Lopez/Blaze: Segment dobrze ustawia Three Stages of Hell na Danse Macabre. Axel i Jose mają wyraźnie różne sposoby prowadzenia konfrontacji. Blaze próbuje zachować luz i obracać zaczepki w żart, natomiast Lopez stara się przebić przez tę fasadę i uderzyć w jego psychikę. Najlepszy fragment to moim zdaniem wypowiedź Jose o tym, że Axel nie mógł spać, nie wytrzymywał psychicznie i teraz udaje, że wszystko jest w porządku. To jest konkretne nawiązanie do ich wcześniejszego feudu, a nie tylko wymiana obelg, co działa - zwłaszcza, że trochę to już trwa. I szczerze nie miałbym nic przeciwko, żeby to jeszcze potrwało dopóki panowie Karnawałowa i Remikowa nie czują już sobą zmęczenia xd. Axel wypada dobrze, szczególnie z tekstem o pękającej dupie i tymczasowo przechowywanym mistrzostwie. Pasuje to do jego pewności siebie i daje publiczności powód, żeby reagowała pozytywnie. Jednocześnie jego odpowiedź na słowa Aldisa trochę za szybko przechodzi do przechwałek. Można było mocniej zaakcentować, że po tym, co przeszedł, rzeczywiście odzyskał kontrolę nad sobą. Jose to mocniejszy punkt tego sega w tym wypadku. Jego ironia, sarkazm i próba podważenia psychicznej odporności Axela dobrze pasują do aroganckiego mistrza. Szczególnie podoba mi się wykorzystanie zwycięstwa nad zawodnikiem, który chciał oprzeć karierę na byciu niepokonanym. To sprawia, że Jose nie tylko obraża rywala, ale też buduje własną pozycję. Żart z białym proszkiem i psychiatra są dość oczywistymi zaczepkami. Nie są złe, ale obaj zawodnicy mogliby częściej odwoływać się do konkretnych wydarzeń z feudu. Ponadto Aldis pojawia się w dobrym momencie, lecz jego wypowiedź jest głównie funkcjonalna, no bo ogłasza stawkę i pilnuje przebiegu segmentu. Przy tak ważnym pojedynku mógłby odrobinę mocniej podkreślić, jak niebezpieczna będzie ostatnia część starcia. Najlepiej wypadają osobiste zaczepki Jose i kontrujący je luz Axela. Nie ma tu rewolucji, ale jest sensowne rozwinięcie feudu, a trzy stypulacje (a właściwie gimmick matche, tak? Bo Jakub mnie strasznie napoprawiał ostatnio z nazewnictwem prawidłowym tego xD) dają sporo możliwości.
Leone vs. Brutal: Bardzo mocne otwarcie gali, Tony tak naprawdę z przebiegu walki wychodzi na to, że wygrywa dzięki skuteczności i refleksowi, a nie dlatego, że przez całą walkę dominował. Podobało mi się rozpisanie Brutalowej mimo tej kolejnej porażki, która naprawdę nie frustruje jakby się mogło wydawać. Leone wychodzi z tego starcia jako zawodnik, który potrafi przetrwać presję i wykorzystać najmniejszy błąd przeciwnika. W kontekście walki o Golden Laurel to ma sens. Nie musi dominować każdego rywala, żeby udowodnić, że jest niebezpieczny. Dobra, intensywna walka z sensowną końcówką. Tony awansuje do walki o Golden Laurel, a Mike dostaje porażkę, która nie odbiera mu wiarygodności, czy pozycji mimo wszystko zbudowanej gdzieś tam.
Cottontail: To jest tak absurdalne, że aż zapada w pamięć. Dobrze, że nie próbuje się tu udawać czegoś poważnego haha. Nie każdemu podejdzie taki humor (no np. mi) ale przynajmniej ma własną tożsamość. Najważniejsze, żeby następne wystąpienie rozwinęło ten pomysł i nie ograniczyło się do kolejnego pokazywania marchewek oraz wąsów - bo ja naprawdę nie wiem gdzie my tu zmierzamy? xD Dokąd nocą tupta jeż?
