, stając na drodze Maxwella. Panowie stają naprzeciwko siebie, Tony zagląda głęboko w oczy Maxwella, a ten wytrzymuje spojrzenie. Leone nagle uśmiecha się serdecznie i wyciąga rękę do solenizanta i życzy wszystkiego dobrego z okazji urodzin. Ransom przyjmuje życzenia i pewnym krokiem zmierza do ringu. Kiedy już się w nim znajduje jego muzyka wyłącza się, a publiczność zaczyna śpiewać "Happy Birthday" coraz głośniej.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/83NK4ST.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 83NK4ST.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match</span></span><br />
Enzo Sacrale vs Maxwell Ransom</div>
<br />
Wracamy do ringu po reklamach, gdzie już jakiś czas trwa opener dzisiejszego wieczoru. Obecnie w narożniku Sacrale obija pięściami Ransoma, który próbuje się bronić, jednak ofensywa Włocha jest zbyt silna. Włoch po chwili oddala się od kornera, bierze rozbieg... I mamy unik! Messina odbija się od poduszek, a Ex-Wilgotniak wyprowadza trzymającemu się za bok rywalowi Enzuigiri! I Reverse STO! 1... 2... I kickout. Maxwell nie zamierza się załamywać, w miarę szybko stara się podnieść swojego przeciwnika... Jednak otrzymuje mocny Elbow Smash! Ransom jest lekko zamroczony, co Capo wykorzystuje dorzucając ponownie tą samą akcję. Mamy teraz całą serię Elbow Smashy, która momentalnie doprowadza byłego przyjaciela Dolnicka prosto do narożnika. Akcja trwa tam jednak za długo i w końcu sędzia musi ruszyć z interwencją. Zadowolonego z siebie Sacrale jednak to nie martwi, bierze rozbieg... Running Corner Elbow! Back Elbow! I jeszcze jeden Back Elbow! Big Handsome Man odchodzi od kornera i pada na matę, a Enzo przypina. 1... 2... Nie! Ku uciesze fanów dzisiejszy solenizant jest dalej w grze! Messina wydaje się być zaskoczony, ale nie ma czasu na stracenie. Dorzuca jeszcze kilka Elbow Smashy w głowę przeciwnika, a następnie wstaje i zerka na widownię. Towarzyszy temu spore buczenie, z czego Włoch nic sobie nie robi. Z lekką pogardą obserwuje z trudem podnoszącego się Ransoma, po czym bierze rozbieg... I trafia na mocny Lariat! Enzo z dużą siłą uderza w matę i wstaje teraz przy pomocy narożnika... Corner Splash! Maxwell cofa się do środka ringu i ku uciesze publiki wydaje z siebie bojowy okrzyk, zaś Sacrale resztkami sił również Lariatem próbuje zaatakować przeciwnika... Jednak mamy unik! Messina siłą rozpędu odbija się od lin i mamy Spinning Spinebuster! 1... 2... Nie! Ransom tylko kręci głową, jednak nadal jest nabuzowany. Wstaje i pokazuje widowni, że czas przypieczętować urodziny zwycięstwem. Enzo powoli się podnosi... Il Rosario! Spinning Kneeling Uranage z zaskoczenia wbija Maxwella prosto w matę! 1... 2... Nie! Sacrale pozostaje po akcji chwilę w pozycji klęczącej i z zamkniętymi oczami bierze głębszy oddech, wyraźnie potrzebuje chwili na odpoczynek. Enzo w końcu wstaje na nogi obserwując Ex-Wilgotniaka, a ten zdołał doturlać się do narożnika, przy pomocy którego się podnosi. Il Santo nie czekając dłużej ponownie przechodzi do ofensywy wyprowadzając kolejną serię Elbow Smashy w głowę Ransoma... Ten jednak niespodziewanie odpowiada sporą ilością punchy! Widownia szaleje, bo teraz to Maxwell jest w ofensywie! Amerykanin przy pomocy rąk wskakuje na linę, siada na narożniku i od góry dorzuca następne ciosy... Jednak zostaje złapany za gardło pod Chokeslam! Big Handsome Man krzywi się z bólu i próbuje zerwać uścisk poprzez uderzenia w rękę Sacrale, co ostatecznie kończy się sukcesem. Ransom dodaje do tego solidne kopnięcie w twarz Capo, przez co ten robi kilka kroków w tył. Maxwell nie chce na tym poprzestać, staje na drugiej linie od wewnętrznej strony ringu oglądając się po wiwatującej widowni, skacze... Lupara! Ransom w locie nadziewa się na piekielnie mocny Discus Elbow, po którym znokautowany pada na matę! Messina wydaje z siebie głośny okrzyk jednocześnie uderzając się w łokieć, po czym przypina 1... 2... 3! Enzo Sacrale w swoim debiucie pokonuje Maxwella Ransoma!<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><br />
<br />
A więc koniec! Maxwell Ransom odnosi porażkę i ewidentnie nie zapamięta najlepiej tegorocznych urodzin! Enzo tymczasem świętuje swoje zwycięstwo ku sporemu rozczarowaniu zebranej widowni, a wszystkiemu towarzyszy <a href="https://www.youtube.com/watch?v=aXYzFIdXeG8" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">"Ghost Love Score" zespołu Nightwish</a>. Do Sacrale po chwili dołączają Tony Leone oraz Vincenzo Vizzini. The Sicillian Don z uznaniem mówi coś w kierunku Sacrale, a następnie układa wyciągniętą z marynarki różę na wciąż leżącym Ransomie. Messina dorzuca jeszcze w kierunku Maxwella "wszystkiego najlepszego", jednak Leone ostatecznie tonuje jego iście bojowy nastrój, a wszystkiemu ze stoickim spokojem przygląda się Vizzini. Obraz z kamery gaśnie...</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera pokazuje Zacka Sabre Jr., który stoi oparty o ścianę. Ma typowy dla siebie wyraz twarzy, który za chwilę przeradza się w zdenerwowanie gdy patrzy w jedną stronę. Z kadru wyłania się Derek Halloway uśmiechnięty od ucha do ucha.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>No proszę, proszę, kogo my tutaj mamy. Czy to nie nasz nadworny purysta wrestlingowy? Uważasz się tutaj za Boga, a ostatnimi czasy nie potrafisz wygrać. Według tego co mówisz, powinieneś tutaj co najmniej dominować, a na razie zawodzisz niczym Diana zawiodła Karola, przez co spotkał ją straszliwy los z rąk MI6.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Jaka Diana, jakie MI6? Z choinki się urwałeś, karykaturo wrestlera? Dawaj mi moje mistrzostwo! *Sabre wzdycha* Zawsze coś! Nie dość, że się z Tobą męczę od kilku tygodni, pieprzysz mi tu o jakichś dyrdymałach, to jeszcze te włoskie pipy mi wchodzą w paradę. Daj mi już tą walkę o pas, pokonam Cię, zostanę prawdziwym mistrzem, a Ty będziesz się mógł babrać w tych swoich idiotycznych teoriach spiskowych! <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Tak, tak! MI6, nie zakłamiesz tej historii. Wiem, że prawda Cię w oczy kole. Ale abstrahując od tego, to w tym jest właśnie cały szkopuł. Ty się męczysz. Przecież to jest zabawne jak sam to mówię na głos. Ty się męczysz z takimi papierowymi mistrzami, wrestlerami. Skoro Ty męczysz się z nami, to co z Ciebie za wrestler? Do Blaze’a nawet się nie dostałeś na krok, a męczysz się z, w Twoim mniemaniu, byle wrestlerami!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Ty teraz tak na poważnie? Poważnie mówisz? Ty, ty, ty... Ty chory jakiś jesteś! Męczę się bo mi wszyscy na złość tu robią, co nie jestem blisko wygranej, to zawsze się jakiś pokemon pojawi i potem się cieszy, że mi pranka zrobił. W dupie te wasze pranki mam, w dupie te wasze głupie zabawy. Przeliteruję Ci to półgłówku! W-A-L-K-A! 1v1! Na Heatwave! Już, teraz! Dawaj mi to!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Już, już, ogarnij swoje angielskie dupsko. Nie widzę z Twojej strony żadnego zagrożenia. Żyjesz w swojej bańce doskonałości, którą dawno powinna pęknąć, nieudaczniku. Twoje porażki są jedynie Twoim problemem. Ale spokojnie, naprostuję Cię, jeśli tylko dasz mi szansę. Pokażę Ci świat prawdy, świat świadomy. Nawet jeśli będzie to oznaczało walkę z Tobą, mogę się zgodzić, jednakże na walkę o to złoto musiałbyś sobie zasłużyć, a to już nie będzie takie łatwe, bo papierowi zawodnicy staną Ci na drodze i znów nie dasz rady do mnie dotrzeć. Poza tym, ta ekipa z poprzedniego Elysium bardziej mi teraz zaprząta głowę, niż Twoje niekończące się jojczenie o walkę.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Zasłużyć? *prychnięcie* A co Ty zrobiłeś niby takiego, żeby sobie w ogóle zasłużyć, żeby ten pas mieć? W walce z drabinami go zdobyłeś! Z drabinami! Wszyscy wiedzą, że nienawidzę drabin! To przeciwko mnie tutaj cały czas jakieś spiski są! Ja mam oczy otwarte, o zobacz! *Zack przybliża twarz do Halloway'a i pociąga za powiekę do góry* A Ci makaroniarze mi też nadepnęli na odcisk i jakbym tylko mógł, to poskładałbym jak origami każdego po kolei! *Zack łapie się za głowę i wydaje z siebie jakiś nieartykułowany dźwięk, po czym spogląda z powrotem na Dereka* Zresztą dobra, co Ty możesz wiedzieć, jak ten bebzon przegania Twoje myśli! Idę do Aldisa, on na pewno mnie zrozumie! <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zack obraca się na pięcie i... widzi właśnie zbliżającego się w ich kierunku GM'a. Od razu do niego podbiega.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Nick, Nickuś! Mój ulubiony Generalny Manager Elysium! Jakże się cieszę, że Cię widzę! *Aldis odrywa wzrok od telefonu i podnosi do góry brew* Weź wytłumacz tutaj temu foliarzowi-sroliarzowi, że żadnym mistrzem to on nie jest, tylko pas mój przetrzymuje chwilowo. I no ten, no... Walkę na Heatwave bym chciał w końcu, tą obiecaną. To co, da się coś z tym zrobić?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Nie bardzo rozumiem o czym mówisz, ale słyszę walka i Heatwave... I mam pewien pomysł. I tak miałem z wami o tym porozmawiać. Skoro macie dzisiaj obaj walki, zrobimy więc z tego Beat the Clock Challenge. Jeśli Zack pokona swojego przeciwnika szybciej niż Derek, to dostanie to czego chce - walkę o pas Eternal na Heatwave. Życzę obu powodzenia.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Aldis wymija zawodników, którzy patrzą na siebie przez chwilę, Sabre jest wyraźnie zadowolony. Obraz z kamery gaśnie...</span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Spokojny wieczór na Bondi Beach w Australii. Pośród rozpalonego ogniska zebrała się grupka ludzi. W tle słychać delikatne struny gitary akustycznej i strzelanie płomieni. Jeden z siedzących przy ognisku pociąga łyk z butelki. Obok niego siedzi dziewczyna o czarnych, kręconych włosach wtulona w jego pierś i spoglądająca w sam środek ogniska. Błękit jej oczu przeradza się w ostrą czerwień pod wpływem odbijających się płomieni.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Chloe:</span> Podziwiam to, że chce Ci się narażać własne życie dla ratowania cudzego.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Chris:</span> Bo kiedy widzisz kogoś walczącego o każdy oddech, nie myślisz o sobie. Myślisz tylko o tym, żeby zdążyć. Na Bondi Beach nauczyłem się, że bohaterem nie jest ten, kto się nie boi. Bohaterem jest ten, kto mimo strachu wskakuje do wody.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Chris uśmiecha się delikatnie i obejmuje Chloe mocniej.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Chris:</span> Jasne, bywało niebezpiecznie. Silne prądy, wysokie fale, rekiny gdzieś na horyzoncie... Ale każdy uratowany człowiek przypomina mi, dlaczego wybrałem tę drogę.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Chris na chwilę spogląda w płomienie ogniska.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Chris:</span> Życie to najcenniejszy dar, jaki możemy dostać. Nie da się go niczym zastąpić i nie można go tak po prostu odebrać. Dlatego, dopóki mam siłę oddychać, zrobię wszystko, żeby dać komuś jeszcze jedną szansę. To uczucie... świadomość, że wrócił do swojej rodziny, do przyjaciół, do swoich marzeń... jest warte każdego ryzyka. Chloe..<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Chris zauważa, że Chloe zasnęła wtulona w jego ramię. Z delikatnym uśmiechem okrywa ją kocem i jeszcze przez chwilę wpatruje się w tańczące płomienie. Kamera powoli oddala się od obojga. Szum fal miesza się z cichym brzmieniem gitary, a ostatnim kadrem pozostaje migoczące ognisko na tle rozgwieżdżonego nieba nad Bondi Beach.</span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się na zaplecze, gdzie widzimy rozgrzewającego się... Yoshiego Tatsu! 名誉ある戦士 wykonuje w powietrzu kopnięcia i ciosy łokciami, a towarzyszą temu wydawane odgłosy - no takie jak robi w filmach każdy Japończyk podczas walki, wiadomo o co chodzi. Nowy nabytek Elysium nie orientuje się, że jest w ujęciu kamery, a jego uwagę przykuwa dopiero nadchodzący Paddy Jackson. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Yoshi! Miło Cię widzieć na Elysium! serdeczny przytulas Widzę, że jesteś w totalnie bojowym nastroju przed debiutem. Jakie inne emocje Ci towarzyszą?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>やあ、パディ！ 本当にワクワクしてて…… O rany! Wybacz! Pomylił mi się język, haha! Jestem tak podekscytowany powrotem do Stanów, że zapomniałem, iż muszę się przestawić! *śmieje się* Niesamowite uczucia mi towarzyszą! Jestem bardzo zadowolony, że mogę pomóc tej federacji wybić się, a jednocześnie samemu pokazać, że wiek to żadna przeszkoda. Do tego odczuwam ogromny szacunek do władz, że tak łatwo było się z nimi dogadać i widzę tu wiele młodych, utalentowanych adeptów, co też napawa mnie jeszcze większym szacunkiem i nadzieją na honorowe pojedynki.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Myślisz, że twoje doświadczenie będzie wystarczające podczas pojedynków z młodymi, wygłodniałymi wilkami? Nie da się ukryć, masz za sobą wiele lat spędzonych w boju. Co więcej, w tym czasie zwiedziłeś największe światowe federację, gdzie osiągałeś różne sukcesy. Przede wszystkim, jesteś wielokrotnym uczestnikiem walk typu Battle Royal. *uśmiech*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>Widzę, że jesteś świetnie przygotowany. *dumnie klepie go honorowo po ramieniu* Battle Royal to zdecydowanie mój konik i zjadłem zęby na tego typu walkach. Prawdopodobnie mój wrodzony spokój i instynkt pozwalają mi idealnie odnaleźć się w tym chaosie. *uśmiecha się honorowo* Wracając do twojego pytania Paddy-san. Wierzę, że dam radę. Dawne atuty zastąpiłem nowymi atutami. Tak działa zdobywanie doświadczenia i przystosowywanie się. Topowy zawodnik zawsze sobie poradzi.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Powiesz nam coś więcej o tych atutach, czy ich namiastkę zobaczymy dopiero podczas walki z Eliasem? <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>Chcę was trochę zaskoczyć. *honorowo puszcza oczko* Prawdziwy samuraj.. nie zdradza takich rzeczy, on... *myśli dłuższy czas* chce was zaskoczyć. Wiedzcie, że jestem w formie życia i Elias przekona się o tym, ale w bardzo honorowy sposób. Wy również. Już dzisiaj! LPW robi wielki krok do przodu. Wraz ze mną ta federacja jest w stanie nawet na rynku azjatyckim być numerem jeden.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Chcesz coś jeszcze powiedzieć fanom, jak i swojemu rywalowi tuż przed pojedynkiem?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Yoshi Tatsu: </span>Paddy - San.. znasz zasadę, którą wyznaje się w górach Japonii? Brzmi ona - ring zweryfikuje. To mogę powiedzieć. Po prostu poczekajmy.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Yoshi kłania się honorowo przed Paddym, czym oddaje mu dużo szacunku. Paddy - san nie chce być gorszy i robi to samo. Zadowolony Yoshi idzie w sobie bliżej znanym kierunku, wydając jeszcze jakieś okrzyki bojowe. Obraz z kamery znika...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/KLti1sW.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: KLti1sW.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match</span></span><br />
Yoshi Tatsu vs Elias Shadow<br />
<br />
<div style="text-align: left;" class="mycode_align">Obaj zawodnicy w ringu, sędzia też... Zaraz zaraz! Czy to Jack Anderson?! Tak to on! Wygląda na to, że on również dostał angaż na Elysium! Jack daje znak pracownikowi technicznemu i mamy gong, a to oznacza start walki! Yoshi pierwsze co robi, to podchodzi na środek ringu i kłania się nisko, a następnie wyciąga do Eliasa rękę. Cóż za honorowe zachowanie. Ten jednak jest w szoku, chyba pierwszy raz to on został zaskoczony przez zachowanie przeciwnika. No i oczywiście, co robi? Zaczyna machać tymi swoimi krzywymi łapami i drzeć się "Six Seven! Six Seven!". No to akurat było bardzo niehonorowe zachowanie. Tatsu jednak tylko się uśmiecha i dalej trzyma rękę w powietrzu. To już porządnie podkurwiło Lone Wolfa, który bez żadnego szacunku (jak tak w ogóle można?!) odkopuje wyciągniętą kończynę 名誉ある戦士. I od razu rzuca się na Japończyka! Ten jednak zgrabnie uchyla się przed ciosem, po czym wyprowadza... Klepnięcie w potylicę??? O co tu w ogóle chodzi? Battle Royal Specialist teraz tylko kręci przecząco głową i pierdoli coś po japońsku o szacunku i honorze. No oczywiście, wszyscy Cię zrozumieli. Legenda chyba chce dać szansę na zreflektowanie się Shadowowi, ponieważ od razu wyciąga do niego rękę po raz drugi, a na jego ustach znowu pojawia się uśmiech. Noo, teraz to już tak porządnie wkurzył Młodziaka, który znowu się na niego rzuca, lecz sytuacja się powtarza - Yoshi unika ciosu i za plecami rywala podnosi rękę do góry. Ten jednak przytomnie zasłania potylicę... Tylko po to, by zostać poklepanym lekko po czubku głowy. Elias wzdycha tylko i spogląda w górę, prosząc Boga o siły... Następnie obraca się powoli do wciąż uśmiechniętego Staruszka i momentalnie wyprowadza Gut Kicka! Jego noga zostaje jednak złapana, a on sam ląduje na macie po podcięciu ze strony World Famous Strikera, czemu towarzyszyło głośne "Hiaaaaaaaa!". No na szczęście ta niehonorowa zagrywka ze strony Beta Wolfa została w bardzo honorowy sposób powstrzymana. Tatsu momentalnie rusza na liny, Shadow rzuca mu się pod nogi, lecz Japończyk zgrabnie nad nim przeskakuje, ponownie odbija się od lin, widzi przed sobą stojącego już rywala. Teraz z kolei to on przeskakuje nad biegnącym Yoshim, który ponownie odbija się od lin i nadziewa się na Hip Toss! A jednak nie, w ostatniej chwili zapiera się, lekko uderza w brzuch Eliasa, po czym zmienia chwyt i sam wykonuje Hip Tossa! Publiczność nagradza to gromkimi brawami, na co The World Famous wykonuje piękny ukłon. No i to jest iście honorowy występ! Młody wytacza się z ringu i zaczyna kląć do siedzących najbliżej fanów, a Ci jeszcze robią mu na złość, wykonując gest 8-9. Shadow kopie mocno w barierkę, ale robi to tak niefortunnie, że obija sobie dość mocno wielki paluch u stopy i zaczyna z bólu podskakiwać, cofając się z powrotem do ringu. Legenda pojawia się już na apronie, ale zanim jest w stanie cokolwiek zrobić, zostaje pociągnięta za kostki i ściągnięta na ziemię, a następnie wrzucona w barierki! Zero szacunku do starszego od siebie ma ten Elias. Gnojek teraz podnosi szybko przeciwnika i wrzuca go do ringu, samemu również się do niego wślizgując. I od razu wpada na leżącego rywala z Running Sentonem i pinuje! 1... Kick out! Zdenerwowany Beta Wolf zaczyna stompować leżącego przeciwnika, po czym podnosi go i wykonuje mu Suplexa! Znowu pin. 1...2. Kick Out! Elias teraz wchodzi na narożnik i wyskakuje w powietrze, jednak nadziewa się na Dropkick, któremu towarzyszy bardzo głośne "Łaaaaaaahaaaaa!". 名誉ある戦士 bardzo ładnie to skontrował, jednak zamiast pinować to rusza na liny. Shadow w międzyczasie zmienia pozycję na siedzącą, przez co otrzymuje Leg Lariat, oczywiście połączony z bardzo głośnym "Hajaaaaaaaaaa!"! I kolejna próba pinu! 1...2. Kick Out! Yoshi od razu przechodzi do dalszej inicjatywy, wchodząc samemu na narożnik... I mamy Missile Dropkick! Coraz poważniejsze rzeczy wyciąga z arsenału ten Tatsu! Tym razem jednak nie pinuje, tylko czeka chwilę za plecami oponenta aż ten całkowicie się podniesie... Roundhouse Kick! 1...2..! Kick Out! No chyba zbliżamy się do końca walki, bowiem Legenda wspina się na narożnik i chyba zamierza wykonać swój finisher! Tak jest, Diving Spinning Wheel Kick! Jednak nietrafiony! Shadow w ostatniej chwili upada na matę, dzięki czemu unika marnego losu! Gdy tylko poobijany Tatsu się podnosi otrzymuje Torta Killer! NIE MOŻE BYĆ! SHADOW wspina się na narożnik, Yoshi dalej nie reaguje... 67 Splash! CONNECTED! 1...2...3...! Koniec walki! ELIAS SHADOW POKONUJE DEBIUTUJĄCEGO YOSHIEGO!</div>
</div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Znajdujemy się teraz w biurze Generalnego Managera Elysium, gdzie w towarzystwie czterech ochroniarzy siedzą Derrick Mantel, oraz El Garra de Gato. Obaj patrzą w zupełnie inne strony. Wielkim niedopowiedzeniem byłoby rzec iż wyglądają, jakby chcieli się pozabijać, jednak obecność ochroniarzy skutecznie im to uniemożliwia. Po chwili do pomieszczenia wchodzi Aldis, zamyka za sobą drzwi oraz zasiada za swoim biurkiem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Dobrze panowie. Nie będę ukrywał, że nie mam niestety dzisiaj zbyt dużo czasu, więc chciałbym to załatwić szybko, w cywilizowany sposób. Nie da się was raczej cofnąć z tej wojennej ścieżki... Zresztą, myślę, że nikt by tego nie chciał. A tutaj, na Elysium, najważniejsze jest jedno. SHOW. Dlatego pozwoliłem wam dwa tygodnie temu na trochę wolności i danie upustu swoim emocjom. Teraz jednak mam nadzieję, iż będziemy teraz w stanie porozmawiać na spokojnie, bez targających wami emocji. Mam dla was pewne informacje, które na pewno ucieszą obu, jednak zanim to nastąpi - proszę o waszą perspektywę. Derrick *wskazuje ręką na zawodnika* Ty zacznij proszę.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derrick Mantel:</span> Nick, nie widzę sensu, byśmy rozmawiali na temat mojej perspektywy. Opowiadałem o tym wielokrotnie i swojej opinii nie zmienię. Widząc Garrą i wszystko z nim związane, odczuwam nic innego, jak pogardę ukierunkowaną na jego osobę. Jego durna maska, zgrywanie groźnego na pokaz. Tego nie da się traktować poważnie. Ring powinien być miejscem dla ludzi, którzy nie bawią się w bycie postaciami rodem z bajek. Ten ring jest miejscem, gdzie powinno się przelewać krew, pot i łzy. Tymczasem spoglądając na niego, *wskazuje palcem na Gato* nie odczuwam niczego innego, jak bycia oszukanym. On jest...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">El Garra De Gato:</span> Señor Nick, *agresywne wskazuje rękoma na Derricka* sam słyszysz z kim i z czym mam doczynienia! Odkąd tutaj jestem słyszę od Mantela ciągłe i niepotrzebne komentarze co do maski i tego co nią reprezentuję! Lunático! Ten człowiek nie ma pojęcia o dziedzictwie przekazywanym z pokolenia na pokolenie! Mam dość jego bredni! Nie zamierzam spędzać ani chwili dłużej w pobliżu tego szaleńca. Jeżeli chce Pan znać moją perspektywę, señor Nick, uważam że...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derrick Mantel:</span> Nikogo nie interesuje to, co sobie uważasz. *wrednie śmieje się prosto w twarz Garry* Momentami odnoszę wrażenie, że żyjesz w swoim świecie i nie wiesz nawet, co właściwie się wokół Ciebie dzieje. Biedny Garra pogubił się w całej swojej obłudzie i szuka winnych wszędzie dookoła, zapominając o tym, że największym winnym jego sytuacji, jest on sam. Widzisz, Nick. Możesz słuchać tego szaleńca, który ukrywa prawdziwą twarz pod swoją maską, ale nie możesz dać mu się zwieść. On chce Ci mydlić oczy, abyś zlitował się nad nim, jak każda inna osoba, którą udawało mu się skutecznie manipulować. Ten wariat nie zasługuje na choćby gram uwagi i może darujmy sobie dalszą pogawędkę, bo ten gość...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">El Garra De Gato:</span> Manipulować..? Czy Tobie już doszczędnie rozum odjęło? Twoje pomylenie sięga poziomu Hallowaya! Ludzie stoją po mojej stronie, bo jako jedyny wyznaję wartości ważniejsze od czubka własnego nosa... albo co gorsze, ważniejsze od fałszywego pojęcia tego co zasługuje na miano pro wrestlingu, a co nie! A jeśli według Ciebie, moja maska służy mi do ukrywania się, ya es hora... To jest najwyższa pora, żebyś spojrzał na siebie imbécilo *zaczyna agresywnie wytykać na Mantela*, bo to Tobie przydałaby się maska, idiota feo! Señor Nick, jeśli to ja jestem szaleńcem, to spójrz posłuchaj jego, tego człowieka tym bardziej trzeba zamknąć w zakładzie! Przecież to jest...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derrick Mantel:</span> Możesz okłamywać wszystkich dookoła, wciskając tani kit. Ja jednak jestem inny niż oni. *na jego twarzy pojawia się delikatny, wredny uśmieszek* Twoja maska nie jest kontynuacją waszej durnej tradycji. Mówisz coś o tym, że pod twoją maską nic się nie ukrywa, odnoszę zupełnie inne wrażenie. Możesz być mieszanką gościa, który udaje, że jest groźny. Możesz być osobą, która bardzo chętnie manipuluje wszystkimi i dzięki temu ma przychylnych nędznej publiczności. Mimo wszystko nie widzę pod twoją maską nikogo innego, jak przetraszonego gościa, który obawia się konsekwencji, które na niego czyhają na każdym kroku. Co więcej, boisz się przyjrzeć własnemu odbiciu w lustrze, wiedząc, że jesteś tanią kopią swoich przodków, którzy rozsławili lucha libre. Możesz wciskać ludziom gówno owinięte w papierek, licząc na same pozytywne recenzje. Jednak nie każdy jest tak naiwny, by łykać bajeczki o bohaterskim obrońcy braci mniejszych. *spogląda prosto w oczy Garry* I co najważniejsze, twoja maska oraz kultywowanie dziedzictwa lucha libre w twoim przypadku nie przedstawia większej wartości, bo jako człowiek jesteś po prostu żałosną imitacją ludzi, na których postanowiłeś się wzorować. Zatem Nick, nie sądzę, żeby nasza dalsza rozmowa miała większy sens, skoro Garra dalej brnie w swoje brednie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">El Garra De Gatto:</span> Mam dość Twojego pieprzenia Derrick *wstaje tak agresywnie, że krzesło za nim upada*! Nie mogę znieść Twoich chorych teorii, Twojego zakłamanego tonu... plujesz swoimi złotymi myślami i szczerzysz się jak opętany... *wystawia rękę przed siebie z zaciśniętą pięścią*, ale to mój pazur wyznaczy tutaj prawdę, entonces... więc zanim postanowisz kontynuować swoją durną krucjatę przeciwko mnie, perdedor engañoso, zastanów się czy jesteś gotowy lizać rany, cabron!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> SPOKÓJ! *zawodnicy momentalnie się zatrzymują, a Aldis zaczyna masować skronie* Za dużo dzisiaj tego wszystkiego... *mówi pod nosem* Wiecie co, nie ma problemu. Chcecie się bić? Macie to jak w banku. Heatwave. Derrick Mantel kontra El Garra de Gato. Jeden na jednego. Ale, żeby nie było wam zbyt wesoło... Do Heatwave macie zakaz bójek i przepychanek, w innym wypadku wasza walka zostanie odwołana, a wy zawieszeni. Zrozumiano? *niechętnie, ale obaj kiwają głowami* Świetnie. A żebyście za dwa tygodnie się nie nudzili... To wystąpicie w jednej walce. *Aldis podnosi wzrok* Jako drużyna. D-R-U-Ż-Y-N-A. Zrozumiano? Wasi przeciwnicy... Cóż, nie mam jeszcze na to odpowiedzi, ale na pewno kogoś znajdę. Jednak o tym kto to będzie, przekonacie się dopiero na samej gali. A teraz żegnam, mam jeszcze dużo roboty w dniu dzisiejszym. A wy swoje walki do odbycia.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mantel wstaje odpychając ze zgrzytem krzesło i szturmem wychodzi z biura. De Gato natomiast powoli wstaje i skinięciem głowy pozdrawia Aldisa, wychodząc za Derrickiem...</span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera ukazuje nam szpitalne łóżko, oddzielone od reszty pomieszczenia zielonkawymi parawanami. Leży w nim postać której można w pierwszej chwili nie rozpoznać, jednak fani LPW szybko zauważą, że to Edgar Dickinson tylko pozbawiony charakterystycznego makijażu i ubioru. Poeta jest blady i wygląda jakby spał, w jego rękę wpięty jest wenflon, poza kroplówką nie jest jednak podpięty do żadnej aparatury. Przez chwilę oglądamy ten statyczny obraz, dostając tylko powolne zbliżenie na twarz artysty. Finalnie, oczy pisarza gwałtownie się otworzyły i ten poderwał się gwałtownie na łóżku biorąc gwałtowny haust powietrza w płuca. Dickinson chwilę bierze szybkie oddechy, rozglądając się panicznie wokół siebie. W końcu jednak odrobinę się uspokaja, i obmacując swoją poobijaną szyję zaczyna mamrotać do siebie, co świetne mikrofony LPW oczywiście wyłapują.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson</span>: Gdzie jestem, gdzie jestem, gdzie jestem. *zerka na wenflon* Szpital, jestem w szpitalu, dlaczego jestem w szpitalu. *chwila konsternacji* Elysium, ktoś mnie zaatakował w trakcie walki, mnie, Pana Mike i Pana Dereka ale kto… Tam nikogo nie powinno być, nikogo nie miało być, coś jest nie tak. To musi być jakieś zaburzenie, ale kto mógł je wprowadzić, przecież to niemożliwe. Jaki mamy dzień, muszę wiedzieć jaki mamy dzień. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Artysta zaczął rozglądać się dookoła i ku swojemu zadowoleniu, w szufladzie szafki nocnej znalazł trochę swoich rzeczy, zegarek i przede wszystkim telefon. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson</span>: Szlag piętnasty sierpnia. Elysium, co się miało zdarzyć, muszę sobie przypomnieć. Sabre… nie na to nie mam już czasu, co jest potem. *Nagle na twarz Poety wpływa jednocześnie olśnienie i strach* Na piersi Świętej Agaty, Mike. Muszę się tam dostać i go wyciągnąć. Potrzebuję go, żeby to wszystko przepisać. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Edgar bez większego namysłu wyrwał wenflon, zabrał swoje rzeczy i w samej szpitalnej koszuli, delikatnie utykając, wymknął się spomiędzy parawanów i zniknął w głębi szpitala.</div></span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/c437fCW.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: c437fCW.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Beat the Clock Challenge</span></span><br />
El Garra de Gato vs Derek Halloway</div>
<br />
Kamera przenosi nas do ringu, w którym Derek Halloway znęca się nad El Garrą De Gato. Foliarz okopuje w narożniku leżącego Kociarza. Sędzia wkracza i zaczyna odliczać. 1… 2… Derek odpuszcza i wycofuje się parę kroków łapiąc oddech po swojej ofensywie. Teraz bierze rozbieg i rusza na Kociego Luchadora, który stoi już w narożniku. Running Corner Clothesline? Nie, Meksykanina nie ma już w narożniku. Halloway odwraca się i inkasuje Sitting Jawbreaker. Derek chwilę się chwieje na nogach, ale ostatecznie przegrywa z grawitacją, a zawodnik z Meksyku nie marnuje czasu i wspina się na narożnik. Diving Elbow Drop? Connected! Pin! 1… 2… Kickout! Kociarz pyta sędziego czy na pewno było tylko dwa, ale sędzia jest pewny swego. El Garra rusza ponownie na oponenta, ale Derek wykorzystuje sytuację i Meksykanin uderza mocno twarzą o matę po Flapjacku. The Truth Seeker nie odpuszcza, odbija się od liny i dokłada Running Senton! Zawodnik z Denver sygnalizuje, że będzie chciał teraz przejść do kluczowego momentu starcia. Czeka aż rywal podniesie się na równe nogi. Piledriver! Nie! Zamaskowany zawodnik w ostatniej chwili wymyka się spod akcji i wyprowadza szybki Atomic Drop. Derek aż łapie się za swoje plecy, a Gato Oscuro odbija się od liny i dokłada Running Crossbody! Udane! Pin! 1… 2… Kickout! Derek powoli zbiera się na równe nogi, a zawodnik z Rosarito łapie oddech po wykonanej ofensywie. Halloway wstał, El Garra odbił się od lin, ale tylko po to, żeby zaliczyć STO, którym ścina Mistrz Eternal swojego przeciwnika. Koci Luchador wyturlał się z ringu, a Derek rusza za nim. Zamaskowany zawodnik robi okrążenie dookoła ringu, a mistrz za nim podąża. Kociarz wturlał się do ringu, Derek za nim, ale inkasuje tylko Spinebuster od Kociego Wojownika. Widać, że Meksykanina trochę kosztowała ta akcja, pada bezwładnie na przeciwnika, a sędzia liczy. 1… 2… Kickout! Obaj leżą na macie, a sędzia zaczyna liczyć. 1… 2… 3… Przy trójce mamy już pierwsze oznaki życia zawodników, więc wiemy, że nie będzie tutaj wyliczenia. Przy 7 obaj są już na nogach. Gato Oscuro wyprowadza puncha na głowę Dereka, a ten nie jest dłużny i odpowiada tym samym. Wymiana trwa dobre kilka sekund, Foliarz zdobywa wyraźną przewagę i dokłada Headbutt. Koci Wojownik aż przyklęknął na jedno kolano. Czy to będzie Awakening?! Nie, El Garra szarpie się i wyrywa mistrzowi z uchwytu. Od razu odbija się od liny, ponowne Runinng Crossbody?! Mistrz schyla się pod rywalem, odwraca się i od razu wypłaca rywalowi Belly to Belly Overhead Suplex! Kociarz wylądował po drugiej stronie ringu! Derek nie odpuszcza! Sygnalizuje, że będzie chciał zakończyć walkę, a Kociarz wstaje! Third Eye! Connected! Pin! 1… 2… 3! Zegar zatrzymuje się na 10:57 i to Mistrz Eternal zostaje zwycięzcą tego pojedynku!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas teraz do szatni, a tam widzimy siedzącego na ławce Maxwella Ransoma, który przy uchu trzyma telefon. Ex-Wilgotniak doszedł już do siebie po dzisiejszej walce i widać, że jest przygotowany do opuszczenia areny. Zanim to jednak nastąpi możemy przypuszczać, że chce wcześniej zakończyć rozmowę...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> *słucha* Ach, cały Pan Terry. *lekki śmiech* Podziękuj mu za życzenia, miło mi. *słucha* Tobie również. I pamiętaj, że jak będę w pobliżu to na pewno zadz...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rozmowę przerywa pukanie do drzwi i natychmiastowe ich otwarcie. Do pomieszczenia wchodzi.. nie, tylko nie to.. to Jean-Pierre Dolnick! Grubas z zacieszem na twarzy wprasza się do szatni i ma ze sobą.. klauna. Chryste panie, to się nie dzieje. Maxwell patrzy i po prostu nie dowierza. Myśli, że zmysły go okłamują. Dolnick jest bardzo zadowolony z towarzysza, którego sprowadził ze sobą. Obaj mają w rękach trąbki. Jean klika w nos panu podobnemu do Ronalda McDonalda i to jest najwidoczniej znak, bo obaj zaczynają grać na wyżej wymienionych instrumentach. Nie ma tu za grosz synchronizacji i idzie ogłuchnąć. Do szatni włazi żongler, który zaczyna żonglować. Jakby co innego miał robić? Skrada się również mim! Ten po cichu idzie, ale Maksio nie zwraca już nawet uwagi na to, tego wszystkiego i tak jest za wiele.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jean-Pierre Dolnick:</span> Niespodziankaaa! *zaciesz* Ostatnio jakiś smutny jesteś i teraz przegrałeś, więc chciałem cię poci...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> Czekaj! Stop, Jean! *odkłada telefon do kieszeni* Możesz mi powiedzieć, co to jest?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jean-Pierre Dolnick:</span> No jak to co? No niespodzianka - przegrywanka to jest, mówiłem przed chwilą! *ponownie ściska piszczący nos klauna* I to nie byle jaka! Przygotowałem wiele atrakcji! Patrz na tego minima! *mim zarumienił się*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> *strapionym głosem* Jean, widzę co ty chciałeś zrobić, ale...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jean-Pierre Dolnick:</span> Wiedziałem! Po prostu wiedziałem! Wypierdalać! *patrzy na klauna i tego żonglera* Won! Raz!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Smutny klaun przed opuszczeniem pomieszczenia wydał jeszcze żałosny dźwięk trąbką, a żonglerowi powypadały jego przedmioty i musiał je zbierać. Zły Grubas pogania ich. Mim schował się w rogu i Jean totalnie o nim zapomniał. Maxwell dalej wygląda, jakby nie mógł dobudzić się ze złego snu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jean-Pierre Dolnick:</span> Tak żem czuł, że nie tego potrzebujesz... dlatego mam plan B! Chooodźcie! *zaciesz na ryju*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Do szatni wchodzą... nie no, błagam.. do szatni wchodzą... Ben Zamora, Jon Moxley, Wes Wallace oraz Jose Lopez... w wersji karłów. Wszyscy w buzi mają rozwijane trąbko - gwizdki No to cancel Elysium jest coraz bliżej. Cała czwórka jest idealnie ubrana tak samo, jak wcześniej wymienieni wrestlerzy. Grubas jest zachwycony widokiem tych panów. Maxwella sami możecie sobie wyobrazić, ta scena jest tak żałosna. Niskorośli idą na krzesła, które są w tym pomieszczeniu. Ten, który jest Jose Lopezem ma schowaną pod koszulką poduszke pierdziuszkę, którą właśnie wyjął i wrednie się uśmiecha, po czym kładzie ją na krzesło, na którym siada mini - Wes Wallace.. no i mamy pierda. Tak jest. Peak komedia. Grubas zaraz posra się z tego żartu. Mim przerażony widząc to, zamyka się w niewidzialnej klatce.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jean-Pierre Dolnick:</span> Hahaha! Widzisz? Pamiętasz tych kutasów, ile nam złego zrobili, a teraz tacy malutcy przy nas!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> *zszokowany i zażenowany* Jean, nie teraz proszę, skońc...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Dolnick niezbyt słucha Maxwella, bo jest zaabsorbowany tym, że mini - Moxley podchodzi i podaje mu rękę. Grubas przystaje na to i... zostaje porażony prądem. Tego żartu również tutaj brakowało. Karły są bardzo rozbawione, mim patrzy na swoją dłoń, jakby się bał, że ktoś również mu to zrobi. Dolnick zaczyna gonić mini - Moxleya za ten żart, krzycząc ''pierdol się Moxley!''. Groteskowa gonitwa ma miejsce wokół krzeseł. Klaun zza progu wystaje i zaczyna grać na trąbce coś w stylu muzyki Benny Hilla.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> Stop! *brak reakcji* Proszę, skończcie to! *żałosna zabawa trwa w najlepsze* STOP!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tym wyraźnie głośniejszym okrzyku wszyscy w końcu zatrzymali się i zamilkli, a Maxwell całkowicie załamany zaistniałą sytuacją skrywa twarz w dłoniach. Cóż więcej rzec - najlepszy prezent urodzinowy to nie był, nie był nawet średni. Ransom po chwili zbiera się w sobie i odsłania głowę, po czym odwraca się w stronę Dolnicka.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> *zrezygnowany* Czy ty mógłbyś kiedykolwiek potraktować coś co mówię POWAŻNIE? Czy to dla Ciebie za dużo? Co to jest? *wskazuje na ekipę Dolnicka* Nie, nic już nie mów, Jean... Nie, jestem przebodźcowany, nie mam na to siły...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wszyscy patrzą w osłupieniu na Ransoma, który właśnie kieruje się do wyjścia ze spuszczoną głową. Gdy jest już przy drzwiach obraca się jeszcze w stronę Dolnicka...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> *stłamszonym głosem* Idę do domu, ale zanim to... Zajdę jeszcze do Aldisa i zgłoszę mu pewną propozycję. Powiedziałbym, że chętnie zobaczę, czy z tych wszystkich rzeczy, które olałeś poważnie potraktowałeś chociaż TĄ jedną... Tylko że obaj znamy odpowiedź na to pytanie... W końcu widziałem Cię w akcji.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ransom opuszcza pomieszczenie zostawiając pozostałych w dużym szoku (jakby to było jakieś zaskoczenie, że tak się ta niespodzianka skończy). Jedna osoba jednak żyje w innym świecie - mim dalej siedzi w klatce nie mogąc się uwolnić i "woła" o pomoc. Kamerzysta lituje się i podchodzi do niego otwierając niewidzialną klatkę, a zadowolony artysta z uśmiechem podaje mu rękę dziękując. Obraz z kamery gaśnie...<br />
</span><br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color"><span style="font-size: xx-large;" class="mycode_size">MAMA RYSZARDA BAWI SIĘ NA KARNAWALE</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi się na zaplecze, gdzie Paddy Jackson rozmawia z Nickiem Aldisem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis: </span>Super Ci idzie, naprawdę. Jestem pod wrażeniem, jak walczysz o każdy wywiad. Cathy nie ma szans Cię prześcignąć. *śmiech*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Pewnie, że nie ma. Jestem szybki jak puma, zwinny jak sarna. *klepie Aldisa po plecach* Dziękuję za te miłe słowa Nick, jesteś super szefem!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nagle w kadrze za plecami GM'a zupełnym przypadkiem pojawia się uśmiechnięty Tony Leone, bez swoich podopiecznych. Paddy'ego momentalnie paraliżuję strach i aż sztywnieje, a Aldis obraca się do niego, zupełnie zapominając o Paddym.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Panowie... Nick. *Tony wskazuje palcem bezpośrednio na Paddy'ego, jednak nawet na niego nie patrzy* Paddy, masz już dzisiaj wolne.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>A-ale...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Baw się dobrze i pozdrów ode mnie żonę.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Paddy początkowo wycofuje się powoli, krocząc w tył, jakby nie chciał tracić Tony'ego z widoku, jednak w końcu nagle odwraca się i zwiewa ile sił w nogach. Nick uśmiecha się dość krzywo do przybyłego zawodnika i pytająco na niego spogląda.<br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> W czymś mogę pomóc? Myślałem, że wszelkie kwestie poruszyliśmy już wcześniej w ringu?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Jak ja się cieszę, że Cię widzę, Nick. *przyjaźnie poklepuje Nicka po ramieniu* Chciałem z Tobą porozmawiać, podzielić się pewną ciekawostką. *Tony wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki elegancka papierośnicę i częstuje papierosem Nicka, ten jednak odmawia, więc Tony również rezygnuje i chowa papierośnicę* Bardzo nie lubię frustratów. Frustraci mają specyficzny zapach. *Tony podchodzi bardzo blisko Nicka, wącha powietrze blisko niego* Gorzki, lekko kwaśny, *szeptem do ucha Nicka* odrobinę stęchły. *Tony cofa się na normalna odległość i mówi normalnie* Tego Brutala wywąchałbym nawet, gdybyś zawiązał mi oczy i zagralibyśmy ciuciubabkę. *szczere rozbawienie, nagła zmiana na pełną powagę* Dużo szczeka. Wiesz, że ten kto dużo szczeka lubi sprowadzać na siebie kłopoty? Frustraci lubią robić głupie rzeczy, lepiej się trzymać od takich z daleka. A chyba nie chcielibyśmy, żeby przed tak ważną walką, jak ta nasza, kogoś musiała spotkać drobna nieprzyjemność, prawda? Chyba dasz radę utrzymać go na smyczy do samej walki, prawda? Mogę na Ciebie liczyć, Nick?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Tony wyciąga dłoń do Aldisa... Której ten nie ściska, tylko patrzy w oczy Leone.<br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Niestety, Mike nie jest moim pieskiem. Ale postaram się z nim porozmawiać. Zresztą... Myślę, że jest on ostatnią osobą, która mogłaby zrobić cokolwiek przed walką. Słyszałeś go wcześniej - był gotów walczyć z całą waszą trójką. Mogę więc chyba z czystym sumieniem powiedzieć, że poczeka do walki wieczoru. Jeśli jednak nadal się tym martwisz, Tony, to mogę Ci przydzielić kilku ochroniarzy... Myślałem jednak, że jesteś w stanie samodzielnie zadbać o swoje interesy. *uśmiech, w końcu również ściska rękę Leone, po czym gestem ręki przywołuje dwóch ochroniarzy* Mark, James... Pan Leone potrzebuje waszej ochrony. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tony Leone: </span>Obawiam się, że zaszło drobne nieporozumienie, ale doceniam tę drobną uprzejmość z Twojej strony Nick. Oczywiście masz rację, sam potrafię zadbać o swoje interesy. Bardziej martwiłem się o Mike'a i jego występ w dzisiejszej walce wieczoru. Skoro jednak jesteś przekonany, że grzecznie zaczeka... to bardzo sympatycznie, po koleżeńsku. *uśmiech* Najważniejsze, żeby show nie ucierpiało.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Tony odwraca się i odchodzi, zostawiając obu ochroniarzy w tyle. Obraz z kamery gaśnie...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/cZtWRi9.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: cZtWRi9.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">Singles Match</span></span><br />
Rob McŁowicz vs Silas Crowe</div>
<br />
Wracamy po przerwie reklamowej i jesteśmy już w okolicach połowy pojedynku. Podczas reklam Silas Crowe konsekwentnie wykorzystywał przewagę warunków fizycznych, obijając plecy i żebra Roba McŁowicza. Zawodnik z Krakowa próbował odpowiadać przede wszystkim szybkością oraz atakami na nogi, ale każde dłuższe zwarcie kończyło się na korzyść Patienta Zero. Mimo tego The Culinary Butcher nadal stoi na nogach i próbuje znaleźć sposób na znacznie większego przeciwnika. The Uncured rusza z Discus Clothesline'em, lecz McŁowicz schyla się pod ramieniem! Crowe obraca się, a Rob natychmiast trafia Dropkickiem prosto w kolano. Potwór cofa nogę. Drugi Dropkick! Tym razem potężny zawodnik z Blackridge zostaje zmuszony do zejścia na jedno kolano. The Culinary Butcher chce pójść za ciosem, ale Silas podnosi się i rusza w jego stronę. McŁowicz czeka do ostatniej chwili. Kitchen Sink! Kolano wbija się w brzuch nadbiegającego Crowe'a. Olbrzym pochyla się, a Rob odbija się od lin. Gulasz-line! Patient Zero chwieje się, ale nadal stoi. Zawodnik z Krakowa ponownie nabiera rozpędu. Drugi Gulasz-line! Tym razem oponent pada na plecy. McŁowicz nie traci okazji. Wchodzi na narożnik, przeciąga charakterystyczne „EEEEEEEEEEEE...”, po czym skacze. Eeee-mak-łowicz-bow! Elbow Drop trafia w klatkę piersiową Crowe'a! The Culinary Butcher od razu pinuje. 1... 2... NIE! Subject 00 wyrzuca Roba z siebie z ogromną siłą. McŁowicz szybko podnosi się, ale Blackridge Patient również wraca na nogi. Rob próbuje jeszcze Dropkicku, jednak Silas odsuwa się i zawodnik z Krakowa ląduje na macie. Crowe natychmiast chwyta go za kark. Biel Throw! The Culinary Butcher przelatuje przez ring i zatrzymuje się dopiero przy narożniku. Patient Zero rusza za nim. ISOLATION! Całe 157 kilogramów wbija McŁowicza w poduszki. Rob osuwa się, ale Crowe łapie go pod ramiona, stawia z powrotem na nogach i zaciska dłonie na jego gardle. BLACKRIDGE DROP! wbija The Culinary Butchera w matę! Silas nie przypina. Powoli klęka obok przeciwnika i przykłada dwa palce do jego szyi. Przez kilka sekund nieruchomo sprawdza puls McŁowicza. Rob porusza ręką i próbuje odsunąć dłoń Crowe'a. Subject 00 przechyla głowę. Następnie spogląda w stronę Dr. Victora Kline'a i czeka. Doktor obserwuje zawodnika z Krakowa jeszcze przez chwilę.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> Reakcja zachowana. Pacjent nadal odpowiada na bodźce. Kontynuować leczenie. <br />
<br />
Patient Zero natychmiast podnosi przeciwnika i umieszcza go na plecach pod Failed Procedure. McŁowicz znajduje się w Backbreaker Racku, ale zaczyna uderzać łokciem w bok głowy Crowe'a. Raz! Drugi! Trzeci! The Uncured w końcu puszcza. Rob zsuwa się za jego plecy, szybko obchodzi większego rywala z boku, przechwytuje go za głowę i rusza. Running Bulldog! Crowe uderza twarzą o matę! The Culinary Butcher podnosi się i widzi, że Subject 00 zaczyna wracać na kolana. Natychmiast cofa się o kilka kroków. Smakuje?! DEGUSTACJA GORYCZY! NIE! Patient Zero prostuje się w odpowiednim momencie. McŁowicz przebiega obok niego, zatrzymuje się przy linach i odwraca. DISCUS CLOTHESLINE! Rob zostaje niemal obrócony w powietrzu! Blackridge Patient spokojnie podnosi przeciwnika. FAILED PROCEDURE! The Culinary Butcher z ogromną siłą uderza o matę. Crowe ponownie klęka obok niego. Dwa palce trafiają na szyję McŁowicza. Tym razem Rob prawie się nie porusza. The Uncured sprawdza jego puls dłużej niż poprzednio, po czym powoli podnosi głowę i spogląda na Kline'a. Doktor uruchamia dyktafon.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nagranie:</span> Zakończyć procedurę.<br />
<br />
Subject 00 podnosi Roba. McŁowicz próbuje jeszcze Punchu. Trafia. Drugi również dochodzi celu. The Culinary Butcher zamachuje się po raz trzeci, ale Crowe blokuje uderzenie, łapie sympatycznego kucharza i wykonuje FINAL TREATMENT! Patient przechodzi do pinu, kładąc jedną dłoń na klatce piersiowej przeciwnika. 1... 2... 3! Silas Crowe odnosi kolejne zwycięstwo. McŁowicz sprawił mu więcej problemów niż wcześniejsi „pacjenci”, ale końcowy wynik pozostaje taki sam.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><a href="https://youtu.be/UfCgvwjw1Ho" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Sang Bleu!</a> Na arenie rozbrzmiewa muzyka Lorda Sebastiena i to on pojawia się teraz na arenie. W jednym ręku ma swoją laskę Margaux, w drugim mikrofon, a na twarzy szyderczy uśmiech. Po drodze mija Doktora Kline`a oraz Silasa Crowe`a, Doktor daje wyraźny znak swojemu pacjentowi, że leczenie się już zakończyło i Lord ich nie interesuje. Idąc przez rampę Lord przykłada mikrofon do ust cały czas kierując się w stronę ringu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Bonjour Rob, jak się czujesz? Chyba nie najlepiej?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po wypowiedzeniu tych słów na twarzy Francuza pojawia się jeszcze większy uśmiech, a publiczność zaczyna buczeć. The Noble One zdaje sobie z tego nic nie robić i wchodzi powoli schodkami do kwadratowego pierścienia.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Spójrz na siebie, McŁowicz. Leżysz u moich stóp. Poobijany, bezradny i wyczerpany. Wyglądasz dokładnie tak jak powinien wyglądać człowiek należący do twojego stanu społecznego. Chciałem być dla Ciebie miłosierny i zaoszczędzić Tobie tego co stało się tydzień temu, a ty pogardziłeś moją wspaniałomyślną propozycją. Dlatego mam teraz dla Ciebie nie propozycję, a le defi. Lepiej, żebyś przyjął to wyzwanie bo ja nie odpuszcze i zostaniesz moim kucharzem czy Tobie się to podoba, czy nie. To nie jest kwestia twojej decyzji. Ja i Ty za tydzień zmierzymy się w tym ringu. A jeżeli Ciebie pokonam to zostaniesz moim kucharzem i będziesz mi przygotowywał takie potrawy, jakie tylko sobie zażyczę. Czasu za dużo na odpowiedź nie masz, bo oczekuje jej teraz.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lord rzuca mikrofon Robowi, który cały czas leży na ziemi obolały po swojej walce z Silasem Crowem. Robi to jednak w taki sposób, że Rob musi się jeszcze trochę wychylić, aby go dosięgnąć.</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob z trudem sięga po mikrofon. Przez chwilę łapie oddech, nadal leżąc na macie, po czym spogląda na Lorda.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Sebastien... znowu przychodzisz wtedy, kiedy twój rywal jest bezbronny. Chcesz mnie za swojego kucharza? Przyjmuję Twoje wyzwanie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob upuszcza mikrofon, po czym obolały udaje się na zaplecze.</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Arena #2 - Chicago, Illinois - 12.08.2026]]></title>
			<link>https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=217</link>
			<pubDate>Wed, 12 Aug 2026 21:54:52 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://www.l-p-w.pl/member.php?action=profile&uid=1">Ryse</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=217</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/pnmBk5y.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: pnmBk5y.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mike F'N Brutal stoi już w ringu. Nie ma muzyki, nie ma efektownego wejścia. W dłoni trzyma mikrofon, a jego twarz mówi jasno, że nie przyszedł tutaj rozmawiać. Przez chwilę patrzy po publiczności, po czym podnosi mikrofon do ust.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Wiecie co? Mam dzisiaj naprawdę prostą zasadę. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">King of Hardcore zaciska szczękę i spogląda w stronę rampy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Nie obchodzi mnie kto tam zaraz wyjdzie. Nie obchodzi mnie czy będzie to wielki chłop, mały chłop, mistrz, debiutant, czy jakiś kolejny pajac który pomylił ring z kwiaciarnią. Po tym, co wydarzyło się na ostatnim Elysium… mam już serdecznie dosyć. Trzech wannabe's weszło tutaj, zaatakowało mnie od tyłu i myśleli, że mogą po prostu zrobić ze mnie kolejną ofiarę. Myśleli, że mnie złamią. Że położą na mnie swoją zawszoną różę i sprawa będzie załatwiona.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Extremely Mad Dog prycha i kręci głową.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Mam dla Was ekstremalnie złą wiadomość. Źle trafiliście. Więc dzisiaj nie będę czekał. Nie będę pytał, kto jest moim przeciwnikiem. Nie będę chciał wiedzieć, skąd przyszedł ani po czyjej jest stronie. Pierwszy S.O.B., który przejdzie przez tę kurtynę, dostanie hardkorowy wpierdol, a potem zostanie rzucony prosto w stół. Bo Extrememaniac nie szuka dziś zwykłej walki. Extrememaniac szuka dziś połamanych kości. Jedno wiem na pewno. Żaden z was tchórzy, którzy odważyli się zaatakować profesjonalistów z zaskoczenia - nie wyjdzie dziś na mnie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">The Human Wrecking Riot rzuca mikrofon na matę i nie spuszcza wzroku z rampy. W tym momencie wybrzmiewa <a href="https://youtu.be/XhzpxjuwZy0?si=5OLcgMLUf0gR-Ss1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">House of Pain</a>! Przez długi czas jednak nikt nie wychodzi z zaplecza, Brutal zniecierpliwiony już podchodzi do lin, chcąc wyjść z ringu... Jednak w tym momencie na stage'u pojawia się Jeff Brown... Na wózku inwalidzkim, prowadzonym przez Dicka A'Very Big! Fake Thug tym razem na szyi zamiast złotego łańcucha ma kołnierz ortopedyczny! Widać, że kręci lekko głową, próbuje coś mówić, ale Dick pcha wózek pod ring i prosi o mikrofon.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dick A'Very Big:</span> Słuchaj Brutal, jak chcesz walki - to zgłosiłeś się do odpowiedniego człowieka. Ja załatwię wszystko, co tylko potrzebujesz. Mówisz i masz - Jeff Brown z chęcią nakopie Ci do dupy! <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Widać, że Jeff Brown wcale nie rwie się do kopania dupy Brutala. Wręcz przeciwnie, wygląda jakby chciał stąd jak najszybciej zniknąć. The Big Joke jednak jakby nie słuchał, pomaga mu wstać i wtacza go do ringu! Sędzia jest trochę skonsternowany, ale Dick krzyczy, żeby ten rozpoczął walkę. W końcu sędzia daje znak by zabić w gong!</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tables Match</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jeff Brown</span></div>
<br />
Mike od razu bierze w obroty Browna, wykonując mu This is Gonna Hurt! Od razu wytacza się z ringu, wyciąga spod ringu jeden ze stołów który wsuwa do środka, rozkłada go, wrzuca na niego Gangstera, sam również wchodzi na górę... I kolejne This is Gonna Hurt! przez stół! A zatem mamy koniec walki, zwycięzcą jest Mike F'N Brutal! <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po walce wykopuje z ringu Jeffa, którego od razu zaczyna sprawdzać Dick. W międzyczasie Brutal wychodzi ponownie z drugiej strony ringu, wyciąga spod ringu kolejny stół i wsuwa go do ringu. Po rozstawieniu przedmiotu wytacza się do niczego nie podejrzewającego A'Very Biga, chwyta go za kark i tym razem to on zostaje wrzucony do ringu! I mamy kolejne This is Gonna Hurt! Mike podnosi się, mówi do sędziego żeby rozpoczął kolejną walkę! Sędzia o dziwo nie protestuje, tylko nakazuje zabić w gong!<br />
</span><br />
The Concrete Saint chwyta Dicka i przeciąga go pod narożnik, sadzając go na nim. Po chwili również tam wchodzi, chwyta go w odpowiedniej pozycji... Avalanche DDT na stół! I znowu koniec! <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na arenie wybrzmiewa w końcu <a href="https://www.youtube.com/watch?v=-UPvJLYFK7g" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Bodies</a> a Brutal wskakuje na narożnik i świętuje z fanami!</span><br />
<br />
<div class="lpw-news-divider"></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Pill Tautu(HBK)</span></div>
<br />
Końcówka walki. David Otunga stoi nad Tautu, który próbuje podnieść się przy linach. The Harvard Hammer łapie rywala i wykonuje potężny Overhead Belly-to-Belly Suplex! Pill przelatuje niemal przez pół ringu. Otunga podchodzi spokojnie i dokłada Legal Precedent! Swinging Neckbreaker trafia idealnie. Próba pinu. 1... 2... nie! Tautu jeszcze podrywa bark. David podnosi przeciwnika i wbija go w narożnik. Cross Examination! Seria Corner Clothesline'ów praktycznie odbiera Pillowi możliwość odpowiedzi. Tautu zatacza się na środek ringu, ale nagle wykonuje charakterystyczny kip-up Shawna Michaelsa! A przynajmniej próbuje. Pill podrywa nogi, unosi się może kilkanaście centymetrów nad matę i natychmiast ląduje z powrotem na plecach. Otunga patrzy na niego przez sekundę z kompletnym niedowierzaniem. Tautu jednak nie rezygnuje. Wstaje przy linach i zaczyna wystukiwać nogą rytm pod Sweet Chin Music. Raz... dwa... trzy...Odwracający się Otunga dostaje próbę Superkick! Jednak nie! David przechwytuje nogę, odpycha ją i momentalnie trafia Motion to Dismiss! Big Boot niemal składa Tautu na pół. Otunga podnosi rywala, wynosi go wysoko i wykonuje The Verdict! Lifting Spinebuster wbija Pilla w matę! Próba pinu. 1... 2... 3! David Otunga kończy sprawę bez najmniejszych wątpliwości.<br />
<br />
<div class="lpw-news-divider"></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">El Garra De Gato</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow</span></div>
<br />
Końcówka walki. Elias Shadow trafia przeciwnika Dropkickiem, a El Garra De Gato wpada plecami w narożnik. Shadow rusza za nim, ale Gato odsuwa się w ostatniej chwili! Elias uderza w poduszki, odwraca się i otrzymuje szybki Clothesline. Obaj zawodnicy niemal równocześnie wracają na nogi. Shadow próbuje Skibidi Kicku! Nie! Gato schyla się pod nogą, odbija od lin i trafia Running Crossbody! Pin! 1... 2... nie! Elias podrywa bark. El Garra podnosi rywala, lecz Shadow odpowiada kopnięciem w brzuch i natychmiast przechodzi do Brainrot Bustera! Gato blokuje wyniesienie, wbija kolano w korpus przeciwnika i odpycha go na liny. Elias wraca z Jumping Clotheslinem, ale Gato przetacza się pod ręką. Shadow odwraca się — Superkick od El Garry! Elias pada na matę. Gato chce wykorzystać okazję, ale Shadow szybko łapie go w Small Package! 1... 2... nie! Obaj wyskakują na nogi. Skibidi Kick! Tym razem trafia! Elias natychmiast wspina się na narożnik i szykuje 67 Splash. Skok! Gato odsuwa się! Shadow uderza brzuchem w matę. El Garra błyskawicznie przechwytuje oszołomionego rywala i wykonuje swoją kończącą akcję! Pin! 1... 2... 3! El Garra De Gato wygrywa niezwykle wyrównane starcie!<br />
<div class="lpw-news-divider"></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Best of Five Series #2<br />
Singles Match</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Shio Sakazaki (0)</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo (1)</span></div>
<br />
Końcówka walki. Jay DiMateo ponownie próbuje przejąć kontrolę, wciskając Shio Sakazakiego w narożnik. Sędzia rozpoczyna liczenie, ale Jay trzyma rywala przy poduszkach aż do czterech, po czym demonstracyjnie unosi ręce. Chwilę później, kiedy arbiter ustawia się z drugiej strony, DiMateo nadeptuje Shio na stopę i dokłada mocny Chop. Sakazaki odpowiada własnym uderzeniem, potem kolejnym i zmusza przeciwnika do odwrotu. Shio rusza z Greetings from Japan! Nie! Jay odsuwa głowę i natychmiast łapie rywala w Backbreaker. Pin! 1... 2... nie! DiMateo wykorzystuje moment, aby podczas przypięcia oprzeć nogi o dolną linę, ale sędzia zauważa to i przerywa liczenie. Jay zaczyna protestować, przekonując arbitra, że tylko stracił równowagę. Sakazaki nie czeka. Enzuigiri! DiMateo zatacza się w stronę lin. Shio nabiera rozpędu i trafia Thunderstorm! Springboard Sling Blade powala przeciwnika. Pin! 1... 2... kickout! The Last Ronin podnosi Jaya, lecz ten nagle chwyta go za pas i pcha w stronę sędziego. Sakazaki zatrzymuje się w ostatniej chwili, aby nie wpaść na arbitra. DiMateo wykorzystuje moment i próbuje Roll-Upu, trzymając dodatkowo za spodenki! 1... 2... NIE! Shio wyrywa się, a Jay natychmiast odsuwa ręce, zanim sędzia zdąży zauważyć oszustwo. Obaj wracają do stójki. Roundhouse Kick od DiMateo! Sakazaki przyjmuje uderzenie, ale pozostaje na nogach. Jay odbija się od lin i próbuje Running Spinebustera, jednak Shio blokuje przechwyt kolanem. Dragon Fist! Jay zostaje trafiony w tył głowy i pada na kolana! Shio szykuje Greetings from Japan, ale DiMateo w ostatniej chwili wypada z ringu. Sakazaki rusza za nim, lecz Jay od razu chwyta go za nogę i ściąga na podłogę. DiMateo próbuje posłać przeciwnika w stalowe schodki, ale Shio odwraca Irish Whip! Jay uderza plecami o schody. Sędzia rozpoczyna liczenie, więc obaj szybko wracają do ringu. DiMateo pierwszy podnosi się przy narożniku. Spogląda za siebie, a kiedy widzi, że arbiter sprawdza Sakazakiego, szybko odwiązuje osłonę górnej poduszki. Shio rusza w jego stronę. Jay natychmiast zasłania odsłonięty narożnik własnym ciałem i zaczyna krzyczeć do sędziego, wskazując na poduszkę. — He did it! He took it off! Arbiter podchodzi, aby sprawdzić narożnik. DiMateo odwraca się do Sakazakiego z szerokim uśmiechem. Shio podchodzi bliżej, a Jay natychmiast wyprowadza Low Blow! Jednak nie! Sędzia wcale nie odwrócił wzroku wystarczająco długo. Arbiter obraca się dokładnie w momencie, gdy ręka DiMateo trafia Sakazakiego poniżej pasa! Shio pada na kolana. Jay przez sekundę stoi nieruchomo, po czym zaczyna tłumaczyć, że był to przypadek .Sędzia nie chce nawet tego słuchać. Natychmiast daje znak do gongu! DiMateo łapie się za głowę i rusza w stronę arbitra, próbując jeszcze oprotestować decyzję, ale werdykt jest nieodwołalny. Shio Sakazaki wygrywa przez dyskwalifikację i wyrównuje serię Best of Five na 1:1!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/pnmBk5y.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: pnmBk5y.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mike F'N Brutal stoi już w ringu. Nie ma muzyki, nie ma efektownego wejścia. W dłoni trzyma mikrofon, a jego twarz mówi jasno, że nie przyszedł tutaj rozmawiać. Przez chwilę patrzy po publiczności, po czym podnosi mikrofon do ust.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Wiecie co? Mam dzisiaj naprawdę prostą zasadę. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">King of Hardcore zaciska szczękę i spogląda w stronę rampy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Nie obchodzi mnie kto tam zaraz wyjdzie. Nie obchodzi mnie czy będzie to wielki chłop, mały chłop, mistrz, debiutant, czy jakiś kolejny pajac który pomylił ring z kwiaciarnią. Po tym, co wydarzyło się na ostatnim Elysium… mam już serdecznie dosyć. Trzech wannabe's weszło tutaj, zaatakowało mnie od tyłu i myśleli, że mogą po prostu zrobić ze mnie kolejną ofiarę. Myśleli, że mnie złamią. Że położą na mnie swoją zawszoną różę i sprawa będzie załatwiona.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Extremely Mad Dog prycha i kręci głową.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Mam dla Was ekstremalnie złą wiadomość. Źle trafiliście. Więc dzisiaj nie będę czekał. Nie będę pytał, kto jest moim przeciwnikiem. Nie będę chciał wiedzieć, skąd przyszedł ani po czyjej jest stronie. Pierwszy S.O.B., który przejdzie przez tę kurtynę, dostanie hardkorowy wpierdol, a potem zostanie rzucony prosto w stół. Bo Extrememaniac nie szuka dziś zwykłej walki. Extrememaniac szuka dziś połamanych kości. Jedno wiem na pewno. Żaden z was tchórzy, którzy odważyli się zaatakować profesjonalistów z zaskoczenia - nie wyjdzie dziś na mnie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">The Human Wrecking Riot rzuca mikrofon na matę i nie spuszcza wzroku z rampy. W tym momencie wybrzmiewa <a href="https://youtu.be/XhzpxjuwZy0?si=5OLcgMLUf0gR-Ss1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">House of Pain</a>! Przez długi czas jednak nikt nie wychodzi z zaplecza, Brutal zniecierpliwiony już podchodzi do lin, chcąc wyjść z ringu... Jednak w tym momencie na stage'u pojawia się Jeff Brown... Na wózku inwalidzkim, prowadzonym przez Dicka A'Very Big! Fake Thug tym razem na szyi zamiast złotego łańcucha ma kołnierz ortopedyczny! Widać, że kręci lekko głową, próbuje coś mówić, ale Dick pcha wózek pod ring i prosi o mikrofon.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dick A'Very Big:</span> Słuchaj Brutal, jak chcesz walki - to zgłosiłeś się do odpowiedniego człowieka. Ja załatwię wszystko, co tylko potrzebujesz. Mówisz i masz - Jeff Brown z chęcią nakopie Ci do dupy! <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Widać, że Jeff Brown wcale nie rwie się do kopania dupy Brutala. Wręcz przeciwnie, wygląda jakby chciał stąd jak najszybciej zniknąć. The Big Joke jednak jakby nie słuchał, pomaga mu wstać i wtacza go do ringu! Sędzia jest trochę skonsternowany, ale Dick krzyczy, żeby ten rozpoczął walkę. W końcu sędzia daje znak by zabić w gong!</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tables Match</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jeff Brown</span></div>
<br />
Mike od razu bierze w obroty Browna, wykonując mu This is Gonna Hurt! Od razu wytacza się z ringu, wyciąga spod ringu jeden ze stołów który wsuwa do środka, rozkłada go, wrzuca na niego Gangstera, sam również wchodzi na górę... I kolejne This is Gonna Hurt! przez stół! A zatem mamy koniec walki, zwycięzcą jest Mike F'N Brutal! <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po walce wykopuje z ringu Jeffa, którego od razu zaczyna sprawdzać Dick. W międzyczasie Brutal wychodzi ponownie z drugiej strony ringu, wyciąga spod ringu kolejny stół i wsuwa go do ringu. Po rozstawieniu przedmiotu wytacza się do niczego nie podejrzewającego A'Very Biga, chwyta go za kark i tym razem to on zostaje wrzucony do ringu! I mamy kolejne This is Gonna Hurt! Mike podnosi się, mówi do sędziego żeby rozpoczął kolejną walkę! Sędzia o dziwo nie protestuje, tylko nakazuje zabić w gong!<br />
</span><br />
The Concrete Saint chwyta Dicka i przeciąga go pod narożnik, sadzając go na nim. Po chwili również tam wchodzi, chwyta go w odpowiedniej pozycji... Avalanche DDT na stół! I znowu koniec! <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na arenie wybrzmiewa w końcu <a href="https://www.youtube.com/watch?v=-UPvJLYFK7g" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Bodies</a> a Brutal wskakuje na narożnik i świętuje z fanami!</span><br />
<br />
<div class="lpw-news-divider"></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Pill Tautu(HBK)</span></div>
<br />
Końcówka walki. David Otunga stoi nad Tautu, który próbuje podnieść się przy linach. The Harvard Hammer łapie rywala i wykonuje potężny Overhead Belly-to-Belly Suplex! Pill przelatuje niemal przez pół ringu. Otunga podchodzi spokojnie i dokłada Legal Precedent! Swinging Neckbreaker trafia idealnie. Próba pinu. 1... 2... nie! Tautu jeszcze podrywa bark. David podnosi przeciwnika i wbija go w narożnik. Cross Examination! Seria Corner Clothesline'ów praktycznie odbiera Pillowi możliwość odpowiedzi. Tautu zatacza się na środek ringu, ale nagle wykonuje charakterystyczny kip-up Shawna Michaelsa! A przynajmniej próbuje. Pill podrywa nogi, unosi się może kilkanaście centymetrów nad matę i natychmiast ląduje z powrotem na plecach. Otunga patrzy na niego przez sekundę z kompletnym niedowierzaniem. Tautu jednak nie rezygnuje. Wstaje przy linach i zaczyna wystukiwać nogą rytm pod Sweet Chin Music. Raz... dwa... trzy...Odwracający się Otunga dostaje próbę Superkick! Jednak nie! David przechwytuje nogę, odpycha ją i momentalnie trafia Motion to Dismiss! Big Boot niemal składa Tautu na pół. Otunga podnosi rywala, wynosi go wysoko i wykonuje The Verdict! Lifting Spinebuster wbija Pilla w matę! Próba pinu. 1... 2... 3! David Otunga kończy sprawę bez najmniejszych wątpliwości.<br />
<br />
<div class="lpw-news-divider"></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">El Garra De Gato</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow</span></div>
<br />
Końcówka walki. Elias Shadow trafia przeciwnika Dropkickiem, a El Garra De Gato wpada plecami w narożnik. Shadow rusza za nim, ale Gato odsuwa się w ostatniej chwili! Elias uderza w poduszki, odwraca się i otrzymuje szybki Clothesline. Obaj zawodnicy niemal równocześnie wracają na nogi. Shadow próbuje Skibidi Kicku! Nie! Gato schyla się pod nogą, odbija od lin i trafia Running Crossbody! Pin! 1... 2... nie! Elias podrywa bark. El Garra podnosi rywala, lecz Shadow odpowiada kopnięciem w brzuch i natychmiast przechodzi do Brainrot Bustera! Gato blokuje wyniesienie, wbija kolano w korpus przeciwnika i odpycha go na liny. Elias wraca z Jumping Clotheslinem, ale Gato przetacza się pod ręką. Shadow odwraca się — Superkick od El Garry! Elias pada na matę. Gato chce wykorzystać okazję, ale Shadow szybko łapie go w Small Package! 1... 2... nie! Obaj wyskakują na nogi. Skibidi Kick! Tym razem trafia! Elias natychmiast wspina się na narożnik i szykuje 67 Splash. Skok! Gato odsuwa się! Shadow uderza brzuchem w matę. El Garra błyskawicznie przechwytuje oszołomionego rywala i wykonuje swoją kończącą akcję! Pin! 1... 2... 3! El Garra De Gato wygrywa niezwykle wyrównane starcie!<br />
<div class="lpw-news-divider"></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Best of Five Series #2<br />
Singles Match</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Shio Sakazaki (0)</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo (1)</span></div>
<br />
Końcówka walki. Jay DiMateo ponownie próbuje przejąć kontrolę, wciskając Shio Sakazakiego w narożnik. Sędzia rozpoczyna liczenie, ale Jay trzyma rywala przy poduszkach aż do czterech, po czym demonstracyjnie unosi ręce. Chwilę później, kiedy arbiter ustawia się z drugiej strony, DiMateo nadeptuje Shio na stopę i dokłada mocny Chop. Sakazaki odpowiada własnym uderzeniem, potem kolejnym i zmusza przeciwnika do odwrotu. Shio rusza z Greetings from Japan! Nie! Jay odsuwa głowę i natychmiast łapie rywala w Backbreaker. Pin! 1... 2... nie! DiMateo wykorzystuje moment, aby podczas przypięcia oprzeć nogi o dolną linę, ale sędzia zauważa to i przerywa liczenie. Jay zaczyna protestować, przekonując arbitra, że tylko stracił równowagę. Sakazaki nie czeka. Enzuigiri! DiMateo zatacza się w stronę lin. Shio nabiera rozpędu i trafia Thunderstorm! Springboard Sling Blade powala przeciwnika. Pin! 1... 2... kickout! The Last Ronin podnosi Jaya, lecz ten nagle chwyta go za pas i pcha w stronę sędziego. Sakazaki zatrzymuje się w ostatniej chwili, aby nie wpaść na arbitra. DiMateo wykorzystuje moment i próbuje Roll-Upu, trzymając dodatkowo za spodenki! 1... 2... NIE! Shio wyrywa się, a Jay natychmiast odsuwa ręce, zanim sędzia zdąży zauważyć oszustwo. Obaj wracają do stójki. Roundhouse Kick od DiMateo! Sakazaki przyjmuje uderzenie, ale pozostaje na nogach. Jay odbija się od lin i próbuje Running Spinebustera, jednak Shio blokuje przechwyt kolanem. Dragon Fist! Jay zostaje trafiony w tył głowy i pada na kolana! Shio szykuje Greetings from Japan, ale DiMateo w ostatniej chwili wypada z ringu. Sakazaki rusza za nim, lecz Jay od razu chwyta go za nogę i ściąga na podłogę. DiMateo próbuje posłać przeciwnika w stalowe schodki, ale Shio odwraca Irish Whip! Jay uderza plecami o schody. Sędzia rozpoczyna liczenie, więc obaj szybko wracają do ringu. DiMateo pierwszy podnosi się przy narożniku. Spogląda za siebie, a kiedy widzi, że arbiter sprawdza Sakazakiego, szybko odwiązuje osłonę górnej poduszki. Shio rusza w jego stronę. Jay natychmiast zasłania odsłonięty narożnik własnym ciałem i zaczyna krzyczeć do sędziego, wskazując na poduszkę. — He did it! He took it off! Arbiter podchodzi, aby sprawdzić narożnik. DiMateo odwraca się do Sakazakiego z szerokim uśmiechem. Shio podchodzi bliżej, a Jay natychmiast wyprowadza Low Blow! Jednak nie! Sędzia wcale nie odwrócił wzroku wystarczająco długo. Arbiter obraca się dokładnie w momencie, gdy ręka DiMateo trafia Sakazakiego poniżej pasa! Shio pada na kolana. Jay przez sekundę stoi nieruchomo, po czym zaczyna tłumaczyć, że był to przypadek .Sędzia nie chce nawet tego słuchać. Natychmiast daje znak do gongu! DiMateo łapie się za głowę i rusza w stronę arbitra, próbując jeszcze oprotestować decyzję, ale werdykt jest nieodwołalny. Shio Sakazaki wygrywa przez dyskwalifikację i wyrównuje serię Best of Five na 1:1!]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Colosseum #7 - San Jose, California - 08.08.2026]]></title>
			<link>https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=206</link>
			<pubDate>Sat, 08 Aug 2026 15:11:06 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://www.l-p-w.pl/member.php?action=profile&uid=1">Ryse</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=206</guid>
			<description><![CDATA[<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Earlier This Week</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Znajdujemy się wewnątrz urządzonego w nowoczesnym stylu biura. Obraz z kamery skierowany jest na biurko, na którym znajduje się laptop, a także starannie ułożony stos dokumentów. Przy biurku siedzi zadbany, szczupły mężczyzna w wieku około 55 lat, o czarnych włosach lekko przyprószonych siwizną. Jest ubrany w garnitur, a na nosie ma okulary. Jest zajęty pracą przy komputerze, którą przerywa dźwięk pukania do drzwi. Operator odwraca się w ich stronę, ukazując w progu odzianego w czarną koszulę Prestona Steele'a.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele: </span>Podobno chciałeś mnie widzieć...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Frank Steele: </span>Mam ci coś ważnego do powiedzenia. Siadaj, synu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ojciec Prestona wskazuje na stojące z boku krzesło, które młodszy ze Steele'ów przysuwa bliżej biurka, po czym zajmuje miejsce naprzeciwko swojego ojca.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Frank Steele: </span>Wiesz, że nie wezwałbym cię tutaj, gdybym nie miał powodu. Jestem rozczarowany. Nie podoba mi się to, co się z tobą stało, Preston. Nie chodzi mi wcale o tę twoją zabawę w wrestling. Nie przeszkadza mi to, nawet po części rozumiem, bo każdy musi mieć jakieś hobby. Większy problem stanowi twoje luźne podejście do wydawania pieniędzy. Drogie samochody, bankiety, imprezy, a prezenty przeznaczasz na akcje charytatywne. Uważasz, że Steele Industries miałoby szansę w ogóle powstać, gdybym ja przez całe życie był takim niebieskim ptakiem? Może to moja wina, nigdy nie robiłem problemu, gdy chciałeś więcej pieniędzy. Ostatnio jednak uświadomiłem sobie, że tak nie może dalej być. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;Preston chce coś powiedzieć, jednak Frank zatrzymuje go&gt;</span> Poczekaj. Jest jeszcze jedna sprawa, ta gorsza. Chodzi o tego twojego nowego przyjaciela. Escobar, tak? Daj sobie z nim spokój. Od razu widać, że to wąż. Nic dobrego cię nie czeka, jeśli dalej będziesz się z nim bratał.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Widać, że Legacy Breakerem z każdym następnym zdaniem wypowiedzianym przez jego ojca coraz bardziej targają emocje.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele: </span>To ty mi mówisz, że jesteś mną rozczarowany? Od najmłodszych lat muszę wysłuchiwać co tobie się nie podoba w moim postępowaniu co tylko nie robiłem. Jedyną osobą, która może mówić o rozczarowaniu w naszej rodzinie jestem ja. Jedyne, czego chciałem od życia to ojca, który będzie przy mnie i czasem się zainteresuję moją osobą. Kiedykolwiek ciebie w ogóle obchodziło czy ja jestem szczęśliwy? Zawsze wszystko kręciło się wokół firmy i wokół tego, żeby zdobyć kontakty z jak najbardziej wpływowymi ludźmi. Zawsze chodziło o to, żeby zarobić kolejne góry pieniędzy.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">The Heir Apparent bierze głęboki oddech. Widać, że emocje buzujące w nim sięgają już zenitu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele: </span>Znowu znalazłem sobie przyjaciela, na którego mogę liczyć. I co ty teraz robisz? Jak za każdym razem próbujesz mi wmówić, że nie powinienem się z nim trzymać. Kolejny raz chcesz mnie odsunąć od moich przyjaciół. Miguel jednak miał rację. Jedyne co ciebie interesuje to własne interesy i reputacja twojej firmy.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> </span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Frank Steele: </span>Preston, wystarczy. Dość już usłyszałem. Nie będę dalej słuchał tego użalania się nad sobą. Skoro ciągle powtarzasz, że chcesz zbudować swoje imię sam i odciąć się ode mnie - w porządku, dostaniesz taką szansę. Powinieneś być zadowolony z tego, co teraz powiem. Od teraz nic już nie łączy cię ze Steele Industries. Postanowiłem, że firma zostanie przekazana komuś innemu, kiedy ja przejdę na emeryturę. Komuś kompetentnemu, kto zna wartość pieniądza i rozumie, że w tym świecie nie ma miejsca na sentymenty. Jesteś moim synem, ale nie mogę pozwolić sobie na to, by dorobek mojego życia trafił w niewłaściwe ręce. Od dzisiaj radzisz sobie sam. Zwróć proszę swoją złotą kartę. Będziesz musiał także wyprowadzić się z apartamentu, w którym ostatnio mieszkałeś, bo od następnego miesiąca zostanie on spożytkowany na cele biznesowe. To wszystko, co miałem ci do powiedzenia, możesz odejść.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele: </span>Tymi słowami tylko potwierdzasz, że Miguel miał rację. Zawsze myślałeś tylko o sobie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Preston opuszcza biuro z wyraźnie zawiedzioną miną.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/0YeExQZ.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 0YeExQZ.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/LBr7kECsjcQ" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na titantronie widzimy przypominajkę z wydarzeń, które miały miejsce na drugim wydaniu Elysium między mistrzem Axelem Blazem oraz Jose Lopezem. Nasze oczy są raczone przez ładnie zmontowany filmik z ataku Jose na Axela w barze i z odwetu Blaze'a na Lopezie już na samej tygodniówce. Ekran gaśnie i w końcu wybrzmiewa FATE! A to oznacza, że pretendent do głównego tytułu pojawia się na rampie. Jego pojawieniu towarzyszą mocne głosy niezadowolenia od fanów. Na twarzy Hiszpana widać wiele ran. Szwy oraz gdzieniegdzie plastry pokrywają powierzchnie jego facjaty. Ubrany jest <a href="https://zapodaj.net/images/4dda1b7449897.png" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TAK</a>. Lopezzo przygląda się reakcji i podchodzi do jednej ze ścianek, które są na rampie i tworzą wejście. Lopez klepie w nią i mówi: ''dawno do ciebie nie gadałem''. Hiszpan prycha i odchodzi od niej, po czym zmierza do ringu. Publika wykrzykuje do niego, że zasłużył na to, co zrobił mu Blaze. Chico Malo totalnie nie zwraca na nich uwagi i odbiera od pracownika mikrofon, w końcu wślizguje się do kwadratowego pierścienia i zamierza zabrać głos.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez:</span> Kilka migawek z Elysium.. tyle wystarczyło, żeby dzisiejsze Colosseum było ciekawsze i wartościowsze niż jego poprzednie wydanie. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;heat&gt;</span> Zachwycony Rob Van Dam w przerwie od bycia sędzią będzie mógł napisać oficjalne newsy, które zapewne czyta tylko on, jego rodzina i...najwidoczniej ja.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jose uśmiecha się i bierze głębszy wdech, po czym spogląda na chwilę do góry, muska palcami rany na swojej twarzy i widać, że jego kąciki ust lekko się unoszą.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez:</span> Zbieranie plonów jest doprawdy satysfakcjonujące... <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;krótka pauza&gt;</span> Wiem, że bardzo was cieszy oglądanie mojej osoby w takim stanie. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;cheer&gt;</span> Co ciekawe.. mnie też. Nie dlatego, że mam masochistyczne zapędy jak ten wrestlingowy iPad kid Elias. Ja po prostu wiem.. że wszystko idzie po mojej myśli. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;delikatny uśmiech&gt;</span> Nie kręciłem się nieuważnie po zapleczu bez powodu, doskonale wiedziałem, co nadejdzie i ze spokojem wyczekiwałem tego. Bez strachu, bez wiary, że jestem stwórcą tego świata czy też odpowiadam za pisanie ''opowieści''. Wystarczyła mi do tego... znajomość ludzkiej psychiki oraz 37 lat stąpania po tym świecie. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;krótka pauza&gt;</span> W przypadku Blaze'a, miałem jeszcze łatwiej.. w końcu on jest taki sam jak dawny ja i tylko ślepa osoba może się z tym spierać. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;ironiczny uśmiech&gt;</span> Dlatego jestem nim tak zainteresowany, a to, co robię... to nie jest uprzykrzanie mu życia, chociaż wielu niezbyt inteligentnych ludzi może wyciągnąć takie wnioski. NIE! Koniec końców, to ja jestem tym, który chce dla niego dobrze! Jako bardziej doświadczony kolega po fachu, który przeżył ten gorszy scenariusz, wiem, co może go czekać. Wiem, jak bardzo traci na was czas, więc zareagowałem! <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;heat&gt;</span> Sztuczny uśmiech, łechtanie waszego ego i ograniczanie się, to rzeczy, które dadzą mu jedno wielkie NIC! A przecież sam przedstawia się jako Legend In Making czy też Mr Forever! On potrzebuje ognia, nie tego z tej swojej śmiesznej koszulki, którą dumnie mają nosić fani z nadwagą i zarostem jedynie pod brodą. Nie... on potrzebuje takiego, który zostanie zapamiętany na zawsze! Dałem mu tę iskrę, dałem mu warunki do bycia potworem... A on w zamian MUSI dać mi jednego z największych sukinsynów, z jakimi można się zmierzyć! Tego potrzeba zarówno mi, jak i jemu, bo czy tego chcecie.. czy też nie, wrestlerowi z wielkimi ambicjami jest potrzebny jeszcze WIĘKSZY rywal, a nie banda fałszywych ludzi, która na pewnym etapie i tak ma cię gdzieś. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;heat, a Lopez bierze głębszy wdech&gt;</span> Pojedynek Axel Blaze kontra Jose Lopez na Heatwave wytworzy pożar i to taki, że reszcie biznesu zacznie palić się pod dupami, bo o LPW będzie naprawdę głośno... wierzcie mi, dotrzymywanie słowa ostatnio idzie mi idealnie. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;patrzy w kierunku kamery&gt;</span> Axel! Daliśmy sobie tak konkretnie po mordach, że teraz możemy się lepiej zrozumieć...a przynajmniej taką mam nadzieję, więc czekam.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie na arenie rozbrzmiewa "I gotsta get paid", a na rampie natychmiast pojawia się Axel Blaze z pasem mistrzowskim zapiętym na biodrach. Ubrany jest standardowo - jeansy, skórzana kurtka, swoja koszulka i okulary przeciwsłoneczne. Zawodnik ma mikrofon w ręce i powolnym krokiem zmierza do ringu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Kolejny raz muszę się z Tobą zgodzić, Lopez. Zaczyna mnie to przerażać, ale muszę przyznać Ci rację, że pojedynek Blaze vs. Lopez na Heatwave wytworzy pożar. To będzie prawdziwy ogień, dzięki któremu na stałe wypalę swoje nazwisko w historii. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;cheer&gt;</span> Nie mniej jednak, serio przeraża mnie to, że drugi tydzień z rzędu przyznaję Ci rację...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mistrz wchodzi do ringu i staje twarzą w twarz z Lopezem. Podchodząc do niego zdejmuje okulary i zakłada je za koszulkę, patrząc prosto w oczy swojego przeciwnika.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>W co Ty grasz, Lopez? Zaczynasz naszą znajomość od zabrania mi najważniejszego momentu w moim życiu. Dosłownie chwyciłeś marzenie w trakcie spełniania i odebrałeś mi je na zawsze. Kiedy chciałem konfrontacji udawałeś, że Cię nie ma, żeby znowu zaatakować mnie zza pleców. I kiedy w końcu udało Ci się osiągnąć swój cel i zostać pretendentem do mojego pasa znowu postanowiłeś mnie zaatakować. Rozumiem zbłądzić raz, kiedy emocje biorą górę i tkwisz sam ze sobą, nikt nie zwraca na Ciebie uwagi, możesz nie wytrzymać. Ale 3 razy? A kiedy w końcu nie było dookoła nikogo, kto mógłby Cię tym razem uratować twierdzisz, że na to czekałeś? Że pozwoliłeś się tak urządzić? Co Ty w ogóle gadasz, człowieku, obudź się. To nie jest twitter, którym tak bardzo żyjesz, tutaj przyszła weryfikacja. Jak śmiesz mówić, że chcesz dla mnie dobrze? Ciesz się, że jesteśmy w ringu, którego nie będę bezcześcił, ale wiedz, że splunąłbym Ci teraz pod nogi. Na tyle zasługujesz. Jesteś bardziej śliski, niż słój na pomyje, Lopez. Przestań w końcu kłamać. Przestań kłamać, że Twój stan Cię cieszy. Przestań kłamać, że chcesz dla mnie dobrze. Przestań kłamać, że ktokolwiek mnie ogranicza! Przestań... <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;głos Blaze'a lekko się załamuje&gt;</span> bo ja już niczego nie rozumiem. Po tym wszystkim co mi zrobiłeś, Ty naprawdę nie próbowałeś się bronić. Ja... nie wiem co powiedzieć. Cały tydzień nie mogłem spać, myśląc o tym wszystkim, co się stało. Puściły mi nerwy, zrobiłem coś złego, a Ty nie dość, że pozwoliłeś się pobić, to jeszcze nie masz do mnie o to pretensji? Przez całe swoje życie starałem się wyróżniać. Starałem się pokazać ogień, który we mnie płonie. Próbowałem zaimponować innym, potrzebowałem innych, żeby być sobą. A potem pojawiasz się Ty, zupełnie sam, mówisz mi, że jesteśmy tacy sami i chcesz mi pomóc? Chcesz mi pokazać inna drogę? Ja... nie widzę innej drogi, Jose. Nie ma innej drogi. Jestem ja i są Oni. Potrzebujemy się, jesteśmy dla siebie stworzeni. A dopiero gdzieś, za tym całym tłumem, jesteś Ty. I próbujesz mi powiedzieć, że można wejść na szczyt na skróty? Co to wszystko ma znaczyć?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jose przechadza się po ringu przez chwilę i w końcu staje przed Blazem, widać, że na jego twarzy jest teraz wymalowana powaga. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez: </span>Pozwól, że odpowiem ci na to wszystko.. samemu zadając pytania. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;krótka pauza&gt;</span> Axel, czy ty naprawdę wierzysz w  to, że ONI <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;pokazuje palcem na publikę&gt;</span> pomagają ci i mają wpływ na cokolwiek? Czy myślisz, że gdybyś musiał walczyć bez nich, zostaliby wymazani i byłbyś TY oraz rywal, to źle na ciebie by to wpłynęło? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;prychnięcie&gt;</span> BULLSHIT! Byłoby wręcz odwrotnie, bo wszystko zawdzięczasz SAMEMU SOBIE! Ich jęki, wymagania, krzyki.. to rozprasza, to ogranicza. Gdy wyzbywasz się zwracania uwagi na to podczas pojedynku.. możesz dać z siebie jeszcze więcej! Gdybyś teraz dostał kontuzji, która zakończyłaby ci karierę, to po pewnym czasie interesowaliby się tobą fani czy ludzie, z którymi dawałeś sobie po mordzie w ringu? Ja znam na to odpowiedź z autopsji! <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;głębszy wdech&gt;</span> Idąc dalej, dlaczego zinterpretowałeś to wszystko jako droga na skróty? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;lekko poirytowany&gt;</span> Nie ma w tym nic łatwiejszego! Jest odwrotnie. To cięższa droga, z wieloma trupami, po których musisz przejść, z jeszcze większą ilością przemyśleń, czy robisz właściwie, ale to ona zaprowadzi cię na ten szczyt, który jest ci pisany. Tam twoje marzenia staną się rzeczywistością i to takie, o których aktualnie nawet byś nie pomyślał. Zniszczenie wymarzonej celebracji to koszt, który musiałeś ponieść, by się przebudzić. Chcesz być LEGENDĄ? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;patrzy w oczy Axela&gt;</span> Będziesz nią, ale otwórz oczy i przemyśl to wszystko! Masz w sobie to, co nie może być zmarnowane! <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;krótka przerwa&gt;</span> A jeśli o zmarnowaniu mowa... to za chwilę masz walkę z jednym takim, który niby idealnie wpisuje się w to, ale to bzdura. Ten człowiek nie jest zmarnowany, on właśnie teraz jest na swoim miejscu i z chęcią z perspektywy twojego narożnika zobaczę, co ten desperat wymyśli, by uniknąć nieuniknionego... <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;wredny uśmiech&gt;</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Blaze przełyka ślinę, jakby się czymś bardzo stresował, po czym energicznie potrząsa głową, jakby budził się z rodzaju jakiegoś transu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Czy Ty chcesz mi wmówić, że stojąc w tym ringu naprawdę wierzysz w to co mówisz? Mówisz, że Ci wszyscy ludzie, którzy kupili bilety i siedzą teraz przed telewizorami nie mają znaczenia?  Że nie mają na nic wpływu? Jose, miałem Cię za weterana, a tymczasem okazujesz się nie mieć pojęcia o wrestlingu. Bo widzisz, bez nich, nie byłoby nas. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;cheer&gt;</span> To oni sprawiają, że to nasze "dawanie sobie po mordzie" ma sens i nie jest durnym dawaniem sobie po mordzie. Ależ Ty mi teraz otworzyłeś oczy, Jose. Chłopie, jesteś jak ser, który spadł z krakersa. Bardzo, bardzo, bardzo Ci współczuję i przepraszam za to, co zrobiłem tydzień temu. Nie zdawałem sobie sprawy, jak głęboko zagubiony i samotny się stałeś. Nie miałem pojęcia, że tak nisko można upaść, wybacz mi, Jose. Teraz już rozumiem, Ty po prostu przez ten cały czas wołałeś o pomoc, a ja tego nie potrafiłem dostrzec. Ta cała Twoja gadka, że próbujesz mi pomóc, to tak naprawdę odwrócona psychologia, to przecież totalnie w Twoim stylu. Ty po prostu potrzebowałeś kogoś, kto będzie mógł wyciągnąć Cię z tego bagna i bałeś się, że każdy inny by Cię odrzucił. Ehh, mam za miękkie serce... ale niech Ci będzie. Jak już zauważyłem Twoje wołanie o pomoc to spróbuję wciągnąć Cię znowu na prawidłową ścieżkę. Możesz porzucić tą całą obłudę, te pierdoły, które opowiadasz, żeby usprawiedliwiać swoje decyzje. Wiem, że byłeś kiedyś na moim miejscu i tak cholernie Ci tego brakuje. Dawaj, postawimy Cię na nogi. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;Axel przyjaźnie klepie Jose po ramieniu&gt;</span> Tylko nie myśl sobie, że zapomnę o wszystkim co zrobiłeś. Jestem w stanie potępić czyn, a nie człowieka. Można powiedzieć, że Ci to wybaczam, ale nie zapominam. I dlatego chciałbym, żebyś udowodnił, że faktycznie jesteś po mojej stronie. Dzisiaj staniesz w moim narożniku, a później wpadniemy na event Make a Wish. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;cheer&gt;</span> Małe kroczki, Jose, małe kroczki.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mimo dziwnych zmian nastrojów Blaze'a w jego oczach wciąż widać ogromna niepewność. Co prawda Axel zaczyna się właśnie przygotowywać do starcia, zdejmuje pas, oddaje go sędziemu i rozbiera się do standardowego stroju, jednak wciąż nie odwraca się plecami do Lopeza, który zajął już swoje miejsce koło ringu. Mimo słów, które padły wciąż czuć bardzo dziwną atmosferę między tą dwójką</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/DzMkEu9.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: DzMkEu9.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Non-Title Singles Match<br />
