Legion Pro Wrestling
Legion Pro Wrestling E-Fed Tygodniówki Elysium #6 - Salt Lake City, Utah - 03.10.2026r.

Elysium #6 - Salt Lake City, Utah - 03.10.2026r.

Elysium #6 - Salt Lake City, Utah - 03.10.2026r.

Strony (2): Wstecz 1 2
12.10.2026, 15:50
#11
blaze/lopez/aldis: Blaze w tym segmencie trochę zbyt.. jednowymiarowy, monotematyczny, trochę nudnawy z tym swoim przesadnym spokojem i tekstami o tym, że pas jest mój i mi się należy i ma wrócić na bark itd., nie ma w tym podostrzenia. rozumiem zamysł - pokazanie, że Jose mu nie wchodzi do głowy, ale jednym jest właśnie ten fakt, a drugie.. faktyczna lekka złość może? bo ten spokój jest zwyczajnie irytujący. Jose Lopez lepszy, a przynajmniej na tle Blaze'a tak wypada, leci w swoim heelowym stylu ragebaitując nieco Axela jak zawsze - argument o udawaniu, że wszystko jest okej u Blaze'a, mimo tego, że był jebany przed Heatwave ciągle - idealnie wpada, brak tutaj takiej czystej sportowej złości, jakiegoś faktycznego napędu, jest (zbyt?) duży chill. wybór first blood i submission matchu.. ma sens, dorzucenie na koniec TLC dobre pod faktyczne emocje i podgrzanie ewentualnej atmosfery. sam segment całokształtem dobra struktura, jestem ciekaw czy ten spokój to tylko faktyczna fasada u byłego mistrza - jeśli tak, gra to idealnie. i na koniec - Nick Aldis jest w pytę.

leone vs brutal: pisałem, starałem się żeby było dobrze i po komentarzach wnioskuję, że siadło. odnosząc się do wyniku.. Brutal za mocno ostatnio dostaje na dziurę i wyczuwam tutaj solidny wkurw, Tony Leone przechodzi dalej - widziałbym tu racze Mike'a, ale tak czy siak star power walki będzie wyższy, bo imo różnica jest tutaj mikroskopijna. szkoda Brutala trochę, ale rozumiem.

eli: ostatnim wrazem nie wyłapałem tego, że to był inny Eli, że coś mi się we łbie zesrało i on cały czas był Cottonworldem. wąsata propaganda przejmuje Elysium!? zabawna wstawka, szczególnie opis tego, że to jest króliczek XD

leone wywiad: Leone za każdym razem dowodzi, że jest prawidłowym człowiekiem na odpowiednim miejscu - pas Eternal podrasował go jeszcze i podkręcił - i tak już wysoki - poziom. tłumaczenie czemu nie było celebracji szanuję, aczkolwiek nie do końca się zgadzam, ale okej - każdy ma inne spojrzenie. reszta pierwszej kwestii - świetna, stonowana, uderzająca w punkt. w drugiej natomiast druga strona, ta bardziej agresywna i niebezpieczna (wiadomo, w granicach) bierze górę tylko przez chwilę i tutaj też jest bardzo dobrze. Brutal neandertalczykiem? strzał w samo sedno. szacunek do Dereka i Edgara? to się chwali, bo cały czas mówi językiem faktów. pokładanie dużych nadziei w reszcie Outfit jak najbardziej zrozumiałe, ale coś czuję, że z tego wysokiego konia, na którym cała trójka panów siedzi.. zaraz spadną i będzie to bolesne. Tony jest po prostu w innej lidze w tym wywiadzie, Paddy spełnił swoją rolę.

rocks vs kociarz: wynik nie mógł być inny, po prostu - i piszę to bez przesadnej pewności siebie. walka, tak jak można się było domyślić, dość mocno pokazująca Xebeca.

yoshi/elias: zaś te kukuryny, nawet tutaj się od tego nie uwolnimy, Yoshi ratuje Eliasa. nie wiem dlaczego, ale Yoshi zapachniał mi tu na początku All Mightem z Boku no Hero Academia, nie wiem czy to było zaplanowane, ale śmieszny smaczek. potem jeszcze nawiązanie do pokemonów, damn.. Yoshi Tatsu specjalista od anime kurwa jego mać. niesamowite jest to jak Japończyk jest przerysowany, ale to jest właśnie śmieszne, chapeau bas dla pisarza. Elias jest tam żeby na to reagować i spełnia swoje zadanie. następnie wchodzi Brutal.. i jest kurwa brutalny, jest wkurwiony i zatrzymywać się nie ma ochoty, zaczyna się mocarnie odpalać i oby to było coś co będzie mu przyświecać na dalszej drodze, bo był nieco wykastrowany imo. a na koniec mamy River Watersa, który ostatnio przeżywał gorsze chwile i ma wyjebane w Lopeza.

alistair vs finnegan: walka sama w sobie niezła, motyw z ociąganiem się Roba przy podawaniu broni Alistairowi - jak zawsze w cenie, idealnie pasujący do sytuacji. nie wiem do jakich zworników odwracał się sędzia, ale musiały być niezłe. Chris z pierwszym "W" - piękna rzecz, zasłużona jak najbardziej, oby dalej kroczył zwycięską drogą.

outfit/halloway/edgar with the d: zastanawiam się czy Sacrale i Vinzzini to nie są bliźniacy, gdzie jeden ma troszeczkę więcej rozumu niż drugi po prostu, bo mówią bardzo podobnie do siebie, tylko Vinnie tutaj nieco bardziej agresywny, ale też wiedzący, że nie ma co się kopać z koniem. Derek z cosplayem rozdymki? wyobraziłem to sobie, teraz trauma będzie długa, ale nawet zabawny ten obraz za pierwszym razem. wchodzi Edgar, z lekkim poślizgiem.. całość segmentu rozchodzi się o to, że Derek i Edgar mają się po prostu podłożyć, albo wycofać? ma to niby jakiś tam sens, szczególnie po ostatnich zwycięstwach the Outfit i dominacji jaką zaaplikowali pozostałym dwóm kolegom tutaj, odpowiedź jest jednak wiadoma i Halloway z Dickinsonem raczej odmówią.. ale odmówili kwieciście, obaj trzymają wysoki poziom, Edgar "przywitał" się gorzej, ale potem bardzo dobrze wypadł. Sacrale kwituje ich na koniec.. ale to już raczej wiadomo jak się to skończy, prawda? już to widzę.

mantel vs ransom: wyrównane, fajnie napisane starcie.. i mamy wygraną Mantela. mogło to pójść w obie strony, Derrick dostaje kolejną cegiełkę promocji i zaczyna - obok Tony'ego Leone - wyrastać na faworyta to zgarnięcia walizki imo. nie będę narzekał, bo jest to ciekawa postać.

segment grupowy: swojego nie oceniam, natomiast resztę panów wypada (d)ocenić. Sebastien fajnie wybrnął, dobrze zripostował, Chris.. no jak to Chris na ten moment, jest słodziutkim facem. Rob też ładnie uderzył, najbardziej mi się tutaj podobał szczerze mówiąc. Finnegan odkuwa się w drugiej kwestii, smacznie uderzył w Lorda. McŁowicz na koniec jeszcze raz nieco się powtórzył, ale ogólnego obrazu to nie przesłania. Mantel przyszedł i pozamiatał szczerze mówiąc, powtórzenie argumentu o dzieciach na końcu.. nie musiał, chociaż followup "żyjcie w przekonaniu że cały świat staje przed wami otworem" już mi się podobał. Derrick nie schodzi z pewnego ustalonego przez siebie poziomu.

sacrale vs halloway: Derek wygrywa z Sacrale - wiedziałem, że tak będzie, w końcu trzeba było mu utrzeć nosa za segment wcześniej. co najważniejsze - wygrywa czyściuteńko, melduje się w walce o Golden Laurel (zasłużenie) i powalczy z resztą gwiazd, ciekawe jak tam wypadnie, bo wygranej raczej nie wróżę. samą walkę czytało się dobrze, za dużo "NIE!" jak na mój gust, ale nie przesłania to wysokiego poziomu tego pojedynku.

ransom/blaze: Blaze wypadł w tym segmencie dobrze, jest dalej za spokojny, ale wytłumaczył swoją motywację i podejście (bardzo podobne do mojego IRL, szczególnie nieprzejmowanie się rzeczami, na które nie mamy wpływu). trochę powtórzeń u niego, ale w ogólnym rozrachunku nie wyszło to źle. Ransom trochę jak fanboy wyszedł, trochę się poużalał, ale nie ma do tego za bardzo podstaw - wygrał tydzień temu, teraz przegrał, show must go on i nie ma sensu się o to napierdalać. boi się prawdy? jakiej prawdy? jedna porażka Maxwella tak nim sponiewierała, że ja nie wiem.. może bym do Golden Laurel Matchu nie wychodził w takim razie. damn, emocjonalnie tutaj.

outfit: Tony jebie po Enzo za porażkę - słusznie. Tony traci nieco rezon, pojawiają się pierwsze pęknięcia w the Outfit i muszę przyznać, że to dobrze, bo nie może być ciągle idealnie, nie może to iść ciągle po ich myśli. Vizzini ma teraz kurewsko ważne i ciężkie zadanie, to bardzo duża presja, pod którą nie powinien się zbytnio ugiąć, nieprawdaż? liczę na to, że Edgar wygra i się plan the Outfit nieco wykolei.

sabre vs blaze: Blaze wygrał. fajnie. walka spoko, ale zupełnie bez emocji. Axel dostaje kolejne W do rekordu i nieco więcej pewności siebie.

river waters: złapała za serce ten River Waters, teraz już RIVER. wjechał bardzo mocno, gigantyczna reflekcja nad swoim żywotem, nieco wymuszona przez to co zrobił Kline z Crowem, ale jak bardzo w tej sytuacji potrzebna. mało kto potrafi tego dokonać, a James wszedł w to, wypłynął, nie utopił się. bardzo wzruszające wystąpienie, jednak wkradł się tam malutki fuckupik - opis nie zaznaczony gwiazdkami gdzieś na początku drugiej kwestii, ale to nie rzutuje na piękną całość, która też zarysowuje żelazną wolę, którą RIVER tutaj prezentuje - tekst o tym, że każdy może na niego pluć trochę złapał off-guard, nie powiem, ale wyjęty z kontekstu tak brzmi tylko. wchodzi Kline, mamy wymianę między obydwoma panami, RIVER celnie punktuje, że to Crowe raczej jest w niewoli, nie on. poza tym.. wow, świetny segment, jest to niesamowicie dobry segment, mvp tego Elysium. dodatkowo te "filmiki", szczególnie ten ostatni. i puenta RIVERa na koniec. wisienka na torcie.

vizzini vs dickinson: emocje w tej walce to coś czego nie brakowało - to na pewno, interwencje? bardzo dobrze się tu wkomponowały, mamy ciągłą walkę "śmietanki" z Elysium z Outfit i ostatecznie tu Edgar wygrywa, ale bardzo na styk. zaskoczony nie jestem, ale byłem w stanie uwierzyć, że może to pójść w dwie strony. Tony Leone po walce pokazuje, że nie jest zbyt zadowolony.. jest interesująco, oj jest, szczególnie jak wszelkie plany zaliczają glebę.

bardzo dobre Elysium.