Outfit/Paddy: Nie chcę się powtarzać, ale chyba muszę. Tony bardzo dobrze wypada jako arogancki, opanowany lider, który potrafi zdominować rozmówcę bez podnoszenia głosu - w tej kwestii chyba zawsze będzie stabilnie i na pewnym - oczekiwanym już poziomie. Podoba mi się jego odpowiedź o Hallowayu i Dickinsonie - pozornie okazuje im szacunek, ale zaraz przypomina, że to on wychodził zwycięsko z ich starć. Najlepszy fragment to jednak wypowiedź o Enzo i lojalności. Widać, że Leone oczekuje podporządkowania, a jego pozycja w The Outfit nie podlega dyskusji. Ciekaw jestem czy kiedyś w tej grupie planowany jest jakiś rozłam - no przecież mało która stajnia w wrestlingu trwa wiecznie, zawsze jest jakiś wyłam/rozłam. Wywiad jest momentami trochę przegadany. Tony mógłby krócej wyrażać niektóre myśli, szczególnie w pierwszej części. Dobry segment, który buduje postać Tony'ego i jednocześnie subtelnie sugeruje, że w The Outfit może pojawić się temat lojalności Enzo - zwłaszcza że an końcu nagle się odnalazł obiekt zainteresowania.
Xebec vs. EGDG: RX został dobrze przedstawiony jako brutalny zawodnik, który kontroluje przebieg walki i nie daje rywalowi zbyt wiele przestrzeni. Przydałoby się trochę więcej wyrównanej walki, żeby zwycięstwo Rocksa miało większą wagę, ale wiemy jak wygląda sytuacja z Kociarową. Solidny pojedynek, który buduje Xebeca jako dominującego, bezwzględnego zawodnika. Brakuje tylko odrobiny więcej emocji po stronie przegrywającego, żeby starcie mocniej zapadło w pamięć.
Tatsu/Shadow/Brutal/Waters/Lopez: Ależ tu osób nawaliło. Segment jest bardzo chaotyczny, ale w dobrym i złym sensie jednocześnie. Początek z Yoshim i Shadowem to typowy absurdalny humor w ich wykonaniu. Ta zapowiedź wyrzucenia Yoshiego jako pierwszego xdd. To kontrastuje z wejściem Brutala, który całkowicie zmienia atmosferę. To demolowanie zaplecza, rozbijanie lustra i wyładowywanie frustracji na wszystkim dookoła miało pokazać, że porażka z Tonym (i nie tylko) mocno go rozbiła. Pogardliwe splunięcie pod nogi Eliasa też miało być znaczące, bo Brutal jest tak pochłonięty własnym gniewem, że nawet dawny rywal przestaje być dla niego istotny. Ale w sumie nie wiem czy dobrze zrobiliśmy że tak to wszystko złączyliśmy. Komediowy duet, demolka Brutala i końcówka z Watersem oraz Lopezem mogłyby spokojnie funkcjonować osobno, ale może taka hybryda w segu też była potrzebna? Sam nie wiem, czasem naprawdę się ciesze, że nie jestem HB. Komediowa część na pewno jest kwestią gustu, ale przejście od niej do destrukcyjnego szału Mike'a działa. Skrócenie całości i mocniejsze skupienie się na jednym głównym wątku poprawiłoby odbiór. Natomiast ciekaw jestem co dalej z JRW i Lopezem, coś czuję że znamy kolejnego rywala dla mistrza po Axelu - jeśli oczywiście wygra.