</span><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dan Dowson</span></div>
<br />
Wracamy do ringu po reklamach, gdzie właśnie obaj zawodnicy znajdują się przy linach i Axel Blaze chwyta rywala za nadgarstek. Szybko wykonuje Irish Whip, którym wysyła rywala na przeciwległe liny, sam przechodząc za nim na środek ringu. Mistrz oczekuje lekko pochylony i nadziewa się na Running DDT od wracającego Dana! Jednak nie! Mr. Forever popisuje się niesamowita sprężynką przez głowę i ląduje na równych nogach bez szwanku. Sam rusza do lin, od których się odbija i pędzi prosto na zaskoczonego One and Only. W ostatnim momencie coś jednak wpada do głowy żywej Legendy i reaguje perfekcyjnym High Dropkickiem. Legend in Making jednak nie upada, a jedynie zatacza się i szybko dochodzi do siebie. Na tyle szybko, że kiedy Dowson zrywa się na równe nogi i natychmiast rusza do ataku, Axel wykonuje Clothesline. Niestety, nie trafia, Dan z gracja przemyka pod jego ręką i pędzi do lin, od których się odbija. Bicycle Knee Strike! Jednak nie! The Cage wykonuje Baseball Slide, dzięki któremu unika ciosu i jednocześnie wyślizguje się z ringu. Blaze wskazuje na niego palcem i rozgląda się po publiczności z pytaniem czy ma za nim ruszyć, a fani reagują bardzo entuzjastycznie. Axel rusza w pościg, a Dowson salwuje się ucieczką. Pogoń trwa około pół okrążenia wokół ringu, ponieważ na widok Lopeza koło jednego z narożników zatrzymuje się, próbuje wskoczyć na apron, ale ta chwila zawahania wystarczyła, aby dopadł go Mistrz. Ten od razu chwyta go za kark i trzaska głową rywala o apron, po czym cofa się, aby nabrać rozpędu i popisuje się soczystym Drive by! Sędzia powoli wylicza obu zawodników, ale Real Rock'n'Roller nie zamierza dać się ograć, tak jak MateuszMW, na ostatnim Colosseum, wślizguje się do ringu, aby przerwać liczenie i od razu łapie za głowę The Cage'a i wciąga go na apron. Następnie odwraca go, wciska ręce pod liny i rozpoczyna wypłacanie Beats of Bodhran. Publiczność liczy znacznie szybciej niż sędzia, udaje im się doliczyć do 10 ciosów, zanim sędzia realnie grozi dyskwalifikacją. Blaze unosi ręce do góry, jakby chciał dać do zrozumienia, że przecież on nic złego nie planuje, lecz tak naprawdę nie zamierza odpuszczać. Odwraca rywala przodem do środka ringu, wciska jego głowę pod pachę i wykonuje Suplex ponad linami! Cały ring zadrżał! Obolały Dan czołga się narożnika, a tymczasem Axel wstaje przy pomocy sprężynki i wchodzi w żywiołową interakcję z publicznością. Fani szaleją, a nakręcony Mistrz szykuje się do zakończenia starcia. Jednak nic z tego. Dowson w narożniku wzywa pomocy sędziego, zgłaszając kontuzję. Arbiter zaczyna sprawdzać stan żywej Legendy, a Mistrza odsyła do narożnika. Podirytowany Mr. Forever udaje się do przeciwległego narożnika, chwyta rękami liny i zarzuca włosy na twarz, jakby brakło mu cierpliwości. Po chwili ktoś klepie go w bark. Axel podnosi głowę, nie widzi Lopeza... odwraca się i od razu wyprowadza potężny punch prosto w głowę sędziego! Mistrz powalił sędziego, będąc przekonanym, że to kolejna gierka ze strony Jose, a tymczasem arbiter chciał tylko dać znać, że walczymy dalej! Zdruzgotany Mistrz klęka przy arbitrze, sprawdza jego stan i próbuje przeprosić i ocucić. Z zamieszania korzysta Dowson, który wyczołguje się z ringu, chwyta za krzesło i wraca z nim do ringu. Ustawia się tuż za plecami Blaze'a i wyprowadza uderzenie! Jednak nie! Pusty przelot! To Lopez chwycił za krzesło i wyrwał je z rąk Dana w trakcie uderzenia! Hiszpan tylko z dezaprobatą kręci głową, a The One and Only zaczyna się tłumaczyć. W końcu odwraca się i nadziewa się na Bicycle Knee Strike! Axel nie pozwala mu upaść, od razu przechwytuje i naciąga na Fade To Black! W tym momencie nowy sędzia wślizguje się do ringu, a Lopez z niego wychodzi. Pin! 1... 2... 3! Axel Blaze wygrywa! Choć wciąż z niedowierzaniem patrzy na Lopeza i analizuje co się właśnie wydarzyło.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jesteśmy z kamerą na zapleczu, gdzie obserwujemy, jak Kenneth Riddle idzie korytarzem. Nagle w kadrze znajduje się również Renee Paquette z mikrofonem. Kieruje ona do Sacramento Sainta pytające spojrzenie, które mówi - czy mogę zadać kilka pytań? The Icon odpowiada twierdząco skinieniem głowy i w ten oto sposób nawiązał się nam dialog proszę państwa.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Renee Paquette: </span>Kenneth, wszyscy widzieliśmy, co wydarzyło się podczas ostatniej gali Colosseum pomiędzy Tobą a Rybackiem. Twoja reakcja na jego zaczepkę była dosyć... zdecydowana. Czy mógłbyś jednak powiedzieć nam coś więcej na temat tego napięcia, które jest między Wami?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Mógłbym, Renee, ale po co? Ten człowiek żywi się atencją. Przekroczył granicę, która jest dla mnie święta i odpłaciłem mu się tak, jak na to zasługiwał. Wolałbym skupić się na ludziach, którzy dla odmiany zasługują na uwagę, więc mam nadzieję, że masz też dla mnie przygotowane pytanie o Jorge Cavazosa.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Renee Paquette: </span>Oczywiście, że tak! Nasz Valor Champion wystosował otwarte wyzwanie, na które błyskawicznie odpowiedziałeś. Dlaczego się na to zdecydowałeś? Jeszcze niedawno byłeś na najlepszej drodze do zdobycia głównego mistrzostwa federacji, a teraz patrzysz w kierunku tytułu Valor. Dla niektórych Twoja decyzja może wydawać się niezrozumiała, jakbyś uciekał od LPW World Championship po pierwszym niepowodzeniu.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Auć, Renee, w samo serce! Ale tak zupełnie szczerze mówiąc, nie postrzegam tej sytuacji w taki sposób i nie chciałbym, aby ktokolwiek to robił. Fakty są takie, że Axel Blaze na własne życzenie zajął się problemem, z którym ja zmagałem się już bardzo dawno temu. To, że nie jestem z nimi w radosnym trójkącie, to moja świadoma decyzja. Po prostu czekam na rozwój sytuacji i pomyślałem, że w międzyczasie poszukam możliwości do stoczenia dobrej batalii w całym rosterze Colosseum. Jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę. Zresztą Jorge Cavazos to facet, którego nie trzeba długo szukać - widać i słychać go z daleka, a błyszczący pas mistrzowski na biodrach czyni go jeszcze bardziej atrakcyjnym w roli rywala dla mnie. Bo tym jest dla mnie Jorge - rywalem, nie wrogiem.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Renee Paquette: </span>Oczywiście. Czy zechciałbyś nam jeszcze powiedzieć...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie jednak potężny cios krzesłem spada na  głowę Kennetha Riddle! Chair Shot! Riddle pada jak rażony piorunem. To Ryback! The Big Guy jest ze stabilizatorem na kolano, jednak z bronią w ręku, i w dość niecenzuralnych słowach nakazuje oddalić się Renee Paquette co ta niezwłocznie czyni. Następnie Big Guy urywa kabel podpięty do monitoringu w tym pomieszczeniu i powala kamerzyste ciosem! Kamera ulega zniszczeniu, więc w tym momencie przez kilkanaście sekund dostajemy tylko śnieżenie obrazu, nie wiedząc co dokładnie dzieję się na zapleczu</span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Earlier Tonight</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się do biura Roba Van Dama. Widzimy, że prezes siedzi przy swoim biurku, a na ścianach wiszą obrazy z sytuacji z jego bogatej ringowej kariery. RVD kilka coś na swoim laptopie aż w końcu do biura wchodzi Allan Hill. Widać po jego minie, że nie jest zbytnio zadowolony, że musi tutaj być, ale robi dobrą minę do złej gry.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill: </span>Nie jestem zadowolony, że muszę tutaj przychodzić, ale uważam, że zostałem trochę nadgorliwie potraktowany. Praktycznie każdy tutaj atakuje siebie nawzajem, pozwalają sobie na wszystko, a tylko ja za to poniosłem konsekwencje. Już nie mówiąc o tym, że w procesie sądowym powinien być niezawisły i neutralny sędzia, który nie ma nic wspólnego z oskarżonym. Czy tak było w tym przypadku? Śmiem wątpić. W związku z tym powinieneś znieść konsekwencję, które na mnie nałożyłeś tydzień temu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">RVD przez chwilę patrzy na Hilla, po czym zamyka laptop i odchyla się na krześle.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Wiesz co, Allan? Doceniam, że tym razem wszedłeś przez drzwi, zamiast je rozwalić. Doceniam też, że próbujesz rozwiązać sprawę słowami. To jakiś postęp, ale nie próbuj robić ze mnie idioty. Tak, zawodnicy w LPW atakują się nawzajem. To wrestling. Tyle że większość z nich nie napada na człowieka odpoczywającego po przegranej walce, nie demoluje mojego biura i nie próbuje rzucić się na właściciela federacji podczas rozprawy dotyczącej własnego zachowania. A co do neutralnego sędziego, to nie był sąd federalny. To była wewnętrzna rozprawa LPW, dotycząca zawodnika zakontraktowanego przez moją federację. Jestem człowiekiem, który odpowiada za porządek w tym miejscu, więc to ja podejmuję decyzje.<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;RVD pochyla się lekko nad biurkiem i spogląda Hillowi prosto w oczy&gt;</span> Zakaz zostaje. Będziesz walczył wtedy, kiedy wyznaczę ci przeciwnika, a poza oficjalnymi pojedynkami nie wejdziesz między liny. Pokaż mi, że potrafisz to uszanować, wtedy możemy wrócić do rozmowy. Allan tutaj nie chodzi o kontrolę z mojej strony. Chodzi o to, żebyś wreszcie nauczył się kontrolować samego siebie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">The Broken Prodigy zaciska szczękę, po czym bez pożegnania odwraca się i wychodzi z biura. RVD jeszcze przez chwilę obserwuje zamykające się za nim drzwi, a następnie ponownie otwiera laptop. Kamera gaśnie.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Kiedy powiem sobie dość? Pewnie nigdy ponieważ kocham to co robię ~ Autor nieznany</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><a href="https://www.youtube.com/watch?v=G-UN6uRMBRw&amp;list=RDG-UN6uRMBRw&amp;start_radio=1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">"Raise Your Flag"</a> i na arenie pojawia się Shio Sakazaki, czyli jeden z nowych nabytków federacji. Japończyk ubrany rzecz jasna w strój ringowy, zielone getry, czarne buty, białe owijki oraz charakterystyczną, zieloną wiatrówkę. Rozgląda się trochę po stage'u, spoglądając w kierunku publiczności, po czym spokojnym krokiem udaje się w stronę ringu. Gdy już tam dotarł, z wiatrówki wyciągnął zapalniczkę oraz paczkę papierosów, jednak gdy chciał odpalić fajkę, wokół niego natychmiast zjawiła się obsługa techniczna. Po krótkiej dyskusji, której nie nie było słychać, Shio oddał im swoje zasoby, przy czym odebrał mikrofon i zaczął mówić...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Shio Sakazaki: </span>Na ostatnim Colosseum zawitałem tu pierwszy raz, jednak nie miałem okazji się wtedy przedstawić a chcąc to nadrobić... Konbanwa, Watashinonamaeha.. Shio.. Sakazaki. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;lekka reakcja publiczności, Shio kiwa głową&gt;</span> Ok, wstęp mamy za sobą, więc czas na konkrety. Dwa tygodnie temu pewien osobnik a konkretnie Jay DiMateo, postanowił w dość prymitywny sposób mnie zaczepić. W sumie to nie mam do niego oto żadnych pretensji, podobnie jak ja jest tu nowy i chcąc być tu jakkolwiek zauważonym, musi szukać wszelkich okazji do zaistnienia. Szkoda tylko że w tak słaby sposób, uciekając się do marnej prowokacji ale niech ci będzie Jay, zdobyłeś moją uwagę. Cieszy mnie to, że pomimo twojego nonszalanckiego stylu bycia, masz chociaż jaja i przyjąłeś moje wyzwanie do walki. Widzisz, ja też muszę jakoś zdobyć uwagę by zostać zauważonym, tylko że w przeciwnym kierunku do ciebie, zamierzam wywalczyć to tym <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;unosi do góry zaciśniętą pięść&gt;</span> a nie tym.<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;wykonuje gest "kłapania dziobem"&gt;</span> Co do naszych spraw Jay, przemyślałem je sobie raz jeszcze i doszedłem do wniosku, że ukaranie cię ten jeden raz, mi nie sprawi żadnej przyjemności a ciebie niczego nie nauczy. Jedna walka nie rozstrzygnie tego, który z nas jest lepszy, ja to wiem i ty to wiesz... Więc proponuje ci kolejne wyzwanie a konkretnie Best of Five Series! <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;doraźna reakcja publiczności&gt;</span> Chciałeś fejmu? Cała przyjemność po mojej stronie. Chciałeś tu wszystkich wyjaśniać, masz do tego konkretną okazje. Chcesz na własnej skórze poznać charakter i umiejętności prosto z najciemniejszych ulic Tokio? Wystarczy tylko jedno twoje słowo i twój najgorszy koszmar się ziści. Pokazałeś już jak mocny jesteś w gębie, przyjdź tu i udowodnij to teraz w tym ringu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Shio ściąga swoją wiatrówkę i oddaje ją obsłudze technicznej, oczekując na swojego przeciwnika. </span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W hali rozlega się <a href="https://youtu.be/Lc1Ll-euRSg?si=WpE5YSO-3wFKUnjW" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ten</a> utwór i widzimy, że Jay DiMateo pojawia się na rampie. Ma na sobie czarną, skórzaną ramoneskę, czarne, kanciaste okulary przeciwsłoneczne i standardowy pakiet - białe gacie, białe, wysokie buty i białą frotkę, na prawej ręce. Jay podchodzi nieco bliżej do ringu, jednak w ostatniej chwili wycofuje się i prosi obsługę o mikrofon.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> Zaraz, zaraz, zaraz! Coś mi tu nie gra, panie Kobayashi Naruto Tamagotchi <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;pojedyncze śmiechy i buczenie&gt;</span> pan się uważa za człowieka honorowego i w ogóle takiego kulturalnego, ta? No to coś nie pykło, skoro wchodzisz tu jak panicz i chcesz odpalić sobie szluga. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;sprawdza coś na telefonie&gt;</span> O, AI mówi, że palenie przy innych ludziach jest niekulturalne i pokazuje brak szacunku dla norm społecznych. A, pamiętaj też, że palenie powoduje raka płuc i inne choroby, więc jeśli chcesz się truć, to spoko, ale nie truj tych niewinnych ludzi. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;konsternacja na widowni, ale słychać lekkie brawa&gt;</span> Brawa to się należą panu ochroniarzowi! <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;Jay podaje mu rękę i bije brawo&gt;</span> Skoro mamy już tę sprawę za sobą, to wyjaśnij mi jedno, kitajcu...co ty pierdolisz? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;śmieje się&gt;</span> Jakby, serio. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;side eye&gt;</span> Wyjaśnij mi, czego ty chcesz?! Mówisz, że ja się zachowałem niehonorowo i gadasz jakieś splecione farmazony, a tymczasem prawda jest taka, że to TY, TY się wpieprzyłeś w moją rozmowę! Nie wiem, może knaga Cię zaswędziała i miałeś ochotę na puśkę naszej Marii? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;buczenie&gt;</span> Oj, już nie bądźcie tacy święci! Nie wiem i nawet nie chcę tego analizować, bo ewidentnie nie ma w twoim myśleniu żadnej logiki. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;podchodzi bliżej ringu&gt;</span> Wciskasz jakieś głodne kawałki, o tym, że chce sławy, tymczasem to TY DZWONISZ. To ty wszystko prowokujesz! Wtedy i teraz też! <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;kręci głową z niedowierzania&gt;</span> Chcesz ze mną walczyć pięć razy? Może od razu 20? Albo 50? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;śmieje się pod nosem&gt;</span> Nie wiem czy wystarczy Ci pary, ale jak chcesz to proszę bardzo. Tylko od razu mówię - mam zamiar wygrać pierwsze trzy starcia, więc te dwa ostatnie będą zbędne. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;chwilę nad czymś rozmyśla&gt;</span> Ahh, jeszcze jedno - ukarać to możesz swoją gejszę, czy jak wy tam się bawicie, w tej Japonii. Ode mnie po prostu dostaniesz na PYSK! Ile razy będziesz chciał, skoro tak Cię to jara! <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;Jay roześmiany wchodzi do ringu&gt;</span> A i błagam Cię zacznij się inaczej ubierać, bo czuje się jakbym miał walczyć z jakimś pokemonem.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jay prowokuje jeszcze publiczność i samego Shio, a następnie odrzuca mikrofon, zdejmuje swoją ramoneskę, przekazuje okulary obsłudze i zaczyna rozciągać się przy narożniku.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/4AlkWPy.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 4AlkWPy.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Singles Match <br />
Shio Sakazaki</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo</span></div>
<br />
Wracamy do walki, gdzie DiMateo podchodzi do zgiętego Shio. Ten od razu wyprowadza trzy łokcie na korpus. Sakazaki chwyta przeciwnika za rękę, popycha go na liny i Irish Whipem wysyła go na przeciwległe. Po powrocie mamy Snap Scoop Powerslam od Japończyka. Od razu próba pinu, jednak kończy się to wszystko na jednym klepnięciu w matę. Zawodnik z Tokyo nie poddaje się, od razu podbiega do lin i mamy Asai Moonsault. Piękna akcja, po której obaj wstają dosyć równo, a Shio będąc za przeciwnikiem od razu go chwyta i wyprowadza Reverse Backbreaker into Jumping Neckbreaker. Ależ teraz Japończyk rozgrywa oponenta. Ponownie próba przypięcia, 1… 2… nie, Kickout. Teraz Zawodnik z Tokyo podnosi oponenta za głowę, wyprowadza Gut Kick i chwyta go w Front Facelock. Mamy Suplex od Shio. Jednak nie, Jay wykręca się w powietrzu i ląduje teraz za plecami do oponenta. Nim Japończyk orientuje się w sytuacji, DiMateo posyła rywala w narożnik uderzając jego głową w górną krawędź. Teraz Amerykanin wyciąga przeciwnika za rękę, chwyta jego głowę, rozpędza i wciska go w narożnik między drugą, a trzecią liną tak, że Sakazaki uderza barkiem w ring post. Wyraźnie zadowolony z siebie Made Man wyciąga oponenta za rękę i dokłada jeszcze Russian Leg Sweep. Próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Japończyk chwyta się za obolały bark, a Jay jeszcze go stompuje właśnie w to miejsce i po głowie. Dochodzi do tego, że sędzia musi go odciągnąć i zagrozić dyskwalifikacją, słychać również buczenie na widowni. Amerykanin tylko odchodzi od przeciwnika na chwilę i gestem ręki pokazuje, że wszyscy tylko kłapią buzią. Made Man podnosi przeciwnika za rękę i wypłaca mu łokieć na głowę. Shio odchodzi kilka kroków, żeby oprzeć się o liny. Gdy się odwraca do przeciwnika ten jeszcze atakuje go pięknym Step-up Enzuigiri. Po tej akcji Japończyk wylatuje z ringu między drugą, a trzecią liną. Jay również wytacza się z kwadratowego pierścienia i idzie w stronę rywala. Ten już powoli wstaje, a DiMateo punchami sprawia, że oponent opiera się teraz o barykady dla fanów. Widzowie protestują, a Amerykanin zbywa ich gestem ręki, po czym wyprowadza serię chopów na klatkę piersiową Sakazakiego. Ta od tych ataków już powoli robi się czerwona, a Jay nie odpuszcza, chwyta rywala za głowę i uderza nią o apron. Sędzia nakazuje wrócić im do ringu doliczając już do 6. DiMateo wpycha rywala do kwadratowego pierścienia i sam wślizguje się do środka, od razu próba pinu. 1… 2… nie, Kickout. Jay pokazuje, że zaraz będzie koniec tej walki. Teraz biegnie na liny i wybijając się z drugiej wyprowadza Springboard Moonsault! Prosto na kolana rywala. DiMateo zwija się z bólu, ale powoli wstaje. Tak samo jak Japończyk, obaj zawodnicy są już na nogach Jay próbuje zaatakować puchem przeciwnika, jednak ten pochyla się pod ręką i za chwilę Sakazaki wykonuje Tilt-a-whirl Headscissors Takedown. Piękna akcja, po której chwytając się za plecy DiMateo aż siada na macie. To idealna okazja dla Sakazakiego, który namierza przeciwnika i wyprowadza Greetings from Japan! Ależ mocne kopnięcie w wykonaniu zawodnika z Tokyo i od razu próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Teraz DiMateo leży na macie, a Shio nie zastanawia się i wchodzi na szczyt narożnika. Szykuje się Rising Sun! Japończyk ustawia się i mamy wyskok! Chybione! Shio trafia prosto w matę, a Amerykanin od razu z tej pozycji wyprowadza Springboard Moonsault tym razem trafione! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Żaden z zawodników nie chce oddać tego zwycięstwa. DiMateo teraz pochyla się, żeby podnieść przeciwnika. Mamy Roll-up pin od Sakazakiego! 1… 2… 3?! Nie, Kickout. Obaj panowie wstają w miarę szybko, Shio teraz atakuje przeciwnika punchem, jednak nie trafia i z rozpędu odbija się od lin. Po powrocie to Jay teraz wykonuje Roll-up pin z biegu! 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Jay DiMateo wygrywa to starcie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas teraz do biura Roba Van Dama, który rozmawia przez telefon. Niestety nie słychać jego słów. W tym czasie do biura z impetem wpada wyraźnie zdenerwowany LPW Valor Champion, Jorge Cavazos, trzymając swój pas na ramieniu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Rob, musimy pogadać.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Muszę kończyć, później do Ciebie oddzwonię.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Możesz mi wyjaśnić, Rob, co tutaj się dzieje? Kolejny raz ktoś atakuje mojego przeciwnika i kolejny raz nie mogę odbyć uczciwej walki. Tydzień w tydzień, to ciągle się powtarza. Powtórzę swoje pytanie sprzed tygodnia - czy ty jeszcze nad tym panujesz? Kiedy toczył się turniej o pas LPW World Championship to nie miałeś problemu, żeby grozić każdemu dookoła konsekwencjami w razie interwencji. Teraz to kompletnie nie ma miejsca. Ja rozumiem, że ten tytuł jest dla Ciebie mniej ważny <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;Jorge poklepuje mistrzostwo znajdujące się na swoim ramieniu&gt;</span>, ale to nie może mieć miejsca co tydzień. W sumie to nie powinno mieć miejsca w ogóle. Naprawdę zaczyna mnie to już męczyć.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">RVD przez chwilę milczy, uważnie słuchając słów mistrza. Następnie odkłada telefon na biurko i wstaje z fotela.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Nie próbuj mi wmówić, że Valor Championship jest dla mnie mniej ważny. Ten pas reprezentuje Colosseum, a ty jesteś jego pierwszym mistrzem. Właśnie dlatego nie zamierzam pozwolić, żeby twoja kolejna obrona została po prostu odwołana. Masz jednak rację w jednej kwestii. Kenneth Riddle został zaatakowany, a od tamtej pory nie udało nam się z nim skontaktować. W tej sytuacji nie ma możliwości, żeby wystąpił dzisiaj w ringu. Nie zamierzam udawać, że wszystko przebiega zgodnie z planem, ale nie zamierzam też zostawić cię bez przeciwnika. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;RVD robi krótką pauzę&gt;</span>Znalazłem już rozwiązanie. Dzisiaj zmierzysz się z The Reaperem. To nie jest jedyna zmiana. Zaplanowany na dzisiaj Tornado Tag Team Match nie odbędzie się w pierwotnej formie. Jego czterech uczestników zmierzy się ze sobą w 4-Way Matchu, a zwycięzca zostanie oficjalnym pretendentem do Valor Championship. Walka o to mistrzostwo odbędzie się podczas LPW: Heatwave<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;]Rob spogląda na mistrzostwo znajdujące się na ramieniu Jorge.&gt;</span> Pozostaje jeszcze kwestia stawki twojego pojedynku. Kenneth miał dzisiaj walczyć z tobą o ten pas, ale The Reaper jest zastępczym rywalem, dlatego decyzję pozostawię tobie. Możesz zmierzyć się z nim w zwykłej walce i przełożyć obronę mistrzostwa na inny termin albo postawić Valor Championship na szali również przeciwko niemu. Co wybierasz?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Nic Tobie Rob nie próbuję wmówić, to jedynie wnioski jakie wyciągam z twoich czynów. One zawsze były dla mnie ważniejsze niż słowa. Szkoda, że Kenny nie będzie mógł zawalczyć, to zawsze coś wielkiego móc zmierzyć się z taką żywą legendą, ale Reaper też nie jest kimś przypadkowym. Też miał swoje sukcesy i to będzie na pewno fajny pojedynek. Mam nadzieję, że jemu się przynajmniej nic nie stanie i ten pojedynek dojdzie do skutku. A co do mojej decyzji w sprawie postawienia pasu na szali - tydzień temu zapowiadałem Open Challenge o swój tytuł i nic się nie zmieniło. Nie mam problemu, żeby postawić ten pas na szali dzisiejszego pojedynku nawet po zmianie przeciwnika. A teraz wybacz, ale muszę się udać przygotować do swojego pojedynku.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jorge obraca się na pięcie i wychodzi z gabinetu Generalnego Managera, a obraz z kamery gaśnie.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Czerwony jak cegła, albo jakiś inny alkoholik, kto ma wiedzieć ten wie ~ Autor nieznany</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/k6hppX1.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: k6hppX1.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Singles Match<br />
 Nathan Martin</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill</span></div>
<br />
Wracamy po reklamach, gdzie to Allan wbija przeciwnika w narożnik i od razu dokłada Corner Clothesline. Wbity Martin nie pada jednak na matę, więc jego rywal atakuje go Shoulder Trustami. Teraz dopiero Nathan siada w narożniku, a Hill podnosi go za rękę. W tym momencie Nathan wyswobodzą rękę poprzez Gut Kick. Teraz Nate odbija się od lin i inkasuje jeszcze Big Boot od oponenta. Kanadyjczyk pada na matę, a czarnoskóry zawodnik próbuje przypiąć rywala, jednak na próba kończy się na dwóch. Teraz Anglik podnosi rywala za rękę i chwyta pod Fallaway Slam. Wyrzuca przeciwnika za siebie, jednak Nate upada na nogi. Allan nie zdając sobie z tego sprawy powoli wstaje i jest jeszcze odwrócony do przeciwnika plecami. Martin korzysta z tego i Dropkickiem posyła swojego rywala w stronę lin. Zaskoczony Hill chwyta się za górną linę trzymając jednocześnie za uderzone przed momentem plecy i spogląda na przeciwnika. Zawodnik z miasta Beatelsów nieco się irytuje na ten atak i rozpędza w stronę rywala, który również stoi przy przeciwległych linach. Nate sprytnie naciąga górną z nich, przez co Anglik wylatuje poza ring. Teraz Allan będąc na macie z wściekłością uderza rękami o matę otaczającą ring, jednak za chwilę przypomina sobie, żeby nie ponosiły go emocje i wykonuje gest rękami jakby się uspokajał. Martin nie traci czasu i wykorzystuje roztargnienie rywala częstując go jeszcze poprzez Suicide Dive. Publika jest zadowolona z tego co widzi, ale Kanadyjczyk nie zwraca na to uwagi i stompuje przeciwnika. Teraz podnosi go i ciska w stronę ringu, żeby go wtoczyć do środka i sam się tam wślizguje. Hill wstaje, a Martin Irish Whipem kieruje go na liny jednak nie, mamy kontrę i to Nate biegnie w stronę lin. Po prostocie Anglik próbuje Clothesline, lecz Nathan uchyla się pod ręką przeciwnika, zatrzymuje się zaraz za nim i częstuje go jeszcze poprzez Pele Kick. Od razu próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Martin wstaje i ustawia się w narożniku obserwując swojego rywala. Ten powoli się podnosi do pozycji siedzącej. Kanadyjczyk jakby tylko na to czekał. Rozpędza się i mamy Lowe Your Head! Hill przechwytuje nogę oponenta! Nathan w szoku, a Allan śmieje się w demoniczny sposób i kiwa przecząco głową. Teraz się podnosi cały czas trzymając nogę oponenta. Momentalnie Anglik przyciąga do siebie przeciwnika, obejmuje rękami i mamy Overhead Belly-to-belly Suplex. Ależ teraz akcja, po której zawodnik z miasta Beatelsów staje w narożniku i czeka jak jego przeciwnik przed momentem. Nate w końcu wstaje i mamy Spear! Potężna akcja wbija w matę Kanadyjczyka i od razu próba pinu. 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Można powiedzieć, że w ostatnim momencie. Wyraźnie rozdrażniony Anglik znów się podnosi i oczekuje na swojego rywala. Nate słyszy, jak jego rywal dyszy i zachęca go do powstania. To się w końcu dzieje i nabuzowany Hill bierze rozpęd i mamy Blackout! Chybione! Martin pochyla się pod bicepsem przeciwnika. Teraz Allan odbija się od lin, Nathan się odwraca i mamy Superman Punch! Zamroczony Allan pada na matę, a Nate próbuje przypiąć przeciwnika. 1… 2… 3?! Nie, Kickout. Ależ wytrzymały jest Anglik. Nate pomaga przeciwnikowi wstać podnosząc go za rękę i ustawia się za nim. Martin go „odwija” i mamy Kiss of Solipsism! Jednak nie, Hill w ostatnim momencie odpycha kolano przeciwnika na bok. Allan odbija się od lin i mamy Blackout! Jednak Nate znów pochyla się pod ręką, jednocześnie łapie ją w drugą i Anglik znów jest w potrzasku. Nate znów szykuje przeciwnika pod Kiss of Solipsism! Tym razem udane! Próba pinu, 1… 2… 3?! Tak, to koniec, zwycięża Nathan Martin!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na arenie rozlega się "Undead" i wiadomo, że w drodze na ring Dan Dowson. Ten staje na rampie, wyciągając rękę w górę na co niemal natychmiast milknie jego theme song.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dan Dowson:</span> Przez ostatnie dni, tygodnie, wydawało mi się, że śnię. Wreszcie, po wychodzeniu jak debil i rzucaniu słów do ściany, która jedyne, co potrafiła, to buczeć nagle stał się cud! Nawet nie mówię o walce z domorosłym prawnikiem, czy gościem, co potrafi łatwo pomylić wodę z wódą. Nie, pojawił się ktoś, kto uważa siebie za stwórcę. Za kogoś, kto mocą swojej wyobraźni tworzy dzieła, które ożywają. Naprawdę fascynujące, czekające na wizytę u ludzi, którzy mu pomogą zakończyć te marzenia. Wracając do tematu - macanie po jajach nie brzmi zbyt męsko, a to właśnie robiłeś, jakbyś czegoś zazdrościł. Czyżby te twoje dzieło *Dowson wymownie robi palcami znak oznaczający cudzysłów" wyszło aż tak zajebiste? Myślałem, że to jakiś kaprys, mimowolna chęć sprawdzenia wizji przełożonej na real, ale na zeszłej gali... To przekroczyło wszelkie granice. Wydaje ci się, że możesz wyjść w moim mieście, aby spierdolić moją pierwszą od długiego czasu walkę przed mieszkańcami mojego miasta? Wychodzi na to, że zawiść, chęć zaistnienia wystarczyła, abyś udowodnił, że z tworzeniem masz tyle samego wspólnego, co Butla z byciem abstynentem.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nathan, słysząc to wszystko, szeroko i przerażająco się uśmiecha. Następnie podnosi się, po czym bije brawo i mimo zmęczenia po walce prosi o mikrofon. Pracownik mu go wręcza. W tle Hill wyrolowuje się z ringu. Nate jeszcze przez chwilę rozgląda się dookoła i szybko mruga oczami, po czym patrzy już na pana marudę, który jest na rampie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin:</span> Hę? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;wygląda, jakby nie dowierzał&gt;</span> Tak po prostu? Bez gaszenia świateł? Tym razem wchodzisz, gdy jest tak jasno? Niesamowite! <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;zaczyna bić brawo&gt;</span> Co za rozwój postaci! Danie Dowsonie... to może przy okazji kolejna zmiana imidżu? Hmm? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;uśmiecha się&gt;</span> Chociaż może lepiej nie? Teraz jest idealnie! Odnalazłeś się. Do twarzy ci... z tym obrazem nędzy i rozpaczy. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;prycha, po czym przeczesuje włosy palcami&gt;</span> Zdaję sobie sprawę, że całkiem nieźle wyglądam, ale Dan, nie musisz dorabiać takiej ideologii do mnie i do swoich jajek. Ja po prostu... po prostu.. sprawdzałem, czy ty je jeszcze w ogóle posiadasz! Mogłem się domyślić, że już ci tego brak, ale sprawdziłem i po pierwszym razie aż ciężko było uwierzyć, że ktoś, kto jest tak wyszczekany i jest odbierany jako ''legenda'' nie ma ani odrobiny.. ovoj <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;odchrząka&gt;</span> To z języka esperanto, oznacza to jaja, nie chcę być gorszy od innych, a przecież każdy język należy i tak do mnie. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;uśmiech&gt;</span> Potem dałem ci drugą szansę i ponownie tam uderzyłem, żeby mieć już miiiiliooon procent pewności, ale mogę oficjalnie potwierdzić - tam nic nie ma... Tutaj również. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;pokazuje palcem na głowę&gt;</span> No bo jak inaczej wyjaśnić to, co ty właśnie wygadujesz? Atakujesz mnie po mojej debiutanckiej walce i dziwisz się, że... ci się odwdzięczam? Dziwny tok myślenia, Danny, musiałbyś załatwić mnie na AMEN! A nie jest to możliwe, bo wtedy świat by sie skończył... <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;przerażająco się uśmiecha&gt;</span> Chociaż dla ciebie to może bez różnicy? W końcu jesteś już tylko popychadłem, które męczy się z Mateuszem, a śmiem stwierdzić, że jest jednym z tych moich tworów, które najwybitniejszymi zawodnikami nie są.. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;wzdycha&gt;</span> Zmierzam do tego, że twój brak wdzięczności względem mnie jest okropny, bo prócz mnie.. to ty NIKOGO nie obchodzisz Dan.. totalnie nikogo.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Te słowa chyba poirytowały Dowsona, bo z naburmuszoną miną zmierza do ringu. Nathan czeka na niego i zaprasza go, obaj odrzucają mikrofony i Dan wślizguje się do kwadratowego pierścienia. Martin od razu rzuca się na niego i próbuje przechwycić głowę. Dan wyrywa się, sprytnie łapie jego nogę i przewala Nate'a, po czym w parterze zaczyna go obsypywać ciosami. Kanadyjczyk jednak daje rade przeturlać się i to teraz on jest w dosiadzie nad One and Only i tłucze go solidnie. Pan maruda rodem z San Diego zrzuca z siebie The Solipsista i nogami go odkopuje, po czym momentalnie wstaje. Próbuje wypłacić punch w twarz Nate'a, ale ten unika i będzie ponownie Low Blow! Albo i nie! Tym razem Dowson jest przygotowany na to i chroni krocze, łapiąc rękę Nathana. Dokłada mu szybki Headbutt i momentalnie dorzuca Kill the Lights, czyli swój własny Superkick! The Creator dosłownie pada jak rażony piorunem. Allan Hill w tle odchodzi w kierunku rampy i chwilę się temu z lekką irytacją przygląda, ale po prostu idzie na zaplecze. Na arenę wbiega za to ochrona i tym razem nie do niego. Dan Dowson coś jeszcze trashtalkuje do leżącego Nathana i gdy widzi już ochroniarzy, to szybko wychodzi z ringu z wrednym uśmiechem na twarzy. Amerykanin zadowolony z siebie idzie w kierunku wyjścia, przy okazji słyszy spore buczenie. One and Only na chwilę zatrzymuje się jeszcze i zaczyna przekomarzanie z fanami. Półprzytomny i leżący nadal w ringu The Creator podnosi mikrofon i ledwo przykłada go do ust, przy okazji śmieje się maniakalnie w dosyć obolały dla siebie sposób.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin:</span> Pięknie! C-cudownie! Widzę to... musimy to zrobić. Następne Colosseum. Ja kontra ty, Dan. Burried Alive Match! Zakończmy to wszystko. Zamiast zakopać topór wojenny.. jeden zakopie drugiego żywcem!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dan Dowson:</span> Serio? Zakopanie żywcem? Wow, cóż za zaszczyt mnie może spotkać. Najchętniej tak tępo szukającego atencji gościa bym olał, jak większość, ale masz to. Kolejne Colloseum.<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Każde pokolenie ma własny czas, a teraz czas na reklamy ~ Autor nieznany</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na zaplecze gdzie widzimy poirytowanego Uszczelkę idącego korytarzem. W rogu korytarza stoi jego partner Zygmunt Butla z butelką.. wody??? Uszczelka podchodzi do niego i wytrąca mu ją z rąk.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Uszczelka:</span> Słyszałeś co szef wymyślił? Zamiast rozprawić się z gówniarzami raz, a porządnie dostaliśmy walkę o miano pretendenta. Mało tego do tej stawki wsadza ciebie! Nie obraź się Zygmunt, ale przez cały ten czas wyciągałem do ciebie rękę i chciałem ci pomóc. Ty zamiast skorzystać z tej pomocy złapałeś mnie za tę rękę i ciągniesz mnie do siebie na dno. Wiesz jaka jest zasada w hydraulice? Jak jest wyciek to starasz się go zakleić, ale jak mimo to wycieka dalej to po prostu wymieniasz te rurę na nową. Gdybym nie niańczył cię cały ten czas i pilnował żebyś nie przegrał z nałogiem to spójrz gdzie bym teraz był!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Butla patrzy na rozlaną wodę, po czym ociera mokrą dłoń o spodnie i spogląda na Uszczelkę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Butla:</span> Zbyszek, ja kiedyś przez trzy dni piłem z takim Mietkiem spod Bydgoszczy. Cały czas gadał, że gdyby nie on, to dawno leżałbym w rowie, bo mnie pilnuje, prowadzi i wyciąga z kłopotów. Czwartego dnia przyszło dwóch chłopów upomnieć się o jego dług. Mietek zamknął się w kiblu, a ja zostałem sam. Dostałem po mordzie, oddałem mocniej, a rano ten pajac wszystkim opowiadał, że wygrał dzięki swojemu planowi. I wiesz co? Ty zaczynasz gadać dokładnie jak on. Może czasem przeszkadzałem, może czasem trzeba było po mnie poprawiać, ale kiedy wygrywaliśmy, jakoś nie mówiłeś, że ciągnę Cię na dno. Teraz RVD daje mi szansę i nagle jestem rurą do wymiany? Może szef po prostu widzi we mnie coś więcej niż Twojego pomocnika. A Ty chyba pierwszy raz zobaczyłeś, że Butla może stanąć nie za Tobą, tylko naprzeciwko. Widzę, że zaczynasz się obawiać, to dobrze, bo czasem nawet ktoś taki jak ja potrafi zaskoczyć.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Uszczelka podnosi głos na kolegę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Uszczelka:</span> Zygmunt ty już masz kompletnie mózg zalany dyktą! Już raz ci narobiłem guzów na głowie i myślałem, że zmądrzejesz! Jak ty chcesz walczyć o miano pretendenta, jak ty sam ze sobą i swoim nałogiem nie potrafisz wygrać?! Mnie twój kolega Mietek żul nie interesuje i nie próbuj mnie do niego porównywać! Miałem cię za kolegę i nic więcej, pomocników nie potrzebuje. Po takich pomocnikach to mój dziadek na konia wsiadał. Jedynym zaskoczeniem będzie jeśli znów nie wyjdziesz nafurkany do walki. Jak już się dotoczysz do tego ringu to siądź w kącie i chociaż ten jeden, jedyny raz daj mi wziąć sprawy w swoje ręce. Stawka jest teraz zbyt wysoka, żeby znowu puściły ci zawory, a ja bym musiał sprzątać te gówno po raz kolejny.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Uszczelka wychodzi i trzaska mocno drzwiami od szatni, po tym kadrze kamera płynnie przenosi nas do szatni Miguela Escobara.The Prince of Spain siedzi na krześle i skupia się na dzisiejszym pojedynku podczas gdy Sara rozmasowuje jego barki. Drzwi do szatni się otwierają, a do środka wchodzi Legacy Breaker, po którym już na pierwszy rzut oka widać, że targają nim bardzo duże emocje. Sara kończy masaż, a Miguel patrzy na Prestona.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele: </span>Dużo ostatnio myślałem nad sytuacją z ostatniego Colosseum i muszę sam przyznać, że dałem ponieść się emocjom. Należą ci się przeprosiny z mojej strony. Nie powinienem się tak zachować w stosunku do ciebie. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na twarzy Hiszpana pojawia się delikatny uśmiech po tych słowach.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele: </span>Mogliśmy pokonać tych nieudaczników już drugi raz gdybym nie był samolubny. Boli mnie to tym bardziej, że jesteś jedyną osobą, która zawsze trzyma moją stronę co by się nie działo i mogę na ciebie liczyć na dobre i na złe.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Miguel twierdząco kiwa głową, a następnie oddycha z ulga.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar: </span>Cieszę się, że wreszcie to zrozumiałeś. Nigdy nie działam na twoją szkodę i wiem, że razem możemy więcej. Nie naraziłbym tej współpracy. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Escobar w tym momencie wstaje i chwyta Prestona za bark.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar: </span>Swoją drogą RVD wprowadził niemałe zamieszanie przy naszej walce. To nie będzie walka tag teamowa.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Preston zmarszczył brwi ze zdziwienia.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar: </span>Zawalczymy w fatal 4-wayu. Ty, ja, Butla i Uszczelka, a w stawce będzie title shot na pas Valor. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Steele zbierał jeszcze myśli, a Hiszpan kontynuował.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar: </span>Wiem, że każdy z nas będzie nastawiony na zwycięstwo i wiem, że zarówno ty jak i ja możemy to wygrać. Najważniejsze jednak jest to, że po tej walce kończy się nasza historia z tą dwójką. Zostawiamy to za sobą i rozpoczyna nową przygodę w drodze do pasa mistrzowskiego. Wygrana któregoś z nas to sukces naszej dwójki, pamiętaj o tym.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Miguel po tych słowach zbiera rękę z barku Prestona, macha głową do Sary i opuszcza szatnię.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Mogłaś być już na dnie, ale wypłynęłaś ~ Autor nieznany</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na arenie wybucha nigdy nie slyszana <a href="https://www.youtube.com/watch?v=LZNAU_rYMRs&amp;list=RDLZNAU_rYMRs&amp;start_radio=1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Muzyka</a> Po chwili w stronę ringu zmierza wyraźnie zadowolony z tekstu utworu MateuszMW. Zawodnik leje się oliwką po czole i świeci się jak psu jajca, do tego dokłąda swój dresiarski uśmiech, a następnie przechodzi pod górną liną i melduje się w ringu</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">MateuszMW:</span> Siemanko z dumą wszech i wobec oświadczam Wam, że w końcu udało mi się wejść na odpowiednie tory. Moje ostatnie dokonania bez wątpienia są tego dowodem. Tylko ja jestem w stanie w tak szybki sposób podnieść się, wstać z kolan i pokazać, czym jest prawdziwa krakowska siła! Widzicie kim powoli się staję? O czym wielokrotnie Wam mówiłem..... O czym moja mama mówiła? Pamiętacie?<br />
<br />
 <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach MateuszMW bierze oliwkę i nakłada ją na swoją łysą głowę. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">MateuszMW:</span> Jeśli Wam gdzieś to umknęło to powtórzę jeszcze raz. JA MATEUSZ MAM WSZYSTKO, CO POTRZEBUJE PRAWDZIWA GWIAZDA FEDERACJI I NIKT NIE JEST W STANIE MI ODEBRAĆ ZAWZIĘTOŚCI, KTÓRA PRĘDZEJ, CZY PÓŹNIEJ ZAPROWADZI MNIE NA SAM SZCZYT. Wiem, że jest to żmudny proces, ale sukces jest mi pisany. W ogóle ostatnio zastanawiałem się, kim jest David Otunga? Co to za przychlast noszący garnitur i teczkę.... Czy on nie powinien walczyć? Mniejsza..... Jebać go. W tym momencie dla mnie liczy się dobra passa oraz wiara mamy i mistrza Dereka! Dziękuję Wam za wszystko, co dla mnie zrobiliście! Derek jesteś najlepszy, szkoda że nie ma Cię w moim brandzie :/ <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na arenie rozbrzmiewa „All About The Power”. David Otunga pojawia się na rampie już w stroju ringowym. Spokojnie spogląda w stronę ringu, gdzie czeka na niego MateuszMW, po czym bez pośpiechu rusza w jego stronę. Wchodzi między liny i staje naprzeciwko swojego dzisiejszego przeciwnika. Pracownik techniczny podaje Adwokatowi mikrofon, a ten przyjmuje go bez słowa.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: Mateusz, muszę ci coś przyznać. Jestem pod naprawdę wielkim wrażeniem. Tyle słów, tyle zapewnień, tyle wiary w siebie... że aż zacząłem się zastanawiać, ile czasu zajęło ci przygotowanie tej przemowy. Słuchając cię przez chwilę pomyślałem, że ktoś napisał tę przemowę za ciebie. Ale potem przypomniałem sobie, że nawet najlepszy program sztucznej inteligencji nie jest w stanie dopisać ci osiągnięć, których zwyczajnie nie masz. Bo jeżeli naprawdę miałeś czas, żeby to wszystko przemyśleć, a najlepszym dowodem swojej wielkości jaki udało ci się znaleźć, jest jedno zwycięstwo i remis z kimś takim jak Dan Dowson to chyba powinienem ci współczuć.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Legal Killer spogląda w stronę publiczności z wyraźnym niesmakiem, jakby zakończenie jego walki z Dowsonem na Ascencion dalej go gryzło.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: W każdym bądź razie... Mówisz, że w końcu wszedłeś na właściwe tory. Tylko widzisz Mateusz... problem polega na tym, że ja nawet nie jestem pewien, czy my jedziemy tym samym pociągiem. No bo Ty mówisz o przyszłości, o byciu twarzą federacji, o tym co dopiero osiągniesz. Ja patrzę na to co już osiągnąłeś. I między tymi dwiema rzeczami jest kolosalna, wielotomowa wręcz różnica.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">The Harvard Hammer spogląda na rozsmarowaną oliwkę na głowie Mateusza.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga:</span> A skoro już wspomniałeś o mnie... zastanawiałeś się kim jestem. Prawnikiem, wysportowanym atletą, a przede wszystkim człowiekiem, który potrafi przygotować się do swojej sprawy i kimś kto rozumie różnicę między twierdzeniem a dowodem. Ty twierdzisz, że jesteś przyszłą gwiazdą, kiedy ja potrzebuję tylko jednej rzeczy, żeby sprawdzić wiarygodność twoich słów.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">The Verdict Maker wskazuje palcem w dół, w kierunku maty.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga:</span> Tego. Nie obchodzi mnie twoja mama. Nie obchodzi mnie, co powiedział ci ten dziwoląg z Elysium. I szczerze mówiąc nie obchodzi mnie nawet to ile oliwki potrzebujesz, żeby poczuć się jak przyszły mistrz. Uświadom sobie, że dzisiaj nie walczysz z człowiekiem którego możesz pokonać samą pewnością siebie. Skończyliśmy już z motywami. Teraz przedstawimy dowody i zakończmy już tę sprawę, za długo ona trwa.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Otunga oddaje mikrofon sędziemu i zmierza w stronę swojego narożnika.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/i7KUp9k.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: i7KUp9k.png]" class="mycode_img" /><br />
 <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match</span> <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">MateuszMW</span></div>
<br />
Wracamy do pojedynku, gdzie to Mateusz stompuje siedzącego w narożniku przeciwnika. Przyciska go kolanem do rogu ringu, aż sędzia interweniuje i po doliczeniu do 4, Polak puszcza. Sędzia grozi mu palcem i poucza, że nie może przesadzać. Polish Fucker (nie no, nie mogę z tego XD) przepycha teraz na bok arbitra i podnosi za rękę swojego rywala. Irish Whip w przeciwległy narożnik. Otunga wbija się w narożnik, zaraz za nim biegnie Mateusz. David jednak plecami odbija się od narożnika w taki sposób, że nie odczuwa bólu i Chlothesline’m powala przeciwnika. Ten dosyć szybko wstaje, ale Adwokat podchodzi do boku rywala i od razu wypłaca mu Olympic Slam. Amerykanin od razu po tej akcji przypina, 1… nie, Kickout. Mateusz się nie poddaje. Otunga pomaga przeciwnikowi wstać chwytając go w odpowiedni sposób w pasie. Gdy udaje się podnieść rywala, cały czas trzymając go zgiętego za pas, David wykonuje Gutwrench Suplex. Amerykanin prezentuje teraz swoje umiejętności techniczne. Mateusz po otrzymaniu ataku chwyta się za plecy, ale wstaje przy linach. David atakuje go przy linach punchami. Irish Whip na liny, jednak nie, za chwilę przyciąga do siebie oponenta i mamy Short-Arm Lariat. Mocno obity Polak leży teraz na macie, a Adwokat próbuje teraz przypiąć. 1… 2… nie, Kickout. Po tej próbie The Big MW wytacza się poza ring i aż klęknął z bólu. David również wyszedł z ringu i punchem atakuje rywala. Teraz chwyta Polaka za tył głowy i wpycha go w metalowe schodki. Jednak nie, Mateusz w ostatniej chwili odwraca się i to Otunga wpada plecami w podesty. Adwokat aż jęknął z bólu, a Polak dokłada jeszcze stompy na plecy oponenta. The Big MW pomaga wstać przeciwnikowi i wrzuca go do ringu, a sam pakuje się na szczyt narożnika. Mamy wyskok i piękny Diving Senton. Od razu próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Polak wstaje w bardzo podobnym tempie do swojego rywala. Mateusz odbija się od lin i dokłada jeszcze Jumping Clothesline. Polak nie próbuje pinu, podnosi rywala do stójki i Irish Whipem wysyła go do narożnika. Krótki rozpęd i mamy Corner Splash! Jednak w pusty narożnik. David w porę się odsuwa. The Big MW opiera się teraz o narożnik klatką piersiową, a Otunga chwyta w pasie przeciwnika i wyprowadza Release German Suplex. Polak trzymając się za kark wstaje. Adwokat popycha go na liny, a po porwiecie mamy Sit-Out Spinebuster. Proba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Teraz Amerykanin podnosi Polaka do stójki, wyprowadza Gut Kick o odbija się od lin. Szykuje się Legal Precedent! Jednak Mateusz w porę się prostuje, wrzuca rozpędzonego przeciwnika na bark i mamy Powerslam! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Mateusz kiwa głową i kieruje się teraz do swojej oliwki w narożniku. Polewa nią swoją głowę i naciera bardzo grubo. Teraz oczekuje, aż jego rywal wstanie. Szykuje się Łysy Punch! Otunga wstaje, Polak chwyta go za kark, jednak Adeokat odpycha przeciwnika i po prostocie Mateusz otrzymuje Motion to Dismiss! Od razu próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Żaden nie chce oddać tego zwycięstwa. Otunga wstaje i pomaga również podnieść się przeciwnikowi za rękę. Wyniesienie pod Fireman’s Carry i szykuje się Final Judgement! Jednak nie, Mateusz w porę się orientuje, szamocze się na barkach rywala i trzema łokciami ostudza jego zapał. David odpuszcza, a Mateusz pada na nogi za swoim przeciwnikiem. Teraz The Big MW odwraca oponenta do siebie przodem i mamy Łysy Punch! Jednak tym razem gdy Mateusz już jest w powietrzu, Otunga wypycha go do przodu, przez co Polak ląduje plecami na macie sam. Grymas bólu na twarzy The Big MW, a Amerykanin podnosi oponenta za rękę, Irish Whipem wysyła na liny i po powrocie mamy The Verdict! Udane! Próba pinu, 1… 2… 3?! Tak, to koniec! David Otunga wygrywa!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Earlier This Week</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Znajdujemy się wewnątrz urządzonego w nowoczesnym stylu biura. Obraz z kamery skierowany jest na biurko, na którym znajduje się laptop, a także starannie ułożony stos dokumentów. Przy biurku siedzi zadbany, szczupły mężczyzna w wieku około 55 lat, o czarnych włosach lekko przyprószonych siwizną. Jest ubrany w garnitur, a na nosie ma okulary. Jest zajęty pracą przy komputerze, którą przerywa dźwięk pukania do drzwi. Operator odwraca się w ich stronę, ukazując w progu odzianego w czarną koszulę Prestona Steele'a.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele: </span>Podobno chciałeś mnie widzieć...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Frank Steele: </span>Mam ci coś ważnego do powiedzenia. Siadaj, synu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ojciec Prestona wskazuje na stojące z boku krzesło, które młodszy ze Steele'ów przysuwa bliżej biurka, po czym zajmuje miejsce naprzeciwko swojego ojca.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Frank Steele: </span>Wiesz, że nie wezwałbym cię tutaj, gdybym nie miał powodu. Jestem rozczarowany. Nie podoba mi się to, co się z tobą stało, Preston. Nie chodzi mi wcale o tę twoją zabawę w wrestling. Nie przeszkadza mi to, nawet po części rozumiem, bo każdy musi mieć jakieś hobby. Większy problem stanowi twoje luźne podejście do wydawania pieniędzy. Drogie samochody, bankiety, imprezy, a prezenty przeznaczasz na akcje charytatywne. Uważasz, że Steele Industries miałoby szansę w ogóle powstać, gdybym ja przez całe życie był takim niebieskim ptakiem? Może to moja wina, nigdy nie robiłem problemu, gdy chciałeś więcej pieniędzy. Ostatnio jednak uświadomiłem sobie, że tak nie może dalej być. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;Preston chce coś powiedzieć, jednak Frank zatrzymuje go&gt;</span> Poczekaj. Jest jeszcze jedna sprawa, ta gorsza. Chodzi o tego twojego nowego przyjaciela. Escobar, tak? Daj sobie z nim spokój. Od razu widać, że to wąż. Nic dobrego cię nie czeka, jeśli dalej będziesz się z nim bratał.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Widać, że Legacy Breakerem z każdym następnym zdaniem wypowiedzianym przez jego ojca coraz bardziej targają emocje.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele: </span>To ty mi mówisz, że jesteś mną rozczarowany? Od najmłodszych lat muszę wysłuchiwać co tobie się nie podoba w moim postępowaniu co tylko nie robiłem. Jedyną osobą, która może mówić o rozczarowaniu w naszej rodzinie jestem ja. Jedyne, czego chciałem od życia to ojca, który będzie przy mnie i czasem się zainteresuję moją osobą. Kiedykolwiek ciebie w ogóle obchodziło czy ja jestem szczęśliwy? Zawsze wszystko kręciło się wokół firmy i wokół tego, żeby zdobyć kontakty z jak najbardziej wpływowymi ludźmi. Zawsze chodziło o to, żeby zarobić kolejne góry pieniędzy.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">The Heir Apparent bierze głęboki oddech. Widać, że emocje buzujące w nim sięgają już zenitu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele: </span>Znowu znalazłem sobie przyjaciela, na którego mogę liczyć. I co ty teraz robisz? Jak za każdym razem próbujesz mi wmówić, że nie powinienem się z nim trzymać. Kolejny raz chcesz mnie odsunąć od moich przyjaciół. Miguel jednak miał rację. Jedyne co ciebie interesuje to własne interesy i reputacja twojej firmy.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> </span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Frank Steele: </span>Preston, wystarczy. Dość już usłyszałem. Nie będę dalej słuchał tego użalania się nad sobą. Skoro ciągle powtarzasz, że chcesz zbudować swoje imię sam i odciąć się ode mnie - w porządku, dostaniesz taką szansę. Powinieneś być zadowolony z tego, co teraz powiem. Od teraz nic już nie łączy cię ze Steele Industries. Postanowiłem, że firma zostanie przekazana komuś innemu, kiedy ja przejdę na emeryturę. Komuś kompetentnemu, kto zna wartość pieniądza i rozumie, że w tym świecie nie ma miejsca na sentymenty. Jesteś moim synem, ale nie mogę pozwolić sobie na to, by dorobek mojego życia trafił w niewłaściwe ręce. Od dzisiaj radzisz sobie sam. Zwróć proszę swoją złotą kartę. Będziesz musiał także wyprowadzić się z apartamentu, w którym ostatnio mieszkałeś, bo od następnego miesiąca zostanie on spożytkowany na cele biznesowe. To wszystko, co miałem ci do powiedzenia, możesz odejść.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele: </span>Tymi słowami tylko potwierdzasz, że Miguel miał rację. Zawsze myślałeś tylko o sobie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Preston opuszcza biuro z wyraźnie zawiedzioną miną.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/0YeExQZ.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 0YeExQZ.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/LBr7kECsjcQ" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na titantronie widzimy przypominajkę z wydarzeń, które miały miejsce na drugim wydaniu Elysium między mistrzem Axelem Blazem oraz Jose Lopezem. Nasze oczy są raczone przez ładnie zmontowany filmik z ataku Jose na Axela w barze i z odwetu Blaze'a na Lopezie już na samej tygodniówce. Ekran gaśnie i w końcu wybrzmiewa FATE! A to oznacza, że pretendent do głównego tytułu pojawia się na rampie. Jego pojawieniu towarzyszą mocne głosy niezadowolenia od fanów. Na twarzy Hiszpana widać wiele ran. Szwy oraz gdzieniegdzie plastry pokrywają powierzchnie jego facjaty. Ubrany jest <a href="https://zapodaj.net/images/4dda1b7449897.png" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TAK</a>. Lopezzo przygląda się reakcji i podchodzi do jednej ze ścianek, które są na rampie i tworzą wejście. Lopez klepie w nią i mówi: ''dawno do ciebie nie gadałem''. Hiszpan prycha i odchodzi od niej, po czym zmierza do ringu. Publika wykrzykuje do niego, że zasłużył na to, co zrobił mu Blaze. Chico Malo totalnie nie zwraca na nich uwagi i odbiera od pracownika mikrofon, w końcu wślizguje się do kwadratowego pierścienia i zamierza zabrać głos.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez:</span> Kilka migawek z Elysium.. tyle wystarczyło, żeby dzisiejsze Colosseum było ciekawsze i wartościowsze niż jego poprzednie wydanie. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;heat&gt;</span> Zachwycony Rob Van Dam w przerwie od bycia sędzią będzie mógł napisać oficjalne newsy, które zapewne czyta tylko on, jego rodzina i...najwidoczniej ja.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jose uśmiecha się i bierze głębszy wdech, po czym spogląda na chwilę do góry, muska palcami rany na swojej twarzy i widać, że jego kąciki ust lekko się unoszą.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez:</span> Zbieranie plonów jest doprawdy satysfakcjonujące... <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;krótka pauza&gt;</span> Wiem, że bardzo was cieszy oglądanie mojej osoby w takim stanie. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;cheer&gt;</span> Co ciekawe.. mnie też. Nie dlatego, że mam masochistyczne zapędy jak ten wrestlingowy iPad kid Elias. Ja po prostu wiem.. że wszystko idzie po mojej myśli. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;delikatny uśmiech&gt;</span> Nie kręciłem się nieuważnie po zapleczu bez powodu, doskonale wiedziałem, co nadejdzie i ze spokojem wyczekiwałem tego. Bez strachu, bez wiary, że jestem stwórcą tego świata czy też odpowiadam za pisanie ''opowieści''. Wystarczyła mi do tego... znajomość ludzkiej psychiki oraz 37 lat stąpania po tym świecie. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;krótka pauza&gt;</span> W przypadku Blaze'a, miałem jeszcze łatwiej.. w końcu on jest taki sam jak dawny ja i tylko ślepa osoba może się z tym spierać. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;ironiczny uśmiech&gt;</span> Dlatego jestem nim tak zainteresowany, a to, co robię... to nie jest uprzykrzanie mu życia, chociaż wielu niezbyt inteligentnych ludzi może wyciągnąć takie wnioski. NIE! Koniec końców, to ja jestem tym, który chce dla niego dobrze! Jako bardziej doświadczony kolega po fachu, który przeżył ten gorszy scenariusz, wiem, co może go czekać. Wiem, jak bardzo traci na was czas, więc zareagowałem! <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;heat&gt;</span> Sztuczny uśmiech, łechtanie waszego ego i ograniczanie się, to rzeczy, które dadzą mu jedno wielkie NIC! A przecież sam przedstawia się jako Legend In Making czy też Mr Forever! On potrzebuje ognia, nie tego z tej swojej śmiesznej koszulki, którą dumnie mają nosić fani z nadwagą i zarostem jedynie pod brodą. Nie... on potrzebuje takiego, który zostanie zapamiętany na zawsze! Dałem mu tę iskrę, dałem mu warunki do bycia potworem... A on w zamian MUSI dać mi jednego z największych sukinsynów, z jakimi można się zmierzyć! Tego potrzeba zarówno mi, jak i jemu, bo czy tego chcecie.. czy też nie, wrestlerowi z wielkimi ambicjami jest potrzebny jeszcze WIĘKSZY rywal, a nie banda fałszywych ludzi, która na pewnym etapie i tak ma cię gdzieś. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;heat, a Lopez bierze głębszy wdech&gt;</span> Pojedynek Axel Blaze kontra Jose Lopez na Heatwave wytworzy pożar i to taki, że reszcie biznesu zacznie palić się pod dupami, bo o LPW będzie naprawdę głośno... wierzcie mi, dotrzymywanie słowa ostatnio idzie mi idealnie. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;patrzy w kierunku kamery&gt;</span> Axel! Daliśmy sobie tak konkretnie po mordach, że teraz możemy się lepiej zrozumieć...a przynajmniej taką mam nadzieję, więc czekam.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie na arenie rozbrzmiewa "I gotsta get paid", a na rampie natychmiast pojawia się Axel Blaze z pasem mistrzowskim zapiętym na biodrach. Ubrany jest standardowo - jeansy, skórzana kurtka, swoja koszulka i okulary przeciwsłoneczne. Zawodnik ma mikrofon w ręce i powolnym krokiem zmierza do ringu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Kolejny raz muszę się z Tobą zgodzić, Lopez. Zaczyna mnie to przerażać, ale muszę przyznać Ci rację, że pojedynek Blaze vs. Lopez na Heatwave wytworzy pożar. To będzie prawdziwy ogień, dzięki któremu na stałe wypalę swoje nazwisko w historii. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;cheer&gt;</span> Nie mniej jednak, serio przeraża mnie to, że drugi tydzień z rzędu przyznaję Ci rację...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mistrz wchodzi do ringu i staje twarzą w twarz z Lopezem. Podchodząc do niego zdejmuje okulary i zakłada je za koszulkę, patrząc prosto w oczy swojego przeciwnika.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>W co Ty grasz, Lopez? Zaczynasz naszą znajomość od zabrania mi najważniejszego momentu w moim życiu. Dosłownie chwyciłeś marzenie w trakcie spełniania i odebrałeś mi je na zawsze. Kiedy chciałem konfrontacji udawałeś, że Cię nie ma, żeby znowu zaatakować mnie zza pleców. I kiedy w końcu udało Ci się osiągnąć swój cel i zostać pretendentem do mojego pasa znowu postanowiłeś mnie zaatakować. Rozumiem zbłądzić raz, kiedy emocje biorą górę i tkwisz sam ze sobą, nikt nie zwraca na Ciebie uwagi, możesz nie wytrzymać. Ale 3 razy? A kiedy w końcu nie było dookoła nikogo, kto mógłby Cię tym razem uratować twierdzisz, że na to czekałeś? Że pozwoliłeś się tak urządzić? Co Ty w ogóle gadasz, człowieku, obudź się. To nie jest twitter, którym tak bardzo żyjesz, tutaj przyszła weryfikacja. Jak śmiesz mówić, że chcesz dla mnie dobrze? Ciesz się, że jesteśmy w ringu, którego nie będę bezcześcił, ale wiedz, że splunąłbym Ci teraz pod nogi. Na tyle zasługujesz. Jesteś bardziej śliski, niż słój na pomyje, Lopez. Przestań w końcu kłamać. Przestań kłamać, że Twój stan Cię cieszy. Przestań kłamać, że chcesz dla mnie dobrze. Przestań kłamać, że ktokolwiek mnie ogranicza! Przestań... <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;głos Blaze'a lekko się załamuje&gt;</span> bo ja już niczego nie rozumiem. Po tym wszystkim co mi zrobiłeś, Ty naprawdę nie próbowałeś się bronić. Ja... nie wiem co powiedzieć. Cały tydzień nie mogłem spać, myśląc o tym wszystkim, co się stało. Puściły mi nerwy, zrobiłem coś złego, a Ty nie dość, że pozwoliłeś się pobić, to jeszcze nie masz do mnie o to pretensji? Przez całe swoje życie starałem się wyróżniać. Starałem się pokazać ogień, który we mnie płonie. Próbowałem zaimponować innym, potrzebowałem innych, żeby być sobą. A potem pojawiasz się Ty, zupełnie sam, mówisz mi, że jesteśmy tacy sami i chcesz mi pomóc? Chcesz mi pokazać inna drogę? Ja... nie widzę innej drogi, Jose. Nie ma innej drogi. Jestem ja i są Oni. Potrzebujemy się, jesteśmy dla siebie stworzeni. A dopiero gdzieś, za tym całym tłumem, jesteś Ty. I próbujesz mi powiedzieć, że można wejść na szczyt na skróty? Co to wszystko ma znaczyć?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jose przechadza się po ringu przez chwilę i w końcu staje przed Blazem, widać, że na jego twarzy jest teraz wymalowana powaga. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez: </span>Pozwól, że odpowiem ci na to wszystko.. samemu zadając pytania. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;krótka pauza&gt;</span> Axel, czy ty naprawdę wierzysz w  to, że ONI <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;pokazuje palcem na publikę&gt;</span> pomagają ci i mają wpływ na cokolwiek? Czy myślisz, że gdybyś musiał walczyć bez nich, zostaliby wymazani i byłbyś TY oraz rywal, to źle na ciebie by to wpłynęło? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;prychnięcie&gt;</span> BULLSHIT! Byłoby wręcz odwrotnie, bo wszystko zawdzięczasz SAMEMU SOBIE! Ich jęki, wymagania, krzyki.. to rozprasza, to ogranicza. Gdy wyzbywasz się zwracania uwagi na to podczas pojedynku.. możesz dać z siebie jeszcze więcej! Gdybyś teraz dostał kontuzji, która zakończyłaby ci karierę, to po pewnym czasie interesowaliby się tobą fani czy ludzie, z którymi dawałeś sobie po mordzie w ringu? Ja znam na to odpowiedź z autopsji! <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;głębszy wdech&gt;</span> Idąc dalej, dlaczego zinterpretowałeś to wszystko jako droga na skróty? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;lekko poirytowany&gt;</span> Nie ma w tym nic łatwiejszego! Jest odwrotnie. To cięższa droga, z wieloma trupami, po których musisz przejść, z jeszcze większą ilością przemyśleń, czy robisz właściwie, ale to ona zaprowadzi cię na ten szczyt, który jest ci pisany. Tam twoje marzenia staną się rzeczywistością i to takie, o których aktualnie nawet byś nie pomyślał. Zniszczenie wymarzonej celebracji to koszt, który musiałeś ponieść, by się przebudzić. Chcesz być LEGENDĄ? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;patrzy w oczy Axela&gt;</span> Będziesz nią, ale otwórz oczy i przemyśl to wszystko! Masz w sobie to, co nie może być zmarnowane! <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;krótka przerwa&gt;</span> A jeśli o zmarnowaniu mowa... to za chwilę masz walkę z jednym takim, który niby idealnie wpisuje się w to, ale to bzdura. Ten człowiek nie jest zmarnowany, on właśnie teraz jest na swoim miejscu i z chęcią z perspektywy twojego narożnika zobaczę, co ten desperat wymyśli, by uniknąć nieuniknionego... <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;wredny uśmiech&gt;</span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Blaze przełyka ślinę, jakby się czymś bardzo stresował, po czym energicznie potrząsa głową, jakby budził się z rodzaju jakiegoś transu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Czy Ty chcesz mi wmówić, że stojąc w tym ringu naprawdę wierzysz w to co mówisz? Mówisz, że Ci wszyscy ludzie, którzy kupili bilety i siedzą teraz przed telewizorami nie mają znaczenia?  Że nie mają na nic wpływu? Jose, miałem Cię za weterana, a tymczasem okazujesz się nie mieć pojęcia o wrestlingu. Bo widzisz, bez nich, nie byłoby nas. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;cheer&gt;</span> To oni sprawiają, że to nasze "dawanie sobie po mordzie" ma sens i nie jest durnym dawaniem sobie po mordzie. Ależ Ty mi teraz otworzyłeś oczy, Jose. Chłopie, jesteś jak ser, który spadł z krakersa. Bardzo, bardzo, bardzo Ci współczuję i przepraszam za to, co zrobiłem tydzień temu. Nie zdawałem sobie sprawy, jak głęboko zagubiony i samotny się stałeś. Nie miałem pojęcia, że tak nisko można upaść, wybacz mi, Jose. Teraz już rozumiem, Ty po prostu przez ten cały czas wołałeś o pomoc, a ja tego nie potrafiłem dostrzec. Ta cała Twoja gadka, że próbujesz mi pomóc, to tak naprawdę odwrócona psychologia, to przecież totalnie w Twoim stylu. Ty po prostu potrzebowałeś kogoś, kto będzie mógł wyciągnąć Cię z tego bagna i bałeś się, że każdy inny by Cię odrzucił. Ehh, mam za miękkie serce... ale niech Ci będzie. Jak już zauważyłem Twoje wołanie o pomoc to spróbuję wciągnąć Cię znowu na prawidłową ścieżkę. Możesz porzucić tą całą obłudę, te pierdoły, które opowiadasz, żeby usprawiedliwiać swoje decyzje. Wiem, że byłeś kiedyś na moim miejscu i tak cholernie Ci tego brakuje. Dawaj, postawimy Cię na nogi. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;Axel przyjaźnie klepie Jose po ramieniu&gt;</span> Tylko nie myśl sobie, że zapomnę o wszystkim co zrobiłeś. Jestem w stanie potępić czyn, a nie człowieka. Można powiedzieć, że Ci to wybaczam, ale nie zapominam. I dlatego chciałbym, żebyś udowodnił, że faktycznie jesteś po mojej stronie. Dzisiaj staniesz w moim narożniku, a później wpadniemy na event Make a Wish. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;cheer&gt;</span> Małe kroczki, Jose, małe kroczki.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mimo dziwnych zmian nastrojów Blaze'a w jego oczach wciąż widać ogromna niepewność. Co prawda Axel zaczyna się właśnie przygotowywać do starcia, zdejmuje pas, oddaje go sędziemu i rozbiera się do standardowego stroju, jednak wciąż nie odwraca się plecami do Lopeza, który zajął już swoje miejsce koło ringu. Mimo słów, które padły wciąż czuć bardzo dziwną atmosferę między tą dwójką</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/DzMkEu9.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: DzMkEu9.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Non-Title Singles Match<br />
</span><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dan Dowson</span></div>
<br />
Wracamy do ringu po reklamach, gdzie właśnie obaj zawodnicy znajdują się przy linach i Axel Blaze chwyta rywala za nadgarstek. Szybko wykonuje Irish Whip, którym wysyła rywala na przeciwległe liny, sam przechodząc za nim na środek ringu. Mistrz oczekuje lekko pochylony i nadziewa się na Running DDT od wracającego Dana! Jednak nie! Mr. Forever popisuje się niesamowita sprężynką przez głowę i ląduje na równych nogach bez szwanku. Sam rusza do lin, od których się odbija i pędzi prosto na zaskoczonego One and Only. W ostatnim momencie coś jednak wpada do głowy żywej Legendy i reaguje perfekcyjnym High Dropkickiem. Legend in Making jednak nie upada, a jedynie zatacza się i szybko dochodzi do siebie. Na tyle szybko, że kiedy Dowson zrywa się na równe nogi i natychmiast rusza do ataku, Axel wykonuje Clothesline. Niestety, nie trafia, Dan z gracja przemyka pod jego ręką i pędzi do lin, od których się odbija. Bicycle Knee Strike! Jednak nie! The Cage wykonuje Baseball Slide, dzięki któremu unika ciosu i jednocześnie wyślizguje się z ringu. Blaze wskazuje na niego palcem i rozgląda się po publiczności z pytaniem czy ma za nim ruszyć, a fani reagują bardzo entuzjastycznie. Axel rusza w pościg, a Dowson salwuje się ucieczką. Pogoń trwa około pół okrążenia wokół ringu, ponieważ na widok Lopeza koło jednego z narożników zatrzymuje się, próbuje wskoczyć na apron, ale ta chwila zawahania wystarczyła, aby dopadł go Mistrz. Ten od razu chwyta go za kark i trzaska głową rywala o apron, po czym cofa się, aby nabrać rozpędu i popisuje się soczystym Drive by! Sędzia powoli wylicza obu zawodników, ale Real Rock'n'Roller nie zamierza dać się ograć, tak jak MateuszMW, na ostatnim Colosseum, wślizguje się do ringu, aby przerwać liczenie i od razu łapie za głowę The Cage'a i wciąga go na apron. Następnie odwraca go, wciska ręce pod liny i rozpoczyna wypłacanie Beats of Bodhran. Publiczność liczy znacznie szybciej niż sędzia, udaje im się doliczyć do 10 ciosów, zanim sędzia realnie grozi dyskwalifikacją. Blaze unosi ręce do góry, jakby chciał dać do zrozumienia, że przecież on nic złego nie planuje, lecz tak naprawdę nie zamierza odpuszczać. Odwraca rywala przodem do środka ringu, wciska jego głowę pod pachę i wykonuje Suplex ponad linami! Cały ring zadrżał! Obolały Dan czołga się narożnika, a tymczasem Axel wstaje przy pomocy sprężynki i wchodzi w żywiołową interakcję z publicznością. Fani szaleją, a nakręcony Mistrz szykuje się do zakończenia starcia. Jednak nic z tego. Dowson w narożniku wzywa pomocy sędziego, zgłaszając kontuzję. Arbiter zaczyna sprawdzać stan żywej Legendy, a Mistrza odsyła do narożnika. Podirytowany Mr. Forever udaje się do przeciwległego narożnika, chwyta rękami liny i zarzuca włosy na twarz, jakby brakło mu cierpliwości. Po chwili ktoś klepie go w bark. Axel podnosi głowę, nie widzi Lopeza... odwraca się i od razu wyprowadza potężny punch prosto w głowę sędziego! Mistrz powalił sędziego, będąc przekonanym, że to kolejna gierka ze strony Jose, a tymczasem arbiter chciał tylko dać znać, że walczymy dalej! Zdruzgotany Mistrz klęka przy arbitrze, sprawdza jego stan i próbuje przeprosić i ocucić. Z zamieszania korzysta Dowson, który wyczołguje się z ringu, chwyta za krzesło i wraca z nim do ringu. Ustawia się tuż za plecami Blaze'a i wyprowadza uderzenie! Jednak nie! Pusty przelot! To Lopez chwycił za krzesło i wyrwał je z rąk Dana w trakcie uderzenia! Hiszpan tylko z dezaprobatą kręci głową, a The One and Only zaczyna się tłumaczyć. W końcu odwraca się i nadziewa się na Bicycle Knee Strike! Axel nie pozwala mu upaść, od razu przechwytuje i naciąga na Fade To Black! W tym momencie nowy sędzia wślizguje się do ringu, a Lopez z niego wychodzi. Pin! 1... 2... 3! Axel Blaze wygrywa! Choć wciąż z niedowierzaniem patrzy na Lopeza i analizuje co się właśnie wydarzyło.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jesteśmy z kamerą na zapleczu, gdzie obserwujemy, jak Kenneth Riddle idzie korytarzem. Nagle w kadrze znajduje się również Renee Paquette z mikrofonem. Kieruje ona do Sacramento Sainta pytające spojrzenie, które mówi - czy mogę zadać kilka pytań? The Icon odpowiada twierdząco skinieniem głowy i w ten oto sposób nawiązał się nam dialog proszę państwa.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Renee Paquette: </span>Kenneth, wszyscy widzieliśmy, co wydarzyło się podczas ostatniej gali Colosseum pomiędzy Tobą a Rybackiem. Twoja reakcja na jego zaczepkę była dosyć... zdecydowana. Czy mógłbyś jednak powiedzieć nam coś więcej na temat tego napięcia, które jest między Wami?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Mógłbym, Renee, ale po co? Ten człowiek żywi się atencją. Przekroczył granicę, która jest dla mnie święta i odpłaciłem mu się tak, jak na to zasługiwał. Wolałbym skupić się na ludziach, którzy dla odmiany zasługują na uwagę, więc mam nadzieję, że masz też dla mnie przygotowane pytanie o Jorge Cavazosa.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Renee Paquette: </span>Oczywiście, że tak! Nasz Valor Champion wystosował otwarte wyzwanie, na które błyskawicznie odpowiedziałeś. Dlaczego się na to zdecydowałeś? Jeszcze niedawno byłeś na najlepszej drodze do zdobycia głównego mistrzostwa federacji, a teraz patrzysz w kierunku tytułu Valor. Dla niektórych Twoja decyzja może wydawać się niezrozumiała, jakbyś uciekał od LPW World Championship po pierwszym niepowodzeniu.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Auć, Renee, w samo serce! Ale tak zupełnie szczerze mówiąc, nie postrzegam tej sytuacji w taki sposób i nie chciałbym, aby ktokolwiek to robił. Fakty są takie, że Axel Blaze na własne życzenie zajął się problemem, z którym ja zmagałem się już bardzo dawno temu. To, że nie jestem z nimi w radosnym trójkącie, to moja świadoma decyzja. Po prostu czekam na rozwój sytuacji i pomyślałem, że w międzyczasie poszukam możliwości do stoczenia dobrej batalii w całym rosterze Colosseum. Jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę. Zresztą Jorge Cavazos to facet, którego nie trzeba długo szukać - widać i słychać go z daleka, a błyszczący pas mistrzowski na biodrach czyni go jeszcze bardziej atrakcyjnym w roli rywala dla mnie. Bo tym jest dla mnie Jorge - rywalem, nie wrogiem.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Renee Paquette: </span>Oczywiście. Czy zechciałbyś nam jeszcze powiedzieć...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie jednak potężny cios krzesłem spada na  głowę Kennetha Riddle! Chair Shot! Riddle pada jak rażony piorunem. To Ryback! The Big Guy jest ze stabilizatorem na kolano, jednak z bronią w ręku, i w dość niecenzuralnych słowach nakazuje oddalić się Renee Paquette co ta niezwłocznie czyni. Następnie Big Guy urywa kabel podpięty do monitoringu w tym pomieszczeniu i powala kamerzyste ciosem! Kamera ulega zniszczeniu, więc w tym momencie przez kilkanaście sekund dostajemy tylko śnieżenie obrazu, nie wiedząc co dokładnie dzieję się na zapleczu</span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Earlier Tonight</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się do biura Roba Van Dama. Widzimy, że prezes siedzi przy swoim biurku, a na ścianach wiszą obrazy z sytuacji z jego bogatej ringowej kariery. RVD kilka coś na swoim laptopie aż w końcu do biura wchodzi Allan Hill. Widać po jego minie, że nie jest zbytnio zadowolony, że musi tutaj być, ale robi dobrą minę do złej gry.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill: </span>Nie jestem zadowolony, że muszę tutaj przychodzić, ale uważam, że zostałem trochę nadgorliwie potraktowany. Praktycznie każdy tutaj atakuje siebie nawzajem, pozwalają sobie na wszystko, a tylko ja za to poniosłem konsekwencje. Już nie mówiąc o tym, że w procesie sądowym powinien być niezawisły i neutralny sędzia, który nie ma nic wspólnego z oskarżonym. Czy tak było w tym przypadku? Śmiem wątpić. W związku z tym powinieneś znieść konsekwencję, które na mnie nałożyłeś tydzień temu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">RVD przez chwilę patrzy na Hilla, po czym zamyka laptop i odchyla się na krześle.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Wiesz co, Allan? Doceniam, że tym razem wszedłeś przez drzwi, zamiast je rozwalić. Doceniam też, że próbujesz rozwiązać sprawę słowami. To jakiś postęp, ale nie próbuj robić ze mnie idioty. Tak, zawodnicy w LPW atakują się nawzajem. To wrestling. Tyle że większość z nich nie napada na człowieka odpoczywającego po przegranej walce, nie demoluje mojego biura i nie próbuje rzucić się na właściciela federacji podczas rozprawy dotyczącej własnego zachowania. A co do neutralnego sędziego, to nie był sąd federalny. To była wewnętrzna rozprawa LPW, dotycząca zawodnika zakontraktowanego przez moją federację. Jestem człowiekiem, który odpowiada za porządek w tym miejscu, więc to ja podejmuję decyzje.<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;RVD pochyla się lekko nad biurkiem i spogląda Hillowi prosto w oczy&gt;</span> Zakaz zostaje. Będziesz walczył wtedy, kiedy wyznaczę ci przeciwnika, a poza oficjalnymi pojedynkami nie wejdziesz między liny. Pokaż mi, że potrafisz to uszanować, wtedy możemy wrócić do rozmowy. Allan tutaj nie chodzi o kontrolę z mojej strony. Chodzi o to, żebyś wreszcie nauczył się kontrolować samego siebie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">The Broken Prodigy zaciska szczękę, po czym bez pożegnania odwraca się i wychodzi z biura. RVD jeszcze przez chwilę obserwuje zamykające się za nim drzwi, a następnie ponownie otwiera laptop. Kamera gaśnie.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Kiedy powiem sobie dość? Pewnie nigdy ponieważ kocham to co robię ~ Autor nieznany</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><a href="https://www.youtube.com/watch?v=G-UN6uRMBRw&amp;list=RDG-UN6uRMBRw&amp;start_radio=1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">"Raise Your Flag"</a> i na arenie pojawia się Shio Sakazaki, czyli jeden z nowych nabytków federacji. Japończyk ubrany rzecz jasna w strój ringowy, zielone getry, czarne buty, białe owijki oraz charakterystyczną, zieloną wiatrówkę. Rozgląda się trochę po stage'u, spoglądając w kierunku publiczności, po czym spokojnym krokiem udaje się w stronę ringu. Gdy już tam dotarł, z wiatrówki wyciągnął zapalniczkę oraz paczkę papierosów, jednak gdy chciał odpalić fajkę, wokół niego natychmiast zjawiła się obsługa techniczna. Po krótkiej dyskusji, której nie nie było słychać, Shio oddał im swoje zasoby, przy czym odebrał mikrofon i zaczął mówić...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Shio Sakazaki: </span>Na ostatnim Colosseum zawitałem tu pierwszy raz, jednak nie miałem okazji się wtedy przedstawić a chcąc to nadrobić... Konbanwa, Watashinonamaeha.. Shio.. Sakazaki. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;lekka reakcja publiczności, Shio kiwa głową&gt;</span> Ok, wstęp mamy za sobą, więc czas na konkrety. Dwa tygodnie temu pewien osobnik a konkretnie Jay DiMateo, postanowił w dość prymitywny sposób mnie zaczepić. W sumie to nie mam do niego oto żadnych pretensji, podobnie jak ja jest tu nowy i chcąc być tu jakkolwiek zauważonym, musi szukać wszelkich okazji do zaistnienia. Szkoda tylko że w tak słaby sposób, uciekając się do marnej prowokacji ale niech ci będzie Jay, zdobyłeś moją uwagę. Cieszy mnie to, że pomimo twojego nonszalanckiego stylu bycia, masz chociaż jaja i przyjąłeś moje wyzwanie do walki. Widzisz, ja też muszę jakoś zdobyć uwagę by zostać zauważonym, tylko że w przeciwnym kierunku do ciebie, zamierzam wywalczyć to tym <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;unosi do góry zaciśniętą pięść&gt;</span> a nie tym.<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;wykonuje gest "kłapania dziobem"&gt;</span> Co do naszych spraw Jay, przemyślałem je sobie raz jeszcze i doszedłem do wniosku, że ukaranie cię ten jeden raz, mi nie sprawi żadnej przyjemności a ciebie niczego nie nauczy. Jedna walka nie rozstrzygnie tego, który z nas jest lepszy, ja to wiem i ty to wiesz... Więc proponuje ci kolejne wyzwanie a konkretnie Best of Five Series! <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;doraźna reakcja publiczności&gt;</span> Chciałeś fejmu? Cała przyjemność po mojej stronie. Chciałeś tu wszystkich wyjaśniać, masz do tego konkretną okazje. Chcesz na własnej skórze poznać charakter i umiejętności prosto z najciemniejszych ulic Tokio? Wystarczy tylko jedno twoje słowo i twój najgorszy koszmar się ziści. Pokazałeś już jak mocny jesteś w gębie, przyjdź tu i udowodnij to teraz w tym ringu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Shio ściąga swoją wiatrówkę i oddaje ją obsłudze technicznej, oczekując na swojego przeciwnika. </span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W hali rozlega się <a href="https://youtu.be/Lc1Ll-euRSg?si=WpE5YSO-3wFKUnjW" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ten</a> utwór i widzimy, że Jay DiMateo pojawia się na rampie. Ma na sobie czarną, skórzaną ramoneskę, czarne, kanciaste okulary przeciwsłoneczne i standardowy pakiet - białe gacie, białe, wysokie buty i białą frotkę, na prawej ręce. Jay podchodzi nieco bliżej do ringu, jednak w ostatniej chwili wycofuje się i prosi obsługę o mikrofon.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> Zaraz, zaraz, zaraz! Coś mi tu nie gra, panie Kobayashi Naruto Tamagotchi <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;pojedyncze śmiechy i buczenie&gt;</span> pan się uważa za człowieka honorowego i w ogóle takiego kulturalnego, ta? No to coś nie pykło, skoro wchodzisz tu jak panicz i chcesz odpalić sobie szluga. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;sprawdza coś na telefonie&gt;</span> O, AI mówi, że palenie przy innych ludziach jest niekulturalne i pokazuje brak szacunku dla norm społecznych. A, pamiętaj też, że palenie powoduje raka płuc i inne choroby, więc jeśli chcesz się truć, to spoko, ale nie truj tych niewinnych ludzi. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;konsternacja na widowni, ale słychać lekkie brawa&gt;</span> Brawa to się należą panu ochroniarzowi! <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;Jay podaje mu rękę i bije brawo&gt;</span> Skoro mamy już tę sprawę za sobą, to wyjaśnij mi jedno, kitajcu...co ty pierdolisz? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;śmieje się&gt;</span> Jakby, serio. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;side eye&gt;</span> Wyjaśnij mi, czego ty chcesz?! Mówisz, że ja się zachowałem niehonorowo i gadasz jakieś splecione farmazony, a tymczasem prawda jest taka, że to TY, TY się wpieprzyłeś w moją rozmowę! Nie wiem, może knaga Cię zaswędziała i miałeś ochotę na puśkę naszej Marii? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;buczenie&gt;</span> Oj, już nie bądźcie tacy święci! Nie wiem i nawet nie chcę tego analizować, bo ewidentnie nie ma w twoim myśleniu żadnej logiki. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;podchodzi bliżej ringu&gt;</span> Wciskasz jakieś głodne kawałki, o tym, że chce sławy, tymczasem to TY DZWONISZ. To ty wszystko prowokujesz! Wtedy i teraz też! <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;kręci głową z niedowierzania&gt;</span> Chcesz ze mną walczyć pięć razy? Może od razu 20? Albo 50? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;śmieje się pod nosem&gt;</span> Nie wiem czy wystarczy Ci pary, ale jak chcesz to proszę bardzo. Tylko od razu mówię - mam zamiar wygrać pierwsze trzy starcia, więc te dwa ostatnie będą zbędne. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;chwilę nad czymś rozmyśla&gt;</span> Ahh, jeszcze jedno - ukarać to możesz swoją gejszę, czy jak wy tam się bawicie, w tej Japonii. Ode mnie po prostu dostaniesz na PYSK! Ile razy będziesz chciał, skoro tak Cię to jara! <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;Jay roześmiany wchodzi do ringu&gt;</span> A i błagam Cię zacznij się inaczej ubierać, bo czuje się jakbym miał walczyć z jakimś pokemonem.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jay prowokuje jeszcze publiczność i samego Shio, a następnie odrzuca mikrofon, zdejmuje swoją ramoneskę, przekazuje okulary obsłudze i zaczyna rozciągać się przy narożniku.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/4AlkWPy.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 4AlkWPy.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Singles Match <br />
Shio Sakazaki</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo</span></div>
<br />