Fenrir (Colosseum): 4/0/1
(ostatnio: pokonał Thora w Holmgang Nordic War Match)
---
"Rocks" Xebec (Elysium): 2/0/1
(ostatnio: wyeliminowany z Battle Royalu przez duo Sacrale/Vizzini)
---
Kontakt na Discordzie pod nickiem: levandowski
Odpowiedz
Cytuj
Dziadek
Zawodowiec
12.10.2026, 15:50 #11
blaze/lopez/aldis: Blaze w tym segmencie trochę zbyt.. jednowymiarowy, monotematyczny, trochę nudnawy z tym swoim przesadnym spokojem i tekstami o tym, że pas jest mój i mi się należy i ma wrócić na bark itd., nie ma w tym podostrzenia. rozumiem zamysł - pokazanie, że Jose mu nie wchodzi do głowy, ale jednym jest właśnie ten fakt, a drugie.. faktyczna lekka złość może? bo ten spokój jest zwyczajnie irytujący. Jose Lopez lepszy, a przynajmniej na tle Blaze'a tak wypada, leci w swoim heelowym stylu ragebaitując nieco Axela jak zawsze - argument o udawaniu, że wszystko jest okej u Blaze'a, mimo tego, że był jebany przed Heatwave ciągle - idealnie wpada, brak tutaj takiej czystej sportowej złości, jakiegoś faktycznego napędu, jest (zbyt?) duży chill. wybór first blood i submission matchu.. ma sens, dorzucenie na koniec TLC dobre pod faktyczne emocje i podgrzanie ewentualnej atmosfery. sam segment całokształtem dobra struktura, jestem ciekaw czy ten spokój to tylko faktyczna fasada u byłego mistrza - jeśli tak, gra to idealnie. i na koniec - Nick Aldis jest w pytę.

leone vs brutal: pisałem, starałem się żeby było dobrze i po komentarzach wnioskuję, że siadło. odnosząc się do wyniku.. Brutal za mocno ostatnio dostaje na dziurę i wyczuwam tutaj solidny wkurw, Tony Leone przechodzi dalej - widziałbym tu racze Mike'a, ale tak czy siak star power walki będzie wyższy, bo imo różnica jest tutaj mikroskopijna. szkoda Brutala trochę, ale rozumiem.

eli: ostatnim wrazem nie wyłapałem tego, że to był inny Eli, że coś mi się we łbie zesrało i on cały czas był Cottonworldem. wąsata propaganda przejmuje Elysium!? zabawna wstawka, szczególnie opis tego, że to jest króliczek XD

leone wywiad: Leone za każdym razem dowodzi, że jest prawidłowym człowiekiem na odpowiednim miejscu - pas Eternal podrasował go jeszcze i podkręcił - i tak już wysoki - poziom. tłumaczenie czemu nie było celebracji szanuję, aczkolwiek nie do końca się zgadzam, ale okej - każdy ma inne spojrzenie. reszta pierwszej kwestii - świetna, stonowana, uderzająca w punkt. w drugiej natomiast druga strona, ta bardziej agresywna i niebezpieczna (wiadomo, w granicach) bierze górę tylko przez chwilę i tutaj też jest bardzo dobrze. Brutal neandertalczykiem? strzał w samo sedno. szacunek do Dereka i Edgara? to się chwali, bo cały czas mówi językiem faktów. pokładanie dużych nadziei w reszcie Outfit jak najbardziej zrozumiałe, ale coś czuję, że z tego wysokiego konia, na którym cała trójka panów siedzi.. zaraz spadną i będzie to bolesne. Tony jest po prostu w innej lidze w tym wywiadzie, Paddy spełnił swoją rolę.

rocks vs kociarz: wynik nie mógł być inny, po prostu - i piszę to bez przesadnej pewności siebie. walka, tak jak można się było domyślić, dość mocno pokazująca Xebeca.

yoshi/elias: zaś te kukuryny, nawet tutaj się od tego nie uwolnimy, Yoshi ratuje Eliasa. nie wiem dlaczego, ale Yoshi zapachniał mi tu na początku All Mightem z Boku no Hero Academia, nie wiem czy to było zaplanowane, ale śmieszny smaczek. potem jeszcze nawiązanie do pokemonów, damn.. Yoshi Tatsu specjalista od anime kurwa jego mać. niesamowite jest to jak Japończyk jest przerysowany, ale to jest właśnie śmieszne, chapeau bas dla pisarza. Elias jest tam żeby na to reagować i spełnia swoje zadanie. następnie wchodzi Brutal.. i jest kurwa brutalny, jest wkurwiony i zatrzymywać się nie ma ochoty, zaczyna się mocarnie odpalać i oby to było coś co będzie mu przyświecać na dalszej drodze, bo był nieco wykastrowany imo. a na koniec mamy River Watersa, który ostatnio przeżywał gorsze chwile i ma wyjebane w Lopeza.

alistair vs finnegan: walka sama w sobie niezła, motyw z ociąganiem się Roba przy podawaniu broni Alistairowi - jak zawsze w cenie, idealnie pasujący do sytuacji. nie wiem do jakich zworników odwracał się sędzia, ale musiały być niezłe. Chris z pierwszym "W" - piękna rzecz, zasłużona jak najbardziej, oby dalej kroczył zwycięską drogą.

outfit/halloway/edgar with the d: zastanawiam się czy Sacrale i Vinzzini to nie są bliźniacy, gdzie jeden ma troszeczkę więcej rozumu niż drugi po prostu, bo mówią bardzo podobnie do siebie, tylko Vinnie tutaj nieco bardziej agresywny, ale też wiedzący, że nie ma co się kopać z koniem. Derek z cosplayem rozdymki? wyobraziłem to sobie, teraz trauma będzie długa, ale nawet zabawny ten obraz za pierwszym razem. wchodzi Edgar, z lekkim poślizgiem.. całość segmentu rozchodzi się o to, że Derek i Edgar mają się po prostu podłożyć, albo wycofać? ma to niby jakiś tam sens, szczególnie po ostatnich zwycięstwach the Outfit i dominacji jaką zaaplikowali pozostałym dwóm kolegom tutaj, odpowiedź jest jednak wiadoma i Halloway z Dickinsonem raczej odmówią.. ale odmówili kwieciście, obaj trzymają wysoki poziom, Edgar "przywitał" się gorzej, ale potem bardzo dobrze wypadł. Sacrale kwituje ich na koniec.. ale to już raczej wiadomo jak się to skończy, prawda? już to widzę.

mantel vs ransom: wyrównane, fajnie napisane starcie.. i mamy wygraną Mantela. mogło to pójść w obie strony, Derrick dostaje kolejną cegiełkę promocji i zaczyna - obok Tony'ego Leone - wyrastać na faworyta to zgarnięcia walizki imo. nie będę narzekał, bo jest to ciekawa postać.

segment grupowy: swojego nie oceniam, natomiast resztę panów wypada (d)ocenić. Sebastien fajnie wybrnął, dobrze zripostował, Chris.. no jak to Chris na ten moment, jest słodziutkim facem. Rob też ładnie uderzył, najbardziej mi się tutaj podobał szczerze mówiąc. Finnegan odkuwa się w drugiej kwestii, smacznie uderzył w Lorda. McŁowicz na koniec jeszcze raz nieco się powtórzył, ale ogólnego obrazu to nie przesłania. Mantel przyszedł i pozamiatał szczerze mówiąc, powtórzenie argumentu o dzieciach na końcu.. nie musiał, chociaż followup "żyjcie w przekonaniu że cały świat staje przed wami otworem" już mi się podobał. Derrick nie schodzi z pewnego ustalonego przez siebie poziomu.

sacrale vs halloway: Derek wygrywa z Sacrale - wiedziałem, że tak będzie, w końcu trzeba było mu utrzeć nosa za segment wcześniej. co najważniejsze - wygrywa czyściuteńko, melduje się w walce o Golden Laurel (zasłużenie) i powalczy z resztą gwiazd, ciekawe jak tam wypadnie, bo wygranej raczej nie wróżę. samą walkę czytało się dobrze, za dużo "NIE!" jak na mój gust, ale nie przesłania to wysokiego poziomu tego pojedynku.

ransom/blaze: Blaze wypadł w tym segmencie dobrze, jest dalej za spokojny, ale wytłumaczył swoją motywację i podejście (bardzo podobne do mojego IRL, szczególnie nieprzejmowanie się rzeczami, na które nie mamy wpływu). trochę powtórzeń u niego, ale w ogólnym rozrachunku nie wyszło to źle. Ransom trochę jak fanboy wyszedł, trochę się poużalał, ale nie ma do tego za bardzo podstaw - wygrał tydzień temu, teraz przegrał, show must go on i nie ma sensu się o to napierdalać. boi się prawdy? jakiej prawdy? jedna porażka Maxwella tak nim sponiewierała, że ja nie wiem.. może bym do Golden Laurel Matchu nie wychodził w takim razie. damn, emocjonalnie tutaj.

outfit: Tony jebie po Enzo za porażkę - słusznie. Tony traci nieco rezon, pojawiają się pierwsze pęknięcia w the Outfit i muszę przyznać, że to dobrze, bo nie może być ciągle idealnie, nie może to iść ciągle po ich myśli. Vizzini ma teraz kurewsko ważne i ciężkie zadanie, to bardzo duża presja, pod którą nie powinien się zbytnio ugiąć, nieprawdaż? liczę na to, że Edgar wygra i się plan the Outfit nieco wykolei.