Fraser Jr vs. Finnegan: Końcówka jest zdecydowanie najmocniejszym elementem walki. Alistair coraz bardziej traci cierpliwość, Lord Sebastien odciąga uwagę sędziego, a Rob swoim ślamazarnym podawaniem Margaux dokłada do tego komediowy element. Finnegan wykorzystuje zamieszanie i kończy walkę, co pasuje do historii i daje mu zwycięstwo wynikające z przytomności umysłu, a nie przypadku. Solidna walka z dobrze rozpisaną końcówką. Najwięcej charakteru mają tu Alistair, jego frustracja i komediowe zamieszanie z Margaux. Sam Finnegan wypada dobrze, choć przydałoby mu się trochę więcej własnej osobowości w trakcie starcia - przypominam, wygranego starcia.
Outfit/Edgar/Halloway: Te charaktery fajnie się tu zazębiają. Vincenzo jest spokojny i przekonany o własnej przewadze, Enzo bardziej agresywny, a Edgar odpowiada im inteligentnymi, eleganckimi docinkami. Derek z kolei traktuje to wszystko z humorem, ale nie sprawia wrażenia, że lekceważy jakieś tam zagrożenie idące z zadzieraniem z Outfit. Najlepsza jest wypowiedź Edgara o kardynale Richelieu i jego psach, no niezwykle celna metafora, która podważa pozycję Enzo i Vincenzo w strukturze The Outfit - która jest coraz wyraźniej podważana. Segment jest dość długi, a rozmowa kilka razy wraca do tego samego: The Outfit chce, żeby Derek i Edgar odpuścili, a oni nie zamierzają tego zrobić. Niektóre obelgi Dereka są też trochę przypadkowe i osłabiają jego mocniejsze argumenty. Można skrócić wymianę, żeby zostawić więcej miejsca na konkretną groźbę lub mocniejszy finał. The Outfit próbuje zastraszyć przeciwników, ale zamiast ich złamać, tylko utwierdza ich w oporze. Edgar szczególnie dobrze wypada jako ktoś, kto potrafi przebić się przez pozorną elegancję Włochów i nazwać rzeczy po imieniu.
Mantel vs. Ransom: Ej, chyba ja to pisałem xdd. Tyle czasu minęło, że już zapomniałem i już miałem to oceniać jakoś. Preparat do włosów produkowany niegdyś przez Ransoma to osobisty, upokarzający sposób na pokonanie rywala, a nie kolejny przypadkowy przedmiot spod ringu. Derrick miał wypaść przy tym jak sprytny kombinator, który potrafi cierpliwie poczekać na odpowiedni moment. Motyw z poluzowaną osłoną narożnika i odwróconym sędzią jest dość klasyczny, ale trochę zbyt wygodny dla Mantela. Przydałoby się lepiej wyjaśnić, jak preparat znalazł się pod ringiem i dlaczego sędzia nie zauważył wcześniejszego manipulowania osłoną. Sama końcówka mogłaby też mocniej podkreślić reakcję Ransoma na wykorzystanie jego dawnego produktu przeciwko niemu. Derrick wygrywa dzięki przebiegłości, a osobisty wątek z preparatem dodaje zwycięstwu smaczku.
Xebec/LS/McŁowicz/Mantel: Seg robi dobrą podbudowę pod Battle Royal i pokazuje, jak różne charaktery będą się w nim ścierać. Rocks jest arogancki i prowokacyjny, Lord Sebastien nie potrafi odpuścić kwestii swojej wyższości, a Rob dostaje chyba najlepszą wypowiedź całej sceny, bo deklaruje, że w ringu nie będzie już niczyim służącym ani podnóżkiem. To konkretny punkt zaczepienia dla jego postaci. Derrick na końcu dobrze przypomina wszystkim, że niezależnie od ich ambicji czeka na nich mistrz. Jest tu trochę za dużo osób i za dużo wymian obelg. Rocks obraża praktycznie wszystkich, potem każdy odpowiada, a później zjawia się jeszcze Derrick z kolejną długą przemową. Przez to segment zaczyna się rozmywać, a wejście Mantela, które powinno mieć ciężar, staje się kolejnym wystąpieniem. Żart z surferem, który lubi dzieci aż za bardzo jest też dość ryzykowny - bo może odciągnąć uwagę od samej rywalizacji. Dobre podbudowanie Battle Royal, szczególnie dla Roba i jego konfliktu z Lordem Sebastienem. Skróciłbym jednak środkową część i dał Derrickowi bardziej zwięzłe, mocniejsze wejście. Wtedy całość miałaby lepsze tempo, a zapowiedź walki o miejsce w tym EC czy jak się to tam nazywa wybrzmiałaby mocniej.