Wracamy do walki, gdzie DiMateo podchodzi do zgiętego Shio. Ten od razu wyprowadza trzy łokcie na korpus. Sakazaki chwyta przeciwnika za rękę, popycha go na liny i Irish Whipem wysyła go na przeciwległe. Po powrocie mamy Snap Scoop Powerslam od Japończyka. Od razu próba pinu, jednak kończy się to wszystko na jednym klepnięciu w matę. Zawodnik z Tokyo nie poddaje się, od razu podbiega do lin i mamy Asai Moonsault. Piękna akcja, po której obaj wstają dosyć równo, a Shio będąc za przeciwnikiem od razu go chwyta i wyprowadza Reverse Backbreaker into Jumping Neckbreaker. Ależ teraz Japończyk rozgrywa oponenta. Ponownie próba przypięcia, 1… 2… nie, Kickout. Teraz Zawodnik z Tokyo podnosi oponenta za głowę, wyprowadza Gut Kick i chwyta go w Front Facelock. Mamy Suplex od Shio. Jednak nie, Jay wykręca się w powietrzu i ląduje teraz za plecami do oponenta. Nim Japończyk orientuje się w sytuacji, DiMateo posyła rywala w narożnik uderzając jego głową w górną krawędź. Teraz Amerykanin wyciąga przeciwnika za rękę, chwyta jego głowę, rozpędza i wciska go w narożnik między drugą, a trzecią liną tak, że Sakazaki uderza barkiem w ring post. Wyraźnie zadowolony z siebie Made Man wyciąga oponenta za rękę i dokłada jeszcze Russian Leg Sweep. Próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Japończyk chwyta się za obolały bark, a Jay jeszcze go stompuje właśnie w to miejsce i po głowie. Dochodzi do tego, że sędzia musi go odciągnąć i zagrozić dyskwalifikacją, słychać również buczenie na widowni. Amerykanin tylko odchodzi od przeciwnika na chwilę i gestem ręki pokazuje, że wszyscy tylko kłapią buzią. Made Man podnosi przeciwnika za rękę i wypłaca mu łokieć na głowę. Shio odchodzi kilka kroków, żeby oprzeć się o liny. Gdy się odwraca do przeciwnika ten jeszcze atakuje go pięknym Step-up Enzuigiri. Po tej akcji Japończyk wylatuje z ringu między drugą, a trzecią liną. Jay również wytacza się z kwadratowego pierścienia i idzie w stronę rywala. Ten już powoli wstaje, a DiMateo punchami sprawia, że oponent opiera się teraz o barykady dla fanów. Widzowie protestują, a Amerykanin zbywa ich gestem ręki, po czym wyprowadza serię chopów na klatkę piersiową Sakazakiego. Ta od tych ataków już powoli robi się czerwona, a Jay nie odpuszcza, chwyta rywala za głowę i uderza nią o apron. Sędzia nakazuje wrócić im do ringu doliczając już do 6. DiMateo wpycha rywala do kwadratowego pierścienia i sam wślizguje się do środka, od razu próba pinu. 1… 2… nie, Kickout. Jay pokazuje, że zaraz będzie koniec tej walki. Teraz biegnie na liny i wybijając się z drugiej wyprowadza Springboard Moonsault! Prosto na kolana rywala. DiMateo zwija się z bólu, ale powoli wstaje. Tak samo jak Japończyk, obaj zawodnicy są już na nogach Jay próbuje zaatakować puchem przeciwnika, jednak ten pochyla się pod ręką i za chwilę Sakazaki wykonuje Tilt-a-whirl Headscissors Takedown. Piękna akcja, po której chwytając się za plecy DiMateo aż siada na macie. To idealna okazja dla Sakazakiego, który namierza przeciwnika i wyprowadza Greetings from Japan! Ależ mocne kopnięcie w wykonaniu zawodnika z Tokyo i od razu próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Teraz DiMateo leży na macie, a Shio nie zastanawia się i wchodzi na szczyt narożnika. Szykuje się Rising Sun! Japończyk ustawia się i mamy wyskok! Chybione! Shio trafia prosto w matę, a Amerykanin od razu z tej pozycji wyprowadza Springboard Moonsault tym razem trafione! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Żaden z zawodników nie chce oddać tego zwycięstwa. DiMateo teraz pochyla się, żeby podnieść przeciwnika. Mamy Roll-up pin od Sakazakiego! 1… 2… 3?! Nie, Kickout. Obaj panowie wstają w miarę szybko, Shio teraz atakuje przeciwnika punchem, jednak nie trafia i z rozpędu odbija się od lin. Po powrocie to Jay teraz wykonuje Roll-up pin z biegu! 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Jay DiMateo wygrywa to starcie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas teraz do biura Roba Van Dama, który rozmawia przez telefon. Niestety nie słychać jego słów. W tym czasie do biura z impetem wpada wyraźnie zdenerwowany LPW Valor Champion, Jorge Cavazos, trzymając swój pas na ramieniu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Rob, musimy pogadać.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Muszę kończyć, później do Ciebie oddzwonię.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Możesz mi wyjaśnić, Rob, co tutaj się dzieje? Kolejny raz ktoś atakuje mojego przeciwnika i kolejny raz nie mogę odbyć uczciwej walki. Tydzień w tydzień, to ciągle się powtarza. Powtórzę swoje pytanie sprzed tygodnia - czy ty jeszcze nad tym panujesz? Kiedy toczył się turniej o pas LPW World Championship to nie miałeś problemu, żeby grozić każdemu dookoła konsekwencjami w razie interwencji. Teraz to kompletnie nie ma miejsca. Ja rozumiem, że ten tytuł jest dla Ciebie mniej ważny <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;Jorge poklepuje mistrzostwo znajdujące się na swoim ramieniu&gt;</span>, ale to nie może mieć miejsca co tydzień. W sumie to nie powinno mieć miejsca w ogóle. Naprawdę zaczyna mnie to już męczyć.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">RVD przez chwilę milczy, uważnie słuchając słów mistrza. Następnie odkłada telefon na biurko i wstaje z fotela.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Nie próbuj mi wmówić, że Valor Championship jest dla mnie mniej ważny. Ten pas reprezentuje Colosseum, a ty jesteś jego pierwszym mistrzem. Właśnie dlatego nie zamierzam pozwolić, żeby twoja kolejna obrona została po prostu odwołana. Masz jednak rację w jednej kwestii. Kenneth Riddle został zaatakowany, a od tamtej pory nie udało nam się z nim skontaktować. W tej sytuacji nie ma możliwości, żeby wystąpił dzisiaj w ringu. Nie zamierzam udawać, że wszystko przebiega zgodnie z planem, ale nie zamierzam też zostawić cię bez przeciwnika. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;RVD robi krótką pauzę&gt;</span>Znalazłem już rozwiązanie. Dzisiaj zmierzysz się z The Reaperem. To nie jest jedyna zmiana. Zaplanowany na dzisiaj Tornado Tag Team Match nie odbędzie się w pierwotnej formie. Jego czterech uczestników zmierzy się ze sobą w 4-Way Matchu, a zwycięzca zostanie oficjalnym pretendentem do Valor Championship. Walka o to mistrzostwo odbędzie się podczas LPW: Heatwave<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;]Rob spogląda na mistrzostwo znajdujące się na ramieniu Jorge.&gt;</span> Pozostaje jeszcze kwestia stawki twojego pojedynku. Kenneth miał dzisiaj walczyć z tobą o ten pas, ale The Reaper jest zastępczym rywalem, dlatego decyzję pozostawię tobie. Możesz zmierzyć się z nim w zwykłej walce i przełożyć obronę mistrzostwa na inny termin albo postawić Valor Championship na szali również przeciwko niemu. Co wybierasz?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Nic Tobie Rob nie próbuję wmówić, to jedynie wnioski jakie wyciągam z twoich czynów. One zawsze były dla mnie ważniejsze niż słowa. Szkoda, że Kenny nie będzie mógł zawalczyć, to zawsze coś wielkiego móc zmierzyć się z taką żywą legendą, ale Reaper też nie jest kimś przypadkowym. Też miał swoje sukcesy i to będzie na pewno fajny pojedynek. Mam nadzieję, że jemu się przynajmniej nic nie stanie i ten pojedynek dojdzie do skutku. A co do mojej decyzji w sprawie postawienia pasu na szali - tydzień temu zapowiadałem Open Challenge o swój tytuł i nic się nie zmieniło. Nie mam problemu, żeby postawić ten pas na szali dzisiejszego pojedynku nawet po zmianie przeciwnika. A teraz wybacz, ale muszę się udać przygotować do swojego pojedynku.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jorge obraca się na pięcie i wychodzi z gabinetu Generalnego Managera, a obraz z kamery gaśnie.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Czerwony jak cegła, albo jakiś inny alkoholik, kto ma wiedzieć ten wie ~ Autor nieznany</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/k6hppX1.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: k6hppX1.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Singles Match<br />
 Nathan Martin</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill</span></div>
<br />
Wracamy po reklamach, gdzie to Allan wbija przeciwnika w narożnik i od razu dokłada Corner Clothesline. Wbity Martin nie pada jednak na matę, więc jego rywal atakuje go Shoulder Trustami. Teraz dopiero Nathan siada w narożniku, a Hill podnosi go za rękę. W tym momencie Nathan wyswobodzą rękę poprzez Gut Kick. Teraz Nate odbija się od lin i inkasuje jeszcze Big Boot od oponenta. Kanadyjczyk pada na matę, a czarnoskóry zawodnik próbuje przypiąć rywala, jednak na próba kończy się na dwóch. Teraz Anglik podnosi rywala za rękę i chwyta pod Fallaway Slam. Wyrzuca przeciwnika za siebie, jednak Nate upada na nogi. Allan nie zdając sobie z tego sprawy powoli wstaje i jest jeszcze odwrócony do przeciwnika plecami. Martin korzysta z tego i Dropkickiem posyła swojego rywala w stronę lin. Zaskoczony Hill chwyta się za górną linę trzymając jednocześnie za uderzone przed momentem plecy i spogląda na przeciwnika. Zawodnik z miasta Beatelsów nieco się irytuje na ten atak i rozpędza w stronę rywala, który również stoi przy przeciwległych linach. Nate sprytnie naciąga górną z nich, przez co Anglik wylatuje poza ring. Teraz Allan będąc na macie z wściekłością uderza rękami o matę otaczającą ring, jednak za chwilę przypomina sobie, żeby nie ponosiły go emocje i wykonuje gest rękami jakby się uspokajał. Martin nie traci czasu i wykorzystuje roztargnienie rywala częstując go jeszcze poprzez Suicide Dive. Publika jest zadowolona z tego co widzi, ale Kanadyjczyk nie zwraca na to uwagi i stompuje przeciwnika. Teraz podnosi go i ciska w stronę ringu, żeby go wtoczyć do środka i sam się tam wślizguje. Hill wstaje, a Martin Irish Whipem kieruje go na liny jednak nie, mamy kontrę i to Nate biegnie w stronę lin. Po prostocie Anglik próbuje Clothesline, lecz Nathan uchyla się pod ręką przeciwnika, zatrzymuje się zaraz za nim i częstuje go jeszcze poprzez Pele Kick. Od razu próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Martin wstaje i ustawia się w narożniku obserwując swojego rywala. Ten powoli się podnosi do pozycji siedzącej. Kanadyjczyk jakby tylko na to czekał. Rozpędza się i mamy Lowe Your Head! Hill przechwytuje nogę oponenta! Nathan w szoku, a Allan śmieje się w demoniczny sposób i kiwa przecząco głową. Teraz się podnosi cały czas trzymając nogę oponenta. Momentalnie Anglik przyciąga do siebie przeciwnika, obejmuje rękami i mamy Overhead Belly-to-belly Suplex. Ależ teraz akcja, po której zawodnik z miasta Beatelsów staje w narożniku i czeka jak jego przeciwnik przed momentem. Nate w końcu wstaje i mamy Spear! Potężna akcja wbija w matę Kanadyjczyka i od razu próba pinu. 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Można powiedzieć, że w ostatnim momencie. Wyraźnie rozdrażniony Anglik znów się podnosi i oczekuje na swojego rywala. Nate słyszy, jak jego rywal dyszy i zachęca go do powstania. To się w końcu dzieje i nabuzowany Hill bierze rozpęd i mamy Blackout! Chybione! Martin pochyla się pod bicepsem przeciwnika. Teraz Allan odbija się od lin, Nathan się odwraca i mamy Superman Punch! Zamroczony Allan pada na matę, a Nate próbuje przypiąć przeciwnika. 1… 2… 3?! Nie, Kickout. Ależ wytrzymały jest Anglik. Nate pomaga przeciwnikowi wstać podnosząc go za rękę i ustawia się za nim. Martin go „odwija” i mamy Kiss of Solipsism! Jednak nie, Hill w ostatnim momencie odpycha kolano przeciwnika na bok. Allan odbija się od lin i mamy Blackout! Jednak Nate znów pochyla się pod ręką, jednocześnie łapie ją w drugą i Anglik znów jest w potrzasku. Nate znów szykuje przeciwnika pod Kiss of Solipsism! Tym razem udane! Próba pinu, 1… 2… 3?! Tak, to koniec, zwycięża Nathan Martin!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na arenie rozlega się "Undead" i wiadomo, że w drodze na ring Dan Dowson. Ten staje na rampie, wyciągając rękę w górę na co niemal natychmiast milknie jego theme song.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dan Dowson:</span> Przez ostatnie dni, tygodnie, wydawało mi się, że śnię. Wreszcie, po wychodzeniu jak debil i rzucaniu słów do ściany, która jedyne, co potrafiła, to buczeć nagle stał się cud! Nawet nie mówię o walce z domorosłym prawnikiem, czy gościem, co potrafi łatwo pomylić wodę z wódą. Nie, pojawił się ktoś, kto uważa siebie za stwórcę. Za kogoś, kto mocą swojej wyobraźni tworzy dzieła, które ożywają. Naprawdę fascynujące, czekające na wizytę u ludzi, którzy mu pomogą zakończyć te marzenia. Wracając do tematu - macanie po jajach nie brzmi zbyt męsko, a to właśnie robiłeś, jakbyś czegoś zazdrościł. Czyżby te twoje dzieło *Dowson wymownie robi palcami znak oznaczający cudzysłów" wyszło aż tak zajebiste? Myślałem, że to jakiś kaprys, mimowolna chęć sprawdzenia wizji przełożonej na real, ale na zeszłej gali... To przekroczyło wszelkie granice. Wydaje ci się, że możesz wyjść w moim mieście, aby spierdolić moją pierwszą od długiego czasu walkę przed mieszkańcami mojego miasta? Wychodzi na to, że zawiść, chęć zaistnienia wystarczyła, abyś udowodnił, że z tworzeniem masz tyle samego wspólnego, co Butla z byciem abstynentem.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nathan, słysząc to wszystko, szeroko i przerażająco się uśmiecha. Następnie podnosi się, po czym bije brawo i mimo zmęczenia po walce prosi o mikrofon. Pracownik mu go wręcza. W tle Hill wyrolowuje się z ringu. Nate jeszcze przez chwilę rozgląda się dookoła i szybko mruga oczami, po czym patrzy już na pana marudę, który jest na rampie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin:</span> Hę? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;wygląda, jakby nie dowierzał&gt;</span> Tak po prostu? Bez gaszenia świateł? Tym razem wchodzisz, gdy jest tak jasno? Niesamowite! <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;zaczyna bić brawo&gt;</span> Co za rozwój postaci! Danie Dowsonie... to może przy okazji kolejna zmiana imidżu? Hmm? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;uśmiecha się&gt;</span> Chociaż może lepiej nie? Teraz jest idealnie! Odnalazłeś się. Do twarzy ci... z tym obrazem nędzy i rozpaczy. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;prycha, po czym przeczesuje włosy palcami&gt;</span> Zdaję sobie sprawę, że całkiem nieźle wyglądam, ale Dan, nie musisz dorabiać takiej ideologii do mnie i do swoich jajek. Ja po prostu... po prostu.. sprawdzałem, czy ty je jeszcze w ogóle posiadasz! Mogłem się domyślić, że już ci tego brak, ale sprawdziłem i po pierwszym razie aż ciężko było uwierzyć, że ktoś, kto jest tak wyszczekany i jest odbierany jako ''legenda'' nie ma ani odrobiny.. ovoj <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;odchrząka&gt;</span> To z języka esperanto, oznacza to jaja, nie chcę być gorszy od innych, a przecież każdy język należy i tak do mnie. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;uśmiech&gt;</span> Potem dałem ci drugą szansę i ponownie tam uderzyłem, żeby mieć już miiiiliooon procent pewności, ale mogę oficjalnie potwierdzić - tam nic nie ma... Tutaj również. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;pokazuje palcem na głowę&gt;</span> No bo jak inaczej wyjaśnić to, co ty właśnie wygadujesz? Atakujesz mnie po mojej debiutanckiej walce i dziwisz się, że... ci się odwdzięczam? Dziwny tok myślenia, Danny, musiałbyś załatwić mnie na AMEN! A nie jest to możliwe, bo wtedy świat by sie skończył... <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;przerażająco się uśmiecha&gt;</span> Chociaż dla ciebie to może bez różnicy? W końcu jesteś już tylko popychadłem, które męczy się z Mateuszem, a śmiem stwierdzić, że jest jednym z tych moich tworów, które najwybitniejszymi zawodnikami nie są.. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">&lt;wzdycha&gt;</span> Zmierzam do tego, że twój brak wdzięczności względem mnie jest okropny, bo prócz mnie.. to ty NIKOGO nie obchodzisz Dan.. totalnie nikogo.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Te słowa chyba poirytowały Dowsona, bo z naburmuszoną miną zmierza do ringu. Nathan czeka na niego i zaprasza go, obaj odrzucają mikrofony i Dan wślizguje się do kwadratowego pierścienia. Martin od razu rzuca się na niego i próbuje przechwycić głowę. Dan wyrywa się, sprytnie łapie jego nogę i przewala Nate'a, po czym w parterze zaczyna go obsypywać ciosami. Kanadyjczyk jednak daje rade przeturlać się i to teraz on jest w dosiadzie nad One and Only i tłucze go solidnie. Pan maruda rodem z San Diego zrzuca z siebie The Solipsista i nogami go odkopuje, po czym momentalnie wstaje. Próbuje wypłacić punch w twarz Nate'a, ale ten unika i będzie ponownie Low Blow! Albo i nie! Tym razem Dowson jest przygotowany na to i chroni krocze, łapiąc rękę Nathana. Dokłada mu szybki Headbutt i momentalnie dorzuca Kill the Lights, czyli swój własny Superkick! The Creator dosłownie pada jak rażony piorunem. Allan Hill w tle odchodzi w kierunku rampy i chwilę się temu z lekką irytacją przygląda, ale po prostu idzie na zaplecze. Na arenę wbiega za to ochrona i tym razem nie do niego. Dan Dowson coś jeszcze trashtalkuje do leżącego Nathana i gdy widzi już ochroniarzy, to szybko wychodzi z ringu z wrednym uśmiechem na twarzy. Amerykanin zadowolony z siebie idzie w kierunku wyjścia, przy okazji słyszy spore buczenie. One and Only na chwilę zatrzymuje się jeszcze i zaczyna przekomarzanie z fanami. Półprzytomny i leżący nadal w ringu The Creator podnosi mikrofon i ledwo przykłada go do ust, przy okazji śmieje się maniakalnie w dosyć obolały dla siebie sposób.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin:</span> Pięknie! C-cudownie! Widzę to... musimy to zrobić. Następne Colosseum. Ja kontra ty, Dan. Burried Alive Match! Zakończmy to wszystko. Zamiast zakopać topór wojenny.. jeden zakopie drugiego żywcem!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dan Dowson:</span> Serio? Zakopanie żywcem? Wow, cóż za zaszczyt mnie może spotkać. Najchętniej tak tępo szukającego atencji gościa bym olał, jak większość, ale masz to. Kolejne Colloseum.<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Każde pokolenie ma własny czas, a teraz czas na reklamy ~ Autor nieznany</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na zaplecze gdzie widzimy poirytowanego Uszczelkę idącego korytarzem. W rogu korytarza stoi jego partner Zygmunt Butla z butelką.. wody??? Uszczelka podchodzi do niego i wytrąca mu ją z rąk.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Uszczelka:</span> Słyszałeś co szef wymyślił? Zamiast rozprawić się z gówniarzami raz, a porządnie dostaliśmy walkę o miano pretendenta. Mało tego do tej stawki wsadza ciebie! Nie obraź się Zygmunt, ale przez cały ten czas wyciągałem do ciebie rękę i chciałem ci pomóc. Ty zamiast skorzystać z tej pomocy złapałeś mnie za tę rękę i ciągniesz mnie do siebie na dno. Wiesz jaka jest zasada w hydraulice? Jak jest wyciek to starasz się go zakleić, ale jak mimo to wycieka dalej to po prostu wymieniasz te rurę na nową. Gdybym nie niańczył cię cały ten czas i pilnował żebyś nie przegrał z nałogiem to spójrz gdzie bym teraz był!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Butla patrzy na rozlaną wodę, po czym ociera mokrą dłoń o spodnie i spogląda na Uszczelkę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Butla:</span> Zbyszek, ja kiedyś przez trzy dni piłem z takim Mietkiem spod Bydgoszczy. Cały czas gadał, że gdyby nie on, to dawno leżałbym w rowie, bo mnie pilnuje, prowadzi i wyciąga z kłopotów. Czwartego dnia przyszło dwóch chłopów upomnieć się o jego dług. Mietek zamknął się w kiblu, a ja zostałem sam. Dostałem po mordzie, oddałem mocniej, a rano ten pajac wszystkim opowiadał, że wygrał dzięki swojemu planowi. I wiesz co? Ty zaczynasz gadać dokładnie jak on. Może czasem przeszkadzałem, może czasem trzeba było po mnie poprawiać, ale kiedy wygrywaliśmy, jakoś nie mówiłeś, że ciągnę Cię na dno. Teraz RVD daje mi szansę i nagle jestem rurą do wymiany? Może szef po prostu widzi we mnie coś więcej niż Twojego pomocnika. A Ty chyba pierwszy raz zobaczyłeś, że Butla może stanąć nie za Tobą, tylko naprzeciwko. Widzę, że zaczynasz się obawiać, to dobrze, bo czasem nawet ktoś taki jak ja potrafi zaskoczyć.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Uszczelka podnosi głos na kolegę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Uszczelka:</span> Zygmunt ty już masz kompletnie mózg zalany dyktą! Już raz ci narobiłem guzów na głowie i myślałem, że zmądrzejesz! Jak ty chcesz walczyć o miano pretendenta, jak ty sam ze sobą i swoim nałogiem nie potrafisz wygrać?! Mnie twój kolega Mietek żul nie interesuje i nie próbuj mnie do niego porównywać! Miałem cię za kolegę i nic więcej, pomocników nie potrzebuje. Po takich pomocnikach to mój dziadek na konia wsiadał. Jedynym zaskoczeniem będzie jeśli znów nie wyjdziesz nafurkany do walki. Jak już się dotoczysz do tego ringu to siądź w kącie i chociaż ten jeden, jedyny raz daj mi wziąć sprawy w swoje ręce. Stawka jest teraz zbyt wysoka, żeby znowu puściły ci zawory, a ja bym musiał sprzątać te gówno po raz kolejny.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Uszczelka wychodzi i trzaska mocno drzwiami od szatni, po tym kadrze kamera płynnie przenosi nas do szatni Miguela Escobara.The Prince of Spain siedzi na krześle i skupia się na dzisiejszym pojedynku podczas gdy Sara rozmasowuje jego barki. Drzwi do szatni się otwierają, a do środka wchodzi Legacy Breaker, po którym już na pierwszy rzut oka widać, że targają nim bardzo duże emocje. Sara kończy masaż, a Miguel patrzy na Prestona.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele: </span>Dużo ostatnio myślałem nad sytuacją z ostatniego Colosseum i muszę sam przyznać, że dałem ponieść się emocjom. Należą ci się przeprosiny z mojej strony. Nie powinienem się tak zachować w stosunku do ciebie. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na twarzy Hiszpana pojawia się delikatny uśmiech po tych słowach.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele: </span>Mogliśmy pokonać tych nieudaczników już drugi raz gdybym nie był samolubny. Boli mnie to tym bardziej, że jesteś jedyną osobą, która zawsze trzyma moją stronę co by się nie działo i mogę na ciebie liczyć na dobre i na złe.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Miguel twierdząco kiwa głową, a następnie oddycha z ulga.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar: </span>Cieszę się, że wreszcie to zrozumiałeś. Nigdy nie działam na twoją szkodę i wiem, że razem możemy więcej. Nie naraziłbym tej współpracy. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Escobar w tym momencie wstaje i chwyta Prestona za bark.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar: </span>Swoją drogą RVD wprowadził niemałe zamieszanie przy naszej walce. To nie będzie walka tag teamowa.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Preston zmarszczył brwi ze zdziwienia.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar: </span>Zawalczymy w fatal 4-wayu. Ty, ja, Butla i Uszczelka, a w stawce będzie title shot na pas Valor. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Steele zbierał jeszcze myśli, a Hiszpan kontynuował.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar: </span>Wiem, że każdy z nas będzie nastawiony na zwycięstwo i wiem, że zarówno ty jak i ja możemy to wygrać. Najważniejsze jednak jest to, że po tej walce kończy się nasza historia z tą dwójką. Zostawiamy to za sobą i rozpoczyna nową przygodę w drodze do pasa mistrzowskiego. Wygrana któregoś z nas to sukces naszej dwójki, pamiętaj o tym.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Miguel po tych słowach zbiera rękę z barku Prestona, macha głową do Sary i opuszcza szatnię.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Mogłaś być już na dnie, ale wypłynęłaś ~ Autor nieznany</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na arenie wybucha nigdy nie slyszana <a href="https://www.youtube.com/watch?v=LZNAU_rYMRs&amp;list=RDLZNAU_rYMRs&amp;start_radio=1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Muzyka</a> Po chwili w stronę ringu zmierza wyraźnie zadowolony z tekstu utworu MateuszMW. Zawodnik leje się oliwką po czole i świeci się jak psu jajca, do tego dokłąda swój dresiarski uśmiech, a następnie przechodzi pod górną liną i melduje się w ringu</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">MateuszMW:</span> Siemanko z dumą wszech i wobec oświadczam Wam, że w końcu udało mi się wejść na odpowiednie tory. Moje ostatnie dokonania bez wątpienia są tego dowodem. Tylko ja jestem w stanie w tak szybki sposób podnieść się, wstać z kolan i pokazać, czym jest prawdziwa krakowska siła! Widzicie kim powoli się staję? O czym wielokrotnie Wam mówiłem..... O czym moja mama mówiła? Pamiętacie?<br />
<br />
 <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach MateuszMW bierze oliwkę i nakłada ją na swoją łysą głowę. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">MateuszMW:</span> Jeśli Wam gdzieś to umknęło to powtórzę jeszcze raz. JA MATEUSZ MAM WSZYSTKO, CO POTRZEBUJE PRAWDZIWA GWIAZDA FEDERACJI I NIKT NIE JEST W STANIE MI ODEBRAĆ ZAWZIĘTOŚCI, KTÓRA PRĘDZEJ, CZY PÓŹNIEJ ZAPROWADZI MNIE NA SAM SZCZYT. Wiem, że jest to żmudny proces, ale sukces jest mi pisany. W ogóle ostatnio zastanawiałem się, kim jest David Otunga? Co to za przychlast noszący garnitur i teczkę.... Czy on nie powinien walczyć? Mniejsza..... Jebać go. W tym momencie dla mnie liczy się dobra passa oraz wiara mamy i mistrza Dereka! Dziękuję Wam za wszystko, co dla mnie zrobiliście! Derek jesteś najlepszy, szkoda że nie ma Cię w moim brandzie :/ <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na arenie rozbrzmiewa „All About The Power”. David Otunga pojawia się na rampie już w stroju ringowym. Spokojnie spogląda w stronę ringu, gdzie czeka na niego MateuszMW, po czym bez pośpiechu rusza w jego stronę. Wchodzi między liny i staje naprzeciwko swojego dzisiejszego przeciwnika. Pracownik techniczny podaje Adwokatowi mikrofon, a ten przyjmuje go bez słowa.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: Mateusz, muszę ci coś przyznać. Jestem pod naprawdę wielkim wrażeniem. Tyle słów, tyle zapewnień, tyle wiary w siebie... że aż zacząłem się zastanawiać, ile czasu zajęło ci przygotowanie tej przemowy. Słuchając cię przez chwilę pomyślałem, że ktoś napisał tę przemowę za ciebie. Ale potem przypomniałem sobie, że nawet najlepszy program sztucznej inteligencji nie jest w stanie dopisać ci osiągnięć, których zwyczajnie nie masz. Bo jeżeli naprawdę miałeś czas, żeby to wszystko przemyśleć, a najlepszym dowodem swojej wielkości jaki udało ci się znaleźć, jest jedno zwycięstwo i remis z kimś takim jak Dan Dowson to chyba powinienem ci współczuć.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Legal Killer spogląda w stronę publiczności z wyraźnym niesmakiem, jakby zakończenie jego walki z Dowsonem na Ascencion dalej go gryzło.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: W każdym bądź razie... Mówisz, że w końcu wszedłeś na właściwe tory. Tylko widzisz Mateusz... problem polega na tym, że ja nawet nie jestem pewien, czy my jedziemy tym samym pociągiem. No bo Ty mówisz o przyszłości, o byciu twarzą federacji, o tym co dopiero osiągniesz. Ja patrzę na to co już osiągnąłeś. I między tymi dwiema rzeczami jest kolosalna, wielotomowa wręcz różnica.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">The Harvard Hammer spogląda na rozsmarowaną oliwkę na głowie Mateusza.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga:</span> A skoro już wspomniałeś o mnie... zastanawiałeś się kim jestem. Prawnikiem, wysportowanym atletą, a przede wszystkim człowiekiem, który potrafi przygotować się do swojej sprawy i kimś kto rozumie różnicę między twierdzeniem a dowodem. Ty twierdzisz, że jesteś przyszłą gwiazdą, kiedy ja potrzebuję tylko jednej rzeczy, żeby sprawdzić wiarygodność twoich słów.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">The Verdict Maker wskazuje palcem w dół, w kierunku maty.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga:</span> Tego. Nie obchodzi mnie twoja mama. Nie obchodzi mnie, co powiedział ci ten dziwoląg z Elysium. I szczerze mówiąc nie obchodzi mnie nawet to ile oliwki potrzebujesz, żeby poczuć się jak przyszły mistrz. Uświadom sobie, że dzisiaj nie walczysz z człowiekiem którego możesz pokonać samą pewnością siebie. Skończyliśmy już z motywami. Teraz przedstawimy dowody i zakończmy już tę sprawę, za długo ona trwa.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Otunga oddaje mikrofon sędziemu i zmierza w stronę swojego narożnika.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/i7KUp9k.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: i7KUp9k.png]" class="mycode_img" /><br />
 <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match</span> <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">MateuszMW</span></div>
<br />
Wracamy do pojedynku, gdzie to Mateusz stompuje siedzącego w narożniku przeciwnika. Przyciska go kolanem do rogu ringu, aż sędzia interweniuje i po doliczeniu do 4, Polak puszcza. Sędzia grozi mu palcem i poucza, że nie może przesadzać. Polish Fucker (nie no, nie mogę z tego XD) przepycha teraz na bok arbitra i podnosi za rękę swojego rywala. Irish Whip w przeciwległy narożnik. Otunga wbija się w narożnik, zaraz za nim biegnie Mateusz. David jednak plecami odbija się od narożnika w taki sposób, że nie odczuwa bólu i Chlothesline’m powala przeciwnika. Ten dosyć szybko wstaje, ale Adwokat podchodzi do boku rywala i od razu wypłaca mu Olympic Slam. Amerykanin od razu po tej akcji przypina, 1… nie, Kickout. Mateusz się nie poddaje. Otunga pomaga przeciwnikowi wstać chwytając go w odpowiedni sposób w pasie. Gdy udaje się podnieść rywala, cały czas trzymając go zgiętego za pas, David wykonuje Gutwrench Suplex. Amerykanin prezentuje teraz swoje umiejętności techniczne. Mateusz po otrzymaniu ataku chwyta się za plecy, ale wstaje przy linach. David atakuje go przy linach punchami. Irish Whip na liny, jednak nie, za chwilę przyciąga do siebie oponenta i mamy Short-Arm Lariat. Mocno obity Polak leży teraz na macie, a Adwokat próbuje teraz przypiąć. 1… 2… nie, Kickout. Po tej próbie The Big MW wytacza się poza ring i aż klęknął z bólu. David również wyszedł z ringu i punchem atakuje rywala. Teraz chwyta Polaka za tył głowy i wpycha go w metalowe schodki. Jednak nie, Mateusz w ostatniej chwili odwraca się i to Otunga wpada plecami w podesty. Adwokat aż jęknął z bólu, a Polak dokłada jeszcze stompy na plecy oponenta. The Big MW pomaga wstać przeciwnikowi i wrzuca go do ringu, a sam pakuje się na szczyt narożnika. Mamy wyskok i piękny Diving Senton. Od razu próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Polak wstaje w bardzo podobnym tempie do swojego rywala. Mateusz odbija się od lin i dokłada jeszcze Jumping Clothesline. Polak nie próbuje pinu, podnosi rywala do stójki i Irish Whipem wysyła go do narożnika. Krótki rozpęd i mamy Corner Splash! Jednak w pusty narożnik. David w porę się odsuwa. The Big MW opiera się teraz o narożnik klatką piersiową, a Otunga chwyta w pasie przeciwnika i wyprowadza Release German Suplex. Polak trzymając się za kark wstaje. Adwokat popycha go na liny, a po porwiecie mamy Sit-Out Spinebuster. Proba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Teraz Amerykanin podnosi Polaka do stójki, wyprowadza Gut Kick o odbija się od lin. Szykuje się Legal Precedent! Jednak Mateusz w porę się prostuje, wrzuca rozpędzonego przeciwnika na bark i mamy Powerslam! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Mateusz kiwa głową i kieruje się teraz do swojej oliwki w narożniku. Polewa nią swoją głowę i naciera bardzo grubo. Teraz oczekuje, aż jego rywal wstanie. Szykuje się Łysy Punch! Otunga wstaje, Polak chwyta go za kark, jednak Adeokat odpycha przeciwnika i po prostocie Mateusz otrzymuje Motion to Dismiss! Od razu próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Żaden nie chce oddać tego zwycięstwa. Otunga wstaje i pomaga również podnieść się przeciwnikowi za rękę. Wyniesienie pod Fireman’s Carry i szykuje się Final Judgement! Jednak nie, Mateusz w porę się orientuje, szamocze się na barkach rywala i trzema łokciami ostudza jego zapał. David odpuszcza, a Mateusz pada na nogi za swoim przeciwnikiem. Teraz The Big MW odwraca oponenta do siebie przodem i mamy Łysy Punch! Jednak tym razem gdy Mateusz już jest w powietrzu, Otunga wypycha go do przodu, przez co Polak ląduje plecami na macie sam. Grymas bólu na twarzy The Big MW, a Amerykanin podnosi oponenta za rękę, Irish Whipem wysyła na liny i po powrocie mamy The Verdict! Udane! Próba pinu, 1… 2… 3?! Tak, to koniec! David Otunga wygrywa!]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Elysium #2 - Kansas City, Missouri - 01.08.2026r.]]></title>
			<link>https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=192</link>
			<pubDate>Sat, 01 Aug 2026 00:25:01 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://www.l-p-w.pl/member.php?action=profile&uid=20">Jakub</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=192</guid>
			<description><![CDATA[<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e82a1f;" class="mycode_color">Earlier this week...</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery przenosi nas do baru. Widać wiele osób, które żyją swoim życiem i przeżywają własne historie. Zbiry, kobiety szukające przygód, szarzy ludzie, którzy potrzebują ukojenia. Miejsce to łączy tych wszystkich osobników. Słychać, że jest dosyć głośno. W pewnym momencie kamera robi zbliżenie na Axela Blaze'a! Mistrz siedzi przy barze, mając obok siebie piękną niewiastę, której właśnie Blaze ubrany w ramoneskę się przysłuchuje i przytakuje. Nie widzimy już w nim tej agresji, do której mogliśmy przywyknąć przez jego ostatnie występki. To jest jego miejsce resetu oraz relaksu, można jedynie lekko dostrzec, że myślami nie jest do końca tutaj, mimo że zapewne bardzo by tego chciał... Obok Axela po jego lewej stronie dosiada się pewien mężczyzna, przyodziany jest w zwykłe czarne proste spodnie, martensy oraz białą koszulkę, siedzi tyłem do nas, ale do złudzenia kogoś przypomina.. Facet ten prostym gestem prosi, by barman zapodał mu tak zwaną kolejkę i czeka. Niczego nieświadomy Amerykanin nadal gawędzi z kobietą, którą tu poznał. Koleś z krótszymi czarnymi włosami odbiera kieliszek, po czym.. wylewa go i mówi, że on nie będzie propagować alkoholu. Ten głos rozpoznaje Axel, który odwraca się szybko, ale jest już za późno, bo to Jose Lopez, który wypłaca Headbutt! Mistrz momentalnie łapie się za twarz,a przerażona kobieta odchodzi. Lopezzo kopie Blaze'a w brzuch i ciska nim na jeden ze stolików i ten rozwala się, nie wspominając o rzeczach, które były na nim. Ludzie zaczynają odchodzić, a niektóre rzezimieszki z uśmiechem na ustach przyglądają się temu i kibicują, by bójka trwała. Jose rzuca się na leżącego Blaze'a i wykrzykuje z sadystycznym uśmiechem wymalowanym na facjacie, że Axel miał być gotów, a wcale nie jest. Mr. Forever instynktownie łapie Jose za twarz i próbuje go zepchnąć, jako tako udaje mu się to, obaj podnoszą się, jednak niewiele to daje, bo Anti Heroe sięga po metalową tackę, która jest w pobliżu i wali nią prosto w głowę Amerykanina! Blaze konkretnie cierpi, a Jose przechwytuje jego głowę i robi Hasta Luego na wcześniej rozwalony stolik! Barman wykrzykuje, że policja jest już w drodze. Jose spogląda tylko na zdewastowanego LPW World Championa i odchodzi. Kilka osób próbuje udzielić pomocy Legend In Makingowi. Widok z kamery znika...</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/cNDyCwA.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: cNDyCwA.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-size: xx-large;" class="mycode_size"><span style="color: #68C4E8;" class="mycode_color">Elysium #2<br />
Kansas City, Missouri - 01.08.2026r.</span></span></div>
<br />
<iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/ZAt8oxY0GQo" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wybrzmiewa "Heavy is the Crown" od Linkin Park a to może oznaczać tylko jedno w terminarzu gal wrestlingowych - czas na drugą odsłonę Elysium! Kamera przejeżdża po całej hali, ujmując fanów zebranych na trybunach. Większość z nich z transparentami w ręku oraz w koszulkach swoich ulubieńców. Kamera zatrzymuje się na chwilę na grupce oddanych wyznawców Maxwella Ransoma, którzy skandują jego imię, po czym przejeżdża na środek, pokazując ring w którym stoi już Samantha Irvin, czekająca na możliwość zapowiedzenia pierwszej z walk!</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/lMYDu1Y.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: lMYDu1Y.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="color: #68C4E8;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Derrick Mantel vs El Garra de Gato</div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Derrick Mantel stoi w bojowym nastawieniu w swoim narożniku, natomiast El Garra De Gato właśnie kończy swoje wejście. Z rozpędu wślizguje się do ringu... i Mantel zrywa się do ataku. Kociarz jest na to przygotowany i nie daje się zaskoczyć. Obaj rzucają się w wir wymiany punchy, który jest tak niezwykle intensywny. W końcu obaj lewą ręką chwytają się za karki, a prawą ręką wyprowadzają ciosy bezpośrednio na twarz. Sędzia próbuje interweniować, rozdzielić obu zawodników, ale jest bezsilny. Wrestlerzy zwarli się zbyt mocno. Kolejne razy spadają na twarze obu zawodników i zrozpaczony arbiter postanawia poprosić o pomoc. Patrzy błagalnie w stronę rampy i zamaszystym ruchem wzywa wsparcie. Ochroniarze działają niezwykle sprawnie, momentalnie wybiega pierwszy, za nim kolejny i jeszcze jeden, aż w końcu zjawia widzimy już całą grupę ochroniarzy pędzących prosto do ringu. Jednak zaraz za nimi pojawia się Nick Aldis, który uzbrojony w mikrofon zatrzymuje się na rampie i... gestem ręki zatrzymuje ochronę?</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Ochrona STAĆ! *wśród wszystkich na arenie zapada konsternacja* Obiecaliśmy Kansas City starcie Derricka Mantela z El Garra de Gatą, tak? *Publiczność zgadza się głośnym "YES!" w trakcie gdy Mantel z Kociarzem dalej okładają się w najlepsze* No więc Kansas City dostanie to na co liczyło!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ochroniarze na te słowa otaczają ring szczelnym pierścieniem, zakładają ręce za plecami i obserwują dalszy przebieg wydarzeń. Tam zawodnicy zdają się kompletnie nie przejmować zamieszaniem dookoła i dalej wymieniają się ciosami. Nagle Mantel zmienia strategię i wyprowadza szybki Headbutt, który lekko oszałamia przeciwnika, więc dokłada kolejny i jeszcze jeden. Kociarz cofa się o krok, a Ego Top postanawia wykorzystać nadarzającą się okazję i rusza z Running Clothesline'em. Jednak Meksykanin jest na to przygotowany, unika ręki schylając się, szybko odwraca się w stronę rywala i teraz to on zaskakuje go błyskawicznym Low Kickiem, po którym dokłada jeszcze Mule Kick. Amerykanin zgina się w pół, a Koci Luchador od razu wciska jego głowę pod pachę. Lone Wolf jednak doskonale wie co się szykuje. Natychmiast następuje piętą na stopę Zamaskowanego Kociarza, a następnie napierając całym ciała pcha spycha go do narożnika. Natychmiast wykorzystuje pozycję, aby dołożyć całą serię Shoulder Thrustów. W końcu się prostuje i dokłada jeszcze Knife-Edge Chop! Ależ to huknęło! Nakręcony Souvenir Collector wykonuje Irish Whip i wysyła rywala w podróż do przeciwległego narożnika, a sam rusza zaraz za nim. Jednak El Garra De Gato popisuje się wspaniałym Up and Over i ląduje bezpośrednio za plecami Mantela, który zaliczył nieprzyjemnie zderzenie z narożnikiem. Zamaskowany Kociarz nie traci czasu, łapie oponenta za głowę i wielokrotnie uderza nią o narożnik. W końcu szarpie go do tyłu, Derrick cofa się o krok, natomiast Koci Luchador jednym susem wskakuje na druga linę, płynnie odwraca się do środka ringu i od razu wyskakuje wykonując Doble Axe Handle! Amerykanin upada na plecy, jednak od razu przeholowuje się przez bark i natychmiast zrywa się na równe nogi. Obaj znajduję się praktycznie w narożnikach, przez pół sekundy rzucają sobie nienawistne spojrzenie, jednak od razu ruszają do ataku. Obaj pędzą przed siebie i w tym samym momencie wyskakują! Double Running Crossbody! Co za zderzenie! Zawodnicy leżą na macie, trzymając się za brzuchy i zwijając z bólu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Dobra, ochrona, do dzieła. Koniec przedstawienia. *publiczność przyjmuje te słowa dość chłodno* Zabrać ich na oddział medyczny. A co do was Derrick, El Garra - dzisiaj dam wam już odpocząć. Ale na następnym Elysium mamy do pogadania. Dostajecie wezwanie na dywanik.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Aldis schodzi na zaplecze, a ochrona wkracza do ringu, aby zapobiec dalszej przemocy i pomaga się zebrać zawodnikom. Widzimy jeszcze jak wyprowadzają ich osobno na zaplecze, jednak Mantel wyrywa się smutnym panom i ku uciesze publiczności rzuca się na Kociarza! Nie trwa to za długo, ochroniarze od razu ich odesparowują, jednak Derrickowi na odchodne udaje się jeszcze napluć na twarz, a w zasadzie maskę Luchadora! Niezłe zamieszanie, ale w końcu udaje się je opanować...</span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się teraz na zaplecze, gdzie widzimy nerwowo chodzącego w tę i z powrotem Zacka Sabre Jr! Zawodnik przemierza całą długość korytarza od lewej do prawej, mamrocząc coś pod nosem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Pieprzony foliarz... I pieprzony Aldis... Zawsze muszą coś wymyślić, żebym tylko nie mógł walczyć w normalnej, standardowej walce! A srał na to Brutal!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie zza rogu wychodzi Elias ze słuchawkami na uszach, nucąc coś pod nosem. Na pewno jest to coś bezsensownego, jak to gnojek ma w zwyczaju. Nie zauważa on pogrążonego w myślach Zacka i wpada na niego, przez co obaj się prawie przewracają.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Uważaj jak łazisz pajacu! *patrzy na Shadowa i chwilę się zastanawia* Ty, młody, a co Ty w ogóle dzisiaj robisz? Bo potrzebuję partnera na walkę wieczoru. *mierzy wzrokiem Eliasa* Nie jest to szczyt moich marzeń, ale z braku laku i taki pokemon się nada.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Elias skrzywiony zerka na Zacka.<br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow:</span> Brat co się wczuł. Essa bratku, dasz sobie radę, pozdro.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych ledwie zrozumiałych słowach Elias wsadza z powrotem słuchawki do uszu, robi do Zacka 67, obraca się i odchodzi, na co zażenowany Sabre tylko zwiesza głowę. Po chwili dostrzega jednak stojącego pod ścianą Dolnicka, który zawzięcie klika tymi swoimi tłustymi paróweczkami w ekran telefonu. Anglik podchodzi bliżej.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jean-Pierre Dolnick:</span> 101 sposobów na poprawę komuś humoru, a tylko 100 było! Co za gówno oszukane! (spogląda na Zacka) C-cco ty się tak przybliżasz do mnie? Czego chcesz?!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> spokojnie Snorlax, przynieść Ci ciasteczko ze stołówki? Na znak pokoju?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jean-Pierre Dolnick:</span> Snorlax, srollax, nawet nie wiem co to, ale skoro taki uczynny jesteś, to śmiało, przydaj się i mi przynieś, bo po wysiłku intelektualistycznym to ja głodny się robię odrobinę. Tylko odrobinę.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> *zaszkowany jego głupotą patrzy na Dolnicka* Ty tak na serio teraz? Ty gru... A zresztą, sam sobie idź to może choć trochę schudniesz! <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zack obraca się na pięcie i zostawia Kongijczyka, który chyba nie bardzo wie o co tu właściwie chodzi. Kamera jednak przez chwilę pozostaje jeszcze z Jean-Pierrem, który wygląda jakby się nad czymś zastanawiał... Po czym chowa telefon do kieszeni i rusza w kierunku dużych drzwi z napisem "stołówka". Kamera wraca do Sabre, który nie bardzo wie co ze sobą począć.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Nie wiem, tu nie ma nikogo normalnego? A pieprzyć to... Dzwonię do niego! *Wyciąga z kieszeni telefon, wybiera numer i do kogoś dzwoni* Halo, Will? No cześć, dawno się nie słyszeliśmy... Słuchaj, mam taką sprawę, bo widziałem, że jesteś w Saint Louis, to kawałek drogi, może chciałbyś dzisiaj mi pomóc? No w walce a gdzie... Jaki kurwa znowu Omega? Jakie AEW?! A CHUJ MNIE OBCHODZI, ŻE TY SIĘ DO JAKIEJŚ WALKI O PAS PRZYGOTOWUJESZ, JA TU Z HALLOWAYEM DZISIAJ WALCZĘ, ROZUMIESZ?! I PARTNERA POTRZEBUJĘ! *chwilę słucha rozmówcy* Aha. Obyś się posrał na miętowo.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zdenerwowany Zack rozłącza się i wzdycha. Kątem oka zauważa jednak Maxwella Ransoma zmierzającego w jego stronę. Szybko podbiega i zatrzymuje się przed nim.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> MAKSIU! Odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu! Wiesz, że ja Cię zawsze lubiłem, nie? *Maxwell spogląda na Zacka, ten przełyka ślinę* No dobra, w sumie to Cię wcześniej nie znałem, ale od razu mi zaimponowałeś jak się tu pojawiłeś, przynajmniej Ty jeden nie gadasz od rzeczy... Nie chciałbyś może mi dzisiaj pomóc i zawalczyć ze mną jako drużyna w walce wieczoru?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> Zack, ale ja już mam dzisiaj swoją walkę. I to może b...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr: </span>Jaką walkę? Co jest ważniejsze, niż walka ze mną w drużynie niby co? Z drzewa spadłeś? Zresztą *macha reką* nie tłumacz się już. Nie interesuje mnie to. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zack obraca się na pięcie i zostawia Ransoma za plecami, który kręci głową z lekkim smutkiem. Widzimy jak załamany już wręcz Sabre przystaje pod ścianą i wznosi oczy ku górze, jakby szukał pomocy u Boga. W tym momencie zza rogu wyskakuje Dick A'Very Big, który... Rozkłada swój płaszcz! Zack tylko mierzy go wzrokiem od stóp do głów, wzdycha, wyciąga telefon, robi szybkie zdjęcie i wymija swojego "rozmówcę". Obraz z kamery gaśnie...</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size"><span style="color: #005DC2;" class="mycode_color">***Dr Kline z główną rolą w reklamie Dr Oetker!***</span></span></div>
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera zabiera nas do gabinetu, który uważni widzowie LPW bez trudu rozpoznają. Eleganckie wnętrze dalej wypełnione jest mnóstwem dekoracji i bibelotów, wraz ogromem książek i okazałym wahadłem Newtona. Ponownie cała przestrzeń jest chirurgicznie czysta. Każdy cal przestrzeni, wygląda jak świeżo przetarty. W szczególności dębowe biurko, przy którym siedzą starszy Pan w białej koszuli oraz kamizelce i Edgar Dickinson.<br />
<br />
W rogu ekranu wyświetla się krótka adnotacja: “29.07.2026 - Edgar Dickinson - Dr. N. Med. Robert Chambers”<br />
<br />
Ciszę w końcu przerywa gospodarz. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Robert Chambers</span>: Śledziłem na bieżąco wydarzenia dziejące się wokół Pana. Całą drogę, od powolnego wejścia do Legion Pro Wrestling, przez aktywny Pana udział w turnieju i finałową walkę tegoż. Obserwowałem utarczki z takimi postaciami jak Zack Sabre Jr. czy Zbigniew Uszczelka. Szczególnie jednak, w kontekście Pana przypadłości, zdały mi się ostatnie wydarzenia. Spotkanie z Jose Lopezem i starcie o miano pretendenta do LPW World Championship. Chciałbyś mi opowiedzieć, o tym etapie? <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Poeta nie patrzy na swojego rozmówcę. Zamiast tego przygląda się równo ustawionym na półkach książkom. Jakby podziwiając kolekcję eleganckich wydań, starannie pogrupowanych tematyką i ustawionych w kolejności alfabetycznej. Mimo to odpowiada doktorowi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson</span>: Wszystko zmierza w prawidłowym kierunku. Ogrom pracy musiał zostać wykonany, żeby Pan Lopez i Pan Blaze mogli stanąć naprzeciw siebie jako silni rywale, z złością i zaciekłością gotowi stoczyć między sobą bój. Nie trzeba włożyć wiele trudu, żeby zauważyć, jak często delikatnie dbałem, żeby obydwoje byli tam gdzie być powinni w stanie w jakim być powinni.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Robert Chambers</span>: Rozumiem. Więc dalej utrzymujesz, że historia która dzieje się wokół Ciebie, tak naprawdę wychodzi spod twojego pióra? <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson</span>: Ehh *Westchnął artysta nie odrywając wzroku od książek* Oczywiście, że tak. Wszystko wokół dzieje się tak naprawdę niewolnie. Tak i ziemia w swoim pędzie krąży wskutek wielkich sił. Siły te muszą mieć jednak pewne punkty zakotwiczenia. Jak gwiazdy dla planet. <br />
<br />
Mi przypadło być słońcem Legion Pro Wrestling. Pan Lopez, Pan Blaze i mistrzostwo są już pchnięte na właściwą orbitę. Teraz hmmm. Teraz po prostu czekam. Kolejna historia o którą będę musiał zadbać jest tuż za rogiem, tylko jeszcze nie wiem o kim ona będzie.  <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Robert Chambers</span>: Rozumiem. Z racji na to, że czas naszej sesji powoli się kończy zapytam się tylko o jedno. Dlaczego dzisiaj nie poruszyłeś wahadła Newtona? <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson</span>: Bo teraz jest czas ciszy przed burzą.  <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach nagranie dobiega końca.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/qDMoZHs.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: qDMoZHs.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="color: #68C4E8;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Jeff Brown vs Silas Crowe</div>
<br />
Gong rozpoczyna pojedynek. Jeff Brown przez chwilę krąży wokół większego przeciwnika, próbując pokazać, że obecność Silasa Crowe’a nie robi na nim żadnego wrażenia. Mr. Street Cred poprawia bandanę, kieruje kilka słów w stronę rywala, po czym wymierza mu solidny policzek. The Uncured powoli odwraca głowę w jego stronę, ale poza tym nie reaguje. Fake Thug próbuje wykorzystać sytuację i dokłada serię Punchów oraz Kicków, jednak żaden z nich nie jest w stanie zmusić Subjecta 00 do wykonania kroku w tył. Neighborhood Menace odbija się od lin, lecz Silas przechwytuje go oburącz i ciska nim o matę potężnym Biel Throwem. Jeff błyskawicznie przestaje udawać twardziela i zaczyna wycofywać się do narożnika, ale Blackridge Patient rusza za nim. Crowe miażdży przeciwnika Running Body Avalanchem, a następnie wyciąga go na środek ringu i powala Short-Arm Clothesline’em. Brown zostaje niemal odwrócony w powietrzu, lecz Silas nawet nie myśli o przypięciu. The Almost Gangster próbuje ratować się nieczystym zagraniem i wbija palce w okolice oczu rywala. Crowe cofa głowę, ale po chwili ponownie spogląda na Jeffa, jakby ta próba jedynie zwróciła jego uwagę. Mr. Street Cred chce jeszcze wyprowadzić Running Knee Strike, lecz wpada prosto w uścisk Silasa, który podnosi go i wykonuje Failed Procedure. Brown odbija się od maty, po czym zostaje ponownie poderwany i wbity w nią Blackridge Dropem. The Uncured klęka obok rywala i przykłada dwa palce do jego szyi, sprawdzając puls. Następnie kieruje wzrok na Dr. Victora Kline’a.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> Reakcje słabną. Przechodzimy do ostatniej fazy.*Doktor uruchamia dyktafon.*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nagranie:</span> Zakończyć procedurę.<br />
<br />
Silas podnosi bezwładnego Browna, wynosi go do Final Treatment i z ogromną siłą wbija w matę. Crowe kładzie jedną rękę na klatce piersiowej przeciwnika, a sędzia rozpoczyna liczenie…1…2…3! Gong kończy pojedynek, ale nie zatrzymuje Subjecta 00. Silas natychmiast podnosi Jeffa i rzuca nim w narożnik, gdzie zasypuje go kolejnymi uderzeniami w korpus. Arbiter próbuje wejść między zawodników, lecz Crowe odpycha go na bok i ponownie chwyta Fake Thuga za gardło. Kline odtwarza nagranie jeszcze raz, jednak jego podopieczny nie reaguje.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nagranie:</span> Sesja zakończona. Przerwać leczenie.<br />
<br />
The Uncured postanawia zacząć dusić rywala przy użyciu The Restraint, mimo że walka dawno dobiegła końca. Jeff nie jest już w stanie się bronić. Doktor zwiększa głośność urządzenia niemal do maksimum. Zniekształcony komunikat rozbrzmiewa w całej hali.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nagranie:</span> SUBJECT ZERO! SESJA ZAKOŃCZONA! NATYCHMIAST PRZERWAĆ LECZENIE!<br />
<br />
Dopiero wtedy Silas zwalnia uchwyt. Przez kilka sekund siedzi nieruchomo obok Browna, po czym sprawdza jego puls i spogląda na wyraźnie poważniejszego Kline’a.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> Leczenie zakończone.<br />
<br />
Crowe powoli wstaje i opuszcza ring za doktorem. Chwilę później przy ringu pojawiają się medycy, którzy zabezpieczają szyję Jeffa, przekładają go na nosze i zabierają Neighborhood Menace na zaplecze.<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas jakieś niezwykłe, malownicze miejsce. Słońce dopiero wstaje, a krajobraz rozciąga się aż po góry, których wierzchołki pokryte są śniegiem, wokół widzimy potężne lasy, teraz mamy zbliżenie na wypasające się w pobliżu bydło i...James River Waters! Nie, to nie on jest tym bydłem, o którym była mowa. Widzimy, że James River zsiada właśnie z konia i podchodzi do jakiegoś faceta, który ma na sobie typowy kowbojski kapelusz, czarne wysokie buty, jeansowe spodnie i jasną, skórzaną kurtkę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">JRW: </span>Strasznie nalegałeś na to, żeby się spotkać.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???: </span>Wypadałoby się pożegnać, zanim stąd odjedziesz, nie uważasz?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">JRW: </span>Przecież jeszcze nic nie jest...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???: </span>*przerywa Jamesowi* Nie bądź śmieszny, Waters. Wszyscy wiemy, że nic Cię nie powstrzyma przed powrotem, ani Evelyn, ani twój syn. Ani nawet te widoki. *uśmiecha się* Pamiętasz, jak to było jak wprowadziłeś się tu 6 lat temu? Nie wierzyłeś, że można tak żyć. Myślałeś, że to jakiś rodzaj zaklętej magii, niedostępny dla zwykłych śmiertelników. Zresztą, chyba przydała Ci się ta magia? *Waters nie odpowiada nic, wpatruje się tylko rzekę, która przepływa obok* Oj wiem, że Ci się przydała...byłeś wtedy wrakiem człowieka, miałeś w sobie tyle gniewu, że nawet ta woda nie była w stanie go zmyć.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">JRW:</span> W końcu się udało.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???:</span> Udało się. *wyjmuje papierosa i zapala go* Jesteś pewien, że chcesz to wszystko przekreślić? Przecież wiesz, że jeśli wrócisz, to ten gniew, ten ból, to niezrozumienie, to wszystko wróci? Znowu będziesz tym małym, sfrustrowanym człowiekiem, któremu ciągle jest mało. Znowu będziesz chciał się piąć na szczyt, nie patrząc na koszt. Znalazłeś swoje miejsce na świecie, tu w Montanie. *przechadza się nieco do przodu, by lepiej widzieć rzekę*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">JRW: </span>Nie wiem, czy w moim wypadku można mówić o "swoim miejscu na ziemi". Jestem raczej...poszukujący. Widzisz, ja nie potrafię do końca być szczęśliwy. Zawsze będę szukał, zawsze będę chciał czegoś więcej albo po prostu czegoś innego. Nie potrafię być zaspokojony. Nie wiem, czy Legion Pro Wrestling zaspokoi mój głód, nie wiem czy cokolwiek...czy ktokolwiek jest w stanie to zrobić.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???: </span>*bierze głęboki oddech* Niech więc tak będzie. Szukaj dalej. Pamiętaj jednak, że masz tu rodzinę. Pamiętaj, że masz tu przyjaciół i wbrew temu co mówisz - masz też dom. Ja wiem, że to twoje miejsce na ziemi. To, że ty jeszcze nie zdajesz sobie z tego sprawy, no cóż...*uśmiecha się. Wciąż jesteś młody.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">JRW: </span>W sierpniu wyjeżdzam. Mamy więc jeszcze trochę czasu, może skoczymy dziś do baru? Chociaż Evelyn po ostatnim nie daje mi żyć, więc może po prostu zaproszę was do mnie. Dziś o 17, co ty na to? Bierz ze sobą Beth, a ja po drodze dam znać reszcie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery urywa się.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="color: #005DC2;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">***Czy Maxwell Ransom przerzuci się na oliwkę?***</span></span></div>
<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się na zaplecze, a tam ponownie naszym oczom ukazuje się Zack Sabre Jr! Niepocieszony zawodnik przemierza arenę rozglądając się w różne strony, gdy nagle mijają go... lekarze, którzy na noszach karetkowych szybko transportują Jeffa Browna! Gangster podłączony jest pod butle tlenową i mając na uwadze głośne reakcje personelu medycznego, dosłownie trwa walka o jego życie. No powiedzmy sobie szczerze, Silas Crowe to były dla niego ciut za wysokie progi. Zack na chwilę przystaje i z politowaniem na twarzy obserwuje bieg lekarzy do karetki, po czym kręci głową i zniechęcony idzie dalej. Sabre rozgląda się i ewidentnie poszukuje kogokolwiek wartego uwagi, gdy nagle robi wielkie oczy. Kamera odwraca się, a tam widzimy właśnie Silasa Crowe, a wraz z nim stoi Dr Victor Kline! Obaj uważnie obserwują Zacka, ten zatrzymuje się, robi krok w przód... po czym przełyka jedynie ślinę i odchodzi dalej. Cóż, Technical Wizard mając w głowie obrazki sprzed chwili woli nie konfrontować się z ową dwójką w żaden sposób. Sabre podąża wiec dalej, a na jego twarzy maluje się spora irytacja. Anglik zauważa w końcu kogoś przy automacie z napojami i po kilku sekundach zastanowienia decyduje się podejść. Osobą tą jest... Jose Lopez!</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Słuchaj, sprawa jest. *Jose odwraca się* Potrzebuję dzisiaj partnera do walki wieczoru. To jest niepojęte, ile spotkałem tu dzisiaj pokemonów, którym nie zbiera się na jakąkolwiek ewolucję. *składa teatralnie ręce w geście modlitwy i wznosi głowę w górę* Może cholerna opatrzność zesłała mi w końcu kogoś normalnego... To jak będzie?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez:</span> Aktualnie jest tylko jedna osoba, której pomagam, więc limit dobroci wyczerpany... Także zabieraj stąd swoje brytolskie dupsko i szukaj dalej, czas ucieka. *wredny uśmiech*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zszokowany Sabre odwraca się na pięcie i odchodzi, a będąc już kawałek od Lopeza macha ręką i zaczyna zirytowany kląć sam do siebie. Zack po chwili mija odwróconego tyłem Paddy'ego Jacksona, którego jedynie zjeżdża wzrokiem nie zatrzymując się, jednak zrezygnowany postanawia zawrócić. Cóż, to już chyba akt desperacji...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Ty coś kiedyś walczyłeś, nie? Może zdjął byś dzisiaj marynarkę i postał w moim narożniku? Nie wiem, zrobisz za backup, wejdziesz na chwilę do ringu... Tyle jeszcze chyba pamiętasz, co?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Zack! Ja pamiętam wszystko! *szeroki uśmiech* Twoja kariera to prawdziwa sinusoida, jak z resztą wielu w LP...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Po pierwsze, nie jestem jak wielu, zważaj na sło...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Porażki przeplatasz zwycięstwami, jednak ostatni czas to dla Cieb...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Czy ja mówiłem, że mam ochotę na wywiad? Jesteś kolejnym z tych zdolnych inaczej?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Zack, ale fani chcieliby wiedzieć...<br />
<br />
Zack Sabre Jr: A wiesz czego ja bym chciał? Móc przeprowadzić dialog z KIMKOLWIEK z... kim... A, pieprzyć to. *odwraca się* Nic do mnie już nie mów! NIC!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Anglik pośpiesznie opuszcza Jacksona i zmierza dalej. Cóż, Zack chyba nie będzie zachwycony, bo kolejna osoba, która spotyka się z jego wzrokiem to sam Salvador! Argentyńczyk zamiata właśnie korytarz, gdy nagle postanawia zrobić coś dziwnego - otóż wznosi miotłę lekko w górę... i całuje jej czubek. Miotlarz po chwili słyszy tylko "Oh, God" wypowiedziane bardzo załamanym głosem Sabre, po czym dostrzega, że jest obserwowany przez Anglika. Salvador wyraźnie zawstydzony peszy się, a następnie obraca w stronę ściany i kontynuuje zamiatanie. Spytacie co z ZSJ? Na widok całej sytuacji po prostu łapie się za głowę i wściekły mamrocze coś pod nosem. Ewidentnie jego cierpliwość jest już na skraju, ale nie może się poddawać, partner w końcu sam się nie znajdzie. Kawałek dalej dostrzega kolejnego asa, którego opisałby jako ten z gatunku "niepełnosprytnych"... To Pill Tautu we własnej osobie! Pill the Bill przybrał tym razem wcielenie, którego do tej pory nie mogliśmy oglądać. Ubrany jest w płaszcz, twarz ma wymalowaną na biało i... recytuje jakiś wiersz. Trzeba pochwalić jednak ekspresję i emocje, które wkłada w szerzenie sztuki, Tautu na pewno daje z siebie wszystko. Zack obserwuje go chwilę i o dziwo nie wygląda kolejny raz na sfrustrowanego, załamanego i zniecierpliwionego, a wręcz przeciwnie. Sabre wydaje się być zaintrygowany zaistniała sytuacją... Kamera tymczasem przemieszcza się lekko, zostawiając Sabre w spokoju, ale pokazując teraz jak zadowolony z siebie korytarzem przechadza się Jose Lopez. Zawodnik, który totalnie nie pochodzi z Półwyspu Iberyjskiego, tylko z Wysp Kanaryjskich, zostaje zatrzymany przez uśmiechniętego od ucha do ucha Paddy'ego Jacksona! Totalnie podekscytowany Paddula nie traci czasu, chce szybko przeprowadzić wywiad i pochwalić się Aldisowi jego przebiegiem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Witaj Jose, to dla mnie prawdziwy zaszczyt. Twoja kariera zaczęła się...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Reporter nagle przerywa, rzuca mikrofon i zaczyna uciekać potykając się przy tym kilkukrotnie o własne nogi. Niezwykle rozbawiony Lopez odwraca się sprawdzić co tak wystraszyło Paddulę i w tym momencie nadziewa się na potężny punch, który momentalnie ściera mu ten uśmiech z twarzy. Axel Blaze wyprowadza potężny sierpowy, potem następny i jeszcze jeden. Nie zwalania tempa i ciska Jose na ścianę, od której ten się odbija, jednak wciąż nie upada. Mistrz od razu go przechwytuje i natychmiast wrzuca w skrzynie ze sprzętem technicznym. Chico Malo wpada w nie na wysokości brzucha i rozpłaszcza się tułowiem na wierzchu skrzyń. Niestety, nie ma jednak ani chwili, aby w ten sposób odpocząć, bo momentalnie dopada do niego High Life Warrior, podnosi za włosy i zaczyna uderzać jego twarzą o skrzynie. Przechodząca obok pracowniczka aż krzyknęła na widok Axela masakrującego rywala o skrzynię i zaczęła wzywać pomocy. To jednak w żadnym wypadku nie przeszkadza Blaze'owi w kontynuowaniu ataku. Przekręca jęczącego z bólu Spanish Stara i zaczyna dusić układając przedramię na jego gardle. Drugą ręką natomiast dokłada od czasu do czasu brutalne łokcie bezpośrednio na twarz. Lopezzo zaczyna krwawić! Na korytarzu słychać coraz większe poruszenie, Axel wie, że musi się śpieszyć. Wciąga Jose do końca na skrzynię, następnie odwraca się i chwyta za nogi. Szybko dźwiga go, odwraca się znowu w stronę skrzyni i wykonuje Reverse Alabama Slam! Prosto na skrzynię! Hiszpan leży, nawet nie reaguje, ale to wciąż zdecydowanie za mało dla Mistrza. Sam wchodzi na górę, podnosi rywala trzymając go za włosy, a następnie dokłada jeszcze Fade To Black! Blaze powoli wstaje i wciąż jeszcze trzęsie się z wściekłości, ale nie ma już szans na dalszy atak. W końcu dopada do niego cała grupa ochroniarzy i odciągają Mistrza od Lopeza, Blaze wcale nie stawia oporu. Do Hiszpana przychodzi lekarz, aby sprawdzić jego stan. Obraz z kamery gaśnie.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/36ctt9U.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 36ctt9U.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="color: #68C4E8;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Maxwell Ransom vs Elias Shadow</div>
<br />
Wracamy do ringu po przerwie, gdzie Elias stompuje przeciwnika w narożniku. Sędzia zaczyna odliczać, więc Lone Wolf odpuszcza, a Maxwell pokasłując powoli próbuje się podnieść. Próbę tą ucina jednak kopniak w wątrobę, po którym Ex-Wilgotniak ponownie upada na deski i zaczyna głośno pokasływać. Sędzia podchodzi do niego i sprawdza jego stan. Ransom jednak mówi mu, że jest w stanie kontynuować walkę, toteż arbiter dopuszcza do dalszej konfrontacji. Elias wykorzystuje to momentalnie i zaczyna pogardliwie obcierać butem o twarz siedzącego w narożniku oponenta, a po chwili biegnie na liny, odbija się od nich i wykonuje Facewash! Publiczność daje z siebie wszystko, by wybuczeć młodziaka jak tylko się da. Ten zaczyna się śmiać, obraca do publiczności, po czym... Oczywiście... Robi 67... To jeszcze bardziej wzmaga negatywną reakcję fanów zebranych na arenie. Beta Wolf powraca jednak do Maxwella i ponownie zaczyna obcierać mu butem po twarzy i krzycząc do niego. *<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">I co Maksiu, gdzie jest ta wielka torta?! Gdzie ten grubas?! Widziałem przed walką, jak wchodził na stołówkę! Pewnie znowu WPIERDALA, zamiast zająć się swoim "przyjacielem"!</span>* Shadow znowu zaczyna się zanosić śmiechem i po raz kolejny obciera twarz rywala swoim butem. Ten jednak jakby nagle nic sobie z tego nie robił... Powoli zaczyna wstawać?! W oczach Ransoma widać nowe pokłady determinacji, która pomaga mu wrócić powoli do stójki mimo ciągłego bycia upokarzanym... Ojjjj, Elias chyba się doczekał! Lekko wystraszony młokos biegnie na liny, wskakuje na nie i leci na Big Handsome Mana ze Springobard Crossbody... Ten jednak go łapie i zostaje na nogach! Publiczność zaczyna wrzeć, dopingując swojego ulubieńca, który rozgląda się dookoła, widać że ma już pewien pomysł! Jednak zaskakują go dwa szybkie łokcie wyprowadzone w bok głowy, po których upuszcza Shadowa na matę. Ten momentalnie się podnosi i wyprowadza Skibidi Kick! Jednak Maxwell unika i sam rusza na liny! I wyprowadza Running Lariat, po którym Elias robi pełne salto i upada na ten głupi ryj! Publiczność eksploduje głośnym cheerem, a młodziak po chwili odtacza się do narożnika, gdzie powoli wstaje. Maksiu za to jakby odnalazł w sobie drugie życie, zaczyna zbierać energię z dopingu publiczności! I rusza na oponenta gdy tylko ten wraca do stójki w narożniku! Corner Splash! Ex-Wilgotniak odsuwa się na środek ringu, zaciska pięści i wydaje z siebie głośny okrzyk bojowy! W tym czasie Elias ostatkiem sił próbuje go ponownie zaatakować, tym razem Clotheslinem, który ku jego zgrozie zostaje uniknięty! Rozpędzony Lone Wolf wpada na liny, odbija się od nich, wraca do Ransoma i inkasuje Spinning Spinebuster! Cała hala wybucha gromkim dopingiem, mamy pin! 1...2.. Kick Out! Zawodnik pochodzący z Ediny jednak ma już gotowy dalszy plan! Chwyta za ręce Shadowa, publiczność zaczyna skandować "HANDSOMER! HANDSOMER! HANDSOMER!", Maxwell rozgląda się dookoła, potrząsa głową, podnosi przeciwnika i wykonuje Swinging Side Slam! To coś nowego! Mamy pin! 1...2...3...! Koniec walki, zwycięzcą Maxwell Ransom!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">A więc koniec! Ransom odnosi swoje pierwsze zwycięstwo po latach! Ex-Wilgotniak z lekkim uśmiechem na ustach wstaje, żeby podziękować widowni za doping... Gdy nagle na rampie pojawia się Paddy Jackson! Reporter Elysium niezdarnie biegnie w kierunku ringu, zwycięzca pojedynku Maxwell spogląda na to już bez większych emocji na twarzy, ale Jackson dzielnie mknie przed siebie i w końcu wślizguje się do kwadratowego pierścienia.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Maxwell! Po pierwsze gratu... *jest lekko zdyszany* Gratulacje, wybacz, nie ta kondycja co kiedyś. *uśmiech* A więc Maxwell.. pojawiłeś się w LPW i zwyciężyłeś swój pierwszy pojedynek! Jakie to uczucie?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom: </span>Witaj, Paddy. Miło Cię widzieć po takim czasie. *klepie go po ramieniu* To... Przyjemne. Nie ma co ukrywać, bardzo mi tego brakowało. To jednak dopiero początek. Nie mogę poprzestać na jednej wybranej. *zdyszany bierze kilka oddechów* Chcę udowodnić wszystkim, że Maxwell Ransom tym razem jest poważnym graczem... A nie jedynie maskotką widowni. *zerka na publikę, której część wydaje się być zaskoczona* Z całym szacunkiem do was wszystkich, to żaden atak w stronę kogokolwiek. Po prostu... Wspólnie z wami chcę też odnosić sukcesy, dokładnie tu gdzie stoję. *wskazuje na ring* Bo chociaż teraz nie ma dawnego mnie to wiem, że bez was nigdy by go nie było... I nie miałbym kogo odnaleźć na nowo.*cheer* Szukam każdego możliwego klucza. Jeśli miałby być nim prawdziwy sukces w ringu, którego tak naprawdę do tej pory nigdy nie osiągnąłem, to muszę zrobić WSZYSTKO, by ten stan rzeczy zmienić. I chcę to zrobić z WAMI! *wskazuje na widownię, która skanduje imię Ransoma*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Swoją poważną karierę zacząłeś w WCW, od słynnego: ''are you at home?'', przekręciłeś tam też pseudonim *przełyka ślinę* Wesa Wallace'a i nazwałeś go ''May of Mahen'', do tego później oblałeś go wodą, zarzucając mu brak wilgotnych włosów. *nie może powstrzymać uśmiechu* Ogólnie szło różnie, ale na pewno trzeba przypomnieć, że byłeś tam mistrzem drużynowym wraz ze swoim przyjacielem Jean-Pierre Dolnickiem, z którym przeżyłeś wiele przygód, jak wyrywanie ''panienek'' czy  też słynne pójście na grzyby... Czy nie tęsknisz za tym? Czy w LPW nie będzie ci tego brak?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> *wpatruje się w matę i kilkanaście sekund rozmyśla nad odpowiedzią* To wszystko jest słodko-gorzkie. Towarzyszy mi obecnie paskudne uczucie, kiedy po latach te najlepsze wspomnienia stają się neutralne, a nawet bardzo, bardzo przykre... Chcę tego czy nie, to po prostu boli... *poruszenie widowni* Tak, to okrutnie boli, kiedy etap życia, który w mojej głowie zawsze miał specjalnie miejsce, z pewnego względu zaczął stawać się moim koszmarem. Myślę, że większość z nas *patrzy na publikę* coś takiego przeżyła. Ty pewnie też, Paddy, to w końcu spotyka wszystkich, niezależnie od grubości portfela, statusu społecznego, popularności... Jestem więc pewien, że dosłownie każdy obecny obecnie na arenie jest w stanie zrozumieć uczucie, jaki mi towarzyszy... I to chyba jedyne, co mogę i chcę powiedzieć..<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Max obojętnym wzrokiem wpatruje się przed siebie, a Paddy stoi chwilę w niezręcznej ciszy i drapie się po karku.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Cieszymy się, że wróciłeś Maxwell, jesteś wzorem dla wielu. *klepie go po ramieniu* Ostatnie pytanie, by cię nie przemęczać. Może nie jest to do końca na miejscu, ale wielu twoich fanów chciałoby to wiedzieć... czy usłyszymy jeszcze ''I AM HANDSOMER''? *publika powtarzała to za Paddym*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom: </span>Może? Nie wiem... *zawstydzony gładzi się po łysinie* W każdym razie, na pewno nie teraz. *lekki śmiech* To też sprawa przeszłości i... *wzdycha* To skomplikowane. Przepraszam, ale nie wiem do końca co na to odpowiedzieć... *zwiesza głowę*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Najważniejsze, by wszystko ci się układało. Jeszcze raz gratuluję wygranej! I dziękuję ci za rozmowę mimo zmęczenia.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Panowie podają sobie rękę, a fani nagradzają to cheerem, obaj też powoli udają się na zaplecze, a obraz z kamery znika.</span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block">
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Odpala się przednia kamera w telefonie i od razu widać z bliska twarz Dereka Halloway’a jakby stary odpalał przednią kamerkę. Sprawdza czy wszystko działa.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Halo, słychać mnie? *Derek coś czyta na telefonie* Kurde, zdecydujcie się, a nie trollujecie! *Halloway znów coś czyta* Dobra, jak nie słychać to trudno. Witam wszystkich oświeconych! Widzowie, tym razem na wstępie chciałem wam się zaprezentować.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Derek dziś się nie przygotował i po prostu oparł telefon o jakiś kubek. Halloway cofa się kilka kroków i prezentuje <a href="https://zapodaj.net/plik-OX7TimPlqN" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">taką</a> pozę. Przez chwilę widać Dereka, ale za moment telefon przeważa kubek, przez co ten spada kamerą w dół i teraz widać ciemność. Za chwilę jednak, Halloway podnosi urządzenie i sprawdza czy nie zalał go napojem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Cholerni producenci kubków! Nawet oni czyhają na moje nerwy, ale nie dam się! Zaprezentowałem się wam, żebyście zobaczyli, że wszystko ze mną dobrze. To teraz oficjalnie zaczynamy nasz przebudzony live stream! Zadawajcie pytania, a ja będę na nie odpowiadał zgodnie z prawdą. *Derek czyta czat* Człowiek o nicku Mr. Terry pyta: „czy teoria spiskowa związana z gołębiami to prawda”. *Derek wali facepalma takiego, że echo się poniosło* Już to kiedyś tłumaczyłem. Po pierwsze, to nie są teorie spiskowe, tylko objawiona prawda na temat świata. Ludzie próbujący nas zdyskredytować będą tak mówić, żeby zrobić z nas wariantów, ale nie dajcie się temu nigdy! Po drugie owszem. Przecież sami widzicie co robią nie tylko gołębie, ale również inne ptaki. Siadają na liniach energetycznych i jakoś nic one im nie robią. To przecież oczywiste, że ptaki to tak naprawdę drony, które ładują się w ten sposób, żeby latać dalej i zbierać informacje. Zapytacie czyje są te drony, to przecież oczywiste. Prawdopodobnie wywiad każdego państwa ma z tych dronów pożytek. Strzeżcie się ptaków! *Halloway milknie i czyta dalej* JacobSmallTerrace69 pyta: „co sądzisz o zamachach z 11 września”. Słuchaj, no to co powinni sądzić wszyscy, ale z jakiegoś powodu tego nie robią. To był zamach, ale rządu USA na swoich własnych obywateli. To była zbrodnia na skalę światową i ten smród będzie się ciągnął za USA po wieki wieków. Jesteście kanaliami na czele z tym pieprzonym Bushem, który bez najmniejszego problemu wszystko zatwierdził. Dobra już kończę ten temat, bo zaraz się zagotuję. *Derek się uspokaja i czyta dalej czat*. MateuszMW pisze: „siema, kurwa, kto będzie Twoim Tag Team partnerem?” Fajnie by było jakby ktoś z Krakowa. Pozdrawiam Mateusza, gdybyś był na Elysium, to byłbyś nim Ty oczywiście, ale tak to jest bardzo dobre pytanie kto to będzie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Derek zauważa przechodzącego za nim Mike’a Brutala.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Ej Mike, poczekaj!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Brutal się zatrzymał i spogląda teraz na Halloway’a. Derek podchodzi z telefonem do zaczepionego.</span> <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Szukam partnera do walki wieczoru. Chciałbyś zawalczyć ze mną ramię w ramię?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Extrememaniac zerka na telefon, po czym znowu na Truth Seekera i wzrusza ramionami</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Nie wiem, o czym do mnie mówisz - zresztą nie pierwszy raz Cię nie rozumiem typie i nie wiem nawet z kim mamy walczyć. Ale skoro natrafiła się okazja komuś spuścić wpierdol, to nie potrzebuję wiedzieć nic więcej. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Extremely Mad Dog spogląda prosto w telefon mistrza Eternal</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: LET THE BODIES HIT THE FLOOR!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Mike odchodzi w dalszą podróż po hali, a Derek z powrotem wraca wzrokiem do live’a.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>No, partner znaleziony, to pora na CS’a *Derek zaśmiewa się i macha ręką* żartowałem. Widzisz, Mateusz, może nie udało się wziąć kogoś z Krakowa, ale jak się nie ma co się lubi, to się mówi prawdę gdzie popadnie. Dobra, kończymy tego live’a, bo za niedługo nasz Main Event. Nie przegapcie go. I pamiętajcie, only the truth can set you free.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach live się kończy.</span><br />
</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size"><span style="color: #005DC2;" class="mycode_color">***Zapraszamy na wykład hiszpańskiego profesora przyrody: hodowla kanarków, a studia z iberystyki***</span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do ringu w którym znajduje się rozłożone stanowisko do gotowania.. Tym razem na blacie znajdują się kromki pieczywa, sos beszamelowy, ser gruyère, musztarda, sos barbecue oraz miska wypełniona charakterystycznymi dla Kansas City kawałkami wołowych burnt ends. Obok składników ustawiono niewielką tabliczkę z napisem „Croque Monsieur de Kansas City à la McŁowicz”. Rob McŁowicz stoi za blatem w kolorowej koszuli, z ręcznikiem przewieszonym przez ramię i szerokim uśmiechem na twarzy, wyraźnie zadowolony z przygotowanej przez kombinacji składników.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Witajcie ponownie w Pobitych Garach, miejscu, w którym kuchnia nie zna granic, rozsądek od czasu do czasu wychodzi na przerwę. Dzisiejsze menu powstało z bardzo prostego pytania: co się stanie, jeżeli francuska elegancja przyjedzie do Kansas City, poczuje zapach dymu, zobaczy porządny kawał wołowiny i nagle zrozumie, że sam ser, którego nazwa jest trudna do wymówienia nie wystarczy, żeby człowiek był syty? *Rob smaruje kromkę pieczywa beszamelem, po czym sięga po ser.* Dlatego dziś przygotujemy croque monsieur w wersji, której zapewne nie zatwierdziłaby żadna paryska akademia, bo zamiast delikatnej szynki mamy tutaj burnt ends, czyli wołowinę tak miękką, dymną i przypieczoną, że nawet człowiek bez tytułu szlacheckiego potrafi rozpoznać w niej coś wyjątkowego. *Rob układa mięso na pieczywie i dodaje niewielką ilość sosu barbecue.* Dorzucimy gruyère, beszamel, odrobinę musztardy i właśnie w ten sposób Kansas City spotka się z Francją, choć mam dziwne przeczucie, że Francja za chwilę zacznie narzekać na sposób podania, temperaturę czy brak srebrnych sztućców *Rob przykrywa kanapkę drugą kromką, dociska ją dłonią i spogląda w stronę wejścia.* Na szczęście zaprosiłem dziś człowieka, który o francuskiej klasie potrafi opowiadać dłużej, niż większość ludzi gotuje obiad, a przy okazji jest przekonany, że luksus może zastąpić charakter. Panie i panowie, mój dzisiejszy gość - Lord Sebastien!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><a href="https://youtu.be/UfCgvwjw1Ho" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Sang Bleu!</a> Lord pojawia się teraz na arenie przy akompaniamencie swojej muzyki. Na sobie ma jedwabny płaszcz w kolorze burgundowym, a w ręku swoją laskę Margaux. Sel de la Terre powolnym krokiem zmierza do ringu, a kiedy któryś z fanów próbuje go dosięgnąć, żeby poklepać go po plecach, ten odsuwa się z obrzydzeniem. W końcu powolnym, dostojnym krokiem wchodzi do ringu i odbiera mikrofon od jednego z pracowników technicznych.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Zastanawiałem się od czasu ostatniego Elysium, czy dobrze zrobiłem, że przyjąłem zaproszenie do twojego programu, Rob. Nie będę kłamał, obawiałem się, że moje wyrafinowane kubki smakowe mogą zostać zniszczone i nie myliłem się. Na początku dobrze się zapowiadało - sos beszamelowy, ser gruyère. Nawet na tą musztardę mogłem przymknąć oko, pomimo, że nie jest to pewnie musztarda Dijon. Ale te amerykańskie wytwory tutaj? Sos barbecue, wołowina w stylu Kansas? *Lord imituje teraz odruch wymiotny, a publiczność zaczyna buczeć* Nie wiem jak można to jeść i nie zwymiotować. Ale skoro tu już jestem to poświęcę swoje kubki smakowe i spróbuję tego, no dobrze nazwijmy to daniem. Gdzie są sztućce? *The Noble One rozgląda się po otoczeniu i nie widzi nigdzie sztućcy* Nie widzę ich nigdzie, chyba nie chcesz, żebym jadł to rękami jak jakieś zwierze?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rozbawiony Rob spogląda na Lorda, a następnie przekrawa kanapkę na pół. Z wnętrza wypływa roztopiony ser, a zapach mięsa i sosu barbecue roznosi się po całym ringu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Sebastien, to jest kanapka, a nie kolacja w Wersalu, więc sztućce do niej są tak samo potrzebne jak Twoja laska podczas degustacji dania. To proste, bierzesz ją w dłonie, gryziesz i pozwalasz, aby przez kilka sekund to smak przemawiał za Ciebie, co jak podejrzewam może być dla Ciebie zupełnie nowym doświadczeniem. *Rob podaje Lordowi jedną połowę kanapki* Mówisz o swoich wyrafinowanych kubkach smakowych, więc chyba odrobina wołowiny z Kansas City nie będzie w stanie ich pokonać. No dalej, udowodnij wszystkim, że pod tym płaszczem który tak dumnie nosisz kryje się coś więcej niż człowiek, który boi się pobrudzić sobie palce. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lord odkłada laskę opierając ją o linę, a następnie odbiera kanapkę od Roba.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Dobrze, niech będzie, zaryzykuję. Mam nadzieję, że jeżeli coś mi się stanie po zjedzeniu tego czegoś *Lord patrzy teraz z obrzydzeniem na podaną mu kanapkę* to ktoś tutaj zadzwoni po karetkę. *Lord robi gest przeżegnania się, jakby szykował się do modlitwy i bierze gryza kanapki, po którym robi wielkie oczy* To… to… jest niezłe. Kanapkę zabieram dla siebie. *Lord zwraca się w stronę Kucharza* Nie sądziłem, że ktoś twojego pochodzenia będzie w stanie stworzyć coś, co nie przypomina karmy dla ulicznych kundli. Muszę przyznać, ten smak, kompozycja i aromat są godne moich królewskich kubków smakowych. Od dzisiaj zostajesz moim prywatnym kucharzem. Od jutra będziesz przygotowywał wszystkie posiłki dla mnie. Śniadania, obiady, kolacje, przekąski między posiłkami. Wszystko. O pieniądze się nie martw, mogę ci zaoferować więcej niż zarabiasz za prowadzenie tego swojego marnego programu. Pakuj się, po gali mamy samolot do Francji. *Lord bierze teraz swoją laskę Margaux do ręki i daje sygnał Robowi, że pora na nich i muszą już opuszczać arenę*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob przez chwilę patrzy na Lorda w kompletnej ciszy, po czym wybucha śmiechem i opiera dłonie o blat.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Sebastien, przed chwilą udawałeś, że od samego zapachu tej kanapki możesz stracić swoje drogocenne kubki smakowe, a teraz zabierasz ją na później i proponujesz mi posadę w swojej kuchni. Muszę przyznać, że błyskawicznie przeszedłeś od pogardy do rekrutacji.*Rob zabiera Lordowi kanapkę i odkłada ją na blat *Ale odpowiedź brzmi nie!. Nie gotuję na rozkaz, nie podaję do stołu bogaczom i na pewno nie będę czekał w fartuchu, aż wrócisz z ringu i zaczniesz narzekać, że sos nie ukłonił ci się wystarczająco nisko. Skoro jednak przedstawiłeś mi oficjalną propozycję, przygotowałem dla ciebie równie oficjalną odpowiedź. Panowie… puśćcie bit.<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/h4r1FCcMv-w" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lord po wysłuchaniu dissu uśmiecha się ironicznie pod nosem kręcąc głową… Po czym Rob dostaje prosto w głowę laską Lorda i pada jak rażony piorunem! Lordowi teraz uśmiech zszedł z ust i widać na twarzy duży gniew. W końcu podnosi mikrofon do ust, aby coś powiedzieć.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Chyba czegoś nie zrozumiałeś! To nie była propozycja! Ja zawsze dostaję to czego chcę!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Teraz Lord upuszcza mikrofon na matę ringu i go opuszcza, idąc dynamicznym krokiem w stronę zaplecza. Na twarzy cały czas maluje się wielka złość, a Rob powoli podnosi się w ringu. Obraz z kamery gaśnie.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size"><span style="color: #005DC2;" class="mycode_color">***BREAKING NEWS! Pan Terry podczas karnawału siedział na tarasie!***</span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/DWDxyqN.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: DWDxyqN.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="color: #C19E00;" class="mycode_color">Tag Team Match</span><br />
Derek Halloway &amp; Mike F'N Brutal vs Zack Sabre Jr. &amp; Edgar Dickinson</div>
<br />