sabre vs blaze: Blaze wygrał. fajnie. walka spoko, ale zupełnie bez emocji. Axel dostaje kolejne W do rekordu i nieco więcej pewności siebie.

river waters: złapała za serce ten River Waters, teraz już RIVER. wjechał bardzo mocno, gigantyczna reflekcja nad swoim żywotem, nieco wymuszona przez to co zrobił Kline z Crowem, ale jak bardzo w tej sytuacji potrzebna. mało kto potrafi tego dokonać, a James wszedł w to, wypłynął, nie utopił się. bardzo wzruszające wystąpienie, jednak wkradł się tam malutki fuckupik - opis nie zaznaczony gwiazdkami gdzieś na początku drugiej kwestii, ale to nie rzutuje na piękną całość, która też zarysowuje żelazną wolę, którą RIVER tutaj prezentuje - tekst o tym, że każdy może na niego pluć trochę złapał off-guard, nie powiem, ale wyjęty z kontekstu tak brzmi tylko. wchodzi Kline, mamy wymianę między obydwoma panami, RIVER celnie punktuje, że to Crowe raczej jest w niewoli, nie on. poza tym.. wow, świetny segment, jest to niesamowicie dobry segment, mvp tego Elysium. dodatkowo te "filmiki", szczególnie ten ostatni. i puenta RIVERa na koniec. wisienka na torcie.

vizzini vs dickinson: emocje w tej walce to coś czego nie brakowało - to na pewno, interwencje? bardzo dobrze się tu wkomponowały, mamy ciągłą walkę "śmietanki" z Elysium z Outfit i ostatecznie tu Edgar wygrywa, ale bardzo na styk. zaskoczony nie jestem, ale byłem w stanie uwierzyć, że może to pójść w dwie strony. Tony Leone po walce pokazuje, że nie jest zbyt zadowolony.. jest interesująco, oj jest, szczególnie jak wszelkie plany zaliczają glebę.

bardzo dobre Elysium.

Fenrir (Colosseum): 4/0/1
(ostatnio: pokonał Thora w Holmgang Nordic War Match)
---
"Rocks" Xebec (Elysium): 2/0/1
(ostatnio: wyeliminowany z Battle Royalu przez duo Sacrale/Vizzini)
---
Kontakt na Discordzie pod nickiem: levandowski
Odpowiedz
Cytuj
17.10.2026, 12:21
#12
Lopez/Blaze:  Segment dobrze ustawia Three Stages of Hell na Danse Macabre. Axel i Jose mają wyraźnie różne sposoby prowadzenia konfrontacji. Blaze próbuje zachować luz i obracać zaczepki w żart, natomiast Lopez stara się przebić przez tę fasadę i uderzyć w jego psychikę. Najlepszy fragment to moim zdaniem wypowiedź Jose o tym, że Axel nie mógł spać, nie wytrzymywał psychicznie i teraz udaje, że wszystko jest w porządku. To jest konkretne nawiązanie do ich wcześniejszego feudu, a nie tylko wymiana obelg, co działa - zwłaszcza, że trochę to już trwa. I szczerze nie miałbym nic przeciwko, żeby to jeszcze potrwało dopóki panowie Karnawałowa i Remikowa nie czują już sobą zmęczenia xd.  Axel wypada dobrze, szczególnie z tekstem o pękającej dupie i tymczasowo przechowywanym mistrzostwie. Pasuje to do jego pewności siebie i daje publiczności powód, żeby reagowała pozytywnie. Jednocześnie jego odpowiedź na słowa Aldisa trochę za szybko przechodzi do przechwałek. Można było mocniej zaakcentować, że po tym, co przeszedł, rzeczywiście odzyskał kontrolę nad sobą. Jose to mocniejszy punkt tego sega w tym wypadku. Jego ironia, sarkazm i próba podważenia psychicznej odporności Axela dobrze pasują do aroganckiego mistrza. Szczególnie podoba mi się wykorzystanie zwycięstwa nad zawodnikiem, który chciał oprzeć karierę na byciu niepokonanym. To sprawia, że Jose nie tylko obraża rywala, ale też buduje własną pozycję. Żart z białym proszkiem i psychiatra są dość oczywistymi zaczepkami. Nie są złe, ale obaj zawodnicy mogliby częściej odwoływać się do konkretnych wydarzeń z feudu. Ponadto Aldis pojawia się w dobrym momencie, lecz jego wypowiedź jest głównie funkcjonalna, no bo ogłasza stawkę i pilnuje przebiegu segmentu. Przy tak ważnym pojedynku mógłby odrobinę mocniej podkreślić, jak niebezpieczna będzie ostatnia część starcia. Najlepiej wypadają osobiste zaczepki Jose i kontrujący je luz Axela. Nie ma tu rewolucji, ale jest sensowne rozwinięcie feudu, a trzy stypulacje (a właściwie gimmick matche, tak? Bo Jakub mnie strasznie napoprawiał ostatnio z nazewnictwem prawidłowym tego xD) dają sporo możliwości.

Leone vs. Brutal: Bardzo mocne otwarcie gali, Tony tak naprawdę z przebiegu walki wychodzi na to, że wygrywa dzięki skuteczności i refleksowi, a nie dlatego, że przez całą walkę dominował. Podobało mi się rozpisanie Brutalowej mimo tej kolejnej porażki, która naprawdę nie frustruje jakby się mogło wydawać. Leone wychodzi z tego starcia jako zawodnik, który potrafi przetrwać presję i wykorzystać najmniejszy błąd przeciwnika. W kontekście walki o Golden Laurel to ma sens. Nie musi dominować każdego rywala, żeby udowodnić, że jest niebezpieczny. Dobra, intensywna walka z sensowną końcówką. Tony awansuje do walki o Golden Laurel, a Mike dostaje porażkę, która nie odbiera mu wiarygodności, czy pozycji mimo wszystko zbudowanej gdzieś tam.

Cottontail:  To jest tak absurdalne, że aż zapada w pamięć. Dobrze, że nie próbuje się tu udawać czegoś poważnego haha. Nie każdemu podejdzie taki humor (no np. mi) ale przynajmniej ma własną tożsamość. Najważniejsze, żeby następne wystąpienie rozwinęło ten pomysł i nie ograniczyło się do kolejnego pokazywania marchewek oraz wąsów - bo ja naprawdę nie wiem gdzie my tu zmierzamy? xD Dokąd nocą tupta jeż?

Outfit/Paddy: Nie chcę się powtarzać, ale chyba muszę. Tony bardzo dobrze wypada jako arogancki, opanowany lider, który potrafi zdominować rozmówcę bez podnoszenia głosu - w tej kwestii chyba zawsze będzie stabilnie i na pewnym - oczekiwanym już poziomie. Podoba mi się jego odpowiedź o Hallowayu i Dickinsonie - pozornie okazuje im szacunek, ale zaraz przypomina, że to on wychodził zwycięsko z ich starć. Najlepszy fragment to jednak wypowiedź o Enzo i lojalności. Widać, że Leone oczekuje podporządkowania, a jego pozycja w The Outfit nie podlega dyskusji. Ciekaw jestem czy kiedyś w tej grupie planowany jest jakiś rozłam - no przecież mało która stajnia w wrestlingu trwa wiecznie, zawsze jest jakiś wyłam/rozłam.  Wywiad jest momentami trochę przegadany. Tony mógłby krócej wyrażać niektóre myśli, szczególnie w pierwszej części. Dobry segment, który buduje postać Tony'ego i jednocześnie subtelnie sugeruje, że w The Outfit może pojawić się temat lojalności Enzo - zwłaszcza że an końcu nagle się odnalazł obiekt zainteresowania.

Xebec vs. EGDG: RX został dobrze przedstawiony jako brutalny zawodnik, który kontroluje przebieg walki i nie daje rywalowi zbyt wiele przestrzeni. Przydałoby się trochę więcej wyrównanej walki, żeby zwycięstwo Rocksa miało większą wagę, ale wiemy jak wygląda sytuacja z Kociarową. Solidny pojedynek, który buduje Xebeca jako dominującego, bezwzględnego zawodnika. Brakuje tylko odrobiny więcej emocji po stronie przegrywającego, żeby starcie mocniej zapadło w pamięć. 

Tatsu/Shadow/Brutal/Waters/Lopez: Ależ tu osób nawaliło. Segment jest bardzo chaotyczny, ale w dobrym i złym sensie jednocześnie. Początek z Yoshim i Shadowem to typowy absurdalny humor w ich wykonaniu. Ta zapowiedź wyrzucenia Yoshiego jako pierwszego xdd. To kontrastuje z wejściem Brutala, który całkowicie zmienia atmosferę. To demolowanie zaplecza, rozbijanie lustra i wyładowywanie frustracji na wszystkim dookoła miało pokazać, że porażka z Tonym (i nie tylko) mocno go rozbiła. Pogardliwe splunięcie pod nogi Eliasa też miało być znaczące, bo Brutal jest tak pochłonięty własnym gniewem, że nawet dawny rywal przestaje być dla niego istotny. Ale w sumie nie wiem czy dobrze zrobiliśmy że tak to wszystko złączyliśmy.  Komediowy duet, demolka Brutala i końcówka z Watersem oraz Lopezem mogłyby spokojnie funkcjonować osobno, ale może taka hybryda w segu też była potrzebna? Sam nie wiem, czasem naprawdę się ciesze, że nie jestem HB. Komediowa część na pewno jest kwestią gustu, ale przejście od niej do destrukcyjnego szału Mike'a działa. Skrócenie całości i mocniejsze skupienie się na jednym głównym wątku poprawiłoby odbiór. Natomiast ciekaw jestem co dalej z JRW i Lopezem, coś czuję że znamy kolejnego rywala dla mistrza po Axelu - jeśli oczywiście wygra.