Halloway vs. Sacrale: Bardzo dobra końcówka, która daje obu zawodnikom sporo wiarygodności. Enzo wygląda jak ktoś, kto jest o krok od zwycięstwa. Zwycięstwo Hallowaya nie wygląda na przypadkowe. Trochę dużo tu potężnych akcji i kickoutów, przez co łatwo zatrzeć różnicę między nimi. Po Blackbird Falls można mocniej zaakcentować wyczerpanie Dereka i jego desperacką walkę o przetrwanie, żeby ostatnia kontra miała jeszcze większą wagę. Derek zdobywa miejsce w Elimination Chamber, ale Enzo nie zostaje ośmieszony — był naprawdę blisko wygranej. Dobry sposób na awans Hallowaya i podtrzymanie jego konfliktu z The Outfit.
Ransom/Blaze: To jeden z ciekawszych segmentów pod kątem rozwoju postaci. Maxwell nie idzie po prostu ponarzekać na nieczystą porażkę z Derrickiem - szuka u Axela odpowiedzi, jak poradzić sobie z upokorzeniem i iść dalej. Jego stopniowe przechodzenie od zwykłego rozczarowania do zwątpienia we własny umysł wypada przekonująco. Axel też jest dobrze napisany: zaczyna od absurdalnego żartu o krakersie i serze, a potem przechodzi do całkiem sensownej rady. Kontrast między jego luzem a stanem Ransoma działa. Wypowiedź Axela jest trochę za długa i momentami brzmi jak gotowa przemowa motywacyjna. Można ją skrócić, żeby zachować jego charakter, ale dać Maxwellowi więcej przestrzeni. Z kolei końcówka Ransoma jest mocna, choć warto pilnować, by jego załamanie rozwijało się stopniowo, a nie opierało wyłącznie na deklaracjach o szaleństwie. Bardzo dobry segment psychologiczny. Nie rozwiązuje problemów Maxwella, tylko pogłębia jego kryzys i zostawia widza z pytaniem, co zrobi dalej. Ostatnie zdanie o zakrzywianiu rzeczywistości jest szczególnie interesujące - zapowiada zmianę, która może wyjść daleko poza zwykłą frustrację po porażce.
Outfit: Tony wypada tutaj bardzo dobrze jako bezwzględny lider. Nie musi krzyczeć ani robić awantury - jego rozczarowanie i spokojne groźby wystarczają, żeby Enzo poczuł presję. Podoba mi się też reakcja Sacrale na zasadzie, że nie próbuje się wybielać, ale deklaruje wierność Rodzinie, co może być początkiem ciekawszego wątku. Przekazanie Vincenzowi zadania pokonania „pisarzyny” dobrze podbija stawkę jego nadchodzącej walki z Edgarem. Enzo dość szybko przechodzi od przyjęcia krytyki do zapewnienia o lojalności. Przydałoby się odrobinę więcej napięcia - choćby subtelna oznaka, że porażka naprawdę nim wstrząsnęła. Vincenzo z kolei wypada trochę jak wykonawca poleceń, choć jego uwaga o nieprzewidywalnych rywalach sugeruje, że ma własną perspektywę. Krótki, klimatyczny segment, który wzmacnia pozycję Tony'ego i buduje presję przed starciem Vincenza z Edgarem. Najciekawsze jest to, że porażka Enzo nie kończy się awanturą, tylko sprawia, że Tony jeszcze mocniej zaciska kontrolę nad pozostałymi.