Zawodnicy już stoją przy swoich narożnikach. Po krótkich naradach w ringu zostają Brutal i Edgar. Sędzia sprawdza gotowość zawodników i nakazuje bić w gong. Panowie mierzą się wzrokiem okrążając się w ringu. Panowie się zbliżają i będzie klasyczny klincz. Jednak nie, Mike od razu i bezpardonowo atakuje oponenta Gut Kickiem. Ależ potężny heat ze strony publiczności. Double Axe Handle na zgiętym przeciwniku. Dickinson pada na matę z grymasem bólu, a Extremaniac chwyta go za rękę i wykręca w Wrist Lock. Już zaczyna się znęcać nad rywalem. Ten jednak robi przewrót w przód, piękny przerzut w przód wydostając się z uchwytu i jeszcze, na deser, atakuje Low Kickiem oponenta. Teraz to Poeta chwyta w Side Headlock rywala. Amerykanin chwilę stoi w tym potrzasku, jednak zaraz odbija się od lin razem z Edgarem i popycha go na przeciwległe liny. Dickinson wraca i mamy Shoulder Black. Mike odbija się od lin w okolicach Sabre’a, który atakuje go łokciem. Sędzia interweniuje, a Brutal rzuca się sam na Zacka. Arbiter go odciąga, a Extremaniac odwraca się w stronę oponenta, który Dropkickiem wrzuca go do narożnika, gdzie właśnie stoi ZSJ. Teraz zmiana i to Anglik wchodzi do ringu. Sabre zaczyna punchami atakować rywala i na koniec dorzuca Corner Dropkick, który wbija Mike’a w narożnik. Zack odciąga przeciwnika od lin i mamy próbę pinu, jednak zakończoną tylko na jeden. ZSJ stompuje teraz rywala. Anglik podnosi teraz za głowę oponenta w Front Facelocku i dokłada Suplex. Jednak nie, Amerykanin blokuje akcję i nie daje się wynieść. Druga próba również kończy się fiaskiem. Teraz to Brutal trzykrotnie atakuje swojego rywala punchem na brzuch i mamy Snap Suplex. Extremaniac wstaje, dokłada jeszcze stompy na rywalu i zaciąga go do swojego narożnika. Zmiana i teraz to Derek wchodzi do ringu. Zack w międzyczasie wstaje i otrzymuje Gut Kick od Halloway’a. DDT na zawodniku z Anglii. Próba pinu, 1… nie, Kickout. Mistr Eternal teraz bierze rozpęd i mamy Senton na dokładkę. Prosto na pustą matę. ZSJ w porę zdążył się przetoczyć. Foliarz trzymając się za plecy wstaje i otrzymuje Discus Elbow Smash od oponenta. Ależ teraz mocne uderzenie i próba pinu. 1… 2… nie, Kickout. Mike już chciał wkroczyć, ale sędzia go powstrzymał. Zack teraz wstaje i chwyta przeciwnika za rękę pomagając mu wstać. Mamy Enzuigiri od Anglika. Jednak nie, Halloway się pochyla pod nogą oponenta. Teraz Foliarz jest za plecami przeciwnika i wykonuje na nim Atomic Drop. Wyrównana walka między panami. Sabre nie pada na matę, jednak Halloway dokonuje po prostu zmiany i teraz to Brutal jest w kwadratowym pierścieniu. Pochylony ZSJ odwraca się twarzą do swojego przeciwnika, który wyprowadza punch na jego głowę. Anglik próbuje się odpłacić tym samym, jednak Extremaniac się pochyla, chwyta odpowiednio przeciwnika i mamy Uranage. Po tym ataku Brutal atakuje Dickinsona, żeby ten spadł z apronu. Teraz odwraca się do Sabre’a, który powoli się podnosi. Chwyta go w pasie będąc za jego plecami i będzie Hardcore City! Wyniesienie i piękne salto w tył ze strony Zacka. Teraz próba zmiany, ale Edgar jeszcze nie wrócił na apron. ZSJ patrzy teraz w stronę Mike’a, który biegnie w jego stronę i chce wbić go w narożnik. Anglik w ostatniej chwili ucieka w bok, Extremaniac wpada w pusty narożnik, a Zack ogłusza przeciwnika poprzez Pele Kick! Mocne kopnięcie, w międzyczasie Edgar wrócił na apron. Sabre go zaczyna rugać za to, że go nie było w narożniku jak potrzebował zmiana. Teraz to następuje, a Zack powala oponenta na matę. Amerykanin leżący na macie wygląda na zamroczonego, a Poeta wskakuje do ringu i niemal z miejsca dokłada jeszcze Epilog! Prosto na kolana Brutala! Ależ teraz Irlandczyk zwija się z bólu, a Brutal powoli zmierza do swojego narożnika. Zmiana z Derekiem, międzyczasie Dickinson jest już na nogach wciąż trzymając się za brzuch. Halloway dokłada jeszcze Gut Kick i wyniesienie na barki przeciwnika. Szykuje się Corner Powebomb! Jednak nie, Edgar atakuje głowę przeciwnika i spada za niego. Irlandczyk szybko odbija się od lin i wyprowadza Powieść na mistrzu Eternal! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Ależ tempo akcji. Teraz Edgar postanawia wejść na szczyt narożnika, ale Brutal wchodzi do ringu i łokciem sprowadza go na matę. W tym momencie ZSJ również wchodzi do ringu i atakuje trzema punchami rywala. Irish Whip w stronę narożnika i Sabre dopada do oponenta, jednak kontra ze strony Extremaniaca. Jednak nie, po prostu przyciąga do siebie przeciwnika i mamy Dead Static! Ależ mocna akcja, po której Zack pada na matę. Brutal odwraca się w stronę Edgara i ten wypłaca mu jeszcze Superkick! Jednak też zmęczony pada na matę i teraz wszyscy czterej zawodnicy leżą plackiem na macie. Po kilku chwilach widać mały ruch wśród dwójki z leżących w ringu zawodników - Sabre oraz Halloway wytaczają się poza liny i powoli wstają na nogi, po dwóch różnych stronach ringu. Z lekkimi problemami, jednak trzymają się na nogach i zaczynają coś do siebie krzyczeć... Jednak nagle obaj zostają ściągnięci za nogi z ringu i zostają wrzuceni przez dwóch niezidentyfikowanych osobników w pobliskie im barierki! Na hali zapada cisza, nikt nie ma pojęcia co się dzieje, sędzia również, jednak po krótkiej chwili zawahania zarządza No Contest!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Tymczasem tajemniczy zawodnicy wślizgują się do ringu i od razu wskakują na Brutala oraz Dickinsona którzy właśnie próbowali wstać! Zaczynają ich okładać pięściami gdzie popadnie, wszyscy dookoła są w szoku, nikt nie ma pojęcia o co chodzi... W tej chwili na arenie wybrzmiewa <a href="https://youtu.be/NQDUX3GL96c?si=t0_KwUk4ZiAuTzjJ" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Salvatore Macheda - l Cunfirenti</a> a na rampę wychodzi <a href="https://i.postimg.cc/brLwTVt6/be0bomsgr8o26srsiclo55ga7o-3c18cb8614c90bb4d29597f80a9038ff.png" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TEN Mężczyzna</a>. Chwilę rozgląda się po zebranych dookoła ludziach, którzy z automatu zaczynają go wygwizdywać. Uśmiecha się jednak życzliwie, po czym spogląda w stronę ringu, gdzie jak na komendę dwaj agresorzy stają na baczność. Po chwili nieznajomy na rampie podnosi do góry kciuk i... obraca go na dół, a następnie przejeżdża nim po swojej szyi! Rozkaz zostaje wykonany! Jeden z mężczyzn podnosi Brutala, po czym popycha go w kierunku drugiego, wyższego, a ten wykonuje mu Discus Elbow który totalnie odcina Extremaniaca! Niższy z napastników natomiast od razu dopada do leżącego wciąż Dickinsona i zapina mu Muta Lock! Mija zaledwie kilka chwil, a Poeta od razu odpływa! W międzyczasie widzimy, jak - najprawdopodobniej - przywódca zmierza powoli do ringu, wciąż z szerokim uśmiechem na ustach. Nie pokrywa się to jednak z jego oczami, bowiem te są zimne niczym lód. Nagle przed nim wyrasta Halloway, który zaczyna krzyczeć coś o jednym wielkim spisku... Jednak od razu zostaje zaatakowany od tyłu, kolejnym Discus Elbowem! Co tu się dzieje! Widzimy również, że Zack Sabre podnosi się i zaczyna powoli wycofywać... Jednak trafia plecami na coś... A w zasadzie kogoś! Powoli obraca się przerażony i zaczyna przepraszać i się tłumaczyć... Kiedy nagle słyszy głośne "BUUUUUU" w swoim uchu, od drugiego z napastników! Od razu zaczyna biec i wskakuje w publiczność, uciekając jak najdalej od całej tej sytuacji i pozostawiając nie tylko swoich rywali, ale również partnera drużynowego na pastwę przybyszów! Ci natomiast wrzucają mistrza Eternal do ringu, sami również do niego wchodzą i stają nad trójką poległych ofiar. Na całe szczęście w tym momencie przybywa ratunek! Nick Aldis wybiega na rampę i zaczyna głośno wzywać ochronę! Jednak... Nikt się nie pojawia?! O co tu chodzi?! Jedna z kamer będąca do tej pory na hali przenosi się biegiem na głębsze obszary zaplecza... Gdzie widzimy jednego z ochroniarzy leżącego na podłodze, z twarzą wklejoną w posadzkę. Tuż za nim leży kolejny, tym razem jednak na plecach. Kamera przybliża się i pokazuje rzecz leżącą na klatce piersiowej mężczyzny - czerwoną różę! Obraz rozszerza się teraz i widzimy całe pobojowisko, pełno nieprzytomnych mężczyzn, również członków ekipy technicznej, a przy ciele każdego z nich spoczywa czerwona róża! Wizja wraca na arenę zmagań, gdzie widzimy uśmiechniętego przywódcę grupy, a po chwili mamy również zbliżenie na twarz przerażonego wręcz zaistniałą sytuacją Generalnego Managera Elysium! Tymczasem w ringu Derek zostaje posadzony, jedynie po to by zainkasować od przywódcy Inverted Shining Wizard które odcina mu prąd! Wyższy z pierwotnych napastników podnosi natomiast Dickinsona i dokłada mu jeszcze Running Sitout Chokeslam, a niższy zapina Brutalowi Pentagram Choke! Po chwili cała trójka jest nieprzytomna! Przywódca teraz zaczyna... małą wyliczankę?! I pada na Edgara! Ten zostaje podniesiony i wyrzucony poza ring! Przywódca oprawców wyciąga spod ringu krzesełko, które podaje drugiemu z nich, ten nakłada je na głowę Poety, a trzeci, najwyższy i najbardziej wyrywny z całej trójki wynosi go do góry, trzymając za jego ręce. I O ZGROZO! CRUCIFIX POWERBOMB NA STÓŁ KOMENTATORSKI! W międzyczasie lider ponownie wsuwa się do ringu i dokłada Brutalowi oraz Halloway'owi po jeszcze jednym Inverted Shining Wizard! A poza ringiem, niższy z dwójki zapina jeszcze Edgarowi Pentagram Choke, wciąż z krzesełkiem na szyi! I nie zamierza odpuścić! Przywódca po chwili wychodzi z ringu i nakazuje przerwanie dźwigni, a następnie z kieszeni wewnątrz płaszcza wyciąga różę, którą kładzie na Edgarze. Obaj po tym ponownie wślizgują się do kwadratowego pierścienia, gdzie spokojnie oczekuje na nich najwyższy napastnik. Szef bandy kładzie teraz różę na piersi znokautowanego Halloway'a oraz Brutala, a po chwili cała trójka staje w linii wpatrując się w publikę. Kamera pokazuje nam jeszcze Aldisa, u którego na twarzy w dalszym ciągu wymalowane jest przerażenie. I tym widokiem...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-size: xx-large;" class="mycode_size"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">KOŃCZY SIĘ DRUGA GALA SPOD SZYLDU ELYSIUM!</span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e82a1f;" class="mycode_color">Earlier this week...</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery przenosi nas do baru. Widać wiele osób, które żyją swoim życiem i przeżywają własne historie. Zbiry, kobiety szukające przygód, szarzy ludzie, którzy potrzebują ukojenia. Miejsce to łączy tych wszystkich osobników. Słychać, że jest dosyć głośno. W pewnym momencie kamera robi zbliżenie na Axela Blaze'a! Mistrz siedzi przy barze, mając obok siebie piękną niewiastę, której właśnie Blaze ubrany w ramoneskę się przysłuchuje i przytakuje. Nie widzimy już w nim tej agresji, do której mogliśmy przywyknąć przez jego ostatnie występki. To jest jego miejsce resetu oraz relaksu, można jedynie lekko dostrzec, że myślami nie jest do końca tutaj, mimo że zapewne bardzo by tego chciał... Obok Axela po jego lewej stronie dosiada się pewien mężczyzna, przyodziany jest w zwykłe czarne proste spodnie, martensy oraz białą koszulkę, siedzi tyłem do nas, ale do złudzenia kogoś przypomina.. Facet ten prostym gestem prosi, by barman zapodał mu tak zwaną kolejkę i czeka. Niczego nieświadomy Amerykanin nadal gawędzi z kobietą, którą tu poznał. Koleś z krótszymi czarnymi włosami odbiera kieliszek, po czym.. wylewa go i mówi, że on nie będzie propagować alkoholu. Ten głos rozpoznaje Axel, który odwraca się szybko, ale jest już za późno, bo to Jose Lopez, który wypłaca Headbutt! Mistrz momentalnie łapie się za twarz,a przerażona kobieta odchodzi. Lopezzo kopie Blaze'a w brzuch i ciska nim na jeden ze stolików i ten rozwala się, nie wspominając o rzeczach, które były na nim. Ludzie zaczynają odchodzić, a niektóre rzezimieszki z uśmiechem na ustach przyglądają się temu i kibicują, by bójka trwała. Jose rzuca się na leżącego Blaze'a i wykrzykuje z sadystycznym uśmiechem wymalowanym na facjacie, że Axel miał być gotów, a wcale nie jest. Mr. Forever instynktownie łapie Jose za twarz i próbuje go zepchnąć, jako tako udaje mu się to, obaj podnoszą się, jednak niewiele to daje, bo Anti Heroe sięga po metalową tackę, która jest w pobliżu i wali nią prosto w głowę Amerykanina! Blaze konkretnie cierpi, a Jose przechwytuje jego głowę i robi Hasta Luego na wcześniej rozwalony stolik! Barman wykrzykuje, że policja jest już w drodze. Jose spogląda tylko na zdewastowanego LPW World Championa i odchodzi. Kilka osób próbuje udzielić pomocy Legend In Makingowi. Widok z kamery znika...</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/cNDyCwA.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: cNDyCwA.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-size: xx-large;" class="mycode_size"><span style="color: #68C4E8;" class="mycode_color">Elysium #2<br />
Kansas City, Missouri - 01.08.2026r.</span></span></div>
<br />
<iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/ZAt8oxY0GQo" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wybrzmiewa "Heavy is the Crown" od Linkin Park a to może oznaczać tylko jedno w terminarzu gal wrestlingowych - czas na drugą odsłonę Elysium! Kamera przejeżdża po całej hali, ujmując fanów zebranych na trybunach. Większość z nich z transparentami w ręku oraz w koszulkach swoich ulubieńców. Kamera zatrzymuje się na chwilę na grupce oddanych wyznawców Maxwella Ransoma, którzy skandują jego imię, po czym przejeżdża na środek, pokazując ring w którym stoi już Samantha Irvin, czekająca na możliwość zapowiedzenia pierwszej z walk!</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/lMYDu1Y.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: lMYDu1Y.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="color: #68C4E8;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Derrick Mantel vs El Garra de Gato</div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Derrick Mantel stoi w bojowym nastawieniu w swoim narożniku, natomiast El Garra De Gato właśnie kończy swoje wejście. Z rozpędu wślizguje się do ringu... i Mantel zrywa się do ataku. Kociarz jest na to przygotowany i nie daje się zaskoczyć. Obaj rzucają się w wir wymiany punchy, który jest tak niezwykle intensywny. W końcu obaj lewą ręką chwytają się za karki, a prawą ręką wyprowadzają ciosy bezpośrednio na twarz. Sędzia próbuje interweniować, rozdzielić obu zawodników, ale jest bezsilny. Wrestlerzy zwarli się zbyt mocno. Kolejne razy spadają na twarze obu zawodników i zrozpaczony arbiter postanawia poprosić o pomoc. Patrzy błagalnie w stronę rampy i zamaszystym ruchem wzywa wsparcie. Ochroniarze działają niezwykle sprawnie, momentalnie wybiega pierwszy, za nim kolejny i jeszcze jeden, aż w końcu zjawia widzimy już całą grupę ochroniarzy pędzących prosto do ringu. Jednak zaraz za nimi pojawia się Nick Aldis, który uzbrojony w mikrofon zatrzymuje się na rampie i... gestem ręki zatrzymuje ochronę?</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Ochrona STAĆ! *wśród wszystkich na arenie zapada konsternacja* Obiecaliśmy Kansas City starcie Derricka Mantela z El Garra de Gatą, tak? *Publiczność zgadza się głośnym "YES!" w trakcie gdy Mantel z Kociarzem dalej okładają się w najlepsze* No więc Kansas City dostanie to na co liczyło!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ochroniarze na te słowa otaczają ring szczelnym pierścieniem, zakładają ręce za plecami i obserwują dalszy przebieg wydarzeń. Tam zawodnicy zdają się kompletnie nie przejmować zamieszaniem dookoła i dalej wymieniają się ciosami. Nagle Mantel zmienia strategię i wyprowadza szybki Headbutt, który lekko oszałamia przeciwnika, więc dokłada kolejny i jeszcze jeden. Kociarz cofa się o krok, a Ego Top postanawia wykorzystać nadarzającą się okazję i rusza z Running Clothesline'em. Jednak Meksykanin jest na to przygotowany, unika ręki schylając się, szybko odwraca się w stronę rywala i teraz to on zaskakuje go błyskawicznym Low Kickiem, po którym dokłada jeszcze Mule Kick. Amerykanin zgina się w pół, a Koci Luchador od razu wciska jego głowę pod pachę. Lone Wolf jednak doskonale wie co się szykuje. Natychmiast następuje piętą na stopę Zamaskowanego Kociarza, a następnie napierając całym ciała pcha spycha go do narożnika. Natychmiast wykorzystuje pozycję, aby dołożyć całą serię Shoulder Thrustów. W końcu się prostuje i dokłada jeszcze Knife-Edge Chop! Ależ to huknęło! Nakręcony Souvenir Collector wykonuje Irish Whip i wysyła rywala w podróż do przeciwległego narożnika, a sam rusza zaraz za nim. Jednak El Garra De Gato popisuje się wspaniałym Up and Over i ląduje bezpośrednio za plecami Mantela, który zaliczył nieprzyjemnie zderzenie z narożnikiem. Zamaskowany Kociarz nie traci czasu, łapie oponenta za głowę i wielokrotnie uderza nią o narożnik. W końcu szarpie go do tyłu, Derrick cofa się o krok, natomiast Koci Luchador jednym susem wskakuje na druga linę, płynnie odwraca się do środka ringu i od razu wyskakuje wykonując Doble Axe Handle! Amerykanin upada na plecy, jednak od razu przeholowuje się przez bark i natychmiast zrywa się na równe nogi. Obaj znajduję się praktycznie w narożnikach, przez pół sekundy rzucają sobie nienawistne spojrzenie, jednak od razu ruszają do ataku. Obaj pędzą przed siebie i w tym samym momencie wyskakują! Double Running Crossbody! Co za zderzenie! Zawodnicy leżą na macie, trzymając się za brzuchy i zwijając z bólu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Dobra, ochrona, do dzieła. Koniec przedstawienia. *publiczność przyjmuje te słowa dość chłodno* Zabrać ich na oddział medyczny. A co do was Derrick, El Garra - dzisiaj dam wam już odpocząć. Ale na następnym Elysium mamy do pogadania. Dostajecie wezwanie na dywanik.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Aldis schodzi na zaplecze, a ochrona wkracza do ringu, aby zapobiec dalszej przemocy i pomaga się zebrać zawodnikom. Widzimy jeszcze jak wyprowadzają ich osobno na zaplecze, jednak Mantel wyrywa się smutnym panom i ku uciesze publiczności rzuca się na Kociarza! Nie trwa to za długo, ochroniarze od razu ich odesparowują, jednak Derrickowi na odchodne udaje się jeszcze napluć na twarz, a w zasadzie maskę Luchadora! Niezłe zamieszanie, ale w końcu udaje się je opanować...</span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się teraz na zaplecze, gdzie widzimy nerwowo chodzącego w tę i z powrotem Zacka Sabre Jr! Zawodnik przemierza całą długość korytarza od lewej do prawej, mamrocząc coś pod nosem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Pieprzony foliarz... I pieprzony Aldis... Zawsze muszą coś wymyślić, żebym tylko nie mógł walczyć w normalnej, standardowej walce! A srał na to Brutal!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie zza rogu wychodzi Elias ze słuchawkami na uszach, nucąc coś pod nosem. Na pewno jest to coś bezsensownego, jak to gnojek ma w zwyczaju. Nie zauważa on pogrążonego w myślach Zacka i wpada na niego, przez co obaj się prawie przewracają.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Uważaj jak łazisz pajacu! *patrzy na Shadowa i chwilę się zastanawia* Ty, młody, a co Ty w ogóle dzisiaj robisz? Bo potrzebuję partnera na walkę wieczoru. *mierzy wzrokiem Eliasa* Nie jest to szczyt moich marzeń, ale z braku laku i taki pokemon się nada.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Elias skrzywiony zerka na Zacka.<br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow:</span> Brat co się wczuł. Essa bratku, dasz sobie radę, pozdro.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych ledwie zrozumiałych słowach Elias wsadza z powrotem słuchawki do uszu, robi do Zacka 67, obraca się i odchodzi, na co zażenowany Sabre tylko zwiesza głowę. Po chwili dostrzega jednak stojącego pod ścianą Dolnicka, który zawzięcie klika tymi swoimi tłustymi paróweczkami w ekran telefonu. Anglik podchodzi bliżej.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jean-Pierre Dolnick:</span> 101 sposobów na poprawę komuś humoru, a tylko 100 było! Co za gówno oszukane! (spogląda na Zacka) C-cco ty się tak przybliżasz do mnie? Czego chcesz?!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> spokojnie Snorlax, przynieść Ci ciasteczko ze stołówki? Na znak pokoju?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jean-Pierre Dolnick:</span> Snorlax, srollax, nawet nie wiem co to, ale skoro taki uczynny jesteś, to śmiało, przydaj się i mi przynieś, bo po wysiłku intelektualistycznym to ja głodny się robię odrobinę. Tylko odrobinę.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> *zaszkowany jego głupotą patrzy na Dolnicka* Ty tak na serio teraz? Ty gru... A zresztą, sam sobie idź to może choć trochę schudniesz! <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zack obraca się na pięcie i zostawia Kongijczyka, który chyba nie bardzo wie o co tu właściwie chodzi. Kamera jednak przez chwilę pozostaje jeszcze z Jean-Pierrem, który wygląda jakby się nad czymś zastanawiał... Po czym chowa telefon do kieszeni i rusza w kierunku dużych drzwi z napisem "stołówka". Kamera wraca do Sabre, który nie bardzo wie co ze sobą począć.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Nie wiem, tu nie ma nikogo normalnego? A pieprzyć to... Dzwonię do niego! *Wyciąga z kieszeni telefon, wybiera numer i do kogoś dzwoni* Halo, Will? No cześć, dawno się nie słyszeliśmy... Słuchaj, mam taką sprawę, bo widziałem, że jesteś w Saint Louis, to kawałek drogi, może chciałbyś dzisiaj mi pomóc? No w walce a gdzie... Jaki kurwa znowu Omega? Jakie AEW?! A CHUJ MNIE OBCHODZI, ŻE TY SIĘ DO JAKIEJŚ WALKI O PAS PRZYGOTOWUJESZ, JA TU Z HALLOWAYEM DZISIAJ WALCZĘ, ROZUMIESZ?! I PARTNERA POTRZEBUJĘ! *chwilę słucha rozmówcy* Aha. Obyś się posrał na miętowo.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zdenerwowany Zack rozłącza się i wzdycha. Kątem oka zauważa jednak Maxwella Ransoma zmierzającego w jego stronę. Szybko podbiega i zatrzymuje się przed nim.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> MAKSIU! Odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu! Wiesz, że ja Cię zawsze lubiłem, nie? *Maxwell spogląda na Zacka, ten przełyka ślinę* No dobra, w sumie to Cię wcześniej nie znałem, ale od razu mi zaimponowałeś jak się tu pojawiłeś, przynajmniej Ty jeden nie gadasz od rzeczy... Nie chciałbyś może mi dzisiaj pomóc i zawalczyć ze mną jako drużyna w walce wieczoru?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> Zack, ale ja już mam dzisiaj swoją walkę. I to może b...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr: </span>Jaką walkę? Co jest ważniejsze, niż walka ze mną w drużynie niby co? Z drzewa spadłeś? Zresztą *macha reką* nie tłumacz się już. Nie interesuje mnie to. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zack obraca się na pięcie i zostawia Ransoma za plecami, który kręci głową z lekkim smutkiem. Widzimy jak załamany już wręcz Sabre przystaje pod ścianą i wznosi oczy ku górze, jakby szukał pomocy u Boga. W tym momencie zza rogu wyskakuje Dick A'Very Big, który... Rozkłada swój płaszcz! Zack tylko mierzy go wzrokiem od stóp do głów, wzdycha, wyciąga telefon, robi szybkie zdjęcie i wymija swojego "rozmówcę". Obraz z kamery gaśnie...</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size"><span style="color: #005DC2;" class="mycode_color">***Dr Kline z główną rolą w reklamie Dr Oetker!***</span></span></div>
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera zabiera nas do gabinetu, który uważni widzowie LPW bez trudu rozpoznają. Eleganckie wnętrze dalej wypełnione jest mnóstwem dekoracji i bibelotów, wraz ogromem książek i okazałym wahadłem Newtona. Ponownie cała przestrzeń jest chirurgicznie czysta. Każdy cal przestrzeni, wygląda jak świeżo przetarty. W szczególności dębowe biurko, przy którym siedzą starszy Pan w białej koszuli oraz kamizelce i Edgar Dickinson.<br />
<br />
W rogu ekranu wyświetla się krótka adnotacja: “29.07.2026 - Edgar Dickinson - Dr. N. Med. Robert Chambers”<br />
<br />
Ciszę w końcu przerywa gospodarz. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Robert Chambers</span>: Śledziłem na bieżąco wydarzenia dziejące się wokół Pana. Całą drogę, od powolnego wejścia do Legion Pro Wrestling, przez aktywny Pana udział w turnieju i finałową walkę tegoż. Obserwowałem utarczki z takimi postaciami jak Zack Sabre Jr. czy Zbigniew Uszczelka. Szczególnie jednak, w kontekście Pana przypadłości, zdały mi się ostatnie wydarzenia. Spotkanie z Jose Lopezem i starcie o miano pretendenta do LPW World Championship. Chciałbyś mi opowiedzieć, o tym etapie? <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Poeta nie patrzy na swojego rozmówcę. Zamiast tego przygląda się równo ustawionym na półkach książkom. Jakby podziwiając kolekcję eleganckich wydań, starannie pogrupowanych tematyką i ustawionych w kolejności alfabetycznej. Mimo to odpowiada doktorowi.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson</span>: Wszystko zmierza w prawidłowym kierunku. Ogrom pracy musiał zostać wykonany, żeby Pan Lopez i Pan Blaze mogli stanąć naprzeciw siebie jako silni rywale, z złością i zaciekłością gotowi stoczyć między sobą bój. Nie trzeba włożyć wiele trudu, żeby zauważyć, jak często delikatnie dbałem, żeby obydwoje byli tam gdzie być powinni w stanie w jakim być powinni.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Robert Chambers</span>: Rozumiem. Więc dalej utrzymujesz, że historia która dzieje się wokół Ciebie, tak naprawdę wychodzi spod twojego pióra? <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson</span>: Ehh *Westchnął artysta nie odrywając wzroku od książek* Oczywiście, że tak. Wszystko wokół dzieje się tak naprawdę niewolnie. Tak i ziemia w swoim pędzie krąży wskutek wielkich sił. Siły te muszą mieć jednak pewne punkty zakotwiczenia. Jak gwiazdy dla planet. <br />
<br />
Mi przypadło być słońcem Legion Pro Wrestling. Pan Lopez, Pan Blaze i mistrzostwo są już pchnięte na właściwą orbitę. Teraz hmmm. Teraz po prostu czekam. Kolejna historia o którą będę musiał zadbać jest tuż za rogiem, tylko jeszcze nie wiem o kim ona będzie.  <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Robert Chambers</span>: Rozumiem. Z racji na to, że czas naszej sesji powoli się kończy zapytam się tylko o jedno. Dlaczego dzisiaj nie poruszyłeś wahadła Newtona? <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson</span>: Bo teraz jest czas ciszy przed burzą.  <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach nagranie dobiega końca.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/qDMoZHs.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: qDMoZHs.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="color: #68C4E8;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Jeff Brown vs Silas Crowe</div>
<br />
Gong rozpoczyna pojedynek. Jeff Brown przez chwilę krąży wokół większego przeciwnika, próbując pokazać, że obecność Silasa Crowe’a nie robi na nim żadnego wrażenia. Mr. Street Cred poprawia bandanę, kieruje kilka słów w stronę rywala, po czym wymierza mu solidny policzek. The Uncured powoli odwraca głowę w jego stronę, ale poza tym nie reaguje. Fake Thug próbuje wykorzystać sytuację i dokłada serię Punchów oraz Kicków, jednak żaden z nich nie jest w stanie zmusić Subjecta 00 do wykonania kroku w tył. Neighborhood Menace odbija się od lin, lecz Silas przechwytuje go oburącz i ciska nim o matę potężnym Biel Throwem. Jeff błyskawicznie przestaje udawać twardziela i zaczyna wycofywać się do narożnika, ale Blackridge Patient rusza za nim. Crowe miażdży przeciwnika Running Body Avalanchem, a następnie wyciąga go na środek ringu i powala Short-Arm Clothesline’em. Brown zostaje niemal odwrócony w powietrzu, lecz Silas nawet nie myśli o przypięciu. The Almost Gangster próbuje ratować się nieczystym zagraniem i wbija palce w okolice oczu rywala. Crowe cofa głowę, ale po chwili ponownie spogląda na Jeffa, jakby ta próba jedynie zwróciła jego uwagę. Mr. Street Cred chce jeszcze wyprowadzić Running Knee Strike, lecz wpada prosto w uścisk Silasa, który podnosi go i wykonuje Failed Procedure. Brown odbija się od maty, po czym zostaje ponownie poderwany i wbity w nią Blackridge Dropem. The Uncured klęka obok rywala i przykłada dwa palce do jego szyi, sprawdzając puls. Następnie kieruje wzrok na Dr. Victora Kline’a.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> Reakcje słabną. Przechodzimy do ostatniej fazy.*Doktor uruchamia dyktafon.*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nagranie:</span> Zakończyć procedurę.<br />
<br />
Silas podnosi bezwładnego Browna, wynosi go do Final Treatment i z ogromną siłą wbija w matę. Crowe kładzie jedną rękę na klatce piersiowej przeciwnika, a sędzia rozpoczyna liczenie…1…2…3! Gong kończy pojedynek, ale nie zatrzymuje Subjecta 00. Silas natychmiast podnosi Jeffa i rzuca nim w narożnik, gdzie zasypuje go kolejnymi uderzeniami w korpus. Arbiter próbuje wejść między zawodników, lecz Crowe odpycha go na bok i ponownie chwyta Fake Thuga za gardło. Kline odtwarza nagranie jeszcze raz, jednak jego podopieczny nie reaguje.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nagranie:</span> Sesja zakończona. Przerwać leczenie.<br />
<br />
The Uncured postanawia zacząć dusić rywala przy użyciu The Restraint, mimo że walka dawno dobiegła końca. Jeff nie jest już w stanie się bronić. Doktor zwiększa głośność urządzenia niemal do maksimum. Zniekształcony komunikat rozbrzmiewa w całej hali.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nagranie:</span> SUBJECT ZERO! SESJA ZAKOŃCZONA! NATYCHMIAST PRZERWAĆ LECZENIE!<br />
<br />
Dopiero wtedy Silas zwalnia uchwyt. Przez kilka sekund siedzi nieruchomo obok Browna, po czym sprawdza jego puls i spogląda na wyraźnie poważniejszego Kline’a.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> Leczenie zakończone.<br />
<br />
Crowe powoli wstaje i opuszcza ring za doktorem. Chwilę później przy ringu pojawiają się medycy, którzy zabezpieczają szyję Jeffa, przekładają go na nosze i zabierają Neighborhood Menace na zaplecze.<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas jakieś niezwykłe, malownicze miejsce. Słońce dopiero wstaje, a krajobraz rozciąga się aż po góry, których wierzchołki pokryte są śniegiem, wokół widzimy potężne lasy, teraz mamy zbliżenie na wypasające się w pobliżu bydło i...James River Waters! Nie, to nie on jest tym bydłem, o którym była mowa. Widzimy, że James River zsiada właśnie z konia i podchodzi do jakiegoś faceta, który ma na sobie typowy kowbojski kapelusz, czarne wysokie buty, jeansowe spodnie i jasną, skórzaną kurtkę.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">JRW: </span>Strasznie nalegałeś na to, żeby się spotkać.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???: </span>Wypadałoby się pożegnać, zanim stąd odjedziesz, nie uważasz?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">JRW: </span>Przecież jeszcze nic nie jest...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???: </span>*przerywa Jamesowi* Nie bądź śmieszny, Waters. Wszyscy wiemy, że nic Cię nie powstrzyma przed powrotem, ani Evelyn, ani twój syn. Ani nawet te widoki. *uśmiecha się* Pamiętasz, jak to było jak wprowadziłeś się tu 6 lat temu? Nie wierzyłeś, że można tak żyć. Myślałeś, że to jakiś rodzaj zaklętej magii, niedostępny dla zwykłych śmiertelników. Zresztą, chyba przydała Ci się ta magia? *Waters nie odpowiada nic, wpatruje się tylko rzekę, która przepływa obok* Oj wiem, że Ci się przydała...byłeś wtedy wrakiem człowieka, miałeś w sobie tyle gniewu, że nawet ta woda nie była w stanie go zmyć.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">JRW:</span> W końcu się udało.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???:</span> Udało się. *wyjmuje papierosa i zapala go* Jesteś pewien, że chcesz to wszystko przekreślić? Przecież wiesz, że jeśli wrócisz, to ten gniew, ten ból, to niezrozumienie, to wszystko wróci? Znowu będziesz tym małym, sfrustrowanym człowiekiem, któremu ciągle jest mało. Znowu będziesz chciał się piąć na szczyt, nie patrząc na koszt. Znalazłeś swoje miejsce na świecie, tu w Montanie. *przechadza się nieco do przodu, by lepiej widzieć rzekę*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">JRW: </span>Nie wiem, czy w moim wypadku można mówić o "swoim miejscu na ziemi". Jestem raczej...poszukujący. Widzisz, ja nie potrafię do końca być szczęśliwy. Zawsze będę szukał, zawsze będę chciał czegoś więcej albo po prostu czegoś innego. Nie potrafię być zaspokojony. Nie wiem, czy Legion Pro Wrestling zaspokoi mój głód, nie wiem czy cokolwiek...czy ktokolwiek jest w stanie to zrobić.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???: </span>*bierze głęboki oddech* Niech więc tak będzie. Szukaj dalej. Pamiętaj jednak, że masz tu rodzinę. Pamiętaj, że masz tu przyjaciół i wbrew temu co mówisz - masz też dom. Ja wiem, że to twoje miejsce na ziemi. To, że ty jeszcze nie zdajesz sobie z tego sprawy, no cóż...*uśmiecha się. Wciąż jesteś młody.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">JRW: </span>W sierpniu wyjeżdzam. Mamy więc jeszcze trochę czasu, może skoczymy dziś do baru? Chociaż Evelyn po ostatnim nie daje mi żyć, więc może po prostu zaproszę was do mnie. Dziś o 17, co ty na to? Bierz ze sobą Beth, a ja po drodze dam znać reszcie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery urywa się.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="color: #005DC2;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">***Czy Maxwell Ransom przerzuci się na oliwkę?***</span></span></div>
<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się na zaplecze, a tam ponownie naszym oczom ukazuje się Zack Sabre Jr! Niepocieszony zawodnik przemierza arenę rozglądając się w różne strony, gdy nagle mijają go... lekarze, którzy na noszach karetkowych szybko transportują Jeffa Browna! Gangster podłączony jest pod butle tlenową i mając na uwadze głośne reakcje personelu medycznego, dosłownie trwa walka o jego życie. No powiedzmy sobie szczerze, Silas Crowe to były dla niego ciut za wysokie progi. Zack na chwilę przystaje i z politowaniem na twarzy obserwuje bieg lekarzy do karetki, po czym kręci głową i zniechęcony idzie dalej. Sabre rozgląda się i ewidentnie poszukuje kogokolwiek wartego uwagi, gdy nagle robi wielkie oczy. Kamera odwraca się, a tam widzimy właśnie Silasa Crowe, a wraz z nim stoi Dr Victor Kline! Obaj uważnie obserwują Zacka, ten zatrzymuje się, robi krok w przód... po czym przełyka jedynie ślinę i odchodzi dalej. Cóż, Technical Wizard mając w głowie obrazki sprzed chwili woli nie konfrontować się z ową dwójką w żaden sposób. Sabre podąża wiec dalej, a na jego twarzy maluje się spora irytacja. Anglik zauważa w końcu kogoś przy automacie z napojami i po kilku sekundach zastanowienia decyduje się podejść. Osobą tą jest... Jose Lopez!</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Słuchaj, sprawa jest. *Jose odwraca się* Potrzebuję dzisiaj partnera do walki wieczoru. To jest niepojęte, ile spotkałem tu dzisiaj pokemonów, którym nie zbiera się na jakąkolwiek ewolucję. *składa teatralnie ręce w geście modlitwy i wznosi głowę w górę* Może cholerna opatrzność zesłała mi w końcu kogoś normalnego... To jak będzie?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez:</span> Aktualnie jest tylko jedna osoba, której pomagam, więc limit dobroci wyczerpany... Także zabieraj stąd swoje brytolskie dupsko i szukaj dalej, czas ucieka. *wredny uśmiech*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zszokowany Sabre odwraca się na pięcie i odchodzi, a będąc już kawałek od Lopeza macha ręką i zaczyna zirytowany kląć sam do siebie. Zack po chwili mija odwróconego tyłem Paddy'ego Jacksona, którego jedynie zjeżdża wzrokiem nie zatrzymując się, jednak zrezygnowany postanawia zawrócić. Cóż, to już chyba akt desperacji...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Ty coś kiedyś walczyłeś, nie? Może zdjął byś dzisiaj marynarkę i postał w moim narożniku? Nie wiem, zrobisz za backup, wejdziesz na chwilę do ringu... Tyle jeszcze chyba pamiętasz, co?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Zack! Ja pamiętam wszystko! *szeroki uśmiech* Twoja kariera to prawdziwa sinusoida, jak z resztą wielu w LP...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Po pierwsze, nie jestem jak wielu, zważaj na sło...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Porażki przeplatasz zwycięstwami, jednak ostatni czas to dla Cieb...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr:</span> Czy ja mówiłem, że mam ochotę na wywiad? Jesteś kolejnym z tych zdolnych inaczej?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Zack, ale fani chcieliby wiedzieć...<br />
<br />
Zack Sabre Jr: A wiesz czego ja bym chciał? Móc przeprowadzić dialog z KIMKOLWIEK z... kim... A, pieprzyć to. *odwraca się* Nic do mnie już nie mów! NIC!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Anglik pośpiesznie opuszcza Jacksona i zmierza dalej. Cóż, Zack chyba nie będzie zachwycony, bo kolejna osoba, która spotyka się z jego wzrokiem to sam Salvador! Argentyńczyk zamiata właśnie korytarz, gdy nagle postanawia zrobić coś dziwnego - otóż wznosi miotłę lekko w górę... i całuje jej czubek. Miotlarz po chwili słyszy tylko "Oh, God" wypowiedziane bardzo załamanym głosem Sabre, po czym dostrzega, że jest obserwowany przez Anglika. Salvador wyraźnie zawstydzony peszy się, a następnie obraca w stronę ściany i kontynuuje zamiatanie. Spytacie co z ZSJ? Na widok całej sytuacji po prostu łapie się za głowę i wściekły mamrocze coś pod nosem. Ewidentnie jego cierpliwość jest już na skraju, ale nie może się poddawać, partner w końcu sam się nie znajdzie. Kawałek dalej dostrzega kolejnego asa, którego opisałby jako ten z gatunku "niepełnosprytnych"... To Pill Tautu we własnej osobie! Pill the Bill przybrał tym razem wcielenie, którego do tej pory nie mogliśmy oglądać. Ubrany jest w płaszcz, twarz ma wymalowaną na biało i... recytuje jakiś wiersz. Trzeba pochwalić jednak ekspresję i emocje, które wkłada w szerzenie sztuki, Tautu na pewno daje z siebie wszystko. Zack obserwuje go chwilę i o dziwo nie wygląda kolejny raz na sfrustrowanego, załamanego i zniecierpliwionego, a wręcz przeciwnie. Sabre wydaje się być zaintrygowany zaistniała sytuacją... Kamera tymczasem przemieszcza się lekko, zostawiając Sabre w spokoju, ale pokazując teraz jak zadowolony z siebie korytarzem przechadza się Jose Lopez. Zawodnik, który totalnie nie pochodzi z Półwyspu Iberyjskiego, tylko z Wysp Kanaryjskich, zostaje zatrzymany przez uśmiechniętego od ucha do ucha Paddy'ego Jacksona! Totalnie podekscytowany Paddula nie traci czasu, chce szybko przeprowadzić wywiad i pochwalić się Aldisowi jego przebiegiem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Witaj Jose, to dla mnie prawdziwy zaszczyt. Twoja kariera zaczęła się...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Reporter nagle przerywa, rzuca mikrofon i zaczyna uciekać potykając się przy tym kilkukrotnie o własne nogi. Niezwykle rozbawiony Lopez odwraca się sprawdzić co tak wystraszyło Paddulę i w tym momencie nadziewa się na potężny punch, który momentalnie ściera mu ten uśmiech z twarzy. Axel Blaze wyprowadza potężny sierpowy, potem następny i jeszcze jeden. Nie zwalania tempa i ciska Jose na ścianę, od której ten się odbija, jednak wciąż nie upada. Mistrz od razu go przechwytuje i natychmiast wrzuca w skrzynie ze sprzętem technicznym. Chico Malo wpada w nie na wysokości brzucha i rozpłaszcza się tułowiem na wierzchu skrzyń. Niestety, nie ma jednak ani chwili, aby w ten sposób odpocząć, bo momentalnie dopada do niego High Life Warrior, podnosi za włosy i zaczyna uderzać jego twarzą o skrzynie. Przechodząca obok pracowniczka aż krzyknęła na widok Axela masakrującego rywala o skrzynię i zaczęła wzywać pomocy. To jednak w żadnym wypadku nie przeszkadza Blaze'owi w kontynuowaniu ataku. Przekręca jęczącego z bólu Spanish Stara i zaczyna dusić układając przedramię na jego gardle. Drugą ręką natomiast dokłada od czasu do czasu brutalne łokcie bezpośrednio na twarz. Lopezzo zaczyna krwawić! Na korytarzu słychać coraz większe poruszenie, Axel wie, że musi się śpieszyć. Wciąga Jose do końca na skrzynię, następnie odwraca się i chwyta za nogi. Szybko dźwiga go, odwraca się znowu w stronę skrzyni i wykonuje Reverse Alabama Slam! Prosto na skrzynię! Hiszpan leży, nawet nie reaguje, ale to wciąż zdecydowanie za mało dla Mistrza. Sam wchodzi na górę, podnosi rywala trzymając go za włosy, a następnie dokłada jeszcze Fade To Black! Blaze powoli wstaje i wciąż jeszcze trzęsie się z wściekłości, ale nie ma już szans na dalszy atak. W końcu dopada do niego cała grupa ochroniarzy i odciągają Mistrza od Lopeza, Blaze wcale nie stawia oporu. Do Hiszpana przychodzi lekarz, aby sprawdzić jego stan. Obraz z kamery gaśnie.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/36ctt9U.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 36ctt9U.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="color: #68C4E8;" class="mycode_color">Singles Match</span><br />
Maxwell Ransom vs Elias Shadow</div>
<br />
Wracamy do ringu po przerwie, gdzie Elias stompuje przeciwnika w narożniku. Sędzia zaczyna odliczać, więc Lone Wolf odpuszcza, a Maxwell pokasłując powoli próbuje się podnieść. Próbę tą ucina jednak kopniak w wątrobę, po którym Ex-Wilgotniak ponownie upada na deski i zaczyna głośno pokasływać. Sędzia podchodzi do niego i sprawdza jego stan. Ransom jednak mówi mu, że jest w stanie kontynuować walkę, toteż arbiter dopuszcza do dalszej konfrontacji. Elias wykorzystuje to momentalnie i zaczyna pogardliwie obcierać butem o twarz siedzącego w narożniku oponenta, a po chwili biegnie na liny, odbija się od nich i wykonuje Facewash! Publiczność daje z siebie wszystko, by wybuczeć młodziaka jak tylko się da. Ten zaczyna się śmiać, obraca do publiczności, po czym... Oczywiście... Robi 67... To jeszcze bardziej wzmaga negatywną reakcję fanów zebranych na arenie. Beta Wolf powraca jednak do Maxwella i ponownie zaczyna obcierać mu butem po twarzy i krzycząc do niego. *<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">I co Maksiu, gdzie jest ta wielka torta?! Gdzie ten grubas?! Widziałem przed walką, jak wchodził na stołówkę! Pewnie znowu WPIERDALA, zamiast zająć się swoim "przyjacielem"!</span>* Shadow znowu zaczyna się zanosić śmiechem i po raz kolejny obciera twarz rywala swoim butem. Ten jednak jakby nagle nic sobie z tego nie robił... Powoli zaczyna wstawać?! W oczach Ransoma widać nowe pokłady determinacji, która pomaga mu wrócić powoli do stójki mimo ciągłego bycia upokarzanym... Ojjjj, Elias chyba się doczekał! Lekko wystraszony młokos biegnie na liny, wskakuje na nie i leci na Big Handsome Mana ze Springobard Crossbody... Ten jednak go łapie i zostaje na nogach! Publiczność zaczyna wrzeć, dopingując swojego ulubieńca, który rozgląda się dookoła, widać że ma już pewien pomysł! Jednak zaskakują go dwa szybkie łokcie wyprowadzone w bok głowy, po których upuszcza Shadowa na matę. Ten momentalnie się podnosi i wyprowadza Skibidi Kick! Jednak Maxwell unika i sam rusza na liny! I wyprowadza Running Lariat, po którym Elias robi pełne salto i upada na ten głupi ryj! Publiczność eksploduje głośnym cheerem, a młodziak po chwili odtacza się do narożnika, gdzie powoli wstaje. Maksiu za to jakby odnalazł w sobie drugie życie, zaczyna zbierać energię z dopingu publiczności! I rusza na oponenta gdy tylko ten wraca do stójki w narożniku! Corner Splash! Ex-Wilgotniak odsuwa się na środek ringu, zaciska pięści i wydaje z siebie głośny okrzyk bojowy! W tym czasie Elias ostatkiem sił próbuje go ponownie zaatakować, tym razem Clotheslinem, który ku jego zgrozie zostaje uniknięty! Rozpędzony Lone Wolf wpada na liny, odbija się od nich, wraca do Ransoma i inkasuje Spinning Spinebuster! Cała hala wybucha gromkim dopingiem, mamy pin! 1...2.. Kick Out! Zawodnik pochodzący z Ediny jednak ma już gotowy dalszy plan! Chwyta za ręce Shadowa, publiczność zaczyna skandować "HANDSOMER! HANDSOMER! HANDSOMER!", Maxwell rozgląda się dookoła, potrząsa głową, podnosi przeciwnika i wykonuje Swinging Side Slam! To coś nowego! Mamy pin! 1...2...3...! Koniec walki, zwycięzcą Maxwell Ransom!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">A więc koniec! Ransom odnosi swoje pierwsze zwycięstwo po latach! Ex-Wilgotniak z lekkim uśmiechem na ustach wstaje, żeby podziękować widowni za doping... Gdy nagle na rampie pojawia się Paddy Jackson! Reporter Elysium niezdarnie biegnie w kierunku ringu, zwycięzca pojedynku Maxwell spogląda na to już bez większych emocji na twarzy, ale Jackson dzielnie mknie przed siebie i w końcu wślizguje się do kwadratowego pierścienia.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Maxwell! Po pierwsze gratu... *jest lekko zdyszany* Gratulacje, wybacz, nie ta kondycja co kiedyś. *uśmiech* A więc Maxwell.. pojawiłeś się w LPW i zwyciężyłeś swój pierwszy pojedynek! Jakie to uczucie?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom: </span>Witaj, Paddy. Miło Cię widzieć po takim czasie. *klepie go po ramieniu* To... Przyjemne. Nie ma co ukrywać, bardzo mi tego brakowało. To jednak dopiero początek. Nie mogę poprzestać na jednej wybranej. *zdyszany bierze kilka oddechów* Chcę udowodnić wszystkim, że Maxwell Ransom tym razem jest poważnym graczem... A nie jedynie maskotką widowni. *zerka na publikę, której część wydaje się być zaskoczona* Z całym szacunkiem do was wszystkich, to żaden atak w stronę kogokolwiek. Po prostu... Wspólnie z wami chcę też odnosić sukcesy, dokładnie tu gdzie stoję. *wskazuje na ring* Bo chociaż teraz nie ma dawnego mnie to wiem, że bez was nigdy by go nie było... I nie miałbym kogo odnaleźć na nowo.*cheer* Szukam każdego możliwego klucza. Jeśli miałby być nim prawdziwy sukces w ringu, którego tak naprawdę do tej pory nigdy nie osiągnąłem, to muszę zrobić WSZYSTKO, by ten stan rzeczy zmienić. I chcę to zrobić z WAMI! *wskazuje na widownię, która skanduje imię Ransoma*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Swoją poważną karierę zacząłeś w WCW, od słynnego: ''are you at home?'', przekręciłeś tam też pseudonim *przełyka ślinę* Wesa Wallace'a i nazwałeś go ''May of Mahen'', do tego później oblałeś go wodą, zarzucając mu brak wilgotnych włosów. *nie może powstrzymać uśmiechu* Ogólnie szło różnie, ale na pewno trzeba przypomnieć, że byłeś tam mistrzem drużynowym wraz ze swoim przyjacielem Jean-Pierre Dolnickiem, z którym przeżyłeś wiele przygód, jak wyrywanie ''panienek'' czy  też słynne pójście na grzyby... Czy nie tęsknisz za tym? Czy w LPW nie będzie ci tego brak?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom:</span> *wpatruje się w matę i kilkanaście sekund rozmyśla nad odpowiedzią* To wszystko jest słodko-gorzkie. Towarzyszy mi obecnie paskudne uczucie, kiedy po latach te najlepsze wspomnienia stają się neutralne, a nawet bardzo, bardzo przykre... Chcę tego czy nie, to po prostu boli... *poruszenie widowni* Tak, to okrutnie boli, kiedy etap życia, który w mojej głowie zawsze miał specjalnie miejsce, z pewnego względu zaczął stawać się moim koszmarem. Myślę, że większość z nas *patrzy na publikę* coś takiego przeżyła. Ty pewnie też, Paddy, to w końcu spotyka wszystkich, niezależnie od grubości portfela, statusu społecznego, popularności... Jestem więc pewien, że dosłownie każdy obecny obecnie na arenie jest w stanie zrozumieć uczucie, jaki mi towarzyszy... I to chyba jedyne, co mogę i chcę powiedzieć..<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Max obojętnym wzrokiem wpatruje się przed siebie, a Paddy stoi chwilę w niezręcznej ciszy i drapie się po karku.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Cieszymy się, że wróciłeś Maxwell, jesteś wzorem dla wielu. *klepie go po ramieniu* Ostatnie pytanie, by cię nie przemęczać. Może nie jest to do końca na miejscu, ale wielu twoich fanów chciałoby to wiedzieć... czy usłyszymy jeszcze ''I AM HANDSOMER''? *publika powtarzała to za Paddym*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom: </span>Może? Nie wiem... *zawstydzony gładzi się po łysinie* W każdym razie, na pewno nie teraz. *lekki śmiech* To też sprawa przeszłości i... *wzdycha* To skomplikowane. Przepraszam, ale nie wiem do końca co na to odpowiedzieć... *zwiesza głowę*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson: </span>Najważniejsze, by wszystko ci się układało. Jeszcze raz gratuluję wygranej! I dziękuję ci za rozmowę mimo zmęczenia.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Panowie podają sobie rękę, a fani nagradzają to cheerem, obaj też powoli udają się na zaplecze, a obraz z kamery znika.</span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block">
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Odpala się przednia kamera w telefonie i od razu widać z bliska twarz Dereka Halloway’a jakby stary odpalał przednią kamerkę. Sprawdza czy wszystko działa.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Halo, słychać mnie? *Derek coś czyta na telefonie* Kurde, zdecydujcie się, a nie trollujecie! *Halloway znów coś czyta* Dobra, jak nie słychać to trudno. Witam wszystkich oświeconych! Widzowie, tym razem na wstępie chciałem wam się zaprezentować.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Derek dziś się nie przygotował i po prostu oparł telefon o jakiś kubek. Halloway cofa się kilka kroków i prezentuje <a href="https://zapodaj.net/plik-OX7TimPlqN" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">taką</a> pozę. Przez chwilę widać Dereka, ale za moment telefon przeważa kubek, przez co ten spada kamerą w dół i teraz widać ciemność. Za chwilę jednak, Halloway podnosi urządzenie i sprawdza czy nie zalał go napojem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Cholerni producenci kubków! Nawet oni czyhają na moje nerwy, ale nie dam się! Zaprezentowałem się wam, żebyście zobaczyli, że wszystko ze mną dobrze. To teraz oficjalnie zaczynamy nasz przebudzony live stream! Zadawajcie pytania, a ja będę na nie odpowiadał zgodnie z prawdą. *Derek czyta czat* Człowiek o nicku Mr. Terry pyta: „czy teoria spiskowa związana z gołębiami to prawda”. *Derek wali facepalma takiego, że echo się poniosło* Już to kiedyś tłumaczyłem. Po pierwsze, to nie są teorie spiskowe, tylko objawiona prawda na temat świata. Ludzie próbujący nas zdyskredytować będą tak mówić, żeby zrobić z nas wariantów, ale nie dajcie się temu nigdy! Po drugie owszem. Przecież sami widzicie co robią nie tylko gołębie, ale również inne ptaki. Siadają na liniach energetycznych i jakoś nic one im nie robią. To przecież oczywiste, że ptaki to tak naprawdę drony, które ładują się w ten sposób, żeby latać dalej i zbierać informacje. Zapytacie czyje są te drony, to przecież oczywiste. Prawdopodobnie wywiad każdego państwa ma z tych dronów pożytek. Strzeżcie się ptaków! *Halloway milknie i czyta dalej* JacobSmallTerrace69 pyta: „co sądzisz o zamachach z 11 września”. Słuchaj, no to co powinni sądzić wszyscy, ale z jakiegoś powodu tego nie robią. To był zamach, ale rządu USA na swoich własnych obywateli. To była zbrodnia na skalę światową i ten smród będzie się ciągnął za USA po wieki wieków. Jesteście kanaliami na czele z tym pieprzonym Bushem, który bez najmniejszego problemu wszystko zatwierdził. Dobra już kończę ten temat, bo zaraz się zagotuję. *Derek się uspokaja i czyta dalej czat*. MateuszMW pisze: „siema, kurwa, kto będzie Twoim Tag Team partnerem?” Fajnie by było jakby ktoś z Krakowa. Pozdrawiam Mateusza, gdybyś był na Elysium, to byłbyś nim Ty oczywiście, ale tak to jest bardzo dobre pytanie kto to będzie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Derek zauważa przechodzącego za nim Mike’a Brutala.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Ej Mike, poczekaj!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Brutal się zatrzymał i spogląda teraz na Halloway’a. Derek podchodzi z telefonem do zaczepionego.</span> <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Szukam partnera do walki wieczoru. Chciałbyś zawalczyć ze mną ramię w ramię?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Extrememaniac zerka na telefon, po czym znowu na Truth Seekera i wzrusza ramionami</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Nie wiem, o czym do mnie mówisz - zresztą nie pierwszy raz Cię nie rozumiem typie i nie wiem nawet z kim mamy walczyć. Ale skoro natrafiła się okazja komuś spuścić wpierdol, to nie potrzebuję wiedzieć nic więcej. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Extremely Mad Dog spogląda prosto w telefon mistrza Eternal</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: LET THE BODIES HIT THE FLOOR!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Mike odchodzi w dalszą podróż po hali, a Derek z powrotem wraca wzrokiem do live’a.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>No, partner znaleziony, to pora na CS’a *Derek zaśmiewa się i macha ręką* żartowałem. Widzisz, Mateusz, może nie udało się wziąć kogoś z Krakowa, ale jak się nie ma co się lubi, to się mówi prawdę gdzie popadnie. Dobra, kończymy tego live’a, bo za niedługo nasz Main Event. Nie przegapcie go. I pamiętajcie, only the truth can set you free.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach live się kończy.</span><br />
</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size"><span style="color: #005DC2;" class="mycode_color">***Zapraszamy na wykład hiszpańskiego profesora przyrody: hodowla kanarków, a studia z iberystyki***</span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do ringu w którym znajduje się rozłożone stanowisko do gotowania.. Tym razem na blacie znajdują się kromki pieczywa, sos beszamelowy, ser gruyère, musztarda, sos barbecue oraz miska wypełniona charakterystycznymi dla Kansas City kawałkami wołowych burnt ends. Obok składników ustawiono niewielką tabliczkę z napisem „Croque Monsieur de Kansas City à la McŁowicz”. Rob McŁowicz stoi za blatem w kolorowej koszuli, z ręcznikiem przewieszonym przez ramię i szerokim uśmiechem na twarzy, wyraźnie zadowolony z przygotowanej przez kombinacji składników.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Witajcie ponownie w Pobitych Garach, miejscu, w którym kuchnia nie zna granic, rozsądek od czasu do czasu wychodzi na przerwę. Dzisiejsze menu powstało z bardzo prostego pytania: co się stanie, jeżeli francuska elegancja przyjedzie do Kansas City, poczuje zapach dymu, zobaczy porządny kawał wołowiny i nagle zrozumie, że sam ser, którego nazwa jest trudna do wymówienia nie wystarczy, żeby człowiek był syty? *Rob smaruje kromkę pieczywa beszamelem, po czym sięga po ser.* Dlatego dziś przygotujemy croque monsieur w wersji, której zapewne nie zatwierdziłaby żadna paryska akademia, bo zamiast delikatnej szynki mamy tutaj burnt ends, czyli wołowinę tak miękką, dymną i przypieczoną, że nawet człowiek bez tytułu szlacheckiego potrafi rozpoznać w niej coś wyjątkowego. *Rob układa mięso na pieczywie i dodaje niewielką ilość sosu barbecue.* Dorzucimy gruyère, beszamel, odrobinę musztardy i właśnie w ten sposób Kansas City spotka się z Francją, choć mam dziwne przeczucie, że Francja za chwilę zacznie narzekać na sposób podania, temperaturę czy brak srebrnych sztućców *Rob przykrywa kanapkę drugą kromką, dociska ją dłonią i spogląda w stronę wejścia.* Na szczęście zaprosiłem dziś człowieka, który o francuskiej klasie potrafi opowiadać dłużej, niż większość ludzi gotuje obiad, a przy okazji jest przekonany, że luksus może zastąpić charakter. Panie i panowie, mój dzisiejszy gość - Lord Sebastien!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><a href="https://youtu.be/UfCgvwjw1Ho" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Sang Bleu!</a> Lord pojawia się teraz na arenie przy akompaniamencie swojej muzyki. Na sobie ma jedwabny płaszcz w kolorze burgundowym, a w ręku swoją laskę Margaux. Sel de la Terre powolnym krokiem zmierza do ringu, a kiedy któryś z fanów próbuje go dosięgnąć, żeby poklepać go po plecach, ten odsuwa się z obrzydzeniem. W końcu powolnym, dostojnym krokiem wchodzi do ringu i odbiera mikrofon od jednego z pracowników technicznych.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Zastanawiałem się od czasu ostatniego Elysium, czy dobrze zrobiłem, że przyjąłem zaproszenie do twojego programu, Rob. Nie będę kłamał, obawiałem się, że moje wyrafinowane kubki smakowe mogą zostać zniszczone i nie myliłem się. Na początku dobrze się zapowiadało - sos beszamelowy, ser gruyère. Nawet na tą musztardę mogłem przymknąć oko, pomimo, że nie jest to pewnie musztarda Dijon. Ale te amerykańskie wytwory tutaj? Sos barbecue, wołowina w stylu Kansas? *Lord imituje teraz odruch wymiotny, a publiczność zaczyna buczeć* Nie wiem jak można to jeść i nie zwymiotować. Ale skoro tu już jestem to poświęcę swoje kubki smakowe i spróbuję tego, no dobrze nazwijmy to daniem. Gdzie są sztućce? *The Noble One rozgląda się po otoczeniu i nie widzi nigdzie sztućcy* Nie widzę ich nigdzie, chyba nie chcesz, żebym jadł to rękami jak jakieś zwierze?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rozbawiony Rob spogląda na Lorda, a następnie przekrawa kanapkę na pół. Z wnętrza wypływa roztopiony ser, a zapach mięsa i sosu barbecue roznosi się po całym ringu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Sebastien, to jest kanapka, a nie kolacja w Wersalu, więc sztućce do niej są tak samo potrzebne jak Twoja laska podczas degustacji dania. To proste, bierzesz ją w dłonie, gryziesz i pozwalasz, aby przez kilka sekund to smak przemawiał za Ciebie, co jak podejrzewam może być dla Ciebie zupełnie nowym doświadczeniem. *Rob podaje Lordowi jedną połowę kanapki* Mówisz o swoich wyrafinowanych kubkach smakowych, więc chyba odrobina wołowiny z Kansas City nie będzie w stanie ich pokonać. No dalej, udowodnij wszystkim, że pod tym płaszczem który tak dumnie nosisz kryje się coś więcej niż człowiek, który boi się pobrudzić sobie palce. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lord odkłada laskę opierając ją o linę, a następnie odbiera kanapkę od Roba.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Dobrze, niech będzie, zaryzykuję. Mam nadzieję, że jeżeli coś mi się stanie po zjedzeniu tego czegoś *Lord patrzy teraz z obrzydzeniem na podaną mu kanapkę* to ktoś tutaj zadzwoni po karetkę. *Lord robi gest przeżegnania się, jakby szykował się do modlitwy i bierze gryza kanapki, po którym robi wielkie oczy* To… to… jest niezłe. Kanapkę zabieram dla siebie. *Lord zwraca się w stronę Kucharza* Nie sądziłem, że ktoś twojego pochodzenia będzie w stanie stworzyć coś, co nie przypomina karmy dla ulicznych kundli. Muszę przyznać, ten smak, kompozycja i aromat są godne moich królewskich kubków smakowych. Od dzisiaj zostajesz moim prywatnym kucharzem. Od jutra będziesz przygotowywał wszystkie posiłki dla mnie. Śniadania, obiady, kolacje, przekąski między posiłkami. Wszystko. O pieniądze się nie martw, mogę ci zaoferować więcej niż zarabiasz za prowadzenie tego swojego marnego programu. Pakuj się, po gali mamy samolot do Francji. *Lord bierze teraz swoją laskę Margaux do ręki i daje sygnał Robowi, że pora na nich i muszą już opuszczać arenę*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob przez chwilę patrzy na Lorda w kompletnej ciszy, po czym wybucha śmiechem i opiera dłonie o blat.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Sebastien, przed chwilą udawałeś, że od samego zapachu tej kanapki możesz stracić swoje drogocenne kubki smakowe, a teraz zabierasz ją na później i proponujesz mi posadę w swojej kuchni. Muszę przyznać, że błyskawicznie przeszedłeś od pogardy do rekrutacji.*Rob zabiera Lordowi kanapkę i odkłada ją na blat *Ale odpowiedź brzmi nie!. Nie gotuję na rozkaz, nie podaję do stołu bogaczom i na pewno nie będę czekał w fartuchu, aż wrócisz z ringu i zaczniesz narzekać, że sos nie ukłonił ci się wystarczająco nisko. Skoro jednak przedstawiłeś mi oficjalną propozycję, przygotowałem dla ciebie równie oficjalną odpowiedź. Panowie… puśćcie bit.<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/h4r1FCcMv-w" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Lord po wysłuchaniu dissu uśmiecha się ironicznie pod nosem kręcąc głową… Po czym Rob dostaje prosto w głowę laską Lorda i pada jak rażony piorunem! Lordowi teraz uśmiech zszedł z ust i widać na twarzy duży gniew. W końcu podnosi mikrofon do ust, aby coś powiedzieć.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Chyba czegoś nie zrozumiałeś! To nie była propozycja! Ja zawsze dostaję to czego chcę!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Teraz Lord upuszcza mikrofon na matę ringu i go opuszcza, idąc dynamicznym krokiem w stronę zaplecza. Na twarzy cały czas maluje się wielka złość, a Rob powoli podnosi się w ringu. Obraz z kamery gaśnie.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size"><span style="color: #005DC2;" class="mycode_color">***BREAKING NEWS! Pan Terry podczas karnawału siedział na tarasie!***</span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/DWDxyqN.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: DWDxyqN.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="color: #C19E00;" class="mycode_color">Tag Team Match</span><br />
Derek Halloway &amp; Mike F'N Brutal vs Zack Sabre Jr. &amp; Edgar Dickinson</div>
<br />
Zawodnicy już stoją przy swoich narożnikach. Po krótkich naradach w ringu zostają Brutal i Edgar. Sędzia sprawdza gotowość zawodników i nakazuje bić w gong. Panowie mierzą się wzrokiem okrążając się w ringu. Panowie się zbliżają i będzie klasyczny klincz. Jednak nie, Mike od razu i bezpardonowo atakuje oponenta Gut Kickiem. Ależ potężny heat ze strony publiczności. Double Axe Handle na zgiętym przeciwniku. Dickinson pada na matę z grymasem bólu, a Extremaniac chwyta go za rękę i wykręca w Wrist Lock. Już zaczyna się znęcać nad rywalem. Ten jednak robi przewrót w przód, piękny przerzut w przód wydostając się z uchwytu i jeszcze, na deser, atakuje Low Kickiem oponenta. Teraz to Poeta chwyta w Side Headlock rywala. Amerykanin chwilę stoi w tym potrzasku, jednak zaraz odbija się od lin razem z Edgarem i popycha go na przeciwległe liny. Dickinson wraca i mamy Shoulder Black. Mike odbija się od lin w okolicach Sabre’a, który atakuje go łokciem. Sędzia interweniuje, a Brutal rzuca się sam na Zacka. Arbiter go odciąga, a Extremaniac odwraca się w stronę oponenta, który Dropkickiem wrzuca go do narożnika, gdzie właśnie stoi ZSJ. Teraz zmiana i to Anglik wchodzi do ringu. Sabre zaczyna punchami atakować rywala i na koniec dorzuca Corner Dropkick, który wbija Mike’a w narożnik. Zack odciąga przeciwnika od lin i mamy próbę pinu, jednak zakończoną tylko na jeden. ZSJ stompuje teraz rywala. Anglik podnosi teraz za głowę oponenta w Front Facelocku i dokłada Suplex. Jednak nie, Amerykanin blokuje akcję i nie daje się wynieść. Druga próba również kończy się fiaskiem. Teraz to Brutal trzykrotnie atakuje swojego rywala punchem na brzuch i mamy Snap Suplex. Extremaniac wstaje, dokłada jeszcze stompy na rywalu i zaciąga go do swojego narożnika. Zmiana i teraz to Derek wchodzi do ringu. Zack w międzyczasie wstaje i otrzymuje Gut Kick od Halloway’a. DDT na zawodniku z Anglii. Próba pinu, 1… nie, Kickout. Mistr Eternal teraz bierze rozpęd i mamy Senton na dokładkę. Prosto na pustą matę. ZSJ w porę zdążył się przetoczyć. Foliarz trzymając się za plecy wstaje i otrzymuje Discus Elbow Smash od oponenta. Ależ teraz mocne uderzenie i próba pinu. 1… 2… nie, Kickout. Mike już chciał wkroczyć, ale sędzia go powstrzymał. Zack teraz wstaje i chwyta przeciwnika za rękę pomagając mu wstać. Mamy Enzuigiri od Anglika. Jednak nie, Halloway się pochyla pod nogą oponenta. Teraz Foliarz jest za plecami przeciwnika i wykonuje na nim Atomic Drop. Wyrównana walka między panami. Sabre nie pada na matę, jednak Halloway dokonuje po prostu zmiany i teraz to Brutal jest w kwadratowym pierścieniu. Pochylony ZSJ odwraca się twarzą do swojego przeciwnika, który wyprowadza punch na jego głowę. Anglik próbuje się odpłacić tym samym, jednak Extremaniac się pochyla, chwyta odpowiednio przeciwnika i mamy Uranage. Po tym ataku Brutal atakuje Dickinsona, żeby ten spadł z apronu. Teraz odwraca się do Sabre’a, który powoli się podnosi. Chwyta go w pasie będąc za jego plecami i będzie Hardcore City! Wyniesienie i piękne salto w tył ze strony Zacka. Teraz próba zmiany, ale Edgar jeszcze nie wrócił na apron. ZSJ patrzy teraz w stronę Mike’a, który biegnie w jego stronę i chce wbić go w narożnik. Anglik w ostatniej chwili ucieka w bok, Extremaniac wpada w pusty narożnik, a Zack ogłusza przeciwnika poprzez Pele Kick! Mocne kopnięcie, w międzyczasie Edgar wrócił na apron. Sabre go zaczyna rugać za to, że go nie było w narożniku jak potrzebował zmiana. Teraz to następuje, a Zack powala oponenta na matę. Amerykanin leżący na macie wygląda na zamroczonego, a Poeta wskakuje do ringu i niemal z miejsca dokłada jeszcze Epilog! Prosto na kolana Brutala! Ależ teraz Irlandczyk zwija się z bólu, a Brutal powoli zmierza do swojego narożnika. Zmiana z Derekiem, międzyczasie Dickinson jest już na nogach wciąż trzymając się za brzuch. Halloway dokłada jeszcze Gut Kick i wyniesienie na barki przeciwnika. Szykuje się Corner Powebomb! Jednak nie, Edgar atakuje głowę przeciwnika i spada za niego. Irlandczyk szybko odbija się od lin i wyprowadza Powieść na mistrzu Eternal! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Ależ tempo akcji. Teraz Edgar postanawia wejść na szczyt narożnika, ale Brutal wchodzi do ringu i łokciem sprowadza go na matę. W tym momencie ZSJ również wchodzi do ringu i atakuje trzema punchami rywala. Irish Whip w stronę narożnika i Sabre dopada do oponenta, jednak kontra ze strony Extremaniaca. Jednak nie, po prostu przyciąga do siebie przeciwnika i mamy Dead Static! Ależ mocna akcja, po której Zack pada na matę. Brutal odwraca się w stronę Edgara i ten wypłaca mu jeszcze Superkick! Jednak też zmęczony pada na matę i teraz wszyscy czterej zawodnicy leżą plackiem na macie. Po kilku chwilach widać mały ruch wśród dwójki z leżących w ringu zawodników - Sabre oraz Halloway wytaczają się poza liny i powoli wstają na nogi, po dwóch różnych stronach ringu. Z lekkimi problemami, jednak trzymają się na nogach i zaczynają coś do siebie krzyczeć... Jednak nagle obaj zostają ściągnięci za nogi z ringu i zostają wrzuceni przez dwóch niezidentyfikowanych osobników w pobliskie im barierki! Na hali zapada cisza, nikt nie ma pojęcia co się dzieje, sędzia również, jednak po krótkiej chwili zawahania zarządza No Contest!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Tymczasem tajemniczy zawodnicy wślizgują się do ringu i od razu wskakują na Brutala oraz Dickinsona którzy właśnie próbowali wstać! Zaczynają ich okładać pięściami gdzie popadnie, wszyscy dookoła są w szoku, nikt nie ma pojęcia o co chodzi... W tej chwili na arenie wybrzmiewa <a href="https://youtu.be/NQDUX3GL96c?si=t0_KwUk4ZiAuTzjJ" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Salvatore Macheda - l Cunfirenti</a> a na rampę wychodzi <a href="https://i.postimg.cc/brLwTVt6/be0bomsgr8o26srsiclo55ga7o-3c18cb8614c90bb4d29597f80a9038ff.png" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TEN Mężczyzna</a>. Chwilę rozgląda się po zebranych dookoła ludziach, którzy z automatu zaczynają go wygwizdywać. Uśmiecha się jednak życzliwie, po czym spogląda w stronę ringu, gdzie jak na komendę dwaj agresorzy stają na baczność. Po chwili nieznajomy na rampie podnosi do góry kciuk i... obraca go na dół, a następnie przejeżdża nim po swojej szyi! Rozkaz zostaje wykonany! Jeden z mężczyzn podnosi Brutala, po czym popycha go w kierunku drugiego, wyższego, a ten wykonuje mu Discus Elbow który totalnie odcina Extremaniaca! Niższy z napastników natomiast od razu dopada do leżącego wciąż Dickinsona i zapina mu Muta Lock! Mija zaledwie kilka chwil, a Poeta od razu odpływa! W międzyczasie widzimy, jak - najprawdopodobniej - przywódca zmierza powoli do ringu, wciąż z szerokim uśmiechem na ustach. Nie pokrywa się to jednak z jego oczami, bowiem te są zimne niczym lód. Nagle przed nim wyrasta Halloway, który zaczyna krzyczeć coś o jednym wielkim spisku... Jednak od razu zostaje zaatakowany od tyłu, kolejnym Discus Elbowem! Co tu się dzieje! Widzimy również, że Zack Sabre podnosi się i zaczyna powoli wycofywać... Jednak trafia plecami na coś... A w zasadzie kogoś! Powoli obraca się przerażony i zaczyna przepraszać i się tłumaczyć... Kiedy nagle słyszy głośne "BUUUUUU" w swoim uchu, od drugiego z napastników! Od razu zaczyna biec i wskakuje w publiczność, uciekając jak najdalej od całej tej sytuacji i pozostawiając nie tylko swoich rywali, ale również partnera drużynowego na pastwę przybyszów! Ci natomiast wrzucają mistrza Eternal do ringu, sami również do niego wchodzą i stają nad trójką poległych ofiar. Na całe szczęście w tym momencie przybywa ratunek! Nick Aldis wybiega na rampę i zaczyna głośno wzywać ochronę! Jednak... Nikt się nie pojawia?! O co tu chodzi?! Jedna z kamer będąca do tej pory na hali przenosi się biegiem na głębsze obszary zaplecza... Gdzie widzimy jednego z ochroniarzy leżącego na podłodze, z twarzą wklejoną w posadzkę. Tuż za nim leży kolejny, tym razem jednak na plecach. Kamera przybliża się i pokazuje rzecz leżącą na klatce piersiowej mężczyzny - czerwoną różę! Obraz rozszerza się teraz i widzimy całe pobojowisko, pełno nieprzytomnych mężczyzn, również członków ekipy technicznej, a przy ciele każdego z nich spoczywa czerwona róża! Wizja wraca na arenę zmagań, gdzie widzimy uśmiechniętego przywódcę grupy, a po chwili mamy również zbliżenie na twarz przerażonego wręcz zaistniałą sytuacją Generalnego Managera Elysium! Tymczasem w ringu Derek zostaje posadzony, jedynie po to by zainkasować od przywódcy Inverted Shining Wizard które odcina mu prąd! Wyższy z pierwotnych napastników podnosi natomiast Dickinsona i dokłada mu jeszcze Running Sitout Chokeslam, a niższy zapina Brutalowi Pentagram Choke! Po chwili cała trójka jest nieprzytomna! Przywódca teraz zaczyna... małą wyliczankę?! I pada na Edgara! Ten zostaje podniesiony i wyrzucony poza ring! Przywódca oprawców wyciąga spod ringu krzesełko, które podaje drugiemu z nich, ten nakłada je na głowę Poety, a trzeci, najwyższy i najbardziej wyrywny z całej trójki wynosi go do góry, trzymając za jego ręce. I O ZGROZO! CRUCIFIX POWERBOMB NA STÓŁ KOMENTATORSKI! W międzyczasie lider ponownie wsuwa się do ringu i dokłada Brutalowi oraz Halloway'owi po jeszcze jednym Inverted Shining Wizard! A poza ringiem, niższy z dwójki zapina jeszcze Edgarowi Pentagram Choke, wciąż z krzesełkiem na szyi! I nie zamierza odpuścić! Przywódca po chwili wychodzi z ringu i nakazuje przerwanie dźwigni, a następnie z kieszeni wewnątrz płaszcza wyciąga różę, którą kładzie na Edgarze. Obaj po tym ponownie wślizgują się do kwadratowego pierścienia, gdzie spokojnie oczekuje na nich najwyższy napastnik. Szef bandy kładzie teraz różę na piersi znokautowanego Halloway'a oraz Brutala, a po chwili cała trójka staje w linii wpatrując się w publikę. Kamera pokazuje nam jeszcze Aldisa, u którego na twarzy w dalszym ciągu wymalowane jest przerażenie. I tym widokiem...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-size: xx-large;" class="mycode_size"><span style="color: #0074D9;" class="mycode_color">KOŃCZY SIĘ DRUGA GALA SPOD SZYLDU ELYSIUM!</span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Colosseum #6 - San Diego, California - 25.07.2026]]></title>
			<link>https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=190</link>
			<pubDate>Sat, 25 Jul 2026 08:49:06 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://www.l-p-w.pl/member.php?action=profile&uid=1">Ryse</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=190</guid>
			<description><![CDATA[<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Earlier This Week</span></span><br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery przybiera dość szarawe kolory, ale znajdujemy się w równie szarawym miejscu, gdyż jest to rzeźnia Rybacka. The Butcherback obrabia gigantyczną świnię, a obok niego jest ok 18 letni wątły młokos</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ryback</span>: - I tu nacinasz, i generalnie z tego najlepsze mięso wychodzi. Dobra młody, na dzisiaj koniec, kase dostaniesz tradycyjnie jak mi Van Dam przelew zrobi, nazatrudniali tych bogaczy i im płacą, a weterani na samym końcu, Ty rozumiesz, że ostatnio się przelew 20 minut spóźniał? Ale Van Dam nie jest taki zły, dobrze, że u tego Brytola nie pracuje, bo kłócić się z angolem o kasę to jak z psem o kiełbase - niby Twoja, a i tak Ci zeżre. Dobra, idź już, mam jeszcze ważną sprawę do zrobienia na rzeźni, ale w tym mi nie pomożesz<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Młokos wysłuchuje słów Butcherbacka, po czym odchodzi, a Ryback zdejmuje rzeźnickie ubranie, tylko po to by ubrać jeszcze gorsze, z zaschniętą starą krwią, następnie podchodzi do szuflady, z której wyjmuje stary zardzewiały tasak, mały samochodzik oraz lalkę. Lalkę oraz samochodzik układa z pieczołowitością na rzeźnickim stole, myjąc je wcześniej dokładnie w zlewie</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ryback</span>: - Kurcze, aż przykro by było gdyby takie piękne rzeczy do kogoś należały... prawda, Kenny? Czy to nie Twoja córka przypadkiem bawiła się tą lalką przed Twoim domem wczoraj? Fajny plac zabaw sobie zbudowałeś, ale to ostatni komplement jaki Ci pośle ośle. A na tym placu znalazłem też ten samochodzik, Twój Kevin, tak tak, poznałem imię, interesuje się motoryzacją już od najmłodszych lat, widzisz, masz naprawdę swoją rodzinę. Nie martw się, nie interesują mnie Twoje dzieci, nie jestem aż takim pojebem, Twoja żona zresztą też mnie nie interesuje, chociaż przyznam, te suke to bym skuł kajdankami i zapytał dlaczego jest akurat z Tobą? Chociaż pewnie jak wyskoczyłeś z pudła było Ci wszstko jedno, jej też, no bo jesteście małżeństwem...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Butcherback bierze zardzewiały tasak i trzonkiem miażdży mały samochodzik</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ryback</span>: - Kevin, jak mi cholera jasna jest przykro...Ale to gówno chyba pójdzie do kasacji, a Ty zastanów się czy mówiłem o tym samochodziku, czy o Twoim starym<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ryback z uśmiechem chwyta za lalkę, po czym starym zardzewiałym tasakiem odcina jej głowę, która odskakuje na kilka metrów, aż pod drzwi wyjściowe z rzeźni</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ryback</span>: - Julia, czy nie tak ma na imie Twoja córka? No i zobacz Kenny co zrobiłeś, pozbawiłeś jej zabawki! Czy Ty masz w ogóle godność, pozbawiasz swoich dzieci zabawek, siebie wolności, poprzez konflikt ze mną pozbawiasz się też możliwości bycia twarzą tej federacji, bo finalnie dobro wygra ze złem, a to ja jestem tym dobrym, więc Cię pokonam, i możesz udawać, że mnie omijasz, że się mną nie interesujesz, że bardziej Cię Blaze i pasy męczą, ale w tym momencie Butcher-Back, robi Ci Szach-Mat, bo jak na to nie zareagujesz, to znaczy, że masz gdzieś swoją rodzinę...a uwierz mi Kenneth...  nie chciałbyś żebym ten temat jeszcze bardziej rozkręcił... bo mam ku temu możliwości, a Ty nie masz możliwości, żeby to zatrzymać. Kenny... dziś odpadła głowa zabawki Twojej córki....naprawdę nie chciałbym testować tego co musi komuś odpaść żebym Ci pokazał, który z nas jest tym... Uwierz, że to nie są ćwiczenia...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Ryback odrzuca stary, zardzewiały tasak i pokazuje znak poderżnięcia gardła</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/0YeExQZ.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 0YeExQZ.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Michael Cole</span>: - Proszę państwa, tydzień w wrestlingu to strasznie dużo, my jesteśmy na Colosseum, ale tym razem, mówiąc my mam na myśli siebie oraz...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Domagoj Tokor</span>: - Wita państwa The Ratnik, Domagoj Tokor! Jak wiadomo nie ma z nami już Tomasza Hajto, a ja przejmuję na stałę rolę drugiego komentatora!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Michael Cole</span>: - Jako, że mamy tak wyraźną zmianę federacja nie zdecydowała się na wprowadzenie komentatora specjalnego dziś, ale my narzekać na brak wrażeń nie będziemy. Karta gigantyczna, natomiast my zaczniemy od procesu - Allan Hill zostanie poddany procesowi...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Domagoj Tokor</span>: - Michael, błagam Cię, widziałem Allana, to jest wielki skurwiel...yyy to znaczy duży zapaśnik, i nie sądzę, żeby obyło się bez rozwalenia tego ringu<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Michael Cole</span>: - Myślę, że gniew Allana może skupić się też na stoliku komentatorskim, co będzie trzeba wówczas zrobić?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Domagoj Tokor</span>: - Będzie trzeba szybko spieprzać... Ale przechodząc do karty - Nathan Martin kontra Jay DiMateo - starcie debiutantów, choć Nathana możemy raczej kojarzyć <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Michael Cole</span>: - Miałem przyjemność komentować kilka jego walk, wrócił inny, ale jest w stanie zaskoczyć. Czym uraczy nas Jay? Na razie tego nie wiemy, ring na pewno nam jednak wyjaśni. David Otunga kontra Ryback - starcie, które budzi trochę moje zdziwienie, są to dwa różne światy <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Domagoj Tokor</span>: - A ja uwielbiam takie zderzenie, starcie rzeźnika z adwokatem - czy to nie brzmi kuriozalnie?! I właśnie takie powinno być. Cała presja jest jednak na Rybacku, jeśli chce dalej liczyć się w federacji. Patrzę dalej, a tam Mateusz MW kontra Dan Dowson. Jak myślisz Cole - czy Mateusz doleje oliwy do ognia? : )<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Michael Cole</span>: - Wydaje mi się, że nie jest pozbawiony szans, tym bardziej, że forma Dana nie jest obecnie najwyższa. Jednak jego porażka tutaj mocno zachwiałaby jego legendą. Zbyszek Uszczelka i Zygmunt Butla kontra Miguel Esobar i Preston Steele to wielki rewanż za PPV, co myślisz o tym Domagoj?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Domagoj Tokor</span>: - Myślę, że skoro jest rewanż, to wypadałoby wziąć rewanż, sądzę, że tym razem to nasi dość nadużywający pewnych specyfików zawodnicy wygrają tę walkę. Następnie Cavazos kontra ??? I szczerze? Nie mam zielonego pojęcia, kto może stanąć na przeciw<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Michael Cole</span>: - Nikt nie przychodzi mi w tym momencie na myśl, więc to największa zagadka tej gali, ale cieszę się, że Cavazos dostał swoją szansę. My zapraszamy tymczasem na kolejny epizod naszego Colosseum!<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"> <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Rozprawa - part I<br />
</span></span><br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po otwierającym przywitaniu ze strony komentatorów na ekranie zostaje wyświetlony materiał video. W pomieszczeniu zaadaptowanym na salę rozpraw znajdują się już RVD, Salvador, David Otunga oraz Allan Hill, który czeka na swój proces</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Przez ostatnie tygodnie Allan Hill przekraczał kolejne granice. Widzieliśmy groźby. Widzieliśmy ataki. Widzieliśmy brak szacunku do ludzi pracujących w tej federacji. I widzieliśmy sytuacje, w których zwykła rywalizacja zaczyna zamieniać się w coś, czego nie mogę ignorować jako właściciel LPW. Allan Hill może uważać się za łowcę. Może mówić, że w ringu liczy się tylko siła, instynkt i to, kto potrafi zrobić większą krzywdę drugiemu człowiekowi. Ale to nadal jest LPW. To nadal jest moja federacja. I tutaj nikt nie stoi ponad prawem. Czas rozpocząć rozprawę w której osobą poszkodowaną jest siedzący po mojej prawej stronie Salvador. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera pokazuje Salvadora, który jest jeszcze wyraźnie obolały po pojedynku na ostatnim Elysium, zawodnik ubrany jest w garnitur, ale nie ma ze sobą swojej miotły co może wzbudzać niepokój.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">RVD:</span> Salvador nie będzie dziś sam. Reprezentować go będzie człowiek, który od niedawna pełni w LPW bardzo konkretną funkcję. Oficjalny prawnik Legion Pro Wrestling... David Otunga.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera pokazuje nam teraz Davida Otungę, który siedzi obok Salvadora. Zawodnik ubrany jest w elegancki garnitur, a w jego rękach znajduje się teczka z dokumentacją podpisaną Allan Hill.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Naprzeciw tej dwójce stanie Allan Hill, który dostanie szansę na przedstawienie swojego punktu widzenia, ale na razie dobrze by było gdyby się uspokoił. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera pokazuje siedzącego po lewo od sędziego Hilla.The Rogue w przeciwieństwie do swoich poprzedników nie ma na sobie garnituru. Jest ubrany jak zawsze dotychczas, czyli na rękach ma czarne rękawice od MMA. Na nogach z kolei ma długie spodnie moro i wysokie czarne buty wyglądające rodem jak z wojska. The Broken Prodigy w ogóle nie zwraca uwagi na resztę osób będących w sali, interesuje go jedynie Salvador i Otunga.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Allan, dzisiaj dostaniesz szansę, żeby odpowiedzieć. Ale zanim to zrobisz, wysłuchasz tego, co ma do powiedzenia Salvador. Rozpoczynamy rozprawę.</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Najbliższe PPV od LPW odbędzie się 06.09.2026 r. w Houston w Texasie.</span></span></span></div>
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Video Promo</span></span><br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przez chwilę ukazuje wschodzące słońce, ćwierkające ptaki... jednak nagle słychać dźwięk budzika. Kadr przenosi się do pokoju, w którym na szafce nocnej stoi wspomniany budzik, pokazujący godzinę 5:01. W tle zaczyna lecieć "Electric Light Orchestra - Mr. Blue Sky", a po chwili ogromna dłoń spada z góry na urządzenie, uciszając je. Obiektyw powoli przesuwa się na winowajcę całego zdarzenia, jednak jest on zakryty poduszką, którą przyciska do swojej twarzy. Widać, że poduszka powoli się osuwa, jednak kadr nagle całkowicie się zmienia, ukazując zaparowaną kabinę prysznicową, da się również słyszeć ciche pogwizdywanie dochodzące z kabiny. Kolejny kadr - tym razem przenosi nas do kuchni, gdzie postawny mężczyzna z ręcznikiem zarzuconym na głowie coś właśnie gotuje. Po chwili widzimy, iż podrzuca na patelni pancake'a, przewracając go na drugą stronę. Kolejny kadr który widzimy to naciągane na stopy buty do biegania, które mężczyzna zawiązuje i wstaje, podskakując kilkukrotnie w miejscu. Następnie dostajemy zbliżenie na smartwatch na nadgarstku, który pokazuje godzinę 6:14. Widzimy, że mężczyzna szybkim ruchem palca przechodzi do panelu aktywności fizycznej i ustawia tryb na "bieganie". Następny kadr ukazuje nam klucz przekręcany w drzwiach, a po chwili przejeżdża na szybkę w drzwiach. W jej odbiciu widzimy, że mężczyzna truchtem odbiega. Ostatnim kadrem jest panorama z góry, ukazująca nam z bardzo daleka jak do tej pory obserwowany przez nas mężczyzna odbiega w dal, docierając do wzgórza, zza którego wyłania się powoli jasno świecące słońce. Muzyka powoli cichnie, a obraz z kamery ciemnieje.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match</span><br />
<img src="https://i.imgur.com/HYprxwy.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: HYprxwy.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo</span></div>
<br />
Wracamy do ringu, gdzie to Nathan stoi na szczycie narożnika i oczekuje na powstanie swojego oponenta. Gdy Jay już się podniesie, Martin wyskakuje, jednak DiMateo ucieka między nogami przeciwnika wybiegając przed niego. Kanadyjczyk orientuje się w locie i pada na matę z przewrotem w przód. Nate szybko wstaje, a jego rywal rozpędza się w jego stronę. Martin orientuje się w porę, wychodzi na przeciw przeciwnikowi i powala go poprzez Kitchen Sink. Po tym ataku Amerykanin pada na matę i przechodzi do pozycji siedzącej chwytając się za plecy. W takiej pozycji Nate wypłaca jeszcze Dropkick przeciwnikowi, przez co ten jeszcze bardziej przeżywa ból pleców. Martin przechodzi do pinu, 1… nie, Kickout. Teraz Kanadyjczyk podnosi rywala za głowę w Front Facelocku i już w stójce mamy Inverted Sitout Suplex Slam dla DiMateo. Nathan swietnie wykorzystuje swoje momentum, a publika szaleje. Teraz nie zwalnia tempa, przewraca swojego rywala na plecy odwraca się do niego tyłem i mamy Moonsault. Jednak prosto na kolana swojego oponenta. Nate z grymasem bólu chwyta się za brzuch, a Jay łapie przeciwnika w Side Headlock i za chwilę mamy Running Bulldog. Martin po tym ataku wytacza się z ringu, co czyni również Amerykanin. Nathan wstaje i otrzymuje punch, po którym pada plecami na barierki oddzielające ich od fanów. Teraz Jay prostuje przeciwnika i wypłaca mu Chop. Za chwilę kolejny i kolejny. Nate ma już coraz bardziej czerwoną klatkę piersiową i aż ucieka w bok z grymasem bólu na twarzy. Po chwili odwraca się z powrotem do Jay’a, który jeszcze dokłada Lou Thesz Press i wypłaca punche na głowę oponenta. Sędzia już doliczył do sześciu i podniesionym głosem nakazuje wrócić zawodnikom do kwadratowego pierścienia. Jay podnosi przeciwnika, wrzuca go do ringu i sam się tam wślizguje od razu próbując pinu. 1… 2… nie, Kickout. Po nieudanej próbie zakończenia walki DiMateo zaciąga rywala na środek ringu i zakłada Armbar. Sędzia od razu dopada do Nate’a i pyta go czy chce kontynuować, jednak ten nie poddaje się. Nathan próbuje dosięgnąć przeciwnika, jednak nie daje rady. W końcu jednak nogami zaczyna się podciągać do lin. Jest już coraz bliżej i bliżej. Jednak w ostatniej chwili Jay puszcza i przeciąga z powrotem rywala na środek ringu. Amerykanin pochyla się, żeby sięgnąć po rękę. Martin w tej chwili kopie rywala w głowę. DiMateo aż się zachwiał, Kanadyjczyk wstaje mimo bólu ręki. Jay do niego podchodzi, ale Martin wyprowadza mu Gut Kick i mamy Snap Suplex. Po tym ataku DiMateo leży na macie, a Nathan ustawia się przed nim. Gdy jego przeciwnik przechodzi do pozycji siedzącej, Nate już go namierza i mamy Lower Your Head! Potężne kopnięcie na głowę przeciwnika i od razu próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Teraz Nathan podchodzi do przeciwnika i podnosi go do stójki. Smal Package od Jay’a! 1… 2… 3?!, nie, kickout! W ostatnim momencie. Obaj panowie wstają, DiMateo uchyla się pod Puncher, przechodzi za plecy przeciwnika i mamy German Suplex od razu z pinem. 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Ależ teraz wymiana. Jay szykuje się pod zakończenie walki. Gdy Nathan wstaje, Jay podchodzi do przecieknie i czy będzie FaceTime?! Jednak nie, Kanadyjczyk w porę odpycha nogi przeciwnika, a DiMateo pada na matę. Nate szybko orientuje się, przechodzi za plecy rywala, chwyta go za rękę, „odwija” i mamy Rain Trigger?! Tak, udane! Teraz próba pinu, 1… 2… 3?! Tak, to Nathan Martin wygrywa to starcie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po walce na arenie na chwilę przygasają światła, a gdy obraz się rozjaśnia widzimy Dana Dowosna, który stoi nad leżącym Nathanem Martinem, to jednak nie koniec One and Only podnosi rywala po czym momentalnie wykonuje Payback! Po wykonaniu swojej firmowej akcji Dan jak gdyby nigdy nic opuszcza ring, z racji tego że jest u siebie między buczeniem da się usłyszeć pojedyncze chanty, na co ten zdaje się nie zwracać uwagi. </span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"> <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Rozprawa - part II<br />
</span></span><br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera robi teraz zbliżenie na Salvadora, a ten rozpoczyna swoją przemowę, widać że jest wyraźnie poddenerwowany tym, że zaraz będzie musiał zmierzyć się z człowiekiem, który kilka tygodni temu go skrzywdził. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Salvador:</span> Ja tamtego wieczoru nie szukałem problemów. Byłem po walce. Przegrałem. Byłem zmęczony. Usiadłem na zapleczu, obok mojej miotły, żeby chwilę odpocząć i zaraz wrócić do pracy. *Salvador spogląda na Hilla, po czym szybko odwraca wzrok * Allan przyszedł i usiadł obok mnie. Przez chwilę nic nie mówił. Myślałem, że może... nie wiem... może chce normalnie porozmawiać. Ale im dłużej siedział, tym bardziej czułem, że coś jest nie tak.*Salvador zaciska dłonie na krawędzi stołu *Wtedy złapał mnie za ramię. Nie pozwolił mi odejść. A potem rzucił mną o ścianę i zaczął bić. Nie dlatego, że trwała walka. Nie dlatego, że byłem jego rywalem. Po prostu dlatego, że byłem obok. Bo byłem słabszy. Bo mógł.Kazał mi wstawać. Krzyczał, że sam kiedyś wstawał. Że miał być mistrzem. A ja nawet nie wiedziałem, czy dam radę zasłonić twarz. Ja nie jestem tutaj po to, żeby udawać wielkiego bohatera. Wszyscy wiedzą, kim jestem. Sprzątam, pilnuję porządku, czasem walczę. Ale jestem człowiekiem. Pracownikiem LPW. I jeśli ktoś taki jak Allan może zaatakować mnie tylko dlatego, że akurat siedziałem sam na zapleczu, to jutro może zrobić to każdemu. Tego bałaganu nie da się zamieść pod dywan. *Salvador odsuwa mikrofon od siebie i spogląda na Roba Van Dama.* To wszystko co mam do powiedzenia.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Dziękuję Salvadorze, Allan teraz Twoja kolej, masz okazję się obronić.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Hill przez kilka sekund nic nie mówi. Siedzi nieruchomo, wpatrzony w Salvadora. Nagle na jego twarzy pojawia się lekki uśmiech. Powoli przysuwa mikrofon.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill: </span>Ty naprawdę myślisz, że ta historia była o tobie? *psychopatyczny śmiech* Siedzisz tutaj w garniturze. Opowiadasz wszystkim jako to byłeś przerażony. Jak bardzo cię skrzywdziłem. Jak to było niesprawiedliwe, a ja nawet nie pamiętałem twojej twarzy. Pamiętam tylko człowieka, który siedział obok mnie. Pobitego, zmęczonego i rozczarowanego. Wyglądałeś dokładnie tak samo jak ja. *Allan masuje się po tyle głowy* I wtedy znowu to usłyszałem. Ten dźwięk. Jedno uderzenie, jedną sekunda i wszystko zniknęło.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">The Broken Prodigy patrzy pustym wzrokiem przed siebie jakby przez chwilę był myślami gdzieś indziej. Nagle jakby wraca do rzeczywistości i patrzy na Salvadora.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill: </span>Wiesz co jest zabawne? Ty mówisz, że cię pobiłem. Ja pamiętam tylko, że próbowałem cię obudzić. Ludzie tacy jak ty śpią wierząc, że świat jest sprawiedliwy. Że ciężka praca się opłaca. Że jeśli jesteś dobry człowiekiem to spotka ciebie coś dobrego. Ja już wiem, że to jest kłamstwo. Więc kiedy na ciebie patrzyłem chciałem tylko sprawdzić ile ciosów potrzeba, żebyś też to zrozumiał. *krótka pauza* Jeszcze jedno. Powiedziałeś, że jutro mogę to zrobić każdemu. Pierwsza prawdziwa rzecz, którą dzisiaj powiedziałeś.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Zero refleksji naprawdę? Allan rozumiem, że to wszystko co masz do powiedzenia, o zabranie głosu poproszę reprezentanta pokrzywdzonego Davida Otungę.</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Goździkowa przypomina na ból głowy jebnij se klina.</span></span></span></div>
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Video Promo</span><br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">MateuszMW: </span>Cześć wszystkim jeszcze raz! Wiecie co się wydarzyło? Kto w końcu odniósł zwycięstwo na gali LPW i wrócił na właściwą drogę? Wiadomo, że ja bo kto inny mógłby dokonać tego w tak spektakularny sposób. Moje zwycięstwo samo w sobie było czymś wyjątkowym, mama miała rację. Smaruj ten łeb oliwką tępy Lajkoniku, a osiągniesz to, co najcenniejsze i najważniejsze w LPW mówiła. Mianowicie główny pas mistrzowski, ale do tego jeszcze BAAAAAAAAAAAAAAAARDZO Daleka droga. Niemniej jednak jestem dobrej myśli. Moja mama i Derek oni we mnie uwierzyli!!!! A wy co? Śmialiście się od samego początku i podkładaliście mi kłody..... Dość już przechwalania się, zaraz dzień mi się skończy, a jeszcze muszę parę browarków wypić, w końcu sukces sam się nie opije XD. Na kolejnej gali czeka mnie trudne wyzwanie. Moim rywalem będzie Dan Dowson... Kojarzycie typa? Legenda, która ma swój prime już za sobą, a co trzeba zrobić z legendą? ZNISZCZYĆ!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach MateuszMW wziął oliwkę do ręki, posmarował nią głową i odszedł.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match</span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/GbckUgQ.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: GbckUgQ.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ryback</span></div>
<br />