Fraser Jr vs. Finnegan: Końcówka jest zdecydowanie najmocniejszym elementem walki. Alistair coraz bardziej traci cierpliwość, Lord Sebastien odciąga uwagę sędziego, a Rob swoim ślamazarnym podawaniem Margaux dokłada do tego komediowy element. Finnegan wykorzystuje zamieszanie i kończy walkę, co pasuje do historii i daje mu zwycięstwo wynikające z przytomności umysłu, a nie przypadku. Solidna walka z dobrze rozpisaną końcówką. Najwięcej charakteru mają tu Alistair, jego frustracja i komediowe zamieszanie z Margaux. Sam Finnegan wypada dobrze, choć przydałoby mu się trochę więcej własnej osobowości w trakcie starcia - przypominam, wygranego starcia.

Outfit/Edgar/Halloway: Te charaktery fajnie się tu zazębiają. Vincenzo jest spokojny i przekonany o własnej przewadze, Enzo bardziej agresywny, a Edgar odpowiada im inteligentnymi, eleganckimi docinkami. Derek z kolei traktuje to wszystko z humorem, ale nie sprawia wrażenia, że lekceważy jakieś tam zagrożenie idące z zadzieraniem z Outfit. Najlepsza jest wypowiedź Edgara o kardynale Richelieu i jego psach, no niezwykle celna metafora, która podważa pozycję Enzo i Vincenzo w strukturze The Outfit - która jest coraz wyraźniej podważana. Segment jest dość długi, a rozmowa kilka razy wraca do tego samego: The Outfit chce, żeby Derek i Edgar odpuścili, a oni nie zamierzają tego zrobić. Niektóre obelgi Dereka są też trochę przypadkowe i osłabiają jego mocniejsze argumenty. Można skrócić wymianę, żeby zostawić więcej miejsca na konkretną groźbę lub mocniejszy finał. The Outfit próbuje zastraszyć przeciwników, ale zamiast ich złamać, tylko utwierdza ich w oporze. Edgar szczególnie dobrze wypada jako ktoś, kto potrafi przebić się przez pozorną elegancję Włochów i nazwać rzeczy po imieniu.

Mantel vs. Ransom: Ej, chyba ja to pisałem xdd. Tyle czasu minęło, że już zapomniałem i już miałem to oceniać jakoś. Preparat do włosów produkowany niegdyś przez Ransoma to osobisty, upokarzający sposób na pokonanie rywala, a nie kolejny przypadkowy przedmiot spod ringu. Derrick miał wypaść przy tym jak sprytny kombinator, który potrafi cierpliwie poczekać na odpowiedni moment. Motyw z poluzowaną osłoną narożnika i odwróconym sędzią jest dość klasyczny, ale trochę zbyt wygodny dla Mantela. Przydałoby się lepiej wyjaśnić, jak preparat znalazł się pod ringiem i dlaczego sędzia nie zauważył wcześniejszego manipulowania osłoną. Sama końcówka mogłaby też mocniej podkreślić reakcję Ransoma na wykorzystanie jego dawnego produktu przeciwko niemu. Derrick wygrywa dzięki przebiegłości, a osobisty wątek z preparatem dodaje zwycięstwu smaczku.

Xebec/LS/McŁowicz/Mantel: Seg robi dobrą podbudowę pod Battle Royal i pokazuje, jak różne charaktery będą się w nim ścierać. Rocks jest arogancki i prowokacyjny, Lord Sebastien nie potrafi odpuścić kwestii swojej wyższości, a Rob dostaje chyba najlepszą wypowiedź całej sceny, bo deklaruje, że w ringu nie będzie już niczyim służącym ani podnóżkiem. To konkretny punkt zaczepienia dla jego postaci. Derrick na końcu dobrze przypomina wszystkim, że niezależnie od ich ambicji czeka na nich mistrz. Jest tu trochę za dużo osób i za dużo wymian obelg. Rocks obraża praktycznie wszystkich, potem każdy odpowiada, a później zjawia się jeszcze Derrick z kolejną długą przemową. Przez to segment zaczyna się rozmywać, a wejście Mantela, które powinno mieć ciężar, staje się kolejnym wystąpieniem. Żart z surferem, który lubi dzieci aż za bardzo jest też dość ryzykowny - bo może odciągnąć uwagę od samej rywalizacji. Dobre podbudowanie Battle Royal, szczególnie dla Roba i jego konfliktu z Lordem Sebastienem. Skróciłbym jednak środkową część i dał Derrickowi bardziej zwięzłe, mocniejsze wejście. Wtedy całość miałaby lepsze tempo, a zapowiedź walki o miejsce w tym EC czy jak się to tam nazywa wybrzmiałaby mocniej.

Halloway vs. Sacrale: Bardzo dobra końcówka, która daje obu zawodnikom sporo wiarygodności. Enzo wygląda jak ktoś, kto jest o krok od zwycięstwa. Zwycięstwo Hallowaya nie wygląda na przypadkowe. Trochę dużo tu potężnych akcji i kickoutów, przez co łatwo zatrzeć różnicę między nimi. Po Blackbird Falls można mocniej zaakcentować wyczerpanie Dereka i jego desperacką walkę o przetrwanie, żeby ostatnia kontra miała jeszcze większą wagę. Derek zdobywa miejsce w Elimination Chamber, ale Enzo nie zostaje ośmieszony — był naprawdę blisko wygranej. Dobry sposób na awans Hallowaya i podtrzymanie jego konfliktu z The Outfit.

Ransom/Blaze: To jeden z ciekawszych segmentów pod kątem rozwoju postaci. Maxwell nie idzie po prostu ponarzekać na nieczystą porażkę z Derrickiem - szuka u Axela odpowiedzi, jak poradzić sobie z upokorzeniem i iść dalej. Jego stopniowe przechodzenie od zwykłego rozczarowania do zwątpienia we własny umysł wypada przekonująco. Axel też jest dobrze napisany: zaczyna od absurdalnego żartu o krakersie i serze, a potem przechodzi do całkiem sensownej rady. Kontrast między jego luzem a stanem Ransoma działa. Wypowiedź Axela jest trochę za długa i momentami brzmi jak gotowa przemowa motywacyjna. Można ją skrócić, żeby zachować jego charakter, ale dać Maxwellowi więcej przestrzeni. Z kolei końcówka Ransoma jest mocna, choć warto pilnować, by jego załamanie rozwijało się stopniowo, a nie opierało wyłącznie na deklaracjach o szaleństwie. Bardzo dobry segment psychologiczny. Nie rozwiązuje problemów Maxwella, tylko pogłębia jego kryzys i zostawia widza z pytaniem, co zrobi dalej. Ostatnie zdanie o zakrzywianiu rzeczywistości jest szczególnie interesujące - zapowiada zmianę, która może wyjść daleko poza zwykłą frustrację po porażce.

Outfit: Tony wypada tutaj bardzo dobrze jako bezwzględny lider. Nie musi krzyczeć ani robić awantury - jego rozczarowanie i spokojne groźby wystarczają, żeby Enzo poczuł presję. Podoba mi się też reakcja Sacrale na zasadzie, że nie próbuje się wybielać, ale deklaruje wierność Rodzinie, co może być początkiem ciekawszego wątku. Przekazanie Vincenzowi zadania pokonania „pisarzyny” dobrze podbija stawkę jego nadchodzącej walki z Edgarem. Enzo dość szybko przechodzi od przyjęcia krytyki do zapewnienia o lojalności. Przydałoby się odrobinę więcej napięcia - choćby subtelna oznaka, że porażka naprawdę nim wstrząsnęła. Vincenzo z kolei wypada trochę jak wykonawca poleceń, choć jego uwaga o nieprzewidywalnych rywalach sugeruje, że ma własną perspektywę. Krótki, klimatyczny segment, który wzmacnia pozycję Tony'ego i buduje presję przed starciem Vincenza z Edgarem. Najciekawsze jest to, że porażka Enzo nie kończy się awanturą, tylko sprawia, że Tony jeszcze mocniej zaciska kontrolę nad pozostałymi.

ZSJ vs. Blaze: To też pisałem ja xdd. Axel miał zostać dobrze pokazany jako zawodnik, który potrafi narzucić tempo nawet takiemu specjaliście technicznemu jak Zack Sabre Jr. Początkowa dominacja Blaze’a, późniejsze przejęcie kontroli przez Zacka i jego próby łapania rywala w dźwignie miały tworzyć sensowną dynamikę. Zack momentami wygląda, jakby jego techniczne umiejętności nie stanowiły dla Axela większego problemu. Przy innej postawie ShowOffa byłby to minus, ale jest jak jest. 

JRW/Kline/Crowe: Myślałem, że segment Ransoma najmocniej na tej gali pchnął postać do przodu, ale byłem w błędzie. Tu dopiero poczyniono kilka mocnych kroków w tym kierunku.  Przemiana Jamesa w Rivera nie jest zwykłą zmianą pseudonimu - dostajemy historię stojącą za tą decyzją, emocjonalne wyznanie i próbę pogodzenia się z własną przeszłością. Szczególnie dobrze działa kontrast między jego szczerością a interpretacją Kline’a, który nawet ten moment próbuje przedstawić jako własne zwycięstwo. Doktor jest świetny: spokojny, manipulujący i niebezpieczny właśnie dlatego, że nie musi nikogo atakować fizycznie. Riposta Rivera o niewoli również trafia w punkt. Segment jest bardzo długi, a pierwsza część zawiera sporo powtórzeń dotyczących wstawania, słabości i odbudowywania siebie. Skrócenie kilku fragmentów wzmocniłoby emocjonalne momenty zamiast je rozmywać. Końcowe nagranie jest intrygujące, ale wprowadza zupełnie nową tajemnicę - warto zadbać, żeby później otrzymała konkretne rozwinięcie, a nie pozostała wyłącznie szokującym obrazem. Świetny materiał na długofalowy konflikt psychologiczny. Najbardziej podoba mi się to, że żadna ze stron nie dostaje tutaj jednoznacznego zwycięstwa. Kline twierdzi, że zaplanował przemianę Rivera, ale sam Waters sugeruje, że doktor może nie rozumieć wszystkiego, co dzieje się w jego własnej głowie. Ostatnie zdanie o potworze mocno wybrzmiewa i zostawia nas z pytaniem - kto tak naprawdę powinien bać się kogo. No ewidentnie lepiej Ryśkowi wychodzi saga Kline/Crowe niż McŁowicz który - osobiście? Jest do odpalenia bo widać, że pomysłu tam chyba jest brak.