ZSJ vs. Blaze: To też pisałem ja xdd. Axel miał zostać dobrze pokazany jako zawodnik, który potrafi narzucić tempo nawet takiemu specjaliście technicznemu jak Zack Sabre Jr. Początkowa dominacja Blaze’a, późniejsze przejęcie kontroli przez Zacka i jego próby łapania rywala w dźwignie miały tworzyć sensowną dynamikę. Zack momentami wygląda, jakby jego techniczne umiejętności nie stanowiły dla Axela większego problemu. Przy innej postawie ShowOffa byłby to minus, ale jest jak jest.
JRW/Kline/Crowe: Myślałem, że segment Ransoma najmocniej na tej gali pchnął postać do przodu, ale byłem w błędzie. Tu dopiero poczyniono kilka mocnych kroków w tym kierunku. Przemiana Jamesa w Rivera nie jest zwykłą zmianą pseudonimu - dostajemy historię stojącą za tą decyzją, emocjonalne wyznanie i próbę pogodzenia się z własną przeszłością. Szczególnie dobrze działa kontrast między jego szczerością a interpretacją Kline’a, który nawet ten moment próbuje przedstawić jako własne zwycięstwo. Doktor jest świetny: spokojny, manipulujący i niebezpieczny właśnie dlatego, że nie musi nikogo atakować fizycznie. Riposta Rivera o niewoli również trafia w punkt. Segment jest bardzo długi, a pierwsza część zawiera sporo powtórzeń dotyczących wstawania, słabości i odbudowywania siebie. Skrócenie kilku fragmentów wzmocniłoby emocjonalne momenty zamiast je rozmywać. Końcowe nagranie jest intrygujące, ale wprowadza zupełnie nową tajemnicę - warto zadbać, żeby później otrzymała konkretne rozwinięcie, a nie pozostała wyłącznie szokującym obrazem. Świetny materiał na długofalowy konflikt psychologiczny. Najbardziej podoba mi się to, że żadna ze stron nie dostaje tutaj jednoznacznego zwycięstwa. Kline twierdzi, że zaplanował przemianę Rivera, ale sam Waters sugeruje, że doktor może nie rozumieć wszystkiego, co dzieje się w jego własnej głowie. Ostatnie zdanie o potworze mocno wybrzmiewa i zostawia nas z pytaniem - kto tak naprawdę powinien bać się kogo. No ewidentnie lepiej Ryśkowi wychodzi saga Kline/Crowe niż McŁowicz który - osobiście? Jest do odpalenia bo widać, że pomysłu tam chyba jest brak.
Vizzini vs. Dickinson: Vincenzo dominuje i bezlitośnie wykorzystuje przewagę, a Edgar dostaje swój moment powrotu do walki, dzięki czemu jego zwycięstwo nie wygląda na całkowicie przypadkowe. Interwencje też są dobrze rozłożone: Enzo pomaga Vincenzo, Derek go eliminuje, a Brutal miesza w końcówce i ostatecznie nieświadomie otwiera Edgarowi drogę do wygranej. Najlepszy jest jednak obrazek po walce. The Outfit przegrywa własną grą, Derek i Edgar odchodzą razem, a Tony Leone obserwuje przyszłych rywali bez wypowiadania choćby jednego słowa. Dobre, spokojne, a przede wszystkim przemyślane zamknięcie gali. Końcówka jest trochę przeładowana interwencjami. Derek i Mike pojawiają się niemal jednocześnie, przez co robi się spore zamieszanie, a sam moment zwycięstwa Edgara może nieco stracić na czytelności. Przydałoby się też mocniej zaznaczyć, że po Divine Departure Edgar ledwo jest w stanie wykorzystać okazję - wtedy jego zwycięstwo byłoby jeszcze bardziej wiarygodne. Tony na stage'u to świetne zamknięcie - bez zbędnego dialogu, za to z jasnym sygnałem, co będzie istotne w walce o walizkę.