Wracamy do ringu po reklamach. Aktualnie Ryback pastwi się nad Davidem w narożniku. Najpierw wpada w niego z silnym Corner Clotheslinem, po którym od razu dorzuca całą serię Shoulder Thrustów. Sędzia poucza go, że narożniku nie można atakować ciągiem i zaczyna odliczać. 1... 2... 3... 4... Dopiero realna groźna dyskwalifikacji zmusza go do zaprzestania dalszego ataku. Po krótkiej wymianie zdań z sędzią chwyta Otungę i przy pomocy Biel Throw posyła praktycznie do przeciwległego narożnika. Rozjuszony Ryback zaczyna się nakręcać. Czeka aż jego ofiara się podniesie i od razu wpada w nią z Meathook Clothesline! Cóż za impet! Adwokat niemalże zrobił salto! Wściekły Rzeźnik nie traci czasu, od razu podnosi przeciwnika i wynosi go na barki. Shell Shocked! Nieeee! Verdict Maker zaczyna się szarpać. Cała seria łokci i kolan spada na głowę Big Guya i udaje mu się ześlizgnąć za plecy oprawcy. Następnie zasypuje plecy nawałnicą maczug. Zdezorientowany Ryback powoli odwraca się w jego stronę i od razu Otunga chwyta go w pasie. Belly To Belly Suplex! Jednak nie! The Butcherback tylko uśmiecha się zawadiacko i częstuje rywala solidnym Headbutt'em, po którym obu zawodnikom na moment ugięły się nogi. Pierwszy do siebie doszedł Big Guy i Irish Whipem wysyła przeciwnika na liny. David w trakcie biegu dochodzi już do siebie i wyprowadza Motion to Dismiss dobiegając do rywala... nic z tego! Ryback po prostu unika ciosu i po prostu pcha oponenta, ponownie zmuszając go do odbicia się od lin. Tym razem Ryback popisuje się Uranage! Od razu przechodzi do pinu. 1... 2... Kick Out! Wściekły Ryback zrywa się na równe nogi i zaczyna kłócić się z sędzią, pouczając go jak powinno się odliczać do 3. Kiedy się odwraca, Davida już jest w narożniku, przy pomocy którego wraca na nogi. Rzeźnik nie myśląc dużo od razu przechodzi do ataku. Bierze rozbieg i z impetem wpada w rywala. A jednak nie w rywala, a bezpośrednio w narożnik! Adwokat zdążył odsunąć się w ostatnim momencie i Ryback zaliczył nieprzyjemne zderzenie. Odbija się od narożnika i cofa o kilka kroków, a w tym czasie Legal Killer odbija się od lin i wpada w niego Motion to Dismiss. Trafiony! Ryback zatacza się, jednak nie upada. Orunga doskonale wie, że musi dołożyć więcej. Nie tracąc czasu jeszcze odbija się od lin i dokłada Running Shoulder Block! To jednak wciąż za mało?! Adwokat nie może w to uwierzyć, Ryback cofa się, ale utrzymuje pion. Legal Killer zrywa się na równe nogi i dorzuca jeszcze Objection! Po tym ciosie Big Guy wpada w narożnik, a Otunga rozpoczyna Cross Examination! Ależ to jest ogień! Po skończonym combie Ryback w końcu pada jak długi! Zawodnik leży na brzuchu, a David doskonale wie co może zrobić w tej sytuacji. Ostrożnie podchodzi do przeciwnika od boku, podnosi jego rękę... to będzie Closing Argument! Publiczność szaleje! Jednak sędzia studzi ich zapał bardzo szybko, Ryback dosłownie ma stopę pod liną i nie ma zgody na kontynuowanie akcji. Adwokat postanawia w takim wypadku podnieść Human Wrecking Balla, przerzuca sobie jego rękę nad głową... i zamiast wykonać The Verdict inkasuje łokieć na skroń. Ryback bez problemu się wyrywa, dokłada kopniaka na brzuch i sam wynosi na barki. Shell Shocked! Natychmiastowy pin! 1... 2... 3! Ryback wygrywa!<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Ealier This Week</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Znajdujemy się w pałacu Russo's on the Bay w Nowym Jorku. Prestiżowa sceneria, szykowne stroje, wymyślne dania, a także drogie drinki i fontanna wykonana ze złota, stojąca na samym środku sali. Najważniejsi, najbardziej szanowani i najbogatsi ludzie w Stanach Zjednoczonych w jednym miejscu. Niektóre “szychy” nie chciałyby być tutaj zauważone, ale jeden osobnik zdecydowanie zabiega o blask fleszy. Trzyma już za kołnierzyk od koszuli kelnera i używa niecenzuralnych słów. Uspokaja go jednak inny mężczyzna. Oczywiście wiadomo o kogo chodzi. Miguel Escobar i Preston Steele wybrali się na bankiet, by ponownie wspólnie świętować. Panowie siadają przy barze, a Miguel zamawia najdroższe trunki jakie tutaj oferują.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar:</span> Dzięki za pomoc z Uszczelką, serio. Cieszę się, że mogę na ciebie liczyć.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele:</span> Mówiłem ci, że to wszystko ma swój sens. Te pachoły znowu musiały wrócić do domu z niczym jak za każdym razem po długich godzinach zasuwania w pracy na swoją marną egzystencję.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar:</span> Zaczynasz mówić z sensem kolego. Temat tej dwójki pewnie jeszcze wróci, ale dzisiaj po prostu dobrze się bawmy.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele:</span> Jasne, noc jest długa, czas się zabawić!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Miguel oraz Preston tego wieczora wypili wiele drogiego alkoholu i zjedli mnóstwo wykwintnych potraw. Gdy przyszło zapłacić za rachunek Miguel wyciągnął kartę, która Prestonowi łudząco przypominała charakterystyczną kartę korporacji ojca Steele'a. Preston nie wspomniał jednak o tym ani słowem. Panowie wyszli z lokalu i pożegnali się i udali w swoje strony.</span><br />
</div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do szatni w której znajdują się Zygmunt Butla oraz jego kompan Zbyszek Uszczelka, panowie toczą ze sobą ożywioną dyskusję, która najprawdopodobniej dotyczy zbliżającego się pojedynku. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Butla:</span> Zbyszek, ostatnim razem dałem dupy i nie będę udawał, że było inaczej. Mieliśmy ich pod kontrolą, a ja dałem się rozproszyć. Tym razem najpierw robota, potem reszta. Steele będzie chciał nas wciągnąć w te swoje techniczne sztuczki, więc nie możemy dać mu czasu. Jak złapie rękę, dostanie drugą. Jak złapie obie, dostanie głową. Escobar za to szybko się gotuje, więc trzeba go sprowokować i poczekać, aż sam popełni błąd. Najważniejsze, żebyśmy trzymali jednego z nich z dala od narożnika i robili krótkie zmiany. Ty ich rozkręcasz, ja ich obijam. A jak Sara zacznie się mieszać, nie patrzę na nią, nawet gdyby stała z całym kartonem mojego ulubionego piwa. Tym razem pokażemy im, że nie jesteśmy parą idiotów, których można ograć jednym numerem. Najpierw wygrywamy, a potem świętujemy.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Uszczelka: </span>Zygmuś ja żem to już wszystko przemyślał. Oni se myślą, że my jakie głupki jesteśmy. Ja żem był w zeszłym tygodniu w bibliotece i mówię im tak "daj mie pani jakąś książkę o jakichś strategiach co by w walce pomogła". Dostałem jakąś "sztukie wojny", a napisał to jakiś chiński generał Shi-Tzu. Na jego cześć to takiego pieska nazwali co Grażynka go miała, ale zdechł bo go kleszcz ujebał na rybkach. No i wracając do tej książeczki to on nie głupie pomysły tam miał, ale mówię sobie to za mało, więc w niedzielkę zrobiłem sobie maraton Wołoszańskiego o hitlerowcach do rosołku.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Butla:</span> Zbyszek, jak nasz plan opiera się na chińskim generale, zdechłym psie Grażynki i hitlerowcach oglądanych do rosołu, to ja już nie wiem, czy my idziemy walczyć, czy odbijać Warszawę. Ale dobra, ty dowodzisz, ja biję. Tylko jak zaczniesz krzyczeć coś o flankach i okrążeniu przeciwnika, to pokazuj palcem, bo ja w ringu znam tylko dwa kierunki: do przodu i do baru po naszym zwycięstwie. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Uszczelka: </span>Plan mam taki, Niemcy mieli taką taktykę blytzkryg nie wiem czy Ci to coś mówi. Jak uderzysz szybko zanim się zorientują to nawet nie zdążą zablokować. Tą ich laleczką się nie przejmuj. Prawdziwa kobita to by miała ciała, a taka to jakbyś chciał liznąć cukierka, a został papierek po cukierku takiego ratlerka to nogą odgonić można. Najważniejsze bracie, żebyś miał trzeźwy umysł, głowa na karku, a nie w dupie i jakoś to będzie. Ogóreczki już żem zrobił, jajka w majonezie też mam także po walce świętujemy, ale do walki Zygmuś ani kropli bo się zesramy.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery gasnie</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match</span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/LDkUpXv.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: LDkUpXv.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">MateuszMW</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dan Dowson</span></div>
<br />
Końcówka walki. Dan Dowson podnosi MateuszaMW z maty i od razu trafia European Uppercutem. The Big MW cofa się do lin, ale odpowiada mocnym Low Kickiem. Dan na moment traci równowagę, zawodnik z Krakowa odbija się od lin i rusza z Jumping Clotheslinem. Jednak nie! Dowson schyla się pod ręką rywala, przechodzi za jego plecy i wykonuje Swinging Neckbreaker! Próba pinu. 1... 2... nie! Mateusz podrywa bark. The Cage nie pozwala mu odpocząć. Podnosi przeciwnika za głowę, posyła go Irish Whipem w narożnik i rusza za nim. Mateusz podnosi jednak nogę, trafiając Big Bootem prosto w twarz. Dowson cofa się kilka kroków, a Polish Fucker zaskakuje go Crossbody! Trafiony! Mateusz od razu przechodzi do przypięcia. 1... 2... kickout! Obaj wracają do stójki niemal równocześnie. Mateusz próbuje Superkicku, ale Dowson przechwytuje jego nogę. The Big MW próbuje odpowiedzieć Enzuigiri, lecz Dan schyla się pod atakiem i błyskawicznie zapina Flipping Armbar! Mateusz próbuje obrócić ciało i w końcu zahacza butem o dolną linę. Rope break! Dowson puszcza dopiero przy czterech. Dan natychmiast podnosi rywala i trafia Running DDT! Mateusz zostaje wbity głową w matę. Dowson nie przypina. Wskakuje na apron, czeka, aż zawodnik z Krakowa zacznie się podnosić, po czym wybija się do Lionsaultu! Jednak nie! Mateusz podciąga kolana, a Dan ląduje na nich brzuchem i zwija się z bólu, po chwili udaje mu się wstać, jednak opiera się w narożniku wyraźnie próbując złapać oddech. The Big MW rusza do ataku. Corner Splash! Dowson zostaje przygnieciony w narożniku, a Mateusz łapie go i wykonuje Powerslam! Próba pinu. 1... 2... NIE! Dan odkopuje w ostatniej chwili. Mateusz wstaje i zaczyna szykować MW Kick. Dowson powoli podnosi się na kolana. Jednak Dan schyla się pod nogą i przechwytuje rywala w Backslide Pin! 1... 2... nie! Mateusz przetacza się do przodu, szybko wstaje i trafia Superkickiem! Dowson wpada w liny, odbija się od nich, a Polish Fucker łapie go DDT! Pin! 1... 2... kickout! Mateusz próbuje podnieść Dana pod Powerbomb, ale Dowson blokuje wyniesienie i zaczyna uderzać Punchami w brzuch. Prostuje się, trafia kolejnym European Uppercutem, a następnie dokłada High Dropkick! Mateusz pada na matę. One and Only przeciąga rywala w stronę lin, przekłada go przez drugą i szykuje Rope Hung DDT. The Big MW próbuje się szarpać, jednak Dowson utrzymuje chwyt. Rope Hung DDT! Głowa Mateusza wbija się w matę! Próba pinu. 1... 2... NIE! Mateusz odkopuje. Dowson nie traci czasu. Podnosi rywala i próbuje ustawić go pod Payback. Mateusz zsuwa się jednak z jego barków i próbuje Suplexu. Dan blokuje nogą o nogę przeciwnika, wyprowadza dwa Back Elbowy, a potem trafia One Hand Face Crusherem! Polish Fucker pada twarzą na matę. The Cage ustawia się w narożniku i czeka, aż rywal zacznie wracać do pionu. Kill the Lights! Jednak nie! Mateusz odsuwa się w ostatniej chwili, a Dan trafia w pustkę. The Big MW natychmiast łapie przeciwnika pod Łysy Punch, lecz Dowson odpycha go na liny. Mateusz odbija się i rusza z Jumping Clotheslinem. Dan ponownie schyla się pod ręką, przechwytuje rywala i wynosi go na barki. Szykuje się Payback! <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nagle na rampie pojawia się Nathan Martin. </span><br />
<br />
Dowson natychmiast zrzuca Mateusza z barków i odwraca się w stronę wejścia. Martin stoi nieruchomo, przyglądając się zawodnikowi z San Diego. Dan podchodzi do lin, wskazuje na niego i zaczyna coś krzyczeć, ale Nathan nie odpowiada. The Cage opuszcza ring i rusza w stronę rampy. Mateusz podnosi się, zauważa wychodzącego rywala i również wysuwa się pod dolną liną. Dogania Dowsona przy barierce i trafia Forearmem w plecy! Dan odwraca się i odpowiada Punchem. Mateusz dokłada kolejny cios, Dowson European Uppercut. Rozpoczyna się brawl poza ringiem. Sędzia zaczyna liczyć. 1... 2... 3... Dowson wbija Mateusza plecami w barierkę. The Big MW odpowiada Knee Liftem i popycha rywala na krawędź ringu. 4... 5... 6...Dan trafia Punchem, Mateusz Forearmem. Żaden z nich nie zwraca uwagi na liczenie. 7... 8... Dowson próbuje ruszyć w stronę Nathana Martina, ale Mateusz łapie go za ramię i odciąga. Dan odwraca się i ponownie rzuca na rywala.9...Obaj nadal pozostają poza ringiem. 10! Sędzia nakazuje uderzyć w gong. Pojedynek kończy się podwójnym wyliczeniem, podczas gdy Dowson i MateuszMW nadal wymieniają ciosy przy barierce. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nathan Martin stoi kilka metrów dalej i spokojnie obserwuje całe zamieszanie, nie ingerując w brawl. Nagle rusza w kierunku dwójki bijących się zawodników klepie Dowsona w ramię, a gdy ten się odwraca wykonuje  Kiss of Solipsism! Dan pada niczym rażony piorunem, a Martin patrzy na niego z góry. Zdezorientowany MateuszMW nie wie co ma ze sobą zrobić i w popłochu opuszcza arenę.</span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"> <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Rozprawa - cz III<br />
</span></span><br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Otunga powoli zdejmuje okulary i odkłada je na blat. Otwiera teczkę, przez chwilę przegląda znajdujące się w niej dokumenty, po czym spokojnie ją zamyka. Nie spogląda ani na Salvadora, ani na sędziego. Jego wzrok od początku utkwiony jest na The Broken Prodigy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: Wysoki Sądzie... po wysłuchaniu obu stron trudno tak naprawdę mówić o sporze. Ponieważ spór zakłada, że istnieją dwie wersje wydarzeń. Tutaj mamy do czynienia tylko z jedną. Salvador przedstawił fakty, a pan Hill nie podważył ani jednego z nich. Oskarżony nie zaprzeczył, że doszło do ataku. Nie zakwestionował też okoliczności które do tego doprowadziły. Nie próbował nawet wykazać, że świadek mija się z prawdą. Zamiast obrony usłyszeliśmy próbę uzasadnienia własnego postępowania. I właśnie dlatego ta sprawa nie dotyczy wyłącznie Salvadora. Gdybyśmy oceniali wyłącznie ten jeden incydent, być może wystarczyłoby wysłuchać obu stron i przejść dalej. Problem polega na tym, że materiał dowodowy nie kończy się na jednym zdarzeniu. Przez ostatnie tygodnie obserwowaliśmy dokładnie ten sam schemat. Ataki na ludzi, którzy nie byli gotowi do walki. Celowe zakłócanie przebiegu pojedynków. Lekceważenie autorytetu władz LPW. Pogardę dla zasad, które obowiązują każdego zawodnika w tej federacji. Druga strona sporu próbuje przedstawić siebie jako człowieka skrzywdzonego przez świat. Jako kogoś, kto został zmuszony do takiego życia przez własne doświadczenia. Być może to prawda. Ale nawet jeśli tak jest, nie stanowi pod żadnym kątem to okoliczności łagodzącej. W prawie bardzo rzadko osądza się ludzi za to, co ich spotkało. Osądza się ich za decyzje, które podejmują i ich konsekwencje. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">The Verdict Maker lekko się pochyla opierając o stół</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: I pańskie decyzje są wyjątkowo konsekwentne. Za każdym razem, gdy pojawia się okazja do rozwiązania problemu, wybiera pan przemoc. Za każdym razem, gdy może pan coś wyjaśnić, wybiera pan zastraszanie. Za każdym razem, gdy staje pan przed człowiekiem słabszym od siebie, uznaje pan, że ma prawo stać się jego sędzią, ławą przysięgłych i katem jednocześnie. Wysoki Sądzie, pragnę podkreślić, że to nie Salvador jest dziś najważniejszą osobą w tej sprawie. Salvador jest jedynie pierwszym czynnikiem prowadzącym do większego dochodzenia. Bo ta rozprawa nie ma odpowiedzieć na pytanie, czy Allan Hill dopuścił się tego ataku. Ma odpowiedzieć na znacznie ważniejsze pytanie – czy LPW może sobie pozwolić na to by człowiek, który otwarcie gardzi porządkiem i uważa przemoc za rozwiązanie każdego problemu, pozostawał bez żadnych konsekwencji.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Legal Killer zamyka teczkę z hukiem i spogląda w stronę Roba Van Dama</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: Z punktu widzenia przedstawionych faktów oskarżony nie jest ofiarą systemu. Jest powodem, dla którego ten system musi zacząć reagować zanim stanie się coś złego. Kończąc już tę mowę wraz z moim klientem wnosimy o jedną rzecz. O wydanie surowego i sprawiedliwego…..<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Allan Hill rusza z wcześniej zajmowanego miejsca w stronę Roba Van Dama, Hill bez problemu radzi sobie z ochroną i jest już o krok od ataku na swojego GM’a, w tym momencie zostaje jednak powalony przez przeskakującego przez swój stolik Davida Otungę, który wykonuje na nim DDT, po którym przekazuje napastnika ochronie.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #000000;" class="mycode_color"><span style="font-size: 1pt;" class="mycode_size"><span style="font-family: Arial, sans-serif;" class="mycode_font"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">LPW przypomina o trwającym naborze do swojej szkółki</span></span></span></span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na zaplecze, prosto przed lekko uchylone drzwi do szatni Kennetha Riddle'a. Widać przez nie fragment sylwetki postaci, która siedzi obrócona tyłem do wejścia. Postać ma na sobie czarną bluzę z kapturem założonym na głowę - dokładnie taką samą, jaką Sacramento Saint nosił podczas swojego wejścia na LPW Ascension. Nagle w pobliżu zjawia się... Ryback! The Butcherback dostrzegł uchylone drzwi i od razu pomyślał, że nie może przepuścić takiej okazji na kolejne uprzykrzenie życia swojemu nemezis. The Big Guy z impetem otwiera drzwi i wchodzi do szatni... ale z góry wylewa się na niego wiadro z lodowatą wodą! Ryback dał się nabrać na absolutny klasyk pranków, bowiem dodatkowo okazuje się, że wspomniana wcześniej sylwetka w czarnej bluzie... to jedynie prowizoryczna kukła! Prawdziwy Kenneth Riddle momentalnie wyskakuje zza drzwi i dopada do Rybacka, który jeszcze nie doszedł do siebie po bliskim kontakcie z nieprzyjemnie lodowatą cieczą. Riddle popycha swojego przeciwnika na szafki, po czym dodatkowo atakuje go w tył prawego kolana. The Butcherback ugina się, a Kenny kopie go w plecy w taki sposób, że głowa Rybacka z dużym impetem ponownie wpada w szafkę. Riddle podchodzi do kukły, którą wcześniej zmontował... i wyciąga z niej miotłę, stanowiącą podstawę całej "konstrukcji". The Icon zaczyna okładać Butcherbacka po całym ciele - po tułowiu, głowie, kończynach, a zwłaszcza po prawym kolanie, które wcześniej zaatakował. Ryback stara się jeszcze jakkolwiek bronić, ale Riddle nie daje mu na to szans, raz za razem ze wściekłością okładając ciało Big Guya. Kenneth rozgląda się, po czym chwyta Rybacka za prawą nogę i przeciąga go do drzwi. Noga Butcherbacka zostaje umieszczona w przejściu w taki sposób, że Riddle za chwilę może zrobić coś BARDZO bolesnego... i właśnie to się dzieje! Kenneth z impetem zamyka drzwi, które zgniatają kolano Rybacka! Big Guy wrzeszczy z bólu i nie ma co mu się dziwić - to mogło się skończyć fatalnie! Riddle nachyla się nad swoim oponentem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Cały ten czas o mnie gadałeś, podczas gdy ja nie zwracałem na Ciebie uwagi częściej, niż było to konieczne! Mówiłeś o mnie w podcastach, sesjach Q&amp;A, podczas Colosseum... wycierałeś sobie gębę moim nazwiskiem, gdzie tylko się dało, bo jedynie wtedy ktoś chciał Cię słuchać. Wszystko byłoby w porządku, gdybyś tylko potrafił odpuścić. Ale nie, Ty musiałeś obrać mnie za cel. Musiałeś przekroczyć twardą granicę i zadrzeć z moją rodziną. No to posłuchaj mnie teraz, Ryback. Masz moją uwagę. Tylko uważaj, bo tym razem żarty się skończyły. Jeszcze nie zdajesz sobie sprawy z tego, jaki błąd popełniłeś...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kenneth odchodzi w głąb korytarza, pozostawiając na podłodze cierpiącego Rybacka. Obraz z kamery gaśnie...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tag Team Match</span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/1QUpldk.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 1QUpldk.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zbyszek Uszczelka</span> &amp; <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar</span> &amp; <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele</span></div>
<br />
Wracamy do starcia, gdzie to Miguel punchuje Uszczelkę w swoim narożniku. Teraz zmiana i do ringu wchodzi Steele, który również punchami osłabia rywala. Preston bierze trzy kroki rozpędu i wpada w pusty narożnik. Zbyszek ucieka z narożnika w ostatniej chwili. Dwa kopnięcia ze strony Majstra i teraz potężny chop. Widać, że dobrze umie klepnąć płytkę, żeby klej się dobrze rozszedł. Dziedzic wychodzi z narożnika trzymając się za klatkę i przechodzi do narożnika obok. Bezlitosny Fachowiec idzie za nim do tego narożnika również i znów chop. Ten akurat chyba nauczony pod remizą. Preston już ma czerwoną klatkę od tych uderzeń, Escobar aż wychodzi z siebie przy narożniku, a Zbyniu bierze oponenta za głowę i ciska go w narożnik, przy którym stoi Zygmunt. Zmiana i teraz Butla wchodzi do kwadratowego pierścienia. Uszczelka chwyta się za górną linę i oddycha ciężko, wrestling to nie przelewki. Menel już melduje się przy oponencie i wypłaca przeciwnikowi Shoulder Thrusty. Steele w delikatnym potrzasku, Butla wyprowadza go za rękę, Irish Whip na liny, próba Clothesline’u, jednak Dziedzic pochyla się pod przedramieniem rywala. Zyga chyba jeszcze wczorajszy, odwraca się nieco zakręcony w stronę przeciwnika i w tej chwili otrzymuje Spinning Heel Kick. Sprytny Preston teraz obija siedzącego przeciwnika poprzez strompy. Próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Zdenerwowany Amerykanin wykręca rękę i w ten sposób podnosi oponenta do stójki. Przeprowadza rywala z wykręconą ręką. Zmiana z Escobarem, który, wchodzi do ringu, wykorzystuje sytuację i wykonuje Dropkickna wykręconą rękę. Ależ teraz Butla zwija się z bólu trzymając za rękę. Hiszpan z szyderczym uśmiechem jakby napawał się heatem, a Uszczelka chce wtargnąć do walki, lecz sędzia go powstrzymuje. Miguel się śmieje i pokazuje środkowy palec przeciwnikowi. I od razu stomp na atakowanym Zbigniewie. Pijaczek podnoszony jest teraz do stójki we Front Facelocku. Teraz zawodnik z Półwyspu Iberyjskiego zarzuca rękę przeciwnika na kark i mamy Suplex. Jednak nie, w ostatniej chwili Butla blokuje nogę swojego oponenta. Druga próba i po raz kolejny blokada ze strony Polaka. W tym momencie mamy Snap Suplex od Zygmunta. Publika szaleje, a Butla pada na rywala próbując pinu. 1… 2… nie, Kickout. Teraz oba panowie czołgają się do swoich narożników publika szaleje i jednoczesna zmiana w obu drużynach. Uszczelka wpada i od razu częstuje punchem Prestona. Ten pada na matę, szybko wstaje i to on teraz atakuje punchem przeciwnika. Zbyniu pada, jednak się nie poddaje i również wstaje. Teraz wymiana punchy na środku ringu, jednak przeważać zaczyna Steele, który częstuje kolanem oponenta. Zostawia zgiętego przeciwnika i odbija się od lin. Po powrocie Majster się prostuje i wyprowadza Arm Drag na rywalu od Fachury. Amerykanin się podnosi i kolejny Arm Drag. Teraz Uszczelka łapie rywala, który wstał już przy linach, za rękę, Irish Whip na liny i Elbow Strike powala Prestona na matę. Zbyniu stojąc nad przeciwnikiem jeszcze dokłada Elbow Drop. Próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Twardy Steele nie poddaje się tak łatwo, a Uszczelka złapał zadyszkę i trochę zalał się potem. Zbychu ociera pot z czoła i wstaje razem z przeciwnikiem. Zbyszek podchodzi do Amerykanina, który teraz szybko wyprowadza punch na głowę przeciwnika. Szybkie wybicie z drugiej liny i mamy Golden Divident! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout. W międzyczasie widać, że Butla gdzieś zniknął. Escobar wystawia rękę, żeby dokonać zmiany, ale Steele go uspokaja przekonując, że sam sobie doskonale poradzi. W tym momencie Butla ściąga Miguela z apronu i go atakuje, a Uszczelka robi Schoolboy Pin na Prestonie! 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Butla i Uszczelka wygrywają!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po walce tag team kamera od razu podąża za członkami Platinum Club. Miguel wściekły podąża w kierunku swojej szatni, a Preston kroczy za nim. W pewnym momencie Steele krzyczy w kierunku swoje tag team partnera.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele:</span> Czekaj!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Hiszpan odwraca się i szybko odpowiada.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar:</span> Czego chcesz? Teraz czegoś ode mnie chcesz? Miałeś tylko wyciągnąć tę cholerną rękę żebyśmy mogli się zmienić, ale nie…pan Preston Steele poradzi sobie sam. Serio nie rozumiesz, że jesteśmy w tym razem? Ostatnio znowu nie idzie nam najlepiej, a to co teraz zrobiłeś nam w ogóle w tym nie pomaga!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele:</span> Wiesz czemu nie idzie nam najlepiej!? Miałem już tego nieudacznika na widelcu, ale tu musiałeś stanąć w blasku reflektorów i to ty musiałem wszystko zakończyć. Za każdym razem jak nam się coś nie udaje to dlatego, że to ty chcesz być na pierwszym planie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar:</span> Chcę po prostu żebyśmy udowodnili wszystkim, że jesteśmy tu najlepsi. Widziałem co się dzieje, to był moment kiedy potrzebowałeś pomocy. Byłem gotowy żeby się z nim rozprawić. Chciałem zmazać plamę z ostatniej walki. Wiesz co? Wcale wtedy mi nie pomogłeś, dałbym sobie radę z Uszczelką. Teraz wystarczyło się zmienić i razem byśmy mogli być w blasku reflektorów.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele:</span> I wiesz, co boli mnie najbardziej? Hipokryzja. To właśnie ty przekonywałeś mnie, żebym przestał żyć w cieniu ojca. Mówiłeś, że jeśli chcę naprawdę odciąć się od przeszłości, to muszę przestać się za nią oglądać. A kilka godzin później wyciągasz kartę z logo jego firmy, jakbyś chciał pokazać całemu światu, że nazwisko Steele nadal jest dla ciebie przepustką do wszystkiego. Powiedz mi, Miguel... czym ty się teraz różnisz od ludzi, których sam krytykowałeś? Bo ja przestaję dostrzegać jakąkolwiek różnicę.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Miguel zmarszczył czoło, a później lekko się uśmiechnął, chyba zdał sobie sprawę o co chodzi. Po chwili wyciągnął z kieszeni swoją kartę, która była co prawda podobna do tej o której myślał Preston, lecz nie taka sama i nie miała nic wspólnego z jego ojcem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar:</span> O tym mówisz? Nawet nie wiem kim jest twój ojciec i mnie to nie obchodzi. Chciałem żebyś porzucił myśli o nim dla własnego dobra. Nazwisko Steele przed dołączeniem do LPW było dla mnie tak samo anonimowe jak każde inne, które możesz zobaczyć na drzwiach od szatni. Nie potrzebuje nikogo, ale wydawało mi się, że współpraca z tobą to dobry pomysł. Powoli zmieniam jednak zdanie. Zastanów się po której stronie stoisz…<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Divine po tych słowach odszedł od Prestona nie dając mu nawet odpowiedzieć, wszedł do swojej szatni i trzasnął za sobą drzwiami.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Kolejne Elysium ku niezadowoleniu Pana Terryego odbędzie się w Kansas City</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na zaplecze gdzie znajduje się już Maria Kanellis, u boku której stoi Jay DiMateo.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maria Kanellis:</span> Witaj Jay, jesteś jednym z nowszych nabytków federacji, zdążyłeś już pokazać się fanom podczas swojej wizyty u lekarza, a także dzisiaj w ringu. W głowach fanów pojawia się jedno pytanie, czy z Tobą wszystko jest w porządku? Wizyta u specjalisty, którą widzieliśmy tydzień temu mocno zaniepokoiła fanów, możesz nam powiedzieć o tym coś więcej?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> W głowach fanów pojawia się pytanie, czy ze mną jest wszystko w porządku? Patrząc na naszych fanów, to w ich głowach pojawia się co najwyżej pytanie “dlaczego hamburgery na stoisku pod areną podrożały”, ale niech Ci będzie. Mam dla nich wszystkich propozycję - może niech pojawi się pytanie, czy wszystko w porządku jest z chłopem, który myśli, że jest kotem, albo jakimiś alkoholikami, którzy czołgają się zarzygani po ringu. Wiesz słoneczko, co jest najbardziej pojebane? Mamy XXI wiek, a ludzi bardziej dziwi wizyta u psychiatry, niż przyzywanie demonów albo wiara w jakiegoś dziadka na chmurce, co nas karze deszczem za to, że się bzykamy bez obrączki. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maria Kanellis:</span> Poruszasz bardzo poważne tematy Jay. Ale robisz to w taki sposób jakbyś na siłę szukał prowokacji, czy taki jest Twój cel? Z jednej strony mówisz, że ludzie dziwnie patrzą na wizytę u psychiatry, z drugiej zaś obrażasz fanów i innych zawodników z szatni, z którymi często dzielisz jeden hotel. Zapytam więc inaczej, chcesz żeby ludzie zrozumieli przez co przechodzisz, czy po prostu znalazłeś sobie sposób aby móc patrzeć na innych z góry?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> Obrażam ich? Po prostu mówię, jak jest. Nie chcę żeby ludzie zrozumieli przez co przechodzę, wiesz dlaczego? Bo przez nic nie przechodzę. Muszę chodzić do tej wariatki, to nie mój wybór, tyle. To aż tak proste, lalunia. Nie muszę sobie też znajdować żadnych sposobów, żeby patrzeć na ludzi, z góry, bo jak rozglądam się wokół to…<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Jay zauważa idącego korytarzem Shio i patrzy na niego z wyraźnym zażenowaniem. *Potężny “side eye”*. Słychać jak pod nosem rzuca “O, następny pajac”. I wtedy kadr kamery rzuca nas wprost na twarz Sakazakiego, przechadzającego sobie z papierosem w ustach. Nowy nabytek federacji, słysząc to co powiedział w jego kierunku DiMateo, zgasił peta rzucając go pod nogi a następnie twarzą w twarz skonfrontował się z Jayem…</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Shio Sakazaki:</span> Widzę, ktoś tu chyba pomylił odwagę z odważnikiem, choć muszę przyznać że w dzisiejszych czasach brakuje jej wielu zawodnikom. Więc tak to się teraz pracuje na szacunek, wystarczy komuś na ubliżać i poczuć się z góry lepszym od reszty? W moim środowisku aby zdobyć respekt, trzeba go było sobie wywalczyć, nieraz solidnie dostając samemu po mordzie. Patrząc na ciebie Jay, dzieciaka z wyższych sfer, przypominają mi się czasy szkolne, jak tacy jak ty traktowali mnie z pogardą, nazywając mnie wprost gorszym sortem człowieka. A tylko dlatego, że mieli lepsze pochodzenie, oni byli z dobrych domów a ja nie. Ale widzisz, doświadczenia te nie osłabiły mnie, wręcz przeciwnie, mocno mnie zahartowały. Od dzieciaka musiałem walczyć o swoje, w przeciwieństwie do ciebie, mi nikt nic nie dał, na wszystko zapracowałem sobie sam. Dziś z godnością mogę spojrzeć w lustro, czego nie mogę powiedzieć o tobie. W innych warunkach niż tu obecne, zbierałbyś zęby z podłogi, zlizując krew z warg. Ale jesteśmy gdzie jesteśmy, tutaj sprawy honoru załatwia się w ringu, więc za swoje słowa zapłacisz właśnie tam. Miałem właśnie odbyć rozmowę z General Managerem, odnośnie mojego pierwszego rywala na Colloseum, a tu proszę.. on sam się napatoczył. Jeśli masz jaja a wierzę w to że masz, przyjmij moje wyzwanie na następną galę. Inaczej nigdy więcej nie wchodź mi w drogę, wtedy nie będę już tak wyrozumiały jak teraz. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie kamera pokazuje wyraźnie zdezorientowanych Marię oraz Jaya, po czym obraz powoli zanika. </span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"> <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Rozprawa - cz IV</span></span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Dosyć, Allan jesteś ZWOLN….<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie David Otunga podnosi rękę i przyciąga uwagę GM’a</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Chciałeś coś dodać David? <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: Rob, zaczekaj. Zawieszenie tego dzikusa niczego nie rozwiąże, a wręcz przysporzy nam - federacji jako podmiotowi więcej problemów na co on tylko liczył. Już słyszę jak tłumaczy to tym, że federacja nie potrafiła sobie z nim poradzić i jedyne na co było nas stać to schowanie się za decyzjami administracyjnymi. Sam zresztą pokazał nam, że nie zamierza się zmienić. Skoro faktycznie jest takim łowcą i rozumie tylko jeden język, czyli przemoc - warto się nim także posłużyć. Jeśli tak chce rozwiązywać swoje problemy, dajmy mu kogoś, kto będzie na to przygotowany. Kogoś, kto nie będzie uciekał przed jego metodami i nie pozwoli mu dyktować warunków. Rob, nie pozwólmy, żeby ta sprawa zakończyła się decyzją zza biurka. Niech Hill dostanie to, czego tak bardzo szuka. Niech dostanie przeciwnika i niech udowodni w ringu, czy rzeczywiście jest tak groźny, jak wszystkim wmawia. Bo ostatecznie właśnie tam powinien zapaść prawdziwy wyrok. Między linami, nie paragrafami.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob wyraźnie zdziwiony patrzy na Davida, jednak po chwili chwyta za mikrofon. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Dobrze David, w końcu z jakiegoś powodu zaufałem Ci w gestii rozprawy tego jegomościa. Skoro uważasz, że jedynym sensownym rozwiązaniem jest posadzenie naszego oskarżonego na dupie poprzez walkę, to chyba mam dla niego idealne wyzwanie.*RVD patrzy głęboko w oczy Allanowi* Ponownie chciałeś zaatakować swojego szefa, ponownie zostałes jednak powstrzymany. Widzę, jednak że bardzo rwiesz się do walki, a jedna osoba została bez swojego rywala na Colosseum. Dlatego dzisiaj w walce wieczoru zmierzysz się z Cavazosem, który dzierży pas Valor, a sędzią specjalnym tego pojedynku będzie David Otunga!. To nie wszystko, jeśli do momentu Twojej walki zobaczę Cię w okolicach ringu. będzie wiązało się to z wydaleniem Ciebie z budynku. Co więcej od dzisiaj Twoją jedyną możliwością pojawienia się w ringu LPW są walki wybierane przeze mnie, poza walkami nie masz prawa wejść między liny ringu Colosseum. Zakaz ten obowiązuje aż do najbliższego PPV. Radzę go nie łamać, no chyba że chcesz pożegnać się ze swoją karierą w LPW zanim tak naprawdę ją rozpocząłeś. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wszyscy na sali zdają się być mocno zszokowani tym co właśnie usłyszeli, ale RVD nie chce zmieniać swojego zdania, wstaje i odchodzi w stronę korytarza, po czym robią to wszyscy pozostali uczestnicy rozprawy. </span><br />
</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color">Main Event</span></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match /w Special Guest Referee David Otunga</span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="color: #e8c500;" class="mycode_color"><img src="https://i.imgur.com/6NCH4gs.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 6NCH4gs.png]" class="mycode_img" /></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cavazos</span> <span style="color: #e8c500;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">&copy;</span></span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill</span></div>
<br />
Po kilku reklamach wracamy do dzisiejszej walki wieczoru. Allan Hill zdobył kontrolę nad rywalem i wbił go w narożnik, gdzie dwukrotnie wbija się barkiem w brzuch Meksykanina. David Otunga decyduje się odciągnąć Anglika od rywala, jednak ten po chwili powraca, wykonując Corner Clothesline. Cavazos wciąż nie upadł, jednak Spinebuster sprowadza go już na matę. Próba przypięcia, ale arbiter dolicza tylko do 1. Następnie Allan przechodzi w Sleeper Hold. Jorge stara się wyswobodzić, a Otunga sprawdza jego zdolność do kontynuowania tego pojedynku. Unosi jego rękę, która jednak nie opada, za to Cavazos zaciska ją w pięść. W końcu znajduje w sobie siły, aby wrócić najpierw na kolana, a następnie do pozycji stojącej. Hill cały czas trzyma chwyt, jednak jest to tylko chwilowy stan rzeczy, gdyż po chwili Fiesta Master rusza w tył i wbija rywala prosto w narożnik! Sleeper zostaje zerwany, jednak Jorge potrzebuje chwili, by dojść do siebie. Rywal również wyhamował, jednak już kilka sekund po zderzeniu z narożnikiem znów rusza w stronę Valor Championa...jednak zostaje przez niego przechwycony, a następnie wyniesiony w górę! Kilka sekund mija i Cavazos wykonuje Gorilla Press Slam! Allan ewidentnie nie ma dość, niemal natychmiast po wylądowaniu na matę podnosi się, jednak Jorge był na to przygotowany, gdyż po raz kolejny go przechwytuje i tym razem jesteśmy świadkami Overhead Belly-to-Belly Suplexu! Próba przypięcia - tylko 1 count. El Locomotora nie zraża się niepowodzeniem, tylko praktycznie od razu wstaje, po czym ustawia się przy jednym z narożników. Czeka przez chwilę, aż jego rywal wstanie. Allan w końcu jest już na nogach, a Cavazos rusza...Hill postanawia zasłonić się Otungą! Jorge o mało nie znokautował rozjemcy tego starcia, w ostatniej chwili się zatrzymując! Z tego chwilowego zamieszania niemal natychmiast korzysta Hill, który potężnym High Kickiem powala Meksykanina na matę! Otunga decyduje się na pogadankę z Anglikiem. Ten jednak zdaje się go nie słuchać, tylko podchodzi do rywala, który zaczyna wstawać. Hill "pomaga" mu się podnieść, po czym widzimy Irish Whip, a następnie Lou Thesz Press! Następnie cała seria ciosów ląduje na głowie Cavazosa, co zmusza Otungę do kolejnej interwencji. Tym razem bardziej stanowczo daje do zrozumienia Hillowi, by się opamiętał. Ten w końcu odpuszcza i cofa się w stronę narożnika. Z kolei Jorge podnosi się z maty. The Broken Prodigy biegnie w jego stronę...czyżby Spear? Nie! Cavazos w porę zauważa rywala i przechwytuje go, aplikując No More Tequila! To nie wszystko, Meksykanin decyduje się podnieść rywala, po czym wynosi go na swoje barki. Po kilku sekundach mamy C-Factor...albo i nie ma C-Factora, gdyż Allanowi udało się ześlizgnąć. Następnie Chop Blockiem sprowadza zawodnika z Tijuany z powrotem na matę, po czym przystępuje do Ground &amp; Pound! Kolejne ciosy spadają na twarz Cavazosa, który jednak cały czas stara się bronić. W którymś momencie...Jorge chwyta obiema rękami za szyję Allana, ściskając z całej siły! Ten momentalnie zatrzymuje wymierzanie ciosów, starając się rozerwać chwyt! Cava jednak trzyma dalej, po czym zaczyna wstawać z maty! Po chwili obydwaj są już w pozycji stojącej, a Jorge wymierza silnego Headbutta, który prawie posyła Hilla na deski! Brytyjczyk ledwo utrzymał się na nogach, zaś Cavazos postanawia odbić się od lin...CavaShock! Nie! Allan odskoczył w ostatniej chwili! El Desenmascarado znów rusza w kierunku oponenta...i zostaje trafiony Psycho Kickiem! Zawodnik z Liverpoolu pinuje. 1...2...kickout! Allan jest wściekły, że nie udało mu się zakończyć sprawę. Ma wyraźne pretensje do Otungi, który jego zdaniem liczył za wolno! Dochodzi do poważnej kłótni, w trakcie której Hill popycha sędziego! David nie pozwala sobie jednak na taką bezczelność i wskazując na logo federacji na swojej koszulce daje do zrozumienia byłemu zawodnikowi MMA, że jeśli jeszcze raz go dotknie, to raz na zawsze pożegna się z LPW. W całym tym zamieszaniu Cavazos zdążył już się podnieść...po czym rusza w kierunku Hilla, wykonując mu CavaShock! Mamy pinfall. 1...2...3! To koniec, wygrywa Jorge Cavazos!<br />
<br />
Po zakończonej walce Cavazos świętuje zwycięstwo, a David Otunga unosi jego rękę w górę, po czym oddaje w jego ręce tytuł Valor Championship. W tym czasie Allan Hill powoli wstaje z maty. Widać, że obwinia sędziego o swoją porażkę. Dochodzi do kolejnej kłótni między panami. Tym razem może obędzie się bez rękoczynów, gdyż do ringu szybko wbiegają ochroniarze, rozdzielając obu panów. Na rampie zjawia się również Rob Van Dam, który nakazuje Hillowi opuścić ring. Ten zdaje się go nie słuchać, tylko dalej ma pretensje do Otungi. W końcu jednak Cavazos traci cierpliwość i mając już pas na swoim barku staje oko w oko z Hillem! Nie tylko odgradza wściekłego Allana od ochrony i Davida Otungi, ale również stanowczo daje do zrozumienia, żeby Anglik się uspokoił. W końcu Hill odpuszcza, widząc że nie ma innego wyjścia, po czym wychodzi z ringu. To samo czyni również Otunga, a także grupa ochroniarzy. Cavazos pozostaje sam i decyduje się sięgnąć po mikrofon, gdy pozostali znajdują się w drodze do wyjścia.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Puta! Co tu się dzieje!? Naprawdę? Znowu? Czy ja wyglądam jak jakiś pieprzony magnes na wasze dramaty? Kolejny tydzień z rzędu muszę być biernym, albo i nawet czasem czynnym, uczestnikiem bójki dwóch pendejo, którzy chcą rozwiązać swój konflikt? Na ostatnim Colosseum Zack nie dał rozwiązać spraw mi i Derekowi w tym ringu. Dzisiaj znowu nie mogę uczciwie pokonać Allana, bo muszą grać w swoje gierki z Davidem. Naprawdę jestem zmęczony byciem ochroniarzem dla paru cobardes, którzy nie potrafią rozwiązać swojego konfliktu twarzą w twarz, jak gentes. Hej, pendejos, *Valor Champion kieruje się teraz w stronę wyprowadzanych Hilla oraz Otungi* gówno mnie obchodzi, że macie do siebie problem! Nie obchodzi mnie jak chcecie ten problem rozwiązać. Na pewno nie będziecie go rozwiązywać kosztem moich walk, bo wtedy będziecie mieli ze mną do czynienia. Myślałem David, że jako dla prawnika, jakieś zasady się tu dla Ciebie liczą. Tym bardziej, że Rob właśnie po to Ciebie zatrudnił, abyś dbał tutaj o sprawiedliwość. Skieruję też parę słów do Ciebie, Rob. Czy ty jeszcze panujesz nad tym co się dzieje na twoim show?! Mam wrażenie, że już wcześniej straciłeś kontrolę nad wydarzeniami, a teraz kiedy próbujesz nad nimi zapanować to wychodzi jeszcze gorzej. Lepiej, żebyś nad tym zapanował, bo chyba twój mistrz nie powinien być tak traktowany? *teraz Jorge unosi pas nad głowę* Wiesz co, pójdę ci na rękę. Pójdę też na rękę każdemu zawodnikowi znajdującemu się w szatni Colosseum, który ma wystarczająco siły, aby znaleźć się w tym ringu razem ze mną. Skoro problemy w tym ringu znajdują mnie same co tydzień to po prostu wyjdę i stawię im czoła. To już jest oficjalne - ogłaszam, że za tydzień, na następnym Colosseum odbędzie się Open Challenge, a stawką tego pojedynku będzie Valor Championship! *Fiesta Master poklepuje swoje mistrzostwo znajdujące się na barku, a fani wiwatują* Jeżeli jest w tej szatni jakiś zawodnik, który uważa, że ma na tyle duże cojones, żeby znaleźć się ze mną w ringu, to będziecie wiedzieli gdzie mnie znaleźć. Będę stał tutaj, w środku ringu i czekał na Was. Pamiętajcie tylko o jednym - to nie będzie łatwa przeprawa. Nie jestem przypadkowym gościem, tylko wojownikiem z Meksyku, który wywalczył sobie prawo by dumnie nosić teraz ten pas. *mówiąc to Cavazos spogląda na pas na swoim ramieniu* Widzimy się na następnym Colosseum. Sin mascara, sin miedo!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Jorge rzuca mikrofon na matę, wchodzi na narożnik i unosi pas wysoko nad głowę przy owacji publiczności. Wycofujący się David Otunga wygląda, jakby chciał przyjąć rzucone wyzwanie... ale ubiega go rozbrzmiewający na arenie theme song Kennetha Riddle'a - Evil Ways! Na trybunach jest jeszcze głośniej niż przed momentem, po pełnej pasji przemowie Jorge Cavazosa. Sam mistrz wygląda na zaskoczonego, ale błyskawicznie przybiera pewną postawę w oczekiwaniu na nadejście Sacramento Sainta. The Icon w międzyczasie pojawił się na rampie i zaczął pokonywać drogę do ringu. Na szczęście ma mikrofon w dłoni, więc nie musimy czekać dłużej na wyjaśnienia...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Usłyszałem słowa "Open Challenge" i nie mogłem się powstrzymać przed wyjściem tutaj już teraz. Mam nadzieję, że wybaczysz mi zepsucie oczekiwania na niespodziankę. W zamian dostajesz więcej czasu na przygotowania! Nie było nam dane wpaść na siebie w turnieju o LPW World Championship, ale zdecydowanie dałeś o sobie znać, kiedy kończyłeś jedną z gal jako ostatni na nogach.  Wokół leżały wtedy największe gwiazdy federacji... w tym ja. Dlatego bardzo się cieszyłem, kiedy oglądałem Ladder Match na Ascension, gdzie zdobyłeś Valor Championship. Masz w sobie to coś, Jorge. Bije z Ciebie pasja do wrestlingu i do życia, którą wszyscy uwielbiają! To właśnie z takimi zawodnikami chcę się mierzyć w pojedynkach, które mogą być dla mnie jednymi z ostatnich...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach na arenie słychać buczenie. Riddle wchodzi już do kwadratowego pierścienia i w pierwszej kolejności zwraca się do publiczności.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Spokojnie, nie wyznaczam żadnego deadline'u! Po prostu już o tym mówiłem... lepiej nie będzie. Stoi przed Wami wersja ostateczna Kennetha Riddle'a. Więcej ewolucji nie przewidziano. Egzemplarz zbliża się do końca swojej przydatności. Dopóki wiem, że potrafię dać w ringu najlepsze możliwe show, dopóty będę to robił... i chcę to robić z najlepszymi rywalami, a jeżeli dodatkowo mogę dopisać kolejne złoto do swojej kolekcji... to chyba gwiazdy nie mogą ułożyć się lepiej, prawda? *W drugiej połowie tego zdania Riddle zwrócił się już wyraźnie do Cavazosa, stając bardzo blisko niego i zerkając na pas mistrzowski* Aby formalności stało się zadość... lub gdyby ktoś wyjątkowo nie nadążał... Jorge, przyjmuję Twoje wyzwanie! *Fani reagują wielkim cheerem* Kenneth Riddle vs Jorge Cavazos o Valor Championship - niech wygra lepszy! Gwarantuję, że tym razem nikt nie przeszkodzi Ci w pojedynku... chociaż uważaj, o co prosisz, bo możesz jeszcze zatęsknić za interwencją w krytycznym momencie...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Te słowa ewidentnie nie spodobały się Cavazosowi, który zmarszczył czoło i zaczął patrzeć na swojego rywala lekko spode łba. Dość szybko jednak wyprostował sylwetkę i w odpowiedzi na słowa Kennetha po prostu uniósł tytuł mistrzowski do góry z uśmiechem na ustach. Fani reagują aplauzem. Kenneth Riddle nie zerka już na uniesione trofeum. Zamiast tego patrzy głęboko w oczy Jorge Cavazosa, który również nie odrywa wzroku od Sacramento Sainta.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Tym widokiem Colosseum 6 schodzi z anteny.</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Earlier This Week</span></span><br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery przybiera dość szarawe kolory, ale znajdujemy się w równie szarawym miejscu, gdyż jest to rzeźnia Rybacka. The Butcherback obrabia gigantyczną świnię, a obok niego jest ok 18 letni wątły młokos</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ryback</span>: - I tu nacinasz, i generalnie z tego najlepsze mięso wychodzi. Dobra młody, na dzisiaj koniec, kase dostaniesz tradycyjnie jak mi Van Dam przelew zrobi, nazatrudniali tych bogaczy i im płacą, a weterani na samym końcu, Ty rozumiesz, że ostatnio się przelew 20 minut spóźniał? Ale Van Dam nie jest taki zły, dobrze, że u tego Brytola nie pracuje, bo kłócić się z angolem o kasę to jak z psem o kiełbase - niby Twoja, a i tak Ci zeżre. Dobra, idź już, mam jeszcze ważną sprawę do zrobienia na rzeźni, ale w tym mi nie pomożesz<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Młokos wysłuchuje słów Butcherbacka, po czym odchodzi, a Ryback zdejmuje rzeźnickie ubranie, tylko po to by ubrać jeszcze gorsze, z zaschniętą starą krwią, następnie podchodzi do szuflady, z której wyjmuje stary zardzewiały tasak, mały samochodzik oraz lalkę. Lalkę oraz samochodzik układa z pieczołowitością na rzeźnickim stole, myjąc je wcześniej dokładnie w zlewie</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ryback</span>: - Kurcze, aż przykro by było gdyby takie piękne rzeczy do kogoś należały... prawda, Kenny? Czy to nie Twoja córka przypadkiem bawiła się tą lalką przed Twoim domem wczoraj? Fajny plac zabaw sobie zbudowałeś, ale to ostatni komplement jaki Ci pośle ośle. A na tym placu znalazłem też ten samochodzik, Twój Kevin, tak tak, poznałem imię, interesuje się motoryzacją już od najmłodszych lat, widzisz, masz naprawdę swoją rodzinę. Nie martw się, nie interesują mnie Twoje dzieci, nie jestem aż takim pojebem, Twoja żona zresztą też mnie nie interesuje, chociaż przyznam, te suke to bym skuł kajdankami i zapytał dlaczego jest akurat z Tobą? Chociaż pewnie jak wyskoczyłeś z pudła było Ci wszstko jedno, jej też, no bo jesteście małżeństwem...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Butcherback bierze zardzewiały tasak i trzonkiem miażdży mały samochodzik</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ryback</span>: - Kevin, jak mi cholera jasna jest przykro...Ale to gówno chyba pójdzie do kasacji, a Ty zastanów się czy mówiłem o tym samochodziku, czy o Twoim starym<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ryback z uśmiechem chwyta za lalkę, po czym starym zardzewiałym tasakiem odcina jej głowę, która odskakuje na kilka metrów, aż pod drzwi wyjściowe z rzeźni</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ryback</span>: - Julia, czy nie tak ma na imie Twoja córka? No i zobacz Kenny co zrobiłeś, pozbawiłeś jej zabawki! Czy Ty masz w ogóle godność, pozbawiasz swoich dzieci zabawek, siebie wolności, poprzez konflikt ze mną pozbawiasz się też możliwości bycia twarzą tej federacji, bo finalnie dobro wygra ze złem, a to ja jestem tym dobrym, więc Cię pokonam, i możesz udawać, że mnie omijasz, że się mną nie interesujesz, że bardziej Cię Blaze i pasy męczą, ale w tym momencie Butcher-Back, robi Ci Szach-Mat, bo jak na to nie zareagujesz, to znaczy, że masz gdzieś swoją rodzinę...a uwierz mi Kenneth...  nie chciałbyś żebym ten temat jeszcze bardziej rozkręcił... bo mam ku temu możliwości, a Ty nie masz możliwości, żeby to zatrzymać. Kenny... dziś odpadła głowa zabawki Twojej córki....naprawdę nie chciałbym testować tego co musi komuś odpaść żebym Ci pokazał, który z nas jest tym... Uwierz, że to nie są ćwiczenia...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Ryback odrzuca stary, zardzewiały tasak i pokazuje znak poderżnięcia gardła</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/0YeExQZ.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 0YeExQZ.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Michael Cole</span>: - Proszę państwa, tydzień w wrestlingu to strasznie dużo, my jesteśmy na Colosseum, ale tym razem, mówiąc my mam na myśli siebie oraz...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Domagoj Tokor</span>: - Wita państwa The Ratnik, Domagoj Tokor! Jak wiadomo nie ma z nami już Tomasza Hajto, a ja przejmuję na stałę rolę drugiego komentatora!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Michael Cole</span>: - Jako, że mamy tak wyraźną zmianę federacja nie zdecydowała się na wprowadzenie komentatora specjalnego dziś, ale my narzekać na brak wrażeń nie będziemy. Karta gigantyczna, natomiast my zaczniemy od procesu - Allan Hill zostanie poddany procesowi...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Domagoj Tokor</span>: - Michael, błagam Cię, widziałem Allana, to jest wielki skurwiel...yyy to znaczy duży zapaśnik, i nie sądzę, żeby obyło się bez rozwalenia tego ringu<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Michael Cole</span>: - Myślę, że gniew Allana może skupić się też na stoliku komentatorskim, co będzie trzeba wówczas zrobić?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Domagoj Tokor</span>: - Będzie trzeba szybko spieprzać... Ale przechodząc do karty - Nathan Martin kontra Jay DiMateo - starcie debiutantów, choć Nathana możemy raczej kojarzyć <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Michael Cole</span>: - Miałem przyjemność komentować kilka jego walk, wrócił inny, ale jest w stanie zaskoczyć. Czym uraczy nas Jay? Na razie tego nie wiemy, ring na pewno nam jednak wyjaśni. David Otunga kontra Ryback - starcie, które budzi trochę moje zdziwienie, są to dwa różne światy <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Domagoj Tokor</span>: - A ja uwielbiam takie zderzenie, starcie rzeźnika z adwokatem - czy to nie brzmi kuriozalnie?! I właśnie takie powinno być. Cała presja jest jednak na Rybacku, jeśli chce dalej liczyć się w federacji. Patrzę dalej, a tam Mateusz MW kontra Dan Dowson. Jak myślisz Cole - czy Mateusz doleje oliwy do ognia? : )<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Michael Cole</span>: - Wydaje mi się, że nie jest pozbawiony szans, tym bardziej, że forma Dana nie jest obecnie najwyższa. Jednak jego porażka tutaj mocno zachwiałaby jego legendą. Zbyszek Uszczelka i Zygmunt Butla kontra Miguel Esobar i Preston Steele to wielki rewanż za PPV, co myślisz o tym Domagoj?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Domagoj Tokor</span>: - Myślę, że skoro jest rewanż, to wypadałoby wziąć rewanż, sądzę, że tym razem to nasi dość nadużywający pewnych specyfików zawodnicy wygrają tę walkę. Następnie Cavazos kontra ??? I szczerze? Nie mam zielonego pojęcia, kto może stanąć na przeciw<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Michael Cole</span>: - Nikt nie przychodzi mi w tym momencie na myśl, więc to największa zagadka tej gali, ale cieszę się, że Cavazos dostał swoją szansę. My zapraszamy tymczasem na kolejny epizod naszego Colosseum!<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"> <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Rozprawa - part I<br />
</span></span><br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po otwierającym przywitaniu ze strony komentatorów na ekranie zostaje wyświetlony materiał video. W pomieszczeniu zaadaptowanym na salę rozpraw znajdują się już RVD, Salvador, David Otunga oraz Allan Hill, który czeka na swój proces</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Przez ostatnie tygodnie Allan Hill przekraczał kolejne granice. Widzieliśmy groźby. Widzieliśmy ataki. Widzieliśmy brak szacunku do ludzi pracujących w tej federacji. I widzieliśmy sytuacje, w których zwykła rywalizacja zaczyna zamieniać się w coś, czego nie mogę ignorować jako właściciel LPW. Allan Hill może uważać się za łowcę. Może mówić, że w ringu liczy się tylko siła, instynkt i to, kto potrafi zrobić większą krzywdę drugiemu człowiekowi. Ale to nadal jest LPW. To nadal jest moja federacja. I tutaj nikt nie stoi ponad prawem. Czas rozpocząć rozprawę w której osobą poszkodowaną jest siedzący po mojej prawej stronie Salvador. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera pokazuje Salvadora, który jest jeszcze wyraźnie obolały po pojedynku na ostatnim Elysium, zawodnik ubrany jest w garnitur, ale nie ma ze sobą swojej miotły co może wzbudzać niepokój.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">RVD:</span> Salvador nie będzie dziś sam. Reprezentować go będzie człowiek, który od niedawna pełni w LPW bardzo konkretną funkcję. Oficjalny prawnik Legion Pro Wrestling... David Otunga.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera pokazuje nam teraz Davida Otungę, który siedzi obok Salvadora. Zawodnik ubrany jest w elegancki garnitur, a w jego rękach znajduje się teczka z dokumentacją podpisaną Allan Hill.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Naprzeciw tej dwójce stanie Allan Hill, który dostanie szansę na przedstawienie swojego punktu widzenia, ale na razie dobrze by było gdyby się uspokoił. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera pokazuje siedzącego po lewo od sędziego Hilla.The Rogue w przeciwieństwie do swoich poprzedników nie ma na sobie garnituru. Jest ubrany jak zawsze dotychczas, czyli na rękach ma czarne rękawice od MMA. Na nogach z kolei ma długie spodnie moro i wysokie czarne buty wyglądające rodem jak z wojska. The Broken Prodigy w ogóle nie zwraca uwagi na resztę osób będących w sali, interesuje go jedynie Salvador i Otunga.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Allan, dzisiaj dostaniesz szansę, żeby odpowiedzieć. Ale zanim to zrobisz, wysłuchasz tego, co ma do powiedzenia Salvador. Rozpoczynamy rozprawę.</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Najbliższe PPV od LPW odbędzie się 06.09.2026 r. w Houston w Texasie.</span></span></span></div>
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Video Promo</span></span><br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przez chwilę ukazuje wschodzące słońce, ćwierkające ptaki... jednak nagle słychać dźwięk budzika. Kadr przenosi się do pokoju, w którym na szafce nocnej stoi wspomniany budzik, pokazujący godzinę 5:01. W tle zaczyna lecieć "Electric Light Orchestra - Mr. Blue Sky", a po chwili ogromna dłoń spada z góry na urządzenie, uciszając je. Obiektyw powoli przesuwa się na winowajcę całego zdarzenia, jednak jest on zakryty poduszką, którą przyciska do swojej twarzy. Widać, że poduszka powoli się osuwa, jednak kadr nagle całkowicie się zmienia, ukazując zaparowaną kabinę prysznicową, da się również słyszeć ciche pogwizdywanie dochodzące z kabiny. Kolejny kadr - tym razem przenosi nas do kuchni, gdzie postawny mężczyzna z ręcznikiem zarzuconym na głowie coś właśnie gotuje. Po chwili widzimy, iż podrzuca na patelni pancake'a, przewracając go na drugą stronę. Kolejny kadr który widzimy to naciągane na stopy buty do biegania, które mężczyzna zawiązuje i wstaje, podskakując kilkukrotnie w miejscu. Następnie dostajemy zbliżenie na smartwatch na nadgarstku, który pokazuje godzinę 6:14. Widzimy, że mężczyzna szybkim ruchem palca przechodzi do panelu aktywności fizycznej i ustawia tryb na "bieganie". Następny kadr ukazuje nam klucz przekręcany w drzwiach, a po chwili przejeżdża na szybkę w drzwiach. W jej odbiciu widzimy, że mężczyzna truchtem odbiega. Ostatnim kadrem jest panorama z góry, ukazująca nam z bardzo daleka jak do tej pory obserwowany przez nas mężczyzna odbiega w dal, docierając do wzgórza, zza którego wyłania się powoli jasno świecące słońce. Muzyka powoli cichnie, a obraz z kamery ciemnieje.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match</span><br />
<img src="https://i.imgur.com/HYprxwy.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: HYprxwy.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo</span></div>
<br />
Wracamy do ringu, gdzie to Nathan stoi na szczycie narożnika i oczekuje na powstanie swojego oponenta. Gdy Jay już się podniesie, Martin wyskakuje, jednak DiMateo ucieka między nogami przeciwnika wybiegając przed niego. Kanadyjczyk orientuje się w locie i pada na matę z przewrotem w przód. Nate szybko wstaje, a jego rywal rozpędza się w jego stronę. Martin orientuje się w porę, wychodzi na przeciw przeciwnikowi i powala go poprzez Kitchen Sink. Po tym ataku Amerykanin pada na matę i przechodzi do pozycji siedzącej chwytając się za plecy. W takiej pozycji Nate wypłaca jeszcze Dropkick przeciwnikowi, przez co ten jeszcze bardziej przeżywa ból pleców. Martin przechodzi do pinu, 1… nie, Kickout. Teraz Kanadyjczyk podnosi rywala za głowę w Front Facelocku i już w stójce mamy Inverted Sitout Suplex Slam dla DiMateo. Nathan swietnie wykorzystuje swoje momentum, a publika szaleje. Teraz nie zwalnia tempa, przewraca swojego rywala na plecy odwraca się do niego tyłem i mamy Moonsault. Jednak prosto na kolana swojego oponenta. Nate z grymasem bólu chwyta się za brzuch, a Jay łapie przeciwnika w Side Headlock i za chwilę mamy Running Bulldog. Martin po tym ataku wytacza się z ringu, co czyni również Amerykanin. Nathan wstaje i otrzymuje punch, po którym pada plecami na barierki oddzielające ich od fanów. Teraz Jay prostuje przeciwnika i wypłaca mu Chop. Za chwilę kolejny i kolejny. Nate ma już coraz bardziej czerwoną klatkę piersiową i aż ucieka w bok z grymasem bólu na twarzy. Po chwili odwraca się z powrotem do Jay’a, który jeszcze dokłada Lou Thesz Press i wypłaca punche na głowę oponenta. Sędzia już doliczył do sześciu i podniesionym głosem nakazuje wrócić zawodnikom do kwadratowego pierścienia. Jay podnosi przeciwnika, wrzuca go do ringu i sam się tam wślizguje od razu próbując pinu. 1… 2… nie, Kickout. Po nieudanej próbie zakończenia walki DiMateo zaciąga rywala na środek ringu i zakłada Armbar. Sędzia od razu dopada do Nate’a i pyta go czy chce kontynuować, jednak ten nie poddaje się. Nathan próbuje dosięgnąć przeciwnika, jednak nie daje rady. W końcu jednak nogami zaczyna się podciągać do lin. Jest już coraz bliżej i bliżej. Jednak w ostatniej chwili Jay puszcza i przeciąga z powrotem rywala na środek ringu. Amerykanin pochyla się, żeby sięgnąć po rękę. Martin w tej chwili kopie rywala w głowę. DiMateo aż się zachwiał, Kanadyjczyk wstaje mimo bólu ręki. Jay do niego podchodzi, ale Martin wyprowadza mu Gut Kick i mamy Snap Suplex. Po tym ataku DiMateo leży na macie, a Nathan ustawia się przed nim. Gdy jego przeciwnik przechodzi do pozycji siedzącej, Nate już go namierza i mamy Lower Your Head! Potężne kopnięcie na głowę przeciwnika i od razu próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Teraz Nathan podchodzi do przeciwnika i podnosi go do stójki. Smal Package od Jay’a! 1… 2… 3?!, nie, kickout! W ostatnim momencie. Obaj panowie wstają, DiMateo uchyla się pod Puncher, przechodzi za plecy przeciwnika i mamy German Suplex od razu z pinem. 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Ależ teraz wymiana. Jay szykuje się pod zakończenie walki. Gdy Nathan wstaje, Jay podchodzi do przecieknie i czy będzie FaceTime?! Jednak nie, Kanadyjczyk w porę odpycha nogi przeciwnika, a DiMateo pada na matę. Nate szybko orientuje się, przechodzi za plecy rywala, chwyta go za rękę, „odwija” i mamy Rain Trigger?! Tak, udane! Teraz próba pinu, 1… 2… 3?! Tak, to Nathan Martin wygrywa to starcie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po walce na arenie na chwilę przygasają światła, a gdy obraz się rozjaśnia widzimy Dana Dowosna, który stoi nad leżącym Nathanem Martinem, to jednak nie koniec One and Only podnosi rywala po czym momentalnie wykonuje Payback! Po wykonaniu swojej firmowej akcji Dan jak gdyby nigdy nic opuszcza ring, z racji tego że jest u siebie między buczeniem da się usłyszeć pojedyncze chanty, na co ten zdaje się nie zwracać uwagi. </span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"> <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Rozprawa - part II<br />
</span></span><br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera robi teraz zbliżenie na Salvadora, a ten rozpoczyna swoją przemowę, widać że jest wyraźnie poddenerwowany tym, że zaraz będzie musiał zmierzyć się z człowiekiem, który kilka tygodni temu go skrzywdził. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Salvador:</span> Ja tamtego wieczoru nie szukałem problemów. Byłem po walce. Przegrałem. Byłem zmęczony. Usiadłem na zapleczu, obok mojej miotły, żeby chwilę odpocząć i zaraz wrócić do pracy. *Salvador spogląda na Hilla, po czym szybko odwraca wzrok * Allan przyszedł i usiadł obok mnie. Przez chwilę nic nie mówił. Myślałem, że może... nie wiem... może chce normalnie porozmawiać. Ale im dłużej siedział, tym bardziej czułem, że coś jest nie tak.*Salvador zaciska dłonie na krawędzi stołu *Wtedy złapał mnie za ramię. Nie pozwolił mi odejść. A potem rzucił mną o ścianę i zaczął bić. Nie dlatego, że trwała walka. Nie dlatego, że byłem jego rywalem. Po prostu dlatego, że byłem obok. Bo byłem słabszy. Bo mógł.Kazał mi wstawać. Krzyczał, że sam kiedyś wstawał. Że miał być mistrzem. A ja nawet nie wiedziałem, czy dam radę zasłonić twarz. Ja nie jestem tutaj po to, żeby udawać wielkiego bohatera. Wszyscy wiedzą, kim jestem. Sprzątam, pilnuję porządku, czasem walczę. Ale jestem człowiekiem. Pracownikiem LPW. I jeśli ktoś taki jak Allan może zaatakować mnie tylko dlatego, że akurat siedziałem sam na zapleczu, to jutro może zrobić to każdemu. Tego bałaganu nie da się zamieść pod dywan. *Salvador odsuwa mikrofon od siebie i spogląda na Roba Van Dama.* To wszystko co mam do powiedzenia.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Dziękuję Salvadorze, Allan teraz Twoja kolej, masz okazję się obronić.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Hill przez kilka sekund nic nie mówi. Siedzi nieruchomo, wpatrzony w Salvadora. Nagle na jego twarzy pojawia się lekki uśmiech. Powoli przysuwa mikrofon.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill: </span>Ty naprawdę myślisz, że ta historia była o tobie? *psychopatyczny śmiech* Siedzisz tutaj w garniturze. Opowiadasz wszystkim jako to byłeś przerażony. Jak bardzo cię skrzywdziłem. Jak to było niesprawiedliwe, a ja nawet nie pamiętałem twojej twarzy. Pamiętam tylko człowieka, który siedział obok mnie. Pobitego, zmęczonego i rozczarowanego. Wyglądałeś dokładnie tak samo jak ja. *Allan masuje się po tyle głowy* I wtedy znowu to usłyszałem. Ten dźwięk. Jedno uderzenie, jedną sekunda i wszystko zniknęło.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">The Broken Prodigy patrzy pustym wzrokiem przed siebie jakby przez chwilę był myślami gdzieś indziej. Nagle jakby wraca do rzeczywistości i patrzy na Salvadora.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill: </span>Wiesz co jest zabawne? Ty mówisz, że cię pobiłem. Ja pamiętam tylko, że próbowałem cię obudzić. Ludzie tacy jak ty śpią wierząc, że świat jest sprawiedliwy. Że ciężka praca się opłaca. Że jeśli jesteś dobry człowiekiem to spotka ciebie coś dobrego. Ja już wiem, że to jest kłamstwo. Więc kiedy na ciebie patrzyłem chciałem tylko sprawdzić ile ciosów potrzeba, żebyś też to zrozumiał. *krótka pauza* Jeszcze jedno. Powiedziałeś, że jutro mogę to zrobić każdemu. Pierwsza prawdziwa rzecz, którą dzisiaj powiedziałeś.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Zero refleksji naprawdę? Allan rozumiem, że to wszystko co masz do powiedzenia, o zabranie głosu poproszę reprezentanta pokrzywdzonego Davida Otungę.</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Goździkowa przypomina na ból głowy jebnij se klina.</span></span></span></div>
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Video Promo</span><br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">MateuszMW: </span>Cześć wszystkim jeszcze raz! Wiecie co się wydarzyło? Kto w końcu odniósł zwycięstwo na gali LPW i wrócił na właściwą drogę? Wiadomo, że ja bo kto inny mógłby dokonać tego w tak spektakularny sposób. Moje zwycięstwo samo w sobie było czymś wyjątkowym, mama miała rację. Smaruj ten łeb oliwką tępy Lajkoniku, a osiągniesz to, co najcenniejsze i najważniejsze w LPW mówiła. Mianowicie główny pas mistrzowski, ale do tego jeszcze BAAAAAAAAAAAAAAAARDZO Daleka droga. Niemniej jednak jestem dobrej myśli. Moja mama i Derek oni we mnie uwierzyli!!!! A wy co? Śmialiście się od samego początku i podkładaliście mi kłody..... Dość już przechwalania się, zaraz dzień mi się skończy, a jeszcze muszę parę browarków wypić, w końcu sukces sam się nie opije XD. Na kolejnej gali czeka mnie trudne wyzwanie. Moim rywalem będzie Dan Dowson... Kojarzycie typa? Legenda, która ma swój prime już za sobą, a co trzeba zrobić z legendą? ZNISZCZYĆ!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach MateuszMW wziął oliwkę do ręki, posmarował nią głową i odszedł.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match</span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/GbckUgQ.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: GbckUgQ.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ryback</span></div>
<br />
Wracamy do ringu po reklamach. Aktualnie Ryback pastwi się nad Davidem w narożniku. Najpierw wpada w niego z silnym Corner Clotheslinem, po którym od razu dorzuca całą serię Shoulder Thrustów. Sędzia poucza go, że narożniku nie można atakować ciągiem i zaczyna odliczać. 1... 2... 3... 4... Dopiero realna groźna dyskwalifikacji zmusza go do zaprzestania dalszego ataku. Po krótkiej wymianie zdań z sędzią chwyta Otungę i przy pomocy Biel Throw posyła praktycznie do przeciwległego narożnika. Rozjuszony Ryback zaczyna się nakręcać. Czeka aż jego ofiara się podniesie i od razu wpada w nią z Meathook Clothesline! Cóż za impet! Adwokat niemalże zrobił salto! Wściekły Rzeźnik nie traci czasu, od razu podnosi przeciwnika i wynosi go na barki. Shell Shocked! Nieeee! Verdict Maker zaczyna się szarpać. Cała seria łokci i kolan spada na głowę Big Guya i udaje mu się ześlizgnąć za plecy oprawcy. Następnie zasypuje plecy nawałnicą maczug. Zdezorientowany Ryback powoli odwraca się w jego stronę i od razu Otunga chwyta go w pasie. Belly To Belly Suplex! Jednak nie! The Butcherback tylko uśmiecha się zawadiacko i częstuje rywala solidnym Headbutt'em, po którym obu zawodnikom na moment ugięły się nogi. Pierwszy do siebie doszedł Big Guy i Irish Whipem wysyła przeciwnika na liny. David w trakcie biegu dochodzi już do siebie i wyprowadza Motion to Dismiss dobiegając do rywala... nic z tego! Ryback po prostu unika ciosu i po prostu pcha oponenta, ponownie zmuszając go do odbicia się od lin. Tym razem Ryback popisuje się Uranage! Od razu przechodzi do pinu. 1... 2... Kick Out! Wściekły Ryback zrywa się na równe nogi i zaczyna kłócić się z sędzią, pouczając go jak powinno się odliczać do 3. Kiedy się odwraca, Davida już jest w narożniku, przy pomocy którego wraca na nogi. Rzeźnik nie myśląc dużo od razu przechodzi do ataku. Bierze rozbieg i z impetem wpada w rywala. A jednak nie w rywala, a bezpośrednio w narożnik! Adwokat zdążył odsunąć się w ostatnim momencie i Ryback zaliczył nieprzyjemne zderzenie. Odbija się od narożnika i cofa o kilka kroków, a w tym czasie Legal Killer odbija się od lin i wpada w niego Motion to Dismiss. Trafiony! Ryback zatacza się, jednak nie upada. Orunga doskonale wie, że musi dołożyć więcej. Nie tracąc czasu jeszcze odbija się od lin i dokłada Running Shoulder Block! To jednak wciąż za mało?! Adwokat nie może w to uwierzyć, Ryback cofa się, ale utrzymuje pion. Legal Killer zrywa się na równe nogi i dorzuca jeszcze Objection! Po tym ciosie Big Guy wpada w narożnik, a Otunga rozpoczyna Cross Examination! Ależ to jest ogień! Po skończonym combie Ryback w końcu pada jak długi! Zawodnik leży na brzuchu, a David doskonale wie co może zrobić w tej sytuacji. Ostrożnie podchodzi do przeciwnika od boku, podnosi jego rękę... to będzie Closing Argument! Publiczność szaleje! Jednak sędzia studzi ich zapał bardzo szybko, Ryback dosłownie ma stopę pod liną i nie ma zgody na kontynuowanie akcji. Adwokat postanawia w takim wypadku podnieść Human Wrecking Balla, przerzuca sobie jego rękę nad głową... i zamiast wykonać The Verdict inkasuje łokieć na skroń. Ryback bez problemu się wyrywa, dokłada kopniaka na brzuch i sam wynosi na barki. Shell Shocked! Natychmiastowy pin! 1... 2... 3! Ryback wygrywa!<br />
<br />
<div class="lpw-text-block"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Ealier This Week</span></span><br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Znajdujemy się w pałacu Russo's on the Bay w Nowym Jorku. Prestiżowa sceneria, szykowne stroje, wymyślne dania, a także drogie drinki i fontanna wykonana ze złota, stojąca na samym środku sali. Najważniejsi, najbardziej szanowani i najbogatsi ludzie w Stanach Zjednoczonych w jednym miejscu. Niektóre “szychy” nie chciałyby być tutaj zauważone, ale jeden osobnik zdecydowanie zabiega o blask fleszy. Trzyma już za kołnierzyk od koszuli kelnera i używa niecenzuralnych słów. Uspokaja go jednak inny mężczyzna. Oczywiście wiadomo o kogo chodzi. Miguel Escobar i Preston Steele wybrali się na bankiet, by ponownie wspólnie świętować. Panowie siadają przy barze, a Miguel zamawia najdroższe trunki jakie tutaj oferują.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar:</span> Dzięki za pomoc z Uszczelką, serio. Cieszę się, że mogę na ciebie liczyć.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele:</span> Mówiłem ci, że to wszystko ma swój sens. Te pachoły znowu musiały wrócić do domu z niczym jak za każdym razem po długich godzinach zasuwania w pracy na swoją marną egzystencję.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar:</span> Zaczynasz mówić z sensem kolego. Temat tej dwójki pewnie jeszcze wróci, ale dzisiaj po prostu dobrze się bawmy.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele:</span> Jasne, noc jest długa, czas się zabawić!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Miguel oraz Preston tego wieczora wypili wiele drogiego alkoholu i zjedli mnóstwo wykwintnych potraw. Gdy przyszło zapłacić za rachunek Miguel wyciągnął kartę, która Prestonowi łudząco przypominała charakterystyczną kartę korporacji ojca Steele'a. Preston nie wspomniał jednak o tym ani słowem. Panowie wyszli z lokalu i pożegnali się i udali w swoje strony.</span><br />
</div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do szatni w której znajdują się Zygmunt Butla oraz jego kompan Zbyszek Uszczelka, panowie toczą ze sobą ożywioną dyskusję, która najprawdopodobniej dotyczy zbliżającego się pojedynku. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Butla:</span> Zbyszek, ostatnim razem dałem dupy i nie będę udawał, że było inaczej. Mieliśmy ich pod kontrolą, a ja dałem się rozproszyć. Tym razem najpierw robota, potem reszta. Steele będzie chciał nas wciągnąć w te swoje techniczne sztuczki, więc nie możemy dać mu czasu. Jak złapie rękę, dostanie drugą. Jak złapie obie, dostanie głową. Escobar za to szybko się gotuje, więc trzeba go sprowokować i poczekać, aż sam popełni błąd. Najważniejsze, żebyśmy trzymali jednego z nich z dala od narożnika i robili krótkie zmiany. Ty ich rozkręcasz, ja ich obijam. A jak Sara zacznie się mieszać, nie patrzę na nią, nawet gdyby stała z całym kartonem mojego ulubionego piwa. Tym razem pokażemy im, że nie jesteśmy parą idiotów, których można ograć jednym numerem. Najpierw wygrywamy, a potem świętujemy.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Uszczelka: </span>Zygmuś ja żem to już wszystko przemyślał. Oni se myślą, że my jakie głupki jesteśmy. Ja żem był w zeszłym tygodniu w bibliotece i mówię im tak "daj mie pani jakąś książkę o jakichś strategiach co by w walce pomogła". Dostałem jakąś "sztukie wojny", a napisał to jakiś chiński generał Shi-Tzu. Na jego cześć to takiego pieska nazwali co Grażynka go miała, ale zdechł bo go kleszcz ujebał na rybkach. No i wracając do tej książeczki to on nie głupie pomysły tam miał, ale mówię sobie to za mało, więc w niedzielkę zrobiłem sobie maraton Wołoszańskiego o hitlerowcach do rosołku.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Butla:</span> Zbyszek, jak nasz plan opiera się na chińskim generale, zdechłym psie Grażynki i hitlerowcach oglądanych do rosołu, to ja już nie wiem, czy my idziemy walczyć, czy odbijać Warszawę. Ale dobra, ty dowodzisz, ja biję. Tylko jak zaczniesz krzyczeć coś o flankach i okrążeniu przeciwnika, to pokazuj palcem, bo ja w ringu znam tylko dwa kierunki: do przodu i do baru po naszym zwycięstwie. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Uszczelka: </span>Plan mam taki, Niemcy mieli taką taktykę blytzkryg nie wiem czy Ci to coś mówi. Jak uderzysz szybko zanim się zorientują to nawet nie zdążą zablokować. Tą ich laleczką się nie przejmuj. Prawdziwa kobita to by miała ciała, a taka to jakbyś chciał liznąć cukierka, a został papierek po cukierku takiego ratlerka to nogą odgonić można. Najważniejsze bracie, żebyś miał trzeźwy umysł, głowa na karku, a nie w dupie i jakoś to będzie. Ogóreczki już żem zrobił, jajka w majonezie też mam także po walce świętujemy, ale do walki Zygmuś ani kropli bo się zesramy.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery gasnie</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match</span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/LDkUpXv.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: LDkUpXv.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">MateuszMW</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dan Dowson</span></div>
<br />
Końcówka walki. Dan Dowson podnosi MateuszaMW z maty i od razu trafia European Uppercutem. The Big MW cofa się do lin, ale odpowiada mocnym Low Kickiem. Dan na moment traci równowagę, zawodnik z Krakowa odbija się od lin i rusza z Jumping Clotheslinem. Jednak nie! Dowson schyla się pod ręką rywala, przechodzi za jego plecy i wykonuje Swinging Neckbreaker! Próba pinu. 1... 2... nie! Mateusz podrywa bark. The Cage nie pozwala mu odpocząć. Podnosi przeciwnika za głowę, posyła go Irish Whipem w narożnik i rusza za nim. Mateusz podnosi jednak nogę, trafiając Big Bootem prosto w twarz. Dowson cofa się kilka kroków, a Polish Fucker zaskakuje go Crossbody! Trafiony! Mateusz od razu przechodzi do przypięcia. 1... 2... kickout! Obaj wracają do stójki niemal równocześnie. Mateusz próbuje Superkicku, ale Dowson przechwytuje jego nogę. The Big MW próbuje odpowiedzieć Enzuigiri, lecz Dan schyla się pod atakiem i błyskawicznie zapina Flipping Armbar! Mateusz próbuje obrócić ciało i w końcu zahacza butem o dolną linę. Rope break! Dowson puszcza dopiero przy czterech. Dan natychmiast podnosi rywala i trafia Running DDT! Mateusz zostaje wbity głową w matę. Dowson nie przypina. Wskakuje na apron, czeka, aż zawodnik z Krakowa zacznie się podnosić, po czym wybija się do Lionsaultu! Jednak nie! Mateusz podciąga kolana, a Dan ląduje na nich brzuchem i zwija się z bólu, po chwili udaje mu się wstać, jednak opiera się w narożniku wyraźnie próbując złapać oddech. The Big MW rusza do ataku. Corner Splash! Dowson zostaje przygnieciony w narożniku, a Mateusz łapie go i wykonuje Powerslam! Próba pinu. 1... 2... NIE! Dan odkopuje w ostatniej chwili. Mateusz wstaje i zaczyna szykować MW Kick. Dowson powoli podnosi się na kolana. Jednak Dan schyla się pod nogą i przechwytuje rywala w Backslide Pin! 1... 2... nie! Mateusz przetacza się do przodu, szybko wstaje i trafia Superkickiem! Dowson wpada w liny, odbija się od nich, a Polish Fucker łapie go DDT! Pin! 1... 2... kickout! Mateusz próbuje podnieść Dana pod Powerbomb, ale Dowson blokuje wyniesienie i zaczyna uderzać Punchami w brzuch. Prostuje się, trafia kolejnym European Uppercutem, a następnie dokłada High Dropkick! Mateusz pada na matę. One and Only przeciąga rywala w stronę lin, przekłada go przez drugą i szykuje Rope Hung DDT. The Big MW próbuje się szarpać, jednak Dowson utrzymuje chwyt. Rope Hung DDT! Głowa Mateusza wbija się w matę! Próba pinu. 1... 2... NIE! Mateusz odkopuje. Dowson nie traci czasu. Podnosi rywala i próbuje ustawić go pod Payback. Mateusz zsuwa się jednak z jego barków i próbuje Suplexu. Dan blokuje nogą o nogę przeciwnika, wyprowadza dwa Back Elbowy, a potem trafia One Hand Face Crusherem! Polish Fucker pada twarzą na matę. The Cage ustawia się w narożniku i czeka, aż rywal zacznie wracać do pionu. Kill the Lights! Jednak nie! Mateusz odsuwa się w ostatniej chwili, a Dan trafia w pustkę. The Big MW natychmiast łapie przeciwnika pod Łysy Punch, lecz Dowson odpycha go na liny. Mateusz odbija się i rusza z Jumping Clotheslinem. Dan ponownie schyla się pod ręką, przechwytuje rywala i wynosi go na barki. Szykuje się Payback! <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nagle na rampie pojawia się Nathan Martin. </span><br />
<br />
Dowson natychmiast zrzuca Mateusza z barków i odwraca się w stronę wejścia. Martin stoi nieruchomo, przyglądając się zawodnikowi z San Diego. Dan podchodzi do lin, wskazuje na niego i zaczyna coś krzyczeć, ale Nathan nie odpowiada. The Cage opuszcza ring i rusza w stronę rampy. Mateusz podnosi się, zauważa wychodzącego rywala i również wysuwa się pod dolną liną. Dogania Dowsona przy barierce i trafia Forearmem w plecy! Dan odwraca się i odpowiada Punchem. Mateusz dokłada kolejny cios, Dowson European Uppercut. Rozpoczyna się brawl poza ringiem. Sędzia zaczyna liczyć. 1... 2... 3... Dowson wbija Mateusza plecami w barierkę. The Big MW odpowiada Knee Liftem i popycha rywala na krawędź ringu. 4... 5... 6...Dan trafia Punchem, Mateusz Forearmem. Żaden z nich nie zwraca uwagi na liczenie. 7... 8... Dowson próbuje ruszyć w stronę Nathana Martina, ale Mateusz łapie go za ramię i odciąga. Dan odwraca się i ponownie rzuca na rywala.9...Obaj nadal pozostają poza ringiem. 10! Sędzia nakazuje uderzyć w gong. Pojedynek kończy się podwójnym wyliczeniem, podczas gdy Dowson i MateuszMW nadal wymieniają ciosy przy barierce. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nathan Martin stoi kilka metrów dalej i spokojnie obserwuje całe zamieszanie, nie ingerując w brawl. Nagle rusza w kierunku dwójki bijących się zawodników klepie Dowsona w ramię, a gdy ten się odwraca wykonuje  Kiss of Solipsism! Dan pada niczym rażony piorunem, a Martin patrzy na niego z góry. Zdezorientowany MateuszMW nie wie co ma ze sobą zrobić i w popłochu opuszcza arenę.</span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"> <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Rozprawa - cz III<br />
</span></span><br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Otunga powoli zdejmuje okulary i odkłada je na blat. Otwiera teczkę, przez chwilę przegląda znajdujące się w niej dokumenty, po czym spokojnie ją zamyka. Nie spogląda ani na Salvadora, ani na sędziego. Jego wzrok od początku utkwiony jest na The Broken Prodigy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: Wysoki Sądzie... po wysłuchaniu obu stron trudno tak naprawdę mówić o sporze. Ponieważ spór zakłada, że istnieją dwie wersje wydarzeń. Tutaj mamy do czynienia tylko z jedną. Salvador przedstawił fakty, a pan Hill nie podważył ani jednego z nich. Oskarżony nie zaprzeczył, że doszło do ataku. Nie zakwestionował też okoliczności które do tego doprowadziły. Nie próbował nawet wykazać, że świadek mija się z prawdą. Zamiast obrony usłyszeliśmy próbę uzasadnienia własnego postępowania. I właśnie dlatego ta sprawa nie dotyczy wyłącznie Salvadora. Gdybyśmy oceniali wyłącznie ten jeden incydent, być może wystarczyłoby wysłuchać obu stron i przejść dalej. Problem polega na tym, że materiał dowodowy nie kończy się na jednym zdarzeniu. Przez ostatnie tygodnie obserwowaliśmy dokładnie ten sam schemat. Ataki na ludzi, którzy nie byli gotowi do walki. Celowe zakłócanie przebiegu pojedynków. Lekceważenie autorytetu władz LPW. Pogardę dla zasad, które obowiązują każdego zawodnika w tej federacji. Druga strona sporu próbuje przedstawić siebie jako człowieka skrzywdzonego przez świat. Jako kogoś, kto został zmuszony do takiego życia przez własne doświadczenia. Być może to prawda. Ale nawet jeśli tak jest, nie stanowi pod żadnym kątem to okoliczności łagodzącej. W prawie bardzo rzadko osądza się ludzi za to, co ich spotkało. Osądza się ich za decyzje, które podejmują i ich konsekwencje. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">The Verdict Maker lekko się pochyla opierając o stół</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: I pańskie decyzje są wyjątkowo konsekwentne. Za każdym razem, gdy pojawia się okazja do rozwiązania problemu, wybiera pan przemoc. Za każdym razem, gdy może pan coś wyjaśnić, wybiera pan zastraszanie. Za każdym razem, gdy staje pan przed człowiekiem słabszym od siebie, uznaje pan, że ma prawo stać się jego sędzią, ławą przysięgłych i katem jednocześnie. Wysoki Sądzie, pragnę podkreślić, że to nie Salvador jest dziś najważniejszą osobą w tej sprawie. Salvador jest jedynie pierwszym czynnikiem prowadzącym do większego dochodzenia. Bo ta rozprawa nie ma odpowiedzieć na pytanie, czy Allan Hill dopuścił się tego ataku. Ma odpowiedzieć na znacznie ważniejsze pytanie – czy LPW może sobie pozwolić na to by człowiek, który otwarcie gardzi porządkiem i uważa przemoc za rozwiązanie każdego problemu, pozostawał bez żadnych konsekwencji.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Legal Killer zamyka teczkę z hukiem i spogląda w stronę Roba Van Dama</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: Z punktu widzenia przedstawionych faktów oskarżony nie jest ofiarą systemu. Jest powodem, dla którego ten system musi zacząć reagować zanim stanie się coś złego. Kończąc już tę mowę wraz z moim klientem wnosimy o jedną rzecz. O wydanie surowego i sprawiedliwego…..<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Allan Hill rusza z wcześniej zajmowanego miejsca w stronę Roba Van Dama, Hill bez problemu radzi sobie z ochroną i jest już o krok od ataku na swojego GM’a, w tym momencie zostaje jednak powalony przez przeskakującego przez swój stolik Davida Otungę, który wykonuje na nim DDT, po którym przekazuje napastnika ochronie.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #000000;" class="mycode_color"><span style="font-size: 1pt;" class="mycode_size"><span style="font-family: Arial, sans-serif;" class="mycode_font"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">LPW przypomina o trwającym naborze do swojej szkółki</span></span></span></span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na zaplecze, prosto przed lekko uchylone drzwi do szatni Kennetha Riddle'a. Widać przez nie fragment sylwetki postaci, która siedzi obrócona tyłem do wejścia. Postać ma na sobie czarną bluzę z kapturem założonym na głowę - dokładnie taką samą, jaką Sacramento Saint nosił podczas swojego wejścia na LPW Ascension. Nagle w pobliżu zjawia się... Ryback! The Butcherback dostrzegł uchylone drzwi i od razu pomyślał, że nie może przepuścić takiej okazji na kolejne uprzykrzenie życia swojemu nemezis. The Big Guy z impetem otwiera drzwi i wchodzi do szatni... ale z góry wylewa się na niego wiadro z lodowatą wodą! Ryback dał się nabrać na absolutny klasyk pranków, bowiem dodatkowo okazuje się, że wspomniana wcześniej sylwetka w czarnej bluzie... to jedynie prowizoryczna kukła! Prawdziwy Kenneth Riddle momentalnie wyskakuje zza drzwi i dopada do Rybacka, który jeszcze nie doszedł do siebie po bliskim kontakcie z nieprzyjemnie lodowatą cieczą. Riddle popycha swojego przeciwnika na szafki, po czym dodatkowo atakuje go w tył prawego kolana. The Butcherback ugina się, a Kenny kopie go w plecy w taki sposób, że głowa Rybacka z dużym impetem ponownie wpada w szafkę. Riddle podchodzi do kukły, którą wcześniej zmontował... i wyciąga z niej miotłę, stanowiącą podstawę całej "konstrukcji". The Icon zaczyna okładać Butcherbacka po całym ciele - po tułowiu, głowie, kończynach, a zwłaszcza po prawym kolanie, które wcześniej zaatakował. Ryback stara się jeszcze jakkolwiek bronić, ale Riddle nie daje mu na to szans, raz za razem ze wściekłością okładając ciało Big Guya. Kenneth rozgląda się, po czym chwyta Rybacka za prawą nogę i przeciąga go do drzwi. Noga Butcherbacka zostaje umieszczona w przejściu w taki sposób, że Riddle za chwilę może zrobić coś BARDZO bolesnego... i właśnie to się dzieje! Kenneth z impetem zamyka drzwi, które zgniatają kolano Rybacka! Big Guy wrzeszczy z bólu i nie ma co mu się dziwić - to mogło się skończyć fatalnie! Riddle nachyla się nad swoim oponentem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Cały ten czas o mnie gadałeś, podczas gdy ja nie zwracałem na Ciebie uwagi częściej, niż było to konieczne! Mówiłeś o mnie w podcastach, sesjach Q&amp;A, podczas Colosseum... wycierałeś sobie gębę moim nazwiskiem, gdzie tylko się dało, bo jedynie wtedy ktoś chciał Cię słuchać. Wszystko byłoby w porządku, gdybyś tylko potrafił odpuścić. Ale nie, Ty musiałeś obrać mnie za cel. Musiałeś przekroczyć twardą granicę i zadrzeć z moją rodziną. No to posłuchaj mnie teraz, Ryback. Masz moją uwagę. Tylko uważaj, bo tym razem żarty się skończyły. Jeszcze nie zdajesz sobie sprawy z tego, jaki błąd popełniłeś...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kenneth odchodzi w głąb korytarza, pozostawiając na podłodze cierpiącego Rybacka. Obraz z kamery gaśnie...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tag Team Match</span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/1QUpldk.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 1QUpldk.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zbyszek Uszczelka</span> &amp; <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla</span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar</span> &amp; <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele</span></div>
<br />