Vizzini vs. Dickinson:  Vincenzo dominuje i bezlitośnie wykorzystuje przewagę, a Edgar dostaje swój moment powrotu do walki, dzięki czemu jego zwycięstwo nie wygląda na całkowicie przypadkowe. Interwencje też są dobrze rozłożone: Enzo pomaga Vincenzo, Derek go eliminuje, a Brutal miesza w końcówce i ostatecznie nieświadomie otwiera Edgarowi drogę do wygranej. Najlepszy jest jednak obrazek po walce. The Outfit przegrywa własną grą, Derek i Edgar odchodzą razem, a Tony Leone obserwuje przyszłych rywali bez wypowiadania choćby jednego słowa. Dobre, spokojne, a przede wszystkim przemyślane zamknięcie gali. Końcówka jest trochę przeładowana interwencjami. Derek i Mike pojawiają się niemal jednocześnie, przez co robi się spore zamieszanie, a sam moment zwycięstwa Edgara może nieco stracić na czytelności. Przydałoby się też mocniej zaznaczyć, że po Divine Departure Edgar ledwo jest w stanie wykorzystać okazję - wtedy jego zwycięstwo byłoby jeszcze bardziej wiarygodne. Tony na stage'u to świetne zamknięcie - bez zbędnego dialogu, za to z jasnym sygnałem, co będzie istotne w walce o walizkę.

[Obrazek: wrestlers-on-the-road.jpg]
Odpowiedz
Cytuj
Michał
Zawodowiec
17.10.2026, 12:21 #12
Lopez/Blaze:  Segment dobrze ustawia Three Stages of Hell na Danse Macabre. Axel i Jose mają wyraźnie różne sposoby prowadzenia konfrontacji. Blaze próbuje zachować luz i obracać zaczepki w żart, natomiast Lopez stara się przebić przez tę fasadę i uderzyć w jego psychikę. Najlepszy fragment to moim zdaniem wypowiedź Jose o tym, że Axel nie mógł spać, nie wytrzymywał psychicznie i teraz udaje, że wszystko jest w porządku. To jest konkretne nawiązanie do ich wcześniejszego feudu, a nie tylko wymiana obelg, co działa - zwłaszcza, że trochę to już trwa. I szczerze nie miałbym nic przeciwko, żeby to jeszcze potrwało dopóki panowie Karnawałowa i Remikowa nie czują już sobą zmęczenia xd.  Axel wypada dobrze, szczególnie z tekstem o pękającej dupie i tymczasowo przechowywanym mistrzostwie. Pasuje to do jego pewności siebie i daje publiczności powód, żeby reagowała pozytywnie. Jednocześnie jego odpowiedź na słowa Aldisa trochę za szybko przechodzi do przechwałek. Można było mocniej zaakcentować, że po tym, co przeszedł, rzeczywiście odzyskał kontrolę nad sobą. Jose to mocniejszy punkt tego sega w tym wypadku. Jego ironia, sarkazm i próba podważenia psychicznej odporności Axela dobrze pasują do aroganckiego mistrza. Szczególnie podoba mi się wykorzystanie zwycięstwa nad zawodnikiem, który chciał oprzeć karierę na byciu niepokonanym. To sprawia, że Jose nie tylko obraża rywala, ale też buduje własną pozycję. Żart z białym proszkiem i psychiatra są dość oczywistymi zaczepkami. Nie są złe, ale obaj zawodnicy mogliby częściej odwoływać się do konkretnych wydarzeń z feudu. Ponadto Aldis pojawia się w dobrym momencie, lecz jego wypowiedź jest głównie funkcjonalna, no bo ogłasza stawkę i pilnuje przebiegu segmentu. Przy tak ważnym pojedynku mógłby odrobinę mocniej podkreślić, jak niebezpieczna będzie ostatnia część starcia. Najlepiej wypadają osobiste zaczepki Jose i kontrujący je luz Axela. Nie ma tu rewolucji, ale jest sensowne rozwinięcie feudu, a trzy stypulacje (a właściwie gimmick matche, tak? Bo Jakub mnie strasznie napoprawiał ostatnio z nazewnictwem prawidłowym tego xD) dają sporo możliwości.

Leone vs. Brutal: Bardzo mocne otwarcie gali, Tony tak naprawdę z przebiegu walki wychodzi na to, że wygrywa dzięki skuteczności i refleksowi, a nie dlatego, że przez całą walkę dominował. Podobało mi się rozpisanie Brutalowej mimo tej kolejnej porażki, która naprawdę nie frustruje jakby się mogło wydawać. Leone wychodzi z tego starcia jako zawodnik, który potrafi przetrwać presję i wykorzystać najmniejszy błąd przeciwnika. W kontekście walki o Golden Laurel to ma sens. Nie musi dominować każdego rywala, żeby udowodnić, że jest niebezpieczny. Dobra, intensywna walka z sensowną końcówką. Tony awansuje do walki o Golden Laurel, a Mike dostaje porażkę, która nie odbiera mu wiarygodności, czy pozycji mimo wszystko zbudowanej gdzieś tam.

Cottontail:  To jest tak absurdalne, że aż zapada w pamięć. Dobrze, że nie próbuje się tu udawać czegoś poważnego haha. Nie każdemu podejdzie taki humor (no np. mi) ale przynajmniej ma własną tożsamość. Najważniejsze, żeby następne wystąpienie rozwinęło ten pomysł i nie ograniczyło się do kolejnego pokazywania marchewek oraz wąsów - bo ja naprawdę nie wiem gdzie my tu zmierzamy? xD Dokąd nocą tupta jeż?

Outfit/Paddy: Nie chcę się powtarzać, ale chyba muszę. Tony bardzo dobrze wypada jako arogancki, opanowany lider, który potrafi zdominować rozmówcę bez podnoszenia głosu - w tej kwestii chyba zawsze będzie stabilnie i na pewnym - oczekiwanym już poziomie. Podoba mi się jego odpowiedź o Hallowayu i Dickinsonie - pozornie okazuje im szacunek, ale zaraz przypomina, że to on wychodził zwycięsko z ich starć. Najlepszy fragment to jednak wypowiedź o Enzo i lojalności. Widać, że Leone oczekuje podporządkowania, a jego pozycja w The Outfit nie podlega dyskusji. Ciekaw jestem czy kiedyś w tej grupie planowany jest jakiś rozłam - no przecież mało która stajnia w wrestlingu trwa wiecznie, zawsze jest jakiś wyłam/rozłam.  Wywiad jest momentami trochę przegadany. Tony mógłby krócej wyrażać niektóre myśli, szczególnie w pierwszej części. Dobry segment, który buduje postać Tony'ego i jednocześnie subtelnie sugeruje, że w The Outfit może pojawić się temat lojalności Enzo - zwłaszcza że an końcu nagle się odnalazł obiekt zainteresowania.

Xebec vs. EGDG: RX został dobrze przedstawiony jako brutalny zawodnik, który kontroluje przebieg walki i nie daje rywalowi zbyt wiele przestrzeni. Przydałoby się trochę więcej wyrównanej walki, żeby zwycięstwo Rocksa miało większą wagę, ale wiemy jak wygląda sytuacja z Kociarową. Solidny pojedynek, który buduje Xebeca jako dominującego, bezwzględnego zawodnika. Brakuje tylko odrobiny więcej emocji po stronie przegrywającego, żeby starcie mocniej zapadło w pamięć. 

Tatsu/Shadow/Brutal/Waters/Lopez: Ależ tu osób nawaliło. Segment jest bardzo chaotyczny, ale w dobrym i złym sensie jednocześnie. Początek z Yoshim i Shadowem to typowy absurdalny humor w ich wykonaniu. Ta zapowiedź wyrzucenia Yoshiego jako pierwszego xdd. To kontrastuje z wejściem Brutala, który całkowicie zmienia atmosferę. To demolowanie zaplecza, rozbijanie lustra i wyładowywanie frustracji na wszystkim dookoła miało pokazać, że porażka z Tonym (i nie tylko) mocno go rozbiła. Pogardliwe splunięcie pod nogi Eliasa też miało być znaczące, bo Brutal jest tak pochłonięty własnym gniewem, że nawet dawny rywal przestaje być dla niego istotny. Ale w sumie nie wiem czy dobrze zrobiliśmy że tak to wszystko złączyliśmy.  Komediowy duet, demolka Brutala i końcówka z Watersem oraz Lopezem mogłyby spokojnie funkcjonować osobno, ale może taka hybryda w segu też była potrzebna? Sam nie wiem, czasem naprawdę się ciesze, że nie jestem HB. Komediowa część na pewno jest kwestią gustu, ale przejście od niej do destrukcyjnego szału Mike'a działa. Skrócenie całości i mocniejsze skupienie się na jednym głównym wątku poprawiłoby odbiór. Natomiast ciekaw jestem co dalej z JRW i Lopezem, coś czuję że znamy kolejnego rywala dla mistrza po Axelu - jeśli oczywiście wygra.

Fraser Jr vs. Finnegan: Końcówka jest zdecydowanie najmocniejszym elementem walki. Alistair coraz bardziej traci cierpliwość, Lord Sebastien odciąga uwagę sędziego, a Rob swoim ślamazarnym podawaniem Margaux dokłada do tego komediowy element. Finnegan wykorzystuje zamieszanie i kończy walkę, co pasuje do historii i daje mu zwycięstwo wynikające z przytomności umysłu, a nie przypadku. Solidna walka z dobrze rozpisaną końcówką. Najwięcej charakteru mają tu Alistair, jego frustracja i komediowe zamieszanie z Margaux. Sam Finnegan wypada dobrze, choć przydałoby mu się trochę więcej własnej osobowości w trakcie starcia - przypominam, wygranego starcia.