Wracamy do starcia, gdzie to Miguel punchuje Uszczelkę w swoim narożniku. Teraz zmiana i do ringu wchodzi Steele, który również punchami osłabia rywala. Preston bierze trzy kroki rozpędu i wpada w pusty narożnik. Zbyszek ucieka z narożnika w ostatniej chwili. Dwa kopnięcia ze strony Majstra i teraz potężny chop. Widać, że dobrze umie klepnąć płytkę, żeby klej się dobrze rozszedł. Dziedzic wychodzi z narożnika trzymając się za klatkę i przechodzi do narożnika obok. Bezlitosny Fachowiec idzie za nim do tego narożnika również i znów chop. Ten akurat chyba nauczony pod remizą. Preston już ma czerwoną klatkę od tych uderzeń, Escobar aż wychodzi z siebie przy narożniku, a Zbyniu bierze oponenta za głowę i ciska go w narożnik, przy którym stoi Zygmunt. Zmiana i teraz Butla wchodzi do kwadratowego pierścienia. Uszczelka chwyta się za górną linę i oddycha ciężko, wrestling to nie przelewki. Menel już melduje się przy oponencie i wypłaca przeciwnikowi Shoulder Thrusty. Steele w delikatnym potrzasku, Butla wyprowadza go za rękę, Irish Whip na liny, próba Clothesline’u, jednak Dziedzic pochyla się pod przedramieniem rywala. Zyga chyba jeszcze wczorajszy, odwraca się nieco zakręcony w stronę przeciwnika i w tej chwili otrzymuje Spinning Heel Kick. Sprytny Preston teraz obija siedzącego przeciwnika poprzez strompy. Próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Zdenerwowany Amerykanin wykręca rękę i w ten sposób podnosi oponenta do stójki. Przeprowadza rywala z wykręconą ręką. Zmiana z Escobarem, który, wchodzi do ringu, wykorzystuje sytuację i wykonuje Dropkickna wykręconą rękę. Ależ teraz Butla zwija się z bólu trzymając za rękę. Hiszpan z szyderczym uśmiechem jakby napawał się heatem, a Uszczelka chce wtargnąć do walki, lecz sędzia go powstrzymuje. Miguel się śmieje i pokazuje środkowy palec przeciwnikowi. I od razu stomp na atakowanym Zbigniewie. Pijaczek podnoszony jest teraz do stójki we Front Facelocku. Teraz zawodnik z Półwyspu Iberyjskiego zarzuca rękę przeciwnika na kark i mamy Suplex. Jednak nie, w ostatniej chwili Butla blokuje nogę swojego oponenta. Druga próba i po raz kolejny blokada ze strony Polaka. W tym momencie mamy Snap Suplex od Zygmunta. Publika szaleje, a Butla pada na rywala próbując pinu. 1… 2… nie, Kickout. Teraz oba panowie czołgają się do swoich narożników publika szaleje i jednoczesna zmiana w obu drużynach. Uszczelka wpada i od razu częstuje punchem Prestona. Ten pada na matę, szybko wstaje i to on teraz atakuje punchem przeciwnika. Zbyniu pada, jednak się nie poddaje i również wstaje. Teraz wymiana punchy na środku ringu, jednak przeważać zaczyna Steele, który częstuje kolanem oponenta. Zostawia zgiętego przeciwnika i odbija się od lin. Po powrocie Majster się prostuje i wyprowadza Arm Drag na rywalu od Fachury. Amerykanin się podnosi i kolejny Arm Drag. Teraz Uszczelka łapie rywala, który wstał już przy linach, za rękę, Irish Whip na liny i Elbow Strike powala Prestona na matę. Zbyniu stojąc nad przeciwnikiem jeszcze dokłada Elbow Drop. Próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. Twardy Steele nie poddaje się tak łatwo, a Uszczelka złapał zadyszkę i trochę zalał się potem. Zbychu ociera pot z czoła i wstaje razem z przeciwnikiem. Zbyszek podchodzi do Amerykanina, który teraz szybko wyprowadza punch na głowę przeciwnika. Szybkie wybicie z drugiej liny i mamy Golden Divident! Próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout. W międzyczasie widać, że Butla gdzieś zniknął. Escobar wystawia rękę, żeby dokonać zmiany, ale Steele go uspokaja przekonując, że sam sobie doskonale poradzi. W tym momencie Butla ściąga Miguela z apronu i go atakuje, a Uszczelka robi Schoolboy Pin na Prestonie! 1… 2… 3?! Tak, to koniec! Butla i Uszczelka wygrywają!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po walce tag team kamera od razu podąża za członkami Platinum Club. Miguel wściekły podąża w kierunku swojej szatni, a Preston kroczy za nim. W pewnym momencie Steele krzyczy w kierunku swoje tag team partnera.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele:</span> Czekaj!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Hiszpan odwraca się i szybko odpowiada.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar:</span> Czego chcesz? Teraz czegoś ode mnie chcesz? Miałeś tylko wyciągnąć tę cholerną rękę żebyśmy mogli się zmienić, ale nie…pan Preston Steele poradzi sobie sam. Serio nie rozumiesz, że jesteśmy w tym razem? Ostatnio znowu nie idzie nam najlepiej, a to co teraz zrobiłeś nam w ogóle w tym nie pomaga!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele:</span> Wiesz czemu nie idzie nam najlepiej!? Miałem już tego nieudacznika na widelcu, ale tu musiałeś stanąć w blasku reflektorów i to ty musiałem wszystko zakończyć. Za każdym razem jak nam się coś nie udaje to dlatego, że to ty chcesz być na pierwszym planie.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar:</span> Chcę po prostu żebyśmy udowodnili wszystkim, że jesteśmy tu najlepsi. Widziałem co się dzieje, to był moment kiedy potrzebowałeś pomocy. Byłem gotowy żeby się z nim rozprawić. Chciałem zmazać plamę z ostatniej walki. Wiesz co? Wcale wtedy mi nie pomogłeś, dałbym sobie radę z Uszczelką. Teraz wystarczyło się zmienić i razem byśmy mogli być w blasku reflektorów.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele:</span> I wiesz, co boli mnie najbardziej? Hipokryzja. To właśnie ty przekonywałeś mnie, żebym przestał żyć w cieniu ojca. Mówiłeś, że jeśli chcę naprawdę odciąć się od przeszłości, to muszę przestać się za nią oglądać. A kilka godzin później wyciągasz kartę z logo jego firmy, jakbyś chciał pokazać całemu światu, że nazwisko Steele nadal jest dla ciebie przepustką do wszystkiego. Powiedz mi, Miguel... czym ty się teraz różnisz od ludzi, których sam krytykowałeś? Bo ja przestaję dostrzegać jakąkolwiek różnicę.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Miguel zmarszczył czoło, a później lekko się uśmiechnął, chyba zdał sobie sprawę o co chodzi. Po chwili wyciągnął z kieszeni swoją kartę, która była co prawda podobna do tej o której myślał Preston, lecz nie taka sama i nie miała nic wspólnego z jego ojcem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar:</span> O tym mówisz? Nawet nie wiem kim jest twój ojciec i mnie to nie obchodzi. Chciałem żebyś porzucił myśli o nim dla własnego dobra. Nazwisko Steele przed dołączeniem do LPW było dla mnie tak samo anonimowe jak każde inne, które możesz zobaczyć na drzwiach od szatni. Nie potrzebuje nikogo, ale wydawało mi się, że współpraca z tobą to dobry pomysł. Powoli zmieniam jednak zdanie. Zastanów się po której stronie stoisz…<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Divine po tych słowach odszedł od Prestona nie dając mu nawet odpowiedzieć, wszedł do swojej szatni i trzasnął za sobą drzwiami.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Kolejne Elysium ku niezadowoleniu Pana Terryego odbędzie się w Kansas City</span></span></span></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas na zaplecze gdzie znajduje się już Maria Kanellis, u boku której stoi Jay DiMateo.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maria Kanellis:</span> Witaj Jay, jesteś jednym z nowszych nabytków federacji, zdążyłeś już pokazać się fanom podczas swojej wizyty u lekarza, a także dzisiaj w ringu. W głowach fanów pojawia się jedno pytanie, czy z Tobą wszystko jest w porządku? Wizyta u specjalisty, którą widzieliśmy tydzień temu mocno zaniepokoiła fanów, możesz nam powiedzieć o tym coś więcej?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> W głowach fanów pojawia się pytanie, czy ze mną jest wszystko w porządku? Patrząc na naszych fanów, to w ich głowach pojawia się co najwyżej pytanie “dlaczego hamburgery na stoisku pod areną podrożały”, ale niech Ci będzie. Mam dla nich wszystkich propozycję - może niech pojawi się pytanie, czy wszystko w porządku jest z chłopem, który myśli, że jest kotem, albo jakimiś alkoholikami, którzy czołgają się zarzygani po ringu. Wiesz słoneczko, co jest najbardziej pojebane? Mamy XXI wiek, a ludzi bardziej dziwi wizyta u psychiatry, niż przyzywanie demonów albo wiara w jakiegoś dziadka na chmurce, co nas karze deszczem za to, że się bzykamy bez obrączki. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maria Kanellis:</span> Poruszasz bardzo poważne tematy Jay. Ale robisz to w taki sposób jakbyś na siłę szukał prowokacji, czy taki jest Twój cel? Z jednej strony mówisz, że ludzie dziwnie patrzą na wizytę u psychiatry, z drugiej zaś obrażasz fanów i innych zawodników z szatni, z którymi często dzielisz jeden hotel. Zapytam więc inaczej, chcesz żeby ludzie zrozumieli przez co przechodzisz, czy po prostu znalazłeś sobie sposób aby móc patrzeć na innych z góry?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> Obrażam ich? Po prostu mówię, jak jest. Nie chcę żeby ludzie zrozumieli przez co przechodzę, wiesz dlaczego? Bo przez nic nie przechodzę. Muszę chodzić do tej wariatki, to nie mój wybór, tyle. To aż tak proste, lalunia. Nie muszę sobie też znajdować żadnych sposobów, żeby patrzeć na ludzi, z góry, bo jak rozglądam się wokół to…<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie Jay zauważa idącego korytarzem Shio i patrzy na niego z wyraźnym zażenowaniem. *Potężny “side eye”*. Słychać jak pod nosem rzuca “O, następny pajac”. I wtedy kadr kamery rzuca nas wprost na twarz Sakazakiego, przechadzającego sobie z papierosem w ustach. Nowy nabytek federacji, słysząc to co powiedział w jego kierunku DiMateo, zgasił peta rzucając go pod nogi a następnie twarzą w twarz skonfrontował się z Jayem…</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Shio Sakazaki:</span> Widzę, ktoś tu chyba pomylił odwagę z odważnikiem, choć muszę przyznać że w dzisiejszych czasach brakuje jej wielu zawodnikom. Więc tak to się teraz pracuje na szacunek, wystarczy komuś na ubliżać i poczuć się z góry lepszym od reszty? W moim środowisku aby zdobyć respekt, trzeba go było sobie wywalczyć, nieraz solidnie dostając samemu po mordzie. Patrząc na ciebie Jay, dzieciaka z wyższych sfer, przypominają mi się czasy szkolne, jak tacy jak ty traktowali mnie z pogardą, nazywając mnie wprost gorszym sortem człowieka. A tylko dlatego, że mieli lepsze pochodzenie, oni byli z dobrych domów a ja nie. Ale widzisz, doświadczenia te nie osłabiły mnie, wręcz przeciwnie, mocno mnie zahartowały. Od dzieciaka musiałem walczyć o swoje, w przeciwieństwie do ciebie, mi nikt nic nie dał, na wszystko zapracowałem sobie sam. Dziś z godnością mogę spojrzeć w lustro, czego nie mogę powiedzieć o tobie. W innych warunkach niż tu obecne, zbierałbyś zęby z podłogi, zlizując krew z warg. Ale jesteśmy gdzie jesteśmy, tutaj sprawy honoru załatwia się w ringu, więc za swoje słowa zapłacisz właśnie tam. Miałem właśnie odbyć rozmowę z General Managerem, odnośnie mojego pierwszego rywala na Colloseum, a tu proszę.. on sam się napatoczył. Jeśli masz jaja a wierzę w to że masz, przyjmij moje wyzwanie na następną galę. Inaczej nigdy więcej nie wchodź mi w drogę, wtedy nie będę już tak wyrozumiały jak teraz. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie kamera pokazuje wyraźnie zdezorientowanych Marię oraz Jaya, po czym obraz powoli zanika. </span><br />
<br />
<div class="lpw-text-block"> <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #e86e04;" class="mycode_color">Rozprawa - cz IV</span></span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Dosyć, Allan jesteś ZWOLN….<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie David Otunga podnosi rękę i przyciąga uwagę GM’a</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Chciałeś coś dodać David? <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">David Otunga</span>: Rob, zaczekaj. Zawieszenie tego dzikusa niczego nie rozwiąże, a wręcz przysporzy nam - federacji jako podmiotowi więcej problemów na co on tylko liczył. Już słyszę jak tłumaczy to tym, że federacja nie potrafiła sobie z nim poradzić i jedyne na co było nas stać to schowanie się za decyzjami administracyjnymi. Sam zresztą pokazał nam, że nie zamierza się zmienić. Skoro faktycznie jest takim łowcą i rozumie tylko jeden język, czyli przemoc - warto się nim także posłużyć. Jeśli tak chce rozwiązywać swoje problemy, dajmy mu kogoś, kto będzie na to przygotowany. Kogoś, kto nie będzie uciekał przed jego metodami i nie pozwoli mu dyktować warunków. Rob, nie pozwólmy, żeby ta sprawa zakończyła się decyzją zza biurka. Niech Hill dostanie to, czego tak bardzo szuka. Niech dostanie przeciwnika i niech udowodni w ringu, czy rzeczywiście jest tak groźny, jak wszystkim wmawia. Bo ostatecznie właśnie tam powinien zapaść prawdziwy wyrok. Między linami, nie paragrafami.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob wyraźnie zdziwiony patrzy na Davida, jednak po chwili chwyta za mikrofon. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Dobrze David, w końcu z jakiegoś powodu zaufałem Ci w gestii rozprawy tego jegomościa. Skoro uważasz, że jedynym sensownym rozwiązaniem jest posadzenie naszego oskarżonego na dupie poprzez walkę, to chyba mam dla niego idealne wyzwanie.*RVD patrzy głęboko w oczy Allanowi* Ponownie chciałeś zaatakować swojego szefa, ponownie zostałes jednak powstrzymany. Widzę, jednak że bardzo rwiesz się do walki, a jedna osoba została bez swojego rywala na Colosseum. Dlatego dzisiaj w walce wieczoru zmierzysz się z Cavazosem, który dzierży pas Valor, a sędzią specjalnym tego pojedynku będzie David Otunga!. To nie wszystko, jeśli do momentu Twojej walki zobaczę Cię w okolicach ringu. będzie wiązało się to z wydaleniem Ciebie z budynku. Co więcej od dzisiaj Twoją jedyną możliwością pojawienia się w ringu LPW są walki wybierane przeze mnie, poza walkami nie masz prawa wejść między liny ringu Colosseum. Zakaz ten obowiązuje aż do najbliższego PPV. Radzę go nie łamać, no chyba że chcesz pożegnać się ze swoją karierą w LPW zanim tak naprawdę ją rozpocząłeś. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wszyscy na sali zdają się być mocno zszokowani tym co właśnie usłyszeli, ale RVD nie chce zmieniać swojego zdania, wstaje i odchodzi w stronę korytarza, po czym robią to wszyscy pozostali uczestnicy rozprawy. </span><br />
</div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color">Main Event</span></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match /w Special Guest Referee David Otunga</span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="color: #e8c500;" class="mycode_color"><img src="https://i.imgur.com/6NCH4gs.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 6NCH4gs.png]" class="mycode_img" /></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Cavazos</span> <span style="color: #e8c500;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">&copy;</span></span> vs <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Allan Hill</span></div>
<br />
Po kilku reklamach wracamy do dzisiejszej walki wieczoru. Allan Hill zdobył kontrolę nad rywalem i wbił go w narożnik, gdzie dwukrotnie wbija się barkiem w brzuch Meksykanina. David Otunga decyduje się odciągnąć Anglika od rywala, jednak ten po chwili powraca, wykonując Corner Clothesline. Cavazos wciąż nie upadł, jednak Spinebuster sprowadza go już na matę. Próba przypięcia, ale arbiter dolicza tylko do 1. Następnie Allan przechodzi w Sleeper Hold. Jorge stara się wyswobodzić, a Otunga sprawdza jego zdolność do kontynuowania tego pojedynku. Unosi jego rękę, która jednak nie opada, za to Cavazos zaciska ją w pięść. W końcu znajduje w sobie siły, aby wrócić najpierw na kolana, a następnie do pozycji stojącej. Hill cały czas trzyma chwyt, jednak jest to tylko chwilowy stan rzeczy, gdyż po chwili Fiesta Master rusza w tył i wbija rywala prosto w narożnik! Sleeper zostaje zerwany, jednak Jorge potrzebuje chwili, by dojść do siebie. Rywal również wyhamował, jednak już kilka sekund po zderzeniu z narożnikiem znów rusza w stronę Valor Championa...jednak zostaje przez niego przechwycony, a następnie wyniesiony w górę! Kilka sekund mija i Cavazos wykonuje Gorilla Press Slam! Allan ewidentnie nie ma dość, niemal natychmiast po wylądowaniu na matę podnosi się, jednak Jorge był na to przygotowany, gdyż po raz kolejny go przechwytuje i tym razem jesteśmy świadkami Overhead Belly-to-Belly Suplexu! Próba przypięcia - tylko 1 count. El Locomotora nie zraża się niepowodzeniem, tylko praktycznie od razu wstaje, po czym ustawia się przy jednym z narożników. Czeka przez chwilę, aż jego rywal wstanie. Allan w końcu jest już na nogach, a Cavazos rusza...Hill postanawia zasłonić się Otungą! Jorge o mało nie znokautował rozjemcy tego starcia, w ostatniej chwili się zatrzymując! Z tego chwilowego zamieszania niemal natychmiast korzysta Hill, który potężnym High Kickiem powala Meksykanina na matę! Otunga decyduje się na pogadankę z Anglikiem. Ten jednak zdaje się go nie słuchać, tylko podchodzi do rywala, który zaczyna wstawać. Hill "pomaga" mu się podnieść, po czym widzimy Irish Whip, a następnie Lou Thesz Press! Następnie cała seria ciosów ląduje na głowie Cavazosa, co zmusza Otungę do kolejnej interwencji. Tym razem bardziej stanowczo daje do zrozumienia Hillowi, by się opamiętał. Ten w końcu odpuszcza i cofa się w stronę narożnika. Z kolei Jorge podnosi się z maty. The Broken Prodigy biegnie w jego stronę...czyżby Spear? Nie! Cavazos w porę zauważa rywala i przechwytuje go, aplikując No More Tequila! To nie wszystko, Meksykanin decyduje się podnieść rywala, po czym wynosi go na swoje barki. Po kilku sekundach mamy C-Factor...albo i nie ma C-Factora, gdyż Allanowi udało się ześlizgnąć. Następnie Chop Blockiem sprowadza zawodnika z Tijuany z powrotem na matę, po czym przystępuje do Ground &amp; Pound! Kolejne ciosy spadają na twarz Cavazosa, który jednak cały czas stara się bronić. W którymś momencie...Jorge chwyta obiema rękami za szyję Allana, ściskając z całej siły! Ten momentalnie zatrzymuje wymierzanie ciosów, starając się rozerwać chwyt! Cava jednak trzyma dalej, po czym zaczyna wstawać z maty! Po chwili obydwaj są już w pozycji stojącej, a Jorge wymierza silnego Headbutta, który prawie posyła Hilla na deski! Brytyjczyk ledwo utrzymał się na nogach, zaś Cavazos postanawia odbić się od lin...CavaShock! Nie! Allan odskoczył w ostatniej chwili! El Desenmascarado znów rusza w kierunku oponenta...i zostaje trafiony Psycho Kickiem! Zawodnik z Liverpoolu pinuje. 1...2...kickout! Allan jest wściekły, że nie udało mu się zakończyć sprawę. Ma wyraźne pretensje do Otungi, który jego zdaniem liczył za wolno! Dochodzi do poważnej kłótni, w trakcie której Hill popycha sędziego! David nie pozwala sobie jednak na taką bezczelność i wskazując na logo federacji na swojej koszulce daje do zrozumienia byłemu zawodnikowi MMA, że jeśli jeszcze raz go dotknie, to raz na zawsze pożegna się z LPW. W całym tym zamieszaniu Cavazos zdążył już się podnieść...po czym rusza w kierunku Hilla, wykonując mu CavaShock! Mamy pinfall. 1...2...3! To koniec, wygrywa Jorge Cavazos!<br />
<br />
Po zakończonej walce Cavazos świętuje zwycięstwo, a David Otunga unosi jego rękę w górę, po czym oddaje w jego ręce tytuł Valor Championship. W tym czasie Allan Hill powoli wstaje z maty. Widać, że obwinia sędziego o swoją porażkę. Dochodzi do kolejnej kłótni między panami. Tym razem może obędzie się bez rękoczynów, gdyż do ringu szybko wbiegają ochroniarze, rozdzielając obu panów. Na rampie zjawia się również Rob Van Dam, który nakazuje Hillowi opuścić ring. Ten zdaje się go nie słuchać, tylko dalej ma pretensje do Otungi. W końcu jednak Cavazos traci cierpliwość i mając już pas na swoim barku staje oko w oko z Hillem! Nie tylko odgradza wściekłego Allana od ochrony i Davida Otungi, ale również stanowczo daje do zrozumienia, żeby Anglik się uspokoił. W końcu Hill odpuszcza, widząc że nie ma innego wyjścia, po czym wychodzi z ringu. To samo czyni również Otunga, a także grupa ochroniarzy. Cavazos pozostaje sam i decyduje się sięgnąć po mikrofon, gdy pozostali znajdują się w drodze do wyjścia.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Puta! Co tu się dzieje!? Naprawdę? Znowu? Czy ja wyglądam jak jakiś pieprzony magnes na wasze dramaty? Kolejny tydzień z rzędu muszę być biernym, albo i nawet czasem czynnym, uczestnikiem bójki dwóch pendejo, którzy chcą rozwiązać swój konflikt? Na ostatnim Colosseum Zack nie dał rozwiązać spraw mi i Derekowi w tym ringu. Dzisiaj znowu nie mogę uczciwie pokonać Allana, bo muszą grać w swoje gierki z Davidem. Naprawdę jestem zmęczony byciem ochroniarzem dla paru cobardes, którzy nie potrafią rozwiązać swojego konfliktu twarzą w twarz, jak gentes. Hej, pendejos, *Valor Champion kieruje się teraz w stronę wyprowadzanych Hilla oraz Otungi* gówno mnie obchodzi, że macie do siebie problem! Nie obchodzi mnie jak chcecie ten problem rozwiązać. Na pewno nie będziecie go rozwiązywać kosztem moich walk, bo wtedy będziecie mieli ze mną do czynienia. Myślałem David, że jako dla prawnika, jakieś zasady się tu dla Ciebie liczą. Tym bardziej, że Rob właśnie po to Ciebie zatrudnił, abyś dbał tutaj o sprawiedliwość. Skieruję też parę słów do Ciebie, Rob. Czy ty jeszcze panujesz nad tym co się dzieje na twoim show?! Mam wrażenie, że już wcześniej straciłeś kontrolę nad wydarzeniami, a teraz kiedy próbujesz nad nimi zapanować to wychodzi jeszcze gorzej. Lepiej, żebyś nad tym zapanował, bo chyba twój mistrz nie powinien być tak traktowany? *teraz Jorge unosi pas nad głowę* Wiesz co, pójdę ci na rękę. Pójdę też na rękę każdemu zawodnikowi znajdującemu się w szatni Colosseum, który ma wystarczająco siły, aby znaleźć się w tym ringu razem ze mną. Skoro problemy w tym ringu znajdują mnie same co tydzień to po prostu wyjdę i stawię im czoła. To już jest oficjalne - ogłaszam, że za tydzień, na następnym Colosseum odbędzie się Open Challenge, a stawką tego pojedynku będzie Valor Championship! *Fiesta Master poklepuje swoje mistrzostwo znajdujące się na barku, a fani wiwatują* Jeżeli jest w tej szatni jakiś zawodnik, który uważa, że ma na tyle duże cojones, żeby znaleźć się ze mną w ringu, to będziecie wiedzieli gdzie mnie znaleźć. Będę stał tutaj, w środku ringu i czekał na Was. Pamiętajcie tylko o jednym - to nie będzie łatwa przeprawa. Nie jestem przypadkowym gościem, tylko wojownikiem z Meksyku, który wywalczył sobie prawo by dumnie nosić teraz ten pas. *mówiąc to Cavazos spogląda na pas na swoim ramieniu* Widzimy się na następnym Colosseum. Sin mascara, sin miedo!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Jorge rzuca mikrofon na matę, wchodzi na narożnik i unosi pas wysoko nad głowę przy owacji publiczności. Wycofujący się David Otunga wygląda, jakby chciał przyjąć rzucone wyzwanie... ale ubiega go rozbrzmiewający na arenie theme song Kennetha Riddle'a - Evil Ways! Na trybunach jest jeszcze głośniej niż przed momentem, po pełnej pasji przemowie Jorge Cavazosa. Sam mistrz wygląda na zaskoczonego, ale błyskawicznie przybiera pewną postawę w oczekiwaniu na nadejście Sacramento Sainta. The Icon w międzyczasie pojawił się na rampie i zaczął pokonywać drogę do ringu. Na szczęście ma mikrofon w dłoni, więc nie musimy czekać dłużej na wyjaśnienia...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Usłyszałem słowa "Open Challenge" i nie mogłem się powstrzymać przed wyjściem tutaj już teraz. Mam nadzieję, że wybaczysz mi zepsucie oczekiwania na niespodziankę. W zamian dostajesz więcej czasu na przygotowania! Nie było nam dane wpaść na siebie w turnieju o LPW World Championship, ale zdecydowanie dałeś o sobie znać, kiedy kończyłeś jedną z gal jako ostatni na nogach.  Wokół leżały wtedy największe gwiazdy federacji... w tym ja. Dlatego bardzo się cieszyłem, kiedy oglądałem Ladder Match na Ascension, gdzie zdobyłeś Valor Championship. Masz w sobie to coś, Jorge. Bije z Ciebie pasja do wrestlingu i do życia, którą wszyscy uwielbiają! To właśnie z takimi zawodnikami chcę się mierzyć w pojedynkach, które mogą być dla mnie jednymi z ostatnich...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach na arenie słychać buczenie. Riddle wchodzi już do kwadratowego pierścienia i w pierwszej kolejności zwraca się do publiczności.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Kenneth Riddle: </span>Spokojnie, nie wyznaczam żadnego deadline'u! Po prostu już o tym mówiłem... lepiej nie będzie. Stoi przed Wami wersja ostateczna Kennetha Riddle'a. Więcej ewolucji nie przewidziano. Egzemplarz zbliża się do końca swojej przydatności. Dopóki wiem, że potrafię dać w ringu najlepsze możliwe show, dopóty będę to robił... i chcę to robić z najlepszymi rywalami, a jeżeli dodatkowo mogę dopisać kolejne złoto do swojej kolekcji... to chyba gwiazdy nie mogą ułożyć się lepiej, prawda? *W drugiej połowie tego zdania Riddle zwrócił się już wyraźnie do Cavazosa, stając bardzo blisko niego i zerkając na pas mistrzowski* Aby formalności stało się zadość... lub gdyby ktoś wyjątkowo nie nadążał... Jorge, przyjmuję Twoje wyzwanie! *Fani reagują wielkim cheerem* Kenneth Riddle vs Jorge Cavazos o Valor Championship - niech wygra lepszy! Gwarantuję, że tym razem nikt nie przeszkodzi Ci w pojedynku... chociaż uważaj, o co prosisz, bo możesz jeszcze zatęsknić za interwencją w krytycznym momencie...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Te słowa ewidentnie nie spodobały się Cavazosowi, który zmarszczył czoło i zaczął patrzeć na swojego rywala lekko spode łba. Dość szybko jednak wyprostował sylwetkę i w odpowiedzi na słowa Kennetha po prostu uniósł tytuł mistrzowski do góry z uśmiechem na ustach. Fani reagują aplauzem. Kenneth Riddle nie zerka już na uniesione trofeum. Zamiast tego patrzy głęboko w oczy Jorge Cavazosa, który również nie odrywa wzroku od Sacramento Sainta.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">Tym widokiem Colosseum 6 schodzi z anteny.</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Elysium #1 - Chicago, Illinois - 18.07.2026r.]]></title>
			<link>https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=175</link>
			<pubDate>Sat, 18 Jul 2026 22:27:25 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://www.l-p-w.pl/member.php?action=profile&uid=20">Jakub</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=175</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/3bvyb55.jpeg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 3bvyb55.jpeg]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align">
<iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/ZAt8oxY0GQo" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe><br />
<br />
<div style="text-align: left;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na arenie słyszymy "Heavy is the Crown" od Linkin Park, a światła zaczynają migotać na niebieskie i złote kolory - to oznacza, iż w końcu rozpoczynamy pierwsze w historii Elysium! Kamera przejeżdża po zebranych na arenie fanach, z których wielu trzyma transparenty wspierając nimi swoich ulubieńców! Muzyka cichnie, wszyscy czekają w napięciu na to co wydarzy się teraz... </span></div>
</div>
<div style="text-align: left;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rozbrzmiewa FATE! A to oznacza, że Jose Lopez przybywa na Elysium! Są fani, którzy usilnie cheerują byłego idola, ale nie oszukujmy się, większość buczy i to sążnie. Hiszpan z lekkim uśmiechem wymalowanym na ustach pojawia się na rampie w <a href="https://zapodaj.net/images/4dda1b7449897.png" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TYM STROJU</a>. Chico Malo pewnym siebie krokiem zmierza w kierunku ringu, przed wejściem do niego odbiera mikrofon od pracownika. Gdy jest już w kwadratowym pierścieniu, to ma zamiar coś powiedzieć. Fani jeszcze przed tym, gdy Jose zdążył zabrać głos, zaczęli skandować ''ELYSIUM! ELYSIUM!''.</span></div>
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez:</span> Elizjum... cieszę się, że LPW uczy i bawi, przez co poznaliście prawdopodobnie najtrudniejsze słowo w swoim życiu. *heat* Piękna nazwa, serio! Do tego, jak pasuje.. to zdecydowanie będzie coś na wzór pól elizejskich. Jestem wam w stanie to obiecać! Jednak nic nie będzie tutaj takie idealne jak w tych mitach... nie ma tak dobrze. To show będzie grobowcem rodem z mitologii dla tych wszystkich ''bohaterów'', których kochacie i którzy wejdą do ringu z Jose Lopezem. Z ciał waszych herosów z OGROMNĄ chęcią zbuduję sobie tron. *heat i wredny uśmiech Lopeza* Nie bierzcie może tego zbyt dosłownie.. już jeden proces w tej federacji mamy, a sam Axel Blaze ostatnio bardzo zainspirował się niejakim Otungą i użył słów, że ''za współpracę wyrok będzie mniejszy''. *parsknięcie* Cóż... jak dobrze wiecie, nie współpracowałem, ba! Ponownie go zaatakowałem i dorzuciłem kolejną cegiełkę do gniewu waszego ulubieńca *ogromny heat* A zamierzam dorzucić jeszcze jedną i następną.. będzie tyle tego, że Axel będzie mógł wybudować sobie z nich swoje własne, jebane, Koloseum, gdzie będzie mógł spełniać jeszcze bardziej chore fantazje niż te, których dopuszcza się na rejsach i zapleczach koncertów. *krótka pauza, a fani nie dowierzają* Myślicie, że to jest coś WOW? Że to jest coś niesamowitego? Nie, nie, nie.. prawdziwe interesujące zachowania ujrzycie u niego niebawem. *uśmiecha się kącikiem ust* No chyba, że.. nienajlepsza wizytówka ludzi z psychiatryka.. ten, który jest z ''potencjałem'' na więcej, ale ciekawi ludzi, dopóki nie otworzy gęby.. Edgar Dickinson.. uratuje Blaze'a przed tym wszystkim i dziś mnie pokona…<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Dalsze słowa Lopezzo zostały przerwane przez <a href="https://youtu.be/4p6GWewmTYQ?list=RD4p6GWewmTYQ" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">The Eagle Has Landed</a>. U szczytu rampy pojawia się nie kto jak Edgar Dickinson. Pojawieniu się poety towarzyszy wybuch radości na arenie. Ciężko powiedzieć, czy to ze względu na postać pisarza, czy po prostu jest to reakcja na przerwanie hiszpanowi. Tak czy inaczej ,pisarz pewnie zmierza w kierunku ringu. Artysta się jednak nie spieszy, każdy krok stawia jakby z pieczołowitością i uwagą. Podpierając się swoją laską, za pomocą prawej dłoni i trzymając się klapy płaszcza lewą, sprawia wrażenie jakby przechadzał się przez park. Kiedy artysta dociera do krawędzi ringu, nie wskakuje do jego wnętrza, zamiast tego okrąża go powoli, raz i drugi, pozwalając, żeby utwór mu towarzyszący wybrzmiał w pełni. Publika wyraźnie podłapała zamysł poety i kiedy piosenka dobiegła końca, jeszcze chwilę nuciła głośno melodię, ku niezadowoleniu czekającego w ringu Spanish Star. Edgar w tym czasie spokojnie odebrał mikrofon od jednego z technicznych i po schodkach wspiął się do wnętrza kwadratowego pierścienia. </span><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Dalej jednak nie odezwał się ani słowem, pozwalając fanom wypełniać ciszę melodią utworu Avatara. Zamiast tego nie spuszczał wzroku z Jose, uśmiechając się szczerze do niego. W końcu jednak przyłożył, palec wskazujący do ust, a na arenie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zapadła cisza.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson</span>: Dzień dobry Panie Lopez. Słyszę, że moje słowa są Panu nie w smak. A jednak wywołał mnie Pan do tablicy, mimo, że ani Ja nie mam ochoty z Panem rozmawiać, ani Chicago słuchać Pańskich wynurzeń. *krótki okrzyk aprobaty wypełnił arenę* Będę się więc streszczał. Kłuje Pana, że jestem przeszkodą na Pańskiej drodze, do realizacji historii upadłego anioła, który to z sprytem i arogancją Lucyfera, sięga po wszystko co mu się zamarzy. Bardzo mi przykro, ale to historia dla nastolatków z kompleksami, która nie jest częścią mojej opowieści. Zbyt wiele wysiłku zostało włożone w rozdział Pana Blaze, żeby mógł się Pan w niego wtryniać, w imię tylko i wyłącznie swojego ego. Muszę więc stanąć na pańskiej drodze, a zapewniam, że nie chce mieć Pan kolejnych złych snów o strasznym panu w czarnym płaszczu. Chętnie jednak polecę wtedy Panu psychiatrę, jak sam Pan zauważył, mam rozeznanie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jose lekko uśmiecha się pod nosem i przechadza się wokół Edgara. W końcu zatrzymuje się i spogląda tylko na płaszcz, w który odziany jest The Poet.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez: </span>Historia dla nastolatków z kompleksami powiadasz..ciekawe. *kiwa głową* Wymalowany gość, noszący płaszcz i bawiący się w obrońcę sprawiedliwości, to za to historia, której nikt jeszcze nigdy nie widział! Najoryginalniejsza rzecz na świecie! To jest dopiero ambitne! Sam pierdolony Dan Dowson by bił brawo. *prychnięcie* ABSOLUTNIE nie było czegoś podobnego w legendarnym WCW i to nie w tym, w którym zawsze mogłeś oglądać, jak ja jestem na szczycie, a ty? *spogląda z pogardą* Po co ty tam właściwie byłeś, Edgar? Chyba tylko po to, by promować swoją tanią poezję, bo z wrestlingu ciężko cokolwiek spamiętać o tobie. *heat* I nie myśl, że kłuje mnie fakt, że to akurat ty stoisz mi na drodze do Blaze'a. jest wręcz przeciwnie... bardzo się cieszę, że będę mógł obić ten twój umalowany, przereklamowany ryj. Pokażę i tobie i IM *wskazuje palcem na fanów*, że nic się nie zmieniło.. bo za zapożyczonymi cytatami od ambitniejszych twórców niż ty i ''otoczką'', na którą się ludzie nabierają... stoi dalej ten sam przeciętniak co kiedyś. *heat, Lopez uśmiecha się kącikiem ust* A wiesz, co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Nawet sam Blaze w głębi pragnie, bym to JA wygrał...po co miałby pokazywać ci miejsce w szeregu po raz... trzeci?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Poeta śledząc cały czas ruchy Jose, pozostał niewzruszony i dalej uśmiechał się uprzejmie, jakby przysłuchiwał się jak ktoś opowiada nam o hobby o którym nie mamy pojęcia.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson</span>: Ahhh, czyta Pan mojego X. Bardzo dobrze, poszerzy Pan słownictwo, na czytanie ze zrozumieniem przyjdzie jeszcze czas. Na ten moment pozwolę sobie, odrobinę sprostować parę spraw. Przede wszystkim, myślałem, że na Ascension rozstał się Pan z przeszłością. A jednak, podpiera się Pan nostalgią, słusznie minionej federacji, w dniu kiedy stoimy w domu Legion Pro Wrestling! *LPW! LPW! wypełniło na chwilę arenę w Chicago* To nie pomaga Pana sprawie, tak samo jak mylenie mnie z archetypem Zorro czy też innego Mrocznego Rycerza. *Pisarz spoważniał, a uśmiech w końcu zniknął z jego twarzy.* Nie jestem obrońcą sprawiedliwości, przynajmniej nie w prymitywnej formie, w jakiej Pan ją pojmuje. Dbam tylko i wyłącznie o prawidłowy przebieg tej historii. Jose Lopez który stoi przede mną tu i teraz, nie ma miejsca w jej głównym wątku i albo wykrzesze z siebie coś wartościowego, albo będzie musiał w końcu wyleczyć swój kompleks głównego bohatera. Ale do uświadomienia Panu, że na razie próbuje Pan tylko ukraść nie swój rozdział, rwie się ktoś nazbyt stosowny. *Dickinson bezrefleksyjnie odwraca się plecami do Lopeza i spogląda w kierunku publiki.* Panie Blaze doceniam poetyckość, czempion ludzi ruszający spośród nich z orężem w dłoni, to jest dokładnie to czego nam trzeba.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie rozbrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=kaIZWjItReI&amp;list=RDkaIZWjItReI&amp;start_radio=1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">I gotsa get paid</a>, a publiczność reaguje mocnym cheerem. Jednak Blaze nie pojawia się na rampie, kamera nagle przenosi się na wejście na halę od strony publiczności, dokładnie z tej samej strony, w którą odwrócił się Edgar. Tam już stoi LPW World Champion z pasem na biodrach i kijem baseballowym w dłoni, którym wskazuje na ring. Axel rusza między fanami, którzy szaleją i poklepują go po plecach. Zawodnik jest zdeterminowany, zdaje się w ogóle nie mrugać i cały czas prze naprzód. Kiedy jednak dociera do barierek, tam już czeka na niego trzech ochroniarzy, którzy zaczynają spokojnie z nim rozmawiać. Mr. Forever jest pobudzony, wyraźnie nie podoba mu się kierunek tej rozmowy, ale ostatecznie ustępuje i oddaje im kij baseballowy. Dopiero wtedy sprawnie przeskakuje przez barierki, odbiera mikrofon od pracownika technicznego i wchodzi do ringu. Wbija swój wzrok w Lopeza, a na Dickinsona nawet nie zwraca uwagi</span><br />
<br />
<div style="text-align: left;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Masz takiego farta, że nawet z ustawionej talii wyciągnąłbyś dobrą kartę... Lopez. Powinieneś bardzo podziękować ochronie i po gali nosić ich na rękach, bo właśnie oszczędzili Ci bardzo ciężkiego urazu. Ale spokojnie, co się odwlecze, to nie uciecze. Próbowałem Cię znaleźć przez ostatnie dwa tygodnie i zdążyłem uświadomić sobie, że nie ma to już znaczenie, czy kara przyjdzie dzisiaj, czy jutro. Ważne, że Cię nie ominie. A nie ominie, gwarantuję Ci to. Ostatnio pozwalałeś sobie na bardzo dużo. Szkoda tylko, że byłeś taki odważny nie patrząc mi w oczy. To takie wygodne, nieprawdaż? Przez dwa miesiące nikt nie zwracał na Ciebie uwagi, każdy żył turniejem i tym, kto stanie się pierwszym LPW World Championem. A Ty potrzebowałeś uwagi. Przez te wszystkie lata tak rozpaczliwie jej szukałeś, że kiedy w końcu przypełzłeś do LPW i wystarczająco wylizałeś buty Van Dama, żeby tylko dał Ci szansę, nie spodziewałeś, że to będzie tak wyglądało. Biedny Jose Lopez, gwiazda nad gwiazdami, weteran sceny... blaknie przy świeżej krwi i nikt o nim nie mówi. Trzeba było strzelić focha, mówić dookoła, że nie będziesz walczyć, bo przecież Ty od razu idziesz po mistrza. A to wszystko dlatego, że jesteś tylko zwykłą dziwką, która domaga się atencji! A co jeszcze bardziej obrzydliwe, Ty doskonale zdajesz sobie sprawę, z tego co robisz. Wiesz, że zajmujesz się najstarszym zawodem świata i tak bardzo Ci wstyd z tego powodu, że nawet nie byłeś w stanie spojrzeć mi w oczy. Zrobiłeś swoje atakując mnie z zaskoczenia. Bez honoru! Bez ambicji! Bez zasad! Potem zabrakło Ci jaj, żeby pojawić się na Colosseum. Wolałeś wysłać nagranie, niż stawić czoła konsekwencjom. Wspomniałeś o koncertach, które tak bardzo wielbię - masz rację, wychowałem się na koncertach. I wiesz czego się dzięki nim nauczyłem? Że czasami na scenę może dostać się każdy... ale to nie czyni z niego gwiazdy wieczoru, Lopez. A Ty jeszcze masz czelność nazywać Edgara przeciętniakiem? On przynajmniej próbuje napisać swoją własną historię. A Ty? Ty próbujesz dopisać się do mojej! *whoa!* Ale niestety, w jednym muszę przyznać Ci rację. Tak, zdecydowanie pragnę, żebyś wygrał dzisiejszą walkę. *Blaze pierwszy raz odrywa wzrok od Lopeza* Bez urazy, Edgar, my jeszcze będziemy mieć okazje, żeby dać czadu, ale dzisiejszy wynik nie może być inny. Bo jeśli Lopez dzisiaj zostanie pretendentem do mojego pasa, *Blaze odpina pas i podnosi go do góry* to będę miał go na widelcu i już mi nie ucieknie.<br />
</div>
<div style="text-align: left;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><br />
Nick Aldis:</span> Spokojnie, Panowie! </div>
<div style="text-align: left;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><br />
Całą rozmowę przerywa Generalny Manager Elysium, wychodząc bez muzyki na rampę.</span></div>
<div style="text-align: left;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><br />
Nick Aldis:</span> Widzę, że mamy tu dużo emocji, rozumiem też ich przyczynę. Dlatego postawiłem na pewne dodatkowe zabezpieczenia. *Wskazuje na ochroniarzy* Wiem Axel, że bardzo chcesz dorwać Jose. Nie może się to jednak wydarzyć w sposób niewłaściwy. Także przychodzę do was z małym ogłoszeniem. Jeśli Axel Blaze zaingeruje w walkę wieczoru, w jakikolwiek sposób, pretendentami do tytułu zostaną zarówno Edgar Dickinson, jak i Jose Lopez. *spogląda na Blaze'a* Wiem, że może Ci się to nie podobać, ale muszę zapewnić odpowiednią jakość widowiska i sprawiedliwe rozwiązania. Potem nie zamierzam już ingerować w żadne spory. *Uśmiech, Blaze w końcu kiwa głową, na reszcie akceptując słowa swojego przełożonego* Jednak zapraszam Cię na czas tej walki do specjalnej loży przeznaczonej tylko i wyłącznie dla Ciebie, byś mógł z uwagą obserwować to co będzie się działo w dzisiejszym Main Evencie. Natomiast teraz... czeka Cię walka z Robem McŁowiczem, czyż nie? Dlatego Edgar, Jose - zapraszam z powrotem na zaplecze. I nie chcę was tu widzieć do walki wieczoru, w innym wypadku zostaniecie automatycznie zdyskwalifikowani. </div>
<div style="text-align: left;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Aldis opuszcza mikrofon i obraca się, schodząc za kulisy. Lopez z kwaśną miną choć niechętnie, jest już również w drodze, natomiast Edgar przygląda się jeszcze przez chwilę Blaze'owi... Jednak po chwili również opuszcza ring. <br />
</span><br />
</div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align">REKLAMY<br />
<br />
</div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/ledaVEB.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: ledaVEB.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #68c4e8;" class="mycode_color">Non-Title Singles Match</span></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze vs Rob McŁowicz</span><br />
<br />
<div style="text-align: left;" class="mycode_align">Wracamy do ringu po reklamach. W tym momencie Axel Blaze znajduje się w narożniku, a Rob McŁowicz zawija jego ręce za liny. Nie zastanawia się długo i od razu serwuje potężny Spatula Slap! Echo uderzenie rozniosło się momentalnie po całej arenie, aż publiczność ucichła. Kucharz natomiast przykłada palce do ust, mlaska i próbuje ocenić "smak" walki. Zaskoczony z aprobatą kiwa głową. Następnie szybko dokłada Eye Rake, po którym udaje, że sypie pieprzem w oczy rywala. Mr. Forever zasłania twarz dłońmi, co daje możliwość do ataku Królowi Kiełbasy. Nie zastanawiając się zbyt długo chwyta głowę przeciwnika i wykonuje Running Bulldog. Rob potrzebuje chwili, aby się odwrócić i przechodzi do pinu. 1... 2... Kick Out! Skoro to nie przyniosło efektu, stwierdza, że danie nie jest jeszcze wystarczająco dobrze przygotowane. Wstaje i od razu przechodzi do stompowania. Cała seria szybkich stompów spada prosto na klatę mistrza, a zanim sędzia zdążył go dobrze pouczyć o nadmiernej brutalności McŁowicz dokłada jeszcze Leg Drop. Trafiony zatopiony! Jeszcze raz przechodzi do pinu. 1... 2... Shoulder Up! Kucharz wstaje, przekręca głowę i zdaje się jakby coś w nim pękło. Nawet nie kłóci się z sędzią, po prostu pomaga wstać przeciwnikowi, który już sam zaczynał się zbierać, aby stojąc z nim twarzą w twarz poczęstować go Soleniem Rywala! Po serii szybkich ciosów na brzuch Blaze zgiął się w pół. Szybki Snapmare sadza Amerykanina na tyłku, sam odbija się od lin i z ogromnym impetem wyprowadza Dropkick prosto w twarz siedzącego rywala! Ależ to było uderzenie! Real Rock 'n' Roller wyraźnie to odczuwa, przekręca się na brzuch, aby łatwiej było mu wstać, najpierw podnosi się delikatnie na kolanach... i już z okrzykiem "SMAKUJE?!" nadciąga Polak, aby popisać się Degustacją Goryczy! Nic z tego! Blaze odsuwa się w ostatnim momencie i momentalnie zrywa się na równe. Zaskoczony Master Chef of Chaos odwraca się w kierunku swojego przeciwnika i od razu inkasuje potężny Bicycle Knee Strike. Rob daje się tracić czucie w nogach, ale High Life Warrior nie pozwala mu upaść. Od razu chwyta go za nadgarstek i posyła do narożnika Irish Whipem. Kucharz wbija się w niego z ogromnym impetem i nie daje rady utrzymać pionowej pozycji. Natychmiast siada, a mistrz już pędzi w jego kierunku i wbija się w niego przy pomocy Meteory! Fani szaleją! Axel wstaje i odwraca się w ich kierunku. Gestem ręki pobudza publiczność do jeszcze większego dopingu i go otrzymuje. Z zadowoleniem kiwa głową, uśmiecha i odwraca się znowu do przeciwnika. Okazuje się, że The Sausage King miał dość, wyturlał się z ringu i teraz opiera się o apron odzyskując siły. Legend in Making przykłada palec do ust, dając znać publiczności, żeby go nie wydali, sam również opuszcza ring. Rob tego nie widzi, wciąż jeszcze łapie oddech oparty o apron. I mamy Drive by! Mistrz natychmiast chwyta rywala, robi z nim kółeczko i wrzuca do ringu. Tauntuje do publiczności pokazując gest rock 'n' rolla, a oni reagują cheerem. Blaze wślizguje się do ringu, ale na to tylko czekał McŁowicz! Od razu rusza na przeciwnika, który okazuje się być bardzo szybki, przepuszcza oponenta na liny, aby odbił się od nich jeszcze raz. Sam ustawia się na środku ringu. Polak naciera i wpada wprost na Fade To Black! Ależ impet, to musiało boleć. Mistrz przechodzi do pinu. 1... 2... 3! Axel Blaze wygrywa starcie!<br />
<br />
<blockquote class="mycode_quote"><cite>Cytat:</cite><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas po chwilowej przerwie na zaplecze. W kadrze widzimy ponownie Roba McŁowicza, przemieszczającego się korytarzem. Na karku ma zarzucony ręcznik i wyraźnie odczuwa trudy swojej dzisiejszej walki z Axelem Blazem, bo idąc trzyma się za swoje plecy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???:</span> Proszę, proszę, kogo my tutaj mamy.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Teraz w kadrze pojawia się Lord Sebastien.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> To Rob McŁowicz, człowiek który dzisiaj dostał sromotny łomot od naszego mistrza. *na ustach arystokraty maluje się szyderczy uśmiech* Cholera, to wyglądało horrible. Jak się czujesz, Rob? *Lord mierzy Roba wzrokiem od góry do dołu* Chyba nie najlepiej? Jednak walki nie są takie łatwe jak przyrządzanie hot doga dla zdegenerowanych Amerykanów? Może po prostu ty, Rob, nie nadajesz się do toczenia walk w ringu, a twoje miejsce powinno pozostać na zawsze w kuchni. Mam dla Ciebie małą propozycję. Nie powinno się wpuszczać tam ludzi twojego pokroju, ale trudno - zrobię le exception. Może zasiądziesz dzisiaj w mojej loży VIP? Miałbyś okazję zobaczyć, jak w ringu prezentuje się prawdziwy zawodnik. *The Noble One pokazuje palcem na siebie* Może mógłbyś się czegoś nawet ode mnie nauczyć oglądając jak rozprawiam się z le pantin z kocimi uszami. Możesz to potraktować jak zaproszenie. *Lord poklepuje Roba po ramieniu* Tylko weź się trochę ogarnij zanim przyjdziesz na lożę, żebyś mi wstydu nie przyniósł.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob przez chwilę patrzy na dłoń Lorda na swoim ramieniu, po czym powoli ją strąca. Widać, że odczuwa skutki swojego pojedynku, ale nie daje tego po sobie poznać.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Sebastien, jak na człowieka, który tyle mówi o klasie, bardzo chętnie podchodzisz do poobijanego gościa, żeby poprawić sobie humor. To nie arystokracja, to zwykłe podjadanie resztek z cudzego talerza. *Rob poprawia ręcznik na karku i delikatnie krzywi się z bólu* Tak, dostałem dzisiaj od Axela. I co z tego? Przynajmniej byłem w ringu z mistrzem, a nie stałem z boku i tylko ładnie pachniałem. *Rob mierzy Lorda wzrokiem od góry do dołu.* Ale dobra. Przyjmuję zaproszenie do loży VIP. Chętnie zobaczę, czy za tą całą szlachecką oprawą faktycznie spotka mnie coś ekskluzywnego, czy tylko drogi obrus na pustym stole. A skoro ty robisz dla mnie wyjątek, ja zrobię wyjątek dla ciebie.*Rob podchodzi pół kroku bliżej.* Za dwa tygodnie przyjdziesz do Pobitych Garów. Będziemy tam Ty, ja i blat. Sprawdzę, czy Lord Sebastien ma jakikolwiek smak… czy tylko dobrze wygląda w menu.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Lord Sebastien zawsze wygląda dobrze, Rob, a dzisiaj w ringu udowodnię Ci, że smaku również mi nie brakuje. Mówisz o podjadaniu resztek jedzenia z cudzego talerza, ale to Ty jesteś marną inspiracją pewnego europejskiego kulinarnego celebryty. *teraz Lord zasłania usta palcem w geście milczenia* Ups, nie mówmy o tym głośno, bo Twój cały czar pryśnie. Więc jedyną osobą, która dostaje resztki z cudzego talerza jesteś Ty, Rob. Twierdzisz też, że tylko stoję z boku i ładnie pachnę? To prawda, ładnie pachnę, ale jak przyjdzie odpowiedni czas to zdominuję swojego rywala, co pokaże Ci dzisiaj w ringu. Chciałem ci tylko pokazać moją propozycją, że czasem trochę luksusu może pomóc człowiekowi w życiu, ale widzę, że jesteś jak typowy Amerykanin - musisz wszystko po swojemu. Dobrze więc, przyjmuję twoje zaproszenie do Pobitych Garów. Mam tylko nadzieję, że przygotujesz na tą edycję coś więcej niż to co ostatnio. Moje kubki smakowe zasługują na coś więcej niż na takie malbouffe.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Sebastien odchodzi i znika z kadru, a Rob cały czas wodzi z nieufnością za nim wzrokiem. Obraz z kamery gaśnie.</span></blockquote>
</div>
</div>
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Światła na arenie przygasają, a po chwili rozbrzmiewają pierwsze dźwięki „Bodies” Drowning Pool. Reakcja publiczności jest mieszana — część fanów od razu zaczyna buczeć, pamiętając pierwsze tygodnie Extrememaniaca w LPW, jednak nie brakuje również osób, które zaczynają skandować jego nazwisko po tym, co wydarzyło się na Ascencion. Po chwili na rampie pojawia się Mike F’N Brutal. Extremely Mad Dog ma w dłoni charakterystyczne już dla siebie wytarte, ewidentnie przetestowane w boju krzesło, a w drugiej mikrofon. Szybkim krokiem zmierza w kierunku ringu, jakby adrenalina zebrana podczas Ascencion nadal w nim była, a kiedy w końcu znalazł się w środku kwadratowego pierścienia rozłożył krzesło i usiadł na nim spoglądając z uśmiechem w tę stronę areny, która skanduje ,,Brutal! Brutal! Brutal", choć nie jest to wielka część, ale po chwili więcej osób się przyłącza.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal:</span>: Wiedziałem! No ja po prostu wiedziałem, że jak fani LPW zobaczą, a niektórzy przypomną sobie na co tak naprawdę mnie stać, to część z nich stanie się wyznawcami religii ekstremy. No więc moi drodzy... Wita Was najbardziej ekstremalna, hardkorowa i spektakularna gwiazda LPW, największy fan klocków Lego w LPW - Mike Fucking Brutal! *mieszana reakcja tłumu, lecz cheer się bardziej przebija*. Ale po kolei, wydaje mi się że nowym fanom jestem winny że tak powiem - pewne podsumowanie. A więc kilka tygodni temu, kiedy wyszedłem na Colosseum po raz pierwszy mówiłem, że wrestling nie polega na ładnych obrazkach, chwytliwych hasełkach. Że ten biznes został zbudowany na bólu, pocie, krwi i momentach zwątpienia w siebie i wszystko dookoła. I wiecie co? Nadal tak uważam, ale przyznać muszę jedno, LPW nie jest tym czego się spodziewałem. <br />
<br />
*Concrete Saint w tym momencie wstaje i opiera się o narożnik plecami spoglądając w stronę stage'u.*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Bo kiedy tu przychodziłem myślałem, że zobaczę to samo co widziałem już setki razy. Kolejne miejsce pełne ludzi, którzy dużo mówią, a kiedy przychodzi moment próby nagle szukają wymówek. Ale zamiast tego dostałem kilka rzeczy, których nie przewidziałem. Na pierwszy ogień dostałem gościa, który był o włos od wygrania mistrzostwa LPW na Ascencion. Człowieka, który udowodnił mi, że czasami nie potrzebujesz krzesła, nie potrzebujesz chaosu i nie potrzebujesz zamienić ringu w miejsce zbrodni, żeby wygrać. Riddle sprawił, że klepałem. Nie będę stał tutaj i udawał, że to się nie wydarzyło, bo to byłoby dokładnie to, czym gardzę najbardziej. Ludźmi, którzy po porażce tworzą sobie własną rzeczywistość, żeby tylko ich ego nie ucierpiało. Potem w turnieju wylosowano mi Sabre Juniora. Kolejnego człowieka, który reprezentował wszystko to, czego nie znoszę. Niespotykaną technikę, nadzwyczajną kontrolę. Wrestlera który wierzy, że każdy człowiek ma swój punkt w którym można go złamać. I nie uwierzycie - ktoś znowu miał rację. Po raz drugi w tym miejscu ktoś zmusił mnie do poddania. I wtedy wielu z was pomyślało, że to jest moment, w którym Mike Brutal się kończy. A potem pojawił się ten dzieciak - Shadow. I tutaj robi się naprawdę zabawnie. Bo Elias myślał, że rozumie mój świat. Myślał, że wystarczy trochę chaosu, trochę dziwactwa, trochę szaleństwa i już jest kimś takim jak ja. Nie byłbym sobą, gdybym nie chciał pokazać mu jak ekstremalne różnice są między nami. Chciałem pokazać mu, że prawdziwa ciemność nie polega na udawaniu, że jest się innym, tylko na tym, że kiedy wszystko zostaje zabrane, kiedy zostaje sam ból i cierpienie nadal jesteś w stanie wstać.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">*W tym momencie Brutal patrzy się prosto w kamerę*</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: I dokładnie to mu pokazałem! On wciąż wstawał. I wstawał! I wstawał! I goddammit, on nadal się podnosił! Mimo całej jego głupoty muszę powiedzieć jedną rzecz. Ten dzieciak ma jaja. *publika reaguje mieszanie, ale raczej pozytywnie*. Czy dalej uważam, że jest dziwnym dzieciakiem, który czasami sam nie wie co chce osiągnąć? Hell F'N yeah! Ale zasłużył na mój szacunek. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">*King of Extreme spogląda na logo LPW Elysium na stage'u.*</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Więc teraz nasuwa się pytanie: Co dalej? Fani LPW już wiedzą kim jestem i do czego jestem zdolny. Tak samo jak cała szatnia i te klauny w garniturach za sceną. Nie wyszedłem do ringu dzisiaj, aby szukać jakiejś akceptacji, jakiejś szansy po losowym zaatakowaniu kogoś, to nie mój styl. Nie jestem tu też po to, żeby udowadniać, że Extreme wciąż istnieje, to już zostało pokazane na Ascencion. Chcę teraz zobaczyć kto ma większe jaja niż Shadow, żeby wyjść do mnie twarzą w twarz po karuzeli na jaką posadziłem tego dzieciaka! Czy będzie to jakiś pseudo-prawnik? Czy będzie to jakiś zabogacony dzieciak, któremu ewidentnie brakowało uwagi ojca w życiu? A może będzie to pieprzona Kobieta Kot?! Nie wiem, ale jedno wiem na pewno. The Human Wrecking Riot nigdzie się nie wybiera i przyszedł na Elysium żeby kontynuować swoje dawno zaczęte dzieło i jeśli Aldis chce się przekonać co jeszcze potrafi Mike Brutal - to ma mój numer. Bo choćby ktoś stanął z bronią w ręku przede mną i wystrzelił w moją stronę kulę... to może być pewny, że nie będę się bawił w Matrixa, przechwycę tę kulę zębami i wypluję ją prosto w niego! Także panie i panowie, ciekaw jestem czy ktoś jeszcze to pamięta. Raise your chairs... 'n' get Extreeeemeee!!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">*I w tym momencie widokiem uradowanego Brutala na narożniku z wysoko uniesionym krzesłem w jednej ręce i żywą reakcją publiczności obraz gaśnie.*</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align">REKLAMY<br />
<br />
<img src="https://i.imgur.com/GGFefNA.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: GGFefNA.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #68c4e8;" class="mycode_color">Singles Match</span></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow vs Derrick Mantel</span><br />
<br />
<div style="text-align: left;" class="mycode_align">Wracamy po reklamach do ringu, gdzie widzimy aktualnie Mantela kompletnie znęcającego się nad swoim rywalem w narożniku. Aktualnie jest to seria stompów spadająca na klatkę piersiową Eliasa, do przerwania której dość szybko zostaje zmuszony jego oprawca, by uniknąć dyskwalifikacji. Ale po chwili oczywiście ponawia tą samą czynność, co znowu sprawia, iż sędzia zaczyna odliczać. 1...2...3...4... Mantel przerywa i podnosi do góry ręce, jakby był niewiniątkiem. Sędzia zaczyna go upominać, że następna taka akcja poskutkuje automatyczną dyskwalifikacją. Wywiązuje się pomiędzy nimi dłuższa dyskusja, aż w końcu Derrick prycha, macha ręką i powraca do wstającego już w narożniku Eliasa... Tylko po to by nadziać się na kopnięcie! A po chwili młodziak dokłada jeszcze Elbow Strike! Publiczność o dziwo przyjmuje to z lekką radością, chyba jednak bardziej nienawidzą "Normal" Guy'a. Widzimy jak Shadow bierze rozbieg, odbija się od lin, jednak Mantel jest sprytniejszy, bowiem unika ataku, po czym sam wykonuje Scoop Slam! Pinuje! 1...2. Elias podrywa bark, a sfrustrowany Derrick od razu podnosi go do stójki za włosy, zostawia zamroczonego na środku ringu, odsuwa się kawałek i dokłada Discus Lariat! Tym razem jednak nawet nie próbuje zakończyć walki, tylko przeciąga oponenta pod narożnik, na który sam się wdrapuje i wykonuje 450 Splash! Shadow w ostatniej chwili podciąga jednak kolana do góry, a następnie od razu przekręca Mantela i sam go pinuje! 1...2... Kick Out! Publiczność podrywa się z dopingiem dla Beta Wolfa, a ten o dziwo sam zaczyna powoli ładować baterie i lekko wycofuje się do narożnika. Derrick jednak dochodzi do siebie szybciej, rusza w kierunku przeciwnika i trafia w narożnik, ponieważ Elias unika jego szarży! Odsuwa się na środek ringu, po czym nadbiegającemu po raz kolejny rywalowi wykonuje Clothesline! A po chwili jeszcze jeden! Następnie unika ataku od rozwścieczonego i skonfundowanego Mantela, wyprostowuje się... I mamy Skibidi Kick prosto w szczękę! 1...2...3.  KICK OUT! Elias zawiedziony podchodzi powoli do narożnika, po drodze łapiąc oddech, po czym sam zaczyna się na niego wspinać! Jednak zanim obraca się do przeciwnika, ten dopada do narożnika resztką sił i spycha Beta Wolfa z lin, tak że ten upada na jaja! To chyba nie może się dobrze dla niego skończyć. Z tej pozycji Derrick przechwytuje go i wykonuje Spin-Out Powerbomb! Zamiast pinować, zamyka Eliasa w swojej koronnej dźwigni, Last Sentence! Nie ma innego wyjścia, Shadow klepie! Zwycięzcą walki zostaje Derrick Mantel!<br />
<br />
<br />
<blockquote class="mycode_quote"><cite>Cytat:</cite><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi się na zaplecze gdzie widzimy Nicka Aldisa pogrążonego w konwersacji, jednak nie wiemy kto stoi poza kadrem. Po chwili kamera odjeżdża kawałek dalej i naszym oczom ukazuje się... Paddy Jackson! A to Ci dopiero niespodzianka!<br />
</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> ...tak jak mówiłem przez telefon - to prosta robota. Trzymasz mikrofon, zadajesz pytania, Twój rozmówca na nie odpowiada.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Zaufaj mi, Nick! Jestem dobry w gadaniu. Poza tym, takiej encyklopedii jak ja w temacie innych zawodników nigdzie nie znajdziesz. *śmiech* Już wiem o nich więcej, niż oni wiedzą o sobie samych! *przyjaźnie szturcha Nicka w ramię z uśmiechem*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> *Przyjaźnie się uśmiecha i klepie Paddy'ego w bark* Cieszę się że Jack podsunął mi Twoją kandydaturę... *Aldis zawiesza na chwilę głos, mruży oczy patrząc w dal, po czym lekko wypycha Paddy'ego do przodu* Widzisz tego tam? Atakuj. To Twoja pierwsza 'ofiara'.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Się robi, szefie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Paddy podbiega do wskazanego zawodnika, a okazuje się nim być... Derrick Mantel, który ledwo zdążył wrócić na zaplecze po zwycięskiej walce z Eliasem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Derrick! Derrick! *zaskoczony Mantel odwraca się w stronę Jacksona* Twoja kariera w federacji to kompletna sinusoida - zwycięstwa przeplatasz porażkami. Czy nie boisz się, że podczas następnego pojedynku znowu coś pójdzie nie tak? Nie sądzisz, że po wygranych starciach za bardzo osiadasz<br />
na laurach?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derrick Mantel:</span> Ty tak zawsze? Lubisz bawić się w krótkie streszczenie przygody różnych osób? *spogląda na Jacksona z pogardą.* Widzisz, ja nie zamartwiam się tym, co było. Wszystkie poprzednie walki - one są już przeszłością. Zamiast tego wolę skupić się na tym, co dopiero nadejdzie. Może i dotychczas więcej przegrywałem, niż wygrywałem, ale wszystko uległo zmianie. Walka z Shadowem jest jedynie zapowiedzią, a to, co nastąpi po niej, będzie dowodem na to, że słowa przeradzam w czyny. Zatem odpuść smutne gadanie o lęku przed tym, że coś pójdzie nie tak. Takie myślenie pasuje do słabych ludzi, a ja zdecydowanie się do nich nie zaliczam.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Czy można więc powiedzieć, że Derrick Mantel ma już swoją receptę na sukces?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derrick Mantel:</span> Receptę na sukces? Nie potrzebuję żadnej recepty, tylko konkretnych działań, które nakierunkują mnie na to, do czego dążę od samego początku. Nie lubię się powtarzać, gdyż swoje zdążyłem już powiedzieć. Mogę jedynie dodać, że dawny Mantel pełen zwątpienia i chwili słabości stał się przeszłością i teraz każdy może czuć się zagrożony. W szczególny pewien Kociarz, który swoją obecnością od dawna mocno mi działa na nerwy.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Z nikąd za plecami Derricka pojawia się zamaskowany miłośnik kotów - El Garra De Gato. Ten poklepuje lekko ramie Mantela i gdy ten się odwraca, Koci Luchador wchodzi w kadr i staje twarzą w twarz z gościem wywiadu uśmiechając się przy tym.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">El Garra De Gato:</span> Van Helsing we własnej osobie, łowca odmieńców i potworów.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na chwilę El Garra odwraca się do Paddy'ego.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">El Garra De Gato:</span> Niech Ci opowie o swoich sukcesach na tym polu, może szybciej się uwiniesz i będziesz mógł spędzić dzień w lepszy sposób, amigo.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kociarz ponownie odwraca się do Derricka.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">El Garra De Gato:</span> Mantel... rób, myśl co chcesz i mów co chcesz... ale to się wydarzyło na ostatnim Colosseum, jest dokładnie tym, przed czym Cie ostrzegałem. Widzisz we mnie odmieńca, ale zadarłeś ze mną, z Kocim Pazurem! Wspomniałem Ci o tym, jak moja wiara daje mi siłe, starałem się Cie przestrzec, ale nie chciałeś słuchać. Wiesz... może teraz najwyższa pora skupić się na swoich problemach? Zamiast gonić za potworami z osikowym kołkiem i nożem ze srebra... popracuj nad tym co robisz w ringu i jak współpracujesz z innymi.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kociarz staje krok dalej od Derricka, by w razie czego uniknąć potencjalnego ataku fizycznego.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">El Garra De Gato:</span> Ostatnio na Colosseum współpraca Ci się trochę posypała. Może ja i Edgar jesteśmy dobrą drużyną...? A może... spodobała Ci się idea porażki z Kocią Maską?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">El Gato uśmiecha się z dużą dawką pewności siebie, ale z dozą postawy gotowej do obrony. Mantel tymczasem z widocznym grymasem na twarzy spogląda na Garrę i bez słowa obraca się, udając się w stronę szatni, zostawiając przy tym zdezorientowanego Jacksona oraz El Gato.</span></blockquote>
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wracamy do ringu w którym widzimy... Salvadora? Kamera pokazuje jednak rampę, a światła w hali lekko przygasają. Z głośników słychać krótki szum starej kasety, a następnie spokojne kliknięcie dyktafonu. Na stage’u pojawia się mężczyzna ubrany w długi, ciemny płaszcz, trzyma w jednej dłoni teczkę z dokumentacją, a w drugiej stary dyktafon. Za nim, powoli i bez żadnych emocji, ogromny, zamaskowany zawodnik. Człowiek w masce zmierza do ringu z opuszczoną głową. Nie patrzy na publiczność. Nie patrzy nawet na Salvadora. Po prostu idzie przed siebie.<br />
</span></div>
<div style="text-align: left;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???:</span> Proszę zachować spokój. To, co za chwilę zobaczycie, nie jest aktem przemocy. To procedura.* zatrzymuje się przed ringiem i spogląda na Salvadora*. Ja nazywam się Dr. Victor Kline i chcę coś obwieścić zarówno Panu jak i całemu LPW. Panie Salvadorze, pańska obecność w tym ringu została odnotowana. Waga, wzrost, reakcja źrenic, napięcie mięśniowe… wszystko wskazuje na umiarkowany poziom strachu. To dobrze. Strach jest pierwszym etapem leczenia.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zamaskowany zawodnik wchodzi po schodkach, przechodzi nad górną liną i staje na środku ringu. Salvador cofa się o krok. Kline zostaje przy linach, nie spuszczając wzroku ze swojego podopiecznego.<br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> To co tutaj widzicie nazywa się Silas Crowe. Przez lata próbowano go zamknąć, wyciszyć i naprawić. Każda metoda zawiodła. Każdy pas bezpieczeństwa pękł. Każde zabezpieczenie okazało się tymczasowe.*Kline powoli unosi dyktafon bliżej ust.* Ale proszę się nie obawiać. Mój pacjent nie przyszedł tutaj, by pana skrzywdzić bez celu. Przyszedł, by rozpocząć terapię.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Doktor naciska przycisk na dyktafonie. Z urządzenia rozlega się zniekształcony, archiwalny głos:<br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nagranie:</span> Sesja rozpoczęta. Pacjent musi współpracować.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Silas Crowe powoli podnosi głowę i po raz pierwszy patrzy prosto na Salvadora. Kline uśmiecha się pod nosem <br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> Rozpoczynamy leczenie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tej samej chwili słyszymy gong, co oznacza rozpoczęcie walki!<br />
</span><br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/vm8AZh5.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: vm8AZh5.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="color: #68c4e8;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match<br />
</span></span><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Silas Crowe vs Salvador</span><br />
<br />
<div style="text-align: left;" class="mycode_align">Gong rozpoczyna pojedynek, a Salvador od razu robi kilka nerwowych kroków po ringu, jakby bardziej szukał drogi ucieczki niż sposobu na pokonanie rywala. Silas Crowe stoi nieruchomo na środku areny zmagań z opuszczonymi rękami i wzrokiem ukrytym za maską. Broom Guy próbuje jednak pokazać charakter i rusza na większego przeciwnika z serią ciosów w korpus, ale The Uncured nawet nie drgnął. Jose El Grande Salvatore odbija się od lin, próbując nabrać rozpędu, lecz Subject 00 nagle wystawia nogę i ścina go potężnym Big Bootem. Sweeping Man pada na matę, a Dr Victor Kline przygląda się temu bez najmniejszych emocji, trzymając w dłoni stary dyktafon. Janitor próbuje podciągnąć się przy linach, ale zostaje złapany za kark i przeciągnięty do narożnika. Tam Silas wbija bark w jego żebra, raz, drugi, trzeci, aż sędzia zaczyna go odliczać. Crowe puszcza dopiero przy czterech, bardziej po spokojnym geście doktora niż z powodu polecenia arbitra. Salvador osuwa się na matę, lecz po chwili desperacko chwyta nogę rywala, próbując przejść do Sweep it Back. Manewr nie ma jednak żadnych szans powodzenia. Patient Zero nawet nie traci równowagi. Chwyta argentyńskiego maniaka porządku oburącz, odrywa go od maty i ciska nim przez pół ringu Fallaway Slamem. Broom Guy ledwo się porusza, ale Silas nie przechodzi do pinu. Zamiast tego podchodzi powoli, stawia ciężki but obok jego głowy i przez moment tylko patrzy w dół. Następnie podnosi go z maty i dokłada brutalny Blackridge Drop, po którym Salvador zostaje rozłożony na środku ringu. Crowe klęka obok przeciwnika i przykłada dwa palce do jego szyi, sprawdzając puls. Sędzia próbuje upewnić się, czy Janitor może kontynuować walkę, ale Silas powoli odwraca głowę w stronę Dr. Kline’a. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> Reakcja zachowana. Możemy przejść do etapu końcowego. <br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Doktor naciska przycisk dyktafonu, a z urządzenia wydobywa się zniekształcony głos z archiwalnego nagrania.</span> <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nagranie:</span> Pacjent musi współpracować. <br />
Subject 00 od razu podnosi Salvadora. Zaciska dłoń na jego twarzy, unosi go bez większego wysiłku i wbija w matę przy pomocy Code Zero. Tym razem pinuje rywala kładąc jedną ręką na klatce piersiowej.Sędzia odlicza… 1… 2… 3! Silas Crowe wygrywa swój debiutancki pojedynek w całkowicie dominującym stylu. Nie świętuje, nie reaguje na publiczność i nie unosi rąk. Ponownie klęka przy Salvadorze, jeszcze raz sprawdza jego puls, po czym spogląda na doktora. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> Leczenie zakończone. <br />
The Uncured powoli wstaje i bez słowa opuszcza ring za swoim doktorem, zostawiając obolałego Salvadora na macie.<br />
<br />
<br />
<blockquote class="mycode_quote"><cite>Cytat:</cite><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tle słychać <a href="https://www.youtube.com/watch?v=EnpbTfL-Q5w&amp;list=PLu0UrGR3nSaz5jIyt210l2Znv1nd5SDcQ&amp;index=20" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ten</a> utwór, a kamera przenosi nas do...Montany! Konkretniej mówiąc znajdujemy się w barze "The Maverick". W środku nie jest zbyt tłoczno, widzimy może dwie grupy ludzi, rozmawiających ze sobą i jednego faceta, który rozmawia z barmanem. Operator robi właśnie zbliżenie na tę postać, a ona odwraca się w kierunku kamery i widzimy, że to nie kto inny, jak James River Waters! JRW ma na sobie jeansowe spodnie z szerokimi nogawkami, buty kowbojki i czarną koszulę.<br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Barman:</span> Słyszałem plotki, że nie zabawisz u nas już zbyt długo, ponoć wracasz na wielkie sceny. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">uśmiecha się</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James River Waters: </span>Ludzie z LPW skontaktowali się ze mną, mam kontrakt na stole. Wystarczy podpisać. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">popija whisky </span>Tylko wiesz co, Steve? Nie wiem, czy chce się to wszystko bawić, nawet nie wiem w sumie, czy dalej potrafię to robić. Nie chodzi mi o umiejętności, bo przecież po WCW walczyłem jeszcze w paru niezależnych federacjach i nie czuje się zardzewiały, ale...czy warto? Pójdę tam i znowu będzie ten sam schemat. "Bla bla bla, Rivers okupuje połowę gali, bla bla, nie rozwijamy innych, bla bla niszczyciel dobrej zabawy, bla bla..."<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Barman: </span>Obchodziło Cię to wcześniej? Chyba nie. Przecież ty gruboskórny jesteś. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">polewa Jamesowi kolejnego drinka</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James River Waters: </span>Obchodziło, czy nie, to bez znaczenia. Po prostu LPW nie może mi wiele dać, a ja mogę stracić coś, co bardzo sobie cenię - święty spokój. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">bierze kolejny łyk </span>Wiesz ile trzeba się ujebać, żeby naprawdę coś znaczyć? Ja nie mogę przyjść do LPW i po prostu być kolejnym gościem, który "spełnia marzenia". Ja muszę od razu być TYM kolesiem. Miałem ten swój znienawidzony streak, skończyłem WCW będąc World Heavyweight Championem, zresztą wiesz o tym świetnie, bo ten przeklęty pas cały czas tu wisi. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mamy zbliżenie na drzwi frontowe i rzeczywiście, wisi nad nimi pas WHC z WCW</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Barman:</span> No dobra, ale skoro to oni do Ciebie zadzwonili i dali Ci ten kontrakt, to chyba im na Tobie zależy, nie?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James River Waters: </span><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">wygląda na rozbawionego </span>Nie. Nie zależy im na mnie, tego akurat jestem pewien. Wiesz, wrestling jest trochę jak telewizja śniadaniowa, jak się dobrze sprzedajesz i jesteś "klikalny" na socialach to Cię trzymają, ale jak tylko twoje liczby zaczynają lecieć w dół, to wiedz, że na twoje miejsce mają już nastepnęgo. W LPW ktoś właśnie przestał się sprzedawać, albo oni są na tyle sprytni, że już widzą to na horyzoncie. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">wzdycha </span>Nie wiem, co zrobię, szczerze Ci mówię, nie wiem. Może po prostu do nich zadzwonię i powiem "chłopaki, przecież macie już gwiazdy, po co wam wrestler?" Równie dobrze może się skończyć tak, że dziś się uchleje, wsiądę w mojego jeepa i ruszę na podbój LPW.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery urywa się, a my zostajemy na rozdrożu, niczym PSL przed każdymi wyborami.</span></blockquote>
</div>
</div>
</div>
</div>
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na arenie rozbrzmiewa <a href="https://youtu.be/GRWbIoIR04c?is=AgPj-WCtF7evlRdR" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ten theme song</a>, a to oznacza tylko i wyłącznie, że za chwilę na arenie pojawi się pierwszy LPW Eternal Champion, Derek Halloway! Jednak w pierwszej chwili nie pojawia się on sam. Z Backstage’u wychodzą postacie w różnym wieku, wzroście o różnych kolorach skóry. Wszyscy mają na głowie charakterystyczne czapeczki foliowe. Około 20 osób robi szpaler na rampie. Gdy już wszyscy ustawią się na swoich miejscach z backstage’u wychodzi sam zainteresowany, Derek Halloway z pasem na biodrach. Spotyka się z mieszaną reakcją ludzi na trybunach, a ludzie biorący udział w szpalerze zaczynają oklaskiwać mistrza. Ten z uśmiechem na ustach i wyraźną skromnością przechodzi przez rampę i dochodzi do apronu. Spokojnie wchodzi po schodach na apron, a w tym momencie ludzie ze szpaleru podchodzą do ringu i go otaczają. The Truth Seeker wchodzi teraz między drugą, a trzecią liną do kwadratowego pierścienia, podchodzi do jednych lin i wyciąga ręce na boki prezentując swój pas. Po tym prosi jednego z ludzi o przyniesienie mu mikrofonu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Witam wszystkich oświeconych! *słychać zdecydowanie mieszane odczucia, najgłośniej wiwatuje grupka trzech ludzi z foliowymi czapkami na głowie i odpowiednimi koszulkami przy barykadzie* Dziękuję wam za przybycie! Widzicie? Nic tylko brać przykład z takich ludzi, którzy doznali oświecenia. Wasz przywódca, w mojej skromnej osobie, jest z was dumny. A teraz wy wszyscy, niedowiarki, możecie spoglądać jak daleko może was zaprowadzić mówienie prawdy taką jaka ona jest. Teraz Elysium to moje królestwo, mój własny raj i wszyscy będziecie słyszeć to, co jest właściwe. A właściwe jest to, że tak naprawdę to kolejny przekręt wężookiego Roba. Mianowicie człowiek, którego właściwie już wziąłem pod swoje skrzydła, miał szansę na konkretny rozwój, wyjście z tej Krakowskiej patologii umysłowej, pozostał na Colosseum. Przecież to jest jakaś prowokacja! Specjalnie dogadali się z Aldisem, bo wiedzieli, że we dwóch byśmy rozmontowali ich elitarne spiski. No ale trudno i tak nie będziecie mieli ze mną lekko, wy nędzni marionetkarze. By zdobyć to mistrzostwo pokonałem połowę zawodników, którzy byli w stanie oddać wszystko, by zwyciężyć w tej walce. A ja po prostu zrobiłem swoje! Ostatnio nawet pofrunąąąąął pięknie, a szczyci się, że walczył na całym świecie. A w tej jego Wielkiej Brytanii nawet nie wiedzą do końca jak powstało Stonehenge, a prawda jest taka, że sam należy do jakichś obrzydliwych Iluminatów, którzy czczą przy tej budowli swoich bożków. Ale na końcu to ja zdobyłem Elysium i na Ascension zdobyłem tutaj nieśmiertelność!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><a href="https://www.youtube.com/watch?v=BuQG6_evFc8" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Mother od Idles</a> przerywa monolog mistrza i zatrzymuje się na rampie z mikrofonem. Wyraźnie zdegustowany krzyczy po chwili, żeby wyłączono jego muzykę, ponieważ chce coś powiedzieć</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr.: </span>Nie mogę, nie mogę na to patrzeć, aż łeb mnie boli. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zack robi kilka kroków w tył i wydaje się, jakby chciał wrócić na backstage, Brytyjczyk jednak wraca wzorkiem na ring i zaczyna ruszać w stronę kwadratowego pierścienia.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr.: </span>Kim Wy do cholery jesteście? &lt;wskazuje na postaci otaczające ring&gt; Kim Ty... jesteś? &lt;ZSJ pokazuje palcem na Halloway'a&gt; Bo nie jesteś mistrzem. Masz pas, tak. Ale mistrzem nie jesteś. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Sabre przechodzi przez ludzi Halloway'a, wskakuje na apron, a następnie wchodzi do ringu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr.: </span>Dziś powinniśmy otwierać nową erę LPW. Powinniśmy świętować debiut Elysium. Powinniśmy otwierać szampany z powodu koronacji nowego mistrza. I niby wszystko się zgadza. Jest Elysium, jest celebracja, jest nawet pas... ale ja nie widzę mistrza. Nie wygrałeś tego pasa Derek. Ja go przegrałem. Sam ze sobą. Jesteś papierowym mistrzem, A to znaczy, że twoje dni są policzone. Co sprowadza mnie do tego, dlaczego tutaj jestem. Połóż ten pas na szali. Daj mi tę walkę. Doskonale wiesz, że kiedy wejdziemy do tego ringu jeden na jednego, to będzie moment, w którym będziesz musiał się z TYM pożegnać. &lt;ZSJ wskazuje na pas&gt; Tak, jesteś w stanie mnie pokonać w walce wieloosobowej z drabinami w środku, gdy będę miał jeden z gorszych dni w karierze. Ale i ty to wiesz i ja to wiem... jesteś tchórzem. Uciekasz. Wiesz, że jedyną taktyką na trzymanie się złota, jest zbywanie mnie. Dość tego. Dziś rozwiązujemy ten temat. Daj mi tę walkę! Możemy to zrobić już teraz! Ba! Możecie nawet tu zostać &lt;wskazuje na ludzi wokół&gt; to od razu zrobimy kolejną celebrację, tym razem moją, za jakieś kilka minut, gdy już będę nowym mistrzem.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Przede wszystkim, witaj Zack. Możesz rozgościć się w moim ringu, ale tylko na chwilę, bo zaraz będziesz musiał zmykać. Jestem człowiekiem, który potrafi słuchać między słowami, to też wiem kto kłamie i manipuluje faktami, a nie potrafi dobrze podać składu szczepionki, która powoduje różne choroby, zamiast ich leczyć. Wiesz co można wyczytać spomiędzy Twoich słów? *Derek odciąga okulary bardziej na czubek nosa, żeby spojrzeć Zackowi prosto w oczy* bycie przegrywem. *poprawia okulary,żeby były na swoim miejscu.* Swoją nieudolność ringową zasłaniasz tym, że ktoś jest tchórzem, ktoś miał farta, a jeszcze inny, że jest stary. Ale na koniec dnia to Ty jesteś winien tego, że przegrałeś walkę o finał LPW World Championship, to Ty poleciałeś z drabiny niczym, swego czasu, Rosyjscy oligarchowie, którzy oczywiście nie robili tego sami. Twoje rozgoryczenie jest tylko i wyłącznie Twoją wina. Niezależnie ile razy będziesz przekłamywać rzeczywistość, prawda jest prosta. Po prostu otwórz oczy, owco, bo żaden z Ciebie goat! Wielce szanowany na całym świecie, a w takiej małej federacji nie potrafił sobie poradzić!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr.: </span>Jesteś głuchy? To pytanie retoryczne, bo to co właśnie powiedziałeś, jest idealnym dowodem, że coś u Ciebie nie tak ze słuchem. Dosłownie przed chwilą mówiłem, że przegrałem sam ze sobą, nie z Tobą. Co czyni Cię tylko przechowalnią, dla mojego złota. I tak Derek... walczyłem na całym świecie. Od sal gimnastycznych, w których było pięćdziesiąt osób, po Tokyo Dome wypełnione po brzegi, czterdziestoma tysiącami fanów z całego świata. Dlatego właśnie nie mogę przełknąć, że ktoś taki jak Ty, jest mistrzem. Jesteś żartem, zabawnym, ale żartem. Umniejszasz profesji, którą ja i moi mistrzowie doprowadzili do perfekcji. Dodatkowo, idealnie pokazujesz, że nie jesteś człowiekiem formatu mistrzowskiego, nie powinieneś być twarzą Elysium. Mówisz o LPW jako o małej federacji w momencie, gdy jesteśmy po pierwszym PPV, jesteśmy na premierowej gali Elysium i tak... mogę być wygwizdywany czy po prostu mniej popularny wśród tych ludzi, bo ktoś woli takich pokemonów jak ty. Nie kalkuluję i mówię co myślę. Mam gdzieś, co ktoś o mnie pomyśli. Ale wiesz czego nie mam gdzieś? Tego biznesu. Dlatego dziś, zakończę ten freak show, Twoje pięć minut się kończy. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zack zbliża się do Dereka na bliską odległość, co powoduje, że po chwili panowie mają intensywny face-off. Zack pierwszy przechodzi do fizycznej potyczki, ponieważ popchnął mistrza. Halloway nie pozostał jednak dłużny i odwdzięczył się w ten sam sposób Zackowi. Zarówno Derek, jak i ZSJ krzyczą na siebie i napięcie można kroić nożem. W tym momencie na rampie po raz kolejny dnia dzisiejszego pojawia się Nick Aldis! <br />
<br />
</span><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Panowie, spokój! Zack, jeśli chcesz walki z Derekiem to proszę bardzo - dostaniesz ją! Ale nie będzie to walka o pas. Na to musisz zasłużyć. W przyszłym tygodniu zmierzycie się w tym ringu. *cheer* Jednak, nie będzie to zwykła walka jeden na jednego. Będzie to Tag Team Match! *cheer* Co do waszych partnerów, cóż... Jakby to powiedzieć... Musicie sami ich sobie znaleźć! *cheer, Sabre i Halloway są trochę zdziwieni* Dokładnie, dobrze mnie słyszeliście. W Main Evencie następnego Elysium zmierzą się ze sobą mistrz Eternal Derek Halloway wraz z wybranym przez siebie partnerem, oraz Zack Sabre Jr. również z osobą wybraną przez siebie. A teraz żegnam, zróbcie miejsce w ringu, bo czas na kolejną walkę.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Widzimy kłócących się jeszcze w ringu Sabre i Hallowaya, jednak po chwili obraz z kamery gaśnie...<br />
</span><br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align">
REKLAMY<br />
<br />
<br />
<img src="https://i.imgur.com/QlC7qG1.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: QlC7qG1.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #68c4e8;" class="mycode_color">Singles Match<br />
</span>El Garra de Gato vs Lord Sebastien</span><br />
</div>
<div style="text-align: left;" class="mycode_align">Wracamy po reklamach do walki i widzimy, że zamaskowany wrestler posyła Lorda w liny Irish Whipem. Francuz odbija się od nich i próbuje powalić rywala Running Lariatem, ten jednak robi unik, a następnie podnosi oponenta w górę i wykonuje Atomic Drop. Lord nie upadł, jednak inicjatywa pozostaje po stronie Kociarza. Obraca on rywala i wykonuje Belly-to-belly Suplex, po którym następuje próba przypięcia. 1...kickout! Następnie Garra De Justicia powraca do pozycji stojącej, przy okazji oddalając się na kilka kroków od wstającego rywala. Sebastien podnosi się, zaś Kociarz biegnie w jego stronę i mamy Running Elbow Strike! Albo i nie mamy, bo Lord zrobił unik. Następnie wyprowadza Knife-edge Chop, a bezpośrednio potem European Uppercut. Ten cios prawie zwalił Kociarza z nóg, jednak przed upadkiem uratowały go liny. Lord nie zatrzymuje się - mamy Irish Whip, odbicie Meksykanina od lin, po czym trafia on na Tilt-a-Whirl Backbreaker. Tym razem to Europejczyk podejmuje próbę odliczenia rywala. 1...2...nic z tego. Arystokrata ma już jednak kolejny pomysł, w tym celu kieruje się w stronę jednego z narożników. W tym czasie Koci Luchador podnosi się przy pomocy przeciwległego narożnika. Gdy jest już na nogach, francuski zapaśnik biegnie w jego kierunku i wykonuje Courtoisie Kick! Trafiony! Lord jednak nie dopada do rywala z kolejną próbą odliczenia, tylko postanawia wdrapać się na narożnik. Staje na równych nogach, po czym wykonuje Sang Bleu Elbow! Nie! El Garra w ostatnim momencie unika zderzenia! Przez kilkanaście sekund obaj panowie leżą na macie. Sędzia ich wylicza, jednak podwójny nokaut im nie grozi, bo już przy 5 widać, że obaj wstają. Mamy Irish Whip w wykonaniu Lorda, po odbiciu od lin Kociarz unika ciosu, odbija się ponownie i wykonuje Running Crossbody! Kolejna próba przypięcia kończy się niepowodzeniem. Meksykanin praktycznie od razu podnosi przeciwnika, po czym podrzuca go i aplikuje Pop-up Uppercut! Po wykonaniu tej akcji chce ruszyć dalej...jednak w tym momencie spostrzega, że z trybun wyłonił się Derrick Mantel, który właśnie przeskakuje nad barierką! Normal Guy patrzy prosto w oczy Luchadorowi, powoli krążąc wokół kwadratowego pierścienia. Meksykanin krzyczy w jego kierunku, żeby nie mieszał się w ten pojedynek. Zupełnie zapomina przy tym o swoim przeciwniku, który zdążył już wstać, a teraz jest dokładnie za jego plecami! Mantel jedynie się uśmiecha i pokazuje palcem, by Garra się odwrócił, co ten czyni i niemal od razu zostaje złapany przez Lorda, który wykonuje Le Execution! Francuz odlicza rywala. 1...2...3! To koniec! Wygrał Lord, a Derrick wygląda na bardzo zadowolonego z takiego zakończenia.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po walce Mantel wślizguje się do ringu, mierzy wzrokiem Lorda... Po czym wykonuje Head Crusher na powoli podnoszącym się Kociarzu! Francuski wrestler stwierdza, że nie warto się w to mieszać i wychodzi z ringu, pozostawiając Kociego Luchadora na pastwę Normal Guy'a. A ten nie zamierza wcale poprzestawać na ataku... Tylko chwyta za maskę bezbronnego De Gato i zrywa ją z jego głowy! Ten od razu zasłania twarz, tak że nikt nie zdołał jej zobaczyć, a po chwili sędzia zarzuca ręcznik na głowę Meksykanina! Mantel obserwuje to wszystko z uśmiechem, unosząc maskę do góry niczym trofeum...<br />
</span><br />
<blockquote class="mycode_quote"><cite>Cytat:</cite><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi się na zaplecze gdzie widzimy Nicka Aldisa pod drzwiami swojego biura. Ma już wejść do środka, jednak w tym momencie przed nim pojawia się... po raz kolejny Paddy Jackson, który trzyma pod pachą jakiś pakunek! <br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> No witaj Paddy! Widziałem wywiad z Derrickiem, muszę powiedzieć, że sprawdziłeś się w nowej roli.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Mówiłem, że to nic trudnego Nick!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Paddy uśmiecha się szeroko, a Nick zerka na paczkę pod pachą rozmówcy. <br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> A co tam masz? Już prezenty od fanów? *śmiech*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Tak właściwie... To dla Ciebie, szefie! *Aldis ze zdziwieniem patrzy na twarz Jacksona* Znaczy, nie ode mnie, ktoś mi to dał, ale w sumie to nie znam gościa, nawet nie zdążyłem go zapytać o imię... Ale poprosił tylko, żebym przekazał to Generalnemu Managerowi Elysium, bo sam bardzo się śpieszył... Więc jestem szefie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Paddy przekazuje pakunek w ręce Aldisa, po czym z uśmiechem odchodzi. Nick za to w końcu otwiera drzwi do swojego biura, siada przy biurku i kładzie na blacie paczkę. Po chwili bierze nóż do ręki, przecina taśmę i odchyla zawiniątko... W środku widzimy czerwoną różę, bez łodygi. Skonsternowany Aldis podnosi różę do góry i chwilę się jej przygląda, a obraz z kamery gaśnie...</span></blockquote>