Outfit/Edgar/Halloway: Te charaktery fajnie się tu zazębiają. Vincenzo jest spokojny i przekonany o własnej przewadze, Enzo bardziej agresywny, a Edgar odpowiada im inteligentnymi, eleganckimi docinkami. Derek z kolei traktuje to wszystko z humorem, ale nie sprawia wrażenia, że lekceważy jakieś tam zagrożenie idące z zadzieraniem z Outfit. Najlepsza jest wypowiedź Edgara o kardynale Richelieu i jego psach, no niezwykle celna metafora, która podważa pozycję Enzo i Vincenzo w strukturze The Outfit - która jest coraz wyraźniej podważana. Segment jest dość długi, a rozmowa kilka razy wraca do tego samego: The Outfit chce, żeby Derek i Edgar odpuścili, a oni nie zamierzają tego zrobić. Niektóre obelgi Dereka są też trochę przypadkowe i osłabiają jego mocniejsze argumenty. Można skrócić wymianę, żeby zostawić więcej miejsca na konkretną groźbę lub mocniejszy finał. The Outfit próbuje zastraszyć przeciwników, ale zamiast ich złamać, tylko utwierdza ich w oporze. Edgar szczególnie dobrze wypada jako ktoś, kto potrafi przebić się przez pozorną elegancję Włochów i nazwać rzeczy po imieniu.

Mantel vs. Ransom: Ej, chyba ja to pisałem xdd. Tyle czasu minęło, że już zapomniałem i już miałem to oceniać jakoś. Preparat do włosów produkowany niegdyś przez Ransoma to osobisty, upokarzający sposób na pokonanie rywala, a nie kolejny przypadkowy przedmiot spod ringu. Derrick miał wypaść przy tym jak sprytny kombinator, który potrafi cierpliwie poczekać na odpowiedni moment. Motyw z poluzowaną osłoną narożnika i odwróconym sędzią jest dość klasyczny, ale trochę zbyt wygodny dla Mantela. Przydałoby się lepiej wyjaśnić, jak preparat znalazł się pod ringiem i dlaczego sędzia nie zauważył wcześniejszego manipulowania osłoną. Sama końcówka mogłaby też mocniej podkreślić reakcję Ransoma na wykorzystanie jego dawnego produktu przeciwko niemu. Derrick wygrywa dzięki przebiegłości, a osobisty wątek z preparatem dodaje zwycięstwu smaczku.

Xebec/LS/McŁowicz/Mantel: Seg robi dobrą podbudowę pod Battle Royal i pokazuje, jak różne charaktery będą się w nim ścierać. Rocks jest arogancki i prowokacyjny, Lord Sebastien nie potrafi odpuścić kwestii swojej wyższości, a Rob dostaje chyba najlepszą wypowiedź całej sceny, bo deklaruje, że w ringu nie będzie już niczyim służącym ani podnóżkiem. To konkretny punkt zaczepienia dla jego postaci. Derrick na końcu dobrze przypomina wszystkim, że niezależnie od ich ambicji czeka na nich mistrz. Jest tu trochę za dużo osób i za dużo wymian obelg. Rocks obraża praktycznie wszystkich, potem każdy odpowiada, a później zjawia się jeszcze Derrick z kolejną długą przemową. Przez to segment zaczyna się rozmywać, a wejście Mantela, które powinno mieć ciężar, staje się kolejnym wystąpieniem. Żart z surferem, który lubi dzieci aż za bardzo jest też dość ryzykowny - bo może odciągnąć uwagę od samej rywalizacji. Dobre podbudowanie Battle Royal, szczególnie dla Roba i jego konfliktu z Lordem Sebastienem. Skróciłbym jednak środkową część i dał Derrickowi bardziej zwięzłe, mocniejsze wejście. Wtedy całość miałaby lepsze tempo, a zapowiedź walki o miejsce w tym EC czy jak się to tam nazywa wybrzmiałaby mocniej.

Halloway vs. Sacrale: Bardzo dobra końcówka, która daje obu zawodnikom sporo wiarygodności. Enzo wygląda jak ktoś, kto jest o krok od zwycięstwa. Zwycięstwo Hallowaya nie wygląda na przypadkowe. Trochę dużo tu potężnych akcji i kickoutów, przez co łatwo zatrzeć różnicę między nimi. Po Blackbird Falls można mocniej zaakcentować wyczerpanie Dereka i jego desperacką walkę o przetrwanie, żeby ostatnia kontra miała jeszcze większą wagę. Derek zdobywa miejsce w Elimination Chamber, ale Enzo nie zostaje ośmieszony — był naprawdę blisko wygranej. Dobry sposób na awans Hallowaya i podtrzymanie jego konfliktu z The Outfit.

Ransom/Blaze: To jeden z ciekawszych segmentów pod kątem rozwoju postaci. Maxwell nie idzie po prostu ponarzekać na nieczystą porażkę z Derrickiem - szuka u Axela odpowiedzi, jak poradzić sobie z upokorzeniem i iść dalej. Jego stopniowe przechodzenie od zwykłego rozczarowania do zwątpienia we własny umysł wypada przekonująco. Axel też jest dobrze napisany: zaczyna od absurdalnego żartu o krakersie i serze, a potem przechodzi do całkiem sensownej rady. Kontrast między jego luzem a stanem Ransoma działa. Wypowiedź Axela jest trochę za długa i momentami brzmi jak gotowa przemowa motywacyjna. Można ją skrócić, żeby zachować jego charakter, ale dać Maxwellowi więcej przestrzeni. Z kolei końcówka Ransoma jest mocna, choć warto pilnować, by jego załamanie rozwijało się stopniowo, a nie opierało wyłącznie na deklaracjach o szaleństwie. Bardzo dobry segment psychologiczny. Nie rozwiązuje problemów Maxwella, tylko pogłębia jego kryzys i zostawia widza z pytaniem, co zrobi dalej. Ostatnie zdanie o zakrzywianiu rzeczywistości jest szczególnie interesujące - zapowiada zmianę, która może wyjść daleko poza zwykłą frustrację po porażce.

Outfit: Tony wypada tutaj bardzo dobrze jako bezwzględny lider. Nie musi krzyczeć ani robić awantury - jego rozczarowanie i spokojne groźby wystarczają, żeby Enzo poczuł presję. Podoba mi się też reakcja Sacrale na zasadzie, że nie próbuje się wybielać, ale deklaruje wierność Rodzinie, co może być początkiem ciekawszego wątku. Przekazanie Vincenzowi zadania pokonania „pisarzyny” dobrze podbija stawkę jego nadchodzącej walki z Edgarem. Enzo dość szybko przechodzi od przyjęcia krytyki do zapewnienia o lojalności. Przydałoby się odrobinę więcej napięcia - choćby subtelna oznaka, że porażka naprawdę nim wstrząsnęła. Vincenzo z kolei wypada trochę jak wykonawca poleceń, choć jego uwaga o nieprzewidywalnych rywalach sugeruje, że ma własną perspektywę. Krótki, klimatyczny segment, który wzmacnia pozycję Tony'ego i buduje presję przed starciem Vincenza z Edgarem. Najciekawsze jest to, że porażka Enzo nie kończy się awanturą, tylko sprawia, że Tony jeszcze mocniej zaciska kontrolę nad pozostałymi.

ZSJ vs. Blaze: To też pisałem ja xdd. Axel miał zostać dobrze pokazany jako zawodnik, który potrafi narzucić tempo nawet takiemu specjaliście technicznemu jak Zack Sabre Jr. Początkowa dominacja Blaze’a, późniejsze przejęcie kontroli przez Zacka i jego próby łapania rywala w dźwignie miały tworzyć sensowną dynamikę. Zack momentami wygląda, jakby jego techniczne umiejętności nie stanowiły dla Axela większego problemu. Przy innej postawie ShowOffa byłby to minus, ale jest jak jest. 

JRW/Kline/Crowe: Myślałem, że segment Ransoma najmocniej na tej gali pchnął postać do przodu, ale byłem w błędzie. Tu dopiero poczyniono kilka mocnych kroków w tym kierunku.  Przemiana Jamesa w Rivera nie jest zwykłą zmianą pseudonimu - dostajemy historię stojącą za tą decyzją, emocjonalne wyznanie i próbę pogodzenia się z własną przeszłością. Szczególnie dobrze działa kontrast między jego szczerością a interpretacją Kline’a, który nawet ten moment próbuje przedstawić jako własne zwycięstwo. Doktor jest świetny: spokojny, manipulujący i niebezpieczny właśnie dlatego, że nie musi nikogo atakować fizycznie. Riposta Rivera o niewoli również trafia w punkt. Segment jest bardzo długi, a pierwsza część zawiera sporo powtórzeń dotyczących wstawania, słabości i odbudowywania siebie. Skrócenie kilku fragmentów wzmocniłoby emocjonalne momenty zamiast je rozmywać. Końcowe nagranie jest intrygujące, ale wprowadza zupełnie nową tajemnicę - warto zadbać, żeby później otrzymała konkretne rozwinięcie, a nie pozostała wyłącznie szokującym obrazem. Świetny materiał na długofalowy konflikt psychologiczny. Najbardziej podoba mi się to, że żadna ze stron nie dostaje tutaj jednoznacznego zwycięstwa. Kline twierdzi, że zaplanował przemianę Rivera, ale sam Waters sugeruje, że doktor może nie rozumieć wszystkiego, co dzieje się w jego własnej głowie. Ostatnie zdanie o potworze mocno wybrzmiewa i zostawia nas z pytaniem - kto tak naprawdę powinien bać się kogo. No ewidentnie lepiej Ryśkowi wychodzi saga Kline/Crowe niż McŁowicz który - osobiście? Jest do odpalenia bo widać, że pomysłu tam chyba jest brak.

Vizzini vs. Dickinson:  Vincenzo dominuje i bezlitośnie wykorzystuje przewagę, a Edgar dostaje swój moment powrotu do walki, dzięki czemu jego zwycięstwo nie wygląda na całkowicie przypadkowe. Interwencje też są dobrze rozłożone: Enzo pomaga Vincenzo, Derek go eliminuje, a Brutal miesza w końcówce i ostatecznie nieświadomie otwiera Edgarowi drogę do wygranej. Najlepszy jest jednak obrazek po walce. The Outfit przegrywa własną grą, Derek i Edgar odchodzą razem, a Tony Leone obserwuje przyszłych rywali bez wypowiadania choćby jednego słowa. Dobre, spokojne, a przede wszystkim przemyślane zamknięcie gali. Końcówka jest trochę przeładowana interwencjami. Derek i Mike pojawiają się niemal jednocześnie, przez co robi się spore zamieszanie, a sam moment zwycięstwa Edgara może nieco stracić na czytelności. Przydałoby się też mocniej zaznaczyć, że po Divine Departure Edgar ledwo jest w stanie wykorzystać okazję - wtedy jego zwycięstwo byłoby jeszcze bardziej wiarygodne. Tony na stage'u to świetne zamknięcie - bez zbędnego dialogu, za to z jasnym sygnałem, co będzie istotne w walce o walizkę.