</div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">INHALE! Możemy teraz usłyszeć olbrzymi cheer, a już po chwili na rampie pojawia się Maxwell Ransom! Wilg... Ech, ciężko go już tak nazywać ze względu na brak nienagannie wilgotnych włosów. A więc łysy Maksiu wygląda dosyć poważnie, dokładnie tak jak podczas Ascension. Zawodnik ogląda się po fanach, którzy skandują jego imię, a następnie rusza w stronę ringu. Po drodze widzowie przy barierkach wyciągają w jego stronę ręce w celu przybicia piątki, co Maxwell kwituje delikatnym uśmiechem i każdemu stara się odwzajemnić gest. Gdy jest już w kwadratowym pierścieniu, odbiera mikrofon i ogląda się po zebranych fanach, którzy w dalszym ciągu nie przestają skandować imienia Ransoma. Maksiu wygląda na lekko wzruszonego i po chwili nasłuchiwania chantów w końcu zbiera się na wypowiedzenie pierwszych słów...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom: </span>Na wstępie muszę wam bardzo gorąco podziękować za tak miłe przyjęcie. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. *cheer, Maksiu odwraca się w każdą stronę z wyniesioną ręką ku górze w geście podziękowania* Jestem też każdemu z was winny przeprosiny. Pojawiłem się znienacka i mogło to wyglądać tak, jakbym zapomniał o swoich fanach, w końcu nie powiedziałem w waszym kierunku ani słowa... Nie jest tak, naprawdę. *głębszy oddech* Musiałem w pierwszej kolejności skierować kilka słów prawdy w kierunku jednej osoby. Uwierzcie mi, nie było to dla mnie jakkolwiek łatwe i chciałem mieć to po prostu za sobą...  Czułem wewnętrznie, że trzeba jak najszybciej zamknąć temat Jeana... I temat ten już zamknąłem. *zawód fanów* Rozumiem was, ale proszę... Zrozumcie też mnie. Opowiedziałem wam moją perspektywę dotyczącą tej relacji, a teraz przyszedł czas na głębsze wyjaśnienia w waszym kierunku, bo padło wtedy z mojej strony trochę słów, które mogły wam namieszać w głowie. *głębszy oddech* Bez zbędnego przeciągania muszę wam wyznać, że po prostu... życie przestało mi sprawiać radość. *poruszenie widowni, Maxwell nerwowo chodzi po ringu* Zacząłem odczuwać "bezsens", straciłem chęci do czegokolwiek, zaczęło mi brakować... Sam nawet nie wiem czego... Kochani, ja po prostu z niewiadomych przyczyn zacząłem wpadać w spiralę nieustającego smutku. *skrywa twarz w dłoniach* Próbowałem zmienić swoje nawyki, rutyny, *gładzi się po głowie* doszedłem nawet do takiego szaleństwa, że pewnego wieczoru zgoliłem głowę, jakby to miało cokolwiek zmienić! Rozumiecie?! To jest jakiś obłęd, paranoja! *wzdycha i kręci głową* Szukałem różnych rozwiązań  i odpowiedzi w głowie na pytanie "co się do cholery stało?"... I myślę, że dzięki pewnym podjętym decyzjom, a także zaangażowaniu kilku osób jest dla mnie szansa, żeby  wyjść na prostą. *cheer* Sam fakt, że stoję tu przed wami *wskazuje palcem na widownię* i mam odwagę o tym mówić jest dla mnie naprawdę ogromnym krokiem, nie jesteście sobie w stanie nawet wyobrazić jak olbrzymim... Oczywiście, nic jeszcze nie jest absolutnie takie, jak było i jak być powinno... ale W KOŃCU  jestem gotów o to zawalczyć. *cheer* W tym ringu, przed każdym z was zaczęło się dla mnie wszystko, co najlepsze. NIE MA lepszego miejsca żeby uporać się z tym "czymś", co zawładnęło moją głową! *cheer* I dziękuję wam po prostu, za wszystko... *wzruszenie Ransoma, olbrzymie brawa od widowni* Głęboko wierzę, że także dzięki wam, właśnie tutaj, odkryję w sobie siły, znajdę odpowiedzi... I wygram walkę o siebie. *Maxwell obraca się wokół własnej osi przy olbrzymich owacjach*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">SATELLITE! Fani reagują cheerem, chociaż nieco mniejszym niż zazwyczaj. Dolnick zjawia się na rampie i standardowo jest ubrany w hawajską koszulę. Puszysty zapaśnik wlecze się w kierunku ringu, przybijając piąteczki po drodze. Cały czas jednak patrzy na Ransoma, który odwzajemniając spojrzenie, nie jest zachwycony widokiem Jeana. Grubas włazi do kwadratowego pierścienia, chwilę przed tym odbiera mikrofon od pracownika.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jean-Pierre Dolnick:</span> Max... co ty jakieś smuty wygadujesz! Weź no uśmiechnij się chłopie trochę. *Dolnick niezręcznie się uśmiecha, Ransom tego nie odwzajemnia ani trochę* Emmm... *zastanawia się* ja wiem, że ten mój SMS nie był zbyt fajny, ale no ja pamiętałem o tobie! Naprawdę! Cały ten czas... tylko jakoś tak... okazji nie było, żeby się odezw...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">I w tym momencie Maxwell wyrzuca mikrofon i bez słowa odpowiedzi wychodzi z ringu! Publika wygląda na poruszoną, Jean-Pierre jest za to mocno zaskoczony, a Ransom? Ewidentnie nie ma już tej werwy jak pod koniec swojej wypowiedzi i po prostu nie oglądając się na nic, z kamienną twarzą kieruje się na zaplecze. Kamera ponownie pokazuje nam Dolnicka, który do końca nie wie co ze sobą zrobić, a obraz z kamery gaśnie...</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/3bvyb55.jpeg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 3bvyb55.jpeg]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align">
<iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/ZAt8oxY0GQo" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe><br />
<br />
<div style="text-align: left;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na arenie słyszymy "Heavy is the Crown" od Linkin Park, a światła zaczynają migotać na niebieskie i złote kolory - to oznacza, iż w końcu rozpoczynamy pierwsze w historii Elysium! Kamera przejeżdża po zebranych na arenie fanach, z których wielu trzyma transparenty wspierając nimi swoich ulubieńców! Muzyka cichnie, wszyscy czekają w napięciu na to co wydarzy się teraz... </span></div>
</div>
<div style="text-align: left;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rozbrzmiewa FATE! A to oznacza, że Jose Lopez przybywa na Elysium! Są fani, którzy usilnie cheerują byłego idola, ale nie oszukujmy się, większość buczy i to sążnie. Hiszpan z lekkim uśmiechem wymalowanym na ustach pojawia się na rampie w <a href="https://zapodaj.net/images/4dda1b7449897.png" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TYM STROJU</a>. Chico Malo pewnym siebie krokiem zmierza w kierunku ringu, przed wejściem do niego odbiera mikrofon od pracownika. Gdy jest już w kwadratowym pierścieniu, to ma zamiar coś powiedzieć. Fani jeszcze przed tym, gdy Jose zdążył zabrać głos, zaczęli skandować ''ELYSIUM! ELYSIUM!''.</span></div>
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez:</span> Elizjum... cieszę się, że LPW uczy i bawi, przez co poznaliście prawdopodobnie najtrudniejsze słowo w swoim życiu. *heat* Piękna nazwa, serio! Do tego, jak pasuje.. to zdecydowanie będzie coś na wzór pól elizejskich. Jestem wam w stanie to obiecać! Jednak nic nie będzie tutaj takie idealne jak w tych mitach... nie ma tak dobrze. To show będzie grobowcem rodem z mitologii dla tych wszystkich ''bohaterów'', których kochacie i którzy wejdą do ringu z Jose Lopezem. Z ciał waszych herosów z OGROMNĄ chęcią zbuduję sobie tron. *heat i wredny uśmiech Lopeza* Nie bierzcie może tego zbyt dosłownie.. już jeden proces w tej federacji mamy, a sam Axel Blaze ostatnio bardzo zainspirował się niejakim Otungą i użył słów, że ''za współpracę wyrok będzie mniejszy''. *parsknięcie* Cóż... jak dobrze wiecie, nie współpracowałem, ba! Ponownie go zaatakowałem i dorzuciłem kolejną cegiełkę do gniewu waszego ulubieńca *ogromny heat* A zamierzam dorzucić jeszcze jedną i następną.. będzie tyle tego, że Axel będzie mógł wybudować sobie z nich swoje własne, jebane, Koloseum, gdzie będzie mógł spełniać jeszcze bardziej chore fantazje niż te, których dopuszcza się na rejsach i zapleczach koncertów. *krótka pauza, a fani nie dowierzają* Myślicie, że to jest coś WOW? Że to jest coś niesamowitego? Nie, nie, nie.. prawdziwe interesujące zachowania ujrzycie u niego niebawem. *uśmiecha się kącikiem ust* No chyba, że.. nienajlepsza wizytówka ludzi z psychiatryka.. ten, który jest z ''potencjałem'' na więcej, ale ciekawi ludzi, dopóki nie otworzy gęby.. Edgar Dickinson.. uratuje Blaze'a przed tym wszystkim i dziś mnie pokona…<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Dalsze słowa Lopezzo zostały przerwane przez <a href="https://youtu.be/4p6GWewmTYQ?list=RD4p6GWewmTYQ" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">The Eagle Has Landed</a>. U szczytu rampy pojawia się nie kto jak Edgar Dickinson. Pojawieniu się poety towarzyszy wybuch radości na arenie. Ciężko powiedzieć, czy to ze względu na postać pisarza, czy po prostu jest to reakcja na przerwanie hiszpanowi. Tak czy inaczej ,pisarz pewnie zmierza w kierunku ringu. Artysta się jednak nie spieszy, każdy krok stawia jakby z pieczołowitością i uwagą. Podpierając się swoją laską, za pomocą prawej dłoni i trzymając się klapy płaszcza lewą, sprawia wrażenie jakby przechadzał się przez park. Kiedy artysta dociera do krawędzi ringu, nie wskakuje do jego wnętrza, zamiast tego okrąża go powoli, raz i drugi, pozwalając, żeby utwór mu towarzyszący wybrzmiał w pełni. Publika wyraźnie podłapała zamysł poety i kiedy piosenka dobiegła końca, jeszcze chwilę nuciła głośno melodię, ku niezadowoleniu czekającego w ringu Spanish Star. Edgar w tym czasie spokojnie odebrał mikrofon od jednego z technicznych i po schodkach wspiął się do wnętrza kwadratowego pierścienia. </span><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Dalej jednak nie odezwał się ani słowem, pozwalając fanom wypełniać ciszę melodią utworu Avatara. Zamiast tego nie spuszczał wzroku z Jose, uśmiechając się szczerze do niego. W końcu jednak przyłożył, palec wskazujący do ust, a na arenie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zapadła cisza.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson</span>: Dzień dobry Panie Lopez. Słyszę, że moje słowa są Panu nie w smak. A jednak wywołał mnie Pan do tablicy, mimo, że ani Ja nie mam ochoty z Panem rozmawiać, ani Chicago słuchać Pańskich wynurzeń. *krótki okrzyk aprobaty wypełnił arenę* Będę się więc streszczał. Kłuje Pana, że jestem przeszkodą na Pańskiej drodze, do realizacji historii upadłego anioła, który to z sprytem i arogancją Lucyfera, sięga po wszystko co mu się zamarzy. Bardzo mi przykro, ale to historia dla nastolatków z kompleksami, która nie jest częścią mojej opowieści. Zbyt wiele wysiłku zostało włożone w rozdział Pana Blaze, żeby mógł się Pan w niego wtryniać, w imię tylko i wyłącznie swojego ego. Muszę więc stanąć na pańskiej drodze, a zapewniam, że nie chce mieć Pan kolejnych złych snów o strasznym panu w czarnym płaszczu. Chętnie jednak polecę wtedy Panu psychiatrę, jak sam Pan zauważył, mam rozeznanie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jose lekko uśmiecha się pod nosem i przechadza się wokół Edgara. W końcu zatrzymuje się i spogląda tylko na płaszcz, w który odziany jest The Poet.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jose Lopez: </span>Historia dla nastolatków z kompleksami powiadasz..ciekawe. *kiwa głową* Wymalowany gość, noszący płaszcz i bawiący się w obrońcę sprawiedliwości, to za to historia, której nikt jeszcze nigdy nie widział! Najoryginalniejsza rzecz na świecie! To jest dopiero ambitne! Sam pierdolony Dan Dowson by bił brawo. *prychnięcie* ABSOLUTNIE nie było czegoś podobnego w legendarnym WCW i to nie w tym, w którym zawsze mogłeś oglądać, jak ja jestem na szczycie, a ty? *spogląda z pogardą* Po co ty tam właściwie byłeś, Edgar? Chyba tylko po to, by promować swoją tanią poezję, bo z wrestlingu ciężko cokolwiek spamiętać o tobie. *heat* I nie myśl, że kłuje mnie fakt, że to akurat ty stoisz mi na drodze do Blaze'a. jest wręcz przeciwnie... bardzo się cieszę, że będę mógł obić ten twój umalowany, przereklamowany ryj. Pokażę i tobie i IM *wskazuje palcem na fanów*, że nic się nie zmieniło.. bo za zapożyczonymi cytatami od ambitniejszych twórców niż ty i ''otoczką'', na którą się ludzie nabierają... stoi dalej ten sam przeciętniak co kiedyś. *heat, Lopez uśmiecha się kącikiem ust* A wiesz, co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Nawet sam Blaze w głębi pragnie, bym to JA wygrał...po co miałby pokazywać ci miejsce w szeregu po raz... trzeci?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Poeta śledząc cały czas ruchy Jose, pozostał niewzruszony i dalej uśmiechał się uprzejmie, jakby przysłuchiwał się jak ktoś opowiada nam o hobby o którym nie mamy pojęcia.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Edgar Dickinson</span>: Ahhh, czyta Pan mojego X. Bardzo dobrze, poszerzy Pan słownictwo, na czytanie ze zrozumieniem przyjdzie jeszcze czas. Na ten moment pozwolę sobie, odrobinę sprostować parę spraw. Przede wszystkim, myślałem, że na Ascension rozstał się Pan z przeszłością. A jednak, podpiera się Pan nostalgią, słusznie minionej federacji, w dniu kiedy stoimy w domu Legion Pro Wrestling! *LPW! LPW! wypełniło na chwilę arenę w Chicago* To nie pomaga Pana sprawie, tak samo jak mylenie mnie z archetypem Zorro czy też innego Mrocznego Rycerza. *Pisarz spoważniał, a uśmiech w końcu zniknął z jego twarzy.* Nie jestem obrońcą sprawiedliwości, przynajmniej nie w prymitywnej formie, w jakiej Pan ją pojmuje. Dbam tylko i wyłącznie o prawidłowy przebieg tej historii. Jose Lopez który stoi przede mną tu i teraz, nie ma miejsca w jej głównym wątku i albo wykrzesze z siebie coś wartościowego, albo będzie musiał w końcu wyleczyć swój kompleks głównego bohatera. Ale do uświadomienia Panu, że na razie próbuje Pan tylko ukraść nie swój rozdział, rwie się ktoś nazbyt stosowny. *Dickinson bezrefleksyjnie odwraca się plecami do Lopeza i spogląda w kierunku publiki.* Panie Blaze doceniam poetyckość, czempion ludzi ruszający spośród nich z orężem w dłoni, to jest dokładnie to czego nam trzeba.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie rozbrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=kaIZWjItReI&amp;list=RDkaIZWjItReI&amp;start_radio=1" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">I gotsa get paid</a>, a publiczność reaguje mocnym cheerem. Jednak Blaze nie pojawia się na rampie, kamera nagle przenosi się na wejście na halę od strony publiczności, dokładnie z tej samej strony, w którą odwrócił się Edgar. Tam już stoi LPW World Champion z pasem na biodrach i kijem baseballowym w dłoni, którym wskazuje na ring. Axel rusza między fanami, którzy szaleją i poklepują go po plecach. Zawodnik jest zdeterminowany, zdaje się w ogóle nie mrugać i cały czas prze naprzód. Kiedy jednak dociera do barierek, tam już czeka na niego trzech ochroniarzy, którzy zaczynają spokojnie z nim rozmawiać. Mr. Forever jest pobudzony, wyraźnie nie podoba mu się kierunek tej rozmowy, ale ostatecznie ustępuje i oddaje im kij baseballowy. Dopiero wtedy sprawnie przeskakuje przez barierki, odbiera mikrofon od pracownika technicznego i wchodzi do ringu. Wbija swój wzrok w Lopeza, a na Dickinsona nawet nie zwraca uwagi</span><br />
<br />
<div style="text-align: left;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Masz takiego farta, że nawet z ustawionej talii wyciągnąłbyś dobrą kartę... Lopez. Powinieneś bardzo podziękować ochronie i po gali nosić ich na rękach, bo właśnie oszczędzili Ci bardzo ciężkiego urazu. Ale spokojnie, co się odwlecze, to nie uciecze. Próbowałem Cię znaleźć przez ostatnie dwa tygodnie i zdążyłem uświadomić sobie, że nie ma to już znaczenie, czy kara przyjdzie dzisiaj, czy jutro. Ważne, że Cię nie ominie. A nie ominie, gwarantuję Ci to. Ostatnio pozwalałeś sobie na bardzo dużo. Szkoda tylko, że byłeś taki odważny nie patrząc mi w oczy. To takie wygodne, nieprawdaż? Przez dwa miesiące nikt nie zwracał na Ciebie uwagi, każdy żył turniejem i tym, kto stanie się pierwszym LPW World Championem. A Ty potrzebowałeś uwagi. Przez te wszystkie lata tak rozpaczliwie jej szukałeś, że kiedy w końcu przypełzłeś do LPW i wystarczająco wylizałeś buty Van Dama, żeby tylko dał Ci szansę, nie spodziewałeś, że to będzie tak wyglądało. Biedny Jose Lopez, gwiazda nad gwiazdami, weteran sceny... blaknie przy świeżej krwi i nikt o nim nie mówi. Trzeba było strzelić focha, mówić dookoła, że nie będziesz walczyć, bo przecież Ty od razu idziesz po mistrza. A to wszystko dlatego, że jesteś tylko zwykłą dziwką, która domaga się atencji! A co jeszcze bardziej obrzydliwe, Ty doskonale zdajesz sobie sprawę, z tego co robisz. Wiesz, że zajmujesz się najstarszym zawodem świata i tak bardzo Ci wstyd z tego powodu, że nawet nie byłeś w stanie spojrzeć mi w oczy. Zrobiłeś swoje atakując mnie z zaskoczenia. Bez honoru! Bez ambicji! Bez zasad! Potem zabrakło Ci jaj, żeby pojawić się na Colosseum. Wolałeś wysłać nagranie, niż stawić czoła konsekwencjom. Wspomniałeś o koncertach, które tak bardzo wielbię - masz rację, wychowałem się na koncertach. I wiesz czego się dzięki nim nauczyłem? Że czasami na scenę może dostać się każdy... ale to nie czyni z niego gwiazdy wieczoru, Lopez. A Ty jeszcze masz czelność nazywać Edgara przeciętniakiem? On przynajmniej próbuje napisać swoją własną historię. A Ty? Ty próbujesz dopisać się do mojej! *whoa!* Ale niestety, w jednym muszę przyznać Ci rację. Tak, zdecydowanie pragnę, żebyś wygrał dzisiejszą walkę. *Blaze pierwszy raz odrywa wzrok od Lopeza* Bez urazy, Edgar, my jeszcze będziemy mieć okazje, żeby dać czadu, ale dzisiejszy wynik nie może być inny. Bo jeśli Lopez dzisiaj zostanie pretendentem do mojego pasa, *Blaze odpina pas i podnosi go do góry* to będę miał go na widelcu i już mi nie ucieknie.<br />
</div>
<div style="text-align: left;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><br />
Nick Aldis:</span> Spokojnie, Panowie! </div>
<div style="text-align: left;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><br />
Całą rozmowę przerywa Generalny Manager Elysium, wychodząc bez muzyki na rampę.</span></div>
<div style="text-align: left;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><br />
Nick Aldis:</span> Widzę, że mamy tu dużo emocji, rozumiem też ich przyczynę. Dlatego postawiłem na pewne dodatkowe zabezpieczenia. *Wskazuje na ochroniarzy* Wiem Axel, że bardzo chcesz dorwać Jose. Nie może się to jednak wydarzyć w sposób niewłaściwy. Także przychodzę do was z małym ogłoszeniem. Jeśli Axel Blaze zaingeruje w walkę wieczoru, w jakikolwiek sposób, pretendentami do tytułu zostaną zarówno Edgar Dickinson, jak i Jose Lopez. *spogląda na Blaze'a* Wiem, że może Ci się to nie podobać, ale muszę zapewnić odpowiednią jakość widowiska i sprawiedliwe rozwiązania. Potem nie zamierzam już ingerować w żadne spory. *Uśmiech, Blaze w końcu kiwa głową, na reszcie akceptując słowa swojego przełożonego* Jednak zapraszam Cię na czas tej walki do specjalnej loży przeznaczonej tylko i wyłącznie dla Ciebie, byś mógł z uwagą obserwować to co będzie się działo w dzisiejszym Main Evencie. Natomiast teraz... czeka Cię walka z Robem McŁowiczem, czyż nie? Dlatego Edgar, Jose - zapraszam z powrotem na zaplecze. I nie chcę was tu widzieć do walki wieczoru, w innym wypadku zostaniecie automatycznie zdyskwalifikowani. </div>
<div style="text-align: left;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Aldis opuszcza mikrofon i obraca się, schodząc za kulisy. Lopez z kwaśną miną choć niechętnie, jest już również w drodze, natomiast Edgar przygląda się jeszcze przez chwilę Blaze'owi... Jednak po chwili również opuszcza ring. <br />
</span><br />
</div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align">REKLAMY<br />
<br />
</div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/ledaVEB.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: ledaVEB.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #68c4e8;" class="mycode_color">Non-Title Singles Match</span></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze vs Rob McŁowicz</span><br />
<br />
<div style="text-align: left;" class="mycode_align">Wracamy do ringu po reklamach. W tym momencie Axel Blaze znajduje się w narożniku, a Rob McŁowicz zawija jego ręce za liny. Nie zastanawia się długo i od razu serwuje potężny Spatula Slap! Echo uderzenie rozniosło się momentalnie po całej arenie, aż publiczność ucichła. Kucharz natomiast przykłada palce do ust, mlaska i próbuje ocenić "smak" walki. Zaskoczony z aprobatą kiwa głową. Następnie szybko dokłada Eye Rake, po którym udaje, że sypie pieprzem w oczy rywala. Mr. Forever zasłania twarz dłońmi, co daje możliwość do ataku Królowi Kiełbasy. Nie zastanawiając się zbyt długo chwyta głowę przeciwnika i wykonuje Running Bulldog. Rob potrzebuje chwili, aby się odwrócić i przechodzi do pinu. 1... 2... Kick Out! Skoro to nie przyniosło efektu, stwierdza, że danie nie jest jeszcze wystarczająco dobrze przygotowane. Wstaje i od razu przechodzi do stompowania. Cała seria szybkich stompów spada prosto na klatę mistrza, a zanim sędzia zdążył go dobrze pouczyć o nadmiernej brutalności McŁowicz dokłada jeszcze Leg Drop. Trafiony zatopiony! Jeszcze raz przechodzi do pinu. 1... 2... Shoulder Up! Kucharz wstaje, przekręca głowę i zdaje się jakby coś w nim pękło. Nawet nie kłóci się z sędzią, po prostu pomaga wstać przeciwnikowi, który już sam zaczynał się zbierać, aby stojąc z nim twarzą w twarz poczęstować go Soleniem Rywala! Po serii szybkich ciosów na brzuch Blaze zgiął się w pół. Szybki Snapmare sadza Amerykanina na tyłku, sam odbija się od lin i z ogromnym impetem wyprowadza Dropkick prosto w twarz siedzącego rywala! Ależ to było uderzenie! Real Rock 'n' Roller wyraźnie to odczuwa, przekręca się na brzuch, aby łatwiej było mu wstać, najpierw podnosi się delikatnie na kolanach... i już z okrzykiem "SMAKUJE?!" nadciąga Polak, aby popisać się Degustacją Goryczy! Nic z tego! Blaze odsuwa się w ostatnim momencie i momentalnie zrywa się na równe. Zaskoczony Master Chef of Chaos odwraca się w kierunku swojego przeciwnika i od razu inkasuje potężny Bicycle Knee Strike. Rob daje się tracić czucie w nogach, ale High Life Warrior nie pozwala mu upaść. Od razu chwyta go za nadgarstek i posyła do narożnika Irish Whipem. Kucharz wbija się w niego z ogromnym impetem i nie daje rady utrzymać pionowej pozycji. Natychmiast siada, a mistrz już pędzi w jego kierunku i wbija się w niego przy pomocy Meteory! Fani szaleją! Axel wstaje i odwraca się w ich kierunku. Gestem ręki pobudza publiczność do jeszcze większego dopingu i go otrzymuje. Z zadowoleniem kiwa głową, uśmiecha i odwraca się znowu do przeciwnika. Okazuje się, że The Sausage King miał dość, wyturlał się z ringu i teraz opiera się o apron odzyskując siły. Legend in Making przykłada palec do ust, dając znać publiczności, żeby go nie wydali, sam również opuszcza ring. Rob tego nie widzi, wciąż jeszcze łapie oddech oparty o apron. I mamy Drive by! Mistrz natychmiast chwyta rywala, robi z nim kółeczko i wrzuca do ringu. Tauntuje do publiczności pokazując gest rock 'n' rolla, a oni reagują cheerem. Blaze wślizguje się do ringu, ale na to tylko czekał McŁowicz! Od razu rusza na przeciwnika, który okazuje się być bardzo szybki, przepuszcza oponenta na liny, aby odbił się od nich jeszcze raz. Sam ustawia się na środku ringu. Polak naciera i wpada wprost na Fade To Black! Ależ impet, to musiało boleć. Mistrz przechodzi do pinu. 1... 2... 3! Axel Blaze wygrywa starcie!<br />
<br />
<blockquote class="mycode_quote"><cite>Cytat:</cite><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas po chwilowej przerwie na zaplecze. W kadrze widzimy ponownie Roba McŁowicza, przemieszczającego się korytarzem. Na karku ma zarzucony ręcznik i wyraźnie odczuwa trudy swojej dzisiejszej walki z Axelem Blazem, bo idąc trzyma się za swoje plecy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???:</span> Proszę, proszę, kogo my tutaj mamy.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Teraz w kadrze pojawia się Lord Sebastien.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> To Rob McŁowicz, człowiek który dzisiaj dostał sromotny łomot od naszego mistrza. *na ustach arystokraty maluje się szyderczy uśmiech* Cholera, to wyglądało horrible. Jak się czujesz, Rob? *Lord mierzy Roba wzrokiem od góry do dołu* Chyba nie najlepiej? Jednak walki nie są takie łatwe jak przyrządzanie hot doga dla zdegenerowanych Amerykanów? Może po prostu ty, Rob, nie nadajesz się do toczenia walk w ringu, a twoje miejsce powinno pozostać na zawsze w kuchni. Mam dla Ciebie małą propozycję. Nie powinno się wpuszczać tam ludzi twojego pokroju, ale trudno - zrobię le exception. Może zasiądziesz dzisiaj w mojej loży VIP? Miałbyś okazję zobaczyć, jak w ringu prezentuje się prawdziwy zawodnik. *The Noble One pokazuje palcem na siebie* Może mógłbyś się czegoś nawet ode mnie nauczyć oglądając jak rozprawiam się z le pantin z kocimi uszami. Możesz to potraktować jak zaproszenie. *Lord poklepuje Roba po ramieniu* Tylko weź się trochę ogarnij zanim przyjdziesz na lożę, żebyś mi wstydu nie przyniósł.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Rob przez chwilę patrzy na dłoń Lorda na swoim ramieniu, po czym powoli ją strąca. Widać, że odczuwa skutki swojego pojedynku, ale nie daje tego po sobie poznać.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob McŁowicz:</span> Sebastien, jak na człowieka, który tyle mówi o klasie, bardzo chętnie podchodzisz do poobijanego gościa, żeby poprawić sobie humor. To nie arystokracja, to zwykłe podjadanie resztek z cudzego talerza. *Rob poprawia ręcznik na karku i delikatnie krzywi się z bólu* Tak, dostałem dzisiaj od Axela. I co z tego? Przynajmniej byłem w ringu z mistrzem, a nie stałem z boku i tylko ładnie pachniałem. *Rob mierzy Lorda wzrokiem od góry do dołu.* Ale dobra. Przyjmuję zaproszenie do loży VIP. Chętnie zobaczę, czy za tą całą szlachecką oprawą faktycznie spotka mnie coś ekskluzywnego, czy tylko drogi obrus na pustym stole. A skoro ty robisz dla mnie wyjątek, ja zrobię wyjątek dla ciebie.*Rob podchodzi pół kroku bliżej.* Za dwa tygodnie przyjdziesz do Pobitych Garów. Będziemy tam Ty, ja i blat. Sprawdzę, czy Lord Sebastien ma jakikolwiek smak… czy tylko dobrze wygląda w menu.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Lord Sebastien:</span> Lord Sebastien zawsze wygląda dobrze, Rob, a dzisiaj w ringu udowodnię Ci, że smaku również mi nie brakuje. Mówisz o podjadaniu resztek jedzenia z cudzego talerza, ale to Ty jesteś marną inspiracją pewnego europejskiego kulinarnego celebryty. *teraz Lord zasłania usta palcem w geście milczenia* Ups, nie mówmy o tym głośno, bo Twój cały czar pryśnie. Więc jedyną osobą, która dostaje resztki z cudzego talerza jesteś Ty, Rob. Twierdzisz też, że tylko stoję z boku i ładnie pachnę? To prawda, ładnie pachnę, ale jak przyjdzie odpowiedni czas to zdominuję swojego rywala, co pokaże Ci dzisiaj w ringu. Chciałem ci tylko pokazać moją propozycją, że czasem trochę luksusu może pomóc człowiekowi w życiu, ale widzę, że jesteś jak typowy Amerykanin - musisz wszystko po swojemu. Dobrze więc, przyjmuję twoje zaproszenie do Pobitych Garów. Mam tylko nadzieję, że przygotujesz na tą edycję coś więcej niż to co ostatnio. Moje kubki smakowe zasługują na coś więcej niż na takie malbouffe.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Sebastien odchodzi i znika z kadru, a Rob cały czas wodzi z nieufnością za nim wzrokiem. Obraz z kamery gaśnie.</span></blockquote>
</div>
</div>
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Światła na arenie przygasają, a po chwili rozbrzmiewają pierwsze dźwięki „Bodies” Drowning Pool. Reakcja publiczności jest mieszana — część fanów od razu zaczyna buczeć, pamiętając pierwsze tygodnie Extrememaniaca w LPW, jednak nie brakuje również osób, które zaczynają skandować jego nazwisko po tym, co wydarzyło się na Ascencion. Po chwili na rampie pojawia się Mike F’N Brutal. Extremely Mad Dog ma w dłoni charakterystyczne już dla siebie wytarte, ewidentnie przetestowane w boju krzesło, a w drugiej mikrofon. Szybkim krokiem zmierza w kierunku ringu, jakby adrenalina zebrana podczas Ascencion nadal w nim była, a kiedy w końcu znalazł się w środku kwadratowego pierścienia rozłożył krzesło i usiadł na nim spoglądając z uśmiechem w tę stronę areny, która skanduje ,,Brutal! Brutal! Brutal", choć nie jest to wielka część, ale po chwili więcej osób się przyłącza.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal:</span>: Wiedziałem! No ja po prostu wiedziałem, że jak fani LPW zobaczą, a niektórzy przypomną sobie na co tak naprawdę mnie stać, to część z nich stanie się wyznawcami religii ekstremy. No więc moi drodzy... Wita Was najbardziej ekstremalna, hardkorowa i spektakularna gwiazda LPW, największy fan klocków Lego w LPW - Mike Fucking Brutal! *mieszana reakcja tłumu, lecz cheer się bardziej przebija*. Ale po kolei, wydaje mi się że nowym fanom jestem winny że tak powiem - pewne podsumowanie. A więc kilka tygodni temu, kiedy wyszedłem na Colosseum po raz pierwszy mówiłem, że wrestling nie polega na ładnych obrazkach, chwytliwych hasełkach. Że ten biznes został zbudowany na bólu, pocie, krwi i momentach zwątpienia w siebie i wszystko dookoła. I wiecie co? Nadal tak uważam, ale przyznać muszę jedno, LPW nie jest tym czego się spodziewałem. <br />
<br />
*Concrete Saint w tym momencie wstaje i opiera się o narożnik plecami spoglądając w stronę stage'u.*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Bo kiedy tu przychodziłem myślałem, że zobaczę to samo co widziałem już setki razy. Kolejne miejsce pełne ludzi, którzy dużo mówią, a kiedy przychodzi moment próby nagle szukają wymówek. Ale zamiast tego dostałem kilka rzeczy, których nie przewidziałem. Na pierwszy ogień dostałem gościa, który był o włos od wygrania mistrzostwa LPW na Ascencion. Człowieka, który udowodnił mi, że czasami nie potrzebujesz krzesła, nie potrzebujesz chaosu i nie potrzebujesz zamienić ringu w miejsce zbrodni, żeby wygrać. Riddle sprawił, że klepałem. Nie będę stał tutaj i udawał, że to się nie wydarzyło, bo to byłoby dokładnie to, czym gardzę najbardziej. Ludźmi, którzy po porażce tworzą sobie własną rzeczywistość, żeby tylko ich ego nie ucierpiało. Potem w turnieju wylosowano mi Sabre Juniora. Kolejnego człowieka, który reprezentował wszystko to, czego nie znoszę. Niespotykaną technikę, nadzwyczajną kontrolę. Wrestlera który wierzy, że każdy człowiek ma swój punkt w którym można go złamać. I nie uwierzycie - ktoś znowu miał rację. Po raz drugi w tym miejscu ktoś zmusił mnie do poddania. I wtedy wielu z was pomyślało, że to jest moment, w którym Mike Brutal się kończy. A potem pojawił się ten dzieciak - Shadow. I tutaj robi się naprawdę zabawnie. Bo Elias myślał, że rozumie mój świat. Myślał, że wystarczy trochę chaosu, trochę dziwactwa, trochę szaleństwa i już jest kimś takim jak ja. Nie byłbym sobą, gdybym nie chciał pokazać mu jak ekstremalne różnice są między nami. Chciałem pokazać mu, że prawdziwa ciemność nie polega na udawaniu, że jest się innym, tylko na tym, że kiedy wszystko zostaje zabrane, kiedy zostaje sam ból i cierpienie nadal jesteś w stanie wstać.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">*W tym momencie Brutal patrzy się prosto w kamerę*</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: I dokładnie to mu pokazałem! On wciąż wstawał. I wstawał! I wstawał! I goddammit, on nadal się podnosił! Mimo całej jego głupoty muszę powiedzieć jedną rzecz. Ten dzieciak ma jaja. *publika reaguje mieszanie, ale raczej pozytywnie*. Czy dalej uważam, że jest dziwnym dzieciakiem, który czasami sam nie wie co chce osiągnąć? Hell F'N yeah! Ale zasłużył na mój szacunek. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">*King of Extreme spogląda na logo LPW Elysium na stage'u.*</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mike F'N Brutal</span>: Więc teraz nasuwa się pytanie: Co dalej? Fani LPW już wiedzą kim jestem i do czego jestem zdolny. Tak samo jak cała szatnia i te klauny w garniturach za sceną. Nie wyszedłem do ringu dzisiaj, aby szukać jakiejś akceptacji, jakiejś szansy po losowym zaatakowaniu kogoś, to nie mój styl. Nie jestem tu też po to, żeby udowadniać, że Extreme wciąż istnieje, to już zostało pokazane na Ascencion. Chcę teraz zobaczyć kto ma większe jaja niż Shadow, żeby wyjść do mnie twarzą w twarz po karuzeli na jaką posadziłem tego dzieciaka! Czy będzie to jakiś pseudo-prawnik? Czy będzie to jakiś zabogacony dzieciak, któremu ewidentnie brakowało uwagi ojca w życiu? A może będzie to pieprzona Kobieta Kot?! Nie wiem, ale jedno wiem na pewno. The Human Wrecking Riot nigdzie się nie wybiera i przyszedł na Elysium żeby kontynuować swoje dawno zaczęte dzieło i jeśli Aldis chce się przekonać co jeszcze potrafi Mike Brutal - to ma mój numer. Bo choćby ktoś stanął z bronią w ręku przede mną i wystrzelił w moją stronę kulę... to może być pewny, że nie będę się bawił w Matrixa, przechwycę tę kulę zębami i wypluję ją prosto w niego! Także panie i panowie, ciekaw jestem czy ktoś jeszcze to pamięta. Raise your chairs... 'n' get Extreeeemeee!!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">*I w tym momencie widokiem uradowanego Brutala na narożniku z wysoko uniesionym krzesłem w jednej ręce i żywą reakcją publiczności obraz gaśnie.*</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align">REKLAMY<br />
<br />
<img src="https://i.imgur.com/GGFefNA.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: GGFefNA.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #68c4e8;" class="mycode_color">Singles Match</span></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Elias Shadow vs Derrick Mantel</span><br />
<br />
<div style="text-align: left;" class="mycode_align">Wracamy po reklamach do ringu, gdzie widzimy aktualnie Mantela kompletnie znęcającego się nad swoim rywalem w narożniku. Aktualnie jest to seria stompów spadająca na klatkę piersiową Eliasa, do przerwania której dość szybko zostaje zmuszony jego oprawca, by uniknąć dyskwalifikacji. Ale po chwili oczywiście ponawia tą samą czynność, co znowu sprawia, iż sędzia zaczyna odliczać. 1...2...3...4... Mantel przerywa i podnosi do góry ręce, jakby był niewiniątkiem. Sędzia zaczyna go upominać, że następna taka akcja poskutkuje automatyczną dyskwalifikacją. Wywiązuje się pomiędzy nimi dłuższa dyskusja, aż w końcu Derrick prycha, macha ręką i powraca do wstającego już w narożniku Eliasa... Tylko po to by nadziać się na kopnięcie! A po chwili młodziak dokłada jeszcze Elbow Strike! Publiczność o dziwo przyjmuje to z lekką radością, chyba jednak bardziej nienawidzą "Normal" Guy'a. Widzimy jak Shadow bierze rozbieg, odbija się od lin, jednak Mantel jest sprytniejszy, bowiem unika ataku, po czym sam wykonuje Scoop Slam! Pinuje! 1...2. Elias podrywa bark, a sfrustrowany Derrick od razu podnosi go do stójki za włosy, zostawia zamroczonego na środku ringu, odsuwa się kawałek i dokłada Discus Lariat! Tym razem jednak nawet nie próbuje zakończyć walki, tylko przeciąga oponenta pod narożnik, na który sam się wdrapuje i wykonuje 450 Splash! Shadow w ostatniej chwili podciąga jednak kolana do góry, a następnie od razu przekręca Mantela i sam go pinuje! 1...2... Kick Out! Publiczność podrywa się z dopingiem dla Beta Wolfa, a ten o dziwo sam zaczyna powoli ładować baterie i lekko wycofuje się do narożnika. Derrick jednak dochodzi do siebie szybciej, rusza w kierunku przeciwnika i trafia w narożnik, ponieważ Elias unika jego szarży! Odsuwa się na środek ringu, po czym nadbiegającemu po raz kolejny rywalowi wykonuje Clothesline! A po chwili jeszcze jeden! Następnie unika ataku od rozwścieczonego i skonfundowanego Mantela, wyprostowuje się... I mamy Skibidi Kick prosto w szczękę! 1...2...3.  KICK OUT! Elias zawiedziony podchodzi powoli do narożnika, po drodze łapiąc oddech, po czym sam zaczyna się na niego wspinać! Jednak zanim obraca się do przeciwnika, ten dopada do narożnika resztką sił i spycha Beta Wolfa z lin, tak że ten upada na jaja! To chyba nie może się dobrze dla niego skończyć. Z tej pozycji Derrick przechwytuje go i wykonuje Spin-Out Powerbomb! Zamiast pinować, zamyka Eliasa w swojej koronnej dźwigni, Last Sentence! Nie ma innego wyjścia, Shadow klepie! Zwycięzcą walki zostaje Derrick Mantel!<br />
<br />
<br />
<blockquote class="mycode_quote"><cite>Cytat:</cite><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi się na zaplecze gdzie widzimy Nicka Aldisa pogrążonego w konwersacji, jednak nie wiemy kto stoi poza kadrem. Po chwili kamera odjeżdża kawałek dalej i naszym oczom ukazuje się... Paddy Jackson! A to Ci dopiero niespodzianka!<br />
</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> ...tak jak mówiłem przez telefon - to prosta robota. Trzymasz mikrofon, zadajesz pytania, Twój rozmówca na nie odpowiada.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Zaufaj mi, Nick! Jestem dobry w gadaniu. Poza tym, takiej encyklopedii jak ja w temacie innych zawodników nigdzie nie znajdziesz. *śmiech* Już wiem o nich więcej, niż oni wiedzą o sobie samych! *przyjaźnie szturcha Nicka w ramię z uśmiechem*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> *Przyjaźnie się uśmiecha i klepie Paddy'ego w bark* Cieszę się że Jack podsunął mi Twoją kandydaturę... *Aldis zawiesza na chwilę głos, mruży oczy patrząc w dal, po czym lekko wypycha Paddy'ego do przodu* Widzisz tego tam? Atakuj. To Twoja pierwsza 'ofiara'.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Się robi, szefie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Paddy podbiega do wskazanego zawodnika, a okazuje się nim być... Derrick Mantel, który ledwo zdążył wrócić na zaplecze po zwycięskiej walce z Eliasem.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Derrick! Derrick! *zaskoczony Mantel odwraca się w stronę Jacksona* Twoja kariera w federacji to kompletna sinusoida - zwycięstwa przeplatasz porażkami. Czy nie boisz się, że podczas następnego pojedynku znowu coś pójdzie nie tak? Nie sądzisz, że po wygranych starciach za bardzo osiadasz<br />
na laurach?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derrick Mantel:</span> Ty tak zawsze? Lubisz bawić się w krótkie streszczenie przygody różnych osób? *spogląda na Jacksona z pogardą.* Widzisz, ja nie zamartwiam się tym, co było. Wszystkie poprzednie walki - one są już przeszłością. Zamiast tego wolę skupić się na tym, co dopiero nadejdzie. Może i dotychczas więcej przegrywałem, niż wygrywałem, ale wszystko uległo zmianie. Walka z Shadowem jest jedynie zapowiedzią, a to, co nastąpi po niej, będzie dowodem na to, że słowa przeradzam w czyny. Zatem odpuść smutne gadanie o lęku przed tym, że coś pójdzie nie tak. Takie myślenie pasuje do słabych ludzi, a ja zdecydowanie się do nich nie zaliczam.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Czy można więc powiedzieć, że Derrick Mantel ma już swoją receptę na sukces?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derrick Mantel:</span> Receptę na sukces? Nie potrzebuję żadnej recepty, tylko konkretnych działań, które nakierunkują mnie na to, do czego dążę od samego początku. Nie lubię się powtarzać, gdyż swoje zdążyłem już powiedzieć. Mogę jedynie dodać, że dawny Mantel pełen zwątpienia i chwili słabości stał się przeszłością i teraz każdy może czuć się zagrożony. W szczególny pewien Kociarz, który swoją obecnością od dawna mocno mi działa na nerwy.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Z nikąd za plecami Derricka pojawia się zamaskowany miłośnik kotów - El Garra De Gato. Ten poklepuje lekko ramie Mantela i gdy ten się odwraca, Koci Luchador wchodzi w kadr i staje twarzą w twarz z gościem wywiadu uśmiechając się przy tym.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">El Garra De Gato:</span> Van Helsing we własnej osobie, łowca odmieńców i potworów.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na chwilę El Garra odwraca się do Paddy'ego.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">El Garra De Gato:</span> Niech Ci opowie o swoich sukcesach na tym polu, może szybciej się uwiniesz i będziesz mógł spędzić dzień w lepszy sposób, amigo.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kociarz ponownie odwraca się do Derricka.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">El Garra De Gato:</span> Mantel... rób, myśl co chcesz i mów co chcesz... ale to się wydarzyło na ostatnim Colosseum, jest dokładnie tym, przed czym Cie ostrzegałem. Widzisz we mnie odmieńca, ale zadarłeś ze mną, z Kocim Pazurem! Wspomniałem Ci o tym, jak moja wiara daje mi siłe, starałem się Cie przestrzec, ale nie chciałeś słuchać. Wiesz... może teraz najwyższa pora skupić się na swoich problemach? Zamiast gonić za potworami z osikowym kołkiem i nożem ze srebra... popracuj nad tym co robisz w ringu i jak współpracujesz z innymi.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kociarz staje krok dalej od Derricka, by w razie czego uniknąć potencjalnego ataku fizycznego.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">El Garra De Gato:</span> Ostatnio na Colosseum współpraca Ci się trochę posypała. Może ja i Edgar jesteśmy dobrą drużyną...? A może... spodobała Ci się idea porażki z Kocią Maską?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">El Gato uśmiecha się z dużą dawką pewności siebie, ale z dozą postawy gotowej do obrony. Mantel tymczasem z widocznym grymasem na twarzy spogląda na Garrę i bez słowa obraca się, udając się w stronę szatni, zostawiając przy tym zdezorientowanego Jacksona oraz El Gato.</span></blockquote>
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wracamy do ringu w którym widzimy... Salvadora? Kamera pokazuje jednak rampę, a światła w hali lekko przygasają. Z głośników słychać krótki szum starej kasety, a następnie spokojne kliknięcie dyktafonu. Na stage’u pojawia się mężczyzna ubrany w długi, ciemny płaszcz, trzyma w jednej dłoni teczkę z dokumentacją, a w drugiej stary dyktafon. Za nim, powoli i bez żadnych emocji, ogromny, zamaskowany zawodnik. Człowiek w masce zmierza do ringu z opuszczoną głową. Nie patrzy na publiczność. Nie patrzy nawet na Salvadora. Po prostu idzie przed siebie.<br />
</span></div>
<div style="text-align: left;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">???:</span> Proszę zachować spokój. To, co za chwilę zobaczycie, nie jest aktem przemocy. To procedura.* zatrzymuje się przed ringiem i spogląda na Salvadora*. Ja nazywam się Dr. Victor Kline i chcę coś obwieścić zarówno Panu jak i całemu LPW. Panie Salvadorze, pańska obecność w tym ringu została odnotowana. Waga, wzrost, reakcja źrenic, napięcie mięśniowe… wszystko wskazuje na umiarkowany poziom strachu. To dobrze. Strach jest pierwszym etapem leczenia.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zamaskowany zawodnik wchodzi po schodkach, przechodzi nad górną liną i staje na środku ringu. Salvador cofa się o krok. Kline zostaje przy linach, nie spuszczając wzroku ze swojego podopiecznego.<br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> To co tutaj widzicie nazywa się Silas Crowe. Przez lata próbowano go zamknąć, wyciszyć i naprawić. Każda metoda zawiodła. Każdy pas bezpieczeństwa pękł. Każde zabezpieczenie okazało się tymczasowe.*Kline powoli unosi dyktafon bliżej ust.* Ale proszę się nie obawiać. Mój pacjent nie przyszedł tutaj, by pana skrzywdzić bez celu. Przyszedł, by rozpocząć terapię.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Doktor naciska przycisk na dyktafonie. Z urządzenia rozlega się zniekształcony, archiwalny głos:<br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nagranie:</span> Sesja rozpoczęta. Pacjent musi współpracować.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Silas Crowe powoli podnosi głowę i po raz pierwszy patrzy prosto na Salvadora. Kline uśmiecha się pod nosem <br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> Rozpoczynamy leczenie.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tej samej chwili słyszymy gong, co oznacza rozpoczęcie walki!<br />
</span><br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/vm8AZh5.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: vm8AZh5.png]" class="mycode_img" /><br />
<span style="color: #68c4e8;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Singles Match<br />
</span></span><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Silas Crowe vs Salvador</span><br />
<br />
<div style="text-align: left;" class="mycode_align">Gong rozpoczyna pojedynek, a Salvador od razu robi kilka nerwowych kroków po ringu, jakby bardziej szukał drogi ucieczki niż sposobu na pokonanie rywala. Silas Crowe stoi nieruchomo na środku areny zmagań z opuszczonymi rękami i wzrokiem ukrytym za maską. Broom Guy próbuje jednak pokazać charakter i rusza na większego przeciwnika z serią ciosów w korpus, ale The Uncured nawet nie drgnął. Jose El Grande Salvatore odbija się od lin, próbując nabrać rozpędu, lecz Subject 00 nagle wystawia nogę i ścina go potężnym Big Bootem. Sweeping Man pada na matę, a Dr Victor Kline przygląda się temu bez najmniejszych emocji, trzymając w dłoni stary dyktafon. Janitor próbuje podciągnąć się przy linach, ale zostaje złapany za kark i przeciągnięty do narożnika. Tam Silas wbija bark w jego żebra, raz, drugi, trzeci, aż sędzia zaczyna go odliczać. Crowe puszcza dopiero przy czterech, bardziej po spokojnym geście doktora niż z powodu polecenia arbitra. Salvador osuwa się na matę, lecz po chwili desperacko chwyta nogę rywala, próbując przejść do Sweep it Back. Manewr nie ma jednak żadnych szans powodzenia. Patient Zero nawet nie traci równowagi. Chwyta argentyńskiego maniaka porządku oburącz, odrywa go od maty i ciska nim przez pół ringu Fallaway Slamem. Broom Guy ledwo się porusza, ale Silas nie przechodzi do pinu. Zamiast tego podchodzi powoli, stawia ciężki but obok jego głowy i przez moment tylko patrzy w dół. Następnie podnosi go z maty i dokłada brutalny Blackridge Drop, po którym Salvador zostaje rozłożony na środku ringu. Crowe klęka obok przeciwnika i przykłada dwa palce do jego szyi, sprawdzając puls. Sędzia próbuje upewnić się, czy Janitor może kontynuować walkę, ale Silas powoli odwraca głowę w stronę Dr. Kline’a. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> Reakcja zachowana. Możemy przejść do etapu końcowego. <br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Doktor naciska przycisk dyktafonu, a z urządzenia wydobywa się zniekształcony głos z archiwalnego nagrania.</span> <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nagranie:</span> Pacjent musi współpracować. <br />
Subject 00 od razu podnosi Salvadora. Zaciska dłoń na jego twarzy, unosi go bez większego wysiłku i wbija w matę przy pomocy Code Zero. Tym razem pinuje rywala kładąc jedną ręką na klatce piersiowej.Sędzia odlicza… 1… 2… 3! Silas Crowe wygrywa swój debiutancki pojedynek w całkowicie dominującym stylu. Nie świętuje, nie reaguje na publiczność i nie unosi rąk. Ponownie klęka przy Salvadorze, jeszcze raz sprawdza jego puls, po czym spogląda na doktora. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Victor Kline:</span> Leczenie zakończone. <br />
The Uncured powoli wstaje i bez słowa opuszcza ring za swoim doktorem, zostawiając obolałego Salvadora na macie.<br />
<br />
<br />
<blockquote class="mycode_quote"><cite>Cytat:</cite><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tle słychać <a href="https://www.youtube.com/watch?v=EnpbTfL-Q5w&amp;list=PLu0UrGR3nSaz5jIyt210l2Znv1nd5SDcQ&amp;index=20" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ten</a> utwór, a kamera przenosi nas do...Montany! Konkretniej mówiąc znajdujemy się w barze "The Maverick". W środku nie jest zbyt tłoczno, widzimy może dwie grupy ludzi, rozmawiających ze sobą i jednego faceta, który rozmawia z barmanem. Operator robi właśnie zbliżenie na tę postać, a ona odwraca się w kierunku kamery i widzimy, że to nie kto inny, jak James River Waters! JRW ma na sobie jeansowe spodnie z szerokimi nogawkami, buty kowbojki i czarną koszulę.<br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Barman:</span> Słyszałem plotki, że nie zabawisz u nas już zbyt długo, ponoć wracasz na wielkie sceny. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">uśmiecha się</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James River Waters: </span>Ludzie z LPW skontaktowali się ze mną, mam kontrakt na stole. Wystarczy podpisać. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">popija whisky </span>Tylko wiesz co, Steve? Nie wiem, czy chce się to wszystko bawić, nawet nie wiem w sumie, czy dalej potrafię to robić. Nie chodzi mi o umiejętności, bo przecież po WCW walczyłem jeszcze w paru niezależnych federacjach i nie czuje się zardzewiały, ale...czy warto? Pójdę tam i znowu będzie ten sam schemat. "Bla bla bla, Rivers okupuje połowę gali, bla bla, nie rozwijamy innych, bla bla niszczyciel dobrej zabawy, bla bla..."<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Barman: </span>Obchodziło Cię to wcześniej? Chyba nie. Przecież ty gruboskórny jesteś. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">polewa Jamesowi kolejnego drinka</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James River Waters: </span>Obchodziło, czy nie, to bez znaczenia. Po prostu LPW nie może mi wiele dać, a ja mogę stracić coś, co bardzo sobie cenię - święty spokój. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">bierze kolejny łyk </span>Wiesz ile trzeba się ujebać, żeby naprawdę coś znaczyć? Ja nie mogę przyjść do LPW i po prostu być kolejnym gościem, który "spełnia marzenia". Ja muszę od razu być TYM kolesiem. Miałem ten swój znienawidzony streak, skończyłem WCW będąc World Heavyweight Championem, zresztą wiesz o tym świetnie, bo ten przeklęty pas cały czas tu wisi. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mamy zbliżenie na drzwi frontowe i rzeczywiście, wisi nad nimi pas WHC z WCW</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Barman:</span> No dobra, ale skoro to oni do Ciebie zadzwonili i dali Ci ten kontrakt, to chyba im na Tobie zależy, nie?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">James River Waters: </span><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">wygląda na rozbawionego </span>Nie. Nie zależy im na mnie, tego akurat jestem pewien. Wiesz, wrestling jest trochę jak telewizja śniadaniowa, jak się dobrze sprzedajesz i jesteś "klikalny" na socialach to Cię trzymają, ale jak tylko twoje liczby zaczynają lecieć w dół, to wiedz, że na twoje miejsce mają już nastepnęgo. W LPW ktoś właśnie przestał się sprzedawać, albo oni są na tyle sprytni, że już widzą to na horyzoncie. <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">wzdycha </span>Nie wiem, co zrobię, szczerze Ci mówię, nie wiem. Może po prostu do nich zadzwonię i powiem "chłopaki, przecież macie już gwiazdy, po co wam wrestler?" Równie dobrze może się skończyć tak, że dziś się uchleje, wsiądę w mojego jeepa i ruszę na podbój LPW.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Obraz z kamery urywa się, a my zostajemy na rozdrożu, niczym PSL przed każdymi wyborami.</span></blockquote>
</div>
</div>
</div>
</div>
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na arenie rozbrzmiewa <a href="https://youtu.be/GRWbIoIR04c?is=AgPj-WCtF7evlRdR" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">ten theme song</a>, a to oznacza tylko i wyłącznie, że za chwilę na arenie pojawi się pierwszy LPW Eternal Champion, Derek Halloway! Jednak w pierwszej chwili nie pojawia się on sam. Z Backstage’u wychodzą postacie w różnym wieku, wzroście o różnych kolorach skóry. Wszyscy mają na głowie charakterystyczne czapeczki foliowe. Około 20 osób robi szpaler na rampie. Gdy już wszyscy ustawią się na swoich miejscach z backstage’u wychodzi sam zainteresowany, Derek Halloway z pasem na biodrach. Spotyka się z mieszaną reakcją ludzi na trybunach, a ludzie biorący udział w szpalerze zaczynają oklaskiwać mistrza. Ten z uśmiechem na ustach i wyraźną skromnością przechodzi przez rampę i dochodzi do apronu. Spokojnie wchodzi po schodach na apron, a w tym momencie ludzie ze szpaleru podchodzą do ringu i go otaczają. The Truth Seeker wchodzi teraz między drugą, a trzecią liną do kwadratowego pierścienia, podchodzi do jednych lin i wyciąga ręce na boki prezentując swój pas. Po tym prosi jednego z ludzi o przyniesienie mu mikrofonu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Witam wszystkich oświeconych! *słychać zdecydowanie mieszane odczucia, najgłośniej wiwatuje grupka trzech ludzi z foliowymi czapkami na głowie i odpowiednimi koszulkami przy barykadzie* Dziękuję wam za przybycie! Widzicie? Nic tylko brać przykład z takich ludzi, którzy doznali oświecenia. Wasz przywódca, w mojej skromnej osobie, jest z was dumny. A teraz wy wszyscy, niedowiarki, możecie spoglądać jak daleko może was zaprowadzić mówienie prawdy taką jaka ona jest. Teraz Elysium to moje królestwo, mój własny raj i wszyscy będziecie słyszeć to, co jest właściwe. A właściwe jest to, że tak naprawdę to kolejny przekręt wężookiego Roba. Mianowicie człowiek, którego właściwie już wziąłem pod swoje skrzydła, miał szansę na konkretny rozwój, wyjście z tej Krakowskiej patologii umysłowej, pozostał na Colosseum. Przecież to jest jakaś prowokacja! Specjalnie dogadali się z Aldisem, bo wiedzieli, że we dwóch byśmy rozmontowali ich elitarne spiski. No ale trudno i tak nie będziecie mieli ze mną lekko, wy nędzni marionetkarze. By zdobyć to mistrzostwo pokonałem połowę zawodników, którzy byli w stanie oddać wszystko, by zwyciężyć w tej walce. A ja po prostu zrobiłem swoje! Ostatnio nawet pofrunąąąąął pięknie, a szczyci się, że walczył na całym świecie. A w tej jego Wielkiej Brytanii nawet nie wiedzą do końca jak powstało Stonehenge, a prawda jest taka, że sam należy do jakichś obrzydliwych Iluminatów, którzy czczą przy tej budowli swoich bożków. Ale na końcu to ja zdobyłem Elysium i na Ascension zdobyłem tutaj nieśmiertelność!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><a href="https://www.youtube.com/watch?v=BuQG6_evFc8" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Mother od Idles</a> przerywa monolog mistrza i zatrzymuje się na rampie z mikrofonem. Wyraźnie zdegustowany krzyczy po chwili, żeby wyłączono jego muzykę, ponieważ chce coś powiedzieć</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr.: </span>Nie mogę, nie mogę na to patrzeć, aż łeb mnie boli. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zack robi kilka kroków w tył i wydaje się, jakby chciał wrócić na backstage, Brytyjczyk jednak wraca wzorkiem na ring i zaczyna ruszać w stronę kwadratowego pierścienia.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr.: </span>Kim Wy do cholery jesteście? &lt;wskazuje na postaci otaczające ring&gt; Kim Ty... jesteś? &lt;ZSJ pokazuje palcem na Halloway'a&gt; Bo nie jesteś mistrzem. Masz pas, tak. Ale mistrzem nie jesteś. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Sabre przechodzi przez ludzi Halloway'a, wskakuje na apron, a następnie wchodzi do ringu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr.: </span>Dziś powinniśmy otwierać nową erę LPW. Powinniśmy świętować debiut Elysium. Powinniśmy otwierać szampany z powodu koronacji nowego mistrza. I niby wszystko się zgadza. Jest Elysium, jest celebracja, jest nawet pas... ale ja nie widzę mistrza. Nie wygrałeś tego pasa Derek. Ja go przegrałem. Sam ze sobą. Jesteś papierowym mistrzem, A to znaczy, że twoje dni są policzone. Co sprowadza mnie do tego, dlaczego tutaj jestem. Połóż ten pas na szali. Daj mi tę walkę. Doskonale wiesz, że kiedy wejdziemy do tego ringu jeden na jednego, to będzie moment, w którym będziesz musiał się z TYM pożegnać. &lt;ZSJ wskazuje na pas&gt; Tak, jesteś w stanie mnie pokonać w walce wieloosobowej z drabinami w środku, gdy będę miał jeden z gorszych dni w karierze. Ale i ty to wiesz i ja to wiem... jesteś tchórzem. Uciekasz. Wiesz, że jedyną taktyką na trzymanie się złota, jest zbywanie mnie. Dość tego. Dziś rozwiązujemy ten temat. Daj mi tę walkę! Możemy to zrobić już teraz! Ba! Możecie nawet tu zostać &lt;wskazuje na ludzi wokół&gt; to od razu zrobimy kolejną celebrację, tym razem moją, za jakieś kilka minut, gdy już będę nowym mistrzem.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>Przede wszystkim, witaj Zack. Możesz rozgościć się w moim ringu, ale tylko na chwilę, bo zaraz będziesz musiał zmykać. Jestem człowiekiem, który potrafi słuchać między słowami, to też wiem kto kłamie i manipuluje faktami, a nie potrafi dobrze podać składu szczepionki, która powoduje różne choroby, zamiast ich leczyć. Wiesz co można wyczytać spomiędzy Twoich słów? *Derek odciąga okulary bardziej na czubek nosa, żeby spojrzeć Zackowi prosto w oczy* bycie przegrywem. *poprawia okulary,żeby były na swoim miejscu.* Swoją nieudolność ringową zasłaniasz tym, że ktoś jest tchórzem, ktoś miał farta, a jeszcze inny, że jest stary. Ale na koniec dnia to Ty jesteś winien tego, że przegrałeś walkę o finał LPW World Championship, to Ty poleciałeś z drabiny niczym, swego czasu, Rosyjscy oligarchowie, którzy oczywiście nie robili tego sami. Twoje rozgoryczenie jest tylko i wyłącznie Twoją wina. Niezależnie ile razy będziesz przekłamywać rzeczywistość, prawda jest prosta. Po prostu otwórz oczy, owco, bo żaden z Ciebie goat! Wielce szanowany na całym świecie, a w takiej małej federacji nie potrafił sobie poradzić!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr.: </span>Jesteś głuchy? To pytanie retoryczne, bo to co właśnie powiedziałeś, jest idealnym dowodem, że coś u Ciebie nie tak ze słuchem. Dosłownie przed chwilą mówiłem, że przegrałem sam ze sobą, nie z Tobą. Co czyni Cię tylko przechowalnią, dla mojego złota. I tak Derek... walczyłem na całym świecie. Od sal gimnastycznych, w których było pięćdziesiąt osób, po Tokyo Dome wypełnione po brzegi, czterdziestoma tysiącami fanów z całego świata. Dlatego właśnie nie mogę przełknąć, że ktoś taki jak Ty, jest mistrzem. Jesteś żartem, zabawnym, ale żartem. Umniejszasz profesji, którą ja i moi mistrzowie doprowadzili do perfekcji. Dodatkowo, idealnie pokazujesz, że nie jesteś człowiekiem formatu mistrzowskiego, nie powinieneś być twarzą Elysium. Mówisz o LPW jako o małej federacji w momencie, gdy jesteśmy po pierwszym PPV, jesteśmy na premierowej gali Elysium i tak... mogę być wygwizdywany czy po prostu mniej popularny wśród tych ludzi, bo ktoś woli takich pokemonów jak ty. Nie kalkuluję i mówię co myślę. Mam gdzieś, co ktoś o mnie pomyśli. Ale wiesz czego nie mam gdzieś? Tego biznesu. Dlatego dziś, zakończę ten freak show, Twoje pięć minut się kończy. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zack zbliża się do Dereka na bliską odległość, co powoduje, że po chwili panowie mają intensywny face-off. Zack pierwszy przechodzi do fizycznej potyczki, ponieważ popchnął mistrza. Halloway nie pozostał jednak dłużny i odwdzięczył się w ten sam sposób Zackowi. Zarówno Derek, jak i ZSJ krzyczą na siebie i napięcie można kroić nożem. W tym momencie na rampie po raz kolejny dnia dzisiejszego pojawia się Nick Aldis! <br />
<br />
</span><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Panowie, spokój! Zack, jeśli chcesz walki z Derekiem to proszę bardzo - dostaniesz ją! Ale nie będzie to walka o pas. Na to musisz zasłużyć. W przyszłym tygodniu zmierzycie się w tym ringu. *cheer* Jednak, nie będzie to zwykła walka jeden na jednego. Będzie to Tag Team Match! *cheer* Co do waszych partnerów, cóż... Jakby to powiedzieć... Musicie sami ich sobie znaleźć! *cheer, Sabre i Halloway są trochę zdziwieni* Dokładnie, dobrze mnie słyszeliście. W Main Evencie następnego Elysium zmierzą się ze sobą mistrz Eternal Derek Halloway wraz z wybranym przez siebie partnerem, oraz Zack Sabre Jr. również z osobą wybraną przez siebie. A teraz żegnam, zróbcie miejsce w ringu, bo czas na kolejną walkę.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Widzimy kłócących się jeszcze w ringu Sabre i Hallowaya, jednak po chwili obraz z kamery gaśnie...<br />
</span><br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align">
REKLAMY<br />
<br />
<br />
<img src="https://i.imgur.com/QlC7qG1.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: QlC7qG1.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #68c4e8;" class="mycode_color">Singles Match<br />
</span>El Garra de Gato vs Lord Sebastien</span><br />
</div>
<div style="text-align: left;" class="mycode_align">Wracamy po reklamach do walki i widzimy, że zamaskowany wrestler posyła Lorda w liny Irish Whipem. Francuz odbija się od nich i próbuje powalić rywala Running Lariatem, ten jednak robi unik, a następnie podnosi oponenta w górę i wykonuje Atomic Drop. Lord nie upadł, jednak inicjatywa pozostaje po stronie Kociarza. Obraca on rywala i wykonuje Belly-to-belly Suplex, po którym następuje próba przypięcia. 1...kickout! Następnie Garra De Justicia powraca do pozycji stojącej, przy okazji oddalając się na kilka kroków od wstającego rywala. Sebastien podnosi się, zaś Kociarz biegnie w jego stronę i mamy Running Elbow Strike! Albo i nie mamy, bo Lord zrobił unik. Następnie wyprowadza Knife-edge Chop, a bezpośrednio potem European Uppercut. Ten cios prawie zwalił Kociarza z nóg, jednak przed upadkiem uratowały go liny. Lord nie zatrzymuje się - mamy Irish Whip, odbicie Meksykanina od lin, po czym trafia on na Tilt-a-Whirl Backbreaker. Tym razem to Europejczyk podejmuje próbę odliczenia rywala. 1...2...nic z tego. Arystokrata ma już jednak kolejny pomysł, w tym celu kieruje się w stronę jednego z narożników. W tym czasie Koci Luchador podnosi się przy pomocy przeciwległego narożnika. Gdy jest już na nogach, francuski zapaśnik biegnie w jego kierunku i wykonuje Courtoisie Kick! Trafiony! Lord jednak nie dopada do rywala z kolejną próbą odliczenia, tylko postanawia wdrapać się na narożnik. Staje na równych nogach, po czym wykonuje Sang Bleu Elbow! Nie! El Garra w ostatnim momencie unika zderzenia! Przez kilkanaście sekund obaj panowie leżą na macie. Sędzia ich wylicza, jednak podwójny nokaut im nie grozi, bo już przy 5 widać, że obaj wstają. Mamy Irish Whip w wykonaniu Lorda, po odbiciu od lin Kociarz unika ciosu, odbija się ponownie i wykonuje Running Crossbody! Kolejna próba przypięcia kończy się niepowodzeniem. Meksykanin praktycznie od razu podnosi przeciwnika, po czym podrzuca go i aplikuje Pop-up Uppercut! Po wykonaniu tej akcji chce ruszyć dalej...jednak w tym momencie spostrzega, że z trybun wyłonił się Derrick Mantel, który właśnie przeskakuje nad barierką! Normal Guy patrzy prosto w oczy Luchadorowi, powoli krążąc wokół kwadratowego pierścienia. Meksykanin krzyczy w jego kierunku, żeby nie mieszał się w ten pojedynek. Zupełnie zapomina przy tym o swoim przeciwniku, który zdążył już wstać, a teraz jest dokładnie za jego plecami! Mantel jedynie się uśmiecha i pokazuje palcem, by Garra się odwrócił, co ten czyni i niemal od razu zostaje złapany przez Lorda, który wykonuje Le Execution! Francuz odlicza rywala. 1...2...3! To koniec! Wygrał Lord, a Derrick wygląda na bardzo zadowolonego z takiego zakończenia.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po walce Mantel wślizguje się do ringu, mierzy wzrokiem Lorda... Po czym wykonuje Head Crusher na powoli podnoszącym się Kociarzu! Francuski wrestler stwierdza, że nie warto się w to mieszać i wychodzi z ringu, pozostawiając Kociego Luchadora na pastwę Normal Guy'a. A ten nie zamierza wcale poprzestawać na ataku... Tylko chwyta za maskę bezbronnego De Gato i zrywa ją z jego głowy! Ten od razu zasłania twarz, tak że nikt nie zdołał jej zobaczyć, a po chwili sędzia zarzuca ręcznik na głowę Meksykanina! Mantel obserwuje to wszystko z uśmiechem, unosząc maskę do góry niczym trofeum...<br />
</span><br />
<blockquote class="mycode_quote"><cite>Cytat:</cite><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi się na zaplecze gdzie widzimy Nicka Aldisa pod drzwiami swojego biura. Ma już wejść do środka, jednak w tym momencie przed nim pojawia się... po raz kolejny Paddy Jackson, który trzyma pod pachą jakiś pakunek! <br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> No witaj Paddy! Widziałem wywiad z Derrickiem, muszę powiedzieć, że sprawdziłeś się w nowej roli.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Mówiłem, że to nic trudnego Nick!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Paddy uśmiecha się szeroko, a Nick zerka na paczkę pod pachą rozmówcy. <br />
</span><br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> A co tam masz? Już prezenty od fanów? *śmiech*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Paddy Jackson:</span> Tak właściwie... To dla Ciebie, szefie! *Aldis ze zdziwieniem patrzy na twarz Jacksona* Znaczy, nie ode mnie, ktoś mi to dał, ale w sumie to nie znam gościa, nawet nie zdążyłem go zapytać o imię... Ale poprosił tylko, żebym przekazał to Generalnemu Managerowi Elysium, bo sam bardzo się śpieszył... Więc jestem szefie!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Paddy przekazuje pakunek w ręce Aldisa, po czym z uśmiechem odchodzi. Nick za to w końcu otwiera drzwi do swojego biura, siada przy biurku i kładzie na blacie paczkę. Po chwili bierze nóż do ręki, przecina taśmę i odchyla zawiniątko... W środku widzimy czerwoną różę, bez łodygi. Skonsternowany Aldis podnosi różę do góry i chwilę się jej przygląda, a obraz z kamery gaśnie...</span></blockquote>
</div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">INHALE! Możemy teraz usłyszeć olbrzymi cheer, a już po chwili na rampie pojawia się Maxwell Ransom! Wilg... Ech, ciężko go już tak nazywać ze względu na brak nienagannie wilgotnych włosów. A więc łysy Maksiu wygląda dosyć poważnie, dokładnie tak jak podczas Ascension. Zawodnik ogląda się po fanach, którzy skandują jego imię, a następnie rusza w stronę ringu. Po drodze widzowie przy barierkach wyciągają w jego stronę ręce w celu przybicia piątki, co Maxwell kwituje delikatnym uśmiechem i każdemu stara się odwzajemnić gest. Gdy jest już w kwadratowym pierścieniu, odbiera mikrofon i ogląda się po zebranych fanach, którzy w dalszym ciągu nie przestają skandować imienia Ransoma. Maksiu wygląda na lekko wzruszonego i po chwili nasłuchiwania chantów w końcu zbiera się na wypowiedzenie pierwszych słów...</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Maxwell Ransom: </span>Na wstępie muszę wam bardzo gorąco podziękować za tak miłe przyjęcie. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. *cheer, Maksiu odwraca się w każdą stronę z wyniesioną ręką ku górze w geście podziękowania* Jestem też każdemu z was winny przeprosiny. Pojawiłem się znienacka i mogło to wyglądać tak, jakbym zapomniał o swoich fanach, w końcu nie powiedziałem w waszym kierunku ani słowa... Nie jest tak, naprawdę. *głębszy oddech* Musiałem w pierwszej kolejności skierować kilka słów prawdy w kierunku jednej osoby. Uwierzcie mi, nie było to dla mnie jakkolwiek łatwe i chciałem mieć to po prostu za sobą...  Czułem wewnętrznie, że trzeba jak najszybciej zamknąć temat Jeana... I temat ten już zamknąłem. *zawód fanów* Rozumiem was, ale proszę... Zrozumcie też mnie. Opowiedziałem wam moją perspektywę dotyczącą tej relacji, a teraz przyszedł czas na głębsze wyjaśnienia w waszym kierunku, bo padło wtedy z mojej strony trochę słów, które mogły wam namieszać w głowie. *głębszy oddech* Bez zbędnego przeciągania muszę wam wyznać, że po prostu... życie przestało mi sprawiać radość. *poruszenie widowni, Maxwell nerwowo chodzi po ringu* Zacząłem odczuwać "bezsens", straciłem chęci do czegokolwiek, zaczęło mi brakować... Sam nawet nie wiem czego... Kochani, ja po prostu z niewiadomych przyczyn zacząłem wpadać w spiralę nieustającego smutku. *skrywa twarz w dłoniach* Próbowałem zmienić swoje nawyki, rutyny, *gładzi się po głowie* doszedłem nawet do takiego szaleństwa, że pewnego wieczoru zgoliłem głowę, jakby to miało cokolwiek zmienić! Rozumiecie?! To jest jakiś obłęd, paranoja! *wzdycha i kręci głową* Szukałem różnych rozwiązań  i odpowiedzi w głowie na pytanie "co się do cholery stało?"... I myślę, że dzięki pewnym podjętym decyzjom, a także zaangażowaniu kilku osób jest dla mnie szansa, żeby  wyjść na prostą. *cheer* Sam fakt, że stoję tu przed wami *wskazuje palcem na widownię* i mam odwagę o tym mówić jest dla mnie naprawdę ogromnym krokiem, nie jesteście sobie w stanie nawet wyobrazić jak olbrzymim... Oczywiście, nic jeszcze nie jest absolutnie takie, jak było i jak być powinno... ale W KOŃCU  jestem gotów o to zawalczyć. *cheer* W tym ringu, przed każdym z was zaczęło się dla mnie wszystko, co najlepsze. NIE MA lepszego miejsca żeby uporać się z tym "czymś", co zawładnęło moją głową! *cheer* I dziękuję wam po prostu, za wszystko... *wzruszenie Ransoma, olbrzymie brawa od widowni* Głęboko wierzę, że także dzięki wam, właśnie tutaj, odkryję w sobie siły, znajdę odpowiedzi... I wygram walkę o siebie. *Maxwell obraca się wokół własnej osi przy olbrzymich owacjach*<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">SATELLITE! Fani reagują cheerem, chociaż nieco mniejszym niż zazwyczaj. Dolnick zjawia się na rampie i standardowo jest ubrany w hawajską koszulę. Puszysty zapaśnik wlecze się w kierunku ringu, przybijając piąteczki po drodze. Cały czas jednak patrzy na Ransoma, który odwzajemniając spojrzenie, nie jest zachwycony widokiem Jeana. Grubas włazi do kwadratowego pierścienia, chwilę przed tym odbiera mikrofon od pracownika.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jean-Pierre Dolnick:</span> Max... co ty jakieś smuty wygadujesz! Weź no uśmiechnij się chłopie trochę. *Dolnick niezręcznie się uśmiecha, Ransom tego nie odwzajemnia ani trochę* Emmm... *zastanawia się* ja wiem, że ten mój SMS nie był zbyt fajny, ale no ja pamiętałem o tobie! Naprawdę! Cały ten czas... tylko jakoś tak... okazji nie było, żeby się odezw...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">I w tym momencie Maxwell wyrzuca mikrofon i bez słowa odpowiedzi wychodzi z ringu! Publika wygląda na poruszoną, Jean-Pierre jest za to mocno zaskoczony, a Ransom? Ewidentnie nie ma już tej werwy jak pod koniec swojej wypowiedzi i po prostu nie oglądając się na nic, z kamienną twarzą kieruje się na zaplecze. Kamera ponownie pokazuje nam Dolnicka, który do końca nie wie co ze sobą zrobić, a obraz z kamery gaśnie...</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[LPW Colosseum #5 - Chicago, Illinois - 11.07.2026]]></title>
			<link>https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=164</link>
			<pubDate>Sat, 11 Jul 2026 18:08:00 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://www.l-p-w.pl/member.php?action=profile&uid=9">Raptor</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://www.l-p-w.pl/showthread.php?tid=164</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: left;" class="mycode_align"><div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/TKUZ69y.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: TKUZ69y.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/Co4iZn6vGGQ" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na hali wybrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=LBr7kECsjcQ" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">dobrze znana muzyka</a>, a na titantronie wyświetlają się kolejno zawodnicy rosteru LPW. Po chwili widzimy złoto-czerwoną grę świateł, która ma za zadanie podkreślić wagę tego, co za chwilę nas czeka. Przy refrenie utworu na rampie widzimy mały pokaz pirotechniczny, a następnie kamera przenosi nas do stolika komentatorskiego. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Michael Cole</span>:  Na stanowisku komentatorskim witają państwa Michael Cole <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tomasz Hajto</span>: Oraz wybitny reprezentant Polski i wspaniały komentator, Tomasz Hajto <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Michael Cole</span>: Witamy państwa z miasta Chicago, dziś naszym specjalnym gościem ponownie miał być CM Punk, jednak w związku ze zdobytym pasem mistrzowskim w swojej federacji nie miał on czasu do nas dołączyć. Tak czy siak, jesteśmy tutaj aby skomentować pierwszą galę po PPV<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tomasz Hajto</span>: Karta zapowiada się intrygująco, słyszałem sporo komentarzy, że jest to słaba kar....<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nagle na arenie rozbrzmiewa "ZZ Top - I gotsta get paid", brutalnie przerywając komentatorom. Na rampie natychmiast pojawia się Axel Blaze z pasem na ramieniu. Tym razem nie ma okularów, nie ma palenia papierosów, nie ma nawet piąteczek z fanami. Publiczność wita go cheerem, ale Mr. Forever wyjątkowo zdaje się nie zwracać na to uwagi. Jest skupiony, wściekły i szybkim krokiem zmierza do ringu. W ręce ma mikrofon i już na rampie robi z niego użytek.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Wyłączcie muzykę, wyłączcie to! *theme song cichnie* Na dzisiaj miałem zupełnie inne plany, a pewien hiszpański narcyz postanowił wszystko zmienić. Nie będzie celebracji, nie będzie oblewania tytułu, nie będzie wspólnego śpiewania. Dzisiaj przychodzę po Jose Lopeza - dawać mi go tu!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zawodnik wchodzi do ringu i ustawia się na środku, fani milczą, a on kontynuuje.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>To wszystko nie tak... wiecie o czym marzyłem przez całe swoje życie? Nie o tym. *Blaze podnosi pas z ramienia i unosi go wysoko, po chwili odkłada go na bark* O tym! *Blaze wskazuje na publiczność, cheer* O chwili, kiedy tysiące ludzi będzie ze mną świętować. O chwili, w której tysiące gardeł śpiewa razem ze mną. O chwili, która zostanie z nami do końca życia. JOSE LOPEZ! *heat*  Nie ukradłeś mi mistrzostwa. Nie ukradłeś mi zwycięstwa. Ukradłeś moje marzenie. Więc skoro miałeś jaja, żeby zaatakować mnie w niedzielę to pokaż je też teraz i przywlecz swoje dupsko do ringu. Gwarantuję, za współpracę wyrok będzie łagodniejszy. Zrujnowałeś najpiękniejszy moment w moim życiu i teraz będziesz mi go oddawał kawałek po kawałku. W bardzo bolesny sposób. *Blaze bierze głęboki oddech* Bardzo długo myślałem o tym, co się wydarzyło. W nocy nie mogłem spać, ta jedna myśl nie dawała mi spokoju - dlaczego? I wydaje mi się, że już znam odpowiedź. Zazdrość. Dokładnie tak. Jose Lopez był zazdrosny. Ale nie o pas, nie o bycie w centrum uwagi, nawet nie o wasze oklaski. Jose Lopez był zazdrosny, ponieważ widząc mnie z pasem zobaczył samego siebie. Dawno, dawno temu był taki sam i zdał sobie sprawę, że to już nigdy nie wróci. I o to poczuł się zazdrosny. Dlatego nie mógł spojrzeć mi w oczy. Dlatego zaatakował z zaskoczenia. Dlatego poczekał, aż emocje osiągną swój szczyt. Wszystkiego mogłem się spodziewać, ale nie tego. W niedzielę dałem z siebie wszystko. Po walce czułem się jakbym był przeżuty, wypluty i przydeptany, ale mimo wszystko to była najszczęśliwsza chwila w moim życiu. Właśnie zapisałem swoje imię w historii, a wasza reakcja była po prostu cudowna. Bardzo ciężko na to pracowałem. Kiedy wziąłem to cudo w swoje ręce *Blaze poklepał pas* słysząc jak bardzo Was to cieszy... to było słodsze niż kradziony miód. W głowie już grało mi "We are the Champions"... trwało to dosłownie tylko chwilę, zanim zostało mi brutalnie skradzione. Gwarantuję, że nie zapomnę tego do końca. *Blaze bierze głęboki oddech* Ale już koniec uprzejmości, czas przejść do konkretów! LOPEZ! Miałeś wystarczająco dużo czasu, aby się tu pokazać. Teraz nagle nie chcesz przerywać? A może dotarło do Ciebie w jakiej dupie się znalazłeś? Teraz już za późno. Jak góra nie przychodzi do Mahometa, to Mahomet musi przyjść do góry. Zaczynamy polowanie! *cheer* I masz pecha, chłopie, polować umiałem zanim nauczyłem się chodzić. To Twój koniec, rozumiesz?! Znajdę Ci i pokażę na czym polega "Symphony of Destruction"! Nie ma szans, że...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie na arenie rozbrzmiewa "God Save The King" co oznacza iż na arenie pojawia się Nick Aldis! Mistrz LPW wyraźnie nie jest z tego zadowolony, widać to po jego minie. Generalny Manager Elysium wychodzi na rampę z mikrofonem w dłoni i powoli zmierza do ringu, również robiąc z niego użytek po drodze.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Spokojnie Axel... Wiem, że na pewno targają Tobą silne emocje, doskonale to rozumiem, sam byłem kiedyś w podobnej sytuacji. Zdaję sobie sprawę, iż to co zrobił Jose nie jest fair. W żadnym wypadku. Jednak *W tym momencie Nick przechodzi pomiędzy linami* życie nie zawsze jest sprawiedliwe, nie wszyscy są uczciwi. Ty jednak jako nasz PIERWSZY LPW World Champion musisz świecić przykła...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze:</span> Oh, przestań, Nick. Według Ciebie powinienem udawać, że pada kiedy plują mi w twarz?! Taki chcesz dawać przykład?! Niedoczekanie! Jako PIERWSZY LPW World Champion w historii pokażę, że o honor trzeba walczyć. I Wam też powinno na tym zależeć, bo chyba nie chcecie mieć płatka śniego jako swojego mistrza, prawda? Więc lepiej nie wchodźcie mi w drogę, kiedy...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Zanim powiesz kolejne słowa lepiej weź pod uwagę do kogo mówisz. To, że Roba tu nie ma, ponieważ jest w tej chwili zajęty dopinaniem ostatnich szczegółów draftu, nie oznacza że możesz mi okazywać brak szacunku. *Nick daje chwilę Blaze'owi* Nie tylko jestem jednym z Twoich przełożonych, jestem również osobą, z którą nie chcesz mieć zatargów. Tym bardziej... Że przychodzę z informacjami, które powinny Cię ucieszyć.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze:</span> Mocne słowa. Przemyśl je dobrze. Bo jeśli to nie będzie zapowiedź Lopeza tu i teraz, to jednak masz gówniane wieści.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Aldis uśmiecha się dość sztywno i kiwa głową.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Więc jednak muszę Cię częściowo rozczarować, ponieważ informacje które właśnie zamierzam przekazać dotyczą pierwszej gali Elysium. I jest to ogłoszenie nie tylko dla Ciebie, ale również wszystkich tu zebranych fanów. *Aldis odchrząkuje* Otóż Main Eventem pierwszego w historii Elysium będzie starcie o miano pretendenta do LPW World Championship! *głośny cheer* A w walce zmierzą się Edgar Dickinson oraz Jose Lopez! *cheer, jednak widać iż Blaze nie jest pocieszony i usatysfakcjonowany* A Ty... *spogląda na Axela* Z tego co wiem, to masz dzisiaj walkę. Więc lepiej skup się na przygotowaniu do niej.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Aldis odsuwa się, robiąc miejsce dla mistrza, wskazując mu drogę na zaplecze. Ten wciąż targany emocjami mierzy Generalnego Managera Elysium długim spojrzeniem, jednak w końcu prycha, odrzuca mikrofon i schodzi na zaplecze.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">JUŻ PIERWSZE REKLAMY BO ZARZĄD MUSI MIEĆ CO JEŚĆ</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/lpZRzlu.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: lpZRzlu.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #FFFF00;" class="mycode_color">Non-Title Singles Match<br />
</span>Jorge Cavazos vs Derek Halloway</span></div>
<br />
Wracamy do pojedynku, gdzie Jorge biegnie w stronę stojącego przy linach Dereka. Halloway orientuje się w sytuacji, i naciąga trzecią linę, przez co Cavazos przelatuje nad nią, jednak udaje mu się wylądować na apronir, The Truth Seeker wstaje i podchodzi do Fiesta Mastera, który od razu atakuje przeciwnika poprzez łokieć na głowę. The Red Pill One odchodzi od oponenta trzymając się za głowę, a Bonę Breaker czym prędzej wchodzi do ringu. Przeciwnik odwraca się do niego, a Jorge atakuje go jeszcze poprzez Big Boot. Derek zamroczony odwraca się od oponenta, a ten  dokłada jeszcze Angle Slam. Próba pinu, 1… 2…. Nie, Kickout. Cavazos nie poddaje się i podnosi przeciwnika za głowę. Odbija się od lin i mamy Clothesline from Tijuana! Jednak nie, Halloway pochyla się pod ręką rywala. Fiesta Master z impetem odbija się od przeciwległych lin, dobiega do przeciwnika, a The Truth Seeker chwyta przeciwnika i wyprowadza Sidewalk Slam. The Redpill One nie poprzestaje na tym, wstaje i na wciąż leżącym przeciwniku dokłada jeszcze Senton. Teraz próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. To za mało dla mistrza Valor. Mistrz Eternal ponownie podnosi przeciwnika i Irish Whipem wysyła przeciwnika w narożnik. Jednak nie, po prostu przyciąga go do siebie i mamy Short-arm Clothesline. Jednak nie, tym razem to Jorge uchyla się pod przedramieniem przeciwnika, przechodzi za jego plecy, ciągle trzymając go za rękę i mamy German Suplex. Piękna kontra, po której Halloway pada na matę trzymając się za kark. Cavazos zachęca publiczność do większego zaangażowania, na co reagują wrzawą. Bonę Breaker podnosi przeciwnika za rękę, a The Truth Seeker wyprowadza na nim Gut Kick. The Ref Pill One wysyła Irish Whipem przeciwnika na liny, jednak kontra i to Fiesta Master posyła oponenta, ten odbija się od lin i mamy No More Tequila! Ależ teraz pokazuje Jorge pokazuje siłę i od razu przypięcie. 1… 2…. 3?! Nie, Kickout! Derek się nie poddaje. Mistrz Valor podnosi przeciwnika do stójki i Irish Whipem kieruje go do narożnika. Cavazos bierze krótki rozpęd, po którym wpada w pusty narożnik. Halloway uciekł w porę na bok. Teraz zaczyna atak kopnięciami na brzuch przeciwnika, w końcu dokłada Gut Kick, wyniesienie pod Powerbomb i mamy Corner Powerbomb! Ależ mocna akcja, po której Jorge trzymając się górnej liny nie pada na matę, ale drugą ręką trzyma się za obolałe plecy.  W tym momencie The Truth Seeker łapie przeciwnika w popularnego miśka, odchodzi w tył kilka kroków od narożnika i mamy Overhead Belly-to-belly Suplex! Po tym próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Halloway wstaje i pokazuje całemu światu, że żarty się skończyły i zaraz nadejdzie koniec tej walki. Teraz oczekuje, aż jego oponent wstanie i mamy wyniesienie pod Gorilla Press! Szykuje się Awakeing! Czy się uda?! Nie, w ostatniej chwili do ringu wpada rozwścieczony Zack Sabre Jr. i atakuje Halloway’a serią punchy na głowę. Derek puszcza, Jorge pada za plecami przeciwnika, a sędzia ogłasza dyskwalifikację! Popularny ZSJ nadal atakuje przeciwnika serią punchy, a na koniec dokłada Discus Elbow Smash. To uderzenie powala The Truth Seekera na matę, a sędzia próbuje odciągnąć Zacka od wyprowadzania kolejnych ataków. Ten odpycha arbitra, który wytacza się obolały z ringu i kontynuuje stopniowanie swojego przeciwnika z PPV. W końcu jednak Cavazos wstaje i punchem posyła Sabre na matę, który wytacza się ringu i idzie ze wściekłością na twarzy na zaplecze.<br />
  <br />
<div class="lpw-text-block"> <br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na titantronie wyświetla się nagranie wykonane po gali Ascension. Hala jest już opustoszała, w szatni panuje półmrok, jedynym źródłem światła jest łuna wydobywająca się przez półotwarte drzwi z napisem "Uszczelka &amp; Butla". Nagle drzwi zostają otwarte z hukiem przez wylatujące z pomieszczenia krzesło.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zbyszek Uszczelka: </span>Zygmunt ja się ciebie pytam, czy ty nie możesz choć raz się powstrzymać!? Mieliśmy gówniarzy jak na widelcu! Jeden już raz ode mnie obskoczył, a drugi też mi wyglądał na leszcza. Co się z tobą dzieje myślałem, że panujesz nad tym?! <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Butla wyraźnie posmutniał po usłyszeniu tych słów po chwili odpowiada lekko zachrypniętym głosem</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Co mam Ci powiedzieć Zbyszku? Nie wszystko jest takie proste jakby mogło się wydawać, ja naprawdę chciałem, ale ktoś...ktoś po prostu położył te butelki pod ringiem, a było to moje ulubiene piwo, oczy miałem jak 5 złoty, a później....no cóż jeden łyk, później drugi, trzeci i tak zatraciłem się w tym wszystkim. Ja myślę, że to oni dali to piwo pod ring,, wiedzieli, że pójdę po nie jak misiu po miód.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zbyszek Uszczelka: </span>Bardzo przepraszam Zygmunt, ja to rozumiem, ale bardzo przepraszam - gówno mnie to obchodzi. Ale ja jestem człowiek wierzący i praktykujący. Jak byłem ja ci mały,  babcia zabierali mnie do kościółka co niedzielę i tam ksiądz Mieciu mówił tak: "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego". I ja cie kocham Zygmuś. Znaczy się jak brata. Ja ciepły nie jestem. Ale swoją drogą może ten Prenston z tym drugim miętę do siebie czują takie wymuskane chłopaki he he he &lt;kaszel&gt; .. O czym ja to, a no i właśnie dlatego ci opowiem taką przypowieść. Jak byłem kiedyś na robocie, glazure kładłem. Układam ci ja bracie te płytki pod prysznic bo się burżujstwu zachciało bez brodzika. Kto kurwa robi prysznic bez brodzika. No i tak robimy z Ryśkiem, no i milutko jest, przyjemnie, to by coś może lekko przyświętować bo to czwartek był to znaczy mały piątek. No i tak robimy, i ten poziom nam coraz bardziej wychodzi. Powoli kończymy ten spadek, odpalamy prysznic i skończyła się butelka, to lecimy po kolejną, a prysznic zostawiamy co by sprawdzić szczelność. Wracamy, a tu wszystko pływa. I to był ostatni dzień mojej kariery glazurnika. Bo woda to żywioł, a jak taki żywioł podlejesz alkoholem to go jeszcze rozjuszysz. Dlatego tylko piweczka stosuję. Rozumiesz do czego piję? Alkohol może zgubić, jak masz zadanie to je wykonaj, a potem kulturalnie chlej do porzygu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Butla przez chwilę milczy. Spuszcza wzrok, drapie się po karku, po czym ciężko wzdycha. Widać, że słowa Uszczelki faktycznie do niego trafiły.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Rozumiem, Zbyszek... znaczy się chyba rozumiem, bo ty czasem brzmisz jak jakaś skomplikowana instrukcja. Ale masz rację. Robota najpierw, chlanie potem. Jak ktoś mi następnym razem podłoży piwo pod ringiem, to nie pójdę jak misiu po miód... tylko jak Butla gotowy spuścić komuś wpierdol. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Z pomieszczenia wypada jeszcze jedna pusta puszka, odbija się od ściany i turla pod nogi kamerzysty. Uszczelka błyskawicznie zatrzaskuje drzwi. Na tabliczce "Uszczelka &amp; Butla" światło przez moment migocze, po czym nagranie urywa się, a titantron gaśnie.</span><br />
</div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się z powrotem na arenę, gdzie widzimy już Roba Van Dama oraz Nicka Aldisa stojących na rampie. Obaj ubrani są w garnitury, a przed nimi znajdują się mównice z mikrofonami, na których stoją także laptopy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam: </span>Panie i Panowie, przyszedł czas na ogłoszenie pierwszych nazwisk wybranych na drodze Draftu do brandów Colosseum oraz Elysium. Jak zapewne Państwo już wiedzą, aktualny LPW Champion Axel Blaze będzie występował na obu show *cheer* i z tego powodu nie został przypisany do żadnego z brandów. Nick, oddaję Ci głos.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis: </span>Cóż, pora więc chyba, by rozpocząć dzisiejszy draft w dość oczywisty sposób. Pierwszym wyborem Elysium jest LPW Eternal Champion Derek Halloway!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam: </span>Skłamałbym mówiąc, że spodziewałem się z Twojej strony innego wyboru, niż jeden z mistrzów. W związku z tym pozostaje mi jedynie dopełnić formalności. Pierwszym wyborem Colosseum zostaje LPW Valor Champion Jorge Cavazos!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis: </span>Przyznam szczerze, iż chcę mieć pod swoimi skrzydłami najlepszych możliwych zawodników. Dlatego mimo niechęci którą wielu z was darzy tego zawodnika, nie sposób go pominąć. Latynoska krew, Jose Lopez, wędruje na Elysium!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam: </span>W związku z tym mój drugi wybór także wydaje się oczywisty. Co prawda temu zawodnikowi nie udało się ostatecznie sięgnąć po złoto, jednak z pewnością zdobył serca wielu z was. W związku z tym Kenneth Riddle zostaje członkiem rosteru Colosseum!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis: </span>Skoro mam już w swoim rosterze jednego z uczestników Main Eventu pierwszego w historii Elysium, pora by sięgnąć również po drugiego z nich, który z całą pewnością napisze u nas piękną historię! Edgar Dickinson, witamy na pokładzie!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam: </span>Mój kolejny wybór być może zaskoczy część z was, ponieważ ta osoba dopiero niedawno pojawiła się w federacji LPW. Drodzy Państwo, do rosteru Colosseum dołącza David Otunga!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis: </span>Być może nie odniósł do tej pory sukcesów, jednak niejednokrotnie zdążył już udowodnić, że należy do ścisłej czołówki i jest bardzo niebezpieczny. Panie i Panowie, moim otatnim wyborem tej rundy zostaje Zack Sabre Jr!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam: </span>Osoba, którą wybrałem jako czwartą, wielokrotnie udowadniała, że trzeba się z nią liczyć. W związku z tym decyzja o wybraniu właśnie tego zapaśnika była dla mnie jedną z łatwiejszych. Drodzy Państwo, kolejnym członkiem Colosseum zostaje The Big Guy - Ryback!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ledwo Rob zdążył ogłosić nazwisko Rybacka, a już wybrzmiewa theme song samego zainteresowanego! The Big Guy omija obu General Managerów, spoglądając w stronę RVD, a następnie kieruje się do ringu, gdzie sięga po mikrofon.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ryback:</span> The Butcherback zostaje w tym lepszym brandzie! (Lekki cheer miesza się ze zdecydowanym buczeniem ze strony publiczności.) Pamiętacie co przed oficjalnym startem federacji powiedziałem w wywiadzie? Że przychodzę tutaj dla dwóch powodów. Jednym z nich jest zdobycie pasa mistrzowskiego, drugim skopanie dupy Kennetha Rippla. To pierwsze niestety mi się nie udało, widzieliście ile przyjąłem, każdy skupił się na tym najlepszym, największym i najsilniejszym zawodniku. Ale jedno wam powiem - trzeba być taką pizdą jak Kenneth Riddle, żeby przegrać z Axelem Blaze'm w ostatniej dwójce, który idealnie odwzorowuje jedno znane słowo - przehypowany! (Ogromne buczenie.) Co ryczycie jak byk rozpłodowy na widok jałówki, mam rację, ale właściwie czego ja się spodziewam po widowni w Chicago, gdzie bożyszczem jest następny przehype (Jeszcze większe buczenie.) Nie chcę jednak skupiać uwagi na was, bo znaczycie dla mnie tyle, co wyroby w mojej rzeźni - ja waszą wartość mierzę przez wagę mięsa. Przemawiam tutaj jako numer jeden, jako superstar, jako człowiek, który zdejmie wam klapki z oczu. Tron jest jeden, i kandydat też jest jeden, a Kenneth Riddle może aspirować do bycia pretendentem do tego tronu, ale tym razem nie gram w niczyją grę. Tym razem to ja ustalam zasady tej gry. Colosseum ma jednego króla, i obiecuję wam - ja, The Butcherback - Kenneth Riddle nie zazna tutaj spokoju. Została mi tutaj ostatnia misja - rozbicie tych waszych marzeń, że Kenny jest lepszy ode mnie. Powiem wam jedno... Kenny, nie jest nawet najlepszym Kennym jaki walczy obecnie w wrestlingu.... Mało tego... nie jest nawet najlepszym Riddlem, który walczy w wrestlingu, pozdro Matt.... Szykuj się Rid, kiedyś przyprowadziłem dmuchaną lalkę, która wyglądała dokładnie jak Ty. Od dziś uczynię Cię taką karykaturą, że tamtej lalce byłoby wstyd być podobną do Riddla... Czas zacząć polowanie, a tasaki są ostre jak nigdy dotąd.... FEED...ME.. RID!<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">PODOBNO DO DOLNICKA DZWONIŁ JAMES CAMERON, ALE TEN NIE ODEBRAŁ</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/q97F6Zk.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: q97F6Zk.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #FFFF00;" class="mycode_color">Triple Threat Match</span></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mateusz MW vs Jeff Brown vs Dick A'Very Big</span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">  </span></div>
Końcówka walki. MateuszMW stoi przy linach, trzymając się za szczękę po wcześniejszym zderzeniu z narożnikiem, a po drugiej stronie ringu Jeff Brown i Dick A’Very Big patrzą po sobie, jakby właśnie odkryli genialny plan. Obaj ruszają na zawodnika z Krakowa jednocześnie. Jeff pierwszy trafia Punchem, Dick dokłada Slap, po którym sam wygląda na zaskoczonego, że w ogóle trafił. The Big MW cofa się o krok, ale zaraz odpowiada potężnym Forearmem dla Browna! Fake gangster pada na matę, a holenderski stand-uper momentalnie próbuje Roll-Upu na Mateuszu! 1... nie! Mateusz wykopuje go z taką siłą, że Dick aż przeturlał się pod liny. Jeff Brown próbuje wykorzystać sytuację i zachodzi Mateusza od tyłu. Schoolboy Pin! 1... 2... nie! The Big MW odkopuje, a Brown od razu zaczyna tłumaczyć sędziemu, że to na pewno było trzy. Nie zauważa, że Mateusz już wstaje. Krakowiak łapie Jeffa za kark i posyła go Irish Whipem w narożnik. Corner Splash! Brown aż siada po tej akcji, a Mateusz dorzuca jeszcze kilka Stompów. Dick w tym czasie wraca do ringu z miną człowieka, który chciałby być gdzieś indziej. Próbuje zajść Mateusza od tyłu i wykonać Small Package, ale The Big MW blokuje akcję, łapie go pod ramiona i wykonuje Powerslam! Pin! 1... 2... Brown przerywa przypięcie Elbow Dropem! Jeff wygląda, jakby właśnie uratował własne życie, więc od razu zaczyna się nakręcać. Trafia Mateusza Kickiem w brzuch, potem próbuje Running Knee Strike, ale Mateusz schyla się pod atakiem. Brown wpada prosto na Dicka, który właśnie wstał przy linach! Obaj zawodnicy zderzają się głowami i padają na matę. Mateusz przez moment patrzy na nich z niedowierzaniem, po czym wychodzi z ringu. Polish Fucker odciąga materiał i wyciąga spod ringu stalowe krzesło. Publiczność od razu reaguje głośniej, a Jeff Brown próbuje cofać się na kolanach, pokazując, że on wcale nie chce być gangsterem aż tak bardzo. Dick podnosi ręce, jakby chciał powiedzieć jakąś puentę, ale Mateusz nie czeka na występ. Chairshot w plecy Dicka! Holender pada na matę i wytacza się pod liny. Jeff próbuje wykorzystać moment i wykonuje Eye Poke! Mateusz na chwilę odchodzi, łapiąc się za twarz. Brown wyrzuca krzesło z rąk rywala i próbuje kolejnego Roll-Upu 1... 2... NIE! Kickout! Brown nie wierzy. Wstaje i rusza z Clotheslinem, ale Mateusz unika. MW Kick! trafia Browna prosto w szczękę! Jeff pada jak odcięty, ale zanim Mateusz przejdzie do pinu, Dick wraca do ringu i próbuje Schoolboy Pinu na The Big MW! 1... 2... nie! Mateusz odkopuje i od razu wstaje wściekły. Dick cofa się, pokazując sędziemu, że to był tylko żart. The Big MW nie jest fanem stand-upu. Gut Kick! Powerbomb! Dick aż odbija się od maty i wypada z ringu pod dolną liną. Mateusz zostaje sam z Jeffem Brownem. Sięga po buteleczkę z oliwką dziecięcą, polewa nią łysą głowę i powoli odwraca się w stronę fake gangstera z Newark. Brown ledwo wstaje, nie wie jeszcze, gdzie jest. Mateusz rusza. Łysy Punch! Connected! Jeff zostaje wbity w matę . The Big MW pinuje rywala, a Dick próbuje jeszcze wślizgnąć się do ringu, ale jest za daleko. 1... 2... 3! MateuszMW odnosi historyczne zwycięstwo w LPW.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Renee Paquette wchodzi do ringu chwilę po zakończeniu pojedynku. Mateusz MW wciąż ciężko oddycha po walce, ale na jego twarzy widać satysfakcję po pierwszym zwycięstwie w LPW. Jego głowa nasmarowana oliwką wręcz błyszczy w blasku świateł..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Renee Paquette:</span> Mateusz, to jest moment, na który czekałeś od początku swojej drogi w LPW. Twoje pierwsze zwycięstwo w tej federacji  i to nie w zwykłej walce jeden na jednego, ale w Triple Threat Matchu, gdzie musiałeś pokonać aż dwóch rywali. Po wszystkich wcześniejszych niepowodzeniach, co ta wygrana mówi dziś o Mateuszu MW?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">MateuszMW:</span> Cześć Renee, witam wszystkich zgromadzonych na arenie i przed odbiornikami! Mamy to kurde!!!! W końcu wygrałem! Zrobiłem to czego nie udało mi się dokonać w poprzednich tygodniach. NA MOIM KONCIE POJAWIŁA SIĘ CYFERKA NR.1, Pierwsza wygrana, numer jeden w rankingu najlepszych fighterów federacji, czy można chcieć czegoś więcej? Powiedz mi Renee, z kim powinienem zawalczyć w kolejnym tygodniu? Kto jest godzien, aby zmierzyć się z Krakowskim bohaterem?...... Dobra lepiej zamilcz bo zanim cokolwiek powiesz, to uschnę z pragnienia. Zdradzę Ci pewien sekret, więc słuchaj uważnie. Nie tak dawno odbyłem bardzo interesującą rozmowę z moim serdecznym kolegą Derkiem Hallowayem, który uświadomił mnie, jak wygląda ten WASZ wyimaginowany świat, do którego muszę się przystosować, aby osiągnąć sukces. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Mateusz bierze oliwkę do ręki i smaruje swoją spoconą łysinę</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">MateuszMW:</span> Derek uświadomił mnie, że świat jego tak pojebany i rządzą nim dziwne siły. Dzięki niemu poczułem, że oliwa to nie wszystko, aby odnieść sukces i pierwsze zwycięstwo w federacji. Wprowadziłem kilka dobrych korekt, zaproponowałem mu stworzenie drużyny, więc zobaczymy co przyniesie przyszłość, ale zapowiada się niesamowicie………. To co kończymy? Suszy mnie, więc trzeba napoić konika nim umrze z pragnienia. Wracam do chłopaków, bo przygotowali dla mnie zajebisty poczęstunek, wódeczka zmrożona, ogórek kiszony i paluszku. JOŁ, NARA!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach MateuszMW błyskawicznie ulatnia się z ringu zostawiajac zdezorientowaną Renee</span><br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do restauracji Alinea, znajdującej się na niedaleko starego miasta w Chicago. Już na pierwszy rzut oka widzimy, że wystrój wygląda nowocześnie, a sama restauracja jest nastawiona raczej na kilku ekskluzywnych klientów niż wielu mniej zamożnych. Cała sala jest utrzymana w pomieszaniu białego i szarego koloru. Na środku na ścianie widzimy namalowanego człowieka, który przypomina dzieło jakiegoś artysty. W tle gra cały czas przyjemna muzyka skrzypcowa będąca na tyle cicho, żeby nie przeszkadzać w rozmowie. Widzimy również, że przy jednym ze stolików siedzą ubrani w garnitury Preston Steele i Miguel Escobar, a przed nimi na stole stoi po porcji “Hot Potato, Cold Potato”.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele: </span>Miałeś rację, Miguel. Wystarczyło połączyć siły, a już od razu pokazaliśmy tym życiowym nieudacznikom gdzie jest ich miejsce. Skoro nasza współpraca już na starcie przynosi takie profity to co będzie dalej?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar: </span>Powinno być tylko lepiej czyż nie?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Divine lekko zmarkotniał.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar: </span>Dzisiaj możemy świętować, ale pamiętaj, że to była tylko dwójka osób, których nie powinno być w tej federacji. Pytanie, jak będzie przy większym wyzwaniu? Myślisz, że nasza współpraca ma rację bytu na dłuższą metę?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele: </span>Myślę, że zrobiliśmy dopiero pierwszy krok w drodze do nasze sukcesu. Skoro coś na razie się układa mimo, że nie było nam od samego początku po drodze to chyba nie ma co na siłę szukać dziury w całym. W końcu ludzie z elity tak jak my powinni trzymać się razem.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar: </span>Dobrze powiedziane. Czas zatem postawić kolejne kroki. W drodze do sukcesu, jak i w naszej współpracy. Musimy być pewni, że możemy polegać na tej drugiej osobie. Przyznam szczerze, że na ten moment nie mam tej pewności, za to mam pewne wątpliwości. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele: </span>Zawsze trzeba podjąć jakieś ryzyko, żeby zwiększyć zyski. Siedząc w jednym miejscu i niczym nie ryzykując do niczego się nie dojdzie jak ten Uszczelka i Butla, którzy jak na razie kręcą się w miejscu. Ja też nie byłem na początku pewien co do naszej współpracy, a teraz już wiem, że zmierzamy w właściwym kierunku.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Miguel trochę lekceważącym wzrokiem spojrzał na Prestona.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar: </span>Cieszy mnie twoja pewność…TOAST!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Panowie biorą łyk drogiego szampana, a nagranie się kończy.</span><br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do gabinetu psychiatry, którą jest Dr. Jennifer Kennedy (tak jest napisane na pasku) Widzimy, że naprzeciwko niej siedzi Jay DiMateo, nowy nabytek LPW. (to też jest napisane na pasku)</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> *<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">wzdycha znudzony*</span> Naprawdę, muszę tu siedzieć? Powinienem teraz bić się z jakimiś naoliwonymi egocentrykami, a nie słuchać tu jakiejś starej baby, która zaraz mi wmówi, że mam problem, a za ten problem odpowiada niekochająca mnie mamusia czy tatuś. Więc dla twojej informacji, mam to w dupie. To czy mnie kochają, czy mnie kochali i co ty na ten temat uważasz. W dupie, rozumiesz? *<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">ostentacyjnie wstaje i wskazuje na swój zadek, po czym siada, zakładając nogę na nogę*</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Jennifer Kennedy:</span> Rozumiem. Chciałbym żebyś ty też zrozumiał, że żadne twoje uwagi nie wyprowadzą mnie z równowagi. Ja Ci nie kazałam tu przychodzić, nikt Cię nie przywiązał do tego krzesła, więc możesz w każdej chwili wyjść, pamiętaj jednak *<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jay jej przerywa, uderzając otwartą reką w stół, Dr Jennifer lekko się wystraszyła*</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> Posłuchaj mnie stara ruro...*<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">oblizuje wargę*</span> Nie będziemy w ten sposób rozmawiać. *<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">uśmiecha się, trochę creepy*</span> Dobrze wiesz, że jestem tutaj, bo muszę tu być, więc może zróbmy w ten sposób, że dam Ci hajs, a ty powiesz mojemu ojczulkowi, że tu byłem, okej? Wy lekarze, lubicie przecież dostawać pod stołem, nie? No chyba, że wolisz, żebym rozpiął rozporek, a ty zejdziesz pod stół, co? *znowu się uśmiecha* A może...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Jennifer Kennedy:</span> A może co? Myślisz, że jesteś pierwszym, który tak do mnie mówi? Myślisz, że to mnie przerazi, albo wyjdę stąd zapłakana? Uwierz mi, Jay...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> Sram Ci na pysk. *znudzony unosi jedną brew i ziewa*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Jennifer Kennedy:</span> Posłuchaj mnie...*<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">znowu jej przerywa*</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> Nie posłucham Cię. Nie dotarło? To bardzo mi przykro, ale już nie dotrze. Jak to mówią, głupi mądrego nie zrozumie, więc nie warto się produkować. Znasz takie powiedzenie, szajbusko? *<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">nie czekając na jej odpowiedź, wstaje z krzesła*</span> Bez znaczenia, ja spierdalam, a ty możesz sobie teraz analizować popierdoleńców, którzy będą narzekali na to, że 10 lat temu dostali kablem od żelazka. NARA. *<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jay wychodzi trzaskając drzwiami, a obraz z kamery urywa się*</span><br />
<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/3UM0V63.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 3UM0V63.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #FFFF00;" class="mycode_color">Singles Match<br />
</span>Elias Shadow vs Allan Hill</span></div>
<br />
Wracamy do ringu po reklamach, idealnie w czas by zobaczyć Eliasa lecącego przez całą przekątną ringu! Hill nie spowalnia, tylko od razu podchodzi do gówniarza, chwyta go w Bearhug i wyrzuca za siebie potężnym Belly to Belly Overhead Suplexem! Próba pinu. 1...2.. Kick out! The Unstable niepocieszony ustawia się w narożniku, czekając aż Shadow wstanie. Gdy to się dzieje, następuje Spear... A jednak nie, Lone Wolf w ostatniej chwili przeskakuje nad lecącym przeciwnikiem, który wbija się barkiem w narożnik. I mamy od razu Roll Up! 1...2... Kick out! Alan odbija i wściekły podrywa się z maty. Przerażony Elias zaczyna się cofać, Hill próbuje go złapać, ten jednak przytomnie unika i nagle znajduje się za plecami oponenta... Skibidi Kick! Pin! 1...2... Kick Out! Elias uderza pięścią w matę, spogląda jednak na narożnik i widać, że ma w głowie pomysł. Wdrapuje się na niego dość ślamazarnie... I niestety to go gubi, ponieważ były zawodnik MMA doskakuje do niego z Forearmem który ogłusza młodego zawodnika... Ojjj, to nie wygląda dla niego dobrze, bowiem Hill obraca go, sam wchodzi na drugą linę i wykonuje German Suplex z narożnika! Nawet nie próbuje pinować, tylko podnosi Eliasa, zostawia go na środku ringu, sam odbija się od lin... Blackout! To musi być koniec! 1...2...3... Tak jest, w Alan Hill wygrywa w bardzo przekonującym stylu!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mimo, że Allan Hill odniósł już zwycięstwo, najwyraźniej ciągle mu mało. Po chwili świętowania powraca on do leżącego na macie rywala, przystępując do Ground &amp; Pound! Lawina ciosów ląduje na twarzy Eliasa, który próbuje nieporadnie się bronić. Brytyjski zawodnik jest jednak bardzo agresywny i już po chwili widzimy pierwsze ślady krwi na twarzy Eliasa! Allan nie przerywa jednak, po chwili pięści ustępują łokciom, a Shadow praktycznie przestaje się ruszać! Brutalny atak Hilla na Eliasa zostaje przerwany dopiero wtedy, gdy do ringu wbiegają RVD, David Otunga, a także grupa ochrony. Jako pierwszy interweniuje Otunga, ale zostaje szybko odepchnięty przez ochroniarzy, którzy przechwytują Allana.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Allan! Wystarczy!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">RVD czeka aż ochrona spacyfikuje Allana</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Wiesz, Allan... ten pojedynek nie wydarzył się przypadkiem. Elias nie został twoim rywalem przez pomyłkę. Tak samo jak nieprzypadkowo David Otunga odpowiedział na wyzwanie Dana Dowsona podczas PPV. To wszystko wydarzyło się po coś. Chciałem zobaczyć jedną rzecz. Chciałem zobaczyć, czy jesteś jeszcze zawodnikiem, który potrafi wejść do ringu, zrobić swoje i odejść, czy zawodnikiem, który chce tylko sprawiać problem dla samego faktu sprawiania problemu. I właśnie dałeś mi odpowiedź. Nie kontrolujesz się. Nie szukasz zwycięstw. Nie szukasz rywalizacji. Zachowujesz się jak zwierzę spuszczone z łańcucha, które atakuje wszystko co się rusza, ale czas powiedzieć dość.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">RVD robi krótką pauzę</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Od dzisiaj David Otunga zostaje oficjalnym prawnikiem LPW. A jego pierwsza sprawa będzie dotyczyć właśnie ciebie. Przez ostatnie tygodnie przekroczyłeś więcej granic, niż mogłoby Ci się wydawać. Groźby. Napaści. Niszczenie mienia. Ataki na ludzi, którzy nie byli w stanie się bronić. To nie jest już kwestia kary za jeden wybryk. To jest sprawa całej federacji. Dlatego za tydzień na Colosseum odbędzie się twój proces. Oskarżycielem będzie człowiek, którego skrzywdziłeś kilka tygodni temu, będzie do Salvador! Jego adwokatem będzie David Otunga. A sędzią tego procesu zostanę ja. Do tego czasu nie chcę cię widzieć przy ringu, na zapleczu ani w pobliżu żadnego zawodnika LPW. Bo jeśli jeszcze raz spróbujesz zrobić coś po swojemu, nie będziesz potrzebował procesu. Będziesz potrzebował nowego miejsca pracy.<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">DOLI CHCIAŁ TU REKLAMĘ, ALE NIECH SPIERDALA</span></span></span></div>
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po przerwie reklamowej widzimy, że Rob Van Dam znów zajął miejsce przy mównicy, zaś przy drugiej stoi także General Manager Elysium, Nick Aldis.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam: </span>Drodzy Państwo, jak powszechnie wiadomo, dobrego szefa poznaje się po tym, jak potrafi zareagować na istniejące problemy. W związku z tym wybór ten jest dla mnie oczywisty. Allan Hill pozostanie na Colosseum...przynajmniej do najbliższej edycji.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis: </span>Cóż, w takim razie ja wybiorę zawodnika równie problematycznego, równie skorego do porywczych i umówmy się - nie do końca legalnych czynów. Panie i Panowie, na Elysium trafia Mike F'N Brutal!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam: </span>Bez zbędnego przedłużania - do rosteru Colosseum dołączy również Miguel Escobar!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis: </span>Uwielbiam kuchnię francuską, a samą Francję odwiedzam tak często jak tylko mogę. Dlatego też bardzo chętnie powitam Lorda Sebastiena de Montclair w szeregach rosteru Elysium!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam: </span>Czas na szczęśliwą siódemkę, którą w brandzie Colosseum zostaje nie kto inny, jak Preston Steele!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis: </span>A skoro o gotowaniu już wspomniałem - następnym wyborem Elyisum jest Rob McŁowicz!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam: </span>Zastanawiałem się chwilę nad kolejnym wyborem. W końcu jednak doszedłem do wniosku, że Colosseum potrzebuje kogoś nietuzinkowego, rzekłbym wręcz, że niemożliwego do podrobienia. Przed państwem wybór numer 8, a jest to duet Zbyszek Uszczelka i Zygmunt Butla!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis: </span>Cóż, skoro o duetach mowa... Być może nie są oni aktualnie w najlepszych relacjach, jednak nie sposób pominąć ich przeszłość, którą myślę, iż każdy fan LPW już zna. Panie i Panowie, członkami rosteru Elysium zostają Jean-Pierre Dolnick oraz Maxwell Ransom! W jakiej formie - to się jeszcze okaże.<br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Widzimy obraz z kamery, która podąża za Zackiem Sabre Jr. Brytyjczyk zdenerwowany zauważa na swoim radarze Dereka Halloway'a, ZSJ długo się nie zastanawiajac podchodzi do mistrza Eternal</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr.:</span> Ej ty, foliarz. Spróbuję ci to wytłumaczyć tak, żebyś zrozumiał. To złoto, które masz przy sobie, jest moje. Okradłeś mnie z niego, to że nie jestem mistrzem to jeden wielki spisek przeciwko mnie. Jestem lepszy od Ciebie, to wiem na pewno. Gdyby nie to, że kazali mi wchodzić na jakieś drabiny, zamiast docenić mój kunszt ringowy i dać mi poskładać Was wszystkich w kwadratowym pierściu... &lt;Zack pauzuje na moment swoją wypowiedź i zaciska pięści, wyraźnie wściekły&gt; powinienem być tym miestrzem! Jesteś tylko przechowalnią, do czasu aż zdejmę to z Ciebie. Spójrz Ty w ogóle na siebie! Jak ty wyglądasz? Nie prezentujesz się jak mistrz, nie masz umiejętności mistrza. Z Tobą u steru, jako jedną z głównych twarzy, ta federacja jest skazana na porażkę. Dlaczego nikt tego nie widzi do cholery? Równie dobrze mógłbym już powinienem się z Tobą rozprawić i zrobić wszystkim przysługę.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Teraz za plecami Zacka pojawia się Jorge Cavazos, który poklepuje go po ramieniu. Ten obraca się i po ujrzeniu Fiesta Mastera robi dwa kroki do tyłu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Hej, Zack, co ty robisz? Najpierw przerywasz nasz pojedynek w ringu, a teraz dalej nie dajesz Derekowi spokoju? Rozumiem, że możesz być sfrustrowany swoją porażką na Ascension. Ale jeśli masz jakiś problem do Dereka, to miałeś do tego okazję w niedzielę, amigo.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr.:</span> Jeszcze ten tutaj &lt;Zack odsuwa się jeszcze bardziej od Cavazosa i Dereka&gt; Masz czas do Elysium... Halloway albo oddasz mi ten pas po dobroci, albo siłą. Piłka jest po Twojej stronie, a to że to złoto będzie moje, jest wyłącznie kwestią czasu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zack odchodzi i po drodze ciska butelką stojącą na jednym z boxów do transportu sprzętu produkcyjnego</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Wszystko okej, amigo? Ale z niego frustrado. Czemu nie miał w sobie tyle energii w niedzielę, żeby wygrać swoją walkę? Swoją drogą, jesteście do siebie trochę podobni. Oboje opowiadacie o teoriach spiskowych. Różnica polega na tym, że ty o nich opowiadasz od swojego początku tutaj. Ten za to odpalił się teraz, kiedy wynik walki mu nie pasuje. A swoją drogą - dobra walka dzisiaj, amigo. Szkoda, że Zack nam przeszkodził. Wolałbym uczciwego rozstrzygnięcia. Ale jest jak jest. Skoro jesteśmy już po walce, Derek, to może wyskoczylibyśmy do baru na małą fiestę z drobnym udziałem tequili?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>&lt;nieco się wzdryga i poprawia pas na ramieniu&gt; Nie polecam Ci tej trucizny dla mas, nie wyglądasz na takiego głupiego, żeby być podatnym na cudze zdanie namawiające do przyjmowania tych płynów. Poza tym przecież to oczywiste, że chcesz mnie pozbawić świadomości, żebym szybko stracił pas. &lt;Halloway odwraca wzrok w stronę kamery&gt; Aldis, nie wykręcaj się. Zdobyłem ten pas uczciwie, wiem, że to nie w smak Twojemu guru, jednakże szanuj mnie jako mistrza. &lt;The Truth Seeker z powrotem spogląda na Jorge&gt; Nie daj się wciągnąć w te spiski. Co do tego pana szabelki, gdyby był tak dobry jak o tym wspomina, to dzisiaj on walczyłby z Tobą na początku gali, a tak może sobie jedynie pluć w brodę. Wszystko co ma to tylko wiara w siebie. Może mi jeszcze powie, że wierzy, iż w 1969 roku ludzie wylądowali na księżycu &lt;Derek śmieje się rubasznie aż mu cały brzuch podskakuje pod koszulką&gt;. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Ale przecież to lądowanie było napra… A dobra tam, trudno. Czy ty myślisz naprawdę, że jestem taki zachłanny, żeby już od razu chcieć zdobyć kolejny pas? Oczywiście, fajnie by było mieć drugie mistrzostwo. Ale w niedzielę pomyślałem właśnie w ten sposób i jeszcze cały czas czuje ból w plecach po tym jak mnie załatwiliście. Po prostu uważam, że nowe mistrzostwa to świetny powód do fiesty, ale jeżeli nie chcesz to nie będę Ciebie zmuszał. Może oboje pozostańmy po prostu przy tym co umiemy najlepiej. Ty zajmij się swoimi teoriami spiskowymi, a ja udam się na swoją zasłużona fiestę. Trzymaj się, Adios Derek.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jorge poklepuje Dereka po ramieniu po czym znika z kadru, pozostawiając w nim Dereka samego.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>&lt;spoglądając na odchodzącego Cavazosa&gt; zachłanność to jedyna rzecz, jakiej mogę spodziewać się po Meksykańcach. Już Aztekowie czerpali garściami od istot pozaziemskich, które wdarły się przez kopułę do nas. A z resztą nieważne. &lt;Halloway patrzy teraz prosto w kamerę&gt; Posłuchaj mnie, Zack. Elysium to będzie mój własny dom i gwarantuję Ci, że otrzymasz swoją odpowiedź szybciej, niż Ty dowiesz się kto tak naprawdę stał za śmiercią Księżnej Diany, Brytolu. Bo prawda zawsze wychodzi na ring!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Derek po tych słowach jeszcze przez chwilę spogląda w obiektyw kamery, po czym idzie w swoją stronę, a obraz kamery gaśnie.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/FqEbPGa.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: FqEbPGa.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #FFFF00;" class="mycode_color">Singles Match<br />
</span>Zygmunt Butla vs Dan Dowson</span></div>
<br />
Końcówka walki… Dan Dowson stoi na środku ringu i patrzy na Butlę, który próbuje podnieść się przy linach. Zygmunt jest już mocno obity, oddycha ciężko i trzyma się za żebra po wcześniejszych uderzeniach w narożniku. One and Only nie spieszy się. Podchodzi do rywala i wymierza mu mocny Kick w klatkę piersiową. Butla opada na jedno kolano, ale Dowson od razu dokłada kolejny. Zygmunt próbuje odpowiedzieć zamachem z pięści, jednak Dan schyla się pod ciosem i trafia Swinging Neckbreakerem! Próba pinu. 1... 2... nie, Kickout. Dowson tylko kręci głową. Widać, że nie traktuje tego jako problemu, bardziej jako irytującą formalność. Podnosi Butlę za głowę i wypłaca European Uppercut. Zygmunt cofa się do narożnika, a The Cage dokłada jeszcze kilka Punchy na korpus. Sędzia zaczyna liczyć, więc Dan odchodzi na krok, po czym wraca z High Dropkickiem! Butla osuwa się po poduszkach do pozycji siedzącej. Dowson bierze rozpęd i mamy Knee Drop prosto w klatkę piersiową. Kolejny pin. 1... 2... nie. Dan podnosi się i pokazuje gestem, że to już koniec zabawy. Chwyta Zygmunta za głowę, przekłada go przez drugą linę i szykuje Rope Hung DDT. Butla próbuje się szarpać, ale Dowson dociąga go mocniej. Rope Hung DDT! Głowa Zygmunta wbija się w matę, a zawodnik z Bydgoszczy zostaje kompletnie zamroczony. Dowson nie przypina od razu. Wstaje i z pogardą patrzy na rywala, jakby chciał jeszcze chwilę pokazać, że ten pojedynek od dawna należy do niego. One and Only podnosi Butlę i próbuje ustawić go pod Payback. Jednak nie! Zygmunt ostatkiem sił zaczyna uderzać łokciami w bok głowy przeciwnika. Raz, drugi, trzeci! Dowson puszcza, a Butla trafia Mocną Głową! Akcja dochodzi do celu i Dan cofa się chwiejnym krokiem. Publiczność od razu reaguje głośniej, a Zygmunt rusza do narożnika. Kac Morderca! trafia idealnie! Dowson wychodzi z narożnika, a Butla łapie go i wykonuje Ciężki Poranek! Pin! 1... 2... nie! Kickout. To był najlepszy moment Butli w tej walce, ale nie wystarczył. Zygmunt wolno wstaje, łapie się za brzuch i próbuje jeszcze podnieść rywala. Wchodzi za jego plecy i szykuje się Bydgoszcz City. Dowson ląduje na macie, ale Butla nie jest w stanie od razu utrzymać kontroli. Próbuje drugiego suplexu, jednak The Cage blokuje nogą o nogę rywala, wyprowadza Back Elbow, a potem szybki One Hand Face Crusher! Zygmunt pada twarzą na matę. Dowson nie czeka już ani chwili. Wstaje, ustawia się w narożniku i czeka, aż Butla podniesie się na kolana. Zygmunt próbuje jeszcze ruszyć do przodu, ale robi to bardziej siłą rozpędu niż świadomością. Kill the Lights!trafia prosto w szczękę! Butla pada na plecy, a Dan od razu przechodzi do przypięcia. 1... 2... 3?! Nie! Butla odkopuje w ostatniej chwili! Dowson aż siada z niedowierzaniem. Po chwili jednak uśmiecha się pod nosem, jakby docenił jedynie odporność rywala, nie jego poziom. The Cage podnosi Zygmunta jeszcze raz i tym razem nie daje mu miejsca na żadną kontrę. Wyniesienie na barki. Payback! wbija Butlę w matę! Dan obraca go na plecy i przykrywa spokojnie, niemal lekceważąco. 1... 2... 3!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Sędzia podnosi rękę Dana ku górze. Zobojętniały Dowson spogląda kątem oka na leżącego Butle. The Cage chyba nie jest usatysfakcjonowany samym wygraniem walki, bo podchodzi do Zygmunta i nonszalancko dotyka jego twarzy swoją stopą. Fani nagradzają to buczeniem. Arbiter próbuje odciągnąć weterana, lecz ten odpycha go i gestem tego, że rękę to on ma ciężką, odstrasza sędziego, który ucieka z ringu i zapewne będzie zmierzał po jakąś pomoc. Dowson wraca do pastwienia się nad Butlą i zaczyna częstować go stompami w brzuch, wykrzykując do niego: ''ciekawe, czy twoja wątroba to też wytrzyma''. Zygiego wnętrzności na pewno nie czują się teraz zbyt ciekawie, bo but The Cage'a, próbuje się do nich chyba dobrać. Danny krzyczy jeszcze, że Butla jest idealnym przykładem, jak wygląda wrestling w 2026 roku. Do słów dokłada Ground and Pound! Zaczyna robić się brutalnie. W międzyczasie rozjemca walki, która miała tu miejsce, przy rampie spotyka... innego sędziego? Jest to <a href="https://zapodaj.net/images/8746d77e806b8.jpg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TEN MĘŻCZYZNA.</a> Mówi on, że ochrona jest już w drodze oraz że wszystkim się zajmie i z szerokim uśmiechem klepie arbitra po ramieniu . Teraz szybkim krokiem idzie w kierunku ringu. Niektórzy fani chyba rozpoznają tę twarz, bo cholera... to jest Nathan Martin! Reakcje są jednak znikome przez fakt, że Nate bardzo zmienił się z wyglądu. Kanadyjczyk wchodzi do kwadratowego pierścienia i krzyczy do agresora, by ten się uspokoił. Dan odwraca się, wstaje i wykrzykuje: ''czego, kurwa?'' Myśli, że kolejnego sędziego wystraszy. Ta lekceważąca postawa prowadzi go do... ZAINKASOWANIA LOW BLOW! Soczysty kopniak od Martina właśnie wylądował na jajach weterana, który osunął się na kolana. Nathan bardzo szeroko się uśmiecha i w mig ten uśmiech znika, bo od razu dokłada Headbutt i po sekundzie kolejny! Kibice w sumie są zadowoleni. Nate nie traci czasu, podnosi dziadka, zachodzi go od tyłu i Kiss Of Solipsism! Czyli taki jakby Rainmaker - tylko z kolana. W tle Butla wraca powoli do żywych i czołga się do narożnika, skąd przygląda się wszystkiemu. Nie dowierza, że LPW ma tak agresywnych arbitrów. Chyba myśli, że ma zwidy przez zbyt małą ilość alkoholu we krwi. The Solipsist serdecznie uśmiecha się jedynie do niego i wychodzi z kwadratowego pierścienia tylko po to, by złapać Dowsona, który jest na deskach i wyciągnąć go wraz ze sobą. Bierze półprzytomnego One and Only i ciska nim mocno o barierki, po czym szybko podnosi i dorzuca Piledriver prosto na podłogę! Ajajaj! Zygmunt to się nawet lekko uśmiechnął pod nosem widząc to. Nathan chyba na razie się uspokoił, bo poprosił o mikrofon od pracownika i osuwając się o barierki usiadł przy leżącym Dowsonie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin:</span> Hmmm... od czego by tu zacząć? *drapie się po głowie* A może tak...powinienem od razu skończyć? Na przykład z tym tutaj paskudnym agresorem, który nie potrafi zachować się nawet względem sędziów? Za zbiór jego bezczelnych uczynków możnaby skończyć z nim już na zawsze, ale to byłoby zbyt proste. *spogląda na chwilę do góry i przeczesuje palcami grzywkę* Echh.. odrobinę opisałem samego siebie... Jednak ja przeproszę tamtego mężczyznę za wmówienie mu, że będzie tutaj ochrona. A Dan Dowson? On nie umie przepraszać. To wykreowana postać przeze mnie, która potrafi tylko narzekać. A ja bardzo, BARDZO nie lubię narzekania... *patrzy pustym wzrokiem, ale po chwili uśmiecha się* To mnie irytuje, a nie lubię, gdy mnie coś irytuje. Czy ja teraz narzekam? Czy staję się taki jak on? Och, cholera. *uśmiecha się* Cóż.. myślę, że jako stwórcy musicie mi wybaczyć lekką hipokryzję i to, że pozwalam sobie na ''odrobinę'' więcej.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nathan podnosi się i rozmyślając, robi kilka kroków do przodu, a następnie do tyłu. Po chwili zerka na publiczność, która się zastanawia, o czym on pierdzieli. Butle za to interesuje, po jakim trunku jest Nathan. Kanadyjczyk ponownie zabiera głos.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin:</span> Kocham to! Naprawdę to kocham! Warto było wrócić do wrestlingu, chociażby dla tego uczucia, gdy patrzycie na mnie jak na szaleńca.. a ja wiem, że przecież mam rację i mówię prawdę! To takie groteskowe! A wiecie.. co jest jeszcze bardziej groteskowe? Hmm? Jakieś typy? *nadstawia ucho do publiki* Brak? W porządku. Odpowiem wam. Dan Dowson! Jakaż mogłaby być inna odpowiedź. Znam go czy to z perspektywy fana, wrestlera czy też jego stwórcy.. i nie jestem dumny. Oj nie.. bowiem ten cham to obrzydliwy hipokryta! W swojej długiej karierze był ''Lost Boyem'', Kaznodzieją, był ''Broken'' oraz... stworzył sobie listę? Pomijając już to, jak bardzo to kreatywne, to ukazuje nam to obraz kogoś... o wielu twarzach. *puszcza oczko do kamery* Więc dlaczego ktoś, kto ma tak barwną przeszłość, pogardza innymi, którzy chcą nadawać kolorytu LPW? Nie podoba mi się to. Cenię sobie tych, którzy nadają barw memu światu. Dlatego będę musiał Dana nauczyć manier...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nate oddaje mikrofon jednemu z pracowników i zerka na Dowsona, który już powoli dochodzi do siebie. Kanadyjczyk pomaga mu wstać i Kiss of... kolejne LOW BLOW! One and Only ponownie dostaje po jajach i pada obolały. The Solipsist za to włazi do ringu, gdzie jest Butla i Martin z niewinnym uśmiechem pyta go, czy wszystko w porządku. Zygmunt lekko przerażony kiwa jedynie głową. Obraz z kamery znika...</span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: left;" class="mycode_align"><div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/TKUZ69y.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: TKUZ69y.png]" class="mycode_img" /></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><iframe width="560" height="315" src="//www.youtube-nocookie.com/embed/Co4iZn6vGGQ" frameborder="0" allowfullscreen="true"></iframe></div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na hali wybrzmiewa <a href="https://www.youtube.com/watch?v=LBr7kECsjcQ" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">dobrze znana muzyka</a>, a na titantronie wyświetlają się kolejno zawodnicy rosteru LPW. Po chwili widzimy złoto-czerwoną grę świateł, która ma za zadanie podkreślić wagę tego, co za chwilę nas czeka. Przy refrenie utworu na rampie widzimy mały pokaz pirotechniczny, a następnie kamera przenosi nas do stolika komentatorskiego. </span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Michael Cole</span>:  Na stanowisku komentatorskim witają państwa Michael Cole <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tomasz Hajto</span>: Oraz wybitny reprezentant Polski i wspaniały komentator, Tomasz Hajto <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Michael Cole</span>: Witamy państwa z miasta Chicago, dziś naszym specjalnym gościem ponownie miał być CM Punk, jednak w związku ze zdobytym pasem mistrzowskim w swojej federacji nie miał on czasu do nas dołączyć. Tak czy siak, jesteśmy tutaj aby skomentować pierwszą galę po PPV<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Tomasz Hajto</span>: Karta zapowiada się intrygująco, słyszałem sporo komentarzy, że jest to słaba kar....<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nagle na arenie rozbrzmiewa "ZZ Top - I gotsta get paid", brutalnie przerywając komentatorom. Na rampie natychmiast pojawia się Axel Blaze z pasem na ramieniu. Tym razem nie ma okularów, nie ma palenia papierosów, nie ma nawet piąteczek z fanami. Publiczność wita go cheerem, ale Mr. Forever wyjątkowo zdaje się nie zwracać na to uwagi. Jest skupiony, wściekły i szybkim krokiem zmierza do ringu. W ręce ma mikrofon i już na rampie robi z niego użytek.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>Wyłączcie muzykę, wyłączcie to! *theme song cichnie* Na dzisiaj miałem zupełnie inne plany, a pewien hiszpański narcyz postanowił wszystko zmienić. Nie będzie celebracji, nie będzie oblewania tytułu, nie będzie wspólnego śpiewania. Dzisiaj przychodzę po Jose Lopeza - dawać mi go tu!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zawodnik wchodzi do ringu i ustawia się na środku, fani milczą, a on kontynuuje.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze: </span>To wszystko nie tak... wiecie o czym marzyłem przez całe swoje życie? Nie o tym. *Blaze podnosi pas z ramienia i unosi go wysoko, po chwili odkłada go na bark* O tym! *Blaze wskazuje na publiczność, cheer* O chwili, kiedy tysiące ludzi będzie ze mną świętować. O chwili, w której tysiące gardeł śpiewa razem ze mną. O chwili, która zostanie z nami do końca życia. JOSE LOPEZ! *heat*  Nie ukradłeś mi mistrzostwa. Nie ukradłeś mi zwycięstwa. Ukradłeś moje marzenie. Więc skoro miałeś jaja, żeby zaatakować mnie w niedzielę to pokaż je też teraz i przywlecz swoje dupsko do ringu. Gwarantuję, za współpracę wyrok będzie łagodniejszy. Zrujnowałeś najpiękniejszy moment w moim życiu i teraz będziesz mi go oddawał kawałek po kawałku. W bardzo bolesny sposób. *Blaze bierze głęboki oddech* Bardzo długo myślałem o tym, co się wydarzyło. W nocy nie mogłem spać, ta jedna myśl nie dawała mi spokoju - dlaczego? I wydaje mi się, że już znam odpowiedź. Zazdrość. Dokładnie tak. Jose Lopez był zazdrosny. Ale nie o pas, nie o bycie w centrum uwagi, nawet nie o wasze oklaski. Jose Lopez był zazdrosny, ponieważ widząc mnie z pasem zobaczył samego siebie. Dawno, dawno temu był taki sam i zdał sobie sprawę, że to już nigdy nie wróci. I o to poczuł się zazdrosny. Dlatego nie mógł spojrzeć mi w oczy. Dlatego zaatakował z zaskoczenia. Dlatego poczekał, aż emocje osiągną swój szczyt. Wszystkiego mogłem się spodziewać, ale nie tego. W niedzielę dałem z siebie wszystko. Po walce czułem się jakbym był przeżuty, wypluty i przydeptany, ale mimo wszystko to była najszczęśliwsza chwila w moim życiu. Właśnie zapisałem swoje imię w historii, a wasza reakcja była po prostu cudowna. Bardzo ciężko na to pracowałem. Kiedy wziąłem to cudo w swoje ręce *Blaze poklepał pas* słysząc jak bardzo Was to cieszy... to było słodsze niż kradziony miód. W głowie już grało mi "We are the Champions"... trwało to dosłownie tylko chwilę, zanim zostało mi brutalnie skradzione. Gwarantuję, że nie zapomnę tego do końca. *Blaze bierze głęboki oddech* Ale już koniec uprzejmości, czas przejść do konkretów! LOPEZ! Miałeś wystarczająco dużo czasu, aby się tu pokazać. Teraz nagle nie chcesz przerywać? A może dotarło do Ciebie w jakiej dupie się znalazłeś? Teraz już za późno. Jak góra nie przychodzi do Mahometa, to Mahomet musi przyjść do góry. Zaczynamy polowanie! *cheer* I masz pecha, chłopie, polować umiałem zanim nauczyłem się chodzić. To Twój koniec, rozumiesz?! Znajdę Ci i pokażę na czym polega "Symphony of Destruction"! Nie ma szans, że...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">W tym momencie na arenie rozbrzmiewa "God Save The King" co oznacza iż na arenie pojawia się Nick Aldis! Mistrz LPW wyraźnie nie jest z tego zadowolony, widać to po jego minie. Generalny Manager Elysium wychodzi na rampę z mikrofonem w dłoni i powoli zmierza do ringu, również robiąc z niego użytek po drodze.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Spokojnie Axel... Wiem, że na pewno targają Tobą silne emocje, doskonale to rozumiem, sam byłem kiedyś w podobnej sytuacji. Zdaję sobie sprawę, iż to co zrobił Jose nie jest fair. W żadnym wypadku. Jednak *W tym momencie Nick przechodzi pomiędzy linami* życie nie zawsze jest sprawiedliwe, nie wszyscy są uczciwi. Ty jednak jako nasz PIERWSZY LPW World Champion musisz świecić przykła...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze:</span> Oh, przestań, Nick. Według Ciebie powinienem udawać, że pada kiedy plują mi w twarz?! Taki chcesz dawać przykład?! Niedoczekanie! Jako PIERWSZY LPW World Champion w historii pokażę, że o honor trzeba walczyć. I Wam też powinno na tym zależeć, bo chyba nie chcecie mieć płatka śniego jako swojego mistrza, prawda? Więc lepiej nie wchodźcie mi w drogę, kiedy...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Zanim powiesz kolejne słowa lepiej weź pod uwagę do kogo mówisz. To, że Roba tu nie ma, ponieważ jest w tej chwili zajęty dopinaniem ostatnich szczegółów draftu, nie oznacza że możesz mi okazywać brak szacunku. *Nick daje chwilę Blaze'owi* Nie tylko jestem jednym z Twoich przełożonych, jestem również osobą, z którą nie chcesz mieć zatargów. Tym bardziej... Że przychodzę z informacjami, które powinny Cię ucieszyć.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Axel Blaze:</span> Mocne słowa. Przemyśl je dobrze. Bo jeśli to nie będzie zapowiedź Lopeza tu i teraz, to jednak masz gówniane wieści.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Aldis uśmiecha się dość sztywno i kiwa głową.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis:</span> Więc jednak muszę Cię częściowo rozczarować, ponieważ informacje które właśnie zamierzam przekazać dotyczą pierwszej gali Elysium. I jest to ogłoszenie nie tylko dla Ciebie, ale również wszystkich tu zebranych fanów. *Aldis odchrząkuje* Otóż Main Eventem pierwszego w historii Elysium będzie starcie o miano pretendenta do LPW World Championship! *głośny cheer* A w walce zmierzą się Edgar Dickinson oraz Jose Lopez! *cheer, jednak widać iż Blaze nie jest pocieszony i usatysfakcjonowany* A Ty... *spogląda na Axela* Z tego co wiem, to masz dzisiaj walkę. Więc lepiej skup się na przygotowaniu do niej.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Aldis odsuwa się, robiąc miejsce dla mistrza, wskazując mu drogę na zaplecze. Ten wciąż targany emocjami mierzy Generalnego Managera Elysium długim spojrzeniem, jednak w końcu prycha, odrzuca mikrofon i schodzi na zaplecze.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">JUŻ PIERWSZE REKLAMY BO ZARZĄD MUSI MIEĆ CO JEŚĆ</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/lpZRzlu.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: lpZRzlu.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #FFFF00;" class="mycode_color">Non-Title Singles Match<br />
</span>Jorge Cavazos vs Derek Halloway</span></div>
<br />
Wracamy do pojedynku, gdzie Jorge biegnie w stronę stojącego przy linach Dereka. Halloway orientuje się w sytuacji, i naciąga trzecią linę, przez co Cavazos przelatuje nad nią, jednak udaje mu się wylądować na apronir, The Truth Seeker wstaje i podchodzi do Fiesta Mastera, który od razu atakuje przeciwnika poprzez łokieć na głowę. The Red Pill One odchodzi od oponenta trzymając się za głowę, a Bonę Breaker czym prędzej wchodzi do ringu. Przeciwnik odwraca się do niego, a Jorge atakuje go jeszcze poprzez Big Boot. Derek zamroczony odwraca się od oponenta, a ten  dokłada jeszcze Angle Slam. Próba pinu, 1… 2…. Nie, Kickout. Cavazos nie poddaje się i podnosi przeciwnika za głowę. Odbija się od lin i mamy Clothesline from Tijuana! Jednak nie, Halloway pochyla się pod ręką rywala. Fiesta Master z impetem odbija się od przeciwległych lin, dobiega do przeciwnika, a The Truth Seeker chwyta przeciwnika i wyprowadza Sidewalk Slam. The Redpill One nie poprzestaje na tym, wstaje i na wciąż leżącym przeciwniku dokłada jeszcze Senton. Teraz próba pinu, 1… 2… nie, Kickout. To za mało dla mistrza Valor. Mistrz Eternal ponownie podnosi przeciwnika i Irish Whipem wysyła przeciwnika w narożnik. Jednak nie, po prostu przyciąga go do siebie i mamy Short-arm Clothesline. Jednak nie, tym razem to Jorge uchyla się pod przedramieniem przeciwnika, przechodzi za jego plecy, ciągle trzymając go za rękę i mamy German Suplex. Piękna kontra, po której Halloway pada na matę trzymając się za kark. Cavazos zachęca publiczność do większego zaangażowania, na co reagują wrzawą. Bonę Breaker podnosi przeciwnika za rękę, a The Truth Seeker wyprowadza na nim Gut Kick. The Ref Pill One wysyła Irish Whipem przeciwnika na liny, jednak kontra i to Fiesta Master posyła oponenta, ten odbija się od lin i mamy No More Tequila! Ależ teraz pokazuje Jorge pokazuje siłę i od razu przypięcie. 1… 2…. 3?! Nie, Kickout! Derek się nie poddaje. Mistrz Valor podnosi przeciwnika do stójki i Irish Whipem kieruje go do narożnika. Cavazos bierze krótki rozpęd, po którym wpada w pusty narożnik. Halloway uciekł w porę na bok. Teraz zaczyna atak kopnięciami na brzuch przeciwnika, w końcu dokłada Gut Kick, wyniesienie pod Powerbomb i mamy Corner Powerbomb! Ależ mocna akcja, po której Jorge trzymając się górnej liny nie pada na matę, ale drugą ręką trzyma się za obolałe plecy.  W tym momencie The Truth Seeker łapie przeciwnika w popularnego miśka, odchodzi w tył kilka kroków od narożnika i mamy Overhead Belly-to-belly Suplex! Po tym próba pinu, 1… 2… 3?! Nie, Kickout! Halloway wstaje i pokazuje całemu światu, że żarty się skończyły i zaraz nadejdzie koniec tej walki. Teraz oczekuje, aż jego oponent wstanie i mamy wyniesienie pod Gorilla Press! Szykuje się Awakeing! Czy się uda?! Nie, w ostatniej chwili do ringu wpada rozwścieczony Zack Sabre Jr. i atakuje Halloway’a serią punchy na głowę. Derek puszcza, Jorge pada za plecami przeciwnika, a sędzia ogłasza dyskwalifikację! Popularny ZSJ nadal atakuje przeciwnika serią punchy, a na koniec dokłada Discus Elbow Smash. To uderzenie powala The Truth Seekera na matę, a sędzia próbuje odciągnąć Zacka od wyprowadzania kolejnych ataków. Ten odpycha arbitra, który wytacza się obolały z ringu i kontynuuje stopniowanie swojego przeciwnika z PPV. W końcu jednak Cavazos wstaje i punchem posyła Sabre na matę, który wytacza się ringu i idzie ze wściekłością na twarzy na zaplecze.<br />
  <br />
<div class="lpw-text-block"> <br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Na titantronie wyświetla się nagranie wykonane po gali Ascension. Hala jest już opustoszała, w szatni panuje półmrok, jedynym źródłem światła jest łuna wydobywająca się przez półotwarte drzwi z napisem "Uszczelka &amp; Butla". Nagle drzwi zostają otwarte z hukiem przez wylatujące z pomieszczenia krzesło.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zbyszek Uszczelka: </span>Zygmunt ja się ciebie pytam, czy ty nie możesz choć raz się powstrzymać!? Mieliśmy gówniarzy jak na widelcu! Jeden już raz ode mnie obskoczył, a drugi też mi wyglądał na leszcza. Co się z tobą dzieje myślałem, że panujesz nad tym?! <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Butla wyraźnie posmutniał po usłyszeniu tych słów po chwili odpowiada lekko zachrypniętym głosem</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Co mam Ci powiedzieć Zbyszku? Nie wszystko jest takie proste jakby mogło się wydawać, ja naprawdę chciałem, ale ktoś...ktoś po prostu położył te butelki pod ringiem, a było to moje ulubiene piwo, oczy miałem jak 5 złoty, a później....no cóż jeden łyk, później drugi, trzeci i tak zatraciłem się w tym wszystkim. Ja myślę, że to oni dali to piwo pod ring,, wiedzieli, że pójdę po nie jak misiu po miód.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zbyszek Uszczelka: </span>Bardzo przepraszam Zygmunt, ja to rozumiem, ale bardzo przepraszam - gówno mnie to obchodzi. Ale ja jestem człowiek wierzący i praktykujący. Jak byłem ja ci mały,  babcia zabierali mnie do kościółka co niedzielę i tam ksiądz Mieciu mówił tak: "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego". I ja cie kocham Zygmuś. Znaczy się jak brata. Ja ciepły nie jestem. Ale swoją drogą może ten Prenston z tym drugim miętę do siebie czują takie wymuskane chłopaki he he he &lt;kaszel&gt; .. O czym ja to, a no i właśnie dlatego ci opowiem taką przypowieść. Jak byłem kiedyś na robocie, glazure kładłem. Układam ci ja bracie te płytki pod prysznic bo się burżujstwu zachciało bez brodzika. Kto kurwa robi prysznic bez brodzika. No i tak robimy z Ryśkiem, no i milutko jest, przyjemnie, to by coś może lekko przyświętować bo to czwartek był to znaczy mały piątek. No i tak robimy, i ten poziom nam coraz bardziej wychodzi. Powoli kończymy ten spadek, odpalamy prysznic i skończyła się butelka, to lecimy po kolejną, a prysznic zostawiamy co by sprawdzić szczelność. Wracamy, a tu wszystko pływa. I to był ostatni dzień mojej kariery glazurnika. Bo woda to żywioł, a jak taki żywioł podlejesz alkoholem to go jeszcze rozjuszysz. Dlatego tylko piweczka stosuję. Rozumiesz do czego piję? Alkohol może zgubić, jak masz zadanie to je wykonaj, a potem kulturalnie chlej do porzygu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Butla przez chwilę milczy. Spuszcza wzrok, drapie się po karku, po czym ciężko wzdycha. Widać, że słowa Uszczelki faktycznie do niego trafiły.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zygmunt Butla:</span> Rozumiem, Zbyszek... znaczy się chyba rozumiem, bo ty czasem brzmisz jak jakaś skomplikowana instrukcja. Ale masz rację. Robota najpierw, chlanie potem. Jak ktoś mi następnym razem podłoży piwo pod ringiem, to nie pójdę jak misiu po miód... tylko jak Butla gotowy spuścić komuś wpierdol. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Z pomieszczenia wypada jeszcze jedna pusta puszka, odbija się od ściany i turla pod nogi kamerzysty. Uszczelka błyskawicznie zatrzaskuje drzwi. Na tabliczce "Uszczelka &amp; Butla" światło przez moment migocze, po czym nagranie urywa się, a titantron gaśnie.</span><br />
</div>
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Przenosimy się z powrotem na arenę, gdzie widzimy już Roba Van Dama oraz Nicka Aldisa stojących na rampie. Obaj ubrani są w garnitury, a przed nimi znajdują się mównice z mikrofonami, na których stoją także laptopy.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam: </span>Panie i Panowie, przyszedł czas na ogłoszenie pierwszych nazwisk wybranych na drodze Draftu do brandów Colosseum oraz Elysium. Jak zapewne Państwo już wiedzą, aktualny LPW Champion Axel Blaze będzie występował na obu show *cheer* i z tego powodu nie został przypisany do żadnego z brandów. Nick, oddaję Ci głos.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis: </span>Cóż, pora więc chyba, by rozpocząć dzisiejszy draft w dość oczywisty sposób. Pierwszym wyborem Elysium jest LPW Eternal Champion Derek Halloway!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam: </span>Skłamałbym mówiąc, że spodziewałem się z Twojej strony innego wyboru, niż jeden z mistrzów. W związku z tym pozostaje mi jedynie dopełnić formalności. Pierwszym wyborem Colosseum zostaje LPW Valor Champion Jorge Cavazos!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis: </span>Przyznam szczerze, iż chcę mieć pod swoimi skrzydłami najlepszych możliwych zawodników. Dlatego mimo niechęci którą wielu z was darzy tego zawodnika, nie sposób go pominąć. Latynoska krew, Jose Lopez, wędruje na Elysium!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam: </span>W związku z tym mój drugi wybór także wydaje się oczywisty. Co prawda temu zawodnikowi nie udało się ostatecznie sięgnąć po złoto, jednak z pewnością zdobył serca wielu z was. W związku z tym Kenneth Riddle zostaje członkiem rosteru Colosseum!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis: </span>Skoro mam już w swoim rosterze jednego z uczestników Main Eventu pierwszego w historii Elysium, pora by sięgnąć również po drugiego z nich, który z całą pewnością napisze u nas piękną historię! Edgar Dickinson, witamy na pokładzie!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam: </span>Mój kolejny wybór być może zaskoczy część z was, ponieważ ta osoba dopiero niedawno pojawiła się w federacji LPW. Drodzy Państwo, do rosteru Colosseum dołącza David Otunga!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis: </span>Być może nie odniósł do tej pory sukcesów, jednak niejednokrotnie zdążył już udowodnić, że należy do ścisłej czołówki i jest bardzo niebezpieczny. Panie i Panowie, moim otatnim wyborem tej rundy zostaje Zack Sabre Jr!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam: </span>Osoba, którą wybrałem jako czwartą, wielokrotnie udowadniała, że trzeba się z nią liczyć. W związku z tym decyzja o wybraniu właśnie tego zapaśnika była dla mnie jedną z łatwiejszych. Drodzy Państwo, kolejnym członkiem Colosseum zostaje The Big Guy - Ryback!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Ledwo Rob zdążył ogłosić nazwisko Rybacka, a już wybrzmiewa theme song samego zainteresowanego! The Big Guy omija obu General Managerów, spoglądając w stronę RVD, a następnie kieruje się do ringu, gdzie sięga po mikrofon.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ryback:</span> The Butcherback zostaje w tym lepszym brandzie! (Lekki cheer miesza się ze zdecydowanym buczeniem ze strony publiczności.) Pamiętacie co przed oficjalnym startem federacji powiedziałem w wywiadzie? Że przychodzę tutaj dla dwóch powodów. Jednym z nich jest zdobycie pasa mistrzowskiego, drugim skopanie dupy Kennetha Rippla. To pierwsze niestety mi się nie udało, widzieliście ile przyjąłem, każdy skupił się na tym najlepszym, największym i najsilniejszym zawodniku. Ale jedno wam powiem - trzeba być taką pizdą jak Kenneth Riddle, żeby przegrać z Axelem Blaze'm w ostatniej dwójce, który idealnie odwzorowuje jedno znane słowo - przehypowany! (Ogromne buczenie.) Co ryczycie jak byk rozpłodowy na widok jałówki, mam rację, ale właściwie czego ja się spodziewam po widowni w Chicago, gdzie bożyszczem jest następny przehype (Jeszcze większe buczenie.) Nie chcę jednak skupiać uwagi na was, bo znaczycie dla mnie tyle, co wyroby w mojej rzeźni - ja waszą wartość mierzę przez wagę mięsa. Przemawiam tutaj jako numer jeden, jako superstar, jako człowiek, który zdejmie wam klapki z oczu. Tron jest jeden, i kandydat też jest jeden, a Kenneth Riddle może aspirować do bycia pretendentem do tego tronu, ale tym razem nie gram w niczyją grę. Tym razem to ja ustalam zasady tej gry. Colosseum ma jednego króla, i obiecuję wam - ja, The Butcherback - Kenneth Riddle nie zazna tutaj spokoju. Została mi tutaj ostatnia misja - rozbicie tych waszych marzeń, że Kenny jest lepszy ode mnie. Powiem wam jedno... Kenny, nie jest nawet najlepszym Kennym jaki walczy obecnie w wrestlingu.... Mało tego... nie jest nawet najlepszym Riddlem, który walczy w wrestlingu, pozdro Matt.... Szykuj się Rid, kiedyś przyprowadziłem dmuchaną lalkę, która wyglądała dokładnie jak Ty. Od dziś uczynię Cię taką karykaturą, że tamtej lalce byłoby wstyd być podobną do Riddla... Czas zacząć polowanie, a tasaki są ostre jak nigdy dotąd.... FEED...ME.. RID!<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">PODOBNO DO DOLNICKA DZWONIŁ JAMES CAMERON, ALE TEN NIE ODEBRAŁ</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/q97F6Zk.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: q97F6Zk.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #FFFF00;" class="mycode_color">Triple Threat Match</span></span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Mateusz MW vs Jeff Brown vs Dick A'Very Big</span></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">  </span></div>
Końcówka walki. MateuszMW stoi przy linach, trzymając się za szczękę po wcześniejszym zderzeniu z narożnikiem, a po drugiej stronie ringu Jeff Brown i Dick A’Very Big patrzą po sobie, jakby właśnie odkryli genialny plan. Obaj ruszają na zawodnika z Krakowa jednocześnie. Jeff pierwszy trafia Punchem, Dick dokłada Slap, po którym sam wygląda na zaskoczonego, że w ogóle trafił. The Big MW cofa się o krok, ale zaraz odpowiada potężnym Forearmem dla Browna! Fake gangster pada na matę, a holenderski stand-uper momentalnie próbuje Roll-Upu na Mateuszu! 1... nie! Mateusz wykopuje go z taką siłą, że Dick aż przeturlał się pod liny. Jeff Brown próbuje wykorzystać sytuację i zachodzi Mateusza od tyłu. Schoolboy Pin! 1... 2... nie! The Big MW odkopuje, a Brown od razu zaczyna tłumaczyć sędziemu, że to na pewno było trzy. Nie zauważa, że Mateusz już wstaje. Krakowiak łapie Jeffa za kark i posyła go Irish Whipem w narożnik. Corner Splash! Brown aż siada po tej akcji, a Mateusz dorzuca jeszcze kilka Stompów. Dick w tym czasie wraca do ringu z miną człowieka, który chciałby być gdzieś indziej. Próbuje zajść Mateusza od tyłu i wykonać Small Package, ale The Big MW blokuje akcję, łapie go pod ramiona i wykonuje Powerslam! Pin! 1... 2... Brown przerywa przypięcie Elbow Dropem! Jeff wygląda, jakby właśnie uratował własne życie, więc od razu zaczyna się nakręcać. Trafia Mateusza Kickiem w brzuch, potem próbuje Running Knee Strike, ale Mateusz schyla się pod atakiem. Brown wpada prosto na Dicka, który właśnie wstał przy linach! Obaj zawodnicy zderzają się głowami i padają na matę. Mateusz przez moment patrzy na nich z niedowierzaniem, po czym wychodzi z ringu. Polish Fucker odciąga materiał i wyciąga spod ringu stalowe krzesło. Publiczność od razu reaguje głośniej, a Jeff Brown próbuje cofać się na kolanach, pokazując, że on wcale nie chce być gangsterem aż tak bardzo. Dick podnosi ręce, jakby chciał powiedzieć jakąś puentę, ale Mateusz nie czeka na występ. Chairshot w plecy Dicka! Holender pada na matę i wytacza się pod liny. Jeff próbuje wykorzystać moment i wykonuje Eye Poke! Mateusz na chwilę odchodzi, łapiąc się za twarz. Brown wyrzuca krzesło z rąk rywala i próbuje kolejnego Roll-Upu 1... 2... NIE! Kickout! Brown nie wierzy. Wstaje i rusza z Clotheslinem, ale Mateusz unika. MW Kick! trafia Browna prosto w szczękę! Jeff pada jak odcięty, ale zanim Mateusz przejdzie do pinu, Dick wraca do ringu i próbuje Schoolboy Pinu na The Big MW! 1... 2... nie! Mateusz odkopuje i od razu wstaje wściekły. Dick cofa się, pokazując sędziemu, że to był tylko żart. The Big MW nie jest fanem stand-upu. Gut Kick! Powerbomb! Dick aż odbija się od maty i wypada z ringu pod dolną liną. Mateusz zostaje sam z Jeffem Brownem. Sięga po buteleczkę z oliwką dziecięcą, polewa nią łysą głowę i powoli odwraca się w stronę fake gangstera z Newark. Brown ledwo wstaje, nie wie jeszcze, gdzie jest. Mateusz rusza. Łysy Punch! Connected! Jeff zostaje wbity w matę . The Big MW pinuje rywala, a Dick próbuje jeszcze wślizgnąć się do ringu, ale jest za daleko. 1... 2... 3! MateuszMW odnosi historyczne zwycięstwo w LPW.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Renee Paquette wchodzi do ringu chwilę po zakończeniu pojedynku. Mateusz MW wciąż ciężko oddycha po walce, ale na jego twarzy widać satysfakcję po pierwszym zwycięstwie w LPW. Jego głowa nasmarowana oliwką wręcz błyszczy w blasku świateł..</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Renee Paquette:</span> Mateusz, to jest moment, na który czekałeś od początku swojej drogi w LPW. Twoje pierwsze zwycięstwo w tej federacji  i to nie w zwykłej walce jeden na jednego, ale w Triple Threat Matchu, gdzie musiałeś pokonać aż dwóch rywali. Po wszystkich wcześniejszych niepowodzeniach, co ta wygrana mówi dziś o Mateuszu MW?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">MateuszMW:</span> Cześć Renee, witam wszystkich zgromadzonych na arenie i przed odbiornikami! Mamy to kurde!!!! W końcu wygrałem! Zrobiłem to czego nie udało mi się dokonać w poprzednich tygodniach. NA MOIM KONCIE POJAWIŁA SIĘ CYFERKA NR.1, Pierwsza wygrana, numer jeden w rankingu najlepszych fighterów federacji, czy można chcieć czegoś więcej? Powiedz mi Renee, z kim powinienem zawalczyć w kolejnym tygodniu? Kto jest godzien, aby zmierzyć się z Krakowskim bohaterem?...... Dobra lepiej zamilcz bo zanim cokolwiek powiesz, to uschnę z pragnienia. Zdradzę Ci pewien sekret, więc słuchaj uważnie. Nie tak dawno odbyłem bardzo interesującą rozmowę z moim serdecznym kolegą Derkiem Hallowayem, który uświadomił mnie, jak wygląda ten WASZ wyimaginowany świat, do którego muszę się przystosować, aby osiągnąć sukces. <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Mateusz bierze oliwkę do ręki i smaruje swoją spoconą łysinę</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">MateuszMW:</span> Derek uświadomił mnie, że świat jego tak pojebany i rządzą nim dziwne siły. Dzięki niemu poczułem, że oliwa to nie wszystko, aby odnieść sukces i pierwsze zwycięstwo w federacji. Wprowadziłem kilka dobrych korekt, zaproponowałem mu stworzenie drużyny, więc zobaczymy co przyniesie przyszłość, ale zapowiada się niesamowicie………. To co kończymy? Suszy mnie, więc trzeba napoić konika nim umrze z pragnienia. Wracam do chłopaków, bo przygotowali dla mnie zajebisty poczęstunek, wódeczka zmrożona, ogórek kiszony i paluszku. JOŁ, NARA!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach MateuszMW błyskawicznie ulatnia się z ringu zostawiajac zdezorientowaną Renee</span><br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do restauracji Alinea, znajdującej się na niedaleko starego miasta w Chicago. Już na pierwszy rzut oka widzimy, że wystrój wygląda nowocześnie, a sama restauracja jest nastawiona raczej na kilku ekskluzywnych klientów niż wielu mniej zamożnych. Cała sala jest utrzymana w pomieszaniu białego i szarego koloru. Na środku na ścianie widzimy namalowanego człowieka, który przypomina dzieło jakiegoś artysty. W tle gra cały czas przyjemna muzyka skrzypcowa będąca na tyle cicho, żeby nie przeszkadzać w rozmowie. Widzimy również, że przy jednym ze stolików siedzą ubrani w garnitury Preston Steele i Miguel Escobar, a przed nimi na stole stoi po porcji “Hot Potato, Cold Potato”.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele: </span>Miałeś rację, Miguel. Wystarczyło połączyć siły, a już od razu pokazaliśmy tym życiowym nieudacznikom gdzie jest ich miejsce. Skoro nasza współpraca już na starcie przynosi takie profity to co będzie dalej?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar: </span>Powinno być tylko lepiej czyż nie?<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po tych słowach Divine lekko zmarkotniał.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar: </span>Dzisiaj możemy świętować, ale pamiętaj, że to była tylko dwójka osób, których nie powinno być w tej federacji. Pytanie, jak będzie przy większym wyzwaniu? Myślisz, że nasza współpraca ma rację bytu na dłuższą metę?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele: </span>Myślę, że zrobiliśmy dopiero pierwszy krok w drodze do nasze sukcesu. Skoro coś na razie się układa mimo, że nie było nam od samego początku po drodze to chyba nie ma co na siłę szukać dziury w całym. W końcu ludzie z elity tak jak my powinni trzymać się razem.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar: </span>Dobrze powiedziane. Czas zatem postawić kolejne kroki. W drodze do sukcesu, jak i w naszej współpracy. Musimy być pewni, że możemy polegać na tej drugiej osobie. Przyznam szczerze, że na ten moment nie mam tej pewności, za to mam pewne wątpliwości. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Preston Steele: </span>Zawsze trzeba podjąć jakieś ryzyko, żeby zwiększyć zyski. Siedząc w jednym miejscu i niczym nie ryzykując do niczego się nie dojdzie jak ten Uszczelka i Butla, którzy jak na razie kręcą się w miejscu. Ja też nie byłem na początku pewien co do naszej współpracy, a teraz już wiem, że zmierzamy w właściwym kierunku.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Miguel trochę lekceważącym wzrokiem spojrzał na Prestona.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miguel Escobar: </span>Cieszy mnie twoja pewność…TOAST!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Panowie biorą łyk drogiego szampana, a nagranie się kończy.</span><br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Kamera przenosi nas do gabinetu psychiatry, którą jest Dr. Jennifer Kennedy (tak jest napisane na pasku) Widzimy, że naprzeciwko niej siedzi Jay DiMateo, nowy nabytek LPW. (to też jest napisane na pasku)</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> *<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">wzdycha znudzony*</span> Naprawdę, muszę tu siedzieć? Powinienem teraz bić się z jakimiś naoliwonymi egocentrykami, a nie słuchać tu jakiejś starej baby, która zaraz mi wmówi, że mam problem, a za ten problem odpowiada niekochająca mnie mamusia czy tatuś. Więc dla twojej informacji, mam to w dupie. To czy mnie kochają, czy mnie kochali i co ty na ten temat uważasz. W dupie, rozumiesz? *<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">ostentacyjnie wstaje i wskazuje na swój zadek, po czym siada, zakładając nogę na nogę*</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Jennifer Kennedy:</span> Rozumiem. Chciałbym żebyś ty też zrozumiał, że żadne twoje uwagi nie wyprowadzą mnie z równowagi. Ja Ci nie kazałam tu przychodzić, nikt Cię nie przywiązał do tego krzesła, więc możesz w każdej chwili wyjść, pamiętaj jednak *<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jay jej przerywa, uderzając otwartą reką w stół, Dr Jennifer lekko się wystraszyła*</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> Posłuchaj mnie stara ruro...*<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">oblizuje wargę*</span> Nie będziemy w ten sposób rozmawiać. *<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">uśmiecha się, trochę creepy*</span> Dobrze wiesz, że jestem tutaj, bo muszę tu być, więc może zróbmy w ten sposób, że dam Ci hajs, a ty powiesz mojemu ojczulkowi, że tu byłem, okej? Wy lekarze, lubicie przecież dostawać pod stołem, nie? No chyba, że wolisz, żebym rozpiął rozporek, a ty zejdziesz pod stół, co? *znowu się uśmiecha* A może...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Jennifer Kennedy:</span> A może co? Myślisz, że jesteś pierwszym, który tak do mnie mówi? Myślisz, że to mnie przerazi, albo wyjdę stąd zapłakana? Uwierz mi, Jay...<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> Sram Ci na pysk. *znudzony unosi jedną brew i ziewa*<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dr Jennifer Kennedy:</span> Posłuchaj mnie...*<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">znowu jej przerywa*</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jay DiMateo:</span> Nie posłucham Cię. Nie dotarło? To bardzo mi przykro, ale już nie dotrze. Jak to mówią, głupi mądrego nie zrozumie, więc nie warto się produkować. Znasz takie powiedzenie, szajbusko? *<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">nie czekając na jej odpowiedź, wstaje z krzesła*</span> Bez znaczenia, ja spierdalam, a ty możesz sobie teraz analizować popierdoleńców, którzy będą narzekali na to, że 10 lat temu dostali kablem od żelazka. NARA. *<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jay wychodzi trzaskając drzwiami, a obraz z kamery urywa się*</span><br />
<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/3UM0V63.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 3UM0V63.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #FFFF00;" class="mycode_color">Singles Match<br />
</span>Elias Shadow vs Allan Hill</span></div>
<br />
Wracamy do ringu po reklamach, idealnie w czas by zobaczyć Eliasa lecącego przez całą przekątną ringu! Hill nie spowalnia, tylko od razu podchodzi do gówniarza, chwyta go w Bearhug i wyrzuca za siebie potężnym Belly to Belly Overhead Suplexem! Próba pinu. 1...2.. Kick out! The Unstable niepocieszony ustawia się w narożniku, czekając aż Shadow wstanie. Gdy to się dzieje, następuje Spear... A jednak nie, Lone Wolf w ostatniej chwili przeskakuje nad lecącym przeciwnikiem, który wbija się barkiem w narożnik. I mamy od razu Roll Up! 1...2... Kick out! Alan odbija i wściekły podrywa się z maty. Przerażony Elias zaczyna się cofać, Hill próbuje go złapać, ten jednak przytomnie unika i nagle znajduje się za plecami oponenta... Skibidi Kick! Pin! 1...2... Kick Out! Elias uderza pięścią w matę, spogląda jednak na narożnik i widać, że ma w głowie pomysł. Wdrapuje się na niego dość ślamazarnie... I niestety to go gubi, ponieważ były zawodnik MMA doskakuje do niego z Forearmem który ogłusza młodego zawodnika... Ojjj, to nie wygląda dla niego dobrze, bowiem Hill obraca go, sam wchodzi na drugą linę i wykonuje German Suplex z narożnika! Nawet nie próbuje pinować, tylko podnosi Eliasa, zostawia go na środku ringu, sam odbija się od lin... Blackout! To musi być koniec! 1...2...3... Tak jest, w Alan Hill wygrywa w bardzo przekonującym stylu!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Mimo, że Allan Hill odniósł już zwycięstwo, najwyraźniej ciągle mu mało. Po chwili świętowania powraca on do leżącego na macie rywala, przystępując do Ground &amp; Pound! Lawina ciosów ląduje na twarzy Eliasa, który próbuje nieporadnie się bronić. Brytyjski zawodnik jest jednak bardzo agresywny i już po chwili widzimy pierwsze ślady krwi na twarzy Eliasa! Allan nie przerywa jednak, po chwili pięści ustępują łokciom, a Shadow praktycznie przestaje się ruszać! Brutalny atak Hilla na Eliasa zostaje przerwany dopiero wtedy, gdy do ringu wbiegają RVD, David Otunga, a także grupa ochrony. Jako pierwszy interweniuje Otunga, ale zostaje szybko odepchnięty przez ochroniarzy, którzy przechwytują Allana.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Allan! Wystarczy!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">RVD czeka aż ochrona spacyfikuje Allana</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Wiesz, Allan... ten pojedynek nie wydarzył się przypadkiem. Elias nie został twoim rywalem przez pomyłkę. Tak samo jak nieprzypadkowo David Otunga odpowiedział na wyzwanie Dana Dowsona podczas PPV. To wszystko wydarzyło się po coś. Chciałem zobaczyć jedną rzecz. Chciałem zobaczyć, czy jesteś jeszcze zawodnikiem, który potrafi wejść do ringu, zrobić swoje i odejść, czy zawodnikiem, który chce tylko sprawiać problem dla samego faktu sprawiania problemu. I właśnie dałeś mi odpowiedź. Nie kontrolujesz się. Nie szukasz zwycięstw. Nie szukasz rywalizacji. Zachowujesz się jak zwierzę spuszczone z łańcucha, które atakuje wszystko co się rusza, ale czas powiedzieć dość.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">RVD robi krótką pauzę</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam:</span> Od dzisiaj David Otunga zostaje oficjalnym prawnikiem LPW. A jego pierwsza sprawa będzie dotyczyć właśnie ciebie. Przez ostatnie tygodnie przekroczyłeś więcej granic, niż mogłoby Ci się wydawać. Groźby. Napaści. Niszczenie mienia. Ataki na ludzi, którzy nie byli w stanie się bronić. To nie jest już kwestia kary za jeden wybryk. To jest sprawa całej federacji. Dlatego za tydzień na Colosseum odbędzie się twój proces. Oskarżycielem będzie człowiek, którego skrzywdziłeś kilka tygodni temu, będzie do Salvador! Jego adwokatem będzie David Otunga. A sędzią tego procesu zostanę ja. Do tego czasu nie chcę cię widzieć przy ringu, na zapleczu ani w pobliżu żadnego zawodnika LPW. Bo jeśli jeszcze raz spróbujesz zrobić coś po swojemu, nie będziesz potrzebował procesu. Będziesz potrzebował nowego miejsca pracy.<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #ffa339;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-large;" class="mycode_size">DOLI CHCIAŁ TU REKLAMĘ, ALE NIECH SPIERDALA</span></span></span></div>
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Po przerwie reklamowej widzimy, że Rob Van Dam znów zajął miejsce przy mównicy, zaś przy drugiej stoi także General Manager Elysium, Nick Aldis.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam: </span>Drodzy Państwo, jak powszechnie wiadomo, dobrego szefa poznaje się po tym, jak potrafi zareagować na istniejące problemy. W związku z tym wybór ten jest dla mnie oczywisty. Allan Hill pozostanie na Colosseum...przynajmniej do najbliższej edycji.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis: </span>Cóż, w takim razie ja wybiorę zawodnika równie problematycznego, równie skorego do porywczych i umówmy się - nie do końca legalnych czynów. Panie i Panowie, na Elysium trafia Mike F'N Brutal!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam: </span>Bez zbędnego przedłużania - do rosteru Colosseum dołączy również Miguel Escobar!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis: </span>Uwielbiam kuchnię francuską, a samą Francję odwiedzam tak często jak tylko mogę. Dlatego też bardzo chętnie powitam Lorda Sebastiena de Montclair w szeregach rosteru Elysium!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam: </span>Czas na szczęśliwą siódemkę, którą w brandzie Colosseum zostaje nie kto inny, jak Preston Steele!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis: </span>A skoro o gotowaniu już wspomniałem - następnym wyborem Elyisum jest Rob McŁowicz!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Rob Van Dam: </span>Zastanawiałem się chwilę nad kolejnym wyborem. W końcu jednak doszedłem do wniosku, że Colosseum potrzebuje kogoś nietuzinkowego, rzekłbym wręcz, że niemożliwego do podrobienia. Przed państwem wybór numer 8, a jest to duet Zbyszek Uszczelka i Zygmunt Butla!<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nick Aldis: </span>Cóż, skoro o duetach mowa... Być może nie są oni aktualnie w najlepszych relacjach, jednak nie sposób pominąć ich przeszłość, którą myślę, iż każdy fan LPW już zna. Panie i Panowie, członkami rosteru Elysium zostają Jean-Pierre Dolnick oraz Maxwell Ransom! W jakiej formie - to się jeszcze okaże.<br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Widzimy obraz z kamery, która podąża za Zackiem Sabre Jr. Brytyjczyk zdenerwowany zauważa na swoim radarze Dereka Halloway'a, ZSJ długo się nie zastanawiajac podchodzi do mistrza Eternal</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr.:</span> Ej ty, foliarz. Spróbuję ci to wytłumaczyć tak, żebyś zrozumiał. To złoto, które masz przy sobie, jest moje. Okradłeś mnie z niego, to że nie jestem mistrzem to jeden wielki spisek przeciwko mnie. Jestem lepszy od Ciebie, to wiem na pewno. Gdyby nie to, że kazali mi wchodzić na jakieś drabiny, zamiast docenić mój kunszt ringowy i dać mi poskładać Was wszystkich w kwadratowym pierściu... &lt;Zack pauzuje na moment swoją wypowiedź i zaciska pięści, wyraźnie wściekły&gt; powinienem być tym miestrzem! Jesteś tylko przechowalnią, do czasu aż zdejmę to z Ciebie. Spójrz Ty w ogóle na siebie! Jak ty wyglądasz? Nie prezentujesz się jak mistrz, nie masz umiejętności mistrza. Z Tobą u steru, jako jedną z głównych twarzy, ta federacja jest skazana na porażkę. Dlaczego nikt tego nie widzi do cholery? Równie dobrze mógłbym już powinienem się z Tobą rozprawić i zrobić wszystkim przysługę.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Teraz za plecami Zacka pojawia się Jorge Cavazos, który poklepuje go po ramieniu. Ten obraca się i po ujrzeniu Fiesta Mastera robi dwa kroki do tyłu.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Hej, Zack, co ty robisz? Najpierw przerywasz nasz pojedynek w ringu, a teraz dalej nie dajesz Derekowi spokoju? Rozumiem, że możesz być sfrustrowany swoją porażką na Ascension. Ale jeśli masz jakiś problem do Dereka, to miałeś do tego okazję w niedzielę, amigo.<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zack Sabre Jr.:</span> Jeszcze ten tutaj &lt;Zack odsuwa się jeszcze bardziej od Cavazosa i Dereka&gt; Masz czas do Elysium... Halloway albo oddasz mi ten pas po dobroci, albo siłą. Piłka jest po Twojej stronie, a to że to złoto będzie moje, jest wyłącznie kwestią czasu.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Zack odchodzi i po drodze ciska butelką stojącą na jednym z boxów do transportu sprzętu produkcyjnego</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Wszystko okej, amigo? Ale z niego frustrado. Czemu nie miał w sobie tyle energii w niedzielę, żeby wygrać swoją walkę? Swoją drogą, jesteście do siebie trochę podobni. Oboje opowiadacie o teoriach spiskowych. Różnica polega na tym, że ty o nich opowiadasz od swojego początku tutaj. Ten za to odpalił się teraz, kiedy wynik walki mu nie pasuje. A swoją drogą - dobra walka dzisiaj, amigo. Szkoda, że Zack nam przeszkodził. Wolałbym uczciwego rozstrzygnięcia. Ale jest jak jest. Skoro jesteśmy już po walce, Derek, to może wyskoczylibyśmy do baru na małą fiestę z drobnym udziałem tequili?<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>&lt;nieco się wzdryga i poprawia pas na ramieniu&gt; Nie polecam Ci tej trucizny dla mas, nie wyglądasz na takiego głupiego, żeby być podatnym na cudze zdanie namawiające do przyjmowania tych płynów. Poza tym przecież to oczywiste, że chcesz mnie pozbawić świadomości, żebym szybko stracił pas. &lt;Halloway odwraca wzrok w stronę kamery&gt; Aldis, nie wykręcaj się. Zdobyłem ten pas uczciwie, wiem, że to nie w smak Twojemu guru, jednakże szanuj mnie jako mistrza. &lt;The Truth Seeker z powrotem spogląda na Jorge&gt; Nie daj się wciągnąć w te spiski. Co do tego pana szabelki, gdyby był tak dobry jak o tym wspomina, to dzisiaj on walczyłby z Tobą na początku gali, a tak może sobie jedynie pluć w brodę. Wszystko co ma to tylko wiara w siebie. Może mi jeszcze powie, że wierzy, iż w 1969 roku ludzie wylądowali na księżycu &lt;Derek śmieje się rubasznie aż mu cały brzuch podskakuje pod koszulką&gt;. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Jorge Cavazos:</span> Ale przecież to lądowanie było napra… A dobra tam, trudno. Czy ty myślisz naprawdę, że jestem taki zachłanny, żeby już od razu chcieć zdobyć kolejny pas? Oczywiście, fajnie by było mieć drugie mistrzostwo. Ale w niedzielę pomyślałem właśnie w ten sposób i jeszcze cały czas czuje ból w plecach po tym jak mnie załatwiliście. Po prostu uważam, że nowe mistrzostwa to świetny powód do fiesty, ale jeżeli nie chcesz to nie będę Ciebie zmuszał. Może oboje pozostańmy po prostu przy tym co umiemy najlepiej. Ty zajmij się swoimi teoriami spiskowymi, a ja udam się na swoją zasłużona fiestę. Trzymaj się, Adios Derek.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Jorge poklepuje Dereka po ramieniu po czym znika z kadru, pozostawiając w nim Dereka samego.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Derek Halloway: </span>&lt;spoglądając na odchodzącego Cavazosa&gt; zachłanność to jedyna rzecz, jakiej mogę spodziewać się po Meksykańcach. Już Aztekowie czerpali garściami od istot pozaziemskich, które wdarły się przez kopułę do nas. A z resztą nieważne. &lt;Halloway patrzy teraz prosto w kamerę&gt; Posłuchaj mnie, Zack. Elysium to będzie mój własny dom i gwarantuję Ci, że otrzymasz swoją odpowiedź szybciej, niż Ty dowiesz się kto tak naprawdę stał za śmiercią Księżnej Diany, Brytolu. Bo prawda zawsze wychodzi na ring!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Derek po tych słowach jeszcze przez chwilę spogląda w obiektyw kamery, po czym idzie w swoją stronę, a obraz kamery gaśnie.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="https://i.imgur.com/FqEbPGa.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: FqEbPGa.png]" class="mycode_img" /></div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="color: #FFFF00;" class="mycode_color">Singles Match<br />
</span>Zygmunt Butla vs Dan Dowson</span></div>
<br />
Końcówka walki… Dan Dowson stoi na środku ringu i patrzy na Butlę, który próbuje podnieść się przy linach. Zygmunt jest już mocno obity, oddycha ciężko i trzyma się za żebra po wcześniejszych uderzeniach w narożniku. One and Only nie spieszy się. Podchodzi do rywala i wymierza mu mocny Kick w klatkę piersiową. Butla opada na jedno kolano, ale Dowson od razu dokłada kolejny. Zygmunt próbuje odpowiedzieć zamachem z pięści, jednak Dan schyla się pod ciosem i trafia Swinging Neckbreakerem! Próba pinu. 1... 2... nie, Kickout. Dowson tylko kręci głową. Widać, że nie traktuje tego jako problemu, bardziej jako irytującą formalność. Podnosi Butlę za głowę i wypłaca European Uppercut. Zygmunt cofa się do narożnika, a The Cage dokłada jeszcze kilka Punchy na korpus. Sędzia zaczyna liczyć, więc Dan odchodzi na krok, po czym wraca z High Dropkickiem! Butla osuwa się po poduszkach do pozycji siedzącej. Dowson bierze rozpęd i mamy Knee Drop prosto w klatkę piersiową. Kolejny pin. 1... 2... nie. Dan podnosi się i pokazuje gestem, że to już koniec zabawy. Chwyta Zygmunta za głowę, przekłada go przez drugą linę i szykuje Rope Hung DDT. Butla próbuje się szarpać, ale Dowson dociąga go mocniej. Rope Hung DDT! Głowa Zygmunta wbija się w matę, a zawodnik z Bydgoszczy zostaje kompletnie zamroczony. Dowson nie przypina od razu. Wstaje i z pogardą patrzy na rywala, jakby chciał jeszcze chwilę pokazać, że ten pojedynek od dawna należy do niego. One and Only podnosi Butlę i próbuje ustawić go pod Payback. Jednak nie! Zygmunt ostatkiem sił zaczyna uderzać łokciami w bok głowy przeciwnika. Raz, drugi, trzeci! Dowson puszcza, a Butla trafia Mocną Głową! Akcja dochodzi do celu i Dan cofa się chwiejnym krokiem. Publiczność od razu reaguje głośniej, a Zygmunt rusza do narożnika. Kac Morderca! trafia idealnie! Dowson wychodzi z narożnika, a Butla łapie go i wykonuje Ciężki Poranek! Pin! 1... 2... nie! Kickout. To był najlepszy moment Butli w tej walce, ale nie wystarczył. Zygmunt wolno wstaje, łapie się za brzuch i próbuje jeszcze podnieść rywala. Wchodzi za jego plecy i szykuje się Bydgoszcz City. Dowson ląduje na macie, ale Butla nie jest w stanie od razu utrzymać kontroli. Próbuje drugiego suplexu, jednak The Cage blokuje nogą o nogę rywala, wyprowadza Back Elbow, a potem szybki One Hand Face Crusher! Zygmunt pada twarzą na matę. Dowson nie czeka już ani chwili. Wstaje, ustawia się w narożniku i czeka, aż Butla podniesie się na kolana. Zygmunt próbuje jeszcze ruszyć do przodu, ale robi to bardziej siłą rozpędu niż świadomością. Kill the Lights!trafia prosto w szczękę! Butla pada na plecy, a Dan od razu przechodzi do przypięcia. 1... 2... 3?! Nie! Butla odkopuje w ostatniej chwili! Dowson aż siada z niedowierzaniem. Po chwili jednak uśmiecha się pod nosem, jakby docenił jedynie odporność rywala, nie jego poziom. The Cage podnosi Zygmunta jeszcze raz i tym razem nie daje mu miejsca na żadną kontrę. Wyniesienie na barki. Payback! wbija Butlę w matę! Dan obraca go na plecy i przykrywa spokojnie, niemal lekceważąco. 1... 2... 3!<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Sędzia podnosi rękę Dana ku górze. Zobojętniały Dowson spogląda kątem oka na leżącego Butle. The Cage chyba nie jest usatysfakcjonowany samym wygraniem walki, bo podchodzi do Zygmunta i nonszalancko dotyka jego twarzy swoją stopą. Fani nagradzają to buczeniem. Arbiter próbuje odciągnąć weterana, lecz ten odpycha go i gestem tego, że rękę to on ma ciężką, odstrasza sędziego, który ucieka z ringu i zapewne będzie zmierzał po jakąś pomoc. Dowson wraca do pastwienia się nad Butlą i zaczyna częstować go stompami w brzuch, wykrzykując do niego: ''ciekawe, czy twoja wątroba to też wytrzyma''. Zygiego wnętrzności na pewno nie czują się teraz zbyt ciekawie, bo but The Cage'a, próbuje się do nich chyba dobrać. Danny krzyczy jeszcze, że Butla jest idealnym przykładem, jak wygląda wrestling w 2026 roku. Do słów dokłada Ground and Pound! Zaczyna robić się brutalnie. W międzyczasie rozjemca walki, która miała tu miejsce, przy rampie spotyka... innego sędziego? Jest to <a href="https://zapodaj.net/images/8746d77e806b8.jpg" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">TEN MĘŻCZYZNA.</a> Mówi on, że ochrona jest już w drodze oraz że wszystkim się zajmie i z szerokim uśmiechem klepie arbitra po ramieniu . Teraz szybkim krokiem idzie w kierunku ringu. Niektórzy fani chyba rozpoznają tę twarz, bo cholera... to jest Nathan Martin! Reakcje są jednak znikome przez fakt, że Nate bardzo zmienił się z wyglądu. Kanadyjczyk wchodzi do kwadratowego pierścienia i krzyczy do agresora, by ten się uspokoił. Dan odwraca się, wstaje i wykrzykuje: ''czego, kurwa?'' Myśli, że kolejnego sędziego wystraszy. Ta lekceważąca postawa prowadzi go do... ZAINKASOWANIA LOW BLOW! Soczysty kopniak od Martina właśnie wylądował na jajach weterana, który osunął się na kolana. Nathan bardzo szeroko się uśmiecha i w mig ten uśmiech znika, bo od razu dokłada Headbutt i po sekundzie kolejny! Kibice w sumie są zadowoleni. Nate nie traci czasu, podnosi dziadka, zachodzi go od tyłu i Kiss Of Solipsism! Czyli taki jakby Rainmaker - tylko z kolana. W tle Butla wraca powoli do żywych i czołga się do narożnika, skąd przygląda się wszystkiemu. Nie dowierza, że LPW ma tak agresywnych arbitrów. Chyba myśli, że ma zwidy przez zbyt małą ilość alkoholu we krwi. The Solipsist serdecznie uśmiecha się jedynie do niego i wychodzi z kwadratowego pierścienia tylko po to, by złapać Dowsona, który jest na deskach i wyciągnąć go wraz ze sobą. Bierze półprzytomnego One and Only i ciska nim mocno o barierki, po czym szybko podnosi i dorzuca Piledriver prosto na podłogę! Ajajaj! Zygmunt to się nawet lekko uśmiechnął pod nosem widząc to. Nathan chyba na razie się uspokoił, bo poprosił o mikrofon od pracownika i osuwając się o barierki usiadł przy leżącym Dowsonie.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin:</span> Hmmm... od czego by tu zacząć? *drapie się po głowie* A może tak...powinienem od razu skończyć? Na przykład z tym tutaj paskudnym agresorem, który nie potrafi zachować się nawet względem sędziów? Za zbiór jego bezczelnych uczynków możnaby skończyć z nim już na zawsze, ale to byłoby zbyt proste. *spogląda na chwilę do góry i przeczesuje palcami grzywkę* Echh.. odrobinę opisałem samego siebie... Jednak ja przeproszę tamtego mężczyznę za wmówienie mu, że będzie tutaj ochrona. A Dan Dowson? On nie umie przepraszać. To wykreowana postać przeze mnie, która potrafi tylko narzekać. A ja bardzo, BARDZO nie lubię narzekania... *patrzy pustym wzrokiem, ale po chwili uśmiecha się* To mnie irytuje, a nie lubię, gdy mnie coś irytuje. Czy ja teraz narzekam? Czy staję się taki jak on? Och, cholera. *uśmiecha się* Cóż.. myślę, że jako stwórcy musicie mi wybaczyć lekką hipokryzję i to, że pozwalam sobie na ''odrobinę'' więcej.<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nathan podnosi się i rozmyślając, robi kilka kroków do przodu, a następnie do tyłu. Po chwili zerka na publiczność, która się zastanawia, o czym on pierdzieli. Butle za to interesuje, po jakim trunku jest Nathan. Kanadyjczyk ponownie zabiera głos.</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Nathan Martin:</span> Kocham to! Naprawdę to kocham! Warto było wrócić do wrestlingu, chociażby dla tego uczucia, gdy patrzycie na mnie jak na szaleńca.. a ja wiem, że przecież mam rację i mówię prawdę! To takie groteskowe! A wiecie.. co jest jeszcze bardziej groteskowe? Hmm? Jakieś typy? *nadstawia ucho do publiki* Brak? W porządku. Odpowiem wam. Dan Dowson! Jakaż mogłaby być inna odpowiedź. Znam go czy to z perspektywy fana, wrestlera czy też jego stwórcy.. i nie jestem dumny. Oj nie.. bowiem ten cham to obrzydliwy hipokryta! W swojej długiej karierze był ''Lost Boyem'', Kaznodzieją, był ''Broken'' oraz... stworzył sobie listę? Pomijając już to, jak bardzo to kreatywne, to ukazuje nam to obraz kogoś... o wielu twarzach. *puszcza oczko do kamery* Więc dlaczego ktoś, kto ma tak barwną przeszłość, pogardza innymi, którzy chcą nadawać kolorytu LPW? Nie podoba mi się to. Cenię sobie tych, którzy nadają barw memu światu. Dlatego będę musiał Dana nauczyć manier...<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Nate oddaje mikrofon jednemu z pracowników i zerka na Dowsona, który już powoli dochodzi do siebie. Kanadyjczyk pomaga mu wstać i Kiss of... kolejne LOW BLOW! One and Only ponownie dostaje po jajach i pada obolały. The Solipsist za to włazi do ringu, gdzie jest Butla i Martin z niewinnym uśmiechem pyta go, czy wszystko w porządku. Zygmunt lekko przerażony kiwa jedynie głową. Obraz z kamery znika...</span></div>]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>