[Obrazek: wrestlers-on-the-road.jpg]
Odpowiedz
Cytuj
24.10.2026, 15:31
#13
Połowa komentarza czekała od 2 tygodnie, chyba wypada to zrobić do końca jak mam chwilę.

Axel krótko i konkretnie. Słusznie z resztą, został wezwany do tablicy więc to nie czas na monologi, kiedy obecnie chce usłyszeć co ma do powiedzenia nasz GM. Mimo wszystko w smak ta wypowiedź, jest zachowany styl Axela, a to zawsze plus. Te jego powiedzonka stają się charakterystyczną rzeczą jak porównania i Lopeza. Uła, ta kreda i biały proszek, ładnie to siadło. Również krótko, ale również dobrze się pokazał Jose i odpowiednio wykorzystał swój krótki czas. Ładna, konkretna odpowiedź na słowa Axela. Fajnie Blaze odbija chyba wszystkie porównania, jakimi uraczył nas Hiszpan, jest dalej sporo luzu w tym, jest elegancko. Robi nam się z tego rozmowa zamiast monologów i obaj dobrze płynął. Jose znowu mocne porównania w punkt, dobra gra emocjami, na pewno podoba mi się bardziej niż tydzień temu. Jest poziom, nie ma co. Mimo, że mieli już między sobą tyle rozmów to ja nie dostrzegam dużego znużenia i jest tu chemia, a po takim czasie to duża sztuka. Aldis jak zwykle nie przedłuża i daje nam konkrety, Kuba dobrze zarządza jego czasem przy mikrofonie. Ajaj, bardzo mi się spodobało wykorzystanie Nicka przy tym pocisku w stronę Jose, mocno siadło. O i te krwawiące uszy od Hiszpana też fajne. Nie no, czyta mi się ich o wiele lepiej w sumie niż przy ostatnim Elysium. Mocniejsze wypowiedzi, dobrze przemyślane, fajne punche, odpowiednio oddane emocje i dobrze uargumentowane rodzaje walk, które zostały przez obu wybrane. Naprawdę podobało mi się to otwarcie.

Kurwa, jakie te Cottony to jest abstrakcja xD. No cóż, klasa, co więcej dodać.

Lepiej bym nie uaegumentował tego, dlaczego Outfit nie wyprawiło Leone celebracji, ma to totalnie wszystko sens i idealnie pasuje do naszej grupy. Ta nieszczęsna tarcza xD. Jeśli ktoś myśli że to celowy zabieg, to nie, ja się przejęzyczyłem, a Brother Remik poleciał na flow bo się nie porozumieliśmy na czacie XD. I w sumie fajnie wyszło, naturalnie, w na żywo każdy może strzelić takiego babola, tu panowie poszli na żywioł i to na plus jak dla mnie. Uznaliśmy, że nie zmieniamy i jestem z tego zadowolony. Ogólnie Tony jak zwykle klasa, no Brother Remik płynie i widać, że mógłby nim pisać i pisać i go to nie męczy. Zawsze jest pomysły piękne zdania, ładne słownictwo, wszystko na swoim miejscu. Nie mam w zasadzie zarzutów, może delikatnie za długi ten wywiad wyszedł biorąc pod uwagę, że Leone był po walce, ale zdarza się i tak i nie jest to na pewno błąd. To pokazuje też, że nasz Don nawet na zmęczeniu potrafi mówić jak prawdziwy poeta, z klasą i elegancko.

Piękny wjazd na pierdolonej kukirynie. Pięknie też jest przerysowany Tatsu, no i wszystko jak zwykle bardzo honorowo. Elias w swojej nawijce oczywiście też klasa. O i Pokemony się pojawiły, szacun xd. No i takie nawiązania do Battle Royal musiały po prostu tu być, to był obowiązek. Poza tym jestem totalnie fanem używania słowa Dziadu przez Eliasa. Dużo honoru, super chemia, ten duet to coś, czego potrzebowaliśmy. Dalej jest na to pomysł i co najważniejsze, widać dużo funu przy pisaniu. Dla mnie bardzo fajny, komediowy przerywnik i oby właśnie pomysły tu się nie kończyły, bo ich przygody to bardzo jasna strona Elysium. No durne to po prostu i za to bardzo cenię xd.

Brutalowi wyraźnie puściły wszystkie hamulce i nie ma się co dziwić. Dobrze to rozpisane, widać to wkurwienie, zawód, bezsilność. Mike przeżywa duży kryzys, zrobił rozpierdol i jakby traci wiarę w siebie. Wszystko dla mnie odpowiednio pokazane i oczywiście z sensem.

I czas na trzecią część, ale tu akurat nie ma się co rozwodzić. Fajnie, że dostaliśmy taką króciutką konfrontację obu zawodników, zwłaszcza po wydarzeniach z zeszłego tygodnia. Dobrze to zostało podane i da się zrozumieć, że Waters nie chciał się wydawać w rozmowę. Całościowo wyszła nam prawdziwa sinusoida emocji, dlatego uwielbiam takie łączenie kilku segmentów na zapleczu w jedną, spójną całość.

Przyjemnie się pisało ten segment, każdy tu spełnił zdecydowanie swoją rolę. Brzmiało to trochę jak takie "ostatnie ostrzeżenie" ze strony Outfit, jednak jak można się domyślić, nie przyniosło efektów. Enzo podostrzył, Vizzini chłodny jak zwykle, u Dereka też zdecydowanie pasuje, że jest nieufny nawet wobec swoich partnerów. Edgar przyjął dla swojego kompana milszą narrację i bardziej skupił się na rywalach, co również jest na miejscu. Była chemia, było gimmickowo, każdy dowiózł na poziomie, dla mnie w porządku pogawędka.

Xebec w sumie wjechał zasiać trochę chaosu, odpowiada mi to. Całkiem kontrowersyjny tekst z dziećmi. Każdemu się w sumie oberwało, było w sumie okey, nic ponad stan, liczę, że Xebec nam się rozkręci. Ze smakiem Lord, podobała mi się odpowiedź na tekst o Temu, nie zabrakło też szpili w Roba, co było na miejscu. Chris spełnił swoją rolę reagując w ten sposób i dodatkowo wywołując McŁowicza. Rob z sensem jak najbardziej, na odpowiednim poziomie, dodatkowo podostrzył dyskusję i dalej już poleciało agresywniej z każdej strony. Podoba mi się, że wywiązała się z tego dyskusja, a nie monologi, wszystko zgodnie z zamysłem, padały szpilki z każdej strony, elegancko. Mantel wychodzi i wypowiada się z taką wyższością nad całą resztą, no i nie ma się co dziwić, on już swoje miejsce na Danse Macabre ma, w przeciwieństwie do kłócących się zawodników. Przyjemny speech, gimmickowo było, również spełnił tu swoją rolę. W porządku segment.

Blaze tutaj taki głos rozsądku. Mniej doświadczony od Ransoma, ale z zupełnie innym nastawieniem, dlatego właśnie do niego zwrócił się Maksiu, biorąc pod uwagę co spotykało Axela i jaki ma do tego stosunek. Blaze zrobił dokładnie to, czego od niego oczekiwałem i jestem zadowolony finalnie z tego segmentu, cieszę się, że Brother Remik zaufał nam względem tego połączenia, a co najważniejsze - do czegoś ono prowadziło.

Ten segment się musiał pojawić, w końcu jesteśmy po pierwszym niepowodzeniu Outfit. Tony oczywiście klasa, Vizzini również swoje zadanie wykonał bardzo dobrze. Krótkie to było, ale nieodzowne dla tej gali. Poza tym, mega przyjemnie się pisze segmenty z chłopakami.

No to lecimy z RIVEREM. Nie wiem czy już wspominałem, ale bardzo siedzi mi ta Layla na theme song. Pierwsze sekundy piosenki są bardzo ważne, a Layla totalnie ma to coś. Jak mam się o coś przyczepić, to może lekko na wyrost jeszcze to sformułowanie o legendzie, ale jednak czas e-fedowy płynie trochę innym tempem niż rzeczywisty, był niepokonany tyle walk i na swój sposób jest to "legendarne". Nie River, możesz być spokojny, nie przynudzałeś. Bardzo emocjonalny speech, wiele jak tutaj wyjaśnił, były momenty chwytające za serce - świetny pomysł i super poziom moim zdaniem. Trzyma się tu wszystko kupy, argumentacja, słownictwo, gra emocjami, cała budowa zdecydowanie zrobiona w pełni profesjonalnie. Świetna robota, dostał dużo czasu antenowego, ale wykorzystał go naprawdę pięknie. Ajaj, Rysiu płynie tym Doktorkiem. Kolejny mega przyjemny speech zrobiony w odpowiednim klimacie, naprawdę sensowną argumentacją. Jak mi niesamowicie siedzi to połączenie Rivera z Doktorkiem, to czysta przyjemność czytać takie segmenty. Waters ładnie odbija piłeczkę na koniec, jakby dając do myślenia Kline'owi, czy na pewno wszystko kontroluje. Bardzo dobry opis, czy tutaj mamy nawiązanie do mojego kochanego True Detective? No ewidentnie, jestem pewien, że Game puszcza tu oczko w moją stronę, szanuję. Ach, piękne zwieńczenie tego segmentu tym ostatnim zdaniem. Panowie - klasa, nie był to najkrótszy segment zdecydowanie, ale nie znużył mnie ani na moment. Świetna robota, kompletnie nie żałuję, że dostał tak zaszczytne miejsce przed samym Main Eventem.

Kolejny nocny finał na Elysium, Outfit pierwszy raz wychodzi NA TARCZY z gali.

Podobało mi się, sporo mocnych momentów, chyba wszystko dojechało. Idziemy w dobrym kierunku, już po komentach widzę, że 7 to bangerek, tak jak miało być. Sporo segów skomentowane mniej dokładnie, no ale miałem w nich czynny udział, więc ciężko mi się rozpisywać skoro były klepnięte przeze mnie w takiej formie.

Pozdrawiam,

Pan Terry
Którego czas ostatnio zmiata z planszy.

3/0/2
 
5/0/2
Golden Laurel Briefcase (2026)
Odpowiedz
Cytuj
Panter
Moderatorzy
24.10.2026, 15:31 #13
Połowa komentarza czekała od 2 tygodnie, chyba wypada to zrobić do końca jak mam chwilę.

Axel krótko i konkretnie. Słusznie z resztą, został wezwany do tablicy więc to nie czas na monologi, kiedy obecnie chce usłyszeć co ma do powiedzenia nasz GM. Mimo wszystko w smak ta wypowiedź, jest zachowany styl Axela, a to zawsze plus. Te jego powiedzonka stają się charakterystyczną rzeczą jak porównania i Lopeza. Uła, ta kreda i biały proszek, ładnie to siadło. Również krótko, ale również dobrze się pokazał Jose i odpowiednio wykorzystał swój krótki czas. Ładna, konkretna odpowiedź na słowa Axela. Fajnie Blaze odbija chyba wszystkie porównania, jakimi uraczył nas Hiszpan, jest dalej sporo luzu w tym, jest elegancko. Robi nam się z tego rozmowa zamiast monologów i obaj dobrze płynął. Jose znowu mocne porównania w punkt, dobra gra emocjami, na pewno podoba mi się bardziej niż tydzień temu. Jest poziom, nie ma co. Mimo, że mieli już między sobą tyle rozmów to ja nie dostrzegam dużego znużenia i jest tu chemia, a po takim czasie to duża sztuka. Aldis jak zwykle nie przedłuża i daje nam konkrety, Kuba dobrze zarządza jego czasem przy mikrofonie. Ajaj, bardzo mi się spodobało wykorzystanie Nicka przy tym pocisku w stronę Jose, mocno siadło. O i te krwawiące uszy od Hiszpana też fajne. Nie no, czyta mi się ich o wiele lepiej w sumie niż przy ostatnim Elysium. Mocniejsze wypowiedzi, dobrze przemyślane, fajne punche, odpowiednio oddane emocje i dobrze uargumentowane rodzaje walk, które zostały przez obu wybrane. Naprawdę podobało mi się to otwarcie.

Kurwa, jakie te Cottony to jest abstrakcja xD. No cóż, klasa, co więcej dodać.

Lepiej bym nie uaegumentował tego, dlaczego Outfit nie wyprawiło Leone celebracji, ma to totalnie wszystko sens i idealnie pasuje do naszej grupy. Ta nieszczęsna tarcza xD. Jeśli ktoś myśli że to celowy zabieg, to nie, ja się przejęzyczyłem, a Brother Remik poleciał na flow bo się nie porozumieliśmy na czacie XD. I w sumie fajnie wyszło, naturalnie, w na żywo każdy może strzelić takiego babola, tu panowie poszli na żywioł i to na plus jak dla mnie. Uznaliśmy, że nie zmieniamy i jestem z tego zadowolony. Ogólnie Tony jak zwykle klasa, no Brother Remik płynie i widać, że mógłby nim pisać i pisać i go to nie męczy. Zawsze jest pomysły piękne zdania, ładne słownictwo, wszystko na swoim miejscu. Nie mam w zasadzie zarzutów, może delikatnie za długi ten wywiad wyszedł biorąc pod uwagę, że Leone był po walce, ale zdarza się i tak i nie jest to na pewno błąd. To pokazuje też, że nasz Don nawet na zmęczeniu potrafi mówić jak prawdziwy poeta, z klasą i elegancko.

Piękny wjazd na pierdolonej kukirynie. Pięknie też jest przerysowany Tatsu, no i wszystko jak zwykle bardzo honorowo. Elias w swojej nawijce oczywiście też klasa. O i Pokemony się pojawiły, szacun xd. No i takie nawiązania do Battle Royal musiały po prostu tu być, to był obowiązek. Poza tym jestem totalnie fanem używania słowa Dziadu przez Eliasa. Dużo honoru, super chemia, ten duet to coś, czego potrzebowaliśmy. Dalej jest na to pomysł i co najważniejsze, widać dużo funu przy pisaniu. Dla mnie bardzo fajny, komediowy przerywnik i oby właśnie pomysły tu się nie kończyły, bo ich przygody to bardzo jasna strona Elysium. No durne to po prostu i za to bardzo cenię xd.

Brutalowi wyraźnie puściły wszystkie hamulce i nie ma się co dziwić. Dobrze to rozpisane, widać to wkurwienie, zawód, bezsilność. Mike przeżywa duży kryzys, zrobił rozpierdol i jakby traci wiarę w siebie. Wszystko dla mnie odpowiednio pokazane i oczywiście z sensem.

I czas na trzecią część, ale tu akurat nie ma się co rozwodzić. Fajnie, że dostaliśmy taką króciutką konfrontację obu zawodników, zwłaszcza po wydarzeniach z zeszłego tygodnia. Dobrze to zostało podane i da się zrozumieć, że Waters nie chciał się wydawać w rozmowę. Całościowo wyszła nam prawdziwa sinusoida emocji, dlatego uwielbiam takie łączenie kilku segmentów na zapleczu w jedną, spójną całość.

Przyjemnie się pisało ten segment, każdy tu spełnił zdecydowanie swoją rolę. Brzmiało to trochę jak takie "ostatnie ostrzeżenie" ze strony Outfit, jednak jak można się domyślić, nie przyniosło efektów. Enzo podostrzył, Vizzini chłodny jak zwykle, u Dereka też zdecydowanie pasuje, że jest nieufny nawet wobec swoich partnerów. Edgar przyjął dla swojego kompana milszą narrację i bardziej skupił się na rywalach, co również jest na miejscu. Była chemia, było gimmickowo, każdy dowiózł na poziomie, dla mnie w porządku pogawędka.

Xebec w sumie wjechał zasiać trochę chaosu, odpowiada mi to. Całkiem kontrowersyjny tekst z dziećmi. Każdemu się w sumie oberwało, było w sumie okey, nic ponad stan, liczę, że Xebec nam się rozkręci. Ze smakiem Lord, podobała mi się odpowiedź na tekst o Temu, nie zabrakło też szpili w Roba, co było na miejscu. Chris spełnił swoją rolę reagując w ten sposób i dodatkowo wywołując McŁowicza. Rob z sensem jak najbardziej, na odpowiednim poziomie, dodatkowo podostrzył dyskusję i dalej już poleciało agresywniej z każdej strony. Podoba mi się, że wywiązała się z tego dyskusja, a nie monologi, wszystko zgodnie z zamysłem, padały szpilki z każdej strony, elegancko. Mantel wychodzi i wypowiada się z taką wyższością nad całą resztą, no i nie ma się co dziwić, on już swoje miejsce na Danse Macabre ma, w przeciwieństwie do kłócących się zawodników. Przyjemny speech, gimmickowo było, również spełnił tu swoją rolę. W porządku segment.

Blaze tutaj taki głos rozsądku. Mniej doświadczony od Ransoma, ale z zupełnie innym nastawieniem, dlatego właśnie do niego zwrócił się Maksiu, biorąc pod uwagę co spotykało Axela i jaki ma do tego stosunek. Blaze zrobił dokładnie to, czego od niego oczekiwałem i jestem zadowolony finalnie z tego segmentu, cieszę się, że Brother Remik zaufał nam względem tego połączenia, a co najważniejsze - do czegoś ono prowadziło.

Ten segment się musiał pojawić, w końcu jesteśmy po pierwszym niepowodzeniu Outfit. Tony oczywiście klasa, Vizzini również swoje zadanie wykonał bardzo dobrze. Krótkie to było, ale nieodzowne dla tej gali. Poza tym, mega przyjemnie się pisze segmenty z chłopakami.

No to lecimy z RIVEREM. Nie wiem czy już wspominałem, ale bardzo siedzi mi ta Layla na theme song. Pierwsze sekundy piosenki są bardzo ważne, a Layla totalnie ma to coś. Jak mam się o coś przyczepić, to może lekko na wyrost jeszcze to sformułowanie o legendzie, ale jednak czas e-fedowy płynie trochę innym tempem niż rzeczywisty, był niepokonany tyle walk i na swój sposób jest to "legendarne". Nie River, możesz być spokojny, nie przynudzałeś. Bardzo emocjonalny speech, wiele jak tutaj wyjaśnił, były momenty chwytające za serce - świetny pomysł i super poziom moim zdaniem. Trzyma się tu wszystko kupy, argumentacja, słownictwo, gra emocjami, cała budowa zdecydowanie zrobiona w pełni profesjonalnie. Świetna robota, dostał dużo czasu antenowego, ale wykorzystał go naprawdę pięknie. Ajaj, Rysiu płynie tym Doktorkiem. Kolejny mega przyjemny speech zrobiony w odpowiednim klimacie, naprawdę sensowną argumentacją. Jak mi niesamowicie siedzi to połączenie Rivera z Doktorkiem, to czysta przyjemność czytać takie segmenty. Waters ładnie odbija piłeczkę na koniec, jakby dając do myślenia Kline'owi, czy na pewno wszystko kontroluje. Bardzo dobry opis, czy tutaj mamy nawiązanie do mojego kochanego True Detective? No ewidentnie, jestem pewien, że Game puszcza tu oczko w moją stronę, szanuję. Ach, piękne zwieńczenie tego segmentu tym ostatnim zdaniem. Panowie - klasa, nie był to najkrótszy segment zdecydowanie, ale nie znużył mnie ani na moment. Świetna robota, kompletnie nie żałuję, że dostał tak zaszczytne miejsce przed samym Main Eventem.

Kolejny nocny finał na Elysium, Outfit pierwszy raz wychodzi NA TARCZY z gali.

Podobało mi się, sporo mocnych momentów, chyba wszystko dojechało. Idziemy w dobrym kierunku, już po komentach widzę, że 7 to bangerek, tak jak miało być. Sporo segów skomentowane mniej dokładnie, no ale miałem w nich czynny udział, więc ciężko mi się rozpisywać skoro były klepnięte przeze mnie w takiej formie.

Pozdrawiam,

Pan Terry
Którego czas ostatnio zmiata z planszy.

3/0/2
 
5/0/2
Golden Laurel Briefcase (2026)
Odpowiedz
Cytuj
Strony (2): Wstecz 1 2
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości
Użytkownicy przeglądający ten wątek:
 1 gości